Home Tagi Wpis otagowany "innowacje"

innowacje

Rozmowy kwalifikacyjne w formie video szybko stają się gorącym trendem na rynku pracy. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na niższe koszty, oszczędność czasu i zasobów, a także większą wydajność. Z przeprowadzonych badań wynika, że w 2016 roku aż 63 proc. przedsiębiorców i firm korzystało z wywiadów wideo, by zatrudnić osoby na stanowiska kierownicze i średniego szczebla, z czego 84 proc. respondentów zatrudniło od 1 do 50 pracowników właśnie w ten sposób. Co więcej, 90 proc. osób deklaruje, że skorzysta z tej technologii w 2017r. Na czym właściwie polega fenomen nowego trendu i dlaczego nie możemy go zignorować?

Obecnie wszyscy korzystamy z wideo rozmów. Skype, FaceTime, Snapchat, relacje na Instagramie – nie opisujemy już jedynie słowem, ale głównie obrazem. Wideo staje się najczęściej używaną formą komunikacji, która łączy ludzi z całego świata. Żyjemy szybciej, komunikujemy się szybciej, odbieramy tysiące wiadomości dziennie. Wszechobecny szum informacyjny wymaga dostosowania się i pracy z technologią praktycznie w każdej dziedzinie. – Dzisiejszy rynek rekrutacji przeniósł się dużej mierze do świata digital – mówi Michał Młynarczyk, Prezes devire. Jak wskazują dane StatCounter w październiku po raz pierwszy to nie komputery a urządzenia przenośne królowały w zakresie korzystania z Internetu. Większość, czyli ponad 51 proc. danych przetworzono na tabletach i smartfonach. – Ten trend widać również na rynku rekrutacji. Coraz więcej kandydatów aplikuje mobilnie, rozmowy kwalifikacyjne odbywają się z użyciem wideo, a proces selekcji kandydatów skracany jest do minimum dzięki specjalistycznym programom i technologiom – dodaje Michał Młynarczyk.

Starymi metodami,

Oszczędność czasu i zasobów

Zaplanowanie i przeprowadzenie pierwszych spotkań między kandydatem a pracodawcą jest jednym z głównych powodów opóźnień i strat finansowych dla firm. Z badań wynika, że dwie najczęstsze przeszkody uniemożliwiające firmom realizację strategii w 2016 r. to ograniczenia budżetowe i brak wykwalifikowanego personelu (41 proc.) Selekcja i wywiady przesiewowe są często drogie i czasochłonne, a przedłużający się proces rekrutacji jest obecnie największą bolączką firm rekrutacyjnych i przedsiębiorców. Statystyczny kandydat, który zmienia pracę ma średnio 3-4 oferty, natomiast decyzję podejmuje najczęściej w przeciągu 2-3 tygodni – jak wynika z danych devire. W sytuacji, gdy pracodawca zwleka, lub nie jest w stanie spotkać się z kandydatem ze względu na różne czynniki zewnętrzne (np. miejsce zamieszkania, odległość, czy wyjazd służbowy) narażony jest zarówno na koszt utraty dobrego kandydata, jak i koszt utraconych korzyści dla firmy. W takim przypadku, wykorzystanie technologii i wideo rozmowy pozwala na zredukowanie ewentualnych strat do minimum. Nie ulega wątpliwości, że kandydat i pracodawca wymagają szybkich i skutecznych procesów. Procedury rekrutacyjne odbywające się za pomocą Internetu nie tylko zmniejszają koszty, ale usuwają trudności związane z podróżowaniem. Dzięki wywiadom wideo kandydaci i menedżerowie mogą odbyć rozmowę w dogodnym dla nich miejscu i czasie. – Rekruter korzystający z rozmów wideo może koordynować rozmowy panelowe lub rozmowy kwalifikacyjne z wieloma osobami. Jest to znacznie skuteczniejszy sposób spotkania zwłaszcza gdy wszyscy uczestnicy znajdują się w różnych miejscach. Ponadto, brak bariery związanej z odległością daje pracodawcy dostęp do globalnych talentów. Wywiady wideo mogą być również wykorzystane jako wstępne przesłuchanie przed spotkaniem in-person lub zastąpić wywiad z osobą w celu stworzenia wygodniejszego procesu, redukując koszty, planując możliwe konflikty i potrzeby podróży – podkreśla Michał Młynarczyk, prezes devire.

Lepsza selekcja, lepsze dopasowania

Korzystanie z internetowych wywiadów wideo umożliwia skuteczniejszą selekcję kandydatów, a tym samym zwiększa szanse na wybranie najlepszego z nich. Dzięki rozmowom przeprowadzanym online można oprzeć pierwszy wybór nie tylko na podstawie CV (wiedzy i doświadczeniu), ale także na tzw. „miękkich umiejętnościach”. Nagrywanie rozmów, ocena i komentowanie odpowiedzi kandydata ułatwiają porównanie i sprawdzenie wszystkich interesariuszy. Wideorozmowy kwalifikacyjne ze względu na aspekt wizualny, pozwalają na jaśniejszą komunikacje i bardziej osobiste interakcje. Język ciała, wygląd i zachowanie nadal mogą być oceniane – co nie jest możliwe w przypadku rozmowy telefonicznej. Dodatkowym wsparciem widerozmów stają się specjalne nakładki, które analizują mimikę twarzy kandydata, jego zachowania ruchowe, a nawet tembr głosu i intonacje wokalne. Dzięki takim wskaźnikom analitycznym, pracodawca może ocenić, czy kandydat jest zestresowany, czy mówi prawdę, a także, czy ma odpowiednie predyspozycje wymagane na danym stanowisku. W związku z tym, że 66 proc. populacji świata korzysta z telefonów komórkowych i posiada kamerę w kieszeni ciekawym rozwiązaniem staje się również tzw. pre-recorded interview. Na czym to polega? Kandydat dostaje od potencjalnego pracodawcy link za pomocą którego może nagrać 30 sek. film z odpowiedziami na zadane pytania. Ponadto, kandydat ma szanse na powtórzenie nagrania do momentu, aż uzna, że spełnia ono odpowiednie standardy – co nie jest możliwe w przypadku rozmowy na żywo lub za pomocą technologii. Jednocześnie nie zapominajmy, że preferencje i życzenia kandydatów również się zmieniają i nie można ich ignorować. Pracodawca powinien zadbać o jak najlepsze doświadczenia związane z kontaktem z firmą. Wyraźny szacunek dla potrzeb i czasu potencjalnych pracowników jest dobrym sposobem na budowanie pozytywnego wizerunku marki.

Dodatkowo a nie zamiast

Większość osób poszukujących pracy nadal bardzo ceni sobie rozmowę osobistą. Dla wielu CV lub rozmowa telefoniczna nie jest odpowiednim sposobem, by właściwie się zaprezentować. Wywiady online oferują skuteczną alternatywę bez utraty osobistego doświadczenia kandydata. Kontakt interpersonalny to nadal priorytet dla obydwu stron i nie można go wyeliminować. Mimo, że rozwiązania technologiczne stają się standardem, tego elementu nie da się zastąpić. – Aby odnieść sukces na dzisiejszym rynku rekrutacji najistotniejsze jest odpowiednie dopasowanie oferty. Kluczem jest dogłębne poznanie zarówno pracownika jak i pracodawcy, ich preferencji, potrzeb, ale również słabych stron. Owszem, przyśpieszamy procesy za pomocą technologii oraz innowacyjnych rozwiązań, ale nie możemy i nie powinniśmy uciekać od tradycyjnego sposobu kontaktu z klientem. Właśnie dlatego stosujemy metody bezpośredniego dotarcia, jesteśmy obecni na konferencjach i targach, a także w dużej mierze polegamy na referencjach. Grunt to znaleźć „złoty środek” i umiejętnie połączyć wieloletnie doświadczenie z nowoczesną technologią i trendami – w ten sposób tworzymy przyszłość rekrutacji – podkreśla Michał Młynarczyk, Prezes devire.

 

Źródło: Devonshire/devire

Działy IT powinny pełnić funkcję źródła nowych inspiracji w polskich firmach – mówił Daniel Kierdal na tegorocznej konferencji OSEC Forum. Wdrażając nowoczesne metody zarządzania, niwelując potencjalne zagrożenia i innowacyjnie podchodząc do rozłożenia budżetu, IT może stać się motorem napędowym biznesu i znacząco przyczyniać się do rozwoju firmy. Oto część managerska pierwszej edycji Forum w pigułce dla tych, którzy z IT chcą być na bieżąco.

  1. Dział IT jako doradca biznesowy

Rozwój technologii, w tym obecność mobilnych aplikacji niemal w każdej dziedzinie życia, sprawił, że informatyk przestał być postrzegany jako osoba od naprawy zepsutego komputera. Spójrz na dział IT jako na pole nowych możliwości. Według Daniela Kierdala, eksperta z kilkunastoletnim doświadczeniem w obszarze oprogramowania dla przedsiębiorstw, dział IT w firmie powinien pełnić funkcję doradcy dla biznesu i zarządzać usługami dla biznesu. Część usług to usługi wewnętrzne a część zewnętrzne. Umiejętność odpowiedniego połączenia i wykorzystania oprogramowania własnego i tego dostarczanego w modelu SaaS może dać przewagę konkurencyjną firmie.

  1. Przygotuj się na zagrożenia

Popularny skrót IoT (Internet of Things) może mieć również inne rozwinięcie – Internet of Threats. Zagrożenia związane z przenoszeniem ogromnej ilości danych do sieci, pozyskiwaniem ich przez wszelakie aplikacje i programy (zezwolenia na geolokalizację, dostęp do multimediów, kontaktów) mogą dorównywać wynikającym z tego korzyściom. Dla biznesu równie niebezpieczne są poważne ataki, polegające na wykradnięciu danych, jak i krótkotrwałe awarie, które generują jednak duże starty finansowe. W 2016 roku kilka popularnych platform, m.in. Twitter, Amazon czy Netflix, doświadczyły tzw. DDoS – ataku rozproszonego. Polega on na przepełnianiu zasobów danego serwera tak, aby użytkownicy nie mogli z nich korzystać. Dariusz Puchalak, konsultant i trener IT, przekonywał, że świadomość zagrożeń jest pierwszym i najważniejszym krokiem w zapobieganiu im i chronieniu firm przed konsekwencjami przestoju w działaniu platformy przez cały dzień.

  1. Pomyśl inaczej o kosztach

Większość kosztów w działach IT jest wydawana na utrzymanie, o wiele mniej zaś przeznaczana jest na innowacje. Według Forrester Research koszty w działach i firmach IT rozkładają się średnio na 72% wydawane na utrzymanie oraz 28% wydawanych na rozwój i poszukiwania innowacyjnych rozwiązań. Niedoścignionym w większości firm ideałem jest stosunek 50:50. Przy analizie finansowej kosztów utrzymania IT należy pamiętać o tym, że nie wszystkie koszty są złe. Takim przykładem może być miesięczny koszt oprogramowania, które generuje przychody firmy. Czas wdrożenia usługi SaaS jest znacznie krótszy niż wdrożenie wewnętrzne a może przynieść znaczące korzyści biznesowe. Niektóre rodzaje kosztów są tym, co nakręca każdy biznes. Nie chodzi o ich ograniczanie, a o takie wykorzystanie, które zagwarantuje najlepsze efekty – podkreślał Daniel Kierdal.

  1. Korzystaj z doświadczenia poprzedników

W zarządzaniu firmą, działem lub grupą ludzi ważna jest umiejętność znalezienia najlepszej – optymalnej – metody służącej osiągnięciu celów organizacji. Przy ciągle zmieniających się potrzebach biznesowych i wymaganiach technologicznych taką metodą wydaje się być agile (zarządzanie zwinne). Metody agilowe wnoszą do zarządzania wiele interesujących koncepcji, które powinny być wykorzystywane. Elastyczność i otwartość na zmiany, z jakimi się one wiążą, ułatwiają nie tylko samą pracę zarządczą, ale także pozytywnie wpływają na pobudzanie kreatywności i samodzielności pracowników. Przy okazji agile nie wyklucza starszych, sprawdzonych rozwiązań, a połączenie starszych koncepcji z nowymi bywa często optymalnym rozwiązaniem w danej sytuacji. – Koła nie trzeba wymyślać od nowa, wystarczy je nieco ulepszyć i zmodyfikować. Agile to takie ulepszanie – mówił Grzegorz Poręcki, menadżer z ponad 25-letnim doświadczeniem w Polsce i zagranicą. – Nie chodzi bowiem o odrzucenie rozwiązań, które już znamy, ale sprytne dostosowanie ich do aktualnych potrzeb rynku, managerów i samych pracowników.

  1. Sprawdź, czy wdrożenia działają

Faktyczne wdrożenie nie polega na zakupieniu nowego systemu czy ogłoszeniu obowiązywania nowej strategii działania firmy. Aby otrzymać wymierne efekty, konieczna jest zmiana świadomości pracowników, nauczenie się korzystania z możliwości nowych metodyk,  sprawdzenie ich w różnych okolicznościach biznesowych oraz dostosowanie całej infrastruktury technicznej . Na to wszystko zaś potrzeba przede wszystkim czasu. – Kadrom zarządzającym IT, nie tylko w polskich firmach, ale również zagranicznych, często brakuje cierpliwości i konsekwencji, które są  niezbędne do efektywnego wdrożenia każdego rozwiązania. Czas w projektach wdrożeniowych to zawsze problematyczna sprawa, trzeba jednak znaleźć równowagę pomiędzy stabilnością a zmiennością, zwinnością. Należy pamiętać przy tym, że stanem poszukiwanym i docelowym jest stabilność, nie stagnacja  – dodał Poręcki.

