poniedziałek, Marzec 30, 2020
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "GUS"

GUS

Inflacja wystrzeliła. Ceny rosną najszybciej od listopada 2011 r. Zgodnie z danymi GUS inflacja CPI zwiększyła się w lutym do 4,7% wobec 4,3% w styczniu. Kształtując się powyżej oczekiwań rynku równych naszej prognozie (4,4%). Tym samym inflacja ukształtowała się na najwyższym poziomie od listopada 2011 roku. I od dwóch miesięcy pozostaje powyżej górnej granicy odchyleń od celu inflacyjnego NBP. Pisze Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole Bank Polska S.A.

Inflacja jeszcze wyższa niż miesiac temu

W kierunku wzrostu inflacji oddziaływała wyższa dynamika cen nośników energii (5,5% r/r w lutym wobec 4,0% w styczniu. Efekt podwyżek cen energii elektrycznej, które w okresie styczeń-luty wzrosły o ok. 12%) oraz wyższa inflacja bazowa, która zgodnie z naszymi szacunkami zwiększyła się w lutym do 3,6% r/r wobec 3,1% w styczniu. Tym samym osiągnęła ona najwyższy poziom od kwietnia 2002 r. Wzrost inflacji bazowej wynikał w znacznym stopniu z wyższej dynamiki cen w kategorii „napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe”.

Wywóz śmieci i koszty mieszkania

Do zwiększenia inflacji bazowej przyczyniły się również wyższe dynamiki cen w kategoriach „użytkowanie mieszkania (bez nośników energii)” (efekt podwyżek opłat za wywóz śmieci oraz wzrostu innych kosztów wynikających z wyższej płacy minimalnej). „Restauracje i hotele”, „rekreacja i kultura”, „odzież i obuwie”, „inne wydatki na towary i usługi” oraz „zdrowie”. W kierunku spadku inflacji oddziaływała natomiast niższa dynamika cen paliw (2,4% r/r w lutym wobec 3,5% w styczniu). Wynikająca w znacznym stopniu z wygasania efektów niskiej bazy sprzed roku oraz spadku cen paliw w ujęciu miesięcznym. Dynamika cen w kategorii „żywność i napoje bezalkoholowe” nie zmieniła się w lutym w porównaniu do stycznia. Wyniosła 7,5% r/r.

Inflacja na rekordowym poziomie. Najwyższym od 2011 - monety i zegar
Inflacja na rekordowym poziomie. Najwyższym od 2011

Coraz większą część swojego budżetu Polacy wydają na żywność

GUS opublikował również zrewidowane wagi w koszyku inflacji CPI, będące odzwierciedleniem struktury wydatków z budżetów gospodarstw domowych w 2019 r. Na szczególną uwagę zasługuje dalsze zwiększenie udziału wydatków na żywność (25,24% w 2019 r. wobec 24,89% w 2018 r.). Kontynuacja wzrostu znaczenia tej kategorii w wydatkach jest sprzeczna z prawem Engla. Zgodnie z którym wraz ze wzrostem dochodów konsumenta udział wydatków na żywność w jego wydatkach ogółem zmniejsza się. Szczegółowe wyjaśnienie tej anomalii przedstawiliśmy dwa lata temu w marcowej AGROmapie (por. AGROmapa z 19.03.2018). Wzrost udziału w strukturze wydatków gospodarstw domowych odnotowano również w kategorii „rekreacja i kultura”. A więc kategorii charakteryzującej się relatywnie wysoką elastycznością dochodową popytu (czyli dużą wrażliwością popytu na zmiany dochodu). W tym kontekście pewne zaskoczenie stanowi obniżenie udziału kategorii „restauracje i hotele” w koszyku inflacyjnym.

Inflacja – koronawirus pociągnie ją w dół

Ze względu na rozprzestrzeniającą się epidemię wirusa COVID-19 dostrzegamy istotne ryzyko w dół dla naszego scenariusza inflacyjnego. Znaczące pogorszenie perspektyw wzrostu gospodarczego w Polsce i na świecie związane z epidemią koronawirusa ma charakter deflacyjny. Stąd w kolejnych miesiącach będzie oddziaływać w kierunku spadku dynamiki cen.

Jakub Olipra
Ekonomista Credit Agricole Bank Polska S.A.

Nowe mieszkania wyrastają w Polsce jak grzyby po deszczu. Potwierdzeniem tego co widać w wielu mistach są dane dotyczące budownictwa mieszkaniowego. Te opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny nie pozostawiają wątpliwości. Zeszły rok był rekordowy pod każdym względem.

Pozwala to sądzić, że w najbliższych kwartałach nowych mieszkań na rynku nie zabraknie. 207,2 tys. lokali mieszkalnych oddano do użytkowania w ubiegłym roku, z czego 130,9 tys. były dziełem deweloperów, czyli wybudowano je na sprzedaż lub wynajem. Ta pierwsza wartość jest najwyższa od 1980 r., druga jeszcze nigdy nie osiągnęła takiego pułapu.

Nowe mieszkania – rozpoczęte budowy

Nie gorzej wygląda to w pozostałych tabelkach GUS-u. W ostatnich 12 miesiącach rozpoczęto w Polsce budowę 237,3 tys. lokali mieszkalnych (z tego 142 tys. do deweloperzy), a na kolejnych 268,5 tys. uzyskano pozwolenia (167,3 tys. dla deweloperów). Wszystko to są wieloletnie rekordy lub ich bezpośrednie sąsiedztwo.
Deweloperzy największe wzrosty zanotowali jeśli chodzi o liczbę mieszkań oddanych do użytkowania (wzrost o 16,6 proc.). Liczba nowych budów urosła o 7,9 proc., a pozwoleń na budowę – o 4,6 proc. Wszystko wskazuje więc na to, że w najbliższych kwartałach powstawać będzie równie dużo, jeśli nie więcej, mieszkań.

Nowe mieszkania - tych na rynku nie zabraknie - grafika
Nowe mieszkania – tych na rynku nie zabraknie

Chętnych na mieszkania nie brakuje

W 2018 r. sprzedaż notowanych na giełdzie deweloperów była niższa od poprzedniego roku, stąd mało kto spodziewał się wzrostów w 2019 r. A jednak. Większość firm zanotowała dodatni bilans, a z szacunków JLL obejmujących kompletną sprzedaż na sześciu największych rynkach wynika, że deweloperzy zamkną 2019 rok sprzedażą na poziomie 64-65 tys. lokali.


Warto zauważyć, że dobra sprzedaż w 2019 r. została odnotowana w okresie rosnących cen, co oznacza, że wartościowo rynek urósł całkiem sporo. Nie mniej ciekawe jest, że popyt napędzany jest zarówno przez klientów gotówkowych jak i kredytowych. Mimo rosnących cen Polacy wciąż traktują nieruchomości jako dobrą lokatę kapitału (bankowe depozyty nie są w stanie pokonać dziś inflacji).

Nowe mieszkania – wskazana ostrożność

Pozytywne dane z każdej strony sprawiają, że działający na rynku deweloperzy mają dobre nastroje i spodziewają się kolejnych dobrych kwartałów. Powinni jednak mieć się na baczności. Choćby dlatego, że nie wiadomo jak na rynku odbije się wzrost pensji minimalnej. Więcej pieniędzy w portfelach Polaków może, wbrew pozorom, zamienić się w mniej pieniędzy. Wyższe pensje mogą bowiem spowodować problemy u części pracodawców, którzy będą musieli szukać oszczędności i redukować etaty. Innym skutkiem może być wzrost inflacji.

W efekcie zagadką pozostaje „próg bólu” kupujących związany z poziomem cen. 10,4 tys. zł za metr nowego mieszkania w Warszawie to z jednej strony bardzo dużo. Ale z drugiej chętnych na zakupy wciąż nie brakuje. Danych za czwarty kwartał jeszcze nie ma. Ale wiele wskazuje na to, że stawki na koniec 2019 r. będą jeszcze wyższe.

źródło: Obido.pl

Koronawirus może wpłynąć na polski PKB. Teraz gospodarka zwalnia, ale łagodnie. Wbrew obawom odnotowujemy dodatnią dynamikę PKB kwartał do kwartału.

PKB na plus

Jak podaje w dzisiejszym komunikacie GUS, nieodsezonowana dynamika realnego PKB w IV kwartale 2019 wyniosła 3,2% r/r (przy 4,9% przed rokiem). W porównaniu do połowy lutego, GUS znacznie skorygował wynik, o 0,2 pkt proc. in plus. Dzięki korekcie i zaokrągleniom dynamika roczna za 2019 rok  jest wyższa niż 2,8%, a więc wbrew obawom odnotowujemy dodatnią dynamikę kwartał do kwartału.

Koronawirus może spowolnić wzrost gospodarczy w Polsce - cytat na planszy
Koronawirus może spowolnić wzrost gospodarczy w Polsce

Struktura wyników jest daleka od hurraoptymizmu. Dynamika konsumpcji prywatnej plasuje się poniżej średniej z ostatnich lat, i spada (3,3% r/r). Z kolei wysokiej dynamiki inwestycji, jaką obserwowaliśmy w I połowie roku nie udało się utrzymać (9,1-12.2%), i tempo wzrostu inwestycji utrzymuje się na podobnym poziomie, co przed kwartałem (4,9% r/r). Eksport nadal przeważa nad importem, i to jest dość trwały efekt, ale skala nadwyżki nie pozwala zniwelować efektu słabnącego popytu krajowego. 

Koronawirus a wzrost PKB

Nie da się jednak ukryć, że ostatnie dni absorbują ekonomistów nie ze względu na spowolnienie polskiej gospodarki, a raczej na niespodziewany szok, który dynamikę PKB obniży znacznie poniżej tempa wynikającego z trendu. Jeszcze przed tygodniem zakładano, że dominującym kanałem wpływu koronawirusa na polską gospodarkę będą przestoje w dostawach surowców i półproduktów dla polskiego przemysłu. Teraz, gdy wirus panoszy się po Europie, a prawdopodobieństwo, że zostanie wykryty w Polsce, graniczy z pewnością, pojawia się wiele nowych kanałów oddziaływania. Z pewnością nastąpi ograniczenie zainteresowania turystyką i imprezami masowymi, co niewątpliwie uderzy w usługi turystyczne, kulturalne, oraz zmniejszy popyt na noclegi, gastronomię, czy tradycyjny handel detaliczny w centrach handlowych i marketach. Problem wąskich gardeł zyska na znaczeniu bo dotyczyć będzie już nie tylko Chin. Warto zauważyć, że pojawienie się nowego ogniska COVID-19 w Polsce dość naturalnie zniechęci pracowników migranckich, co może stanowić barierę dla dotychczasowego funkcjonowania firm.

Niepewność nie pomaga

W efekcie nie jest zaskoczeniem, że inwestorzy takich sytuacji nie lubią – ograniczeniu w generowaniu zysków towarzyszy wszechobecna niepewność. Stąd giełdy na czerwono. Z jednym wyjątkiem – firm, dla których koronawirus to swoista szansa. Analogicznie w realnej gospodarce: można wyobrazić sobie takie branże i biznesy, którym pandemia podniesie obroty i zyski. Pierwsi na myśl przychodzą producenci dóbr medycznych i służące dezynfekcji. Ale łatwo wyobrazić sobie wzrost zainteresowania zakupami on-line i usługami kurierskimi czy rozrywkami w zaciszu domowym w zastępstwie tych towarzyskich. Dodatkowo to niestety kropla w morzu strat wywołanych zawieszoną działalnością i niezrealizowanym popytem konsumenckim. Dlatego też już wiadomo, że dynamice polskiego PKB wciska hamulec koronawirus. Ale trudno jeszcze powiedzieć gdzie po tym ostrym hamowaniu skończymy.

Komentarz dr Soni Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

GUS pokazał właśnie dane. Wynika z nich że nominalna dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób wyniosła 7,1% r/r w styczniu. Wobec 6,2% w grudniu 2019 r., kształtując się nieznacznie powyżej naszej prognozy (7,0%) i konsensusu rynkowego (6,7%). Piszą eksperci Credit Agricole Bank Polska S.A. W ujęciu realnym, po skorygowaniu o zmiany cen, wynagrodzenia w firmach wzrosły w styczniu o 2,6% r/r wobec 2,8% w grudniu.

Płaca minimalna napędza wzrost średniej

Do znaczącego przyspieszenia wzrostu płac w styczniu przyczyniła się większa niż przed rokiem podwyżka płacy minimalnej (w 2019 r. podniesiono ją o 7,1%, podczas gdy w 2020 r. wzrosła ona o 15,6%). Szacujemy, że podwyżka wynagrodzeń osób najgorzej zarabiających oddziałuje w kierunku wzrostu dynamiki wynagrodzeń ogółem o ok. 1,1 pkt. proc. (por. MAKROmapa z 07.10.2019). Należy jednak pamiętać, że podwyżka płacy minimalnej przyczynia się również do wzrostu zarobków także osób lepiej zarabiających – pracodawcy podnoszą ich pensje aby zachować odpowiednie zależności pomiędzy wynagrodzeniami różnych stanowisk w ramach siatki płac.

GUS - wynagrodzenie 01.2020. - grafika z danymi
GUS – wynagrodzenie 01.2020.

Uważamy, że efekt ten będzie się stopniowo materializował w kolejnych miesiącach, co będzie czynnikiem dynamizującym wzrost wynagrodzeń ogółem. Dzisiejsze dane nie zmieniają zatem naszej prognozy wzrostu płac w gospodarce narodowej w całym 2020 r. (7,4% wobec 7,2% w 2019 r.). Wsparciem dla naszego scenariusza zakładającego tylko nieznaczny wzrost dynamiki płac są wyniki styczniowego badania koniunktury NBP (Szybki Monitoring). Wskazują one, że skala prognozowanych podwyżek w 2020 r. nie ulegnie istotnemu zwiększeniu w porównaniu z 2019 r.

GUS – dane. Mniejsza niż przed rokiem rewizja danych o zatrudnieniu

Według danych GUS dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw wyniosła w styczniu 1,1% r/r wobec 2,6% w grudniu. To było znacząco poniżej naszej prognozy (1,8%) i konsensusu rynkowego (2,0%). W ujęciu miesięcznym zatrudnienie wzrosło o 44,9 tys. osób. Silny miesięczny wzrost zatrudnienia był spowodowany coroczną rewizją danych o zatrudnieniu w mikroprzedsiębiorstwach (zatrudniających do 9 osób). Firmy, w których zatrudnienie w ubiegłym roku przekroczyło 9 osób zostały w styczniu „dopisane” do klasy jednostek zatrudniających co najmniej 10 osób. Wzrost zatrudnienia w styczniu 2020 r. był wyraźnie niższy niż przed rokiem. Wówczas wyniósł on 135,7 tys. co oddziaływało w kierunku zmniejszenia jego rocznej dynamiki. Mniejsza skala rewizji jest spójna z obserwowanym obecnie wyhamowaniem poprawy sytuacji na rynku pracy. Precyzyjna prognoza wzrostu zatrudnienia w styczniu jest trudna do wykonania. Tym samym dzisiejszego negatywnego zaskoczenia w tym zakresie nie należy traktować jako sygnału wyraźnego pogorszenia perspektyw na rynku pracy.

Stabilizacja dynamiki konsumpcji w I kw.

Szacujemy, że realne tempo wzrostu funduszu płac w przedsiębiorstwach wyniosło w styczniu 3,8% r/r. Pełniejsza ocena tendencji w zakresie realnego funduszu płac będzie możliwa w marcu po publikacji lutowych danych o wynagrodzeniach i zatrudnieniu. Zgodny z oczekiwaniami wzrost wynagrodzeń w styczniu stanowi wsparcie dla naszej prognozy stabilizacji dynamiki konsumpcji w IV kw. 2019 r. i I kw. 2020 r. (3,4% r/r).

Dzisiejsze dane o wynagrodzeniach i zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw są w naszej ocenie neutralne dla kursu złotego i rentowności obligacji.

