poniedziałek, Czerwiec 18, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "USA"

USA

Historyczne wydarzenie zakończone sukcesem. Tak w skrócie można opisać spotkanie najważniejszych głów świata: USA oraz Korei Północnej. Donald Trump oraz Kim Dzong Un podpisali dokument denuklearyzacyjny.

Nie ujawniono jeszcze treści dokumentu, jednak obaj przywódcy podkreślali jego dużą wagę oraz „bardzo ważny” status. Donald Trump oświadczył także, że proces denuklearyzacji rozpocznie się bardzo szybko. USA i Korea Północna. zobowiązały się do zbudowania „nowych relacji”. Dodano także, że oba kraje będą kontynuować dialog. Trump bardzo ciepło opisywał Kima, nazywając go choćby „utalentowanym” czy „kochającym swój kraj”.

– Odbyliśmy historyczne spotkanie i zdecydowaliśmy się pozostawić przeszłość za sobą (…). Świat zobaczy poważną zmianę– powiedział Kim, podpisując dokument, który nazwał „historycznym porozumieniem”.

Przywódcy ściskając dłonie przed kamerami powiedzieli, że niełatwo było doprowadzić do tego spotkania.

 

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respondentów uważa akcje za przewartościowane. To rekordowo wysoki odczyt, który jednocześnie nie powodował bardziej defensywnego nastawienia do rynku. W tym samym czasie spadały bowiem poziomy gotówki leżącej na kontach funduszy. W konsekwencji apetyt na ryzyko osiągnął nowe rekordy, a główny strateg BofA ML trafnie streścił to zdaniem, że Ikar lata coraz bliżej Słońca. Zgodnie z przekazem mitologii greckiej coraz większa odwaga Ikara nie skończyła się dla niego dobrze i zadać można sobie pytanie, czy podobnie nie będzie z rynkiem. Sygnałów ostrzegawczych pojawiło się bowiem ostatnio aż nadto. Zresztą od końca minionego tygodnia nastroje na świecie zauważalnie się pogorszyły, co tłumaczono publikacją przez amerykański Senat swojej propozycji reformy podatkowej.

W kilku zasadniczych kwestiach różniła się ona od propozycji podanej wcześniej przez Izbę Reprezentantów. Ten powód wydaje się jednak tylko częściowo słuszny. To bowiem nie rynek amerykański był w ostatnich dniach najsłabszy, ale europejski. Mogło to dziwić, gdyż wcześniej zauważyć można było dość dużą dozę wstrzemięźliwości globalnych parkietów wobec amerykańskich planów na reformę podatków. Dlaczego nagle miałoby się to zmienić? Owszem, najbardziej zależne od przyszłego poziomu opodatkowania małe spółki taniały na Wall Street najbardziej, ale ich słabsza postawa trwa już od ponad miesiąca, więc zaczęła się wcześniej. Zresztą słabość amerykańskich maluchów jest jednym z sygnałów ostrzegawczych wskazujących, że tzw. „smart money” zmniejszają poziom akceptowanego ryzyka, gdyż to największe jest w segmencie mniejszych spółek. Rynek w USA zaczął więc tracić wcześniej obserwowaną „szerokość”. Zresztą podobnie wygląda handel na GPW, gdzie nawet w gronie silniejszych dotychczas blue chipów coraz mniej spółek wykazywało wzrostową tendencję. Dochodzą do tego kłopoty gwiazd drugiej linii, gdzie jaskrawym przypadkiem tego tygodnia jest CD Projekt.

Wracając jednak do kontekstu międzynarodowego można wątek zagrożeń kontynuować wskazując na słabość notowań obligacji śmieciowych, do których w tym tygodniu dołączyły wcześniej silne surowce. W obecnej fazie cyklu towary powinny prezentować się najlepiej, podobnie jak spółki cykliczne i te korzystające na rosnącej presji inflacyjnej. Tymczasem w tym miesiącu najlepszym sektorem na Wall Steet są dywidendowe spółki defensywne. Nie pasuje to do apetytu na ryzyko prezentowanego przez zarządzających. Wygląda na to, że przynajmniej część z nich wyraźnie ogranicza ryzyko przed końcem bardzo udanego przecież roku, a dłuższy czas bez korekty może ją wręcz prowokować.

                                                                                                                    

Autor: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Silne korekty cen metali przemysłowych i surowców energetycznych odgrywają istotną rolę w widocznym już na pierwszy rzut oka pogorszeniu się sentymentu, także na rynkach akcji. Widzimy pole do głębszego cofnięcia się rozgrzanych w poprzednich miesiącach do czerwoności rynków ryzykownych aktywów.

Ostatnie fazy wzrostów cen miedzi i ropy były oderwane od fundamentów. W przypadku metali przemysłowych skrajny optymizm rynków nie wytrzymuje konfrontacji z obawą, ze po zjeździe Komunistycznej Partii Chin przyjdzie czas na kontrolowane schłodzenie rozgrzanego rynku nieruchomości i zacieśnienie warunków monetarnych. W przypadku ropy entuzjazm dotyczący zbliżającego się posiedzenia OPEC przyćmił rosnącą aktywność wydobywczą w USA i zbyt optymistyczną wizję siły popytu na surowiec w 2018 roku. Warto mieć na uwadze, że w ostatnim tygodniu zaangażowanie inwestorów na rynku surowców było najwyższe w historii. Tymczasem wartości oddającego popyt na nisko przetworzone towary wskaźnika z rodziny CRB dość wyraźnie zawróciły i bliżej im do tegorocznych dołków niż maksimów. Zresztą można zauważyć, że indeks ten wielokrotnie wyprzedzał zachowanie szerszych miar koniunktury na rynkach surowcowych. W tym świetle należy naszym zdaniem oczekiwać kontynuacji słabości miedzi i ropy naftowej, tym bardziej, że pozytywny dla cen wynik posiedzenia OPEC jest już dawno zdyskontowany.

Ma to spore reperkusje dla rynku walutowego. W obecnym położeniu istnieje znaczne pole do kontynuacji zniżek przez AUD/USD oraz NZD/USD. Uważamy, że jesteśmy w fazie przesilenia na rynku złotego i EUR/PLN będzie dryfował na nieco wyższe pułapy. Waluty defensywne z euro i jenem na czele powinny krótkim terminie radzić sobie dobrze, zwłaszcza, że wzbiera niepewność dotycząca losów reformy systemu podatkowego. Dziś w centrum uwagi będą dane o inflacji z USA. W sześciu na siedem ostatnich przypadkach inflacja bazowa rozczarowała (co było przecież kluczem do słabości dolara w tym roku). Dane za październik mają jednak szanse by pozytywnie zaskoczyć za sprawą m.in. mniejszej podaży używanych aut, czy stopniowego „przegryzania się” wyższych cen importowanych dóbr. Po poprzednich huraganach trajektoria cen również podnosiła się z minimum miesięcznym opóźnieniem. Wyższe ceny bazowe w USA zderzone z rozczarowaniami inflacją w innych gospodarkach byłyby oczywiście pozytywne dla dolara, lecz przy przesądzonej podwyżce w grudniu ważniejsze są losy reformy systemu podatkowego.

Główny wskaźnik inflacji konsumenckiej powinien natomiast wyhamować z 2,2 do 2,0 proc. rok do roku za sprawą normalizacji cen paliw po wrześniowym wystrzale spowodowanym przez huragany. Bazowy wskaźnik (również dziś publikowanej) sprzedaży detalicznej powinien przybrać solidną dynamikę – przy dobrych nastrojach gospodarstw domowych i rozpędzonym rynku pracy nie ma podstaw by obawiać się o siłę konsumpcji w USA. Na froncie danych warto też zwrócić uwagę na informacje z brytyjskiego rynku pracy. Pomimo dość słabej inflacji (dane wczorajsze) funt odrabia straty na fali słabości dolara – GBP/USD powraca w kierunku 1,32. Biorąc pod uwagę słabnącą pozycję premier May oraz oczekiwane przez nas schłodzenie koniunktury odsuwające lutową podwyżkę stóp przez Bank Anglii nie widzimy podstaw by obecne poziomy zostały w kolejnych tygodniach utrzymane.

 

Autor: Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Europejska ropa Brent jest najdroższa od ponad dwóch lat, cena przekroczyła 60 dolarów za baryłkę. Spadają również globalne zapasy tego surowca, a porozumienie producentów o ograniczeniu wydobycia może zostać przedłużone na cały 2018 rok. Paliwo na stacjach też podrożeje.

Napływające z rynku informacje sugerują, że kierowcy będą musieli sięgnąć głębiej do kieszeni. Od 20 października cena benzyny 95 na rynku ARA (Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia) wzrosła o 11 gr i osiągnęła poziom 1,71 zł za litr. Brakuje 14 gr, by popularna bezołowiówka kosztowała najwięcej od lata 2015 r.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z dieslem. W holenderskich oraz belgijskich rafineriach – po 9-groszowym wzroście w ciągu niespełna tygodnia – olej napędowy kosztuje 1,73 zł za litr i jest tylko 8 gr poniżej szczytów z lipca 2015 r.

Potentaci sugerują ograniczenie wydobycia

Całkiem niedawno, bo we wrześniu br., ceny paliw również gwałtownie rosły. Wtedy jednak podwyżki były następstwem huraganów, które nawiedziły Stany Zjednoczone i zaburzyły globalną produkcję. Tamte wydarzenia miały jednak charakter przejściowy. Tymczasem obecne wzrosty cen mogą utrzymać się przez wiele miesięcy.

W ostatni piątek, a także podczas minionego weekendu przedstawiciele Arabii Saudyjskiej sugerowali możliwość przedłużenia ograniczenia wydobycia do końca 2018 r. We wrześniu OPEC wydobywał o milion baryłek ropy naftowej dziennie mniej niż rok temu. Za przedłużeniem porozumienie opowiada się również Rosja, która dziennie produkuje o 200 tys. baryłek mniej niż we wrześniu 2016 r.

Mniejsze zapasy u progu zimy

Sugestie ze strony OPEC oraz Rosji doprowadziły do tego, że cena sprzedawanej m.in. w Europie ropy Brent przekroczyła 60 dolarów za baryłkę i osiągnęła najwyższe poziomy od ponad dwóch lat. Poza zmianami związanymi z podażą „czarnego złota” warto także zwrócić uwagę na popyt i zapasy, które są także niezwykle ważne dla cen. Według październikowego raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) tempo wzrostu popytu w III kwartale wyhamowało z rekordowych 2,2 mln baryłek do 1,2 mln baryłek. Cały czas jednak IEA przewiduje, że wzrost globalnego zapotrzebowania na ropę naftową wyniesie średnio 1,6 mln baryłek (1,6 proc.) w tym roku oraz 1,4 mln baryłek (1,4 proc.) w przyszłym.