  1. Dopasuj się do klienta

Adopt czy adapt – to dylemat znany w biznesie, zwłaszcza wśród osób z IT. Dziś coraz częściej wygrywa adapt – dopasowanie się, a nie dopasowywanie do siebie. Wynika to z tempa zmian w obszarze technologii. Sukces zależy więc o umiejętności szybkiego i łatwego dopasowania się do bieżących potrzeb rynku i klienta i wychodzenia z nowymi rozwiązaniami. Tak do oczekiwań XXI-wiecznego konsumenta zaadaptowali się m.in. AirB&B – największa sieć „hotelarska” na świecie, która nie posiada ani jednego hotelu czy Uber – globalna sieć przewozowa, która nie posiada ani jednego auta.

Źródło: OSEC

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przedstawiło projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej.

Polska, z wydatkami na inwestycje w prace badawczo-rozwojowe na poziomie 1 proc. PKB, plasuje się na 21 miejscu w UE28. W 2015 r. nakłady na B+R w UE28 wyniosły 2,03 proc. PKB. Najwięcej na B+R wydaje Szwecja (3,26 proc. PKB), Austria (3,07 proc. PKB), Dania(3,03 proc.) i Niemcy (2,87 proc.). Najmniej Rumunia (0,49 proc. PKB).

Cel, który postawiła sobie Polska, to 1,7 proc. wydatków na B+R w relacji do PKB do 2020 r. Zostało nam jeszcze niecałe 4 lata do jego realizacji. Gdyby nakłady na B+R rosły w Polsce w latach 2017-2020 w takim tempie jak w latach 2012-2015 (wzrost z 0,88 proc. PKB do 1 proc. PKB), to w 2020 r. osiągniemy poziom 1,15 proc. PKB, a nie 1,7 proc.

Oczywiście celu można nie zrealizować. Jednak to, co w tej chwili dzieje się na świecie – cyfryzacja, robotyzacja, dynamiczny rozwój gospodarki współdzielenia dzięki nowym technologiom informatycznym, nie pozostawia pola manewru. Musimy stworzyć warunki, które zwiększą zainteresowanie przedsiębiorstw inwestycjami w B+R. Tym bardziej, że „za chwilę” fundusze unijne skończą się. Od 2021 r., jeśli będziemy mieli dostęp do środków europejskich, to w zdecydowanie mniejszej ilości. Niezbędne jest zatem już dzisiaj tworzenie regulacji, które będą motywowały wszystkie podmioty do aktywności w obszarze B+R+I.

MNiSW, MR i MF zdają sobie z tego sprawę, dlatego w 2016 r. MNiSW prowadziło szerokie konsultacje Białej Księgi Innowacji, a teraz na ich podstawie przygotowało projekt ustawy  o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej.

Konfederacja Lewiatan brała udział w tych konsultacjach i cieszymy się, że wiele z naszych postulatów znalazło się w rozwiązaniach proponowanych w tym projekcie ustawy. Przede wszystkim wzrosnąć mają odliczenia z tytułu ulgi na B+R do 100 proc. kosztów kwalifikowanych, niezależnie od wielkości firmy (dzisiaj obowiązuje ulga w wysokości 50 proc. kosztów osobowych dla wszystkich firm oraz 50 proc. pozostałych kosztów kwalifikowanych dla MŚP, a 30 proc. dla dużych firm).

Rozszerzeniu ma ulec także katalog kosztów kwalifikowanych, m.in. o należności z tytułu umów cywilno-prawnych, czy koszty nabycia sprzętu specjalistycznego. Prawo do ulgi na B+R będą miały także firmy działające w Specjalnych Strefach Ekonomicznych (ale od działalności B+R prowadzonej poza SSE). Projekt ustawy proponuje także zniesienie podwójnego opodatkowania funduszy kapitałowych w latach 2018-2023. Szkoda, że projektodawcy nie zdecydowali się w tym przypadku na trwałe rozwiązanie problemu podwójnego opodatkowania inwestorów wspierających projekty B+R+I poprzez fundusze kapitałowe. Kiedyś trzeba będzie to zrobić, może warto zacząć już przy tej ustawie.

Projekt ustawy idzie w dobrym kierunku, ale ma kilka „wad”. Przedsiębiorcy mają jednak nadzieję, że w procesie konsultacji uda się większość z nich przedyskutować, i MNiSW, MR i MF zdecydują się na zmiany, które pozwolą na stworzenie regulacji obejmującej swoim zakresem wszystkie elementy procesu inwestowania w B+R+I.

Przede wszystkim brakuje w projekcie ustawy tzw. innovation box,  czyli obniżonej stawki podatku dochodowego albo zwolnienia podatkowego od dochodów ze sprzedaży praw własności intelektualnej (IP). Większość krajów UE takie rozwiązanie już ma (np. Węgry opodatkowują takie dochody stawką w wysokości 4,5 proc.).

Obawy budzi propozycja poszerzenia uprawnień adwokatów i radców prawnych o możliwość występowania w sprawach związanych ze zgłaszaniem oraz utrzymywaniem ochrony wynalazków. Nie są oni bowiem w stanie zastąpić rzeczników patentowych w roli specjalistów potrafiących ocenić od strony technicznej rozwiązanie zgłaszane do ochrony.

Niepokoi likwidacja Funduszu Kredytu Technologicznego, tym bardziej że przyczyny tej zmiany nie zostały wyjaśnione.

Dziwi propozycja zmniejszenia opłat rocznych za zgłaszanie wynalazku i opłat okresowych za ochronę wynalazku skierowana jedynie do akademickich inkubatorów przedsiębiorczości i centrów transferu technologii. Przedsiębiorstwa, szczególnie z sektora MŚP, także mają problem z pokryciem kosztów ochrony praw własności intelektualnej. Warto zatem, aby projektodawcy zastanowili się nad innym rozwiązaniem, np. stworzeniem odrębnego funduszu, który korzystając z funduszy unijnych, współfinansowałby koszty związane ze zgłaszaniem wniosków o udzielnie praw IP oraz koszty ochrony praw wyłącznych.

Spraw wymagających dyskusji i wyjaśnienia jest znacznie więcej (chociażby potrzeba posługiwania się pojęciem kosztów poniesionych przez podatnika na działalność B+R, a nie pojęciem kosztów uzyskania przychodów), ale patrząc na dotychczasową naszą współpracę z MNiSW i MR dotyczącą rozwiązań wspierających inwestycje w B+R+I, będzie wreszcie szansa na wzrost inwestycji w B+R, i innowacje. I może uda się nie tylko zwiększyć nakłady na B+R do poziomu 1,7 proc. PKB, ale także dadzą one technologie i produkty, którymi polskie przedsiębiorstwa będą mogły skutecznie konkurować na świecie.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

KOCHAŃSKI ZIĘBA I PARTNERZY ZWYCIĘSKĄ FIRMĄ DORADZTWA PODATKOWEGO W NAJBARDZIEJ PRESTIŻOWYM RANKINGU INTERNATIONAL TAX REVIEW’S EUROPEAN TAX AWARDS 2017.

KZP zdobyła główną nagrodę w kategorii Poland Tax Firm of the Year w ramach międzynarodowego rankingu firm doradztwa podatkowego International Tax Review’s European Tax Awards 2017. Co więcej KZP była także nominowana w kategorii Ceny Transferowe.

European Tax Awards odbywają się corocznie od roku 2005 roku i są przyznawane wiodącym krajowym oraz międzynarodowym firmom z całej Europy specjalizującym się w doradztwie podatkowym.

To wielki zaszczyt i przyjemność otrzymać tak ważną nagrodę. To ukoronowanie ciężkiej, pracy całego zespołu, który posiada unikatowy know-how. Połączenie wyjątkowej wiedzy i praktycznego doświadczenia. Taka właśnie synergia pozwala nam na świadczenie usług dla krajowych i międzynarodowych Klientów, a także w ramach największych projektach transgranicznych. Zagadnienia podatkowe odgrywają ważną rolę niemal w każdej transakcji, czy to M&A, kupnie/sprzedaży nieruchomości czy związanej z finansowaniem, dlatego przykładamy do nich w KZP wielką wagę.” – powiedział Tomasz Zaleski, Szef Praktyki Podatków w Kochański Zięba i Partnerzy.

International Tax Review jest wiodącym w Europie miesięcznikiem przeznaczonym dla specjalistów oraz doradców podatkowych świadczących swoje usługi we wszystkich obszarach gospodarczych, prywatnych czy rządowych. W magazynie opisywane są zarówno krajowe jak i międzynarodowe zagadnienia dotyczące podatków oraz prawa podatkowego.

Jesteśmy dumni, iż otrzymaliśmy Poland Tax Firm of the Year. Nagroda jest tym bardziej wyjątkowa, gdyż rywalizowaliśmy m.in. z międzynarodowymi firmami z Wielkiej Czwórki, których jedną z podstawowych usług jest doradztwo podatkowe, podczas gdy w ramach KZP Praktyka Podatków jest komplementarna do innych, silnych obszarów prawnych. Ta nagroda stanowi zatem dowód naszych pełnych możliwości w ramach świadczenia usług prawno- podatkowych. Na koniec chciałbym podkreślić iż była to pierwsza nominacja dla KZP i od razu zwycięska.” – dodał Rafał Zięba, Partner Zarządzający KZP

Piotr Kochański, Założyciel i Partner Zarządzający uzupełnia:Ta prestiżowa nagroda to dalsze uznanie dla naszej ciężkiej, wieloletniej i wytrwałej pracy oraz nowej, innowacyjnej strategii, którą skutecznie wdrażamy od dwóch lat. Od tego czasu byliśmy dwukrotnie nominowani przez European Lawyer Awards jako Law Firm of the Year Central Europe (2016, 2017), byliśmy jedyną, polską firmą prawniczą uznaną w rankingu Financial Times Innovative Lawyers (2016) oraz zajęliśmy I miejsce w rankingu Warsaw Business Journal jako Polish law firms (2016/2017)”.

 

Ponad 90 różnego rodzaju wydarzeń: konferencji, warsztatów, wykładów, paneli dyskusyjnych, szkoleń czy pokazów – będzie czekać na uczestników Małopolskiego Festiwalu Innowacji. Odbędzie się on między 15 a 21 maja w pięciu miastach regionu – Krakowie, Tarnowie, Chrzanowie, Słomnikach i Nowym Sączu.

Organizowany już po raz siódmy przez Województwo Małopolskie festiwal jest jedynym tego typu wydarzeniem w regionie, podczas którego uczestnicy mogą być tak blisko wszelkiego rodzaju innowacji. Dzięki wydarzeniu młodzi ludzie będą mogli poznać dobre praktyki promowaniu pomysłów wśród potencjalnych inwestorów, a przede wszystkim zobaczyć, że innowacyjne podejście w biznesie to najlepszy sposób na budowanie konkurencyjności swojej firmy.

MFI zainauguruje konferencja „Sztuczna inteligencja przyszłością nowoczesnego biznesu”. Jej uczestnicy będą dyskutować m.in. o nowych technologiach z zakresu sztucznej inteligencji (ang. Artificial Intelligence), które oferują rozwiązania coraz chętniej wprowadzane przez świat biznesu i z pewnością znacząco zmienią jego oblicze, jak również nasze codzienne życie. Wśród zaproszonych prelegentów są m.in. blogerzy: Natalia Hatalska oraz Artur Kurasiński.

Podobnie jak w latach ubiegłych, także podczas tej edycji festiwalu odbędzie się cykl trzech spotkań „Przy kawie o innowacjach”. Tym razem głównym tematem spotkań będzie komunikacja marketingowa i jej rola w działalności biznesowej.

W sumie w trakcie tygodnia innowacji, w Małopolsce odbędzie się ponad 90 wydarzeń organizowanych przez 40 partnerów, m.in. w Krakowie, Tarnowie, Nowym Sączu, Słomnikach i Chrzanowie. Będzie można odwiedzić nowoczesne laboratoria, zobaczyć pokazy multimedialnych technologii czy też uczestniczyć w kreatywnych warsztatach. Ponadto, przygotowana została bogata oferta wydarzeń skierowanych do start-upów oraz osób planujących założenie własnej firmy.

Szczegółowy program Małopolskiego Festiwalu Innowacji znajduje się tutaj:

http://www.festiwalinnowacji.malopolska.pl/index.php/program-mfi

Po więcej informacji zapraszamy również na fanpage:

https://www.facebook.com/malopolskifestiwalinnowacji

Dane GUS wskazują, że niemal co piąta pracująca w Polsce osoba (23 proc.) jest zatrudniona w mikroprzedsiębiorstwie. Natomiast zgodnie z obowiązującymi przepisami, firmy zatrudniające do 9 osób, a więc właśnie mikroprzedsiębiorstwa, nie są zobowiązane do tworzenia wewnętrznej służby BHP, ani także do korzystania z zewnętrznych specjalistów z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy. Czy to oznacza, że 3,76 mln osób zatrudnionych w mikrofirmach jest bardziej narażone na wypadki przy pracy?

Zatrudnienie nawet jednej osoby w oparciu o umowę o pracę powoduje, że przedsiębiorca staje się pracodawcą. Oznacza to, że zaczyna go obowiązywać Kodeks Pracy, w tym przepisy dotyczące bezpieczeństwa i higieny pracy. Natomiast jak się okazuje, w firmach które zatrudniają do 9 osób, nie ma obowiązku tworzenia wewnętrznej lub zewnętrznej służby BHP. Czy to oznacza, że nie jest ona potrzebna?

Istnieje możliwość, aby w mikrofirmie pracodawca posiadający ukończone szkolenie wykonywał niezbędne zadania służby BHP. Jednak zawsze pozostawia to wątpliwości dotyczące faktycznej jakości edukacji z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy, a także oceny zagrożeń i możliwości zapobiegania im zawczasu – mówi Hubert Miłosz Wawrzyniak, członek zarządu w W&W Consulting.- Należy podkreślić, że zastosowanie procedur bezpieczeństwa i racjonalne podejście do ich stosowania ma wpływ nie tylko na zmniejszenie liczby wypadków przy pracy, ale także na wizerunek danej firmy, jako miejsca dbającego o swoich pracowników.

