Home Tagi Wpis otagowany "VAT"

VAT

Projekt ustawy dotyczącej przeciwdziałania wykorzystywaniu sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych zawiera represyjne przepisy, które będą mogły być stosowane do szerokiego grona podatników. Wątpliwości budzą kryteria uwzględniane w ustaleniu wskaźnika ryzyka oraz nadanie szefowi Krajowej Administracji Skarbowej uprawnienia do blokowania rachunku bankowego przedsiębiorcy na okres 72 godzin z możliwością wydłużenia do 3 miesięcy – uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Projekt ustawy upoważnia szefa Krajowej Administracji Skarbowej do prowadzenia analizy ryzyka wykorzystywania banków i spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych do popełniania wyłudzeń skarbowych, w szczególności w zakresie VAT, na podstawie danych o rachunkach przedsiębiorców oraz o transakcjach między przedsiębiorcami, a także na podstawie wskaźnika ryzyka ustalonego przez izbę rozliczeniową.

Szef KAS będzie też miał prawo do zarządzenia blokady na 72 godziny rachunków bankowych lub rachunków prowadzonych przez SKOK z możliwością przedłużenia tego okresu do 3 miesięcy.

– Wątpliwości budzą kryteria uwzględniane przy ustaleniu wskaźnika ryzyka. Kryteria ekonomiczne, geograficzne czy behawioralne w swej istocie oparte są na subiektywnych przesłankach, których ocena zależy w dużym stopniu od doświadczenia w biznesie. Tym samym operacje niestandardowe, związane z zaangażowaniem znacznych środków pieniężnych
w ryzykowne inwestycje gospodarcze mogą zostać zidentyfikowane przez szefa KAS jako działania niosące ryzyko wyłudzeń skarbowych. Co w konsekwencji może wywołać negatywne skutki nawet w stosunku do uczciwych podmiotów gospodarczych – ostrzega Przemysław  Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Sprzeczne z zasadą zaufania do państwa jest nadanie szefowi KAS uprawnienia do automatycznego blokowania rachunku bankowego przedsiębiorcy na okres 72 godzin z możliwością wydłużenia do 3 miesięcy. Jedyną przesłanką uprawniającą szefa KAS do takiego działania jest posiadanie informacji, że wyniki analizy ryzyka, wskazują, że przedsiębiorca może wykorzystywać działalność banków lub spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych do celów mających związek z wyłudzeniami skarbowymi lub do czynności zmierzających do wyłudzenia skarbowego, a blokada rachunku jest konieczna, aby temu przeciwdziałać.
W konsekwencji szef KAS w oparciu o swoje statystyczne założenia wynikające z abstrakcyjnych – niejednoznacznych kryteriów – będzie dysponował możliwością blokowania rachunków bankowych przedsiębiorcy.

Środek ten może dotknie nawet te podmioty, które są tylko współwłaścicielem blokowanego rachunku. Regulacja ta jest wadliwa z powodu daleko idącej uznaniowości, która w swej istocie będzie przyczynkiem wielu ludzkich dramatów. Rada Podatkowa postuluje usunięcie z projektu ustawy uprawnień szefa KAS związanych z blokowaniem rachunków bankowych.

 

Źródło; Konfederacja Lewiatan

Mikroprzedsiębiorcy z branży budowlanej mogą nieco odetchnąć – zwrot z tytułu VAT otrzymają nawet półtora miesiąca wcześniej niż pozostali podatnicy, o ile prześlą fiskusowi plik JPK_VAT. Jedyny możliwy sposób wysyłki tych plików nakłada na właściciela firmy obowiązek opatrywania ich podpisem elektronicznym.

Od początku tego roku przedsiębiorca, który w roli podwykonawcy świadczy określone usługi budowalne, nie otrzymuje od ich nabywcy kwoty VAT, co za tym idzie, nie odprowadza VAT do urzędu skarbowego. Jednocześnie jednak płaci VAT przy zakupach i ten VAT może nadal odliczać lub występować o jego zwrot.

Powyższa regulacja wynika z objęcia usług budowlanych z dniem 1 stycznia 2017 r. mechanizmem odwrotnego obciążenia. Niestety już pod koniec zeszłego roku, w momencie jej zapowiedzi, zgłaszano wątpliwości, które po wejściu w życie nowelizacji ustawy o VAT przerodziły się w realne problemy przedsiębiorców z branży budowlanej. Chodzi nie tylko o wątpliwości interpretacyjne (o których świadczy m.in. liczba wydanych interpretacji indywidualnych w kwestii odwrotnego obciążenia, poruszanych niedawno przez Tax Care), ale i zaburzenia płynności finansowej podwykonawców, zwłaszcza tych najmniejszych, dla których budowlanka to jedyne źródło utrzymania. Problem tkwi bowiem w tym, że taki przedsiębiorca nie otrzymuje VAT-u od kontrahentów, a równolegle może czekać aż dwa miesiące na zwrot VAT-u zapłaconego przez samego siebie.

VAT na koncie w ciągu 15 dni

Resort finansów podał ostatnio szczegóły nowego przywileju związanego z podatkiem od towarów i usług, jaki przygotował specjalnie i wyłącznie dla mikrofirm z branży budowlanej. Jak wynika z komunikatu zamieszczonego na stronie Ministerstwa Finansów, zwroty VAT zadeklarowane przez mikroprzedsiębiorców świadczących usługi budowlane urzędnicy mogą realizować szybciej, tj. nawet do 15 dni od wpływu deklaracji VAT (co do zasady mają na to do 60 dni lub 25 dni). Warunkiem jest, że taki mikroprzedsiębiorca wraz z deklaracją VAT przekaże fiskusowi plik JPK_VAT za okres, z którego wynika zwrot podatku.

Potrzebny podpis elektroniczny

Plik JPK_VAT zawiera ewidencję sprzedaży i zakupu VAT. Jego wygenerowanie nie wymaga zmiany sposobu, w jaki właściciel firmy prowadzi ewidencję VAT, ale konieczne jest sporządzenie go w określonym przez Ministerstwo Finansów schemacie oraz opatrzenie podpisem elektronicznym. Pliki JPK przekazuje się do urzędu skarbowego wyłącznie w wersji elektronicznej i wyłącznie po potwierdzeniu zawartych w nich danych, a takie potwierdzenie zapewnia e-podpis.

Na wygenerowanie, wysyłkę i podpisanie JPK_VAT pozwalają profesjonalne oprogramowania księgowe, z jakich korzystają biura rachunkowe. Jeśli przedsiębiorca przekazywałby JPK na własną rękę, musiałby pobrać oprogramowanie ze strony ministerstwa oraz nabyć płatny e-podpis albo udać się do urzędu po jego bezpłatną alternatywę.

Wysyłka JPK_VAT na własną rękę

Od 25 marca br. pliki JPK można podpisywać na dwa sposoby (wynika to ze zmienionego rozporządzenia ministra finansów w sprawie sposobu przesyłania za pomocą środków komunikacji elektronicznej ksiąg podatkowych oraz wymagań technicznych dla informatycznych nośników danych, na których te księgi mogą być zapisane i przekazywane, Dz.U. z 2017 r., poz. 632). Po pierwsze można to zrobić przy pomocy płatnego elektronicznego podpisu kwalifikowanego, którego bezpieczeństwo zapewnia wykupiony certyfikat (przykładowy koszt to ok. 360 zł/rok). Drugą opcją, wprowadzoną właśnie w marcu, jest skorzystanie z bezpłatnego e-podpisu – tzw. profilu zaufanego –  dostarczanego przez platformę ePUAP.

Samodzielne przygotowanie pliku JPK może chwilę potrwać. Aby stworzyć bezpłatny e-podpis, trzeba w pierwszej kolejności zarejestrować się na stronie www.pz.gov.pl. Następnym krokiem, na którym zaczynają się schody, jest potwierdzenie danych wpisanych we wniosku. Zakończyć proces online mogą bowiem tylko właściciele wybranych banków, konta w Envelo lub posiadacze… płatnego podpisu kwalifikowanego. Pozostali muszą potwierdzić wniosek osobiście w jednym z tzw. punktów potwierdzających. Z kolei narzędzie do stworzenia JPK_VAT oraz aplikacja do jego wysłania udostępnione są do pobrania na stronie www.mf.gov.pl w zakładce „Krajowa Administracja Skarbowa”, „Jednolity Plik Kontrolny”.

Marchewka na kiju

Przyspieszony zwrot VAT będzie możliwy tylko, gdy w ciągu wspomnianych 15 dni zostanie zweryfikowana jego prawidłowość. Niemniej jednak, jak się okazuje, resort finansów nie rzucił słów na wiatr, bo pracownicy izb administracji skarbowej informują, że faktycznie stosują nowy wariant zwrotu.

Z drugiej strony warto pamiętać, że przesyłanie przez mikroprzedsiębiorcę plików JPK_VAT jest obecnie dobrowolnie. Mikrofirmy będą zobowiązane wysyłać JPK_VAT dopiero od 1 stycznia 2018 r. Jak widać zatem, fiskus, pomagając właścicielom najdrobniejszych firm budowlanych, równocześnie pomógł sam sobie. Może bowiem na kilka miesięcy wcześniej dysponować niemałą ilością danych podatników – jak podawał resort finansów, za sam kwiecień 2017 r. organy podatkowe przyjęły w sumie około 10 tys. deklaracji VAT-7 z wykazaną kwotą do zwrotu w związku z zastosowaniem odwrotnego obciążenia na usługi budowlane.

 

 

Źródło: Tax Care

Nowy projekt ustawy o podatku od towarów i usług zakładający wprowadzenie podzielonej płatności w VAT uwzględnia niektóre z uwag zgłoszonych przez pracodawców, np. skrócenie terminu i ograniczenie przesłanek odmowy zwolnienia pieniędzy z rachunku VAT, brak możliwości przedłużenia terminu zwrotu podatku na konto VAT. Jednak nadal wiele ze zgłoszonych uwag pozostaje aktualnych i powinny zostać uwzględnione na dalszym etapie prac nad ustawą – uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Wprowadzenie tzw. podzielonej płatności (split payment) ma przeciwdziałać oszustwom podatkowym. System polegać ma na ograniczeniu prawa dostawcy towaru lub usługodawcy do swobodnego dysponowania podatkiem VAT. Ministerstwo Finansów liczy, że w ten sposób wyeliminuje oszustwa polegające na pobraniu przez sprzedawcę od nabywcy zapłaty wraz z należnym państwu podatkiem VAT i jego nieprzekazaniu do urzędu skarbowego.

– Jesteśmy zadowoleni, że w obecnej wersji projektu skrócono z 90 do 60 dni termin przewidziany dla rozpatrzenia przez naczelnika urzędu skarbowego wniosku podatnika o wyrażenie zgody na wykorzystanie środków zgromadzonych na rachunku VAT na cele inne niż związane z zapłatą tego podatku oraz z odstąpienia od możliwości przedłużania terminu zwrotu podatku na rachunek VAT przedsiębiorcy – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Niestety, nowe przepisy nadal budzą istotne wątpliwości, które wymagają wyjaśnienia przez autorów. Przede wszystkim kwestie dotyczące płatności na rzecz innych podmiotów niż dostawca towaru lub usługodawca.

– Naczelnik urzędu skarbowego powinien mieć prawo podjęcia decyzji o uwolnieniu pieniędzy z rachunku VAT w terminie krótszym niż 60 dni, np. jeżeli podatnik złoży odpowiednie zabezpieczenie. Szybsze uwalnianie powinno być również dopuszczone w niektórych branżach, znacznie mniej narażonych na nieprawidłowości w podatku VAT – dodaje Przemysław Pruszyński.

Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan podtrzymuje  stanowisko dotyczące potrzeby jak najszybszego zwrotu VAT, w razie nadwyżki podatku naliczonego nad podatkiem należnym. Sprawny zwrot pozwoli zminimalizować problemy przedsiębiorców związane z płynnością finansową oraz ograniczy potrzebę kredytowania bieżącej działalności. Pracodawcy postulują skrócenie do 15 dni terminu zwrotu podatku na bezpieczne dla fiskusa konto VAT. Problemy z płynnością finansową ograniczy także możliwość opłacania z rachunku VAT innych zobowiązań publicznoprawnych (składek ZUS i podatków dochodowych).

Nadal aktualny pozostaje bardzo istotny postulat, aby zapisać w ustawie, że w przypadku zastosowania przez podatnika mechanizmu podzielonej płatności, przyjmuje się, iż taki podatnik dochował należytej staranności w zakresie weryfikacji kontrahenta i okoliczności transakcji.

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Koniunktura gospodarcza w sierpniu 2017 r. oceniana jest przez przedsiębiorców pozytywnie. We wszystkich sekcjach gospodarki nie gorzej niż miesiąc wcześniej, a zdecydowanie lepiej niż w sierpniu w latach poprzednich – podał GUS.

Przedsiębiorstwa ze wszystkich badanych sektorów gospodarki optymistycznie widzą swój portfel zamówień, produkcję, sytuację finansową. Wszystkie, poza firmami z sektora finanse i ubezpieczenia oraz zakwaterowanie i gastronomia, planują przynajmniej niewielkie zwiększenie zatrudnienia. Firmy z sektora zakwaterowanie i gastronomia uwzględniają zapewne w ocenach zapotrzebowania na pracowników zbliżający się koniec  sezonu letniego. Banki i ubezpieczyciele planują dalsze ograniczanie zatrudnienia prawdopodobnie dlatego, że wprowadzają w coraz większym zakresie nowe technologie, które wymagają mniejszego, ale za to bardziej profesjonalnego zatrudnienia. Z tym nie mają, jak wynika z badania koniunktury, jednak problemu. Zapewne dlatego, że są one w stanie zaoferować konkurencyjne na rynku wynagrodzenia. Zdecydowanie większą barierą w prowadzeniu działalności jest dla firm z sektora finansowego wysokie obciążenie na rzecz budżetu, a także niedostateczny popyt. Aczkolwiek sektor ten radzi sobie dobrze, bowiem ponad 36 proc. badanych podmiotów wskazuje na poprawę koniunktury, a jedynie niespełna 4 proc. – na jej pogorszenie.

Przyglądanie się ocenie koniunktury przez firmy działające na rynku finansowym i ubezpieczeniowym daje wiedzę o sytuacji w całej gospodarce. Poprawa koniunktury z reguły bowiem wiąże się z większym popytem na kapitał, a także z rosnącą potrzebą korzystania z różnego rodzaju usług ubezpieczeniowych. Problem w tym, czy rosnący popyt na kapitał to tylko efekt dobrej koniunktury, czy także efekt wydłużających się terminów spłaty należności biznesowych przez firmy i konieczność sięgania po kredyt obrotowy przez firmy, które otrzymują swoje należności z opóźnieniem.

I to właśnie niepokoi w sierpniowych ocenach koniunktury gospodarczej –  przedsiębiorstwa z większości sektorów sygnalizują wzrost opóźnień płatności za dostarczone towary czy usługi. Wskazuje na to zjawisko przetwórstwo przemysłowe, budownictwo, transport i gospodarka magazynowa, informacja i komunikacja, a także finanse i ubezpieczenia. To dziwny sygnał jak na ciągle poprawiające się oceny koniunktury. Rosnąca produkcja, rosnące zamówienia, plany wzrostu zatrudnienia wskazują, że nie powinno być problemów z płaceniem faktur. A jednak są i problem w opinii przedsiębiorców narasta. Wyniki finansowe przedsiębiorstw średnich i dużych za okres styczeń-czerwiec 2017 r. wskazują, że przeciętnie firmy te mają wysoką gotówkową płynność finansową – ponad 35 proc. swoich zobowiązań krótkoterminowych są w stanie pokryć od razu posiadaną gotówką i papierami wartościowymi, które w każdej chwili mogą spieniężyć. Możliwe, że opóźnienia płatności narastają, bo firmy realizują zgodnie z terminem swoje zobowiązania wobec fiskusa, a jednocześnie wydłużył się okres zwrotu podatku VAT. A to oznacza, że nie mając na czas zwrotów podatkowych przedsiębiorstwa nie są w stanie terminowo regulować swoich biznesowych zobowiązań.

Jeśli wydłużanie się okresu zwrotu podatku VAT jest przyczyną wzrostu opóźnień płatności za dostarczone towary i usługi, to zaczną się tworzyć poważne zatory płatnicze, które w pierwszej kolejności będą dotykały mniejszych firm. A stąd już tylko krok do utraty zdolności do realizacji zobowiązań, mimo konkurencyjnej oferty rynkowej, popytu i potencjalnej zdolności do jego zaspokojenia. Warto o tym pomyśleć.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Ten, kto wynajmuje własny dom, mieszkanie, a nawet domek na drzewie, korzystając przy tym z zagranicznego portalu internetowego jako pośrednika, nie powinien zapominać o rozliczeniu tzw. importu usług, a co za tym idzie, składaniu deklaracji VAT-9M.

Stanowisko organów podatkowych jest takie, że usługi krótkotrwałego najmu nieruchomości często traktowane są jako działalność gospodarcza. Klasyfikują je do grupy 55 PKWiU, tj. do usług związanych z zakwaterowaniem. To samo dotyczy najmu krótkotrwałego, w którym występuje pośrednik –  społecznościowy portal internetowy, który za prowizję pomaga znaleźć się nawzajem podróżującym i osobom użyczającym swoje mieszkania, pokoje i domy. Zgodnie z ustawą o VAT usługi związane z zakwaterowaniem są opodatkowane stawką 8-proc. (art. 41 ust. 2 w zw. z art. 146a pkt 2 i z poz. 163 załącznika nr 3).

Co do zasady zatem, udostępnianie mieszkania pod najem na kilka dni, w tym za pośrednictwem takiego portalu jak np. airbnb.com, wiąże się z koniecznością zapłaty 8-proc. VAT od świadczonych usług najmu (interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Katowicach z dnia 2 września 2015 r. o sygn. IBPP2/4512-509/15/JJ).

Wybór statusu zwolnionego z VAT

Nadal jednak najem krótkoterminowy prowadzony w ramach działalności gospodarczej może być zwolniony z VAT. Zwalnia się bowiem z VAT sprzedaż dokonywaną przez podatnika, u którego wartość sprzedaży nie przekroczyła łącznie w poprzednim roku podatkowym 200 tys. zł bez VAT (art. 113 ust. 1 i 9 ustawy o VAT).

Nie powinno się w tym miejscu odwoływać do zwolnienia tzw. przedmiotowego, jakie przewidziane jest dla konkretnych rodzajów prowadzonych biznesów niezależnie od osiąganych obrotów. Jedynie usługi wynajmowania na własny rachunek nieruchomości mieszkalnych wyłącznie na cele mieszkaniowe są zwolnione z VAT bez ograniczenia dotyczącego sprzedaży (art. 43 ust. 1 pkt 36 ustawy o VAT).

Rejestracja VAT UE mimo zwolnienia z VAT

Nierzadko internetowy portal pośredniczący w najmie krótkoterminowym to firma zagraniczna – dostawca strony internetowej airbnb.com ma siedzibę w Irlandii. A to oznacza, że właściciel mieszkania korzystając z portalu, korzysta z usług zagranicznych. I tu pojawia się pewien detal związany z podatkiem od towarów i usług. Pomimo skorzystania z prawa do zwolnienia z VAT z racji wysokości sprzedaży, przedsiębiorca może być zobowiązany do zarejestrowania się jako podatnik VAT UE i takiej rejestracji powinien dokonać. Po rejestracji otrzyma NIP-UE. Równocześnie, fakt rejestracji jako podatnik VAT UE nie oznacza utraty prawa do zwolnienia ze względu na sprzedaż.

Import usług związany z usługą pośrednika

Z objaśnień Ministerstwa Rozwoju wynika, że w powyższym przypadku mamy do czynienia z tzw. importem usług zgodnie z art. 2 pkt 9 ustawy o VAT. Generalnie zaistnienie przesłanek importu usług zobowiązuje nabywcę do rozliczenia VAT.

Jak czytamy na airbnb.com, „w przypadku użytkowników z Unii Europejskiej, VAT będzie uwzględniony przy obliczaniu naszej Opłaty Serwisowej. Obciążenie z tytułu VAT nie nastąpi w sytuacji, jeśli mieszkasz poza obszarem UE lub podałeś/aś ważny identyfikator VAT”.

W przypadku VAT-owców, rozliczenie importu usług jest podatkowo neutralne. Obok obowiązku obciążenia zakupionej zagranicznej usługi VAT należnym, VAT-owcy mają także prawo do odliczenia VAT naliczonego. Obie strony opodatkowania sprawozdawane są standardowo na deklaracji VAT-7.

Inaczej rozliczenie tzw. importu usług wygląda u podatników zwolnionych z VAT. Oni również mają obowiązek doliczania VAT należnego do otrzymanej faktury, ale jednocześnie nie posiadają prawa do odliczenia VAT naliczonego. Powstałe zobowiązanie podatkowe trzeba wpłacić do fiskusa, składając w tym celu deklarację VAT-9M. Zapłacony VAT jest natomiast kosztem działalności.

 

Źródło: Tax Crae

Dane o budżecie państwa po maju mogą oznaczać, że na koniec roku deficyt będzie niższy nawet o 20 mld zł od założonego w tegorocznym budżecie – uważają niektórzy ekonomiści.

Resort finansów podał w czwartek, że deficyt budżetu po maju wyniósł 0,2 mld zł, czyli 0,3 proc. dopuszczonego w ustawie budżetowej na ten rok deficytu w wysokości 59,3 mld zł. W okresie styczeń-maj br. dochody budżetu wyniosły 143,3 mld zł, czyli 44 proc. planu na cały rok, wydatki 143,5 mld zł, tj. 37,3 proc.

Zdaniem ekonomistów z ING Banku Śląskiego, wykonanie budżetu po maju należy uznać za kontynuację pozytywnego trendu. „Dzięki temu deficyt centralny może być mniejszy o 15-20 mld zł (od zakładanych 59,3 mld zł – PAP) i o tyle samo potrzeby pożyczkowe” – ocenił ekonomista ING Jakub Rybacki.
„Z perspektywy długookresowej sytuacji fiskalnej to duża kwota, na przykład niemal w całości zabezpieczająca roczne wydatki na program 500+. Ryzyko wzrostu długu publicznego znacznie maleje, co jest także bardzo istotne dla długookresowego funkcjonowania gospodarki” – powiedział PAP Rybacki.

Ekonomista zwrócił uwagę, że niższy deficyt oznacza, iż podjęte przez rząd działania będą miały znacznie bardziej stabilne finansowanie. To może mieć pośrednie przełożenie na portfele Polaków. „Niedługo kolejnym obciążeniem fiskalnym dla państwa będzie obniżenie wieku emerytalnego. W obliczu dobrego wykonania budżetu koszty, które będzie to generowało będą mniej dotkliwe dla państwa a tym samym dla podatników” – wyjaśnił Rybacki.
Jego zdaniem, także deficyt sektora finansów publicznych powinien być znacznie niższy od zakładanego – powinien być bliższy poziomowi 2,4 proc. PKB, niż 2,9 proc. PKB, jak zakłada resort finansów.

