sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "VAT"

VAT

Przedsiębiorca, któremu kontrahent nie płaci na czas, odzyska zapłacony podatek dochodowy, a dłużnik zapłaci podatek za generowanie długu – m.in. takie rozwiązanie wprowadza kolejna, duża paczka nowelizacji przepisów pod nazwą „50 uproszczeń dla biznesu”. O ile projekt podyktowany jest faktycznymi problemami firm, przedsiębiorców może niepokoić ilość zmian wdrażanych obecnie w prawie, które rewolucjonizują prowadzenie biznesu.

M.in. do ustawy o PIT, ustawy o VAT czy Ordynacji podatkowej ma trafić część z 50 zmodyfikowanych uprawnień, zwolnień podatkowych i odciążeń biurokratycznych – rozwiązań konkretnych problemów, z jakimi na co dzień borykają się firmy. Tak wynika z projektu resortu rozwoju o uproszczeniach w prawie podatkowym i gospodarczym. Większość rozwiązań miałaby wejść w życie 1 stycznia 2018 r.

Propozycje zmian same w sobie można oceniać pozytywnie, choć niektórym z nich brakuje doprecyzowania.

Ulga na „złe długi” w PIT

Wraz z nowym rokiem miałaby się polepszyć sytuacja wierzycieli, którzy od dawna zgłaszają problem nieterminowego regulowania płatności przez kontrahentów. Prawo skonstruowane jest tak, że podatek dochodowy płaci się od wystawionej faktury, choćby nawet nie została uregulowana. Z kolei dłużnik taką nieopłaconą fakturę może wrzucić w koszty.

Jak czytamy w uzasadnieniu do omawianego projektu, „zaistniała potrzeba dokonania zmian w celu poprawy płynności przedsiębiorstw i zmniejszenia zatorów płatniczych”. Zgodnie z projektem, wierzyciele mogliby odejmować od podstawy opodatkowania wartość długu, jeśli w ciągu 120 dni od ustalonego na fakturze czy w umowie terminu jej płatności dłużnik go nie spłaci, a sam wierzyciel nie dokona jego zbycia. Jednocześnie dłużnik musiałby powiększyć podstawę opodatkowania. Modyfikacja podstawy opodatkowania miałaby się odbywać za okres rozliczeniowy, w którym minął 120 dzień od dnia upływu terminu płatności.

Takie rozwiązanie przyjęło się nazywać ulgą na „złe długi” i od lat jest stosowane w podatku VAT – to możliwość odzyskania VAT od faktury nieuregulowanej przez kontrahenta przez co najmniej 150 dni. Również ten zapis resort rozwoju chce zmodyfikować, tj. skrócić okres rozliczania ulgi na złe długi w podatku VAT do 120 dni.

Więcej interpretacji ogólnych

Jednym z uproszczeń kierowanych do właścicieli firm w ramach projektu jest też uporządkowanie interpretacji podatkowych. W tej chwili można natrafić na interpretacje indywidualne sprzeczne z orzecznictwem. Od nowego roku minister finansów miałby wydawać interpretację ogólną, w sytuacji, kiedy pojawi się interpretacja indywidualna uwzględniająca wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, która jednocześnie zawiera stanowisko rozbieżne z dotychczasowym zdaniem fiskusa.

Interpretacja ogólna to wydawana z inicjatywy ministra finansów informacja dla wszystkich podatników oraz urzędów skarbowych, która rozwiązuje kontrowersyjne zagadnienia podatkowe i daje pełną ochronę wszystkim, którzy się do niej zastosują. Nowe zastosowanie interpretacji ogólnej w praktyce jest jednak niepewne. Po pierwsze dlatego, że w projekcie brakuje zapisu, że ta interpretacja ogólna miałaby uwzględniać treść wyroku. Po drugie, minister finansów interpretacje ogólne wydaje ostatnio niechętnie – na dzień dzisiejszy, od początku roku wydał ich jedynie 4 (www.sip.mf.gov.pl). Co więcej, minister finansów może od tego roku wydawać objaśnienia podatkowe, wyjaśniając w nich skomplikowane przepisy prawa podatkowego. Zastosowanie się przez przedsiębiorcę do takiego objaśnienia chroni podobnie jak interpretacja podatkowa. To narzędzie wprowadził „Pakiet 100 zmian dla firm”. Do tej pory jednak objaśnienie podatkowe pojawiło się całe jedno (www.mf.gov.pl).

Zwrot VAT bez wniosku

Jak wynika z projektu „50 uproszczeń dla biznesu”, ułatwić prowadzenie działalności gospodarczej miałoby także zniesienie obowiązku składania wraz z deklaracją VAT wniosku o zwrot podatku. Obecnie taki wniosek muszą składać m.in. ci, którzy ubiegają się o zwrot w trybie przyspieszonym, tj. 25 dniowym. Niestety ci przedsiębiorcy muszą od tego roku spełniać szereg innych dodatkowych obowiązków, m.in. dostarczać fiskusowi potwierdzenie zapłaty podatku przelewem.

W kosztach wartość pracy małżonka i strata w całości

Projekt nowelizacji upraszcza także proces rozliczania przez przedsiębiorcę straty (obniżania o jej wartość dochodu) oraz zatrudniania małżonków, choć obydwie zmiany miałyby wejść w życie dopiero 1 stycznia 2019 r. Dziś, jeśli przedsiębiorca wykaże w danym roku (np. 2013) stratę z działalności, w praktyce nie może jej rozliczyć wcześniej niż w ciągu dwóch lat, a strata nierozliczona przez 5 lat (tj. 2014-2018) przepada. Według projektu, przedsiębiorca uzyska możliwość rozliczenia poniesionej straty jednorazowo (do wysokości 5 mln zł). Resort rozwoju wierzy, że w efekcie wzmocni się pewność zwłaszcza świeżo upieczonych przedsiębiorców, którzy uzyskają możliwość wcześniejszego niż dotychczas „odzyskania” zainwestowanych w firmę środków.

Bez ograniczenia w poczet kosztów przedsiębiorca mógłby również zaliczać wartość pracy zatrudnionego przez siebie małżonka czy małoletniego dziecka, a także małżonków i małoletnich dzieci wspólników bez względu na formę ich zatrudnienia. Aktualnie, przepisy tego wyraźnie zabraniają. Ministerstwo rozwoju oceniło, że to rozwiązanie pozwoliłoby przedsiębiorcy zaoszczędzić ponad 15 tys. zł przy rocznej pensji małżonka na poziomie 104 tys. zł (tj. mniej więcej dwukrotności przeciętnego wynagrodzenia w I kwartale 2017 r., czyli 4355 zł miesięcznie).

Nowelizację się piętrzą

Powyższe modyfikacje przepisów to tylko część zapowiadanych zmian w ramach projektu. Projekt zakłada nowelizację aż 19-stu ustaw i to ustaw regulujących wyjątkowo różnorodną tematykę, bo poza podatkami zmienia m.in. relację pracodawca-pracownik, sposób funkcjonowania spółek prawa handlowego, obrót alkoholem czy nawet definicję motocyklu. Projektowi zarzuca się więc, że objęcie tak szerokiej tematyki jedną ustawą nowelizującą kłóci się z ogólnym celu projektu, jakim jest wprowadzenie uproszczeń dla przedsiębiorców. Prawo powinno być uchwalane w sposób spójny i nie podlegać częstym zmianom, na co opiniując projekt, zwróciła uwagę Krajowa Rada Sądownictwa.

Trudno się z powyższym stanowiskiem nie zgodzić, zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę pozostałe projekty, którymi obecnie zajmują się rządzący, a które rewolucjonizują życie przedsiębiorców. Przede wszystkim warto wspomnieć o zaakceptowaniu w zeszłym tygodniu przez rząd Prawa przedsiębiorców – ustawy zmieniającej rdzeń przepisów o prowadzeniu działalności. W międzyczasie Sejm uchwalił nowelizację przepisów o podatku dochodowym, wprowadzając m.in. wyższy próg braku amortyzacji, o czym Tax Care sygnalizował na początku listopada. Teraz parlament zajmuje się jeszcze nowatorskimi ustawami o split paymencie czy STIR, które również były przedmiotem analizy Tax Care.

Pakiet „50 uproszczeń” poznaliśmy pod koniec września br. i jest on obecnie opiniowany. To naprawdę dużo radykalnych zmian na raz i przez to, mimo, że wszystkie z założenia mają ułatwić przedsiębiorcom życie, w rzeczywistości mogą utrudnić przedsiębiorcom prowadzenie biznesu.

Jej powodem jest wprowadzenie mechanizmu tzw. podzielonej płatności (split payment), który sprawi, że obszar VAT w przedsiębiorstwach znajdzie się pod ścisłym nadzorem urzędów skarbowych. Jednocześnie przedsiębiorstwa korzystające ze split payment będą mogły szybciej uzyskiwać zwrot podatku i uchronić się przed częścią sankcji podatkowych. Zmiany miałyby wejść w życie 1 kwietnia 2018 r. 

Projekt nowelizacji ustawy o VAT został przekazany do Senatu, który ma 30 dni na przyjęcie ustawy, wniesienie poprawek i skierowanie projektu ponownie do Sejmu lub odrzucenie w całości. Nowelizacja zakłada wprowadzenie mechanizmu tzw. podzielonej płatności (split payment), mającego na celu uszczelnienie podatku VAT.  Model split payment będzie dotyczył wyłącznie transakcji dokonywanych pomiędzy przedsiębiorstwami. Po nowelizacji nabywca towarów lub usług będzie decydował, czy przekaże sprzedawcy całą kwotę płatności, czy zrealizuje ją w modelu podzielonej płatności, w którym kwota netto trafia na rachunek rozliczeniowy sprzedawcy, a kwota z tytułu podatku VAT – na  specjalne konto VAT kontrahenta. Wprowadzenie split payment budzi obawy wśród przedsiębiorstw. Dotyczą one przede wszystkim ryzyka utraty płynności finansowej i konieczności stałego kontrolowania rozliczeń z klientami i fiskusem. Z drugiej strony, split payment umożliwi podatnikom zabezpieczenie środków koniecznych do opłacania podatku należnego fiskusowi, ochronę przed częścią sankcji podatkowych, a także zdecydowanie przyspieszy uzyskiwanie zwrotu VAT.

Specjalne konto VAT pod ścisłym nadzorem

Zgodnie z założeniami nowelizacji, korzystanie z modelu split payment ma być dobrowolne. W praktyce decyzję o wyborze tego mechanizmu będzie podejmowała strona dokonująca płatności, czyli nabywca towarów lub usług. Jeśli więc sprzedawca nie będzie chciał korzystać ze split payment, będzie musiał uzgodnić to najpierw ze swoim klientem. To oznacza, że każdy podatnik VAT będzie musiał posiadać dwa odrębne konta: podstawowe – do prowadzenia własnej działalności gospodarczej i specjalne – do celów VAT.

Zgodnie z nowelizacją, rachunek VAT dla przedsiębiorstwa będzie automatycznie zakładany przez bank lub Spółdzielczą Kasę Oszczędnościowo-Kredytową (SKOK), w której firma ma już rachunek rozliczeniowy do celów gospodarczych. Założenie i prowadzenie takiego konta nie będzie wiązało się z zawieraniem dodatkowej umowy czy kolejnymi kosztami. W modelu podzielonej płatności, nabywca będzie wykonywał jeden przelew w kwocie brutto. Rozdzielenie kwoty na netto i VAT będzie zadaniem instytucji bankowej, która z tego tytułu będzie mogła pobierać opłatę. Wartość opłaty nie będzie jednak wyższa niż tej za przelew bez zastosowania mechanizmu split payment.

Konto do celów VAT będzie pod stałym nadzorem administracji podatkowej. Przedsiębiorstwo będzie mogło używać go wyłącznie do uzyskiwania płatności VAT od nabywców towarów czy usług, wpłacania należności podatkowej do urzędu skarbowego lub do zapłaty VAT swoim dostawcom.

