poniedziałek, Grudzień 9, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "mieszkania"

mieszkania

Jak informuje Główny Urząd Statystyczny bazując na danych z Rejestru Cen i Wartości Nieruchomości (RCiWN), obrót nieruchomościami zmniejszył się o 6,4% r/r do 102,2 mld zł w 2017 r.

Z informacji wynika, że w 2017 roku zawarto prawie 423 tys. transakcji kupna/sprzedaży nieruchomości tj. o 4,3% więcej niż przed rokiem. Wartość transakcji była niższa o 6,4% i wyniosła ponad 102 mld zł. W obszarze nieruchomości lokalowych wartość transakcji wzrosła o 10,2% r/r do 50,12 mld zł, przy 204 396 transakcjach (+6,3% r/r). Jeśli zaś chodzi o nieruchomości zbudowane  (nieruchomości zabudowane budynkami mieszkalnymi, zabudowane nieruchomości rolne, nieruchomości zabudowane budynkami pełniącymi inne funkcje niż zagrodowa i mieszkaniowa oraz nieruchomości budynkowe) ich wartość spadła o 26,9% r/r do 30,01 mld zł w 71 314 transakcjach (+4,5% r/r). Natomiast w nieruchomościach niezabudowanych wartość transakcji spadła o 2,5% do 22,1 mld zł (transakcji zawarto tu 147 240, czyli o 1,5% więcej r/r).

W komunikacie napisano, że w 2017 roku podpisano 488, 1 tys. aktów notarialnych dotyczących sprzedaży nieruchomości, o 1,2% więcej niż rok wcześniej. Jak podaje GUS, w porównaniu z 2016 rokiem największy wzrost liczby aktów notarialnych wystąpił w przypadku sprzedaży działek zabudowanych budynkiem mieszkalnym (o 7,5%), sprzedaży lokali (o 7,4%), sprzedaży działek niezabudowanych (o 4,9%) oraz sprzedaży spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu (o 4,3%). Największy spadek zaś odnotowano natomiast w przypadku aktów notarialnych dotyczących sprzedaży nieruchomości rolnych (o 17,6%) oraz nieruchomości innych (o 16,8%).

 

 

Akty notarialne dot. sprzedaży nieruchomości zawarte w 2017

WYSZCZEGÓLNIENIE

2017

2016 = 100

OGÓŁEM

488 106

101,2

Sprzedaż lokali

191 369

107,4

Sprzedaż działek niezabudowanych

94 564

104,9

Sprzedaż nieruchomości rolnych

57 492

82,4

Sprzedaż działek zabudowanych budynkiem mieszkalnym

47 904

107,5

Sprzedaż spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu

47 219

104,3

Sprzedaż nieruchomości innych

22 611

83,2

Sprzedaż działek zabudowanych budynkiem o innym przeznaczeniu

15 407

100,9

Sprzedaż prawa użytkowania wieczystego

6 887

103,8

Sprzedaż nieruchomości na rzecz Skarbu Państwa lub JST

4 248

91,9

Oddanie przez Skarb Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego w użytkowanie wieczyste wraz ze sprzedażą budynku

405

98,8

Źródło: dane Ministerstwa Sprawiedliwości

MS, źródło GUS

Kolejne dane Głównego Urzędu Statystycznego znów przyniosły rekordowe wyniki aktywności deweloperów. Tym razem na historycznie najwyższych poziomach są oddane w ciągu 12 miesięcy do użytkowania mieszkania i uzyskane pozwolenia na budowę kolejnych.

W ciągu ostatniego roku działający na polskim rynku deweloperzy uzyskali 130,5 tys. pozwoleń na budowę mieszkań. To pierwszy raz w historii statystyk GUS-u kiedy przekroczony został poziom 130 tys. lokali. Liczba otrzymanych pozwoleń na budowę obrazuje plany deweloperów na przyszłość (chęć do budowy nowych mieszkań), ale na najwyższym w historii poziomie jest także liczba lokali oddanych do użytkowania, ta wartość jest obrazem efektów aktywności firm. W okresie listopad 2016 – październik 2017 oddano 86,8 tys. mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem.

Aktywność deweloperów w okresie listopad 2016 – październik 2017 r.

Trzecia z badanych przez GUS statystyk, liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, także robi wrażenie – to 101,8 tys. mieszkań w ciągu 12 miesięcy, drugi najwyższy wynik w historii. Warto przypomnieć, że rok temu wartość ta wynosiła 87,4 tys., a cztery lata temu – 50,8 tys. To znaczy, że w ciągu czterech lat liczba budowanych w Polsce mieszkań wzrosła dwukrotnie – wynika z obliczeń przeprowadzonych przez Home Brokera.

Jak podaje w najnowszym raporcie REAS, w okresie IV kw. 2016 r. – III kw. 2017 r., liczba transakcji na rynku pierwotnym dokonanych na sześciu najważniejszych rynkach, wyniosła 72 tys. sztuk, co jest najwyższym wynikiem w historii i oznacza wzrost rok do roku o ponad 23 proc. Popyt na nowe mieszkania nie maleje. Pomagają mu stabilna gospodarka, wzrost płac i niskie stopy procentowe.

Sprzedają się dziury w ziemi

Na rynku królują mieszkania jeszcze niegotowe. Z danych portalu RynekPierwotny.pl wynika, że odsetek gotowych mieszkań w większości miast nie przekracza 20 proc. Dla przykładu w Gdańsku jest to 9 proc., Warszawie 11 proc., a Krakowie – 16 proc. Jedyną metropolią, z dostępnością gotowych lokali przekraczającą 20 proc. jest Poznań, gdzie wskaźnik ten wynosi 25 proc. Nie mając innego wyboru, klienci kupują mieszkania w budowie.

Aktywność deweloperów w ujęciu 12-miesięcznym

Co ciekawe, na potęgę budują nie tylko deweloperzy, ale i inwestorzy indywidualni, czyli ludzie stawiający domy na własne potrzeby. W ostatnim roku rozpoczęto budowę 94,9 tys. domów, o 15 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Od początku 2018 r. wejdzie w życie nowelizacja rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Poznaj 5 najciekawszych zmian. 

Zmiana 1 – Pralka niekoniecznie w łazience

Dotychczas projektanci musieli obligatoryjnie przygotowywać miejsce na pralkę w łazience. Czasy się jednak zmieniają. Coraz więcej osób posiada pralki w innych pomieszczeniach niż łazienka (np. w specjalnie wydzielonych pomieszczeniach pełniących rolę pralni), dlatego ustawodawca dopuszcza umieszczenie tego urządzenia w innym miejscu. W rozporządzeniu pojawił się tylko ogólny zapis, mówiący o tym, że w mieszkaniu należy przewidzieć miejsce na pralkę.

Zmiana 2 – Aneks kuchenny także w kawalerkach

W związku z zapotrzebowaniem na rozwiązania polegające na umieszczeniu w mieszkaniach jednopokojowych aneksów kuchennych, nowelizacja dopuszcza taką możliwość. Projektanci muszą jednak przewidzieć w takim pomieszczeniu wentylację grawitacyjną i kuchnię elektryczną. Przy większych mieszkaniach – przy aneksie kuchennym w pokoju przeznaczonym na pobyt dzienny, także powinna być umieszczona wentylacja. Nowe regulacje dotyczą też okapu. Zarówno w kuchni, jak i w aneksie musi on mieć podłączenie do dodatkowego otworu wywiewnego, a nie jak to często jest spotykane, do przewodu kominowego, co zaburza wentylację w mieszkaniu.

Zmiana 3 – Minimalna powierzchnia użytkowa mieszkania

25 m kw. – tyle może mieć najmniejsze projektowane mieszkanie. Nowelizacja znosi więc przepisy, które ustalały minimalną powierzchnię dla poszczególnych pomieszczeń w mieszkaniu (np. pokój dzienny mógł mieć nie mniej niż 16 m kw.). W ten sposób projektanci będą mieć więcej swobody w planowaniu przestrzeni poszczególnych pomieszczeń.  – Ta zmiana powoduje najwięcej kontrowersji w środowisku deweloperów, którzy odpowiadając na potrzeby rynku upowszechnili w ostatnim czasie trend inwestowania w mikroapartamenty. Zdaniem przedstawicieli branży rozporządzenie nie powinno wskazywać nabywcom takich mieszkań, czy określony metraż zapewnia odpowiedni komfort zamieszkania, mówi Marcin Jańczuk z agencji Metrohouse.

Zmiana 4 – Więcej miejsca dla twojego auta

Zmieniają się nie tylko preferencje nabywców mieszkań, ale i samochody jakimi jeżdżą. W związku z tym ustawodawca zwiększa szerokość miejsca postojowego dla samochodu z 2,3 m na 2,5 m. Jednocześnie, gdy mówimy o budynku jednorodzinnym, gdy na działce są wyznaczone maksymalnie dwa miejsca parkingowe, nie ma już norm związanych z parkowaniem w określonej odległości od domu. W praktyce możemy więc postawić swój samochód pod oknem. Dla większych budynków mieszkalnych i np. parkingów do 10 stanowisk odległość ta wynosi 10 m.

Zmiana 5 – Tu nakarmisz i przewiniesz dziecko

Jedna ze zmian z pewnością ucieszy młodych rodziców. W  budynkach  gastronomii, handlu  lub  usług  o  powierzchni  użytkowej  powyżej  500  m kw.  a  także  stacji paliw (z niektórymi wyłączeniami) nałożono  obowiązek  zapewnienia  pomieszczenia przystosowanego do funkcji karmienia i  przewijania  dzieci.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

 

 

Opracowanie:

Które inwestycje mieszkaniowe najbardziej odpowiadają singlom? Czym się charakteryzują? Wspólnym mianownikiem na pewno jest rodzaj mieszkania, jakie kupuje singiel. Jest to lokal możliwie mały, kompaktowy, dzięki czemu jego cena całkowita jest atrakcyjna, a rata kredytu niższa od kosztu najmu.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Dla singli ważne jest, aby nieruchomość współgrała z prowadzonym przez nich stylem życia. Dużym powodzeniem cieszą się mieszkania w osiedlach społecznych, które umożliwiają załatwianie codziennych spraw w bezpośredniej okolicy. Szeroki dostęp do usług, baza rekreacyjna obejmująca np. osiedlowy klub fitness, czy własne boiska i sprawne połączenie z centrum to duży atut dla tej grupy nabywców. Podobnie jak inwestycje w samym centrum, jak np. River Point, zapewniające pełną ofertę miasta na wyciągnięcie ręki. W pierwszych dniach sprzedaży obserwujemy również duże zainteresowanie kawalerkami w Browarach Wrocławskich, projekcie zlokalizowanym w sercu Wrocławia w otoczeniu zabytkowej architektury poprzemysłowej.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Single stanowią większość wśród klientów, którzy zainteresowani są małymi, jednopokojowymi mieszkaniami. Spośród nich da się wyróżnić kilka grup. To na przykład osoby, które w perspektywie kilku lat planują założenie rodziny i późniejszą odsprzedaż mieszkania z zyskiem, by zainwestować pozyskane środki w większą nieruchomość. Często małe mieszkania są kupowane przez rodziców dla studiującego dziecka. Tacy nabywcy wychodzą ze słusznego założenia, że zakup mieszkania to lepsza inwestycja niż wynajmowanie stancji bądź pokoju w akademiku. Wśród naszych wszystkich klientów, większość stanowią jednak młode małżeństwa i rodziny, które poszukują większych lokali.

Małgorzata Ostrowska, członek Zarządu oraz dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Single najczęściej wybierają warszawskie osiedla Bliska Wola i Zielona Dolina. W tych inwestycjach oferujemy lokale cieszące się powodzeniem singli, tj. 22 metrowe kawalerki i mieszkania dwupokojowe o powierzchni około 40 mkw. z funkcjonalnym układem pomieszczeń. Inwestycja Bliska Wola oddalona jest zaledwie 12 minut drogi od centrum miasta, dlatego wybierana jest przez osoby dynamiczne, które dopiero rozpoczynają karierę zawodową i chcą korzystać z uroków nocnego życia w Warszawie. Osiedle Zielona Dolina zlokalizowane jest na Białołęce, słynie z terenów zielonych, stąd zainteresowanie tą inwestycją wśród osób ceniących sobie spokój i chętnie spędzających czas na świeżym powietrzu.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Trudno jednoznacznie wskazać, jakim rodzajem projektów najbardziej interesują się single, bo to szeroka grupa kupujących. Mogą to być osoby zaczynające samodzielne życie, które z uwagi na ograniczone środki i zdolność kredytową, kupują mieszkania możliwie najtańsze, w projektach znacznie oddalonych od centrum. Są to również studenci, którym mieszkania kupują rodzice, często w inwestycjach zlokalizowanych w centrum miasta.

Wspólnym mianownikiem na pewno jest rodzaj mieszkania, jakie kupuje singiel. Jest to lokal możliwie mały, kompaktowy, dzięki czemu jego cena całkowita jest atrakcyjna, a rata kredytu niższa od kosztu najmu.

 

 

 

 

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Pomimo popularności rachunków powierniczych, wielu klientów firm deweloperskich, nadal bierze pod uwagę tylko zakup ukończonego mieszkania. Nabycie gotowego lokalu to rozwiązanie, które może zapewniać subiektywne poczucie bezpieczeństwa. Warto również wspomnieć o możliwości szybszej przeprowadzki. Mieszkania posiadające takie zalety, nadal są dostępne na największych rynkach pierwotnych. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że przez ostatnie 2 – 3 lata, odsetek gotowych lokali znacząco spadł.

Ukończone „M” rzadko stanowią więcej niż 25% oferty deweloperów

Portal RynekPierwotny.pl jako serwis posiadający największą w Polsce bazę inwestycji deweloperskich, obserwuje ciekawe zmiany udziału gotowych mieszkań. Poniższa tabela przedstawia informacje z początku listopada 2017 r. o liczbie i udziale gotowych lokali deweloperskich. Te statystyki pochodzące z miast wojewódzkich wskazują, że odsetek ukończonych „M” w ofercie deweloperów obecnie bywa bardzo zróżnicowany (Opole i Zielona Góra – 0%, Katowice oraz Kielce – ponad 40%). Analizowany wskaźnik na ogół nie przekracza jednak 20% – 25%. Wyższego udziału gotowych mieszkań, nie odnotowano również w sześciu największych miastach wojewódzkich. Na początku listopada 2017 roku, udział gotowych mieszkań deweloperskich z metropolii wynosił:

  • Warszawa – 11%
  • Kraków – 16%
  • Łódź – 10%
  • Wrocław – 19%
  • Poznań – 25%
  • Gdańsk – 9%

Po porównaniu powyższych wyników, skala zmian staje się bardzo łatwo widoczna. Wzrost aktywności inwestycyjnej deweloperów sprawił, że ukończone mieszkania straciły swoją pozycję rynkową. W styczniu 2015 r. nowe mieszkania deweloperskie stanowiły 40% oferty z sześciu metropolii (Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań i Gdańsk). Na początku listopada 2017 roku, analogiczny wynik nie przekraczał 14%. W analizowanym okresie (styczeń 2015 r. – listopad 2017 r.) zwiększyła się łączna podaż mieszkań oferowanych w sześciu metropoliach (o mniej więcej 9% – 10%). Taka zmiana oczywiście nie mogła skompensować mniejszego udziału gotowych lokali.

Na połowę mieszkań z Warszawy trzeba będzie czekać dłużej niż rok

Spadek popularności gotowych mieszkań na największych rynkach deweloperskich, może skłaniać wiele osób do zainteresowania się lokalami z terminem ukończenia nieprzekraczającym pół roku. Dzięki danym portalu RynekPierwotny.pl, można ocenić udział rynkowy takich prawie gotowych „M”. Wspomniany udział waha się od 0% (Opole) do 30% (Zielona Góra). W przypadku sześciu największych miast, odsetek nowych lokali z półrocznym lub krótszym terminem ukończenia wynosi:

  • Warszawa – 15%
  • Kraków – 20%
  • Łódź – 14%
  • Wrocław – 11%
  • Poznań – 12%
  • Gdańsk – 15%

 Jak widać, mieszkania z krótkim terminem ukończenia (do pół roku), mogą nieco skompensować ewentualny deficyt gotowych lokali deweloperskich. Wśród „M” z datą ukończenia nieprzekraczającą 6 miesięcy, znajdziemy nawet takie mieszkania, które są już technicznie gotowe, ale czekają jeszcze na formalne zakończenie budowy.

Deficyt gotowych mieszkań w kolejnych kwartałach powinien stawać się mniej dotkliwy, bo inwestorzy systematycznie będą kończyć lokale, które obecnie są mniej zaawansowane w budowie i stanowią dużą część oferty rynkowej. W tym kontekście jeszcze raz warto powołać się na dane portalu RynekPierwotny.pl. Takie aktualne informacje wskazują, że na terenie Warszawy nowe lokale z terminem ukończenia dłuższym niż rok stanowią aż 56% oferty. Analogiczne wyniki z pozostałych metropolii to: 40% (Kraków), 68% (Łódź), 45% (Wrocław), 51% (Poznań) oraz 32% (Gdańsk).

Wartości odnotowane dla Warszawy i Łodzi sugerują, że w tych dwóch miastach ostatnio miała miejsce duża ofensywa inwestycyjna deweloperów – tłumaczy Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl. Skala wspomnianej ofensywy oczywiście była bardzo różna. Wynika to z faktu, że warszawski rynek pierwotny pod względem podaży mieszkań, jest prawie sześć razy większy od swojego łódzkiego odpowiednika.

 

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Auta, sprzęty domowego użytku, a nawet ubrania – wszystkim tym można się podzielić i zaoszczędzić znaczną ilość pieniędzy. Nierzadko, gdy pożyczający oszczędza, użyczający zarabia, coraz popularniejszy bowiem staje się room i flat sharing, czyli krótkoterminowy wynajem lokali. Usługa tego typu może okazać się świetnym pomysłem na dodatkowe zyski, wystarczy tylko poznać kilka czynników przyciągających najemców.

Ekonomia współpracy coraz gorętszym trendem

Na Zachodzie i w Polsce coraz bardziej rozpowszechnia się trend sharing economy. Styl życia pozwalający na oszczędności, a także przyjazny środowisku naturalnemu i stanowiący alternatywną formę konsumpcji jest zjawiskiem społecznym i ekonomicznym, zauważalnym przede wszystkim w dużych miastach. Ekonomia współpracy opiera się o fundamentalną zmianę myślenia w zakresie konsumpcji. Funkcjonuje dzięki sieci połączonych ze sobą jednostek i społeczności, bezpośrednio świadczących sobie usługi (np. udzielenie noclegu), ale oznacza również współużytkowanie, umożliwiające radykalne zwiększenie efektywności posiadanych zasobów (np. wspólna jazda samochodem).

