wtorek, Marzec 31, 2020
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "inwestycje"

inwestycje

Szkoła Giełdowa na trudne czasy. Ostatnie wydarzenia na rynkach akcji są bezprecedensowe. Historyczne rekordy dziennych spadków na warszawskim parkiecie, dynamika spadków nieobserwowana od dziesiątek lat na światowych giełdach, a także sesje wzrostowe, jakich amerykański rynek akcji nie widział od 1933 r.

Jak funkcjonować na rynku w trudnych czasach?

Pierwszy kwartał bieżącego roku przejdzie niewątpliwie do historii rynków finansowych. Wydarzenia związane z koronawirusem wciąż niosą olbrzymią niepewność co do kształtowania się zarówno przyszłej koniunktury na rynkach akcji, ale także światowej gospodarki. Pojawiają się pytania o to jak odnaleźć się w tej wyjątkowej sytuacji.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom inwestorów Fundacja GPW wspólnie ze Stowarzyszeniem Inwestorów Indywidualnych postanowiła zorganizować Specjalną Edycję Szkoły Giełdowej on-line. Patronat Honorowy nad projektem objęła Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie.

Znani i cenieni eksperci, w ramach cyklu 5 webinarów, podzielą się swoim doświadczeniem oraz wiedzą, aby pomóc inwestorom  w zrozumieniu bieżącej sytuacji oraz odnaleźć się w bezprecedensowych warunkach w skali światowych rynków finansowych. Postarają się odpowiedzieć na kluczowe pytanie: jak radzić sobie  na rynku akcji w trudnych czasach, w obliczu tak dużej zmienności rynków?

Szkoła Giełdowa – udział bezpłatny, wymagane zapisy

Poniedziałek 30 marca godzina 14:00   Psychologia inwestowania w okresie załamania i dynamicznych zmian na rynku. Jak radzić sobie w tym czasie z emocjami, aby nie wpaść w pułapkę własnej psychiki?

Grzegorz Zalewski, Ekspert DM BOŚ – Zapisz się

Wtorek 31 marca godzina 14:00   Analiza najważniejszych sygnałów wspierających decyzję o wyborze momentu wejścia lub wyjścia z rynku w oparciu o analizę techniczną

Paweł Małmyga, Analityk Biura Maklerskiego PKO BP – Zapisz się

Środa 1 kwietnia godzina 14:00   Jak zarządzać portfelem i jak kontrolować straty w okresie bardzo dużej dynamiki zmian na rynku akcji?

Piotr Neidek, Analityk DM mBanku – Zapisz się

Czwartek 2 kwietnia godzina 14:00   Czy to już właściwy moment na inwestycje na rynku akcji? Argumenty za i przeciw długoterminowemu zaangażowaniu na rynku akcji

Wojciech Białek, autor bloga K(NO)W FUTURE – Zapisz się

Piątek3 kwietnia godzina 14:00   Które branże zyskają najbardziej, a które stracą najwięcej na spowolnieniu wywołanym pandemią koronawirusa?

Emil Łobodziński, CFA, Doradca Inwestycyjny Biura Maklerskiego PKO BP- Zapisz się

Szkoła Giełdowa – prelegenci

Grzegorz Zalewski, Ekspert DM BOŚ

Szkoła Giełdowa - prelegenci

Na rynkach finansowych obecny od 1993 roku. Pracował jako analityk, a później jako szef działu analiz w Gazecie Giełdy Parkiet. Założył i przez dziesięć lat (2001-2010) prowadził portal futures.pl poświęcony spekulacji na rynkach terminowych.

Założyciel Wydawnictwa Linia. Od 2006 roku ekspert Domu Maklerskiego BOŚ SA. W 2010 roku Zarząd Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych przyznał honorowe członkostwo w SII, za szczególny wkład w edukację środowiska inwestorskiego.

Paweł Małmyga, Analityk Biura Maklerskiego PKO BP

Szkoła Giełdowa - prelegenci

Z Biurem Maklerskim PKO Banku Polskiego związany od 2011 roku. Regularnie reprezentuje BM na konferencjach branżowych, spotkaniach z Klientami oraz studentami, a także komentuje aktualną sytuację na rynku. Kilkukrotnie wyróżniony w rankingu analityków Gazety Parkiet. Posiada szeroką wiedzę i doświadczenie z zakresu budowania automatycznych strategii inwestycyjnych.

Piotr Neidek, Analityk DM mBanku

Szkoła Giełdowa - prelegenci

Związany od blisko dwudziestu lat z rynkiem finansowym, któremu poświęcił ponad 20 tys. godzin jako analityk, wykładowca akademicki, szkoleniowiec i inwestor. Ponadto autor komentarzy giełdowych, publikacji naukowych, prognoz rynkowych i felietonów. Dodatkowo pasjonat niekonwencjonalnych technik analitycznych wykorzystywanych w analizie technicznej. Miłośnik eWave oraz propagator ermanometrii – metody wykorzystującej zmienną czasową do definiowania punktów zwrotnych na GPW. Autor bloga giełdowego neidek.com poświęconego edukacji i praktycznego zastosowania AT na rynkach finansowych. Wielokrotny wykładowca na konferencjach organizowanych przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych jak Wall Street czy Profesjonalny Inwestor.


W efekcie w Biurze maklerskim zajmuje się opracowywaniem codziennych analiz, sporządzaniem prognoz rynkowych, przygotowywaniem materiałów edukacyjnych i prowadzeniem internetowych szkoleń webinarowych oraz stacjonarnych na terenie całego kraju. Ponadto laureat wielu konkursów w tym „Byki i Niedźwiedzie” Gazety Giełdy Parkiet. W styczniu 2020, głosami zarządzających TFI i OFE, po raz dziewiąty z rzędu został uznany za najlepszego specjalistę od analizy technicznej w Polsce.

Wojciech Białek, autor bloga K(NO)W FUTURE

Wojciech Białek, autor bloga K(NO)W FUTURE- prelegenci

Wojciech Białek, urodził się Krakowie, ukończył informatykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie również studiował filozofię. Ponadto w latach 1995-1999 pracował jako analityk w krakowskich domach maklerskich DM Magnus oraz DRM Polonia. W latach 1999-2008 w SEB TFI (2000-2002 zarządzający portfelem, 2003-2008 główny analityk), W latach 2009-2018 główny analityk w CDM Pekao. Od 2008 roku autor poświęconego koniunkturze na rynkach finansowych i w gospodarce blogu „K(NO)W FUTURE”.

Emil Łobodziński, CFA, Doradca Inwestycyjny Biura Maklerskiego PKO BP

Emil Łobodziński, CFA, Doradca Inwestycyjny Biura Maklerskiego PKO BP prelegenci

Doradca inwestycyjny, CFA. Od 13 lat związany z rynkiem kapitałowym jako analityk i zarządzający funduszami. Ekspert w dziedzinie rynków finansowych, w szczególności analizy spółek, zarządzaniu portfelem oraz funduszach inwestycyjnych. Cyklicznie komentuje wydarzenia na rynkach finansowych w prasie (np. Parkiet), telewizji (np. Polsat) i radiu (np. Radiowa Trójka). Dodatkowo prelegent na wielu konferencjach poświęconych tematyce rynku giełdowego w Polsce. Ponadto prowadzi szkolenia na kursach przygotowujących do egzaminu na doradców inwestycyjnych oraz dla kandydatów na członków rad nadzorczych Skarbu Państwa. W Biurze Maklerskim PKO BP odpowiedzialny za doradztwo inwestycyjne i portfele modelowe.

Inwestycje PKP nabierają rozmachu. Kolejarze i GDDKiA będą ściślej współpracować przy inwestycjach. Sprawniejsze realizowanie inwestycji drogowych i kolejowych jest wynikiem podpisanego porozumienia ramowego przez PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. i Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Strony będą ścisłe współpracować na każdym etapie realizacji inwestycji.

W związku z tym strony porozumienia deklarują koordynację planowanych, przygotowywanych i realizowanych inwestycji drogowych i kolejowych oraz wzajemne wykorzystanie doświadczenia.

Inwestycje PKP z GDDKiA. Czas na ścisłą współpracę- pociąg na torach.
Inwestycje PKP z GDDKiA. Czas na ścisłą współpracę.

PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. i Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad podpisały porozumienie ramowe, które wskazuje obszary współpracy pomiędzy dwoma zarządcami infrastruktury krajowej.

Inwestycje PKP -największy program w historii

– PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. realizują obecnie największy w historii kolei program inwestycyjny, jakim jest Krajowy Program Kolejowy.
Zacieśnienie współpracy korzystnie wpłynie na proces od przygotowania po realizację zadań zarządcy infrastruktury oraz partnerów
– mówi Ireneusz Merchel, prezes Zarządu PKP Polskich Linii Kolejowych S.A.

Po pierwsze współpraca doprowadzi do skrócenie procedur formalno-prawnych, a także wzajemną wymianę – przy zachowaniu poufności – materiałów i dokumentów istotnych dla inwestycji.

Projektując i realizując inwestycje drogowe bardzo często zbliżamy się albo przecinamy istniejące lub planowane linie kolejowe. Podpisane dziś porozumienie pozwoli usprawnić prace instytucji prowadzących największe inwestycje liniowe w Polsce–podkreśla Tomasz Żuchowski, p.o. Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad.

PKP się rozwija

Dowodem na rozwój PKP jest system e-IC, pozwalający kupić bilet PKP Intercity w dowolnym miejscu o dowolnej porze. Według najnowszych danych już 100 milionów pasażerów PKP Intercity skorzystało z internetowego systemu zakupu biletów e-IC. System, sukcesywnie rozbudowywany o kolejne funkcjonalności, cieszy się dużym zainteresowaniem podróżnych. W 2019 r. z tego powodu spółka sprzedała tą drogą aż 44% wszystkich biletów.

e-IC bije rekordy

Po pierwsze od 2005 roku już 100 mln pasażerów wybrało zakup biletów PKP Intercity przez system e-IC. Ponadto tylko 2019 roku pasażerowie nabyli tą drogą ponad 14,5 mln biletów. Internetową sprzedaż szczególnie upodobali sobie studenci, którzy stanowili aż 26% ubiegłorocznych użytkowników e-IC. Po skorzystaniu z systemu w podróż z PKP Intercity ruszyło wówczas ich niemal 4,5 mln. W 2019 roku największą popularnością wśród użytkowników systemu cieszyły się podróże między Warszawą a Krakowem oraz Warszawą a Trójmiastem. Obecny rok zaczął się równie udanie. Ponadto tylko w styczniu zakup biletów przez internetowy serwis PKP Intercity wybrało ponad 1,3 mln pasażerów przewoźnika.


Branżowy Barometr EFL: firmy transportowe w najgorszej sytuacji od 5 lat, firmy budowlane i handlowe z pewnością rozpoczynają rok w lepszych nastrojach.

Po pierwsze początek 2020 roku dla budownictwa i handlu może oznaczać przyspieszenie – branżowy subindeks dla tych branż w I kwartale wzrósł w porównaniu do ostatniego kwartału 2019 roku odpowiednio do 57,1 pkt. (+2 pkt.) i 52 pkt. (+5 pkt.). Z odwrotną sytuacją mamy do czynienia w transporcie, gdzie odczyt spadł do 46,1 pkt. (-4,9 pkt. kw./kw.) i jest najniższym wynikiem dla tej branży od stycznia 2015. Słabiej tylko swoją sytuację oceniły przedsiębiorstwa usługowe (46,5 pkt., -4,1 pkt. kw./kw.).

Firmy transportowe w najgorszej sytuacji od 5  lat- wykres
Firmy transportowe w najgorszej sytuacji od 5 lat

Pesymistyczne nastroje wśród MSP

Główny indeks Barometru EFL w I kwartale 2020 roku wyniósł 49,9 pkt. i był o 0,2 pkt. proc. wyższy od ostatniego pomiaru. Z pewnością oznacza to, że po raz trzeci w historii pomiarów (od stycznia 2015 roku) wartość wskaźnika nie osiągnęła granicy 50 pkt, co świadczy o utrzymywaniu się pesymistycznych nastrojów wśród MŚP.

Firmy transportowe – mniej zamówień

Firmy transportowe oceniły swoją sytuacją najsłabiej wśród wszystkich badanych branż. Ich subindeks wyniósł tylko 46,1 pkt., co oznacza, że o 4,9 pkt. mniej w prównaniu do ostatniego kwartału ubiegłego roku. Jest to najsłabszy wynik dla transportu w historii pomiaru, a na taki rezultat zapracowały prognozy dotyczące sprzedaży.

Prawie 19 proc. firm transportowych liczy na wzrost zamówień, a jeszcze kwartał wcześniej ten odsetek wyniósł prawie 29 proc. Z pewnością lepiej zapowiadają się inwestycje, szacuje się, że ich wzrostu oczekuje dwa razy więcej przedsiębiorstw transportowych (39,1 proc. vs. 18,2 proc. w IV kw. 2019).

Firmy budowlane wznoszą kolejne pietra

Ponadto w I kwartale 2020 roku subindeks dla branży budowlanej wskazywał 57,1 pkt., czyli o 2 pkt. więcej niż w poprzednim kwartale. Na dobry wynik wpływ miały oceny dotyczące inwestycji i sprzedaży. 40 proc. firm budowlanych spodziewa się więcej inwestować, a 36 proc. wzrostu obrotów. W ostatnim kwartale 2019 roku było to odpowiednio 17 proc. i 29 proc.

Firmy handlowe ruszają z inwestycjami

Podobnie w I kwartale br. subindeks „Barometru EFL” dla handlu wyniósł 52 pkt., a na głównym wskaźniku zaważyły prognozy dotyczące inwestycji. 37,5 proc. przedsiębiorstw handlowych zamierza więcej inwestować, a pod koniec 2019 roku taki zamiar zgłosiła tylko co dziesiąta firma. Z pewnością przedstawiciele branży handlowej spodziewają się wzrostu zamówień – 29,2 proc. vs. 25,8 proc.

Firmy usługowe szukają dna

Subindeks Barometru EFL dla usług wyniósł 46,5 pkt. i jest to najniższy odczyt dla tej branży od początku 2015 roku. Na słabszy wynik wpłynęły gorsze prognozy dotyczące sprzedaży. Więcej zamówień oczekuje tylko nieco ponad 14 proc. respondentów – w IV kwartale 2019 roku odsetek ten był wyższy i wyniósł 26,4 proc.

Idzie lepsze w produkcji?

W I kwartale br. subindeks „Barometru EFL” dla produkcji wyniósł 52,8, pkt. i jest to wynik lepszy w porównaniu z poprzednim kwartałem (+1,3 pkt.). Patrząc na odczyt w analogicznym okresie 2019 roku sytuacja wydaje się być lepsza – wówczas wynik wyniósł 49 pkt. Na początku br. firmy produkcyjne spodziewają się więcej inwestować i jak i większego popytu na swoje produkty. Prawie 36 proc. liczy na większe inwestycje, a 30 proc. na większe zamówienia. Kwartał wcześniej było to odpowiednio 22 proc. i 26 proc.

Barometr EFL

Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu rozwoju poprzez wzrost sprzedaży i produkcji. Ponadto ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe. Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o kierunku zmian.

Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W związku z tym w badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 16 grudnia 2019 roku – 7 stycznia 2020 roku.


