sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "zakup mieszkania"

zakup mieszkania

Które inwestycje mieszkaniowe najbardziej odpowiadają singlom? Czym się charakteryzują? Wspólnym mianownikiem na pewno jest rodzaj mieszkania, jakie kupuje singiel. Jest to lokal możliwie mały, kompaktowy, dzięki czemu jego cena całkowita jest atrakcyjna, a rata kredytu niższa od kosztu najmu.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Dla singli ważne jest, aby nieruchomość współgrała z prowadzonym przez nich stylem życia. Dużym powodzeniem cieszą się mieszkania w osiedlach społecznych, które umożliwiają załatwianie codziennych spraw w bezpośredniej okolicy. Szeroki dostęp do usług, baza rekreacyjna obejmująca np. osiedlowy klub fitness, czy własne boiska i sprawne połączenie z centrum to duży atut dla tej grupy nabywców. Podobnie jak inwestycje w samym centrum, jak np. River Point, zapewniające pełną ofertę miasta na wyciągnięcie ręki. W pierwszych dniach sprzedaży obserwujemy również duże zainteresowanie kawalerkami w Browarach Wrocławskich, projekcie zlokalizowanym w sercu Wrocławia w otoczeniu zabytkowej architektury poprzemysłowej.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Single stanowią większość wśród klientów, którzy zainteresowani są małymi, jednopokojowymi mieszkaniami. Spośród nich da się wyróżnić kilka grup. To na przykład osoby, które w perspektywie kilku lat planują założenie rodziny i późniejszą odsprzedaż mieszkania z zyskiem, by zainwestować pozyskane środki w większą nieruchomość. Często małe mieszkania są kupowane przez rodziców dla studiującego dziecka. Tacy nabywcy wychodzą ze słusznego założenia, że zakup mieszkania to lepsza inwestycja niż wynajmowanie stancji bądź pokoju w akademiku. Wśród naszych wszystkich klientów, większość stanowią jednak młode małżeństwa i rodziny, które poszukują większych lokali.

Małgorzata Ostrowska, członek Zarządu oraz dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Single najczęściej wybierają warszawskie osiedla Bliska Wola i Zielona Dolina. W tych inwestycjach oferujemy lokale cieszące się powodzeniem singli, tj. 22 metrowe kawalerki i mieszkania dwupokojowe o powierzchni około 40 mkw. z funkcjonalnym układem pomieszczeń. Inwestycja Bliska Wola oddalona jest zaledwie 12 minut drogi od centrum miasta, dlatego wybierana jest przez osoby dynamiczne, które dopiero rozpoczynają karierę zawodową i chcą korzystać z uroków nocnego życia w Warszawie. Osiedle Zielona Dolina zlokalizowane jest na Białołęce, słynie z terenów zielonych, stąd zainteresowanie tą inwestycją wśród osób ceniących sobie spokój i chętnie spędzających czas na świeżym powietrzu.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Trudno jednoznacznie wskazać, jakim rodzajem projektów najbardziej interesują się single, bo to szeroka grupa kupujących. Mogą to być osoby zaczynające samodzielne życie, które z uwagi na ograniczone środki i zdolność kredytową, kupują mieszkania możliwie najtańsze, w projektach znacznie oddalonych od centrum. Są to również studenci, którym mieszkania kupują rodzice, często w inwestycjach zlokalizowanych w centrum miasta.

Wspólnym mianownikiem na pewno jest rodzaj mieszkania, jakie kupuje singiel. Jest to lokal możliwie mały, kompaktowy, dzięki czemu jego cena całkowita jest atrakcyjna, a rata kredytu niższa od kosztu najmu.

 

 

 

 

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Z jakimi najbardziej nietypowymi pytaniami spotkają się deweloperzy ze strony klientów? Czym najczęściej interesują się nabywcy nowych mieszkań? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl  

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Zauważalny jest wzrost świadomości konsumenckiej klientów. Zadawane przez nich pytania nie są jednak nietypowe, a wiążą się z chęcią zdobycia rzetelnej wiedzy, co jest zrozumiałe przed dokonaniem tak istotnej, być może najważniejszej w życiu inwestycji, jaką jest zakup własnego M. Wiele pytań dotyczy kwestii technicznych. Często pojawiają się pytania o status działki, na której realizowana jest inwestycja, czy jest to dzierżawa gruntu, czy własność. Klienci pytają też o wysokość czynszu, terminowość wcześniej zrealizowanych przez spółkę inwestycji, czy o rachunki powiernicze. Naszą przewagą jest długi staż firmy na rynku i bardzo duża liczba zrealizowanych inwestycji, co sprawia, że większość wątpliwości klientów jesteśmy w stanie rozwiać przedstawiając konkretne przykłady w istniejących już osiedlach.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Najczęściej klienci chcą wiedzieć, jak rozwijać się będzie okolica ich przyszłego miejsca zamieszkania i jakiego standardu mogą oczekiwać na terenie inwestycji, w budynku i we samym mieszkaniu. Zaskakujący bywa stopień szczegółowości tych pytań, od ogólnych dotyczących sąsiedztwa, bezpieczeństwa na osiedlu, czy bliskości szkół i przedszkoli, po szczegółowe np. o oferty najbliższych sklepów, skład farby, jaką pomalowany będzie osiedlowy fitness, czy tytuły gier planszowych, które znajdą w klubach mieszkańca. Dziś świadomość klientów jest bardzo duża, a sprawdzone przed zakupem informacje pozwalają nabywcom na podjęcie odpowiedzialnej i świadomej decyzji.

Małgorzata Ostrowska, członek Zarządu oraz dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Pytania klientów zazwyczaj dotyczą podstawowych aspektów, jak metraż, cena, liczba pokoi, dodatkowe udogodnienia np. ochrona oraz usytuowanie danego mieszkania. Jednak często spotykamy się również z pytaniami, które dotyczą szczegółowych danych technicznych inwestycji, jak na przykład wilgotność krokwi dachowej, wykorzystywanych impregnatów, czy współczynnika przenikania ciepła.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper

Zazwyczaj otrzymujemy standardowe pytania, nie zauważyliśmy szczególnej zmiany czy poruszania nietypowych kwestii przez kupujących. Nasi klienci są zawsze świadomi dokonywanych wyborów i dobrze przygotowani. Cieszymy się, że poszukiwanie mieszkania rozpoczynają, nie tylko od wyboru dogodnej lokalizacji, funkcjonalnego metrażu, układu pomieszczeń, czy usytuowania względem stron świata. Zainteresowani są także szczegółami standardu wykonania oraz zagospodarowaniem części wspólnych inwestycji.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Większość zadawanych pytań dotyczy kosztów zakupu mieszkania, jego utrzymania i standardu inwestycji. Często są one bardzo wnikliwe, klientów interesuje technologia wykonania dachu, grubość warstwy izolacji ściany zewnętrznej, czy temperatura w jakiej malowano elewację. Trudno się temu dziwić w sytuacji, kiedy klienci często inwestycją wszystkie oszczędności. Zdarzają się również pytania nietypowe o to co można zrobić z przelatującymi na osiedlem samolotami, albo sąsiadującymi torami kolejowymi.

W ostatnich latach zwiększyła się świadomość klientów, którzy są bardziej dociekliwi i zadają więcej pytań. Dzięki łatwemu dostępowi do internetu, a w szczególności forów internetowych, które prowadzimy dla większości inwestycji są doskonale zorientowani w kwestiach związanych z projektami.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Nierzadko spotykamy się z niestandardowymi pytaniami i niecodziennymi potrzebami naszych klientów. Zakup mieszkania to przecież niecodzienny, często najważniejszy w życiu zakup, do którego klienci podchodzą z wyjątkową wnikliwością i przejęciem. Najbardziej utkwiło nam w pamięci pytanie o zabezpieczenie możliwości wniesienia do mieszkania koncertowego fortepianu.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Spora część klientów, z którą spotykają się eksperci do spraw inwestycji Wawel Service jest zasypywana pytaniami dotyczącymi kredytowania. Takie osoby mogą liczyć na fachową pomoc w uzyskaniu kredytu.  Jeśli klienci poproszą o konsultacje w tej sprawie są umawiani z ekspertem kredytowym, który szczegółowo wyjaśnia wszelkie wątpliwości.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Pytania i obawy są zawsze takie same, chodzi o bezpieczeństwo i trafność wyboru lokalu. Dzięki ponad 30 letniemu doświadczeniu możemy te obawy skutecznie rozwiać.

Klienci są teraz zdecydowanie bardziej świadomi niż 10 czy 15 lat temu, co znacznie ułatwia wyjaśnienie aspektów prawnych czy funkcjonalnych inwestycji. Wielu klientów kupuje teraz już kolejne mieszkanie na rynku pierwotnym, który w Polsce mimo wszystko jest jeszcze dość młody.

Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates

Przez wiele lat działalności nie zaobserwowaliśmy, aby klienci zasypywali nas nietypowymi pytaniami związanymi z inwestycjami. Zazwyczaj są one podobne, nabywcy interesują się jakością wykonania budynku, częściami wspólnymi, architekturą, bądź najbliższą okolicą. Rozumiemy, jak ważną decyzją jest dla klientów zakup mieszkania, staramy się odpowiadać na wszelkie wątpliwości i pytania, które mogą się pojawić. Zdarzają się oczywiście specjalne życzenia klientów, którzy dysponują dużym budżetem na zakup mieszkania, jak np. możliwość zainstalowania jacuzzi na tarasie czy też przygotowanie lokalu umożliwiające wykonanie akwarium morskiego o pojemności 3 tys. litrów w apartamencie. Takie specjalne zamówienia wymagają dodatkowych rozwiązań konstrukcyjnych w budynkach wielorodzinnych, ale jeśli w jakiś sposób możemy przyczynić się do tego, aby komfort życia naszych klientów był większy, robimy wszystko co w naszej mocy, aby tak było.

Katarzyna Dąbrowska, Senior Marketing Manager w Nexity Polska

Poza standardowymi pytaniami odnośnie terminu odbioru mieszkań i własności gruntów, pytanie, które często zadają nam klienci brzmi: „Dlaczego tak tanio?” Przystępna i konkurencyjna cena, jaką oferujemy we wszystkich projektach mieszkaniowych jest efektem tego, że planując inwestycje maksymalnie wykorzystujemy przestrzeń. Dzięki temu nie tworzymy nieustawnych czy pustych metraży. Proces zakupu gruntów realizujemy bardzo starannie, mając na względzie, by nie generowały zbędnych kosztów, przerzucanych finalnie na kupujących. Ważne jest dla nas, żeby realizowane inwestycje dawały przewagę korzyści nad kosztami.

Niekiedy zdarzają się pytania dotyczące miejscowego planu zagospodarowania. Jedno z ostatnich, które otrzymaliśmy było dość nietypowe, dotyczyło nowo budowanego osiedla NextUrsus. Jedna z osób kupujących zapytała, czy może zdarzyć się tak, że zamiast kościoła, miasto w sąsiedztwie osiedla w przyszłości wybuduje meczet. Uważamy, że wszystkie pytania, nawet te nietypowe są ważne dla naszych klientów, dlatego staramy się udzielać wyczerpujących informacji.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Obecnie rzadko zdarza się, aby klienci zadawali nietypowe pytania związane z zakupem mieszkania. Z reguły są bardzo dobrze przygotowani do rozmowy z naszymi doradcami. Wiedzą doskonale, o co pytać, co jest dla nich ważne przy wyborze mieszkania. Czasem może wydawać się, że odpowiedzi na niektóre z pytań są oczywiste, ale przecież klient nie codziennie kupuje mieszkanie, więc woli dopytać, żeby być w 100 proc. pewnym i podjąć prawidłową decyzję. W dobie wszechobecnego internetu klienci są bardzo dobrze wyedukowani w poszczególnych dziedzinach. Coraz większe znaczenie ma dla nich jakość wykonania budynku i mieszkań, więc najczęściej dopytują o standard i użyte materiały. Nawet do tego stopnia, że zdarzają się pytania bardzo szczegółowe np. o przekrój przewodów elektrycznych, parametry termiczne i akustyczne ścian, okien, itp.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

466 tys. zł – tyle może pożyczyć na mieszkanie trzyosobowa rodzina. Aż 3 instytucje chciałyby familii dać przynajmniej pół miliona złotych na zakup „czterech kątów”.

Rosnące wynagrodzenia i zatrudnienie powodują, że Polacy coraz chętniej się zadłużają. Dane BIK sugerują, że dotychczas popyt na kredyty mieszkaniowe był w bieżącym roku prawie o 15% wyższy niż w analogicznym okresie przed rokiem. Banki zaczęły więc dolewać oliwy do ognia na rynku mieszkaniowym, który i tak jest obecnie w fazie niewidzianego nigdy wcześniej ożywienia. Było ono dotychczas napędzane przez kupujących szukających alternatywy dla rachitycznie oprocentowanych lokat bankowych.

Jest to o tyle zaskakujące, że przecież od stycznia obowiązują wyższe wymagania odnośnie wkładu własnego. Dziś trzeba mieć już nawet 20% ceny lokalu w gotówce, a przed rokiem było to o jedną czwartą mniej. Gdyby tego było mało, banki podniosły też w ostatnich miesiącach marże kredytowe. Mogło mieć to związek z ustawą o kredycie hipotecznym, która nałożyła na banki dodatkowe obowiązki. W efekcie podczas gdy w marcu przeciętna marża kredytowa, którą banki skłonne byłyby zaproponować modelowej rodzinie z jednym dzieckiem, w której oboje rodzice pracują, opiewała na 2%, to dziś jest to 2,13%.

Pożyczysz 80 razy więcej niż zarabiasz

Efekt jest taki, że trzyosobowa rodzina, w której rodzice pracują, powinna móc zadłużyć się na zakup mieszkania na kwotę ponad 466 tys. zł – wynika z najświeższych danych zebranych przez Open Finance (mogą one jeszcze podlegać aktualizacji). Wartość ta jest medianą, a więc połowa banków chciałaby modelowej rodzinie pożyczyć więcej, a połowa zaoferowałaby niższą kwotę. To o prawie 5 tysięcy mniej niż przed miesiącem, ale wciąż o 44 tys. zł więcej niż przed rokiem. Co więcej, kwota deklarowana przez banki pozwoliłaby rodzinie kupić nawet w Warszawie mieszkanie trzypokojowe. Problem w tym, że aby zadłużyć się na taką kwotę należy posiadać gotówkę w kwocie około 100-150 tysięcy złotych.

Do obliczeń przyjęto, że dwie osoby powinny otrzymywać „na rękę” kwotę 5772,06 zł (każdy z rodziców zarabia po średniej krajowej). Do tego szacunki zakładają, że modelowi kredytobiorcy mają dobrą historię kredytową i obecnie nie są zadłużeni. Rodzina skłonna jest też skorzystać z dwóch dodatkowych produktów – rachunku bankowego, na który będzie przelewane wynagrodzenie oraz karty płatniczej lub kredytowej. Kredytobiorcy wolą unikać ubezpieczeń czy programów regularnego oszczędzania. Zgodzą się na nie jedynie jeśli będzie to bezwzględnie opłacalne.

