piątek, Wrzesień 20, 2019
Facebook
Home Archiwa 2019 Sierpień

Miesięczne archiwaSierpień 2019

  • Aż 61 proc. firm handlowych czeka na zapłatę należności najdłużej ze wszystkich branż, tj. więcej niż 60 dni. 
  • Liczba firm handlowych objętych postępowaniem upadłościowym z końcem czerwca 2019 r. stanowiła 33 proc. wszystkich upadłości, to wzrost o 8 p.p. w stosunku do całego 2018 roku.
  • Popularne wśród Polaków przesyłki za pobraniem (47 proc.) spowalniają płynność finansową e-sklepów.[

Firmy zajmujące się działalnością handlową borykają się z największą ilością i wysokością zaległości finansowych. Z danych BIG zebranych przez InfoMonitor1 wynika, że tylko w I kwartale 2019 r. należności wzrosły o 8 proc. z 6,48 mld zł do 7 mld zł. Kwotowo największe zaległości – powyżej 261 tys. zł, dotyczyły handlu hurtowego, procentowo handlu pojazdami (10 proc.) i handlu detalicznego (8 proc.). Wzrosły też kwoty opóźnionych płatności, sama liczba firm zmagających się z zaległościami zwiększyła się zaledwie o 0,1 p.p. – z 5,7 proc. do 5,8 proc.

Wzrastają zaległości

Raport BIG InfoMonitor wskazuje, że najwięcej, bo już 61 proc. firm handlowych miało problem z odzyskaniem należności przez okres dłuższy niż 60 dni w II kwartale br.

  • Według naszych analiz znacznie wzrosła liczba firm skarżących się, że ich kontrahenci stale opóźniają płatność minimum o 30 dni. Potwierdzają to wyniki badań, z których wynika, że już prawie dwie na trzy firmy mają taki problem.] – komentuje Alexander Beresford z Finiata.pl.

W raporcie podkreślono też, że nieuregulowane w terminie płatności wynikające z transakcji handlowych oraz przeterminowanych o minimum 30 dni kredytów, co widać w Biurze Informacji Kredytowej, które w swoim rejestrze ma prawie 296 tys. przedsiębiorstw. Ich łączne zaległości pozakredytowe i kredytowe wynoszą niemal 29,6 mld zł. O niemal połowę wzrosła też w sektorze handlowym liczba bankructw i restrukturyzacji – dotyczyła 70 firm.

…i upadłości

Na początku tego roku, w okresie podsumowań sezonu świątecznego, zamiast wzrostu zysków, rynek notował rosnącą liczbę restrukturyzacji firm handlowych. W marcu rozpoczęto aż 49 postępowań restrukturyzacyjnych, najwięcej od początku 2019 roku oraz w porównaniu z analogicznymi okresami dwa (2017 – 35 postępowań) lub trzy lata temu (2016 – 12 postępowań)[. Analitycy już wtedy zwracali uwagę, że widoczny optymizm wśród konsumentów oraz wzrost konsumpcji spotęgowały -zamiast spowolnić, skalę wzrostu liczby niewypłacalności w handlu hurtowym.

W lutym niewypłacalność dotknęła 16 sprzedawców, to wzrost o 266 proc. w stosunku do poprzedniego roku (6 firm). Zdaniem ekspertów główną tego przyczyną był spadek rentowności, szczególnie w sektorze handlu hurtowego materiałami budowlanymi, elektroniką, a przede wszystkim – odpadami i złomem.

Przeczytaj także:

Utrudnienia w płynności

Zgodnie z danymi z raportu], już 62 proc. użytkowników internetu dokonuje zakupów online. Zła wiadomość dla przedsiębiorców to wciąż wysoki odsetek osób wybierających płatność za pobraniem (47 proc.), która powoduje późniejszy wpływ gotówki do sprzedawcy, ponieważ płatność musi przejść przez kuriera i firmę rozliczającą. Co więcej, zdarzają się sytuacje, kiedy kupujący nie mogą odebrać przesyłki lub świadomie z niej rezygnują. Ponad połowa internautów, bo 53 proc., podkreśla, że do zakupów najbardziej zachęca ich możliwość darmowego odesłania produktu kurierem (door-to-door) lub pocztą, dlatego firmy, które nie prowadzą sprzedaży wysyłkowej, mają utrudniony start i znacznie ograniczoną liczbę klientów.

Firmy handlowe o spowolnionej płynności finansowej korzystają zazwyczaj z kredytów lub chwilówek, te jednak wymagają dużej dozy cierpliwości i przedstawienia obszernej dokumentacji, co więcej są to drogie rozwiązania. Alternatywą dla przedsiębiorców są nowoczesne narzędzia, jak np. odnawialna linia finansowa od Finiata.pl. Rozwiązanie to oferuje limit nawet do 100 tys. zł, który firma może dowolnie wykorzystywać przez 6 miesięcy. W przypadku nieprzewidzianych sytuacji przedsiębiorca jednym kliknięciem przelewa dowolną kwotę na swoje konto w zaledwie 15 minut.

materiał prasowy

Ringier Axel Springer Polska, wydawca polskich edycji Newsweek, Forbes, Onet, Business Insider, Politico, Fakt Gazeta Codzienna, Fakt24, Ofeminin, Mednet, Plejada, NOIZZ, Przegląd Sportowy, Auto Świat i innych tytułów prasowych, dokonał konsolidacji usług prawnych w zakresie prowadzenia postępowań spornych wybierając kancelarię Kochański & Partners na doradcę prawnego grupy w Polsce.

Kochański & Partners prowadzi kompleksową obsługę prawną Ringier Axel Springer Polska od jej początków na polskim rynku. Od 16 lat, Kancelaria doradza wydawnictwu w takich dziedzinach jak prawo gospodarcze, prasowe, mediów i własności intelektualnej, podatkowe i prawo pracy, prowadzi spory sądowe oraz obsługuje transakcje.

Ringier Axel Springer Polska jest częścią Ringier Axel Springer Media AG, wiodącego koncernu multimedialnego w Środkowej i Wschodniej Europie, z siedzibą w Zurychu, założonego 1 lipca 2010 roku przez niemiecki Axel Springer SE i szwajcarskiego wydawcę Ringier AG. Holding to ponad 160 tytułów prasowych i  serwisów internetowych w  Polsce, na  Węgrzech, Słowacji i w Serbii oraz stale rozwijająca się oferta mediów cyfrowych. Zatrudnia on blisko 3 tysiące pracowników.

Ringier AG to międzynarodowa firma mediowa powstała w 1833 roku w Zofingen, w  Szwajcarii. Od 180 lat należy ona do rodziny Ringierów. Ringier AG wydaje ponad 120 tytułów na całym świecie, produkuje programy telewizyjne, posiadając udziały w stacjach telewizyjnych i radiowych, obsługuje ponad 200 platform webowych i mobilnych, zarządza siecią drukarni, posiada też sieć sprzedaży biletów na międzynarodowe wydarzenia masowe. Siedziba firmy znajduje się w Zurychu. Liczba jej pracowników przekracza 7,5 tysiąca.

Axel Springer SE powstał w Niemczech w  1946 roku. Dziś, ten lider niemieckiej prasy drukowanej, dzięki sieci podmiotów zależnych, inwestycji i licencji, działa w czterdziestu krajach, na sześciu kontynentach i jest jednym z wiodących wydawców w  Europie. W skład portfolio spółki wchodzą min. BILD, WELT, a także międzynarodowe tytuły, takie jak BUSINESS INSIDER, europejska edycja POLITICO czy serwis informacyjny UPDAY. Ponadto, Axel Springer SE jest właścicielem serwisu ogłoszeniowego o największych przychodach na świecie.

W ostatnich dniach Axel Springer SE przyjęła ofertę amerykańskiego funduszu KKR na sprzedaż łącznie 43,54% akcji Axel Springer SE, za cenę 63 euro za akcję, co kształtuje wartość firmy na poziomie 6,8 mld euro. W wyniku transakcji, której zamknięcie spodziewane jest w najbliższych miesiącach, KKR stanie się największym udziałowcem Axel Springer SE.

KKR, to globalny fundusz Private Equity zarządzający aktywami o wartości 199,5 mld USD. Posiada doświadczenie w kształtowaniu rynkowych liderów w sektorze medialnym i technologicznym, poprzez inwestycje m.in. w: Nielsen, Bertelsmann/BMG, ProSiebenSat1, SBS Boradcasting, Trainline, Visma, Scout 24, Schweiz, GfK, Get YourGuide, Sonos, GoDaddy czy Tele Munchen Gruppe Universum, który będzie wspierać dalszy rozwój spółek Ringier Axel Springer w segmencie mediów cyfrowych.

Kancelaria Kochański & Partners jest jednym z liderów na rynku usług prawniczych w Polsce. Obsługuje renomowanych klientów w sektorach Nowych Technologii, Mediów i Telekomunikacji, Usług Finansowych, Nieruchomości, Energetyki, Infrastruktury, FMCG, Farmacji i Środków Spożywczych, Handlu i Logistyki.

Trzy czwarte (75 proc.) milenialsów (osób urodzonych w latach 80-tych i 90-tych) kupuje w internecie – jak wynika z badania przeprowadzonego przez Kantar TNS na zlecenie KIR i Związku Banków Polskich. E-sklepy dwoją się i troją, by dotrzeć do tej licznej, acz wymagającej gruby konsumentów. Kim są i czego potrzebują kupujący z pokolenia milenialsów?

Coraz częściej u osób młodych zakupy online stają się pierwszym wyborem. Nie wymagają wyjścia z domu i czasochłonnego przemierzania alejek centrów handlowych. W ciągu jednej godziny znajdziemy w sklepie internetowym znacznie więcej interesujących produktów, niż odwiedzając kolejne sklepy stacjonarne. Rozwój e-commerce nikogo zatem nie dziwi. Jest szybciej, wygodniej i często także taniej.

Czym kierują się milenialsi?

Milenialsi chętnie korzystają z mediów społecznościowych, a w wyborze stron kierują się rekomendacjami. Częściej niż pozostali e-nabywcy zwracają swoje zakupy i mają wyższe wymagania jeśli chodzi o łatwość korzystania z danej strony. Młodzi użytkownicy są świadomi sytuacji rynkowej i cenią sobie szeroki wybór produktów. Jak wynika z raportu Barometer E-shopper 2018 przygotowanego na zlecenie DPDgroup, aż 45 proc. z nich dokonuje zakupów na zagranicznych stronach internetowych.

To właśnie milenialsi najczęściej są tzw. „nowymi nabywcami” (aż 52 proc. tej grupy). To świadomi nabywcy – lubią programy lojalnościowe, cenią łatwość procesu zakupowego i bezpieczeństwo transakcji  –mówi Rafał Nawłoka, prezes zarządu DPD Polska.

Przeczytaj także:

Młodzi kupują mobilnie

Przedstawiciele pokolenia milenialsów do załatwiania swoich codziennych zadań najczęściej wykorzystują smartfon. Jak wynika z badania Barometer E-shopper 2018 aż 62 proc. milenialsów robi zakupy za pośrednictwem smartfona, co jest wynikiem  o 13 p.p. wyższym niż dwa lata wcześniej. E-commerce zaś szybko odpowiada na oczekiwania milenialsów, gdyż nowe technologie oferują e-sklepom niemal nieograniczone możliwości – od tworzenia aplikacji i responsywnych stron internetowych, poprzez kreowanie i podtrzymywanie pozytywnego wizerunku online, aż po inwestowanie w kampanie reklamowe w mediach społecznościowych.

Jakość usług przede wszystkim

Dla milenialsów bardzo istotna jest jakość usług kurierskich. Oczekują oni szybkiego doręczenia przesyłki z możliwością określenia godziny wizyty kuriera. Szczególnie ważna jest dla nich możliwość wyboru spośród różnych opcji dostarczenia zamówionej paczki. Są otwarci na alternatywne warianty usług – click and collect (zamów online, odbierz w sklepie), odbiór w punkcie nadań i odbiorów czy w automacie.

Źródło: DPD Polska

59% Polaków przyznaje, że korzysta z programów lojalnościowych. Z roku na rok istotnie rośnie odsetek tych, którzy korzystają z aplikacji mobilnych programów. Większa niż jeszcze rok temu grupa użytkowników przyznaje, że programy to nie tylko korzyść dla firm, ale też dla konsumentów. Rośnie też grupa najbardziej aktywnych uczestników programów – wynika z badania Monitor Programów Lojalnościowych ARC Rynek i Opinia.

Polacy najczęściej korzystają z trzech programów lojalnościowych: Moja Biedronka, Payback i Club Vitay. Warto zauważyć, że program Lidl Plus, który został wprowadzony zaledwie 4 miesiące przed realizacją badania znalazł się na wysokiej siódmej pozycji. Z kolei najlepiej oceniane są programy Rossnę! (85%) i Club Rossmann (82%).

Najpopularniejsze programy lojalnościowe (TOP 5)
Źródło: Monitor Programów Lojalnościowych 2019, ARC Rynek i Opinia

Podobnie jak w latach poprzednich najczęściej uzyskiwaną korzyścią jest rabat lub zniżka na zakup produktów czy usług, jednak tym razem widać wyraźny wzrost zainteresowania możliwością wsparcia w ramach programu wybranego celu charytatywnego (wzrost z 4% do 10%).

Uczestnicy programów lojalnościowych wykazują też coraz większą aktywność w programach. Aktualnie ponad 40% z nich to osoby bardzo aktywne, co oznacza, że są one na bieżąco, jeśli chodzi o status w programie, starają się zawsze korzystać z dostępnych zniżek/nagród. Wskaźnik ten wzrósł w porównaniu do poprzedniej edycji o 10 p.p. Największą grupę nadal stanowią uczestnicy aktywni (od czasu do czasu sprawdzają swój status, okazują kartę programu, gdy przypomni im o tym sprzedawca).

Poziom aktywności uczestników programów lojalnościowych (2016-2019)
Źródło: Monitor Programów Lojalnościowych 2019, ARC Rynek i Opinia

Warto zauważyć, że w porównaniu z ubiegłym rokiem o 12 p.p. wzrósł odsetek osób korzystających z aplikacji mobilnych programów lojalnościowych (z 60% do 72%). Z aplikacji mobilnych programów lojalnościowych korzystają najczęściej osoby do 35-tego roku życia, przy czym wyższy odsetek stanowią kobiety.

Uczestnicy najczęściej korzystają z aplikacji Klubu Rossmann, choć łącznie to programy hipermarketów i dyskontów stanowią największy udział wśród korzystających z aplikacji mobilnych. Duże znaczenie miało tu z pewnością pojawienie się aplikacji programu Lidl Plus.

Polscy konsumenci częściej niż jeszcze rok temu dostrzegają korzyści dla siebie płynące z uczestnictwa w programach lojalnościowych. O 8 p.p. wzrósł odsetek osób twierdzących, że programy lojalnościowe są tak samo korzystne dla firm jak i klientów.

Postrzeganie korzyści z programów lojalnościowych przez uczestników
Źródło: Monitor Programów Lojalnościowych 2019, ARC Rynek i Opinia

Programy lojalnościowe mają się bardzo dobrze mimo, że pojawiały się głosy na rynku, że Polacy być może są nimi zmęczeni i coraz mniej chętni do aktywności. Od kilku lat odsetek Polaków korzystających z programów się w zasadzie nie zmienia i oscyluje wokół 60%. Z naszego najnowszego badania jednak wyraźnie widać, że rośnie grupa osób bardzo aktywnych w programach. Jest to niewątpliwie zasługa programów sieci spożywczych i drogeryjnych, gdyż właśnie tam robimy najczęściej zakupy i tam też najłatwiej jest nam zdobyć w miarę szybko odpowiednią liczbę punktów, za którą należy nam się jakiś benefit. To zdecydowanie przywraca wiarę w programy lojalnościowe oraz przekłada się na wzrost przywiązania do danej marki – komentuje Agnieszka Doktorska, kierownik projektu z ARC Rynek i Opinia.

Źródło: ARC Rynek i Opinia

II kwartał 2019 r. na rynku kredytów hipotecznych był wyjątkowo udany. Zwykle wiosenne miesiące są lepsze pod względem wolumenu nowych umów kredytowych od I kwartału, ale analizowany okres był rekordowy – wartość akcji kredytowej przekroczyła 16 mld zł.

– W drugim kwartale 2019, wbrew oczekiwaniom rynku, większość banków podwyższyło warunki cenowe dla udzielanych przez siebie kredytów. Obserwujemy lekki wzrost marż kredytowych i coraz mocniejsze promowanie przez banki klientów korzystających z dodatkowych produktów bankowych tzw. cross-sell’u. Nowością na rynku jest także uzależnienie wysokości marży od lokalizacji nieruchomości stanowiącej zabezpieczenie kredytu, które wprowadziło PKO BP. Najbardziej zauważalny wzrost marż dotyczy kredytów z najniższym 10% wkładem własnym. W przypadku kredytów z 20% lub większym wkładem własnym warunki cenowe są niemal identyczne kwartał do kwartału, mówi Andrzej Łukaszewski, ekspert finansowy Gold Finance.

Z obserwacji agencji Metrohouse i Gold Finance wynika, że z rynku kredytowego powoli zaczynają odpływać klienci inwestycyjni, którzy kredytowali zakup nieruchomości pod wynajem przy minimalnym wkładzie własnym. Wynika to głównie z aktualnych warunków cenowych kredytów hipotecznych i rosnących kosztach zakupu nieruchomości. Rata takiego kredytu zaczyna przewyższać przychody z najmu. – Inflacja utrzymuje się na umiarkowanym poziomie pomimo wyraźnego wzrostu cen. Możemy jednak w niedalekiej przyszłości dotknąć celu inflacyjnego co może spowodować wzrost stóp procentowych. Na razie kredytobiorcy nadal mogą cieszyć się z niskiego oprocentowania ich kredytów i niezmiennej wysokości ich rat kredytowych, dodaje Andrzej Łukaszewski z Gold Finance.