Europejski Fundusz Leasingowy SA powstał w 1991 roku jako jedna z pierwszych firm leasingowych w Polsce. Od 2001 roku EFL jest częścią Grupy Crédit Agricole, co gwarantuje firmie finansową stabilność i bezpieczeństwo. Ponadto pozwala korzystać z wiedzy i doświadczeń instytucji finansowej o międzynarodowym zasięgu. EFL konsekwentnie poszerza zakres rozwiązań dla biznesu. W związku z tym spółka oferuje szeroki pakiet produktów: leasing, pożyczkę, wynajem długoterminowy, ubezpieczenia i  faktoring. Po pierwsze od 1991 roku współpracuje z najbardziej liczącymi się producentami i dostawcami maszyn, urządzeń, pojazdów oraz innych środków trwałych. Firmę wyróżniono m.in. sześciokrotnie tytułem: Firmy Przyjaznej Klientowi i siedmiokrotnie Finansowej Marki Roku. Już ponad 329 tysięcy klientów wybrało EFL na swojego partnera w biznesie. Więcej na: www.efl.pl

Nieruchomości w dłuższym terminie doskonale radzą sobie w walce z inflacją – wynika z danych zebranych przez HRE Investments. Potrafią rozprawić się z nią nawet skuteczniej niż złoto czy spółki giełdowe.

Założona dziś lokata pozwala zarobić mniej niż 1% – wynika z najnowszych danych NBP. To kilka razy za mało, aby pokonać inflację. W praktyce znaczy to po prostu, że zanosząc oszczędności do banku ryzykujemy, że wycofując nasz depozyt za miesiąc, rok czy dwa, będziemy mogli za nasze pieniądze kupić mniej niż dziś. W ten sposób oszczędności wytracają z czasem siłę nabywczą. Niestety z tym problemem mamy już do czynienia od kilku lat, ale wiele wskazuje na to, że apogeum tego zjawiska przypada właśnie na początek 2020 roku.

Zarobić na lokacie to sztuka

Choć aktualna sytuacja jest dla deponentów szczególnie niekorzystna, to bez wątpienia potwierdza ona, że lokaty co do zasady nie są narzędziem do spektakularnego pomnażania kapitału. W dłuższym terminie osiągnięciem jest zachowanie – przy pomocy lokat – wartości posiadanych oszczędności. Z danych NBP wynika bowiem, że zakładając przeciętną roczną lokatę w styczniu 2004 roku i odnawiając ją co roku zarobilibyśmy przez 16 lat łącznie 54%. Niby wynik solidny, ale po skorygowaniu go o podatek i inflację otrzymalibyśmy wynik na poziomie jedynie 10,8%, czyli średnio zaledwie 0,6% w skali roku.

Nieruchomości dają zarobić na przekór inflacji - grafika
Nieruchomości dają zarobić na przekór inflacji

Lokata = marny zysk

Jest to i tak niezły wynik. Jeśli bowiem spojrzymy na dane Banku Światowego, to okaże się, że podobna sytuacja ma miejsce w dłuższym terminie w większości krajów. Średni zysk roczny na lokacie po uwzględnieniu inflacji wynosił bowiem skromne 0,1% – wynika z szacunków HRE Investments opartych o dane z lat 1966-2016. Warto podkreślić, że obliczenia te prowadzono na podstawie danych Banku Światowego dla 10 krajów europejskich oraz Japonii i Kanady. Dla każdego z krajów możliwe było znalezienie danych dla długich okresów wynoszących od 30 do 49 lat. Niestety nowszych informacji brak, a do tego dane banku nie pozwalają na uwzględnienie opodatkowania analogicznego do naszego rodzimego „podatku Belki”. Gdyby to zrobić, to i tak już skromny zysk, przekuty zostałby w stratę.

Giełda to zysk z ryzykiem

Gdzie więc szukać realnego zysku, który pozwoli nam pomnożyć posiadany kapitał ponad wzrosty cen w sklepach? Trzy popularne rozwiązania to nieruchomości, złoto i giełda. Ta ostatnia jest najbardziej ryzykowna. Doskonale obrazuje to przykład ostatniego kryzysu, który na rodzimej giełdzie doprowadził indeks największych spółek do spadku o 55% pomiędzy październikiem 2007, a lutym 2009. Dla porównania w największych miastach ceny używanych mieszkań spadały znacznie wolniej i w znacznie mniejszym zakresie. Z danych NBP wynika, że od szczytu ostatniej mieszkaniowej hossy (3 kwartał 2007 r.) do dołka, w którym mieliśmy do czynienia z najniższym poziomem cen (2 kwartał 2013 r.) mieszkania staniały zaledwie o 18%.

Nieruchomości czy giełdy światowe

W zamian za tę większą zmienność notowań giełdowi gracze powinni jednak coś dostawać w zamian. Jak więc wygląda zyskowność inwestycji giełdowej w dłuższym terminie? Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy opuścić granice naszego kraju i poszukać przykładów z odleglejszych parkietów. Na przykład na japońskiej giełdzie wartość indeksu największych spółek – Nikkei 225 – na początku 1969 roku była na poziomie około 1734 pkt. Rok 2019 indeks ten zakończył natomiast na poziomie prawie 23,7 tys. punktów. Wzrost był więc potężny, ale w międzyczasie sporą jego część skonsumowała inflacja. Pozom cen po 50 latach był prawie 4-krotnie wyższy. Efekt? Średnioroczny realny wzrost notowań akcji największych spółek wyniósł w kraju kwitnącej wiśni trochę ponad 2,7%.

S&P 500

Trochę więcej można było zarobić na czołowych spółkach nowojorskiego parkietu. Realny średnioroczny wzrost notowań S&P 500 wyniósł w ciągu ostatniego półwiecza 3,1%. Oczywiście trzeba dodać, że indeks ten osiąga ostatnio rekordowo wysokie poziomy.

W sumie więc powyższe dane potwierdzają, że w dłuższym terminie zysk na akcjach powinien przewyższać inflację o 2-3 pkt. proc. w skali roku. Chodzi tu tylko o zyski wynikające ze wzrostów cen akcji. Inwestorzy giełdowi mogą liczyć też na otrzymywanie dywidend czy praw poboru, które można sprzedać – lub korzystając z nich można kupić akcje nowych emisji w niższej cenie. Na ile można oszacować te dodatkowe zyski? Dane dostępne dla indeksu S&P 500 (dla lat 1988 – 2019) sugerują, że dywidendy dodają trochę ponad 3% do średniorocznych zysków. Dla rodzimego parkietu dostępne są dane za ostatnie 15 lat. One sugerują, że realna stopa dywidendy w przypadku największych spółek wynosi średnio około 4%.

Nieruchomości przeciwko inflacji

A jak to wygląda w przypadku nieruchomości? W odróżnieniu od inwestycji na giełdzie, na rynku nieruchomości mamy do czynienia z mniejszą płynnością. Akcje największych firm można sprzedać na każdej sesji giełdowej – o ile oczywiście są chętni do zakupu akcji – podczas gdy na sprzedaż mieszania lepiej zarezerwować kilka miesięcy.

Za cenę mniejszej płynności otrzymujemy jednak potencjał do generowania bardzo przyzwoitych zysków. W przypadku nieruchomości długoterminowe badania sugerują bowiem, że wartość nieruchomości powinna rosnąć szybciej niż ceny w sklepach (inflacja). Kupując mieszkanie na wiele lat możemy mieć nadzieję, że jego wartość będzie rosła średnio o 1-2 pkt. proc ponad inflację. Znowu – jak w przypadku giełdy – może to wyglądać na mało imponujący zwrot, ale także w tym wypadku mechanizm procentu składanego potrafi zdziałać cuda.

Nieruchomości czyli przykłady i konkrety

Przykład? Zakładając inflację na poziomie 2,5 rocznie, to wcześniej wspomniany nabywcza mieszkania na wynajem, który zyskiwałby 1,5% rocznie ponad inflację po 50 latach miałby majątek ponad 7-krotnie wyższy, a jego realna wartość wzrosłaby o ponad 100%. Gdyby to mieszkanie było dodatkowo wynajmowane, nawet przy założeniu kilkuprocentowej rentowności, przez 50 lat mieszkanie powinno się co najmniej dwa razy „spłacić” zyskami z wynajmu.

Liczby te znajdują odzwierciedlenie w twardych danych za ostatnie 50 lat. Niestety dane o odpowiednio długiej historii są dostępne tylko dla USA, Wielkiej Brytanii i Australii. Pokazują one, że inwestycja w nieruchomości daje dość przewidywalną stopę zwrotu przekraczającą wzrost cen dóbr i usług (inflację). Do tego ewentualne kryzysy są kilka razy mniej dotkliwe dla wyceny naszego portfela inwestycyjnego niż gdybyśmy oparli go o rynek giełdowy.

Nieruchomości – kierunek Australia

Spójrzmy na konkrety. Po pierwsze najbardziej optymistyczne informacje płyną z Antypodów, a dokładnie z Melbourne. Ponadto zgodnie z danymi tamtejszego urzędu statystycznego oraz stowarzyszenia REIV wynika, że w 1969 roku przeciętny dom można było kupić w stolicy Australii za 11,4 tys. tamtejszych dolarów. Po drugie dziś wartość takiej nieruchomości można szacować na około 760 tysięcy dolarów. To oznacza wzrost o imponujące 6563% przez pół wieku. W międzyczasie mieliśmy jednak też do czynienia z inflacją, która spowodowała, że ceny w australijskich sklepach są obecnie 12 razy wyższe niż 50 lat temu.

Inwestować w Melbourne

Nawet jednak uwzględniając te zmiany otrzymujemy wynik, zgodnie z którym przez ostatnie 50 lat domy w Melbourne drożały przeciętnie o 3,7 pkt. proc. rocznie szybciej niż inflacja pochłaniała siłę nabywczą kapitału. Co więcej, właściciel nieruchomości mógł zarabiać nie tylko na wzroście wartości nieruchomości, ale też na wynajmie. Z szacunków portalu Domain wynika, że w maju 2019 roku na wynajmie domu w Melbourne można było zarobić dodatkowo 3,3% wartości nieruchomości w skali roku. Dla porównania w przypadku mieszkań w największych Polskich miastach jest to ponad 5% rocznie. Ponadto praktyka pokazuje, że nie jest to przypadkiem. Przeważnie w krajach, gdzie ceny nieruchomości są wyższe, spada rentowność wynajmu.

Wyspy Brytyjskie też

Bardzo zyskowny okazał się też brytyjski rynek nieruchomości. W efekcie tam przez ostatnie pół wieku domy drożały o 2,5% rocznie i to już po uwzględnieniu inflacji. W Stanach efekty są mniej spektakularne, ale i tam realny zysk z tytułu wzrostu wartości nieruchomości wyniósł 1% ponad inflację. Warto też podkreślić że przytoczone tu wyniki znowu nie uwzględniają zysków, które właściciele mogli otrzymać z związku z wynajmem posiadanych nieruchomości. Mówimy tu tylko o wzroście cen nieruchomości.

Za złoto Polacy płacą najwięcej w historii

Ze sporych zysków mogli się też w ostatnich latach cieszyć inwestorzy, którzy za swoje oszczędności kupili złoto. Choć może się to wydawać nieprawdopodobne, to jeszcze na początku 1969 za uncję królewskiego metalu trzeba było płacić trochę ponad 42 dolary. Pod koniec 2019 roku średnia cena wyniosła już 1476 dolarów za uncję. To prawie 35 razy więcej niż pół wieku wcześniej. Dodatkowo nawet po uwzględnieniu amerykańskiej inflacji mamy tu do czynienia z realnym zyskiem inwestora na poziomie ponad 500%.

Zysk

Średniorocznie daje to zysk po uwzględnieniu inflacji na poziomie 3,2%. Trzeba mieć jednak świadomość, że w ostatniej dekadzie żółty kruszec wyraźnie drożał. Nie powinno więc ulegać wątpliwości, że najlepszy czas na zakup złota już minął. Co więcej, z punktu widzenia rodzimego inwestora ważne powinny być nie tylko dolarowe notowania kruszcu, ale też kurs złotówki wobec amerykańskiej waluty. W tej parze niestety złotówka nie jest obecnie górą. To dlatego najświeższe notowania sugerują że 18 lutego 2020 roku za uncje złota trzeba było płacić już ponad 6,3 tys. złotych – najwięcej w historii.

Nieruchomości dają zarobić na przekór inflacji - budowa
Nieruchomości dają zarobić na przekór inflacji

Historyczne dane

W tym kontekście warto zauważyć, że jeszcze 10 lat temu za uncję trzeba było zapłacić prawie o połowę mniej (niecałe 3,2 tys. zł), a 20 lat temu niecałe 1,2 tys. złotych. Bieżąca cena kruszcu jest więc już wyśrubowana.

I choć jest to truizm, to dla porządku należy dodać że w przypadku złota nie mamy co liczyć na dodatkowy dochodu analogiczny do giełdowych dywidend czy czynszów wynajmu nieruchomości. Zakup złota w formie fizycznej wiąże się ponadto z ryzykiem kradzieży. Ponadto trzeba to wszystko uwzględnić obok wcześniej wspomnianego ryzyka walutowego oraz samego ryzyka zmienności dolarowych notowań kruszcu. Nie zmienia to jednak faktu, że zakup złota wciąż jest niezłym zabezpieczeniem na wypadek realizacji różnych skrajnych scenariuszy – wojen, kryzysów gospodarczych czy innych poważnych kataklizmów.

Bartosz Turek, analityk HRE Investments

Michał Cebula, prezes Heritage Real Estate

firma windykacyjna

Dokładnie 106 złotych – tyle w ciągu roku zarobi ktoś, kto powierzy bankowi 10 tysięcy złotych zakładając przeciętną lokatę. To prawie 4 razy mniej niż w 2012 roku, ale też 2-3 razy za mało, aby pokonać panującą inflację – wynika z szacunków HRE Investments.

Tak źle nie było od co najmniej kilkudziesięciu lat. Dostępne dane nie odnotowały bowiem jeszcze nigdy tak niskiego średniego oprocentowania lokat bankowych. Przeciętny depozyt pozwala zarobić zaledwie 1,31% – wynika z najświeższych danych NBP za listopad 2019.

To znaczy, że w ciągu roku powierzając bankowi kwotę 10 tysięcy złotych możemy liczyć na 106,11 złotych odsetek. Dlaczego tek mało? Z naliczonych 131 złotych odsetek bank zanim przeleje nam pieniądze na konto będzie jeszcze musiał oddać część (19%) fiskusowi w formie podatku. Dla porównania jeszcze w 2014 roku zysk był dwa razy wyższy, a w połowie 2012 roku przeciętna bankowa lokata pozwalała zarobić w ciągu roku ponad 400 złotych odsetek od powierzonych 10 tysięcy.

Dobra lokata, to ginący gatunek

Niewielkim pocieszeniem jest fakt, że wyższe oprocentowanie banki oferują na lokatach 3-miesięcznych i długoterminowych (ponad rok). Wciąż w obu przypadkach mówimy jednak o średnim zwrocie na poziomie nieprzekraczającym 2% w skali roku.

Prawdą jest też, że istnieje kilka produktów bankowych (lokat i kont oszczędnościowych), które pozwalają zarobić nawet 3-4 razy więcej niż wcześniej wspomniana średnia, ale są to przeważnie produkty promocyjne, wybitnie limitowane, z których często można korzystać będąc jedynie nowym dla banku klientem lub chcąc zainwestować relatywnie niewielkie pieniądze.

Tracimy szybciej niż zarabiamy

W efekcie znalezienie bankowego produktu, który ustrzeże nasze oszczędności przed inflacją jest nie lada wyzwaniem. Przypomnijmy, że wg danych urzędu statystycznego w listopadzie 2019 roku inflacja wynosiła 2,6%, a w całym 2020 roku ma wynosić 2,8% – wynika z projekcji przygotowanej przez NBP. Ciekawym doświadczeniem będą ponadto najbliższe miesiące, które przynieść mają chwilowy wzrost inflacji do poziomu nawet 3-4%. Na tym tle oprocentowanie bankowych depozytów będzie jeszcze mniej atrakcyjne, co powinno skutkować jeszcze większą awersją do lokat.

Cieszyć się z tego będzie Minister Finansów, do którego Polacy jeszcze tłumniej mogą ruszyć po obligacje skarbowe. Już dziś rodacy wydają na ich zakup po 1-2 miliardy złotych miesięcznie. Szczególną popularnością cieszą się papiery 4-letnie dające w pierwszym roku zarobek na poziomie 2,4%, a potem 1,25 pkt. proc. ponad inflację.

