wtorek, Październik 22, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "inwestycje"

inwestycje

Po wyraźnej poprawie nastrojów MŚP w ubiegłym kwartale, optymizm sektora się pogorszył. W III kwartale br. Barometr EFL[1], wskaźnik monitorujący nastroje w mikro, małych i średnich firmach, osiągnął wartość 52,2 pkt. (-2,3 pkt. kw./kw.) i jest to najsłabszy wynik dla III kwartału od 2015 roku. Wszystko za sprawą pesymistycznych prognoz dotyczących inwestycji – ich wzrost planuje tylko 21 proc. przedsiębiorców. Inwestycyjny pesymizm utrzymuje się już od początku 2019 roku, co może wskazywać, że MŚP obawiają się spowolnienia w Polsce.

Wynik Barometru EFL na III kwartał 2019 roku wyniósł 52,2 pkt., czyli był o 2,3 pkt. proc. niższy niż w II kwartale br. i o 0,7 pkt. niższy niż w analogicznym okresie 2018 roku. Jednocześnie, osiągnięty poziom jest jednym z trzech najniższych od początku realizacji pomiaru Barometr EFL (od stycznia 2015 roku) – niższy był tylko w I kwartale tego roku (49,9 pkt.) oraz IV kwartale 2018 roku (51,1 pkt.).

– Kondycję sektora mikro, małych i średnich firm w EFL monitorujemy już piąty rok i śmiało możemy wskazać na cykliczną powtarzalność wyników. Zgodnie z nią, między II a III kwartałem następuje obniżenie głównego wskaźnika, co zaobserwowaliśmy również w tym roku. Optymistycznym jest fakt, że odczyt wciąż znajduje się ponad progiem OR[2], co oznacza, że pomimo gorszych prognoz, mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa wciąż widzą szanse na rozwój w najbliższych miesiącach. Jednak biorąc pod uwagę pomiary z poprzednich lat, zgodnie z którymi nastroje słabną również pomiędzy III i IV kwartałem, spodziewamy się około 2-punktowego spadku w kolejnym pomiarze. W związku z tym istnieje duże ryzyko osiągnięcia wyniku poniżej granicy 50 pkt. już drugi raz w tym roku – mówi Radosław Woźniak, wiceprezes EFL.

W inwestycyjnym dołku

Za niską wartość głównego wskaźnika odpowiadają przede wszystkim oceny planowanych inwestycji. Tylko 21,1 proc. przedsiębiorców spodziewa się ich wzrostu, podobnie jak kwartał wcześniej (21,2 proc.) i tylko nieco więcej niż na początku roku (18,3 proc.). Więcej zarządzających firmami obawia się spadku inwestycji (28,2 proc.), co również miało miejsce w dwóch poprzednich kwartałach. Eksperci EFL zwracają uwagę, że tak słabych prognoz i długo trwającego inwestycyjnego pesymizmu nie było od początku realizacji badania.

Największymi pesymistami są najmniejsze firmy zatrudniające do 9 osób, wśród których ponad 31 proc. obawia się spadku inwestycji, a tylko niecałe 18 proc. liczy na ich wzrost. W przypadku małych firm liczących od 10 do 49 pracowników, niecałe 31 proc. zapytanych wskazało na spadek inwestycji, a 19 proc. na ich wzrost. Największymi optymistami są średnie firmy, wśród których więcej przedsiębiorców planuje zwiększenie inwestycji niż ich zmniejszenie (28 proc. vs. 21 proc.).

Warto dodać, że największa część MŚP nie spodziewa się żadnych zmian w obszarze inwestycji (42,7 proc.).

Sprzedaż nakręca przedsiębiorców

W przypadku oceny poziomu sprzedaży odsetek optymistów spadł, jednak wciąż jest jednym z lepszych wyników w historii pomiarów od roku 2015. Na większe zamówienia liczy 33,4 proc. zapytanych przedsiębiorców, o 6,6 pkt. proc. mniej niż w II kwartale br. Co więcej, wciąż utrzymuje się dosyć duża przewaga optymistów nad pesymistami wynosząca blisko 15 pkt. proc.

Optymizm w kontekście sprzedaży rośnie wraz z wielkością firmy. Największy wykazują firmy średnie – prawie 36 proc. z nich liczy na większe zamówienia, podczas gdy wśród małych ten odsetek wynosi 35 proc., a wśród mikro 30 proc.

W przypadku oceny płynności finansowej odsetek optymistów spadł o ponad 6 pkt. proc. i wyniósł 19 proc. Tym samym zbliżył się do poziomu z trzech pomiarów pomiędzy III kwartałem 2018 roku a I kwartałem tego roku, czyli do przedziału 18-20 proc.

Zmiany w prognozach dotyczących finansowania zewnętrznego pozostają niewielkie od przynajmniej 5 pomiarów , w których odsetek optymistów zawiera się w przedziale 9-12 proc.

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odnotowała straty i to pokaźne. Tym samym w dość brutalny sposób przerwana została bardzo dobra passa z początku roku i pojawiły się pytania o dalszy los notowań ryzykownych aktywów.

Kapitał bowiem w dość zauważalny sposób zaczął preferować aktywa uważane za bezpieczne: obligacje skarbowe, złoto, czy wybrane waluty, takie jak frank szwajcarski bądź japoński jen. Jedynie amerykański dolar specjalnie się nie umocnił, ale wpływ na to miały rosnące oczekiwania na obniżkę stóp procentowych przez Federalny Komitet Otwartego Rynku. Zmiana preferencji wynikła z zaostrzenia sporu handlowego pomiędzy USA i Chinami oraz jego rozszerzenia o sektor technologiczny.

Konflikt: USA i Meksyk

Nie bez znaczenia było także ponowne otwarcie wydawało się już przygaszonego konfliktu na linii USA i Meksyku. Nałożyły się na to publikacje słabszych odczytów wskaźników wyprzedzających zachowanie koniunktury. Spowodowało to powrót obaw o losy globalnego wzrostu gospodarczego w kolejnych kwartałach. Z punktu widzenia inwestora słaby miesiąc powinien być traktowany jako przypomnienie, że inwestycja w akcje łączy się z nieodłącznym ryzykiem. To ryzyko charakteryzuje się podwyższoną zmiennością, która na początku roku działała na jego korzyść, ale ostatnio przyczyniła się do zniżek wartości akcyjnej części portfela. Pamiętać przy tym jednak trzeba, że straty są nieodłączną częścią każdej inwestycji, do której zaliczają się aktywa ulokowane w akcjach. Podobnie jest zresztą w innych dziedzinach życia.

Ryzyko jak gra w tenisa?

Przykładowo w tenisie nie wygrywa się każdego gema, każdego seta, czy każdego meczu. Strat nie można więc w pełni wyeliminować i żeby zarobić należy pogodzić się z ich okresowym występowaniem. Jeżeli nie odpowiada nam takie ryzyko, to warto zastanowić się, czy budowana naszego portfela dobrze współgra z naszymi preferencjami. Te w większości przypadków są dość zachowawcze, więc udział akcyjnej części na poziomie nieprzekraczającym 25% wydaje się optymalnym. Nie oznacza to jednak, że można zaniedbywać budowę pozostałej bezpieczniejszej części. W ramach zwiększenia dywersyfikacji warto w jej strukturę włączyć nie tylko obligacje, ale także pamiętać o domieszkach pozostałych klas aktywów, do których zaliczyć można złoto czy główne waluty. Sama część obligacyjna także nie powinna być jednorodna, ale zdywersyfikowana na różne typy i okresy zapadalności papierów dłużnych. Obserwowany okres perturbacji można więc traktować jako dobry test dla naszego portfela. Jeżeli nie czujemy się z nim dobrze, to warto rozważyć przynajmniej częściowe jego przemodelowanie.        

Łukasz Bugaj, Menedżer Komunikacji Inwestycyjnej Doradca Inwestycyjny AXA

Rozmowa z Pawłem Wnętrzakiem, prezesem KLG S.A.

 Dlaczego zainteresował się Pan rynkiem inwestycyjnym?

Historia mojej działalności na rynku inwestycyjnym rozpoczęła się od współpracy z funduszami inwestycyjnymi i z domem maklerskim. Tu zdobywałem doświadczenie i tu stopniowo rozwijało się moje zainteresowanie inwestycjami i rynkiem kapitałowym. Życie pokazało, że – kiedy związałem się na stałe z branżą inwestycyjną – te doświadczenia pozwoliły mi patrzeć na biznes szeroko i w sposób perspektywiczny. Obecnie Spółka KLG S.A. aktywnie działa w obszarze szeroko rozumianych inwestycji, m.in. dokonaliśmy kupna i rewitalizacji historycznego browaru, znajdującego się w Parku Chorzowskim; działamy w obszarze inwestycji w unikalne nieruchomości, jak również inwestujemy w inne obszary, którymi interesują się nasi klienci.

Jakie są Pańskie motywacje?

Najważniejsze są marzenia. Każdy z nas określa, co daje mu satysfakcję i co chciałby robić. Ja zawsze starałem się odpowiadać sobie na to pytanie i te dążenia realizować. Na tych fundamentach zbudowałem firmę.

Jak buduje Pan zespół w firmie KLG S.A.?

Drugim, oprócz marzeń, filarem w biznesie – są według mnie ludzie. Zawsze szukałem pracowników z właściwym podejściem do biznesu, odpowiednią, pozytywną motywacją. Budowanie zespołu wokół takich ludzi daje mocne podstawy do stworzenia kreatywnego, efektywnego zespołu. Co ważne, bardzo doceniam pracowników, którzy swoimi kompetencjami dzielą się z zespołem. Tworzymy team – nie rywalizujemy, tylko budujemy wspólną wartość. Podkreślam, że to bardzo ważne, by cele pracowników były zbieżne z celami firmy. To daje mocny fundament dla działań.

Od czego uzależnia Pan swoje zainteresowanie inwestycjami w poszczególne branże?

Rynek ewoluuje. To ważne, by uważnie go obserwować. Zakres działania firmy i branże, które są przedmiotem jej zainteresowania powinny odpowiadać na subtelne zmiany w gospodarce. Mogę powiedzieć, że – w moim przypadku – ta obserwacja oraz właściwa ocena nadarzających się okazji rynkowych pozwoliła spółce rozwinąć skrzydła poprzez inwestycje w nowe branże. Obecnie jesteśmy zaangażowani w działania w sektorze restauracyjnym i browarniczym, co daje nam wiele satysfakcji. Spektakularne efekty tej pracy będą widoczne już pod koniec wakacji, kiedy w Parku Śląskim otwarta zostanie w odnowionym, zabytkowym obiekcie Kawiarni Przystań restauracja z najnowocześniejszą instalacją browarniczą. Będzie to miejsce dla rodzin i przyjaciół – połączenie niepowtarzalnego klimatu z doskonałą ofertą gastronomiczną. Spółka aktywnie działa także w innych obszarach inwestycyjnych.

Przystań została poddana gruntownemu remontowi, dzięki któremu odzyskała dawną świetność. Czy jedną z Państwa motywacji było ratowanie zabytku?

Oczywiście. Według mnie, miejsca szczególne, z historią, należy bardzo mocno pielęgnować. Kiedyś Przystań była jednym z najbardziej znanych i szanowanych punktów gastronomicznych na Śląsku. Byłoby dużą stratą dla miasta i okolicznych mieszkańców, gdyby taki kapitał kulturalny został zmarnowany. W trakcie realizacji inwestycji zwracaliśmy baczną uwagę na to, by zachować piękne elementy wykończenia i ozdoby budynku. Jestem dumny z tego, że nam się to udało. Cieszę się, że nasza praca przyniesie korzyść pięknej okolicy, w jakiej się znajduje. Warto dawać drugie życie takim obiektom, jak Przystań.

Jakie inne sektory uważa Pan za perspektywiczne z punktu widzenia inwestycji?

Perspektywiczny pozostaje cały czas rynek nieruchomości. Po woli ulega on jednak wysyceniu, dlatego kluczem do sukcesu jest poszukiwanie wyjątkowych miejsc. Takie jest oczekiwanie odbiorców. Wysoki standard i pełen profesjonalizm – to już must have. Klient oczekuje jednak czegoś więcej od lokalizacji.

Co zatem charakteryzuje inwestycje KLG S.A. w nieruchomości?

Założenie, jakie podjęliśmy. Nasze nieruchomości mają, oczywiście, stanowić efektywną inwestycją biznesową. To jednak nie wszystko: zależy nam na tym, by obiekty – w tym ogólnodostępne miejsca rekreacyjne, które tworzymy, odpowiadały na potrzeby ludzi – były dla nich przydatne i atrakcyjne. To bardzo istotne z naszego punktu widzenia.

 

Paweł Wnętrzak, Prezes Zarządu KLG S. A. 

Człowiek posiadający wyjątkowy zmysł inwestycyjny, potrafiący dostrzec potencjał w wartych uwagi przedsiębiorstwach i projektach. Wizjoner widzący sukces tam, gdzie inni przechodzą obojętnie. Entuzjasta i pasjonat, wykazujący imponujący talent do wyszukiwania okazji biznesowych. Nigdy nie traci zapału i wiary, opierając działania na merytorycznych filarach.

Posiada niezachwianą wiarę w możliwości każdego człowieka. Jego siła, zmysł i niezwykła determinacja budzą nieskończoną wiarę i zawsze kończą się sukcesem. Działa z głową pełną innowacyjnych pomysłów, energią i nieustającą młodzieńczą ekspresją, które nie nikną pomimo wielu lat doświadczenia.

Optymizm i zapał, które towarzyszą mu każdego dnia przekłada na pomoc i wsparcie potrzebującym. Wierzy w człowieka i widzi w nim więcej niż inni. Wspiera, pomaga i napędza do działania utalentowaną młodzież, wskazuje drogę młodym przedsiębiorczym osobom, wyznaczając odpowiedni kierunek na ścieżce kariery.

Przez większość 2017 roku rynki kapitałowe przyciągały uwagę kolejnymi wzrostami. Tymczasem większość paliw, metali przemysłowych i szlachetnych zyskuje w imponującym tempie. Nie brakuje głosów, że rynek surowców pobije w tym roku rynek akcyjny.

Podczas gdy na rynkach akcji od lat trwa hossa, metale przemysłowe, szlachetne i paliwa długo znajdowały się pod rządami bessy, nie mogąc podźwignąć się z dołka od 2008 r. Rynek surowców ściśle związany jest z koniunkturą w realnej gospodarce, która od kryzysu finansowego nie mogła wyjść na prostą.

