piątek, Kwiecień 3, 2020
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "auta elektryczne"

auta elektryczne

Polski samochód elektryczny, czyli rewolucja mobilności staje się faktem. Na co dzień obserwujemy coraz więcej pojazdów elektrycznych na drogach. Dzisiaj w Polsce nadal nie ma wystarczającej infrastruktury, co stanowi poważny hamulec na drodze rozwoju elektromobilności.

Ładowanie aut – zwłaszcza jednocześnie przez wielu użytkowników – nadal jest wyzywaniem dla rządu, samorządów terytorialnych, jak i biznesu. Póki co ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych daje jednak możliwości wsparcie rozwoju tego sektora. W ubiegłym roku Ministerstwo Finansów obniżyło akcyzę na samochody z napędem hybrydowym o 50 proc. Państwo zniosło także podatek dochodowy z dotacji z funduszu niskoemisyjnego transportu – jako dopłaty do pojazdów elektrycznych.

Polski samochód elektryczny, czyli rewolucja mobilności-auto na drodze

– Już niedługo nastąpi bardzo duży postęp w zakresie funkcjonowania elektromobilności w Polsce. Nie należy jej jednak zawężać jedynie do pojazdów ładowanych prądem (tzw. plug-in), czy na baterie elektryczne. Przyszłość transportu nisko- i zeroemisyjnego wiąże się także z wykorzystaniem wodoru i napędów hybrydowych – powiedział serwisowi eNewsroom Ireneusz Zyska, Sekretarz Stanu, Ministerstwo Klimatu.

Milion samochodów elektrycznych

Eksperci szacują, że do 2025 rok na polskich drogach pojawi się milion samochodów elektrycznych, z czego duży odsetek będzie stanowił polski samochód elektryczny. Jednak to globalne marki, które już teraz poruszają się po zagranicznych miastach będą wiodące. Ministerstwo Finansów podaje, że projekt jest już zaawansowany, ale ze względu na tajemnicę handlową nie podaje konkretnego terminu. Obecnie trwają negocjacje na poszczególnych szczeblach i dotyczą one montażu, czy zaangażowania kapitałowego jego uczestników.

Kto wierzy w samochód elektryczny

Z naszego badania wynika, że w elektrorewolucję nie wszyscy wierzą. Najbardziej sceptyczni są Rosjanie, Czesi i Rumuni, ale już połowa Węgrów i Turków uważa, że elektryki wyprą spalinówki. Duży wpływ na opinie o upowszechnieniu się aut elektrycznych ma nie tylko zasobność portfeli konsumentów w danym kraju, ale też kultura społeczeństwa. Przykładem przywiązania do tradycyjnej motoryzacji są Niemcy i Wielka Brytania, gdzie elektromobilny boom przewiduje odpowiednio tylko 15% i 22% respondentów. Warto też pamiętać, że w przypadku elektromobilności mamy do czynienia raczej z ewolucją niż rewolucją. Jedynie w trzech krajach ankietowani wierzą, że elektromobilność upowszechni się w ciągu 5 lat. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz 10-letni mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems Sp. z o.o.

Samochód elektryczny prędzej czy później pojawi się w naszym garażu. W przypadku Polski wszystki wskazuje na to że raczej później niż prędzej. Połowa producentów motoryzacyjnych z Węgier i Turcji oraz jedna trzecia z Polski prognozuje, że auta elektryczne zdominują rynek i będą chętniej kupowane niż te z tradycyjnym napędem – wynika z raportu Exact Systems „MotoBarometr 2019. Nastroje w automotive”.

Samochód elektryczny – przełom za dekadę

Polscy przedstawiciele branży spodziewają się przełomu za dekadę, natomiast Rumuni, Turcy i Czesi przewidują masową popularyzację elektryków już za 5 lat. Eksperci Exact Systems wskazują, że transformację napędza rosnąca świadomość ekologiczna, a w Unii Europejskiej dodatkowo stopniowe zaostrzanie norm emisji spalin. Nie wszyscy są jednak optymistami. W Rosji tylko 4% osób wierzy, że auta elektryczne mają przed sobą przyszłość. Podobne nastawienie mają 3 inne kraje.

Kto wierzy w samochód elektryczny

Z naszego badania wynika, że w elektrorewolucję nie wszyscy wierzą. Najbardziej sceptyczni są Rosjanie, Czesi i Rumuni, ale już połowa Węgrów i Turków uważa, że elektryki wyprą spalinówki. Duży wpływ na opinie o upowszechnieniu się aut elektrycznych ma nie tylko zasobność portfeli konsumentów w danym kraju, ale też kultura społeczeństwa. Przykładem przywiązania do tradycyjnej motoryzacji są Niemcy i Wielka Brytania, gdzie elektromobilny boom przewiduje odpowiednio tylko 15% i 22% respondentów. Warto też pamiętać, że w przypadku elektromobilności mamy do czynienia raczej z ewolucją niż rewolucją. Jedynie w trzech krajach ankietowani wierzą, że elektromobilność upowszechni się w ciągu 5 lat. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz 10-letni mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems Sp. z o.o.

samochód elektryczny - ładowanie zdjęcie kabla i samochodu
samochód elektryczny – ładowanie

Elektryki powszechne ale jeszcze nie teraz

Wśród przedstawicieli motobranży w Polsce przeważa sceptycyzm wobec elektrorewolucji. 58% producentów patrząc w przyszłość widzi drogi, na których nadal królują auta z tradycyjnym napędem. Entuzjastów jednak nie brakuje – ponad 30% uważa, że samochody elektryczne zdominują rynek. Podobne nastroje panują na Słowacji i w Wielkiej Brytanii. Co więcej, aż 74% polskich zwolenników elektromobilności jest przekonanych, że elektryki już za dekadę staną się codziennym widokiem w naszym kraju. Na taki scenariusz wskazali też Portugalczycy (53%) i Czesi (44%). Słowacy i Niemcy są bardziej zachowawczy i sądzą, że auta elektryczne opanują ich ulice dopiero za 15 lat – odpowiedziało tak odpowiednio 61% i 57% z nich. Rewolucję w ciągu maksymalnie 5 lat wieszczą natomiast producenci z Rumunii, Turcji i Czech (odpowiednio 50%, 48% i 44% odpowiedzi).

W elektrorewolucję zupełnie nie wierzą za to Rosjanie (89%) Czesi (70%) oraz Rumuni (65%), dla których przeciwwagę stanowią Turcy i Węgrzy – w obu przypadkach 50% wskazało, że auta elektryczne zdetronizują samochody spalinowe.

Normy ekologiczne napędzają zmiany

40% przedstawicieli sektora automotive z Polski uznaje Brexit za wydarzenie mające największy wpływ na funkcjonowanie ich biznesu. Jedna trzecia respondentów za motor napędowy zmian uważa zakaz wjazdów aut spalinowych do centrów miast, a 14% uważnie śledzi doniesienia o zaostrzaniu unijnych norm emisji spalin. O zaostrzone przepisy emisyjne martwią się również w Portugalii (56% wskazań) i Czechach (55%), nieco mniej w Turcji, Niemczech, Rumunii i na Węgrzech.

Nowe elektryczne modele

Dla Grupy PSA wyzwania wskazywane przez przedstawicieli branży są również szansą. Tylko w 2019 i 2020 roku wprowadzamy 14 nowych modeli niskoemisyjnych, zarówno hybryd plug-in jak i samochodów z napędem wyłącznie bateryjnym. Intensywnie pracujemy też nad zmniejszaniem emisji z silników wewnętrznego spalania. Mamy postanowienie, że spełnimy normy emisji od pierwszego dnia wejścia w życie nowych przepisów. Do 2025 roku każdy model marek Citroen, DS, Opel i Peugeot oferowany w Europie będzie miał swój zelektryfikowany wariant – mówi Paweł Wideł, Public Affairs and Government Relations Director, Grupa PSA.

Polska nieprzygotowana na elektromobilność

Rozwój elektromobilności i odchodzenie od silników diesla skłoniło zaledwie 8% producentów z Polski do przestawienia ciężaru produkcji w kierunku aut elektrycznych. W efekcie jeszcze mniej firm zdecydowało się na stworzenie nowego działu badań i rozwoju (3%). Najlepiej przygotowani do nadchodzących zmian są nasi sąsiedzi. Czesi są liderami jeśli chodzi o innowacje (30% ma nowe działy R&D) oraz poziom przestawienia produkcji na elektromobilność – 25%. Natomiast na Słowacji aż 16% fabryk motoryzacyjnych jest gotowych do wytwarzania aut elektrycznych i/lub części do nich.