Swoją pozycję utrzymują też nieruchomości z których wynajmu można inkasować po 5-6% rocznego zysku. W tym wypadku oczywiście nikt nie gwarantuje, że mieszkanie będzie wynajmowane w sposób ciągły i przez osobę rzetelną, a poziom czynszu będzie tylko rósł. Niemniej ostatnie lata, w których mieszkania wyraźnie drożały, cieszyły tych, którzy zainwestowali na rynku mieszkaniowym. Zyski z tego tytułu są spore, bo z najnowszych danych NBP (za 3 kwartał 2019 roku) wynika, że przeciętne używane „M” w dużym mieście zdrożało w ciągu roku o 11,9%. W 2020 roku HRE Think Tank spodziewa się wyhamowania tej tendencji wzrostowej.

Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments

Po wyraźnej poprawie nastrojów MŚP w ubiegłym kwartale, optymizm sektora się pogorszył. W III kwartale br. Barometr EFL[1], wskaźnik monitorujący nastroje w mikro, małych i średnich firmach, osiągnął wartość 52,2 pkt. (-2,3 pkt. kw./kw.) i jest to najsłabszy wynik dla III kwartału od 2015 roku. Wszystko za sprawą pesymistycznych prognoz dotyczących inwestycji – ich wzrost planuje tylko 21 proc. przedsiębiorców. Inwestycyjny pesymizm utrzymuje się już od początku 2019 roku, co może wskazywać, że MŚP obawiają się spowolnienia w Polsce.

Wynik Barometru EFL na III kwartał 2019 roku wyniósł 52,2 pkt., czyli był o 2,3 pkt. proc. niższy niż w II kwartale br. i o 0,7 pkt. niższy niż w analogicznym okresie 2018 roku. Jednocześnie, osiągnięty poziom jest jednym z trzech najniższych od początku realizacji pomiaru Barometr EFL (od stycznia 2015 roku) – niższy był tylko w I kwartale tego roku (49,9 pkt.) oraz IV kwartale 2018 roku (51,1 pkt.).

– Kondycję sektora mikro, małych i średnich firm w EFL monitorujemy już piąty rok i śmiało możemy wskazać na cykliczną powtarzalność wyników. Zgodnie z nią, między II a III kwartałem następuje obniżenie głównego wskaźnika, co zaobserwowaliśmy również w tym roku. Optymistycznym jest fakt, że odczyt wciąż znajduje się ponad progiem OR[2], co oznacza, że pomimo gorszych prognoz, mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa wciąż widzą szanse na rozwój w najbliższych miesiącach. Jednak biorąc pod uwagę pomiary z poprzednich lat, zgodnie z którymi nastroje słabną również pomiędzy III i IV kwartałem, spodziewamy się około 2-punktowego spadku w kolejnym pomiarze. W związku z tym istnieje duże ryzyko osiągnięcia wyniku poniżej granicy 50 pkt. już drugi raz w tym roku – mówi Radosław Woźniak, wiceprezes EFL.

W inwestycyjnym dołku

Za niską wartość głównego wskaźnika odpowiadają przede wszystkim oceny planowanych inwestycji. Tylko 21,1 proc. przedsiębiorców spodziewa się ich wzrostu, podobnie jak kwartał wcześniej (21,2 proc.) i tylko nieco więcej niż na początku roku (18,3 proc.). Więcej zarządzających firmami obawia się spadku inwestycji (28,2 proc.), co również miało miejsce w dwóch poprzednich kwartałach. Eksperci EFL zwracają uwagę, że tak słabych prognoz i długo trwającego inwestycyjnego pesymizmu nie było od początku realizacji badania.

Największymi pesymistami są najmniejsze firmy zatrudniające do 9 osób, wśród których ponad 31 proc. obawia się spadku inwestycji, a tylko niecałe 18 proc. liczy na ich wzrost. W przypadku małych firm liczących od 10 do 49 pracowników, niecałe 31 proc. zapytanych wskazało na spadek inwestycji, a 19 proc. na ich wzrost. Największymi optymistami są średnie firmy, wśród których więcej przedsiębiorców planuje zwiększenie inwestycji niż ich zmniejszenie (28 proc. vs. 21 proc.).

Warto dodać, że największa część MŚP nie spodziewa się żadnych zmian w obszarze inwestycji (42,7 proc.).

Sprzedaż nakręca przedsiębiorców

W przypadku oceny poziomu sprzedaży odsetek optymistów spadł, jednak wciąż jest jednym z lepszych wyników w historii pomiarów od roku 2015. Na większe zamówienia liczy 33,4 proc. zapytanych przedsiębiorców, o 6,6 pkt. proc. mniej niż w II kwartale br. Co więcej, wciąż utrzymuje się dosyć duża przewaga optymistów nad pesymistami wynosząca blisko 15 pkt. proc.

Optymizm w kontekście sprzedaży rośnie wraz z wielkością firmy. Największy wykazują firmy średnie – prawie 36 proc. z nich liczy na większe zamówienia, podczas gdy wśród małych ten odsetek wynosi 35 proc., a wśród mikro 30 proc.

W przypadku oceny płynności finansowej odsetek optymistów spadł o ponad 6 pkt. proc. i wyniósł 19 proc. Tym samym zbliżył się do poziomu z trzech pomiarów pomiędzy III kwartałem 2018 roku a I kwartałem tego roku, czyli do przedziału 18-20 proc.

Zmiany w prognozach dotyczących finansowania zewnętrznego pozostają niewielkie od przynajmniej 5 pomiarów , w których odsetek optymistów zawiera się w przedziale 9-12 proc.

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odnotowała straty i to pokaźne. Tym samym w dość brutalny sposób przerwana została bardzo dobra passa z początku roku i pojawiły się pytania o dalszy los notowań ryzykownych aktywów.

Kapitał bowiem w dość zauważalny sposób zaczął preferować aktywa uważane za bezpieczne: obligacje skarbowe, złoto, czy wybrane waluty, takie jak frank szwajcarski bądź japoński jen. Jedynie amerykański dolar specjalnie się nie umocnił, ale wpływ na to miały rosnące oczekiwania na obniżkę stóp procentowych przez Federalny Komitet Otwartego Rynku. Zmiana preferencji wynikła z zaostrzenia sporu handlowego pomiędzy USA i Chinami oraz jego rozszerzenia o sektor technologiczny.

Konflikt: USA i Meksyk

Nie bez znaczenia było także ponowne otwarcie wydawało się już przygaszonego konfliktu na linii USA i Meksyku. Nałożyły się na to publikacje słabszych odczytów wskaźników wyprzedzających zachowanie koniunktury. Spowodowało to powrót obaw o losy globalnego wzrostu gospodarczego w kolejnych kwartałach. Z punktu widzenia inwestora słaby miesiąc powinien być traktowany jako przypomnienie, że inwestycja w akcje łączy się z nieodłącznym ryzykiem. To ryzyko charakteryzuje się podwyższoną zmiennością, która na początku roku działała na jego korzyść, ale ostatnio przyczyniła się do zniżek wartości akcyjnej części portfela. Pamiętać przy tym jednak trzeba, że straty są nieodłączną częścią każdej inwestycji, do której zaliczają się aktywa ulokowane w akcjach. Podobnie jest zresztą w innych dziedzinach życia.

Ryzyko jak gra w tenisa?

Przykładowo w tenisie nie wygrywa się każdego gema, każdego seta, czy każdego meczu. Strat nie można więc w pełni wyeliminować i żeby zarobić należy pogodzić się z ich okresowym występowaniem. Jeżeli nie odpowiada nam takie ryzyko, to warto zastanowić się, czy budowana naszego portfela dobrze współgra z naszymi preferencjami. Te w większości przypadków są dość zachowawcze, więc udział akcyjnej części na poziomie nieprzekraczającym 25% wydaje się optymalnym. Nie oznacza to jednak, że można zaniedbywać budowę pozostałej bezpieczniejszej części. W ramach zwiększenia dywersyfikacji warto w jej strukturę włączyć nie tylko obligacje, ale także pamiętać o domieszkach pozostałych klas aktywów, do których zaliczyć można złoto czy główne waluty. Sama część obligacyjna także nie powinna być jednorodna, ale zdywersyfikowana na różne typy i okresy zapadalności papierów dłużnych. Obserwowany okres perturbacji można więc traktować jako dobry test dla naszego portfela. Jeżeli nie czujemy się z nim dobrze, to warto rozważyć przynajmniej częściowe jego przemodelowanie.        

Łukasz Bugaj, Menedżer Komunikacji Inwestycyjnej Doradca Inwestycyjny AXA

Rozmowa z Pawłem Wnętrzakiem, prezesem KLG S.A.

 Dlaczego zainteresował się Pan rynkiem inwestycyjnym?

Historia mojej działalności na rynku inwestycyjnym rozpoczęła się od współpracy z funduszami inwestycyjnymi i z domem maklerskim. Tu zdobywałem doświadczenie i tu stopniowo rozwijało się moje zainteresowanie inwestycjami i rynkiem kapitałowym. Życie pokazało, że – kiedy związałem się na stałe z branżą inwestycyjną – te doświadczenia pozwoliły mi patrzeć na biznes szeroko i w sposób perspektywiczny. Obecnie Spółka KLG S.A. aktywnie działa w obszarze szeroko rozumianych inwestycji, m.in. dokonaliśmy kupna i rewitalizacji historycznego browaru, znajdującego się w Parku Chorzowskim; działamy w obszarze inwestycji w unikalne nieruchomości, jak również inwestujemy w inne obszary, którymi interesują się nasi klienci.

Jakie są Pańskie motywacje?

Najważniejsze są marzenia. Każdy z nas określa, co daje mu satysfakcję i co chciałby robić. Ja zawsze starałem się odpowiadać sobie na to pytanie i te dążenia realizować. Na tych fundamentach zbudowałem firmę.

Jak buduje Pan zespół w firmie KLG S.A.?

Drugim, oprócz marzeń, filarem w biznesie – są według mnie ludzie. Zawsze szukałem pracowników z właściwym podejściem do biznesu, odpowiednią, pozytywną motywacją. Budowanie zespołu wokół takich ludzi daje mocne podstawy do stworzenia kreatywnego, efektywnego zespołu. Co ważne, bardzo doceniam pracowników, którzy swoimi kompetencjami dzielą się z zespołem. Tworzymy team – nie rywalizujemy, tylko budujemy wspólną wartość. Podkreślam, że to bardzo ważne, by cele pracowników były zbieżne z celami firmy. To daje mocny fundament dla działań.

Od czego uzależnia Pan swoje zainteresowanie inwestycjami w poszczególne branże?

Rynek ewoluuje. To ważne, by uważnie go obserwować. Zakres działania firmy i branże, które są przedmiotem jej zainteresowania powinny odpowiadać na subtelne zmiany w gospodarce. Mogę powiedzieć, że – w moim przypadku – ta obserwacja oraz właściwa ocena nadarzających się okazji rynkowych pozwoliła spółce rozwinąć skrzydła poprzez inwestycje w nowe branże. Obecnie jesteśmy zaangażowani w działania w sektorze restauracyjnym i browarniczym, co daje nam wiele satysfakcji. Spektakularne efekty tej pracy będą widoczne już pod koniec wakacji, kiedy w Parku Śląskim otwarta zostanie w odnowionym, zabytkowym obiekcie Kawiarni Przystań restauracja z najnowocześniejszą instalacją browarniczą. Będzie to miejsce dla rodzin i przyjaciół – połączenie niepowtarzalnego klimatu z doskonałą ofertą gastronomiczną. Spółka aktywnie działa także w innych obszarach inwestycyjnych.

Przystań została poddana gruntownemu remontowi, dzięki któremu odzyskała dawną świetność. Czy jedną z Państwa motywacji było ratowanie zabytku?

Oczywiście. Według mnie, miejsca szczególne, z historią, należy bardzo mocno pielęgnować. Kiedyś Przystań była jednym z najbardziej znanych i szanowanych punktów gastronomicznych na Śląsku. Byłoby dużą stratą dla miasta i okolicznych mieszkańców, gdyby taki kapitał kulturalny został zmarnowany. W trakcie realizacji inwestycji zwracaliśmy baczną uwagę na to, by zachować piękne elementy wykończenia i ozdoby budynku. Jestem dumny z tego, że nam się to udało. Cieszę się, że nasza praca przyniesie korzyść pięknej okolicy, w jakiej się znajduje. Warto dawać drugie życie takim obiektom, jak Przystań.

Jakie inne sektory uważa Pan za perspektywiczne z punktu widzenia inwestycji?

Perspektywiczny pozostaje cały czas rynek nieruchomości. Po woli ulega on jednak wysyceniu, dlatego kluczem do sukcesu jest poszukiwanie wyjątkowych miejsc. Takie jest oczekiwanie odbiorców. Wysoki standard i pełen profesjonalizm – to już must have. Klient oczekuje jednak czegoś więcej od lokalizacji.

Co zatem charakteryzuje inwestycje KLG S.A. w nieruchomości?

Założenie, jakie podjęliśmy. Nasze nieruchomości mają, oczywiście, stanowić efektywną inwestycją biznesową. To jednak nie wszystko: zależy nam na tym, by obiekty – w tym ogólnodostępne miejsca rekreacyjne, które tworzymy, odpowiadały na potrzeby ludzi – były dla nich przydatne i atrakcyjne. To bardzo istotne z naszego punktu widzenia.

 

Paweł Wnętrzak, Prezes Zarządu KLG S. A. 

Człowiek posiadający wyjątkowy zmysł inwestycyjny, potrafiący dostrzec potencjał w wartych uwagi przedsiębiorstwach i projektach. Wizjoner widzący sukces tam, gdzie inni przechodzą obojętnie. Entuzjasta i pasjonat, wykazujący imponujący talent do wyszukiwania okazji biznesowych. Nigdy nie traci zapału i wiary, opierając działania na merytorycznych filarach.

Posiada niezachwianą wiarę w możliwości każdego człowieka. Jego siła, zmysł i niezwykła determinacja budzą nieskończoną wiarę i zawsze kończą się sukcesem. Działa z głową pełną innowacyjnych pomysłów, energią i nieustającą młodzieńczą ekspresją, które nie nikną pomimo wielu lat doświadczenia.

Optymizm i zapał, które towarzyszą mu każdego dnia przekłada na pomoc i wsparcie potrzebującym. Wierzy w człowieka i widzi w nim więcej niż inni. Wspiera, pomaga i napędza do działania utalentowaną młodzież, wskazuje drogę młodym przedsiębiorczym osobom, wyznaczając odpowiedni kierunek na ścieżce kariery.

Przez większość 2017 roku rynki kapitałowe przyciągały uwagę kolejnymi wzrostami. Tymczasem większość paliw, metali przemysłowych i szlachetnych zyskuje w imponującym tempie. Nie brakuje głosów, że rynek surowców pobije w tym roku rynek akcyjny.

Podczas gdy na rynkach akcji od lat trwa hossa, metale przemysłowe, szlachetne i paliwa długo znajdowały się pod rządami bessy, nie mogąc podźwignąć się z dołka od 2008 r. Rynek surowców ściśle związany jest z koniunkturą w realnej gospodarce, która od kryzysu finansowego nie mogła wyjść na prostą.

W 2017 r. większość obserwatorów i inwestorów ekscytowała się kolejnymi szczytami na rynku akcji, tymczasem w cieniu Wall Street do życia powracał rynek surowców. I to tutaj padły prawdziwe rekordy. Hitem inwestycyjnym okazał się pallad, którego cena wzrosła w ciągu roku o ponad 50 proc., osiągając najwyższy poziom od 2001 r. Nieźle radził sobie zresztą cały rynek. Indeks S&P GSCI Industrial Metals Total Return zyskał w 2017 r. 24 proc., a indeks S&P GSCI Industrial Metals Total Return ponad 16 proc. Co czeka ten rynek w najbliższych miesiącach?