Nieco niższa zdolność kredytowa…

W porównaniu do I kwartału 2019 r. średnia zdolność kredytowa liczona dla przykładowej rodziny w modelu 2+2 oraz dla pary uległa niewielkiemu obniżeniu. W obu przypadkach jest to 7 tysięcy złotych, co raczej ma znikomy wpływ na zmiany w decyzjach zakupowych kredytobiorców. Jednak w przypadku singla zdolność kredytowa uległa obniżeniu już o 23 tysiące złotych. Przy miesięcznych dochodach gospodarstwa domowego na poziomie 8 tys. zł netto rodzina 2+2 otrzyma od banku maksymalnie 623 tys. zł. kredytu, a para 778 tys. zł. W przypadku singla zarabiającego 5 tys. zł zdolność kredytowa wyniesie 473 tys. zł.

… a raty coraz wyższe

Kupując mieszkanie należy przygotować się, że zapłacimy nieco wyższe raty niż w I kw. 2019 r. Przy mieszkaniu w cenie 300 tys. zł rata miesięczna kredytu wyniesie 1301 zł, a gdy cena mieszkania wyniesie 500 tys. zł miesięczny koszt kredytu to 2169 zł (kredyt na 30 lat, wkład własny 10 proc.). Oczywiście nasze wyliczenia oparte są na uśrednionych wartościach, ale jednocześnie dają pogląd na poziom kosztów, na jaki należy przygotować się kupując mieszkanie w określonej cenie.

Przeczytaj także:

Średnia wartość kredytu hipotecznego

W Warszawie 65 proc. kredytów udzielonych za pośrednictwem ekspertów Gold Finance mieści się w zakresie 200-400 tys. zł, choć w stolicy najczęściej wnioskowaliśmy o kwoty od 200 do 300 tys. zł (41 proc.). W koszyku 5-ciu największych metropolii nie ma dominującego zakresu. Najwięcej kredytobiorców z tych miast zgłasza zainteresowanie kredytami od 200 do 400 tys. zł. Ciekawostką jest dość wysoki odsetek kredytów pomiędzy 400 a 500 tys. zł (14 proc.). W pozostałych lokalizacjach 60 proc. kredytów mieści się w przedziale 100-300 tys. zł.

Ile pożyczamy?

Ciekawe obserwacje przynosi analiza średniej kwoty kredytu udzielanego za pośrednictwem Gold Finance. W II kw. 2019 w Warszawie średnia spadła do bardzo niskiego poziomu 221 tys. zł podczas, gdy jeszcze przed rokiem nabywcy nieruchomości w Warszawie zadłużali się na średnim poziomie 391 tys. zł. Wytłumaczeniem tej sytuacji jest wysoki udział wkładu własnego przy zaciąganiu kredytu, znamienny zwłaszcza dla Warszawy, gdzie gotówki w obrocie na rynku nieruchomości jest najwięcej. W koszyku największych polskich miast średni nowy kredyt hipoteczny jest bliski poziomu 300 tys. zł., a w pozostałych miastach nieznacznie przekracza 250 tys. zł.

Źródło: Metrohouse

Ponad połowa przedsiębiorców aktywnie poszukuje informacji o faktoringu. Czerpie je głównie z portali tematycznych oraz od kontrahentów. Choć wiedza na ten temat sukcesywnie wzrasta, to jest ona raczej na średnim poziomie. Najmniejszą wiedzę o faktoringu mają najmniejsze firmy. To główne wnioski, jakie płyną z badania „Percepcja faktoringu w MŚP” przeprowadzonego przez Instytut Keralla Research na zlecenie firmy faktoringowej NFG.

Kiedy trzy lata temu jedna ze spółek Kaczmarski Group – firma faktoringowa NFG – wchodziła na rynek, postanowiła zbadać, jak przedsiębiorcy z sektora MŚP oceniają poziom swojej wiedzy o faktoringu. Co czwarty badany wskazywał wówczas, że jego wiedza na ten temat jest zerowa. W tym roku firma NFG powtórzyła badania. Odsetek przedsiębiorców, którzy twierdzą, że nic nie wiedzą o faktoringu, spadł do 13,6%.

Najmniejsi wiedzą najmniej

W ciągu trzech lat wyraźnie poprawiły się deklaracje firm w ocenie znajomości przez nich tego zagadnienia. Widać, więc, że świadomość przedsiębiorców rośnie. Coraz więcej z nich określa poziom swojej wiedzy o faktoringu jako wysoki, argumentując: „Wiem bardzo dobrze, na czym polega, analizowałem oferty, korzystałem w przeszłości, interesowałem się”. Jeszcze w 2016 roku w ten sposób odpowiadało 19,5% przedsiębiorców, obecnie już blisko 23%. Wysoki poziom wiedzy deklarują głównie firmy handlowe. Po przeciwnej stronie znajdują się usługodawcy.

Z kolei do 45,8% wzrósł odsetek firm oceniających znajomość wiedzy o faktoringu jako średnią, co w relacji do ostatniego pomiaru także oznacza wzrost – o 8 pkt. proc. W tej grupie istotnie częściej lokują się firmy małe, zatrudniające 10-49 pracowników niż mikrofirmy (1-9).

Zagubieni w szczegółach

Jednocześnie grupa 86% przedsiębiorców, którzy przyznają, że mają jakąkolwiek wiedzę o faktoringu, dość słabo wypada w pytaniach o znajomość poszczególnych form faktoringu. Zaledwie 33% z nich potwierdza znajomość co najmniej jednej formy faktoringu. Żadnej nie wskazuje 67,1% badanych i najczęściej są to mikroprzedsiębiorcy oraz usługodawcy.

Najbardziej znany przez przedsiębiorców jest tzw. faktoring krajowy, eksportowy, importowy (56,3%) oraz faktoring z regresem i bez regresu (47,2%). Znajomość wymienionych form faktoringu istotnie częściej potwierdzają firmy zatrudniające minimum 10 pracowników. Najsłabiej rozpoznawalne są: faktoring odwrotny i faktoring mieszany.

Niepokoi fakt, że największy deficyt wiedzy o faktoringu występuje wśród najmniejszych przedsiębiorców. Jest to bowiem grupa firm nie tylko najbardziej narażona na utratę płynności finansowej, ale też najbardziej zadłużona. Według Krajowego Rejestru Długów, mikroprzedsiębiorcy stanowią trzy czwarte wszystkich zadłużonych firm. Są winni swoim wierzycielom ponad 5 miliardów złotych. W relacjach biznesowych z większymi kontrahentami, często pozostają tą słabszą stroną. To głównie ich kosztem duże firmy nierzadko kredytują swoją działalność, wydłużając ponad normę terminy płatności za faktury. Tymczasem faktoring, który pozwala szybko i łatwo zamienić faktury na gotówkę, może być, zwłaszcza dla mikrofirm, jedyną deską ratunku – tłumaczy Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu NFG.

Jeśli wiedza, to specjalistyczna

Ponad 57% przedsiębiorców przyznaje, że aktywnie poszukuje informacji o faktoringu. Głównym źródłem wiedzy są dla nich portale specjalistyczne (30,1%) oraz partnerzy/kontrahenci (29,7%). Najmniej pomocne w tym względzie okazują się rady księgowych i… doradców finansowych.

Po raz pierwszy sprawdziliśmy, skąd przedsiębiorcy czerpią wiedzę o faktoringu i jak ją zdobywają. Znamienny jest fakt, że rolę autorytetu pełnią tutaj przede wszystkim dziennikarze tworzący portale specjalistyczne, a także partnerzy biznesowi, z którymi przedsiębiorcy robią interesy. Często też respondenci sami dzwonią do banków, by tam uzyskać niezbędne informacje. Co ciekawe, dużo mniejszym zainteresowaniem cieszy się reklama w Internecie, a także mailingi i newslettery. Niewielki odsetek, bo tylko 3,7 procent badanych, pozyskuje wiedzę wprost z wyszukiwarek internetowych – zauważa Dariusz Szkaradek.

Źródło: NFG

Java, C/C++ i szybko doganiający je Phyton to najbardziej popularne języki programowania na świecie – wynika z najnowszych badań organizacji Tiobe i Coding Dojo. Jednak sama umiejętność programowania może okazać się już niewystarczająca do znalezienia wymarzonej pracy w zawodzie programisty. Obecnie równie ważne stają się miękkie umiejętności programistów w obszarze komunikowania się i współpracy, jak również gotowość do nauki nowych technologii – uważa firma Grape Up, która specjalizuje się w produkcji oprogramowania z wykorzystaniem technologii cloud native oraz podejścia DevOps.
Nadchodzi czas Pythona

Najnowsze wskazania indeksów Tiobo i Coding Dojo, czyli jednych z najpopularniejszych rankingów wskazujących w naukę jakiego języka programowania warto zainwestować swój czas, zgodnie pokazują szybki wzrost popularności Pythona. Wynika to z bardzo dużego zapotrzebowania na rozwiązania w obszarze sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego czy analizy danych, gdzie język ten świetnie się sprawdza. W rankingu Tiobe Python awansował na trzecią pozycję – najwyższą w historii tego rankingu. Z kolei w zestawieniu Coding Dojo, które bierze pod uwagę języki programowania używane przez developerów w największych startup’ach technologicznych w USA, Python zajmuje pierwsze miejsce.

W Polsce wzrost znaczenia Pythona nie jest jeszcze aż tak widoczny jak za granicą, ale to szybko się zmienia. Oprócz rosnącego zainteresowania ze strony naszych klientów kompetencjami Python, obserwujemy nadal duże zapotrzebowanie na Java i Java Script. Generalnie nasi klienci preferują, żeby ich projekty wspierali inżynierowie znający różne technologie – komentuje Sabina Staszczyk, People Operations Manager w Grape Up.

Inne języki w pierwszej dziesiątce Indeksu Tiobe to także: Visual Basic .NET, PHP, Objective-C oraz SQL. Z kolei w rankingu Coding Dojo w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych języków programowania pojawiają się również Ruby, Go, Kotlin i Swift.

Coraz ważniejsze umiejętności miękkie

Jak zauważa przedstawicielka Grape Up, oprócz biegłości w programowaniu, najlepiej w kilku różnych językach, bardzo ważne stały się także miękkie umiejętności programistów. Wynika to głównie z coraz większej popularności metodyk zwinnych i podejścia DevOps w produkcji oprogramowania. Zakładają one stałe wchodzenie programistów w interakcje z innymi członkami zespołu projektowego oraz użytkownikami końcowymi.

Chociaż to umiejętności techniczne kandydata przyciągają naszą uwagę, to o tym, co przesądza, czy ostatecznie zdecydujemy się na współpracę z nim, są jego umiejętności współpracy, komunikacji, otwartości na naukę nowych technologii i dopasowanie kulturowe. Od tego, kto z nami pracuje, zależy sukces firmy, ale też atmosfera pracy czy szerzej kultura, która jest jedną z naszych największych przewag jako pracodawcy – tłumaczy Sabina Staszczyk.

Jednym z etapów rekrutacji jest wykonanie zadania w parze z jednym z naszych inżynierów – w ramach tzw. pair programmingu. Jest to świetna okazja, żeby ocenić kompetencje techniczne kandydata, jak również m.in. to, jak sprawny jest on w przedstawianiu swojego zdania, dzieleniu się wiedzą, słuchaniu, przyjmowaniu feedbacku, asertywnym dyskutowaniu na temat rozwiązań – wyjaśnia Sabina Staszczyk.

Przeczytaj także:

Pora nauczyć się „być DevOps”

Wymagania wobec programistów, co do miękkich umiejętności, rosną szczególnie w tych firmach, które chcą tworzyć swoje oprogramowania z wykorzystaniem podejścia DevOps. Idealnie sprawdza się ono w przypadku organizacji, które wdrażają wiele zmian do swoich systemów IT, chciałyby to robić w jak najkrótszym czasie i z zachowaniem wysokiej jakości. W taki sposób chce obecnie pracować większość firm na świece, które rozpoczęły lub planują rozpocząć proces cyfrowej transformacji. Praktyka pokazuje jednak, że firmy mają duże problemy z zastosowaniem DevOps, co wynika głównie z głęboko zakorzenionych starych narzędzi i nawyków.

W Grape Up mamy świadomość, że – parafrazując Rouana Wilsenacha – nawet posiadając najlepsze narzędzia, DevOps pozostanie tylko pustym hasłem, jeśli nie będziemy mieć odpowiedniej kultury. Kultury stawiającej na współpracę i wzajemną odpowiedzialność. Dlatego będąc firmą konsultingową, która sama uczy i pomaga większym organizacjom być DevOps, mamy własny program ‘Culture Up’, za którym kryje się lista konkretnych 5 wartości, którymi staramy się kierować na co dzień przy współpracy z klientami i wewnątrz firmy. Wskazują one m.in. czego oczekujemy od pracowników i na co zwracamy uwagę zanim podejmiemy decyzję o zatrudnieniu kogoś – mówi Sabina Staszczyk.

Jedną z takich wartości jest np. „listen&speak”, którą wspiera tzw. retrospektywa firmowa. – W jej ramach każdy ma możliwość otwarcie powiedzieć, co jest dla niego ważne, co fajnie działa w firmie, a co wymaga zmiany. Może także oczekiwać, że jego uwaga zostanie wzięta pod uwagę. Promowanie takiej wartości nie tylko usprawnia funkcjonowanie firmy, ale także buduje odpowiednią postawę u naszych programistów, konieczną do sprawnego odnajdywania się przez nich w projektach, które realizujemy dla naszych klientów – wyjaśnia przedstawicielka Grape Up.

Wedle badan IDG i Insight Link, w grupie firm, które nawet nie zaczęły wewnętrznych analiz na temat konieczności wdrożenia strategii cyfrowej transformacji (łącznie 44 proc. wszystkich firm), największym czynnikiem blokującym jest właśnie duża liczba starych narzędzi i procesów (aż 64 proc. wskazań).

Źródło: Grape Up

Tematyka nierówności płacowej kobiet i mężczyzn oraz „szklanego sufitu” od wielu lat, nie tylko w Polsce wzbudza olbrzymie emocje. Okazuje się jednak, że sytuacja kobiet na rynku pracy w naszym kraju jest bardzo dobra! Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę zawody typy „blue collar” – czego dowodzą dane i obserwacje aplikacji Kiwi Jobs.
Polskie kobiety pracujące w awangardzie Europy!

Już od kilku lat, Eurostat stale dowodzi, że nierówności płacowe kobiet i mężczyzn w Polsce są znacznie niższe niż w innych krajach Unii Europejskiej. Ostatnie dane z 2016 roku wskazywały, że Polska była  5. krajem w UE o najmniejszej różnicy płac względem płci – średnia różnica w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn wynosiła u nas jedynie 7,7%, podczas gdy średnia unijna – ponad 16%! Ostatni raport firmy konsultingowej PwC, „Women in Work Index 2019” niesie ze sobą jeszcze lepsze wiadomości. Wg. zawartych tam danych, Polska z różnicą zaledwie 5% jest na 2. miejscu wśród krajów o najmniejszych różnicach płacowych (zaraz za Luksemburgiem, który wykazuje 4,2%). Dla porównania – w Niemczech współczynnik ten wyniósł 21,7%. Problem w Polsce może być stosunkowo niski poziom aktywności zawodowej kobiet na rynku pracy – wynoszący 62%. To znacznie mniej niż np. w krajach skandynawskich, gdzie wskaźnik ten przekracza 80%, ale też bardzo podobnie do wielu krajów zachodnioeuropejskich (np. Belgii z wynikiem 63% czy wspomnianego już Luksemburga – 65%). Niska aktywność zawodowa kobiet to raczej efekt przyjmowania przez nie tradycyjnej dla polskiego społeczeństwa roli gospodyni domowej niż czynników zewnętrznychbezrobocie kobiet w wieku produkcyjnym jest u nas bowiem jednym z najniższych wśród badanych na potrzeby raportu „Women in Work Index 2019” krajów OECD, zaledwie 3%.

Dyskryminacja w korporacji, nie w supermarkecie

Nierówności płacowe nie są problemem kobiet pracujących jako „niebieskie kołnierzyki”. W tego typu zawodach, opierających rozliczenie zwykle na stawce godzinowej, pracodawcy dużo częściej decydują się na pełną transparentność wynagrodzeń, co wyklucza dyskryminację. Jest to szczególnie widoczne wśród ofert pracy dostępnych za pośrednictwem Kiwi Jobs, aplikacji, która od początku swego istnienia analizuje dokładnie standardy rynku pracy w kontekście zawodów „blue collar”.  Wśród segmentów takich jak sprzedaż i obsługa klienta, gastronomia czy biuro i recepcja, zgodnie z danymi Kiwi Jobs – przeważają kobiety. W niektórych zawodach (np. kasjerki), stanowią one miażdżącą większość – w tym przypadku 83% względem jedynie 17% mężczyzn.

Różnice płci w przypadku zawodów blue collar wiążą się raczej z wykonywaniem zupełnie innych zadań – mężczyźni znacznie częściej zostaną supermarketowym magazynierem czy ochroniarzem, podczas gdy kobieta będzie pracować jako kasjerka lub kierowniczka zmiany. Na poziomie zawodów określanych jako „niebieskie kołnierzyki” bardzo ciężko można mówić o dyskryminacji płacowej – to zdecydowanie częściej domena „białych kołnierzyków”, czyli zawodów związanych z pracą umysłową, np. w międzynarodowych korporacjach” – mówi Katarzyna Godlewska, CEO Kiwi Jobs.

I rzeczywiście, „Women in Work Index 2019” dowodzi, że w Polsce kobiety stanowią zaledwie 11% wysokiej kadry kierowniczej. Pod tym względem mamy jeszcze wiele do poprawienia – zjawisko „szklanego sufitu” wydaje się być w Polsce obecne, zwłaszcza wśród „białych kołnierzyków”.

