czwartek, Maj 23, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "rynek nieruchomości"

rynek nieruchomości

chłopak miasto

Warszawa, Wrocław, Poznań, Łódź, Trójmiasto, Kraków, Szczecin, Lublin – to miasta poddane analizie w badaniu Antal – Business Environment Assesment Study. Rozwój inwestycyjny polskich aglomeracji w głównej mierze jest kształtowany przez potencjał zatrudnienia, infrastrukturę i dostępność powierzchni biurowych, a także rozwój lokalnego biznesu. Jak w zestawieniu wypadają poszczególne miasta?

Antal jako ekspert rynku pracy, Cushman & Wakefield i Vastint czuwające merytorycznie nad informacjami odnośnie infrastruktury i nieruchomości – opracowali drugą edycję cyklu raportów BEAS, które przedstawiają szeroką i kompleksową ocenę biznesową oraz są wzbogacone o twarde dane rynkowe dotyczące potencjału inwestycyjnego w ośmiu polskich miastach.

Raporty powstały w oparciu o subiektywną ocenę decydentów w firmach obecnych w Polsce, zajmujących stanowiska prezesów, członków zarządów oraz dyrektorów departamentów. W badaniu analizie poddano osiem czynników, które wpływają na atrakcyjność miast i zachęcają do inwestycji. Są to m.in.: infrastruktura, wskaźniki rynku pracy, potencjał edukacyjny, ocena lokalizacji jako miejsca do życia czy wsparcie administracji publicznej. Respondentów poproszono o ewaluację otoczenia biznesowego w miastach, w których funkcjonują w skali 1-10. Dodatkowo raport został wzbogacony o twarde dane z rynku (koszty życia, stawki nieruchomości biurowych, wynagrodzenia oferowane przez pracodawców), dostarczone m.in przez: Antal, Cushman & Wakefield, Vastint, ABSL, GUS, NBP.

– Otoczenie biznesowe firmy w wysokim stopniu wpływa na dynamikę rozwoju organizacji. Elementy takie jak infrastruktura czy potencjał powierzchni biurowej bezpośrednio przekładają się na wskaźniki efektywności finansowej. Równie ważny jest potencjał kapitału ludzkiego w regionie, wysoka konkurencyjność, dobrze rozwinięte środowisko biznesowe, a także innowacyjne rozwiązania i produkty. Wszystkie te czynniki tworzą zupełnie nową rzeczywistość inwestycyjną, którą przedstawiamy w 8 raportach potencjału inwestycyjnego polskich miast – podkreślił Artur Skiba, prezes Antal i wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

  • Mocną stroną i najlepiej ocenianym czynnikiem, zachęcającym do inwestycji jest potencjał edukacyjny, rozumiany jako dostępność przyszłych pracowników.
  •  Najgorzej oceniane w polskich aglomeracjach jest wsparcie administracji publicznej.
Oryginalne biuro i atrakcyjna cena, czyli siła polskich nieruchomości

Analizując wskaźnik atrakcyjności nieruchomości w poszczególnych miasta ocenie poddano: dojazd do biura komunikacją publiczną, jakość dostępnej powierzchni biurowej, dostępność przestrzeni biurowej, jakość usług dodatkowych znajdujących się w budynku lub w bezpośrednim sąsiedztwie, a także atrakcyjność cen powierzchni biurowej. W zależności od rodzaju inwestycji, warto wybrać miasto, które może pochwalić się najwyższym wskaźnikiem istotnej dla biznesu oceny. Dla jednych będzie to korzystna stawka, dla innych kreatywne wnętrza.

Liderzy w kategorii „Nieruchomości”:

  1. Lublin – 7,8 pkt. w 10-stopniowej skali
  2. Trójmiasto – 7,4 pkt. w 10-stopniowej skali
  3.  Kraków – 7,2 pkt. w 10-stopniowej skali

– Lublin po raz kolejny potwierdził swoją silną pozycję wśród najbardziej atrakcyjnych, pod względem inwestycyjnym, miast w Polsce. Jest to niewątpliwie doskonały wybór dla firm poszukujących oszczędności z tytułu kosztów operacyjnych, które w Lublinie są o ok. 20%-30% niższe niż w Polsce Centralnej czy Zachodniej. Dla potencjalnych inwestorów ważne są jednak nie tylko względy finansowe, ale także otoczenie biznesowe, jakość budynków biurowych oraz dostępność do udogodnień poprawiających jakość życia mieszkańców – w Lublinie są one na najwyższym poziomie – powiedziała Agnieszka Gułaś, Negocjator w Dziale Powierzchni Biurowych, Cushman & Wakefield.

Przeczytaj także:

Istotną determinantą decyzji inwestycyjnych jest wypadkowa ceny i jakości danej nieruchomości biurowej. Stawki za wynajem przestrzeni w badanych miastach wahają się od 13,30 EUR za mkw. miesięcznie w Szczecinie, przez 14,75 EUR/m2/miesięcznie we Wrocławiu, po nawet 23,75 EUR w Warszawie.

Prognozy dla rynku biurowego pozostają nadal wyjątkowo pozytywne. Wielkość podaży nowoczesnej przestrzeni biurowej w Warszawie i głównych miastach regionalnych szacowna na ok. 10 milionów m², plasuje Polskę na pozycji lidera w regionie CEE oraz w czołówce rankingu najdynamiczniej rozwijających się ryków w Europie. Warto zwrócić uwagę, że popyt na powierzchnie biurowe w wiodących miastach regionalnych jest obecnie na fali wznoszącej. Kluczowym najemcą są firmy sektora nowoczesnych usług dla biznesu. W ubiegłym roku branża BPO, SSC, IT i R&D odpowiadała za blisko 60% całego zarejestrowanego w ubiegłym roku popytu na lokalnych rynkach biurowych (poza Warszawą) oraz 30% w całej Polsce – wyjaśnił Radosław Kostka, Acquisition Manager, Vastint Poland.

Wygodne i szybkie połączenia kluczowe dla inwestora

Polska dynamicznie rozwija infrastrukturę zarówno transportową, drogową, kolejową, lotniczą jak i morską – co istotnie wpływa na wzrost zainteresowania potencjalnych inwestorów. Przykładowo ważnym atutem Trójmiasta, który szczególnie wyróżnia aglomerację w porównaniu do pozostałych ośrodków miejskich w kraju, jest bezpośrednia dostępność do największego w Polsce portu morskiego. W innych lokalizacjach siłą będzie infrastruktura komunikacyjna, np. w Warszawie. Warto zwrócić uwagę również na Łódź, która mimo tego, że nie mieści się w pierwszej trójce liderów w kategorii nieruchomości, jednocześnie posiada najwyższe noty dla transportu drogowego, rozumianego jako transfer międzymiastowy (8,6 pkt. w 10-stopniowej skali) oraz dla transportu kolejowego (7,9 pkt.).

Liderzy w kategorii „Infrastruktura”:

1.Warszawa i Trójmiasto – 7,4 pkt. w 10-stopniowej skali

2. Kraków – 7,2 pkt. w 10-stopniowej skali

3. Poznań – 7,1 pkt. w 10-stopniowej skali

Potencjał biznesowy

Dobre warunki do rozwoju biznesu to czynnik kluczowy zarówno dla lokalnych przedsiębiorców, jak i zewnętrznych inwestorów. Atrakcyjność Polski potwierdzają najnowsze dane Narodowego Banku Polskiego, który w 2018 roku odnotował 20% wzrost transakcji inwestycji zagranicznych względem roku 2017. Przewagą naszego kraju jest przede wszystkim wysoka jakość kadr, dostępność poddostawców, a co za tym idzie – rozwinięta infrastruktura biznesowa. Badany w raporcie wskaźnik potencjału biznesowego miast oznacza nasycenie rynku firmami konkurencyjnymi (gdzie 0 oznacza brak konkurencji, a 10 – praktycznie wszystkie firmy konkurencyjne są obecne w lokalizacji). Warto zaznaczyć, że tam, gdzie wskaźnik konkurencji jest nadal niski, tam inwestorzy mają większe możliwości ekspansji rynkowej.

Liderzy w kategorii „Potencjał biznesowy”:

1. Wrocław – 7,8 pkt. w 10-stopniowej skali

2. Warszawa – 7,6 pkt. w 10-stopniowej skali

3. Kraków – 7,3 pkt. w 10-stopniowej skali

Dostępność talentów

Na kondycję rynku pracy w danym regionie ma wpływ kilka czynników. Potencjalni inwestorzy zwracają uwagę na zaplecze edukacji wyższej – liczbę uczelni, jakość kształcenia – a także zaplecze edukacji zawodowej. Szczególnie istotnym wskaźnikiem jest liczba studentów na danym kierunku, którzy stanowią potencjał edukacyjny, rozumiany jako dostępność przyszłych pracowników. Przykładowo, Wrocław może pochwalić się dużym zasobem inżynierów – 17, 6 tys., w Poznaniu prym wiodą kierunki lingwistyczne – 25,2 tys. studentów, a z kolei najwięcej pracowników IT znajdziemy w Warszawie – ponad 16 tys. studentów.

Liderzy w kategorii „Potencjał edukacyjny, rozumiany jako dostępność przyszłych pracowników”:

  1. Kraków – 8,6 pkt. w 10-stopniowej skali
  2. Trójmiasto i Lublin – 7,9 w 10-stopniowej skali
  3. Warszawa i Wrocław – 7,8 w 10-stopniowej skali.

Czytaj też:

Potencjał zatrudnienia

Wskaźnik potencjału zatrudnienia pokazuje dostępność już wyszkolonej kadry w poszczególnych aglomeracjach. Jeżeli inwestycja zakłada potrzebę zaangażowania dużej liczby inżynierów lub lingwistów, warto wziąć pod uwagę ten czynnik. Jak wynika z raportu, liderem pod względem wyspecjalizowanej kadry jest Lublin. Wszystko dlatego, że lokalny rynek cechuje niską rotacją pracowników – rodowici lublinianie niechętnie migrują w poszukiwaniu pracy. Jednocześnie co 5. mieszkaniec miasta tylko raz w życiu zmienił pracodawcę, a co 3. pracuje w tym samym miejscu całe życie. Podczas gdy w Warszawie obserwujemy wyższy popyt talentów niż podaż, Lublin nadal cieszy się dostępnością wyspecjalizowanych kadr.

Liderzy w kategorii „Potencjał zatrudnienia”:

  1. Lublin – 7,4 pkt. w 10-stopniowej skali
  2. Warszawa – 7,2 pkt. w 10-stopniowej skali
  3. Kraków – 7,0pkt. w 10-stopniowej skali

wykres dotyczący miast cieszących się największym zainteresowaniem inwestorów
Dostępność wykwalifikowanej kadry w Lublinie i Warszawie:

Szczególną rolę w budowaniu infrastruktury biznesowej polskich miast odgrywa branża nowoczesnych usług dla biznesu, która jest jedną z najszybciej rozwijających się branży w Polsce. Dlatego lokalizacje, które mogą pochwalić się dużym nasyceniem specjalistami w dziedzinie finansów, z dodatkową znajomością języków czy specjalistów IT, są częściej dostrzegani przez inwestorów. Stąd Warszawa, Kraków i Wrocław, posiadające ogromne zaplecze najlepszych talentów, skupiają również niemal połowę działających w Polsce ośrodków obsługi biznesu, w których pracuje większość osób zatrudnionych w tym segmencie w naszym kraju – wyjaśniła Karolina Korzeniewska, Account Executive CEE, Antal.

Ocena lokalizacji jako miejsca do życia

Kapitał ludzki stanowi jeden z najważniejszych czynników wyboru lokalizacji inwestycyjnych. Dlatego coraz ważniejsze stają się potrzeby pracowników w kontekście kosztów życia, wygody i miejsca, w którym będą chcieli pozostać. Dziś oferta kulturalna czy oferta handlowa, stają się również czynnikami rozwoju biznesowego danej aglomeracji. Miasta organizują eko-kampanie, walczą ze smogiem i konsekwentnie dążą do osiągnięcia poziomu światowych Smart Cities. Wyścig ten niezmiennie od kilku lat wygrywa Trójmiasto, które zdobywa równie wysokie pozycje w międzynarodowych rankingach wyprzedzając m.in. Lizbonę, Paryż i Rzym.

***

O raporcie

Badanie Antal Business Environment Assessment Study zostało prowadzone w latach 2017-2019 na próbie 588 decydentów w firmach obecnych w Polsce, zajmujących stanowiska prezesów, członków zarządów oraz dyrektorów departamentów. Badanie było prowadzone metodą CATI oraz CAWI. Raport został uzupełniony danymi Antal, Cushman & Wakefield ABSL, Forbes, CBRE oraz GUS, Lista 500 Polityka, BISNODE, Forbes, NBP, Investinpomerania.pl.

Źródło: Antal

W zbliżających się latach prawo budowlane w Polsce bardzo się zmieni. Nowelizacja przepisów ma między innymi zmniejszyć o połowę liczbę dostarczanych przez inwestorów dokumentów. Zmiany będą dotyczyć głównie ustawy o Prawie Budowlanym, programu Czyste Powietrze oraz warunków technicznych narzuconych przez UE – podpowiadają eksperci serwisu Domiporta.pl.

Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju przedstawiło w tym miesiącu projekt nowelizacji Prawa Budowlanego. Zawarte w niej propozycje mają wejść w życie najpóźniej na początku 2020 roku. – Projekt nowelizacji Prawa Budowlanego w najbliższych dniach trafi do konsultacji – zapowiada minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński. Zmiany w tej ustawie, to tak naprawdę dopiero początek reformy branży budowlanej.

Według zapowiedzi wiceministra inwestycji i rozwoju Artura Sobonia, głównym celem nowelizacji ustawy o Prawie Budowlanym będzie zmniejszenie liczby dokumentów potrzebnych na etapie składania wniosku o pozwolenia na budowę (lub zgłoszenia) oraz przyśpieszenie prac urzędów. Nowe przepisy będą wymagać od inwestora podczas rozpoczęcia budowy, jedynie wniosku oraz uproszczonego projektu. Natomiast projekt techniczny, zawierający między innymi rozwiązania konstrukcyjne i instalacyjne, będzie składany na etapie zgłoszenia zakończenia robót budowlanych lub wniosku o pozwolenie na użytkowanie w Urzędzie Miasta bądź Gminy (w wydziale Architektury i Nadzoru Budowlanego.

Na szybszą pracę urzędów ma mieć również wpływ zwolnienie z obowiązku uzyskania pozwolenia na montaż instalacji gazowych wykonywanych wewnątrz i na zewnątrz użytkowanego budynku, czy naziemnych tarasów przydomowych o powierzchni zabudowy do 35 m2. Z obowiązku zgłoszenia zwolnione będą też np. huśtawki w parku i inne obiekty tzw. małej architektury w przestrzeni publicznej. Te zmiany mogą realnie wpłynąć na mniejszą liczbę wniosków i sprawniejszą pracę urzędów. Liczba dokumentów dotyczących budowy domu i budynków wielorodzinnych, przetwarzanych przez administrację, ma zmniejszyć się o 50% – szacuje ministerstwo i podaje, że rocznie do urzędników trafia 18 mln stron dokumentów.

