czwartek, Grudzień 19, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "e-sklepy"

e-sklepy

Kiedy wrócić do pracy po urodzeniu dziecka? A może nie wracać i pójść na swoje? Dane Shopera pokazują, że sklep internetowy to łatwy sposób dla start w biznesie, a do jego założenia wystarczą środki z programu 500+. Historie mam-właścicielek dowodzą, że plan z firmą na macierzyńskim może świetnie wypalić.

Co trzecia polska firma zarządzana jest przez kobiety, wynika z raportu Fundacji Przedsiębiorczości Kobiet. Co ciekawe bardzo podobnie wygląda sytuacja w USA. Organizacja NAWBO szacuje, że firmy kierowane przez kobiety stanowią 39 proc. przedsiębiorstw w tym kraju. Odpowiadają jednak za jedynie 8 proc. miejsc pracy w amerykańskich firmach i zaledwie 4,2 proc. ich dochodów. Oznaczałoby to, że “kobiece” firmy to w znacznej mierze mikrobiznesy działające na niedużą skalę.

E-biznes opcją dla elastycznych

Dane Shopera zebrane od kilkuset właścicieli sklepów działających na tej platformie na potrzeby raportu “Multiwyzwania” wskazują, że właśnie sklep internetowy może być dobrym sposobem na start z własnym biznesem. Prawie połowa sprzedawców (49 proc.) deklarowała, że prowadzi sklep samodzielnie, a wśród osób działających krócej niż 3 lata ten wskaźnik sięgał 67 proc. Ponad dwie trzecie respondentów zadeklarowało, że sklep jest dla nich dodatkowym źródłem dochodu.
– Wiele sklepów korzystających z oprogramowania Shoper bardzo rozwinęło się, stając się prężnie działającymi firmami . Jednak, przez pierwszych kilka lat większość z nich nie ma osobnego biura czy magazynu. Sprzedawcy nie zatrudniają pracowników, sami angażują się w działalność handlową “po godzinach”. Dlatego start z nowym e-sklepem wydaje się dobrym zadaniem dla młodych mam niepracujących zawodowoUruchomienie sprzedaży w sieci jest prostsze niż otwarcie tradycyjnego sklepu. Nie wymaga inwestycji w lokal i spędzania kilku godzin dziennie za ladą. Na miesięczny abonament, nawet w opcji Shoper Premium, wystarczyłyby środki z programu 500+ – opowiada Oliwia Tomalik, Marketing Manager w Shoper.

Sklepy wyrosłe z doświadczeń rodziców

Branża dziecięca to szybko rosnący wycinek polskiego e-commerce. Liczba transakcji w działających w tym sektorze sklepach na platformie Shoper w pierwszym półroczu 2019 r. wzrosła o 32 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem, a ich łączne dochody o 36 proc.
Nierzadko samo macierzyństwo staje się dla młodych mam inspiracją, by uruchomienia sklepu właśnie w sektorze parentingowym. Tak było w przypadku sklepów Noski Noski i Spoko Stara.
– Noski Noski to rodzinny biznes, który stworzyłam wraz z życiowym partnerem. Nasze rodzicielstwo stało się impulsem do zmiany ścieżki życiowej i zawodowej – otworzenia sklepu z zabawkami. Wielką inspiracją dla powstania sklepu był nasz syn Edek i nasze rodzicielskie decyzje zakupowe. Chcieliśmy stworzyć miejsce, które wspiera innych rodziców w tej życiowej przygodzie. Handel wydał nam się ciekawy, bo nigdy przedtem tego nie robiliśmy. W 2019 r. sprzedaż w sieci wydaje mi się najdoskonalszą formą handlu. Zarówno dla kupujących, jak i sprzedających jest wygodna, ekonomiczna i ekologiczna. Dzisiaj mamy bardzo często intensywnie korzystają z internetu. Mogą czerpać z niego wiedzę i wsparcie. Mogą też w sklepie takim jak nasz znaleźć produkty idealnie dostosowane do potrzeb swojego dziecka – opisuje swoją drogę zawodową Marta Nendza współwłaścicielka sklepu Noski Noski.

– Bycie mamą zainspirowało mnie, żeby założyć profile o tematyce parentingowej Spoko Stara na Instagramie i Facebooku. Z nich wziął się pomysł na założenie sklepu. Stwierdziłam, że bycie nowoczesną mamą, która ma wiele do powiedzenia na temat macierzyństwa to droga, którą chcę podążać. Otworzyłam sklep dla wyluzowanych i szczęśliwych kobiet, które nosząc moje rzeczy mogą manifestować światu, co sądzą na poszczególne tematy. Jest to mój samodzielny projekt, który realizuję w połączeniu z wychowywaniem dziecka. Najczęściej pracuję w czasie jego drzemki lub w nocy, dlatego uważam, że taka praca jest cięższa, niż standardowy etat w firmie, który znałam od lat – ocenia Agnieszka Lili Antoniak właścicielka sklepu Spoko Stara.

Przeczytaj także:

Mama ma pomysł

Handel w sieci ze względu na swój ogólnokrajowy lub nawet globalny zasięg sprzyja niszowym biznesom, które nie miałyby szans osiągnąć odpowiedniej skali jako tradycyjne sklepy. Z kolei wejście w świat rodzicielski ze świeżym spojrzeniem pomaga mamom odkryć niezagospodarowane nisze na rynku.
– Sklep stworzyliśmy z mężem, gdy nasza najstarsza córka miała niespełna dwa latka, a na świecie pojawiły się nasze kolejne dzieci – bliźniaczki. Sami zaczęliśmy się zagłębiać w ten temat pieluch wielorazowych i okazało się, że jest to niszowy produkt o dużym potencjale – opowiada Katarzyna Malorny, współwłaścicielka sklepu Chmurka Biała – Sprzedaż w internecie daje nieograniczone możliwości dostępu do klientów z całej Polski. Współczesne mamy przygotowując się na narodziny dziecka czy napotykając pierwsze problemy rodzicielskie, korzystają głównie z internetu. Pierwotnie sklep miał być dla mnie dodatkowym zajęciem. Prowadzenie go online wydawało się łatwą formą pracy dla mamy, która zostaje w domu z dziećmi. Nie ma sztywnych godzin pracy, nie trzeba nigdzie wychodzić. Okazało się, że warto inwestować w ten biznes więcej swojego czasu, szukać nowych dróg komunikacji z klientem, czy usprawniać witrynę sklepu. W te aspekty bardzo zaangażował się mój mąż – wyjaśnia właścicielka Chmurki Białej.

Moim głównym produktem są autorskie poncza i kurtki samochodowe, które pozwalają bezpiecznie przewozić dzieci w foteliku samochodowym jesienią i zimą. Z potrzeby posiadania takiego produktu i braku takiego rozwiązania na rynku zaczęłam je szyć sama – opowiada o powstaniu sklepu Patulove jego właścicielka, Patrycja Syska-Janas – Bycie mamą zdeterminowało wybór formuły biznesu, jaką jest sklep internetowy. Możliwość wykonania swojej pracy popołudniu czy wieczorem, w przypadku, kiedy dzieci mnie potrzebują „tu i teraz” jest bezcenna. Bycie mamą otworzyło mi też oczy na wiele aspektów, również tych biznesowych – zauważa autorka marki Patulove.

Wśród ponad 13 tys. sklepów internetowych działających na oprogramowaniu Shoper najpopularniejszymi kategoriami są Dom i Ogród, Ubrania, oraz Zdrowie i Uroda. Czwarte miejsce zajmują sklepy sprzedające akcesoria dla dzieci – udział tej branży stanowi obecnie 9 proc. sklepów na tej platformie.

Źródło: Shoper

Co drugi polski internauta robi zakupy w sieci, postrzegając je jako nieskomplikowane, wygodne, a także tańsze i zajmujące mniej czasu, niż kupowanie w sklepach tradycyjnych – wynika z najnowszego raportu ‘E-commerce w Polsce 2018. Gemius dla e-Commerce Polska’[1]. Polacy robią zakupy nie tylko na rodzimych stronach internetowych – z każdym rokiem znacząco rośnie segment handlu transgranicznego.

W zagranicznych sklepach internetowych kupuje już 23% badanych, podczas gdy dwa lata temu było to zaledwie 10%. Polacy najchętniej poza granicami kraju kupują odzież, dodatki i akcesoria (52%), kosmetyki i perfumy (32%), a także książki, płyty, filmy i inne multimedia (28%). – Do tego wyniku na pewno przyczyniła się dynamicznie rosnąca popularność chińskiego giganta e-commerce – Aliexpress. Azjatycką platformę sprzedażową spontanicznie rozpoznaje 30% e-konsumentów, którzy zrobili zakupy za granicą w ciągu ostatnich 6 miesięcy – mówi Joanna Pieńkowska-Olczak, Country Manager PayU w Polsce.

Rosnąca popularność e-handlu transgranicznego jest związana także z rosnącym bezpieczeństwem i wygodą opłacania międzynarodowych transakcji. Polscy e-konsumenci, płacąc za swoje towary zamówione w kraju i za granicą, najchętniej wybierają tzw. pay by linki, czyli szybkie e-przelewy. Aż 65% z nich wskazuje PayU, jako serwis, z którego korzystają najczęściej. Dzięki najnowszym rozwiązaniom technologicznym i finansowym, Polacy mogą nie tylko wygodnie, i w złotówkach, płacić za produkty kupowane na zagranicznych serwisach, ale także oferować swoje produkty klientom z całego świata. Aby odpowiedzieć na potrzeby sprzedawców rozwijających ofertę dla zagranicznych kupujących, PayU zbudowało  globalną platformę PayU Hub. Dzięki łatwej integracji z jednym API, można uruchomić w sklepie szereg lokalnych metod płatności pochodzących z najszybciej rozwijających się rynków e-commerce na świecie oraz usługi finansowe, takie jak raty czy odroczenie płatności.

Handel transgraniczny jest motorem wzrostu gospodarki cyfrowej na świecie. Przewiduje się, że do 2020 roku branża e-commerce będzie warta ok. 3 biliony dolarów, a aż jedna trzecia tego będzie transgraniczna. W samej Europie Środkowo-Wschodniej wartość handlu transgranicznego online wzrośnie do 45 miliardów dolarów. Oznacza to również szansę dla polskiego e-handlu w konkurowaniu o międzynarodowych klientów, zwłaszcza, że polskie sklepy internetowe mają bardzo dobrą ofertę produktową i z powodzeniem mogłyby odważniej ją prezentować na zagranicznych rynkach.

[1] https://bit.ly/2Kvrjl6

Źródło: PayU


Dziś już coraz rzadziej się mówi, że sklepy tradycyjne są zagrożone przez e-commerce. Coraz popularniejsza jest za to idea, tzw. connected stores, łączących zalety sklepu tradycyjnego z możliwościami jakie daje handel w kanałach cyfrowych. Raport „Retail 360 / Connected Stores. Transforming store fleet through technology”, przygotowany przez Deloitte Digital przekonuje, że detaliści muszą odpowiednio planować oraz funkcjonować we wszystkich kanałach, niezależnie od tego, czy ostateczna sprzedaż odbywa się w sklepie czy w Internecie. Aż 56 centów z jednego dolara wydanego w sklepie stacjonarnym to efekt kontaktu klienta z kanałami cyfrowymi, a kilka lat temu było to 36 centów.

Co oznacza pojęcie „connected stores”, czyli „połączonych sklepów”? – Jest to synergia wyjątkowych cech kanałów on-line i handlu tradycyjnego. Dziś sprzedawcy e-commerce, dzięki możliwościom jakie daje technologia, wiedzą o swoich klientach znacznie więcej niż sprzedawcy tradycyjni. I to będzie się zmienić – mówi Olgierd Cygan, Lider Deloitte Digital w Polsce i Europie Środkowej. – Sprzedawcy stacjonarni powinni zrozumieć, że lojalności klientów nie zdobywa się dzięki promocjom czy obniżkom, a relacja z konsumentami budowana jest w oparciu o wartość marki – dodaje.

Zacieranie granic

Eksperci Deloitte wskazują, że dziś różnice pomiędzy sprzedawcami a producentami z punktu widzenia konsumentów są coraz mniej zauważalne. – Wchodząc na stronę internetową producenta obuwia czy kosmetyków klient oczekuje, że w tym samym miejscu będzie mógł nie tylko obejrzeć towar, ale również go kupić. Coraz więcej firm rozumie ten mechanizm i wykorzystuje możliwości, które on daje – mówi Olgierd Cygan.

Aż 90 proc. sprzedaży detalicznej na świecie nadal odbywa się w sklepach tradycyjnych. Jednak aby sprostać konkurencji ze strony przyjaznych w obsłudze sklepów online, które mogą zaoferować ogromny asortyment, zasadniczą rolę odgrywa doświadczenie klienta i zaangażowanie marki.

Sprzedawcy tradycyjni powinni uświadomić sobie, że kontakt klienta z marką nie zaczyna ani nie kończy się na wejściu i wyjściu ze sklepu. Raport Deloitte wylicza etapy „podróży” klienta. Jest to uświadomienie sobie potrzeby posiadania jakiegoś produktu lub usługi, poszukiwanie informacji o sprzedawcy, spełnienie celu, czyli zakup, uczucie satysfakcji oraz podzielenie się wrażeniami z innymi.