Co daje dzielenie?

Poza walorami czysto ekonomicznymi oraz ekologicznymi (np. wspólny przejazd to mniejsza emisja spalin do atmosfery), ekonomia współpracy oferuje coś jeszcze. Możliwość poznania nowych ludzi, wspólnej zabawy, a w przypadku wynajmu krótkoterminowego – szansa na nocleg w mniej standardowym miejscu niż tradycyjny hotel, w przytulnej atmosferze mieszkania i na takich warunkach, na jakie przystanie najemca i wynajmujący. Dla tego drugiego to także doskonały sposób na przyjemny biznes.

– Moda na krótkoterminowy wynajem mieszkań narodziła się w Stanach Zjednoczonych. Teraz, gdy dotarła do Polski, coraz więcej kupujących lokale rozważa przeznaczanie ich na takie cele inwestycyjne. Flat sharing pozwala na poznanie ludzi z całego świata, szlifowanie umiejętności komunikacyjnych i językowych, a przy okazji na szybki zarobek, na własnych warunkach. Miejsca szczególnie atrakcyjne z punktu widzenia turystów, wynajmowane każdej doby, zarabiają na siebie w sezonie nawet kilka – kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie – mówi Kuba Karliński z Magmillon.

Publikując ofertę w specjalnym serwisie sharingowym, możesz zaznaczyć, na jakich warunkach chciałbyś użyczyć lokalu najemcy. Opcja takiego zarobku jest dosyć łatwa i dochodowa, warto zatem wiedzieć, jak zainteresować turystę na tyle, by zrezygnował z hotelu właśnie na rzecz Twojego mieszkania.

Walory krótkoterminowych mieszkań

Turysta poszukujący mieszkania na okres swojego pobytu w obcym mieście, najczęściej kieruje się odległością lokalu od zabytków, atrakcji turystycznych, lotniska czy dworca oraz ceną za dobę wynajmu. Nie bez znaczenia jest także liczba osób i/lub zwierząt, które mogą spędzić noc w danym lokalu. Niezależnie od jego wielkości i standardu, posiadacz może bowiem wprowadzić obostrzenia dotyczące maksymalnej liczby gości, zakazu wprowadzania zwierząt czy dzieci.

W Warszawie ceny wynajmu krótkoterminowego startują już od kilkudziesięciu złotych. Designerskie mieszkania czy domy wyższym standardzie potrafią kosztować 3500 zł za noc. Całe lofty czy piętra kamienic mogące pomieścić więcej osób to wydatek nawet kilkunastu tysięcy złotych.

Wyszukiwarki dostępne na serwisach internetowych z ofertami mieszkań na wynajem krótkoterminowy pozwalają na zaznaczenie preferowanej odległości od centrum miasta i precyzyjne oznaczenie Twojej nieruchomości na mapie.

Istotnym udogodnieniem dla najemcy jest możliwość wynajęcia całego mieszkania, a także dostępność bezprzewodowego internetu czy opcja zjedzenia śniadania na miejscu. Poza lokalizacją, ceną i dodatkowymi benefitami, potencjalni najemcy zwracają także uwagę na rodzaj budynku, w którym oferowany jest nocleg. Obcokrajowców często pociągają miejsca, które wyglądem odbiegają od standardowych hoteli lub apartamentowców. Małe, przytulne kamienice z wysokimi mieszkaniami, np. na Starym Mieście czy klimatycznej Pradze, działają na nich jak magnes. Część z najemców, zwłaszcza, gdy decydują się oni na nieco dłuższy okres najmu, zwraca także uwagę na widok z mieszkania. Chętnie decydują się na lokal z tarasem, balkonem lub oknem na zabytki, ładne podwórko czy z wyjściem do ogródka.

W zależności od Twoich możliwości finansowych, jesteś w stanie dostosować swoją ofertę do konkretnego najemcy lub najemców. Niezależnie od tego, czy masz ochotę wynająć swój apartament na dzień, tydzień, czy miesiąc, specjalne serwisy internetowe (np. Airbnb), za pomocą których ogłaszasz swój lokal pozwalają Ci zaprezentować swój lokal. To świetny sposób na dotarcie do olbrzymiej, wielomilionowej publiczności. Pamiętaj o dokładnym i przyciągającym wzrok opisie. Używaj słów i przymiotników, które mogą przyciągnąć potencjalnego lokatora, np. „przytulny”, „luksusowy”, „wygodny”, „przestronny” czy „blisko centrum”.

 

 

Źródło:  Magmillon

Dzięki spadkowi kursu franka raty kredytów w tej walucie są coraz niższe. Od grudnia ubiegłego roku ich wysokość spadła o ponad 10%. Z drugiej strony, wciąż są one o ok. 20% wyższe niż kwota,  jaką wyliczył im bank podczas składania wniosku kredytowego. Expander zwraca jednak uwagę, że od 2008 r. o ok. 40% wzrosły nasze wynagrodzenia. Jeśli więc rata początkowo miała stanowić np. 30% dochodów kredytobiorcy, to dziś będzie to już tylko 25%. Prawdziwym problemem dla frankowiczów jest natomiast wciąż bardzo wysokie zadłużenie. 

W przypadku kredytu we frankach, zaciągniętego w najgorszym możliwym momencie (w sierpniu 2008 r.) rata wynosi dziś ok. 1809 zł (przy początkowej kwocie 300 000 zł i okresie spłaty 30 lat). Gdy frankowicz starał się o kredyt, to dowiedział się, że rata wyniesie ok. 1516 zł, o ile nie zmieni się kurs i oprocentowanie. Niestety  stało się inaczej i rata jest dziś o 293 zł wyższa.  Mimo ostatnich spadków kursu kredytobiorcy płacą więc istotnie więcej niż na początku.

Ta wyższa rata w wielu przypadkach jest jednak dziś relatywnie mniejszym obciążeniem, gdyż w ciągu minionych 9 lat znacząco wzrosły wynagrodzenia w naszym kraju. Przeciętna płaca w sektorze przedsiębiorstw była o 42% wyższa w sierpniu niż w analogicznym okresie roku 2008. Jeśli więc założymy, że w momencie zaciągania kredytu, rata stanowiła 30% dochodów wnioskodawcy, to dziś będzie to jedynie 25%. Te uśrednione dane nie wykluczają, że niektórzy mogą dziś zarabiać tyle samo lub nawet mniej niż 2008 r. Dla większości rata powinna być jednak mniejszym obciążeniem.

Zadłużenie prawdziwym problemem

Mimo, że obecny kurs na poziomie 3,68 zł wiąż jest dużo wyższy niż 2 zł obserwowane w 2008 r., to dzięki ujemnym stopom procentowym w Szwajcarii, raty są dość niskie. Zadłużenie zależy już jednak tylko od kursu. Dla naszego przykładowego kredytu wynosi ok. 420 000 zł. Mimo 9 lat spłaty jest więc dużo wyższe niż pożyczone 300 000 zł. Jeśli regularnie spłacamy raty i nie chcemy zmieniać mieszkania, to w niczym to zadłużenie nam nie przeszkadza.  Gorzej, jeśli mamy inne plany lub problemy.

W przypadku znaczących opóźnień spłaty rat, bank może wypowiedzieć umowę kredytową i przeliczyć całe zadłużenie na złote po obecnym kursie. To spowoduje, że nawet po sprzedaży mieszkania nie wystarczy pieniędzy na spłatę całego długu. Z tego samego powodu frankowiczowi nie opłaca się zamienić lokalu np. na większy, mniejszy czy przenieść się do innego miasta lub innej dzielnicy. Możemy powiedzieć, że ci kredytobiorcy są „przywiązani” do swoich mieszkań.

 

Autor: Jarosław Sadowski, Główny analityk Expander Advisors

 

Gdzie nie chcemy mieszkać w stolicy? Już ósmy raz z rzędu sieciowa agencja nieruchomości Metrohouse przygotowała zestawienie najmniej pożądanych lokalizacji rozpatrywanych przez klientów biura.

Jak powstaje Antyranking?

W stolicy działa ponad stu agentów Metrohouse. Jak co roku otrzymali oni do wypełnienia ankietę, która miała wskazać obszary miasta cieszące się najmniejszym zainteresowaniem klientów. – Należy pamiętać, że świadoma odmowa klientów z otrzymywania ofert z konkretnej dzielnicy nie oznacza wcale, że nie kupią tam mieszkania, ponieważ wskutek coraz lepszego poznawania uwarunkowań rynkowych z czasem zmieniają swoje pierwotne decyzje i lubią zaskakiwać, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse. Agenci Metrohouse mogli wskazać więcej niż jedną dzielnicę. Wysoka frekwencja występowania danej dzielnicy w odpowiedziach oznacza, że jest to miejsce bardzo często wymieniane w ankietach, podczas gdy brak wskazania oznacza wysoką atrakcyjność dzielnicy w oczach nabywców.

Białołęka „na nie”

Po dwóch „wygranych” z rzędu dzielnicy Rembertów, na mało zaszczytne miejsce powróciła Białołęka. 74 proc. ankietowanych agentów Metrohouse twierdzi, że klienci nie są zainteresowani zakupem mieszkania w tej dzielnicy. – Pokutuje ciągle przekonanie, że to miejsce zakorkowane, położone w bliskości oczyszczalni ścieków Czajka. Mimo upływu czasu klienci nie zakonotowali znacznej poprawy komunikacji, czyli rozwoju sieci tramwajów, wygodnego dojazdu do metra dzięki nowemu mostowi. Wygrywają stereotypy, mówi Adam Pszczółkowski, ekspert Metrohouse. Gdyby przygotować zestawienie argumentów, za którymi stoi niechęć do Białołęki są to zwykle te same powody: „zbyt daleko”, słaba komunikacja z Centrum”, „zbyt długie dojazdy do pracy”. – Należy jednak podkreślić, że w ankietach zaczyna kształtować się podział na Tarchomin i Nowodwory oraz tzw. Zieloną Białołękę, która z racji dalszej odległości jest częściej pomijana w poszukiwaniach przez klientów, dodaje Marcin Jańczuk.

Zeszłoroczny lider – Rembertów – tym razem zajął drugie miejsce uzyskując 67 proc. negatywnych wskazań. Klienci nie kojarzą zupełnie dzielnicy z budownictwem wielorodzinnym. Mają rację, ponieważ dominuje tu zabudowa jednorodzinna, a lokalizacja jest dość popularna wśród osób, które szukają miejsca pod budowę własnego domu. Jednocześnie wiele wskazań dotyczy znacznej odległości od Centrum Warszawy. – To jednak mit. Szybka Kolej Miejska dojeżdża z Centrum Warszawy do Rembertowa w 15 minut – szybciej niż transport metrem na Kabaty (21 minut). Podobne skojarzenia ma Wesoła, która podobnie jak rok temu zajęła w Antyrankingu 3 miejsce (50 proc.). Niezależnie od cen, czy trendów rynkowych dość znacząca grupa klientów odrzuca prawobrzeżną część Warszawy skupiając się w swoich poszukiwaniach tylko na lewej stronie Wisły.

Mimo, iż z 48 do 41 proc. spadł odsetek negatywnych odpowiedzi na temat Ursusa, dzielnica ta zajęła wysokie 4-te miejsce wśród najmniej popularnych wśród klientów dzielnic. Zestawienie TOP 5 uzupełnia Wawer, który także poprawił swój ubiegłoroczny wynik, ale to nie pozwoliło mu opuścić niechlubnej czołówki. Tylko 1 pkt. proc. za nim jest Praga Północ, która również znajduje się wśród dzielnic o wyraźnie wysokim wskaźniku odrzuceń.

Dzielnice marzeń

O ile istnieją dzielnice, które w świadomości nabywców mieszkań mają niezbyt dobre notowania, to z drugiej strony mamy do czynienia z dzielnicami na topie, które zawsze cieszą się zainteresowaniem klientów. Wśród dzielnic, które nie zostały wskazane przez agentów Metrohouse jako „niechciane” przez klientów znalazły się w tym roku Mokotów, Ochota, Ursynów, Wola i Żoliborz. W porównaniu do zeszłego roku z zestawienia wypadły Śródmieście i Praga Południe, które nie utrzymały czystego konta bez negatywnych wskazań.

Gdzie naprawdę kupujemy mieszkania?

Jak pokazuje doświadczenie, deklaracje kupujących mieszkania często mają niewiele wspólnego z rzeczywistymi zakupami. Dzieje się tak dlatego, że podczas poznawania rynku mieszkaniowego odkrywamy też potencjał nieznanych nam dotąd osiedli, czy dzielnic. Często decydują kwestie finansowe – choć początkowo jesteśmy zainteresowani konkretną lokalizacją, okazuje się, że możliwości finansowe uniemożliwiają zakup lokalu na upatrzonym osiedlu. W ślad za aspektami finansowymi idą też powody stricte praktyczne. Klienci wychodzą z założenia, że może kosztem dłuższego dojazdu wybrać dzielnicę położoną nieco dalej, ale taką, gdzie możemy sobie pozwolić na 1 pokój więcej.

W 2017 r., podobnie jak przed rokiem, największym powodzeniem wśród klientów Metrohouse cieszy się Mokotów. Dzielnica jest wybierana przez 14 proc. nabywców. Prawdziwym zaskoczeniem jest drugie miejsce. Zajęła je Praga Południe (13 proc.), która odnotowała znaczny wzrost popularności w stosunku do ubiegłego roku. Zróżnicowane cenowo mieszkania, rozwijający się rynek nowych mieszkań i co najważniejsze, dobra komunikacja z Centrum to niewątpliwe atuty tej lokalizacji. Trzecie miejsce zajęła Białołęka, gdzie kupuje mieszkanie co dziesiąty klient stołecznych oddziałów Metrohouse. Jak zwykle mamy tu do czynienia z paradoksem. Mimo, że deklarujemy brak zainteresowania Białołęką, ostatecznie kupujemy tu mieszkania. Co ciekawe, odsetek nabywców jest nawet wyższy niż rok temu. Dość duże zainteresowanie zakupem Metrohouse odnotowało na Woli, Bielanach i Bemowie. Największym zaskoczeniem jest wyraźny spadek zainteresowania transakcjami na Ursynowie. Przed rokiem dzielnica miała 8 proc. udziału w transakcjach, podczas gdy obecnie jest to zaledwie 5 proc. Najmniej transakcji ma miejsce w Wawrze, Rembertowie i Wesołej.

 

Źródło; Metrohouse

Dane Głównego Urzędu Statystycznego są alarmujące. Spośród 39 polskich miast, w których mieszka ponad 100 tysięcy ludzi, do 2030 roku wzrost liczby ludności nastąpi tylko w sześciu. Paradoksalnie, tradycyjne firmy deweloperskie często przyczyniają się do przyspieszania procesów suburbanizacyjnych. Odpowiedzią na wyludnianie miast może być dywersyfikacja oferty.

Z raportu GUS wynika, że największym przyrostem ludności będą się  charakteryzować głównie gminy położone na obrzeżach dużych i części średniej wielkości miast. Ten proces to suburbanizacja. Nazwa pochodząca od angielskiego „suburb” (przedmieście) dotyczy jednej z faz rozwoju miasta – wyludniania dzielnic centralnych, połączonego z rozwojem terenów podmiejskich. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele. To chęć życia z dala od zgiełku miasta, rosnące ceny nieruchomości w centrach, rozwój oferty mieszkaniowej nieadekwatny do potrzeb mieszkańców czy rozpowszechnianie pracy zdalnej.

Czy z suburbanizacją należy walczyć?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. O ile zmiany demograficzne powodowane bardzo niskim (bądź ujemnym) przyrostem naturalnym są jednoznacznie negatywne ekonomicznie czy społecznie, wybór miejsca zamieszkania może wydawać się neutralny. Głębsza analiza pokazuje jednak, że przeprowadzka poza miasto, nawet jeśli nie wiąże się ze zmianą pracy czy nawyków zakupowych, ma znaczące, długoterminowe konsekwencje.

Część terenów podmiejskich nie posiada nawet podstawowej infrastruktury. Brak wyznaczonych dróg, odległość od przedszkola, szkoły, placówki medycznej, sklepu początkowo mogą być znoszone, jeśli zostały zrekompensowane wyjątkowo niską ceną działki. Po czasie wpływają jednak na wzrost frustracji, w szczególności kiedy okazuje się, że lokalne władze wbrew oczekiwaniom wcale nie zamierzają interesować się potrzebami jednej rodziny czy kilku – żyjących w dużym rozproszeniu.

Osiedlanie się w dużym rozproszeniu i niewielkich skupiskach ma również wielkie konsekwencje dla transportu. Wymaga zapewnienia mieszkańcom dróg oraz komunikacji publicznej. Mieszkańcy albo słyszą odmowę władz, podyktowaną zbyt wysokimi kosztami, albo muszą liczyć się z ułomną ofertą transportową, np. linią autobusową kursującą rzadko, wyłącznie w określonych godzinach i o trasie kończącej się nie w centrum miasta, a na najbliższym węźle przesiadkowym.

Konieczność rozbudowy sieci dróg, kanalizacji czy wodociągów ma skutki nie tylko ekonomiczne, ale również ekologiczne. Dochodzi do tego wzmożony ruch samochodowy – na skutek niewystarczającej oferty transportu publicznego. Większość mieszkańców podmiejskich miejscowości i wsi pracuje w mieście, więc korki nie dotyczą jedynie dróg dojazdowych, ale również dzielnic centralnych.

Czy to znaczy, że z marzenia o własnym domu pod miastem należy zrezygnować? Absolutnie nie! Zanim jednak zdecydujemy się na kupno parceli na „końcu świata”, warto rozważyć wszystkie możliwości – od segmentów po działki na terenach już dobrze przystosowanych do zamieszkania – z doprowadzonymi mediami, drogami i w pobliżu odpowiedniej infrastruktury. Czasem warto też rozważyć… pozostanie w mieście. Rynek mieszkań ewoluuje, powoli dostosowując się do nowych potrzeb konsumentów.

Jak skłonić ludzi do pozostania w miastach?

Zatrzymanie mieszkańców w miastach nie jest proste, a żeby okazało się skuteczne wymaga bardzo różnorodnych działań licznych podmiotów. Miasta muszą ewoluować na wielu płaszczyznach. Od kulturalnej po infrastrukturalną. Kluczowe wydaje się jednak zapewnienie oferty mieszkaniowej, która odpowiadałaby zmieniającym się potrzebom nabywców. Coraz zamożniejsi przedstawiciele klasy średniej zaczynają oczekiwać więcej niż dotychczas. Rośnie grupa klientów szukających mieszkania, z którym mogą się utożsamiać, wpisującego się w styl życia, wyróżniającego się.