Po wielu kwartałach, w których rosły zapasy ropy oraz paliw, następują wyraźne spadki. Jeszcze w styczniu br. globalne rezerwy przekraczały 5-letnią średnią o 318 mln baryłek. Teraz, według IEA, są one o niemal połowę mniejsze (170 mln). Szczególnie niepokojąco wygląda sytuacja diesla. W Stanach Zjednoczonych jego zapasy spadły do najniższych poziomów od maja 2015 roku. Zwiększa to ryzyko, że jeżeli w sezonie zimowym Europę i USA nawiedzą temperatury poniżej wieloletnich średnich to diesel może rosnąć wyraźnie szybciej niż ropa naftowa ze względu na niskie zapasy i perspektywę gwałtownego wzrostu popytu.

Podrożeje diesel, podrożeje bezołowiowa

Kurczące się zapasy ropy naftowej oraz jej produktów przy ograniczeniu produkcji przez OPEC i Rosję zwiększają dodatkowo ryzyko, że przy jakichkolwiek problemach związanych z podażą (wydarzenia pogodowe czy geopolityczne) możemy spodziewać się gwałtownych wzrostów cen. Bufor bezpieczeństwa jest obecnie zdecydowanie mniejszy niż w kilku ostatnich latach.

Można więc założyć, że notowania ropy Brent raczej będą kształtować się blisko granicy 60 USD za baryłkę z perspektywą krótkoterminowych silnych wzrostów w przypadku niespodziewanych zaburzeń w produkcji. Ceny przy dystrybutorach na polskich stacjach wzrosną w najbliższych dniach o dobre kilka groszy na litrze. W konsekwencji trudno będzie zatankować olej napędowy poniżej granicy 4,50 zł/litr, a benzynę bezołowiową 95 za mniej niż 4,65 zł/litr.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk cinkciarz.pl

Amerykańska waluta odreagowała ostatnie spadki, w relacji do złotego odrabiając wczoraj wszystkie straty dnia poprzedniego. Dolar znów zyskuje w relacji do euro – w dniu dzisiejszym umocnił się do najwyższego poziomu od połowy sierpnia. W końcówce tygodnia warto będzie obserwować publikację szczegółowych danych z amerykańskiego rynku pracy we wrześniu (NFP). Dzisiejsze informacje są najistotniejszą “paczką” danych z USA i mają spore znaczenie dla kształtowania się kursu EUR/USD oraz tym samym – mogą mieć wpływ na kurs złotego w relacji do głównych walut.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek umocnił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,29 – 4,31. Wspólna waluta była wczoraj dosyć słaba i znacząco traciła w relacji do dolara amerykańskiego. W parze ze złotym, euro odrobiło z kolei jedynie niewielką część strat z ostatniego dnia. Wczorajsza publikacja “minutek” z ostatniego spotkania Europejskiego Banku Centralnego nie przyniosła zbyt wielu nowych informacji, komunikat nie wspierał euro. Dokument potwierdził, że członkowie EBC przeprowadzają wstępne dyskusje na temat kalibracji programu QE, co istotne – wyrażają jednak również obawy o siłę euro.

Z uwagi na brak istotnych informacji ze strefy euro oraz wagę publikacji z USA, uwaga inwestorów w dniu dzisiejszym skupi się na danych z amerykańskiego rynku pracy.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,81 – 4,85. Funt zdaje się negatywnie reagować na spekulacje dotyczące potencjalnych roszad na najwyższych szczeblach władzy w Wielkiej Brytanii – w następstwie nieudanego wystąpienia Theresy May na kongresie Partii Konserwatywnej ponownie pojawiły się informacje o tym, iż część obozu Torysów chce ustąpienia premier.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek umocnił się o 0,6%, wahając się w widełkach 3,65 – 3,68. Dolar amerykański zyskiwał w relacji do głównych walut, pozytywnie reagując na dane gospodarcze i jastrzębie przemówienia członków komitetu decyzyjnego Rezerwy Federalnej.

Co tyczy się danych – wczorajszy odczyt pokazał spadek krajowego deficytu w handlu do najniższego poziomu od początku roku. Tygodniowe dane dotyczące liczba zadeklarowanych bezrobotnych również były lepsze od oczekiwań – liczba wniosków spadła z poziomu 272 tys. do 260 tys. Co zaś tyczy się kwestii przemówień – w ujęciu ogólnym uzasadniały wzrost optymizmu wśród inwestorów. Zarówno Patrick Harker, jak i John Williams w swoich wystąpieniach dosyć optymistycznie wyrażali się o bieżącej sytuacji i zwrócili uwagę na poprawiające się warunki gospodarcze. Konsensus FOMC zakłada jeszcze jedną podwyżkę stóp procentowych do końca roku, a rynek – zgodnie z naszymi oczekiwaniami – również się do tego powoli przekonuje. Szacowane przez rynki prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych do końca bieżącego roku wzrosło i wynosi obecnie około 80%.

W dniu dzisiejszym warto zwrócić uwagę przede wszystkim na najważniejszy, bieżący odczyt makroekonomiczny ze świata, czyli amerykańskie NFP. Inwestorzy spodziewają się, że wzrost zatrudnienia w sektorach pozarolniczych będzie o około połowę niższy niż średnia z ostatnich miesięcy i wyniesie 90 tys. Niektórzy spekulują, że odczyt może nawet być ujemny – ostatni raz z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w 2010 r. Tak niskie oczekiwania spowodowane są faktem, iż w okresie pomiarów Stany Zjednoczone nawiedziła seria huraganów, które miały negatywny wpływ na rynek pracy w krótkim terminie, co widać było zwłaszcza po danych dotyczących wzrostu tygodniowej liczby zadeklarowanych bezrobotnych. W kontekście tego, iż odczyt najprawdopodobniej pokaże jednorazową zmianę i nie powie zbyt wiele, inwestorzy mogą zwracać większą uwagę na pozostałe dane, zwłaszcza na dynamikę płac, która – w kontekście m.in. niskiego bezrobocia – zdaniem części ekonomistów ma potencjał do wzrostu i wspierania dynamiki cen. Pozytywne informacje w tym zakresie mogłyby przyczynić się do silniejszego dolara. Sam wzrost prawdopodobieństwa tego, że ceny będą rosły powinien wspierać rynkowe oczekiwania co do podwyżek stóp procentowych.

 

Autor: Roman Ziruk, analityk Ebury

Przez ostatnie lata kryzys w niektórych rejonach strefy euro był utożsamiany z wprowadzeniem wspólnej waluty, nierównomiernym tempem wzrostu gospodarczego poszczególnych krajów czy przepaścią w wynagrodzeniach. Jednak w USA, gdzie integracja pomiędzy stanami  jest zdecydowanie głębsza niż w strefie euro, również można zaobserwować olbrzymie różnice we wzroście gospodarczym, pensjach czy w inflacji – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Gdy ekonomiści analizują przyczyny kryzysu strefy euro z początku bieżącej dekady często zwracają uwagę, że jest to rezultat niedopasowania poszczególnych krajów do siebie. Brakuje wspólnej polityki fiskalnej, która wyrównywałaby różnice pomiędzy regionami, a wprowadzanie w 1999 r. euro tylko spotęgowało przepaść pomiędzy bogatą północą a mniej zamożnym południem.

Patrząc jednak na dane z poszczególnych stanów w USA: różnice w wynagrodzeniach, inflacji czy tempie PKB, wcale nie są dużo mniejsze od tych, które obserwujemy w strefie euro. Może to oznaczać, że nawet jeżeli nastąpi zacieśnienie stosunków wewnątrz obszaru wspólnej waluty gospodarcze różnice nie zostaną zauważalnie zmniejszone.

Różna inflacja w różnych regionach

Taka sama polityka monetarna i fiskalna dla wszystkich stanów, łatwość osiedlania się czy ten sam język nie zapobiega różnicom w poziomie inflacji w różnych częściach USA. Gdy w regionie zachodnim (West – od Kalifornii i Waszyngtonu po Kolorado i Nowy Meksyk) mieliśmy czynienia z inflacją konsumentów (CPI) powyżej 1 proc. w 2015 roku, to mieszkańcom środkowej części Ameryki (Midwest – od Kansas po Illinois i Michigan do Ohio) przez większą część tego okresu, towarzyszyła dochodząca do 1 proc. deflacja.

Różne tempo wzrostu cen nie było domeną tylko jednego roku. Od początku 2014 r. do sierpnia 2017 r. skumulowany poziom inflacji dla regionu zachodniego wyniósł 7.8 proc. Natomiast dla „Midwestu” czy obszaru północnego USA (Northeast – od Pensylwanii po Nowy Jork do Maine) nie przekraczał nawet połowy tej wartości i wyniósł odpowiednio 3.7 oraz 3.4 proc.

Różnice w poziomie cen bardzo dobrze widać także na przykładzie danych Biura Analiz Ekonomicznych Departamentu Handlu (BEA). Siła nabywcza jednego dolara w Missisipi czy Arkansas jest o ok. 35 proc. wyższa niż w stanie Nowy Jork lub na Hawajach.

Jedne stany się rozwijają, a inne kurczą

Niemniej zaskakują również dane o tempo wzrostu cenz USA. Wzrost gospodarczy dla całego kraju od 2009 r. wyniósł nieco ponad 14 proc., czyli niespełna 1.9 proc rocznie. W tym czasie jednak Północna Dakota rozwijała się trzy razy szybciej niż Stany Zjednoczone (46 proc., średniorocznie o 5.5 proc.), a Teksas dwukrotnie przekroczył przeciętny wynik (28.5 proc., średniorocznie 3.7 proc.). Dobry rezultat został osiągnięty także przez Kalifornię – każdego roku przekraczał średnio 2.6 proc.

Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w Wyoming, na Alasce czy w położonej nad Zatoką Meksykańską Louisianie. W pierwszym z wymienionych stanów PKB w 2016 r. było niższe od tego osiągniętego w 2009 r. o 7 proc. Według BEA tylko w ub. roku PKB skurczył się w tym stanie o 3.6 proc.

Tylko niewiele lepiej od ostatniego kryzysu wygląda sytuacja na Alasce. Tam PKB spadło od 2009 r. o 6 proc. W Louisianie natomiast PKB jest nie tylko o 2 proc. niższe niż tuż po kryzysie. Publikacje BEA dla tego stanu pokazują, że w okresie całej ostatniej dekady gospodarka kurczyła się każdego roku średnio o 0.3 proc.