Także ekonomiści z BZ WBK uważają, że deficyt budżetowy w tym roku może być o 20 mld zł niższy od planu. „Z szacunków +statycznych+ wynikałoby wręcz, że deficyt na koniec roku mógłby być nawet niższy o 30 mld zł. Ten szacunek może być jednak zbyt ambitny, zakłada bowiem, że do końca roku zostanie utrzymane obecne tempo ograniczania wydatków” – powiedział Piotr Bielski. „To, że po pięciu miesiącach mamy prawie zbilansowany budżet to nie tylko zasługa dochodów, ale w dużej części wydatków, które są realizowane znacznie poniżej harmonogramu” – zaznaczył.

Według Bielskiego jest duże prawdopodobieństwo, że dochody będą nadal rosły w niezłym tempie, ale na utrzymanie obecnego tempa ograniczania wydatków raczej już nie można liczyć. „Jeżeli minister finansów będzie widział, że jest szansa na tak niski deficyt budżetowy, może ulec pokusie, by zrobić to samo, co w zeszłym roku – rozładować napięcie budżetu z 2018 r. przenosząc część wydatków z przyszłego roku na ten rok” – wyjaśnił Bielski.

Zwrócił też uwagę, że pod koniec tego roku presję na budżet będzie wywierać obniżenie wieku emerytalnego. „Co prawda nie wiadomo ile osób zdecyduje się przejść wcześniej na emeryturę, ale zakładam, że większość uprawnionych z tego skorzysta. Mamy bowiem tak skonstruowane przepisy, że racjonalne jest przejście na emeryturę tak wcześnie, jak to możliwe” – ocenił.

Bielski uważa, że dobre dane o budżecie mogłyby przełożyć się na sytuację Polaków, np. gdyby zachęciło to rząd do spełnienia obietnicy i obniżenia VAT-u do 22-proc. „To niestety się nie stanie ze względu na rozbudowane wydatkowe plany rządu na kolejne lata” – uważa ekonomista. Zwrócił jednak uwagę, że im lepsza jest sytuacja budżetu, tym rośnie skłonność polityków, aby trochę pieniędzy rozdać. Tym bardziej, że – jak zauważył Bielski – najbliższa lata będą latami zmagań wyborczych.
„Tak dobra sytuacja w budżecie powinna być wykorzystana na obniżenie deficytu, ale podejrzewam, że zostanie wykorzystana na realizowanie programów społecznych związanych z hojnymi wydatkami. Polacy mogą to więc pozytywnie odczuć, ale jeszcze nie wiemy w jaki sposób” – dodał.

Również ekonomista z PKO BP Michał Rot zwrócił uwagę, że dynamika wydatków budżetu państwa jest ciągle bliska zeru, po spadku piąty miesiąc z rzędu. „Wynik budżetu państwa po maju odzwierciedla kombinację kilku czynników (…). Niskiej realizacji deficytu sprzyja także zerowa dynamika wydatków. W dalszej części roku pozytywny wpływ na wynik będzie mieć także transfer zysku z NBP” – uważa Rot.
Jego zdaniem, ocena bieżących trendów sugeruje, że deficyt budżetowy w całym roku może być wyraźnie niższy od założonego, ale o ostatecznym jego poziomie zadecydować mogą przesunięcia dochodów i wydatków między 2017 r. a 2018 r. „Oczekiwane przez nas dalsze przyspieszenie inwestycji publicznych, w tym samorządowych, zmniejsza dostępną w 2018 r. przestrzeń fiskalną i może skłonić do +przerzucenia+ części przyszłorocznego budżetu na ten rok” – uważa ekonomista z PKO BP.

MF wyjaśniło w czwartkowym komunikacie na temat wykonania budżetu po maju, że między styczniem a majem 2017 r. dochody budżetu państwa były wyższe o 14,2 mld zł w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. Z kolei dochody podatkowe wzrosły w tym okresie o 18,8 proc. w ujęciu rocznym.
Wzrost dochodów w stosunku do okresu styczeń-maj 2016 r. odnotowano we wszystkich głównych podatkach. Dochody z podatku VAT były wyższe o 30 proc. w ujęciu rocznym (ok. 15,9 mld zł), dochody z podatku akcyzowego i podatku od gier były wyższe o 3,9 proc. (ok. 1 mld zł), dochody z podatku PIT wzrosły o 7,4 proc. (ok. 1,4 mld zł), a dochody z podatku CIT były wyższe o 14,3 proc. (ok. 1,9 mld zł).
Z kolei dochody z tytułu podatku od niektórych instytucji finansowych (tzw. podatku bankowego) za okres styczeń-maj 2017 r. wyniosły 1,8 mld zł.

W tym samym okresie wykonanie dochodów niepodatkowych wyniosło 9,2 mld zł i było niższe o 7,4 mld zł w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. „W lutym 2016 roku miała miejsce wpłata na rachunek budżetu państwa z tytułu aukcji LTE, której nie było w 2017 r.” – wyjaśnił w komunikacie resort finansów.
W przypadku wydatków, dodaje MF, nie ma istotnej różnicy w stosunku do 2016 roku – między styczniem i majem ub. roku na wydatki przekazano 142,6 mld zł (38,7 proc. planu).

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Przedsiębiorca, który rozlicza swoją sprzedaż na zasadzie odwrotnego obciążenia, nadal może odliczać VAT od firmowych zakupów. Obowiązują go też standardowe zasady otrzymywania zwrotów różnicy VAT.

Jeśli usługa, którą sprzedaje przedsiębiorca, jest objęta mechanizmem odwrotnego obciążenia, wówczas przedsiębiorca nie nalicza i nie płaci z tytułu tej sprzedaży VAT należnego. Te obowiązki przechodzą na kupującego (art. 17 ust. 1 pkt 8 ustawy o VAT).

Odwrotnym obciążeniem objęte są tylko transakcje pomiędzy przedsiębiorcami, którzy są VAT-owcami i tylko dotyczące świadczenia i sprzedaży konkretnych usług i towarów. Lista usług ma 49 pozycji i zawiera ją załącznik nr 14 do ustawy o VAT. Pozycje 2 – 48 dotyczą poszczególnych usług budowlanych i zostały dodane wraz z początkiem tego roku. Z kolei towary, których sprzedaż musi być rozliczana w formie odwrotnego obciążenia, zawiera załącznik nr 11 do ww. ustawy. Należą do nich m.in. złom, złoto, metale szlachetne, biżuteria, procesory, laptopy, tablety i telefony komórkowe. Wszystkich pozycji w tym załączniku jest 57.

Jeśli zatem przedsiębiorca sprzedaje przykładowo tablety lub jako podwykonawca świadczy usługę budowlaną, na fakturze sprzedażowej dotyczącej takiej transakcji ujmuje tylko wartość netto sprzedaży bez stawek i kwot podatku od towarów i usług. Dodaje też w jej treści informację „odwrotne obciążenie”.

Nadal można odliczać VAT

Wystawianie przez VAT-owca faktur sprzedażowych z „odwrotnym obciążeniem” nie wpływa na rozliczenia na gruncie VAT faktur zakupowych.

Przedsiębiorca prawo do odliczenia VAT naliczonego wynikającego z zakupów nabywa niejako automatycznie, w momencie pierwszych inwestycji, które mają związek z działalnością gospodarczą. Dokładnie, przedsiębiorca nabywa to prawo w zakresie, w jakim towary i usługi, którymi obraca, wykorzystuje do wykonywania czynności opodatkowanych, a zatem gdy mają one związek z bieżącą lub przyszłą działalnością gospodarczą. Dopełnieniem nabycia prawa do odliczenia jest rejestracja w urzędzie skarbowym jako VAT-owiec. Nabycie prawa do odliczania VAT nie jest zatem powiązane z rodzajem faktur, jakie wystawił przedsiębiorca, np. jako podwykonawca usług budowlanych – może on odliczać VAT na ogólnych zasadach.

I występować o jego zwrot

Odwrotne obciążenie nie pozbawia również przedsiębiorcy prawa do ubiegania się o zwrot różnicy między VAT wynikającym ze sprzedaży, a VAT wynikającym z zakupów. Nie obowiązuje też w jego przypadku niestandardowy czas oczekiwania na zwrot. Generalnie fiskus na zwrot przedsiębiorcy różnicy VAT ma 60 dni od momentu złożenia deklaracji VAT, a jeśli przedsiębiorca spełni pewne warunki, może wnioskować o skrócenie tego terminu do 25 dni (art. 87 ust. 6 ustawy o VAT).

Sprzedaż rozliczana przez sprzedającego w cenie netto nie oznacza, że sprzedaż nie występuje w ogóle. W przypadku odwrotnego obciążenia nie będą miały zatem zastosowania przepisy wydłużające czas oczekiwania na zwrot do 180 dni w przypadku, kiedy VAT-owiec w danym miesiącu, za który składa deklarację VAT, nie dokonał żadnej sprzedaży (art. 87 ust. 5a ustawy o VAT).

 

Źródło; Tax Care

Jeszcze w sierpniu br. będzie można ubiegać się o budżetowe pieniądze na zakup mieszkań i domów – taki może być efekt zmian w programie „Mieszkanie dla młodych”, które na ostatnim posiedzeniu przyjął rząd. W efekcie z dopłatą Polacy będą mogli kupić jeszcze 2,7 tys. mieszkań w bieżącym roku i przynajmniej 1,5 tysięcy w przyszłym.

Koniec ze sztucznym blokowaniem pieniędzy na dopłaty w ramach programu „Mieszkanie dla młodych” – taki może być efekt zmian proponowanych przez rząd. Chodzi o to, że dotychczas z limitu na dany rok można było wykorzystać 95% pieniędzy. Pozostałe 5% to bufor bezpieczeństwa. Z czasem miał on być przeznaczany na wypłaty dodatkowych świadczeń dla beneficjentów, którzy zdecydowali się na trzecie lub kolejne dziecko. Po nowelizacji banki przestaną przyjmować wnioski dopiero jak budżet zostanie wykorzystany w 100%. W 2017 roku mowa o kwocie 37,3 mln zł i kolejne 38,1 mln w roku przyszłym.

W obowiązującej ustawie jest też jeszcze jeden mechanizm blokujący pełne wykorzystanie zaplanowanych w budżecie środków. Obecnie banki zmuszone są przestać przyjmować wnioski kredytowe, gdy tylko Polacy zarezerwują wspomniane 95% środków. Bardzo ważne jest, że takiej rezerwacji dokonuje się w momencie składania wniosku kredytowego. Potem może się okazać, że ktoś kredytu nie dostanie lub po prostu się rozmyśli i nie podpisze umowy kredytowej. Efekt? Około 30 milionów złotych z pieniędzy zarezerwowanych na bieżący rok zostało niewykorzystanych pomimo rezerwacji. Z punktu widzenia beneficjentów kwota ta przepadłyby, bo w myśl obowiązującej ustawy nie można w ciągu roku wznowić raz zamkniętego procesu naborów wniosków.

Dzień szaleństwa na dopłaty

W sumie więc w sierpniu br. (Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa informuje, że najpóźniej 16 sierpnia) na rynek trafić może około 69 mln złotych na dopłaty. Czy to dużo? Przeciętny beneficjent otrzymuje tytułem dopłaty około 25,8 tys. zł. To oznacza, że odmrożone środki wystarczą na zakup około 2,7 tys. mieszkań i domów w bieżącym roku. Do tego w przyszłym roku dodatkowe 38,1 mln zł, po które będzie można sięgnąć pozwolą na zakup kolejnych 1,5 tys. nieruchomości. Bardzo ważne, że zarówno w bieżącym, jak i w przyszłym roku z dopłatą będzie można kupić zarówno mieszkanie od dewelopera jak i z drugiej ręki.