Azja górą

W zakresie elektryfikacji i know-how Europa wciąż ma wiele do nadrobienia w stosunku do krajów azjatyckich szczególnie jeżeli chodzi o baterie. Zwiększona konkurencja napędzi jednak rozwój technologiczny i mam nadzieję, że stworzy z tej lub innej technologii produkt jak najbardziej ekologiczny – podsumowuje Rafał Staciwa, Dyrektor Zakupów FCA Poland.

Pełna wersja raportu „MotoBarometr2019” jest dostępna na stronie www.motobarometr.pl.

Środki, jakimi dysponuje Fundusz Niskoemisyjnego Transportu, pozwoliłyby na wypłatę dotacji do zaledwie 8,2 tys. elektryków w 2020 roku – szacuje Carsmile. W tym tempie osławiony milion aut elektrycznych mielibyśmy na polskich drogach za … 125 lat. A nabór wniosków o dotacje do elektryków opóźnia się.

Pierwszy nabór wniosków o wsparcie zakupu samochodów elektrycznych ma ruszyć w I kwartale br. Dokłada data nie jest jeszcze znana, a opóźnienie wynika z faktu konieczności nowelizacji ustaw podatkowych, aby dotacje były zwolnione z PIT. Projektem ustaw nowelizujących przepisy podatkowe jeszcze w tym tygodniu ma zając się Senat. Potem musi on trafić ponownie do Sejmu, a następnie być podpisany przez prezydenta i opublikowany w Dzienniku Ustaw.

Rozporządzenie jest, ale dotacji brak

Przypomnijmy, że rozporządzeniem ministra energii w sprawie dopłat do samochodów elektrycznych weszło w życie pod koniec listopada. Od tego czasu osoby zainteresowane uzyskaniem dopłat czekają na ogłoszenie pierwszego naboru wniosków. Dopiero po ogłoszeniu naboru, będzie można podpisać umowę zakupu auta. Zgodnie z rozporządzeniem, w formie dopłaty będzie można uzyskać zwrot 30% ceny zakupu elektryka, jednak nie więcej niż 37,5 tys. zł. Cena samochodu nie może przekraczać 125 tys. zł.

Z dotacji nie będą mogły skorzystać osoby prowadzące własną firmę, nawet jeśli auto elektryczne chciałaby kupić dla celów prywatnych. Nie można też sfinansować pojazdu wynajem długoterminowym. Wykluczenie rynku flotowego z rozporządzenia spowodowało, że z dotacji będzie mogła skorzystać jedynie bardzo wąska grupa posiadaczy aut (zaledwie jedna czwarta zakupów nowych samochodów w Polsce dokonywana jest przez konsumentów).

311 milionów na wszelkie zadania FNT

Ile samochodów elektrycznych może pojawić się na polskich drogach dzięki nowym dotacjom? Wygląda na to, że w 2020 nie będzie ich zbyt dużo – jeśli wskazówek w tej sprawie szukać w planie finansowym Funduszu Niskoemisyjnego Transportu. Chodzi o projek ustawy budżetowej na 2020 rok. Plan ten zakłada, że na wszelkie działania związane z rozwojem elektromobilności w Polsce oraz transportu opartego na paliwach alternatywach, a więc również dofinansowanie budowy stacji ładowania czy transportu publicznego, FNT może przeznaczyć w 2020 roku 310,92 mln zł. To chyba jedyna publicznie dostępna kwota, jaka ma mieć do wydania w tym roku Fundusz.

Jest 8 tysięcy, przybędzie 8 tysięcy?

Gdyby przyjąć, że fundusz zrezygnowałby z jakiejkolwiek innej swojej aktywności i przeznaczyłby całą posiadaną kwotę (tę z planu finansowego) na dofinansowanie elektryków, mógłby wesprzeć w 2020 roku zakup zaledwie 8 291 elektryków – wynika z szacunków Carsmile. Taką liczbę otrzymamy dzieląc kwotę 310,92 mln zł przez maksymalną wartość dotacji, tj. 37,5 tys. zł. Jest to oczywiście duże uproszczenie, bo fundusz ma też inne zadania i nie każdy nabywca skorzysta z maksymalnej dotacji. Symulacja pokazuje jednak przybliżoną liczbę elektryków, jaka mogłaby pojawić się na naszych drogach. Oznacza to zaledwie ich podwojenie względem obecnej floty aut elektrycznych. Tych wg tzw. licznika elektromobilności jest obecnie 8 225, z czego tylko 59% to pojazdy w pełni elektryczne. Nie wiadomo tez, czy w związku z opóźnieniem przyjmowana wniosków o kwartał, Fundusz nie przesunie części posiadanych środków na kolejny rok.

Milion elektryków za 125 lat

W 2017 roku założono że w 2020 roku w Polsce zostanie zarejestrowanych 44,6 tys. aut elektrycznych. Co więcej ich łączna liczba na polskich drogach zbliży się do 77 tysięcy. W 2025 miał być osiągnięty cel miliona aut elektrycznych w Polsce, choć z tej projekcji rząd już dawno się wycofał.. Gdyby elektryków miało przybywać w tempie ok. 8 tysięcy rocznie, osiągnięcie jednego miliona zajęłoby nam … 125 lat – szacuje Carsmile.

Zespół analiz Carsmile

  • Floty sharingowe w Polsce liczą łącznie już 37 tys. pojazdów – rowerów, hulajnóg, skuterów i aut, wypożyczanych przez smartfona. Usługi shared mobility dotarły do 71 miast, a możliwość korzystania z nich ma potencjalnie 11,5 mln osób
  • Aż 30 proc. współdzielonej mobilności w Polsce to pojazdy z napędem elektrycznym. Sharing przyczynia się do upowszechniania elektromobilności, popularyzacji nowych środków lokomocji i innowacji w transporcie miejskim
  • Najszybszy wzrost popularności czeka współdzielone e-hulajnogi i skutery. Do 2025 roku ich liczba zwiększy się o przeszło 500 proc. Pojawią się też zupełnie nowe pojazdy
  • Raport stowarzyszenia Mobilne Miasto i portalu SmartRide.pl przestawia obraz rynku współdzielonej mobilności w Polsce, stojące przed nią wyzwania, prognozy rozwoju oraz mechanizmy jej coraz mocniejszego wpływu na miasta.

Szybki rozwój sharingu pojazdów to obecnie jeden z najbardziej gorących trendów miejskich na świecie, w tym także w Polsce. Tegorocznym przebojem są elektryczne hulajnogi na minuty, ale zachodząca metamorfoza mobilności miejskiej ma znacznie głębszy charakter. Model shared mobility staje się osobną, pełnoprawną kategorią transportu – uzupełniając komunikację zbiorową, transport indywidualny oraz usługi taxi i przewozy zamawiane przez  aplikacje.

Zobacz też:

Obecnie w całej Polsce jest już dostępnych 37 tys. współdzielonych pojazdów. W tym najwięcej rowerów – 24,7 tys. Systemy bikesharingu dotarły do 67 polskich miast. Drugie miejsce zajmują e-hulajnogi, dostępne w dziewięciu miastach – w ciągu zaledwie ośmiu miesięcy ich liczba doszła do 7,25 tys. Oferuje je już 10 operatorów, a wejście kolejnych jest kwestią dni lub tygodni. Na polski carsharing składają się floty prawie 3,6 tys. samochodów, oferowanych w sumie przez 11 firm. Współdzielona mobilność nad Wisłą to także elektryczne skutery: niemal 1,5 tys. pojazdów dostępnych w 18 miastach. W sumie szansę skorzystania z przynajmniej jednej z usług współdzielonej mobilności w swoim mieście ma blisko 11,5 mln osób.

Zobacz też:

Najnowsze dane na temat sektora shared moblity przedstawia opublikowany dziś raport „Na progu przełomu. Współdzielona mobilność w Polsce”. Jego autorami są branżowe stowarzyszenie Mobilne Miasto oraz pierwszy polski portal poświęcony tematyce mikromobilności – SmartRide.pl.

Jak wynika z analizy dla miast i ich mieszkańców model shared mobility – szczególnie jeśli zostanie odpowiednio uregulowany i właściwie wpisany w miejski ekosystem – oznacza szanse na duże korzyści i poprawę jakości życia.