Amerykańska przepaść w zarobkach

Dane o przeciętnych dochodach Amerykanów także pokazują jak różny może być standard życia w poszczególnych regionach. Mieszkańcy stanu Nowy Jork zarabiają tygodniowo średnio 1540 dol. Wysokie wynagrodzenia notowane są także w Connecticut (1417 dol.) czy w Kalifornii (niecałe 1300 dol.).

Na przeciwnym biegunie znajdują się Zachodnia Wirginia z tygodniową wypłatą ma poziomie 830 dol. czy Nowy Meksyk (838 dol.). Warto jednak zauważyć, że średnia stanowa wcale nie pokazuje jeszcze tak dużych różnic jak podział na największe counties (hrabstwa, powiaty), w których zatrudnienie czasami przekracza liczbę osób pracujących w mniejszych krajach strefy euro. Tutaj różnice są naprawdę olbrzymie i to nie tylko ze względu na miejsce zatrudnienia, ale również na wykonywany zawód.

Dane za Biura Statystyki Pracy (BLS) za pierwszy kwartał 2017 r. pokazują np. że w powiecie zawierającym teksańskie miasto Dallas tygodniówka wynosi 1400 dol. Przy czym w restauracjach czy w hotelach przeciętne wynagrodzenie to 509 dol., a w sektorze wydobywczym 6300 dol. Najwyższe zarobki można jednak zaobserwować w Nowym Jorku dla zatrudnionych w branży finansowej. Przeciętne wynagrodzenie dla 368 tys. osób wynosi tam 9.400 dol. tygodniowo, czyli niespełna pół miliona dolarów rocznie. Dodatkowo w porównaniu z pierwszym kwartałem 2016 r. wzrosło ono o ponad 10 proc.

Ogólny obraz amerykańskiej gospodarki pokazuje, że mimo znacznej integracji pomiędzy poszczególnymi stanami ich kondycje znacznie różnią się od siebie. Przykłady z USA sugerują również, że nawet przy dalszej integracji strefy euro dysproporcje w poziomie inflacji, wzrostu PKB czy wynagrodzeń mogą nadal się utrzymać.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupach wiekowych jest nawet jedną z najniższych w OECD. Jak się okazuje, w znacznej części może być to skutek masowego przepisywania leków opioidowych – mówi Marcin Lipka, główny analityk walutowy Cinkciarz.pl.

Sytuacja na amerykańskim rynku pracy jest zagadką dla wielu ekonomistów na świecie. Od szczytów kryzysu w 2009 r. stopa bezrobocia w USA spadła o ponad połowę i wynosi obecnie 4,4 proc. Brakuje jedynie 0,6 pkt. procentowego, by zostały osiągnięte minima niespotykane od niemal 50 lat.

Z drugiej strony do połowy 2015 r. mieliśmy do czynienia z utrzymującym się spadkiem wskaźnika aktywności zawodowej (LFP – stosunek liczby osób pracujących oraz szukających płatnego zajęcia do populacji powyżej 15 roku życia), co oznaczało, że część bezrobotnych, zamiast otrzymywać zatrudnienie, przechodziła do grupy biernych zawodowo. Ten negatywny trend obecnie się zatrzymał, ale i tak aktywność zawodowa jest bardzo blisko 40-letnich minimów (62.9 proc.).

Niski poziom aktywności zawodowej nie tylko z powodu demografii

Częściowo odpowiedzialne za niski wskaźnik aktywności zawodowej Amerykanów są zmiany demograficzne. W starzejącym się społeczeństwie jego obywatele rzadziej mają pracę, bądź jej nie szukają, gdyż rośnie w nim np. liczba emerytów, którzy zwykle są bierni zawodowo. Dodatkowo Biuro Statystyki Pracy ma dość szeroką definicję wieku produkcyjnego (wszyscy powyżej 15 roku życia). Zwiększa to wpływ procesów demograficznych na wskaźnik LFS w porównaniu do krajów, gdzie aktywność badana jest dla przedziału 16-64 lata.

Warto jednak zauważyć, że nawet gdy zawęzimy badanie do tak zwanego prime age (25-54 lata), to wyniki cały czas są niezadowalające jak na tak niskie bezrobocie czy w porównaniu do rezultatów innych krajów. Według danych OECD na koniec 2016 r. LFP wynosił 81.3 proc. To nie tylko mniej niż średnia w OECD (81.9 proc.), ale także wynik słabszy niż w Polsce (84.9 proc.), Kanadzie (86.5 proc.) czy Szwecji, zajmującej drugie miejsce na podium w tym zestawieniu (90.9 proc.).

Jeszcze gorzej sytuacja wygląda, gdy w zestawieniu pozostaną sami mężczyźni w wieku 25-54 lat. Wskaźnik aktywności zawodowej wynosi dla USA tylko 88.5 proc. przy średniej na poziomie 91.3 proc. Dodatkowo jest to drugi najniższy wskaźnik w OECD po Włoszech. Wiodące kraje (Szwajcaria, Japonia) charakteryzują się wskaźnikiem LFP na poziomie 95 proc. W Polsce jest to 90.8 proc.

Niewynikający ze zmian demograficznych spadek aktywności zawodowej oraz jej względnie niski poziom w relacji do innych krajów sprowokował wiele badań na ten temat. Ich rezultat wydaje się zaskakujący. Być może jest to efekt uzależniania się od leków opioidowych znacznej części społeczeństwa. Janet Yellen, szefowa Rezerwy Federalnej podczas lipcowego posiedzenia Senackiej Komisji Bankowej stwierdziła, że to “opioidowa epidemia” jest związana z malejącym wskaźnikiem aktywności zawodowej wśród osób w wieku prime age.

USA: Półtora miliona osób uzależnionych pozostaje biernych zawodowo

Komentarze Janet Yellen o powiązaniu wysokiego poziomu bierności zawodowej z nadużywaniem leków opioidowych oraz późniejszym uzależnieniem od nielegalnych substancji (np. heroiny) potwierdza badanie profesora Alana Kruegera z Uniwersytetu Princeton, opublikowane na początku września przez wiodący amerykański think-tank Brookings Institution. Prof. Krueger podkreśla, że w latach 1999-2015 sprzedaż opioidowych leków przeciwbólowych na receptę w Stanach Zjednoczonych wzrosła o 356 proc. Profesor zwraca uwagę, że wydawana rocznie liczba opioidowych medykamentów wystarczyłaby na utrzymanie całej populacji USA (łącznie z dziećmi) na lekach przeciwbólowych przez cały miesiąc.

O kwestii zbyt częstego przepisywania leków opioidowych w USA pisał między innymi ponad 2 lata temu „Financial Times”. W przeliczeniu na osobę Amerykanie w 2012 r. otrzymywali w medykamentach przeciwbólowych ekwiwalent morfiny pięciokrotnie wyższy niż Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi. Według danych Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (CDC) tylko w związku z przedawkowaniem wydawanych na receptę leków opioidowych umiera w Stanach Zjednoczonych ponad 15 tys. osób rocznie, a 365 tys. trafia do szpitala. Biorąc pod uwagę również substancje nielegalne, przedwcześnie umiera aż 33 tys. Amerykanów rocznie. Badania CDC pokazują, że są to głównie mężczyźni w wieku 25-54 lat.

Profesor Kreuger ocenia, że skutkiem nadużywania leków opioidowych oraz późniejszego uzależnienia się również od substancji nielegalnych jest spadek wskaźnika aktywności zawodowej w USA o 0.6 pkt proc. Oznacza to, że około 1.5 miliona osób może być biernych zawodowo ze względu na wzrost spożycia leków opioidowych przez ostatnie lata. Biorąc dodatkowo pod uwagę fakt, że według CDC większość osób uzależnionych to mężczyźni w wieku „prime age” może być to również przyczyną ich wyjątkowo niskiej aktywności zawodowej, zwłaszcza w porównaniu do innych krajów OECD.

Źródło: Marcin Lipka, główny analityk walutowy Cinkciarz.pl

We wrześniu 2015 r. niemiecką motoryzacją wstrząsnął skandal związany z zaniżaniem emisji spalin przez popularne silniki diesla TDI. Kiedyś znane z niezawodności i trwałości ewoluowały, stając się skomplikowanymi konstrukcjami. Okazało się, że aby spełniały wyśrubowane normy, montowano w nich specjalne oprogramowanie oszukujące podczas testów laboratoryjnych. Na nieszczęście Volkswagena, ujawnione zostało to w USA, za co koncernowi grożą olbrzymie kary. To jednak tylko jedna strona medalu – procesy trwają i nie wiadomo, jak się zakończą. Natomiast koszty działań serwisowych rzędu 7,3 mld USD zostały przez koncern ogłoszone. Do tego trzeba jeszcze doliczyć trwałą utratę reputacji. Giełda potraktowała VW w 2015 r. bardzo ostro – kurs z poziomów ponad 200 EUR przepołowił się. Mimo dobrej koniunktury w sektorze motoryzacyjnym i wzroście sprzedaży aut w 2016 r. o 2,8% r/r, kurs akcji VW nie powrócił do cen sprzed ujawnienia afery (aktualny kurs to 130 EUR). Afera odbiła się też negatywnie na kursach innych niemieckich producentów – BMW i Daimlera, ale nie w aż tak dużej skali.

W tym roku do problemów marki Volkswagen doliczyć należy też należące do Grupy Audi i Porsche, a wg portalu Spiegel Online, chodzi o silniki montowane w SUV-ach Porsche Cayenne i Audi Q7. Przed tymi informacjami uważano, że silniki Audi, z których korzysta też Porsche, są wolne od manipulacji. Jak sprawa się rozwinie – nie wiadomo, jednak pokazuje to, że wcale nie odkryto jeszcze wszystkiego, a skala zjawiska może być naprawdę ogromna.

