środa, Grudzień 11, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "TMS Brokers S.A."

TMS Brokers S.A.

Dolar miał ponad dwa dni na zaliczenie technicznej korekty, na która jednak nie było chętnych, więc po chwilowym przystanku wrócił do okazywania dominacji nad innymi walutami. Dane z USA rysują pozytywny obraz na przyszłość, co nie umknie wzrokowi Fed. Dziś Święto Dziękczynienia, więc po publikacji Ifo z Niemiec rynek prawdopodobnie przejdzie w stan uśpienia.

USD pozostaje królem, a rynek nie zamierza tego kwestionować. Na liście powodów za aprecjacją dolara odznaczone są dobre bieżące dane makro, optymistyczne perspektywy na przyszłość, wysokie rentowności obligacji skarbowych i zaostrzająca się retoryka Fed. W tym ostatnim przypadku opublikowane wczoraj minutki z listopadowego posiedzenia FOMC potwierdziły rynkowe oczekiwania, że Fed podniesie stopy procentowe w grudniu (rynek stopy procentowej wycenia 100 proc. prawdopodobieństwa). Członkowie FOMC generalnie zgodzili się, że „argumenty za podwyżką dalej się wzmacniały”, choć większość stwierdziła, że Komitet powinien poczekać na kolejne dowody progresu w stronę celów Fed. Tak było 2 listopada, a do tego czasu sprzedaż detaliczna pokazała kontynuowane wzmocnienia konsumpcji, inwestycje na rynku nieruchomości zanotowały zaskakujący skok, a przemysł daje sygnały rodzącego się odbicia z ostatnim dowodem w postaci silnego wzrostu zamówień na dobra trwałe. Osobiście jestem zadania, że Fed może zaburzyć ten idealny obraz i po posiedzeniu w grudniu może nie dać sygnałów, że zamierza przyspieszyć z tempem podwyżek. Ale do tego czasu ciężko przeciwstawiać się panowaniu USD.

Święto Dziękczynienia oznacza, że rynki w USA są zamknięte, a sama Europa po porannym rozruchu nie będzie skora do dalszego pobudzania aktywności. W kalendarzu godny uwagi jest jedynie niemiecki indeks Ifo, od którego oczekuje się tych samych poziomów, co przed miesiącem. Wczoraj wstępne szacunki PMI dla niemieckiego przemysłu wypadły nieco słabiej od oczekiwań, więc ryzyka dziś są po negatywnej stronie, ale wątpliwe, aby miało to rozgrzać rynek EUR. Na EUR/USD spadki zatrzymały się na minimach z grudnia 2015 r. blisko 1,0520, ale rynek może mieć apetyt na ruch w stronę 1,0457 – dołek z marca ubiegłego roku. USD/JPY gładko przechodzi przez 113 z drogą praktycznie otwartą do 114,50. Na krajowym podwórku reaktywacja wyprzedaży obligacji w USA pociągnęła za sobą ucieczkę kapitału z polskiego rynku długu i złoty odczuł to osłabieniem o 2 grosze ponad 4,43 za euro. Wstrzymany handel na papierach USA (święto) powinie przynieść moment ulgi z cementowaniem konsolidacji 4,40-4,45.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Program Trumpa ma dwa oblicza. Jedno z nich to deregulacja, postawienie na poluzowanie fiskalne. To oblicze, pozytywne dla wzrostu i inflacji widzieliśmy wczoraj i widzimy dziś. Przeniosło się ono na rajd cen surowców przemysłowych, indeksów giełdowych i umocnienie dolara pomimo faktu, że pod znakiem zapytania stoi grudniowa podwyżka stóp przez Fed.

Druga strona medalu jest taka, że Trump to ryzyko zerwania porozumień dotyczących handlu zagranicznego i bezpieczeństwa międzynarodowego. Ta twarz na razie jest skrywana, ale nie można o niej zapominać. Niepewność polityczna w USA będzie na podwyższonym pułapie przez najbliższe miesiące. Zwycięstwo Trumpa i kontrola Kongresu przez Republikanów otwiera szeroki wachlarz zmian w polityce gospodarczej USA. Z punktu, w którym się znajdujemy dla rynków finansowych może rozwinąć się zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym kierunku. Większy nacisk na ekspansję fiskalną z odroczeniem negocjacji umów handlowych będzie dobry dla globalnego ożywienia. Z drugiej strony Trump z zaostrzenia polityki handlowej uczynił ważny element swojej kampanii. Pytaniem też pozostaje, ile z kontrowersyjnych projektów poprze Kongres?

Przywołując analogię z czerwcowym referendum w Wielkiej Brytanii: co innego reakcja rynków na Brexit, a co innego na tzw. twardy Brexit. Możliwe, że dziś rynek dyskontuje zwycięstwo Trumpa w tempie przyspieszonym to, co po Brexicie zajęło dwa tygodnie. W tym kontekście wynik wyborów może być już zdyskontowany w 80-90 proc. Jednak podobnie, jak w październiku przesłanki twardego Brexitu „złamały” funta, tak powrót twardej retoryki Trumpa ponownie wstrząśnie rynkami. To jest teraz największe ryzyko dla USD i sentymentu rynkowego.

Bank Rezerwy Nowej Zelandii znów ma problemy z komunikacją. Ścięciu stóp towarzyszył raczej jastrzębi komunikat (m.in. usuniecie zagrożeń dla oczekiwań inflacyjnych, porzucenie bezpośredniego akcentu na luzowanie). W rezultacie NZD/USD podniósł się chwilowo do 0,7360, rosły również rentowności lokalnego długu. Potrzeba było komentarzy prasowych wicegubernatora McDermotta (na granicy interwencji słownych) dotyczących przewartościowania waluty i realnej możliwości prowadzenia interwencji walutowych by NZD/USD znalazł się pod presją.

Prawda jest jednak taka, że RBNZ nie widzi znacznego pola do obniżenia atrakcyjności realnych rentowności poprzez dalsze cięcie stóp. Interwencje w przeszłości były skromne nawet biorąc pod uwagę małą wielkość rynku. Dlatego straszenie pojawieniem się RBNZ na rynku może wywołać krótkoterminowe załamanie kursu, ale nie powinno być w stanie ostudzić popytu na inwestycje denominowane w NZD. Spychanie kursu może być postrzegane jako dobry punkt wejścia do odnawiania długoterminowej i średnioterminowej ekspozycji i dobrą okazją do sprzedaży EUR/NZD, GBP/NZD, czy też zakupu NZD/JPY.

Wydaje nam się także, że AUD/NZD nadal ma potencjał do kontynuowania zwyżek, głównie za sprawą korzystnego dla australijskiej waluty rajdu cen surowców, m.in. miedzi, rud żelaza. Kanałem wzrostów powinna być zatem relatywna poprawa terms of trade a nie kanał stóp procentowych.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Obie waluty z Antypodów są silniejsze po nocy, ale jesteśmy optymistycznie nastawieni tylko do AUD, gdyż znad NZD nie znika widmo cięcia stóp przez RBNZ. Na szerszym ryku USD jest w korekcie, choć widać pierwsze oznaki szukania okazji do kupna. Dziś inflacja z Wielkiej Brytanii i USA oraz rynek pracy z Polski.

Byłoby zbyt mocnym stwierdzenie, że słabość USD z nocy to wynik rozczarowujących danych z USA w poniedziałek. Gorszy od prognoz odczyt indeksu NY Empire State jest dyskredytowany za swoją nadmierną zmienność, z kolei ślamazarny wzrost produkcji przemysłowej to wina spadku produkcji w sektorze użyteczności publicznej, tj. mniej zużycia energii przez wyższe temperatury we wrześniu. Pomimo to rynek czeka na ciekawsze wydarzenia w dalszej części tygodnia (debata prezydencka USA, PKB Chin, decyzja ECB), więc techniczne odreagowanie ostatniej aprecjacji dolara jest normalną sprawą. Jednocześnie widać pierwsze próby odnowienia pozycji na EUR/USD i USD/JPY.

Zdecydowanie więcej atrakcji jest na rynku walut z Antypodów z AUD i NZD na topie walut G10. W III kw. inflacja CPI w Nowej Zelandii wyniosła 0,2 proc. k/k i 0,2 proc. r/r (prog. odpowiednio 0 proc. i 0,1 proc.). Wynik roczny był zgodny z prognoza RBNZ, a kwartalny lepszy o 0,1 pkt proc. Rynek (ale też i autor) nastawiał się słabszy odczyt po tym, jak w zeszłym tygodniu wiceprezes RBNZ McDermott zasygnalizował pesymistyczne nastawienie banku do wskaźnika. Lepszy od konsensusu odczyt zapewnił pożywkę dla krótkoterminowego rajdu kiwi. Jednak jeśli trendy inflacyjne pozostają blisko oczekiwań gołębio nastawionego RBNZ, to bynajmniej taki wynik nie stanie bankowi na drodze od obniżki stopy OCR w listopadzie. Pozostaję negatywnie nastawiony do NZD, ale chwilowo trzeba rynkowi „dać się wyszumieć” szczególnie, że pęd aprecjacyjny USD także na moment wyhamował.

W przypadku AUD prezes RBA Phillip Lowe miał swoje pierwsze oficjalne wystąpienie i wydźwięk był mniej gołębi. Brakowało bezpośredniego odniesienia do przyszłych decyzji na polu stóp procentowych, ale stanowisko w odniesieniu do inflacji pokazało, że w RBA nie ma silnych obaw o jej przyszła ścieżkę. Bazą dla oczekiwań, że inflacja z czasem powróci do celu jest powrót do wzrostów cen niektórych surowców, hamowanie spadku inwestycji w sektorze wydobywczym, wysokie wskaźniki zaufania konsumentów i biznesu oraz słabnięcie presji na spadki płac. Lowe widzi też malejące korzyści z dalszego luzowania, co łącznie ustawia wysoko poprzeczkę dla kolejnej obniżki stóp procentowych. Naturalnie przyszłotygodniowy odczyt CPI za III kwartał może odwrócić sytuację o 180 stopni, ale lepsze wyniki z Nowej Zelandii dziś w nocy umniejszają szanse rozczarowania w Australii. Dalej widzimy relatywną przewagę AUD względem pozostałych walut surowcowych.

W Wielkiej Brytanii inflacja CPI ma wzrosnąć we wrześniu do 0,9 proc. r/r z 0,6 proc. w sierpniu i silniejszy odczyt obudzi spekulacje, czy deprecjacja funta nie przywiedzie spirali inflacyjnej i jastrzębi zwrot Banku Anglii nie nastąpi szybciej. Mimo to byłby to impuls do chwilowego umocnienia funta niż odwrócenia trendu, gdyż to czynniki polityczne zapewniają czarne chmury nad GBP. W USA CPI ma przyspieszyć do 1,5 proc. r/r z 1,1 proc. Wzrost CPI wynika z wyższej bazy cen paliw sprzed roku, stąd inflacja bazowa ma się utrzymać na 2,3 proc. Potwierdzenie odbicia inflacji jest ważne pod kątem osłabienia niechęci gołębi w Fed do podwyżki stóp procentowych. Ponadto mamy dane z rynku pracy z Polski, ale złoty tradycyjnie przyjmie je neutralnie. W nocy trzeba pamiętać o odczycie PKB z Chin za III kw. Konsensus zakłada 6,7 proc. r/r w trzecim kwartale po takich samych wynikach w pierwszym i drugim kwartale. Słabe dane o wrześniowym bilansie handlowym podnoszą ryzyko gorszego odczytu wzrostu gospodarczego, które może wzniecić wątpliwości o siłę ożywienia. Może to być cios dla apetytu na ryzyko i aktywów rynków wschodzących.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Po okołoweekendowym przestoju rynki wybrały śledzenie trendów, które dominowały w ubiegłym tygodniu, co oznacza umocnienie dolara przy akompaniamencie silnej ropy naftowej. W kalendarzu wyróżnia się niemiecki ZEW, inflacja z Polski i Szwecji oraz kilka przemówień bankierów centralnych.

Wzrosty rentowności obligacji skarbowych USA po jednodniowej przerwie oraz jastrzębie komentarze z Fed wpisują się w schemat umacniania USD. Oprocentowanie 10-latek rośnie dziś o 4 pb do 1,76 proc. (najwyżej od 2 czerwca), sugerując, że rynek nie porzuca nadziei na podwyżkę Fed w grudniu. W nocy usłyszeliśmy, że nawet gołębi Evans z Fed w Chicago dopuszcza taką możliwość (choć prawo głosu na posiedzeniach FOMC uzyska dopiero w przyszłym roku). Obawy przed zaostrzeniem rywalizacji w kampanii prezydenckiej okazały się nieuzasadnione, gdyż Trump przygrywa sam ze sobą. Wyższe rentowności i spokojny optymizm rynku akcji to dwa czynniki, które dają paliwo do wzrostów USD/JPY, choć prawdziwy test dopiero przy 104,30. Wygasająca paplanina na temat redukcji programu QE przez ECB odbiera moce unijnej walucie i EUR/USD przymierza się do kolejnego ataku na 1,11. W nocy NZD/USD zanurkował w reakcji na komentarz wiceprezesa RBNZ McDermotta, którym powiedział, że „nasze obecne projekcje i założenia sugerują, że dalsze luzowanie polityki będzie konieczne dla zapewnienia ustabilizowania się inflacji blisko celu”. Zakładana przez nas obniżka stopy OCR w listopadzie jest coraz bliżej i pozostajemy negatywnie nastawieni do NZD.

Poniedziałek byłby nudny, gdyby nie ożywione wzrosty ropy naftowej z WTI najwyżej od czerwca, a Brent sięgającym 12-miesięcznych szczytów. Producenci ropy robią wszystko, by budować wrażenie, że są gotowi do porozumienia o zamrożeniu poziomów wydobycia, a rynek to „kupuje”. Wczoraj zanętą były komentarze z Arabii Saudyjskiej, że rajd ropy do 60 USD za baryłkę „nie jest nie do pomyślenia”, a także wypowiedź samego prezydenta Rosji Putina, że Rosja jest gotowa do przyłączenia się do porozumienia. Muszą Państwo zrozumieć sceptycyzm autora, ale w przypadku OPEC jest ogromna różnica miedzy słownymi deklaracjami, a ostatecznymi postanowieniami i w przeszłości mogliśmy się o tym wielokrotnie przekonać. Rynek buduje oczekiwania przed środowym nieformalnym spotkaniem państw OPEC i spoza OPEC w Stambule, nawet pomimo tego, że Irak i Iran będą nieobecne. Obecnie OPEC wydobywa o 1 mln baryłek/dzień więcej niż wynosi zapotrzebowanie, co opóźni zrównoważenie rynku o rok. Nic nie słyszymy o zainteresowaniu zamrożeniem poziomów wydobycia ze strony USA, które wyłączone z negocjacji prędko wskoczą w miejsce brakującej produkcji. Warto o tym pamiętać w dłuższym horyzoncie, ale na razie nie da się walczyć z kapitałem spekulacyjnym, który wyraźnie gra na wzrosty – długa pozycja netto w kontraktach na giełdzie CME na wzrosty WTI w ostatnim tygodniu wzrosła do najwyższego poziomu od maja.
Z wtorkowych danych makro największe szanse na rozruszanie rynku ma odczyt inflacji ze Szwecji. Wysoki odczyt (prog. 0,5 proc. m/m) zwiększy szanse na jastrzębi zwrot Riksbanku, co mogłoby pomóc naszemu konstruktywnego poglądowi na SEK. Poza tym po niemieckim indeksie ZEW oczekuje się stabilizacji w ocenie sytuacji bieżącej (55,0), ale poprawę w oczekiwaniach (4,0), choć wpływ danych na decyzje ECB jest niewielki, zatem i reakcja EUR będzie znikoma. Po południu z Polski dostaniemy potwierdzenie słabnięcia deflacji w Polsce do 0,5 proc. Poza tym mamy szereg wystąpień przedstawicieli bankierów centralnych ze Szwecji, Wlk. Brytanii, Norwegii, USA i Eurolandu. Tutaj uwaga rynku może być większa.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Weekend przyniósł wiele wydarzeń, które pewnie staną się pożywką dla pogadanek traderów przy poniedziałkowej kawie, jednak ich wpływ na zmienność pozostawia wiele dotyczenia. W USA skandal wokół rubasznego języka Trumpa jest ważniejszy niż druga debata z Clinton. Święto w Japonii zdławiło handel w Azji, a poniedziałek po raporcie z NFP jest tradycyjnie ubogi w dane makro. Do tego mamy święto w USA (choć Wall Street działa).