Obecnie split payment funkcjonuje we Włoszech, Czechach, Turcji, a od niedawna również w Rumunii. W tych krajach korzystanie z tego mechanizmu jest dobrowolne, a strona dokonująca płatności samodzielnie dzieli ją na dwa oddzielne przelewy bankowe. Zastosowanie split payment powinno być indywidualną decyzją podatnika, rozpatrywaną m.in. w oparciu o aktualną sytuację finansową przedsiębiorstwa, rodzaj przepływów pieniężnych, procesy księgowania czy relacje z kontrahentami. Części przedsiębiorstw mechanizm ten pomoże zarządzać obszarem VAT, innym przysporzy dodatkowych problemów – w skrajnych przypadkach może nawet zachwiać płynnością finansową firmy. Środki na koncie VAT będą tymczasowo zamrażane. Jeśli właściciel konta będzie chciał przeznaczyć je na inwestycje czy inne zobowiązania niż te wynikające z przepisów VAT, będzie musiał uzyskać pozwolenie naczelnika urzędu skarbowego, który będzie miał na decyzję aż 60 dni. W związku z ryzykiem zachwiania płynności finansowej, Ministerstwo Finansów przewiduje wprowadzenie specjalnie skonstruowanej oferty kredytowej dla przedsiębiorstw, które zdecydują się na split payment, ale szczegółów jeszcze nie znamy – komentuje Maciej Królikowski, VAT Expert w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

Uproszczony i szybszy zwrot VAT

Obecnie Urząd Skarbowy ma aż 60 dni na rozpatrzenie wniosku o zwrot VAT oraz prawo do przedłużenia tego terminu. Przedsiębiorstwa, które chcą ubiegać się o zwrot VAT w przyspieszonym, 25-dniowym terminie, muszą spełnić szereg wymogów formalnych. Firma musi wykazać m.in., że kwoty naliczonego podatku wykazane w deklaracji podatkowej wynikają z odpowiednich faktur i dokumentów celnych, a następnie złożyć w urzędzie skarbowym potwierdzenie, iż dokumenty te zostały opłacone. Ponadto, kwota nadwyżki wynikająca z poprzedniej deklaracji podatkowej nie może przekroczyć 3 tys. złotych. Jednocześnie w ramach procedury postępowania weryfikacyjnego, organy podatkowe mają możliwość przedłużenia terminu zwrotu podatku VAT, co często prowadzi do długotrwałego „zamrożenia” środków w przedsiębiorstwie, w wysokości należnego zwrotu.

Zgodnie z nowelizacją, przedsiębiorstwo korzystające z mechanizmu podzielonej płatności nie będzie musiało spełniać powyższych warunków, aby szybciej uzyskać zwrot podatku VAT. Jeśli podatnik zawnioskuje o przelanie zwrotu na rachunek służący rozliczeniom podatku VAT z Urzędem Skarbowym, otrzyma go w terminie do 25 dni. W tym wypadku ustawodawca nie przewiduje możliwości przedłużenia terminu otrzymania zwrotu, co jest nowością proceduralną dla urzędów skarbowych i dobrą wiadomością dla przedsiębiorstw.

Niższy podatek i mniej sankcji

Przedsiębiorstwa korzystające z mechanizmu split payment będą miały możliwość obniżenia wartości należnego podatku VAT. Będzie to dotyczyło podatników, którzy opłacą swoje zobowiązanie podatkowe w całości z rachunku VAT, w terminie wcześniejszym niż narzucony przez ustawodawcę. Oszczędności te będą jednak niewielkie. W ramach dodatkowej zachęty, wobec podatników posługujących się tym mechanizmem, nie będzie stosowana część sankcji zdefiniowanych w Ustawie o VAT.

Ustawa o VAT wskazuje katalog towarów, w przypadku których nabywca jest obarczony odpowiedzialnością podatkową za zaległości VAT spowodowane przez dostawcę. Podatnik, który będzie stosował split payment nie będzie musiał obawiać się tzw. odpowiedzialności solidarnej w ramach tego katalogu towarów. Dodatkowo, taki podatnik nie będzie objęty regulacjami dotyczącymi stawek sankcyjnych, które mogą zwiększyć podatek należny nawet o 100 proc. oraz odsetki za zwłokę do 150 proc. Przykładowo, jeżeli w toku kontroli podatkowej lub celno-skarbowej urząd stwierdzi, iż podatnik zaniżył kwotę zobowiązania lub zawyżył kwotę zwrotu podatku VAT o 100 tys. zł, to nie obejmie go sankcja w wysokości 20 tys. zł. Natomiast, jeśli urząd stwierdzi, że podatnik uwzględnił w swoim rozliczeniu fakturę na 100 tys. zł, choć faktycznie nie doszło do zakupu czy sprzedaży, to stosowanie mechanizmu split payment uchroni podatnika przed sankcją w wysokości 100 tys. zł oraz zwiększonymi odsetkami ustawowymi – wyjaśnia Maciej Królikowski, VAT Expert w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

Choć split payment wydaje się skutecznym rozwiązaniem do walki z wyłudzeniami VAT, jego wprowadzenie będzie wyzwaniem dla przedsiębiorstw w Polsce. Kluczowa w tym kontekście wydaje się dobrowolność wyboru tego mechanizmu. Decyzja o stosowaniu podzielonej płatności powinna być podejmowana w oparciu o analizę indywidualnej sytuacji finansowej przedsiębiorstwa. Firmom, które wykluczą ryzyko utraty płynności finansowej, split payment może przynieść szybszy dostęp do zwrotu VAT i ochronę przed częścią sankcji podatkowych.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Upadek polskiej branży elektronicznych papierosów, rozwój szarej strefy, drastyczny wzrost kosztów dla użytkowników, a nawet powrót do palenia tytoniu – taki efekt może przynieść znowelizowana ustawa o podatku akcyzowym, która ma wejść w życie już 1 stycznia 2018 r. Producenci apelują do posłów o weryfikację projektu ustawy i racjonalne zmiany.

Rynek e-papierosów rozwija się w Polsce dopiero od kilku lat, jednak już teraz jego wartość jest szacowana na 500 mln zł, plasując nasz kraj w czołówce nie tylko Europy, ale i świata. Polski kapitał rośnie w siłę, a rodzimi producenci płynów do elektronicznych papierosów planują lub już prowadzą działalność eksportową. Liczba użytkowników e-papierosów w Polsce to aktualnie ponad 1,5 mln osób, z czego duża część to byli palacze tradycyjnego tytoniu. Tak dobra sytuacja tego rozwojowego sektora naszej gospodarki może się jednak niebawem diametralnie zmienić.

Ministerstwo Finansów przygotowało znowelizowany projekt ustawy o podatku akcyzowym, w którym zakłada wprowadzenie od 1 stycznia 2018 r. akcyzy na płyny do e-papierosów w wysokości 0,50 zł/ml. Oznacza to wzrost ceny jednej buteleczki liquidu o pojemności 10 ml aż o 5 zł (np. z 10 do 15 zł). Producenci tych wyrobów alarmują, że tak wysoki jednorazowy skok akcyzy, jeden z najwyższych w historii tego podatku w Polsce, negatywnie odbije się na polskiej gospodarce.

Plan Ministerstwa Finansów a rzeczywistość

Branża e-papierosów wspólnie uznaje, że szanse na to, aby projekt znowelizowanej ustawy o podatku akcyzowym w aktualnym brzmieniu przyniósł oczekiwane przez Ministerstwo Finansów rezultaty, zarówno w zakresie ochrony zdrowia, jak i wpływów do budżetu państwa, są bardzo małe.

Drastyczny wzrost cen

Wysoka stawka akcyzy, 0,50 zł/ml e-liquidu, jedna z najwyższych w Europie pod kątem rozporządzalnego dochodu obywateli, przyniesie od 2018 r. drastyczny wzrost cen dla konsumentów.

– Szacunkowe roczne koszty używania płynów do elektronicznych papierosów zwiększą się z 1825 zł do 2775 zł. Oznacza to, że korzystanie z e-papierosów i e-liquidów będzie tylko o 24% tańsze w stosunku do tradycyjnego palenia. W efekcie możemy mieć do czynienia z powrotem Polaków do tytoniu. Tymczasem elektroniczne papierosy są wykorzystywane w terapiach antynikotynowych i, jak podaje Ministerstwo Zdrowia Wielkiej Brytanii, stanowią lepszą i przede wszystkim o wiele mniej szkodliwą dla zdrowia alternatywę dla tradycyjnych papierosów – mówi Justyna Lipowicz z LIPRO e-Liquid Production.

Rozwój szarej strefy

Po wprowadzeniu akcyzy na płyny do elektronicznych papierosów Ministerstwo Finansów liczy na wpływy do budżetu państwa rzędu 75 mln zł rocznie. Przykłady innych krajów Unii Europejskiej pokazują jednak, że wprowadzenie za wysokiej jednorazowej stawki podatku może spowodować skutki przeciwne do zamierzonych. We Włoszech (stawka akcyzy 0,37 EUR/ml) doprowadziło to już do wzrostu szarej strefy oraz upadku wielu mniejszych przedsiębiorstw. Włoski rząd spodziewał się wpływów budżetowych w kwocie 86 mln euro za 2015 rok. Rzeczywiste wpływy wyniosły jednak zaledwie 5,18 mln euro, czyli 6% założonego planu.

Widmo zapaści sektora polskiej gospodarki

Zgodnie z projektem ustawy akcyzowej, producenci e-liquidów będą zobligowani do założenia i prowadzenia tzw. składów akcyzowych. Działania przygotowawcze mogą zająć kilka miesięcy, a każdy z przedsiębiorców będzie musiał wyłożyć 50-100 tys. zł oraz dodatkowo 250-300 tys. zł na zabezpieczenie składów.

– W obecnym kształcie projektu ustawy obowiązek podatkowy na dzień 1 stycznia 2018 r. będą mogli spełnić tylko przedstawiciele rynku wyrobów tytoniowych, czyli międzynarodowe koncerny. Natomiast polska branża e-papierosów to w większości małe i średnie przedsiębiorstwa, które nie posiadają założonych składów akcyzowych. Jest duże prawdopodobieństwo, że potrzebne inwestycje z tym związane będą dla nich wręcz zabójcze. Taka sytuacja z kolei może przyczynić się do powstania tzw. szarej strefy – tłumaczy Justyna Lipowicz. – Trzeba pamiętać, że to sektor MŚP napędza budżet państwa płacąc podatki VAT i PIT oraz tworząc nowe miejsca pracy – dodaje.

Przedsiębiorcy e-papierosowi wskazują, że niesie to ryzyko skupienia krajowego rynku elektronicznych papierosów w rękach kilku zagranicznych koncernów, co wiązałoby się z zahamowaniem rozwoju polskiego kapitału.

Rodzime firmy apelują do posłów

Od momentu publikacji obecnego projektu ustawy o podatku akcyzowym mali i średni producenci płynów do e-papierosów publicznie apelują do rządu o wprowadzenie zmian, które ograniczą negatywne skutki ustawy. W tym celu odbyły się również spotkania z przedstawicielami branży, m.in. w Warszawie i w Katowicach, podczas których firmy tłumaczyły zawiłości ustawy.

– Jako młoda branża jesteśmy głęboko rozczarowani podejściem Ministerstwa Finansów do prac nad ustawą akcyzową bez stosownych analiz rynku, dyskusji z sektorem oraz bez wyciągania wniosków z doświadczeń innych państw w tym zakresiemówi Tomasz Chmal, przedstawiciel firmy A-Sense.

W oficjalnym liście wysłanym do posłów producenci postulują o wprowadzenie stopniowego wzrostu stawki akcyzy na płyny do elektronicznych papierosów:

  • Etap I 2018 r. – 0,10 zł/ml
  • Etap II 2019 r. – 0,20 zł/ml
  • Etap III 2020 r. – 0,30 zł/ml – akceptowalna przez rynek stawka końcowa

Przedsiębiorcy są przekonani, że tylko takie racjonalne rozłożenie w czasie stawki akcyzy przyniesie pozytywne rezultaty, tj.:

  • dalszy rozwój obiecującej polskiej branży e-papierosów oraz polskiej przedsiębiorczości,
  • osiągnięcie zakładanych wpływów z akcyzy do budżetu państwa,
  • większą akceptację stopniowego wzrostu cen przez konsumentów,
  • łatwiejszy dostęp do wyrobów obarczonych mniejszym, w stosunku do tradycyjnych papierosów, ryzykiem odziaływania na zdrowie.

Ustawa akcyzowa do zmiany

Poważne obawy co do słuszności projektu ustawy podzielają także eksperci podatkowi.