Przeczytaj także:

Nie zawsze tylko pieniądze się liczą

Jak wskazują badania aplikacji Kiwi Jobs, kwestie finansowe nie są dla kobiet tak kluczowe, jak dla mężczyzn. W zrealizowanej dla aplikacji ankiecie CAWI, tylko 33% Pań zadeklarowało, że zdecydowało o wyborze aktualnego pracodawcy przede wszystkim na podstawie wynagrodzenia. Wśród mężczyzn, taką odpowiedź wskazało 40%.

Dla kobiet, znacznie częściej niż dla mężczyzn istotne są czynniki takie jak bliskość miejsca pracy i miejsca zamieszkania, warunki w miejscu pracy, elastyczność godzinowa czy forma zatrudnienia. Może to mieć duży związek z faktem, że to wciąż kobiety pełnią zwykle tradycyjną w Polsce rolę głównej odpowiedzialnej za opiekę nad domem i dziećmi – stąd potrzeba bliskości do domu czy elastyczności godzin pracy” – dodaje Katarzyna Godlewska, CEO Kiwi Jobs.

Co ciekawe, kobiety częściej niż mężczyźni zmieniają pracę ze względu na atmosferę w miejscu pracy, co jest wyraźnie widoczne w danych Kiwi Jobs. Mają też zupełnie inne niż mężczyźni podejście do wartości etycznych, które powinien pielęgnować ich pracodawca. Dla kobiet znacznie częściej liczy się tolerancja i dbałość o różnorodność w miejscu pracy (45% ankietowanych Pań, wobec 34% Panów) czy uczciwość wobec kontrahentów i konkurencji, nawet kosztem efektywności (42% kobiet vs. 36% mężczyzn). Dla Polek istotne jest również dbanie przez pracodawcę o środowisko naturalne i zwierzęta.Mężczyźni podchodzą do kwestii wartości zupełnie inaczej – częściej ważne są dla nich takie wartości jak troska o społeczność lokalną, niepełnosprawnych, kulturę i patriotyzm i to właśnie w tych obszarach oczekują zaangażowania pracodawcy, częściej niż kobiety.

Biorąc pod uwagę, jak istotne są dla Polek czynniki pozapłacowe w pracy, można domniemywać, że sytuacja, w której rezygnują one z lepiej płatnej pracy na rzecz takiej, która jest bardziej kompatybilna z ich życiem rodzinnym lub wartościami, może zdarzać się stosunkowo często. Pracodawcy, zwłaszcza w branżach o wysokiej feminizacji powinni o tym pamiętać, zwłaszcza w czasach, kiedy każdy dobry pracownik jest na wagę złota. Polki wywalczyły już sobie równość płacową, teraz zaczną walczyć o odpowiednie warunki pracy, które pozwolą im pogodzić spełnianie się na polu zawodowym i prywatnym.

Źródło: Kiwi Jobs

W najnowszym, sierpniowym magazynie „Personel i Zarządzanie” znajdziemy absorbujące treści o tym, jak ważny jest rozwój pracownika, który wpływa na jego skuteczność. My jednak zachęcamy do sprawdzenia wydania specjalnego o szkoleniach przyszłości.

Nadia Kirova, Nikolay Kirov w artykule pt. „Szkolenia przyszłości. Czyli jak projektować skuteczne programy rozwojowe” opowiadają o tym, jak ważne jest, aby organizacje nastawione na rozwój poszukiwały nowych przestrzeni rozwojowych dla swoich pracowników. Rozwój wpływa bowiem na to, że pracownicy generują nowe pomysły, realizują nowatorskie projekty i przyczyniają się do podejmowania innowacyjnych przedsięwzięć w firmie i poza nią. Dlatego tak ważne jest rozpoznanie talentów i predyspozycji pracowników, które są dla organizacji niezbędne, zwłaszcza w dynamicznie zmieniającym się środowisku.

Ponadto eksperci artykułu stawiają na to, aby zaprezentować Czytelnikom drugą stronę szkoleń. W firmach codziennie trzeba radzić sobie z ogromną ilością informacji zawarta w e-mailach, dokumentach Excela i raportach. Szkolenia nie służą zatem do dostarczania kolejnych informacji. Szkolenia w przyszłości powinny coraz bardziej rozwijać zdolność rozumienia i selekcjonowania tego, co ważne, od tego, co jest nieistotne. Dzięki szkoleniom, powinniśmy rozwijać zdolność łączenia wielu informacji w szerszy obraz świata, czyli rozumieć sens realizowanych zadań i zmieniające się oczekiwania naszych szefów, klientów oraz partnerów biznesowych. Brak takiego rozumienia jest jednym z głównych czynników wypalenia zawodowego pracowników, z którym coraz częściej borykają się firmy.

Zapraszamy do czytania publikacji Nadia Kirova i Kirov Nikolay w wydaniu sierpniowym wydaniu specjalnym


http://sklep.infor.pl/personel-i-zarzadzanie-8-2019.html

Według ekspertów do 2020 roku doświadczenie klienta (Customer Experience) będzie głównym wyróżnikiem stanowiącym o konkurencyjności marki. Badania pokazują, że 55 proc. konsumentów jest skłonnych zapłacić więcej za lepszą obsługę. Okazuje się, że takie aspekty jak łatwość procesu zakupowego i zadowolenie z usługi bywa stymulatorem silniejszym niż atrakcyjna cena. Współcześni konsumenci są bowiem coraz bardziej wymagający. Oczekują pełnej dostępności dóbr i usług oraz jak najszybszej dostawy. Jednak dziś sama możliwość kupowania online już nie wystarczy. Liczy się szybkość i wygoda. Dlatego dbałość o najwyższy komfort klienta na każdym etapie ścieżki zakupowej jest kluczowym wyznacznikiem sukcesu w e-commerce.
Inspiracja i Personalizacja 

Wobec mnogości produktów dostępnych w sieci i opcji wyboru, kupujący często czują się zagubieni. Na przykład na Zalando konsumenci znajdą co sezon aż 400 tys. nowych artykułów. Konieczność przeglądania kilkudziesięciu podstron w celu znalezienia odpowiedniej bluzki czy butów bywa jednak męczące. Warto im ułatwić to zadanie prezentując w pierwszej kolejności produkty dopasowane już do ich preferencji. Kluczowe znaczenie ma w tej kwestii personalizacja. W Zalando ścieżka zakupowa konsumenta rozpoczyna się już na etapie inspiracji. W ubiegłym roku wprowadziliśmy na platformę autorskie narzędzie wykorzystujące uczenie maszynowe – AFC (Algorytmiczny Asystent Mody) dobierające spersonalizowane stylizacje w oparciu o wcześniejsze wybory klienta i artykuły z jego listy życzeń. Nasze algorytmy pracują też nad indywidualizacją oferty w skali makro – mamy 28 milionów klientów i docelowo chcemy zaoferować każdemu z nich zindywidualizowaną odsłonę naszej platformy, wyświetlającą już w pierwszym kroku, najczęściej poszukiwane przez nich produkty ulubionych marek.

Intuicyjna obsługa i łatwa płatność

W Polsce już niemal 60 proc. konsumentów kupuje mobilnie, co sprawia, że łatwa w obsłudze aplikacja zakupowa jest absolutnym ‚must have’ dla wszelkich podmiotów e-commerce. W Zalando odsetek użytkowników, którzy kupują przez aplikację wynosi już około 70 proc. i stale obserwujemy silny trend rosnący. W sprzedaży online koniecznością jest też zapewnienie najwygodniejszych i dostosowanych do potrzeb konsumentów z poszczególnych rynków metod płatności. W Polsce na przykład konsumenci wciąż w dużej mierze są przywiązani do płacenia gotówką, dlatego w Zalando udostępniamy im między innymi płatność za pobraniem.

Przeczytaj także:

Szybka i bezproblemowa dostawa

Ostatni krok na ścieżce zakupowej klienta to doręczenie przesyłki, gdzie kluczowa jest ta sama zasada – ma być szybko i nieskomplikowanie. Według badań długie oczekiwanie na dostawę oraz jej wysokie koszty są najczęściej wymienianymi przez konsumentów barierami napotkanymi podczas robienia zakupów online. Dlatego bezpłatna wysyłka powoli staje się normą na rynku. W Zalando gwarantujemy darmową dostawę kurierem i aż sto dni na zwrot towaru. Oprócz standardowej oferty stale poszerzamy proces dostawczy o nowe funkcje: we współpracy z DHL Parcel uruchomiliśmy ponad 5.000 punktów stacjonarnych umożliwiających odbiór i zwrot zamówień w wybranych sklepach sieci Żabka. Dla wygody klientów w placówkach tych zapewniamy płatność zarówno kartą, jak i gotówką. Paczki zaś czekają na odbiorców do 7 dni od daty ich doręczenia. Rozwiązanie pozwala kupującym na odebranie zakupionych produktów w dogodnym dla siebie miejscu i czasie.

Intralogistyka na najwyższym poziomie

By móc zapewnić szybką i komfortową dostawę do klientów Zalando przykładamy szczególną wagę do optymalizacji procesów logistycznych. W naszych centrach stosujemy najnowocześniejsze rozwiązania intralogistyczne usprawniające przygotowanie produktów do wysyłki oraz odciążające naszych pracowników od nieergonomicznych zadań. Jesteśmy obecnie na etapie testowania w operacjach magazynowych innowacyjnej technologii – robota TORU. Urządzenie to za pomocą kamer 2D i 3D jest w stanie określić położenie i parametry danego artykułu, dlatego też, w odróżnieniu od innych systemów, może on przenosić poszczególne kartony o niewielkich gabarytach. 

Maksymalne ułatwianie ścieżki zakupowej klienta, od złożenia zamówienia na stronie i płatność, po szybką i wygodną dostawę, jest przyszłością branży e-commerce. Udoskonalenie tego procesu od zawsze było kluczowym elementem strategii Zalando. Wszystko po to, aby osiągnąć nasz nadrzędny cel – sprawić, aby platforma Zalando była miejscem pierwszego wyboru dla zakupów modowych – tak zwany „starting point for fashion”.

Źródło: Zalando

Jak szybko sprzedają się mieszkania w nowych inwestycjach? Jakie lokale cieszą się największym powodzeniem kupujących? W jakich cenach? Sondę przygotował serwis nieruchomości Dompress.pl        
Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Tempo sprzedaży mieszkań w konkretnej lokalizacji, czy projekcie zależy do przyjętej przez spółkę strategii. W zależności o skali projektu, stanu dostępnej oferty, przyjmowany jest odpowiedni poziom cen mieszkań, który ma największy wpływ na to jak szybko lokale się sprzedają. Bez wątpienia, nadal najbardziej popularne wśród klientów są małe mieszkania, nabywane w celach inwestycyjnych. W zależności od miasta i lokalizacji, ceny lokali wahają się średnio od 250 tys. zł do 350 tys. zł. Dużym zainteresowaniem cieszą się również kompaktowe mieszkania trzypokojowe kupowane przez młode osoby, planujące powiększenie rodziny.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Tempo sprzedaży lokali w nowych inwestycjach zależy od wielu czynników – standardu osiedla, dostępnych udogodnień, czy lokalizacji inwestycji. Trendem, który obserwujemy od 4-5 lat jest zainteresowanie zakupem przestronniejszych mieszkań. Wśród nabywców, którzy poszukują lokalu na własne cele mieszkaniowe, największą popularnością cieszą się trójki o powierzchni około 60-65 mkw. Klienci planujący zakup lokalu pod wynajem pytają natomiast zazwyczaj o dwupokojowe mieszkania do 50 mkw. Dużym zainteresowaniem cieszą się także kawalerki.

Cena odgrywa dużą rolę, jednak trudno wskazać jej górny pułap dla ogółu klientów. Duże znaczenie ma bowiem lokalizacja osiedla i dostęp do infrastruktury miejskiej, a także projekt, dostępne udogodnienia, czy standard wykonania. Największy potencjał mają lokale położone w centrach miast lub z dogodnym dojazdem do centrum. Za takie mieszkania klienci są skłonni zapłacić więcej. To tendencja, którą obserwujemy we wszystkich miastach, w których prowadzimy działalność. 

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

W Warszawie 30 proc. kupujących na rynku pierwotnym nie planuje wydać na mieszkanie więcej niż 350 tys. zł. Za atrakcyjną cenowo klienci uważają naszą ofertę w osiedlu Wrzosowa Aleja na Białołęce. Dwupokojowe mieszkania o powierzchni 35 mkw. w trzykondygnacyjnym budynku z mini-ogródkami kosztują w tej inwestycji 251 tys. zł. W cieszącym się dużym zainteresowaniem kameralnym budynku Willa Wiślana na Tarchominie najszybciej sprzedają się małe, funkcjonalnie zaprojektowane, dwupokojowe mieszkania w cenie 235 tys. zł. W warszawskiej Bliskiej Woli Tower, gdzie powstają mieszkania o wysokim standardzie, w równym tempie kurczy się pula mieszkań w cenie 17 tys. za mkw., jak i tańszych, usytuowanych z reguły na niższych kondygnacjach, w cenie poniżej 10 tys. zł za mkw.

Wojciech Duda, wiceprezes Duda Development

Zdecydowanie największym powodzeniem wśród klientów cieszą się kawalerki oraz nieduże mieszkania dwupokojowe, które kupowane są w pierwszej kolejności głównie ze względu na swój potencjał inwestycyjny. Ostatnio obserwujemy jednak trend związany z rosnącą popularnością przestronnych, czteropokojowych mieszkań na najwyższych piętrach, z ciekawym widokiem i możliwie jak największym balkonem lub tarasem. Tego rodzaju lokale spotykają się z dużym zainteresowaniem osób poszukujących mieszkań na własne potrzeby. Obok niedużych, jedno i dwupokojowych lokali, takie mieszkania są najpopularniejszymi pozycjami w naszej ofercie. Bestsellerem od lat jest również nasza pierwsza i najstarsza inwestycja, Nowe Złotniki – osiedle domów jednorodzinnych w zabudowie szeregowej i bliźniaczej. Przygotowujemy się właśnie do rozpoczęcia przedsprzedaży nieruchomości w czwartym etapie projektu, co dowodzi, że od kilkunastu lat trend ucieczki od zgiełku miasta jest silny.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Wciąż najbardziej popularne są małe mieszkania dwupokojowe o powierzchni 30-40 mkw. To zarówno najciekawszy produkt inwestycyjny, jak i najlepsza wielkość mieszkania dla osób dokonujących pierwszych zakupów na własne potrzeby. W tej drugiej grupie nabywców dużym zainteresowaniem cieszą się również kawalerki, które są mniej atrakcyjne dla inwestorów.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Mieszkania w nowych inwestycjach sprzedają się bardzo dobrze. Często już na etapie budowy cała oferta jest wyprzedana. Najszybciej sprzedają się mieszkania jedno i dwupokojowe o metrażu od 25 mkw. do 45 mkw. Zasobność portfeli klientów jest różna w zależności od lokalizacji.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Zdecydowanie najszybciej sprzedają się małe mieszkania jedno i dwupokojowe, co jest zasługą m.in. aktywności klientów inwestycyjnych.

Przeczytaj także:

Andrzej Gutowski, wiceprezes i dyrektor ds. sprzedaży Ronson Development

Nowe projekty cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem klientów, mimo relatywnie odległych terminów odbioru. Najbardziej wymowny jest fakt, że w momencie uzyskania pozwolenia na użytkowanie większość inwestycji jest wyprzedana w 90-100 procentach. Wśród argumentów przemawiających za zakupem mieszkania w początkowej fazie realizacji inwestycji jest niewątpliwie fakt, że klienci mogą wówczas skorzystać z szerokiej oferty i pierwszeństwa wyboru lokali w cenie „startowej”, która później – jak pokazują ostatnie lata – może pójść w górę, w miarę postępów prac na budowie. Najlepsze lokale znikają z oferty błyskawicznie zaraz po starcie sprzedaży. Największym zainteresowaniem nieustająco cieszą się mniejsze mieszkania jedno i dwupokojowe.

Katarzyna Nowicka, prezes zarządu w firmie Akord

Wszystko zależy od regionu. Na Śląsku najszybciej sprzedają się mieszkania, których budowa już się rozpoczęła. Klienci najczęściej pytają o mieszkania o powierzchni do 45 mkw. i lokale o metrażu powyżej 90 mkw. Na rynku śląskim atrakcyjną dla klientów jest cena do 6000 zł /mkw. Najchętniej wybierane są lokale do kwoty 250 tys. zł.

Marta Drozd-Piekarska, pełnomocnik zarządu Allcon Osiedla

Większość deweloperów, w tym także Allcon, praktykuje zapisy klientów na listę przedsprzedażową, która umożliwia poznanie oferty zanim ma jeszcze charakter oficjalny. W zależności od rodzaju inwestycji, jej lokalizacji i atutów, zdarza się nam wyprzedaż oferty w ponad 15 proc. jeszcze na etapie przedsprzedaży. Klienci wybierają najchętniej lokale dwupokojowe, często kierując się potrzebą inwestycyjną lub poszukując pierwszego mieszkania w rodzinnych osiedlach.  Często w pierwszej kolejności znajdujemy też klientów na mieszkania cztero i pięciopokojowe.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

W dobrych lokalizacjach i przemyślanych projektach mieszkania sprzedają się na etapie budowy. W naszych projektach 95 proc. nabywców znajduje swoje mieszkanie przed uzyskaniem pozwolenia na użytkowanie. Najlepiej sprzedają się małe mieszkania o metrażu w przedziale 27-45 mkw., a większe lokale kupowane są z reguły pod koniec realizacji inwestycji.

Weronika Chylarecka, specjalista ds. marketingu w Blockpol Developer

W inwestycji, którą prowadzimy we Wrocławiu przy ulicy Tęczowej najszybciej rozeszły nam się kawalerki o powierzchni do 30 mkw. W projekcie Nowe Żerniki natomiast mieszkania dwupokojowe o metrażu do 45 mkw.