Aż 56 centów z jednego dolara wydanego w sklepie stacjonarnym to efekt kontaktu klienta z kanałami cyfrowymi. Kilka lat temu było to 36 centów. Ci którzy kupują w różnych kanałach wydają ponad dwa razy więcej, niż ci, którzy robią zakupy jedynie w sklepach tradycyjnych. – Oznacza to, że detaliści muszą odpowiednio i całościowo planować i funkcjonować we wszystkich kanałach, niezależnie od tego, czy ostateczna sprzedaż odbywa się w sklepie czy w internecie – mówi Olgierd Cygan.

Różne modele działalności

Eksperci Deloitte uważają, że w przyszłości największy sukces osiągną sklepy, które będzie można określić mianem „placu zabaw dla zmysłów”. Będą one potrafiły zaspokoić wszystkie potrzeby klientów. Na przeciwległym biegunie znajdzie się sprzedawca, któremu będzie zależało jedynie na zawarciu transakcji, nie zważając na potrzeby konsumentów.

Jedną z koncepcji, która będzie miała coraz większe znaczenie w handlu jest wykorzystywanie sklepów jako centrów dystrybucyjnych. W ten sposób ogranicza się koszty, a także czas dostarczenia towaru zamówionego przez konsumenta. Takie rozwiązanie zastosowała ostatnio firma eobuwie.pl, która we Wrocławiu otworzyła innowacyjny sklep, w którym klienci wybierają buty za pomocą tabletów, a sprzedawcy dostarczają im w ciągu trzech minut od złożenia zamówienia.

Kluczowa technologia

Funkcjonowanie nowoczesnego sklepu nie jest i nie będzie możliwe bez technologii. Według raportu Deloitte szczególnie cztery z nich będą miały duże znaczenie dla handlu: biometria, sztuczna inteligencja, internet rzeczy oraz computer vision (komputerowe rozpoznawanie obrazu). Dzięki tej ostatniej technologii za pośrednictwem obrazów i filmów wideo sprzedawcy zyskają informacje w czasie rzeczywistym na temat potrzeb i zachowań klientów. – Tradycyjna sprzedaż detaliczna nie była branżą, która w jakimś znaczącym stopniu była uzależniona od technologii. To się jednak zmieniło. Sprzedawcy muszą zrozumieć, że technologia będzie odgrywała coraz większą rolę nie tylko w ich relacjach z klientami, ale zarządzaniu całą firmą – mówi Olgierd Cygan.

Czy to oznacza również, że w bliżej nieokreślonej perspektywie sprzedawców zastąpią roboty? Zdaniem ekspertów Deloitte tak się nie stanie. Ludzie nadal chcą mieć kontakt z ludźmi, a technologie mają ich tylko wspomagać i wpływać na efektywność kosztową.

Black Friday to jedno z ważniejszych wydarzeń w kalendarzu e-commerce, do którego marki przygotowują się odpowiednio wcześnie. Poza samym zbudowaniem specjalnej oferty na ten wyprzedażowy weekend, warto także zadbać o jej promocję i dotarcie do klienta.

To wydarzenie sprzedażowe wywodzące się ze Stanów Zjednoczonych, przypada na kolejny dzień po Święcie Dziękczynienia. W tym roku jest to 24 listopada. Dzień ten rozpoczyna sezon przedświątecznych zakupów.

– Black Friday i Cyber Monday to wydarzenia komercyjne, które od lat cieszą się coraz większą popularnością wśród polskich klientów. Wzrosty sprzedaży są zdecydowanie widoczne, a wydawcy chętnie inwestują w kampanie niestandardowe, zapewniające krzykliwą komunikację promocji – komentuje Rafał Kostka, Head of Performance Marketing Born2Be.pl. Przygotowania do Black Friday powinny zacząć się na wiele tygodni przed samym eventem. Analiza historyczna konkurencji powinna poprzedzać dobór oferty, tym samym umożliwiając wykreowanie największej wartości dodanej dla klienta. W przypadku e-commerce, warto zbadać kilka schematów promocji, kierowanych do poszczególnych segmentów klientów – dodaje.

Optymalne będą działania w ramach sieci afiliacyjnej, a tym samym zbudowanie dotarcia do klientów na bazie współpracy z kilkudziesięcioma, a nawet kilkoma setkami wydawców. Pozwoli to zwiększyć zasięg akcji, a tym samym zyski sprzedażowe.

– Marketing afiliacyjny umożliwi optymalne połączenie planów reklamodawców i oczekiwań klientów. Co warto również podkreślić, poza korzyściami w postaci zasięgu oraz wygodnej formy współpracy z szeroką listą wydawców internetowych, afiliacja pozwoli także na wyjście z ofertą do klientów na innych rynkach niż lokalne, umożliwiając firmie zorganizowanie Black Friday na skalę międzynarodową – wymienia Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

Warto zatem odpowiednio zaplanować działania, gdyż wszystko wskazuje, że tegoroczny Black Friday przyniesie kolejne wzrosty zainteresowania klientów.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Aż o jedną trzecią wzrosło w ciągu roku zadłużenie sprzedawców internetowych działających na polskim rynku – wynika z najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA i programu Rzetelna Firma. Wynosi ono obecnie ponad 231,1 mln zł. Tymczasem nadchodzi okres wzmożonych zakupów przedświątecznych, na których będą chcieli skorzystać i ci rzetelni, i nierzetelni sprzedawcy.

Wg raportu „E-commerce w Polsce 2017. Gemius dla e-Commerce Polska” z zakupów w sieci korzysta już co drugi internauta. O popularności tej formy zakupów decyduje przede wszystkim szybkość i wygoda. Bez wychodzenia z domu możemy kupić dziś niemal wszystko. Aby wybrać to, czego szukamy, jesteśmy gotowi przeglądać wiele witryn, jednak z braku czasu ograniczamy się do pobieżnego sprawdzenia rzetelności sklepów. Zwłaszcza wtedy, gdy działamy w gorączce świątecznych zakupów.

– Niestety wiara w to, że w tym okresie każdy sprzedawca jest dobroduszny, jak święty Mikołaj może nas to słono kosztować. I nie chodzi tylko o szkody finansowe. W przypadku nieotrzymania towaru stracimy pieniądze i nerwy, a jeśli miał to być prezent, rozczarujemy bliskich. Dlatego tak ważne jest sprawdzenie wiarygodności biznesowej sklepów zanim zdecydujemy się na wirtualne zakupy – mówi Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Wirtualny towar za realne pieniądze

Wg danych Krajowego Rejestru Długów i programu Rzetelna Firma w październiku ub.r. zadłużenie sklepów internetowych w Polsce wynosiło 172 mln zł. W ciągu roku wzrosło ono do ponad 231,1 mln zł. W rejestrze dłużników figurują już 3 362 podmioty z tej branży. Są to zarówno samodzielne e-sklepy, jak i firmy prowadzące sprzedaż w serwisie Allegro. Rok wcześniej było ich tam wpisanych 3 069. Obecnie mają one łącznie 22 531 różnorodnych niezapłaconych zobowiązań wobec kontrahentów. Z płatnościami zalegają głównie  sprzedający towary w serwisie Allegro. Są oni winni wierzycielom już ponad 190  mln zł wobec 142 mln zł rok wcześniej. W KRD wpisanych jest 2 729  podmiotów handlujących za pośrednictwem tej platformy. Z problemem wypłacalności borykają się także sklepy prowadzące sprzedaż przez własne witryny. Są one winne wierzycielom 40,5 mln zł.

To informacje szczególnie istotne przed zbliżającym się okresem gwiazdkowych zakupów. Dla klientów – bo powinni zwracać większą uwagę na uczciwość i standardy obsługi w wirtualnych sklepach. Dla sklepów internetowych – bo warto, aby zadbały o swoją wiarygodność w oczach konsumentów i kontrahentów.

– Jeśli sklep jest zadłużony u dostawców towarów, możemy nie doczekać się zamówionego prezentu, a zawodu, jaki sprawimy w święta dzieciom, nie da się zrekompensować w żaden sposób.  Pamiętajmy, że na rynku funkcjonują „Dobre Zasady e-commerce”, określające kryteria wiarygodności sklepów internetowych. M.in. powinny one udostępniać swoje pełne dane, a nie jedynie e-mail, umożliwiać kontakt nie tylko poprzez formularz online, ale także telefoniczny oraz wskazywać procedurę zwrotów i reklamacji. Dodatkowo należy sprawdzić, czy sprzedawca nie figuruje w Krajowym Rejestrze Długów oraz czy posiada na swojej stronie Certyfikat Rzetelności. Wystarczy w niego kliknąć i otrzymamy aktualną informację w tym zakresie. Informacja o braku długów daje bowiem klientom i partnerom biznesowym sygnał, że transakcja w danym sklepie nie stwarza ryzyka jego niewypłacalności – stwierdza Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Najgorzej na Mazowszu i Górnym Śląsku

Wg najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA i programu Rzetelna Firma rekordzistami pod względem wartości długów są e-sklepy z województwa mazowieckiego, które nie zapłaciły partnerom ponad 43 mln zł, a także z województwa śląskiego, zalegające z zapłatą prawie 41 mln zł. Tuż za nimi plasują się wirtualne sklepy z Małopolski (32,5 mln zł) oraz województwa pomorskiego (prawie 23 mln zł).

Głównym wierzycielem internetowych sprzedawców jest branża finansowa. Bankom, firmom leasingowym i pożyczkowym, faktorom i ubezpieczycielom są oni winni ponad 44 mln zł. Na 21 mln zł opiewają niezapłacone rachunki za telefon, z kolei prawie 19 mln zł to dług wobec funduszy sekurytyzacyjnych i firm windykacyjnych, które odkupiły je od wierzycieli pochodzących głównie z… sektora finansowego i telekomunikacji. To oznacza, że nie byli oni w stanie samodzielnie odzyskać tych należności. Mniejsze kwoty e-sklepy są winne firmom budowlanym (14,96 mln zł), kurierom (7,9 mln zł), zarządcom nieruchomości (5,6 mln zł), czy poligrafii (3,11 mln zł). Blisko połowa długu (112 mln zł) internetowych sprzedawców, to zobowiązania wobec firm dostarczającym im towary, jak odzież, obuwie, elektronika, sprzęty AGD i RTV, chemia budowlana czy kosmetyki.

Zgodnie z branżowymi szacunkami wartość rodzimego rynku e-commerce jest oceniana na 36-40 mld zł ze zdecydowaną tendencją wzrostową w perspektywie kolejnych kilku lat. Jak podaje Bisnode, obecnie na naszym rynku działa ok. 20 000 sklepów internetowych, z których ponad 80 proc. kończy działalność po 2-3 latach.  Wg cytowanego wyżej raportu Gemius, w 2017 r. Polacy najczęściej kupują w sieci odzież, dodatki, akcesoria, a także książki, płyty i filmy.

Trzecia edycja badania „Długi e-handlu w Polsce” została przeprowadzona przez Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej SA i program Rzetelna Firma 2 października 2017 r. Poprzednie odbyły się w 2016 i 2015 r.

 

Źródło: Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej SA

Prawdziwe walentynkowe szaleństwo zakupowe, jak większość trendów, przybyło ze Stanów Zjednoczonych. Według tamtejszej Narodowej Federacji Handlu, Amerykanie w ubiegłym roku wydali blisko 20 mld $ na upominki związane ze świętem zakochanych. Na rodzimym rynku wydatki choć nie tak duże, z roku na rok rosną, a e-sklepy coraz chętniej przygotowują się na tę okazję. Dlatego RTB House, działająca globalnie, polska spółka specjalizująca się w innowacyjnej technologii retargetingowej, przeanalizowała setki kampanii na ponad 40 rynkach i wybrała 3 sposoby na zwiększenie efektywności prowadzonych w tym czasie działań.

#1 Celuj dokładnie niczym Kupidyn

Badania pokazują, że na kilka dni przed Walentynkami, sklepy internetowe cieszą się większym zainteresowaniem niż zwykle. Niestety wielu użytkowników przegląda oferty, ale nie decyduje się na zakup.

W okresie wzmożonej sprzedaży szczególnie dobre efekty przynoszą działania ukierunkowane na indywidualnych użytkowników. Wyświetlane banery z wcześniej oglądanymi produktami przypominają o potrzebie zakupu, co w okresie walentynkowym ma wyjątkowe znaczenie.

Właściwie zaplanowana, specjalna kampania reklamowa musi uwzględniać nie tylko nowych użytkowników, lecz także tych, którzy już jakiś czas wcześniej przeglądali ofertę sklepu. W przeciwieństwie do noworocznych wyprzedaży czy przedświątecznej gorączki zakupowej, Walentynki są krótką i skierowaną do konkretnej grupy docelowej okazją, by zaprezentować ofertę sklepu. Dlatego tym bardziej warto przyjrzeć się twardym danym i przygotować komunikację marketingową z wykorzystaniem odpowiednich narzędzi retargetingowych. Kampania retargetingowa pozwala na zoptymalizowanie prowadzonych działań i ustawienie wyższych stawek dla tych użytkowników, którzy wykazują się większym potencjałem zakupowym.

