czwartek, Grudzień 26, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "firma"

firma

IKEA Industry rozbudowuje fabrykę w Zbąszynku. To największy na świecie kompleks produkcji mebli szwedzkiego giganta. Obecnie fabryka zatrudnia ponad 3 tys. Po wybudowaniu nowej hali produkcyjnej i magazynu powstanie tu ponad 280 nowych miejsc pracy. Wartość inwestycji szacowana jest na 225 mln zł.

IKEA Industry w Zbąszynku specjalizuje się w produkcji mebli z płyt komórkowych. W ramach projektu powstanie nowa hala produkcyjna oraz magazyn wyrobów gotowych. Nowe obiekty zajmą łącznie 64.000 m2, czyli tyle, ile wynosi powierzchnia 9 boisk piłkarskich.

Obiekty zostaną oddane do użytku w czerwcu 2018 roku, a rozpoczęcie produkcji zaplanowano na wrzesień 2018. IKEA Industry rozpoczęła już rekrutację nowych pracowników. Inwestycja pozwoli na podwojenie liczby produkowanych tam mebli. Maksymalna wydajność nowej hali to 125 tys. sztuk mebli tygodniowo. Firma planuje także usprawnienie procesów logistycznych wytwórni. W nowym magazynie będzie można przechowywać produkty o wartości nawet 55 mln PLN. Realizacja tych założeń będzie możliwa dzięki zwiększeniu automatyzacji procesów przy jednoczesnym wzroście zatrudnienia o kolejnych 280 pracowników.

W Polsce IKEA Industry zatrudnia blisko 10 000 pracowników w 16 zakładach produkcyjnych w 13 lokalizacjach.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Współczesny odbiorca chce być zaskakiwany. Dlatego kierowany do niego marketingowy przekaz musi być nowatorski, działać na różnych poziomach (odwoływać się nie tylko do intelektu, ale i zmysłów oraz emocji), a także elastyczny, odpowiadający na błyskawicznie zmieniające się realia społeczno-gospodarcze, spełniać wymagania i trafiać w gusta klientów.

W całej tej różnorodności nie można jednak zapominać o systematycznym budowaniu zaufania i przywiązania do marki. To te czynniki decydują bowiem o powracaniu klientów do tych samych produktów, podejmowaniu automatycznych decyzji zakupowych i wierności jednemu brandowi. Jak zatem w wymagającym ciągłych zmian świecie wzmacniać autentyczność marki i budować rzeczywiste, a nie iluzoryczne czy chwilowe przywiązanie odbiorców? Dobry design, zaangażowanie i odpowiedzialność społeczna marki nazywane były dotąd wartościami dodanymi. Uzyskiwane dzięki nim „nadprogramowe punkty” pozwalały nieco zyskać w oczach klientów, a w dłuższej perspektywie wzbudzić ich trwałą sympatię do marki. Dzisiaj sformułowanie „wartość dodana” nabiera zupełnie innego znaczenia. To naznaczone nią działania coraz częściej stają się dla konsumenta kluczowe w ocenie marki, a zatem także podejmowaniu decyzji zakupowych.

Do 2030 roku dla 80 proc. pracowników na świecie istotnym aspektem oceny rzeczywistej wartości firmy, a następnie decyzji o jej poleceniu będzie stopień zaangażowania przedsiębiorstwa w aktualne problemy społeczne i środowiskowe. Pokolenie wchodzących dziś na rynek pracowników, tzw. „millenialsów”, jest wyjątkowo dociekliwe w kwestii działań CSR swoich potencjalnych pracodawców. Z każdym rokiem coraz więcej osób deklaruje gotowość płacenia wyższej ceny za produkt stworzony odpowiedzialnie i z materiałów pozyskiwanych ze zrównoważonych źródeł. Wartości społeczne coraz częściej stawiane są na pierwszym miejscu – nierzadko to one decydują o kierunku, w którym zmierzają działania firm. Jak wpływa to na świat szeroko pojętego marketingu?

Wykorzystaj potencjał green marketingu

Green marketing, nazywany też ekomarketingiem albo marketingiem zielonym, jako właściwie użyte narzędzie może przysłużyć się kreatywności marketingowców. Za spójność marki odpowiadają przede wszystkim fundamentalne wartości, którymi się ona kieruje, tak ważne dla pokolenia „millenialsów”. Kolejne pokolenia konsumentów z pewnością ten trend pogłębią. Wartości dają mocne i stabilne podstawy budowania zaufania i przywiązywania odbiorców do danego brandu. Kiedy firma już takie przywiązanie klientów zdobędzie, może sobie pozwolić na więcej. Twórcy sezonowych kampanii, opakowań, reklam i spotów mogą odważniej eksperymentować, wprowadzać nowe rozwiązania i testować pomysły, nie tylko aby podtrzymać zainteresowanie stałego konsumenta, ale i po to, żeby zdobyć nowego. Jeśli mamy silne podstawy, zewnętrzne czynniki służą tylko ich atrakcyjnemu przedstawieniu – nie musimy obawiać się o fundamenty pomysłu.

Buduj marketing wokół idei, nie odwrotnie

Jednorazowe akcje CSR-owe przestają odzwierciedlać zaangażowanie firmy w problemy społeczne. Konsumenci pytają o łańcuchy dostaw, źródła pozyskiwania surowców, o kontrahentów i partnerów. To ogromne wyzwanie dla marketingowców i PR-owców. Odpowiedzią na takie oczekiwania konsumenta będzie zasada budowania marketingu wokół idei, nie odwrotnie. Zna ją doskonale choćby Adidas. Stworzone wyłącznie z materiałów recyklowalnych buty Adidas x Parley wiążą marketingowe decyzje firmy z walką o oczyszczanie oceanów z odpadów z tworzyw sztucznych. Te buty to czysta idea – idea przyjaznego podejścia do środowiska i czystych oceanów. A przy tym świetny design i przekaz marketingowy.

Odwołaj się do rozsądku konsumenta

Serce czy rozum – to dylemat znany marketingowcom od dawna. Wszystko wskazuje na to, że marketing przyszłości musi zacząć przykładać wagę do tego drugiego. Popularne niegdyś pojęcie „lovebrand” stopniowo wypierane jest przez „wisebrand”, ponieważ mądra marka może przywiązać do siebie konsumentów o wiele silniej niż marka wyłącznie „modna” lub „fajna”. I chociaż taki „wise marketing” nie jest łatwy, niesie ze sobą nieocenione korzyści. Drobna wpadka, mniej atrakcyjna kampania czy internetowe memy na temat produktu – to, co może wywołać poważny kryzys w przypadku lovebrandów, dla wisebrandów przestaje mieć aż tak duże znaczenie. Na silniejszych, poważniejszych podstawach można bowiem zbudować mocniejsze przywiązanie. Konsument pomyśli „OK, ich nowa reklama jest kiepska, ale nie przyczyniają się do wypalania lasów palmowych. Wolę ich produkt”. Po prostu zaczynamy doceniać marki mądre.

Mądrze używaj narzędzi

Wisebrand, jak każda marka, musi kreatywnie poszukiwać nowych sposobów docierania do klienta i nieustannie się rozwijać, by nadążać za jego potrzebami. Żeby trafić do świadomych konsumentów, do ich wymagań trzeba dostosować wszystkie narzędzia. Jak to zrobić? Należy na przykład dokładnie przemyśleć, co przekazuje opakowanie produktu. Powierzchowny przekaz (typu: naturalny – bo zielony, dla dzieci – bo kolorowy) przestaje przyciągać, a nawet może do marki zniechęcić. Świadomość dotycząca zanieczyszczenia środowiska jest w dzisiejszych czasach na tyle duża, że konsument zaczyna w opakowaniu widzieć także zużyte surowce, przyszłe odpady, potencjalne zagrożenie dla środowiska… i ocenia je pod tym kątem. Świadomy konsument zadaje sobie np. pytanie: „Czy ta ekologiczna herbata, której każda torebka zapakowana jest w osobną foliową saszetkę, naprawdę jest ekologiczna?”.Jeśli odpowiedź będzie przecząca, marka straci w oczach odbiorcy wiarygodność i sympatię.

Podejdź do design na poważnie

Design opakowań to już nie tylko funkcjonalność, zróżnicowanie ilości produktu czy możliwość limitowania edycji np. ze względu na sezon. To także kultura. A czasem – dzięki zaangażowaniu artystów w proces twórczy spotów reklamowych czy plakatów – nawet sztuka. Uwrażliwienie na to, co dzieje się ze środowiskiem naturalnym pod wpływem działań człowieka, stawia także wyższe wymagania wobec estetycznej jakości naszego otoczenia. Jak wyróżnić swój produkt na tym polu? Marketing sensoryczny i wizualny mogą przynieść spektakularne efekty.

 

 

Autor: Mateusz Zmyślony, założyciel Grupy ESKADRA, Dyrektor kreatywny Open Eyes Economy Summit

Prowadzenie dużej organizacji, bez korzystania z usług firm zewnętrznych, to dziś duże wyzwanie. Outsourcing stał się dziś wszechobecny i oferuje firmom znacznie więcej, niż tylko proste narzędzia do optymalizacji kosztów. Przedsiębiorstwa współpracują z firmami outsourcingowymi, aby zwiększyć swoją konkurencyjność.

Model outsourcingu dość mocno się upowszechnił, zwłaszcza wśród dużych organizacji i to w wielu obszarach ich działalności. Jak podaje ICAN Research, trzy na cztery badane przedsiębiorstwa zlecają na zewnątrz utrzymanie i obsługę biura, a prawie połowa – IT i marketing. Co trzecia firma korzysta z outsourcingu w finansach, co czwarta – w HR, a co piąta – w call center lub przy obsłudze floty.

– Oczywiście outsourcing przynosi największe efekty w większych organizacjach, w których można osiągnąć znaczącą redukcję kosztów oraz zoptymalizować procesy biznesowe i kadrowe związane z bezpośrednimi kosztami operacyjnymi prowadzenia działalności gospodarczej – powiedział Grzegorz Lewandowski, Prezes Sales Group, dostawcy usług outsourcingu.

Jak firmy outsourcingowe mogą budować wartość dodaną?

Aby zadbać o to, żeby firma była jak najbardziej konkurencyjna na rynku, musi się wciąż dostosowywać do potrzeb swoich klientów. Natomiast aby nadążyć za oczekiwaniami odbiorców, czasem lepszym rozwiązaniem dla firmy jest przekazanie wyodrębnionej części działalności innemu podmiotowi. Dlatego outsourcing jest na stałe wpisany w strategię rozwoju organizacji. To narzędzie, które pozwala pozyskać zasoby, których firma nie ma lub wymagają one szybkiego rozwoju i uruchomienia.

– Dla przykładu, jeśli firma potrzebuje zbudować lub też poszerzyć struktury sprzedaży, może liczyć na to, że zewnętrzny dostawca nie tylko stworzy system prowizyjny, mechanizmy kontroli i system raportowania, ale też będzie zarządzał sprzedażą, biorąc odpowiedzialność za wynik sprzedażowy. W razie potrzeby firma outsourcingowa może też uruchomić call center i contact center, a następnie zorganizować kampanię telemarketingową. Dodatkowo pomoże wdrożyć obsługę klientów przez telefon, zrekrutuje i przeszkoli pracowników oraz będzie zarządzała flotą samochodowątłumaczy Paweł Wrzos z Sales Group.

Tak kompleksowe samodzielne wdrożenie przez firmę sił sprzedaży byłoby skomplikowane i kosztowne. Dlatego zewnętrzne usługi wsparcia sprzedaży stają się uzupełnieniem procesów biznesowych przedsiębiorstw z wielu branż, w szczególności z branży bankowej i FMCGdodaje.

Jak wyodrębnić obszary działalności do outsourcingu?

Przede wszystkim potrzebna jest merytoryczna analiza, która odpowie na pytanie, czy potrzebujemy zlecać wykonanie danych zadań na zewnątrz. Ich obszar może być bardzo różny: sprzedaż, kadry i procesy, call center, szkolenia, procesy rekrutacyjne, administracja, IT. Często współpraca odbywa się w kilku obszarach jednocześnie. Jeśli już posiadamy taką wiedzę, warto sprawdzić rynkową wiarygodność dostawcy, określić model finansowy i prawny nowej usługi oraz zaplanować jej wdrożenie.

Przedsiębiorstwo we własnym zakresie realizuje procesy, które kreują największą wartość, a pozostałe powierza wyspecjalizowanym firmom. Trzeba jednak pamiętać, że efektywna i przynosząca satysfakcjonujące rezultaty współpraca między dostawcą i odbiorcą usług outsourcingowych wymaga równocześnie zaufania i ustalenia parametrów, charakteryzujących jej skuteczność.

 

 

 

źródło: materiały prasowe firmy

91% firm jako cel polityki zarządzania benefitami przedstawia budowanie zaangażowania pracowników. Na drugim miejscu znajduje się budowanie lojalności pracowników (70% wskazań) – wynika z najnowszego badania Antal „Polityka zarządzania świadczeniami pozapłacowymi w sektorze farmacji i sprzętu medycznego”.

W świetle wysokiego wskaźnika attrition, czyli dobrowolnej rotacji pracowników w branży (12,5% wg badania Antal „Attrition 2016”. Odpływ pracowników z organizacji) wydaje się to szczególnie istotne. Kolejne pozycje z wynikiem 39% wskazań zajmują: przyciąganie kandydatów do organizacji oraz efektywniejsze gospodarowanie całym systemem wynagradzania.

Świadczenia oferowane wszystkim pracownikom

Najbardziej rozpowszechnionym benefitem jest prywatna opieka medyczna – oferuje ją aż 90% firm. Następne w kolejności są: karta fitness, którą oferuje 67% organizacji oraz ubezpieczenia na życie/majątkowe/komunikacyjne, które w swojej ofercie ma co druga (50%) organizacja. Do popularnych świadczeń należą również: akcje prozdrowotne dla pracowników poza standardową prywatną opieką medyczną, np. darmowe szczepienia sezonowe (47%) czy nowoczesne narzędzia pracy z dostępem do mobilnego Internetu (47%).

„Współczesne zespoły są bardzo różnorodne – pod względem pokoleń, płci, wieku czy wykształcenia. Siłą rzeczy motywowanie wszystkich w ten sam sposób nie może być skuteczne. Przykładów nietrafionych świadczeń pozapłacowych jest wiele, np. karnet na siłownię dla osoby, która nie lubi sportu, ubezpieczenie emerytalne dla pracownika, który dopiero co skończył studia, albo opieka medyczna dla kogoś kto już ją ma z firmy małżonka. Dlatego warto pamiętać o tym, że rolę motywacyjną spełniają tylko takie świadczenia, które odpowiadają na indywidualne potrzeby zatrudnionych.” – Magdalena Słomczewska-Klimiuk, Kierownik Marketingu Sodexo Benefits and Rewards Services.

Preferencje pracowników a polityka firmy

W połowie z badanych organizacji pracownicy mają możliwość wyboru otrzymywanych benefitów w ramach z góry określonych pakietów. Takie rozwiązanie szczególnie sprawdza się w dużych organizacjach, chcących dostosować oferowane świadczenia do potrzeb różnych grup pracowniczych. Co trzecia firma nie oferuje możliwości wyboru benefitów. Możliwość wyboru świadczeń jest kluczowa zwłaszcza w przypadku zróżnicowanych zespołów, które obecnie funkcjonują w wielu firmach farmaceutycznych i sprzętu medycznego. Różni pracownicy mają różne potrzeby, dlatego efektywne programy motywacyjne powinny opierać się na indywidualnym podejściu do każdego pracownika i umożliwiać mu stworzenie idealnego dla niego zestawu świadczeń w danym momencie.

Narzędzia, za pomocą których pracownicy wybierają swoje benefity są zróżnicowane. Zalicza się do nich system kafeteryjny, intranet, a także indywidualne zgłoszenia bezpośrednio do działu HR. Wśród firm, które nie zdecydowały się na oferowanie wyboru benefitów  swoim pracownikom, powodem takiej decyzji był brak czasu na zajęcie się tematem, zbyt wysokie koszty administrowania systemem oraz zbyt mała skala biznesu (po 40%).

„Bieżące monitorowanie potrzeb w zakresie preferowanych benefitów oraz reagowanie na te potrzeby odgrywa rolę wobec satysfakcji i zaangażowania pracowników. Istotne jest również umożliwienie współfinansowania przez pracowników części benefitów, aby zwiększyć zakres oferowanych świadczeń dodatkowych. Czasami przy niskim poziomie satysfakcji z płacy zasadniczej i bodźców krótkoterminowych, to właśnie poprzez zwiększenie pakietu świadczeń dodatkowych można znacząco poprawić ich satysfakcję z pracy, a tym samym pozytywnie wpłynąć na ich zaangażowanie”. – Magdalena Kaczkowska-Serafińska, ekspert współpracujący z Antal.

Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o….. koszty świadczeń

Jak wynika z badania Antal, 46% badanych organizacji przeznacza średnio rocznie na świadczenia pozapłacowe dla jednego pracownika budżet zawierający się w przedziale 3000 zł – 5000 zł. Wysoki odsetek firm nie przekracza kwoty 3000 zł (42% wskazań). Jednak już co dziesiąta firma decyduje się na kwotę przekraczającą 5000 zł.  Oferowane przez firmy dodatki pozapłacowe mogą stanowić ważny atut w budowaniu wizerunku pracodawcy i przyciąganiu talentów do organizacji. 25% badanych   wskazuje, że kandydaci zawsze pytają o ofertę świadczeń dodatkowych, a już co druga firma deklaruje, że spotyka się z takim pytaniem w ponad połowie przypadków.

„Kandydaci są bardzo świadomi tego, co oferuje rynek i jak wyglądają siatki płac na danym poziomie stanowiska. Zarówno badanie, jak i obserwacje konsultantów Antal pokazują, że kandydaci dążą do pozyskania wiedzy o świadczeniach pozapłacowych. Interesują ich możliwości rozwoju i przyszłość w organizacji. Do częstych pytań należy prośba o informację, czy w przypadku awansu na stanowisko menedżerskie, istnieje możliwość dofinansowania studiów kierunkowych (studia podyplomowe menedżerskie). W ponad połowie przypadków kandydaci pytają o dodatkowe benefity. Karty fitness czy prywatna opieka medyczna nie grają już przetargowej roli, ze względu na to, że są uważane za standard.” – Marta Lebuda, Senior Consultant Antal Pharma & Medical Devices.

Wśród firm, które traktują benefity jako element negocjacyjny przede wszystkim wykorzystuje się samochód służbowy oraz dofinansowanie do posiłków. Na pytanie o to, czy istnieją benefity, które organizacja mogłaby zaproponować kandydatowi w zamian za zmniejszenie oczekiwań finansowych,  tylko co trzecia (31%) firma odpowiada twierdząco. Pozostałe 69% nie ma przewidzianych świadczeń pozapłacowych, które mogłyby być atrakcyjna propozycją dla kandydata, zamiast wyższego wynagrodzenia.

„Badanie wskazuje, że pracodawcy w większości nie mają narzędzi umożliwiających włączenie benefitów w obszar negocjacji z potencjalnym pracownikiem. Świadczenia mogą jednak pełnić rolę wyróżnika oferty rekrutacyjnej, budzić zainteresowanie firmą wśród pożądanej grupy docelowej”. – Krzysztof Fiłonowicz, Consultant Antal Pharma & Medical Devices.