W 2017 r. większość obserwatorów i inwestorów ekscytowała się kolejnymi szczytami na rynku akcji, tymczasem w cieniu Wall Street do życia powracał rynek surowców. I to tutaj padły prawdziwe rekordy. Hitem inwestycyjnym okazał się pallad, którego cena wzrosła w ciągu roku o ponad 50 proc., osiągając najwyższy poziom od 2001 r. Nieźle radził sobie zresztą cały rynek. Indeks S&P GSCI Industrial Metals Total Return zyskał w 2017 r. 24 proc., a indeks S&P GSCI Industrial Metals Total Return ponad 16 proc. Co czeka ten rynek w najbliższych miesiącach?

Decydujący głos Chin

Rynek surowców znajduje się pod wpływem dwóch czynników sprzyjających wzrostowi cen.  Pierwszym z nich jest koniunktura, która w dużym stopniu zależy od Chin, konsumujących połowę globalnej produkcji surowców. Druga co do wielkości gospodarka na świecie przechodzi z fazy wspierania wysokiego wzrostu na produktywność. Oznacza to koncentrację na produkcji przynoszącej dużą wartość dodaną, która przyniesie popyt na surowce. Problemy duszącego się w pyłach smogu Pekinu oznaczają natomiast wygaszanie starych hut i mniejsze zapotrzebowanie na węgiel. Z drugiej strony rośnie popyt na lekkie metale, jak aluminium oraz stal wysokiej jakości. Drugi czynnik to małe zapasy, które są konsekwencją ograniczania produkcji w okresie dekoniunktury. Minie jeszcze kilka kwartałów zanim braki zostaną uzupełnione. 

Zresztą wsparcie dla cen surowców będzie stanowić niski stan nie tylko chińskich, ale też ogólnoświatowych zapasów. To właśnie pustki w magazynach odpowiadają za wzrost cen miedzi. W tym roku mają się one ustabilizować, choć istotnym czynnikiem ryzyka dla produkcji są potencjalne strajki pracowników na tle płacowym. Tym bardziej, że w wielu firmach wygasają w tym roku umowy ze związkami zawodowymi.

Cenne metale

W grupie najmocniej drożejących surowców w 2017 r. znalazły się lit i kobalt. Ceny litu skoczyły aż o 36 proc., podczas gdy kobalt podwoił cenę. Tak duża dynamika wynika przede wszystkim z ograniczonych zapasów i dużego popytu, generowanego przez młody przemysł samochodów elektrycznych, który używa obydwu metali do produkcji baterii. Analitycy szacują, że braki w magazynach zostaną uzupełnione w 2019 r. Wpływ większej podaży na ceny jest trudny do oszacowania, gdyż może on zostać ograniczony przez rozwój rynku samochodów elektrycznych w Chinach, które od tego roku wdrażają duży pakiet zachęt do nabywania tego typu samochodów. Jeśli chodzi o tradycyjne metale, Bank Światowy spodziewa się spadku cen stali o 10 proc.

Lit i kobalt nazywane są „battery gold” ze względu na rosnący popyt i ich znaczenie w gospodarce. O takich dynamikach mogą tylko pomarzyć inwestorzy zaangażowani na rynku złota. Choć i oni nie mogą narzekać. Kruszec podrożał w 2017 r. przeszło 10 proc., pomimo niesprzyjających okoliczności, takich jak: wzrost stóp procentowych w USA, czy polityka cięcia podatków wspierająca koniunkturę, która może przełożyć się na kolejne zacieśnienie polityki monetarnej. Wierną sojuszniczką złota pozostała sytuacja geopolityczna m.in. z kryzysem na Bliskim Wschodzie, czy w Korei Północnej, która skłaniała inwestorów do szukania bezpiecznych portów, do których żółty kruszec zalicza się w pierwszej kolejności.

Liderem wzrostów jest pallad. Przez ostatnie 16 lat pozostawał w cieniu swojej siostry – platyny. Ostatni raz był od niej droższy w 2001 r. Nie miał z nią szans, ponieważ platyna znajduje znacznie szersze zastosowanie w przemyśle i na rynku jubilerskim. Pallad ma znacznie mniejsze wzięcie u jubilerów i ograniczone zastosowanie w produkcji.

Choć platyna stosowana jest do produkcji katalizatorów w silnikach diesla, po aferze z samochodami VW, diesle znalazły się na cenzurowanym i koncerny samochodowe przestawiły się na pojazdy napędzane silnikami benzynowymi. A w nich do produkcji katalizatorów stosowany jest pallad.

Mówiąc o surowcach, nie można zapomnieć o ropie. Do końca tego roku obowiązuje bowiem porozumienie krajów OPEC i Rosji o ograniczeniu wydobycia, celem odessania z rynku nadwyżki. Bank Światowy przewiduje, że cena baryłki wzrośnie w 2018 r. do 56 USD z 53 dolarów w 2017 r.

Wszystkie działy budownictwa odnotowały w styczniu 2018 r. wzrost produkcji:

  • podmioty specjalizujące się we wznoszeniu budynków o 38,0%,
  • jednostki zajmujące się głównie robotami budowlanymi specjalistycznymi o 36,9%,
  • jednostki, których podstawowym rodzajem działalności jest budowa obiektów inżynierii lądowej i wodnej – o 27,6%.

– Do wzrostu produkcji budowlano-montażowej najbardziej dołożyły się przedsiębiorstwa zajmujące się budownictwem mieszkaniowym. Te dane korespondują z tym, co wiemy o rynku mieszkaniowym. W zeszłym roku oddano do użytkowania prawie 180 tys. mieszkań, czyli 4,6 na 1000 mieszkańców. To najwyższy wynik po 1990 roku. Dobrą koniunkturę potwierdzają dane o liczbie pozwoleń na budowę wydanych w ciągu ostatniego roku. Liczba ta wzrosła o 18,5% – wydano ich przez 12 miesięcy aż 256,5 tys. – powiedział minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński.

Dodał, że duży udział we wzroście produkcji budowlano-montażowej mają inwestycje realizowane z pomocą środków unijnych.

– Jesteśmy w trakcie kumulowania środków na inwestycje – powiedział Piotr Nowak, dyrektor ds. finansów i zarządzania finansami Zarządu Morskiego Portu Gdynia (ZMPG). Podczas wydarzenia ZMPG przedstawił plan działania na kolejne lata. Przewiduje on na lata 2018-2022 inwestycje o wartość ponad 1 mld zł i realizację dużych projektów w następnych latach. Program rozwoju gdyńskiego portu opiera się na trzech głównych kierunkach.

Port Zewnętrzny

Pierwszy kierunek dotyczy ogromnej inwestycji jaką jest budowa Portu Zewnętrznego. Jak podaje prezes ZMPG, Adam Meller, przedsięwzięcie nie tylko pozwoli na rozwinięcie możliwości portu, ale także zwiększy jego powierzchnię.– Otrzymaliśmy dla tego projektu „zielone światło” w Ministerstwie Infrastruktury. Jesteśmy na etapie prac planistycznych i bardzo wstępnych rozmów z potencjalnymi partnerami biznesowymi przy budowie Portu Zewnętrznego. Chcemy go wybudować w formule PPP – mówi Adam Meller. – Możliwe, że w to przedsięwzięcie zaangażują się również terminale, które obecnie działają na terenie naszego portu – dodaje.

Centrum logistyczne

Drugim flagowym projektem portu jest budowa centrum logistycznego w gminie Kossakowo. – Chcemy w tym miejscu rozwinąć dolinę logistyczną. Jesteśmy już po rozmowach z władzami gminy. Odpowiednio skomunikowane centrum logistyczne mogłaby pozwolić na szybki transport towarów do/z portu – komentuje prezes ZMPG.

Dostęp do portu

Ostatnim filarem rozwoju portu mają być inwestycje dostępowe od strony lądu. Tu przewidywane są zarówno inwestycje kolejowe i drogowe.

W przypadku transportu kołowego priorytetem jest budowa Drogi Czerwonej. – Jest to obecnie zadanie nr jeden zarówno dla portu jak i całej Gdyni – podaje Adam Meller. Trasa ma być przedłużeniem planowanej trasy Via Maris prowadzącej z Trójmiasta w stronę Władysławowa. ZMPG informuje o trwających rozmowach z Ministerstwem Infrastruktury w tej sprawie. – Ta droga musi być zrealizowana, aby Port Gdynia funkcjonował odpowiednio – stwierdzili zgodnie przedstawiciele ZMPG i rządu.

Inwestycje kolejowe planowane są zarówno na terenie portu jak i poza nim. – Wybudowany zostanie terminal intermodalny, bocznica kolejowa oraz place manewrowo-składowe na terenie istniejącego centrum logistycznego w Porcie Gdynia. Wartość tego projektu to ok. 123 mln zł. Przebudowany i zelektryfikowany ma zostać układ kolejowy w zachodniej części portu. Koszt tego projektu to 33 mln zł – informował Grzegorz Dyrmo, dyrektor ds. infrastruktury i zarządzania majątkiem ZMPG.

 

 

 

 

Źródło: rynekinfrastruktury.pl

W 2017 roku rynek nieruchomości magazynowych w Polsce odnotował prawie 20 proc. przyrost powierzchni całkowitej. Eksperci wskazują, że branża będzie rozwija się nieustająco, a według ich przewidywań pod koniec roku łączna powierzchnia magazynowa w naszym kraju przekroczy 15 mln metrów kwadratowych.

Wyniki roku 2017 potwierdziły, że Polska nieustająco wzmacnia swoją pozycję w branży nieruchomości magazynowych. Jak pokazały dane z raportu „Najbardziej pożądane lokalizacje logistyczne w Europie”,  przygotowanego przez dział Badań i Rozwoju Prologis oraz eyefortransport (EFT), Polska Centralna znajduje się wśród pięciu najbardziej atrakcyjnych lokalizacji logistycznych w Europie. Najistotniejszym rynkiem w tym regionie jest Łódź, ale na znaczeniu zyskują także takie miasta jak Stryków czy Piotrków Trybunalski.

– Patrząc na naszą działalność oraz aktywność naszych klientów w pierwszym kwartale, jestem przekonany, że dynamika wzrostu na rynku powierzchni magazynowych w Polsce będzie na podobnym poziomie, co w latach poprzednich. Na koniec roku łączna liczba powierzchni magazynowych w Polsce przekroczy 15 mln metrów. Od wielu lat najważniejsze rynki pod tym względem to Warszawa, Górny Śląsk, Dolny Śląsk, Poznań i oczywiście Polska Centralna. Te regiony rozwijają się najdynamiczniej i na nich mamy największą podaż powierzchni magazynowych, jak również największy popyt  – mówi Paweł Sapek, senior vice president & country manager Prologis na Polskę.

Lokalizacja to jeden z głównych czynników wpływających na decyzje inwestorów i klientów. Co raz częściej jednak na znaczeniu zyskują kwestie takie jak koszty operacyjne magazynów czy wdrażanie nowych technologii, które umożliwiają zarządzanie kosztami mediów w powierzchniach magazynowych. Istotne okazują się także wymogi formalne, które stawiane są przed potencjalnymi inwestorami.

– Polska na tle innych krajów Europy Zachodniej jest ciągle młodym rynkiem, ale bardzo dynamicznie rozwijającym się, gdzie rok do roku przyrost powierzchni jest dużo większy niż w innych rozwiniętych krajach europejskich. Jednym z największych atutów naszego kraju jest dostępność gruntów inwestycyjnych i ciągle w miarę proste procedury administracyjne które umożliwiają bardzo szybkie przeprowadzenie inwestycji – dodaje Paweł Sapek.

W 2017 roku całkowity wolumen transakcji najmu powierzchni magazynowych w Polsce stanowił 4,5 mln metrów kwadratowych, czyli aż o 1 mln metrów więcej niż w roku poprzedzającym.

 

W 4. kwartale 2017 r. PKB wzrósł o 5,1 proc. r/r, a PKB wyrównany sezonowo – o 4,3 proc. – podał GUS.

Wzrost gospodarczy w 4. kwartale 2017 r. – 5,1 proc. r/r, niewyrównany sezonowo – był bardzo wysoki, jak na potencjał polskiej gospodarki. Nie mamy jeszcze informacji o strukturze tego wzrostu, ale bez wątpienia musiał on wreszcie zostać wsparty inwestycjami. Jeśli w większości inwestycjami publicznymi, to też powinno cieszyć, bo jesteśmy już w 2. połowie okresu prognozowania 2014-2020 i czas najwyższy uruchomić inwestycje finansowane ze środków unijnych.

Jednak zdecydowanie bardziej pozytywny wymiar miałaby informacja, że także przedsiębiorstwa zaczęły wyraźnie więcej inwestować. Przy zupełnym wyczerpaniu podaży pracy, bo o tym należy mówić przy stopie bezrobocia na poziomie nieco powyżej 4 proc. (BAEL) i coraz to nowych barierach przy zatrudnianiu cudzoziemców, inwestycje przedsiębiorstw są jedyną szansą na utrzymanie trendu wzrostowego polskiej gospodarki na poziomie wyraźnie powyżej 3 proc.

Warto przyjrzeć się wynikom 4. kwartału także z perspektywy wzrostu PKB wyrównanego sezonowo (4,3 proc. r/r),  także kwartał do kwartału (1 proc.). To najsłabszy wynik w 2017 r. (porównywalny do 2. kwartału).

Potencjał do wzrostu gospodarczego w 2018 r. jest bardzo duży. Ciągle silny rynek pracy i prawdopodobny wzrost wynagrodzeń w granica 10 proc., co powinno podtrzymywać skłonność do konsumpcji, uruchomione inwestycje finansowane z pieniędzy publicznych, w tym przede wszystkim z funduszy unijnych. Bardzo dobre prognozy wzrostu gospodarek w UE, w tym w strefie euro.

Ale … rosnący poziom wykorzystania mocy wytwórczych przez firmy poza poziom pozwalający na zwiększanie produkcji w odpowiedzi na rosnący popyt wewnętrzny i zewnętrzny, oznacza absolutną konieczność silnego wzrostu inwestycji firm. Pytanie, czy firmy zdecydują się na to, gdy otrzymują kolejne informacje o planowanych zmianach w systemie podatkowym, a także gdy rosną problemy z dostępem do pracowników.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W latach 2018-2019 PSG przeznaczy na inwestycje 2,86 mld zł. M.in. na gazyfikację niezgazyfikowanych miejscowości i budowę nowych sieci dystrybucji gazu.

Prezes Urzędu Regulacji Energetyki uzgodnił projekt Planu Rozwoju Polskiej Spółki Gazownictwa na lata 2018 – 2022. Uzgodniona 25 stycznia br. aktualizacja przewiduje w najbliższych dwóch latach kwotę 2,86 mld złotych na nakłady inwestycyjne.