Trzy razy po pół miliona

Efekt? Modelowa rodzina może udać się aż do trzech banków po ponad pół miliona na zakup własnych „czterech kątów”. O ile familia dysponuje wymaganym wkładem własnym, taką kwotę zaoferują jej Citi Handlowy, ING Bank Śląski i Euro Bank. Niewiele mniej chcą pożyczyć: Raiffeisen Polbank. Najskromniejszy kredyt skłonne byłby udzielić PKO BP i Bank Pocztowy.

 

Źródło: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Duże ośrodki miejskie z pewnością pozostają ważnymi punktami na kredytowej mapie Polski. Takie metropolie są istotne dla banków oferujących kredyty mieszkaniowe, ze względu na koncentrację obrotu lokalami i ponadprzeciętną wartość typowej transakcji. Innym powodem jest lepsza spłacalność rat na mieszkanie. Według danych KNF-u, największe metropolie cechują się niższym odsetkiem opóźnionych kredytów hipotecznych niż pozostała część kraju.   

Kraków przoduje pod względem spłacalności kredytów mieszkaniowych

Informacje o spłacalności „hipotek” w poszczególnych miastach, są znacznie rzadziej podawane niż analogiczne statystyki na temat całego kraju. Takie lokalne dane możemy znaleźć m.in. w raporcie Komisji Nadzoru Finansowego o ubiegłorocznej sytuacji banków. Dane KNF-u dotyczą końca 2016 roku i prezentują m.in. udział kredytów na zakup mieszkania z opóźnieniem przekraczającym 30 dni. Taka zwłoka w płatności raty, stanowi już problem dla kredytobiorcy i negatywnie rzutuje na jego historię kredytową z BIK-u – tłumaczy Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl.

Informacje z banków zebrane przez Komisję Nadzoru Finansowego wskazują, że w przypadku kredytów na zakup mieszkania, większe ośrodki miejskie na ogół cechują się lepszą spłacalnością niż pozostała część kraju (patrz poniższy wykres). W skali całej Polski, kredyty na mieszkanie z opóźnieniem ponad 30 dni, pod koniec 2016 r. stanowiły 2,35% wartości wszystkich takich umów. Średni wynik dla lokalizacji innych niż największe miasta, niestety był nieco wyższy (2,5%). W analizowanych metropoliach odnotowano następujący (wartościowy) udział kredytów z opóźnieniem powyżej 30 dni.

  • Warszawa – 2,3% pod koniec 2016 r.
  • Kraków – 1,9% pod koniec 2016 r.
  • Wrocław – 2,1% pod koniec 2016 r.
  • Poznań – 2,3% pod koniec 2016 r.
  • Łódź – 2,6% pod koniec 2016 r.
  • aglomeracja katowicka – 2,1% pod koniec 2016 r.
  • Trójmiasto – 2,3% pod koniec 2016 r.

Jak tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl nietrudno zauważyć, że Kraków zdecydowanie przoduje pod względem spłacalności kredytów na mieszkanie. Od średniej z analizowanych ośrodków miejskich, nieco bardziej oddalony jest wynik Łodzi. W przypadku tego miasta, znaczenie może mieć ponadprzeciętna stopa bezrobocia. Trzeba zwrócić uwagę, że po wyłączeniu Łodzi, wszystkie analizowane ośrodki miejskie cechują się lepszą spłacalnością „hipotek” niż pozostała część kraju. Prawdopodobnie jest to kwestia bardziej sprzyjającej sytuacji na rynku pracy, która umożliwia szybszą zmianę pracodawcy.

Jakość portfela kredytowego najbardziej pogorszyła się w Warszawie …

Trzeba pamiętać, że informacje zaprezentowane powyżej, dotyczą jedynie kredytów na zakup mieszkania i sytuacji z końca minionego roku.

Dane Komisji Nadzoru Finansowego pozwalają na wyciągnięcie kilku ciekawych wniosków. Po pierwsze, kredyty finansujące zakup domu lub działki budowlanej, w 2015 r. i 2016 r. cechowały się gorszą spłacalnością niż umowy związane z zakupem mieszkania (m.in. ze względu na konieczność jednoczesnego prowadzenia budowy i spłaty rat). Pod koniec minionego roku, opóźnienie w spłacie przekraczające 30 dni, odnotowano dla 3,4% kredytów na zakup domu lub działki budowlanej. W przypadku kredytów na zakup mieszkania, analogiczny wynik to 2,3%. Jeszcze większa różnica spłacalności dotyczyła kredytów finansujących pozostałe potrzeby mieszkaniowe (np. remonty). Udział takich „hipotek” z opóźnieniem ponad 30 dni, pod koniec 2016 r. wynosił 5,8% wartości wszystkich umów.

Informacje napływające z banków do Komisji Nadzoru Finansowego, sygnalizują także roczny wzrost odsetka kredytów mieszkaniowych posiadających opóźnienie w spłacie. Udział takich kredytów opóźnionych o więcej niż 30 dni wzrósł:

  • z 2,7% (koniec 2015 r.) do 3,0% (koniec 2016 r.) w przypadku umów finansujących wszystkie potrzeby mieszkaniowe
  • z 2,0% (koniec 2015 r.) do 2,3% (koniec 2016 r.) dla umów finansujących zakup mieszkania
  • z 3,0% (koniec 2015 r.) do 3,4% (koniec 2016 r.) w przypadku umów finansujących zakup domu lub działki budowlanej
  • z 5,1% (koniec 2015 r.) do 5,8% (koniec 2016 r.) dla umów finansujących pozostałe potrzeby mieszkaniowe (m.in. remonty)

Ekspert portalu RynekPierwotny.pl zwraca również uwagę na fakt, że odsetek opóźnionych kredytów na zakup mieszkania, najbardziej zwiększył się w Warszawie (koniec 2015 roku –  1,7%, koniec 2016 roku – 2,3%). Najmniejszą zmianę (o 0,1 punktu procentowego), odnotowano z kolei w Krakowie.

Inne dane KNF-u sugerują, że obserwowany wzrost udziału opóźnionych „hipotek”, po części był spowodowany specyficzną polityką banków (poprawiającą wyniki z 2015 r.). Kredytodawcy w 2015 r. urządzili „czyszczenie bilansów”, polegające na sprzedaży kłopotliwych kredytów mieszkaniowych firmom windykacyjnym albo przenoszeniu ich do ewidencji pozabilansowej. Wartość takich „hipotek”, których pozbyły się banki to 2,34 mld zł w 2015 r. Analogiczny wynik z 2016 r. (0,80 mld zł), był już znacznie mniejszy. Nadzór finansowy przewiduje, że w 2017 r. znów znacząco spadnie (do 0,35 mld zł) wartość sprzedawanych lub przenoszonych poza bilans kredytów mieszkaniowych.

 

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Sytuacja ekonomiczna w Polsce utrzymuje się na wyrównanym poziomie. Obserwujemy poprawiające się warunki pracy i wzrost płac. Co za tym idzie? Coraz więcej osób decyduje się na zakup mieszkania na własność. Jakie lokale cieszą się największym powodzeniem?

Polacy przy kupnie lokum zwracają największą uwagę na takie czynniki jak: cena, lokalizacja, rozkład, piętro i udogodnienia takie jak komórka lokatorska, garaż czy winda. Najchętniej wybieramy lokale zlokalizowane na czwartym lub piątym piętrze.

– Większość klientów deweloperów to osoby biorące kredyty hipoteczne. Popyt na nie jest aż o 20% wyższy niż rok wcześniej (w 2016 roku sprzedano 266 tys. mieszkań). Jednak nie każdy złożony wniosek jest akceptowany przez bank, szczególnie jeśli dotyczy on wysokich sum. Dlatego spory odsetek Polaków decyduje się na mniejsze kredyty, a co za tym idzie kompaktowe lokale, czyli zaprojektowane w taki sposób, aby dawały maksymalną funkcjonalność – przyznaje Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży Wawel Service.

Na start

Single i młode małżeństwa zazwyczaj szukają kawalerki lub mieszkania dwupokojowego. Przed podjęciem decyzji największą uwagę zwracają na cenę i lokalizację. Nie bez znaczenia jest także odległość od punktów handlowych, komunikacji miejskiej i centrum miasta. Najlepiej sprzedają się mieszkania w śródmieściu, ponieważ większość młodych osób chce mieć wszędzie blisko i być w centrum wydarzeń.

Rodzinne dylematy  

Małżeństwa z dziećmi mają większe wymagania mieszkaniowe. Najczęściej decydują się na lokum trzypokojowe (mające ponad 50 mkw.) z aneksem kuchennym i balkonem lub prywatnym ogródkiem. Rodziny zwracają większą uwagę na odległość od parków, placów zabaw, a także przedszkoli i szkół.

Polacy coraz częściej decydują się na mieszkanie wykończone i urządzone, ponieważ nie mają czasu kupować wyposażenia, zajmować się malowaniem czy aranżacją wnętrz samodzielnie. Wolą kupić lokal gotowy do zamieszkania.

Nowe wymagania

Osoby dojrzałe coraz częściej myślą o rozwiązaniach ekologicznych, zapewniających najwyższy komfort życia. Dlatego popularne stają się technologie typu smart home. Poprawiają one bezpieczeństwo mieszkańców przez możliwość zdalnego sterowania i całodobowej kontroli lokalu. Inteligentne urządzenia są estetyczne, bezawaryjne i wymagają minimum obsługi przez co kuszą coraz większą liczbę osób. Z roku na rok większym zainteresowaniem cieszą się rozwiązania ekologiczne. Nowoczesne mieszkania mają doskonały mikroklimat, są wolne od alergenów i przyjazne środowisku (emitują mniej CO2).

– W ofercie Wawel Service już wkrótce pojawi się dom, który spłaci za siebie ratę kredytu (będzie nazywał się Freedom). Wszystko dzięki zastosowaniu nowoczesnych systemów energooszczędnych. Pierwszy pokazowy budynek zobaczymy wiosną 2018 roku. Do tego czasu nasi klienci mogą poznać najnowsze rozwiązania technologiczne dzięki inwestycjom takim jak Osada Czorsztyn czy Domy w Michałowicach – komentuje Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży Wawel Service.

Z badań TNS Polska wynika, że mieszkania marzeń szukamy przez internet. 45% Polaków przegląda strony deweloperów, a 32% ufa portalom ogłoszeniowym. W ostatnich latach można zaobserwować znaczny wzrost świadomości wśród nabywców. Są oni znacznie lepiej przygotowani do transakcji, wiedzą o co pytać, jak szukać i czego unikać. Tym samym są bardziej zadowoleni z kupowanych przez siebie nieruchomości.

 

Źródło: Wawel Service

Za metr mieszkania od dewelopera w Warszawie płaciliśmy w ostatnich miesiącach średnio 7,7 tys. zł, a rok wcześniej o 200 zł mniej. W drugim kwartale br. nabywcy stołecznych kawalerek wykładali za nie niespełna 8,6 tys. zł za mkw. Wraz ze wzrostem liczby pokoi średnia cena metra kupowanych mieszkań jednak malała. Wyjątek stanowiły lokale czteropokojowe i większe, które w wyższej jakości inwestycjach zlokalizowanych centralnie traktowane są często jako dobra luksusowe. Średnio za mieszkania w nowych, warszawskich projektach nabywcy płacili przeciętnie prawie 438 tys. zł.

Nie tylko jednak w największej aglomeracji w kraju za nieruchomości z pierwszej ręki wydawaliśmy więcej. Z danych zawartych w najnowszym raporcie AMRON-SARFiN wynika, że w ciągu ostatniego roku prawie we wszystkich największych miastach w Polsce ceny transakcyjne na rynku deweloperskim poszły w górę. Na przykład w Łodzi w ciągu roku przeciętna stawka wzrosła z 3,6 tys. zł/mkw. do 3,9 tys. zł/mkw. Nowe mieszkania o 300 zł/mkw. zdrożały też w Gdańsku.

Kroczące podwyżki

Systematyczny wzrost cen nieruchomości analitycy notują już od dłuższego czasu. W ciągu ostatnich trzech lat w Warszawie i Gdańsku mieszkania deweloperskie zdrożały o ponad 6 proc., we Wrocławiu ceny poszły w górę o 5 proc., a w Krakowie o niespełna 3 proc. Jedynie w aglomeracji katowickiej stawki spadły w tym czasie o 5 proc.

Wyższe ceny nie odstraszają kupujących. Chętnych do inwestowania w nieruchomości ciągle przybywa. Z roku na rok padają kolejne rekordy sprzedaży na rynku deweloperskim. Eksperci są zgodni, że wśród nabywców mieszkań można wyróżnić dwie podstawowe grupy. Jedna skupia osoby kupujące swoje, pierwsze mieszkanie oraz właścicieli nieruchomości zmieniających lokal na większy w celu poprawy warunków mieszkaniowych.

W drugiej są inwestorzy, którzy traktują zakup mieszkania jako lokatę kapitału. W dłuższym terminie taka inwestycja ma zapewnić wyższe zyski, a tymczasem stale przynosić regularne dochody z najmu.

Nieruchomości klasycznym modelem inwestowania

Tomasz Sadłocha z firmy Ochnik Development, która w centrum Warszawy prowadzi projekt Dzielna 64 i Studio Centrum, potwierdza, że rosnący popyt na mieszkania generują przede wszystkim osoby planujące zarabiać na wynajmie. – To obecnie klasyczny model inwestowania. Atrakcyjny dla posiadających nadwyżki kapitału z uwagi na to, że nie jest związany z ryzykiem. Inwestycja ma dawać zysk na stabilnym poziomie, a w perspektywie długoterminowej ma zagwarantować profit związany ze wzrostem wartości nieruchomości – wyjaśnia Tomasz Sadłocha.

W ocenie przedstawiciela Ochnik Development, oferta mieszkaniowa jest teraz bardzo duża, ale zapotrzebowanie na nowe lokale jeszcze większe. – Zainteresowanie zakupem nie tylko nie słabnie, ale nieustannie wzrasta, co możemy obserwować w naszych, warszawskich projektach. Widoczna jest też wyraźnie pewna zależność. Im inwestycja jest wyższej jakości i zlokalizowana bliżej centrum, tym wśród kupujących jest więcej takich osób, które płacą gotówką – informuje Tomasz Sadłocha.

Dwukrotnie większa sprzedaż niż w boomie przed dekadą

– W tak przygotowanych projektach, jak Studio Centrum, kupują przeważnie inwestorzy. I to głównie dzięki nim zwiększa się wolumen sprzedaży na rynku mieszkaniowym. To nic dziwnego, bo na wynajmie lokalu można zarobić dużo więcej niż na lokacie. Dlatego właśnie sprzedaje się teraz dwa razy więcej mieszkań niż w okresie boomu sprzed dekady – komentuje Tomasz Sadłocha.

Poza oszczędnościami lokowanymi w nieruchomości, koniunkturę  na rynku nakręcają również tanie kredyty. W drugim kwartale bieżącego roku sektor bankowy powtórzył spektakularne wyniki w kredytowaniu hipotecznym, jakie odnotował w pierwszych trzech miesiącach roku. W lipcu wartość udzielonych kredytów wzrosła jeszcze wyraźniej, bo o ponad jedną piątą w porównaniu z lipcem 2016 roku.

