środa, Sierpień 22, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "Bartosz Sawicki"

Bartosz Sawicki

Saga związana z przyjęciem przez Kongres reformy systemu podatkowego trwa. Wczoraj Izba Reprezentantów zaakceptowała projekt. Dziś głosowanie w Senacie i … ponowne w izbie niższej. Wszystko przez fakt, że senatorowie chcą usunąć trzy zapisy i delikatnie zmodyfikować kształt pakietu cięć. Wszystko wskazuje jednak na powodzenie, co może stać się umiarkowanie pozytywnym bodźcem dla dolara. Rynek jest już całkowicie uśpiony w przedświątecznym marazmie.

Na sesji europejskiej głównym wydarzeniem będzie decyzja Riksbanku. Decyzja zostanie opublikowana 20 grudnia o 9:30. Razem z konsensusem oczekujemy utrzymania głównej stopy procentowej na -0,50 proc. Rynek jest podzielony w sprawie programu skupu aktywów między zakończeniem QE (do końca 2017 r.), a wydłużeniem o 3-6 miesięcy.

Z perspektywy fundamentów, nie ma silnego argumentu za przedłużaniem luzowania ilościowego. Globalne ożywienie pozytywnie przekłada się na kondycję szwedzkiej gospodarki. W trzecim kwartale PKB wzrósł o 0,8 proc. k/k, podtrzymując tempo z pierwszego półrocza. W tym kwartale wskaźniki wyprzedzające także pozostają mocne. Inflacja prezentuje za to mieszany obraz, gdyż odczyty za wrzesień i październik rozczarowały, a inflacja bazowa CPIF na 1,8 proc. r/r znalazła się na 4-miesięcznym minimum. Listopad jednak przyniósł odbicie do 2 proc. dzięki deprecjacji korony i wzrostowi cen paliw. Efekt ten powinien być trwalszy i przełożyć się na rewizję w górę projekcji inflacji, choć wciąż blisko celu 2 proc.

Jednak Riksbank nie zależy na ogłoszeniu sukcesu swojej polityki, a przede wszystkim chciałby
za wszelką cenę uniknąć wysłania jastrzębiego sygnału, który mógłby zapoczątkować gwałtowne umocnienie korony, tym samym uderzając w eksport i zaprzepaszczając odbicie inflacji. Z drugiej strony od czasu ostatniego posiedzenia w październiku korona osłabiła się o prawie 4 proc., a EUR/SEK znalazł się najwyżej do roku, podczas gdy Riksbank w swoich prognozach nastawiał się na stopniową aprecjację waluty. Obawy uczestników rynku o załamanie szwedzkiego rynku nieruchomości ciąży na koronie i z obecnego położenia Riksbank równie mocno powinien obawiać się spirali deprecjacyjnej. W swoim ostatnim komentarzu prezes banku Ingves zaznaczył, że bank obserwuje sytuację na rynku walutowym i nieruchomości.

Riksbank musi znaleźć złoty środek. Sądzimy, że w 6-osobowym Zarządzie wydłużenie QE znajdzie silny opór wśród jastrzębich członków (Floden, Ohlsson, Skinsgley), choć nie jest wykluczone, że prezes Ingves wykorzysta swój podwójny głos razem z gołębiami (af Jochnick, Jansson). Mimo to jesteśmy bliżej scenariusza, w którym decyzja o zakończeniu QE zostanie „rozmiękczona” przez odsunięcie prognozy pierwszej podwyżki stopy procentowej z III kw. 2018 r. dalej w przyszłość (o 1-2 kwartały). Ponieważ kontynuacja QE raczej byłaby w dość małej skali (ok. 15 mld SEK, tyle samo co w II poł. ’17), zasygnalizowanie stabilności stóp przez dłuższy okres może mieć istotny wydźwięk. W ten sposób Riksbank zyskuje też większą elastyczność dla przyszłej zmiany nastawienia – łatwiej dostosować ścieżkę stóp procentowych niż nagle zakończyć program skupu aktywów.

Niewiele oczekuje się po grudniowym posiedzeniu Banku Japonii (kończy się w czwartek 21 grudnia
w godzinach wczesno-porannych (ok. 4:00-6:00 rano polskiego czasu).): parametry polityki pieniężnej powinny być pozostawione bez zmian. Uwaga inwestorów skupi się na kwestii momentu odwrotu od ultra-luźnej polityki monetarnej, o czym niedawno wspominał prezes Kuroda. Podkreślenie gołębiości BoJ może przejściowo osłabiać JPY, choć USD/JPY wciąż pozostaje pod dominującym wpływem sentymentu względem dolara.

Sądzimy, że dla Japonii jest jeszcze za wcześnie na rozmowy o normalizacji polityki monetarnej i obecne łagodne nastawienie powinno zostać podtrzymane.  Choć gospodarka Japonii radzi sobie dobrze, korzystając na globalnej koniunkturze, perspektywy inflacji wciąż są niestabilne. Inflacja CPI w październiku spadła do 0,2 proc. r/r z 0,7 proc. we wrześniu. Inflacja bazowa (bez cen świeżej żywności) na 0,8 proc. r/r ma się lepiej, ale presję inflacyjną przejściowo podbijają ceny paliw. Bez tego nie widać, aby cel inflacyjny 2 proc. miał być prędko osiągnięty, co sugeruje, że BoJ nie rozpocznie dyskusji o normalizacji polityki pieniężnej przed 2019 rokiem.

 

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

W listopadzie dynamika inflacji bazowej podniosła się z 0,8 do 0,9 proc. r/r. To wartość minimalnie powyżej prognoz TMS Brokers i zgodna z rynkowym konsensusem. Pomimo szybkiego tempa wzrostu i zacieśniającej się sytuacji na rynku pracy nadal nie widać w Polsce oznak narastania presji cenowej w mniej zmiennych kategoriach. Dynamika wskaźnika od marca 2014 roku nie przybrała dynamiki przekraczającej 1 proc. rok do roku. Po odczycie złoty (od rana minimalnie tracący na wartości) pozostał stabilny. Euro wyceniane jest na nieco ponad 4,2030 zł.

Przypomnijmy, że wczoraj GUS potwierdził odczyt inflacji CPI na poziomie 2,5 proc. Za powrót dynamiki inflacji konsumenckiej do celu NBP w niemal równym stopniu odpowiadały dwie kategorie: koszty transportu oraz żywność. Nie jest to nic nowego. Żywność drożeje nieprzerwanie od wiosny a w ostatnim roku kategoria ta tylko dwa razy nie zanotowała miesięcznych wzrostów. Ceny paliw podskoczyły w samym tylko listopadzie o kilkanaście groszy, a kurs ropy na globalnych rynkach od czerwca podniósł się o ponad 20 dolarów za baryłkę (co oznacza około 50 – proc. wzrost).

Jakie perspektywy stoją przed inflacją w Polsce? Osiągnięcie celu NBP przez dynamikę CPI nie jest zwiastunem dalszych bezpośrednich wzrostów dynamiki cen. Wręcz przeciwnie: w grudniu główny wskaźnik powróci w okolice 2,0 proc. rok do roku. Następnie oczekujemy kilku miesięcy stabilizacji, powrotu ponad cel NBP na wiosnę i szczytu dynamiki inflacji w połowie roku. W naszych wstępnych szacunkach przebiegu ścieżki cen wypadnie on w okolicach 3,0 proc. Nie widzimy dużego zagrożenia, że inflacja opuści optymalny z punktu widzenia mandatu NBP przedział 1,5 – 3,5 proc. rok do roku.

Warto odnotować, że w naszych projekcjach inflacja bazowa stopniowo będzie rosnąć w kierunku dynamiki na pułapie 1,5 proc. rok do roku. Zostanie ona przekroczona latem przyszłego roku, co podsycać będzie (w naszym scenariuszu bezowocne) dyskusje w RPP na temat konieczności podwyżek stóp w przyszłym roku. Warto dodać, że ceny żywności powinny się normalizować. Powtórzenie się kumulacji szoków podażowych z tego roku jest skrajnie mało prawdopodobne. Ceny ropy na globalnych rynkach również nie mają naszym zdaniem potencjału do zwyżek mogących nadal podnosić trajektorię inflacji. Innymi słowy: w 2018 roku dojdzie do zmiany ról: żywność i ceny paliw zaczną oddziaływać dezinflacyjnie a przyspieszenie dynamiki cen konsumenckich będzie pochodną tendencji w kategoriach bazowych.

 

komentarz Bartosza Sawickiego, Kierownika Departamentu Analiz, DM TMS Brokers S.A.

Dolar pozostaje mocny. Pomimo całego wysypu danych makro, dziś w centrum uwagi będzie Janet Yellen, która przed Kongresem naświetli swój pogląd na perspektywach amerykańskiej gospodarki. Rynek przyjął za pewnik prowzrostową politykę fiskalną prezydenta elekta Trumpa. Należy jednak pamiętać, że Fed wielokrotnie udowadniał, że woli reagować na twarde dowody zmian w gospodarce, niż działać wyprzedzająco na samych przypuszczeniach. Od strony sytuacji makro w USA Fed może nie wycofać się z podwyżki w grudniu, ale jest mało realne, by deklarował zaostrzenie przyszłej ścieżki.

Pomijając skutki wyborów prezydenckich, sytuacja makro w USA w dalszym ciągu przemawia za podwyżką stopy Fed w grudniu. Dane z rynku pracy wskazują na kontynuowany przyrost zatrudnienia, inflacja odbija, a wtorkowe dane o sprzedaży detalicznej sugerują ożywienie konsumpcji w czwartym kwartale. Wygrana Donalda Trumpa jest realną postawą do pobudzenia niepewności, która mogłaby skłaniać Fed do odroczenia podwyżki, ale jak na razie rynki finansowe z przedwyborczych wypowiedzi wyciągają jedynie pozytywny dla perspektywy gospodarczych USA, napędzając wzrosty na giełdzie i umocnienie USD. W naszej opinii prawdopodobieństwo podwyżki w grudniu jest mniejsze niż było przed wyborami, ale póki rynki finansowy zachowują się we względnie uporządkowany sposób, szanse na ruch Fed dalej są powyżej 50 proc.