Druga runda starcia głównych kandydatów na prezydenta w USA zakończyła się bez wskazania jednoznacznego zwycięzcy, choć Donald Trump przystąpił do walki kontuzjowany. Jednak uszczerbkowi na jego dyspozycyjności bliżej do przytrzaśnięcia sobie samego ręki zamykanymi drzwiami niż treningowym urazem, zatem od strony widzów zasługuje na politowanie niż współczucie. Ujawniony w weekend skandal dotyczący jego niestosownych wypowiedzi na temat kobiet z 2005 r. przyciąga obecnie największą uwagę i umniejsza jego szanse na wygraną, gdyż nawet z obozu Republikanów nie brakuje apelów o wycofanie się Trumpa z kampanii. Od strony rynków finansowych widać zadowolenie meksykańskiego peso (przez taśmy, nie przez debatę) i lekkie wsparcie dolara kanadyjskiego, ale reszta rynku pozostaje w miarę stabilna. Ryzyka przed debatą były asymetryczne, gdyż podtrzymanie przewagi Clinton w sondażach jest akceptowanym status quo, a tylko szturm Trumpa mógłby wstrząsnąć rynkami. Wciąż nie widać, aby inwestorzy mieli chęć do zabezpieczania się przed ryzykiem wygranej Trumpa i związanego z tym popłochu na rynkach finansowych. Taki obrót spraw nie jest wykluczony w kolejnych tygodniach, ale dziś szanse są na to marne.

Zwykle poniedziałek po publikacji raportu z rynku pracy w USA nie przynosi istotnych danych makro i dziś nie jest inaczej, gdyż indeks Sentix z Eurolandu ma większe znaczenie dla statystyków niż traderów. Jedyna różnica od reguły jest taka, że rynek dolara nie dokona klasycznego odwrotu od tego, co zrobił bezpośrednio po odczycie NFP, gdyż większość realizacji zysków dokonała się jeszcze przed weekendem. Obawy przed weekendowymi wydarzeniami skłaniały do uszczuplenia pozycji, a świadomość obchodów Dnia Kolumba w USA dodatkowo ciążyła na pewności dla utrzymania pozycji. Zatem nowy tydzień rynki zaczynają niejako z czystą kartą, czekając na cokolwiek, co się wydarzy. Problem w tym, że tydzień ma niewiele do zaoferowania aż do środy wieczór, kiedy otrzymamy protokół z wrześniowego posiedzenia FOMC z następującą w piątek sprzedażą detaliczną z USA. Taka swoboda rynku ma dwie strony medalu – albo nastanie konsytuacja trendów sprzed weekendu, albo rynek poszuka świeżego katalizatora. Dziś wydaje się, że ropa ma chęć na korektę w dół (WTI znów poniżej 50 USD), a złoto na odreagowanie zeszłotygodniowej wyprzedaży – dwa wskaźniki pogorszenia sentymentu, choć już nie tak silne, jak kiedyś.

Poza tym EUR/USD dalej tkwi w dotychczasowej konsolidacji po tym, jak piątkowe wyłamanie dołem się nie powiodło. USD/JPY potrzebuje wsparcie w rajdzie Nikkei albo we wzroście rentowności obligacji skarbowych USA, ale oba rynki są dziś zamknięte. GBP/USD pozostaje skazany na szarpany handel na strachu przed „twardym Brexitem” i podatny na impulsy z rządu i banku centralnego. Wśród walut surowcowych spadająca ropa naftowa będzie ciągnęła za sobą CAD, a techniczna wymowa USD/CAD także jest za wzrostami. Ponadto dalej widzimy relatywną siłę AUD nad NZD. EUR/PLN „śpi” pod 4,30.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dolar amerykanki pozostaje silny na początku tygodnia z pomocą pokrzepiających danych z przemysłu. Wyłamanie USD/JPY przyciąga uwagę na sesji azjatyckiej, ale poczekajmy z ogłoszeniem końca trendu spadkowego. Poza tym RBA utrzymał politykę bez zmian, utrzymując stabilnego AUD.

Jeden dzień bez wałkowania tematu Deutsche Banku pozwolił skupić się na danych makro ze świata, które dały optymistyczny obraz przemysłu. Wzrosty indeksów PMI/ISM we wrześniu sugerują, że marazm wywołany niepewnością o konsekwencje czerwcowego referendum w Wielkiej Brytanii już minął, a biznes wraca do normy. Co ważniejsze, powrót ISM dla przemysłu w USA powyżej bariery 50 pkt potwierdził, że sierpniowa słabość była tylko aberracją. Odbiły zarówno subindeksy produkcji, jak i nowych zamówień, wracając do lipcowych poziomów. Słabiej wypadł subindeks zatrudnienia, ale przemysł generuje tylko 8 proc. miejsc pracy w gospodarce, więc nic nie przesądza o piątkowym raporcie o zatrudnieniu.
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA wracają ponad 1,60 proc., a wyceną grudniowej podwyżki stopy procentowej Fed o 25 pb jest lekko powyżej 60 proc. i to daje podstawy do kupowania USD. Przynajmniej względem najważniejszych walut, gdyż osłabienie obaw o zgaszenie ożywienia w USA może poprawiać sentyment do ryzyka, co wesprze waluty o wyższych stopach procentowych. Jak na razie najwięcej uwagi skupia USD/JPY, który podejmuje próbę wyrwania się ze spadkowego trendu zapoczątkowanego jeszcze w styczniu. Na 102,20 kurs ma za sobą już linię trendu spadkowego, choć przed nim jeszcze kochana/nienawidzona przez traderów USD/JPY (w zależności od kierunku posiadanej pozycji) chmura Ichimoku, która nie przesądza wybicia aż do wyjścia ponad 103,50. Z drugiej strony inwestorzy spekulacyjni posiadają przewagę długich pozycji w jenie najwyższą od kwietnia i jeśli patrzą na dzisiejsze notowania, mogą czuć się niekomfortowo. Przyspieszona redukcja krótkich pozycji w USD/JPY jest teraz największym ryzykiem.

Wtorkowy kalendarz nie rozpieszcza. Wydarzenie dnia w postaci decyzji RBA już za nami, a i ono nie przyniosło fajerwerków. RBA zgodnie z oczekiwaniami utrzymał główną stopę procentową na 1,50 proc. Komunikat zawierał kilka modyfikacji względem ostatniego razu, co należy wpisać na karb zmiany prezesa. Głównie miały one nieco mniej optymistyczny wydźwięk ze zwróceniem uwagi na stłumiony wzrost zatrudnienia i spowalniającą konsumpcję prywatną. Mimo to trudno z tych fragmentów zbudować silniejszą argumentację za obniżką stopy kasowej w najbliższych miesiącach. AUD wciąż prezentuje się najlepiej na tle innych walut surowcowych. Szczególnie widzimy potencjał we wzrostach AUD/NZD. Dziś dodatkowym impulsem do słabości NZD może być aukcja mleka – od ostatniej aukcji cena kontraktów futures na mleko w proszku spadły o 6 proc. i aukcja może to dziś potwierdzić.

Poza tym w kalendarzu PMI dla sektora budowlanego z Wielkiej Brytanii, PPI z Eurolandu oraz przemówienia Praeta z ECB, Lackera z Fed i Saundersa z BoE. Dwa wydarzenia dla funta, ale wątpliwe, aby przyćmiły one fakt, że GBP/USD nurkuje dziś pod 1,28 do najniższego poziomu od 1985 r.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynki z zadowoleniem przyjęły porozumienie OPEC w sprawie ograniczenia wydobycia, co pomaga aktywom ryzykownym i uderza w jena. Porozumieniu brak jednak szczegółów, co rodzi ryzyko prędkiego umniejszenia jego znaczenia. Ale póki na rynku ropy będzie bałagan pod naporem domykania krótkich, dobry klimat może się ciągnąć.

Po długich rozmowach członkowie OPEC ustalili, że ograniczą wydobycie ropy naftowej do 32,5-33 mln baryłek/dzień względem 33,2 mln b/d odnotowanych w sierpniu. To pierwsza taka decyzja od 8 lat, należy jednak zdawać sobie sprawę, że limity wydobycia OPEC właściwie zawsze były przekraczane, częstokroć bardzo wyraźnie. Kwestia kto i o ile ma zmniejszyć bieżącą produkcję została odłożona do czasu listopadowego szczytu kartelu, zatem porozumienie szybko może stracić na znaczeniu i okazać się tylko retoryczną sztuczką. Poza tym spadek produkcji OPEC o 700 tys. b/d nie jest wielkim poświęceniem. W czwartym kwartale Arabia Saudyjska prawdopodobnie zetnie wydobycie o ok. 500 tys. b/d w związku z sezonowym spadkiem krajowego zapotrzebowania. Warto też odnotować, że w tym roku produkcja na pułapie minimum 32,5 milionów b/d była notowana w każdym miesiącu poza marcem. W ubiegłym roku znajdowała się poniżej tego poziomu w każdym z miesięcy (i to zazwyczaj wyraźnie), a mimo to powstała gigantyczna nadpodaż surowca.

Dlatego też należy ze sporą dozą rezerwy podchodzić do tez o możliwości szybkiego przywrócenia równowagi popytu i podaży na rynku ropy. Zwątpienie inwestorów może być zagrożeniem dla obecnego rajdu cen ropy. Z drugiej strony część inwestorów taktycznie siedziała na krótkiej pozycji licząc na rozczarowanie, co finalnie skończyło się boleśnie i domykanie stratnych pozycji daje wsparcie cenom. Mamy krótkoterminowy bałagan, który może się odbijać na pozostałych klasach aktywów.

Jednak na razie muzyka gra dla ryzykownych aktywów. Na forexie CAD, NOK i RUB są oczywistymi zwycięzcami. Traci JPY, co jest zrozumiałe przy poprawie sentymentu i wzrostach indeksów giełdowych, choć skala wzrostów USD/JPY wydaje się nadmierna. Złamanie zleceń stop loss i przetasowania z końca miesiąca mogą tutaj mieć pewien wpływ, więc ostrożność jest wskazana przy gonieniu wybicia. Poza tym wahania na głównych parach są umiarkowane.

Złoty całkiem dobrze zniósł informację o dymisji ministra finansów w Polsce. Nadzór nad resortem przejmie wicepremier Morawiecki, który zatrzyma też szefostwo nad Ministerstwem Rozwoju. Zmiany nie są dużym zaskoczeniem, gdyż o takich rotacjach spekulowano od jakiegoś czasu. Wątpliwe, aby polityka budżetowa uległa teraz głębszej reformie. Mimo to z obecnego położenia złotego jest więcej tematów lokalnych i globalnych, którego mogą popsuć klimat wokół złotego. Potencjalne obniżenie EUR/PLN może szybko znajdować chętnych do kupna.

Czwartkowy kalendarz jest bogaty w wystąpienia bankierów centralnych, ale podobnie, jak wczoraj, oczekiwania są na niskim poziomie. Kanonada ze strony przedstawicieli Fed w środę skupiona była na podkreśleniu gotowości do podwyżki przed końcem roku, ale rynek nie rzucił się na te jastrzębie wzmianki. Fed ma problem z wiarygodnością, szczególnie kiedy dane makro z gospodarki dają powody do zwątpienia, nie licząc ryzyka wokół wyborów prezydenckich. Od strony danych dziś otrzymamy finalny szacunek PKB za II kwartał z szansami na pozytywną rewizje. Z Fed do głosu zostaną dopuszczeni Harker, Lockhart, Powell, Kashkari i Yellen.

Poza tym dziś mamy indeks nastrojów w gospodarce strefy euro, inflację z Niemiec, a także wnioski o zasiłek dla bezrobotnych i indeks podpisanych umów kupna domów z USA. Nie są to pierwszorzędne pozycje.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Fed zrobił to, czego od niego oczekiwano. Pozytywny aspekt wyższych szans na podwyżkę w grudniu jest neutralizowany przez sugestie ślimaczego tempa normalizacji w kolejnych latach. Polowanie na stopę zwrotu powinno dalej wspierać aktywa ryzykowne, do czasu aż uwaga nie przerzuci się na wybory prezydenckie w USA.

Od Fed nie otrzymaliśmy podwyżki, ale za to dostaliśmy jasny sygnał, żeby takiego kroku oczekiwać przed końcem roku. Zaskakujące było, że aż trzech członków FOMC (George, Mester i Rosengren) oficjalnie zakomunikowało sprzeciw przed dalszym czekaniem z kontynuacją normalizacji. Jednak z drugiej strony Fed złagodził swoje stanowisko dla dalszego tempa podwyżek stóp procentowych. Po jednej podwyżce w tym roku (wcześniej 2), oficjele oczekują dwóch w przyszłym roku (3) i po trzy w 2018 (3) i 2019 r. (pierwsze szacunki), a w dłuższym horyzoncie punkt równowagi obniżył się z 3 proc. do 2,87 proc.

Dla wartości USD mniej znaczy kwestia podwyżki w tym roku, co zaplecza fundamentalnego waluty w dłuższym terminie. Gołębie zmiany w prognozach na kolejne lata oznaczają, że nie ma przesłanek do wzrostów rentowności amerykańskich obligacji. Nie ma też potrzeby wyceniać wyższego prawdopodobieństwa podwyżki w grudniu – na to jest jeszcze dużo czasu, a obecna wyceną ok. 60 proc. jest sprawiedliwa. Warto pamiętać, że do grudnia jeszcze sporo czasu, kiedy i słabsze dane i inne wydarzenia (np. wybory prezydenckie) mogą rozchwiać rynkami/gospodarką i zniechęcić Fed do działania. W rezultacie wrześniowe posiedzenie FOMC nie daje przesłanek, by odmienić obserwowany ostatnio przebieg notowań. Pogoń za stopą zwrotu będzie kontynuowana. Ryzyko nadal jest asymetryczne ryzyko: dolar mało może zyskać, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem Fed, a więcej może stracić, jeśli po drodze gospodarka złapie poważniejszą zadyszkę lub na rynkach wybuchnie zmienność. Na razie rynek akcji ma się dobrze, podobnie jak waluty rynków wschodzących. Nawet złoty może coś ugrać na wzmocnieniu popytu na polskie obligacje skarbowe.

W przestrzeni walut G10 w krótkim terminie redukcja długich pozycji w USD będzie dyktować zachowanie kursów, choć zostawiając w tyle główne czynniki ryzyka związane z bankami centralnymi, uwaga inwestorów przeskoczy do przodu, a tutaj najciekawszy jest wynik wyborów prezydenckich w USA. Przy niejednoznacznych wynikach sondaży wzrost zmienności jest niemal pewna i bynajmniej nie na korzyść apetytu na ryzyko. Wówczas paradoksalnie charakter USD jako bezpiecznej przystani może o sobie przypomnieć.