Inflacja – to odpowiedź na pytanie co najbardziej denerwuje Polaków? Według badań podwyżki frustrują połowę rodaków, a na drugą pozycję najbardziej irytujących spraw przesunęły się niskie zarobki, które w zeszłym roku denerwowały najbardziej – wynika z badania zleconego przez Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor. Na kolejnych miejscach listy frustracji znalazła się też perspektywa niskiej emerytury, dalej negatywne informacje w mediach, które nieznacznie wyprzedziły nawet nienajlepszy stan zdrowia. Powodów do narzekań nie widzi jedynie co dwudziesty badany.

Jeszcze rok temu jako przyczynę największej frustracji 40 proc. badanych wskazywało zbyt niskie zarobki. Dziś niezadowalające płace wciąż denerwują, ale już mniejszą część osób, bo 35 proc. Na pierwszy plan wysunął się wzrost cen produktów i usług. On drażni co drugą osobę – wynika z badania przeprowadzonego przez Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Według wstępnych danych GUS, przy celu na poziomie 2,5 proc., inflacja wzrosła w styczniu 2020 w ujęciu rocznym o 4,4 proc.

Głównie za sprawą cen żywności, która zdrożała w ciągu dwunastu miesięcy o 6,7 proc. To utrzymująca się tendencja, która jeszcze w ubiegłym roku w przypadku np. mięsa wieprzowego czy cukru, odnotowała wzrosty cen o ponad 20 proc. Jeśli mogłoby to być dla kogokolwiek pocieszające, to według Eurostatu w UE, bardziej niż w Polsce inflacja w ostatnim czasie wzrosła na Węgrzech, w Rumunii, w Czechach na Słowacji i w Bułgarii. Ale już w pozostałych krajach UE zmiany były mniej zauważalne.

Inflacja zagrożeniem dla budżetu

Niestety, w najbliższych miesiącach można spodziewać się kolejnych podwyżek. Nadal mogą drożeć nie tylko produkty spożywcze czy używki, ale także opłaty za prąd czy wywóz śmieci. Ceny podniesie m.in. wzrost akcyzy na tytoń, a także podatek cukrowy oraz wyższy koszt energii elektrycznej.

– Kumulacja w czasie różnego rodzaju podwyżek stała się tematem licznych medialnych doniesień, a także rozmów towarzyskich i rodzinnych. Stąd zapewne pierwsze miejsce na liście denerwujących spraw. Szczególnie, że wzrost kosztów życia to nienajlepsza prognoza dla domowych budżetów. Zamiast planować ekstra wydatki, trzeba będzie rozważniej dysponować pieniędzmi na bieżące niezbędne potrzeby. Osobom, którym już dzisiaj kilka razy w miesiącu brakuje pieniędzy na opłacanie bieżących rachunków czy rat kredytów – co 12. badany – z czasem może przybyć kłopotów – mówi Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor. – O tym, że nawet w sprzyjających gospodarczo warunkach unikanie problemów finansowych nie jest łatwe, najlepiej widać to po Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor. W ostatnich 12 miesiącach liczba niesolidnych dłużników przyrastała miesięcznie średnio o ok. 5 tys. osób. Obecnie w BIG InfoMonitor widnieje ponad 2,2 mln osób z zaległościami przekraczającymi 42 mld zł – dodaje.

Inflacja a potem płace. Te wciąż solą w oku 35 proc. badanych

Mimo podwyżki płac w przedsiębiorstwach zatrudniających co najmniej 9 osób, przekraczającej w 2019 r. nominalnie 6 proc. – z 5 275 zł na 5604 zł, a także wzrostów płac w wielu innych miejscach zatrudnienia (dane o wysokości płac w gospodarce narodowej, czyli dla osób zatrudnionych na etatach GUS poda w połowie lutego) niskie wynagrodzenia nadal frustrują co trzeciego Polaka.

Niezadowolonych z zarobków w porównaniu z wypowiedziami sprzed roku ubyło, ale wciąż jest to duża grupa osób. Odsetek rozczarowanych jest dokładnie taki sam jak udział respondentów mówiących, że mają problemy z regulowaniem rat kredytów i bieżących rachunków. Chodzi o co najmniej kilka razy w miesiącu, raz w miesiąc oraz raz na kilka miesięcy. Osoby te w wyższych wynagrodzeniach najwyraźniej upatrują rozwiązania swoich kłopotów finansowych.

Jaki temat potrafi jeszcze zepsuć nastrój? Perspektywa niskiej emerytury – martwi się nią blisko co trzeci badany. ZUS wskazuje, że stopa zastąpienia wypłacana na emeryturze w 2040 roku może spaść poniżej 40 proc. A w 2060 r. poniżej 30 proc.

Tuż za podium frustrujących spraw, za trzema poważnymi kwestiami finansowymi znalazły się… negatywne informacje przekazywane w mediach. Ma ich dość aż jedna czwarta badanych. Przygnębiające newsy nieznacznie wyprzedziły nawet słabe zdrowie i wydatki na leczenie.

Inflacja - nic nie denerwuje tak jak rosnące ceny frustracje grafika
Inflacja – nic nie denerwuje tak jak rosnące ceny

Stresująca kradzież tożsamości

W wynikach badania uwagę zwraca całkiem spory odsetek osób obawiających się kradzieży danych osobowych. Przykładów wycieków danych jest coraz więcej. Konsekwencją jest później zaciąganie pożyczki, kredytu, czy też zakup telefonu przez złodzieja cudzej tożsamości.

Raty czy rachunki obciążają jednak konto osoby, której dane zostały wykorzystane. Myśl o takiej ewentualności potrafi frustrować już co dziewiątego badanego. Ale o ile zahamować inflację to na tę akurat frustrację istnieje stosunkowo łatwy sposób.

Informacje o próbie uzyskania kredytu można dostawać SMSem. Podobnie jak o sprawdzeniach w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor. Tam potencjalnych klientów, zanim zaoferują im usługi czy produkt weryfikują firmy pożyczkowe, telekomy i wiele innych firm. SMS o sprawdzeniu przez firmę w której nie byliśmy to czerwona lampka, alert o próbie wyłudzenia. Informacja w czasie rzeczywistym, że coś dzieje się poza nami pozwala szybko interweniować i ustrzec się długotrwałych kłopotów. Usługę pod nazwą Alerty BIK za 24 zł rocznie oferuje Biuro Informacji Kredytowej.

Problemy zmieniają się z wiekiem, myślenie o urodzie zastępują problemy ze zdrowiem

Ciekawie prezentują się różnice odpowiedzi w zależności od wieku badanych. O ile w grupie osób do 35 lat również na pierwszej pozycji jest wzrost cen to dalej pojawia się brak wolnego czasu. Tuż za nim, obok perspektywy niskiej emerytury irytuje niezadowalający wygląd.

Inflacja - nic nie denerwuje tak jak rosnące ceny - frustracje grafika 2
Inflacja – nic nie denerwuje tak jak rosnące ceny

Tymczasem u respondentów w wieku co najmniej 35 lat, w pierwszej piątce spraw psujących nastrój, w miejsce niezadowalającego wyglądu i braku wolnego czasu dla najbliższych, weszły negatywne doniesienia medialne i słabe zdrowie. Rzadziej też martwią niskie zarobki, bo te wraz ze stażem już nieco zyskały. Wizja świadczeń, po zakończeniu aktywności zawodowej przygnębia jednak prawie czterech na 10 badanych. Podczas gdy przed 35 rokiem życia jedynie dwóch.

Inflacja - nic nie denerwuje tak jak rosnące ceny - grafika 3
Inflacja – nic nie denerwuje tak jak rosnące ceny

Źródło: Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Badanie zrealizowane na zlecenie BIG InfoMonitor przez Quality Watch, techniką wywiadów internetowych (CAWI) wspomaganych komputerowo. Badnie na reprezentatywnej próbie 1017 dorosłych mieszkańców Polski, grudzień 2019

Rachunki za mieszkanie rosną bardzo dynamicznie. W styczniu statystyczna polska rodzina wydała na utrzymanie „dachu nad głową” 41 złotych więcej niż przed rokiem. Wynika z szacunków HRE Investments. Źródeł tego wzrostu należy szukać w podwyżkach cen energii i wzroście stawek za wywóz śmieci.

Rachunki za mieszkanie napędzane inflacją

Opublikowane właśnie dane GUS o inflacji pokazują od dawna nie widziane odczyty. Przeciętny koszt dóbr i usług konsumowanych przez obywateli zdrożał w ciągu roku o 4,4%. To najwyższy wzrost od ponad 8 lat. W dawno niewidzianym tempie rosły też koszty związane z mieszkaniem – o 4,9% w skali roku. To najwięcej od ponad 7 lat.

Rachunki za mieszkanie - skokowy wzrost - grafika z wykresem
Rachunki za mieszkanie – skokowy wzrost

Gdy rosną ceny zaczynamy oszczędzać

W efekcie statystyczna trzyosobowa rodzina na utrzymanie i wyposażenie mieszkania wydała w styczniu ponad 915 złotych. Wynika z szacunków HRE Investments. W ciągu miesiąca koszt ten wzrósł o prawie 21 złotych, a w ciągu roku o ponad 41 złotych. Wspomniana kwota uwzględnia wydatki na ogrzewanie i nośniki energii (koło 40-50% łącznych kosztów związanych z mieszkaniem). Ale też inne media, czynsze płacone przez najemców, wywóz nieczystości, zakup AGD, mebli, oświetlenia, dekoracji, usług takich jak sprzątanie czy remonty.

Rachunki za mieszkanie czyli energia i śmieci

W sumie trudno dziwić się tym skokowym wzrostom przy okazji kilku – kilkunastoprocentowych podwyżek opłat za energię elektryczną czy jeszcze szybszych aktualizacji stawek za wywóz śmieci. Te jeszcze w grudniu 2019 roku (świeższych danych nie ma) były szacowane przez urząd na ponad 32%, a nie uwzględniały one jeszcze wszystkich podwyżek zaordynowanych przez samorządy. We wspomnianym zestawieniu znajdziemy też informacje o rosnących kosztach usług związanych z prowadzeniem domu. Także o podwyżkach czynszów najmu, opłat za kanalizację i dostarczenie wody. Z drugiej strony taniejących dóbr i usług związanych z mieszkaniem było znacznie mniej. Dziś też możemy już tylko wspominać fakt, że stawki za energię elektryczną były w ubiegłym roku statystycznie niższe niż w 2018 roku. Dziś sytuacja się odwróciła i każdy powinien się raczej spodziewać, że za prąd zapłaci o od kilku do kilkunastu procent więcej. Pewnym pocieszeniem może być tu jedynie fakt że rząd obiecał przynajmniej częściowe rekompensaty za wyższe ceny prądu.

Jak oszacowaliśmy wydatki 3-osobowej rodziny?

Prezentowane przez nas szacunkowe koszty utrzymania opierają się o informacje na temat inflacji publikowanej w cyklu miesięcznym przez GUS. Niezbędnym źródłem danych są jednak też informacje na temat wydatków 3-osobowych gospodarstw domowych. Te niestety publikowane są jedynie raz w roku i przez to konieczne jest dokonywanie okresowych korekt naszych szacunków. Dodatkowo potrafią one wyraźnie zmienić wyniki, czego przykład mamy właśnie teraz. Ponadto jeszcze w 2017 roku GUS szacował, że w ramach kosztów utrzymania domu przeciętna 3-osobowa rodzina wydawała miesięcznie prawie 700 złotych. W rok później kwota ta stopniała do trochę ponad 650 złotych. Był to spadek dość niespodziewany. W obliczu rosnących wynagrodzeń i topniejącego bezrobocia można się przecież było spodziewać że Polacy wydawali na utrzymanie i wyposażenie mieszkań więcej. A przy tym dokonywali remontów czy zmiany wyposażenia.

Inewstycje w jakość mieszkania

Wyniki kompletnie przeczą tym przypuszczeniom. Skąd ten paradoks? Można to wytłumaczyć rozsądkiem Polaków. Przeprowadzane przez nich remonty i zakupy wyposażenia do domu np AGD mogły być nastawione w dużej mierze na obniżkę rachunków w przyszłości. A nie jedynie poprawę wyglądu mieszkania. I tak na przykład nowe AGD zużywa mniej energii i wody a ocieplone domy wymagają mniej energii do ogrzewania. Nie możemy w tym kontekście zapomnieć o tym, że ostatnie sezony grzewcze stawały się coraz bardziej łagodne. To może dodatkowo tłumaczyć spadek wydatków na ogrzewanie. W efekcie wspomniany wcześniej spadek przeciętnej kwoty wydawanej na utrzymanie mieszkań pomiędzy latami 2017 i 2018.

Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments

Inflacja jest na rekorodowym od wielu miesięcy poziomie. Główny Urząd Statystyczny właśnie opublikował dane z których wynika, że wzrost cen towarów i usług przekroczył 4 procent. Coraz słabiej wygląda za to wzrost PKB. Ten według szybkiego szacunku za IV kwartał zeszłego roku wzrósł niewiele ponad 3 procent.

Inflacja mocno przyspiesza

Według wstępnych danych w styczniu 2020 r. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 4,4% w porównaniu z analogicznym miesiącem ub. roku. W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny towarów i usług wzrosły o 0,9%. Jak szybki jest to wzrost widać najlepiej na poniższej grafice

Inflacja przyspiesza - grafika
Inflacja przyspiesza

Przyspiesza ona ze wzgędu na dynamiczny wzrost cen żywności i napojów alkoholowych a te mają bardzo duże znaczenie dla wyliczenia poziomu inflacji

Inflacja - co ma znaczenie - grafika
Inflacja – co ma znaczenie

PKB rośnie coraz wolniej

Według szybkiego szacunku PKB niewyrównany sezonowo w IV kwartale 2019 roku był realnie wyższy o 3,1% rok do roku. Wobec 4,9% w analogicznym okresie 2018 roku. Dane mają charakter wstępny i mogą być przedmiotem rewizji. Zgodnie z polityką rewizji stosowaną w kwartalnych rachunkach narodowych. Stanie się to w momencie opracowania pierwszego regularnego szacunku PKB za IV kwartał 2019 roku. Ten zostanie opublikowany w dniu 28.02.2020 r. W IV kwartale 2019 r. PKB wyrównany sezonowo (w cenach stałych przy roku odniesienia 2010) zwiększył się realnie 0,2% w porównaniu z poprzednim kwartałem. Był wyższy niż przed rokiem o 3,5%. Ponadto PKB niewyrównany sezonowo (w cenach stałych średniorocznych roku poprzedniego) wzrósł realnie o 3,1% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego.

Polski eksport ustalił historyczny wynik. Rok 2019 zakończył się dla Polski nadwyżką w handlu zagranicznym w wysokości 7,9 mld zł (1,8 mld euro). To znaczące odbicie w stosunku do 2018 r., gdy saldo wynosiło -19,5 mld zł (-4,6 mld euro). Jak wskazują eksperci międzynarodowej instytucji płatniczej Akcenta, w osiągnieciu nadwyżki dużą zasługę miał niezwykle mocny eksport, który zanotował wzrost o 6,6% (5,5% liczony w euro) po raz pierwszy w historii przekraczając wartość biliona złotych.

Polski eksport wart bilion złotych

Wg pierwszych wyliczeń Głównego Urzędu Statystycznego za 2019 r. wartość obrotów towarowych w handlu zagranicznym wyniosła 1013,7 mld zł (235,8 mld euro) dla eksportu i 1005,8 mld zł (234 mld euro) dla importu.[

Polski wywóz wyjątkowo dobrze poradził sobie więc w obliczu wydarzeń takich jak niedawny Brexit czy ogólne spowolnienie w Unii Europejskiej, a w szczególności u naszego najważniejszego partnera – Niemiec. Nie znaczy to jednak, że zupełnie nie odczuł ich wpływu, zaznaczają eksperci Akcenty.

Słabsze obroty z najbliższymi partnerami

W ubiegłym roku dynamika wzrostu wartości sprzedaży za Odrę i do Wielkiej Brytanii zwolniła. W przypadku Niemiec wzrosła ona o 4,2% (3,1% liczone w euro) w ujęciu rocznym. Rok wcześniej, w 2018 r. tempo wzrostu było blisko 2 razy wyższe i wynosiło 9,1% (9,6% w euro) r/r.