– Płyny do e-papierosów, ale też wyroby nowatorskie powinny być opodatkowane niską, kwotową stawką akcyzy, liczoną dla tych wyrobów odpowiednio od 1 ml lub 1 kg tytoniu. Wprowadzenie niższych niż zaproponowane przez Ministerstwo Finansów stawek akcyzy na te dotychczas nieopodatkowane wyroby zachęcałoby do płacenia podatku i ograniczałoby rozwój szarej strefy. Jednocześnie pozwalałoby Ministerstwu Finansów monitorować rynek i reagować propozycją podwyżki lub obniżenia podatku w zależności od sytuacji – mówi Marcin Zimny, doradca podatkowy, autor publikacji „Akcyza. Komentarz”.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Już 22 listopada br. podczas największych w Europie Środkowo – Wschodniej motoryzacyjnych targów dla biznesu Fleet Market, które odbędą się w Centrum EXPO XXI w Warszawie, swoje najnowsze samochody osobowe i użytkowe zaprezentują wszyscy wiodący importerzy samochodowi. 

Fleet Market 2017 to już dziewiąta edycja targów organizowanych przede wszystkim z myślą o przedsiębiorcach i właścicielach firm, którzy są obecnymi lub potencjalnymi nabywcami samochodów firmowych i usług flotowych. W tym roku potwierdzone modele premierowe to m.in. Audi A8, BMW X3, Citroën C3 Aircross, DS7 Crossback, Ford GT, Ford Fiesta Vignale, Hyundai Kona, Hyundai i30N, KIA Stinger, KIA Stonic, Mercedes Klasy X, Nissan Leaf, Opel Insignia GSi, SEAT Arona, Škoda Karoq, Volkswagen Polo czy Opel Vivaro Tourer.

Poza tym na targach Fleet Market będzie można zobaczyć modele ekologiczne, specjalistyczne, czy limuzyny. Zaprezentowane zostaną między innymi: Toyota Prius Plug- In, Lexus NX, Renault Zoe, Lexus LS, Volkswagen T-Roc, Audi TT, Opel Combo Izoterma,  Volvo S90 czy Iveco Daily.

Uczestnicy targów będą mogli w jednym czasie i w jednym miejscu porównać ze sobą auta z tych samych segmentów, co jest niewątpliwą zaletą przy podejmowaniu decyzji zakupowych. Samochody zdaniem wielu osób są dziś narzędziem, a ich użytkowanie usługą. Dlatego, mimo, że prezentacja aut stanowi znaczną część ekspozycji, to podczas targów Fleet Market będzie można znaleźć wystawców i ekspertów reprezentujących usługi związane z finansowaniem, leasingiem, wynajmem czy szacowaniem wartości, za jaką po kilku latach będziemy mogli sprzedać nasz samochód. Ponadto, specjalnie dla gości, eksperci od finansów będą mogli przeprowadzić symulację finansowania dla wybranego modelu. Dzięki niej zobaczymy, ile samochód będzie nas kosztował miesięcznie, co wejdzie w skład raty i czy w jednej opłacie będziemy mogli zawrzeć sezonową wymianę opon. Być może korzystniejszym rozwiązaniem jest ponoszenie zaledwie części tych opłat, w zamian za możliwość użytkowania.

Targi to także dostępna dla gości część konferencyjna. Tegoroczny panel konferencyjny skupi się przede wszystkim wokół takich zagadnień jak: oferta finansowania samochodów do firm z sektora MŚP. Przedstawimy oferty programów finansowych importerów, a także firm leasingowych i car fleet management. Eksperci omówią zalety fiskalne tego typu rozwiązań. Jak zawsze nie zabraknie analizy nadchodzących w 2018 roku zmian prawnych i podatkowych, ze szczególnym uwzględnieniem zmian w podatku VAT, PIT i CIT.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w październiku 2017 r. o 2,1 proc. r/r, a w stosunku do września br. o 0,5 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

We wrześniu i w październiku 2017 r. wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych był wyraźnie wyższy niż w ostatnich miesiącach – odpowiednio 2,2 proc. i 2,1 proc. r/r. Inflację na takim poziomie obserwowaliśmy ostatnio w lutym br. (2,2 proc.), a wcześniej – w końcu 2012 r/ (2,4 proc.). Nie jesteśmy zatem przyzwyczajeni do takich wzrostów cen. Szczególnie, że są one w ponad 50 proc. generowane przez wzrosty cen żywności. We wrześniu br. wkład żywności  we wzrost CPI wyniósł 1,16 punktu procentowego, sierpniu – 1 punkt procentowy (przy inflacji 1,8 proc.), w lipcu 1,04 pp (przy inflacji 1,7 proc.), w czerwcu 0,86 (przy inflacji 1,5 proc.).

To ciekawe zjawisko, bowiem zbiory zboża, ziemniaków, buraków cukrowych były nieco  wyższe niż w 2016 r., zbiory warzyw pozostały na podobnym do zeszłorocznego poziomie. Spadek dotyczył jedynie zbiorów owoców – owoców z drzew aż o 30-35 proc., a z krzewów o ok. 15 proc. (GUS). Do tego doszły silnie rosnące ceny masła, ale to już zasługa cen na rynkach światowych. W październiku swój udział mają zapewne też ceny jaj.  Nie mogło to pozostać bez wpływu na ceny żywności, ale nie w tak dużym stopniu jak obserwujemy to od początku 2017 r., a szczególnie w ostatnich miesiącach.

Wydaje się, że sprawa jest oczywista. Żywność to produkt podstawowy, a tym samym jego elastyczność cenowa jest niska, czyli wzrost cen nie zmniejsza lub w niewielkim stopniu zmniejsza popyt na produkty żywnościowe. Prędzej wzrost cen żywności wpłynie na spadek popytu na inne produkty. Producenci i sprzedawcy produktów żywnościowych wiedzą o tym i korzystają z dobrej koniunktury gospodarczej oraz dosypywania co miesiąc ok. 2 mld zł z budżetu państwa do portfeli części gospodarstw domowych (500+). Podnoszą ceny, wiedzą bowiem, że jeśli będzie trzeba, po prostu mniej będziemy oszczędzać. A przy niższych dochodach rozporządzalnych mniej będziemy kupować np. dóbr trwałego użytku.

W największym stopniu silnie rosnące ceny żywności uderzają w gospodarstwa domowe o niskich dochodach. Żywność w ich wydatkach ma bowiem dominujący udział.

Ale są też beneficjenci ponad 2-procentowej inflacji – budżet państwa, do którego wpływa więcej dochodów z podatków pośrednich, głównie z VAT. I w wyniku wzrostu konsumpcji, i dlatego że rosną ceny.

Ciekawe jak to utrwalanie się wyższego poziomu inflacji, w tym szczególnie silnego wzrostu cen żywności skomentują członkowie Rady Polityki Pieniężnej. Skomentują, bo decyzji o niepodnoszeniu stóp procentowych na pewno nie zmienią. Przynajmniej do połowy, a może nawet końca przyszłego roku.

 

Komentarz: dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

Promocja biur rachunkowych w social media, kontrowersyjne zmiany w prawie podatkowym czy praktyczne warsztaty z obsługi najnowszych funkcji aplikacji wspierającej nowoczesną księgowość. Tak wyglądała pierwsza odsłona cyklu konferencji zorganizowanych przez SaldeoSMART, przeznaczona dla księgowych i osób związanych z branżą finansowo-rachunkową.

Żyjemy w zdigitalizowanym społeczeństwie i jako producent aplikacji księgowej zdajemy sobie sprawę z tego, że zmiany zachodzące w branży księgowości są coraz bardziej dynamiczne i wymagają odpowiednich rozwiązań systemowych. Konferencje były odpowiedzią na rosnącą potrzebę wymiany doświadczeń na temat naszego oprogramowania, a także wskazania na obszary, które warto rozwijać, aby w pełni sprostać rosnącym wymaganiom wobec biur rachunkowych. Chcieliśmy również opowiedzieć o planach na przyszłość i nowych funkcjach, o które już wkrótce poszerzymy ofertę – mówi Edyta Wojtas, wiceprezes zarządu i analityk biznesowy w BrainSHARE IT.

Twarzą w twarz z cyfryzacją

Każde z konferencyjnych wydarzeń zainaugurowało podsumowanie głównych zmian w aplikacji SaldeoSMART połączone z praktycznymi warsztatami doskonalenia ich obsługi. Uczestnicy poznawali tajniki nowoczesnego prowadzenia firmowej kasy oraz efektywnego przekazywania informacji klientom biur rachunkowych.

Takie spotkania są znakomitą okazją do zgłębienia wiedzy na temat oferowanych przez SaldeoSMART funkcjonalności. Z doświadczenia wiemy, że mimo częstych komunikatów o dostępnych aktualizacjach i rozszerzeniach nasi klienci nie zawsze mają czas na dokładnie zapoznanie się z nowymi możliwościami aplikacji – podkreśla Krzysztof Wojtas, prezes zarządu i architekt systemu SaldeoSMART w BrainSHARE IT.

– Bardzo udana konferencja. W trakcie jej trwania w bardzo przystępny sposób zostały zaprezentowane funkcjonalności SaldeoSMART. Konferencja stała się też dobrą okazją do wymiany doświadczeń z innymi użytkownikami programu. Polecam uczestnictwo w kolejnych edycjach – podsumowuje Mariusz Raszczyk z Kancelarii Doradców Podatkowych „Verum” s.c.

Podczas konferencji uczestnicy wzięli również udział w szkoleniu z obecności i promocji biura rachunkowego w mediach społecznościowych oraz panelu dyskusyjnym poświęconym Jednolitemu Plikowi Kontrolnemu i planowanym zmianom w VAT.

Ważnym punktem programu była prezentacja poświęcona ułożeniu współpracy z dużą spółką i wymagającym klientem, a także przedstawienie planów rozwojowych systemu SaldeoSMART.

– Od początku zależy nam przede wszystkim na tym, aby system spełniał realne potrzeby naszych klientów. Dyskusja, która towarzyszyła prezentacji dotyczącej zastosowaniu elektronicznego obiegu dokumentów, pozwoliła nam nie tylko lepiej poznać oczekiwania użytkowników wobec aplikacji SaldeoSMART, ale też ustalić priorytety we wdrażaniu planowanych nowości w programie – tłumaczy Edyta Wojtas.

– Spotkanie się i podsumowanie zmian w programie było bardzo cenne. To było dla mnie okazja, żeby dowiedzieć czegoś nowego – nie tylko o nowościach, ale także o funkcjach, z których korzystamy już od dawna – ocenia Piotr Cybula z Kancelarii Biegłego Rewidenta „PC – PARTNER”.

 

Źródło:  materiały prasowe firmy

Co piąty Polak (21%) nie wie, jakie jest główne źródło finansowania programu „Rodzina 500 plus”, a jedynie 38% badanych ma świadomość, że tym źródłem są płacone przez nich podatki – tak wynika z badania przeprowadzonego dla serwisu ciekaweliczby.pl na panelu Ariadna.

Badanie pokazuje również, że aż 40% Polaków uważa, że pieniądze na program „500 plus” pochodzą z podatków płaconych przez innych ludzi, firmy lub ze środków rządowych. Analiza wyników z uwzględnieniem sympatii politycznych badanych dowodzi, że w elektoracie Prawa i Sprawiedliwości jest stosunkowo najwięcej osób (25%) błędnie przekonanych, że rząd ma własne pieniądze, z których wypłaca „500 plus”. Dla porównania – wśród sympatyków Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej czy Kukiz’15 ten odsetek jest prawie pięciokrotnie mniejszy (5-6%). Najwięcej osób mających świadomość, że to z ich  podatków finansowane są wypłaty „500 plus” jest wśród sympatyków Platformy Obywatelskiej – 55%. Z kolei wśród sympatyków Kukiz’15 najwięcej jest osób, które nie mają wiedzy na temat pochodzenia środków na ten cel (41%).

Znajomość źródeł finansowania rządowego programu jest zależna od wykształcenia. Najwięcej osób, które nie wiedzą, skąd rząd ma pieniądze na „500 plus” jest wśród osób z wykształceniem podstawowym (36%), a najmniej – z wyższym (12%).