#2 Sprzyjaj poszukującym prezentu idealnego

Dla wielu Walentynki to długo wyczekiwane święto. Dlatego też poszukiwania prezentu są zwykle zakrojone na szerszą skalę, niż wyjście do kwiaciarni czy wizyta u jubilera. E-sprzedawcy mogą na tym skorzystać przygotowując specjalne oferty, promocje czy opcję darmowej dostawy.

W dniach poprzedzających święto zakochanych warto umieścić na banerach reklamowych informację o zbliżającym się wielkimi krokami momencie, przygotować specjalny tematyczny layout kreacji czy pokazać ile czasu pozostało do Walentynek. Tych zapobiegliwych, jak i tych lekko zdesperowanych może przekonać np. darmowa wysyłka czy gwarancja terminu dostawy, dlatego warto pamiętać o dodaniu również takiej informacji.

#3 Pamiętaj o tych, którzy zapominają

Szczęśliwi czasu nie liczą, dlatego walentynkowe zakupy są często robione w ostatniej chwili. W takiej sytuacji wygrywają oczywiście sklepy stacjonarne, ale odpowiednio przygotowana kampania reklamowa online może dodatkowo wesprzeć sprzedaż offline.

Baner z informacją „Walentynki tuż tuż – nie zapomnij wpaść do nas po prezent” to być może za mało by przykuć uwagę, ale już podanie adresu sklepu najbliższego aktualnej lokalizacji danego użytkownika czy wyświetlenie walentynkowych promocji, które tam na niego czekają, może okazać się zarówno efektywne dla sklepu, jak i zbawienne dla zapominalskich.

 

Źródło: RTB House

Już za chwilę wpadniemy w szał świątecznych zakupów.  Dla wielu sklepów to prawdziwe żniwa, w tym okresie notują one rekordowe obroty w skali roku.  Konkurencja o serca i portfele klientów jest jednak bardzo duża, a zdaniem firmy doradczej Deloitte główną areną tej walki jest Internet. Największy wpływ na taki stan rzeczy ma rewolucja technologiczna związana z coraz większą liczbą urządzeń mobilnych i nawyków klientów, którzy coraz częściej dokonują zakupów online. SMS-y są narzędziem po które sięgają firmy, aby dotrzeć bezpośrednio do klientów ze specjalnymi, świątecznymi ofertami.   Firma Infobip specjalizująca się w komunikacji mobilnej przewiduje, że w grudniu firmy roześlą do swoich klientów co najmniej 40% więcej wiadomości SMS w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku.

W sklepach już pojawił się świąteczny wystrój, a to oznacza, że przygotowania do corocznego świątecznego szaleństwa zakupowego idą pełną parą. Gra toczy się o poważną stawkę, bo w tym właśnie okresie sklepy notują rekordowe zyski. Przykładowo, branża jubilerska w samym tylko grudniu osiąga nawet 30% rocznego obrotu. Jednak według badania Barometr Provident, Polacy w tym roku zamierzają wydać na Święta Bożego Narodzenia średnio 720 zł i jest to kwota o 100 zł niższa, niż ta deklarowana rok temu. Eksperci przewidują więc, że więcej pieniędzy niż w zeszłych latach, polscy konsumenci wydadzą w Internecie.

Badanie przeprowadzone przez TNS Polska na zlecenie serwisu zakupowego Ceneo.pl pokazuje, że 90% kupujących w Internecie ceni sobie przede wszystkim możliwość większego wyboru produktów a niemal 80% docenia możliwość zapoznania się z opiniami innych internautów. Ankietowani wskazują także na takie ważne aspekty, jak niższe ceny niż w sklepach stacjonarnych (32%), możliwość zakupów bez wychodzenia z domu (29%) oraz możliwość porównania cen i ofert różnych sklepów (18%). Nie bez znaczenia jest fakt, że w sieci omija nas to wszystko, co w tradycyjnych zakupach najbardziej doskwiera – tłumy, kolejki, nagabujący sprzedawcy, czy też bezskuteczne poszukiwania od sklepu do sklepu. W kanale online konsumenci poszukają przede wszystkim prezentów. Najczęściej spodziewanym przez kobiety prezentami są książki, odzież, kosmetyki i biżuteria. Mężczyźni pod choinką chcieliby znaleźć elektronikę, odzież, alkohol lub kosmetyki.

W sieci jednak konkurencja jest bardzo duża. Według „Barometr e-commerce 2016”, przygotowanym przez Sociomantic Labs, rynek handlu internetowego w Polsce miał wzrosnąć w tym roku o 15 proc. i osiągnąć wartość 35,8 mld złotych, a w 2020 roku ma być wart więcej niż 63 mld zł. Z kolei liczba sklepów internetowych w Polsce w tym roku miała wzrosnąć o 7 proc. i przekroczyć poziom 23,5 tysiąca. Do 2020 roku w sieci powinno być ponad 30 tysięcy  polskich e-sklepów, a warto pamiętać, że o portfele klientów na tym rynku rywalizują również zagraniczni gracze. Na tak wymagającym rynku najwięcej wygrają innowacyjne firmy, które będą potrafiły dotrzeć do klientów i zainteresować ich swoją ofertą.

„Po zwiększonym ruchu SMS-ów na naszej platformie, zwłaszcza w okresach świąt, widzimy, że Polacy coraz częściej dokonują zakupów w sieci. Grudniowe szaleństwo zakupowe to dobry moment, aby dostarczyć bezpośrednio na wyświetlacze smartfonów specjalne oferty m.in. w postaci kodów rabatowych. Poza tym, SMS-ami można wciągnąć klientów do zabawy – zorganizować quiz z niespodziankami, przeprowadzić akcję budującą wizerunek sklepu i wspierającą sprzedaż. Odpowiednio zredagowany i wysłany we właściwym momencie SMS może być decydującym impulsem przesądzającym o dokonaniu zakupu. Dla klientów natomiast oferta specjalna otrzymana za pośrednictwem krótkiej wiadomości tekstowej może pomóc w znalezieniu idealnego prezentu w niższej cenie. Szacujemy, że ruch SMS-ów na naszej platformie w grudniu wzrośnie o 40% w stosunku ostatniego miesiąca do ubiegłego roku.” – powiedział Marcin Papiński, Dyrektor ds. Rozwoju w firmie Infobip.

Rewolucja technologiczna sprawiła, że korzystanie z urządzeń mobilnych stało się znakiem czasów współczesnego Polaka. Dostęp do smartfonów ma obecnie już 80 % z nas, a ponad połowa do tabletu. Gdy dodamy do tego wyniki ostatniego raportu UKE, który mówi, że operatorzy w swoich bazach mają zarejestrowanych łącznie 56,6 mln aktywnych kart SIM, nie może dziwić, że wykorzystywanie komunikacji SMS w okresie świątecznym jest coraz popularniejsze. Z krótkich wiadomości tekstowych w tym czasie chętnie korzystają m.in. sklepy stacjonarne i internetowe oraz firmy z branży finansowej, które za pośrednictwem krótkich wiadomości tekstowych udzielają świątecznych pożyczek. Komunikacja SMS wykorzystywana jest w systemach zakupowych i bankowości mobilnej.

Walka o klienta w przedświątecznym okresie powoduje, że marketingowcy coraz częściej sięgają także po powiadomienia PUSH, które dostarczane są bezpośrednio do użytkowników wybranych aplikacji mobilnych. Powiadomienia wykorzystują mechanizm geolokalizacji, co oznacza,  że mogą docierać wyłącznie do klientów, którzy pojawią się w określonym miejscu np. w galerii handlowej.

 

 

Infobip

W Polsce trwa dyskusja na temat wprowadzenia ograniczeń dla handlu w niedzielę dla sklepów stacjonarnych. Giulio Montemagno, Senior Vice President International w RetailMeNot, największego na świecie centrum zakupów online, komentuje możliwe skutki tego rodzaju regulacji z punktu widzenia rozwoju handlu w sieci. Liczby pokazują, że niedziela to już teraz dzień największych obrotów sklepów online.

„Kwestia handlu w niedzielę jest niezaprzeczalnie tematem, który polaryzuje opinię publiczną. Interesujące jest, że Polska rozważa wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę, podczas gdy w wielu innych krajach europejskich można zaobserwować tendencję odwrotną, dążenie do wprowadzenia większych możliwości dla handlu w ten dzień. 

W Europie funkcjonują przy tym różne modele. Na przykład w Wielkiej Brytanii nie ma żadnych ograniczeń dla małego biznesu, natomiast sklepy wielkopowierzchniowe mogą być otwarte tylko przez sześć kolejnych godzin między godz. 10.00 a 18.00. Z kolei w Niemczech handel w niedzielę jest bardzo ograniczony i dopuszczalny tylko w określoną liczbę dni w roku.

Inne podejście mają Francja i Włochy. W tych krajach dopuszczalne jest otwarcie sklepów w regionach turystycznych, jednak tylko pod warunkiem, że personel dobrowolnie zgodzi się tego dnia przyjść do pracy. Niemniej jednak, niektóre sektory, jak na przykład sklepy z asortymentem budowlanym, pytają o możliwość złagodzenia obecnych regulacji prawnych. Argumentują to tym, że taka zmiana wywołałaby pozytywny impuls dla biznesu”. 

 „Wiele wskazuje na to, że ograniczenie handlu w niedzielę dla sklepów stacjonarnych w Polsce zdecydowanie zwiększy obroty handlu w sieci. Sklepy online są przecież dostępne przez 7 dni w tygodniu, przez 24 godziny, także w dni wolne i świąteczne. Klienci mają dzięki temu możliwość zrobienia zakupów w dowolnym, wybranym przez siebie czasie. Z kolei handlowcy mogą sprzedawać swoje towary również w niedzielę, nie musząc być przy tym osobiście obecni w sklepie”.

 „Co więcej, niedziela to już tradycyjnie dzień największych obrotów w handlu online. Jednoznacznie pokazują to liczby. W Niemczech w serwisie RetailMeNot.de w niedzielę notujemy 20% zamówień w skali tygodnia, o 6-8 punktów procentowych więcej niż w każdy z pozostałych dni. E-commerce w Polsce również ma ogromny potencjał: w sumie online kupuje aż 54.5% Polaków. To procent wyższy niż nawet w Niemczech. Tak wynika z międzynarodowego badania przeprowadzonego na nasze zlecenie.* W tej chwili Polska zajmuje czwarte miejsce w Europie pod względem liczby kupujących w sieci. Polacy bardzo lubią zakupy online. Według prognoz, w tym roku zostawią w kasach sklepów online w sumie już ponad 6 miliardów euro, czyli o 18% więcej niż przed rokiem – przeciętny polski internauta wyda w ten sposób średnio 273 euro. Zamknięcie sklepów stacjonarnych w niedzielę jeszcze wzmocni ten trend i będzie istotnym impulsem dla szybszego rozwoju handlu online na polskim rynku”. 

 

*Międzynarodowe badanie e-commerce zostało przeprowadzone w styczniu 2016 roku przez RetailMeNot we współpracy z Centre for Retail Research w 10 krajach (Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy, Kanada, Holandia, Polska, Szwecja, Hiszpania i USA).

 

 

RetailMeNot.pl

Od kilkunastu lat obserwujemy dynamiczny rozwój handlu elektronicznego na świecie, szczególnie w Polsce i krajach należących do Unii Europejskiej. Wraz ze wzrostem konkurencyjności, zaostrza się także walka o klienta internetowego, który zwraca szczególną uwagę na kwestie bezpieczeństwa, łatwość zakupu oraz uproszczone procedury transakcji. Jak sprostać rosnącym wymaganiom konsumentów?

Polacy pokochali e-zakupy

Według ekspertów Ecommerce Europe, Polska jest najszybciej rosnącym rynkiem w Unii Europejskiej, jednak nadal jest to rynek dojrzewający. Penetracja technologii internetowych wśród Polaków utrzymuje się na średnim poziomie ok. 75%, a z dostępu do internetu korzysta 70% osób. Sytuacja ma się jednak zmienić. Dzięki dotacjom unijnym z Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa, do 2020 roku większość Polaków powinna być zaznajomiona z siecią, a także aktywnie z niej korzystać.

Raport Gemius dla e-Commerce Polska wykazał, że osoby kupujące w sieci to najczęściej młode kobiety o średnim wykształceniu, mieszkanki dużych miast deklarujące średni status materialny. Zdecydowanym liderem rynku e-commerce w Polsce jest Allegro, z którego korzystanie deklaruje 76% badanych. Kolejne marki wymieniane przez respondentów to: OLX, Zalando, eBay oraz Ceneo.

Jakie są oczekiwania klientów wobec zakupów w sieci?

  • Jasna, przejrzysta i intuicyjna strona internetowa, dostosowana do urządzeń mobilnych,
  • Łatwe i przejrzyste procedury transakcyjne,
  • Bezpieczeństwo zakupów,
  • Obsługa klienta na najwyższym poziomie,
  • Chat lub infolinia obsługiwana przez osoby znające swój asortyment.

To podstawowe warunki, jakie powinien spełnić każdy e-sklep. W dobie rosnącej konkurencji to jednak za mało.