Wartość sprzedaży towarów do Wielkiej Brytanii w 2019 r. również nie zanotowała lepszych wyników. Nadal jednak widoczny jest jej wzrost, który GUS szacuje na 2,3% (1,3% w euro) r/r. Jak twierdzi Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału Akcenty, pod względem danych eksportowych na tym kierunku ciekawie zapowiada się obecny rok. – Brexit stał się w końcu faktem i uwolniliśmy się od niepewności co do jego scenariusza. Dla unijnych, w tym także polskich firm handlujących z Wielką Brytanią kluczowe będą teraz ustalenia dotyczące przyszłych wzajemnych relacji handlowych. Na ich ustalenie obie strony mają jeszcze trochę czasu ale doniesienia o nich mogą na bieżąco wpływać na kurs funta. A to będzie się odbijać na marżach eksporterów i importerów – wskazuje ekspert Akcenty.

Czechy w odwrocie

W efekcie najsłabiej w zestawieniu 10 najważniejszych kierunków polskiej sprzedaży zagranicznej wypadły Czechy. Eksport do tego kraju wzrósł tylko o 2,2% (1,1% w euro) w stosunku do roku poprzedniego. Spowolnienie w Niemczech jest odczuwalne nie tylko w handlu z firmami zza Odry. Odbija się również na innych gospodarkach mocno związanych z tym krajem. Przyczyn osłabienia polskiej sprzedaży na tym kierunku może być jednak oczywiście więcej dodaje Radosław Jarema.

Polski eksport właśnie przekroczył bilion złotych! - ciężarówka na drodze
Polski eksport właśnie przekroczył bilion złotych!

Zdecydowanie lepiej polski eksport radził sobie w handlu z innymi krajami w zestawieniu. Wśród państw UE największe rokroczne wzrosty odnotowano na kierunku francuskim, o 11,6% (10,4% w euro) i węgierskim, o 10,4% (9,3% w euro).

Rozwijamy eksport poza Unię

Jednak w pierwszej dziesiątce najważniejszych rynków zbytu dla polskiej sprzedaży zagranicznej rozkwit przeżywa eksport na kierunkach pozaunijnych. Ponadto wywóz do USA zwiększył się aż o 11,2% (10,1% w euro) r/r, a do Rosji 11% (9,9% Polski eksport ustalił historyczny wynik. ok 2019 zakończył się dla Polski nadwyżką w handlu zagranicznym w wysokości 7,9 mld zł (1,8 mld euro)w euro). – To kontynuacja trendu obserwowanego na tych kierunkach już od kilku lat z rzędu. Wzrost sprzedaży do tych krajów z pewnością pomaga równoważyć niższą dynamikę obrotów z naszymi najważniejszymi partnerami. To również dobry sygnał że polskie firmy dywersyfikują rynki zbytu i coraz mocniej rozglądają się poza granice Uniikomentuje ekspert Akcenty.

Minimalne wynagrodzenie w Polsce stale rośnie a jego poziom jest wyższy niż m.in. na Litwie, Słowacji, w Estonii czy Czechach. Nadal jednak daleko nam do takich krajów jak Irlandia, gdzie pensja minimalna jest niemal trzykrotnie wyższa niż w Polsce (1656 euro vs. 611 euro miesięcznie) – wynika z najnowszych danych Eurostatu. Eksperci Personnel Service wskazują, że niski, w porównaniu do wielu krajów Unii Europejskiej, poziom pensji minimalnej to nie jedyny problem. O wysokość pensji minimalnej różnią się również zarobki kobiet i mężczyzn w niektórych zawodach.

Minimalne wynagrodzenie – kto go nie ma

21 z 27 państw UE ma ustawowo wyznaczony poziom płacy minimalnej. Nie zaliczają się do nich Dania, Włochy, Cypr, Austria, Finlandia i Szwecja. Zgodnie z najnowszymi danymi Eurostatu, podniesiony od 2020 roku poziom minimalnego wynagrodzenia w naszym kraju (do kwoty odpowiadającej 611 euro) plasuje Polskę daleko od europejskiej czołówki. Irlandia (1656 euro), Holandia (1635 euro), Belgia (1593 euro), Niemcy (1584 euro) czy Francja (1539 euro) mają ponad dwukrotnie wyższy poziom płacy minimalnej, a w Luksemburgu ta wartość jest wyższa o ponad trzy razy (2141 euro).

Do czołówki daleko

– Te dane wyraźnie pokazują, że pod względem zarobków Polskę od czołówki państw Unii Europejskiej ciągle dzieli przepaść. Co więcej, przed naszym krajem w zestawieniu są także państwa, które w ocenie Polaków dysponują porównywalnym potencjałem gospodarczym. Przykłady to Słowenia, czy państwa, w których od lat trwa kryzys gospodarczy – Hiszpania i Grecja. Niemniej, warto podkreślić, że ustawowe podwyższenie płacy minimalnej pozwoliło wyprzedzić w zestawieniu Litwę i Estonię. Dzięki temu Polska jest na czele nieformalnej „grupy pościgowej” za europejską czołówką. Złożonej głównie z krajów Europy Wschodniej – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

minimalne wynagrodzenie za pracę w polsce 2600 brutto fot. Pexels
minimalne wynagrodzenie za pracę fot. Pexels

Minimalne wynagrodzenie dzieli zarobki Polek i Polaków

Jak podkreśla ekspert Personnel Service, Polaków interesują nie tylko dysproporcje w zarobkach w skali europejskiej, ale także – lokalnej. A te potrafią być znaczące m.in. ze względu na płeć. Zgodnie z badaniem Głównego Urzędu Statystycznego przeciętne wynagrodzenia kobiet są niższe niż mężczyzn na tym samym stanowisku. Czasem o kilkaset złotych, a czasem nawet o kwotę większą niż ustawowa płaca minimalna. Badanie GUS skupia się na tzw. wielkich grupach zawodów. To m.in. specjaliści, pracownicy usług i sprzedawcy czy robotnicy przemysłowi oraz rzemieślnicy. W 8 z 9 wielkich grup zawodów wyższe przeciętne wynagrodzenie przypada mężczyznom.

Mężczyźni zarabiają więcej

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie ogółem brutto w październiku 2018 roku wyniosło 5003,78 zł. Mężczyźni zarabiali o 8,9% więcej od średniej (tj. o 443,46 zł), a kobiety ‒ mniej o 9,2% (czyli o 460,42 zł). Oznacza to, że przeciętne wynagrodzenie mężczyzn było o aż 19,9% (o 903,88 zł) wyższe od tego, które otrzymują kobiety na podobnych stanowiskach. Najwyższa różnica w przeciętnym wynagrodzeniu dotyczyła grupy władz publicznych. A także wyższych urzędników i kierowników, wynosząc 2851 zł bruttoczyli więcej niż aktualna ustawowa płaca minimalna. Z danych GUS wynika, że również w przypadku prostych prac różnica ta jest znacząca. Przeciętne wynagrodzenie w tej grupie wynosi 3002 zł brutto, a różnica w uposażeniu kobiet i mężczyzn to aż… 579 zł na niekorzyść kobiet. Eksperci Personnel Service wskazują, że niwelowaniu luki w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn mogą sprzyjać odpowiednie regulacje prawne.

Kara za nierówne wynagradzanie

– Dysproporcje zarobków kobiet i mężczyzn to problem w całej Unii Europejskiej. I choć dane za lata 2018-2020 dopiero poznamy, już teraz warto zastanowić się nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Niestety na przestrzeni lat sytuacja poprawia się tylko nieznacznie. Dlatego niektóre kraje postanowiły rozwiązać ten problem na poziomie regulacji prawnych. Islandia już w 2018 roku wprowadziła prawo, które nierówne wynagradzanie kobiet i mężczyzn za analogiczną pracę traktuje jako przestępstwo. Islandzkie firmy, które stosują dyskryminację płacową narażają się na karę wynoszącą nawet do 500 dolarów dziennie zauważa Krzysztof Inglot.

Jedyną grupą zawodów, w której kobiety odnotowały wyższe przeciętne zarobki, byli rolnicy, ogrodnicy i rybacy. W tych zawodach płeć piękna zarabia więcej, ale przeciętnie tylko o 11,28 zł brutto miesięcznie.

Pieniądze partii politycznych liczone są w milionach złotych. Przychody partii w 2018 r. wyniosły 120,6 mln zł, jednak tylko 8 partii dysponowało przychodami przekraczającymi 1 mln zł. Takie dane pokazał GUS. Na koniec 2018 r. z 83 zarejestrowanych partii politycznych aktywną działalność prowadziło 60. Partie, które wzięły udział w badaniu, zadeklarowały łącznie 241,6 tys. członków, o 3,6 % mniej niż w 2016 r.

Praca płatna

W 2018 r. blisko 4/5 partii politycznych nie korzystało z pracy płatnej. Spośród 59 partii 12 zadeklarowało, że miało personel płatny, przy czym 9 partii przyjęło do pracy pracowników etatowych, a 3 zatrudniały wyłącznie na podstawie umów cywilnoprawnych. Łącznie na koniec 2018 r. we wszystkich partiach na podstawie stosunku pracy zatrudnionych było 235 pracowników, tj. o 6,8% więcej niż w 2016 r. Natomiast o 15,4% zmniejszyła się liczba osób świadczących pracę na podstawie umów cywilnoprawnych i było to łącznie 214 osób.

Kobiety stanowiły 56,6% pracowników etatowych, a wśród osób zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych było ich 35,5%. Większość pracowników etatowych, jak i osób pracujących na podstawie umów cywilnoprawnych, zatrudniona była w partiach posiadających swoje przedstawicielstwo w parlamencie (odpowiednio 68,5% i 74,3%).

Pieniądze partii politycznych - pracujący społecznie - wykres
Pieniądze partii politycznych – pracujący społecznie

Pieniądze partii politycznych – skąd się biorą

W 2018 r. suma przychodów 57 partii politycznych uzyskujących przychody wyniosła 120,6 mln zł i była niższa w stosunku do kwoty z 2016 r. o 7,0 mln zł. Partie, których reprezentanci zasiadali w parlamencie RP uzyskały przychody w wysokości 97,2 mln zł, tj. 80,7% łącznej kwoty przychodów, przy czym odsetek ten w 2016 r. wynosił 87,4%. Partie uczestniczące we władzy tylko na szczeblu samorządowym uzyskały 14,7%, a nie biorące udziału we władzach – 4,6% łącznej kwoty przychodów w 2018 r

Pieniądze partii politycznych - pracujący społecznie - przychody wykres
Pieniądze partii politycznych

Kilka dużych, większość małych

Dominującą grupą spośród partii mających przychody były partie polityczne deklarujące przychody nie przekraczające 10 tys. zł. Ta grupa podmiotów w 2018 r. stanowiła ponad połowę jednostek (56,2%). Odsetek partii osiągających dochody wyższe niż 10 tys. zł wyniósł 43,8%, w tym 8 partii politycznych osiągnęło w 2018 r. przychody przekraczające 1 mln zł. Średnia kwota środków, które przypadły na jedną partię w 2018 r. wyniosła 2115,3 tys. zł, jednak połowa badanych partii politycznych deklarujących posiadanie przychodów osiągnęła wpływy nie przekraczające 10,2 tys. zł. W 2016 r. średnia i mediana wynosiły odpowiednio 2602,6 tys. zł oraz 6,6 tys. zł.

Pieniądze partii politycznych - wielkość partii - wykres
Pieniądze partii politycznych – wielkość partii

Pieniądze partii czyli 2018 kontra 2016

W 2018 r. odmiennie niż w 2016 r. kształtowała się struktura przychodów partii politycznych, co związane było z wyborami samorządowymi w 2018 r. Zatem pieniądze partii wyglądają tak. Ponad połowę przychodów w 2018 r. stanowiły środki przekazane przez osoby fizyczne. W tym w formie darowizn, spadków i zapisów bądź składek członkowskich (53,2%). Środki publiczne przekazane w ramach określonych ustawami dotacji i subwencji, które składały się na znaczną część przychodów w 2016 r. (88,4%), w 2018 r. stanowiły 43,1%. Partie polityczne pozyskały w 2018 r. z budżetu państwa blisko 52,0 mln zł wobec 112,8 mln zł w 2016 roku. To wynika z tego, że w 2018 r. nie przyznawano dotacji podmiotowej. Podobnie jak w 2016 r. niewielką rolę odgrywały dochody z majątku partii (1,1%).

Jeszcze chyba nieprędko. Przynajmniej w naszym kraju. Polski przemysł dopiero zaczyna dostrzegać potencjał automatyzacji produkcji. Lepiej późno, niż wcale, bo od robotyzacji nie ma już odwrotu. Tempo instalacji robotów w naszych zakładach musi jednak znacznie przyspieszyć, jeśli chcemy konkurować z innymi na globalnym rynku. Czy mamy jeszcze szansę złapać ten uciekający pociąg?

Robotyzacja – jesteśmy z nią daleko w tyle. O tym jak daleko najlepiej świadczy ostatni raport Międzynarodowej Federacji Robotyki (IFR). Podaje on wskaźnik gęstości robotów w przeliczeniu na 10 tys. osób zatrudnionych przy produkcji przemysłowej w Polsce. Obecnie wynosi on zaledwie 42, podczas gdy średnia dla całej Europy to 114.

Robot przemysłowy
Fot. Pixabay

Tymczasem nasi południowi sąsiedzi mogą się pochwalić 135 maszynami na 10 tys. zatrudnionych w przemyśle. W Niemczech (piątym co do wielkości rynku robotów przemysłowych na świecie) jest ona dużo wyższa – 338.

Połowa nie myśli o robotyzacji

Ponad połowa przedsiębiorców ankietowanych przez Instytut Prognoz i Analiz Gospodarczych (IPAG) w ogóle nie zastanawia się nad robotyzacją produkcji, 26 proc. zdecydowanie twierdzi, że nie ma takiej potrzeby, 15 proc. dopiero zaczyna myśleć o zastosowaniu robotów, a 7 proc. uważa, że jest to rozwiązanie zbyt drogie. 

Wyniki badania ankietowego IPAG pokazują jednoznacznie, że polscy przedsiębiorcy nie znają korzyści wynikających z robotyzacji, dlatego nie biorą jej pod uwagę jako rozwiązania, które może pomóc w rozwoju działalności. Taka postawa może kosztować polskie firmy utratę konkurencyjności.

Niedobór pracowników

W tym samym czasie nasila się problem niedoboru pracowników. Według ostatnich danych GUS, aż 36 proc. przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce dotykają braki kadrowe. Dla 40 proc. z nich barierę stanowi brak wykwalifikowanej siły roboczej. Zrobotyzowanym przedsiębiorstwom dużo łatwiej znaleźć pracowników. 

robotyzacja czyli robot i człowiek
robotyzacja

Jak wynika z badania ankietowego IPAG, wszelkie wątpliwości przedsiębiorców znikają wraz z pojawieniem się pierwszych korzyści ekonomicznych z robotyzacji (do najważniejszych należy zaliczyć wzrost jakości wyrobów, wzrost elastyczności linii produkcyjnych i spadek kosztów produkcji). Blisko 90 procent przedsiębiorstw posiadających roboty przemysłowe planuje zakup kolejnych, bądź zastanawia się nad podjęciem takiej decyzji.

40% więcej nowych maszyn – robotyzacja w górę

W 2018 roku zanotowano rekordowy, bo 40-procentowy wzrost instalacji nowych robotów przemysłowych w Polsce (2651 egzemplarzy). Jak prognozuje IFR, aktualna kondycja ekonomiczna naszego kraju (wzrost PKB o 4 proc. w 2019 roku) stwarza możliwości dla intensywnego rozwoju automatyzacji, w tym robotyzacji. Robotyzacja jeśli uda się zachować stabilny wzrost gospodarczy, czyli liczba instalacji robotów przemysłowych w naszym kraju (obecnie ponad 13 600 egzemplarzy) do 2022 roku może rosnąć rocznie o 15 do 20 proc.

IFR przewiduje, że na całym świecie do końca 2019 roku będzie działać ponad 2,7 mln robotów przemysłowych. To wzrost o 13 proc. względem 2018 roku). Do 2022 roku globalnie liczba maszyn w przemyśle osiągnie już poziom 3,9 mln. To średni wzrost o 13 proc. rocznie w latach 2020 – 2022). 