„To kolejne badanie, które pokazuje, że świadomość ekonomiczna w społeczeństwie nie jest najwyższa, a to może sprawiać, że hasła polityki socjalnej padają na podatniejszy grunt”- komentuje dr Tomasz Baran z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Niezależnie od sympatii politycznych poziom edukacji ekonomicznej Polaków pozostawia wiele do życzenia. Część społeczeństwa nie ma świadomości, że coś takiego jak „pieniądze rządowe” nie istnieje. Pieniądze, które są przeznaczone czy to na wypłaty „500 plus”, czy na edukację czy ochronę zdrowia pochodzą z tego samego źródła, czyli z podatków płaconych przez obywateli oraz firmy. Nawet osoby bezrobotne często nie mają świadomości, że kupując różne produkty, również zasilają budżet państwa płaconym przez siebie podatkiem VAT.

 Z przeprowadzonego badania wynika również, że nieco ponad połowa Polaków (53%) dostrzega prawidłowość, że ceny produktów i usług rosną, jeśli ludzie mają więcej pieniędzy i zaczynają więcej wydawać. 13% badanych uważa, że ceny produktów i usług w ogóle nie zależą od ilości wydawanych pieniędzy, 5% uważa, że ceny wtedy maleją, a co piąty badany nie jest w stanie odnieść się do tej kwestii.

 Największy odsetek osób, które uważają, że ceny produktów i usług w ogóle nie zależą od ilości wydawanych pieniędzy jest wśród sympatyków PiS (20%), a najmniejszy – wśród Kukiz’15 (4%). Według badania większość Polaków (69%) dostrzega, że obecnie płaci więcej za tę samą ilość produktów niż rok temu, 7% uważa że płaci tyle samo, a 3% że płaci mniej.

Wzrost wydatków konsumpcyjnych w gospodarce, który w dużej mierze spowodowany jest programem „500 plus”, przyczynia się pośrednio do wzrostu cen. Z jednej strony ludzie otrzymują pieniądze z „500 plus”, ale z drugiej strony muszą płacić więcej za produkty i usługi. Ci, którzy tego świadczenia nie otrzymują, bardziej odczuwają wzrost cen w swoich portfelach.

„Niski poziom wiedzy ekonomicznej powoduje, że ludzie łatwiej ulegają populistycznym hasłom i popierają wydawanie pieniędzy z budżetu państwa nawet na kosztowne programy, nie czując, że to są ich własne pieniądze. Nie mają wiadomości, że jeśli wydatki na jeden cel zostaną zwiększone, to może zabraknąć np. na ochronę zdrowia czy edukację, a podatki i ceny mogą wzrosnąć” – mówi Alicja Defratyka, autorka projektu ciekaweliczby.pl

 

 

Źródło: Materiały prasowe firmy

Po pierwszym stycznia 2018 roku, do grona podatników przekazujących co miesiąc pliki JPK_VAT dołączy bardzo liczna, bo szacowana na 1,5 miliona grupa najmniejszych przedsiębiorstw. To ogromna zmiana ze względu na skalę zjawiska. Ministerstwo Finansów uruchamia dla tych podmiotów platformę informacyjno-edukacyjną.

Ministerstwo Finansów zintensyfikowało działania informacyjne, mając świadomość, że bardzo wielu drobnych przedsiębiorców może być zaskoczonych nowymi obowiązkami. Z tej perspektywy uruchomienie przez ministerstwo specjalnej strony internetowej, gdzie w uporządkowanej formie i przystępny sposób zostały opisane najważniejsze zagadnienia dotyczące JPK_VAT, jest niezwykle przydatne.

Obowiązek prowadzenia elektronicznej ewidencji VAT

Warto podkreślić, że poza obowiązkiem przesyłania JPK_VAT, od stycznia dochodzi najmniejszym przedsiębiorcom również obowiązek prowadzenia ewidencji vatowskiej za pomocą programów komputerowych, bo tylko z takiej ewidencji można pobrać bez ręcznego przepisywania dane, które zamieniane są na formę JPK_VAT. Wynika to wprost z nowego artykułu 109 ust. 8a, który będzie obowiązywał od 1 stycznia 2018 roku „Ewidencja, o której mowa w ust. 3, prowadzona jest w formie elektronicznej przy użyciu programów komputerowych.”.

Promocja dla pionierów

Ciekawym pomysłem ministerstwa jest zachęta do wcześniejszego składania (tj. jeszcze w 2017 roku) plików JPK_VAT, przez tych przedsiębiorców, którzy jeszcze nie mają takiego obowiązku. Ma być to okazja do przyzwyczajenia się i przećwiczenia w praktyce rozwiązań technicznych do zestawiania i wysyłania JPK_VAT. To dobry pomysł, ponieważ dzięki niemu ograniczy się liczbę błędów w plikach przesyłanych przez nową grupę obowiązanych podatników.

Dodatkowo Ministerstwo Finansów zachęca mikroprzedsiębiorców szybszym zwrotem VAT – już po 25 dniach – przy rozliczeniach za październik, listopad i grudzień 2017 r.

Należy jednak pamiętać o tym, że od stycznia będziemy stosować nową, trzecią już wersję, struktury JPK_VAT. Mikroprzedsiębiorcy, w tym reprezentanci wolnych zawodów płacący VAT, którzy będą przechodzić na elektroniczne prowadzenie rejestru VAT powinni sprawdzić, czy oprogramowanie, na które się decydują jest dostosowane do wprowadzonej na dniach trzeciej wersji struktury JPK_VAT.

 

Autor: Bogdan Zatorski, ekspert biznesowy Sage

Projekt ustawy dotyczącej przeciwdziałania wykorzystywaniu sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych zawiera represyjne przepisy, które będą mogły być stosowane do szerokiego grona podatników. Wątpliwości budzą kryteria uwzględniane w ustaleniu wskaźnika ryzyka oraz nadanie szefowi Krajowej Administracji Skarbowej uprawnienia do blokowania rachunku bankowego przedsiębiorcy na okres 72 godzin z możliwością wydłużenia do 3 miesięcy – uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Projekt ustawy upoważnia szefa Krajowej Administracji Skarbowej do prowadzenia analizy ryzyka wykorzystywania banków i spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych do popełniania wyłudzeń skarbowych, w szczególności w zakresie VAT, na podstawie danych o rachunkach przedsiębiorców oraz o transakcjach między przedsiębiorcami, a także na podstawie wskaźnika ryzyka ustalonego przez izbę rozliczeniową.

Szef KAS będzie też miał prawo do zarządzenia blokady na 72 godziny rachunków bankowych lub rachunków prowadzonych przez SKOK z możliwością przedłużenia tego okresu do 3 miesięcy.

– Wątpliwości budzą kryteria uwzględniane przy ustaleniu wskaźnika ryzyka. Kryteria ekonomiczne, geograficzne czy behawioralne w swej istocie oparte są na subiektywnych przesłankach, których ocena zależy w dużym stopniu od doświadczenia w biznesie. Tym samym operacje niestandardowe, związane z zaangażowaniem znacznych środków pieniężnych
w ryzykowne inwestycje gospodarcze mogą zostać zidentyfikowane przez szefa KAS jako działania niosące ryzyko wyłudzeń skarbowych. Co w konsekwencji może wywołać negatywne skutki nawet w stosunku do uczciwych podmiotów gospodarczych – ostrzega Przemysław  Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Sprzeczne z zasadą zaufania do państwa jest nadanie szefowi KAS uprawnienia do automatycznego blokowania rachunku bankowego przedsiębiorcy na okres 72 godzin z możliwością wydłużenia do 3 miesięcy. Jedyną przesłanką uprawniającą szefa KAS do takiego działania jest posiadanie informacji, że wyniki analizy ryzyka, wskazują, że przedsiębiorca może wykorzystywać działalność banków lub spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych do celów mających związek z wyłudzeniami skarbowymi lub do czynności zmierzających do wyłudzenia skarbowego, a blokada rachunku jest konieczna, aby temu przeciwdziałać.
W konsekwencji szef KAS w oparciu o swoje statystyczne założenia wynikające z abstrakcyjnych – niejednoznacznych kryteriów – będzie dysponował możliwością blokowania rachunków bankowych przedsiębiorcy.

Środek ten może dotknie nawet te podmioty, które są tylko współwłaścicielem blokowanego rachunku. Regulacja ta jest wadliwa z powodu daleko idącej uznaniowości, która w swej istocie będzie przyczynkiem wielu ludzkich dramatów. Rada Podatkowa postuluje usunięcie z projektu ustawy uprawnień szefa KAS związanych z blokowaniem rachunków bankowych.

 

Źródło; Konfederacja Lewiatan

Mikroprzedsiębiorcy z branży budowlanej mogą nieco odetchnąć – zwrot z tytułu VAT otrzymają nawet półtora miesiąca wcześniej niż pozostali podatnicy, o ile prześlą fiskusowi plik JPK_VAT. Jedyny możliwy sposób wysyłki tych plików nakłada na właściciela firmy obowiązek opatrywania ich podpisem elektronicznym.

Od początku tego roku przedsiębiorca, który w roli podwykonawcy świadczy określone usługi budowalne, nie otrzymuje od ich nabywcy kwoty VAT, co za tym idzie, nie odprowadza VAT do urzędu skarbowego. Jednocześnie jednak płaci VAT przy zakupach i ten VAT może nadal odliczać lub występować o jego zwrot.

Powyższa regulacja wynika z objęcia usług budowlanych z dniem 1 stycznia 2017 r. mechanizmem odwrotnego obciążenia. Niestety już pod koniec zeszłego roku, w momencie jej zapowiedzi, zgłaszano wątpliwości, które po wejściu w życie nowelizacji ustawy o VAT przerodziły się w realne problemy przedsiębiorców z branży budowlanej. Chodzi nie tylko o wątpliwości interpretacyjne (o których świadczy m.in. liczba wydanych interpretacji indywidualnych w kwestii odwrotnego obciążenia, poruszanych niedawno przez Tax Care), ale i zaburzenia płynności finansowej podwykonawców, zwłaszcza tych najmniejszych, dla których budowlanka to jedyne źródło utrzymania. Problem tkwi bowiem w tym, że taki przedsiębiorca nie otrzymuje VAT-u od kontrahentów, a równolegle może czekać aż dwa miesiące na zwrot VAT-u zapłaconego przez samego siebie.

VAT na koncie w ciągu 15 dni

Resort finansów podał ostatnio szczegóły nowego przywileju związanego z podatkiem od towarów i usług, jaki przygotował specjalnie i wyłącznie dla mikrofirm z branży budowlanej. Jak wynika z komunikatu zamieszczonego na stronie Ministerstwa Finansów, zwroty VAT zadeklarowane przez mikroprzedsiębiorców świadczących usługi budowlane urzędnicy mogą realizować szybciej, tj. nawet do 15 dni od wpływu deklaracji VAT (co do zasady mają na to do 60 dni lub 25 dni). Warunkiem jest, że taki mikroprzedsiębiorca wraz z deklaracją VAT przekaże fiskusowi plik JPK_VAT za okres, z którego wynika zwrot podatku.

Potrzebny podpis elektroniczny

Plik JPK_VAT zawiera ewidencję sprzedaży i zakupu VAT. Jego wygenerowanie nie wymaga zmiany sposobu, w jaki właściciel firmy prowadzi ewidencję VAT, ale konieczne jest sporządzenie go w określonym przez Ministerstwo Finansów schemacie oraz opatrzenie podpisem elektronicznym. Pliki JPK przekazuje się do urzędu skarbowego wyłącznie w wersji elektronicznej i wyłącznie po potwierdzeniu zawartych w nich danych, a takie potwierdzenie zapewnia e-podpis.

Na wygenerowanie, wysyłkę i podpisanie JPK_VAT pozwalają profesjonalne oprogramowania księgowe, z jakich korzystają biura rachunkowe. Jeśli przedsiębiorca przekazywałby JPK na własną rękę, musiałby pobrać oprogramowanie ze strony ministerstwa oraz nabyć płatny e-podpis albo udać się do urzędu po jego bezpłatną alternatywę.

Wysyłka JPK_VAT na własną rękę

Od 25 marca br. pliki JPK można podpisywać na dwa sposoby (wynika to ze zmienionego rozporządzenia ministra finansów w sprawie sposobu przesyłania za pomocą środków komunikacji elektronicznej ksiąg podatkowych oraz wymagań technicznych dla informatycznych nośników danych, na których te księgi mogą być zapisane i przekazywane, Dz.U. z 2017 r., poz. 632). Po pierwsze można to zrobić przy pomocy płatnego elektronicznego podpisu kwalifikowanego, którego bezpieczeństwo zapewnia wykupiony certyfikat (przykładowy koszt to ok. 360 zł/rok). Drugą opcją, wprowadzoną właśnie w marcu, jest skorzystanie z bezpłatnego e-podpisu – tzw. profilu zaufanego –  dostarczanego przez platformę ePUAP.