To nie koniec zmian. Projekt ustawy o Prawie Budowlanym zakłada również wprowadzenie granicznego, pięcioletniego terminu dla stwierdzenia nieważności decyzji o pozwoleniu na budowę i decyzji o pozwoleniu na użytkowanie. Ma to ukrócić niepewność związaną z utratą pozwolenia na budowę nawet po kilku latach od zakończenia budowy i zasiedleniu. Nowe rozwiązania mają sprawić, że po 5 latach od doręczenia lub ogłoszenia decyzji nie będzie można tej decyzji podważyć i w konsekwencji utracić pozwolenia. Ministerstwo liczy dzięki temu na zwiększenie pewności inwestora, co przełoży się na większą liczbę inwestycji. 

Pewne kontrowersje wywołuje natomiast zmiana dotycząca legalizacji samowoli budowlanych, które są użytkowane przez minimum 20 lat. Warunkiem skorzystania z uproszczonej, bezpłatnej procedury legalizacji budynku będzie przedstawienie ekspertyzy technicznej i geodezyjnej inwentaryzacji powykonawczej. Do tej pory, by zalegalizować budynek, należało udowodnić zgodność z planem zagospodarowania lub warunkami zabudowy. W wielu przypadkach, jest to obecnie niemożliwe, ponieważ część budynków powstawało jeszcze przed uchwaleniem planów i warunków zabudowy.

Przeciwnicy tak prostej legalizacji samowoli budowlanych zgłaszają zastrzeżenia, na brak równości wobec prawa. Procedura legalizacji samowoli budowlanych ma doprowadzić do uregulowania stanu prawnego istniejących obiektów budowlanych, co wpłynie na zapewnienie bezpieczeństwa w tych budynkach. Dla właścicieli to również oszczędność, ponieważ w myśl projektowanej ustawy, znika również konieczność uiszczenia opłaty legalizacyjnej, która obecnie wynosi od 2,5 tys. zł do 5 tys. zł. 

2019/2020 – nowelizacja ustawy i program Czyste Powietrze

Reforma przepisów w ustawie o Prawie Budowlanym ma poprawić także realizację programu Czyste Powietrze. Ułatwione ma być przyłączenie budynku do miejskiej sieci ciepłowniczej. Zgodnie z nowymi przepisami, projektant będzie sprawdzał czy budynki mieszkalne jednorodzinne i wielorodzinne można podłączyć do istniejącej sieci ciepłowniczej. Jeśli przedsiębiorca zarządzający siecią będzie opóźniał wydanie warunków przyłączenia do sieci, zapłaci karę za każdy dzień zwłoki – 500 zł, według założeń projektu ustawy o Prawie Budowlanym.

W projekcie ustawy znajduje się też zakaz pobierania przez przedsiębiorstwa wodociągowo–kanalizacyjne opłaty za wydanie warunków technicznych przyłączenia do sieci. W kieszeni inwestora zostanie dzięki temu od 100 do 150 zł.

Zmiany przepisów zajdą również z wejścia w życie Rozporządzenia Ministra Rozwoju i Finansów z dn. 1 sierpnia 2017 w sprawie kotłów na paliwo stałe, które spełnia dyrektywę P. Od lipca 2018 nie można kupować kotłów o niższej klasie niż 5. Klasa określa parametry dotyczące emisji tlenku węgla, związków organicznych oraz pyłów – klasa 5 oznacza urządzenie o najlepszych parametrach. Od pierwszego stycznia 2020 będzie można zainstalować już tylko kotły grzewcze niskoemisyjne. Zakup takich kotłów będzie obowiązywał wszystkich mieszkańców Unii Europejskiej, a starsze urządzenia zostaną wycofane ze sprzedaży. Rzecz jasna wraz z wyższą klasą urządzenia rośnie również cena kotła.

Zmiany budowlane w 2021

Największe zmiany dla chcących wybudować dom jednorodzinny nadejdą wraz z rokiem 2021. Zgodnie z Rozporządzeniem w sprawie Warunków Technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie od stycznia 2021 roku inwestorzy będą musieli budować jedynie budynki mieszkalne w standardzie pasywnym i energooszczędnym. Budynkiem energooszczędnym jest konstrukcja o zapotrzebowaniu na energię do ogrzewania EUco niższym niż 70 kWh/m2 na rok.

Jak podaje serwis kalkulatorybudowlane.pl, budowanie domu w standardzie pasywnym bądź energooszczędnym jest droższa o 8-16% od tradycyjnych metod konstrukcji budynku. Ceny te mogą urosnąć w obliczu większego zapotrzebowania na specjalistów i specyficzne materiały budowlane o podwyższonej izolacyjności.

Przedsmakiem podwyżek może być aktualna sytuacja na rynku. Według wyliczeń GUS ze stycznia br., prace związane z izolowaniem ścian, które są kluczowe dla standardu pasywnego, podrożały o niemal 5% porównując ze styczniem 2018 roku.  Natomiast materiały budowlane zdrożały w marcu 2019 średnio o 6% w stosunku do marca 2018 – poinformowała w raporcie firma Polskie Składy Budowlane. Oznacza to, że lepiej dłużej nie zwlekać z rozpoczęciem budowy domu jednorodzinnego, ponieważ koszt może znacząco urosnąć w ciągu najbliższych kilku lat.

Przeczytaj także:

Potrzeba zmian w prawie budowlanym

Ustawowy maraton, który właśnie się rozpoczyna jest pokłosiem braku zmian w prawie budowlanym w ostatnich latach. W ostatnim czasie, wprowadzono jedynie specustawę mieszkaniową mającą w założeniach rządu „uruchomić inwestycyjnie grunty”, które do tej pory nie mogły zostać wykorzystane pod budownictwo mieszkaniowe w programie Mieszkanie+.

Specustawa, która ma obowiązywać do 2028 roku wywołała duże kontrowersje wśród samorządowców oraz społeczników miejskich. Protest środowisk dotyczył zapisów umożliwiających budowę mieszkań niezależnie od istnienia lub ustaleń miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Co umożliwiało np. budowanie bloków na terenach zielonych.

Pozostałe zmiany planowane na 2018 rok zostały przełożone, najprawdopodobniej z powodu protestów firm deweloperskich. Porzucono między innymi prace nad projektem kodeksu urbanistyczno-budowlanego. Kodeks w domyślnym brzmieniu miał zastępować około 140 różnych ustaw, w tym ustawę o Prawie budowlanym, która z powodu wielokrotnych nowelizacji stała się trudna w interpretacji dla inwestorów. Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju wstrzymało również pracę nad ustawami tzw. Ustawie inwestycyjnej oraz Ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.

Źródło: domiporta.pl

Dopiero co zakończony rok charakteryzował się przede wszystkim wzrostem cen. W 2018 r., zgodnie z przewidywaniami sprzed 12 miesięcy, ceny nieruchomości mieszkalnych w największych Polskich miastach poszybowały w górę. W Warszawie i Krakowie, jak podaje RynekPierwotny.pl, średnia cena za metr kwadratowy wzrosła o 12%, a w Gdańsku aż o 14%. Wszystko wskazuje na to, że w rozpoczynającym się roku możemy spodziewać się podtrzymania tego trendu, a na poprawę sytuacji klienta zainteresowanego zakupem mieszkania przyjdzie jeszcze trochę poczekać.

Niedobory kadrowe związane z odpływem siły roboczej na zachód i niewystarczająco szybkim napływem kapitału ludzkiego zza wschodniej granicy oraz stale rosnące koszty materiałów i robocizny wpłynęły na ceny mieszkań. To z kolei przesądziło o spadku sprzedaży, którą odczuła większość deweloperów na polskim rynku.

Ze względu na brak dostępnej na rynku wykwalifikowanej kadry robotniczej, a także wzrost cen materiałów niezbędnych do ukończenia prac, ceny inwestycji idą znacząco w górę, nierzadko przekraczając koszty przewidywane na etapie planowania inwestycji – tłumaczy Bartosz Dąbrowski, prezes Techbud Kosztorysy, firmy zajmującej się kosztorysowaniem i przedmiarowaniem inwestycji budowlanych na terenie całego kraju.  – Nie dziwi więc, że deweloperzy windują ceny, by zrekompensować sobie dodatkowe, nieprzewidziane wcześniej koszty.

Zobacz też:

Nawet 8 tys. zł podwyżki w ciągu pięciu lat! W tych branżach pensje rosną najszybciej

Taka sytuacja wpływa na zachowania konsumentów, którzy niechętnie akceptują niewspółmiernie szybki wzrost cen, o czym świadczy spadek liczby sprzedanych mieszkań w stosunku do 2017 r. – jak szacuje JLL o około 10 tysięcy. Rynek mieszkaniowy zdecydowanie wyhamował, a zgodnie z przewidywaniami, nie ma żadnych podstaw by twierdzić, że w rozpoczynającym się roku ceny mieszkań utrzymają się na obecny poziomie lub spadną. Jak wynika z badania „Finansowy Barometr ING”, również większość Polaków spodziewa się dalszego wzrostu cen mieszkań. Osób, które tak twierdzą jest o 8 pp. więcej niż rok wcześniej.

Przeczytaj także:

Nieruchomości: nowe czy używane?

Przewidywania Polaków potwierdzają eksperci, wskazują oni jednak na mniejszą dynamikę zmian w nadchodzących miesiącach. Intensywne wahania cen na rynku mieszkaniowym w 2018 r. sprawiły, że klienci mniej chętnie niż w latach ubiegłych podejmowali decyzję o zakupie mieszkania. Większe ceny sprawiają, że Polacy bardziej skłonni są do odsuwania decyzji o zakupie własnego mieszkania w czasie. Taka rezygnacja z zakupu własnej nieruchomości przez coraz liczniejszą grupę potencjalnych nabywców, może istotnie doprowadzić do znaczącego załamania się rynku. Dlatego zdaniem ekspertów ceny będą rosnąć, ale wolniej niż dotychczas.

W przyszłym roku nie powinniśmy oczekiwać znaczących wzrostów cen mieszkań. Już teraz da się zauważyć, że pojawił się „sufit” i klienci zaczynają mieć opory związane z ceną – twierdzi Andrzej Gutowski, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Ronson Development. – Oczywiście każda lokalizacja ma swoje prawa i wciąż w najlepszych dzielnicach elastyczność kupujących jest większa, ale można powiedzieć, że rynek osiągnął pewne maksimum.

Zobacz też:

OTODOM: podsumowanie cen mieszkań w 2018 roku

Można więc przypuszczać, że pomimo zgodnie przewidywanych zmian w cenach mieszkań, sytuacja na rynku mieszkaniowym za 12 miesięcy będzie znacznie bardziej zbliżona do aktualnej, a różnice w cenach będą wyraźnie mniejsze niż pomiędzy 2017 a 2018 r. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, jak to spłaszczenie krzywej wzrostu cen wpłynie na możliwości i chęci nabywcze Polaków, których 24%, jak podaje „Barometr Finansowy ING”, już teraz deklaruje, że nigdy nie będzie mogła sobie pozwolić na zakup mieszkania na własność.

Wzrost cen nie jest powodowany bezpośrednio przez brak wykwalifikowanej kadry pracowniczej czy rosnące koszty materiałów budowlanych – tłumaczy Bartosz Dąbrowski z Techbud Kosztorysy. – Jest konsekwencją wypadkowej tych czynników oraz nieprzykładania przez inwestorów odpowiedniej wagi do prac poprzedzających rozpoczęcie budowy, takich jak np. przedmiarowanie i kosztorysowanie czy weryfikacja generalnych wykonawców, którym decydują się powierzyć inwestycję. Wahania cen materiałów mogą być z pewną dokładnością przewidziane odpowiednio wcześniej, właśnie dzięki powierzeniu takich prac profesjonalistom. Korzystanie z narzędzi, jakie dają kosztorysy, pozwala minimalizować ryzyko wynikające z realizacji inwestycji, a co za tym idzie, odpowiednio wcześnie reagować na wahania cen – kończy Dąbrowski.

Źródło: mat. prasowy

O ile zdrożały mieszkania na rynku deweloperskim? Jakich podwyżek możemy spodziewać się w najbliższym czasie? Jakie czynniki będą miały decydujący wpływ na wzrost cen ofertowych? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl 

Dariusz Niedośpiał, prezes zarządu LC Corp S.A.

O ile w latach 2013-2016 można było mówić o umiarkowanym wzroście cen, o tyle rok 2017 i 2018 jest pod tym względem zupełnie inny. Tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy ceny mieszkań wzrosły średnio o 10 proc., a w Trójmieście, czy Wrocławiu nawet o 17-18 proc. Zakładamy, że w tym roku będzie podobnie, chodź trudno prognozować, czy podwyżki wyniosą 5, 10, czy 20 proc. Ceny mieszkań w Krakowie czy Warszawie są wciąż o 20 proc. niższe niż 10 lat temu. Przy czym, nastąpił wzrost średniego wynagrodzenia o 70  proc., a inflacja wyniosła około 20 proc.

Bez wątpienia sytuacja na rynku nie sprzyja utrzymaniu aktualnych cen mieszkań. Przy dużym popycie, mieszkań na rynku brakuje. Patrząc na obecne tempo sprzedaży i zakres dostępnej oferty, wystarczą dwa kwartały na  upłynnienie oferty rynkowej, a w roku 2012 potrzeba było na to średnio 8 kwartałów. Deweloperzy mają trudności z rozpoczęciem nowych projektów, co jest pokłosiem ograniczonej podaży gruntów, jak i przeciągających się procedur administracyjnych. Dodatkowo mamy silny wzrost kosztów budowy, będący efektem wzrostu płac, kosztów materiałów, ale i trudności związanych ze nalezieniem wykonawcy.

W tym miejscu warto zaznaczyć, iż wykonawcy kontraktujący budowę trwającą 15-20 miesięcy uwzględniają dalszy wzrost kosztów, co dodatkowo podraża koszt inwestycji. Sytuacji nie poprawi nowelizacja ustawy deweloperskiej, wprowadzająca wymóg zamkniętego rachunku powierniczego lub też ubezpieczenia. To dodatkowo podniesie koszty realizacji nowych projektów, utrudni działalność mniejszym firmom, a tym samym wpłynie na ograniczenie podaży.

Michał Melaniuk, dyrektor zarządzający Cordia Polska

Podwyżki cen mieszkań są wypadkową wielu czynników. Deweloperzy doznają turbulencji z uwagi na wzrost kosztów wykonawstwa oraz materiałów budowlanych. W ostatnich latach inwestorzy byli przyzwyczajeni do tego, że koszty były stabilne, z uwagi na to, że wynagrodzenia podwykonawców i ceny materiałów były łatwe do skalkulowania. W ostatnich miesiącach nastąpił dynamiczny wzrost kosztów budowy, co może się przełożyć na opóźnienia, a tym samym wzrost cen samych mieszkań. Przyczynią się do tego również wysokie ceny gruntów, których w wielu miastach brakuje.

Dodatkowo, likwidacja otwartych rachunków powierniczych zmusi deweloperów do finansowania inwestycji ze środków własnych bądź z kredytu. Firmy nie będą mogły korzystać ze środków wpłaconych przez klientów w trakcie realizacji budowy. Wpłynie to drastycznie na ceny nowych mieszkań, które wzrosną ze względu na wyższe koszty ponoszone przez deweloperów przy realizacji inwestycji. Szacujemy, że wzrost cen mieszkań będzie oscylował na poziomie 5 proc. kwartalnie.