Decydujący głos Chin

Rynek surowców znajduje się pod wpływem dwóch czynników sprzyjających wzrostowi cen.  Pierwszym z nich jest koniunktura, która w dużym stopniu zależy od Chin, konsumujących połowę globalnej produkcji surowców. Druga co do wielkości gospodarka na świecie przechodzi z fazy wspierania wysokiego wzrostu na produktywność. Oznacza to koncentrację na produkcji przynoszącej dużą wartość dodaną, która przyniesie popyt na surowce. Problemy duszącego się w pyłach smogu Pekinu oznaczają natomiast wygaszanie starych hut i mniejsze zapotrzebowanie na węgiel. Z drugiej strony rośnie popyt na lekkie metale, jak aluminium oraz stal wysokiej jakości. Drugi czynnik to małe zapasy, które są konsekwencją ograniczania produkcji w okresie dekoniunktury. Minie jeszcze kilka kwartałów zanim braki zostaną uzupełnione. 

Zresztą wsparcie dla cen surowców będzie stanowić niski stan nie tylko chińskich, ale też ogólnoświatowych zapasów. To właśnie pustki w magazynach odpowiadają za wzrost cen miedzi. W tym roku mają się one ustabilizować, choć istotnym czynnikiem ryzyka dla produkcji są potencjalne strajki pracowników na tle płacowym. Tym bardziej, że w wielu firmach wygasają w tym roku umowy ze związkami zawodowymi.

Cenne metale

W grupie najmocniej drożejących surowców w 2017 r. znalazły się lit i kobalt. Ceny litu skoczyły aż o 36 proc., podczas gdy kobalt podwoił cenę. Tak duża dynamika wynika przede wszystkim z ograniczonych zapasów i dużego popytu, generowanego przez młody przemysł samochodów elektrycznych, który używa obydwu metali do produkcji baterii. Analitycy szacują, że braki w magazynach zostaną uzupełnione w 2019 r. Wpływ większej podaży na ceny jest trudny do oszacowania, gdyż może on zostać ograniczony przez rozwój rynku samochodów elektrycznych w Chinach, które od tego roku wdrażają duży pakiet zachęt do nabywania tego typu samochodów. Jeśli chodzi o tradycyjne metale, Bank Światowy spodziewa się spadku cen stali o 10 proc.

Lit i kobalt nazywane są „battery gold” ze względu na rosnący popyt i ich znaczenie w gospodarce. O takich dynamikach mogą tylko pomarzyć inwestorzy zaangażowani na rynku złota. Choć i oni nie mogą narzekać. Kruszec podrożał w 2017 r. przeszło 10 proc., pomimo niesprzyjających okoliczności, takich jak: wzrost stóp procentowych w USA, czy polityka cięcia podatków wspierająca koniunkturę, która może przełożyć się na kolejne zacieśnienie polityki monetarnej. Wierną sojuszniczką złota pozostała sytuacja geopolityczna m.in. z kryzysem na Bliskim Wschodzie, czy w Korei Północnej, która skłaniała inwestorów do szukania bezpiecznych portów, do których żółty kruszec zalicza się w pierwszej kolejności.

Liderem wzrostów jest pallad. Przez ostatnie 16 lat pozostawał w cieniu swojej siostry – platyny. Ostatni raz był od niej droższy w 2001 r. Nie miał z nią szans, ponieważ platyna znajduje znacznie szersze zastosowanie w przemyśle i na rynku jubilerskim. Pallad ma znacznie mniejsze wzięcie u jubilerów i ograniczone zastosowanie w produkcji.

Choć platyna stosowana jest do produkcji katalizatorów w silnikach diesla, po aferze z samochodami VW, diesle znalazły się na cenzurowanym i koncerny samochodowe przestawiły się na pojazdy napędzane silnikami benzynowymi. A w nich do produkcji katalizatorów stosowany jest pallad.

Mówiąc o surowcach, nie można zapomnieć o ropie. Do końca tego roku obowiązuje bowiem porozumienie krajów OPEC i Rosji o ograniczeniu wydobycia, celem odessania z rynku nadwyżki. Bank Światowy przewiduje, że cena baryłki wzrośnie w 2018 r. do 56 USD z 53 dolarów w 2017 r.

Wszystkie działy budownictwa odnotowały w styczniu 2018 r. wzrost produkcji:

  • podmioty specjalizujące się we wznoszeniu budynków o 38,0%,
  • jednostki zajmujące się głównie robotami budowlanymi specjalistycznymi o 36,9%,
  • jednostki, których podstawowym rodzajem działalności jest budowa obiektów inżynierii lądowej i wodnej – o 27,6%.

– Do wzrostu produkcji budowlano-montażowej najbardziej dołożyły się przedsiębiorstwa zajmujące się budownictwem mieszkaniowym. Te dane korespondują z tym, co wiemy o rynku mieszkaniowym. W zeszłym roku oddano do użytkowania prawie 180 tys. mieszkań, czyli 4,6 na 1000 mieszkańców. To najwyższy wynik po 1990 roku. Dobrą koniunkturę potwierdzają dane o liczbie pozwoleń na budowę wydanych w ciągu ostatniego roku. Liczba ta wzrosła o 18,5% – wydano ich przez 12 miesięcy aż 256,5 tys. – powiedział minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński.

Dodał, że duży udział we wzroście produkcji budowlano-montażowej mają inwestycje realizowane z pomocą środków unijnych.

– Jesteśmy w trakcie kumulowania środków na inwestycje – powiedział Piotr Nowak, dyrektor ds. finansów i zarządzania finansami Zarządu Morskiego Portu Gdynia (ZMPG). Podczas wydarzenia ZMPG przedstawił plan działania na kolejne lata. Przewiduje on na lata 2018-2022 inwestycje o wartość ponad 1 mld zł i realizację dużych projektów w następnych latach. Program rozwoju gdyńskiego portu opiera się na trzech głównych kierunkach.

Port Zewnętrzny

Pierwszy kierunek dotyczy ogromnej inwestycji jaką jest budowa Portu Zewnętrznego. Jak podaje prezes ZMPG, Adam Meller, przedsięwzięcie nie tylko pozwoli na rozwinięcie możliwości portu, ale także zwiększy jego powierzchnię.– Otrzymaliśmy dla tego projektu „zielone światło” w Ministerstwie Infrastruktury. Jesteśmy na etapie prac planistycznych i bardzo wstępnych rozmów z potencjalnymi partnerami biznesowymi przy budowie Portu Zewnętrznego. Chcemy go wybudować w formule PPP – mówi Adam Meller. – Możliwe, że w to przedsięwzięcie zaangażują się również terminale, które obecnie działają na terenie naszego portu – dodaje.

Centrum logistyczne

Drugim flagowym projektem portu jest budowa centrum logistycznego w gminie Kossakowo. – Chcemy w tym miejscu rozwinąć dolinę logistyczną. Jesteśmy już po rozmowach z władzami gminy. Odpowiednio skomunikowane centrum logistyczne mogłaby pozwolić na szybki transport towarów do/z portu – komentuje prezes ZMPG.

Dostęp do portu

Ostatnim filarem rozwoju portu mają być inwestycje dostępowe od strony lądu. Tu przewidywane są zarówno inwestycje kolejowe i drogowe.

W przypadku transportu kołowego priorytetem jest budowa Drogi Czerwonej. – Jest to obecnie zadanie nr jeden zarówno dla portu jak i całej Gdyni – podaje Adam Meller. Trasa ma być przedłużeniem planowanej trasy Via Maris prowadzącej z Trójmiasta w stronę Władysławowa. ZMPG informuje o trwających rozmowach z Ministerstwem Infrastruktury w tej sprawie. – Ta droga musi być zrealizowana, aby Port Gdynia funkcjonował odpowiednio – stwierdzili zgodnie przedstawiciele ZMPG i rządu.

Inwestycje kolejowe planowane są zarówno na terenie portu jak i poza nim. – Wybudowany zostanie terminal intermodalny, bocznica kolejowa oraz place manewrowo-składowe na terenie istniejącego centrum logistycznego w Porcie Gdynia. Wartość tego projektu to ok. 123 mln zł. Przebudowany i zelektryfikowany ma zostać układ kolejowy w zachodniej części portu. Koszt tego projektu to 33 mln zł – informował Grzegorz Dyrmo, dyrektor ds. infrastruktury i zarządzania majątkiem ZMPG.

 

 

 

 

Źródło: rynekinfrastruktury.pl

W 2017 roku rynek nieruchomości magazynowych w Polsce odnotował prawie 20 proc. przyrost powierzchni całkowitej. Eksperci wskazują, że branża będzie rozwija się nieustająco, a według ich przewidywań pod koniec roku łączna powierzchnia magazynowa w naszym kraju przekroczy 15 mln metrów kwadratowych.

Wyniki roku 2017 potwierdziły, że Polska nieustająco wzmacnia swoją pozycję w branży nieruchomości magazynowych. Jak pokazały dane z raportu „Najbardziej pożądane lokalizacje logistyczne w Europie”,  przygotowanego przez dział Badań i Rozwoju Prologis oraz eyefortransport (EFT), Polska Centralna znajduje się wśród pięciu najbardziej atrakcyjnych lokalizacji logistycznych w Europie. Najistotniejszym rynkiem w tym regionie jest Łódź, ale na znaczeniu zyskują także takie miasta jak Stryków czy Piotrków Trybunalski.

– Patrząc na naszą działalność oraz aktywność naszych klientów w pierwszym kwartale, jestem przekonany, że dynamika wzrostu na rynku powierzchni magazynowych w Polsce będzie na podobnym poziomie, co w latach poprzednich. Na koniec roku łączna liczba powierzchni magazynowych w Polsce przekroczy 15 mln metrów. Od wielu lat najważniejsze rynki pod tym względem to Warszawa, Górny Śląsk, Dolny Śląsk, Poznań i oczywiście Polska Centralna. Te regiony rozwijają się najdynamiczniej i na nich mamy największą podaż powierzchni magazynowych, jak również największy popyt  – mówi Paweł Sapek, senior vice president & country manager Prologis na Polskę.

Lokalizacja to jeden z głównych czynników wpływających na decyzje inwestorów i klientów. Co raz częściej jednak na znaczeniu zyskują kwestie takie jak koszty operacyjne magazynów czy wdrażanie nowych technologii, które umożliwiają zarządzanie kosztami mediów w powierzchniach magazynowych. Istotne okazują się także wymogi formalne, które stawiane są przed potencjalnymi inwestorami.

– Polska na tle innych krajów Europy Zachodniej jest ciągle młodym rynkiem, ale bardzo dynamicznie rozwijającym się, gdzie rok do roku przyrost powierzchni jest dużo większy niż w innych rozwiniętych krajach europejskich. Jednym z największych atutów naszego kraju jest dostępność gruntów inwestycyjnych i ciągle w miarę proste procedury administracyjne które umożliwiają bardzo szybkie przeprowadzenie inwestycji – dodaje Paweł Sapek.

W 2017 roku całkowity wolumen transakcji najmu powierzchni magazynowych w Polsce stanowił 4,5 mln metrów kwadratowych, czyli aż o 1 mln metrów więcej niż w roku poprzedzającym.

 

W 4. kwartale 2017 r. PKB wzrósł o 5,1 proc. r/r, a PKB wyrównany sezonowo – o 4,3 proc. – podał GUS.

Wzrost gospodarczy w 4. kwartale 2017 r. – 5,1 proc. r/r, niewyrównany sezonowo – był bardzo wysoki, jak na potencjał polskiej gospodarki. Nie mamy jeszcze informacji o strukturze tego wzrostu, ale bez wątpienia musiał on wreszcie zostać wsparty inwestycjami. Jeśli w większości inwestycjami publicznymi, to też powinno cieszyć, bo jesteśmy już w 2. połowie okresu prognozowania 2014-2020 i czas najwyższy uruchomić inwestycje finansowane ze środków unijnych.

Jednak zdecydowanie bardziej pozytywny wymiar miałaby informacja, że także przedsiębiorstwa zaczęły wyraźnie więcej inwestować. Przy zupełnym wyczerpaniu podaży pracy, bo o tym należy mówić przy stopie bezrobocia na poziomie nieco powyżej 4 proc. (BAEL) i coraz to nowych barierach przy zatrudnianiu cudzoziemców, inwestycje przedsiębiorstw są jedyną szansą na utrzymanie trendu wzrostowego polskiej gospodarki na poziomie wyraźnie powyżej 3 proc.

Warto przyjrzeć się wynikom 4. kwartału także z perspektywy wzrostu PKB wyrównanego sezonowo (4,3 proc. r/r),  także kwartał do kwartału (1 proc.). To najsłabszy wynik w 2017 r. (porównywalny do 2. kwartału).

Potencjał do wzrostu gospodarczego w 2018 r. jest bardzo duży. Ciągle silny rynek pracy i prawdopodobny wzrost wynagrodzeń w granica 10 proc., co powinno podtrzymywać skłonność do konsumpcji, uruchomione inwestycje finansowane z pieniędzy publicznych, w tym przede wszystkim z funduszy unijnych. Bardzo dobre prognozy wzrostu gospodarek w UE, w tym w strefie euro.

Ale … rosnący poziom wykorzystania mocy wytwórczych przez firmy poza poziom pozwalający na zwiększanie produkcji w odpowiedzi na rosnący popyt wewnętrzny i zewnętrzny, oznacza absolutną konieczność silnego wzrostu inwestycji firm. Pytanie, czy firmy zdecydują się na to, gdy otrzymują kolejne informacje o planowanych zmianach w systemie podatkowym, a także gdy rosną problemy z dostępem do pracowników.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W latach 2018-2019 PSG przeznaczy na inwestycje 2,86 mld zł. M.in. na gazyfikację niezgazyfikowanych miejscowości i budowę nowych sieci dystrybucji gazu.

Prezes Urzędu Regulacji Energetyki uzgodnił projekt Planu Rozwoju Polskiej Spółki Gazownictwa na lata 2018 – 2022. Uzgodniona 25 stycznia br. aktualizacja przewiduje w najbliższych dwóch latach kwotę 2,86 mld złotych na nakłady inwestycyjne.

Środki zostaną wykorzystane między innymi na: 

• przyłączanie nowych odbiorców,

• budowę nowych i modernizację istniejących sieci dystrybucji gazu,

• gazyfikację terenów niezgazyfikowanych,

• inwestycje w infrastrukturę towarzyszącą rozwojowi sieci dystrybucyjnej gazu, jak np. łączność, pomiary, teleinformatyka.

Uzgodniony Plan Rozwoju jest częścią Strategii Polskiej Spółki Gazownictwa wynikającej z realizacji strategii Grupy Kapitałowej PGNiG na lata 2017-2022, zgodnie z którą Spółka chce w latach 2016 – 2022 przeznaczyć na inwestycje 11,3 mld złotych.

Proces uzgadniania planu obejmował między innymi opiniowanie dokumentu przez zarządy województw w całej Polsce. Konsultacje z urzędami marszałkowskimi są elementem realizacji polityki energetycznej państwa.
Zgodnie z zapisami Ustawy Prawo energetyczne operator systemu dystrybucyjnego gazu zobowiązany jest sporządzać Plan Rozwoju w zakresie zapotrzebowania na paliwa gazowe na okres nie krótszy niż pięć lat i aktualizować go co dwa lata.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

 

Rząd w nowym składzie powinien przede wszystkim zadbać o zwiększenie inwestycji prywatnych i oszczędności,  odbudowę zaufania inwestorów do państwa i poprawę wizerunku Polski za granicą.