Środki zostaną wykorzystane między innymi na: 

• przyłączanie nowych odbiorców,

• budowę nowych i modernizację istniejących sieci dystrybucji gazu,

• gazyfikację terenów niezgazyfikowanych,

• inwestycje w infrastrukturę towarzyszącą rozwojowi sieci dystrybucyjnej gazu, jak np. łączność, pomiary, teleinformatyka.

Uzgodniony Plan Rozwoju jest częścią Strategii Polskiej Spółki Gazownictwa wynikającej z realizacji strategii Grupy Kapitałowej PGNiG na lata 2017-2022, zgodnie z którą Spółka chce w latach 2016 – 2022 przeznaczyć na inwestycje 11,3 mld złotych.

Proces uzgadniania planu obejmował między innymi opiniowanie dokumentu przez zarządy województw w całej Polsce. Konsultacje z urzędami marszałkowskimi są elementem realizacji polityki energetycznej państwa.
Zgodnie z zapisami Ustawy Prawo energetyczne operator systemu dystrybucyjnego gazu zobowiązany jest sporządzać Plan Rozwoju w zakresie zapotrzebowania na paliwa gazowe na okres nie krótszy niż pięć lat i aktualizować go co dwa lata.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

 

Rząd w nowym składzie powinien przede wszystkim zadbać o zwiększenie inwestycji prywatnych i oszczędności,  odbudowę zaufania inwestorów do państwa i poprawę wizerunku Polski za granicą.

– Mamy nadzieję, że zmiany w rządzie przyczynią się do lepszej koordynacji polityki gospodarczej, zahamowania powodzi regulacji, które odstraszają przedsiębiorców od inwestowania oraz  przełamania partykularnych interesów resortów. Bez tego trudno będzie zwiększyć inwestycje, które spadły do poziomu najniższego od 1995 roku. Oczekujemy również konsultowania z partnerami społecznymi w Radzie Dialogu Społecznego wszystkich ustaw – mówi Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Inwestycje są niezbędne, aby zmodernizować przedsiębiorstwa, zwiększyć produktywność i wynagrodzenia, a w konsekwencji dobrobyt naszego kraju.

Pracodawcy oczekują też od nowego rządu przewidywalności prawa, przestrzegania  procedur stanowienia prawa i  zmiany stanowiska naszego kraju w kwestii przystąpienia do strefy euro.

Priorytetem powinna być poprawa funkcjonowania rynku pracy. Brak dostępu do pracowników stanowi obecnie jedną z głównych barier rozwoju firm. Obniżenie tzw. klina podatkowego mogłoby zachęcić do powrotu na rynek pracy kobiety wychowujące dzieci, osoby starsze, czy ok. 0,5 mln bezrobotnych.  Otwarcie polskiego rynku pracy na pracowników z zagranicy i uproszczenie procedur dotyczących zatrudniania, a także poprawa dostępu pracowników do szkoleń to jedne z pierwszych działań, na których powinien się skoncentrować nowy gabinet.

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Spółki energetyczne z coraz większą intensywnością interesują się modelami start-upowymi. Z jednej strony jest to wyraz potrzeb technologicznych koncernów poszukujących coraz bardziej innowacyjnych pomysłów na rozwój swojego przemysłu, z drugiej chęć wpisania się w trend wspierania innowacyjności służącej ekologicznemu i zrównoważonemu rozwojowi gospodarczemu. W tym kontekście firmy energetycznej chętnie podkreślają swoje zaangażowanie w proces redukcji emisji gazów cieplarnianych i rozwój odnawialnych źródeł energii właśnie poprzez wsparcie udzielane projektom start-upowym.

Zachodnie koncerny energetyczne coraz wyraźniej interesują się branżą start-upów dostrzegając szanse we wspieraniu nowych modeli biznesowych opartych na innowacyjnej technologii. Niektóre z nich posiadają rozbudowane programy cyklicznego wspierania start-upów w oparciu o ocenę użyteczności w branży energetycznej. W większości spółki ukierunkowane są na wspieranie pomysłów służących energooszczędności i lepszemu zarządzaniu dostarczanej energii przez klientów danego przedsiębiorstwa. Choć sam fakt oszczędności jest raczej zjawiskiem niekorzystnym dla dostawcy energii, firmy energetyczne starają się wpisać w trendy ekologiczne i prospołecznej odpowiedzialności biznesu widząc w tym szansę na przyciągnięcie klientów (E.ON, Engie). Wspieranie start-upów jest z tego punktu widzenia narzędziem marketingowym.

Niektóre koncerny wspierają start-upy według ściśle określonego zakresu technologicznego tworząc  w ten sposób własne zaplecze technologiczne dla swoich potrzeb (Total). Duża część światowych koncernów nie posiada jednak osobnego programu dla projektów start-upowych, lecz umowy o współpracy z uczelniami wyższymi (Exxon Mobil, OMV) dla wspierania badań. Dofinansowanie projektów badawczych w takim modelu odbywa się we współpracy z jednostkami uniwersyteckimi w ramach dwustronnych porozumień w przypadku, gdy służą one bezpośrednio potrzebom firmy.

 

 

 

Źródło: energetyka24.com

W styczniu 2018 r. wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego spadł  do poziomu 54,6 z  55,0 w grudniu 2017 r. – podał Markit.

Styczniowe wyniki badań PMI zasygnalizowały pomyślny start w 2018 r. dla polskiego sektora przemysłowego. Do polskiego przemysłu napływają nowe zamówienia tak z rynku polskiego, jak i z zagranicy w tempie najszybszym od trzech lat. Ale tempo produkcji było w styczniu słabsze niż w grudniu. Problem w tym, że nowe zamówienia napotykają na barierę mocy wytwórczych. Firmy nie są w stanie zaspokoić rosnącego popytu i sygnalizują ograniczone moce przerobowe. Co prawda dane dotyczące wzrostu PKB w 2017 r. sygnalizują na silny wzrost inwestycji w 4. kwartale, ale nic nie wskazuje na to, że ten silny wzrost dotyczył inwestycji w sektorze przedsiębiorstw. W 4. kwartale 2017 r. (w stosunku do września) depozyty firm wzrosły bowiem o ponad 28 mld zł, a należności wobec sektora finansowego spadły o 0,5 mld zł. Jeśli firmy zwiększyłyby istotnie nakłady na inwestycje, widzielibyśmy to w spadku depozytów i wzroście zobowiązań wobec sektora bankowego, a sytuacja była odwrotna.

Oczywiście przedsiębiorstwa przemysłowe na pewno inwestowały, ale jak pokazuje styczniowy PMI, w skali nie zapewniającej takiego wzrostu mocy wytwórczych, który pozwalałaby na realizację silnie rosnących nowych zamówień. „Ratowały się” dalszym wzrostem zatrudnienia, i to w najwyższym od 9. miesięcy tempie, co wskazuje na determinację w pozyskiwaniu „ostatnich dostępnych” na rynku pracowników.

Z jednej strony rośnie zatem liczba nowych zamówień, z drugiej zbyt niskie w stosunku do potrzeb nakłady na inwestycje ograniczają szanse ich realizacji. Wzrost zatrudnienia w części wypełnia tę lukę, ale i te zasoby są już na wyczerpaniu.

Efektem są wydłużające się opóźnienia w dostawach. Do tego dochodzą rosnące ceny surowców, głównie stali, co wskazuje na znany nam z lat 2011-2012 efekt kumulacji popytu m.in. na materiały budowlane i wzrost ich cen. Jeśli firmy zwiększą istotnie nakłady na inwestycje, inflacja będzie rosła. Już dzisiaj firmy sygnalizują wzrost cen wyrobów gotowych.

Należy się i cieszyć, bo nowe zamówienia rosną, ale i martwić, bo coraz trudniej firmom sprostać popytowi. Czynniki produkcji, którymi firmy dysponują są w pełni wykorzystane. Niezbędne są nowe inwestycje, ale one – jeśli uda się przedsiębiorstwom znacząco zwiększyć ich skalę – dadzą przełożenie na wzrost możliwości produkcyjnych nie wcześniej niż za pól roku, rok.

Na pewno zatem czekają nas rosnące ceny, znacznie bardziej niż zakłada to budżet państwa na 2018 r. Beneficjentem inflacji będzie budżet państwa, bo wpływy z podatków pośrednich (VAT i akcyza) będą większe niż zakładane. Gorzej z gospodarstwami domowymi i przedsiębiorcami. Siła nabywcza gospodarstw domowych będzie niższa, bo ich dochody rozporządzalne będą „zjadane” przez inflację. To, przy bezrobociu na poziomie 4 proc. (BAEL), na pewno będzie tworzyć presję płacową, a tym samym będzie prowadzić do wzrostu kosztów w przedsiębiorstwach i albo przekładać się na kolejne wzrosty cen, albo ograniczać zdolność firm do rozwoju. Czy tak, czy tak, jesteśmy w niezłym pacie.

 

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Ostatnia w roku bieżącym informacja GUS, komunikująca dane budownictwa mieszkaniowego w okresie od stycznia do listopada, już po raz kolejny nie sygnalizuje charakterystycznego dla końcówki roku sezonowego spowolnienia aktywności budowlanej deweloperów. Co więcej, prezentowane dane wskazują na coś wręcz odwrotnego – kolejną fazę przyśpieszenia, które tym razem zaczyna nosić typowe znamiona euforii inwestycyjnej.

Powtórka z historii

Sytuacja przypomina dość wiernie tę sprzed roku, a także sprzed dwóch lat, kiedy to deweloperzy po klasycznym sezonie budowlanym utrzymywali w statystykach nowo rozpoczynanych budów ponadprzeciętnie wysoki poziom aktywności inwestycyjnej w końcówce roku. Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl taki stan rzeczy był wówczas i jest obecnie pokłosiem braku jakichkolwiek symptomów wyczerpywania się potencjału popytowego rynku. Pomimo piątego już z rzędu roku trwania zakupowej prosperity na pierwotnym rynku mieszkaniowym, praktycznie nic nie wskazuje na to, by kolejne kwartały miały przynieść jakiekolwiek osłabienie obowiązującej tendencji. Za to jest absolutnie pewne, że 2017 rok zaowocuje kolejnym, czwartym już z kolei rocznym rekordem sprzedaży mieszkań z pierwszej ręki. Co bardzo ciekawe, ponownie z ponad 20-procentowym progresem licząc rok do roku.

Inwestycyjna euforia w pełnej krasie

I tak w listopadzie deweloperzy ruszyli z budową – bagatela – 10244 lokali. Jak tłumaczy Jarosław Jędrzyński z portalu RynekPierwotny.pl warto zwrócić uwagę na tę pozycję, jest to bowiem trzeci w historii najlepszy wynik budów rozpoczętych przez deweloperów mieszkaniowych w skali jednego miesiąca. Co ciekawe, zrealizowany w listopadzie, a więc okresie wkraczania budowlanki w okres tradycyjnego zimowego spowolnienia. Dla porządku dodajmy, że jest to wynik lepszy o 44 i 32 procent, licząc odpowiednio r/r i m/m. Jak z tego wynika, rodzime deweloperskie budownictwo mieszkaniowe już dość dawno wyraźnie zatraciło swój sezonowy charakter, w związku z czym nie traci impetu z tak „błahych” powodów jak pora roku czy warunki atmosferyczne. Choć trudno odmówić tym ostatnim sprzyjającej ostatnio firmom budowlanym charakterystyki.

Za to zupełnie inaczej wygląda sytuacja u inwestorów indywidualnych. Ci z kolei jak najbardziej respektują zasady sezonowości w budownictwie mieszkaniowym. I tak w listopadzie rozpoczęli budowę „zaledwie” niespełna 5,8 tys. domów, co jest ilością porównywalną rok do roku, jednak o blisko 30 proc. mniejszą niż w tegorocznym październiku.

W sumie w ramach wszystkich form budownictwa mieszkaniowego od stycznia do listopada br. rozpoczęto budowę prawie 194 tys. lokali mieszkalnych, co daje wynik lepszy r/r o prawie jedną piątą.

Rekord mieszkań oddanych do użytkowania

Z kolei w dość imponującym tempie z miesiąca na miesiąc rośnie liczba mieszkań oddanych do użytkowania, która w przypadku deweloperów od lutego tego roku rysuje kolejną wyraźną falę wzrostową. Jej efektem jest historyczny w skali jednego miesiąca rekord lokali deweloperskich oddanych w listopadzie na poziomie 9885 jednostek, o 16 proc. wyższym r/r i aż o jedną piątą licząc m/m.

Potwierdzają się więc w pełni prognozy, zakładające stałą, silną zwyżkę liczby lokali oddawanych, wynikającą z faktu osiągnięcia przed około trzema laty i utrzymywanego po dziś dzień najwyższego w historii poziomu wolumenu nowych inwestycji deweloperskich. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl statystyki mieszkań oddawanych do użytku nie zależą bowiem od aktualnej sytuacji rynkowej, ale są efektem stanu koniunktury sprzed około dwóch lat, a wiec okresu odpowiadającego cyklowi inwestycyjnemu w budownictwie mieszkaniowym. W kolejnych miesiącach należy więc oczekiwać kontynuacji tendencji utrzymywania się tych danych na rekordowo wysokich poziomach.

W najnowszych czasach elementem comiesięcznych raportów GUS z rynku mieszkaniowego, który budził największe emocje, były statystyki dotyczące ilości mieszkań, na realizację których wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym. Liczba pozwoleń w deweloperskich portfelach rosła bowiem nieprzerwanie od początku roku, a średnia miesięczna ich wolumenu utrzymuje się na rekordowym od lat poziomie.

Tym razem listopadowy rezultat 8,4 tys. nowych pozwoleń deweloperskich nie należy wprawdzie do rekordowych, ale mieści się w zakresie wartości tegorocznych wahań na najwyższym od lat poziomie. W sumie deweloperzy w listopadzie przekroczyli już pułap 118 tys., co oznacza imponujący, ponad 25 – procentowy wzrost w stosunku do analogicznego okresu ub. roku.

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Można zatem na ich podstawie dowiedzieć się, jak deweloperzy oceniają perspektywy rozwoju koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki w dłuższym terminie – tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Jak widać z prezentowanych danych, nie zaszły tu ostatnio jakiekolwiek zmiany, co oznacza, że branża deweloperska ocenia wciąż rynkowe perspektywy jako wręcz rewelacyjne. Czy aby wciąż słusznie?

Euforia, czyli sprawdzony sygnał nadchodzącego przesilenia

W sytuacji wciąż utrzymującej się popytowej prosperity o historycznym wymiarze, windowanie statystyk inwestycyjnych wydaje się być najbardziej rozsądną polityką biznesową deweloperów. Już pierwsze dni nowego roku powinny upłynąć pod znakiem wzmożonych zakupów mieszkań w ramach pozostałej na 2018 rok ostatniej już puli dopłat MdM.