Szybko, wygodnie i na czas

Jeszcze do niedawna zakupami mobilnymi interesowali się nieliczni fani nowych technologii. Dziś niewielu z nas dziwi fakt robienia zakupów przez telefon czy tablet. Chcemy kupować szybciej, wygodniej, w dowolnym miejscu i czasie. To samo dotyczy płatności – jedynie niewielki odsetek ludzi kupujących w sieci decyduje się na płatność gotówką (podczas odbioru osobistego lub za pobraniem). 3 na 4 konsumentów korzysta z szybkich przelewów internetowych.

Pamiętajmy jednak, że transakcje internetowe są w pewnym stopniu anonimowe, co powoduje, że czasami kupujący nie czują się do końca pewnie obawiając się o bezpieczeństwo swoich danych osobowych oraz bankowych. Dlatego na każdym etapie transakcji ważne jest to, by dać klientowi poczucie, że zawiera transakcję z profesjonalistą, a cały proces – począwszy od płatności do odbioru towaru – przebiegnie bezproblemowo i bezpiecznie.

Na co e-sklepy powinny zwrócić szczególną uwagę?

  • Kompleksowa informacja o statusie zamówienia – klient wie, co w danym momencie dzieje się z jego zakupem, ma poczucie kontroli nad całym procesem. Tym samym powinien otrzymać powiadomienie e-mail lub SMS-owe, np. na temat zaksięgowania płatności, startu realizacji wysyłki, wysłania przesyłki i spodziewanego terminu jej dostarczenia.
  • Jasny i przejrzysty regulamin e-sklepu, a tu w szczególności zapisy związane z ewentualnymi zwrotami czy reklamacją. Klient nabiera większego zaufania do sprzedającego, czuje się bezpiecznie.
  • Tabela kosztów i czasu dostawy, dostępna w widocznym miejscu z poziomu strony głównej e-sklepu. Klient wie, jakie opłaty – oprócz ceny samego towaru – poniesie, a na podstawie wskazanego czasu kompletacji paczki i jej dostarczenia (zgodnie z wybraną formą dostawy), może podjąć decyzję, czy dokona zakupu w danym e-sklepie.
  • Możliwość stałego kontaktu z obsługą e-sklepu przez kupującego – infolinia, chat online, kontakt za pośrednictwem maila czy social media (co jest niemalże obowiązkową praktyką w przypadku największych graczy z branży), jak i dostarczanie klientowi kompleksowych informacji o statusie jego zamówienia ze strony e-sklepu. Sprawne odpowiadanie na pytania klienta oraz inicjowanie informacji na temat tego, co w danej chwili dzieje się z jego zamówieniem to dowód na to, że jego sprawa to dla sklepu priorytet. Kupujący może spać spokojnie w oczekiwaniu na przesyłkę.

Dopasowanie do potrzeb

E-sklepy powinny pamiętać także o tym, że kontakt z kupującym nie powinien sie ograniczać tylko do tego na etapie transakcji. Tym bardziej, że pozyskanie nowego klienta kosztuje firmę przeciętnie trzy razy więcej niż utrzymanie relacji z już pozyskanym. Warto zatroszczyć się więc o to, aby klient co jakiś czas otrzymywał powiadomienie o aktualnej ofercie, promocjach (szczególnie tych „skrojonych na miarę”), konkursach lub wyprzedażach, a tym samym mógł powrócić na kolejne zakupy. Najczęściej wykorzystuje się w tym celu newslettery, mailing, kontakt telefoniczny oraz SMS – najbardziej „osobistą” formę kontaktu z klientem.

Wiadomości tekstowe są krótkie, zwięzłe, szybko docierają do odbiorcy i łatwo je odebrać. Pamiętajmy, że nie każdy ma stały dostęp do internetu w swoim smartfonie, natomiast każdy z nas ma możliwość odebrania smsa. Badania wskazują, że aż 96% Polaków smsuje!

Z raportu „Komunikacja SMS w Polsce”, przeprowadzanego  co roku przez SerwerSMS.pl, wynika, że prawie 90% odbiorców wiadomości tekstowych deklaruje chęć skorzystania z przesłanej im oferty. Należy dodać, że tak dużą skuteczność dają dedykowane smsy, tzn. dopasowane konkretnie do danej grupy odbiorców lub do poszczególnych osób. Konsumenci chcą otrzymywać informacje o rabatach czy promocjach przygotowanych specjalnie dla nich. Stąd też potrzeba odpowiedniego stargetowania kampanii oraz przygotowanie wartościowego contentu dla osób, do których chce się dotrzeć.

Ręka na pulsie

E-sklepy, które chcą być konkurencyjne muszą dbać również o to, by nie „wypaść z obiegu” – a nic bardziej nie odstrasza potencjalnych i stałych klientów, jak niedziałająca strona sklepu, awarie systemu lub usterki uniemożliwiające dokonanie zakupu, weryfikację statusu realizacji przesyłki oraz kontakt ze sklepem. Brak kontroli nad poprawnym działaniem strony i serwera to prawdziwy strzał w kolano. Klient nie będzie czekał aż usterka zniknie, tylko skorzysta z oferty konkurencji.

W tym kontekście warto pamiętać, że:

  • monitorowanie kondycji serwera oraz stabilności oprogramowania to podstawa.
  • w okresie wzmożonego ruchu w sklepie, spowodowanego np. trwającą akcją marketingową bądź okresem przedświątecznym, należy ze zdwojoną siłą dbać o przepustowość strony,
  • wszelkich awariach i szacowanym czasie ich usunięcia wypada informować klientów na bieżąco – za pośrednictwem social media czy newslettera.

Brak informacji o niedostępności lub nieprawidłowej pracy stron internetowych to problem zarówno administratorów, jak i właścicieli serwisów. W tej sytuacji pomocny jest monitoring www wsparty powiadomieniami w formie SMS, który pozwala na natychmiastową reakcję. Sklepy internetowe mogą korzystać z takiej formy powiadomień dzięki integracji platformy serwerSMS.pl z Ping.pl, czyli systemem automatycznego monitoringu stron internetowych, który co 1 minutę sprawdza (z trzech niezależnych serwerów w Polsce), czy strony działają poprawnie. Po wykryciu ewentualnej awarii, w pierwszej kolejności dowiaduje się o niej właściciel i administratorzy witryny.

Pamiętaj – każda minuta usterki na Twojej stronie to stracony klient oraz pieniądze.

 

Aż 71 proc. europejskich konsumentów uważa rozwiązanie problemów z zagranicznym e-sklepem za trudniejsze niż w przypadku sporów z krajowym podmiotem. A trudności przy realizacji e-zakupów za granicą napotyka już co piąty konsument w UE. Czy i jak zmieni e-zakupy nowa unijna platforma ODR do rozstrzygania sporów konsumenckich, która zacznie funkcjonować już 15 lutego 2016 roku?

Konsumenci stają się coraz bardziej otwarci na realizację zakupów internetowych poza granicami swojego kraju, tzw. handel transgraniczny. Niestety zdarza się, że kupiony towar okazuje się wadliwy, a zgłoszona do sprzedawcy reklamacja została odrzucona. Nietrudno w takich sytuacjach o spór pomiędzy konsumentem a przedsiębiorcą. Od 9 stycznia 2016 r. wszystkie kraje członkowskie UE obowiązuje rozporządzenie w sprawie internetowego systemu rozstrzygania sporów konsumenckich. Internetowa platforma ODR (Online Dispute Resolution), umożliwiająca oraz ułatwiająca rozstrzygania sporów w tzw. handlu transgranicznym, zacznie jednak funkcjonować dopiero od 15 lutego 2016 roku. Pozasądowy, internetowy system rozstrzygania sporów (ODR) umożliwiły obowiązujące przepisy regulujące Alternative Dispute Resolution (ADR), czyli alternatywne systemy pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich.

Czym właściwie jest ODR i kto może z niej skorzystać?

 ODR jest internetową platformą rozstrzygania sporów, dotyczących zobowiązań umownych, wynikających z internetowych umów sprzedaży lub umów o świadczenie usług zawieranych między konsumentami mieszkającymi w UE a przedsiębiorcami mającymi siedzibę w Unii. ODR umożliwi konsumentom i sprzedawcom zgłaszanie sporów podmiotom oferującym usługi ADR online. Platforma pozwoli zgromadzić wszystkie krajowe podmioty oferujące usługi ADR w jednym punkcie dostępu. ODR ma stanowić interaktywną i przyjazną użytkownikom stronę internetową dostępną bezpłatnie we wszystkich językach urzędowych UE. E-sprzedawcy będą zamieszczać link do niej na swoich stronach internetowych i informować o niej konsumentów. – Platforma ODR będzie udostępniać elektroniczny formularz skargi, który w przypadku sporów musi wypełnić strona skarżąca tj. konsument lub przedsiębiorca – mówi Olga Szewczyk, ekspert z Rzetelnyregulamin.pl. – ODR poinformuje strony, przeciwko którym wniesiono skargę, a także wskaże właściwy podmiot ADR, któremu zostanie ona przekazana. Co więcej, platforma nieodpłatnie udostępni elektroniczne narzędzia rozpatrywania spraw, które umożliwiają stronom i podmiotowi ADR prowadzenie postępowań w zakresie internetowego rozstrzygania sporu za pośrednictwem platformy – dodaje ekspert Rzetelnyregulamin.pl. Na stronie internetowej konsumenci i sprzedawcy znajdą także przewodnik poświęcony temu, jak składać skargi za pośrednictwem platformy oraz dane kontaktowe dotyczące punktów kontaktowych ds. ODR wyznaczonych przez państwa członkowskie – mogą być to Sieci Europejskich Centrów Konsumenckich i organizacje konsumenckie.

 Na czym polega rozpatrywanie sporu i jak można złożyć skargę?

W celu złożenia skargi na platformie ODR strona skarżąca (którą może być zarówno konsument jak i przedsiębiorca) wypełni elektroniczny formularz skargi. Formularz jest przyjazny dla użytkownika i łatwo dostępny na platformie ODR. – Informacje, które przedkłada strona skarżąca muszą być wystarczające do ustalenia właściwego podmiotu ADR – wyjaśnia Olga Szewczyk z Rzetelnyregulamin.pl. – Skargę złożoną za pośrednictwem platformy rozpatruje się w momencie, gdy wszystkie wymagane pola formularza skargi są wypełnione. Należy pamiętać, że jeśli formularz nie zostanie wypełniony w całości, stronę skarżącą informuje się, że dalsze rozpatrywanie skargi nie jest możliwe, o ile brakujące informacje nie zostaną dostarczone – dodaje ekspert. Po otrzymaniu w całości wypełnionego formularza skargi, platforma ODR niezwłocznie przekaże stronie informacje o wniesieniu przeciwko niej skargi. Strony będą musiały uzgodnić podmiot ADR, aby skarga mogła zostać przekazana. W przypadku braku porozumienia między stronami lub niewskazania właściwego podmiotu ADR, skarga nie będzie dalej rozpatrywana. Jeżeli strona, przeciwko której wniesiono skargę jest przedsiębiorcą, będzie mieć obowiązek w ciągu 10 dni kalendarzowych określić, czy jest zobowiązana do korzystania z konkretnego podmiotu ADR w celu rozstrzygania sporów z konsumentami, a jeśli nie, to czy jest skłonna skorzystać z jednego lub kilku podmiotów ADR.

Następnie platforma ODR automatycznie i niezwłocznie przekaże skargę podmiotowi ADR, z którego skorzystają strony, zgodnie z ich uzgodnieniem. Podmiot ADR, który zgodzi się rozpatrywać spór, również poinformuje strony o swoich przepisach proceduralnych oraz, w stosownych przypadkach, o kosztach danego postępowania w zakresie rozstrzygania sporu. Rozpatrywanie skargi przez ADR nie wymaga fizycznej obecności stron lub ich przedstawicieli, o ile przepisy proceduralne przewidują taką możliwość i strony wyrażą na to zgodę. ADR niezwłoczne przekaże platformie ODR informacje dotyczące wyników postępowania ADR.

Obowiązki informacyjne przedsiębiorcy względem konsumenta

Przedsiębiorca zobowiązany jest do informowania konsumentów na swoich stronach internetowych o platformie ODR (udostępnić link do platformy) oraz podmiocie lub podmiotach ADR, które są właściwe dla tego przedsiębiorcy (adres strony internetowej podmiotu). – Informacje te powinny zostać umieszczone w widocznym miejscu i zawierać łatwy do zrozumienia komunikat – mówi Olga Szewczyk z Rzetelnyregulamin.pl. – Rozporządzenie nie wskazuje na konkretne miejsce na stronie, w którym powinny być umieszczone takie informacje. Można je będzie zatem znaleźć np. w treści ogólnych warunków umów sprzedaży czy regulaminach określających świadczenie usług między przedsiębiorcą a konsumentem – dodaje ekspert. Ponadto, jeżeli oferta składana jest za pośrednictwem wiadomości elektronicznej, przedsiębiorca zobowiązany jest do przekazywania linku do platformy ODR w e-mailu.

Nowe przepisy umożliwią  konsumentom i sprzedawcom rozwiązywanie sporów zarówno na poziomie lokalnym, jak i unijnym, za pośrednictwem podmiotów zajmujących się pozasądowym rozstrzyganiem sporów. Umożliwi to rozstrzyganie sporów w prosty, szybki i niekosztowny sposób, na drodze pozasądowej. Poza tym konsumenci i sprzedawcy będą mogli skorzystać z platformy ODR do rozstrzygania sporów online i złożyć skargę w dowolnym języku urzędowym UE. Pomoże to w rozwiązywaniu sporów transgranicznych, w przypadku których strony mieszkają w innych państwach członkowskich i mówią różnymi językami.

