środa, Grudzień 11, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "GPW"

GPW

Red Dev Studio podpisał list intencyjny z notowanym na GPW Ultimate Games S.A. Szacowana wartość umowy wynosi 0,5 mln zł. Pozyskane środki Spółka przeznaczy na produkcję nowych gier.

Ultimate Games zobowiązał się dokonać inwestycji finansowej nie niższej niż 400 tys. zł. Zostanie ona zrealizowana w formie zleceń na produkcję gier lub objęcie nowo wyemitowanych akcji w podwyższonym kapitale zakładowym Red Dev Studio, bądź w innej formie ustalonej przez Strony. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na produkcję od 2 do 4 gier wideo, których wydawcą będzie Ultimate Games S.A.

Współpraca to dla nas szansa na szybki rozwój. Dzięki wsparciu Ultimate Games będziemy mogli zwiększyć skalę działalności w zakresie ilości i jakości naszych nowych produkcji – powiedział Wojciech Sypko, założyciel i prezes zarządu Red Dev Studio.

Przeczytaj także:

Ponadto 23 września br. Red Dev Studio pozyskało dwóch finansowych inwestorów instytucjonalnych. Spółka zadebiutuje na rynku NewConnect 26 września. Red Dev Studio planuje rozbudowę wydanych do tej pory gier oraz pracę nad nowymi produkcjami, jak również poszerzenie listy platform, na które wydaje gry, co pozwoli na szybszy rozwój i dywersyfikację źródeł przychodów.

materiał prasowy

Ultimate Games S.A., specjalizująca się w popularnych symulatorach wędkarstwa, oficjalnie dołączyła do grona spółek publicznych na GPW. Na otwarciu kurs akcji wzrósł wobec ceny odniesienia o 2,16 proc. i wyniósł 23,70 zł. To szósty debiut na głównym parkiecie w 2019 r. i 461. spółka notowana na GPW.

Do obrotu na rynku regulowanym trafiły wszystkie akcje spółki, będące dotychczas przedmiotem obrotu na NewConnect, gdzie Ultimate Games był notowany od czerwca 2018 roku. Właścicielem blisko 46 proc. akcji spółki jest Playway S.A, również uczestnik Głównego Rynku.

Zarząd Spółki wykazuje wzrosty w wynikach finansowych. Porównując 2018 rok z rokiem 2017, Ultimate Games udało się osiągnąć 500 proc. wzrostu zysku netto. Według wstępnych szacunków, w I połowie 2019 roku Spółka zarobiła 1,85 mln zł netto przy przychodach rzędu 3,38 mln zł, czyli właściwie już tyle, ile w całym 2018 roku. Giełdowa kapitalizacja zbliża się do 120 mln zł.

Przeczytaj także:

Warto zauważyć, że nadal jesteśmy we wczesnej fazie rozwoju, ale spółka przynosi już istotne zyski. Na tę chwilę kluczowe są premiery gier, które już zapowiedzieliśmy. W samym 2019 roku jest to kilkadziesiąt tytułów. Mam nadzieję, że drugie półrocze, jak i rok 2020 będą pod tym względem rekordowe. Mając tak duże portfolio wydawnicze jesteśmy w stanie regularnie zwiększać swoje przychody – ocenia Mateusz Zawadzki, CEO Ultimate Games.

Ultimate Games prowadzi działalność na rynku gier wideo, specjalizując się w produkcji i dystrybucji gier na komputery stacjonarne, konsole oraz urządzenia mobilne. W 2016 r. spółka pozyskała znaczącego inwestora – PlayWay – wiodącego producenta i wydawcę gier komputerowych, notowanego na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Źródło: Ultimate Games

Moonlit Games S.A. to polski  producent gier o  software-house’owym rodowodzie. Dzięki środkom pozyskanym z rynku kapitałowgo oraz przy wykorzystaniu autorskich, innowacyjnych technologii powstają własne produkcje Spółki. Debiut odbędzie się 26 czerwca.

Akcjonariuszem i strategicznym partnerem jest duży gracz na rynku – PlayWay S.A., notowany na Giełdzie Papierów Wartościowych.

Strategia Spółki zakłada rozwój działalności o produkcję własnych gier w oparciu o autorskie, innowacyjne technologie i zaawansowaną strategię wydawniczą.W ramach przeprowadzonej emisji, Moonlit S.A. pozyskał 2 mln zł na rozwój działalności związanej z produkcją i wydawaniem własnych gier. W tym celu Spółka wyemitowała do miliona akcji, które stanowią 20% wszystkich akcji Spółki. Za debiut producenta na rynku NewConnect odpowiada Dom Maklerski Navigator.

Moonlit S.A. to producent m.in. gry Deadliest Catch: The Game, tworzonej na licencji Discovery Channel. Gracz – jako kapitan statku – wyrusza na Morze Beringa. Doświadczenie trudnej profesji oparte jest na kanwie programu Deadliest Catch „Najniebezpieczniejszy zawód świata”. Podczas produkcji Spółka spotkała się z licznymi komentarzami ze strony graczy i fanów produkcji Discovery, którzy przekonywali, że świetnym sposobem na urozmaicenie zabawy będzie dodanie możliwości zarządzania załogą. Ponieważ oznacza to duży wzrost nakładów pracy i zmian w budżecie, Moonlit zdecydował się poprosić o wsparcie za pośrednictwem kampanii na Kickstarterze. Premiera gry na PC planowana jest na drugą połowę 2019 roku.

Moonlit rozpoczął pracę nad własnymi tytułami, zmniejszając jednocześnie ilość pracy wykonywanej na zlecenie. Tworzenie własnych gier do momentu ich wydania jest dla spółki kosztem i nie wygląda atrakcyjnie od strony księgowej. Jest to jednak inwestycja, która przyniesie zysk znacznie większy niż praca wykonywana na zlecenie – mówi Michał Gardeła, CEO Moonlit S.A.

Przeczytaj także:

Debiut na rynku NewConnect to kolejny ważny etap rozwoju Spółki. Aktualnie w produkcji jest siedem tytułów od opierających się o pixel art, poprzez symulatory, aż po gry multiplayer. Dywersyfikujemy nasze projekty w poszukiwaniu własnej niszy. Inwestorzy doceniają nasz model biznesowy – dadał CEO Moonlit S.A.

Spółka zrealizowała dotąd 16 produkcji na zlecenie, a w ciągu najbliższych 4 lat planuje wydać 7 produkcji własnych, w tym jedną tworzoną przy urzyciu autorskiej technologi Angular Light – rewolucyjnej technologi oświetlenia 2D. Plany wydawnicze studia wynikają z wiedzy i doświadczenia zdobytego u boku uznanych wydawców, co zapewnia znaczącą przewagę konkurencyjną.

Firma tworzyła technologię i gry dla takich spółek jak PlayWay, Ultimate Games oraz Bloober. Wśród znaczących osiągnięć technologicznych można wymienić jedną z najbardziej zaawansowanych symulacji wody do silnika Unity, czyli UWS, zastosowany w hitach takich jak “Ultimate Fishing Simulator” czy “The Raft”. Pomysł na innowacyjną technologię oświetlenia do gier 2D został nagrodzony drugim miejscem w ogólnokrajowym konkursie GameINN 2017 roku i jest on nadal rozwijany.

Źródło: Moonlit S.A.

Ogłoszone przez premiera wraz z ministrami rozwoju i rodziny oraz prezes ZUS przekształcenie OFE stanowi konkretną propozycję rozwiązania problemu aktualnej, nastawionej na wygaszanie, konstrukcji II filara. Niewątpliwie spośród wszystkich potencjalnych scenariuszy, zaprezentowany obecnie plan, stanowi najbardziej racjonalną dotąd koncepcję dla ubezpieczonych. Ma również  szansę dać impuls do rozbudowy systemu długoterminowego oszczędzania.

Trzeba podkreślić, że zaprezentowane zostały jedynie podstawowe założenia, a przy tak złożonej operacji, ich finalne efekty będą zależeć od wielu różnych szczegółów. Zapowiedź procedowania legislacji w trybie rządowego projektu, z uwzględnieniem szerokich konsultacji społecznych, wskazuje
na świadomość rządzących dotyczącą wrażliwości reformowanego obszaru oraz daje nadzieje na optymalne przygotowanie i przeprowadzenie transformacji funduszy, a także na zminimalizowanie ryzyk związanych z wyceną ich aktywów. Największym walorem zapowiedzianej operacji jest usunięcie niepewności dotyczącej dalszego losu aktywów, a w szczególności niebezpieczeństwa ich nacjonalizacji. Cała operacja musi zostać przeprowadzona w sposób przemyślany i odpowiedzialny. Zrealizowanie projektu bez błędów i zakłóceń, w czasie uwzględniającym inne procesy związane z tym obszarem, przy transparentnej komunikacji, może być dobrym początkiem odbudowywania zaufania Polaków do systemu  emerytalnego i rynku kapitałowego.

Zobacz też:

Rodzaje „kredytów frankowych”, czyli ile franka jest we franku?

Transformacja dotyczyć będzie nie tylko funduszy, ale również zarządzających nimi powszechnych towarzystw emerytalnych. PTE zostaną przekształcone w TFI. Będzie to wymagało od tych instytucji  wejścia w odmienny rygor prawny, dostosowania się do innych regulacji i wdrożenia nowych
procedur. Będą one potrzebowały stosownego czasu na przygotowanie się do spełnienia tych wymagań, zwłaszcza, że niektóre z nich przygotowują się do wdrożenia oferty w zakresie PPK. Z perspektywy potencjalnie różnych preferencji części ubezpieczonych pozytywnie należy ocenić możliwość dokonania wyboru pomiędzy systemem kapitałowym a repartycyjnym. Należy jednak stworzyć takie rozwiązania, by transfer do ZUS, bez względu na skalę zjawiska, nie wpłynął na  wartość aktywów przenoszonych do IKE i nie zachwiał koniunkturą na GPW. Nadzieje pokładane w transformacji OFE mogą zostać szybko pogrzebane przez niedostosowaną do warunków, świadomości i potrzeb skali komunikację. Polacy mają nie tylko poczucie własności środków zgromadzonych w OFE, ale także poczucie straty związane ze zmianami w funduszach z 2013 roku. Tylko odpowiednie i umiejętne przygotowanie członków OFE do tej operacji, wraz z wytłumaczeniem jej istoty i konsekwencji, może zbudować jej pozytywną percepcję, potrzebną również Pracowniczym Planom Kapitałowym i Planowi Budowy Kapitału – mającym stanowić jedną z sił napędowych dalszego rozwoju polskiej gospodarki.

playstation pad gry komputerowe WIG.GAMES
  • GPW rozpoczyna publikację indeksu WIG.GAMES (indeks producenci gier) oraz indeksów makrosektorowych z branż: banki-ubezpieczenia-rynek kapitałowy-wierzytelności, paliwa-chemia-gaz oraz energia-górnictwo-surowce
  • Makroindeksy będą instrumentami bazowymi dla kontraktów terminowych co wpisuje się w ogłoszoną inicjatywą strategiczną GPW
Nowe indeksy makrosektorowe

Od 18 marca 2019 r. GPW rozpocznie publikowanie nowych indeksów: WIG.GAMES, który skupia producentów gier oraz indeksów makrosektorowych. W ich skład wejdą spółki z branż:

  • Banki-ubezpieczenia-rynek kapitałowy-wierzytelności (WIG.MS-FIN);
  • Paliwa-gaz-chemia (WIG.MS-PET);
  • Energia-górnictwo-surowce (WIG.MS-BAS).

– Nowe indeksy grupują spółki z wybranych branż, które są jednolite ze względu na swoją specyfikę. Co ważne, liczba spółek, uczestników indeksu będzie stała, a ich kwalifikacja będzie miała miejsce na podstawie analizy płynności. Natomiast udziały największych spółek będą limitowane. Takich zasad nie spełniają indeksy sektorowe, gdzie kwalifikacja spółek i ich wagi wynikają z ich udziału w WIG. Dzięki temu poszerzymy naszą ofertę indeksową o wskaźniki, które mogą być instrumentami bazowymi dla kontraktów terminowych – mówi Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW.

indeks giedła towarów wartościowych WIG.GAMES
Źródło: GPW
Kontrakty terminowe na indeksy makrosektorowe

W kolejnym etapie GPW planuje wprowadzenie kontraktów terminowych opartych o indeksy makrosektorowe. To element rozwoju rynku instrumentów pochodnych i realizacja ogłoszonej w ubiegłym roku inicjatywy strategicznej.

– Dzięki kontraktom terminowym na indeksy makrosektorowe inwestorzy otrzymają możliwość zastosowania strategii zakładającej spadek kursów z danego makrosektora bez pożyczania akcji. Szanse na dokonanie strategii łączonych na rynku kontraktów terminowych: WIG20/mWIG40 vs makrosektor, makrosektor vs makrosektor, makrosektor vs akcje – dodaje Izabela Olszewska.