Problem afery spalinowej dla niemieckiej gospodarki zdaje się być na tyle znaczący, że o jej skutkach wspominają najwyżsi rangą urzędnicy. Wolfgang Schaeuble, niemiecki minister finansów, wskazał skutki tej afery jako największe zagrożenie dla niemieckiej gospodarki (chociaż wciąż, m. in. ze względu na wskazane wyżej powody, nie można dokładnie określić potencjalnej wysokości strat), obok ryzyka związanego z Brexitem oraz prowadzenia przyszłej polityki handlowej w USA. Czy rzeczywiście? Zależy jak na to spojrzeć. Faktycznie, niemiecka branża motoryzacyjna to jeden z koni pociągowych tamtejszego eksportu. Niemcy, z udziałem 7,2% w światowej produkcji aut, są na 4 miejscu, po Chinach, USA i Japonii, a obroty tej branży to prawie 370 mld EUR rocznie. Auta zza naszej zachodniej granicy powszechnie cieszą się uznaniem i postrzegane są jako wyróżniające się jakością wykonania. Afera spalinowa może nadszarpnąć dobrą reputację niemieckich koncernów, ale nie powinna pogrążyć całej branży, która co chwila ma różnego rodzaju wpadki, a to związane z silnikami, a to z bezpieczeństwem. Są to problemy i koszty nie do uniknięcia, aczkolwiek wygląda na to, że koszty afery spalinowej mogą być naprawdę znaczące. Co więcej, kondycja tej branży ma duży związek z polską gospodarką, która sporo sprzedaje do przemysłu motoryzacyjnego, a Niemcy są naszym największym partnerem. Jako przykład negatywnego wpływu afery spalinowej można podać zmniejszenie produkcji diesli, co m. in. przełożyło się na gorszą sprzedaż giełdowego Alumetalu w II kw. bieżącego roku.

Poważniejszym problemem dla całej niemieckiej motoryzacji mogą być zmiany technologiczne zachodzące na rynku. Nie jest to przykład ekwiwalentny, ale można nawiązać do historii fińskiej Nokii, która zbyt późno weszła na rynek smartfonów, co okazało się dla niej gwoździem do trumny. Proces zmiany modeli telefonów był jednak bardzo dynamiczny, w motoryzacji zmiana odbywa się znacznie wolniej, a projektanci i inżynierowie myślą z kilku albo i kilkunastoletnim wyprzedzeniem. Dostrzega się jednak wyraźne odejście od diesli na rzecz małych turbodoładowanych silników benzynowych, jednak prawdziwym wyzwaniem są auta elektryczne. Wygląda na to, że tak będzie wyglądała przyszłość motoryzacji, a powoli zaczyna się już rozgrywka o dominację w tym segmencie. Długoterminowo ewolucja napędu spalinowego w elektryczny może być głównym game changerem na rynku motoryzacyjnym.

 

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Dwadzieścia cztery godziny temu szereg walut notował długoterminowe rekordy swojej siły względem dolara. W piątkowy poranek w przypadku EUR/USD bliżej od ekstremów 1,1780 jest do poziomu zagrażającego załamaniem aprecjacyjnego trendów i otwierających drogę
do głębszego odreagowania, czyli 1,1620.

Pierwsze oznaki załamywania się impetu zwyżek EUR/USD nadeszły we wtorek pod postacią długiego cienia dziennej świecy. Wczorajsze, kolejne ostre załamanie może schłodzić entuzjazm krótkoterminowych kupujących. Wyraźny wzrost zmienności sam w sobie także można interpretować jako wejście w ostatnią fazę wzrostów w ramach obecnego impulsu.

Jednocześnie warto zauważyć, że kurs EUR/USD wzrósł zbyt mocno w stosunku do wskazań modelu szacującego krótkoterminową wartość godziwą na podstawie relatywnego przebiegu krzywych rentowności długu USA i Niemiec. Wychodząc w przyszłość: widzimy zdecydowanie większe pole do zwyżek dochodowości obligacji amerykańskich niż niemieckich. Ostatnie zachowanie dziesięciolatek USA wpisuje się w tę ocenę.

Podobnie, w notowaniach większości walut emerging markets osłabienie dolara przybrało znamiona „kontrolowanego zniszczenia.” USD/TRY zbliżył się w ostatnich kilkudziesięciu godzinach do kluczowego wsparcia 3,52, ale wybronił je budując i aktywując krótkoterminowy podwójny dołek. Spodziewamy się odbicia od wzrostowej linii trendu i wykrystalizowania się średnioterminowej tendencji wzrostowej. Podobnie: spadki USD/ZAR wyhamowały bez przebijania kluczowej strefy wsparcia wokół 12,90.

Wracając do eurodolara: bardzo waży będzie kształt świecy tygodniowej. A kluczem do zamknięcia dzisiejszej sesji są publikacje makroekonomiczne bardzo wysokiej rangi. Przede wszystkim inflacja z Niemiec (wyjątkowo odczyt przeniesiony na 12:00) oraz PKB Stanów Zjednoczonych w drugim kwartale (14:30). Innymi słowy: kombinacja tych odczytów zdecyduje czy ostatnie dni to „kropka nad i” w trendzie wzrostowym EUR/USD, czy tylko przecinek pomiędzy jego poszczególnymi impulsami.

W zakresie kształtowania się tendencji cenowych w Eurolandzie warto odnotować, że wstępna inflacja HICP z Hiszpanii i Francji wypadła zgodnie z oczekiwaniami (odpowiednio 1,7 i 0,8 proc. rok do roku). Dynamika cen konsumenckich w Saksonii (pierwsze regionalne dane) wskazuje na wyraźny wzrost cen miesiąc do miesiąca. Po danych o PKB USA należy spodziewać się, że gospodarka wyraźnie przyśpieszyła po pierwszym słabym kwartale za sprawą silnej konsumpcji. Jednak jedynie odczyt wyraźnie powyżej konsensusu (2,7 proc.) może przyczynić się do trwalszej aprecjacji dolara pod wpływem czegoś więcej niż tylko pokrywania krótkich pozycji. Inwestorzy po gołębim opisie zjawisk cenowych przez Fed czekają na inflację. Rynek będzie szukał odpowiedzi na wątpliwości o siłę presji płacowej we wskaźniku kosztów zatrudnienia (które są w największym stopniu determinowane przez wynagrodzenia).

 

Raport opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz DM TMS

Wzrost rynku dóbr luksusowych o 2-4 procent w 2017 r. dzięki poprawie spożycia w Chinach, turystyce i rosnącemu zaufaniu konsumentów w Europie przewiduje Bain & Company. W dalszej perspektywie kluczowe znaczenie będzie miało dostosowanie strategii do wartości i oczekiwań pokolenia „millenialsów”.

Wszystko wskazuje na to, że w 2017 r. rynek dóbr luksusowych powróci do wzrostu. Mocne odbicie w  Chinach, zawdzięczane aktywności zakupowej w kraju i za granicą oraz rosnące zaufanie klientów w Europie przyczyni się do wzrostu światowego rynku osobistych dóbr luksusowych o 2-4 procent, do poziomu 254-259 mld euro.  Nadal rośnie różnica między zwycięzcami a przegranymi, dlatego marki powinny przemyśleć swoje strategie i dostosować się do sposobu myślenia charakterystycznego dla pokolenia „millenialsów”. Ten czynnik odegra kluczową rolę, napędzając sprzedaż do 290 mld EUR do roku 2020.

– Po trudnym 2016 roku, pierwszy kwartał 2017 przyniósł branży dóbr luksusowych nieco wytchnienia – mówi Jacek Poświata z Bain & Company. – Czynniki takie jak powrót chińskiej konsumpcji do kraju oraz pozytywne perspektywy w Europie, zarówno dla mieszkańców jak i turystów, będą przez resztę roku napędzać ogólny wzrost rynku.

Dynamika rynku luksusowego w regionach

W Stanach Zjednoczonych rynek dóbr luksusowych jest nadal słaby. Na skutek silnego dolara, trwającej niepewności politycznej i problemów domów towarowych perspektywy na 2017 r. są niejednoznaczne. Sytuację w Ameryce Łacińskiej poprawia spożycie lokalne, podczas gdy Kanada utrzymuje dynamikę, ale przygotowuje się na spowolnienie. Oczekuje się, że wzrost w całym regionie wyniesie od -2 do 0 procent. W Europie trwa odrabianie strat po zmniejszeniu ruchu turystycznego w 2016 r., a kontynent odzyskuje zaufanie wśród lokalnych konsumentów. Jaśniejsze punkty na mapie to Hiszpania, postrzegana jako bezpieczny cel podróży oraz Wielka Brytania, z funtem znacznie słabszym niż w tym samym okresie w zeszłym roku. Bain & Company przewiduje, że wzrost w Europie wyniesie 7-9 procent. W Chinach kontynentalnych również mamy do czynienia z odbiciem, ponieważ lokalni konsumenci zdecydowanie wolą kupować dobra luksusowe w kraju. Można oczekiwać, że doprowadzi to do wzrostu o 6-8 procent. Chińscy turyści nadal będą jednak odpowiadać za sporą część zakupów luksusowych za granicą. Powolny i dojrzały rynek japoński nadal jest bezpieczny dla marek luksusowych. Konsumpcja lokalna wspiera rynek, na którym zmniejszył się ruch turystyczny, na skutek czego wzrost w tym roku będzie niski. W pozostałych częściach Azji otoczenie jest nadal trudne. Bain & Company uważa, że w tym regionie rynek skurczy się o -2 do -4 procent. Sytuacja w Hongkongu, Makau i Singapurze poprawia się, ale za to Tajwan i Azja Południowo-Wschodnia zmagają się ze zmniejszeniem ruchu turystycznego, szczególnie z Chin i Korei Południowej, na co wpłynęły wewnętrzne niepokoje polityczne. W pozostałych częściach świata spodziewamy się płaskiego lub tylko nieznacznie dodatniego wzrostu, na poziomie 2 procent, a na Bliskim Wschodzie (poza Dubajem) dalszego zastoju.

Na co zwrócić uwagę w 2017 r.

Sytuacja w Stanach Zjednoczonych. USA, które nadal pozostają największym rynkiem osobistych towarów luksusowych, stoją przed połączeniem różnych czynników, które hamują wzrost. Spowolnienie w turystyce, nadal nerwowa atmosfera polityczna i niełatwe perspektywy dla domów towarowych tworzą bardzo trudne otoczenie dla marek luksusowych, które w tej sytuacji wymagają znakomitej strategii i jej nienagannej realizacji, z naciskiem na rozwijanie lojalności i dbanie o zadowolenie klientów.

Perspektywy dla Chin. Niższe różnice cenowe w Chinach zachęcają rynek lokalny do rozkwitu, podczas gdy Europa korzysta ze swojej pozycji atrakcyjnego celu podróży dla chińskich turystów.

Sprzedaż cyfrowa i off-price. Dynamika transformacji cyfrowej w dalszym ciągu przekształca branżę dóbr luksusowych. Bain & Company spodziewa się, że internet stanie się głównym kanałem sprzedaży, o najwyższym wzroście w najbliższych latach, a na drugim miejscu uplasują się sklepy typu off-price. Prawdziwym placem zabaw dla marek luksusowych będą fizyczne sklepy monobrandowe, chociaż ich zasięg oddziaływania może już zbliżać się do granicy możliwości.

