niedziela, Wrzesień 23, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "inwestycje"

inwestycje

Rozmowa z Pawłem Wnętrzakiem, prezesem KLG S.A.

 Dlaczego zainteresował się Pan rynkiem inwestycyjnym?

Historia mojej działalności na rynku inwestycyjnym rozpoczęła się od współpracy z funduszami inwestycyjnymi i z domem maklerskim. Tu zdobywałem doświadczenie i tu stopniowo rozwijało się moje zainteresowanie inwestycjami i rynkiem kapitałowym. Życie pokazało, że – kiedy związałem się na stałe z branżą inwestycyjną – te doświadczenia pozwoliły mi patrzeć na biznes szeroko i w sposób perspektywiczny. Obecnie Spółka KLG S.A. aktywnie działa w obszarze szeroko rozumianych inwestycji, m.in. dokonaliśmy kupna i rewitalizacji historycznego browaru, znajdującego się w Parku Chorzowskim; działamy w obszarze inwestycji w unikalne nieruchomości, jak również inwestujemy w inne obszary, którymi interesują się nasi klienci.

Jakie są Pańskie motywacje?

Najważniejsze są marzenia. Każdy z nas określa, co daje mu satysfakcję i co chciałby robić. Ja zawsze starałem się odpowiadać sobie na to pytanie i te dążenia realizować. Na tych fundamentach zbudowałem firmę.

Jak buduje Pan zespół w firmie KLG S.A.?

Drugim, oprócz marzeń, filarem w biznesie – są według mnie ludzie. Zawsze szukałem pracowników z właściwym podejściem do biznesu, odpowiednią, pozytywną motywacją. Budowanie zespołu wokół takich ludzi daje mocne podstawy do stworzenia kreatywnego, efektywnego zespołu. Co ważne, bardzo doceniam pracowników, którzy swoimi kompetencjami dzielą się z zespołem. Tworzymy team – nie rywalizujemy, tylko budujemy wspólną wartość. Podkreślam, że to bardzo ważne, by cele pracowników były zbieżne z celami firmy. To daje mocny fundament dla działań.

Od czego uzależnia Pan swoje zainteresowanie inwestycjami w poszczególne branże?

Rynek ewoluuje. To ważne, by uważnie go obserwować. Zakres działania firmy i branże, które są przedmiotem jej zainteresowania powinny odpowiadać na subtelne zmiany w gospodarce. Mogę powiedzieć, że – w moim przypadku – ta obserwacja oraz właściwa ocena nadarzających się okazji rynkowych pozwoliła spółce rozwinąć skrzydła poprzez inwestycje w nowe branże. Obecnie jesteśmy zaangażowani w działania w sektorze restauracyjnym i browarniczym, co daje nam wiele satysfakcji. Spektakularne efekty tej pracy będą widoczne już pod koniec wakacji, kiedy w Parku Śląskim otwarta zostanie w odnowionym, zabytkowym obiekcie Kawiarni Przystań restauracja z najnowocześniejszą instalacją browarniczą. Będzie to miejsce dla rodzin i przyjaciół – połączenie niepowtarzalnego klimatu z doskonałą ofertą gastronomiczną. Spółka aktywnie działa także w innych obszarach inwestycyjnych.

Przystań została poddana gruntownemu remontowi, dzięki któremu odzyskała dawną świetność. Czy jedną z Państwa motywacji było ratowanie zabytku?

Oczywiście. Według mnie, miejsca szczególne, z historią, należy bardzo mocno pielęgnować. Kiedyś Przystań była jednym z najbardziej znanych i szanowanych punktów gastronomicznych na Śląsku. Byłoby dużą stratą dla miasta i okolicznych mieszkańców, gdyby taki kapitał kulturalny został zmarnowany. W trakcie realizacji inwestycji zwracaliśmy baczną uwagę na to, by zachować piękne elementy wykończenia i ozdoby budynku. Jestem dumny z tego, że nam się to udało. Cieszę się, że nasza praca przyniesie korzyść pięknej okolicy, w jakiej się znajduje. Warto dawać drugie życie takim obiektom, jak Przystań.

Jakie inne sektory uważa Pan za perspektywiczne z punktu widzenia inwestycji?

Perspektywiczny pozostaje cały czas rynek nieruchomości. Po woli ulega on jednak wysyceniu, dlatego kluczem do sukcesu jest poszukiwanie wyjątkowych miejsc. Takie jest oczekiwanie odbiorców. Wysoki standard i pełen profesjonalizm – to już must have. Klient oczekuje jednak czegoś więcej od lokalizacji.

Co zatem charakteryzuje inwestycje KLG S.A. w nieruchomości?

Założenie, jakie podjęliśmy. Nasze nieruchomości mają, oczywiście, stanowić efektywną inwestycją biznesową. To jednak nie wszystko: zależy nam na tym, by obiekty – w tym ogólnodostępne miejsca rekreacyjne, które tworzymy, odpowiadały na potrzeby ludzi – były dla nich przydatne i atrakcyjne. To bardzo istotne z naszego punktu widzenia.

 

Paweł Wnętrzak, Prezes Zarządu KLG S. A. 

Człowiek posiadający wyjątkowy zmysł inwestycyjny, potrafiący dostrzec potencjał w wartych uwagi przedsiębiorstwach i projektach. Wizjoner widzący sukces tam, gdzie inni przechodzą obojętnie. Entuzjasta i pasjonat, wykazujący imponujący talent do wyszukiwania okazji biznesowych. Nigdy nie traci zapału i wiary, opierając działania na merytorycznych filarach.

Posiada niezachwianą wiarę w możliwości każdego człowieka. Jego siła, zmysł i niezwykła determinacja budzą nieskończoną wiarę i zawsze kończą się sukcesem. Działa z głową pełną innowacyjnych pomysłów, energią i nieustającą młodzieńczą ekspresją, które nie nikną pomimo wielu lat doświadczenia.

Optymizm i zapał, które towarzyszą mu każdego dnia przekłada na pomoc i wsparcie potrzebującym. Wierzy w człowieka i widzi w nim więcej niż inni. Wspiera, pomaga i napędza do działania utalentowaną młodzież, wskazuje drogę młodym przedsiębiorczym osobom, wyznaczając odpowiedni kierunek na ścieżce kariery.

Przez większość 2017 roku rynki kapitałowe przyciągały uwagę kolejnymi wzrostami. Tymczasem większość paliw, metali przemysłowych i szlachetnych zyskuje w imponującym tempie. Nie brakuje głosów, że rynek surowców pobije w tym roku rynek akcyjny.

Podczas gdy na rynkach akcji od lat trwa hossa, metale przemysłowe, szlachetne i paliwa długo znajdowały się pod rządami bessy, nie mogąc podźwignąć się z dołka od 2008 r. Rynek surowców ściśle związany jest z koniunkturą w realnej gospodarce, która od kryzysu finansowego nie mogła wyjść na prostą.

W 2017 r. większość obserwatorów i inwestorów ekscytowała się kolejnymi szczytami na rynku akcji, tymczasem w cieniu Wall Street do życia powracał rynek surowców. I to tutaj padły prawdziwe rekordy. Hitem inwestycyjnym okazał się pallad, którego cena wzrosła w ciągu roku o ponad 50 proc., osiągając najwyższy poziom od 2001 r. Nieźle radził sobie zresztą cały rynek. Indeks S&P GSCI Industrial Metals Total Return zyskał w 2017 r. 24 proc., a indeks S&P GSCI Industrial Metals Total Return ponad 16 proc. Co czeka ten rynek w najbliższych miesiącach?

Decydujący głos Chin

Rynek surowców znajduje się pod wpływem dwóch czynników sprzyjających wzrostowi cen.  Pierwszym z nich jest koniunktura, która w dużym stopniu zależy od Chin, konsumujących połowę globalnej produkcji surowców. Druga co do wielkości gospodarka na świecie przechodzi z fazy wspierania wysokiego wzrostu na produktywność. Oznacza to koncentrację na produkcji przynoszącej dużą wartość dodaną, która przyniesie popyt na surowce. Problemy duszącego się w pyłach smogu Pekinu oznaczają natomiast wygaszanie starych hut i mniejsze zapotrzebowanie na węgiel. Z drugiej strony rośnie popyt na lekkie metale, jak aluminium oraz stal wysokiej jakości. Drugi czynnik to małe zapasy, które są konsekwencją ograniczania produkcji w okresie dekoniunktury. Minie jeszcze kilka kwartałów zanim braki zostaną uzupełnione. 

Zresztą wsparcie dla cen surowców będzie stanowić niski stan nie tylko chińskich, ale też ogólnoświatowych zapasów. To właśnie pustki w magazynach odpowiadają za wzrost cen miedzi. W tym roku mają się one ustabilizować, choć istotnym czynnikiem ryzyka dla produkcji są potencjalne strajki pracowników na tle płacowym. Tym bardziej, że w wielu firmach wygasają w tym roku umowy ze związkami zawodowymi.