Wbrew pozorom nie brakuje jednak sygnałów nadchodzącego dużymi krokami przesilenia koniunkturalnej prosperity na pierwotnym rynku mieszkaniowym. Jakiego rodzaju są to sygnały?

Przede wszystkim rynek ogarnia powszechne przekonanie o nieuchronności kontynuacji tendencji wzrostowej sprzedaży nowych mieszkań. Tymczasem ta uległa już podwojeniu w okresie minionych czterech lat, co z jednej strony z pewnością jest wynikiem budzącym respekt, z drugiej jednak klasycznym sygnałem rynkowej „przedszczytowej” euforii zakupowej. Deweloperzy pracują na najwyższych w historii obrotach, bijąc historyczne rekordy nowych inwestycji i zabudowując w co większych aglomeracjach wszelkie wolne parcele, których ceny siłą rzeczy rosną w niepokojącym już tempie.

Z kolei bliski ekstremum optymizm ogarnął też analityków giełdowych, którzy z niespotykaną dotąd determinacją rekomendują zakupy akcji deweloperów mieszkaniowych, jako jedną z najbardziej dziś optymalnych i lukratywnych opcji inwestycyjnych. Co więcej, jeden z najbardziej cenionych globalnych banków inwestycyjnych – Goldman Sachs, zdecydował się właśnie teraz na przejęcie grupy Robyg, czyli notowanego od lat na GPW jednego z głównych tuzów rodzimej deweloperki mieszkaniowej.

Wszystko to razem tworzy mieszankę czynników charakterystycznych dla okresów schyłkowych koniunktury rynkowej, występujących w czasie kształtowania szczytu cyklu koniunkturalnego.

 

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

– Na początku tego roku branża transportowa zanotowała jeden z niższych wyników w historii naszego badania, co było z pewnością następstwem ubiegłorocznych nastrojów. Jednak w kolejnych kwartałach widzimy znaczne odbicie – odczyty za II, III i IV kwartał są najwyższe dla tego obszaru od początku 2015 roku – co oznacza, że polskie firmy transportowe są jednymi z najsilniejszych w Europie i szybko potrafią wyjść na prostą. To bardzo dobry prognostyk na nadchodzący rok, bo krajowi przewoźnicy mają ogromny udział w budowaniu PKB naszego kraju i są jednymi z najbardziej cenionych w całej Europie – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

Transport z drugim najlepszym wynikiem w historii

W IV kwartale br. subindeks „Barometru EFL” dla branży budowlanej wyniósł 63,8 pkt. Jest to wynik nie tylko lepszy niż w poprzednim kwartale (+4,5 pkt.), ale i rok temu (+8 pkt.). Powodów do optymizmu jest jednak więcej. Biorąc pod uwagę wszystkie cztery tegoroczne pomiary, 2017 rok był najlepszym od trzech lat. Trzy subindeksy (za II, III i IV kwartał) należą do najwyższych w historii badania, czyli od I kwartału 2015 roku. Warto też spojrzeć na nastroje firm transportowych w porównaniu do wyników pozostałych pięciu badanych branż (handel, HoReCa, produkcja, budownictwo, usługi). Pomiar dla transportu na IV kwartał tego roku jest drugim najwyższym wynikiem – wyższy uzyskała budowlanka (66,7 pkt.)

Przewoźnicy będą więcej inwestować

Bardzo dobre nastroje w branży transportowej to przede wszystkim pochodna pozytywnych prognoz dotyczących inwestycji. Pod koniec tego roku 38,1% firm transportowych spodziewa się więcej inwestować. To lepszy wynik niż kwartał wcześniej (28,3%) oraz rok temu (31,1%). Przedstawiciele branży transportowej liczą również na większe zamówienia w porównaniu do analogicznego okresu 2016 roku – 27,5% vs. 17,5%. Warto zauważyć, że przewoźnicy nie obawiają się również o swoją płynność finansową. Lepszej spodziewa się więcej niż jedna czwarta zapytanych (28,8%), podczas gdy rok temu tylko 12,5%.

2017 lepszy niż 2016 dla całego sektora MŚP

Główny odczyt „Barometru EFL” za IV kwartał 2017 roku wyniósł 58,2 pkt. i wciąż znajduje się ponad progiem OR. Zgodnie z przewidywaniami ekspertów EFL pomiędzy III a IV kwartałem br., podobnie jak to miało miejsce rok temu, wartość Barometru spadła (o 1,1 pkt.). Warto jednak podkreślić, że wartość wskaźnika jest wyższa nie tylko niż w IV kwartale ubiegłego roku (55,3 pkt.), ale w porównaniu do wszystkich pomiarów z 2016 roku. To oznacza, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, pomimo odrobinę gorszych prognoz, cały czas widzą szanse na rozwój w najbliższych miesiącach.

Dynamika PKB w trzecim kwartale wyniosła 4,9 proc. i okazała się wyższa niż oczekiwane przez ekonomistów 4,7 proc. Był to jednocześnie wynik najlepszy od czwartego kwartału 2011 r., czyli od sześciu lat, gdy sięgnął 5,3 proc. Wzrost utrzymuje się nadal głównie dzięki konsumpcji gospodarstw domowych, której wzrost co prawda obniżył się z 4,9 do 4,8 proc. ale wciąż pozostaje na bardzo wysokim poziomie. Wzrost nakładów brutto na środki trwałe, mimo przyspieszenia z 0,8 proc. w drugim kwartale do 3,3 proc., można wciąż uznać za niezbyt zadowalający. Ekonomiści liczyli w tym przypadku na wzrost przekraczający 5 proc. Pocieszające jest jednak to, że postęp jest jednak wyraźnie widoczny. Inwestycje powinny mocniej przyspieszyć w ostatnich trzech miesiącach roku, a jednocześnie wciąż będzie można liczyć na utrzymanie się wysokiej dynamiki konsumpcji. Wbrew wcześniejszym obawom, do wzrostu gospodarczego wciąż przyczynia się dodatnie saldo handlu zagranicznego. Mimo korzystnych tendencji, utrzymanie tak wysokiej dynamiki wzrostu gospodarczego w czwartym kwartale może być trudne, ale już widać, że wynik całego roku będzie znacznie lepszy niż spodziewali się najwięksi optymiści i może sięgnąć 4,5 proc. Po trzech kwartałach wynosi już 4,4 proc.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

PKB wzrósł w 3. kwartale 2017 r. o 4,9 proc. r/r. Nakłady brutto na środki trwałe były wyższe o 3,3 proc. r/r – podał GUS.

Polska gospodarka wzrosła w 3. kwartale 2017 r. w większym stopniu niż wynikało to z szybkiego szacunku PKB opublikowanego przez GUS w połowie listopada – o 4,9 proc.

Można było przewidzieć, że głównym motorem wzrostu gospodarczego było spożycie indywidualne, które od 3. kwartału 2016 r., czyli od czasu gdy ruszył program Rodzina 500+, ale zaczęła się też wyraźnie poprawiać sytuacja na rynku pracy, rośnie w tempie bliskim 5 proc. Dobrym sygnałem jest powrót eksportu netto jako czynnika wzrostu PKB (po silnym ujemnym wpływie w 2. kwartale br.). Odrębnej analizy wymagają zmiany zapasów, które po raz pierwszy od wielu kwartałów nie wsparły wzrostu gospodarczego. To sygnał, że nie są one odnawiane w stopniu niezbędnym dla wzrostu PKB na poziomie bliskim 5 proc. Pytanie dlaczego i jakie to będzie miało konsekwencje dla szans rozwojowych firm i gospodarki w kolejnych miesiącach.

Najważniejsze jednak jest to, że po 6. kwartałach mamy wreszcie nieznaczny, ale jednak wzrost nakładów brutto na środki trwałe. W całości jest on efektem inwestycji finansowanych ze środków publicznych, w tym przede wszystkim z funduszy unijnych. W ciągu 3. kwartałów br. inwestycje przedsiębiorstw średnich i dużych (50+) były bowiem ciągle niższe niż w 2016 r. (1 proc. r/r; w cenach stałych), a tym samym także niższe niż w 2015 r. (spadek o 9,1 proc. r/r). Byłyby one jeszcze niższe, gdyby nie firmy z kapitałem zagranicznym. Ich nakłady na inwestycje w okresie styczeń-wrzesień 2016 r. i 2017 r. stanowiły ponad 43 proc. nakładów przedsiębiorstw 50+. W porównywalnym okresie 2014 r. i 2015 r. było to ok. 1/3 całości nakładów inwestycyjnych firm 50+.

Po raz kolejny okazuje się zatem, że firmy z kapitałem zagranicznym są stabilizatorem dla polskiej gospodarki. Dzięki nim inwestycje firm nie spadają tak gwałtownie, jak wynika to z osłabienia skłonności do inwestowania w polskich firmach. Firmom zagranicznym zawdzięczamy także silną obecność na rynkach zewnętrznych i rosnący eksport.

Ważne, że ruszyły inwestycje finansowane ze środków unijnych. Czas najwyższy, bowiem jesteśmy w środku okresu 2014-2020, w którym mamy do wykorzystania ponad 80 mld euro, z czego prawie 43 mld euro w ramach programów w dużej mierze dedykowanych inwestycjom – Infrastruktura i Środowisko (27,4 mld euro), Inteligentny Rozwój (8,6 mld euro), Wiedza, Edukacja, Rozwój (4,7 mld euro), Polska Cyfrowa (2,2 mld euro). I ponad 30 mld euro, które mają do wykorzystania regiony, w tym w sporej części na inwestycje.

Ale aby wykorzystanie tych środków mogło być uruchomione na większą skalę, niezbędne są nie tylko środki budżetowe, ale także inwestycje przedsiębiorstw. Tymczasem firmy są ciągle bardzo ostrożne w swoich decyzjach. I koło się zamyka. Np. firmy budowlane zwiększyły nakłady na inwestycje w ciągu 3. kwartałów 2017 r. zaledwie o 0,9 proc. r/r (po spadku w całym 2016 r. o ponad 21 proc.). A to one będą miały realizować dużą część inwestycji finansowanych z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Przy braku pracowników (stopa bezrobocia w październiku br. na poziomie 4,6 proc. /BAEL/) jedyną szansą na udźwignięcie projektowanych inwestycji infrastrukturalnych są inwestycje firm budowalnych zwiększające i modernizujące ich aparat wytwórczy. A te jak widać są niewielkie. Takie problemy dotyczą nie tylko budownictwa, ale także wielu innych branż.

Należy się cieszyć z wyniku polskiej gospodarki w 3. kwartale 2017 r. Ale to już „historia”. Trzeba myśleć o przyszłości, a ta nie będzie tak dobra jak minione trzy miesiące bez inwestycji, w tym przede wszystkim inwestycji przedsiębiorstw.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Jako społeczeństwo oszczędzamy najwięcej od 5 lat, ale te pieniądze nie są pomnażane efektywnie. W swoich decyzjach finansowych kierujemy się przede wszystkim przekonaniami, a nie obiektywną wiedzą. Ryzyko nie ma dla nas odcieni szarości – nie jesteśmy zainteresowani potencjalnym wyższym zyskiem, jeśli nie mamy jednocześnie gwarancji ochrony kapitału. Wierzymy w inwestycje w aktywa materialne. W konsekwencji przechodzimy obojętnie wobec narzędzi pozwalających skutecznie pomnażać nasz kapitał.

W 2016 roku po raz pierwszy od 5 lat istotnie zwiększyła się stopa oszczędności polskich gospodarstw domowych, osiągając poziom 3,6 proc. To dobra wiadomość, choć na tle średniej dla Unii Europejskiej (11 proc.) nadal wypadamy blado. Wzrost ten przypadł na moment trudny dla oszczędnych. Spadek realnego oprocentowania depozytów, będący konsekwencją niskich stóp procentowych i rosnącej inflacji skutkował obniżeniem wartości otwieranych lokat terminowych przez cały 2017 rok.

BGŻOptima postanowiła sprawdzić, jak tę sytuację postrzegają oszczędzający i czy wpływa ona na ich przekonania i działania związane z zarządzaniem zgromadzonym kapitałem.

Oszczędzamy bez planu

Na poziomie deklaracji osoby, które oszczędzają, robią to modelowo. Jak wynika z 5. edycji raportu BGŻOptima „Polak Oszczędny”, ponad 2/3 Polaków posiadających min. 1 000 zł oszczędności twierdzi, że gromadzenie pieniędzy na przyszłość przychodzi im naturalnie. Większość zgadza się, że tak powinni robić ludzie odpowiedzialni, a blisko ¾ zapewnia, że nie ma problemów z długoterminowym oszczędzaniem. W ocenie 54 proc. badanych optymalną strategią jest odkładanie co miesiąc konkretnej kwoty, według ustalonego planu.

W praktyce jednak okazuje się, że oszczędzamy chaotycznie. Najczęściej wskazywaną praktyką jest odkładanie na koniec miesiąca pieniędzy, które nie zostały wydane (41 proc.), przeznaczanie na zaskórniaki dodatkowych środków, np. z premii (40 proc.) oraz oszczędzanie bez sprecyzowanego planu (31 proc. wskazań).

Dla poczucia bezpieczeństwa potrzebujemy małej fortuny

Niezależnie od wysokości bieżących dochodów dla zapewnienia sobie poczucia finansowego bezpieczeństwa potrzebujemy dużych kwot. Średnia wartość minimalnej poduszki finansowej, wskazywana przez badanych to aż 69 tys. złotych. Trzy czwarte oszczędzających oczekuje, że ich oszczędności będą wynosić do 100 tys. złotych. W związku z wysoko zawieszoną poprzeczką zaledwie 1/3 badanych udało się odłożyć oczekiwaną sumę.

Taki poziom oczekiwanej poduszki bezpieczeństwa burzy mit o tym, że rolę tę spełnia trzykrotność miesięcznego wynagrodzenia. Niemal połowa osób, które mają takie oszczędności wcale nie czuje się z nimi bezpiecznie. Jak obliczyli eksperci BGŻOptima, niezależnie od poziomu dochodów kwota, którą wskazujemy jako bezpieczne minimum oszczędności to równowartość około 20 miesięcznych pensji!

– Co więcej, nasz apetyt rośnie w miarę jedzenia. Im wyższy dochód, tym większe też nasze oczekiwania finansowe, jeśli chodzi o oszczędności. Budowanie poduszki bezpieczeństwa nie wynika zatem tylko z przezorności. Chcemy chronić też wyższy standard życia i utrzymać go w razie niespodziewanego zdarzenia – tłumaczy Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima.

Co trzeci oszczędzający przyznaje, że na przyszłe wydatki odkłada maksymalnie 10 proc. swojego miesięcznego wynagrodzenia. Jak zauważa Piotr Marciniak, przy takiej strategii do poziomu minimalnej poduszki bezpieczeństwa większość z nas będzie dochodzić nawet 20 lat.