Wielcy zwycięzcy i wielcy przegrani. Trend polaryzacji rynku, który w badaniach Bain & Company jawi się jako element nowej normalności, jest bardzo widoczny w pierwszych miesiącach 2017 r., a różnica między zwycięzcami a przegranymi nadal rośnie.

Milenijny stan umysłu. Aby odnieść sukces w nadchodzącej dekadzie, marki powinny skupić się na swoich klientach, tak aby móc lepiej przewidywać i zaspokajać ich potrzeby. Kluczowe znaczenie będzie miało młodsze pokolenie konsumentów, ponieważ do 2025 roku millennialsi i „Pokolenie Z” będą stanowić 45 procent światowego rynku towarów luksusowych. Warto jednak zauważyć, że analizując zachowania konsumenckie należałoby raczej mówić o „milenijnym stanie umysłu”, który coraz głębiej przenika wszystkie pokolenia bez różnicy, a tym samym jest zjawiskiem bardziej psychologicznym, niż czysto demograficznym.

W perspektywie roku 2020 Bain & Company przewiduje łagodny wzrost na poziomie 3-4 procent rocznie, przy zwiększeniu rozmiarów rynku do 280-290 mld euro. – Marki powinny wręcz obsesyjnie dbać o klienta i przestawić się na sposób myślenia millenialsów – zachęca Poświata z Bain & Company. – Kupowanie towarów luksusowych nie ogranicza się już do wejścia do sklepu. Dziś zanim konsument dotrze do punktu sprzedaży, doświadcza kontaktu z marką w wielu różnych punktach.

Źródło: Bain & Company

Wakacje za pasem, Polacy rozpoczynają przygotowania do urlopów. Ceny paliw stanowią bardzo istotną część wakacyjnych budżetów i tu dobra wiadomość – wiele wskazuje na to, że te nie powinny zbytnio rosnąć. Aktualne czynniki fundamentalne nie przemawiają ani za zwyżkami cen ropy naftowej, ani za osłabieniem polskiej waluty. Scenariusz na okres wakacyjny dla podróżujących samochodami wydaje się optymistyczny.

Kierowcy zapewne mają jeszcze w pamięci sytuację sprzed kilku lat, kiedy to cena benzyny testowała psychologiczną granicę 6 zł. Na szczęście, dzięki amerykańskiej rewolucji łupkowej, a w efekcie istotnym wzroście podaży ropy naftowej, jej cena od połowy 2014 r. aż do początku 2016 r. dynamicznie spadała. Po ustanowieniu dołka w okolicy 27 dolarów za baryłkę (w przypadku ropy typu Brent) cena czarnego złota wzrosła, a następnie ustabilizowała się w okolicy 50 dolarów za baryłkę. Ostatnie lata to niewątpliwie dobry okres dla kierowców, choć znacznie gorszy dla producentów ropy naftowej, zwłaszcza że niewielu z nich jest w stanie generować atrakcyjne zyski przy tak niskich cenach surowca.

Dlatego też nie jest zaskoczeniem, że OPEC ogranicza wydobycie ropy naftowej, aby podbić jej cenę. Trzeba przyznać, że taka strategia ma małą skuteczność. Ograniczenie faktycznie prowadzi do wzrostu ceny, które równocześnie znajduje swoje odzwierciedlenie w ponownej ekspansji amerykańskich producentów ropy. Warto podkreślić, że Amerykanie już teraz zwiększają swoje wydobycie, o czym świadczą dynamicznie rosnące zapasy amerykańskiej ropy naftowej oraz coraz większa liczba odwiertów w USA – ich poziom jest najwyższy od kwietnia 2015 r. OPEC wydaje się być pod ścianą, co potwierdza m.in. ostatnia decyzja tego kartelu, na mocy której ograniczenie dziennego wydobycia ropy naftowej o 1,8 mln baryłek zostało przedłużone zaledwie do końca marca 2018 r. (inwestorzy liczyli na prolongatę porozumienia do końca 2018 r. oraz na zwiększenie skali cięć). Taka decyzja przemawia za dalszą stabilizacją cen czarnego złota oraz jest dowodem na to, że OPEC nie jest już hegemonem dyktującym wyłącznie swoje warunki na tym rynku.

Oczywiście o cenie decyduje także popyt. Ten jednak w ostatnich latach pozostaje na bardzo podobnym poziomie. To efekt nie tylko stagnacji gospodarczej Zachodu, ale również zadyszki chińskiej gospodarki. Dlatego z perspektywy polskiego kierowcy znacznie bardziej istotną kwestią pozostaje kurs dolara, który w znacznym stopniu wpływa na ceny paliw przy dystrybutorach. Ten aspekt także sprzyja kierowcom. Złoty systematycznie się umacnia i póki co, nic nie wskazuje na to, aby ów trend miał się odwrócić. Oczywiście korekta jest bardzo prawdopodobna, lecz trwała zmiana tendencji wymagałyby zdecydowanie bardziej jastrzębiej retoryki Fed oraz lepszej skuteczności polityki Donalda Trumpa. Dzisiaj spełnienie tych warunków wydaje się być mało prawdopodobna. Co więcej, czynniki ryzyka dla rynków wschodzących straciły na znaczeniu, globalne nastroje rynkowe pozostają naprawdę dobre, a to przecież znakomite okoliczności do wzrostu kursów walut emerging markets, w tym złotego.

Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki trzeba stwierdzić, że w najbliższym czasie ceny paliw przy dystrybutorach nie powinny znajdować się pod presją. Trudno mówić o dokładnej prognozie w kontekście kilkumiesięcznego okresu, jednak z perspektywy fundamentalnej można szacować, że będą to poziomy zbliżone do obecnych. Oczywiście należy pamiętać, że pewnym mankamentem, lecz bardzo trudno przewidywalnym, mogą okazać się zawirowania geopolityczne na Bliskim Wschodzie. Wzrost napięcia w tym regionie niemal zawsze przekłada się na zwyżki cen ropy naftowej. Ponadto okres wakacji to czas, w którym ceny paliw mogą zdrożeć ze względu na wzrost popytu, czyli tzw. popyt sezonowy. W efekcie to ile zapłacimy za paliwo zależeć może od regionu np. nieco drożej może być w regionach wypoczynkowych, taniej w miastach i w miejscowościach mniej atrakcyjnych turystycznie. Jednak mimo wszystko wakacje dla kierowców zapowiadają się co najmniej przyzwoicie, choć byłyby jeszcze lepsze, gdyby daniny publiczne nie stanowiły niemal połowy ceny paliw na polskich stacjach.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Rząd Trumpa próbuje ugasić pożar ze wszystkich sił. Podczas gdy prezydent sforsuje NATO za nie płacenie swoich udziałów, jego własny zięć, Jared Kuschner, jest przedmiotem śledztwa w sprawie powiązań z Rosją. Tymczasem sekretarz stanu, Rex Tillerson, podróżując po Wielkiej Brytanii próbuje uśmierzyć strach o przeciekach w Agencji Wywiadowczej Stanów Zjednoczonych.

Oczywiście Wielka Brytania ma swoje własne problemy. Dziś wznowiona zostanie kampania wyborcza. W obliczu brutalnego ataku terrorystycznego w Manchesterze, wyborcy wywierają priorytetowy nacisk na bezpieczeństwo narodowe. Dla wielu jest to kwestia ważniejsza niż Brexit. To, co wyglądało na łatwe zwycięstwo Theresy May i trudny Brexit, przerodziło się w zaciętą walkę zaledwie dwa tygodnie przed końcem. Przeprowadzane w ciągu ostatnich kilku tygodni sondaże wskazują, że nawet przed atakiem różnica coraz bardziej się zmniejszała.

Jeszcze dziś w USA zostaną ogłoszone dane na temat PKB za pierwszy kwartał 2017. Analitycy oczekują niewielkiego wzrostu ze względu na tzw. „efekt Trumpa”.

Jak powszechnie się spodziewano, OPEC ogłosił znaczne cięcia produkcji w marcu 2018. Rynki od razu zareagowały. Giełda pozostaje jednak odporna. W rzeczywistości niewielkie straty w sektorze energetycznym zostały w dużej mierze zrównoważone przez resztę rynku. Ogólnie rzecz biorąc, zmienność na rynkach pozostaje dosyć niska, a indeks VIX ponownie zbliża się do rekordowo niskich notowań poniżej 10 punktów.

Wygląda na to, że wszyscy spekulanci zdążyli już się przenieść na inne rynki. Ostatniej nocy widzieliśmy największe wycofanie w historii rynku kryptowalut. Bitcoin spadł o ponad 500 dolarów w kilka godzin. Całkowita kapitalizacja rynkowa wszystkich cyfrowych walut zmniejszyła się o 15 miliardów dolarów!

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Spekulując na temat przewidywanych zwrotów w polityce gospodarczej USA, należy pamiętać o tym, że rynki wyceniają każdą zmianę, zanim jeszcze zostanie ona wprowadzona. Jeśli giełda stale rośnie, np. w związku zapowiedzią obniżki podatków, to gdy faktycznie zostaną zmniejszone, może już nie zareagować na to zdarzenie.

Inwestorzy na całym świecie niemal codziennie analizują każdą wypowiedź prezydenta Trumpa oraz jego doradców. Jeśli jakaś zmiana ma być wprowadzona za kilka miesięcy czy nawet za rok, to nie znaczy, że dopiero wtedy zaważy na kursie dolara czy też notowaniach giełdowych. Rynki reagują natychmiast. Niemniej, jak radzi dr Przemysław Kwiecień, oceniając podejmowane przez nas ryzyko finansowe, powinniśmy najpierw zastanowić się, czy nasz profil inwestycyjny odpowiada spekulacji na to, co się dzieje w polityce gospodarczej USA. Jeśli akumulujemy kapitał długoterminowo, to sytuacja w Stanach Zjednoczonych może nie być dla nas ważnym czynnikiem przy zawieraniu transakcji.

– Niepewność jest nieodłączną cechą rynków finansowych. Decydując się na jakąkolwiek inwestycję, musimy się liczyć z tym, że ona może się nie udać. Zawsze wpływa na to szereg czynników. Trzeba dobrze je rozumieć i ocenić, czy warto podjąć określone ryzyko. Kwestia polityki w USA niczym nie różni się od innych zagrożeń, które występowały np. 5 czy 10 lat temu. Tylko z tego powodu, że Donald Trump jest prezydentem Stanów Zjednoczonych, nie możemy przecież rezygnować z inwestowania – przekonuje dr Przemysław Kwiecień, Główny Ekonomista X-Trade Brokers.