Cenne metale

W grupie najmocniej drożejących surowców w 2017 r. znalazły się lit i kobalt. Ceny litu skoczyły aż o 36 proc., podczas gdy kobalt podwoił cenę. Tak duża dynamika wynika przede wszystkim z ograniczonych zapasów i dużego popytu, generowanego przez młody przemysł samochodów elektrycznych, który używa obydwu metali do produkcji baterii. Analitycy szacują, że braki w magazynach zostaną uzupełnione w 2019 r. Wpływ większej podaży na ceny jest trudny do oszacowania, gdyż może on zostać ograniczony przez rozwój rynku samochodów elektrycznych w Chinach, które od tego roku wdrażają duży pakiet zachęt do nabywania tego typu samochodów. Jeśli chodzi o tradycyjne metale, Bank Światowy spodziewa się spadku cen stali o 10 proc.

Lit i kobalt nazywane są „battery gold” ze względu na rosnący popyt i ich znaczenie w gospodarce. O takich dynamikach mogą tylko pomarzyć inwestorzy zaangażowani na rynku złota. Choć i oni nie mogą narzekać. Kruszec podrożał w 2017 r. przeszło 10 proc., pomimo niesprzyjających okoliczności, takich jak: wzrost stóp procentowych w USA, czy polityka cięcia podatków wspierająca koniunkturę, która może przełożyć się na kolejne zacieśnienie polityki monetarnej. Wierną sojuszniczką złota pozostała sytuacja geopolityczna m.in. z kryzysem na Bliskim Wschodzie, czy w Korei Północnej, która skłaniała inwestorów do szukania bezpiecznych portów, do których żółty kruszec zalicza się w pierwszej kolejności.

Liderem wzrostów jest pallad. Przez ostatnie 16 lat pozostawał w cieniu swojej siostry – platyny. Ostatni raz był od niej droższy w 2001 r. Nie miał z nią szans, ponieważ platyna znajduje znacznie szersze zastosowanie w przemyśle i na rynku jubilerskim. Pallad ma znacznie mniejsze wzięcie u jubilerów i ograniczone zastosowanie w produkcji.

Choć platyna stosowana jest do produkcji katalizatorów w silnikach diesla, po aferze z samochodami VW, diesle znalazły się na cenzurowanym i koncerny samochodowe przestawiły się na pojazdy napędzane silnikami benzynowymi. A w nich do produkcji katalizatorów stosowany jest pallad.

Mówiąc o surowcach, nie można zapomnieć o ropie. Do końca tego roku obowiązuje bowiem porozumienie krajów OPEC i Rosji o ograniczeniu wydobycia, celem odessania z rynku nadwyżki. Bank Światowy przewiduje, że cena baryłki wzrośnie w 2018 r. do 56 USD z 53 dolarów w 2017 r.

Wszystkie działy budownictwa odnotowały w styczniu 2018 r. wzrost produkcji:

  • podmioty specjalizujące się we wznoszeniu budynków o 38,0%,
  • jednostki zajmujące się głównie robotami budowlanymi specjalistycznymi o 36,9%,
  • jednostki, których podstawowym rodzajem działalności jest budowa obiektów inżynierii lądowej i wodnej – o 27,6%.

– Do wzrostu produkcji budowlano-montażowej najbardziej dołożyły się przedsiębiorstwa zajmujące się budownictwem mieszkaniowym. Te dane korespondują z tym, co wiemy o rynku mieszkaniowym. W zeszłym roku oddano do użytkowania prawie 180 tys. mieszkań, czyli 4,6 na 1000 mieszkańców. To najwyższy wynik po 1990 roku. Dobrą koniunkturę potwierdzają dane o liczbie pozwoleń na budowę wydanych w ciągu ostatniego roku. Liczba ta wzrosła o 18,5% – wydano ich przez 12 miesięcy aż 256,5 tys. – powiedział minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński.

Dodał, że duży udział we wzroście produkcji budowlano-montażowej mają inwestycje realizowane z pomocą środków unijnych.

– Jesteśmy w trakcie kumulowania środków na inwestycje – powiedział Piotr Nowak, dyrektor ds. finansów i zarządzania finansami Zarządu Morskiego Portu Gdynia (ZMPG). Podczas wydarzenia ZMPG przedstawił plan działania na kolejne lata. Przewiduje on na lata 2018-2022 inwestycje o wartość ponad 1 mld zł i realizację dużych projektów w następnych latach. Program rozwoju gdyńskiego portu opiera się na trzech głównych kierunkach.

Port Zewnętrzny

Pierwszy kierunek dotyczy ogromnej inwestycji jaką jest budowa Portu Zewnętrznego. Jak podaje prezes ZMPG, Adam Meller, przedsięwzięcie nie tylko pozwoli na rozwinięcie możliwości portu, ale także zwiększy jego powierzchnię.– Otrzymaliśmy dla tego projektu „zielone światło” w Ministerstwie Infrastruktury. Jesteśmy na etapie prac planistycznych i bardzo wstępnych rozmów z potencjalnymi partnerami biznesowymi przy budowie Portu Zewnętrznego. Chcemy go wybudować w formule PPP – mówi Adam Meller. – Możliwe, że w to przedsięwzięcie zaangażują się również terminale, które obecnie działają na terenie naszego portu – dodaje.

Centrum logistyczne

Drugim flagowym projektem portu jest budowa centrum logistycznego w gminie Kossakowo. – Chcemy w tym miejscu rozwinąć dolinę logistyczną. Jesteśmy już po rozmowach z władzami gminy. Odpowiednio skomunikowane centrum logistyczne mogłaby pozwolić na szybki transport towarów do/z portu – komentuje prezes ZMPG.

Dostęp do portu

Ostatnim filarem rozwoju portu mają być inwestycje dostępowe od strony lądu. Tu przewidywane są zarówno inwestycje kolejowe i drogowe.

W przypadku transportu kołowego priorytetem jest budowa Drogi Czerwonej. – Jest to obecnie zadanie nr jeden zarówno dla portu jak i całej Gdyni – podaje Adam Meller. Trasa ma być przedłużeniem planowanej trasy Via Maris prowadzącej z Trójmiasta w stronę Władysławowa. ZMPG informuje o trwających rozmowach z Ministerstwem Infrastruktury w tej sprawie. – Ta droga musi być zrealizowana, aby Port Gdynia funkcjonował odpowiednio – stwierdzili zgodnie przedstawiciele ZMPG i rządu.

Inwestycje kolejowe planowane są zarówno na terenie portu jak i poza nim. – Wybudowany zostanie terminal intermodalny, bocznica kolejowa oraz place manewrowo-składowe na terenie istniejącego centrum logistycznego w Porcie Gdynia. Wartość tego projektu to ok. 123 mln zł. Przebudowany i zelektryfikowany ma zostać układ kolejowy w zachodniej części portu. Koszt tego projektu to 33 mln zł – informował Grzegorz Dyrmo, dyrektor ds. infrastruktury i zarządzania majątkiem ZMPG.

 

 

 

 

Źródło: rynekinfrastruktury.pl

W 2017 roku rynek nieruchomości magazynowych w Polsce odnotował prawie 20 proc. przyrost powierzchni całkowitej. Eksperci wskazują, że branża będzie rozwija się nieustająco, a według ich przewidywań pod koniec roku łączna powierzchnia magazynowa w naszym kraju przekroczy 15 mln metrów kwadratowych.

Wyniki roku 2017 potwierdziły, że Polska nieustająco wzmacnia swoją pozycję w branży nieruchomości magazynowych. Jak pokazały dane z raportu „Najbardziej pożądane lokalizacje logistyczne w Europie”,  przygotowanego przez dział Badań i Rozwoju Prologis oraz eyefortransport (EFT), Polska Centralna znajduje się wśród pięciu najbardziej atrakcyjnych lokalizacji logistycznych w Europie. Najistotniejszym rynkiem w tym regionie jest Łódź, ale na znaczeniu zyskują także takie miasta jak Stryków czy Piotrków Trybunalski.

– Patrząc na naszą działalność oraz aktywność naszych klientów w pierwszym kwartale, jestem przekonany, że dynamika wzrostu na rynku powierzchni magazynowych w Polsce będzie na podobnym poziomie, co w latach poprzednich. Na koniec roku łączna liczba powierzchni magazynowych w Polsce przekroczy 15 mln metrów. Od wielu lat najważniejsze rynki pod tym względem to Warszawa, Górny Śląsk, Dolny Śląsk, Poznań i oczywiście Polska Centralna. Te regiony rozwijają się najdynamiczniej i na nich mamy największą podaż powierzchni magazynowych, jak również największy popyt  – mówi Paweł Sapek, senior vice president & country manager Prologis na Polskę.

Lokalizacja to jeden z głównych czynników wpływających na decyzje inwestorów i klientów. Co raz częściej jednak na znaczeniu zyskują kwestie takie jak koszty operacyjne magazynów czy wdrażanie nowych technologii, które umożliwiają zarządzanie kosztami mediów w powierzchniach magazynowych. Istotne okazują się także wymogi formalne, które stawiane są przed potencjalnymi inwestorami.