 

 

Źródło: Antal

Na początku października 2017 r. 1,8 mln Polaków posiadało 3 mln długów o łącznej wartości niemal 25 mld zł – wynika z danych ERIF Biura Informacji Gospodarczej S.A. To prawie o 1,4 mld więcej niż na początku tego roku. Jak pokazał raport ERIF BIG S.A., zdecydowanie częściej i na większe kwoty, zadłużają się mężczyźni (19 mld zł zaległych zobowiązań) niż kobiety (5,5 mld zł). Tak duże kwoty to wynik przeterminowanych zobowiązań alimentacyjnych, niespłaconych pożyczek, ale również zasądzonych grzywien.

Najczęstszym powodem zadłużania się Polek są pożyczki, umowy telekomunikacyjne i kredyty. Długi z tytułu tych pierwszych, to domena 42% pań wpisanych do rejestru. Co ciekawe, z danych ERIF BIG S.A. wynika, że Panie mają częściej kłopot z terminowym spłacaniem rat pożyczek niż rat kredytów (42% vs. 15%). Choć najczęściej zadłużają się kobiety w wieku 31-46 lat, to rekordzistką jest 60-letnia Polka. Jej prawie 6-milionowy dług wynika z zasądzonych grzywien. Z takiego samego powodu zadłużony jest rekordzista – mężczyzna.

Zdarza się, że kobiety mają również zadłużenie alimentacyjne. W bazie ERIF BIG S.A. znajdują się sprawy dotyczące 17 tys. Polek, z których każda ma średnio 24,6 tys. złotych zaległych alimentów do spłacenia.

Nie mniej pod kątem zadłużenia alimentacyjnego większość spraw znajdujących się w bazie ERIF BIG S.A. dotyczy mężczyzn. Jest ich ponad 304 tys., a każdy z Panów zalega średnio z zapłatą alimentów na kwotę 36 tys. zł. To aż 25% mężczyzn wpisanych z zadłużeniem do rejestru.

Podobna liczba mężczyzn ma kłopoty z terminowym opłacaniem usług telekomunikacyjnych. To głównie rachunki za telefon. Spłata rat pożyczek to problem dla 24% mężczyzn. Oznacza to, że główne powody zadłużenia rozkładają się wśród panów mniej więcej po równo. Najbardziej zadłużonym w całej bazie ERIF jest 40-latek, który posiada zadłużenie w wysokości 46 mln złotych. Z danych ERIF BIG S.A. również wynika, że najczęściej zadłużają się mężczyźni pomiędzy 31 a 46 rokiem życia.

– Tak duża skala zadłużenia Polaków i Polek pokazuje, że warto zacząć kontrolować swoje wydatki i zaległe płatności. Im wcześniej dowiemy się, jaki jest stan faktyczny naszego zadłużenia, tym prędzej będziemy mogli uporządkować swoją sytuację finansową. Zdarza się, że często zapominamy o terminowych płatnościach, dlatego pomocny może się okazać dostęp do danych gospodarczych na swój temat.  Może w tym pomóc serwis infoKonsument.pl. Dowiemy się z niego nie tylko, czy w biurze informacji gospodarczej ERIF znajdują się informacje o naszym zadłużeniu, ale sprawdzimy też, czy jakaś firma nie pobierała z rejestru ERIF danych na nasz temat. Jeśli okaże się, że banki lub inne instytucje chciały dowiedzieć się, jaka jest nasza rzetelność płatnicza w BIG, a my tymczasem nie ubiegaliśmy się nigdzie o kredyt lub nową usługę w danej firmie, może być to sygnał o próbie wyłudzenia pożyczki czy kredytu na nasze dane mówi Edyta Szymczak, prezes zarządu ERIF BIG S.A.

Dlaczego tak ważne jest posiadanie kompletnej wiedzy na temat własnej sytuacji finansowej? Z informacji, jakie zawiera baza ERIF BIG S.A. korzystają na co dzień instytucje takie jak: banki, firmy pożyczkowe i udzielające kredytów ratalnych, a także szereg usługodawców, w tym dostawcy telewizji, internetu czy usług telefonicznych. Sprawdzają oni w BIG, czy potencjalny klient terminowo reguluje swoje zobowiązania. Jeżeli uzyskają informację o zaleganiu z opłatami, mogą zaproponować mniej korzystne warunki współpracy, a w najgorszym wypadku odmówić zawarcia umowy.

Do 19 listopada w serwisie infoKonsument.pl będzie można za darmo pobrać pakiet raportów, które umożliwią nam nadzór nad naszą sytuacją finansową i zagwarantują wiedzę o tym  kto pobiera informacje na nasz temat. Wśród nich są: raport o sobie, raport z rejestru zapytań oraz raport o dokumencie. Akcja ta została zorganizowana w ramach tegorocznych obchodów „Ogólnopolskiego Dnia bez Długów”, który 9 lat temu zainicjowała Grupa KRUK

 

Źródło: ERIF Biuro Informacji Gospodarczej S.A.

Przedsiębiorcy i menedżerowie to prawie zawsze ludzie mocno zapracowani, z trudem znajdujący czas dla siebie. Trudno jednak o efektywność, gdy umysł nie ma czasu na regenerację. Aby działać skutecznie, potrzeba równowagi, a aby tę osiągnąć, przyda się lepsza organizacja pracy.

Pytani o to, ile czasu przeznaczają na pracę, polscy przedsiębiorcy często odpowiadają „10-12 godzin dziennie”. Nie powinno być to jednak powodem do dumy, świadczy bowiem nie tyle o pracowitości, co o złej organizacji czasu oraz o braku umiejętności delegowania zadań.

– Z chwilą kiedy nasza firma dopiero rozpoczyna działalność, na budowanie firmy trzeba często przeznaczyć bardzo dużo czasu. Gorzej, jeśli ta sytuacja nie ulega poprawie również w kolejnych latach. Wówczas nie pozostaje nic innego jak usiąść i spokojnie przemyśleć, jak przeorganizować firmę i własny czas pracy – mówi Marta Bober-Lal, trener w firmie szkoleniowej Effect Group.

Sposoby, które mogą w takiej sytuacji pomóc, nie są szczególnie skomplikowane, wymagają jednak poważnego potraktowania i długotrwałego stosowania, tak aby stały się dla przedsiębiorcy lub menedżera nowymi nawykami.

  1. Ustal z góry czas pracy

Jeśli chcesz zacząć przestrzegać pewnych zasad, najpierw je sobie wyznacz. Jeśli więc zamierzasz zadbać o większą równowagę między pracą a życiem osobistym, sam z sobą ustal ile czasu tygodniowo zamierzasz przeznaczać na pracę. A potem uczciwie tego przestrzegaj.

Jednym sposobem może być postanowienie, że na pracę przeznaczysz np. 50 godzin w tygodniu. Ale być może łatwiejsze od liczenia przepracowanych godzin będzie postanowienie, że od poniedziałku do piątku pracę kończysz np. o godz. 17:00, a w soboty odpoczywasz lub pracujesz krócej. Ważne także, aby co najmniej jeden dzień w tygodniu był całkowicie wolny od pracy, a nawet od myślenia o własnej firmie.

– Ważne, aby ustalonego czasu pracy trzymać się bezwzględnie. Wymagać to będzie od przedsiębiorcy dyscypliny, lepszej organizacji pracy, szybszego podejmowania decyzji, oraz delegowania zadań. Ale o to właśnie chodzi. W efekcie firma będzie zarządzana sprawniej niż dotychczas – podkreśla Marta Bober-Lal.

  1. Sprawdź, gdzie wycieka czas

Jeśli wcześniej wykonywanie wszystkich zadań zajmowało Ci np. 60 godzin, to w jaki sposób możesz skrócić czas pracy aż o 10 godzin? Aby się tego dowiedzieć, powinieneś sprawdzić na co faktycznie „wydajesz” cenne minuty i godziny. Na zbadanie tego przeznacz jeden tydzień, a później co pewien czas powtarzaj to zadanie.

Zacznij od zapisywania w kalendarzu kolejnych aktywności, którymi się zajmujesz. Najlepiej rób to na bieżąco, wpisując poza czynnością także faktyczny czas jej trwania.  Zapisuj wszystko – rozmowy, analizy, pisanie raportów, a nawet samo myślenie nad zadaniami. To pomoże Ci zrozumieć, jak wiele rzeczy możesz zrobić, ale dostrzeżesz także, na co marnujesz czas. W ten sposób dowiesz się, które czynności doprowadziły do konkretnych efektów, a które były zupełnie bezproduktywne.

  1. Naucz się planować

Planowanie nie jest trudne, ale wymaga konsekwencji. Do planowania potrzebować będziesz przede wszystkim jednego narzędzia – kalendarza. Może być to kalendarz elektroniczny, w postaci aplikacji na komórkę lub komputer, ale wielu osobom planowanie przychodzi łatwiej, gdy korzystają z terminarza w formie papierowego notesu. Zapomnij o planie, który masz tylko w głowie – taki na pewno nie wystarczy.

– Najpierw trzeba przygotować zestawienie zadań do wykonania. Realistyczny plan dnia powinien zawierać tylko to, co chcemy lub musimy i możemy załatwić danego dnia. Później należy ocenić czas trwania poszczególnych czynności – podpowiada trenerka Effect Group.

Obok każdego zadania należy zanotować szacunkową ilość czasu (na podstawie własnego doświadczenia), jaka jest niezbędna do wykonania czynności. Nie zapominaj także o ustaleniu rezerwy czasowej na nieprzewidziane sprawy (np. telefony). Planując swój dzień pracy warto stosować regułę, zgodnie z którą nie więcej niż 60% czasu pracy powinno zostać zaplanowane, a 40% zarezerwowane na czynności nieprzewidziane i działania spontaniczne.

Ostatnim elementem skutecznego planowania jest ustalenie priorytetów, a więc podjęcie decyzji dotyczących tego, które czynności należy wykonać w pierwszej kolejności, a które, w razie konieczności będzie można przenieść na inny termin.

  1. Zaczynaj z wizją końca

Gdy ustalisz cele, weryfikuj, w jakim stopniu udało Ci się je zrealizować. Przed rozpoczęciem określonego zadania poświęć mu kilka minut i zastanów się, jaki wynik chcesz osiągnąć poprzez jego wykonanie. Po czym ocenisz, czy zostało dokończone i wykonane poprawnie?

Następnie, po wykonaniu zadania sprawdź, czy osiągnąłeś sukces – a więc czy założony cel został osiągnięty i w jakim czasie. Jeśli nie wszystko poszło zgodnie z planem, zastanów się dlaczego, tak abyś przy kolejnym podejściu mógł skorzystać z własnych wniosków.

  1. Jedno zadanie w jednym czasie

Pojęcie „multitaskingu” wychodzi już z mody. Dlaczego? Ponieważ oznacza ono coś, co w praktyce nie jest możliwe. Próba skupienia uwagi jednocześnie na kilku działaniach najczęściej spowoduje po prostu, że niczego nie zrobisz dobrze. Wielozadaniowość jest wrogiem produktywności.

– Gdy próbujemy wykonywać kilka zadań jednocześnie, umysł skupia się na zbyt wielu szczegółach. Ponadto, przeskakując z jednego zadania na drugie, tracimy czas i energię na przypomnienie sobie założeń danego zadania oraz na wdrożenie się w jego realizację od nowa – zauważa Marta Bober-Lal.

Czy wszystkie powyższe sposoby na bardziej efektywne wykorzystanie czasu pracy należy zastosować jednocześnie? Jeśli do tej pory nie robiłeś żadnych z powyższych rzeczy, to nowe umiejętności wprowadzaj pojedynczo i konsekwentnie. Jeśli natomiast już próbowałeś stosować niektóre z nich, teraz połącz je w jeden system, który pomoże wprowadzić Twoją umiejętność organizacji czasu i pracy na jeszcze wyższy poziom.

Powodzenia!

Źródło: Empemedia

Jesteś fanem jednośladów? Masz własny motocykl? Zadbaj o swoje bezpieczeństwo oraz chroń swój motocykl przed kradzieżą przy pomocy usługi Bezpieczny Motocykl — Inteligentny System Ratunkowy dla jednośladów.

Bezpieczny Motocykl Konsalnet to:

  • Automatyczne powiadomienie o wypadku
  • Zabezpieczenie motocykla przed kradzieżą
  • Rejestracja i analiza tras

Dzięki firmie Konsalnet możesz cieszyć się jazdą i czuć się bezpiecznie. Wybierając usługę lokalizacji pojazdu, która alarmuje o wypadku na podstawie informacji ze specjalnego czujnika przyspieszeń. Jak to działa? Po włączeniu stacyjki, zainstalowany w motocyklu system ISR-M wykrywa zdarzenia drogowe na podstawie analizy kątów i przyspieszeń — we wszystkich 3 osiach — jakim ulega motocykl podczas poruszania się, co pozwala na wykrycie sytuacji krytycznej, np. wypadku, kolizji czy wypadnięcia z zakrętu.

W chwili wykrycia wypadku motocykla, system automatycznie przekazuje informację o zdarzeniu wraz z lokalizacją i wizualizacją przebiegu wypadku do Stacji Monitorowania. Operator Stacji Monitorowania łączy się telefonicznie z motocyklistą i ustala, jaka pomoc jest niezbędna. Jeśli połączenie głosowe nie może zostać nawiązane (np. motocyklista jest nieprzytomny), operator natychmiast informuje służby ratunkowe (pogotowie, straż pożarną, policję) najbliższe miejscu zdarzenia. W przypadku gdy wezwanie służb ratunkowych nie jest konieczne, należy jak najszybciej zawiadomić Stację Monitorowania.

Firma Konsalnet oferuje usługę zabezpieczenia motocykla przed kradzieżą. Po wyłączeniu zapłonu pojazdu urządzenie ISR-M przechodzi w tryb czuwania przeciw kradzieżowego, w którym identyfikuje próby nieautoryzowanego uruchomienia, przemieszczania, ruchu motocykla (np. holowania) lub odłączenia zasilania akumulatora. Działanie systemu monitoringu gps rozpoczyna się od procesu kalibracji w celu ustalenia pozycji spoczynkowej motocykla (ok. 20 sekund od chwili wyłączenia stacyjki), po którym system przechodzi w stan czuwania.

W stanie czuwania każda zmiana położenia w dowolnej osi motocykla bez włączonej stacyjki powoduje wyzwolenie ostrzeżenia akustycznym sygnałem przerywanym przez 10 sekund (użytkownik może w tym czasie autoryzować się poprzez włączenie stacyjki, nie wywołując alarmu), po czym następuje wyzwolenie alarmu sygnałem ciągłym przez kolejne 20 sekund oraz wysłanie sygnału do Centrum Monitorowania.

Po otrzymaniu alarmu Operator Stacji Monitorowania łączy się telefonicznie z właścicielem pojazdu w celu zweryfikowania, czy otrzymany sygnał o kradzieży jest prawdziwy. Jeśli połączenie głosowe nie może zostać nawiązane lub osoba która odebrała połączenie nie poda ustalonego hasła, Operator natychmiast powiadamia o zdarzeniu jednostkę policji najbliższą lokalizacji motocykla.

Na czym polega kolejna funkcja usługi Bezpieczny Motocykl?

Za pomocą aplikacji mobilnej Konsalnet GPS można:

  • sprawdzić on-line bieżącą pozycję motocykla,
  • szczegółowo prześledzić historię dla pojazdu, podzieloną na etapy (trasy, postoje),
  • przeanalizować zdarzenia związane z alarmami, jakie zostały zarejestrowane przez system Konsalnet GPS.

Każdorazowe włączenie stacyjki w motocyklu jest rejestrowane w systemie gps. Dane z pojazdu — paramtery motocykla, są na bieżąco przekazywane na serwer (jak np. lokalizacja na mapie, prędkość pojazdu, przebyta trasa i inne) w interwałach 1-minutowych.

Każdy z użytkowników otrzymuje również dostęp do aplikacji ISR-Motor na platformie internetowej pozwalającej na odczyt i analizę danych bieżących oraz historycznych. Użytkownicy mogą też pobrać aplikację na swój smartfon, dzięki której na bieżąco będą mogli sprawdzać przebytą trasę.

Firma Konsalnet oferuje także usługę podtrzymania systemu ISR-M.

W nowoczesnych pojazdach zaawansowana elektronika obciąża akumulatory także podczas parkowania motocykla. Wychodząc naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom Klientów, którzy korzystają z motocykli okresowo, firma proponuje wykonanie montażu i instalacji dodatkowej  wtyczki do ładowania, jak w nowych motocyklach.

Podczas wykonania montażu systemu ISR-M w motocyklu, instalowany jest dodatkowy przewód zasilający (o max długości 2.5m) zakończony szybko-złączką CTEK, który ułatwia podłączenie do ładowania.

 

Więcej na www.konslanet.pl

Zgodnie z nowym prawem restrukturyzacyjnym każdy przedsiębiorca, którego firma znalazła się w trudnej sytuacji, może wnioskować do sądu gospodarczego o ochronę przed egzekucjami komorniczymi, sądowymi i innymi działaniami wierzycieli, np. blokowaniem pieniędzy przez banki, aby przywrócić normalne funkcjonowanie firmy i ją uzdrowić. Warunkiem jest jednak wykazanie sensowności restrukturyzacji firmy poprzez plan, który musi być przedstawiony w ciągu… 30 dni.

Czy to możliwe, praktyczne i odpowiedzialne – pytamy doświadczonych doradców PMR Restrukturyzacje SA.

– Tak naprawdę warunków jest nieco więcej – mówi Sławomir Anisimowicz, dyrektor zarządzający PMR Restrukturyzacje SA. – Firma musi rokować, jej działalność musi mieć sens i przyszłość ekonomiczną, tak aby mogła spłacać należności wszystkich wierzycieli, a także posiadać zdolność do regulowania bieżących kosztów funkcjonowania z aktualnych przychodów po dacie otwarcia postępowania. Dopiero w takiej sytuacji przedsiębiorca powinien złożyć wniosek o sanację do wydziału gospodarczego właściwego sądu rejonowego. Jeśli jego wniosek wraz z uzasadnieniami, wstępnym przedstawieniem sytuacji, wierzytelności etc. zostanie pozytywnie rozpoznany i sąd uwzględni wniosek restrukturyzacyjny, wyznaczając nadzorcę sądowego lub zarządcę, rozpoczyna się wyścig z czasem. W ciągu 30 dni nadzorca lub zarządca musi dostarczyć gotowy, szczegółowy plan restrukturyzacyjny. Muszą w nim znaleźć się zarówno opis przedsiębiorstwa, w tym sytuacji finansowej firmy, jak i analiza przyczyn zaistnienia potrzeby jej restrukturyzacji. Kluczowe elementy planu restrukturyzacyjnego to również opis i harmonogram wdrożenia środków restrukturyzacyjnych, opis źródeł finansowania czy też informacja o zdolnościach produkcyjnych. Plan restrukturyzacyjny jest zatem swoistym kompendium na temat przedsiębiorstwa oraz planem działań, które dadzą szansę na funkcjonowanie firmy i spłatę zobowiązań na rzecz wierzycieli. Spłata może być i zwykle jest rozłożona w czasie i zależna od skutecznego wdrożenia planu restrukturyzacyjnego i dalszego sprawnego zarządzania firmą.