Rynkowa wycena prawdopodobieństwa grudniowej podwyżki jest bliska 100 proc. i nie może być wyższa, zakładając że ruch o 50 pb jest wykluczony. Jednakże dla perspektywy USD dużo większe znaczenie ma przyszłość polityki monetarnej Fed w 2017 r. i dalej. Generalne założenie, na którym bazują rynki finansowe, to ekspansja fiskalna podnosząca w górę inflację, co zmusi Fed do szybszego zacieśniania polityki pieniężnej. W ciągu tygodnia rynek przeszedł z oczekiwania mniej niż jednej podwyżki w 2017 r. do ponad dwóch. Wystromienie ścieżki podwyżek stopy Fed prowadzi do wyprzedaży obligacji skarbowych USA i pchnęło rentowności 10-latek z 1,80 proc. do 2,25 proc. Pogłębienie różnicy między rynkowymi stopami procentowymi wspiera USD na takich parach, jak USD/JPY, EUR/USD, czy USD/CAD.

Kluczową kwestią jest, na ile Fed jest zainteresowany podsycaniem rynkowych oczekiwań? Wypowiedzi przedstawicieli Fed w tym tygodniu jak na razie prezentują wyważone stanowisko, choć wyróżniły się dwa o gołębim akcencie. Dziś rano James Bullard z Fed w St. Louis podtrzymał swoje gołębie nastawienie i stwierdził, że „jedna podwyżka, prawdopodobnie w grudniu, powinna wystarczyć, by sprowadzić politykę monetarną do poziomu równowagi”, a wynik wyborów nie wpłynął na jego prognozy gospodarcze. Członek zarządu Fed Daniel Tarullo przestrzegł, że Fed nie będzie reagował na programy Trumpa dopóki nie zostaną zatwierdzone. Optujący za podwyżką Eric Rosengren to gołąb przestraszony groźbą destabilizacji systemu finansowego, nie będzie dążył do zdecydowanej kontynuacji cyklu. Kolejne przykłady można mnożyć, ale patrząc na postawę USD w ostatnich dniach nie widać, aby rynek przejął się tymi wypowiedziami i być może czeka na komentarze głównych rozgrywających w Fed – przede wszystkim wystąpienie prezes Fed Janet Yellen o 14:00, ale także szefa oddziału Fed w Nowym Jorku Billa Dudleya i członkini zarządu Lael Brainard. Uważamy, że polityce Fed nie jest po drodze z podsycaniem wygórowanych oczekiwań rynkowych i realne jest ostudzenie jastrzębiego zapału.

Podsumowując, Fed może być skłonny, by nie podsycać oczekiwań rynkowych oczekiwań. Interpretując ceny rynkowych aktywów (USD, obligacje skarbowe), sytuacja wygląda tak, jakby Fed już dokonał podwyżki o 50 pb! Takie zaostrzenie warunków finansowych stanowi zagrożenie przyduszenia ożywienia gospodarczego i w rezultacie może prowadzić do odwlekania faktycznej normalizacji polityki monetarnej. Jest to jedno z podstawowych ryzyk, które jest obecne w rozważaniach Fed, stąd realna jest zachowawczość w komentarzach oraz odżegnywanie się od wyciągania pochopnych wniosków z ostatnich wydarzeń i chłodzenie oczekiwań na szybkie podwyżki. W rezultacie dzisiejsze wystąpienie może stać się katalizatorem korekty na rynku obligacji, która pociągnie w dół również amerykańskiego dolara.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

W układance pojawił się nowy element: zapowiedź poluzowania fiskalnego w USA. Powoduje on rajd cen surowców przemysłowych, podniesienie się wyceny przyszłej ścieżki inflacji i wywołało gigantyczny odpływ kapitału z rynku długu. Rentowność amerykańskich dziesięciolatek przekraczająca 2,20 proc. nie jest jednak możliwa do uzasadnienia nawet przy przyśpieszeniu wzrostu gospodarczego o połowę. Papiery skarbowe USA ( a także m.in. Niemiec) były ekstremalnie drogie pod wpływem braku presji inflacyjnej i ultra łagodnej polityki monetarnej w USA. Pojawienie się nowego elementu, fiskalnego poluzowania pasa, wywołało dynamiczną i lawionową reakcję – naszym zdaniem jest nieco za wcześnie  by wygaszać ten ruch i powątpiewać w siłę dolara.

Jego efekt to także umocnienie dolara, w tym gigantyczna presja na waluty gospodarek wschodzących. Dramatyczna przecena złotego wpisuje się w tę tendencję. O ile fundamentalnie kierunek ruchu jest uzasadniony, to jego skala to przede wszystkim pochodna niskiej płynności w okresie świątecznym. Dlatego też, uważamy, że wraz ze stabilizowaniem się sytuacji, kurs EUR/PLN będzie schodził na nieco niższe pułapy. Pierwsza fala tej tendencji ma szansę objawić się już dzisiaj i część uczestników rynku wykorzysta obecne pułapy do kupna złotego, co kurs EUR/PLN powinno spychać poniżej 4,40.

Podnoszenie się rentowności krzywej długu USA wypycha też dochodowość obligacji w strefie euro. Skala ruchu jest wyraźnie mniejsza, a dodatkowo ECB może pojawić się na nowych segmentach krzywej, które wcześniej były niedostępne ze względu na rentowność papierów poniżej stopy depozytowej ECB (wymóg formalny). Z drugiej strony, wybór Trumpa na prezydenta rozbudził obawy o wynik włoskiego referendum konstytucyjnego, które jest kolejnym ważnym punktem w politycznym kalendarzu na ten rok i odbędzie się 4 grudnia. Pojawia się zatem także dawno nieobserwowany czynnik pod postacią ryzyka kredytowego (wyraźnie rozszerza się spread włoskich i niemieckich obligacji). Główne powody słabości euro to jednak oczekiwanie, że Rada Prezesów wydłuży program skupu aktywów w obawie o odpływ kapitału inwestycyjnego i potencjalny wzrost niepewności politycznej. Spodziewamy się utrzymania słabości wspólnej waluty. Ważnych wskazówek odnośnie do perspektyw polityki ECB może dostarczyć dzisiejsze wystąpienie Mario Draghiego, które zaplanowane jest na 16:00/

Nie bez znaczenia dla układu sił na rynku jest też drastyczny zwrot w notowaniach EUR/GBP, który przyczynił się do silnego umocnienia funta do innych walut. Ryzyko „twardego brexitu” nadal pozostaje jednak wysokie i kurs GBP/USD powinien schodzić na niższe pułapy. W gronie walut surowcowych najgorzej rysują się perspektywy NZD a najkorzystniej AUD. Wynika to z bardzo silnego wzrostu cen metali przemysłowych, który poprawia sytuację Australii w bilansie płatniczym (korzystniejsze terms of trade).

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Program Trumpa ma dwa oblicza. Jedno z nich to deregulacja, postawienie na poluzowanie fiskalne. To oblicze, pozytywne dla wzrostu i inflacji widzieliśmy wczoraj i widzimy dziś. Przeniosło się ono na rajd cen surowców przemysłowych, indeksów giełdowych i umocnienie dolara pomimo faktu, że pod znakiem zapytania stoi grudniowa podwyżka stóp przez Fed.

Druga strona medalu jest taka, że Trump to ryzyko zerwania porozumień dotyczących handlu zagranicznego i bezpieczeństwa międzynarodowego. Ta twarz na razie jest skrywana, ale nie można o niej zapominać. Niepewność polityczna w USA będzie na podwyższonym pułapie przez najbliższe miesiące. Zwycięstwo Trumpa i kontrola Kongresu przez Republikanów otwiera szeroki wachlarz zmian w polityce gospodarczej USA. Z punktu, w którym się znajdujemy dla rynków finansowych może rozwinąć się zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym kierunku. Większy nacisk na ekspansję fiskalną z odroczeniem negocjacji umów handlowych będzie dobry dla globalnego ożywienia. Z drugiej strony Trump z zaostrzenia polityki handlowej uczynił ważny element swojej kampanii. Pytaniem też pozostaje, ile z kontrowersyjnych projektów poprze Kongres?

Przywołując analogię z czerwcowym referendum w Wielkiej Brytanii: co innego reakcja rynków na Brexit, a co innego na tzw. twardy Brexit. Możliwe, że dziś rynek dyskontuje zwycięstwo Trumpa w tempie przyspieszonym to, co po Brexicie zajęło dwa tygodnie. W tym kontekście wynik wyborów może być już zdyskontowany w 80-90 proc. Jednak podobnie, jak w październiku przesłanki twardego Brexitu „złamały” funta, tak powrót twardej retoryki Trumpa ponownie wstrząśnie rynkami. To jest teraz największe ryzyko dla USD i sentymentu rynkowego.

Bank Rezerwy Nowej Zelandii znów ma problemy z komunikacją. Ścięciu stóp towarzyszył raczej jastrzębi komunikat (m.in. usuniecie zagrożeń dla oczekiwań inflacyjnych, porzucenie bezpośredniego akcentu na luzowanie). W rezultacie NZD/USD podniósł się chwilowo do 0,7360, rosły również rentowności lokalnego długu. Potrzeba było komentarzy prasowych wicegubernatora McDermotta (na granicy interwencji słownych) dotyczących przewartościowania waluty i realnej możliwości prowadzenia interwencji walutowych by NZD/USD znalazł się pod presją.

Prawda jest jednak taka, że RBNZ nie widzi znacznego pola do obniżenia atrakcyjności realnych rentowności poprzez dalsze cięcie stóp. Interwencje w przeszłości były skromne nawet biorąc pod uwagę małą wielkość rynku. Dlatego straszenie pojawieniem się RBNZ na rynku może wywołać krótkoterminowe załamanie kursu, ale nie powinno być w stanie ostudzić popytu na inwestycje denominowane w NZD. Spychanie kursu może być postrzegane jako dobry punkt wejścia do odnawiania długoterminowej i średnioterminowej ekspozycji i dobrą okazją do sprzedaży EUR/NZD, GBP/NZD, czy też zakupu NZD/JPY.

Wydaje nam się także, że AUD/NZD nadal ma potencjał do kontynuowania zwyżek, głównie za sprawą korzystnego dla australijskiej waluty rajdu cen surowców, m.in. miedzi, rud żelaza. Kanałem wzrostów powinna być zatem relatywna poprawa terms of trade a nie kanał stóp procentowych.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

USD/CAD przebił kluczową barierę w okolicach 1,33. Za ruchem stoi zmiana stanowiska przez Bank Kanady na bardziej gołębie i załamanie się impetu wzrostów cen ropy. W rezultacie inwestorzy zostają zmuszeni do zmiany oceny perspektyw kanadyjskiej waluty i ze strategii wygaszania odbić przechodzą do kupowania korekcyjnych spadków. Takie przebiegunowanie, równoznaczne często ze zmianą średnioterminowej tendencji ma szansę dokonać się także w przypadku szeregu innych walut i ważnych instrumentów.