– Te wygórowane oczekiwania tłumaczą, dlaczego nasze oszczędzanie jest takie krótkowzroczne i przypadkowe. Trudno oczekiwać od konsumenta, że będzie myślał o dywersyfikacji czy inwestycjach, jeśli ciągle nie ma wystarczająco dużo pieniędzy, aby być spokojnym o swoją przyszłość – mówi Piotr Marciniak.

Nie inwestujemy, bo nie wiemy jak

Skoro nade wszystko oszczędności mają służyć bezpieczeństwu, nie można się dziwić, że Polacy mają bardzo wysoką awersję do inwestycji z powodu wiążącego się z nimi – w ich przekonaniu – ryzyka. Sytuacji nie poprawia świadomość, że na temat inwestowania wiemy niewiele.

Aż 83 proc. respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że aby inwestować trzeba się na tym znać. W konsekwencji główną barierą wskazywaną przez osoby, które nie inwestują, jest właśnie niewystarczająca wiedza i umiejętności (52 proc.). Mają one zdecydowanie większe znaczenie, niż dostępność wystarczającej sumy pieniędzy na taki cel (39 proc.) czy brak dostępu do osoby, która mogłaby doradzić, jak inwestować (22 proc. wskazań).

Co ciekawe, pojęcia „oszczędzanie” i „inwestowanie” kojarzone są dość swobodnie z różnymi instrumentami finansowymi. Każdą aktywność związaną z regularnym wpłacaniem pieniędzy –  niezależnie od miejsca, gdzie one trafiają – większość badanych utożsamia z oszczędzaniem. W tej kategorii umieszczamy np. odkładanie na IKE i IKZE. Oszczędzaniem jest też korzystanie z produktów, kojarzonych jako bezpieczne. Co trzeci badany w tej kategorii umieszcza zakup obligacji Skarbu Państwa, co piąty zakup walut. Ten ostatni za sposób na zabezpieczenie kapitału uważają głównie osoby starsze. Młodzi kojarzą waluty obce już silniej z inwestycjami i ryzykiem.

Ryzyka boimy się jak ognia

Aż 81 proc. badanych deklaruje, że mając do wyboru wysoki zysk lub gwarancję kapitału wybierze to drugie. Chociaż blisko połowa oszczędzających zgadza się ze stwierdzeniem, że dziś można zarobić tylko na inwestycjach, to 87 proc. przyznaje, że najbardziej zależy im na bezpiecznym pomnażaniu oszczędności.

Z badania BGŻOptima wynika jednoznacznie, że otwartość na inwestowanie oszczędności na rynku kapitałowym nie jest uzależniona od poziomu zgromadzonego kapitału. Bez względu na wartość posiadanych oszczędności średnio co piąty badany nie zainwestowałby na rynku finansowym żadnej części swoich oszczędności. Połowa deklaruje, że byłaby gotowa zainwestować maksymalnie 20 proc. odłożonej kwoty.

– Gdy Polacy myślą o skutecznym inwestowaniu i pomnażaniu oszczędności biorą pod uwagę zwykle te rozwiązania, które ze względu na bardzo wysoki próg wejścia dla większości z nich są nieosiągalne. Jest to na przykład zakup nieruchomości na wynajem lub inwestycja w antyki lub złoto. Jednocześnie tracimy z oczu wiele rozwiązań oferowanych przez rynek finansowy, które są bezpieczne i skutecznie pomnażają oszczędności, a przy tym są dostępne i płynne – mówi Piotr Marciniak.

Jak pokazuje badanie większość posiadaczy oszczędności nie widzi różnicy między poszczególnymi typami funduszy inwestycyjnych, jeśli chodzi o poziom potencjalnego ryzyka jaki wiąże się z inwestycją w nie. Tymczasem jak pokazują dane historyczne za ostatnie 5 lat, ich wyniki różnią się. Fundusze pieniężne przyniosły w tym okresie ponad 13 proc. zysku, tymczasem fundusze zrównoważone blisko 18 proc. W tym samym czasie inwestycja w nieruchomości w Warszawie wypracowała ok. 8 proc. zwrotu, a wartość pieniędzy zainwestowanych w złoto spadła o jedną czwartą.

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje o  wstrzymanie prac nad projektem ustawy dotyczącym zniesienia górnego limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe.  Wywołał on wyjątkowe wzburzenie wśród pracodawców, ale także związków zawodowych.

Organizacje pracodawców i związków zawodowych, wchodzące w skład Rady Dialogu Społecznego, jednoznacznie negatywnie oceniły sposób procedowania projektu, jak i propozycje zniesienia limitu.

W listach do Beaty Szydło i Jarosława Kaczyńskiego pracodawcy napisali m.in: „ Z niepokojem odnotowujemy praktyczne odebranie możliwości zabrania głosu partnerom społecznym na etapie prac Rady Ministrów i skierowanie projektu do Sejmu RP po 5 dniach od jego przedstawienia do wiadomości publicznej. Traktujemy to jako naruszenie podstawowych zasad dialogu i procesu legislacyjnego.

Mając na uwadze dyskusję w sejmowej komisji ds. polityki społecznej, pragniemy zauważyć, iż wprowadzenie limitu wiązano ze stworzeniem jednolitego systemu emerytalno-rentowego (jego stabilności w przyszłości i nietworzenie „kominów” emerytalnych). Rozwiązanie to jest znane systemom wielu państw członkowskich Unii Europejskiej. Nie jest też dla nas zrozumiała decyzja o zwiększaniu kosztów zatrudnienia w przypadku stosunku pracy, a przez to ograniczanie atrakcyjności tej formy zatrudnienia. Zastrzeżenie wzbudza brak wnikliwej analizy proponowanej zmiany z punktu widzenia sytuacji na rynku pracy, z zwłaszcza przechodzenia pracowników do zatrudnienia pozakodeksowego oraz samozatrudnienia.

Jako organizacja polskich pracodawców staramy się zachęcać do powrotu do Polski osoby, które obecnie przebywają na emigracji w innych krajach Unii Europejskiej. Szczególny nacisk kładzie się na zachęcanie do powrotu do Polski osób wysoko wykwalifikowanych, z wykształceniem i doświadczeniem zawodowym zdobytym za granicą. Zwiększanie klina podatkowego będzie czynnikiem zniechęcającym do powrotu osób o wysokich kwalifikacjach, zainteresowanych pracą na stanowiskach eksperckich, menedżerskich, dyrektorskich, etc. Wręcz przeciwnie, może to się stać czynnikiem zwiększającym do emigracji specjalistów pracujących w Polsce.

Wejście w życie tej regulacji zaszkodzi rozwijającemu się dopiero w Polsce zatrudnieniu wysokiej klasy specjalistów. Zmiana zniechęcać będzie przedsiębiorstwa do tworzenia w Polsce wysoko opłacanych miejsc pracy tworzących znaczną wartość dodaną.

Co ważne, nie dano pracodawcom żadnych szans na przygotowanie się do wprowadzanych zmian. Poważne firmy i instytucje mają już przygotowane projekty budżetów na rok 2018. Wprowadzenie tak radykalnej zmiany w kosztach funkcjonowania tuż przed rozpoczęciem roku, w którym mają one zacząć obowiązywać tworzą u pracodawców, inwestorów wrażenie braku stabilności i przewidywalności.

Stabilność i przewidywalność oraz zaufanie do instytucji państwowych są podstawowymi warunkami stabilnych, długofalowych inwestycji, a to właśnie takie inwestycje najbardziej przyczyniają się do wzrostu gospodarczego i poprawy poziomu dobrobytu – napisała Konfederacja Lewiatan.

 

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wyniósł 5,4. Także Wskaźnik Wyprzedzający był najwyższy w historii (3,4) – podał GUS.

Polacy uwierzyli, że gospodarka będzie rosła cały czas, bezrobocie będzie spadało, a ich sytuacja finansowa będzie się już tylko poprawiać. Lepsze oceny sytuacji na rynku pracy były tylko w 2007 r.,  czyli przed kryzysem finansowym.

Poczuliśmy się pewnie, dlatego wydajemy zarobione i otrzymane z puli publicznej pieniądze, co wpływa na spadek (na szczęście nieznaczny) oceny możliwości przyszłego oszczędzania pieniędzy.

A oszczędności są polskiej gospodarce potrzebne, bo potrzebne są inwestycje, które kapitału z oszczędności potrzebują. Warto też Polakom uzmysławiać, że koniunktura ma to do siebie, że po dobrej wcześniej czy później przychodzi gorsza i chociażby z tego powodu powinni zwiększyć skłonność do oszczędzania. Bez tego lądowanie – tak gospodarstw domowych, jak i całej gospodarki – może być dość twarde.

 

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w październiku 2017 r. o 12,3 proc. r/r (ceny stałe). Produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 20,3 proc. – podał GUS.

Wzrost produkcji sprzedanej przemysłu w październiku o 12,3 proc. r/r to bardzo dobra zapowiedź 4. kwartału br. Szczególnie, że o 14 proc. wrosła produkcja sprzedana w przetwórstwie przemysłowym. Październikowy PMI na to nie wskazywał (53,4). Takiej dynamiki produkcji sprzedanej przemysłu nie było od sierpnia 2010 r. To też najlepszy wynik w 2017 r.

Na tak dobre wyniki przemysłu złożyły się wszystkie działy gospodarki (32 na 34), poza wydobywaniem węgla kamiennego i brunatnego, gdzie odnotowano ponad 13. proc. spadek r/r. W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. produkcja sprzedana w tym sektorze gospodarki spadła o 14,2 proc. Przy takich spadkach niepokoją zapowiedzi górników dotyczące wypłaty 14 pensji w 2017 r. W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. wynagrodzenia w sekcji wydobywanie węgla kamiennego i brunatnego wzrosły co prawda wolniej niż średnio w sektorze przedsiębiorstw, bo o 2,9 proc. wobec wzrostu o 5,3 proc. w sektorze firm. Jednak wzrost wynagrodzeń odbywał się mimo silnych spadków wydobycia i sprzedaży. Domaganie się wypłaty 14. pensji przez górników oznacza, że kopalnie, które na to się zgodzą, będą miały jeszcze gorsze niż zakładano wyniki finansowe, a tym samym znowu będziemy je ratować z naszych podatków. I zamiast przeznaczać je na dekarbonizację naszej gospodarki, a także na budowanie nowych kompetencji pracowników górnictwa, pieniądze dalej będziemy wkładać w tą część gospodarki, która niestety nie ma przyszłości.

Dobrze, że inne branże radzą sobie świetnie. Produkcja sprzedana w większości branż przetwórstwa przemysłowego rosła w tempie dwucyfrowym: produkcja maszyn i urządzeń, produkcja metali i wyrobów z metali, wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych, urządzeń elektrycznych, wyrobów farmaceutycznych. Są to branże eksportowe, a więc ciągle jeszcze mają potencjał do korzystania z szans jakie daje rosnący przemysł na rynkach krajów UE, czyli u naszych głównych partnerów handlowych. Pytanie jak długo, bowiem na wyczerpaniu jest zasób bez którego zwiększanie produkcji będzie trudne, a często niemożliwe – ludzie. Stopa bezrobocia we wrześniu wyniosła już 4,6 proc. Teraz zapewne jest jeszcze niższa.

Ratunkiem mogą być tylko inwestycje. Tu dobrym sygnałem jest wzrost produkcji maszyn i urządzeń o 23,8 proc. r/r. Część tego wzrostu to bez wątpienia inwestycje krajowe. Jeśli tak, to możemy trochę bardziej optymistycznie patrzeć na szanse polskiej gospodarki na rozwój w średnim okresie.

Jeśli przedsiębiorcy uznają, że znacznie większym zagrożeniem dla nich jest brak pracowników niż ryzyka związane z decyzjami inwestycyjnymi i ich realizacją, to inwestycje te będą też coraz bardziej związane z robotyzacją i cyfrową gospodarką. Oby.

autor: dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyśle i budownictwie. Wciąż utrzymuje się bardzo wysoka dynamika sprzedaży detalicznej, potwierdzająca siłę konsumpcji, prawdopodobnie daleką jeszcze od wyczerpania potencjału.

Sięgający 12,3 proc. wzrost produkcji przemysłowej okazał się silniejszy niż się spodziewano i był najwyższy od lipca 2010 r. Nieco niższą od oczekiwanej dynamikę zanotowano w przypadku produkcji budowlano-montażowej, która poszła w górę o 20,3 proc., potwierdzając jednak tezę o przyspieszeniu w inwestycjach.

Wzrost produkcji przemysłowej wpisuje się w trwającą od ponad roku tendencję wyraźnej poprawy kondycji polskiego przemysłu i pozwala oczekiwać jej kontynuacji oraz dalszego niewielkiego wzrostu dynamiki. Trzeba jednak zauważyć, że październikowy skok to w dużej mierze efekt niskiej bazy porównawczej z ubiegłego roku, gdy w październiku produkcja spadła o 1,3 proc. oraz większej liczby dni roboczych. Do optymizmu skłania wysoki popyt na wyroby przemysłowe zarówno w kraju, jak i za granicą, co sygnalizują zgodnie wskazania PMI oraz utrzymujące się od prawie dwóch lat na wysokim poziomie zamówienia. W poprzednich okresach boomu gospodarczego z lat 2006-2008 i 2010-2011 dynamika wzrostu produkcji przemysłowej przez wiele miesięcy przekraczała 10 proc. W obecnym cyklu z taką sytuacją mieliśmy do czynienia jedynie w marcu. Warto jednak pamiętać, że hamująco na tę tendencję mogą zacząć wpływać sygnalizowane już od dłuższego czasu ograniczenia związane z sytuacją na rynku pracy oraz wysoki stopień wykorzystania mocy produkcyjnych, powodujące już teraz wzrost zaległości w realizacji zamówień, spadek poziomu zapasów oraz wydłużanie się czasu dostaw. Podobnie jest w budownictwie, gdzie dynamika produkcji zbliżyła się już do poziomów z poprzednich okresów szczytu koniunktury, a problemy z brakiem pracowników i zdolności produkcyjnych oraz rosnącymi cenami materiałów są coraz mocniej odczuwalne. To może prowadzić do spadku rentowności firm oraz opóźnień realizacji projektów.