Kiwi jest słabszy po decyzji RBNZ, który idealnie rozegrał komunikację z rynkiem. Bank zgodnie z oczekiwaniami utrzymał główną stopę procentową OCR na 2 proc., za to w komunikacie mocniej zaakcentował gołębie fragmenty. Przede wszystkim zbagatelizowano ostatnią poprawę w danych makro z gospodarki, a w temacie odbicia cen produktów mlecznych (głównym element eksportu kraju), podkreślając niepewność kondycji sektora w przyszłości. Jednocześnie podtrzymano fragmenty, że „dalsze luzowanie polityki będzie konieczne” i „wysoki NZD wywołuje negatywny wpływ na inflację dóbr wymienialnych”. Niezmienione nastawienie sugeruje, że RBNZ jest na drodze do kolejnej obniżki o 25 pb w listopadzie. Rynek myśli podobnie, gdyż wycena cięcia skoczyła z 56 proc. do 69 proc. NZD może chwilami ratować się pozytywnym sentymentem globalnym i pogonią za stopami zwrotu, ale presja będzie rosnąć, gdyż mamy sygnał, że atrakcyjność odsetkowa waluty wkrótce wyparuje.

Kalendarz makroekonomiczny na dziś jest stosunkowo obfity, ale próżno szukać w nim elektryzujących inwestorów pozycji. Na sesji europejskiej na pewno warto zwrócić uwagę na decyzję Norges Banku. Na ostatnim posiedzeniu trzy miesiące temu Norges Bank zasugerował w prognozach wrześniową obniżkę o 25 pb do 0,25 proc. Jednak na drodze stanęły mu jednak wzrost inflacji do 4 proc. oraz generalna poprawa sytuacji w gospodarce. Z drugiej strony względnie silna korona stanowi ryzyko na przyszłość i jest podstawą do złagodzenia nastawienia. W rezultacie cięcie w przyszłym tygodniu nie jest wykluczone, nawet jeśli rynek wycenia szanse na 14 proc. Przy niskich oczekiwaniach rynkowych gołębie zaskoczenie uderzy w koronę, nawet jeśli decyzja o obniżce wiązałaby się z jednoczesnym zakomunikowaniem końca cyklu. Jeśli Norges Bank powstrzyma się od obniżki, dalej powinien podtrzymać gołębie nastawienie i nowa prognoza ścieżki stóp procentowych powinna dalej uwzględniać prawdopodobieństwo cięcia w kolejnych miesiącach. Wówczas reakcja korony będzie uzależniona od wydźwięku komunikatu. Większa uwaga na sytuacji krajowej gospodarki z bardziej optymistycznym poglądem na przyszłość może przyćmić gołębi wydźwięk ścieżki stopy procentowej. Taki zestaw oferuje umiarkowany impuls do umocnienia korony. Przypisujemy większe szanse właśnie dla tego scenariusza.

Poza tym protokół z posiedzenia RPP powinien potwierdzić, że nie ma apetytu na cięcie stóp. Żadna z dzisiejszych publikacji z USA nie jest w stanie zmienić oceny kondycji gospodarki USA. Mało istotny Kansas Fed może jednak potwierdzić optymistyczne wróżby przed ISM, które płyną z odczytów Philly Fed i NY Empire Stare. W wystąpieniach publicznych przedstawicieli Banku Anglii należy szukać wskazówek, czy możliwa jest obniżka w listopadzie. Jednak fakt, że będą przemawiać na spotkaniu European Systemic Risk Board zmniejsza prawdopodobieństwo wysłania takich sygnałów. Podobnie rzecz ma się z wystąpieniami decydentów z ECB.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Decydenci z Fed nie mają już prawa do wystąpień publicznych przed zbliżającym się wielkimi krokami posiedzeniem FOMC. Dlatego też uwaga przenosi się na dane makro z USA, które ostatnio zaczęły rozczarowywać, ale nadal wskazują na solidny, 3,3 – proc. wzrost gospodarczy w trzecim kwartale. Jeśli jakiekolwiek informacje z gospodarki mają szansę wpłynąć na wycenę szans na podwyżkę, to będzie to komplet dziś publikowanych odczytów ze sprzedażą detaliczną na czele.

Prawda jest jednak taka, że w naszej ocenie mogą one pogrzebać resztki wiary w podwyżkę, ale nie będą jej w stanie zagwarantować. Bardzo ważne są również dzisiejsze posiedzenia banków centralnych: po Banku Anglii spodziewamy się podtrzymania gołębiego stanowiska wbrew serii lepszych danych.

Szwajcarski Bank Centralny utrzyma obecny, przewidywalny do bólu kurs, ale jeśli miałby zaskoczyć, to w kierunku jastrzębim. Wyższa dynamika cen konsumenckich i perspektywy inflacji to jednak w naszej ocenia za mało, żeby zagwarantować zmianę retoryki. Tym bardziej, że w świetle teorii fundamentalnych frank jest minimalnie bardziej przewartościowany niż w przededniu poprzedniego posiedzenia. Innymi słowy: nie sądzimy, by w przypadku dzisiejszych decyzji pozytywniejsze doniesienia z gospodarek przełożyły się na większy optymizm bankierów centralnych. Podobnie: nawet bardzo dane z USA nie będą już stanie zmienić nastawienia FOMC.

Pomimo ostatniej poprawy w niektórych danych z Wielkiej Brytanii, nie widać podstaw, by stanowisko Banku Anglii miało ulec zmianie względem sierpnia. Uważamy, że kolejna obniżka stóp procentowych w listopadzie dalej jest prawdopodobna i podtrzymanie gołębiego komunikatu powinno osłabić funta. Na wrześniowym posiedzeniu Komitet Polityki Monetarnej Banku Anglii powinien pozostawić bez zmian stopy procentowe i kształt programu skupu aktywów. Ostatnie kilka odczytów danych makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii zarysowało obraz lepszej postawy gospodarki, niż pierwotnie się obawiano.

Bank Anglii nie otrzymał argumentów, żeby kontynuować ekspansję monetarną po tym, jak przed miesiącem ściął główną stopę procentową o 25 pb do 0,25 proc. oraz reaktywował program skupu aktywów, zwiększając go o 60 mld GBP. Jednocześnie po jednym miesiącu optymistycznych danych nie zrezygnuje ze swojego ostrożnego podejścia względem sytuacji gospodarczej w kraju. Podczas zeszłotygodniowego przesłuchania w parlamencie prezes BoE Mark Carney bronił decyzji Komitetu z sierpnia, a ostatnie lepsze dane są rezultatem podjętych przez Bank działań. Carney dodał, że odbicie we wskaźnikach sentymentu było oczekiwanie i uwzględnione w ponurych prognozach z ostatniego Raportu o Inflacji. Rezerwa do wyciągania jednoznacznych wniosków z ostatnich sygnałów z gospodarki pozwala BoE na wstrzymanie się teraz od zmian w polityce monetarnej. Jednak ryzyka dla ożywienia w dalszym ciągu przeważają po negatywnej stronie (osłabienie napływu inwestycji zagranicznych, wstrzymanie procesu zatrudnienia przez firmy w obliczu niepewności gospodarczej), co skłoni Bank do podtrzymania gołębiego wydźwięku z sierpniowego komunikatu wraz z niewykluczaniem dalszego cięcia stóp procentowych przed końcem roku, czy użycia innych narzędzi ekspansji monetarnej.

W tej chwili rynek wycenia ok. 4 pb cięcia głównej stopy procentowej BoE w listopadzie. Przyjmując, że bank nie będzie chciał od razu sprowadzić oprocentowania do zera, kolejnym krokiem powinna być redukcja o 15 pb do 0,1 proc. Jesteśmy zatem w sytuacji, w której wycena rynkowa sugeruje to 30 proc. potencjalnego luzowania. Gołębi komunikat powinien wpływać na wzrost tego prawdopodobieństwa, wywierając presję na osłabienie funta.

Ryzyka po pozytywnej dla GBP występują w przypadku, gdyby z komunikatu usunięto fragment o gotowości do cięcia stóp procentowych w kolejnych miesiącach lub tekst zawierał sugestie osłabiające oczekiwania na podtrzymanie programu skupu aktywów ponad obecnie obowiązujący termin (luty 2017 r.). Nie widzimy jednak silnych powodów za tak wyraźnym zwrotem w nastawieniu.

Publikowane dziś dane z USA to tak naprawdę najważniejsza porcja informacji, którą Fed otrzyma przed przyszłotygodniowym posiedzeniem. Jak już wspominaliśmy, widzimy w nich asymetryczne zagrożenie dla dolara amerykańskiego. Obok tradycyjnie ważnej sprzedaży detalicznej, warto zwrócić uwagę na regionalny barometr koniunktury NY Empire State. Wynika to z faktu, że po załamaniu indeksów ISM rynek będzie szukał wskazówek odnośnie do kolejnych odczytów a średnia ze wszystkich regionalnych indeksów nastrojów okazała się przed miesiącem skutecznym predyktorem. Globalne rynki długu pozostają mocno rozchwiane, co sprawia, że wyprzedaż polskich obligacji będzie zapewne podtrzymana. Duża nerwowość inwestorów sprawia zatem, że złotemu trudno będzie w najbliższych dniach zyskiwać. Jeśli mowa o sentymencie, to warto zwrócić uwagę na newralgiczne położenie indeksu S&P500, który nie może odbić od kluczowej strefy wokół 2120 punktów. Jej przełamanie prowadziłoby do zapewne dotkliwego przedłużenia zniżek na rynkach akcji i wywarło presję na waluty ryzykowne i świat emerging markets.

 

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Lael Brainard z Fed uderzyła w gołębie tony i przygasiła zapał tych inwestorów, którzy oczekiwali zmian na polu stóp procentowych w przyszłym tygodniu. Jednak sentyment na rynkach się poprawił, a przynajmniej uspokoił, choć niepewność w odniesieniu do globalnego krajobrazu polityki monetarnej pozostaje wysoka.

Na parę godzin przed startem okresu zamkniętego dla wypowiedzi członków FOMC, Lael Brainard z zarządu Fed potwierdziła, przed czym ostrzegaliśmy – jej nastawienie jest gołębie i nie było podstaw, by nagle jej poglądy miały się odmienić. Jej zdaniem konieczna jest ostrożność w podnoszeniu stóp procentowych, gdyż proces ten wiąże się z ryzykami. Dodała, że tempo dostosowania polityki pieniężnej w kierunku neutralnej stopy procentowej może być relatywnie skromniejsze niż wcześniej sądzono, a także podkreśliła, że inflacja w USA pozostaje „istotnie poniżej celu 2 proc.”. Komentarze Brainard stoją w kontrze z dominującymi ostatnio jastrzębimi wypowiedziami innych członków FOMC i pokazują, że Komitet nie jest jednomyślny w odniesieniu do ścieżki stóp procentowych. Podtrzymujemy zdanie, że wrzesień nie przyniesie podwyżki i Fed poczeka z decyzją do grudnia. Rynek stopniowo też traci nadzieję, gdyż rynkowa wycena prawdopodobieństwa podwyżki za tydzień spadła z 30 proc. do 22 proc.
Przeciwwaga ze strony Brainard pomogła uspokoić nastroje na rynkach finansowych. Wall Street zaliczyło zdrowe odbicie, negując dwie trzecie piątkowych spadków. USD na początku reagował negatywnie, ale finalnie straty były ograniczone. Nawet po stronie amerykańskiego rynku długu reakcja była dość skromna – rentowności obligacji 10-letnich spadły tylko 3 pb do 1,66 proc. w porównaniu do rajdu prawie 10 pb od piątkowego dołka. Ta asymetria w reakcji mów nam, że mimo pogrzebania szans na podwyżkę Fed, inwestorzy nie spieszą się do powrotu do aktywnego handlu. Piątkowa panika to nie tylko wątpliwości odnośnie zwrotu w polityce Fed, ale także pytania dotyczące przyszłości ECB i Banku Japonii, gdzie coraz głośniej mówi się o bezowocności dalszej ekspansji monetarnej. Pod tym kątem możliwe jest, że za tydzień to nie posiedzenie Fed będzie skupiać uwagę, ale właśnie decyzja Banki Japonii (obie 21 września).

Z perspektywy rynku walutowego niepewność jest karmą dla awersji do ryzyka, zatem odreagowanie przeceny przez waluty rynków wschodzących i surowcowe może przebiegać nierówno z większym wpływem czynników lokalnych. Systematycznie słabnięcie jastrzębich oczekiwań przed przyszłotygodniowym posiedzeniem FOMC w kolejnych dniach może wywierać presję na pozycję USD względem EUR i JPY.

Dziś w kalendarzu za nami już dane o aktywności z Chin z lepszymi odczytami sierpniowej produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, choć nie zmieniają one ogólne obrazu stanu gospodarki. Następne są dane o inflacji CPI ze Szwecji, gdzie słabszy odczyt (prog. 1,5 proc. r/r) może zacząć skłaniać Riksbank do przemyślenia ich pasywnego nastawienia. Inflacja z Wielkiej Brytanii może już pokazywać pierwsze efekty tąpnięcia wartości funta po czerwcowym referendum, ale to żadem powód, by wzmacniać optymizm w stosunku do gospodarki. Mimo to przynajmniej wstępna reakcja GBP może być zauważalna, choć w odniesieniu do pozostałych wydarzeń w dalszej części tygodnia (dane z rynku pracy, sprzedaż detaliczna, decyzja Banku Anglii) widzimy ryzyko negatywnych impulsów. W niemieckim raporcie ZEW powinniśmy zobaczyć niewielki wzrost oceny perspektywy, ale ostatnie miesiące pokazują, że rynek coraz mniej reaguje na publikacje z Eurolandu. Po południu saldo rachunku bieżącego i inflacja bazowa z Polski nie powinny ruszyć rynkiem złotego. Przy defensywnych nastrojach w otoczeniu zewnętrznym trudno będzie o zaobserwowanie odbicia złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Piątkowy handel na rynkach finansowych rozpoczął się w lekkich dreszczach w reakcji na próby jądrowe Korei Północnej. Wstrząsy odczuł rynek akcji i koreański won, ale na głównych parach FX jest względnie spokojnie. Dziś w kalendarzu brak kluczowych pozycji, ale na krajowym podwórku w centrum uwagi jest decyzja Moody’s o ratingu Polski. Oczekujemy utrzymania ratingu i negatywnej perspektywy.

Najważniejsze wydarzenie tego tygodnia nie spełniło pokładanych w nim nadziei dla obudzenia zmienności. Posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego nie przyniosło zmian w parametrach polityki pieniężnej, co było zgodne z naszymi oczekiwaniami, choć dla części rynku stanowiło rozczarowanie. ECB skupia się na spokojnej analizie sytuacji w gospodarce, gdyż pogorszenie perspektywy w reakcji na referendum ws. Brexitu nie jest poważne. Prognozy PKB zostały obniżone minimalnie, a dla inflacji utrzymane w miarę bez zmian. ECB na ten moment jest ukontentowany obecnym poziomem ekspansji monetarnej, choć zlecił odpowiednim zespołom analizę rozwiązań dla dalszego luzowania. Prezes Draghi na konferencji zostawił otwartą furtkę dla luzowania w przyszłości. Podtrzymujemy nasze oczekiwania, że w grudniu Bank obniży stopę depozytową o 10 pb i wydłuży czas trwania programu skupu aktywów.