Kontrakty terminowe na indeksy makrosektorowe pojawią się w obrocie giełdowym po zatwierdzeniu Warunków Obrotu dla tych kontraktów przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Źródło: Giełda Papierów Wartościowych

Polska transformacja ustrojowa stawiana jest za wzór innym krajom. Do pewnego czasu jednym z symboli jej sukcesu był także pomyślnie rozwijający się rynek kapitałowy, ale od kilku lat poczynania realnej oraz kapitałowej sfery gospodarczej zaczęły się coraz bardziej od siebie różnić. Co się takiego stało, że GPW nie idzie drogą wytyczoną przez realną działalność gospodarczą, która notabene w III kw. zaskoczyła in plus wzrostem PKB po raz kolejny przekraczającym 5%? Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba się cofnąć o kilka ładnych lat do tyłu, gdyż prapoczątkiem problemów parkietu w Warszawie były zmiany w funkcjonowaniu II filara systemu emerytalnego. Napływy do OFE uległy nie tylko zmniejszeniu, ale wprowadzono także dobrowolność udziału oraz uruchomiono nieszczęsny suwak, który systematycznie uszczupla zasoby i tak bardzo osłabionych funduszy. Stworzyło to pewien problem płynnościowy, na który nałożyła się kwestia gorszego zachowania rynków wschodzących w ostatnich latach. Tym samym po kryzysie finansowym nasz rynek kapitałowy nie odzyskał już dawnego blasku. Ponadto wieloletnia hossa wyraźnie faworyzowała spółki z branży technologicznej, a jej reprezentacja na GPW jest skromna i mało znacząca dla ogólnej koniunktury. W okresie deflacji ratunkiem dla słabnącej GPW okazała się rozwijająca branża TFI. Powstawały nowe fundusze, a modna stała się strategia absolutnej stopy zwrotu. Główne jej założenie polegało na wykorzystaniu przewagi małych i średnich spółek w generowaniu wyższych stóp zwrotu od największych podmiotów. W minionym roku okazało się jednak, że nadejście wyczekiwanej inflacji uwidoczniło strukturalną słabość tej strategii. Wiele mniejszych przedsiębiorstw oparło bowiem swoje przewagi konkurencyjne na niskich kosztach, a te zaczęły wyraźnie rosnąć. Nie bez znaczenia pozostaje demografia i coraz silniejszy rynek pracy, co skutkuje systematyczną presją na wzrost wynagrodzeń pracowników. Wyniki sektora mniejszych podmiotów zaczęły więc rozczarowywać, a w ślad za tym szwankować zaczęły główne założenia strategii zaimplementowanej w wielu funduszach typu absolute return. W konsekwencji zobaczyliśmy odpływy kapitału, które początkowo nie były duże, ale za to systematyczne. W tym roku nakładające się na siebie wieloletnie problemy zostały spotęgowane przez uderzenia z dwóch nowych kierunków. Pierwszy to upadek spółki GetBack, a drugi wiąże się z rosnącym rygorem regulacyjnym. Skutki upadłości GetBacka zataczają coraz szersze kręgi i dotykają już nie tylko rynek kapitałowy, ale także bankowy. Tym samym problemy GPW niekoniecznie pozostaną w izolacji wobec sfery realnej, co z pewnym opóźnieniem możemy niestety doświadczyć.

Autor: Łukasz Bugaj, CFA, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

W ostatnich dniach nastroje na giełdowych parkietach zauważalnie się poprawiły. Na dalszy plan odsunięty został konflikt handlowy pomiędzy USA a Chinami, który pozostaje żywy, ale przynajmniej na chwilę obecną jest wyraźnie mniej „medialny” niż wcześniej. Na pierwszy plan wysuwają się wyniki amerykańskich spółek, których zyski w I kw. mają wzrosnąć średnio o 18,6%, co byłoby najlepszym rezultatem od siedmiu lat. Jeżeli dodamy do tego niepisaną zasadę związaną z nagminnym przekraczaniem oczekiwań, to niemalże z góry założyć można, że ubiegły kwartał dla amerykańskich spółek był bardzo udany, na co oczywiście wpływ miał jednorazowy efekt związany z obniżką podatków. Inwestorzy mają świadomość, że powtarzalność takiej dynamiki jest wykluczona, ale przy zderzeniu z niższymi rynkowymi wycenami i minorowymi nastrojami zapewnia ona wzrostowe pole manewru, które jest realizowane zarówno na Wall Street, jak i na głównych parkietach Europy Zachodniej. Na tym tle gorzej radzi sobie warszawski parkiet. Owszem, udało się oddalić od minimów z przełomu marca i kwietnia, ale w tym tygodniu pozytywna tendencja uległa zatrzymaniu. Słabszemu zachowaniu towarzyszy niewielka skala aktywności inwestorów oraz podobnie rozczarowujące zachowanie małych bądź średnich spółek. Jeżeli dodamy do tego budzącą podobny niedosyt postawę giełd regionu oraz całego spektrum rynków wschodzących, to za przyczynę takiego zachowania uznać należy brak zainteresowania kapitału globalnego inwestycją na tak hołubionych w minionym roku rynkach wschodzących. Najlepiej prezentują się rynki bazowe z największą inwestycyjną bazą. Jeżeli dodamy do tego lokalny problem w postaci braku napływów do funduszy agresywnych, to wynikiem jest takie, a nie inne zachowanie rynku szerokiego. Dobrym tego przykładem są nowe minima indeksu cenowego całego rynku, który po krótkim przerywniku z początku roku powrócił do wielomiesięcznej spadkowej tendencji i już w marcu zszedł poniżej minimów z poprzedniego roku. Tym samym GPW nadal cierpi na deficyt kapitału. Potencjalni krajowi jego dostawy są na chwilę obecną bardziej zainteresowani rynkiem nieruchomości czy bezpiecznymi alternatywami dla niskooprocentowych lokat. Z kolei zagraniczni inwestorzy wydają się aktualnie koncentrować na bazowych rynkach rozwiniętych, które zapewniają większą płynność obrotu. To samo w sobie jest symptomem wciąż obecnej w systemie awersji ryzyka. Na poziomie lokalnym dodatkowym tego symptomem jest dobre zachowanie złotego, czyli najpłynniejszej waluty regionu. Tym samym powrót apetytu na ryzyko jak na razie realizowany jest selektywnie poprzez najbezpieczniejsze i najpłynniejsze formy, z których w razie czego można się relatywnie szybko wycofać. Wraz z upływem czasu to się oczywiście może zmienić, z potencjalną korzyścią dla GPW.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

GPW znalazła się na trzecim miejscu wśród europejskich parkietów pod względem liczby debiutów. Na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w ubiegłym roku z sukcesem przeprowadzono 27 ofert pierwotnych (osiem na Głównym Rynku GPW oraz 19 na NewConnect). Jak podaje Raport „IPO Watch Europe” przeprowadzony przez firmę doradczą PwC stawia to naszą giełdę na trzecim miejscu wraz z giełdą hiszpańską pod względem liczby oraz na ósmym miejscu pod względem wartości Initial Public Offering (IPO).

Łączna wartość IPO na warszawskim parkiecie w ostatnim roku wyniosła ponad 1,8 mld euro i była najwyższa od 2011 r.

– Dobra sytuacja makroekonomiczna w Europie, umacnianie się polskiej waluty oraz dobre postrzeganie przez inwestorów naszej gospodarki przełożyły się także na wzrost wartości kapitału pozyskanego na rozwój poprzez rynek publiczny. Cieszy nas silna pozycja GPW wśród europejskich parkietów pod względem liczby i wartości IPO, ale jeszcze bardziej cieszy nas to, że na Giełdę trafia coraz więcej spółek, których produkty mogą być skalowalne globalnie. Instytucje rynku kapitałowego stają się bardziej komplementarne. Na GPW debiutują kolejne spółki z portfeli funduszy wspartych przez Krajowy Fundusz Kapitałowy. Mają one bardzo duży potencjał wzrostu, co w przyszłości może przełożyć się na zyski inwestorów – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

W 2017 r. GPW zanotowała imponującą poprawę wartościową spółek notowanych. Wartość rynkowa spółek debiutujących na Głównym Rynku GPW i NewConnect wyniosła na koniec roku 16,7 mld zł i była ponad dwukrotnie wyższa niż wartość rynkowa spółek wycofanych (8,2 mld zł). W tym kapitalizacja 14 spółek  wycofanych po wezwaniu stanowiła 6,4 mld zł (czyli ponad 10 mld zł mniej niż nowych spółek, które trafiły na rynki akcji GPW).

To był świetny początek roku na globalnych rynkach kapitałowych, indeks MSCI World, odzwierciedlający koniunkturę na giełdach w kilkudziesięciu krajach o różnym poziomie rozwoju, wzrósł o +5,6% – najwyżej od niemal dwóch lat. Na warszawskiej GPW początek roku również był udany. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał +3,6%. Warto zwrócić uwagę na fakt, że był to drugi miesiąc z rzędu, w którym rosły indeksy zarówno blue chipów (WIG20), jak i średnich (mWIG40) oraz małych spółek (sWIG80).

Po świetnym 2017 roku, pierwszy miesiąc bieżącego wszystkie OFE także zakończyły z zyskiem, wynoszącym średnio +2,9%. To wynik nieco słabszy od uzyskanego przez realizujące podobną strategię fundusze akcji polskich uniwersalnych, które w tym samym czasie zyskały średnio +3,0%. Osiągnięte w styczniu wyniki zawarły się w przedziale od +2,5% (Generali OFE) do +3,2% (MetLife OFE).

W styczniu pałeczkę lidera przejął OFE PZU „Złota Jesień”, który jako jedyny – drugi miesiąc z rzędu – otrzymał najwyższą ocenę 5a w obu zestawieniach (12- i 36-miesięcznym). Fundusz ten osiągnął najwyższy wynik w skali ostatnich 12 miesięcy (+19,4%), istotnie przewyższający średnią (+16,6%), ale i swoich (depczących mu po piętach) konkurentów (drugi najlepszy wynik nie przekracza +18%). Na drugie miejsce w rankingu awansowało AXA OFE, którego nota krótkoterminowa wzrosła w styczniu z 3a do najwyższej 5a. Ostatnie miesiące nie są natomiast zbyt udane dla Generali OFE, którego nota 12-mies. spadła do 3a (po wcześniejszym wzroście do 5a) oraz OFE Pocztylion – którego ocena spadła do najniższego poziomu 1a.

Pierwszy miesiąc roku przyniósł wzrost wartości zarządzanych przez OFE aktywów. Dzięki korzystnej koniunkturze na warszawskiej giełdzie, wynik zarządzania przekroczył +5,3 mld zł. Jednocześnie aktywa zostały uszczuplone przez przelew środków z OFE do ZUS w ramach tzw. suwaka o -798 mln zł, podczas gdy ZUS przelał na konta OFE zaledwie 227 mln zł. W sumie wartość aktywów OFE wzrosła w skali miesiąca o +4,7 mld zł, czyli +2,6%.

  • Banki są obecnie jednym z najmocniejszych sektorów na warszawskiej giełdzie i mogą nim pozostać także w kolejnych miesiącach.
  • Perspektywy dla polskich akcji na 2018 rok nie są już tak klarowne jak na ten, ale na GPW wciąż widzimy potencjał do wzrostów.

Akcjonariusze banków notowanych na warszawskiej giełdzie zacierają ręce. Tylko w listopadzie indeks WIG-banki zyskał około 6%, podczas gdy WIG20 stracił 4,6% (głównie za sprawą słabego zachowania spółek paliwowych oraz KGHM). Impulsem do wzrostu cen akcji banków były przede wszystkim ich dobre wyniki finansowe za III kwartał br. Zyski wypracowane przez banki okazały się zgodne z oczekiwaniami analityków, a w kilku przypadkach nawet lepsze, m.in. za sprawą poprawiającej się marży odsetkowej.

Także w kolejnych miesiącach banki mogą zachowywać się lepiej niż szeroki rynek. Dostrzegają to inwestorzy, którzy grają pod szybsze, niż dotąd zapowiadano, podwyżki stóp procentowych w Polsce. Co prawda Rada Polityki Pieniężnej podtrzymuje swoje łagodne stanowisko w tej kwestii, jednak listopadowy odczyt inflacji na poziomie 2,5% rok do roku utwierdził inwestorów w przekonaniu, że do pierwszych podwyżek może dojść już pod koniec 2018 roku. Byłaby to zła wiadomość dla kredytobiorców, za to dobra dla banków, które w takim otoczeniu mogą osiągać wyższe przychody odsetkowe i poprawiać swoje wyniki finansowe.

Mały impuls dla energetyki

Niedawno rynek obiegła informacja ważna dla spółek energetycznych – Sejm przyjął ustawę o rynku mocy. Nowe prawo zakłada, że od 2021 r. wszystkie gospodarstwa zapłacą dodatkową „opłatę mocową” wynoszącą 2 złote miesięcznie. W zamian elektrownie oraz firmy energetyczne będą zobowiązane do utrzymywania określonych rezerw mocy i uwalniania ich, gdy zapotrzebowanie na energię gwałtownie wzrośnie. W zamyśle ustawa o rynku mocy ma zachęcić firmy energetyczne do inwestowania w nowe elektrownie, których budowanie jest obecnie nierentowne (z uwagi na zbyt niskie ceny energii elektrycznej na rynku hurtowym).

Dodatkowy strumień pieniędzy pochodzący z „opłaty mocowej” jest korzystną informacją z punktu widzenia spółek energetycznych notowanych na GPW, jak PGE, Tauron, Enea czy Energa. Jednak w odróżnieniu od sytuacji w sektorze bankowym, trudno oszacować, które spółki skorzystają na rynku mocy i ile konkretnie.

Hossa jest zaawansowana, ale może jeszcze potrwać

Perspektywy dla polskich akcji na 2018 rok nie są już tak klarowne, jak na początku obecnego roku. Hossa na świecie jest już zaawansowana, dynamika zysków spółek nie jest już tak wysoka, a dodatkowo rośnie presja płacowa, która docelowo może wpłynąć na wzrost inflacji. Ponadto w mijającym roku indeks WIG zanotował całkiem solidny, dwucyfrowy wzrost. Mimo to wciąż widzimy na warszawskiej giełdzie umiarkowany potencjał do kontynuacji wzrostów. Pozytywne impulsy napływają m.in. ze wspomnianego sektora bankowego.

