piątek, Listopad 15, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "GUS"

GUS

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy przyznali oficjalnie, że będzie to problem z którym rzeba będzie się zmierzyć. Dziś dane Głównego Urzędu Statystycznego to potwierdziły. Poniżej komentarz eksperta Jakuba Olipry, Ekonomisty Credit Agricole Bank Polska S.A.

PKB wyraźnie poniżej oczekiwań

Zgodnie z dzisiejszą publikacją GUS, tempo wzrostu gospodarczego obniżyło się do 3,9% r/r w III kw. wobec 4,5% r/r w II kw., kształtując się wyraźnie poniżej naszej prognozy (4,3%) i oczekiwań rynku (4,1%). W rezultacie roczna dynamika PKB ukształtowała się na najniższym poziomie od IV kw. 2016 r. Kwartalna dynamika PKB oczyszczona z wpływu czynników sezonowych zwiększyła się do 1,3% w III kw. wobec 0,8% w II kw. Opublikowane przez GUS dane są wstępnym szacunkiem, a pełne dane o PKB uwzględniające informacje dotyczące jego struktury zostaną opublikowane pod koniec miesiąca.

Trudno jednoznacznie ustalić przyczynę negatywnego zaskoczenia w przypadku odczytu za III kw. Najprawdopodobniej odpowiada za to niższy od oczekiwań wkład eksportu netto. W III kw. odnotowaliśmy również niższe od prognoz tempo wzrostu PKB w przypadku innych krajów regionu – Czech, Rumunii, Słowacji, co wskazuje na czynnik o charakterze globalnym – pogorszenie światowej koniunktury. Spowolnienie w światowym handlu oraz niepewność dotycząca perspektyw globalnego wzrostu gospodarczego mogła mieć negatywny wpływ nie tylko na eksport ale również na klimat inwestycyjny w Polsce, co spowodowałoby silniejsze od oczekiwań spowolnienie wzrostu nakładów na środki trwałe.

Dane o PKB w III kw., pomimo rewizji przez GUS dynamiki PKB w I i II kw. br. w górę o 0,1 pkt. proc., stanowią ryzyko w dół dla naszej prognozy wzrostu gospodarczego za cały 2019 r. (4,4% r/r). Nasz zrewidowany scenariusz makroekonomiczny przedstawimy po zapoznaniu się z finalnymi danymi o strukturze PKB w III kw.

Finalne dane o inflacji zgodne ze wstępnym szacunkiem GUS

Zgodnie z finalnymi danymi GUS inflacja CPI obniżyła się w październiku do 2,5% r/r wobec 2,6% we wrześniu, kształtując się zgodnie ze wstępnym szacunkiem GUS równym konsensusowi rynkowemu i lekko poniżej naszej prognozy (2,6%).

Ceny warzyw rosną coraz wolniej dzięki efektom wysokiej bazy

Zmniejszenie inflacji w październiku wynikało z niższej dynamiki cen paliw (-4,8% w październiku wobec -2,7% we wrześniu), żywności i napojów bezalkoholowych (6,1% r/r wobec 6,3%) oraz nośników energii (-1,7% wobec -1,6%). Główną przyczyną utrzymującego się w ostatnich dwóch miesiącach spadku inflacji w kategorii „żywność i napoje bezalkoholowe” jest obniżająca się dynamika cen warzyw (16,3% r/r w październiku wobec 23,9% we wrześniu). Mimo nieurodzaju spowodowanego suszą w kierunku obniżenia tempa wzrostu cen w tej kategorii oddziałują efekty wysokiej bazy sprzed roku.

Warzywa kontra owoce

Obniżająca się dynamika cen warzyw z nawiązką kompensuje rosnącą dynamikę cen owoców (12,5% r/r w październiku wobec 8,1% – skutek niższych zbiorów związanych z wiosennymi przymrozkami i suszą) oraz mięsa (8,0% r/r wobec 6,8% – efekt pogłębiającego się deficytu mięsa w Chinach ze względu na straty w pogłowiu świń związane z ASF). Zgodnie z naszymi szacunkami inflacja bazowa nie zmieniła się w październiku w porównaniu do września i wyniosła 2,4% r/r. W kierunku wzrostu inflacji bazowej oddziaływała wyższa dynamika cen w kategoriach „wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego”. Ponadto chodzi o „inne wydatki na towary i usługi”, „napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe”, „zdrowie”, „restauracje i hotele” i „edukacja”.

Co po drugiej stronie?

Przeciwny wpływ miała niższa dynamika cen w kategoriach „odzież i obuwie”, „użytkowanie mieszkania (bez nośników energii)” oraz „transport (bez paliw)”. Mimo stabilizacji inflacji bazowej w październiku warto odnotować, że nieznaczny wzrost dynamiki cen odnotowano w większości jej kategorii. W naszej ocenie wskazuje to na stopniowo narastającą presję inflacyjną w polskiej gospodarce. Jest to spójne z naszym scenariuszem zakładającym kontynuację jej wzrostu w kolejnych miesiącach.

To tylko przejściowa stabilizacja inflacji bazowej

Oczekujemy, że w kolejnych miesiącach inflacja będzie kształtowała się w trendzie wzrostowym i w I kw. 2020 r. wyniesie 3,3% r/r, co więcej osiągając swoje maksimum lokalne. Głównym czynnikiem oddziałującym w kierunku zwiększenia inflacji będzie prognozowana przez nas wyższa inflacja bazowa. Przeciwny wpływ będą miały spadek dynamiki cen paliw a także coraz wolniejsze tempo wzrostu cen żywności. Nasza prognoza zakładająca stopniowy spadek inflacji od II kw. 2020 r. jest spójna z naszym scenariuszem zakładającym stabilizację stóp procentowych w Polsce przynajmniej do końca 2020 r.

Dzisiejsze dane o inflacji są neutralne dla złotego oraz rentowności obligacji. Słabsze od oczekiwań dane o PKB są z kolei negatywne dla polskiej waluty oraz pozytywne dla cen obligacji.

Jakub Olipra
Ekonomista Credit Agricole Bank Polska S.A.

Mówi się, że najtrudniej jest zacząć. Choć obecnie mamy do czynienia z rynkiem pracownika, tylko w wybranych branżach osoby na stanowiskach juniorskich mogą liczyć na satysfakcjonujące wynagrodzenie. W czym warto się wyspecjalizować, by najlepiej zarobić na starcie?

Zarobek na miarę potrzeb?

Obecnie młodzi na rynku pracy mogą liczyć na znacznie wyższy zarobek niż ich poprzednicy z ubiegłej dekady. Jak podaje GUS w raporcie ,,Polska w liczbach 2019” przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w 2018 wynosiło 4 585 zł i było o ok. 300 zł wyższe niż w roku poprzednim. Dla porównania, w 2010 roku średnia pensja wynosiła 3 224 zł brutto, czyli aż o 1 361 zł więcej niż 8 lat później. Obok rosnących płac, rosną także ceny. Zgodnie z raportem GUSu dziś za 1 kg chleba musimy zapłacić średnio 4,80 zł zamiast 3,80 zł. Kilogram kawy kosztuje już nie ok. 25 zł a całe 30 zł. O prawie ¼ wzrosły także ceny jabłek czy 1m3 wody. To pokazuje, że większa pensja wcale nie oznacza, że pracownikowi zostaje więcej środków na realizację pasji czy np. podróże. Duża jej część jest przeznaczana na wydatki bieżące. 

Zobacz też:

W jakiej branży zarobimy najwięcej

Nie bez powodu młodzi ludzie szukają branży, która zapewni im odpowiednie warunki życia, wcześniej niż po kilkunastu latach pracy. Jak wynika z badania Pracuj.pl z 2018 roku na zarobek w wysokości ok. 5 000 zł brutto w ciągu pierwszych 3 lat pracy mogą liczyć absolwenci kierunków związanych z elektroniką i telekomunikacją. Niewiele mniej – 4 700 zł brutto zarobią absolwenci automatyki i robotyki oraz lotnictwa i kosmonautyki. W dalszej kolejności są początkujący farmaceuci oraz osoby wykształcone w zakresie zarządzania i marketingu (ok. 4 500 zł). Na najwięcej liczyć mogą początkujący programiści. Jak podaje raport firmy Sedlak&Sedlak z 2018 roku, na stanowisku Junior Developera można oczekiwać wynagrodzenia rzędu 5 527 zł brutto. 

Zobacz też:

Na polskim rynku zapotrzebowanie na programistów wciąż jest bardzo wysokie. Jak podaje GUS, luka cyfrowa wynosi 50 tysięcy wakatów. Rekruterzy i managerowie firm technologicznych kuszą więc atrakcyjnymi zarobkami, by pozyskać odpowiedniego kandydata. Choć najtrudniej znaleźć doświadczonego, wyspecjalizowanego Senior Developera, również juniorzy mogą liczyć na satysfakcjonujące wynagrodzenie. Jak podaje raport No Fluff Jobs „Rynek pracy w IT 2018”, zarobki początkujących programistów wzrosły aż o 9% względem roku ubiegłego, a liczba ofert na stanowiska juniorskie wzrosła aż o 22%. Najbardziej poszukiwani są programiści JavaScript (27% wszystkich ogłoszeń), Java (24%) i Angular (10%). 

Jak wejść na ,,start”?

Rynek obfituje nie tylko w oferty pracy dla programistów, ale w również daje możliwość nauki. Nie trzeba już kończyć 5-letnich studiów związanych z informatyką, by zdobyć wymarzoną posadę w branży IT. Programowania można uczyć się choćby ,,na własną rękę”, korzystając z książek i podręczników, tutoriali, a także for internetowych czy zagranicznych materiałów. Tego typu nauka wiąże się jednak z ryzykiem, że przyswajana wiedza jest nieaktualna, lub internetowy mentor zwyczajnie wprowadza w błąd, co prowadzi do utrwalania złych nawyków. Branża technologiczna poszukuje osób, które potrafią pracować zespołowo, czego nie da  nauczyć się z książek czy Internetu. Alternatywą dla samodzielnej nauki mogą być bootcampy programistyczne, czyli krótkie kursy programowania, zarówno weekendowe, jak i intensywne, trwające ok. 2 miesiące. Szkoły te decydują się uczyć kursantów jednego czy dwóch języków programowania, by w krótkim czasie zdobyli wiedzę w konkretnej dziedzinie. Absolwenci bootcampów mają zatem ograniczony wybór ofert pracy przeznaczonych dla programistów. Na rynku obecne są także szkoły IT, takie jak Codoecool, które przez rok szkolą Full Stack Developerów, gotowych by podjąć pracę na stanowisku juniorskim.

,,W naszej szkole symulujemy realne środowisko pracy i stawiamy na naukę nie tylko popularnych języków programowania, ale także wskazujemy, jak uczyć się właściwie. Dzięki temu nasi absolwenci odnajdują się w każdej nowej technologii oraz potrafią samodzielnie dochodzić do prawidłowych rozwiązań problemów pojawiających się na ich drodze. Oprócz tzw. twardych umiejętności, uczymy też jak współpracować, komunikować się w zespole czy prezentować swoje pomysły. Wykształceni przez nas Junior Developerzy z pewnością spełnią wymagania, jakie stawia środowisko pracy w branży IT” – komentuje Konrad Gadzina, mentor szkoły programowania Codecool.

Zapotrzebowanie na programistów jest i będzie ogromne, nie tylko w Polsce. Jak podaje raport firmy IDC przygotowany na zlecenie Cisco ,,20 Most Significant IT Roles You Should Consider” z marca 2018, do 2027 roku na światowym rynku IT pojawi się 4 miliony dobrze płatnych stanowisk, dlatego inwestycja czasu i pieniędzy w naukę programowania wydaję się być dobrą decyzją.

Dane GUS, sygnalizujące wzrost sprzedaży detalicznej w marcu o zaledwie 3,1 proc., na pierwszy rzut oka wydają się mocno rozczarowujące. Choć faktycznie mocne nie są, nie powinny jednak stanowić powodu do niepokoju, bowiem w dużej mierze wynikają z czynników sezonowych.

Według najnowszych danych GUS, w marcu sprzedaż detaliczna była o zaledwie 3,1 proc. wyższa niż rok wcześniej, a licząc w cenach stałych, czyli po wyeliminowaniu wpływu inflacji, wzrost wyniósł jedynie 1,8 proc. Ekonomiści spodziewali się mniejszej dynamiki, ale ich zdaniem powinna ona wynieść 3,9 proc. Jeśli spojrzeć na „suche” liczby, to dane najgorsze od marca 2016 r., czyli od trzech lat. Marcowe dane nie powinny być jednak traktowane jako w pełni miarodajny sygnał ostrzegający przed pogorszeniem się sytuacji. Należy patrzeć na nie z perspektywy wahań sezonowych, związanych głównie z ruchomą datą Wielkiej Nocy. To święto tradycyjnie pobudza Polaków do zdecydowanie zwiększonych wydatków. W ubiegłym roku przypadało ono 1 kwietnia, a więc zakupy koncentrowały się w marcu i wrosły one wówczas aż o 7,9 proc., a licząc w cenach stałych o 8,8 proc. Statystyczna baza odniesienia do tegorocznych danych marcowych była więc bardzo mocno wyśrubowana. Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że marcowe wydatki konsumentów były aż o 13,5 proc. wyższe niż w lutym. Te obserwacje sugerują, że dane za kwiecień pokażą ponownie spory wzrost sprzedaży detalicznej i uspokoją obawy przed większą wstrzemięźliwością polskich konsumentów.