Na podstawie  danych z połowy bieżącego roku Związek Banków Polskich podwyższył prognozę dotyczącą kredytów hipotecznych udzielonych w całym 2017 roku. Według informacji z AMRON-SARFIN zapowiada się najlepszy rok w hipotekach od 2012 roku. Znaczący udział w strukturze wszystkich nowo udzielonych kredytów w Polsce ma Warszawa, jego wielkość w drugim kwartale roku wzrosła do prawie 43 proc.

 

 

 

Autor: Ochnik Development

W ostatnim czasie coraz więcej mówi się o rosnących cenach nieruchomości. Rzeczywiście, dane pokazują, że od początku 2013 r. w niektórych miastach cena przeciętnego mieszkania wzrosła o ponad 50 000 zł. Expander zwraca jednak uwagę, że mimo to obecnie łatwiej jest nam kupić mieszkanie niż 4 lata temu. Po pierwsze, istotnie spadło oprocentowanie kredytów, a więc i ich raty. Po drugie, zarabiamy o 19% więcej. W rezultacie na ratę wydajemy średnio 24% dochodu, a nie 31% jak to było w 2013 r.

Może wydawać się dziwne, że ceny mieszkań zauważalnie rosną, a deweloperzy wciąż chwalą się rekordową sprzedażą. Częściowym rozwiązaniem tej zagadki są niskie stopy procentowe. Z jednej strony powodują one, że inwestorom dużo bardziej opłaca się zakup mieszkania i czerpanie zysków z jego wynajmu, niż wpłacenie pieniędzy np. na lokatę bankową. Z drugiej strony, niskie stopy procentowe sprawiły, że kredyty hipoteczne staniały.

Najniższe ceny mieszkań w ostatnich latach zanotowane zostały na początku 2013 r. Wtedy jednak średnie oprocentowanie kredytu (z 10% wkładem własnym) wynosiło aż 5,7%. Obecnie jest to tylko 4,11%. To powoduje, że choć mieszkanie jest droższe, to rata kredytu zaciągniętego na jego zakup jest w większości przypadków niższa (w 14 z 17 analizowanych miast).

Wynagrodzenia wzrosły aż o 19%

W dwóch miastach – Gdyni i Wrocławiu – ceny nowych mieszkań wzrosły tak mocno (o ponad 50 000 zł), że rata jest obecnie zbliżona do tej z 2013 r. Największe zwyżki zaobserwowaliśmy natomiast w Gdańsku. Nowy lokal o powierzchni 55 m2 zdrożał tam aż o 66 476 zł. To spowodowało, że mimo niższego oprocentowania, rata jest wyższa o 76 zł. Trzeba jednak dodać, że i tak łatwiej jest dziś kupić tam mieszkanie niż w 2013 r., gdyż zdecydowanie lepiej zarabiamy. Według GUS, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w omawianym okresie o 19%. To powoduje, że nawet jeśli rata wzrosła, to i tak wydajemy na nią mniejszą część dochodu niż w 4 lata temu.

Dla przykładu przyjmijmy, że nowe mieszkanie o przeciętnej powierzchni (55 m2) w Gdańsku chcą kupić małżonkowie. Oboje pracują i zarabiają pensję równą medianie wynagrodzeń w Polsce. Obecnie ich łączny dochód netto wynosi więc 5 108 zł. Oznacza to, że na ratę wydadzą 34% dochodu. Dla porównania, w 2013 r. ich rata byłaby o 76 zł niższa. Mimo to byliby w gorszej sytuacji, gdyż na jej opłacenie wydawaliby 38% dochodu – wtedy zarabiali bowiem 4 304 zł. Obecnie zakup mieszkania jest więc dla nich mniejszym obciążeniem.

Znacznie częściej stać nas na mieszkanie

Ze spadkiem udziału raty w dochodzie mamy do czynienia we wszystkich 17 analizowanych miastach. Największe znaczenie ma to jednak dla mieszkańców Warszawy, Poznania, Krakowa i Gdyni. W 2013 r. udział raty w stosunku do dochodu przekraczał tam bowiem 40%. To bardzo wysoki poziom, który powoduje, że część banków odmówiłaby im udzielenia kredytu na nasze przykładowe mieszkanie. Aby je kupić musieliby zdecydować się na mniejszy metraż. Obecnie ten stosunek we wszystkich analizowanych miastach jest niższy niż 40%. Nawet w Warszawie jest minimalnie poniżej tego progu.

 

Źródło: Lightscape

Rekordowe wyniki aktywności i sprzedaży deweloperów musiały w końcu odbić się na cenach mieszkań. Systematyczne wzrosty doprowadziły do tego, że aktualnie Indeks Cen Transakcyjnych znajduje się najwyżej od dokładnie sześciu lat.

Mimo realnej wizji pojawienia się na rynku tysięcy tanich mieszkań na wynajem pochodzących z programu Mieszkanie Plus, Polacy nie przestają kupować nieruchomości. 859,84 pkt – najnowszy odczyt Indeksu Cen Transakcyjnych Home Brokera i Open Finance ma wartość najwyższą od sierpnia 2011 roku. Ceny mieszkań w głównych ośrodkach miejskich wzrosły w ciągu roku o 3,4 proc. Warto jednak zwrócić uwagę na dynamikę w ostatnich miesiącach, przez ostatnie pół roku stawki wzrosły o 5,7 proc.

Główny Urząd Statystyczny regularnie informuje o kolejnych rekordach w działalności deweloperów. W okresie styczeń-lipiec tego roku wystąpili oni o ponad 80 tys. pozwoleń na budowę mieszkań, o prawie 40 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Imponują także wzrosty liczby rozpoczętych budów (28 proc. r/r) i lokali oddanych do użytkowania (10 proc. r/r). Tak wysoka aktywność firm jest pochodną zainteresowania ze strony kupujących.

Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance

We wszystkich najważniejszych miastach ceny mieszkań w ostatnim roku wzrosły – wynika z obliczeń Home Brokera. Na szczególną uwagę zasługują Gdańsk i Łódź, gdzie roczna zmiana jest największa. W pierwszym mieście wzrost wyniósł 11,5 proc., a w drugim 28,1 proc. Szokować może dynamika zmiany w Łodzi, acz trzeba pamiętać, że historycznie przeciętna cena metra kwadratowego w tym mieście cechuje się dużą zmiennością, a rok temu mediana ceny była wyjątkowo niska (poniżej 3,6 tys. zł za mkw.) i obecny odczyt porównywany jest do tej niskiej bazy. To nie jest jednak tak, że inwestorzy rzucili się na lokale w Łodzi i ceny poszybowały w kosmos. Za taką zmianą stoi raczej zmiana struktury kupowanych nieruchomości. Gdy sprzedaje się mniej mieszkań starszych, a więcej nowych, w lepszych lokalizacjach, przeciętna cena transakcyjna rośnie. Nie znaczy to jednak, że rosną wyceny konkretnych lokali.

 

Drożej w wielu miastach

Mediana (to ona służy nam do wyliczeń) ceny metra kwadratowego wzrosła w większości miast, jedynymi dużymi miastami z obniżkami są w tym tygodniu Białystok, Gdynia i Katowice. Poza wspomnianymi Gdańskiem i Łodzią, po stronie wzrostów warto zauważyć Poznań (+7,5 proc.), Kraków (+4,3 proc.), Warszawę (+3,5 proc.) i Wrocław (+1,6 proc.). To największe rynki w kraju i skala zmian podobna do średniej dla całości nie powinna dziwić.

Piąty miesiąc z rzędu w górę poszła przeciętna cena w Warszawie, na początku roku było to poniżej 7 tys. zł za mkw., aktualnie zaś wartość ta przekracza 7350 zł za mkw. Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że w ostatnim roku ceny transakcyjne na stołecznym rynku pierwotnym najbardziej wzrosły na Bemowie, Bielanach, Ochocie i Wilanowie (5-6 proc.). Z kolei na rynku wtórnym jedyną dzielnicą, gdzie wzrost przekroczył 5 proc. była Praga Południe , za to na Ochocie i Włochach przeciętne stawki obniżyły się o ponad 6 proc. Aktywności kupujących sprzyja duże zróżnicowanie oferty, co dotyczy zarówno lokalizacji, jak i standardu i wielkości mieszkań.

Co stoi za wzrostami cen mieszkań w Polsce?

W ostatnich miesiącach mieszkania kupują zarówno osoby dysponujące gotówką jak i ci, którzy posługują się kredytem bankowym. Jeśli chodzi o rynek kredytowy, to rośnie zarówno przeciętna kwota, jak i liczba pożyczek. Jest to efektem korzystnej sytuacji gospodarczej, w której przy niskich stopach procentowych spada bezrobocie, rosną pensje, a pracownicy czują się bezpieczniej na swoich stanowiskach. Są więc skłonni do podejmowania takich decyzji jak zakup mieszkania. Dotyczy to zarówno osób inwestujących w lokal pod wynajem, jak i tych, którzy kupują nieruchomość dla siebie.

Z obliczeń Open Finance wynika, że trzyosobowa rodzina o zarobkach w wysokości dwukrotności średniej krajowej, chcąca dziś kupić mieszkanie, może pożyczyć na 30 lat około 480 tys. zł, co jest kwotą o ok. 70 tys. wyższą niż rok temu.

Dokąd zmierzamy?

Sytuacja na rynku mieszkaniowym poprawia się już od ponad czterech lat. Początkowo o trendzie decydował rosnący popyt gotówkowy, ale od początku 2017 roku rośnie też popyt na kredyty mieszkaniowe. Ten przez siedem miesięcy bieżącego roku wzrósł o około 16 proc. – wynika z szacunków BIK. Sytuacja jest o tyle zaskakująca, że o kredyt jest trudniej. Banki wymagają przecież 20-proc. wkładu własnego, a marże kredytowe rosną. Dążenie to ułatwia dobra sytuacja na rynku pracy, która skutkuje rosnącymi wynagrodzeniami i poziomem zatrudnienia.

Eldorado trwa też dzięki rekordowo niskiemu poziomowi stóp procentowych. To skutkuje niskim oprocentowaniem kredytów i lokat. Szczególnie dzięki słabej ofercie dla oszczędzających Polacy szukają alternatywy dla swoich pieniędzy, znajdując ją na rynku mieszkań na wynajem. Póki co nie powinni obawiać się braku najemców biorąc pod uwagę jak wielu Ukraińców przyjechało do Polski w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Rzadko kupują oni mieszkania (w 2016 r. niewiele ponad tysiąc), częściej stają się najemcami. Z szacunków Open Finance wynika, że zajmują przynajmniej 100-200 tys. mieszkań, a pamiętajmy, że w Polsce wynajmowanych jest oficjalnie ok. 650-700 tys. lokali.

Prezydent wpłynie na wzrost cen?

Dane Home Broker i Open Finance, ale też NBP czy REAS pokazują, że w takim otoczeniu ceny mieszkań rosną. Diagnoza jest prosta – popyt przewyższa podaż i to pomimo rekordowej aktywności deweloperów. Nie sposób ocenić jak długo sytuacja ta będzie jeszcze trwała. Oprócz przytoczonych wyżej motorów wzrostu warto też zwrócić uwagę na inicjatywę, którą niedawno zgłosił Prezydent.

Chodzi o projekt nowelizacji ustawy o funduszu wsparcia kredytobiorców. Paradoksalnie może on przynieść ulgę nie tylko kredytobiorcom walutowym, ale też doprowadzić do wzrostu popytu na mieszkania. Jak? Nowe prawo to dodatkowe koszty dla banków – nawet 3,2 mld zł rocznie. Podobnym obciążeniem był tzw. „podatek bankowy”, a wiązać można go ze spadkiem oprocentowania lokat o około 0,4 – 0,5 pkt. proc. To znowu zmotywowało wiele osób do zakupu mieszkania na wynajem, co pozwala dziś zarobić nawet ponad cztery razy więcej niż przeciętny bankowy depozyt. Problem w tym, że najświeższe dane NBP sugerują, że kwota trafiająca na rynek mieszkaniowy, wraz ze spadkiem oprocentowania, zaczyna rosnąć w sposób wykładniczy.

Przykład? W 2012 roku oprocentowanie rocznych lokat było na poziomie około 4,5 proc., a do biur sprzedaży deweloperów z siedmiu miast trafiali nabywcy, którzy co kwartał wydawali około 1,5 mld zł na mieszkania. W 2014 roku oprocentowanie depozytów spadło do poziomu około 2,5 proc., a zakupy gotówkowe opiewały na około 2,1 mld zł kwartalnie. Spójrzmy jednak co dzieje się dalej. W 2016 roku oprocentowanie spadło już nieznacznie – do poziomu około 1,8 proc., a zakupy gotówkowe wzrosły do średniego poziomu prawie 3,5 mld zł kwartalnie. Zaskakujący był natomiast pierwszy kwartał br. Oprocentowanie na poziomie około 1,65 proc. było na tyle nieatrakcyjne, że Polacy zanieśli do biur sprzedaży deweloperów aż 4,4 mld złotych gotówki. Jeśli sytuacja dalej tak będzie się rozwijać, to nawet niewielki spadek oprocentowania może skutkować znacznym wzrostem popularności zakupów mieszkań na wynajem, a pokonanie bariery 6, 7 czy nawet 8 mld złotych trafiających co kwartał na rynek wydaje się w świetle dostępnych dziś danych prawdopodobne.

Nie jest jednak tak, że przed rynkiem nie ma zagrożeń, które mogą doprowadzić do bolesnej korekty. Wielkimi krokami zbliża się koniec programu dopłat do kredytów. Lada moment na rynek zaczną trafiać też mieszkania budowane w ramach programu Mieszkanie Plus, a jeśli wierzyć zapowiedziom, to stawki czynszu mieszkań oferowanych w jego ramach mogą być nawet trzykrotnie niższe niż na rynku. To może doprowadzić do spadku popytu na mieszkania. Do tego z każdym dniem coraz bliższa staje się perspektywa podwyżek stóp procentowych, przez które kredyty mogą zdrożeć, a oprocentowanie lokat wzrosnąć stając się znowu realną alternatywą dla inwestowania w mieszkania. Takie ruchy z łatwością mogą schłodzić rozgrzany rynek mieszkaniowy.

 

Źródło: Home Broker

Dlaczego kupujemy mieszkanie? Sieć biur nieruchomości Metrohouse na podstawie przeprowadzonych w tym roku transakcji przygotowała opracowanie dotyczące najpopularniejszych przesłanek, które przyświecają zakupowi lokalu.

Powód nr 1: Idę „na swoje”

Najsilniejszą grupę nabywców mieszkań na rynku wtórnym stanowią kupujący, którzy podjęli decyzję o „pójściu na swoje”. Są to osoby, które dotychczas wynajmowały mieszkanie, ew. mieszkały z rodzicami w domach wielopokoleniowych. Tacy klienci stanowią obecnie aż 34 proc. wszystkich kupujących mieszkania za pośrednictwem Metrohouse. Zapewne spora w tym zasługa programu Mieszkanie dla Młodych, który wspierał dotychczas nabywców pierwszego M. W Polsce nadal istnieje silne przywiązanie do własności, a korzystanie z najmu traktowane jest jako faza przejściowa w dążeniu do własnego mieszkania.