Oczywiście, jak podkreśla ekspert, niepewność w sferze polityki gospodarczej Stanów Zjednoczonych jest obecnie znacznie większa, niż w czasie drugiej kadencji prezydenckiej Baracka Obamy. Trzeba przyznać, że wówczas w tym zakresie niewiele się zmieniało. Zagrożenia, jakie kreują rządy Donalda Trumpa, polegają głównie na tym, że jeśli pewne zamysły nowej administracji się nie powiodą, to wówczas nadzieje z nimi związane zostaną zawiedzione. Dla przykładu, zaczną spadać akcje, które mocno rosły, w oczekiwaniu na konkretne rozwiązania.

– Jeśli chcemy opierać nasze inwestycje na zmianach w polityce gospodarczej USA, to siłą rzeczy musimy śledzić tę sytuację bardzo skrupulatnie. Reformy w zakresie podatków dla firm szczególnie wpływają na wyceny akcji, bo niższa stawka podatku CIT to więcej pieniędzy, które można przeznaczyć na dywidendy. Z kolei, wprowadzenie podatku granicznego może okazać się bardzo istotne dla rynków walut. Zwiększyłby on konkurencyjność produkcji w Stanach Zjednoczonych i prawdopodobnie przełożyłby się na umocnienie dolara. Zostały też złożone obietnice, dotyczące potężnego pakietu infrastrukturalnego. One już oddziałują na rynek giełdowy oraz walutowy – zaznacza dr Kwiecień.

Musimy rozumieć, o co toczy się gra, aby później odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to rozwiązanie nie jest bardziej prawdopodobne od innego. Niestety, jak zauważa ekspert, w polityce sprawy czasem przybierają nieoczekiwany obrót. Wydaje się, że jest poparcie dla jakiejś idei, a za chwilę go nie ma lub dochodzi do nieoczekiwanego kompromisu. To nie jest tak, że prezydent Trump zapowiada, co chciałby zreformować, i już natychmiast wdraża to w życie. Śledzenie na bieżąco długotrwałych zmian w legislacji wymaga nie lada wysiłku.

– Po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA, inwestorzy niemal natychmiast zaczęli oczekiwać, że szybko nastąpi boom gospodarczy, wywołany zmianą polityki. Ta euforia, która wówczas wybuchła, już się rozpłynęła i powoli zastępuje ją rozczarowanie. Należy zauważyć, że Kongres Stanów Zjednoczonych wcale nie rozpoczął swoich prac od reformy podatków tak, jak to przewidywano. Najpierw, przecież nowe władze podjęły się reformy programów starej administracji – przypomina dr Przemysław Kwiecień.

Jak podsumowuje ekspert, do przyjęcia zmian legislacyjnych potrzebna jest zgoda w obrębie partii republikańskiej, która gra pierwsze skrzypce w Kongresie Stanów Zjednoczonych. Tymczasem, jeśli zestawimy ze sobą różne deklaracje Donalda Trumpa i członków jego administracji, a także liderów „Grand Old Party” okaże się, że nie są one spójne. Dla przykładu, wielu republikanów nie chce dopuścić do wzrostu deficytu budżetowego. W związku z tym, czeka nas długotrwały proces, w wielu kwestiach może on zająć całe miesiące.

 

Wypowiedź: Dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers Dom Maklerski

 

Jak na ten moment opinia publiczna w Wielkiej Brytanii popiera decyzję premier May dotyczącą rozpisania wyborów parlamentarnych na czerwiec. Można śmiało powiedzieć, iż wczorajsza decyzja umocniła brytyjskiego funta. Rynki w tym momencie dokonują wyceny najbardziej realnego scenariusza – jeszcze bardziej silniejszego gabinetu konserwatystów. Para walutowa GPB/USD, która dużo wycierpiała w trakcie trwających od lipca 2016 roku, brexitowych batalii, odzyskuje pewność siebie. Z analizy platformy inwestycyjnej eToro, wynika, iż zarówno indywidualni inwestorzy jak i fundusze hedgingowe pozamykały krótkie pozycję, co jest odwrotnością trendu z wczorajszego wieczora. Aktualnie para walutowa GPB/USD znajduje się ponad jej średnim poziomem, co skutkuje bardzo wysokim sentymentem sprzedażowym w przypadku transakcji krótkoterminowych. Natomiast zupełnie inaczej niż brytyjska waluta prezentuje się indeks FTSE. Silniejsza waluta oznacza mniejsze zyski.

Straty na brytyjskiej giełdzie w połączeniu z trudnym do przewidzenia rezultatem wyborów we Francji pociągnęły ze sobą w dół wszystkie europejskie indeksy. Wall Street jest gotowa do korekty, przede wszystkim warto zwrócił uwagę na Bank of America, który ogłosił wzrost zysków o 40%, ale Goldman Sachs opublikował rozczarowujące wyniki za pierwszy kwartał tego roku. To było bardzo poważnym ciosem dla rynku, w związku z tym Dow Jones zakończył wczorajszą sesję z 113 punktowym spadkiem.

Dziś azjatyckie rynki notują spadki, indeks China 50 zniżkuje, podobnie jak hongkoński HKEX. Natomiast europejskie indeksy od rana są płaskie. Wielu inwestorów będzie chciało skorzystać na panujące obecnie zniżce, ich nastroje może jednak ostudzić niepewna sytuacja geopolityczna na świecie. Uwagę przykuje także kurs ropy naftowej, ponieważ dziś popołudniu zostaną opublikowane informację dotyczące zapasów w USA. Dalsze straty w sektorze energetycznym mogą się okazać fatalne w skutkach dla tego wysoce podatnego na wahania rynku.

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Azimo, brytyjsko-polski startup oferujący międzynarodowe przelewy pieniężne, uruchamia innowacyjną usługę finansową, która rewolucjonizuje sposób, w jaki przekazywane są pieniądze pomiędzy krajami.

W świecie, w którym na 7 miliardów mieszkańców tylko 2 miliardy mają konto w banku, ale ponad 3 miliardy mają już smartfona, Azimo uruchamia aplikację, w której mieszkańcy Europy, USA i Kanady mogą dzielić się pieniędzmi bezpośrednio na numer telefonu, bez potrzeby wymiany jakichkolwiek danych kont bankowych. Od teraz każdy w Polsce ma możliwość poproszenia o wpłatę na swoje konto każdego mieszkańca strefy Euro i Wielkiej Brytanii, a pieniądze dotrą do nich natychmiast – wystarczy do tego numer telefonu komórkowego.

Według danych zebranych przez Azimo 9/10 osób zna numery telefonu wszystkich swoich bliskich, podczas gdy niewiele z nas ma dostęp do danych kont bankowych swoich bliskich. Tradycyjne przelewy to proces jednostronny, w którym odbiorca ma niewielką lub żadną kontrolę nad tym, w jaki sposób otrzyma pieniądze.

Na te problemy odpowiada nowa funkcja w aplikacji Azimo. Wystarczy, że użytkownicy wybiorą odbiorców ze swoich kontaktów telefonicznych, aby wysłać im pieniądze. Odbiorca otrzyma wiadomość SMS z linkiem, dzięki któremu pobierze aplikację Azimo i odbierze pieniądze, które dotrą bezpośrednio na jego konto. Jednocześnie odbiorca w Polsce może za pomocą tej samej aplikacji poprosić o przelew – koniec z telefonami za granicę z prośbą o pieniądze. Ta innowacyjna technologia sprawia, że wystarczy jedno kliknięcie, a przelew dotrze za granicę w najszybszy i najprostszy z istniejących sposobów.

„W 2021 na świecie będzie 6,3 miliarda użytkowników smartfonów, więc przelewy z telefonu na telefon to przyszłość” – mówi współzałożycielka i Dyrektor Generalny Azimo, Marta Krupińska.  “Nie ma powodu, dla którego wysłanie przelewu za granicę powinno być trudniejsze, niż wysłanie smsa”.

Klienci w Polsce mogą już ściągnąć aplikację Azimo ze sklepu Apple lub Google Play na swój smartfon by poprosić o przelew rodzinę i przyjaciół mieszkających w Wielkiej Brytanii lub strefie Euro. Wszystkie funkcje, czyli wysyłanie pieniędzy, prośba o wpłatę i otrzymywanie przelewów na numer telefonu zostaną uruchomione w ciągu roku większości z ponad 190 krajów obsługiwanych przez Azimo.

Aby uczcić inaugurację usługi, wszystkie międzynarodowe przelewy pieniężne wykonane za pomocą nowej funkcji są pozbawione opłat i oferują ten sam świetny kurs funta i euro do złotówki.

Jednym z inwestorów w Azimo jest fundusz MCI.TechVentures, powiązany z MCI Capital, który obok inwestycji w europejskie firmy fintechowe, jest także zaangażowany w rozwój spółek Dotpay i eCard w Polsce.

 

Źródło: Azimo

Stany Zjednoczone mogą odegrać istotną rolę we wzmacnianiu i dywersyfikacji europejskich rynków energii. Przekonywał o tym Marcin Bodio, dyrektor zarządzający Central Europe Energy Partners (CEEP), podczas Transatlantyckiej Konferencji nt. Energii, jaka miała miejsce w Waszyngtonie.

CEEP reprezentuje w Brukseli i na forum międzynarodowym sektor energii i przemysł energochłonny z Europy Centralnej. Występując przed czołowymi przedstawicielami amerykańskiego sektora energii, Marcin Bodio podkreślał rolę amerykańskiego gazu i ropy naftowej dla Europy.

Nie możemy pozwolić na powtórkę z roku 2009, kiedy to w wyniku sporu między Rosją a Ukrainą dostawy gazu do Europy zostały wstrzymane na prawie dwa tygodnie. Nasz region jest dziś w lepszej sytuacji niż przed siedmioma laty, m.in. dzięki potencjałom terminali LNG w Świnoujściu, litewskiej Kłajpedzie, a w niedalekiej perspektywie – także na chorwackiej wyspie Krk. Mimo to w dalszym ciągu Europa Centralna jest w niemal dwóch trzecich zależna od rosyjskiego dostawcy, podczas gdy w zachodniej części kontynentu ma on zaledwie 20-proc. udział w rynku – podkreślał Marcin Bodio.

Wprawdzie poziom zależności od zewnętrznych dostaw gazu w Europie Zachodniej (UE-15) wynosi średnio 90 proc. i jest wyższy niż w Europie Centralnej (UE-11), która sprowadza średnio 72 proc. tego surowca, to jednak atutem zachodniej części kontynentu jest szeroka baza dostawców i dobrze rozwinięta sieć połączeń infrastrukturalnych.