– Mamy nadzieję, że zmiany w rządzie przyczynią się do lepszej koordynacji polityki gospodarczej, zahamowania powodzi regulacji, które odstraszają przedsiębiorców od inwestowania oraz  przełamania partykularnych interesów resortów. Bez tego trudno będzie zwiększyć inwestycje, które spadły do poziomu najniższego od 1995 roku. Oczekujemy również konsultowania z partnerami społecznymi w Radzie Dialogu Społecznego wszystkich ustaw – mówi Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Inwestycje są niezbędne, aby zmodernizować przedsiębiorstwa, zwiększyć produktywność i wynagrodzenia, a w konsekwencji dobrobyt naszego kraju.

Pracodawcy oczekują też od nowego rządu przewidywalności prawa, przestrzegania  procedur stanowienia prawa i  zmiany stanowiska naszego kraju w kwestii przystąpienia do strefy euro.

Priorytetem powinna być poprawa funkcjonowania rynku pracy. Brak dostępu do pracowników stanowi obecnie jedną z głównych barier rozwoju firm. Obniżenie tzw. klina podatkowego mogłoby zachęcić do powrotu na rynek pracy kobiety wychowujące dzieci, osoby starsze, czy ok. 0,5 mln bezrobotnych.  Otwarcie polskiego rynku pracy na pracowników z zagranicy i uproszczenie procedur dotyczących zatrudniania, a także poprawa dostępu pracowników do szkoleń to jedne z pierwszych działań, na których powinien się skoncentrować nowy gabinet.

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Spółki energetyczne z coraz większą intensywnością interesują się modelami start-upowymi. Z jednej strony jest to wyraz potrzeb technologicznych koncernów poszukujących coraz bardziej innowacyjnych pomysłów na rozwój swojego przemysłu, z drugiej chęć wpisania się w trend wspierania innowacyjności służącej ekologicznemu i zrównoważonemu rozwojowi gospodarczemu. W tym kontekście firmy energetycznej chętnie podkreślają swoje zaangażowanie w proces redukcji emisji gazów cieplarnianych i rozwój odnawialnych źródeł energii właśnie poprzez wsparcie udzielane projektom start-upowym.

Zachodnie koncerny energetyczne coraz wyraźniej interesują się branżą start-upów dostrzegając szanse we wspieraniu nowych modeli biznesowych opartych na innowacyjnej technologii. Niektóre z nich posiadają rozbudowane programy cyklicznego wspierania start-upów w oparciu o ocenę użyteczności w branży energetycznej. W większości spółki ukierunkowane są na wspieranie pomysłów służących energooszczędności i lepszemu zarządzaniu dostarczanej energii przez klientów danego przedsiębiorstwa. Choć sam fakt oszczędności jest raczej zjawiskiem niekorzystnym dla dostawcy energii, firmy energetyczne starają się wpisać w trendy ekologiczne i prospołecznej odpowiedzialności biznesu widząc w tym szansę na przyciągnięcie klientów (E.ON, Engie). Wspieranie start-upów jest z tego punktu widzenia narzędziem marketingowym.

Niektóre koncerny wspierają start-upy według ściśle określonego zakresu technologicznego tworząc  w ten sposób własne zaplecze technologiczne dla swoich potrzeb (Total). Duża część światowych koncernów nie posiada jednak osobnego programu dla projektów start-upowych, lecz umowy o współpracy z uczelniami wyższymi (Exxon Mobil, OMV) dla wspierania badań. Dofinansowanie projektów badawczych w takim modelu odbywa się we współpracy z jednostkami uniwersyteckimi w ramach dwustronnych porozumień w przypadku, gdy służą one bezpośrednio potrzebom firmy.

 

 

 

Źródło: energetyka24.com

W styczniu 2018 r. wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego spadł  do poziomu 54,6 z  55,0 w grudniu 2017 r. – podał Markit.

Styczniowe wyniki badań PMI zasygnalizowały pomyślny start w 2018 r. dla polskiego sektora przemysłowego. Do polskiego przemysłu napływają nowe zamówienia tak z rynku polskiego, jak i z zagranicy w tempie najszybszym od trzech lat. Ale tempo produkcji było w styczniu słabsze niż w grudniu. Problem w tym, że nowe zamówienia napotykają na barierę mocy wytwórczych. Firmy nie są w stanie zaspokoić rosnącego popytu i sygnalizują ograniczone moce przerobowe. Co prawda dane dotyczące wzrostu PKB w 2017 r. sygnalizują na silny wzrost inwestycji w 4. kwartale, ale nic nie wskazuje na to, że ten silny wzrost dotyczył inwestycji w sektorze przedsiębiorstw. W 4. kwartale 2017 r. (w stosunku do września) depozyty firm wzrosły bowiem o ponad 28 mld zł, a należności wobec sektora finansowego spadły o 0,5 mld zł. Jeśli firmy zwiększyłyby istotnie nakłady na inwestycje, widzielibyśmy to w spadku depozytów i wzroście zobowiązań wobec sektora bankowego, a sytuacja była odwrotna.

Oczywiście przedsiębiorstwa przemysłowe na pewno inwestowały, ale jak pokazuje styczniowy PMI, w skali nie zapewniającej takiego wzrostu mocy wytwórczych, który pozwalałaby na realizację silnie rosnących nowych zamówień. „Ratowały się” dalszym wzrostem zatrudnienia, i to w najwyższym od 9. miesięcy tempie, co wskazuje na determinację w pozyskiwaniu „ostatnich dostępnych” na rynku pracowników.

Z jednej strony rośnie zatem liczba nowych zamówień, z drugiej zbyt niskie w stosunku do potrzeb nakłady na inwestycje ograniczają szanse ich realizacji. Wzrost zatrudnienia w części wypełnia tę lukę, ale i te zasoby są już na wyczerpaniu.

Efektem są wydłużające się opóźnienia w dostawach. Do tego dochodzą rosnące ceny surowców, głównie stali, co wskazuje na znany nam z lat 2011-2012 efekt kumulacji popytu m.in. na materiały budowlane i wzrost ich cen. Jeśli firmy zwiększą istotnie nakłady na inwestycje, inflacja będzie rosła. Już dzisiaj firmy sygnalizują wzrost cen wyrobów gotowych.

Należy się i cieszyć, bo nowe zamówienia rosną, ale i martwić, bo coraz trudniej firmom sprostać popytowi. Czynniki produkcji, którymi firmy dysponują są w pełni wykorzystane. Niezbędne są nowe inwestycje, ale one – jeśli uda się przedsiębiorstwom znacząco zwiększyć ich skalę – dadzą przełożenie na wzrost możliwości produkcyjnych nie wcześniej niż za pól roku, rok.

Na pewno zatem czekają nas rosnące ceny, znacznie bardziej niż zakłada to budżet państwa na 2018 r. Beneficjentem inflacji będzie budżet państwa, bo wpływy z podatków pośrednich (VAT i akcyza) będą większe niż zakładane. Gorzej z gospodarstwami domowymi i przedsiębiorcami. Siła nabywcza gospodarstw domowych będzie niższa, bo ich dochody rozporządzalne będą „zjadane” przez inflację. To, przy bezrobociu na poziomie 4 proc. (BAEL), na pewno będzie tworzyć presję płacową, a tym samym będzie prowadzić do wzrostu kosztów w przedsiębiorstwach i albo przekładać się na kolejne wzrosty cen, albo ograniczać zdolność firm do rozwoju. Czy tak, czy tak, jesteśmy w niezłym pacie.

 

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Ostatnia w roku bieżącym informacja GUS, komunikująca dane budownictwa mieszkaniowego w okresie od stycznia do listopada, już po raz kolejny nie sygnalizuje charakterystycznego dla końcówki roku sezonowego spowolnienia aktywności budowlanej deweloperów. Co więcej, prezentowane dane wskazują na coś wręcz odwrotnego – kolejną fazę przyśpieszenia, które tym razem zaczyna nosić typowe znamiona euforii inwestycyjnej.

Powtórka z historii

Sytuacja przypomina dość wiernie tę sprzed roku, a także sprzed dwóch lat, kiedy to deweloperzy po klasycznym sezonie budowlanym utrzymywali w statystykach nowo rozpoczynanych budów ponadprzeciętnie wysoki poziom aktywności inwestycyjnej w końcówce roku. Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl taki stan rzeczy był wówczas i jest obecnie pokłosiem braku jakichkolwiek symptomów wyczerpywania się potencjału popytowego rynku. Pomimo piątego już z rzędu roku trwania zakupowej prosperity na pierwotnym rynku mieszkaniowym, praktycznie nic nie wskazuje na to, by kolejne kwartały miały przynieść jakiekolwiek osłabienie obowiązującej tendencji. Za to jest absolutnie pewne, że 2017 rok zaowocuje kolejnym, czwartym już z kolei rocznym rekordem sprzedaży mieszkań z pierwszej ręki. Co bardzo ciekawe, ponownie z ponad 20-procentowym progresem licząc rok do roku.

Inwestycyjna euforia w pełnej krasie

I tak w listopadzie deweloperzy ruszyli z budową – bagatela – 10244 lokali. Jak tłumaczy Jarosław Jędrzyński z portalu RynekPierwotny.pl warto zwrócić uwagę na tę pozycję, jest to bowiem trzeci w historii najlepszy wynik budów rozpoczętych przez deweloperów mieszkaniowych w skali jednego miesiąca. Co ciekawe, zrealizowany w listopadzie, a więc okresie wkraczania budowlanki w okres tradycyjnego zimowego spowolnienia. Dla porządku dodajmy, że jest to wynik lepszy o 44 i 32 procent, licząc odpowiednio r/r i m/m. Jak z tego wynika, rodzime deweloperskie budownictwo mieszkaniowe już dość dawno wyraźnie zatraciło swój sezonowy charakter, w związku z czym nie traci impetu z tak „błahych” powodów jak pora roku czy warunki atmosferyczne. Choć trudno odmówić tym ostatnim sprzyjającej ostatnio firmom budowlanym charakterystyki.

Za to zupełnie inaczej wygląda sytuacja u inwestorów indywidualnych. Ci z kolei jak najbardziej respektują zasady sezonowości w budownictwie mieszkaniowym. I tak w listopadzie rozpoczęli budowę „zaledwie” niespełna 5,8 tys. domów, co jest ilością porównywalną rok do roku, jednak o blisko 30 proc. mniejszą niż w tegorocznym październiku.

W sumie w ramach wszystkich form budownictwa mieszkaniowego od stycznia do listopada br. rozpoczęto budowę prawie 194 tys. lokali mieszkalnych, co daje wynik lepszy r/r o prawie jedną piątą.

Rekord mieszkań oddanych do użytkowania

Z kolei w dość imponującym tempie z miesiąca na miesiąc rośnie liczba mieszkań oddanych do użytkowania, która w przypadku deweloperów od lutego tego roku rysuje kolejną wyraźną falę wzrostową. Jej efektem jest historyczny w skali jednego miesiąca rekord lokali deweloperskich oddanych w listopadzie na poziomie 9885 jednostek, o 16 proc. wyższym r/r i aż o jedną piątą licząc m/m.

Potwierdzają się więc w pełni prognozy, zakładające stałą, silną zwyżkę liczby lokali oddawanych, wynikającą z faktu osiągnięcia przed około trzema laty i utrzymywanego po dziś dzień najwyższego w historii poziomu wolumenu nowych inwestycji deweloperskich. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl statystyki mieszkań oddawanych do użytku nie zależą bowiem od aktualnej sytuacji rynkowej, ale są efektem stanu koniunktury sprzed około dwóch lat, a wiec okresu odpowiadającego cyklowi inwestycyjnemu w budownictwie mieszkaniowym. W kolejnych miesiącach należy więc oczekiwać kontynuacji tendencji utrzymywania się tych danych na rekordowo wysokich poziomach.

W najnowszych czasach elementem comiesięcznych raportów GUS z rynku mieszkaniowego, który budził największe emocje, były statystyki dotyczące ilości mieszkań, na realizację których wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym. Liczba pozwoleń w deweloperskich portfelach rosła bowiem nieprzerwanie od początku roku, a średnia miesięczna ich wolumenu utrzymuje się na rekordowym od lat poziomie.

Tym razem listopadowy rezultat 8,4 tys. nowych pozwoleń deweloperskich nie należy wprawdzie do rekordowych, ale mieści się w zakresie wartości tegorocznych wahań na najwyższym od lat poziomie. W sumie deweloperzy w listopadzie przekroczyli już pułap 118 tys., co oznacza imponujący, ponad 25 – procentowy wzrost w stosunku do analogicznego okresu ub. roku.

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Można zatem na ich podstawie dowiedzieć się, jak deweloperzy oceniają perspektywy rozwoju koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki w dłuższym terminie – tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Jak widać z prezentowanych danych, nie zaszły tu ostatnio jakiekolwiek zmiany, co oznacza, że branża deweloperska ocenia wciąż rynkowe perspektywy jako wręcz rewelacyjne. Czy aby wciąż słusznie?

Euforia, czyli sprawdzony sygnał nadchodzącego przesilenia

W sytuacji wciąż utrzymującej się popytowej prosperity o historycznym wymiarze, windowanie statystyk inwestycyjnych wydaje się być najbardziej rozsądną polityką biznesową deweloperów. Już pierwsze dni nowego roku powinny upłynąć pod znakiem wzmożonych zakupów mieszkań w ramach pozostałej na 2018 rok ostatniej już puli dopłat MdM.

Wbrew pozorom nie brakuje jednak sygnałów nadchodzącego dużymi krokami przesilenia koniunkturalnej prosperity na pierwotnym rynku mieszkaniowym. Jakiego rodzaju są to sygnały?

Przede wszystkim rynek ogarnia powszechne przekonanie o nieuchronności kontynuacji tendencji wzrostowej sprzedaży nowych mieszkań. Tymczasem ta uległa już podwojeniu w okresie minionych czterech lat, co z jednej strony z pewnością jest wynikiem budzącym respekt, z drugiej jednak klasycznym sygnałem rynkowej „przedszczytowej” euforii zakupowej. Deweloperzy pracują na najwyższych w historii obrotach, bijąc historyczne rekordy nowych inwestycji i zabudowując w co większych aglomeracjach wszelkie wolne parcele, których ceny siłą rzeczy rosną w niepokojącym już tempie.

Z kolei bliski ekstremum optymizm ogarnął też analityków giełdowych, którzy z niespotykaną dotąd determinacją rekomendują zakupy akcji deweloperów mieszkaniowych, jako jedną z najbardziej dziś optymalnych i lukratywnych opcji inwestycyjnych. Co więcej, jeden z najbardziej cenionych globalnych banków inwestycyjnych – Goldman Sachs, zdecydował się właśnie teraz na przejęcie grupy Robyg, czyli notowanego od lat na GPW jednego z głównych tuzów rodzimej deweloperki mieszkaniowej.

Wszystko to razem tworzy mieszankę czynników charakterystycznych dla okresów schyłkowych koniunktury rynkowej, występujących w czasie kształtowania szczytu cyklu koniunkturalnego.

 

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

– Na początku tego roku branża transportowa zanotowała jeden z niższych wyników w historii naszego badania, co było z pewnością następstwem ubiegłorocznych nastrojów. Jednak w kolejnych kwartałach widzimy znaczne odbicie – odczyty za II, III i IV kwartał są najwyższe dla tego obszaru od początku 2015 roku – co oznacza, że polskie firmy transportowe są jednymi z najsilniejszych w Europie i szybko potrafią wyjść na prostą. To bardzo dobry prognostyk na nadchodzący rok, bo krajowi przewoźnicy mają ogromny udział w budowaniu PKB naszego kraju i są jednymi z najbardziej cenionych w całej Europie – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

Transport z drugim najlepszym wynikiem w historii

W IV kwartale br. subindeks „Barometru EFL” dla branży budowlanej wyniósł 63,8 pkt. Jest to wynik nie tylko lepszy niż w poprzednim kwartale (+4,5 pkt.), ale i rok temu (+8 pkt.). Powodów do optymizmu jest jednak więcej. Biorąc pod uwagę wszystkie cztery tegoroczne pomiary, 2017 rok był najlepszym od trzech lat. Trzy subindeksy (za II, III i IV kwartał) należą do najwyższych w historii badania, czyli od I kwartału 2015 roku. Warto też spojrzeć na nastroje firm transportowych w porównaniu do wyników pozostałych pięciu badanych branż (handel, HoReCa, produkcja, budownictwo, usługi). Pomiar dla transportu na IV kwartał tego roku jest drugim najwyższym wynikiem – wyższy uzyskała budowlanka (66,7 pkt.)