W przypadku dolara kanadyjskiego katalizatorem wyprzedaży może być załamanie się cen ropy WTI. Rekordowa długa pozycja w notowaniach surowca jest wystawiona na ciężką próbę. Uważamy, że przed spotkaniem OPEC 30 listopada będzie ona znacząco redukowana. Jak duża nerwowość panuje na rynku widzieliśmy chociażby wczoraj, gdy ceny runęły w kilka minut o pół dolara bez żadnej przesłanki fundamentalnej. Prawdziwą lawinę redukcji długich pozycji wywołałoby sforsowanie wczorajszego minimum usytuowanego przy dołkach z połowy miesiąca (49,50 USD).

Dalej w kolejce jest dolar australijski. Po słabych danych z rynku pracy kurs zawrócił z impetem z okolic 0,77 a w części inwestorów zaczęło odżywać przekonanie, że w przyszłym tygodniu RBA zetnie stopy. Taki krok jest obecnie wyceniony w niespełna 20 proc., zatem istnieje pole do dalszej przeceny AUD. Sytuację rozstrzygnie dzisiejszy, nocny odczyt inflacji za III kwartał. Trajektoria cen w Australii jest zbliżona do ścieżki inflacji w Nowej Zelandii. Publikacja z tego kraju pozytywnie zaskoczyła, co może nieco uśpić czujność inwestorów. Miesięczne szacunki CPI Melbourne Institute są natomiast złą wróżbą. Podobnie należy postrzegać fakt, że rynek ma tendencję do niedoszacowywania prawdopodobieństwa wystąpienia bardzo wysokiego lub bardzo niskiego odczytu.

Układ sił powinien ulec zmianie także w przypadku EUR/SEK po czwartkowym posiedzeniu Riksbanku. Rynek przystępuje z gołębim nastawieniem do czwartkowej decyzji, co oznacza, że do tego czasu korona pozostanie pod presją. Jednak sądzimy, że brak luzowania, lub skromne wydłużenie QE nie spełnią wygórowanych oczekiwań uczestników rynku. W końcu część z nich oczekuje nawet cięcia stóp. Choć negatywna rewizja prognoz inflacji i komunikat pozostawiający otwartą furtkę dla luzowania w grudniu zapewnią gołębi wydźwięk posiedzenia, redukcja nagromadzonych krótkich pozycji w koronie otwiera drogę do spadków EUR/SEK w dalszym horyzoncie.

Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Nastroje na rynkach są chimeryczne, inwestorzy nie są wierni jednemu motywowi przewodniemu. Spodziewamy się utrzymania nerwowości, co będzie wyznaczać układ sił w gronie głównych walut. O ile dolar nadal pozostanie silny, to nie widzimy znaczącej przestrzeni do kontynuacji aprecjacji względem walut defensywnych (EUR, JPY, CHF).

Brak dyskusji o wydłużaniu, ale też o wygaszaniu programu skupu aktywów na wczorajszym posiedzeniu ECB pokazuje, że wszelkie decyzje zostały odłożone do grudnia, kiedy Rada Prezesów będzie uzbrojona w nowe prognozy i wyniki prac zespołów analizujących skutki QE. Informacje dotyczące wydłużania lub wygaszania ilościowego luzowania nie padały z ust Draghiego jednocześnie, EUR/USD miał swój moment wzlotu i upadku. Finalny wydźwięk jest jednak neutralny. Konferencja Draghiego nie dostarcza argumentów by wywołać całą falę wyprzedaży wspólnej waluty i stać się podstawą do wykrystalizowania się nowej odsłony tendencji spadkowej. W przypadku eurodolara kluczowe będzie zatem zamknięcie tygodnia. Jeśli kurs będzie na koniec dnia powyżej poreferendalnego minimum (1,0910), to będzie można spodziewać się powolnego odreagowania. Warto przy tym odnotować, że modelowy zasięg ruchu (wynika z rozpiętości uprzednio dominującego przedziału wahań) wypada tuż pod 1,09 i został właściwie osiągnięty. W przypadku USD/JPY obniżające się dochodowości obligacji USA i nerwowa atmosfera na Wall Street będą głównymi hamulcami zwyżek. W tym kontekście spodziewamy się, że w okolicach 104,20 powinien aktywizować się popyt na jena.

Zupełnie inaczej wyglądają perspektywy bardziej ryzykownych walut. Po wczorajszym, fatalnym odczycie z rynku pracy, AUD/USD ostro zawrócił, co powinno skierować kurs w głąb przedziału wahań i w kierunku październikowego dołka w okolicach 0,75. Presję z waluty będzie mógł zdjąć dopiero odczyt inflacji za III kwartał, który zaplanowany jest na 26 października. Dolar nowozelandzki pomimo odbicia dynamiki cen konsumenckich powinien być słaby. Tendencja ta powinna być stosunkowo najtrwalsza, ponieważ RBNZ pomimo ostatnich danych nie zrezygnuje z obniżki stóp a korekcyjny wzrost jest wykorzystywany do odnowienia krótkich pozycji. Losy USD/CAD zależą w znacznym stopniu od koniunktury na rynku ropy. Dziś poznamy jednak również ważne dane dotyczące inflacji i sprzedaży detalicznej. Reakcja na rozczarowanie będzie silniejsza za sprawą gołębiego zwrotu w retoryce dokonanego na środowym posiedzeniu Banku Kanady. Wyprzedaż USD/CAD nabierze impetu dopiero w przypadku przełamania 1,33 – kluczowej w krótkim terminie bariery. Złoty jest w tym tygodniu najsłabszą z walut gospodarek wschodzących. Uważamy, że słabość będzie podtrzymana, ale jednocześnie nie zakładamy wyjścia EUR/PLN ponad 4,35.

 

Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Każdy na coś czeka, ale nie każdy ma na co czekać. Główne wydarzenia tego tygodnia to posiedzenia Banku Japonii i Fed. Atmosfera wyczekiwania dotyczy także innych walut: NZD czeka na dzisiejszą aukcję mleka i jutrzejsze posiedzenie RBNZ. W pierwszym wypadku apetyty są bardzo rozbudzone, ponieważ ceny systematycznie pną się w górę i od dołka z lutego podskoczyły już 80 proc. W drugim przypadku oczekiwania są już stonowane. Rynek wycenia 3 pb obniżki przed jutrzejszą decyzją. AUD czeka na wystąpienie nowo zaprzysiężonego gubernatora RBA przed parlamentem, NOK na czwartkowe posiedzenie Norges Banku.

Wszystko to są jednak wydarzenia, które mogą, ale wcale nie muszą odcisnąć piętna na notowaniach. Inaczej: należy zdawać sobie z nich sprawę, ale należy również być świadomym, że mogą one generować wybuch zmienności tylko raz na jakiś czas, w przypadku dużego zaskoczenia.
Zupełnie inaczej jest z posiedzeniem Banku Japonii, którego finał poznamy za mniej niż 24 godziny. Problemem jest to, że zdecydowanie łatwiej powiedzieć, co Bank powinien zrobić dla osłabienia jena, niż to, na co się faktycznie porwie. Według ostatnich doniesień prasowych wśród decydentów nie ma konsensusu dla dalszej ścieżki ekspansji przy głosach podzielonych między pogłębianiem ujemnych stóp procentowych a rozszerzeniem QE. Oczekujemy cięcia stopy procentowej o 10 pb do -0,2 proc. i modyfikacji programu skupu, ale bez jego rozszerzenia. Wiele jednak będzie zależeć od nakreślenia przyszłej ścieżki polityki monetarnej.

Najprostszym sposobem wytłumaczenia problemu Banku Japonii jest wskazanie celu inflacyjnego. BoJ życzyłby sobie rocznej dynamiki cen na poziomie 2 proc. Tymczasem preferowana przez Bank miara inflacji spadła ostatnio do -0,5 proc. Nie licząc efektu podwyżki VAT w 2014 r., inflacja w Japonii chronicznie pozostaje poniżej celu 2 proc. Wprowadzany przez rząd pakiet fiskalny pobudzi wzrost gospodarczy, ale bez szans na wyraźne pobudzenie presji inflacyjnej. Spadki cen ropy naftowej są głównym winowajcą, ale aprecjacja jena z ostatnich miesięcy na pewno nie pomaga.
Do utrzymywanego od 2012 r. programu skupu aktywów w styczniu tego roku BoJ dołożył ujemną stopę procentową dla części rezerw banków komercyjnych, co zainicjowało szeroką krytykę działań i poddanie w wątpliwość skuteczności dalszej ekspansji monetarnej. Ostatnia runda luzowania z lipca nie zrównała się z budowanymi oczekiwaniami, co tylko wzmocniło presję.

W odpowiedzi BoJ zapowiedział na wrzesień „kompleksową ocenę” efektywności swoich działań, co również nie wyklucza zmian w dotychczas prowadzonej polityki. W szerokim arsenale wykorzystywanych narzędzi znalazła się polityka stóp procentowych, program skupu obligacji skarbowych, udzielanie pożyczek bankom komercyjnych, czy też skup udziałów w akcyjnych funduszach ETF (odzwierciedlających zachowanie indeksu giełdy w Tokio). Jednakże ostatnie komentarze członków zarządu BoJ oraz anonimowe doniesienia prasowe budują obraz ostrych podziałów wśród decydentów i problemów z wypracowaniem konsensusu dla dalszego kierunku polityki.

Oczekujemy, że BoJ zakomunikuje obniżenie stopy procentowej o 10 pb do -0,2 proc. Bank nie może sobie pozwolić na pasywność, gdyż z pewnością wzmocni to zwątpienie w efektywność luzowania monetarnego. Poprzez cięcie stopy procentowej BoJ wyśle sygnał, że jeszcze się nie poddał. Obniżka stopy procentowej jest też łatwiejszym rozwiązaniem w porównaniu do dalszego zwiększania programu skupu aktywów (QE). Obecnie roczny cel dla przyrostu bazy monetarnej na poziomie 80 bln JPY już jest ogromny, a ponieważ BoJ ma w swoim posiadaniu ponad jedną trzecią rządowych papierów i rozpycha się coraz mocniej na tokijskiej giełdzie. Przyspieszanie skupu aktywów jest zatem problematyczne.