Rodzaje „kredytów frankowych”, czyli ile franka jest we franku?

W związku ze wspomnianym przesunięciem świątecznych zakupów, w marcu obniżyła się aż o 10,4 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem sprzedaż żywności i napojów. O 11,3 proc. wzrosła liczona w cenach stałych sprzedaż samochodów i motocykli oraz części do nich, a aż o 20,5 proc. więcej konsumenci wydali na artykuły z kategorii meble oraz sprzęt RTV, AGD. Tendencja silnego wzrostu zakupów towarów trwałego użytku utrzymuje się już od kilku miesięcy, a w marcu uległa wyraźnemu przyspieszeniu.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Polacy znaleźli się na 7. miejscu pracujących najwięcej wśród 36 krajów OECD, objętych badaniem Better Life Index. Jednocześnie, znając swoją wartość na rynku pracownika, wiedzą, że za ich zaangażowanie i odpowiedzialność należy im się godziwe wynagrodzenie. Dlatego też ekonomiści i eksperci rynku pracy są zgodni – wynagrodzenia w Polsce rosną wprost proporcjonalnie do wzrostu oczekiwań pracowników. Czy jednak pieniądze to wszystko, co interesuje zatrudnionych? Okazuje się, że nie, zwłaszcza dla kadry zarządzającej.

Jak podaje GUS, przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w 2018 r. wyniosło 4852,29 zł i jak ma to miejsce już od wielu lat, było wyższe, niż w roku poprzednim. Nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja w 2019 r. miała się zmienić – rynek pracy jest wciąż rynkiem pracownika, który dyktuje pracodawcy warunki. Co jednak ciekawe – już nie tylko finansowe.

Zobacz też:

Edukacja i szkolenia budują zaangażowanie pracowników

Wynagrodzenie jest ważne, ale…

Najnowszy raport „Monitor Rynku Pracy” Instytutu Badawczego Randstadt, opublikowany 15 stycznia 2019 r. wskazuje, że w końcówce 2018 r., najczęstszą przyczyną zmiany pracy u Polaków była chęć rozwoju zawodowego – wskazało ją aż 63% osób, które w ciągu ostatnich 6 miesięcy znalazło nowego pracodawcę. Dla porównania – motywację związaną z wynagrodzeniem wskazało jedynie 53% respondentów.[1] To wyjątkowo ciekawa dana, zwłaszcza w „społeczeństwie na dorobku”, jakim często określają się Polacy – znajduje ona jednak potwierdzenie również w innych badaniach. Przykładowo – z raportu portalu ogłoszeniowego Gumtree, z maja 2018 r. wynika, że aż 77% pracodawców uważa, że aktualnie, aby znaleźć dobrego pracownika, należy zaoferować o wiele więcej, niż tylko atrakcyjne wynagrodzenie.[2]

Oczywiście, powyższe dane nie oznaczają, że nagle Polacy przestali zwracać uwagę na stan własnego konta i zasobność portfela. Wynagrodzenie jest wciąż jednym z głównych motywatorów do podjęcia pracy, jednak jak czytamy w ww. raporcie Gumtree.pl, tak samo istotnym jak np. atmosfera w miejscu pracy. 83% ankietowanych pracowników wskazało oba czynniki, jako kluczowe podczas rekrutacji, bardzo podobne zdanie mieli pracodawcy i rekruterzy (96% wskazało wynagrodzenie, 93% atmosferę w miejscu pracy). Niewiele mniejsze znaczenie miały inne czynniki pozapłacowe, takie jak postawa i charakter przełożonych (kluczowy dla 79% pracowników, co potwierdza 82% pracodawców), możliwość rozwoju (istotna dla 75% pracowników, wskazywana przez 89% pracodawców) i możliwość podnoszenia swoich kompetencji, np. przez udział w finansowanych przez firmę szkoleniach (pracownicy – 72%, pracodawcy – 84%).

Zbliżone wnioski wyciągnęli badacze międzynarodowego giganta rekrutacyjnego Michael Page. Zgodnie z przygotowanym przez nich „Job Confidence Index”, najczęściej wskazywanym powodem zmiany pracy aktualnie w Polsce jest właśnie chęć rozwoju (76%), kolejnym – chęć lepszej równowagi pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym (60%), a dopiero na trzecim miejscu – wyższe wynagrodzenie (52%).[3]

Nie jest tajemnicą, że w 2019 r. znalezienie, ale przede wszystkim – utrzymanie w organizacji dobrego pracownika jest w Polsce bardzo trudne. Wiedzą o tym właściwie wszyscy pracodawcy, analitycy i HR-owcy. W czasach, gdy odpowiednie wynagrodzenie nie wystarcza, a benefity w stylu opieki medycznej czy karty MultiSport są właściwie absolutnym standardem, pracodawcy muszą podjąć zdecydowanie większy wysiłek w obszarze zachęcania pracowników do swojej oferty. Wysiłek, który zapewni im poczucie sensu wykonywanej pracy i w taki sposób dostosuje kulturę organizacyjną, że sprosta ona oczekiwaniom, które rosną nie tylko wraz z poprawą sytuacji ekonomicznej, ale też poziomem stanowiska, czy doświadczenia zatrudnionych. Proste „zwiększenie budżetu” na dane stanowisko już nie wystarczy. Pracodawcy są teraz zmuszeni do działań na poziomie strategicznym, opracowując odpowiednią filozofię funkcjonowania swoich organizacji, która pozwoli na sprostanie wyzwaniom współczesnego rynku pracykomentuje Grzegorz Święch, Wiceprezes i Partner Grupy Nowe Motywacje.

Satysfakcja to podstawa, zwłaszcza dla menedżerów

Wpływające na satysfakcję z pracy, pozapłacowe aspekty zatrudnienia mają kluczowe znaczenie przede wszystkim dla przedstawicieli kadry zarządzającej. Wiedza ta najwyraźniej nie jest obca pracodawcom, którzy robią wszystko, aby utrzymać doświadczonych i wykwalifikowanych menedżerów, oferując im kolejne pakiety benefitów, nowe wyzwania i dbają o poczucie sensu wykonywanej pracy. Najwyraźniej, potrzeba dbałości o zadowolenie pracowników wyższego szczebla jest na tyle duża na obecnym rynku pracy, że siły i fundusze wkładane w utrzymanie retencji w tym segmencie zatrudnionych przynoszą efekty. Wspomniany już raport Randstadt dowodzi, że 77% pracowników polskich firm jest zadowolona z pracy. Co ciekawe – najwyższe wskaźniki satysfakcji można zaobserwować u kadry zarządzającej (top managementu) – deklaruje ją aż 93% menedżerów. Dla porównania, wśród szeregowych pracowników fizycznych jest to tylko 55%.[4]

Trudno się dziwić, że top management w coraz mniejszym stopniu zawraca uwagę na zarobki. Ciężko powiedzieć, że menedżerowie są w Polsce źle opłacani. Raporty płacowe i dane szacunkowe firmy rekrutacyjnej Antal wskazują, że średnie zarobki dyrektorów czy menedżerów w ciągu ostatnich pięciu lat wzrosły aż o 8 tys. zł – z 15 do 23 tys. zł. To wyjaśnia, dlaczego na liście powodów zmiany pracy w tej grupie pracowników, na pierwszym miejscu znajdują się atrakcyjne możliwości rozwoju kariery (45% respondentów), dopiero później, wynagrodzenie (40%) – jak dowodzi 8. edycja badania AntalAktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” z sierpnia 2018 r. Czynnikami negatywnie wpływającymi na poziom satysfakcji menedżerów jest złe zarządzanie i zła atmosfera w firmie, co tylko potwierdza jak istotna jest dbałość o odpowiednią kulturę organizacji w czasach rosnącej dobrowolnej rotacji pracowników.[5]

Kadra menedżerska to wyjątkowa grupa pracowników. Z jednej strony, szalenie wymagająca, z drugiej jednak, kluczowa dla prawidłowego funkcjonowania i rozwoju organizacji. Dbałość o jej satysfakcję z pracy poprzez oferowanie odpowiednio ambitnych wyzwań, przy jednoczesnym tworzeniu warunków do ich podjęcia to zadanie tak samo ważne, jak trudne. Na szczęście, działając w branży szkoleniowej, wiemy, że pracodawcy w większości „odrobili lekcje” – podnoszenie poziomu kompetencji kadr kierowniczych jest właściwie standardem w każdej szanującej się organizacji. Pracodawcy zdają sobie sprawę, że odpowiednio przygotowana i zmotywowana kadra kierownicza, to tak samo przygotowany i zmotywowany zespół pracowników niższego szczebla – dodaje Grzegorz Święch.

Wyzwania zawodowe zamiast podwyżki

Utrzymanie dobrego pracownika z doświadczeniem jest dla pracodawcy wyzwaniem, któremu coraz rzadziej pozwala podołać sama podwyżka. Nie oznacza to jednak, że jest wyzwaniem, z którym rodzimi pracodawcy sobie nie radzą. Poziom retencji wśród przedstawicieli kadry zarządzającej jest bardzo niski – w badaniu Randstadt, respondenci reprezentujący kierownictwo niższego szczebla, w większości nie zmieniali pracy w ostatnim czasie (83%), menedżerowie wyższego szczebla (top management), prawie w ogóle – 93% z nich zachowało dotychczasowe zatrudnienie w ciągu ostatnich 6 miesięcy. Sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej na niższych poziomach kariery – wśród szeregowych pracowników biurowych, aż 24% zmieniło ostatnio pracę, podobnie kwestia ta wyglądała u pracowników fizycznych (30%). Powyższe wyniki badań można tłumaczyć tym, że to właśnie kierownicy i dyrektorzy, poza inicjalnie wysokim wynagrodzeniem, otrzymują od pracodawców najwięcej dodatkowych benefitów – nie tylko w postaci samochodów służbowych, ale właśnie wyzwań zawodowych, szkoleń, a także udogodnień w postaci możliwości pracy w elastycznych godzinach lub zdalnej. Tłumaczenia zyskują sens, zwłaszcza, biorąc pod uwagę fakt, że top management stosunkowo rzadko (w porównaniu do innych grup) otrzymuje podwyżki – 37% menedżerów wyższego szczebla otrzymało podwyżkę wynagrodzenia w ciągu ostatniego roku. Dla porównania, wskaźnik ten wyniósł 44% dla kierowników średniego szczebla i 45% dla pracowników fizycznych – jak udowadnia Randstadt.

Praca nabiera sensu

Nie ulega wątpliwości, że polski rynek pracy w 2019 r. w niczym nie przypomina tego, jakim był jeszcze kilka lat temu. To, czego poszukują współcześni pracownicy, właściwie niezależnie od sprawowanej funkcji to: poczucia sensu, rozwoju i spełnienia. Wśród pracodawców, wywołuje to konieczność transformacji sposobu myślenia, skupienie się na opracowaniu strategii długoterminowych, stawiających człowieka (pracownika) na pierwszym miejscu. Co ciekawe, podobne zjawiska nie są jedynie specyfiką rynku pracy, to cecha zmiany na rynku w ogóle, w szeroko rozumianym biznesie. Zmiany pokoleniowe oraz rozwój technologii czy globalizacja odmieniły dotychczasowy porządek, odwróciły priorytety i oblicze rynku. Tak jak w handlu, to nie marka, a konsument jest teraz w centrum uwagi, tak na rynku pracy, to nie pracodawca, a pracownik dyktuje warunki. Pracownik, który coraz częściej skupia się na „wartości dodanej” płynącej z wykonywanej przez siebie pracy. Bo przecież, jak mówi przysłowie: „Pieniądze to nie wszystko”…

[1] „Monitor Rynku Pracy” 34. Edycja badania, Instytut Badawczy Randstadt (styczeń 2019)

[2] „Praca w życiu, życie w pracy”, Gumtree.pl (maj 2018)

[3] „Job Confidence Index” Michael Page (III kwartał 2018)

[4] „Monitor Rynku Pracy” 34. Edycja badania, Instytut Badawczy Randstadt (styczeń 2019)

[5]  „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy, 8. edycja” Antal (sierpień 2018)

Jak wynika z danych GUS, w III kwartale 2018 r. inwestycje firm były jednym z głównych kół zamachowych polskiej gospodarki i wzrosły o blisko 10 proc. w porównaniu do ubiegłego roku[1]. To oznacza, że mamy dobrą koniunkturę i warunki sprzyjające rozwojowi biznesu. Aby jednak przedsiębiorcy mogli w pełni wykorzystać ten potencjał, często muszą posiłkować się zewnętrznym źródłem finansowania, najczęściej w postaci kredytu. Problem jednak polega na tym, że nie każde przedsiębiorstwo dostanie go „od ręki”.