Źródło: Centrum Prasowe PAP

Ok. 1,37 mln Polaków w wieku emerytalnym jest aktywnych zawodowo – wynika z danych Głównego Urzędu Statycznego. Do pracy motywuje ich m.in. wolny czas do zagospodarowania czy chęć powiększenia domowego budżetu. Eksperci Personnel Service wskazują, w jakich branżach osoby po 60. roku życia mogą znaleźć pracę, na jakie zarobki mogą liczyć i na co powinni uważać, by nie stracić części renty lub emerytury.

Aktywni zawodowo

Z danych GUS wynika, że w III kwartale 2019 roku było w Polsce ok. 16,6 mln osób aktywnych zawodowo. Wśród tej grupy 8,3% to osoby w wieku emerytalnym, czyli kobiety po 60. roku życia i mężczyźni po 65. roku życia. To o 0,1 pp. więcej niż w analogicznym okresie 2018 roku. Zgodnie z Ustawą o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych z dn. 17 grudnia 1998 roku, osoby, które podejmują aktywność zawodową w wieku emerytalnym, nie muszą się obawiać o zmniejszenie przysługującej im renty i emerytury. To oznacza, że niezależnie od dodatkowych dochodów, otrzymują także 100% przysługujących świadczeń emerytalnych lub rentowych.

Stróż nocny, kasjer czy „złota rączka” – kto zarobi najwięcej?

Osoby starsze mogą znaleźć pracę w dowolnej branży i na dowolnym stanowisku. Z danych Personnel Service wynika jednak, że istnieje pula zawodów szczególnie popularnych wśród tej grupy wiekowej. To m.in. kasjer, stróż nocny, kierowca (przewóz osób) czy sprzedawca. Zgodnie z danymi, na największe zarobki może liczyć „złota rączka”, czyli osoba podejmująca się mniejszych i większych napraw lub prac remontowych. W tym zawodzie można liczyć na zarobki od 20 do 35 złotych netto za godzinę. Warto jednak pamiętać, że wykonywanie takiej pracy wiąże się z założeniem działalności gospodarczej.

– Seniorzy chętnie opiekują się też dziećmi lub oferują przejazdy osób, z wykorzystaniem takich aplikacji jak Uber czy Bolt. Mogą w ten sposób zarobić do 25 złotych netto za godzinę. Słabsze z­arobki przypadają stróżom nocnym i sprzątaczkom w biurowcach. Wtedy wynagrodzenie oscyluje wokół minimalnej i waha się od 12,8 do 14 zł netto – zaznacza Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Uwaga na dorabianie przed wiekiem emerytalnym

Osoby, które pobierają emerytury lub renty przed wkroczeniem w wiek emerytalny muszą uważać, aby nie stracić całości lub części świadczenia. Ustawa wyznacza określone limity zarobków, które są wyznaczane kwartalnie na podstawie przeciętnego wynagrodzenia, zgodnie z danymi GUS z kwartału poprzedzającego. Od 1 grudnia 2019 roku do 29 lutego 2020 roku limity wynoszą:

  • 3452,20 zł brutto (70% przeciętnego wynagrodzenia za II kwartał 2019 r.) – limit, którego przekroczenie wiąże się z obniżeniem świadczenia.
  • 6411,10 zł brutto (130% przeciętnego wynagrodzenia za II kwartał 2019 r.) – limit, którego przekroczenie wiąże się z zawieszeniem świadczenia.

Ponadto, przy okazji waloryzacji renty i emerytury, ZUS ustala tzw. kwotę maksymalnego zmniejszenia – jest to maksymalna kwota, o jaką może zostać obniżona renta lub emerytura w przypadku przekroczenia przez seniora wspomnianego limitu 70%. Chęć kontynuowania pracy w przypadku pobierania „wcześniejszej” emerytury trzeba każdorazowo zgłosić w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych wraz z prognozą dochodów.

Tego nie widzieliśmy do końcówki roku 2012. W grudniu 2019 roku inflacja wystrzeliła i wyniosła aż 3,4 proc. w ujęciu rocznym. Miesiąc wcześniej ten wskaźnik ukształotwał się na poziomie 2,6 proc. poinformował Główny Urząd Statystyczny (GUS). Mocno zdrożała żywność ponieważ dane pokazują roczny wzrost cen żywności i napojów bezalkoholowwych na poziomie aż 7 procent. I choć wielu ekspertów oczekuje dalszego wzrostu cen to Narodowy Bank Polski i RPP uspokajają.

Poniżej komentarz i analiza dr Jakuba Borowskiego – Głównego Ekonomisty Credit Agricole Bank Polska S.A.

Komunikat RPP bez istotnych zmian

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła dziś stóp procentowych (stopa referencyjna wynosi 1,50%). W komunikacie po posiedzeniu Rada podtrzymała ocenę, zgodnie z którą „obecny poziom stóp procentowych sprzyja utrzymaniu polskiej gospodarki na ścieżce zrównoważonego wzrostu oraz pozwala zachować równowagę makroekonomiczną”. Podobnie jak w grudniu 2019 r. Rada odnotowała, że perspektywy krajowej koniunktury pozostają korzystne, a dynamika PKB – mimo oczekiwanego obniżenia – utrzyma się w najbliższych latach na relatywnie wysokim poziomie.

Inflacja wyhamuje według RPP

W komunikacie utrzymany został również zapis dotyczący perspektyw krajowej koniunktury: „utrzymuje się jednocześnie niepewność dotycząca skali i trwałości osłabienia koniunktury za granicą i jego wpływu na krajową aktywność gospodarczą”. Podobnie jak przed miesiącem, Rada oczekuje, że „inflacja – po przejściowym wzroście w I kw. 2020 r. – w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej będzie się kształtować w pobliżu celu inflacyjnego” (2,5% +/- 1 pkt. proc.).

Rada utrzymuje neutralne nastawienie mimo grudniowego szoku inflacyjnego 

Na konferencji po posiedzeniu RPP prezes NBP A. Glapiński podtrzymał wyrażany wcześniej pogląd, zgodnie z którym do końca jego kadencji stopy procentowe nie ulegną zmianie. Nadal uważa on, że pierwszą zmianą stóp procentowych będzie ich obniżka. Jednocześnie uznał on scenariusz, w którym inflacja w I kw. br. przekroczy 4% i utrzyma się na podwyższonym poziomie przez dłuższy czas, za mało prawdopodobny. W jego ocenie inflacja w I kw. będzie jedynie nieznacznie wyższa niż przewidywała listopadowa projekcja inflacji. Zdaniem prezesa NBP nadal najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym po osiągnięciu lokalnego maksimum w I kw. inflacja obniży się i w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej osiągnie cel inflacyjny RPP (2,5%). Uważa on, że zaostrzenie polityki pieniężnej na początku 2020 r. doprowadziłoby do przestrzelenia celu inflacyjnego w dół w 2021 r.

Opinie członków RPP

Obecni na konferencji członkowie RPP – Jerzy Żyżyński i Cezary Kochalski – akcentowali podażowy charakter grudniowego i dalszego oczekiwanego wzrostu inflacji. Wskazywali oni na wzrost cen żywności, paliw, energii elektrycznej oraz opłat za wywóz śmieci jako na główne czynniki proinflacyjne. Te znajdują się poza oddziaływaniem banku centralnego. W ocenie tych członków Rady, a także zdaniem prezesa NBP, prawdopodobieństwo wystąpienia efektów drugiej rundy jest niskie. Chodzi o wzrost presji płacowej i inflacyjnej na skutek podwyższonych oczekiwań inflacyjnych A. Glapiński podkreślił również, że w jego ocenie nie ma podstaw by oczekiwania inflacyjne były „rozbuchane”.

Stopy procentowe bez zmian do końca 2020 r.

Dzisiejsze wypowiedzi członków Rady stanowią wsparcie dla naszego scenariusza. Zgodnie z nim stopy procentowe NBP nie zmienią się co najmniej do końca 2020 r mimo oczekiwanej „górki inflacyjnej” w I kw. br. Co więcej spodziewana przez nas łagodna polityka pieniężna EBC (kolejna obniżka stopy depozytowej, kontynuacja programu luzowania ilościowego), oraz spodziewane w najbliższych kwartałach silne wyhamowanie wzrostu inwestycji, są spójne z tą prognozą.

Treść komunikatu po posiedzeniu RPP oraz wypowiedzi prezesa NBP są naszym zdaniem negatywne dla kursu złotego i rentowności obligacji.

Jakub Borowski
Główny Ekonomista
Credit Agricole Bank Polska S.A.

Z początkiem 2020 r. zaczęły się lata 20-te. To dobry moment, żeby podsumować minione 10 lat. W tym czasie nasze pensje wzrosły o połowę – mediana z ok. 2000 zł do ok. 3000 zł netto. Expander zwraca jednak uwagę, że mocno wzrosły również ceny. Dla przykładu nowe mieszkania w Opolu, Rzeszowie i Gdańsku zdrożały o ok. 60%. Poza tym więcej oszczędzamy, ale przynosi nam to mniej korzyści, gdyż oprocentowanie lokat spadło z 4% do 1,3%.

Pensje wzrosły o połowę

Zacznijmy od pozytywnego akcentu. Jesteśmy zdecydowanie bogatsi niż 10 lat temu. Przeciętna (mediana) pensja „do ręki” wzrosła z ok. 1950 zł do ok. 3020 zł, a więc aż o 55%. Dzięki temu coraz więcej osób może sobie pozwolić na oszczędzanie. W 2019 r. po raz pierwszy odkąd GUS prowadzi takie badania, ponad połowa Polaków zadeklarowało, że odkłada pieniądze. Dzięki temu suma ulokowana przez gospodarstwa domowe w bankach wzrosła ponad dwukrotnie (z 363 mld zł do 887 mld zł).

Ceny wzrosły o 17%

Niestety jednocześnie zauważalnie wzrosły też ceny. Średnio są one o 17% wyższe niż 10 lat temu. Oznacza to, że jeśli coś w 2010 r. kosztowało np. 1 000 zł, to dziś kosztuje ok. 1 170 zł, czyli 170 zł drożej. To oczywiście średnio, gdyż są produkty, które zdrożało znacznie bardziej i takie, których cena niemal się nie zmieniła. Przykładem tego, co istotnie zdrożało w minionych 10 latach są mieszkania. Średnia cena nowych lokali wzrosła o 32%. Największe wzrosty miały miejsce w Opolu (62%), Rzeszowie (59%) i Gdańsku (56%).

Jak zmieniły się ceny mieszkań od IV kw. 2009 r.

Jesteśmy dużo bardziej zadłużeni

Znacznie wzrosło też nasze zadłużenie. Bankom jesteśmy winni 787 mld zł, czyli o 84% więcej niż pod koniec 2009 r. Ponad połowa z tej kwoty, to długi wynikające z kredytów mieszkaniowych. W ostatnich latach zdecydowanie wzrosła liczba wypłacanych kredytów hipotecznych. Poza tym coraz wyższe ceny mieszkań zmuszają Polaków do zadłużania się na coraz wyższe kwoty. Średnia kwota kredytu wzrosła w omawianym okresie z 185 000 zł do 282 000 zł, czyli aż o połowę. Na szczęście w tym samym czasie mocno spadło oprocentowanie tego typu kredytów (z 7% do 3,84%).

Oprocentowanie lokat bankowych spadło z 4% do 1,3%

Wspomnieliśmy już jak wzrosły nasze oszczędności. Niestety spadek poziomu stóp procentowych spowodował, że oszczędzanie przynosi dziś znacznie mniejsze zyski. Średnie oprocentowanie lokat bankowych spadło z 4% do 1,3%. Przy kwocie 10 000 zł roczna wysokość odsetek spadła z 400 zł do 130 zł. To sprawiło, że obecnie zdecydowanie rzadziej trzymamy pieniądze na lokatach, a znacznie częściej na nieoprocentowanych rachunkach. Udział lokat spadł z 50% do 31%. To oczywiście świetna wiadomość dla banków, które mają darmowe źródło pieniądza, którym mogą finansować udzielanie kredytów.

Jarosław Sadowski

Główny analityk Expander Advisors

Pierwsi Niemcy, drudzy Ukraińcy

W polskich sklepach i na usługi Ukraińcy w okresie od stycznia do września wydali prawie 6 mld zł. Trzeci kwartał był rekordowy. Osoby z Ukrainy dołożyły do obrotu detalicznego aż 2,1 mld zł, najwięcej od pięciu lat – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Więcej niż Ukraińcy w III kwartale 2019 roku wydali w Polsce jedynie Niemcy, którzy kupili towary i usługi za 4,9 mld zł. Eksperci Personnel Service wskazują, że już od trzech lat wydatki Ukraińców w pierwszych trzech kwartałach roku przekraczają 5 mld zł.

50 milionów wizyt i 31 mld złotych

Z najnowszego raportu GUS wynika, że w III kwartale 2019 roku cudzoziemcy przekroczyli granicę Polski 50,8 mln razy, co oznacza wzrost o 3,1% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. W tym czasie obcokrajowcy zostawili w Polsce aż 31,1 mld zł (wzrost o 5,3% w porównaniu r/r).

Największy udział w wydatkach, biorąc pod uwagę lądową granicę, mieli Niemcy (47,1%). Kolejni Ukraińcy (20,4%), Czesi (12,0%), Słowacy (8,4%), Białorusini (6,2%), Litwini (4,3%) i Rosjanie (1,5%). Jeżeli jednak spojrzymy na średnie wydatki ponoszone przez przedstawicieli poszczególnych państw podczas jednej wizyty w Polsce – rekordowe kwoty wydali Ukraińcy. Podczas jednorazowego pobytu w III kwartale 2019 roku zostawiali aż 767 zł. W tym czasie Białorusini 571, Niemcy 483 zł, a Czesi 319 zł.

Ukraińcy wydają coraz więcej

Ukraińcy w III kwartale 2019 roku wydali w Polsce aż 2,1 mld zł. To najwięcej od pięciu lat. W III kwartale 2018 roku wydatki wyniosły 2 mld złotych. Rok wcześniej 1,9 mld zł. Natomiast w 2017 roku w sklepach i na usługi nasi wschodni sąsiedzi zostawili 1,7 mld zł. W III kwartale 2016 roku wydatki zbliżyły się do 1,8 mld zł, a w 2014 roku wyniosły 1,6 mld zł.

– Z analiz NBP wynika, że aż 11% wzrostu gospodarczego Polski z ostatnich 5 lat to zasługa osób z Ukrainy. Częścią tego wkładu są ich wydatki w sklepach i na usługi, które z roku na rok są wyższe. Pracownicy z Ukrainy mogliby jednak wydawać w naszym kraju jeszcze więcej. Pracownik z Ukrainy chce zarobić jak najwięcej i wydać jak najmniej. Gdybyśmy zmienili ten model i postawili na młodych, wykwalifikowanych ludzi, którzy mogliby się osiedlać w Polsce na stałe z rodzinami, wpływ na polską gospodarkę byłby dużo większy – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service.

Co kupują cudzoziemcy?

Cudzoziemcy w II kwartale 2019 roku kupowali w Polsce przede wszystkim towary nieżywnościowe, na które przeznaczyli ok 51,8% swoich wydatków. Na usługi przeznaczyli 21%, a żywność i napoje bezalkoholowe wydali 13,4%.

Wzrost cen widać ostatnio w wielu przypadkach. Jednym z najgośniejszych jest chociażby wzrost kosztów wywozu śmieci. Drożeje żywność i napoje bezalkoholowe a od przyszłego roku zwiększą się np ceny za parkowanie w centrach miast. Dlatego nie dziwi to, że inflacja jest na jednym z najwyższych poziomów w ostatnich miesiącach (2,6%) a to dopiero początek. Szczyt inflacji czeka nas w przysłym roku – to opinia Jakuba Borowskiego Głównego Ekonomisty Credit Agricole Bank Polska S.A.

Przed nami inflacyjna „górka” w I kw. 2020 r.