Oceniamy ponadto, że poziom wyprzedania wielu „misiów” notowanych na GPW, jest już wystarczający. Od szczytu w marcu potraciły one po 30% i więcej. W ostatnim czasie negatywny trend się zatrzymał i indeks sWIG80 zaliczył serię wzrostowych sesji. Dodatkowo grudzień to czas oczekiwań na rajd św. Mikołaja, a styczeń zazwyczaj przynosi wzrosty cen akcji, które rynek ochrzcił mianem „efektu stycznia”.

W segmencie małych i średnich spółek w kolejnych tygodniach możliwe są więc dalsze, techniczne wzrosty. Jednak o tym, czy ten trend się utrzyma, zadecydują wyniki finansowe zaraportowane przez firmy za czwarty kwartał tego roku i pierwsze kwartały kolejnego. Tak jak pisałem niedawno, nie będzie to proste, bo wiele spółek pilnie potrzebuje inwestycji.

 

Komentarz: Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie ogłosiła skład RESPECT Index, w którym znajdują się spółki odpowiedzialne społecznie. W wyniku przeprowadzonej weryfikacji przez firmę doradczą Deloitte, w skład indeksu po XI edycji wejdzie 28 spółek, w tym trzy nowe: Agora, Inter Cars i mBank. W tegorocznej edycji RESPECT Index liczba spółek jest najwyższa w historii. W ciągu ośmiu lat istnienia indeksu, zwiększył on swoją wartość o 85 proc.

RESPECT to pierwszy w Europie Środkowo-Wschodniej indeks spółek odpowiedzialnych. Do tegorocznej edycji indeksu zakwalifikowało się 28 spółek, działających zgodnie z najlepszymi standardami zarządzania w zakresie ładu korporacyjnego, informacyjnego i relacji z inwestorami z uwzględnieniem czynników ekologicznych, społecznych i pracowniczych. Oprócz trzech debiutantów do zestawienia po przerwie powróciły: Bank Ochrony Środowiska i Jastrzębska Spółka Węglowa.

Wyniki notowań indeksu RESPECT pokazują, że spółki tworzące ten wskaźnik charakteryzują się wyższą stopą zwrotu niż przeciętna rynkowa wyrażona indeksem WIG. Od listopada 2009 roku do grudnia 2017 r., czyli w ciągu ośmiu lat istnienia indeksu, zwiększył on swoją wartość o 85 proc. W tym czasie indeks szerokiego rynku WIG wzrósł o 59 proc., a WIG20 zyskał 3,5 proc.

– Nie ma wątpliwości, że polskie spółki publiczne coraz częściej dostrzegają potrzebę uwzględniania nie tylko czysto finansowych czynników, ale także ekologicznych, społecznych czy pracowniczych. Jako konserwatywny ekolog cieszę się, że coraz więcej notowanych na GPW emitentów podejmuje działania w obszarze zrównoważonego rozwoju. Giełda jest idealnym miejscem łączenia podaży z popytem a wzrost wartości indeksu RESPECT o 85 proc. w ciągu ostatnich ośmiu lat nie pozostawia wątpliwości, że spółki odpowiedzialne społecznie to cenne dobro – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

W skład tegorocznej edycji indeksu weszły spółki (w kolejności alfabetycznej):

  • Agora S.A.
  • Apator S.A.
  • Bank Handlowy w Warszawie S.A.
  • Bank Millennium S.A.
  • Bank Ochrony Środowiska S.A.
  • Bank Pekao S.A.
  • Bank Zachodni WBK S.A.
  • Budimex S.A.
  • Elektrobudowa S.A.
  • ENERGA S.A.
  • Fabryki Mebli „FORTE” S.A.
  • Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.
  • Grupa Azoty S.A.
  • Grupa LOTOS S.A.
  • ING Bank Śląski S.A.
  • Inter Cars S.A.
  • Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.
  • KGHM Polska Miedź S.A.
  • Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.
  • mBank S.A.
  • Orange Polska S.A.
  • PCC Rokita S.A.
  • PGE S.A.
  • PGNiG S.A.
  • PZU S.A.
  • Tauron PE S.A.
  • Trakcja PRKiI S.A.
  • Zespół Elektrociepłowni Wrocławskich Kogeneracja S.A

Nowy skład RESPECT Index będzie obowiązywał od 18 grudnia 2017 r.

Od pierwszej edycji badania sektor przemysłowy stanowi najliczniejszą grupę spółek notowanych w RESPECT Index – w tym roku spółki reprezentujące tę branżę stanowią blisko dwie trzecie składu. Średnia liczba punktów wszystkich spółek wynosiła 62,42 na 90 możliwych. Wynik ten spadł blisko o 6 punktów w stosunku do roku poprzedniego. Wynika to głównie ze zmian składu indeksu spowodowanego udziałem nowych spółek w notowaniu – trzy nowe podmioty, nieobecności kilku stałych uczestników, a także niewielkiej modyfikacji kwestionariusza badania. W podziale na sektory średni wynik spółek reprezentujących przemysł wyniósł 62,50, finanse 63,55 oraz usługi 58,04 pkt.

– Z roku na rok RESPECT Index cieszy się coraz większą popularnością. W tym roku do badania zgłosiła się rekordowa liczba podmiotów. Może to wynikać z faktu, że od 1 stycznia 2017 r. zaczęły obowiązywać przepisy dyrektywy 2014/95/UE o ujawnianiu informacji niefinansowych i informacji dotyczących różnorodności przez niektóre duże jednostki oraz grupy. Rekordowa liczba podmiotów zakwalifikowanych w tym roku do Indeksu RESPECT (28 spółek, w tym 3 debiutantów) świadczy również o coraz większym znaczeniu kryteriów środowiskowych, społecznych, etycznych oraz z obszaru ładu korporacyjnego i uwzględnianiu ich w ramach prowadzonej działalności i podejmowanych decyzji biznesowych – mówi Irena Pichola, Partner Deloitte, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej.

RESPECT Index obejmuje swoim portfelem polskie i zagraniczne spółki z Głównego Rynku GPW. Do indeksu aspirować mogą spółki o najwyższej płynności, czyli wchodzące w skład indeksów WIG20, mWIG40 lub sWIG80. Trafiają do niego firmy, które przechodzą trzystopniową weryfikację prowadzoną przez GPW i Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych, prowadzące w nienaganny sposób komunikację z rynkiem poprzez raporty bieżące i okresowe oraz swoje strony internetowe. Trzecim warunkiem jest odpowiedzialne społecznie zachowanie wobec środowiska, społeczności i pracowników, które jest analizowane na podstawie ankiety weryfikowanej przez audytora projektu firmę Deloitte.

Zadłużenie 62 spółek giełdowych, które zostały wpisane do Krajowego Rejestru Długów sięga niemal 29 milionów złotych. To oznacza, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy wzrosła zarówno liczba giełdowych dłużników, jak i ich zadłużenie. W KRD znajduje się obecnie co siódma spółka z warszawskiej giełdy.

20 listopada 2017 roku na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie notowanych było 428 krajowych spółek. 62 z nich zostało wpisanych do Krajowego Rejestru Długów z powodu nieuregulowanych w terminie płatności. W sumie mają one 1051 zobowiązań wobec 175 wierzycieli na łączną kwotę 28,8 miliona złotych.

Wydawać by się mogło, że to niewiele biorąc pod uwagę wartość tych przedsiębiorstw. Nie zgadzam się z taką opinią. Po pierwsze, wpis do KRD ma często charakter wyprzedzający, pokazujący rosnące problemy z regulowaniem należności. Po drugie, od spółek publicznych należy oczekiwać więcej, nie tylko transparentności, ale także etycznego traktowania kontrahentów. Po trzecie, 175 wierzycieli nie dostało pieniędzy. A wśród nich są mniejsze firmy, na których niezapłacone w terminie zobowiązania nawet na kwotę kilkunastu, czy kilkudziesięciu tysięcy złotych zdecydowanie robią wrażenie, a często wręcz utrudniają prowadzenie biznesu – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Dla porównania, w maju w KRD notowanych było 56 spółek z GPW, a ich zadłużenie sięgało w sumie 27,3 miliona złotych. W ciągu około 6 miesięcy liczba dłużników wzrosła więc o 6, a zadłużenie zwiększyło się o 1,5 miliona złotych. Najgorszy pod tym względem był listopad 2016 roku, kiedy w Krajowym Rejestrze Długów znajdowało się aż 67 spółek z GPW, których łączny dług przekraczał 32 miliony złotych.

Lider z branży elektrycznej

Liderem obecnego zestawienia, podobnie jak poprzedniego, jest spółka zajmująca się sprzedażą materiałów elektrycznych, której łączne zadłużenie sięga niemal 7,5 miliona złotych. Kolejne miejsce w tym niechlubnym rankingu zajmuje przedsiębiorstwo budowlane, którego długi wynoszą prawie 5 milionów złotych. Numer trzy to spółka informatyczna, a wartość jej niezapłaconych w terminie zobowiązań wpisanych do KRD to ponad 4,2 miliona złotych.

W ujęciu sektorowym w dalszym ciągu dominuje budownictwo. W najnowszej edycji badania „Długi spółek giełdowych” znalazło się 13 firm z branży budowlanej, a ich łączne zadłużenie wynosi 9,4 miliona złotych. Tym samym z tego sektora pochodzi 21 procent wszystkich dłużników giełdowych. Budowlanka odpowiada także za niemal jedną trzecią całkowitego zadłużenia.

Warto jednak odnotować niewielką poprawę. W maju dłużników z branży budowlanej było o jednego mniej, ale ich łączny dług przekraczał 11 milionów złotych. Jest jednak zbyt wcześnie, żeby prognozować trwalszą poprawę sytuacji. Tym bardziej, kiedy z opublikowanych w listopadzie wyników badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” wynika, że w trzecim kwartale zatory płatnicze najbardziej dotykały właśnie branżę budowlaną – przypomina Adam Łącki, prezes KRD BIG.

Po dziewięciu swoich przedstawicieli w zestawieniu mają branża technologiczna (głównie telekomunikacja i informatyka) oraz sektor dóbr konsumpcyjnych, w skład którego wchodzą między innymi producenci artykułów spożywczych, odzieży, czy kosmetyków i chemii gospodarczej.

Nie płacą tylko spółki z problemami? Niekoniecznie

To, że swoich zobowiązań w terminie nie regulują wyłącznie spółki, których raporty finansowe pokazują bardzo złą kondycję przedsiębiorstwa, to tylko mit. Spośród 62 przedsiębiorstw z głównego rynku warszawskiej giełdy, które są jednocześnie notowane w Krajowym Rejestrze Długów, zyskiem za okres obejmujący ostatnie cztery kwartały może pochwalić się aż 33. To więcej niż połowa wpisanych do KRD. Co ciekawe, aż 10 z nich w ciągu ostatniego roku wypłaciło dywidendę.

– Wiele firm, których dłużnicy są notowani na giełdzie, zamiast działać, czeka. Liczą, że skoro mają do czynienia ze znanymi kontrahentami, to w końcu dostaną swoje pieniądze. To nie jest dobre rozwiązanie. Spółki giełdowe mają do stracenia znacznie więcej od spółek niepublicznych, więc często wystarczy sygnał, że do gry włączyła się firma windykacyjna, żeby płatności zostały uregulowane. Im szybciej to się stanie, tym lepiej. Jeśli bowiem okaże się, że brak płatności jest efektem poważniejszych problemów finansowych dłużnika, a informacje o tym zaczną trafiać na rynek, odzyskanie pieniędzy będzie już znacznie trudniejsze wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

W gronie giełdowych dłużników nie znajdują się wyłącznie małe spółki, ale również znane i rozpoznawalne przedsiębiorstwa o ugruntowanej pozycji w swojej branży. Wartość rynkowa 22 z nich nie przekracza 10 milionów złotych, a 12 mieści się w przedziale od 10 do 50 milionów złotych. Warto jednak podkreślić, że kapitalizacją na poziomie przynajmniej 100 milionów złotych mogą pochwalić się 22 firmy notowane w KRD, a 10 z nich inwestorzy giełdowi wyceniają na przynajmniej miliard złotych.

Badanie „Długi spółek giełdowych” zostało przeprowadzone na 428 krajowych spółkach, które 20 listopada 2017 roku były notowane na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. To już jego piąta edycja. Pierwszego przeglądu zadłużenia giełdowych spółek KRD BIG dokonał w listopadzie 2015 roku.

Wzrost gospodarczy w Polsce w III kwartale br. przyspieszył do 4,7% rok do roku – wynika ze wstępnych obliczeń GUS. Dzięki tak imponującej koniunkturze znaleźliśmy się wśród najszybciej rozwijających się gospodarek Unii Europejskiej. Za rozpędzoną gospodarką nie podąża niestety warszawska giełda. Tu podczas ostatnich sesji nastąpiło dość wyraźne ochłodzenie inwestycyjnego klimatu. Korekcie poddał się nawet indeks WIG20, który w tym roku dzielnie broni honoru warszawskiej giełdy w obliczu słabości mniejszych polskich spółek.

Czy w tych okolicznościach warto pozostać na rynku akcji? Otoczenie makroekonomiczne wskazuje, że zdecydowanie tak. Globalna gospodarka się rozwija, wskaźniki PMI są imponujące, bezrobocie jest rekordowo niskie, a inflacja stabilna.