Dla EUR decyzja ECB była neutralna i jeśli już, to na krótki czas zabrała argumenty dla chcących sprzedawać unijną walutę. EUR/USD jest mniej więcej na poziomach sprzed decyzji, choć więcej tu zasługi przebudzenia USD w popołudniowym handlu w Europie. Rynek prześciga się w pomysłach, co wywołało powrót sentymentu w stronę dolara. Z jednej strony najniższy do siedmiu tygodni odczyt wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA (259 tys.) może sugerować, że słabość sierpniowych odczytów ISM może być przejściowa, a tempo zatrudnienia ponownie przyspieszy. Ale jak to pogodzić z faktem, że średnia dla wniosków z sierpnia była niewiele wyższa (263 tys.)? Po drugie silne wzrosty cen ropy naftowej (+4 proc.) interpretowano jako zagrożenie przyspieszenia inflacji i skłonienie Fed od podwyżek stóp procentowych. Jednak za wzrosty odpowiada rekordowy spadek zapasów surowca w ubiegłym tygodniu, który wynikał z silnego spadku importu w rejonie Zatoki Meksykańskiej dotkniętej skutkami burzy tropikalnej. Następne dane prawdopodobnie przyniosą przeciwną zmianę zapasów. Podsumowując, odbicie USD może być oparte na kruchych fundamentach, choć dziś rano klimat awersji do ryzyka wywołany testami jądrowymi w Korei Północnej powinien pomagać USD względem aktywów ryzykownych (rynki wschodzące, AUD, NZD). Uwaga też na wystąpienia członków FOMC: Rosengren i Kaplan. Obaj prezentują lekko jastrzębie poglądy.

W piątek kalendarz nie zawiera topowych pozycji. Inflacja CPI z Norwegii, bilans handlowy z Wielkiej Brytanii, czy raport z rynku pracy Kanady to publikacje ważne dla rynków lokalnych, ale i tak na krótko. Z wymienionych najciekawiej zapowiadają się dane z Kanady. Po dwóch fatalnych odczytach wskazujących na redukcję pełnoetatowych miejsc pracy o 111,5 tys. trzeci spadek z rzędu będzie poważnym sygnałem alarmowym i wzmocni oczekiwania na łagodzenie polityki Banku Kanady. Z drugiej strony w historii bardzo rzadko trafiała się tak zła seria, więc wyższe wydaje się ryzyko solidnego odbicia.

Rynek krajowy skupia uwagę na dzisiejszej decyzji agencji Moody’s w sprawie ratingu Polski, która zostanie opublikowana po zamknięciu handlu w Warszawie. Jak na razie początek roku szkolnego złoty może zaliczyć do udanych i odreagowuje słabość z końca sierpnia, co wskazuje, że coraz mniej liczy na obniżkę ratingu. Trzymając się szkolnych analogii uważamy, że Moody’s wystawi Polsce mocną trójkę i utrzyma rating Polski na A2, ale też podtrzyma negatywną perspektywę. Uważamy, że od ostatniej rewizji w maju sytuacja wokół Polski nie uległa większej zmianie. Choć w ostatniej notce agencja zwróciła uwagę na niekorzystny dla oceny kredytowej Polski rozwój konfliktu rządu z Trybunałem Konstytucyjnym, to w połączeniu z innymi zdarzeniami od ostatniej rewizji (mniej szkodliwy dla banków projekt ustawy frankowej, projekt budżetu na przyszły rok nakierowany na utrzymanie deficytu poniżej 3 proc. PKB) widzimy bilansowanie się ryzyk. Wzrost gospodarczy Polski, choć w pierwszej połowie roku poniżej oczekiwań, dalej pozostaje solidny powyżej 3 proc. Biorąc pod uwagę już rozpoczęte dyskontowanie utrzymania ratingu, potencjalny rajd ulgi złotego w poniedziałek powinien być umiarkowany i zatrzymać się przy 4,30 za euro.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wczorajszy odczyt ISM na dobre wygasił spekulacje o wrześniowej podwyżce Fed, choć komentarze z Fed wciąż okraszone są jastrzębim akcentem. USD przeżywa trudne chwile, ale aktywa ryzykowne pozostają w mocy. Dziś kanonada banków centralnych trwa dalej, choć akurat same posiedzenia mogą być najmniej atrakcyjne.

Można by się rozwodzić, że choć ISM dla usług wypadł najgorzej od 2010 r., to komentarze ze strony respondentów ankiety rysują mniej ponury obraz i zwracają uwagę na przejściową słabość w aktywności. Ale spadek indeksu, to dalej spadek, a w połączeniu z podobnym rozczarowaniem w danych z przemysłu i niezadowalającym raportem z rynku pracy pomysł podwyżki stóp procentowych Fed we wrześniu jest martwy. Tymczasem szef oddziału Fed w San Francisco John Williams podtrzymuje optymizm, stwierdzając dziś w nocy, że gospodarka USA „jest w dobrej formie i zmierza we właściwym kierunku”. W rezultacie „sensownym jest powrócić do stopniowych podwyżek stóp procentowych, raczej wcześniej niż później”. Czy Williams przez ostatni tydzień był odcięty od informacji? Prawdopodobnie nie, a jego wypowiedź uwidacznia problem, z jakim Fed mierzy się od dłuższego czasu – rynek niechętnie zmienia swoje oczekiwania w stronę wskazywaną przez Fed. Inwestorzy tyle razy zawiedli się na deklaracjach gotowości do podwyżek, że z założenia są sceptyczni. Ostatnie dni tylko utwierdziły ich w przekonaniu. Celem wypowiedzi Williamsa i zapewne wkrótce innych członków FOMC będzie dbanie o to, by rynkowe oczekiwania na podwyżkę w grudniu nie spadły za bardzo. Obecnie stoją na 52 proc., a następnymi w kolejności do uspokojenia nastrojów są Lacker i George dziś o 16:00.

USD przegrywa dziś z walutami rynków wschodzących Azji, które nadganiają reakcję swoich odpowiedników z Europy i Ameryki oraz walut G10. Powtarzając któryś już raz: jeśli Fed nie przyspieszy podwyżek, inwestorzy będą dalej polować na wyższe stopy zwrotu, a rynki wschodzące są pierwszym miejscem, gdzie będą się rozglądać. Na głównych crossach sytuacja jest bardziej skomplikowana, gdyż dodatkowe czynniki też się liczą. EUR/USD to sprawa jutrzejszej decyzji ECB, gdzie gołębia niespodzianka nie jest wykluczona. GBP/USD ma jeszcze pole do wzrostów pod redukcję krótkich pozycji w funcie (Brexit), ale inwestorzy są ostrożni przed dzisiejszym wystąpieniem prezesa Banku Anglii Carneya w parlamencie (w towarzystwie Cunliffe’a, Forbes i McCafferty’iego). Tematem będzie opinia BoE o ostatnich danych z gospodarki, które generalnie zarysowały obraz mniej pesymistyczny, niż się obawiano tuż po referendum. W sierpniu, kiedy Bank luzował politykę monetarną, zasugerował dalsze luzowanie przed końcem roku. GBP z radością przyjmie bardziej wyważone stanowisko BoE.

USD/JPY notuje dziś największą zmianę, gdyż do negatywnej reakcji dolara na rozczarowujący ISM dla usług dochodzą doniesienia prasowe o sporze w Banku Japonii. Decydenci mają problem z uzgodnieniem stanowiska na rewizję polityki monetarnej, która będzie miała miejsce na posiedzeniu 20-21 września. Prezes Kuroda jest zwolennikiem ujemnych stóp procentowych, wiceprezes Iwata opowiada się zwiększeniem skupu aktywów. Kiuchi i Sato są wskazywani jako przeciwnicy jakiejkolwiek formy luzowania. Rozłam jest niebezpieczny, gdyż podkopuje szanse na trwalsze osłabienie jena, na czym zależy i rządowi i BoJ. Szaloną teorią w tym momencie jest, że BoJ chce obniżyć rynkowe oczekiwania, by efekt zaskoczenia zwiększył reakcję JPY, jeśli BoJ faktycznie dokona agresywnego luzowania. Na razie jednak sprzedaż JPY to ryzykowny interes.

Środa przynosi trzy decyzje banków centralnych. Szwedzki Riksbank posiada wciąż aktywny program skupu aktywów, który wygasa na koniec roku, a ostatnia słabość korony działa na korzyść odbicia inflacji. Z drugiej strony prognozy wzrostu gospodarczego wymagają rewizji w dół. Ogólnie bilans ryzyk jest neutralny, co przemawia za stanowiskiem „wait-and-see” i brakiem reakcji SEK. W Kanadzie rynek wycenia niecałe 6 proc. szans na obniżkę stopy procentowej Banku Kanady do 0,25 proc. Ostatnie dane z gospodarki są słabe, a ryzyka krajowe i zewnętrzne dla perspektywy wzrostu przeważają po negatywnej stronie. To ustawia nisko poprzeczkę dla gołębiego wydźwięku komunikatu. W Polsce zakładamy utrzymanie stopy referencyjnej na 1,5 proc. Seria słabszych danych makro z polskiej gospodarki podniosła głosy o konieczności złagodzenia stanowiska RPP, jednak komentarze ze strony członków Rady w większości wskazują, że stabilizacja kosztu pieniądza jest najbardziej preferowaną ścieżką. Dzisiejsza konferencja prasowa powinna potwierdzić neutralne nastawienie banku centralnego, co może oferować pewną dozę ulgi dla złotego, choć w tym tygodniu posiedzenie RPP pozostaje w cieniu piątkowej decyzji Moody’s o ratingu Polski.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Gdyby porównać notowania do olimpijskich zmagań, to złoty w kategorii walut gospodarek wschodzących na krótkim, tygodniowym dystansie ledwo załapałby się do finału. Na średnim, miesięcznym dystansie polska waluta mogłaby liczyć na podium, mocniejszy był jedynie deklasujący pozostałe waluty rand. Złoty na rocznym dystansie roku znajduje się jednak wśród outsiderów – ciesząc się z ostatniego umocnienia nie możemy o tym zapominać.

EUR/PLN w tydzień wzrósł cztery grosze wymazując tym samym 23,6 proc. letnich zniżek. Korekta była jak najbardziej uzasadniona, ponieważ dynamika siły trendu spadkowego uległa załamaniu. Tak długo jak kurs nie zamknie dnia ponad 4,32 nie ma silnych powodów do obaw. Czy są powody do optymizmu? Również niezbyt – podtrzymujemy naszą prognozę 4,32 na koniec września. Złotemu mogłaby pomóc fala wzrostów na parkietach Europy Zachodniej, lecz skala potencjalnej aprecjacji nie przekracza kilku groszy. Znacznie większy potencjał drzemie natomiast w koronie szwedzkiej.

Warto pamiętać, że powołując się na rozbieżne ścieżki polityki monetarnej NBP i MNB znaczna część uczestników rynku budowała długą pozycję na regionalnym crossie PLN/HUF. Kurs z technicznego punktu widzenia nadal nie zanegował wybicia z obowiązującego kilka miesięcy przedziału wahań. Mimo to ostatnia, słaba seria danych z Polski może studzić nieco ich zapał. Niska dynamika produkcji przemysłowej to coś do czego będziemy musieli się przyzwyczaić – w końcówce roku nie będą sprzyjać efekty bazy. Ponadto złą wróżbą jest też PMI dla przemysłu, który znajduje się najniżej od około dwóch lat i jedynie minimalnie powyżej pułapu 50 pkt, który oddziela rozwój od regresu sektora.

Efekt ostatnich publikacji to rynek wyceniający ścieżkę stóp najniżej od tygodni. W świetle rynku FRA, w horyzoncie roku stopy powinny spaść o 26 pb, czyli jest już wyceniana pełna obniżka. W ostatnim tygodniu wycena obniżyła się o 3 pb. Z jednej strony niewiele, z drugiej strony od końca lipca o tyle kilka punktów bazowych podniosły się oczekiwania odnośnie do zmian kosztu pieniądza na Węgrzech. Innymi słowy: kanał stóp wbrew oczekiwaniom części inwestorów nie sprzyja umocnieniu złotego do forinta, jest wręcz odwrotnie.

 

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Eurodolar jest ponad 1,13 a USD/JPY walczy (na razie niezbyt skutecznie) o pozostanie ponad 100,00. Dolar w Azji osłabił się do pozostałych walut G-10. Taki stan rzeczy obrazowo potwierdza, że ostatnie jastrzębie komentarze Dudleya i Lockharta nie znajdują cienia odbicia w protokole z lipcowego posiedzenia FOMC.

Wprawdzie pierwsze nagłówki mówiące o silnym podziale w Komitecie dały prodolarowy impuls , ale był on tylko chwilowy. Im dalej w dokument, tym mniej pozytywnych dla amerykańskiej waluty treści. Rentowność amerykańskich dziesięciolatek spada pod 1,55 proc. a wycena prawdopodobieństwa podwyżki w we wrześniu to 22 proc., czyli 4 punkty procentowe mniej niż w dniu publikacji ostatniego raportu z rynku pracy.
Władze monetarne chciałyby podnieść stopy raz w tym roku. Słabe dane o PKB za II kwartał powstrzymują rynek przed budową oczekiwań na podwyżkę w sierpniu. Na miesiąc przed tym posiedzeniem wycena takiego kroku również jest zbyt niska by teraz ją podwyższać. Listopadowe posiedzenie to mało wygodny termin, ponieważ wypada tylko tydzień przed wyborami prezydenckimi. Zostaje grudzień. Szkopuł w tym, że ostatni rok z okładem dobitnie pokazał jak mało potrzeba by Fed odłożył podwyżki stóp procentowych. Druga podwyżka w cyklu w rok po rozpoczęciu zacieśniania jest w tej chwili wyceniona na niemal 50 proc. Nie ma zatem konieczności by rynek pieniężny mocniej wyceniał ją już teraz. W rezultacie dolar powinien pozostać słaby, zwłaszcza do walut ryzykownych i świata emerging markets. Późnym wieczorem, o 22:00, warto zwrócić uwagę na wystąpienie Williamsa, który może rozwinąć postawioną w tym tygodniu tezę o obniżeniu się neutralnej stopy procentowej. Jednak już od rana na rynek napływać będą istotne informacje – kalendarz makroekonomiczny jest pełny.

Warto zwrócić uwagę na dane o sprzedaży detalicznej z Wielkiej Brytanii, które odzwierciedlą zachowanie konsumentów już po referendum. Więcej informacji o pierwszych ocenach wpływu brexitu na gospodarkę strefy euro dostarczy też protokół z posiedzenia ECB. Po słabym NY Empire State warto pochylić się nad kolejnym ważnym regionalnym barometrze koniunktury, czyli Philly Fed.

Dane z Polski naszym zdaniem wypadną powyżej oczekiwań. W przypadku produkcji przemysłowej nasza prognoza 5,2 proc. r/r jest najwyższa w ankiecie Bloomberga (konsensus 0,9 proc. r/r), w przypadku sprzedaży detalicznej nasze szacunki (4,7 proc. r/r )również wypadają powyżej mediany prognoz, która ukształtowała się na pułapie 3,4 proc. r/r. Silniejszy pozytywny wpływ na złotego powinien mieć jednak dobry sentyment inwestycyjny. Nasz scenariusz bazowy zakłada, że europejski rynek akcji (odzwierciedlany przez indeks Stoxx 50) powinien wykonać próbę zanegowania trzech słabych sesji (i odpadnięcia od 200 – sesyjnej średniej ruchomej). Przed złotym nie widzimy jednak szans na nic więcej niż 2-3 groszowe umocnienie. Dużo większą przestrzeń do zniżek na fali tej samej tendencji ma natomiast EUR/SEK.

 

Bartosz Sawicki, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Osobiście chciałbym, żeby był już wrzesień i handel na rynku walutowym wrócił do normy, gdyż zdumiewające jest szaleństwo, jakie miało miejsce w ostatnich 24 godzinach. Wszytko działo się wokół USD po szyldem debaty na kształtem polityki monetarnej Fed. Teraz jest spokojniej, ale dolar wciąż ma kilka widocznych siniaków i pozostaje wrażliwy na dalszą słabość.