Niemal połowa polskich mikro, małych i średnich firm działa w branży handlowej (46,3 proc.), drugą co do wielkości grupę stanowią firmy przemysłowe (31,4 proc.), następnie usługi (14,6 proc.).Okazuje się, że to także sektory, w których w 2016 roku odnotowano najwięcej wypadków przy pracy. Niemal 32 proc. tego rodzaju zdarzeń miało miejsce w przetwórstwie przemysłowym, a ponad 13 proc. w handlu i naprawie pojazdów. Jak się okazuje, najczęstszymi przyczynami wypadków przy pracy jest nieprawidłowe zachowanie pracownika (ponad 60 proc. odnotowanych w 2016 roku zdarzeń). Pozostałymi powodami wypadków były: niewłaściwy stan narzędzi, wyposażenia lub budynków, co było powodem 8,4 proc. wypadków oraz niekorzystanie lub niewłaściwe posługiwanie się narzędziami lub wyposażeniem, co spowodowało 7,4 proc. zdarzeń.

Zadania służby BHP

Obowiązkiem pracodawcy zgodnie z obowiązującym prawem jest organizowanie szkoleń BHP dla pracowników – muszą się one odbywać w ich godzinach pracy oraz na koszt pracodawcy. Do szkoleń obowiązkowych należą zarówno wstępne, jak i okresowe. Kolejną kwestią, za którą odpowiada pracodawca jest przeprowadzanie wstępnych, okresowych i kontrolnych badań lekarskich. Jednak to tylko podstawy, zgodnie z polskim prawem to pracodawca odpowiada także za organizację pracy zgodnie z zasadami BHP, ich przestrzeganie oraz kontrolę i usuwanie uchybień w tym zakresie. Ważne jest także dostosowywanie do zmieniających się przepisów oraz zaleceń inspektorów pracy.

Nie bez powodu pracodawcy decydują się na zatrudnienie dedykowanych bezpieczeństwu i higienie pracy osób. Obowiązki wynikające z przepisów pracy są absorbujące i wymagają specjalistycznej wiedzy – tłumaczy Hubert Miłosz Wawrzyniak.- Właściwe podejście do tematów BHP pozwala na ograniczenie zagrożeń oraz wypadków przy pracy, a tym samym kosztów ponoszonych przez pracodawców wynikających z tego rodzaju zdarzeń.

Koszty wypadków przy pracy

Jak wskazują dane GUS, do najczęstszych urazów w wypadkach przy pracy, które miały miejsce w 2016 roku,  należały uszkodzenia rąk (43,8 proc.) i nóg (34,4 proc.), a niemal 100 proc. z nich była lekka. Pomimo, tego, że większość urazów, które nastąpiły w czasie wypadków przy pracy nie była groźna dla życia, ani nie spowodowała długotrwałej niezdolności do pracy, równocześnie uniemożliwiały one wykonywanie obowiązków zawodowych.

– Zwolnienie lekarskie po wypadkach przy pracy w 2016 roku trwało średnio 34,6 dnia. – Koszt jednego dnia absencji chorobowej w Polsce, który ponosi pracodawca, wynosi średnio 373 zł lub 565 zł. Kwota ta zależy od tego, czy został zatrudniony pracownik na zastępstwo, czy praca została rozdysponowana pomiędzy zespół, który otrzyma wynagrodzenie za przepracowane nadgodziny – komentuje członek zarządu W&W Consulting.
Warto jednak podkreślić, że w przypadku mikrofirmy w przypadku nieobecności poszkodowanego pracownika powinno się brać pod uwagę także fakt, że często zatrudnienie zastępstwa lub rozdzielenie obowiązków pomiędzy zespół jest niemożliwe. W takiej sytuacji należy liczyć się z potencjalną utratą zysków, które były możliwe do uzyskania w przypadku uniknięcia wypadku przy pracy. BHP to nie tylko przykry obowiązek związany z wypełnieniem przepisów prawnych, ale przede wszystkim przestrzeń na innowacje i wartość dodaną dla organizacji jaką jest możliwość zaoferowania na rynku pracownika wysoce konkurencyjnej oferty dla kandydatów poszukujących atrakcyjnej oferty pracy, która zapewnia bezpieczeństwo. – podsumowuje Hubert Miłosz Wawrzyniak.

 

Źródło: W&W Consulting

Według danych portalu Stackoverflow przeciętny programista spędza około siedmiu godzin tygodniowo pracując hobbystycznie nad rozwojem oprogramowania i uczestnicząc w projektach open source, czyli takich, które bazują na otwartym, dostępnym dla każdego kodzie. Na bezpłatne udostępnianie własnego know-how decydują się jednak nie tylko osoby prywatne, lecz także firmy z całego świata. Aż 65 proc. z nich wnosi swój wkład do projektów tego typu. Biznes zaczyna dostrzegać realne korzyści płynące z bezpłatnego dzielenia się własnym dorobkiem.

Branża nowoczesnych technologii należy do jednej z najbardziej otwartych na networking i wymianę wiedzy. Takie działania ułatwia z pewnością możliwość budowania społeczności online. Liczby mówią same za siebie. Z portalu Stackoverflow.com, stanowiącego forum dla osób zainteresowanych programowaniem, miesięcznie korzysta prawie 17 mln specjalistów IT. Z ankiety przeprowadzonej wśród użytkowników serwisu wynika, że 70 proc. z nich poświęca minimum dwie godzinny tygodniowo na programowanie hobbystyczne albo rozwój projektów open source. W przypadku co piątego badanego liczba ta wzrasta do ponad 10 godzin tygodniowo. Przeciętnie, badani poświęcają na projekty niezwiązane z pracą zawodową siedem godzin tygodniowo.

Ogromnym atutem ruchu open source jest efekt skali. Nad otwartym oprogramowaniem pracuje wielomilionowa społeczność specjalistów, która weryfikuje jakość kodu, wyłapuje błędy, sugeruje usprawnienia czy projektuje nowe funkcjonalności. Taka działalność to dla wielu z nich sposób na ciągłe doskonalenie umiejętności zawodowych, wzbogacanie portfolio czy budowanie relacji wewnątrz branży – mówi Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska, organizator Open Source Day, największego w Polsce wydarzenia dedykowanego otwartemu oprogramowaniu.

Jednak przykład ruchu open source pokazuje, że dzieleniem się wiedzą są zainteresowani nie tylko pojedynczy specjaliści, ale także całe organizacje. Z badania The Future of Open Source Survey 2016 wynika, że ok. 65 proc. organizacji kontrybuuje do projektów bazujących na otwartym kodzie, czyli takich, z których w przyszłości będzie mógł skorzystać każdy. W jednej na trzy firmy co najmniej połowa deweloperów pracuje nad otwartymi projektami. Rosnąca powszechność udostępniania kodu oprogramowania i korzyści płynące z tego typu praktyk sprawiają, że nawet technologiczni giganci kojarzeni przede wszystkim z rozwiązaniami zamkniętymi, jak Apple czy Microsoft, wykonują ukłon w stronę społeczności open source. Ten drugi w ubiegłym roku stał się członkiem Linux Foundation, organizacji non-profit wspierającej otwarte technologie. W 2014 r. firma udostępniła swoją platformę programistyczną .NET, co oznacza, że każdy kto chce rozwijać rozwiązania oparte o ten kod poza środowiskiem Windows ma w tej chwili taką możliwość. Z kolei w 2015 r. Apple udostępniło kod źródłowy opracowanego przez siebie języka programistycznego Swift.

Na tym zjawisku zyskują klienci dostawców oprogramowania. Otwartość kodu zmusza do ciągłego inwestowania w innowacje i rozwój produktu.  Dodatkową korzyścią jest fakt, że nie zachodzi tu tzw. zjawisko vendor lock-in, czyli uzależnienia od konkretnego dostawcy. Oznacza to, że użytkownik nie ponosi wielkich kosztów związanych z ewentualną zmianą dostawcy. Nie istnieje też ryzyko związane z zaniechaniem produkcji, bo w przypadku Open Source projekt może być kontynuowany czy to samodzielnie czy z innym dostawcą – dodaje Dariusz Świąder, Linux Polska.

Gospodarka oparta na dzieleniu się

Tego typu praktyki nie są jednak wyłącznie domeną branży IT. Jednym z głośniejszych przykładów udostępnienia dorobku intelektualnego przedsiębiorstwa było ujawnienie w 2014 r. przez Teslę patentów firmy. Rok później w jej ślady poszła Toyota ogłaszając, że udostępnia za darmo patenty związane z samochodami fuel cell. Ich nieodpłatne wykorzystanie będzie możliwe do roku 2020, kiedy jak przewiduje producent zakończy się proces wstępnego wprowadzenia tego rozwiązania na rynek. Pomimo, że działania obu firm wydają się być z pozoru sprzeczne z ich interesami, w rzeczywistości stanowią przemyślaną część strategii biznesowej. Komentując swoją decyzję CEO Tesli Elon Musk powiedział: Odczuwaliśmy potrzebę wystąpienia o patenty, ponieważ obawialiśmy się, że duże firmy motoryzacyjne skopiują naszą technologię, a później wykorzystają swoje zaplecze produkcyjne, sprzedażowe i marketingowe, by zdominować rynek. Nie mogliśmy się bardziej pomylić. (…) Pojazdy elektryczne nie stanowią nawet 1 proc. sprzedaży dużych koncernów samochodowych. Decyzja o uwolnieniu patentów ma szansę przyczynić się do rozwoju całego rynku, na czym skorzysta sama Tesla, np. sprzedając baterie do rozwiązań stworzonych przez konkurencję na bazie udostępnionych technologii. Przykład ten pokazuje, że tradycyjne podejście do ochrony firmowego know-how nie zawsze sprawdza się w sektorach opartych na innowacjach. Filozofia open source będzie więc w coraz większym stopniu przenikać do świata biznesu.

O Konferencji Open Source Day

Open Source Day to największe w Polsce i Europie wydarzenie poświęcone otwartemu oprogramowaniu. W dotychczasowych edycjach udział wzięło 5 tys. osób, a kilkanaście tysięcy śledziło relację online. Open Source Day stanowi platformę wymiany wiedzy na temat otwartego oprogramowania, jednego z najważniejszych obecnie kierunków rozwoju nowoczesnych technologii, umożliwiającego tworzenie wysokiej jakości, stabilnych  rozwiązań IT, które dziś są podstawą działania wszystkich gałęzi gospodarki. Gośćmi specjalnymi poprzednich edycji byli przedstawiciele Rządu, m.in. Wicepremier, Minister Gospodarki, Pan Waldemar Pawlak, Minister Administracji i Cyfryzacji Pan Michał Boni,  a także Wiceminister Cyfryzacji, Pan Piotr Woźny. 10., jubileuszowa edycja konferencji odbędzie się w dniu 17 maja 2017 r. w Warszawie.

Źródło: Lightscape

Do niedawna „sztuczna inteligencja” była odległą wizją przyszłości i kojarzyła się głównie z serialami science fiction. Dzisiaj wirtualna Siri w iPhonie jest już prawie równorzędnym partnerem do rozmowy, odpowiadającym na pytania i dostarczającym potrzebnych informacji. Nie wykluczone, że wkrótce zarezerwuje nam stolik w restauracji lub przełoży umówione spotkanie. Elementy sztucznej inteligencji znalazły także zastosowanie w ubezpieczeniach i doprowadziły do powstania innowacyjnej branży insurtech. Już wkrótce wirtualny agent ubezpieczeniowy przyjmie zgłoszenie szkody, a specjalna aplikacja ubezpieczyciela umożliwi wstępną diagnozę i skontaktuje nas z odpowiednim lekarzem.

Wirtualny agent pomoże, doradzi i dopasuje ubezpieczenie

InsurTech to branża, która łączy przedstawicieli start-upów, twórców innowacyjnych technologii i tradycyjnych ubezpieczycieli. Polskie start-upy insurtechowe pracują nad rozwiązaniami, które mają nie tylko ułatwić obsługę klienta, ale przede wszystkim całkowicie zwirtualizować i spersonalizować system ubezpieczeń. Większość prowadzonych obecnie badań skupia się na wykorzystaniu sztucznej inteligencji w różnych obszarach funkcjonowania ubezpieczycieli.

Aby zrozumieć, czym tak naprawdę zajmują się polskie Insurtechy trzeba spojrzeć szerzej na całą branżę ubezpieczeniową. Nowoczesna technologia wspiera ubezpieczycieli niemal we wszystkich aspektach ich pracy. W obszarze płatności pojawiają się np. rozwiązania umożliwiające dokonywanie płatności za pomocą wirtualnej waluty, tzw. bitcoin. W zakresie obsługi klienta trwają prace nad stworzeniem „wirtualnych agentów”, którzy będą w stanie udzielić rzeczowej rady,  przeanalizować potrzeby konsumenta i dopasowywać odpowiednie produkty ubezpieczeniowe – tłumaczy Marek Zefirian, prezes zarządu Starter24 i członek rady programowej InsurTech Digital Congress.