Dariusz Krawczyk, prezes zarządu Polnord S.A.

Na rynku mieszkaniowym obserwowany jest wzrost cen mieszkań, napędzany głównie przez rosnące koszty generalnego wykonawstwa. Grupa Polnord dwa lata temu wprowadziła tryb przetargowy na wybór generalnych wykonawców swoich inwestycji i dzięki temu ma pełne rozeznanie w zmieniającej się wartości ofert składanych przez firmy budowlane. Zabezpieczeniem przed nadmiernym wzrostem kosztów wykonawstwa była aktywizacja przez Grupę własnej spółki budowlanej – Polnord Construction, która będzie realizowała projekty, dla których nie będzie możliwe pozyskanie z rynku podmiotu na satysfakcjonujących warunkach finansowych.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Głównym czynnikiem wpływającym na cenę mieszkań na rynku pierwotnym są dziś koszty wykonawstwa, a te stale rosną. Rosną również ceny gruntów, a znalezienie ciekawych działek w atrakcyjnych lokalizacjach i w dobrej cenie stanowi coraz większe wyzwanie. Wszystko to będzie miało oczywiście  przełożenie na cenę metra kwadratowego mieszkań nabywanych  przez klientów.

Marek Szmolke, prezes Grupy Deweloperskiej Start

Spodziewamy się podwyżek cen mieszkań, jednak trudno powiedzieć, o ile wzrosną stawki ofertowe. Do głównych czynników wzrostu cen należą rosnące koszty budowy, a więc materiałów budowlanych oraz wynagrodzenia dla podwykonawców, o których jest obecnie bardzo ciężko. Oprócz tego drożeją działki budowlane, a ich liczba zmniejsza się systematycznie. Nasza firma tuż przed wprowadzeniem danej inwestycji przeprowadza analizę cen konkurencji i dopiero wtedy ustala ostateczne ceny mieszkań. Staramy się utrzymywać ceny rynkowe, które nie odbiegają od stawek obowiązujących w danym rejonie.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu Grupy CTE

Wzrost kosztów wykonawczych oraz słaby dostęp do terenów inwestycyjnych z pewnością znajdą odzwierciedlenie w cennikach nowych mieszkań. Należy tu dodać, że w przyszłym roku planowane są nowe regulacje prawne ze strony UOKIK, które mogą bardzo negatywnie wpłynąć na aktywność małych, rodzinnych przedsiębiorstw deweloperskich. To z kolei ograniczy konkurencję oraz liczbę oferowanych mieszkań, co oznaczać może podwyżki.

Katarzyna Brożek, dyrektor zarządzająca w Duda Development

Ceny mieszkań zmieniają się dynamicznie. W ostatnim czasie notowane są ich wzrosty, a nie spadki. Trudno jednak oszacować szybkość i skalę podwyżek. Bez trudu można zaś podać przyczynę. To stale rosnące koszty budowy wywołane z kolei między innymi wzrostem kosztów zakupu materiałów budowlanych.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Wzrost cen mieszkań obserwujemy już od zeszłego roku – w niektórych regionach Polski, np. w Trójmieście, stawki wzrosły nawet o 16 proc. w porównaniu z danymi z 2017 roku. Kluczowy wpływ na ceny mieszkań mają rosnące koszty zakupu gruntów, materiałów budowlanych i wykonawstwa.

Staramy się, aby w inwestycjach realizowanych przez naszą firmę ceny były stałe. Posiadamy duży bank ziemi, którą spółka zakupiła po bardzo atrakcyjnych cenach. Mamy też w Grupie własnego generalnego wykonawcę, co powoduje, że nasza oferta jest konkurencyjna na rynku.

Magdalena Szulc, PR Manager w Ataner

Rosnące ceny materiałów budowlanych oraz robocizny z pewnością będą mieć wpływ na wzrost cen nieruchomości w najbliższych latach. Nie przewidujemy gwałtownego wzrostu, ponieważ cena wciąż musi być atrakcyjna dla klienta. W najlepszych lokalizacjach jednak stawki są często nieco wyższe, bo w takich miejscach klienci kupują mieszkania najchętniej.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Najważniejszym czynnikiem cenotwórczym jest wzrost kosztów budowy. Kilkunasto, a w niektórych przypadkach kilkudziesięcioprocentowy wzrost kosztów budowy nie może pozostać baz wpływu na ceny mieszkań.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. Sprzedaży Lokum Deweloper

Głównymi czynnikami generującymi wzrost cen mieszkań na rynku deweloperskim są rosnące stawki u wykonawców i rosnące ceny materiałów budowlanych oraz deficyt rąk do pracy. Staramy się minimalizować te efekty i podnosić ceny tylko w zakresie pokrycia dodatkowych kosztów, nie zwiększając marży.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Przez rynek przetoczyła się już fala podwyżek. W perspektywie najbliższego półrocza głównymi czynnikami decydującymi o poziomie stawek będą jak zwykle popyt i podaż, ale także poziom stóp procentowych, który wpływa na atrakcyjność rynku dla klientów gotówkowych. Sądzę jednak, że rynek będzie funkcjonował stabilnie i nie spodziewałbym się żadnych drastycznych wahnięć cen w perspektywie najbliższych miesięcy.

Grzegorz Woźniak ze spółki Quelle Locum

Zdecydowanie można spodziewać się podwyżek cen mieszkań. Każdy nowy projekt obarczony jest już znaczącym wzrostem kosztów budowy. Dodatkowo nabycie ziemi staje się też coraz trudniejsze i coraz droższe. Spodziewamy się wzrostu cen między 500zł a 1000 zł za mkw. mieszkania.

Agnieszka Jałoszyńska, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w firmie Sky Investments

Mieszkań na rynku pierwotnym powstaje coraz więcej, a eksperci są zgodni, że ich ceny nie będą spadać. Powodów jest kilka, jednak najważniejszy to coraz wyższy koszt zakupu materiałów budowlanych. Dlatego ceny naszych domów będziemy dostosowywać do realiów rynkowych, biorąc pod uwagę ceny wykonawstwa i materiałów. Ceny oferowanych przez nas domów z ogrodem i miejscem parkingowym będą jednak, tak jak obecnie, zaczynać się od 299 tys. zł.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Podwyżka cen mieszkań wydaje się być nieunikniona. Z taką sytuacją już można się spotkać przy wprowadzaniu przez deweloperów nowych inwestycji do sprzedaży. Stawki na przestrzeni najbliższego roku mogą wzrosnąć jeszcze o kilka, a nawet kilkanaście punktów procentowych. Jednym z głównych czynników wpływających na taki stan rzeczy jest przede wszystkim znaczący wzrost kosztów generalnego wykonawstwa.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Mieszkania drożeją i jest to nieuniknione, pomimo że sprzedaż utrzymuje się na wysokim poziomie. Podwyżki cen mieszkań mają kilka składowych, przede wszystkim drożeją materiały budowlane oraz zwiększają się koszty zatrudnienia pracowników budowlanych. Ograniczony dostęp do siły roboczej sprawia, że usługi drożeją. Kolejnym czynnikiem, który wpływa na podwyżki stawek ofertowych na rynku mieszkaniowym są rosnące ceny gruntów pod inwestycje.

Piotr Zagórski , Marketing Manager w Nexity Polska

Popyt na mieszkania ciągle wzrasta. Ceny od zeszłego roku poszybowały w górę o kilka procent i nadal jest tendencja wzrostowa. Głównym czynnikiem, który ma wpływ na stawki to koszt generalnego wykonawstwa. Mając to na uwadze, zdecydowaliśmy o przejściu  w niedługim czasie na samorealizację, która pozwoli ustabilizować ceny budowy inwestycji oraz zapewni klientom gwarancję wykonanych prac.

Źródło: Dompress.pl

Kiedy nieco ponad 50 lat temu Bob Dylan nagrywał swój hymn The Times They Are a-Changin’, w zbiorowej świadomości ukuł jedną stałą prawdę: zmienia się wszystko. Słowa słynnej piosenki jak bodaj nigdy wcześniej można odnieść do branży nieruchomości, która z roku na rok, a czasem wręcz z miesiąca na miesiąc, poddaje się duchowi czasu i w coraz większym stopniu uwzględnia nowe potrzeby i mechanizmy działania współczesnego świata. Podsumujmy, czym żyje dziś rynek nieruchomości w Polsce.

Jeśli wskazać jeden aspekt leżący u źródła większości zmian obserwowanych w dzisiejszej gospodarce (w tym również na rynku nieruchomości), prawdopodobnie należałoby postawić na demografię. Inwestorzy i deweloperzy za jeden z kluczowych czynników przy podejmowaniu decyzji uznają dostęp do talentów w danym miejscu, trendy migracyjne oraz zmiany struktury wiekowej danych populacji. Tymczasem, jak wynika z danych McKinsey Global Institute[1], w porównaniu z rokiem 2015, liczba osób na emeryturze wzrośnie do 2030 aż o 35%. Co to oznacza dla budujących?

– W momencie, gdy starzejące się społeczeństwa napędzają konsumpcję miejską i popyt na usługi podnoszące komfort życia, w tym sektor mieszkaniowy, a także turystykę, rekreację i opiekę medyczną, na rynkach rozwijających się do głosu dochodzi starsza wiekiem i zamożna klasa średnia, ale też rynek młodych, bezdzietnych i dobrze zarabiających millenialsów. To grupy, które w oczach inwestorów kryją ogromny potencjał – przekonuje Michał Styś, Dyrektor Zarządzający w firmie OPG Property Professionals.

Warto w tym miejscu podkreślić sposób, w jaki zmieniająca się demografia wpływa na obraz i odbiór przestrzeni miejskiej. Osoby znajdujące się dziś w wieku produkcyjnym i przedprodukcyjnym, w szczególności pokolenie millenialsów oraz tzw. „klasa kreatywna”, znajdują coraz silniejszą reprezentację w ścisłych centrach miast, gdzie już nie tylko napędzają popyt na nową przestrzeń hotelową, biurową, mieszkaniową czy handlowo-gastronomiczną, ale w dużej mierze decydują też o jej kształcie i charakterze.

– O rynku nieruchomości dawniej zwykliśmy się mówić w kategoriach funkcji, budynków, adresów – wyjaśnia Michał Styś. – Dzisiaj większą uwagę skupiamy na ludziach oraz społecznościach, które tworzą – dodaje.

Biuro – coś więcej, niż miejsce do pracy

Rozwój gospodarczy to nowe inwestycje i więcej pracodawców. Więcej pracodawców to kolejne miejsca pracy, a kolejne miejsca pracy to coraz bardziej zażarta rywalizacja o pracownika. Firmy, zwłaszcza te operujące w sektorze IT i szeroko rozumianych usług dla biznesu, już od kilku dobrych lat zadają sobie to samo pytanie: jak w obliczu rynku pracownika, zbliżonych poziomów płac oraz programu 500+, który wiele kobiet skłania do pozostania w domu i dodatkowo obniża pulę osób aktywnych zawodowo, skusić kreatywne umysły i wykwalifikowanych specjalistów?

Pierwszą odpowiedzią były wyższe pensje. Później na negocjacyjnym stole wylądowały karnety sportowe, prywatna opieka medyczna i inne benefity. Kiedy z czasem firmy odnotowały zanik reakcji także i na te bodźce, swoje oczy skierowały w kierunku szeroko pojętej atmosfery i kultury miejsca pracy.

– Biuro przejmuje nową rolę, a granica pomiędzy miejscem do pracy i spędzania wolnego czasu powoli się zaciera – podkreśla Michał Styś. – Dla korporacji bycie „fajnym” i „przyjaznym” stało się w ostatnich czasach priorytetem, dlatego umiejscowienie firmy w ciekawej, buzującej życiem lokalizacji stanowi jedną z najskuteczniejszych zachęt dla osób, dla których miejsce pracy ma nie mniejsze znaczenie, co sama praca – uzupełnia.

Wyróżniające się biuro to przywilej największych? Nie dziś. Boom na rynku nieruchomości, jaki obserwujemy w Polsce już od pewnego czasu, wyrównał niejako zasady gry – firmy dawno nie miały tak szerokiego wyboru powierzchni biurowej.

– Podczas gdy właściciele budynków konkurują ze sobą stawkami czynszów, pracodawcy, także ci mniejsi, wzmacniają swoje pozycje negocjacyjne i mogą sobie pozwolić na opuszczenie dotychczasowego biura na rzecz przestrzeni nowocześniejszej, bardziej funkcjonalnej, położonej w atrakcyjniejszej lokalizacji – wskazuje Monika Hryniewicz, szefowa Działu Najmu i Relacji z Klientami w OPG Property Professionals. – Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia. Wyższy standard nowych powierzchni idzie w parze z oczekiwaniami najemców, którzy chętnym okiem patrzą na miejsca wyróżniające się na mapie miasta. W swoim najbliższym otoczeniu chcą widzieć coś więcej, niż zwykły biurowiec, typowe miejsce do pracy – dodaje.

Jak podkreślają eksperci, w cenie szczególnie są miejsca z duszą, przesiąknięte historią miasta…

Nowe stare miasto

„Rewitalizacja” to prawdziwy buzzword, który w branży nieruchomości odmieniany jest dziś przez wszystkie przypadki. To, w jakim miejscu coraz liczniejsza i zamożniejsza klasa średnia chce pracować i spędzać swój wolny czas, nie pozostaje bez znaczenia dla pracodawców, a w konsekwencji dla deweloperów i inwestorów. Oryginalna architektura na nowo ma szansę stać się elementem wspólnej tożsamości jej użytkowników, a w konsekwencji – przyczynić się do przewagi konkurencyjnej firm, kwartałów i całych miast.

Inwestorzy i deweloperzy odnawiają więc dziś na potęgę – od niszczejących obiektów użyteczności publicznej i zabytkowych kamienic, aż po całe kompleksy pofabryczne, które dni świetności teoretycznie mają już za sobą. Jeśli spojrzeć na temat z czysto biznesowego punktu widzenia, trend wynika wprost z kurczącej się liczby atrakcyjnych pustych działek w obrębie miast, co skłania sektor prywatny do poszukiwania alternatyw. To także wynik zróżnicowania funkcji, jakie takie obiekty mogą pełnić – nie tylko biura i centra usług, kultury, rozrywki i gastronomii, ale też na przykład kliniki SPA, kluby biznesowe, hotele czy domy seniora. „Odnawiać” to jednak nie do końca to samo, co „rewitalizować”.

– Młodzi ludzie lubią miejsca o unikatowym klimacie – z opowieścią i historią, choć jednocześnie dobrze już im znane, pozwalające się zidentyfikować z miastem – uważa Karolina Aftańska, koordynatorka kultowej przestrzeni OFF Piotrkowska Center w Łodzi – jednego z pierwszych projektów rewitalizacyjnych w Polsce, a także pionierskiego przykładu działań z obszaru placemaking. – To miejsce dla rewitalizacji. Projekty tego typu skutecznie wzmacniają wizerunek miast, które rywalizują nie tylko o nowych inwestorów i pracodawców, ale też o młode, zdolne i kreatywne umysły, które zapełnią biurka i zajmą mieszkania, zmieniając strukturę demograficzną starzejących się miast Polski i Europy. To wszystko nakręca koniunkturę, która pociąga dalsze ożywienie otoczenia – dodaje.