Samodzielne przygotowanie pliku JPK może chwilę potrwać. Aby stworzyć bezpłatny e-podpis, trzeba w pierwszej kolejności zarejestrować się na stronie www.pz.gov.pl. Następnym krokiem, na którym zaczynają się schody, jest potwierdzenie danych wpisanych we wniosku. Zakończyć proces online mogą bowiem tylko właściciele wybranych banków, konta w Envelo lub posiadacze… płatnego podpisu kwalifikowanego. Pozostali muszą potwierdzić wniosek osobiście w jednym z tzw. punktów potwierdzających. Z kolei narzędzie do stworzenia JPK_VAT oraz aplikacja do jego wysłania udostępnione są do pobrania na stronie www.mf.gov.pl w zakładce „Krajowa Administracja Skarbowa”, „Jednolity Plik Kontrolny”.

Marchewka na kiju

Przyspieszony zwrot VAT będzie możliwy tylko, gdy w ciągu wspomnianych 15 dni zostanie zweryfikowana jego prawidłowość. Niemniej jednak, jak się okazuje, resort finansów nie rzucił słów na wiatr, bo pracownicy izb administracji skarbowej informują, że faktycznie stosują nowy wariant zwrotu.

Z drugiej strony warto pamiętać, że przesyłanie przez mikroprzedsiębiorcę plików JPK_VAT jest obecnie dobrowolnie. Mikrofirmy będą zobowiązane wysyłać JPK_VAT dopiero od 1 stycznia 2018 r. Jak widać zatem, fiskus, pomagając właścicielom najdrobniejszych firm budowlanych, równocześnie pomógł sam sobie. Może bowiem na kilka miesięcy wcześniej dysponować niemałą ilością danych podatników – jak podawał resort finansów, za sam kwiecień 2017 r. organy podatkowe przyjęły w sumie około 10 tys. deklaracji VAT-7 z wykazaną kwotą do zwrotu w związku z zastosowaniem odwrotnego obciążenia na usługi budowlane.

 

 

Źródło: Tax Care

Nowy projekt ustawy o podatku od towarów i usług zakładający wprowadzenie podzielonej płatności w VAT uwzględnia niektóre z uwag zgłoszonych przez pracodawców, np. skrócenie terminu i ograniczenie przesłanek odmowy zwolnienia pieniędzy z rachunku VAT, brak możliwości przedłużenia terminu zwrotu podatku na konto VAT. Jednak nadal wiele ze zgłoszonych uwag pozostaje aktualnych i powinny zostać uwzględnione na dalszym etapie prac nad ustawą – uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Wprowadzenie tzw. podzielonej płatności (split payment) ma przeciwdziałać oszustwom podatkowym. System polegać ma na ograniczeniu prawa dostawcy towaru lub usługodawcy do swobodnego dysponowania podatkiem VAT. Ministerstwo Finansów liczy, że w ten sposób wyeliminuje oszustwa polegające na pobraniu przez sprzedawcę od nabywcy zapłaty wraz z należnym państwu podatkiem VAT i jego nieprzekazaniu do urzędu skarbowego.

– Jesteśmy zadowoleni, że w obecnej wersji projektu skrócono z 90 do 60 dni termin przewidziany dla rozpatrzenia przez naczelnika urzędu skarbowego wniosku podatnika o wyrażenie zgody na wykorzystanie środków zgromadzonych na rachunku VAT na cele inne niż związane z zapłatą tego podatku oraz z odstąpienia od możliwości przedłużania terminu zwrotu podatku na rachunek VAT przedsiębiorcy – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Niestety, nowe przepisy nadal budzą istotne wątpliwości, które wymagają wyjaśnienia przez autorów. Przede wszystkim kwestie dotyczące płatności na rzecz innych podmiotów niż dostawca towaru lub usługodawca.

– Naczelnik urzędu skarbowego powinien mieć prawo podjęcia decyzji o uwolnieniu pieniędzy z rachunku VAT w terminie krótszym niż 60 dni, np. jeżeli podatnik złoży odpowiednie zabezpieczenie. Szybsze uwalnianie powinno być również dopuszczone w niektórych branżach, znacznie mniej narażonych na nieprawidłowości w podatku VAT – dodaje Przemysław Pruszyński.

Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan podtrzymuje  stanowisko dotyczące potrzeby jak najszybszego zwrotu VAT, w razie nadwyżki podatku naliczonego nad podatkiem należnym. Sprawny zwrot pozwoli zminimalizować problemy przedsiębiorców związane z płynnością finansową oraz ograniczy potrzebę kredytowania bieżącej działalności. Pracodawcy postulują skrócenie do 15 dni terminu zwrotu podatku na bezpieczne dla fiskusa konto VAT. Problemy z płynnością finansową ograniczy także możliwość opłacania z rachunku VAT innych zobowiązań publicznoprawnych (składek ZUS i podatków dochodowych).

Nadal aktualny pozostaje bardzo istotny postulat, aby zapisać w ustawie, że w przypadku zastosowania przez podatnika mechanizmu podzielonej płatności, przyjmuje się, iż taki podatnik dochował należytej staranności w zakresie weryfikacji kontrahenta i okoliczności transakcji.

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Koniunktura gospodarcza w sierpniu 2017 r. oceniana jest przez przedsiębiorców pozytywnie. We wszystkich sekcjach gospodarki nie gorzej niż miesiąc wcześniej, a zdecydowanie lepiej niż w sierpniu w latach poprzednich – podał GUS.

Przedsiębiorstwa ze wszystkich badanych sektorów gospodarki optymistycznie widzą swój portfel zamówień, produkcję, sytuację finansową. Wszystkie, poza firmami z sektora finanse i ubezpieczenia oraz zakwaterowanie i gastronomia, planują przynajmniej niewielkie zwiększenie zatrudnienia. Firmy z sektora zakwaterowanie i gastronomia uwzględniają zapewne w ocenach zapotrzebowania na pracowników zbliżający się koniec  sezonu letniego. Banki i ubezpieczyciele planują dalsze ograniczanie zatrudnienia prawdopodobnie dlatego, że wprowadzają w coraz większym zakresie nowe technologie, które wymagają mniejszego, ale za to bardziej profesjonalnego zatrudnienia. Z tym nie mają, jak wynika z badania koniunktury, jednak problemu. Zapewne dlatego, że są one w stanie zaoferować konkurencyjne na rynku wynagrodzenia. Zdecydowanie większą barierą w prowadzeniu działalności jest dla firm z sektora finansowego wysokie obciążenie na rzecz budżetu, a także niedostateczny popyt. Aczkolwiek sektor ten radzi sobie dobrze, bowiem ponad 36 proc. badanych podmiotów wskazuje na poprawę koniunktury, a jedynie niespełna 4 proc. – na jej pogorszenie.

Przyglądanie się ocenie koniunktury przez firmy działające na rynku finansowym i ubezpieczeniowym daje wiedzę o sytuacji w całej gospodarce. Poprawa koniunktury z reguły bowiem wiąże się z większym popytem na kapitał, a także z rosnącą potrzebą korzystania z różnego rodzaju usług ubezpieczeniowych. Problem w tym, czy rosnący popyt na kapitał to tylko efekt dobrej koniunktury, czy także efekt wydłużających się terminów spłaty należności biznesowych przez firmy i konieczność sięgania po kredyt obrotowy przez firmy, które otrzymują swoje należności z opóźnieniem.

I to właśnie niepokoi w sierpniowych ocenach koniunktury gospodarczej –  przedsiębiorstwa z większości sektorów sygnalizują wzrost opóźnień płatności za dostarczone towary czy usługi. Wskazuje na to zjawisko przetwórstwo przemysłowe, budownictwo, transport i gospodarka magazynowa, informacja i komunikacja, a także finanse i ubezpieczenia. To dziwny sygnał jak na ciągle poprawiające się oceny koniunktury. Rosnąca produkcja, rosnące zamówienia, plany wzrostu zatrudnienia wskazują, że nie powinno być problemów z płaceniem faktur. A jednak są i problem w opinii przedsiębiorców narasta. Wyniki finansowe przedsiębiorstw średnich i dużych za okres styczeń-czerwiec 2017 r. wskazują, że przeciętnie firmy te mają wysoką gotówkową płynność finansową – ponad 35 proc. swoich zobowiązań krótkoterminowych są w stanie pokryć od razu posiadaną gotówką i papierami wartościowymi, które w każdej chwili mogą spieniężyć. Możliwe, że opóźnienia płatności narastają, bo firmy realizują zgodnie z terminem swoje zobowiązania wobec fiskusa, a jednocześnie wydłużył się okres zwrotu podatku VAT. A to oznacza, że nie mając na czas zwrotów podatkowych przedsiębiorstwa nie są w stanie terminowo regulować swoich biznesowych zobowiązań.

Jeśli wydłużanie się okresu zwrotu podatku VAT jest przyczyną wzrostu opóźnień płatności za dostarczone towary i usługi, to zaczną się tworzyć poważne zatory płatnicze, które w pierwszej kolejności będą dotykały mniejszych firm. A stąd już tylko krok do utraty zdolności do realizacji zobowiązań, mimo konkurencyjnej oferty rynkowej, popytu i potencjalnej zdolności do jego zaspokojenia. Warto o tym pomyśleć.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Ten, kto wynajmuje własny dom, mieszkanie, a nawet domek na drzewie, korzystając przy tym z zagranicznego portalu internetowego jako pośrednika, nie powinien zapominać o rozliczeniu tzw. importu usług, a co za tym idzie, składaniu deklaracji VAT-9M.

Stanowisko organów podatkowych jest takie, że usługi krótkotrwałego najmu nieruchomości często traktowane są jako działalność gospodarcza. Klasyfikują je do grupy 55 PKWiU, tj. do usług związanych z zakwaterowaniem. To samo dotyczy najmu krótkotrwałego, w którym występuje pośrednik –  społecznościowy portal internetowy, który za prowizję pomaga znaleźć się nawzajem podróżującym i osobom użyczającym swoje mieszkania, pokoje i domy. Zgodnie z ustawą o VAT usługi związane z zakwaterowaniem są opodatkowane stawką 8-proc. (art. 41 ust. 2 w zw. z art. 146a pkt 2 i z poz. 163 załącznika nr 3).

Co do zasady zatem, udostępnianie mieszkania pod najem na kilka dni, w tym za pośrednictwem takiego portalu jak np. airbnb.com, wiąże się z koniecznością zapłaty 8-proc. VAT od świadczonych usług najmu (interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Katowicach z dnia 2 września 2015 r. o sygn. IBPP2/4512-509/15/JJ).

Wybór statusu zwolnionego z VAT

Nadal jednak najem krótkoterminowy prowadzony w ramach działalności gospodarczej może być zwolniony z VAT. Zwalnia się bowiem z VAT sprzedaż dokonywaną przez podatnika, u którego wartość sprzedaży nie przekroczyła łącznie w poprzednim roku podatkowym 200 tys. zł bez VAT (art. 113 ust. 1 i 9 ustawy o VAT).

Nie powinno się w tym miejscu odwoływać do zwolnienia tzw. przedmiotowego, jakie przewidziane jest dla konkretnych rodzajów prowadzonych biznesów niezależnie od osiąganych obrotów. Jedynie usługi wynajmowania na własny rachunek nieruchomości mieszkalnych wyłącznie na cele mieszkaniowe są zwolnione z VAT bez ograniczenia dotyczącego sprzedaży (art. 43 ust. 1 pkt 36 ustawy o VAT).

Rejestracja VAT UE mimo zwolnienia z VAT

Nierzadko internetowy portal pośredniczący w najmie krótkoterminowym to firma zagraniczna – dostawca strony internetowej airbnb.com ma siedzibę w Irlandii. A to oznacza, że właściciel mieszkania korzystając z portalu, korzysta z usług zagranicznych. I tu pojawia się pewien detal związany z podatkiem od towarów i usług. Pomimo skorzystania z prawa do zwolnienia z VAT z racji wysokości sprzedaży, przedsiębiorca może być zobowiązany do zarejestrowania się jako podatnik VAT UE i takiej rejestracji powinien dokonać. Po rejestracji otrzyma NIP-UE. Równocześnie, fakt rejestracji jako podatnik VAT UE nie oznacza utraty prawa do zwolnienia ze względu na sprzedaż.