Przewoźnicy będą więcej inwestować

Bardzo dobre nastroje w branży transportowej to przede wszystkim pochodna pozytywnych prognoz dotyczących inwestycji. Pod koniec tego roku 38,1% firm transportowych spodziewa się więcej inwestować. To lepszy wynik niż kwartał wcześniej (28,3%) oraz rok temu (31,1%). Przedstawiciele branży transportowej liczą również na większe zamówienia w porównaniu do analogicznego okresu 2016 roku – 27,5% vs. 17,5%. Warto zauważyć, że przewoźnicy nie obawiają się również o swoją płynność finansową. Lepszej spodziewa się więcej niż jedna czwarta zapytanych (28,8%), podczas gdy rok temu tylko 12,5%.

2017 lepszy niż 2016 dla całego sektora MŚP

Główny odczyt „Barometru EFL” za IV kwartał 2017 roku wyniósł 58,2 pkt. i wciąż znajduje się ponad progiem OR. Zgodnie z przewidywaniami ekspertów EFL pomiędzy III a IV kwartałem br., podobnie jak to miało miejsce rok temu, wartość Barometru spadła (o 1,1 pkt.). Warto jednak podkreślić, że wartość wskaźnika jest wyższa nie tylko niż w IV kwartale ubiegłego roku (55,3 pkt.), ale w porównaniu do wszystkich pomiarów z 2016 roku. To oznacza, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, pomimo odrobinę gorszych prognoz, cały czas widzą szanse na rozwój w najbliższych miesiącach.

Dynamika PKB w trzecim kwartale wyniosła 4,9 proc. i okazała się wyższa niż oczekiwane przez ekonomistów 4,7 proc. Był to jednocześnie wynik najlepszy od czwartego kwartału 2011 r., czyli od sześciu lat, gdy sięgnął 5,3 proc. Wzrost utrzymuje się nadal głównie dzięki konsumpcji gospodarstw domowych, której wzrost co prawda obniżył się z 4,9 do 4,8 proc. ale wciąż pozostaje na bardzo wysokim poziomie. Wzrost nakładów brutto na środki trwałe, mimo przyspieszenia z 0,8 proc. w drugim kwartale do 3,3 proc., można wciąż uznać za niezbyt zadowalający. Ekonomiści liczyli w tym przypadku na wzrost przekraczający 5 proc. Pocieszające jest jednak to, że postęp jest jednak wyraźnie widoczny. Inwestycje powinny mocniej przyspieszyć w ostatnich trzech miesiącach roku, a jednocześnie wciąż będzie można liczyć na utrzymanie się wysokiej dynamiki konsumpcji. Wbrew wcześniejszym obawom, do wzrostu gospodarczego wciąż przyczynia się dodatnie saldo handlu zagranicznego. Mimo korzystnych tendencji, utrzymanie tak wysokiej dynamiki wzrostu gospodarczego w czwartym kwartale może być trudne, ale już widać, że wynik całego roku będzie znacznie lepszy niż spodziewali się najwięksi optymiści i może sięgnąć 4,5 proc. Po trzech kwartałach wynosi już 4,4 proc.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

PKB wzrósł w 3. kwartale 2017 r. o 4,9 proc. r/r. Nakłady brutto na środki trwałe były wyższe o 3,3 proc. r/r – podał GUS.

Polska gospodarka wzrosła w 3. kwartale 2017 r. w większym stopniu niż wynikało to z szybkiego szacunku PKB opublikowanego przez GUS w połowie listopada – o 4,9 proc.

Można było przewidzieć, że głównym motorem wzrostu gospodarczego było spożycie indywidualne, które od 3. kwartału 2016 r., czyli od czasu gdy ruszył program Rodzina 500+, ale zaczęła się też wyraźnie poprawiać sytuacja na rynku pracy, rośnie w tempie bliskim 5 proc. Dobrym sygnałem jest powrót eksportu netto jako czynnika wzrostu PKB (po silnym ujemnym wpływie w 2. kwartale br.). Odrębnej analizy wymagają zmiany zapasów, które po raz pierwszy od wielu kwartałów nie wsparły wzrostu gospodarczego. To sygnał, że nie są one odnawiane w stopniu niezbędnym dla wzrostu PKB na poziomie bliskim 5 proc. Pytanie dlaczego i jakie to będzie miało konsekwencje dla szans rozwojowych firm i gospodarki w kolejnych miesiącach.

Najważniejsze jednak jest to, że po 6. kwartałach mamy wreszcie nieznaczny, ale jednak wzrost nakładów brutto na środki trwałe. W całości jest on efektem inwestycji finansowanych ze środków publicznych, w tym przede wszystkim z funduszy unijnych. W ciągu 3. kwartałów br. inwestycje przedsiębiorstw średnich i dużych (50+) były bowiem ciągle niższe niż w 2016 r. (1 proc. r/r; w cenach stałych), a tym samym także niższe niż w 2015 r. (spadek o 9,1 proc. r/r). Byłyby one jeszcze niższe, gdyby nie firmy z kapitałem zagranicznym. Ich nakłady na inwestycje w okresie styczeń-wrzesień 2016 r. i 2017 r. stanowiły ponad 43 proc. nakładów przedsiębiorstw 50+. W porównywalnym okresie 2014 r. i 2015 r. było to ok. 1/3 całości nakładów inwestycyjnych firm 50+.

Po raz kolejny okazuje się zatem, że firmy z kapitałem zagranicznym są stabilizatorem dla polskiej gospodarki. Dzięki nim inwestycje firm nie spadają tak gwałtownie, jak wynika to z osłabienia skłonności do inwestowania w polskich firmach. Firmom zagranicznym zawdzięczamy także silną obecność na rynkach zewnętrznych i rosnący eksport.

Ważne, że ruszyły inwestycje finansowane ze środków unijnych. Czas najwyższy, bowiem jesteśmy w środku okresu 2014-2020, w którym mamy do wykorzystania ponad 80 mld euro, z czego prawie 43 mld euro w ramach programów w dużej mierze dedykowanych inwestycjom – Infrastruktura i Środowisko (27,4 mld euro), Inteligentny Rozwój (8,6 mld euro), Wiedza, Edukacja, Rozwój (4,7 mld euro), Polska Cyfrowa (2,2 mld euro). I ponad 30 mld euro, które mają do wykorzystania regiony, w tym w sporej części na inwestycje.

Ale aby wykorzystanie tych środków mogło być uruchomione na większą skalę, niezbędne są nie tylko środki budżetowe, ale także inwestycje przedsiębiorstw. Tymczasem firmy są ciągle bardzo ostrożne w swoich decyzjach. I koło się zamyka. Np. firmy budowlane zwiększyły nakłady na inwestycje w ciągu 3. kwartałów 2017 r. zaledwie o 0,9 proc. r/r (po spadku w całym 2016 r. o ponad 21 proc.). A to one będą miały realizować dużą część inwestycji finansowanych z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Przy braku pracowników (stopa bezrobocia w październiku br. na poziomie 4,6 proc. /BAEL/) jedyną szansą na udźwignięcie projektowanych inwestycji infrastrukturalnych są inwestycje firm budowalnych zwiększające i modernizujące ich aparat wytwórczy. A te jak widać są niewielkie. Takie problemy dotyczą nie tylko budownictwa, ale także wielu innych branż.

Należy się cieszyć z wyniku polskiej gospodarki w 3. kwartale 2017 r. Ale to już „historia”. Trzeba myśleć o przyszłości, a ta nie będzie tak dobra jak minione trzy miesiące bez inwestycji, w tym przede wszystkim inwestycji przedsiębiorstw.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Jako społeczeństwo oszczędzamy najwięcej od 5 lat, ale te pieniądze nie są pomnażane efektywnie. W swoich decyzjach finansowych kierujemy się przede wszystkim przekonaniami, a nie obiektywną wiedzą. Ryzyko nie ma dla nas odcieni szarości – nie jesteśmy zainteresowani potencjalnym wyższym zyskiem, jeśli nie mamy jednocześnie gwarancji ochrony kapitału. Wierzymy w inwestycje w aktywa materialne. W konsekwencji przechodzimy obojętnie wobec narzędzi pozwalających skutecznie pomnażać nasz kapitał.

W 2016 roku po raz pierwszy od 5 lat istotnie zwiększyła się stopa oszczędności polskich gospodarstw domowych, osiągając poziom 3,6 proc. To dobra wiadomość, choć na tle średniej dla Unii Europejskiej (11 proc.) nadal wypadamy blado. Wzrost ten przypadł na moment trudny dla oszczędnych. Spadek realnego oprocentowania depozytów, będący konsekwencją niskich stóp procentowych i rosnącej inflacji skutkował obniżeniem wartości otwieranych lokat terminowych przez cały 2017 rok.

BGŻOptima postanowiła sprawdzić, jak tę sytuację postrzegają oszczędzający i czy wpływa ona na ich przekonania i działania związane z zarządzaniem zgromadzonym kapitałem.

Oszczędzamy bez planu

Na poziomie deklaracji osoby, które oszczędzają, robią to modelowo. Jak wynika z 5. edycji raportu BGŻOptima „Polak Oszczędny”, ponad 2/3 Polaków posiadających min. 1 000 zł oszczędności twierdzi, że gromadzenie pieniędzy na przyszłość przychodzi im naturalnie. Większość zgadza się, że tak powinni robić ludzie odpowiedzialni, a blisko ¾ zapewnia, że nie ma problemów z długoterminowym oszczędzaniem. W ocenie 54 proc. badanych optymalną strategią jest odkładanie co miesiąc konkretnej kwoty, według ustalonego planu.

W praktyce jednak okazuje się, że oszczędzamy chaotycznie. Najczęściej wskazywaną praktyką jest odkładanie na koniec miesiąca pieniędzy, które nie zostały wydane (41 proc.), przeznaczanie na zaskórniaki dodatkowych środków, np. z premii (40 proc.) oraz oszczędzanie bez sprecyzowanego planu (31 proc. wskazań).

Dla poczucia bezpieczeństwa potrzebujemy małej fortuny

Niezależnie od wysokości bieżących dochodów dla zapewnienia sobie poczucia finansowego bezpieczeństwa potrzebujemy dużych kwot. Średnia wartość minimalnej poduszki finansowej, wskazywana przez badanych to aż 69 tys. złotych. Trzy czwarte oszczędzających oczekuje, że ich oszczędności będą wynosić do 100 tys. złotych. W związku z wysoko zawieszoną poprzeczką zaledwie 1/3 badanych udało się odłożyć oczekiwaną sumę.

Taki poziom oczekiwanej poduszki bezpieczeństwa burzy mit o tym, że rolę tę spełnia trzykrotność miesięcznego wynagrodzenia. Niemal połowa osób, które mają takie oszczędności wcale nie czuje się z nimi bezpiecznie. Jak obliczyli eksperci BGŻOptima, niezależnie od poziomu dochodów kwota, którą wskazujemy jako bezpieczne minimum oszczędności to równowartość około 20 miesięcznych pensji!

– Co więcej, nasz apetyt rośnie w miarę jedzenia. Im wyższy dochód, tym większe też nasze oczekiwania finansowe, jeśli chodzi o oszczędności. Budowanie poduszki bezpieczeństwa nie wynika zatem tylko z przezorności. Chcemy chronić też wyższy standard życia i utrzymać go w razie niespodziewanego zdarzenia – tłumaczy Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima.

Co trzeci oszczędzający przyznaje, że na przyszłe wydatki odkłada maksymalnie 10 proc. swojego miesięcznego wynagrodzenia. Jak zauważa Piotr Marciniak, przy takiej strategii do poziomu minimalnej poduszki bezpieczeństwa większość z nas będzie dochodzić nawet 20 lat.

– Te wygórowane oczekiwania tłumaczą, dlaczego nasze oszczędzanie jest takie krótkowzroczne i przypadkowe. Trudno oczekiwać od konsumenta, że będzie myślał o dywersyfikacji czy inwestycjach, jeśli ciągle nie ma wystarczająco dużo pieniędzy, aby być spokojnym o swoją przyszłość – mówi Piotr Marciniak.

Nie inwestujemy, bo nie wiemy jak

Skoro nade wszystko oszczędności mają służyć bezpieczeństwu, nie można się dziwić, że Polacy mają bardzo wysoką awersję do inwestycji z powodu wiążącego się z nimi – w ich przekonaniu – ryzyka. Sytuacji nie poprawia świadomość, że na temat inwestowania wiemy niewiele.

Aż 83 proc. respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że aby inwestować trzeba się na tym znać. W konsekwencji główną barierą wskazywaną przez osoby, które nie inwestują, jest właśnie niewystarczająca wiedza i umiejętności (52 proc.). Mają one zdecydowanie większe znaczenie, niż dostępność wystarczającej sumy pieniędzy na taki cel (39 proc.) czy brak dostępu do osoby, która mogłaby doradzić, jak inwestować (22 proc. wskazań).

Co ciekawe, pojęcia „oszczędzanie” i „inwestowanie” kojarzone są dość swobodnie z różnymi instrumentami finansowymi. Każdą aktywność związaną z regularnym wpłacaniem pieniędzy –  niezależnie od miejsca, gdzie one trafiają – większość badanych utożsamia z oszczędzaniem. W tej kategorii umieszczamy np. odkładanie na IKE i IKZE. Oszczędzaniem jest też korzystanie z produktów, kojarzonych jako bezpieczne. Co trzeci badany w tej kategorii umieszcza zakup obligacji Skarbu Państwa, co piąty zakup walut. Ten ostatni za sposób na zabezpieczenie kapitału uważają głównie osoby starsze. Młodzi kojarzą waluty obce już silniej z inwestycjami i ryzykiem.

Ryzyka boimy się jak ognia

Aż 81 proc. badanych deklaruje, że mając do wyboru wysoki zysk lub gwarancję kapitału wybierze to drugie. Chociaż blisko połowa oszczędzających zgadza się ze stwierdzeniem, że dziś można zarobić tylko na inwestycjach, to 87 proc. przyznaje, że najbardziej zależy im na bezpiecznym pomnażaniu oszczędności.

Z badania BGŻOptima wynika jednoznacznie, że otwartość na inwestowanie oszczędności na rynku kapitałowym nie jest uzależniona od poziomu zgromadzonego kapitału. Bez względu na wartość posiadanych oszczędności średnio co piąty badany nie zainwestowałby na rynku finansowym żadnej części swoich oszczędności. Połowa deklaruje, że byłaby gotowa zainwestować maksymalnie 20 proc. odłożonej kwoty.

– Gdy Polacy myślą o skutecznym inwestowaniu i pomnażaniu oszczędności biorą pod uwagę zwykle te rozwiązania, które ze względu na bardzo wysoki próg wejścia dla większości z nich są nieosiągalne. Jest to na przykład zakup nieruchomości na wynajem lub inwestycja w antyki lub złoto. Jednocześnie tracimy z oczu wiele rozwiązań oferowanych przez rynek finansowy, które są bezpieczne i skutecznie pomnażają oszczędności, a przy tym są dostępne i płynne – mówi Piotr Marciniak.

Jak pokazuje badanie większość posiadaczy oszczędności nie widzi różnicy między poszczególnymi typami funduszy inwestycyjnych, jeśli chodzi o poziom potencjalnego ryzyka jaki wiąże się z inwestycją w nie. Tymczasem jak pokazują dane historyczne za ostatnie 5 lat, ich wyniki różnią się. Fundusze pieniężne przyniosły w tym okresie ponad 13 proc. zysku, tymczasem fundusze zrównoważone blisko 18 proc. W tym samym czasie inwestycja w nieruchomości w Warszawie wypracowała ok. 8 proc. zwrotu, a wartość pieniędzy zainwestowanych w złoto spadła o jedną czwartą.