Powód nr 2: Kupuję inwestycyjnie

To, że inwestowanie w nieruchomości jest w ostatnich latach bardzo popularną formą lokowania oszczędności, wiedzą już pewnie wszyscy. Popierają to liczby, z których wynika, że co czwarta transakcja na rynku wtórnym dotyczy mieszkań, które trafiają potem na rynek wynajmu. W rzeczywistości udział inwestorów w dokonywanych transakcjach może być jeszcze wyższy z racji tego, że nie zawsze klienci ujawniają prawdziwy cel przyświecający zakupowi.

Powód nr 3: Zamieniam na większe

11 proc. transakcji dotyczyło klientów, którzy deklarują, że powodem zakupu jest potrzeba znalezienia większego mieszkania, aby poprawić dotychczasowy standard zamieszkania. Na rynku wtórnym już od pewnego czasu zauważalny jest trend nabywania coraz większych mieszkań. Przeprowadzka do większego, docelowego lokum następuje zwykle po powiększeniu rodziny, kiedy okazuje się, że dotychczasowe mieszkanie nie spełnia już swoich funkcji.

Powód nr 4: Przeprowadzam się do innego miasta

Dla 10 proc. kupujących zakup mieszkania wiąże się z przeprowadzką do innego miasta. Najczęściej przeprowadzka jest wynikiem znalezienia nowej stałej pracy.

Powód nr 5: Zamieniam na mniejsze mieszkanie

Jednocześnie 7 proc. transakcji związanych było z potrzebą zakupu mniejszego mieszkania. Geneza takich decyzji jest bardzo różna – począwszy o kłopotów finansowych, zmiany sytuacji życiowej (wyprowadzka dzieci), aż po np. potrzebę zainwestowania części uzyskanych ze sprzedaży środków.

Inne powody

W pozostałej części transakcji powody nabycia mieszkania były bardzo różne. W niektórych przypadkach chodziło o rozwód, ale wiele odpowiedzi dotyczyło zakupu mieszkań dla rozpoczynających studia dzieci. Jak widać, nawet przy bogatej ofercie mieszkań na wynajem, część klientów decyduje się na zakup studenckiego mieszkania, często z myślą o wynajęciu jednego z pomieszczeń innemu studentowi, co pokryje choćby miesięczne koszty utrzymania lokum. Z drugiej strony pojawiały się odpowiedzi o zakupie mieszkania wnukom, ale też rodzicom, którzy na emeryturze chcieliby być bliżej swoich dzieci. W kilku przypadkach zakupiona za pośrednictwem Metrohouse nieruchomość miała być prezentem dla dziecka, które wychodzi za mąż/żeni się. Jako coraz częściej podawany powód zakupu klienci skazują na potrzebę posiadania mieszkania z przeznaczeniem na wyjazdy weekendowe – w tym celu kupują niewielkie mieszkania w popularnych miejscowościach turystycznych, głównie nad Bałtykiem.

Źródło: Metrohouse

Chcesz otrzymać prawie 114 tysięcy złotych na zakup mieszkania? Zostało Ci niewiele czasu na skompletowanie niezbędnych dokumentów. Już 8 sierpnia może ruszyć ostatni w tym roku nabór wniosków i wszystko wskazuje na to, że pieniądze rozejdą się w ekspresowym tempie.

Ustawa podpisana 20 lipca przez prezydenta pozwala jeszcze w bieżącym roku ubiegać się o dopłaty do kredytów w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”. Do wzięcia jest około 67 mln złotych. Pozwoli to kupić mieszkanie około 2,6 tys. szczęśliwcom. Czy warto? Przeciętna dopłata opiewa na 25,8 tys. zł, a rekordzista może zainkasować nawet prawie 114 tys. złotych – wynika z szacunków Open Finance.

Problem w tym, że ostatnia w tym roku transza jest dość skromna. 67 mln złotych, to pieniądze, które Polacy są w stanie wchłonąć błyskawicznie. Doskonałym przykładem była sytuacja ze stycznia br. Z uruchomionej wtedy kwoty zniknęły 122 miliony w zaledwie dwa dni. Może się więc okazać, że budżet zaplanowany na dopłaty rozejdzie się w 1-2 dni.

Tylko przygotowani mają szanse

Jeśli więc ktoś chce ubiegać się o dofinansowanie do zakupu mieszkania bezwzględnie powinien przygotować wszystkie niezbędne dokumenty, aby wniosek kredytowy mógł zostać zarejestrowany w systemie komputerowym jak najwcześniej we wtorek (8 sierpnia). Oznacza to, że na załatwienie wszystkich formalności zostało już bardzo mało czasu. Niezbędne jest wybranie odpowiedniego mieszkania i banku oraz rozpoczęcie całej procedury jak najszybciej. Część instytucji już od pewnego czasu przyjmuje od potencjalnych kredytobiorców dokumenty dotyczące sytuacji finansowej i samej nieruchomości i rozpoczynają analizy.

Mogą to być dokumenty w miarę łatwo dostępne jak wyciągi z kont, zaświadczenia o zarobkach. Gorzej jeśli bank będzie wymagał poświadczonych kopii złożonych deklaracji PIT, albo zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami ZUS. Wtedy trzeba poprosić w urzędach, aby te dokumenty zostały wydane możliwie szybko. Nie zapominajmy też o samej umowie zakupu mieszkania – to przecież od powierzchni i ceny lokalu zależeć będzie czy nabywca zmieści się w limitach cen kwalifikujących do dopłat w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”.

Kto może skorzystać z dopłat do kredytów?

Na dopłatę do zakupu mieszkania lub domu mogą liczyć przede wszystkim osoby młode – zarówno single, jak i rodziny i to niezależnie od tego czy mają dzieci. Program przeznaczony jest on dla osób w wieku do 35 lat (w wypadku małżeństw wystarczy, że jedno z małżonków ma maksymalnie 35 lat). Dodatkowo w myśl ustawy każdy z przynajmniej trójką dzieci jest osobą młodą. Nieruchomość musi być nabywana na kredyt, może pochodzić od dewelopera, spółdzielni lub z drugiej ręki. Beneficjentami co do zasady mogą być jedynie osoby, które nigdy wcześniej nie posiadały nieruchomości mieszkalnej. To ograniczenie także nie dotyczy rodzin wielodzietnych. Dopłata może wynieść od 10% do nawet 35% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości. Pieniądze te mogą być przez bank potraktowane jako wkład własny.

W wypadku mieszkania metraż nie może być większy niż 75 mkw. (dla rodzin z trójką dzieci 85 m kw.), a w wypadku domu 100 m kw. (dla rodzin z trójką dzieci 110 m kw.). Dopłata liczona jest jednak tylko do 50 m kw. nabywanej nieruchomości (dla rodzin wielodzietnych 65 m kw.). Zakwalifikować się do dopłat mogą mieszkania i domy, w wypadku których cena metra kwadratowego nie przekracza limitu publikowanego przez BGK. Dla nieruchomości nowych jest on wyraźnie wyższy. Na przykład w trzecim kwartale 2017 roku limit w Warszawie wynosi dla mieszkań nowych 6,4 tys. zł za m kw., a dla używanych niecałe 5,3 tys. zł za m kw.

Ryzykowna dopłata

Wszyscy beneficjenci muszą też mieć świadomość, że dofinansowanie jest na tyle popularne, że pieniędzy może nie wystarczyć dla wszystkich. W praktyce oznacza to, że niektórzy nie tylko nie otrzymają pieniędzy z budżetu, ale też mogą być narażeni na straty. Wszystko dlatego, że chcąc ubiegać się o kredyt z dopłatą, należy podpisać umowę zakupu mieszkania lub domu. W przypadku transakcji z deweloperem niezbędna jest umowa podpisana przed notariuszem. Ta usługa jest płatna i połowę rachunku ponosi nabywca. W przypadku rezygnacji z zakupu oznacza to stratę na poziomie od kilkuset złotych do kilku tysięcy. Do tego deweloper przy podpisaniu umowy może żądać zadatku lub zaliczki. Różnica w nazwie niesie za sobą poważne konsekwencje. W przypadku odstąpienia od umowy zaliczka zostanie zwrócona niedoszłemu nabywcy, ale zadatek deweloper będzie już mógł sobie zatrzymać. Z drugiej strony, gdyby to deweloper odstąpił od umowy, nabywca musi otrzymać od dewelopera podwójną kwotę wpłaconego zadatku.

Podobnie jest w przypadku zakupu mieszkania używanego. Tam też można sprzedającemu wpłacić zadatek lub zaliczkę. Umowę przedwstępną zakupu można natomiast podpisać zarówno przed notariuszem (to oznacza koszty, ale jest bezpieczniejsze) lub po prostu na piśmie korzystając z powszechnie dostępnych w internecie wzorów umów przedwstępnych.

Z faktu, że w sierpniu pieniędzy może nie wystarczyć dla wszystkich chętnych wynikają więc całkiem konkretne i potencjalnie bardzo kosztowne konsekwencje. Warto więc możliwie najlepiej zabezpieczyć się przed nimi. Dobrym sposobem może być wynegocjowanie ze sprzedającym takiego zapisu, zgodnie z którym termin na zapłatę za nieruchomość może być wydłużony, jeśli pomimo złożenia wniosku o dopłatę w sierpniu wniosek ten pozostanie niezrealizowany. Pamiętajmy, że wciąż o sporo pieniędzy (około 390 mln zł) będzie można się ubiegać w styczniu 2018 roku. Wtedy łatwiej już będzie osobom, które będą miały skompletowane dokumenty, zakwalifikować się na dofinansowanie.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

 

 

 

Większość Polaków jest w swoich deklaracjach zgodna – nieruchomości to najbardziej opłacalna forma inwestycji. W ciągu ostatnich 8 lat rok w rok na takie przekonanie wskazywały sondaże Deutsche Bank. Jest ono powszechne, niezależne od płci, miejsca zamieszkania, czy poziomu zarobków. Im osoba bardziej zamożna, tym zakup nieruchomości w celach inwestycyjnych bardziej popularny. Co ciekawe osoby majętne wolą kupować mieszkania na kredyt, niż za gotówkę.

Posiadanie nieruchomości na własność jest marzeniem większości Polaków. Wynajem mieszkania często traktujemy jedynie jako przejściowy i krótkotrwały stan na drodze do własnego M. – Taka postawa nie powinna jednak dziwić. Wystarczy, że przypatrzymy się cenom wynajmu mieszkań w większości dużych miast w Polsce – komentuje Paweł Sienkiewicz, Dyrektor Departamentu Produktów Kredytowych, Deutsche Bank Polska. – Niestety, rynek najmu w Polsce w porównaniu do innych europejskich krajów jest nadal słabo rozwinięty, a koszty relatywnie do poziomu zarobków są zazwyczaj bardzo wysokie.

Z kolei zdaniem prof. Małgorzaty Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej,  Polacy ze względów historycznych i kulturowych utożsamiają posiadanie na własność nieruchomości z poczuciem stabilizacji i bezpieczeństwa.

Wygrywa chłodna kalkulacja

Wysoki koszt wynajmu to duży problem dla tych, którzy muszą co miesiąc przelewać na rachunek właściciela pokaźną sumę. Równocześnie stan ten powoduje, że wiele osób kupuje mieszkania w celach inwestycyjnych, licząc na spory zarobek. Badanie Deutsche Bank, którego wyniki zostały ujęte w wydanym właśnie raporcie „Portret zamożnego Polaka – Klienta Premium”, pokazuje, że zakup mieszkania w celach zarobkowych to praktyka stosowana częściej przez osoby zamożniejsze, choć także w tej grupie nie jest to regułą. Taki cel zakupu nieruchomości deklarują przede wszystkim osoby w średnim i dojrzałym wieku. Młodzi, nawet jeśli ich zarobki są wysokie, zazwyczaj kupują nieruchomości po to, aby w nich zamieszkać.  Co drugi zamożny Polak do 34. roku życia uznał, że za pożyczone od banku pieniądze kupiłby mieszkanie na własne potrzeby. Natomiast wśród osób w wieku 45 – 54 lat, co piąty zaciągnąłby kredyt, aby zakupić mieszkanie na wynajem.

– Osoby zamożne w dojrzalszym wieku najczęściej posiadają już jakąś nieruchomość na własny użytek.  Najczęściej zgromadziły już też określony majątek, więc teraz ich celem jest jego pomnażanie właśnie poprzez odpowiednie inwestycje, np. na rynku nieruchomościmówi Paweł Sienkiewicz.Jeśli osiągamy regularne, wysokie zarobki,  duża rentowność inwestycji w nieruchomości, przy równoczesnym tanim kredycie i rosnących od lat nieprzerwanie cenach lokali, wydaje się być kusząca ocenia. Nie bez znaczenia jest też, jak podkreśla ekspert, opinia, że nieruchomości są najbardziej bezpieczną inwestycją w dłuższej perspektywie.

Zamożny kupuje na kredyt

Jak pokazuje badanie Deutsche Bank, wysokie zarobki zwiększają skłonność do sięgnięcia po kredyt mieszkaniowy. Tylko co dziesiąty zamożny Polak zdecydowałby się na zakup nieruchomości za gotówkę. Co czwarty uważa, że kredyt mieszkaniowy to przydatne rozwiązanie. W gronie zamożnych Polaków odsetek osób skłonnych skorzystać z kredytu hipotecznego jest ponad trzykrotnie większy od preferujących zakup lokalu za gotówkę.

– Obecne warunki rynkowe sprzyjają zaciąganiu kredytów. Nadal utrzymują się rekordowo niskie stopy procentowe, co wpływa na relatywnie niski koszt zewnętrznego finansowania. Co więcej, zgodnie z zapowiedziami prezesa NBP, można liczyć, że do końca przyszłego roku nie będzie potrzeby podwyższania stóp procentowych – mówi Paweł Sienkiewicz. – Jednak warto pamiętać, że w perspektywie kolejnych lat podwyżki stóp są bardzo prawdopodobne. Dlatego nawet jeśli mamy wystarczająco stabilne, wysokie dochody, pozwalające na komfortową spłatę kredytu zaciągniętego np. na zakup mieszkania w celach inwestycyjnych, trzeba to ryzyko zmiany stóp procentowych wziąć pod uwagę – podsumowuje.

 

Źródło: Deutsche Bank

Mimo powtarzających się coraz częściej głosów, że dobra passa musi się kiedyś skończyć, deweloperzy nie spuszczają z tonu. Jak wynika z danych GUS, działające na polskim rynku firmy zanotowały w ostatnich 12 miesiącach rekordy we wszystkich statystykach.

81,1 tys. mieszkań oddanych do użytkowania, 96,6 tys. rozpoczętych nowych budów i 128,9 tys. pozwoleń na kolejne – to podsumowanie działalności deweloperów za ostatni rok. Jak wynika z obliczeń Home Brokera przeprowadzonych na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego, są to rekordowe wyniki w historii.

Już rezultaty samego czerwca mogą imponować. GUS odnotował 7765 lokali mieszkalnych oddanych do użytkowania, 11952 rozpoczętych budów (rekord) oraz 13164 pozwolenia na budowę (jeden z kilku najwyższych wyników w historii). Na tego rodzaju dane zwykle staramy się jednak patrzeć w dłuższym terminie, by nie dać się zwieść sezonowości, czy przypadkowym zbiegom okoliczności. Ale analiza wyników 12-miesięcznych nie pozostawia wątpliwości: deweloperzy budują jak szaleni.