– Polska na tle innych krajów Europy Zachodniej jest ciągle młodym rynkiem, ale bardzo dynamicznie rozwijającym się, gdzie rok do roku przyrost powierzchni jest dużo większy niż w innych rozwiniętych krajach europejskich. Jednym z największych atutów naszego kraju jest dostępność gruntów inwestycyjnych i ciągle w miarę proste procedury administracyjne które umożliwiają bardzo szybkie przeprowadzenie inwestycji – dodaje Paweł Sapek.

W 2017 roku całkowity wolumen transakcji najmu powierzchni magazynowych w Polsce stanowił 4,5 mln metrów kwadratowych, czyli aż o 1 mln metrów więcej niż w roku poprzedzającym.

 

W 4. kwartale 2017 r. PKB wzrósł o 5,1 proc. r/r, a PKB wyrównany sezonowo – o 4,3 proc. – podał GUS.

Wzrost gospodarczy w 4. kwartale 2017 r. – 5,1 proc. r/r, niewyrównany sezonowo – był bardzo wysoki, jak na potencjał polskiej gospodarki. Nie mamy jeszcze informacji o strukturze tego wzrostu, ale bez wątpienia musiał on wreszcie zostać wsparty inwestycjami. Jeśli w większości inwestycjami publicznymi, to też powinno cieszyć, bo jesteśmy już w 2. połowie okresu prognozowania 2014-2020 i czas najwyższy uruchomić inwestycje finansowane ze środków unijnych.

Jednak zdecydowanie bardziej pozytywny wymiar miałaby informacja, że także przedsiębiorstwa zaczęły wyraźnie więcej inwestować. Przy zupełnym wyczerpaniu podaży pracy, bo o tym należy mówić przy stopie bezrobocia na poziomie nieco powyżej 4 proc. (BAEL) i coraz to nowych barierach przy zatrudnianiu cudzoziemców, inwestycje przedsiębiorstw są jedyną szansą na utrzymanie trendu wzrostowego polskiej gospodarki na poziomie wyraźnie powyżej 3 proc.

Warto przyjrzeć się wynikom 4. kwartału także z perspektywy wzrostu PKB wyrównanego sezonowo (4,3 proc. r/r),  także kwartał do kwartału (1 proc.). To najsłabszy wynik w 2017 r. (porównywalny do 2. kwartału).

Potencjał do wzrostu gospodarczego w 2018 r. jest bardzo duży. Ciągle silny rynek pracy i prawdopodobny wzrost wynagrodzeń w granica 10 proc., co powinno podtrzymywać skłonność do konsumpcji, uruchomione inwestycje finansowane z pieniędzy publicznych, w tym przede wszystkim z funduszy unijnych. Bardzo dobre prognozy wzrostu gospodarek w UE, w tym w strefie euro.

Ale … rosnący poziom wykorzystania mocy wytwórczych przez firmy poza poziom pozwalający na zwiększanie produkcji w odpowiedzi na rosnący popyt wewnętrzny i zewnętrzny, oznacza absolutną konieczność silnego wzrostu inwestycji firm. Pytanie, czy firmy zdecydują się na to, gdy otrzymują kolejne informacje o planowanych zmianach w systemie podatkowym, a także gdy rosną problemy z dostępem do pracowników.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W latach 2018-2019 PSG przeznaczy na inwestycje 2,86 mld zł. M.in. na gazyfikację niezgazyfikowanych miejscowości i budowę nowych sieci dystrybucji gazu.

Prezes Urzędu Regulacji Energetyki uzgodnił projekt Planu Rozwoju Polskiej Spółki Gazownictwa na lata 2018 – 2022. Uzgodniona 25 stycznia br. aktualizacja przewiduje w najbliższych dwóch latach kwotę 2,86 mld złotych na nakłady inwestycyjne.

Środki zostaną wykorzystane między innymi na: 

• przyłączanie nowych odbiorców,

• budowę nowych i modernizację istniejących sieci dystrybucji gazu,

• gazyfikację terenów niezgazyfikowanych,

• inwestycje w infrastrukturę towarzyszącą rozwojowi sieci dystrybucyjnej gazu, jak np. łączność, pomiary, teleinformatyka.

Uzgodniony Plan Rozwoju jest częścią Strategii Polskiej Spółki Gazownictwa wynikającej z realizacji strategii Grupy Kapitałowej PGNiG na lata 2017-2022, zgodnie z którą Spółka chce w latach 2016 – 2022 przeznaczyć na inwestycje 11,3 mld złotych.

Proces uzgadniania planu obejmował między innymi opiniowanie dokumentu przez zarządy województw w całej Polsce. Konsultacje z urzędami marszałkowskimi są elementem realizacji polityki energetycznej państwa.
Zgodnie z zapisami Ustawy Prawo energetyczne operator systemu dystrybucyjnego gazu zobowiązany jest sporządzać Plan Rozwoju w zakresie zapotrzebowania na paliwa gazowe na okres nie krótszy niż pięć lat i aktualizować go co dwa lata.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

 

Rząd w nowym składzie powinien przede wszystkim zadbać o zwiększenie inwestycji prywatnych i oszczędności,  odbudowę zaufania inwestorów do państwa i poprawę wizerunku Polski za granicą.

– Mamy nadzieję, że zmiany w rządzie przyczynią się do lepszej koordynacji polityki gospodarczej, zahamowania powodzi regulacji, które odstraszają przedsiębiorców od inwestowania oraz  przełamania partykularnych interesów resortów. Bez tego trudno będzie zwiększyć inwestycje, które spadły do poziomu najniższego od 1995 roku. Oczekujemy również konsultowania z partnerami społecznymi w Radzie Dialogu Społecznego wszystkich ustaw – mówi Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Inwestycje są niezbędne, aby zmodernizować przedsiębiorstwa, zwiększyć produktywność i wynagrodzenia, a w konsekwencji dobrobyt naszego kraju.

Pracodawcy oczekują też od nowego rządu przewidywalności prawa, przestrzegania  procedur stanowienia prawa i  zmiany stanowiska naszego kraju w kwestii przystąpienia do strefy euro.

Priorytetem powinna być poprawa funkcjonowania rynku pracy. Brak dostępu do pracowników stanowi obecnie jedną z głównych barier rozwoju firm. Obniżenie tzw. klina podatkowego mogłoby zachęcić do powrotu na rynek pracy kobiety wychowujące dzieci, osoby starsze, czy ok. 0,5 mln bezrobotnych.  Otwarcie polskiego rynku pracy na pracowników z zagranicy i uproszczenie procedur dotyczących zatrudniania, a także poprawa dostępu pracowników do szkoleń to jedne z pierwszych działań, na których powinien się skoncentrować nowy gabinet.

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Spółki energetyczne z coraz większą intensywnością interesują się modelami start-upowymi. Z jednej strony jest to wyraz potrzeb technologicznych koncernów poszukujących coraz bardziej innowacyjnych pomysłów na rozwój swojego przemysłu, z drugiej chęć wpisania się w trend wspierania innowacyjności służącej ekologicznemu i zrównoważonemu rozwojowi gospodarczemu. W tym kontekście firmy energetycznej chętnie podkreślają swoje zaangażowanie w proces redukcji emisji gazów cieplarnianych i rozwój odnawialnych źródeł energii właśnie poprzez wsparcie udzielane projektom start-upowym.

Zachodnie koncerny energetyczne coraz wyraźniej interesują się branżą start-upów dostrzegając szanse we wspieraniu nowych modeli biznesowych opartych na innowacyjnej technologii. Niektóre z nich posiadają rozbudowane programy cyklicznego wspierania start-upów w oparciu o ocenę użyteczności w branży energetycznej. W większości spółki ukierunkowane są na wspieranie pomysłów służących energooszczędności i lepszemu zarządzaniu dostarczanej energii przez klientów danego przedsiębiorstwa. Choć sam fakt oszczędności jest raczej zjawiskiem niekorzystnym dla dostawcy energii, firmy energetyczne starają się wpisać w trendy ekologiczne i prospołecznej odpowiedzialności biznesu widząc w tym szansę na przyciągnięcie klientów (E.ON, Engie). Wspieranie start-upów jest z tego punktu widzenia narzędziem marketingowym.

Niektóre koncerny wspierają start-upy według ściśle określonego zakresu technologicznego tworząc  w ten sposób własne zaplecze technologiczne dla swoich potrzeb (Total). Duża część światowych koncernów nie posiada jednak osobnego programu dla projektów start-upowych, lecz umowy o współpracy z uczelniami wyższymi (Exxon Mobil, OMV) dla wspierania badań. Dofinansowanie projektów badawczych w takim modelu odbywa się we współpracy z jednostkami uniwersyteckimi w ramach dwustronnych porozumień w przypadku, gdy służą one bezpośrednio potrzebom firmy.