– Jednym z motorów rozwoju współdzielonej mobilności są innowacje technologiczne. Drugim – zmiany w stylu życia ludzi, coraz bardziej nastawionych na korzystanie z usług, zamiast posiadania przedmiotów. Najważniejszym jest jednak konieczność rozwiązywania problemów miast, borykających się z krytycznym zagęszczeniem ruchu, niewydolnością transportową i złą jakością powietrza. Współdzielona mobilność oznacza lepsze wykorzystanie istniejących zasobów i jest szansą na poprawę sytuacji we wszystkich tych aspektach – mówi Adam Jędrzejewski, prezes Mobilnego Miasta.

Kilkaset procent w górę

Biorąco pod uwagę wyżej wymienione elementy, autorzy raportu oczekują, iż współdzielona mobilność będzie oferowana w coraz większej liczbie miast – a zarazem, że na poszczególnych rynkach lokalnych nastąpi wzrost konkurencji (zarówno liczby operatorów, jak i skali oraz charakteru ich oferty). Najszybszy przyrost liczebności flot współdzielonych przewidywany jest w kategoriach lekkich jednośladów elektrycznych – hulajnóg i skuterów. Według prognoz, w latach 2019–2025 liczba tych pojazdów wypożyczanych na minuty zwiększy się w Polsce o 505 proc.

Elektromobilność, UTO, aplikacje

Uwagę zwraca fakt, że co czwarty współdzielony środek lokomocji w Polsce napędzany jest elektrycznie. Dodatkowo jeśli uwzględnić 1,8 tys. rowerów ze wspomaganiem elektrycznym, udział ten sięga aż 30 proc. Szczególnie charakterystyczny jest wysoki udział aut elektrycznych w carsharingu – już blisko co piąty samochód współdzielony (ponad 17 proc.) jeździ w Polsce na prąd. Tym samym branża shared mobility wyraźnie staje się jednym z kół zamachowych elektromobilności w kraju.

Istotnym zjawiskiem jest także wpływ współdzielonej mobilności na upowszechnianie nieznanych wcześniej środków lokomocji. Możliwość ich wypożyczania na minuty wprost z ulicy to okazja do błyskawicznego „oswojenia” nowego pojazdu przez dziesiątki tysięcy osób – efekt niemożliwy do osiągnięcia w przypadku, gdyby trzeba było kupować pojazd na własność.

Współdzielona mobilność umożliwia szybką popularyzację, tzw. UTO, czyli urządzeń transportu osobistego – lekkich, innowacyjnych pojazdów, które są doskonałe jako środek lokomocji na krótkie i średnie dystanse, dają dużą swobodę przemieszczania się w mieście, a przy tym rozwiązują, tzw. problem pierwszej i ostatniej mili. Przykładem są e-hulajnogi, jeszcze rok temu niemal nieznane w Polsce. Wkrótce pewnie zobaczymy na ulicach trójkołowce. To dopiero początek drogi ku dalszemu rozwojowi inteligentnej mikromobilności miejskiej – mówi Zbigniew Domaszewicz, wydawca portalu SmartRide.pl i współautor raportu.

Na podobnej zasadzie branża shared mobility stanowi podatny grunt do rozwoju innowacyjnych rozwiązań technologicznych. Jednym z przykładów jest integracja we wspólnej aplikacji usług mobilności oraz wynajmu biur, sal czy rezerwacji noclegów. Innym – aplikacje MaaS (ang. Mobility–as–a–Service), które z czasem przebudują sposób, w jaki mieszkańcy miast myślą
o mobilności i korzystają z transportu (w tym także publicznego). Jedna aplikacja na smartfonie posłuży jako informator o dostępnych opcjach przejazdu, planer podróży, klucz dostępu do różnych pojazdów, a także do opłacenia podróży, w tym także komunikacją zbiorową.

Istotny jest również wpływ współdzielonej mobilności na zwyczaje komunikacyjne mieszkańców miast. Świadomość istnienia łatwo dostępnej i mocno zróżnicowanej oferty przejazdów sprzyja wykorzystywaniu, tzw. transportu multimodalnego, czyli łączenia w podróży różnych środków lokomocji i zwiększania tym samym efektywności komunikacji.

O raporcie

Raport „Na progu przełomu. Współdzielona mobilność w Polsce – lipiec 2019” jest przewodnikiem po polskim rynku sharingu rowerów, e-hulajnóg, skuterów i samochodów. Opisuje jego stan obecny, zasady funkcjonowania branży, rozwój i prognozy na następne lata, wyzwania oraz nowe trendy i zjawiska we współdzielonej mobilności. Jest również źródłem rekomendacji w kwestiach, od których zależy dalszy udany rozwój modelu shared mobility w Polsce, w powiązaniu
z korzyściami dla miast i ich zrównoważonym rozwojem.

Raport można pobrać za darmo ze strony: http://mobilne-miasto.org/2019/05/24/raport/

W III kwartale 2018 roku w Polsce zarejestrowano tylko 286 samochodów elektrycznych (zasilanych akumulatorem i hybrydy plug-in), co oznacza spadek o 12% r/r. Tym samym znaleźliśmy się w gronie 4 państw Unii Europejskiej, które zanotowały w tym segmencie zmniejszenie liczby rejestracji rok do roku – wynika z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA. Eksperci Exact Systems zwracają uwagę, że nasz kraj wyróżnia się na tle Europy ponadrynkową dynamiką sprzedaży hybryd (Polska +51%, UE +37%) oraz przywiązaniem do silników diesla.      

– Spadek dynamiki sprzedaży aut z napędem elektrycznym został skompensowany dużym wzrostem wśród hybryd, który w III kwartale przekroczył 50% r/r. Z jednej strony jest to pozytywna wiadomość, z drugiej pokazuje, jak bardzo jest potrzebne wdrożenie programu, który skutecznie zachęci Polaków do inwestycji w auta elektryczne. Bariery w rozwoju elektromobilności na obecną chwilę są dwie – zbyt wysoka cena za nowe elektroauto oraz słabo rozwinięta infrastruktura do ładowania. Polacy zwracają uwagę na koszty eksploatacji i komfort podróży – stąd rosnące zainteresowanie hybrydami oraz niesłabnąca popularność diesli. Chociaż to alternatywne napędy są przyszłością, to jednak warto zauważyć, że producenci motoryzacyjni ulepszają silniki wysokoprężne tak, aby te spełniały coraz bardziej rygorystyczne normy unijne. Jak pokazuje niedawny raport ACEA, diesle najnowszej generacji, które w ciągu ostatniego roku uzyskały homologację Euro 6d-TEMP, osiągnęły podczas testów emisji wyniki znacznie poniżej progu NOx i emitują średnio o 85% mniej NOx niż auta Euro 5 – mówi Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems.

Polska hybrydowa, a nie elektromobilna?

W III kwartale br. zarejestrowano w Polsce 286 aut z napędem elektrycznym, z czego 132 to pojazdy w pełni elektryczne, a 154 hybrydy plug in – podaje ACEA. Uwagę zwraca fakt, iż w obu segmentach odnotowano spadki r/r, odpowiednio -4,3% oraz -18,1%. W tym okresie na polskie drogi wyjechało łącznie 7 554 aut z alternatywnym napędem (+18,2% r/r). Polacy nadal najchętniej wykładają pieniądze na klasyczne hybrydy, których kupili o ponad połowę więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (5 508 sztuk vs. 3 646 w IIIQ 2017 r.) Taki wolumen sprzedaży daje nam 6. miejsce wśród państw UE, za plecami Hiszpanii i Włoch, a przed m.in. Holandią, Finlandią, Belgią czy Szwecją.

Polska bastionem diesla

Z danych ACEA za III kwartał wynika, że w Polsce zwiększyła się liczba rejestracji aut z napędem benzynowym o 27,1% r/r oraz diesla o 4,3% r/r. Nasz kraj znalazł się wśród tylko 4 państw UE, w których sprzedaż diesla wzrosła (tak jak w Danii, Rumunii i Bułgarii). W pozostałych krajach Europy widać wyraźną tendencję odchodzenia od napędów na olej napędowy, których dynamika rejestracji spadła w UE o 18,2% r/r.