Roczna liczba lokali oddanych do użytkowania wzrosła w ciągu 12 miesięcy o 11 proc., rozpoczętych nowych budów o 9 proc., a uzyskanych pozwoleń na budowę – o 25 proc.

Aktywność deweloperów jest symulowana przez cały czas rosnącą sprzedaż. Nie ma nic dziwnego w tym, że firmy budują mieszkania, skoro bez problemów znajdują na nie nabywców. Dane publikowane przez deweloperów notowanych na giełdzie są bardzo pozytywne – sprzedaż w pierwszym półroczu 2017 r. była o prawie jedną czwartą wyższa niż przed rokiem, a niektóre firmy zanotowały skok o 40-50 proc., z rekordzistą (Echo Investment), którego wyniki poprawiły się o niemal 80 proc. Liderami rynku pozostają Dom Development, Murapol i Robyg, które w pierwszym półroczu sprzedały po 1600-1700 lokali mieszkalnych.

Nie tylko za gotówkę
Oprócz stałej aktywności osób kupujących mieszkania za gotówkę, w statystykach widać wzrost aktywności kredytobiorców. Od początku roku rośnie liczba chętnych na zakup mieszkania za pieniądze banku, częściowo stoi za tym popularność programu Mieszkanie dla Młodych.

Co dalej z rynkiem mieszkaniowym?
Brak szalonych wahań cen i zróżnicowanie źródeł finansowania zakupów (gotówka vs kredyt hipoteczny) pozwalają oceniać rynek jako stabilny, ale pojawia się coraz więcej sygnałów o tym, że może dojść do przegrzania. Ze względu na stabilizację cen raczej nie grozi nam jednak spektakularna klęska i obniżki o 30 czy 40 procent. Na dziś bardziej prawdopodobne wydają się mniejsze spadki.

 

Źródło: Home Broker

Coraz więcej osób zaciąga kredyty mieszkaniowe. Rosnące wynagrodzenia Polaków sprawiają, że banki także chcą na ten cel pożyczać wyższe kwoty. Od pół roku kredyty wyraźnie wspierają ożywienie, z którym na rynku mieszkaniowym mamy do czynienia już od czterech lat.

Trzyosobowa rodzina, w której rodzice pracują, powinna móc zadłużyć się na zakup mieszkania na kwotę bez mała 481 tys. zł – wynika z najświeższych danych zebranych przez Open Finance (mogą one jeszcze podlegać aktualizacji). Wartość ta jest medianą, a więc połowa banków chciałaby modelowej rodzinie pożyczyć więcej, a połowa zaoferowałaby niższą kwotę. To dokładnie tyle samo co przed miesiącem, ale też o 73 tys. zł więcej niż przed rokiem.

Do obliczeń przyjęto, że dwie osoby powinny otrzymywać „na rękę” kwotę 5772,06 zł (każdy z rodziców zarabia po średniej krajowej). Do tego szacunki zakładają, że modelowi kredytobiorcy mają dobrą historię kredytową i obecnie nie są zadłużeni. Rodzina skłonna jest też skorzystać z dwóch dodatkowych produktów – rachunku bankowego, na który będzie przelewane wynagrodzenie oraz karty płatniczej lub kredytowej. Kredytobiorcy wolą unikać ubezpieczeń czy programów regularnego oszczędzania. Zgodzą się na nie jedynie jeśli będzie to bezwzględnie opłacalne.

Popyt w górę pomimo wyższego wkładu i rosnących marż

Wysoki poziom zdolności kredytowej wynika w dużym stopniu z rosnących wynagrodzeń Polaków. Same banki nie wprowadziły bowiem w ostatnim czasie szczególnych ułatwień dla klientów szukających pieniędzy na mieszkanie. Co więcej, ostatnie miesiące pokazują raczej, że instytucje finansowe są skłonne do podnoszenia przeciętnego poziomu marż kredytowych (z 2% w marcu br. do 2,12% w lipcu). Te ruchy można łączyć z ustawą, która niebawem unormuje rynek hipotecznych długów. Nakłada ona na banki nowe obowiązki, co oznacza koszty. Niestety przeważnie jest tak, że przynajmniej część dodatkowych kosztów przedsiębiorstwa chcą przerzucać na swoich klientów. Wszystko wskazuje na to, że nie inaczej jest i w tym przypadku.

Ważnym problemem, przed którym stają potencjalni kredytobiorcy, jest też konieczność posiadania wkładu własnego. Standardowo gotówką trzeba pokryć 20% ceny mieszkania, choć spora część banków przyjmuje wnioski kredytowe od osób mających o połowę niższy wkład własny. Wszystko wskazuje na to, że to wymaganie nie jest dla Polaków przeszkodą nie do przejścia. Zarówno rosnące marże jak i konieczność posiadania w gotówce przynajmniej kilkudziesięciu tysięcy złotych nie zrażają tych, którzy od stycznia tłumnie ruszyli do banków po kredyty mieszkaniowe. Już od pół roku BIK informuje bowiem o rosnącym popycie na kredyty. Szczególnie mocno widać to było w styczniu br., kiedy uruchomiono środki na dopłaty w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”, ale pozytywna dynamika utrzymała się także w kolejnych miesiącach. Nie wykluczone, że będzie tak do końca roku, co wiązać trzeba nie tylko ze wzrostem popytu, ale też z efektem niskiej bazy – w drugim półroczu 2016 roku BIK raportował przeważnie spadku popytu na kredyty mieszkaniowe.

Niemniej ważny jest fakt, że Polacy skwapliwie korzystają z rosnącej zdolności kredytowej. Najnowsze dane BIK sugerują, że przeciętna kwota, o którą wnioskują nabywcy mieszkań, wzrosła o 10%. Można mieć jedynie nadzieję, że nie przełoży się to na wzrosty cen mieszkań, a jedynie zakupy lokali o wyższym standardzie.

Pół miliona to niemal standard

Tymczasem modelowa rodzina – o ile posiada zdolność kredytową i wymagany wkład własny – może na mieszkanie pożyczyć niemałe kwoty. Z deklaracji samych banków wynika, że najwięcej na mieszkanie pożyczą Euro Bank, BOŚ Bank, City Handlowy i ING Bank Śląski. Te instytucje byłyby na 30 lat skłonne pożyczyć ponad 500 tys. zł, a rekordzista prawie 650 tys. zł. Bez mała pół miliona zaoferowały takie instytucje jak Raiffeisen Polbank, BGŻ BNP Paribas czy PKO Bank Polski.

Najbardziej zachowawczy przy okazji badania zdolności kredytowej jest Bank Pocztowy. Ten chciałby modelowej rodzinie pożyczyć i tak sporo, bo 382 tys. złotych. Wraz z wkładem własnym daje to kwotę wystarczającą na zakup 60-70 metrowego mieszkania w Warszawie.

Przy zaciąganiu kredytu warto pamiętać, że w przyszłości poziom stóp procentowych wzrośnie, a wraz z nim wyższe będą też raty. Pojedyncza podwyżka stopy referencyjnej o 25 punktów bazowych może oznaczać o kilkanaście złotych wyższy koszt w przeliczeniu na każde 100 tys. zł pożyczone na 30 lat. To oznacza, że jeśli Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na pojedynczą podwyżkę stóp procentowych, to rata osoby zadłużonej na 3 dekady i 300 tysięcy złotych może wzrosnąć o około 50 złotych. Warto pamiętać, że jeszcze 5 lat temu podstawowa stopa procentowa była około 3 razy wyższa niż dziś. Gdyby do takiego poziomu powróciła, to dzisiejsza rata mogłaby wzrosnąć aż o 40% – np. z 1500 zł dziś do około 2100 zł miesięcznie. Choć obecnie realizacja takiego scenariusza jest bardzo mało prawdopodobna, to nie można jej z całą pewnością wykluczyć. Świadomość zależności pomiędzy wysokością raty i poziomem stóp procentowych to nieodzowny element, który może pomóc uniknąć nadmiernego zadłużania.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Już blisko 3 mln osób w Polsce zdecydowało się na założenie jednoosobowej działalności gospodarczej. Część z nich na siedzibę swojej firmy wybrało własne mieszkanie, nie ponosząc kosztów związanych z wynajęciem czy kupnem lokalu. Co więcej, takie rozwiązanie w dłuższej perspektywie może przynieść także dodatkowe oszczędności. Wydatki związane z użytkowaniem nieruchomości mieszkalnej w celach służbowych, można bowiem zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, jednocześnie obniżając kwotę podatku należnego fiskusowi. Eksperci Tax Care podpowiadają, w jakich przypadkach będzie to możliwe.

Gdy na siedzibę firmy wybieramy własne lokum, które zamieszkujemy na co dzień, przede wszystkim powinniśmy zadbać o wydzielenie z niego tej części, którą przeznaczymy wyłącznie na cel związany z prowadzeniem działalności gospodarczej. To pozwoli nam bowiem na oddzielenie wydatków prywatnych od tych, które ponosimy w związku z funkcjonowaniem firmy, bo tylko te ostatnie mogą być zaliczone do kosztów uzyskania przychodu. Prawo nie przedstawia jednego sposobu, dzięki któremu z całkowitych kosztów związanych z utrzymaniem mieszkania czy domu, moglibyśmy wyodrębnić te dotyczące działalności gospodarczej. – Aby dokonać tego podziału, najpierw musimy być świadomi, jakie wydatki w ogóle ponosimy na użytkowanie mieszkania, i które z nich są kosztami dotyczącymi uzyskania przychodu, bo wynikają z prowadzenia własnej firmy. Zaliczamy do nich przede wszystkim: czynsz, media, wydatki związane z korzystaniem z Internetu i telefonu – podpowiada Marta Krusiewicz, z biura rachunkowego TAX AIDE Sp. z o. o. w Mińsku Mazowieckim, Partnera Tax Care. Jak je rozliczyć?

1. Określ powierzchnię „domowej firmy” do odliczenia czynszu i odsetki za spłacany kredyt

Jeżeli chcemy rozliczyć wydatki związane z opłacaniem czynszu, powinniśmy zacząć od określenia, jaki procent mieszkania wykorzystujemy w celach służbowych. – Przypuśćmy, że nasze lokum liczy 50 mkw., za które płacimy czynsz w wysokości 500 zł. Na naszą działalność przeznaczyliśmy gabinet, który ma 10 mkw., czyli „siedziba” naszej firmy zajmuje 20%naszego mieszkania. Ta część czynszu, która dotyczy naszej działalności gospodarczej, czyli zatem 100 zł, stanowi koszt uzyskania przychodu – tłumaczy Dorota Burchard, z kaliskiego Biura Rachunkowego „DaKaDor”, Partnera Tax Care.

Podobny procentowy przelicznik możemy zastosować także w przypadku, gdy do kosztów uzyskania przychodu chcemy zaliczyć odsetki kredytu, który zaciągnęliśmy za zakup mieszkania, w którym prowadzimy działalność gospodarczą.

2. Sprawdź wartość początkową mieszkania do odliczenia amortyzacji mieszkania jako środka trwałego

Decydując się na włączenie mieszkania – jego całości, bądź części –  do środków trwałych firmy, możemy dokonywać odpisów amortyzacyjnych, które także stanowią koszty uzyskania przychodu. Należy jednak pamiętać, że nie każde lokum będzie można zaliczyć jako środek trwały, a tylko takie, które spełnia kilka wymogów. Mieszkanie musi być przede wszystkim własnością lub współwłasnością podatnika, nabyte lub wytworzone w jego własnym zakresie, kompletne i zdatne do użytku w dniu przyjęcia do używania, które będzie użytkować dłużej niż rok.

Jeżeli chcemy dokonać odpisu amortyzacji mieszkania, czyli odliczyć od podatku koszty, które ponosimy w związku ze stopniowym „zużywaniem się” naszego M., musimy określić wartość początkową lokum. – Ta zwykle jest ustalana na podstawie ceny kupna nieruchomości, którą możemy powiększyć np. o koszt związany z wykończeniem lokum. W przypadku, gdy została ona wytworzona przez podatnika, wartość początkowa – przykładowo – domu, równa jest kosztom poniesionym w związku z jego budową. Jeśli natomiast mieszkanie, w którym prowadzimy działalność gospodarczą, otrzymaliśmy w spadku, darowiźnie lub w inny nieodpłatny sposób, wartość początkową stanowi wartość rynkowa z dnia nabycia, chyba, że umowa darowizny określa wartość w niższej wysokości – podaje Dorota Burchard, Partner Tax Care. Określając wartość naszej nieruchomości, możemy skorzystać także z metody uproszczonej, wedle której, wartość początkowa stanowi 998 zł, którą mnożymy przez powierzchnię mieszkania lub domu.

Stawka amortyzacji uzależniona jest od tego, jakie prawo przysługuje nam do mieszkania. W przypadku prawa własnościowego jest to 1,5% wartości początkowej lokum, a prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej – 2,5%. Możemy także zastosować stawkę indywidualną (od 1,5 do 10%), ale w tym przypadku istnieje warunek – mieszkanie musi być wcześniej użytkowane przez 60 miesięcy lub poddane renowacji, której koszt wyniósł 30% wartości początkowej.

Pamiętajmy, że amortyzacji także może podlegać np. sprzęt komputerowy czy meble, które wykorzystujemy w działalności, jeżeli spełniają definicję środków trwałych. Bez względu na to, czy określiliśmy nasze lokum jako środek trwały, do kosztów uzyskania przychodu możemy zaliczyć również wydatki związane z remontem mieszkania, ale tylko jego „firmowej” części.

3. Załóż oddzielny telefon służbowy i Internet dla łatwiejszego odliczenia

W przypadku korzystania z telefonu oraz Internetu, ustalenie, które wydatki możemy zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, nie sprawia kłopotu. Nie może nim być ten związany z opłaceniem rachunku za telefon prywatny, nawet jeżeli używamy go w celach służbowych. – Ta sama zasada dotyczy Internetu. Wystarczy jednak, że zdecydujemy się na założenie oddzielnego numeru służbowego i Internetu, z których będziemy korzystać tylko w pracy, a koszty ponoszone z tego tytułu, będziemy mogli rozliczyć w deklaracji podatkowej jako koszty uzyskania przychodu – wyjaśnia Marta Krusiewicz, Partner Tax Care.

4. Wyposaż mieszkanie w liczniki, by określić, ile prądu zużywa Twoja firma

Rozliczanie mediów, czyli zużycia wody, energii elektrycznej czy gazu jest bardziej skomplikowane. W tym przypadku przelicznik procentowy nie ma zastosowania, chociażby z tego powodu, że w działalności gospodarczej nie wykorzystujemy większości sprzętów elektrycznych znajdujących się w gospodarstwie domowym. Aby ustalić wysokość wydatków, które związane są z prowadzoną działalnością, można założyć oddzielne liczniki do pomiaru zużywanej energii, wody czy gazu.

Jeżeli chcemy prowadzić firmę we własnym mieszaniu, zadbajmy o wcześniejsze przygotowanie do tego nieruchomości. Pozwoli to na klarowny podział stref, a w związku z tym na wydzielenie tych kosztów dotyczących użytkowania lokum, które możemy odliczyć od podatku.