Kto się dzieli, ten zyskuje

Nowe technologie umożliwiające prowadzenie biznesu na całym świecie, a także zmiany w zapotrzebowaniu na konkretne kompetencje to czynniki, które wywierają coraz większy wpływ na rynek pracy, a w konsekwencji – na sektor nieruchomości. Z roku na rok rośnie zapotrzebowanie na elastyczne formy zatrudnienia, dlatego sektor biurowy coraz poważniej podchodzi do idei sharing economy, która promuje koncepcje przestrzeni coworkingowych, pracy zdalnej oraz projektowego stylu pracy. I choć nie jesteśmy jeszcze Londynem, gdzie w powierzchniach współdzielonych funkcjonuje dziś około 40% najemców, to w Polsce trend nabiera rozpędu z każdym jednym dniem.

– Deweloperzy biurowi dostrzegają rozwój kultury startupowej, przez co dostosowują nowe projekty nie tylko z myślą o dużych najemcach, ale też małych zespołach projektowych, najczęściej z branż technologicznych i designerskich.Jednocześnie obserwujemy ruch w drugą stronę, czyli przenoszenie biznesu z tradycyjnego biura do przestrzeni coworkingowej czy cocreatingowej – wyjaśnia Monika Hryniewicz.

Większe firmy tworzą wręcz własne coworkingi, aby zyskać dostęp do startupów, podpatrzeć ich pomysły i z czasem je wykupić. Inni wykorzystują taką przestrzeń, by zburzyć „silosy firmowe” i wymieszać swoje działy. Z myślą o takich właśnie zastosowaniach powstał chociażby Co\Walk HUB w Łodzi.

Jest to nowy typ przestrzeni coworkingowej dla branży technologicznej, który służy jako platforma do pracy, nauki i rozwoju dla freelancerów, start-upów i scale-upów – podkreśla Paulina Ostrowska, Head of Growth projektu. – Wraz z przestrzenią OFF Piotrkowska Center, nasze miejsce tworzy nowy ekosystem współpracy pomiędzy lokalną społecznością startupową, a inwestorami, funduszami venture capital i partnerami korporacyjnymi – podsumowuje.

 

Z najnowszego raportu NBP wynika, że w IV kwartale 2017 r. aż 74% nowych mieszkań w największych miastach zostało kupionych za gotówkę. Oznacza to powrót do rekordowo wysokiego poziomu z IV kw. 2016 r. Expander zwraca też uwagę na dane mówiące o utrzymującej się ogromnej przewadze opłacalności inwestycji w mieszkania na wynajem w porównaniu do lokat bankowych.

NBP opublikował właśnie raport na temat sytuacji na rynku nieruchomości w IV kw. 2017 r. Zawiera on mnóstwo ciekawych informacji. Jedną z nich jest szacowany udział zakupów gotówkowych nowych mieszkań w 7 największych miastach. W ostatnich 3 miesiącach ubiegłego roku wyniósł on aż 74%. Zakupy tylko w nieco ponad jednej czwartej były więc finansowane kredytem. Wyrównany został zatem rekord z IV kw. 2016 r. Jest to o tyle ciekawe, że w tym samym czasie znacząco, bo o 7% wzrosła wartość udzielonych kredytów hipotecznych. Trzeba jednak dodać, że na rynku wtórnym udział takiego finansowania prawdopodobnie jest zdecydowanie wyższy. Jednak, nawet biorąc pod uwagę ten fakt, aby udział zakupów gotówkowych pozostał taki sam jak przed rokiem, wartość gotówki ulokowanej na rynku nieruchomości musiała wzrosnąć.

Przyczynę tej sytuacji znajdziemy  na wykresie z raportu NBP pokazującym opłacalność wynajmu mieszkań w porównaniu do innych form lokowania kapitału. Zestawiając odsetki z lokat bankowych (zielona linia na wykresie) i zyski z najmu mieszkań, te drugie dawały w 2017 r. rekordowo wysoką nadwyżkę. Nie powinno więc dziwić, że w ubiegłym roku o prawie 22 mld zł skurczyło się saldo depozytów terminowych gospodarstw domowych. Wiele osób posiadających duże oszczędności kupowało lokale na wynajem, które przynoszą im dużo wyższe zyski niż odsetki, które mogą uzyskać w banku. Stąd tak wysoki udział zakupów gotówkowych.

Na koniec warto jednak dodać, że choć zyskowność zakupu mieszkania na wynajem jest obecnie bardzo atrakcyjna, to taka inwestycja ma też pewne wady. Pieniądze z lokaty czy obligacji można wypłacić w dowolnej chwili, natomiast sprzedaż nieruchomości może zająć miesiące. Poza tym istnieje ryzyko, ze kupimy lokal, którego nikt nie będzie chciał wynająć za taką cenę, która zapewni nam odpowiedni zysk. Tego rodzaju inwestycje warto więc podejmować rozważnie, bardzo dokładnie analizując różnego rodzaju ryzyka.

 

Autor: Jarosław Sadowski

W perspektywie najbliższych 15-20 lat rynek nieruchomości w Polsce zostanie bardzo silnie dotknięty konsekwencjami procesu starzenia się społeczeństwa – mówi PAP demograf, prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego.

W regionach dotkniętych depopulacją na rynek wtórny trafiać będzie coraz więcej mieszkań po zmarłych seniorach, co będzie wpływać na obniżanie cen oraz na brak zainteresowania nowymi mieszkaniami – przewiduje demograf.

Według eksperta w przypadku osób starszych, których zarazem będzie przybywać, będziemy mieli do czynienia ze znaczącymi zmianami dotyczącymi ich dostępu do mieszkań. Choć, podobnie jak dzisiaj, będą to w przeważającej większości mieszkania na własność, to według demografa należy oczekiwać, że coraz większa liczba osób 70-, 80-letnich zamieszkiwać będzie w budynkach niedostosowanych do ograniczeń funkcjonalnych tych osób.

W związku z tym – zdaniem demografa – należy spodziewać się narastających problemów, zwłaszcza że będziemy świadkami procesu starzenia się mieszkańców całych osiedli mieszkaniowych, budowanych i zasiedlanych w jednym czasie w okresie PRL.

Do tego – podkreślił ekspert – coraz więcej osób będzie uzyskiwać bardzo niskie świadczenia emerytalne, dlatego w takich przypadkach pojawiać się będzie ekonomiczna presja zmuszająca część osób starszych do zamiany mieszkania na mniejsze lub jego sprzedaży.

„Narastająca liczba ludzi ponad 70-, 80-letnich będzie zainteresowana zamianą mieszkania na mniejsze lub zlokalizowane w bardziej dogodnym położeniu, na niższych kondygnacjach. Będzie zainteresowana sprzedażą mieszkań po to, aby kupić inne, żeby zapewnić sobie opiekę w instytucjach albo żeby wyjechać w rejony, gdzie panują bardziej korzystne warunki klimatyczne” – ocenił prof. Szukalski.

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Silne korekty cen metali przemysłowych i surowców energetycznych odgrywają istotną rolę w widocznym już na pierwszy rzut oka pogorszeniu się sentymentu, także na rynkach akcji. Widzimy pole do głębszego cofnięcia się rozgrzanych w poprzednich miesiącach do czerwoności rynków ryzykownych aktywów.

Ostatnie fazy wzrostów cen miedzi i ropy były oderwane od fundamentów. W przypadku metali przemysłowych skrajny optymizm rynków nie wytrzymuje konfrontacji z obawą, ze po zjeździe Komunistycznej Partii Chin przyjdzie czas na kontrolowane schłodzenie rozgrzanego rynku nieruchomości i zacieśnienie warunków monetarnych. W przypadku ropy entuzjazm dotyczący zbliżającego się posiedzenia OPEC przyćmił rosnącą aktywność wydobywczą w USA i zbyt optymistyczną wizję siły popytu na surowiec w 2018 roku. Warto mieć na uwadze, że w ostatnim tygodniu zaangażowanie inwestorów na rynku surowców było najwyższe w historii. Tymczasem wartości oddającego popyt na nisko przetworzone towary wskaźnika z rodziny CRB dość wyraźnie zawróciły i bliżej im do tegorocznych dołków niż maksimów. Zresztą można zauważyć, że indeks ten wielokrotnie wyprzedzał zachowanie szerszych miar koniunktury na rynkach surowcowych. W tym świetle należy naszym zdaniem oczekiwać kontynuacji słabości miedzi i ropy naftowej, tym bardziej, że pozytywny dla cen wynik posiedzenia OPEC jest już dawno zdyskontowany.

Ma to spore reperkusje dla rynku walutowego. W obecnym położeniu istnieje znaczne pole do kontynuacji zniżek przez AUD/USD oraz NZD/USD. Uważamy, że jesteśmy w fazie przesilenia na rynku złotego i EUR/PLN będzie dryfował na nieco wyższe pułapy. Waluty defensywne z euro i jenem na czele powinny krótkim terminie radzić sobie dobrze, zwłaszcza, że wzbiera niepewność dotycząca losów reformy systemu podatkowego. Dziś w centrum uwagi będą dane o inflacji z USA. W sześciu na siedem ostatnich przypadkach inflacja bazowa rozczarowała (co było przecież kluczem do słabości dolara w tym roku). Dane za październik mają jednak szanse by pozytywnie zaskoczyć za sprawą m.in. mniejszej podaży używanych aut, czy stopniowego „przegryzania się” wyższych cen importowanych dóbr. Po poprzednich huraganach trajektoria cen również podnosiła się z minimum miesięcznym opóźnieniem. Wyższe ceny bazowe w USA zderzone z rozczarowaniami inflacją w innych gospodarkach byłyby oczywiście pozytywne dla dolara, lecz przy przesądzonej podwyżce w grudniu ważniejsze są losy reformy systemu podatkowego.

Główny wskaźnik inflacji konsumenckiej powinien natomiast wyhamować z 2,2 do 2,0 proc. rok do roku za sprawą normalizacji cen paliw po wrześniowym wystrzale spowodowanym przez huragany. Bazowy wskaźnik (również dziś publikowanej) sprzedaży detalicznej powinien przybrać solidną dynamikę – przy dobrych nastrojach gospodarstw domowych i rozpędzonym rynku pracy nie ma podstaw by obawiać się o siłę konsumpcji w USA. Na froncie danych warto też zwrócić uwagę na informacje z brytyjskiego rynku pracy. Pomimo dość słabej inflacji (dane wczorajsze) funt odrabia straty na fali słabości dolara – GBP/USD powraca w kierunku 1,32. Biorąc pod uwagę słabnącą pozycję premier May oraz oczekiwane przez nas schłodzenie koniunktury odsuwające lutową podwyżkę stóp przez Bank Anglii nie widzimy podstaw by obecne poziomy zostały w kolejnych tygodniach utrzymane.

 

Autor: Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Korzystna koniunktura na rynku nieruchomości, niesłabnące zainteresowanie Polaków kredytami hipotecznymi oraz znaczna aktywność w pozyskiwaniu nowych Klientów to elementy, które miały istotny wpływ na wyniki sprzedażowe Open Finance SA i Home Broker SA w III kwartałach 2017 roku.  

 Za nami dobre III kwartały br. – możemy chwalić się po raz kolejny stabilnymi danymi sprzedażowymi. Rynek nam sprzyja, a my potrafimy wykorzystać tę sytuację oraz dostosować się elastycznie do trendów, pozyskując nowych Klientów. Co ważne, wzrasta stale popyt na kredyty hipoteczne, co oznacza, że Klienci interesują się taką formą finansowania zakupu nieruchomości. Na tym nie koniec – czeka nas jeszcze uruchomienie kolejnej transzy środków z programu MdM w styczniu 2018 roku, dlatego przewidujemy, że zainteresowanie Polaków hipoteką wzrośnie. Natomiast rynek nieruchomości
to obecnie prawdziwe „eldorado” – Polacy inwestują w mieszkania jak nigdy do tej pory
– mówi Przemysław Guberow, Prezes Zarządu Open Finance SA i Home Broker SA. Nie spoczywamy jednak na laurach – wykorzystamy w pełni dobrą koniunkturę oraz liczymy, że końcówka 2017 roku także będzie dla nas satysfakcjonująca – dodaje Przemysław Guberow.

Łączna sprzedaż Open Finance SA w III kwartałach 2017 roku wzrosła aż o 19% –  w porównaniu do analogicznego okresu w 2016 roku – oraz wyniosła 6,6 mld złotych.

Co należy podkreślić to fakt, że atutem Open Finance SA niezmiennie pozostaje liczba udzielanych kredytów hipotecznych za pośrednictwem największego pośrednika na rynku. Wartość sprzedanych kredytów hipotecznych w okresie III kwartałów 2017 roku wyniosła 5 mld złotych (wzrost o 19% w stosunku do porównywalnego okresu 2016 roku).

Pośrednik odnotował również kolejny rekord – 67% wzrost sprzedanych kredytów firmowych przy jego udziale w III kwartałach br. (570 mln złotych), w stosunku do tego samego okresu w zeszłym roku (342 mln złotych). Ten obszar biznesu – wsparcie MŚP w finansowaniu oraz bieżącej działalności – staje się zresztą jednym z kluczowych w założeniach budżetowych oraz sprzedażowych spółki na kolejne kwartały.

Z drugiej strony, trudno nie wspomnieć o niewielkim spadku czyli -9% sprzedaży kredytów gotówkowych w okresie III kwartałów tego roku vs 2016 rok.

III kwartały br. to także okres, w którym Open Finance SA odnotował wzrost sprzedanych produktów inwestycyjnych za pośrednictwem spółki. Wolumen zaoferowanych obligacji, funduszy, ubezpieczeń oraz produktów regularnego oszczędzania wyniósł 268 mln złotych, co jest wzrostem o 25% w porównaniu do III kwartałów 2016 roku. Na uwagę zasługuje zwłaszcza zainteresowanie oraz większe zaufanie Klientów do produktów regularnego oszczędzania, których sprzedaż wzrosła o 150%, porównując 2016 i 2017 roku.

Jednocześnie, druga ze spółek – Home Broker SA – nadal umacnia pozycję lidera na rynku nieruchomości oraz konsekwentnie poprawia swoje wyniki sprzedażowe. W porównaniu do okresu III kwartałów 2016 roku, wartość sprzedanych nieruchomości za pośrednictwem spółki wzrosła w 2017 roku o 26% i wyniosła 2,7 mld złotych.

III kwartały br. to kolejny okres rozliczeniowy, w którym Home Broker poprawia swoje dane sprzedażowe pod kątem pośrednictwa przy sprzedaży nieruchomości na rynku pierwotnym.  Doradcy Home Broker pośredniczyli w zakupie „4 kątów” na kwotę 1,7 mld złotych, co jest wzrostem aż o 38% w porównaniu do analogicznego okresu w 2016 roku.

Ponadto, warto przyjrzeć się również liczbie transakcji na rynku nieruchomości za pośrednictwem Home Broker SA w III kwartałach tego roku. Na rynku pierwotnym, pośrednik wsparł Klientów w wyborze i kupnie wymarzonego „M” uczestnicząc w  6 288 transakcjach. To wzrost o 37% vs III kwartały 2016 roku.