 

 

 

Źródło: energetyka24.com

W styczniu 2018 r. wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego spadł  do poziomu 54,6 z  55,0 w grudniu 2017 r. – podał Markit.

Styczniowe wyniki badań PMI zasygnalizowały pomyślny start w 2018 r. dla polskiego sektora przemysłowego. Do polskiego przemysłu napływają nowe zamówienia tak z rynku polskiego, jak i z zagranicy w tempie najszybszym od trzech lat. Ale tempo produkcji było w styczniu słabsze niż w grudniu. Problem w tym, że nowe zamówienia napotykają na barierę mocy wytwórczych. Firmy nie są w stanie zaspokoić rosnącego popytu i sygnalizują ograniczone moce przerobowe. Co prawda dane dotyczące wzrostu PKB w 2017 r. sygnalizują na silny wzrost inwestycji w 4. kwartale, ale nic nie wskazuje na to, że ten silny wzrost dotyczył inwestycji w sektorze przedsiębiorstw. W 4. kwartale 2017 r. (w stosunku do września) depozyty firm wzrosły bowiem o ponad 28 mld zł, a należności wobec sektora finansowego spadły o 0,5 mld zł. Jeśli firmy zwiększyłyby istotnie nakłady na inwestycje, widzielibyśmy to w spadku depozytów i wzroście zobowiązań wobec sektora bankowego, a sytuacja była odwrotna.

Oczywiście przedsiębiorstwa przemysłowe na pewno inwestowały, ale jak pokazuje styczniowy PMI, w skali nie zapewniającej takiego wzrostu mocy wytwórczych, który pozwalałaby na realizację silnie rosnących nowych zamówień. „Ratowały się” dalszym wzrostem zatrudnienia, i to w najwyższym od 9. miesięcy tempie, co wskazuje na determinację w pozyskiwaniu „ostatnich dostępnych” na rynku pracowników.

Z jednej strony rośnie zatem liczba nowych zamówień, z drugiej zbyt niskie w stosunku do potrzeb nakłady na inwestycje ograniczają szanse ich realizacji. Wzrost zatrudnienia w części wypełnia tę lukę, ale i te zasoby są już na wyczerpaniu.

Efektem są wydłużające się opóźnienia w dostawach. Do tego dochodzą rosnące ceny surowców, głównie stali, co wskazuje na znany nam z lat 2011-2012 efekt kumulacji popytu m.in. na materiały budowlane i wzrost ich cen. Jeśli firmy zwiększą istotnie nakłady na inwestycje, inflacja będzie rosła. Już dzisiaj firmy sygnalizują wzrost cen wyrobów gotowych.

Należy się i cieszyć, bo nowe zamówienia rosną, ale i martwić, bo coraz trudniej firmom sprostać popytowi. Czynniki produkcji, którymi firmy dysponują są w pełni wykorzystane. Niezbędne są nowe inwestycje, ale one – jeśli uda się przedsiębiorstwom znacząco zwiększyć ich skalę – dadzą przełożenie na wzrost możliwości produkcyjnych nie wcześniej niż za pól roku, rok.

Na pewno zatem czekają nas rosnące ceny, znacznie bardziej niż zakłada to budżet państwa na 2018 r. Beneficjentem inflacji będzie budżet państwa, bo wpływy z podatków pośrednich (VAT i akcyza) będą większe niż zakładane. Gorzej z gospodarstwami domowymi i przedsiębiorcami. Siła nabywcza gospodarstw domowych będzie niższa, bo ich dochody rozporządzalne będą „zjadane” przez inflację. To, przy bezrobociu na poziomie 4 proc. (BAEL), na pewno będzie tworzyć presję płacową, a tym samym będzie prowadzić do wzrostu kosztów w przedsiębiorstwach i albo przekładać się na kolejne wzrosty cen, albo ograniczać zdolność firm do rozwoju. Czy tak, czy tak, jesteśmy w niezłym pacie.

 

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Ostatnia w roku bieżącym informacja GUS, komunikująca dane budownictwa mieszkaniowego w okresie od stycznia do listopada, już po raz kolejny nie sygnalizuje charakterystycznego dla końcówki roku sezonowego spowolnienia aktywności budowlanej deweloperów. Co więcej, prezentowane dane wskazują na coś wręcz odwrotnego – kolejną fazę przyśpieszenia, które tym razem zaczyna nosić typowe znamiona euforii inwestycyjnej.

Powtórka z historii

Sytuacja przypomina dość wiernie tę sprzed roku, a także sprzed dwóch lat, kiedy to deweloperzy po klasycznym sezonie budowlanym utrzymywali w statystykach nowo rozpoczynanych budów ponadprzeciętnie wysoki poziom aktywności inwestycyjnej w końcówce roku. Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl taki stan rzeczy był wówczas i jest obecnie pokłosiem braku jakichkolwiek symptomów wyczerpywania się potencjału popytowego rynku. Pomimo piątego już z rzędu roku trwania zakupowej prosperity na pierwotnym rynku mieszkaniowym, praktycznie nic nie wskazuje na to, by kolejne kwartały miały przynieść jakiekolwiek osłabienie obowiązującej tendencji. Za to jest absolutnie pewne, że 2017 rok zaowocuje kolejnym, czwartym już z kolei rocznym rekordem sprzedaży mieszkań z pierwszej ręki. Co bardzo ciekawe, ponownie z ponad 20-procentowym progresem licząc rok do roku.

Inwestycyjna euforia w pełnej krasie

I tak w listopadzie deweloperzy ruszyli z budową – bagatela – 10244 lokali. Jak tłumaczy Jarosław Jędrzyński z portalu RynekPierwotny.pl warto zwrócić uwagę na tę pozycję, jest to bowiem trzeci w historii najlepszy wynik budów rozpoczętych przez deweloperów mieszkaniowych w skali jednego miesiąca. Co ciekawe, zrealizowany w listopadzie, a więc okresie wkraczania budowlanki w okres tradycyjnego zimowego spowolnienia. Dla porządku dodajmy, że jest to wynik lepszy o 44 i 32 procent, licząc odpowiednio r/r i m/m. Jak z tego wynika, rodzime deweloperskie budownictwo mieszkaniowe już dość dawno wyraźnie zatraciło swój sezonowy charakter, w związku z czym nie traci impetu z tak „błahych” powodów jak pora roku czy warunki atmosferyczne. Choć trudno odmówić tym ostatnim sprzyjającej ostatnio firmom budowlanym charakterystyki.

Za to zupełnie inaczej wygląda sytuacja u inwestorów indywidualnych. Ci z kolei jak najbardziej respektują zasady sezonowości w budownictwie mieszkaniowym. I tak w listopadzie rozpoczęli budowę „zaledwie” niespełna 5,8 tys. domów, co jest ilością porównywalną rok do roku, jednak o blisko 30 proc. mniejszą niż w tegorocznym październiku.

W sumie w ramach wszystkich form budownictwa mieszkaniowego od stycznia do listopada br. rozpoczęto budowę prawie 194 tys. lokali mieszkalnych, co daje wynik lepszy r/r o prawie jedną piątą.

Rekord mieszkań oddanych do użytkowania

Z kolei w dość imponującym tempie z miesiąca na miesiąc rośnie liczba mieszkań oddanych do użytkowania, która w przypadku deweloperów od lutego tego roku rysuje kolejną wyraźną falę wzrostową. Jej efektem jest historyczny w skali jednego miesiąca rekord lokali deweloperskich oddanych w listopadzie na poziomie 9885 jednostek, o 16 proc. wyższym r/r i aż o jedną piątą licząc m/m.

Potwierdzają się więc w pełni prognozy, zakładające stałą, silną zwyżkę liczby lokali oddawanych, wynikającą z faktu osiągnięcia przed około trzema laty i utrzymywanego po dziś dzień najwyższego w historii poziomu wolumenu nowych inwestycji deweloperskich. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl statystyki mieszkań oddawanych do użytku nie zależą bowiem od aktualnej sytuacji rynkowej, ale są efektem stanu koniunktury sprzed około dwóch lat, a wiec okresu odpowiadającego cyklowi inwestycyjnemu w budownictwie mieszkaniowym. W kolejnych miesiącach należy więc oczekiwać kontynuacji tendencji utrzymywania się tych danych na rekordowo wysokich poziomach.

W najnowszych czasach elementem comiesięcznych raportów GUS z rynku mieszkaniowego, który budził największe emocje, były statystyki dotyczące ilości mieszkań, na realizację których wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym. Liczba pozwoleń w deweloperskich portfelach rosła bowiem nieprzerwanie od początku roku, a średnia miesięczna ich wolumenu utrzymuje się na rekordowym od lat poziomie.

Tym razem listopadowy rezultat 8,4 tys. nowych pozwoleń deweloperskich nie należy wprawdzie do rekordowych, ale mieści się w zakresie wartości tegorocznych wahań na najwyższym od lat poziomie. W sumie deweloperzy w listopadzie przekroczyli już pułap 118 tys., co oznacza imponujący, ponad 25 – procentowy wzrost w stosunku do analogicznego okresu ub. roku.