Australijscy studenci korzystają z polskich rozwiązań

Obszar zainteresowań branży insurtech wykracza znacznie poza tradycyjny sposób myślenia o ubezpieczeniach. Coraz częściej polskie start-upy, działające w obszarze sztucznej inteligencji, nawiązują współpracę z zagranicznymi korporacjami i wdrażają u nich efekty swoich badań. Najlepszym tego przykładem jest wrocławska firma Infermedica, która tworzy oprogramowanie do wstępnej diagnostyki medycznej. Spółka ta opracowała aplikację Symptomate, która przedstawia przypuszczalne jednostki chorobowe, powiązane ze wskazanymi objawami, oraz informuje, do jakiego lekarza specjalisty należy się udać. – Obecnie realizujemy projekt pilotażowy dla jednej z największych firm ubezpieczeniowych na świecie. Obejmuje on australijskich studentów, którzy posiadają indywidualne ubezpieczenie zdrowotne. Mają oni dostęp do infolinii, na której dyżurują lekarze i pielęgniarki. Chcąc odciążyć pracę tej infolinii i usprawnić proces konsultacji z lekarzem, ubezpieczyciel postanowił dać studentom dostęp do aplikacji opartej na naszych rozwiązaniach. Aplikacja na podstawie wprowadzonych przez studenta objawów wstępnie diagnozuje problem i kieruje go do odpowiedniego specjalisty – mówi Piotr Orzechowski, Prezes Zarządu Infermedica.

O tego typu projektach i rozwiązaniach realizowanych przez polskie firmy będą rozmawiać uczestnicy InsurTech Digital Congress – wydarzenia, które powstało w celu integracji polskiej branży insurtech. Pierwsza edycja kongresu odbędzie się już 24 i 25 maja w Warszawie w ramach FutureTech Congress. – Rozwój polskich insurtechów i rosnąca świadomość technologiczna klientów zainspirowały nas do powołania wydarzenia dedykowanego tej innowacyjnej branży. InsurTech Digital Congress to wydarzenie międzynarodowe, które ma pokazać potencjał technologiczny polskiego sektora ubezpieczeń i pomóc w wypracowaniu nowego modelu współpracy pomiędzy insurtechami, a firmami ubezpieczeniowymi – mówi Witold Jaworski, przewodniczący rady programowej InsurTech Digital Congress.

InsurTech Digital Congress odbędzie się w ramach FutureTech Congress – jednego z najważniejszych szczytów biznesowych w Europie Środkowo-Wschodniej, dedykowanego innowacyjnym branżom fintech, insurtech oraz big data. Pierwsza edycja kongresu organizowanego przez MMC Polska odbędzie się 24 i 25 maja w Warszawie. Honorowym przewodniczącym rady programowej jest Zbigniew Jagiełło, prezes zarządu PKO BP.

 

Źródło: Partner of Promotion

Dzięki infrastrukturze IoT, drużyny w USA i w Europie oraz ich sponsorzy dynamicznie pomnażają swoje zyski. Komunikaty, wysyłane w trakcie meczu na aplikacje klubowe, znacznie zwiększają wpływy z reklam oraz sprzedaży gadżetów. W Polsce, jako pierwszy obiekt sportowy, wdrożył to rozwiązanie INEA Stadion w Poznaniu.

Według Raportu Proxbook Q2, obecnie istnieje około 8,2 miliona czujników zbliżeniowych rozmieszczonych na całym świecie. W sprawozdaniu podano też prognozy, które sygnalizują, że do 2020 roku na poziomie globalnym zostanie wdrożonych ok. 400 milionów beaconów. Zdaniem Krzysztofa Łuczaka, eksperta z firmy technologicznej Proxi.cloud, za 5 lat w Polsce będzie co najmniej milion tego typu nadajników. Znajdą się na stadionach, lotniskach, dworcach, a także w sklepach, galeriach handlowych i restauracjach.

– Nowy kanał komunikacji interaktywnej daje specjalistom z zakresu marketingu szerokie pole do działania. Ograniczona zostanie rola statycznych banerów reklamowych, ponieważ nie pozwalają one na bezpośredni i spersonalizowany kontakt z klientami. A trzeba zauważyć, że obecnie konsumenci bardzo chętnie nawiązują relacje z markami. Angażują się w konkursy i akcje rabatowe, np. firm odzieżowych. W zamian za „dodatkową wartość”, udostępniają ich statusy na swoich profilach w social mediach. To ogromny potencjał do wykorzystania, przy użyciu infrastruktury IoT – mówi Krzysztof Łuczak.

Milionowe zyski

W USA beacony ma już 93% stadionów baseballowych, 75% – futbolowych, 53% – do gry w koszykówkę i 46% – hokejowych. Zespoły, które je zaimplementowały na swoich obiektach sportowych, osiągnęły zwrot z inwestycji nawet o 40% od przyrostowych przychodów ze sprzedaży już w pierwszym sezonie. Przykładem tego są drużyny NBA, m.in. Cleveland Cavaliers czy Golden State Warriors. Równocześnie z klubami zyski odnotowują ich partnerzy biznesowi, np. McDondald’s jako sponsor aplikacji Milwaukee Bucks. Kanały nawigacyjne otworzyły bowiem zupełnie nowe możliwości zarabiania pieniędzy, poza sprzedażą towarów i biletów, łącząc fanów ze sponsorowanymi treściami.

– Dzięki rozmieszczeniu beaconów na stadionie, amerykański Orlando Magic podniósł zasięg aplikacji aż o 30%, podczas gdy średnia branżowa wynosiła 5%. Klub zwiększył tym samym sprzedaż biletów o przeszło milion dolarów. Obecnie ponad 80% posiadaczy karnetów tej drużyny korzysta z jej aplikacji. Popularność takiego oprogramowania w połączeniu z sygnałem Bluetooth pomnaża przychody z reklam w dniu meczu. Marki docierają ze spersonalizowaną wiadomością do fanów danego klubu. To podnosi efektywność komunikacji i ogranicza inne, zbędne już wydatki reklamowe – zapewnia Krzysztof Łuczak.

W Europie infrastrukturę IoT posiada m.in. FC PORTO i FC Barcelona. Gdy zawodnik hiszpańskiego klubu strzela bramkę, kibice na stadionie niemal od razu dostają powiadomienia o rabatach na akcesoria klubowe. To zachęca ich do zakupów po zakończonym meczu i zwiększa zaangażowanie użytkowników aplikacji. Takie rozwiązanie marketingowe z powodzeniem można wdrożyć na naszym „podwórku”. Jesteśmy narodem otwartym na innowacje, zwłaszcza te, które podnoszą komfort życiowy. Według eksperta, świadczy o tym fakt, że jako jeden z dwóch krajów na świecie, obok Turcji, chętnie korzystamy z płatności zbliżeniowych.

Na naszym „podwórku”

– INEA Stadion to pierwszy obiekt sportowy w Polsce, który posiada infrastrukturę IoT. Rozmieszczono tam 54 nadajniki tak, by sygnał Bluetooth docierał do kas, bramek wejściowych i trybun. Użytkownicy aplikacji Lecha Poznań, przychodząc na mecz, dostaną np. powiadomienia powitalne z aktualnymi informacjami o drużynie. W trakcie gry mogą odebrać komunikat o rabacie na koszulki, jak hiszpańscy kibice. Telewidzowie nie będą mieli tej opcji. A zgromadzeni na stadionie fani dodatkowo otrzymają prośbę o wystawienie opinii na temat rozgrywki. To będzie budowało ich więź z klubem – przewiduje Krzysztof Łuczak.

Dzięki nowemu narzędziu, aplikacja drużyny z pewnością będzie częściej pobierana przez fanów „Kolejorza”. Wpłyną na to m.in. specjalne oferty klubowe dla użytkowników. W dalszej perspektywie, zarząd drużyny powinien zaangażować swoich sponsorów i partnerów biznesowych do szerszego wykorzystania infrastruktury beaconowej. Można bowiem podłączyć do niej wiele różnych aplikacji mobilnych. Koszt zainstalowania nadajników, liczony w tysiącach złotych, jest niewspółmiernie niski w porównaniu do szeregu korzyści, jakie oferuje.

– Inwestycja poznańskiego obiektu ma szansę zwrócić się już po pół roku. W najbardziej pesymistycznym wariancie, może to nastąpić po 18 miesiącach. Takie obliczenia poczynili partnerzy biznesowi, mający swój udział w projekcie. W dłuższej perspektywie infrastruktura IoT powinna też zwiększyć przychody z dnia meczu i zakupu gadżetów klubowych, podobnie jak w przypadku amerykańskich drużyn. Oczywiście skala sukcesu będzie zależeć od skutecznej strategii marketingowej. Jej najważniejszym elementem będzie budowanie interakcji z kibicami – zapewnia ekspert z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Wachlarz możliwości

Poza INEA Stadionem, beacony zostały zamontowane również w 7 sklepach Lecha Poznań. Mogą wysyłać do klientów komunikaty, brzmiące np. w ten sposób, „tylko dziś otrzymujesz 20% rabatu na akcesoria klubowe”. Jeśli kibic dostanie tego typu powiadomienie, będąc blisko danej placówki „Kolejorza”, to możliwość zrealizowania zakupu z pewnością wzrośnie kilkakrotnie. Takie właśnie wyniki osiągają kampanie realizowane w Stanach Zjednoczonych. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że okażą się skuteczne również w Polsce.

– Przechodząc obok sklepu klubowego lub stadionu piłkarskiego, kibic powinien otrzymywać wiadomości np. o najświeższym transferze piłkarskim lub nadchodzącym meczu. Dzięki takim komunikatom, nie zapomni np. o planowanej rozgrywce. Co więcej, może otrzymać powiadomienie o treści, np. zrób selfie z lokomotywą i wrzuć na Facebooka z tagiem #LechPoznan, a wygrasz szalik z nowej kolekcji. Taka forma grywalizacji szerzej angażuje użytkowników aplikacji do udzielania się w social mediach, a to podnosi rozpoznawalność klubu – przekonuje Krzysztof Łuczak.

Co ciekawe, kibice będą odbierać powiadomienia, znajdując się też poza strefą beaconów. Działanie systemu uzupełni wówczas geofencing. Ta technologia polega na określaniu wirtualnych granic obszaru geograficznego, w którym odbiorca, z zainstalowaną aplikacją, może dostać wiadomość. Jak zapewnia ekspert, to bezpieczne rozwiązanie, a także takie, które nie powoduje większej konsumpcji baterii w telefonie. Okaże się pomocne również na stadionie, gdy fan piłki nożnej zapomni włączyć Bluetooth. Oczywiście usługa zadziała, jeśli wcześniej użytkownik wyrazi zgodę na wykorzystywanie sygnału GPS przez aplikację.

Szansa do wykorzystania

– W mojej opinii, rodzimi konsumenci wyjątkowo szybko adoptują innowacje marketingowe. Może o tym świadczyć np. poziom zaangażowania klientów Biedronki w ostatnią kampanię reklamową z wykorzystaniem aplikacji do skanowania kart ze zwierzętami. Polacy uwielbiają promocje i akcje rabatowe. Perspektywa dodatkowych korzyści dla użytkowników aplikacji ulubionej drużyny powinna być dla nich również atrakcyjna. Dlatego, warto aby za poznańskim przykładem poszły kolejne obiekty sportowe w naszym kraju – stwierdza ekspert z Proxi.cloud.

Montując infrastrukturę IoT na stadionach sportowych w kolejnych miastach, możemy wyróżniać się na tle sąsiednich krajów, którzy często wolniej adoptują nowinki technologiczne. Co więcej, na arenie międzynarodowej Polska zdobyła już mocną pozycję jako producent beaconów. Zatem nie powinno być problemów z wdrożeniem samych nadajników na terenie naszych obiektów. Jednak istnieje inna bariera w rozwoju rodzimego marketingu sportowego. Podstawą interaktywnego kanału komunikacji jest bowiem aplikacja mobilna, której wiele klubów piłkarskich jeszcze nie wdrożyła.

– Koszt stworzenia tego typu aplikacji sukcesywnie spada i przestaje być przeszkodą, tym bardziej dla dużych i średnich klubów. Warto pamiętać o tym, że korzyści płynące z komunikacji interaktywnej z kibicami są nie tylko liczone w pieniądzach. Uruchomienie tego kanału pozwala na lepsze poznanie oczekiwań konsumentów, choćby za pomocą udzielanych przez nich opinii. Oczywiście w dalszej perspektywie to również przekłada się na zyski finansowe, ponieważ zdobyta wiedza pozwala całkowicie spełniać potrzeby klientów – podsumowuje Krzysztof Łuczak.

Źródło: MondayNews

W 2017 roku wartość rynku e-commerce na świecie powinna wynieść 23,445 bilionów dolarów, czyli o 6,3 proc więcej niż rok wcześniej. Do 2020 roku będzie to już 27,726 bilionów dolarów, zdaniem firmy badawczej e-Marketer. Część z tych pieniędzy mogłaby trafić do polskich firm pod warunkiem, że zdecydują się one na szerszą skalę rozwijać sprzedaż online poza granicami kraju.

Podjęcie decyzji o wyjściu z lokalnego rynku za granicę jest trudne. Z reguły towarzyszy temu obawa przed nieznanym, co dotyczy w równym stopniu dużych, jak i małych firm. Warto jednak zdobyć się na ten krok, aby zagwarantować rozwój własnego biznesu. Mniejsze firmy mogą do tego celu wykorzystać branżowe lub horyzontalne platformy e-commerce (jak np. Amazon, eBay, Aliexpress), za których pośrednictwem można szybko i łatwo rozpocząć sprzedaż na świecie. Wiąże się z tym jednak zgoda na znaczącą prowizję. Z tego względu dla większych graczy korzystniejszym rozwiązaniem jest posiadanie własnej platformy e-commerce.

Dlaczego warto sprzedawać za pośrednictwem własnej platformy?

Własna jednolita platforma umożliwi nam łatwe zarządzanie treścią strony internetowej w wielu różnych językach i transakcjami w różnych walutach, z zachowaniem scentralizowanej bazy danych klientów oraz produktów, jak również specyfiki poszczególnych rynków (uwarunkowań kulturowych, cenowych, prawnych). Własna platforma pozwala też łatwo i elastycznie integrować się z systemami zewnętrznymi wykorzystywanymi w firmie, a także, jeśli zaistnieje taka potrzeba, z systemami IT partnerów biznesowych.