Okres 30 dni to faktycznie bardzo niewiele, ale gdy firma jest w kryzysie, czas jest bezcenny i trzeba działać bardzo sprawnie. Dodatkowo ustawodawcy zależało, aby ta szczególna ochrona prawna nie była nadużywana jako sposób odwlekania płatności wierzycielom w nieskończoność.

Co to oznacza dla zarządcy wyznaczonego przez sąd? Czy jedna osoba jest w stanie przygotować taki plan w tak krótkim czasie?

To moment, w którym odsiewa się ziarna od plew. Moment prawdy, czy dany zarządca dysponuje odpowiednim zespołem ludzkim o odpowiednich kompetencjach, doświadczeniu i mocach przerobowych, aby pozyskać odpowiednie dane, przeanalizować sytuację oraz zaproponować rozwiązanie. To nie zadanie ani dla jednej osoby, ani dla małej kancelarii prawnej. Liczebność zespołu to również niejedyny klucz do sukcesu. W zależności od rodzaju kryzysu potrzebne są bardzo różne kompetencje i doświadczenie. Genezą problemów nie zawsze są finanse, czasami chodzi o walkę o udziały w firmie, czasami firmę blokują niesłuszne roszczenia urzędów skarbowych, czasami związki zawodowe i problemy pracownicze. Niezależnie od tego, co leży u podstaw kryzysu, te 30 dni musi wystarczyć na wszystko.

Co jest najtrudniejsze w tym procesie?

Zebranie wiarygodnych informacji. Mamy większą kontrolę nad metodami działań, samą metodologią analizy problemów, ale dotarcie do informacji, które są wiarygodne, kompletne, pochodzą niejednokrotnie z różnych źródeł, stanowi największe wyzwanie czasowe. Zwykle przedsiębiorcy wiedzą, co jest źródłem problemu, ale czasami się mylą, a czasami nie potrafią znaleźć wyraźnych przyczyn. Zdarzają się również wrogie działania konkurencji czy też działania wątpliwe pod względem prawnym, przy których analiza problemu musi oprzeć się na dokumentach zewnętrznych, sądowych, notarialnych, bankowych, czasami międzynarodowych. To oczywiście bardzo złożone problemy, ale przy drobiazgowej organizacji pracy, doświadczeniu i odpowiednich zasobach ludzkich 30 dni wystarcza.

Przedsiębiorca, wybierając swojego zarządcę, o którego prosi we wniosku do sądu, powinien być pewien, że jego reprezentant nie będzie uczył się na żywym organizmie, ponieważ stawką jest być lub nie być firmy. Przy wyborze odpowiedniej firmy, osoby, kancelarii warto kierować się jej doświadczeniem i zadawać pytania związane z kompetencjami, portfolio uratowanych firm i liczebnością zespołu, który zajmie się tą sprawą. Przedsiębiorcom w sytuacji kryzysowej trudno jest podjąć racjonalne decyzje nieoparte wyłącznie na cenie usługi. Przestrzegałbym również przed zbyt pozytywnymi scenariuszami przedstawianymi na pierwszym spotkaniu. Przedsiębiorca chce oczywiście usłyszeć, że jego firmę można uratować, i zwykle przychodzi do nas w stanie psychicznym, który wymaga wsparcia i zachęty, ale na tym etapie trzeba jak najwięcej pytać, mniej obiecywać.

Jeżeli trudno ocenić faktyczne osiągnięcia zarządcy, warto przynajmniej odbyć kilka spotkań z różnymi firmami, zanim podejmiemy ostateczną decyzję. Ten dodatkowy dzień lub dwa mogą okazać się kluczowe na początku procesu wychodzenia z problemów.

 

Źródło; PMR Restrukturyzacje S.A.

Przedsiębiorczość w Polsce rozwija się: według Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej w Polsce, w pierwszej połowie 2017 roku, powstało ponad 200 tys. firm. Każda z tych działalności potrzebuje przestrzeni do pracy. Rynek proponuje coraz więcej nowoczesnych rozwiązań, a firmom pozostaje decyzja – co wybrać? Czym charakteryzuje się biuro serwisowane? Co to jest coworking i co-creating? Ile kosztuje wynajęcie biurka, a ile całego biura?

Duże firmy często potrzebują własnej siedziby ze względów organizacyjnych i wizerunkowych. Mniejsi przedsiębiorcy, start-upy, czy freelancerzy zgłaszają już inne potrzeby. – Każda firma stanowi indywidualność. To właśnie dlatego rynek usług biznesowych, w tym powierzchni biurowych, zmienia się każdego dnia. Zwykły open space to już przeszłość. Dziś przedsiębiorcy mogą wybierać spośród wielu rozwiązań: biur serwisowanych, przestrzeni coworkingowych oraz co-creatingowych – podkreśla Adam Lis, General Manager Brain Embassy, pierwszego co-creatingu w Polsce. – Dzięki elastycznym rozwiązaniom cenowym i zróżnicowanym pakietom mogą wybrać rozwiązanie, które jest dopasowane do ich biznesu, stylu pracy i potrzeb – dodaje.

Dla kogo biuro serwisowane?

Gdy przedsiębiorca chce zapewnić sobie lub swojemu kilkuosobowemu zespołowi indywidualną przestrzeń warto rozważyć biuro serwisowane. Specjalnie przygotowane do tego miejsca składają się z kilkunastu mniejszych pomieszczeń, stanowiących osobne biura. Dodatkowo, użytkownicy mają do dyspozycji części wspólne, np. w pełni wyposażoną kuchnię czy sekretariat. Nie muszą martwić się o sprzęt biurowy i serwis sprzątający – zazwyczaj takie usługi wliczone są w koszty wynajmu.  Jakie są zalety biura serwisowanego? Najczęściej znajduje się ono w dobrej lokalizacji, co jest istotne, zarówno w przypadku długofalowej współpracy, jak i terminowej realizacji projektu. Z pewnością zapewnia swoim użytkownikom komfort i oszczędności – nie muszą inwestować w wyposażenie biurowe, martwić się o pomoc sprzątającą i wszelkie dodatkowe usługi. Oczywiście, jest to pośrednie rozwiązanie, które dla większych firm może być niewystarczające. – Biuro serwisowane jest dobrym rozwiązaniem dla firm, które potrzebują zorganizowanego miejsca pracy. Na pewno pozwala ono zaoszczędzić, zwłaszcza na kosztach wynajmu. Jednak możliwość nawiązania nowych kontaktów biznesowych jest ograniczona, ponieważ większość czasu spędzamy w wyznaczonej nam przestrzeni. Biuro coworkingowe idzie o krok dalej. Z jednej strony są miejsca dające odosobnienie, z drugiej – otwarte przestrzenie stworzone po to, by poznać nowych ludzi – mówi Adam Lis, General Manager Brain Embassy. W coworkingu chodzi zarówno o stworzenie przyjacielskiej atmosfery, jak i wyciągnięcie z tego korzyści biznesowych. W tak dużej przestrzeni pracują zazwyczaj obok siebie umysły ścisłe i kreatywne, copywriterzy i programiści, osoby zaangażowane w  międzynarodowe projekty oraz firmy, które dopiero się rozkręcają.

Coworking dla małych i średnich

Czym właściwie jest coworking? Polega on na wykupieniu członkostwa (dla jednej lub kilku osób) we wspólnej przestrzeni biurowej. Biura coworkingowe projektuje się w taki sposób, by budowanie sieci biznesowych było maksymalnie ułatwione – duża przestrzeń, otwarte części wspólne, długie, szerokie stoły i mnóstwo miejsc na biznesowe spotkania. Dodatkowo mają one zapewniać wysoki komfort użytkowania, dlatego wyposażone są w małe i duże sale konferencyjne oraz mniejsze salki do spotkań biznesowych. – Przy dużej ilości osób, z których praktycznie każda pracuje w swoim rytmie i na swój sposób, ważne jest zapewnienie maksymalnego komfortu każdej z nich. Dlatego kompleksowa przestrzeń coworkingowa powinna oferować nie tylko open space, ale również mniejsze, spokojniejsze miejsca, które umożliwią pracę w skupieniu lub spokojną rozmowę telefoniczną – tłumaczy Adam Lis, General Manager Brain Embassy.

Co-creating dla kreatywnych

Nowością na polskim rynku jest co-creating. Polega on nie tylko na nawiązywaniu kontaktów i budowaniu relacji biznesowych, ale również wzajemnym uczeniu się od siebie, wspieraniu kreatywności i dzieleniu się wiedzą. Ważną częścią społeczności co-creatingowej są warsztaty, szkolenia, konferencje, sesje networkingowe oraz inne inicjatywy kreatywne, natomiast jedynym niezbędnym narzędziem – otwarty umysł. – W Brain Embassy cyklicznie organizujemy wydarzenia, których celem jest inspirowanie i rozwijanie członków naszej społeczności oraz dzielenie się wiedzą i umiejętnościami. Zachęcamy też wszystkich do współtworzenia organizowanych wydarzeń poprzez uczestniczenie w nich nie tylko w charakterze słuchaczy, ale i prelegentów – mówi Katarzyna Wojnar, Program Manager w Brain Embassy. Co-creating, który jest popularny na świecie, w Polsce dopiero raczkuje. Brain Embassy, uruchomione w czerwcu ubiegłego roku, właśnie poszerzyło swoją przestrzeń do 3000 m. kw. i planuje otwarcie kolejnego biura na Mokotowie.
– Przedsiębiorcy widzą duży potencjał w co-creatingu. Nasza społeczność rozwija się w takim tempie, że planujemy kolejne inwestycje. To cieszy, zwłaszcza, że wspieranie przedsiębiorców jest jednym z naszych priorytetów – dodaje Adam Lis, General Manager BE.

Ile to kosztuje?

Koszt biura serwisowanego waha się od 700 do 4000 złotych (lub więcej). W przypadku przestrzeni coworkingowej i co-creatingowej ceny są bardzo różne, zazwyczaj rozpoczynają się od 500 – 600 złotych za tzw. hot-desk, czyli biurko, które jest akurat wolne i dostępne. Jednak decydując się na dołączenie do wybranej społeczności, warto dokładnie porównać oferty. Niektóre ceny na pierwszy rzut oka są wyższe, ale mogą zawierać „w cenie” bardziej korzystny pakiet usług dodatkowych np. dostęp do salek konferencyjnych. Musimy pamiętać, że koszty zależą także od lokalizacji, jakości i wyposażenia.

 

Źródło:  Brain Embassy

O własnej firmie myśli wiele osób. Coraz więcej podejmuje też odważną decyzję, by spróbować swoich sił w roli przedsiębiorcy. Niestety jednak, nie wszystkim wystarcza wytrwałości, np. od stycznia do czerwca 2017 roku (wg systemu REGON) zamknięto blisko 136 tys. firm. Co sprawia, że nie każdy przedsiębiorca odnosi sukces?

Z pewnością na decyzję o zakończeniu działalności gospodarczej wpływ może mieć mnóstwo czynników – od złej koniunktury w danej branży, po opóźnienia kontrahentów w płatnościach. Nie bez znaczenia jednak są także pewne indywidualne cechy i umiejętności, które bardzo przydają się we własnym biznesie, ale nie każdy je posiada.

O ile samo założenie firmy od strony organizacyjnej jest dziś bardzo proste, o tyle do stworzenia, prowadzenia i rozwijania biznesu, który przez kolejne lata będzie w stabilny sposób generował przychody, nie wystarczy spełnienie z góry ustalonych procedur. Tu potrzebna jest już biznesowa intuicja oraz zestaw specyficznych predyspozycji.

Nie ma biznesu bez sprzedaży

Choć każdy biznes ma swoją specyfikę i wymaga innego zarządzania, to można wyodrębnić pewne cechy, ułatwiające odniesienie sukcesu – mówi Marta Bober-Lal, która w firmie szkoleniowej Effect Group prowadzi szkolenia z zarządzania, komunikacji oraz sprzedaży. – Np. wg Leszka Czarneckiego, biznesmena i autora książki „Biznes po prostu”, przedsiębiorca powinien być przede wszystkim sprzedawcą w szerokim tego słowa znaczeniu – dodaje trenerka.

Bez względu na to, czym zajmuje się dana firma, zawsze oferuje ona produkty lub usługi, które trzeba sprzedać. Przedsiębiorca musi więc powiązać swoją ofertę z odpowiednią grupą docelową i skutecznie przekonać ją do zakupu.

Produkty czy usługi zawsze są sprzedawane ludziom, a kontakt z nimi to podstawa każdego biznesu. Z tego zaś wynika kolejna ważna cecha, jaką jest umiejętność budowania relacji z Klientami a także odpowiednia komunikacja. Przedsiębiorca, który chce osiągać sukcesy, powinien wyróżniać się także pewnością siebie, a cecha ta przyda mu się już na starcie.

– Osoba świadoma własnych możliwości i zalet dążyć będzie do zrealizowania swojego pomysłu, pokonując trudności, a nie uginając się pod nimi. Także w kontaktach z kontrahentami, klientami czy konkurencją pewność siebie pozwala prowadzić efektywniejsze rozmowy i negocjacje – podkreśla Marta Bober-Lal.

Z energią do przodu!

Choć przedsiębiorca nie może być nadmiernym ryzykantem, który traktuje biznes niczym grę hazardową, to jednak umiarkowana skłonność do ryzyka może być już cechą bardzo pożądaną. Osoba prowadząca własną firmę, jeśli chce być o krok przed konkurencją, musi podejmować odważne decyzje. Powinna je jednak poprzedzać analizą rynku, badaniem szans powodzenia oraz oszacowaniem ewentualnych strat w przypadku porażki. Optymizm i determinacja nie powinny wykluczać posiadania planu B na wypadek ewentualnego niepowodzenia.

No właśnie – determinacja! Ci, którzy odnoszą duże sukcesy, wcześniej muszą zazwyczaj pokonać mnóstwo niepowodzeń. Czasem potrzebna jest ogromna wewnętrzna siła, by nie zawrócić w połowie drogi i by doprowadzić dany projekt do końca.

– Wytrwałość i wysiłek to podstawa sukcesu. „Sukces” przed „wysiłkiem” występuje jedynie w słowniku. Jeśli przedsiębiorca chce osiągnąć powodzenie w biznesie, musi się liczyć z ciężką pracą – zauważa trenerka Effect Group.

Na tym jednak nie koniec, ponieważ sam upór i pozytywna energia nie zastąpią np. kreatywności. To ona stoi za tzw. duchem inicjatywy, czy innowacyjności. Przedsiębiorca musi być człowiekiem pomysłowym, chętnym do tworzenia czegoś nowego. Taka osoba nie boi się zmian i nawet jeśli akurat nie próbuje zrewolucjonizować całej branży, to i tak każdego dnia stara się wprowadzać choćby drobne usprawnienia w swojej firmie. Sukces odnosi ten, kto jest otwarty na nowe doświadczenia i gotowy do akceptacji zachodzących zmian.

Prowadzenie firmy jak gra w szachy

Warto zauważyć, że najlepsi biznesmeni są zarazem nieprzeciętnymi przywódcami. Swoją ideą i zaangażowaniem potrafią porywać za sobą pracowników i klientów. Dobry przywódca stanowi inspirację i motywuje innych do pracy nad wspólnym celem.

Jeśli za awers uznamy skuteczne liderowanie, to rewersem tej samej monety będzie codzienne, skuteczne zarządzanie firmą. Do tego zaś przydaje się umiejętność planowania i przewidywania.

Prowadząc własną firmę przedsiębiorca musi być niczym szachista: przewidywać kilka ruchów do przodu. Nie da się prowadzić firmy nie wybiegając w przyszłość. Wizja rozwoju to podstawa, zaś umiejętność przewidywania ryzyka oraz zagrożeń w realizacji założonych celów to bardzo istotna cecha dobrego biznesmena – uważa Marta Bober-Lal.

Jest też umiejętność, która na znaczeniu zyskała w ostatnich kilkunastu latach, a jej waga nieustannie rośnie. To umiejętność selekcji informacji. Ludzie bombardowani są niezliczoną ilością danych z różnych źródeł, a więc dostęp do nich jest niezwykle łatwy. Trudnością staje się natomiast wybieranie tych, które mogą się przydać. Przedsiębiorca to człowiek, który w informacyjnej dżungli potrafi zauważyć to, co niedostrzegalne dla innych, a następnie wykorzystać w swojej firmie.

Dobra wiadomość jest taka, że wymienione powyżej wyróżniki dobrego przedsiębiorcy nie należą do cech wrodzonych. Można oczywiście zakładać, że pewne naturalne predyspozycje ułatwiają lub utrudniają skuteczne prowadzenie biznesu, nie są to jednak cechy, których nie można rozwijać.

Korzystając z profesjonalnych kursów, szkoleń, a także wyciągając wnioski z własnych doświadczeń, można skutecznie kształtować w sobie cechy przydatne liderowi i człowiekowi sukcesu. Warto pamiętać, że być przedsiębiorcą to dosłownie „przedsięwziąć” pewne działania, by osiągnąć sukces – to zaś oznacza konieczność ciągłego doskonalenia się.

Źródło: Effect Group

Dziś wielu potencjalnych klientów nie chce już rozmawiać z telemarketerami, natomiast ci, którzy zgadzają się na rozmowę, stają się coraz bardziej wymagający. Skuteczna sprzedaż lub „dosprzedawanie” produktów przez telefon wymaga zespołu, w którym poza kompetencjami, ważne jest również wzajemne wsparcie.

Na pytanie o to, jak skutecznie sprzedawać przez telefon, nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi. Inne metody sprzedaży będą właściwe wówczas, gdy firma korzysta z własnej bazy klientów, którzy znają już produkty marki i darzą ją zaufaniem, inne wówczas, gdy marketer wykonuje tzw. „zimne telefony” do osób, które nigdy nie zetknęły się z ofertą danej firmy.

Telemarketer powinien wierzyć w produkt

Jako klienci, wszyscy jesteśmy zmęczeni telefonami, których sobie nie życzymy. Mamy też coraz większą świadomość tego, jak pewne zwroty używane przez marketera powinny na nas zadziałać, przez co czujemy się manipulowani. A to oznacza, że zarówno sprzedawcy, jak i ich przełożeni, stają przed problemem – w jaki sposób przyciągnąć uwagę klientów, którzy żyją w ciągłym pośpiechu, a do tego jeszcze czują się zasypywani ofertami?

Sztuką staje się już samo skłonienie klientów do podjęcia dialogu. Dlatego coraz więcej firm odchodzi od systemu, zgodnie z którym pracownik call center próbuje prowadzić rozmowy według gotowych skryptów, co w skrajnych sytuacjach przyjmowało groteskową postać odczytywania komunikatów i braku jakiejkolwiek elastyczności w kontakcie z klientem. Obecnie firmy stale szukają inspiracji i rozwiązań, które pozwolą rozmawiać z klientem w sposób bardziej naturalny i tak, aby poznanie autentycznych potrzeb klienta było stawiane na pierwszym miejscu, wyżej nawet niż sama sprzedaż.