Nie zwalniamy tempa. Przeżywamy „złote czasy” na rynku nieruchomości, co jest dobrą informacją nie tylko dla samej branży czy gospodarki, ale też dla Klientów zainteresowanych inwestowaniem w „cztery kąty”. Jako pośrednik bacznie obserwujemy rynek i nie tracimy żadnej transakcji – zależy nam na długofalowej współpracy zarówno z Klientami, jak i deweloperami. Wyniki sprzedażowe za III kwartały pokazują, że potrafimy znaleźć „złoty środek” – znajdujemy idealne mieszkanie dla Klientów, jednocześnie przynosząc zysk deweloperom. Z pewnością będziemy kontynuować taką strategię w ostatnim kwartale 2017 roku, przy maksymalnym wykorzystaniu korzystnej sytuacji rynkowej – mówi Paweł Komar, Członek Zarządu Open Finance SA i Home Broker SA.

Na tym nie koniec – rynek wtórny nieruchomości też odnotowuje wzrost w  III kwartałach 2017 roku. Home Broker pośredniczył przy 3 711 transakcjach w tym okresie, co daje 6% wzrost do analogicznego okresu w ubiegłym roku. Natomiast wartość sprzedanych nieruchomości „z drugiej ręki” za pośrednictwem spółki wyniosła 961 mln złotych, co daje 9% wzrost vs 2016 rok.

 

Źródło: Materiały prasowe firmy

W ocenie Narodowego Banku Polskiego rynek nieruchomości mieszkaniowych znajduje się w fazie ekspansji i nie grozi mu ani powstanie spekulacyjnej bańki, ani załamanie. Większość danych wskazuje, że szybki i jednocześnie zrównoważony wzrost może utrzymać się jeszcze przez dłuższy czas.

Ożywienie na rynku nieruchomości mieszkaniowych widoczne jest gołym okiem, a nasilenie medialnych doniesień na ten temat powoduje, że wiedza o tym jest powszechna. W przypadku inwestycji giełdowych taki stan uznawany jest zwykle za pierwszy sygnał ostrzegawczy przed przegrzaniem koniunktury i zbliżającym się załamaniem. Warto więc przed podjęciem decyzji o kupnie mieszkania w celach inwestycyjnych uważniej przyjrzeć się sytuacji i ocenić perspektywy jej rozwoju, by ustrzec się rozczarowania bądź strat, jakie dziesięć lat wcześniej były udziałem części nabywców, nastawionych na szybki i duży zarobek.

Pod wieloma względami można dostrzec podobieństwa między stanem obecnym, a tym z lat 2007-2008. W ubiegłym roku liczba mieszkań w budowie, przekraczająca 731 tys., była najwyższa w historii, a liczby rozpoczętych budów, pozwoleń na budowę oraz lokali oddawanych do użytku były bliskie rekordowych poziomów sprzed dziewięciu-dziesięciu lat. Jedyną cechą odróżniającą obecną fazę ekspansji od ówczesnej bańki spekulacyjnej jest stabilny poziom cen mieszkań, charakteryzujący się jedynie niewielką tendencją wzrostową, nie przekraczającą kilku procent. Te dane obrazują jedynie skalę ekspansji, ale niewiele mówią o układzie sił rynkowych, na podstawie którego można ocenić poziom równowagi, a tym samym wnioskować o kierunkach rozwoju sytuacji w przyszłości i ewentualnych szansach oraz zagrożeniach. Znacznie więcej mogą nam powiedzieć informacje dotyczące liczby mieszkań faktycznie wprowadzonych do sprzedaży, sprzedanych i stanu zapasów mieszkań, znajdujących się w ofercie deweloperów oraz tendencje panujące w tym zakresie.

Pierwszy kwartał 2007 r. był ostatnim okresem, w którym nabywcy „na pniu” kupili wszystkie mieszkania wprowadzone przez deweloperów do sprzedaży w sześciu największych miastach Polski, a równocześnie zasób lokali znajdujących się w ofercie był wyjątkowo niewielki, odpowiadał bowiem liczbie mieszkań sprzedawanych w jednym kwartale. Taka sytuacja sprzyjała oczywiście windowaniu cen mieszkań, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Jednocześnie widać było,
że deweloperzy nie byli przygotowani do sprostania rosnącemu wcześniej popytowi i w przyspieszonym tempie starali się nadgonić dystans. Mimo, że w 2007 i 2008 r. w budowie była najwyższa od kilku lat liczba mieszkań, a do użytkowania oddawano ponad trzykrotnie więcej mieszkań niż w 2000 r., gwałtownie rosła liczba pozwoleń na budowę oraz rozpoczynanych budów, osiągając poziom najwyższy w historii. Tymczasem wskutek globalnego kryzysu finansowego, popyt na mieszkania raptownie wyhamował. Przez kilka kolejnych kwartałów rozpędzeni deweloperzy wprowadzali do sprzedaży znacznie więcej lokali, niż był w stanie wchłonąć rynek. W efekcie szybko zaczęły zwiększać się zapasy niesprzedanych mieszkań, a z czasem coraz mocniej zniżkowały ich ceny. W ciągu kilku kwartałów zapasy mieszkań w sześciu miastach wzrosły z około 12 tys. do 38 tys., czyli ponad trzykrotnie, a w pierwszym półroczu 2012 r. sięgały już niemal 57 tys. mieszkań. Hipotetyczny czas wyprzedaży zapasów zwiększył się z jednego kwartału z początku 2007 r. do niemal ośmiu kwartałów w trzecim kwartale 2012 r.

Przełom nastąpił pod koniec 2012 r., gdy ponownie zaczął zwiększać się popyt na mieszkania, w ślad za obniżkami stóp procentowych oraz stopniową poprawą sytuacji w gospodarce. Deweloperzy, mocno poturbowani przez kryzys, potrzebowali niemal roku by zwiększyć liczbę mieszkań wprowadzanych do sprzedaży, ale wykorzystali ten okres do zmniejszenia zapasów. Od połowy 2012 r. do początku 2014 r. spadły one z 57 tys. do niespełna 40 tys. Od czterech lat mamy do czynienia
z szybkim lecz zrównoważonym wzrostem liczby mieszkań wprowadzanych do sprzedaży i sprzedawanych oraz stabilizacją zapasów lokali przeznaczonych do sprzedaży na poziomie około 50 tys., pozwalającą zaspokoić popyt przez ponad trzy kwartały. W ostatnich trzech miesiącach 2016 r. deweloperzy wprowadzili do sprzedaży rekordowo wysoką, sięgającą prawie 19 tys. liczbę mieszkań, a jednocześnie znaleźli chętnych do kupna 18 tys. lokali. W pierwszym kwartale obecnego roku do sprzedaży trafiło prawie 16 tys. mieszkań, a nabywców znalazło 18,6 tys., zmniejszając zapasy lokali z 52,7 tys. do 50,2 tys. Jedynie gwałtowne i silne wahania po stronie popytu lub podaży mogłyby po pewnym czasie wytrącić rynek ze stanu równowagi, a na razie nie widać czynnika, który mógłby do tego doprowadzić, ani na samym rynku, ani w jego otoczeniu. Podwyżka stóp procentowych i idący za nią wzrost kosztu kredytu mógłby spełnić tę rolę jedynie w przypadku jednoczesnego pogorszenia się sytuacji w gospodarce i na rynku pracy, a taki splot okoliczności jest bardzo mało prawdopodobny.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

 

Niesłabnący od kilku kwartałów popyt sprawił, że deweloperzy śmiało rozpoczynają nowe inwestycje. W II kwartale 2017 r. na 6 największych rynkach mieszkaniowych w Polsce do sprzedaży trafiło 33,4 tys. nowych mieszkań i rekordowa liczba 441 nowych etapów inwestycji. Choć spadło znaczenie nabywców MdM-owych, nie odbiło się to na sprzedaży, która wyniosła 17,6 tys. (wzrost o 16,6% rdr) – czytamy w najnowszym raporcie REAS „Rynek mieszkaniowy w Polsce – II kwartał 2017r.”

Na rynku deweloperskim dominuje optymizm. Najlepiej ilustruje to wzrost liczby rozpoczynanych budów. W I połowie 2017 roku na 6 największych rynkach w kraju deweloperzy wprowadzili do sprzedaży 33,4 tys. mieszkań i rekordową liczbę 441 nowych etapów inwestycji. – Jeśli tempo z pierwszego półrocza się utrzyma, można spodziewać się, że w całym 2017 roku deweloperzy rozpoczną budowę rekordowej liczby ponad 100 tysięcy mieszkań. – przewiduje Katarzyna Kuniewicz, partner w REAS kierująca Działem Badań i Analiz Rynku.

Bez MdM ceny rosną

Na uwagę zasługuje fakt, że wraz z kurczącą się w kolejnych miesiącach 2017 roku pulą środków dedykowanych programowi MdM, wśród mieszkań wprowadzanych do sprzedaży systematycznie spadał udział mieszkań najtańszych. W efekcie indeks zmiany cen na 6 rynkach powoli ale systematycznie rośnie. Tendencję tę potwierdziły wyniki monitoringu REAS z II kwartału 2017 roku, które wskazały na wyraźny wzrost cen w porównaniu do poziomu z poprzedniego kwartału.

Ten systematyczny wzrost podaży i cen możliwy był dzięki nie notowanemu dotychczas wzrostowi popytu. Choć w II kwartale 2017 roku liczba transakcji wyniosła „zaledwie” 17,6 tys. i była o ok. 6,5% niższa niż w pierwszym kwartale roku, to całe półrocze zamknęło się wynikiem o 24% lepszym niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Od stycznia do końca czerwca na 6 monitorowanych przez REAS rynkach (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań, Łódź) sprzedano 36,4 tys. nowych mieszkań.

Nic nie wskazuje na to, by w najbliższych miesiącach popyt miał wyraźnie osłabnąć. Wobec ujemnych realnych stóp procentowych napędzające sprzedaż zakupy inwestorów indywidualnych, pozostaną do końca roku jednym z najsilniejszych czynników stymulujących rynek – nawet wówczas, gdy przy wysokich cenach zakupu rentowność najmu zacznie wyraźnie maleć. W efekcie wyniki sprzedaży w całym 2017 roku powinny okazać się porównywalne, a może nawet lepsze niż w 2016 roku. – komentuje Katarzyna Kuniewicz, partner w REAS kierująca Działem Badań i Analiz Rynku.

Przebudzenie w Łodzi

Na uwagę zasługuje wyraźne ożywienie jakie odnotowane został w minionym kwartale w Łodzi. Rekordowo wysoka jak dla tego miasta sprzedaż spotkała się z wyjątkowo wysoką podażą. W samym II kwartale deweloperzy wprowadzili tam na rynek ponad 1,3 tysiąca mieszkań, co sprawiło, że oferta osiągnęła tam najwyższy poziom w historii lokalnego rynku: 3,3 tys. lokali.

 

Źródło:  REAS

5 mln złotych – za taką sumę można kupić dwa 150-metrowe apartamenty na warszawskim Mokotowie czy Żoliborzu, lub zdecydować się na średni standard nieruchomości i zostać szczęśliwym posiadaczem aż dziesięciu 60-metrowych mieszkań w stolicy. To tylko jeden z pomysłów na wykorzystanie odziedziczonych milionów. Jak wynika z najnowszego badania Deutsche Bank, to właśnie na rynek nieruchomości szczęśliwy posiadacz fortuny skierowałby swoje pierwsze kroki. Aż 28 proc. Polaków zainwestowałoby pieniądze w zakup mieszkania. Pod tym względem nasze preferencje nie zmieniły się niemal na przestrzeni ostatnich dwóch lat.

Niemal co trzeci ankietowany zadeklarował, że dzięki otrzymanym pieniądzom, chciałby pomóc swoim bliskim. Taką chęć znacznie częściej wyrażały osoby starsze. – Wraz z wiekiem rośnie potrzeba wsparcia swoich bliskich. To naturalne, że rodzice i dziadkowie, posiadając większe pieniądze, chcieliby wspomóc młodsze pokolenia, które nie zawsze stać np. na zakup mieszkania – mówi prof. Małgorzata Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej.

Aż 41 proc. osób powyżej 50 lat podzieliłoby się pieniędzmi z rodziną, podczas gdy wśród trzydziestolatków odsetek ten był dziesięciokrotnie niższy. Osoby młodsze z kolei chętniej przeznaczyłyby pieniądze na kształcenie swoich dzieci, np. opłacając ich edukację za granicą. Równocześnie jednak od ubiegłego roku o połowę (z 6 do 3 proc.) zmniejszył się odsetek osób, które wsparłyby wybraną organizację charytatywną.

Na trzecim miejscu wśród głównych celów na które spożytkowaliby 5 mln zł, Polacy wskazali na spłatę długów. – Liczba wskazań tej właśnie odpowiedzi oznacza, że nawet w obliczu nagłego awansu na milionera, Polacy myślą zdroworozsądkowo: najpierw spłata zobowiązań, a dopiero potem przyjemności.

Co interesujące, w ubiegłym roku Polacy pytani o przeznaczenie niespodziewanie otrzymanych pieniędzy częściej niż dziś wskazywali na zamiar założenia własnego biznesu. Takie plany uplasowały się wówczas na trzecim miejscu, w tym roku spadły aż o trzy miejsca, na pozycję szóstą.  Bardzo pozytywnym wnioskiem płynącym z sondażu jest fakt, że Polak z 5 milionami zł na koncie, nie zrezygnowałby z pracy. Na taki krok zdecydowałby się nieznaczny odsetek – zaledwie 0,7 proc. ankietowanych.

Prawie 8 proc. potencjalnych milionerów wybrałoby się w podróż życia, a 1,6 proc. kupiłoby apartament za granicą, by móc spędzać w nim wakacje. – Konsumpcja w Polsce od lat nieprzerwanie rośnie. Mamy już dostęp do wszystkich światowych produktów w sklepach, także luksusowych. Dynamicznie rozwija się e-handel, coraz chętniej wyjeżdżamy w dalekie, egzotyczne podróże – mówi prof. Bombol. – Są jednak takie dobra, których koszty są poza zasięgiem znakomitej większości. Jak pokazuje badanie, podróż życia, np. dookoła świata, czy zakup apartamentu za granicą, nadal rozpatrujemy w sferze marzeń, a nie realnej możliwości.

Milion na lokacie

Tymczasem statystyczni Polacy swoje oszczędności najchętniej trzymają na lokatach i kontach oszczędnościowych. Czy mając aż 5 mln zł, również wybraliby takie podstawowe produkty depozytowe? Z sondażu Deutsche Bank wynika, że jedynie 2,3 proc. respondentów otrzymane pieniądze wpłaciłoby na lokatę. Jednak odsetek osób wybierających bardziej zaawansowane formy inwestowania kapitału, np. fundusze inwestycyjne czy zakup akcji giełdowych był jeszcze niższy.