Niemcy liderem elektromobilności w Europie

Dotychczas niekwestionowaną królową europejskiej elektromobilności (państwa UE+EFTA) była Norwegia. W III kwartale nastąpiła zmiana lidera pod względem liczby zarejestrowanych aut elektrycznych – na czele klasyfikacji są Niemcy (16 265 sztuk), przed Norwegią (16 249 sztuk) i Wielką Brytanią (15 491 sztuk). W tym okresie ponad 5 tysięcy sztuk znalazło nabywców także we Francji, Szwecji i Holandii. Biorąc pod uwagę sprzedaż aut elektrycznych od stycznia do końca września br., liderem wciąż pozostaje Norwegia (52 038 sztuk).

Estonia goni Europę

W III kwartale 2018 r. Polska wraz ze Słowacją, Belgią i Austrią znalazła się w grupie 4 państw UE, w których sprzedaż pojazdów o napędzie elektrycznym była mniejsza niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Pomimo tego, łączna liczba zarejestrowanych aut elektrycznych (akumulatorowe + plug in) plasuje Polskę na 2. lokacie wśród państw CEE, jedynie za Węgrami. Pozostałe kraje naszego regionu aktywnie uczestniczą w elektromobilnej rewolucji, i w przeciwieństwie do nas, mogą pochwalić się dużą dynamiką wzrostu. Europejskim liderem w poprzednim kwartale była Estonia, która odnotowała wzrost rejestracji elektroaut na poziomie 290,9%. Na drugim miejscu znalazła się Dania z 280% wzrostem r/r. Ponad 100% dynamiką legitymują się również m.in. Bułgaria, Rumunia i Czechy, a Litwa zanotowała blisko 90% skok sprzedaży.

Napędy alternatywne z 5,8% udziałem w rynku

Od początku roku do końca września w naszym kraju zarejestrowano 958 samochodów elektrycznych (zasilanych akumulatorem i hybrydy plug-in), co oznacza wzrost o 37% r/r. Niestety ich łączny udział w rejestracji wszystkich nowych samochodów osobowych w Polsce wynosi zaledwie 0,24%. Dla porównania w Unii Europejskiej ten wskaźnik znajduje się na poziomie 1,8%, czyli jest ponad siedmiokrotnie wyższy. Znacznie lepiej wygląda udział wszystkich napędów alternatywnych w łącznej sprzedaży aut nad Wisłą. W trakcie pierwszych trzech kwartałów 2018 r. w Polsce kupiono łącznie 403 343 samochody osobowe, z czego 282 338 to auta o napędzie benzynowym (udział w rynku 70%), 97 724  to diesle (udział 24%), a 23 253 (wzrost o 14,2% r/r) to pojazdy niskoemisyjne, których udział wynosi 5,8% (przy średniej 7% dla rynków unijnych).

Miedź jest jednym z kluczowych materiałów dla rozwoju elektromobilności. Samochody z napędem elektrycznym zawierają nawet cztery razy więcej tego surowca niż auta z silnikiem spalinowym. Miedź jest także intensywnie wykorzystywana w infrastrukturze niezbędnej do ładowania pojazdów elektrycznych. Ze względu na rozwój sektora elektromobilności do 2027 r. światowe zapotrzebowanie na miedź wzrośnie o 1,7 mln ton – oceniają eksperci Europejskiego Instytutu Miedzi.

Nowy zastrzyk energii dla motoryzacji

Wśród przyczyn rosnącej popularności samochodów elektrycznych należy wskazać rozwój technologii produkcji baterii, a co za tym idzie spadek cen EV. Pomimo wciąż utrzymujących się stosunkowo wysokich cen pojazdów elektrycznych, ich dostępność mierzona w długiej perspektywie użytkowania poprawia się. Według prognozy Europejskiego Instytutu Miedzi już niedługo całkowity koszt posiadania samochodu elektrycznego zrówna się po pierwszych 60 000 km z kosztem posiadania samochodu z silnikiem benzynowym. Powinno to nastąpić przed rokiem 2020. Eksperci spodziewają się, że zrównanie cen zakupu bez subsydiów nastąpi około roku 2025.Rynek samochodów elektrycznych rozwija się coraz dynamiczniej. W pierwszym półroczu 2018 r. w Unii Europejskiej oraz w krajach EFTA zarejestrowano 183 285 pojazdów o napędzie elektrycznym i hybrydowym, co oznacza wzrost o 42,3% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku[1]. Jeszcze większą dynamikę można obserwować w Polsce. W ciągu sześciu pierwszych miesięcy 2018 r. na naszych drogach pojawiły się 672 auta elektryczne, czyli o 79,7% więcej niż na koniec II kw. 2017 r. W najbliższych latach spodziewane jest jednak znaczne przyspieszenie obecnego trendu. Zgodnie z założeniami Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju do 2025 r. w Polsce powinno być zarejestrowanych już 1 mln samochodów EV. Z kolei do 2040 r. udział samochodów elektrycznych, w tym hybryd typu plug-in, w globalnym rynku motoryzacyjnym może sięgnąć poziomu ponad 50% (obecnie wynosi ok. 1,3%.)[2].

W przypadku miejskich autobusów czy samochodów ciężarowych technologia elektryfikacji jest równie dojrzała jak dla aut osobowych, a całkowity koszt posiadania pojazdów EV tego typu już jest niższy niż dla opcji z silnikiem spalinowym. Z uwagi na duże przebiegi roczne, ciężarówki z napędem elektrycznym oferują bowiem większe oszczędności, kompensując tym samym wyższy nakład inwestycyjny.

Dużą rolę w rozwoju rynku aut elektrycznych odgrywają także rosnące wymogi środowiskowe związane z emisją gazów cieplarnianych. Elektryfikacja transportu drogowego jest bowiem najbardziej opłacalnym sposobem osiągnięcia celów efektywności energetycznej. Pojazdy elektryczne z zasilaniem akumulatorowym należą do aktywów o średnim okresie przydatności eksploatacyjnej 15 lat i 2,5 krotnie większej sprawności energetycznej niż pojazdy z silnikiem spalinowym (ICE), a w miarę zwiększania się udziału energii ze źródeł odnawialnych w wytwarzaniu energii elektrycznej sprawność ta będzie ulegała dalszej poprawie.

– Rozwój elektromobilności jest w dużej mierze uzależniony również od miedzi. Metal ten jest powszechnie używany do budowy nowoczesnych, energooszczędnych silników elektrycznych i hybrydowych. Wynika to z jego właściwości. Miedź jest trwała, ma świetne wyniki w przewodnictwie elektrycznym, wpływa na wydajność i sprawność elementów elektrycznych. Bez miedzianych podzespołów nie byłoby możliwe również inteligentne zarządzanie silnikiem i przeniesieniem napędu. Polska jako jeden ze światowych liderów w zakresie produkcji miedzi może odegrać szczególną rolę w rozwoju światowego rynku elektromobilności – komentuje Michał Ramczykowski, prezes Europejskiego Instytutu Miedzi.

Hamulce elektromobilności

Jedną z kluczowych barier w upowszechnianiu się pojazdów elektrycznych jest rozwój infrastruktury umożliwiającej ich ładowanie. Komisja Europejska, bazując na informacjach otrzymanych od państw członkowskich szacuje, że w UE funkcjonuje ok. 200 tysięcy publicznych stacji ładowania. Mając na uwadze rozwój elektromobilności, władze unijne przewidują wsparcie rozbudowy tej sieci do 800 tysięcy punktów.

Stworzenie odpowiedniej infrastruktury jest również ogromnym wyzwaniem stojącym przed Polską. Obecnie na terenie kraju dostępnych jest jedynie około 300 publicznych punktów ładowania. Z analiz przeprowadzonych przez Fundację Promocji Pojazdów Elektrycznych[3] wynika, że aby w pełni wykorzystać potencjał rodzimego rynku niezbędne jest wybudowanie do 2020 r. około 127 tysięcy punktów ładowania (publicznych i prywatnych) i trochę poniżej 1 miliona do roku 2025.

– Rozwój elektromobilności pociągnie za sobą konieczność poniesienia dodatkowych nakładów na modernizację całej sieci energetycznej, która będzie musiała sprostać zarówno większemu zapotrzebowaniu na prąd, jak i intensywnym wahaniom częstotliwości napięcia, a przede wszystkim zapewnić możliwość magazynowania energii. Elektromobilność może więc tym samym stać się czynnikiem inicjującym kompleksową transformację Polski, w kierunku gospodarki bazującej na odnawialnych źródłach energii – wskazuje Michał Ramczykowski.