Utrzymujący się od prawie pięciu lat wzrost konsumpcji, jedna z najbardziej trwałych tendencji w naszej gospodarce, nie zawiódł także w październiku. Sięgający 8 proc. wzrost sprzedaży detalicznej okazał się minimalnie niższy niż się spodziewano i słabszy niż miesiąc wcześniej, ale nadal wpisuje się w pozytywną tendencję, panującą już od dłuższego czasu. Konsumpcji sprzyja sytuacja na rynku pracy, a w szczególności wysoka dynamika wzrostu wynagrodzeń, która w październiku sięgnęła 7,4 proc., a więc poziomu najwyższego od prawie sześciu lat. Nic nie wskazuje na to, by ta tendencja miała się w przyszłości w odczuwalny sposób zmienić, jednak czynnikiem mogącym wpłynąć nieco hamująco na konsumpcję jest narastająca presja inflacyjna, która powoduje, że realne płace nie rosną w tak szybkim tempie, jak nominalne. Pod tym względem lepsze z punktu widzenia konsumentów były lata 2014-2016, gdy mieliśmy do czynienia z deflacją, która rekompensowała niezbyt wielką dynamikę wynagrodzeń nominalnych.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk  GERDA BROKER

 

Kobiety dostaną o 80 proc. niższe emerytury niż mężczyźni. Z wyliczeń ZUS wynika, że kobiety mają dostać średnio 1540 złotych a mężczyźni  2820 złotych. Jedyne co możemy zrobić to zacząć oszczędzać. Które inwestycje są najbardziej opłacalne?

Polacy gdy chodzi o ich finanse najczęściej wybierają bezpieczeństwo. Najbardziej popularnym sposobem oszczędzania są lokaty i konta oszczędnościowe.

– Zarówno lokaty jak i konta oszczędzające nie oferują zbyt wysokich stop zwrotu. Można zaryzykować stwierdzenie, że tak na prawdę jesteśmy poniżej rzeczywistej inflacji – mówi Robert Śniegocki, ekspert Grupy Goldenmark.

Swoje oszczędności można też pomnażać na giełdzie. W tym przypadku możemy w krótkim czasie osiągnąć bardzo duże zyski ale także musimy liczyć się z ryzykiem straty.

– Giełda wymaga wiedzy, doświadczenia, często wyższego nakładu kapitału i czasu. Czas jest niezbędny inwestorom do tego, żeby to wszystko monitorować. Z drugiej strony znajduje się chociażby złoto. Inwestycja nie wymaga zbyt dużej wiedzy. W długim horyzoncie czasowym przynosi zdecydowanie ponadprzeciętne stopy zwrotu. Dodatkowo osoba, która zdecydowała się uwzględnić złoto w swoim przyszłym portfelu emerytalnym może cieszyć się zyskiem, który jest zwolniony z podatku dochodowego – wyjaśnia Robert Śniegocki.

Im później zaczynamy oszczędzać na emeryturę tym większe sumy powinniśmy odkładać. Jeżeli zaczynamy to robić wcześniej. Mamy więcej czasu na zgromadzenie kapitału. Polecanym rozwiązaniem jest też dzielenie zgromadzonych środków i inwestowanie ich w różne instrumenty.

Ekspert podkreśla, że złoto powinno być podstawą budowania kapitału na przyszłość. Sztabki złota najlepiej kupować raz na kwartał lub pół roku. Nabywanie ich z mniejszą częstotliwością wiąże się z większym wydatkiem, a więc koniecznością rezygnacji z innych przyjemności.

– Żeby inwestować w złoto wcale nie trzeba być krezusem finansowym i posiadać zasobny portfel. Złoto jest dzisiaj dla każdego, sztabka jest dostępna już od 200 zł i dobrze jest ją uwzględnić w swoim portfelu aktywów na przyszłą emeryturę – dodaje Robert Śniegocki.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Od początku roku było 673 przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw wobec 589 w ciągu trzech kwartałów 2016 r, co oznacza 14 procentowy wzrost – wynika z danych opublikowanych w Monitorach Sądowych i Gospodarczych. Spośród wielu przyczyn niewypłacalności wyłania się jedna konkluzja firmy za mało zarabiają.

Na 9 miesięcy od początku roku z mniejszą liczbą opublikowanych niewypłacalności mieliśmy do czynienia tylko w maju i wrześniu, stąd 14% wzrost ich liczby po trzech kwartałach w stosunku do roku ubiegłego. W efekcie tego w trzecim kwartale opublikowano w Monitorach Sądowych informacje o niewypłacalności aż 255 polskich firm – najwięcej od 5 lat (od końca 2012 roku – wtedy w IV kw. było to 260 firm). Spodziewamy się, że do końca roku tempo wzrostu liczby niewypłacalności polskich firm nadal będzie dwucyfrowe. Za wcześnie jeszcze na pozytywne efekty dla finansów firm z powodu wzrostu cen produkcji sprzedanej, sygnalizowanego ostatnio m.in. przez Eurostat (w naszym kraju w sierpniu jeden z najwyższych w Europie – 4,5% r/r).

– Firmy produkcyjne (a ostatnio także budowlane) musiały w końcu podnieść ceny, gdyż w ciągu ostatnich kwartałów skumulował się wzrost ponoszonych przez nie kosztów – cen pracy (od kilku do kilkunastu procent w zależności od województwa) i materiałów – zauważa Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka. – Czy to wpłynie na trwałe podniesienie rentowności, a w ślad za tym – zmniejszenie liczby niewypłacalności polskich producentów? To zależy, na ile wzrost cen będzie akceptowany przez rynek – trzeba więc obserwować poziom zamówień… Jest to też efekt wyczerpywania możliwości łatwego zwiększania skali produkcji bez istotnych inwestycji. Ale nawet jeśli w części przypadków zamówienia spadną, to bardziej istotny od obrotu będzie zysk, który może wzrosnąć (liczy się przecież nie wolumen, ale rentowność obrotu). Firmy maja w pierwszej kolejności zarabiać, a nie sprzedawać.

Spośród wielu przyczyn niewypłacalności wyłania się jedna konkluzja… firmy za mało zarabiają (kwestia rentowności obrotu, finansowania działalności, przepływu środków).

Skąd tak duże zróżnicowanie pomiędzy województwami – w jednych wyraźny jest znaczny wzrost liczby niewypłacalności, a w innych jej spadek? Gdy zestawimy sektory, które stały za wyraźnym spadkiem lub wzrostem r/r niewypłacalności w poszczególnych regionach kraju, to zarówno w jednym jak i drugim przypadku są te same branże: budownictwo (wyraźna poprawa w 4, a pogorszenie w 6 województwach), handel (analogicznie lepiej w tym sektorze było w 7, a gorzej w 8 województwach), produkcja (tutaj poprawa w 3 a pogorszenie w 4 regionach)… Z jednym wyjątkiem – usługi, gdzie poprawa miała miejsce jedynie w Wielkopolsce (a drastycznie wzrosła liczba takich niewypłacalności na Mazowszu – o +19 przypadków r/r). Nie jest to jednak sektor odpowiedzialny za cały wzrost niewypłacalności, w innych województwach wzrosty liczby tych zdarzeń miały miejsce głównie w budownictwie (zachodniopomorskie +11 r/r czy warmińsko-mazurskie +6 r/r) jak i w produkcji (opolskie +7 r/r), a na Pomorzu rozłożyły się niemal równo pomiędzy wszystkie branże.

Skoro nie ma jasnej mapy branż ewidentnie stojącymi za niewypłacalnościami, to może wspólne, łatwe do zidentyfikowania są przyczyny tego trendu? Tutaj też jest wiele tropów, nierzadko sprzecznych – chociażby w budownictwie. Niewypłacalności następowały w nim z powody utraty rynku, braku zleceń albo… właśnie realizacji tychże zleceń, ale przy niskiej ich rentowności. Obserwować można było całe spektrum przyczyn problemów firm – popytowe (brak zleceń, duża konkurencja – stagnacja cen przy wzroście kosztów), finansowe (krótkoterminowe finansowanie, słaba akumulacja środków własnych), prawno-podatkowe (zmiana prawa naprawczego – domino postępowań restrukturyzacyjnych, luki w przepisach; obciążanie firm odpowiedzialnością za błędy lub wyłudzenia nawet odległych w ich łańcuchu dostaw kontrahentów).

– O ile w przypadku konkretnych firm łatwo zidentyfikować ich problemy lub przyczyny niewypłacalności, to jednoznaczna obecnie diagnoza w skali całego kraju nie jest łatwa. Nie stoi za tym prosty schemat podażowo-popytowy, a przy tym sytuacja dynamicznie się zmienia. Jak zatem podsumować trzy kwartały 2017 roku w temacie niewypłacalności polskich przedsiębiorstw – które wzrosły w tym czasie w tempie 14% r/r? Przy wielu przyczynach wzrostu niewypłacalności, konkluzja natury ogólnej jest taka, że nie ma jednoznacznie pewnych lub zagrożonych branż czy regionów. Najbardziej prozaiczne i wspólne dla tych wszystkich przyczyn jest to, iż firmy za mało zarabiają – mówi Tomasz Starus.

Wszystkie oczy skierowane na budownictwo – sezon budowlany nie wpłynął (jeszcze) na trwałą poprawę sytuacji.

Budownictwo – rok do roku po trzech kwartałach niewypłacalności w nim jest więcej, a sam wrzesień wiosny jeszcze nie czyni (14 niewypłacalności wobec 16 przed rokiem)… Chronologia jego problemów w poszczególnych kwartałach wyglądała następująco: w pierwszym opublikowano informacje o niewypłacalności 43 firm budowlanych (wykonawczych), w drugim 30, a w trzecim – 50. Czyli trudno mówić o trendzie spadkowym na skutek narastania zleceń wraz z rozwojem sezonu budowlanego. Nic takiego nie miało miejsca – może jest jeszcze na to za wcześnie?

Na przykładzie września potwierdzają się trendy z ostatnich miesięcy: publikowane ostatnio przypadki niewypłacalności firm budowlanych dotyczyły głównie firm ogólnobudowlanych, rzadkie w tym gronie są przypadki firm wyspecjalizowanych w konkretnych pracach (we wrześniu – dwa przypadku, które ponadto odnosiły się do małych firm). Problemy miały głównie firmy ogólnobudowlane. Charakterystyczne dla części z nich były bardzo duże wahania przychodów w ostatnich latach – gwałtowny spadek z 25 na 3 mln zł w skali roku, albo gwałtowny ich wzrost i nagłe załamanie np. rok po roku 2/26/74 mln zł, a mimo to firma upadła. Wyodrębnić można dwa scenariusze problemów w budownictwie – pierwszy to spadek obrotów, brak zleceń przy utrzymywaniu rentowności sprzedaży na poziomie od kilkunastu do kilkudziesięciu procent (40%), a drugi to realizacja zleceń, ale przy osiąganej rentowności sprzedaży w ostatnich latach zazwyczaj na poziomie poniżej 1%.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Niemal połowa z nas (47 proc.) z nas deklaruje, że raz w roku coś odłożyło, 17 proc. respondentów robi to regularnie. Niestety, jak pokazują najnowsze wyniki badań „Postawy Polaków wobec finansów” przeprowadzonego przez Fundację Kronenberga przy Citi Handlowy osób, które oszczędzają z myślą o emeryturze, jest zaledwie 8 proc. W 2015 roku było ich prawie trzy razy więcej.

– Dostrzegamy, że liczba respondentów, którzy deklarują oszczędzanie na emeryturę jest płynna i dynamicznie reaguje na doniesienia rynkowe czy reformy systemu emerytalnego. Przy dużej zmianie w OFE w 2015 roku ten wskaźnik był na historycznie najwyższym poziomie i wynosił 21 proc. Teraz kiedy mamy obniżony wiek emerytalny i mniej niepokojących doniesień wokół  tematu,  o emeryturze jako celu oszczędzania mówi zaledwie 8 proc. respondentów – mówi newsrm.tv  Jacek Taraśkiewicz, Szef Pionu Zarządzania Produktami Detalicznymi, Usługami Maklerskimi, Segmentami i Siecią Oddziałów w Citi Handlowy.

Najczęściej oszczędzamy na tzw. „czarną godzinę”, remonty i urlopy. Połowa z nas odkłada gotówkę lub wpłaca pieniądze na depozyt, 19 proc. inwestuje w akcje, 9 proc. w fundusze emerytalne, 6 proc. w fundusze inwestycyjne. Inne cele wskazało 17 proc. badanych.

– Badanie pokazało, że jest jeszcze dużo do zrobienia w kwestii strategii inwestycyjnych. Połowa z nas trzyma oszczędności w gotówce lub  na depozycie, czyli środki nie pracują aktywnie. Zauważamy niewielki wzrost w przypadku zainteresowania funduszami inwestycyjnymi – mówi Jacek Taraśkiewicz, Szef Pionu Zarządzania Produktami Detalicznymi, Usługami Maklerskimi, Segmentami i Siecią Oddziałów w Citi Handlowy i dodaje – Dlaczego tak ważne jest regularne oszczędzanie? W inwestycjach ważny jest horyzont czasowy. Im wcześniej zaczniemy tym lepiej. Trzeba też pamiętać, że nasze dzieci powielają wzorce zaczerpnięte z domu. Jeżeli widzą, że rodzice oszczędzają to im też będzie to przychodziło naturalnie i kiedy osiągną wiek dojrzały będą miały już własne środki.

Z danych OECD wynika, że Polacy się bogacą. Nasze oszczędności urosły już dwukrotnie i obecnie średnio jeden mieszkaniec ma ich już 101 tys. zł, czyli prawie dwukrotnie więcej niż miał w 2008 roku. Wtedy do dyspozycji mieliśmy 49 tys. zł.

Temu, czy Polacy rozmawiają o finansach Fundacja Kronenberga przy Citi Handlowy przygląda się od 2014 roku. Niezmiennie w badaniach wychodzi, że blisko 2/3 badanych deklaruje, że dyskutuje o kwestiach finansowych z najbliższymi (w bieżącym roku ten odsetek wynosi on 63%). Zaledwie połowa osób przyznaje, że dzieli się z pozostałymi domownikami pełną wiedzą o posiadanych środkach finansowych. Ponadto wspólne decyzje w kwestiach większych wydatków w ciągu roku podejmowane są w przypadku 55% badanych. Podsumowując – pełna otwartość w polskich domach, jeśli chodzi o finanse wciąż nie jest regułą.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Tak dobrych nastrojów w sektorze mikro, małych i średnich przedsiębiorstw nie było od trzech lat. Ponad 67 proc. właścicieli pozytywnie ocenia kondycję finansową swojej firmy, a 35 proc. przewiduje, że w ciągu najbliższych 12  miesięcy sytuacja jeszcze się polepszy. Najważniejsze zadanie, jakie stawiają przed sobą przedsiębiorcy to pozyskanie nowych klientów.

Ponad 67 proc. właścicieli zadeklarowało, że kondycja finansowa ich firmy jest na bardzo dobrym (12,9 proc.) lub dobrym poziomie (54,5 proc.) – wynika z trzeciej edycji badania Diners Club Polska „Kondycja finansowa polskich MŚP”. Umiarkowana koniunktura występuje prawie w co trzeciej firmie (27,4 proc.), a do złej lub bardzo złej sytuacji przyznało się tylko 3,1 proc. właścicieli.