Sądzimy jednak, że posiedzenie BoJ może przynieść ustalenia dla modyfikacji programu skupu aktywów. Pogłębianie ujemnych stóp procentowych silnie uderza w japoński sektor finansowy, podobnie jak zaniżanie oprocentowania na całej krzywej dochodowości przez QE (tzw. spłaszczanie krzywej). Stąd BoJ może rozważyć ograniczenie skupu obligacji długoterminowych (30-40 lat) na korzyść zwiększonego papierów o zapadalności (5-10 lat). W ten sposób rentowności na długim końcu powinny wzrosnąć, co przynajmniej częściowo powinno zdjąć presję z sektora finansowego (poprawa zyskowności dla firm ubezpieczeniowych, funduszy emerytalnych), ale dalsze zaniżanie rentowności na krótkim końcu może negatywnie odbijać się na fundamentach jena.

„Kompleksowa ocena” skuteczności polityki monetarnej nie musi jednak kończyć się na wprowadzanych zmianach. Dla odbioru stanowiska BoJ i wiary w jego możliwości wiele będzie zależeć od tego, jak BoJ przedstawi założenia dla przyszłych działań. Dla trwałości rynkowej reakcji konieczne jest zbudowanie długoterminowego przekonania co do determinacji banku centralnego. Wśród dyskutowanych narzędzi (ponad już wykorzystywane) wymienia się skup zagranicznych obligacji i funduszy ETF, „helicopter money” oraz interwencje walutowe. Problem w tym, że minęło sporo czasu, kiedy BoJ ostatni raz stworzył wrażenie, że stać go na śmiałe posunięcia.

Z tego powodu reakcja rynku na decyzję BoJ pozostaje trudna do przewidzenia. Obniżka stopy procentowej jest negatywna na pierwszy rzut oka, ale uderzając w sektor bankowy szkodzi korelacji jena z zachowaniem krajowego rynku akcji. Zachowanie rynku po styczniowej obniżce jest najlepszym dowodem zakłopotania inwestorów. Ponadto sama obniżka stopy procentowej może zostać odebrana jako działanie niewystarczające, przynosząc szybki nawrót kupna JPY. Przerzucenie ciężaru QE na rentowności 5-10 lat jest negatywne dla waluty, ale rozczarowanie po stornie nierozszerzenia QE może mieć równoważący (jeśli nie dominujący) wpływ. Sygnały docierające z rynku wskazują, że nie ma przeważającego konsensusu nawet dla interpretacji konkretnego scenariusza. Niewykluczone zatem, że w przypadku cięcia stopy procentowej w pierwszej reakcji przyniesie osłabienie jena, dalej brak rozszerzenia QE wywoła powrót popytu na walutę, a skuteczny „forward guidance” na konferencji prasowej prezesa Kurody przekona do trwalszej deprecjacji jena. W rezultacie możliwe jest, że w środę rano zmienność na rynku jena będzie duża i w obu kierunkach, zanim ostatecznie inwestorzy obiorą spójną ścieżkę dla kursu.

 

Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Decydenci z Fed nie mają już prawa do wystąpień publicznych przed zbliżającym się wielkimi krokami posiedzeniem FOMC. Dlatego też uwaga przenosi się na dane makro z USA, które ostatnio zaczęły rozczarowywać, ale nadal wskazują na solidny, 3,3 – proc. wzrost gospodarczy w trzecim kwartale. Jeśli jakiekolwiek informacje z gospodarki mają szansę wpłynąć na wycenę szans na podwyżkę, to będzie to komplet dziś publikowanych odczytów ze sprzedażą detaliczną na czele.

Prawda jest jednak taka, że w naszej ocenie mogą one pogrzebać resztki wiary w podwyżkę, ale nie będą jej w stanie zagwarantować. Bardzo ważne są również dzisiejsze posiedzenia banków centralnych: po Banku Anglii spodziewamy się podtrzymania gołębiego stanowiska wbrew serii lepszych danych.

Szwajcarski Bank Centralny utrzyma obecny, przewidywalny do bólu kurs, ale jeśli miałby zaskoczyć, to w kierunku jastrzębim. Wyższa dynamika cen konsumenckich i perspektywy inflacji to jednak w naszej ocenia za mało, żeby zagwarantować zmianę retoryki. Tym bardziej, że w świetle teorii fundamentalnych frank jest minimalnie bardziej przewartościowany niż w przededniu poprzedniego posiedzenia. Innymi słowy: nie sądzimy, by w przypadku dzisiejszych decyzji pozytywniejsze doniesienia z gospodarek przełożyły się na większy optymizm bankierów centralnych. Podobnie: nawet bardzo dane z USA nie będą już stanie zmienić nastawienia FOMC.

Pomimo ostatniej poprawy w niektórych danych z Wielkiej Brytanii, nie widać podstaw, by stanowisko Banku Anglii miało ulec zmianie względem sierpnia. Uważamy, że kolejna obniżka stóp procentowych w listopadzie dalej jest prawdopodobna i podtrzymanie gołębiego komunikatu powinno osłabić funta. Na wrześniowym posiedzeniu Komitet Polityki Monetarnej Banku Anglii powinien pozostawić bez zmian stopy procentowe i kształt programu skupu aktywów. Ostatnie kilka odczytów danych makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii zarysowało obraz lepszej postawy gospodarki, niż pierwotnie się obawiano.

Bank Anglii nie otrzymał argumentów, żeby kontynuować ekspansję monetarną po tym, jak przed miesiącem ściął główną stopę procentową o 25 pb do 0,25 proc. oraz reaktywował program skupu aktywów, zwiększając go o 60 mld GBP. Jednocześnie po jednym miesiącu optymistycznych danych nie zrezygnuje ze swojego ostrożnego podejścia względem sytuacji gospodarczej w kraju. Podczas zeszłotygodniowego przesłuchania w parlamencie prezes BoE Mark Carney bronił decyzji Komitetu z sierpnia, a ostatnie lepsze dane są rezultatem podjętych przez Bank działań. Carney dodał, że odbicie we wskaźnikach sentymentu było oczekiwanie i uwzględnione w ponurych prognozach z ostatniego Raportu o Inflacji. Rezerwa do wyciągania jednoznacznych wniosków z ostatnich sygnałów z gospodarki pozwala BoE na wstrzymanie się teraz od zmian w polityce monetarnej. Jednak ryzyka dla ożywienia w dalszym ciągu przeważają po negatywnej stronie (osłabienie napływu inwestycji zagranicznych, wstrzymanie procesu zatrudnienia przez firmy w obliczu niepewności gospodarczej), co skłoni Bank do podtrzymania gołębiego wydźwięku z sierpniowego komunikatu wraz z niewykluczaniem dalszego cięcia stóp procentowych przed końcem roku, czy użycia innych narzędzi ekspansji monetarnej.

W tej chwili rynek wycenia ok. 4 pb cięcia głównej stopy procentowej BoE w listopadzie. Przyjmując, że bank nie będzie chciał od razu sprowadzić oprocentowania do zera, kolejnym krokiem powinna być redukcja o 15 pb do 0,1 proc. Jesteśmy zatem w sytuacji, w której wycena rynkowa sugeruje to 30 proc. potencjalnego luzowania. Gołębi komunikat powinien wpływać na wzrost tego prawdopodobieństwa, wywierając presję na osłabienie funta.

Ryzyka po pozytywnej dla GBP występują w przypadku, gdyby z komunikatu usunięto fragment o gotowości do cięcia stóp procentowych w kolejnych miesiącach lub tekst zawierał sugestie osłabiające oczekiwania na podtrzymanie programu skupu aktywów ponad obecnie obowiązujący termin (luty 2017 r.). Nie widzimy jednak silnych powodów za tak wyraźnym zwrotem w nastawieniu.

Publikowane dziś dane z USA to tak naprawdę najważniejsza porcja informacji, którą Fed otrzyma przed przyszłotygodniowym posiedzeniem. Jak już wspominaliśmy, widzimy w nich asymetryczne zagrożenie dla dolara amerykańskiego. Obok tradycyjnie ważnej sprzedaży detalicznej, warto zwrócić uwagę na regionalny barometr koniunktury NY Empire State. Wynika to z faktu, że po załamaniu indeksów ISM rynek będzie szukał wskazówek odnośnie do kolejnych odczytów a średnia ze wszystkich regionalnych indeksów nastrojów okazała się przed miesiącem skutecznym predyktorem. Globalne rynki długu pozostają mocno rozchwiane, co sprawia, że wyprzedaż polskich obligacji będzie zapewne podtrzymana. Duża nerwowość inwestorów sprawia zatem, że złotemu trudno będzie w najbliższych dniach zyskiwać. Jeśli mowa o sentymencie, to warto zwrócić uwagę na newralgiczne położenie indeksu S&P500, który nie może odbić od kluczowej strefy wokół 2120 punktów. Jej przełamanie prowadziłoby do zapewne dotkliwego przedłużenia zniżek na rynkach akcji i wywarło presję na waluty ryzykowne i świat emerging markets.

 

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polityka ECB przynosi skutki. Tyle tylko, że są to w przeważającej mierze skutki uboczne. Pompowanie bilansu banku centralnego spycha rentowność obligacji skarbowych. Nie dalej jak wczoraj notowano nowe minima rentowności dziesięciolatek Niemiec na pułapie -13 pb. Właściwie każdy przetarg na rynku pierwotnym przynosi najwyższe w historii ceny obligacji i coraz słabszy popyt. Dochodowość papierów państw peryferyjnych nie licuje z faktycznym poziomem ryzyka kredytowego. Dotyczy to również korporacyjnych papierów dłużnych, których rentowność coraz częściej jest ujemna. Zmienność na europejskim rynku akcji także jest najniższa od uruchomienia skupu aktywów.

Cel zasadniczy, czyli przywrócenie inflacji i zapobieżenie spadku oczekiwań inflacyjnych wcale nie jest blisko, a wręcz oddala się. Dodatkowo, wbrew (niechętnie werbalizowanym) intencjom bankierów centralnych euro (do koszyka ważonego obrotami handlowymi) jest najmocniejsze od początków 2015 roku. Panaceum jakim miało być połączenie ujemnych stóp i agresywnego skupu aktywów okazuje się zatem mało skutecznym lekiem z silnymi działaniami ubocznymi. Rada Prezesów stoi przed koniecznością modyfikacji terapii. I to nie tylko ze względu na brak widocznych efektów. Przy obecnych parametrach polityki ECB pula niemieckich obligacji dostępnych do skupu wyczerpie się za nieco ponad dwa miesiące. Trudno jednak liczyć, że dojdzie dziś do wyraźnej zmiany kształtu polityki. Oczekujemy utrzymania stopy depozytowej i programu QE bez zmian. W ostatnich tygodniach Bank nie otrzymał solidnych podstaw do ekspansji monetarnej. Spodziewamy się natomiast obniżenia prognoz wzrostu i inflacji, czyli –trzymając się medycznej terminologii – postawienia diagnozy uzasadniającej zmiany w prowadzeniu pacjenta. Przy nieocenionych zdolnościach wywierania wpływu na rynek przez prezesa Draghiego, roztropnym jest zakładać wyższe ryzyko po stronie gołębiego zaskoczenia.