W najcięższej sytuacji są biznesy od niedawna obecne na rynku. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) podpowiadają, jak zadbać o zdolność kredytową firmy i przygotować się do rozmów z kredytodawcą, by skutecznie zwiększyć szanse na przyznanie dodatkowych funduszy w nadchodzącym roku.

Coraz więcej małych firm decyduje się na kredyt

Mikrofirmami polska gospodarka stoi. Stanowią one aż 96 proc. wszystkich przedsiębiorstw działających w naszym kraju i stosunkowo rzadko korzystają z dodatkowych środków w celach inwestycyjnych[2]. Pozyskane fundusze częściej służą im do prowadzenia bieżącej działalności czy zwiększania jej skali. Potwierdza to badanie Związku Banków Polskich z 2018 r.[3]. Ponad połowa średnich i 42 proc. mikro- oraz małych firm korzystała z kredytów w rachunku bieżącym lub z salda debetowego. Na kredyt inwestycyjny zdecydowało się co 3 średnie i co 8 mikro- i małe przedsiębiorstwo. Większe zainteresowanie zewnętrznym finansowaniem przedsiębiorców zauważają także eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, którzy w III kwartale 2018 r. pośredniczyli w udzieleniu firmom kredytów o łącznej wartości 744,18 mln zł, co oznacza wzrost o 22 proc. w porównaniu do analogicznego okresu z ubiegłego roku. – W ostatnich latach po dodatkowe środki coraz chętniej ubiegają się już nie tylko duże przedsiębiorstwa, ale także mniejsze firmy, co jest także odzwierciedleniem większej dostępności kredytów firmowych. Fundusze pozyskane z kredytu nie tylko ułatwiają prowadzenie bieżącej działalności i utrzymanie płynności finansowej, ale także pozwalają na rozwój, np. poprzez zwiększenie zatrudnienia, poszerzenie zakresu działania czy ekspansję na nowych rynkach zbytu. Jest to często niezbędne, by przedsiębiorstwo mogło szybko reagować na zmiany rynkowe i osiągać przewagę nad konkurencją – mówi Marcin Kopciara, ekspert ZFPF, Open Finance.

Trudniej o kredyt firmom, które dopiero startują

Mimo że, jak pokazują dane ZFPF, wzrasta odsetek firm korzystających z kredytów, a banki w ostatnich latach złagodziły swoją politykę wobec firm potrzebujących takiego wsparcia, to nic nie zapowiada, by w 2019 r. mikroprzedsiębiorcom miało być łatwiej o kredyt. Gdy firma prosperuje na rynku długo, ma na nim ugruntowaną pozycję i posiada historię kredytową, najlepiej pozytywną, ma tym samym łatwiejszą drogę w ubieganiu się o finansowanie. W trudniejszej sytuacji są „młode” przedsiębiorstwa, które mają niewielkie i nieregularne przychody. – Nie wszystkie banki udzielają kredytów firmom, które od niedawna działają na rynku. Często jednym z warunków przyznania finansowania, jest prowadzenie biznesu przez przynajmniej 6 lub 12 miesięcy. Inną istotną kwestią są dochody firmy oraz to, czy spłaca ona na bieżąco swoje zobowiązania np. wobec ZUS. Niekiedy liczy się także forma opodatkowania i to, czy amortyzujemy środki trwałe w firmie. Choć obniża to podatki, to może także utrudnić przedsiębiorcy zaciągnięcie kredytu – mówi Marcin Kopciara, ekspert ZFPF, Open Finance.

Terminowe płatności pomogą w uzyskaniu kredytu

Przedsiębiorca, który prowadzi firmę krótko, ale chce uzyskać finansowanie na rozwój lub bieżącą działalność, może poprawić swoją zdolność kredytową. Jednym ze sposobów jest zadbanie o pozytywną historię kredytową, która sprawia, że kredytobiorca staje się wiarygodny w oczach banku. – Liczy się terminowa spłata wszelkich zobowiązań firmy. Począwszy od spłaty poprzedniego kredytu, leasingu po regulowanie rachunków za prąd i gaz. Bardzo ważna jest także dobra opinia w ZUS-ie i Urzędzie Skarbowym. Nawet jeśli biznes jest „młody”, ale przedsiębiorca solidnie opłaca wszystkie zobowiązania, zyskuje w oczach banku i może nawet liczyć na lepsze warunki kredytu w postaci np. niższej prowizji – radzi Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Open Finance i dodaje, że do rozmów z bankiem warto się przygotować, prezentując biznesplan, a także pozyskane umowy z kontrahentami: – Bank przeanalizuje także to, w jakim sektorze działamy i czy jesteśmy konkurencyjni na rynku. Jeśli przedstawimy dokumenty potwierdzające, np. wygrane przetargi, kontrakty zawarte z dużymi przedsiębiorcami lub z jednostkami sektora publicznego, podniosą one wiarygodność naszego przedsiębiorstwa i mogą istotnie zwiększyć zdolność kredytową – dodaje Michał Krajkowski.

Pomyśl o dodatkowym zabezpieczeniu kredytu

Bank chętniej udzieli kredytu przedsiębiorstwu, które posiada zabezpieczenie finansowania. Mogą być to środki, które należą bezpośrednio do firmy lub też do jej właściciela. Kredyt można zabezpieczyć środkami trwałymi, np. nieruchomością w postaci biura lub mieszkania, ale także majątkiem ruchomym, czyli np. samochodem, maszynami czy wyposażeniem biura. Nie zawsze jednak kredytodawca uzna zabezpieczenie przedsiębiorcy za wystarczające i może wycenić je poniżej rzeczywistej wartości rynkowej. Oznacza to, że zabezpieczenie może nie pokryć spłaty zobowiązania w całości, gdyby kredytobiorca miał kłopoty finansowe. By zwiększyć szansę firmy na pozyskanie kredytu, warto dobrze przygotować się do negocjacji z bankiem i skorzystać z pomocy pośrednika, który pomoże w doborze najlepszego produktu finansowego. W takim przypadku istotne jest także to, że ekspert szybko oceni, w którym banku mamy największe szanse na przyznanie kredytu i pomoże w wyborze korzystnej oferty. Przykładowo, nawet nieznaczne obniżenie oprocentowania ma duży wpływ na zmniejszenie całkowitych kosztów kredytu – dodaje Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

 

[1] GUS, Dane gospodarcze i finansowe dla Polski z 03.12.2018.

[2] Dane: PARP.

[3] ZBP, Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa o usługach finansowych, czerwiec 2018.

Według danych SMEO/ERIF BIG w aż pięciu województwach firm borykających się z problemami finansowymi było więcej niż tych, które w kłopoty finansowe nie popadły. Czarnym punktem na mapie polskiego mikrobiznesu jest Podkarpacie. Świętokrzyskie, pomimo niskiej rentowności obrotu brutto i słabych płac, na problemy wskazuje najrzadziej.

Według raportu Bezpieczeństwo finansowe małych firm w Polsce opracowanego przez SMEO we współpracy z Erif BIG, w najgorszej kondycji znajdują się mikrofirmy z województwa podkarpackiego, gdzie aż 68% z nich na przestrzeni ostatnich dwóch lat doświadczyło trudności finansowych. Niewiele lepsza sytuacja ma miejsce w lubelskim (56%), wielkopolskim (53%) i warmińsko-mazurskim (52%), gdzie problem dotyczy ponad połowy mikroprzedsiębiorstw. Najlepiej w obszarze finansów radzą sobie firmy z województwa lubuskiego, świętokrzyskiego, pomorskiego i łódzkiego. Z problemami finansowymi zmierzył się tam co trzeci mikroprzedsiębiorca.
Screen Shot 2018-10-15 at 19.14.30.png
Dane te pokrywają się z najnowszym raportem GUS, według którego w wymienionych województwach mamy do czynienia z najmniej korzystnymi wskaźnikami rentowności obrotu. Co za tym idzie, szanse na inwestycje i poprawę sytuacji w tych regionach maleją.
Dodatkowo województwa podkarpackie, lubelskie, warmińsko-mazurskie (a także świętokrzyskie i podlaskie, które na problemy finansowe narzekają relatywnie rzadko) to regiony o najniższych średnich pensjach brutto. Wyjątek stanowi województwo wielkopolskie, w którym ponad połowa mikrofirm wskazuje na problemy finansowe. Mimo to pensje pracowników utrzymują się tu na stosunkowo wysokim poziomie (w przedziale 2700-2899 zł brutto na jednego zatrudnionego). Wyższe stawki oferowane są jedynie w województwie mazowieckim.

Niska sprzedaż nie tak straszna, problemem reklamacje

W skali kraju najczęstszą wskazywaną przyczyną problemów finansowych w mikrofirmach jest zbyt niska sprzedaż, a w efekcie niewystarczające przychody firmy (38%). W pięciu województwach, w których problemy finansowe pojawiają się najczęściej czynnik ten ma wyraźnie mniejsze znaczenie niż w pozostałych regionach kraju. W podkarpackim, lubelskim, wielkopolskim, warmińsko-mazurskim i zachodnio-pomorskim na trudność tę wskazuje średnio jedynie 28% firm w porównaniu do 38% średniej krajowej.
Częściej za to przyczyną kłopotów okazują się tam reklamacje składane przez klientów (16% przy średniej krajowej 10%). Rekordowo często oczekiwaniom klientów nie są w stanie sprostać firmy ze znajdującego się w najgorszej sytuacji finansowej województwa podkarpackiego. Aż 30,8% ankietowanych popada z tego powodu w kłopoty finansowe.

Złudny optymizm na Podkarpaciu i w świętokrzyskim

Choć podkarpaccy przedsiębiorcy źle oceniają sytuację finansową i wyniki swoich firm,  dane zebrane w bieżącym roku przez Bank Pekao pokazują, że pozostają oni w najlepszych nastrojach od pięciu lat. Częściej niż średnio w kraju skarżą się na bariery utrudniające prowadzenie biznesu, nadrabiają za to optymizmem w kwestii zatrudnienia oraz oczekiwania na zapłatę.
Interesująco prezentuje się też sytuacja w świętokrzyskim. Zaledwie 33% firm w tym województwie przyznaje, że w ciągu ostatnich dwóch lat popadło w problemy finansowe. Jest to jeden z trzech najlepszych wyników w kraju. Odnotowano tam natomiast najwyższy odsetek firm narzekających na zbyt niską sprzedaż. Na problem z uzyskaniem wystarczającego poziomu przychodów wskazało aż 66,7% przedsiębiorców (dla średniej w skali kraju 38%).
Optymizmu przedsiębiorców ze świętokrzyskiego nie potwierdzają wskaźniki ekonomiczne. Według danych GUS wskaźnik rentowności obrotu brutto wyniósł tam 11,1% przy 11,9% w skali całego kraju. W odpowiedzi na problemy finansowe mikrofirmy z tego regionu zdecydowanie częściej niż inne województwa sięgają po środki własne (prywatne zasoby właścicieli). Postępuję tak aż 66,7% badanych przy średniej dla kraju na poziomie 34%.

Mikrofirmom nie płacą

Jednym ze zjawisk negatywnie wpływających na kondycję przedsiębiorstw w Polsce są zatory płatnicze oraz problemy z uzyskaniem zapłaty od klientów. W najgorszej sytuacji znajdują się małe firmy. Zwykle wychodzą ze słabej pozycji negocjacyjnej w kontaktach z większym kontrahentem i dysponują niewielkimi rezerwami gotówki, aby przetrwać ewentualny cios finansowy. Według danych SMEO/ERIF BIG 62,5% mikrofirm w Polsce w ciągu ostatnich dwóch lat nie uzyskało w ogóle lub uzyskało jedynie częściową płatność z tytułu dostarczonych towarów lub usług.
[P1: Czy w ciągu ostatnich dwóch lat zdarzyło się w Pani(a) firmie nie uzyskać w ogóle lub uzyskać jedynie częściową zapłatę za dostarczone produkty lub usługi?]
Województwo TAK NIE
lubelskie 81% 19%
małopolskie 77% 23%
śląskie 77% 23%
kujawsko-pomorskie 72% 28%
opolskie 71% 29%
wielkopolskie 69% 31%
mazowieckie 69% 31%
podkarpackie 67% 33%
lubuskie 64% 36%
łódzkie 59% 41%
warmińsko-mazurskie 54% 46%
dolnośląskie 42% 58%
podlaskie 37% 63%
pomorskie 35% 65%
świętokrzyskie 25% 75%
zachodniopomorskie 25% 75%
Najlepiej ze ściąganiem należności radzą sobie firmy w zachodniopomorskim i świętokrzyskim. Trudności w tym zakresie odnotował zaledwie co czwarty mikroprzedsiębiorca. Najgorzej sytuacja wygląda w lubelskim, małopolskim i śląskim, gdzie ponad ¾ firm zdarza się nie uzyskać oczekiwanej zapłaty od klientów. W skali kraju w 11 województwach problem nierzetelnych kontrahentów dotyczy już ponad połowy mikrofirm.