 

Źródło: Lightscape

Niepowtarzalny klimat, unikalne możliwości aranżacji i wyjątkowa lokalizacja – to największe zalety mieszkania w kamienicy. Ale przecież „nie ma róży bez kolców”, zakup takiego lokalu wiąże się z niejednym ryzykiem, które należy uwzględnić przy podejmowaniu decyzji o zakupie.

Zakup każdej nieruchomości powinien być poprzedzony analizą wad i zalet danego rozwiązania. Nie istnieją jednoznacznie odpowiedzi na to, czy lepiej zamieszkać w bloku z wielkiej płyty, na zamkniętym osiedlu na obrzeżach miasta, czy może w kamienicy. Oczekiwania i potrzeby każdego kupującego są inne, dodatkowo zależy to też od danego lokalu i budynku, w którym się on znajduje.

Choć nie istnieje prawna definicja kamienicy, to intuicyjnie uważa się za nią budynek mieszkalny wielorodzinny stojący w zwartym szeregu innych domów. Kamienice budowano w Polsce od średniowiecza i najczęściej znajdują się one w centrach miast.

Mieszkanie w kamienicy – plusy

Przestrzeń jest jedną z najczęściej podkreślanych zalet mieszkania zlokalizowanego w kamienicy. Takie lokale mają zwykle trzy metry wysokości (lub więcej), co umożliwia zbudowanie np. antresoli. Smaku takim wnętrzom dodają duże okna wpuszczające do środa dużo naturalnego światła. Większość mieszkań w takim budownictwie to lokale duże, z przestronną kuchnią i kilkoma pokojami, częściej niż w bloku spotkamy też garderobę czy spiżarnię.

Kamienice budowano z cegieł, a ich mury są dużo grubsze niż te we współczesnym budownictwie. To z jednej strony pozwala na ciekawe zaaranżowanie parapetów, a z drugiej izoluje przed hałasem. W kamienicy nie ma ryzyka usłyszenia jak sąsiad korzysta z toalety, co jest nagminne w blokach. Grube ściany to także przyjemny chłód nawet w najbardziej upalne dni. Należy jednak pamiętać, że zimą także będzie chłodno, trzeba więc liczyć się z wyższymi kosztami ogrzewania takiego mieszkania.

Niebagatelną zaletą kamienic często jest ich położenie. Zakup takiego mieszkania pozwala zamieszkać w najbardziej atrakcyjnych punktach miasta, łącznie ze starówką czy nawet rynkiem. Nowe budynki powstają tam bardzo rzadko lub w ogóle, zatem tylko kamienica pozwala korzystać z uroku mieszkania w takim miejscu.

Dodatkowo, w wielu kamienicach można liczyć na historyczne pozostałości takie jak kominek, zabytkowy parkiet, stolarka czy wyjątkowe zdobienia zewnętrzne i wewnętrzne. Nie ma szans spotkać czegoś takiego w bloku, co czyni mieszkanie w kamienicy jeszcze bardziej wyjątkowym.

Mieszkanie w kamienicy – minusy

Wartość historyczna kamienicy niewątpliwie dodaje nieruchomości prestiżu, rzecz w tym, że nie każdy budynek i mieszkanie się tym charakteryzują. Duża część kamienic jest zaniedbana, wiele jest wręcz w stanie opłakanym. To oczywiście szansa na zakup mieszkania za niższą cenę, rzecz w tym, że remont lokalu to nie jedyna inwestycja i ryzyko, jakie czekają na nabywcę. Może bowiem okazać się, że poza standardowym odświeżeniem, trzeba wymienić np. instalację elektryczną lub wodną, zdarzają się też kłopoty z nadmierną wilgocią, co sprzedający może zatuszować na czas transakcji.

Choć pojedyncze mieszkania często są sprywatyzowane, to należy brać pod uwagę fakt, jaki jest status własnościowy całego budynku. W przypadku gdy należą do miasta, może nie być łatwo otrzymać pozwolenie na pewne czynności, takie jak np. wymianę okien, szczególnie w przypadku gdy budynek został wpisany do rejestru zabytków. Wówczas inwestor musi sprostać dodatkowym wymaganiom i raczej nie ma tu miejsca na odstępstwa.

Ale nawet 100 czy 200 tys. zł zainwestowane w odnowienie mieszkania nie mieni zewnętrznego oblicza budynku. Czasami w zaniedbanych kamienicach można spotkać ludzi o niskich dochodach, trudno wówczas liczyć na chęć inwestycji w budynek ze strony współwłaścicieli, a należy pamiętać, że koszt każdego remontu budynku rozkłada się na właścicieli lokali. Jeśli ktoś kiedyś wykupił mieszkanie od miasta za grosze, może być go dziś nie stać na inwestycje.

Z kolei lokale w odrestaurowanych kamienicach osiągają niebotyczne ceny, nierzadko przekraczające 20 tys. zł za mkw. Tam nie ma ryzyka nieciekawych sąsiadów czy zdewastowanej klatki schodowej, ale koszt zakupu i miesięcznego utrzymania nieruchomości będzie kilkakrotnie wyższy.

Mieszkanie w najbardziej atrakcyjnych punktach miasta ma naturalnie swój urok, ale nie jest pozbawione wad. Po pierwsze należy pamiętać o możliwym zgiełku za oknem – w zależności od konkretnej lokalizacji ruch ludzi i samochodów będzie mniejszy lub większy, niektóre okolice goszczą co jakiś czas imprezy masowe lub np. demonstracje. Pod uwagę wziąć też należy możliwe problemy z parkowaniem – kamienice nie są wyposażone w garaż podziemny, a na dziedzińcu liczba dostępnych miejsc jest zwykle bardzo ograniczona (o ile w ogóle jakiś dziedziniec istnieje). W przypadku niektórych kamienic trudno też o tereny zielone, place zabaw czy windę – szukając mieszkania dla siebie należy zwrócić uwagę na własne potrzeby i sprawdzić, czy dany budynek je spełnia.

Czy to się opłaca?

Zakup lokalu w kamienicy może być długoterminowo zyskowną inwestycją, jednak aby tak się stało, należy dokładnie temat przeanalizować i przed zakupem zbadać mieszkanie i budynek, w którym jest położone. Od tego zależy, czy kupimy zyskujące na wartości mieszkanie, w którym przy okazji będzie się dobrze mieszkać, czy może wiecznie wymagającą doinwestowywania ruderę. Największy wzrost wartości uzyskać można kupując mieszkanie w kiepskim zdanie w kamienicy, która za jakiś czas zostanie wyremontowana. To wymaga dodatkowych nakładów, a efekt przyjdzie po kilku latach. Na rynku działa coraz więcej prywatnych firm, które wykupują kamienice, by zarobić na przywróceniu im dawnego blasku, przy zakupie mieszkania w takim budynku nie trzeba martwić się o remonty.

Na rynku mieszkań w kamienicach jest duży rozstrzał cenowy. Przykładowo w Warszawie średnia cena metra kwadratowego mieszkania w kamienicy to 11-11,5 tys. zł. Stawki zaczynają się od 4-5 tys. zł za mieszkanie do odświeżenia położone na obrzeżach miasta (np. w Wawrze też są kamienice), a kończą na kwotach przekraczających 30 tys. zł za mkw. za lokal przy Placu Zamkowym. Najdroższe jest oczywiście Śródmieście, tu nawet duże (ponad 100 mkw.) mieszkanie do remontu kosztuje 7-8 tys. zł za mkw. Lokal w wysokim standardzie nie sposób kupić taniej niż za 11 tys. zł za mkw.

 

Autor: Marcin Krasoń, Home Broker,

Wielu młodych ludzi zadaje sobie to pytanie: kiedy jest czas na zakup własnego „M”? Zrobić to od razu po studiach? Po kilku latach pracy zawodowej? Przed ślubem?  Takie pytania można by mnożyć długo.

Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: kiedy kupić pierwsze mieszkanie. Wszystko zależy od życiowej sytuacji pytającego, a także aktualnych kosztów zaspokajania potrzeby mieszkaniowej. Zastanawiając się, czy to już ten moment należałoby przeprowadzić szczegółową analizę zawierającą co najmniej kilka kluczowych pytań takich jak:

– Dlaczego myślę o zakupie swojego mieszkania?

– Czy jest mi ono niezbędne?

– Czy stać mnie na mieszkanie na swoim?

– Ile miesięcznie/rocznie wydaję na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych?

Dopiero analiza przeprowadzona na podstawie odpowiedzi na te pytania, może pomóc w podjęciu właściwej decyzji, która dla każdego z potencjalnych kupujących będzie inna.

Częstym argumentem za kupnem własnej nieruchomości jest to, że wynajmując, płacimy pieniądze komuś, tymczasem kupując własne mieszkanie (nawet na kredyt), wydajemy środki na budowanie własnego majątku. To oczywiście w dużej mierze prawdziwa teza, jednak nie można zapomnieć o tym, że płacąc ratę kredytową nie tylko budujemy swój majątek, ale i spłacamy odsetki, na dodatek zaciągnięcie kredytu to zobowiązanie na wiele lat. Wynajem ma też sporo zalet w postaci większej mobilności i łatwości zmiany miejsca zamieszkania. Szybka sprzedaż kupionego mieszkania (szczególnie na kredyt) może nie być taka łatwa i zająć nieco czasu.

Nie kieruj się emocjami

Zakup mieszkania to dla wielu osób najpoważniejsza decyzja finansowa w życiu. To czas, kiedy należy schłodzić emocje i na spokojnie przeanalizować sytuację. Chodzi nie tylko o to, czy mieszkanie kupić, ale i jakie. Powinno myśleć się nie z perspektywy dnia dzisiejszego, ale wziąć pod uwagę horyzont co najmniej kilkuletni. To, że dana nieruchomość pasuje obecnie do kupującego i jest sama w sobie atrakcyjna, nie znaczy, że tak samo będzie za kilka lat – warto mieć to na uwadze.

Trzeba też odrzucić kilka stereotypowych argumentów takich jak „bo wypada”, „bo inni kupują” czy „bo to już czas”. Decyzja o zakupie nieruchomości powinna być chłodno skalkulowana, choć czasem zdarzają się sytuacje, w których wygrywa spontaniczność, raczej dotyczy ona jednak wyboru „który lokal kupić”, a nie „kiedy kupić”. Może nagle trafić się wymarzone mieszkanie za dobrą cenę i decyzję trzeba będzie podjąć szybko. Ale nawet wtedy nie powinna ona być pozbawiona szczegółowej analizy przeprowadzonej na podstawie konkretnych faktów i kalkulacji.

Analiza finansowa

Najważniejszym kryterium zakupu mieszkania powinna jednak być kwestia finansowa. Osoba, która nie ma zapasu gotówki i nie stać jej na swobodne spłacanie kredytu, nie powinna na siłę się zadłużać. Zdecydowana większość kredytów hipotecznych w Polsce ma zmienne oprocentowanie, co oznacza, że oferowana dziś rata na akceptowalnym poziomie, może się za jakiś czas zmienić. Aktualnie mamy historycznie najniższe stopy procentowe, co przekłada się na niskie raty kredytu. Sytuacja może się jednak zmienić. Wystarczy, by stopy procentowe wróciły do poziomu z 2012 roku i raty kredytów wzrosną o ponad 40 procent. Nie jest to mocno prawdopodobny scenariusz, ale na pewno nie jest niemożliwy. Mniejsza podwyżka stóp (np. z aktualnego poziomu 1,5 proc. do 2,5 proc.) to rata wyższa o kilkanaście procent, zatem jeśli ktoś płaci dziś 1000 zł miesięcznie, to po takiej zmianie będzie to 1100-1150 zł. Tego rodzaju ewentualności należy brać pod uwagę, podobnie jak ryzyko obniżki pensji czy inne nieoczekiwane zdarzenia.

Przesłanki za zakupem własnego „M”

Jest kilka wskazówek, kiedy zakup pierwszego mieszkania ma więcej niż mniej sensu. Niezbędnym elementem przy kupowaniu mieszkania jest gotówka. Aktualnie prawo wymaga 15 proc. wartości mieszkania, acz bezwzględne minimum to 10 proc., resztę można ubezpieczyć, choć wiąże się to z dodatkowymi kosztami z tytułu składki. Warto jednak pamiętać, że wkład własny to nie jedyna potrzebna gotówka. Uwzględnić trzeba jeszcze koszty sądowe i notarialne, prowizję za udzielenie kredytu, podatek no i środki niezbędne na urządzenie/wyposażenie mieszkania.

Należy dokładnie przyjrzeć się obecnym kosztom utrzymania i przeanalizować, czy zakup własnego mieszkania na pewno będzie tańszy. Oprócz raty kredytu pod uwagę trzeba wziąć też opłaty z tytułu czynszu i mediów. Może być tak, że okazyjnie wynajęte mieszkanie będzie tańsze niż comiesięczna rata kredytu hipotecznego.

Dobrym momentem na zakup pierwszego mieszkania jest ustabilizowanie sytuacji życiowej. Niektórzy młodzi ludzie często zmieniają pracę i nie do końca wiedzą, gdzie będą mieszkać. Dopiero gdy osiądziemy gdzieś na stałe, warto rozejrzeć się za własnym mieszkaniem. Bardzo istotne jest też, by mieć stabilną sytuację zawodową, bo to da nam finansowe bezpieczeństwo pozwalające na uniesienie ciężaru finansowania nieruchomości. Czynnikiem, który w przypadku wielu klientów Home Broker decyduje o zakupie pierwszego mieszkania, jest założenie rodziny. Zapewnienie dachu nad głową dzieciom to dla wielu osób najwyższy priorytet. I choć wynajmowany lokal też przed deszczem i zimnem ochroni, to posiadanie własnego mieszkania pozwala spać spokojniej.

 

Źródło: Home Broker

Gdańsk i Warszawa oferują nie tylko wysokie zyski z inwestycji w mieszkanie na wynajem, ale i wysoką płynność rynku. Po stronie minusów należy zaś wpisać wysoką jak na polskie warunki barierę wejścia – nie każdego stać na to, by kupić atrakcyjne mieszkanie w tych miastach.

Przeciętna rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem wynosi dla największych miast 5,35 proc. netto – wynika z obliczeń Home Brokera i Domiporta.pl. Na tę chwilę najlepiej wróży zakup lokalu w Gdańsku, Warszawie i Tychach. Nawet najmniej pod tym względem atrakcyjne Kielce, Poznań i Kraków oferują średnio znacznie wyższe odsetki niż najlepsze lokaty czy obligacje skarbowe.

Przeciętna rentowność najmu netto w okresie maj 2010 – czerwiec 2015

Z raportu Narodowego Banku Polskiego wynika, że trzy- i dwunastomiesięczne lokaty są obecnie najniżej oprocentowane w historii, więcej niż 2 proc. netto to rzadkość. Przeciętna dostępna dziś na rynku lokata nie wystarczy nawet na to, by pokryć inflację, co de facto oznacza, że zdeponowane w banku pieniądze tracą na wartości. W tym świetle nie dziwi zainteresowanie inwestorów zakupem mieszkania i wynajęciem go. Coraz więcej kupujących nieruchomości to inwestorzy, czyli osoby, które kupują lokal, by na nim zarabiać – np. wynajmując go. Dane NBP mówią wprost: jeszcze nigdy Polacy nie kupowali tylu mieszkań za gotówkę, w 2016 r. w siedmiu najważniejszych miastach na zakup nowych mieszkań za gotówkę przeznaczono 14,2 mld zł.