Dziś najlepsze efekty w sprzedaży przez telefon osiągać można wówczas, gdy do zakupu przekonywane są osoby, które już miały pozytywny kontakt z daną marką. Jeśli marketer posiada dużą wiedzę na temat prezentowanej oferty i sam jest przekonany do jej mocnych stron, jego autentyczny entuzjazm może przełożyć się także na zadowolenie klienta. Osoby zarządzające działami sprzedaży świetnie zdają sobie sprawę, że celem nie jest samo przedstawienie produktu, ale zaprezentowanie go w taki sposób, aby klient poczuł się oczarowany nowymi możliwościami i perspektywami. Klient, dzięki kontaktowi ze sprzedawcą, który potrafi „zarazić” swoim autentycznym, pozytywnym stosunkiem do danego produktu, może okazać się aktywnym ambasadorem marki.

– To kompletnie inna perspektywa i podejście niż sprzedaż, z jaką mieliśmy do czynienia jeszcze kilka lat temu. Każdy z nas życzyłby sobie, aby podczas rozmowy odczuwać prawdziwą przyjemność konwersacji, odkrywać niezauważone dotąd korzyści czy otwierać się na nowe doznania. Telesprzedawca, który to wie i potrafi z tej wiedzy skorzystać, prawdopodobnie osiągać będzie doskonałe wyniki – uważa Agata Rajchel, trenerka Effect Group, m.in. autorka szkoleń dotyczących telesprzedaży.

Warto przy tym pamiętać, że w profesjonalnie zorganizowanej firmie telemarketing powinien stanowić tylko jedno z ogniw w łańcuchu rozmaitych działań marketingowych. Nie może on być jedynym narzędziem, na którym opiera się cała sprzedaż.

Telesprzedawca potrzebuje wsparcia

To, co najtrudniejsze podczas telesprzedaży z punktu widzenia pracownika, to nieustanne odmowy. Zanim telemarketer zetknie się z przychylną reakcją, musi przebić się przez dziesiątki odmów, czasem bardzo nieprzyjemnych. Obecnie uważa się nawet, że praca telemarketera jest jednym z najbardziej stresujących zawodów.

Ale skuteczna sprzedaż zależeć będzie nie tylko od indywidualnych umiejętności, predyspozycji, w tym od odporności na stres konkretnego pracownika, ale także od wsparcia, jakie będzie on otrzymywał od pozostałych członków zespołu.

Biorąc to pod uwagę, rozsądnie zarządzany zespół telesprzedaży powinien mieć coachów, którzy profesjonalnie przygotują pracowników chociażby na częste odmowy. Istnieją metody, dzięki którym telemarketerzy mogą nauczyć się aktywnie i z wysokim zaangażowaniem prowadzić kolejne rozmowy, nawet jeśli większość z nich kończy się przysłowiowym „rzuceniem słuchawką” przez klienta.

– Oczywiście zawsze znajdzie się osoba „diament”, która potrafi niewiarygodnie skutecznie sprzedawać przez telefon. Największa siła tkwi jednak w zbiorowym uczeniu się i wspieraniu. To zespół buduje takie relacje, które pozwalają odreagować we właściwy sposób, zregenerować się, mieć inne atrakcyjne zajęcia po pracy, czy wreszcie uczyć się nawzajem na własnych wpadkach i błędach. Profesjonalny menadżer zna te zasady, dlatego regularnie pracuje na konkretnych przykładach i z całym zespołem. To przynosi wymierne korzyści – przekonuje Agata Rajchel.

Na rynku nie ma już miejsca dla nieskutecznych zespołów. Ten, który odnosi słabe wyniki, najczęściej szybko zostanie zmieniony, ponieważ względy biznesowe narzucą redukcję kosztów lub wykażą nierentowność przedsięwzięcia. Skuteczny zespół to taki, który aktywnie realizuje cele biznesowe, ale równocześnie tworzą go ludzie, którzy się po prostu lubią.

Odpowiednie predyspozycje osobiste mogą ułatwiać lub utrudniać odnalezienie się w takiej pracy, jednak większość ludzi przy odpowiedniej motywacji i prowadzeniu za pomocą dobrze dobranych szkoleń, może pracować na stanowisku telesprzedawcy i osiągać poprawne wyniki.

– Jest jednak kilka warunków brzegowych – zauważa Agata Rajchel. – Osoba rozmawiająca przez telefon powinna wyzbyć się wszelkich negatywnych skojarzeń związanych z telesprzedażą. To zaś będzie tym łatwiejsze, im większa będzie wiara pracownika w jakość prezentowanej oferty. Ważna jest również umiejętność oddzielenia życia zawodowego od osobistego oraz radzenia sobie z negatywnymi emocjami, które w tego typu pracy mogą się pojawiać – podkreśla ekspertka.

Kluczem do sukcesu call center jest jednak dobrze zmotywowany i zgrany zespół. Najlepsze firmy tego typu w Polsce realnie zmieniają wizerunek osoby, która pracuje z klientami przez telefon. Niech do lamusa odejdą skojarzenia z pracą marnie płatną, lekko wstydliwą czy też wybieraną tylko w ostateczności.

– Najnowsze badania wskazują, że wielu z nas wyżej ceni towarzystwo, w którym przebywa, niż rodzaj spędzania czasu. Jeśli więc praca w call center będzie umożliwiała kontakt z fajnymi ludźmi oraz podejmowanie nowych wyzwań, ale w miłej atmosferze, wówczas motywacja do sprzedaży będzie rosła, a wraz z nią poprawiać się będą także wyniki sprzedaży – mówi trenerka Effect Group.

 

Pracodawca nie może wymagać od zatrudnionego, aby ten założył konto bankowe, na które będzie wpływało wynagrodzenie. Nalegając na to, łamie prawo. Wówczas poszkodowany może zgłosić sprawę Państwowej Inspekcji Pracy i ubiegać się o odszkodowanie. W wyjątkowych sytuacjach za uporczywość grozi szefowi nawet sprawa karna.

Pensja może być wpłacana na rachunek bankowy tylko wtedy, gdy pracownik uprzednio i pisemnie wyrazi na to zgodę. To wynika z art. 86 § 3 kodeksu pracy, przepisów dotyczących ochrony wynagrodzenia za pracę, jak również z regulacji międzynarodowej organizacji pracy, art. 5 Konwencji nr 95. Gdyby przekonywanie pracownika do założenia konta w banku było uporczywe, pracodawcy grozi nawet odpowiedzialność karna. Zgodnie z art. 218 § 1a kodeksu karnego, czyn ten zagrożony jest karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3. To jednak musiałaby być szczególna sytuacja, polegająca np. na złośliwym naruszaniu praw pracownika. Ponadto, jeśli zatrudniony uzna, że w wyniku wywieranych nacisków poniósł szkodę, może żądać odszkodowania. Jednak w toku postępowania sądowego musiałby wykazać winę pracodawcy, wysokość rzeczywistego uszczerbku majątkowego lub utraconych korzyści oraz związek przyczynowy między działaniem sprawcy a szkodą.

– Jeżeli pracodawca chce wysłać pensję przekazem pocztowym, to również musi najpierw uzyskać pisemną zgodę pracownika na taką formę rozliczenia. Wynagrodzenie powinno być nadane na ostatni podany przez zatrudnionego adres. Jeżeli pracobiorca by się przeprowadził i nie poinformował o tym fakcie firmy, to obowiązek zakładu pracy zostaje uznany za spełniony. Natomiast zawsze oczywiście warto zapytać o aktualne miejsce zamieszkania, przed przesłaniem pieniędzy, aby uniknąć sporów w tym zakresie i ewentualnych przyszłych trudności dowodowych – doradza adwokat Waldemar Gujski z Kancelarii Adwokacko-Radcowskiej Gujski, Zdebiak.

Gdyby jednak okazało się, że pracodawca wysłał przekaz pocztowy, bez pisemnej i wcześniej wyrażonej zgody, a pensję odebrałaby osoba nieuprawniona nawet będąca członkiem rodziny i nie przekazała pracownikowi lub się nie rozliczyła, to firma musiałaby jeszcze raz wypłacić wynagrodzenie. Zdaniem prawnika, w przeciwnym wypadku zakład pracy naraziłby się na proces odszkodowawczy. Jak podkreśla wykładowca z Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie, jeśli przedsiębiorca uzyskał tylko ustną zgodę pracownika na przesłanie wynagrodzenia przekazem pocztowym, to znaczy, że właściwie nie dostał akceptacji, wymaganej przepisami prawa. Zgodnie z art. 86 § 3 kodeksu pracy, musi być ona wyrażona na piśmie.

– Pracownik może wycofać swoją zgodę na przesyłanie pensji na konto bankowe lub adres domowy. Jeśli zmieni zdanie, to absolutnie ma prawo zgłosić to służbom kadrowym, a pracodawca musi temu zadośćuczynić. Potwierdził to Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 21 lutego 2002 roku w sprawie I PKN 917/00. To znaczy, zakład pracy powinien od razu zacząć wypłacać należne wynagrodzenie bezpośrednio do rąk zatrudnionego. Nie istnieje bowiem żadna zgoda wyrażana bezwarunkowo, raz na zawsze. Co do zasady, zatrudniony nie może ponosić ujemnych konsekwencji tego, że zmienia zdanie w zakresie formy przekazywania mu wynagrodzenia za pracę – mówi Waldemar Gujski.

Natomiast, gdyby pracownik zmieniał zdanie dosyć często, np. raz w miesiącu, i tym samym dezorganizował pracę służb księgowych, to mogłoby się to dla niego zakończyć nawet zwolnieniem. Powodem takiej decyzji byłyby konkretne straty, ponoszone przez pracodawcę, z uwagi na niestabilne stanowisko zatrudnionego i wywoływany tym chaos. Według eksperta, to może być uzasadnioną przyczyną wypowiedzenia umowy o pracę. W takiej sytuacji pracownik ma prawo odwołać się do sądu, który będzie badał wszystkie okoliczności i wyda wyrok, po kontradyktoryjnym procesie.

 

Źródło: MondayNews

Dane z „Regionalnego Barometru Rynku Pracy” przygotowanego przez Work Service pokazują, że wraz z dobrą koniunkturą na rynku pracy zmieniają się też realia w poszczególnych regionach kraju. Najmniej pewni o swoją pracę nadal są mieszkańcy wschodniej części Polski, ale jednocześnie ponad 55% spodziewa się tam podniesienia poziomu wynagrodzenia – to wynik lepszy niż w centrum kraju. Najwięcej rekrutacji zapowiadają przedsiębiorcy w Małopolsce oraz na Śląsku i w tych województwach co ósma firma planuje podwyżki. Największe trudności z pozyskaniem pracowników występują na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie, do czego przyznaje się ponad 70% pracodawców.  

Bezrobocie w skali całego kraju utrzymuje się na rekordowo niskich wskazaniach, choć nadal są miejsca w kraju, gdzie jest dwucyfrowe. Obecnie już w tylko w 2 z 16 województw mamy do czynienia z taką sytuacją (w warmińsko-mazurskim 12% i w kujawsko-pomorskim 10,4%). Co ciekawe w ostatnich miesiącach najbardziej poprawia się sytuacja we wschodnich województwach, gdzie stopa bezrobocia wyraźnie spada. Z najnowszych badań Work Service wynika, że obecnie najpewniej na rynku pracy czują się mieszkańcy południowo-zachodniej Polski – tam tylko 6% boi się utraty pracy. Nadal najbardziej utraty miejsca zatrudniania obawiają się mieszkańcy wschodniej części kraju – 15,6% czyli niewiele więcej niż w centrum, gdzie odsetek wynosi 14,2%.

Podział na Polskę A i B coraz bardziej się zaciera. Gdybyśmy popatrzyli tylko na obawy o zatrudnienie to nadal regiony wschodnie odstają od reszty kraju. Jednak gdy przeanalizujemy już presję płacową to okazuje się, że we wschodniej części kraju jest naprawdę wysoka, bo aż 55,2% oczekuje tam w najbliższym czasie podwyżki. Wyższy wynik jest tylko w 3 województwach – zachodniopomorskim, lubuskim i wielkopolskim. Równocześnie ponad połowa osób we wschodniej Polsce uważa, że nową pracę znajdzie w miesiąc i jest to wynik znacznie lepszy niż w zachodniej części kraju. To pokazuje, że poprawa koniunktury na rynku pracy zaczyna rozlewać się na coraz większe obszary kraju, a  dotychczasowe różnice regionalne stają się coraz mniejsze i nie są już tak jednoznaczne, jak jeszcze 2-3 lata temu – komentuje Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Problemy rekrutacyjne mają rozwiązać podwyżki

Najwięcej miejsc pracy w najbliższych miesiącach będzie powstawało w Polsce południowej. W województwach małopolskim i śląskim przeszło połowa firm planuje rekrutacje. To co dodatkowo może cieszyć kandydatów, to fakt, że w tym regionie 13% pracodawców planuje wzrosty wynagrodzeń. Co ciekawe na mapie Polski coraz wyraźniej widać regiony, w których notowane są wzmożone problemy rekrutacyjne. Niemal ¾ przedsiębiorców z południowo-zachodniej części kraju nie może znaleźć odpowiednich kandydatów do pracy, co powoduje, że w tym regionie obecni pracownicy czują się najbardziej spokojni o swoje zatrudnienie.

Rosnące wyzwania rekrutacyjne po stronie pracodawców zaczynają przekładać się na większą skłonność do podwyżek. Z taką sytuacją mamy do czynienia, gdy spojrzymy na dwie przeciwległe części Polski – północ i południe. W tych regionach ponad połowa firm miała w ostatnim czasie problemy ze znalezieniem kandydatów i tam przedsiębiorcy najczęściej deklarują podniesienie poziomów wynagrodzeń, odpowiednio 17% i 13% badanych. Oznacza to, że firmy rywalizując na coraz trudniejszym rynku o kandydatów zaczynają sięgać do własnych kieszeni, aby oferować wyższe stawki – dodaje Andrzej Kubisiak, Dyrektor Zespołu Analiz w Work Service S.A.

 

Źródło: Grupa Kapitałowa Work Service

Facility Management, czyli  nowoczesne zarządzanie nieruchomością. Na rynku Polskim jest to dość nowa branża.  Taki inteligentny budynek charakteryzuje się dużą ilością zamontowanych automatycznych systemów, które muszą ze sobą współdziałać. Zarządzaniem tak zintegrowanym budynkiem powinni zajmować się specjaliści.

Specjalnie do tego przeszkolone osoby posiada firma Konsalnet. Jako firma zapewniająca bezpieczeństwo powierzchni komercyjnych w całej Polsce, zna wymagania i oczekiwania Klientów tej branży. Poza skutecznością systemu ochrony, ważny jest właściwy sposób pełnienia służby, kwalifikacje, kultura osobista i wygląd pracowników. Bardzo istotna jest również możliwość wsparcia Klienta w sytuacjach kryzysowych – np. w razie ewakuacji, pożaru lub innej poważnej awarii.

Aby sprostać oczekiwaniom Klientów z branży FM i dostosować charakter usługi do specyfiki obiektu i potrzeb, firma Konsalnet  oferuje usługi ochrony realizowane w dwóch, uzupełniających się (lub łączonych) modelach:

– model recepcyjny: jest to obsługa posterunków stacjonarnych, gdzie pracownicy ochrony mają stały kontakt z pracownikami Klienta, jego gośćmi i interesantami. Pracownicy ochrony są – zgodnie z najczęstszymi oczekiwaniami Klienta – umundurowani w uniformy garniturowe, znają język angielski w stopniu co najmniej komunikatywnym, mają miłą prezencję, wysoką kulturę pracy i obycia. Tak wygląda m.in. ochrona firm.

– model ochrony: to forma ochrony mobilnej, w której posterunki są upoważnione do opuszczania posterunku stacjonarnego lub są w swojej formule przyjęte jako patrolowo-obchodowe. Pracownicy ochrony są – w zależności od oczekiwań kontrahenta – umundurowani w uniformy garniturowe lub „bojowe”, a ich kwalifikacje są dobierane zgodnie z zakresem zadań i nałożonych obowiązków.

Pracownicy agencji ochrony Konsalnet pełniący służbę w nieruchomościach komercyjnych przechodzą dodatkowe szkolenia związane ze specyfiką pracy tego typu obiektach – począwszy od szkoleń operacyjnych i obiektowych (np. dotyczących technik kradzieży), przez szkolenia z zakresu procedur przyjętych przez Klienta, po kursy z zakresu obsługi gości, postępowania w sytuacjach stresowych czy pomocy przedmedycznej. Uzupełnieniem systemu ochrony, pozwalającym na zwiększenie skuteczności i szybkości reakcji jest oferta dotycząca zabezpieczeń technicznych i monitoringu sygnałów alarmowych.

Konsalnet oferuje usługi projektowania, instalacji i montażu zabezpieczeń wszelkiego rodzaju, takich jak np. system kontroli dostępu, systemy alarmowe, przeciwpożarowe i inne, a także monitoring obiektów ruchomych i systemy telewizji przemysłowej. Firma utrzymuje stałą, ścisłą współpracę z Policją w ramach prewencji zagrożeń, wymiany informacji i reagowania na incydenty. W efekcie ochrona w sytuacjach kryzysowych jest niezawodna.

 

więcej na www.konsalnet.pl

Nationale-Nederlanden od lat wspiera Polaków w trosce o ich życie, zdrowie oraz bezpieczeństwo najbliższych. To zaangażowanie w edukację zdrowotną, ale również finansową zyskało obecnie nowy wymiar. Nationale-Nederlanden zostało Mecenasem Zdrowia programu „36,6 °C” w TVN, który w przystępny i kompleksowy sposób przybliża Polakom kwestie związane ze zdrowiem. Emisja programu odbywać się będzie w każdą sobotę o godzinie 18. Firma po raz pierwszy zdecydowała się na tego typu współpracę przy tworzeniu programu telewizyjnego.

Jednym z elementów jesiennej edycji programu prowadzonego przez Ewę Drzyzgę będzie omówienie innowacyjnych i skutecznych metod walki z nowotworami oraz profilaktyka, która może uchronić przed tą chorobą.

– Od kilku lat Nationale-Nederlanden włącza się w szeroką debatę na temat wyzwań związanych z onkologią, zarówno w sferze propagowania regularnych badań profilaktycznych, jak również budowania świadomości na temat zabezpieczenia finansowego na wypadek poważnej choroby. Patronujemy takim wydarzeniom jak Światowy Dzień Walki z Rakiem, czy też ogólnopolskiej kampanii profilaktyki nowotworów męskich Movember Polska – mówi Marta Pokutycka-Mądrala, rzecznik prasowy Nationale-Nederlanden. – Misją firmy jest nie tylko oferowanie wysokiej jakości ubezpieczeń, ale także edukacja społeczeństwa w zakresie profilaktyki zdrowotnej oraz finansowej. Naturalnym było więc dla nas zaangażowanie się w program „36,6 °C”, który w otwarty i angażujący sposób mówi o kluczowych wyzwaniach zdrowotnych oraz buduje świadomość Polaków w tym temacie – dodaje.

– Tej jesieni w programie „36,6 °C” podejmiemy tematykę onkologiczną. Skupimy się na profilaktyce i leczeniu nowotworów piersi, narządów kobiecych oraz typowo męskich – raka prostaty i jąder. Zdecydowaliśmy się na współpracę z Nationale-Nederlanden, liderem w produktach ubezpieczeniowych służących ochronie zdrowia Polaków, by wspólnie zwiększać świadomość tych chorób w społeczeństwie – mówi Jolanta Hofer, producent programu „36 i 6 °C”.