W  poprzednich latach negatywną ocenę firmie wystawiło aż czterokrotnie więcej (2016 r.) i  trzykrotnie więcej (2015 r.) przedsiębiorców.

MŚP zapowiadają wyścig o klienta

Jak wynika z badania Diners Club, polskie MŚP skoncentrują się przede wszystkim na klientach. Ponad połowa właścicieli deklaruje, że najważniejszym dla nich zadaniem na najbliższe 12 miesięcy jest pozyskanie nowych konsumentów i  odbiorców. 14 proc natomiast będzie głównie starało się utrzymać obecnych.

W nadchodzącej przyszłości polskie MŚP nie będą szczególnie oszczędne – cięcia kosztów zapowiada tylko 9 proc. badanych. Dla porównania, w zeszłym roku aż 41 proc. ankietowanych priorytetowo traktowało ograniczenie wydatków – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

Z roku na rok, coraz więcej reprezentantów MŚP planuje inwestycje pozwalające na zwiększenie skali działania – w 2017 r. za najważniejszy cel uznało to już 13 proc. właścicieli. Jednak, zdecydowanie spadł odsetek firm, które priorytetowo traktują zwiększenie zatrudnienia. W przyszłym roku będzie to najważniejszym zadaniem dla niecałych 2 proc., podczas gdy rok temu było to głównym celem 8 proc. ankietowanych.

Zdecydowanie więcej optymizmu

35 proc. przedsiębiorców przewiduje, że kondycja ich firmy w ciągu najbliższych 12 miesięcy jeszcze się polepszy. Dla porównania, w zeszłym roku tak pozytywne wizje snuło 24 proc. badanych. Ponad 55 proc. właścicieli przyznaje, że sytuacja ich przedsiębiorstwa jest stabilna i w najbliższym czasie nie powinna się zmienić. Na pogorszenie koniunktury natomiast przygotowuje się tylko 6 proc. MŚP.

Zarówno w zeszłym roku, jak i dwa lata temu nastroje były mniej optymistyczne. W 2016 r. poprawy spodziewał się dopiero co czwarty ankietowany (24 proc.), a w czarnych barwach przyszłość widziało znacznie więcej, bo 23 proc. przedsiębiorców – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

Prawie 90 proc. zadowolonych z minionych 12 miesięcy

89 proc. przedsiębiorców minione 12 miesięcy (od września 2016 r. do września 2017 r.)  określiło jako udane dla firmy. Dla porównania, poprzedni 12-sto miesięczny okres (od września 2015 r.) dobrze oceniła nieco ponad połowa MŚP.  Obecnie, niezadowolonych z  działalności jest tylko 6  proc. właścicieli – to ponad siedmiokrotnie mniej niż było w 2016 r.

W 2016 r. firmy z sektora MŚP deklarowały, że skoncentrują się na ograniczeniu kosztów (41 proc.) oraz utrzymaniu obecnych klientów (26 proc.). Biorąc pod uwagę wyniki tegorocznych badań Diners Club możemy przypuszczać, że zdecydowanej większości z nich udało się zrealizować zamierzone cele – dodaje Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

 

 

 

 

Źródło: Badanie IBRIS na zlecenie Diners Club Polska, Kondycja polskich MŚP w 2017 r., wrzesień 2017.

 

Deficyt finansów publicznych ma wynieść w 2017 r. 51,2 mld zł – podał Eurostat w październikowym „Reporting of Government Deficits and Debt Levels”.

Państwa członkowskie UE przekazują Eurostatowi 2 razy w roku – w marcu i we wrześniu – sprawozdania z danymi dotyczącymi prognozowanego w danym roku deficytu finansów publicznych, z jego składowymi – deficytem budżetu państwa, deficytem budżetów samorządowych oraz deficytem funduszu ubezpieczeń społecznych. Przekazywanie danych dotyczących prognozowanej w danym roku sytuacji finansów publicznych jest elementem monitoringu fiskalnego w UE ustanowionego na potrzeby decyzji dotyczących wyłączania lub włączania procedury nadmiernego deficytu wobec krajów członkowskich UE.

W październikowej projekcji sytuacji finansów publicznych przekazanej Eurostatowi przez Ministerstwo Finansów we wrześniu br. zapisano deficyt w 2017 r. na poziomie 51,2 mld zł. W projekcji kwietniowej (dane z marca) było to 56,8 mld zł, co oznacza, że sytuacja finansów publicznych w ocenie MF dokonanej po 8 miesiącach br. była lepsza (o 5,6 mld zł) niż po 3 miesiącach br.

W tym kontekście bardzo ciekawe jest to, co zapisano w sprawozdaniu dla Eurostatu w pozycji: nakłady brutto sektora finansów publicznych na środki trwałe, czyli inwestycje. Mają one wynieść w 2017 r., wg projekcji październikowej, 80,7 mld zł, czyli o prawie 20 mld więcej niż w 2016 r., ale niestety tylko 1,6 mld zł więcej niż w 2015 r. (nominalnie). Problem w tym, że w projekcji kwietniowej planowane nakłady brutto na środki trwałe wynosiły 86,5 mld zł, czyli o 5,8 mld zł więcej niż plany październikowe. Oznacza to, że spadek planowanego w 2017 r. deficytu sektora finansów rządowych i samorządowych to efekt obniżenia wydatków tego sektora na inwestycje. A inwestycji polska gospodarka potrzebuje jak nigdy wcześniej.

Przedstawiciele rządu w komentarzu do planowanego i przedstawionego Eurostatowi deficytu finansów publicznych w 2017 r. informowali, że ostatecznie będzie on jeszcze niższy niż 51,2 mld zł. Może warto zapytać rząd, co jest przyczyną coraz lepszych prognoz dotyczących deficytu instytucji rządowych i samorządowych. Na ile są one efektem dalszego ograniczania nakładów na inwestycje, na ile efektem opóźniania zwrotu podatku VAT przedsiębiorcom, a na ile efektem bardzo dobrej koniunktury gospodarczej i przede wszystkim domykania luk podatkowych. Te dwa ostatnie czynniki poprawiające sytuację finansów publicznych bardzo by cieszyły, dwa pierwsze to poważne zmartwienie.

Patrząc na wykonanie budżetu państwa za 8 miesięcy 2017 r. widzimy, że jego dochody były wyższe od planowanych w harmonogramie o 21,5 mld zł. Głównym źródłem wzrostu był VAT. Wpływy z tego podatku wzrosły r/r o 23,5 proc., podczas gdy sprzedaż detaliczna wzrosła w tym samym okresie o 8,2 proc. (ceny bieżące). Zatem koniunktura gospodarcza jest na pewno źródłem wzrostu wpływów do budżetu państwa z podatku VAT, ale nie w osiągniętym stopniu (23,5 proc. r/r). Pozostaje zatem efekt domykania luk podatkowych, a także efekt opóźnień zwrotów VAT. Łącznie mogło to dać ok. 10 mld zł. Pytanie ile z tego odbywa się kosztem przedsiębiorców i ich płynności finansowej.

Dochody budżetu państwa z podatku PIT wzrosły w ciągu 8. miesięcy 2017 r. o 8,3 proc. r/r. W tym czasie fundusz płac w przedsiębiorstwach 10+ wzrósł o 10 proc. Można zatem przyjąć, uwzględniając słabsze zapewne tempo wzrostu funduszu wynagrodzeń w sektorze mikroprzedsiębiorstw i w sektorze publicznym, że wpływy budżetowe z podatku PIT rosną w tempie zgodnym z sytuacją na rynku pracy. Także dochody do budżetu państwa z podatku CIT wzrosły w okresie styczeń-sierpień 2017 r. w tempie porównywalnym do wzrostu wyniku finansowego brutto firm.

Widzimy zatem, że relatywnie dobre wyniki finansów publicznych mają dwa główne źródła – niską skłonność do inwestycji sektora instytucji rządowych i samorządowych oraz wyższe wpływy z podatku VAT. W tym drugim przypadku nie wiemy jednak w jakim stopniu poszczególne elementy (koniunktura gospodarcza, domykanie luki podatkowej, opóźnienia w zwrocie VAT przedsiębiorcom) wpływają na wzrost wpływów budżetowych z VAT. A warto to wiedzieć, bo można wtedy ocenić, czy źródła te są trwałe czy też jednorazowe.

Deficyt sektora finansów publicznych będzie w 2017 r. znacznie niższy od planowanych w ustawie budżetowej na 2017 r. 59,3 mld zł. To już wiemy z danych przekazanych Eurostatowi przez MF (51,2 mld zł). Z przekazów medialnych od członków rządu wiemy, że może on być jeszcze niższy niż 51,2 mld zł. Jeśli spadek deficytu sektora finansów rządowych i samorządowych ma trwały, strukturalny charakter, należy chwalić rząd jak nigdy dotąd. Jeśli jednak ten niższy deficyt jest budowany przede wszystkim na koniunkturze gospodarczej, która jest przecież zmienna oraz na opóźnieniach w zwrocie VAT, a przede wszystkim na ograniczaniu wydatków na inwestycje, to niestety mamy problem.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Związek Polskiego Leasingu, członek Konfederacji Lewiatan, reprezentujący polski sektor leasingowy podał, że w okresie od stycznia do końca września br. firmy leasingowe sfinansowały inwestycje polskich firm o wartości 47,9 mld zł. Dynamika branży leasingowej w tym czasie wyniosła 12,9 % r/r.

Najnowsze dane ZPL pokazują, że w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku branża leasingowa sfinansowała inwestycje firm o łącznej wartości niemal 50 mld zł. Ten wynik cieszy tym bardziej, kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że klientami polskich leasingodawców są najmniejsze firmy. Analizy ZPL pokazują, że branża leasingowa ¾ swoich usług kieruje do mikro i małych firm, a blisko połowa usług trafia do najmniejszych firm, czyli klientów o rocznych obrotach do 5 ml zł, mających najtrudniejszy dostęp do zewnętrznego finansowania” – powiedział Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu.

Źródła inwestycji MŚP

Dwie trzecie firm z sektora MSP deklaruje, że realizowane inwestycje finansuje z wypracowanego zysku. Co istotne przedsiębiorstwa, które wykorzystują zewnętrzne środki do finasowania swoich inwestycyjnych potrzeb, najczęściej stawiają na leasing (21,4 proc. wszystkich ankietowanych firm). W dalszej kolejności znalazły się: kredyt bankowy (20 proc.), faktoring (4 proc.), dotacje (3,8 proc.) oraz pożyczki od innych spółek (1,8 proc.) – wynika z najnowszego raportu NFG „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce”.

Cechą wyróżniającą leasing jest mocne powiązanie tego instrumentu z aktywami, które finansuje. Sfinansowane aktywa pracują na rzecz rozwoju działalności MŚP. Uważam, że to właśnie ze związku leasingu z aktywami, wynikają główne cechy tego produktu, które mają wpływ na rosnące znaczenie branży leasingowej i jej oddziaływanie na dalszy rozwój inwestycji, ze szczególnym uwzględnieniem inwestycji sektora małych i średnich przedsiębiorstw” – podkreśla Andrzej Sugajski.

Jakie aktywa są finansowane przez branżę leasingową?

W pierwszych trzech kwartałach 2017 r., klienci firm leasingowych najczęściej finansowali pojazdy lekkie (43,9 % udział w rynku), maszyny i inne urządzenia – w tym IT (27,7%) oraz środki transportu ciężkiego tj. m.in. ciągniki siodłowe, naczepy/przyczepy, pojazdy ciężarowe powyżej 3,5 tony, autobusy, samoloty, statki i środki transportu kolejowego (26,7 %). W omawianym okresie rzadziej finansowane były nieruchomości (1,1% udział w rynku).

Wyniki w grupach produktów

Podobnie jak w pierwszej połowie roku, pojazdy lekkie czyli ujmowane łącznie pojazdy osobowe i pojazdy o wadze do 3,5 tony, były dominującym aktywem finansowanym na rynku. Ma to związek z wysokim udziałem klientów z takich branż jak usługi czy handel. Od stycznia do końca września branża leasingowa sfinansowała pojazdy lekkie o łącznej wartości 21,1 mld zł, czyli o wartości 18,5 proc. większej niż przed rokiem (wówczas finansowanie wyniosło 17,8 mld zł).

Trzeci kwartał to kolejny okres, w którym obserwowaliśmy wzrost w zakresie finansowania maszyn i urządzeń. Dynamika segmentu  maszyn i urządzeń, liczonych  razem z IT (po III kw. 2017r.) wyniosła 19,4%, przy łącznym finansowaniu na poziomie 13,3 mld zł. Na dobre wyniki branży leasingowej, z której usług chętnie korzystają firmy działające w takich obszarach jak: przemysł, produkcja rolna czy budownictwo, w zakresie finansowania maszyn, wpływają fundusze unijne z nowej perspektywy finansowej na lata 2014-2020, uruchomione na początku bieżącego roku.

Od stycznia do końca września 2017r., branża leasingowa podpisała także nowe kontrakty, odnoszące się do takich aktywów jak m.in. ciągniki siodłowe, naczepy/przyczepy, pojazdy ciężarowe powyżej 3,5 tony, autobusy, samoloty, statki czy środki transportu kolejowego, o łącznej wartości 12,8 mld zł. Nowe kontrakty w zakresie finansowania środków transportu ciężkiego, na koniec trzeciego kwartału 2017r., pozostały na zbliżonym poziomie do finansowania udzielonego w analogicznym okresie 2016r.

Warto także zaznaczyć, że na koniec września, branża leasingowa odnotowała dodatnią, 9,5 proc. dynamikę w zakresie finansowania nieruchomości. W przypadku tej ostatniej kategorii, łączna wartość nowych kontraktów wyniosła 0,5 mld zł.

Koniunktura branży leasingowej

Prognozy na koniec roku, są równie dobre jak najnowsze wyniki branży. W ostatnim kwartale roku firmy leasingowe spodziewają się przyśpieszenia aktywności sprzedażowej oraz ustabilizowania jakości portfela leasingowego. Takie wnioski płyną z badania koniunktury branży leasingowej, zrealizowanego przez Związek Polskiego Leasingu, wśród osób odpowiedzialnych za sprzedaż w firmach leasingowych. Przedstawiciele firm leasingowych oczekują wyższego poziomu finansowania dla wszystkich głównych grup środków trwałych, przy czym zdecydowanie najlepsze perspektywy rysują się – po raz kolejny – dla finansowania pojazdów lekkich.