Monika Foremniak, specjalista ds. sprzedaży mieszkań w firmie Peira

Najszybciej z oferty znikają małe mieszkania dwu i trzypokojowe. Podobnie, jak większe lokale w lokalizacjach doskonałych do mieszkania, blisko centrum miasta,  jak na przykład nasza inwestycja Srebrzyńska Park, która położona jest jednocześnie tuż przy parku Zdrowie.

Autor: Dompress.pl

Nowoczesne technologie wkroczyły do branży logistycznej, gdzie chęci na ich wdrożenie są, ale brakuje rąk do pracy. Gdzie leży problem?

Według globalnego raportu „The Global Customers Report 2019”, firmy z branży logistycznej od lat nieustannie poszukują nowoczesnych rozwiązań technologicznych, które pozwolą rozwijać prowadzone procesy logistyczne, z naciskiem na ścieżkę łańcucha dostaw. Potrzebę tę tworzą nie tylko światowe trendy, ale też sami klienci, którzy u dostawców usług logistycznych poszukują przejrzystości, efektywności, a także pełnej i ciągłej widoczności wszystkich zamówionych towarów.

W logistyce ten rok jest na tyle przełomowy, że przestało się mówić o eksperymentowaniu z nowymi technologiami, a przeszło się ze słów do czynów i zaczęto je wdrażać do procesów biznesowych. Jak zauważają eksperci firmy doradztwa personalnego HRK, firmy nieustannie starają się znaleźć i rozwijać talenty, aby móc w pełni wykorzystać pełny potencjał technologii, jednakże stanowi to obecnie dość duże wyzwanie, bowiem specjalistów z kompetencjami przyszłości jest na rynku niewielu, a firmy dopiero od niedawna coraz śmielej wchodzą w cyfrowy świat.

Gdzie będzie praca?

Do zawodów przyszłości w logistyce bez wątpienia zaliczać się będą wszelkie specjalizacje z obszarów sztucznej inteligencji (AI) oraz robotyki magazynowej, która już dziś przejęła pałeczkę w magazynach. Według wcześniej wspomnianego raportu, w przypadku AI nastąpił wzrost szerokiego wykorzystania sztucznej inteligencji w konkretnych procesach biznesowych. Sama branża zaś jest coraz bardziej optymistycznie nastawiona na tę technologię, która może wspomóc obsługę klienta i uczynić działalność bardziej niezawodną oraz efektywną w celu zadowolenia odbiorców. Co ciekawe, blockchain, o którym wiele mówi się w branży finansowej i który mógłby się sprawdzić w bezpiecznym identyfikowaniu łańcucha dostaw, jest obecnie przez kadry zarządzające firm oceniany jako zwykły szum medialny. Firmy z kolei za wyzwania logistyczne na najbliższe lata wskazują dbanie o środowisko oraz radzenie sobie z barierami handlowymi i restrykcyjnymi przepisami, które rosną wraz z postępującą globalizacją. W tych wszystkich obszarach, według ekspertów HRK, pojawiać się będzie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów.

Przeczytaj także:

Gdzie leży problem?

Jednakże wraz ze wzrostem zapotrzebowania na wykwalifikowaną kadrę, pojawiają się problemy związane z przywództwem, jak i pozyskaniem pracowników z kompetencjami umożliwiającymi urzeczywistnienie marzeń o wdrożeniu nowych technologii do firm. Logistyka nieustannie chce się rozwijać, ale niestety nie podejmuje żadnych działań mających na celu przyciąganie młodych talentów do organizacji, ich zatrzymania lub szkolenia. Co istotne, aż 38,5 proc. firm deklaruje, że nie posiada dedykowanego zespołu, który bada innowacyjne pomysły i tu pojawia się kolejne zapotrzebowanie na pracowników specjalizujących się we wdrażaniu innowacji.

Być może właśnie takie podejście jest przyczyną tego, że technologie, o których wiele się mówi i które mają stanowić przyszłość branży, nie rozwijają się zgodnie z rynkowymi oczekiwaniami.

Źródło: HRK

Wypalenie zawodowe dotyka coraz większej ilości pracowników w różnym wieku i z różnych grup zawodowych. Z tej okazji wydawnictwo INFOR przygotowało bezpłatny webinar omawiający ten problem.

Alarmujące statystyki budzą obawy pracodawców, którzy stanęli przed nie lada wyzwaniem jakim jest stworzenie odpowiednich warunków pracy, umożliwiających pracownikom zachowanie równowagi pomiędzy pracą i życiem prywatnym. W przeciwnym razie będą musieli zmierzyć się z wyższymi wskaźniki fluktuacji i niższe wskaźniki efektywności, skuteczności i innowacji.

Uczestnicząc w Webinarze, dowiesz się:

  • Jakie są przyczyny niskiej energii i wypalenia zawodowego pracowników?
  • Jak rozpoznać u pracownika objawy wypalenia zawodowego?
  • Co organizacja może zrobić aby przeciwdziałać wypaleniu zawodowemu?
  • Jak umożliwić pracownikom zarządzanie energią własną?

O prowadzącym:
NIKOLAY KIROV


Prowadzący
NIKOLAY KIROV

Partner i członek zarządu w Kirov Strategic Negotiators i LifeEnergy.pl. Doradca i trener biznesu, wykładowca akademicki, mówca inspiracyjny, instruktor CHS – styl QiGong i Tai Chi, praktyk ZEN Coachingu. Specjalizuje się w projektowaniu szkoleń i programów rozwojowych dla firm.


Bezpłatny webinar dostępny jest pod adresem:


https://sklep.infor.pl/landing/piz/2019/20190711-stres/


„Stres i wypalenie zawodowe a zarządzanie energią własną” 

17 września 2019 , godzina 10.00 -11.00

Aż 95% młodych Polaków uczy się języka angielskiego w szkole, jednak w skali od 1 do 5, efektywność takiej nauki oceniają oni tylko na 2,9 pkt. Uczniowie sądzą, że podczas lekcji za dużo jest pisania i zadań z gramatyki (36%), a za mało rozmów z native speakerami (79%). Zatem, które metody uznawane są przez nich za najbardziej efektywne?

Znajomość angielskiego jest uważana za istotną zarówno przez młode, jak i starsze pokolenia. Według badania przygotowanego przez firmę Angloville, w skali od 1 (nie ma zupełnie znaczenia) do 5 (ma bardzo duże znaczenie) uczniowie i rodzice, ocenili przydatność znajomości języka kolejno na 4,87 oraz 4,95 punktów. Pomimo tego tylko jedna trzecia Polaków (33,3%) potrafi płynnie posługiwać się językiem angielskim. Może to dziwić, zważywszy na stosunkowo wysoki poziom zainteresowania nauką języków obcych w Polsce.

Jak się uczyć?

Z danych Angloville wynika, że poza szkołą, dzieci najchętniej uczą się języka przez media społecznościowe, komunikatory oraz gry komputerowe – aż 73% uczniów wskazało taką odpowiedź. Następne w kolejności są: prywatne korepetycje (71%) czy wakacyjne wyjazdy językowe (40%). Które z zajęć są najbardziej efektywne? Okazuje się, że dla 40% ankietowanych największe korzyści przynoszą rozmowy 1:1 z lektorem. – Obecnie jednym z najbardziej skutecznych sposobów nauki języka angielskiego jest metoda immersji. Chodzi o to, że uczeń zanurza się w języku. Podczas zajęć z tutorem posługuje się wyłącznie angielskim, dzięki czemu przestawia na angielski również swoje myślenie – wyjaśnia Michał Kelles-Krauz z Angloville.

Co przeszkadza w nauce?

Uczniowie wskazują, że największy kłopot mają z nadmiernym naciskiem kładzionym na gramatykę oraz zbyt rozbudowaną częścią pisania – tak wskazują wyniki badania Angloville. Ta sama grupa stwierdziła, że podczas lekcji angielskiego, oprócz rozmów z native speakerami, brakuje im odgrywania scenek i swobodnych konwersacji (74%), a także pracy w małych grupach (54%). Zdaniem przedstawiciela Angloville, problem leży w  programie nauczania.

Przeczytaj także:

Uczymy się po to, żeby rozumieć… teksty piosenek

W badaniu Angloville sprawdzono również, czy szkolne lekcje angielskiego przygotowują uczniów do praktycznej komunikacji w tym języku. Dzieci i młodzież sami oceniali swoje umiejętności językowe w skali od 1 do 5. Jak się okazuje, główni zainteresowani przyznali sobie jedynie 2,8 pkt., ich rodzice postrzegają tę kwestię niewiele gorzej, oceniając stopień znajomości angielskiego u dzieci na 2,5 pkt. Ma to także bezpośredni związek z pewnością siebie podczas rozmowy z obcokrajowcem. Aż jedna czwarta z ankietowanych osób czuje dyskomfort, gdy musi powiedzieć coś po angielsku.

Co ciekawe, dla młodego pokolenia Polaków największą motywacją do nauki języka jest chęć zrozumienia w oryginale tekstów piosenek, filmów oraz seriali – około 85% osób wskazało taką odpowiedź. Dopiero kolejne na liście są podróże (70%) oraz gry komputerowe oraz aktywność w social mediach (70%).

Źródło: Angloville

30 proc. pracujących milenialsów z Polski uważa, że przemysł 4.0 będzie dla nich barierą na rynku pracy. Na świecie obawia się tego prawie połowa przedstawicieli pokolenia Y. Jak zauważają autorzy badania Deloitte „Global Millennial Survey 2019”, pesymizm wśród milenialsów jeszcze nigdy nie był na tak wysokim poziomie. Zdaniem ekspertów przyczyna tkwi w czasach, w których przyszło im dorastać. Wchodzenie w dorosłość w okresie szybkiej transformacji pozostawiło poczucie niepewności jutra i pesymistyczne nastawienie do postępu gospodarczego i społecznego.

Deloitte zapytał o opinię prawie 13 500 osób z 42 krajów, z czego 300 ankietowanych pochodzi z Polski. Respondenci to osoby urodzone między styczniem 1983 roku a grudniem 1994 roku. W celu wygenerowania bardziej kompleksowej perspektywy całego pokolenia tegoroczne badanie zostało rozszerzone i objęło bardziej zróżnicowaną grupę uczestników, w tym 31 proc. (globalnie) osób, które nie były zatrudnione na pełen etat oraz 34 proc. osób, które nie posiadały wyższego wykształcenia.

Lista ambicji

Milenialsi nie są mniej ambitni od przedstawicieli innych pokoleń, jednak ich priorytety uległy zmianie lub zweryfikowała je rzeczywistość, np. ograniczenia finansowe. I to właśnie finanse są na szczycie listy ambicji polskich przedstawicieli pokolenia Y. To cel 59 proc. z nich. Co ciekawe, aż 67 proc. milenialsów uważa, że to możliwe do osiągnięcia. Na drugim miejscu są podróże – cel 58 proc. ankietowanych. – Te dwa pierwsze wyniki budzą moje zainteresowanie, gdyż są dokładnie odwrotne od globalnych. Dla 57 proc. ankietowanych na świecie priorytetem jest zwiedzanie świata. Co ciekawe bardziej są tym zainteresowane kobiety (62 proc.) niż mężczyźni (51 proc.). Dopiero 52 proc. marzy o zamożnym życiu. Co ważne, to co do tej pory uznawaliśmy za swego rodzaju oznakę dorosłości, czyli kupno domu lub założenie rodziny, nie znajduje się na szczycie listy priorytetów – mówi Anna Łukawska, Menedżer w zespole employer brandingu w Deloitte.

O zakupie domu myśli jedynie 54 proc. (49 proc. globalnie) ankietowanych, a założenie rodziny planuje  47 proc. (39 proc. globalnie).

Czego obawiają się najbardziej

Wyniki z Polski różnią się także od globalnych odpowiedzi dotyczących obaw pokolenia Y. Polscy milenialsi najbardziej obawiają się terroryzmu. Takiej odpowiedzi udzieliło aż 34 proc. ankietowanych. Globalnie tak odpowiedziało jedynie 19 proc. badanych. Na drugim miejscu jest brak stabilności politycznej, wojny i konflikty – 29 proc. (globalnie 18 proc.), za nimi natomiast zmiany klimatyczne i ochrona środowiska – 27 proc. – które z kolei otwierają globalną listę obaw (29 proc.).

Terroryzm jako obawa nr 1 w Polsce, czyli kraju, który przecież nie doświadczył zamachów takich jak te w Londynie czy Madrycie, może oznaczać, że Polacy są zapobiegliwi. Niemniej, także w globalnych wynikach terroryzm, wojny i konflikty są wysoko, w pierwszej siódemce, co sugeruje, że bezpieczeństwo jest dla naszych ankietowanych najważniejsze. Warto też odnotować, że podobne obawy częściej miały osoby z wyższym wykształceniem. Absolwenci szkół średnich bardziej obawiają się bezrobocia czy złej opieki zdrowotnej – mówi Anna Łukawska.

Pewnego rodzaju trudna miłość łączy milenialsów z social mediami. Doceniają fakt, że strony internetowe i aplikacje społecznościowe pozwalają ludziom pozostać w kontakcie i uzyskiwać dostęp do informacji, ale też zauważają, że mogą być one narzędziem nadużyć. Z tym wiążą swoje największe obawy dotyczące social mediów – aż 79 proc. milenialsów w Polsce i na świecie obawia się, że padnie ofiarą oszustwa internetowego. Kolejne 78 proc. (76 proc. globalnie) nie ufa sposobom, w jaki organizacje uzyskują informacje na ich temat w kanałach społecznościowych. Przedstawiciele pokolenia Y zauważają tu znacznie więcej wad. 57 proc. polskich milenialsów (64 proc. globalnie) uważa, że ograniczenie czasu spędzanego w mediach społecznościowych pozytywnie wpływa na zdrowie fizyczne, a aż 62 proc. (60 proc. globalnie) jest zdania, że przekłada się na ich poczucie szczęścia.

Milenialsi pozbawieni złudzeń co do sytuacji polityczno-gospodarczej

Wśród milenialsów w Polsce o 17 p. proc spadła rok do roku liczba tych, którzy wierzą, że w ciągu 12 miesięcy poprawi się sytuacja społeczno-polityczna (25 proc.) w kraju, a o 4 p. proc. tych, którzy mają takie przekonania odnośnie sytuacji gospodarczej (26 proc.). Także globalnie widać ogromny spadek tych nastrojów. Tylko 26 proc. respondentów oczekuje poprawy sytuacji gospodarczej w ich krajach w nadchodzącym roku.

Ta liczba do tej pory nie spadła poniżej 40 proc., a w ostatnich dwóch latach wyniosła nawet 45 proc. Podobnie z ocenami sytuacji społeczno-politycznej. W tym roku mniej niż jedna czwarta (22 proc.) przedstawicieli pokolenia Y zadeklarowała, że spodziewa się poprawy w swoich krajach w ciągu 12 miesięcy. Jeszcze rok temu uważało tak 33 proc. badanych.

Tegoroczne badanie pokazuje, że ubiegłoroczny spadek opinii nt. pozytywnego wpływu biznesu na społeczeństwo nie był odchyleniem od normy. Rok do roku liczba takich opinii spadła wśród polskich milenialsów z 58 do 51 proc. Spadek – i to spory – jest też widoczny w globalnych wynikach. Przez 4 lata z rzędu wynik ten kształtował się na poziomie 70 proc., w 2018 roku spadł do 61 proc., a w tym roku liczba respondentów, którzy powiedzieli, że biznes ma pozytywny wpływ na społeczeństwo spadła do zaledwie 55 proc. Według ekspertów Deloitte na globalne wyniki szczególnie wpłynęły odpowiedzi ankietowanych z krajów wschodzących, które spadły z 85 proc. dwa lata temu do 61 proc. obecnie. W tym samym okresie dojrzałe rynki, odnotowały spadek o 16 p. proc. Po części to także efekt coraz powszechniejszej opinii, że firmy koncentrują się na swoich własnych celach, a nie problemach społeczeństwa. Z tą opinią zgadza się 76 proc. badanych na świecie (wzrost rok do roku o 1 p. proc.). Co ciekawe, milenialsi w Polsce mają inne zdanie. Liczba osób, które uważają, że biznes skupia się wyłącznie na sobie spadła z 77 proc. w ubiegłym roku do 54 proc. obecnie.

Przeczytaj także:

Wpływ przemysłu 4.0

Na tle globalnych wyników Polacy okazują się być jednak nie aż takimi pesymistami w postrzeganiu własnych szans w erze przemysłu 4.0. Jedynie 28 proc. ankietowanych z Polski, pracujących w pełnym lub niepełnym wymiarze godzin i 27 proc. niepracujących uważa, że przemysł 4.0 utrudni im znalezienie lub zmianę pracy, podczas gdy globalnie odpowiedziało tak odpowiednio 46 proc. i 45 proc. ankietowanych.

Większe obawy Polacy mają jeśli chodzi o posiadane odpowiednich umiejętności. Podczas gdy globalnie 81 proc. zatrudnionych i 65 proc. bezrobotnych uważa, że ma umiejętności wymagane w środowisku pracy kształtowanym przez przemysł 4.0, w Polsce odpowiedziało tak odpowiednio 79 i 62 proc. badanych.

Z całą pewnością – i to przyznają nasi ankietowani – siły przemysłu 4.0 wpłynęły na rynek pracy. Technologie cyfrowe zmieniły w ciągu ostatnich dziesięciu lat wiele stanowisk pracy. Milenialsi uczyli się korzystać z technologii, które nawet nie istniały, gdy wchodzili na rynek pracy. Można więc powiedzieć, że ustawiczne kształcenie jest nie tyle warunkiem awansu, co przetrwania w miejscu pracy. Jednocześnie zapotrzebowanie na kształcenie rośnie, gdyż każde stanowisko podlega zmianom – mówi Sylwia Dębińska, Lider zarządzania talentami w Deloitte.