W USA gospodarka rozwija się systematycznie już od dłuższego czasu, uzasadniając podwyżki stóp procentowych dokonywane przez tamtejszy bank centralny. Inwestorzy liczą też na zastrzyk dla gospodarki i rynku finansowego w postaci reformy podatkowej proponowanej przez Republikanów. W Japonii ostatni odczyt PKB przyniósł pozytywne zaskoczenie, a szef Banku Japonii zapowiedział, że luźna polityka monetarna będzie tam kontynuowana niezależnie od ostatnich, nieco lepszych odczytów inflacji. W strefie euro w październiku PMI dla przemysłu osiągnął siedmioletnie maksimum (wartość 58,6 pkt.). Z kolei w największych gospodarkach Unii Europejskiej (w Niemczech i Francji) obserwujemy najszybszy od kryzysu wzrost zatrudnienia.

Potencjał w akcjach rynków rozwiniętych

Inwestując na GPW warto się skupić przede wszystkim na największych spółkach lub (w przypadku osób inwestujących w TFI) na funduszach akcji uniwersalnych. Wobec gorszego sentymentu panującego na giełdzie w Warszawie, obecnie preferujemy jednak akcje z rynków rozwiniętych. Zwłaszcza amerykańskie, japońskie i – bardziej selektywnie – europejskie.

Sytuacja na rozwiniętych rynkach akcji daje inwestorom zdecydowanie większy komfort i potencjał. W odróżnieniu od Polski, gdzie inwestorzy są bombardowani gorszymi informacjami ze spółek (głównie mniejszych), na rynkach developed spółki raportują lepsze, bijące oczekiwania analityków, wyniki finansowe.

Warto też mieć z tyłu głowy, że już w grudniu Fed najprawdopodobniej podniesie stopy procentowe. To może umocnić dolara, a w rezultacie wywołać odpływ części kapitału z rynków wschodzących. A rynki rozwinięte wydają się jednym z bardziej racjonalnych miejsc, w których kapitał będzie szukał zysków.

 

Autor: Marek Straszak z Union Investment TFI.

 

 

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respondentów uważa akcje za przewartościowane. To rekordowo wysoki odczyt, który jednocześnie nie powodował bardziej defensywnego nastawienia do rynku. W tym samym czasie spadały bowiem poziomy gotówki leżącej na kontach funduszy. W konsekwencji apetyt na ryzyko osiągnął nowe rekordy, a główny strateg BofA ML trafnie streścił to zdaniem, że Ikar lata coraz bliżej Słońca. Zgodnie z przekazem mitologii greckiej coraz większa odwaga Ikara nie skończyła się dla niego dobrze i zadać można sobie pytanie, czy podobnie nie będzie z rynkiem. Sygnałów ostrzegawczych pojawiło się bowiem ostatnio aż nadto. Zresztą od końca minionego tygodnia nastroje na świecie zauważalnie się pogorszyły, co tłumaczono publikacją przez amerykański Senat swojej propozycji reformy podatkowej.

W kilku zasadniczych kwestiach różniła się ona od propozycji podanej wcześniej przez Izbę Reprezentantów. Ten powód wydaje się jednak tylko częściowo słuszny. To bowiem nie rynek amerykański był w ostatnich dniach najsłabszy, ale europejski. Mogło to dziwić, gdyż wcześniej zauważyć można było dość dużą dozę wstrzemięźliwości globalnych parkietów wobec amerykańskich planów na reformę podatków. Dlaczego nagle miałoby się to zmienić? Owszem, najbardziej zależne od przyszłego poziomu opodatkowania małe spółki taniały na Wall Street najbardziej, ale ich słabsza postawa trwa już od ponad miesiąca, więc zaczęła się wcześniej. Zresztą słabość amerykańskich maluchów jest jednym z sygnałów ostrzegawczych wskazujących, że tzw. „smart money” zmniejszają poziom akceptowanego ryzyka, gdyż to największe jest w segmencie mniejszych spółek. Rynek w USA zaczął więc tracić wcześniej obserwowaną „szerokość”. Zresztą podobnie wygląda handel na GPW, gdzie nawet w gronie silniejszych dotychczas blue chipów coraz mniej spółek wykazywało wzrostową tendencję. Dochodzą do tego kłopoty gwiazd drugiej linii, gdzie jaskrawym przypadkiem tego tygodnia jest CD Projekt.

Wracając jednak do kontekstu międzynarodowego można wątek zagrożeń kontynuować wskazując na słabość notowań obligacji śmieciowych, do których w tym tygodniu dołączyły wcześniej silne surowce. W obecnej fazie cyklu towary powinny prezentować się najlepiej, podobnie jak spółki cykliczne i te korzystające na rosnącej presji inflacyjnej. Tymczasem w tym miesiącu najlepszym sektorem na Wall Steet są dywidendowe spółki defensywne. Nie pasuje to do apetytu na ryzyko prezentowanego przez zarządzających. Wygląda na to, że przynajmniej część z nich wyraźnie ogranicza ryzyko przed końcem bardzo udanego przecież roku, a dłuższy czas bez korekty może ją wręcz prowokować.

                                                                                                                    

Autor: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Od początku roku indeks WIG wzrósł o ponad 20% i jeszcze kilka dni temu niemalże ocierał się o historyczne maksima. Trudno nie nazwać takiego stanu rzeczy hossą. Z pewnością jednak nie jest to rynek byka, jaki co niektórzy pamiętają z lat 2005-2007. Brakuje wiele typowych elementów, które notabene są widoczne na Wall Street, ale na GPW już nie. Po pierwsze, przeciętny Kowalski w tych wzrostach nie uczestniczy. Ponadto nie jest on w ogóle giełdą zainteresowany i uczestniczyć we wzrostach nie zamierza. Jeżeli spojrzymy na napływy do funduszy, to wciąż królują bezpieczne rozwiązania oparte o rynek długu. Taki stan rzeczy nie ulegnie zmianie. Dystrybutorzy funduszy wciąż mają w pamięci rok 2008 i nie chcą sprzedawać agresywnych rozwiązań. Do tego brakuje nimi zainteresowania. Wśród inwestycji króluje rynek nieruchomości, podobnie zresztą jak w latach poprzedniej „hossy”, z tą jednak różnicą, że teraz mieszkania kupuje się na wynajem, a nie dla wzrostu ich wartości. W USA sytuacja jest zgoła odmienna. Tam przeciętny obywatel giełdą jest zainteresowany i ochoczo w zwyżkach na Wall Street uczestniczy. Oczywiście pojawiły się pewne różnice względem poprzedniej hossy, ale tyczą się one głównie instrumentów, które to uczestnictwo realizują. Obecnie w modzie są pasywne fundusze, szczególnie typu ETF. Kolejną istotną różnicą jest zachowanie szerokiego rynku. O ile na Zachodzie rynek rośnie szeroko, to lokalnie na GPW bardzo wąsko. W tym roku dobrze zachowują się praktycznie tylko duże spółki i wybrane średnie. Szeroki rynek może jeszcze nie jest w bessie, ale niewiele mu do tego brakuje. Jeżeli bowiem spojrzymy na indeks cenowy całego rynku, to od maksimum ustanowionego z początkiem marca spadł on już o ponad 15%. Do zniżki o 20%, która popularnie definiuje rynek niedźwiedzia, niewiele więc brakuje. W samym tylko niepełnym jeszcze październiku ten indeks spadł o 4,6%. Jeszcze jedno takie tąpnięcie i formalna definicja bessy zostanie spełniona. Warto dodać, że październik będzie ósmym spadkowym miesiące z rządu oraz najprawdopodobniej najsłabszym w całej serii. Nie dość bowiem, że szeroki rynek jest słaby przez znaczną część tego roku, to jego kondycja w ostatnich dniach się jeszcze pogorszyła. Co za to odpowiada? Słabe wyniki spółek to jedna z odpowiedzi. Poprawa w tej materii bowiem nie za bardzo nadchodzi. Inną kwestią jest cierpliwość tych nielicznych osób, które kupiły jednostki uczestnictwa funduszy małych i średnich spółek na przełomie ubiegłego i obecnego roku. Wygląda na to, że się ona skończyła, co z kontrariańskiego punktu widzenia każe z kolei odrobinę łaskawszym okiem spojrzeć na ten bardzo poturbowany segment rynku.

Autor: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA        

Wyniki ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku doprowadziły do pewnych zaskoczeń. Najbardziej zastanawiający jest deficyt uwagi wokół rozpoczętego procesu ograniczenia sumy bilansowej banku centralnego. Przypomnę, że to właśnie polityka ilościowego luzowania była jednym z głównych koni pociągowych globalnej hossy z ostatnich lat, więc na zasadzie analogii rozpoczęcie ilościowego zacieśniania powinno przynajmniej zostać przez inwestorów dostrzeżone. Tak się jednak nie dzieje. Wciąż największa uwaga koncentruje się na stopach procentowych. Inwestorzy od wielu miesięcy oczekiwali, że Fed obniży swoje założenia co do skali zacieśnienia polityki monetarnej w kolejnych kwartałach z uwagi na rozczarowujące odczyty inflacji. Tak się jednak nie stało. Janet Yellen wyraźnie zakomunikowała, że stopy pójdą w górę zgodnie z wcześniej wyrażanymi deklaracjami, mimo niższego od oczekiwań wzrostu cen. Jastrzębi ton amerykańskiego banku centralnego został dostrzeżony głównie na rynku walutowym oraz obligacji. Dolar się umocnił, a rentowności obligacji wzrosły. Zadziwiająco spokojne pozostały przy tym rynki akcyjne, choć tyczy się to głównie parkietów z krajów rozwiniętych. Indeks MSCI World wciąż pnie się na nowe historyczne maksima przy niskiej zmienności. Jedynie w spektrum rynków wschodzących doszło do korekty notowań. Według szacunków Instytutu Finansów Międzynarodowych przepływy kapitału na rynki wschodzące wyraźnie spadły od czasu posiedzenia Fed. W całym wrześniu napływy środków były najniższe od stycznia i skoncentrowały się na rynku obligacji. Z rynku akcji w poprzednim miesiącu kapitał netto odpłynął w kwocie 2,7 mld dolarów. Nałożyła się na to prezentacja planu obniżenia podatków w USA, co wskrzesiło martwy od dłuższego czasy tzw. „Trump trade”. W połączeniu z ruszeniem giełdy nazwisk na stanowisko nowego szafa Fed kapitał może bardziej faworyzować rynki rozwinięte wobec wschodzących, choć globalne ożywienie wciąż powinno wspierać także rynki wschodzące. Zresztą sesje z tego tygodnia na to wskazują. We wtorek indeks MSCI Emerging Markets zyskał aż 1,3%. W tym kontekście słabsza pozostaje GPW, na której opory bardzo dobrze spełniają swoje zadanie. Ostatnie sesje III kwartału dawały co prawda nadzieję, że spółki średnie mogą przejąć wzrostową pałeczkę od blue chipów, ale w tym tygodniu indeks mWIG40 odbił się od psychologicznego poziomu 5000 pkt., stawiając znak zapytania nad tą hipotezą.

Autor: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Tegoroczny wrzesień jak na razie zapisuje się w giełdowej historii bardzo spokojnie. Na rynkach utrzymuje się dobry klimat, który zaprowadził amerykańskie indeksy na nowe historyczne maksima, a w Europie Zachodniej doprowadził do przebudzenia byków, które latem pozostawały w defensywie. Tym samym u progu jesieni nie zmaterializowały się potencjalne sezonowe ryzyka, które tym razem okraszone były oczekiwaniem na rozpoczęcie przez Rezerwę Federalną procesu ograniczenia wielkości swojego bilansu. Ten spokój jest aż zadziwiający i słychać coraz śmielsze głosy, że może być to cisza przed przyszłoroczną burzą. Nieco gorzej na tym froncie zachowuje się krajowy rynek. Małe spółki we wrześniu ustanowiły nowe minima trwającego już pół roku spadku. Indeks sWIG80 znalazł się najniżej od stycznia tego roku i zbliżył się do psychologicznej bariery 15 000 pkt. W tym samym czasie zatrzymał się dotychczasowy rajd dużych spółek, gdzie opór na wysokości 2550 pkt. bardzo skutecznie spełnił swoje zadanie. Publikacja bardzo dobrych danych z krajowej gospodarki oraz coraz częściej pojawiające się rewizje w górę oczekiwań co do tegorocznego tempa wzrostu gospodarczego nie wpływają pozytywnie na parkiet. Można więc zadać sobie pytanie, co mogłoby być dla niego nowym impulsem. Odpowiedź wydaje się koncentrować na jednym brakującym ogniwie obserwowanego ożywienia: inflacji. Przez ostatnie miesiące przedsiębiorstwa musiały zmagać się z rosnącymi cenami surowców, ale niespecjalnie były w stanie przerzucić wyższych kosztów działania na konsumentów. To oznacza presję na marże i w konsekwencji na wyniki. Mowa w szczególności o segmencie małych i średnich przedsiębiorstw, który w ostatnich latach de facto bardzo korzystał na deflacyjnych siłach w gospodarce. Powodowały one, że ceny surowców były niskie, podobnie jak żądania płacowe pracowników. Teraz role nieco się odwróciły, na czym korzystają spółki surowcowe oraz pracownicy, ale traci wiele przedsiębiorstw, które na wysoce konkurencyjnym rynku nie za bardzo mogą podnieść ceny swoich finalnych produktów. Gdyby udało się im odzyskać utraconą w ostatnich latach przewagę w dyktowaniu cen, to skorzystałaby na tym marżowość, a wraz z nią odwrócić się powinna negatywna passa w wynikach. Wyższa inflacja miałby swoje pozytywne przełożenie również na banki, czyli bardzo istotny sektor GPW. Prowadziłaby bowiem do wyższych stóp procentowych i wsparła sektor wyraźnie już zmęczony przeciągającą się erą zbyt taniego pieniądza.