– Niedopasowanie oferty dużych deweloperów do potrzeb części nabywców jest jednym z katalizatorów suburbanizacji – tłumaczy Kuba Karliński, członek zarządu firmy Magmillon i wymienia część „grzechów” branży. – Gros nowych mieszkań dostępnych na rynku to niemal identyczne lokale w bardzo podobnych do siebie blokach. Inwestycje w poszczególnych dzielnicach nie różnią się znacząco, nie harmonizują z otoczeniem i nie zachęcają designem. Problematyczna bywa również lokalizacja. Niedobór ciekawych gruntów w centrach nie tylko podwyższa ceny w tych rejonach, ale sprawia, że w poszukiwaniu miejsca na inwestycję duzi deweloperzy eksploatują coraz mniej atrakcyjne grunty, np. w otoczeniu zabudowań przemysłowych – komentuje ekspert.

Szukanie alternatywy bardzo często nie leży w obszarze zainteresowania czołowych deweloperów. Pierwszą przyczyną jest to, że takie podejście wymaga kreatywności i elastyczności. Drugi czynnik to skala.

– Projekty kierowane do wybranego grona odbiorców są zazwyczaj mniejsze. W Warszawie realizujemy m.in. projekt rewitalizacji przedwojennej kamienicy z 1914 roku przy ul. Brzeskiej i rozbudowy innej, przy Lubomira, również przedwojennej. Łącznie to ponad niż 100 mieszkań. Każde z nieco innych charakterem, mimo ogólnej spójności przedsięwzięć wpisujących się w praski koloryt – mówi Kuba Karliński z Magmillon.

Rynkowe przykłady wskazują, że znalezienie swojej niszy w sektorze jest opłacalne. Nie każdy oczekuje od swojego mieszkania oryginalności, a od okolicy – artystycznego klimatu. Jednak dla tych wszystkich, których nudzą minimalistyczne osiedla podobnych sześcio- i ośmiopiętrowych bloków, nie ma wielu alternatyw. Poszukując swojego miejsca, wyprowadzają się na przedmieścia, gdzie mogą wykreować swoją przestrzeń w zgodzie z oczekiwaniami. Najczęściej wiąże się to z rezygnacją z części wygód. Rynek już dostrzegł, że można zaoferować im coś więcej.

 

Źródło: Magmillon

Około 2,5 tys. zł wydaje w ciągu roku na ogrzewanie rodzina mieszkająca w bloku z wielkiej płyty, którego nie poddano termomodernizacji. Trudno, by na własną rękę ociepliła blok, ale istnieją inne sposoby na obniżenie rachunków i nie wymagają wcale wielkich nakładów.

Rodzina zamieszkująca w 50-metrowym mieszkaniu średnio każdego miesiąca ponosi z tytułu ogrzewania koszt na poziomie 1200-2500 zł, a wszystko zależy od tego, w jakim budynku mieszka. Koszty ogrzewania zależą od wielu czynników. Wpływ na pogodę mamy żaden, na termomodernizację budynku ograniczony (to spora inwestycja i nie każdą wspólnotę czy spółdzielnię na to stać), ale można zmienić kilka nawyków, poczynić drobne inwestycje i zaoszczędzić realne pieniądze, bo obniżenie przeciętnego rachunku za ogrzewanie o 30 proc. to ponad 600-700 zł oszczędności w skali roku.

  • Zatrzymaj ciepło w środku

Największym problemem wielu budynków jest słaba termoizolacja ścian i okien. Nawet jeśli jest wydajny system grzewczy, to ciepłe powietrze bardzo szybko miesza się z zimnym z zewnątrz i efektywność jego działania grzejników jest niska.

Energia cieplna ucieka przez nieszczelne okna, drzwi oraz słabo zaizolowany dach i ściany, ze szczególnym uwzględnieniem styków powierzchni (kątów, narożników). Niskim kosztem można zaradzić nieszczelności okien czy drzwi – wymiana uszczelek potrafi uczynić cuda, a nakłady nie powinny przekroczyć kilkunastu złotych. Trzeba pamiętać, że poprawa szczelności okien to nie tylko obniżenie rachunków za ogrzewanie, ale i podniesienie komfortu życia mieszkańców. Zlokalizowanie największych nieszczelności nie powinno być trudne, wystarczy przyłożyć rękę.

  • Kup dobre okna

Przez okna domu ucieka 25 do 40 proc. ciepła. W mieszkaniu współczynnik ten jest naturalnie mniejszy (m.in. dlatego, że rzadko występują np. okna dachowe), co nie zmienia faktu, że ich jakość ma ogromny wpływ na temperaturę w lokalu. Producenci okien promują parametry szyb, ale trzeba pamiętać, że okna to cały system, a ten jest tak silny, jak silny jest jego najsłabszy element. Należy zatem zwrócić uwagę także na ramę, profile, okucia, a także sposób montażu. Błąd w sztuce może wiele kosztować.

Oczywiście wymiana okien to nie jest inwestycja, której dokonuje się z dnia na dzień, ale w przypadku poważnego remontu, czy budowy domu, warto zwracać na to uwagę.

  • Dbaj o sprawne kaloryfery

Kiedy już zabezpieczymy wnętrze mieszkania tak, by nie uciekało z niego ciepło, trzeba to ciepło wyprodukować i rozprowadzić. Wydajna praca systemu grzewczego bierze się z jego stanu technicznego. Podstawowym działaniem, które można wykonać na własną rękę jest dbanie o to, by grzejniki nie były zapowietrzone. Sygnałem świadczącym o takim stanie jest nierównomierna temperatura powierzchni kaloryfera. Jeśli grzejnik wydaje z siebie dźwięki podobne do bulgotania lub jest ciepły u dołu, a zimny na górze, to można być pewnym, że jest zapowietrzony. Należy zlokalizować zawór, upuścić niepotrzebne powietrze i wszystko powinno wrócić do normy.

Poważniejszym kłopotem jest zakamienienie kaloryfera, gdyż zwykle odkamienienia wymagać będzie cała instalacja i lepiej by operacja ta została przeprowadzona przez fachowca.

  • Pozwól na poprawną cyrkulację

Ale samo wytworzenie ciepła to nie wszystko, trzeba jeszcze rozprowadzić je po mieszkaniu, a zaburzenia cyrkulacji powietrza są w polskich domach nadal powszechne. Długa gruba zasłona czy drewniana zabudowa nie pozwolą wykorzystać pracy grzejnika. Podobnie jak zastawienie go meblami. Aby ciepło z grzejnika wypłynęło na pokój, musi być on odsłonięty od frontu, a najlepiej, by od góry i od dołu miał około 10 cm przestrzeni. Umiejscowiony nad grzejnikiem parapet będzie kierował ogrzane powietrze w stronę wnętrza.

Dodatkową poprawę efektywności działania grzejnika uzyskać można montując pomiędzy nim a ścianą ekran odbijający ciepło. To prostu arkusz folii aluminiowej przyklejony na styropianie. Da to dodatkową izolację ściany zewnętrznej, ciepło pozostanie w mieszkaniu.

  • Wietrz pomieszczenia

Szczelnie zamknięte pomieszczenie jest niezdrowe dla mieszkańców. Do dobrego samopoczucia i zdrowia potrzebujemy świeżego powietrza. To w szczelnym i niewietrzonym mieszkaniu ma coraz więcej dwutlenku węgla (powstaje przy oddychaniu) i nienaturalnie podniesioną wilgotność (może prowadzić do powstawania grzybów i pleśni).

Jak na wszystko, tak i na wietrzenie mieszkania są lepsze i gorsze sposoby. Celem nie jest wychłodzenie mieszkania, tylko wymiana powietrza na świeże. Najlepiej robić to szybko, intensywnie i przy zakręconych grzejnikach. Dzięki temu powietrze zostanie sprawnie wymienione, a przy tym grzejniki nie będą niepotrzebnie pracować. Wietrzyć powinno się od kilku do kilkudziesięciu minut i powtarzać operację kilka razy dziennie.

  • Pilnuj odpowiedniej temperatury

Naturalnym jest, że im wyższa temperatura w mieszkaniu, tym wyższe opłaty za ogrzewanie. Na dodatek przegrzewanie jest niezdrowe i prowadzi do częstszych przeziębień, warto więc rozsądnie podnosić temperaturę oraz różnicować ją w pomieszczeniach.

Najcieplej powinno być w łazience, byśmy nie marzli np. po ciepłej kąpieli. Wskazane jest tam 22-23 stopnie Celsjusza. W pokojach dziennych powinno się utrzymywać 20-21 stopni, w kuchni 18-20, a najchłodniejsze pomieszczenie to sypialnia. Według naukowców, spanie w 17-19 stopniach jest najzdrowsze i najbardziej efektywne.

  • Oszczędzaj podczas nieobecności

Dodatkową oszczędność na ogrzewaniu odnotować można pilnując zużycia ciepła podczas nieobecności w domu. Z jednej strony można trochę przykręcać grzejniki w ciągu dnia, gdy mieszkanie stoi puste, ale przede wszystkim chodzi o dłuższe wyjazdy. Tygodniowy wypad na narty to nie czas, gdy w domu musi być bardzo ciepło, a podczas srogiej zimy oszczędzić można nawet i 100 złotych. Przykręcić grzejniki powinno się nawet wyjeżdżając na weekend.

Najskuteczniejszym sposobem obniżenia rachunków za ogrzewanie jest termomodernizacja. Jest to jednak bardzo poważna inwestycja. Łatwiej skupić się na drobnych krokach, których koszt będzie niewielki lub wręcz zerowy. Dobre nawyki mieszkańców i zmiana kilku przyzwyczajeń mogą doprowadzić do sporych oszczędności, w zależności od stanu początkowego, rachunki można obniżyć nawet o 30 procent, co w skali roku przełoży się na co najmniej 600-700 zł.

 

Źródło; Home Broker

W ciągu ostatnich dziesięciu lat odsetek Polaków mieszkających w domach wzrósł z 49,7 do 57,4 proc. Więcej osób przenosi się do domów wolnostojących niż do szeregowców lub bliźniaków.

42,5 proc. Polaków mieszka w domach wielorodzinnych – wynika z danych Eurostatu przeanalizowanych przez Home Brokera. Zdecydowana większość z nich, bo niemal ośmiu na dziesięciu, zamieszkuje w budynku z 10 lub więcej lokalami mieszkalnymi. Na przestrzeni lat można jednak zaobserwować tendencję do przenosin z mieszkań do domów, w blokach mieszka coraz mniej ludzi. Jeszcze dziesięć lat temu było to ponad 50 procent.

Mniej ludzi w polskich miastach

W ostatnich latach liczba miast liczących powyżej 100 tys. mieszkańców spadła w Polsce z 41 do 39, jednocześnie zmniejsza się odsetek ludności żyjącej w miastach. Wg Eurostatu, od 2005 do 2016 r. obniżył się on z 40,9 do 32,6 proc. Co ciekawe, odsetek ludzi żyjących na wsi również spadł (z 46,2 do 42,6 proc.). Dwukrotnie za to wzrosła liczba osób, które mieszkają w małych miastach i na przedmieściach. W 2005 było to 12,9 proc., a w 2016 – 24,9 proc.

Wiele osób rezygnuje z życia w dużym mieście i przeprowadza się poza jego granice, za cenę mieszkania kupując dom. Mimo że deweloperzy budują w ostatnich latach w Polsce sporo osiedli szeregowców i bliźniaków, to odsetek osób mieszkających w domach wolnostojących rośnie szybciej. Od 2005 do 2016 r. zwiększył się z 44,4 do 51,9 proc., podczas gdy w przypadku szeregowców i bliźniaków zmiana była kosmetyczna (wzrost z 5,1 do 5,4 proc.). Te liczby oznaczają, że dziewięciu na dziesięciu Polaków mieszkających w domu, mieszka w domu wolnostojącym.

Z danych Eurostatu można tez wyciągnąć wnioski o strukturze zabudowy wielorodzinnej. Spośród Polaków mieszkających w tego typu nieruchomościach (42,5 proc.), prawie 80 proc. mieszka w budynku, w którym jest 10 lub więcej lokali. Wartość ta od lat utrzymuje się na podobnym poziomie.

Polska na tle innych krajów UE

Łączny odsetek osób mieszkających w domach w Polsce (57,4 proc.) jest podobny jak w całej Unii (57,3 proc.), acz zróżnicowanie jest spore. W domach mieszka 34 proc. Hiszpanów i 92,5 proc. Irlandczyków.

Także podział pomiędzy domy wolnostojące i segmenty jest wewnątrz Unii bardzo różny. Najwięcej wolnostojących domów jest na Bałkanach, mieszka w nich ponad 70 proc. Chorwatów i 65 proc. Serbów i Słoweńców. Z kolei jak na lekarstwo budynków tego typu znajdziemy na Malcie (ok. 5 proc.), niewiele jest też w Hiszpanii (12 proc.). Szeregowce i bliźniaki to zaś domena Wielkiej Brytanii, Irlandii i Holandii. W budynkach tego typu mieszka 50-60 proc. obywateli. Prawie nie występują one za to w Rumunii i na Słowacji (poniżej 2 proc.).

W całej Unii w budynkach wielorodzinnych mieszka ok. 42 proc. ludzi. Najwięcej, bo ponad 60 proc. w Hiszpanii, Łotwie, Estonii i Szwajcarii, najmniej zaś w Irlandii, zaledwie 7,4 proc. 15-20 proc. ludzi mieszka w budynkach wielorodzinnych w Holandii, Chorwacji, Norwegii i Wielkiej Brytanii. Na Malcie dziewięciu na dziesięciu mieszkańców budynku wielorodzinnego mieszka w budynku niewielkim (do 10 lokali). Odwrotna sytuacja jest w Finlandii, gdzie ponad 95 proc. mieszkańców bloków mieszka w budynkach z 10 lub więcej lokalami.

Zaobserwowany w Polsce trend przenoszenia się do małych miast i na przedmieścia aglomeracji jest widoczny w całej Unii. Odsetek osób, które żyją w takich miejscach rośnie m.in. w Wielkiej Brytanii, Skandynawii, Czechach czy Niemczech, a największy (prawie 50 proc. lub więcej) jest we Włoszech, Belgii i Szwajcarii.

 

Źródło; Home Broker

Jesteśmy świadkami rekordowego roku dla polskiego rynku nieruchomości. W 2017 roku oddano już 108 tysięcy mieszkań i zapowiada się, że ta liczba będzie dalej rosnąć. Duża podaż mieszkań powoduje, że kupujący mogą przebierać w ofertach i stają się coraz bardziej wymagający. Na co zwracają szczególną uwagę podczas poszukiwań swojego wymarzonego „M” ?

Coraz większa liczba oddawanych mieszkań (niemal 10 proc. dynamika w porównaniu do roku 2016) powoduje, że obecnie na rynku nieruchomości spotykamy się z rynkiem klienta. W tej sytuacji zarówno deweloperzy, jak i biura nieruchomości muszą dostosowywać swoją ofertę do obecnych wymagań klientów i trendów rynkowych. – Rynek jest w fazie rozkwitu i mamy prawdziwy boom na mieszkania. Jednakże zauważalne jest też to, że kupujący są coraz bardziej wymagający i najczęściej szukają mieszkania mając już skomponowaną własną listę oczekiwań, zarówno wobec samego lokalu, jak i jego otoczenia – mówi Agata Stradomska, ekspert RE/MAX Polska, części globalnej sieci nieruchomości RE/MAX. – Obecnie największą przewagę osiągają ci sprzedawcy, którzy najlepiej dostosują ofertę do swoich potencjalnych klientów – dodaje Stradomska.

Kupujący stawiają przede wszystkim na jakość i wygodę. W końcu mieszkanie to inwestycja na długie lata i większość kupujących spędzi tam znaczny okres swojego życia. Obecnie najpopularniejsze oczekiwania Polaków to:

  1. Lokalizacja

Niezmiennie w czołówce oczekiwań klientów znajduje się lokalizacja. To właśnie ten czynnik jest jednym z kluczowych podczas wyboru mieszkania i to nie zmienia się od lat. Warto zauważyć, że jest on równie ważny zarówno dla osób kupujących lokal w celach mieszkalnych, jak i inwestycyjnych.

W każdym mieście są lepsze, droższe, i tańsze dzielnice. W ostatnim czasie zauważyliśmy, że większość osób woli zapłacić więcej pieniędzy za korzystniej położone mieszkanie. Taka inwestycja zazwyczaj gwarantuje zarówno atrakcyjniejsze połączenie komunikacyjne, jak i lepszą infrastrukturę, m.in. szkoła, basen, sklep, czy park – mówi Agata Stradomska z RE/MAX Polska. – Dobra lokalizacja to jednak przede wszystkim krótszy czas codziennego dojazdu do pracy, który, szczególnie w dużych miastach, może przekraczać nawet 3 godziny. Stąd też dobre umiejscowienie domu to oszczędność czasu, który można przeznaczyć na rodzinę, rozrywkę, hobby czy po prostu na wypoczynek – dodaje Stradomska.

  1. Miejsce parkingowe

Coraz większa liczba samochodów na polskich drogach powoduje, że – szczególnie w miastach – ciężko znaleźć wolne miejsce parkingowe zarówno w centrum, jak i na osiedlach mieszkalnych. Stąd też deweloperzy oprócz budowy mieszkań muszą skupić się na budowie garaży oraz miejsc parkingowych dla swoich potencjalnych klientów. – Obecnie coraz więcej osób kupuje mieszkanie już nie z jednym, a z dwoma miejscami postojowymi. Wszystko przez to, że w rodzinie najczęściej występuje model z dwoma autami. O ile problem z miejscami parkingowymi jest do rozwiązania na rynku pierwotnym, to na rynku wtórnym jest dużą przeszkodą dla sprzedawców – mówi Stradomska.

  1. Bezpieczeństwo

Ważnym aspektem dla kupujących mieszkania jest bezpieczeństwo. Zamknięte osiedle, ochrona oraz pełen monitoring to wymagania, które coraz częściej są stawiane sprzedającym mieszkania. Deweloperzy starają się spełniać te oczekiwania już w fazie projektowania, a kroku dotrzymują im wspólnoty mieszkaniowe oddanych już budynków. Wiele wspólnot mieszkaniowych, jeśli mają takie możliwości zamykają osiedla i wprowadzają monitoring.

  1. Wygoda

Sprzedawcy prześcigają się w udogodnieniach oferowanym potencjalnym kupcom. Wpływa na to konsumpcyjny styl życia, który rozprzestrzenił się na cały świat. Dzisiaj każdy dąży do jak największej wygody, uzyskanej jak najmniejszym nakładem. Stąd też na rynku pierwotnym standardem stają się takie udogodnienia jak winda, balkon (ewentualnie loggia), czy druga łazienka w mieszkaniach przekraczających 60 m kw. – Co ciekawe, ostatnio ponownie modna staje się osobna lub częściowo odseparowana kuchnia. Bardzo duży wpływ na to obecny trend na gotowanie, co wpływa na chęć posiadania osobnego pomieszczenia, w którym można realizować swoją pasję – mówi Agata Stradomska z RE/MAX Polska.