Miedź napędza elektromobilność 

W realizacji tego procesu również niezbędna będzie miedź. Surowiec ten, z uwagi na swoje właściwości, ma powszechne zastawanie w takich obszarach jak fotowoltaika czy energetyka wiatrowa, poprawiając ich ogólną wydajność ekonomiczną. Miedź jest wykorzystywana m.in. do produkcji przewodów i kabli, paneli fotowoltaicznych oraz elementów wiatraków słonecznych (generatory, systemy uziemień, przyłącza kablowe). Oparte na miedzi i jej stopach technologie zwiększają efektywność energetyczną w kluczowych obszarach ‒ energetyce oraz przemyśle. Ze względu na intensywny rozwój sektora elektromobilności do 2027 r. światowe zapotrzebowanie na miedź wzrośnie o 1,7 mln ton.

Z szacunków Europejskiego Instytutu Miedzi wynika, że każdy kilogram surowca użyty w systemie energetycznym, w zależności od wykorzystywanej technologii, przynosi oszczędność pierwotnie wytworzonej energii od 500 do 50 000 kWh, obniżając koszty od 60 do 6000 EUR na poziomie UE. Ponadto, wykorzystując doskonałą przewodność elektryczną miedzi, w ciągu następnych 10-20 lat w Europie będzie można zmniejszyć emisję CO2 o 100 milionów ton rocznie.

Niezbędne wsparcie systemowe

Dostęp do infrastruktury oraz strategicznych surowców to jednak wciąż za mało, aby rynek elektromobilności rozwinął swój pełen potencjał. Przyspieszenie dynamiki wzrostu wymagać będzie również silnego wsparcia systemowego, wykraczającego poza standardowe programy dopłat czy ulg podatkowych.

Jednym z obszarów wskazanych przez ekspertów[4] jest wprowadzanie przez dostawców energii elektrycznej dedykowanych taryf, preferujących użytkowników ładujących pojazdy EV poza godzinami największego obciążenia sieci, np. w nocy. Takie rozwiązania są już z powiedzeniem stosowane na rynku konsumenckim i pozwalają na generowanie znacznych oszczędności finansowych.

W Stanach Zjednoczonych oraz Europie Zachodniej coraz popularniejsze stają się również inicjatywy mające na celu przekierowywanie w nocy nadwyżek energii pochodzących z farm fotowoltaicznych oraz farm wiatrowych do stacji ładowania pojazdów, zachęcając tym samym kierowców do „tankowania” prądu poza godzinami szczytu.

Rozwiązania te, pomimo dużego potencjału ekonomicznego, powinny być jednak wspierane działaniami edukacyjnymi skierowanymi do kierowców aut elektrycznych. Przeważająca cześć użytkowników korzysta bowiem ze standardowych planów taryfowych, m.in. głównie z uwagi na brak odpowiedniej wiedzy w zakresie efektywnego zarządzania zużyciem energii w swoich gospodarstwach domowych oraz firmach.

W ocenie ekspertów niezbędne jest również rozwijanie inteligentnych sieci elektrycznych (smart-grid-enabled). Technologia ta umożliwia optymalizację efektywności energetycznej, w oparciu o wymianę danych pomiędzy uczestnikami systemu – kierowcami indywidualnymi czy flotowymi, dostawcami energii, operatorami punktów ładowania, producentami samochodów elektrycznych, a także instytucjami samorządowymi. Upowszechnienie się rozwiązań tego typu wymaga jednak wypracowania jednolitych standardów rynkowych w każdym z punktów styku pomiędzy zaangażowanymi podmiotami.


Europejski Instytut Miedzi (EIM) www.instytutmiedzi.pl działa w ramach światowej organizacji Copper Alliance, której celem jest tworzenie warunków na rynku dla zwiększenia zastosowań produktów z miedzi i jej stopów w wielu dziedzinach gospodarki takich jak energetyka, telekomunikacja, budownictwo, architektura, ochrona środowiska i medycyna. Działalność Instytutu oparta jest na przekonaniu, że miedź posiada wyjątkowe właściwości i parametry techniczne, których wykorzystanie pozwala na tworzenie rozwiązań wpływających na poprawę jakości życia oraz rozwój odnawialnych źródeł energii, poprawę efektywności energetycznej i ochronę klimatu.

[1] National Automobile Manufacturers’ Associations – 09.2018

[2] Deloitte „Powering the future of mobility”

[3] http://fppe.pl/wp-content/uploads/2018/03/Napędzamy-Polską-Przyszłość.pdf

[4] Deloitte „Powering the future of mobility”

Niemal wszystkie największe koncerny motoryzacyjne zapowiedziały wprowadzenie do sprzedaży pojazdów elektrycznych. Inwestycje w rozwój elektromobilności można liczyć w miliardach euro, a na rynku pojawią się w niedalekim czasie dziesiątki nowych, zelektryfikowanych modeli. Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych  przeanalizowało najważniejsze plany głównych graczy w motoryzacyjnym świecie.

Do 2025 r. Grupa BMW wprowadzi na rynek 25 modeli z napędem elektrycznym. 12 z nich będą stanowiły samochody w pełni elektryczne. W przyszłości napęd elektryczny ma być dostępny w każdym modelu oferowanym przez niemiecki koncern. Elektryfikacja nie ominie także BMW M (wersje usportowione) oraz Rolls-Royce’a. W 2019 r. do sprzedaży trafi pierwszy w pełni elektryczny model MINI. BMW rozważa uczynienie z brytyjskiej marki producenta wyłącznie samochodów zelektryfikowanych.

Daimler wprowadzi na rynek markę EQ, której oferta będzie obejmować tylko pojazdy napędzane prądem. Pierwszy model EQ – SUV EQC – trafi na rynek w 2019 r. Do 2022 r. wszystkie samochody Mercedesa będą dostępne w sprzedaży w wersjach z napędem elektrycznym. W 2018 r. klienci otrzymają pierwsze egzemplarze elektrycznego Sprintera.

General Motors do 2026 r. zamierza sprzedawać milion pojazdów elektrycznych rocznie. Amerykański koncern do 2023 r. zaprezentuje 20 nowych modeli zasilanych prądem lub wodorem.

Elektryfikacja nie ominie także Fiat Chrysler Automobiles. Jak zakomunikował Sergio Marchionne, dyrektor generalny włosko-amerykańskiego giganta, połowa modeli oferowana przez koncern do 2022 r., w tym wszystkie Maserati, zostanie wyposażona w napęd elektryczny.

Ford na rozwój EV przeznaczył do tej pory 4,5 miliarda dolarów. Koncern w ciągu pięciu kolejnych lat planuje wprowadzić na rynek 13 nowych, zelektryfikowanych modeli, w tym w pełni elektrycznego, małego SUVa, który trafi do sprzedaży w Azji, Ameryce Północnej i Europie. Wszystkie modele Lincolna – należącej do Forda marki premium – otrzymają napęd elektryczny (głównie hybrydowy). W dziedzinie EV amerykański koncern zamierza współpracować m. in. z indyjską Mahindrą.

Honda zapowiedziała, że wszystkie jej modele na rynku europejskim będą oferowane w odmianach z napędem elektrycznym. Wersja produkcyjna modelu Urban EV Concept, zaprezentowanego w tym roku na targach we Frankfurcie, ma być pierwszym w pełni elektrycznym modelem japońskiej marki oferowanym na Starym Kontynencie. Pojazd pojawi się w sprzedaży w 2019 r. W 2022 r. Honda wypuści na rynek samochody elektryczne o znacznie skróconym (w porównaniu do dzisiejszych standardów) czasie ładowania. Pojedyncze ładowanie trwające 15 minut zapewni zasięg rzędu 240 km.

Grupa Hyundai-KIA do 2020 r. planuje zostać drugim największym na świecie producentem pojazdów przyjaznych środowisku. W tym celu zamierza znacznie rozbudować swoją gamę modelową EV i jednocześnie podwoić liczbę wytwarzanych samochodów w pełni elektrycznych. W 2018 r. koncern wyprodukuje 100 000 sztuk pojazdów napędzanych prądem. W 2020 r. w europejskiej ofercie firmy znajdzie się łącznie 10 zelektryfikowanych modeli.

