czwartek, Październik 24, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "kredyt"

kredyt

Analiza sprawy kredytu frankowego – wymagana dokumentacja

Dochodzenie roszczeń wymaga odpowiedniej argumentacji oraz zgromadzenia wyczerpującego materiału dowodowego. W tym przypadku kluczem jest właściwa  weryfikacja dokumentacji kredytowej pod kątem występowania niedozwolonych zapisów umownych. Bardzo istotna jest również ocena stanu faktycznego sprawy. Prawidłowa analiza daje bowiem odpowiedź na pytanie, czy istnieją podstawy do sformułowania roszczeń przeciwko bankowi, a w przypadku odpowiedzi twierdzącej, determinuje również, jakie czynności prawne powinny zostać podjęte, celem wyegzekwowania przysługujących roszczeń.

Umowa kredytowa

Analiza treści umowy kredytowej stanowi podstawę do podjęcia dalszych działań w postępowaniu przeciwko bankowi. Weryfikacja dotyczy przede wszystkim tych zapisów, które powinny zostać uznane za abuzywne, czyli niezgodne z prawem. Jeśli takie występują, to nie powinny wiązać konsumenta jako strony tej umowy, jeśli nie zostały z nim indywidualnie ustalone. Konstrukcje umowne są różne, w zależności od banku udzielającego kredytu. Zdarza się również, że w zależności od oddziału da także daty zawarcia, stosowano inne wzorce. W przypadku niektórych umów składających się z dwóch części dla prawidłowej oceny niezbędne jest doręczenie przez Klienta obu części umowy. Dlatego proces analizy umowy powinien odbywać się przez profesjonalnego pełnomocnika, który ma doświadczenie w sporach z bankami, w tym konkretnym zakresie.

Aneks do umowy kredytowej

W przypadku umów kredytowych, które zawierane były na okres nawet kilkudziesięciu lat, mogły pojawić się kwestie wymagające dodatkowego uregulowania. Dlatego jeśli do umowy były zawierane aneksy, niezbędne jest również ich dostarczenie i przeanalizowanie. Aneksy stanowią bowiem integralną część umowy i wiążą jej strony w takim samym zakresie. Niestety zdarzają się aneksy, których zapisy utrudniają, bądź uniemożliwiają dochodzenie roszczeń.

Po publikacji orzeczenia TSUE, trafiają do nas niepokojące sygnały ze strony naszych obecnych i potencjalnych klientów, którzy informują, że niektóre banki, kontaktują się z nimi, proponując zawarcie niekorzystnych aneksów. Apelujemy, by nie podpisywać żadnych dokumentów bez konsultacji z prawnikiem. Zawarcie takiego aneksu może istotnie skomplikować drogę dochodzenia roszczeń lub nawet w całości ją wykluczyć – podkreśla Kacper Jankowski, Prezes Votum Robin Lawyers SA.

Regulamin kredytowania

Regulamin, podobnie jak aneks, stanowi integralną część umowy. Zawarte w nim zapisy mogą zostać uznane za niezgodne z prawem a to z kolei stanowi podstawę do dochodzenia roszczeń. Dokument ten oraz umowa kredytowa wraz z załącznikami na ogół znajdują się w posiadaniu klienta. Jeśli jednak bank przy zawarciu umowy nie wydał takich dokumentów kredytobiorcy, istnieje możliwość złożenia wniosku o wydanie ich kserokopii.

Inna dokumentacja niezbędna do dochodzenia roszczeń

Po analizie ww. dokumentów oraz zakwalifikowaniu sprawy do prowadzenia, konieczne jest uzyskanie pozostałej dokumentacji, pozwalającej sprecyzować rodzaj i wysokość dochodzonych roszczeń. Część dodatkowych dokumentów może znajdować się już w posiadaniu kredytobiorcy, ewentualnie należy je pozyskać z banku lub wygenerować ze strony internetowej /portalu bankowości elektronicznej. Zakres koniecznych dokumentów znajduje się poniżej:

  • Harmonogram spłat rat kredytu w obu walutach – jest to zestawienie wszystkich zapłaconych przez Kredytobiorcę w przeszłości rat kredytu. Zestawienie powinno obejmować datę spłaty kolejnych rat a także ich wartość w walucie CHF, wartość w PLN oraz kurs po jakim nastąpiło przeliczenie raty CHF na PLN. Obok ww. danych, zestawienie może zawierać również kolumnę z danymi odnośnie salda kredytu przed spłatą raty kapitałowej. Dane zawarte w harmonogramie są niezbędne do wyliczenia dokładnej wartości roszczenia, ponieważ ta będzie stanowiła wartość przedmiotu sporu w postępowaniu sądowym.

Zaświadczenia

  • Zaświadczenie o udzieleniu kredytu/informacja o datach i wysokości wypłaconych transz kredytu. Do wyliczenia wartości roszczenia niezbędna jest informacja o datach wypłaty transz kredytu a także ich wartości w CHF lub PLN. Informacją pomocną będzie również wysokość kursu CHF po jakim dana transza została wypłacona. Informacje te zawierane są w odrębnym zaświadczeniu pozyskiwanym z Banku lub stanowią element harmonogramu spłat rat kredytu.
  • Zaświadczenie o poniesionych kosztach ubezpieczenia niskiego wkładu własnego – w przypadku zawarcia w umowie kredytu lub w aneksie ubezpieczenia niskiego wkładu własnego, niezbędnym jest przedłożenie zaświadczenia o poniesionych kosztach związanych z ubezpieczeniem uzyskanego z banku lub dowodów wpłat wszystkich rat ubezpieczenia/miesięcznych prowizji za jego przedłużenie.
  • Zaświadczenie o zmianie wysokości oprocentowania – dokument, który obrazuje jak historycznie zmieniało się oprocentowanie kredytu w okresie spłaty rat kredytowych. Może stanowić element harmonogramu spłat rat kredytu.

Dochodzenie roszczeń od banku nie jest łatwym postępowaniem dlatego też wymaga specjalistycznej wiedzy oraz umiejętności. Oczywiście każdy kredytobiorca może sam spróbować złożyć reklamację do banku, ale najpewniej może się spodziewać decyzji odmownej. Dlatego na dzień dzisiejszy droga sądowa pozostaje jedyną możliwością skutecznej walki z bankiem o usunięcie z umowy kredytowej niedozwolonych zapisów. W takiej sytuacji warto postawić na doświadczonego pełnomocnika, który zapewni profesjonalną pomoc na każdym etapie postępowania.

Materiał został przygotowany ze wsparciem merytorycznym ekspertów prawnych firmy VOTUM S.A., zajmującej się sprawami Frankowiczów.

Więcej o odzyskaniu nadpłaconych rat i dochodzeniu roszczeń z tytułu abuzywnych klauzul w umowach kredytów walutowych przeczytasz tutaj:

https://dlafrankowiczow.pl/

https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach/

Pomimo ostatniego orzecznictwa krajowego z wyrokami Sądu Najwyższego na czele, kształtującego się zdecydowanie na korzyść konsumentów, wielu Frankowiczów z różnych względów nadal nie podjęło decyzji o skierowaniu swojej sprawy do sądu. Jedną z przyczyn takiego postępowania jest obawa przed długotrwałym i żmudnym procesem, a także wysokimi kosztami. Tymczasem nie jest to jedyne rozwiązanie, by przekonać bank do słuszności swoich roszczeń, ale rónież zadbać o ich zabezpieczenie. W takiej sytuacji warto rozważyć wszczęcie postępowania w zakresie zawezwania do próby ugodowej.

Próba ugodowa – cóż to takiego?

Wniosek o zawezwanie do próby ugodowej jest czynnością procesową, która służy polubownemu rozwiązaniu sporu zaistniałego pomiędzy dwoma podmiotami. Ma na celu przedstawienie wartości dochodzonych roszczeń i zbliżenie stanowisk obu stron. Dlatego stanowi alternatywną możliwość dla np. frankowiczów, którzy nie wyrażają chęci wkroczenia na drogę procesu sądowego, w celu rozwiązania swojego problemu z kredytem indeksowanym, bądź denominowanym do waluty obcej. Warto jednak zauważyć, że postępowanie pojednawcze nie gwarantuje zawarcia ugody przed sądem. Decyzja o zawarciu porozumienia zależy od nastawienia obu stron procesu. Wniosek o zawezwanie do próby ugodowej, niezależnie od wysokości roszczenia, zawsze kierowany jest do sądu rejonowego i to przed nim toczy się postępowanie. Podczas postępowania pojednawczego sąd nie bada stanu faktycznego sprawy czy dowodów, tylko wciela się w rolę mediatora, który nie opowiada się po żadnej ze stron, tylko gwarantuje swoją obecność prawomocność ewentualnej ugody.

Realne korzyści

Oczywiście nie każde postępowanie, a w zasadzie nieliczne (jeśli chodzi o sprawy frankowe) kończy się zawarciem ugody. Jednak niewątpliwą korzyścią płynącą ze skierowania do sądu wniosku o zawezwanie do próby ugodowej jest zabezpieczenie roszczenia poprzez przerwanie biegu przedawnienia. Ponadto koszty postępowania pojednawczego są zdecydowanie niższe w porównaniu do kosztów klasycznego postępowania sądowego. Opłaty od wniosku o zawezwanie do próby ugodowej są zależne od wartości przedmiotu sporu i nie przekraczają kwoty 200zł. Ważne jest, by opłata ta została uiszczona na właściwy numer rachunku bankowego przypisany do danego sądu. Brak uiszczenia opłaty powoduje ten sam skutek, co formalny brak pisma. W takiej sytuacji sąd nie podejmie jakichkolwiek czynności. Skierowanie niekompletnego wniosku tym samym nie przerywa biegu przedawnienia roszczeń.

Rozważając możliwość skierowania do sądu wniosku o zawezwanie do próby ugodowej, należy wcześniej dokładnie sprawdzić wysokość roszczenia, jaka uległa już przedawnieniu. Istotnym jest, by zwrócić uwagę zarówno na raty kredytowe, jak i opłaty związane z ewentualnym ubezpieczeniem niskiego wkładu własnego.

Już na tym etapie warto skorzystać z pomocy profesjonalnego pełnomocnika, który może odegrać istotną rolę podczas precyzowania wartości roszczenia. Bazując na praktyce, wiedzy oraz doświadczeniu, pełnomocnik zarekomenduje odpowiednie działania tak, aby były one korzystne dla roszczącej strony.

Alternatywa godna rozważenia

Zawezwanie do próby ugodowej stanowi alternatywę dla wytoczenia powództwa tylko w sytuacji, gdy druga strona widzi wolę do porozumienia i choć postępowanie to rzadko kończy się zawarciem ugody warto je rozważyć. Korzyścią płynącą ze złożenia wniosku jest przede wszystkim zabezpieczenie roszczeń przed ich przedawnieniem. Pozwala to na podjęcie działań w przyszłości, w tym na skierowanie roszczeń do bezpośredniego postępowania sądowego.

Więcej o odzyskaniu nadpłaconych rat i dochodzeniu roszczeń z tytułu abuzywnych klauzul w umowach kredytów walutowych przeczytasz tutaj:

www.dlafrankowiczow.pl

www.votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach

BĘDZIE ŁATWIEJ ODZYSKAĆ ZWROT PROWIZJI Z BANKU. ZAPADŁ WYROK TSUE KLUCZOWY DLA KREDYTOBIORCÓW SPŁACAJĄCYCH WCZEŚNIEJ KREDYT.

TSUE – ważne decyzje

W ostatnim czasie oczy większości kredytobiorców w Polsce skierowane były na Luksemburg, gdzie swoją siedzibę ma Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Po korzystnej opinii Rzecznika Generalnego z 14 maja b.r., wszyscy Frankowicze z niecierpliwością czekają na publikację wyroku, która powinna nastąpić w najbliższych tygodniach.

Tymczasem wczoraj TSUE wydało inne bardzo istotne orzeczenie. W tym przypadku opinia rzecznika również została wydana w maju i już zapadło rozstrzygnięcie. Sprawa dotyczy kredytów konsumenckich i roszczeń przysługujących kredytobiorcom w momencie ich wcześniejszej spłaty. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że w przypadku częściowej lub całkowitej spłaty kredytu przed czasem, należy nam się proporcjonalny zwrot poniesionych opłat.

Zgodnie z art. 49 ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o kredycie konsumenckim, w przypadku spłaty całości lub części kredytu przed terminem określonym w umowie, całkowity koszt kredytu ulega obniżeniu o te koszty, które dotyczą okresu, o który skrócono czas obowiązywania umowy, chociażby konsument poniósł je przed tą spłatą.

Bankowa rzeczwistość w Polsce

Niestety banki nieco inaczej intepretują powyższy przepis. W swoim stanowisku z dnia 2 czerwca 2016 r. Związek Banków Polskich jednoznacznie wskazał, że ewentualny zwrot nie dotyczy kosztów poniesionych przez konsumenta za jednorazowe czynności lub usługi związane z udzieleniem kredytu, w szczególności prowizje.

Stanowisko ZBP podzielają również poszczególne banki. W sporach dotyczących poniesionych opłat przy wcześniejszej spłacie kredytu, kwestionują zasadność zwrotu zapłaconych przez klientów prowizji. Dlatego rośnie liczba spraw sądowych w tym zakresie.

Warto podkreślić, że prawo do proporcjonalnego zwrotu opłat za udzielenie kredytu w przypadku jego wcześniejszej spłaty wynika wprost z ustawy i

dotyczy wszystkich poniesionych kosztów . Co istotne potwierdza to nie tylko Rzecznik Finansowy, ale również Prezes UOKiK oraz Rzecznik Praw Obywatelskich – wskazuje Paweł Wójcik, Członek Zarządu Robin Lawyers SA z Grupy Kapitałowej VOTUM SA., specjalizującej się w dochodzeniu roszczeń z umów kredytowych.

Czas na przełom

Tym samym wczorajszy wyrok TSUE w polskiej sprawie C-383/18 można uznać za przełomowy. Trybunał jednoznacznie przesądził sporną kwestię, czy zwrotowi podlegają wszystkie koszty niezależnie od rozłożenia ich w czasie trwania umowy, czy tylko te, które są bezpośrednio związane z okresem obowiązywania umowy.

Trybunał stwierdził, że art. 16 dyrektywy należy interpretować w ten sposób, że zwrotowi podlegają  wszystkie koszty, jakimi konsument został obciążony, w tym prowizja.  

Brzmienie treści uzasadnienia wyroku TSUE, jednoznacznie obrazuje, iż wartościami nadrzędnymi dla Trybunału w zakresie Dyrektywy 2008/48 jest zapewnienie wyższego poziomu ochrony konsumentom, jako słabszej i mniej poinformowanej stronie względem przedsiębiorcy – komentuje radca prawny Wojciech Bochenek z Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych.

Wczorajszy wyrok TSUE to również dobry prognostyk dla polskich Frankowiczów. Nie trudno doszukiwać się analogii w obu zagadnieniach. W polskiej sprawie frankowej również w maju wypowiedział się Rzecznik Generalny TSUE i ta opinia także podzielała prawa konsumentów.

Wyrok TSUE w sprawie proporcjonalnego zwrotu opłat już mamy. Teraz czas na Frankowiczów. Rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej może zapaść w najbliższych tygodniach.

Materiał został przygotowany ze wsparciem merytorycznym ekspertów prawnych firmy VOTUM S.A., zajmującej się sprawami Frankowiczów.

Więcej o odzyskaniu nadpłaconych rat i dochodzeniu roszczeń z tytułu abuzywnych klauzul w umowach kredytów walutowych przeczytasz tutaj:

https://dlafrankowiczow.pl/
https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach/

Ważnym zagadnieniem dla kredytobiorców „frankowych” jest pojęcie przewalutowania tudzież „odfrankowienia” kredytu. Niestety nie są to pojęcia wymienne, dlatego w tym artykule przybliżamy czym się różnią i jakie niosą za sobą konsekwencje prawno-ekonomiczne. Co ważne, oba rozwiązania są skutecznymi narzędziami w walce z machiną bankową, w celu odzyskania tego, co straciliśmy, kiedy kurs franka gwałtownie wzrósł…

Reklama

Przewalutowanie, czyli przeliczenie kwoty pozostałej do spłaty. Czy to się opłaca?

Pierwsze pojęcie odnosi się do przeliczenia kwoty pozostałej do spłaty z franków szwajcarskich (CHF) na złotówki (PLN). Przeliczenie odbywa się po określonym kursie walutowym, ustalonym w chwili przewalutowania, które jest opłacalne dla kredytobiorcy wówczas, gdy spada wartość franka szwajcarskiego w stosunku do złotówki przy jednoczesnej prognozie wzrostu kursu tej waluty.

W rozmowie z ekspertami firmy VOTUM S.A., która już od wielu lat pomaga Frankowiczom w sporach sądowych z bankami, dowiadujemy się, że w Polsce prowadzone są od kilku lat prace nad wprowadzeniem rozwiązania systemowego, jednakże kiedy, na jakich zasadach i przede wszystkim, czy w ogóle zostanie ono wprowadzone – niestety nie wiadomo.

– Obecnie banki indywidualnie rozpatrują wnioski kredytobiorców dotyczące przewalutowania kredytu. Najczęściej przewalutowanie kredytu powoduje wzrost płaconej przez kredytobiorcę raty. Rata kredytu zaciągniętego w złotówkach naliczana jest według stopy referencyjnej WIBOR. Rata kredytu we frankach szwajcarskich naliczana jest natomiast według stopy LIBOR. Zmianie mogą ulec również inne zapisy umowy – takie jak np. marża kredytu. Trzeba pamiętać także, że przy przewalutowaniu kwota kapitału pozostającego do spłaty zostaje przeliczona na polskie złote po aktualnym kursie, co wpływa na jego wzrost – mówi Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Zobacz także:

„Odfrankowienie” kredytu sposobem na zwrot z waloryzacji

„Odfrankowienie” to potoczne, nadane przez Frankowiczów, określenie rozstrzygnięć, które zapadają w sprawach dotyczących kredytów opartych na walutach obcych. W praktyce sąd kwestionuje zawarte w umowie zasady przeliczania wartości zobowiązania i rat oraz uznaje je jako niedozwolone, z tzw. abuzywnym charakterem, na skutek postanowienia w zakresie klauzuli waloryzacyjnej są bezskuteczne i nie wiążą prawnie kredytobiorców. Przyjmuje się, że kwota kredytu została udzielona w złotych polskich, zaś rozliczanie umowy kredytowej odbywa się w oparciu o parametry ustalone w pierwotnie zawartej umowie. W efekcie umowa ma być traktowana jak zwykły kredyt hipoteczny w złotych (PLN), ale oparty na parametrach cenowych ustalonych w pierwotnym kontrakcie. Pozywającym, w wygranych sprawach, zasądza się zwrot nienależnie uiszczonych świadczeń.

Przypadki wskazują na to, że warto walczyć o swoje

Jak informuje nas VOTUM S.A., firma specjalizującą się nie tylko w odszkodowaniach, ale też w odzyskiwaniu roszczeń z tytułu umowy kredytowej, istnieje wiele przypadków wygranych spraw z bankiem. Pomaga w tym zaciętość oraz współpraca z wykwalifikowanymi znawcami prawa. Bez wątpienia są nimi eksperci z portalu www.dlafrankowiczow.pl, którzy bezpłatnie analizują umowę z bankiem i sprawdzają warunki, które mogą negatywnie wpływać na całkowitą sumę zawyżonych rat.