Od brytyjskiego referendum w sprawie wystąpienia z UE minęły dwa miesiące, co powinno dać ECB wystarczająco dużo czasu, by ocenić skalę szkód dla gospodarki strefy euro. A jednak w tym czasie napływające dane nie wskazały, aby negatywny szok (już) wystąpił. Indeksy aktywności biznesu (PMI) w lipcu w rzeczywistości wzrosły, podsycając opinie, że strefa euro przejdzie suchą stopą przez Brexit. Wprawdzie publikowane w ostatnich dniach dane za sierpień są już mnie optymistyczne, wyniki wciąż nie są alarmujące i jest zbyt wcześnie, by wyciągać jasne wnioski.

Pomimo tego Rada Prezesów będzie miała do dyspozycji nowe prognoz makroekonomiczne, które w pewnym stopniu będą musiały uwzględniać dodatkowy czynnik niepewności związany z decyzją Brytyjczyków. Oczekujemy, że prognoza wzrostu PKB na 2017 r. zostanie nieznacznie obniżona z obecnych 1,7 proc., ale szacunki na 2018 r. na 1,7 proc. powinny zostać utrzymane bez zmian. Dodatkowo możliwa jest obniżka projekcji inflacji bazowej (poprz. 1,2 proc. w 2017 r., 1,5 proc. w 2018 r.) w związku z niezadowalającą dynamiką ostatniego odbicia. Zwracano na to uwagę w protokole z lipcowego posiedzenia ECB. Ponadto pięcioletnie oczekiwania inflacyjne mierzone za pięć lat są obecnie pod 1,3 proc. (przy celu inflacyjnym ECB zdefiniowanym jako „blisko, ale poniżej 2 proc.”) i od początku roku pozostają w tendencji spadkowej.

Podsumowując, zagrożenia dla ożywienia gospodarczego i słabość presji inflacyjnej są podstawą do działania na wrześniowym posiedzeniu, jednak raczej słabą. Jest to szczególnie istotne, gdyż część członków Rady Prezesów ECB coraz większą uwagę przywiązuje do niekorzystnych skutków ubocznych obecnej polityki. Stąd uważamy, że Bank utrzyma stopy procentowe bez zmian (referencyjna: 0 proc., depozytowa: -0,4 proc.), jednak brak poprawy po stronie wzrostu gospodarczego i inflacji powinien skłonić ECB do obniżenia stóp w grudniu.

Większa niepewność towarzyszy programowi skupu aktywów. Na ten moment przewidziane jest zakończenie programu QE w marcu 2017 r. Dotrzymanie tego terminu byłoby sygnałem zacieśnienia polityki monetarnej, czego ECB na pewno chciałby uniknąć. Według słów wiceprezesa ECB Constancio bank zakomunikuje postanowienia o wydłużeniu przed końcem roku, a biorąc pod uwagę, że ECB zwykle podejmuje takie decyzje na posiedzeniach okraszonych nowymi prognozami makroekonomicznymi, w grę wchodzi wrzesień lub grudzień.

Jednak wydłużając czas obowiązywania programu QE poza marzec 2017 r., ECB będzie musiał rozwiązać (już teraz palący) problem niedoboru instrumentów akceptowalnych do skupu. Obecne ograniczenia uniemożliwiają zakup obligacji skarbowych o dochodowości niższej od stawki depozytowej oraz gdy zaangażowanie ECB w daną emisję przekracza 33 proc. Bank zobowiązany jest także respektować tzw. capital key, czyli proporcje skupu muszą być zgodne z proporcjami wpłat krajowych banków centralnych na kapitał zakładowy ECB.

W oparciu o te warunki Bank znajduję trudność w skupowaniu odpowiedniej ilości papierów niemieckich, których musi kupować najwięcej (przez capital key), a których rentowności są już poniżej -0,4 proc. dla zapadalności do siedmiu lat. Odpuszczenie capital key byłoby najwygodniejsze dla ECB, ale spotka się z oporem politycznym, gdyż na Bank padną zarzuty o finansowanie budżetów słabych gospodarek (np. Włoch). Podwyższenie limitu zaangażowania w daną emisję z 33 proc. do 50 proc., albo porzucenie warunku stopy depozytowej są mniej problematyczne, choć w dalszym ciągu nie muszą znaleźć pełnego poparcia w Radzie Prezesów już teraz.

Z czym to zostawia prezesa Mario Draghiego przed konferencją prasową? Historia pokazuje, że element zaskoczenia jest kluczem dla sterowania rynkami przy luzowaniu monetarnym. Pod tym kątem zrezygnowanie z zakomunikowania modyfikacji programu QE we wrześniu podnosi oczekiwania na grudzień. Z drugiej strony nie tyle liczy się sam fakt zaimplementowania nowych (lub modyfikacji starych) narzędzi, co moment, w którym rynek zyska przekonanie o ich nieuniknionym wystąpieniu. I to może być szara strefa, w której odnajdzie się Super Mario. Sądzimy, że uzyskanie jednomyślności za zmianami w programie QE już we wrześniu może być trudne. Draghi może przynajmniej zaoferować kilka wskazówek, dokąd ECB zmierza. Albo to, albo zaskakująca decyzja o luzowaniu. W obu przypadkach ryzyka dla EUR są po negatywnej stronie.

 

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Złoty osłabiał się dwa tygodnie. Uważamy, że przy 4,35 wzrosty kursu EUR/PLN zostaną zahamowane. To dobry punkt do aktywizacji popytu na polską walutę. W pobliżu przebiega bowiem 200 – sesyjna średnia i usytuowany jest lipcowy dołek.

Rynek stopy wycenia pełną obniżkę o 25 pb w rocznym horyzoncie. Naszym zdaniem do niej nie dojdzie a w wycenie przyszłej ścieżki stóp nie ma już przestrzeni do uwzględniania dalszych redukcji kosztu pieniądza. Inny słowy kanał stopy procentowej będzie w najbliższym czasie mieć neutralny lub nawet pozytywny wpływ na złotego. Seria słabych danych, która trafiła na rynek w sierpniu i obrazowała koniunkturę w lipcu nie jest podstawą by rewidować pozytywne oczekiwania względem perspektyw polskiej gospodarki.

Publikowana dziś rewizja PKB za II kwartał powinna mieć silnego wpływu na rynek pod warunkiem, że silna pozostanie w nich konsumpcja prywatna a słabe inwestycje. Publikowany pojutrze PMI dla przemysłu w świetle naszych prognoz odbije z prawie dwuletnich minimów (50,3 pkt) do 51,1 pkt. Deflacja w sierpniu w ujęciu rok do roku naszym zdaniem nie ulegnie pogłębieniu – dynamika CPI pozostanie na pułapie -0,9 proc. W rezultacie nie widzimy po stronie informacji z gospodarki zagrożenia dalszym osłabieniem złotego.

Głównym lokalnym czynnikiem ryzyka pozostaje rewizja ratingu ze strony Moody’s zaplanowana na 9 września. Tyle tylko, że po ubiegłotygodniowym komunikacie agencji ratingowej, który odcisnął już piętno na wycenie rodzimej waluty, czynnik ten również nie powinien w najbliższych dniach stanąć na drodze odrabianiu strat przez złotego.

Od czasu gdy ECB rozpoczął skup aktywów bilans banku rozszerzył się o przeszło 55 proc. Euro traciło na wartości w oczekiwaniu na agresywne luzowanie. Od czasu gdy skupiono pierwszą obligację wspólna waluta nie osłabiła się. Wręcz odwrotnie: w ostatnich dniach była najmocniejsza od kilkunastu miesięcy (indeks ważony obrotami handlowymi, czyli tzw. kurs efektywny). Władze monetarne mają jednak asa w rękawie, a jest nim fakt, że obecnie właściwie nikt nie spodziewa się kolejnej odsłony luzowania. Generalnie, oczekujemy zmiany polityki komunikacji z rynkiem: banki centralne mniej explicite niż w ostatnich kwartałach będą komunikować swoje zamierzenia. Dziś poznamy nie tylko agregaty pieniężne i statystyki dotyczące dynamiki akcji kredytowej do sfery realnej, ale także wstępne dane inflacyjne z Niemiec i Hiszpanii, które dadzą wskazówkę czego oczekiwać przed danymi z całej strefy euro. EUR/USD pozostaje pod 1,12, ale ponad 55 – sesyjną średnią ruchomą, która przebiega ponad 1,1150. Z obecnych poziomów i po zawróceniu przez rentowność amerykańskich dziesięciolatek pod 1,60 proc. nie oczekujemy dalszych spadków kursu. Przed piątkowym raportem z rynku pracy dolar zagrożony jest korekcyjnym osłabieniem. Przeciwnie niż wystąpienia z Jackson Hole, seria publikacji niesie ze sobą asymetryczne ryzyko osłabienia USD. Warto także zwrócić uwagę na słowa Fischera, który w piątek wywołał umocnienie dolara. Jego wystąpienie publiczne zaplanowane jest na 12:30 polskiego czasu.

 

Bartosz Sawicki
Kierownik Departamentu Analiz
DM TMS Brokers

W pokłosiu piątkowych wystąpień publicznych w Jackson Hole dolar wyraźnie się umocnił. Wycena prawdopodobieństwa podwyżki już na wrześniowym posiedzeniu FOMC podniosła się do 42 proc. a rentowność amerykańskich dziesięciolatek w końcu wzrosła ponad 1,60 proc. Znów inwestorzy wyczekiwać będą piątku, tym razem ze względu na raport z rynku pracy za sierpień, który zdeterminuje termin drugiej w cyklu podwyżki.

Jednocześnie zmienia się układ sił na rynku. Przed Jackson Hole inwestorzy ograniczali pozycję dolarową czwarty tydzień z rzędu i do pułapów najniższych od półtora miesiąca. Przed piątkowymi danymi z rynku pracy, zagrożenia leżą po drugiej stronie. Słaby raport przekreśliłby szansę na szybką podwyżkę i skutkowałby dynamicznym osłabieniem amerykańskiej waluty. Należy przy tym postawić pytanie: co oznacza słaby raport? Yellen odnosiła się ostatnich dniach do trzymiesięcznej średniej zmiany zatrudnienia. Obecnie przybiera ona wartość 190 tys. etatów.