Od 2020 r. każdy nowy model Jaguar Land Rover otrzyma napęd całkowicie elektryczny lub hybrydowy. Pierwszy w pełni elektryczny model koncernu – Jaguar I-Pace – pojawi się na ulicach w 2018 r. Land Rover zaprezentował niedawno Range Rovera i Range Rovera Sport w odmianach plug-in hybrid.

Między 2030 a 2035 r. wszystkie modele Mazdy otrzymają napęd elektryczny. Firma ogłosiła podjęcie współpracy w dziedzinie EV z Toyotą oraz Denso.

Grupa PSA planuje wprowadzić na rynek szereg modeli elektrycznych (m. in. Peugeot 208, w sprzedaży od 2019 r.) i hybrydowych (Citroen C5 Aicross, w sprzedaży od 2018 r.). Do 2024 r. wszystkie modele Opla zostaną zelektryfikowane.

Do 2022 r. alians Renault-Nissan-Mitsubishi zaprezentuje 12 nowych modeli w pełni elektrycznych. W 2020 r. zostanie przedstawiona nowa rodzina silników oraz baterii przeznaczonych do EV, a do 2022 r. na rynku ukażą się samochody elektryczne dysponujące zasięgiem przekraczającym 600 km na jednym ładowaniu wg cyklu NEDC.

Źródło: materiały prasowe firmy

Volkswagen przygotowuje elektryczny samochód wyścigowy wyposażony w najnowsze rozwiązania techniczne – weźmie on udział w najsłynniejszym wyścigu górskim na świecie. Prototyp wyposażony w napęd na cztery koła stanie 24 czerwca 2018 roku na stracie do Pikes Peak International Hill Climb w Kolorado w USA, by pojawiając się na mecie na wysokości 4.300 metrów n.p.m. ustanowić nowy rekord dla samochodów elektrycznych. Udział w tym sportowym przedsięwzięciu jest elementem zmian w Volkswagenie, który zamierza stać się wiodącym producentem samochodów elektrycznych. Do 2025 roku marka z Wolfsburga będzie oferowała 23 modele z czysto elektrycznym napędem.

„Wyścig górski na Pikes Peak jest jednym z najsłynniejszych na świecie, stanowi ogromne wyzwanie, a przez to doskonale nadaje się do tego, by wykazać jak bardzo efektywne są najnowocześniejsze rozwiązania techniczne” – stwierdził dr Frank Welsch, Członek Zarządu ds. Rozwoju. „Nasza elektryczna wyścigówka będzie wyposażona w innowacyjne akumulatory i silniki. Ekstremalny test wytrzymałościowy, jakim jest wyścig na Pikes Peak dostarczy nam ważnych wskazówek na temat kierunku rozwoju, a jednocześnie pozwoli zaprezentować nasze produkty i zastosowane w nich rozwiązania techniczne”.

Pojazd jest konstruowany przez Volkswagen Motorsport w ścisłej współpracy z Działem Rozwoju Technicznego w Wolfsburgu. „Wyścig na Pikes Peak oznacza dla nas nowy początek. Po raz pierwszy tworzymy samochód wyścigowy z czysto elektrycznym napędem” – mówi dyrektor Volkswagen Motorsport Sven Smeets. „To ważny etap w naszym nowym podejściu do sportów samochodowych. Zespół jest niezwykle podekscytowany faktem, że może podjąć to wielkie wyzwanie”. W wyścigu górskim na Pikes Peak Volkswagen Motorsport wziął ostatni raz udział w 1987 roku wystawiając spektakularnego Golfa wyposażonego w dwa silniki; niewiele zabrakło by auto zajęło wówczas pierwsze miejsce. „Najwyższy czas na rewanż” – dodaje Smeets.

Międzynarodowy wyścig górski Pikes Peak – przez znawców określany też jako „Race to the clouds” – jest od 1916 roku rozgrywany w pobliżu Colorado Springs w Rocky Mountains. Jego 19,99-kilometrowa trasa rozpoczyna się na wysokości 1.440 metrów i prowadzi na szczyt znajdujący się 4.300 metrów nad poziomem morza. Rekord w klasie samochodów elektrycznych wynosi teraz 8 minut i 57,118 sekund, został ustanowiony w 2016 roku przez Amerykanina Rhysa Millena (e0 PP100).

 

 

Źródło: volkswagen.pl

We wrześniu 2015 r. niemiecką motoryzacją wstrząsnął skandal związany z zaniżaniem emisji spalin przez popularne silniki diesla TDI. Kiedyś znane z niezawodności i trwałości ewoluowały, stając się skomplikowanymi konstrukcjami. Okazało się, że aby spełniały wyśrubowane normy, montowano w nich specjalne oprogramowanie oszukujące podczas testów laboratoryjnych. Na nieszczęście Volkswagena, ujawnione zostało to w USA, za co koncernowi grożą olbrzymie kary. To jednak tylko jedna strona medalu – procesy trwają i nie wiadomo, jak się zakończą. Natomiast koszty działań serwisowych rzędu 7,3 mld USD zostały przez koncern ogłoszone. Do tego trzeba jeszcze doliczyć trwałą utratę reputacji. Giełda potraktowała VW w 2015 r. bardzo ostro – kurs z poziomów ponad 200 EUR przepołowił się. Mimo dobrej koniunktury w sektorze motoryzacyjnym i wzroście sprzedaży aut w 2016 r. o 2,8% r/r, kurs akcji VW nie powrócił do cen sprzed ujawnienia afery (aktualny kurs to 130 EUR). Afera odbiła się też negatywnie na kursach innych niemieckich producentów – BMW i Daimlera, ale nie w aż tak dużej skali.

W tym roku do problemów marki Volkswagen doliczyć należy też należące do Grupy Audi i Porsche, a wg portalu Spiegel Online, chodzi o silniki montowane w SUV-ach Porsche Cayenne i Audi Q7. Przed tymi informacjami uważano, że silniki Audi, z których korzysta też Porsche, są wolne od manipulacji. Jak sprawa się rozwinie – nie wiadomo, jednak pokazuje to, że wcale nie odkryto jeszcze wszystkiego, a skala zjawiska może być naprawdę ogromna.

Problem afery spalinowej dla niemieckiej gospodarki zdaje się być na tyle znaczący, że o jej skutkach wspominają najwyżsi rangą urzędnicy. Wolfgang Schaeuble, niemiecki minister finansów, wskazał skutki tej afery jako największe zagrożenie dla niemieckiej gospodarki (chociaż wciąż, m. in. ze względu na wskazane wyżej powody, nie można dokładnie określić potencjalnej wysokości strat), obok ryzyka związanego z Brexitem oraz prowadzenia przyszłej polityki handlowej w USA. Czy rzeczywiście? Zależy jak na to spojrzeć. Faktycznie, niemiecka branża motoryzacyjna to jeden z koni pociągowych tamtejszego eksportu. Niemcy, z udziałem 7,2% w światowej produkcji aut, są na 4 miejscu, po Chinach, USA i Japonii, a obroty tej branży to prawie 370 mld EUR rocznie. Auta zza naszej zachodniej granicy powszechnie cieszą się uznaniem i postrzegane są jako wyróżniające się jakością wykonania. Afera spalinowa może nadszarpnąć dobrą reputację niemieckich koncernów, ale nie powinna pogrążyć całej branży, która co chwila ma różnego rodzaju wpadki, a to związane z silnikami, a to z bezpieczeństwem. Są to problemy i koszty nie do uniknięcia, aczkolwiek wygląda na to, że koszty afery spalinowej mogą być naprawdę znaczące. Co więcej, kondycja tej branży ma duży związek z polską gospodarką, która sporo sprzedaje do przemysłu motoryzacyjnego, a Niemcy są naszym największym partnerem. Jako przykład negatywnego wpływu afery spalinowej można podać zmniejszenie produkcji diesli, co m. in. przełożyło się na gorszą sprzedaż giełdowego Alumetalu w II kw. bieżącego roku.

Poważniejszym problemem dla całej niemieckiej motoryzacji mogą być zmiany technologiczne zachodzące na rynku. Nie jest to przykład ekwiwalentny, ale można nawiązać do historii fińskiej Nokii, która zbyt późno weszła na rynek smartfonów, co okazało się dla niej gwoździem do trumny. Proces zmiany modeli telefonów był jednak bardzo dynamiczny, w motoryzacji zmiana odbywa się znacznie wolniej, a projektanci i inżynierowie myślą z kilku albo i kilkunastoletnim wyprzedzeniem. Dostrzega się jednak wyraźne odejście od diesli na rzecz małych turbodoładowanych silników benzynowych, jednak prawdziwym wyzwaniem są auta elektryczne. Wygląda na to, że tak będzie wyglądała przyszłość motoryzacji, a powoli zaczyna się już rozgrywka o dominację w tym segmencie. Długoterminowo ewolucja napędu spalinowego w elektryczny może być głównym game changerem na rynku motoryzacyjnym.