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Można zatem na ich podstawie dowiedzieć się, jak deweloperzy oceniają perspektywy rozwoju koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki w dłuższym terminie – tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Jak widać z prezentowanych danych, nie zaszły tu ostatnio jakiekolwiek zmiany, co oznacza, że branża deweloperska ocenia wciąż rynkowe perspektywy jako wręcz rewelacyjne. Czy aby wciąż słusznie?

Euforia, czyli sprawdzony sygnał nadchodzącego przesilenia

W sytuacji wciąż utrzymującej się popytowej prosperity o historycznym wymiarze, windowanie statystyk inwestycyjnych wydaje się być najbardziej rozsądną polityką biznesową deweloperów. Już pierwsze dni nowego roku powinny upłynąć pod znakiem wzmożonych zakupów mieszkań w ramach pozostałej na 2018 rok ostatniej już puli dopłat MdM.

Wbrew pozorom nie brakuje jednak sygnałów nadchodzącego dużymi krokami przesilenia koniunkturalnej prosperity na pierwotnym rynku mieszkaniowym. Jakiego rodzaju są to sygnały?

Przede wszystkim rynek ogarnia powszechne przekonanie o nieuchronności kontynuacji tendencji wzrostowej sprzedaży nowych mieszkań. Tymczasem ta uległa już podwojeniu w okresie minionych czterech lat, co z jednej strony z pewnością jest wynikiem budzącym respekt, z drugiej jednak klasycznym sygnałem rynkowej „przedszczytowej” euforii zakupowej. Deweloperzy pracują na najwyższych w historii obrotach, bijąc historyczne rekordy nowych inwestycji i zabudowując w co większych aglomeracjach wszelkie wolne parcele, których ceny siłą rzeczy rosną w niepokojącym już tempie.

Z kolei bliski ekstremum optymizm ogarnął też analityków giełdowych, którzy z niespotykaną dotąd determinacją rekomendują zakupy akcji deweloperów mieszkaniowych, jako jedną z najbardziej dziś optymalnych i lukratywnych opcji inwestycyjnych. Co więcej, jeden z najbardziej cenionych globalnych banków inwestycyjnych – Goldman Sachs, zdecydował się właśnie teraz na przejęcie grupy Robyg, czyli notowanego od lat na GPW jednego z głównych tuzów rodzimej deweloperki mieszkaniowej.

Wszystko to razem tworzy mieszankę czynników charakterystycznych dla okresów schyłkowych koniunktury rynkowej, występujących w czasie kształtowania szczytu cyklu koniunkturalnego.

 

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

– Na początku tego roku branża transportowa zanotowała jeden z niższych wyników w historii naszego badania, co było z pewnością następstwem ubiegłorocznych nastrojów. Jednak w kolejnych kwartałach widzimy znaczne odbicie – odczyty za II, III i IV kwartał są najwyższe dla tego obszaru od początku 2015 roku – co oznacza, że polskie firmy transportowe są jednymi z najsilniejszych w Europie i szybko potrafią wyjść na prostą. To bardzo dobry prognostyk na nadchodzący rok, bo krajowi przewoźnicy mają ogromny udział w budowaniu PKB naszego kraju i są jednymi z najbardziej cenionych w całej Europie – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

Transport z drugim najlepszym wynikiem w historii

W IV kwartale br. subindeks „Barometru EFL” dla branży budowlanej wyniósł 63,8 pkt. Jest to wynik nie tylko lepszy niż w poprzednim kwartale (+4,5 pkt.), ale i rok temu (+8 pkt.). Powodów do optymizmu jest jednak więcej. Biorąc pod uwagę wszystkie cztery tegoroczne pomiary, 2017 rok był najlepszym od trzech lat. Trzy subindeksy (za II, III i IV kwartał) należą do najwyższych w historii badania, czyli od I kwartału 2015 roku. Warto też spojrzeć na nastroje firm transportowych w porównaniu do wyników pozostałych pięciu badanych branż (handel, HoReCa, produkcja, budownictwo, usługi). Pomiar dla transportu na IV kwartał tego roku jest drugim najwyższym wynikiem – wyższy uzyskała budowlanka (66,7 pkt.)

Przewoźnicy będą więcej inwestować

Bardzo dobre nastroje w branży transportowej to przede wszystkim pochodna pozytywnych prognoz dotyczących inwestycji. Pod koniec tego roku 38,1% firm transportowych spodziewa się więcej inwestować. To lepszy wynik niż kwartał wcześniej (28,3%) oraz rok temu (31,1%). Przedstawiciele branży transportowej liczą również na większe zamówienia w porównaniu do analogicznego okresu 2016 roku – 27,5% vs. 17,5%. Warto zauważyć, że przewoźnicy nie obawiają się również o swoją płynność finansową. Lepszej spodziewa się więcej niż jedna czwarta zapytanych (28,8%), podczas gdy rok temu tylko 12,5%.

2017 lepszy niż 2016 dla całego sektora MŚP

Główny odczyt „Barometru EFL” za IV kwartał 2017 roku wyniósł 58,2 pkt. i wciąż znajduje się ponad progiem OR. Zgodnie z przewidywaniami ekspertów EFL pomiędzy III a IV kwartałem br., podobnie jak to miało miejsce rok temu, wartość Barometru spadła (o 1,1 pkt.). Warto jednak podkreślić, że wartość wskaźnika jest wyższa nie tylko niż w IV kwartale ubiegłego roku (55,3 pkt.), ale w porównaniu do wszystkich pomiarów z 2016 roku. To oznacza, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, pomimo odrobinę gorszych prognoz, cały czas widzą szanse na rozwój w najbliższych miesiącach.

Dynamika PKB w trzecim kwartale wyniosła 4,9 proc. i okazała się wyższa niż oczekiwane przez ekonomistów 4,7 proc. Był to jednocześnie wynik najlepszy od czwartego kwartału 2011 r., czyli od sześciu lat, gdy sięgnął 5,3 proc. Wzrost utrzymuje się nadal głównie dzięki konsumpcji gospodarstw domowych, której wzrost co prawda obniżył się z 4,9 do 4,8 proc. ale wciąż pozostaje na bardzo wysokim poziomie. Wzrost nakładów brutto na środki trwałe, mimo przyspieszenia z 0,8 proc. w drugim kwartale do 3,3 proc., można wciąż uznać za niezbyt zadowalający. Ekonomiści liczyli w tym przypadku na wzrost przekraczający 5 proc. Pocieszające jest jednak to, że postęp jest jednak wyraźnie widoczny. Inwestycje powinny mocniej przyspieszyć w ostatnich trzech miesiącach roku, a jednocześnie wciąż będzie można liczyć na utrzymanie się wysokiej dynamiki konsumpcji. Wbrew wcześniejszym obawom, do wzrostu gospodarczego wciąż przyczynia się dodatnie saldo handlu zagranicznego. Mimo korzystnych tendencji, utrzymanie tak wysokiej dynamiki wzrostu gospodarczego w czwartym kwartale może być trudne, ale już widać, że wynik całego roku będzie znacznie lepszy niż spodziewali się najwięksi optymiści i może sięgnąć 4,5 proc. Po trzech kwartałach wynosi już 4,4 proc.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

PKB wzrósł w 3. kwartale 2017 r. o 4,9 proc. r/r. Nakłady brutto na środki trwałe były wyższe o 3,3 proc. r/r – podał GUS.

Polska gospodarka wzrosła w 3. kwartale 2017 r. w większym stopniu niż wynikało to z szybkiego szacunku PKB opublikowanego przez GUS w połowie listopada – o 4,9 proc.

Można było przewidzieć, że głównym motorem wzrostu gospodarczego było spożycie indywidualne, które od 3. kwartału 2016 r., czyli od czasu gdy ruszył program Rodzina 500+, ale zaczęła się też wyraźnie poprawiać sytuacja na rynku pracy, rośnie w tempie bliskim 5 proc. Dobrym sygnałem jest powrót eksportu netto jako czynnika wzrostu PKB (po silnym ujemnym wpływie w 2. kwartale br.). Odrębnej analizy wymagają zmiany zapasów, które po raz pierwszy od wielu kwartałów nie wsparły wzrostu gospodarczego. To sygnał, że nie są one odnawiane w stopniu niezbędnym dla wzrostu PKB na poziomie bliskim 5 proc. Pytanie dlaczego i jakie to będzie miało konsekwencje dla szans rozwojowych firm i gospodarki w kolejnych miesiącach.