Autor: Łukasz Bugaj, CFAAnalityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Pomimo ponownego wzrostu napięcia na linii Stany Zjednoczone – Korea Północna inwestorzy nie zaniechali zakupów na rynku akcji. Niewykluczone, że rynek powoli przyzwyczaja się do powtarzających się incydentów zbrojnych oraz gróźb wojennych. W skali całego ubiegłego tygodnia NASDAQ wzrósł o 2,7%, S&P500 umocnił się o 1,4%, a DJI zyskał 0,8%. W Europie sentyment rynkowy był nieco mniej byczy niż za oceanem – brytyjski FTSE250 wzrósł o 0,6%, francuski CAC40 o 0,4%, a niemiecki DAX stracił 0,2%. W centrum uwagi rynku znalazły się najnowsze dane makroekonomiczne, zwłaszcza że niedawno zakończone sympozjum w Jackson Hole nie przyniosło odpowiedzi na pytania rynku związane z polityką monetarną najważniejszych banków centralnych. Dane z amerykańskiego rynku pracy były nieco rozczarowujące – zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wyniosła 156 tys. wobec prognoz na poziomie 182 tys. Zawiodły również dane dotyczące płacy godzinowej, a stopa bezrobocia wzrosła do 4,4%. Dodatkowo biorąc pod uwagę słabnącą inflację w Stanach nie można wykluczyć, że postawa Fed będzie nieco łagodniejsza. Tymczasem sytuacja w strefie euro wydaje się być nieco odmienna – zarówno inflacja, jak i gospodarka Eurolandu wyraźnie przyspieszają. Postawa EBC może niebawem się zaostrzyć, co też dostrzega rynek, który już od dłuższego czasu gra na umocnienie euro.

Sentyment rynkowy sprzyja także inwestorom z Książęcej. Niemniej o ile w przypadku blue chipów można mówić o wyraźnych wzrostach, o tyle postawa małych i średnich spółek nadal pozostawia wiele do życzenia. W ubiegłym tygodniu WIG20 wzrósł o 2,3%, mWIG40 zyskał 0,7%, a sWIG80 umocnił się o symboliczne 0,02%. Nie najlepsza postawa ,,misiów’’ to być może efekt m.in. kolejnych niepokojących danych z przemysłu – odczyt sierpniowego indeksu PMI wyniósł 52,5 pkt wobec prognoz na poziomie 53 pkt. To nadal wartość potwierdzająca dobrą koniunkturę w tym sektorze, lecz tendencja wskaźnika jest wyraźnie spadkowa. Na GPW w Warszawie trwa sezon wynikowy. W ubiegłym tygodniu nie zawiodły raporty finansowe spółek z sektora handlowego – solidne wyniki były wsparciem dla kursów akcji CCC, LPP oraz Dino Polska. Miniony tydzień był udany również dla akcjonariuszy PKO BP i PZU. Obie spółki opublikowały półroczne wyniki finansowe, które były bliskie konsensusu rynkowego.

Najważniejszym wydarzeniem bieżącego tygodnia będzie niezaprzeczalnie posiedzenie Rady Prezesów EBC. Niemniej decyzję ws. polityki monetarnej podejmie także RPP. W tym tygodniu odbędzie się również kolejne, coroczne Forum Ekonomiczne w Krynicy. Ponadto warto zwrócić uwagę na najnowsze dane makroekonomiczne m.in. na usługowe indeksy PMI dla strefy euro oraz Stanów. Co więcej, za oceanem zostanie opublikowana Beżowa Księga.

Analiza techniczna

Ostatni tydzień sierpnia był kolejnym bardzo udanym tygodniem dla indeksu największych polskich spółek. W efekcie WIG20 zakończył miniony tydzień na poziomie 2527 pkt. Na uwagę zasługuje podwyższony wolumen handlu, który potwierdził siłę popytu. Zatem po okresie konsolidacji rynek rozpoczął kolejną fazę hossy. Za opór należy uznać okolicę psychologicznego poziomu 2600 pkt, która w latach 2012 – 2015 była zbyt wymagającą barierą dla rynku. Jednak póki co nie można wykluczyć korekty, którą sygnalizuje wykupiony oscylator RSI.

Tym razem warto zawrócić uwagę na walory spółki CCC, które w ubiegłym tygodniu podrożały o 6,5%. To niewątpliwie efekt publikacji bardzo dobrych wyników finansowych. Mimo wszystko warto podkreślić, że nieco wcześniej, po przełamaniu oporu na poziomie 250 PLN kurs akcji zakończył korektę oraz rozpoczął nową falę wzrostów, której towarzyszy rosnący wolumen handlu. Obecna cena akcji (271 PLN) stanowi historyczny szczyt. Niemniej oscylatory techniczne znajdują się w pobliżu poziomu wykupienia, toteż w najbliższym czasie część rynku może zdecydować się na realizację zysków. Jednak mimo wszystko długoterminowy układ wzrostowy wydaje się mieć solidne fundamenty – spółka prężnie się rozwija i nie zamierza zwalniać tempa.

Autorzy: Zespół Zarządzający MM Prime TFI S.A.

Banki są już 25 lat obecne na Giełdzie Papierów Wartościowych. 13 sierpnia 1992 r. na warszawskim parkiecie debiutował pierwszy z nich – Bank Millennium S.A. Przez ten czas banki stanowiły największy pod względem kapitalizacji sektor notowany na GPW. Teraz notowanych jest 15 podmiotów o łącznej kapitalizacji 571.6 mld zł. Jak banki zmieniły i zmieniają rynek?

– 25 lat temu debiutował na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie pierwszy bank – Bank Inicjatyw Gospodarczych, obecnie Bank Millennium i tym samym wyznaczył trend zdobywania kapitału przez banki na giełdzie. To zdobywanie kapitału przez giełdę pozwoliło bankom osiągnąć siłę finansową jaką dysponują obecnie –  mówi newsrm.tv Marcin  Materna, dyrektor Departamentu Analiz, Millennium Dom Maklerski.

Udział sektora bankowego w kapitalizacji na GPW wahał się od ok. 20% do 51% na koniec 2016 r. Obecnie – po 25 latach od debiutu pierwszego banku na GPW na parkiecie notowanych jest 15 podmiotów o łącznej kapitalizacji 571.6 mld zł, co odpowiada za ponad 50% kapitalizacji GPW. Od momentu skonstruowania indeks WIG-Banki wzrósł o prawie 500%.

Debiut Banku Millennium był zarazem debiutem całego sektora finansowego na raczkującym wówczas rynku kapitałowym. Pierwsza sesja, w której uczestniczył odbyła się 13 sierpnia 1992 r.

– Przez te 25 lat nasza instytucja znacznie urosła. O ponad 300 razy wzrosła akcja kredytowa, o więcej niż 100 razy wzrosły depozyty i o więcej niż 200 razy urósł kapitał banku. – mówi Joao Bras Jorge, prezes Banku Millennium i dodaje –  Obecność na giełdzie determinuje nas do bycia bardziej innowacyjnym bankiem. Ponieważ jeżeli jest się na tym rynku zawsze jest się obserwowanym przez inwestorów i analityków rynków finansowych. Gdy myślimy o kolejnych 25 latach jesteśmy bardzo entuzjastyczni i pełni energii, gdyż stawiamy na innowacyjność i mierzymy wyżej.

– Banki są lustrem rzeczywistości, pokazują co dzieje się w realnej gospodarce. Ostatnie lata to wzrost gospodarczy w Polsce, więc tak samo rosną zyski banków. Perspektywy na przyszłość są niezłe, więc podobnie powinno być z zyskami banków – dodaje Marcin Materna.

 

Wypowiedź: Marcin Materna, dyrektor Departamentu Analiz, Millennium Dom Maklerski, Joao Bras Jorge, prezes Banku Millennium.

Wzrost gospodarczy na świecie jest w tym roku naprawdę imponujący. A co ważniejsze, rozkłada się równomiernie pomiędzy różne regiony globu. Taka sytuacja nie miała miejsca już od dawna. W II kwartale br. gospodarka USA rozwijała się w tempie 2,6% rok do roku. Dynamiczny, 2,2 proc. wzrost PKB w tym okresie odnotowała też strefa euro. Motorem koniunktury są, poza Niemcami, także Holandia, Francja, Włochy czy Hiszpania. Świetnie spisują się też gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej – rumuńska, czeska, polska, węgierska i słowacka. W Polsce PKB w II kwartale br. wzrósł o 3,9% rok do roku.

W tak dobrym otoczeniu makroekonomicznym spadki cen akcji mniejszych spółek z GPW (które powinny korzystać na dobrej koniunkturze) mogą nieco zaskakiwać. Tym bardziej, że zagraniczni inwestorzy giełdowi grają obecnie pod scenariusz Emerging Markets (w tym Polska) versus rynki rozwinięte.

Oczywiście jest kilka czynników, które wywierają niekorzystny wpływ na giełdowe „misie”.  Jednym z nich jest wzrost kosztów pracy. Chociaż wynagrodzenia w Polsce rosną wolniej od oczekiwań i w porównaniu do innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej (w lipcu br. +4,9% r/r), to w pewnym stopniu odbijają się na wynikach finansowych firm. Na niekorzyść polskich spółek eksportowych działa dodatkowo silny złoty, który od początku roku umocnił się do euro o kilka procent. Ma to duże znaczenie, ponieważ sprzedaż do krajów Unii Europejskiej stanowi około 80% wartości polskiego eksportu.

Jednakże – pomimo spadku marż i nieco niższych zysków wypracowanych przez giełdowe spółki w ostatnim kwartale –  nie ma mowy o tragedii czy zapaści. Wręcz przeciwnie.

Ceny akcji pod presją wygórowanych oczekiwań

Co więc sprawia, że w notowaniach indeksów sWIG80 i mWIG40 dominuje kolor czerwony? Wydaje się, że nieco gorsze wyniki finansowe spółek, które nie są w stanie sprostać rozbuchanym oczekiwaniom analityków i samych inwestorów. Do tego dochodzą nieco „wyschnięte” źródła popytu na akcje mniejszych spółek. Najwięksi zagraniczni inwestorzy kupują praktycznie tylko spółki z WIG20. Z kolei „misie” są w spektrum zainteresowania głównie lokalnych graczy. W obliczu niewielkich napływów do funduszy akcji małych i średnich spółek oraz niższej aktywności OFE brakuje impulsu, który przełamałby tę słabość.

Mimo to nadal wierzymy, że silne ożywienie gospodarcze prędzej czy później przełoży się na wzrost przychodów i zysków spółek notowanych na GPW. Wraz z lepszymi raportami kwartalnymi powinien powrócić apetyt inwestorów na mniejsze spółki. Szczególnie, że ceny polskich akcji nie są wygórowane (w pobliżu długoterminowych średnich) i w tym cyklu koniunkturalnym istnieje jeszcze pole do ich dalszych wzrostów – bez ryzyka oderwania wycen spółek od fundamentów.

 

Autor: Tomasz Matras, zastępca dyrektora inwestycyjnego ds. akcji Union Investment TFI

Powszechnie krąży opinia o niskiej płynności rynku obligacji korporacyjnych, która przywoływana jest wraz ze statystykami obrotu dostarczanymi przez GPW Catalyst. Należy jednak pamiętać, że giełda to niejedyne miejsce gdzie można obracać papierami dłużnymi, nawet tymi notowanymi na giełdzie. Obligacjami można również handlować na rynku pozagiełdowym (tzw. OTC). Dostęp do niego mają zarówno inwestorzy instytucjonalni, jak i detaliczni. O ile dane dotyczące obrotu na  rynku pozagiełdowym nie są w żaden sposób zbierane, o tyle można próbować oszacować obrót obligacjami przez inwestorów instytucjonalnych na podstawie zmiany wartości aktywów funduszy inwestycyjnych. I właśnie o tym jest ten artykuł.

W drugiej połowie 2016 r. giełdowy obrót (sesyjny i pakietowy łącznie) obligacjami korporacyjnymi, które były notowane przez całą drugą połowę minionego roku, wyniósł 476 mln zł. Statystyki te uwzględniają wszystkie transakcje funduszy emerytalnych, funduszy inwestycyjnych, innych osób prawnych oraz osób fizycznych, które miały miejsce na giełdzie na tych papierach. Wykazanie szczegółowego portfela obligacji korporacyjnych Otwartych Funduszy Emerytalnych na przestrzeni półrocza jest niemożliwe, ponieważ ich skład na koniec półrocza musi jedynie szczegółowo wykazywać pozycje, które stanowiły ponad 5 proc. portfela, a szczegółowy skład funduszy przedstawiany jest jedynie na koniec roku. Składy portfeli obligacji korporacyjnych osób fizycznych oraz prawnych (oprócz funduszy inwestycyjnych) nie są w ogóle publicznie dostępne. Jedyną bazą odniesienia mogą być portfele funduszy inwestycyjnych, które szczegółowo przedstawiają skład portfeli, zarówno w połowie, jak i na koniec roku.