Złą informacją jest natomiast fakt, że ze wspomnianą kwotą rynek szybko sobie poradzi. Doskonałym przykładem może być to co stało się w styczniu br. Wraz z uruchomieniem nowej transzy pieniędzy na dopłaty, do banków napłynęła lawina wniosków kredytowych. Przez pierwsze dwa dni Polacy wchłonęli 122 mln zł. To sugeruje, że pieniądze, które odmrozi rząd wystarczyć mogą na zaledwie jeden dzień.

Jak to możliwe, że w ciągu jednego dnia z puli dopłat wyparować może kilkadziesiąt milionów złotych? Wszystko dlatego, że wielu potencjalnych beneficjentów podpisuje umowy zakupu mieszkań i kompletuje niezbędne dokumenty wcześniej. Tylko z ich złożeniem czekają na zielone światło w postaci informacji o uruchomieniu kolejnej transzy środków.

Dopłaty opłacają się budżetowi

Trzeba przy tym mieć świadomość, że rozdawanie pieniędzy na dopłaty do kredytów w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”, to z punktu widzenia budżetu dobry biznes. Przy okazji zakupu mieszkania na kredyt pojawia się bowiem cała masa podatków, z których cieszy się fiskus. W cenie nowego lokum płacimy VAT, a używanego PCC. Do tego PIT i CIT płacą banki zarabiające na kredycie, deweloperzy zarabiający na mieszkaniu, ekipy remontowe, składy budowlane, pośrednicy nieruchomości i kredytowi, sprzedawcy wyposażenia mieszkań, notariusze. Efekt? Na każdą złotówkę dopłaty do kredytu fiskus inkasuje około 2-3 złote w formie podatków.

 

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Płatność podzielona skutecznie ograniczy oszustwa w VAT, ale istotnie ograniczy płynność niektórych podatników, w szczególności małych –  uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Ministerstwo Finansów przedstawiło długo zapowiadaną propozycję podzielonej płatności (split payment) w podatku VAT. Jak pokazują przykłady innych krajów może ona być skutecznym narzędziem walki z oszustami, jednak nie pozostaje neutralna m.in. dla płynności finansowej niektórych podatników.

To nabywcy towarów i usług zadecydują o tym czy podzielona płatność będzie powszechnie stosowana i to od nich zależeć będzie sytuacja finansowa dostawców. Zastosowanie split payment oznaczać będzie pogorszenie płynności finansowej przedsiębiorcy poprzez utratę możliwości korzystania ze środków pochodzących z jeszcze niezapłaconego podatku VAT.
– W płatności podzielonej, takiej możliwości już nie będzie. Wskutek tego, w przypadku niektórych podatników może to doprowadzić do deficytu środków obrotowych i zwiększyć koszty finansowe działalności (koszty kredytów obrotowych) – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Projekt podzielonej płatności VAT zakłada, że to kupujący będzie decydował o stosowaniu nowego systemu. Jeżeli po otrzymaniu faktury dokona płatności używając dedykowanego do tego komunikatu przelewu, kwota netto z faktury trafi na rachunek rozliczeniowy sprzedawcy, natomiast VAT zostanie przekazany na oddzielny rachunek VAT, do którego sprzedawca będzie miał dostęp tylko w minimalnym zakresie.

Koncepcja podzielonej płatności sprowadza się do ograniczenia prawa dostawcy towaru lub usługodawcy do swobodnego dysponowania podatkiem VAT. Ministerstwo Finansów liczy, że w ten sposób wyeliminuje oszustwa polegające na pobraniu przez sprzedawcę od nabywcy zapłaty wraz z należnym państwu podatkiem VAT i jego nieprzekazaniu do urzędu skarbowego.

W proponowanym systemie środki zgromadzone na rachunku VAT podatnik będzie mógł wykorzystać wyłączenie do zapłaty VAT-u na konto VAT kontrahenta oraz do wpłaty podatku należnego na rachunek urzędu skarbowego. Na pisemny, uzasadniony wniosek podatnika, naczelnik urzędu skarbowego będzie mógł wyrazić zgodę na inne przeznaczenie środków zgromadzonych na rachunku VAT. Zgoda wydawana będzie w formie postanowienia, podatnikom którzy nie budzą żadnych wątpliwości fiskusa, w terminie 90 dni od dnia złożenia wniosku.

Aby przekonać nabywców do stosowania split payment projekt przewiduje dla nich zachęty. Nabywca stosujący podzieloną płatność nie będzie ponosił solidarnej odpowiedzialności za VAT niezapłacony przez sprzedawcę, uchroni się przed sankcjami za błędne rozliczenie oraz uniknie wyższych odsetek w przypadku nieprawidłowego rozliczenia podatku naliczonego wynikającego w 95% z faktur zapłaconych z zastosowaniem mechanizmu podzielonej płatności.

Podatnik, który zawnioskuje o zwrot nadpłaconego podatku na konto VAT otrzyma go już po 25 dniach.

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Prawie co druga złotówka wydawana w Polsce na mieszkanie, trafia na konta deweloperów. Żaden duży kraj na starym kontynencie nawet nie zbliża się do tego wyniku. Najmniej nowych mieszkań sprzedaje się w Danii, gdzie udział deweloperów w rynku mieszkaniowym jest aż 76 razy niższy niż „nad Wisłą” – wynika z szacunków Open Finance opartych o dane Eurostatu.

Wyniki deweloperów są rekordowe pod wieloma względami. Ostatnie 12 miesięcy to największe w historii poziomy sprzedaży, największa liczba pozwoleń na budowę i liczba prowadzonych inwestycji. Dzieje się tak pomimo faktu, że nowe mieszkania są po prostu droższe. Podczas gdy przecięta cena zapłacona za metr używanego lokum w 10 miastach wynosi 3988 zł, to za metr nowego trzeba płacić 4821 zł – wynika z danych NBP za ostatni kwartał 2016 roku. Do tego kupując nowe cztery kąty trzeba też zarezerwować niemałe środki na wykończenie lokalu sprzedawanego w tzw. stanie deweloperskim. W przypadku używanych lokali częściej stan techniczny wymaga jedynie w miarę taniego odświeżenia, a nie generalnego remontu.

Nowe lokale oferują jednak wyższy standard. Do tego wielu nabywców ma nadzieję, że w przyszłości nowe nieruchomości szybciej zyskiwać będą na wartości niż mieszkania w osławionej „wielkiej płycie”. Niemniej ważnym czynnikiem wpływającym na popularność deweloperskiej oferty ma po prostu fakt, że mieszkań w Polsce jest za mało. O ile za mało? Wszystko zależy od tego jak te niedobory szacować, ale liczbę tę można szacować nawet na kilka milionów.

Polacy wybierają nowe

Efekt? Prawie 48% pieniędzy wydanych w 2016 roku na zakup mieszkań trafiło do biur sprzedaży deweloperów – wynika z szacunków europejskiego urzędu statystycznego. Jest to wynik wyraźnie wyższy niż w 2010 roku, kiedy to wartość sprzedanych mieszkań deweloperskich stanowiła 32,9% obrotów na rynku mieszkaniowym. Są to kolejne dane, które potwierdzają, że mamy w Polsce do czynienia z boomem na rynku deweloperskim. Najnowsze dane mówią ponadto o biciu kolejnych rekordów liczby sprzedanych nowych mieszkań oraz o najwyższych w historii liczbach rozpoczynanych nowych inwestycji mieszkaniowych.

Duńczycy mają już tyle, że nie budują

Aby zrozumieć jak wysoki jest rodzimy wynik należy odnieść go do danych płynących z innych europejskich państw. Średnia dla starego kontynentu sugeruje, że wartość sprzedawanych nowych nieruchomości odpowiada przeciętnie za 23,9% obrotów wszystkimi nieruchomościami mieszkaniowymi. Średnia europejska jest więc dwukrotnie niższa niż rodzimy wynik. Większą część rynkowego tortu zajmują deweloperzy jedynie na Cyprze i Malcie – odpowiednio 71,4% i 74,4%. Rynki te są jednak bez porównania mniejsze niż w Polsce, przez co nie są w pełni porównywalne.

Z drugiej strony zaskakiwać mogą dane z takich rynków jak duński czy węgierski. W pierwszym przypadku nieruchomości sprzedane przez deweloperów odpowiadały jedynie za 0,6% rynkowych obrotów. To 76 razy mniej niż polski wynik. Powód? W Danii na tysiąc mieszkańców jest około 530 mieszkań (W Polsce jest to tylko 350 lokali na tysiąc mieszkańców). Jest to jeden z najwyższych wyników w Europie – bliski tym dla Grecji Hiszpanii czy Włoch, gdzie statystyki sztucznie zawyżają nieruchomości wakacyjne – na co dzień stojące puste lub służące turystom.

Nie dziwi też wciąż rachityczny udział sprzedaży nowych mieszkań na Węgrzech (3,6%), gdzie po poważnym kryzysie na rynku nieruchomości w 2016 roku wciąż deweloperzy budowali bardzo mało, a 27-proc. VAT nałożony na nowe mieszkania nie poprawiał ich sytuacji. Już w 2016 roku podatek ten obniżono do 5% i stawka ta obowiązywać będzie do 2019 roku włącznie. Rynek na tę zmianę dopiero zaczął reagować. W 2016 roku węgierscy deweloperzy dostali aż o 157% więcej pozwoleń na budowę niż rok wcześniej. Najwcześniej w przyszłym roku trzeba się spodziewać wzrostu udziału deweloperów w węgierskim rynku mieszkaniowym.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Najtańszych ofert mieszkaniowych na rynku poszukują młodzi single i inwestorzy, którzy planują zarabiać na wynajmie. W Warszawie można je znaleźć w cenie od 150 tys. zł   

Popyt na nowe mieszkania nie słabnie. Jeśli sprzedaż utrzyma się na podobnym poziomie, jak w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku, deweloperzy mają szansę pobić ubiegłoroczny rekord. Z raportów rynkowych wynika, że w pierwszym kwartale tego roku firmy deweloperskie sprzedały w Warszawie ponad 8 tys. mieszkań, podczas gdy w tym samym okresie rok temu nabywców znalazło 5,8 tys. mieszkań.

Podłożem boomu na rynku mieszkaniowym jest dobra koniunktura gospodarcza w kraju, która sprzyja bogaceniu się Polaków, a także utrzymujące się od dawna niskie stopy procentowe, dzięki którym notowane jest najniższe w historii oprocentowanie kredytów. Stopy procentowe decydują również o niskiej zyskowności lokat, stąd kapitał wycofywany z banków wpływa na rynek mieszkaniowy.

W Warszawie, gdzie ceny mieszkań należą do najwyższych w Polsce, jednymi z najbardziej poszukiwanych są najtańsze oferty na rynku. Mieszkania o najmniejszych metrażach cieszą się największym powodzeniem wśród młodych singli i inwestorów kupujących lokale z przeznaczeniem na wynajem. Największe wzięcie mają kawalerki o powierzchni do 30 mkw. W budynkach, które powstają w centrum miasta wyprzedają się jako pierwsze, znikają od razu, kiedy oferta trafia na rynek.