Odnoszę wrażenie, że znalazłem się w alternatywnej rzeczywistości. Przez ostatnie kilka miesięcy podejście rynku do komentarzy przedstawicieli Fed odbywało się według schematu: większa uwaga na głosy z zarządu banku, bagatelizowanie komentarzy szefów regionalnych oddziałów. Za takim rozumowaniem stało tłumaczenie, że to w rdzeniu Fed znajduje się głos decydujący za ruchem na stopach procentowych. Dlatego zaskakujące jest, jak (dopiero) we wtorek rynek przejął się poniedziałkowymi (!) komentarzami szefa oddziału Fed w San Francisco Johna Williamsa. Williams nie wprost zasugerował utrzymywanie niskich stóp procentowych na dłużej, choć jego wypowiedź miała charakter akademicki i w żadnym stopniu nie odnosiła się do perspektyw podwyżki we wrześniu lub grudniu tego roku. Jakby tego było mało, rynek zaliczył zwrot o 180 stopni w reakcji na słowa Williama Dudleya, wiceprezesa Fed i jednoczenie szefa oddziału w Nowym Jorku, który jednym zdaniem wylał kubeł zimnej wody na sprzedających USD: „podwyżka we wrześniu jest możliwa”. Ale czy rzeczywiście? Czy ostatnie dane z gospodarki USA były na tyle dobre, aby dotychczas gołębi Dudley był gotowy na zagłosowanie za podwyżką we wrześniu? „Możliwość” nie oznacza jeszcze prawdopodobieństwa ponad 50 proc. (obecna wycena rynkowa wynosi 22 proc.). Wielokrotnie pisaliśmy, że Fed życzyłby sobie bardziej neutralnych oczekiwań rynkowych, które dadzą mu większą elastyczność w podejmowaniu decyzji. I komentarz Dudleya tak należy tłumaczyć – nie zamykać furtki dla żadnej opcji. Ale wakacyjny rynek przereagował, tak samo jak przereagował na słowa Williamsa. Nie mogę doczekać się września i powrotu regularności w handlu.

W efekcie wczorajszych zawirować interesujące będzie, jak rynek zareaguje na wieczorne zapiski z lipcowego posiedzenia FOMC. Pod analizę zostaną wzięte fragmenty charakteryzujące ryzyka dla gospodarki oraz pogląd na ścieżkę stóp procentowych. Biorąc pod uwagę wcześniej wskazaną chęć Fed do pozostawiania otwartej drogi dla każdego scenariusza, możliwe są wzmianki o podtrzymaniu przekonania dla jeszcze jednej podwyżki przed końcem roku. To może pomagać USD, ale nie powinniśmy oczekiwać silnej reakcji, gdyż rynek pamięta, jak Fed nie raz „wykręcał” się z jastrzębich deklaracji. Obraz techniczny na indeksie dolarowym i głównych crossach (EUR/USD, USD/JPY) sugeruje, że nad dolarem przynajmniej krótkoterminowo zbierają się czarne chmury.

Poza tym w kalendarzu mamy dane z rynku pracy Wielkiej Brytanii, ale będą to figury za czerwiec, a zatem nie mówiące nic o sytuacji gospodarki po referendum. Dane z polskiego rynku pracy powinny dalej wskazywać na kontynuację poprawy warunków dla pracowników – relatywnie wysoki wzrost płac, rosnące zatrudnienie. W obu przypadkach spodziewamy się marginalnej reakcji odpowiadających walut. Po południu pod lupę zostanie wzięty raport Departamentu Energii USA dotyczący zeszłotygodniowej zmiany zapasów ropy naftowej (prog. +0,4 mln baryłek). Wczoraj raport API wskazał na spadek zapasów ropy naftowej w USA w ubiegłym tygodniu o 1 mln baryłek, jednakże mocno wzrosły zapasy benzyny (+2,2 mln) i destylatów (+2,4 mln). Jeśli dzisiejszy raport DoE potwierdzi te zmiany, będzie to negatywny impuls dla cen ropy. Na godzinę przed publikacją minutek FOMC przemawiać będzie Bullard z Fed w St. Louis, gdzie rynek nastawia się na gołębie wzmianki.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W sierpniu wśród trzydziestu głównych walut zdecydowanie najlepiej radzi sobie świat emerging markets – w dziesiątce najsilniejszych walut nie ma żadnego przedstawiciela G-10. Piątka z nich (GBP, CHF, CAD, NZD i EUR) zamyka zestawienie.

EUR/PLN plasuje się na 8. miejscu, w dużej mierze za sprawą wyparowania premii za ryzyko związanej z kwestią kredytów frankowych. EUR/PLN jest poniżej 4,27. Zamknięcie dnia poniżej tego pułapu pozwoli przedłużyć zniżki kursu o dalsze 2-3 grosze – nie widzimy większego potencjału do aprecjacji. Eurodolar pozostaje w dolnej części ubiegłotygodniowego przedziału wahań (1,1040 – 1,1240) i w dłuższym horyzoncie powinien wyjść z niego dołem. Potencjalne odbicia powinny być wygaszane przed 1,12.

Trzy tendencje mogą okazać się kluczowe dla rynków walutowych pod nieobecność ważnych danych i wystąpień publicznych. Pierwsza z nich to odbicie cen ropy. Kurs WTI wszedł w fazę wyraźnej korekty silnego odbicia z ostatnich kliku dni, ale nie zachwiała ona wzrostową strukturą. Trudno oczekiwać, żeby przy obecnej sytuacji popytowo – podażowej (czyli przy nadpodaży surowca i przy okresowym zmniejszeniu mocy przerobowych w rafineriach) możliwe było kontynuowanie wzrostów w notowanym od czwartku tempie (kurs baryłki WTI podskoczył w tym czasie z 39,20 do 43,20 USD). Korekta jest zatem jak najbardziej uzasadniona i tak długo jak kurs WTI utrzyma się ponad 42,20 USD nie będzie podstaw by oczekiwać powrotu do zniżek, który na rynku walutowym pod presją postawiłby blok surowcowy z CAD na czele. Na razie jednak nie ma podstaw by sprzedawać te waluty, a zwłaszcza kiwi podatnego na odbicie po jutrzejszym RBNZ.

Warto też zwrócić uwagę na amerykański rynek długu. Rentowność dziesięciolatek USA po silnym wzroście w piątek trzyma się blisko, ale pod 1,60 proc., czyli pod pułapem, którego nie jest w stanie sforsować od ponad miesiąca. Wyjście powyżej tej bariery i dopełnienie wzrostowej korekty byłoby pozytywne dla dolara, w obecnej sytuacji (hossa na Wall Street oraz silne surowce) przede wszystkim do euro i pozostałych walut defensywnych, czyli jena i franka szwajcarskiego.

W końcu: frankfurcki indeks blue chipów DAX jest bliski przełamania bardzo istotnego poziomu 10500, który stoi na drodze dalszym średnioterminowym zwyżkom indeksu, które szacować można na około 5 proc. Wydaje się, że trwałe przebicie tego pułapu dałoby pozytywny impuls także innym średnim giełdowym Starego Kontynentu. Na rynku walutowym beneficjentami stałyby się waluty CEE3, w tym złoty, który mógłby ustabilizować się na obecnych pułapach oraz korona szwedzka. EUR/SEK powyżej 9,50 jest trudny do uzasadnienia i biorąc pod uwagę nastawienie Riksbanku oraz fundamenty gospodarki powinien dążyć do 9,30. Dobre nastroje na parkietach Europy Zachodniej z pewnością przyspieszyłyby ten ruch.

Bardzo słaby jest funt, którego kurs zanurkował pod 1,30 po komentarzach ze strony władz monetarnych. McCafferty napisał dla The Times, że dalsze luzowanie będzie odbywać się pod wpływem nowych informacji z gospodarki i Bank Anglii śmiałym ruchem w ubiegłym tygodniu nie zakończył luzowania. Dziś tymi informacjami będą informacje o koniunkturze w przemyśle w czerwcu, czyli jeszcze przed referendum oraz szacunek dynamiki PKB publikowany przez NIESR, który dotyczyć będzie już lipca (16:00). W Stanach warto zwrócić uwagę na jednostkowe koszty pracy, czyli wskaźnik, który jest dobrym wiodącym odzwierciedleniem presji płacowej w gospodarce.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
TMS Brokers S.A.

Rynek akcji z Azji przynosi ochłodzenie nastrojów, ale FX pozostaje zamknięty w wąskich przedziałach wahań. Względnie bogaty w wydarzenia tydzień zmierza ku końcowi, przynosząc pierwsze miarodajne informacje o efektach Brexitu.

Wygląda na to, że łatwa część handlu na rynku jena dobiegła końca, kiedy wczoraj rynek został storpedowany wypowiedzią prezesa BoJ. W wywiadzie dla radia BBC 4 prezes Kuroda stwierdził, że nie ma potrzeby, ani możliwości wprowadzenia „helicopter money” (tj. bezpośredniego zastrzyku kapitału do strefy realnej przez bank centralny). Stwierdzenie było szokiem biorąc pod uwagę, na co nastawiał się rynek od ostatniego tygodnia. USD/JPY został zrzucony 200 pipsów, za nim się nie okazało, że wywiad z Kurodą był przeprowadzony w połowie czerwca, a zatem przed brytyjskim referendum i przed urealnieniem zagrożenia w postaci złamania poziomu 100 na USD/JPY. Po sprostowaniu USD/JPY częściowo odreagował spadki, ale mleko się rozlało i prysł efekt euforycznej sprzedaży jena. Choć japońskie media podsycały dziś spekulacje, że rządowy pakiet fiskalny razem z rządowymi gwarancjami może sięgnąć nawet 20-30 bln JPY, inwestorzy będą teraz ostrożniejszy w gonieniu wzrostów USD/JPY. W przyszłym tygodniu mamy posiedzenie Banku Japonii, gdzie luzowanie monetarne wcale nie jest przesadzone. Kuroda i spółka doskonale wiedzą, że jeśli ekspansja ma mieć trwały efekt osłabiający na jena, muszą uderzyć we współpracy z rządem. Ale premier Abe trzyma się planu wdrażania pakietu fiskalnego od września. Wprawdzie może go zaprezentować już za tydzień, ale jeśli tego nie zrobi, władze Japonii ryzykują rozczarowanie inwestorów i dołowanie USD/JPY.
Dzisiejsza publikacja indeksów PMI z Wielkiej Brytanii będzie pierwszą oceną kondycji biznesu w reakcji na głosowanie ws. Brexitu. Jednocześnie odczyty mogą być kluczowe dla Banku Anglii, gdyż mogą przesądzać o skali (o ile w ogóle) luzowania polityki w sierpniu. BoE w lipcowym komunikacie technicznie już zapowiedział cięcie stopy procentowej z prawdopodobnym rozszerzeniem QE, ale podjęcie takiej decyzji może zostać utrudnione, jeśli dane pozostaną nienaznaczone skazą Brexitu. Pesymizm brytyjskich przedsiębiorców wydaje się przesądzony, ale skala spadków indeksów koniunktury może nie być drastyczna biorąc pod uwagę, że ankiety PMI zostały przeprowadzone między 13 a 22 lipca, kiedy wstępny szok zdołał przeminąć. Dziś wyniki bliższe 47 powinny dać zielone światło dla luzowania BoE i funt powinien tracić. Wyniki bliżej 50 i BoE może zacząć się zastanawiać nad reakcją. Wątpliwość wkradnie się także na rynek FX i przy oczekiwaniach na cięcie w sierpniu na poziomie 80 proc. zbicie ich do 50:50 może obrócić GBP/USD do 1,34.

Podobne rozterki towarzyszą odczytom PMI z Eurolandu, choć tutaj są większe szanse, że przedsiębiorcy widzą przyszłość w mniej mrocznych barwach. Mimo to dużo słabsze dane będą wspierać oczekiwania na ruch ECB we wrześniu i mogą otworzyć drogę do ponownego zejścia EUR/USD pod 1,10. Po południu wokół danych o inflacji CPI i sprzedaży detalicznej z Kanady przeważają ryzyka negatywne, gdyż silna sprzedaż w kwietniu podnosi ryzyko korekcyjnego równania do trendu w maju. Przy słabej postawie ropy naftowej podtrzymujemy pesymizm względem CAD. Wreszcie PMI dla przemysłu z USA jest trzeciorzędną publikacją, która nie powinna wzruszyć USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W gronie G-10 najsłabszą walutą ostatniego tygodnia jest dolar nowozelandzki. NZD/USD spadł z do 0,70. Fala wyprzedaży została wywołana przez decyzję banku centralnego o publikacji nadzwyczajnego raportu o kondycji gospodarki. Zostało to zinterpretowane jako krok w kierunku obniżki stóp na sierpniowym posiedzeniu. I to krok bardzo zdecydowany.

Oczekiwania rynku tylko podsycone zostały przez poniedziałkowy, niski odczyt inflacji (0,4 proc. k/k przy konsensusie 0,5 proc. i prognozie RBNZ 0,6 proc.) oraz propozycję podwyższenia minimalnego wkładu własnego dla kredytów hipotecznych. Rynek nieruchomości na granicy przegrzania jest głównym czynnikiem przemawiającym za powstrzymywaniem się przez władze monetarne od cięcia kosztu pieniądza ze względu na obawy o stabilność systemu finansowego. Schłodzenie tej sfery gospodarki innymi, makroostrożnościowymi narzędziami otwiera drogę do luzowania monetarnego.

Taką konieczność wymusza nie tylko niska dynamika inflacji. Ceny nabiału na globalnych rynkach nie odbiły dotychczas na tyle mocno by poprawić newralgiczną sytuację branży mleczarskiej, której produkty stanowią około 20 proc. eksportu Nowej Zelandii. Kraj ten ma ponad jedną trzecią udział w ogólnoświatowym eksporcie nabiału. Dodatkowym problemem jest zbyt silna waluta – kurs efektywny dolara nowozelandzkiego (koszyk ważony obrotami handlu zagranicznego) jest w tym momencie pomimo mocnej przeceny 5 proc. powyżej prognozy banku centralnego na koniec kwartału. Teoria parytetu sił nabywczych i odchylenie realnego efektywnego kursu od jego długoterminowej średniej nie pozostawiają złudzeń – ze względu na utrzymywanie się bez porównania najwyższych realnych stóp procentowych w gronie gospodarek rozwiniętych, dolar nowozelandzki jest w trójce przewartościowanych walut.

Przez ostatni tydzień rynek stopy procentowej ostro dyskontował szanse na cięcie stopy OCR. Mierzone na podstawie stawek rynku pieniężnego prawdopodobieństwo wzrosło z 36 proc. do 82 proc. Jednak dolar nowozelandzki był mniej podatny na wzrost gołębich oczekiwań, gdyż po części był chroniony przez poprawę rynkowego sentymentu i globalny wzrost apetytu na ryzyko. Po silnym spadku NZD/USD wydaje się, że atrakcyjniejsze jest dyskontowanie wspomnianej tendencji poprzez siłę relatywną do dolara australijskiego, czyli wzrosty AUD/NZD. EUR/USD zbliżył się na kilkadziesiąt godzin przed posiedzeniem ECB do 1,10 a EUR/PLN naruszał wczoraj 4,37. W tym drugim przypadku nie widzimy pola do kontynuacji zniżek – spodziewamy się stabilizacji kursu wokół 4,40. Wczoraj, szczególnie na europejskich giełdach i rynkach towarowych doszło do schłodzenia apetytu na ryzyko, dziś powinna dominować aura wyczekiwania. Rozpoczęte wczoraj umocnienie dolara wydaje się być niezagrożone. W gronie walut surowcowych należy obok NZD zwrócić uwagę na USD/CAD. Wiele wskazuje, że lokalny dołek został osiągnięty, a sforsowanie oporu w okolicach 1,3050 będzie otwierać drogę do przedłużenia wzrostów.