Chcemy osiągnąć podobny stan w Europie Centralnej stąd aktywność CEEP w Waszyngtonie. Jeśli chodzi o infrastrukturę, aktywnie działamy na rzecz budowy Korytarza Północ–Południe, w wyniku którego powstanie spójna sieć gazociągów i interkonektorów, rozciągającą się od Morza Bałtyckiego po wybrzeże Adriatyku. To ważne nie tylko w kontekście perspektyw na dostawę amerykańskiego gazu do Europy, ale też rozważanej na nowo budowy gazociągu Baltic Pipe z Norwegii do Polski. Nie możemy pozwolić, by istniejący już gazociąg Nord Stream – a potencjalnie także Nord Stream 2 – stały się narzędziem szantażu wobec UE.

W opinii dyrektora zarządzającego CEEP, amerykańscy producenci gazu mają obecnie wyjątkową szansę na zdobycie nowych rynków w Europie. Jego zdaniem, w przyszłości może to być dla nich dużo trudniejsze.

Na stale globalizujący się rynek gazu wejdą prawdopodobnie nowi producenci – przede wszystkim z Australii i Iranu. Dla Europy to dobra wiadomość, bo przyczyni się do zwiększenia podaży i obniżenia cen. Być może już w połowie roku koszt pozyskania gazu na Starym Kontynencie nie przekroczy 150 dol. za 1000 m3. Dodatkowo Unia Europejska pracuje nad strategią dostaw i magazynowania LNG, o stworzenie której CEEP aktywnie zabiegał w Brukseli. To wiązać się będzie z dalszym wzmacnianiem infrastruktury przesyłowej, głównie w Europie Centralnej. Wspólnym celem instytucji unijnych i organizacji branżowych, takich jak CEEP, jest obecnie zapewnienie wszystkim krajom członkowskim UE równych szans na dostawy LNG. Jesteśmy gotowi na partnerstwo gazowe z USA, ale strategiczny ruch leży po stronie naszych amerykańskich partnerów – dodał Marcin Bodio.

 

CEEP

Wraz ze wzrostem roli Stanów Zjednoczonych na globalnym rynku gazu, Europa ma szansę pozyskać nowe źródła dostaw i obniżyć cenę tego strategicznego surowca. Obie strony mogą znacząco skorzystać na otwarciu swych rynków energii i wprowadzeniu ułatwień w transatlantyckim handlu LNG. Wysocy rangą politycy i menedżerowie z obydwu stron Atlantyku spotkali się 4 listopada w Waszyngtonie, by przygotować grunt pod amerykańsko-europejskie partnerstwo gazowe.

 Dostawy skroplonego gazu ziemnego (LNG) nie są w Europie niczym nowym. Pierwszy statek z ładunkiem LNG dotarł z USA na angielską wyspę Canvey już w 1959 roku. – Mimo że współpracę w zakresie skroplonego gazu zaczęliśmy tak wcześnie, Unia Europejska w dalszym ciągu nie dysponuje spójną strategią dotyczącą dostaw i przechowywania LNG. Tymczasem w ostatnim czasie, głównie ze względu sytuację geopolityczną za wschodnią granicą UE, wrosły nasze obawy dotyczące bezpieczeństwa dostaw surowców energetycznych. Zmienił się także rynek gazu – wcześniej miał charakter regionalny, dziś staje się rynkiem globalnym. Dlatego Komisja Europejska rozpoczęła pracę nad Strategią LNG, która zaprezentowana zostanie na początku przyszłego roku. Naszym celem jest zapewnienie równych szans na dostawy skroplonego gazu wszystkim krajom członkowskim, także tym, które nie mają dostępu do morza – powiedział Maroš Šefčovič, Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, odpowiedzialny za Unię Energii.

Unia Europejska w dużym stopniu jest uzależniona od importu ropy naftowej i gazu. Aż 85% ropy i 65% gazu zużywanego na terenie Wspólnoty pochodzi z krajów trzecich. – W czasie gdy Europa aktywnie działa na rzecz wzmocnienia dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych, Amerykanie już dziś produkują więcej energii niż są w stanie wykorzystać. Wzajemne otwarcie się na handel gazem będzie korzystne dla obu stron. W Europie, szczególnie w jej centralnej i wschodniej części, możliwość sprowadzania gazu z nowych źródeł ma szasnę wzmocnić nasze bezpieczeństwo w obszarze energii i zwiększyć siłę negocjacyjną na globalnych rynkach. Dostęp do konkurencyjnych cenowo surowców energetycznych to także korzyść dla konsumentów – tak indywidualnych, jak i biznesowych. Wierzę, że wejście na europejski rynek to także szansa dla naszych amerykańskich partnerów. To klasyczna sytuacja, w której wygrywają obie strony – przekonywał prof. Jerzy Buzek, Przewodniczący Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii w Parlamencie Europejskim.

Eksperci są zgodni, że Europa musi nadać właściwy priorytet projektom infrastrukturalnym, w efekcie których powstaną obiekty do odbioru i przechowywania LNG, a także interkonektory i rewersy. – Infrastruktura wymaga holistycznego podejścia i koordynacji, tak na poziomie regionalnym, jak i europejskim. Kluczowa w tym planie jest realizacja Korytarza Północ–Południe, którego zadaniem jest integracja najważniejszych elementów infrastruktury – m.in. istniejących i planowanych terminali LNG – od Bałtyku, przez Adriatyk, po Morze Czarne. Dzięki terminalom w Świnoujściu i litewskiej Kłajpedzie, a także połączeniom z norweskim systemem gazowym, Korytarz stanie się częścią ogólnoeuropejskiej sieci infrastrukturalnej do przesyłu energii.  Przygotowując grunt pod amerykańsko-europejskie partnerstwo gazowe, musimy pozwolić na swobodny przepływ gazu i innych surowców energetycznych w całej Europie – podkreślił Paweł Olechnowicz, Przewodniczący Rady Dyrektorów Central Europe Energy Partners (CEEP).

 Wyzwaniem w rozwoju transatlantyckiego handlu gazem są skomplikowane procedury, jakie obowiązują w USA. Nie ulega jednak wątpliwości, że partnerstwo z Europą przyniesie Stanom Zjednoczonym liczne korzyści. – Spodziewamy się powstania tysięcy nowych miejsc pracy, a także zwiększenia wpływów do budżetów na poziomie lokalnym, stanowym i federalnym. Pamiętajmy, że bezpieczeństwo w obszarze energii jest częścią szeroko pojętego bezpieczeństwa narodowego. Punktem wyjścia dla zapewnienia owego bezpieczeństwa jest dywersyfikacja źródeł i dostaw energii. Ameryka przekonała  się o tym w latach 70. ubiegłego wieku, a dziś podobną lekcję odbiera reszta świata. Stany Zjednoczone powinny zrobić wszystko, co w ich mocy, by wesprzeć swych europejskich sojuszników w dywersyfikacji źródeł energii i wzmocnić ich bezpieczeństwo. Czas znieść ograniczenia w handlu gazem, jakie same narzuciły na siebie Stany Zjednoczone. Okrągły stół w Waszyngtonie to doskonała okazja, by to przyśpieszyć – powiedział Fred H. Hutchison, szef LNG Allies.

Cykl okrągłych stołów został zainicjowany przez Central Europe Energy Partners (CEEP) i LNG Allies, we współpracy z AT Kearney i Grupą LOTOS. W spotkaniach uczestniczą m.in. reprezentanci rządu USA, amerykańscy kongresmeni, przedstawiciele Komisji Europejskiej i posłowie do Parlamentu Europejskiego. Celem debat jest także umożliwienie amerykańskim eksporterom i firmom wydobywającym gaz ziemny spotkania z potencjalnymi klientami z Europy. Pierwszy okrągły stół nt. LNG odbył się 27 i 28 maja w Brukseli, a jego efektem było podpisanie wspólnego memorandum przez przedstawicieli przemysłu z obu stron Atlantyku. 4 listopada odbył się w Waszyngtonie kolejny szczyt poświęcony temu tematowi, podczas którego omawiano dalsze kroki na drodze do zapewnienia właściwej infrastruktury i regulacji, niezbędnych do nawiązania bliskich relacji gazowych między USA a Europą. Szczyt potwierdził gotowość europejskich firm do zakupu skroplonego gazu z USA na rynkowych zasadach.

źródło: CEEP

 

W USA bieżący rok zakończyć ma się wzrostem cen domów o 4,8% -przewidują ekonomiści pośrednicy i zarządzający funduszami inwestycyjnymi, którzy wzięli udział w ankiecie portalu Zillow. W efekcie mediana cen domów w USA ma sięgnąć poziomu 176,8 tys. dolarów. Oznacza to, że połowa transakcji zawartych w tym roku ma opiewać na wyższe kwoty, a połowa na niższe. Kolejne lata mają przynieść dalsze wzrosty cen, ale już o mniejszej dynamice. W 2015 roku progres ma wynieść 3,7%, a w 2018 roku większość ankietowanych spodziewa się, że ceny domów w USA przekroczą poziom sprzed kryzysu (2007 r.). Mediana cen domów wynieść ma wtedy196,4 tys. dolarów, czyli być o 11,1% wyższa niż na koniec 2014 r.

Obserwatorzy rynku zwracają jednak także uwagę na problemy, z którymi boryka się amerykański rynek nieruchomości. Zaliczyć można do nich słabą pozycję rynkową osób kupujących nieruchomościpo raz pierwszy. Osoby młode opóźniają decyzję o zakupie nie tylko w związku z niewysokimi zarobkami, ale też wysokim poziomem czynszów najmu, które uniemożliwiają odłożenie niezbędnego wkładu własnego czy po prostu w związku ze zmianami kulturowymi, czyli wydłużeniem się czasu pozostawania w związkach nieformalnych i odkładania w czasie decyzji o założeniu rodziny.

Co ciekawe wysokie koszty zmuszają młodych do najmowania mieszkania wraz ze znajomymi. Szacunki przytoczone przez portal Zillow sugerują, że co trzeci dorosły wynajmuje nieruchomość z kimś podczas gdy w 2000 r. odsetek ten był na poziomie około 25%.

Na drodze do norlamizacji sytuacji na amerykańskim rynku nieruchomości staje też często niekorzystna sytuacja kredytowa osób starszych. Chodzi o rodziny, które po wyprowadzeniu się potomstwa mieszkają w za dużych domach i nie zamieniają ich na mniejsze, bo nie mogą znaleźć nabywców lub po prostu nieruchomości te zabezpieczają dług wyższy niż ich wartość.