Zakup mieszkania – trudny wybór?

Osoby poszukujące mieszkania, oprócz zbudowania swojej hierarchii potrzeb i oczekiwań odnośnie nowego lokum, muszą przede wszystkim podjąć decyzję czy dokonają zakupu na rynku pierwotnym, czy na rynku wtórnym. Kupując mieszkanie prosto od dewelopera zdecydowanie łatwiej będzie spełnić wszystkie stawiane wymagania. Zazwyczaj inwestor dysponuje większą pulą mieszkań o podobnym metrażu, co daje wybór lokalu z interesującym nas położeniem względem stron świata, na wybranym piętrze czy możliwością dokupienia dodatkowych opcji (m.in. miejsca postojowe czy komórki). Nowe mieszkanie jest też łatwiej i taniej przearanżować, ponieważ kupujący lokal na wczesnym etapie budowy bloku może wprowadzić własne modyfikacje bez zbędnych wyburzeń, czego nie da się uniknąć przy zmianie układu pomieszczeń na rynku wtórnym.

Jednak myśląc o połączeniu konkretnej lokalizacji lub korzystniejszej ceny kupującym najczęściej pozostaje rynek wtórny. – Szukając mieszkania należy pamiętać o tym, że warto szukać kompromisów względem wcześniejszych oczekiwań, w innym wypadku poszukiwania mieszkania mogą znacznie się wydłużyć – radzi Agata Stradomska z RE/MAX Polska.

 

 

Źródło: RE/MAX

Popyt na rynku mieszkaniowym jest obecnie wyższy niż produkcja deweloperska, a mieszkania sprzedają się na etapie dziury w ziemi. Deweloperzy prześcigają się w pomysłach na przyciągnięcie kolejnych kupujących nie tylko za pośrednictwem reklamy, ale również przez coraz ściślejsze pozycjonowanie produktu. A co, jeśli przy planowaniu inwestycji źle odczytają oczekiwania tych, na zainteresowanie, których liczą? Jak naprawdę chcą mieszkać Polacy i czy wiedzą to na pewno w chwili, gdy postanawiają kupić mieszkanie?

Wiadomo, że inaczej chcą mieszkać rodziny, a inaczej osoby, które prowadzą gospodarstwo domowe w pojedynkę. Ale czy wg podobnego klucza wyboru dokonują ci, którzy swoje mieszkania chcą wynajmować? Jak się okazuje nie do końca. Jeśli przyjąć, że preferencje najemców są zbieżne z oczekiwaniami kupujących, to w najbardziej potencjalnie zainteresowanych najmem grupach: bezdzietnych par lub singli, na koniec września br. skala zainteresowania mieszkaniami 1-pokojowymi nie przekracza 25%. W tym samym czasie aż 36% nabywców, którzy chcą potem mieszkanie wynajmować myśli o tym, że zakup kawalerki to dobry pomysł. Kolejne 50% z nich celuje w mieszkania dwupokojowe. Co ciekawe jeszcze w maju inwestorzy byli bardziej skłonni do zakupu większych mieszkań, a proporcje te wyglądały odpowiednio 26% i 56%.

Pytanie o preferencje nabywców mieszkań nie od dzisiaj zadają sobie zarówno deweloperzy jak i podmioty związane z rynkiem mieszkaniowym – architekci, samorządowcy, banki udzielające finansowania, inwestorzy na rynku najmu.REAS prowadził badania preferencji praktycznie od początku istnienia firmy. Problemem był jednak zawsze dobór miarodajnej grupy badawczej i przeprowadzenie badania z taką częstotliwością i na skalę, która umożliwiałaby obserwowanie dynamiki zmian.komentuje Kazimierz Kirejczyk, Prezes Zarządu REAS.Z pomocą przyszła nam nowoczesna technologia pod postacią OBIDO.

Wykorzystanie zaawansowanego sposobu gromadzenia i przetwarzania danych, na którym bazuje platforma OBIDO, pozwoliło zaobserwować jak preferencje nabywców zmieniają się nie tylko w dłuższych okresach i w dużych grupach nabywców, ale również w trakcie jednego procesu zakupowego.

Dla statystycznego Polaka kupującego mieszkanie najłatwiejszą – o dziwo – jest zmiana dotycząca ceny zakupu. Najtrudniej przychodzi mu zmiana preferowanej lokalizacji. Przy tym od chwili podjęcia decyzji o poszukiwaniu mieszkania do zakupu potrafi zmienić zdanie aż 18 razy!

Stworzyliśmy OBIDO po to by pomóc Polakom kupić ich wymarzone mieszkanie, ale im dłużej analizowaliśmy ten proces, tym bardziej przekonywaliśmy się jak bardzo jest skomplikowany. Nie wystarczyło poznać wieku, statusu rodzinnego czy zasobności portfela, a później przedstawić ofertę. Musieliśmy podejść do każdego indywidualnie, przeanalizować jego wymagania i dać mu poczucie, że dokonał najlepszego z możliwych wyborów.tłumaczy Paweł Gniadkowski, Prezes Zarządu i współzałożyciel OBIDO.Okazało się, że przy tej okazji gromadzimy niezliczoną ilość danych, które mogą posłużyć do znacznie szerszych analiz.

Skala jest faktycznie imponująca. Badanie przeprowadzone przez REAS we wrześniu oparte było na próbie 7380 osób. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że dotychczas z platformy OBIDO skorzystało ponad 30 tys. kupujących, można mówić o największym w Polsce projekcie badawczym w tym obszarze. Ze względy na tę skalę, projekt do którego przystąpiły REAS i OBIDO pozwoli na dogłębną analizę zmian i trendów oraz uprawnionych statystycznie wniosków. Jednocześnie umożliwi dojście do dokładności opinii o konkretnych mieszkaniach czy inwestycjach deweloperskich dostępnej tylko w badaniu fokusowym.

Z punktu widzenia dyrektora sprzedaży w firmie deweloperskiej badania te wydają się nieocenione.

Szczególnie cenne jest powiązanie konkretnych typów nabywców z cechami, które są dla nich najistotniejsze. Jeśli wiemy, że np. dla kobiet w wieku 25-35 lat jakiś szczególny atrybut ma istotne znaczenie przy podejmowaniu decyzji – to tę cechę możemy uwypuklić w komunikacji, pomijając jednocześnie to, co dla tej grupy klientów jest nieistotne. Tym cenniejsza to wiedza, że oparta o twarde dane, a nie o intuicję sprzedawcy. – mówi Monika Śliwa, Dyrektor Marketingu Victoria Dom. – Badania te dadzą też szansę na uzyskanie odpowiedzi dla dewelopera absolutnie wyjątkowej, czyli dlaczego ktoś NIE kupił mieszkania. To pozwala na lepsze przygotowywanie kolejnych projektów.

 

Źródło: REAS

W mediach pojawiła się ostatnio informacja, że wykradziono dane klientów czterech banków – Idea Banku, Credit Agricole, ING Banku Śląskiego i mBanku. Osoby, które mają tam konta mogą więc obawiać się próby kradzieży. Expander podpowiada co zrobić, aby zwiększyć poziom bezpieczeństwa i jak się zabezpieczyć przed wirtualnym rabunkiem.

Pierwszą rzeczą, która może przyjść do głowy klientom wspomnianych banków jest wypłata wszystkich pieniędzy i schowanie ich w przysłowiowej skarpecie. To nie jest jednak najlepszy pomysł. Włamać się do mieszkania czy domu jest bowiem zdecydowanie łatwiej niż ukraść pieniądze z banku, nawet jeśli przestępca sporo wie o swojej ofierze. Wśród danych, które wyciekły ze wspomnianych banków nie ma loginów i haseł do logowania się. Nie ma też informacji, które pozwoliłyby przestępcom zadzwonić na infolinię i ustanowić nowe hasło. W takiej sytuacji padają pytania np. o nazwisko panieńskie matki, imiona rodziców itp., a także o to, jakie posiadamy w banku produkty. Tymczasem, wspomniane wykradzione bazy danych nie zawierają takich informacji.

Nie oznacza to, że klienci opisanych banków mogą czuć się zupełnie bezpieczni. Przechwycone rekordy zawierały niestety miejsce zamieszkania, numer telefonu i adres email. Przestępcy mogą je wykorzystać,  np. wysłać do takich osób wiadomość elektroniczną podszywając się pod ich bank i spróbować wyłudzić loginy oraz hasła do logowania się. W ten sposób cyberprzestępcy mogą też wysyłać maile udające różnego rodzaju firmy czy instytucje. Zwykle zawierają one załącznik
z wirusem, który podgląda hasła lub zachęca do ich podania podszywając się pod stronę internetową banku. Oszuści mogą też próbować różnego rodzaju oszustw podobnych do metody na wnuczka, na policjanta itp.

Jak się zabezpieczyć?

Niezależnie czy jesteśmy klientem jednego z tych czterech banków, czy też nie, zawsze istnieje ryzyko, że ktoś będzie chciał nas okraść. Dlatego zawsze warto:

  1. ustanowić rozsądne limity bezpieczeństwa zarówno na kartach płatniczych jak i na przelewy (o ile to możliwe w naszym banku). W razie potrzeby, takie ograniczenia zawsze możemy zmienić;
  2. korzystać z powiadomień o dokonywanych transakcjach. Nierzadko przestępcy testują najpierw możliwość dokonania płatności na niewielką kwotę, a gdy to się uda wypłacają coraz więcej. Jeśli otrzymamy informację o tej pierwszej operacji, możemy zablokować im możliwość dokonania kolejnych. Poza tym dyspozycję przelewu czasami można cofnąć, jeśli odpowiednio szybko powiadomimy nasz bank;
  3. w komputerze i smartfonie zawsze mieć zainstalowany, aktualny program antywirusowy;
  4. unikać otwierania załączników do maili, których się nie spodziewaliśmy, nawet jeśli mail wydaje się pochodzić od znanej nam instytucji czy firmy. Gdy otrzymamy podejrzaną wiadomość z adnotacją, że szczegóły są w załączniku, zanim go otworzymy najlepiej będzie zadzwonić i zapytać o co chodzi;
  5. dokładnie weryfikować treść smsa, w którym jest hasło do zatwierdzenia operacji bankowej.
    W ten sposób możemy się zorientować, że zamiast np. odblokowania dostępu do konta tak naprawdę ustanawiamy nowego zaufanego odbiorcę przelewu, z numerem konta przestępców;
  1. unikać podawania loginu i hasła do bankowości, nawet jeśli prosi o to pracownik banku;
  2. ustanawiać inne hasła do logowania się na różne serwisy np. lepiej nie mieć tego samego hasła do bankowości, poczty elektronicznej i facebooka;
  3. w sytuacji zgubienia czy kradzieży portfela – zastrzec w banku nie tylko karty płatnicze, ale również dowód osobisty;
  4. oddzwaniać z telefonu komórkowego. Gdy ktoś do nas dzwoni (np. podający się za pracownika banku, policjanta itp.) i chcemy potwierdzić, czy mówi prawdę, to oddzwaniamy z telefonu komórkowego. Wadą telefonu stacjonarnego (zwłaszcza starszych urządzeń) jest to, że rozłączyć rozmowę może tylko ten, kto do nas zadzwonił. Nawet gdy odłożymy słuchawkę, a później ją podniesiemy i wykręcimy numer np. policji, to nadal będziemy rozmawiali z przestępcą. Ten może więc przekazać telefon swojemu koledze, który przedstawi się jako policjant i potwierdzi jego wersję;
  5. unikać zapisywania PINu, szczególnie na karcie lub na karteczce noszonej portfelu czy torebce.

 

 

Autor: Jarosław Sadowski, Główny analityk Expander Advisors

Przyszły rok będzie ostatnim w którym będzie można nabyć mieszkanie w programie MdM. W tym artykule podsumowujemy dotychczasową działalność MdM i przedstawiamy jaki wpływ na deweloperów mieszkaniowych będzie miało wygaszenie programu.

„Mieszkanie dla Młodych” to rządowy program wsparcia w nabyciu mieszkania, realizowany w latach 2014-2018 przez Bank Gospodarstwa Krajowego oraz Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa. Program polega na udzieleniu dofinansowania wkładu własnego oraz dodatkowego finansowego wsparcia w formie spłaty części kredytu. Dofinansowanie ma miejsce w związku z ubieganiem się o kredyt na nabycie mieszkania zaspokajającego własne potrzeby mieszkaniowe nabywcy. Warunkiem otrzymania wsparcia jest m.in. zaciągnięcie kredytu w kwocie stanowiącej co najmniej 50 proc. ceny zakupu nieruchomości na okres co najmniej 15 lat.

Do 20 maja 2017 r. zawarto 93 712 umów kredytowych MdM (89 420 umów dotyczyło mieszkań, a 4 292 domów jednorodzinnych). Skumulowana wartość dofinansowania to 2,4 mld zł, podczas gdy łączna kwota udzielonych kredytów wyniosła 16,3 mld zł. Z kolei ogólna wartość inwestycji, na które zawarto umowy, jest równa 20,8 mld zł. Średnia powierzchnia nabywanego w programie mieszkania wyniosła dotychczas 53,9 m2 (segment popularny), a jego cena to 218 tys. zł (średnio 4 045 zł / m2).

Program ma funkcjonować do 2018 r., co naszym zdaniem przyczyni się do zawarcia kolejnych ok. 18 tys. umów.

Dotychczas 70 proc. umów MdM było zawieranych na rynku pierwotnym, aczkolwiek należy pamiętać, że w pierwszym roku funkcjonowania programu, dofinansowania nie były dostępne dla rynku wtórnego. W 2015 r. umowy z rynku wtórnego stanowiły 23 proc. wszystkich zawieranych umów w programie, podczas gdy w 2016 r. ich udział wynosił już 43 proc. Liczba umów MdM w 2016 r. stanowiła 15 proc. wszystkich nowo zawartych kredytów hipotecznych (vs. 12 proc. w 2015 r. oraz 5 proc. w 2014 r.).

Przyglądając się średnim cenom transakcyjnym, limitom MdM oraz udziałowi transakcji odpowiadającym tym limitom można wysnuć wniosek, że za wzrost udziału rynku wtórnego w MdM odpowiadają transakcje w miastach innych niż Warszawa, Wrocław, Gdańsk, Kraków, Poznań czy też Łódź.

Przypomnijmy, że w 2016 r. w ramach MdM zawarto 15 542 umowy na rynku pierwotnym oraz 11 543 umowy na rynku wtórnym. Warto zobaczyć, co się stanie, gdy skonfrontujemy maksymalną potencjalną liczbę mieszkań – która mogła, ale nie musiała być zawarta w MdM – z wolumenem transakcji w poszczególnych miastach (wg danych Narodowego Banku Polskiego). Przy wyliczaniu maksymalnej potencjalnej liczby mieszkań bierzemy pod uwagę dane z raportów AMRON-SARFiN 1-4/2016 i zakładamy, że zostały spełnione inne warunki MdM jak np. metraż mieszkania, pierwsze mieszkanie w rodzinie itd. Okazuje się wtedy, że liczba transakcji odpowiadających limitom MdM w tych miastach wyniosła 11 011 na rynku pierwotnym oraz 3 038 na rynku wtórnym. Zatem zakładając przykładowo, że połowa mieszkań z potencjału została kupiona w MdM, to w 6 miastach na rynku pierwotnym skorzystano by w 2016 r. z MdM 5 506 razy, podczas gdy na rynku wtórnym ta liczba wyniosłaby 1 519. Według NBP w 2016 r. sprzedaż mieszkań na rynku pierwotnym w 6 miastach wyniosła 39 524, co oznacza, że szacunkowy średni udział transakcji MdM wyniósł kilkanaście procent, podczas gdy w samej Warszawie było to 8 proc. Nie należy zatem oczekiwać, że wygaszenie programu MdM spowoduje istotne zmiany na rynku pierwotnym w tych 6 miastach.

Wygaszenie MdM może być odczuwalne dla deweloperów budujących głównie tanie mieszkania na obrzeżach największych polskich miast, nie powinno natomiast wpłynąć na popyt w ich centrach. To z kolei oznacza, że na całym rynku pierwotnym w dużych miastach nie powinny zajść istotnie zmiany z tytułu zakończenia programu.

 

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Michael/Ström

W tym roku 30 882, a przyszłym 43 120 osób czeka duży wzrost raty kredytu hipotecznego. Dotyczy to kredytobiorców, którzy skorzystali z programu „Rodzina na swoim”, w ramach którego przez 8 lat Państwo dopłacało do ich kredytu. Z wyliczeń Expandera wynika, że podwyżka raty wyniesie aż 35%. W przypadku kredytów zaciągniętych na mieszkanie w Warszawie, będzie to ok. 410 zł.

Program „Rodzina na swoim” działa w taki sposób, że dopłata pomniejsza comiesięczną ratę kredytu. Preferencyjne warunki kończą się jednak po 8 latach spłaty. To oznacza, że ktoś, kto zaciągnął taki kredyt w październiku 2009 r., już za miesiąc zapłaci po raz pierwszy pełną ratę, która nie zostanie obniżona o dopłatę. Różnica jest znacząca. Dopłata wynosi bowiem połowę odsetek od zadłużenia, przy oprocentowaniu wynoszącym 3,73% (faktyczne jest zwykle wyższe). W przypadku kredytu na mieszkanie w Warszawie (średnia kwota 301 070 zł) na 30 lat z października 2009 r., do spłaty pozostało jeszcze ok. 263 000 zł. Wspomniana połowa odsetek wyniesie więc ok. 410 zł. Wrześniowa rata takiego kredytu, jeszcze ze wsparciem ze strony Państwa, wyniosła ok. 1 174 zł. W październiku będzie to już jednak 1 574 zł.

Trzeba jednak dodać, że w przypadku, gdy taki kredyt został zaciągnięty na mieszkania poza stolicą, podwyżka będzie mniejsza. W Warszawie mieszkania zawsze były najdroższe, a więc i kwoty kredytów najwyższe. W Łodzi czy Katowicach lokale były znacznie tańsze i średnia kwota preferencyjnego kredytu wyniosła tam tylko ok. 160 000 zł. W rezultacie, niższa była też dopłata. Wzrost raty wyniesie tu więc tylko ok. 220 zł. Trzeba jednak dodać, że procentowo raty również wzrosną o 35%.