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje o  wstrzymanie prac nad projektem ustawy dotyczącym zniesienia górnego limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe.  Wywołał on wyjątkowe wzburzenie wśród pracodawców, ale także związków zawodowych.

Organizacje pracodawców i związków zawodowych, wchodzące w skład Rady Dialogu Społecznego, jednoznacznie negatywnie oceniły sposób procedowania projektu, jak i propozycje zniesienia limitu.

W listach do Beaty Szydło i Jarosława Kaczyńskiego pracodawcy napisali m.in: „ Z niepokojem odnotowujemy praktyczne odebranie możliwości zabrania głosu partnerom społecznym na etapie prac Rady Ministrów i skierowanie projektu do Sejmu RP po 5 dniach od jego przedstawienia do wiadomości publicznej. Traktujemy to jako naruszenie podstawowych zasad dialogu i procesu legislacyjnego.

Mając na uwadze dyskusję w sejmowej komisji ds. polityki społecznej, pragniemy zauważyć, iż wprowadzenie limitu wiązano ze stworzeniem jednolitego systemu emerytalno-rentowego (jego stabilności w przyszłości i nietworzenie „kominów” emerytalnych). Rozwiązanie to jest znane systemom wielu państw członkowskich Unii Europejskiej. Nie jest też dla nas zrozumiała decyzja o zwiększaniu kosztów zatrudnienia w przypadku stosunku pracy, a przez to ograniczanie atrakcyjności tej formy zatrudnienia. Zastrzeżenie wzbudza brak wnikliwej analizy proponowanej zmiany z punktu widzenia sytuacji na rynku pracy, z zwłaszcza przechodzenia pracowników do zatrudnienia pozakodeksowego oraz samozatrudnienia.

Jako organizacja polskich pracodawców staramy się zachęcać do powrotu do Polski osoby, które obecnie przebywają na emigracji w innych krajach Unii Europejskiej. Szczególny nacisk kładzie się na zachęcanie do powrotu do Polski osób wysoko wykwalifikowanych, z wykształceniem i doświadczeniem zawodowym zdobytym za granicą. Zwiększanie klina podatkowego będzie czynnikiem zniechęcającym do powrotu osób o wysokich kwalifikacjach, zainteresowanych pracą na stanowiskach eksperckich, menedżerskich, dyrektorskich, etc. Wręcz przeciwnie, może to się stać czynnikiem zwiększającym do emigracji specjalistów pracujących w Polsce.

Wejście w życie tej regulacji zaszkodzi rozwijającemu się dopiero w Polsce zatrudnieniu wysokiej klasy specjalistów. Zmiana zniechęcać będzie przedsiębiorstwa do tworzenia w Polsce wysoko opłacanych miejsc pracy tworzących znaczną wartość dodaną.

Co ważne, nie dano pracodawcom żadnych szans na przygotowanie się do wprowadzanych zmian. Poważne firmy i instytucje mają już przygotowane projekty budżetów na rok 2018. Wprowadzenie tak radykalnej zmiany w kosztach funkcjonowania tuż przed rozpoczęciem roku, w którym mają one zacząć obowiązywać tworzą u pracodawców, inwestorów wrażenie braku stabilności i przewidywalności.

Stabilność i przewidywalność oraz zaufanie do instytucji państwowych są podstawowymi warunkami stabilnych, długofalowych inwestycji, a to właśnie takie inwestycje najbardziej przyczyniają się do wzrostu gospodarczego i poprawy poziomu dobrobytu – napisała Konfederacja Lewiatan.

 

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wyniósł 5,4. Także Wskaźnik Wyprzedzający był najwyższy w historii (3,4) – podał GUS.

Polacy uwierzyli, że gospodarka będzie rosła cały czas, bezrobocie będzie spadało, a ich sytuacja finansowa będzie się już tylko poprawiać. Lepsze oceny sytuacji na rynku pracy były tylko w 2007 r.,  czyli przed kryzysem finansowym.

Poczuliśmy się pewnie, dlatego wydajemy zarobione i otrzymane z puli publicznej pieniądze, co wpływa na spadek (na szczęście nieznaczny) oceny możliwości przyszłego oszczędzania pieniędzy.

A oszczędności są polskiej gospodarce potrzebne, bo potrzebne są inwestycje, które kapitału z oszczędności potrzebują. Warto też Polakom uzmysławiać, że koniunktura ma to do siebie, że po dobrej wcześniej czy później przychodzi gorsza i chociażby z tego powodu powinni zwiększyć skłonność do oszczędzania. Bez tego lądowanie – tak gospodarstw domowych, jak i całej gospodarki – może być dość twarde.

 

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w październiku 2017 r. o 12,3 proc. r/r (ceny stałe). Produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 20,3 proc. – podał GUS.

Wzrost produkcji sprzedanej przemysłu w październiku o 12,3 proc. r/r to bardzo dobra zapowiedź 4. kwartału br. Szczególnie, że o 14 proc. wrosła produkcja sprzedana w przetwórstwie przemysłowym. Październikowy PMI na to nie wskazywał (53,4). Takiej dynamiki produkcji sprzedanej przemysłu nie było od sierpnia 2010 r. To też najlepszy wynik w 2017 r.

Na tak dobre wyniki przemysłu złożyły się wszystkie działy gospodarki (32 na 34), poza wydobywaniem węgla kamiennego i brunatnego, gdzie odnotowano ponad 13. proc. spadek r/r. W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. produkcja sprzedana w tym sektorze gospodarki spadła o 14,2 proc. Przy takich spadkach niepokoją zapowiedzi górników dotyczące wypłaty 14 pensji w 2017 r. W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. wynagrodzenia w sekcji wydobywanie węgla kamiennego i brunatnego wzrosły co prawda wolniej niż średnio w sektorze przedsiębiorstw, bo o 2,9 proc. wobec wzrostu o 5,3 proc. w sektorze firm. Jednak wzrost wynagrodzeń odbywał się mimo silnych spadków wydobycia i sprzedaży. Domaganie się wypłaty 14. pensji przez górników oznacza, że kopalnie, które na to się zgodzą, będą miały jeszcze gorsze niż zakładano wyniki finansowe, a tym samym znowu będziemy je ratować z naszych podatków. I zamiast przeznaczać je na dekarbonizację naszej gospodarki, a także na budowanie nowych kompetencji pracowników górnictwa, pieniądze dalej będziemy wkładać w tą część gospodarki, która niestety nie ma przyszłości.

Dobrze, że inne branże radzą sobie świetnie. Produkcja sprzedana w większości branż przetwórstwa przemysłowego rosła w tempie dwucyfrowym: produkcja maszyn i urządzeń, produkcja metali i wyrobów z metali, wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych, urządzeń elektrycznych, wyrobów farmaceutycznych. Są to branże eksportowe, a więc ciągle jeszcze mają potencjał do korzystania z szans jakie daje rosnący przemysł na rynkach krajów UE, czyli u naszych głównych partnerów handlowych. Pytanie jak długo, bowiem na wyczerpaniu jest zasób bez którego zwiększanie produkcji będzie trudne, a często niemożliwe – ludzie. Stopa bezrobocia we wrześniu wyniosła już 4,6 proc. Teraz zapewne jest jeszcze niższa.

Ratunkiem mogą być tylko inwestycje. Tu dobrym sygnałem jest wzrost produkcji maszyn i urządzeń o 23,8 proc. r/r. Część tego wzrostu to bez wątpienia inwestycje krajowe. Jeśli tak, to możemy trochę bardziej optymistycznie patrzeć na szanse polskiej gospodarki na rozwój w średnim okresie.

Jeśli przedsiębiorcy uznają, że znacznie większym zagrożeniem dla nich jest brak pracowników niż ryzyka związane z decyzjami inwestycyjnymi i ich realizacją, to inwestycje te będą też coraz bardziej związane z robotyzacją i cyfrową gospodarką. Oby.

autor: dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyśle i budownictwie. Wciąż utrzymuje się bardzo wysoka dynamika sprzedaży detalicznej, potwierdzająca siłę konsumpcji, prawdopodobnie daleką jeszcze od wyczerpania potencjału.

Sięgający 12,3 proc. wzrost produkcji przemysłowej okazał się silniejszy niż się spodziewano i był najwyższy od lipca 2010 r. Nieco niższą od oczekiwanej dynamikę zanotowano w przypadku produkcji budowlano-montażowej, która poszła w górę o 20,3 proc., potwierdzając jednak tezę o przyspieszeniu w inwestycjach.

Wzrost produkcji przemysłowej wpisuje się w trwającą od ponad roku tendencję wyraźnej poprawy kondycji polskiego przemysłu i pozwala oczekiwać jej kontynuacji oraz dalszego niewielkiego wzrostu dynamiki. Trzeba jednak zauważyć, że październikowy skok to w dużej mierze efekt niskiej bazy porównawczej z ubiegłego roku, gdy w październiku produkcja spadła o 1,3 proc. oraz większej liczby dni roboczych. Do optymizmu skłania wysoki popyt na wyroby przemysłowe zarówno w kraju, jak i za granicą, co sygnalizują zgodnie wskazania PMI oraz utrzymujące się od prawie dwóch lat na wysokim poziomie zamówienia. W poprzednich okresach boomu gospodarczego z lat 2006-2008 i 2010-2011 dynamika wzrostu produkcji przemysłowej przez wiele miesięcy przekraczała 10 proc. W obecnym cyklu z taką sytuacją mieliśmy do czynienia jedynie w marcu. Warto jednak pamiętać, że hamująco na tę tendencję mogą zacząć wpływać sygnalizowane już od dłuższego czasu ograniczenia związane z sytuacją na rynku pracy oraz wysoki stopień wykorzystania mocy produkcyjnych, powodujące już teraz wzrost zaległości w realizacji zamówień, spadek poziomu zapasów oraz wydłużanie się czasu dostaw. Podobnie jest w budownictwie, gdzie dynamika produkcji zbliżyła się już do poziomów z poprzednich okresów szczytu koniunktury, a problemy z brakiem pracowników i zdolności produkcyjnych oraz rosnącymi cenami materiałów są coraz mocniej odczuwalne. To może prowadzić do spadku rentowności firm oraz opóźnień realizacji projektów.

Utrzymujący się od prawie pięciu lat wzrost konsumpcji, jedna z najbardziej trwałych tendencji w naszej gospodarce, nie zawiódł także w październiku. Sięgający 8 proc. wzrost sprzedaży detalicznej okazał się minimalnie niższy niż się spodziewano i słabszy niż miesiąc wcześniej, ale nadal wpisuje się w pozytywną tendencję, panującą już od dłuższego czasu. Konsumpcji sprzyja sytuacja na rynku pracy, a w szczególności wysoka dynamika wzrostu wynagrodzeń, która w październiku sięgnęła 7,4 proc., a więc poziomu najwyższego od prawie sześciu lat. Nic nie wskazuje na to, by ta tendencja miała się w przyszłości w odczuwalny sposób zmienić, jednak czynnikiem mogącym wpłynąć nieco hamująco na konsumpcję jest narastająca presja inflacyjna, która powoduje, że realne płace nie rosną w tak szybkim tempie, jak nominalne. Pod tym względem lepsze z punktu widzenia konsumentów były lata 2014-2016, gdy mieliśmy do czynienia z deflacją, która rekompensowała niezbyt wielką dynamikę wynagrodzeń nominalnych.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk  GERDA BROKER

 

Kobiety dostaną o 80 proc. niższe emerytury niż mężczyźni. Z wyliczeń ZUS wynika, że kobiety mają dostać średnio 1540 złotych a mężczyźni  2820 złotych. Jedyne co możemy zrobić to zacząć oszczędzać. Które inwestycje są najbardziej opłacalne?

Polacy gdy chodzi o ich finanse najczęściej wybierają bezpieczeństwo. Najbardziej popularnym sposobem oszczędzania są lokaty i konta oszczędnościowe.

– Zarówno lokaty jak i konta oszczędzające nie oferują zbyt wysokich stop zwrotu. Można zaryzykować stwierdzenie, że tak na prawdę jesteśmy poniżej rzeczywistej inflacji – mówi Robert Śniegocki, ekspert Grupy Goldenmark.

Swoje oszczędności można też pomnażać na giełdzie. W tym przypadku możemy w krótkim czasie osiągnąć bardzo duże zyski ale także musimy liczyć się z ryzykiem straty.

– Giełda wymaga wiedzy, doświadczenia, często wyższego nakładu kapitału i czasu. Czas jest niezbędny inwestorom do tego, żeby to wszystko monitorować. Z drugiej strony znajduje się chociażby złoto. Inwestycja nie wymaga zbyt dużej wiedzy. W długim horyzoncie czasowym przynosi zdecydowanie ponadprzeciętne stopy zwrotu. Dodatkowo osoba, która zdecydowała się uwzględnić złoto w swoim przyszłym portfelu emerytalnym może cieszyć się zyskiem, który jest zwolniony z podatku dochodowego – wyjaśnia Robert Śniegocki.

Im później zaczynamy oszczędzać na emeryturę tym większe sumy powinniśmy odkładać. Jeżeli zaczynamy to robić wcześniej. Mamy więcej czasu na zgromadzenie kapitału. Polecanym rozwiązaniem jest też dzielenie zgromadzonych środków i inwestowanie ich w różne instrumenty.

Ekspert podkreśla, że złoto powinno być podstawą budowania kapitału na przyszłość. Sztabki złota najlepiej kupować raz na kwartał lub pół roku. Nabywanie ich z mniejszą częstotliwością wiąże się z większym wydatkiem, a więc koniecznością rezygnacji z innych przyjemności.

– Żeby inwestować w złoto wcale nie trzeba być krezusem finansowym i posiadać zasobny portfel. Złoto jest dzisiaj dla każdego, sztabka jest dostępna już od 200 zł i dobrze jest ją uwzględnić w swoim portfelu aktywów na przyszłą emeryturę – dodaje Robert Śniegocki.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Od początku roku było 673 przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw wobec 589 w ciągu trzech kwartałów 2016 r, co oznacza 14 procentowy wzrost – wynika z danych opublikowanych w Monitorach Sądowych i Gospodarczych. Spośród wielu przyczyn niewypłacalności wyłania się jedna konkluzja firmy za mało zarabiają.

Na 9 miesięcy od początku roku z mniejszą liczbą opublikowanych niewypłacalności mieliśmy do czynienia tylko w maju i wrześniu, stąd 14% wzrost ich liczby po trzech kwartałach w stosunku do roku ubiegłego. W efekcie tego w trzecim kwartale opublikowano w Monitorach Sądowych informacje o niewypłacalności aż 255 polskich firm – najwięcej od 5 lat (od końca 2012 roku – wtedy w IV kw. było to 260 firm). Spodziewamy się, że do końca roku tempo wzrostu liczby niewypłacalności polskich firm nadal będzie dwucyfrowe. Za wcześnie jeszcze na pozytywne efekty dla finansów firm z powodu wzrostu cen produkcji sprzedanej, sygnalizowanego ostatnio m.in. przez Eurostat (w naszym kraju w sierpniu jeden z najwyższych w Europie – 4,5% r/r).

– Firmy produkcyjne (a ostatnio także budowlane) musiały w końcu podnieść ceny, gdyż w ciągu ostatnich kwartałów skumulował się wzrost ponoszonych przez nie kosztów – cen pracy (od kilku do kilkunastu procent w zależności od województwa) i materiałów – zauważa Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka. – Czy to wpłynie na trwałe podniesienie rentowności, a w ślad za tym – zmniejszenie liczby niewypłacalności polskich producentów? To zależy, na ile wzrost cen będzie akceptowany przez rynek – trzeba więc obserwować poziom zamówień… Jest to też efekt wyczerpywania możliwości łatwego zwiększania skali produkcji bez istotnych inwestycji. Ale nawet jeśli w części przypadków zamówienia spadną, to bardziej istotny od obrotu będzie zysk, który może wzrosnąć (liczy się przecież nie wolumen, ale rentowność obrotu). Firmy maja w pierwszej kolejności zarabiać, a nie sprzedawać.