Rentowność inwestycji w mieszkanie zależy od kilku czynników. Równie istotna jak uzyskany od najemców czynsz jest cena zakupu. To z kalkulacji tych dwóch wartości można wyliczyć zysk. Pod warunkiem oczywiście, że lokal uda się szybko wynająć. Mieszkanie stojące puste nie przynosi żadnych dochodów, jego rentowność wynosi 0 proc. Pamiętać też należy o kosztach przygotowania do wynajmu oraz ewentualnych remontach, doposażeniu i innych inwestycjach.

Gdzie kupić mieszkanie na wynajem?

Home Broker i Domiporta.pl przeanalizowały rentowność najmu w 15 dużych miastach by sprawdzić, gdzie najbardziej opłaca się kupić mieszkanie na wynajem. Okazuje się, że najlepiej wróży taka inwestycja w Gdańsku, Tychach i Warszawie. W każdej z tych lokalizacji oczekiwana rentowność netto przekracza 6 proc. Pomiędzy 5 i 5,5 proc. rocznie zarobić można w Katowicach, Lublinie, Łodzi, Wrocławiu i Białymstoku. Najmniej, bo 4,42 proc. rocznie powinno przynieść mieszkanie w Kielcach. Nadal jest to jednak sporo więcej niż oferują lokaty czy obligacje skarbowe

Rynek wynajmu rośnie

– Analizując dane popytowe z serwisu Domiporta.pl zauważyć można trendy w zachowaniu użytkowników, które potwierdzają opinie o coraz większym zainteresowaniu inwestorów  lokowaniem kapitału w mieszkania na wynajem – zauważa Maciej Górka z Domiporta.pl. – Od początku 2016 roku liczba użytkowników, którzy przeglądają serwis w poszukiwaniu lokali o potencjale inwestycyjnym wzrosła o 12 proc., a liczba ofert lokali do wynajęcia o 6 proc. względem całego 2015 roku – wylicza Górka.

Jakie mieszkanie kupić na wynajem?

Każde miasto ma swoją specyfikę. W Lublinie czy Toruniu dużo jest studentów, a w Warszawie istotną grupę klientów stanowią klienci „biznesowi”, choć i studentów nie brakuje. Na obszarze danego miasta, czy danej dzielnicy też są różne osiedla i każde może pasować do innego klienta. Nawet w danym bloku są przecież zróżnicowane mieszkania i każde pasuje do innego odbiorcy. Dla grupy studentów liczyć będą się oddzielne sypialnie, by możliwe było zbudowanie odrobiny prywatności oraz sprawny dojazd do uczelni, klient biznesowy wymagać będzie miejsca garażowego i bliskości centrum biurowego, a rodzina z dziećmi zwróci uwagę na bezpieczeństwo osiedla oraz bliskość przedszkola, szkoły czy placu zabaw.

– Szczególnie wyraźny trend rosnący wśród poszukujących mieszkań na wynajem zauważyć można w kategorii lokali dwupokojowych, niezależnie od tego, czy pochodzą one z rynku wtórnego czy pierwotnego. Obecnie prawie 44 proc. wszystkich zapytań o mieszkania stanowią właśnie zapytania o lokale dwupokojowe – wskazuje Maciej Górka z Domiporta.pl.

Uwaga na ryzyka

Możliwe zyski dużo wyższe niż z lokaty nie są oczywiście pozbawione ryzyka. Zakładając zwykłą lokatę dokładnie wiemy kiedy się ona zakończy i jakie odsetki otrzymamy, tymczasem kupując mieszkanie wiemy tylko, ile za nie zapłaciliśmy, a dwa ważne parametry pozostają zagadką. To od tego, jak szybko uda się znaleźć najemcę oraz jaki czynsz wynegocjujemy, zależy rzeczywista rentowność. Najlepiej wypada długoletnia umowa, nie ma wówczas okresów przejściowych, a i koszty remontów można ograniczyć do minimum.

Nie bez znaczenia jest także płynność inwestycji. Lokatę można zerwać, w razie czego utracimy część lub całość odsetek. Tymczasem spieniężenie nieruchomości nie jest takie łatwe, trochę trwa, a uzyskanie satysfakcjonującej stawki może być trudne. Ale różnice w płynności występują także na rynku nieruchomości i są zależne od specyfikacji danego miasta i nie musi to być wcale zależne od jego wielkości. Tam gdzie mieszkań brakuje, chętni zawsze się znajdą.

– Potencjalni inwestorzy powinni mieć na uwadze, że rynek najmu zbliża się do momentu swego rodzaju przesytu. Dodatkowo, za chwilę pojawią się konkurenci w postaci instytucjonalnych projektów takich jak Mieszkanie Plus, gdzie stawki czynszów będą niższe od rynkowych i mogą wpłynąć na lokalne rynki. Dlatego inwestor , który zamierza posiłkować się kredytem hipotecznym powinien przygotować symulacje różnych scenariuszy – podsumowuje Maciej Górka.

Należy też pamiętać, że takie badania jak rentowność najmu opierają się tylko na statystyce. Trzeba zwrócić uwagę np. na fakt, że nie wszystkie mieszkania są kupowane na wynajem, a nie każde wynajmowane mieszkanie jest kupowane (niektóre są np. otrzymywane w spadku). Należałoby więc każdy przypadek rozpatrywać oddzielnie.

 

Źródło: Home Broker SA

Z obliczeń Home Brokera wynika, że do końca tego roku w programie Mieszkanie dla Młodych do wykorzystania zostało niecałe 54 mln zł. Przewidujemy, że najpóźniej w połowie kwietnia Bank Gospodarstwa Krajowego ogłosi koniec przyjmowania wniosków o dopłaty, co oznacza, że do 2 stycznia przyszłego roku MdM będzie programem martwym.

Marcowe statystyki sprzedaży kredytów w ramach programu Mieszkanie dla Młodych opublikowane przez Bank Gospodarstwa Krajowego prezentują się ciekawie. Otóż okazuje się, że mimo znacznych ograniczeń dostępności, liczba chętnych na dofinansowanie wzrosła i wszystko wskazuje na to, że już w kwietniu BGK zaprzestanie przyjmowania wniosków. Przez ostatni miesiąc kredytobiorcy wnioskowali o dopłaty na 2018 rok w łącznej kwocie 102,6 mln zł, należy jednak zauważyć, że wartość środków zarezerwowanych z puli na 2017 r. spadła o 24,8 mln zł. Może to oznaczać, że część wniosków złożonych wcześniej na 2017 r. została przeniesiona na 2018 r. Zsumowanie obu wartości daje kwotę 77,8 mln zł – o tyle dofinansowania (w ujęciu netto) ubiegali się kredytobiorcy w marcu.

Z punktu widzenia osób zainteresowanych dofinansowaniem kluczowa jest kwota środków dostępnych na 2018 rok, gdyż 2017 został już wyłączony w styczniu. Z 381 mln zł „puli 2018” dostępnej w tym roku, zablokowane zostało już 327,2 mln zł, co oznacza, że na chwilę obecną do wzięcia jest zaledwie 53,8 mln zł. Patrząc na dynamikę sprzedaży kredytów MdM można z dużą dozą prawdopodobieństwa uznać, że pieniądze skończą się najpóźniej w połowie kwietnia.

MdM dostępny falami

Osoby chcące skorzystać z Mieszkania dla Młodych muszą być czujne, by wpasować się w okres, kiedy dopłaty są dostępne. Aktualnie korzystać można tylko z puli na 2018 rok, ale 53,8 mln zł zniknie w tydzień lub dwa, co oznacza, że do końca roku program będzie martwy. 2 stycznia przyszłego roku odblokowana zostanie druga część środków na 2018 rok i czeka nas wtedy powtórka z pierwszych tygodni 2017 r., kiedy to kredytobiorcy dosłownie rzucili się na banki z wnioskami w ręku.

Gra warta świeczki

Trudno dziwić się popularności programu, skoro maksymalna kwota możliwa do uzyskania to przeszło 113 tys. zł, dostępne w Warszawie dla klientów z co najmniej trójką dzieci kupujących mieszkanie o powierzchni 65 mkw. lub większej. W innych miastach dopłaty są niższe, ponad 100 tys. zł dostać można jeszcze tylko w Poznaniu.

Wysokość dopłat w programie Mieszkanie dla Młodych zależna jest od wielkości i lokalizacji mieszkania. Dofinansowanie wyliczane jest na podstawie ogłaszanej przez wojewodów wartości wskaźników przeliczeniowych kosztu odtworzenia 1 mkw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych. Zmieniają się one co pół roku i decydują zarówno o wysokości dopłat, jak i limitów cenowych, w których trzeba się zmieścić przy zakupie mieszkania, by móc ubiegać się o dopłatę.

Program Mieszkanie dla Młodych funkcjonuje od początku 2014 roku. W pierwszych kwartałach nie był zbyt popularny, potrzeba było zmiany ustawy. Po dopuszczeniu do dofinansowania osób kupujących mieszkanie z rynku wtórnego (wrzesień 2015 r.) liczba chętnych kilkakrotnie wzrosła i pojawił się problem wyczerpujących się przedwcześnie środków. Z danych BGK wynika, że do końca marca łączna kwota złożonych wniosków wyniosła 2,44 mld zł, z czego 2,3 mld zostało już faktycznie wykorzystane, a reszta jest w trakcie procesowania wniosku.

 

Źródło: Home Broker

W samym 2016 roku nowe mieszkania kupiło już 29,5 tys. Polaków*. Takiego popytu na własne M nie było nawet w szczycie boomu mieszkaniowego w latach 2006–2008. Gdzie szukać dofinansowania? Jak starać się o kredyt? Na jakie pułapki rynku wtórnego należy uważać? Jak ubezpieczyć mieszkanie, w którym będziemy mieszkać z rodziną, a jak lokum przeznaczone pod wynajem? Przygotowaliśmy krótki przewodnik. 

Kto najczęściej decyduje się na własne lokum? Przede wszystkim osoby młode, które zakładają rodzinę (między 30 a 39 rokiem życia). Jak wynika z badania dotyczącego preferencji i satysfakcji z zakupu mieszkania z 2015 roku przeprowadzonego przez TNS – aż 84 proc. respondentów zakupiło mieszkanie w budynku wielorodzinnym, a tylko 16 proc. ankiet dotyczyło budownictwa jednorodzinnego. Najlepiej sprzedają się mieszkania dwu i trzypokojowe, o powierzchni 50 – 80 m2. Na co zwrócić uwagę kupując własne wymarzone M2, M3, M4?

1.Historia kredytowa

Przeciętny Polak zarabia średnio około 4 tys. złotych brutto miesięcznie – tak wynika z danych GUS. To właśnie dlatego większość z nas, jeśli decyduje się na zakup mieszkania, zazwyczaj wybiera kredyt. Każdy może się o niego starać, ale nie każdy go dostanie. Największe znaczenie (w ocenie zdolności kredytowej) ma nasza historia kredytowa, czyli obsługa spłat posiadanych do tej pory zobowiązań kredytowych. Jeżeli zdarzało się że nie spłacaliśmy ich w odpowiednim terminie to warto przed podpisaniem umowy przedwstępnej na zakup nieruchomości zweryfikować swoją historię kredytową. Istnieje także możliwość sprawdzenia naszej zdolności kredytowej „z domu”, czyli jeszcze przed pójściem do banku – na przykład za pomocą jednego z internetowych kalkulatorów (chociażby na portalu Totalmoney.pl lub na stronach banków np. ING). W kalkulatorze wpisujemy najczęściej: nasz miesięczny dochód brutto, opłaty za mieszkanie, koszty utrzymania, raty innych kredytów oraz inne stałe zobowiązania.

2.Dokumenty potrzebne do kredytu

Jeśli chcemy ubiegać się o kredyt, należy pamiętać o przygotowaniu odpowiedniego dokumentu – obecnie banki wymagają dowodu osobistego lub paszportu.  Po złożeniu stosownych dokumentów oraz wniosku o udzielenie kredytu hipotecznego pozostaje oczekiwanie na odpowiedz banku. Po wstępnej weryfikacji wniosku o kredyt, bank – na koszt kredytobiorcy dokonuje operatu szacunkowego. W udzielonej decyzji kredytowej będą się znajdować dokładne parametry kredytu: kwota kredytu, oprocentowanie, prowizja i warunki uruchomienia kredytu.

3.Opłaty, które czekają kredytobiorcę

Decydując się na kredyt hipoteczny trzeba pamiętać, że jest to zobowiązanie na kilkanaście, a zwykle kilkadziesiąt lat. Jednym z najważniejszych kryteriów wyboru kredytu jest jego cena. Na oprocentowanie składa się stawka referencyjna i marża banku. Dla kredytów o zmiennym oprocentowaniu stawką referencyjną są rynkowe stopy procentowe (np. WIBOR, LIBOR, EURIBOR) które zależą m.in. od decyzji  banków centralnych. Z kolei wielkość marży jest uzależniona od kwoty kredytu i wysokości wkładu własnego. Im wyższa kwota kredytu i wkład własny, tym niższa marża.  Zgodnie w wytycznymi rekomendacji S wprowadzonej przez KNF banki od stycznia 2016 powinny wymagać od klientów 15 proc. wkładu własnego a od stycznia 2017 – 20 proc. Jednak większość banków (tylko 4 banki działają zgodnie z rekomendacją) zarówno w 2016 jak i w bieżącym roku nadal dopuszcza finansowanie zakupu w 90 proc. wartości nieruchomości, a więc z 10 proc. wkładem własnym. Przy czym tzw. brakujący wkład własny (do 20 proc.) klient zobowiązany jest ubezpieczyć. Jakie jeszcze opłaty będą nas czekać? Zanim bank rozpatrzy wniosek o kredyt, musi zostać oszacowana ogólna wartość nieruchomości i może się to wiązać z dodatkową opłatą. Oprócz tego będziemy musieli zapłacić również prowizję od udzielenia kredytu, która jest jednorazowa. Trzeba pamiętać, że możliwość zaciągnięcia kredytu hipotecznego w walucie obcej jest w tej chwili dość mocno ograniczona. Kredyt walutowy dostępny jest tylko i wyłącznie dla osób zarabiających w innej walucie niż PLN.

4.Dofinansowanie

Co trzeba wiedzieć o dofinansowaniu na zakup mieszkania w ramach programu rządowego „Mieszkanie dla Młodych”? Pomoc mogą otrzymać osoby do 35 roku życia, małżeństwa lub single, którzy chcą kupić swoje pierwsze mieszkanie. Osoby, które ukończyły 35 lat również mogą ubiegać się o kredyt, pod warunkiem, że mają co najmniej trójkę dzieci. Należy pamiętać, że w programie obowiązują limity dotyczące maksymalnej ceny za mkw., po których przekroczeniu nie można ubiegać się o wsparcie. W związku z tym, że wykorzystano już wszystkie środki z pierwszej puli dostępne na 2017 rok, klienci będą mogli kupować tylko mieszkania z dopłatą z puli na 2018 rok. Takie rozwiązanie jest szczególnie przydatne w przypadku rynku pierwotnego. Problem pojawi się, kiedy chcemy zakupić mieszkanie na rynku wtórnym lub kiedy sprzedający nie będzie chciał tak długo czekać. W takim przypadku najlepiej skorzystać z programu MDM po 1 styczna 2017 roku, kiedy zostanie odblokowana druga część puli przeznaczonej na 2017-ty rok (dodatkowe 373 mln PLN).