Jak obniżyć ratę bez dopłaty

Na szczęście istnieje sposób, aby po podwyżce nieco obniżyć ratę. W 2009 r. obowiązywały dużo wyższe niż dziś marże kredytowe. W niektórych przypadkach marża kredytów zaciągniętych w tym okresie wynosi ponad 3%. Obecnie bez problemu można uzyskać 2%, a nawet poniżej tego poziomu. Dlatego ci, którzy wzięli w tamtym czasie zwykłe kredyty hipoteczne, często później je refinansowali,czyli przenosili do innego banku, który zaoferował niższą marżę. Osoby, które wybrały kredyt preferencyjny nie mogły tego zrobić, gdyż straciłyby dopłatę. Teraz mogą jednak bez przeszkód dokonać refinansowania. W rezultacie, ratę kredytu na mieszkanie w Warszawie można obniżyć o 142 zł. Wciąż będzie wyższa niż w okresie dopłat, ale będzie to już 23% a nie 35% więcej.

Źródło: Jarosław Sadowski, Główny analityk Expander Advisors

 

Zainteresowanie kredytami hipotecznymi wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie, w dużej mierze dzięki najniższym w historii stopom procentowym. Receptą na ewentualne podwyżki miały być kredyty ze stałym oprocentowaniem, jednak zainteresowanie klientów tymi usługami systematycznie spada. Wysoki popyt na „hipoteki” przekłada się na dobrą koniunkturę na rynku deweloperskim oraz wtórnym. Spośród siedmiu analizowanych miast w czterech odnotowaliśmy zwyżki cen.

Oprocentowanie stałe już tylko w trzech bankach

Obecnie mamy najniższe w historii stopy procentowe. Jest więc bardzo prawdopodobne, że za kilka lat będą zdecydowanie wyższe. Wzrosną więc raty kredytów hipotecznych. Aby się przed tym uchronić, teoretycznie można skorzystać z kredytu oferującego oprocentowanie stałe. Problemem jest jednak to, że na naszym rynku nie ma takich produktów, które gwarantują stałe warunki w całym okresie spłaty. Najdłuższy okres stabilizacji (7 lat) oferował Alior Bank, który właśnie wycofał swoją ofertę. Pozostały one już tylko w BZ WBK, Deutsche Banku i PKO BP.

Jednocześnie oprocentowanie stałe i raty jest są tu wyższe niż w zwykłych kredytach hipotecznych. W przypadku BZ WBK rata kredytu na 300 000 zł na 30 lat jest o ok. 157 zł wyższa. – Ta różnica to koszt „ubezpieczenia” od podwyżki stóp procentowych. W praktyce oferowany przez banki okres stabilizacji oprocentowania jest tak krótki, że wielu kredytobiorców dochodzi do wniosku, że „ochrona”, jaką daje taki kredyt, jest zbyt słaba w stosunku do ceny, jaką trzeba za nią zapłacić. Nawet jeśli zdecydują się na stałe oprocentowanie, to maksymalnie za 5 lat i tak najprawdopodobniej czeka ich podwyżka raty ­– komentuje Jarosław Sadowski, główny analityk Expandera.

Niestety, obecnie nie widać wyjścia z tej sytuacji. – Banki tłumaczą, że nie są w stanie zaoferować stałego oprocentowania na cały okres spłaty. Klientów nie interesuje natomiast istotnie wyższa rata w zamian za kilkuletnią ochronę. Wielu też wciąż nie zdaje sobie sprawy z tego, że w skrajnym przypadku ich miesięczne zobowiązanie może wzrosnąć nawet o ponad 50%. Do tego wystarczy powrót WIBOR do poziomu 6%, a tymczasem wyższe poziomy obowiązywały np. w 2008 r. czy 2004 r. – dodaje Sadowski, Expander.

Apetyt na kredyty hipoteczne

W przypadku zwykłych kredytów hipotecznych, druga połowa roku wygląda dużo lepiej niż pierwsza, w której niemal bez przerwy banki wprowadzały podwyżki marż. ­– Od lipca nie widać już zbyt wielu zmian. Warto też dodać, że dobra koniunktura gospodarcza i niskie bezrobocie powodują, że zainteresowanie klientów kredytami hipotecznymi jest nadal bardzo wysokie. Według BIK, wartość wniosków złożonych od stycznia jest wyższa o niemal 15% niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. – mówi Sadowski, Expander.

Wyraźne spadki tylko we Wrocławiu

Jednym miastem, gdzie ceny mieszkań wyraźnie spadły w porównaniu do ostatniego raportu jest Wrocław. Obecnie klienci płacą tu za m kw. 5731 zł, co oznacza kwotę niższą o 3,1 proc. Popularnością cieszą się mieszkania 2-3-pokojowe, a w transakcjach dokonywanych przez klientów Metrohouse mniej jest popularnych niegdyś kawalerek. W ostatnich transakcjach ceny za m kw. standardowych lokali zaczynały się od 3800 zł. Nadal na rynku można znaleźć sporo ofert po stosunkowo niewygórowanych kwotach, zwykle w starych przedwojennych kamienicach, ale wysokie koszty remontu takich mieszkań powodują, że sprzedający czują potrzebę obniżania cen ofertowych – komentuje Marcin Jańczuk, Metrohouse.

Liderem wyższych cen jest Gdynia. Rzeczywiście, wiele transakcji dotyczyło mieszkań wybudowanych w ostatnich latach, w dobrym stanie technicznym, nabywanych często znacznie powyżej 6000 zł za m kw. – Wyższe o 4,6 proc. ceny widoczne są w Krakowie, gdzie kupujemy mieszkania za 6437 zł za m kw. Najniższe ceny w transakcjach zaczynały się od 5000 zł za m kw. i przy standardowych lokalach kończyły się na poziomie 8500 zł – dodaje Jańczuk, Metrohouse

Drożej też jest w Warszawie (7669 zł). ­W stolicy jak zwykle średnią cenę podbijają transakcje apartamentów klasy premium, nabywane za kwoty powyżej 15000 zł za m kw. Także w tym sektorze rynku ruch jest zauważalny. Po przeciwnej stronie mamy ceny z poziomu 5000 zł, które są osiągalne w przypadku mieszkań w blokach z płyty na osiedlach sypialnianych stolicy. Natomiast na rynku mieszkań w Gdańsku za m kw. trzeba było zapłacić 5550 zł. Jednak tu kupujemy mniejsze mieszkania – średnia to zaledwie 51 m kw.

 

Źródło; Expander Advisors

Za metr mieszkania od dewelopera w Warszawie płaciliśmy w ostatnich miesiącach średnio 7,7 tys. zł, a rok wcześniej o 200 zł mniej. W drugim kwartale br. nabywcy stołecznych kawalerek wykładali za nie niespełna 8,6 tys. zł za mkw. Wraz ze wzrostem liczby pokoi średnia cena metra kupowanych mieszkań jednak malała. Wyjątek stanowiły lokale czteropokojowe i większe, które w wyższej jakości inwestycjach zlokalizowanych centralnie traktowane są często jako dobra luksusowe. Średnio za mieszkania w nowych, warszawskich projektach nabywcy płacili przeciętnie prawie 438 tys. zł.

Nie tylko jednak w największej aglomeracji w kraju za nieruchomości z pierwszej ręki wydawaliśmy więcej. Z danych zawartych w najnowszym raporcie AMRON-SARFiN wynika, że w ciągu ostatniego roku prawie we wszystkich największych miastach w Polsce ceny transakcyjne na rynku deweloperskim poszły w górę. Na przykład w Łodzi w ciągu roku przeciętna stawka wzrosła z 3,6 tys. zł/mkw. do 3,9 tys. zł/mkw. Nowe mieszkania o 300 zł/mkw. zdrożały też w Gdańsku.

Kroczące podwyżki

Systematyczny wzrost cen nieruchomości analitycy notują już od dłuższego czasu. W ciągu ostatnich trzech lat w Warszawie i Gdańsku mieszkania deweloperskie zdrożały o ponad 6 proc., we Wrocławiu ceny poszły w górę o 5 proc., a w Krakowie o niespełna 3 proc. Jedynie w aglomeracji katowickiej stawki spadły w tym czasie o 5 proc.

Wyższe ceny nie odstraszają kupujących. Chętnych do inwestowania w nieruchomości ciągle przybywa. Z roku na rok padają kolejne rekordy sprzedaży na rynku deweloperskim. Eksperci są zgodni, że wśród nabywców mieszkań można wyróżnić dwie podstawowe grupy. Jedna skupia osoby kupujące swoje, pierwsze mieszkanie oraz właścicieli nieruchomości zmieniających lokal na większy w celu poprawy warunków mieszkaniowych.

W drugiej są inwestorzy, którzy traktują zakup mieszkania jako lokatę kapitału. W dłuższym terminie taka inwestycja ma zapewnić wyższe zyski, a tymczasem stale przynosić regularne dochody z najmu.

Nieruchomości klasycznym modelem inwestowania

Tomasz Sadłocha z firmy Ochnik Development, która w centrum Warszawy prowadzi projekt Dzielna 64 i Studio Centrum, potwierdza, że rosnący popyt na mieszkania generują przede wszystkim osoby planujące zarabiać na wynajmie. – To obecnie klasyczny model inwestowania. Atrakcyjny dla posiadających nadwyżki kapitału z uwagi na to, że nie jest związany z ryzykiem. Inwestycja ma dawać zysk na stabilnym poziomie, a w perspektywie długoterminowej ma zagwarantować profit związany ze wzrostem wartości nieruchomości – wyjaśnia Tomasz Sadłocha.

W ocenie przedstawiciela Ochnik Development, oferta mieszkaniowa jest teraz bardzo duża, ale zapotrzebowanie na nowe lokale jeszcze większe. – Zainteresowanie zakupem nie tylko nie słabnie, ale nieustannie wzrasta, co możemy obserwować w naszych, warszawskich projektach. Widoczna jest też wyraźnie pewna zależność. Im inwestycja jest wyższej jakości i zlokalizowana bliżej centrum, tym wśród kupujących jest więcej takich osób, które płacą gotówką – informuje Tomasz Sadłocha.

Dwukrotnie większa sprzedaż niż w boomie przed dekadą

– W tak przygotowanych projektach, jak Studio Centrum, kupują przeważnie inwestorzy. I to głównie dzięki nim zwiększa się wolumen sprzedaży na rynku mieszkaniowym. To nic dziwnego, bo na wynajmie lokalu można zarobić dużo więcej niż na lokacie. Dlatego właśnie sprzedaje się teraz dwa razy więcej mieszkań niż w okresie boomu sprzed dekady – komentuje Tomasz Sadłocha.

Poza oszczędnościami lokowanymi w nieruchomości, koniunkturę  na rynku nakręcają również tanie kredyty. W drugim kwartale bieżącego roku sektor bankowy powtórzył spektakularne wyniki w kredytowaniu hipotecznym, jakie odnotował w pierwszych trzech miesiącach roku. W lipcu wartość udzielonych kredytów wzrosła jeszcze wyraźniej, bo o ponad jedną piątą w porównaniu z lipcem 2016 roku.

Na podstawie  danych z połowy bieżącego roku Związek Banków Polskich podwyższył prognozę dotyczącą kredytów hipotecznych udzielonych w całym 2017 roku. Według informacji z AMRON-SARFIN zapowiada się najlepszy rok w hipotekach od 2012 roku. Znaczący udział w strukturze wszystkich nowo udzielonych kredytów w Polsce ma Warszawa, jego wielkość w drugim kwartale roku wzrosła do prawie 43 proc.

 

 

 

Autor: Ochnik Development

W ostatnim czasie coraz więcej mówi się o rosnących cenach nieruchomości. Rzeczywiście, dane pokazują, że od początku 2013 r. w niektórych miastach cena przeciętnego mieszkania wzrosła o ponad 50 000 zł. Expander zwraca jednak uwagę, że mimo to obecnie łatwiej jest nam kupić mieszkanie niż 4 lata temu. Po pierwsze, istotnie spadło oprocentowanie kredytów, a więc i ich raty. Po drugie, zarabiamy o 19% więcej. W rezultacie na ratę wydajemy średnio 24% dochodu, a nie 31% jak to było w 2013 r.

Może wydawać się dziwne, że ceny mieszkań zauważalnie rosną, a deweloperzy wciąż chwalą się rekordową sprzedażą. Częściowym rozwiązaniem tej zagadki są niskie stopy procentowe. Z jednej strony powodują one, że inwestorom dużo bardziej opłaca się zakup mieszkania i czerpanie zysków z jego wynajmu, niż wpłacenie pieniędzy np. na lokatę bankową. Z drugiej strony, niskie stopy procentowe sprawiły, że kredyty hipoteczne staniały.

Najniższe ceny mieszkań w ostatnich latach zanotowane zostały na początku 2013 r. Wtedy jednak średnie oprocentowanie kredytu (z 10% wkładem własnym) wynosiło aż 5,7%. Obecnie jest to tylko 4,11%. To powoduje, że choć mieszkanie jest droższe, to rata kredytu zaciągniętego na jego zakup jest w większości przypadków niższa (w 14 z 17 analizowanych miast).

Wynagrodzenia wzrosły aż o 19%

W dwóch miastach – Gdyni i Wrocławiu – ceny nowych mieszkań wzrosły tak mocno (o ponad 50 000 zł), że rata jest obecnie zbliżona do tej z 2013 r. Największe zwyżki zaobserwowaliśmy natomiast w Gdańsku. Nowy lokal o powierzchni 55 m2 zdrożał tam aż o 66 476 zł. To spowodowało, że mimo niższego oprocentowania, rata jest wyższa o 76 zł. Trzeba jednak dodać, że i tak łatwiej jest dziś kupić tam mieszkanie niż w 2013 r., gdyż zdecydowanie lepiej zarabiamy. Według GUS, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w omawianym okresie o 19%. To powoduje, że nawet jeśli rata wzrosła, to i tak wydajemy na nią mniejszą część dochodu niż w 4 lata temu.

Dla przykładu przyjmijmy, że nowe mieszkanie o przeciętnej powierzchni (55 m2) w Gdańsku chcą kupić małżonkowie. Oboje pracują i zarabiają pensję równą medianie wynagrodzeń w Polsce. Obecnie ich łączny dochód netto wynosi więc 5 108 zł. Oznacza to, że na ratę wydadzą 34% dochodu. Dla porównania, w 2013 r. ich rata byłaby o 76 zł niższa. Mimo to byliby w gorszej sytuacji, gdyż na jej opłacenie wydawaliby 38% dochodu – wtedy zarabiali bowiem 4 304 zł. Obecnie zakup mieszkania jest więc dla nich mniejszym obciążeniem.

Znacznie częściej stać nas na mieszkanie

Ze spadkiem udziału raty w dochodzie mamy do czynienia we wszystkich 17 analizowanych miastach. Największe znaczenie ma to jednak dla mieszkańców Warszawy, Poznania, Krakowa i Gdyni. W 2013 r. udział raty w stosunku do dochodu przekraczał tam bowiem 40%. To bardzo wysoki poziom, który powoduje, że część banków odmówiłaby im udzielenia kredytu na nasze przykładowe mieszkanie. Aby je kupić musieliby zdecydować się na mniejszy metraż. Obecnie ten stosunek we wszystkich analizowanych miastach jest niższy niż 40%. Nawet w Warszawie jest minimalnie poniżej tego progu.

 

Źródło: Lightscape

W styczniu pojawi się ostatnia szansa na dołączenie do programu „Mieszkania dla młodych”. Expander zwraca jednak uwagę, że nie będzie to zupełny jego koniec. Do 2023 r. dodatkową dopłatę w wysokości nawet 17,5 tys. wciąż będą mogli otrzymać uczestnicy, którym urodzi się 3 lub kolejne dziecko. Duże szanse na to ma 23 tys. rodzin, które w momencie przystąpienia do programu miały już przynajmniej jedno dziecko.

W styczniu 2018 r. pojawi się ostatnia szansa na dołączenie do programu „Mieszkanie dla młodych”. Jeśli ktoś spełnia jego wymogi, to powinien rozważyć możliwość uzyskania dopłaty, gdyż może otrzymać nawet 113 537 zł. Tak wysokie wsparcie dotyczy jednak tylko uczestników posiadających przynajmniej troje dzieci. Większość (57%) uczestników programu w momencie wnioskowania o wsparcie nie miała jednak w ogóle dzieci. Nie powinno to dziwić, gdyż Polacy zanim się zdecydują na potomstwo zwykle chcą już mieć własne mieszkanie.

W najbliższych latach uczestnicy MdM, mogą więc zacząć starać się o dzieci. Co ważne, jeśli w ciągu 5 lat od zakupu urodzi się im trzecie lub kolejne dziecko, to dostaną dodatkową dopłatę w wysokości 5%. W przypadku Warszawy wyniesie ona ok. 17,5 tys. zł. Ze względu na 5-letnie ograniczenie, największe szanse na takie wsparcie mają jednak ci, którzy w momencie wnioskowania o dofinansowanie mieli już przynajmniej jedno dziecko. Takich rodzin było 23 tysiące. Niestety, jak na razie, przez 3,5 roku skorzystało z tej możliwości zaledwie 355 rodzin. Pamiętajmy jednak, że dopiero w ubiegłym roku zaczął działać program „Rodzina 500+”, który dodatkowo mobilizuje do posiadania większej liczby dzieci. Dlatego w przyszłości takich wniosków może być zdecydowanie więcej.

Jak zawnioskować o dodatkową dopłatę

Jeśli w rodzinie biorącej udział w programie urodzi się lub zostanie adoptowane trzecie lub kolejne dziecko, może ona złożyć wniosek o dodatkową dopłatę. Należy to zrobić w ciągu 6 miesięcy od narodzin czy przysposobienia. Wniosek trzeba złożyć w tym banku, w którym spłacany jest kredyt hipoteczny. Istotne jest także to, że tych pieniędzy nie dostanie do ręki. Dopłata trafi od razu do banku i obniży zadłużenie kredytu, a więc pomniejszy ratę lub skróci jego okres spłaty. Istotne jest również to, że takie wsparcie może być udzielone tylko raz. Jeśli więc otrzymamy je na trzecie dziecko, to na czwarte już nie zostanie nam wypłacone. Warto też dodać, że bank nie może naliczyć w takiej sytuacji prowizji za wcześniejszą spłatę.

Na koniec warto dodać, że Ci, którzy chcieliby jeszcze dołączyć do programu, nie powinni zwlekać do stycznia 2018 r. Co prawda dopiero od początku przyszłego roku będzie można składać wnioski. Już teraz warto jednak poszukać mieszkania spełniającego warunki programu. W listopadzie lub pierwszej połowie grudnia najlepiej odwiedzić banki lub pośrednika kredytowego w celu przygotowania wszystkich niezbędnych dokumentów.  Wiele wskazuje bowiem na to, że pieniądze na dopłaty mogą się skończyć nawet już w drugim tygodniu stycznia. Ci, którzy będą odkładać formalności na ostatnią chwilę mogą więc nie zdążyć ich dopełnić zanim pieniądze się skończą.