Jak podaje GUS, stopa bezrobocia we wrześniu br. wyniosła 5,7 proc., co oznacza spadek o 0,1 pkt proc. w stosunku do sierpnia. Komentarz w tej sprawie otrzymaliśmy od Moniki Fedorczuk, ekspertki Konfederacji Lewiatan.

 

Źródło: GUS

To bardziej optymistyczne dane niż pierwotne szacunki ministerstwa rodziny, pracy i spraw społecznych, wskazujące na stabilizację bezrobocia na poziomie 5,8 proc.. Patrząc na bezrobocie we wcześniejszych latach, spadek tej wartości pomiędzy sierpniem i wrześniem był odnotowywany w okresie ostatnich czterech latach, przy czym różnica wynosiła – podobnie jak w tym roku – od 0,1 do 0 punktu procentowego.

Zobacz też:

Inflacja nie odpuszcza

Widać różnice w wysokości bezrobocia pomiędzy poszczególnymi regionami. Najsilniej stopa bezrobocia spadła w województwach podkarpackim, podlaskim i zachodniopomorskim i w regionie warszawskim stołecznym (o 0,2 punktu procentowego), zaś w województwach kujawsko pomorskim, łódzkim i warmińsko – mazurskim pozostała na tym samym poziomie. Mimo ogólnej poprawy na rynku pracy, widoczne są nadal bardzo duże różnice na poziomie lokalnym. Obok powiatów, gdzie stopa bezrobocia nie przekracza 2 proc. (m.in. poznański, wolsztyński, miasto Poznań, miasto Warszawa czy Katowice) są takie, gdzie ponad 20 proc. osób aktywnych zawodowo jest zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy (powiat szydłowiecki czy braniewski). Ostatnie z wymienionych powiatów właściwe nie odczuwają ogólnej poprawy na rynku pracy w zakresie zwiększonego zapotrzebowania na prace i znacznie łatwiejszego dostępu do rynku pracy dla osób poszukujących zatrudnienia.

Obok spadku bezrobocia, widać również spadek liczby osób zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy z 958,6 tys. osób w końcu sierpnia do 947,4 tys. we wrześniu. Spadek ten jest dużo większy na przestrzeni wrzesień – sierpień (o 11,2 tys. osób) niż miesiąc wcześniej (pomiędzy lipcem a sierpniem liczba bezrobotnych spadła zaledwie o 3,2 tys. osób). W trzech województwach liczba osób zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy zwiększyła się: w województwie pomorskim o 0,1 tys. osób, w warmińsko – mazurskim i zachodniopomorskim – o 0,2 tys. osób.

Analiza danych z lat ubiegłych wskazuje, że stopa bezrobocia może jeszcze nieco spaść w październiku i listopadzie, choć pod koniec roku i na przełomie kolejnego możemy się spodziewać niewielkiego wzrostu, co jest zjawiskiem typowym dla naszego rynku pracy. Patrząc na zahamowanie dynamiki wzrostu wynagrodzeń i niewielki spadek liczby pracujących, można oczekiwać stabilizacji na rynku pracy i ograniczenia rotacji pracowników.

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Jak informuje nas Konfederacja Lewiatan, w pierwszym półroczu 2018 roku zmniejszyła się liczba przedsiębiorstw. Wzrost kosztów czynników produkcji nie spowolnił inwestycji, a działalność eksportowa może przynieść długofalowo większe korzyści niż tylko te wyrażone w przychodach – wynika z danych, o wynikach finansowych przedsiębiorstw, opublikowanych przez GUS. 

Sytuację rynkową komentuje Sonia Buchholtz, ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan: 

W świetle wyników obszernej publikacji GUS „Wyniki finansowe podmiotów gospodarczych„, obserwujemy kontynuację spadku liczby przedsiębiorstw małych i średnich (odpowiednio o 6% i o 2%), którego nie wyrównuje przyrost przedsiębiorstw dużych (o 3%). Przy mniejszej niż przed rokiem liczbie podmiotów generowane przychody odnotowały wzrost. Sprzedaż produktów na przestrzeni roku wzrosła o 5,8%, przy czym średnie i duże firmy miały w nim zbliżony wkład (odpowiednio 5,5% i 6,4%), podczas gdy dynamika w przedsiębiorstwach małych nieznacznie przekraczała próg inflacji (1,9%).

Dość naturalnie wzrost sprzedaży pociągnął za sobą wzrost kosztów – w porównaniu do I półrocza 2017 koszty wzrosły nominalnie o ok. 6,6%, przy czym w usługach obcych o 5,7%, w materiałach i energii o 7,0% oraz o 8,8% w wynagrodzeniach. Branże o wysokich udziałach wynagrodzeń musiały więc zmierzyć się z wyższą kosztochłonnością działalności. Pewną niespodziankę stanowi spadek kosztów materiałów i energii wśród małych podmiotów. W horyzoncie roku te proporcje jednak ulegną wyraźnym zmianom z uwagi na oczekiwany znaczący wzrost cen energii elektrycznej.

Zobacz też:

Deloitte: 40 proc. firm rodzinnych nie posiada strategii cyfrowej

Dane GUS potwierdzają, że chociaż dynamiczny rozwój gospodarki skutkuje powszechnym wzrostem kluczowych kategorii kosztów, żadna branża nie została tak doświadczona jak sektor budowlany. W porównaniu do pierwszego półrocza 2017 wynagrodzenia wzrosły średnio o 11,3%, usługi obce – o 13,2%, a materiały – o 20,5% (w dużych przedsiębiorstwach aż o 27,7%). Dwucyfrowa dynamika kosztów jest trudna do zaabsorbowania, gdy okres między zawarciem kontraktu a wypłatą wynagrodzenia jest tak odległy. Te doświadczenia będą sprzyjać znacznym wzrostom cen usług budowlanych w przyszłości, w celu zabezpieczenia się przed podobnymi zmianami oraz odrobienia tych strat wśród firm, które przetrwały.

Redukcja liczby podmiotów przyniosła niewielki spadek liczby przedsiębiorstw zyskownych (o 1,7% do poziomu 32,7 tys.) i wyraźnie większy tych, które odnotowały stratę netto (11,7%, 12,3 tys.). Mimo to, przedsiębiorstwa notujące zysk wygenerowały netto 91,6 mld zł, czyli nieproporcjonalnie mniej niż wynikałoby to z ich mniejszej liczby (1,2% r/r). Wzrost straty netto z kolei wyniósł 16,6%, do 18,2 mld zł. Rentowność obrotu netto spadła z 4,8% (obserwowanych w pierwszych półroczach 2017 i 2016) do 4,3% i tym samym przekroczyła poziom z 2015 (4,4%). Na tym tle poprawia się jednak rentowność przedsiębiorstw małych (wieloletni pozytywny trend), natomiast dla średnich utrzymała się na niskim poziomie 3,7%. Duże firmy odnotowały spadek o 0,8 pkt. proc., do 4.5% r/r, co wynika z konieczności absorpcji wyższych kosztów.

Przeczytaj także:

Kredyty gotówkowe tanieją, bo banki walczą o klientów

Za poprawę wskaźników wydaje się odpowiadać aktywność eksportowa. Paradoksalnie jednak, nie za sprawą większej liczby eksporterów (ta spadła do nieco ponad 16 tys. po szczycie w 2017), a wzrostu przychodów ze sprzedaży firm eksportujących (7,5%) – chociaż sama sprzedaż na eksport odnotowała wzrost o 4,4%. Największa, dwucyfrowa dynamika (13,0-13,8%) ujawniła się w przedsiębiorstwach, które tylko niewielką część przychodów (poniżej 25%) czerpią ze sprzedaży produktów za granicę. Dobry wynik sprzedaży eksportowej zanotowano pomimo wyraźnego umocnienia złotego w I połowie roku, które obniżało zarówno wartość przychodów wycenianych w walutach obcych, jak i konkurencyjność cenową produktów polskich przedsiębiorstw.

Podobnie, udział jednostek wykazujących zysk wzrósł w niemal wszystkich grupach, chociaż wskaźnik rentowności obrotów netto spadł – z 5,0% do 4,6% r/r. Wyniki poszczególnych branż cechują się jednak dużym zróżnicowaniem. Pogarszająca się koniunktura u naszych partnerów handlowych zwiastuje jednak koniec tej dobrej passy, chyba że istotnej zmianie ulegną segmenty o wysokiej aktywności eksportowej.

Dane GUS dostarczają pierwszych sygnałów o rosnącej aktywności inwestycyjnej przedsiębiorstw. Dynamika nakładów inwestycyjnych zanotowała 11-procentowy wzrost w ujęciu realnym w stosunku do pierwszego półrocza 2017. To podobne tempo do tego obserwowanego w 2014 i 2015 i odbicie po wyraźnych, 10-procentowych, spadkach w ostatnich dwóch latach. Za większe inwestycje odpowiadali przede wszystkim mali (19,4%) i duzi przedsiębiorcy (14,3%) – mniej podmiotów dokonywało inwestycji, ale jednostkowo na większą skalę.

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Jak informuje Główny Urząd Statystyczny bazując na danych z Rejestru Cen i Wartości Nieruchomości (RCiWN), obrót nieruchomościami zmniejszył się o 6,4% r/r do 102,2 mld zł w 2017 r.

Z informacji wynika, że w 2017 roku zawarto prawie 423 tys. transakcji kupna/sprzedaży nieruchomości tj. o 4,3% więcej niż przed rokiem. Wartość transakcji była niższa o 6,4% i wyniosła ponad 102 mld zł. W obszarze nieruchomości lokalowych wartość transakcji wzrosła o 10,2% r/r do 50,12 mld zł, przy 204 396 transakcjach (+6,3% r/r). Jeśli zaś chodzi o nieruchomości zbudowane  (nieruchomości zabudowane budynkami mieszkalnymi, zabudowane nieruchomości rolne, nieruchomości zabudowane budynkami pełniącymi inne funkcje niż zagrodowa i mieszkaniowa oraz nieruchomości budynkowe) ich wartość spadła o 26,9% r/r do 30,01 mld zł w 71 314 transakcjach (+4,5% r/r). Natomiast w nieruchomościach niezabudowanych wartość transakcji spadła o 2,5% do 22,1 mld zł (transakcji zawarto tu 147 240, czyli o 1,5% więcej r/r).

W komunikacie napisano, że w 2017 roku podpisano 488, 1 tys. aktów notarialnych dotyczących sprzedaży nieruchomości, o 1,2% więcej niż rok wcześniej. Jak podaje GUS, w porównaniu z 2016 rokiem największy wzrost liczby aktów notarialnych wystąpił w przypadku sprzedaży działek zabudowanych budynkiem mieszkalnym (o 7,5%), sprzedaży lokali (o 7,4%), sprzedaży działek niezabudowanych (o 4,9%) oraz sprzedaży spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu (o 4,3%). Największy spadek zaś odnotowano natomiast w przypadku aktów notarialnych dotyczących sprzedaży nieruchomości rolnych (o 17,6%) oraz nieruchomości innych (o 16,8%).

 

 

Akty notarialne dot. sprzedaży nieruchomości zawarte w 2017

WYSZCZEGÓLNIENIE

2017

2016 = 100

OGÓŁEM

488 106

101,2

Sprzedaż lokali

191 369

107,4

Sprzedaż działek niezabudowanych

94 564

104,9

Sprzedaż nieruchomości rolnych

57 492

82,4

Sprzedaż działek zabudowanych budynkiem mieszkalnym

47 904

107,5

Sprzedaż spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu

47 219

104,3

Sprzedaż nieruchomości innych

22 611

83,2

Sprzedaż działek zabudowanych budynkiem o innym przeznaczeniu

15 407

100,9

Sprzedaż prawa użytkowania wieczystego

6 887

103,8

Sprzedaż nieruchomości na rzecz Skarbu Państwa lub JST

4 248

91,9

Oddanie przez Skarb Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego w użytkowanie wieczyste wraz ze sprzedażą budynku

405

98,8

Źródło: dane Ministerstwa Sprawiedliwości

MS, źródło GUS

Niedawno GUS poinformował, że stopa bezrobocia w czerwcu wyniosła 5,9 proc. w porównaniu do 6,1 proc. w maju brBezrobocie w Polsce jest na najniższym poziomie od 1990 roku.

Rok wcześniej stopa bezrobocia była zdecydowanie wyższa i wynosiła 7,1 proc. Według raportu GUS, liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy wyniosła w czerwcu 967,9 tys. wobec 1 002 200. osób przed miesiącem. Natomiast stopa bezrobocia w poszczególnych regionach waha się od 3,3 proc. w woj. wielkopolskim do 10 proc. w woj. warmińsko-mazurskim. W czerwcu br. stopa bezrobocia rejestrowanego uplasowała się na poziomie 5,9 proc.  – podał GUS. W ustawie budżetowej na 2018 r. rząd przyjął, że stopa bezrobocia rejestrowanego wyniesie 6,4 proc. na koniec 2018 r.

GUS podał informację o średnim wynagrodzeniu w czerwcu br. – wyniosło ono ok. 4850 zł (brutto), czyli po przeliczeniu ok. 3450 zł (netto) – na rękę.