Rozwiązanie dla dużego, międzynarodowego e-commerce jest czymś więcej niż systemem dla lokalnego e-sklepu. Różnica jest nie tylko ilościowa, ale i jakościowa. Myśląc o ekspansji międzynarodowej potrzebujemy na tyle elastyczne narzędzie, aby odpowiedziało na wymagania nowych rynków i realizowało założony model biznesowy” – mówi Łukasz Łagudza, Senior Solution Architect w firmie e-point, która specjalizuje się w realizacji rozbudowanych systemów e-commerce w Polsce i na świecie.

Jednolita platforma dla wielu rynków obniża koszty tworzenia, utrzymania i rozwoju systemów e-commerce. Dzięki niej możemy łatwo i tanio wprowadzać nowe moduły i innowacje, które od razu stają się dostępne w każdej wersji językowej. Własna platforma umożliwi nam również bezproblemowe dostosowanie się do kontekstu prawnego i kulturowego w poszczególnych krajach, bo jej podsystemy mogą się od siebie różnić w funkcjonalności i logice biznesowej.

Koszty stworzenia takiej platformy są atrakcyjne, bo z reguły nie tworzy się jej od podstaw, ale w oparciu o frameworki, np. SAP Hybris. W procesie implementacji można te rozwiązania dostosowywać do własnych potrzeb i wymagań, mając przy tym możliwość zaoferowania klientom doświadczenia omnichannel, czyli spójnej komunikacji we wszystkich kanałach sprzedaży, w tym w internecie, sklepach fizycznych, aplikacji mobilnej czy przez call center” – tłumaczy Łukasz Łagudza.

Dobre praktyki Amway

Świetnym przykładem, jak odnieść sukces w międzynarodowym e-commerce, jest firma Amway. Ta amerykańska korporacja od lat działa jako dystrybutor i producent środków czystości, sprzedając je w systemie sprzedaży bezpośredniej. Pierwsze kroki w e-commerce Amway postawił już w 1999 roku, rozwijając swoją platformę do sprzedaży online dla tzw. Niezależnych Przedsiębiorców Amway (NPA) w Europie Zachodniej. Od 2001 roku Amway zaczął także tworzyć odrębne rozwiązania dla krajów Europy Wschodniej.

W 2006 roku firma podjęła decyzję o stworzeniu jednej wspólnej platformy e-commerce dla Europy Wschodniej. Zadanie to zostało powierzone firmie e-point. Platforma miała umożliwić obsłużenie znacznie większej grupy użytkowników, a także łatwe i tańsze dostosowanie do wymagań różnych rynków. Ważnym celem było także dostarczenie nowej, czytelnej i atrakcyjnej warstwy informacyjnej systemu, która miała ułatwić składanie zamówień i zachęcić do związania się z Amway.

Nowy system został początkowo wdrożony tylko w krajach Europy Wschodniej. Jednak skala sukcesu tego projektu, mierzona wielkością zamówień, udziałem procentowym zamówień internetowych w całości oraz znaczącym ograniczeniem kosztów eksploatacji, skłoniła Amway do rozszerzenia platformy także na 16 krajów Europy Zachodniej” – mówi Jarosław Walczuk, E-commerce Strategist z e-point.

W ten sposób Amway w sposób istotny ograniczył zarówno koszty operacyjne, jak i koszty utrzymania platformy e-commerce w całej Europie oraz skrócił time-to-market dla nowych funkcji i krajów. Wynika to z faktu, że platforma jest obecnie utrzymywana w jednym wspólnym centrum hostingowym, a wszystkie zmiany są wprowadzane przez tę samą aplikację. Również czas tworzenia dedykowanych wersji platformy dla nowych krajów jest bardzo krótki. Przykładowo: od grudnia 2011 do marca 2012 roku, czyli w ciągu zaledwie 4 miesięcy, Amway był w stanie udostępnić swoją platformę dla 17 różnych krajów! W sumie jest ich już 35, w 46 wersjach językowych. Korzysta z niej 1,5 miliona użytkowników.

Platforma umożliwia Amwayowi stosowanie ciekawej strategii, która polega na włączaniu nowego kraju najpierw w sprzedaż e-commerce i testowaniu w ten sposób zainteresowania rynku ofertą firmy. Dopiero kiedy testy te wypadają pozytywnie, Amway rozbudowuje fizyczną obecność na nowym rynku. Taką strategię firma zastosowała np. w krajach bałtyckich i Bułgarii, które wydzieliły się odpowiednio z Polski i Rumunii. Obecnie taki proces trwa w Kazachstanie – wyodrębniającym się z Rosji.

Warto dodać, że platforma Amwaya została dostosowana do prawnych regulacji specyficznych dla każdego kraju, gdzie została wdrożona. Od 2012 roku system rozszerzono o wersją mobilną, która jest obecnie jednym z podstawowych narzędzi codziennej pracy dla współpracujących z Amway przedstawicieli.

Dostosuj się do każdego rynku i wszystkich grup docelowych

Jak wynika z case’a Amwaya, kluczem do sukcesu na międzynarodowym rynku e-commerce jest dostosowanie się do preferencji użytkowników i rynku danego kraju w tak dużym stopniu, jak to tylko możliwe.  Dotyczy to w równym stopniu klientów indywidualnych i partnerów biznesowych, jak i uwarunkowań prawnych w danym kraju.

Zaoferowanie klientom możliwości dokonywania zakupów w ojczystym języku i z uwzględnieniem różnic kulturowych, płacenia we własnej walucie i metodą, która jest najpopularniejsza w danym kraju, a także dostosowanie się do ich preferencji w zakresie dostarczenia towaru oraz spełnienie wymogów prawnych dotyczących zwrotów czy reklamacji – to absolutne podstawy międzynarodowego e-commerce. Bez tego trudno osiągnąć realne korzyści z działań na rynku międzynarodowym” – tłumaczy Jarosław Walczuk.

W podobny sposób powinniśmy podejść do potrzeb i oczekiwań partnerów handlowych (B2B). Należy przy tym pamiętać, że zmieniają się one pod wpływem nowych rozwiązań w takich obszarach, jak metody płatności, dostawa towaru, czy coraz większy nacisk na mobile.

E-commerce to bardzo dynamiczne środowisko. Dlatego, aby myśleć o długoterminowym sukcesie warto zawczasu zapewnić sobie spokój od strony technologicznej i skupić się na innych aspektach rozwoju naszego biznesu na międzynarodowym rynku” – podsumowuje Jarosław Walczuk.

Źródło: e-Point SA.

Czyste powietrze i samochody elektryczne są już coraz bliżej polskich ulic. Właśnie ogłoszono uruchomienie Fabryki Samochodów Elektrycznych w Bielsku-Białej. Firma będzie produkować nawet tysiąc aut elektrycznych rocznie. W ofercie jest jeden model, ale wkrótce będzie ich więcej. Plany FSE przewidują zwiększenie produkcji oraz eksport. Auta można już zamawiać, są też pierwsi klienci.

„Ma nieco ponad trzy i pół metra długości, zgrabne nadwozie i prawdziwe polskie elektryczne serce” – tak o pierwszym polskim samochodzie elektrycznym, który wkrótce wyjedzie na ulicę naszych miast, mówił podczas prezentacji Thomas Hajek, dyrektor generalny Fabryki Samochodów Elektrycznych. „Nasz samochód to efekt trzyletnich prac polskich inżynierów z Bielska-Białej. Jesteśmy dumni z naszych osiągnięć, bo Polska, jako szósty pod względem wielkości producent motoryzacyjny w Europie, ma realną szansę wkroczyć do grona liderów elektromobilności.”

To w Bielsku-Białej powstało serce FSE 01 –  polskiego samochodu elektrycznego zbudowanego na platformie Fiata 500. Nadwozie i platforma produkowane są w Tychach, natomiast finalny montaż pojazdu odbywa się właśnie w fabryce w Bielsku-Białej. W halach Fabryki Samochodów Elektrycznych będzie można produkować do tysiąca pojazdów rocznie.

„Polska już dzisiaj jest szóstym pod względem wielkości producentem motoryzacyjnym w Europie. Zaangażowanie w rynek elektromobilności to wielka szansa na rozwój dla całego kraju. Nasz samochód FSE 01 to dopiero początek całej gamy pojazdów elektrycznych. Już dzisiaj można go zamawiać. Planujemy też eksport do krajów Unii Europejskiej i za naszą wschodnią granicę. To szansa na nowe miejsca pracy i rozwój całych nowych gałęzi produkcji.”

Fabryka Samochodów Elektrycznych oferuje swoim pierwszym klientom kompleksowy produkt. Nabywcy otrzymają oprócz samochodu również system zarządzania flotą, aplikację na smartfony, możliwość finansowania zakupu samochodu oraz usługę mobilnego serwisu. Na tym nie kończy się wsparcie ze strony producenta.

„Samochód elektryczny nie wymaga tak częstego serwisu jak auta spalinowe. Mamy już zamówienie na pierwszych dziesięć samochodów z opcją na kolejne pięćdziesiąt. Klientem jest duża sieć wypożyczalni. Zainteresowanie odnotowujemy również ze strony firm usługowych i samorządów” – powiedział Thomas Hajek.

Fabryka Samochodów Elektrycznych jest w trakcie rozmów z potencjalnymi inwestorami. Przedstawiciele firmy ujawnili również, że złożyli wniosek o dofinansowanie unijne. „We wszystkich krajach, w których rząd zaangażował się w rozwój rynku elektromobilności, możemy obserwować szybki rozwój. Do tej pory finansowaliśmy rozwój fabryki sami, teraz przyszedł czas na wsparcie zewnętrzne” – mówił  Thomas Hajek.

Cena samochodu zostanie ujawniona wkrótce. Przedstawiciele zapewniają, że będzie konkurencyjna. Minimalny czas dostawy w pierwszej fazie produkcji wyniesie trzy miesiące.

Źródło: Fabryka Samochodów Elektrycznych

 

Technologie wspierają innowacyjność – tak twierdzi zdecydowana większość (83%) szefów w małych i średnich przedsiębiorstwach w Polsce. Z myślą o ich firmach zostały opracowane warsztaty Accelerate Your Business, poświęcone wykorzystaniu nowych technologii w biznesie. Wydarzenia odbędą się w Sopocie (16 marca), Wrocławiu (20 marca) i Warszawie (22 marca). O udziale decyduje kolejność zgłoszeń za pośrednictwem formularza rejestracyjnego. Organizatorem spotkań jest Microsoft Polska.

Jak wynika z badania Ipsos MORI „Nowoczesne IT w MŚP 2016”, przygotowanego na zlecenie Microsoft, 75% przedstawicieli sektora MŚP twierdzi, że innowacje są potrzebne, aby z powodzeniem konkurować na rynku krajowym. Dwóch na trzech zgadza się, że są konieczne, aby osiągnąć sukces za granicą.

O przewadze, jaką zapewnia wykorzystanie technologii cyfrowych, będą dyskutować uczestnicy spotkań Accelerate Your Business. Przedstawiciele MŚP, którzy zarejestrują się na warsztaty w Sopocie, Wrocławiu lub Warszawie, dowiedzą się, w jaki sposób usługi i produkty IT pomagają oszczędzać czas i zwiększać wygodę pracy, a tym samym rozwijają biznes.

Nowe technologie w praktyce MŚP

Wydarzenia będą okazją do poznania nowoczesnych urządzeń biznesowych z systemem operacyjnym Windows 10 Pro oraz procesorami Intel. O ich zaletach opowiedzą przedstawiciele firm, które zbudowały dzięki nim swoją przewagę konkurencyjną. Uczestnicy będą mogli także bliżej poznać rozwiązania chmurowe dla biznesu (Office 365, Microsoft Azure), a od eksperta w dziedzinie własności intelektualnej dowiedzą się o zagrożeniach, jakie niesie ze sobą używanie nielegalnego oprogramowania.

Druga część konferencji będzie miała charakter warsztatowy. Uczestnicy wybiorą jedną spośród dwóch ścieżek tematycznych: pierwsza pozwoli lepiej poznać zalety systemu operacyjnego Windows 10 Pro, druga przybliży im najnowszy system Windows Server 2016.

Gościem specjalnym konferencji będzie Jacek Walkiewicz – trener, psycholog i motywator – który opowie o tym, jak być otwartym na zmiany i innowacje.

 

 

 

Formularz rejestracyjny jest dostępny pod adresem: https://www.microsoftevents.com/profile/web/index.cfm?PKWebId=0x3929592992

 

Źródło: Microsoft

Opracowując dokument „TOGETHER – strategia 2025” koncern Volkswagen rozpoczął największy proces transformacji w swojej historii. Jego celem jest sprawienie, by stał się wiodącym na świecie dostawcą środków transportu zgodnych z zasadami zrównoważonego rozwoju. Zmierzając do tego celu Volkswagen wykorzystuje atuty wypracowane podczas produkcji tradycyjnych samochodów, ale stawia też nowe wymagania. W przeddzień 87. edycji Salonu Samochodowego w Genewie koncern Volkswagen przedstawił 500 zgromadzonym gościom kolejną, konkretną wizję tego, jak zamierza kształtować drogę do świata przyszłej motoryzacji.

Rok 2016 był dla Volkswagena pełen wyzwań, ale był też rokiem dużych sukcesów. Chociaż w znacznym stopniu przebiegał pod znakiem rozwiązywania problemów dotyczących emisji spalin diesli, a na niektórych ważnych rynkach sytuacja gospodarcza nie układała się pomyślnie, koncern osiągnął bardzo dobry wynik działalności operacyjnej – pod względem sprzedaży, obrotów i wyniku operacyjnego bez zdarzeń nadzwyczajnych ustanowiono nowy najlepszy wynik.