 

Źródło: Expander

Dlaczego kupujemy mieszkanie? Sieć biur nieruchomości Metrohouse na podstawie przeprowadzonych w tym roku transakcji przygotowała opracowanie dotyczące najpopularniejszych przesłanek, które przyświecają zakupowi lokalu.

Powód nr 1: Idę „na swoje”

Najsilniejszą grupę nabywców mieszkań na rynku wtórnym stanowią kupujący, którzy podjęli decyzję o „pójściu na swoje”. Są to osoby, które dotychczas wynajmowały mieszkanie, ew. mieszkały z rodzicami w domach wielopokoleniowych. Tacy klienci stanowią obecnie aż 34 proc. wszystkich kupujących mieszkania za pośrednictwem Metrohouse. Zapewne spora w tym zasługa programu Mieszkanie dla Młodych, który wspierał dotychczas nabywców pierwszego M. W Polsce nadal istnieje silne przywiązanie do własności, a korzystanie z najmu traktowane jest jako faza przejściowa w dążeniu do własnego mieszkania.

Powód nr 2: Kupuję inwestycyjnie

To, że inwestowanie w nieruchomości jest w ostatnich latach bardzo popularną formą lokowania oszczędności, wiedzą już pewnie wszyscy. Popierają to liczby, z których wynika, że co czwarta transakcja na rynku wtórnym dotyczy mieszkań, które trafiają potem na rynek wynajmu. W rzeczywistości udział inwestorów w dokonywanych transakcjach może być jeszcze wyższy z racji tego, że nie zawsze klienci ujawniają prawdziwy cel przyświecający zakupowi.

Powód nr 3: Zamieniam na większe

11 proc. transakcji dotyczyło klientów, którzy deklarują, że powodem zakupu jest potrzeba znalezienia większego mieszkania, aby poprawić dotychczasowy standard zamieszkania. Na rynku wtórnym już od pewnego czasu zauważalny jest trend nabywania coraz większych mieszkań. Przeprowadzka do większego, docelowego lokum następuje zwykle po powiększeniu rodziny, kiedy okazuje się, że dotychczasowe mieszkanie nie spełnia już swoich funkcji.

Powód nr 4: Przeprowadzam się do innego miasta

Dla 10 proc. kupujących zakup mieszkania wiąże się z przeprowadzką do innego miasta. Najczęściej przeprowadzka jest wynikiem znalezienia nowej stałej pracy.

Powód nr 5: Zamieniam na mniejsze mieszkanie

Jednocześnie 7 proc. transakcji związanych było z potrzebą zakupu mniejszego mieszkania. Geneza takich decyzji jest bardzo różna – począwszy o kłopotów finansowych, zmiany sytuacji życiowej (wyprowadzka dzieci), aż po np. potrzebę zainwestowania części uzyskanych ze sprzedaży środków.

Inne powody

W pozostałej części transakcji powody nabycia mieszkania były bardzo różne. W niektórych przypadkach chodziło o rozwód, ale wiele odpowiedzi dotyczyło zakupu mieszkań dla rozpoczynających studia dzieci. Jak widać, nawet przy bogatej ofercie mieszkań na wynajem, część klientów decyduje się na zakup studenckiego mieszkania, często z myślą o wynajęciu jednego z pomieszczeń innemu studentowi, co pokryje choćby miesięczne koszty utrzymania lokum. Z drugiej strony pojawiały się odpowiedzi o zakupie mieszkania wnukom, ale też rodzicom, którzy na emeryturze chcieliby być bliżej swoich dzieci. W kilku przypadkach zakupiona za pośrednictwem Metrohouse nieruchomość miała być prezentem dla dziecka, które wychodzi za mąż/żeni się. Jako coraz częściej podawany powód zakupu klienci skazują na potrzebę posiadania mieszkania z przeznaczeniem na wyjazdy weekendowe – w tym celu kupują niewielkie mieszkania w popularnych miejscowościach turystycznych, głównie nad Bałtykiem.

Źródło: Metrohouse

Opinie ekspertów na temat tego, czy garaż jest dobrą inwestycją, są dość mocno podzielone. Niektórzy wskazują na niepewny popyt i nierozbudowany rynek w Polsce. Inni przewidują, że duże zapotrzebowanie na miejsca parkingowe nie obniży się w ciągu 3-5 lat. Szacują też, że stopa zwrotu może wynosić od 5% do 10% rocznie. To zwykle więcej, niż w przypadku inwestycji w rynek mieszkań, gdzie ta wartość jest na poziomie 3-5%. Ale to i tak niewielki zysk w porównaniu z USA czy Europą Zachodnią, gdzie wynajmem garaży zajmują się wyspecjalizowane firmy. Zarabiają one nawet 2 razy więcej od właścicieli lokali mieszkaniowych.

Jak zauważa Łukasz Sęktas, Prezes Zarządu TIARA Development, przeciętny garaż w dużym polskim mieście kosztuje blisko 25 tys. zł. Później można go wynajmować za około 250 do 300 zł miesięcznie. Na przedmieściu zakup garażu wiąże się z kwotą ok. 10 tys. zł, a w śródmieściu, np. Warszawy, to zwykle 30-40 tys. złotych. Skrajnie wysokie ceny wynoszą powyżej 50-60 tys. zł. Tyle kosztują garaże znajdujące np. pod rewitalizowanymi kamienicami lub pod bardzo luksusowymi apartamentowcami. Generalnie im bardziej zatłoczone jest miasto, tym większe staje się zapotrzebowanie na parkingi i garaże. Dotyczy to też mniejszych miejscowości, ale gęsto zaludnionych, np. Legionowa, Piastowa czy Świętochłowic. Na obrzeżach czynsze mogą wahać się od 100 do 500 zł za miesiąc, przy czym w dużej aglomeracji najczęściej występują widełki w kwotach 200-300 złotych.

– Jeżeli kupimy garaż tanio w gorszej lokalizacji, to oczywiście będziemy mieli niskie zwroty. Generalnie to nie jest łatwa inwestycja. Charakteryzuje się średnim i podwyższonym ryzykiem, dlatego że trudno jest przewidzieć popyt. A od niego zależy wysokość czynszu, jaką ostatecznie sobie zażyczymy. Ludzie mogą chcieć wynająć od nas garaż tylko z dwóch powodów. Pierwszy to brak miejsc parkingowych w danej lokalizacji. Druga szansa jest taka, że kierowcy ekskluzywnych aut, przeważnie służbowych, będą skłonni zapłacić więcej za bezpieczne miejsce dla samochodu. Ale nie jesteśmy w stanie ustalić z nimi tej kwoty przed dokonaniem zakupu – mówi prof. Jacek Łaszek ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Według Prezesa Sęktasa, w dużych miastach dosyć łatwo jest wynająć garaż. Ale trzeba pamiętać, że posiadanie go wiąże się z czynszem, płaconym spółdzielni lub wspólnocie mieszkaniowej. Kształtuje się on zwykle na poziomie 30-100 zł miesięcznie. Składa się na niego sprzątanie i oświetlenie, naprawy eksploatacyjne, amortyzacja bramy wjazdowej itp. Garaże przeciętnie mają od 12-20 mkw. Jednak podatek od nieruchomości może być zbliżony lub nawet wyższy, niż w przypadku mieszkania, wynosząc np. 100 zł rocznie. Większe mogą być też opłaty za użytkowanie wieczyste. Oczywiście należy też zapłacić podatek dochodowy. Można wybrać albo ryczałt 8,5% albo zasady ogólne, tj. 18% lub 32%. Niemniej, biorąc pod uwagę wszystkie koszty, ekspert ocenia garaż jako opłacalną inwestycję. Jego zdaniem, w skali roku stopa zwrotu może osiągnąć od 5 do 10%, czyli więcej, niż w przypadku mieszkań, gdzie wynosi zwykle 3-5%.

– Można wybrać znacznie prostsze inwestycje, niż garaż, który trudno nam będzie sprzedać, jeśli nie znajdziemy najemcy lub zwyczajnie trafimy na nieuczciwe osoby. Wówczas zmęczeni trudnościami, będziemy chcieli szybko pozbyć się nietrafionego zakupu, ale napotkamy na kłopot. Skoro wynajem nie będzie cieszył się zainteresowaniem, to ze sprzedażą może być podobnie. Tymczasem, instrumenty rynku finansowego dają sporo możliwości na spokojny zarobek. Dla przykładu, obligacje skarbowe czy papiery wartościowe emitowane przez duże firmy nie wymagają większego zachodu i są bardziej opłacalne, niż lokaty bankowe. Dlatego, raczej nie polecałbym kupowania garażu w celu wynajmowania go. Ale, jak wiadomo, bez ryzyka nie ma zysku – stwierdza prof. Łaszek.

Natomiast Łukasz Sęktas podaje przykład zakupu garażu w dużym mieście za 25 tys. zł, który wynajmiemy za ok. 250 zł miesięcznie. Od tego musimy odjąć opłaty na rzecz wspólnoty mieszkaniowej lub spółdzielni, podatek od nieruchomości i gruntowy. W sumie to może być ok. 70 zł w skali miesiąca. Zostaje wtedy 180 zł miesięcznie, czyli 2160 zł rocznie. Trzeba to jeszcze pomniejszyć o podatek, który w przypadku ryczałtu wynosi 8,5%. Zostaje więc niecałe 2000 zł, co daje 8% zwrot w skali roku. Według eksperta, Polacy mogą zorientować się, że garaż to de facto niewielka inwestycja, na której da się dobrze i szybko zarobić. Ale to nie znaczy, że zaczną masowo wybierać ten biznes. Wynajem jednego mieszkania potrafi przynieść ok. 2-3 tys. zł przychodu miesięcznie, ale żeby tyle samo zarobić na garażach, trzeba mieć ich ok. 10. Znalezienie tylu chętnych jest bardziej skomplikowane i czasochłonne.

– Na światowym rynku zwroty z tej inwestycji są znacznie większe, niż w Polsce. W USA i w Europie Zachodniej ten biznes jest inaczej zorganizowany. Zajmują się nim wyspecjalizowane firmy o sporej sile przebicia. Często naciskają na władze lokalne, aby w planach przestrzennego zagospodarowania tworzone było miejsce na budowę takich obiektów. Jednocześnie wielopiętrowe garaże minimalizują koszty zakupu ziemi i samej konstrukcji. W związku z tym, zyski z ich wynajmu są nawet dwa razy większe, niż w przypadku mieszkań. Nie jestem przekonany, czy my będziemy powielać ten wzorzec, z uwagi na mniejszą popularność samochodów, niż np. w USA – dodaje prof. Jacek Łaszek.

W ostatnim czasie w Polsce pojawiły się jednak inicjatywy zmierzające do budowy tzw. modułowych smart parkingów. Zdaniem Łukasza Sęktasa, można je stawiać szybko na działkach, które często do niczego innego się nie nadają. To znaczy, są wąskie lub znajdują się np. pod liniami energetycznymi. Na tym etapie trudno jeszcze ocenić, jak dużym zainteresowaniem będą się cieszyły tego typu inwestycje, ale przykłady krajów Zachodniej Europy i Stanów Zjednoczonych wyznaczają kierunki rozwoju dla takiego biznesu, również na naszym rynku.

– Pamiętajmy, że nie żyjemy w USA. Tam opłaca się inwestować w garaże, ponieważ prawie każdy, nawet uczeń średniej szkoły, ma swój samochód. Komunikacja miejska bywa często bardzo ograniczona i w zasadzie trudno nią się poruszać, a dochody Amerykanów są znacznie wyższe, niż nasze. I trzeba przyznać, że oni częściej mają dużo droższe i lepszej jakości pojazdy od tych, które poruszają się po polskich drogach. W niektórych stanach bywają też bardzo restrykcyjne przepisy dotyczące parkowania. Zatem brak własnego garażu albo miejsca parkingowego oznacza, że kierowca nie ma gdzie trzymać samochodu – stwierdza prof. Łaszek z SGH.

Tymczasem, Łukasz Sęktas podkreśla, że przez ostatnie 10 lat liczba samochodów w Polsce zwiększyła się prawie o 50%. W poprzedniej dekadzie 400 aut posiadało 1000 mieszkańców, a obecnie taka liczba pojazdów przypada na około 600 osób. To oczywiście zwiększyło zainteresowanie miejscami postojowymi. Ten trend jednak powinien wyhamować, ponieważ mamy już więcej samochodów na 1000 Polaków, niż Francuzi, Szwajcarzy czy Hiszpanie. Natomiast zapotrzebowanie na garaże jest nadal wysokie. Ekspert przewiduje, że w ciągu najbliższych 3-5 lat to się raczej nie zmieni.

 

Źródło: MondayNews

W ocenie Narodowego Banku Polskiego rynek nieruchomości mieszkaniowych znajduje się w fazie ekspansji i nie grozi mu ani powstanie spekulacyjnej bańki, ani załamanie. Większość danych wskazuje, że szybki i jednocześnie zrównoważony wzrost może utrzymać się jeszcze przez dłuższy czas.

Ożywienie na rynku nieruchomości mieszkaniowych widoczne jest gołym okiem, a nasilenie medialnych doniesień na ten temat powoduje, że wiedza o tym jest powszechna. W przypadku inwestycji giełdowych taki stan uznawany jest zwykle za pierwszy sygnał ostrzegawczy przed przegrzaniem koniunktury i zbliżającym się załamaniem. Warto więc przed podjęciem decyzji o kupnie mieszkania w celach inwestycyjnych uważniej przyjrzeć się sytuacji i ocenić perspektywy jej rozwoju, by ustrzec się rozczarowania bądź strat, jakie dziesięć lat wcześniej były udziałem części nabywców, nastawionych na szybki i duży zarobek.

Pod wieloma względami można dostrzec podobieństwa między stanem obecnym, a tym z lat 2007-2008. W ubiegłym roku liczba mieszkań w budowie, przekraczająca 731 tys., była najwyższa w historii, a liczby rozpoczętych budów, pozwoleń na budowę oraz lokali oddawanych do użytku były bliskie rekordowych poziomów sprzed dziewięciu-dziesięciu lat. Jedyną cechą odróżniającą obecną fazę ekspansji od ówczesnej bańki spekulacyjnej jest stabilny poziom cen mieszkań, charakteryzujący się jedynie niewielką tendencją wzrostową, nie przekraczającą kilku procent. Te dane obrazują jedynie skalę ekspansji, ale niewiele mówią o układzie sił rynkowych, na podstawie którego można ocenić poziom równowagi, a tym samym wnioskować o kierunkach rozwoju sytuacji w przyszłości i ewentualnych szansach oraz zagrożeniach. Znacznie więcej mogą nam powiedzieć informacje dotyczące liczby mieszkań faktycznie wprowadzonych do sprzedaży, sprzedanych i stanu zapasów mieszkań, znajdujących się w ofercie deweloperów oraz tendencje panujące w tym zakresie.

Pierwszy kwartał 2007 r. był ostatnim okresem, w którym nabywcy „na pniu” kupili wszystkie mieszkania wprowadzone przez deweloperów do sprzedaży w sześciu największych miastach Polski, a równocześnie zasób lokali znajdujących się w ofercie był wyjątkowo niewielki, odpowiadał bowiem liczbie mieszkań sprzedawanych w jednym kwartale. Taka sytuacja sprzyjała oczywiście windowaniu cen mieszkań, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Jednocześnie widać było,
że deweloperzy nie byli przygotowani do sprostania rosnącemu wcześniej popytowi i w przyspieszonym tempie starali się nadgonić dystans. Mimo, że w 2007 i 2008 r. w budowie była najwyższa od kilku lat liczba mieszkań, a do użytkowania oddawano ponad trzykrotnie więcej mieszkań niż w 2000 r., gwałtownie rosła liczba pozwoleń na budowę oraz rozpoczynanych budów, osiągając poziom najwyższy w historii. Tymczasem wskutek globalnego kryzysu finansowego, popyt na mieszkania raptownie wyhamował. Przez kilka kolejnych kwartałów rozpędzeni deweloperzy wprowadzali do sprzedaży znacznie więcej lokali, niż był w stanie wchłonąć rynek. W efekcie szybko zaczęły zwiększać się zapasy niesprzedanych mieszkań, a z czasem coraz mocniej zniżkowały ich ceny. W ciągu kilku kwartałów zapasy mieszkań w sześciu miastach wzrosły z około 12 tys. do 38 tys., czyli ponad trzykrotnie, a w pierwszym półroczu 2012 r. sięgały już niemal 57 tys. mieszkań. Hipotetyczny czas wyprzedaży zapasów zwiększył się z jednego kwartału z początku 2007 r. do niemal ośmiu kwartałów w trzecim kwartale 2012 r.

Przełom nastąpił pod koniec 2012 r., gdy ponownie zaczął zwiększać się popyt na mieszkania, w ślad za obniżkami stóp procentowych oraz stopniową poprawą sytuacji w gospodarce. Deweloperzy, mocno poturbowani przez kryzys, potrzebowali niemal roku by zwiększyć liczbę mieszkań wprowadzanych do sprzedaży, ale wykorzystali ten okres do zmniejszenia zapasów. Od połowy 2012 r. do początku 2014 r. spadły one z 57 tys. do niespełna 40 tys. Od czterech lat mamy do czynienia
z szybkim lecz zrównoważonym wzrostem liczby mieszkań wprowadzanych do sprzedaży i sprzedawanych oraz stabilizacją zapasów lokali przeznaczonych do sprzedaży na poziomie około 50 tys., pozwalającą zaspokoić popyt przez ponad trzy kwartały. W ostatnich trzech miesiącach 2016 r. deweloperzy wprowadzili do sprzedaży rekordowo wysoką, sięgającą prawie 19 tys. liczbę mieszkań, a jednocześnie znaleźli chętnych do kupna 18 tys. lokali. W pierwszym kwartale obecnego roku do sprzedaży trafiło prawie 16 tys. mieszkań, a nabywców znalazło 18,6 tys., zmniejszając zapasy lokali z 52,7 tys. do 50,2 tys. Jedynie gwałtowne i silne wahania po stronie popytu lub podaży mogłyby po pewnym czasie wytrącić rynek ze stanu równowagi, a na razie nie widać czynnika, który mógłby do tego doprowadzić, ani na samym rynku, ani w jego otoczeniu. Podwyżka stóp procentowych i idący za nią wzrost kosztu kredytu mógłby spełnić tę rolę jedynie w przypadku jednoczesnego pogorszenia się sytuacji w gospodarce i na rynku pracy, a taki splot okoliczności jest bardzo mało prawdopodobny.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

 

W Polsce w 2016 roku za metr kwadratowy nowego mieszkania trzeba było zapłacić średnio 1 212 euro, czyli o 9,7 proc. więcej niż rok wcześniej. W Warszawie cena ta wynosiła 1 729 euro. Dla porównania średni koszt zakupu metra kwadratowego w centralnych dzielnicach Londynu wynosi ponad 16,5 tys. euro, a w Paryżu – 12,4 tys. euro. Polska znalazła się w grupie państw, w których wynajmowanie mieszkania przynosi najwyższy średni zysk.