 

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Początek tygodnia to wyraźny spadek apetytu na ryzykowne aktywa i waluty widoczny szczególnie w notowaniach walut Antypodów i surowców. NZD/USD w tydzień obniżył się ponad 4 proc. i spadł niemal do 0,70. W dużej mierze presja wynika ze zbliżającej się publikacji nadzwyczajnego raportu o kondycji gospodarki. Sama informacja o przygotowaniu dokumentu została odczytana jako krok przygotowujący rynek na sierpniową obniżkę stóp. Dziś dla NZD ważna będzie także aukcja mleka.

Wiele wskazuje, że USD/CAD ustanowił pod koniec ubiegłego tygodnia lokalny dołek i kurs będzie powracał ponad 1,30. Bardzo czuły na wahania sentymentu funt od rana jest pod presją gorszych nastrojów, GBP/USD powraca pod 1,32. Dane inflacyjne z Wielkiej Brytanii dotyczą czerwca, nie będą zatem nośnikiem istotnych z punktu widzenia polityki Banku Anglii informacji – jej perspektywy są jasno wyłożone przez decydentów. Z kolei Indeks ZEW to pierwsza istotna publikacja, która pokaże wpływ wyniku brytyjskiego referendum na nastroje na Starym Kontynencie. Spodziewane jest załamanie składowej oddającej oczekiwania, ale na kilkadziesiąt godzin przed czwartkowym posiedzeniem ECB nie powinien być to impuls do wyrwania EUR/USD z trwającego od kilku tygodni marazmu. Kurs cały czas krąży wokół 1,11 (obecnie jest przy 1,1070), ale spodziewamy się, że w średnim terminie eurodolar będzie zniżkował.

Na Wall Street trwa sezon wyników, które tradycyjnie wypadają lepiej niż (zaniżone) oczekiwania rynku. Wartą odnotowania tendencją jest mniej gwałtowne od prognoz pogorszenie rentowności banków. Dziś sprawozdanie finansowe przedstawi m.in. Goldman Sachs.
Ważnym punktem sesji może okazać się także wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie złożonej przez Słowenię przeciwko Komisji Europejskiej. Orzecznictwo z dużą dozą prawdopodobieństwa podważy legalność części zapisów obowiązującej od początku roku dyrektywy BRRD (Bank Recovery and Resolution Directive) regulującej zasady pomocy publicznej dla banków. To z kolei szerzej uchyli Matteo Renziemu drzwi do udzielenia pomocy włoskim bankom poprzez ich rekapitalizację z użyciem środków publicznych i dostarczy mocnych argumentów w negocjacjach z KE. Może się to jednak okazać czynnik niewystarczający by wydatnie wesprzeć nastroje.

Złoty wczoraj wykonał najsilniejszy ruch aprecjacyjny w tym miesiącu a dziś rano EUR/PLN naruszał nawet 4,37. Obecnie trwa korekta wypychająca kurs w kierunku 4,39. Spodziewamy się stabilizacji w kilkugroszowym zakresie wokół 4,40 i nie widzimy podstaw do wyraźnej kontynuacji tendencji zniżkowej. Dziś publikowana seria danych w świetle konsensusu powinna wykazać silne odbicie produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Prognozy TMS Brokers są jednak bardzo powściągliwe na tle rynkowych oczekiwań. Spodziewamy się przyśpieszenia dynamiki sprzedaży detalicznej z 2,2 do 3,2 proc. (mediana w ankiecie Bloomberga to 3,7 proc.) oraz wyhamowania dynamiki produkcji przemysłowej z 3,5 do zaledwie 2,6 proc. (konsensus zakłada wzrost do 6,0 proc.). W przestrzeni emerging markets wydarzeniem dnia jest decyzja tureckiego banku centralnego. Wcześniej właściwie przesądzone było śmiałe luzowanie polityki jednak na jego skalę wpłyną turbulencje po piątkowym nieudanym przewrocie. USD/TRY zanotował tylko chwilowe odreagowanie w poniedziałkowe przedpołudnie i rośnie w kierunku historycznych szczytów w okolicach 3,0. Obniżka o 50 pb wywołałaby dodatkową presję na lirę, a świadomy potężnych nierównowag bank centralny nie powinien do tego dopuścić.

 

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Szoki wtórne związane z Brexitem oraz awersja do ryzyka wyraźnie osłabiają funta, ale na pogorszeniu rynkowego sentymentu cierpią też waluty surowcowe i rynków wschodzących. Kapitał ucieka do jena i dolara i ciężko wskazać w tym momencie wskazać powód za uspokojeniem rynków. Możemy być w środku większej zawieruchy.

Noc w Azji była trudna dla aktywów ryzykownych. Przy oczywistych znakach w sferze FX mieliśmy kontynuację wyprzedaży na rynku akcji z tokijskim Nikkei dołującym w kulminacyjnym momencie 2,5 proc. Ucieczka do bezpieczeństwa objawiła się nowymi rekordowymi dołkami rentowności obligacji USA (1,3415 proc.), a oprocentowanie dwudziestolatek japońskich po raz pierwszy w historii spadło poniżej zera. Złoto jest na dwuletnich szczytach. Optymizm rynkowy z zeszłego tygodnia zaczyna pryskać i potwierdza naszą tezę, że faktyczny stan rynku będzie można stwierdzić dopiero wówczas, gdy o wahaniach aktywów przestanie samotnie decydować kapitał spekulacyjny (np. fundusze hedgingowe), a do handlu wróci średnio- i długoterminowy kapitał portfelowy. Wygląda na to, że zarządzający pozostają w defensywnym nastawieniu, gdyż jest zbyt wiele pytań bez odpowiedzi. W ostatnich godzinach rynki straszy informacja, że trzy z największych funduszy nieruchomości w Wielkiej Brytanii zdecydowały o zamrożeniu aktywów wartych 9,1 mld GBP po tym, jak referendum wywołało falę umorzeń udziałów.

Start handlu w Europie w środę przynosi nieco uspokojenia, ale głównym scenariuszem pozostaje powrót sprzedaży po odbiciu. Wydaje się mało prawdopodobne, żeby główne banki centralne chciały walczyć z rynkiem, który jeszcze nie przedstawia znamion paniki, więc nie należy oczekiwać „cudu” z tego kierunku. GBP/USD jest na nowych 31-letnich dołkach, ale może iść dalej, nawet do 1,25. USD/JPY zatrzymał się na 100,50, gdyż perspektywa interwencji Banku Japonii przy poziomie 100 czyni kupujących jena ostrożnymi. Ale im dłużej nie będzie odbicia, a bank pozostanie bierny, tym większa szansa, że do testu ostatecznie dojdzie. Awersja od ryzyka będzie utrzymywać presje na AUD, NZD i CAD szczególnie, że przy silnym USD dołować będą surowce. Ulgi nie zaznają też waluty rynków wschodzących, więc złoty zagrożony jest dalszym osłabieniem w kierunku 4,47 za euro.

Po decyzji szwedzkiego Riksbanku oczekujemy utrzymania polityki bez zmian. Wynik brytyjskiego referendum zwiększa niepewność wokół przyszłości Europy, jednak względnie solidne dane makro ze Szwecji oraz słaba korona pozwolą bankowi poczekać na rozwój wypadków. Możliwą zmianą w wydźwięku Riksbanku może być złagodzenie ścieżki polityki monetarnej, tj. oddalenie momentu, kiedy bank przewiduje podwyżki stóp procentowych. Bez zmian powinno być też po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Lipcowe posiedzenie (decyzja prawdopodobnie ok. 12:00) będzie pierwszym pod wodzą nowego prezesa Adama Glapińskiego, ale nie sądzimy, aby wiązałoby się to z istotną zmianą komunikatu. W ostatnim wywiadzie dla Bloomberga Glapiński przedstawiał poglądy spójne z dotychczasową linią Rady. Motywem przewodnim większości wypowiedzi członków Rady jest warunek, że dopóki tempo wzrostu gospodarczego nie hamuje, nie ma przesłanek do obniżki stóp procentowych. Z drugiej strony pozostawanie dynamiki cen dóbr i usług konsumpcyjnych poniżej zera blokuje rozważania o podwyżkach.

Poza tym mamy dane o handlu zagranicznym z USA i Kanady oraz ISM dla usług z USA, które przy obecnym sentymencie mogą przejść bez echa. Wieczorem w protokole z czerwcowego posiedzenia FOMC powinniśmy otrzymać potwierdzenie ostrożnego nastawienia Fed, które później znalazło uzasadnienie w wydarzeniach w Wlk. Brytanii. Minutki powinny posłużyć za wyjaśnienie z jakich pobudek złagodzono ścieżkę stóp procentowych.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pomimo stabilizacji nastrojów po poreferendlanym załamaniu i odrabiania start przez globalne rynki akcji USD/JPY nie zdołał pokonać 103,00, GBP/USD nie wyszedł nad 1,45, EUR/USD nie zbliżył się do 1,12 a ceny ropy WTI zawróciły przy 50 USD. Warto jednak pamiętać, że silny wpływ na rynki mają przepływy kapitału typowe dla końcówki kwartału. Spodziewamy się kontynuacji spadków EUR/USD, odpływu kapitału od bezpiecznych przystani w kierunku bardziej ryzykownych rynków, na czym powinien skorzystać także złoty.

Należy jednak zastrzec, że rynkowe turbulencje nie są jeszcze całkowicie pieśnią przeszłości. Indeks VIX spadł już do poziomów przedreferendalnych, co oznaczać może, że odreagowanie straci impet. Inwestorzy czekać będą na dane z rynku pracy USA oraz start sezonu publikacji wyników firm z Wall Street, ale to dopiero za tydzień.

Dziś natomiast nadal napływać będą informacje związane z brexitem, poznamy m.in. nowe przywództwo Partii Konserwatywnej i zaplanowano wystąpienie publiczne Marka Carneya. Poza tym uwaga skupi się na danych inflacyjnych z Eurolandu i Polski. W Polsce zaczniemy wychodzić z głębokiej deflacji: dynamika CPI w świetle naszych prognoz i rynkowego konsensusu wyniesie -0,8 proc. r/r.

Najbliższe miesiące przyniosą zresztą znaczne odbicie inflacji konsumenckiej po obu stronach Atlantyku. Wskaźniki cenowe będą przede wszystkim windowane przez efekty bazy i wyższe ceny surowców energetycznych. W końcu w połowie ubiegłego roku ceny paliw rozpoczęły ostry spadek. Taką ocenę dziś potwierdzi wstępna publikacja inflacji z Eurolandu za czerwiec. Wzrost cen wykazały już wczoraj dane z Niemiec i poszczególnych landów. W rezultacie dynamika HICP w Eurolandzie na koniec roku powinna znaleźć się w okolicach 1 proc. r/r. Dla polityki ECB będzie mieć to marginalne znaczenie: słabość powinny nadal wykazywać wskaźniki bazowe a czujność władz monetarnych gwarantować będzie poreferendalny chaos, konieczność oceny wpływu brexitu na anemiczny wzrost, zaburzony mechanizm transmisji polityki monetarnej oraz potencjalny kryzys polityczny na Starym Kontynencie. Te wszystkie czynniki powodują, że euro powinno pozostać słabe i wrażliwe.

W przypadku Stanów Zjednoczonych nasilanie się tendencji inflacyjnych na poziomie cen konsumenckich należy wpisać w nieco inny kontekst. Bazowe wskaźniki cen są w USA na zdecydowanie wyższych poziomach i ścieżce zbieżnej z oczekiwaniami Fed. Publikowane wczoraj PCE Core przyjmuje roczną dynamikę 1,6 proc. Jeszcze wyższe wartości przybiera inflacja bazowa, którą windują dynamiczne rosnące czynsze i stawki najmu mające większy udział w koszyku. Taka sytuacja sprawia, że amerykańskie CPI pod koniec roku będzie zapewne zdecydowanie przekraczać 2 proc. (obecnie około 1 proc.). Może mieć to wyraźne reperkusje dla oczekiwań inflacyjnych i rynku stopy. Na razie Fed jest niewrażliwy na wzrost cen, w początku roku powątpiewał nawet w jego trwałość. Jednak kolejne dane o wydatkach (w tym chociażby publikowane wczoraj) wskazują, że konsumpcja jest silna i presja popytowa na ceny nie słabnie. Można zatem pokusić się o tezę, że globalny wzrost cen konsumenckich będzie mieć asymetryczny wpływ na politykę banków centralnych – ma znacznie większy potencjał, żeby wesprzeć dolara niż wspólną walutę.

 

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynki pozostają w dobrych nastrojach, gdyż inwestorzy z optymizmem patrzą na wynik czwartkowego referendum w Wlk. Brytanii, mimo że ostatnie sondaże wysyłają mieszane sygnały. Pewność siebie może być jednak zgubna, jeśli bezpieczeństwo zysków wygra z cierpliwością.

Późny wieczór w poniedziałek przyniósł dwa nowe sondaże dotyczące referendum UE w Wlk. Brytanii: ORB/Telegraph wskazał na przewagę zwolenników pozostania w Unii 53:46, a badanie YouGov dało przewagę dla obozu Brexitu 44;42. Funt pozostaje silny, a średnie prawdopodobieństwo Brexitu implikowane z kwotowań bukmacherów spada już do 25 proc. (wczoraj 28 proc.). Wygląda na to, że pomimo paniki sprzed tygodnia, teraz, na dwa dni przed głosowaniem, inwestorzy zaczęli się być spokojni o wynik na korzyść zwolenników pozostania Wlk. Brytanii w UE. Kolejny sondaż otrzymamy dziś o 14:30 od Survation (poprzednim razem 45:42 dla pozostania), ale nie on może być najważniejszym czynnikiem ryzyka dla rynku. Zwrot rynkowy, jaki nastąpił od czwartkowego popołudnia, stwarza wrażenie, jakby pozytywny wynik referendum został już niemal w pełni zdyskontowany. Taki stan na ok. 70 godzin przed oficjalnymi wynikami tworzy nieprzyjemne środowisko dla inwestorów, którzy nie mają cierpliwości do utrzymywania pozycji. Chęć realizacji zysków może zainicjować klasyczny „wtorek odwrotu” i na powrót rynek zaleją wątpliwości, czy na pewno można być spokojnym o wynik głosowania? Zalecane jest utrzymanie podwyższonej czujności w handlu.

Dziś o 16:00 rozpoczyna się sprawozdanie prezes Fed Janet Yellen w Kongresie USA. Charakter wystąpienia sugeruje, że Yellen może brzmieć nieco bardziej optymistycznie niż podczas zeszłotygodniowej konferencji prasowej po posiedzeniu FOMC. Dla Yellen ważne jest, aby podkreślić, że gospodarka rozwija się dobrze i bank centralny skutecznie wykonuje swoja pracę. Prezes Fed raczej powtórzy oczekiwania, że inflacja powróci do celu, ale obecna polityka zapewnia ścieżkę stabilnego wzrostu gospodarczego. Z drugiej strony mało prawdopodobne jest, abyśmy usłyszeli konkrety w kwestii najbliższej podwyżki stóp procentowych. Wydźwięk wystąpienia może być neutralny dla USD, ale optymistyczny pogląd na stan gospodarki USA może wspierać apetyt na ryzyko i od tej strony dolar może oberwać rykoszetem (straci na rzecz walut surowcowych i rynków wschodzących)
Dla euro brytyjskie referendum pozostaje podstawowym czynnikiem ryzyka, ale dodatkową uwagę może dziś skupić wyrok niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zgodności z konstytucją programu OMT. Był to plan nadzwyczajnego skupu obligacji skarbowych państw strefy euro, który ECB zarządził u szczytu kryzysu w 2012 r. Program nigdy nie został uruchomiony, mimo to OMT zostało zgłoszone jako naruszenie niemieckiego prawa. Powszechnie oczekuje się, że niemiecki TK powtórzy korzystny wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z 2015 r., ale przeciwna decyzja będzie oznaczać cios w wiarygodność ECB i jego zdolność do zarządzania szokami na europejskim rynku finansowym. Byłaby to niewygodna informacja na dwa dni przed potencjalną reakcją rynku na Brexit.