Podtrzymujemy naszą prognozę, zgodnie z którą w kolejnych miesiącach inflacja będzie kształtowała się w trendzie wzrostowym i w I kw. 2020 r. wyniesie 3,5% r/r, osiągając swoje maksimum lokalne. Czynnikami oddziałującymi w kierunku zwiększenia inflacji będą prognozowane przez nas wzrosty dynamiki cen energii, paliw oraz inflacji bazowej. Przeciwny wpływ będzie miało wolniejsze tempo wzrostu cen żywności. Nasza prognoza zakładająca znaczący spadek inflacji od II kw. 2020 r. jest spójna z naszym scenariuszem zakładającym stabilizację stóp procentowych w Polsce przynajmniej do końca 2020 r.

Owoce wciąż coraz droższe

Do wzrostu rocznej dynamiki cen w listopadzie w największym stopniu (o 0,1 pkt. proc.) przyczyniło się zwiększenie tempa wzrostu cen w kategorii „łączność” (z 1,0% r/r do 3,7%), związane z efektami niskiej ubiegłorocznej bazy. Zbliżony wkład do wzrostu rocznej dynamiki cen miało również zwiększenie inflacji w kategorii „żywność i napoje bezalkoholowe” (6,5% r/r wobec 6,1% w październiku). W strukturze wzrostu cen żywności na szczególną uwagę zasługuje obniżająca się dynamika cen warzyw (16,0% r/r w listopadzie wobec 16,3% w październiku). Podobnie jak przed miesiącem, w listopadzie, mimo nieurodzaju spowodowanego suszą, w kierunku obniżenia tempa wzrostu cen w tej kategorii oddziaływały efekty wysokiej bazy sprzed roku. Warto odnotować również wciąż rosnącą roczną dynamikę cen owoców (15,0% r/r wobec 12,5% w październiku), co jest efektem niższych zbiorów związanych z wiosennymi przymrozkami i suszą.

Drożeje „szynka”. Przez Chińczyków

Na uwagę zasługuje również odnotowany w listopadzie wzrost dynamiki cen mięsa wieprzowego (16,1% r/r, najszybszy wzrost od 2005 r.) To efekt pogłębiającego się deficytu mięsa w Chinach ze względu na straty w pogłowiu świń związane z ASF. Przyczynił się on, do zwiększenia dynamiki cen w kategorii „mięso” do 9,2% r/r wobec 8,0% w październiku.

Wieloletnie rekordy

Zgodnie z naszymi szacunkami inflacja bazowa (po wyłączeniu cen żywności, paliw  i pozostałych nośników energii) wzrosła w listopadzie do 2,6%. Kształtując się tym samym na poziomie najwyższym od kwietnia 2012 r. Do wzrostu inflacji bazowej przyczyniły się w największym stopniu wspomniany wyżej wzrost dynamiki cen w kategorii „łączność”. Chodzi również o wzrost cen w kategorii „rekreacja i kultura” (z 2,6% do 3,6%). Oczekujemy, że inflacja bazowa, podbijana przez presję płacową i podwyższone oczekiwania inflacyjne, osiągnie lokalne maksimum w I kw. 2020 r. (2,8% r/r).

Jakub Borowski
Główny Ekonomista

5 miliardów na odszkodowania

Z informajcji płynących z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że suma wypłacanych odszkodowań z funduszu wypadkowego jest ogromna. Z powodu wypadków przy pracy, każdgo roku wypłacanych jest ponad 5 mld zł. Co więcej kwota tych odszkodowań cały czas rosnie. Według tych samuch danych tylko w  2018 r. z powodu wypadków, polscy pracownicy byli łącznie niezdolni do pracy przez blisko 3  mln dni. Odszkodowania można dochodzić jendak nie tylko od ZUSu. #EkspertRadzi Albert Demidowski z Votum Odszkodowania S.A.

 

Górnictwo najbardziej wypadkowe

Chyba nikogo nie dziwi że najczęściej do wypadków dochodzi w górnictwie i wydobywaniu  (14,73%) Kolejne miejsca to branże związane z dostawą wody; gospodarowaniem ściekami i odpadami; rekultywacją (14,25). Natomiast najniższe wskaźniki występują w sekcjach Informacja i komunikacja (1,32) oraz pozostała działalność usługowa (1,75).

 

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy przyznali oficjalnie, że będzie to problem z którym rzeba będzie się zmierzyć. Dziś dane Głównego Urzędu Statystycznego to potwierdziły. Poniżej komentarz eksperta Jakuba Olipry, Ekonomisty Credit Agricole Bank Polska S.A.

PKB wyraźnie poniżej oczekiwań

Zgodnie z dzisiejszą publikacją GUS, tempo wzrostu gospodarczego obniżyło się do 3,9% r/r w III kw. wobec 4,5% r/r w II kw., kształtując się wyraźnie poniżej naszej prognozy (4,3%) i oczekiwań rynku (4,1%). W rezultacie roczna dynamika PKB ukształtowała się na najniższym poziomie od IV kw. 2016 r. Kwartalna dynamika PKB oczyszczona z wpływu czynników sezonowych zwiększyła się do 1,3% w III kw. wobec 0,8% w II kw. Opublikowane przez GUS dane są wstępnym szacunkiem, a pełne dane o PKB uwzględniające informacje dotyczące jego struktury zostaną opublikowane pod koniec miesiąca.

Trudno jednoznacznie ustalić przyczynę negatywnego zaskoczenia w przypadku odczytu za III kw. Najprawdopodobniej odpowiada za to niższy od oczekiwań wkład eksportu netto. W III kw. odnotowaliśmy również niższe od prognoz tempo wzrostu PKB w przypadku innych krajów regionu – Czech, Rumunii, Słowacji, co wskazuje na czynnik o charakterze globalnym – pogorszenie światowej koniunktury. Spowolnienie w światowym handlu oraz niepewność dotycząca perspektyw globalnego wzrostu gospodarczego mogła mieć negatywny wpływ nie tylko na eksport ale również na klimat inwestycyjny w Polsce, co spowodowałoby silniejsze od oczekiwań spowolnienie wzrostu nakładów na środki trwałe.

Dane o PKB w III kw., pomimo rewizji przez GUS dynamiki PKB w I i II kw. br. w górę o 0,1 pkt. proc., stanowią ryzyko w dół dla naszej prognozy wzrostu gospodarczego za cały 2019 r. (4,4% r/r). Nasz zrewidowany scenariusz makroekonomiczny przedstawimy po zapoznaniu się z finalnymi danymi o strukturze PKB w III kw.

Finalne dane o inflacji zgodne ze wstępnym szacunkiem GUS

Zgodnie z finalnymi danymi GUS inflacja CPI obniżyła się w październiku do 2,5% r/r wobec 2,6% we wrześniu, kształtując się zgodnie ze wstępnym szacunkiem GUS równym konsensusowi rynkowemu i lekko poniżej naszej prognozy (2,6%).

Ceny warzyw rosną coraz wolniej dzięki efektom wysokiej bazy

Zmniejszenie inflacji w październiku wynikało z niższej dynamiki cen paliw (-4,8% w październiku wobec -2,7% we wrześniu), żywności i napojów bezalkoholowych (6,1% r/r wobec 6,3%) oraz nośników energii (-1,7% wobec -1,6%). Główną przyczyną utrzymującego się w ostatnich dwóch miesiącach spadku inflacji w kategorii „żywność i napoje bezalkoholowe” jest obniżająca się dynamika cen warzyw (16,3% r/r w październiku wobec 23,9% we wrześniu). Mimo nieurodzaju spowodowanego suszą w kierunku obniżenia tempa wzrostu cen w tej kategorii oddziałują efekty wysokiej bazy sprzed roku.

Warzywa kontra owoce

Obniżająca się dynamika cen warzyw z nawiązką kompensuje rosnącą dynamikę cen owoców (12,5% r/r w październiku wobec 8,1% – skutek niższych zbiorów związanych z wiosennymi przymrozkami i suszą) oraz mięsa (8,0% r/r wobec 6,8% – efekt pogłębiającego się deficytu mięsa w Chinach ze względu na straty w pogłowiu świń związane z ASF). Zgodnie z naszymi szacunkami inflacja bazowa nie zmieniła się w październiku w porównaniu do września i wyniosła 2,4% r/r. W kierunku wzrostu inflacji bazowej oddziaływała wyższa dynamika cen w kategoriach „wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego”. Ponadto chodzi o „inne wydatki na towary i usługi”, „napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe”, „zdrowie”, „restauracje i hotele” i „edukacja”.

Co po drugiej stronie?

Przeciwny wpływ miała niższa dynamika cen w kategoriach „odzież i obuwie”, „użytkowanie mieszkania (bez nośników energii)” oraz „transport (bez paliw)”. Mimo stabilizacji inflacji bazowej w październiku warto odnotować, że nieznaczny wzrost dynamiki cen odnotowano w większości jej kategorii. W naszej ocenie wskazuje to na stopniowo narastającą presję inflacyjną w polskiej gospodarce. Jest to spójne z naszym scenariuszem zakładającym kontynuację jej wzrostu w kolejnych miesiącach.

To tylko przejściowa stabilizacja inflacji bazowej

Oczekujemy, że w kolejnych miesiącach inflacja będzie kształtowała się w trendzie wzrostowym i w I kw. 2020 r. wyniesie 3,3% r/r, co więcej osiągając swoje maksimum lokalne. Głównym czynnikiem oddziałującym w kierunku zwiększenia inflacji będzie prognozowana przez nas wyższa inflacja bazowa. Przeciwny wpływ będą miały spadek dynamiki cen paliw a także coraz wolniejsze tempo wzrostu cen żywności. Nasza prognoza zakładająca stopniowy spadek inflacji od II kw. 2020 r. jest spójna z naszym scenariuszem zakładającym stabilizację stóp procentowych w Polsce przynajmniej do końca 2020 r.

Dzisiejsze dane o inflacji są neutralne dla złotego oraz rentowności obligacji. Słabsze od oczekiwań dane o PKB są z kolei negatywne dla polskiej waluty oraz pozytywne dla cen obligacji.

Jakub Olipra
Ekonomista Credit Agricole Bank Polska S.A.

Mówi się, że najtrudniej jest zacząć. Choć obecnie mamy do czynienia z rynkiem pracownika, tylko w wybranych branżach osoby na stanowiskach juniorskich mogą liczyć na satysfakcjonujące wynagrodzenie. W czym warto się wyspecjalizować, by najlepiej zarobić na starcie?

Zarobek na miarę potrzeb?

Obecnie młodzi na rynku pracy mogą liczyć na znacznie wyższy zarobek niż ich poprzednicy z ubiegłej dekady. Jak podaje GUS w raporcie ,,Polska w liczbach 2019” przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w 2018 wynosiło 4 585 zł i było o ok. 300 zł wyższe niż w roku poprzednim. Dla porównania, w 2010 roku średnia pensja wynosiła 3 224 zł brutto, czyli aż o 1 361 zł więcej niż 8 lat później. Obok rosnących płac, rosną także ceny. Zgodnie z raportem GUSu dziś za 1 kg chleba musimy zapłacić średnio 4,80 zł zamiast 3,80 zł. Kilogram kawy kosztuje już nie ok. 25 zł a całe 30 zł. O prawie ¼ wzrosły także ceny jabłek czy 1m3 wody. To pokazuje, że większa pensja wcale nie oznacza, że pracownikowi zostaje więcej środków na realizację pasji czy np. podróże. Duża jej część jest przeznaczana na wydatki bieżące. 

Zobacz też:

W jakiej branży zarobimy najwięcej

Nie bez powodu młodzi ludzie szukają branży, która zapewni im odpowiednie warunki życia, wcześniej niż po kilkunastu latach pracy. Jak wynika z badania Pracuj.pl z 2018 roku na zarobek w wysokości ok. 5 000 zł brutto w ciągu pierwszych 3 lat pracy mogą liczyć absolwenci kierunków związanych z elektroniką i telekomunikacją. Niewiele mniej – 4 700 zł brutto zarobią absolwenci automatyki i robotyki oraz lotnictwa i kosmonautyki. W dalszej kolejności są początkujący farmaceuci oraz osoby wykształcone w zakresie zarządzania i marketingu (ok. 4 500 zł). Na najwięcej liczyć mogą początkujący programiści. Jak podaje raport firmy Sedlak&Sedlak z 2018 roku, na stanowisku Junior Developera można oczekiwać wynagrodzenia rzędu 5 527 zł brutto. 

Zobacz też:

Na polskim rynku zapotrzebowanie na programistów wciąż jest bardzo wysokie. Jak podaje GUS, luka cyfrowa wynosi 50 tysięcy wakatów. Rekruterzy i managerowie firm technologicznych kuszą więc atrakcyjnymi zarobkami, by pozyskać odpowiedniego kandydata. Choć najtrudniej znaleźć doświadczonego, wyspecjalizowanego Senior Developera, również juniorzy mogą liczyć na satysfakcjonujące wynagrodzenie. Jak podaje raport No Fluff Jobs „Rynek pracy w IT 2018”, zarobki początkujących programistów wzrosły aż o 9% względem roku ubiegłego, a liczba ofert na stanowiska juniorskie wzrosła aż o 22%. Najbardziej poszukiwani są programiści JavaScript (27% wszystkich ogłoszeń), Java (24%) i Angular (10%). 

Jak wejść na ,,start”?

Rynek obfituje nie tylko w oferty pracy dla programistów, ale w również daje możliwość nauki. Nie trzeba już kończyć 5-letnich studiów związanych z informatyką, by zdobyć wymarzoną posadę w branży IT. Programowania można uczyć się choćby ,,na własną rękę”, korzystając z książek i podręczników, tutoriali, a także for internetowych czy zagranicznych materiałów. Tego typu nauka wiąże się jednak z ryzykiem, że przyswajana wiedza jest nieaktualna, lub internetowy mentor zwyczajnie wprowadza w błąd, co prowadzi do utrwalania złych nawyków. Branża technologiczna poszukuje osób, które potrafią pracować zespołowo, czego nie da  nauczyć się z książek czy Internetu. Alternatywą dla samodzielnej nauki mogą być bootcampy programistyczne, czyli krótkie kursy programowania, zarówno weekendowe, jak i intensywne, trwające ok. 2 miesiące. Szkoły te decydują się uczyć kursantów jednego czy dwóch języków programowania, by w krótkim czasie zdobyli wiedzę w konkretnej dziedzinie. Absolwenci bootcampów mają zatem ograniczony wybór ofert pracy przeznaczonych dla programistów. Na rynku obecne są także szkoły IT, takie jak Codoecool, które przez rok szkolą Full Stack Developerów, gotowych by podjąć pracę na stanowisku juniorskim.

,,W naszej szkole symulujemy realne środowisko pracy i stawiamy na naukę nie tylko popularnych języków programowania, ale także wskazujemy, jak uczyć się właściwie. Dzięki temu nasi absolwenci odnajdują się w każdej nowej technologii oraz potrafią samodzielnie dochodzić do prawidłowych rozwiązań problemów pojawiających się na ich drodze. Oprócz tzw. twardych umiejętności, uczymy też jak współpracować, komunikować się w zespole czy prezentować swoje pomysły. Wykształceni przez nas Junior Developerzy z pewnością spełnią wymagania, jakie stawia środowisko pracy w branży IT” – komentuje Konrad Gadzina, mentor szkoły programowania Codecool.

Zapotrzebowanie na programistów jest i będzie ogromne, nie tylko w Polsce. Jak podaje raport firmy IDC przygotowany na zlecenie Cisco ,,20 Most Significant IT Roles You Should Consider” z marca 2018, do 2027 roku na światowym rynku IT pojawi się 4 miliony dobrze płatnych stanowisk, dlatego inwestycja czasu i pieniędzy w naukę programowania wydaję się być dobrą decyzją.

Dane GUS, sygnalizujące wzrost sprzedaży detalicznej w marcu o zaledwie 3,1 proc., na pierwszy rzut oka wydają się mocno rozczarowujące. Choć faktycznie mocne nie są, nie powinny jednak stanowić powodu do niepokoju, bowiem w dużej mierze wynikają z czynników sezonowych.