„Na całym świecie zaufało nam w ubiegłym roku ponad 10,3 miliona klientów. Jesteśmy im za to wdzięczni. Traktujemy to zaufanie do naszych marek i produktów jako wezwanie do tego, byśmy nadal tu i teraz konstruowali i produkowali najlepsze samochody. Na pewno nie obniżymy standardów naszej bieżącej działalności. Ale z tą samą konsekwencją i zapałem Volkswagen pracuje nad przyszłymi rozwiązaniami w zakresie mobilności” – powiedział Matthias Müller.

„TOGETHER-Strategia 2025” opisuje drogę ku przyszłości


Tylko w bieżącym roku marki należące do koncernu zaproponują klientom na całym świecie łącznie 60 nowych modeli. „Mimo reform i tempa, jakie narzucamy sobie na najbliższe lata, zawsze będziemy dążyć do tego, by doskonalić nasze samochody. Sprawić, by mobilność, innowacje, technika i bezpieczeństwo stały się dostępne dla jeszcze większej liczby ludzi, pozostanie częścią naszego DNA” – podkreślił Müller.

Jednocześnie koncern Volkswagen będzie pełną parą pracował nad zagadnieniami związanymi z przyszłością motoryzacji, które zawarto także w strategii „TOGETHER 2025”. Nadal z pełną konsekwencją będziemy pracować nad rozwojem samochodów elektrycznych – do 2025 roku na rynku pojawi się ponad 30 pojazdów z napędem wyłącznie elektrycznym. Oprócz nowego obszaru działalności związanego z zagadnieniami przyszłej motoryzacji nowymi dziedzinami kompetencji Volkswagena staną się technologie produkcji akumulatorów, jazda autonomiczna oraz sztuczna inteligencja. W tym celu, w ramach koncernu, na całym świecie – od San Francisco przez Barcelonę i Berlin po Pekin – działa 37 centrów kompetencji i laboratoriów cyfrowych, zajmujących się zagadnieniami cyfrowej rzeczywistości jutra.

Sedric: spojrzenie na motoryzację w nieco dalszej perspektywie


Zdolność wytwarzania samochodów poruszających się autonomicznie będzie jedną z ważniejszych umiejętności potrzebnych na przyszłość, dlatego już teraz jest intensywnie rozwijana. „Audi i Volkswagen od dawna są pionierami w dziedzinie jazdy autonomicznej. Naszą ambicją jest współtworzyć kolejne stopnie ewolucyjne w drodze do produkcji pojazdów poruszających się samodzielnie i wprowadzenia ich do seryjnej produkcji. Wierzymy w przyszłość tej technologii i w jej przełomowy charakter na dalszą metę” – stwierdził Müller. Prezes Zarządu zapowiedział, że koncern zainwestuje w kolejnych latach w tę technologię miliardy euro. Ponadto zatrudni najwyższej klasy specjalistów i właśnie dokonuje przeglądu rezerw w tej dziedzinie w obrębie samego przedsiębiorstwa.

Prezentując w Genewie Sedrica – pierwszy tzw. self-driving-car koncernu – firma z Wolfsburga daje możliwość przekonania się, jak będą wyglądały pojazdy autonomiczne spełniające najwyższy, tzw. piąty poziom. Wystarczy skorzystać z przycisku, by pojazd ruszył z miejsca – napędzany wyłącznie energią elektryczną, w pełni współdziałając w ramach sieci i całkowicie autonomicznie. Wszelkie czynności związane z jazdą Sedric wykonuje samodzielnie, nie mając kierownicy, pedałów ani tablicy rozdzielczej.

„Jesteśmy przekonani, że całkowicie autonomicznie poruszające się pojazdy sprawią, że życie w naszych miastach stanie się lepsze, zgodne z wymogami środowiska i bezpieczniejsze. Sedric pokazuje dzisiaj jak będzie to wyglądało w praktyce. Jest pionierem, twórcą idei autonomicznej jazdy. Wiele elementów i funkcji tego concept cara pojawi się w najbliższych latach w samochodach naszych marek” – stwierdził Müller.

Studyjny model budujący nową tożsamość koncernu Volkswagen


Sedric jest jednak czymś więcej niż samochodem studyjnym, jest pierwszym pojazdem koncepcyjnym opracowanym wspólnie przez marki grupy Volkswagen. Został wymyślony i powstał w centrum badawczym koncernu w Wolfsburgu. Sedric pokazuje jak w przyszłości może działać nowy spójny system komunikacji.

„By uniknąć nieporozumień – koncern Volkswagen, jako grupa marek, nie będzie w przyszłości wspólnie produkował samochodów. Marki indywidualnie doskonale wypełniają to zadanie. Ale ten concept car jest przykładem nowego rodzaju współpracy i transferu wiedzy w koncernie” – dodał na zakończenie Prezes Zarządu.

Koncern Volkswagen w przyszłości coraz bardziej będzie stawał się inkubatorem nowych pomysłów, będzie patrzył daleko w przyszłość, będzie łączył ze sobą kreatywność, kompetencję i wiedzę zgromadzone w całej koncernowej rodzinie, by oddać je do dyspozycji poszczególnych marek. Dzięki temu innowacje jeszcze szybciej trafią do klientów.

Źródło: Volkswagen Group Polska

Publikacja zawiera usystematyzowane informacje na temat wybranych działań Programu. Będzie dla Ciebie przewodnikiem, źródłem wiedzy i inspiracji. Chcemy, żebyś w pełni skorzystał z ogromnych możliwości, jakie daje POIR.

Broszura koncentruje się na zadaniach realizowanych przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. PARP jest Instytucją Wdrażającą POIR w zakresie wsparcia innowacyjności i konkurencyjności mikro-, małych oraz średnich przedsiębiorstw.

Publikacja adresowana jest do wszystkich zainteresowanych prowadzeniem innowacyjnego biznesu, wdrażaniem nowatorskich rozwiązań, podejmowaniem rynkowych wyzwań. Liczymy, że zawarte tutaj informacje pomogą szczególnie mikro-, małym i średnim przedsiębiorcom. Tworzycie siłę polskiej gospodarki, dlatego chcemy Was wspierać przez całą drogę – od pomysłu do rynku!

Spis treści

1. Rozwijaj się inteligentnie
2. Gdy jesteś start-upem
3. Zainwestuj w innowacje
4. Skorzystaj z proinnowacyjnych usług
5. Przekraczaj granice
6. Nowoczesne wsparcie innowacyjności w Polsc
7. PARP w POIR – synteza

Czytaj więcej: www.parp.gov.pl

Ile jest w Polsce ładowarek do samochodów elektrycznych? Według dokumentów Ministerstwa Energii pod koniec 2016 było ich około 305. Główne miasta, w których się znajdują to Warszawa, Gdańsk, Kraków i Poznań. Ile jest prywatnych punktów nikt nie policzył. Ile ma powstać punktów ładowania do 2020 roku? Według Ministerstwa Energii powinno powstać 400 szybkich punktów ładowania i około 6000 o normalnej mocy – pisze Agata Rzędowska, redaktor BiznesAlert.pl.

Wszystkie one powinny być zlokalizowane w 32 wskazanych przez specjalistów Ministerstwa Energii aglomeracjach. Wtedy nasz kraj będzie miał przepustowość, a użytkownicy EV będą mieli poczcie, że zawsze i wszędzie dojadą. Przyciągniemy także turystów (w tym biznesowych), którzy będą przyjeżdżać załatwiać swoje sprawy własnymi samochodami elektrycznymi z całej Europy. Bez obaw, że po przekroczeniu polskiej granicy zdani będą tylko na nocne ładowanie z gniazdka.

Dzisiejsze 305 punktów a 6400 za 3 lata

Żeby uprościć sobie rachunki przyjmijmy, że mamy do końca 2020 roku 1460 dni. Osiągnięcie wskazanej w dokumentach Ministerstwa Energii liczby 6400, licząc od dziś, możliwe będzie jeśli każdego dnia od 1 stycznia 2017 otwieranych będzie około 4 punktów ładowania.

Nie można umniejszać tego co dzieje się obecnie w Polsce wokół tematyki elektromobilności, ale nie można też dawać się porwać hurraoptymizmowi. Powyższe przykłady pokazują, że realizacja planów może się nie powieźć. GreenWay zapowiada, że otworzy w ciągu najbliższych 2 lat w Polsce 75 stacji ładowania, w tym roku pilotażowo montować punkty dla EV ma PGE w Łodzi. To wciąż mało. Za mało żebyśmy nie pozostali w ogonie peletonu.

Nocne ładowanie

Ministerstwo Energii zakończyło konsultacje dotyczące Planu rozwoju elektromobilności. Wprowadzenie w życie planu, który będzie wynikiem doświadczeń praktyków powinno przyspieszyć realizację rozsądnych i realnych celów.

Według specjalistów Ministerstwa Energii gros z użytkowanych w przyszłości w Polsce samochodów elektrycznych (a na pewno te, które u nas powstaną) powinno być ładowanych nocą z domowych gniazdek kiedy sieć jest najmniej obciążona. Jest to zupełnie inny trend niż ten obserwowany w krajach intensywnie inwestujących w elektromobilność. Jest to też odwrotny trend niż ten, który wynika z osiągnięć technologicznych. Im baterie samochodów elektrycznych będą bardziej wydajne, a w związku z tym odległości pokonywane na jednym ładowaniu będą się zwiększać, tym bardziej użytkowanie samochodów elektrycznych będzie przypominać tankowanie. Ładowanie będzie krótkie i a robić to będzie można co kilka dni, prawie tak samo jak tankować na stacji benzynowej.

Źródło: biznesalert.pl

Choć ponad 60 proc. polskich firm może pochwalić się zyskiem osiągniętym w pierwszym półroczu 2016 roku, zaledwie jedna trzecia spółek ma plany inwestycyjne na kolejne 6 miesięcy – wynika z raportu Deutsche Bank „Polskie firmy w obliczu wyzwań – plany, rozwój, finansowanie”. Umiarkowany optymizm wpływa także na decyzje dotyczące finansowania. Większość firm wybiera kapitał własny, zapominając, że finansowanie zewnętrzne może stać się bodźcem dla innowacyjności.Ta natomiast, ma szansę przyczynić się do poprawy konkurencyjności Polski na arenie międzynarodowej.
Inwestycje są niezbędnym czynnikiem rozwoju przedsiębiorstw i gospodarki jako całości. Globalne prognozy są dosyć optymistyczne według OECD, wzrost światowych inwestycji w 2017 roku wyniesie 3,4 proc., w porównaniu do 2 proc. w roku 2016. W samej Europie optymizm jest mniejszy, w związku z niepewnością spowodowaną m.in. Brexitem. Komisja Europejska prognozuje jednak znaczną poprawę w 2018 roku. Dzięki Planowi Inwestycyjnemu dla Europy, który przewiduje pozyskanie środków na inwestycje na kwotę co najmniej 315 mld euro, a także funduszom europejskim uruchomionym w ramach perspektywy na lata 2014-2020, wiele przedsiębiorstw ma szansę otrzymać wsparcie, które umożliwi im realny rozwój, w tak kluczowym obszarze, jakim są badania i rozwój. Tym samym, szacowany wzrost inwestycji w Unii Europejskiej z 3,1 proc. w 2017 roku ma szansę osiągnąć poziom 3,5 proc. w 2018 roku.
Fundusze unijne dają duże możliwości także polskim przedsiębiorcom.Niestety, jak pokazują ostatnie dane GUS, nastroje inwestycyjne w kraju są gorsze od przewidywań. Podobny wniosek można wysnuć analizując wyniki najnowszego raportu Deutsche Bank„Polskie firmy w obliczu wyzwań – plany, rozwój, finansowanie”–Nasze rodzime przedsiębiorstwa wykazują dużą zachowawczość w zakresie planowanych inwestycji. Na taki krok chce zdecydować się co trzecia badana firma.Jednak przy obecnych uwarunkowaniach zewnętrznych i geopolitycznych znakach zapytania, nadal odbieram to jako wyraz optymizmu i dość wysokiej samoświadomości przedsiębiorstw w zakresie podejmowania działań rozwojowych–komentuje Maciej Sus,Dyrektor Departamentu Klienta Biznesowego Deutsche Bank.
Przede wszystkim produkcja
Z raportu Deutsche Bank wynika, że ponad połowa badanych firm nie ma planów inwestycyjnych na najbliższe sześć miesięcy. Większą chęć wykazują duże przedsiębiorstwa, których roczny obrót przekracza 50 mln euro, a także firmy działające na skalę europejską i międzynarodową.Firmy, które zdecydują się zainwestować, chcą przede wszystkim zwiększać skalę swojej działalności – aż 70 proc. podmiotów planujących inwestycje przeznaczy je na wzrost mocy produkcyjnych. Jednak to nie jedyny cel przedsiębiorstw. Pośród rodzajów planowanych inwestycji, firmy wskazują także zakup nowych technologii i sprzętu, inwestycje w przestrzeń biurową lub usługową oraz badania i rozwój.
Warto zwrócić uwagę na fakt, że im większa firma, tym stosunkowo więcej skłonna jest poświęcić na inwestycje w innowacje. Może to wynikać z tego, że wiele dużych spółek, działających w skali europejskiej deklaruje chęć ekspansji globalnej. Wiedzą, że drogą do tego może być zaangażowanie kapitałowe w badania, które pozwolą ulepszyć produkty i usługi oferowane klientom. Mniejsze firmy nie pozostają jednak w tyle. Prawie co piąta firma o rocznej skali obrotów do 10 mln euro chce także inwestować w badania i rozwój. Są to głównie przedsiębiorstwa z branży samochodowej oraz takie, które prowadzą działalność naukową i techniczną.
Inwestycje z własnej kieszeni
Spośród firm, które w badaniu Deutsche Bank zadeklarowały, że zamierzają realizować w najbliższym czasie inwestycje, aż 65 proc.chce je sfinansować ze środków własnych. Prawie 1/3 zamierza zaciągnąć kredyt, a co czwarta liczy na fundusze unijne. Pośród wymienianych sposobów finansowania inwestycji, na dalszych miejscach znalazły się także: leasing, emisja akcji, obligacje korporacyjne i wsparcie inwestora strategicznego. – W badaniu zauważyliśmy ostrożne podejście polskich przedsiębiorców do zewnętrznego finansowania. A warto pamiętać, że optymalnie dobrane rozwiązanie może stać się skuteczną dźwignią wzrostu wartości firmy i oczywistym elementem dobrze napisanego scenariusza rozwoju – mówi Maciej Sus z Deutsche Bank. – Warto uwzględnić zewnętrzne finansowanie w planach na przyszłość zwłaszcza, gdy – jak obecnie – rynek kredytów dla przedsiębiorstw jest bardzo konkurencyjny, a stopy procentowe są na rekordowo niskim poziomie.