 

Rzetelnyregulamin.pl

Czy można zwrócić towar kupiony od użytkownika na Allegro? W jakim stanie powinien być oddawany przedmiot? Kiedy e-sprzedawca nie musi zwrócić kupującemu pełnych kosztów? Jakiego nieudanego zakupu nie przyjmie z powrotem sklep internetowy?

Kuszeni przedświątecznymi okazjami Polacy kupują w sieci bez opamiętania, dokonując czasem nietrafionych zakupów. Według prawa możemy je zwrócić, jednak są sytuacje kiedy pojawiają się z tym problemy. Co powinniśmy zrobić, aby skutecznie odzyskać wydane pieniądze?

Kiedy można zwrócić nieudany prezent od Mikołaja?

Zgodnie z przepisami ustawy o prawach konsumenta, konsumentom przysługuje prawo do odstąpienia od umowy zawartej na odległość w terminie do 14 dni. – W myśl tego zapisu internauci mogą zwrócić towar kupiony zarówno przez internet, przez telefon czy też w ramach sprzedaży wysyłkowej – wymienia Rafał Stępniewski z Rzetelnyregulamin.pl. – W przypadku zakupu dokonanego za pośrednictwem platformy Allegro możemy zwrócić produkt kupiony zarówno za pomocą Kup teraz czy w licytacji, jednak sprzedawcą musi być firma, a nie osoba fizyczna, która nie prowadzi działalności gospodarczej – dodaje ekspert. Należy pamiętać, że istnieją produkty, których zwrócić nie można nawet gdy zostały kupione on-line. Wśród wyjątków znajdują się m.in. produkty wykonane na indywidualne zamówienie np. sukienka szyta na miarę czy meble według autorskiego projektu, produkty ulegające szybkiemu zepsuciu lub mające krótki termin przydatności np. artykuły spożywcze, rozpakowane płyty z muzyką, filmami, programami komputerowymi. W przypadku treści cyfrowych, które nie są zapisane na nośniku materialnym, tj. pobrane z Internetu programy komputerowe, gry, muzyka, filmy, ebooki, konsument nie może odstąpić od umowy, jeżeli spełnienie wybranego przez kupującego świadczenia rozpocznie się za jego wyraźną zgodą przed upływem terminu do odstąpienia od umowy i po poinformowaniu przez sprzedawcę o utracie tego prawa.

W jaki sposób zwrócić towar?

Aby zwrócić zakup należy wysłać e-sklepowi oświadczenie o odstąpieniu od umowy (listownie lub mailem). Do zachowania terminu wystarczy wysłanie oświadczenia przed jego upływem. W przypadku nabycia kilku rzeczy, które zostały dostarczone osobno (partiami lub w częściach), czas na odstąpienie liczy się od dostarczenia ostatniej rzeczy (partii, części). W momencie zawarcia umowy na regularne dostarczanie towarów przez jakiś czas np. prenumeraty, termin na odstąpienie zaczyna się od momentu otrzymania pierwszej rzeczy. Sam zwrot towaru musi nastąpić niezwłocznie, nie później niż w terminie 14 dni od złożenia oświadczenia – liczy się data nadania. Warto wiedzieć, że jeśli sprzedawca nie poinformował kupującego o przysługującym mu prawie do odstąpienia od umowy, to czas na zwrot wydłuża się aż do 12 miesięcy od otrzymania towaru. W momencie, gdy e-sklep naprawi swój błąd informacyjny, konsument ma od tego czasu 14 dni. Sprzedawca nie może wymagać dowodu zakupu w konkretnej formie (paragon, faktura, rachunek). Czynność tę można udowodnić na różne sposoby, np. powołując się na potwierdzenie płatności lub maila z potwierdzeniem transakcji.

Ile pieniędzy musi oddać sprzedawca i kiedy?

Sprzedawca zobowiązany jest do zwrotu równowartości ceny towaru oraz kosztów doręczenia zamówionych towarów z e-sklepu do klienta. W przypadku kosztów doręczenia odpowiada tylko do wysokości odpowiadającej najtańszej opcji dostawy jaka była możliwa podczas składania zamówienia w zakresie wybranego towaru. Jeśli konsument wybierze kuriera jako formę dostawcy i zapłaci za nią 25 zł, to w ramach zwrotu może otrzymać jedynie 8 zł, czyli tyle ile kosztuje najtańsza dostawa przez Pocztę Polską, jeżeli opcja ta była dostępna w trakcie składania zamówienia. Natomiast koszty odesłania zwracanego towaru do e-sklepu np. opakowania i nadania ponosi klient. Jeszcze inaczej wygląda sytuacja, w której to kupujący samodzielnie i z własnej inicjatywy wybiera środek transportu, np. dzwoni do kuriera i zleca mu odbiór przesyłki od sprzedającego. W takim przypadku przedsiębiorca po odstąpieniu konsumenta od umowy nie musi zwracać kosztów doręczenia zamówionych towarów.  – W sytuacji, gdy dostawa towaru do konsumenta jest „gratis”, czyli została wliczona w cenę towaru lub przedsiębiorca sam bierze na siebie jej koszty, to sprzedający musi zwrócić całą kwotę, jaką klient zapłacił za towar – mówi Rafał Stępniewski z Rzetelnyregulamin.pl. – Przedsiębiorca nie może spieniężyć „gratisu” i obciążyć konsumenta kosztami wcześniejszej dostawy, która była darmowa – dodaje ekspert. Sprzedawca powinien zwrócić pieniądze niezwłocznie, nie później niż w ciągu 14 dni od otrzymania oświadczenia o odstąpieniu. Może się jednak wstrzymać ze zwrotem płatności do chwili otrzymania rzeczy z powrotem lub dostarczenia przez e-klienta dowodu jej odesłania.

W jakim stanie powinien być zwracany towar?

Kupując w sklepie internetowym, konsument ma pełne prawo obejrzeć i wypróbować daną rzecz tak jak mógłby to zrobić w normalnym, stacjonarnym sklepie. Może zatem przymierzyć odzież lub buty, zdjąć opakowanie, ale tylko gdy jest to konieczne do przetestowania rzeczy i jeżeli produkt udostępniono w sklepie stacjonarnym bez opakowania do obejrzenia. Kupując toster, można go wyjąć z opakowania, obejrzeć, zbadać jakie ma funkcje, sprawdzić czy się włącza, ale nie można już zrobić nim tostów. Przy zakupie butów można je przymierzyć, przejść się po pokoju, ale nie można iść w nich na spacer.

A co jeśli towar jest zniszczony?

W niektórych wypadkach dozwolone testowanie może doprowadzić nawet do całkowitego zniszczenia towaru. Nie oznacza to jednak, że konsument otrzyma pełną zapłatę za zwrócony towar. – Zgodnie z art. 34 ust. 4 ustawy konsument ponosi odpowiedzialność za zmniejszenie wartości rzeczy będące wynikiem korzystania z niej w sposób wykraczający poza konieczny do stwierdzenia charakteru, cech i funkcjonowania rzeczy – wyjaśnia ekspert z Rzetelnyregulamin.pl. Prawo klienta do odstąpienia od umowy zakupu nie zależy od stanu, w jakim towar wrócił do sklepu. Można odesłać rzecz nawet całkowicie zniszczoną, np. porysowany monitor komputera. W takim przypadku, w pierwszej kolejności strony umowy powinny spróbować porozumieć się co do procentowego określenia zużycia przedmiotu.  Jeżeli jednak nie dojdą do konsensus, kwestię tę będzie musiał rozstrzygnąć sąd.

Warto dobrze znać swoje prawa, aby w razie chęci zwrotu towaru np. nieudanego prezentu, móc zwrócić go do e-sklepu. Miejmy też na uwadze „szał świątecznych zakupów”, warto przemyśleć zakup jakiego dokonujemy przez internet.

źródło: Rzetelnyregulamin.pl

Black Friday to symboliczny dzień. Dla branży e-commerce to sygnał, że zaczynają się sprzedażowe żniwa. Zakupowe szaleństwo potrwa przynajmniej do końca stycznia. Okres wokół świąteczny to dla e-sklepów złoty czas. Towary zalegające w magazynach sprzedają się jak świeże bułeczki, a ruch na witrynach internetowych w grudniu i w styczniu jest średnio o trzy razy większy niż w pozostałych miesiącach. Jednak nie jest tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać. Polskie e-sklepy nie wykorzystują w pełni potencjału tego zakupowego szaleństwa w Internecie.

Wpadnę na trzy sekundy

Ofensywa e-sklepów jest już widoczna w naszych przeglądarkach. Internautów zewsząd kuszą bannery reklamowe z „wielkimi obniżkami” i „czyszczeniem magazynów”. Na maile przychodzą tony kuponów rabatowych, a darmowa dostawa ma ostatecznie przekonać klienta, że powinien kupić produkt właśnie teraz. Nacisk na cenę jest wyraźny: z raportu autorstwa Shoper wynika, że 66 proc. sklepów internetowych zdecydowało, że to właśnie promocje będą ich głównym wabikiem na klientów. Jednak wbrew pozorom nie dla wszystkich internautów to właśnie cena stanowi najważniejszy wyznacznik. Czym jeszcze kieruje się współczesny e-klient?

Według badań przeprowadzonych przez Vouchercloud po załadowaniu strony e-sklepu niemal co drugi internauta (57 proc.) opuści ją średnio po trzech sekundach, rzucając tylko kątem oka na ofertę. 80 proc z tych uciekinierów nie wróci już na stronę. Landing page wielu e-sklepów wywołuje u niektórych e-konsumentów nerwowe ruchy myszką w poszukiwaniu iksa, który pozwoli skrócić tę mękę dla oczu. I to jeszcze zanim pojawi się jakakolwiek cena. Skutkiem tego masowego exodusu jest inny smutny wskaźnik: 9 na 10 nowych firm zaczynających swoją przygodę w obszarze e-handlu – kończy ją średnio po 4 miesiącach. Jakie są powody tej smutnej statystyki?

– Mierny ruch na stronie, połączony z brakiem wiedzy jak go generować i analizować. Do tego dochodzą kłopoty z porzuconymi e-koszykami i pozyskaniem nowych klientów. Black Friday, grudzień i styczeń przerywają wprawdzie to pasmo sprzedażowej niemocy, ale gigantyczny potencjał tych miesięcy e-sklepy często zaprzepaszczają. To właśnie w tym okresie przez witryny internetowe przewijają się tysiące internautów, którzy przy okazji poszukiwania produktów – pozostawiają po sobie na witrynach wiele cennych danych w postaci plików cookies. Niestety, polskie e-sklepy rzadko wiedzą, jak te dane analizować i wykorzystywać – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, warszawskiej spółki zajmującej się analityką i monetyzowaniem danych internetowych, która stworzyła największą platformę Big Data w tej części Europy –  Pierwszym krokiem e-sklepów powinno być rozbudowanie bazy danych o swoich klientach (systemu CRM). Można to osiągnąć poprzez integrację z danymi z zewnętrznych platform Big Data, czyli tzw. platform DMP. W ten sposób e-sklep dowiaduje się więcej o preferencjach produktowych i intencjach zakupowych swoich klientów, a tym samym może lepiej dopasować swoją ofertę do ich potrzeb czy udzielić im kodów rabatowych na produkty, które przeglądali lub mieli w swoich koszykach. Poza tym może pozyskać nowych klientów dzięki look-alike modelingowi, czyli poszukiwaniu wśród internautów nowych klientów, którzy będą odpowiadali profilowo użytkownikom odwiedzającym ich sklep – dodaje Piotr Prajsnar.

Mimo to co trzeci właściciel e-sklepu (według badania Shoper) przewiduje, że pod względem sprzedażowym wyniki z „miesięcy żniw” (grudzień, styczeń) okażą się lepsze niż wyniki ubiegłoroczne w analogicznym okresie. Polskie e-commerce’y z nadzieją spoglądają w stronę portfeli internautów. Warto jednak wcześniej wiedzieć co nieco o właścicielach tych portfeli, a także przygotować swoją infrastrukturę na ich odwiedziny.

Nie zapraszaj jeśli nie masz miejsca

Przed świętami centra handlowe dosłownie pękają w szwach, w marketach są prawdziwe tłumy a kolejki do przymierzalni ciągną się kilometrami. W sklepie internetowym tych tłumów co prawda nie widać, ale to nie oznacza, że ich nie ma. Ograniczony metraż sklepu, który w przedświątecznej gorączce przeżywa prawdziwe oblężenie klienta/cm2 spokojnie można porównać do ograniczonej przestrzeni wirtualnej, czyli do zasobów serwera, na którym postawiony jest sklep internetowy. Jak się okazuje klienci e-commerce również czekają w tym okresie w kolejkach z tą różnicą, że z wirtualnych zakupów dużo łatwiej im zrezygnować.