Import usług związany z usługą pośrednika

Z objaśnień Ministerstwa Rozwoju wynika, że w powyższym przypadku mamy do czynienia z tzw. importem usług zgodnie z art. 2 pkt 9 ustawy o VAT. Generalnie zaistnienie przesłanek importu usług zobowiązuje nabywcę do rozliczenia VAT.

Jak czytamy na airbnb.com, „w przypadku użytkowników z Unii Europejskiej, VAT będzie uwzględniony przy obliczaniu naszej Opłaty Serwisowej. Obciążenie z tytułu VAT nie nastąpi w sytuacji, jeśli mieszkasz poza obszarem UE lub podałeś/aś ważny identyfikator VAT”.

W przypadku VAT-owców, rozliczenie importu usług jest podatkowo neutralne. Obok obowiązku obciążenia zakupionej zagranicznej usługi VAT należnym, VAT-owcy mają także prawo do odliczenia VAT naliczonego. Obie strony opodatkowania sprawozdawane są standardowo na deklaracji VAT-7.

Inaczej rozliczenie tzw. importu usług wygląda u podatników zwolnionych z VAT. Oni również mają obowiązek doliczania VAT należnego do otrzymanej faktury, ale jednocześnie nie posiadają prawa do odliczenia VAT naliczonego. Powstałe zobowiązanie podatkowe trzeba wpłacić do fiskusa, składając w tym celu deklarację VAT-9M. Zapłacony VAT jest natomiast kosztem działalności.

 

Źródło: Tax Crae

Dane o budżecie państwa po maju mogą oznaczać, że na koniec roku deficyt będzie niższy nawet o 20 mld zł od założonego w tegorocznym budżecie – uważają niektórzy ekonomiści.

Resort finansów podał w czwartek, że deficyt budżetu po maju wyniósł 0,2 mld zł, czyli 0,3 proc. dopuszczonego w ustawie budżetowej na ten rok deficytu w wysokości 59,3 mld zł. W okresie styczeń-maj br. dochody budżetu wyniosły 143,3 mld zł, czyli 44 proc. planu na cały rok, wydatki 143,5 mld zł, tj. 37,3 proc.

Zdaniem ekonomistów z ING Banku Śląskiego, wykonanie budżetu po maju należy uznać za kontynuację pozytywnego trendu. „Dzięki temu deficyt centralny może być mniejszy o 15-20 mld zł (od zakładanych 59,3 mld zł – PAP) i o tyle samo potrzeby pożyczkowe” – ocenił ekonomista ING Jakub Rybacki.
„Z perspektywy długookresowej sytuacji fiskalnej to duża kwota, na przykład niemal w całości zabezpieczająca roczne wydatki na program 500+. Ryzyko wzrostu długu publicznego znacznie maleje, co jest także bardzo istotne dla długookresowego funkcjonowania gospodarki” – powiedział PAP Rybacki.

Ekonomista zwrócił uwagę, że niższy deficyt oznacza, iż podjęte przez rząd działania będą miały znacznie bardziej stabilne finansowanie. To może mieć pośrednie przełożenie na portfele Polaków. „Niedługo kolejnym obciążeniem fiskalnym dla państwa będzie obniżenie wieku emerytalnego. W obliczu dobrego wykonania budżetu koszty, które będzie to generowało będą mniej dotkliwe dla państwa a tym samym dla podatników” – wyjaśnił Rybacki.
Jego zdaniem, także deficyt sektora finansów publicznych powinien być znacznie niższy od zakładanego – powinien być bliższy poziomowi 2,4 proc. PKB, niż 2,9 proc. PKB, jak zakłada resort finansów.

Także ekonomiści z BZ WBK uważają, że deficyt budżetowy w tym roku może być o 20 mld zł niższy od planu. „Z szacunków +statycznych+ wynikałoby wręcz, że deficyt na koniec roku mógłby być nawet niższy o 30 mld zł. Ten szacunek może być jednak zbyt ambitny, zakłada bowiem, że do końca roku zostanie utrzymane obecne tempo ograniczania wydatków” – powiedział Piotr Bielski. „To, że po pięciu miesiącach mamy prawie zbilansowany budżet to nie tylko zasługa dochodów, ale w dużej części wydatków, które są realizowane znacznie poniżej harmonogramu” – zaznaczył.

Według Bielskiego jest duże prawdopodobieństwo, że dochody będą nadal rosły w niezłym tempie, ale na utrzymanie obecnego tempa ograniczania wydatków raczej już nie można liczyć. „Jeżeli minister finansów będzie widział, że jest szansa na tak niski deficyt budżetowy, może ulec pokusie, by zrobić to samo, co w zeszłym roku – rozładować napięcie budżetu z 2018 r. przenosząc część wydatków z przyszłego roku na ten rok” – wyjaśnił Bielski.

Zwrócił też uwagę, że pod koniec tego roku presję na budżet będzie wywierać obniżenie wieku emerytalnego. „Co prawda nie wiadomo ile osób zdecyduje się przejść wcześniej na emeryturę, ale zakładam, że większość uprawnionych z tego skorzysta. Mamy bowiem tak skonstruowane przepisy, że racjonalne jest przejście na emeryturę tak wcześnie, jak to możliwe” – ocenił.

Bielski uważa, że dobre dane o budżecie mogłyby przełożyć się na sytuację Polaków, np. gdyby zachęciło to rząd do spełnienia obietnicy i obniżenia VAT-u do 22-proc. „To niestety się nie stanie ze względu na rozbudowane wydatkowe plany rządu na kolejne lata” – uważa ekonomista. Zwrócił jednak uwagę, że im lepsza jest sytuacja budżetu, tym rośnie skłonność polityków, aby trochę pieniędzy rozdać. Tym bardziej, że – jak zauważył Bielski – najbliższa lata będą latami zmagań wyborczych.
„Tak dobra sytuacja w budżecie powinna być wykorzystana na obniżenie deficytu, ale podejrzewam, że zostanie wykorzystana na realizowanie programów społecznych związanych z hojnymi wydatkami. Polacy mogą to więc pozytywnie odczuć, ale jeszcze nie wiemy w jaki sposób” – dodał.

Również ekonomista z PKO BP Michał Rot zwrócił uwagę, że dynamika wydatków budżetu państwa jest ciągle bliska zeru, po spadku piąty miesiąc z rzędu. „Wynik budżetu państwa po maju odzwierciedla kombinację kilku czynników (…). Niskiej realizacji deficytu sprzyja także zerowa dynamika wydatków. W dalszej części roku pozytywny wpływ na wynik będzie mieć także transfer zysku z NBP” – uważa Rot.
Jego zdaniem, ocena bieżących trendów sugeruje, że deficyt budżetowy w całym roku może być wyraźnie niższy od założonego, ale o ostatecznym jego poziomie zadecydować mogą przesunięcia dochodów i wydatków między 2017 r. a 2018 r. „Oczekiwane przez nas dalsze przyspieszenie inwestycji publicznych, w tym samorządowych, zmniejsza dostępną w 2018 r. przestrzeń fiskalną i może skłonić do +przerzucenia+ części przyszłorocznego budżetu na ten rok” – uważa ekonomista z PKO BP.

MF wyjaśniło w czwartkowym komunikacie na temat wykonania budżetu po maju, że między styczniem a majem 2017 r. dochody budżetu państwa były wyższe o 14,2 mld zł w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. Z kolei dochody podatkowe wzrosły w tym okresie o 18,8 proc. w ujęciu rocznym.
Wzrost dochodów w stosunku do okresu styczeń-maj 2016 r. odnotowano we wszystkich głównych podatkach. Dochody z podatku VAT były wyższe o 30 proc. w ujęciu rocznym (ok. 15,9 mld zł), dochody z podatku akcyzowego i podatku od gier były wyższe o 3,9 proc. (ok. 1 mld zł), dochody z podatku PIT wzrosły o 7,4 proc. (ok. 1,4 mld zł), a dochody z podatku CIT były wyższe o 14,3 proc. (ok. 1,9 mld zł).
Z kolei dochody z tytułu podatku od niektórych instytucji finansowych (tzw. podatku bankowego) za okres styczeń-maj 2017 r. wyniosły 1,8 mld zł.

W tym samym okresie wykonanie dochodów niepodatkowych wyniosło 9,2 mld zł i było niższe o 7,4 mld zł w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. „W lutym 2016 roku miała miejsce wpłata na rachunek budżetu państwa z tytułu aukcji LTE, której nie było w 2017 r.” – wyjaśnił w komunikacie resort finansów.
W przypadku wydatków, dodaje MF, nie ma istotnej różnicy w stosunku do 2016 roku – między styczniem i majem ub. roku na wydatki przekazano 142,6 mld zł (38,7 proc. planu).

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Przedsiębiorca, który rozlicza swoją sprzedaż na zasadzie odwrotnego obciążenia, nadal może odliczać VAT od firmowych zakupów. Obowiązują go też standardowe zasady otrzymywania zwrotów różnicy VAT.

Jeśli usługa, którą sprzedaje przedsiębiorca, jest objęta mechanizmem odwrotnego obciążenia, wówczas przedsiębiorca nie nalicza i nie płaci z tytułu tej sprzedaży VAT należnego. Te obowiązki przechodzą na kupującego (art. 17 ust. 1 pkt 8 ustawy o VAT).

Odwrotnym obciążeniem objęte są tylko transakcje pomiędzy przedsiębiorcami, którzy są VAT-owcami i tylko dotyczące świadczenia i sprzedaży konkretnych usług i towarów. Lista usług ma 49 pozycji i zawiera ją załącznik nr 14 do ustawy o VAT. Pozycje 2 – 48 dotyczą poszczególnych usług budowlanych i zostały dodane wraz z początkiem tego roku. Z kolei towary, których sprzedaż musi być rozliczana w formie odwrotnego obciążenia, zawiera załącznik nr 11 do ww. ustawy. Należą do nich m.in. złom, złoto, metale szlachetne, biżuteria, procesory, laptopy, tablety i telefony komórkowe. Wszystkich pozycji w tym załączniku jest 57.

Jeśli zatem przedsiębiorca sprzedaje przykładowo tablety lub jako podwykonawca świadczy usługę budowlaną, na fakturze sprzedażowej dotyczącej takiej transakcji ujmuje tylko wartość netto sprzedaży bez stawek i kwot podatku od towarów i usług. Dodaje też w jej treści informację „odwrotne obciążenie”.

Nadal można odliczać VAT

Wystawianie przez VAT-owca faktur sprzedażowych z „odwrotnym obciążeniem” nie wpływa na rozliczenia na gruncie VAT faktur zakupowych.

Przedsiębiorca prawo do odliczenia VAT naliczonego wynikającego z zakupów nabywa niejako automatycznie, w momencie pierwszych inwestycji, które mają związek z działalnością gospodarczą. Dokładnie, przedsiębiorca nabywa to prawo w zakresie, w jakim towary i usługi, którymi obraca, wykorzystuje do wykonywania czynności opodatkowanych, a zatem gdy mają one związek z bieżącą lub przyszłą działalnością gospodarczą. Dopełnieniem nabycia prawa do odliczenia jest rejestracja w urzędzie skarbowym jako VAT-owiec. Nabycie prawa do odliczania VAT nie jest zatem powiązane z rodzajem faktur, jakie wystawił przedsiębiorca, np. jako podwykonawca usług budowlanych – może on odliczać VAT na ogólnych zasadach.

I występować o jego zwrot

Odwrotne obciążenie nie pozbawia również przedsiębiorcy prawa do ubiegania się o zwrot różnicy między VAT wynikającym ze sprzedaży, a VAT wynikającym z zakupów. Nie obowiązuje też w jego przypadku niestandardowy czas oczekiwania na zwrot. Generalnie fiskus na zwrot przedsiębiorcy różnicy VAT ma 60 dni od momentu złożenia deklaracji VAT, a jeśli przedsiębiorca spełni pewne warunki, może wnioskować o skrócenie tego terminu do 25 dni (art. 87 ust. 6 ustawy o VAT).

Sprzedaż rozliczana przez sprzedającego w cenie netto nie oznacza, że sprzedaż nie występuje w ogóle. W przypadku odwrotnego obciążenia nie będą miały zatem zastosowania przepisy wydłużające czas oczekiwania na zwrot do 180 dni w przypadku, kiedy VAT-owiec w danym miesiącu, za który składa deklarację VAT, nie dokonał żadnej sprzedaży (art. 87 ust. 5a ustawy o VAT).