Kawalerki trzymają cenę

Z ostatnich danych NBP wynika, że za 30 metrową używaną kawalerkę w Warszawie trzeba zapłacić ok. 217 tys. zł, a na nowy lokal o podobnym metrażu kosztuje 231 tys. zł. Nieruchomości zlokalizowane w centrum są jednak droższe. Żeby kupić jednopokojowy lokal w centralnym obszarze miasta trzeba wydać co najmniej 10 tys. zł za mkw. W najnowszych budynkach ceny są jeszcze wyższe, kształtują się na poziomie kilkunastu tysięcy złotych za metr.

Chcąc kupić małą kawalerkę w atrakcyjnym, śródmiejskim rejonie Warszawy trzeba być przygotowanym na wydatek co najmniej 280 tys. zł. A za studio w budynku w wysokim standardzie trzeba zapłacić często nawet dwa razy tyle.

W najtańszej stołecznej dzielnicy – Białołęce najmniejsze jednopokojowe mieszkania na rynku deweloperskim oferowane są w cenie około 200 tys. zł i nie ma ich w ofercie zbyt wiele. W inwestycjach na obrzeżach miasta, gdzie nabywcami mieszkań są przeważnie rodziny z dziećmi kupujące lokale dla własnego użytku, udział kawalerek w ofercie jest skromny.

Znaczna część takich mieszkań w Warszawie znajduje się w budynkach z wielkiej płyty, które skądinąd zlokalizowane są niejednokrotnie w ciekawych miejscach w Śródmieściu, na bliskiej Woli, czy Bielanach. W rejonach oferujących pełną infrastrukturę miejską, doskonale skomunikowanych, a często także w bezpośrednim sąsiedztwie metra.

Najtańsze najbardziej poszukiwane

Projektowane w czasie PRL-u lokale jednopokojowe są nieraz naprawdę małe, niektóre nie mają więcej niż 15 mkw.  Właśnie w tzw. gierkowskich budynkach znajdą najtańsze mieszkania osoby poszukujące ekonomicznych ofert, choć ich ceny bywają też mocno zróżnicowane. Na Bielanach, czy Białołęce ceny takich mieszkań w zależności standardu nieruchomości i lokalizacji wahają się od 150 do 170 tys. zł. W ścisłym centrum Warszawy stawki ofertowe znacznie przekraczają 200 tys. zł.

Powierzchnia budowanych dziś kawalerek rzadko jest większa niż 30 mkw. Lokale o metrażu większym o kilka metrów to często już mieszkania dwupokojowe. Największy wybór nowych kawalerek  oferują te dzielnice, w których najwięcej się buduje, tj. Wola i Mokotów. Studia powstające w inwestycjach z wyższej półki są zwykle dużo większe, od ponad 40 mkw. do nawet 100 mkw. Podobnie jest w przypadku odrestaurowanych śródmiejskich kamienic, w których raczej nie znajdziemy jednopokojowych mieszkań o wielkości 20, czy 30 mkw.

Projektowanie pod inwestorów

Mikro lokale dostępne są natomiast w nowych, dobrze zlokalizowanych inwestycjach, które deweloperzy przygotowują przede wszystkim z myślą o inwestorach. Takie projekty powstają na warszawskich Odolanach, czy Muranowie. Jeden z budynków, w którym zaprojektowane zostały mikro-apartamenty rośnie jest przy ulicy Pawiej. W inwestycji Studio Centrum lokale o podwyższonym standardzie, których średnia powierzchnia wynosi około 25 mkw., można kupić w cenie od 180 tys. zł netto.

Przedstawiciele dewelopera przyznają, że kupowane są przede wszystkim przez inwestorów, którzy planują je wynajmować. – W przypadku zakupów inwestycyjnych kluczowa jest lokalizacja. Inwestorzy wybierają najlepiej usytuowane mieszkania w najniższej cenie. Mogą wtedy uzyskać najwyższą stopę zwrotu z inwestycji – tłumaczy Tomasz Sadłocha, członek zarządu Ochnik Development. Zaznacza, że lokale w projekcie Studio Centrum bardzo często nabywane są na firmy, ponieważ umożliwia to klientom odliczenie podatku VAT i wpisanie w koszty wykończenia lokalu.

Zysk z wynajmu

Chętnych do inwestowania w nowe mieszkania z roku na rok przybywa. Nie brakuje także osób zainteresowanych wynajem mieszkań w Warszawie. To w końcu największy rynek pracy i największy ośrodek edukacyjny w Polsce. Rozwija się tu także turystyczny i biznesowy najem krótkoterminowy. Poza tym, coraz więcej osób odchodzi od kupowania nieruchomości na własność na rzecz wynajmu.

Najbardziej poszukiwane przez najemców są małe lokale w centrum miasta lub przy linii metra. Czynsze najmu utrzymują się na wysokim poziomie. Średni koszt wynajęcia kawalerki w Warszawie wynosi ok. 1700 zł za miesiąc. W Śródmieściu stawki są wyższe, sięgają 2300-2400 zł. Tyle trzeba zapłacić za wynajęcie jednopokojowego lokalu w nowym budynku.

Ceny najmu w ostatnich latach rosły. Nie jest to jednak wynikiem podwyżek, ale zmiany struktury mieszkań, które trafiają na rynek najmu. Pojawia się na nim coraz więcej nowych lokali o wysokim standardzie, a średnia stawka za wynajem wzrasta wraz z jakością oferowanych mieszkań.

Warszawski rynek najmu od wielu lat systematycznie się rozbudowuje. Głównie dzięki inwestorom indywidualnym, którzy kupują mieszkania za gotówkę. Inwestowanie w nieruchomości jest dużo bardziej opłacalne niż zakup papierów wartościowych, czy lokowanie kapitału w banku. Stopa zwrotu z inwestycji w mieszkania na wynajem wynosi w Warszawie około 6 proc. rocznie. Ponadto, w przypadku takiej inwestycji dodatkowy zysk może przynieść w dłuższej perspektywie wzrost wartości nieruchomości.

 

 

Autor: Ochnik Development

Aktywna polityka mieszkaniowa miała być jednym z priorytetów nowego rządu. Warto zatem sprawdzić, jak przedstawiają się bezpośrednie wydatki budżetu na cele mieszkaniowe w 2017 r. To ważna kwestia, gdyż tegoroczny budżet jest pierwszym swobodnie zaplanowanym przez obecny rząd. W aktualnym planie finansowym państwa, uwagę zwraca wzrost bezpośrednich wydatków na „mieszkaniówkę”. Ta zmiana nie jest jednak na tyle duża, aby można było mówić o rewolucji.

Mieszkaniowe wydatki budżetu mają być największe od 2003 roku

Informacje udostępnione przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MiB) wskazują, że w 2017 r. na cele mieszkaniowe budżet państwa bezpośrednio ma wydatkować 1,77 mld zł. To oznacza wzrost w stosunku do analogicznego wyniku z 2015 r. (1,36 mld zł) oraz 2016 r. (1,52 mld zł). Warto zdawać sobie sprawę, że trzy podane kwoty uwzględniają tylko bezpośrednie budżetowe wsparcie „mieszkaniówki”. Do tej kategorii nie wlicza się m.in. wydatków związanych ze zwrotem podatku VAT za materiały budowlane.

Po sprawdzeniu mieszkaniowych wydatków państwa z ostatnich 20 lat można stwierdzić, że kwota przewidziana w tegorocznym budżecie będzie najwyższa od 2003 r – tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Przy takich wieloletnich porównaniach, trzeba jednak wziąć pod uwagę dwie kwestie. Po pierwsze, proste zestawienie wydatków mieszkaniowych z 2003 r. oraz 2017 r. nie uwzględnia inflacji. Po drugie, relacja bezpośrednich wydatków mieszkaniowych państwa do PKB, w 2017 r. nadal pozostanie bardzo niska i prawdopodobnie nie przekroczy 0,10%. Analogiczny wynik z 2016 r. wynosił 0,08%. Dla porównania, bezpośrednie wydatki budżetu na sferę mieszkaniową w połowie lat 90 – tych stanowiły około 0,80% krajowego PKB.

Tegoroczny budżet państwa uwzględnia już koszt „Mieszkania Plus”

Dzięki danym MiB, można również dokładnie przeanalizować przeznaczenie wydatków mieszkaniowych państwa w latach 1995 – 2017. Na szczególną uwagę zasługują plany budżetowe dla 2017 r. oraz kwoty z budżetu, które dofinansowały „mieszkaniówkę” w 2015 r. i 2016 r.

Jeżeli dokładniej sprawdzimy przyczyny ubiegłorocznego wzrostu zaangażowania państwa w sferę mieszkaniową, to okaże się, że kluczowe znaczenie miały większe koszty realizacji programu Mieszkanie dla Młodych (0,52 mld zł – 2015 rok, 0,70 mld zł – 2016 rok) – tłumaczy analityk portalu RynekPierwotny.pl. Podwyżka wydatków mieszkaniowych z budżetu w 2017 roku, ma być przede wszystkim efektem kosztów dotyczących programu Mieszkanie Plus. Na uruchomienie Narodowego Funduszu Mieszkaniowego, zarezerwowano bowiem 0,2 mld zł. W skali całego budżetu ta kwota nie jest duża, ale stanowi 11% bezpośrednich wydatków mieszkaniowych państwa zaplanowanych na 2017 r.  Większy udział w bieżącym roku ma mieć koszt dopłat z MdM-u (42%) i Rodziny na Swoim (18%) oraz premii gwarancyjnych dla posiadaczy książeczek mieszkaniowych (14%).

Nie możemy mieć jeszcze pewności, jakie środki z budżetu w kolejnych latach pochłonie realizacja programu Mieszkanie Plus. Budżetowe wsparcie nowego programu to kluczowa kwestia, mimo że Narodowy Fundusz Mieszkaniowy ma finansować swoją działalność głównie poprzez emisję obligacji i kredyty zaciągane pod zastaw otrzymanych gruntów.

Rząd oprócz budowy tanich „czynszówek” planuje również wsparcie budownictwa społecznego oraz dopłaty dla posiadaczy oszczędności mieszkaniowych. Te dwa dodatkowe elementy programu Mieszkanie Plus, będą finansowane głównie ze środków budżetowych. W kolejnych latach możliwości dotowania nowych inicjatyw wzrosną ze względu na zakończenie programu Mieszkanie dla Młodych i coraz mniejsze koszty obsługi Rodziny na Swoim. Pojawienie się wolnych środków na nowe przedsięwzięcia jest ważną kwestią, bo w najbliższym czasie trudno oczekiwać dużego wzrostu bezpośrednich wydatków budżetowych państwa na „mieszkaniówkę”.

 

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

 

Budżet osiągnął nadwyżkę w wysokości 855,1 mln zł – poinformowało Ministerstwo Finansów. Dochody w styczniu i lutym 2017 r. stanowiły 18,7 proc. całkowitych dochodów zaplanowanych na 2017 r., wydatki 15,6 proc. Nie ma rekordu dochodów z VAT – ocenia r. Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

– Zgodnie z harmonogramem, które przygotowało Ministerstwo Finansów na cały 2017 rok, na poszczególne miesiące, to wpływy do budżetu są idealnie skorelowane z tym co zostało zaplanowane. To oznacza, że Ministerstwo Finansów spodziewało się, że i w styczniu i w lutym te wpływy będą ponadprzeciętne – mówi dr. Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Zestawienie danych z Harmonogramu z Szacunkowym wykonaniem budżetu państwa za styczeń-luty 2017 r. pokazuje tę precyzję – wykonanie dochodów tak po styczniu 2017 r., jak i łącznie po dwóch miesiącach br. jest minimalnie różne od tych zaplanowanych przez Ministerstwo Finansów.