– Poszukiwanie nowych produktów inwestycyjnych przez inwestorów instytucjonalnych, wzrastająca mobilność społeczeństwa oraz stopniowe odchodzenie od stereotypu mieszkania na własności stają się czynnikami rozwoju segmentu mieszkań na wynajem– mówi Marta Kamionowska, dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Największy udział mieszkań pod wynajem w stosunku do ogółu lokali mieszkalnych mają Niemcy (54,3 proc.). W Polsce wskaźnik ten wynosi 15,3 proc. Najmniej wynajmowanych mieszkań jest w Słowenii i na Węgrzech, w których ich udział do ogółu mieszkań wynosi odpowiednio 2,4 i 3,9 proc.

Opłacalne inwestycje w nieruchomości

Na najwyższy zysk w wysokości 8,9 proc. mogą liczyć właściciele mieszkań pod wynajem w duńskim mieście Odense oraz w Budapeszcie (7,9 proc.). Polskie miasta wypadły pod tym względem bardzo korzystnie. Zysk netto (stosunek rocznego przychodu z najmu pomniejszonego o koszty eksploatacji do łącznego kosztu zakupu i adaptacji mieszkania) w Warszawie  w 2016 roku wyniósł średnio 6 proc., w Krakowie 6,6 proc., Łodzi 7,2 proc. oraz Wrocławiu 7,4 proc. Co ciekawe na najniższy zysk mogą liczyć wynajmujący mieszkania w centralnych dzielnicach Londynu (2 proc.).

Warszawa droższa od Budapesztu, ale tańsza od Pragi

Wśród najdroższych metropolii w analizowanych krajach, tuż za centralnym Londynem (16,5 tys. euro za m2) i centralnych dzielnicach Paryża (12,4 tys. euro), znalazł się Tel Awiw z ceną 8,2 tys. euro za m2. Z kolei najtańsze mieszkania można znaleźć w dwóch węgierskich miastach Debreczynie (883 euro za m2) i Győr (947 euro za m2). Spośród stolic w naszym regionie najtaniej jest w Budapeszcie (ok. 1,5 tys. euro za m2), w Warszawie (nieco ponad 1,7 tys. euro za m2) oraz Wilnie (prawie 1,8 tys. euro za m2). Dla porównania w Pradze koszt ten wzrasta już do 2,4 tys. euro za m2. Raport pokazuje również poziom cen dla trzech innych polskich miast: Krakowa i Wrocławia (w obu 1,4 tys. euro za m2) oraz Łodzi (1,1 tys. euro za m2).

Ceny mieszkań w Polsce rosną

Średnia cena metra kwadratowego w Polsce wynosiła w ubiegłym roku 1 212 euro, czyli o 9,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Taniej jest na Węgrzech i Portugalii. Najdrożej jest za to we Francji, Izraelu, Irlandii i Wielkiej Brytanii, gdzie za metr kwadratowy trzeba zapłacić średnio prawie cztery razy więcej. Oprócz Polski najwyższe wzrosty rok do roku odnotowano w Słowenii (o 26,5 proc.), Danii (o 10,8 proc.) oraz na Węgrzech (o 9,7 proc.). Z kolei największe spadki cen odnotowano w Wielkiej Brytanii (o 9 proc.), co wiąże się głównie z deprecjacją funta.

– Poprzedni rok był dobry dla sektora nieruchomości. W 2016 roku w Polsce ponownie zanotowano rekordową sprzedaż nowych mieszkań. W sześciu największych aglomeracjach w tym czasie sprzedano 61,6 tys. mieszkań, podczas gdy rok wcześniej było to 58,2 tys. Aktywność ta mogła wynikać m.in. ze zbliżania się do końca programu Mieszkanie dla Młodych. Nowy program rządowego wsparcia Mieszkanie Plus, ma na celu zmianę struktury posiadania mieszkań w Polsce, jakkolwiek podtrzyma koniunkturę w sektorze budowlanym mówi ekspert.

Polska buduje, ale wciąż za mało

W roku 2016 średnie zasoby mieszkaniowe dla krajów Unii Europejskiej wyniosły 486,6 mieszkania na tysiąc mieszkańców. Największymi zasobami mieszkaniowymi może pochwalić się Portugalia (574,6). Spośród wszystkich analizowanych krajów najmniej mieszkań na 1000 mieszkańców jest w Izraelu (295). Na drugim miejscu po Izraelu ponownie znalazła się Polska, w której wskaźnik ten wynosi 372 mieszkań na 1000 mieszkańców. W całej Unii Europejskiej mieszkańcy mają do dyspozycji 245,6 mln mieszkań, z czego 2,5 mln przypada na Polskę. Dla porównania kilkukrotnie mniejsze Czechy dysponują 4,9 mln mieszkań.

 

Wypowiedź: Marta Kamionowska, dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Chcesz otrzymać prawie 114 tysięcy złotych na zakup mieszkania? Zostało Ci niewiele czasu na skompletowanie niezbędnych dokumentów. Już 8 sierpnia może ruszyć ostatni w tym roku nabór wniosków i wszystko wskazuje na to, że pieniądze rozejdą się w ekspresowym tempie.

Ustawa podpisana 20 lipca przez prezydenta pozwala jeszcze w bieżącym roku ubiegać się o dopłaty do kredytów w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”. Do wzięcia jest około 67 mln złotych. Pozwoli to kupić mieszkanie około 2,6 tys. szczęśliwcom. Czy warto? Przeciętna dopłata opiewa na 25,8 tys. zł, a rekordzista może zainkasować nawet prawie 114 tys. złotych – wynika z szacunków Open Finance.

Problem w tym, że ostatnia w tym roku transza jest dość skromna. 67 mln złotych, to pieniądze, które Polacy są w stanie wchłonąć błyskawicznie. Doskonałym przykładem była sytuacja ze stycznia br. Z uruchomionej wtedy kwoty zniknęły 122 miliony w zaledwie dwa dni. Może się więc okazać, że budżet zaplanowany na dopłaty rozejdzie się w 1-2 dni.

Tylko przygotowani mają szanse

Jeśli więc ktoś chce ubiegać się o dofinansowanie do zakupu mieszkania bezwzględnie powinien przygotować wszystkie niezbędne dokumenty, aby wniosek kredytowy mógł zostać zarejestrowany w systemie komputerowym jak najwcześniej we wtorek (8 sierpnia). Oznacza to, że na załatwienie wszystkich formalności zostało już bardzo mało czasu. Niezbędne jest wybranie odpowiedniego mieszkania i banku oraz rozpoczęcie całej procedury jak najszybciej. Część instytucji już od pewnego czasu przyjmuje od potencjalnych kredytobiorców dokumenty dotyczące sytuacji finansowej i samej nieruchomości i rozpoczynają analizy.

Mogą to być dokumenty w miarę łatwo dostępne jak wyciągi z kont, zaświadczenia o zarobkach. Gorzej jeśli bank będzie wymagał poświadczonych kopii złożonych deklaracji PIT, albo zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami ZUS. Wtedy trzeba poprosić w urzędach, aby te dokumenty zostały wydane możliwie szybko. Nie zapominajmy też o samej umowie zakupu mieszkania – to przecież od powierzchni i ceny lokalu zależeć będzie czy nabywca zmieści się w limitach cen kwalifikujących do dopłat w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”.

Kto może skorzystać z dopłat do kredytów?

Na dopłatę do zakupu mieszkania lub domu mogą liczyć przede wszystkim osoby młode – zarówno single, jak i rodziny i to niezależnie od tego czy mają dzieci. Program przeznaczony jest on dla osób w wieku do 35 lat (w wypadku małżeństw wystarczy, że jedno z małżonków ma maksymalnie 35 lat). Dodatkowo w myśl ustawy każdy z przynajmniej trójką dzieci jest osobą młodą. Nieruchomość musi być nabywana na kredyt, może pochodzić od dewelopera, spółdzielni lub z drugiej ręki. Beneficjentami co do zasady mogą być jedynie osoby, które nigdy wcześniej nie posiadały nieruchomości mieszkalnej. To ograniczenie także nie dotyczy rodzin wielodzietnych. Dopłata może wynieść od 10% do nawet 35% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości. Pieniądze te mogą być przez bank potraktowane jako wkład własny.

W wypadku mieszkania metraż nie może być większy niż 75 mkw. (dla rodzin z trójką dzieci 85 m kw.), a w wypadku domu 100 m kw. (dla rodzin z trójką dzieci 110 m kw.). Dopłata liczona jest jednak tylko do 50 m kw. nabywanej nieruchomości (dla rodzin wielodzietnych 65 m kw.). Zakwalifikować się do dopłat mogą mieszkania i domy, w wypadku których cena metra kwadratowego nie przekracza limitu publikowanego przez BGK. Dla nieruchomości nowych jest on wyraźnie wyższy. Na przykład w trzecim kwartale 2017 roku limit w Warszawie wynosi dla mieszkań nowych 6,4 tys. zł za m kw., a dla używanych niecałe 5,3 tys. zł za m kw.

Ryzykowna dopłata

Wszyscy beneficjenci muszą też mieć świadomość, że dofinansowanie jest na tyle popularne, że pieniędzy może nie wystarczyć dla wszystkich. W praktyce oznacza to, że niektórzy nie tylko nie otrzymają pieniędzy z budżetu, ale też mogą być narażeni na straty. Wszystko dlatego, że chcąc ubiegać się o kredyt z dopłatą, należy podpisać umowę zakupu mieszkania lub domu. W przypadku transakcji z deweloperem niezbędna jest umowa podpisana przed notariuszem. Ta usługa jest płatna i połowę rachunku ponosi nabywca. W przypadku rezygnacji z zakupu oznacza to stratę na poziomie od kilkuset złotych do kilku tysięcy. Do tego deweloper przy podpisaniu umowy może żądać zadatku lub zaliczki. Różnica w nazwie niesie za sobą poważne konsekwencje. W przypadku odstąpienia od umowy zaliczka zostanie zwrócona niedoszłemu nabywcy, ale zadatek deweloper będzie już mógł sobie zatrzymać. Z drugiej strony, gdyby to deweloper odstąpił od umowy, nabywca musi otrzymać od dewelopera podwójną kwotę wpłaconego zadatku.

Podobnie jest w przypadku zakupu mieszkania używanego. Tam też można sprzedającemu wpłacić zadatek lub zaliczkę. Umowę przedwstępną zakupu można natomiast podpisać zarówno przed notariuszem (to oznacza koszty, ale jest bezpieczniejsze) lub po prostu na piśmie korzystając z powszechnie dostępnych w internecie wzorów umów przedwstępnych.

Z faktu, że w sierpniu pieniędzy może nie wystarczyć dla wszystkich chętnych wynikają więc całkiem konkretne i potencjalnie bardzo kosztowne konsekwencje. Warto więc możliwie najlepiej zabezpieczyć się przed nimi. Dobrym sposobem może być wynegocjowanie ze sprzedającym takiego zapisu, zgodnie z którym termin na zapłatę za nieruchomość może być wydłużony, jeśli pomimo złożenia wniosku o dopłatę w sierpniu wniosek ten pozostanie niezrealizowany. Pamiętajmy, że wciąż o sporo pieniędzy (około 390 mln zł) będzie można się ubiegać w styczniu 2018 roku. Wtedy łatwiej już będzie osobom, które będą miały skompletowane dokumenty, zakwalifikować się na dofinansowanie.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

 

 

 

Korzystna sprzedaż nieruchomości wymaga wiedzy i odrobiny wysiłku. To umiejętność, z której niektórzy inwestorzy potrafią uczynić sposób na życie – kupują mieszkania i sprzedają je po wyższej cenie, nie czekając wcale na zmianę koniunktury, a prawie „od ręki”. Najczęściej korzystają z zestawu kilku sztuczek, które pomagają przyspieszyć transakcję i zwiększyć jej kwotę. Czy to skomplikowane? Nie! Jeśli myślisz o sprzedaży nieruchomości, większość tych trików możesz bez problemu wykorzystać.

– Mieszkanie przeznaczone do sprzedaży należy traktować w pewnych kategoriach jak produkt – mówi Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon, firmy inwestującej na rynku nieruchomości. – I jako produkt, podlega ono podobnym prawom rządzącym rynkiem, jak inne dobra. Dlatego zasady skutecznego i efektywnego obrotu nieruchomościami opierają się w dużej mierze o narzędzia stosowane w marketingu czy nawet reklamie. Dwa główne etapy procesu sprzedaży to home staging, czyli odpowiednie przygotowanie mieszkania, tak by przykuwało wzrok i budziło pozytywny odbiór u nabywcy oraz stworzenie i promocja oferty. Stosując się do paru zasad, można zaoszczędzić wiele tygodni oczekiwania na nabywcę i zyskać nawet kilka – kilkanaście procent na cenie transakcyjnej – tłumaczy ekspert.

Poza profesjonalistami, którzy do transakcji podchodzą na zimno – z profesjonalnym dystansem – większość nabywców nieruchomości „kupuje oczami”. Skuteczna sprzedaż może zatem zależeć od jednej ulotnej chwili – pierwszego wrażenia. Emocje, które wzbudzi mieszkanie, pozostaną z kupującym i będą towarzyszyć mu w procesie decyzyjnym. Dlatego niezmierne ważne jest odpowiednie przygotowanie nieruchomości do wizyt potencjalnych kontrahentów.

Szybki lifting

To dość oczywiste, a jednak nie wszyscy sprzedający o tym pamiętają. Zanim zaprosisz kupującego do mieszkania, odśwież je. Odmalowanie ścian, wymiana starych elementów wyposażenia i pozbycie się zbędnych rupieci sprawią, że pierwsze wrażenie będzie o wiele lepsze. Dodatkowym atutem może być „wyczyszczenie” przestrzeni z rzeczy, które ją indywidualizują. Po pierwsze – Twoje przedmioty, elementy dekoracji czy ozdoby nie muszą trafiać w gust kupującego, a po drugie – bez nich pomieszczenia mogą wydać się bardziej przestronne. Absolutnym minimum jest oczywiście gruntowne wysprzątanie mieszkania, umycie okien i spełnienie innych podstawowych wymogów estetycznych. Nigdy nie zakładaj, że kupujący wyobrazi sobie jak mieszkanie może wyglądać! Pokaż mu to już w dniu wizyty.

Remont

Remont mieszkania, szczególnie generalny, jest czasochłonny i kosztowny. Internet obfituje w oferty sprzedaży nieruchomości w stanie odbiegającym od idealnego. To droga na skróty! Jeśli masz czas i możliwości – postaraj się wyręczyć kupującego i zaoferować mu mieszkanie „pod klucz”. Koszty będą niższe niż potencjalny wzrost wartości nieruchomości. Remontując mieszkanie, masz dwie możliwości. Możesz postarać się je odświeżyć i poprawić estetykę, kierując się minimalizmem. Brak stylistycznych elementów znacząco wyróżniających mieszkanie poszerzy grono potencjalnych odbiorców i zwiększy Twoje szanse na szybką sprzedaż. Inną, nieco bardziej ryzykowną metodą, jest przystosowanie mieszkania do potrzeb konkretnego klienta lub wykończenie go w wyrazistym stylu. Potencjalnych kupujących będzie mniej. Masz za to szansę zdecydowanie wyróżnić się rynku i sprzedać nieruchomość za wyższą cenę.

Kupowanie mieszkań do remontu i sprzedawanie ich po wykonaniu niezbędnych prac to także pomysł na inwestycję. Tak zwane „flipowanie” opiera się o dobrą znajomość rynku, współpracę ze sprawną ekipą remontową i efektywny home staging. Pierwszym krokiem jest znalezienie taniej nieruchomości, która nie nadaje się do zamieszkania. Odnowienie mieszkania wymaga zazwyczaj mniejszych nakładów niż późniejszy zysk. W porównaniu do wynajmu czy inwestycji w ziemię, „flipowanie” jest bardziej pracochłonne i nieco bardziej ryzykowne. Może się jednak okazać zyskowne dla osób z intuicją i wyczuciem, potrafiących zaplanować remont tak, by trafić w gust nabywców.

Wyróżnienie oferty

Kiedy Twoje mieszkanie jest perfekcyjnie przygotowane do wizyty potencjalnych kupujących, musisz zatroszczyć się o to, by ich zwabić. Pomyśl o nabywcy jako o konsumencie, a siebie postaw w roli korporacyjnego specjalisty ds. sprzedaży. Brzmi groteskowo, ale naprawdę działa!

Zatroszcz się o profesjonalne zdjęcia nieruchomości. Możesz również nakręcić filmy. Postaraj się, żeby zostały wykonane starannie, z wykorzystaniem najbardziej korzystnych ujęć i o odpowiedniej porze dnia. Światło ma olbrzymie znaczenie. Powiedz fotografowi, że chodzi Ci o sesję, w stylistyce magazynu wnętrzarskiego. Jedno jest jak tysiąc słów, a Ty powinieneś to wykorzystać.

Napisz staranne ogłoszenie. Jak profesjonalny copywriter postaraj się oddać w krótkim tekście wszystko, co najważniejsze. Postaw się w roli kupującego i przemyśl, jakie zalety Twojego mieszkania mogą go skusić. Może to bliskość środków komunikacji miejskiej czy parku albo świetny rozkład i duży balkon? Podkreśl te cechy w zwięzłym, ale plastycznym opisie, zważając przy tym na poprawność językową i stylistyczną.

Korzystając z dużych serwisów z ogłoszeniami, postaraj się o wyeksponowanie swojej oferty. Większość takich portali oferuje możliwość odpłatnego  wyróżniania ogłoszeń. Koszt takiej ekspozycji jest nieznaczący w porównaniu do ceny Twojej nieruchomości, tymczasem nawet kilkunastoprocentowy wzrost liczby wyświetleń oferty może przełożyć się na liczbę zainteresowanych kupnem.

Nie ograniczaj się do stron z ogłoszeniami i poszukaj alternatywnych kanałów sprzedaży. Duże możliwości dają media społecznościowe. Na Facebooku znajdziesz np. grupę Warszawskie Nieruchomości po Znajomości oraz inne, często lokalne społeczności. Nie tylko zrzeszają one osoby zainteresowane kupnem mieszkania czy domu, ale również znacząco ułatwiają komunikację. Coraz częściej powstają również grupy dedykowane lokalnym społecznościom, np. mieszkańcom konkretnego osiedla czy ulicy. Potencjalni kupcy mogą poszukiwać na nich informacji o danej okolicy, a Ty jesteś w stanie wyjść im naprzeciw z konkretną ofertą. Możliwości jest więcej i wiele zależy od Twojej kreatywności.