Widzowie będą mogli skonsultować się z ekspertami Nationale-Nederlanden w zakresie zabezpieczenia finansowego dzięki czatom on-line, które będą realizowane po emisji programu na stronie www.36i6.tvn.pl.

Oprócz porad ekspertów na antenie zaprezentowane zostaną również dane z raportu Nationale-Nederlanden „Miej Serce do Zdrowia”, który pokazuje podejście Polaków do kwestii regularnych badań profilaktycznych, zdrowego żywienia i aktywności fizycznej.

Źródło: Nationale-Nederlanden

Rozwój przedsiębiorstwa i rosnąca liczba wystawianych faktur przychodowych oznacza też zwiększone zapotrzebowanie na bieżące środki i gotówkę. Kiedy jej brakuje firma wpada w kłopoty i wstrzymuje inwestycje, a czasem nawet wypłaty, chyba że zna sposoby zamiany należności na gotówkę.

Połowa firm w Polsce otrzymuje zapłatę za towar lub usługi z ponad 60-dniowym opóźnieniem (dokładnie 48 proc. wg badania Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor). Przedsiębiorcy w dodatku nie są nastawieni optymistycznie co do zmiany tej sytuacji w niedalekiej przyszłości.

Dla wielu małych i średnich firm dwa miesiące oczekiwania na własne, zarobione już pieniądze to horyzont czasowy niemożliwy do zaakceptowania. To skłania je do szukania rozwiązań pośrednich. Na szczęście, z roku na rok, dostęp małych i średnich przedsiębiorstw borykających się z brakiem płynności finansowej, do różnych form finansowania jest coraz szerszy, a możliwości coraz większe.

Bank (czasem) pomoże

Sposobów pozyskania gotówki odpowiadającej należnościom na papierze jest kilka. Najlepiej znanym i najszerzej stosowanym jest kredyt na rachunku bieżącym służący do finansowania kapitału obrotowego. Szeroka dostępność usług bankowych i możliwość przebierania w ofertach to plusy takiego rozwiązania, ale są też wady. Taki kredyt jest dość drogi, a trzeba też pamiętać, że zmniejsza zdolność przedsiębiorcy do zaciągania kolejnych zobowiązań. W dodatku nie każda firma kredyt dostanie, dotyczy to szczególnie tych, rozpoczynających swoją biznesową drogę.

Innym rozwiązaniem jest kredyt ratalny, odpowiedni w przypadku inwestycji gwarantującej stabilne wpływy gotówkowe. Chociaż wady są podobne, jak przy większości innych form zaciągania zobowiązania kredytowego w instytucji finansowej, kredytem posiłkuje się ponad połowa  przedsiębiorców.

Gotówka za 3 miesiące… lub jutro

Dla firm, które mają dosyć regularne i przewidywalne spłaty należności oraz solidnych kontrahentów, korzystniejszym rozwiązaniem jest faktoring. To usługa polegająca na wykupie od przedsiębiorstwa przez wyspecjalizowaną instytucję finansową należności z tytułu sprzedaży towarów lub usług. Dzięki temu faktorant (czyli firma) otrzymuje gotówkę na poczet swoich faktur zaraz po ich wystawieniu – zazwyczaj w ciągu doby. Przy faktoringu najważniejszy jest kontrahent, więc to dobre rozwiązanie dla firm, które posiadają już stałych odbiorców (usług bądź produktów), a nie chcą wiązać się kredytami kupieckimi.

– To rozwiązanie pozwala na szybkie odzyskanie gotówki przedsiębiorcy zamrożonej u kontrahenta. Blokowanie jej na 60 czy 90 dni jest dla wielu firm nieakceptowalne ze względu na ryzyko utraty  płynności. Ostatecznie każdy prowadzący działalność gospodarczą sam wie najlepiej, jak najskuteczniej obracać własnymi pieniędzmi, tak aby zapewnić firmie stabilność i zyski. Przy faktoringu przedsiębiorca otrzymuje gotówkę za fakturę z odległym terminem zapłaty i w zasadzie dla niego temat się kończy, gdyż to faktor nadzoruje spłatę i przelew od kontrahenta. Instrumenty, takie jak możliwość kilkukrotnej zmiany wysokości limitu finansowania w trakcie trwania umowy pozwalają na dostosowanie produktu do potrzeb konkretnego klienta i dodatkowo zwiększają komfort – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A.

Dzięki usłudze faktoringu, pieniądze z wystawionych przez firmę faktur z odroczonymi terminami, trafiają na jej konto, nawet w ciągu 24 godzin. Z usług faktorów korzysta już co dziesiąty przedsiębiorca z sektora MŚP, a rynek usług faktoringowych ma duży potencjał i eksperci spodziewają się, że coraz więcej przedsiębiorców będzie się do tej formy finansowania przekonywało.

Dobra koniunktura gospodarcza przyczynia się do wzrostu zainteresowania usługami faktoringowymi, a korzystanie z nich to dla wielu przedsiębiorców to wyraz dalekowzroczności w rozwoju własnego biznesu – ocenia Piotr Gąsiorowski z eFaktor.

Instrumenty pozwalające na zamianę należności na gotówkę są dostępne na rynku, ale mały i średni biznes wpada w spiralę zadłużenia z powodu braku wiedzy na temat finansowania inwestycji. Przedsiębiorca skupiony na zasadniczej części swojego biznesu nie zawsze ma czas i energię, żeby przeanalizować możliwości finansowania. Najważniejsza jest właściwa ocena instrumentu finansowego pod względem zyskowności planowanych inwestycji lub możliwości spłaty rat w późniejszym terminie.

Źródło: Brandscope

Nadzór nad przepływem ruchu pasażerskiego sprawują specjalnie wykwalifikowani pracownicy. Działając w charakterze podobnym jak Straż Ochrony Lotniska, firma branży security, Konsalnet, stała się jedną z pierwszych w Polsce firm, która przejęła te zadania. Firma ma też bogate doświadczenie w kontroli bezpieczeństwa na lotniskach – głównie w zakresie kontroli bezpieczeństwa przesyłek, wykonywanej dla spedytorów. Zajmujemy się też ochroną obiektów o znaczeniu strategicznym, takich jak lotniska sportowe i wojskowe, a także bazy militarne.

Wykwalifikowani pracownicy firmy Konsalnet odpowiadają za sprawdzenie, czy do przewozu lotniczego nie dopuszczono przedmiotów zabronionych oraz niezabezpieczonych.  Konsalnet swoimi działaniami wykracza poza standardowe usługi takie jak ochrona obiektu czy też ochrona budynku.

Pracownicy zatrudnieni do kontroli bezpieczeństwa w Porcie Lotniczym muszą spełnić wysokie wymagania i przejść cykl szkoleń:

  • każdy pracownik musi legitymować się licencją Pracownika Ochrony Fizycznej, otrzymywaną po pomyślnym przejściu egzaminów przed komisją Policji,
  • następnie przechodzi szkolenie Operatora Kontroli Bezpieczeństwa, kończące się sprawdzeniem kwalifikacji przez Urząd Lotnictwa Cywilnego i wydaniem Certyfikatu Operatora Kontroli Bezpieczeństwa.

Dopiero takie uprawnienia pozwalają na wykonywanie zadań ochrony lotniska.

Firma Konsalnet posiada własny Ośrodek Szkoleniowy Kadr Ochrony Lotnictwa Cywilnego.  Ośrodek kształci przyszłych Operatorów Kontroli Bezpieczeństwa zgodnie z programem zatwierdzonym przez ULC.

Więcej informacji o Ośrodku Szkolenia Ochrony Lotnictwa, oferowanych szkoleniach i wymaganiach dla Operatorów Kontroli Bezpieczeństwa można znaleźć na stronach Ośrodka: www.osolc.konsalnet.pl

Miał być piękny pokój z widokiem na morze, trzy baseny w hotelu a na miejscu okazało się, że to puste obietnice. Takie wakacje możemy zareklamować. Mamy na to tylko 30 dni.

– Jeżeli po przybyciu na miejsce okazało się, że warunki są inne od tych które nam obiecano w umowie możemy złożyć reklamacje. Możemy reklamować np. zakwaterowanie czyli odległość od plaży, mniejszy standard hotelu, mniejszy pokój, brak balkonu, sprawy dotyczące wyżywienia. Jest szeroki zakres rzeczy, które możemy reklamować – mówi Maciej Chmielowski, biuro prasowe Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Lepiej mieć dowody na poparcie swoich zarzutów. Może to być dokumentacja zdjęciowa wykonana na miejscu, można poprosić o oświadczenia innych uczestników imprezy. Dowodem mogą być także nagrane krótkie filmiki, które pokarzą zgłaszane przez konsumenta uchybienia.

Czas na złożenie reklamacji jest ograniczony. Mamy na to 30 dni od chwili zakończenia wycieczki. Firma natomiast ma 30 dni na odpowiedź na nasze pismo. Jeżeli nie zrobi tego w tym terminie to uznaje się, że nasza reklamacja została rozpatrzona pozytywnie.

Są też rzeczy, których zareklamować nam się nie uda. – Przepisy mówią o sile wyższej, czyli o rzeczach, na które organizator wycieczki nie miał wpływu i nie mógł ich przewidzieć. Może to być np. zmiana warunków atmosferycznych, rzeczy związane z sytuacją polityczną w kraju czyli zamieszki, zamachy. Są to sytuacje, których nie można było przewidzieć w momencie zawierania umowy. W takich wypadkach organizator wycieczki może wyłączyć swoją odpowiedzialność – wyjaśnia Maciej Chmielowski.

 

Wypowiedź: Maciej Chmielowski, biuro prasowe Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Każdy, kto wybiera się na rozmowę kwalifikacyjną, próbuje przewidzieć jej scenariusz i pytania, które podczas niej padną. Poznanie pytań chętnie zadawanych przez rekruterów może pomóc kandydatowi w przygotowaniu się do spotkania i w efekcie zwiększyć jego szanse na pracę.

Kandydaci, którzy zostają zaproszeni na rozmowę rekrutacyjną, zawsze zastanawiają się, o co zostaną zapytani przez rekruterów. Czy będą to tylko pytania dotyczące zdobytego doświadczenia? Czy będą sprawdzały wiedzę z danego obszaru bądź znajomość określonych programów? Czy będą badały motywację i kreatywność? Mimo, że trudno przewidzieć dokładne brzmienie pytań, które zada rekruter, można przygotować przykładową listę, na której znajdą się najbardziej popularne z nich.

Największy sukces?

Odpowiadając na to pytanie warto wybrać osiągnięcie zawodowe, które jest najbardziej adekwatne do stanowiska, o które ubiega się kandydat. Z wypowiedzi kandydata powinno wynikać, co zadecydowało o sukcesie całego przedsięwzięcia np. dobra organizacja czy umiejętność pracy pod presją czasu. Kandydat powinien również podkreślić swoją rolę, wspomnieć czy korzystał z czyjejś pomocy, jakie napotkał trudności po drodze i jak sobie z nimi poradził. Jeśli kandydat jeszcze nie może pochwalić się sukcesem zawodowym, powinien wybrać przykład z życia prywatnego lub z czasów studiów.

Mówiąc o swoich sukcesach, kandydat powinien dokładnie opisać, które rozwiązania zastosowane w projekcie powstały z jego inicjatywy oraz, które z nich wykonał samodzielnie. Jeżeli jest taka możliwość, swoje osiągnięcia  warto też poprzeć liczbami np. procentowym wzrostem liczby zamówień bądź ograniczeniem kosztów – twierdzi Magdalena Szewczyk, Team Leader w LeasingTeam Professional.

Gdzie widzisz siebie za 5 lat?

To pytanie, bardzo często zadawane przez rekruterów, zwykle ma na celu zbadanie motywacji i chęci rozwoju kandydata. U osób, które nie zastanowiły się wcześniej nad odpowiedzią, może ono wywołać konsternację. Jak na nie odpowiedzieć, aby nie zaprzepaścić swojej szansy na pracę? Warto wspomnieć o rozwijaniu się w obszarach, które w danej chwili są kluczowe dla kandydata, a przy okazji, dobrze aby były również spójne z potrzebami organizacji. Można też odpowiedzieć bardziej ogólnikowo, że nadal chcemy pracować w danym dziale bądź określonej branży, ale już na wyższym stanowisku. Taka odpowiedź powinna zostać dobrze odebrana przez rekrutera.

Dlaczego pracodawca ma zatrudnić właśnie ciebie?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, kandydat powinien doskonale znać opis stanowiska, o które się ubiega i być świadomy, jakie kompetencje i umiejętności są na nim pożądane. Jeśli dotychczasowe doświadczenie i predyspozycje kandydata są zbieżne z oczekiwaniami firmy, odpowiedź na pytanie, dlaczego właśnie jego ma zatrudnić pracodawca, nie powinna przysporzyć mu trudności. Wystarczy zestawienie oczekiwań pracodawcy wobec idealnego kandydata na dane stanowisko, z argumentami, które potwierdzą, że osoba ta spełnia stawiane wymagania. Warto przedstawić korzyści, jakie firma będzie miała zatrudniając kandydata. Taką korzyścią może być np. dobra znajomość programu, który firma zamierza wkrótce wdrożyć.

Warto także podkreślić swoją motywację do pracy w danej firmie. W tym celu, jeszcze przed spotkaniem, należy zgromadzić jak najwięcej informacji o firmie, poznać zakres jej usług lub oferowanych produktów. Kandydatowi, który zna firmę i jej pozycję na rynku, będzie o wiele łatwiej uzasadnić dlaczego chciałby w niej pracować – uważa Magdalena Szewczyk z LeasingTeam Professional.

Oczekiwania wobec przełożonego?

Celem tego pytania jest zweryfikowanie, czy kandydat pasuje do kultury organizacyjnej firmy oraz czy będzie w stanie efektywnie współpracować ze swoim przyszłym przełożonym. Każdy manager ma inny styl zarządzania, dlatego tak ważne jest, aby jeszcze na etapie rozmowy kwalifikacyjnej skonfrontować jego styl zarządzania z preferowanym przez kandydata. Jeśli przełożony lubi mieć wszystko pod ścisłą kontrolą, a kandydat potrzebuje dużej autonomii, współpraca nie będzie udana dla żadnej ze stron. Warto, aby kandydat otwarcie mówił o swoich preferencjach i czynnikach, które mogą przesądzić o jego satysfakcji ze współpracy z danym przełożonym. Należy skoncentrować się na takich kwestiach, jak relacje zawodowe, podejście do rozwoju pracowników, umiejętności merytoryczne. Należy unikać mówienia o wadach dotychczasowych przełożonych i skupić się na opisaniu jaki powinien być idealny przełożony.

Dobre dopasowanie pracownika i przełożonego ma kluczowe znaczenie dla powodzenia ich przyszłej współpracy. W związku z tym, dział HR często organizuje drugi etap rozmowy z kandydatem, w której uczestniczy również przyszły przełożony, aby obie strony mogły poznać wzajemne oczekiwania – komentuje Magdalena Szewczyk.

Oczekiwania finansowe?

Zanim kandydat odpowie sobie na pytanie, jakie wynagrodzenie na danym stanowisku będzie go satysfakcjonowało, powinien uzyskać od rekrutera pełne informacje na temat zakresu obowiązków na danym stanowisku. To pozwoli mu na bardziej obiektywne określenie wysokości swojego wynagrodzenia, które będzie wynikało zarówno z zakresu obowiązków na danym stanowisku, jak i z doświadczenia i kompetencji. W tym celu, powinien wcześniej zapoznać się z raportami płacowymi dotyczącymi stanowiska, o które się ubiega. Pomoże to w określeniu realnej kwoty, którą kandydat  będzie mógł zaproponować pracodawcy. W przekazaniu rekruterowi informacji o oczekiwaniach finansowych może pomóc przygotowanie tzw. widełek oczekiwanego wynagrodzenia, zarówno w kwocie brutto, jak i netto.

Warto podczas określania wysokości podstawy wynagrodzenia zapytać o system premiowy oraz benefity pozapłacowe takie jak: karta sportowa, opieka medyczna, bony podarunkowe czy szkolenia. Jasno określony system motywacyjny z pewnością pomoże w określeniu wysokości oczekiwań finansowych kandydata – uważa ekspert LeasingTeam Professional.

Przygotowanie listy pytań, które najczęściej padają podczas rozmowy kwalifikacyjnej, dzięki powszechności Internetu i dostępowi do wielu poradników dla osób poszukujących pracy, jest obecnie coraz łatwiejsze. Znajomość przykładowych pytań i odpowiedzi na pewno pomoże kandydatowi poczuć się pewniej podczas spotkania z rekruterem i lepiej się zaprezentować. Warto skorzystać z tej możliwości.

 

Źródło: LeasingTeam Professional

Według danych GUS-u, na koniec zeszłego roku liczba zarejestrowanych jednoosobowych działalności gospodarczych w Polsce wyniosła blisko 3 mln. Prowadzenie własnej firmy może być bardziej opłacalne niż praca na czyjś rachunek i dawać niezależność, ale ma także swoje wady.  Przedstawiciele tzw. wolnych zawodów, czyli freelancerzy, którzy zrezygnowali z pracy na etacie marząc o własnym biznesie, nie zawsze mogą liczyć na regularny przypływ zleceń, a tym samym na stały dopływ gotówki. Gdy taka sytuacja powtarza się wielokrotnie, z czasem mogą pojawić się trudności z zachowaniem płynności finansowej. Expander podpowiada świeżo upieczonym freelancerom, jak zaplanować budżet, by przygotować się na przejściowe problemy z gotówką.

Praca na etacie przeważnie oznacza, że danego dnia w miesiącu na nasze konto wpływa pensja. Gdy zmieniamy formę zatrudnienia i stajemy się freelancerami, nie zawsze będziemy mogli liczyć na regularne przypływy gotówki. Zarobki osób, które wykonują tzw. wolne zawody uzależnione są bowiem m.in. od koniunktury na rynku, na którym działają, a także od popytu na usługi czy produkty, które oferują. Zdarza się więc, że w jednym okresie, z braku czasu, muszą rezygnować z niektórych propozycji, a kiedy indziej zmuszeni są aktywnie szukać nowych zleceń i klientów oraz redukować koszty. W czasie przejściowych problemów finansowych ułożenie budżetu, który pozwoli pokryć wszystkie niezbędne wydatki, może być więc trudnym, jednak wykonalnym zadaniem. Wystarczy, że będziemy pamiętać o kilku prostych zasadach.

1. Sprawdź, z jakimi stałymi kosztami będziesz musiał się liczyć

Układanie budżetu zacznijmy od ustalenia, jak duże wydatki będziemy ponosić w związku z prowadzeniem firmy. W ten sposób zdobędziemy punkt odniesienia, dzięki któremu łatwiej będzie nam ustalić plan finansowy na cały rok.