Według najnowszych danych GUS, w marcu sprzedaż detaliczna była o zaledwie 3,1 proc. wyższa niż rok wcześniej, a licząc w cenach stałych, czyli po wyeliminowaniu wpływu inflacji, wzrost wyniósł jedynie 1,8 proc. Ekonomiści spodziewali się mniejszej dynamiki, ale ich zdaniem powinna ona wynieść 3,9 proc. Jeśli spojrzeć na „suche” liczby, to dane najgorsze od marca 2016 r., czyli od trzech lat. Marcowe dane nie powinny być jednak traktowane jako w pełni miarodajny sygnał ostrzegający przed pogorszeniem się sytuacji. Należy patrzeć na nie z perspektywy wahań sezonowych, związanych głównie z ruchomą datą Wielkiej Nocy. To święto tradycyjnie pobudza Polaków do zdecydowanie zwiększonych wydatków. W ubiegłym roku przypadało ono 1 kwietnia, a więc zakupy koncentrowały się w marcu i wrosły one wówczas aż o 7,9 proc., a licząc w cenach stałych o 8,8 proc. Statystyczna baza odniesienia do tegorocznych danych marcowych była więc bardzo mocno wyśrubowana. Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że marcowe wydatki konsumentów były aż o 13,5 proc. wyższe niż w lutym. Te obserwacje sugerują, że dane za kwiecień pokażą ponownie spory wzrost sprzedaży detalicznej i uspokoją obawy przed większą wstrzemięźliwością polskich konsumentów.

Rodzaje „kredytów frankowych”, czyli ile franka jest we franku?

W związku ze wspomnianym przesunięciem świątecznych zakupów, w marcu obniżyła się aż o 10,4 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem sprzedaż żywności i napojów. O 11,3 proc. wzrosła liczona w cenach stałych sprzedaż samochodów i motocykli oraz części do nich, a aż o 20,5 proc. więcej konsumenci wydali na artykuły z kategorii meble oraz sprzęt RTV, AGD. Tendencja silnego wzrostu zakupów towarów trwałego użytku utrzymuje się już od kilku miesięcy, a w marcu uległa wyraźnemu przyspieszeniu.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Polacy znaleźli się na 7. miejscu pracujących najwięcej wśród 36 krajów OECD, objętych badaniem Better Life Index. Jednocześnie, znając swoją wartość na rynku pracownika, wiedzą, że za ich zaangażowanie i odpowiedzialność należy im się godziwe wynagrodzenie. Dlatego też ekonomiści i eksperci rynku pracy są zgodni – wynagrodzenia w Polsce rosną wprost proporcjonalnie do wzrostu oczekiwań pracowników. Czy jednak pieniądze to wszystko, co interesuje zatrudnionych? Okazuje się, że nie, zwłaszcza dla kadry zarządzającej.

Jak podaje GUS, przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w 2018 r. wyniosło 4852,29 zł i jak ma to miejsce już od wielu lat, było wyższe, niż w roku poprzednim. Nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja w 2019 r. miała się zmienić – rynek pracy jest wciąż rynkiem pracownika, który dyktuje pracodawcy warunki. Co jednak ciekawe – już nie tylko finansowe.

Zobacz też:

Edukacja i szkolenia budują zaangażowanie pracowników

Wynagrodzenie jest ważne, ale…

Najnowszy raport „Monitor Rynku Pracy” Instytutu Badawczego Randstadt, opublikowany 15 stycznia 2019 r. wskazuje, że w końcówce 2018 r., najczęstszą przyczyną zmiany pracy u Polaków była chęć rozwoju zawodowego – wskazało ją aż 63% osób, które w ciągu ostatnich 6 miesięcy znalazło nowego pracodawcę. Dla porównania – motywację związaną z wynagrodzeniem wskazało jedynie 53% respondentów.[1] To wyjątkowo ciekawa dana, zwłaszcza w „społeczeństwie na dorobku”, jakim często określają się Polacy – znajduje ona jednak potwierdzenie również w innych badaniach. Przykładowo – z raportu portalu ogłoszeniowego Gumtree, z maja 2018 r. wynika, że aż 77% pracodawców uważa, że aktualnie, aby znaleźć dobrego pracownika, należy zaoferować o wiele więcej, niż tylko atrakcyjne wynagrodzenie.[2]

Oczywiście, powyższe dane nie oznaczają, że nagle Polacy przestali zwracać uwagę na stan własnego konta i zasobność portfela. Wynagrodzenie jest wciąż jednym z głównych motywatorów do podjęcia pracy, jednak jak czytamy w ww. raporcie Gumtree.pl, tak samo istotnym jak np. atmosfera w miejscu pracy. 83% ankietowanych pracowników wskazało oba czynniki, jako kluczowe podczas rekrutacji, bardzo podobne zdanie mieli pracodawcy i rekruterzy (96% wskazało wynagrodzenie, 93% atmosferę w miejscu pracy). Niewiele mniejsze znaczenie miały inne czynniki pozapłacowe, takie jak postawa i charakter przełożonych (kluczowy dla 79% pracowników, co potwierdza 82% pracodawców), możliwość rozwoju (istotna dla 75% pracowników, wskazywana przez 89% pracodawców) i możliwość podnoszenia swoich kompetencji, np. przez udział w finansowanych przez firmę szkoleniach (pracownicy – 72%, pracodawcy – 84%).

Zbliżone wnioski wyciągnęli badacze międzynarodowego giganta rekrutacyjnego Michael Page. Zgodnie z przygotowanym przez nich „Job Confidence Index”, najczęściej wskazywanym powodem zmiany pracy aktualnie w Polsce jest właśnie chęć rozwoju (76%), kolejnym – chęć lepszej równowagi pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym (60%), a dopiero na trzecim miejscu – wyższe wynagrodzenie (52%).[3]

Nie jest tajemnicą, że w 2019 r. znalezienie, ale przede wszystkim – utrzymanie w organizacji dobrego pracownika jest w Polsce bardzo trudne. Wiedzą o tym właściwie wszyscy pracodawcy, analitycy i HR-owcy. W czasach, gdy odpowiednie wynagrodzenie nie wystarcza, a benefity w stylu opieki medycznej czy karty MultiSport są właściwie absolutnym standardem, pracodawcy muszą podjąć zdecydowanie większy wysiłek w obszarze zachęcania pracowników do swojej oferty. Wysiłek, który zapewni im poczucie sensu wykonywanej pracy i w taki sposób dostosuje kulturę organizacyjną, że sprosta ona oczekiwaniom, które rosną nie tylko wraz z poprawą sytuacji ekonomicznej, ale też poziomem stanowiska, czy doświadczenia zatrudnionych. Proste „zwiększenie budżetu” na dane stanowisko już nie wystarczy. Pracodawcy są teraz zmuszeni do działań na poziomie strategicznym, opracowując odpowiednią filozofię funkcjonowania swoich organizacji, która pozwoli na sprostanie wyzwaniom współczesnego rynku pracykomentuje Grzegorz Święch, Wiceprezes i Partner Grupy Nowe Motywacje.

Satysfakcja to podstawa, zwłaszcza dla menedżerów

Wpływające na satysfakcję z pracy, pozapłacowe aspekty zatrudnienia mają kluczowe znaczenie przede wszystkim dla przedstawicieli kadry zarządzającej. Wiedza ta najwyraźniej nie jest obca pracodawcom, którzy robią wszystko, aby utrzymać doświadczonych i wykwalifikowanych menedżerów, oferując im kolejne pakiety benefitów, nowe wyzwania i dbają o poczucie sensu wykonywanej pracy. Najwyraźniej, potrzeba dbałości o zadowolenie pracowników wyższego szczebla jest na tyle duża na obecnym rynku pracy, że siły i fundusze wkładane w utrzymanie retencji w tym segmencie zatrudnionych przynoszą efekty. Wspomniany już raport Randstadt dowodzi, że 77% pracowników polskich firm jest zadowolona z pracy. Co ciekawe – najwyższe wskaźniki satysfakcji można zaobserwować u kadry zarządzającej (top managementu) – deklaruje ją aż 93% menedżerów. Dla porównania, wśród szeregowych pracowników fizycznych jest to tylko 55%.[4]

Trudno się dziwić, że top management w coraz mniejszym stopniu zawraca uwagę na zarobki. Ciężko powiedzieć, że menedżerowie są w Polsce źle opłacani. Raporty płacowe i dane szacunkowe firmy rekrutacyjnej Antal wskazują, że średnie zarobki dyrektorów czy menedżerów w ciągu ostatnich pięciu lat wzrosły aż o 8 tys. zł – z 15 do 23 tys. zł. To wyjaśnia, dlaczego na liście powodów zmiany pracy w tej grupie pracowników, na pierwszym miejscu znajdują się atrakcyjne możliwości rozwoju kariery (45% respondentów), dopiero później, wynagrodzenie (40%) – jak dowodzi 8. edycja badania AntalAktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” z sierpnia 2018 r. Czynnikami negatywnie wpływającymi na poziom satysfakcji menedżerów jest złe zarządzanie i zła atmosfera w firmie, co tylko potwierdza jak istotna jest dbałość o odpowiednią kulturę organizacji w czasach rosnącej dobrowolnej rotacji pracowników.[5]

Kadra menedżerska to wyjątkowa grupa pracowników. Z jednej strony, szalenie wymagająca, z drugiej jednak, kluczowa dla prawidłowego funkcjonowania i rozwoju organizacji. Dbałość o jej satysfakcję z pracy poprzez oferowanie odpowiednio ambitnych wyzwań, przy jednoczesnym tworzeniu warunków do ich podjęcia to zadanie tak samo ważne, jak trudne. Na szczęście, działając w branży szkoleniowej, wiemy, że pracodawcy w większości „odrobili lekcje” – podnoszenie poziomu kompetencji kadr kierowniczych jest właściwie standardem w każdej szanującej się organizacji. Pracodawcy zdają sobie sprawę, że odpowiednio przygotowana i zmotywowana kadra kierownicza, to tak samo przygotowany i zmotywowany zespół pracowników niższego szczebla – dodaje Grzegorz Święch.

Wyzwania zawodowe zamiast podwyżki

Utrzymanie dobrego pracownika z doświadczeniem jest dla pracodawcy wyzwaniem, któremu coraz rzadziej pozwala podołać sama podwyżka. Nie oznacza to jednak, że jest wyzwaniem, z którym rodzimi pracodawcy sobie nie radzą. Poziom retencji wśród przedstawicieli kadry zarządzającej jest bardzo niski – w badaniu Randstadt, respondenci reprezentujący kierownictwo niższego szczebla, w większości nie zmieniali pracy w ostatnim czasie (83%), menedżerowie wyższego szczebla (top management), prawie w ogóle – 93% z nich zachowało dotychczasowe zatrudnienie w ciągu ostatnich 6 miesięcy. Sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej na niższych poziomach kariery – wśród szeregowych pracowników biurowych, aż 24% zmieniło ostatnio pracę, podobnie kwestia ta wyglądała u pracowników fizycznych (30%). Powyższe wyniki badań można tłumaczyć tym, że to właśnie kierownicy i dyrektorzy, poza inicjalnie wysokim wynagrodzeniem, otrzymują od pracodawców najwięcej dodatkowych benefitów – nie tylko w postaci samochodów służbowych, ale właśnie wyzwań zawodowych, szkoleń, a także udogodnień w postaci możliwości pracy w elastycznych godzinach lub zdalnej. Tłumaczenia zyskują sens, zwłaszcza, biorąc pod uwagę fakt, że top management stosunkowo rzadko (w porównaniu do innych grup) otrzymuje podwyżki – 37% menedżerów wyższego szczebla otrzymało podwyżkę wynagrodzenia w ciągu ostatniego roku. Dla porównania, wskaźnik ten wyniósł 44% dla kierowników średniego szczebla i 45% dla pracowników fizycznych – jak udowadnia Randstadt.

Praca nabiera sensu

Nie ulega wątpliwości, że polski rynek pracy w 2019 r. w niczym nie przypomina tego, jakim był jeszcze kilka lat temu. To, czego poszukują współcześni pracownicy, właściwie niezależnie od sprawowanej funkcji to: poczucia sensu, rozwoju i spełnienia. Wśród pracodawców, wywołuje to konieczność transformacji sposobu myślenia, skupienie się na opracowaniu strategii długoterminowych, stawiających człowieka (pracownika) na pierwszym miejscu. Co ciekawe, podobne zjawiska nie są jedynie specyfiką rynku pracy, to cecha zmiany na rynku w ogóle, w szeroko rozumianym biznesie. Zmiany pokoleniowe oraz rozwój technologii czy globalizacja odmieniły dotychczasowy porządek, odwróciły priorytety i oblicze rynku. Tak jak w handlu, to nie marka, a konsument jest teraz w centrum uwagi, tak na rynku pracy, to nie pracodawca, a pracownik dyktuje warunki. Pracownik, który coraz częściej skupia się na „wartości dodanej” płynącej z wykonywanej przez siebie pracy. Bo przecież, jak mówi przysłowie: „Pieniądze to nie wszystko”…

[1] „Monitor Rynku Pracy” 34. Edycja badania, Instytut Badawczy Randstadt (styczeń 2019)

[2] „Praca w życiu, życie w pracy”, Gumtree.pl (maj 2018)

[3] „Job Confidence Index” Michael Page (III kwartał 2018)

[4] „Monitor Rynku Pracy” 34. Edycja badania, Instytut Badawczy Randstadt (styczeń 2019)

[5]  „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy, 8. edycja” Antal (sierpień 2018)

Jak wynika z danych GUS, w III kwartale 2018 r. inwestycje firm były jednym z głównych kół zamachowych polskiej gospodarki i wzrosły o blisko 10 proc. w porównaniu do ubiegłego roku[1]. To oznacza, że mamy dobrą koniunkturę i warunki sprzyjające rozwojowi biznesu. Aby jednak przedsiębiorcy mogli w pełni wykorzystać ten potencjał, często muszą posiłkować się zewnętrznym źródłem finansowania, najczęściej w postaci kredytu. Problem jednak polega na tym, że nie każde przedsiębiorstwo dostanie go „od ręki”.

W najcięższej sytuacji są biznesy od niedawna obecne na rynku. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) podpowiadają, jak zadbać o zdolność kredytową firmy i przygotować się do rozmów z kredytodawcą, by skutecznie zwiększyć szanse na przyznanie dodatkowych funduszy w nadchodzącym roku.

Coraz więcej małych firm decyduje się na kredyt

Mikrofirmami polska gospodarka stoi. Stanowią one aż 96 proc. wszystkich przedsiębiorstw działających w naszym kraju i stosunkowo rzadko korzystają z dodatkowych środków w celach inwestycyjnych[2]. Pozyskane fundusze częściej służą im do prowadzenia bieżącej działalności czy zwiększania jej skali. Potwierdza to badanie Związku Banków Polskich z 2018 r.[3]. Ponad połowa średnich i 42 proc. mikro- oraz małych firm korzystała z kredytów w rachunku bieżącym lub z salda debetowego. Na kredyt inwestycyjny zdecydowało się co 3 średnie i co 8 mikro- i małe przedsiębiorstwo. Większe zainteresowanie zewnętrznym finansowaniem przedsiębiorców zauważają także eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, którzy w III kwartale 2018 r. pośredniczyli w udzieleniu firmom kredytów o łącznej wartości 744,18 mln zł, co oznacza wzrost o 22 proc. w porównaniu do analogicznego okresu z ubiegłego roku. – W ostatnich latach po dodatkowe środki coraz chętniej ubiegają się już nie tylko duże przedsiębiorstwa, ale także mniejsze firmy, co jest także odzwierciedleniem większej dostępności kredytów firmowych. Fundusze pozyskane z kredytu nie tylko ułatwiają prowadzenie bieżącej działalności i utrzymanie płynności finansowej, ale także pozwalają na rozwój, np. poprzez zwiększenie zatrudnienia, poszerzenie zakresu działania czy ekspansję na nowych rynkach zbytu. Jest to często niezbędne, by przedsiębiorstwo mogło szybko reagować na zmiany rynkowe i osiągać przewagę nad konkurencją – mówi Marcin Kopciara, ekspert ZFPF, Open Finance.