Jak zaznacza ekspert, przy rekordowo niskich stopach procentowych i aktualnym poziomie inflacji, lokaty są oczywiście bezpiecznym, ale jednak niekoniecznie najbardziej korzystnym sposobem zabezpieczenia wartości pieniędzy. Chyba że trafi się na wyjątkowo atrakcyjną ofertę. – Inflacja utrzymuje się na poziomie 2 proc. Dlatego aby zachować wartość posiadanego kapitału, należałoby wpłacić go na depozyt z oprocentowaniem co najmniej 2,5 proc. Pamiętajmy, że dodatkowo musimy ponieść koszt podatku od naliczonego zysku – wyjaśnia Monika Szlosek, dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej, Deutsche Bank. – Jednak jeśli zależy nam na pomnażaniu kapitału, a nie tylko na utrzymaniu jego wartości, wówczas najkorzystniejszym sposobem byłoby podzielenie posiadanych środków pomiędzy różne klasy aktywów. Warto wtedy część naszego portfela wpłacić na lokaty, a część – zależnie od naszych preferencji w zakresie ryzyka – zainwestować z wykorzystaniem instrumentów rynku kapitałowego. Najbardziej elastycznym i wszechstronnym produktem realizującym ten cel są fundusze inwestycyjne. Należy jednak pamiętać, aby pieniądze zainwestować w różne rodzaje funduszy, co pozwoli zminimalizować ryzyko strat. Zarządzanie kapitałem w sposób zdywersyfikowany daje szansę na wypracowanie atrakcyjnej stopy zwrotu – dodaje.

Wypowiedź: Monika Szlosek, dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej, Deutsche Bank.

Siódmy tegoroczny debiut na GPW i 4 przejście z NewConnect. Morizon, spółka technologiczno-finansowa zadebiutowała na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Oferta publiczna Morizon obejmowała wyłącznie akcje nowej emisji. Inwestorzy kupili 3,4 mln akcji serii H. Cena emisyjna została ustalona na 1,50 zł za jedną akcję.

– Debiut na Główny Rynku GPW jest symbolicznym zakończeniem całego procesu Oferty Publicznej. Dziękujemy inwestorom za zaufanie i serdecznie witamy ich w akcjonariacie. Liczymy, że obecność na głównym parkiecie będzie miała pozytywny wpływ na nasze notowania oraz wspomoże dalszy rozwój Grupy. Dołożymy wszelkich starań by konsekwentna realizacja strategii przyniosła wzrost wartości spółki – powiedział Jarosław Święcicki, prezes Morizon.

Środki pozyskane z emisji nowych akcji zostaną przeznaczone na dokończenie budowy platformy OneStopShop dla rynku nieruchomości, która będzie oferować kompleksowe usługi na przestrzeni całego procesu zakupu nieruchomości – od wyszukania, poprzez finansowanie i dokonanie transakcji.

Morizon na rynku kapitałowym obecny jest od ponad 6 lat. W kwietniu 2011 r. Spółka zadebiutowała na NewConnect, po sześciu latach dynamicznego rozwoju przeszła na Główny Rynek GPW.

 

Źródło: O Newsrm.tv

REITy i pośrednie inwestowanie w nieruchomości to temat, który rozgrzewa cały sektor. Wejdą czy nie wejdą? Jeśli tak, to na jakich zasadach? Te pytania zadają sobie analitycy, inwestorzy i… politycy. Tymczasem mechanizmy pozwalające na inwestowanie w nieruchomości bez olbrzymich środków własnych już w Polsce istnieją, a firmy, które je oferują, dobrze prosperują. Czym się różnią i czy będą konkurencyjne wobec REITów, kiedy te już zawitają do Polski?

REIT, czyli Real Estate Investment Trust to rodzaj funduszu inwestycyjnego. W założeniu znacząco zwiększa inkluzywność inwestycji w nieruchomości. W krajach, w których działają REITy, pozwalają one lokować pieniądze w nieruchomościach również tym, których nie stać na kupno mieszkania czy powierzchni biurowej pod wynajem.

Pomimo obecności na wielu rynkach, w Polsce REITów wciąż nie ma. Rząd zapowiadał odpowiednią ustawę już w ubiegłym roku. Prace legislacyjne wciąż trwają i trudno ocenić kiedy dobiegną końca.

Dlaczego to tak długo trwa? Pierwsza przyczyna to skomplikowane mechanizmy prawne, które towarzyszą REITom. W innych krajach fundusze tego typu są notowane na giełdach, a zyski dla inwestorów wypłaca się w postaci dywidendy. Najczęściej są one zwolnione z części obciążeń podatkowych. Podobnie miałoby to wyglądać w Polsce. Jedna z propozycji zakłada zwolnienie z CIT w przypadku rokrocznego przekazywania akcjonariuszom określonej części zysków. Inną, dość niespodziewaną, przeszkodą może okazać się głos części środowiska bankowego. Swoje wątpliwości co do ustawy wyraził niedawno Adam Glapiński – prezes NBP. Z opinii przekazanej Ministerstwu Finansów wynika, że choć sama idea REITów nie jest zła, to kluczowy jest moment wejścia w życie ustawy. Zdaniem ekspertów banku centralnego dominacja na rynku inwestorów zagranicznych może doprowadzić do problemów przyszłych REITów (a tym samym również drobnych inwestorów), które przegrają wojnę cenową z gigantami.

– Rynek nieruchomości pozwala na bardzo atrakcyjne lokowanie kapitału, również teraz, kiedy jeszcze kwestia REITów pozostaje nieuregulowana. Oferuje wiele możliwości, które łatwo dopasować do indywidualnego poziomu akceptowalnego ryzyka. To może być wynajem, na którym najczęściej zarabiają REITy, ale też działalność deweloperska czy sprzedaż mieszkań w odnawianych kamienicach. Potencjalne zyski są zazwyczaj wyższe niż w przypadku instrumentów oferowanych przez banki lub fundusze inwestycyjne, które charakteryzuje podobny stopień bezpieczeństwa – tłumaczy Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon, firmy oferującej grupowe inwestowanie w nieruchomości.

Co niezmiernie istotne, popularne przekonanie o wysokim progu wejścia jest błędne. Na polskim rynku z powodzeniem funkcjonują firmy, które pozwalają na kolektywne inwestowanie w nieruchomości. Nie trzeba być bogaczem, by zainwestować w nieruchomość wartą kilka czy nawet kilkanaście milionów złotych. Podobnie jak w przypadku REITów, takie rozwiązanie pozwala również na oszczędność czasu – całym procesem inwestycyjnym, od analizy rynku, po drobne formalności – zajmują się profesjonaliści.

Co upodabnia, a co różni ofertę REITów od możliwości, które obecnie oferuje rynek?

Podobieństwa

Przedmiot inwestycji – w większości krajów, w których funkcjonują, REITy inwestują zarówno w mieszkania, jak i powierzchnie komercyjne. Bez wątpienia w Polsce będzie podobnie, jednak na dokładne informacje musimy poczekać do publikacji treści ustawy.

Niska bariera wejścia – firmy takie jak Magmillon, podobnie jak REITy oferują inwestorom możliwość zostania współwłaścicielem nieruchomości, nawet jeśli ci dysponują zaledwie ułamkiem ich wartości.

Mała czasochłonność – jednym z założeń pośredniego inwestowania w nieruchomości jest zdjęcie z udziałowców ciężaru obsługi inwestycji. Zarówno REITy jak i firmy, które już istnieją na naszym rynku opierają się o modele pasywnego inwestowania.

Różnice

Stan prawny – REITów jeszcze nie ma. Dziś nie jesteśmy w stanie przewidzieć kiedy będą mogły powstać i na jakich zasadach będą funkcjonowały. Kluczowe pytania dotyczą ewentualnego zwolnienia z podatku oraz ograniczeń w doborze nieruchomości. Alternatywa w postaci spółek o innych formach prawnych jest na tę chwilę jedyną o tak zbliżonym charakterze działania.

Zyski i ich podział – szczególna forma prawna pozwala REITom na wypłacanie dywidendy. Taka forma podziału zyska wynika jednak również z ich pochodzenia. REITy zarabiają głównie na wynajmie. W przypadku innych firm inwestujących w nieruchomości wszystko zależy od modelu biznesowego.

– Magmillon jest spółką komandytową i w takiej formie działa już od kilku lat. Brak obecności na giełdzie wymusza inny mechanizm dzielenia się zyskami z inwestorami niż dywidenda. Naszą praktyką jest wypłacanie zysku po zakończeniu inwestycji. To co odróżnia firmy takie jak nasza to również dywersyfikacja źródeł przychodów. Może to być wzrost wartości nieruchomości, jak w przypadku remontu kamienicy przy Brzeskiej 18 w Warszawie, ale też działalność czysto deweloperska. Tego typu projekt realizujemy na Woli, przy ul. Długosza 22a. – tłumaczy Kuba Karliński, członek zarządu spółki.

Potencjalna wysokość zysku – w obu przypadkach zależy od wielu czynników rynkowych i nie da się jej dokładnie przewidzieć. Na rynku amerykańskim REITy osiągające wyniki na poziomie 7-9 proc. rocznie uznawane są za bardzo efektywne. Eksperci Magmillon szacują potencjalny zysk z nowego projektu deweloperskiego na co najmniej 10 proc. Oczywiście bardzo wiele zależy od rynku, na którym funkcjonuje inwestor. W przypadku załamania, zarabiać będzie trudniej. Potencjalną przewagą mniejszych firm może okazać się w takim przypadku większa zdolność do szybkiego przemodelowania biznesu.

 

 

Podobnie jak rok ubiegły, także ten rok przynosi deweloperom rekordowe wyniki

W minionym roku rynek deweloperski notował rekordy, zarówno pod względem prowadzonych inwestycji, wydanych pozwoleń na budowę, jak i ilości sprzedanych mieszkań. Tegoroczne podsumowania statystyczne dostarczają kolejnych rekordowych rezultatów.

Już trzeci rok mieszkania sprzedają się tak dobrze, jak nigdy wcześniej, więc firmy bez wahania wprowadzają do sprzedaży kolejne projekty. Na rynek płynie zaoszczędzona gotówka i pieniądze z wycofywanych lokat bankowych, które przy obecnej inflacji są deficytowe. Niemal połowa wydawanych w Polsce na mieszkania środków trafia do deweloperów. To dowód na to, że firmy zwiększyły zasięg swojego działania, bo jeszcze kilka lat temu deweloperzy mieli tylko jedną trzecią udziału w obrocie na rynku mieszkaniowym.

Dobry początek roku

Wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie dla deweloperów jeszcze lepszy niż poprzedni. Rewelacyjne wyniki widać już w pierwszych miesiącach. Dalszy wzrost rynku nowych mieszkań potwierdzają dane Głównego Urzędu Statystycznego, które mówią, że w okresie pierwszych pięciu miesięcy 2017 roku deweloperzy zaczęli budowę prawie 42 tys. mieszkań, o jedną czwartą większej ilości lokali niż w tym samym okresie przed rokiem.

Nieco więcej niż rok temu firmy oddały też w tym okresie mieszkań do użytkowania, prawie 30 tys. Ale najciekawsze dane przynoszą podsumowania dotyczące liczby uzyskanych pozwoleń na budowę. Tu nastąpił ponad 50 proc. skok w porównaniu z 2016 rokiem. Od początku roku do końca maja br. deweloperzy dostali pozwolenia na budowę ponad 58 tys. mieszkań. Oznacza to, że w najbliższym czasie polski rynek mieszkaniowy, nie tylko nie wyhamuje, ale poważnie zwiększy produkcję.

 Nienasycony rynek

 Na koniec marca tego roku w sześciu aglomeracjach, w których deweloperzy budują najwięcej (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań, Łódź)  w sprzedaży było nieco ponad 50 tys. nowych mieszkań. Z tego w Warszawie w sprzedaży było ponad 19 tys. lokali, obliczają analitycy. Wybór jest spory, ale jeśli spojrzymy na wielkość popytu okaże się podaż wcale nie jest taka duża. Tylko w ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku na sześciu największych rynkach w kraju deweloperzy sprzedali ponad 18,6 tys. mieszkań.

W największych miastach zapotrzebowanie na nowe lokale wciąż rośnie. Szacunkowe obliczenia wskazują, że w aglomeracjach brakuje wciąż co najmniej pół miliona mieszkań. Perspektywa szybkiego spadku popytu przy tak nienasyconym rynku nie jest więc raczej prawdopodobna. Szczególnie przy utrzymywanych na niskim poziomie stopach procentowych, przy których nie opłaca się trzymać pieniędzy w banku.

Potok gotówki

 – Mieszkania na wynajem uznawane są teraz za najlepszą lokatę kapitału. Dlatego zakupy gotówkowe stanowią przeważający typ transakcji na rynku pierwotnym. Większość z kupujących ze środków własnych to osoby nabywające nieruchomości w celach inwestycyjnych. Taką strukturę zakupów możemy obserwować w naszych inwestycjach Dzielna 64 i Studio Centrum, które prowadzimy w centrum Warszawy – mówi Tomasz Sadłocha z firmy Ochnik Development.

Zaznacza, że lokalizacja projektów i dostępna w nich oferta przyciąga inwestorów. – Specjalnie dla tej grupy przygotowana została oferta Studia Centrum, gdzie dostępne są mikro-lokale o metrażu od 18 mkw. w cenie od 180 tys. zł. Choć muszę przyznać, że w budynku przy Dzielnej 64 część apartamentów także kupowana jest inwestycyjnie. Na brak chętnych nie możemy narzekać, bo w obu inwestycjach sprzedało się już większość mieszkań, a ich budowa ruszyła dopiero jesienią zeszłego roku – informuje Tomasz Sadłocha.

W 2016 roku gotówkowe wydatki na zakup nowych mieszkań w siedmiu największych miastach kraju przekroczyły 14,2 mld zł. To najlepszy wynik w całej historii polskiego rynku deweloperskiego. Dla porównania pięć lat temu do firm deweloperskich trafiło 6,1 mld zł.

Prawie 70 proc. transakcji bez kredytu   

Najprawdopodobniej więc w drugiej połowie roku padną kolejne rekordy sprzedażowe na rynku deweloperskim, bo apetyt na mieszkania nie słabnie. Potwierdza to choćby 10 proc. wzrost wartości udzielonych kredytów w maju tego roku w porównaniu do wyniku ubiegłorocznego.

Większość nowych mieszkań kupowana jest jednak bez kredytu. W 2016 roku takie zakupy stanowiły 60 proc. wszystkich transakcji na rynku pierwotnym. Za gotówkę kupowane były dwa z trzech nowych mieszkań. Prognozy wskazują, że w tym roku udział transakcji gotówkowych będzie jeszcze większy.

Widać to po wynikach osiągniętych na początku roku. W pierwszym kwartale na zakup mieszkań od deweloperów nabywcy wydali z oszczędności 4,4 mld zł. Lepszy o zaledwie  100 mln zł był w dotychczasowej historii rynku tylko ostatni kwartał ubiegłego roku. Szacunkowe dane NBP wskazują, że tym razem zakupy gotówkowe stanowiły już 67 proc. zawartych transakcji.

Zakupy pakietowe

Ogromnemu ożywieniu na rynku nieruchomości sprzyja obniżające się bezrobocie, systematycznie rosnące zarobki Polaków oraz coraz większe zainteresowanie inwestorów dochodami z najmu mieszkań. Ponadto rekordowo niskie stopy procentowe zachęcają do zaciągania tanich kredytów hipotecznych.