Zdarza się, że zainteresowanie zakupami jest tak duże, że witryny e-sklepów nie wytrzymują obciążenia. Znany jest przykład Victoria Secret, słynnej marki odzieżowej, której serwis był niedostępny przez 80 minut w trakcie Black Friday. Rok wcześniej prawdziwy koszmar przeżył American Eagle Outfitters, gdy witryna amerykańskiego potentata branży odzieżowej była niedostępna przez osiem dni. Nietrudno się domyślić, że niedostosowanie serwerów do obsłużenia większego ruchu spowodował znaczne straty – tłumaczy Ewelina Hryszkiewicz z ATMAN, operatora największego centrum danych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Jak z kolei przyznaje Łukasz Gawior, dyrektor operacyjny polskiej firmy hostingowej Zenbox.pl, w okresie spodziewanego, wzmożonego ruchu na stronie internetowej, e-sklepy powinny na bieżąco monitorować kondycję serwerów i stabilność oprogramowania:

– Najlepiej w takich przypadkach sprawdza się chmura, która pozwala elastycznie dopasowywać zasoby do ruchu generowanego na stronie WWW klienta i pozwala na stworzenie bardzo przejrzystego modelu rozliczeń: w oparciu o liczbę Unikalnych Użytkowników (UU). Wykorzystanie hostingu chmurowego zapewnia w tym wypadku ciągłość dostępu do usługi nawet w najbardziej krytycznych momentach, kiedy liczba użytkowników odwiedzających stronę znacznie przekracza normę. Standardowy abonament po przekroczeniu limitu po prostu spowalnia, lub całkowicie wyłącza stronę, w przypadku UU nie ma takich limitów, więc prawdopodobieństwo, że klient zobaczy „blank page” albo time out jest stosunkowo niewielkie.

Nie bez powodu do najczęstszych przyczyn porzucenia koszyka i przerwania zakupów należą: brak możliwości sfinalizowania zakupów wynikający np. z błędu oprogramowania sklepu, przeciążenia, czy przekroczenia czasu odpowiedzi serwera. Niedostępność lub nieprawidłowe działanie serwisu  internetowego wynikające z przeciążenia serwera zwyczajnie przekłada się na niższy zysk, bo znudzony czekaniem klient za pomocą dwóch kliknięć „pójdzie” do konkurencji, której sklep będzie akurat działał poprawnie.

Kluczowa jest bardzo dobra łączność telekomunikacyjna, umożliwiająca ładowanie strony internetowej w ułamkach sekund. Dlatego warto sprawdzić czy dostawca usług kolokacyjnych i hostingowych ma odpowiednio rozbudowaną infrastrukturę sieciową. Dobrym rozwiązaniem są też serwery dedykowane. Właściciel sklepu internetowego może dzięki nim obsłużyć zwiększony ruch przedświąteczny, bez konieczności ponoszenia znaczących wydatków a po świętach zrezygnować z większej przepustowości – tłumaczy Ewelina Hryszkiewicz, Kierownik Produktu w ATMAN.

Jej zdaniem stabilność e-sklepu mogą zwiększyć też zabezpieczenia serwerów przed atakami DDoS, polegającymi na zajęciu wszystkich wolnych zasobów sieci (Distributed Denial of Service – rozproszona odmowa usługi). To ważne, bo cyberataki stają się coraz bardziej powszechne.

Czas wzrokowców

Nietrudno chyba odgadnąć, że internauci to wzrokowcy. Co drugi z nich przyznaje, że „kupuje oczami”, a decydujący wpływ na jego intencje zakupowe ma obejrzenie filmiku video, w którym prezentowany jest poszukiwany przez niego produkt. Co trzeci zaś przyznaje, że kupił produkt pod wpływem takiego filmiku. Przeglądając strony internetowe 92,6 proc. użytkowników deklaruje, że największy wpływ na ich decyzje zakupowe mają efekty wizualne, takie jak choćby reklamy. Nie chodzi oczywiście o to, aby cała witryna była upstrzona reklamami jak choinka bombkami z różnej parafii. Chodzi dokładnie o coś odwrotnego – o pewną harmonię czy estetykę strony, w myśl zasady: „less is more”.

– E-sklep może zadbać o to „pierwsze wrażenie” klienta, porządkując reklamy wyświetlane na stronie, tzn. ich dokonując spersonalizowania pod konkretnego użytkownika, który odwiedza witrynę sklepu. Wówczas szansa na pozytywny feedback internautów jest większa. Gdy e-sklep stosuje targetowanie reklam, ma szansę zatrzymać klientów u siebie na dłużej. W tym kontekście mówi się o tzw. Big Data marketingu, czyli działaniach wykorzystujących dane pozostawione przez internautów na stronie w postaci plików cookies. E-sklep może również zastosować na swojej witrynie silnik behawioralny, monitorujący zachowanie klienta i „uczący się” jego reakcji na dane reklamy. Dzięki temu wie, jakie reklamy można mu wyświetlić. Dostępność danych klienta umożliwia również zastosowanie e-mail remarketingu, czyli np. wysyłania kodów rabatowych na produkty, które internauta wcześniej przeglądał, ale ich nie zakupił – mówi Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Zinterpretowane i posegmentowane dane klientów ułatwiają nie tylko zachętę dla stałych bywalców e-sklepu, lecz także zdobycie nowych zakupowiczów.  Z tych opcji decyduje się dziś korzystać coraz więcej e-sklepów. Według raportu Shoper specjalne, często indywidualne oferty dla swoich klientów, przygotuje w tym roku ponad połowa (60 proc.) e-sklepów. Dla 35 proc. z nich, będzie to inicjatywa podejmowana po raz pierwszy. To słuszny kierunek. Dopasowane treści sprawiają, że konsumenci patrzą na reklamy przychylniej oraz chętniej w nie klikają. Dlatego nic dziwnego, że to właśnie działania reklamowe w Sieci e-sklepy zapowiadały jako swoją najważniejszą inwestycję na 2015 rok: 61,46 proc. polskiej branży e-commerce zgłosiło chęć zwiększenia wydatków na reklamę.

Opłaca się, bo zgodnie z badaniami Vouchercloud średnio co drugi internauta (57 proc.), który otrzymał taki kupon, zdecydował się kupić wcześniej oglądany przedmiot.

Drugie pierwsze wrażenie

Oprócz przejrzystego landing page’a i reklamowego ładu na stronie na „drugie pierwsze wrażenie” składają się również: funkcjonalna wyszukiwarka, przyjazny interfejs, sensowny podział na kategorie, strona ze zwięzłym opisem produktu i jego wizualizacjami (najlepiej autorskimi, a nie skopiowanymi gdzieś z Sieci) itd. W grę wchodzi też czynnik niezależny od e-commerce’a, czyli recenzje produktu dostępne online. Badanie „Global Trust in Advertising and Brand Messages” autorstwa Nielsena donosi, że opinie znalezione w Sieci są decydującym czynnikiem, skłaniającym do zakupu towaru aż 70 proc. e-konsumentów na świecie. Od recenzji online wyżej cenimy sobie jedynie rekomendacje naszych „analogowych znajomych”.

To buy or not to buy

Dokonanie oceny towaru prezentowanego na witrynie e-sklepu zajmuje internaucie raptem półtorej minuty. W trakcie tych 90 sekund rozstrzyga się zatem życiowa kwestia dla wielu e-commerce’ów: kupi czy nie kupi? Oto jest pytanie.

– Niestety, z reguły klient nie kupuje nic. E-sklepy nie mogą zacierać rąk nawet wówczas, gdy towar wyląduje w e-koszyku klienta. Według Baymard Institute 7 na 10 rozpoczętych transakcji w e-sklepach nie dochodzi do skutku i internauta porzuca koszyk. Składa się na to kilka czynników – mówi Piotr Prajsnar –  Po pierwsze: mogło się okazać, że e-sklep nalicza na końcu jakieś dodatkowe opłaty manipulacyjne – z tego powodu aż 41 proc. internautów porzuca koszyk. Po drugie: kwestia rejestracji. O tym, że chcąc cokolwiek kupić należy się zarejestrować, internauci dowiadują się często dopiero pod koniec zakupów – wówczas rezygnuje 29 proc. ankietowanych. Po trzecie: średnio co dziesiąty internauta wskazuje na fakt, że warunki dostawy są niejasne albo sam proces trwa irytująco długo i trzeba wpisywać za dużo danych – wylicza prezes Cloud Technologies.

Z badań Vouchercloud wynika ponadto, że klienci skarżą się na konieczność powtórnego wpisywania tych samych danych w formularzach zakupowych, np. konieczność dwukrotnego wpisywania maila.

Dla sklepów internetowych Black Friday i przedświąteczna gorączka zakupów to wbrew pozorom niełatwy czas. Ilości zamówień i transakcji, masa zapytań klientów, a przede wszystkim: zwroty i reklamacji, które trzeba będzie później obsłużyć, spędzają e-sklepom sen z powiek. Według raportu E-commerce 2015 autorstwa Gemiusa, aż 40 proc. badanych jako motywację do robienia zakupów przez Internet podaje możliwość wymiany lub zwrotu zakupionego towaru w ciągu 14 dni bez podania przyczyny. W tak gorącym okresie zakupowym kontakt z klientami, np. za pomocą formularzy na stronie internetowej, może okazać się niewystarczający. W skrajnych przypadkach urywające się telefony „z nietrafionymi prezentami” czy zwrotami mogą nawet zdezorganizować pracę w e-sklepie. Rozwiązaniem może być wirtualna centrala telefoniczna umożliwiająca stworzenie zapowiedzi głosowych, kolejkowanie, nagrywanie i przekazywanie połączeń na zdefiniowany wcześniej numer.

Połączenia przychodzące do e-sklepu mogą być automatycznie przełączane, w zależności od pory i dnia tygodnia, a także od tego, kto dzwoni. Dzięki temu np. klient wybierający w menu zapowiedzi głosowych opcję „wymiana” może być kierowany bezpośrednio do konsultanta zajmującego się działem wymian, a osoba dzwoniąca w sprawie problemów z odbiorem zamówienia – do działu wysyłki – wyjaśnia Michał Jakubowski, prezes easyCALL.pl, operatora telefonii internetowej VoIP.

Cena nie gra roli?

Jedną z najważniejszych składowych w motywacji klienta jest cena. Jak się jednak okazuje nie zawsze pełni ona najważniejszą funkcję. Indyjski badacz zachowań konsumentów, Jagdish N. Sheth, podzielił motywacje jakimi kierują się klienci na dwie grupy: funkcjonalne i niefunkcjonalne. Równie sensownie można by te dwie grupy określić mianem odpowiednio: konsumentów racjonalnych oraz konsumentów podatnych na efekt owczego pędu.

Ci pierwsi zdaniem Shetha kierują się wartościami obiektywnie mierzalnymi m.in. czasem potrzebnym na zrobienie zakupów, dostępnością i kosztem produktów, dodatkowymi rabatami, sposobem dostawy itp. Z kolei motywacje drugiego typu są zwykle sprzężone z uwarunkowaniami kulturowymi, np. społeczną świadomością marki oraz emocjonalnym stosunkiem do niej. Tutaj główną rolę odgrywa postrzeganie marki bądź sklepu przez innych członków społeczeństwa. Innymi słowy: dla wielu konsumentów decydujące są czynniki pozamerytoryczne, wśród których na szczególną uwagę zasługuje tzw. efekt owczego pędu.

Instynkt stadny

Zgodnie z tą teorią konsumenci nabywają produkty – nawet te horrendalnie drogie – głównie z racji tego, że… kupują je inni. Komponent racjonalny (np. stosunek jakości do ceny) nie jest tu decydujący. Przy czym kupowane towary niekoniecznie muszą okazać się technologicznymi bublami. Przykładowo w USA wielkim zaufaniem, a co za tym idzie – wielką popularnością sprzedażową, cieszą się produkty Apple.

Efekt owczego pędu nasila się zwłaszcza w okresie przedświątecznym. Szukając prezentu pod choinkę często po prostu kupujemy te produkty, które wiszą na pierwszej stronie e-sklepu, w zakładkach: „polecane”, „najczęściej oglądane”, „klienci oglądali również” itd. Gdy mamy pustkę w głowie zamiast ryzykować kupno „nietrafionego prezentu” (czytaj: „prezentu spoza głównej strony”), jakoś bezpieczniej nam z myślą, że postąpiliśmy jak większość, kupując produkt spośród tych „najczęściej kupowanych”. Bo przecież większość nie może się mylić. A jednak…

Efekt aureoli

Trzeba mieć świadomość, że produkty, które znalazły się w takich działach, nie zawsze muszą być tymi kupowanymi najczęściej. Zdarza się, że mniej uczciwe e-sklepy umieszczają w takich zakładkach również towary, których najzwyczajniej w świecie w inny sposób nie mogłyby wypchnąć z magazynu. Korzystając z tzw. efektu aureoli, polegającym na przemieszaniu produktów luksusowych oraz „chińskiej tandety” ta druga, osadzona w doborowym towarzystwie, zaczyna dzięki temu być inaczej (pozytywniej) postrzegana. Korzysta z prestiżu innego produktu, na którym jej samej zbywa. Blask luksusu promienieje na miernotę bubli.

Dodatkową bodźcem stymulującym klienta do zakupu w efekcie aureoli jest również pokusa wyraźnie niższej ceny (kontrast cenowy). Kilkakrotnie niższa cena wspomnianej „chińskiej tandety” sprawia, że konsument zastanawia się jak w reklamie proszku do prania: „po co przepłacać?”. Z grubsza w ten sposób odbywa się nierzadko wietrzenie magazynów, nie tylko w e-commerce.