Najważniejsze jednak jest to, że po 6. kwartałach mamy wreszcie nieznaczny, ale jednak wzrost nakładów brutto na środki trwałe. W całości jest on efektem inwestycji finansowanych ze środków publicznych, w tym przede wszystkim z funduszy unijnych. W ciągu 3. kwartałów br. inwestycje przedsiębiorstw średnich i dużych (50+) były bowiem ciągle niższe niż w 2016 r. (1 proc. r/r; w cenach stałych), a tym samym także niższe niż w 2015 r. (spadek o 9,1 proc. r/r). Byłyby one jeszcze niższe, gdyby nie firmy z kapitałem zagranicznym. Ich nakłady na inwestycje w okresie styczeń-wrzesień 2016 r. i 2017 r. stanowiły ponad 43 proc. nakładów przedsiębiorstw 50+. W porównywalnym okresie 2014 r. i 2015 r. było to ok. 1/3 całości nakładów inwestycyjnych firm 50+.

Po raz kolejny okazuje się zatem, że firmy z kapitałem zagranicznym są stabilizatorem dla polskiej gospodarki. Dzięki nim inwestycje firm nie spadają tak gwałtownie, jak wynika to z osłabienia skłonności do inwestowania w polskich firmach. Firmom zagranicznym zawdzięczamy także silną obecność na rynkach zewnętrznych i rosnący eksport.

Ważne, że ruszyły inwestycje finansowane ze środków unijnych. Czas najwyższy, bowiem jesteśmy w środku okresu 2014-2020, w którym mamy do wykorzystania ponad 80 mld euro, z czego prawie 43 mld euro w ramach programów w dużej mierze dedykowanych inwestycjom – Infrastruktura i Środowisko (27,4 mld euro), Inteligentny Rozwój (8,6 mld euro), Wiedza, Edukacja, Rozwój (4,7 mld euro), Polska Cyfrowa (2,2 mld euro). I ponad 30 mld euro, które mają do wykorzystania regiony, w tym w sporej części na inwestycje.

Ale aby wykorzystanie tych środków mogło być uruchomione na większą skalę, niezbędne są nie tylko środki budżetowe, ale także inwestycje przedsiębiorstw. Tymczasem firmy są ciągle bardzo ostrożne w swoich decyzjach. I koło się zamyka. Np. firmy budowlane zwiększyły nakłady na inwestycje w ciągu 3. kwartałów 2017 r. zaledwie o 0,9 proc. r/r (po spadku w całym 2016 r. o ponad 21 proc.). A to one będą miały realizować dużą część inwestycji finansowanych z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Przy braku pracowników (stopa bezrobocia w październiku br. na poziomie 4,6 proc. /BAEL/) jedyną szansą na udźwignięcie projektowanych inwestycji infrastrukturalnych są inwestycje firm budowalnych zwiększające i modernizujące ich aparat wytwórczy. A te jak widać są niewielkie. Takie problemy dotyczą nie tylko budownictwa, ale także wielu innych branż.

Należy się cieszyć z wyniku polskiej gospodarki w 3. kwartale 2017 r. Ale to już „historia”. Trzeba myśleć o przyszłości, a ta nie będzie tak dobra jak minione trzy miesiące bez inwestycji, w tym przede wszystkim inwestycji przedsiębiorstw.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Jako społeczeństwo oszczędzamy najwięcej od 5 lat, ale te pieniądze nie są pomnażane efektywnie. W swoich decyzjach finansowych kierujemy się przede wszystkim przekonaniami, a nie obiektywną wiedzą. Ryzyko nie ma dla nas odcieni szarości – nie jesteśmy zainteresowani potencjalnym wyższym zyskiem, jeśli nie mamy jednocześnie gwarancji ochrony kapitału. Wierzymy w inwestycje w aktywa materialne. W konsekwencji przechodzimy obojętnie wobec narzędzi pozwalających skutecznie pomnażać nasz kapitał.

W 2016 roku po raz pierwszy od 5 lat istotnie zwiększyła się stopa oszczędności polskich gospodarstw domowych, osiągając poziom 3,6 proc. To dobra wiadomość, choć na tle średniej dla Unii Europejskiej (11 proc.) nadal wypadamy blado. Wzrost ten przypadł na moment trudny dla oszczędnych. Spadek realnego oprocentowania depozytów, będący konsekwencją niskich stóp procentowych i rosnącej inflacji skutkował obniżeniem wartości otwieranych lokat terminowych przez cały 2017 rok.

BGŻOptima postanowiła sprawdzić, jak tę sytuację postrzegają oszczędzający i czy wpływa ona na ich przekonania i działania związane z zarządzaniem zgromadzonym kapitałem.

Oszczędzamy bez planu

Na poziomie deklaracji osoby, które oszczędzają, robią to modelowo. Jak wynika z 5. edycji raportu BGŻOptima „Polak Oszczędny”, ponad 2/3 Polaków posiadających min. 1 000 zł oszczędności twierdzi, że gromadzenie pieniędzy na przyszłość przychodzi im naturalnie. Większość zgadza się, że tak powinni robić ludzie odpowiedzialni, a blisko ¾ zapewnia, że nie ma problemów z długoterminowym oszczędzaniem. W ocenie 54 proc. badanych optymalną strategią jest odkładanie co miesiąc konkretnej kwoty, według ustalonego planu.

W praktyce jednak okazuje się, że oszczędzamy chaotycznie. Najczęściej wskazywaną praktyką jest odkładanie na koniec miesiąca pieniędzy, które nie zostały wydane (41 proc.), przeznaczanie na zaskórniaki dodatkowych środków, np. z premii (40 proc.) oraz oszczędzanie bez sprecyzowanego planu (31 proc. wskazań).

Dla poczucia bezpieczeństwa potrzebujemy małej fortuny

Niezależnie od wysokości bieżących dochodów dla zapewnienia sobie poczucia finansowego bezpieczeństwa potrzebujemy dużych kwot. Średnia wartość minimalnej poduszki finansowej, wskazywana przez badanych to aż 69 tys. złotych. Trzy czwarte oszczędzających oczekuje, że ich oszczędności będą wynosić do 100 tys. złotych. W związku z wysoko zawieszoną poprzeczką zaledwie 1/3 badanych udało się odłożyć oczekiwaną sumę.

Taki poziom oczekiwanej poduszki bezpieczeństwa burzy mit o tym, że rolę tę spełnia trzykrotność miesięcznego wynagrodzenia. Niemal połowa osób, które mają takie oszczędności wcale nie czuje się z nimi bezpiecznie. Jak obliczyli eksperci BGŻOptima, niezależnie od poziomu dochodów kwota, którą wskazujemy jako bezpieczne minimum oszczędności to równowartość około 20 miesięcznych pensji!

– Co więcej, nasz apetyt rośnie w miarę jedzenia. Im wyższy dochód, tym większe też nasze oczekiwania finansowe, jeśli chodzi o oszczędności. Budowanie poduszki bezpieczeństwa nie wynika zatem tylko z przezorności. Chcemy chronić też wyższy standard życia i utrzymać go w razie niespodziewanego zdarzenia – tłumaczy Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima.

Co trzeci oszczędzający przyznaje, że na przyszłe wydatki odkłada maksymalnie 10 proc. swojego miesięcznego wynagrodzenia. Jak zauważa Piotr Marciniak, przy takiej strategii do poziomu minimalnej poduszki bezpieczeństwa większość z nas będzie dochodzić nawet 20 lat.

– Te wygórowane oczekiwania tłumaczą, dlaczego nasze oszczędzanie jest takie krótkowzroczne i przypadkowe. Trudno oczekiwać od konsumenta, że będzie myślał o dywersyfikacji czy inwestycjach, jeśli ciągle nie ma wystarczająco dużo pieniędzy, aby być spokojnym o swoją przyszłość – mówi Piotr Marciniak.

Nie inwestujemy, bo nie wiemy jak

Skoro nade wszystko oszczędności mają służyć bezpieczeństwu, nie można się dziwić, że Polacy mają bardzo wysoką awersję do inwestycji z powodu wiążącego się z nimi – w ich przekonaniu – ryzyka. Sytuacji nie poprawia świadomość, że na temat inwestowania wiemy niewiele.

Aż 83 proc. respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że aby inwestować trzeba się na tym znać. W konsekwencji główną barierą wskazywaną przez osoby, które nie inwestują, jest właśnie niewystarczająca wiedza i umiejętności (52 proc.). Mają one zdecydowanie większe znaczenie, niż dostępność wystarczającej sumy pieniędzy na taki cel (39 proc.) czy brak dostępu do osoby, która mogłaby doradzić, jak inwestować (22 proc. wskazań).

Co ciekawe, pojęcia „oszczędzanie” i „inwestowanie” kojarzone są dość swobodnie z różnymi instrumentami finansowymi. Każdą aktywność związaną z regularnym wpłacaniem pieniędzy –  niezależnie od miejsca, gdzie one trafiają – większość badanych utożsamia z oszczędzaniem. W tej kategorii umieszczamy np. odkładanie na IKE i IKZE. Oszczędzaniem jest też korzystanie z produktów, kojarzonych jako bezpieczne. Co trzeci badany w tej kategorii umieszcza zakup obligacji Skarbu Państwa, co piąty zakup walut. Ten ostatni za sposób na zabezpieczenie kapitału uważają głównie osoby starsze. Młodzi kojarzą waluty obce już silniej z inwestycjami i ryzykiem.