To o 7,5 proc. więcej niż w czerwcu ubiegłego roku i aż 3,2 proc. więcej niż miesiąc wcześniej.  Główny Urząd Statystyczny podał informację, ze rośnie zatrudnienie.  W czerwcu w sektorze przedsiębiorstw, w których pracuje powyżej 9 osób,  pracowało  6 mln 222 tys. osób – to o 3,7 proc. więcej niż rok wcześniej. nW ujęciu miesięcznym zatrudnienie wzrosło o 0,2 proc. i wyniosło 6001,5 tys. osób).

 

Dodatkowo, w tym roku GUS obchodzi 100-lecie! Okrągła rocznica urodzin przypadła na 13 lipca.

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na rynku mieszkaniowym. Maj nie był pierwszym miesiącem w tym roku, w którym obserwowaliśmy spadki w tym obszarze, natomiast wcześniej nie dotyczyły one wszystkich trzech badanych kategorii. Poza mieszkaniówką szczególną uwagę zwracamy na sprzedaż detaliczną, która – po słabym kwietniu – wzrosła o 6,1 proc. w skali roku.

Produkcja przemysłowa (w cenach stałych niewyrównana sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) w maju 2018 r. wzrosła o 5,4 proc. w skali roku. Odczyt ten okazał się wyższy aż o 1,9 pkt. proc. od oczekiwań rynkowych. Wzrost odnotowano w 27 z 34 działów przemysłu, z czego największa dynamika widoczna była w produkcji maszyn i urządzeń (21,0 proc. r/r). Z kolei największy spadek (-25,7 proc. r/r) miał ponownie miejsce w produkcji wyrobów farmaceutycznych. W przypadku danych skorygowanych o czynniki sezonowe produkcja przemysłowa wzrosła o 7,4 proc. r/r.

W maju 2018 r. kolejny raz odnotowano dwucyfrową dynamikę wzrostu w skali roku w produkcji budowlano-montażowej, która (wyrażona w cenach stałych, niewyrównana sezonowo, w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wyniosła 20,8 proc. r/r. Majowy wynik przebił konsensus rynkowy o 3 pkt. proc. Natomiast dane po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym były wyższe o 23,7 proc. r/r. Ze statystyk GUS wynika, że największy wzrost w budownictwie odnotowano we wznoszeniu obiektów inżynierii lądowej i wodnej (+36,8 proc. w skali roku).

W związku ze zmianą prezentacji danych o rynku mieszkaniowym przez GUS, dane dotyczące budownictwa indywidualnego i przeznaczonego na sprzedaż lub wynajem prezentujemy sumarycznie. W minionym miesiącu na rynku mieszkaniowym mieliśmy do czynienia z wyjątkową sytuacją, bowiem wszystkie wskaźniki zanotowały spadek w skali roku. Liczba oddanych mieszkań w maju 2018 r. była niższa o 10 proc. w porównaniu z analogicznym miesiącem roku ubiegłego, natomiast narastająco od początku roku liczba ukończonych mieszkań była wyższa o 9 proc. aniżeli w okresie styczeń-maj 2018 r. W maju br. rozpoczęto budowę o 7 proc. mniej mieszkań niż w maju 2017 r., aczkolwiek dynamika od początku roku jest dodatnia i wynosi 10 proc. Z kolei jeśli mowa o mieszkaniach, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszeń z projektem budowlanym, to w maju 2018 r. mieliśmy do czynienia z 6 proc. spadkiem, podczas gdy w okresie styczeń-maj 2018 r. liczba ta wzrosła o 2 proc. w skali roku. Zwracamy uwagę, że maj nie jest pierwszym miesiącem w tym roku, w którym obserwowaliśmy spadki, aczkolwiek wcześniej nie były one aż tak jednoznaczne. Dane za maj i narastające od początku br. utwierdzają nas we wcześniej formułowanej przez nas tezie, że w 2018 r. nie będziemy świadkami dynamicznych wzrostów na rynku mieszkaniowym, jak miało to miejsce rok wcześniej.

Dane z rynku pracy ponownie były dobre. W maju 2018 r. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób wyniosło 6 210,2 tys. osób, co oznacza analogiczny wzrost jak w trzech poprzednich miesiącach, tj. o 3,7 proc. w skali roku (zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi). Z kolei przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło do 4 696,59 zł miesięcznie, tj. o 7,0 proc. r/r (o 0,1 pkt. proc. poniżej oczekiwań rynkowych) vs. 7,8 proc. r/r w miesiąc wcześniej.

Z opublikowanego przez GUS wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych wynika, że inflacja CPI w maju 2018 r. wyniosła 1,7 proc. r/r. Wynik ten był zgodny ze wstępnym odczytem, który z kolei był o 0,2 pkt. proc. poniżej konsensusu rynkowego. Przyspieszenie tempa wzrostu cen wynikało przede wszystkim ze wzrostu cen transportu (+4,8 proc. r/r oraz +2,6 proc. m/m). W czerwcu 2018 r. dostrzegamy spadek cen ropy w skali miesiąca, niemniej jednak obecny poziom cen jest istotnie wyższy aniżeli w analogicznym miesiącu roku ubiegłego.

Sprzedaż detaliczna w maju 2018 r., w przeciwieństwie do kwietnia, zaskoczyła pozytywnie. Dynamika w cenach stałych wyniosła 6,1 proc. r/r, a w cenach bieżących 7,6 proc. r/r, a więc o 1 pkt. proc. powyżej oczekiwań rynkowych. W minionym miesiącu odnotowano wzrost w skali roku we wszystkich kategoriach (ceny stałe), z czego największy miał miejsce w paliwach stałych, ciekłych i gazowych (+9,6 proc. r/r), a najmniejszy w kategorii „prasa, książki, pozostała sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach” (+0,3 proc. r/r).

GUS zrewidował „w górę” szybki szacunek PKB za 1. kwartał 2018 r. Pierwotne dane wskazywały na realny wzrost (niewyrównany sezonowo) rzędu 5,1 proc. w skali roku, podczas gdy najnowsze dane wskazują na dynamikę 5,2 proc. r/r.

GUS poinformował o statystykach oddanych do użytku mieszkań – w okresie pierwszych pięciu miesięcy 2018 roku oddano więcej mieszkań niż przed rokiem. Wzrosła również liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem  budowlanym oraz liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto.

Według wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w okresie styczeń-maj 2018 r. oddano do użytkowania 69942 mieszkania, tj. o 6,9% więcej niż przed rokiem (kiedy odnotowano wzrost o 5,5%). Lepsze wyniki odnotowali inwestorzy z dwóch dominujących na rynku mieszkaniowym form, tj. deweloperzy, którzy oddali do użytkowania 40227 mieszkań, tj. o 10,4% więcej niż w analogicznym okresie ub. roku (kiedy notowali wzrost o 8,7%) oraz inwestorzy indywidualni z efektem 27882 mieszkania, czyli o 0,6% większym niż w okresie I-V 2017 r. (przed rokiem wzrost o 3,5%). W ramach tych form budownictwa wybudowano łącznie 97,4% ogółu mieszkań oddanych do użytkowania w okresie pięciu miesięcy 2018 r. (z tego deweloperzy – 57,5%, a inwestorzy indywidualni – 39,9% mieszkań). Więcej mieszkań niż przed rokiem oddały do użytkowania również spółdzielnie mieszkaniowe (897 wobec 748), a w budownictwie społecznym czynszowym wybudowano 384 mieszkania (199 przed rokiem), komunalnym 480 mieszkań (wobec 327), zakładowym 72 mieszkania (wobec 15).

W okresie pięciu miesięcy 2018 r. wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym na budowę 109478 mieszkań, tj. o 2,9% więcej niż w analogicznym okresie ub. roku (kiedy notowano wzrost o 37,7%). Pozwolenia na budowę największej liczby mieszkań otrzymali inwestorzy budujący na sprzedaż lub wynajem – 69216 mieszkań oraz inwestorzy indywidualni – 37581 mieszkań. Spółdzielnie mieszkaniowe otrzymały podstawę prawną do rozpoczęcia budowy 649 mieszkań (wobec 744 w roku poprzednim), natomiast pozostali inwestorzy (budownictwo społeczne czynszowe, komunalne i zakładowe) – 2032 mieszkań, tj. o 15,8% więcej niż przed rokiem.

Poniżej, przedstawiamy efekty budownictwa mieszkaniowego a)

Wyszczególnienie

2018

V

I-V

Liczba      mieszkań V

2017=100

IV

2018=100

Liczba      mieszkań I-V

2017=100

Mieszkania oddane do użytkowania
Ogółem
11958 87,7 90,7 69942 106,9
Indywidualne 4914 93,8 100,2
27882
100,6
Przeznaczone na sprzedaż lub wynajem 6727 82,1 86,1 40227 110,4
Spółdzielcze 194 114,8 91,5 897 119,9
Pozostałe c) 123 ponad                3-krotnie 47,9 936 173,0
Mieszkania, których budowę rozpoczęto
Ogółem
20536 94,1 89,6 91438 109,3
Indywidualne 9390 X d) 88,0 36208 X d)
Przeznaczone na sprzedaż lub wynajem 10564 X d) 87,0 53437 X d)
Spółdzielcze 273 175,0 ponad                4-krotnie 941 99,8
Pozostałe c) 309 178,6 blisko                7-krotnie 852 90,6
Mieszkania, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia

z projektem budowlanym

Ogółem
22003 95,9 104,6 109478 102,9
Indywidualne 8711 X d) 102,8 37581 X d)
Przeznaczone na sprzedaż lub wynajem 12990 X d) 105,5 69216 X d)
Spółdzielcze 231 7-krotnie ponad                2-krotnie 649 87,2
Pozostałe b) 71 41,0 48,0 2032 115,8

a) Począwszy od stycznia 2018 r. dane dotyczące efektów „budownictwa indywidualnego” dotyczą tylko mieszkań realizowanych na własne potrzeby inwestora; mieszkania na sprzedaż lub wynajem dotychczas zaliczane do tej formy budownictwa zostały włączone do formy „budownictwo przeznaczone na sprzedaż lub wynajem”.

b) Zakładowe, komunalne, społeczne czynszowe. d) Zgodnie ze zmienionym zakresem form budownictwa, dynamiki w odniesieniu do  analogicznego okresu roku ubiegłego będą prezentowane począwszy od stycznia 2019

Według szacunków Polskiej Rady Biznesu, pod koniec 2017 r. działało w Polsce 662 tys. przedsiębiorstw. Według stworzonego przez nią raportu pt. „Przedsiębiorca odczarowany. Kim są twórcy polskiej gospodarki?” najbardziej przedsiębiorczy są mieszkańcy Mazowsza, Pomorza i ziemi łódzkiej.

Na podstawie danych GUS i obliczeń własnych Polskiej Rady Biznesu

W tych województwach 4,6 proc. wszystkich pracujących to osoby prowadzące własną firmę i zatrudniające
co najmniej jednego pracownika przy średniej dla całego kraju na poziomie 4,1 proc. Jak czytamy w raporcie, prawie
co szósty przedsiębiorca w Polsce pochodził z województwa mazowieckiego. Jeśli zaś mowa o najmniej przedsiębiorczych osobach, mieszkają one w województwie lubelskim i kujawsko-pomorskim. W ujęciu liczbowym najmniej przedsiębiorców mieszkało w województwach opolskim i lubuskim (odpowiednio 14 i 15 tys.).

Magda Strzykalska, źródło: Polska Rada Biznesu

GUS podał , że zatrudnienie w przedsiębiorstwach zwiększyło się o 3,8 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem.

„Wzrost przeciętnego zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw w skali roku był nieco wolniejszy niż w poprzednich miesiącach. Stopa bezrobocia rejestrowanego, pomimo sezonowego wzrostu, nadal kształtowała się poniżej poziomu sprzed roku” – napisano w raporcie GUS.

Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej ukształtował się na poziomie 6,2, a wskaźnik wyprzedzający na poziomie 4,2 – podał GUS prezentując wyniki badania koniunktury konsumenckiej w lutym 2018 r.

W lutym 2018 r. nastroje konsumentów są ciągle świetne, równie dobre jak w styczniu. Co prawda gospodarstwa domowe nieco słabiej niż miesiąc wcześniej oceniają swoją bieżącą sytuację finansową, ale zapewne dlatego, że nadwyrężyły nieco swoje budżety domowe w styczniu. Wzrost  sprzedaży detalicznej dóbr trwałego użytku był bowiem w ubiegłym miesiącu imponujący – sprzedaż samochodów wzrosła w styczniu (w cenach stałych) o prawie 18 proc. r/r, a sprzedaż mebli, sprzętu rtv i agd – o ponad 12 proc. Świetnie sprzedawała się także odzież i obuwie (wzrost o ponad 21 proc.). I to wszystko przy wyhamowaniu wzrostu sprzedaży żywności, napojów i wyrobów tytoniowych. Jak widać gospodarstwa domowe zaopatrują się w żywność na poziomie, który zaspakaja ich potrzeby, ale ciągle chcą wymieniać sprzęty domowe i kupować samochody. To dobrze wróży wzrostowi spożycia indywidualnego, które było głównym budulcem wzrostu PKB w ostatnich 2 latach. Wszystko wskazuje, że i w 2018 r. nasz wzrost gospodarczy może liczyć na silne wsparcie konsumentów.