 

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Z dotyczącej miast części raportu „Elektromobilność w Polsce…”, przygotowanego przez ZDG TOR i zaprezentowanego we wtorek, wynika, że jest wiele nieoczywistych sposobów na wykorzystanie w miejskiej mobilności energii elektrycznej. W Polsce jednak nie tyle cierpimy na brak pomysłów, co na brak skutecznych możliwości przewidzenia ich efektów.
Przeciętnemu mieszkańcowi miasta, zainteresowanemu tym, jak zmienia się jego otoczenie, „elektromobilność” kojarzy się zapewne z rządowymi programami eBus i eCar, które mają pomóc w przestawieniu – odpowiednio transportu autobusowego i polskich kierowców – na zasilanie prądem. Raport przygotowany przez ZDG TOR to pierwszy tak kompletny opis punktu, z którego startujemy i konsekwencji działań, a także ewentualnych przeszkód, jakie stoją przed urzędnikami.

Choć miasta deklarują zakup w najbliższym czasie autobusów elektrycznych (w sumie ponad 800), a w Polsce są producenci, którzy tego rodzaju pojazdy już produkują i sprzedają (Solaris czy Ursus), to warto pamiętać, że dziś w całym kraju regularnie użytkowanych jest tylko 18 elektrobusów, z czego ponad połowa w stolicy. Już w tym roku to się zmieni, bo realizowane są przetargi na kolejne. Warto jednak pamiętać, że dziś miasta, właściwie nie mają doświadczenia z elektrobusami, choć bardzo je chcą.

Pierwszym wnioskiem jaki wskazano w raporcie jest konieczność dopracowania metodologii obliczania i porównywania kosztów zewnętrznych użytkowania elektrobusów, jeśli chodzi o emisję i hałas. Problem polega na tym, że dziś istnieją takie analizy, są często rozbieżne. MZA Warszawa już jakiś czas temu wyliczyły, że elektrobusy przydadzą się jeśli chodzi o ograniczanie spalin w mieście i walkę ze smogiem. Z kolei krakowskie MPK niedawno przedstawiło wyliczenia, że koszt użytkowania takiego autobusu w całym cyklu życia, nie musi wcale być niższy niż autobusu dieslowskiego. A za jedną z zalet takich pojazdów, dwukrotnie droższych od zwykłych autobusów, od dawna przedstawia się niższe kosztu użytkowania. M.in. z tego powodu urzędnicy we Wrocławiu zapowiadają długie testy pojazdów zbudowanych specjalnie na ich zamówienie, bo tylko w ten sposób będą mogli rzetelnie ocenić ich przydatność.

Elektryczne w mieście

Autorzy raportu zwracają uwagę, że samochodom elektrycznym w miastach bardzo pomogłoby instalowanie ładowarek np. w wielostanowiskowych parkingach przy lub pod nowo budowanymi blokami mieszkalnymi. To jednak wiąże się z analizą prawną i techniczną, bo nie wiadomo czy taka infrastruktura nie wymagałaby np. zgody wszystkich mieszkańców, a także jak rozliczać koszty prądu. Nie da się jednak ukryć, że jedną z głównych barier elektromobilności w Polsce jest po prostu brak ładowarek.

Dla ewentualnych chętnych na auta elektryczne należałoby wprowadzić, wzorem innych państw, zachęty finansowe np. w formie dopłat bezpośrednich lub subwencji w wysokości nie mniejszej niż wartość podatku VAT. Dopiero wtedy auta elektryczne staną się konkurencyjne cenowo w porównaniu do analogicznych samochodów z silnikami spalinowymi przy uwzględnieniu kosztów eksploatacji w okresie co najmniej 3 lat.

Po 2020 r., kiedy to m.in. dzięki postępowi technologicznemu samochody elektryczne powinny wyraźnie stanieć, tego typu zachęty finansowe można stopniowo wygaszać. Wszystko tak naprawdę zależy od kosztu baterii, który dziś trudno przewidzieć. Nie wiadomo nawet, czy ostatecznie posiadacze aut elektrycznych będą np. wymieniać baterie co jakiś czas i staną się one kosztem niezależnym od samego auta.

Śmieciarki na prąd?

Warty uwagi jest też rządowy plan ustawowego zmuszenia samorządów do stopniowego włączania do swoich flot, pojazdów zeroemisyjnych. Nie chodzi tylko o autobusy (co oczywiste), czy samochody do dyspozycji urzędu (co również dość jasne), ale też zlecanie przez samorządy powyżej 50 tys. mieszkańców usług firmom, które do tych usług będą w części wykorzystywać pojazdy zeroemisyjne.

Czy oznacza to, że już za kilka lat (wymóg 30 proc. ma obowiązywać od 2025 r.) śmieciarki i szambiarki będą w 1/3 elektryczne? Będzie z tym problem, zauważają autorzy, bo to specjalistyczne pojazdy, wymagają energii do obsługi wszystkich narzędzi i może się okazać, że w wersji elektrycznej nie mają takiego zasięgu i mobilności, jak w spalinowej.

Źródło: www.transport-publiczny.pl

Energa uruchomiła w Gdańsku usługę wynajmu samochodów, w której dostępne są jedynie auta elektryczne. To pierwsza taka usługa w Polsce. Cena za wypożyczenie „elektryka” zależy od modelu i waha się od  27 do 35 zł za godzinę – bez limitu przejechanych kilometrów. Energa zapowiada, że w ciągu dwóch lat otworzy jeszcze cztery takie carsharingowe HUB-y.

Jednym z celów Grupy Energa jest rozwój i popularyzacja elektromobilności.  W ostatnich latach firma uruchomiła w Trójmieście sieć ładowania, obejmującą obecnie siedem stacji i jako pierwsza w Polsce przeprowadziła kompleksowe badania polskich użytkowników aut elektrycznych. Uruchomienie carsharingu to następny krok, który umożliwi trójmiejskim kierowcom przetestowanie aut elektrycznych. Przełoży się to na wzrost ich popularności, a firmie pozwoli zebrać nowe dane, aby oferować w przyszłości  produkty i usługi dopasowane do rzeczywistych potrzeb użytkowników elektromobilności.

Krótkoterminowy wynajem aut elektrycznych Energi (carsharing) to usługa  skierowana do klientów biznesowych i instytucjonalnych. Z wynajmu mogą korzystać pracownicy firm, które podpiszą umowę z należącą do Grupy Energa spółką Enspirion (czyli operatorem tej usługi). Rozliczenia odbywać się będą pomiędzy operatorem usługi a firmami-klientami usługi. Natomiast każdy klient sam zdecyduje o formule w jakiej udostępniać będzie auto swoim pracownikom. Carsharing Energi jest obecnie dostępny dla firm – rezydentów kompleksu biurowego Olivia Business Centre, mieszczącym około 200 firm zatrudniających ponad 5 tysięcy  osób.  Do końca tego roku powstaną jeszcze dwa kolejne HUB-y, a do końca 2018 będzie ich w sumie pięć.

Startujemy w Olivia Business Centre, gdzie mieści się nasza siedziba, ale chcemy żeby już niedługo z naszego carsharingu mogła korzystać każda zainteresowana firma w Trójmieście. Nasza usługa działa podobnie do służbowego telefonu komórkowego. Każda firma może ją udostępnić swoim pracownikom i ustalić własne zasady korzystania z niej – mówi Tomasz Bogucki ze spółki Enspirion, która w Grupie Energa zajmuje się elektromobilnością oraz innowacjami.

Prostota i ekologia

Interfejs wypożyczenia auta jest intuicyjny w obsłudze. Użytkownikom wystarczą trzy kliknięcia, aby wybrać model auta i określić preferowany czas jego wypożyczenia. Samochody można wypożyczać na godziny, w dni powszednie od 8 do 16. Jest też opcja wypożyczenia samochodu na resztę doby oraz na cały weekend. Cena będzie zależna od modelu oraz pory dnia i tygodnia.