Ryzyka boimy się jak ognia

Aż 81 proc. badanych deklaruje, że mając do wyboru wysoki zysk lub gwarancję kapitału wybierze to drugie. Chociaż blisko połowa oszczędzających zgadza się ze stwierdzeniem, że dziś można zarobić tylko na inwestycjach, to 87 proc. przyznaje, że najbardziej zależy im na bezpiecznym pomnażaniu oszczędności.

Z badania BGŻOptima wynika jednoznacznie, że otwartość na inwestowanie oszczędności na rynku kapitałowym nie jest uzależniona od poziomu zgromadzonego kapitału. Bez względu na wartość posiadanych oszczędności średnio co piąty badany nie zainwestowałby na rynku finansowym żadnej części swoich oszczędności. Połowa deklaruje, że byłaby gotowa zainwestować maksymalnie 20 proc. odłożonej kwoty.

– Gdy Polacy myślą o skutecznym inwestowaniu i pomnażaniu oszczędności biorą pod uwagę zwykle te rozwiązania, które ze względu na bardzo wysoki próg wejścia dla większości z nich są nieosiągalne. Jest to na przykład zakup nieruchomości na wynajem lub inwestycja w antyki lub złoto. Jednocześnie tracimy z oczu wiele rozwiązań oferowanych przez rynek finansowy, które są bezpieczne i skutecznie pomnażają oszczędności, a przy tym są dostępne i płynne – mówi Piotr Marciniak.

Jak pokazuje badanie większość posiadaczy oszczędności nie widzi różnicy między poszczególnymi typami funduszy inwestycyjnych, jeśli chodzi o poziom potencjalnego ryzyka jaki wiąże się z inwestycją w nie. Tymczasem jak pokazują dane historyczne za ostatnie 5 lat, ich wyniki różnią się. Fundusze pieniężne przyniosły w tym okresie ponad 13 proc. zysku, tymczasem fundusze zrównoważone blisko 18 proc. W tym samym czasie inwestycja w nieruchomości w Warszawie wypracowała ok. 8 proc. zwrotu, a wartość pieniędzy zainwestowanych w złoto spadła o jedną czwartą.

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje o  wstrzymanie prac nad projektem ustawy dotyczącym zniesienia górnego limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe.  Wywołał on wyjątkowe wzburzenie wśród pracodawców, ale także związków zawodowych.

Organizacje pracodawców i związków zawodowych, wchodzące w skład Rady Dialogu Społecznego, jednoznacznie negatywnie oceniły sposób procedowania projektu, jak i propozycje zniesienia limitu.

W listach do Beaty Szydło i Jarosława Kaczyńskiego pracodawcy napisali m.in: „ Z niepokojem odnotowujemy praktyczne odebranie możliwości zabrania głosu partnerom społecznym na etapie prac Rady Ministrów i skierowanie projektu do Sejmu RP po 5 dniach od jego przedstawienia do wiadomości publicznej. Traktujemy to jako naruszenie podstawowych zasad dialogu i procesu legislacyjnego.

Mając na uwadze dyskusję w sejmowej komisji ds. polityki społecznej, pragniemy zauważyć, iż wprowadzenie limitu wiązano ze stworzeniem jednolitego systemu emerytalno-rentowego (jego stabilności w przyszłości i nietworzenie „kominów” emerytalnych). Rozwiązanie to jest znane systemom wielu państw członkowskich Unii Europejskiej. Nie jest też dla nas zrozumiała decyzja o zwiększaniu kosztów zatrudnienia w przypadku stosunku pracy, a przez to ograniczanie atrakcyjności tej formy zatrudnienia. Zastrzeżenie wzbudza brak wnikliwej analizy proponowanej zmiany z punktu widzenia sytuacji na rynku pracy, z zwłaszcza przechodzenia pracowników do zatrudnienia pozakodeksowego oraz samozatrudnienia.

Jako organizacja polskich pracodawców staramy się zachęcać do powrotu do Polski osoby, które obecnie przebywają na emigracji w innych krajach Unii Europejskiej. Szczególny nacisk kładzie się na zachęcanie do powrotu do Polski osób wysoko wykwalifikowanych, z wykształceniem i doświadczeniem zawodowym zdobytym za granicą. Zwiększanie klina podatkowego będzie czynnikiem zniechęcającym do powrotu osób o wysokich kwalifikacjach, zainteresowanych pracą na stanowiskach eksperckich, menedżerskich, dyrektorskich, etc. Wręcz przeciwnie, może to się stać czynnikiem zwiększającym do emigracji specjalistów pracujących w Polsce.

Wejście w życie tej regulacji zaszkodzi rozwijającemu się dopiero w Polsce zatrudnieniu wysokiej klasy specjalistów. Zmiana zniechęcać będzie przedsiębiorstwa do tworzenia w Polsce wysoko opłacanych miejsc pracy tworzących znaczną wartość dodaną.

Co ważne, nie dano pracodawcom żadnych szans na przygotowanie się do wprowadzanych zmian. Poważne firmy i instytucje mają już przygotowane projekty budżetów na rok 2018. Wprowadzenie tak radykalnej zmiany w kosztach funkcjonowania tuż przed rozpoczęciem roku, w którym mają one zacząć obowiązywać tworzą u pracodawców, inwestorów wrażenie braku stabilności i przewidywalności.

Stabilność i przewidywalność oraz zaufanie do instytucji państwowych są podstawowymi warunkami stabilnych, długofalowych inwestycji, a to właśnie takie inwestycje najbardziej przyczyniają się do wzrostu gospodarczego i poprawy poziomu dobrobytu – napisała Konfederacja Lewiatan.

 

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wyniósł 5,4. Także Wskaźnik Wyprzedzający był najwyższy w historii (3,4) – podał GUS.

Polacy uwierzyli, że gospodarka będzie rosła cały czas, bezrobocie będzie spadało, a ich sytuacja finansowa będzie się już tylko poprawiać. Lepsze oceny sytuacji na rynku pracy były tylko w 2007 r.,  czyli przed kryzysem finansowym.

Poczuliśmy się pewnie, dlatego wydajemy zarobione i otrzymane z puli publicznej pieniądze, co wpływa na spadek (na szczęście nieznaczny) oceny możliwości przyszłego oszczędzania pieniędzy.

A oszczędności są polskiej gospodarce potrzebne, bo potrzebne są inwestycje, które kapitału z oszczędności potrzebują. Warto też Polakom uzmysławiać, że koniunktura ma to do siebie, że po dobrej wcześniej czy później przychodzi gorsza i chociażby z tego powodu powinni zwiększyć skłonność do oszczędzania. Bez tego lądowanie – tak gospodarstw domowych, jak i całej gospodarki – może być dość twarde.

 

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w październiku 2017 r. o 12,3 proc. r/r (ceny stałe). Produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 20,3 proc. – podał GUS.

Wzrost produkcji sprzedanej przemysłu w październiku o 12,3 proc. r/r to bardzo dobra zapowiedź 4. kwartału br. Szczególnie, że o 14 proc. wrosła produkcja sprzedana w przetwórstwie przemysłowym. Październikowy PMI na to nie wskazywał (53,4). Takiej dynamiki produkcji sprzedanej przemysłu nie było od sierpnia 2010 r. To też najlepszy wynik w 2017 r.

Na tak dobre wyniki przemysłu złożyły się wszystkie działy gospodarki (32 na 34), poza wydobywaniem węgla kamiennego i brunatnego, gdzie odnotowano ponad 13. proc. spadek r/r. W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. produkcja sprzedana w tym sektorze gospodarki spadła o 14,2 proc. Przy takich spadkach niepokoją zapowiedzi górników dotyczące wypłaty 14 pensji w 2017 r. W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. wynagrodzenia w sekcji wydobywanie węgla kamiennego i brunatnego wzrosły co prawda wolniej niż średnio w sektorze przedsiębiorstw, bo o 2,9 proc. wobec wzrostu o 5,3 proc. w sektorze firm. Jednak wzrost wynagrodzeń odbywał się mimo silnych spadków wydobycia i sprzedaży. Domaganie się wypłaty 14. pensji przez górników oznacza, że kopalnie, które na to się zgodzą, będą miały jeszcze gorsze niż zakładano wyniki finansowe, a tym samym znowu będziemy je ratować z naszych podatków. I zamiast przeznaczać je na dekarbonizację naszej gospodarki, a także na budowanie nowych kompetencji pracowników górnictwa, pieniądze dalej będziemy wkładać w tą część gospodarki, która niestety nie ma przyszłości.