Potwierdza to wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej, który wyniósł w lutym 4,2, po styczniowym doskonałym wyniku 4,3. Gospodarstwa domowe patrząc na najbliższe 12 miesięcy nieco słabiej co prawda widzą swoją sytuację finansową – zdolność do oszczędzania (szał zakupów), ale znacznie lepiej niż w styczniu – sytuację ekonomiczną w polskiej gospodarce. Takie postrzeganie gospodarki powoduje, że zdecydowanie nie boją się bezrobocia. Z jednej strony to dobra informacja, bo oznacza utrzymywanie się wysokiej skłonności do konsumpcji. Z drugiej strony może przekładać się na presję płacową, co nie pozostanie bez wpływu na inflację. Osłabiać presję trwale mogą jedynie inwestycje, które będą modernizować, unowocześniać  gospodarkę, wprowadzać roboty, cyfryzować procesy produkcyjne. Ale nawet jeżeli inwestycje firm ruszą silnie w tej chwili, to na ich efekty trzeba będzie poczekać. Musimy więc liczyć się z brakiem pracowników i presją na wzrost wynagrodzeń, a także … z „podkupowaniem” sobie pracowników przez firmy. Chyba, że z większą otwartością i sprawnością podejdą politycy i nasza administracja do wydawania zezwoleń na pracę dla cudzoziemców spoza UE, szczególnie do zatrudniania osób o wysokich kwalifikacjach, którzy coraz częściej są przez firmy poszukiwani. W 2017 r. wydano ich 234 tys. Na ok. 10 mln osób pracujących w sektorze przedsiębiorstw, w tym ok. 7 mln zatrudnionych, to nawet nie kropla w morzu.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

 

Przeciętne wynagrodzenie wyniosło jednak 4588,58 zł, co oznacza, że było o 7,7 proc. niższe niż miesiąc wcześniej.

GUS poinformował, też że w styczniu 2018 r.  w sektorze przedsiębiorstw zatrudnionych było 6,19 miliona osób. O 3,8 proc. więcej w ujęciu rocznym i 2 proc. więcej w porównaniu do grudnia ub. roku.

GUS zastrzegł, że dane dotyczą podmiotów, w których liczba pracujących przekracza 9 osób, prowadzących działalność gospodarczą w określonym zakresie.

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w styczniu wzrosły rok do roku o 1,9 procent, a w porównaniu z poprzednim miesiącem ceny wzrosły o 0,3 procent – podał Główny Urząd Statystyczny.

Ekonomiści oczekiwał inflacji liczonej rok do roku na poziomie 1,9 procent, a miesiąc do miesiąca 0,2 procent.

Zmiany cen:

W stosunku do grudnia najbardziej podrożały żywność, napoje bezalkoholowe i alkoholowe oraz wyroby tytoniowe, średnio o 1,1 procent.

W stosunku do stycznia poprzedniego roku wzrost cen wyniósł 4,1 procent.

Według wstępnych szacunków GUS produkt krajowy brutto (PKB) Polski w IV kwartale zeszłego roku był wyższy o 5,1 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2016 r.

W całym 2017 r. polska gospodarka notowała dużo wyższy wzrost niż w poprzednich latach. W zeszłym roku wzrost naszego PKB przekroczył 4 proc. i sięgał tego poziomu przez wszystkie cztery kwartały 2017 r. (w porównaniu do analogicznych kwartałów 2016 r.).

Zaś w IV kwartale wystrzelił – według wstępnych szacunków GUS – do 5,1 proc. Urząd statystyczny zastrzega przy tym, że są to dane „niewyrównane sezonowo” (oparte na podstawie cen z zeszłego roku , a nie lat wcześniejszych).

Równie optymistycznie zapowiada się 2018 r., bo według prognoz ekonomistów i ośrodków analitycznych tempo wzrostu gospodarczego może być w tym roku równie wysokie, jak w zeszłym. Sprzyjać będzie temu m.in. spodziewane zwiększenie inwestycji z funduszy unijnych na lata 2014-2020 i utrzymująca się dobra koniunktura gospodarcza w zachodniej Europie, która jest naszym głównym kierunkiem eksportowym.

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Elżbieta Rafalska podpisała komunikat w sprawie wskaźnika waloryzacji rent i emerytur w 2018 roku. Wskaźnik ten wynosi 102,98%. W efekcie najniższa emerytura wzrośnie o 29,80 zł, a przeciętna emerytura z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych – o ok. 67,28 zł. 

Wskaźnik waloryzacji świadczeń to średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w poprzednim roku kalendarzowym zwiększony o co najmniej 20% realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w poprzednim roku kalendarzowym.

Ogłoszone przez Prezesa GUS 15 stycznia br. dane dotyczące średniorocznych wskaźników cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem oraz dla gospodarstw domowych emerytów i rencistów w 2017 roku wyniosły odpowiednio: 102,0 i  102,3. Do ustalenia wskaźnika waloryzacji został przyjęty średnioroczny wskaźnik inflacji dla gospodarstw domowych emerytów i rencistów w 2017 roku na poziomie 102,3%. Ogłoszony przez Prezesa GUS 9 lutego br. realny wzrost przeciętnego wynagrodzenia w 2017 roku wyniósł 3,4%. W związku z tym wskaźnik waloryzacji emerytur i rent w 2018 roku wyniósł 102,98%.

Przeciętne wynagrodzenie w polskiej gospodarce wyniosło w całym 2017 roku 4271,51 zł brutto – wynika z najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego. Na rękę wychodzi to kwota 3042 zł.

W porównaniu z 2016 rokiem płace wzrosły o 5,5 proc. Rok wcześniej średnia krajowa wynosiła 4047,21 zł brutto.

Najnowsze wyliczenia GUS różnią się nieco od publikowanych przez tę instytucję wcześniejszych raportów płacowych. Pod koniec stycznia urzędnicy informowali o tym, że przeciętne wynagrodzenie w 2017 roku wyniosło 4530,47 zł brutto. Ta kwota dotyczyła jednak pracowników w sektorze przedsiębiorstw, czyli w firmach zatrudniających co najmniej 9 osób.

Ponad dwie trzecie badanych Polaków w wieku 18-69 lat deklarowało znajomość jakiegokolwiek języka obcego, spośród których najliczniejszą grupę stanowili respondenci umiejący posługiwać się tylko jednym językiem (44,7% ogółu badanej populacji). 

Z badania GUS „Kształcenie Dorosłych” w 2016 roku wynika, że przeważająca część deklarujących posługiwanie się jednym językiem obcym osób (66,5%) opanowała go na poziomie podstawowym. Respondenci potrafiący posługiwać się więcej niż jednym językiem obcym stanowili 22,8% badanej populacji i największy odsetek spośród nich (39,7%) określił swój poziom kompetencji odnośnie pierwszego znanego języka obcego również jako podstawowy.

Relatywnie wyższy poziom kompetencji językowych odnotowano wśród respondentów znających dwa i więcej języków obcych, gdzie 26,8% procent tej grupy osób twierdziło, że prawie całkowicie opanowało jakiś z nich, niż wśród respondentów znających tylko jeden język obcy, spośród których 9,8% zadeklarowało jego biegłą znajomość.

Obok dużej liczby osób nie posługujących się żadnym językiem obcym (prawie jedna trzecia ankietowanych), 57,4% respondentów znających język obcy określało swoje umiejętności językowe na poziomie zaledwie podstawowym.

Niecałe 30% całej badanej populacji oceniało posiadane kompetencje w zakresie języków obcych na poziomie co najmniej średnim, którego osiągnięcie wydaje się być dzisiaj niezbędne, aby sprostać wymogom współczesnej gospodarki opartej na wiedzy, jak również do rozwoju kontaktów społecznych, oraz pełnego korzystania z osiągnięć i zdobyczy światowej nauki i kultury.

Zdecydowanie największa liczba osób deklarowała znajomość któregoś z trzech języków obcych: angielskiego, rosyjskiego i niemieckiego.

Spośród nich najbardziej rozpowszechniony był język angielski, którym potrafiło posługiwać się na różnym stopniu zaawansowania 42,7% dorosłych Polaków.

Znajomość języka rosyjskiego deklarowało 24,2% respondentów, natomiast języka niemieckiego 18,5%. Mniej popularne były pozostałe języki międzynarodowe, takie jak francuski czy hiszpański (odpowiednio 2,1% i 0,7% respondentów deklarowało ich znajomość).

Stosunkowo najwyższym poziomem umiejętności, wykazały się osoby posługujące się językiem angielskim, gdzie 53,9% tej grupy respondentów osiągnęło co najmniej średni poziom kompetencji oraz hiszpańskiego (51,6%).

Średni i najwyższy stopień zaawansowania uzyskało 37,8% osób używających języka francuskiego i 34,3% niemieckiego. Zwracają uwagę niskie kompetencje językowe osób deklarujących znajomość drugiego pod względem popularności języka rosyjskiego (zaledwie 20% osób w tej grupie respondentów potrafiła posługiwać się nim na poziomie co najmniej średnim).

Oprócz omawianych powyżej pięciu najważniejszych języków obcych, stosunkowo dużą popularnością cieszył się język włoski, którego znajomość była nawet bardziej rozpowszechniona niż znajomość jednego z języków międzynarodowych jakim jest język hiszpański. Językiem włoskim posługiwało 0,9% dorosłych Polaków (o 0,2 p. proc. więcej niż językiem hiszpańskim).

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Jeden na sto urlopów rodzicielskich to urlop wykorzystany przez tatę – wynika z danych resortu rodziny. Mężczyźni chętniej korzystają z urlopu ojcowskiego.

Jak przypomina Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, po narodzinach dziecka rodzice mogą skorzystać z dwóch rodzajów płatnego urlopu: urlopu macierzyńskiego i urlopu rodzicielski. Mężczyznom przysługują dodatkowo 2 tygodnie pełnopłatnego urlopu ojcowskiego.

„W okresie od stycznia do grudnia 2017 roku z podstawowego urlopu skorzystało 395,6 tys. osób, w tym 381,5 tys. kobiet i 14,1 tys. mężczyzn. Natomiast z dodatkowego urlopu macierzyńskiego 6,3 tys. osób (6,2 tys. kobiet i 0,1 tys. mężczyzn)” – informuje MRPiPS.

Z urlopu rodzicielskiego skorzystało w ubiegłym roku 406,6 tys. osób, w tym 402,4 tys. kobiet i 4,2 tys. mężczyzn. A na urlopie ojcowskim przebywało 174,2 tys. ojców.

Przy okazji resort przypomina przepisy. Urlop macierzyński jest obowiązkowy. Może być wykorzystany przez oboje rodziców, jednak pierwsze 14 tygodni przysługuje wyłącznie matce. Pozostałymi 6 tygodniami rodzicie mogą się podzielić.

Po wykorzystaniu pełnego wymiaru urlopu macierzyńskiego obojgu (równocześnie albo na zmianę) lub – jeśli tak wspólnie postanowią – jednemu z rodziców przysługuje urlop rodzicielski. Udziela się go jednorazowo lub maksymalnie w czterech częściach.

Rodzice mają czas na wykorzystanie urlopu rodzicielskiego aż do zakończenia roku, w którym dziecko skończy 6 lat. Decyzję o skorzystaniu z pełnego wymiaru urlopu rodzicielskiego bezpośrednio po urlopie macierzyńskim muszą podjąć w ciągu trzech tygodni po porodzie. W sytuacji, gdy urlop rodzicielski udzielany jest w częściach przypadających jedna po drugiej, każda z tych części nie może być krótsza niż 8 tygodni. W sytuacji narodzin jednego dziecka pierwsza część urlopu nie może być krótsza niż 6 tygodni.

Źródło: www.kurier.pap.pl

Rodzima branża transportowa przeżywa dobry czas – polski eksport ma się dobrze, a firmy transportowe sukcesywnie zwiększają flotę. Aby jednak zachować tempo wzrostu i nie dopuścić do stagnacji przedsiębiorcy muszą zmierzyć się z wyzwaniami, które ich czekają w rozpoczętym właśnie roku oraz przyszłych latach.

Według aktualnych danych GUS w ciągu ostatniej dekady (2006-16) liczba nowych zarejestrowanych samochodów ciężarowych wzrosła niemal dwukrotnie. Jeszcze w roku 2006 zarejestrowano 279 tys. nowych pojazdów, po czym w 2016 odnotowano ich już 508 tys. Przybywa również nowych samochodów dostawczych – według danych PZPM* w 2016 roku wydziały komunikacji zarejestrowały 59,8 tys., a w niedawno zakończonym 2017 – już 61 tys. pojazdów. Świadczy to po pierwsze o rozwoju branży, a po drugie – co równie ważne – potwierdza, że sytuacja ekonomiczna przedsiębiorców jest na tyle dobra, by mogli inwestować w nową flotę.