5.Rynek wtórny, czy pierwotny?

Zdarza się, że mieszkania, które kupujemy na rynku wtórnym mają ukryte wady. Aby uniknąć rozczarowania, warto sprawdzić stan prawny nieruchomości. Można skorzystać z elektronicznego dostępu do ksiąg wieczystych i zweryfikować, czy sprzedający faktycznie jest właścicielem mieszkania (i czy nie jest ono obciążone kredytem, zajęciem komorniczym czy zajęciem egzekucyjnym przez US lub ZUS). Warto pamiętać, że przy podpisaniu aktu kupna-sprzedaży musi  być obecny notariusz, inaczej umowa nie jest ważna w świetle prawa. Jeśli natomiast rozważamy zakup mieszkania na rynku pierwotnym, najpierw powinniśmy sprawdzić wiarygodność dewelopera. Dobrze zapoznać się również z warunkami umowy. Oprócz ceny nieruchomości  i terminu przekazania lokalu w umowie powinny znaleźć się: opłata rezerwacyjna, termin zapłaty kolejnych transz, skutki ewentualnej zmiany terminu zakończenia inwestycji, warunki rozliczenia (jeśli mieszkanie okaże się niezgodne z projektem), a także konsekwencje wycofania się z zawartej umowy. Jeśli kupujemy mieszkanie na kredyt, po wybudowaniu inwestycji, musimy również pamiętać o podpisaniu umowy przedwstępnej. Będzie to gwarancja, że deweloper nie sprzeda mieszkania komuś innemu, zanim zdążymy skompletować potrzebne dokumenty. Brak takiej umowy oznacza również brak kredytu.

6.Z pośrednikiem nieruchomości, czy samodzielnie?

Kupując nieruchomość można polegać na własnej wiedzy lub skorzystać z usług pośrednika. Dziś, większość ofert sprzedaży mieszkań pochodzi z biur nieruchomości. Pośrednik pomoże nam w znalezieniu i kupnie mieszkania oraz przeprowadzi klienta przez szereg formalności. Jeśli zdecydujemy się na taką współpracę musimy przygotować się na większe koszty. Pośrednik świadczy usługi na mocy umowy o pośrednictwie w kupnie nieruchomości i pobiera wynagrodzenie, które najczęściej zależy od wartości mieszkania (zwykle jest to ok. 1,5 – 3 proc. + VAT).

7.Wynajem, czy kupno? Porównanie kosztów

Jeśli wynajmujemy lokum, średnie roczne wydatki (jednorazowa kaucja, czynsz, media, woda, gaz, prąd, eksploatacja mieszkania itd.) na przykład w Warszawie to około 16,5 tys. złotych. Z kolei koszty związane z kupnem mieszkania na własność można podzielić na: wynagrodzenie pośrednika, jeżeli występuje (najczęściej wynosi od ok. 1,5 proc. do 3 proc.), podatek od czynności cywilnoprawnych – 2 proc. od wysokości transakcji (dotyczy tylko rynku wtórnego), opłaty notarialne: taksa notarialna, czyli wynagrodzenie notariusza za sporządzenie umowy kupna – sprzedaży nieruchomości, wypis aktu notarialnego – opłaty sądowe: założenie księgi wieczystej – 60 zł, opłata wystąpi, jeżeli nieruchomość nie posiada jeszcze księgi wieczystej, wpis własności do księgi wieczystej – 200 zł, ustanowienie hipoteki na rzecz banku – korzystając z kredytu musimy doliczyć opłatę ok. 200 zł za wpis banku do hipoteki a także podatek PCC od wpisu do hipoteki – 19 zł. Należy również pamiętać o  kosztach dodatkowych takich jak koszty remontu / urządzenia mieszkania. Kolejnym obciążeniem będą koszty około-kredytowe, czyli: prowizja banku za udzielenie kredytu hipotecznego, która wynosi średnio 1-2,5 proc., wycena nieruchomości – najczęściej trzeba za nią zapłacić ok. 200 do 800 zł, inspekcja nieruchomości – opłata podobnie jak w przypadku wyceny, ubezpieczenie niskiego wkładu, ubezpieczenie kredytu na czas wpisu do hipoteki, które może wystąpić jako stała opłata bądź jako podwyższona marża banku (najczęściej ok. 1 proc.), oraz ubezpieczenie nieruchomości – około 0,1 proc. od kwoty kredytu (wysokość składki ubezpieczenia uzależniona jest od kwoty kredytu, zakresu ubezpieczenia, oferty towarzystwa ubezpieczeniowego). Należy również pamiętać o ratach kapitałowych i naliczanych odsetkach.

8.Ubezpieczenie mieszkania

Kradzież, pożar, zalanie mieszkania lub inne sytuacje losowe. Według statystyk Straży Pożarnej w samym tylko 2015 roku zniszczeniom w wyniku pożarów uległo blisko 30 tys. domów i mieszkań. W tym samym roku zanotowano aż 94 680 kradzieży z włamaniem. W ramach polisy możemy ubezpieczyć sprzęty znajdujące się w mieszkaniu m.in.: meble, sprzęt AGD i audio-video, sprzęt elektroniczny, przedmioty osobistego użytku (takie jak obuwie, książki, naczynia itp.), szyby, przedmioty szklane, drzwi, okna, glazurę, tynki, instalacje, zabudowę kuchenną itd. – Ubezpieczenie gwarantuje ochronę przed skutkami: nieprzewidzianych zdarzeń losowych, które obejmują 21 zjawisk, między innymi takich jak: powódź, pożar, uderzenie pioruna, huragan, grad, szkody elektryczne, a także kradzież z włamaniem, rozbój oraz dewastację. Warto pamiętać, że ubezpieczyciel zapewnia również pomoc specjalistów (np. hydraulika, ślusarza, stolarza) w ramach ubezpieczenia Assistance – podkreśla Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych Gothaer TU S.A. Jeśli kupujemy mieszkanie pod wynajem, warto zabezpieczyć zarówno najemcę, jak i wynajmującego. Osoba najmująca mieszkanie od kogoś powinna kupić ubezpieczenie OC w życiu prywatnym, a zakres ochrony powinien obejmować odpowiedzialność za szkody wynikające z tytułu najmu. Polisa ta daje gwarancję, że ubezpieczyciel zrekompensuje szkody, które wyrządził najemca w wynajmowanym mieszkaniu. Właściciel mieszkania również powinien zadbać o ubezpieczenie. Do jego obowiązków należy zadbanie o odpowiedni stan nieruchomości oraz sprawne działanie instalacji i urządzeń związanych z budynkiem (elektryczność, woda, gaz). Jeżeli wskutek zaniedbania tych obowiązków dojdzie do awarii instalacji wodno-kanalizacyjnej – za szkody w mieniu najemcy odpowie właściciel mieszkania. Z tego powodu powinien on wykupić odpowiednie ubezpieczenie OC, dzięki któremu koszty odszkodowania może ponieść ubezpieczyciel.

 9.Kiedy ubezpieczyciel nie wypłaci odszkodowania?

Zdarza się, że szkoda jest wynikiem naszego niedbalstwa. Przykład? Wychodząc z mieszkania nie zamknęliśmy okien, a podczas naszej nieobecności doszło do włamania z kradzieżą. W tym przypadku ubezpieczyciel nie ponosi odpowiedzialności. Jeśli zostawiliśmy otwarte lub uchylone okno w naszym domu, garażu lub budynku gospodarczym, ubezpieczyciel ma prawo odmówić wypłaty odszkodowania. – Zapewnienie minimalnego poziomu zabezpieczenia przed włamaniem i kradzieżą jest obowiązkiem każdego właściciela mieszkania, domu lub posesji. Towarzystwo ubezpieczeniowe musi mieć pełną wiedzę na temat rodzaju posiadanych przez klienta zabezpieczeń, a więc np. alarmu lub drzwi, okien czy rolet antywłamaniowych. Wszystkie zabezpieczenia muszą być sprawne, okna i drzwi zamknięte, a alarm aktywny w momencie włamania, co określa tzw. minimalny poziom zabezpieczenia mienia. Niestety, nawet najlepsze ubezpieczenie nie pomoże, jeśli to my sami umożliwiliśmy osobom trzecim wejście do naszego mieszkania – podkreśla Anna Materny z Gothaer. – Warto pamiętać, by zabezpieczyć dom w taki sposób, aby nie można było dostać się do środka bez użycia siły lub narzędzi. Okna i drzwi muszą być odpowiednio umocowane i zamknięte, co oznacza, że okno np. nie może zostać niedomknięte. Niektóre towarzystwa ubezpieczeniowe określają w jaki sposób zabezpieczyć okna np. kratami, żaluzjami antywłamaniowymi bądź okiennicami. W drzwiach zewnętrznych do budynku mieszkalnego powinno się używać np. dwóch zamków wielozastawkowych a do budynku gospodarczego np jednej kłódki wielozastawkowej oraz pamiętać o okresowych przeglądach technicznych – dodaje Anna Materny z Gothaer.

Autor: Grupa Gothaer

Zatrudnienie kredytobiorcy ma dla banków szczególne znaczenie, zwłaszcza w przypadku finansowania zakupu nieruchomości. Liczą się nie tylko dochody, ale również sposób ich uzyskiwania. Przedsiębiorca, który prywatnie stara się o kredyt mieszkaniowy, musi spełnić inne wymogi niż zatrudniony w oparciu o umowę o pracę. Ważne jest skompletowanie wszystkich dokumentów oraz odpowiedni staż prowadzenia działalności.

Zakup mieszkania w oparciu o wieloletni kredyt wiąże się z koniecznością udowodnienia bankom stabilizacji finansowej i zdolności do udźwignięcia dodatkowego zobowiązania. Właściciel działalności gospodarczej i zatrudniony na umowę o pracę muszą przejść podobną drogę po finansowanie zakupu nieruchomości – różnice leżą w dokumentacji. W przypadku etatu należy przedstawić w pierwszej kolejności zaświadczenie o zatrudnieniu oraz wyciąg  z konta. Przedsiębiorca musi udowodnić wiarygodność nie tylko swoją, jako kredytobiorcy, ale również prowadzonej przez siebie działalności.

Staż firmy na pierwszym miejscu

Właśnie dlatego tak ważny jest czas funkcjonowania firmy na rynku. Wszystko zależy od oferty kredytowej, jednak najczęściej dopiero półroczny staż pracy w oparciu o samozatrudnienie pozwala na staranie się o kredyt na cele mieszkaniowe. Im dłużej przedsiębiorca prowadzi działalność, tym lepszy jej obraz otrzymuje instytucja finansowa. Niektóre banki udzielają finansowania dopiero po osiemnastu miesiącach prowadzenia działalności gospodarczej. – Droga po kredyt hipoteczny w przypadku własnej firmy jest bardziej skomplikowana. Dla banku najważniejsze jest zbadanie aktualnej sytuacji firmy, jej kondycji finansowej i historii działań. Zeznania podatkowe z ostatnich lat są niezbędne, by móc ubiegać się o kredyt. Jeśli przedsiębiorca wykaże w nich stratę, musi odłożyć na później plan zakupu mieszkania ze wsparciem banku. Wśród wymaganych dokumentów są również te potwierdzające dochody – wszystko zależy od sposobu rozliczania działalności – wyjaśnia Marta Sewerynek-Otwinowska, Dyrektor Działu Analiz Futuro Finance.

Zaświadczenia, których oczekuje bank od przedsiębiorcy:

  • wpis do ewidencji działalności gospodarczej,
  • z ZUS o niezaleganiu z tytułu składek oryginał,
  • z urzędu skarbowego o niezaleganiu z tytułu zobowiązań podatkowych oryginał,
  • wyciągi z rachunku firmowego oraz osobistego (lub oświadczenie o nieposiadaniu konta firmowego).

Bank wymaga od przedsiębiorcy przedstawienia zeznania podatkowego:

  • PIT 36 lub PIT 36L z ostatniego roku lub dwóch ostatnich lat, z pieczęcią urzędu skarbowego potwierdzającą przyjęcie dokumentów, ewentualnie z potwierdzeniem nadania tzw. UPO – Urzędowe Potwierdzenie Odbioru, jeśli zeznanie składne jest drogą elektroniczną,
  • PIT/B (załącznik do PIT 36),
  • PIT/O jeśli nastąpiło w danym roku odliczenie np. na dzieci lub za internet (nie jest to dokument obligatoryjny),
  • księga przychodów i rozchodów lub rachunek zysków i strat za okres bieżący.

Uporządkowana sytuacja finansowa

Kolejnym krokiem, który zbliża właściciela firmy do zakupu nieruchomości, jest potwierdzenie terminowej regulacji opłat związanych z prowadzoną działalnością. Ważne, by regularnie opłacać składki i podatki na długo przed uruchomieniem procedury kredytowej. Analityk banku może zweryfikować historię płatności np. z ostatnich sześciu miesięcy, by zbadać rzetelność i wiarygodność klienta.

Ważne, gdy przedsiębiorca stara się o kredyt hipoteczny:

  • Minimum 6 miesięcy prowadzenia działalności gospodarczej – w niektórych bankach okres minimalny prowadzonej działalności wynosi nawet 18 miesięcy.
  • Liczy się uregulowana sytuacja w urzędzie skarbowym oraz ZUS-ie – brak zaległości finansowych.
  • Terminowe opłacanie podatków i składek wynikających z prowadzonej działalności.
  • Zeznanie podatkowego z poprzedniego roku oraz książka przychodów i rozchodów lub rachunku zysków i strat za okres bieżący.

Kredyt hipoteczny w oparciu o samozatrudnienie wymaga przemyślanych kroków i odpowiedniego przygotowania. Czas oczekiwania na decyzję banku oraz obliczanie zdolności kredytowej opierają się na tych samych czynnikach, które są brane pod uwagę w przypadku klientów indywidualnych. Po dopełnieniu formalności i skompletowaniu niezbędnych dokumentów można przystąpić do działania. Pierwszym etapem procesu jest złożenie wniosku kredytowego wraz ze wszystkimi wymaganymi załącznikami oraz dowodem osobistym kredytobiorcy. – Po wstępnej pozytywnej weryfikacji następuje złożenie dokumentów technicznych, czyli tych związanych z nieruchomością, którą chce nabyć klient. Komplet dokumentów technicznych uzyskamy od dewelopera, jeśli nieruchomość jest nabywana na rynku pierwotnym lub od osoby prywatnej, jeśli zakup odbywa się na rynku wtórnym – mówi Marta Sewerynek-Otwinowska. Warto również wiedzieć, że przedsiębiorca ma prawo zaliczyć część raty kredytu hipotecznego do kosztów prowadzenia działalności. Informacje o szczegółach tego kroku można uzyskać u księgowego lub w urzędzie skarbowym.

Źródło: Futuro Finance

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Getec gotowy na czas – Nowoczesna ciepłownia dla miasta Turek.

Firma Getec Polska poinformowała na piątkowej konferencji prasowej o zakończeniu prac w obiekcie Cie...

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...