Analogicznie jak w przypadku obrotu giełdowego, w przypadku funduszy inwestycyjnych pod lupę zostały wzięte obligacje korporacyjne, które były w portfelach funduszy inwestycyjnych na początku oraz końcu 2H16. Wartość tych obligacji w portfelach funduszy inwestycyjnych zmieniła się pomiędzy 30 czerwca, a 31 grudnia 2016 r. o 1,7 mld zł w wartościach bezwzględnych. Należy mieć świadomość, że część zmian mogła wynikać ze sprzedaży obligacji pomiędzy funduszami uwzględnionymi w zestawieniu, dlatego konserwatywnie można przyjąć, że wszystkie transakcje odbywały się między funduszami inwestycyjnymi, zatem obrót można ostrożnie szacować na 873 mln zł, a więc o 83 proc. więcej niż na całym rynku giełdowym. I to przy kolejnym konserwatywnym założeniu, że na przestrzeni półrocza fundusze dokonywały transakcji na ww. papierach wyłącznie raz, a nie kilkukrotnie.

Ciekawie prezentują się statystyki zmian wartości w aktywach funduszy inwestycyjnych dla poszczególnych papierów. Dla takich papierów jak PZU0719, ING1219, ENG1019 czy też PKO0119 łączny obrót na rynku giełdowym w całym 2H16 wyniósł… 0 zł. Natomiast łączna zmiana wartości tych papierów w aktywach funduszy inwestycyjnych wyniosła 476 mln zł. Wśród obligacji, które miały znikomy obrót na giełdzie, a znaczący poza nią, należy zaliczyć jeszcze ENA0220, TPE1119 oraz RBP1117. Zatem można wysnuć wniosek, że obligacje dużych spółek z sektora finansowego oraz energetycznego z reguły są częściej handlowane na rynku pozagiełdowym. Natomiast na uwagę zasługuje jeden papier, którym szczególnie chętnie handluje się na giełdzie, a nie poza nią, i jest nim CPS0721 (Cyfrowy Polsat).

Rynek obligacji korporacyjnych w Polsce nie ogranicza się wyłącznie do rynku giełdowego. Oprócz niego funkcjonuje rynek pozagiełdowy, którego wartość nie jest dokładnie znana. Przy konserwatywnym założeniu, obrót na rynku pozagiełdowym dotyczącym obligacji korporacyjnych handlowanych wyłącznie przez fundusze inwestycyjne jest mniej więcej dwukrotnie większy od giełdowego. Do tego dochodzą jeszcze transakcje funduszy emerytalnych oraz innych osób prawnych i fizycznych, dlatego można szacować, że obrót na całym rynku obligacji korporacyjnych w Polsce jest kilkukrotnie większy od obrotu na rynku giełdowym

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Michael/Ström Dom Maklerski

Od ostatniego komentarza sytuacja na parkietach wiele się nie zmieniła. Nastroje wciąż można uznać za bardzo dobre, nawet wyraźnie w czerwcu słabszy technologiczny Nasdaq przełamał słabość i wzniósł się na nowe historyczne maksima. Utrzymuje się jednak dość zauważalne zróżnicowanie, gdyż opisana wcześniej „pełzająca letnia hossa” tyczy się głównie parkietów azjatyckich, amerykańskich oraz szeroko pojętego spektrum rynków wschodzących. Europa pozostaje w wyraźnym tyle, na co pewien wpływ może mieć silniejsze euro ograniczające konkurencyjność spółek ze Starego Kontynentu. Wydaje się jednak, że to zaledwie część historii. Z ostatniego odczytu indeksu Ifo wynika bowiem dość wyraźnie, że nastroje w nastawionym na eksport niemieckim biznesie są wyśmienite i silniejsza waluta wspólnotowa pozostaje tutaj bez większego wpływu. Ekonomista instytutu określił klimat wśród przedsiębiorców jako „euforyczny”, co przy podejściu kontrariańskim może budzić pewien niepokój i to z dwóch powodów. Po pierwsze, jeżeli koniunktura gospodarcza jest wyśmienita, podobnie jak klimat inwestycyjny, to dlaczego europejskie parkiety są słabe? Po drugie, gdzie się podziały te wszystkie zagrożenia, których lista jeszcze niedawno była całkiem długa. Przypomnę, że obawiano się Brexitu, protekcjonizmu Trumpa, ale wspominano też o potencjalnych zagrożeniach płynących z Chin. Aktualnie ta lista wydaje się pusta, a opublikowana półtora tygodnia temu seria dobrych danych z Państwa Środka stała się zarzewiem wzrostu cen surowców, szczególnie metali przemysłowych. Co interesujące, procykliczny sektor bankowy radzi sobie lepiej od głównych europejskich indeksów, choć pozostaje poniżej maksimów z początku maja. Być może inwestorzy wciąż muszą zmierzyć się z wówczas wygenerowanym optymizmem po zwycięstwie Emanuela Macrona, który z perspektywy czasu okazał się zbyt duży i musi zostać przetrawiony. Szkoda tylko, że w ten sposób marnowany jest czas dobrej letniej koniunktury, co nie pozostaje bez wpływu na GPW. Nasz rynek wydaje się znajdować w niejednoznacznym położeniu, gdzie dobre zachowanie rynków wschodzących działa na korzyść parkietu przy Książęcej, ale słabość Eurolandu pozostaje doraźnym hamulcowym. Nie można też zapominać o obserwowanym ostatnio wzroście ryzyka politycznego, które ponownie ujawniło się po kilkumiesięcznej przerwie. Prawdopodobieństwo pewnych sankcji wobec Polski pozostaje co prawda znikome, ale musi być brane pod uwagę, podobnie jak amerykańskie bony skarbowe wyceniają już możliwość technicznego bankructwa w związku z potrzebą podniesienia limitu zadłużenia tej jesieni.

Źródło: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Cała Polska żyje zamieszaniem wokół próby dokonania kontrowersyjnych zmian w krajowym sądownictwie. Po tym, jak w poniedziałek prezydent ogłosił swoje weto dla dwóch z trzech proponowanych przez sejm ustaw, złoty odrobił część piątkowych strat ale było to tylko chwilowe wzmocnienie. Po kilku głębszych oddechach rynku sytuacja złotego powróciła do stanu wyjściowego. Wydaje się, że napięcie polityczne posłużyło jedynie jako argument dla spekulantów – dla szerokiego rynku najważniejsze pozostają globalne trendy.

Rynkami finansowymi rządzą dwa skrajne rodzaje emocji: chciwość i strach. W ostatnich dniach to właśnie strach zyskał na znaczeniu, taki przynajmniej był przekaz medialny. Tymczasem wiele wskazuje na to, że w tym przypadku strach miał wielkie oczy. Kryzys obecnej władzy, bo tak należy nazwać obecne wydarzenia, nadszedł po relatywnie spokojnym okresie w polskiej polityce. W tym czasie sentymentem rynkowym rządziły solidne dane makroekonomiczne z polskiej gospodarki, poprawa stanu budżetu państwa, powrót zagranicznych inwestorów na GPW oraz znacznie bardziej przychylne Polsce sygnały z agencji ratingowych. Do tego należy doliczyć bardzo dobre nastroje na globalnym rynkach finansowych, które przyczyniają się do wzrostu skłonności do ryzyka, a to niezwykle sprzyjająca sytuacja dla walut rynków emerging markets.

W obliczu restrykcyjnej polityki Fed, czy też jastrzębich sygnałów z EBC zadyszka złotego nie powinna stanowić zaskoczenia, zwłaszcza po tak długim okresie umacniania polskiej waluty. Napięcia polityczne mają z pewnością wpływ na wycenę złotego, jednak teraz nie należy przypisywać im zbyt dużego znaczenia, zwłaszcza że nie znajdują one swojego odzwierciedlenia w istotnych dla rynku fundamentach. Inwestorzy zagraniczni  bacznie obserwują całą sytuację, bowiem w gruncie rzeczy ryzyko polityczne jest bardzo ważnym czynnikiem charakteryzującym rynki emerging markets.

Prezydenckie weto oraz zapowiedź złożenia nowych projektów ustaw przez głowę państwa to tylko krok w celu uzdrowienia całej sytuacji. Ryzyko odrzucenia weta przez sejm nie powinno być bagatelizowane. Orędzie pani premier oraz wypowiedzi niektórych przedstawicieli rządu potwierdziły gotowość władzy do kontynuacji procesu sanacji polskiego sądownictwa. Zatem niewykluczone, że ryzyko polityczne dopiero zyska na znaczeniu. Weto prezydenta prawdopodobnie tylko tymczasowo złagodzi stanowisko Komisji Europejskiej wobec Polski, toteż do czasu wyjaśnienia dalszego kształtu reformy ryzyko nałożenia sankcji na Polskę należy uznać za odroczone czasie.

Dla rynków finansowych cenna jest stabilność, a nie permanentny strach i niepokój, zwłaszcza w przypadku rynków wschodzących. Póki co, zawirowania polityczne mają ograniczony wpływ na wycenę złotego i akcji na GPW. Warto jednak pamiętać, że jeżeli spór się zaostrzy (czego nie można wykluczyć), to szanse na wzmożoną przecenę polskiego orła znacząco wzrosną, zwłaszcza że wtedy relacje na linii KE-Polska mogą istotnie się pogorszyć, a to zapewne zaniepokoiłoby inwestorów zagranicznych. Co więcej warto pamiętać, że w ubiegłym roku to właśnie czynniki polityczne były istotną przesłanką dla agencji ratingowych do negatywnych rewizji polskiego ratingu. Na razie najważniejsze dla inwestorów pozostają globalne trendy oraz fundamenty, i to w najbliższych tygodniach raczej się nie zmieni, bowiem polscy parlamentarzyści rozpoczynają okres wakacyjny.

 

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

 

 

 

U progu wakacji wskazywałem, że letni czas powinien sprzyjać wzrostom, ale ich zakres ograniczać może brak tradycyjnej wiosennej korekty. Wydaje się, że właśnie taki wzorzec obserwujemy na globalnych rynkach finansowych. Indeks MSCI World ma za sobą serię dziesięciu wzrostowych sesji z rzędu, z czego sześć ostatnich prowadziło do nowych rekordów. Tym ruchom towarzyszyła bardzo niewielka zmienność oraz dość chimeryczna postawa wybranych rynków. Parkiety europejskie ewidentnie odstają od globalnego peletonu, gdzie na pozycji lidera bez większych zmian od wielu już lat znajduje się Wall Street. Tym samym po raz kolejny sprawdziła się kontrariańska szkoła, która kilka tygodni temu kazała ostrożnie podchodzić do giełd Eurolandu, gdyż te przez zarządzających jednomyślnie wymieniane były jako faworyci nadchodzących zwyżek. Tymczasem wzrosty za oceanem swoją skalą wrażenia nie robią. Pozytywny trend pozostaje w mocy, ale brak wiosennej korekty dość skutecznie ogranicza zakres obserwowanych zmian. Lepiej pod tym względem wypadają rynki wschodzące, ale w ich kontekście warto pamiętać, że niemała część wzrostu indeksu MSCI Emerging Markets wynika ze słabości dolara. Dość dobrze widać to na krajowym przykładzie, gdzie indeks WIG20USD w tym tygodniu ustanowił nowe tegoroczne maksima, mimo że w lokalnej walucie nie udało się tego schematu powtórzyć. Sumarycznie taki obraz sytuacji ocenić można mianem „pełzającej letniej hossy”, w trakcie której indeksy siłą wcześniejszego rozpędu w powolnym wakacyjnym tempie maszerują na północ. Wróciła przy tym dawna retoryka „wyważonego wzrostu”. Oznacza ona, że inwestorzy pogodzili się z niższym niż przed kryzysem tempem wzrostu gospodarczego, ale jednocześnie mogą czerpać benefity z braku ryzyka przegrzania koniunktury oraz utrzymującej się bardzo łagodnej polityki monetarnej głównych banków centralnych. W konsekwencji oczekiwania wobec Trumpa schodzą na dalszy i mniej się liczący plan. Pewną zmianą wobec wcześniejszy lat jest jednak fakt zastąpienia sił deflacyjnych ich inflacyjnymi odpowiednikami. Co prawda wzrost cen jest anemiczny, ale jednak obecny. Wraz z dobrą postawą gospodarek rozwijających się zapewnia to popyt na ich aktywa, na czym korzysta też GPW. Polityczne zamieszanie jest dodatkowym ryzykiem, choć wcześniejsze tego typu epizody nie prowadziły do spowolnienia tempa wzrostu. Zastanawia jednak słabsza postawa mniejszych spółek, które zamiast przy tegorocznych szczytach, notują najniższe wskazania od pięciu miesięcy…

  Autor:  Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

W okresie od listopada 2016 roku do połowy lipca 2017 roku indeks największych spółek notowanych na GPW – WIG20 – wzrósł o ponad 30 proc., jednak w ciągu najbliższych kilku miesięcy dla inwestorów bardziej atrakcyjne mogą okazać się mniejsze spółki. Ich wyceny są obecnie poniżej średnich (mierzone wskaźnikiem P/E), dlatego to w tym segmencie rynku inwestorzy powinni szukać ciekawych możliwości inwestycyjnych.

Od listopada 2016 roku, kiedy Donald Trump został prezydentem USA, do połowy lipca 2017 roku, dobre wyniki finansowe największych spółek notowanych na GPW przełożyły się na wyraźny wzrost zainteresowania wśród inwestorów. Wartość indeksu WIG20 zwiększyła się o ponad 30 proc. i obecnie wyceny są  powyżej swojej średniej z ostatnich 5 lat. Dla poprawy nastrojów panujących wśród krajowych inwestorów znaczenie miał również napływ na polski rynek kapitału z zagranicy.

Jednocześnie czynnikami wpływającymi na niepewność co do dalszych wzrostów indeksu tzw. blue chipów są przede wszystkim zmiany kadrowe w spółkach z udziałem Skarbu Państwa. Zmiany personalne w zarządach Alior Banku czy Banku Pekao SA spotkały się z negatywnym odbiorem rynku. Należy pamiętać, że tego typu zawirowania nie pozostają bez wpływu na realizowaną strategię i plany spółek. Oddala się również perspektywa podwyżek stóp procentowych, co było wcześniej przyczynkiem do hossy w sektorze bankowym, który stanowi istotną składową indeksu WIG20. Pozostają natomiast ryzyka regulacyjne, zmiany prawne i księgowe oraz nierozwiązana kwestia kredytów frankowych, co mocno ogranicza potencjał banków.

Wyniki małych i średnich spółek były natomiast w ostatnim czasie słabsze, niż oczekiwali tego inwestorzy. Dostrzegamy jednak potencjał wzrostów wśród „misiów”. Indeksy małych i średnich spółek rosły od listopada 2016 roku w wolniejszym tempie: mWIG40 o 22 proc., a sWIG80 o blisko 14 proc. Ich wyceny również nie wzrastały, przez co stały się bardziej atrakcyjne dla kupujących.

sWIG80 na tle pozostałych indeksów warszawskiej giełdy

Obserwujemy intensywny napływ środków do polskich, aktywnie zarządzanych funduszy akcyjnych. Znaczącą rolę zaczyna odgrywać rodzimy kapitał, który w największym stopniu wspiera klasę małych i średnich spółek. Bazując na analizie fundamentalnej i selektywnej strategii, będziemy poszukiwać okazji inwestycyjnych wśród takich podmiotów i rozbudowywać portfele funduszy absolute return o perspektywiczne spółki z tego sektora.

Autor: Robert Burdach, współzarządzający UniAbsolute Return Akcyjny FIZ

Wczoraj do grona spółek windykacyjnych notowanych na warszawskim parkiecie dołączył GetBack. Oferta publiczna opiewająca na kwotę 740 mln zł cieszyła się sporym zainteresowaniem ze strony inwestorów indywidualnych, lecz dużo mniejszym wśród instytucji, które wymusiły mocne obniżenie ceny emisyjnej. Mimo to niniejszy debiut był drugim największym IPO w tym roku (choć niebawem spadnie na trzecią pozycję – po debiucie Play-a). Sam GetBack jest niezwykle dynamicznie rozwijającym się podmiotem, zwłaszcza na tle konkurencji. Niestety, inauguracja notowań rozczarowała. Pierwsza cena akcji na rynku wtórnym była o 2% wyższa od ceny emisyjnej, a pierwszy dzień zakończył się zaledwie symbolicznym plusem. Kurs praw do akcji zaś zanotował minimalną stratę.  Niewielu inwestorów było gotowych handlować po tych cenach – obrót ogółem wyniósł ok. 25 mln zł. Dla porównania – na tegorocznym debiucie Dino dokonano transakcji na ponad 300 mln zł. Jednak kluczowym pytaniem pozostaje: czego można oczekiwać w szerszym horyzoncie czasowym?

Rynek windykacyjny w Polsce znajduje się w fazie dynamicznego wzrostu. Jego wartość na koniec 2016 r. została oszacowana na 88 mld zł tj. o 68 mld zł więcej niż w 2010 r. Największym graczem jest oczywiście Kruk, który posiada nieco ponad 40% udziału w rynku. Niemniej, pomimo swojej zaledwie 5-letniej historii GetBack zdołał wywalczyć drugą pozycję z udziałem na poziomie 21%. Spółka zakłada, że w 2019 r. zasiądzie w fotelu lidera, co,  zakładając utrzymanie dotychczasowego tempa rozwoju, wydaje się celem realnym. Warto zauważyć, że GetBack co roku podwaja wielkość przychodów oraz zysków. To efekt nie tylko dynamicznych zakupów wierzytelności, ale również oryginalnej, efektywnej i znacznie bardziej agresywnej niż w przypadku konkurencji polityki egzekwowania długów.

GetBack na tle swoich rynkowych rywali odznacza się także wyższym zwrotem z kapitałów własnych oraz wynikającym z dynamiki wzrostu bardzo szybkim tempem wzrostu zadłużenia. Druga największa spółka windykacyjna w Polsce jest prężnie rozwijającym się podmiotem na ciekawym i rosnącym rynku. Co więcej, niniejsza branża zyskuje również na atrakcyjności w innych krajach np. w Rumunii, czy też we Włoszech, co stanowi dodatkową szansę rozwoju dla poszczególnych spółek, którą stara się wykorzystać m.in. Best. Dodatkowo analiza historyczna potwierdza, że przy największych debiutach strategia kupuj i trzymaj często okazuje się bardzo skuteczna. Warto zauważyć, że akcje Kruka od debiutu w 2011 r. podrożały o ponad 650%, pomimo że ta oferta była niemal dwukrotnie mniejsza od tej w przypadku GetBack-a.

Należy jednak pamiętać, że spółka o takim profilu jak GetBack nie jest odpowiednią propozycją dla inwestorów oczekujących dywidend. Drugi największy podmiot windykacyjny w Polsce nie dzieli się zyskami z akcjonariuszami i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższych latach sytuacja ta miała ulec zmianie. Ponadto nie można zapomnieć o czynnikach ryzykach związanych zarówno z całym rynkiem, jak i z samą spółką. Z perspektywy branży istotne źródło ryzyka stanowią potencjalne zmiany regulacji prawnych m.in. planowane skrócenie okresu przedawnienia wierzytelności z 10 do 6 lat. Niemniej z drugiej strony, coraz bardziej restrykcyjna polityka nadzorcza KNF-u zachęca banki do sprzedaży niewygodnych aktywów spółkom windykacyjnym.

Z kolei dokonując analizy sytuacyjnej spółki należy zwrócić szczególną uwagę na jej skuteczną strategię, która znajduje się w centrum zainteresowania UOKiK. Póki co nie ma powodów do obaw, choć nie można tego faktu bagatelizować, bowiem owa strategia jest niewątpliwie przewagą konkurencyjną GetBack-u. Inwestorzy powinni także pamiętać, że głównymi akcjonariuszami nowej spółki na GPW są fundusze private equity, co w nieco szerszej perspektywie czasowej generuje zagrożenie zmiany struktury własnościowej, zwłaszcza że te dopiero rok temu kupiły GetBack, a już teraz dokonały monetyzacji części swoich udziałów. Należy również dodać, że spółka należąca niegdyś do Leszka Czarneckiego odznacza się faktycznie wysoką zdolnością do regulowania zobowiązań, jednak jej pozostałe wskaźniki zadłużenia pozostają relatywnie wysokie. Emisja akcji zapewne wpłynie na ich poprawę, lecz w szerszej perspektywie można oczekiwać dalszego wzrostu zadłużenia. Oczywiście aspekt ten nabierze dodatkowego znaczenia w świetle ewentualnych podwyżek stóp procentowych.

Podsumowując, duży debiut, zwłaszcza firmy dynamicznie rozwijającej się, to niewątpliwie szansa na dalszy wzrost ceny akcji, aczkolwiek to nie reguła. Co więcej nie należy zapominać, że nie istnieje taka inwestycja na rynku kapitałowym, która jest gwarantem zysku. Entuzjazm inwestorów indywidualnych wokół GetBack-u wydaje się być uzasadniony, choć należy zachować ostrożność i nie lekceważyć potencjalnych zagrożeń, których materializacja mogłaby negatywnie wpłynąć na dotychczasowe tempo rozwoju, co przy braku polityki dywidendowej istotnie obniżyłoby atrakcyjność drugiej największej spółki windykacyjnej w Polsce.

 

Autor: Seweryn Masalski, MM Prime TFI

Po pięciu miesiącach bezkrólewia Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie ma nowego prezesa. Oczywiście Marek Dietl, prezes – elekt, musi zaczekać jeszcze na zgodę Komisji Nadzoru Finansowego, niemniej w jego przypadku organ nie powinien mieć żadnych zastrzeżeń, historia nieudanego wyboru Rafała Antczaka raczej się nie powtórzy. Przed nowym prezesem stoi wiele wyzwań, jednak największym z nich wydaje się być utrzymanie miejsca w fotelu, który bardzo często staje się przedmiotem zjawiska karuzeli stanowisk w spółkach Skarbu Państwa.

Wybór Marka Dietla wydaje się dobrym posunięciem, choć takie stwierdzenia adresowane są w kierunku każdego nowo obranego prezesa GPW. Marek Dietl z całą pewnością jest osobą kompetentną i posiadającą odpowiednie doświadczenie, aby sprawować niniejszą funkcję. Prezes – elekt jest doktorem, adiunktem w katedrze Ekonomii Biznesu Szkoły Głównej Handlowej, społecznym doradcą ekonomicznym Prezydenta RP, ekspertem i członkiem zarządu Instytutu Sobieskiego oraz dotychczasowym członkiem rady nadzorczej GPW. Dietl posiada bogate doświadczenie zawodowe, zarówno w kraju jak i za granicą. Pracował m.in. w Krajowym Funduszu Kapitałowym, czy też w międzynarodowej firmie doradczej zajmującej się zarządzaniem cenami Simon-Kucher & Partners w Bonn. Ponadto, nowy prezes GPW zasiadał w wielu organach spółek niepublicznych oraz podmiotów z rynku finansowego.

Nie da się ukryć, że Marek Dietl zasiądzie w dość sprzyjających okolicznościach w fotelu prezesa polskiej giełdy. Za nami pierwszy etap hossy (oby nie ostatni), który przyniósł istotny wzrost obrotów. Dodatkowo rynek pierwotny wyraźnie wybudził się z letargu. Mimo wszystko przed nowym prezesem GPW stoi wiele wyzwań. Wraz z rosnącą liczbą debiutów coraz więcej spółek decyduje się na zakończenie swojej przygody z rynkiem publicznym. Dodatkowo w 2018 r. rozpocznie się reforma OFE, w której istotną rolę odegrać ma rynek kapitałowy. Wsparcie oraz dalsze działania na rzecz wprowadzenia i dalszego ulepszania Programu Budowy Kapitału powinny być jednymi z kluczowych kierunków zaangażowania nowego prezesa. Ponadto, maleje znaczenie inwestorów indywidualnych, którzy niegdyś stanowili bardzo istotną siłę na polskiej giełdzie. GPW systematycznie powinna intensyfikować działania edukacyjne i podejmować inicjatywy na rzecz wzrostu świadomości inwestycyjnej Polaków, aby Ci nie traktowali giełdy jak kasyno, a jako miejsce pomnażania swoich oszczędności. Marek Dietl zwraca również szczególną uwagę na potrzebę aliansu polskiej giełdy z jej zagranicznym odpowiednikiem – taka idea powstała już kilka lat temu (potencjalna fuzja z austriackim parkietem).

Z drugiej strony wiele wskazuje na to, że najbardziej wymagającym wyzwaniem dla nowego prezesa będzie zdobycie poparcia akcjonariuszy (tj. rządu). Tymczasem w ostatnich latach GPW w Warszawie znana jest z licznych zmian w swoich kadrach. Marek Dietl jest czwartym prezesem spółki od 2013 r. (warto dodać, że w ostatnich miesiącach funkcję tę w zastępstwie pełnił Jarosław Grzywiński – to teoretycznie piąta osoba na tym stanowisku od 2013 r.). Tak częste zmiany nie wspomagają rozwoju polskiej giełdy. Bardzo trudno oceniać kolejnych zarządzających po tak krótkim okresie ich pracy – takich ocen dokonuje się z perspektywy długoterminowej. Co więcej, skuteczność kolejnych strategii zależy również od planów polityków, którzy nierzadko nie doceniają roli giełdy w gospodarce. Należy także dodać, że starania prezesów GPW dodatkowo tracą na znaczeniu w dobie braku stabilności decyzji rządzących w ramach polityki gospodarczej, czy też polityki związanej ze spółkami Skarbu Państwa – gdy działania te niepokoją rynek, zwłaszcza inwestorów zagranicznych, zaufanie do całego rynku wyraźnie spada. W takich warunkach giełda może czuć się bezradna.

Podsumowując, pomysłowość, chęć do działania, wysokie kompetencje oraz bogate doświadczenie nowego prezesa niewątpliwie będą cennymi i niezbędnymi atutami dla GPW, niemniej bez silnego poparcia w rządzie trudno będzie o realizację wcześniej wymienionych wyzwań. Otóż to politycy w znacznej mierze odpowiadają za miniony okres stagnacji rozwoju warszawskiego parkietu, który był efektem m.in. demontażu OFE, czy też wzrostu wrażliwości giełdy na politykę. Zatem GPW potrzebuje nie tylko prezesa kompetentnego, ale również posiadającego wsparcie rządu, dzięki któremu przez dłuższy okres będzie mógł kierować niniejszą instytucją. W przeciwnym razie skuteczna realizacja jakiejkolwiek strategii rozwoju polskiej giełdy wydaje się mało prawdopodobna.

 

Autor: Seweryn Masalski, MM Prime TFI

Po ogłoszeniu wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji, na rynkach finansowych można było niemal usłyszeć westchnienie ulgi. Francuski indeks giełdowy CAC40 zyskał w poniedziałek aż 4%, a zieleń zdominowała również inne, europejskie parkiety. Obrazuje to 4-procentowy wzrost indeksu Euro Stoxx 50 grupującego pięćdziesiąt największych przedsiębiorstw strefy euro.