Ankietowani przewidują, że aby rynek poradził sobie z tymi problemami potrzebny jest czas. Przewidują oni, że w ciągu kilku lat sytuacja na amerykańskim rynku nieruchomości powinna wrócić do normalności.

NIERUCHOMOŚĆ TYGODNIA 

USA2018_1

USA2018_3

Ranczo o powierzchni ponad 85 hektarów w stanie Colorado. Na terenie znajduje się rezydencja o powierzchni ponad 1000 m kw. i została wzniesiona z bali. W domu znajduje się 6 sypialni, a kolejne dwie mieszczą się w domu dla gości. W bezpośrednim sąsiedztwie domu znaleźć można las i jezioro, dzięki czemu częstymi gośćmi na ranczu są jelenie i łosie.

źródło: Lion’s Bank

 

Eliminacja barier pozataryfowych, ujednolicenie regulacji, dostęp do zamówień publicznych, kwestie bezpieczeństwa energetycznego i surowcowego, praw własności intelektualnej czy handlu w Internecie to tylko niektóre ze spraw poruszanych podczas negocjacji porozumienia pomiędzy Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi. Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji, zwane w skrócie TTIP, ma dać obu stronom solidne podstawy do długofalowego wzrostu gospodarczego, tworzenia nowych miejsc pracy i wzmacniania konkurencyjności obu gospodarek. Umowa będzie miała dalekosiężne skutki dla biznesu po obu stronach Atlantyku. Ostatnich kilka tygodni obfitowało w wydarzenia związane z negocjacjami.

Siódma runda rozmów

Pod koniec września odbyła się siódma runda negocjacji pomiędzy UE a USA (o poprzedniej, szóstej rundzie pisaliśmy tutaj). Tym razem negocjatorzy spotkali się w Waszyngtonie. Według obydwu stron negocjacje były „konstruktywne i pozytywne”, ale nie przyniosły przełomu. Można to wyjaśnić m.in. okresem przejściowym w Komisji Europejskiej związanym z oczekiwaniem na objęcie mandatu przez nowych komisarzy. Dyskutowano nad zapisami w sprawach rolnictwa, spójności regulacyjnej w dziedzinie transportu, przeszkód technicznych w handlu i bezpieczeństwie żywności.

Ponadto poruszono następujące kwestie:

•    Wyroby chemiczne: lepsza współpraca regulatorów po obydwu stronach Atlantyku, zdementowano pogłoski o poruszaniu tematu reżimów regulacyjnych;
•    Usługi publiczne: strona amerykańska po raz kolejny podkreśliła, że zwyczajowo usługi publiczne nie wchodzą w zakres umów o wolnym handlu i to nie ulegnie zmianie w przypadku TTIP;
•    Usługi finansowe: po raz kolejny USA podkreśliło brak wartości dodanej wynikającej z objęcia sektora usług finansowych w porozumieniu z UE;
•    Energia: negocjatorzy odbyli turę technicznych rozmów, wciąż brak jednak ostatecznej decyzji w sprawie uwzględnienia rozdziału poświęconego kwestiom energetyki, USA nie chce poruszać tematu eksportu ropy, gaz z kolei postrzega jako kwestię podlegająca prawodawstwu amerykańskiemu, UE dąży z kolei do zawarcia równie ambitnego porozumienia w tym zakresie jak umowa pomiędzy USA a Kanadą;
•    System rozstrzygania sporów pomiędzy państwem a inwestorem (ISDS): strony potwierdziły, że kwestia została wyłączona spod negocjacji do czasu dokonania oceny rezultatu konsultacji społecznych przeprowadzonych przez KE (więcejtutaj), raport zostanie opublikowany w listopadzie br. a od jego wyniku zależy kwestia ewentualnego wyłączenia mechanizmu z umowy, strona amerykańska nie zamierza przeprowadzać konsultacji społecznych w tej kwestii powołując się na wynik tych z 2009 r.;
–    Kwalifikacje zawodowe: rozpoczęto rozmowy na ten temat, nie ma jednak porozumienia odnośnie do zakresu negocjacji.

Kolejna runda negocjacji odbędzie się w Brukseli, nie podano jeszcze konkretnej daty.

Publikacja mandatu przez KE

Wokół TTIP od miesięcy narastają niebezpieczne mity. Krytycznie wobec umowy wypowiadają się głównie organizacje pozarządowe i związki zawodowe. Jeden z najczęściej podnoszonych argumentów to brak przejrzystości negocjacji. W reakcji na rosnąca presję społeczną i zarzuty skierowane wobec KE, europejski negocjator zdecydował się na bezprecedensowy krok opublikowania mandatu negocjacyjnego udzielonego przez kraje członkowskie.

Konsultacje społeczne w czasie negocjacji TTIP

Warto również zwrócić uwagę na prowadzone równolegle konsultacje społeczne dotyczące różnych zagadnień TTIP. Pierwsze zorganizowane zostały przez Europejską Rzecznik Praw Obywatelskich i skupiają się wyłącznie na kwestii przejrzystości działań KE w prowadzonych negocjacjach (szerzej na temat konsultacji ERPO tutaj).  Drugie natomiast to ankieta Komisji Europejskiej skierowana głównie do  unijnych małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP). Dotyczy ona dostępu do rynku USA i ma na celu wskazanie na jakie bariery (taryfowe, pozataryfowe) aktualnie napotykają przedsiębiorcy tego sektora w dostępie do amerykańskiego rynku.

Gorąco zachęcamy naszych członków do udziału w obydwu badaniach.

Co mówi biznes?

Środowisko biznesowe liczy na szybkie podpisanie ambitnego porozumienia. Biorąc pod uwagę nasilającą się negatywną kampanię społeczną, niezmiernie istotnym jest wykazanie konkretnego postępu w negocjacjach, jak również wskazanie korzyści ekonomiczno-społecznych płynących z zawarcia kompleksowej umowy handlowej pomiędzy dwoma największymi gospodarkami świata.

Między innymi w tym celu BUSINESSEUROPE, największa europejska organizacja przedsiębiorców, której Konfederacja Lewiatan jest członkiem, zorganizowała pod koniec września w Brukseli debatę pomiędzy przedstawicielami KE i biznesu oraz  organizacjami pozarządowymi sprzeciwiającymi się umowie.

Perspektywa pracodawców na korzyści płynące z zawarcia porozumienia była również tematem panelu prowadzonego przez przedstawicieli Europejskiego Komitetu Społeczno-Ekonomicznego podczas tegorocznego EFNI w Sopocie.

źródło: Konfederacja Lewiatan

W dniu dzisiejszym poznaliśmy liczbę wniosków o zasiłek  dla bezrobotnych oraz dynamikę produkcji przemysłowej. Oba odczyty okazały się lepsze od oczekiwań.

Amerykański Departament Pracy podał o godzinie 14:30, że w tygodniu zakończonym 11 października 2014 roku liczba nowych podań o zasiłek wyniosła 264 tyś. Jest to liczba mniejsza o 23 tyś w porównaniu z poprzednim miesiącem i najniższy poziom od kwietnia 2000 roku. Liczba ta okazała się lepsza od prognoz analityków, którzy oczekiwali odczytu na poziomie 290 tyś. Te dane wskazują na to, że pracodawcy w Stanach Zjednoczonych pomimo niekorzystnych informacji ze świata takich jak spowolnienie gospodarcze w Europie czy w Chinach, wojna z Państwem Islamskim, rozprzestrzeniający się w zastraszającym tempie wirus Ebola, wciąż radzą sobie całkiem nieźle i nie decydują się na ograniczenia w zatrudnieniu w swoich firmach.

Dobrą kondycję amerykańskich przedsiębiorstw potwierdza również odczyt dynamiki produkcji przemysłowej w USA za miesiąc wrzesień. Wzrost o 1 proc. m/m jest znacznie lepszy od oczekiwań analityków (0,4 proc.) oraz odczytu z sierpnia (korekta do -0,2 z -0,1 proc.). Podobną dynamikę obserwowaliśmy około dwóch lat temu (listopad 2012 r.).  Największą dynamiką produkcji mogły pochwalić się spółki z sektora użyteczności publicznej, wzrost o 3,9 proc. (głównie w związku z ogromnym popytem na sprzęt klimatyzacyjny spowodowanym wahaniami temperatur w sierpniu oraz wrześniu). O 1,8 proc. wzrosła produkcja w sektorze wydobycia ropy, co potwierdza wzrost rezerw czarnego złota w USA. Prawie o 1 proc. wzrosła również we wrześniu produkcja komputerów i elektroniki. Gorzej natomiast wypadła produkcja samochodów, ciężarówek oraz części zamiennych (spadek o 1,4 proc.), ten spadek może martwić jako że dynamika w tym segmencie wyhamowała w ostatnich miesiącach. Szansą na odwrócnie tej tendencji są plany zatrudnienia przez drugiego największego gracza na rynku – Ford Motor Co. Koncern zwiększa zatrudnienie w swoich fabrykach szykując się na seryjną produkcję swojego nowego pickup-a F-150.

 autor: Adrian Apanel, MM Prime TFI S.A.

Eksperci

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

Bugaj: Pogarszające się inwestycyjne warunki

Po względnie stabilnym kwietniu drugi tydzień maja przyniósł dość zaskakującą poprawę koniunktury, k...

Przasnyski: Płacowa zadyszka. Górnicy, handlowcy, lekarze i budowlańcy mogą się jednak cieszyć

W pierwszym kwartale 2018 roku tempo wzrostu wynagrodzeń nieznacznie spadło. To prawdopodobnie jedyn...

AKTUALNOŚCI

Więcej oddanych mieszkań niż przed rokiem – inwestorzy i spółdzielnie mieszkaniowe mają

GUS poinformował o statystykach oddanych do użytku mieszkań - w okresie pierwszych pięciu miesięcy 2...

Parlament Europejski przeciwny trzem mandatom TRAN

Parlament Europejski zagłosował przeciwko trzem mandatom Komisji Transportu i Turystyki (TRAN) dotyc...

Kolejny pomysł rządu: Wyposażenie+

Z rozmowy portalu money.pl z Jadwigą Emilewicz, Ministrem Przedsiębiorczości i Technologii, dowiedzi...

Inflacja przyspiesza zgodnie z planem

Jak informuje nas Gerda Broker, potwierdziły się wstępne szacunki GUS oraz prognozy analityków, doty...

Akcje giełdowego ALTUS TFI S.A. z rekordową stopą dywidendy aż 13,2%

Akcjonariusze notowanego na warszawskiej giełdzie niezależnego ALTUS TFI S.A. poparli w poniedziałek...