Z innych wydarzeń we wtorek mamy indeks ZEW z Niemiec i decyzja Banku Węgier. Oprócz Yellen przemawia Powell z Fed i prezes ECB Draghi. Ale te wydarzenia będą dziś tylko tłem.

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Na otwarciu tygodnia rynki zachowują się tak, jakby ryzyko Brexitu było pomijalne. Zwrot w sondażach na rzecz pozostanie Wlk. Brytanii w UE wspiera apetyt na ryzyko, ale w tym tygodniu zmienność jest jedyną pewną rzeczą.

GBP/USD jest teraz pod 1,46, gdyż przez weekend sondaże „przekręciły” się na korzyść przeciwników Brexitu. Telefoniczny sondaż BMG dla Scottish Herald dał im 53,3 proc. wobec 46,7 proc. dla zwolenników wyjścia z UE. Sondaż agencji Survation przeprowadzony 17 i 18 czerwca pokazał, że obóz „Bremain” odzyskał prowadzenie na poziomie 45 proc. wobec 42 proc. dla obozu „Brexitu”. Sondaże wspierają tezę, że tragiczna śmierć posłanki Jo Cox może wpływać na wzrost poparcia dla pozostanie w UE. Jednakże huśtawka nastrojów na rynkach jest tak silna, że jeden sondaż w drugą stronę może ponownie posłać w otchłań funta i aktywa z nim powiązane. Do czwartku jeszcze mnóstwo czasu, a i nie ma pewności, że wynik referendum będzie na tyle jednoznaczny, by dać inwestorów klarowny sygnał. Zmienność pozostaje wysoka, podobnie jak niepewność o wynik referendum i jeśli najbliższe godziny nie przyniosą świeżej informacji wspierającej obóz „Bremain”, inwestorzy mogą wygaszać pozytywną reakcję. „Kupuj i trzymaj” nie jest rozważną strategią przy tak rozchwianych rynkach.

Po nocy GBP jest największym zwycięzca zmiany sentymentu, przed SEK i NZD, które są traktowane jako czołowi beneficjenci spadku awersji do ryzyka. Wrażliwość EUR na ryzyko referendum także jest wysokie, ale strefa euro ma jeszcze inne niż Brexit problemy, które ograniczają skalę zwyżek. W weekend antysystemowa partia Ruch Pięciu Gwiazd wygrała wybory lokalne w Rzymie i Turynie, co pokazuje, że dotychczasowy układ władzy będzie trafiał na coraz więcej przeszkód. Ponadto w następny weekend odbędą się wybory parlamentarne w Hiszpanii, które są powtórką głosowania z grudnia i od których oczekuje się podobnego wyniku – niestabilna koalicja rządząca. EUR/USD już skonsumował 80 proc. wzrostów z pierwszych godzin handlu, co tylko podkreśla, jakie kruche jest nastawienie rynku.

Na złotym podobnie wstępna euforia i spadek EUR/PLN pod 4,40 zaczyna już wyparowywać. Jeśli ostatnie sondaże z Wlk. Brytanii dobrze przewidują wynik referendum, to 4,50 pozostanie poza zasięgiem. Ale ryzyko pesymistycznego scenariusza będzie w najbliższych dniach podtrzymywać podwyższoną zmienność i rynek będzie to wykorzystywać do zajmowania długich pozycji, gdy tylko kurs zbliży się 4,40.

Poza debatą nad Brexitem kalendarz wydarzeń makro jest dziś ubogi. Opublikowane już dane o bilansie handlowym z Japonii i inflacji PPI z Niemiec nie wzruszyły rynkiem. Sprzedaż hurtowa z Kanady także będzie zignorowana, gdyż CAD obecnie przede wszystkim wahania cen ropy naftowej (dziś w górę). Po południu mamy wystąpienia przedstawicieli z ECB (Mersch, Lautenschlaeger) i Fed (Kashkari) , ale nie ma oczekiwań na przełomowe komentarze.

 

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sentyment rynkowy w piątek ma się nico lepiej, choć takich powodów uspokojenia nastrojów nikt sobie nie życzył. Tragiczne wydarzenia z Wielkiej Brytanii z wczoraj skutkują dziś zawieszeniem kampanii dotyczącej Brexitu, ale rynek walutowy w dalszym ciągu pozostaje bardzo zmienny, gdyż wynik referendum UE pozostaje niewiadomą.

W czwartek na rynkach dominowała awersja do ryzyka, do czasu aż po południu nie doszło do gwałtownego zwrotu. Zmiana nastawienia zbiegła się w czasie z zastrzeleniem brytyjskiej posłanki Jo Cox, zagorzałej zwolenniczki pozostania Wielkiej Brytanii w UE. Uczestnicy rynku odebrali zabójstwo jako cios dla poparcia za wyjściem z UE, gdyż niektóre media donoszą, że morderstwo mogło mieć podtekst polityczny. Czy rzeczywiście tak będzie? Nie da się tego na razie stwierdzić, a zawieszenie kampanii w piątek powoduje, że wszelkie analizy socjologiczne i sondaże będą wpływać na rynki dopiero po weekendzie. Ale wczorajszy nagły zwrot sentymentu pokazuje, jaki bałagan i niezdecydowanie ogarnęło rynki finansowe. Strach przed najgorszym nie zniknie aż do poznania wyników referendum, stąd kolejne fale awersji do ryzyka nie są wykluczone. O tym, jak poważna jest sytuacja, pokazują ostatnie doniesienia gazety Nikkei, według której banki centralne Japonii, USA i Europy dyskutują nad dostarczeniem dodatkowej podaży dolarów na rynki finansowe, by przeciwdziałać zanikowi płynności. Bank Anglii i ECB oficjalnie już zapowiedziały plany gotowości do podtrzymywania płynności.

Ostatnie godziny handlu przed weekendem powinny przynieść uspokojenie, ale rynek nie musi (i nie będzie) stać w miejscu. Po gwałtownym odbiciu EUR/USD i GBP/USD w czwartek podaż może wziąć czas na przeanalizowanie sytuacji, przez co mini rajd-ulgi może towarzyszyć EUR i GBP. Wymowa rynku USD/JPY pozostaje spadkowa, ale obawy inwestorów o możliwą interwencję japońskich władz na razie zatrzymują sprzedających. Z Japonii dochodzą sygnały o spotkaniu przedstawicieli Ministerstwa Finansów, Banku Japonii i Agencji Usług Finansowych, które dotyczyło podwyższonej zmienności jena. Europejski rynek akcji zaczyna dzień zielono, co przemawia za stabilizacją. Skorzystać na tym może też złoty, choć wątpliwe, aby EUR/PLN miał łatwość w zbliżeniu się do 4,40.

Kalendarz publikacji także przemawia za spokojnym dobrnięciem do weekendu. Dane z polskiego przemysłu i handlu są ważne dla oceny kondycji gospodarki, ale złoty tradycyjnie zignoruje odczyty. Słabszy wynik inflacji CPI z Kanady może ciążyć na CAD, ale walut powinna być bardziej podatna na wahania cen ropy naftowej. Dane z rynku budowlanego USA powinny podzielić los innych odczytów z tego tygodnia – do czasu rozwiązania kwestii Brexitu rynek nie będzie pozycjonował się pod oczekiwania względem polityki Fed.

 

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sentyment na rynkach podupadł i to wyraźnie szkodzi dolarowi, gdyż Fed potrzebuje klarownych oznak, że wszystko jest „OK”, aby podnieść stopy procentowe. ISM wyglądał imponująco na powierzchni, ale szczegóły były mniej zachęcające. W czwartek uwaga skupi się na konferencji prezesa ECB Draghiego i szczycie OPEC.

Indeks ISM dla przemysłu USA w maju wyraźnie zaskoczył wzrostem do 51,3 z 50,8, zamiast oczekiwanego spadku do 50,3. Jednakże przysłowiowy diabeł tkwi w szczegółach. Subindeks zatrudnienia utrzymał się na 49,2, co dalej oznacza ubytek miejsc pracy w sektorze. Choć przemysł generuje raptem 8 proc. miejsc pracy w gospodarce, stąd przełożenie na NFP jest niewielkie, to jednak odczyt powyżej 50 z pewnością miałby lepszy wydźwięk. Wskaźnik nowych zamówień spadł do 55,7 z 55,8, a indeks nowych zamówień eksportowych pozostał na 52,5, nie sygnalizując przyspieszenia w kolejnych miesiącach. Wydatki inwestycyjne przedsiębiorstw w kwietniu tąpnęły o 1,8 proc. m/m (choć marzec zrewidowano w górę do 1,5 proc.). Beżowa Księga Fed także stonowała swój wcześniej wyrażany optymizm. Ocena ożywienia została obniżona ze „skromny do umiarkowanego” w kwietniu do tylko „skromny” w czerwcu. Dane z USA nie pomagają Fed w podjęciu decyzji o kontynuacji normalizacji polityki pieniężnej. Dziś raport ADP będzie wstępem do jutrzejszego raportu z rynku pracy i odczyt na poziomie konsensusu (173 tys.) lub wyżej wesprze jastrzębi i pokaże, że nie wszystko jeszcze stracone.

W czerwcu Europejski Bank Centralny startuje z implementacją narzędzi, które zapowiedział w marcu (Skup obligacji korporacyjnych, nowa runda tanich pożyczkę dla banków). Stąd uważamy, że czerwcowe posiedzenie nie przyniesie niespodzianek. Dzięki dobremu wynikowi PKB za I kw. i odbiciu cen ropy prognozy Europejskiego Banku Centralnego powinny zostać zrewidowane w górę. Jednakże prezes Draghi podtrzyma dotychczasowe nastawienie z otwartością do dalszego luzowania, jeśli dotychczasowe działania nie spełnią swojej roli dla odbicia inflacji w średnim terminie. EUR może szukać wsparcia w wyższych prognozach, ale pozytywny wpływ na EUR/USD powinien być wygaszany. Ostatni zjazd kursu to głównie przejaw czynników dolarowych i biorąc pod uwagę bliskość raportu z rynku pracy USA (3 czerwca), przemówienia prezes Fed Yellen (6 czerwca) oraz posiedzenia FOMC (15 czerwca) wątpimy, aby rynek nie wykorzystywał potencjalnego odbicia EUR/USD jako okazji do droższej sprzedaży, tym samym hamując większe wzrosty. Im bardziej Draghi będzie bagatelizował rewizję prognoz i mocniej podkreślał obawy o przyszłość, tym płytsze odbicie euro.

Ropa naftowa zanotowała sporą huśtawkę notowań w środę, odwracając wcześniejsze spadki pod wpływem spekulacji, że na dzisiejszym szczycie członkowie OPEC ustalą limit dla wydobycia. Reuters cytował wczoraj „czterech delegatów OPEC”, zdaniem których kartel „prawdopodobnie rozważy” nowy limit produkcji. Oczekiwania studził później minister ds. ropy Iranu Zanganeh, który uznał, że limit nie przynosi żadnych korzyści Iranowi. Ryzyka dla ropy są obecnie dwustronne, gdyż od wczoraj częściowo zaczęto dyskontować szanse na porozumienie, jednakże pozostajemy sceptyczni odnośnie tego, czy członkowie kartelu będą dziś w stanie cokolwiek ustalić.

 

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynek finansowy jest w fazie wyczekiwania. Z jednej strony skupienie uwagi na dolarze amerykańskim i powiązanymi z nim danymi sugeruje wyczekiwanie do czasu piątkowej publikacji raportu z rynku pracy. Ale można zaryzykować stwierdzenie, że po wtorkowym zamieszaniu inwestorzy najzwyczajniej czekają, w którą stronę rynki wyskoczą, niekoniecznie mając do tego konkretny powód.

W zależności czy jest się fanem indeksu ISM, czy wskazań raportu ADP, można zbudować przeciwne oczekiwania względem jutrzejszych danych Departamentu Pracy USA. Odczyt kwietniowego indeksu ISM dla usług na poziomie 55,7 był najwyższy od grudnia, ale co istotniejsze subindeks zatrudnienia skoczył do 53 z 50,3. Sektor usługowy generuje ok. 80 proc. PKB USA, zatem odbicie zatrudnienia w tym segmencie gospodarki nie jest do zignorowania. Z drugiej strony raport ADP rozczarował, informując o przyroście zatrudnienia w sektorze prywatnym jedynie o 156 tys., o 50 tys. mniej niż oczekiwano. Zbieżność wyników ADP i danych rządowych nie jest idealna i często kwestionowana, ale wspiera tezę, że rynek pracy nie może wiecznie rosnąć w tempie 200 tys. miejsc miesięcznie i kiedyś musi nastąpić kres. Jeśli to ma miejsce już teraz, wzmocnią się głosy, że Fed przegapił swoją szanse na normalizację polityki monetarnej, gospodarka USA jest już za szczytem cyklu, a to zła wiadomość dla USD. Na razie jednak nie widać, aby któraś frakcja odważyła się na silniejsze zaznaczenie swojego zdania na rynku walutowym.

Wtorkowy zwrot w pozycjonowaniu osłabił pewność siebie inwestorów na długich pozycjach w ryzykownych aktywach i krótkich w USD, ale jeszcze nie widać oznak szerszej kapitulacji. EUR/USD i USD/JPY zatrzymały się na okrągłych poziomach (odpowiednio 1,15 i 107). Sennie też na rynku złotego, gdyż EUR/PLN utrzymuje konsolidację 4,37-4,41. Waluty surowcowe są nieco silniejsze dzięki odbiciu cen ropy naftowej, która otrząsnęła się z negatywnej reakcji na wzrost zapasów w USA. Zagrożenie spadku wydobycia ropy w Kanadzie o 1 mln baryłek dziennie przez szalejące tam pożary wygląda na rozsądne wytłumaczenie odbicia, choć nie można oprzeć się wrażeniu, że rynek ropy w dalszym ciągu stara się mocniej skupiać się na pozytywnych (dla ceny) informacjach. Jeśli rynek walutowy sam nie znajdzie na siebie pomysłu, rynek ropy ponownie może stać się drogowskazem.
Kalendarz publikacji na czwartek nie rozpieszcza. Kwietniowy PMI dla sektora usługowego w Wielkiej Brytanii może wywołać najwięcej zmienności i biorąc pod uwagę rozczarowania w odczytach z przemysłu i sektora budowlanego, przeważają negatywne ryzyka dla funta. Po południu mamy decyzję banku centralnego Czech, raport Challengera i wnioski o zasiłek dla bezrobotnych z USA oraz pozwolenia na budowę domów z Kanady. Trudno w tym zestawie znaleźć źródło silnego impulsu. Przed wieczorem przemawia James Bullard z Fed.

 

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nocny spokój w oczekiwaniu na decyzje Fed, RBNZ i Banku Japonii zakłócił szokujący spadek inflacji w Australii, który silnie uderzył w dolara australijskiego. Reszta FX pozostaje uśpiona, podobnie jak rynek akcji. Ropa ma wsparcie w lepszych danych o zapasach.