Większość firm, zarówno małych, jak i dużych, stawia na kapitał własny, choć jest on relatywnie drogi i często nie pozwala na wykorzystanie wszystkich szans rynkowych. Według Macieja Susa, brak finansowania zewnętrznego może okazać się faktyczną barierą w rozwoju przedsiębiorstw, mocno ograniczającą szanse na skuteczne konkurowanie z regionalnymi, krajowymi lub globalnymi graczami.
Impuls dla innowacji
W obecnych warunkach polskie firmy mają coraz większy potencjał, aby nie tylko konkurować ceną czy nadal dość niskimi kosztami pracy, ale także wysoką wartością dodaną. Z raportu Deutsche Bank wynika, że 21 proc. firm chce zainwestować w nowatorskie rozwiązania. Ranga nadawana innowacyjności przez badane firmy jest dobrym prognostykiem dla całej gospodarki, mającej ambicję generowania specjalistycznych produktów i usług. – Przełomowe innowacje to ważny i bardzo perspektywiczny aspekt polskiej gospodarki. Przykład polskich elastycznych ogniw fotowoltaicznych czy podzespołów, które wraz z łazikiem Curiosity reprezentowały nasz kraj na Marsie, wskazuje na ogromny potencjał firm specjalistycznych i innowacyjnych – komentuje Maciej Sus z Deutsche Bank. – Rodzime polskie firmy zdobywają światowe rynki dzięki unikalnemu doświadczeniu, które zdobyły budując swoją ugruntowaną pozycję w Polsce – mówi. – Wiele przedsiębiorstw rozwija się również dzięki kooperacji z zagranicznymi korporacjami. Przedsiębiorczość, kreatywność i głód sukcesu to atuty polskich przedsiębiorców. Innowacje wymagają jednak inwestycji.
Na poziom planowanych inwestycji wpływają nie tylko uwarunkowania ekonomiczne, ale także wsparcie instytucjonalne. Duże znaczenie ma tutaj Unia Europejska, która dotowanie badań ustanowiła priorytetem na lata 2014-2020. W niwelowaniu barier wzrostu może pomóc również sektor bankowy. Co trzecia firma z branży samochodowej, czyli tej, która w największym stopniu deklaruje chęć inwestowania w badania i rozwój, chce je finansować za pomocą kredytu, który pozwala na uzyskanie dodatkowych korzyści z jednocześnie „pracującego” równolegle kapitału własnego.– Z dużą satysfakcją obserwujemy naszych klientów, którzy świadomie sięgają po kapitał zewnętrzny, odważnie realizując swoje pomysły i skutecznie walcząc na rynkach globalnych. Dzięki nim Polska ma szanse stać się centrum intelektualnym naszej części Europy, konkurując z resztą świata nie tyle kosztami pracy, co właśnie zaawansowaną technologią i najwyższą jakością.

Firma Scabrosus przerabia pozostałości produkcyjne i wytwarza błonniki spożywcze oraz wykorzystywane w przemyśle. Pomysł ten spodobał się już Świętokrzyskiemu Inkubatorowi Technologii S.A., który przekazał na jego realizację 700.000 zł. Wkrótce uruchomi kampanię crowdfundingową. Zebrane środki przeznaczy na rozwój technologii.

Nowe technologie dla zdrowia

Dziś wiele z pozostałości w przemyśle spożywczym i drzewnym trafia do utylizacji. Scabrosus zagospodarowuje je wytwarzając produkt stosowany na szeroką skalę w produkcji żywności, pasz dla zwierząt, kosmetyków czy chemii budowlanej.

Innowacyjnością Scabrosus sp. z o. o. jest dbałość o ekologię i środowisko. Przetwarzamy to, co do tej pory trafiało do utylizacji. W ten sposób uzyskujemy komponenty wykorzystywane w wytwarzaniu żywności, pasz dla zwierząt czy kosmetyków.” – mówi Przemysław Borgosz, Prezes Zarządu Scabrosus sp. z o.o.

Jest to możliwe dzięki zastosowaniu nowoczesnych technologii przerobu. Pracują nad nimi inżynierowie ze Scabrosusa wraz z uczonymi z Politechniki Łódzkiej i Warszawskiej.

Pomoc naukowców jest w tej materii nieoceniona. Dzięki ciągłemu udoskonalaniu procesów przerobu, możemy szybciej i taniej pozyskiwać materiały zawierające pokarmowe i naturalne włókna. Naszym celem jest kierowanie ich do szerokiej grupy odbiorców, a więc producentów żywności, przemysłu chemicznego czy farmaceutycznego” – dodaje Borgosz.

Rozwój technologii przerobu oznacza przede wszystkim większą dostępność produktów bogatych w błonnik, których powinno być więcej w naszej codziennej diecie. Włókno pokarmowe dodawane jest m.in. do makaronów, ciast czy wędlin. Ma zbawienny wpływ na organizm obniżając poziom glukozy we krwi i zapobiegając powstawaniu nowotworów.

Scabrosus wytwarza również błonnik wykorzystywany w celach przemysłowych, np. jako komponent do kosmetyków oraz wypełniacz do produkcji donic.

Miara sukcesu Scabrosusa

Scabrosus rozpoczął działalność końcem 2015 roku. Spółka, mimo swojej świeżości na rynku, notuje spore sukcesy, ponieważ pozyskała dofinansowanie, w kwocie 700.000 zł ze Świętokrzyskiego Inkubatora Technologii specjalizującego się we wspieraniu innowacyjności.

Sukcesy Scabrosusa to także opracowanie nowatorskich technologii przerobu pozostałości produkcyjnych. Podczas trzech projektów prowadzonych wspólnie z Politechniką Warszawską, Politechniką Łódzką i poznańskim Instytutem Włókien Naturalnych, uzyskano m.in kompozyt mączki drzewnej i polipropylenu. Jest on dzisiaj stosowany w produkcji donic ogrodowych.

Spółka w ciągu roku swojej działalności uruchomiła także linię do mikronizacji. Pozwala ona produkować na szerszą skalę niż dotychczas błonnik z marchwi, kakaowy oraz jabłkowy.

Nie zwalniamy tempa”

Scabrosus ma w planach kolejne usprawnienia produkcyjne. Firma pracuje nad wdrożeniem linii służącej do podsuszania, co pozwala obniżyć koszty przerobu wilgotnych materiałów. Oprócz tego, spółka tworzy technologię do przerobu słomy. W ten sposób produkowany będzie ekologiczny błonnik pszenny.

Chcemy, by nasz produkt był konkurencyjny na rynku, dlatego nie zwalniamy tempa. Opracowywanie nowych rozwiązań technologicznych umocni naszą pozycję lidera. To, co nas wyróżnia to stosowanie na dużą skalę włókien naturalnych i pokarmowych w przemyśle. Atutami są także szeroki i dostępny asortyment, wysoka jakość oraz rozsądna cena” – dodaje Przemysław Borgosz, Prezes Zarządu Scabrosus z o.o.

Za niecałe dwa tygodnie spółka planuje rozpocząć kampanię crowdfundingową na platformie FindFunds.pl, w ramach której każdy będzie mógł zostać jej wspólnikiem.W zamian za wpłaty na kapitał, inwestorzy otrzymają udziały w spółce. Planowany cel finansowy to 300.000 zł, przy cenie emisyjnej udziału 1125 zł. Jest to okazja, aby wejść do spółki przy najkorzystniejszej wycenie. Inwestycja w Scabrosus sp.z o.o to nie tylko wizja zysków, ale także zaangażowanie w projekt o dużym znaczeniu dla ekologii i na rzecz promowania zdrowego stylu życia.

Scabrosus

Nagrodę główną polskiej edycji konkursu Galileo Masters otrzymał system zapewniający bezpieczną separację między dronami, a załogowymi statkami  powietrznymi. Nagrodzono także aplikację związaną z rynkiem nieruchomości oraz rozwiązanie dla sportów żeglarskich.

Zwycięzcy polskiej edycji międzynarodowego konkursu na praktyczne użycie nawigacji satelitarnej Galileo Masters opracowali zintegrowaną technologię umożliwiającą bezpieczne współdzielenie przestrzeni powietrznej między załogowymi i bezzałogowymi statkami powietrznymi. Projekt o nazwie „Aerobits” doceniła również Polska Agencja Kosmiczna, która przyznała nagrodę specjalną w kategorii najlepszy projekt związany z obronnością i bezpieczeństwem państwa.

Nasze działania miały początkowo charakter badawczy i były dedykowane do zastosowań wewnętrznych. Kiedy pojawiły się pierwsze publiczne debaty na temat konieczności wprowadzenia systemów antykolizyjnych dla dronów my dysponowaliśmy już działającym prototypem – mówi dr Rafał Osypiuk pomysłodawca projektuAerobits.

– Decydującym impulsem do dalszych prac były wypowiedzi ekspertów, którzy informowali wówczas o braku dostępu do takiej technologii. W ten sposób opracowaliśmy nowe moduły, które na powierzchni kilku centymetrów kwadratowych integrowały lotniczą technologię ADS-B (Automatic Dependent Surveillance – Broadcast) oraz technologię precyzyjnego pozycjonowania satelitarnego multi-GNSS (Global Navigation Satellite System) – dodaje dr Rafał Osypiuk.

Od momentu wykupienia praw autorskich, naukowcy działają jako dwuosobowy startup przy Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie.

– Projekt powstał na polskiej uczelni i jest przykładem tego, że i w naszym kraju udaje się tworzyć potrzebne rozwiązania technologiczne w środowisku akademickim, które później można wdrożyć na rynek. W porównaniu z innymi zgłoszeniami do konkursu, ten projekt ma już za sobą kilka lat ważnych prac badawczo-rozwojowych i kilka zintegrowanych oraz przetestowanych prototypów. To świadczy o wysokim poziomie zaawansowania technologicznego – mówi dr Krzysztof Kanawka, prezes Blue Dot Solutions i organizator polskiej edycji konkursu Galileo Masters.

Aerobits był jednym z projektów, które brały udział w programie POSITION, mającym na celu rozwój polskich rozwiązań opartych o nawigację satelitarna (GNSS). POSITION był pierwszym programem z zakresu przemysłu kosmicznego realizowanym przez polskiego lidera w ramach programu Horyzont 2020. Dzięki POSITION polskie rozwiązania oparte o nawigację satelitarną (GNSS) miały być częściej doprowadzane do realnych wdrożeń na rynku.

Podczas Gali Finałowej w siedzibie Agencji Rozwoju Przemysłu ogłoszono także drugi najlepszy  projekt konkursu, którym został Nawiguj.com,czyli nowoczesne narzędzie sprzedaży ułatwiające lokalizowanie nieruchomości w terenie. Podstawowym zastosowaniem aplikacji jest nawigacja prowadząca zarówno agentów jak i klientów do nieruchomości ze wskazaniem granic działek w terenie w czasie rzeczywistym.

Trzecie miejsce w konkursie zajął projekt My Live Regatta, czyli systemem rejestracji i prezentacji regat. My Live Regatta składa się z trzech elementów: systemu rejestracji i obsługi zawodników, systemu obsługi sędziowania i przepisów żeglarskich oraz systemu prezentacji zawodów na żywo.

Wyróżnienie od Niemieckiej Agencji Kosmicznej

W tegorocznej edycji Galileo Masters ważne wyróżnienie otrzymał także projekt ACNS (ang. Augmented Crane Navigation System), który uzyskał nagrodę specjalną od Niemieckiej Agencji Kosmicznej. Zespół projektu ACNS opracowuje system automatyzacji dźwigów podczas prac na wysokościach. Technologia odpowiadać będzie za nawigację i transport ładunków, minimalizowanie szans na zderzenie oraz zmniejszenie wahań zaczepów.

Obecności Polski w Europejskiej Agencji Kosmicznej sprzyja powstawaniu nowych firm wykorzystujących możliwości technik satelitarnych, a te już istniejące mogą wzmacniać swoją pozycję. Programy ESA to jedno z najskuteczniejszych narzędzi pomagających we wzroście innowacyjności przedsiębiorstw i służących ich międzynarodowej promocji. Warto podkreślić, iż nakłady zainwestowane w wiele programów ESA udało się polskim podmiotom odzyskać prawie w 100%, co nie zdarza się często i bardzo dobrze świadczy o konkurencyjności naszych firm. To doskonale było również widać w konkursie Galileo Masters.W kontekście Rady Ministerialnej ESA, która odbędzie się w tym tygodniu, bardzo ważne jest aby zadbać o ciągłość polskiego udziału w programach Agencji. To inwestycje, które pozwalają na wzrost najnowocześniejszych firm, a te z kolei przynoszą bardzo wymierne korzyści „ziemskiej” gospodarce – mówi Jakub Ryzenko z Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk.