Powodzenia w sprzedawaniu!

 

 

Źródło: Magmillon

Czy niespotykane dotąd tempo sprzedaży mieszkań deweloperskich pociągnie za sobą podwyżki cen? Co za tym przemawia?

Sprzedaż nowych mieszkań nigdy jeszcze w Polsce nie szła tak dobrze. Kolejne raporty mówią o sukcesach firm i przynoszą następne rekordy. Popyt na mieszkania jest tak duży, że pomimo rekordowo wysokiej ilości wprowadzanych na rynek mieszkań i rozpoczynanych inwestycji, oferta deweloperów w sześciu największych miastach w Polsce w ostatnim kwartale, nie tylko nie wzrosła, ale jeszcze się skurczyła. Sprzedaż przerosła nową podaż. I już dziś prognozowany jest najlepszy, roczny wynik pod względem ilości sprzedanych mieszkań w całej historii rynku deweloperskiego.

Utrzymujący się od dawna duży apetyt na nowe mieszkania sprawia, że w ostatnich latach mogliśmy obserwować zjawisko powolnego, ale wyraźnego wzrostu cen. Najnowsze raporty mówią, że średnia cena mieszkań wprowadzonych do sprzedaży na sześciu głównych rynkach nieruchomości w kraju w drugim kwartale br. była o ponad 8 proc. wyższa niż lokali, które trafiły do oferty w poprzednich trzech miesiącach i o prawie 6 proc. wyższa od stawek ofertowych sprzed roku. Czy możemy się spodziewać dalszych wzrostów cen? Jakie czynniki mogą o tym zdecydować?

Zmiana struktury oferty mieszkaniowej

Obecny wzrost cen ofertowych mieszkań może być wynikiem zmiany struktury lokali, które w ostatnich miesiącach weszły do oferty. Dobra sytuacja gospodarcza w kraju i wzrost dochodów Polaków powoduje, że większym zainteresowaniem cieszą się mieszkania w wyższym standardzie, dlatego deweloperzy wprowadzają teraz więcej takich inwestycji. Poza tym, w nowej ofercie pojawiło się mniej mieszkań z segmentu popularnego, co można czytać jako odpowiedź firm na wyczerpujące się źródło dopłat w programie MdM i spadek popularności najtańszych ofert.

W najbliższym czasie możemy jednak być świadkami kolejnych wzrostów cen, na które wpływ będzie miała, już nie tylko jakość rozpoczynanych projektów, ale wyższe koszty budowy. W związku z przygotowywanymi na szeroką skalę inwestycjami infrastrukturalnymi w przyszłym roku najwyższe wzrosty mogą notować przede wszystkim koszty robocizny. Ponadto, jak informują deweloperzy, stale rosną ceny gruntów i zmniejsza się dostępność atrakcyjnych działek inwestycyjnych. Do tego dojdą jeszcze wyższe koszty finansowania projektów z uwagi na obciążenia nakładane na banki.

Lokata w nieruchomości

Ponadto, niezwykle znaczący wpływ na rozwój sytuacji na rynku mieszkaniowym, jak zauważa Tomasza Sadłocha z firmy Ochnik Development, ma poziom stóp procentowych. – Stopy referencyjne NBP utrzymują się obecnie na bardzo niskim poziomie 1,5 proc., a inflacja ustabilizowała się w granicach 2 proc. Oznacza to że mamy teraz ujemne realne stopy procentowe. To właśnie powód dla, którego kapitał gromadzony przez Polaków nie trafia na lokaty do banków, ale na rynek mieszkaniowy – informuje Tomasz Sadłocha. – Nic nie wskazuje jednak na to, żeby w najbliższym czasie miało się coś w tym względzie zmienić i spowodować osłabienie aktywności inwestorów indywidualnych – dodaje. Zdaniem przedstawiciela Ochnik Development, utrzymujący się na tak dużym poziomie popyt na mieszkania może stymulować wzrost cen w dłuższej perspektywie czasu.

Względne ryzyko dla komercyjnego rynku mieszkań niesie natomiast rządowy program Mieszkanie Plus. Projekt zakłada budowę tanich lokali z przeznaczeniem na wynajem, które mają powstawać także na terenach należących do PKP. Przedsięwzięcie jest jednak dopiero przygotowywane do realizacji, pierwsze budynki staną nie wcześniej niż pod koniec przyszłego roku, a w zaawansowaną fazę projekt ma wejść dopiero za kilka lat. Ponadto, program skierowany jest do grupy osób, które nie mogą sobie pozwolić na zakup mieszkań oferowanych na rynku.

Warszawskie mieszkania o 10 proc. droższe niż przed rokiem

Na największym rynku deweloperskim w kraju ceny ofertowe w ostatnich miesiącach wzrosły bardzo wyraźnie. Mieszkania wprowadzone do sprzedaży w Warszawie w drugim kwartale tego roku były o prawie 5 proc. droższe od tych, które weszły na rynek w poprzednich trzech miesiącach, a w porównaniu z lokalami oferowanymi przed rokiem zdrożały niemal o 10 proc. Według danych Reas, między kwietniem a czerwcem br. na warszawskim rynku nowych mieszkań wzrosła też o kilka procent średnia cena transakcyjna.

Przyczynę zwyżki cen transakcyjnych Tomasz Sadłocha upatruje w rosnącej fali zakupów inwestycyjnych, którą można obserwować również w inwestycjach Studio Centrum i Dzielna 64 prowadzonych przez Ochnik Development na warszawskim Muranowie. – Znaczący wpływ na kształtowanie się cen mają preferencje zakupowe nabywców mieszkań. Potęgujące się zainteresowanie zakupem dobrze zlokalizowanych, niewielkich mieszkań ze strony inwestorów indywidualnych przynosi wzrost średniej ceny sprzedawanych mieszkań, ponieważ stawka za metr w przypadku lokali kompaktowych jest wyższa. Podobne oddziaływanie na statystyki ma zakup mieszkań o podwyższonym standardzie i apartamentów, które także pozostają w sferze zainteresowania klientów inwestycyjnych – informuje Tomasz Sadłocha.

Ostatnie analizy dotyczące warszawskiego rynku wtórnego także mówią o wzroście średnich cen transakcyjnych. W połowie bieżącego roku przeciętna cena kupowanych w Warszawie mieszkań z drugiej ręki wzrosła do ponad 7700 zł za mkw. Analitycy przyznają, że z takimi cenami zakupu nie spotykali się w stolicy już od dawna, w ostatnich kilkunastu miesiącach średnie stawki wahały się od 7200 zł do 7500 zł/mkw.

 

 

Autor: Ochnik Development

Niesłabnący od kilku kwartałów popyt sprawił, że deweloperzy śmiało rozpoczynają nowe inwestycje. W II kwartale 2017 r. na 6 największych rynkach mieszkaniowych w Polsce do sprzedaży trafiło 33,4 tys. nowych mieszkań i rekordowa liczba 441 nowych etapów inwestycji. Choć spadło znaczenie nabywców MdM-owych, nie odbiło się to na sprzedaży, która wyniosła 17,6 tys. (wzrost o 16,6% rdr) – czytamy w najnowszym raporcie REAS „Rynek mieszkaniowy w Polsce – II kwartał 2017r.”

Na rynku deweloperskim dominuje optymizm. Najlepiej ilustruje to wzrost liczby rozpoczynanych budów. W I połowie 2017 roku na 6 największych rynkach w kraju deweloperzy wprowadzili do sprzedaży 33,4 tys. mieszkań i rekordową liczbę 441 nowych etapów inwestycji. – Jeśli tempo z pierwszego półrocza się utrzyma, można spodziewać się, że w całym 2017 roku deweloperzy rozpoczną budowę rekordowej liczby ponad 100 tysięcy mieszkań. – przewiduje Katarzyna Kuniewicz, partner w REAS kierująca Działem Badań i Analiz Rynku.

Bez MdM ceny rosną

Na uwagę zasługuje fakt, że wraz z kurczącą się w kolejnych miesiącach 2017 roku pulą środków dedykowanych programowi MdM, wśród mieszkań wprowadzanych do sprzedaży systematycznie spadał udział mieszkań najtańszych. W efekcie indeks zmiany cen na 6 rynkach powoli ale systematycznie rośnie. Tendencję tę potwierdziły wyniki monitoringu REAS z II kwartału 2017 roku, które wskazały na wyraźny wzrost cen w porównaniu do poziomu z poprzedniego kwartału.

Ten systematyczny wzrost podaży i cen możliwy był dzięki nie notowanemu dotychczas wzrostowi popytu. Choć w II kwartale 2017 roku liczba transakcji wyniosła „zaledwie” 17,6 tys. i była o ok. 6,5% niższa niż w pierwszym kwartale roku, to całe półrocze zamknęło się wynikiem o 24% lepszym niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Od stycznia do końca czerwca na 6 monitorowanych przez REAS rynkach (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań, Łódź) sprzedano 36,4 tys. nowych mieszkań.

Nic nie wskazuje na to, by w najbliższych miesiącach popyt miał wyraźnie osłabnąć. Wobec ujemnych realnych stóp procentowych napędzające sprzedaż zakupy inwestorów indywidualnych, pozostaną do końca roku jednym z najsilniejszych czynników stymulujących rynek – nawet wówczas, gdy przy wysokich cenach zakupu rentowność najmu zacznie wyraźnie maleć. W efekcie wyniki sprzedaży w całym 2017 roku powinny okazać się porównywalne, a może nawet lepsze niż w 2016 roku. – komentuje Katarzyna Kuniewicz, partner w REAS kierująca Działem Badań i Analiz Rynku.

Przebudzenie w Łodzi

Na uwagę zasługuje wyraźne ożywienie jakie odnotowane został w minionym kwartale w Łodzi. Rekordowo wysoka jak dla tego miasta sprzedaż spotkała się z wyjątkowo wysoką podażą. W samym II kwartale deweloperzy wprowadzili tam na rynek ponad 1,3 tysiąca mieszkań, co sprawiło, że oferta osiągnęła tam najwyższy poziom w historii lokalnego rynku: 3,3 tys. lokali.

 

Źródło:  REAS

Mimo powtarzających się coraz częściej głosów, że dobra passa musi się kiedyś skończyć, deweloperzy nie spuszczają z tonu. Jak wynika z danych GUS, działające na polskim rynku firmy zanotowały w ostatnich 12 miesiącach rekordy we wszystkich statystykach.

81,1 tys. mieszkań oddanych do użytkowania, 96,6 tys. rozpoczętych nowych budów i 128,9 tys. pozwoleń na kolejne – to podsumowanie działalności deweloperów za ostatni rok. Jak wynika z obliczeń Home Brokera przeprowadzonych na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego, są to rekordowe wyniki w historii.

Już rezultaty samego czerwca mogą imponować. GUS odnotował 7765 lokali mieszkalnych oddanych do użytkowania, 11952 rozpoczętych budów (rekord) oraz 13164 pozwolenia na budowę (jeden z kilku najwyższych wyników w historii). Na tego rodzaju dane zwykle staramy się jednak patrzeć w dłuższym terminie, by nie dać się zwieść sezonowości, czy przypadkowym zbiegom okoliczności. Ale analiza wyników 12-miesięcznych nie pozostawia wątpliwości: deweloperzy budują jak szaleni.

Roczna liczba lokali oddanych do użytkowania wzrosła w ciągu 12 miesięcy o 11 proc., rozpoczętych nowych budów o 9 proc., a uzyskanych pozwoleń na budowę – o 25 proc.

Aktywność deweloperów jest symulowana przez cały czas rosnącą sprzedaż. Nie ma nic dziwnego w tym, że firmy budują mieszkania, skoro bez problemów znajdują na nie nabywców. Dane publikowane przez deweloperów notowanych na giełdzie są bardzo pozytywne – sprzedaż w pierwszym półroczu 2017 r. była o prawie jedną czwartą wyższa niż przed rokiem, a niektóre firmy zanotowały skok o 40-50 proc., z rekordzistą (Echo Investment), którego wyniki poprawiły się o niemal 80 proc. Liderami rynku pozostają Dom Development, Murapol i Robyg, które w pierwszym półroczu sprzedały po 1600-1700 lokali mieszkalnych.

Nie tylko za gotówkę
Oprócz stałej aktywności osób kupujących mieszkania za gotówkę, w statystykach widać wzrost aktywności kredytobiorców. Od początku roku rośnie liczba chętnych na zakup mieszkania za pieniądze banku, częściowo stoi za tym popularność programu Mieszkanie dla Młodych.

Co dalej z rynkiem mieszkaniowym?
Brak szalonych wahań cen i zróżnicowanie źródeł finansowania zakupów (gotówka vs kredyt hipoteczny) pozwalają oceniać rynek jako stabilny, ale pojawia się coraz więcej sygnałów o tym, że może dojść do przegrzania. Ze względu na stabilizację cen raczej nie grozi nam jednak spektakularna klęska i obniżki o 30 czy 40 procent. Na dziś bardziej prawdopodobne wydają się mniejsze spadki.

 

Źródło: Home Broker

Ten, kto wynajmuje własny dom, mieszkanie, a nawet domek na drzewie, korzystając przy tym z zagranicznego portalu internetowego jako pośrednika, nie powinien zapominać o rozliczeniu tzw. importu usług, a co za tym idzie, składaniu deklaracji VAT-9M.

Stanowisko organów podatkowych jest takie, że usługi krótkotrwałego najmu nieruchomości często traktowane są jako działalność gospodarcza. Klasyfikują je do grupy 55 PKWiU, tj. do usług związanych z zakwaterowaniem. To samo dotyczy najmu krótkotrwałego, w którym występuje pośrednik –  społecznościowy portal internetowy, który za prowizję pomaga znaleźć się nawzajem podróżującym i osobom użyczającym swoje mieszkania, pokoje i domy. Zgodnie z ustawą o VAT usługi związane z zakwaterowaniem są opodatkowane stawką 8-proc. (art. 41 ust. 2 w zw. z art. 146a pkt 2 i z poz. 163 załącznika nr 3).

Co do zasady zatem, udostępnianie mieszkania pod najem na kilka dni, w tym za pośrednictwem takiego portalu jak np. airbnb.com, wiąże się z koniecznością zapłaty 8-proc. VAT od świadczonych usług najmu (interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Katowicach z dnia 2 września 2015 r. o sygn. IBPP2/4512-509/15/JJ).

Wybór statusu zwolnionego z VAT

Nadal jednak najem krótkoterminowy prowadzony w ramach działalności gospodarczej może być zwolniony z VAT. Zwalnia się bowiem z VAT sprzedaż dokonywaną przez podatnika, u którego wartość sprzedaży nie przekroczyła łącznie w poprzednim roku podatkowym 200 tys. zł bez VAT (art. 113 ust. 1 i 9 ustawy o VAT).

Nie powinno się w tym miejscu odwoływać do zwolnienia tzw. przedmiotowego, jakie przewidziane jest dla konkretnych rodzajów prowadzonych biznesów niezależnie od osiąganych obrotów. Jedynie usługi wynajmowania na własny rachunek nieruchomości mieszkalnych wyłącznie na cele mieszkaniowe są zwolnione z VAT bez ograniczenia dotyczącego sprzedaży (art. 43 ust. 1 pkt 36 ustawy o VAT).

Rejestracja VAT UE mimo zwolnienia z VAT

Nierzadko internetowy portal pośredniczący w najmie krótkoterminowym to firma zagraniczna – dostawca strony internetowej airbnb.com ma siedzibę w Irlandii. A to oznacza, że właściciel mieszkania korzystając z portalu, korzysta z usług zagranicznych. I tu pojawia się pewien detal związany z podatkiem od towarów i usług. Pomimo skorzystania z prawa do zwolnienia z VAT z racji wysokości sprzedaży, przedsiębiorca może być zobowiązany do zarejestrowania się jako podatnik VAT UE i takiej rejestracji powinien dokonać. Po rejestracji otrzyma NIP-UE. Równocześnie, fakt rejestracji jako podatnik VAT UE nie oznacza utraty prawa do zwolnienia ze względu na sprzedaż.

Import usług związany z usługą pośrednika

Z objaśnień Ministerstwa Rozwoju wynika, że w powyższym przypadku mamy do czynienia z tzw. importem usług zgodnie z art. 2 pkt 9 ustawy o VAT. Generalnie zaistnienie przesłanek importu usług zobowiązuje nabywcę do rozliczenia VAT.

Jak czytamy na airbnb.com, „w przypadku użytkowników z Unii Europejskiej, VAT będzie uwzględniony przy obliczaniu naszej Opłaty Serwisowej. Obciążenie z tytułu VAT nie nastąpi w sytuacji, jeśli mieszkasz poza obszarem UE lub podałeś/aś ważny identyfikator VAT”.

W przypadku VAT-owców, rozliczenie importu usług jest podatkowo neutralne. Obok obowiązku obciążenia zakupionej zagranicznej usługi VAT należnym, VAT-owcy mają także prawo do odliczenia VAT naliczonego. Obie strony opodatkowania sprawozdawane są standardowo na deklaracji VAT-7.

Inaczej rozliczenie tzw. importu usług wygląda u podatników zwolnionych z VAT. Oni również mają obowiązek doliczania VAT należnego do otrzymanej faktury, ale jednocześnie nie posiadają prawa do odliczenia VAT naliczonego. Powstałe zobowiązanie podatkowe trzeba wpłacić do fiskusa, składając w tym celu deklarację VAT-9M. Zapłacony VAT jest natomiast kosztem działalności.

 

Źródło: Tax Crae

Eksperci

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

AKTUALNOŚCI

Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłu...

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Kredyt dla „młodych” firm – jak uzyskać finansowanie na start biznesu?

O założeniu własnej firmy myśli coraz więcej Polaków. Są to zarówno osoby pracujące na etacie, które...

GETEC z prestiżową nagrodą Niemieckiej Agencji Energii

O firmie GETEC jest w naszym kraju coraz głośniej. Dzieje się tak nie tylko dzięki bardzo solidnie u...

Deloitte: Podczas tegorocznego Black Friday średnie obniżki cen sięgnęły 4%

Coroczna analiza ofert 800 sklepów internetowych przeprowadzona przez Deloitte we współpracy z firmą...

700 tysięcy złotych! – nawet tyle odszkodowania można dostać za wypadek w pracy

5 miliardów na odszkodowania Z informajcji płynących z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że su...

Polski PKB rośnie najszybciej w Unii. Rynek pracy rozgrzany do czerwoności.

PKB za III kw. Zgodnie z danymi Eurostatu za trzeci kwartał 2019 roku największy wzrost w stosunku d...