Potwierdza to niedawny przypadek, kiedy to Sąd Okręgowy w Łodzi I Wydział Cywilny w dniu 21 maja 2018 r. wydał wyrok (sygn. akt I C 620/17), w którym wskazał, m.in. że „w okresie od zawarcia umowy kredytowej bank realizował przedmiotową umowę w stosunku do powodów, stosując niedozwolone klauzule waloryzacyjne. Na podstawie rzeczonych klauzul bank pobierał od powodów raty spłaty kredytu w zawyżonej wysokości będącej wynikiem zarówno niedozwolonej waloryzacji pozostałego do spłaty długu, jak i samych rat. Mając na uwadze, że stosowanie klauzul umownych dotyczących waloryzacji walutowej w umowie kredytowej było nieuprawnione, należy stwierdzić, że pobrana przez bank od powodów nadwyżka ponad kwoty należne obliczone bez zastosowania waloryzacji na podstawie niedozwolonych klauzul waloryzacyjnych stanowi nienależne świadczenie w rozumieniu ar. 410 § 2 k.c.”.

„Odfrankowienie” sposobem na odzyskanie nadpłaconych rat, a może unieważnienie umowy?

Na skutek zabiegu polegającego na „odfrankowieniu” kredytu bank zobowiązany jest zwrócić kredytobiorcy nadpłatę – tj. świadczenia nienależnie pobrane od kredytobiorcy, często określane nadpłaconymi ratami, zaś kredytobiorca spłaca dalej kredyt jako złotowy, który jest oprocentowany tak jak kredyt zaciągnięty w walucie franka szwajcarskiego (wg LIBOR).

Istnieją także inne rozwiązania, na korzyść kredytobiorcy. Jednym z nich jest unieważnienie umowy rzez Sąd. Przykładem może być sprawa z 26 września 2018 roku, w której Sąd Apelacyjny w Warszawie VI Wydział Cywilny wydał znaczący dla kredytobiorców wyrok (sygn. Akt VI ACa 427/18), w którym wskazał, iż zawarta umowa kredytowa jest w całości nieważna.

– Sąd Okręgowy rozpatrujący sprawę, a następnie Sąd Apelacyjny uznał, że umowa zawarta pomiędzy kredytobiorcą a bankiem nie spełnia w ogóle ustawowej definicji umowy kredytowej. Zgodnie z art. 69 ust. 1 prawa kredytobiorca jest zobowiązany do zwrotu pożyczonej sumy powiększonej o odsetki oraz do zapłaty prowizji banku. Obciążenie kredytobiorców ryzykiem kursowym nie mieści się w żadnym elemencie umowy kredytowej. Bank już przed udzieleniem kredytu we frankach szwajcarskich wiedział o tym, jakie niesie to ze sobą ryzyko kursowe. Wynikało to z ostrzeżeń jakie we wcześniejszych latach napływały do banków ze strony Narodowego Banku Polskiego i Komisji Nadzoru Finansowego – mówił Kacper Jankowski – Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Zobacz także, jak ważna jest ochrona wizerunku w firmie:

Jak zaznaczają eksperci VOTUM S.A., w efekcie takiego orzeczenia kredytobiorca jest zobowiązany do zwrotu kwoty otrzymanej na podstawie zawartej umowy kredytowej, jednak bez odsetek, opłat oraz podwyżek wynikających z indeksacji.

Co lepsze więc – przewalutowanie czy „odfrankowienie”?

Zapytaliśmy także ekspertów VOTUM S.A., firmy specjalizującej się w kompleksowej pomocy prawnej, postępowaniu przedsądowym, mediacyjnym, pojednawczym, sądowym oraz egzekucyjnym, które rozwiązanie jest faktycznie korzystniejsze dla Frankowiczów i dlaczego.

– Należy pamiętać, że wybór opcji pomiędzy przewalutowaniem a „odfrankowieniem” będzie miał istotne znaczenie dla sytuacji ekonomicznej kredytobiorcy. Wydaje się, że najbardziej korzystnym rozwiązaniem w chwili obecnej dla kredytobiorców posiadających kredyty indeksowane do waluty obcej – franka szwajcarskiego, powinno być ich „odfrankowienie”. Wybierając jedną z dwóch opcji należy dokładnie przeanalizować obecną sytuację ekonomiczną, kurs waluty oraz aktualne orzecznictwo sądowe, co pozwoli wybrać opcję najbardziej korzystną dla kredytobiorcy – mówił Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Materiał współtworzony z ekspertami firmy VOTUM S.A.

Więcej przeczytasz tutaj:

www.dlafrankowiczow.pl.
https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach


  • O kredyt hipoteczny teoretycznie może starać się osoba, która osiągnęła pełnoletność, w praktyce jednak 18-latek ma niewielkie szanse na otrzymanie kredytu.
  • W większości banków graniczny próg dla spłaty ostatniej raty kredytu hipotecznego przypada na wiek najwyżej 70 lat.
  • Z perspektywy banku to 30-latkowie są więc najbardziej wiarygodnymi klientami – biorą kredyt na początku swojej drogi finansowej, a kończą spłacać jeszcze w okresie zawodowej aktywności.
  • Osoby w wieku od 30 do 40 lat mogą liczyć na najkorzystniejsze oferty w bankach, jednak odpowiedni wiek to tylko jeden z czynników branych pod uwagę w procesie kredytowym.

Kredyt hipoteczny teoretycznie może otrzymać osoba w każdym wieku – pod warunkiem, że osiągnie dojrzałość prawną. Jednak z punktu widzenia banków młodzi buntownicy i srebrna generacja z różnych powodów nie powinni zaciągać długoterminowych zobowiązań. Młody wiek klientek i klientów ma w bankach ten przywilej, że kredyt możemy otrzymać na długi okres. Problemem może być jednak brak doświadczenia zawodowego i życiowej stabilności. Natomiast gdy osiągamy życiową pozycję, wkraczamy w wiek, na który banki zaczynają patrzeć mniej przychylnie. W jakim wieku jesteśmy zatem najlepszym klientem dla banku?

Kiedy wiek pozwala, a doświadczenie jeszcze nie

Do czasu osiągnięcia pełnoletniości nie posiadamy pełnej zdolności do czynności prawnych – nie możemy m.in. zawierać w swoim imieniu żadnych umów. Do zaciągnięcia kredytu konieczne jest podpisanie umowy, dlatego minimalny wiek kredytobiorcy to 18 lat.

Poza nielicznymi przypadkami taki właśnie warunek stawiają banki. Jednak żaden 18-latek nie dostanie w baku kredytu od razu, a zwłaszcza tak dużego, jaki konieczny jest do zakupu nieruchomości. Wyjątkiem będą sytuacje, w których młody człowiek jest współkredytobiorcą i kredyt uzyskuje np. razem z rodzicami. Odpowiedni wiek to bowiem tylko jeden z wielu czynników koniecznych do uznania przez bank, że jesteśmy godnym zaufania kredytobiorcą. Bardzo ważne są przede wszystkim odpowiednie dochody. Nie licząc prac dorywczych pierwsze dochody zaczynamy uzyskiwać dopiero po skończeniu szkoły, a często studiów, czyli mając 20 i więcej lat. Istotna jest także stabilność dochodów – im klient jest młodszy, tym potrzebuje dłuższego stażu pracy, aby analityk bankowy uznał, że może przyznać mu kredyt – mówi Krzysztof Iwan, ekspert ANG Spółdzielni z Łodzi.

Dla banku bardzo ważna jest także wiarygodność klienta, czyli scoring. Na scoring wpływa wiele czynników – m.in. wiek, rodzaj pracy, staż rodzinny czy wykształcenie. Dopiero połączenie tych wszystkich cząstkowych ocen daje wynik w postaci zielonego światła dla banku – akceptacji kredytobiorców.

Przeczytaj także:

Scoring bankowy – co warto o nim wiedzieć?

Kiedy doświadczenie pozwala, ale wiek już nie

O osobach z trójką na początku przeżytych lat mówimy „ludzie z doświadczeniem”. Na tych z czwórką patrzymy, jak na osoby, które już do czegoś doszły, a na tych z piątką?

Wkraczając w późną dojrzałość, mamy wiele niezaprzeczalnych atutów. Doświadczenie zawodowe i to bez względu na branżę, w jakiej pracujemy, znajduje się na poziomie, na który młodzi ludzie jeszcze długo będą się wspinać. Nasze dochody nie dość, że są pokaźne, to jeszcze stabilne i prawdopodobnie będzie tak jeszcze przez dłuższy czas. Jednak dla banku tylko na pierwszy rzut oka to idealna sytuacja.

Standardowy kredyt hipoteczny na zakup lub budowę nieruchomości udzielany jest na 30 lat; przy takim okresie zarówno rata, jak i koszty kredytu są relatywnie optymalne. Niestety, tylko nieliczne banki wykraczają poza graniczny górny wiek 75 lat, gdy będziemy spłacać ostatnią ratę. Ma to oczywiście związek z zakończeniem aktywności zawodowej i przejściem na emeryturę, oraz potencjalnymi zwiększonymi wydatkami na zdrowie. To w oczywisty sposób redukuje możliwości zaciągnięcia znaczącego zobowiązania z niską ratą – tłumaczy Krzysztof Iwan z ANG Spółdzielni.

30 – latkowie mogą przebierać w ofertach

Z punktu widzenia analiz bankowych idealny wiek do zaciągnięcia kredytu to zatem 30-40 lat. Wtedy ludzie stają się dojrzali zarówno życiowo jak i zawodowo – sytuacja zawodowa staje się ustabilizowana, dochody są na odpowiednim poziomie. Często w historii kredytowej można zobaczyć także wcześniej brane i spłacane bez problemów zobowiązania.

W takiej sytuacji każdy bank chętnie przyjmie nas do grona swoich klientów. Także i przy kredytach na zakup nieruchomości, które udzielane są z reguły na 30 lat analitycy będą patrzeć na nas przychylnym okiem. Tzn. wtedy kredyt bierzemy w rozkwicie swoich możliwości życiowych, zawodowych, finansowych, a spłacimy go jeszcze w okresie swojej zawodowej aktywności. I jak się można spodziewać, będąc w tej sytuacji, możemy wybierać i przebierać w ofertach. Jednak pamiętajmy, że ten wspaniały stan nie trwa wiecznie – dodaje Krzysztof Iwan.

 

Źródło: ANG Spółdzielnia

Obserwowany aktualnie rozwój europejskiego rynku kredytów konsumenckich wynika w szczególności z rosnącego zapotrzebowania klientów na tego typu produkty oraz rosnącej konkurencji i liczby podmiotów świadczących usługi finansowe. Duże znaczenie ma też postęp w zakresie technologii, ułatwiającej do nich dostęp (dynamika wzrostu sektora FinTech). Motywując to potrzebą dostosowywania obowiązujących regulacji prawnych do zmieniającej się rzeczywistości społeczno-gospodarczej, prawodawcy dokonują ich okresowych przeglądów. Takie działania w obszarze kredytu konsumenckiego zapowiedziała właśnie Komisja Europejska.

Dyrektywa z dnia 23 kwietnia 2008 r. w sprawie umów o kredyt konsumencki (2008/48/EC), czyli tzw. Dyrektywa CCD, weszła w życie już ponad 10 lat temu i – co istotne – była tworzona w okresie przedkryzysowym. Zmiany jakie przez ten czas zaszły na rynku kredytu konsumenckiego są wyraźnie widoczne, a wspomnieć wystarczy tu chociażby o całym wachlarzu nowych produktów i usług finansowych czy nowoczesnych formach zawierania i obsługi umów kredytowych. Oczywistym jest zatem, że za tymi zmianami nadążać powinny regulacje prawne.

Zapowiedziana właśnie inicjatywa Komisji Europejskiej nie jest jednak pierwszym jej działaniem podejmowanym w obszarze kredytu konsumenckiego. Już w maju 2014 r. opublikowano pierwszy raport z przeglądu implementacji i stosowania Dyrektywy CCD. Komisja uznała wówczas, że musi aktywnie przyglądać się stosowaniu Dyrektywy w poszczególnych krajach członkowskich UE.

– Komisja Europejska dostrzega, że rozwój cyfrowego rynku usług finansowych wiąże się z korzyściami i zagrożeniami, zarówno dla kredytodawców, jak i kredytobiorców. W tym świetle zapowiedziała ewaluację obowiązujących przepisów w obszarze kredytu konsumenckiego, biorąc pod wzgląd w szczególności efektywność obecnych rozwiązań prawnych, ich spójność z innymi regulacjami dotyczącymi rynku detalicznych usług finansowych czy adekwatność przepisów Dyrektywy do współczesnych problemów i potrzeb– wskazuje mec. Szymon Dejk z Departamentu Prawno – Legislacyjnego KPF.

Przegląd przepisów Dyrektywy będzie obejmował zmiany jakie zaszły na rynku od 2008 r. oraz obciążenia i korzyści wynikające z obecnych przepisów dla poszczególnych jego uczestników, w tym ich wpływ na prowadzenie biznesu, ochronę konsumentów i funkcjonowanie organów państwa.

– Funkcjonowanie Dyrektywy CCD zostanie zbadane na poszczególnych etapach kreacji rynku kredytowego, tj. od projektowania i dystrybucji produktów kredytowych, przez ich sprzedaż łączoną z innymi produktami i usługami, ocenę zdolności kredytowej, realizację obowiązków informacyjnych, po prawo odstąpienia od umowy, czy prawo do wcześniejszej spłaty. Ponadto Komisja Europejska przyjrzy się także regulacjom krajowym, które mogą być istotne w kontekście sprzedaży transgranicznej, a jednocześnie nie są obecnie objęte przepisami Dyrektywy, np. w przedmiocie maksymalnych kosztów kredytu konsumenckiego. Dla przypomnienia, to ostatnie ograniczenie funkcjonuje już w Polsce, co nie jest standardem na wszystkich rynkach europejskich – mówi mec. Marcin Czugan, Wiceprezes Zarządu KPF.

Proces przeglądu Dyrektywy CCD rozpocznie się formalnie od zainicjowania publicznych konsultacji w tej sprawie, które zostały zapowiedziane na trzeci kwartał 2018 r., a które potrwać mają 12 tygodni. Publikację raportu z konsultacji przewiduje się natomiast wiosną 2019 r. Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych będzie brała udział w tych konsultacjach na każdym ich etapie. Na podstawie uzyskanych odpowiedzi Komisja będzie decydować o kierunku i zakresie ewentualnych zmian w obowiązującym prawie, co następnie może wiązać się z koniecznością ich implementacji do polskiego porządku prawnego i tym samym nowelizacją ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o kredycie konsumenckim.

 

Program Mieszkanie Dla Młodych był sposobem na obowiązkowy 20 proc. wkładu własnego. Wraz z wyczerpaniem się pieniędzy z programu to rozwiązanie przestało być sposobem na zdobycie środków na wkład własny. To jednak nie oznacza, że nie mając 20 proc. wartości nieruchomości kredytu nie dostaniemy. Jaki są inne sposoby na zdobycie wkładu własnego?

Komisja Nadzoru Finansowego dopuszcza możliwość ubezpieczenia części brakującego wkładu własnego. Oznacza to, że możemy uzyskać dzisiaj kredyt mając tylko 10 proc. wkładu własnego, a drugą wymaganą część możemy ubezpieczyć. W takim wypadku przez kilka lub kilkanaście miesięcy będziemy płacili wyższą ratę. Będzie to trwało do czasu gdy nie uzyskamy wymaganego 20 proc. wkładu własnego.

– Inną metodą jest zabezpieczenie się na dwóch nieruchomościach. Jeżeli mamy inne mieszkanie, dom działkę budowlaną, nieruchomość, która nie jest obciążona hipoteką to możemy dać ją dodatkowo pod zastaw i wówczas ta dodatkowa druga nieruchomość jest również traktowana przez niektóre banki jako wkład własny – mówi Michał Krajkowski, główny analityk Notus Finanse.

Trzeci sposób na pozyskanie wkładu własnego to może być oszczędzanie. Wystarczy odkładać co miesiąc sumę, która wynosiłaby rata. W ten sposób też sprawdzimy czy stać nas na kredyt.

 

Jak instytucje finansowe powinny sobie radzić z pokoleniem Y? Jak donoszą media większość millenialsów za sukces finansowy uznaje brak zobowiązań. Wyniki badania zrealizowanego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Profi Credit, pokazują, że aż 35% osób między 18 a 39 rokiem życia zaciągnęło w ciągu ostatnich dwóch lat kredyt bądź pożyczkę. 

Millenialsi to osoby urodzone między 1980 a 2000 rokiem. Nie dają się łatwo sklasyfikować, a krążące o nich opinie są często sprzeczne. Jedną rzecz potwierdzają jednak wszystkie dostępne dane. Przedstawiciele pokolenia Y nie przywiązują wagi do pieniędzy – traktują je jako środek do realizacji celów i zdecydowanie większą wagę przykładają do tego, co mogą za nie kupić, niż do stanu konta. A jaki stosunek mają do pożyczek? Na pewno nie negatywny. Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Profi Credit przez ARC Rynek i Opinia niemal 35% millenialsów zaciągnęło w ciągu ostatnich dwóch lat zobowiązanie finansowe. Zdecydowanie częściej pożyczki brali ci między 25 a 39 rokiem życia, niż młodzi w wieku 18-24 (44% do 14%).

– Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. Z jednej strony, osoby dopiero wkraczające w dorosłość zazwyczaj nie mają jeszcze historii kredytowej i stałego źródła dochodu – są dla banków i instytucji finansowych najbardziej ryzykowną grupą klientów. Młode osoby zwykle mogą też liczyć na pomoc finansową najbliższych – mówi Jarosław Czulak, Dyrektor Działu Marketingu Profi Credit Polska. – Z drugiej, osoby po studiach często potrzebują dodatkowego finansowania, aby wkroczyć w dorosłość. Jak wynika z naszego badania to właśnie kupno sprzętu RTV/AGD, własnego mieszkania czy samochodu, czyli rzeczy z jednej strony ułatwiających wchodzenie w „dorosłe” życie, a z drugiej powodujących rozwój kariery zawodowej, są głównymi powodami zaciągania przez millenialsów pożyczek bądź kredytów – dodaje.

Osoby urodzone między 1980 a 2000 rokiem jako pierwsze miały okazję wychować się „na technologiach”, często jednak pamiętają również czasy sprzed cyfrowej rewolucji – kolejki w sklepach i okienka w banku. To wpływa na ich zaufanie do poszczególnych kanałów – online i offline – oraz sposób komunikacji z instytucjami finansowymi. Liczne raporty wskazują, że millenialsi doceniają możliwości, jakie daje bankowość elektroniczna, jednak bardziej skomplikowane operacje finansowe wolą wykonywać w oddziale.  Do tych ostatnich z pewnością należy zaciągnięcie zobowiązania finansowego, chociaż, jak pokazują wyniki badania zwyczajów finansowych Polaków przeprowadzonego na zlecenie Profi Credit, przedstawiciele pokolenia Y i tak są bardziej pozytywnie nastawieni do zadłużania się online niż inne grupy wiekowe (39% do 29%).