Należy zaznaczyć, że na naszym rynku mieszkaniowym zakupy zaczynają robić również międzynarodowe fundusze  inwestycyjne. Kupują od deweloperów duże pakiety mieszkań, albo całe inwestycje, nawet takie, które jeszcze nie są zrealizowane. Inwestują w projekty zlokalizowane w centralnych obszarach miast, przede wszystkim w Warszawie i Krakowie.

 

Autor: Ochnik Development

Wysokoefektywne fińskie technologie budowlane, sprawdzone w warunkach bardzo surowego fińskiego klimatu, po raz pierwszy są prezentowane przedsiębiorcom w Polsce. Firmy budowlane, deweloperzy, projektanci i architekci zainteresowani proekologicznymi rozwiązaniami, które przynoszą zyski w ciągu całego cyklu życia inwestycji, mogą się spotkać z fińskimi producentami podczas rozpoczętej właśnie w Warszawie misji handlowej.

Fińskie technologie budowlane nareszcie w Polsce. Finlandia jest jednym z globalnych liderów technologii środowiskowych. Bodźcem dla zorganizowania misji handlowej w Polsce była dynamika rozwoju rynku nieruchomości komercyjnych oraz boom na stosowanie najnowocześniejszych technologii w budownictwie.

„Z podziwem obserwujemy dynamiczny rozwój rynku nieruchomości biurowych w Polsce – nie tylko w stolicy, ale również w regionach – mówi Kirsi-Maarit Poljatschenko, dyrektor regionu Europy Środkowo-Wschodniej w FINPRO, przedstawicielstwie handlowym Finlandii w Warszawie.

– Dodatkowo, spodziewamy się, że w najbliższym czasie będą również podejmowane działania modernizacyjne w wielu już funkcjonujących biurowcach. Uważamy, że to dobry moment, aby zaprezentować fińskie technologie, wysokoefektywne, sprawdzone w warunkach bardzo surowego fińskiego klimatu” – dodaje Poljatschenko.

Perspektywa korzyści

Prezentowane technologie pozwalają optymalizować koszty eksploatacji w całym okresie życia budynku. Ale oprócz korzyści finansowych, przynoszą również korzyści społeczne i środowiskowe, pozwalają bowiem poprawiać komfort życia i pracy oraz zmniejszać emisje CO2.

„Wyzwaniem dzisiejszych czasów jest ograniczanie emisji CO2 przy równoczesnej poprawie komfortu i warunków pracy – mówi Petri Lintumäki, dyrektor programu High-performance bulding w Cleantech Finland.

– Można tego dokonać, wykorzystując światowej klasy technologie i rozwiązania. Fińskie firmy wiedzą o tym dobrze. Dlatego przedstawiają kompleksową ofertę technologii podnoszących efektywność energetyczną budynków i pozwalających obniżyć koszty eksploatacji obiektów w całym ich okresie życia, z równoczesną poprawą komfortu dla użytkowników”.

Kirsi-Maarit Poljatschenko, w swoich wypowiedziach, zwraca uwagę na perspektywę inwestora: „Jeśli popatrzymy na obiekt z perspektywy inwestora, np. międzynarodowego funduszu inwestycyjnego, to taki podmiot interesuje nie cena zakupu technologii, ale długookresowy zwrot z inwestycji. Inwestor szuka maksymalizacji korzyści w całym okresie życia obiektu. A temu właśnie służą technologie high-performance buildings”.

Fińska oferta

Podczas spotkań prezentowane są technologie siedmiu firm: Fourdeg, dostawcy inteligentnych rozwiązań sterowania ogrzewaniem; Ouman, dostawcy automatyki budynkowej; Gebwell, dostawcy rozwiązań grzewczych i chłodniczych; Scanled, dostawcy oświetlenia marki Valtavalo, Lumon, dostawcy zabudów balkonowych; Itula, dostawcy paneli grzewczych i chłodzących nowej generacji oraz Halton, dostawcy systemów wentylacyjnych i klimatyzacyjnych. „Fińska zaawansowana infrastruktura, w połączeniu z surowym klimatem i brakiem zasobów nośników energii pomogła naszym firmom stworzyć zaawansowane materiały i technologie budowlane – mówi Petri Lintumäki.

– Łączą one technologie wentylacyjne i grzewcze z inteligentnymi rozwiązaniami umożliwiającymi pomiary w czasie realnym, automatyzację oraz zarządzanie popytem na ciepło i chłód” – dodaje.

W kierunku współpracy

Współorganizatorem roadshow jest FINPRO, przedstawicielstwo handlowe Finlandii w Warszawie. Organizatorzy mają nadzieję, że czerwcowe spotkanie stanie się początkiem owocnej współpracy fińskich dostawców technologii z polskimi firmami budowlanymi. Kirsi Maarit-Poljatschenko, dyrektor regionu Europy Środkowo-Wschodniej w FINPRO, zachęca firmy do nawiązania kontaktu z warszawskim biurem organizacji: „Zachęcamy firmy, szukające innowacyjnych rozwiązań, do kontaktu z biurem FINPRO w Warszawie. Przedstawicieli polskich firm obsługujemy w języku polskim”.

Finlandia od lat plasuje się w czołówce globalnych rankingów czystości środowiska oraz innowacyjnych technologii środowiskowych. W ubiegłorocznym rankingu najczystszych krajów świata, sporządzonym przez uniwersytety Yale i Columbia wspólnie z World Economic Forum, Finlandia zajęła pierwsze miejsce. Kilka lat wcześniej, w 2013 roku, zajęła drugie miejsce w rankingu WWF i Cleantech Group w kategoriach Global Cleantech Innovation Index and EU Eco-innovation scoreboard. Finlandia postawiła na Cleantech – jedna trzecia publicznych nakładów na prace badawczo-rozwojowe przeznaczona jest właśnie na cleantech, w tym na rozwój technologii high-performance buildings.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Statystyki dotyczące rynku nieruchomości od kilkunastu miesięcy sygnalizują wysoką dynamikę wszystkich jego parametrów, za wyjątkiem cen. Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszą się zakupy mieszkań w celach inwestycyjnych. Nabywcy liczą głównie na korzyści z najmu, ale im takich transakcji więcej, tym o wysokie zyski może być trudniej.

Ubiegły rok był rekordowy w historii pod względem liczby mieszkań w budowie oraz oddanych do użytkowania przez deweloperów. W 2016 r. wydano najwięcej pozwoleń na budowę od 2008 r. i najwyższa od tamtego czasu była liczba rozpoczętych budów. Dane za pierwszy kwartał obecnego roku wskazują na kontynuację tendencji wzrostowej w niemal wszystkich z tych kategorii i na bardzo wysoką dynamikę w porównaniu do pierwszych trzech miesięcy 2016 r. Wszystko więc wskazuje na to, że ubiegłoroczne rekordy zostaną pobite. Im dłużej trwa ten boom, tym częściej pojawia się pytanie kiedy i w jaki sposób się zakończy. Odpowiedź na nie jest szczególnie istotna dla tych, którzy kupili mieszkania w celach inwestycyjnych oraz tych, którzy nad taką decyzją się zastanawiają. Choć trudno o dokładne dane, szacuje się że około jedna trzecia transakcji ma na celu nie zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych, a korzystne ulokowanie kapitału. Oznaczałoby to, że w ubiegłym roku było to około 24 tys. mieszkań. Skoro zaś ceny nieruchomości od kilku lat pozostają na stabilnym poziomie i nie wykazują tendencji wzrostowej, można sądzić, że nabywcy zamierzają zarabiać na wynajmie kupionych lokali. Sięgająca 4-5 proc. rentowność najmu jest głównym magnesem, przyciągającym kapitał na rynek nieruchomości już od dłuższego czasu. Przyciągającym tym silniej, im dłużej stopy procentowe utrzymują się na rekordowo niskim poziomie, a co za tym idzie, odsetki na bankowych lokatach topnieją do symbolicznych wartości, sięgających średnio 1,5-1,6 proc. Ostatnio siłę przyciągania potęguje dodatkowo powrót inflacji, która powoduje że pieniądze trzymane w banku tracą na wartości w ujęciu realnym i nie zanosi się na rychłą zmianę tego stanu rzeczy.

Skoro jednak tak dynamicznie zwiększa się podaż mieszkań w celach inwestycyjnych, w tym głównie z przeznaczeniem na wynajem, warunkiem utrzymania się atrakcyjnej stopy zwrotu jest podobna tendencja po stronie popytu na oferowane lokale. Z jej oceną jest jednak pewien problem. W Polsce udział najmu w zaspakajaniu potrzeb mieszkaniowych wynosi zaledwie kilka procent, podczas gdy w niektórych krajach europejskich sięga on nawet 50 proc. Optymiści z tego porównania wyciągną wniosek o dużym potencjale wzrostu na naszym rynku, zaś pesymiści będą powątpiewać w jego wzrost, posiłkując się argumentem dotyczącym preferencji Polaków do posiadania lokum na własność. Sytuację mogłoby zmienić zmniejszenie się możliwości dokonania zakupu, czyli wzrost cen mieszkań lub obniżenie się dostępności kredytu oraz zmiana preferencji, polegająca na wzroście popularności najmu, szczególnie wśród przedstawicieli młodszego pokolenia. Kolejne dwa czynniki, mogące mieć wpływ na sytuację na rynku, to rządowy program budowy mieszkań na wynajem oraz procesy migracyjne. Program Mieszkanie Plus z jednej strony zwiększy podaż lokali oraz może wywrzeć pewną presję na obniżenie stawek najmu, ale z drugiej strony przyczyni się do popularyzacji tej formy zaspakajania potrzeb mieszkaniowych, czyli pozytywnie wpłynie na rozwój rynku najmu. Jego oddziaływanie ograniczone jednak będzie przede wszystkim do mniejszych miejscowości oraz do osób o mniejszych możliwościach finansowych, a podaż będzie się koncentrować na mniej atrakcyjnych lokalizacjach, a więc wpływ ten będzie odczuwalny tylko niektórych segmentów rynku. Pojawienie się kilkuset dodatkowych mieszkań w niewielkiej miejscowości może istotnie zaburzyć rynek najmu, natomiast w większym mieście wpływ będzie niedostrzegalny.

Procesy demograficzne oraz sytuacja na rynku pracy będą wzmacniały już widoczną tendencję do napływu do Polski obywateli innych państw, głównie ościennych. Obecnie liczbę pracowników z Ukrainy i Białorusi szacuje się na 1,2-1,5 mln osób. Ta rosnąca rzesza będzie poszukiwać mieszkań na wynajem. Nie należy również zapominać o konsekwencjach wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej oraz przyciągania inwestycji zagranicznych. Proces ten także będzie powodował wzrost zapotrzebowania na lokale do wynajęcia, częściowo ze strony osób powracających do Polski, a częściowo ze strony pracowników przenoszonych do naszego kraju zagranicznych firm.

Przede wszystkim pamiętać trzeba, że na efektywność inwestycji w nieruchomości decydujący wpływ mają czynniki specyficzne, a więc przede wszystkim lokalizacja i standard dostosowany do potrzeb lokalnego rynku. Dobre rozpoznanie tych czynników gwarantuje sukces, czyli możliwość osiągnięcia atrakcyjnych stawek oraz zapewnienie ciągłego wykorzystania posiadanego lokalu. Coraz większego znaczenia nabiera korzystanie ze zorganizowanych form inwestycji w lokale na wynajem, pozwalających nie tylko na zwiększenie stóp zwrotu i efektywności inwestycji poprzez optymalne wykorzystanie jej potencjału, ale także na minimalizację bezpośredniego zaangażowania inwestora w obsługę z tym związaną. Ma to istotne znaczenie przede wszystkim w przypadku najmu krótkoterminowego, pozwalającego osiągać ponadprzeciętne stopy zwrotu, zwiększając także geograficzny zasięg działalności inwestora, który korzystając z tej formy nie musi ograniczać się do wyboru inwestycji zlokalizowanych w pobliżu jego miejsca zamieszkania.

Autor: Tomasz Bocian, Dyrektor ds. Nieruchomości GERDA BROKER

 

Poszukujący zysków posiadacze oszczędności coraz wyraźniej kierują swoje zainteresowanie na rynek obligacji. Oprócz papierów skarbowych, dostrzegają zalety obligacji firm, oferujących znacznie wyższe oprocentowania, ale także i zdecydowanie większe możliwości wyboru.

Wszystko wskazuje na to, że coraz większe grono posiadaczy oszczędności skłania się do poszukiwania lepszych możliwości niż oferowane przez banki na lokatach. Najbardziej odważni szukają szansy na giełdzie, dysponujący większymi zasobami korzystają z rynku nieruchomości, ale dynamicznie rośnie także zainteresowanie rynkiem papierów dłużnych. W ciągu pierwszych trzech miesięcy roku Polacy kupili obligacje skarbowe za prawie 1,4 mld zł, co stanowi wynik najwyższy od 2008 r. Zachęca do nich niskie ryzyko, ale odsetki są niewiele wyższe niż w przypadku bankowej oferty. O tym, że oczekiwania są większe, świadczy sięgający w pierwszym kwartale aż 1,2 mld zł napływ kapitału do funduszy inwestycyjnych, specjalizujących się w obligacjach przedsiębiorstw. Według Analiz Online, firmy monitorującej rynek funduszy, to o 100 mln zł więcej niż w całym ubiegłym roku. Tak duża dynamika z pewnością nie jest dziełem przypadku i wskazuje na wzrost aktywności oszczędzających, zniecierpliwionych utrzymującymi się na rekordowo niskim poziomie stopami procentowymi i symbolicznymi odsetkami w bankach, które nie są w stanie ochronić kapitału przed powracającą inflacją. Najlepsze fundusze papierów korporacyjnych w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy osiągnęły stopy zwrotu przekraczające 4 proc., a wyniki powyżej 3 proc. to bardziej reguła niż wyjątek. Wartość aktywów zgromadzonych w tego typu funduszach sięgała na koniec marca prawie 19 mld zł, a w ciągu dwunastu miesięcy zwiększyły się one o blisko 19 proc. Na tę kwotę składają się także kapitały instytucji finansowych, ale do tej formy przekonują się coraz liczniej także posiadacze oszczędności. Fundusze mają znacznie większe niż inwestorzy indywidualni możliwości skonstruowania zdywersyfikowanego portfela papierów dłużnych oraz zarządzania nim, odpowiednio do zmian warunków rynkowych. Ich zaletą jest obniżenie poziomu ryzyka, ale odbywa się to kosztem ograniczenia wysokości osiąganych zysków. Wynika to także z faktu, że fundusze dysponujące znacznymi kapitałami nie interesują się z reguły emisjami wysokodochodowych obligacji mniejszych firm, choć w tym gronie można znaleźć wiele interesujących możliwości. Na rynku ofert publicznych dominują obligacje deweloperów, firm windykacyjnych oraz banków i instytucji świadczących usługi finansowe (firmy pożyczkowe, zajmujące się faktoringiem itp.). Wbrew pozorom, indywidualni inwestorzy także mają spore możliwości samodzielnego skonstruowania zróżnicowanego portfela obligacji korporacyjnych, nie posiadając ograniczeń typowych dla funduszy. To właśnie wśród małych ofert można znaleźć firmy z różnych branż i o różnym profilu ryzyka. Ograniczając się tylko do ostatnich miesięcy, można wymienić choćby emisję Uniserv-Piecbud, specjalistycznej firmy budowlanej, producenta i dystrybutora gier komputerowych Vivid Games, Columbus Energy, specjalizującą się w montaży ogniw fotowoltaicznych, dystrybutora sprzętu sportowego Bikershop, czy świadczącej usługi kadrowe i outsourcingu procesów biznesowych spółki Loyd. W przypadku każdej z nich można liczyć na odsetki sięgające 8-9 proc. Tego typu ofert z pewnością nie zabraknie w przyszłości i mogą cieszyć się dużą popularnością, tym bardziej, że wciąż brakuje dużych ofert publicznych.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Kwietniowa informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w marcu oraz całym pierwszym kwartale, prezentuje wyniki, których wymowa odzwierciedla rynkową euforię w pełnej krasie. Trudno bowiem o bardziej adekwatne określenie statystyk pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki, wypracowane przez inwestorów w trzech pierwszych miesiącach br. 