Dobrze, że inne branże radzą sobie świetnie. Produkcja sprzedana w większości branż przetwórstwa przemysłowego rosła w tempie dwucyfrowym: produkcja maszyn i urządzeń, produkcja metali i wyrobów z metali, wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych, urządzeń elektrycznych, wyrobów farmaceutycznych. Są to branże eksportowe, a więc ciągle jeszcze mają potencjał do korzystania z szans jakie daje rosnący przemysł na rynkach krajów UE, czyli u naszych głównych partnerów handlowych. Pytanie jak długo, bowiem na wyczerpaniu jest zasób bez którego zwiększanie produkcji będzie trudne, a często niemożliwe – ludzie. Stopa bezrobocia we wrześniu wyniosła już 4,6 proc. Teraz zapewne jest jeszcze niższa.

Ratunkiem mogą być tylko inwestycje. Tu dobrym sygnałem jest wzrost produkcji maszyn i urządzeń o 23,8 proc. r/r. Część tego wzrostu to bez wątpienia inwestycje krajowe. Jeśli tak, to możemy trochę bardziej optymistycznie patrzeć na szanse polskiej gospodarki na rozwój w średnim okresie.

Jeśli przedsiębiorcy uznają, że znacznie większym zagrożeniem dla nich jest brak pracowników niż ryzyka związane z decyzjami inwestycyjnymi i ich realizacją, to inwestycje te będą też coraz bardziej związane z robotyzacją i cyfrową gospodarką. Oby.

autor: dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyśle i budownictwie. Wciąż utrzymuje się bardzo wysoka dynamika sprzedaży detalicznej, potwierdzająca siłę konsumpcji, prawdopodobnie daleką jeszcze od wyczerpania potencjału.

Sięgający 12,3 proc. wzrost produkcji przemysłowej okazał się silniejszy niż się spodziewano i był najwyższy od lipca 2010 r. Nieco niższą od oczekiwanej dynamikę zanotowano w przypadku produkcji budowlano-montażowej, która poszła w górę o 20,3 proc., potwierdzając jednak tezę o przyspieszeniu w inwestycjach.

Wzrost produkcji przemysłowej wpisuje się w trwającą od ponad roku tendencję wyraźnej poprawy kondycji polskiego przemysłu i pozwala oczekiwać jej kontynuacji oraz dalszego niewielkiego wzrostu dynamiki. Trzeba jednak zauważyć, że październikowy skok to w dużej mierze efekt niskiej bazy porównawczej z ubiegłego roku, gdy w październiku produkcja spadła o 1,3 proc. oraz większej liczby dni roboczych. Do optymizmu skłania wysoki popyt na wyroby przemysłowe zarówno w kraju, jak i za granicą, co sygnalizują zgodnie wskazania PMI oraz utrzymujące się od prawie dwóch lat na wysokim poziomie zamówienia. W poprzednich okresach boomu gospodarczego z lat 2006-2008 i 2010-2011 dynamika wzrostu produkcji przemysłowej przez wiele miesięcy przekraczała 10 proc. W obecnym cyklu z taką sytuacją mieliśmy do czynienia jedynie w marcu. Warto jednak pamiętać, że hamująco na tę tendencję mogą zacząć wpływać sygnalizowane już od dłuższego czasu ograniczenia związane z sytuacją na rynku pracy oraz wysoki stopień wykorzystania mocy produkcyjnych, powodujące już teraz wzrost zaległości w realizacji zamówień, spadek poziomu zapasów oraz wydłużanie się czasu dostaw. Podobnie jest w budownictwie, gdzie dynamika produkcji zbliżyła się już do poziomów z poprzednich okresów szczytu koniunktury, a problemy z brakiem pracowników i zdolności produkcyjnych oraz rosnącymi cenami materiałów są coraz mocniej odczuwalne. To może prowadzić do spadku rentowności firm oraz opóźnień realizacji projektów.

Utrzymujący się od prawie pięciu lat wzrost konsumpcji, jedna z najbardziej trwałych tendencji w naszej gospodarce, nie zawiódł także w październiku. Sięgający 8 proc. wzrost sprzedaży detalicznej okazał się minimalnie niższy niż się spodziewano i słabszy niż miesiąc wcześniej, ale nadal wpisuje się w pozytywną tendencję, panującą już od dłuższego czasu. Konsumpcji sprzyja sytuacja na rynku pracy, a w szczególności wysoka dynamika wzrostu wynagrodzeń, która w październiku sięgnęła 7,4 proc., a więc poziomu najwyższego od prawie sześciu lat. Nic nie wskazuje na to, by ta tendencja miała się w przyszłości w odczuwalny sposób zmienić, jednak czynnikiem mogącym wpłynąć nieco hamująco na konsumpcję jest narastająca presja inflacyjna, która powoduje, że realne płace nie rosną w tak szybkim tempie, jak nominalne. Pod tym względem lepsze z punktu widzenia konsumentów były lata 2014-2016, gdy mieliśmy do czynienia z deflacją, która rekompensowała niezbyt wielką dynamikę wynagrodzeń nominalnych.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk  GERDA BROKER

 

Kobiety dostaną o 80 proc. niższe emerytury niż mężczyźni. Z wyliczeń ZUS wynika, że kobiety mają dostać średnio 1540 złotych a mężczyźni  2820 złotych. Jedyne co możemy zrobić to zacząć oszczędzać. Które inwestycje są najbardziej opłacalne?

Polacy gdy chodzi o ich finanse najczęściej wybierają bezpieczeństwo. Najbardziej popularnym sposobem oszczędzania są lokaty i konta oszczędnościowe.

– Zarówno lokaty jak i konta oszczędzające nie oferują zbyt wysokich stop zwrotu. Można zaryzykować stwierdzenie, że tak na prawdę jesteśmy poniżej rzeczywistej inflacji – mówi Robert Śniegocki, ekspert Grupy Goldenmark.

Swoje oszczędności można też pomnażać na giełdzie. W tym przypadku możemy w krótkim czasie osiągnąć bardzo duże zyski ale także musimy liczyć się z ryzykiem straty.

– Giełda wymaga wiedzy, doświadczenia, często wyższego nakładu kapitału i czasu. Czas jest niezbędny inwestorom do tego, żeby to wszystko monitorować. Z drugiej strony znajduje się chociażby złoto. Inwestycja nie wymaga zbyt dużej wiedzy. W długim horyzoncie czasowym przynosi zdecydowanie ponadprzeciętne stopy zwrotu. Dodatkowo osoba, która zdecydowała się uwzględnić złoto w swoim przyszłym portfelu emerytalnym może cieszyć się zyskiem, który jest zwolniony z podatku dochodowego – wyjaśnia Robert Śniegocki.

Im później zaczynamy oszczędzać na emeryturę tym większe sumy powinniśmy odkładać. Jeżeli zaczynamy to robić wcześniej. Mamy więcej czasu na zgromadzenie kapitału. Polecanym rozwiązaniem jest też dzielenie zgromadzonych środków i inwestowanie ich w różne instrumenty.

Ekspert podkreśla, że złoto powinno być podstawą budowania kapitału na przyszłość. Sztabki złota najlepiej kupować raz na kwartał lub pół roku. Nabywanie ich z mniejszą częstotliwością wiąże się z większym wydatkiem, a więc koniecznością rezygnacji z innych przyjemności.

– Żeby inwestować w złoto wcale nie trzeba być krezusem finansowym i posiadać zasobny portfel. Złoto jest dzisiaj dla każdego, sztabka jest dostępna już od 200 zł i dobrze jest ją uwzględnić w swoim portfelu aktywów na przyszłą emeryturę – dodaje Robert Śniegocki.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Eksperci

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

Przasnyski: Praca jest, ale brakuje pracowników

Firmy nadal tworzą sporo nowych miejsc pracy, ale wciąż mają kłopoty z ich obsadzeniem. Problem ten ...

Kondycje gospodarek wschodzących, przyszłość wojen handlowych i odczyty infacji – zobacz n

Chociaż niepokoje o kondycję gospodarek wschodzących i przyszłość wojen handlowych powinny skraść gł...

Raport, który znaczy coraz mniej

Moment uspokojenia objął waluty rynków wschodzących, ale spadające kolejny dzień indeksy w Azji nie ...

AKTUALNOŚCI

Juncker o UE: potrzebujemy silnej i zjednoczonej Europy

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w swoim dorocznym przemówieniu do Parlamentu...

Podatek dochodowy i kryptowaluty – co zmienią nowe przepisy?

Od 2019 r. w polskim systemie podatkowym obowiązywać mają nowe przepisy dotyczące podatku dochodoweg...

Jak wzrost stóp procentowych i wynagrodzeń wpłynie na zdolność kredytową Polaków?

Rada Polityki Pieniężnej nie spieszy się z podwyższaniem stóp procentowych. Niemniej jednak z uwagi ...

Eksporterom coraz trudniej

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gos...

Innovation Box – ulga podatkowa z tytułu sprzedaży innowacyjnych rozwiązań

W dniu 24 sierpnia 2018 r. Rząd opublikował projekt ustawy zakładającej szereg zmian w podatkach doc...