Harmonogram przygotowany przez MF wyraźnie także pokazuje, że w marcu 2017 deficyt budżetowy będzie wynosił 6,65 mld zł (a łącznie po 3 miesiącach – 5,8 mld zł). W kwietniu wzrośnie o kolejne 4,7 mld zł, dając łącznie po 4 miesiącach 2017 r. deficyt na poziomie 10,5 mld zł.

Zestawienie tych danych pokazuje, że MF bardzo umiejętnie planuje swoje budżetowe działania tak, aby zminimalizować ryzyko przekroczenia przez deficyt 3 proc. PKB. Dlatego przyspieszyło wypłaty VAT w grudniu 2016 r. zwiększając co prawda w ten sposób deficyt budżetowy w 2016 r. (mogło sobie na to pozwolić znając wykonanie budżetu po 11. miesiącach ubiegłego roku), ale tym ruchem poprawiło sytuację budżetu w pierwszych miesiącach 2017 r., i tym samym w całym 2017 r.

Od stycznia 2017 r. weszła także w życie zmiana dotycząca terminów rozliczeń podatku VAT – wszystkie przedsiębiorstwa (poza małymi podatnikami) rozliczają się w trybie miesięcznym, a nie kwartalnym. W efekcie w styczniu i w lutym wpłynęły do budżetu państwa dochody z VAT, które w latach poprzednich  wpływały dopiero w kwietniu. We wpływach VAT do budżetu widoczny jest także efekt odwróconego VAT w budownictwie. To ostatnie rozwiązanie jest, jak widać po wynikach, dobre dla budżetu, ale może silnie negatywnie wpłynąć na płynność finansową podwykonawców w projektach budowlanych w pierwszej połowie roku. Budownictwo ciągle jest w dołku i pozbawienie mniejszych firm budowlanych (bo to w większości one są podwykonawcami) możliwości wspierania swojej płynności finansowej VATem może tylko sytuację w tym sektorze pogorszyć (firmy te przestają być płatnikami VAT, a swój VAT np. za styczeń 2017 r. będą mogły odebrać najwcześniej w kwietniu).

Patrząc na Harmonogram dochodów i wydatków budżetu na rok 2017 oraz dotychczasowe wykonanie budżetu, widać wyraźnie, że rekordów w dochodach VAT nie ma i nie będzie. I raczej należy trzymać kciuki, aby udało się osiągnąć planowane dochody ogółem na poziomie 325,4 mld zł, gdzie VAT stanowi istotną ich część.

Autor: dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w marcu 2017 r. o 2,0 proc. r/r, ale w stosunku do lutego br. spady o 0,1 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

Po silnym, jak na ostatnie ponad dwuletnie doświadczenia, wzroście cen towarów i usług konsumpcyjnych w lutym 2017 r. (o 2,2 proc. r/r), w marcu inflacja była nieco niższa (2,0 proc. r/r).

Na informacje o źródłach inflacji w marcu br. musimy poczekać na pełną publikację GUS. Można jednak zakładać, że w tym miesiącu nieznacznie wyhamował wzrost cen żywności, który był  bardzo silny miesiąc wcześniej (4,3 proc. r/r). Producenci i sprzedający produkty żywnościowe podnieśli w styczniu i lutym 2017 r. ceny żywności (średnio w ciągu 2 miesięcy o 3,9 proc.) do poziomu, który jest już odczuwalny przez konsumentów i prawdopodobnie są ostrożni. Ale przed nami sezon nowalijek (maj-czerwiec) i wtedy zapewne zobaczymy kolejne silniejsze wzrosty cen żywności.

Prawdopodobnie nieznacznie spadła także dynamika wzrostu cen paliwa. W lutym podniosły one ogólny wskaźnik cen o 0,93 pp. Należy zatem uważnie przyglądać się nie tylko zmianom cen żywności, ale także cen paliwa.

Najważniejsza informacja, która płynie ze wzrostu cen w 1. kwartale 2017 r. jest jednak taka, że nominalny wzrost wynagrodzeń na poziomie 4 proc. (po 2. miesiącach br.), realnie wyniósł nieco ponad 2 proc. Gospodarstwa domowe nie mają się zatem z czego cieszyć. Przedsiębiorcy mogą się cieszyć umiarkowanie, a w pełni cieszyć się może budżet państwa, który znacząco zasilony zostanie  wpływami z VAT i akcyzy.

Autor: dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

Rząd Theresy May uruchomił w imieniu rządu  artykuł 50. Traktatu Lizbońskiego. Oznacza to, że Wielka Brytania rozpoczyna proces wyjścia z Unii Europejskiej. Przedstawiciele biznesu chcieliby, żeby dalsza współpraca handlowa między Wielką Brytanią i krajami UE przebiegała w maksymalnie podobny sposób do aktualnego, czyli zasad obowiązujących w ramach jednolitego rynku – podkreśla Konfederacja Lewiatan.

– Będziemy się aktywnie angażować się w pracę polskich i unijnych negocjatorów, aby dostarczyć im wiedzy o najważniejszych potrzebach i interesach naszych firm. Chodzi o udział w rozmowach zarówno w Polsce, jak i w Unii Europejskiej, wspólnie z BusinessEurope. Niepokoi nas dotychczasowa niska świadomość polskich przedsiębiorców dotycząca potencjalnych zagrożeń dla prowadzenia działalności gospodarczej wynikających z Brexitu. W czarnym scenariuszu za dwa lata nasze ciężarówki wiozące towary z fabryk w Polsce staną w gigantycznych korkach na granicy Unii w Calais, zostaną podniesione cła i wprowadzone dodatkowe procedury administracyjne – mówi Jakub Wojnarowski, zastępca dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan.

Już widać różnicę podejścia UE i Wielkiej Brytanii do samego przebiegu negocjacji. UE stoi na stanowisku, że najpierw należy wynegocjować warunki Brexitu, a potem dopiero zacząć negocjacje umów handlowych z Wielką Brytanią, wtedy już krajem spoza UE. Z kolei Wielka Brytania uważa, że te dwa procesy negocjacyjne powinny toczyć się jednocześnie.  Dzięki temu w momencie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE i konieczności uiszczenia przez nią rachunku związanego z opuszczeniem Wspólnoty – w Brukseli popularnie nazywanego „opłatą rozwodową” (divorce bill) – UE „zaoferuje” jej już wynegocjowane warunki współpracy handlowej.

Przedstawiciele biznesu chcieliby, żeby dalsza współpraca handlowa między Wielką Brytanią poza-UE i krajami UE przebiegała w maksymalnie podobny sposób do aktualnego, czyli zasad obowiązujących w ramach jednolitego rynku.

Dla firm w trakcie negocjacji „rozwodowych” między UE a W. Brytanią, będzie ważne, aby zostały uporządkowane kwestie dotyczące podatków,  w tym VAT. Dyrektywa VAT-owska nie będzie w Wielkiej Brytanii obowiązywać po opuszczeniu UE.

Przedsiębiorstwa transportowe – zarówno firmy oferujące przewozy  ciężarówkami, jak i lotnicze obawiają się, że po wyjściu z UE przestaną także w Wielkiej Brytanii obowiązywać przepisy dotyczące oznakowania towarów, a to może oznaczać konieczność przeprowadzenia powtórnej procedury. Wprowadzenie ceł ograniczy wywóz artykułów motoryzacyjnych. Problemem może być także ochrona własności intelektualnej i zagwarantowanie ochrony polskich produktów także na terytorium brytyjskim. Dla polskich uczelni kłopotem może być wygaszenie umów z uniwersytetami oraz ograniczenie w przepływie osób, co dla realizacji innowacyjnych projektów badawczych stanowić będzie utrudnienie.

BusinessEurope , największa organizacja pracodawców w  Europie, w komunikacie prasowym, stwierdza, że w nowy model relacji między UE a Wielką Brytanią musi:

  • zachować spójność jednolitego rynku opartego na czterech wolnościach;
  • zapewnić możliwie bliskie relacje gospodarcze między UE i Wielką Brytanią;
  • zapewnić łagodne przejście do przyszłego porozumienia handlowego między Wielką Brytania a UE tak, aby biznes miała czas na przystosowanie się do nowej sytuacji;
  • złagodzić efekty uboczne Brexitu dla firm i obywateli;
  • zapewnić maksymalną jasność sytuacji prawnej dla wszystkich zaangażowanych stron poprzez wynegocjowanie realnych rozwiązań w przewidywalnym horyzoncie czasowym;
  • angażować w dyskusje związane z Brexitem wszystkich interesariuszy, aby wypracować właściwe rozwiązania, w tym cła i procedury handlowe, dostęp do rynku i konwergencję systemów regulacyjnych.

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

 

Dla większości Polaków obecny system podatkowy jest nieodpowiedni, przede wszystkim ze względu na jego skomplikowanie i niezrozumienie. 93% Polaków uważa, że system ten powinien zostać uproszczony. Obecny system jest postrzegany jako nieprzyjazny, niesprawiedliwy, skomplikowany i niezrozumiały – wynika z badania przeprowadzonego przez firmę Maison&Partners.

– Przeprowadzone badania pokazały, że jeżeli chodzi o rozumienie systemu podatkowego to jest bardzo źle. Większość Polaków nie rozumie o co w tym systemie chodzi, nie ma świadomości jakie podatki płaci. 16 proc. pracujących na umowę o pracę Polaków jest przekonana, że nie płaci podatku PIT. Ponad 50 proc. z nas uważa, że nie płaci podatku VAT. Przecież w każdym zakupie, który dokonujemy jest uwzględniony VAT – mówi dr hab. Dominika Maison, prof. Uniwersytetu Warszawskiego.

Wiedza Polaków na temat istniejącego w Polsce systemu podatkowego jest bardzo mała. Znajomość rodzaju podatków ze słyszenia nie oznacza również, iż Polacy rozumieją, na czym one polegają.

Po pierwsze bardzo mała jest faktyczna wiedza na temat rodzajów podatków: PIT, VAT, CIT. Chociaż 90% twierdzi, że słyszało o podatku PIT, to cały czas 16% pracujących na umowę o pracę jest przekonana, że nie płaci takiego podatku. Podobnie z podatkiem VAT – 90% słyszało o takim podatku, 70% twierdzi, że wie na czym on polega, ale tylko 42% uważa, że płaci taki podatek. Najmniej znanym podatkiem jest podatek CIT, co nie dziwi, gdyż jest to podatek odprowadzany przez pracodawców. Ponadto 21% Polaków jest przekonana, że nie płaci żadnych podatków, ani PIT-u, ani CIT-u, ani nawet VAT-u.

Uzupełnieniem braku wiedzy na temat działania i zasad systemu podatkowego w Polsce jest również brak świadomości wysokości wynagrodzenia z uwzględnieniem zawartych w nim podatków. Spośród osób pracujących 82% orientuje się ile wynosi ich wynagrodzenie netto, 72% twierdzi, że wie ile wynosi kwota brutto (choć prawdopodobnie wynik ten jest zawyżony), natomiast tylko 36% ma świadomość dodatkowych kosztów ich wynagrodzenia dla pracodawcy i zawartych w nich podatkach.