Za godzinę jazdy Volkswagenem e-UP pomiędzy godz. 8 a 16 zapłacimy 27 zł. Jego wypożyczenie na resztę doby (16 godzin) kosztować będzie 96 zł, a wynajem auta na weekend to koszt 192 zł. Elektryczny Renault Zoe będzie kosztował odpowiednio 30 zł za godzinę, 108 zł za 16 godzin popołudnia i nocy oraz 208 zł za weekend. Natomiast auta klasy C Premium, czyli VW e-Golf i Nissan Leaf to koszt odpowiednio 35 / 128 / 256 zł.

Wypożyczający nie będą obciążani żadnymi dodatkowymi kosztami. Ładowanie aut w terminalach należących do Energi jest darmowe. W Trójmieście firma ma obecnie siedem terminali ładowania.

Elektromobilność w Trójmieście i oferta dla gmin

Jeszcze w tym roku Energa uruchomi w Trójmieście dwie kolejne lokalizacje z usługą carsharingu, a do końca 2018 roku będzie ich w sumie pięć. Kolejne HUB-y usługi będą zlokalizowane w centrach handlowych i biznesowych. Auto będzie można wypożyczyć i oddać w każdym z nich, a cała operacja docelowo będzie bezobsługowa (obecnie auto wydaje i odbiera consierge w Olivia Business Centre). W miarę rozszerzania carsharingu na kolejne lokalizacje, do usługi będzie mogła przystąpić każda zainteresowana firma. Dzięki temu z carsharingu korzystać będą mogli kolejni mieszkańcy Trójmiasta.

Energa przygotowała także specjalne rozwiązanie dla jednostek samorządowych, które stoją przed wyzwaniem wdrożenia transportu niskoemisyjnego. Firma oferuje gminom wypożyczenie na określony czas małej floty pojazdów elektrycznych oraz montaż stacji ładowania i możliwość bezpłatnego ładowania energii elektrycznej. To pozwoli im sprawdzić w praktyce, jak wygląda użytkowanie takich aut. Oprócz tego Energa chce się podzielić zebranym w ostatnich latach doświadczeniem, oferując gminom konsulting dotyczący wdrożenia transportu opartego o pojazdy elektryczne.

Natomiast już od maja, każdy klient Energi będzie mógł postawić własną stację ładowania we wskazanym przez siebie miejscu. Dotyczy to zarówno małych punktów ładowania na indywidualny użytek, jak i komercyjnych stacji ładowania, np. przy hotelach czy restauracjach.

Źródło: Energa

Zdaniem brytyjskich uczonych aż 81 procent czternastolatków chce jeździć autami elektrycznymi. A to jeszcze nie koniec optymistycznych dla rynku eko danych. Połączenie młodych ludzi i ekotechnologii na rynku motoryzacyjnym może oznaczać prawdziwą rewolucję.

Badania przeprowadzone przez firmę Censuswide w Wielkiej Brytanii jasno pokazały, że entuzjastami nowoczesnych technologii na rynku motoryzacyjnym są głównie młodzi ludzie. Aż 81 procent czternastolatków zamieszkujących Wyspy Brytyjskie chce jeździć pojazdami o napędzie elektrycznym. Jednocześnie aż 88 procent nastolatków jest zdania, że zmotoryzowani już dzisiaj powinni zacząć kupować głównie hybrydy typu plug-in.

Wyniki badań współgrają z trendami motoryzacyjnymi, które można obserwować w Wielkiej Brytanii. Ostatnio pojawiła się informacja, w głos której na Wyspach Brytyjskich wystartują testy dróg z zamontowaną aparaturą ładującą baterie. Możliwość uzupełniania zapasów energii w akumulatorach mogłaby zdecydowanie wydłużyć zasięg ekologicznych aut i sprawiłaby, że te staną się bardziej funkcjonalne.

Optymistyczne dane płynące z ankiety przeprowadzonej przez Censuswide są podyktowane działaniem kilku czynników. Po pierwsze młodzi ludzie są podatni na nowoczesne technologie. Po drugie społeczeństwo europejskie wreszcie zrozumiało, że pojazdy elektryczne mogą stać się realną, motoryzacyjną alternatywą. Po trzecie oferta eko-pojazdów drastycznie rośnie.

Auta elektryczne już wkrótce przestaną być modnymi gadżetami dla ludzi o zasobnych portfelach. Ich ceny zdecydowanie maleją, a do wyścigu włączają się kolejni producenci. Jakiś czas temu zrobiło to Renault, Nissan i BMW. W perspektywie kilku najbliższych lat swoją propozycję ma zaoferować chociażby Skoda. Jej model może być ważnym krokiem dla rynku. W końcu czeskie pojazdy są nie tylko funkcjonalne, ale także bardzo rozsądnie wyceniane.

Na propozycję Skody trzeba będzie zaczekać prawdopodobnie do roku 2020 lub 2021. Model zostanie oparty o rozwiązania i architekturę, która jest obecnie tworzona z myślą o całym koncernie Volkswagena. Powtarzalność technologii i jej wykorzystanie w maksymalnie dużej ilości modeli pozwoli na zredukowanie kosztów i zaproponowanie kierowcom rozsądnie wykalkulowanej ceny. Auto zapowiedziane przez Czechów na przełom tej dekady może nie być jedynym elektrykiem oferowanym w przyszłości. Prezes firmy – Bernhard Maier – w jednym ze swoich ostatnich wywiadów powiedział, że oczywistą przyszłością Skody jest elektryfikacja pojazdów.

 

Copyfighters

Eksperci

Oferty hipoteczne pozostają w mocy mimo koronawirusa

Oferty hipoteczne pozostają w mocy – wynika z ankiety wśród banków. Banki deklarują ponadto, że nie ...

Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych – czym jest?

Osoby fizyczne faktycznie sprawujące kontrolę nad spółką, nawet pośrednio, muszą zostać ujawnione na...

Dane makroekonomiczne – wolniejszy wzrost przy rosnących cenach

Styczniowe dane z polskiej gospodarki wpisały się w oczekiwania co do wolniejszego wzrostu w całym 2...

Startupy – czy mogą rozwijać się samodzielnie?

Jakie są potrzeby młodych, dynamicznie rozwijających się firm? Czy są w stanie rozwinąć się bez pomo...

Lokata 10 tysięcy to mniej niż 100 złotych odsetek!

98 złotych - tyle w ciągu roku zarobi ktoś, kto powierzył bankowi 10 tysięcy złotych zakładając prze...

AKTUALNOŚCI

Wybory prezydenckie: mało chętnych do pracy

Rawa Mazowiecka, Kędzierzyn-Koźle czy Sanok. To tylko przykłady miast, w których do urzędu nie wpłyn...

Zwolnienie z VAT-u produktów przekazanych jako darowizny

Zwolnienie ze stawki VAT-u produktów przekazanych jako darowizny to apel PIH. Polska Izba Handlu zwr...

Oszustwa „na koronawirusa” – ostrzeżenie Prezesa UOKiK

W czasie niepewności na rynkach finansowych ostrożnie podchodźmy do ofert dużego zysku bez ryzyka.Uw...

Tarcza Antykryzysowa weszła w życie

Ochrona zatrudnienia, zmniejszenie obciążeń i zachowanie płynności finansowej w firmach, to główne c...

Kwarantanna domowa – aplikacja od dziś obowiązkowa

Z obowiązkową kwarantanną domową wiąże się od dziś dodatkowy obowiązek – korzystanie z aplikacji Kwa...

Wybory prezydenckie: mało chętnych do pracy

Rawa Mazowiecka, Kędzierzyn-Koźle czy Sanok. To tylko przykłady miast, w których do urzędu nie wpłyn...

Zwolnienie z VAT-u produktów przekazanych jako darowizny

Zwolnienie ze stawki VAT-u produktów przekazanych jako darowizny to apel PIH. Polska Izba Handlu zwr...

Walka z COVID-19 trwa. 50 milionów euro od Nivea

Walka z COVID-19 trwa. 29 marca br. koncern Beiersdorf powołał międzynarodowy program wsparcia finan...

Praca zdalna, czyli HR na wysokich obrotach

Praca zdalna, czyli jak HR wspiera pracowników i liderów. W momencie wybuchu pandemii koronawirusa w...

Środki do walki z COVID-19 dotarły z Chin do Polski

Przedwczoraj w godzinach porannych na warszawskim lotnisku wylądował samolot, który obok asortymentu...