Trudniej o kredyt firmom, które dopiero startują

Mimo że, jak pokazują dane ZFPF, wzrasta odsetek firm korzystających z kredytów, a banki w ostatnich latach złagodziły swoją politykę wobec firm potrzebujących takiego wsparcia, to nic nie zapowiada, by w 2019 r. mikroprzedsiębiorcom miało być łatwiej o kredyt. Gdy firma prosperuje na rynku długo, ma na nim ugruntowaną pozycję i posiada historię kredytową, najlepiej pozytywną, ma tym samym łatwiejszą drogę w ubieganiu się o finansowanie. W trudniejszej sytuacji są „młode” przedsiębiorstwa, które mają niewielkie i nieregularne przychody. – Nie wszystkie banki udzielają kredytów firmom, które od niedawna działają na rynku. Często jednym z warunków przyznania finansowania, jest prowadzenie biznesu przez przynajmniej 6 lub 12 miesięcy. Inną istotną kwestią są dochody firmy oraz to, czy spłaca ona na bieżąco swoje zobowiązania np. wobec ZUS. Niekiedy liczy się także forma opodatkowania i to, czy amortyzujemy środki trwałe w firmie. Choć obniża to podatki, to może także utrudnić przedsiębiorcy zaciągnięcie kredytu – mówi Marcin Kopciara, ekspert ZFPF, Open Finance.

Terminowe płatności pomogą w uzyskaniu kredytu

Przedsiębiorca, który prowadzi firmę krótko, ale chce uzyskać finansowanie na rozwój lub bieżącą działalność, może poprawić swoją zdolność kredytową. Jednym ze sposobów jest zadbanie o pozytywną historię kredytową, która sprawia, że kredytobiorca staje się wiarygodny w oczach banku. – Liczy się terminowa spłata wszelkich zobowiązań firmy. Począwszy od spłaty poprzedniego kredytu, leasingu po regulowanie rachunków za prąd i gaz. Bardzo ważna jest także dobra opinia w ZUS-ie i Urzędzie Skarbowym. Nawet jeśli biznes jest „młody”, ale przedsiębiorca solidnie opłaca wszystkie zobowiązania, zyskuje w oczach banku i może nawet liczyć na lepsze warunki kredytu w postaci np. niższej prowizji – radzi Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Open Finance i dodaje, że do rozmów z bankiem warto się przygotować, prezentując biznesplan, a także pozyskane umowy z kontrahentami: – Bank przeanalizuje także to, w jakim sektorze działamy i czy jesteśmy konkurencyjni na rynku. Jeśli przedstawimy dokumenty potwierdzające, np. wygrane przetargi, kontrakty zawarte z dużymi przedsiębiorcami lub z jednostkami sektora publicznego, podniosą one wiarygodność naszego przedsiębiorstwa i mogą istotnie zwiększyć zdolność kredytową – dodaje Michał Krajkowski.

Pomyśl o dodatkowym zabezpieczeniu kredytu

Bank chętniej udzieli kredytu przedsiębiorstwu, które posiada zabezpieczenie finansowania. Mogą być to środki, które należą bezpośrednio do firmy lub też do jej właściciela. Kredyt można zabezpieczyć środkami trwałymi, np. nieruchomością w postaci biura lub mieszkania, ale także majątkiem ruchomym, czyli np. samochodem, maszynami czy wyposażeniem biura. Nie zawsze jednak kredytodawca uzna zabezpieczenie przedsiębiorcy za wystarczające i może wycenić je poniżej rzeczywistej wartości rynkowej. Oznacza to, że zabezpieczenie może nie pokryć spłaty zobowiązania w całości, gdyby kredytobiorca miał kłopoty finansowe. By zwiększyć szansę firmy na pozyskanie kredytu, warto dobrze przygotować się do negocjacji z bankiem i skorzystać z pomocy pośrednika, który pomoże w doborze najlepszego produktu finansowego. W takim przypadku istotne jest także to, że ekspert szybko oceni, w którym banku mamy największe szanse na przyznanie kredytu i pomoże w wyborze korzystnej oferty. Przykładowo, nawet nieznaczne obniżenie oprocentowania ma duży wpływ na zmniejszenie całkowitych kosztów kredytu – dodaje Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

 

[1] GUS, Dane gospodarcze i finansowe dla Polski z 03.12.2018.

[2] Dane: PARP.

[3] ZBP, Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa o usługach finansowych, czerwiec 2018.

Według danych SMEO/ERIF BIG w aż pięciu województwach firm borykających się z problemami finansowymi było więcej niż tych, które w kłopoty finansowe nie popadły. Czarnym punktem na mapie polskiego mikrobiznesu jest Podkarpacie. Świętokrzyskie, pomimo niskiej rentowności obrotu brutto i słabych płac, na problemy wskazuje najrzadziej.

Według raportu Bezpieczeństwo finansowe małych firm w Polsce opracowanego przez SMEO we współpracy z Erif BIG, w najgorszej kondycji znajdują się mikrofirmy z województwa podkarpackiego, gdzie aż 68% z nich na przestrzeni ostatnich dwóch lat doświadczyło trudności finansowych. Niewiele lepsza sytuacja ma miejsce w lubelskim (56%), wielkopolskim (53%) i warmińsko-mazurskim (52%), gdzie problem dotyczy ponad połowy mikroprzedsiębiorstw. Najlepiej w obszarze finansów radzą sobie firmy z województwa lubuskiego, świętokrzyskiego, pomorskiego i łódzkiego. Z problemami finansowymi zmierzył się tam co trzeci mikroprzedsiębiorca.
Screen Shot 2018-10-15 at 19.14.30.png
Dane te pokrywają się z najnowszym raportem GUS, według którego w wymienionych województwach mamy do czynienia z najmniej korzystnymi wskaźnikami rentowności obrotu. Co za tym idzie, szanse na inwestycje i poprawę sytuacji w tych regionach maleją.
Dodatkowo województwa podkarpackie, lubelskie, warmińsko-mazurskie (a także świętokrzyskie i podlaskie, które na problemy finansowe narzekają relatywnie rzadko) to regiony o najniższych średnich pensjach brutto. Wyjątek stanowi województwo wielkopolskie, w którym ponad połowa mikrofirm wskazuje na problemy finansowe. Mimo to pensje pracowników utrzymują się tu na stosunkowo wysokim poziomie (w przedziale 2700-2899 zł brutto na jednego zatrudnionego). Wyższe stawki oferowane są jedynie w województwie mazowieckim.

Niska sprzedaż nie tak straszna, problemem reklamacje

W skali kraju najczęstszą wskazywaną przyczyną problemów finansowych w mikrofirmach jest zbyt niska sprzedaż, a w efekcie niewystarczające przychody firmy (38%). W pięciu województwach, w których problemy finansowe pojawiają się najczęściej czynnik ten ma wyraźnie mniejsze znaczenie niż w pozostałych regionach kraju. W podkarpackim, lubelskim, wielkopolskim, warmińsko-mazurskim i zachodnio-pomorskim na trudność tę wskazuje średnio jedynie 28% firm w porównaniu do 38% średniej krajowej.
Częściej za to przyczyną kłopotów okazują się tam reklamacje składane przez klientów (16% przy średniej krajowej 10%). Rekordowo często oczekiwaniom klientów nie są w stanie sprostać firmy ze znajdującego się w najgorszej sytuacji finansowej województwa podkarpackiego. Aż 30,8% ankietowanych popada z tego powodu w kłopoty finansowe.

Złudny optymizm na Podkarpaciu i w świętokrzyskim

Choć podkarpaccy przedsiębiorcy źle oceniają sytuację finansową i wyniki swoich firm,  dane zebrane w bieżącym roku przez Bank Pekao pokazują, że pozostają oni w najlepszych nastrojach od pięciu lat. Częściej niż średnio w kraju skarżą się na bariery utrudniające prowadzenie biznesu, nadrabiają za to optymizmem w kwestii zatrudnienia oraz oczekiwania na zapłatę.
Interesująco prezentuje się też sytuacja w świętokrzyskim. Zaledwie 33% firm w tym województwie przyznaje, że w ciągu ostatnich dwóch lat popadło w problemy finansowe. Jest to jeden z trzech najlepszych wyników w kraju. Odnotowano tam natomiast najwyższy odsetek firm narzekających na zbyt niską sprzedaż. Na problem z uzyskaniem wystarczającego poziomu przychodów wskazało aż 66,7% przedsiębiorców (dla średniej w skali kraju 38%).
Optymizmu przedsiębiorców ze świętokrzyskiego nie potwierdzają wskaźniki ekonomiczne. Według danych GUS wskaźnik rentowności obrotu brutto wyniósł tam 11,1% przy 11,9% w skali całego kraju. W odpowiedzi na problemy finansowe mikrofirmy z tego regionu zdecydowanie częściej niż inne województwa sięgają po środki własne (prywatne zasoby właścicieli). Postępuję tak aż 66,7% badanych przy średniej dla kraju na poziomie 34%.

Mikrofirmom nie płacą

Jednym ze zjawisk negatywnie wpływających na kondycję przedsiębiorstw w Polsce są zatory płatnicze oraz problemy z uzyskaniem zapłaty od klientów. W najgorszej sytuacji znajdują się małe firmy. Zwykle wychodzą ze słabej pozycji negocjacyjnej w kontaktach z większym kontrahentem i dysponują niewielkimi rezerwami gotówki, aby przetrwać ewentualny cios finansowy. Według danych SMEO/ERIF BIG 62,5% mikrofirm w Polsce w ciągu ostatnich dwóch lat nie uzyskało w ogóle lub uzyskało jedynie częściową płatność z tytułu dostarczonych towarów lub usług.
[P1: Czy w ciągu ostatnich dwóch lat zdarzyło się w Pani(a) firmie nie uzyskać w ogóle lub uzyskać jedynie częściową zapłatę za dostarczone produkty lub usługi?]
Województwo TAK NIE
lubelskie 81% 19%
małopolskie 77% 23%
śląskie 77% 23%
kujawsko-pomorskie 72% 28%
opolskie 71% 29%
wielkopolskie 69% 31%
mazowieckie 69% 31%
podkarpackie 67% 33%
lubuskie 64% 36%
łódzkie 59% 41%
warmińsko-mazurskie 54% 46%
dolnośląskie 42% 58%
podlaskie 37% 63%
pomorskie 35% 65%
świętokrzyskie 25% 75%
zachodniopomorskie 25% 75%
Najlepiej ze ściąganiem należności radzą sobie firmy w zachodniopomorskim i świętokrzyskim. Trudności w tym zakresie odnotował zaledwie co czwarty mikroprzedsiębiorca. Najgorzej sytuacja wygląda w lubelskim, małopolskim i śląskim, gdzie ponad ¾ firm zdarza się nie uzyskać oczekiwanej zapłaty od klientów. W skali kraju w 11 województwach problem nierzetelnych kontrahentów dotyczy już ponad połowy mikrofirm.

Jak podaje GUS, stopa bezrobocia we wrześniu br. wyniosła 5,7 proc., co oznacza spadek o 0,1 pkt proc. w stosunku do sierpnia. Komentarz w tej sprawie otrzymaliśmy od Moniki Fedorczuk, ekspertki Konfederacji Lewiatan.

 

Źródło: GUS

To bardziej optymistyczne dane niż pierwotne szacunki ministerstwa rodziny, pracy i spraw społecznych, wskazujące na stabilizację bezrobocia na poziomie 5,8 proc.. Patrząc na bezrobocie we wcześniejszych latach, spadek tej wartości pomiędzy sierpniem i wrześniem był odnotowywany w okresie ostatnich czterech latach, przy czym różnica wynosiła – podobnie jak w tym roku – od 0,1 do 0 punktu procentowego.

Zobacz też:

Inflacja nie odpuszcza

Widać różnice w wysokości bezrobocia pomiędzy poszczególnymi regionami. Najsilniej stopa bezrobocia spadła w województwach podkarpackim, podlaskim i zachodniopomorskim i w regionie warszawskim stołecznym (o 0,2 punktu procentowego), zaś w województwach kujawsko pomorskim, łódzkim i warmińsko – mazurskim pozostała na tym samym poziomie. Mimo ogólnej poprawy na rynku pracy, widoczne są nadal bardzo duże różnice na poziomie lokalnym. Obok powiatów, gdzie stopa bezrobocia nie przekracza 2 proc. (m.in. poznański, wolsztyński, miasto Poznań, miasto Warszawa czy Katowice) są takie, gdzie ponad 20 proc. osób aktywnych zawodowo jest zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy (powiat szydłowiecki czy braniewski). Ostatnie z wymienionych powiatów właściwe nie odczuwają ogólnej poprawy na rynku pracy w zakresie zwiększonego zapotrzebowania na prace i znacznie łatwiejszego dostępu do rynku pracy dla osób poszukujących zatrudnienia.

Obok spadku bezrobocia, widać również spadek liczby osób zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy z 958,6 tys. osób w końcu sierpnia do 947,4 tys. we wrześniu. Spadek ten jest dużo większy na przestrzeni wrzesień – sierpień (o 11,2 tys. osób) niż miesiąc wcześniej (pomiędzy lipcem a sierpniem liczba bezrobotnych spadła zaledwie o 3,2 tys. osób). W trzech województwach liczba osób zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy zwiększyła się: w województwie pomorskim o 0,1 tys. osób, w warmińsko – mazurskim i zachodniopomorskim – o 0,2 tys. osób.

Analiza danych z lat ubiegłych wskazuje, że stopa bezrobocia może jeszcze nieco spaść w październiku i listopadzie, choć pod koniec roku i na przełomie kolejnego możemy się spodziewać niewielkiego wzrostu, co jest zjawiskiem typowym dla naszego rynku pracy. Patrząc na zahamowanie dynamiki wzrostu wynagrodzeń i niewielki spadek liczby pracujących, można oczekiwać stabilizacji na rynku pracy i ograniczenia rotacji pracowników.

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Jak informuje nas Konfederacja Lewiatan, w pierwszym półroczu 2018 roku zmniejszyła się liczba przedsiębiorstw. Wzrost kosztów czynników produkcji nie spowolnił inwestycji, a działalność eksportowa może przynieść długofalowo większe korzyści niż tylko te wyrażone w przychodach – wynika z danych, o wynikach finansowych przedsiębiorstw, opublikowanych przez GUS. 

Sytuację rynkową komentuje Sonia Buchholtz, ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan: 

W świetle wyników obszernej publikacji GUS „Wyniki finansowe podmiotów gospodarczych„, obserwujemy kontynuację spadku liczby przedsiębiorstw małych i średnich (odpowiednio o 6% i o 2%), którego nie wyrównuje przyrost przedsiębiorstw dużych (o 3%). Przy mniejszej niż przed rokiem liczbie podmiotów generowane przychody odnotowały wzrost. Sprzedaż produktów na przestrzeni roku wzrosła o 5,8%, przy czym średnie i duże firmy miały w nim zbliżony wkład (odpowiednio 5,5% i 6,4%), podczas gdy dynamika w przedsiębiorstwach małych nieznacznie przekraczała próg inflacji (1,9%).

Dość naturalnie wzrost sprzedaży pociągnął za sobą wzrost kosztów – w porównaniu do I półrocza 2017 koszty wzrosły nominalnie o ok. 6,6%, przy czym w usługach obcych o 5,7%, w materiałach i energii o 7,0% oraz o 8,8% w wynagrodzeniach. Branże o wysokich udziałach wynagrodzeń musiały więc zmierzyć się z wyższą kosztochłonnością działalności. Pewną niespodziankę stanowi spadek kosztów materiałów i energii wśród małych podmiotów. W horyzoncie roku te proporcje jednak ulegną wyraźnym zmianom z uwagi na oczekiwany znaczący wzrost cen energii elektrycznej.

Zobacz też:

Deloitte: 40 proc. firm rodzinnych nie posiada strategii cyfrowej

Dane GUS potwierdzają, że chociaż dynamiczny rozwój gospodarki skutkuje powszechnym wzrostem kluczowych kategorii kosztów, żadna branża nie została tak doświadczona jak sektor budowlany. W porównaniu do pierwszego półrocza 2017 wynagrodzenia wzrosły średnio o 11,3%, usługi obce – o 13,2%, a materiały – o 20,5% (w dużych przedsiębiorstwach aż o 27,7%). Dwucyfrowa dynamika kosztów jest trudna do zaabsorbowania, gdy okres między zawarciem kontraktu a wypłatą wynagrodzenia jest tak odległy. Te doświadczenia będą sprzyjać znacznym wzrostom cen usług budowlanych w przyszłości, w celu zabezpieczenia się przed podobnymi zmianami oraz odrobienia tych strat wśród firm, które przetrwały.