W świetle toczącej się od lat w mediach dyskusji o tym, czy Polacy wolą system podatkowy progresywny czy liniowy, wyniki pokazują, że poparcie zależy od sformułowania pytania. Jeżeli operuje się tylko nazwą systemu podatkowego (bez jego wyjaśnienia) to 10% jest za obecnie istniejącym systemem progresywnym, 20% za liniowym, ale równocześnie aż 69% nie ma zdania na ten temat (gdyż prawdopodobnie nie ma wiedzy). Natomiast gdy zada się pytanie z podaniem przykładu na konkretnych kwotach (czyli dostarczy wiedzy respondentom), to okazuje się, że poparcie dla liniowego podatku drastycznie wzrasta – 60% Polaków (trzykrotnie więcej niż w pytaniu bez przykładu) wskazuje ten system jako właściwy, a poparcie progresywnego systemu pozostaje na podobnym poziomie (12%) – czyli ma pięciokrotnie mniej zwolenników niż obowiązujący obecnie podatek progresywny. Preferencja wobec systemu liniowego (szczególnie po wyjaśnieniu jego zasad) utrzymuje się w Polsce od lat. Ten obraz wyników pokazywały badania z 2009 zaprezentowane w książce „Polak w świecie finansów” (PWN, D. Maison, 2013).

Z Raportu wynika, że spośród osób pracujących na umowę o pracę 65% rozlicza się samodzielnie. Pozostała jedna trzecia (35%) rozliczających się z podatku PIT nie robi tego samodzielnie. Są to przede wszystkim osoby najmłodsze i o najniższym wykształceniu, które korzystają ze wsparcia rodziny i znajomych. Spośród osób samodzielnie rozliczających podatki aż 40% uważa to zadanie za trudne.

Badanie przeprowadzone przez firmę Maison&Partners pokazuje, że zdecydowana większość, bo aż 70% Polaków, jest za uproszczeniem dotychczasowego systemu podatkowego i wprowadzeniem nowego, w którym pracownicy nie musieliby się rozliczać na koniec roku z podatków, gdyż wszystkie podatki byłyby odprowadzane przez pracodawcę.

91% Polaków uważa, że taki system jest lepszy od dotychczasowego a 68% uważa, że byłby to system lepszy dla Polski niż dotychczasowy. Większość Polaków postrzega taki system jako lepszy dla wszystkich: obywateli, przedsiębiorców i państwa.

– Mamy nadzieję, że działania nowo powstałej koalicji „Polacy na rzecz sprawiedliwych podatków” doprowadzą do wprowadzenia zupełnie nowego systemu podatkowego, który my proponujemy – powiedział Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP. – Starego nie ma sensu już ulepszać i modyfikować. Wszyscy dobrze wiemy, że tworzenie nowych regulacji i przepisów w tym zakresie nie ma przełożenia na realną poprawę, nie tylko w zakresie lepszego stosowania przepisów podatkowych, ale także skutecznego weryfikowania ich przestrzegania. System podatkowy trzeba stworzyć od nowa i to jest fakt. Mówiliśmy o tym już dawno. Przedstawiliśmy wstępne założenia dotyczące nowego systemu podatkowego i cieszy nas, że ta propozycja spotkała się z tak pozytywnym odbiorem większości społeczeństwa – podsumował Kaźmierczak.

Zdaniem większości Polaków (73%) zaproponowany system podatkowy byłby korzystny przede wszystkim dla obywateli (36% – dla obywateli + 37% – dla wszystkich). Znacząco mniej, bo 16% Polaków uważa, że na takim systemie skorzystałoby tylko państwo, a najmniej osób (4%) uważa, iż taki system byłby korzystny wyłącznie dla przedsiębiorców.

Z przytoczonych danych wynika, że taki system podatkowy byłby dla zwykłych obywateli dużo bardziej zrozumiały, a co więcej odciążyłby ich od konieczności sporządzania corocznego rozliczenia podatkowego i zdejmował odpowiedzialność za źle rozliczone podatki.

 

Wypowiedź: dr hab. Dominika Maison, prof. Uniwersytetu Warszawskiego.

42,3 godzin tygodniowo – jak szacuje GUS przeciętnie tyle czasu poświęcił pracy w zeszłym roku przedsiębiorca. To o ponad 3 godziny więcej niż pracownik. Biorąc pod uwagę średnią roczną, kalendarz szefa w 2016 liczył nie 12, a ponad 13 miesięcy.

Główny Urząd Statystyczny opublikował wczoraj informację o rynku pracy w IV kw. 2016 r., uzupełniając po części dane roczne dotyczące aktywności ekonomicznej Polaków. Rok 2016 był dla przedsiębiorców trochę bardziej pracowity niż rok 2015. Stanowili oni mniej niż 1/5 ogółu pracujących, a pracowali ze wszystkich najwięcej.

Liczba pracujących przedsiębiorców stabilna

W 2016 r. średnio pracowało nas 16,2 mln. Zaledwie 18% tej puli stanowili pracujący na własny rachunek, czyli przedsiębiorcy (w tym pracodawcy). Było ich 2,928 mln, o 12 tys. mniej niż w 2015 r., lecz o 32 tys. więcej niż w 2014 r. W perspektywie przeciętnych rocznych liczb liczba osób pracujących na „swoim” utrzymuje się na zbliżonym poziomie od 6 lat, na podstawie czego można wnioskować, że polskie firmy pracują stabilnie.

Z roku na rok przybywa za to pracowników najemnych – o ok. 150 tys. W 2016 r. ich średnia liczba dobiła do 12,84 mln. Wzrost liczby pracujących „dla kogoś” może być jednak bardziej związany ze spadkiem bezrobocia niż z napływem na rynek nowych rąk do pracy, co pokazuje utrzymująca się na podobnym poziomie liczba aktywnych zawodowo (pracujących i bezrobotnych).

W danych GUS znajdują się też informacje o przeciętnej liczbie godzin przepracowanych w tygodniu według statusu zatrudnienia. Generalnie najgorętszym okresem w roku jest III kwartał i generalnie najdłużej pracują przedsiębiorcy. W III kw. 2016 r. 46,2 godzin tygodniowo potrafili spędzić „za biurkiem” pracodawcy, podczas gdy pracownicy najemni z sektora publicznego w swoim miejscu pracy spędzali w tygodniu przeciętnie 38,6 godzin.

W okresie jesienno-zimowym tempo pracy zazwyczaj spada, i tak też było w ostatnim kwartale 2016 r. Nie mniej jednak, zestawiając ze sobą przeciętny tygodniowy czas pracy w skali całego roku, przedsiębiorcy nadal wyrabiają ponad 100% normy.

W 2016 r. przeciętny czas pracy pracujących na własny rachunek wyniósł średnio 42,3 godziny, w porównaniu do 39 godzin przypisanych pracownikom najemnym. W skali roku przedsiębiorcy pracują zatem w tygodniu o 3,3 godziny więcej, co w odniesieniu do liczby tygodni w roku daje dodatkowy miesiąc pracy. To sporo, ale patrząc na lata ubiegłe, pracowitość to po prostu natura polskiego przedsiębiorcy.

Czy w tym roku przedsiębiorcy poświęcą pracy jeszcze więcej czasu? Być może tak, biorąc pod uwagę wprowadzone rewolucjonizujące życie gospodarcze przepisy, które póki co utrudniają pracę właścicielom firm, zastanawiających się od kilku tygodni m.in., jak kwalifikować usługi budowlane na rzecz odwróconego obciążenia w VAT.

Autor: Katarzyna Miazek, Tax Care

W najnowszej uchwale NSA podjętej w dniu 30 stycznia 2017 r. w składzie 7 sędziów Sąd rozstrzygnął, że w przypadku rozwiązania spółki cywilnej na etapie postępowania odwoławczego od decyzji wymiarowej wydanej dla spółki w sprawie VAT organ ma obowiązek umorzyć postępowanie odwoławcze, a nie uchylić tę decyzję i umorzyć postępowanie w sprawie (sygn. akt FPS 5/16). W drugiej uchwale z tego samego dnia NSA uznał, że organ podatkowy ma obowiązek (a nie jedynie prawo – jak dotychczas twierdził fiskus) prowadzić postępowanie w sprawie wymiarowej spółki oraz w sprawie orzeczenia o odpowiedzialności byłych wspólników spółki za jej długi podatkowe z udziałem każdej z osób będących w danym okresie wspólnikiem spółki (sygn. akt I FPS 6/16).

Są to kluczowe rozstrzygnięcia dla spraw odpowiedzialności wspólników spółki cywilnej za podatkowe długi spółki pomimo jej rozwiązania. W praktyce oznaczają one, że wspólnicy spółki cywilnej rozwiązanej na etapie postępowania odwoławczego będą ponosić odpowiedzialność za jej długi podatkowe bez względu na to, czy decyzja fiskusa wydana w I instancji była prawidłowa. Fiskus musi jednak prowadzić postępowanie wobec wszystkich wspólników spółki cywilnej, które są odpowiedzialne za jej długi powstałe w danym zakresie. Wnioski obu uchwał mogą również zostać odniesione do odpowiedzialności wspólników spółki jawnej, partnerskiej oraz do komplementariusza spółki komandytowej albo komandytowo-akcyjnej.

W sprawie w której wypowiedział się NSA fiskus w I instancji odmówił spółce prawa do odliczenia VAT, wydając jej decyzję wymiarową. Decyzja została jednak zakwestionowana przez organ odwoławczy, który uchylił ją i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania organowi I instancji. Zanim jednak doszło do wydania decyzji organu odwoławczego, wspólnicy zdążyli już zlikwidować spółkę. W takiej sytuacji organ odwoławczy stwierdził, że jego rozstrzygnięcie zapadło wobec podmiotu nieistniejącego – a zatem należało stwierdzić jego nieważność i umorzyć postępowanie odwoławcze. Sprawą zajął się Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu, który zakwestionował rozstrzygnięcie o umorzeniu postępowania odwoławczego. Podkreślone zostało, że decyzja wymiarowa wydana w I instancji nie powinna się utrzymać, skoro organ odwoławczy stwierdził jej nieprawidłowość. NSA przedstawił jednak stanowisko odmienne, opowiadając się za umorzeniem postępowania odwoławczego.

Dotychczas tematyka konsekwencji prawnych rozwiązania spółki cywilnej na etapie postępowania odwoławczego była przedmiotem wieloletnich sporów orzeczniczych. Mają one swoje źródło w braku wskazania przez ustawodawcę w sposób jednoznaczny, z jakich przyczyn może dojść do umorzenia postępowania odwoławczego. Według jednego podejścia prezentowanego przez Sądy, skoro wspólnicy spółki cywilnej odpowiadają solidarnie za jej długi podatkowe, to powinni mieć prawo do kwestionowania wymiaru podatku nawet w przypadku rozwiązania samej spółki, a zatem nie można doprowadzić do odebrania im tego uprawnienia poprzez umorzenie postępowania odwoławczego. NSA rozstrzygał tak m.in. w sprawach o sygn. akt I FSK 826/10 oraz I FSK 1338/12. Według podejścia przeciwnego, zaprezentowanego przez NSA m.in. w sprawie o sygn. akt I FSK 94/14, w przypadku rozwiązania spółki cywilnej na etapie postępowania odwoławczego należy je umorzyć – ponieważ dopiero w tym momencie stało się ono bezprzedmiotowe. Nie można bowiem uznać, że już postępowanie w I instancji było bezprzedmiotowe, a tylko wtedy zasadne byłoby uchylenie decyzji wydanej w I instancji i umorzenie postępowania w sprawie.

Najnowsze uchwały NSA oznaczają, że jeżeli wspólnicy spółki cywilnej zdecydują się, bez względu na ekonomiczne uzasadnienie takiej decyzji, na zlikwidowanie spółki, muszą liczyć się z ponoszeniem solidarnej odpowiedzialności za jej długi podatkowe o ile tylko wynikają one z decyzji wymiarowej wydanej jeszcze wobec istniejącej spółki. Dotyczy to również sytuacji, gdy nawet sam fiskus przyznał, że była to decyzja błędna. Jak wskazano, dotychczasowym argumentem przeciwko umorzeniu postępowania odwoławczego był brak zgody na odebranie wspólnikom spółki cywilnej prawa do kwestionowania wysokości zobowiązania podatkowego określonego w decyzji wymiarowej. Powstaje zatem pytanie, czy w istocie umorzenie postępowania odwoławczego powinno wywoływać taki skutek.