Burzenie norm, ale nie nad Wisłą

Radykalne zmiany, jak wzrost nierówności ekonomicznych, rozwój mediów społecznościowych czy technologie przemysłu 4.0, nałożyły na pokolenie Y na świecie i młodsze generacje trudności ekonomiczne, społeczne i być może psychologiczne. Milenialsi bywają nazywani „pokoleniem zaburzonym”, ale ich zachowania i wybory, jak choćby późniejsze zakładanie rodziny czy posiadanie mniejszej liczby dzieci – również zakłócają gospodarkę i społeczeństwo. Więcej niż kiedykolwiek – 49 proc. badanych –  gdyby mogło, zrezygnowałoby z obecnej pracy w ciągu najbliższych dwóch lat. Ta liczba wzrosła rok do roku o 11 p. proc. Nie są to tylko deklaracje – mniej więcej jedna czwarta osób, które tak odpowiedziały zwolniła się z pracy w ciągu ostatniego roku. W Polsce ten trend jest odwrotny, a liczba osób, które zwolniłyby się z pracy w ciągu najbliższych dwóch lat spadła rok do roku z 51 proc. do 41 proc. Na czele listy przyczyn skłaniających do odejścia z firmy w tak krótkim czasie są niezadowolenie z wynagrodzenia oraz brak możliwości awansu i rozwoju zawodowego.

Z 20 proc. do 35 proc. wzrosła natomiast liczba polskich milenialsów, którzy spodziewają się zostać w obecnej firmie przez pięć lub więcej lat. Globalnie ten wynik pozostał na poziomie 28 proc.

– Zauważyliśmy silne korelacje pomiędzy tymi, którzy nie chcą zmieniać pracy, a tymi, którzy twierdzą, że ich firmy osiągają najlepsze wyniki finansowe, wpływ na społeczność, rozwój talentów oraz różnorodność i integrację społeczną. To znajduje odzwierciedlenie w raporcie Deloitte „Global Human Capital Trends”, gdzie prawie połowa liderów biznesu i HR stwierdziła, że kwestie związane z przedsiębiorstwami działającymi według modelu biznesu odpowiedzialnego 4.0 są ważniejsze dla ich organizacji niż trzy lata temu – mówi Sylwia Dębińska. – Przełomowe zmiany stanowią siłę napędową wzrostu i oferują nowe możliwości, lecz stanowią także źródło niepewności dla młodszych pracowników. Każde pokolenie znajduje się pod wpływem okoliczności, w których funkcjonuje i pokolenie Y nie jest tu wyjątkiem – dodaje ekspertka Deloitte.

Źródło: Deloitte

Aby możliwe było stworzenie wyjątkowego miejsca pracy, za wyborem optymalnej lokalizacji i powierzchni musi iść właściwe rozplanowanie i aranżacja przestrzeni biurowej.

Fit-out to dziś znacznie więcej niż wykończenie biura. Niesie ze sobą wiele funkcji, które decydują o atrakcyjności miejsca pracy. Nie sprowadza się tylko do doboru wykończenia i wyposażenia wnętrza. Odpowiednia aranżacja to także sposób na poprawę odporności pracowników na stres i wsparcie efektywności pracy. Rozwiązania stosowane w biurach mają dziś przede wszystkim sprawiać, żeby były przyjazne, zdrowe i użyteczne, a ludzie czuli się w nich tak dobrze, jak w domu.

Bo to przede wszystkim zadowolenie pracowników jest dziś czynnikiem decydującym o profilu adaptacji powierzchni. Nietuzinkowe biuro jest bowiem, nie tylko identyfikatorem relacji biznesowych przedsiębiorstwa, ale również jednym z najmocniejszych argumentów podczas rekrutacji, od której firmy uzależniają rozwój swojego biznesu. Dbałość o wygląd, ergonomię stanowisk pracy oraz standard wyposażenia powoduje, że biura zmieniają się dziś w designerskie przestrzenie, na aranżację których przeznaczane są znaczące nakłady. Ważne, by te środki były odpowiednio zagospodarowane.  

To właśnie było tematem kolejnej sesji Akademii Najemcy Walter Herz, której partnerem merytorycznym była pracownia projektowa The Design Group. – Podczas szkolenia: Najnowsze trendy. Design w świecie powierzchni biurowych, zorganizowanego 22. sierpnia br. w Warszawie, Konrad Krusiewicz, Founder, CEO, Head Designer w The Design Group, przedstawił jedne z najpiękniejszych realizacji swojej firmy. Omawiał najważniejsze aspekty związane z projektowaniem biura i zaprezentował światowe trendy w aranżacji powierzchni – informuje Bartłomiej Zagrodnik, Partner Zarządzający w Walter Herz.

Przeczytaj także:

Zarysowujący się dziś wyraźnie kierunek w projektowaniu biur podyktowany jest zmianami w podejściu do miejsca pracy, które powinno być na tyle komfortowe, by pozwolić spokojnie pracować i sprawnie się komunikować. Niekonwencjonalne rozwiązania, wspierające integrację zespołu schodzą teraz na drugi plan, a rozrywka przenoszona jest coraz częściej poza obszar pracy.   

Poza tym, fit-out idzie dziś w kierunku kreacji przestrzeni aktywnych, które można zmieniać i kształtować w zależności od aktualnych potrzeb. Służą temu mobilne, zielone ściany, lekkie meble i elastyczne elementy wystroju. Dostosowane do różnorodnego trybu pracy są też poszczególne strefy, lokowane w przestrzeni biura. Służą spotkaniom, kreatywnej pracy zespołowej, albo indywidualnej w skupieniu. Pojawiają się też sale tematyczne i pokoje dedykowane konkretnym zespołom, jeśli firma zajmuje się długofalowymi projektami. Nieodłącznym elementem nowoczesnych biur są też świetnie wyposażone kuchnie oraz miejsca do wypoczynku, w tym także drzemki.

Źródło: Walter Herz

Polonia z różnych zakątków świata, przedstawiciele biznesu, wysokiej rangi politycy, eksperci i naukowcy spotkają się w dniach 28-30 sierpnia br. na piątej w tym roku edycji Kongresu 60 Milionów (60 Milion Congress). W tym roku integracja wszystkich Polaków dzięki dyskusjom w panelach tematycznych i licznym wydarzeniom towarzyszącym będzie jeszcze silniejsza!

Wielkimi krokami zbliża się już piąta w tym roku edycja Kongresu 60 Milionów – Globalnego Zjazdu Polonii. Po sukcesie zagranicznych edycji, które miały miejsce w Miami, Londynie, Berlinie, Buffalo czas na szczytowe spotkanie w Polsce. Najbliższa integracja Polaków z całego świata odbędzie się 28-30 sierpnia br. w G2A Arena Centrum Wystawienniczo-Kongresowym Województwa Podkarpackiego w Jasionce koło Rzeszowa.

Zobacz też:

Rzeszowska edycja Kongresu 60 Milionów to trzy dni dyskusji, spotkań w międzynarodowym gronie i wydarzeń towarzyszących. Prelekcje, których głównym celem jest synergia potencjału Polaków i osób polskiego pochodzenia, wzmocnienie współpracy oraz rozbudowa kontaktów biznesowych opierających się na wartościach polonijnych, będą bardzo różnorodne. W ok. 20 sesjach tematycznych wypowiedzą się eksperci, liderzy biznesu, przedstawiciele samorządu, polskich ambasad, organizacji biznesowych, stowarzyszeń polonijnych oraz promotorzy kultury.

Panelom dyskusyjnym towarzyszyć będą liczne atrakcje, dzięki którym Polonia odkryje piękno Ojczyzny. Rzeszowską edycję Kongresu 60 Mln zainaugurują regaty. Na jeziorze Solińskim pięć ekip z Polski, USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji będzie zmagać się  o Puchar 60 Milionów. Drugi dzień wydarzenia to kolejna dawka atrakcji. Tym razem Polonia otrzyma wyjątkową możliwość zwiedzenia królewskiego miasta Krakowa. Wycieczka wyruszy spod Międzynarodowego Centrum Kultury, a uczestnicy będą mogli podziwiać najpiękniejsze zabytki miasta. Uwieńczeniem wyjazdu do dawnej stolicy Polski będzie spektakl „Bracia Polacy znad Wisły” w wykonaniu Krakowskiego Teatru Komedia. Przedstawienie odbędzie się na statku Batory stacjonującym nad Wisłą pod Zamkiem na Wawelu. Ponadto drugiego dnia tradycyjnie już będzie mieć miejsce Turniej Golfa o Puchar 60 Milionów. Tym razem organizatorzy wyszli z inicjatywą spotkania przedsiębiorców w Krakowie i to właśnie tam dojdzie do potyczek.

Przeczytaj również:

30 sierpnia br. w całości poświęcony będzie merytorycznym aspektom integracji Polaków z całego świata. Dzień kongresowy, który będzie mieć miejsce w G2A Arena Centrum Wystawienniczo-Kongresowym Województwa Podkarpackiego, stwarzając szansę udziału w kilkunastu panelach dyskusyjnych oraz power speechach, zapowiada się niezwykle intensywnie.

Zakres tematyczny najbliższej odsłony Kongresu 60 Milionów obejmie takie zagadnienia, jak:

  • promocja polskich regionów wśród Polonii,
  • gospodarczy potencjał Polski,
  • turystyka medyczna, wypoczynkowa i biznesowa,
  • rynek finansowy,
  • przedsiębiorcy polonijni,
  • siła polskiej innowacji,
  • studia w Polsce,
  • logistyka jako potrzeba i szansa rozwojowa,
  • siła polskiego menadżera,
  • promocja polskich produktów,
  • pozarządowe organizacje polskie i polonijne,
  • siła przebicia polskiej innowacji w medycynie na rynkach zagranicznych.

Na edycję rzeszowską zaplanowano także punkty programu umożliwiające zarówno wzmocnienie więzi polonijnych, jak i budowę międzynarodowych relacji biznesowych. 

W poszczególnych panelach tematycznych wypowiedzą się eksperci, prezesi, członkowie zarządu polskich oraz zagranicznych firm i instytucji wspierających biznes: Real Estate Investment Miami, Marvipol, HRE, CRESA, Therma House LTD, Tradeoffice24.com (Niemcy), DM2 Agency (Wielka Brytania) Polska Grupa Telemedyczna, Centrum Medyczne Medyk, BETAMED, Medical Reaserch Group, Polskie Stowarzyszenie Implantologiczne Airbus, Fracht, DicePro, Newbridge Tiles and Bathrooms, Polish-Irish Business Club, Polsko Amerykańska Izba Handlowa, Europejski Klub Biznesu, Fundacja Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”, Sami Swoi –Transfery Walutowe, Gabinet Radnego Miasta Nowy Jork, Stowarzyszenie Polska Ekologia i wiele więcej.

Partnerskie zasady współpracy z Polonią oraz wykorzystanie potencjału polonijnych profesjonalistów i w drugą stronę wykorzystywanie potencjału polskiej gospodarki, produktów polskich firm, a także samych Polaków to cele, które Kongres 60 Milionów realizuje już od ośmiu edycji. Na ten moment udało nam się podjąć szereg działań przyczyniających się na rzecz kształtowania za granicą rzetelnego wizerunku Polski oraz współdziałanie w pogłębianiu współpracy z Polską krajów zamieszkania naszych Rodaków, w wymiarze regionalnym i sektorowym. Rzeszowska edycja wydarzenia to kolejna integracja Polaków, ale też promocja Podkarpacia i sentymentalna podróż oraz wielopłaszczyznowy rozwój kontaktów między Ojczyzną a Polonią – mówi Kamil Szymański, prezes Kongresu 60 Milionów. – Zachęcamy do zgłoszenia uczestnictwa, bo dzięki temu można łatwiej i efektywniej umawiać spotkania i prowadzić rozmowy biznesowe, które są jedną z największych wartości dodanych naszego kongresu – dodaje.

IX Europejski Meeting Gospodarczy poświęcony polityce klimatyczno-energetycznej UE odbędzie się

17 października 2019 r., w godzinach 11.00 – 14.45
Radissson Collection Hotel, ul. Grzybowska 24, Warszawa 

Tegoroczna edycja odbędzie się pod tytułem Polityka Klimatyczno-Energetyczna UE „Węgla tyle ile trzeba i tak długo jak to konieczne w interesie gospodarki i obywateli. Na czas transformacji energetyki w Polsce i ubezpieczenie niesterowalnej generacji odnawialnej”.

Jest to wydarzenie cykliczne, podczas którego podejmujemy ważne kwestie dotyczące wpływu polityki klimatyczno-energetycznej UE na polską gospodarkę i społeczeństwo.

Obszar merytoryczny konferencji będzie podsumowaniem otwartych sesji Komitetu ds. Energii i Polityki Klimatycznej KIG. W czasie tych spotkań eksperci dyskutują nad polityką energetyczną państwa, kosztami gospodarczymi i społecznymi polityki klimatyczno- energetycznej UE i koniecznością zachowania konkurencyjności gospodarki europejskiej i transparentności rynku energii.

Czas transformacji naszej energetyki, w tym rozwój OZE wymaga jej ubezpieczenia generacją konwencjonalną – z naszych zasobów paliw stałych. Węgiel kamienny i brunatny na wiele jeszcze lat ma tu przypisaną niebagatelną rolę. W dokumencie Polityka Energetyczna Polski do 2040 roku rola ta jest jednoznacznie określona i istotna na miarę bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Założeniem Meetingu będzie opracowanie VI Apelu Warszawskiego Krajowej Izby Gospodarczej w sprawie koniecznych działań dla ubezpieczenia interesów gospodarki w Polsce wobec wyzwań, jakie czekają nas w kolejnych latach. Apel kierujemy do środowisk politycznych, gospodarczych w kraju i wspólnocie europejskiej, ludzi nauki oraz ambasad i kręgów dyplomatycznych.


W konferencji uczestniczą corocznie wybitni eksperci reprezentujący gospodarkę polską i europejską, naukę, energetykę, ochronę środowiska, partnerów społecznych, przedstawiciele rządu, administracji publicznej, parlamentarzystów, partii politycznych, ambasad i kręgów dyplomatycznych w Polsce oraz mediów.

Konferencja będzie transmitowana na żywo na www.kig.pl

Udział w konferencji jest bezpłatny.

Informacje udostępniane w sieci przez pracowników są o 90% cenniejsze od pozostałych rekomendacji na temat marki. 56% zatrudnionych osób wierzy w swoją firmę i chce ją promować. Czy pracodawcy potrafią ten fakt odpowiednio wykorzystać?

Organizacje coraz chętniej podejmują współpracę z profesjonalnymi influencerami. Tego typu kampanie mają na celu nie tylko promowanie konkretnych produktów, czy usług, ale również budowanie pożądanego wizerunku, w tym wizerunku dobrego pracodawcy. Okazuje się, że to nie jedyna droga! Eksperci z HRK podpowiadają, że równie dobrze takich ambasadorów można pozyskać wewnątrz organizacji – to właśnie o nich mówi się employee advocacy. 

Jak to działa?

Najczęściej o pracownikach-ambasadorach słyszy się w kontekście działalności w sieci. Mogą oni samodzielnie publikować posty związane z tematyką branżową lub też udostępniać treści dodawane z profili firmowych, oczywiście okraszając je własnym komentarzem. Mogą to być informacje związane z wydarzeniami w organizacji, szczegółami oferty, ale też komentarz zmian zachodzących w branży, w której działa pracodawca. Jednak poza działalnością online, warto pamiętać także o mocy marketingu szeptanego. Aż 85% absolwentów studiów za nadrzędne kryterium wyboru miejsca zatrudnienia uważa opinię ludzi tam pracujących.

Co to daje?

Podstawową wartością employee advocacy jest autentyczność. Opinie pracowników zawsze będą bardziej wiarygodne od informacji, które publikuje sama firma. Jest to odzwierciedlenie trendu komunikacji H2H – human to human. Odbiorcy przychylniej reagują na treści publikowane przez konkretne osoby, a nie bezosobowe organizacje. Taka forma to również szansa na skrócenie dystansu – wiadomo, kto jest po drugiej stronie. Zaangażowanie pracowników wiąże się ze zwiększeniem zasięgu wpisów publikowanych w social mediach. Każdy kolejny ambasador to możliwość dotarcia do nawet kilkuset nowych odbiorców.

Czy to się opłaca?

Odpowiadając krótko – tak. Jednak zdecydowanie jest to działanie bardziej skomplikowane od „zatrudnienia” influencerów. Pracownika–ambasadora nie można po prostu opłacić i liczyć na pożądany efekt. Taka osoba powinna sama chcieć zostać firmowym ambasadorem. Żeby tak się stało, przede wszystkim musi być ona przekonana o wysokiej jakości oferowanych przez siebie usług czy sprzedawanych produktów. Pamiętajmy, że będzie je polecać podpisując się własnym imieniem i nazwiskiem. Po drugie, pracownik musi być zadowolony z warunków pracy. Co ciekawe, nie chodzi tu tylko o wynagrodzenie, ale równie ważne są kwestie związane z kulturą organizacyjną, możliwościami rozwoju oraz dodatkami pozapłacowymi. Nie mniej istotne jest także wsparcie ze strony samej firmy – warto ustalić jasne zasady komunikacji oraz uświadomić pracowników, że employee advocacy to nie tylko zysk dla firmy, ale także dla samego ambasadora, który może w ten sposób budować swoją markę osobistą.

Pracownik-ambasador to ogromna wartość dodana dla organizacji. Należy jednak pamiętać, że jego pozyskanie to długotrwały proces, który powinien być oparty na szacunku, wartościach i jakości reprezentowanej przez organizację.