Redukcja liczby podmiotów przyniosła niewielki spadek liczby przedsiębiorstw zyskownych (o 1,7% do poziomu 32,7 tys.) i wyraźnie większy tych, które odnotowały stratę netto (11,7%, 12,3 tys.). Mimo to, przedsiębiorstwa notujące zysk wygenerowały netto 91,6 mld zł, czyli nieproporcjonalnie mniej niż wynikałoby to z ich mniejszej liczby (1,2% r/r). Wzrost straty netto z kolei wyniósł 16,6%, do 18,2 mld zł. Rentowność obrotu netto spadła z 4,8% (obserwowanych w pierwszych półroczach 2017 i 2016) do 4,3% i tym samym przekroczyła poziom z 2015 (4,4%). Na tym tle poprawia się jednak rentowność przedsiębiorstw małych (wieloletni pozytywny trend), natomiast dla średnich utrzymała się na niskim poziomie 3,7%. Duże firmy odnotowały spadek o 0,8 pkt. proc., do 4.5% r/r, co wynika z konieczności absorpcji wyższych kosztów.

Przeczytaj także:

Kredyty gotówkowe tanieją, bo banki walczą o klientów

Za poprawę wskaźników wydaje się odpowiadać aktywność eksportowa. Paradoksalnie jednak, nie za sprawą większej liczby eksporterów (ta spadła do nieco ponad 16 tys. po szczycie w 2017), a wzrostu przychodów ze sprzedaży firm eksportujących (7,5%) – chociaż sama sprzedaż na eksport odnotowała wzrost o 4,4%. Największa, dwucyfrowa dynamika (13,0-13,8%) ujawniła się w przedsiębiorstwach, które tylko niewielką część przychodów (poniżej 25%) czerpią ze sprzedaży produktów za granicę. Dobry wynik sprzedaży eksportowej zanotowano pomimo wyraźnego umocnienia złotego w I połowie roku, które obniżało zarówno wartość przychodów wycenianych w walutach obcych, jak i konkurencyjność cenową produktów polskich przedsiębiorstw.

Podobnie, udział jednostek wykazujących zysk wzrósł w niemal wszystkich grupach, chociaż wskaźnik rentowności obrotów netto spadł – z 5,0% do 4,6% r/r. Wyniki poszczególnych branż cechują się jednak dużym zróżnicowaniem. Pogarszająca się koniunktura u naszych partnerów handlowych zwiastuje jednak koniec tej dobrej passy, chyba że istotnej zmianie ulegną segmenty o wysokiej aktywności eksportowej.

Dane GUS dostarczają pierwszych sygnałów o rosnącej aktywności inwestycyjnej przedsiębiorstw. Dynamika nakładów inwestycyjnych zanotowała 11-procentowy wzrost w ujęciu realnym w stosunku do pierwszego półrocza 2017. To podobne tempo do tego obserwowanego w 2014 i 2015 i odbicie po wyraźnych, 10-procentowych, spadkach w ostatnich dwóch latach. Za większe inwestycje odpowiadali przede wszystkim mali (19,4%) i duzi przedsiębiorcy (14,3%) – mniej podmiotów dokonywało inwestycji, ale jednostkowo na większą skalę.

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Jak informuje Główny Urząd Statystyczny bazując na danych z Rejestru Cen i Wartości Nieruchomości (RCiWN), obrót nieruchomościami zmniejszył się o 6,4% r/r do 102,2 mld zł w 2017 r.

Z informacji wynika, że w 2017 roku zawarto prawie 423 tys. transakcji kupna/sprzedaży nieruchomości tj. o 4,3% więcej niż przed rokiem. Wartość transakcji była niższa o 6,4% i wyniosła ponad 102 mld zł. W obszarze nieruchomości lokalowych wartość transakcji wzrosła o 10,2% r/r do 50,12 mld zł, przy 204 396 transakcjach (+6,3% r/r). Jeśli zaś chodzi o nieruchomości zbudowane  (nieruchomości zabudowane budynkami mieszkalnymi, zabudowane nieruchomości rolne, nieruchomości zabudowane budynkami pełniącymi inne funkcje niż zagrodowa i mieszkaniowa oraz nieruchomości budynkowe) ich wartość spadła o 26,9% r/r do 30,01 mld zł w 71 314 transakcjach (+4,5% r/r). Natomiast w nieruchomościach niezabudowanych wartość transakcji spadła o 2,5% do 22,1 mld zł (transakcji zawarto tu 147 240, czyli o 1,5% więcej r/r).

W komunikacie napisano, że w 2017 roku podpisano 488, 1 tys. aktów notarialnych dotyczących sprzedaży nieruchomości, o 1,2% więcej niż rok wcześniej. Jak podaje GUS, w porównaniu z 2016 rokiem największy wzrost liczby aktów notarialnych wystąpił w przypadku sprzedaży działek zabudowanych budynkiem mieszkalnym (o 7,5%), sprzedaży lokali (o 7,4%), sprzedaży działek niezabudowanych (o 4,9%) oraz sprzedaży spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu (o 4,3%). Największy spadek zaś odnotowano natomiast w przypadku aktów notarialnych dotyczących sprzedaży nieruchomości rolnych (o 17,6%) oraz nieruchomości innych (o 16,8%).

 

 

Akty notarialne dot. sprzedaży nieruchomości zawarte w 2017

WYSZCZEGÓLNIENIE

2017

2016 = 100

OGÓŁEM

488 106

101,2

Sprzedaż lokali

191 369

107,4

Sprzedaż działek niezabudowanych

94 564

104,9

Sprzedaż nieruchomości rolnych

57 492

82,4

Sprzedaż działek zabudowanych budynkiem mieszkalnym

47 904

107,5

Sprzedaż spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu

47 219

104,3

Sprzedaż nieruchomości innych

22 611

83,2

Sprzedaż działek zabudowanych budynkiem o innym przeznaczeniu

15 407

100,9

Sprzedaż prawa użytkowania wieczystego

6 887

103,8

Sprzedaż nieruchomości na rzecz Skarbu Państwa lub JST

4 248

91,9

Oddanie przez Skarb Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego w użytkowanie wieczyste wraz ze sprzedażą budynku

405

98,8

Źródło: dane Ministerstwa Sprawiedliwości

MS, źródło GUS

Niedawno GUS poinformował, że stopa bezrobocia w czerwcu wyniosła 5,9 proc. w porównaniu do 6,1 proc. w maju brBezrobocie w Polsce jest na najniższym poziomie od 1990 roku.

Rok wcześniej stopa bezrobocia była zdecydowanie wyższa i wynosiła 7,1 proc. Według raportu GUS, liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy wyniosła w czerwcu 967,9 tys. wobec 1 002 200. osób przed miesiącem. Natomiast stopa bezrobocia w poszczególnych regionach waha się od 3,3 proc. w woj. wielkopolskim do 10 proc. w woj. warmińsko-mazurskim. W czerwcu br. stopa bezrobocia rejestrowanego uplasowała się na poziomie 5,9 proc.  – podał GUS. W ustawie budżetowej na 2018 r. rząd przyjął, że stopa bezrobocia rejestrowanego wyniesie 6,4 proc. na koniec 2018 r.

GUS podał informację o średnim wynagrodzeniu w czerwcu br. – wyniosło ono ok. 4850 zł (brutto), czyli po przeliczeniu ok. 3450 zł (netto) – na rękę.

To o 7,5 proc. więcej niż w czerwcu ubiegłego roku i aż 3,2 proc. więcej niż miesiąc wcześniej.  Główny Urząd Statystyczny podał informację, ze rośnie zatrudnienie.  W czerwcu w sektorze przedsiębiorstw, w których pracuje powyżej 9 osób,  pracowało  6 mln 222 tys. osób – to o 3,7 proc. więcej niż rok wcześniej. nW ujęciu miesięcznym zatrudnienie wzrosło o 0,2 proc. i wyniosło 6001,5 tys. osób).

 

Dodatkowo, w tym roku GUS obchodzi 100-lecie! Okrągła rocznica urodzin przypadła na 13 lipca.

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na rynku mieszkaniowym. Maj nie był pierwszym miesiącem w tym roku, w którym obserwowaliśmy spadki w tym obszarze, natomiast wcześniej nie dotyczyły one wszystkich trzech badanych kategorii. Poza mieszkaniówką szczególną uwagę zwracamy na sprzedaż detaliczną, która – po słabym kwietniu – wzrosła o 6,1 proc. w skali roku.

Produkcja przemysłowa (w cenach stałych niewyrównana sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) w maju 2018 r. wzrosła o 5,4 proc. w skali roku. Odczyt ten okazał się wyższy aż o 1,9 pkt. proc. od oczekiwań rynkowych. Wzrost odnotowano w 27 z 34 działów przemysłu, z czego największa dynamika widoczna była w produkcji maszyn i urządzeń (21,0 proc. r/r). Z kolei największy spadek (-25,7 proc. r/r) miał ponownie miejsce w produkcji wyrobów farmaceutycznych. W przypadku danych skorygowanych o czynniki sezonowe produkcja przemysłowa wzrosła o 7,4 proc. r/r.

W maju 2018 r. kolejny raz odnotowano dwucyfrową dynamikę wzrostu w skali roku w produkcji budowlano-montażowej, która (wyrażona w cenach stałych, niewyrównana sezonowo, w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wyniosła 20,8 proc. r/r. Majowy wynik przebił konsensus rynkowy o 3 pkt. proc. Natomiast dane po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym były wyższe o 23,7 proc. r/r. Ze statystyk GUS wynika, że największy wzrost w budownictwie odnotowano we wznoszeniu obiektów inżynierii lądowej i wodnej (+36,8 proc. w skali roku).

W związku ze zmianą prezentacji danych o rynku mieszkaniowym przez GUS, dane dotyczące budownictwa indywidualnego i przeznaczonego na sprzedaż lub wynajem prezentujemy sumarycznie. W minionym miesiącu na rynku mieszkaniowym mieliśmy do czynienia z wyjątkową sytuacją, bowiem wszystkie wskaźniki zanotowały spadek w skali roku. Liczba oddanych mieszkań w maju 2018 r. była niższa o 10 proc. w porównaniu z analogicznym miesiącem roku ubiegłego, natomiast narastająco od początku roku liczba ukończonych mieszkań była wyższa o 9 proc. aniżeli w okresie styczeń-maj 2018 r. W maju br. rozpoczęto budowę o 7 proc. mniej mieszkań niż w maju 2017 r., aczkolwiek dynamika od początku roku jest dodatnia i wynosi 10 proc. Z kolei jeśli mowa o mieszkaniach, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszeń z projektem budowlanym, to w maju 2018 r. mieliśmy do czynienia z 6 proc. spadkiem, podczas gdy w okresie styczeń-maj 2018 r. liczba ta wzrosła o 2 proc. w skali roku. Zwracamy uwagę, że maj nie jest pierwszym miesiącem w tym roku, w którym obserwowaliśmy spadki, aczkolwiek wcześniej nie były one aż tak jednoznaczne. Dane za maj i narastające od początku br. utwierdzają nas we wcześniej formułowanej przez nas tezie, że w 2018 r. nie będziemy świadkami dynamicznych wzrostów na rynku mieszkaniowym, jak miało to miejsce rok wcześniej.

Dane z rynku pracy ponownie były dobre. W maju 2018 r. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób wyniosło 6 210,2 tys. osób, co oznacza analogiczny wzrost jak w trzech poprzednich miesiącach, tj. o 3,7 proc. w skali roku (zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi). Z kolei przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło do 4 696,59 zł miesięcznie, tj. o 7,0 proc. r/r (o 0,1 pkt. proc. poniżej oczekiwań rynkowych) vs. 7,8 proc. r/r w miesiąc wcześniej.

Z opublikowanego przez GUS wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych wynika, że inflacja CPI w maju 2018 r. wyniosła 1,7 proc. r/r. Wynik ten był zgodny ze wstępnym odczytem, który z kolei był o 0,2 pkt. proc. poniżej konsensusu rynkowego. Przyspieszenie tempa wzrostu cen wynikało przede wszystkim ze wzrostu cen transportu (+4,8 proc. r/r oraz +2,6 proc. m/m). W czerwcu 2018 r. dostrzegamy spadek cen ropy w skali miesiąca, niemniej jednak obecny poziom cen jest istotnie wyższy aniżeli w analogicznym miesiącu roku ubiegłego.

Sprzedaż detaliczna w maju 2018 r., w przeciwieństwie do kwietnia, zaskoczyła pozytywnie. Dynamika w cenach stałych wyniosła 6,1 proc. r/r, a w cenach bieżących 7,6 proc. r/r, a więc o 1 pkt. proc. powyżej oczekiwań rynkowych. W minionym miesiącu odnotowano wzrost w skali roku we wszystkich kategoriach (ceny stałe), z czego największy miał miejsce w paliwach stałych, ciekłych i gazowych (+9,6 proc. r/r), a najmniejszy w kategorii „prasa, książki, pozostała sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach” (+0,3 proc. r/r).

GUS zrewidował „w górę” szybki szacunek PKB za 1. kwartał 2018 r. Pierwotne dane wskazywały na realny wzrost (niewyrównany sezonowo) rzędu 5,1 proc. w skali roku, podczas gdy najnowsze dane wskazują na dynamikę 5,2 proc. r/r.

Eksperci

Oferty hipoteczne pozostają w mocy mimo koronawirusa

Oferty hipoteczne pozostają w mocy – wynika z ankiety wśród banków. Banki deklarują ponadto, że nie ...

Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych – czym jest?

Osoby fizyczne faktycznie sprawujące kontrolę nad spółką, nawet pośrednio, muszą zostać ujawnione na...

Dane makroekonomiczne – wolniejszy wzrost przy rosnących cenach

Styczniowe dane z polskiej gospodarki wpisały się w oczekiwania co do wolniejszego wzrostu w całym 2...

Startupy – czy mogą rozwijać się samodzielnie?

Jakie są potrzeby młodych, dynamicznie rozwijających się firm? Czy są w stanie rozwinąć się bez pomo...

Lokata 10 tysięcy to mniej niż 100 złotych odsetek!

98 złotych - tyle w ciągu roku zarobi ktoś, kto powierzył bankowi 10 tysięcy złotych zakładając prze...

AKTUALNOŚCI

„Tarcza Antykryzysowa” to nie tarcza, tylko sitko

„Tarcza Antykryzysowa” to nie tarcza, tylko sitko. Zdaniem Pracodawcy RP to rozczarowujący projekt r...

Ministerstwo Finansów przesuwa termin na złożenie CIT

Ministerstwo Finansów przesuwa termin na złożenie CIT. Na stronach Rządowego Centrum Legislacji opub...

Stawka 0% VAT dla darowizn od biznesu

Jak podaje Ministerstwo Finansów, wyprodukowane lub kupione przez firmy produkty przekazane na walkę...

Koronawirus atakuje – PARP uruchamia działania pomocowe

Koronawirus atakuje, a PARP uruchamia działania pomocowe. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości ...

Fundusz Solidarności: państwa UE mają otrzymać pomoc

Parlament Europejski mobilizuje dodatkowe fundusze, aby pomóc krajom UE najbardziej dotkniętym pande...

Renta po wypadku. Bezterminowa nie znaczy dożywotnia

Renta po wypadku komunikacyjnym nie jest dana raz na zawsze. Istnieje wiele sytuacji, w których ubez...

Laptopy dla uczniów i nauczycieli. Jest 180 milionów

Laptopy to dziś deficytowy towar. Szybka ścieżka, minimum formalności, maksimum elastyczności – wszy...

Mercedes-Benz C 111-II: Pól wieku od premiery z 1970 r.

Mercedes-Benz C 111 - czyli samochód marzeń i pojazd eksperymentalny z czterowirnikowym silnikiem Wa...

Depozyty w bankach warte tyle co większość mieszkań

Depozyty w bankach - to tam przede wszystkim gromadzimy pieniaze. Z kolei w 17 miastach wojewódzkich...

Samsung pomaga. Przekazuje sprzęt AGD medykom

Samsung pomaga i przekazuje sprzęt ADG ratownikom medycznym. Pralki i suszarki do ubrań trafią do Zw...