Spośród wielu przyczyn niewypłacalności wyłania się jedna konkluzja… firmy za mało zarabiają (kwestia rentowności obrotu, finansowania działalności, przepływu środków).

Skąd tak duże zróżnicowanie pomiędzy województwami – w jednych wyraźny jest znaczny wzrost liczby niewypłacalności, a w innych jej spadek? Gdy zestawimy sektory, które stały za wyraźnym spadkiem lub wzrostem r/r niewypłacalności w poszczególnych regionach kraju, to zarówno w jednym jak i drugim przypadku są te same branże: budownictwo (wyraźna poprawa w 4, a pogorszenie w 6 województwach), handel (analogicznie lepiej w tym sektorze było w 7, a gorzej w 8 województwach), produkcja (tutaj poprawa w 3 a pogorszenie w 4 regionach)… Z jednym wyjątkiem – usługi, gdzie poprawa miała miejsce jedynie w Wielkopolsce (a drastycznie wzrosła liczba takich niewypłacalności na Mazowszu – o +19 przypadków r/r). Nie jest to jednak sektor odpowiedzialny za cały wzrost niewypłacalności, w innych województwach wzrosty liczby tych zdarzeń miały miejsce głównie w budownictwie (zachodniopomorskie +11 r/r czy warmińsko-mazurskie +6 r/r) jak i w produkcji (opolskie +7 r/r), a na Pomorzu rozłożyły się niemal równo pomiędzy wszystkie branże.

Skoro nie ma jasnej mapy branż ewidentnie stojącymi za niewypłacalnościami, to może wspólne, łatwe do zidentyfikowania są przyczyny tego trendu? Tutaj też jest wiele tropów, nierzadko sprzecznych – chociażby w budownictwie. Niewypłacalności następowały w nim z powody utraty rynku, braku zleceń albo… właśnie realizacji tychże zleceń, ale przy niskiej ich rentowności. Obserwować można było całe spektrum przyczyn problemów firm – popytowe (brak zleceń, duża konkurencja – stagnacja cen przy wzroście kosztów), finansowe (krótkoterminowe finansowanie, słaba akumulacja środków własnych), prawno-podatkowe (zmiana prawa naprawczego – domino postępowań restrukturyzacyjnych, luki w przepisach; obciążanie firm odpowiedzialnością za błędy lub wyłudzenia nawet odległych w ich łańcuchu dostaw kontrahentów).

– O ile w przypadku konkretnych firm łatwo zidentyfikować ich problemy lub przyczyny niewypłacalności, to jednoznaczna obecnie diagnoza w skali całego kraju nie jest łatwa. Nie stoi za tym prosty schemat podażowo-popytowy, a przy tym sytuacja dynamicznie się zmienia. Jak zatem podsumować trzy kwartały 2017 roku w temacie niewypłacalności polskich przedsiębiorstw – które wzrosły w tym czasie w tempie 14% r/r? Przy wielu przyczynach wzrostu niewypłacalności, konkluzja natury ogólnej jest taka, że nie ma jednoznacznie pewnych lub zagrożonych branż czy regionów. Najbardziej prozaiczne i wspólne dla tych wszystkich przyczyn jest to, iż firmy za mało zarabiają – mówi Tomasz Starus.

Wszystkie oczy skierowane na budownictwo – sezon budowlany nie wpłynął (jeszcze) na trwałą poprawę sytuacji.

Budownictwo – rok do roku po trzech kwartałach niewypłacalności w nim jest więcej, a sam wrzesień wiosny jeszcze nie czyni (14 niewypłacalności wobec 16 przed rokiem)… Chronologia jego problemów w poszczególnych kwartałach wyglądała następująco: w pierwszym opublikowano informacje o niewypłacalności 43 firm budowlanych (wykonawczych), w drugim 30, a w trzecim – 50. Czyli trudno mówić o trendzie spadkowym na skutek narastania zleceń wraz z rozwojem sezonu budowlanego. Nic takiego nie miało miejsca – może jest jeszcze na to za wcześnie?

Na przykładzie września potwierdzają się trendy z ostatnich miesięcy: publikowane ostatnio przypadki niewypłacalności firm budowlanych dotyczyły głównie firm ogólnobudowlanych, rzadkie w tym gronie są przypadki firm wyspecjalizowanych w konkretnych pracach (we wrześniu – dwa przypadku, które ponadto odnosiły się do małych firm). Problemy miały głównie firmy ogólnobudowlane. Charakterystyczne dla części z nich były bardzo duże wahania przychodów w ostatnich latach – gwałtowny spadek z 25 na 3 mln zł w skali roku, albo gwałtowny ich wzrost i nagłe załamanie np. rok po roku 2/26/74 mln zł, a mimo to firma upadła. Wyodrębnić można dwa scenariusze problemów w budownictwie – pierwszy to spadek obrotów, brak zleceń przy utrzymywaniu rentowności sprzedaży na poziomie od kilkunastu do kilkudziesięciu procent (40%), a drugi to realizacja zleceń, ale przy osiąganej rentowności sprzedaży w ostatnich latach zazwyczaj na poziomie poniżej 1%.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Niemal połowa z nas (47 proc.) z nas deklaruje, że raz w roku coś odłożyło, 17 proc. respondentów robi to regularnie. Niestety, jak pokazują najnowsze wyniki badań „Postawy Polaków wobec finansów” przeprowadzonego przez Fundację Kronenberga przy Citi Handlowy osób, które oszczędzają z myślą o emeryturze, jest zaledwie 8 proc. W 2015 roku było ich prawie trzy razy więcej.

– Dostrzegamy, że liczba respondentów, którzy deklarują oszczędzanie na emeryturę jest płynna i dynamicznie reaguje na doniesienia rynkowe czy reformy systemu emerytalnego. Przy dużej zmianie w OFE w 2015 roku ten wskaźnik był na historycznie najwyższym poziomie i wynosił 21 proc. Teraz kiedy mamy obniżony wiek emerytalny i mniej niepokojących doniesień wokół  tematu,  o emeryturze jako celu oszczędzania mówi zaledwie 8 proc. respondentów – mówi newsrm.tv  Jacek Taraśkiewicz, Szef Pionu Zarządzania Produktami Detalicznymi, Usługami Maklerskimi, Segmentami i Siecią Oddziałów w Citi Handlowy.

Najczęściej oszczędzamy na tzw. „czarną godzinę”, remonty i urlopy. Połowa z nas odkłada gotówkę lub wpłaca pieniądze na depozyt, 19 proc. inwestuje w akcje, 9 proc. w fundusze emerytalne, 6 proc. w fundusze inwestycyjne. Inne cele wskazało 17 proc. badanych.

– Badanie pokazało, że jest jeszcze dużo do zrobienia w kwestii strategii inwestycyjnych. Połowa z nas trzyma oszczędności w gotówce lub  na depozycie, czyli środki nie pracują aktywnie. Zauważamy niewielki wzrost w przypadku zainteresowania funduszami inwestycyjnymi – mówi Jacek Taraśkiewicz, Szef Pionu Zarządzania Produktami Detalicznymi, Usługami Maklerskimi, Segmentami i Siecią Oddziałów w Citi Handlowy i dodaje – Dlaczego tak ważne jest regularne oszczędzanie? W inwestycjach ważny jest horyzont czasowy. Im wcześniej zaczniemy tym lepiej. Trzeba też pamiętać, że nasze dzieci powielają wzorce zaczerpnięte z domu. Jeżeli widzą, że rodzice oszczędzają to im też będzie to przychodziło naturalnie i kiedy osiągną wiek dojrzały będą miały już własne środki.

Z danych OECD wynika, że Polacy się bogacą. Nasze oszczędności urosły już dwukrotnie i obecnie średnio jeden mieszkaniec ma ich już 101 tys. zł, czyli prawie dwukrotnie więcej niż miał w 2008 roku. Wtedy do dyspozycji mieliśmy 49 tys. zł.

Temu, czy Polacy rozmawiają o finansach Fundacja Kronenberga przy Citi Handlowy przygląda się od 2014 roku. Niezmiennie w badaniach wychodzi, że blisko 2/3 badanych deklaruje, że dyskutuje o kwestiach finansowych z najbliższymi (w bieżącym roku ten odsetek wynosi on 63%). Zaledwie połowa osób przyznaje, że dzieli się z pozostałymi domownikami pełną wiedzą o posiadanych środkach finansowych. Ponadto wspólne decyzje w kwestiach większych wydatków w ciągu roku podejmowane są w przypadku 55% badanych. Podsumowując – pełna otwartość w polskich domach, jeśli chodzi o finanse wciąż nie jest regułą.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Tak dobrych nastrojów w sektorze mikro, małych i średnich przedsiębiorstw nie było od trzech lat. Ponad 67 proc. właścicieli pozytywnie ocenia kondycję finansową swojej firmy, a 35 proc. przewiduje, że w ciągu najbliższych 12  miesięcy sytuacja jeszcze się polepszy. Najważniejsze zadanie, jakie stawiają przed sobą przedsiębiorcy to pozyskanie nowych klientów.

Ponad 67 proc. właścicieli zadeklarowało, że kondycja finansowa ich firmy jest na bardzo dobrym (12,9 proc.) lub dobrym poziomie (54,5 proc.) – wynika z trzeciej edycji badania Diners Club Polska „Kondycja finansowa polskich MŚP”. Umiarkowana koniunktura występuje prawie w co trzeciej firmie (27,4 proc.), a do złej lub bardzo złej sytuacji przyznało się tylko 3,1 proc. właścicieli.

W  poprzednich latach negatywną ocenę firmie wystawiło aż czterokrotnie więcej (2016 r.) i  trzykrotnie więcej (2015 r.) przedsiębiorców.

MŚP zapowiadają wyścig o klienta

Jak wynika z badania Diners Club, polskie MŚP skoncentrują się przede wszystkim na klientach. Ponad połowa właścicieli deklaruje, że najważniejszym dla nich zadaniem na najbliższe 12 miesięcy jest pozyskanie nowych konsumentów i  odbiorców. 14 proc natomiast będzie głównie starało się utrzymać obecnych.

W nadchodzącej przyszłości polskie MŚP nie będą szczególnie oszczędne – cięcia kosztów zapowiada tylko 9 proc. badanych. Dla porównania, w zeszłym roku aż 41 proc. ankietowanych priorytetowo traktowało ograniczenie wydatków – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

Z roku na rok, coraz więcej reprezentantów MŚP planuje inwestycje pozwalające na zwiększenie skali działania – w 2017 r. za najważniejszy cel uznało to już 13 proc. właścicieli. Jednak, zdecydowanie spadł odsetek firm, które priorytetowo traktują zwiększenie zatrudnienia. W przyszłym roku będzie to najważniejszym zadaniem dla niecałych 2 proc., podczas gdy rok temu było to głównym celem 8 proc. ankietowanych.

Zdecydowanie więcej optymizmu

35 proc. przedsiębiorców przewiduje, że kondycja ich firmy w ciągu najbliższych 12 miesięcy jeszcze się polepszy. Dla porównania, w zeszłym roku tak pozytywne wizje snuło 24 proc. badanych. Ponad 55 proc. właścicieli przyznaje, że sytuacja ich przedsiębiorstwa jest stabilna i w najbliższym czasie nie powinna się zmienić. Na pogorszenie koniunktury natomiast przygotowuje się tylko 6 proc. MŚP.

Zarówno w zeszłym roku, jak i dwa lata temu nastroje były mniej optymistyczne. W 2016 r. poprawy spodziewał się dopiero co czwarty ankietowany (24 proc.), a w czarnych barwach przyszłość widziało znacznie więcej, bo 23 proc. przedsiębiorców – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

Prawie 90 proc. zadowolonych z minionych 12 miesięcy

89 proc. przedsiębiorców minione 12 miesięcy (od września 2016 r. do września 2017 r.)  określiło jako udane dla firmy. Dla porównania, poprzedni 12-sto miesięczny okres (od września 2015 r.) dobrze oceniła nieco ponad połowa MŚP.  Obecnie, niezadowolonych z  działalności jest tylko 6  proc. właścicieli – to ponad siedmiokrotnie mniej niż było w 2016 r.

W 2016 r. firmy z sektora MŚP deklarowały, że skoncentrują się na ograniczeniu kosztów (41 proc.) oraz utrzymaniu obecnych klientów (26 proc.). Biorąc pod uwagę wyniki tegorocznych badań Diners Club możemy przypuszczać, że zdecydowanej większości z nich udało się zrealizować zamierzone cele – dodaje Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

 

 

 

 

Źródło: Badanie IBRIS na zlecenie Diners Club Polska, Kondycja polskich MŚP w 2017 r., wrzesień 2017.

 

Eksperci

Oferty hipoteczne pozostają w mocy mimo koronawirusa

Oferty hipoteczne pozostają w mocy – wynika z ankiety wśród banków. Banki deklarują ponadto, że nie ...

Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych – czym jest?

Osoby fizyczne faktycznie sprawujące kontrolę nad spółką, nawet pośrednio, muszą zostać ujawnione na...

Dane makroekonomiczne – wolniejszy wzrost przy rosnących cenach

Styczniowe dane z polskiej gospodarki wpisały się w oczekiwania co do wolniejszego wzrostu w całym 2...

Startupy – czy mogą rozwijać się samodzielnie?

Jakie są potrzeby młodych, dynamicznie rozwijających się firm? Czy są w stanie rozwinąć się bez pomo...

Lokata 10 tysięcy to mniej niż 100 złotych odsetek!

98 złotych - tyle w ciągu roku zarobi ktoś, kto powierzył bankowi 10 tysięcy złotych zakładając prze...

AKTUALNOŚCI

Startup Spark 2.0 szuka startupów do walki z COVID-19

Startup Spark 2.0 wraz z firmą Ericsson Polska szuka technologicznych i społecznych rozwiązań startu...

„Tarcza Antykryzysowa” to nie tarcza, tylko sitko

„Tarcza Antykryzysowa” to nie tarcza, tylko sitko. Zdaniem Pracodawcy RP to rozczarowujący projekt r...

Ministerstwo Finansów przesuwa termin na złożenie CIT

Ministerstwo Finansów przesuwa termin na złożenie CIT. Na stronach Rządowego Centrum Legislacji opub...

Stawka 0% VAT dla darowizn od biznesu

Jak podaje Ministerstwo Finansów, wyprodukowane lub kupione przez firmy produkty przekazane na walkę...

Koronawirus atakuje – PARP uruchamia działania pomocowe

Koronawirus atakuje, a PARP uruchamia działania pomocowe. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości ...

INFOR: Firma w obliczu koronawirusa – bezpłatny e-book

Infor: jak pracodawca powinien postępować podczas zagrożenia epidemią? Jak podaje Infor, od początku...

Startup Spark 2.0 szuka startupów do walki z COVID-19

Startup Spark 2.0 wraz z firmą Ericsson Polska szuka technologicznych i społecznych rozwiązań startu...

Zarządzanie niepewnością – webinar INFOR już niedługo!

Jak zarządzać niepokojem i frustracją? Jak mobilizować do działania i angażować w czasie wyzwań i ni...

Renta po wypadku. Bezterminowa nie znaczy dożywotnia

Renta po wypadku komunikacyjnym nie jest dana raz na zawsze. Istnieje wiele sytuacji, w których ubez...

Laptopy dla uczniów i nauczycieli. Jest 180 milionów

Laptopy to dziś deficytowy towar. Szybka ścieżka, minimum formalności, maksimum elastyczności – wszy...