Polska edycja konkursu Galileo Masters jest doskonałym dowodem tego, że polska myśl w wykorzystaniu danych satelitarnych (tzw. „downstream”) już w tej chwili jest silna i doceniana na świecie. Warto wspierać dalszy rozwój tej branży, ponieważ odpowiada ona na potrzeby rynkowe, w tym komercyjne.

Partnerzy i organizatorzy polskiej edycji Galileo Masters: Blue Dot Solutions, Black Pearls VC, Polska Agencja Kosmiczna, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Agencja Rozwoju Przemysłu, Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna, GMV, Creotech Instruments S.A., ITTI.Patronat honorowy nad konkursem objęło Ministerstwo Rozwoju, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego.

Galileo Masters (European Satellite Navigation Competition – ESNC) uznawany jest za najważniejszy w Europie konkurs dla osób zainteresowanych technologiami satelitarnymi, którzy myślą o działalności w sektorze kosmicznym. Do konkursu zgłaszane są pomysły na aplikacje, urządzenia i technologie wykorzystujące nawigację satelitarną. Nagroda główna w konkursie wynosi 20 000 euro, a suma wszystkich nagród przekracza 1 milion euro. Polska edycja konkursu w 2016 roku zdobyła najwięcej zgłoszeń spośród wszystkich edycji w Europie.

 

źródło: pi.gov.pl

Powszechnie uważa się, że nieodłącznym elementem innowacji są wysokie koszty. To nieprawda. Oto kilka przykładów rozwiązań, które nie wymagają wielkich nakładów finansowych, a świadczą o innowacyjności firmy.

Działania nowatorskie są szerokim pojęciem, które łączy w sobie zarówno inwestycje w nowe technologie, systemy IT czy linie produkcyjne oraz mniej widoczne modyfikacje, jak zmiany organizacyjne. Należy pamiętać, że hasło „innowacja” jest terminem subiektywnym i odnosi się do konkretnej sytuacji. Bycie innowacyjnym wcale nie oznacza konieczności stosowania pionierskich lub unikatowych rozwiązań czy zaawansowanych narzędzi. Innowacją są rozwiązania nowe z punktu widzenia danego przedsiębiorstwa, sposobu dotychczasowego prowadzenia działalności. Wprowadzenie jakich zmian można więc określić mianem innowacyjności? Oto kilka przykładów.

Reorganizacja pracy

Pierwszym działaniem jakie przychodzi na myśl w obszarze przemian organizacyjnych jest reorganizacja pracy w firmie. Może ona przyjąć różne oblicza. Od wprowadzenia nowego podziału zadań, struktury organizacyjnej po wytyczenie ścieżek awansu i przyznawania premii. Jednym z popularnych rozwiązań jest zwiększenie elastyczności organizacji poprzez zwiększenie zaangażowania i wpływu pracowników na kształt przedsiębiorstwa. Czasem jednak proces przeobrażenia kończy się jedynie na sporządzeniu odpowiednich wytycznych i dokumentów. Tego niestety nie można określić mianem innowacji, zmiany muszą faktycznie zaistnieć.

Firmowa baza wiedzy

Problem braku przepływu wiedzy pomiędzy pracownikami w większości przypadków dotyczy przede wszystkim sektora MSP. Wynika zazwyczaj z braku czasu lub identyfikowania tego rozwiązania wyłącznie z korporacjami. Know-how często też „wypływa” z organizacji wraz z odejściem fachowców. Jak temu zapobiec? Wystarczy stworzyć zbiór dobrych praktyk, który będzie systematycznie uzupełniany przez poszczególnych członków zespołu. Powinien się w nim znaleźć też pakiet podstawowych informacji o firmie i realizowanych w niej procesach. Baza wiedzy usprawnia pracę, pozwala uniknąć powtarzania błędów, zapobiega „zanikaniu” wiedzy w organizacji, jak również znacząco skraca czas wprowadzania nowych pracowników w życie firmy. Narzędzie to nie wymaga ponadto znacznych nakładów finansowych. Wystarczy np. uruchomić wspólny dysk sieciowy.

Grupowe ubezpieczenie medyczne

W szerokim katalogu innowacji organizacyjnych mieszczą się również benefity pozapłacowe w postaci, np. wykupienia grupowego ubezpieczenia medycznego. Działanie to ma wymierne przełożenie na funkcjonowanie firmy. Oprócz zwiększenia motywacji pracowników oraz ich zadowolenia z warunków pracy sprawniejszy dostęp do opieki może minimalizować ilość oraz długość absencji chorobowej.

Korzystanie z grupowych polis zdrowotnych staje się coraz bardziej powszechne, również wśród przedstawicieli sektora MSP. Stworzenie firmowego systemu ochrony medycznej nie wiąże się z dużymi kosztami. Rozwój tych świadczeń spowodował, że na rynku pojawiły się elastyczne rozwiązania pozwalające dopasować produkt do praktycznie każdej organizacji. Co więcej, dodatkową zachętą dla przedsiębiorców jest model zakładający partycypację pracowników w kosztach pakietu medycznego lub składki polisy – dodaje Ewa Zembło, Kierownik Zespołu HR w SALTUS Ubezpieczenia.

Outsourcing usług

Decydując się na ten krok warto jednak pamiętać, że nie jest on skuteczny w każdym obszarze. Dotyczy to zwłaszcza procesów kluczowych dla funkcjonowania firmy, rdzenia jej działalności. Zbyt szeroki outsourcing może doprowadzić wręcz do sytuacji odwrotnej, czyli zwiększenia kosztów prowadzenia przedsiębiorstwa, w miejsce ich obniżenia.

Uporządkowanie wizerunku firmy

Kodyfikacja i ujednolicenie prezentacji firmy wobec partnerów biznesowych i klientów może być realizowane na kilku płaszczyznach. Jednym z podstawowych działań jest wprowadzenie lub odświeżenie systemu identyfikacji wizualnej. Tego typu zmiany wiążą się jednak z określonymi nakładami finansowymi. Są też rozwiązania, które nie generują dodatkowych kosztów. Należą do nich m.in. standaryzacja obsługi klienta lub sposobu prowadzenia spotkań biznesowych. Stworzenie odpowiednich reguł postępowania oraz mechanizmów działania pozwala na podkreślenie profesjonalizmu przedstawicieli firmy. Często prowadzi również do zwiększenia efektywności.

 

4Mobility, po uruchomieniu usługi car sharingu, czyli auta na minuty dla klientów biznesowych,  rozszerza swoją ofertę na użytkowników prywatnych, a tym samym sprawia, że Warszawa dołącza do grona miast z car sharingiem dostępnym dla każdego. Od teraz osoby zainteresowane skorzystaniem z usługi mogą w prosty sposób zarezerwować wybrany pojazd. Samochód można odebrać w jednej z 20 baz na terenie miasta, otworzyć smartfonem  i ruszyć w drogę.

Warszawa to ogromne, tętniące życiem miasto, po którym sprawne przemieszczanie się jest wyzwaniem. 4Mobility rozpoczęło transportową rewolucję i już we wrześniu zaproponowało car sharing klientom biznesowym. Teraz 4Mobility udostępnia swoją usługę auta na minuty również osobom prywatnym, które zyskują w ten sposób realną alternatywę dla własnego samochodu.

„Udostępnienie naszych pojazdów klientom indywidualnym jest naturalnym krokiem w rozwoju firmy i jednocześnie wyjściem naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców miasta. Warszawiacy potrzebują nowoczesnego i elastycznego środka transportu, który jest dostosowany do ich wymagań. Ważny jest także aspekt ekonomiczny, a nasza usługa pozwala na zachowanie pełnej kontroli nad kosztami. Car sharing jest doskonałym uzupełnieniem miejskiego transportu i usprawnieniem mobilności w przestrzeni miejskiej” – mówi Paweł Błaszczak, CEO 4Mobility S.A.

Proste zasady

Idea car sharingu sprawdza się i zdobywa popularność na całym świecie. Według statystyk korzysta z niego już ponad 8 milionów ludzi w 140 tysiącach samochodów. Usługa 4Mobility – auto na minuty opiera się na prostych i sprawdzonych filarach, które pozwalają na szybkie wypożyczenie samochodu bez zbędnych formalności nawet na 15 minut. Aby z niej skorzystać wystarczy zarejestrować się na smartfonie lub komputerze i pobrać aplikację dostępną na najpopularniejsze platformy mobilne. 4Mobility nie wymaga kaucji i innych opłat, a samochód otwieramy za pomocą smartfona i uruchamiamy bez kluczyka. Za korzystaniem z usługi auta na minuty przemawia nie tylko wygoda, ale też prosty rachunek ekonomiczny. Przed rozpoczęciem jazdy zawsze możemy oszacować, jaki będzie koszt podróży, a opłata jest pobierana automatycznie z karty płatniczej.  Usługa auta na minuty 4Mobility, w przeciwieństwie do samochodu prywatnego, nie obciąży nas kosztami związanymi z utrzymaniem pojazdu. Nie interesują nas koszty związane z błyskawicznie drożejącym ubezpieczeniem, przeglądami i ewentualnymi naprawami, czy nawet paliwem. Wszystko jest wliczone w cenę końcową. Samochód jest zawsze w idealnym stanie i gotowy do jazdy.

Nowe możliwości

„Zmiany w 4Mobility nie dotyczą jednak tylko udostępnienia aut na minuty użytkownikom prywatnym. Wiemy, że oszczędność czasu jest dla naszych Klientów bardzo ważna . Od tej chwili wypożyczony samochód nie musi być zwracany bezpośrednio do bazy. W Śródmieściu możemy zakończyć przejazd tam gdzie chcemy i zaparkować w dowolnym miejscu. Ponadto nie musimy się już martwić kosztami postoju w miejskiej Strefie Płatnego Parkowania. Ponosi je 4Mobility” – zapewnia Paweł Błaszczak.

Rośnie też liczba baz, z których można odebrać samochód. Już teraz funkcjonuje ich 20 i są skupione w pobliżu najważniejszych centrów biznesowych, stacji metra i głównych węzłów przesiadkowych Stolicy, a z każdym tygodniem uruchamiane są nowe bazy.  W przypadku 4Mobility auto zawsze czeka na nas tam, gdzie je zarezerwowaliśmy, bez obawy, że np. po kwadransie rezerwacja zostanie anulowana, a samochód bez ostrzeżenia zniknie z bazy.

Nadrzędną wartością 4Mobility jest zapewnienie mobilności użytkownikom. Firma realizuje swoje usługi zgodnie z ideą smart cities, czyli inteligentnych miast, by zwiększyć wydajność istniejącej miejskiej infrastruktury i poprawić jakość życia mieszkańców. Jeżeli zainteresowanie usługą auta na minuty będzie rosło tak jak do tej pory, to z pewnością przyczyni się do zmniejszenia liczby aut poruszających się po Warszawie i, w efekcie, usprawnienia mobilności.

 „W Warszawie zarejestrowanych jest już prawie 1,5 miliona samochodów. Miasto, szczególnie w godzinach szczytu, jest kompletnie zakorkowane i trudno mówić o jakiejkolwiek swobodzie przemieszczania się. Badania wskazują, że car sharing jest jednym z rozwiązań, które mogą skutecznie zmniejszyć natężenie ruchu i poprawić płynność jazdy” – argumentuje Paweł Błaszczak.

Świetlana przyszłość

Firma, w odpowiedzi na rosnące zainteresowanie, będzie sukcesywnie rozbudowywała flotę pojazdów, która obecnie składa się z nowych modeli MINI i BMW, o kolejne samochody dostosowane do oczekiwań mieszkańców Warszawy.

4Mobility rozważa również uruchomienie w przyszłości usługi car sharingu w innych dużych miastach w Polsce. Wszystko wskazuje na to, że nastała złota era car sharingu, a zyskać na tym mogą przede wszystkim mieszkańcy miast.

 

4Mobility

Eksperci

Masalski: Play wybiera giełdę w najlepszym możliwym momencie

Play, drugi największy operator komórkowy w Polsce pojawi się wkrótce na warszawskim parkiecie. O po...

Ludwiczak: Nadzieja na wysoki wzrost PKB

Po nieco mniej udanych odczytach makroekonomicznych w kwietniu br., maj przyniósł nadzieję na wysoki...

Glonek: Czy można ogłosić upadłość konsumencką dwa razy?

Jednym ze skutków przeprowadzenia postępowania upadłościowego może być umorzenie zobowiązań upadłego...

Rozbicki: Powrót polskiego żubra – repolonizacja stała się faktem

Siódmego czerwca zakończył się kolejny etap repolonizacji polskiego sektora bankowego. Pekao nie jes...

Gontarek: Będzie trudniej o pracowników sezonowych

Wynagrodzenie w maju br. wzrosło o  5,4% r/r. – podał GUS. Niższy od oczekiwanego wzrost zatrudnieni...

WIADOMOŚCI

Lato sprzyja kredytom?

Coraz lepsze nastroje polskich konsumentów przekładają się na rosnące zapotrzebowanie na kredyty kon...

Dynamika lokalnego PKB

Wrocław, Rzeszów i Lublin to najszybciej rozwijające się miasta na przestrzeni ostatnich lat - wynik...

Najbardziej rzetelni finansowo są…

Spośród wszystkich  polskich województw, to mieszkańcy Podkarpacia są najbardziej rzetelni finansowo...

Dowód osobisty online

Ministerstwa: Cyfryzacji oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji udostępniły drugą wersję zmienioneg...

500 plus do oceny zdolności czynszowej Mieszkania plus

Planujemy włączyć 500 plus do oceny zdolności czynszowej najemców mieszkań realizowanych w ramach pi...