Jak się okazuje, mocno wyśrubowane statystyki budownictwa mieszkaniowego ostatnich kwartałów nie stanowią żadnej przeszkody w przekraczaniu kolejnych poziomów o wręcz fantastycznych, a do tego często niespotykanych dotąd parametrach. Wynikowe fajerwerki są z jednej strony potwierdzeniem wciąż rozpędzającej się koniunktury na pierwotnym rynku mieszkaniowym, z drugiej jednak mogą budzić niepokój o jej przegrzanie – tłumaczy Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości z portalu RynekPierwotny.pl. Euforia – jak powszechnie wiadomo – nie jest bowiem najlepszym doradcą inwestycyjnym nie tylko na rynku mieszkaniowym.

Pierwszy kwartał br. okazał bowiem się radykalnie lepszy inwestycyjnie od analogicznego okresu 2016 roku, choć ten ostatni przed rokiem także oceniany był bardzo wysoko, jako wyjątkowo udany. W sposób szczególny widać to w przypadku wolumenów rozpoczętych inwestycji oraz wydanych pozwoleń.

Pełen rozruch sezonu budowlanego zaowocował zwłaszcza w marcu wynikami budzącymi prawdziwy respekt. W sumie w ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli z budową ponad 21 tys. mieszkań, co jest rezultatem nie tylko o prawie 30 proc. lepszym od uzyskanego w marcu ub. roku, ale i historycznie rekordowym. Tym razem to główna zasługa inwestorów indywidualnych, którzy ruszyli z budową rekordowej w skali miesiąca liczby ponad 11,2 tys. domów.

Z kolei deweloperzy z wynikiem 9,3 tys. rozpoczętych w marcu mieszkań osiągnęli górny pułap swoich miesięcznych możliwości, prezentowanych od dwóch lat. Natomiast od stycznia do marca br. ruszyli z budową już 23,2 tys. lokali, czyli z górą 40 proc. więcej rdr, co jest najlepszym wynikiem pierwszego kwartału w historii budownictwa deweloperskiego, doskonale rokującym na cały 2017 rok.

W jeszcze większym stopniu niż statystyki wolumenów rozpoczynanych inwestycji, rynkową euforię potwierdzają gusowskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę. W sumie w marcu w ramach wszystkich form budownictwa wydano pozwolenia na budowę ponad 23 tys. mieszkań, co jest kolejnym historycznym rekordem. A skoro rekordowy marzec, to i rekordowy kwartał, w którym liczba wydanych zezwoleń przekroczyła wolumen okrągłych 60 tys. jednostek.

Z kolei sami deweloperzy zgromadzili w okresie styczeń – marzec ponad 33 tys. tego rodzaju dokumentów, czyli aż o 55 proc. więcej niż w trzech pierwszych miesiącach ub. roku. O zanotowanym i w tym przypadku kwartalnym rekordzie już chyba nie trzeba wspominać.

Tradycyjnie już nowe pozwolenia wraz ze zgłoszeniami z projektem budowlanym należą w ostatnich okresach do najmocniejszych ogniw gusowskich danych sygnalnych budownictwa mieszkaniowego. W tej chwili jednak ich statystyki przekraczają nawet najbardziej optymistyczne przewidywania – dodaje ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Jest to o tyle istotne, że są one podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wskaźnikiem optymizmu inwestycyjnego inwestorów indywidualnych. Pokazuje to najlepiej na jakich obecnie pułapach szybują nastroje zarówno deweloperów jak i inwestorów budujących na własne potrzeby.

W tej sytuacji statystyki lokali oddawanych do użytkowania stanowią tylko tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego w pierwszym kwartale tego roku. Dla porządku dodajmy więc tylko, że i w tym przypadku mamy dobre wiadomości, satysfakcjonujące dane i optymistyczne perspektywy. W marcu było takich mieszkań w sumie blisko 14 tys., a od stycznia do marca ponad 40 tys., czyli 8 proc. więcej licząc rok do roku.

Lektura aktualnej informacji GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce wydaje się być na tyle optymistyczna, że aż niepokojąca. Podstawowe statystyki, a więc te dotyczące nowych inwestycji czy też ich planowania na przyszłość, nie tylko bez problemu utrzymują się na rekordowo wysokich poziomach, ale wciąż zwyżkują w tempie, które trudno uznać za umiarkowane. Nie sposób jednak oczekiwać, że tak będzie się działo w nieskończoność. Może byłoby bezpieczniej, gdyby kolejne miesiące i kwartały przyniosły stabilizację parametrów inwestycyjnych pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki na obecnych, wysokich poziomach. Widoczna w poczynaniach inwestorów klasyczna euforia, to może być, choć oczywiście nie musi, pierwszy sygnał nadchodzącego przesilenia koniunktury.

Jednak tegoroczne, ponownie rekordowe wyniki sprzedażowe deweloperów, jednoznacznie wskazują na utrzymujący się wciąż na historycznie wysokim poziomie popyt na nowe mieszkania w pierwszym kwartale br. Tego typu sytuacja nie pozostawia przedsiębiorcom większego wyboru co do utrzymywania obecnej, ponadprzeciętnie agresywnej polityki inwestycyjnej. Choć niełatwo w to uwierzyć, coraz więcej zaczyna przemawiać za tym, że i ten rok może okazać się po raz czwarty z rzędu rekordowy pod względem sprzedaży mieszkań przez deweloperów.

 

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

 

Gdańsk i Warszawa oferują nie tylko wysokie zyski z inwestycji w mieszkanie na wynajem, ale i wysoką płynność rynku. Po stronie minusów należy zaś wpisać wysoką jak na polskie warunki barierę wejścia – nie każdego stać na to, by kupić atrakcyjne mieszkanie w tych miastach.

Przeciętna rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem wynosi dla największych miast 5,35 proc. netto – wynika z obliczeń Home Brokera i Domiporta.pl. Na tę chwilę najlepiej wróży zakup lokalu w Gdańsku, Warszawie i Tychach. Nawet najmniej pod tym względem atrakcyjne Kielce, Poznań i Kraków oferują średnio znacznie wyższe odsetki niż najlepsze lokaty czy obligacje skarbowe.

Przeciętna rentowność najmu netto w okresie maj 2010 – czerwiec 2015

Z raportu Narodowego Banku Polskiego wynika, że trzy- i dwunastomiesięczne lokaty są obecnie najniżej oprocentowane w historii, więcej niż 2 proc. netto to rzadkość. Przeciętna dostępna dziś na rynku lokata nie wystarczy nawet na to, by pokryć inflację, co de facto oznacza, że zdeponowane w banku pieniądze tracą na wartości. W tym świetle nie dziwi zainteresowanie inwestorów zakupem mieszkania i wynajęciem go. Coraz więcej kupujących nieruchomości to inwestorzy, czyli osoby, które kupują lokal, by na nim zarabiać – np. wynajmując go. Dane NBP mówią wprost: jeszcze nigdy Polacy nie kupowali tylu mieszkań za gotówkę, w 2016 r. w siedmiu najważniejszych miastach na zakup nowych mieszkań za gotówkę przeznaczono 14,2 mld zł.

Rentowność inwestycji w mieszkanie zależy od kilku czynników. Równie istotna jak uzyskany od najemców czynsz jest cena zakupu. To z kalkulacji tych dwóch wartości można wyliczyć zysk. Pod warunkiem oczywiście, że lokal uda się szybko wynająć. Mieszkanie stojące puste nie przynosi żadnych dochodów, jego rentowność wynosi 0 proc. Pamiętać też należy o kosztach przygotowania do wynajmu oraz ewentualnych remontach, doposażeniu i innych inwestycjach.

Gdzie kupić mieszkanie na wynajem?

Home Broker i Domiporta.pl przeanalizowały rentowność najmu w 15 dużych miastach by sprawdzić, gdzie najbardziej opłaca się kupić mieszkanie na wynajem. Okazuje się, że najlepiej wróży taka inwestycja w Gdańsku, Tychach i Warszawie. W każdej z tych lokalizacji oczekiwana rentowność netto przekracza 6 proc. Pomiędzy 5 i 5,5 proc. rocznie zarobić można w Katowicach, Lublinie, Łodzi, Wrocławiu i Białymstoku. Najmniej, bo 4,42 proc. rocznie powinno przynieść mieszkanie w Kielcach. Nadal jest to jednak sporo więcej niż oferują lokaty czy obligacje skarbowe

Rynek wynajmu rośnie

– Analizując dane popytowe z serwisu Domiporta.pl zauważyć można trendy w zachowaniu użytkowników, które potwierdzają opinie o coraz większym zainteresowaniu inwestorów  lokowaniem kapitału w mieszkania na wynajem – zauważa Maciej Górka z Domiporta.pl. – Od początku 2016 roku liczba użytkowników, którzy przeglądają serwis w poszukiwaniu lokali o potencjale inwestycyjnym wzrosła o 12 proc., a liczba ofert lokali do wynajęcia o 6 proc. względem całego 2015 roku – wylicza Górka.

Jakie mieszkanie kupić na wynajem?

Każde miasto ma swoją specyfikę. W Lublinie czy Toruniu dużo jest studentów, a w Warszawie istotną grupę klientów stanowią klienci „biznesowi”, choć i studentów nie brakuje. Na obszarze danego miasta, czy danej dzielnicy też są różne osiedla i każde może pasować do innego klienta. Nawet w danym bloku są przecież zróżnicowane mieszkania i każde pasuje do innego odbiorcy. Dla grupy studentów liczyć będą się oddzielne sypialnie, by możliwe było zbudowanie odrobiny prywatności oraz sprawny dojazd do uczelni, klient biznesowy wymagać będzie miejsca garażowego i bliskości centrum biurowego, a rodzina z dziećmi zwróci uwagę na bezpieczeństwo osiedla oraz bliskość przedszkola, szkoły czy placu zabaw.

– Szczególnie wyraźny trend rosnący wśród poszukujących mieszkań na wynajem zauważyć można w kategorii lokali dwupokojowych, niezależnie od tego, czy pochodzą one z rynku wtórnego czy pierwotnego. Obecnie prawie 44 proc. wszystkich zapytań o mieszkania stanowią właśnie zapytania o lokale dwupokojowe – wskazuje Maciej Górka z Domiporta.pl.

Uwaga na ryzyka

Możliwe zyski dużo wyższe niż z lokaty nie są oczywiście pozbawione ryzyka. Zakładając zwykłą lokatę dokładnie wiemy kiedy się ona zakończy i jakie odsetki otrzymamy, tymczasem kupując mieszkanie wiemy tylko, ile za nie zapłaciliśmy, a dwa ważne parametry pozostają zagadką. To od tego, jak szybko uda się znaleźć najemcę oraz jaki czynsz wynegocjujemy, zależy rzeczywista rentowność. Najlepiej wypada długoletnia umowa, nie ma wówczas okresów przejściowych, a i koszty remontów można ograniczyć do minimum.

Nie bez znaczenia jest także płynność inwestycji. Lokatę można zerwać, w razie czego utracimy część lub całość odsetek. Tymczasem spieniężenie nieruchomości nie jest takie łatwe, trochę trwa, a uzyskanie satysfakcjonującej stawki może być trudne. Ale różnice w płynności występują także na rynku nieruchomości i są zależne od specyfikacji danego miasta i nie musi to być wcale zależne od jego wielkości. Tam gdzie mieszkań brakuje, chętni zawsze się znajdą.

– Potencjalni inwestorzy powinni mieć na uwadze, że rynek najmu zbliża się do momentu swego rodzaju przesytu. Dodatkowo, za chwilę pojawią się konkurenci w postaci instytucjonalnych projektów takich jak Mieszkanie Plus, gdzie stawki czynszów będą niższe od rynkowych i mogą wpłynąć na lokalne rynki. Dlatego inwestor , który zamierza posiłkować się kredytem hipotecznym powinien przygotować symulacje różnych scenariuszy – podsumowuje Maciej Górka.

Należy też pamiętać, że takie badania jak rentowność najmu opierają się tylko na statystyce. Trzeba zwrócić uwagę np. na fakt, że nie wszystkie mieszkania są kupowane na wynajem, a nie każde wynajmowane mieszkanie jest kupowane (niektóre są np. otrzymywane w spadku). Należałoby więc każdy przypadek rozpatrywać oddzielnie.

 

Źródło: Home Broker SA

Eksperci

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

Wierzyciel nie musi spłacać w całości swego długu upadłemu, aby móc samemu zaspokoić się z

Z chwilą ogłoszenia upadłości majątek upadłego staje się masą upadłości i służy zaspokojeniu wszystk...

Inflacja rośnie zgodnie z planem – mocniej w górę poszły ceny żywności oraz paliw

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS, zakładające wzrost inflacji w marcu do 1,7 proc. Mocniej w gó...

Jak jest dobrze, to trzeba korzystać

Rynki podtrzymują pozytywny nastrój, o co nie jest zbyt trudno, biorąc pod uwagę stały przepływ pozy...

Grejner – Co się porobiło – bitcoin oazą stabilności

Polityka monetarna Rezerwy Federalnej, globalne spowolnienie gospodarcze, brexit, negocjacje handlow...

AKTUALNOŚCI

Kolejna fala cyfrowej transformacji przed nami

Według IDC globalne inwestycje w technologie i usługi umożliwiające cyfrową transformację rosną w dw...

Bez rozbudowanej sieci światłowodowej nie wykorzystamy pełnego potencjału technologii 5G

Wyścig kto pierwszy udostępni powszechnie infrastrukturę 5G trwa. Wizja zawrotnych prędkości stosowa...

Hipermarket czy osiedlowy sklep – gdzie kupują Polacy?

Wszelkie zmiany w branży powierzchni handlowych są bardzo istotne z perspektywy firm, które chcą w n...

Przepływ danych nieosobowych – co zmieni „nowe” RODO?

Wsparcie rozwoju gospodarki oraz nowoczesnych technologii opartych na danych i ich przepływie to jed...

Przejściowe załamanie wzrostu sprzedaży detalicznej

Dane GUS, sygnalizujące wzrost sprzedaży detalicznej w marcu o zaledwie 3,1 proc., na pierwszy rzut ...