 

Źródło; Tax Care

Jeszcze w sierpniu br. będzie można ubiegać się o budżetowe pieniądze na zakup mieszkań i domów – taki może być efekt zmian w programie „Mieszkanie dla młodych”, które na ostatnim posiedzeniu przyjął rząd. W efekcie z dopłatą Polacy będą mogli kupić jeszcze 2,7 tys. mieszkań w bieżącym roku i przynajmniej 1,5 tysięcy w przyszłym.

Koniec ze sztucznym blokowaniem pieniędzy na dopłaty w ramach programu „Mieszkanie dla młodych” – taki może być efekt zmian proponowanych przez rząd. Chodzi o to, że dotychczas z limitu na dany rok można było wykorzystać 95% pieniędzy. Pozostałe 5% to bufor bezpieczeństwa. Z czasem miał on być przeznaczany na wypłaty dodatkowych świadczeń dla beneficjentów, którzy zdecydowali się na trzecie lub kolejne dziecko. Po nowelizacji banki przestaną przyjmować wnioski dopiero jak budżet zostanie wykorzystany w 100%. W 2017 roku mowa o kwocie 37,3 mln zł i kolejne 38,1 mln w roku przyszłym.

W obowiązującej ustawie jest też jeszcze jeden mechanizm blokujący pełne wykorzystanie zaplanowanych w budżecie środków. Obecnie banki zmuszone są przestać przyjmować wnioski kredytowe, gdy tylko Polacy zarezerwują wspomniane 95% środków. Bardzo ważne jest, że takiej rezerwacji dokonuje się w momencie składania wniosku kredytowego. Potem może się okazać, że ktoś kredytu nie dostanie lub po prostu się rozmyśli i nie podpisze umowy kredytowej. Efekt? Około 30 milionów złotych z pieniędzy zarezerwowanych na bieżący rok zostało niewykorzystanych pomimo rezerwacji. Z punktu widzenia beneficjentów kwota ta przepadłyby, bo w myśl obowiązującej ustawy nie można w ciągu roku wznowić raz zamkniętego procesu naborów wniosków.

Dzień szaleństwa na dopłaty

W sumie więc w sierpniu br. (Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa informuje, że najpóźniej 16 sierpnia) na rynek trafić może około 69 mln złotych na dopłaty. Czy to dużo? Przeciętny beneficjent otrzymuje tytułem dopłaty około 25,8 tys. zł. To oznacza, że odmrożone środki wystarczą na zakup około 2,7 tys. mieszkań i domów w bieżącym roku. Do tego w przyszłym roku dodatkowe 38,1 mln zł, po które będzie można sięgnąć pozwolą na zakup kolejnych 1,5 tys. nieruchomości. Bardzo ważne, że zarówno w bieżącym, jak i w przyszłym roku z dopłatą będzie można kupić zarówno mieszkanie od dewelopera jak i z drugiej ręki.

Złą informacją jest natomiast fakt, że ze wspomnianą kwotą rynek szybko sobie poradzi. Doskonałym przykładem może być to co stało się w styczniu br. Wraz z uruchomieniem nowej transzy pieniędzy na dopłaty, do banków napłynęła lawina wniosków kredytowych. Przez pierwsze dwa dni Polacy wchłonęli 122 mln zł. To sugeruje, że pieniądze, które odmrozi rząd wystarczyć mogą na zaledwie jeden dzień.

Jak to możliwe, że w ciągu jednego dnia z puli dopłat wyparować może kilkadziesiąt milionów złotych? Wszystko dlatego, że wielu potencjalnych beneficjentów podpisuje umowy zakupu mieszkań i kompletuje niezbędne dokumenty wcześniej. Tylko z ich złożeniem czekają na zielone światło w postaci informacji o uruchomieniu kolejnej transzy środków.

Dopłaty opłacają się budżetowi

Trzeba przy tym mieć świadomość, że rozdawanie pieniędzy na dopłaty do kredytów w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”, to z punktu widzenia budżetu dobry biznes. Przy okazji zakupu mieszkania na kredyt pojawia się bowiem cała masa podatków, z których cieszy się fiskus. W cenie nowego lokum płacimy VAT, a używanego PCC. Do tego PIT i CIT płacą banki zarabiające na kredycie, deweloperzy zarabiający na mieszkaniu, ekipy remontowe, składy budowlane, pośrednicy nieruchomości i kredytowi, sprzedawcy wyposażenia mieszkań, notariusze. Efekt? Na każdą złotówkę dopłaty do kredytu fiskus inkasuje około 2-3 złote w formie podatków.

 

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Płatność podzielona skutecznie ograniczy oszustwa w VAT, ale istotnie ograniczy płynność niektórych podatników, w szczególności małych –  uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Ministerstwo Finansów przedstawiło długo zapowiadaną propozycję podzielonej płatności (split payment) w podatku VAT. Jak pokazują przykłady innych krajów może ona być skutecznym narzędziem walki z oszustami, jednak nie pozostaje neutralna m.in. dla płynności finansowej niektórych podatników.

To nabywcy towarów i usług zadecydują o tym czy podzielona płatność będzie powszechnie stosowana i to od nich zależeć będzie sytuacja finansowa dostawców. Zastosowanie split payment oznaczać będzie pogorszenie płynności finansowej przedsiębiorcy poprzez utratę możliwości korzystania ze środków pochodzących z jeszcze niezapłaconego podatku VAT.
– W płatności podzielonej, takiej możliwości już nie będzie. Wskutek tego, w przypadku niektórych podatników może to doprowadzić do deficytu środków obrotowych i zwiększyć koszty finansowe działalności (koszty kredytów obrotowych) – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Projekt podzielonej płatności VAT zakłada, że to kupujący będzie decydował o stosowaniu nowego systemu. Jeżeli po otrzymaniu faktury dokona płatności używając dedykowanego do tego komunikatu przelewu, kwota netto z faktury trafi na rachunek rozliczeniowy sprzedawcy, natomiast VAT zostanie przekazany na oddzielny rachunek VAT, do którego sprzedawca będzie miał dostęp tylko w minimalnym zakresie.

Koncepcja podzielonej płatności sprowadza się do ograniczenia prawa dostawcy towaru lub usługodawcy do swobodnego dysponowania podatkiem VAT. Ministerstwo Finansów liczy, że w ten sposób wyeliminuje oszustwa polegające na pobraniu przez sprzedawcę od nabywcy zapłaty wraz z należnym państwu podatkiem VAT i jego nieprzekazaniu do urzędu skarbowego.

W proponowanym systemie środki zgromadzone na rachunku VAT podatnik będzie mógł wykorzystać wyłączenie do zapłaty VAT-u na konto VAT kontrahenta oraz do wpłaty podatku należnego na rachunek urzędu skarbowego. Na pisemny, uzasadniony wniosek podatnika, naczelnik urzędu skarbowego będzie mógł wyrazić zgodę na inne przeznaczenie środków zgromadzonych na rachunku VAT. Zgoda wydawana będzie w formie postanowienia, podatnikom którzy nie budzą żadnych wątpliwości fiskusa, w terminie 90 dni od dnia złożenia wniosku.

Aby przekonać nabywców do stosowania split payment projekt przewiduje dla nich zachęty. Nabywca stosujący podzieloną płatność nie będzie ponosił solidarnej odpowiedzialności za VAT niezapłacony przez sprzedawcę, uchroni się przed sankcjami za błędne rozliczenie oraz uniknie wyższych odsetek w przypadku nieprawidłowego rozliczenia podatku naliczonego wynikającego w 95% z faktur zapłaconych z zastosowaniem mechanizmu podzielonej płatności.

Podatnik, który zawnioskuje o zwrot nadpłaconego podatku na konto VAT otrzyma go już po 25 dniach.

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Prawie co druga złotówka wydawana w Polsce na mieszkanie, trafia na konta deweloperów. Żaden duży kraj na starym kontynencie nawet nie zbliża się do tego wyniku. Najmniej nowych mieszkań sprzedaje się w Danii, gdzie udział deweloperów w rynku mieszkaniowym jest aż 76 razy niższy niż „nad Wisłą” – wynika z szacunków Open Finance opartych o dane Eurostatu.

Wyniki deweloperów są rekordowe pod wieloma względami. Ostatnie 12 miesięcy to największe w historii poziomy sprzedaży, największa liczba pozwoleń na budowę i liczba prowadzonych inwestycji. Dzieje się tak pomimo faktu, że nowe mieszkania są po prostu droższe. Podczas gdy przecięta cena zapłacona za metr używanego lokum w 10 miastach wynosi 3988 zł, to za metr nowego trzeba płacić 4821 zł – wynika z danych NBP za ostatni kwartał 2016 roku. Do tego kupując nowe cztery kąty trzeba też zarezerwować niemałe środki na wykończenie lokalu sprzedawanego w tzw. stanie deweloperskim. W przypadku używanych lokali częściej stan techniczny wymaga jedynie w miarę taniego odświeżenia, a nie generalnego remontu.

Nowe lokale oferują jednak wyższy standard. Do tego wielu nabywców ma nadzieję, że w przyszłości nowe nieruchomości szybciej zyskiwać będą na wartości niż mieszkania w osławionej „wielkiej płycie”. Niemniej ważnym czynnikiem wpływającym na popularność deweloperskiej oferty ma po prostu fakt, że mieszkań w Polsce jest za mało. O ile za mało? Wszystko zależy od tego jak te niedobory szacować, ale liczbę tę można szacować nawet na kilka milionów.

Polacy wybierają nowe

Efekt? Prawie 48% pieniędzy wydanych w 2016 roku na zakup mieszkań trafiło do biur sprzedaży deweloperów – wynika z szacunków europejskiego urzędu statystycznego. Jest to wynik wyraźnie wyższy niż w 2010 roku, kiedy to wartość sprzedanych mieszkań deweloperskich stanowiła 32,9% obrotów na rynku mieszkaniowym. Są to kolejne dane, które potwierdzają, że mamy w Polsce do czynienia z boomem na rynku deweloperskim. Najnowsze dane mówią ponadto o biciu kolejnych rekordów liczby sprzedanych nowych mieszkań oraz o najwyższych w historii liczbach rozpoczynanych nowych inwestycji mieszkaniowych.

Duńczycy mają już tyle, że nie budują

Aby zrozumieć jak wysoki jest rodzimy wynik należy odnieść go do danych płynących z innych europejskich państw. Średnia dla starego kontynentu sugeruje, że wartość sprzedawanych nowych nieruchomości odpowiada przeciętnie za 23,9% obrotów wszystkimi nieruchomościami mieszkaniowymi. Średnia europejska jest więc dwukrotnie niższa niż rodzimy wynik. Większą część rynkowego tortu zajmują deweloperzy jedynie na Cyprze i Malcie – odpowiednio 71,4% i 74,4%. Rynki te są jednak bez porównania mniejsze niż w Polsce, przez co nie są w pełni porównywalne.

Z drugiej strony zaskakiwać mogą dane z takich rynków jak duński czy węgierski. W pierwszym przypadku nieruchomości sprzedane przez deweloperów odpowiadały jedynie za 0,6% rynkowych obrotów. To 76 razy mniej niż polski wynik. Powód? W Danii na tysiąc mieszkańców jest około 530 mieszkań (W Polsce jest to tylko 350 lokali na tysiąc mieszkańców). Jest to jeden z najwyższych wyników w Europie – bliski tym dla Grecji Hiszpanii czy Włoch, gdzie statystyki sztucznie zawyżają nieruchomości wakacyjne – na co dzień stojące puste lub służące turystom.