 

 

 

Źródło: Związek Polskiego Leasingu

 

 Raport „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce” przygotowała firma badawcza Keralla Research na podstawie badań przeprowadzonych w lipcu i sierpniu 2017 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 500 aktywnych firm zatrudniających 1-9 (mikro), 10-49 (małe) i 50-249 osób (średnie) w proporcjach oddających strukturę krajowego rynku firm z segmentu MŚP. Respondentami byli właściciele, współwłaściciele oraz osoby współzarządzające firmami.

Odsetek mikro, małych i średnich firm, które deklarują, że do finansowania bieżącej działalności wykorzystują faktoring podwoił się w ciągu zaledwie jednego roku – wynika z badań przeprowadzonych przez Keralla Research na zlecenie NFG SA. Warto też podkreślić, że przedsiębiorstwa z sektora MŚP faktoring wykorzystują nie tylko jako wsparcie codziennej działalności, ale również finansują w ten sposób inwestycje.

Z raportu „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce” przygotowanego na zlecenie NFG SA wynika, że najpopularniejszym sposobem finansowania bieżącej działalności przez mikro, małe i średnie firmy jest kredyt bankowy i limit na koncie firmowym. Z tych rozwiązań korzysta odpowiednio 20,6 oraz 11,4 procent ankietowanych przedsiębiorców. Po faktoring sięga natomiast 5,6 procent badanych firm z sektora MSP.

Dla porównania, z badania przeprowadzonego w sierpniu 2016 roku również przez Keralla Research wynika, że firmy z sektora MŚP poszukując kapitału na wsparcie codziennej działalności najczęściej decydowały się na kredyt obrotowy (27,2%) oraz limit na koncie firmowym (18,2%). Korzystanie z faktoringu deklarowało wówczas zaledwie 2,8% ankietowanych.

– Coraz więcej firm, w tym także tych najmniejszych, zauważa, że kredyt w banku czy limit na koncie to nie są jedyne opcje, jakie mają do dyspozycji. Kierunek zmian jeśli chodzi o finansowanie działalności przez MŚP nie jest więc dużym zaskoczeniem. Zaskakiwać może natomiast skala wzrostu popularności faktoringu. Dwukrotny wzrost zainteresowania tym rozwiązaniem wśród mikro, małych i średnich firm w ciągu zaledwie roku to znakomity rezultat – ocenia Jacek Obłękowski, prezes NFG SA, a wcześniej wieloletni wiceprezes PKO BP.

Jednocześnie warto zauważyć, że w ciągu roku wyraźnie wzrosła liczba firm, które deklarują, iż prowadząc bieżącą działalność nie wspierają się żadnymi zewnętrznymi środkami. Przed rokiem taką odpowiedź zaznaczyła co druga badana firma z sektora MŚP. Obecnie taką deklarację składa siedem z dziesięciu ankietowanych firm. To z jednej strony efekt dobrej koniunktury w polskiej gospodarce, ale również skutek ogólnej niechęci części przedsiębiorców do pożyczania pieniędzy.

Co jednak byłoby w sytuacji pojawienia się konieczności sięgnięcia po zewnętrze środki na bieżące potrzeby? Spośród firm, które obecnie finansują codzienną działalność wyłącznie zyskami, aż 44 proc. zdecydowałoby się wówczas na kredyt w banku, a niemal 18 proc. skorzystałoby z limitu w koncie firmowym. Kolejne odpowiedzi to dotacja (4,8%), faktoring (4%) oraz pożyczka od znajomych bądź rodziny (4%). Co ciekawe, aż 22,5% firm zaznaczyło odpowiedź „nie wiem, trudno powiedzieć”.

– Wśród najmniejszych firm w Polsce wciąż jest wiele takich, które swoją działalność prowadzą i rozwijają wyłącznie przy wykorzystaniu wypracowanych zysków. Często wręcz chronią się przed zewnętrznym finansowaniem. Najlepiej podsumowuje to opinia jednego z przedsiębiorców, który w trakcie badania zadeklarował „jakbym musiał sięgnąć po kredyt, to wolałbym przyjąć więcej zleceń, aby go nie brać” – wyjaśnia Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Własne środki służą przedsiębiorcom nie tylko do prowadzenia codziennej działalności. Około 2/3 firm z sektora MŚP deklaruje, że wyłącznie z wypracowanych zysków finansuje nawet inwestycje firmy. Te, które wykorzystują zewnętrzne środki, najczęściej stawiają na leasing (21,4% wszystkich ankietowanych firm), kredyt bankowy (20%), faktoring (4%), dotacje (3,8%) oraz pożyczki od innych spółek (1,8%).

– Faktoring, szczególnie ten oferowany przez Internet, to nie tylko opcja na krótkoterminowe problemy z płynnością, kiedy kluczowe dla przedsiębiorcy są jego główne cechy, czyli szybkość pozyskania pieniędzy, minimum formalności i atrakcyjna cena. To również rozwiązanie, które może być wykorzystywane do rozwijania biznesu. Myślę, że liczba firm stosujących je w celach inwestycyjnych będzie w najbliższych latach rosła – uważa Jacek Obłękowski.

Raport „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce” powstał na podstawie badań przeprowadzonych w lipcu i sierpniu 2017 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 500 aktywnych firm zatrudniających 1-9 (mikro), 10-49 (małe) i 50-249 osób (średnie) w proporcjach oddających strukturę krajowego rynku firm segmentu MŚP. Respondentami byli właściciele, współwłaściciele oraz osoby współzarządzające firmami. Powyższa informacja jest pierwszą z cyklu publikacji dotyczącego finansowania działalności przez mikro, małe i średnie firmy w Polsce.

 

Źródło; KRD

Bieżący rok w branży budowlanej to prawdziwa huśtawka nastrojów. W styczniu rynek zmroziły fatalne dane za 2016 rok z dużym spadkami wartości produkcji budowlanej i ogólną wartością najniższą od dziewięciu lat. W lipcu, dla odmiany wzrost produkcji budowlano-montażowej, rok do roku, wyniósł niemal 20 proc. Paliwo do takich wyników dały inwestycje samorządowe i ożywienie na rynku dużych inwestycji infrastrukturalnych. Fachowcy, którzy wieszczyli, że szykuje się trwała poprawa sytuacji w budowlance i dobra koniunktura na kilka lat musieli zweryfikować prognozy, bo opublikowane aktualnie dane dotyczące zadłużenia branży podnoszą temperaturę wczesną jesienią. Zaległości branży wobec instytucji finansowych wynoszą już 4,06 mld zł, a w pierwszym półroczu tego roku zwiększyły się o 259 mln zł czyli 6,8 proc.* Chodzi tu m.in. o niespłacone w terminie kredyty oraz zobowiązania za usługi czy zakupiony towar, dla których opóźnienie wynosiło minimum 60 dni, na kwotę co najmniej 500 zł.

W opublikowanych danych zwraca uwagę też fakt, że zadłużonych jest aż ponad 25 tys. podmiotów budowlanych funkcjonujących jako działalność gospodarcza. Choć to nieco mniej niż w poprzednim okresie liczba i tak robi wrażenie. To właśnie te, średniej wielkości lub małe przedsiębiorstwa mają największy problem z płynnością i pozyskiwaniem kapitału na rozwój i inwestycje.

…i na czarnej liście w bankach.

Huśtawka nastrojów, w nie mniejszym stopniu niż złe dane, ogranicza zaufanie instytucji finansowych do branży budowlanej. Nic dziwnego, bo budowlanka od dłuższego czasu znajduje się na czarnej liście ryzykownych działalności w bankach. Udzielanie im kredytów uważane jest za obarczone dużym ryzykiem.

– Banki solidność branży czy ryzyko związane z kredytowaniem konkretnego przedsiębiorstwa rozpatrują w dłuższej perspektywie czasowej. Niemniej wahania nastrojów w budowlance trwają od dłuższego już czasu, co bardzo utrudnia firmom budowlanym przekonanie banków do udzielenia im finansowania. Łatwiej im przekonać do siebie instytucje, które oceniają aktualnych kontrahentów budowlańców, jak to ma miejsce w faktoringu – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A., firmy zajmującej się finansowaniem przedsiębiorstw.

Obecności budowlanki na nieformalnej czarnej liście trudno się dziwić, skoro dane pokazują, że opóźnione płatności ma na koncie niemal co siódme działające na większą skalę, jako spółka prawa handlowego, przedsiębiorstwo budowlane. Wśród tych firm problemy kontrahentom i bankom sprawia 15 proc.

Według BIG stosunkowo najwięcej niesolidnych płatników znajduje się wśród firm budowlanych zajmujących się robotami inżynieryjnymi, czyli reprezentującymi najmniejszą część produkcji budowlanej (24 proc.).

Lepiej szukać finansowania zanim sytuacja stanie się krytyczna

Nie znaczy to jednak, że budowlańcy są zupełnie bez szans na wsparcie finansowaniem zewnętrznym, muszą go jednak po pierwsze zazwyczaj szukać poza bankami, a po drugie zanim ich długi wzrosną na tyle, aby negatywnie wpłynąć na ocenę zdolności finansowych.

– Większe szanse na pieniądze budowlańcy mają u faktorów, którzy mniej patrzą wstecz, a bardziej do przodu. Przed podjęciem decyzji o finansowaniu analizują to, z kim przedsiębiorca kooperuje, komu wystawia faktury i czy realizowane przez niego zlecenia mają dobre perspektywy. Niemniej także wśród faktorów są firmy mające wykluczenia branżowe, wśród których niemal zawsze jest budowlanka. My takiego ograniczenia nie wprowadziliśmy i choć wymaga to od nas większej ostrożności w ich ocenie, cały czas udzielamy finansowania firmom budowlanym – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor.

Oczywiście sięgając po finansowanie zewnętrzne przedsiębiorca musi sprawdzić i przeanalizować koszty takiej usługi. Pożyczki pozabankowe są dość drogie, natomiast konkurencja na rynku faktoringowym czyni tę usługę coraz bardziej dostępną.

 

 

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej.

Przedsiębiorstwa działające w Polsce, z wydatkami na inwestycje w prace badawczo-rozwojowe na poziomie 0,47 proc. PKB, plasują się na 20 miejscu w UE28. W 2015 r. nakłady firm na B+R w UE28 wyniosły 1,3 proc. PKB, czyli prawie 3 razy więcej niż w Polsce. Najmniej w UE na B+R wydawały firmy na Cyprze (0,08 proc. PKB) i firmy łotewskie (0,15 proc. PKB). Najwięcej – firmy szwedzkie (2,27 proc. PKB), austriackie (2,18 proc. PKB), niemieckie (1,95 proc. PKB) i fińskie (1,94 proc. PKB).

W porównaniu z liderami mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Ale i tak, od wejścia Polski do UE w 2004 r. nasze firmy co roku coraz więcej inwestują w B+R. W 2004 r. ich nakłady na B+R wyniosły 0,16 proc. PKB, dzisiaj jest to 3-krotnie więcej (0,47 proc. PKB). Większość tego wzrostu to zasługa funduszy unijnych, które wspierały firmy w ich decyzjach dotyczących inwestycji w działalność badawczo-rozwojową, a także inwestycji w B+R firm z kapitałem zagranicznym. Bez tych dwóch czynników zapewne nasze związki z innowacjami byłyby dużo słabsze niż są. Jednak fundusze unijne będą wspierać inwestycje firm w innowacje i B+R do 2020 r. (2022 r. uwzględniając okres ich rozliczania). Co do przyszłości (nowa perspektywa finansowa UE), można zakładać, że pieniędzy europejskich będzie mniej i na pewno będą znacznie trudniej dostępne. Dlatego tak ważne było stworzenie rozwiązań krajowych, które tworzyłyby środowisko sprzyjające inwestycjom w innowacje i B+R. Przyjęta przez Radę Ministrów ustawa o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej jest bardzo ważnym elementem tego środowiska. Rozwiązania w niej zawarte na pewno zwiększą zainteresowanie przedsiębiorstw inwestycjami w B+R. Przede wszystkim wzrosnąć mają bowiem odliczenia z tytułu ulgi na B+R do 100 proc. kosztów kwalifikowanych, niezależnie od wielkości firmy (dzisiaj obowiązuje ulga w wysokości 50% kosztów osobowych dla wszystkich firm oraz 50 proc. pozostałych kosztów kwalifikowanych dla MŚP, a 30 proc. dla dużych firm). Rozszerzeniu ma ulec także katalog kosztów kwalifikowanych, m.in. o należności z tytułu umów cywilno-prawnych, czy koszty nabycia sprzętu specjalistycznego. Prawo do ulgi na B+R będą miały także firmy działające w Specjalnych Strefach Ekonomicznych (ale od działalności B+R prowadzonej poza SSE). Projekt ustawy proponuje także zniesienie podwójnego opodatkowania funduszy kapitałowych w latach 2018-2023. Tu trochę dziegciu – szkoda, że projektodawcy nie zdecydowali się w tym przypadku na trwałe rozwiązanie problemu podwójnego opodatkowania inwestorów wspierających projekty B+R+I poprzez fundusze kapitałowe. Kiedyś trzeba będzie to zrobić, może warto było zacząć już przy tej ustawie. Przede wszystkim jednak bardzo brakuje w projekcie ustawy tzw. innovation box,  czyli obniżonej stawki podatku dochodowego albo zwolnienia podatkowego od dochodów ze sprzedaży praw własności intelektualnej (IP). Większość krajów UE takie rozwiązanie już ma (np. Węgry opodatkowują takie dochody stawką w wysokości 4,5 proc.). Bez tego trudno będzie zachęcać firmy do lokowania w Polsce na stałe działalności badawczo-rozwojowej. Szkoda. Tym bardziej, że cel, który postawiła sobie Polska, to 1,7 proc. wydatków na B+R w relacji do PKB do 2020 r. Zostało nam jeszcze 3 lata do jego realizacji. Gdyby nakłady na B+R rosły w Polsce w latach 2017-2020 w takim tempie jak w latach 2012-2015 (wzrost z 0,88 proc. PKB do 1 proc. PKB), to w 2020 r. osiągniemy poziom 1,15 proc. PKB, a nie 1,7 proc. Mało. Tym bardziej, że świat się cyfryzuje, robotyzuje, dzięki nowym technologiom informatycznym dynamicznie rozwija się gospodarka współdzielenia. Te zmiany nie pozostawiają pola manewru. Musimy inwestować w innowacje i B+R. Dlatego cieszy, że tak Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, jak i Ministerstwo Finansów i Rozwoju świetnie to rozumieją, na co wskazuje przygotowany projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej. I prosimy o dalszą, jeszcze większą odwagę w otwieraniu się na B+R+I.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...

Dlaczego państwo pozwala na nieozusowane umowy zlecenia?

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o SUS? Federacja Przedsiębiorców Pol...