Wydatki, które ponosimy w związku z prowadzeniem jednoosobowej działalności gospodarczej można podzielić na dwie grupy. Do pierwszej zaliczymy stałe opłaty administracyjno-skarbowe. Należą do nich m.in. regularnie odprowadzane składki na ubezpieczenia społeczne. Pamiętajmy, że jako początkujących przedsiębiorców obowiązują nas zasady „małego ZUSu”, czyli przez okres 2 lat po rozpoczęciu działalności płacimy obniżone składki. Łącznie wyniosą one 487,90 zł, zamiast 1 172,56 zł, które płacą pozostali przedsiębiorcy. Drugą grupę kosztów stanowią bieżące wydatki związane z funkcjonowaniem firmy, np. rachunki za media, koszt korzystania z pomocy firmy księgowej czy ewentualna wartość czynszu za wynajmowaną przestrzeń biurową. – Rozpoczynając biznes i ustalając cenę za swoje produkty czy usługi należy bardzo dokładnie oszacować wszystkie koszty, a także z góry ustalić jaki zysk chcemy uzyskać. Pieniędzy powinno wystarczyć także na zakup zużywanego materiału i sprzętu oraz na dalszy rozwój firmy. – dodaje Jarosław Sadowski, Expander

Przy prowadzeniu własnej działalności niezwykle ważne jest również rozdzielenie finansów osobistych od firmowych, co nie stawiło problemu, gdy pracowaliśmy na etacie, a pensję wypłacał nam pracodawca. Posiadanie dwóch oddzielnych kont bankowych: prywatnego i firmowego, pomoże nam efektywniej zarządzać przedsiębiorstwem i zachować przejrzystość finansową, zarówno w sferze domowej, jak i zawodowej.

2. Przygotuj plan awaryjny

Ważnym krokiem jest także przygotowanie awaryjnego planu finansowego, który warto mieć po ręką, gdy dotkną nas przejściowe problemy budżetowe. Jest to szczególnie ważne, jeśli popyt na nasze usługi nie jest stały i zdarzają się okresy kiedy nie mamy zamówień. –  Rozpoczynając prowadzenie własnego biznesu zwykle ponosimy wysokie koszty, natomiast dochody na początku często są dość niskie i dopiero po pewnym czasie rosną do poziomu, który pozwoli nam płynnie funkcjonować. Jednak wraz z pojawieniem się zysków lepiej od razu nie zwiększać wydatków. W przyszłości może się bowiem okazać, że zapotrzebowanie na nasze produkty czy usługi spadnie. Być może będziemy zmuszeni przetrwać bez dochodów przez kilka miesięcy. Dlatego dobrze jest zgromadzić sobie poduszkę finansową, która w razie pojawiania się tego typu problemów pozwoli nam przeczekać taki trudny okres. – podpowiada ekspert Expandera.

Oprócz trudnych okresów zapewne zdarzą się również takie, kiedy zamówień będzie dużo dzięki czemu dochody firmy będą wysokie. Wtedy warto pomyśleć o inwestycjach, które sprawią, że firma będzie mogła jeszcze szybciej się rozwijać.  – Idealnie byłoby gdyby inwestycje udało się sfinansować ze zgromadzonych oszczędności. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Czasami jest to wręcz niebezpieczne, gdyż jeśli wydamy wszystkie lub większość oszczędności, to nie będziemy już mieli poduszki bezpieczeństwa na trudniejsze okresy. Dlatego w wielu przypadkach firmy finansują inwestycje z pomocą kredytu. Co prawda jego zaciągnięcie wiąże się z kosztami. Jeśli jednak inwestycja daje duże szanse na uzyskanie znacznych przychodów, to nierzadko kierownictwo decyduje się na finansowanie kredytem niż czekanie miesiącami aż uda się zgromadzić potrzebne oszczędności. Oczywiście zawsze warto porównać oferty i wybrać taką, która najlepiej będzie odpowiadała naszym potrzebom oraz uważnie dobrać kwotę – podpowiada główny analityk Expandera.

3. Przygotuj się na „niespodziewane”

Zostając przedsiębiorcą trzeba przygotować się na nieodłączny element ryzyka, które może nam towarzyszyć nawet gdy firma dobrze prosperuje np. problemy z płynnością finansową. Niekiedy zapłata za wykonaną już usługę czy sprzedany towar wpływa z dużym opóźnieniem. Tymczasem regularnie pojawiają się różnego rodzaju koszty. – Istnieje kilka sposobów na uniknięcie kłopotów w sytuacji problemów z płynnością finansową. Jednym z nich jest kredyt obrotowy. Może on działać np. tak jak debet na koncie. Korzystamy z niego dopiero wtedy, gdy zabraknie nam własnych środków. Innym rozwiązaniem jest faktoring. Firma świadcząca takie usługi przekazuje nam od razu ok. 90% kwoty z wystawionej faktury. Nie musimy więc czekać aż nasz klient przeleje nam pieniądze. Poza tym pozbywamy się ryzyka, że kontrahent w ogóle nam nie zapłaci. W takiej sytuacji strata obciąży faktora, czyli firmę, z którą podpisaliśmy umowę na usługę. – dodaje Sadowski, Expander.

 

Źródło: lightscape.pl

 

Prowadzenie biznesu wymaga od nas rzetelnej i wnikliwej weryfikacji wszystkich partnerów, z którymi podejmujemy współpracę. Jeżeli sami nie dysponujemy narzędziami do sprawdzania kontrahentów, pomocna okaże się firma scoringowa. Świadomy wybór partnera biznesowego, oparty na komplecie informacji o jego działalności, zminimalizuje ryzyko wystąpienia ewentualnych kłopotów finansowych firmy w przyszłości. Mateusz Panek, ekspert i B2B&Leasing Unit Manager Lindorff SA, radzi na co zwracać uwagę przy wyborze usług scoringowych.

Scoring to metoda weryfikacji kontrahenta przed podpisaniem umowy lub w trakcie jej trwania. Stosuje się ją m. in. do sprawdzenia zdolności kredytowej klienta czy całościowej oceny potencjalnego ryzyka, które może wynikać z podjętej współpracy. W celu uzyskania takich informacji stosuje się badania behawioralne, które weryfikują zachowania finansowe podmiotu, bądź aplikacyjne, w których określane są jego dane majątkowe. Ze względu na wagę uzyskanych informacji, scoring potencjalnych partnerów może okazać się kluczowym elementem zachowania płynności finansowej naszej firmy. W zależności od oczekiwań, profilu działalności przedsiębiorstwa, jak i stopnia zaufania wobec partnera biznesowego, możemy wybrać konkretną, dopasowaną do naszych potrzeb, formę weryfikacji.

Przede wszystkim powinniśmy zastanowić się, jak wnikliwa analiza działalności potencjalnego partnera biznesowego jest nam potrzebna – zaznacza Mateusz Panek, ekspert i B2B&Leasing Unit Manager Lindorff SA. – Możemy zdecydować się na wizję lokalną jawną lub niejawną. W przypadku tej pierwszej kontrahent będzie wiedział, że zbieramy o nim informacje, umożliwi to poznanie większej ilości szczegółów na temat jego działalności. Kolejna pozwala zachować proces weryfikacji w tajemnicy przed drugą stroną – dodaje Mateusz Panek.

Biznesowy detektyw

Niejawna wizja lokalna polega na sprawdzeniu kontrahenta bez jego uczestnictwa i wiedzy. Ta metoda jest skoncentrowana przede wszystkim na potwierdzeniu danych adresowych potencjalnego partnera, głównie lokalizacji prowadzonej przez niego działalności gospodarczej. Dodatkową korzyścią z takiego działania są informacje pozyskane przy okazji przeprowadzania wywiadów terenowych, niezbędnych do realizacji całej procedury.

Informacje zebrane podczas wywiadów środowiskowych są równie ważne, jak oficjalne dane przekazywane za pomocą dokumentów. Niekiedy mogą być nawet dokładniejszą wskazówką dotyczącą kultury prowadzenia biznesu naszego potencjalnego partnera. Dzięki temu możemy dowiedzieć się np. jaką opinią cieszy się dany przedsiębiorca na rynku lokalnym. Dobrze, jeśli firma, z usług której korzystamy, zaprezentuje nam wszystkie zebrane w ten sposób informacje, w postaci przejrzystego raportu – podsumowującego wszystkie konkluzje oraz sugerującego ocenę kontrahenta – komentuje Mateusz Panek.

Karty na stół

Jawna wizja lokalna umożliwia potwierdzenie faktu prowadzenia działalności gospodarczej oraz weryfikację prawidłowości danych przekazanych przez potencjalnych lub obecnych klientów i dostawców. Weryfikacja odbywa się dzięki danym potwierdzonym podczas bezpośredniego spotkania z przedstawicielem firmy. Jawny scoring pomaga również określić, czy zasoby posiadane przez przedsiębiorcę są wystarczające do prowadzenia danego typu działalności.

Na tym etapie narzędzia oraz styl działania, wybierane przez firmę oferującą usługę scoringu, są mocno uzależnione od know-how oraz portfolio firmy. W dużej mierze może potwierdzić to skuteczność analizy podmiotu. Firma wyręczająca nas w weryfikacji przedsiębiorstwa powinna nawiązać kontakt z jego przedstawicielem oraz doprowadzić do realnego spotkania. Podczas takiej „konfrontacji” należy sprawdzić dane dotyczące prowadzonej przez weryfikowanego działalności gospodarczej oraz istnienie sprzętu. Wtedy też należy dostarczyć wszystkie niezbędne do procedury dokumenty. To najlepsza okazja do ustalenia zbieżności dostarczonych nam danych ze stanem faktycznym. Pozwala to również ocenić aktualne miejsce prowadzonej działalności gospodarczej (jakość siedziby, dopasowanie do profilu prowadzonej działalności, wygląd pomieszczeń, wyposażenie, liczba pracowników) oraz pozyskać informacje na temat aktualnej sytuacji podmiotu – podsumowuje Mateusz Panek.

Scoring ma charakter zapobiegawczy i pozwala zminimalizować ryzyko pojawienia się kłopotów z wypłacalnością kontrahenta czy jego szeroko pojętą nierzetelnością (np. brakiem dotrzymywania warunków umowy czy próbami forsowania zobowiązań w niej niezawartych). Większa pewność płynności finansowej pozwoli naszej firmie na szybszy i dynamiczny rozwój. Ponadto reputacja partnera biznesowego wpływa na wizerunek powiązanych z nią firm. Dzięki współpracy z zaufanymi i rzetelnymi podmiotami sami stajemy się bardziej wiarygodni w naszych działaniach.

 

Źródło: Grupa Lindorff

Od lipca 2016 roku do końca czerwca 2017 roku w Polsce ogłoszono upadłość ponad 560 firm. Na sześć miesięcy przed ogłoszeniem bankructwa, ponad 40 procent z nich było notowanych w Krajowym Rejestrze Długów. Na trzy miesiące przed upadłością, w rejestrze dłużników znajdowała się już niemal co druga, a ich łączne zadłużenie przekraczało 36 milionów złotych.

– Listę upadłych firm pod kątem ich wcześniejszej obecności w KRD weryfikujemy już drugi raz. Pierwsze takie badanie przeprowadziliśmy we wrześniu 2016 roku. Wówczas analizowaliśmy ponad 2000 firm, których upadłość ogłoszono między styczniem 2014 a czerwcem 2016 roku. Tym razem analizowany okres jest krótszy, a badanych firm znacznie mniej, ale zarówno statystyki, jak i wnioski są podobne. Bankructwo najczęściej nie przychodzi nagle. To proces, który trwa nawet kilkanaście, czy kilkadziesiąt miesięcy – uważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Od początku lipca 2016 roku do końca czerwca 2017 roku w Polsce ogłoszono upadłość ponad 560 firm. Jak wynika ze wspólnego badania KRD BIG oraz Rzetelnej Firmy, w bazie danych Krajowego Rejestru Długów na pół roku przed terminem ogłoszenia upadłości znajdowało się 227 z nich. W sumie miały one wówczas 506 wierzycieli i 2420 zobowiązań na łączną kwotę 28,2 miliona złotych. Na trzy miesiące przed ogłoszeniem decyzji sądu, liczba notowanych w KRD firm sięgała już 266, liczba wierzycieli 596, liczba zobowiązań 3226, a ich zadłużenie przekraczało 36 milionów złotych.

– Upadłość firmy to problem nie tylko dla jej właścicieli, czy pracowników. To często również duży kłopot dla jej dostawców i kontrahentów. Kwoty zadłużenia notowane w Krajowym Rejestrze Długów pokazują zjawisko, aczkolwiek nie pokazują jego pełnej skali. Wiele przedsiębiorstw nie ujawnia informacji o niezapłaconych im w terminie zobowiązaniach. Im głośniej robi się o problemach danej firmy, tym szybciej przybywa jej wierzycieli, którzy chętnie dzielą się informacjami. Wtedy niestety jest już zdecydowanie trudniej odzyskać swoje pieniądze – dodaje prezes KRD BIG.

Spośród firm, które przed ogłoszeniem upadłości były notowane w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej, największa liczba dłużników była zarejestrowana w województwie mazowieckim (46), śląskim (38), małopolskim (28) oraz dolnośląskim (26). Najmniej było ich natomiast w województwie opolskim i świętokrzyskim (po 3) oraz lubuskim (4).

W tym gronie w ujęciu sektorowym dominują trzy branże – przemysł, handel hurtowy i detaliczny oraz budownictwo, z których pochodzi odpowiednio 63, 60 i 54 dłużników. Tym samym odpowiadają one za dwie trzecie całkowitej liczby upadłych firm. Spośród wszystkich firm, które przed ogłoszeniem upadłości były notowane w KRD największe długi miały one wobec przedstawicieli branży handlowej, przemysłowej oraz finansowej.

– Jedna firma nie płaci drugiej i tłumaczy, że sama nie otrzymała płatności. Tamta z tego właśnie powodu nie może zapłacić kolejnej. Inna natomiast wie, że taki problem istnieje w branży, więc używa tej wymówki, żeby finansować swoją działalność kosztem kontrahentów. Tak buduje się brak zaufania i tworzą zatory płatnicze. Zdarza się, że prowadzą one nawet do bankructwa. Te zjawiska, które obserwujemy w wielu branżach niestety biją w całą polską gospodarkę – uważa Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Badanie Krajowego Rejestru Długów oraz Rzetelnej Firmy zostało przeprowadzone w lipcu 2017 roku na 563 firmach, których upadłość została ogłoszona w okresie od początku lipca 2016 roku do końca czerwca 2017 roku. Łączna liczba zobowiązań i kwota zadłużenia jest sumą zobowiązań i długów firm, jakie były notowane w KRD na 6 i 3 miesiące przed ogłoszeniem upadłości poszczególnych firm.

 

Źródło; Krajowy Rejestr Długów

Lato to nie tylko okres odpoczynku i urlopów. Wiele osób podejmuje w nim sezonowe prace lub szuka nowego zatrudnienia. Warto wiedzieć, że część ogłoszeń rekrutacyjnych nie służy znalezieniu pracowników, ale wyłudzaniu danych osobowych kandydatów. Jak uniknąć zagrożenia nie rezygnując z aplikowania na ciekawe stanowiska – podpowiada dr Paweł Mielniczek, specjalista ds. ochrony danych z firmy ODO 24.

Fałszywe ogłoszenia o pracę są zwykle atrakcyjne finansowo, a proponowane w nich zarobki, często nie są adekwatne do zakresu obowiązków. Oferowane w nich stanowiska, a także sami pracodawcy, opisywane są w lakoniczny sposób. Większość z nich nie zawiera informacji pozwalających zidentyfikować ogłoszeniodawcę, zazwyczaj wskazany jest tylko profil działalności firmy – dodaje dr Paweł Mielniczek z ODO 24. Oszuści próbują poprzez takie ogłoszenia zdobyć zarówno dane osobowe osób aplikujących o pracę znajdujące się w CV, jak również wyłudzić kserokopie ich dowodów osobistych oraz informacje dotyczące kont bankowych i kart płatniczych.

W jaki sposób można się zabezpieczyć przed takimi działaniami? Najlepszym rozwiązaniem jest zachowanie spokoju, dokładne czytanie ogłoszeń i nieudostępnianie na etapie rekrutacji ważnych danych. Nigdy nie powinniśmy przekazywać ksera swojego dowodu osobistego, a dane dotyczące swojego konta bankowego bezpiecznie jest podawać dopiero przy podpisywaniu umowy o pracę. Po otrzymaniu odpowiedzi na aplikację, należy zwrócić uwagę, czy firma informuje nas o adresie swojej siedziby i pełnej nazwie. Jeśli tego nie robi, to powinien być to dla nas ważny sygnał ostrzegawczy. Warto pamiętać, że według Kodeksu pracy, na etapie rekrutacji wystarczy podanie imienia, nazwiska, imion rodziców, daty urodzenia, adresu do korespondencji oraz informacji o wykształceniu i przebiegu zatrudnienia. Inne dane podaje się tylko dobrowolnie. Ponadto należy także uważać na podawane przez ogłoszeniodawcę linki, ponieważ mogą prowadzić do niebezpiecznych stron – wskazuje ekspert ODO 24.

 

Źródło: ODO 24

Co dwudziesta ankietowana firma podczas 13. fali badania Bibby MSP Index zetknęła się z się w ostatnim półroczu z przypadkiem niewypłacanego kontrahenta. Wśród połowy firm, które spotkały się z tym problemem, prawie 41% zwraca uwagę, że takie sytuacje zdarzały się jednak częściej w poprzednich lat. Podczas badania udało się określić, że prawie 60% respondentów uważa, że poziom ich płynności finansowej w najbliższej przyszłości pozostanie bez zmian, zaledwie 18% twierdzi, że się poprawi.

Podczas 13. fali badania Bibby MSP Index, udało nam się określić, że 73% badanych firm próbuje przeciwdziałać opóźnieniom w płatnościach. Nadal główną metodą zabezpieczania się przed nimi – 61% wskazań – jest sprawnie działający dział księgowy monitorujący i pilnujący należnych zaległości.

Ponad 18% ankietowanych deklaruje, że posiada dedykowany dział kontrolingu, a w przypadku ponad 11% respondentów to właściciel firmy osobiście kontaktuje się z opóźniającymi się kontrahentami. Zadziwiające jest to, że w przypadku stałych i „dużych” kontrahentów tolerowane są opóźnienia. Największą bolączką przedsiębiorców jest niska świadomość ich kontrahentów, o tym jak istotna jest terminować i płynność finansowa dla całej gospodarki. Jedna nieopłacona faktura może prowadzić do ciągu negatywnych konsekwencji dla kilku – lub nawet kilkunastu – przedsiębiorców – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Ponad 52% przedsiębiorców zabezpiecza się przed niewypłacalnymi kontrahentami przez weryfikację potencjalnych klientów przed podpisaniem umowy. Korzysta przy tym z KRD lub innego biura informacji gospodarczej.