Źródło: HRK

  • Z danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej wynika, że w 2018 r. działalność gospodarczą zawiesiło ponad 300 tys. firm w Polsce.
  • Dzięki zawieszeniu działalności na okres, w którym firma nie odnotowuje przychodów, przedsiębiorca zostaje zwolniony z obowiązku płacenia składek zdrowotnych oraz podatkowych.
  • Ponowne odwieszenie firmy traktowane jest w banku jako rozpoczęcie działalności od nowa, co w przyszłości może skutkować odrzuceniem wniosku o kredyt.

Decyzję o zawieszeniu działalności podejmują przede wszystkim firmy sezonowe, które nie odnotowują przychodów przez cały rok. Tak jest na przykład w przypadku branży agroturystycznej, której działalność ogranicza się do kilku, zwykle letnich miesięcy w roku. Po tym czasie mogą zawiesić firmę, czy jednak zawsze jest to opłacalne?

Brak konieczności opłacania składek do ZUS i Urzędu Skarbowego

Jak wynika z danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, w 2018 r. aż 307 999 firm podjęło decyzję o zawieszeniu działalności. Motywacją do podjęcia takich kroków jest przede wszystkim zwolnienie z obowiązku opłacania comiesięcznych składek zdrowotnych oraz odprowadzania podatków.

Od ubiegłego roku nie obowiązuje górny limit zawieszenia działalności, musi to być jednak okres co najmniej 30 dni. Dzięki podjęciu takiej decyzji, przedsiębiorca nie jest zobowiązany do odprowadzania składek do ZUS, co jest dla niego oczywiście sporą oszczędnością, ale wiąże się także z mniej korzystnymi skutkami. W ten sposób rezygnujemy z prawa do ubezpieczenia zdrowotnego, a czas zawieszenia działalności nie wlicza się później do okresu składkowego, jaki uprawnia przedsiębiorcę do emerytury – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.

Problemy z uzyskaniem kredytu w banku

Przeczekanie przez przedsiębiorcę niekorzystnego dla firmy okresu bez zawieszenia działalności może okazać się lepszym rozwiązaniem – szczególnie dla tych, którzy planują w niedalekiej przyszłości starania o kredyt. Zawieszenie działania firmy w okresie krótszym niż 12 miesięcy przez złożeniem wniosku, może bowiem zdyskwalifikować przedsiębiorcę w procesie kredytowym.

Banki traktują ponowne odwieszenie działalności jako nową datę rozpoczęcia jej funkcjonowania na rynku. Staż firmy krótszy niż 12 miesięcy uważany jest przez nie za zbyt krótki do prawidłowego wyliczenia zdolności kredytowej przedsiębiorstwa. W związku z tym najprawdopodobniej spotkamy się w banku z odmową udzielenia kredytu – dodaje Paweł Mazur.

Źródło: ANG Biznes

Wśród uczestników badania, przeprowadzonego w III kwartale br. przez Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych oraz Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH, zanotowano wzrost liczby deklaracji dotyczących ponoszenia w najbliższym roku wydatków na zakup dóbr trwałego użytku, samochodu i mieszkania oraz wydatków na remont. Co więcej, respondenci w coraz większym stopniu chcą finansować te wydatki z kredytu. Niektórzy przyznają zaś, że możliwość zaspokojenia aspiracji konsumpcyjnych zapewni im rozszerzenie Programu 500 plus.

W bieżącym kwartale w największym stopniu poprawiły się przewidywania polskich gospodarstw domowych co do poniesienia wydatków remontowych. Obecnie ok. 30% respondentów prognozuje duże prawdopodobieństwo wydatków na remont mieszkania (w poprzednim kwartale było to około 25%). W przypadku wydatków na zakup mieszkania, grupa prognozująca poniesienie takich wydatków wzrosła z 7% do około 20% (przy czym na pytanie, czy poniesie te wydatki, około 6% respondentów wskazało, że „zdecydowanie tak”, zaś 16% że „jest to możliwe”).

Istotną poprawę prawdopodobieństwa dokonania zakupu zanotowano również w pozostałych grupach dóbr. Ponad 34% oczekuje wzrostu wydatków na dobra trwałego użytku (wobec 32% poprzednio). W przypadku zakupu samochodu analogiczny odsetek wyniósł zaś ok. 9% wobec ponad 5% w ubiegłym kwartale.

Z wyjątkiem wydatków mieszkaniowych, we wszystkich grupach zanotowano wzrost skłonności do korzystania z kredytu. Rekordowy wynik zanotowano w przypadku finansowania zakupu samochodu – obecnie ponad 81% planujących zakup pojazdu, chce sfinansować go w całości lub w części z kredytu. W przypadku wydatków remontowych odsetek chcących wykorzystać do tego środki z kredytu wyniósł ponad 57%, a dla dóbr trwałego użytku – 53%.

Utrzymujący się w bieżącym kwartale optymizm polskich gospodarstw domowych, wzrost odsetka deklaracji zakupowych polskich gospodarstw domowych oraz rosnąca skłonność do finansowania ich kredytem to dobry sygnał dla dostawców kredytu konsumenckiego. Czynniki te pozytywnie wpływają na prognozy koniunktury rynku Consumer Finance w okresie najbliższych miesięcy – ocenia Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF.

Co kupimy za środki z Programu 500 plus?

W związku z rozszerzeniem przez Rząd Programu 500 plus, w lipcowej edycji badania KPF i IRG SGH, polskie gospodarstwa domowe zapytano o stopień korzystania z tego istotnego źródła dochodu. Obecnie około 39% gospodarstw deklaruje, że korzysta lub będzie korzystało z rozszerzonego świadczenia. Dla porównania, według badań z roku 2016 i 2017, z dotychczasowej formuły programu korzystało 18-22% respondentów. Nastąpiło więc podwojenie dostępności tego programu dla polskich gospodarstw domowych.

Respondentom zadano pytania dotyczące przeznaczenia tych dodatkowych dochodów w dłuższym horyzoncie czasu. W rankingu celów wydatkowania tych środków na pierwszym miejscu, podobnie jak w latach ubiegłych, znalazły się edukacja i zajęcia dodatkowe dla dzieci – obecnie zadeklarowało go 28,7% respondentów. Na drugim miejscu są wydatki bieżące (na żywność i ubiór) – ten cel zadeklarowało 23% respondentów. Trzecie miejsce w rankingu przypadło wydatkom związanym z opłatami za przedszkole i szkołę (ok. 18%).

Długookresowe, korzystne dla gospodarstw domowych efekty z otrzymywania środków z Programu 500 Plus są już również widoczne. Prawie 11% badanych gospodarstw domowych deklaruje zwiększenie oszczędności, zaś około 6% respondentów będzie przeznaczać dochody z Programu 500 plus na spłatę zaległych zobowiązań. Podobna grupa planuje wydatkowanie na rozrywkę i hobby. Wydatki remontowe były wskazywane przez 4,6% respondentów, a zakup dóbr trwałych – przez 3,4%.

Na utrzymujący się optymizm i aspiracje konsumpcyjne polskich gospodarstw domowych zapewne istotny wpływ ma Program 500 plus, uwalniający część budżetów domowych, wcześniej zaangażowanych w sfinansowanie kosztów podstawowych potrzeb życia codziennego. Tym bardziej, że dostępność do oferowanych w jego ramach środków została podwojona. Jeśli natomiast wysoka presja inflacyjna na ceny części produktów spożywczych przeniosłaby się na inne obszary rynku detalicznego, optymizm ten szybko mógłby ulec wygaśnięciu. Podobny efekt może mieć zacieśnienie polityki kredytowej wobec gospodarstw domowych – zarówno ze strony banków, jak i instytucji pożyczkowych – lub ograniczenie dostępności kredytu i powiększenie skali zjawiska wykluczenia kredytowego z innych względów – stwierdził Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF.

Źródło: KPF

Już po raz czwarty w Polsce odbędzie się ekskluzywne spotkanie posiadaczy klasycznych samochodów Mercedes-Benz – a to za sprawą faktu, że udział w nim wezmą wyłącznie kobiety. Tegoroczna edycja Zlotu Miłośniczek Zabytkowych Mercedesów She’s Mercedes potrwa od piątku do niedzieli (23-25 sierpnia 2019 roku) i tym razem zawita w okolice Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Dzisiaj około godziny 12:00 klasyki z gwiazdą będzie można oglądać na rynku w Olsztynie (woj. śląskie).

Jak co roku, Zlot Miłośniczek Zabytkowych Mercedesów She’s Mercedes odbywa się w nowym miejscu – choć osią spotkania tradycyjnie pozostają malownicze krajobrazy, wyjątkowe zabytki lub inna ciekawa architektura. Tym razem kobiece załogi i ich klasyczne Mercedesy wyruszą w całodzienny rajd, którego 140-kilometrowa trasa wiedzie wzdłuż zamków Jury Krakowsko-Częstochowskiej. W sobotę 24 sierpnia około godziny 9:30 samochody wyjadą z Bobolic w kierunku Zamku Mirów, a następnie zwiedząm.in. Muzeum im. Zygmunta Krasińskiego i udadzą się na Zamek Olsztyn.

Po drodze, około 12:00, Mercedesy będzie można podziwiać na rynku w Olsztynie (woj. śląskie), zwanym „Słońcem Jury”. To słońce w kształcie jurajskiej muszelki stanowi inspirację dla kolorystyki strojów uczestniczek zlotu. Utarło się już, że ich kreacje łączy wspólny motyw – w tym roku będzie to kolor żółty, symbolizujący energię i radość.

Na olsztyńskim rynku odbędzie się konkurs, w ramach którego zainteresowani mogą zagłosować na najpiękniejsze auto zlotu. I choć spotkanie ma kameralny format – na zlocie stawi się 8 załóg i 16 uczestniczek, to zebrane samochody będą naprawdę wyjątkowe i przyciągną uwagę nie tylko fanów motoryzacji. Poza modelami Mercedes-Benz z lat 70. i 80. przyjadą dwa roadstery: 190 SL rocznik 1961 (W 121) oraz 500 SL z 1997 r. (R 129). Ten drugi dopuszczono warunkowo – w spotkaniu biorą udział egzemplarze wyprodukowane do 1994 r., lecz seria R 129 obchodzi w tym roku 30-lecie produkcji i nie mogło zabraknąć jej na zlocie. Jedna z załóg przyjedzie z Jawora, odrestaurowanym przez powstającą właśnie fabrykę Mercedes-Benz Manufacturing Poland modelem 190E (W 201).

Z Olsztyna klasyczne Mercedesy udadzą się w kierunku ruin XIV-XV-wiecznego Zamku Ogrodzieniec, który – podobnie jak pozostałe zamki zwiedzane na trasie rajdu – wybudowano w systemie tzw. Orlich Gniazd, by strzec niegdyś granicy Królestwa Polskiego. Pełen wrażeń dzień zakończy wieczór komandorski w Pałacu Czarny Las w Woźnikach.

Organizatorem zlotu jest Klub Zabytkowych Mercedesów Polska, w którym działa silna grupa kobieca. Ich aktywności wpisują się w rozwijany od lat program She’s Mercedes – czyli inicjatywę Mercedes-Benz, która ma na celu wspieranie dążenia kobiet do realizacji własnych ambicji i przyciągnięcie uwagi damskiej części klienteli.

Mercedes-Benz Polska

Polskie sprawy frankowe nabierają tempa – do sądów zgłasza się coraz większa liczba kredytobiorców poszkodowanych przez banki. Eksperci zaznaczają jednak, że aby wygrać sprawę, warto być odpowiednio przygotowanym – banki bowiem wysuwają przeciwko powodom ciężkie działa. W takich sytuacjach niezbędna jest pomoc profesjonalnego pełnomocnika oraz opinia biegłego. Praktyka wskazuje bowiem, że udowodnienie wysokości roszczenia ma kluczowe znaczenie w procesach, przesądzając o treści końcowych wyroków.

W tym artykule, razem z ekspertem z firmy VOTUM S.A. przybliżamy znaczenie opinii biegłego w sprawach dotyczących kredytów indeksowanych lub denominowanych do waluty obcej. Odpowiadamy także, czym w istocie jest opinia biegłego, czy warto z niej skorzystać, jak długo trwa oczekiwanie na jej wydanie i z jakimi kosztami wiąże się jej uzyskanie.

Zasadność powoływania biegłego

Zgodnie z art. 278 Kodeksu postępowania cywilnego biegłego powołuje się w postępowaniu sądowym w wypadkach wymagających wiadomości specjalnych. Wiadomości te powinny przekraczać możliwości i wiedzę przeciętnego człowieka o wykształceniu ogólnym. Biegły powinien posiadać znaczne doświadczenie zawodowe w danym zawodzie i specjalizować się w określonej dziedzinie. Opinia biegłego stanowi niezależne stanowisko eksperta, który nie ma interesu prawnego w konkretnym rozstrzygnięciu sprawy.

– Opinia biegłego jest sporządzona przez osobę wyznaczoną przez sąd w konkretnej sprawie, na podstawie uprzednio wydanego postanowienia o powołaniu biegłego. Jakakolwiek inna, pisemna opinia złożona do akt nie będzie już miała charakteru opinii biegłego, może być wykorzystana jedynie pomocniczo jako dowód w sprawie. Pozasądowa opinia jest traktowana jako dokument prywatny i nie korzysta z domniemania zgodności z prawdą zawartych w niej twierdzeń. Biegłego powołuje się z listy stałych biegłych sądowych, prowadzonej w okręgu danego sądu okręgowego. Przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego powinno być poprzedzone wysłuchaniem stron co do liczby biegłych i ich wyboru – informuje Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w firmie VOTUM S.A., zajmującej się dochodzeniem roszczeń z tytułu nadpłaconych rat kredytów indeksowanych lub denominowanych do waluty obcej.

Przeczytaj także:

Rola biegłego w sprawach bankowych

W przypadku kredytów indeksowanych kursem waluty obcej, od biegłego wymaga się znajomości zagadnień z zakresu ekonomii i rachunkowości. Jak dodaje nasz ekspert, niezbędna jest też wiedza z zakresu bankowości i prawa bankowego.

 – Roszczenie z tytułu nadpłaconych rat kredytowych wiąże się z analizą historii spłat danego kredytu, przy uwzględnieniu zmian oprocentowania i kursów stosowanych przez bank, czy kosztów i skutków podpisanych aneksów do umowy. Istotne jest więc posiadanie kompetencji i wiedzy w zakresie, w którym sąd takiej wiedzy nie posiada. Wiedza ta jest wykorzystywana do fachowego wyjaśnienia i oceny faktów. Biegły z zakresu rachunkowości finansowej powoływany jest celem potwierdzenia prawidłowości wyliczeń przedstawionych przez stronę – komentuje Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych.

O tym, czy do rozstrzygnięcia danej sprawy niezbędne są wiadomości specjalne, decyduje sąd rozpoznający sprawę. Co ważne, nie ma do tego normatywnych wskazań, kiedy udział biegłego należy w sprawie uznać za konieczny. Dowód z opinii biegłego z uwagi na wymóg wiadomości nie może być zastąpiony inną czynnością dowodową np. zeznaniem świadka, gdyż świadek nie posiada odpowiedniej wiedzy z danej dziedziny, mającej wpływ na rozstrzygnięcie sporu cywilnego.

Przyjmuje się, że sąd nie jest związany wnioskami co do liczby biegłych i wyboru osoby biegłego oraz jego specjalności nawet wówczas, jeżeli wnioski stron w tym zakresie pozostają zgodne. Opinia biegłego w sprawie bankowej pozwala na dokładne wyliczenie wysokości należnych kwot, często służy również potwierdzeniu wyliczeń dokonanych przez powoda, ale również może zostać wykorzystana przez stronę pozwaną do podważenia stanowiska kredytobiorcy – dodaje Kacper Jankowski z VOTUM S.A.

Czytaj również:

Ile kosztuje opinia biegłego?

Gdy sąd w postępowaniu cywilnym przychyli się do wniosku o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego wymagana jest wpłata zaliczki na ten dowód. Pierwotnie zobowiązaną do pokrycia wynagrodzenia biegłego jest strona postępowania, która ze względu na swój interes prawny wniosła o sporządzenie opinii. Wynagrodzenie biegłego jest jednak wydatkiem, który strona przegrywająca jest winna zwrócić przeciwnikowi na jego żądanie.

Zapytaliśmy naszego eksperta, o jakich dokładnie kosztach mowa? – Wysokość zaliczki na biegłego każdorazowo określana jest przez sąd. Z naszych dotychczasowych doświadczeń w sprawach bankowych wynika, że koszty opinii wahają się w granicach od 1000 zł do 3000 zł, jednak z uwagi na fakt, że kwota zaliczki każdorazowo ustalana jest przez sąd, nie ma możliwości ustalenia tej wysokości dokładnie jeszcze przed złożeniem powództwa – mówił specjalnie dla portalu BiznesTuba, Kacper Jankowski – Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w VOTUM S.A.

Ekspert uważa także, że wysokość wynagrodzenia biegłego za wykonaną pracę ustala się, uwzględniając wymagane kwalifikacje, potrzebny do wydania opinii czas i nakład pracy, a także wysokość wydatków poniesionych przez biegłego. W razie nieuiszczenia zaliczki sąd pominie czynność połączoną z wydatkami, a tym samym strona musi się liczyć z negatywnymi konsekwencjami faktu nieudowodnienia danej okoliczności faktycznej.

– Po wpłacie zaliczki sąd przekazuje akta do sporządzenia opinii wraz z oznaczeniem terminu, do którego opinia powinna być sporządzona. Sąd każdorazowo określa ten termin indywidualnie biorąc pod uwagę między innymi dostępność biegłych i stopień skomplikowania zleconej opinii. W przypadku powołania biegłego z zakresu rachunkowości termin ten waha się w granicach 45-90 dni, jednak mogą pojawić się okoliczności mające wpływ na jego wydłużenie. Termin na sporządzenie opinii dla biegłego biegnie od momentu, w którym otrzyma on akta sprawy.  Jeżeli okaże się, że rzeczywiste koszty wykonania opinii są większe od wniesionej zaliczki, przewodniczący wzywa o jej uzupełnienie – dodaje Jankowski.