Pamiętać przy tym należy, że ostatni komplet danych był tak naprawdę najlepszy od prawie dwóch lat. Przemawia za tym połączenie silnego przyrostu liczby etatów, ich równomiernego rozłożenia pomiędzy gałęziami gospodarki, wysokiej dynamiki płac i przyrostu średniej liczby przepracowanych godzin w tygodniu.

Warto też odnotować, że wiosną nawoływanie do letniej podwyżki stóp płynęło przede wszystkim ze strony decydentów reprezentujących regionalne banki wchodzące w skład systemu Rezerwy Federalnej. Tymczasem w ostatnich kilkunastu dniach słowa o bliskości podwyżek padły z ust stojącej na czele Fed Janet Yellen oraz wiceprezesów (Dudley i Fischer). To o tyle istotna zmiana, że najbardziej prominentni przedstawiciel władz monetarnych częstokroć wyznaczają kierunek głosowania tym niezdecydowanym.

Poniedziałek to dzień wolny w Londynie i dlatego należy oczekiwać mniejszej zmienności. Mimo to warto zwrócić uwagę na rewizję PCE Core, czyli preferowanej przez Fed miary presji inflacyjnej. Dolar powinien pozostać mocny, ale pole do jego dalszej aprecjacji na dzisiejszej sesji jest bardzo ograniczone. Eurodolar powinien pozostać w przedziale 1,1150 – 1,1230.

 

Bartosz Sawicki
Kierownik Departamentu Analiz
DM TMS Brokers

Dzisiejsze dane (a jest ich całkiem sporo) można porównać do gazet leżących w poczekalni gabinetu stomatologicznego. Na siłę możemy koncentrować na nich uwagę, ale prawda jest taka, że istotne dopiero przed nami (Jackson Hole). Dlatego też wpływ publikacji pozostanie zapewne ograniczony a rynek w fazie wyczekiwania (co przekładać powinno się na niską zmienność).

Wczorajsza nerwowa końcówka handlu na Wall Street przekłada się na słabe nastroje na Starym Kontynencie. Nie pomaga słabość ropy utrzymująca się po podwójnym ciosie ze strony danych o zapasach (wczorajsze publikacje Departamentu Energii potwierdziły w znacznym stopniu raport API). Odbicie przed Jackson Hole i danymi o aktywnie liczbie wież wiertniczych (rosnąca aktywność wydobywcza podsyca obawy o silną nadpodaż) wydaje nam się mało prawdopodobne.

Indeks Ifo to kolejna ważna wskazówka informująca o wpływie brexitu na nastroje w biznesie. Oczekiwany jest minimalny wzrost składowych oddającej oczekiwania i bieżącą ocenę. Załamanie pierwszego z subindeksów może pogłębić słabość euro widoczną w ostatnich kilkudziesięciu godzinach, która swoje źródła ma na rynku EUR/GBP. W szerszym horyzoncie z crossów z euro najwięcej przestrzeni do spadków mają EUR/SEK, EUR/NZD i wspomniany EUR/GBP. EUR/PLN tkwi wokół 4,30 i spodziewamy się utrzymania takiego stanu rzeczy. Popyt na złotego powinien aktywizować się dopiero w okolicach 4,34-35.

Ostatnia, bardzo słaba seria danych z Polski przełożyła się na obniżenie wyceny przyszłej ścieżki stóp procentowych. Jeśli publikowany dziś protokół z lipcowego posiedzenia RPP wskazywać będzie na to, że już wcześniej, przed publikacjami, rosła gotowość do łagodzenia wśród części decydentów (ostatnio takie głosy napłynęły ze strony Jerzego Żyżyńskiego), to może być to woda na młyn dla pogłębienia spadków na rynku stopy. Wczorajsza wypowiedź Kamila Zubilewicza o możliwości obniżenia celu inflacyjnego nie ma szans na realizację, ponieważ cel inflacyjny został wpisany do reguły wydatkowej. Niższy cel to zatem mniejsza możliwość prowadzenia ekspansji fiskalnej – obóz rządzący będzie mocno oponować przed taką zmianą.
Z walut emerging markets największe zainteresowanie budzi południowoafrykański rand, który został dramatycznie przeceniony po informacjach, że prowadzane jest śledztwo przeciwko Ministrowi Finansów. Przypomnijmy, że w grudniu 2015 roku doszło to dwukrotnej zmiany na tym stanowisku w zaledwie kilka dni. Osłabienie waluty idzie w parze z odpływem kapitału z rynku długu. Jeśli dobre nastroje na globalnych rynkach zostaną podtrzymane, to inwestorzy powrócą do kupowania obligacji tego kraju, co da impuls do wymazywania zwyżki USD/ZAR i zejścia w kierunku 13,50.
W przypadku USA warto zwrócić uwagę na dane o zamówieniach na dobra trwałe, w tym szczegóły publikacji oddające zamówienia bez środków transportu i w kategoriach związanych z obronnością. Jak co tydzień poznamy porcję danych o liczbie nowo zarejestrowanych bezrobotnych.

 

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Gdyby porównać notowania do olimpijskich zmagań, to złoty w kategorii walut gospodarek wschodzących na krótkim, tygodniowym dystansie ledwo załapałby się do finału. Na średnim, miesięcznym dystansie polska waluta mogłaby liczyć na podium, mocniejszy był jedynie deklasujący pozostałe waluty rand. Złoty na rocznym dystansie roku znajduje się jednak wśród outsiderów – ciesząc się z ostatniego umocnienia nie możemy o tym zapominać.

EUR/PLN w tydzień wzrósł cztery grosze wymazując tym samym 23,6 proc. letnich zniżek. Korekta była jak najbardziej uzasadniona, ponieważ dynamika siły trendu spadkowego uległa załamaniu. Tak długo jak kurs nie zamknie dnia ponad 4,32 nie ma silnych powodów do obaw. Czy są powody do optymizmu? Również niezbyt – podtrzymujemy naszą prognozę 4,32 na koniec września. Złotemu mogłaby pomóc fala wzrostów na parkietach Europy Zachodniej, lecz skala potencjalnej aprecjacji nie przekracza kilku groszy. Znacznie większy potencjał drzemie natomiast w koronie szwedzkiej.

Warto pamiętać, że powołując się na rozbieżne ścieżki polityki monetarnej NBP i MNB znaczna część uczestników rynku budowała długą pozycję na regionalnym crossie PLN/HUF. Kurs z technicznego punktu widzenia nadal nie zanegował wybicia z obowiązującego kilka miesięcy przedziału wahań. Mimo to ostatnia, słaba seria danych z Polski może studzić nieco ich zapał. Niska dynamika produkcji przemysłowej to coś do czego będziemy musieli się przyzwyczaić – w końcówce roku nie będą sprzyjać efekty bazy. Ponadto złą wróżbą jest też PMI dla przemysłu, który znajduje się najniżej od około dwóch lat i jedynie minimalnie powyżej pułapu 50 pkt, który oddziela rozwój od regresu sektora.

Efekt ostatnich publikacji to rynek wyceniający ścieżkę stóp najniżej od tygodni. W świetle rynku FRA, w horyzoncie roku stopy powinny spaść o 26 pb, czyli jest już wyceniana pełna obniżka. W ostatnim tygodniu wycena obniżyła się o 3 pb. Z jednej strony niewiele, z drugiej strony od końca lipca o tyle kilka punktów bazowych podniosły się oczekiwania odnośnie do zmian kosztu pieniądza na Węgrzech. Innymi słowy: kanał stóp wbrew oczekiwaniom części inwestorów nie sprzyja umocnieniu złotego do forinta, jest wręcz odwrotnie.

 

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Eurodolar jest ponad 1,13 a USD/JPY walczy (na razie niezbyt skutecznie) o pozostanie ponad 100,00. Dolar w Azji osłabił się do pozostałych walut G-10. Taki stan rzeczy obrazowo potwierdza, że ostatnie jastrzębie komentarze Dudleya i Lockharta nie znajdują cienia odbicia w protokole z lipcowego posiedzenia FOMC.

Wprawdzie pierwsze nagłówki mówiące o silnym podziale w Komitecie dały prodolarowy impuls , ale był on tylko chwilowy. Im dalej w dokument, tym mniej pozytywnych dla amerykańskiej waluty treści. Rentowność amerykańskich dziesięciolatek spada pod 1,55 proc. a wycena prawdopodobieństwa podwyżki w we wrześniu to 22 proc., czyli 4 punkty procentowe mniej niż w dniu publikacji ostatniego raportu z rynku pracy.
Władze monetarne chciałyby podnieść stopy raz w tym roku. Słabe dane o PKB za II kwartał powstrzymują rynek przed budową oczekiwań na podwyżkę w sierpniu. Na miesiąc przed tym posiedzeniem wycena takiego kroku również jest zbyt niska by teraz ją podwyższać. Listopadowe posiedzenie to mało wygodny termin, ponieważ wypada tylko tydzień przed wyborami prezydenckimi. Zostaje grudzień. Szkopuł w tym, że ostatni rok z okładem dobitnie pokazał jak mało potrzeba by Fed odłożył podwyżki stóp procentowych. Druga podwyżka w cyklu w rok po rozpoczęciu zacieśniania jest w tej chwili wyceniona na niemal 50 proc. Nie ma zatem konieczności by rynek pieniężny mocniej wyceniał ją już teraz. W rezultacie dolar powinien pozostać słaby, zwłaszcza do walut ryzykownych i świata emerging markets. Późnym wieczorem, o 22:00, warto zwrócić uwagę na wystąpienie Williamsa, który może rozwinąć postawioną w tym tygodniu tezę o obniżeniu się neutralnej stopy procentowej. Jednak już od rana na rynek napływać będą istotne informacje – kalendarz makroekonomiczny jest pełny.

Warto zwrócić uwagę na dane o sprzedaży detalicznej z Wielkiej Brytanii, które odzwierciedlą zachowanie konsumentów już po referendum. Więcej informacji o pierwszych ocenach wpływu brexitu na gospodarkę strefy euro dostarczy też protokół z posiedzenia ECB. Po słabym NY Empire State warto pochylić się nad kolejnym ważnym regionalnym barometrze koniunktury, czyli Philly Fed.