W praktyce nie można również wykluczyć sytuacji, w której prawidłowość decyzji wymiarowej zostanie zakwestionowana w drodze prawomocnego rozstrzygnięcia sądowego, który uchylając decyzję organu odwoławczego przekaże mu sprawę do ponownego rozpoznania. Pojawia się zatem kolejne zagadnienie, czy również w takiej sytuacji, jeżeli do rozwiązania spółki cywilnej dojdzie już na etapie ponownie prowadzonego postępowania odwoławczego, organ ma obowiązek umorzyć postępowanie odwoławcze. Będzie to oznaczać utrzymanie w obrocie prawnym decyzji pomimo zakwestionowania jej w drodze prawomocnego rozstrzygnięcia sądowego.

 

Autor: Agata Dziwisz, Starszy Prawnik Praktyki Prawa Podatkowego w KZP

Wypowiedź: Bogdan Zatorski, ekspert consultingu biznesowego Sage.

Obowiązek składania deklaracji VAT w formie elektronicznej od stycznia 2017 r. pod groźbą sankcji administracyjnych. Niedochowanie takiej formy grozi karą jak za wykroczenie skarbowe, czyli grzywna może wynieść nawet 40 tys. zł – to jedne z wielu zmian jakie wprowadza nowelizacja ustawy o VAT, która została przyjęta przez Sejm. Teraz swoje poprawki może wnieść Senat.

– Ta ustawa zaostrza podejście służb skarbowych do faktur, do dokumentów i do obowiązków z tym związanych. Pojawiają się nowe zagadnienia, pojawia się kategoria rzetelność rozliczeń faktury, rzetelność wprowadzania jej do obrotu, rzetelność przyjmowania tej faktury. To są zmiany wprowadzone tą, że ustawą w innej ustawie, czyli w kodeksie karnym skarbowym – mówi newsrm.tv Bogdan Zatorski, ekspert consultingu biznesowego Sage.

Chodzi o zmiany w KKS polegające na zaostrzeniu kar za wykroczenia i przestępstwa skarbowe, włącznie ze zwiększeniem kar pozbawienia wolności (wprowadza je artykuł 4 znowelizowanej ustawy o VAT). Najwięcej emocji budzą zapisy dotyczące artykułu 56 i 62 KKS. Karze za wykroczenie skarbowe „podlega także ten podatnik, który mimo ujawnienia przedmiotu lub podstawy opodatkowania nie składa w terminie organowi podatkowemu lub płatnikowi deklaracji lub oświadczenia lub wbrew obowiązkowi nie składa ich za pomocą środków komunikacji elektronicznej” – to zmiana w art. 56 KKS;

oraz:

„Kto fakturę lub rachunek wystawia w sposób nierzetelny albo takim dokumentem się posługuje, podlega karze grzywny do 720 stawek dziennych albo karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od roku, albo obu tym karom łącznie” – to zmiana w art. 62, par. 2; Dotychczasowa kara tu określona wynosiła „jedynie” do 240 stawek dziennych. Przypomnijmy: stawkę dzienną, o ile KKS na to nie wskazuje, określa sąd na podstawie m.in. dochodów sprawcy, jego stanu majątkowego i warunków rodzinnych. Przyjmując, że minimalna stawka dzienna to 1/30 minimalnego wynagrodzenia nie można zakładać, że na tym poziomie określi ją sąd, może być ona bowiem wielokrotnie wyższa.

Nowością dla firm jest wprowadzenie obowiązku przesyłania deklaracji VAT wyłącznie drogą elektroniczną i w formie elektronicznej. Niedochowanie tej formy zostaje obłożone sankcją jak za wykroczenie skarbowe. Jeśli zatem po Nowym Roku podatnik złoży w terminie prawidłowo wypełnioną deklarację VAT, ale w formie papierowej, podlegać będzie karze. „Dla firm rozliczających VAT, ale też dla biur rachunkowych zmiana w przepisach oznacza konieczność wdrożenia oprogramowania, które pozwoli wygenerować deklarację VAT w formie elektronicznej i przesłać ją w sposób bezpieczny na serwery ministerstwa finansów” – dodaje Piotr Ciski.

Przypominamy, że przewidzianą karą za wykroczenie skarbowe jest grzywna zawierająca się w kwotach między jedną dziesiątą, a dwudziestokrotnością minimalnego wynagrodzenia. W roku 2017 będzie to zatem kwota pomiędzy ok. 200 a ok. 40 000 złotych. Nowelizacja ustawy o VAT nie wprowadziła w tym punkcie żadnych zmian.

Od stycznia 2017 r. firmy będą zmuszone składać deklaracje VAT wyłącznie w formie elektronicznej. Obowiązek ten obejmie przedsiębiorców:

  • mających już teraz obowiązek składania deklaracji podatkowych (a także informacji i rocznego obliczenia podatku) za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej,
  • zarejestrowanych jako podatnicy VAT UE,
  • będących dostawcami objętymi mechanizmem odwróconego obciążenia (należy zwrócić uwagę, że katalog tych przedsiębiorców od 2017 zostaje poszerzony o niektóre firmy z branży budowlanej).

Pozostałych przedsiębiorców VAT obowiązek ten obejmie od stycznia 2018 r.

Czy uczciwe firmy mają powód do obaw?

Zaostrzające się przepisy obejmujące wszystkich podatników budzą niepokój. Rząd zakłada walkę z przestępczością gospodarczą i przeciwdziałanie procederom wyłudzania podatków. Jednak surowsze przepisy mogą być także wykorzystywane do karania drobnych uchybień czy błędów popełnianych nie w złej wierze, przez ludzi uczciwie prowadzących biznes. „Cyfryzacja obiegu informacji między podmiotami a fiskusem, poprawa informacji i możliwości analitycznych stwarza skarbówce warunki do wdrażania prostych mechanizmów wykrywających nawet najmniejsze niedociągnięcia czy uchybienia podatników. Kwestią strategii aparatu skarbowego pozostaje, czy takie drobne przewinienia będą karane i jak dotkliwie. Próby sprostania wymogom ustawy bez odpowiednich narzędzi technologicznych są kłopotliwe i pracochłonne. Dla zachowania bezpieczeństwa prawno-podatkowego przedsiębiorcy powinni zatem już teraz poszukiwać odpowiednich rozwiązań by sprostać wymaganiom ustawy i unikać kłopotów wynikających niekiedy z drobnych pomyłek.

 

źródło: Newsrm.tv

Prowadzący działalność mieszaną przedsiębiorca inaczej odlicza VAT z faktur zakupowych, jeśli tego, co kupuje, używa zarówno do czynności opodatkowanych, jak i do zwolnionych. Będzie tak z fakturą np. za internet czy usługi księgowe.

Przedsiębiorca korzystający ze zwolnienia z VAT-u ani nie płaci podatku należnego od faktur sprzedażowych, ani nie odlicza go od faktur zakupowych. Z kolei czynnemu VAT-owcowi przysługuje prawo do obniżania kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego w takim zakresie, w jakim nabywane przez niego towary i usługi są wykorzystywane do wykonywania czynności opodatkowanych.

A co jeśli przedsiębiorca przykładowo sprzedaje opodatkowane VAT-em usługi związane z prowadzeniem warsztatu samochodowego, a z drugiej jednocześnie świadczy zwolnione z VAT-u usługi szkolenia z zakresu BHP?

W takim przypadku, mamy obowiązek przypisać nabywane towary lub usługi do wykonywania odpowiedniej – zwolnionej bądź opodatkowanej – czynności, a także odrębnie określić kwoty podatku naliczonego wynikające z faktur zakupów. Jeśli wyodrębnienie jest możliwe, przysługuje nam prawo do odliczenia VAT w stosunku do zakupów przeznaczanych na naszą opodatkowaną sprzedaż oraz nie przysługuje w stosunku do tych związanych ze sprzedażą zwolnioną (interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Poznaniu z dnia 26 luty 2016 o sygn. ILPP1/4512-1-880/15-4/MD). Nie zawsze jednak da się tak zrobić.

Dwie działalności, jeden wydatek

Nierzadko nabywane towary i usługi służą wykonywaniu zarówno czynności, w stosunku do których przysługuje prawo do doliczenia VAT-u, jak i tych do których nie ma takiego prawa, a co za tym idzie danego zakupu firmowego nie można przyporządkować do jednego rodzaju czynności wykonywanych przez przedsiębiorcę. W naszym przykładzie takim zakupem związanym zarówno z warsztatem jak i ubezpieczeniami może być faktura za usługi księgowe, które nabywamy w celu rozliczenia obrotu z zarówno warsztatu jak i ubezpieczeń, czy też faktura za telefon i internet używane w obydwu przypadkach.

Odliczenie VAT-u naliczonego od należnego następuje tu jedynie w części, w postaci proporcji. Innymi słowy prawo do odliczenia przysługuje tylko w tej części, w której zakup służy czynnościom opodatkowanym (art. 86 ust. 2a ustawy o VAT). Jak ją wyliczyć?

Wyliczenie proporcji

Proporcja sprowadza się do znalezienia w stosunku procentowym udziału czynności (roczny obrót), w związku z którymi przysługiwało przedsiębiorcy prawo do odliczenia VAT-u, w łącznej wartości czynności (łączny obrót) zarówno objętych VAT-em jak i zwolnionych z niego (art. 90 ust. 3 ww. ustawy). Proporcję określa się w stosunku rocznym na podstawie obrotu osiągniętego w roku poprzedzającym rok podatkowy, w odniesieniu do którego jest ustalana proporcja, zaokrąglając na koniec wynik w górę do liczby całkowitej (art. 90 ust. 4 ustawy o VAT).

 

Przykład

U przedsiębiorcy prowadzącego działalność mieszaną (opodatkowaną i zwolnioną z podatku od towarów i usług) udział obrotu opodatkowanego w obrocie ogółem wynosi 55 %. Otrzymany wynik oznacza, że przedsiębiorca od faktur zakupowych, dokumentujących zakupy wykorzystywane zarówno w działalności zwolnionej jak i opodatkowanej przedsiębiorcy, będzie mógł odliczyć jedynie 55 % wynikającego z nich VAT-u.

 

Proporcja bez proporcji

Może się zdarzyć, że proporcje w zestawieniu obrotu będą bliskie granicy 100% lub 0%. W sytuacji, gdy proporcja:

  • przekroczyła 98 % oraz kwota VAT-u naliczonego niepodlegająca odliczeniu, wynikająca z zastosowania tej proporcji, w skali roku, była mniejsza niż 500 zł – mamy prawo przyjąć, że proporcja wynosi 100 %.
  • nie przekroczyła 2 % – ustawodawca pozwala przyjąć, że proporcja równa się zeru (art. 90 ust. 10 ww. ustawy).
Katarzyna Miazek, Tax Care

Eksperci

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

Izdebski: Koreańskie ryzyko przyciąga kapitał do Polski

Chociaż pierwszy dzwonek w szkołach już wybrzmiał, wielu inwestorów nie wróciło jeszcze z wakacji. Ś...

Rupiński: Luksus w wydaniu on-line

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim ...

WIADOMOŚCI

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...

Rząd zapowiada nowy podatek

Ryczałtowy podatek w wysokości około 300 zł miesięcznie za zatrudnienie pracownika sezonowego - taki...