Rynek pracownika

Rozwój branży wymusza nie tylko potrzebę powiększania floty, ale też zwiększenie zatrudnienia wykwalifikowanych pracowników. Znalezienie osób o odpowiednich uprawnieniach, doświadczeniu, ale też gotowych do pracy w delegacjach to nie lada wyzwanie. Szacuje się, że w branży transportowej jest około 100 tys. miejsc pracy do wypełnienia od zaraz, zaś analizy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej potwierdzają, że kierowca samochodu ciężarowego to najbardziej deficytowy zawód w kraju.

Komisja Europejska szykuje rewolucję

Z pewnością wpływ na funkcjonowanie branży transportowej w następnych latach będzie miało wprowadzenie przez Komisję Europejską tzw. pakietu mobilności. Nowe przepisy mają objąć rynek wewnętrzny, przepisy socjalne oraz opłaty za korzystanie z infrastruktury drogowej. Oto podstawowe założenia „pakietu”:

  • kierowca będzie traktowany jako pracownik delegowany jeśli w danym kraju spędzi więcej niż 3 dni w skali miesiąca i wówczas powinien mieć zagwarantowane minimalne wynagrodzenie według standardów danego kraju. Również tzw. przewozy kabotażowe mają zostać objęte nowymi regulacjami;
  • obowiązek rejestrowania przez GPS faktu, że transport przekroczył granicę;
  • wprowadzenie tzw. boxu, dzięki któremu będzie można realizować płatności za korzystanie z dróg całej Unii Europejskiej;
  • walka z tzw. firmami skrzynkami pocztowymi – założonymi, aby obejść przepisy związane z podatkami, ubezpieczeniem społecznym lub wynagrodzeniem. Komisja Europejska zakłada zwiększoną współpracę oraz skuteczną wymianę informacji pomiędzy służbami poszczególnych państw.

Szykowane zmiany mają wejść w życie w ciągu dwóch lat. Dla polskich firm transportowych oznacza to zwiększenie wydatków, ale też potrzebę uporządkowania wielu kwestii formalnych.

Produkty spożywcze wymagają monitoringu

Przewóz produktów spożywczych staje się jednym z większych wyzwań branży transportowej, o czym świadczą statystyki. Według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi wartość eksportu polskich produktów rolnych w trzech pierwszych kwartałach 2017 roku był o 12,3% wyższa niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Co więcej, modna staje się żywność tzw. ekologiczna. Firmy transportowe, aby sprostać wymaganiom branży spożywczej, muszą zadbać o utrzymanie produktów we właściwych warunkach. Ręczna kontrola temperatury to zbyt mało, przewoźnicy potrzebują rozwiązania systemowego. Właśnie takie opracowała polsko-francuska firma Blulog.

– Nasz system jest oparty o bezprzewodową komunikację pomiędzy urządzeniami, co umożliwia pełną automatyzację procesu pomiaru. Temperatura transportowanych produktów spożywczych znajduje się  pod stałą i ścisłą kontrolą, pomiar odbywa się bezprzewodowo za pomocą rejestratorów o wielkości karty kredytowej, w czasie rzeczywistym mówi Jérémy Laurens, CEO w firmie Blulog.

Zastosowanie systemowego monitoringu temperatury od firmy Blulog pozwoli w różnych konfiguracjach odczytywać dane zdalnie z magazynu w prostej aplikacji, kontrolować dane z ekranu smartfona kierowcy ciężarówki lub w razie potrzeby odczytywać je za pomocą urządzenia wyposażonego w NFC (np. smartfona). W razie wykroczeń poza wskazane ramy, system automatycznie poinformuje o tym SMS-em lub mailem.

Przewóz leków pod kontrolą

Jeszcze w grudniu 2017 roku Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o systemie monitorowania przewozu drogowego. Co ważne, wśród nowych przepisów znalazł się rozdział dotyczący monitorowania przewozu produktów leczniczych, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego lub wyrobów medycznych, zagrożonych brakiem dostępności w Polsce.

Co nowe regulacje oznaczają w praktyce? Otóż każdy przedsiębiorca transportujący wymienione wyżej produkty będzie musiał zgłosić Głównemu Inspektorowi Farmaceutycznemu (GIF) zamiar wywozu tych towarów z Polski lub ich zbycia podmiotowi prowadzącemu działalność poza naszym krajem.

Wejście w życie nowych regulacji planuje się na czerwiec, zaś przedsiębiorcy w ciągu następnych 30 dni będą musieli przekazać GIF aktualne listy środków transportu wraz z ich numerami rejestracyjnymi, wykorzystywane w zakresie działalności objętej zezwoleniem.

Zaniechania mogą przedsiębiorców sporo kosztować. Jeśli nie dojdzie do przedstawienia środka transportu wraz z towarem do wskazanego miejsca w określonym czasie, spowoduje to nałożenie na przewoźnika kary 20 tys. zł (powinno to zabezpieczyć wykonanie obowiązku zawiadomienia o dostarczeniu towaru). 100 tys. zł wyniesie kara za niedostarczenie środka transportu wraz z towarem do wskazanego miejsca w określonym czasie.

– Wykorzystanie naszego systemu sprawia również, że w razie potrzeby przedstawiciel firmy transportowej może pobrać potwierdzenie lokalizacji pojazdu, historię jego położenia czy potwierdzenie dostawy – dodaje Jérémy Laurens.

Utrata pracy jest częstym powodem zadłużenia. Są jednak grupy zawodowe, które radzą sobie w takich sytuacjach. Stopa bezrobocia na koniec 2017 roku wynosiła 6,5% (wg danych GUS). To nie oznacza jednak braku przerw w zatrudnieniu – szczególnie w przypadku niektórych grup zawodowych.

Utrata pracy może zdarzyć się każdemu, zarówno z powodów osobistych, jak i zawodowych. Najważniejsze w takiej sytuacji jest ograniczenie niepotrzebnych wydatków, co pomoże utrzymać stabilność finansową. Niebezpieczeństw stojących przed osobami po utracie pracy jest jednak bardzo dużo.

Utrzymanie mieszkania, samochodu i kupno produktów spożywczych stanowią najważniejszą część naszych miesięcznych wydatków. W bazie ERIF BIG S.A. zadłużenia z tytułu niezapłaconych rachunków stanowią 25% zobowiązań wśród mężczyzn. Ogromny problem, na jaki natrafiają osoby po utracie pracy to spłaty rat kredytu. Kredyty hipoteczne stanowią znaczący odsetek miesięcznych wydatków – aż 42% zobowiązań wśród kobiet jest właśnie z tego tytułu. Remedium na chwilowe problemy z płynnością finansową mogą być tzw. wakacje kredytowe, czyli odroczenie spłat na kilka miesięcy. Taką możliwość zawsze warto jednak dokładnie przekalkulować
i skonsultować z bankiem.

Aby uniknąć problemów finansowych po utracie pracy, należy podjąć kilka istotnych kroków. Kontrola wydatków jest w takiej sytuacji najstotniejsza. Warto sporządzić listę wydatków i ustalić priorytety. Od bieżących artykułów pierwszej potrzeby, po spłaty rat kredytu, kończąc na mniej istotnych sprawach jak np. hobby. Ustalenie priorytetów to również droga do ograniczenia wydatków na restauracje, ubrania i inne artykuły niewymagające pilnego zakupu. Ratunkiem w sytuacji utraty pracy jest też finansowa poduszka bezpieczeństwa, którą wcześniej zbudowaliśmy. Równowartość 3-6 pensji pozwoli przetrwać kryzys bez zadłużania się i umożliwi spokojne poszukiwanie nowego zatrudnienia. Brak takiego zabezpieczenia sprawia, że zaciągamy kolejne pożyczki i zalegamy z płatnościami, a to niestety powiększa zadłużenie. Warto więc pomyśleć wcześniej o takiej poduszce bezpieczeństwa, bo wtedy unikniemy pogorszenia naszej sytuacji finansowej.

 

 

Wypowiedź: Paweł Kunat, ERIF Biuro Informacji Gospodarczej S.A.

Stopniowo zmniejsza się zasięg ubóstwa w Polsce – wynika z najnowszych danych GUS. Nadal częściej niż przeciętnie biedy doświadczali mieszkańcy wsi i małych miast.

Z najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego na temat ubóstwa w Polsce wynika, że następuje ogólna poprawa sytuacji materialnej gospodarstw domowych w Polsce, w tym stopniowe ograniczanie zasięgu ubóstwa.

Wskazują na to przede wszystkim pochodzące z badania budżetów gospodarstw dane dotyczące spadku zasięgu ubóstwa skrajnego – z 6,5 proc. osób w 2015 r. do 4,9 proc. osób w 2016 r.

Badania wskazują jednak, że społeczna i terytorialna mapa zagrożenia ubóstwem w Polsce nie zmienia się istotnie od lat. W 2016 r. grupami szczególnie narażonymi na doświadczanie ubóstwa skrajnego były nadal gospodarstwa osób utrzymujących się z tzw. niezarobkowych źródeł (w tym przede wszystkim świadczeń społecznych innych niż emerytury i renty), gospodarstwa domowe rolników i rencistów, rodziny wielodzietne (z 3 lub większą liczbą dzieci na utrzymaniu), dzieci w wieku 0-17 lat, gospodarstwa z głową gospodarstwa posiadającą wykształcenie co najwyżej gimnazjalne, a także gospodarstwa z osobami niepełnosprawnymi.

Biorąc pod uwagę terytorialne zróżnicowania zasięgu ubóstwa, częściej niż przeciętnie biedy doświadczali mieszkańcy wsi i małych miast.

GUS zwrócił jednocześnie uwagę, że w latach 2015-2016 wystąpił znaczący spadek zasięgu ubóstwa zwłaszcza wśród takich grup, jak: rodziny wielodzietne (z 3 oraz 4 lub większą liczbą dzieci na utrzymaniu), gospodarstwa domowe z osobami niepełnosprawnymi, mieszkańcy wsi i miast poniżej 20 tys. mieszkańców oraz gospodarstwa domowe z głową gospodarstwa o niskim poziomie wykształcenia.

Biedna ściana wschodnia

W 2016 r. najwyższą stopę ubóstwa skrajnego odnotowano w woj. warmińsko-mazurskim i woj. podkarpackim oraz woj. lubelskim, świętokrzyskim i wielkopolskim (po ok. 7-9 proc.).

Najniższą wartość wskaźnika ubóstwa skrajnego zaobserwowano natomiast w województwach: lubuskim, łódzkim, dolnośląskim, śląskim i mazowieckim (po ok. 2-3 proc.).

Zasięg ubóstwa skrajnego jest zróżnicowany nie tylko pomiędzy poszczególnymi województwami, lecz również w obrębie samych województw. Przykładem tego mogą być szacunki dotyczące stopy ubóstwa dla województwa mazowieckiego.

O ile wskaźnik ubóstwa skrajnego dla całego województwa mazowieckiego należy do najniższych w kraju – wynosi on około 3 proc., o tyle ten sam wskaźnik – po wyłączeniu z szacunków stolicy – przyjmuje wartość zbliżoną do średniej dla Polski (ok. 5 proc.).

Rozdźwięk ten wskazuje na istotne różnice pomiędzy stolicą, a resztą województwa. Podobnie jak w skali całego kraju, wewnątrzregionalne różnice w poziomie zagrożenia ubóstwem przebiegają także na linii miasto – wieś.

We wszystkich województwach zagrożenie ubóstwem skrajnym było wyraźnie wyższe na wsi niż w miastach, przy czym najmniejsze zróżnicowanie w tym kontekście odnotowano w woj. śląskim, największe zaś w woj. warmińsko-mazurskim.

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Od 2011 r. nadal więcej wydajemy niż oszczędzamy, wspomagając się przy tym kredytami i pożyczkami. Jako społeczeństwo dopiero zaczynamy odkładać z bieżących pensji. Polska znajduje się na końcu zestawienia krajów OECD pod względem oszczędności. Jeśli chodzi o poziom zamożności od tych naprawdę bogatych dzieli nas przepaść.

Choć zgodnie z danymi GUS, w 2016 roku stopa oszczędności w naszym kraju zwiększyła się, osiągając 3,6 proc, to w porównaniu do reszty krajów Unii Europejskiej, wypadamy dużo gorzej. O ile średnia dla państw UE wynosi prawie 11 proc. to Niemcy mogą się pochwalić ponad 17 proc. wynikiem.

Nie najlepiej wypadamy również pod względem zamożności. Choć po kryzysie finansowym w 2008 r. przyjęło się, że Grecja to biedny kraj, mieszkańcy tego kraju są całkiem dobrze usytuowani. Według Eurostatu, pod względem zamożności (majątek trwały plus pozycja inwestycyjna netto), przeciętny Grek ma 34,7 tys. euro i jest na szarym końcu strefy euro. Mimo to, wyprzedza on o kilka długości statystycznego Kowalskiego, którego stan posiadania wynosi 8,2 tys. euro. Dodajmy, że jest to ostatnie miejsce wśród krajów UE, wyłączając najpóźniej przyjęte Rumunię, Bułgarię i Chorwację. Co więcej, w Niemczech wartość aktywów rzeczowych i finansowych wynosi 126,7 tys. euro na mieszkańca. A przed Niemcami są jeszcze Holendrzy, Szwedzi, Austriacy, Duńczycy i Luksemburczycy.