Spichlerz nie pęka w szwach

Polski e-handel jest na fali wznoszącej. Jego wartość w ubiegłym roku szacowana była na blisko 7 mld EUR. Obecnie e-handel wypełnia od 5 proc.  do 7 proc. udziału w całym handlu detalicznym w Polsce. Pod względem dynamiki rozwoju należymy do tygrysów rynku e-commerce w Europie Środkowo-Wschodniej. Zakupy online robi w Polsce już częściej niż co drugi (60 proc.) internauta, a statystyczna rodzina znad Wisły wydaje na święta już blisko 1 100 zł, czyli o ponad 5 proc. więcej niż przed rokiem. Z roku na rok w miesiącach żniw w e-handlowych spichlerzach ląduje coraz więcej złotówek. Niektóre branże generują w tym czasie nawet 40 proc. rocznych obrotów. Wygląda więc na to, że jest całkiem nieźle.

– Przede wszystkim polski e-handel nie zdaje sobie jeszcze w pełni sprawy z możliwości oferowanych przez Big Data Marketing i reklamę spersonalizowaną. Anonimowe dane o zachowaniach internautów, które e-sklep posiada w swoim systemie CRM, można zmonetyzować – mówi Piotr Prajsnar – Konwersja z wykorzystaniem danych sięga, w zależności od specyfiki konkretnej kampanii, od 20 proc. do nawet 120 proc. Przekonał się o tym francuski BrandAlley. Dzięki analizie danych sprzedaż online w ciągu roku wzrosła w tym e-sklepie tu czterokrotnie. Mechanizmy retargetingowe, umożliwiające powtórne dotarcie do klienta, działają w polskich e-sklepach kiepsko lub nie są w ogóle stosowane. Tymczasem to one stanowią zwornik bezpieczeństwa w e-sklepie i powinny być czymś tak elementarnym jak „dzień dobry”, „dziękuję” i „zapraszamy ponownie”, mówione przez sprzedawcę w sklepiku osiedlowym – dodaje CEO Cloud Technologies.

Silniki behawioralne, monitorujące zachowanie internautów na witrynie i segmentujące pliki cookies w profile użytkowników, to dla niektórych e-sklepów znad Wisły futuryzm w czystej postaci. Tymczasem na zachodnich rynkach to jak ABC dla każdego poważnego e-sklepu. A gdy jeszcze dołożymy do tego fakt, że sektor m-commerce (czyli zakupy za pomocą urządzeń mobilnych) jest u nas dopiero powijakach i niespecjalnie eksploruje się jego możliwości, to dopiero wówczas otrzymamy w miarę precyzyjny krajobraz naszego rynku. Według prognoz eMarketera do 2017 roku ponad 1/3 światowej populacji będzie miała smartfona. Jednak tylko 4 proc. marketerów decyduje się na działania w tym obszarze. To jest gigantyczna nisza.

Mimo listopadowych „czarnych piątków”, świąt Bożego Narodzenia i innych okazji do zmonetyzowania internetowego klienta, spichlerze polskich e-commerce’ów nie pękają niestety w szwach. Część pieniędzy ucieka przez nieszczelne ściany mechanizmów marketingowych. Do naprawienia jest całkiem sporo. Gdy skończą się żniwa wszystko wróci do „normy” i trzeba będzie jakoś przezimować do kolejnego zakupowego szaleństwa. Jednak wyczekiwanie kolejnych żniw nie jest żadnym rozwiązaniem. W końcu nadejdzie czas remontu i trzeba będzie uszczelnić dziury w ścianach spichlerza, czyli usprawnić mechanizmy marketingowe i retargetingowe. W tym zaś nieocenioną pomocą będzie Big Data. Dzięki niej e-commerce uniezależni się w końcu od pór roku czy sprzedaży okazjonalnej. I przestanie z nadzieją spoglądać na kalendarz.

źródło: materiał prasowy

Wkrótce minie rok od wejścia w życie ustawy o prawach konsumenta. Jednak nie wszystkie e-sklepy dostosowały się do obowiązujących przepisów. Prawie 73 procent e-sklepów ma nadal istotne błędy w swoich regulaminach, np. 10 dni na odstąpienie od umowy zamiast 14. Z czym nadal e-przedsiębiorcy mają problemy?

 25 grudnia 2014 roku weszła w życie nowa ustawa konsumencka, której celem było zastosowanie dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2011/83/UE z dnia 25 października 2011 r. w obszarze praw konsumentów. Mimo jej obowiązywania już prawie rok, przedsiębiorcy nadal nie są w stanie sprostać wszystkim wymaganiom. Jedną z przyczyn może być to, iż zapisy ustawy zawierają często ogólnikowe i enigmatyczne wskazania, co do sposobu spełnienia wszystkich obowiązków przez e-sprzedawców. Według analiz przeprowadzonych przez Rzetelnyregulamin.pl, 12,8 proc. sklepów internetowych nadal ma w swoich regulaminach 10 dni na odstąpienie od umowy sprzedaży, zamiast obowiązujących 14 dni. 16 proc. z kolei nie ma jeszcze odpowiedniego przycisku zamówienia z obowiązkiem zapłaty, a 57 proc. nie udostępnia formularza odstąpienia od umowy. Z czym e-sklepy miały i mają najwięcej trudności?

  1. Miejsce informowania o obowiązkach

Największe problemy występują z interpretacją spełnienia obowiązków informacyjnych w poszczególnych miejscach na stronie internetowej. – Ustawa nieprecyzyjnie wskazuje, że najpóźniej w chwili wyrażenia przez konsumenta woli związania się umową na odległość przedsiębiorca ma obowiązek poinformować konsumenta w sposób jasny i zrozumiały o wszystkich ustawowych obowiązkach informacyjnych. Dlatego też w praktyce odbywa się to najczęściej poprzez umieszczenie na stronach sklepu informacji dotyczącej warunków sprzedaży – mówi Rafał Stępniewski z Rzetelnyregulamin.pl, firmy specjalizującej się w prawie e-commerce.

  1. Moment złożenia zamówienia

E-sklepy informacje dotyczące m.in. terminu zapłaty, terminu dostawy, podsumowania zamówienia czy łącznej wartości złożonego zamówienia umieszczają często w niewłaściwym miejscu, np. w tematycznych zakładkach na stronie nie uwzględniając jednocześnie konkretnego towaru i jego terminu dostawy.  – Aby wyznaczone ustawą obowiązki zostały prawidłowo spełnione to takie informacje, jako podsumowanie, powinny znajdować się na ostatniej stronie składania zamówienia. Nie można w zakładce opisowej wskazać, że dostawa jest w terminie 2 dni roboczych i później nie wywiązywać się z tego terminu. Przedsiębiorcy na stronach informacyjnych chcą bardzo często zachęcić konsumentów do zakupu, podając krótkie terminy do realizacji nie zdając sobie sprawy, w jakim stopniu takie deklaracje są wiążące i jakie mogą nieść negatywne konsekwencje dla sprzedawcy – tłumaczy ekspert z Rzetelnyregulamin.pl.

  1. Formularz odstąpienia od umowy

Właściciele sklepów internetowych mają także dużo wątpliwości związanych ze stosowaniem formularza odstąpienia od umowy zawartej na odległość. – Ustawowy wzór formularza odstąpienia od umowy, nie zawiera wszystkich elementów, które mogą pojawić się w praktyce. Brakuje np. zapisu o zwrocie częściowym – czyli takim, w którym konsument, który kupił 4 sztuki jakiegoś towaru, zwraca 2 – wyjaśnia Rafał Stępniewski. W przypadku stosowania elektronicznych formularzy odstąpienia od umowy, przedsiębiorcy bardzo często zapominają o potwierdzeniu jego otrzymania, np. poprzez wysłanie konsumentowi e-maila.

  1. Wyjątki odstąpienia od umowy

E-sklepy mają również kłopoty z interpretacją wyjątków dotyczących prawa odstąpienia od umowy, szczególnie tych dotyczących rzeczy nieprefabrykowanych, wyprodukowanych według specyfikacji konsumenta lub służących zaspokojeniu jego zindywidualizowanych potrzeb. Przedsiębiorcom trudno ustalić czy towary przez nich sprzedawane podlegają temu wyjątkowi czy też nie, ze względu na brak szczegółowych wytycznych ze strony ustawodawcy. Jednak konsekwencją braku tego obowiązku informacyjnego może być kara grzywny w wysokości od 20 do 5.000 zł.

  1. Zwrot kosztów przy prawie odstąpienia od umowy

Kolejną sporną kwestią pojawiająca się przy prawie odstąpienia od umowy jest zwrot kosztów w przypadku zmniejszenia wartości rzeczy zakupionej przez konsumenta. Chodzi oczywiście o sytuację, w której to konsument dokonał pomniejszenia wartości towaru. Ustawowe regulacje i w tym zakresie są mało precyzyjne i nie dają jasnej odpowiedzi, kto i w jaki sposób powinien te koszty oszacować. Ustawodawca wskazuje jedynie, że konsument ponosi odpowiedzialność za zmniejszenie wartości rzeczy będące wynikiem korzystania z niej w sposób wykraczający poza konieczny do stwierdzenia charakteru, cech i funkcjonowania rzeczy, chyba że przedsiębiorca nie poinformował konsumenta o prawie odstąpienia od umowy. Niestety nadal brak jest orzecznictwa w tej materii. Jest kilka wypracowanych metod szacowania utraty wartości towaru, jednakże nie można zastosować ich jako odgórnej reguły, ponieważ każdy przypadek trzeba traktować indywidualnie.

  1. Potwierdzenie składania zamówienia

Przedsiębiorcy na stronach swoich sklepów używają nieprawidłowego przycisku służącego do potwierdzenia  składania zamówienia. Konsument w momencie składania zamówienia, musi zostać poinformowany, że zamówienie pociąga za sobą obowiązek zapłaty. Obowiązek ten powinien zostać spełniony poprzez odpowiednie oznaczenie przycisku nazwą Zamówienie z obowiązkiem zapłaty lub inną równoważną nazwą. Przykładowo taką zamienną nazwą może być przycisk o brzmieniu: „Zamawiam i płacę” lub „Kupuję i płacę”. Niepoprawna nazwa jest nadal częstym błędem spotykanym przy internetowym składaniu zamówienia. Sprzedawcy nie zdają sobie sprawy, że brak prawidłowej nazwy przycisku może skutkować nieważnością umowy. – Brak poprawnej nazwy przycisku w praktyce może spowodować wystąpienie konsumenta o zwrot płatności przez niego dokonanej, a sama umowa sprzedaży lub świadczenia usług okaże się nieważna. Dlatego tak ważnym jest, aby przycisk ten był odpowiednio oznaczony – informuje ekspert z Rzetelnyregulamin.pl.

Za naruszenie obowiązków wynikających z ustawy grozi odpowiedzialność karno-administracyjna. Jest to grzywna w wysokości do 5.000 zł. Dużo bardziej dotkliwe mogą być za to kary pieniężne nakładane przez Prezesa UOKiK, które mogą sięgać do 10% przychodu przedsiębiorcy. Od kliku miesięcy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi szeroką akcję edukacyjną dotyczącą zmian w prawie konsumenckim. UOKIK zapowiedział bowiem, że z początkiem 2016 r., przystępuje do kontroli przedsiębiorców i sprawdzenia, w jakim stopniu e-sprzedawcy przystosowali się do nowej ustawy i czy zachowują względem konsumenta właściwe prawa i obowiązki.

źródło: Rzetelnyregulamin.pl

 

Większość sklepów internetowych w Polsce to mikroprzedsiębiorstwa. Zatrudniają od dwóch do dziewięciu pracowników. Miesięcznie wysyłają kilkaset przesyłek z e-zakupami. Niemal wszystkie e-sklepy prognozują dynamiczny wzrost rynku e-commerce w Polsce. To wnioski z badania przeprowadzonego we wrześniu 2015 r. przez instytut badawczy ARC Rynek i Opinia.

Badanie przeprowadzone przez ARC Rynek i Opinia pokazuje energię i młodość polskiej branży e-commerce. 39% ankietowanych sklepów internetowych powstało w latach 2010 – 2013. Tylko 26% ma więcej niż 10 lat. Dominującą formą organizacyjną jest jednoosobowa działalność gospodarcza (62%), 19% sklepów to spółki z o.o., a 7 % to spółki jawne. Większość firm (53%) można zaliczyć do kategorii mikroprzedsiębiorstw, ponieważ zatrudniają od dwóch do dziewięciu pracowników. W przypadku kolejnych 17% jedynym ich pracownikiem jest właściciel, natomiast 22% sklepów e-commerce zatrudnia miedzy 10 a 50 osób. Do kategorii średnich i dużych przedsiębiorstw (zatrudniających 50 i więcej pracowników) zalicza się tylko 9% przebadanych podmiotów.