Przedsiębiorcy, którzy poszukują elastycznego źródła finansowania i chcą terminowo otrzymywać płatności za sprzedaż swoich towarów lub usług powinni zastanowić się na faktoringiem. Ta usługa nie tylko zabezpiecza właścicieli firm przed ryzykiem niewypłacalności swoich kontrahentów, ale również pozwala rozszerzyć działalność o nowe rynki zbytu. Przedsiębiorca, który planuje zacząć proponować swoje usługi i produkty za granicą może liczyć na wsparcie faktora, który nie tylko zapewni płynność finansową firmie, ale również sprawdzi potencjalnego klienta, weryfikując jego wypłacalność i tym samym zmniejszając ryzyko nieudanej współpracy. Analizując kwartalne wyniki Polskiego Związku Faktorów możemy zauważyć wzrost liczby klientów Bibby Financial Services oraz zainteresowania faktoringiem pełnym wśród przedsiębiorców zajmujących się eksportem, porównując analogiczny okres w ubiegłym roku odczuliśmy dynamikę wzrostu rzędu prawie 125% – dodaje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Ponad połowa ankietowanych jako główny sposób zabezpieczania się przed niewypłacalnymi kontrahentami wskazała weryfikację klienta w KRD lub BIG przed podpisaniem umowy, 14% respondentów deklaruje, że ubezpiecza transakcje.

 

Źródło: Bibby Financial Services

Projekt ustawy o sukcesji firm rodzinnych zakłada umożliwienie kontynuowania działalności po śmierci przedsiębiorcy i ułatwienie formalności spadkowych.

Rozpoczęły się konsultacje publiczne i uzgodnienia międzyresortowe projektu ustawy o sukcesji dla firm – informuje Ministerstwo Rozwoju. 

To kolejna ustawa z pakietu „100 zmian dla firm”, która ma pozytywnie wpłynąć na funkcjonowanie przedsiębiorców prowadzących firmę w formie indywidualnej działalności gospodarczej. Zmiany dotyczą co najmniej 2 mln firm.

Zdecydowana większość polskich przedsiębiorców prowadzi działalność na podstawie wpisu do CEIDG. Ich firmy osiągają coraz większe obroty i często tworzą miejsca pracy dla dziesiątek lub setek osób. Wiele z nich to firmy rodzinne, budowane przez lata staraniami całej rodziny. W przypadku śmierci właściciela taka firma formalnie przestaje istnieć, jej marka przepada, a ludzie tracą pracę. 

„Na te rozwiązania polskie firmy rodzinne czekały nie lata, a co najmniej dwie dekady. Zaproponowane przez nas nowe zasady dotyczące dziedziczenia rodzinnych biznesów są pozytywnym przełomem w stosunku do dzisiejszej trudnej drogi, jaką muszą przebyć najbliżsi, zwłaszcza po nagłej śmierci właściciela firmy” – powiedział Mateusz Morawiecki, wicepremier, minister rozwoju i finansów.

Jak zapowiedział, polskie mikrofirmy oraz firmy z sektora MŚP, których zdecydowaną większość stanowią firmy rodzinne, będą mogły „bezkonfliktowo i płynnie kontynuować swoją działalność z korzyścią dla samej firmy, jej pracowników oraz kontrahentów”. 

Celem ustawy jest umożliwienie kontynuowania działalności firmy po śmierci przedsiębiorcy, w tym ułatwienie przeprowadzenia firmy przez okres formalności spadkowych. Ważną część firm jednoosobowych stanowią firmy rodzinne. Szacuje się, że jest to 36 proc. polskich przedsiębiorstw, które odpowiadają za 10 proc. PKB i dają zatrudnienie dla nawet połowy pracowników w Polsce. 

„CEIDG obecnie otrzymuje średnio ok. 100 zgłoszeń o śmierci przedsiębiorcy na miesiąc, a ta liczba będzie, niestety, z roku na rok coraz większa. Sukcesja zapobiega sytuacji, w której firma +umiera+ wraz ze śmiercią jej właściciela” – dodał Mariusz Haładyj. 

Obecnie prawo reguluje tylko dziedziczenie majątku firmy, bez innych elementów ważnych dla jej funkcjonowania. Wygasają umowy o pracę i kontrakty handlowe, zezwolenia oraz koncesje. Możliwości używania nazwy firmy są ograniczone, nie można też korzystać z numeru NIP zmarłego przedsiębiorcy.

„Projekt zmieni ten stan, ułatwiając budowanie potencjału polskich firm przez kolejne pokolenia. Płynna sukcesja firm leży nie tylko w interesie następców prawnych przedsiębiorców. Przyczyni się wzmocnienia ochrony praw osób trzecich związanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa, w tym przede wszystkim kontrahentów, kooperantów i pracowników” – podsumował Mariusz Haładyj.

W projekcie przewidziano zwolnienie z podatku od spadków nabycia przedsiębiorstwa przez osoby, które będą je prowadziły, niezależnie od pokrewieństwa ze zmarłym przedsiębiorcą. Obecnie z takiego zwolnienia korzysta tylko najbliższa rodzina zmarłego. Nowa ulga powinna zachęcać do dalszego prowadzenia przedsiębiorstwa, nawet jeśli wśród najbliższych przedsiębiorcy nie ma osób, które podejmą się dalszego prowadzenia firmy.

Ministerstwo Rozwoju szacuje, że prace nad ustawą na etapie rządowym zakończą się jeszcze w tym roku, by projektowane rozwiązania weszły w życie na początku 2018 r.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

 

Jeszcze kilka lat temu zmiana pracy co 5 lat była czymś niepokojącym i dziwnym także dla samych rekruterów. Teraz zmiana pracy co 2-3 lata jest czymś normalnym. Dlaczego częściej odchodzimy z pracy?

– Jedną z głównych przyczyn, dla której pracownik składa wypowiedzenie są niskie pieniądze. Potwierdzają to różne badania satysfakcji z pracy – mówi Joanna Żukowska z serwisu z ofertami pracy MonsterPolska.pl. – Wystarczy jednak porozmawiać z osobami, które choć raz na zawodowej ścieżce złożyły wypowiedzenie, aby przekonać się, że myśl o lepszych pieniądzach pojawia się wskutek innych trudności w miejscu pracy – dodaje.

Często to czynniki wynikające z odmiennych oczekiwań szefostwa i pracownika – zwykle można te problemy złagodzić poznając oczekiwania obu stron i wypracowując kompromis. Bywa, że za rotacją, stoją przyczyny, na które nawet najlepszy HR-owiec nie ma wpływu. Jeśli więc praca wiąże się z niedogodnościami, należy poinformować o nich już podczas rekrutacji, aby pracownik miał świadomość, jakiej pracy się podejmuje. Co doprowadza pracowników do myśli o odejściu z firmy?

  1. Niepewność zatrudnienia

Pracownicy nie wiążą się z pracodawcami, którzy nie pokazują, że im także zależy. Zdarza się, że pracownik miesiącami „nie wie, na czym stoi”. A jeśli osoba zatrudniona nie ma pewności, że pracodawca zwiąże się z nim po okresie próbnym, podświadomie zaczyna czuć niepewność i rozgląda się za nową pracą. Atmosferę niepewności zatrudnienia tworzy czasem nie tyle to, co zapisane w umowie, ile postawa szefostwa.

– Byłam trzy miesiące na okresie próbnym w agencji nieruchomości, na którym pracowałam jak etatowy pracownik, włącznie z zostawaniem po godzinach. Kiedy zbliżała się końcówka trzeciego miesiąca, szef zaczął coraz częściej mówić w mojej obecności o trudnej sytuacji w firmie. Wyczułam, że to wybieg, aby nie wywiązać się z obiecanej umowy na stałe i lepszych pieniędzy. Nie pomyliłam się. Szef zaproponował mi, że mogę zostać na takich samych warunkach, zaznaczając, że w agencji nie dzieje się najlepiej. Zniechęcił mnie na tyle, że jeszcze tego samego dnia zaczęłam rozsyłać CV – opowiada 25-letnia Alicja z Warszawy.

  1. „Utrudnianie życia”

Pracownik ma własne życie i pozapracowe zobowiązania. I nie chodzi o to, że ma przez nie zaniedbywać pracę. Cała sztuka tkwi w tym, aby udawało się łączyć pracę z życiem prywatnym. Bywa, że pracownik potrzebuje przyjść dwie godziny później do pracy i ma ważną np. urzędową sprawę, a szef bez jasnego powodu odmawia mu rozpoczęcia pracy w późniejszych godzinach, choć pracownik mógł te dwie godziny odrobić w godzinach popołudniowych. Pracownicy operują tutaj dwoma sformułowaniami – „szef albo utrudnia życie” albo „idzie na rękę”. Oczywiste kogo wybierze pracownik. Dlatego jednym w ważniejszych zadań, stojących także przed działami HR jest podkreślanie elastycznej pracy.

– Nie zamieniłbym mojej szefowej na inną. Kiedy mam chore dziecko – mogę pracować z domu, kiedy potrzebuję wyjść na przedstawienie do przedszkola – mogę dokończyć obowiązki w godzinach wieczornych i zdalnie. Przez to, że szefowa mi zaufała wykonuję swoją pracę jeszcze dokładniej. Z wcześniejszej pracy zrezygnowałem, gdyż firma nie uwzględniała mojej życiowej sytuacji, choć pracowałem rzetelnie – mówi Michał, który pracuje w krakowskim biurze projektowym.

  1. Pracownik w ogniu krytyki

Zdarzają się modele zarządzania, w których brak krytyki uważany jest już za pochwałę i takie, w których jedyną „motywacją” jest krytyka. Pracownicy nie pałają zachwytem do tego modelu zarządzania. Krytyka jest znośna tylko wtedy, kiedy jako przeciwwagę stosowane są pochwały.

– Przez 10 lat pracowałam w dwóch firmach, w trzeciej jestem od trzech miesięcy i planuję złożyć wypowiedzenie najpóźniej we wrześniu. Jestem dobrym pracownikiem, a łatwo to zmierzyć, bo osiągam dobre wyniki sprzedażowe. Jednak obecny menadżer komunikuje się z zespołem tylko wtedy, gdy może kogoś skrytykować. Nie da się pracować w takiej atmosferze – mówi Kalina, która pracuje jako specjalista ds. sprzedaży w branży medycznej.

  1. Stagnacja, brak wyzwań

Powtarzalność nie jest dla każdego. Dlatego, jeśli kandydat aplikuje na stanowisko pracy, w której nie ma spektakularnej ścieżki kariery, nie należy mu „sprzedawać” tej pracy jako „pełnej wyzwań”. Są osoby, które bezpiecznie czują się w przewidywalnych pracach i takich kandydatów należy szukać. Rozczarowania unikną obie strony.

– Po dwóch weekendach pracy w call center zrezygnowałem. Praca siedząca i nieustanne rozmowy przez telefon okazały się dla mnie zbyt nużące – mówi Krzysztof.

  1. Szef z niższymi kompetencjami

Rekrutując, należy dobierać pracowników w taki sposób, aby nie przewyższali szefów kompetencjami. Układ, w którym pracownik ma dużo wyższe kompetencje od przełożonego, a jednocześnie mniej zarabia, jest źródłem frustracji pracownika, a finalnie powodem odejścia.

– Nie mogłem pogodzić się z brakiem możliwości awansu, podczas gdy mój szef przygotowywał się do objęcia kolejnego wyższego stanowiska – mówi Karol, pracownik IT.

  1. Zakaz korzystania z telefonów komórkowych

Wydawałoby się, że nikt nie zrezygnowałaby z pracy ze względu na brak możliwości korzystania z telefonu komórkowego. Okazuje się, że nie każdy da radę pracować ze świadomością, że nie może przez osiem godzin spojrzeć w kierunku telefonu. Tymczasem w hotelach, gastronomii, handlu – właściciele punktów usługowych coraz częściej proszą o pozostawienie telefonów w szafkach na czas pracy. Lepiej poinformować o takim wymogu na  rozmowie.

– Jestem świeżo upieczoną mamą. Myślę o powrocie do pracy w sklepie, ale nie wyobrażam sobie, aby przez osiem godzin nie móc spojrzeć na telefon. Muszę być pod telefonem, bo inaczej nie będę mogła skoncentrować się na pracy, dlatego szukam pracy w małym punkcie – mówi Ola, która wcześniej pracowała w dużej sieci sklepów.

  1. Stojący tryb pracy

To również czynnik, który ciężko wyeliminować np. w gastronomii. Warto jednak pomyśleć, czy nie zapewnić pracownikowi miejsca do odpoczynku. Zmęczony pracownik, który nie może przysiąść choć na chwilę, wcześniej czy później zrezygnuje.

– Pracowałem w restauracji, w której nawet na zapleczu, nie było ani jednego krzesła dla personelu. Chodziło o to, aby wszyscy pracowali non stop. Rzuciłem tę knajpę po 3 latach pracy, otworzyłem własną i kupiłem krzesła dla personelu. Prosperujemy bardzo dobrze – mówi Marcin, właściciel małego bistro w Warszawie.

  1. Wymaganie obecności pod mailem i telefonem po godzinach

Na dłuższą metę nie da się wytrzymać w pracy, z której ciągle ktoś wydzwania albo śle maile po godzinach (i oczekuje odpowiedzi). Pracodawcy muszą mieć świadomość – i tu jest coraz większa rola działów HR – w uświadamianiu im nowych trendów w politykach kadrowych. Work and balance to nie teoria, to realna potrzeba, zwłaszcza młodego pokolenia, które za parę lat zdominuje rynek pracy.

– Jestem pracownikiem, nie niewolnikiem – mówi Ksawer, który wybrał drogę fotografa freelancera.

  1. Brak odpowiedniej atmosfery

Atmosferę tworzą ludzie, dlatego rekrutując pracowników należy dopasowywać ich także do danego zespołu pod kątem osobowości. Kompetentny pracownik, który jednak nie dopasuje się do atmosfery panującej w firmie, szybko z niej odejdzie.

– Po kilku latach pracy w jednej kancelarii prawnej, postanowiłam spróbować sił w innej. Wytrzymałam niespełna trzy miesiące. Zmanierowanie zespołu, do jakiego trafiłam, było mi kompletnie obce. Wróciłam do starej pracy – opowiada Eliza, asystentka w kancelarii.

  1. Brak „tego czegoś”

Jedni ucieszą się z darmowego kursu języka angielskiego, inni z wyjazdów służbowych, a jeszcze inni z bonów na święta. Brak tego czynnika-wabika, może zaważyć na decyzji pracownika czy zostać, czy odejść. Trudno związać się na dłużej z firmą, która nie oferuje żadnego systemu motywacyjnego.

– Darmowy angielski, to był czynnik, który ostatecznie przekonał mnie do podjęcia pracy w mojej obecnej firmie – mówi Beata, księgowa pracująca dla dużej korporacji.

Na rynek pracy wchodzą coraz młodsze pokolenia. Ostatnie pokolenie Z, zwane internetowym, będzie jeszcze trudniejsze do rekrutowania i utrzymania w firmie – komentuje Żukowska z MonsterPolska.pl. Czynniki związane z atmosferą, work and balance oraz skrojone na miarę benefity nabiorą na znaczeniu. Przed działami HR stoi duże wyzwanie. Sztuką nie będzie jedynie rekrutowanie osób do pracy, ale przygotowanie firm na nowe potrzeby pracowników – dodaje.

 Wypowiedź: Joanna Żukowska, specjalista do spraw marketingu w Monster Polska.

Wybór kontrahenta to niezbędny element prowadzenia działalności gospodarczej. Ta kwestia jest szczególnie ważna, gdy stawiamy pierwsze kroki w biznesie i zależy nam na zdobyciu dobrej opinii. Jeżeli okaże się, że przedsiębiorca, z którym zaczęliśmy robić interesy, jest np. niewypłacalny lub nie działa legalnie, taka współpraca może rzutować nie tylko na dochody naszej firmy, ale także na budowaną reputację. Ekspert Tax Care podpowiada, jak sprawdzić kontrahenta, by nie stracić na takiej kooperacji.

Nawet jeżeli dobrze znamy środowisko biznesowe, w którym działamy, i nie dotarły do nas jakiekolwiek negatywne komentarze na temat danego przedsiębiorcy, zawsze warto sprawdzić wiarygodność firmy, z którą chcemy podpisać umowę. W tym zadaniu mogą nam pomóc specjalnie powołane do tego celu instytucje, ale pierwszy etap analizy warto wykonać samodzielnie.

1. Internet – przydane źródło

Praktycznie nieograniczony dostęp w korzystaniu z sieci powoduje, że z rezerwą powinniśmy podchodzić do informacji i komentarzy zamieszczanych w Internecie. Nie mniej jednak od nich powinniśmy zacząć weryfikowanie wiarygodności przyszłego kontrahenta. – Sprawdźmy, czy w sieci znajdziemy opinie na temat przedsiębiorstwa, z którym chcemy nawiązać współpracę. Naszą uwagę zwróćmy przede wszystkim na portale branżowe. Pamiętajmy jednak, że w ocenie potencjalnego „partnera” nie powinniśmy kierować się wyłącznie liczbą komentarzy na jego temat, bo im bardziej niszowa branża, tym mniej działających w niej podmiotów. Bądźmy świadomi, że nie wszystkie opinie zostawiane w Internecie są rzetelne. Za znaczną część negatywnych wpisów na temat firmy, może być odpowiedzialna np. konkurencja. Bądźmy także czujni, jeżeli zauważymy, że w krótkim czasie w sieci zaczynają się pojawiać wyłącznie pozytywne komentarze odnośnie przedsiębiorstwa X, bo ich autorami mogą być jego pracownicy, a nie klienci – podpowiada Tomasz Pandel, Progress Biuro Usług Finansowych z Olkusza, Partner Tax Care.

Ważnym źródłem informacji jest również strona internetowa firmy, z którą chcemy zacząć współpracować. Przyjętym już standardem jest, że przedsiębiorstwa posiadają profesjonalne serwisy www, więc brak witryny w takim przypadku powinien budzić nasze wątpliwości. Oficjalna strona jest nie tylko wizytówką firmy, ale także pierwszym miejscem, w którym potencjalni klienci mogą zapoznać się z ofertą przedsiębiorstwa. Zwróćmy zatem uwagę, czy potencjalny kontrahent przyłożył się do właściwego przedstawienia tych informacji.

2. CEIDG I KRS, czyli sprawdź podmiotowość kontrahenta

Następnym krokiem powinno być sprawdzenie podmiotowości prawnej przyszłego kontrahenta. Dowiemy się, czy dana firma działa legalnie, czyli czy jest zarejestrowana, ile funkcjonuje na rynku, kto jest jej właścicielem, a kto podejmuje w niej kluczowe decyzje. – Odpowiedzi na te pytania można uzyskać na stronie Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG), gdzie umieszczona jest baza wszystkich osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Po wpisaniu np. NIP, REGONU czy po prostu adresu firmy, zdobędziemy bardziej szczegółowe informacje. Z kolei jeżeli chcemy zdobyć informacje na temat osoby prawnej, prowadzącej spółkę, zajrzyjmy do Krajowego Rejestru Sądowego, który jest dostępny w serwisie internetowym Ministerstwa Finansów. Nie zapominajmy, że dane o wszystkich przedsiębiorcach można także zweryfikować w bazie statystycznej REGON, prowadzonej przez GUS – zaznacza Tomasz Pandel, Partner Tax Care.