Na końcu warto podkreślić, że koszt opinii biegłego, podobnie jak pozostałe koszty sądowe poniesione przez powoda, są mu zwracane po wygranej sprawie.

Materiał został przygotowany dzięki wsparciu merytorycznemu eksperta prawnego – VOTUM S.A oraz portalu DlaFrankowiczow.pl.

W dobie stale postępującego rozwoju technologii coraz więcej uwagi poświęca się tematowi ich wpływu na rynek pracy. Największe firmy konsultingowe, organizacje ekonomiczne czy agencje pośrednictwa pracy co kilka miesięcy publikują stale aktualizowane zestawienia cech, które będą najbardziej pożądane u pracowników w 2020, 2025 czy 2050 roku.

Tymczasem pewne jest tylko jedno: zachodzące już zmiany nie ominą nikogo z zatrudnionych. Nie sposób jednak przewidzieć, jakie nowe role i zawody pojawią się w ciągu najbliższych 15 lat, a w związku z tym, jakie kompetencje będą najbardziej potrzebne. W sytuacji takiej podstawową cechą, jaką powinni w sobie rozwijać wszyscy ci, którzy nadal chcą być atrakcyjni dla pracodawców, jest umiejętność adaptowania się do zmian i przeobrażającego się rynku pracy. Tym bardziej, że w miejsce zagrożonych automatyzacją stanowisk pojawią się nowe, jeszcze nieznane, do których chcąc pozostać na rynku trzeba będzie się sprawnie dostosować i pokazać swoją wyjątkową wartość. Jak to jednak zrobić, zarówno na poziomie pracownika jak i całej organizacji?

Niepewne prognozy na przyszłość

Inteligencja społeczna, umiejętność komunikacji, zdolności kognitywne, kompetencje cyfrowe i wiele innych cech zmieniają swoje miejsce w rankingach kompetencji, które będą musieli posiadać pracownicy, chcący utrzymać się na rynku pracy przyszłości. W zależności od branż czy zawodów, wśród tych najbardziej poszukiwanych umiejętności znajdą się na pewno również: odporność na stres, nastawienie na wyniki i zdolność planowania strategicznego, a także tworzenie nowych idei, kreatywność oraz otwartość na współpracę z maszynami i algorytmami, czy nawet zdolności opiekuńcze. Nie da się jednak ukryć, że wszystkie te prognozy zawierają w sobie sporą dozę niepewności. Już dziś bowiem wiadomo, że 65% uczniów, którzy niedawno rozpoczęli edukację, w przyszłości będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją. Jednocześnie 74% obecnie pracujących osób deklaruje, że są gotowi uczyć się nowych rzeczy, czy też nawet kompletnie przekwalifikować, aby pozostać atrakcyjnymi dla pracodawców w przyszłości.

Nie taka automatyzacja straszna

Jednym z najbardziej znanych opracowań w zakresie rynku pracy przyszłości są badania opublikowane w 2013 przez Carla Benedikta Freya i Michaela Osborne’a z Oxfordu. Według ich szacunków nawet 47% wszystkich miejsc pracy w USA miało być zagrożonych zniknięciem w wyniku automatyzacji. Od tego momentu przyszłość rynku pracy stała się przedmiotem wielu analiz, badań i prognoz. Faktycznie już dziś jedną z przyczyn największych zmian jest automatyzacja, która zmienia funkcjonowanie wielu branż, sposób wykonywania obowiązków w różnych zawodach oraz zapotrzebowanie na pracowników z niektórymi umiejętnościami. Najnowsze badania, przeprowadzone przez Accenture w Niemczech, Wielkiej Brytanii i USA, wskazują jednak, że ryzyko utraty pracy w wyniku automatyzacji poszczególnych stanowisk ulegnie zdecydowanemu zmniejszeniu po 2035 roku. Szansą dla pracujących jest bowiem relokacja ich umiejętności i kompetencji w kierunku bardziej „ludzkim” – rozwoju inteligencji społecznej, emocjonalnej oraz zdolności do kompleksowej analizy.

Firmy nie będą w stanie zachować stanowisk i ochronić tych miejsc pracy, które mogą zostać zastąpione pracą robotów czy systemów sztucznej inteligencji – w ich interesie jest bowiem optymalizacja kosztów, wzrost efektywności pracy oraz skrócenie czasu wykonywania poszczególnych obowiązków. Jednak w zakresie ich odpowiedzialności, ale też we własnym interesie, leży zadbanie o posiadane zasoby ludzkie z wyprzedzeniem. Menadżerowie, kadra zarządzająca i osoby odpowiedzialne w firmach za rozwój talentów nie powinny zwlekać, ale już dziś rozpocząć proces przygotowywania się na nadchodzące zmiany. By jednak mogli podjąć jakiekolwiek działania muszą najpierw zrozumieć ze zmianami o jakim charakterze będą musieli się zmierzyć i jak dostosować do nich strategię dalszego rozwoju pracowników.

Przeczytaj także:

Maszyny nie zastąpią ludzi, ale znacząco zmienią ich sposób pracy

Niezależnie bowiem od branży czy rodzaju organizacji, w jakiej pracownicy będą świadczyć pracę za 10 czy 15 lat, każdego z nich dotknie bezpośrednio nieustanny rozwój nowych technologii, automatyzacji i robotyzacji. W sytuacji jednak, gdy część obowiązków, stanowisk czy nawet całych działów produkcyjnych, zostanie zautomatyzowana, w ich miejsce powstaną nowe funkcje, które będą mogli pełnić ludzie, używając swoich cech, których maszyny jeszcze przez wiele lat nie będą w stanie posiąść.  Już dziś menadżerowie największych firm i korporacji mają świadomość tego, że w nadchodzących latach będą poszukiwać w pracownikach przede wszystkim takich cech, jak kreatywność, innowacyjność, wyobraźnia czy zdolność projektowania, budowania strategii oraz komunikacji. Wśród ponad 10 tys. menadżerów, pracowników HR i analityków, którzy wzięli udział w przeprowadzonym przez PwC badaniu, 52% zadeklarowało, że w ich organizacjach już badane i wykorzystywane są zalety płynące ze współpracy ludzi z maszynami, a ich firmy czerpią korzyści wynikające z automatyzacji. Jednocześnie taki sam procent ankietowanych zamierzało w ciągu nadchodzących 12 miesięcy zwiększyć liczbę osób zatrudnionych w firmie, mając świadomość, że brak na pokładzie takich cech, jak zdolność adaptacji, umiejętność rozwiązywania problemów i współpracy, przywództwo, kreatywność i innowacyjność, może stanowić istotne zagrożenie dla efektywnego funkcjonowania ich biznesu.

Nie da się jednak ukryć, że to, na jakie zawody może być zapotrzebowanie w nadchodzących latach, to jedynie prognozy. 15 czy 20 lat temu nikt nie przewidywał bowiem, że wkrótce będzie można zarabiać na życie prezentując swoje zdjęcia w różnych strojach czy lokalizacjach na Instagramie, pracować jako trener bota czy operator drona. Co zatem zrobić, gdy nie wiadomo czy kompetencje, na które będzie zapotrzebowanie w ciągu najbliższych 5 lat, będą również w cenie za 15 lat? Należy rozwijać w sobie przede wszystkim umiejętność adaptowania się do nowych i ciągle zmieniających się warunków, otwartość na zmiany i świadomość, że przez całe życie zawodowe należy zdobywać nowe umiejętności i nieustannie się uczyć.

Zwycięża ten, kto najszybciej umie się dostosować

Obecnie jedyne, czego możemy być pewni w związku z rozwojem rynku pracy, to fakt, że zmiany następują niezwykle szybko i właściwie nie sposób przewidzieć przyszłości poszczególnych branż, zawodów czy stanowisk, ani też zapotrzebowania na te, które będą niezbędne w przyszłości zauważa Grzegorz Święch, Wiceprezes i Partner Grupy Nowe Motywacje. U wielu osób, funkcjonujących już w zawodowej rzeczywistości, takie niepewne prognozy mogą wywoływać lęk i frustrację, bowiem wielu z nich do wykonywania obecnego zawodu kształciło się latami, zdobywając doświadczenie i budując swoją pozycję. Tymczasem już zaraz może się okazać, że ich umiejętności zostały zastąpione przez pracę maszyn. Dlatego tak ważne jest wykształcenie w sobie zdolności do adaptacji, przyjęcie za pewnik tego, że zmiany nastąpią i otwarcie się na niedodaje Święch.

Świadomość tego, że elastyczność i umiejętność przystosowywania się, są podstawą sukcesu w obecnej rzeczywistości zawodowej sprawia, że pracownik nie traci czasu na stres czy frustrację związane ze zrozumieniem i zaakceptowaniem nowych warunków i wymagań stawianych mu przez pracodawcę, ale może od razu podjąć kroki, które pomogą mu w podniesieniu jego atrakcyjność na rynku.  Zdolność do adaptacji niezbędna jest jednak nie tylko szeregowym pracownikom, osobom, które chcą się rozwijać i zwiększyć swoją konkurencyjność. Jest to również cecha, o którą powinny zadbać całe organizacje – one bowiem również muszą coraz szybciej dostosowywać się do zmian, wprowadzać do funkcjonowania firmy nowe technologie, zmieniać sposób przeprowadzania utartych dotychczas procesów, ale przede wszystkim pozwalać sobie na błędy. Umiejętność adaptowania się do nowych warunków jest niezbędna również po to, by odpowiednio wcześnie zidentyfikować problemy, które mogą się pojawić i z odpowiednim zapasem czasowym zacząć im przeciwdziałać – chociażby odpowiednio kształcąc kadry, dzięki czemu w przyszłości nie zabraknie im odpowiednich kompetencji i umiejętności pracy w zespole.

Przeprowadzone odpowiednio wcześnie, z uwzględnieniem konkretnych potrzeb danej organizacji, szkolenia i warsztaty, mają za zadanie przygotować zatrudnionych na różnych pozycjach w strukturach na nową zawodową przyszłość. W obecnej, tak szybko zmieniającej się sytuacji, podstawą jest uświadomienie sobie, że na każdym poziomie firmy już dziś odbywa się ewolucja, która w efekcie doprowadzi do rewolucyjnych zmian, oraz wykształcenie umiejętności radzenia sobie ze stresem z tym związanym. Dzięki temu firmy będą w stanie zapewnić sobie sprawne funkcjonowanie i przygotować swoje zespoły na stały rozwój, budując jednocześnie konkurencyjną pozycję poszczególnych pracowników, jak i całego prowadzonego biznesu podsumowuje Grzegorz Święch z Grupy Nowe Motywacje.

Źródło: Nowe Motywacje

Lato to pora roku, która zdecydowanie sprzyja inicjatywom dedykowanym ochronie środowiska i zdrowia. Zdają sobie z tego sprawę właściciele oraz zarządcy nieruchomości komercyjnych, co obrazuje obfita oferta wydarzeń ekologicznych i prozdrowotnych w centrach handlowych, biurowcach oraz w ich najbliższej okolicy. I choć praca nad ograniczeniem negatywnego wpływu budynku na środowisko zaczyna się dużo wcześniej, już od samej jego konstrukcji, coraz więcej firm stawia także na dodatkowe inicjatywy dla lokalnej przyrody oraz społeczności. Z roku na rok wzrasta liczba nowych pasiek oraz ogrodów na dachach, a w te wakacje w polskich miastach pojawiły się m.in. mobilna tężnia solankowa oraz hotele dla owadów.
Praca u podstaw

Wśród najpopularniejszych rozwiązań proekologicznych stosowanych w nowych obiektach komercyjnych znajdują się panele fotowoltaiczne i oświetlenie LED, zmniejszające zużycie energii elektrycznej, a także instalacje umożliwiające powtórne wykorzystanie szarej wody w toaletach. Do tej listy możemy dopisać również gospodarkę odpadami, która skupia się na odzyskaniu maksymalnie dużej ilości odpadów nadających się do recyklingu, czy zastosowanie energii geotermalnej do ogrzewania budynku, tak jak ma to miejsce w zarządzanej przez CBRE Galerii Navigator w Mielcu. Coraz więcej firm decyduje się także na dodatkowe działania skierowane bezpośrednio do użytkowników ich obiektów lub osób mieszkających w ich najbliższym sąsiedztwie.

Letnie miejsca spotkań

W lecie niezwykłą popularnością cieszą się inicjatywy dedykowane lokalnym społecznościom, które stawiają na zdrową i jednocześnie przyjemną integrację. Jednym z najbardziej wyróżniających się pomysłów na stworzenie nowej przestrzeni spotkań dla pracowników kompleksu biurowego oraz okolicznych mieszkańców jest pierwsza w Polsce mobilna tężnia solankowa, która stanęła na warszawskim Mokotowie. Tężnia Zdrój™ w kompleksie EMPARK została zrealizowana przez IMMOFINANZ we współpracy z HealthDesk, a wytwarzana przez nią mgiełka solankowa bogata jest w minerały takie, jak sód, wapń, magnez, potas, żelazo i cynk. Inhalacje taką mieszanką pomagają m.in. w profilaktyce i leczeniu schorzeń oraz alergii górnych dróg oddechowych, nadciśnienia tętniczego i nerwicy wegetatywnej.

Obecnie praktycznie wszystkie nowo powstałe budynki komercyjne zawierają rozwiązania proekologiczne. Jest to podyktowane zarówno ekonomią, jak i zwiększającą się świadomością ekologiczną inwestorów oraz deweloperów, a także rosnącymi oczekiwaniami najemców. Nieco  trudniej jest zastosować rozwiązania sprzyjające przyrodzie w starszych budynkach. Dlatego w takich obiektach CBRE proponuje właścicielom stopniowe wdrażanie proekologicznych działań. Tak więc, niezależnie od wieku inwestycji obserwujemy coraz więcej ciekawych inicjatyw dedykowanych ochronie środowiska i zdrowia, a pozytywne reakcje społeczeństwa mogą wskazywać, że nie jest to jedynie przejściowa moda –komentuje Marta Usielska, Dyrektor Marketingu w dziale Zarządzania Nieruchomościami, CBRE.

Życie na dachu

Ogrody z ulami oraz poidłami dla motyli to doskonałe rozwiązanie, wspierające środowisko naturalne, które stosuje się w Polsce już od wielu lat, m.in. w Galerii Kazimierz w Krakowie czy w obiektach handlowych VIVO!. Tworzenie ogrodów, pasiek oraz przestrzeni z żywą zielenią sprzyja lokalnym ekosystemom, a także cyklicznie zrzesza miejscową społeczność. Tak jest w przypadku corocznego miodobrania w galerii VIVO! Lublin, na której dachu znajdują się cztery ule z 200 tys. pszczół rasy Buckfast. Ubiegłoroczne plony okazały się niezwykle owocne – zebrano bowiem aż 66 litrów lipowo-spadziowego miodu. Inne, lecz równie ciekawe podejście zaprezentowano w Krakowie, gdzie przed Galerią Kazimierz stworzono plac z hotelami dla owadów. W wakacje położone zostało 1200 mkw. trawnika, na którym zasadzono 170 mkw. krzewów oraz sześć drzew. Rosną tam m.in. tulipanowiec amerykański, magnolia Galaxy, wisteria chińska. Na odmienionym placu ustawiono również poidełka z wodą pitną, miski dla zwierząt oraz stojaki na rowery.

Przeczytaj także:

Letnia edukacja

Wiele firm wykorzystuje okres letni także do promocji ekologicznych przyzwyczajeń wśród swoich pracowników lub – w przypadku deweloperów i zarządców – najemców. CBRE, które opiekuje się warszawskim budynkiem biurowo-handlowym Plac Unii, postawiło m.in. na spotkania edukacyjne Green Initiatives, na których omawiane jest wdrożenie ekologicznych rozwiązań w obiekcie, a najemcy zachęcani są do aktywnego uczestniczenia w konkursie CUBE 2020, w którym budynki rywalizują na polu oszczędności energii elektrycznej. W celu optymalizacji zużycia prądu przez pracowników Placu Unii, zarządca stawia na kampanię edukacyjną, w ramach której m.in. rozdawane są zawieszki przypominające, jak ważne jest by gasić światło czy zakręcać wodę.

Źródło: CBRE

Liczba aktywnych użytkowników bankowości mobilnej cały czas rośnie – w grudniu 2018 r. wynosiła 17,2 mln użytkowników, natomiast w pierwszym kwartale 2019 już 17,49 mln[. Coraz więcej osób nie potrzebuje tradycyjnego kontaktu z bankiem w placówce, stawiając na kanały mobilne. Co to oznacza dla banków? Nowe technologie, ułatwiające dostęp do usług bankowych wraz z trwającą konsolidacją w tym sektorze, sprawiają, że ilość placówek bankowych stale maleje. Iron Mountain, jako globalny lider w zarządzaniu informacją, aktywnie wspiera sektor finansowy w czasie transformacji. Jak można zapewnić bezpieczeństwo danych klientów w trakcie zmian?

Zmiany, jakie następują w branży finansowej, wymagają precyzyjnego działania, które pozwoli nie tylko na bezpieczne przeniesienie informacji (zarówno dokumentacji papierowej, jak i zasobów zdigitalizowanych), ale także na ich analizę, zniszczenie w razie potrzeby oraz modyfikację systemów IT – tak aby wszystkie dane były bezpieczne, a nowy podmiot miał do nich swobodny dostęp. O tym jakie działania w tym zakresie może outsourcować sektor bankowy, opowiada Michał Giza, Account Management Department Manager w Iron Mountain Polska.

Bezpieczne przeniesienie dokumentacji

Często w ramach likwidacji czy przeniesienia danego oddziału bankowego następuje czas na porządkowanie i weryfikację dokumentów. Konieczne jest sprawdzenie, czy posiadane dokumenty należy dalej archiwizować, czy w bezpieczny sposób zniszczyć, tak aby być zgodnym z RODO. Kolejnym krokiem jest przeniesienie dokumentacji (do centrali, innego oddziału lub do archiwum) w sposób kontrolowany i bezpieczny. Nie wolno także zapominać o tym, że bank w tym czasie musi nadal działać i mieć dostęp do wszystkich potrzebnych dokumentów. We wszystkich tych działania, bank nie pozostaje sam.