Rynek będzie rósł

Prawie badanych połowa sklepów wysyła miesięcznie kilkaset przesyłek. 13% ma mniej niż 100 zamówień miesięcznie, a tylko 6% więcej niż 5 tys. Co warte odnotowania, aż 43% przebadanych firm prowadzi sprzedaż jedynie przez internet. W przypadku kolejnych 32% sklepów tradycyjne kanały sprzedaży odpowiadają za mniej niż 30% przychodów. W kolejnych latach ten trend będzie się prawdopodobnie pogłębiał, ponieważ aż 98% właścicieli sklepów prognozuje dalszy dynamiczny wzrost rynku e-commerce w Polsce.

Prawie 60 % e-sklepów wybiera usługi Poczty Polskiej

Najpopularniejszym operatorem logistycznym wśród e-Gazel jest Poczta Polska, z której usług korzysta ponad połowa badanych firm. Usługi Poczty wybierają najchętniej firmy, prowadzone w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Jednocześnie ponad 90% badanych firm zadeklarowało, że korzysta z usług firm kurierskich. Wśród najpopularniejszych operatorów, podobnie jak w poprzednim roku, można wymienić: DPD, UPS, DHL. Z usług Pocztexu korzysta 14% firm, co razem z usługami Poczty daje w sumie 57% firm e-commerce, korzystających z usług Poczty Polskiej.

Klienci za e-zakupy płacą przelewem

Wśród klientów firm, które uczestniczą w rankingu najpopularniejszą formą zapłaty za zakupy są przelewy bankowe. Wskazała na nie niemal połowa badanych. Popularnością cieszą się również serwisy typu PayPal oraz przesyłki pobraniowe, które wskazuje ok. 1/5 respondentów. Popularność płatności za pobraniem, pomimo jej wyższego kosztu w porównaniu do np. płatności przelewem bankowym może wynikać z wciąż niskiego zaufania klientów do zakupów przez sieć. Płatność za pomocą pobrania daje im poczucie kontroli nad procesem zakupu. 2/3 badanych firm korzysta ze specjalistycznych platform internetowych, zapewniających obsługę e-sklepu. Połowa badanych firm korzysta z bankowości mobilnej oraz otrzymuje od kontrahentów e-faktury (natomiast 43% wystawia je klientom). Jedynie 13% badanych firm korzysta z kredytów online.

Badanie zostało przeprowadzone w ramach E-gazel Biznesu, rankingu małych i średnich firm prowadzących działalność e-commerce. Kryteriami, które uwzględniano podczas jego tworzenia, było osiągnięcie przez firmę zysku w 2014 r. oraz wzrost przychodów w latach 2013-2014. Z rankingu wykluczono sklepy, które w 2014 r. osiągnęły przychód przekraczający 100 mln zł oraz podmioty, których przychód w 2013 r. był niższy niż 50 tys. zł.

Organizatorem drugiej już edycji rankingu najdynamiczniej rozwijających się małych i średnich firm e-commerce jest „Puls Biznesu”, firma ARC Rynek i Opinia jest autorem rankingu, a Poczta Polska, Bank Pocztowy, Mastercard i BIG InfoMonitor są  partnerami projektu.

Badanie zrealizował Instytut ARC Rynek i Opinia, specjalizujący się w projektach dla firm z branży e-commerce. Łącznie przeprowadzono 253 unikalne ankiety z e-firmami.

źródło: Poczta Polska

Według ostatniego raportu Gemiusa 46 proc. polskich internautów nie robi zakupów w sklepach internetowych. Jednym z głównych powodów jest brak wiarygodności e-sprzedawców. Jak handlujący w sieci przedsiębiorcy mogą uwiarygodnić swoje e-sklepy i przekonać dodatkowych konsumentów do zakupów?

Wielu konsumentów docenia duży wybór i niższe ceny produktów w e-sklepach, a także wygodę kupowania, jednak wciąż niemal połowa polskich internautów wykazuje nieufność do zakupów online. Wiarygodność sklepu w sieci ma dla kupujących duże znaczenie. Zauważają to także sami e-przedsiębiorcy. Chcąc wyróżnić się w stosunku do konkurencji oraz zdobyć ich zaufanie, zaczynają interesować się certyfikacją swoich e-biznesów. Jak wygląda proces uzyskania certyfikatu przez e-sklep, jakie są obowiązki przedsiębiorcy z niego wynikające, z jakimi kosztami się to wiąże?

To nie tylko znaczek

Uzyskanie certyfikatu przez e-sklep wiąże się ze spełnieniem przez niego szeregu kryteriów. Certyfikat w żadnym wypadku nie może być jedynie znaczkiem bez znaczenia, który bez problemu może posiadać każdy podmiot gospodarczy. – Dla potencjalnego klienta, który ma wątpliwości czy dokonać zakupu w nieznanym mu e-sklepie jest to znak, że dana firma została sprawdzona przez ekspertów, uzyskała potwierdzenie jakości i wiarygodności, a co za tym idzie jest godna zaufania – mówi Rafał Stępniewski z Rzetelnyregulamin.pl.

Certyfikacja krok po kroku

Obwarowania w zakresie certyfikacji w dużej mierze opierają się na przepisach prawa oraz tzw. dobrych praktykach i standardach obsługi klienta. Jak wygląda cały proces?

  1. Weryfikacja w rejestrach. Firma starająca się o uzyskanie certyfikatu jest weryfikowana pod względem formalno-prawnym w rejestrach np. Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) czy Krajowym Rejestrze Sądowym (KRS). Jeśli firma nie widnieje w bazach ani CEIDG ani KRS może to oznaczać, że podmiot został zarejestrowany poza granicami Polski. Wtedy eksperci sięgają po rejestry zagraniczne.
  2. Sprawdzanie regulaminu. W okresie przechodzenia procesu certyfikacji sprawdzane jest, czy e-biznes spełnia kryteria prowadzenia sprzedaży internetowej określone prawem. Eksperci dokonują gruntownego audytu strony e-sklepu. Weryfikowane są zapisy w regulaminach oraz ich zgodność z ustawą konsumencką np. w zakresie zwrotu towaru, reklamacji czy terminu, w którym klient ma możliwość odstąpienia od umowy zawartej na odległość. Dodatkowo sprawdzane jest to, czy sklep internetowy spełnia wszystkie obowiązki informacyjne np. czy na jego stronie internetowej znajdują się dane adresowe firmy, nazwa organu, który zarejestrował działalność gospodarczą.
  3. Weryfikacja treści i testowe e-zakupy. Kolejnym krokiem w procesie certyfikacji jest weryfikacja treści publikowanych na stronie – eksperci oceniają, czy są one rzetelne i czy nie zawierają zapisów niezgodnych z przepisami. Następnie dokonują oni testowego zakupu, dzięki czemu możliwe jest poznanie mechanizmów działania danego sklepu oraz zweryfikowanie komunikacji pomiędzy klientem a e-sklepem.

Nie każdy sklep internetowy przechodzi pozytywnie proces certyfikacji. Taka sytuacja może mieć miejsce, gdy przedsiębiorca nie chce lub nie potrafi dostosować e-sklepu do obowiązujących przepisów prawa. Nie zawsze jest to spowodowane nieuczciwością, lecz często dużą rozbieżnością pomiędzy przepisami obowiązującymi w sprzedaży tradycyjnej, względem przepisów sprzedaży on-line – tłumaczy Rafał Stępniewski z RzetelnyRegulamin.pl.

Koszty uzyskania certyfikacji

Koszty podstawowej certyfikacji to kilkaset złotych netto na rok. W ramach usługi e-sprzedawca otrzymuje kompleksową opiekę prawną, jego sklep przechodzi audyt prawny, a pracownicy mają dostęp do materiałów szkoleniowych i szkoleń on-line – informuje ekspert z Rzetelnyregulamin.pl. Niektóre firmy oferują także dodatkowe usługi wspierające prowadzenie e-biznesu. Warto się nimi zainteresować, gdyż w dużym stopniu ułatwiają jego prowadzenie. Dodatkowym komfortem dla sklepu, który posiada certyfikat jest to, że nie musi sam monitorować zmian w przepisach, ani aktualizować regulaminu sklepu, ponieważ ma to często zagwarantowane w ramach obsługi certyfikatu.

Sprawna i szybka obsługa konsumenta ma drugorzędne znaczenie, jeśli klient nie jest przekonany do zakupu w e-sklepie. Uwiarygodnienie sklepu i potwierdzenie dobrej jakości świadczonych usług jest więc bardzo istotne dla samych e-przedsiębiorców. Sama certyfikacja rodzi bardzo dobrą praktykę i pozwala wypracowywać wyższe standardy na rynku e-commerce. Właściciele e-sklepów coraz częściej wychodzą z założenia, że należy obsłużyć konsumenta tak, jak samemu chciałoby być się obsłużonym.

źródło: Rzetelnyregulamin.pl

Z usług Poczty Polskiej korzysta już ponad 60 procent e-sklepów w kraju. Motorem wzrostu Grupy Poczty Polskiej są usługi paczkowe i kurierskie. Dlatego Poczta Polska jako czołowy operator paczkowy dla segmentu eCommerce współtworzy konkurs e-Gazele Biznesu czyli ranking najbardziej dynamicznych polskich e-sklepów. To okazja, żeby właściciele e-sklepów pochwalili się swoim suckesem.

Polską gospodarkę budują coraz bardziej dynamiczne firmy e-Commerce. Nasz e-handel co roku rośnie w tempie dwucyfrowym i jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków.

– Poczta Polska to nie tylko patron konkursu, ale przede wszystkim godny zaufania partner logistyczny dla branży e-commerce. Kompleksowa obsługa handlu internetowego stanowi jeden z najważniejszych obszarów działalności Poczty Polskiej i jej grupy. Oferta logistyczna i paczkowa, ubezpieczenia i kredyty dla firm działających w sieci to kluczowe elementy strategii Poczty Polskiej w segmencie e-commerce  ̶  mówi Jerzy Jóźkowiak, Prezes Zarządu Poczty Polskiej.

Ranking e-Gazele Biznesu 2015 jest oparty na analizie danych finansowych i uwzględni małe i średnie firmy o przychodach poniżej 100 mln PLN w 2014 r. działające w branży e-commerce, które wykazały w 2014 roku zysk. Oprócz zysku, firmy muszą również wykazać się wzrostem przychodów za 2014 rok w porównaniu do roku 2013 oraz minimalnym przychodem 50 000 zł w roku 2013. W rankingu będzie brana pod uwagę procentowa różnica we wzroście przychodów pomiędzy rokiem 2014 a 2013.

Swój akces do rankingu mogą zgłaszać wszystkie te firmy, które spełniają te kryteria. W tym celu wystarczy wejść na stronę http://egazele.pb.pl/ i wypełnić formularz zgłoszeniowy.

– To już druga edycja rankingu e-Gazele Biznesu i po raz drugi Bank Pocztowy zdecydował się być partnerem tego promującego e-przedsiębiorczość projektu. Wartość polskiego rynku e-commerce w 2015 r. szacuje się na 33 mld złotych, a istotną rolę w jego rozwoju odegrają płatności online oraz płatnofści mobilne. Mając świadomość ogromnej roli i potencjału tego rynku, naszą ambicją jest budowa zintegrowanej z usługami Grupy Poczty Polskiej, mobilnej oferty dla klientów cyfrowych mówi Szymon Midera, Prezes Zarządu Banku Pocztowego.

Autorem rankingu jest Instytut Badawczy ARC Rynek i Opinia. Spośród firm z branży e-commerce, które wykażą się najwyższą dynamiką, wybrane zostaną te najlepsze. Co ważne, w rankingu nie jest istotna wielkość firmy. Najlepszym e-przedsiebiorcom, podczas 5 Gal finałowych w Katowicach, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku i Warszawie wręczone zostaną statuetki e-Gazel Biznesu.

– Zapraszam wszystkich właścicieli dynamicznych e-firm, by pochwalili się swoim sukcesem, poprzez udział w e-Gazelach Biznesu – mówi Jerzy Jóźkowiak, prezes Poczty Polskiej.

Poza Pocztą Polską partnerami Pulsu Biznesu w tworzonym rankingu są: Bank Pocztowy i MasterCard.

źródło: Poczta Polska

Eksperci

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

AKTUALNOŚCI

Trendy 2020: Elastyczny styl pracy kusi coraz więcej Polaków

Z najnowszej edycji badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że el...

Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłu...

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wyszukiwarka prawdę Ci powie. Co Google wie o naszych świątecznych zwyczajach?

Polak przed świętami szuka w internecie oryginalnego pomysłu na życzenia, świerka i kalendarza adwen...

Sztuczna inteligencja w pierwszym w Polsce sądzie arbitrażowym on-line

Ultima Ratio, pierwszy w Polsce elektroniczny sąd arbitrażowy przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP, pod...

Praca sezonowa: Mikołaj jest dyskryminowany, w tym roku Śnieżynka zarobi więcej

Boom na przedświąteczne prace sezonowe trwa w najlepsze. Już niedługo w galeriach handlowych zaczną ...

Sam zakup to nie wszystko. Jak finansujemy wykończenie mieszkania?

Proces zakupu mieszkania to nie tylko kwestia wyboru lokalizacji i metrażu czy dokonanie satysfakcjo...

Mikrorachunek podatkowy – każdy będzie musiał go mieć. Ministerstwo Finansów publikuje fi

Mikrorachunek podatkowy - założenia Mikrorachunek podatkowy będzie już od początku 2020 roku służył ...