Millenialsi podchodzą do zadłużania się niezwykle poważnie – dla większości z nich brak długów to wyznacznik finansowego sukcesu. Chcą mieć pewność, że wiedzą wszystko o warunkach kredytu bądź pożyczki zanim podpiszą umowę z instytucją finansową. Jak pokazuję wyniki badania zrealizowanego na zlecenie Profi Credit, pokolenie Y mniej niż inne grupy wiekowe ufają pracownikom banków (41% do 55%) i częściej niż inni przyznają, że czytają dokładnie umowę przed zaciągnięciem zobowiązania (16% do 11%). Takie podejście nie powinno nikogo dziwić – osoby urodzone między 1980 a 2000 rokiem były świadkami kryzysu finansowego w 2008 roku i na własne oczy widziały co się dzieje, gdy przeszacuje się swoją zdolność kredytową.

– Millenialsi to wymagający konsumenci, którzy żyją na styku dwóch światów – tego wirtualnego i realnego. Z jednej strony, niezależnie od pory dnia czy miejsca chcą mieć dostęp do potrzebnych informacji i usług, z drugiej, nadal bardziej ufają temu, co namacalne – komentuje Jarosław Czulak, Dyrektor Działu Marketingu Profi Credit Polska. – Banki i firmy pożyczkowe, stoją przed ogromnym wyzwaniem. Aby dotrzeć do przedstawicieli pokolenia Y powinny stawiać na nowoczesne rozwiązania nie zapominając jednak o tym, co tradycyjne – oddziałach i konsultantach. Potrzebna jest rozwaga i osiągnięcie złotego środka – zbyt duży skok w nowoczesność lub zbyt kurczowe trzymanie się tradycji sprawi, że instytucjom finansowym przejdzie koło nosa grupa konsumentów, która już niedługo stanowić będzie około 25% naszego społeczeństwa – podkreśla.

 

Jeśli potrzebujesz zastrzyku gotówki, aby sfinansować świąteczne zakupy, musisz to dobrze zaplanować, aby dług kosztował Cię możliwie mało. Garść rad dla osób chcących zaciągnąć kredyt gotówkowy.

Już za miesiąc usiądziemy z rodziną do wigilijnego stołu. W tydzień później trzeba przygotować się do witania Nowego Roku. Obie te okazje oznaczają wiele radości, ale niestety często wiążą się też z niemałymi wydatkami. Nie bez kozery grudzień jest miesiącem największych żniw w bankach udzielających kredytów gotówkowych. Przy tej okazji Open Finance postanowił doradzić jak możliwie tanio zdobyć brakujące pieniądze na świąteczne wydatki.

Lepiej oszczędzać niż się zadłużać

Pierwsza rada jest dość przewrotna – najlepiej wykorzystać wszystkie miesiące roku na powolne odkładanie pieniędzy niezbędnych na sfinansowanie wigilijnych i noworocznych wydatków niż zadłużać się przy okazji świąt. Choć jest to truizm, spójrzmy na konkretne liczebniki. Jeśli wierzyć szacunkom firmy Deloitte, to przeciętna polska rodzina na jedzenie, prezenty i świąteczne ozdoby wyda w 2017 roku średnio 882 złote. Gdyby taką kwotę chcieć pożyczyć na rok w formie pożyczki gotówkowej, to należy liczyć się z tym, że do banku będzie trzeba oddać około 100 – 150 złotych więcej niż się z niego otrzyma. Z drugiej strony chcąc zaoszczędzić taką samą kwotę przez cały rok wystarczyłoby oszczędzać co miesiąc 73,5 zł. Żeby być w stu procentach precyzyjnym, to wystarczyłoby co miesiąc przelewać na konto oszczędnościowe oprocentowane na 2% w skali roku po 72,96 zł.

Skorzystaj z okresu bezodsetkowego

Co niemniej zadziwiające, przed kredytem czasem uchronić może karta kredytowa. Żeby ta sztuka się udała, trzeba jednak z „plastiku” korzystać bardzo rozważnie. Chodzi o to, że zanim bank zażąda spłaty długu na karcie, mija trochę czasu – maksymalnie nawet kilkadziesiąt dni. W efekcie za zakupy zrobione w grudniu, trzeba będzie zapłacić dopiero w styczniu lub lutym – wiele zależy od tego na kiedy ustaliliśmy sobie datę spłaty karty i powiązany z nią dzień końca cyklu rozliczeniowego. Te kwestie należy sprawdzić jeśli planujemy skorzystać z karty kredytowej, aby uniknąć zaciągania kredytu gotówkowego.

Przykład? Jeśli nasz cykl rozliczeniowy kończy się 20 dnia każdego miesiąca, to aby uniknąć odsetek, będziemy musieli w styczniu 2018 roku oddać bankowi pieniądze za zakupy dokonane do 20 grudnia 2017 roku, ale jeśli już kupimy prezenty po 20 grudnia, to bank wyznaczy nam termin spłaty dopiero na luty. W efekcie splot sprzyjających okoliczności pozwala przełożyć koszty związane ze świętami na styczeń lub luty przyszłego roku. Jeśli ktoś zdąży przez dwa miesiące odłożyć odpowiednią kwotę, aby spłacić całe zadłużenie na karcie, to ma szanse uniknąć kosztów zaciągnięcia i obsługi kredytu gotówkowego.

Zadbaj o swoją zdolność kredytową

Nie wszyscy są jednak w tak komfortowej sytuacji. Dlatego zawsze warto dbać o budowanie swojej opinii w banku, co zaprocentuje w przypadku konieczności zadłużenia się. Można ją budować korzystając z produktów kredytowych banków – najlepiej nie ponosić przy tym niepotrzebnych kosztów. W tym pomocne mogą być zakupy ratalne, w których faktycznie nie kryją się żadne koszty lub karty kredytowe, które o ile używane są aktywnie i spłacane na czas, nie powinny nas nic kosztować.

Zabiegi te mogą przydać się przy okazji zaciągania długu. Powód? Banki podczas procesowania wniosku kredytowego sprawdzają wiarygodność kredytową (scoring). W efekcie osoba, która nigdy wcześniej nie korzystała z długów, może nie dostać kredytu pomimo dobrej sytuacji finansowej. Co więcej osoby z wysoką ocena wiarygodności kredytowej mogą liczyć na lepszą ofertę – niższe oprocentowanie lub prowizję.

Patrz na RRSO

W przypadku zaciągania kredytu gotówkowego pojawić się mogą także inne koszty – np. ubezpieczenia. Jak w tym gąszczu się odnaleźć? Jeśli naszym priorytetem jest ograniczenia kosztu kredytu, powinniśmy patrzeć RRSO (rzeczywista roczna stopa oprocentowania). Jest to miara która uwzględnia oprócz podstawowego oprocentowania prowizje i dodatkowe koszty. Nie miejmy jednak złudzeń. Kredyt gotówkowy zaciągany na dowolny cel i bez zabezpieczenia nie może być tani. Dziś średnio kosztuje on około 14-15 proc. w skali roku. Dla porównania kredyty samochodowe są mniej więcej o połowę tańsze, a kredyty hipoteczne kosztują około 4,6 proc. – we wszystkich przypadkach mowa o RRSO.

Negocjuj

Zadłużając się na wyższe kwoty, posiadając stabilne dochody, dobrą historię kredytową lub będąc związanym z danym bankiem od lat mamy argumenty, które mogą pozwolić na negocjowanie warunków umowy. Warto to zrobić, bo każda obniżka marży, prowizji lub opłaty oznacza wymierne oszczędności dla kieszeni. Jeśli w ciągu 15-minutowej rozmowy udałoby się obniżyć prowizję za udzielenie kredytu o zaledwie 1 pkt. proc., to przy zadłużeniu na 5 tys. zł oznacza to oszczędność na poziomie 50 złotych. Bez wątpienia jest to kwota warta kwadransa rozmowy.

Szybko pozbądź się długu

Zadłużając się warto mieć pełną świadomość możliwości domowego budżetu. Do niego trzeba przecież dostosować ratę zaciąganego długu. Rata ta nie może być zarówno ani za wysoka ani za niska, bo przecież im dłużej spłacany będzie dług, tym więcej będzie kosztował.

Znowu zastanówmy się nad przykładem kredytu zaciąganego na kwotę 5 tys. złotych. Jeśli kredyt ten byłby zaciągnięty na rok, to przy RRSO wynoszącym 14,5% musimy liczyć się z koszami na poziomie prawie 400 złotych. Gdyby taki sam kredyt zaciągnąć na lat 10, to odsetki zbliżyłyby się do 4,5 tys. zł.

 

Ponad jedna czwarta polskich przedsiębiorców deklaruje, że zatory płatnicze są jedną z najistotniejszych barier hamujących wzrost inwestycji – wynika z raportu Forum Obywatelskiego Rozwoju. Powstają one wskutek opóźnień w płatnościach między przedsiębiorcą a jego klientami, podwykonawcami czy partnerami. Konsekwencje zatorów płatniczych to przede wszystkim brak płynności finansowej, a co za tym idzie problemy z uregulowaniem należności wynikających z istnienia firmy takich jak: podatki, ubezpieczenie czy pensje klientów. Jak poradzić sobie z zaburzeniami w przypływie należności i usprawnić płynność finansową firmy?

3 sposoby na uniknięcie zatorów płatniczych:

Uważaj na kredyt kupiecki

Aż 11% respondentów 14. fali badania Bibby MSP Index deklaruje, że korzysta z kredytu kupieckiego jako źródła finansowania swojej firmy. Ten środek to nic innego jak należność z odroczonym terminem płatności bez dodatkowych odsetek. Narzędzie w przeciwieństwie do pożyczki nie wymaga szeregu formalności wynikających z pożyczki. Dlatego jest często praktykowane przez firmy, które z różnych powodów nie otrzymały standardowego kredytu. Niestety ta metoda jest bardzo ryzykowana z punktu widzenia firmy udzielającej pożyczki. Nieterminowe uregulowanie należności wiąże się z zatorem płatniczym firmy, zaburzeniami w płynności finansowej i szeregiem negatywnych konsekwencji dla biznesu.

– Długie terminy są z jednej strony korzystnym rozwiązaniem dla przedsiębiorców, którzy z różnych przyczyn nie mają środków na uregulowanie konkretnej faktury, zaś z drugiej strony należy pamiętać o firmie udzielającej kredytu kupieckiego, która nigdy nie ma stuprocentowej gwarancji, że otrzyma środki w terminie. Na polskim rynku wyznaczane są różne terminy płatności, które sięgają od 30 do nawet 180 dni roboczych. Zdarzają się sytuacje, w których długie terminy płatności oraz nieuiszczenie należności na czas jednej faktury, doprowadziły do bankructwa firmy – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services w Polsce.

Opłacaj swoje należności w terminie

Warto zwrócić uwagę, że firmy funkcjonujące na rynku gospodarczym tworzą łańcuch wzajemnych zależności. W sytuacji, gdy przedsiębiorca nie otrzyma swoich należności w terminie, nie może uregulować zobowiązań względem innych ogniw łańcucha, czyli firm, które czekają na środki. Płatnik, który nie wywiązuje się z terminu płatności faktur, sprowadza szereg negatywnych konsekwencji na inne przedsiębiorstwo, które również nie może uregulować swoich zobowiązań wobec partnerów czy podwykonawców. Terminowe opłacanie należności świadczy o gospodarczej odpowiedzialności firmy oraz o rzetelnym podejściu do potrzeb innych przedsiębiorców. Warto pamiętać, że opłacając faktury w terminie, ryzyko zerwania łańcucha płatności zostanie zminimalizowane, zmniejsza się wtedy również prawdopodobieństwo, że problem niewypłacalnego kontrahenta dotknie nas w przyszłości.

Zadbaj o płynność finansową

Narzędziem zapewniającym płynność finansową jest faktoring, dzięki niemu firmy otrzymują swoje należności niemal natychmiast, przez co nie dotykają ich długie terminy płatności. Faktoring gwarantuje regularny i systematyczny nadzór nad kontrahentami, a także możliwość przejęcia ryzyka niewypłacalności partnera. Dzięki niemu przedsiębiorstwa łatwiej mogą zapewnić sobie płynność finansową.

Decydując się na tę opcję finansowania, można liczyć na poprawę swojej sytuacji na rynku. Firma korzystająca z faktoringu oddaje swoje należności w ręce specjalistów, którzy profesjonalnie dbają o to, by kontrahenci terminowo płacili za wystawione faktury. W ten sposób przedsiębiorca gwarantuje sobie stały dopływ gotówki, który pozwala mu terminowo regulować zobowiązania wobec swoich odbiorców i pracowników. Oprócz tego uzyskuje wsparcie w procesie zarządzania należnościami – dodaje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services w Polsce.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Połowa małych przedsiębiorców planuje ubiegać się o finansowanie w ciągu najbliższego roku. Dodatkowe fundusze są im potrzebne głównie na zakup nowego sprzętu, poszerzenie zakresu usług, wynajem nieruchomości i reklamę. Przedsiębiorcy nie zawsze wiedzą jak ubiegać się o dofinansowanie. Często spotykają się też z odmową jego udzielenia, jak wynika z badania “Potrzeby mikroprzedsiębiorstw w zakresie finansowania 2017”, zrealizowanego przez instytut Smartscope dla firmy Aasa Polska.

Polska rzeczywistość gospodarcza jest kreowana przez ponad 2 mln mikroprzedsiębiorstw z bardzo różnych branż. Każde z nich musi mierzyć się z podobnymi wyzwaniami. Głównie z pozyskiwaniem środków na bieżącą działalność i rozwój, tak aby zachować płynność finansową i jednocześnie być konkurencyjnym na rynku.

O jakich kwotach mowa? Co dziesiąty właściciel małego biznesu potrzebuje 10 tysięcy złotych na rozwój swojej firmy,  a co piąty od 10 do 49 tysięcy. Połowa tych, którzy zadeklarowali potrzebę uzyskania dofinansowania, zadowoliłaby się także kwotą w wysokości do 5 tysięcy złotych.

Na co  przedsiębiorcy potrzebują finansowania?

Właściciele firm, zapytani o cele, na jakie zamierzają przeznaczyć zewnętrzną pożyczkę, kredyt lub inną formę finansowania, wymieniali najczęściej zakup sprzętu do prowadzenia działalności (68 proc.). Co czwarty chciałby dzięki nim rozwinąć swoją działalność (25 proc.), a wśród tej grupy najwięcej osób deklarowało chęć przeznaczenia uzyskanych środków na poszerzenie zakresu usług firmy (43 proc.), wynajem firmowej nieruchomości (21 proc.), a także jej remont lub działania reklamowe (po 9 proc.). Z kolei 14 proc. wykorzystałoby dodatkowe środki na spłatę bieżących zobowiązań firmowych lub zatrudnienie zespołu.

Porównując te dane z wynikami ubiegłorocznymi widać, że rozwój działalności jest kluczowy dla właścicieli małych firm. Aż 64 proc. rok temu chciało przeznaczyć dodatkowe środki finansowe właśnie na ten cel, podczas gdy pozostali wskazywali spłatę bieżących zobowiązań firmowych czy kredytu bankowego.

Trudności w uzyskaniu finansowania

Potrzeby małych przedsiębiorców zderzają się jednak z rzeczywistością rynkową. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy dopiero startują z działalnością. Najczęściej wskazywanym problemem pojawiającym się przy założeniu firmy, jest konieczność ponoszenia wysokich kosztów jej prowadzenia (40%). Tymczasem wnioski kredytowe takich osób są z góry odrzucane przez większość banków, ze względu na brak historii prowadzonej działalności.

Z odmową finansowania z zewnętrznego źródła spotkał się jak dotąd prawie co trzeci przedsiębiorca. Co ciekawe, aż 31 proc. z nich nie potrafi sprecyzować powodu tej decyzji. W zeszłym roku aż co 10-temu przedsiębiorcy odmówiono finansowania w banku. W tegorocznym badaniu wynik był identyczny. Co więcej, 17 proc. właścicieli firm nie starało się o finansowanie, ponieważ nie wiedziało jak się o nie ubiegać.

Różnorodne źródła finansowania

Mali przedsiębiorcy starają się sięgać po różnorodne źródła finansowania. Najczęściej korzystają ze środków unijnych
i środków z Urzędu Pracy (kolejno 42 proc. i 41 proc.). Z programów dla młodych przedsiębiorców skorzystało w tym roku 18 proc. firm, a z lokalnych programów dla przedsiębiorców 17 proc.

W przypadku usług finansowych polscy przedsiębiorcy stawiali na kredyt bankowy i leasing (po 28 proc.) czy firmową kartę kredytową (18 proc.). Prawie co 10-ty korzystał z firmowej pożyczki pozabankowej, a co piąty uważa tę usługę za interesującą.

 Właściciele małych firm potrzebują przede wszystkim rozwiązań szybkich, niewymagających okazania dużej liczby dokumentów i z elastyczną formą spłaty, która jest indywidualnie dopasowana do ich możliwości. Oferowana przez nas pożyczka „Aasa dla Biznesu” jest odpowiedzią na wszystkie te potrzeby, a dodatkowo może zostać wliczona w koszt prowadzonej działalności – mówi Dominik Ciula, Sales Manager Aasa Polska.

W przypadku pożyczki „Aasa dla Biznesu” proces otrzymania środków trwa do 2 dni i jest wyjątkowo prosty. Sprowadza się on do wybrania potrzebnej kwoty na stronie internetowej aasadlabiznesu.pl (maksymalnie 10 tysięcy zł), określenia terminu spłaty pożyczki oraz wypełnienia wniosku. Po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku można podpisać umowę za pośrednictwem kuriera i otrzymać pieniądze w wybrany wcześniej sposób. W przypadku wybrania czeku Giro, dostarczonego przez kuriera, pieniądze będą do natychmiastowego odbioru w najbliższym Banku Pocztowym. Przy wyborze przelewu pojawią się na koncie już następnego dnia od momentu podpisania umowy.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

 

 

Do końca rządowego programu „Mieszkanie dla Młodych” pozostało 70 dni. Początek 2018 r. to bowiem ostatni moment, w którym będzie można wnioskować o dofinansowanie wkładu własnego przy zakupie nieruchomości na kredyt. Prawdopodobnie środki wyczerpią się w zaledwie kilka dni, w ubiegłych miesiącach, zainteresowanie MdM było bardzo duże. Wszystkim tym, którym nie uda się skorzystać z rządowego wsparcia, pozostanie przygotować się do „tradycyjnych wymagań” przy złożeniu wniosku o kredyt hipoteczny. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) podpowiadają, o czym powinny pamiętać osoby planujące zakup nowego lokum na kredyt bez programowego wsparcia.

Przygotuj się na minimum 10% wkładu własnego

Program MdM umożliwił wielu osobom otrzymanie kredytu na zakup mieszkania, mimo braku posiadania własnych środków stanowiących wkład własny. Gdy ostatnia pula dopłat zostanie rozdysponowana, kredytobiorcy, będą musieli jednak samodzielnie zadbać o zebranie odpowiedniej sumy. Co prawda większość banków zgadza się na obniżony wkład własny, w wysokości 10 proc. wartości nieruchomości. Należy jednak pamiętać, że wedle rekomendacji KNF, standardowy udział w zakupie lokum wnoszony przez kredytobiorcę powinien wynosić 20 proc. Oznacza to, że jeżeli będziemy chcieli uzyskać kredyt
w wysokości 200 tys. zł, wnioskodawca będzie musiał dysponować sumą od 20 do 40 tys. zł. Może być to więc warunkiem nie do spełnienia dla osób od niedawna posiadających stałe dochody lub dla młodych rodzin z dzieckiem.

– Jeżeli będziemy chcieli złożyć wniosek o kredyt z wkładem własnym na poziomie 10 proc, bank będzie wymagał od nas zabezpieczenia brakującej kwoty, w związku z ryzykiem oferowania finansowania przy obniżonym wkładzie. Może zdarzyć się, że kredytodawca przedstawi szereg warunków, które musi spełnić nabywana przez nas nieruchomość. Niektóre banki bowiem patrzą nieprzychylnym okiem na zaciąganie kredytu na tzw. dziurę w ziemi, czyli na lokum dopiero w powstającej inwestycji mieszkaniowej. Inną formą zabezpieczenia jest blokada środków kredytobiorcy zdeponowanych na koncie osobistym, bądź ulokowanych na IKE lub IKZE – zaznacza Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

Starając się o przyznanie środków z kredytu na zakup domu lub mieszkania, warto wiedzieć, że wkładem własnym nie musi być wyłącznie wolna gotówka. W przypadku niektórych banków jego rolę może pełnić inna nieruchomość, którą posiadamy lub odpowiednio udokumentowane koszty, które ponieśliśmy w związku z budową domu.

– Przed złożeniem wniosku kredytowego warto przeanalizować posiadany przez nas majątek i ocenić, które z jego elementów będą mogły zostać zabezpieczeniem naszego kredytu. Oceńmy również inne, posiadane przez nas składniki finansowe, takie jak np. obligacje, udziały w przedsiębiorstwach czy polisy oszczędnościowe, które mogą zostać uznane za część wkładu własnego w inwestycję. Nie mogą nim być jednak środki trwałe, takie jak samochód, ze względu na potencjalnie szybką utratę swojej wartości – wyjaśnia Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinance.

Pozbądź się innych długów

W przypadku młodych osób, przeszkodą w uzyskaniu kredytu hipotecznego może być również brak odpowiedniej zdolności kredytowej. Wpływa bowiem na nią kilka czynników, m.in. uzyskiwane dochody czy posiadane zobowiązania kredytowe. Choć na wysokość wynagrodzenia nie zawsze mamy aż tak duży wkład, możemy postarać się zredukować nasze długi.

– Nawet drobne zobowiązania, takie jak zakup laptopa czy pralki na raty mogą skutecznie obniżyć naszą zdolność kredytową, tak samo jak karta z aktywnym limitem kredytowym, nawet jeżeli nie planujemy z niej skorzystać.  Jeżeli wynosi on np. 20 tys. zł, to bank zakłada, że nasze konto jest obciążone taką właśnie sumą, ponieważ kredyt w każdym momencie może zostać uruchomiony. Dlatego jako miesięczne obciążenie przyjmowane jest około 5% limitu, gdyż w przypadku skorzystania z limitu taką minimalną kwotę z reguły musimy spłacać. –  radzi Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

Warto więc odpowiednio się przygotować, spłacając posiadane zobowiązania. Innym rozwiązaniem może być również poproszenie o wsparcie rodziny, u której pożyczymy potrzebne nam środki na uregulowanie zaległości.

Jak poprawić swoją szansę na kredyt: uważaj na długi nawet te najdrobniejsze.

Zanim zdecydujemy się na zaciągnięcie zobowiązania, prześledźmy również naszą historię kredytową. Zacznijmy od upewnienia się, czy naszej wiarygodności finansowej nie obciążają długi, o których spłacie zapomnieliśmy, np. może być to zaległy rachunek telefoniczny czy rata za zakupy. Z drugiej strony, jeżeli w ogóle nie posiadamy udokumentowanej historii kredytowej, to w oczach wierzyciela możemy być niewiarygodnym kredytobiorcą, ponieważ bank nie ma możliwości sprawdzenia, jak radziliśmy sobie ze spłatą długów w przeszłości. Dlatego czasami warto odłożyć zakup nieruchomości w czasie, aby zbudować pozytywną historię kredytową. Przykładowo, może być to zakup sprzętu AGD/RTV na raty, które spłacimy bez żadnych przeszkód do czasu złożenia wniosku o kredyt mieszkaniowy. Należy jednak podkreślić, że brak historii kredytowej nie oznacza, że kredytu mieszkaniowego na pewno nie otrzymamy. Może to utrudnić uzyskanie środków, ale nie przekreśla całkowicie szans.

Wspólne zobowiązanie

Innym sposobem na zwiększenie zdolności kredytowej jest złożenie wniosku wspólnie z  partnerem, rodzicami czy rodzeństwem. W takim przypadku pod uwagę zostaną wzięte dochody, ale także zobowiązania wszystkich kredytobiorców. Często także w takim przypadku zostaną policzone wyższe koszty związane z utrzymaniem dwóch gospodarstw domowych.

– Staranie się o kredyt wspólnie z partnerem, z którym prowadzimy gospodarstwo domowe, posiada jednak tą przewagę, że koszty utrzymania i wydatki, które są brane pod uwagę przez bank przy ocenie zdolności, będą liczone tylko raz. Może się więc okazać, że ten element pomoże nam w uzyskaniu środkówmówi Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinance.

 

 

 

Źródło: Materiały prasowe firmy

Na początku października 2017 r. 1,8 mln Polaków posiadało 3 mln długów o łącznej wartości niemal 25 mld zł – wynika z danych ERIF Biura Informacji Gospodarczej S.A. To prawie o 1,4 mld więcej niż na początku tego roku. Jak pokazał raport ERIF BIG S.A., zdecydowanie częściej i na większe kwoty, zadłużają się mężczyźni (19 mld zł zaległych zobowiązań) niż kobiety (5,5 mld zł). Tak duże kwoty to wynik przeterminowanych zobowiązań alimentacyjnych, niespłaconych pożyczek, ale również zasądzonych grzywien.

Najczęstszym powodem zadłużania się Polek są pożyczki, umowy telekomunikacyjne i kredyty. Długi z tytułu tych pierwszych, to domena 42% pań wpisanych do rejestru. Co ciekawe, z danych ERIF BIG S.A. wynika, że Panie mają częściej kłopot z terminowym spłacaniem rat pożyczek niż rat kredytów (42% vs. 15%). Choć najczęściej zadłużają się kobiety w wieku 31-46 lat, to rekordzistką jest 60-letnia Polka. Jej prawie 6-milionowy dług wynika z zasądzonych grzywien. Z takiego samego powodu zadłużony jest rekordzista – mężczyzna.

Zdarza się, że kobiety mają również zadłużenie alimentacyjne. W bazie ERIF BIG S.A. znajdują się sprawy dotyczące 17 tys. Polek, z których każda ma średnio 24,6 tys. złotych zaległych alimentów do spłacenia.

Nie mniej pod kątem zadłużenia alimentacyjnego większość spraw znajdujących się w bazie ERIF BIG S.A. dotyczy mężczyzn. Jest ich ponad 304 tys., a każdy z Panów zalega średnio z zapłatą alimentów na kwotę 36 tys. zł. To aż 25% mężczyzn wpisanych z zadłużeniem do rejestru.

Podobna liczba mężczyzn ma kłopoty z terminowym opłacaniem usług telekomunikacyjnych. To głównie rachunki za telefon. Spłata rat pożyczek to problem dla 24% mężczyzn. Oznacza to, że główne powody zadłużenia rozkładają się wśród panów mniej więcej po równo. Najbardziej zadłużonym w całej bazie ERIF jest 40-latek, który posiada zadłużenie w wysokości 46 mln złotych. Z danych ERIF BIG S.A. również wynika, że najczęściej zadłużają się mężczyźni pomiędzy 31 a 46 rokiem życia.

– Tak duża skala zadłużenia Polaków i Polek pokazuje, że warto zacząć kontrolować swoje wydatki i zaległe płatności. Im wcześniej dowiemy się, jaki jest stan faktyczny naszego zadłużenia, tym prędzej będziemy mogli uporządkować swoją sytuację finansową. Zdarza się, że często zapominamy o terminowych płatnościach, dlatego pomocny może się okazać dostęp do danych gospodarczych na swój temat.  Może w tym pomóc serwis infoKonsument.pl. Dowiemy się z niego nie tylko, czy w biurze informacji gospodarczej ERIF znajdują się informacje o naszym zadłużeniu, ale sprawdzimy też, czy jakaś firma nie pobierała z rejestru ERIF danych na nasz temat. Jeśli okaże się, że banki lub inne instytucje chciały dowiedzieć się, jaka jest nasza rzetelność płatnicza w BIG, a my tymczasem nie ubiegaliśmy się nigdzie o kredyt lub nową usługę w danej firmie, może być to sygnał o próbie wyłudzenia pożyczki czy kredytu na nasze dane mówi Edyta Szymczak, prezes zarządu ERIF BIG S.A.

Dlaczego tak ważne jest posiadanie kompletnej wiedzy na temat własnej sytuacji finansowej? Z informacji, jakie zawiera baza ERIF BIG S.A. korzystają na co dzień instytucje takie jak: banki, firmy pożyczkowe i udzielające kredytów ratalnych, a także szereg usługodawców, w tym dostawcy telewizji, internetu czy usług telefonicznych. Sprawdzają oni w BIG, czy potencjalny klient terminowo reguluje swoje zobowiązania. Jeżeli uzyskają informację o zaleganiu z opłatami, mogą zaproponować mniej korzystne warunki współpracy, a w najgorszym wypadku odmówić zawarcia umowy.

Do 19 listopada w serwisie infoKonsument.pl będzie można za darmo pobrać pakiet raportów, które umożliwią nam nadzór nad naszą sytuacją finansową i zagwarantują wiedzę o tym  kto pobiera informacje na nasz temat. Wśród nich są: raport o sobie, raport z rejestru zapytań oraz raport o dokumencie. Akcja ta została zorganizowana w ramach tegorocznych obchodów „Ogólnopolskiego Dnia bez Długów”, który 9 lat temu zainicjowała Grupa KRUK

 

Źródło: ERIF Biuro Informacji Gospodarczej S.A.

Dzięki spadkowi kursu franka raty kredytów w tej walucie są coraz niższe. Od grudnia ubiegłego roku ich wysokość spadła o ponad 10%. Z drugiej strony, wciąż są one o ok. 20% wyższe niż kwota,  jaką wyliczył im bank podczas składania wniosku kredytowego. Expander zwraca jednak uwagę, że od 2008 r. o ok. 40% wzrosły nasze wynagrodzenia. Jeśli więc rata początkowo miała stanowić np. 30% dochodów kredytobiorcy, to dziś będzie to już tylko 25%. Prawdziwym problemem dla frankowiczów jest natomiast wciąż bardzo wysokie zadłużenie. 

W przypadku kredytu we frankach, zaciągniętego w najgorszym możliwym momencie (w sierpniu 2008 r.) rata wynosi dziś ok. 1809 zł (przy początkowej kwocie 300 000 zł i okresie spłaty 30 lat). Gdy frankowicz starał się o kredyt, to dowiedział się, że rata wyniesie ok. 1516 zł, o ile nie zmieni się kurs i oprocentowanie. Niestety  stało się inaczej i rata jest dziś o 293 zł wyższa.  Mimo ostatnich spadków kursu kredytobiorcy płacą więc istotnie więcej niż na początku.

Ta wyższa rata w wielu przypadkach jest jednak dziś relatywnie mniejszym obciążeniem, gdyż w ciągu minionych 9 lat znacząco wzrosły wynagrodzenia w naszym kraju. Przeciętna płaca w sektorze przedsiębiorstw była o 42% wyższa w sierpniu niż w analogicznym okresie roku 2008. Jeśli więc założymy, że w momencie zaciągania kredytu, rata stanowiła 30% dochodów wnioskodawcy, to dziś będzie to jedynie 25%. Te uśrednione dane nie wykluczają, że niektórzy mogą dziś zarabiać tyle samo lub nawet mniej niż 2008 r. Dla większości rata powinna być jednak mniejszym obciążeniem.

Zadłużenie prawdziwym problemem

Mimo, że obecny kurs na poziomie 3,68 zł wiąż jest dużo wyższy niż 2 zł obserwowane w 2008 r., to dzięki ujemnym stopom procentowym w Szwajcarii, raty są dość niskie. Zadłużenie zależy już jednak tylko od kursu. Dla naszego przykładowego kredytu wynosi ok. 420 000 zł. Mimo 9 lat spłaty jest więc dużo wyższe niż pożyczone 300 000 zł. Jeśli regularnie spłacamy raty i nie chcemy zmieniać mieszkania, to w niczym to zadłużenie nam nie przeszkadza.  Gorzej, jeśli mamy inne plany lub problemy.

W przypadku znaczących opóźnień spłaty rat, bank może wypowiedzieć umowę kredytową i przeliczyć całe zadłużenie na złote po obecnym kursie. To spowoduje, że nawet po sprzedaży mieszkania nie wystarczy pieniędzy na spłatę całego długu. Z tego samego powodu frankowiczowi nie opłaca się zamienić lokalu np. na większy, mniejszy czy przenieść się do innego miasta lub innej dzielnicy. Możemy powiedzieć, że ci kredytobiorcy są „przywiązani” do swoich mieszkań.

 

Autor: Jarosław Sadowski, Główny analityk Expander Advisors

 

Konsumenci w Polsce coraz częściej podejmują decyzje zakupowe w sposób świadomy. Wybierają towary dobrej jakości i zwykle porównują ich ceny w kilku sklepach. Dotyczy to przede wszystkim drogich produktów, których cena może w sposób znaczny różnić się w zależności od sklepu. Do sprawdzania cen najczęściej wybierają Internet, który umożliwia porównanie ofert bez wychodzenia z domu. To samo dotyczy także kredytów czy ubezpieczeń. Okazuje się jednak, że samodzielne obliczanie rat, np. na sprzęt AGD lub sprawdzanie zdolności kredytowej przez Internet może zepsuć zdolność kredytową, a co za tym idzie – zmniejszyć szansę na otrzymanie kredytu w banku.

Kilka wycieczek do banków wystarczy, żeby nie dostać kredytu

Nadal podstawowym źródłem informacji o ofertach kredytów są jednak w Polsce konsultanci w bankach. Udając się do placówki banku z prośbą o przedstawienie warunków kredytu na daną sumę, często jesteśmy proszeni o podanie dokładnych informacji, na podstawie których obliczana jest nasza zdolność kredytowa. Służy to odnalezieniu w BIK-u raportu na temat naszej dotychczasowej historii kredytowej. Znajdują się w nim informacje o spłaconych (lub nie) kredytach, zaciągniętych ratach, systematyczności w ich spłacaniu i… wcześniejszych zapytaniach o kredyt. Na podstawie tych danych przyznawane nam są gwiazdki lub punkty w BIK-u, minimalnie jest ich 192, maksymalnie 631. Jeżeli klient ma ich ponad 500, to zapytania w znaczny sposób nie obniżą jego szans na kredyt – zwykle zapytania zabierają ich ok. 5%. Jeśli jednak nasz wynik jest gorszy, a dotyczy to również osób, które nie zaciągnęły do tej pory żadnego innego kredytu, to może pojawić się problem.
Są także banki, które w ogóle nie biorą pod uwagę punktacji BIK, jeśli liczba zapytań przekroczy ich wewnętrznie ustalony poziom. Wtedy klient mimo wysokiej oceny punktowej otrzyma decyzję negatywną.

W celu uniknięcia takiej sytuacji, najlepszym sposobem jest budowanie swojej historii kredytowej, poprzez np. zakup towarów na raty. Dzięki temu udowadniamy, że jesteśmy w stanie spłacać kredyt systematycznie i otrzymujemy za to punkty do scoringu w BIK-u. Choć może to dziwić, czysta historia kredytowa nie jest atrakcyjna dla banku, ponieważ nic nie mówi o naszej zdolności do spłaty rat. Druga sprawa to konieczność rozsądnego porównywania ofert z banku – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes.

Maksymalnie 3 zapytania w miesiącu

Informacje o zapytaniach kredytowych widnieją w BIK-u do 12 miesięcy, jednak to od banku zależy, ile miesięcy wstecz będzie brał pod uwagę. Zwykle są to 1-3 miesiące, ale zdarza się, że zapytanie nawet sprzed 6 miesięcy przekreśli nasze szanse na kredyt. Dla banków ta kwestia jest ważna z kilku względów. Po pierwsze, dużo zapytań może oznaczać, że klient chce szybko zaciągnąć kredyty w kilku bankach, tak aby informacje o tym nie zdążyły zapisać się w BIK-u (banki przesyłają dane o wzięciu kredytu przez klienta z opóźnieniem). Banki mogą również zastanawiać się, jaka jest przyczyna tak wielu zapytań. Istnieje ryzyko, że z automatu uznają, że klient dostał odmowy w pozostałych bankach, dlatego szuka możliwości dalej. Najlepiej więc nie przekraczać trzech zapytań o kredyt w miesiącu. Nie oznacza to oczywiście, że możemy bez konsekwencji pytać co miesiąc 3 banki o kredyt – to także będzie źle wyglądało w raporcie z BIK-u.

Jeżeli zależy nam na dokładnym sprawdzeniu warunków kredytu w kilku bankach, to bezpiecznym sposobem będzie udanie się do pośrednika, który dysponuje wieloma ofertami z rynku i podpowie, która będzie dla nas odpowiednia. W tym celu wyciągnie raport z BIK-u tylko raz, co nie popsuje naszego scoringu poprzez odjęcie punktów za zapytania. Należy również pamiętać, że niskie oprocentowanie, to nie jedyny aspekt, który trzeba wziąć pod uwagę przy wyborze kredytu. Być może w rozmowie z pośrednikiem okaże się, że bardziej zależy nam na niskich ratach lub długim okresie spłat – dodaje Paweł Mazur z ANG Biznes.

Znamy limity w programie Mieszkanie dla Młodych, obowiązujące w IV kwartale tego i I kwartale przyszłego roku. To informacja na którą czekali wszyscy planujący kupno nieruchomości w ramach MDM. Pozwoli ona na wybór właściwej nieruchomości i szybkie złożenie wniosku w pierwszych dniach przyszłego roku. Czasu będzie niewiele, bo podobnie jak w roku 2017 środki wyczerpią się błyskawicznie – uważa główny analityk Notus Finanse, Michał Krajkowski.

Limity w programie Mieszkanie dla Młodych (MdM) teoretycznie zmieniają się co kwartał, jednak w praktyce ze względu na metodologię ustalania tych wskaźników aktualizacja dla każdego województwa następuje raz na pół roku. Oznacza to, że obecnie ogłoszone maksymalne ceny 1 metra kwadratowego będą obowiązywać aż do 31 marca 2018 roku. Wyjątkiem jest tylko województwo pomorskie, gdzie z uwagi na inny termin ogłaszania komunikatów przez wojewodę limity są aktualizowane w styczniu i lipcu każdego roku. Oznacza to, że osoby, które chcą kupić mieszkanie w MdM w województwie pomorskim muszą czekać na ogłoszenie nowych wskaźników do początku 2018 roku.

Znasz limity – wiesz jakiej nieruchomości szukać.

Znajomość nowych limitów pozwoli osobom chcącym nabyć mieszkanie w MdM na przygotowanie się do złożenia wniosków kredytowych w styczniu przyszłego roku. Już teraz mogą poszukiwać nieruchomości, która kwalifikuje się do programu MdM oraz kompletować dokumenty, tak aby być gotowym do złożenia wniosków 2 stycznia przyszłego roku. Aktualnie bowiem program Mieszkanie dla Młodych w praktyce nie funkcjonuje. Pieniądze dostępne w roku 2017 zostały wyczerpane, także osoby zainteresowane dopłatami na przyszły rok wyczerpały pulę, która możliwa była do zarezerwowania przed rozpoczęciem 2018 roku. Do wykorzystania zostało jeszcze 381 milionów złotych, ale wnioskować o te środki będzie można dopiero 2 stycznia przyszłego roku.

Na jak długo starczy środków?

Według danych Banku Gospodarstwa Krajowego do tej pory średnia dopłata wynosiła niespełna 26 tysięcy złotych, zatem z puli przyszłorocznej możliwe będzie udzielenie pomocy jeszcze około 15 tys. nabywcom mieszkań. Zainteresowanie programem będzie z pewnością nie mniejsze niż rok temu, zatem możemy spodziewać się, że dostępne pieniądze wyczerpią się maksymalnie w ciągu 2 tygodni. Dlatego osoby zainteresowane dopłatą – znając już przyszłoroczne limity – powinny przygotować się do złożenia wniosków w pierwszych dniach przyszłego roku. Wzorem lat poprzednich możemy także oczekiwać, że część banków będzie przyjmować wnioski o kredyt już w ostatnich dniach grudnia, a w 2018 roku kredytobiorcy będą musieli dostarczyć tylko wniosek o dopłatę MdM. Warto więc śledzić oferty banków i – o ile to możliwe – wcześniej rozpocząć procedurę kredytową.

Jaka nieruchomość?

Oprócz wymogu maksymalnej ceny 1 metra kwadratowego nieruchomość kupowana w ramach MdM musi spełniać inne kryteria. W przypadku mieszkania powierzchnia użytkowa nie może być większa niż 75 m.kw., a dla domów nie więcej niż 100 m.kw. Jeśli nabywcą jest osoba lub małżeństwo wychowujące co najmniej 3 dzieci, wówczas limit powierzchni nieruchomości jest podwyższony o 10 m.kw.

Poszukując mieszkania, szczególnie na rynku pierwotnym, warto pamiętać także o tym, że dopłata MdM jest zawsze uruchamiana jako ostatnia część zapłaty za mieszkanie i musi być uruchomiona przed końcem 2018 roku. Jeśli więc szukamy mieszkania w budowie to harmonogram płatności musi być tak skonstruowany, aby całkowita zapłata nastąpiła w przyszłym roku. Nie ma bowiem możliwości przesunięcia uruchomienia dopłaty na rok kolejny.

Kto może skorzystać?

Z programu mogą skorzystać małżeństwa, osoby samotnie wychowujące dzieci oraz tzw. single. Warunkiem skorzystania jest wymóg nieposiadania innej nieruchomości mieszkaniowej (także w przeszłości) oraz wiek nieprzekraczający 35 lat. Oznacza to, że wnioski w styczniu będą mogły składać osoby urodzone w 1983 roku lub później. Warunki braku nieruchomości i kryterium wieku nie dotyczą osób wychowujących minimum 3 dzieci.

Ile wynosi dopłata?

Wysokość dopłaty jest uzależniona od lokalizacji, powierzchni nieruchomości, a przede wszystkim od liczby dzieci. Osoby samotne i małżeństwa bezdzietne otrzymują 10 proc. wartości odtworzeniowej mieszkania, wychowujący jedno dziecko 15 proc., rodziny z dwójką dzieci 20 proc., a rodziny z trojgiem dzieci otrzymują 30 proc. wartości odtworzeniowej mieszkania. W ramach programu MdM nabywcy mieszkań mogą liczyć więc na dopłatę do wkładu własnego w wysokości przekraczającą nawet 100 tysięcy złotych. Największe kwoty mogą otrzymać osoby wychowujące przynajmniej troje dzieci i kupujące mieszkania lub domy w Warszawie lub Poznaniu. W pozostałych lokalizacjach dopłaty są niższe, jednak najczęściej przekraczają kilkanaście tysięcy złotych.

 

Źródło: Michał Krajkowski, Główny Analityk, NOTUS Finanse S.A.

W sierpniu wartość kredytów państwowych firm była aż o 30 proc. wyższa niż rok wcześniej. To najszybsze od 20 lat tempo zadłużania się tego typu podmiotów. Przedsiębiorstwa prywatne są w tym względzie znacznie bardziej powściągliwe. Ich zadłużenie zwiększyło się o zaledwie 5,3 proc.

Przedsiębiorstwa niezbyt chętnie zwiększają swoje zadłużenie w bankach. Łączna wartość ich kredytów na koniec sierpnia wynosiła 312 mld zł i od sierpnia 2016 r. wzrosła o 18 mld zł, czyli o 6 proc. Od kilku miesięcy ta dynamika nieznacznie się zwiększa, jednak generalnie, z niewielkimi krótkotrwałymi odchyleniami, pozostaje na niskim poziomie od pięciu lat (w tym czasie rosła do ponad 10 proc. w pierwszych czterech miesiącach ubiegłego roku). W długookresowym horyzoncie można dostrzec dość oczywistą prawidłowość, zgodnie z którą dynamika wzrostu wartości kredytów zwiększa się mocno w okresach przyspieszonego wzrostu gospodarczego i maleje w czasie pogarszania się koniunktury. Od września 2011 do sierpnia 2012 r. zadłużenie firm rosło o 11-15 proc., w latach 2007-2009 zwiększało się w skali roku o 13-28 proc., a w ostatnich latach ubiegłego stulecia o 20-30 proc. Z tego punktu widzenia widoczny jest wyraźny kontrast między wzrostem wartości kredytów dla firm a dynamiką PKB, która od prawie czterech lat, z krótką przerwą, utrzymuje się powyżej 3 proc., a ostatnio zdecydowanie przyspieszyła. Szukając analogii, choćby z okresem 2011-2012, wartość firmowych kredytów powinna zwiększać się dwukrotnie mocniej, niż ma to miejsce obecnie. Prawdopodobnie wkrótce tak się stanie, zakładając utrzymywanie się korzystnych tendencji w gospodarce oraz nadejście długo oczekiwanego ożywienia inwestycji.

Przyglądając się uważniej danym publikowanym przez NBP, nietrudno dostrzec, że z takim przyspieszeniem wzrostu zadłużenia mamy do czynienia w przypadku przedsiębiorstw i spółek państwowych. Do jesieni 2015 r. dynamika wartości kredytów była zbliżona zarówno dla firm prywatnych, jak i państwowych. Jeszcze w październiku 2015 r. wynosiła ona odpowiednio 8,2 i 5,2 proc. W listopadzie w grupie firm państwowych skoczyła do ponad 10 proc., a w grudniu do 21 proc. Od czerwca obecnego roku przekracza 30 proc., przy zaledwie 5 proc. wzroście w firmach prywatnych. Jeszcze większa, bo sięgająca aż 46 proc. (w czerwcu przekroczyła ona nawet 53 proc.), jest dynamika wzrostu zadłużenia firm państwowych z tytułu kredytów w złotych, bowiem od sierpnia ubiegłego roku wartość ich kredytów walutowych zmniejszyła się o prawie 600 mln zł, czyli o ponad 13 proc.

Można przypuszczać, że mocno zwiększona aktywność w zadłużaniu się państwowych firm przynajmniej częściowo wiąże się z projektami inwestycyjnymi (choć można mieć wątpliwości, czy w tej kategorii mieści się na przykład 800 mln zł kredytu dla TVP, o którym głośno było w ostatnich tygodniach). Łączna wartość zadłużenia państwowych przedsiębiorstw i spółek z tytułu kredytów udzielonych przez działające w Polsce banki wynosiła na koniec sierpnia niecałe 22 mld zł (rok wcześniej było to prawie 17 mld zł), co stanowiło 7 proc. wartości kredytów dla wszystkich firm. Z Krajowego Rejestru Sądowego wynika, że mamy 41 firm posiadających status przedsiębiorstwa państwowego, z tego działalność prowadzi jedynie 19, zaś Ministerstwo Rozwoju sprawuje nadzór nad 216 spółkami, z czego 125 to spółki działające, a w 87 udział skarbu państwa wynosi 100 proc. Liczebność tej kategorii i jej potencjał nie są więc z punku widzenia gospodarki znaczące, choć w jej skład wchodzą też duże podmioty, mogące pełnić istotną rolę w wybranych dziedzinach.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

466 tys. zł – tyle może pożyczyć na mieszkanie trzyosobowa rodzina. Aż 3 instytucje chciałyby familii dać przynajmniej pół miliona złotych na zakup „czterech kątów”.

Rosnące wynagrodzenia i zatrudnienie powodują, że Polacy coraz chętniej się zadłużają. Dane BIK sugerują, że dotychczas popyt na kredyty mieszkaniowe był w bieżącym roku prawie o 15% wyższy niż w analogicznym okresie przed rokiem. Banki zaczęły więc dolewać oliwy do ognia na rynku mieszkaniowym, który i tak jest obecnie w fazie niewidzianego nigdy wcześniej ożywienia. Było ono dotychczas napędzane przez kupujących szukających alternatywy dla rachitycznie oprocentowanych lokat bankowych.

Jest to o tyle zaskakujące, że przecież od stycznia obowiązują wyższe wymagania odnośnie wkładu własnego. Dziś trzeba mieć już nawet 20% ceny lokalu w gotówce, a przed rokiem było to o jedną czwartą mniej. Gdyby tego było mało, banki podniosły też w ostatnich miesiącach marże kredytowe. Mogło mieć to związek z ustawą o kredycie hipotecznym, która nałożyła na banki dodatkowe obowiązki. W efekcie podczas gdy w marcu przeciętna marża kredytowa, którą banki skłonne byłyby zaproponować modelowej rodzinie z jednym dzieckiem, w której oboje rodzice pracują, opiewała na 2%, to dziś jest to 2,13%.

Pożyczysz 80 razy więcej niż zarabiasz

Efekt jest taki, że trzyosobowa rodzina, w której rodzice pracują, powinna móc zadłużyć się na zakup mieszkania na kwotę ponad 466 tys. zł – wynika z najświeższych danych zebranych przez Open Finance (mogą one jeszcze podlegać aktualizacji). Wartość ta jest medianą, a więc połowa banków chciałaby modelowej rodzinie pożyczyć więcej, a połowa zaoferowałaby niższą kwotę. To o prawie 5 tysięcy mniej niż przed miesiącem, ale wciąż o 44 tys. zł więcej niż przed rokiem. Co więcej, kwota deklarowana przez banki pozwoliłaby rodzinie kupić nawet w Warszawie mieszkanie trzypokojowe. Problem w tym, że aby zadłużyć się na taką kwotę należy posiadać gotówkę w kwocie około 100-150 tysięcy złotych.

Do obliczeń przyjęto, że dwie osoby powinny otrzymywać „na rękę” kwotę 5772,06 zł (każdy z rodziców zarabia po średniej krajowej). Do tego szacunki zakładają, że modelowi kredytobiorcy mają dobrą historię kredytową i obecnie nie są zadłużeni. Rodzina skłonna jest też skorzystać z dwóch dodatkowych produktów – rachunku bankowego, na który będzie przelewane wynagrodzenie oraz karty płatniczej lub kredytowej. Kredytobiorcy wolą unikać ubezpieczeń czy programów regularnego oszczędzania. Zgodzą się na nie jedynie jeśli będzie to bezwzględnie opłacalne.

Trzy razy po pół miliona

Efekt? Modelowa rodzina może udać się aż do trzech banków po ponad pół miliona na zakup własnych „czterech kątów”. O ile familia dysponuje wymaganym wkładem własnym, taką kwotę zaoferują jej Citi Handlowy, ING Bank Śląski i Euro Bank. Niewiele mniej chcą pożyczyć: Raiffeisen Polbank. Najskromniejszy kredyt skłonne byłby udzielić PKO BP i Bank Pocztowy.

 

Źródło: Bartosz Turek, analityk Open Finance

W tym roku 30 882, a przyszłym 43 120 osób czeka duży wzrost raty kredytu hipotecznego. Dotyczy to kredytobiorców, którzy skorzystali z programu „Rodzina na swoim”, w ramach którego przez 8 lat Państwo dopłacało do ich kredytu. Z wyliczeń Expandera wynika, że podwyżka raty wyniesie aż 35%. W przypadku kredytów zaciągniętych na mieszkanie w Warszawie, będzie to ok. 410 zł.

Program „Rodzina na swoim” działa w taki sposób, że dopłata pomniejsza comiesięczną ratę kredytu. Preferencyjne warunki kończą się jednak po 8 latach spłaty. To oznacza, że ktoś, kto zaciągnął taki kredyt w październiku 2009 r., już za miesiąc zapłaci po raz pierwszy pełną ratę, która nie zostanie obniżona o dopłatę. Różnica jest znacząca. Dopłata wynosi bowiem połowę odsetek od zadłużenia, przy oprocentowaniu wynoszącym 3,73% (faktyczne jest zwykle wyższe). W przypadku kredytu na mieszkanie w Warszawie (średnia kwota 301 070 zł) na 30 lat z października 2009 r., do spłaty pozostało jeszcze ok. 263 000 zł. Wspomniana połowa odsetek wyniesie więc ok. 410 zł. Wrześniowa rata takiego kredytu, jeszcze ze wsparciem ze strony Państwa, wyniosła ok. 1 174 zł. W październiku będzie to już jednak 1 574 zł.

Trzeba jednak dodać, że w przypadku, gdy taki kredyt został zaciągnięty na mieszkania poza stolicą, podwyżka będzie mniejsza. W Warszawie mieszkania zawsze były najdroższe, a więc i kwoty kredytów najwyższe. W Łodzi czy Katowicach lokale były znacznie tańsze i średnia kwota preferencyjnego kredytu wyniosła tam tylko ok. 160 000 zł. W rezultacie, niższa była też dopłata. Wzrost raty wyniesie tu więc tylko ok. 220 zł. Trzeba jednak dodać, że procentowo raty również wzrosną o 35%.

Jak obniżyć ratę bez dopłaty

Na szczęście istnieje sposób, aby po podwyżce nieco obniżyć ratę. W 2009 r. obowiązywały dużo wyższe niż dziś marże kredytowe. W niektórych przypadkach marża kredytów zaciągniętych w tym okresie wynosi ponad 3%. Obecnie bez problemu można uzyskać 2%, a nawet poniżej tego poziomu. Dlatego ci, którzy wzięli w tamtym czasie zwykłe kredyty hipoteczne, często później je refinansowali,czyli przenosili do innego banku, który zaoferował niższą marżę. Osoby, które wybrały kredyt preferencyjny nie mogły tego zrobić, gdyż straciłyby dopłatę. Teraz mogą jednak bez przeszkód dokonać refinansowania. W rezultacie, ratę kredytu na mieszkanie w Warszawie można obniżyć o 142 zł. Wciąż będzie wyższa niż w okresie dopłat, ale będzie to już 23% a nie 35% więcej.

Źródło: Jarosław Sadowski, Główny analityk Expander Advisors

 

Jak wynika z badania „Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa o usługach finansowych”, firmy z sektora MŚP nadal najchętniej korzystają z własnych środków do prowadzenia działalności – aż 89 proc. badanych odpowiedziało, że preferuje właśnie taki sposób finansowania przedsiębiorstwa. Nie zawsze jednak jest to możliwe, zwłaszcza jeśli przedsiębiorca planuje większe inwestycje. Wyniki badania wskazują, że właśnie na taki cel najczęściej brane są kredyty w polskich firmach. Obecnie z kredytu inwestycyjnego korzysta 44 proc. średnich i ok. 1/3 mikro i małych przedsiębiorstw. W celu skorzystania z tego sposobu finansowania, należy jednak spełnić szereg wymogów stawianych przez banki, niektóre mogą w znaczny sposób ograniczyć możliwość wzięcia kredytu.

Strata na koniec ubiegłego roku może przekreślić szanse na kredyt

Jednym z dokumentów wymaganych przez banki do wyliczania zdolności kredytowej przedsiębiorcy, jest jego PIT za ubiegły rok. Jeżeli widnieje na nim strata w przychodzie większa niż 5 proc., to należy się liczyć z odmową udzielenia kredytu. Dla banków finansowanie takiego przedsiębiorstwa jest ryzykowne.

Należy jednak pamiętać, że taka strata nie zawsze spowodowana jest złą kondycją przedsiębiorstwa, a poczynionymi przez nie inwestycjami. Jeżeli przedsiębiorca wytłumaczy, że stratę spowodowały zakupy przeznaczone na rozwój firmy, to nadal ma szansę na pozytywne rozpatrzenie wniosku. Każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie, dobrze jednak wiedzieć, jaką politykę na ogół przyjmują konkretne banki lub skorzystać z wiedzy konsultanta finansowego, który podpowie, w jakim banku mamy szansę na kredyt  – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.

Lepiej nie zawieszać działalności

Chwilowe kłopoty firmy często skłaniają przedsiębiorców do zawieszenia działalności. Dzięki temu nie muszą odprowadzać składek do ZUS i mogą przeczekać niekorzystny okres. Robią tak przede wszystkim firmy, które zajmują się działalnością sezonową, które poza kilkoma miesiącami w roku nie odnotowują większych przychodów. Niestety, okazuje się, że zawieszenie działania firmy w okresie krótszym niż 12 miesięcy przez złożeniem wniosku, może zdyskwalifikować przedsiębiorcę w procesie kredytowym. Banki traktują ponowne rozpoczęcie działalności jako nową datę rozpoczęcia jego funkcjonowania na rynku. W związku z tym staż krótszy niż 12 miesięcy jest uważany przez nie za krótki do prawidłowego wyliczenia zdolności kredytowej przedsiębiorstwa.

Zaległości w ZUS i US niemile widziane w banku

Przedsiębiorcy muszą się liczyć z tym, że podczas weryfikacji kredytowej zostanie również sprawdzona ich rzetelność w płaceniu składek do ZUS i Urzędu Skarbowego. Jeżeli z jakiegoś powodu starający się o kredyt zalega z płatnościami, to aby otrzymać kredyt musi je jak najszybciej spłacić lub dogadać się z instytucjami, żeby zgodziły się rozłożyć należność na raty. W przeciwnym razie bank może wydać negatywną decyzję, szczególnie jeśli przedsiębiorca stara się o wyższą kwotę kredytu.

Niektóre branże mają pod górkę

Może się okazać, że starający się o kredyt przedsiębiorca dostanie odmowę już na samym początku procesu. Niektóre branże nie są przez banki w ogóle obsługiwane, np. hazardowa, zbrojeniowa czy finansowa, a niektóre są bardzo dokładnie przez nie weryfikowane.

– Należą do nich między innymi branża budowlana i transportowa – dodaje Paweł Mazur. – Wiele banków bardzo krytycznie podchodzi również do rolników, zwłaszcza tych, którzy prowadzą działy specjalne produkcji rolnej. Może się okazać, że to, co wpiszemy jako główną działalność podczas procesu rejestracji firmy, wpłynie na późniejsze starania o finansowanie w banku. Wybierając zatem kody PKD, sprawdźmy, jak do danej branży podchodzą banki, aby nie przekreślić już na starcie swoich szans na kredyt.

Przedsiębiorcy na ryczałcie mają mniejsze szanse na kredyt

Jednym z podstawowych czynników wpływających na zdolność kredytowych przedsiębiorstwa jest jego sposób rozliczania się z fiskusem. Okazuje się, że najgorzej traktowanym przez banki jest sposób ryczałtowy. Dzieje się tak, ponieważ w przypadku ryczałtu podatek płacony jest od przychodu. Podstawą wyliczania zdolności kredytowej przez banki jest natomiast dochód przedsiębiorstwa. Banki szacują więc dochód firmy jako 20 – 25 proc. przychodu, co oznacza, że aby dostać kredyt, przedsiębiorca musi mieć bardzo wysoki przychód. W innym przypadku nie ma szans na finansowanie. Niektóre banki ze względu na trudności w obliczaniu dochodu, od razu skreślają taką firmę w procesie starania się o kredyt.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem rządu, od 1 lutego 2019 roku zacznie obowiązywać ustawa o Krajowym Rejestrze Zadłużonych. Będzie on zawierał informacje o firmach, które są w trakcie postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych, a także dane o upadłościach konsumenckich i osobach zalegających z alimentami. Eksperci alarmują, że wrzucenie do rejestru dłużników firm w restrukturyzacji może spowodować kłopoty z uzyskaniem przez nie kredytów.

Ministerstwo Sprawiedliwości skierowało 7 września tego roku do Rady Ministrów projekt ustawy o Krajowym Rejestrze Zadłużonych. Wbrew pierwotnym planom rejestr ma być dużo obszerniejszy, niż zakładano. Znajdą się w nim firmy oraz osoby fizyczne, wobec których prowadzone są postępowania restrukturyzacyjne lub upadłościowe, a także dłużnicy zalegający z alimentami za okres dłuższy niż 6 miesięcy.

Koniec z papierologią

Rejestr ma być jawny i dostępny w internecie dla każdego. Dowiemy się z niego, kiedy firma złożyła wniosek o wszczęcie postępowania restrukturyzacyjnego, który sąd prowadzi sprawę, poznamy sygnaturę akt, nazwisko zarządcy restrukturyzacyjnego, spis wierzytelności, skład masy upadłościowej, a także plan spłaty wierzycieli.

Istotną zmianą, którą wprowadza projektowana ustawa, jest konieczność wnoszenia pism procesowych i dokumentów wyłącznie za pomocą elektronicznego rejestru. Podobnie będzie z orzeczeniami sądu – będą publikowane tylko w systemie teleinformatycznym. Sądy zrezygnują też z doręczeń pocztowych, będą one wysyłane w formie elektronicznej, co ograniczy liczbę korespondencji w formie papierowej, a także skróci czas od wydania orzeczenia do jego wysłania.

Szybsza praca sądów, mniejsze koszty

Ma to znacznie usprawnić pracę sądów rejonowych i ich wydziałów gospodarczych, które zajmują się postępowaniami restrukturyzacyjnymi i upadłościowymi, a także przyspieszyć procesy naprawy firm. Nie bez znaczenia jest również znaczne zmniejszenie kosztów tych postępowań. Zarówno sądy, jak i przedsiębiorcy nie będą już musieli publikować obwieszczeń oraz ogłoszeń w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, co pozwoli na duże oszczędności w postępowaniach restrukturyzacyjnych i upadłościowych.

Pisma procesowe i dokumenty będą wprowadzane do systemu elektronicznego za pomocą dostępnych w nim gotowych formularzy elektronicznych i będą musiały być poświadczone kwalifikowanym podpisem elektronicznym. W rejestrze nie znajdą się sprawy, które zostały rozpoczęte przed wejściem w życie ustawy, co planowane jest na 1 lutego 2019 roku. Ich dokumentacja pozostanie w formie papierowej.

Ryzyko ponownej stygmatyzacji firm w restrukturyzacji?

Doradcy restrukturyzacyjni przestrzegają jednak przed wrzucaniem do jednego rejestru firm w naprawie oraz nieuczciwych dłużników.

– W jednym rejestrze bez szczególnie wyraźnego rozróżnienia znajdą się zarówno ci, którzy od lat nie płacą swoich długów i uciekają przed komornikiem, jak i np. konsumenci, którzy nie ze swej winy popadli w nadmierne zadłużenie i poszli do sądu z wnioskiem o ogłoszenie ich upadłości. Co jeszcze bardziej niebezpieczne, w tym samym rejestrze znajdą się przedsiębiorstwa w trakcie restrukturyzacji, które np. są jedynie zagrożone niewypłacalnością lub wręcz już zawarły układ z wierzycielami i spłacają swoje długi. To będzie ponownie stygmatyzowało przedsiębiorców i utrudniało im uzyskanie np. kredytów kupieckich czy finansowania bankowego na rozwój swoich firm – uważa Małgorzata Anisimowicz, doradca restrukturyzacyjny w kancelarii PMR Restrukturyzacje SA. – Po wypełnieniu układu z wierzycielami firmy te będą jeszcze przez kilka lat widniały w rejestrze zadłużonych, mimo że zadłużone już nie będą – dodaje.

Zdaniem Małgorzaty Anisimowicz warto byłoby zmienić nazwę rejestru, a jeśli nie – to co najmniej wyraźnie wydzielić w ogólnym rejestrze odrębny „zielony” podkatalog postępowań restrukturyzacyjnych, tak by intuicyjnie i mentalnie korzystający z rejestru odróżniali firmy w trakcie restrukturyzacji od żółtych alertów o upadłości konsumentów czy przedsiębiorstw, a tym bardziej od czerwonych alertów – dotyczących dłużników nieuczciwych, uchylających się od regulowania zobowiązań, którzy od lat nie spłacają swoich wierzytelności.

– Ponowne wrzucenie wszystkich do jednego worka pod nazwą „rejestr zadłużonych” nie będzie odpowiadało w pełni stanowi faktycznemu i na powrót zaprzeczy duchowi ustawy restrukturyzacyjnej, która weszła w życie 1 stycznia 2016 roku i stworzyła nowe otwarcie dla naprawy firm i zapobieganiu upadłościom przedsiębiorstw – uważa Małgorzata Anisimowicz.

Konsumenci i alimentowani pod ochroną

Ministerstwo Sprawiedliwości nie zapomniało też o tych, którzy mogą nie mieć dostępu do internetu. Pracownicy firmy, którzy mają roszczenia dotyczące wynagrodzenia, wierzyciele alimentacyjni, a także zadłużeni konsumenci będą mogli składać wnioski tak jak dotychczas – za pośrednictwem poczty. Dodatkowym ułatwieniem dla nich będzie możliwość ustnego składania wniosku w biurze podawczym sądu. Wykwalifikowany pracownik biura będzie je wprowadzał do systemu elektronicznego.

Coraz więcej spraw w sądach

Jak zauważa ministerstwo, sądy rejonowe, a szczególnie ich wydziały gospodarcze zajmujące się postępowaniami restrukturyzacyjnymi i upadłościowymi oraz konsumenckimi mają coraz więcej takich spraw. W 2013 i 2014 roku ogłaszano średnio 30 upadłości konsumenckich rocznie. W 2015 roku ich liczba wzrosła do 2220, a rok później – do 4478. Zauważalny jest również stały wzrost spraw restrukturyzacyjnych. W ubiegłym roku otworzono 237 postępowań. Liczba upadłości firm utrzymuje się od kilku lat na podobnym poziomie. W 2015 roku ogłoszono 876 upadłości, a rok później – 622. Zdaniem ministerstwa informatyzacja komunikacji między sądem a stronami postępowania jest warunkiem zapewnienia wydolności działania sądów gospodarczych.

Zgodnie z wymogami Unii

Krajowy Rejestr Zadłużonych jest realizacją rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady 2015/848, zgodnie z którym w krajach Unii Europejskiej powinny zacząć funkcjonować krajowe rejestry zadłużonych. Jak zauważa Jerzy Kozdroń, były wiceminister sprawiedliwości, art. 30 pkt 3 projektowanej ustawy zakłada, że przepisy dotyczące prowadzenia rejestru, jego zakresu podmiotowego i przedmiotowego wchodzą w życie z dniem 26 czerwca 2018 roku, a więc zgodnie z założeniami rozporządzenia PE.

– Ponieważ projektowana ustawa o KRZ przy okazji zmienia szereg innych ustaw szczególnych, ujednolicając tym samym przepływ informacji do rejestru zadłużonych, to ustawa poza art. 30 wejdzie w życie pół roku później – mówi Jerzy Kozdroń. – Zwrócić należy uwagę i na to, że wbrew prawu wspólnotowemu rejestr zadłużonych obejmował będzie nie tylko przedsiębiorców w upadłości, układzie czy restrukturyzacji, ale również innych dłużników, niezwiązanych z obrotem gospodarczym, którzy będą ujawnieni w rejestrze z tytułu zalegania z alimentami, podatkami, składkami z tytułu ubezpieczeń społecznych czy w końcu dotyczyć to będzie wszelkich dłużników, wobec których umorzono egzekucję z powodu jej bezskuteczności. Tak szeroki zakres stosowania rejestru oraz wielość zmienianych ustaw szczegółowych uzasadnia wprowadzenie różnych terminów wejścia w życie poszczególnych rozwiązań systemowych – dodaje.

 

Źródło: PMR Restrukturyzacje S.A.

Flegmatyk, melancholik, sangwinik, choleryk – te cztery typy osobowości wyodrębnił grecki filozof Hipokrates. Według Carla Gustava Junga dwa pierwsze typy to introwertycy, a kolejne ekstrawertycy. Oto jak temperament dotyka naszych finansów.

Każdy z nas jest mieszkanką osobowości, jednak zawsze przeważa jedna z nich. Zaciągając zobowiązania powinniśmy mieć świadomość własnych mocnych i słabych stron, które oddziaływają na ekonomiczną sferę naszego życia. Oto psychologia finansów inspirowana psychologią.

Flegmatyk
Osoba niezwykle spokojna, opanowana, która nie pokazuje po sobie emocji. Ma pozytywny stosunek do świata i jest niezwykle uważna w tym, co robi i mówi. Jest dobrym słuchaczem. Flegmatyk nie podejmie więc pochopnie żadnej decyzji w sprawie swoich finansów. Będzie potrzebował wyjątkowego bodźca, aby zaciągnąć kredyt. Z pewnością ten typ osobowości nie będzie miał kłopotów z rozrzutnością. Osoba, która zwiąże się z flegmatykiem, może spać spokojnie – opanowany partner nie wyda lekką ręką pieniędzy na zakupy. – Stabilność emocjonalna również wiąże się z umiejętnością samokontroli oraz realizacji wcześniej ułożonych planów, czy założonych budżetów. Osoby te są mniej podatne na podejmowanie spontanicznych, niezaplanowanych zakupów, co pomaga realizować założenia budżetu domowego – mówi dr Joanna Rudzińska-Wojciechowska, psycholog ekonomiczny z Uniwersytetu SWPS Wrocław.

Melancholik
Człowiek sumienny i zdeterminowany – urodzony analityk. Stawia sobie wysoką poprzeczkę w życiu i dąży do jej realizacji. Jeśli więc melancholik będzie potrzebował kredytu, dokładnie przeanalizuje warunki umowy, przemyśli za i przeciw, a przede wszystkim zastanowi się, czy podoła spłacie zobowiązania kredytowego. Melancholik jest bowiem niezwykle ostrożny. Z osobami, które mają ten typ osobowości bywa jednak tak, że mają zmienne nastroje. To sprawia, że świadomość niestabilnych finansów, może ich wprawić w poważne przygnębienie. Generalnie jednak melancholik jest rzetelnym kredytobiorcą, który podporządkowuje się zwartym umowom. Poza tym potrafi planować życie w dłuższej perspektywie. Według psycholog z SWPS melancholicy jako introwertycy są też mniej narażeni na porównywanie się z innymi i pokusę, aby dorównać znajomym pod względem ilości czy jakości posiadanych dóbr materialnych.

Sangwinik
To typ osoby, która określana jest mianem dużego dziecka. Żyje chwilą, nie martwi się przyszłością, ale też nie rozpamiętuje przeszłości. Sangwinik ma skłonność do gadulstwa i koloryzowania, ale jednocześnie pogoda ducha i spontaniczność sprawia, że potrafi zjednać sobie ludzi. Sangwinicy nie są najlepszymi kredytobiorcami, bo zdarza im się zapomnieć o spłacie raty. Poza tym ten typ osobowości ma kłopot z planowaniem przyszłości. Jeśli więc kredyt, to maksymalnie na rok. Stan finansów sangwinika pozostawia sporo do życzenia.

Choleryk
Weźmie kredyt, spłaci go, zainwestuje na giełdzie, założy lokatę – bo to typ odważnej osoby, urodzony przywódca nastawiony na osiąganie konkretnych celów. Jeśli popełni błąd w zarządzaniu finansami i tak się do tego nie przyzna. Choleryk poszuka wyjścia z sytuacji, aby udowodnić innym, że miał rację. Wchodząc do banku będzie chciał wynegocjować kredyt na najlepszych warunkach. W domu to choleryk będzie trzymał finanse w ręku. To także on będzie podejmował wszelkie decyzje w kwestii finansów – oszczędzania, zadłużenia, inwestowania.

Jeśli stoimy przed decyzją o zaciągnięciu kredytu, zastanówmy się jak dużo mamy w sobie z melancholika, którego będzie trapił zaciągnięty kredyt, a jak dużo z choleryka, który zaciśnie zęby i mimo wszystko dopilnuje finansów. To o tyle ważne, że banki analizują jedynie naszą zdolność kredytową – mają do dyspozycji liczby i dokumenty. My sami zaś powinniśmy wiedzieć, jak później damy sobie radę z kredytem.

 

Źródło; Fundacja Zaradni

Z szacunków AllClear ID wynika, że europejskie banki mogą zapłacić nawet 4,7 miliarda euro kar
w ciągu pierwszych trzech lat od momentu obowiązywania nowej unijnej regulacji o ochronie danych (GDPR), czyli od maja 2018 r., jeżeli nie zastosują się do wprowadzonych zmian. W ciągu minionej dekady tylko największe europejskie banki padły ofiarą ataków co najmniej 27 razy, z czego niektóre więcej niż jednokrotnie. Z raportu Capgemini wynika, że naruszenia bezpieczeństwa dotyczą nawet 1 na 4 instytucje z sektora finansowego. Jednocześnie, tylko co drugi bank lub ubezpieczyciel posiada dziś adekwatną politykę bezpieczeństwa.

Jak pokazują badania, ataki, których celem są przechowywane przez instytucje finansowe dane osób fizycznych, stanowią realne zagrożenie biznesowe. Jeden na czterech przedstawicieli banków i firm ubezpieczeniowych, który brał udział w tegorocznym badaniu Capgemini przyznał, że jego instytucja padła ofiarą ataku hakerskiego.  Z kolei firma AllClear ID przeanalizowała średnią częstotliwość takich incydentów. Na jej podstawie obliczyła, że z momentem obowiązywania nowych przepisów, europejskie banki mogą się liczyć z koniecznością zapłacenia nawet 4,7 mld euro kar, jeśli nie spełnią wymogów stawianych przez nowe prawo.

Ważnym wyzwaniem jest nowy obowiązek poinformowania o naruszeniu bezpieczeństwa danych w ciągu 72 godzin od incydentu. Sankcjom podlega także m.in. użycie danych do innych celów niż te, na które użytkownik wyraził zgodę w momencie ich gromadzenia. Bowiem wedle nowego prawa, zakres wykorzystania danych zbieranych od użytkownika powinien zostać szczegółowo określony – instytucja finansowa, która pobiera dane od osoby wnioskującej o kredyt, nie może ich użyć do innych działań, np. do oceny wiarygodności klienta w innym obszarze. Ograniczeniom może podlegać także profilowanie i segmentowanie klientów i usług pod kątem wybranych danych, na wykorzystanie których nie została udzielona osobna zgoda.

Najpierw zmiana podejścia, potem inwestycje

Nowe regulacje w zakresie bezpieczeństwa danych osobowych wprowadzają na tyle rozległe zmiany, że instytucje finansowe obawiają się o nakłady finansowe potrzebne do ich wdrożenia.

Zanim instytucja zdecyduje się na inwestycje w konkretny produkt związany z nową infrastrukturą zarządzania danymi, powinna zacząć od zmiany swojego dotychczasowego podejścia do prowadzenia biznesu, w szczególności obrotu danymi osób fizycznych. Pierwszym krokiem powinien być audyt tego, w jaki sposób pozyskiwane i przechowywane są dane, do czego są później wykorzystywane, a także, jak zminimalizować ilość przetwarzanych informacji. Inwestycje w narzędzia IT, które pozwolą spełnić wymogi stawiane przez regulację, to dopiero kolejny etap przygotowań – komentuje Marek Najmajer, ekspert Linux Polska.

W świetle dotychczasowych przepisów instytucjom finansowym wystarczała ogólna zgoda na wykorzystanie danych osobowych pobieranych od klientów. Administrator tych danych pozostawał prawnie chroniony, jeśli wdrożył ogólne zasady bezpieczeństwa. Nowe regulacje oznaczają, że wiele systemów IT stosowanych w bankach i instytucjach od wielu lat i działających bez zarzutu, teraz przestanie spełniać swoje funkcje. Nawet dla dużego i dobrze prosperującego przedsiębiorstwa, kompletna zmiana dotychczas używanej infrastruktury IT i wymiana oprogramowania dbającego o bezpieczeństwo baz danych osobowych, byłaby niezmiernie kosztowna. Eksperci sugerują podejście minimalizujące koszty zmian w systemach, zapewniające szybkie korzyści ze wdrożenia. Takie rozwiązanie  polega na ograniczeniu zmian w istniejących już, trudnych do modyfikacji, aplikacjach i otoczeniu ich rozwiązaniami czuwającymi nad przepływem danych.

Zmiany regulacyjne wymagają uzupełnienia infrastruktury IT, która pozwoli na śledzenie nieupoważnionych prób pozyskania danych osobowych i rejestrację takich działań. Te systemy powinny z kolei współpracować
z rozwiązaniami takimi jak platformy SIEM (Security Information and Event Management), które służą do zaawansowanej analityki zdarzeń i powinny zostać poszerzone o analizę zachowań użytkownika. Takie rozwiązanie pozwala z jednej strony na ochronę przed incydentami złamania bezpieczeństwa, z drugiej dostarcza dodatkowych informacji o wszystkich udostępnieniach, odczytach, zapisach, przekazaniach danych. Pozwala też na zweryfikowanie, czy na każde z tych udostępnień, została udzielona zgoda właściciela danych. Dodatkowo umożliwia sprawdzenie, czy dane nie zostały nielegalnie pobrane
– wyjaśnia Marek Najmajer, Linux Polska.

Zdążyć na czas

Jednym z ważniejszych wyzwań związanych z przystosowaniem się przez instytucje finansowe do wprowadzenia GDPR jest krótki czas pozostały do momentu, kiedy zaczną obowiązywać regulacje (maj 2018), przy jednoczesnych wątpliwościach związanych z interpretacją przepisów.

Firmy, które do tego momentu nie rozpoczęły jakichkolwiek działań, już są spóźnione. Jeżeli chodzi o czekające je kary, jeszcze nie ma wykładni prawnej, więc nie ma pewności, jak będzie wyglądało w praktyce egzekwowanie nowego prawa. Dopiero pierwszy wyrok skazujący będzie wskazówką dla sądów, jak rozpatrywać takie sprawy. Wydaje się, że pomóc w uniknięciu lub ograniczeniu kar tym firmom, które jeszcze nie zaczęły przygotowań do wdrożenia nowych regulacji może rzetelna ocena ryzyka i analiza tych aplikacji i oprogramowania, którym dysponują obecnie oraz realny i wdrażany plan działań zmierzających do ograniczenia tego ryzyka – dodaje Marek Najmajer, Linux Polska.

 

 

Wypowiedź: Marek Najmajer, Linux Polska

Rozwój przedsiębiorstwa i rosnąca liczba wystawianych faktur przychodowych oznacza też zwiększone zapotrzebowanie na bieżące środki i gotówkę. Kiedy jej brakuje firma wpada w kłopoty i wstrzymuje inwestycje, a czasem nawet wypłaty, chyba że zna sposoby zamiany należności na gotówkę.

Połowa firm w Polsce otrzymuje zapłatę za towar lub usługi z ponad 60-dniowym opóźnieniem (dokładnie 48 proc. wg badania Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor). Przedsiębiorcy w dodatku nie są nastawieni optymistycznie co do zmiany tej sytuacji w niedalekiej przyszłości.

Dla wielu małych i średnich firm dwa miesiące oczekiwania na własne, zarobione już pieniądze to horyzont czasowy niemożliwy do zaakceptowania. To skłania je do szukania rozwiązań pośrednich. Na szczęście, z roku na rok, dostęp małych i średnich przedsiębiorstw borykających się z brakiem płynności finansowej, do różnych form finansowania jest coraz szerszy, a możliwości coraz większe.

Bank (czasem) pomoże

Sposobów pozyskania gotówki odpowiadającej należnościom na papierze jest kilka. Najlepiej znanym i najszerzej stosowanym jest kredyt na rachunku bieżącym służący do finansowania kapitału obrotowego. Szeroka dostępność usług bankowych i możliwość przebierania w ofertach to plusy takiego rozwiązania, ale są też wady. Taki kredyt jest dość drogi, a trzeba też pamiętać, że zmniejsza zdolność przedsiębiorcy do zaciągania kolejnych zobowiązań. W dodatku nie każda firma kredyt dostanie, dotyczy to szczególnie tych, rozpoczynających swoją biznesową drogę.

Innym rozwiązaniem jest kredyt ratalny, odpowiedni w przypadku inwestycji gwarantującej stabilne wpływy gotówkowe. Chociaż wady są podobne, jak przy większości innych form zaciągania zobowiązania kredytowego w instytucji finansowej, kredytem posiłkuje się ponad połowa  przedsiębiorców.

Gotówka za 3 miesiące… lub jutro

Dla firm, które mają dosyć regularne i przewidywalne spłaty należności oraz solidnych kontrahentów, korzystniejszym rozwiązaniem jest faktoring. To usługa polegająca na wykupie od przedsiębiorstwa przez wyspecjalizowaną instytucję finansową należności z tytułu sprzedaży towarów lub usług. Dzięki temu faktorant (czyli firma) otrzymuje gotówkę na poczet swoich faktur zaraz po ich wystawieniu – zazwyczaj w ciągu doby. Przy faktoringu najważniejszy jest kontrahent, więc to dobre rozwiązanie dla firm, które posiadają już stałych odbiorców (usług bądź produktów), a nie chcą wiązać się kredytami kupieckimi.

– To rozwiązanie pozwala na szybkie odzyskanie gotówki przedsiębiorcy zamrożonej u kontrahenta. Blokowanie jej na 60 czy 90 dni jest dla wielu firm nieakceptowalne ze względu na ryzyko utraty  płynności. Ostatecznie każdy prowadzący działalność gospodarczą sam wie najlepiej, jak najskuteczniej obracać własnymi pieniędzmi, tak aby zapewnić firmie stabilność i zyski. Przy faktoringu przedsiębiorca otrzymuje gotówkę za fakturę z odległym terminem zapłaty i w zasadzie dla niego temat się kończy, gdyż to faktor nadzoruje spłatę i przelew od kontrahenta. Instrumenty, takie jak możliwość kilkukrotnej zmiany wysokości limitu finansowania w trakcie trwania umowy pozwalają na dostosowanie produktu do potrzeb konkretnego klienta i dodatkowo zwiększają komfort – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A.

Dzięki usłudze faktoringu, pieniądze z wystawionych przez firmę faktur z odroczonymi terminami, trafiają na jej konto, nawet w ciągu 24 godzin. Z usług faktorów korzysta już co dziesiąty przedsiębiorca z sektora MŚP, a rynek usług faktoringowych ma duży potencjał i eksperci spodziewają się, że coraz więcej przedsiębiorców będzie się do tej formy finansowania przekonywało.

Dobra koniunktura gospodarcza przyczynia się do wzrostu zainteresowania usługami faktoringowymi, a korzystanie z nich to dla wielu przedsiębiorców to wyraz dalekowzroczności w rozwoju własnego biznesu – ocenia Piotr Gąsiorowski z eFaktor.

Instrumenty pozwalające na zamianę należności na gotówkę są dostępne na rynku, ale mały i średni biznes wpada w spiralę zadłużenia z powodu braku wiedzy na temat finansowania inwestycji. Przedsiębiorca skupiony na zasadniczej części swojego biznesu nie zawsze ma czas i energię, żeby przeanalizować możliwości finansowania. Najważniejsza jest właściwa ocena instrumentu finansowego pod względem zyskowności planowanych inwestycji lub możliwości spłaty rat w późniejszym terminie.

Źródło: Brandscope

Rekordowe wyniki aktywności i sprzedaży deweloperów musiały w końcu odbić się na cenach mieszkań. Systematyczne wzrosty doprowadziły do tego, że aktualnie Indeks Cen Transakcyjnych znajduje się najwyżej od dokładnie sześciu lat.

Mimo realnej wizji pojawienia się na rynku tysięcy tanich mieszkań na wynajem pochodzących z programu Mieszkanie Plus, Polacy nie przestają kupować nieruchomości. 859,84 pkt – najnowszy odczyt Indeksu Cen Transakcyjnych Home Brokera i Open Finance ma wartość najwyższą od sierpnia 2011 roku. Ceny mieszkań w głównych ośrodkach miejskich wzrosły w ciągu roku o 3,4 proc. Warto jednak zwrócić uwagę na dynamikę w ostatnich miesiącach, przez ostatnie pół roku stawki wzrosły o 5,7 proc.

Główny Urząd Statystyczny regularnie informuje o kolejnych rekordach w działalności deweloperów. W okresie styczeń-lipiec tego roku wystąpili oni o ponad 80 tys. pozwoleń na budowę mieszkań, o prawie 40 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Imponują także wzrosty liczby rozpoczętych budów (28 proc. r/r) i lokali oddanych do użytkowania (10 proc. r/r). Tak wysoka aktywność firm jest pochodną zainteresowania ze strony kupujących.

Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance

We wszystkich najważniejszych miastach ceny mieszkań w ostatnim roku wzrosły – wynika z obliczeń Home Brokera. Na szczególną uwagę zasługują Gdańsk i Łódź, gdzie roczna zmiana jest największa. W pierwszym mieście wzrost wyniósł 11,5 proc., a w drugim 28,1 proc. Szokować może dynamika zmiany w Łodzi, acz trzeba pamiętać, że historycznie przeciętna cena metra kwadratowego w tym mieście cechuje się dużą zmiennością, a rok temu mediana ceny była wyjątkowo niska (poniżej 3,6 tys. zł za mkw.) i obecny odczyt porównywany jest do tej niskiej bazy. To nie jest jednak tak, że inwestorzy rzucili się na lokale w Łodzi i ceny poszybowały w kosmos. Za taką zmianą stoi raczej zmiana struktury kupowanych nieruchomości. Gdy sprzedaje się mniej mieszkań starszych, a więcej nowych, w lepszych lokalizacjach, przeciętna cena transakcyjna rośnie. Nie znaczy to jednak, że rosną wyceny konkretnych lokali.

 

Drożej w wielu miastach

Mediana (to ona służy nam do wyliczeń) ceny metra kwadratowego wzrosła w większości miast, jedynymi dużymi miastami z obniżkami są w tym tygodniu Białystok, Gdynia i Katowice. Poza wspomnianymi Gdańskiem i Łodzią, po stronie wzrostów warto zauważyć Poznań (+7,5 proc.), Kraków (+4,3 proc.), Warszawę (+3,5 proc.) i Wrocław (+1,6 proc.). To największe rynki w kraju i skala zmian podobna do średniej dla całości nie powinna dziwić.

Piąty miesiąc z rzędu w górę poszła przeciętna cena w Warszawie, na początku roku było to poniżej 7 tys. zł za mkw., aktualnie zaś wartość ta przekracza 7350 zł za mkw. Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że w ostatnim roku ceny transakcyjne na stołecznym rynku pierwotnym najbardziej wzrosły na Bemowie, Bielanach, Ochocie i Wilanowie (5-6 proc.). Z kolei na rynku wtórnym jedyną dzielnicą, gdzie wzrost przekroczył 5 proc. była Praga Południe , za to na Ochocie i Włochach przeciętne stawki obniżyły się o ponad 6 proc. Aktywności kupujących sprzyja duże zróżnicowanie oferty, co dotyczy zarówno lokalizacji, jak i standardu i wielkości mieszkań.

Co stoi za wzrostami cen mieszkań w Polsce?

W ostatnich miesiącach mieszkania kupują zarówno osoby dysponujące gotówką jak i ci, którzy posługują się kredytem bankowym. Jeśli chodzi o rynek kredytowy, to rośnie zarówno przeciętna kwota, jak i liczba pożyczek. Jest to efektem korzystnej sytuacji gospodarczej, w której przy niskich stopach procentowych spada bezrobocie, rosną pensje, a pracownicy czują się bezpieczniej na swoich stanowiskach. Są więc skłonni do podejmowania takich decyzji jak zakup mieszkania. Dotyczy to zarówno osób inwestujących w lokal pod wynajem, jak i tych, którzy kupują nieruchomość dla siebie.

Z obliczeń Open Finance wynika, że trzyosobowa rodzina o zarobkach w wysokości dwukrotności średniej krajowej, chcąca dziś kupić mieszkanie, może pożyczyć na 30 lat około 480 tys. zł, co jest kwotą o ok. 70 tys. wyższą niż rok temu.

Dokąd zmierzamy?

Sytuacja na rynku mieszkaniowym poprawia się już od ponad czterech lat. Początkowo o trendzie decydował rosnący popyt gotówkowy, ale od początku 2017 roku rośnie też popyt na kredyty mieszkaniowe. Ten przez siedem miesięcy bieżącego roku wzrósł o około 16 proc. – wynika z szacunków BIK. Sytuacja jest o tyle zaskakująca, że o kredyt jest trudniej. Banki wymagają przecież 20-proc. wkładu własnego, a marże kredytowe rosną. Dążenie to ułatwia dobra sytuacja na rynku pracy, która skutkuje rosnącymi wynagrodzeniami i poziomem zatrudnienia.

Eldorado trwa też dzięki rekordowo niskiemu poziomowi stóp procentowych. To skutkuje niskim oprocentowaniem kredytów i lokat. Szczególnie dzięki słabej ofercie dla oszczędzających Polacy szukają alternatywy dla swoich pieniędzy, znajdując ją na rynku mieszkań na wynajem. Póki co nie powinni obawiać się braku najemców biorąc pod uwagę jak wielu Ukraińców przyjechało do Polski w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Rzadko kupują oni mieszkania (w 2016 r. niewiele ponad tysiąc), częściej stają się najemcami. Z szacunków Open Finance wynika, że zajmują przynajmniej 100-200 tys. mieszkań, a pamiętajmy, że w Polsce wynajmowanych jest oficjalnie ok. 650-700 tys. lokali.

Prezydent wpłynie na wzrost cen?

Dane Home Broker i Open Finance, ale też NBP czy REAS pokazują, że w takim otoczeniu ceny mieszkań rosną. Diagnoza jest prosta – popyt przewyższa podaż i to pomimo rekordowej aktywności deweloperów. Nie sposób ocenić jak długo sytuacja ta będzie jeszcze trwała. Oprócz przytoczonych wyżej motorów wzrostu warto też zwrócić uwagę na inicjatywę, którą niedawno zgłosił Prezydent.

Chodzi o projekt nowelizacji ustawy o funduszu wsparcia kredytobiorców. Paradoksalnie może on przynieść ulgę nie tylko kredytobiorcom walutowym, ale też doprowadzić do wzrostu popytu na mieszkania. Jak? Nowe prawo to dodatkowe koszty dla banków – nawet 3,2 mld zł rocznie. Podobnym obciążeniem był tzw. „podatek bankowy”, a wiązać można go ze spadkiem oprocentowania lokat o około 0,4 – 0,5 pkt. proc. To znowu zmotywowało wiele osób do zakupu mieszkania na wynajem, co pozwala dziś zarobić nawet ponad cztery razy więcej niż przeciętny bankowy depozyt. Problem w tym, że najświeższe dane NBP sugerują, że kwota trafiająca na rynek mieszkaniowy, wraz ze spadkiem oprocentowania, zaczyna rosnąć w sposób wykładniczy.

Przykład? W 2012 roku oprocentowanie rocznych lokat było na poziomie około 4,5 proc., a do biur sprzedaży deweloperów z siedmiu miast trafiali nabywcy, którzy co kwartał wydawali około 1,5 mld zł na mieszkania. W 2014 roku oprocentowanie depozytów spadło do poziomu około 2,5 proc., a zakupy gotówkowe opiewały na około 2,1 mld zł kwartalnie. Spójrzmy jednak co dzieje się dalej. W 2016 roku oprocentowanie spadło już nieznacznie – do poziomu około 1,8 proc., a zakupy gotówkowe wzrosły do średniego poziomu prawie 3,5 mld zł kwartalnie. Zaskakujący był natomiast pierwszy kwartał br. Oprocentowanie na poziomie około 1,65 proc. było na tyle nieatrakcyjne, że Polacy zanieśli do biur sprzedaży deweloperów aż 4,4 mld złotych gotówki. Jeśli sytuacja dalej tak będzie się rozwijać, to nawet niewielki spadek oprocentowania może skutkować znacznym wzrostem popularności zakupów mieszkań na wynajem, a pokonanie bariery 6, 7 czy nawet 8 mld złotych trafiających co kwartał na rynek wydaje się w świetle dostępnych dziś danych prawdopodobne.

Nie jest jednak tak, że przed rynkiem nie ma zagrożeń, które mogą doprowadzić do bolesnej korekty. Wielkimi krokami zbliża się koniec programu dopłat do kredytów. Lada moment na rynek zaczną trafiać też mieszkania budowane w ramach programu Mieszkanie Plus, a jeśli wierzyć zapowiedziom, to stawki czynszu mieszkań oferowanych w jego ramach mogą być nawet trzykrotnie niższe niż na rynku. To może doprowadzić do spadku popytu na mieszkania. Do tego z każdym dniem coraz bliższa staje się perspektywa podwyżek stóp procentowych, przez które kredyty mogą zdrożeć, a oprocentowanie lokat wzrosnąć stając się znowu realną alternatywą dla inwestowania w mieszkania. Takie ruchy z łatwością mogą schłodzić rozgrzany rynek mieszkaniowy.

 

Źródło: Home Broker

Jeśli zastanawiasz się nad nowym mieszkaniem przeznaczonym na własne potrzeby, rozważ zarówno wynajem, jak i zakup. Oba rozwiązania mają swoje wady i zalety. Zapoznanie się z nimi pozwoli Ci dobrać odpowiednią opcję dla siebie – w  zależności od potrzeb, trybu życia oraz możliwości finansowych.

Poszukując czterech kątów dla siebie, pomyśl o tym, co jest dla Ciebie naprawdę ważne. Kieruj się kwestiami priorytetowymi, takimi jak czas, pieniądze i komfort życia. Która z nich jest dla Ciebie najbardziej istotna i w jakim zakresie? Zastanów się, czy stać Cię na zakup lub wynajem lokum oraz, jak długo możesz czekać na wymarzone mieszkanie. Spróbuj ocenić, na jaki standard życia chcesz, a przede wszystkim możesz, sobie pozwolić na obecnym etapie życia.

– 1 stycznia zmieniła się wysokość wkładu własnego wymaganego przy zaciąganiu kredytów hipotecznych. Zgodnie z zaleceniami Rekomendacji S wynosi ona obecnie 20%. Podczas kupowania mieszkania bezpieczniej będzie dysponować nawet większą ilością gotówki. Wyższy wkład finansowy pozwoli Ci zaciągnąć mniejszy kredyt,  tym samym z większym spokojem podchodzić do opłacania jego kolejnych rat, a także być może wynegocjować w banku bardziej korzystne warunki. Choć niektóre banki oferują możliwość „ominięcia” wymaganego wkładu własnego poprzez wykupienie ubezpieczenia części brakującego wkładu, podejmując decyzję o zakupie warto dysponować co najmniej wskazaną 1/5. Przy braku środków lepszym rozwiązaniem jest wynajem. Jego jednorazowy koszt jest dużo niższy i pozwala na stopniowe odkładanie pieniędzy na własne mieszkanie – mówi Kuba Karliński z Magmillon.

Wygodny wynajem?

Wynajęcie mieszkania to rozwiązanie praktycznie bez zobowiązań. Lokal jesteś w stanie wybrać szybko i łatwo, wedle upodobań, w dowolnej części miasta, podobnie jak podpisać i rozwiązać umowę z właścicielem. Mieszkanie do wynajęcia daje więc duże poczucie wolności, niezależności i mobilności. Wynajmujący prawdopodobnie będzie zaglądał do Ciebie bardzo rzadko lub wcale, a Ty w każdej chwili jesteś w stanie zmienić lokal na inny, z zachowaniem niezbyt długiego (najczęściej od miesiąca do trzech) okresu wypowiedzenia. To oczywiście działa w obie strony. W sytuacji wynajmu nigdy nie masz też pewności, czy z dnia na dzień posiadacz lokalu nie zmieni zdania co do Waszego porozumienia, a Ty nie zostaniesz bez dachu nad głową.

Wynajmując mieszkanie, warto pamiętać jednak także o minusach takiego rozwiązania. Koszt wynajmu kawalerki w Warszawie oscyluje w granicach 1000 zł, za 2-pokojowe lokum zapłacisz już 1400 zł. Pozornie tanie, z perspektywy kilku lat zmienia się w pokaźny wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, który mógłby z powodzeniem stanowić przecież sporą część Twojego własnego M.

Zakup – inwestycja na lata

Takiej niepewności nie zaznasz, mając własne lokum. Stabilność mieszkania czy możliwość przeprowadzania zmian jego aranżacji wedle własnych upodobań, to tylko część zalet swojego mieszkania. Dzięki niemu Twoje pieniądze ulokowane są w aktywie, które nie traci na wartości, a bardzo często wręcz zyskuje. To Ty decydujesz o wyglądzie, lokalizacji i udogodnieniach. W zależności od możliwości finansowych możesz wybierać spośród mieszkań małych i dużych, używanych oraz nowych, w wysokich blokach z wielkiej płyty czy stylowych kamienic. Jesteś zupełnie niezależny i – wbrew pozorom – mobilny, bo w razie potrzeby (np. czasowego wyjazdu za granicę) swoją własność zawsze możesz komuś podnająć.

Wadą posiadania mieszkania jest duży nakład finansowy, jaki musisz ponieść, kupując własne lokum. Jeśli nie posiadasz wystarczającej ilości gotówki, decydujesz się na kredyt, którego koszt obciąży Twój budżet na wiele lat. Dodatkowe wydatki związane z wykończeniem i umeblowaniem mieszkania także będą spoczywały wyłącznie na Tobie. Pamiętaj jednak, że własne 4 kąty nie muszą być postrzegane jako typowy wydatek. Przy odpowiednim podejściu, to lokata kapitału. Dobrze dobrane mieszkanie może okazać się nie tylko Twoim domem, ale też inwestycją.

 

Źródło: Magmillon

Młodzi Polacy przeszacowują i bagatelizują swoją sytuację finansową. Jak wyjść na prostą w problemie zadłużenia?

Ponad 4,6 mld zaległych długów pozakredytowych mają młode osoby (18-34 lata). Co ósmy młody człowiek (18-24 lata) posiadający kredyt nie radzi sobie z jego spłatą. Co zrobić, aby nie wpaść w „spiralę zadłużenia”?

Analiza sytuacji finansowej młodych nie napawa optymizmem. Młodzi Polacy mają problem ze spłatą pożyczek i kredytów, nie płacą rachunków za telefon, gromadzą zaległości za alimenty, czynsz i jazdę na gapę. Średnia zaległość osób, które nie ukończyły 35 lat, wynosi ponad 8 tys. zł, przy czym wśród 18-24 latków jest to jeszcze 3 tys. zł, a wśród 25-34 latków już prawie 9, 5 tys. zł – wynika z badań „Życie finansowe młodych Polaków” Stowarzyszenia Program Wsparcia Zadłużonych i BIG InfoMonitor.

„Zaległości młodych osób, są często wynikiem przeszacowania własnych możliwości finansowych, co prowadzi do spirali zadłużania. Zaczyna się od pomysłu, że tym razem wydam więcej na rozrywki, a opłacenie rachunku za telefon przełożę na następny miesiąc, nie mając świadomości, że za zaległe faktury na łączną kwotę co najmniej 200 zł można już trafić do rejestru dłużników. A taki wpis blokuje w bankach, ale nie tylko finansowanie na przyszłość czy też zakup niektórych usług” – zauważa Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor.

Z raportów banku centralnego wynika, że rosną również zobowiązania gospodarstw domowych. Zobowiązania na koniec III kwartału 2015 r. osiągnęły stan ponad 657 mld zł, przekraczając o 5,1 proc. poziom zadłużenia sprzed roku. Natomiast w końcu września 2016 r. zobowiązania polskich rodzin wyniosły łącznie 685, 7 mld zł i były wyższe o 4,3 proc. wobec stanu na koniec III kwartału 2015 r. Z badań NBP wynika, że gospodarstwa domowe zaciągają kredyty w dwóch celach: na sfinansowanie konsumpcji oraz na zakup nieruchomości. Pierwsze stanowią prawie jedną czwartą zobowiązań, drugie – ponad 60 proc. Transakcje dotyczące kredytów i pożyczek konsumpcyjnych wyniosły w III kwartale 2016 r. 46,3 proc.

Podejście młodych do finansów

Obecne pokolenie młodych przejawia większą skłonność do zachowań ryzykownych w kwestii finansów. Z badania „Życie finansowe młodych Polaków” wynika, że młode osoby nie mają rzeczywistej świadomości skali problemu i ryzyka związanego z zaciąganiem zobowiązań finansowych. „Pomimo, że większość rozpoznaje w swoim otoczeniu osoby zadłużone i dostrzega liczne szkody, jakich osoby te doświadczają, jednak nie odnosi tego do siebie i traktuje zadłużenie jako domenę osób starszych” – podkreślają autorzy badania.

„To klasyczny mechanizm obrony – „zadłużeni mają to, na co sobie zasłużyli, mnie to nie dotyczy, mi się nie zdarzy” – komentuje Roman Pomianowski ze Stowarzyszenia Program Wsparcia Zadłużonych.

Ewa Kruk ze Stowarzyszenia Krzewienia Edukacji Finansowej, które prowadzi m.in. edukację finansową młodzieży w szkołach podkreśla, że „doświadczenia pokazują, że problem zadłużenia wielu młodych Polaków ma przede wszystkim swoje źródło w braku umiejętności planowania”.

„Później dochodzi do tego brak umiejętności postawienia oporu przeciwko konsumpcyjnemu stylowi życia – najmodniejsze buty, najlepszy telefon. itd. Wiele osób nie zastanawia się nad swoją przyszłością, lecz żyje tu i teraz. Często taka postawa wynika z nadopiekuńczości rodziców, którzy zaspakajają większość potrzeb i zachcianek swoich dzieci, nie dopuszczając ich tym samym do samodzielnego podejmowania decyzji o charakterze finansowym. Taka postawa często prowadzi młodych ludzi do bezradności w sytuacji, gdy wreszcie przychodzi moment zarządzania finansami osobistymi – komentuje Ewa Kruk.

Rzeczywiście z badań wynika, że „osoby zaciągające poważniejsze zobowiązania najczęściej optymistycznie zakładają, że na ich spłatę potrafią pozyskać pieniądze z własnej pracy a nawet dodatkowych zajęć (55 proc.) oraz poprzez racjonalizację swoich wydatków i oszczędzanie (44 proc.)”. Na wypadek problemów z obsługą zobowiązań planują wykorzystanie rezerw i oszczędności – 23,5 proc. Jako ostateczność, wśród sposobów radzenia sobie z ewentualnymi problemami, wymieniana jest pożyczka na spłatę zadłużenia – 13 proc. i sprzedaż lub oddanie w zastaw cennych przedmiotów – 6,5 proc..

Wśród już zadłużonych strategia działania przedstawia się jednak inaczej, osoby te skłonne są zdecydowanie częściej pożyczać nadal, także w instytucjach pozabankowych oraz wyprzedawać swój dobytek. To może skończyć się popadaniem w tzw. „spiralę zadłużenia” – sytuację, w której dłużnik nie jest już w stanie spłacać swoich zobowiązań.

Jak nie wpaść w spiralę długów?

Dla spirali zadłużenia charakterystyczne jest to, że osoba zaciąga kolejne zobowiązania na pokrycie spłaty tych poprzednich.

„Właśnie wtedy zaczyna się błędne koło, ponieważ dług zaczyna rosnąć w lawinowym tempie. Pożyczka, nawet najtańsza, kosztuje. Próbując spłacić jeden kredyt i zaciągając kolejny, powiększamy dług o koszt kredytu pobranego na spłatę poprzednich. Spirala zadłużenia to pułapka, która kończy się dla kredytobiorcy nierzadko kilkunastoma zobowiązaniami w różnych bankach i firmach pożyczkowych” – podkreślają eksperci Fundacji Zaradni, która z kolei prowadzi infolinię dla zadłużonych pod numerem infolinii 22 290 27 28.

Łatwość i dostępność kredytów i pożyczek na rynku, powoduje, że klienci, którzy nie dostają już kredytu w tradycyjnym banku zgłaszają się do tzw. firm parabankowych, a ich oferta jest zazwyczaj dużo droższa, co powiększa sumę długu o kolejne wysokie koszty nowej pożyczki. Kumulowanie się długów może sprawić, że pożyczkobiorca zaczyna tracić wiarę, iż jest zdolny spłacić swoje zobowiązania. Nie widzi rozwiązania tej sytuacji. Często przestaje płacić którekolwiek ze swoich zobowiązań.

Zdaniem badających zjawisko „spirali zadłużenia” ma ona wymiar psychologiczny. Roszczenia wierzycieli, brak perspektywy na spłatę długu – to wszystko staje się poważnym obciążeniem psychicznym. Dług przekłada się również na relacje z rodziną i może mieć katastrofalne skutki dla jej funkcjonowania i przyszłości.

Często spirala zadłużenia zaczyna się bardzo niewinnie. Sięgamy po nowe urządzenia, telefony, wakacje zagraniczne – chociaż tak naprawdę nie stać nas na nie. Młodzi Polacy wśród najbardziej dziwnych „irracjonalnych” zakupów dokonanych za pożyczone pieniądze wymienili: gry komputerowe, czołg, łódź, konie, psy rasowe, pająka, jacht, quady. Spora grupa kredytowanych wydatków dotyczyła inwestycji we własny wygląd i zdrowie, np. tabletki odchudzające, operacje plastyczne, protezy zębów, okulary, implanty piersi, aparat ortodontyczny. Za kredyty kupowane były również wyjazdy wakacyjne, wycieczki zagraniczne, lot balonem czy rejs dalekomorski.

Zdaniem ekspertów, „czerwona lampka powinna zaświecić się, kiedy suma rat przekracza 50 procent miesięcznych dochodów”. „Im mniejsze osiągasz dochody, tym próg bezpieczeństwa powinien być niższy. To sytuacja, w której każdy nieplanowany wydatek może doprowadzić do niewypłacalności” – ostrzegają eksperci. Warto na bieżąco pracować nad swoim podejściem do finansów, czytać blogi finansowych, korzystać z programów edukacyjnych, plenerów budżetu domowego. To wszystko może pomóc w bardziej racjonalnym podejściu do zarządzania budżetem.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Większość Polaków jest w swoich deklaracjach zgodna – nieruchomości to najbardziej opłacalna forma inwestycji. W ciągu ostatnich 8 lat rok w rok na takie przekonanie wskazywały sondaże Deutsche Bank. Jest ono powszechne, niezależne od płci, miejsca zamieszkania, czy poziomu zarobków. Im osoba bardziej zamożna, tym zakup nieruchomości w celach inwestycyjnych bardziej popularny. Co ciekawe osoby majętne wolą kupować mieszkania na kredyt, niż za gotówkę.

Posiadanie nieruchomości na własność jest marzeniem większości Polaków. Wynajem mieszkania często traktujemy jedynie jako przejściowy i krótkotrwały stan na drodze do własnego M. – Taka postawa nie powinna jednak dziwić. Wystarczy, że przypatrzymy się cenom wynajmu mieszkań w większości dużych miast w Polsce – komentuje Paweł Sienkiewicz, Dyrektor Departamentu Produktów Kredytowych, Deutsche Bank Polska. – Niestety, rynek najmu w Polsce w porównaniu do innych europejskich krajów jest nadal słabo rozwinięty, a koszty relatywnie do poziomu zarobków są zazwyczaj bardzo wysokie.

Z kolei zdaniem prof. Małgorzaty Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej,  Polacy ze względów historycznych i kulturowych utożsamiają posiadanie na własność nieruchomości z poczuciem stabilizacji i bezpieczeństwa.

Wygrywa chłodna kalkulacja

Wysoki koszt wynajmu to duży problem dla tych, którzy muszą co miesiąc przelewać na rachunek właściciela pokaźną sumę. Równocześnie stan ten powoduje, że wiele osób kupuje mieszkania w celach inwestycyjnych, licząc na spory zarobek. Badanie Deutsche Bank, którego wyniki zostały ujęte w wydanym właśnie raporcie „Portret zamożnego Polaka – Klienta Premium”, pokazuje, że zakup mieszkania w celach zarobkowych to praktyka stosowana częściej przez osoby zamożniejsze, choć także w tej grupie nie jest to regułą. Taki cel zakupu nieruchomości deklarują przede wszystkim osoby w średnim i dojrzałym wieku. Młodzi, nawet jeśli ich zarobki są wysokie, zazwyczaj kupują nieruchomości po to, aby w nich zamieszkać.  Co drugi zamożny Polak do 34. roku życia uznał, że za pożyczone od banku pieniądze kupiłby mieszkanie na własne potrzeby. Natomiast wśród osób w wieku 45 – 54 lat, co piąty zaciągnąłby kredyt, aby zakupić mieszkanie na wynajem.

– Osoby zamożne w dojrzalszym wieku najczęściej posiadają już jakąś nieruchomość na własny użytek.  Najczęściej zgromadziły już też określony majątek, więc teraz ich celem jest jego pomnażanie właśnie poprzez odpowiednie inwestycje, np. na rynku nieruchomościmówi Paweł Sienkiewicz.Jeśli osiągamy regularne, wysokie zarobki,  duża rentowność inwestycji w nieruchomości, przy równoczesnym tanim kredycie i rosnących od lat nieprzerwanie cenach lokali, wydaje się być kusząca ocenia. Nie bez znaczenia jest też, jak podkreśla ekspert, opinia, że nieruchomości są najbardziej bezpieczną inwestycją w dłuższej perspektywie.

Zamożny kupuje na kredyt

Jak pokazuje badanie Deutsche Bank, wysokie zarobki zwiększają skłonność do sięgnięcia po kredyt mieszkaniowy. Tylko co dziesiąty zamożny Polak zdecydowałby się na zakup nieruchomości za gotówkę. Co czwarty uważa, że kredyt mieszkaniowy to przydatne rozwiązanie. W gronie zamożnych Polaków odsetek osób skłonnych skorzystać z kredytu hipotecznego jest ponad trzykrotnie większy od preferujących zakup lokalu za gotówkę.

– Obecne warunki rynkowe sprzyjają zaciąganiu kredytów. Nadal utrzymują się rekordowo niskie stopy procentowe, co wpływa na relatywnie niski koszt zewnętrznego finansowania. Co więcej, zgodnie z zapowiedziami prezesa NBP, można liczyć, że do końca przyszłego roku nie będzie potrzeby podwyższania stóp procentowych – mówi Paweł Sienkiewicz. – Jednak warto pamiętać, że w perspektywie kolejnych lat podwyżki stóp są bardzo prawdopodobne. Dlatego nawet jeśli mamy wystarczająco stabilne, wysokie dochody, pozwalające na komfortową spłatę kredytu zaciągniętego np. na zakup mieszkania w celach inwestycyjnych, trzeba to ryzyko zmiany stóp procentowych wziąć pod uwagę – podsumowuje.

 

Źródło: Deutsche Bank

„Jesteśmy optymistycznie nastawieni do akcji małych i średnich spółek. W drugiej połowie roku dadzą zarobić inwestorom”.

Banki nie będą motorem WIG20

Jednym z wiodących trendów I połowy 2017 r. było oczekiwanie na informacje związane z podwyżkami stóp procentowych w Polsce. Scenariusz ten jednak się oddalił nie dając wsparcia bankom, które obecnie nie są najmocniejszym ogniwem warszawskiego parkietu. Obciążają je niepewność sektora finansowego, na którą wpływ mają zmiany prawne, ryzyka regulacyjne oraz kwestie kredytów frankowych.

Duży potencjał akcji małych i średnich spółek

Dobra sytuacja w gospodarce, na rynku pracy oraz silna pozycja konsumenta wspierają mniejsze spółki, których wyceny już teraz są korzystne. Jesteśmy optymistycznie nastawieni do akcji, na drugą połowę roku dużo bardziej na małe i średnie spółki. Można powiedzieć, że mWIG40 już teraz rokuje lepiej niż WIG 20.

Obecnie mamy do czynienia z kumulacją potencjalnie sporych ofert – IPO GetBacku oraz book building Play. Okres wakacyjny przynosi uspokojenie nastrojów oraz częściową nieobecność inwestorów na rynku, co prowadzi do swego rodzaju marazmu. Wraca pozytywny sentyment do rynków wschodzących (emerging markets). Chiny poluzowały swoją politykę, dzięki czemu znacząco wzrósł popyt na surowce, m.in. na stal. Wciąż trwa pozytywne nastawienie do rynku tureckiego. Czy możemy więc założyć, że WIG20 będzie teraz spokojny, a prym będą wiodły małe i średnie spółki? Uważamy, że tak właśnie będzie.

 

Autor: Maciej Kik, zarządzający subfunduszem UniAkcje Małych i Średnich Spółek Union Investment TFI

Zapewnienie lepszej niż dotąd ochrony konsumentów, którzy zawierają umowy o kredyt mieszkaniowy – taki jest, według Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego, cel nowej ustawy o kredycie hipotecznym, która w sobotę weszła w życie.

Ustawa o kredycie hipotecznym, nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami została uchwalona przez Sejm w marcu br.

„Celem jej jest zapewnienie wysokiego poziomu ochrony konsumentów, którzy zawierają umowy o kredyt związane z nieruchomościami. Ma ona spowodować rozwój bardziej przejrzystego, skutecznego i konkurencyjnego rynku wewnętrznego przez zawieranie spójnych i uczciwych umów, dostarczanie klientom odpowiednich informacji i wyjaśnień na każdym etapie, a także ma przyczynić się do wyrównywania asymetrii informacyjnej między profesjonalnymi uczestnikami rynku (kredytodawcy), a ich klientami” – stwierdza UKNF.

Ustawa przede wszystkim znacząco ogranicza możliwość zawierania umów o kredyt hipoteczny w walucie obcej. Praktyczny zakaz udzielania kredytów mieszkaniowych w walucie innej niż się zarabia wynikał już jednak z „Rekomendacji S” KNF z 2013 roku.

UKNF zwrócił uwagę, że kredyt „może zostać udzielony wyłącznie w walucie lub indeksowany do waluty, w której konsument zyskuje większość swoich dochodów lub posiada większość środków finansowych lub innych aktywów”.

W myśl ustawy, kredytów hipotecznych będą mogły udzielać tylko banki i SKOK-i, czyli instytucje podlegające nadzorowi KNF. Nie będą ich mogły udzielać np. firmy pożyczkowe.

UKNF zaznaczył, że pośrednictwem w udzielaniu kredytów będą mogli, w myśl ustawy, zajmować się tylko certyfikowani pośrednicy lub ich agenci. By zostać takim pośrednikiem, trzeba będzie zdać egzamin państwowy na pośrednika hipotecznego lub mieć wyższe wykształcenie ekonomiczne lub prawnicze.

Po zdaniu egzaminu KNF będzie wydawać pośrednikom zezwolenia i wpisywać na listę. Pośrednicy będą mogli mieć swoich agentów, którzy też będą wpisywani do rejestru. Agent będzie mógł występować tylko w imieniu i na rzecz jednego pośrednika. Pośrednicy będą w pełni odpowiadać za swoich agentów.

Ustawa wprowadza wiele nowych obowiązków informacyjnych na kredytodawców i pośredników – informuje UKNF. Będą oni np. musieli przedstawić informacje niezbędne do porównania kredytów hipotecznych dostępnych na rynku, a także informacje dotyczące ryzyka związanego z rekomendowanym kredytem.

Ustawa nakłada na kredytodawcę obowiązek ustanowienia i stosowania procedur oceny zdolności kredytowej. Nieprawidłowo przeprowadzona ocena tej zdolności nie będzie też dawać kredytodawcy możliwości rozwiązania, odstąpienia lub zmienienia umowy kredytowej. Wyjątkiem będzie sytuacja, w której będzie to korzystne dla konsumenta i wyrazi on na to zgodę.

Konsument będzie miał także prawo odstąpić od umowy kredytu nie podając przyczyny, w terminie 14 dni od zawarcia umowy lub dostarczenia wszystkich jej niezbędnych elementów.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...

Dlaczego państwo pozwala na nieozusowane umowy zlecenia?

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o SUS? Federacja Przedsiębiorców Pol...