„Jako lider w branży zarządzania informacją aktywnie wspieramy sektor finansowy w czasie fuzji, przejęć, a także optymalizacji sieci oddziałów bankowych. Naszymi klientami jest ponad 90% wszystkich działających w Polsce banków, w tym także te o zasięgu międzynarodowym. Pozwala to na ciągłe udoskonalanie naszych procedur oraz na wypracowanie rozwiązań, które możemy zaimplementować w praktycznie każdej sytuacji. Warto pamiętać, jak ważna w tym przypadku jest optymalizacja czasowa i ekonomiczna dla naszych klientów – praca w oddziale nie może być zaburzona. Z tego powodu, nasze działania odbywają się poza godzinami pracy jednostki, np. w weekendy, wieczorami. Branża bankowa jest również zobowiązana do posiadania planów ciągłości działania, w które się wprost wpisujemy. Nie jest możliwe zamknięcie oddziału bez wcześniejszej relokacji dokumentacji, przy czym, bank musi mieć zapewniony dostęp do danych wykorzystywanych w swoich procesach biznesowych, co dzięki naszym rozwiązaniom, jest możliwe” – komentuje Michał Giza, Account Management Department Manager w Iron Mountain Polska.

Warto również przypomnieć sytuację, kiedy w ramach ratowania sektora bankowego, nastąpiło przejęcie SKOK przez kluczowe banki w Polsce. Jest to szczególnie istotne z punktu widzenia logistycznego – zamknięcie oddziału w ramach jednego banku jest wyzwaniem, jednak bank wie, z jakiego rodzaju pracą należy się mierzyć i jakiego rodzaju dane posiada. Trudniej jest w sytuacji, kiedy przejmowana jest placówka innego banku. Kluczowa w takich przypadkach jest precyzyjna weryfikacja, walidacja i rejestracja danych, aby zasilić nimi systemy przejmującej jednostki.

Przeczytaj także:

Usprawnienie infrastruktury IT

Kolejnym ważnym aspektem jest eliminacja nadmiarowych systemów IT. Mowa o całym przekroju systemów – produktowych, wspierających pracę w oddziałach, jak i tych back-office. Istotna w takim momencie jest bezpieczna migracja danych, czy stworzenie jednego modelu zarządzania informacją dla połączonych banków.

„Wspieramy banki w tworzeniu modelu zarządzania informacją dla już połączonych instytucji. Najczęściej rekomendujemy zaimplementowanie jednego centralnego repozytorium danych, zarówno papierowych, jak i elektronicznych. Zapewnia to agregowanie informacji w jednym miejscu. Warto pamiętać, że domeną instytucji, które funkcjonowały przez wiele lat, jest mnogość procesów wynikających z częstych fuzji, przejęć czy działań własnych. Dużym wyzwaniem jest więc, aby te procesy ujednolicić. Jedną z dobrych praktyk jest stosowanie tzw. podejścia „golden record”, które pozwala unikać wielokrotnego przechowywania tej samej informacji. Wspieramy klientów w deduplikacji danych, tworząc ostateczną wersję obrazu dokumentu, który nie podlega dalszym modyfikacjom.  Pozwala to wprowadzić znaczne oszczędności oraz przyśpieszyć czas dostępu do danych” – mówi Michał Giza.

Niezwykle istotna jest więc optymalizacja i tworzenie nowych procesów związanych z zarządzaniem informacją dla połączonych instytucji. Warto pamiętać, że nie zawsze jest tak, że większa instytucja,  ma bardziej optymalne procesy. Banki decydują się na wybór tych lepszych i wdrożenie ich w swoich strukturach. W takich sytuacjach niezwykle istotny jest również odpowiedni consulting, który przeanalizuje i porówna wszystkie możliwości, proponując najlepsze rozwiązanie.

Iron Mountain, jako wieloletni partner BNP Paribas, ma znaczący udział w działaniach realizowanych w Banku w związku z fuzją operacyjną  pomiędzy Raiffeisen Bank Polska S.A. i BNP Paribas Bank Polska S.A.” – Kazimierz Łabno, Wiceprezes Zarządu Banku, Obszar Operacji i Wsparcia Biznesu.

Różne scenariusze działania

Należy pamiętać, że nie ma dwóch takich samych procesów. Dlatego tak ważne jest odpowiednie podejście do zagadnienia, aby fuzje i przejęcia w branży finansowej były przeprowadzone sprawnie, a co najważniejsze, w 100% bezpiecznie i zgodnie z przepisami prawa.

„Kluczem do sukcesu jest bogate doświadczenie. Należy pamiętać, że tutaj nigdy nie ma przewidzianego scenariusza. Realizacja wielu takich projektów, nie tylko w Polsce, pozwala nam na korzystanie z niezwykle bogatej bazy możliwych rozwiązań i dostosowanie ich do każdej instytucji” – dodaje Michał Giza.

Źródło: Iron Mountain

Ponad połowa ogłoszeń o pracę zawiera warunek znajomości języka angielskiego, a nadal jedynie 33 proc. Polaków zna go na poziomie umożliwiającym swobodną komunikację. Wiemy, że języki wpływają na wysokość wynagrodzenia, ale nie uczymy się ich. Jak wynika z badań jedynie 16 proc. badanych systematycznie doskonali swój angielski.Angielski absolutnym standardem?

Tak, ale na pracodawcach nie robi już wrażenia „dobra” znajomość języka angielskiego. – Na rynku jest coraz więcej ogłoszeń o pracę, w których znajomość języka angielskiego jest ważnym kryterium. Większość dużych firm działa międzynarodowo, a i zagraniczni giganci coraz częściej decydują się na otwieranie swoich filii i oddziałów nad Wisłą, nie powinien więc nas ten fakt dziwić. Nic też nie zapowiada, aby sytuacja ta miała się zmienić – mówi Tomasz Jabłoński, współzałożyciel i członek zarządu w Tutlo, platformy nauki języka angielskiego na żądanie.

Gwarancją wysokich zarobków jest płynność językowa, ale dopiero biegłość, najlepiej potwierdzona międzynarodowym certyfikatem, zapewni lepszą pozycję na rynku pracy i gratyfikację finansową. Z badań wynika, że mediana wynagrodzeń pracowników z zaawansowaną znajomością angielskiego wynosi 6 tys. zł, przy 4,2 tys. zł, jakimi mogą się pochwalić osoby ze średnio-zaawansowaną i 3,6 tys. zł ze słabą znajomością języka angielskiego.

Przeczytaj także:

Nie Java, nie Python, a angielski

Branżą, w której od angielskiego się nie ucieknie jest IT. Już na starcie swojej przygody z programowaniem będzie on potrzebny. Technologie, wykorzystywane w tym sektorze, są  rozwijane globalnie. A zatem dokumentacja, źródła czy tutoriale są dostępne przede wszystkim w języku angielskim. Z płynną znajomością o wiele łatwiej jest znaleźć także pierwszą pracę. W tym przypadku angielski pojawia się jako wymóg w 80 proc. ogłoszeń]. ale Co więcej same ogłoszenia są pisane w tym języku. Bywa, że i w tym języku odbywają się rekrutacje.

Następnie podczas codziennej pracy także będzie się miało z językiem angielskim do czynienia. Nawet niewielkie software house’y mają w swoim portfolio zagraniczne brandy. Wynika to głównie z renomy, jaką cieszą się na świecie polscy programiści.

Źródło: Tutlo

W Warszawie znajdziemy szereg lokalizacji, które cieszą się wyjątkowym zainteresowaniem nabywców mieszkań. Gdzie najczęściej poszukujemy mieszkań, a gdzie naprawdę dochodzi do największej liczby transakcji na rynku wtórnym?

Mokotów i Śródmieście – tam chcemy mieszkać

Dane przedstawione w najnowszym Barometrze Metrohouse i Gold Finance wskazują na to, że najwięcej osób chciałoby mieszkać w Śródmieściu i na Mokotowie (po 13 proc.). Obie dzielnice charakteryzują się doskonałą lokalizacją, dlatego potencjalne zainteresowanie nimi nie może dziwić. Klienci też chętnie oglądali oferty mieszkań z Pragi Południe (9,8 proc.), a także z Ursynowa (8,5 proc.), Białołęki (8,3 proc.) i Woli (8,2 proc.). Statystyki Metrohouse wskazują, że najmniej osób za obszar poszukiwań obiera Wesołą i Rembertów, które są utożsamiane raczej z dzielnicami o zabudowie jednorodzinnej.

Porównując II kwartały 2018 i 2019 r. nie są zauważalne większe zmiany zainteresowania poszczególnymi dzielnicami. Jedyny warta odnotowania większa zmiana dotyczy Śródmieścia, gdzie o 4,4 pkt. procentowych wzrósł odsetek chętnych do zakupu mieszkania w tej dzielnicy. Natomiast o 1,6 proc. w porównaniu do II kw. 2018 roku spadło zainteresowanie Białołęką.

Z Barometru Metrohouse i Gold Finance wynika, że najwięcej transakcji zakupu realizowanych przez doradców Metrohouse dokonywanych jest na Mokotowie (12,6 proc.), Pradze Południe (11,7 proc.) i na Woli (11,7 proc.). W czołówce nie ma więc Śródmieścia. Największa różnica pomiędzy zainteresowaniem daną dzielnicą a faktycznym zakupem występuje właśnie w tej dzielnicy. 13 proc. klientów aktywnie przegląda oferty ze Śródmieścia, a jedynie 5,8 proc. kupuje tam mieszkanie.

W czterech dzielnicach ceny już powyżej 10 000 zł za m kw.

Najwyższe ceny w transakcjach odnotowanych przez Metrohouse w I połowie roku odnotowujemy w Śródmieściu (11505 zł za m kw.), na Żoliborzu (10615 zł), na Woli (10350 zł) i w Wilanowie (10092 zł). Nieco taniej jest na Bielanach, Mokotowie, Woli i Ochocie. Osobom poszukującym mieszkania w korzystnej cenie należałoby zaproponować dzielnice takie jak Rembertów, Wawer, Wesoła, czy Białołęka, gdzie bez problemu kupimy mieszkania w cenie poniżej 8000 zł za m kw.

– Należy jednak pamiętać, że wskazywane w opracowaniu wartości to średnie ceny w transakcjach w danej dzielnicy i nie zakładają podziału na technologię lub rok budowy budynku. Nawet, gdy w danej dzielnicy średnie ceny osiągają wysokie pułapy, osiągnięcie ich dla nieruchomości w złym stanie technicznym, odbiegających od średniego standardu na rynku będzie oczywiście niemożliwe, komentuje Marcin Jańczuk z Metrohouse.  Jednak nie odstrasza to sprzedających od wystawiania ofert po znacznie zawyżonych cenach, co oczywiście spotyka się ze słabym zainteresowaniem potencjalnych nabywców i wydłużonym procesem sprzedaży.

Dzielnica Odsetek transakcji Cena za m kw.
Bemowo 5,8% 7850
Białołęka 7,8% 7547
Bielany 2,9% 9738
Mokotów 12,6% 9143
Ochota 6,8% 9089
Praga Północ 2,9% 8661
Praga-Południe 11,7% 8408
Rembertów poniżej 1 % 6805
Śródmieście 5,8% 11505
Targówek 2,9% 7600
Ursus 1,9% 7981
Ursynów 9,7% 8655
Wawer 4,9% 6955
Wesoła poniżej 1% 7314
Wilanów 4,9% 10092
Włochy 1,9% 8333
Wola 11,7% 10350
Żoliborz 4,9% 10615

Źródło: Metrohouse

20 sierpnia przedstawiciele LOT-u i Lasów Państwowych podpisali list intencyjny w sprawie współpracy przy realizacji nowatorskiego projekt przeciwdziałania niekorzystnym zmianom klimatu. To kolejna z wielu inicjatyw polskiego przewoźnika przyczyniających się do poprawienia bilansu CO2 w atmosferze.

Dokument podpisany przez Macieja Wilka, członka Zarządu LOT-u ds. operacyjnych oraz Andrzeja Koniecznego, dyrektora generalnego Lasów Państwowych dotyczy zwiększania ilości dwutlenku węgla wychwytywanego i magazynowanego przez lasy. Działania te zostały zaprezentowane i spotkały się z dużym zainteresowaniem podczas Konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu (COP24) w zeszłym roku w Katowicach.  

Realizowany od kilku lat przez Lasy Państwowe projekt Leśnych Gospodarstw Węglowych (LGW), zakłada sadzenie drzew należących do gatunków szybkorosnących, wprowadzanie drugiego piętra drzew oraz podszytu, zwiększanie udziału odnowień naturalnych oraz nasadzeń tzw. metodą Sobańskiego.

Eksperymentalnym programem objęte są wybrane powierzchnie w 23 nadleśnictwach w całej Polsce – łącznie 12 tys. ha. To faza pilotażowa, której towarzyszą szeroko zakrojone badania naukowe. Naukowcy obliczają, że w ciągu 30 lat każdy hektar lasu objętego obecnie projektem LGW pochłonie dodatkowo 37 ton CO2 – łącznie 1 mln ton ponad to, co obszary te pochłonęłyby bez wspomnianych działań.

„Odpowiadamy na wyzwania, które dziś są przedmiotem troski całego świata. Zmiany klimatu, powodowane m.in. przez gazy cieplarniane, w tym CO2, dotykają także lasy: drzewa padają ofiarą coraz częstszych susz, gwałtownych klęsk żywiołowych. Dlatego powinniśmy zmniejszać ilość dwutlenku węgla w atmosferze poprzez jednoczesne redukowanie emisji tego gazu oraz zwiększanie jego pochłaniania. W tej ostatniej kwestii rola lasów jest oczywista, bo naturalnie pochłaniają one CO2 w procesie fotosyntezy” – mówi Andrzej Konieczny, dyrektor generalny Lasów Państwowych.  

W ramach współpracy LOT będzie kupował od Lasów Państwowych Jednostki Dwutlenku Węgla, czyli te dodatkowo pochłonięte ilości gazu. Środki uzyskiwane w ten sposób są w całości przeznaczane przez LP na konkretne, wskazane przez nabywcę przedsięwzięcia prośrodowiskowe – od programów ochrony zagrożonych gatunków przez budowę leśnej infrastruktury turystycznej (wieże widokowe, ścieżki edukacyjne, trasy rowerowe) po wykup gruntów do zalesienia.

„LOT konsekwentnie włącza się w walkę o zieloną planetę. Wprowadzamy szereg zmian operacyjnych, które w ciągu zaledwie dwóch ostatnich lat pozwoliły obniżyć emisję CO2 o ok. 10 g CO2 na pasażera na kilometr lotu. Wartości te różnią się w zależności od rodzaju trasy, jednakże w przypadku wszystkich odnotowaliśmy znaczącą poprawę efektywności” – zaznacza Maciej Wilk, członek Zarządu ds. operacyjnych PLL LOT S.A.

Podjęte przez LOT działania związane są z minimalizacją liczby silników używanych przez samoloty w czasie kołowania po lądowaniu, optymalizację trasy lotów w oparciu o nowoczesne oprogramowania, weryfikację prędkości wznoszenia i lądowania czy zmniejszanie wagi samolotów. Kiedy tylko jest to możliwe, LOT stosuje w portach lotniczych zewnętrzne zasilanie elektryczne zamiast paliwowego. Spółka popiera też europejskie inicjatywy, które mają na celu redukcję emisji CO2 do atmosfery.

Źródło informacji: Centrum Prasowe PAP

Bezpłatny webinar dla prawników już 3 września br. o godzinie 13:00.

Aż 90% adwokatów i radców prawnych przynajmniej raz w ciągu ostatnich 3 miesięcy doświadczyło trudnych sytuacji w relacjach z klientami. W obliczu odpowiedzialności, związanej z wykonywanym zawodem, niezbędne jest umiejętne stawianie granic. Asertywność w naturalny sposób pomaga też pracować w wymiarze adekwatnym do ustalonego wynagrodzenia.

Co najmniej połowa właścicieli kancelarii prawnych chce rozwijać działalność, ale brakuje im skutecznych narzędzi lub pomysłów dotarcia do klientów.

W obliczu rosnącej rotacji wśród aplikantów coraz więcej adwokatów i radców prawnych przywiązuje wagę do procesu rekrutacji. Są świadomi tego, że właściwy wybór pracownika przełoży się na obroty kancelarii, ale też ułatwi pracę adwokatowi czy radcy prawnemu. Pracownik to także dźwignia dla Twojego sukcesu. Jeśli chcesz wiedzieć, jak funkcjonują kancelarie, które odniosły sukces, koniecznie obejrzyj ten webinar.

Jest on częścią pierwszego w Polsce Programu mentoringowego dla adwokatów i radców prawnych, na który zapisy trwają tylko do 19 września 2019r.

www.przedsiebiorczyprawnik.pl

Podczas webinaru:
  • asertywność – skuteczne stawianie granic w biznesie
  • budowanie marki w mediach społecznościowych
  • skuteczna rekrutacja – jak wybrać właściwego pracownika
  • employer branding – jaki wpływ ma Twój pracownik na pozyskanie klientów

Zapisy na webinar – TUTAJ.

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...

Dlaczego państwo pozwala na nieozusowane umowy zlecenia?

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o SUS? Federacja Przedsiębiorców Pol...

Parlament wybrał Ursulę von der Leyen jako pierwszą kobietę przewodniczącą Komisji Europejskie

Parlament Europejski 383 głosami za wybrał w tajnym głosowaniu 16 lipca Ursulę von der Leyen na prze...

Wzrost cen może być krótkotrwały

Jak informuje BIEC (Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych), wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prog...