Nie dziwi też wciąż rachityczny udział sprzedaży nowych mieszkań na Węgrzech (3,6%), gdzie po poważnym kryzysie na rynku nieruchomości w 2016 roku wciąż deweloperzy budowali bardzo mało, a 27-proc. VAT nałożony na nowe mieszkania nie poprawiał ich sytuacji. Już w 2016 roku podatek ten obniżono do 5% i stawka ta obowiązywać będzie do 2019 roku włącznie. Rynek na tę zmianę dopiero zaczął reagować. W 2016 roku węgierscy deweloperzy dostali aż o 157% więcej pozwoleń na budowę niż rok wcześniej. Najwcześniej w przyszłym roku trzeba się spodziewać wzrostu udziału deweloperów w węgierskim rynku mieszkaniowym.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Najtańszych ofert mieszkaniowych na rynku poszukują młodzi single i inwestorzy, którzy planują zarabiać na wynajmie. W Warszawie można je znaleźć w cenie od 150 tys. zł   

Popyt na nowe mieszkania nie słabnie. Jeśli sprzedaż utrzyma się na podobnym poziomie, jak w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku, deweloperzy mają szansę pobić ubiegłoroczny rekord. Z raportów rynkowych wynika, że w pierwszym kwartale tego roku firmy deweloperskie sprzedały w Warszawie ponad 8 tys. mieszkań, podczas gdy w tym samym okresie rok temu nabywców znalazło 5,8 tys. mieszkań.

Podłożem boomu na rynku mieszkaniowym jest dobra koniunktura gospodarcza w kraju, która sprzyja bogaceniu się Polaków, a także utrzymujące się od dawna niskie stopy procentowe, dzięki którym notowane jest najniższe w historii oprocentowanie kredytów. Stopy procentowe decydują również o niskiej zyskowności lokat, stąd kapitał wycofywany z banków wpływa na rynek mieszkaniowy.

W Warszawie, gdzie ceny mieszkań należą do najwyższych w Polsce, jednymi z najbardziej poszukiwanych są najtańsze oferty na rynku. Mieszkania o najmniejszych metrażach cieszą się największym powodzeniem wśród młodych singli i inwestorów kupujących lokale z przeznaczeniem na wynajem. Największe wzięcie mają kawalerki o powierzchni do 30 mkw. W budynkach, które powstają w centrum miasta wyprzedają się jako pierwsze, znikają od razu, kiedy oferta trafia na rynek.

Kawalerki trzymają cenę

Z ostatnich danych NBP wynika, że za 30 metrową używaną kawalerkę w Warszawie trzeba zapłacić ok. 217 tys. zł, a na nowy lokal o podobnym metrażu kosztuje 231 tys. zł. Nieruchomości zlokalizowane w centrum są jednak droższe. Żeby kupić jednopokojowy lokal w centralnym obszarze miasta trzeba wydać co najmniej 10 tys. zł za mkw. W najnowszych budynkach ceny są jeszcze wyższe, kształtują się na poziomie kilkunastu tysięcy złotych za metr.

Chcąc kupić małą kawalerkę w atrakcyjnym, śródmiejskim rejonie Warszawy trzeba być przygotowanym na wydatek co najmniej 280 tys. zł. A za studio w budynku w wysokim standardzie trzeba zapłacić często nawet dwa razy tyle.

W najtańszej stołecznej dzielnicy – Białołęce najmniejsze jednopokojowe mieszkania na rynku deweloperskim oferowane są w cenie około 200 tys. zł i nie ma ich w ofercie zbyt wiele. W inwestycjach na obrzeżach miasta, gdzie nabywcami mieszkań są przeważnie rodziny z dziećmi kupujące lokale dla własnego użytku, udział kawalerek w ofercie jest skromny.

Znaczna część takich mieszkań w Warszawie znajduje się w budynkach z wielkiej płyty, które skądinąd zlokalizowane są niejednokrotnie w ciekawych miejscach w Śródmieściu, na bliskiej Woli, czy Bielanach. W rejonach oferujących pełną infrastrukturę miejską, doskonale skomunikowanych, a często także w bezpośrednim sąsiedztwie metra.

Najtańsze najbardziej poszukiwane

Projektowane w czasie PRL-u lokale jednopokojowe są nieraz naprawdę małe, niektóre nie mają więcej niż 15 mkw.  Właśnie w tzw. gierkowskich budynkach znajdą najtańsze mieszkania osoby poszukujące ekonomicznych ofert, choć ich ceny bywają też mocno zróżnicowane. Na Bielanach, czy Białołęce ceny takich mieszkań w zależności standardu nieruchomości i lokalizacji wahają się od 150 do 170 tys. zł. W ścisłym centrum Warszawy stawki ofertowe znacznie przekraczają 200 tys. zł.

Powierzchnia budowanych dziś kawalerek rzadko jest większa niż 30 mkw. Lokale o metrażu większym o kilka metrów to często już mieszkania dwupokojowe. Największy wybór nowych kawalerek  oferują te dzielnice, w których najwięcej się buduje, tj. Wola i Mokotów. Studia powstające w inwestycjach z wyższej półki są zwykle dużo większe, od ponad 40 mkw. do nawet 100 mkw. Podobnie jest w przypadku odrestaurowanych śródmiejskich kamienic, w których raczej nie znajdziemy jednopokojowych mieszkań o wielkości 20, czy 30 mkw.

Projektowanie pod inwestorów

Mikro lokale dostępne są natomiast w nowych, dobrze zlokalizowanych inwestycjach, które deweloperzy przygotowują przede wszystkim z myślą o inwestorach. Takie projekty powstają na warszawskich Odolanach, czy Muranowie. Jeden z budynków, w którym zaprojektowane zostały mikro-apartamenty rośnie jest przy ulicy Pawiej. W inwestycji Studio Centrum lokale o podwyższonym standardzie, których średnia powierzchnia wynosi około 25 mkw., można kupić w cenie od 180 tys. zł netto.

Przedstawiciele dewelopera przyznają, że kupowane są przede wszystkim przez inwestorów, którzy planują je wynajmować. – W przypadku zakupów inwestycyjnych kluczowa jest lokalizacja. Inwestorzy wybierają najlepiej usytuowane mieszkania w najniższej cenie. Mogą wtedy uzyskać najwyższą stopę zwrotu z inwestycji – tłumaczy Tomasz Sadłocha, członek zarządu Ochnik Development. Zaznacza, że lokale w projekcie Studio Centrum bardzo często nabywane są na firmy, ponieważ umożliwia to klientom odliczenie podatku VAT i wpisanie w koszty wykończenia lokalu.

Zysk z wynajmu

Chętnych do inwestowania w nowe mieszkania z roku na rok przybywa. Nie brakuje także osób zainteresowanych wynajem mieszkań w Warszawie. To w końcu największy rynek pracy i największy ośrodek edukacyjny w Polsce. Rozwija się tu także turystyczny i biznesowy najem krótkoterminowy. Poza tym, coraz więcej osób odchodzi od kupowania nieruchomości na własność na rzecz wynajmu.

Najbardziej poszukiwane przez najemców są małe lokale w centrum miasta lub przy linii metra. Czynsze najmu utrzymują się na wysokim poziomie. Średni koszt wynajęcia kawalerki w Warszawie wynosi ok. 1700 zł za miesiąc. W Śródmieściu stawki są wyższe, sięgają 2300-2400 zł. Tyle trzeba zapłacić za wynajęcie jednopokojowego lokalu w nowym budynku.

Ceny najmu w ostatnich latach rosły. Nie jest to jednak wynikiem podwyżek, ale zmiany struktury mieszkań, które trafiają na rynek najmu. Pojawia się na nim coraz więcej nowych lokali o wysokim standardzie, a średnia stawka za wynajem wzrasta wraz z jakością oferowanych mieszkań.

Warszawski rynek najmu od wielu lat systematycznie się rozbudowuje. Głównie dzięki inwestorom indywidualnym, którzy kupują mieszkania za gotówkę. Inwestowanie w nieruchomości jest dużo bardziej opłacalne niż zakup papierów wartościowych, czy lokowanie kapitału w banku. Stopa zwrotu z inwestycji w mieszkania na wynajem wynosi w Warszawie około 6 proc. rocznie. Ponadto, w przypadku takiej inwestycji dodatkowy zysk może przynieść w dłuższej perspektywie wzrost wartości nieruchomości.

 

 

Autor: Ochnik Development

Aktywna polityka mieszkaniowa miała być jednym z priorytetów nowego rządu. Warto zatem sprawdzić, jak przedstawiają się bezpośrednie wydatki budżetu na cele mieszkaniowe w 2017 r. To ważna kwestia, gdyż tegoroczny budżet jest pierwszym swobodnie zaplanowanym przez obecny rząd. W aktualnym planie finansowym państwa, uwagę zwraca wzrost bezpośrednich wydatków na „mieszkaniówkę”. Ta zmiana nie jest jednak na tyle duża, aby można było mówić o rewolucji.

Mieszkaniowe wydatki budżetu mają być największe od 2003 roku

Informacje udostępnione przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MiB) wskazują, że w 2017 r. na cele mieszkaniowe budżet państwa bezpośrednio ma wydatkować 1,77 mld zł. To oznacza wzrost w stosunku do analogicznego wyniku z 2015 r. (1,36 mld zł) oraz 2016 r. (1,52 mld zł). Warto zdawać sobie sprawę, że trzy podane kwoty uwzględniają tylko bezpośrednie budżetowe wsparcie „mieszkaniówki”. Do tej kategorii nie wlicza się m.in. wydatków związanych ze zwrotem podatku VAT za materiały budowlane.

Po sprawdzeniu mieszkaniowych wydatków państwa z ostatnich 20 lat można stwierdzić, że kwota przewidziana w tegorocznym budżecie będzie najwyższa od 2003 r – tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Przy takich wieloletnich porównaniach, trzeba jednak wziąć pod uwagę dwie kwestie. Po pierwsze, proste zestawienie wydatków mieszkaniowych z 2003 r. oraz 2017 r. nie uwzględnia inflacji. Po drugie, relacja bezpośrednich wydatków mieszkaniowych państwa do PKB, w 2017 r. nadal pozostanie bardzo niska i prawdopodobnie nie przekroczy 0,10%. Analogiczny wynik z 2016 r. wynosił 0,08%. Dla porównania, bezpośrednie wydatki budżetu na sferę mieszkaniową w połowie lat 90 – tych stanowiły około 0,80% krajowego PKB.

Tegoroczny budżet państwa uwzględnia już koszt „Mieszkania Plus”

Dzięki danym MiB, można również dokładnie przeanalizować przeznaczenie wydatków mieszkaniowych państwa w latach 1995 – 2017. Na szczególną uwagę zasługują plany budżetowe dla 2017 r. oraz kwoty z budżetu, które dofinansowały „mieszkaniówkę” w 2015 r. i 2016 r.

Jeżeli dokładniej sprawdzimy przyczyny ubiegłorocznego wzrostu zaangażowania państwa w sferę mieszkaniową, to okaże się, że kluczowe znaczenie miały większe koszty realizacji programu Mieszkanie dla Młodych (0,52 mld zł – 2015 rok, 0,70 mld zł – 2016 rok) – tłumaczy analityk portalu RynekPierwotny.pl. Podwyżka wydatków mieszkaniowych z budżetu w 2017 roku, ma być przede wszystkim efektem kosztów dotyczących programu Mieszkanie Plus. Na uruchomienie Narodowego Funduszu Mieszkaniowego, zarezerwowano bowiem 0,2 mld zł. W skali całego budżetu ta kwota nie jest duża, ale stanowi 11% bezpośrednich wydatków mieszkaniowych państwa zaplanowanych na 2017 r.  Większy udział w bieżącym roku ma mieć koszt dopłat z MdM-u (42%) i Rodziny na Swoim (18%) oraz premii gwarancyjnych dla posiadaczy książeczek mieszkaniowych (14%).

Nie możemy mieć jeszcze pewności, jakie środki z budżetu w kolejnych latach pochłonie realizacja programu Mieszkanie Plus. Budżetowe wsparcie nowego programu to kluczowa kwestia, mimo że Narodowy Fundusz Mieszkaniowy ma finansować swoją działalność głównie poprzez emisję obligacji i kredyty zaciągane pod zastaw otrzymanych gruntów.

Rząd oprócz budowy tanich „czynszówek” planuje również wsparcie budownictwa społecznego oraz dopłaty dla posiadaczy oszczędności mieszkaniowych. Te dwa dodatkowe elementy programu Mieszkanie Plus, będą finansowane głównie ze środków budżetowych. W kolejnych latach możliwości dotowania nowych inicjatyw wzrosną ze względu na zakończenie programu Mieszkanie dla Młodych i coraz mniejsze koszty obsługi Rodziny na Swoim. Pojawienie się wolnych środków na nowe przedsięwzięcia jest ważną kwestią, bo w najbliższym czasie trudno oczekiwać dużego wzrostu bezpośrednich wydatków budżetowych państwa na „mieszkaniówkę”.

 

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

 

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...