Dane z Polski naszym zdaniem wypadną powyżej oczekiwań. W przypadku produkcji przemysłowej nasza prognoza 5,2 proc. r/r jest najwyższa w ankiecie Bloomberga (konsensus 0,9 proc. r/r), w przypadku sprzedaży detalicznej nasze szacunki (4,7 proc. r/r )również wypadają powyżej mediany prognoz, która ukształtowała się na pułapie 3,4 proc. r/r. Silniejszy pozytywny wpływ na złotego powinien mieć jednak dobry sentyment inwestycyjny. Nasz scenariusz bazowy zakłada, że europejski rynek akcji (odzwierciedlany przez indeks Stoxx 50) powinien wykonać próbę zanegowania trzech słabych sesji (i odpadnięcia od 200 – sesyjnej średniej ruchomej). Przed złotym nie widzimy jednak szans na nic więcej niż 2-3 groszowe umocnienie. Dużo większą przestrzeń do zniżek na fali tej samej tendencji ma natomiast EUR/SEK.

 

Bartosz Sawicki, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W sierpniu wśród trzydziestu głównych walut zdecydowanie najlepiej radzi sobie świat emerging markets – w dziesiątce najsilniejszych walut nie ma żadnego przedstawiciela G-10. Piątka z nich (GBP, CHF, CAD, NZD i EUR) zamyka zestawienie.

EUR/PLN plasuje się na 8. miejscu, w dużej mierze za sprawą wyparowania premii za ryzyko związanej z kwestią kredytów frankowych. EUR/PLN jest poniżej 4,27. Zamknięcie dnia poniżej tego pułapu pozwoli przedłużyć zniżki kursu o dalsze 2-3 grosze – nie widzimy większego potencjału do aprecjacji. Eurodolar pozostaje w dolnej części ubiegłotygodniowego przedziału wahań (1,1040 – 1,1240) i w dłuższym horyzoncie powinien wyjść z niego dołem. Potencjalne odbicia powinny być wygaszane przed 1,12.

Trzy tendencje mogą okazać się kluczowe dla rynków walutowych pod nieobecność ważnych danych i wystąpień publicznych. Pierwsza z nich to odbicie cen ropy. Kurs WTI wszedł w fazę wyraźnej korekty silnego odbicia z ostatnich kliku dni, ale nie zachwiała ona wzrostową strukturą. Trudno oczekiwać, żeby przy obecnej sytuacji popytowo – podażowej (czyli przy nadpodaży surowca i przy okresowym zmniejszeniu mocy przerobowych w rafineriach) możliwe było kontynuowanie wzrostów w notowanym od czwartku tempie (kurs baryłki WTI podskoczył w tym czasie z 39,20 do 43,20 USD). Korekta jest zatem jak najbardziej uzasadniona i tak długo jak kurs WTI utrzyma się ponad 42,20 USD nie będzie podstaw by oczekiwać powrotu do zniżek, który na rynku walutowym pod presją postawiłby blok surowcowy z CAD na czele. Na razie jednak nie ma podstaw by sprzedawać te waluty, a zwłaszcza kiwi podatnego na odbicie po jutrzejszym RBNZ.

Warto też zwrócić uwagę na amerykański rynek długu. Rentowność dziesięciolatek USA po silnym wzroście w piątek trzyma się blisko, ale pod 1,60 proc., czyli pod pułapem, którego nie jest w stanie sforsować od ponad miesiąca. Wyjście powyżej tej bariery i dopełnienie wzrostowej korekty byłoby pozytywne dla dolara, w obecnej sytuacji (hossa na Wall Street oraz silne surowce) przede wszystkim do euro i pozostałych walut defensywnych, czyli jena i franka szwajcarskiego.

W końcu: frankfurcki indeks blue chipów DAX jest bliski przełamania bardzo istotnego poziomu 10500, który stoi na drodze dalszym średnioterminowym zwyżkom indeksu, które szacować można na około 5 proc. Wydaje się, że trwałe przebicie tego pułapu dałoby pozytywny impuls także innym średnim giełdowym Starego Kontynentu. Na rynku walutowym beneficjentami stałyby się waluty CEE3, w tym złoty, który mógłby ustabilizować się na obecnych pułapach oraz korona szwedzka. EUR/SEK powyżej 9,50 jest trudny do uzasadnienia i biorąc pod uwagę nastawienie Riksbanku oraz fundamenty gospodarki powinien dążyć do 9,30. Dobre nastroje na parkietach Europy Zachodniej z pewnością przyspieszyłyby ten ruch.

Bardzo słaby jest funt, którego kurs zanurkował pod 1,30 po komentarzach ze strony władz monetarnych. McCafferty napisał dla The Times, że dalsze luzowanie będzie odbywać się pod wpływem nowych informacji z gospodarki i Bank Anglii śmiałym ruchem w ubiegłym tygodniu nie zakończył luzowania. Dziś tymi informacjami będą informacje o koniunkturze w przemyśle w czerwcu, czyli jeszcze przed referendum oraz szacunek dynamiki PKB publikowany przez NIESR, który dotyczyć będzie już lipca (16:00). W Stanach warto zwrócić uwagę na jednostkowe koszty pracy, czyli wskaźnik, który jest dobrym wiodącym odzwierciedleniem presji płacowej w gospodarce.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
TMS Brokers S.A.

W gronie G-10 najsłabszą walutą ostatniego tygodnia jest dolar nowozelandzki. NZD/USD spadł z do 0,70. Fala wyprzedaży została wywołana przez decyzję banku centralnego o publikacji nadzwyczajnego raportu o kondycji gospodarki. Zostało to zinterpretowane jako krok w kierunku obniżki stóp na sierpniowym posiedzeniu. I to krok bardzo zdecydowany.

Oczekiwania rynku tylko podsycone zostały przez poniedziałkowy, niski odczyt inflacji (0,4 proc. k/k przy konsensusie 0,5 proc. i prognozie RBNZ 0,6 proc.) oraz propozycję podwyższenia minimalnego wkładu własnego dla kredytów hipotecznych. Rynek nieruchomości na granicy przegrzania jest głównym czynnikiem przemawiającym za powstrzymywaniem się przez władze monetarne od cięcia kosztu pieniądza ze względu na obawy o stabilność systemu finansowego. Schłodzenie tej sfery gospodarki innymi, makroostrożnościowymi narzędziami otwiera drogę do luzowania monetarnego.

Taką konieczność wymusza nie tylko niska dynamika inflacji. Ceny nabiału na globalnych rynkach nie odbiły dotychczas na tyle mocno by poprawić newralgiczną sytuację branży mleczarskiej, której produkty stanowią około 20 proc. eksportu Nowej Zelandii. Kraj ten ma ponad jedną trzecią udział w ogólnoświatowym eksporcie nabiału. Dodatkowym problemem jest zbyt silna waluta – kurs efektywny dolara nowozelandzkiego (koszyk ważony obrotami handlu zagranicznego) jest w tym momencie pomimo mocnej przeceny 5 proc. powyżej prognozy banku centralnego na koniec kwartału. Teoria parytetu sił nabywczych i odchylenie realnego efektywnego kursu od jego długoterminowej średniej nie pozostawiają złudzeń – ze względu na utrzymywanie się bez porównania najwyższych realnych stóp procentowych w gronie gospodarek rozwiniętych, dolar nowozelandzki jest w trójce przewartościowanych walut.

Przez ostatni tydzień rynek stopy procentowej ostro dyskontował szanse na cięcie stopy OCR. Mierzone na podstawie stawek rynku pieniężnego prawdopodobieństwo wzrosło z 36 proc. do 82 proc. Jednak dolar nowozelandzki był mniej podatny na wzrost gołębich oczekiwań, gdyż po części był chroniony przez poprawę rynkowego sentymentu i globalny wzrost apetytu na ryzyko. Po silnym spadku NZD/USD wydaje się, że atrakcyjniejsze jest dyskontowanie wspomnianej tendencji poprzez siłę relatywną do dolara australijskiego, czyli wzrosty AUD/NZD. EUR/USD zbliżył się na kilkadziesiąt godzin przed posiedzeniem ECB do 1,10 a EUR/PLN naruszał wczoraj 4,37. W tym drugim przypadku nie widzimy pola do kontynuacji zniżek – spodziewamy się stabilizacji kursu wokół 4,40. Wczoraj, szczególnie na europejskich giełdach i rynkach towarowych doszło do schłodzenia apetytu na ryzyko, dziś powinna dominować aura wyczekiwania. Rozpoczęte wczoraj umocnienie dolara wydaje się być niezagrożone. W gronie walut surowcowych należy obok NZD zwrócić uwagę na USD/CAD. Wiele wskazuje, że lokalny dołek został osiągnięty, a sforsowanie oporu w okolicach 1,3050 będzie otwierać drogę do przedłużenia wzrostów.

 

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Początek tygodnia to wyraźny spadek apetytu na ryzykowne aktywa i waluty widoczny szczególnie w notowaniach walut Antypodów i surowców. NZD/USD w tydzień obniżył się ponad 4 proc. i spadł niemal do 0,70. W dużej mierze presja wynika ze zbliżającej się publikacji nadzwyczajnego raportu o kondycji gospodarki. Sama informacja o przygotowaniu dokumentu została odczytana jako krok przygotowujący rynek na sierpniową obniżkę stóp. Dziś dla NZD ważna będzie także aukcja mleka.

Wiele wskazuje, że USD/CAD ustanowił pod koniec ubiegłego tygodnia lokalny dołek i kurs będzie powracał ponad 1,30. Bardzo czuły na wahania sentymentu funt od rana jest pod presją gorszych nastrojów, GBP/USD powraca pod 1,32. Dane inflacyjne z Wielkiej Brytanii dotyczą czerwca, nie będą zatem nośnikiem istotnych z punktu widzenia polityki Banku Anglii informacji – jej perspektywy są jasno wyłożone przez decydentów. Z kolei Indeks ZEW to pierwsza istotna publikacja, która pokaże wpływ wyniku brytyjskiego referendum na nastroje na Starym Kontynencie. Spodziewane jest załamanie składowej oddającej oczekiwania, ale na kilkadziesiąt godzin przed czwartkowym posiedzeniem ECB nie powinien być to impuls do wyrwania EUR/USD z trwającego od kilku tygodni marazmu. Kurs cały czas krąży wokół 1,11 (obecnie jest przy 1,1070), ale spodziewamy się, że w średnim terminie eurodolar będzie zniżkował.