3. Sprawdź czy nie chcesz się związać z dłużnikiem

Odwiedzając stronę Ministerstwa Finansów, możemy także sprawdzić, czy firma, z którą chcemy współpracować, jest wypłacalna albo czy nie zalega z płatnościami. Do tego celu służy Rejestr Dłużników Niewypłacalnych (RDN). Na tej liście widnieją zarówno podmioty prawne, jak i osoby prywatne, które  np.  otrzymały sądowy zakaz prowadzenia działalności gospodarczej. – Informacje o dłużnikach udostępnia także Biuro Informacji Gospodarczej, ale nie za darmo, bo przedsiębiorca, który chce skorzystać z tej opcji, musi ponieść koszt rzędu kilkuset złotych miesięcznie. Za opłatą , może jednak sam zgłaszać do BIG nierzetelnych kontrahentów, jeżeli będzie miał nieszczęście takich spotkać – wyjaśnia Tomasz Pandel, Partner Tax Care. Należy pamiętać o tym, że BIG w gruncie rzeczy to kilka instytucji, które przechowują i udostępniają informacje na temat niewypłacalnych firm. W tym kontekście najważniejszym jest KRD, czyli Krajowy Rejestr Długów, który zajmuje się także publikacją statystyk na temat zadłużenia w poszczególnych branżach oraz sektorach naszej gospodarki.

Jeżeli chcemy sprawdzić, czy przedsiębiorstwo, z którym planujemy nawiązać kontakty biznesowe terminowo reguluje swoje zobowiązania, możemy skorzystać także z innych rozwiązań. Po pierwsze, możemy zgłosić się do Urzędu Skarbowego, by sprawdzić, czy dana firma nie zalega z płaceniem podatków. – Pamiętajmy jednak, że nie będziemy mogli samodzielnie wnioskować o uzyskanie takiego potwierdzenia. Jest ono wydawane odpłatnie (koszt 21 zł) na prośbę podmiotu, którego dotyczy informacja. Taka sama sytuacja ma miejsce w przypadku zaświadczenia z ZUS-u, które potwierdza, że przedsiębiorca opłaca terminowo składki na ubezpieczenia społeczne, z tą różnicą, że ten dokument wydawany jest bezpłatnie – mówi Tomasz Pandel, Parter Tax Care. Zanim zaczniemy współpracę kontrahentem, warto poprosić go o przekazanie nam takich zaświadczeń, które mogą stać się załącznikami dołączanymi do podpisywanej umowy.

Sprawdzenie wiarygodności kontrahenta nie zawsze jest łatwym zadaniem. Warto jednak wykonać je rzetelnie i bez pośpiechu, jeszcze przed podjęciem współpracy. Będziemy mieli wtedy pewność, że firma, która pomaga nam dostarczać na rynek najwyższej klasy produkty i usługi, nie tylko wywiąże się ze swojego zadania, ale także stanie się lojalnym partnerem na wiele lat.

 

Źródło: Lightcape

Stereotypowo szef postrzegany jest jako osoba surowa, która wydaje polecenia i rozlicza z nich. Inaczej coach, który jawi się raczej jako partner do rozmowy – otwarty i przyjacielski. Czy więc menedżer może być dla swoich pracowników coachem? Czy może nie rezygnować ze swoich wymagań, a jednocześnie, zamiast wydawać rozkazy – słuchać podwładnych, wspierać ich i inspirować?

Coaching nie jest już słowem tajemniczym, wciąż jednak zdarza się, że rozumiany jest w rozmaity sposób. Warto więc sprecyzować, że zgodnie z definicją International Coach Federation (ICF), „coaching jest partnerską współpracą z klientami w prowokującym do myślenia i kreatywnym procesie, który inspiruje ich do maksymalizacji swojego osobistego i zawodowego potencjału”.

Kluczowe dla coachingu jest wyznaczanie celów i dążenie do nich, a to jest już całkowicie zbieżne z podejściem biznesowym. W końcu w każdej firmie pojawiają się cele i wyzwania, którym należy sprostać.

Czym jest coachingowy styl zarządzania?

Coachingowy styl kierowania nie wymaga sesji, charakterystycznych dla klasycznego coachingu. Zarządzanie tego typu opiera się na komunikacji ukierunkowanej na szukanie rozwiązań, najczęściej za pomocą pytań. Szef wspiera pracownika w rozwoju, dba o poziom jego motywacji i pomaga mu dostrzec szerszą perspektywę.

– Wśród pracowników można się czasem spotkać z zupełnie innym rozumieniem coachingu. Często słyszę: „ale zostałem dzisiaj zcoachowany”, co może oznaczać, że menedżer udzielił negatywnej informacji zwrotnej. Innym razem słyszę „no tak, jak nie wyrobisz się z planem, pójdziesz na coaching”, czyli coaching bywa uważany za rodzaj kary – mówi Marta Bober-Lal, trener w firmie Effect Group. – Tymczasem coachingowy styl zarządzania to nic innego jak sztuka osiągania rezultatów za pomocą rozmowy. Dzięki niej ludzie odnajdują siłę, żeby postawić sobie cele, o których do tej pory nawet nie mieli odwagi marzyć, bo wydawały się poza ich zasięgiem – podkreśla.

Generalnym celem coachingowego stylu zarządzania jest to, żeby ludzie identyfikowali się z firmą, brali współodpowiedzialność za jej losy oraz aby ich działania przekładały się na korzyści dla organizacji.

Z jednej strony, coachingowy styl zarządzania oznacza wzrost produktywności i w efekcie napływ pieniędzy do firmy. Z drugiej, celem jest utrzymanie w przedsiębiorstwie najbardziej wartościowych talentów, poprzez zapewnienie im szansy na rozwój, poprawę efektywności pracy oraz większą satysfakcję z życia (nie tylko zawodowego).

Cele wyznacza szef

Coachingowy styl zarządzania najczęściej wdrażany jest w dużych i średnich firmach, tak naprawdę jednak ani wielkość organizacji, ani branża, ani inne jej cechy nie są przeszkodą do jego stosowania.

Ważne jednak, aby osoby zarządzające przedsiębiorstwem i poszczególnymi działami miały świadomość przyjętej strategii, celów bieżących a także zadań dla poszczególnych stanowisk. O ile bowiem w klasycznym coachingu swoje cele wyznacza sam klient, o tyle w organizacji określa je menedżer.

To, czy coaching stanie się częścią kultury organizacyjnej zależy więc przede wszystkim od kierownictwa danej firmy. Zdarza się jednak, że coachingowy styl zarządzania bierze swój początek od jednego menedżera.

– W coachingu jest takie powiedzenie: „chcesz zmienić innych, zmień siebie”. Jeśli choćby jeden kierownik zacznie pracować ze swoim zespołem metodami coachingowymi, to istnieje duża szansa, że po pewnym czasie również inni menedżerowie, widząc efekty jakie to przynosi, sami będą chcieli robić tak samo – zapewnia Marta Bober-Lal.

Czy to się opłaca?

Tradycyjnie myślący przedsiębiorca lub menedżer może zakładać, że surowe wymagania i rozliczanie pracowników z osiąganych wyników to bardziej efektywne metody niż zarządzanie poprzez zadawanie pytań i rozmowę. Jednak menedżerowie, którzy już poznali zasady coachingowego stylu zarządzania, nie podzielają takiego poglądu.

– Kiedy pytam menedżerów uczestniczących w moich szkoleniach o to, „czy opłaca Ci się wspierać pracowników tak, by osiągnęli cele, które sobie wyznaczyli?”, albo: „czy opłaca Ci się dbać o to, by powiązać osobiste cele i zainteresowania pracownika z celami organizacyjnymi?”, odpowiedzi zawsze są twierdzące – mówi Marta Bober-Lal.

Te intuicje menedżerów potwierdzają wyniki badań. Np. z badań „2014 ICF Global Consumer Awareness Study” wynika, że korzyści płynące z rozwoju pracowników z zastosowaniem podejścia coachingowego pomagają organizacjom zwiększyć skuteczność wykonywanej pracy, poprawić relacje panujące w zespołach, a także korzystnie wpływają na zaangażowanie pracowników.

Coaching wymaga zmian w myśleniu

Nie oznacza to jednak, że każdy menedżer, który dostrzeże korzyści w takiej metodzie zarządzania, będzie potrafił od razu wdrożyć ją w życie. Sama dobra wola może nie wystarczyć, szczególnie w obliczu ciągłego pośpiechu i niecierpliwości w osiąganiu kolejnych celów biznesowych.

– Coaching wymaga uważności, obecności „tu i teraz” – podkreśla trenerka. – Trzeba na chwilę zatrzymać się, znaleźć czas na rozmowę z pracownikiem i to nie tylko w celu wydania nowych poleceń, ale także po to, by go wysłuchać i dać mu szansę na zaproponowanie własnych rozwiązań.

Poza tym zarządzanie w stylu coachingowym często wymaga zmiany w sposobie myślenia. Menedżer powinien wyzbyć się niektórych przekonań, np. takich, że władza przypisana jest do stanowiska, a przełożony powinien mówić innym co mają robić, a potem ponaglać ich. W zamian warto w sobie wyrobić chociażby nawyk zachęcania pracowników do przekazywania informacji zwrotnych oraz do zgłaszania własnych pomysłów. Ważne, aby menedżer miał świadomość własnego potencjału, ale też, by sam chciał nauczyć się czegoś od ludzi, którymi się otacza.

– Bycie menedżerem-coachem wymaga większej odwagi niż szefowanie. Coach musi polegać na swoich ludziach i okazywać to. Poza tym powinien czuć się komfortowo, konfrontując pracownika z wynikami jego pracy. No i powinien wyzbyć się iluzji kontroli – uważa  Marta Bober-Lal.

Ostatecznie kluczem do osiągania lepszych rezultatów biznesowych okazuje się wysoka motywacja wszystkich pracowników tworzących organizację. Motywacja zaś wynika ze wspólnego ustalania celów, brania na siebie odpowiedzialności za ich realizację i wspólnej oceny wyników. A temu właśnie służy coachingowy styl zarządzania.

 

Źródło: empemedia.pl

Coraz częściej dochodzi do sytuacji, w której to kandydaci przebierają w ofertach, a nie firmy w kandydaturach. Oznacza to, że dzisiaj to firmy stoją przed największym wyzwaniem, czyli pozyskaniem odpowiednich pracowników, utrzymaniem obecnych i podtrzymaniem statusu firmy atrakcyjnej dla pracownika w kontekście warunków pracy i rozwoju.

Według danych Mobile Institute, który przeprowadził badanie we wrześniu 2016, najistotniejsze cechy pracy, według osób w wieku 15-35 lat, to elastyczność pracy jest najbardziej pożądaną cechą przez kandydata. Dopiero później wymieniane są zarobki, rozwój osobisty czy możliwości pracy zdalnej. Największym wyzwaniem dla rynku jest jednak zachęcić kandydata do pracy w danym miejscu.

W przypadku gdy firma ma trudność z obsadzeniem swoich stanowisk, naturalnym ruchem jest zwrócenie się o pomoc do specjalisty HR, czyli popularnego headhuntera. Rynek doradztwa personalnego przeżywa w Polsce rozkwit i nie jest zaskoczeniem, że coraz więcej firm korzysta z usług doradców w tej dziedzinie. Outsourcing usług HR to coraz częstsza praktyka, która w przyszłości może nawet zastąpić tradycyjne działy kadr.

Jednak nawet posiadając bardzo poprawnie zorganizowany proces rekrutacyjny, nie ma pewności, że wyłoni on najlepszego pracownika – Dziś wiele ofert pracy jest podobnych: praca dla wielkich marek, szkolenia, stałe wyzwania. Niektórzy kandydaci nie są zainteresowani wzięciem udziału w procesie rekrutacji bo firma jest dla nich za mała czy mniej znana – chcą pracować tylko z najlepszymi. – dodaje Żaneta Glinka, założycielka platformy 360 Digital Natives, która oferuje m.in. usługi headhuntingu.

Rozwiązanie? Elastyczność i wybór – tego, wg danych firmy, szukają młodzi i aktywni na rynku pracy. W sytuacji, w której to kandydaci zaczynają dyktować warunki, firmom zatrudniającym pozostaje dostosować się do warunków panujących na rynku i te coraz częściej zatrudniają freelancerów. – Praca projektowa to nic nowego, ale zmienia się do niej podejście zarówno po stronie pracownika, jak i pracodawcy. W dynamicznym świecie młodzi specjaliści coraz częściej zmieniają pracę. Firmy zabezpieczają się przed tym podpisując umowy z agencjami outsourcingowymi dostarczającymi pracowników na bieżąco – dodaje Glinka.

Kolejną zmiana na rynku pracy jest fakt, że firmy z branży HR często uczestniczą też w procesie zwolnienia pracownika. Firma zwalniająca pracownika podejmuje współpracę z taką agencją doradztwa personalnego, a oni wspierają zwalnianego pracownika w przygotowaniach do podjęcia poszukiwań nowych wyzwań zawodowych. Podpowiadają jak wrócić na rynek pracy, jak przygotować odpowiednie CV na konkretne stanowisko i przygotowują ich do rozmów kwalifikacyjnych.

 

Źródło: www.360digitalnatives.pl

Crowdsourcing jest procesem, dzięki któremu można czerpać z wiedzy grupy ludzi oraz ich potencjału, który wyraża się w poglądach, opiniach, czasie, a także zasobach.

Zaglądając do słownika języka angielskiego można poznać znaczenie słów, z których składa się crowdsourcing. Crowd oznacza tłum, a outsourcing korzystanie z zasobów zewnętrznych. Proces ten może być wykorzystywany przez różne organizacje, takie jak firmy, instytucje publiczne oraz typu non-profit. Jednostka firmy wykorzystuje outsourcing, który oznacza korzystanie z zewnętrznych źródeł. Podmiot, czyli firma zewnętrzna, ma wtedy do wykonania przekazane im zadanie, które może być projektem, badaniem czy procesem. Corwdsourcing jest podręcznikowym przykładem na wykorzystanie rozwoju technologii, ponieważ doskonale wykorzystuje szybką komunikację. To dzięki niej jest możliwe pozyskanie wielu opinii, które w normalnych warunkach znalazłyby się poza zasięgiem, oszczędzając przy tym masę czasu.

Jak przeprowadzać badania crowdsourcingowe?

Chcąc w pełni korzystać z możliwości, jakie daje crowsdsourcing trzeba trzymać się kilku podstawowych zasad. Nie są one odgórnie określone, ale mogą sporo pomóc i usprawnić proces badań. Dobrym początkiem jest skonkretyzowanie celu. Poprzez ustalenie co chcemy uzyskać badaniem i skierowanie go do docelowej grupy, unikniemy niepotrzebnych, nic nie wnoszących opinii. Tworząc ankietę czy inną formę wypowiedzi dla badanych, pamiętaj o ich kreatywności. Nawet bardzo uściślona grupa może przynieść przełomowe rozwiązania, których nawet nie brałeś pod uwagę. Staraj się, żeby wnioski były możliwe do przełożenia i przekazania każdej grupie odbiorców. Ważna jest ich jasność i nazywanie po imieniu, jako konkretny plan na przyszłość. Pomyśl o szablonach, które pomogą wszystko pogrupować i uporządkować. W trakcie przeprowadzania procesu dbaj także o komfort tłumu, staraj się go motywować i zapewniać o ważności powierzonego zadania.

Główne zagadnienia

Przeprowadzenie badań pozwoli ustalić, jak na tle konkurentów wypada firma. To świetny sposób na określenie siły markiz równoczesnym rozpoznaniem na całym rynku. Badając to można określić zapotrzebowanie społeczeństwa, ich odczucia i czy dane działanie jest przez nich oceniane na plus. Umożliwi to planowanie świadomej strategii biznesowej, której struktura będzie miała mocne fundamenty.

Sam wizerunek pracodawcy i potencjał jego marki będą różnie postrzegane przez odmienne grupy. Można na tej podstawie wyciągnąć ciekawe wnioski. Idąc tym tropem, jeżeli firma jest dobrze postrzegana i rozpoznawana przez młodych ludzi, oznacza to wzorowo przeprowadzaną kampanię w sieci i nowoczesnych mediach, a lepsze wyniki wśród doświadczonych osób mogą świadczyć o profesjonalizmie w zatrudnieniu, dbaniu o pracownika i jego dobro. To tylko rozważania, ale warto zwrócić uwagę na grupę, która wystawia opinię i to z czym ona obcuje na co dzień.

Crowdsourcing może być bardzo przydatny w przypadku przeprowadzania szkoleń, gdzie opinia pracowników jest najcenniejsza. Badając ich zdanie, co jest przydatną wiedzą i umiejętnością, można organizować tylko szkoleni przynoszące pozytywne rezultaty. Sięgając po opinie szerszego tłumu łatwo zweryfikować, jakie trendy szkoleniowe są obecnie najbardziej pożądane. Zmniejszy to ryzyko marnowania czasu i pieniędzy na bezwartościowe projekty.

Badania są także wartościowe w przypadku wprowadzania nowych technologii na rynek czy do firmy. Szeroko rozumiane opinie mogą być nieocenione. Tak samo w przypadku pomysłu usług, dodatków czy sposobu reklamy. Korzystanie z crowdsourcingu może być bardzo różnorodne, wszystko zależy od inwencji badających i ich rozumieniu opinii tłumu.

Zwężenie grupy docelowej

Tłum oznacza siłę. Badania przeprowadzanie na dużej grupie osób mogą przynieść masę informacji i opinii, ale trzeba umieć znaleźć te najbardziej wartościowe. Miło mieć świadomość, że duże firmy korzystają ze zdania swoich klientów i szukają rozwiązań odpowiadającym wszystkim stronom. Pojedyncze jednostki jednak łatwo zmanipulować, wmówić im swoje zdanie i przez to zmienić wyniki badań. Łatwo jest podążyć za głosem większości. Dla Crowdsourcingu dobrym rozwiązaniem wydaje się zwężenie badanego tłumu do grupy, bardziej dopasowanej do zapytania. Selekcja nie musi być oparta na wykształceniu czy wieku. Model doboru grupy powinien opierać się na tych, którzy rzeczywiście mają coś konstruktywnego do powiedzenie w danej dziedzinie, jednocześnie posiadając konkretną wiedzę i doświadczenie. Pytając kogoś, co kompletnie nic nie wie na dany temat i biorąc pod uwagę jego opinię, można zaburzyć cały proces badań, odchodząc od głównego problemu.

Źródło: Infor.pl

Eksperci

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

AKTUALNOŚCI

Trendy 2020: Elastyczny styl pracy kusi coraz więcej Polaków

Z najnowszej edycji badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że el...

Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłu...

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Jest kolejny odcinek S17. Ekspresówka coraz dłuższa. Kierowcom coraz wygodniej.

Rośnie sieć dróg szybkiego ruchu S17 wydłuża się w tym roku już poraz kolejny. 13 km dwujezdniowej d...

Zawody przyszłości, o których marzą polscy licealiści

Biotechnolog, specjalista IT, lekarz to zawody, które zdaniem nastolatków w ciągu najbliższych 10 la...

Koniec ery garażowych e-biznesów?

Sklep internetowy łatwo uruchomić, więc na rynku dominują nowe mikrobiznesy pomyślane jako dodatkowe...

Wyszukiwarka prawdę Ci powie. Co Google wie o naszych świątecznych zwyczajach?

Polak przed świętami szuka w internecie oryginalnego pomysłu na życzenia, świerka i kalendarza adwen...

Sztuczna inteligencja w pierwszym w Polsce sądzie arbitrażowym on-line

Ultima Ratio, pierwszy w Polsce elektroniczny sąd arbitrażowy przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP, pod...