Sondaże wskazują na to, że w drugiej turze prorynkowy kandydat Emmanuel Macron powinien zwyciężyć w starciu z eurosceptyczną Marine Le Pen. Jeśli tak się stanie, apetyt inwestorów na europejskie akcje się utrzyma.

Rok wyborczy w Europie a sprawa polska

Na wygaszeniu ryzyka politycznego we Francji skorzystaliby wszyscy inwestorzy, którzy lokują kapitał w Europie. Beneficjentem byłaby też warszawska giełda. Polska jako „specyficzny” rynek wschodzący jest bowiem silnie powiązana z Europą Zachodnią i zachowanie rodzimych indeksów jest w dużym stopniu uzależnione od sentymentu panującego na europejskich parkietach. O tym, czy apetyt inwestorów na europejskie akcje się utrzyma, już niebawem zadecydują francuscy wyborcy.

Co jednak ważniejsze, za polskimi akcjami niezmiennie przemawiają twarde argumenty. W marcu produkcja przemysłowa w Polsce wzrosła w porównaniu do ubiegłego roku o 11,1%, a sprzedaż detaliczna o 9,7%. To jedne z lepszych wyników, jakie polska gospodarka osiągnęła w ciągu ostatnich kilku lat. W Polsce obserwujemy także silną poprawę na rynku pracy – w marcu bezrobocie spadło do 8,2%.

Ożywienie gospodarcze pomoże spółkom notowanym na GPW zrealizować tegoroczne prognozy zysków na poziomie kilkunastu procent. A jeśli utrzyma się napływ kapitału na europejskie giełdy, WIG powinien zamknąć ten rok na poziomach wyższych niż obecnie.

Macron vs. Le Pen – co dalej?

Już 8 maja Francuzi wybiorą nowego prezydenta. Jeśli zostanie nim Emmanuel Macron, rynki czeka chwila spokoju. W niepamięć odejdzie dyskusja na temat wyjścia Francji z Unii Europejskiej. Jeśli jednak po raz trzeci w przeciągu roku sondaże zawiodą i zwycięży Marine Le Pen, trzeba liczyć się ze spadkami.

Niezależnie od wyniku wyborów we Francji, to nie koniec politycznych emocji na rynkach. Już po wakacjach odbędzie się kolejny akt tegorocznego roku wyborczego w Europie – wybory parlamentarne w Niemczech.

 

Autor: Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

W pierwszym kwartale br. statystyki sprzedażowe na pierwotnym rynku mieszkaniowym uległy kolejnej fazie eskalacji. Takie wnioski nasuwa publikacja wolumenów sprzedaży mieszkań przez spółki deweloperskie notowane na warszawskiej GPW. Już dziś można bez większego ryzyka pomyłki zapowiedzieć kolejny rekordowy rok przed deweloperami mieszkaniowymi.

Następny rozdział deweloperskiej „księgi rekordów”

Już po raz kolejny mamy powtórkę z najnowszej historii pierwotnego rynku mieszkaniowego, czyli mocne wybicie statystyk sprzedażowych nowych mieszkań w pierwszym kwartale, które niejako ustawia koniunkturę na pozostałą część roku. Już od 2014 roku wyniki sprzedaży z trzech pierwszych miesięcy roku okazują się niezawodnym czynnikiem prognostycznym na kolejne kwartały. Raczej trudno przypuszczać, aby tym razem miało być inaczej – tłumaczy Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Zaprezentowane właśnie raporty deweloperów mieszkaniowych notowanych na GPW za pierwszy kwartał br., jednoznacznie sugerują, że sprzedażowa prosperity mieszkań z pierwszej ręki nie tylko wciąż ma się bardzo dobrze, ale wręcz przybiera na sile pomimo już blisko 4-letniej swojej historii. W ten sposób dopisywane są kolejne rozdziały deweloperskiej „księgi rekordów”, której końca póki co nie widać.

Cała branża na fali

Ewolucja statystyk sprzedażowych pierwszego kwartału tego roku mocno utrudnia wyróżnienie szczególnych osiągnięć wybranych firm, ponieważ za takowe można uznać większość zaprezentowanych wyników. Oczywiście w oczy przede wszystkim rzuca się dominacja rynkowego tercetu absolutnych liderów w składzie: Robyg, Murapol i Dom Development, z kwartalną sprzedażą na zapierających dech w piersiach poziomach od 800 do ponad 900 lokali.

Jednak bardzo szybko rosnący potencjał prezentują spółki, których sprzedaż rok do roku wzrosła najbardziej, a więc  Victoria Dom, Archicom, Echo Investment i Atal. Zresztą jak widać w zaprezentowanym zestawieniu, tylko w jednym przypadku sprzedaż okazała się mniejsza niż w analogicznym okresie ub. roku, a w trzech progres r/r był procentowo jednocyfrowy. Cała reszta to już swoista demonstracja deweloperskiej siły.

W sumie prezentowana osiemnastka spółek deweloperskich znalazła w pierwszym kwartale tego roku amatorów na 6926 wybudowanych przez siebie lokali mieszkalnych, co oznacza wynik porównywalny licząc kw./kw., jednak lepszy od zanotowanego w trzech pierwszych miesiącach ub. roku o ponad jedną czwartą.

Z kolei na siedmiu największych rynkach mieszkaniowych kraju (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Trójmiasto, Łódź, Katowice) deweloperzy sprzedali od stycznia do marca br. w sumie 20,5 tys. lokali, czyli aż o jedną trzecią więcej niż w trzech pierwszych miesiącach ub. roku – dodaje ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Oznacza to rekordowy kwartalny wynik sprzedaży mieszkań deweloperskich w Polsce.

Rynkowy paradoks znakiem czasów

W sumie ostatnie kwartalne wyniki sprzedażowe deweloperów mieszkaniowych można określić jako kolejną dużego kalibru pozytywną niespodziankę. Nie jest nią bynajmniej sam fakt kolejnego kwartalnego rekordu, do czego deweloperzy już zdążyli przyzwyczaić rodzimą opinię publiczną, ale sama skala zakomunikowanego progresu.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że ten rewelacyjny jak na początek roku wynik sprzedażowy deweloperzy uzyskali dokładnie w tym samym kwartale, w którym docelowy, 20-procentowy poziom osiągnął wkład własny kredytów mieszkaniowych. Jeszcze 3 lata temu bardzo powszechna była obawa o groźbę załamania sprzedaży nowych mieszkań w tym właśnie terminie. Tymczasem mamy sytuację dokładnie odwrotną, czyli sprzedaż szybującą na historycznie rekordowych poziomach.

Tego typu swoisty paradoks świadczy o absolutnej wyjątkowości aktualnej sytuacji rynkowej, polegającej na bezprecedensowej w historii krajowej mieszkaniówki determinacji popytu na nowe mieszkania, z czego gros przypada na popyt gotówkowo – inwestycyjny. Jego udział wg. opinii samych deweloperów wynosi niezmiennie od dłuższego już czasu od 30 do 40 procent, przy braku jakichkolwiek, nawet chwilowych, symptomów słabnięcia. Taka sytuacja może utrzymać się jeszcze przez długie kwartały, a wszelkie próby prognozowania zakończenia sprzedażowego boomu lokali mieszkalnych z pierwszej ręki nie dysponują w tej chwili zbyt wieloma racjonalnymi argumentami.

 

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Pomimo korekty trwającego przez kilka miesięcy trendu wzrostowego na GPW, w marcu spora część firmy produkcyjnych uchroniła się przed rażącymi spadkami. Dobre nastroje w branży odzwierciedla Giełdowy Indeks Produkcji. GIP60 w marcu osiągnął poziom 1162 pkt., co oznacza wzrost o 18 pkt. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Jednak mimo utrzymującej się dobrej koniunktury, ponad połowa spółek z indeksu zanotowała straty, które w skrajnych przypadkach przekroczyły -5 proc.

Marzec to kolejny już dobry miesiąc dla branży produkcyjnej. Aż jedna trzecia spółek z GIP60 osiągnęła w marcu wzrost wartości powyżej 5 proc, jednak Giełdowy Indeks Produkcji nie rósł już w tempie tak szybkim, jak w minionych miesiącach. Powodów do niepokoju jednak nie ma – Wzrost o 18 pkt. i końcowy wynik w postaci 1162 pkt. oznacza, że pomimo korekty na giełdzie, ten sektor gospodarki prężnie się rozwija i nic nie wskazuje na to, by ta tendencja w najbliższym czasie miała ulec zmianie. Stopa wzrostu na poziomie 1.60 proc. z pozoru może wydawać się niewielka, ale jeśli zestawimy ją z głównymi indeksami GPW, to robi ona wrażenie  – komentuje Maciej Zaręba, pomysłodawca i współtwórca indeksu GIP z firmy DSR.

Największe znaczenie dla indeksu GIP60 miała końcówka miesiąca, bo właśnie wtedy wybił się on ponad benchmarki rynkowe. Porównując go z wykresami indeksów WIG (-0.67 proc.) i WIG20 (-0.70 proc.) można dostrzec, że wyższa stopa zwrotu została osiągnięta przy niższej zmienności, a więc przy niższym ryzyku. Największe wzrosty w ubiegłym miesiącu zanotowały spółki produkcyjne z branży motoryzacyjnej (+26,7 proc.) i farmaceutycznej (+15,5 proc.) oraz projektanci (+9,2 proc.). W przypadku tych ostatnich do wzrostu wartości przyczyniły się bardzo dobre wyniki finansowe. Nie wszystkim firmom udało się jednak osiągnąć dodatnie wyniki.  31 przedsiębiorstw z GIP60 zanotowało spadek wartości, a w czternastu przypadkach przekroczył on nawet -5 proc.

Siła nowych kontraktów

SELVITA (+61,4%), URSUS (+59,3%) i LPP (+20%) to spółki, które zyskały w marcu ponadprzeciętny wzrost wartości i które stały się motorem napędowym całego indeksu. W przypadku dwóch pierwszych firm, przyczyn tak dobrych wyników należy doszukiwać się w podpisaniu nowych kontraktów. Kurs akcji krakowskiej spółki biotechnologicznej SELVITA rósł dynamicznie po tym, jak na pojawiła się informacja o podpisaniu umowy partneringowej na cząsteczkę SEL24 z firmą Berlin-Chemie Menarini. Nowy kontrakt pozwolił zbliżyć rynkową wycenę spółki do 1 mld zł. Również Ursus może pochwalić się umową z nowym klientem z Zambii. Dołączy on do długiej listy afrykańskich kontrahentów spółki. Kontrakt podpisany przez rodzimego producenta ciągników oraz maszyn rolniczych opiewa na ponad 100 milionów USD. Znalazło to odzwierciedlenie w giełdowych wynikach.

Deklaracja Warszawska pomoże produkcji?

Nie bez znaczenia dla optymizmu inwestorów i w długofalowej perspektywie dla rozwoju firm produkcyjnych w Polsce jest podpisanie przez premierów Grupy Wyszehradzkiej Deklaracji Warszawskiej. MA ona na celu pogłębienie współpracy w zakresie badań, rozwoju i rynku cyfrowego pomiędzy krajami z grupy. Zdaniem Viktora Orbana to właśnie państwa Europy Środkowowschodniej w nadchodzących lata czeka najszybszy rozwój. – Jestem przekonany, że przyszłość Europy zależy od czwórki wyszehradzkiej, nawet mam na potwierdzenie tej tezy kilka argumentów. Uważam, że punkt ciężkości rozwoju Europy z państw zachodnich będzie się przesuwać w kierunku centrum. My będziemy częścią tego procesu – skomentował podpisanie deklaracji premier Węgier. Według Macieja Zaręby z DSR, współpraca na polu gospodarczym z państwami nią objętymi może być pozytywnym impulsem dla rozwoju polskiego przemysłu.

Produkujemy i zatrudniamy coraz więcej

Obecna sytuacja daje nadzieje na dalsze wzrosty wartości spółek z GIP60. Rośnie liczba nowych zamówień, coraz więcej osób znajduje pracę w firmach z sektora produkcji a wskaźnik PMI nad Wisłą wyniósł 54,4 pkt., co oznacza, że był to najlepszy kwartał od dwóch lat.

Polska nie jest odosobniona pod względem wzrostu ogólnej wielkości produkcji. Podobne tendencje można zaobserwować w Unii Europejskiej. W strefie euro PMI wzrósł z 55,5 pkt. w lutym do 56,2 pkt. na koniec marca. Również przemysł niemiecki zanotował kolejny doskonały miesiąc. PMI oszacowano tam na poziomie 58,3 pkt. wobec 56,8 pkt. w lutym.

 

Źródło: Giełdowy Indeks Produkcji

Eksperci

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

AKTUALNOŚCI

Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłu...

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Firmy muszą być bardziej ekologiczne

Nowoczesny klient na zakupach nie kieruje się wyłącznie ceną. Usiłuje raczej połączyć rozsądek z emo...

5 trendów w branży płatności na 2020 rok

- W ciągu ostatnich pięciu lat zachowania i oczekiwania konsumentów radykalnie zmieniły sposób, w ja...

Jak wykorzystać otwartą bankowość? Najważniejsze zalety rozwiązań open banking

Rozwój platform cyfrowych i ich szybkie przyjęcie przez konsumentów stworzyły znaczące możliwości dl...

Już co czwarty internauta w Polsce słucha podcastów

Już 27% internautów w Polsce słucha podcastów. Większość włącza je co najmniej raz w miesiącu, korzy...

Rośnie popularność inwestycji budowlanych typu mixed-use, czyli obiektów łączących w sobie r

Ograniczona przestrzeń w największych światowych ośrodkach miejskich sprawia, że architekci coraz od...