W pierwszym kwartale ceny konsumenckie w Australii nieoczekiwanie spadły o 0,2 proc. wobec oczekiwanego wzrostu o 0,2 proc. W ujęciu rocznym CPI spadł do 1,3 proc. z 1,7 proc., a inflacja bazowa na 1,7 proc. jest najniżej w historii. AUD/USD traci już prawie 150 pipsów, gdyż rynek przekłada dane na wzrost szans na cięcie stóp procentowych przez RBA w przyszłym tygodniu (wycena prawdopodobieństwa skoczyła z 12 proc. do 50 proc.). Jednakże prezes RBA Stevens w ostatnich miesiącach wyraźnie pokazywał swoją niechęć do cięć, więc na gołębim komunikacie może się zakończyć. Ponadto aktywność gospodarcza z Australii wysyła sygnały, że kolejna obniżka nie jest konieczna, a odbicie od dna cen surowców (głównie rudy żelaza i węgla, z którymi AUD jest silnie skorelowany) może pozostać wspierające dla waluty. Od strony fundamentalnej nie stawialibyśmy kreski na Aussie zbyt wcześnie, choć obraz techniczny zostawia jeszcze trochę przestrzeni do spadków.

Dalej kalendarz iskrzy się od interesujących wydarzeń. Przed południem wstępny odczyt PKB z Wielkiej Brytanii, gdzie spodziewane jest spowolnienie wzrostu do 0,4 proc. k/k w pierwszym kwartale z 0,6 proc. poprzednio. Ostatnie dane miesięczne wypadały słabiej, zatem szanse na niespodzianki przeważają po negatywnej stronie. Jednak po rynku widać skupienie większej uwagi na ryzyku politycznym zwianym z czerwcowym referendum, gdzie ostatnio widać wzmocnienie obozu pozostanie w UE. To może skłaniać rynek do podkupywania funta w przypadku ewentualnego osłabienia po danych. Dalej w ciągu dnia dane Departamentu Energii USA o zapasach ropy naftowej są obarczone ryzykiem lepszego (niższego) wyniku po tym, jak wczoraj w nocy raport API wskazał na spadek zapasów w ubiegłym tygodniu o 1,1 mln baryłek. WTI już zyskał 50 centów po odczycie, ale to może nie być koniec dzisiejszych zwyżek.

Gwiazdą wieczoru jest komunikat FOMC. Oczekujemy utrzymania stóp procentowych bez zmian, a komunikat powinien zawierać fragmenty zadowalające zarówno gołębi, jak i jastrzębi. Reakcja rynków będzie zależna od tego, co z tej mieszanki będzie się najmocniej wybijać. Mniej pesymistyczna ocena sytuacji globalnej jest zasadna i będzie odbierana jako sygnał dla podwyższenia oczekiwań na podwyżkę w czerwcu (choć wcale jej nie przesądza). Silniejsze podkreślenie obaw o kondycję krajowej gospodarki zabrzmi gołębio, gdyż zasugeruje, że Fed przegapił swój moment na normalizację polityki pieniężnej. Najbardziej zrównoważonym przekazem będzie chęć poczekania na więcej informacji z gospodarki i dowody trwałości poprawy globalnej sytuacji ekonomiczno-finansowej. W ten sposób bank pozostawi sobie wszystkie opcje otwarte. Nastawienie wobec USD jest najgorsze od dwóch lat, stąd dolar powinien być bardziej wrażliwy na jastrzębie wzmianki, o ile takowe będą się wybijać z przekazu.

Później przy decyzji Banku Rezerw Nowej Zelandii szanse na obniżkę o 25 pb do 2 proc. rozkładają się 50:50, ale w obu przypadkach gołębi komunikat jest najbardziej realny. Rynek w ograniczonym stopniu zbudował krótką pozycję w NZD, gdyż z jednej strony oczekujący obniżki są w zdecydowanej mniejszości, a z drugiej – inwestorzy byli skupieni na kupowaniu NZD razem z innymi walutami surowcowymi, do czego skłaniał rynkowy sentyment. Nawet jeśli RBNZ powstrzyma się od cięcia, musi zrobić cokolwiek, by zahamować aprecjację kiwi. Jakkolwiek wpływ stanowiska RBNZ może na dłuższą metę nie wygrać z presją ogólnorynkowego sentymentu, tak wstępna reakcja powinna być negatywna dla waluty.

W nocy Bank Japonii ma wiele kwestii do przemyślenia, ale naszym zdaniem jeszcze za wcześnie na decyzję o kolejnych obniżkach stóp procentowych (po styczniowym cięciu), a będące także przedmiotem spekulacji zwiększenie skupu ETF lub obligacji skarbowych będzie odebrane jako oznaka niemocy banku centralnego. Stąd samo posiedzenie stwarza ryzyko powrotu siły JPY, ale może to być ostatni taki zryw przed powrotem do średnioterminowej słabości.

 

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pozytywny ton rynkowego sentymentu nieco przygasł w okołoweekendowym handlu, ale to bardziej ostrożne przygotowywanie się na wydarzenia kolejnych dni, niż zapowiedź głębszego odwrotu. Jen jest silniejszy, dolar amerykański słabszy, akcje są niżej, traci ropa naftowa. Złoty na razie jest stabilny po piątkowej przecenie.

Poniedziałkowy kalendarz otwierają odczyty stopy bezrobocia ze Szwecji i Polski za marzec, ale SEK i PLN powinny pozostać neutralne wobec wskazań poprawy sytuacji na rynku pracy. Od indeksu Ifo z Niemiec oczekuje się skromnej poprawy po stronie przyszłych oczekiwań, ale to potencjalny spadek subindeksu oceny bieżącej może mieć większy wpływ na EUR. Po południu sprzedaż nowych domów z USA ma wzrosnąć w marcu o 1,6 proc. m/m, a po dobrym wyniku sprzedaży na rynku wtórnym ryzyka są po stronie pozytywnego zaskoczenia.

Rynki finansowe mają za sobą trzy tygodnie utrzymywania apetytu na ryzyko i po ostatnich przełamaniach ważnych poziomów technicznych potencjał do kontynuacji jest spory. Przeszkody jednak pozostają, a w tym tygodniu zalicza się do nich Fed i Bank Japonii. Rynek jena już się ożywił wraz z piątkowymi rewelacjami o możliwej zapowiedzi przez BoJ ujemnego oprocentowania dla pożyczek dla banków. Sądzimy, że jeszcze za wcześnie na decyzję o kolejnych obniżkach (po styczniowym cięciu), a będące także przedmiotem spekulacji zwiększenie skupu ETF lub obligacji skarbowych będzie odebrane jako oznaka niemocy banku centralnego. Stąd samo posiedzenie stwarza ryzyko powrotu siły JPY, ale może to być ostatni taki zryw przed powrotem do średnioterminowej słabości.

W przypadku FOMC oczekujemy utrzymania stóp procentowych bez zmian, zakładając kolejną podwyżkę w czerwcu, ale w komunikacie nie liczymy na żadne bezpośrednie sygnały otwierające drogę do ruchu na kolejnym posiedzeniu. FOMC prawdopodobnie będzie skłonny poczekać na więcej pozytywnych sygnałów z gospodarki i dowodów trwałości poprawy globalnej sytuacji ekonomiczno-finansowej. Takie stanowisko nie pomoże USD, ale biorąc pod uwagę, że inwestorzy w znaczącym stopniu ograniczyli już długie pozycje w dolarze, beznamiętny komunikat nie powinien też zaszkodzić walucie.

Miłością inwestorów nie jest darzony polski złoty, który w tym miesiącu jest najsłabszą walutą rynków wschodzących. Głównym powodem osłabienia złotego jest realizacja zysków z pozycji zawieranych jeszcze w lutym, kiedy inwestorzy widzieli okazję w kupowaniu PLN po osłabieniu związanym z zaskakującą obniżką ratingu przez agencję S&P. Ale złoty ma dodatkowy problem wynikający z obecnego klimatu rynkowego, kiedy inwestorzy starają się „wycisnąć” jak najwięcej z rajdu ryzykownych aktywów, nie oglądając się zbytnio na fundamenty. W „normalnych czasach” rentowności polskich obligacji są atrakcyjną alternatywą dla kapitału uciekającego spod wpływu ekspansywnej polityki ECB. Jednak teraz, kiedy sentyment wspiera wszystkie ryzykowne aktywa, stopy zwrotu z polskich obligacji są co najmniej 6 pkt proc. niższe od oprocentowania podobnych papierów z Turcji lub Brazylii. Słabość złotego odzwierciedla przesiadkę inwestorów na bardziej ryzykowne rynki.

 

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dziś rano USD/JPY kradnie show wybijając się ponad 110 na przeciekach o możliwym luzowaniu ze strony Banku Japonii na posiedzeniu w przyszłym tygodniu. Reszta rynku pozostawała uśpiona w ostatnich godzinach, ale perspektywa dwóch ważnych wydarzeń w najbliższych dniach (Fed, BoJ) może bujać mocniej rynkiem.

Anonimowe źródła związane z Bankiem Japonii (BoJ) mówią o wprowadzeniu ujemnego oprocentowania dla programu pożyczkowego dla banków komercyjnych (teraz 0 proc.), czemu może także towarzyszyć obniżka głównej stopy procentowej (obecnie -0,1 proc.). W ten sposób banki otrzymają tani pieniądz do udzielania kredytów i będą odczuwać mniejszy ból z tytułu obciążeń na depozytach. Jednakże dodatkowe luzowanie BoJ może być trudne do obrony na szczycie G7 w maju, gdyż jest oczywistym, że jego celem jest osłabienie jena. Prezes Kuroda, jeśli zdecyduje się na obniżki stóp procentowych lub rozszerzenie programu QE, będzie starał się uzasadniać decyzje obawami o inflację i oczekiwania inflacyjne, a nawet może użyć za wymówkę ostatnie trzęsienia ziemi w Japonii. Z drugiej strony dzisiejsza plotka może być kontrolowana i ma za zadanie oczyścić rynek walutowy z nagromadzonych długich pozycji w JPY, licząc na to, że rozczarowanie przy status quo BoJ 28 kwietnia nie uderzy pełną siłą. Dziś rano USD/JPY przebija się ponad strefę 110,00/30, co od strony technicznej powinno blokować głębsze spadki kursu (o ile dotrwamy na tych poziomach do końca dnia).

USD/JPY nadgania też przebudzenie USD, gdyż był jedynym kursem, który w czwartek nie zareagował na silne przepływy kupowania dolara, jakie pojawiły się zaraz po zakończeniu konferencji prasowej ECB. Sama konferencja nie wniosła nic nowego, choć Draghi starał się być gołębi i bronił skuteczności narzędzi zapowiedzianych w marcu, ale całkowite pominięcie tematu siły waluty jest wystarczającym argumentem, by jeszcze nie przesiadać się na sprzedaż EUR. Mimo to kupujący EUR/USD mieli ciężki dzień przez niespodziewanie ożywienie USD, które bardziej wynikało z przetasowań w pozycjonowaniu niż z czegokolwiek innego. Silniejszy dolar uderzył wstępnie w ceny surowców, które jednak do końca dnia zdołały się podnieść i dziś wyglądają lepiej, czego jednak nie można powiedzieć o walutach surowcowych (AUD, NZD, CAD). Rynek walutowy zdaje się dobrnął do pewnego punktu przegięcia, gdzie nie jest już w stanie być napędzanym wyłącznie apetytem na ryzyko bez przymykania oka na inne czynniki. Ryzykowną teorią jest, że inwestorzy mogą czuć się niekomfortowo z perspektywą posiedzenia FOMC już za 4 dni, nawet jeśli oczekiwania na jakiekolwiek wzmianki o przybliżaniu się do kolejnej podwyżki są minimalne.

Dziś w kalendarzu mało jest wydarzeń, które mogą generować zmienność. Przed południem indeksy PMI ze strefy euro powinny namalować nieco bardziej optymistyczny obraz aktywności gospodarczej, choć nie oczekujemy wpływu na EUR. Po południu z Kanady dostaniemy sprzedaż detaliczną i CPI. Sprzedaż prawdopodobnie czeka odreagowanie silnego odczytu z poprzedniego miesiąca. Inflacja zejdzie na drugi plan, gdyż w ubiegłym tygodniu Bank Kanady stwierdził, że inflacja postępuje zgodnie z projekcją. Mimo to słabe odczyty mogą przystopować ostatni rajd umocnienia dolara kanadyjskiego.

 

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dane z USA miesiąc temu przestały pozytywnie zaskakiwać, a kluczowi decydenci (Yellen, Dudley) przybrali skrajnie ostrożną postawę. Wczorajsze, rozczarowujące odczyty inflacji, zwłaszcza na poziomie wskaźników bazowych dostarczają silnych argumentów frakcji gołębi w Fed i nie dają podstaw do wyceny szybszych podwyżek stóp. Dlatego też dolar powinien pozostać słaby.

Jeśli jesteśmy już na froncie danych makro, to należy odnotować pozytywne zaskoczenie danymi z Chin. Są one dobre w dwójnasób: dowodzą poprawy koniunktury oraz są krokiem do przywrócenia wiarygodności władzom Państwa Środka i stosowanym przez nie narzędziom. Brak pozytywnej reakcji to przede wszystkim zasługa zbliżającego się, weekendowego posiedzenia OPEC. Postrzegamy je jako ogromny czynnik zagrożenia, tym bardziej po silnym rajdzie indeksów i surowców z tego tygodnia. Ropa podrożała w pięć dni o ponad 10 proc. a pozycja spekulacyjna netto już na koniec poprzedniego tygodnia była najwyższa w historii. Co z tego wynika?

Po pierwsze, część uczestników rynku może się z niego wycofywać przed weekendowym spotkaniem, po drugie reakcja na negatywny wynik posiedzenia będzie zdecydowanie silniejsza . Dlatego też z wielką rezerwą należy podchodzić do długich pozycji w walutach ryzykownych i indeksach giełdowych. Korekta wybuchu apetytu na ryzyko (w połączeniu z danymi z USA) powinna sprzyjać wzrostom EUR/USD. Krótkoterminowo atrakcyjnie wyglądają krótkie pozycje w NZD/JPY i długie w EUR/NZD. Bezpieczniejszym rozwiązaniem jest szukanie okazji do kupna AUD/NZD. EUR/PLN nie był w stanie skorzystać na poprawie globalnych nastrojów, co tylko utwierdza nas w przekonaniu, że korekta zostanie przedłużona do 4,33.

Dziś przed nami informacje z przemysłu USA. Sektor ostatnio zdaje się wychodzić z dołka i powinny potwierdzić to publikacje NY Empire State (pierwszy z regionalnych wskaźników koniunktury) oraz dynamiki produkcji przemysłowej. Dane – nawet dobre – nie powinny jednak mieć większego pozytywnego wpływu na dolara. Rynek na pewno przyjrzy się uważnie oczekiwaniom inflacyjnym publikowanym jako część indeksu Uniwersytetu Michigan. Rozczarowanie na tym polu stałoby się kolejnym argumentem za odsunięciem podwyżek stóp.

 

Bartosz Sawicki, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Eksperci

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

AKTUALNOŚCI

Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłu...

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Firmy muszą być bardziej ekologiczne

Nowoczesny klient na zakupach nie kieruje się wyłącznie ceną. Usiłuje raczej połączyć rozsądek z emo...

5 trendów w branży płatności na 2020 rok

- W ciągu ostatnich pięciu lat zachowania i oczekiwania konsumentów radykalnie zmieniły sposób, w ja...

Jak wykorzystać otwartą bankowość? Najważniejsze zalety rozwiązań open banking

Rozwój platform cyfrowych i ich szybkie przyjęcie przez konsumentów stworzyły znaczące możliwości dl...

Już co czwarty internauta w Polsce słucha podcastów

Już 27% internautów w Polsce słucha podcastów. Większość włącza je co najmniej raz w miesiącu, korzy...

Rośnie popularność inwestycji budowlanych typu mixed-use, czyli obiektów łączących w sobie r

Ograniczona przestrzeń w największych światowych ośrodkach miejskich sprawia, że architekci coraz od...