Oszczędny jak Czech

Z państw regionu wyprzedzili nas Czesi. Z aktywami wartymi ponad 50 tys. euro znaleźli się przed Irlandczykami i Portugalczykami, a w zasięgu wzroku mają Brytyjczyków. Nasi sąsiedzi zapewnili sobie tak wysoką pozycję oszczędnością i zapobiegliwością. Według danych OECD, co roku Czesi odkładają 6-8 proc. dochodu do dyspozycji. Daje im to miejsce w czołówce najbardziej oszczędnych krajów należących do tej organizacji.

Również nasi zachodni sąsiedzi, nie bez kozery stawiani są za wzór gospodarności. Jak wynika z badań, Niemcy chowają do skarpety co 10. euro. Wysoką stopą oszczędności, rzędu 15 proc., mogą pochwalić się także Szwedzi. Z kolei najwięcej z wolnych środków odkładają Szwajcarzy – nawet w granicach 20 proc. rocznie.

Gdzie w tym zestawieniu znalazła się Polska? Znowu pod koniec stawki. Znajdujemy się w grupie krajów, które nie tylko nic nie odkładają, ale żyją na kredyt. Według danych OECD, od 2011 r. do 2016 r. stopa oszczędności w Polsce była ujemna. Zgodnie z szacunkami dopiero w 2017 roku odłożyliśmy coś na później. Mowa o symbolicznym 0,11 proc. dochodu do dyspozycji. Nieznacznie lepiej ma być w tym roku, kiedy na oszczędności przeznaczymy 0,18 proc. wolnych środków.

Chudsza emerytura

Oprócz oszczędności bieżących, nie najlepiej wygląda w Polsce sytuacja z oszczędnościami emerytalnymi. Według najnowszej edycji raportu BGŻOptima „Polak Oszczędny” 39 proc. badanych w ogóle nie oszczędza na emeryturę. Więcej niż co trzeci przeznacza na ten cel maksymalnie 10 proc. miesięcznych dochodów.

Jak podaje OECD jesteśmy jednym, z nielicznych krajów na świecie, który w latach w 2006-2016 odnotował spadek emerytalnych oszczędności w stosunku do PKB. Jedenaście lat temu stanowiły one 11,1 proc. produktu krajowego brutto, a przed rokiem 9,3 proc.

Średnia dla OECD wynosi 49,6 proc. (wzrost z 36,8 proc. w 2006 r.). Oprócz nas, spadek zaliczyła Irlandia, ale tutaj poduszka oszczędności jest niemała (38,6 proc. w 2016 r. i 47,4 proc. w 2006 r.). Podobnie Portugalia, która znalazła się prawie na naszym poziomie jeśli chodzi o relację funduszy emerytalnych do PKB (14,5 proc. w 2006 r., 10,8 proc. w 2016 r.) oraz Węgry, które mają jeszcze cieńsza poduszkę emerytalną niż Polska – 4,3 proc. (9,6 proc. przed kryzysem).

– W Polsce zdolność do oszczędzania dopiero się wykształca. Wynika to z braku wyrobionych nawyków do oszczędzania i dużej skłonności do realizowania potrzeb konsumpcyjnych. Jesteśmy społeczeństwem, które nadrabia zaległości po czasach PRL – mówi Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima. – Mamy cały czas duże potrzeby konsumpcyjne, mieszkaniowe a  niekoniecznie myślimy o inwestycjach czy oszczędnościach. Jednak obserwujemy poprawę, bo po raz pierwszy od 5 lat istotnie zwiększyła się stopa oszczędności polskich gospodarstw domowych. Rosnące wynagrodzenia i dobra sytuacja na rynku pracy powinny sprzyjać wzrostowi stopy oszczędności – dodaje.

 

Dane GUS potwierdzają oczekiwania ekspertów: 2017 rok był rekordowym na rynku mieszkaniowym. Mamy do czynienia z wyjątkową sytuacją, w której firmy budujące mieszkania jeszcze nigdy nie budowały, nie sprzedawały ani nie planowały tak wielu mieszkań co teraz.

105,4 tys. nowych mieszkań rozpoczęli w ubiegłym roku budować deweloperzy w Polsce. To najwyższy wynik w historii rynku, w stosunku do ubiegłego roku jest to wzrost o ponad 23 procent. Za coraz większą liczbą budowanych mieszkań idzie naturalnie wzrost lokali oddawanych do użytkowania. Zgodnie z najnowszym raportem Głównego Urzędu Statystycznego w 2017 r. deweloperzy oddali klucze do 89,8 tys. nieruchomości mieszkalnych (+13,5 proc. rocznie), a warto dodać, że w kolejnych kwartałach liczba ta będzie rosła, bo od rozpoczęcia budowy do oddania do użytkowania mija zwykle półtora do dwóch lat.

Dobra koniunktura na rynku (budowane mieszkania świetnie się sprzedają, wiele firm notuje rekordowe wyniki sprzedażowe) sprawia, że nikt nie chce zwalniać tempa i, mimo sygnałów o możliwej zmianie trendu, przedsiębiorcy planują kolejne inwestycje. W efekcie liczba uzyskiwanych przez deweloperów pozwoleń na budowę również rośnie jak na drożdżach, ubiegły rok zamknął się wynikiem 128,5 tys. pozwoleń, o 20 proc. wyższym od poprzedniego.

2017 r. był kontynuacją zjawiska, które obserwowano już w poprzednich kwartałach, rok 2016 także był lepszy od 2015 jeśli chodzi o mieszkania oddane do użytkowania (o 26,8 proc.) i liczbę pozwoleń na budowę (o 9,7 proc.), natomiast w 2016 r. zanotowano niewielki spadek liczby rozpoczętych budów (o 1,2 proc.).

Budują nie tylko deweloperzy

Warto zauważyć, że dynamicznie rozwija się nie tylko rynek deweloperski. Także budujący na indywidualne potrzeby zanotowali wzrosty we wszystkich kategoriach statystyk GUS-u. Liczba oddanych lokali wzrosła o 6 proc., rozpoczętych budów o 13 proc., a pozwoleń na budowę – o 17 proc.

Według GUS-u, liczba oddanych łącznie do użytkowania mieszkań (obejmująca działalność deweloperów, inwestorów indywidualnych, spółdzielni i pozostałych podmiotów) wzrosła we wszystkich województwach, a najbardziej w kujawsko-pomorskim (o 23,1 proc.) i pomorskim (o 20,1 proc.).

Podobnie wygląda statystyka rozpoczętych budów. Wzrost nastąpił we wszystkich województwach, a największy w wielkopolskim (o 44,4 proc.) i opolskim (o 28,3 proc.). Z kolei jeśli chodzi o pozwolenia na budowę, to największy wzrost nastąpił w zachodniopomorskim (o 51,4 proc.) i kujawsko-pomorskim (o 39,5 proc.), a spadek zanotowano w dwóch województwach: świętokrzyskim o 3,2 proc. i opolskim o 4,6 proc.

 

 

Autor: Marcin Krasoń, Home Broker

Na początek stycznia 2018 r. zaplanowano istotną zmianę przepisów dotyczących obowiązku meldunkowego. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, taki obowiązek będzie utrzymany. Władze tłumaczą to m.in. koniecznością gromadzenia informacji potrzebnych samorządom i względami bezpieczeństwa. W zamian rząd proponuje łatwiejsze zasady dokonania meldunku. Trudno jednak przypuszczać, że Polacy zaczną chętnie aktualizować i zgłaszać miejsce swojego zamieszkania. Dane GUS-u sugerują, że w ostatnich latach obowiązek meldunkowy był mocno lekceważony.

Od 2013 roku brak aktualnego meldunku nie jest karany …

 Warto przypomnieć, że obowiązek meldunkowy miał zostać zniesiony już 1 stycznia 2014 r. na mocy ustawy o ewidencji ludności z 24 września 2010 r. (Dz. U. Nr 217, poz. 1427). Termin zniesienia wspomnianego obowiązku został jednak przesunięty (na 1 styczeń 2018 r.). Ostatnie decyzje rządu sugerują, że formularze meldunkowe pozostaną w użyciu do końca bieżącej dekady. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl będziemy mieli zatem do czynienia z utrzymaniem obowiązku, którego lekceważenie nie powoduje żadnych sankcji dla obywatela. Do 1 stycznia 2013 r. istniała jeszcze wątpliwa perspektywa poniesienia kary za niedokonanie meldunku. Sankcję przewidywał art. 147 kodeksu wykroczeń (KW). Wspomniany przepis mówił o karze ograniczenia wolności, grzywny lub nagany. Co więcej, karę grzywny lub nagany przewidziano dla osoby, która mimo takiej powinności, nie powiadomiła właściwego organu o niewypełnieniu obowiązku meldunkowego. Tak restrykcyjny charakter art. 147 KW nie dziwi jeśli uwzględnimy fakt, że ten artykuł zredagowano na początku lat 70 – tych minionego wieku.

Obecne przepisy dotyczące czasu na dokonanie meldunku, na szczęście są o wiele mniej restrykcyjne niż regulacje z 1974 r. – tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Przepisy uchwalone w 1974 r. obligowały do zameldowania się w danej miejscowości najpóźniej przed upływem czwartej doby od dnia przybycia. Ustawa z 2010 r. daje obywatelowi 30 dni na dokonanie meldunku w miejscu stałego lub czasowego pobytu. Najpóźniej w dniu opuszczenia miejsca pobytu stałego albo czasowego, obywatel powinien zgłosić wyjazd zagraniczny z zamiarem stałego pobytu lub wyjazd zagraniczny bez zamiaru stałego pobytu, ale trwający dłużej niż 6 miesięcy.

Pewna liberalizacja przepisów z 2010 r. wydaje się niewielkim pocieszeniem dla osób zainteresowanych zniesieniem obowiązku meldunkowego. W ramach kontrargumentu, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przypomina jednak, że obowiązek meldunkowy wciąż funkcjonuje na terenie kilkunastu krajów UE (Finlandii, Litwy, Austrii, Chorwacji, Wielkiej Brytanii, Łotwy, Danii, Bułgarii, Belgii, Luksemburga, Szwecji, Hiszpanii, Włoch, Estonii, Holandii i Niemiec).

Przeprowadzkę za granicę zgłasza tylko garstka Polaków

Razem z decyzją o utrzymaniu obowiązku meldunkowego po 31 grudnia 2017 roku, MSWiA zapowiedziało zmiany, które umożliwią zameldowanie się przez Internet. Takie rozwiązanie ma być dostępne dla obywateli posiadających profil zaufany ePUAP albo kwalifikowany podpis elektroniczny. Inna zmiana polega na wprowadzeniu jednego formularza przeznaczonego do zameldowania się na pobyt stały i wymeldowania z pobytu czasowego albo wymeldowania się z pobytu stałego i zameldowania na pobyt czasowy.

Jak dodają eksperci z portalu RynekPierwotny.pl wspomniane zmiany zapewne ułatwią wypełnianie obowiązku meldunkowego (m.in. pracownikom często zmieniających miejsce zamieszkania i najemcom). Można mieć jednak wątpliwości, czy dzięki takim usprawnieniom Polacy będą bardziej chętni do przekazywania danych o swoim miejscu zamieszkania.

Minione lata pokazały bowiem, że rodacy niechętnie spełniają obowiązek meldunkowy. Mogą to potwierdzić m.in. dane Głównego Urzędu Statystycznego przedstawione na poniższym wykresie. Ze względu na niechęć polskich emigrantów do zgłaszania wyjazdu, GUS musi szacować wielkość emigracji na podstawie różnych źródeł (m.in. danych z państw członkowskich UE).

Główny Urząd Statystyczny oszacował, że pod koniec 2016 r. liczba polskich emigrantów na pobyt czasowy wynosiła około 2,5 mln. Około 80% z tych osób, przebywało za granicą dłużej niż 12 miesięcy. Mamy zatem do czynienia z dwumilionową rzeszą Polaków, którzy wybrali długookresowy pobyt za granicą (zwykle bez wcześniejszego zgłoszenia). Warto również zwrócić uwagę, że w latach 2010 – 2016 liczba osób formalnie zgłaszających wyjazd zagraniczny na pobyt stały była bardzo mała. Odpowiednich formalności dopełniało nie więcej niż 32 tysiące osób rocznie. Taki wynik wskazuje na nieskuteczność systemu meldunkowego jako źródła danych o emigracji Polaków i liczbie obywateli przebywających w kraju. Sam GUS przyznaje, że częste są przypadki osób, które pomimo długoletniego pobytu poza granicami Polski, nie zrezygnowały z krajowego meldunku.

Spore wątpliwości budzi również kompletność meldunkowych danych o migracjach wewnętrznych Polaków. Właśnie dlatego trzeba zadać sobie pytanie, czy system meldunków działający w obecnej formie, może być źródłem użytecznych informacji dla państwa (dotyczących np. zapotrzebowania na usługi publiczne).

 

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Eksperci

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

AKTUALNOŚCI

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...