Na Wall Street trwa sezon wyników, które tradycyjnie wypadają lepiej niż (zaniżone) oczekiwania rynku. Wartą odnotowania tendencją jest mniej gwałtowne od prognoz pogorszenie rentowności banków. Dziś sprawozdanie finansowe przedstawi m.in. Goldman Sachs.
Ważnym punktem sesji może okazać się także wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie złożonej przez Słowenię przeciwko Komisji Europejskiej. Orzecznictwo z dużą dozą prawdopodobieństwa podważy legalność części zapisów obowiązującej od początku roku dyrektywy BRRD (Bank Recovery and Resolution Directive) regulującej zasady pomocy publicznej dla banków. To z kolei szerzej uchyli Matteo Renziemu drzwi do udzielenia pomocy włoskim bankom poprzez ich rekapitalizację z użyciem środków publicznych i dostarczy mocnych argumentów w negocjacjach z KE. Może się to jednak okazać czynnik niewystarczający by wydatnie wesprzeć nastroje.

Złoty wczoraj wykonał najsilniejszy ruch aprecjacyjny w tym miesiącu a dziś rano EUR/PLN naruszał nawet 4,37. Obecnie trwa korekta wypychająca kurs w kierunku 4,39. Spodziewamy się stabilizacji w kilkugroszowym zakresie wokół 4,40 i nie widzimy podstaw do wyraźnej kontynuacji tendencji zniżkowej. Dziś publikowana seria danych w świetle konsensusu powinna wykazać silne odbicie produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Prognozy TMS Brokers są jednak bardzo powściągliwe na tle rynkowych oczekiwań. Spodziewamy się przyśpieszenia dynamiki sprzedaży detalicznej z 2,2 do 3,2 proc. (mediana w ankiecie Bloomberga to 3,7 proc.) oraz wyhamowania dynamiki produkcji przemysłowej z 3,5 do zaledwie 2,6 proc. (konsensus zakłada wzrost do 6,0 proc.). W przestrzeni emerging markets wydarzeniem dnia jest decyzja tureckiego banku centralnego. Wcześniej właściwie przesądzone było śmiałe luzowanie polityki jednak na jego skalę wpłyną turbulencje po piątkowym nieudanym przewrocie. USD/TRY zanotował tylko chwilowe odreagowanie w poniedziałkowe przedpołudnie i rośnie w kierunku historycznych szczytów w okolicach 3,0. Obniżka o 50 pb wywołałaby dodatkową presję na lirę, a świadomy potężnych nierównowag bank centralny nie powinien do tego dopuścić.

 

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pomimo stabilizacji nastrojów po poreferendlanym załamaniu i odrabiania start przez globalne rynki akcji USD/JPY nie zdołał pokonać 103,00, GBP/USD nie wyszedł nad 1,45, EUR/USD nie zbliżył się do 1,12 a ceny ropy WTI zawróciły przy 50 USD. Warto jednak pamiętać, że silny wpływ na rynki mają przepływy kapitału typowe dla końcówki kwartału. Spodziewamy się kontynuacji spadków EUR/USD, odpływu kapitału od bezpiecznych przystani w kierunku bardziej ryzykownych rynków, na czym powinien skorzystać także złoty.

Należy jednak zastrzec, że rynkowe turbulencje nie są jeszcze całkowicie pieśnią przeszłości. Indeks VIX spadł już do poziomów przedreferendalnych, co oznaczać może, że odreagowanie straci impet. Inwestorzy czekać będą na dane z rynku pracy USA oraz start sezonu publikacji wyników firm z Wall Street, ale to dopiero za tydzień.

Dziś natomiast nadal napływać będą informacje związane z brexitem, poznamy m.in. nowe przywództwo Partii Konserwatywnej i zaplanowano wystąpienie publiczne Marka Carneya. Poza tym uwaga skupi się na danych inflacyjnych z Eurolandu i Polski. W Polsce zaczniemy wychodzić z głębokiej deflacji: dynamika CPI w świetle naszych prognoz i rynkowego konsensusu wyniesie -0,8 proc. r/r.

Najbliższe miesiące przyniosą zresztą znaczne odbicie inflacji konsumenckiej po obu stronach Atlantyku. Wskaźniki cenowe będą przede wszystkim windowane przez efekty bazy i wyższe ceny surowców energetycznych. W końcu w połowie ubiegłego roku ceny paliw rozpoczęły ostry spadek. Taką ocenę dziś potwierdzi wstępna publikacja inflacji z Eurolandu za czerwiec. Wzrost cen wykazały już wczoraj dane z Niemiec i poszczególnych landów. W rezultacie dynamika HICP w Eurolandzie na koniec roku powinna znaleźć się w okolicach 1 proc. r/r. Dla polityki ECB będzie mieć to marginalne znaczenie: słabość powinny nadal wykazywać wskaźniki bazowe a czujność władz monetarnych gwarantować będzie poreferendalny chaos, konieczność oceny wpływu brexitu na anemiczny wzrost, zaburzony mechanizm transmisji polityki monetarnej oraz potencjalny kryzys polityczny na Starym Kontynencie. Te wszystkie czynniki powodują, że euro powinno pozostać słabe i wrażliwe.

W przypadku Stanów Zjednoczonych nasilanie się tendencji inflacyjnych na poziomie cen konsumenckich należy wpisać w nieco inny kontekst. Bazowe wskaźniki cen są w USA na zdecydowanie wyższych poziomach i ścieżce zbieżnej z oczekiwaniami Fed. Publikowane wczoraj PCE Core przyjmuje roczną dynamikę 1,6 proc. Jeszcze wyższe wartości przybiera inflacja bazowa, którą windują dynamiczne rosnące czynsze i stawki najmu mające większy udział w koszyku. Taka sytuacja sprawia, że amerykańskie CPI pod koniec roku będzie zapewne zdecydowanie przekraczać 2 proc. (obecnie około 1 proc.). Może mieć to wyraźne reperkusje dla oczekiwań inflacyjnych i rynku stopy. Na razie Fed jest niewrażliwy na wzrost cen, w początku roku powątpiewał nawet w jego trwałość. Jednak kolejne dane o wydatkach (w tym chociażby publikowane wczoraj) wskazują, że konsumpcja jest silna i presja popytowa na ceny nie słabnie. Można zatem pokusić się o tezę, że globalny wzrost cen konsumenckich będzie mieć asymetryczny wpływ na politykę banków centralnych – ma znacznie większy potencjał, żeby wesprzeć dolara niż wspólną walutę.

 

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Porównując rynek walutowy do taktyki wojennej można postawić tezę, że dolar wykonał odwrót na „z góry upatrzone pozycje.” Jak to rozumieć?

Impet aprecjacji rozpoczętej po publikacji zapisu kwietniowego posiedzenia wyraźnie przygasł. Odbicie w notowaniach poszczególnych walut nie zmieniło jednak diametralnie sytuacji na rynku. Nawet najsilniejszy w tym tygodniu funt pomimo dynamicznego wyjścia ponad 1,47 (na fali odbicia na giełdach – GBP wykazuje mocne związki ze zmiennością oraz słabnięcia obaw o brexit) dynamicznie zawrócił przy 200 – sesyjnej średniej ruchomej. USD/JPY pomimo ubiegłotygodniowego fiaska wyjścia nad 110,50 nie cofnął się nawet do wsparcia 108,70 a obecnie jest przy 109,80. EUR/USD po zrealizowaniu antycypowanego przez nas zasięgu zniżek i naruszeniu marcowych minimów (1,1140) nie odbił trwale powyżej 1,12. Korekty AUD/USD i NZD/USD były tak słabe, że nawet nie zagroziły istotnym oporom. Czasami trzeba zrobić krok wstecz, by wykonać dwa kroki naprzód – ta maksyma zdaje się dobrze opisywać sytuację na rynku.

Jednocześnie oczekiwania na letnią podwyżkę stóp zostały scementowane na poziomie około 50 proc. przez liczne grono przedstawicieli Fed, którzy zadeklarowali gotowość do szybkich podwyżek. Chociażby wczoraj na taki krok zdecydował się dawno niesłyszany Jerome Powell z Rady Gubernatorów. By dopełnić obraz układu sił w Fed brakuje kilku puzzli (gołębie Brainard, Tarullo), ale przede wszystkim kluczowego elementu, czyli Janet Yellen. W dzisiejsze wystąpieniu publicznym na Uniwersytecie Harvarda (19:15)decydentka nie powinna znaleźć miejsca na wzmianki o bieżącej polityce monetarnej. Nie zmienia to faktu, że obok tego wydarzenia nie można przejść obojętnie. Dużo istotniejsze będzie wystąpienie Yellen zaplanowane na 6 czerwca. Dziś dużą wagę należy też przypisać do rewizji pierwszego odczytu PKB za I kwartał. Spodziewane jest podniesienie pierwszego szacunku z 0,5 do 0,9 proc. w ujęciu kwartalnym zannualizowanym.

Kolejne dni będą też ważne dla jena i niosą spore ryzyko jego umocnienia. Komunikat po szczycie G-7 nie powinien wskazać na większe przyzwolenie liderów gospodarek rozwiniętych na prowadzenie polityki sprzyjającej osłabianiu się japońskiej waluty. Szanse na skoordynowaną interwencję są naszym zdaniem marginalne. Spekuluje się też, że na przełomie maja i czerwca premier Abe ogłosi decyzję w sprawie podatku od konsumpcji – jego zwiększona stawka (z 8 do 10 proc.) miałaby obowiązywać od 2017 roku.

 

Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS Brokers S.A.

Eksperci

Letnia „hossa”

Za oknem piękna pogoda, sezon wakacyjny w pełni, a na giełdzie długo wyczekiwany wzrost. Z czysto se...

Ludwiczak: Majowe spowolnienie na rynku mieszkaniowym

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na ry...

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

AKTUALNOŚCI

Gospodarka rozpędzona na piątkę

W drugim kwartale br. PKB wzrósł o 5,1 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. W p...

Obrót energią możliwy tylko przez giełdę – rząd ustabilizuje ceny?

Ministerstwo Energii chce, żeby już we wrześniu zostały uchwalone zmiany, które podniosą obligo gieł...

Rosyjskie embargo nie działa – mamy alternatywne rynki zbytu. Eksport żywności rośnie

Bilans handlowy Polski po wprowadzeniu rosyjskiego embarga systematycznie się poprawia. Struktura ek...

Polskie startupy z szansą na udział w pierwszym programie grantowym dla państw Grupy Wyszehradzki

Do 24 sierpnia polskie startupy mają szansę aplikować do programu V4 Startup Force - pierwszego proj...

Niską inflację czas pożegnać

Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen ...