wtorek, Listopad 19, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "lokaty"

lokaty

Jeszcze ponad dwa lata inflacja może być wyższa od oprocentowania przeciętnej bankowej lokaty. Realne straty przyniesie też większość kupowanych dziś skarbowych obligacji. Tym bardziej zaskakuje, że w bieżącym roku mogą się one cieszyć największą popularnością od ponad dekady.

Listopadowa projekcja inflacji przygotowana przez NBP nie napawa optymizmem. Inflacja przyspieszy i już w trakcie 2018 roku dobrnie do celu na poziomie 2,5%. Są to złe wieści dla posiadaczy lokat, bo Rada Polityki Pieniężnej wcale nie pali się do podnoszenia stóp procentowych. Efekt? Może się okazać, że lokaty wciąż będą oprocentowane rachitycznie, a inflacja coraz mocniej zacznie drenować oszczędności Polaków skłaniając ich do coraz bardziej ryzykownych inwestycji.

Dzisiejsze prognozy są dla posiadaczy oszczędności wybitnie nieprzychylne. Z szacunków Open Finance wynika, że przez najbliższe dwa lata osiągnięcie realnego zysku na lokatach może okazać się niemożliwe. Wszystko przez to, że dziś przeciętna nowo założona lokata roczna jest oprocentowana na niewiele ponad 1,6% (dane NBP), a od tego wyniku należy odjąć podatek (19%). Efekt jest taki, że inflacja będzie pochłaniać wartość oszczędności dwa razy szybciej niż banki dopisywać będą do nich odsetki. Wszystko wskazuje na to, że nie inaczej będzie przez kolejne dwa lata. Oprocentowanie lokat powinno rosnąć, ale tak samo powinna zachowywać się też inflacja.

Aktywne poszukiwania lub wyższe ryzyko

Rozwiązaniem jest poszukiwanie lokat promocyjnych, które banki szczególnie chętnie oferują nowym klientom i ich nowym środkom. Lista rozwiązań jest tu jednak ograniczona. Na przykład 4% na 2-3 miesięcznej lokacie można osiągnąć jedynie w czterech bankach i w każdym z nich można na taki procent odłożyć tylko po 10 tysięcy złotych. Jeśli ktoś ma więcej oszczędności, to musi zadowolić się już niższym procentem.

Drugim sposobem na pokonanie inflacji jest podjęcie wyższego ryzyka. Tu z pomocą przychodzą inwestycja na dłuższy czas lub w bardziej ryzykowne aktywa (np. obligacje korporacyjne, fundusze, akcje, surowce czy nieruchomości). W miarę bezpieczną alternatywą są długoterminowe obligacje skarbowe. Problem w tym, że inwestując w nie pieniądze powinniśmy o nich zapomnieć na kilka czy nawet kilkanaście lat. Oczywiście możemy zażądać przedterminowego wykupienia naszych papierów wartościowych, ale wiąże się to z opłatą.

Niski zysk bez ryzyka

Zobaczmy jednak co czeka nasze pieniądze, które przeznaczylibyśmy na zakup obligacji skarbowych. Weźmy pod uwagę zakup najwyżej oprocentowanych – dziesięcioletnich obligacji skarbowych. Pojedynczy papier można mieć za 100 złotych i pozwala on zarobić w pierwszym roku 2,7%. Potem oprocentowanie określane jest poprzez dodanie do inflacji 1,5 pkt. proc. Jeśli wierzyć prognozom NBP oznacza to, że w drugim roku cieszyć się będziemy oprocentowaniem na poziomie około 3,9%, a w trzecim w okolicach 4,3%. Brakuje prognoz, które pozwoliłyby oszacować oprocentowanie w kolejnych latach. W takim wypadku punktem odniesienia powinien być jednak cel inflacyjny na poziomie 2,5%, który sugeruje, że od czwartego roku inwestycji oprocentowanie obligacji powinno oscylować wokół 4% rocznie. W sumie więc można spodziewać się, że po 10 latach posiadaczowi dziesięcioletnich obligacji należeć się będzie około 46 zł odsetek. Niestety od tych pieniędzy trzeba zapłacić podatek, a potem dopiero sprawdzić czy obligacja pozwoliła pokonać inflację. Dopiero wtedy możemy bowiem mówić o realnym zysku. Z dzisiejszej perspektywy można szacować, że dziesięcioletnia obligacja skarbowa pozwoli zarobić realnie około 5-10% w ciągu 10 lat. Wynik skromny, a do tego niestety trzeba pamiętać, że szacunki na tak długie okresy mogą okazać się zawodne.

Warto w tym miejscu wspomnieć też o papierach wartościowych skierowanych do beneficjentów programu 500+. Rodziny takie mają możliwość zakupu obligacji 6 i 12 letnich. Te drugie w pierwszym roku oprocentowane są na 3,2%, a w kolejnych latach 2 pkt. proc ponad inflację. Dać to może około 4,4% w drugim roku i w okolicach 4,8% w trzecim. W kolejnych latach oprocentowanie obligacji powinno oscylować wokół 4,5% rocznie. W sumie więc można spodziewać się, że po tuzinie lat posiadaczowi rodzinnych obligacji należeć się będzie około 54 zł odsetek. Po potrąceniu podatku i spodziewanej inflacji można szacować realny zysk na poziomie około 10-15%.

Kupujemy obligacje, które dadzą straty

Wspomniane długoterminowe obligacje cieszą się jednak bardzo nikłą popularnością. W październiku br. papiery 10 i 12-letnie odpowiadały za 6% łącznej sprzedaży obligacji detalicznych. Najwięcej sprzedanych zostało obligacji krótkoterminowych (trzymiesięcznych) i dwuletnich o stałym oprocentowaniu. Niestety dla posiadaczy takich papierów Instytut Ekonomiczny NBP nie ma dobrych wieści. Powód? Po potrąceniu podatku i uwzględnieniu inflacji obligacje te najpewniej dadzą straty.

Spójrzmy najpierw na rozwiązanie najkrótsze – trzymiesięczne. Oprocentowanie w tym wypadku wynosi 1,5% w skali roku. Przyjmując, że inwestor utrzymywałby swoje oszczędności w tych papierach przez cały rok, oznacza to zysk po opodatkowaniu na poziomie 1,22%. Niestety w ciągu roku inflacja obniży wartość pieniędzy o około 2,4%. Jeśli faktycznie by się tak stało, to inwestor w ujęciu realnym nie tylko by nie zarobił, ale nawet zanotował stratę na poziomie prawie 1,2%.

Podobnie byłoby w przypadku obligacji dwuletnich. Są one oprocentowane na 2,1% w skali roku. Po dwóch latach na konto inwestora wpłynęłoby więc o 3,4% więcej niż zainwestował (już po opodatkowaniu). Problem w tym, że w tym czasie inflacja skonsumuje bez mała 5,3% wartości oszczędności – wynika z projekcji inflacji przygotowanej przez NBP. W sumie więc inwestor znowu nie tylko nie zarobi, ale realnie straci około 1,7%.

Tym bardziej dziwi, że obligacje, które najprawdopodobniej dadzą realne straty, odpowiadają w bieżącym roku za ponad połowę sprzedaży detalicznych papierów dłużnych. Warto przy tym dodać, że rok 2017 będzie najpewniej rekordowy pod względem kwoty, którą Polacy zainwestują w obligacje emitowane przez Skarb Państwa. Przez 10 miesięcy Minister Finansów sprzedał już obywatelom papiery warte 5,4 mld złotych. Nawet prosta ekstrapolacja powala szacować, że w całym roku sprzedaż opiewać będzie na przynajmniej 6,5 mld złotych. Byłby to najwyższy wynik od 10 lat – wynika ze statystyk ministerstwa.

 

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Kobiety dostaną o 80 proc. niższe emerytury niż mężczyźni. Z wyliczeń ZUS wynika, że kobiety mają dostać średnio 1540 złotych a mężczyźni  2820 złotych. Jedyne co możemy zrobić to zacząć oszczędzać. Które inwestycje są najbardziej opłacalne?

Polacy gdy chodzi o ich finanse najczęściej wybierają bezpieczeństwo. Najbardziej popularnym sposobem oszczędzania są lokaty i konta oszczędnościowe.

– Zarówno lokaty jak i konta oszczędzające nie oferują zbyt wysokich stop zwrotu. Można zaryzykować stwierdzenie, że tak na prawdę jesteśmy poniżej rzeczywistej inflacji – mówi Robert Śniegocki, ekspert Grupy Goldenmark.

Swoje oszczędności można też pomnażać na giełdzie. W tym przypadku możemy w krótkim czasie osiągnąć bardzo duże zyski ale także musimy liczyć się z ryzykiem straty.

– Giełda wymaga wiedzy, doświadczenia, często wyższego nakładu kapitału i czasu. Czas jest niezbędny inwestorom do tego, żeby to wszystko monitorować. Z drugiej strony znajduje się chociażby złoto. Inwestycja nie wymaga zbyt dużej wiedzy. W długim horyzoncie czasowym przynosi zdecydowanie ponadprzeciętne stopy zwrotu. Dodatkowo osoba, która zdecydowała się uwzględnić złoto w swoim przyszłym portfelu emerytalnym może cieszyć się zyskiem, który jest zwolniony z podatku dochodowego – wyjaśnia Robert Śniegocki.

Im później zaczynamy oszczędzać na emeryturę tym większe sumy powinniśmy odkładać. Jeżeli zaczynamy to robić wcześniej. Mamy więcej czasu na zgromadzenie kapitału. Polecanym rozwiązaniem jest też dzielenie zgromadzonych środków i inwestowanie ich w różne instrumenty.

Ekspert podkreśla, że złoto powinno być podstawą budowania kapitału na przyszłość. Sztabki złota najlepiej kupować raz na kwartał lub pół roku. Nabywanie ich z mniejszą częstotliwością wiąże się z większym wydatkiem, a więc koniecznością rezygnacji z innych przyjemności.

– Żeby inwestować w złoto wcale nie trzeba być krezusem finansowym i posiadać zasobny portfel. Złoto jest dzisiaj dla każdego, sztabka jest dostępna już od 200 zł i dobrze jest ją uwzględnić w swoim portfelu aktywów na przyszłą emeryturę – dodaje Robert Śniegocki.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Niskie oprocentowanie lokat bankowych sprawiło, że wielu Polaków trzyma oszczędności na zwykłym, nieoprocentowanym rachunku osobistym. Z wyliczeń Expandera wynika, że udział lokat bankowych spadł do najniższego poziomu w historii i wynosi niecałe 39%, co powoduje ogromne straty dla oszczędzających. Nawet jeśli odkładamy zaledwie po 200 zł miesięcznie, to w dłuższym okresie takie postępowanie sprawi, że stracimy prawie 41 000 zł.

Dwadzieścia lat temu trzy czwarte swoich pieniędzy w banku trzymaliśmy na lokatach. Dziesięć lat temu było to już tylko 45%. Obecnie, ten udział spadł do najniższego poziomu w historii (39%).  Wiele wskazuje na to, że dużo gorzej niż dziś już nie będzie. Coraz więcej elementów przemawia bowiem za tym, że w drugiej połowie przyszłego roku może zostać rozpoczęty cykl podwyżek stóp procentowych. To zwykle zachęcało nas do korzystania z lokat. W roku 2008 i latach 2011-2012 podwyżki podbiły udział lokat z ok. 45% do ok. 55%.

Grosz do grosza i zbierze się 41 000 zł

Na podwyżki stóp nie ma jednak co czekać. Zawsze warto dbać o to, aby nasze oszczędności pracowały. Załóżmy, że odkładamy po 200 zł miesięcznie. Wpłacenie takiej kwoty na lokatę, czy konto oszczędnościowe teoretycznie może wydawać się nieopłacalne. Odsetki po miesiącu wyniosą bowiem zaledwie 41 groszy. Jednak w długim okresie będą one ogromne. Jeśli po 200 zł miesięcznie będziemy oszczędzali przez 30 lat, to łączna kwota odsetek wyniesie aż  40 977 zł. Trzymając te oszczędności na nieoprocentowanym rachunku, te pieniądze dajemy więc w prezencie bankowi.

Jaką lokatę wybrać

Biorąc pod uwagę prognozy mówiące, że w przyszłym roku mogą wzrosnąć stopy procentowe,  nie opłaca się wybierać dziś kilkuletnich lokat z oprocentowaniem stałym. Lepiej pozostać przy maksymalnie półrocznych lub długoterminowych, ale z oprocentowaniem zmiennym. Jeśli dla kogoś aktualne oprocentowanie lokat wydaje się za niskie, to może skorzystać z innych produktów, które dają wyższe odsetki np. obligacji przedsiębiorstw. W tym przypadku również lepiej, aby oprocentowanie było zmienne. Warto jednak pamiętać, że obligacja to nie lokata. Jeśli emitent zbankrutuje, to możemy nie odzyskać części lub nawet całości zainwestowanych oszczędności. Dlatego należy kierować się nie tylko wysokością oprocentowania, ale również dokładnie zapoznać się z kondycją firmy, której chcemy pożyczyć pieniądze. Lepiej wybierać takie, które działają od lat i przynoszą zyski.

 

 

 

Autor: Jarosław Sadowski, Główny analityk Expander Advisors

Jak wynika z badania ING Banku, posiadanie jakichkolwiek oszczędności deklaruje 3/4 Polaków. Większość z nich nie wie jednak, jak dobrze zainwestować swoje wolne środki.  Zdecydowana większość robiłaby to częściej, gdyby znała odpowiedni sposób. Lokaty i rachunki oszczędnościowe, jako tradycyjne formy pomnażania gotówki, rzadko przynoszą duże zyski, Alternatywą może być inwestowanie w obligacje korporacyjne, ale wiedza na temat tych produktów nie jest powszechna. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF)  tłumaczą, jak działają te produkty oraz na co uważać wybierając konkretną ofertę.

Obligacje korporacyjne to rodzaj papierów wartościowych, emitowanych przez przedsiębiorstwa. W ten sposób firmy (emitenci) zyskują kapitał potrzebny np. na rozwój swojej działalności zapożyczając się u nabywców obligacji. Później zwykle co 3 lub 6 miesięcy wypłacają im odsetki, których wysokość zależy od wielkości i kondycji firmy (im większa tym niższe oprocentowanie) i okresu spłaty (im dłuższy tym wyższe). Dla przykładu oferowane niedawno obligacje Orlenu miały oprocentowanie 2,81%, a trwająca właśnie emisja obligacji MCI daje 5,3%. Spłata następuje po określonym z góry czasie. Zwykle jest to okres od roku do pięciu lat. Z inwestycji często można jednak wycofać się wcześniej sprzedając obligację przed terminem.

Jak nabyć obligacje korporacyjne?

W tym celu musimy udać się do emisji dystrybutora (np. banku, domu maklerskiego, pośrednika finansowego), czyli firmy, która przyjmuje zapisy na obligacje. Trzeba jednak dodać, że w przeciwieństwie do lokat bankowych, w ten sposób nie da się wpłacić pieniędzy w dowolnym momencie. Gdy jakaś firma chce w ten sposób pożyczyć pieniądze, ogłasza określony termin subskrypcji. Wtedy możemy pójść do dystrybutora i złożyć dyspozycję zapisu. Nierzadko mamy na to tylko kilka dni, zwłaszcza w przypadku bardzo atrakcyjnych ofert.

– Początkujący inwestor ma szansę na zakup obligacji oferty publicznej, która kierowana jest do szerokiego (150 i więcej) grona inwestorów. W tym przypadku informacja o emisji papierów wartościowych jest podawana do publicznej wiadomości ogłaszana w mediach – komentuje Bartłomiej Marzec, ekspert ZFPF, Open Finance. Innym sposobem ulokowania pieniędzy w obligacjach firm jest ich odkupienie od kogoś, kto kupił je wcześniej, a teraz chce wycofać swoje pieniądze.

– Wiele obligacji jest notowanych na specjalnej giełdzie zwanej Catalyst. Jeśli posiadamy rachunek maklerski, to możemy za jego pośrednictwem dokonać takiego zakupu. Problem polega jednak na tym, że w przypadku transakcji dotyczących firm w bardzo dobrej kondycji taka transakcja zwykle jest mniej opłacalna niż  zakup nowych obligacji. Po pierwsze sprzedający takie papiery zwykle chcą na nich dodatkowo zarobić i wystawiają je za cenę powyżej wartości nominalnej. To powoduje, że co prawda dostaniemy odsetki w określonej wysokości, ale gdy przyjdzie czas na zwrot pożyczki, to dostaniemy nieco mniejszą kwotę niż ta jaką za nie zapłaciliśmy. Po drugie, kupując na giełdzie musimy zapłacić prowizje maklerską, która zwykle nie występuje na rynku pierwotnym. – komentuje Jarosław Sadowski, ekspert ZFPF, Expander Advisors.

Obligacje są znacznie bezpieczniejszą formą lokowanie oszczędności od inwestowania w akcje. Tu mamy bowiem z góry ustalone oprocentowanie, które zwykle jest istotnie wyższe niż to, które oferują nam banki na lokatach.

Warto jednak pamiętać, że obligacja to nie lokata. Jeśli emitent zbankrutuje, to możemy nie odzyskać części lub nawet całości zainwestowanych oszczędności. Dlatego należy kierować się nie tylko wysokością oprocentowania, ale również dokładnie zapoznać się z kondycją firmy, której chcemy pożyczyć pieniądze oraz zwrócić uwagę czym obligacje są zabezpieczone. Lepiej wybierać takie obligacje firm, które działają na rynku od lat i przynoszą zyski – dodaje Bartłomiej Marzec, ekspert ZFPF, Open Finance.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Najnowsze dane GUS pokazują, że inflacja wzrosła do 2,2%. Przy takim poziomie zdecydowana większość lokat bankowych przynosi straty w ujęciu realnym. Z wyliczeń Expandera wynika, że aby zarabiać, ich oprocentowanie musi wynieść przynajmniej 2,72%. Tymczasem banki oferują średnio 1,47%. Nie powinno więc dziwić, że Polacy wypłacili z banków już 9% (26 mld zł) swoich oszczędności, a firmy aż 17% (16 mld zł).

Ze wstępnych danych GUS wynika, że wyraźnie przyspieszył wzrost cen w Polsce – we wrześniu były one 2,2% wyższe niż przed rokiem. To nie tylko oznacza, że musimy wydawać więcej na życie. Dodatkową konsekwencją jest również to, że pieniądze, które nie pracują, szybciej tracą na wartości. Przy wyższej inflacji rosną również wymagania w stosunku do lokat bankowych. Ich oprocentowanie musi wynieść teraz przynajmniej 2,72%, żeby zapewnić nam choćby utrzymanie realnej wartości posiadanych oszczędności.

Na przeciętnej lokacie tracimy 100 zł

Wzrost cen sprawia, że co prawda po zakończeniu lokaty otrzymujemy więcej pieniędzy niż na nią wpłaciliśmy, ale i tak możemy za te środki kupić mniej niż na początku. Dla przykładu, deponując 10 000 na lokacie rocznej z oprocentowaniem 1,5%, po roku otrzymamy 10 122 zł (odliczając podatek). Jednak ze względu na wzrost cen, za towary, które wcześniej kosztowały 10 000 zł, trzeba będzie zapłacić 10 220 zł. W rezultacie, tak naprawdę zakładając taką lokatę tracimy w ujęciu realnym prawie 100 zł.

Nie powinno więc dziwić, że Polacy wypłacają pieniądze z lokat. W sierpniu wycofali kolejny już miliard złotych, a od lutego 2016 r. – 26,6 mld zł. Firmy wypłaciły natomiast 16,2 mld zł. W ich przypadku relatywne wypłaty były jednak nawet większe w porównaniu do gospodarstw domowych, gdyż 16,2 mld zł oznacza spadek aż o 17%. Warto jednak dodać, że nie ma w tym nic złego, jeśli ktoś wypłaca pieniądze z lokaty i inwestuje je efektywniej. Niestety w wielu przypadkach zniechęcenie do lokat objawia się tym, że oszczędności trzymane są na zwykłych, nieoprocentowanych rachunkach bankowych. W takiej sytuacji tracą na wartości jeszcze bardziej.

Nowe obligacje skarbowe na 1,5%

Co ciekawe, mimo że Polacy zniechęcili się do niskiego oprocentowania, Ministerstwo Finansów zdecydowało się wprowadzić 3-miesięczne obligacje skarbowe z oprocentowaniem 1,5% w skali roku. Taki poziom jest zbliżony do przeciętnego oprocentowania w bankowych i również nie daje szansy na zysk wyższy od inflacji. Na tą ofertę powinni jednak zwrócić uwagę klienci PKO BP. Bank ten na 3-miesiecznej lokacie oferuje im bowiem 0,5%-0,8% zysku. Tymczasem, za pośrednictwem jego systemu obsługi elektronicznej, w kilka chwil można skorzystać z obligacji dającej 1,5% zarobku. Oczywiście obligacje te bez problemu mogą kupić także klienci innych banków.

Warto też dodać, że dużo wyższe oprocentowanie uzyskamy inwestując w obligacje przedsiębiorstw. Dla przykładu PKN Orlen niedawno oferował 2,81% w skali roku. Bez problemu znajdziemy też inne firmy zachęcające do swoich obligacji z oprocentowaniem 5%-6%. W przypadku tego rodzaju inwestycji trzeba jednak pamiętać, że ryzyko jest znacznie większe niż w przypadku lokat bankowych czy obligacji skarbowych. W sytuacji upadłości przedsiębiorstwa oferującego swoje obligacje, możemy nie odzyskać części lub nawet całości zainwestowanej kwoty.

 

Źródło : Jarosław SadowskiGłówny analityk Expander Advisors

Zniechęcenie Polaków do lokat nie ustaje. W lipcu wypłacili z nich 1,6 mld zł, a od lutego 2016 r. łącznie już 25,6 mld zł. Co prawda, część tych pieniędzy pozostała w bankach np. na nieoprocentowanych rachunkach. Z wyliczeń Expandera wynika jednak, że w ostatnich latach coraz chętniej trzymamy oszczędności w gotówce. Przyczyną tego zjawiska jest oczywiście niskie oprocentowanie lokat, które w dużych bankach nierzadko wynosi zaledwie 0,5%.

Mamy coraz mniej pieniędzy na lokatach. Rosną natomiast kwoty zgromadzone na rachunkach bankowych i wartość gotówki. Tej ostatniej przybywa najszybciej. W lipcu poza kasami banków było aż 190 mld zł. Dla porównania, suma pieniędzy zgromadzonych przez gospodarstwa domowe i firmy na kontach i lokatach wynosiła 851 mld zł. Udział gotówki w łącznym portfelu sięgał więc 18%. Jeszcze niedawno, bo w 2013 r. było to 15%. Powoli zmierzamy natomiast w kierunku 20%, które po raz ostatni obserwowaliśmy 9 lat temu.

Gotówka w stosunku do depozytów gospodarstw domowych i firm

Gotówka zyskuje na znaczeniu m. in.  ze względu na bardzo niskie oprocentowanie lokat. Sprawdziliśmy oferty depozytów bez gwiazdek na okres 3 miesięcy w pięciu największych bankach, które mają łącznie aż 25,7 mln klientów indywidualnych. Okazało się, że najczęściej oferowana jest obecnie stawka 0,5%. To oznacza, że wpłacając 5000 zł na 3 miesiące otrzymujemy jedynie 5 zł odsetek. Nie powinno więc dziwić, że Polakom lokaty wydają się zbędne.

Oprocentowanie lokat 3-miesięcznych w 5 największych bankach

Należy jednak zaznaczyć, że trzymając pieniądze w gotówce czy na nieoprocentowanym rachunku tak naprawdę ponosimy straty. Oszczędności w takiej sytuacji tracą na wartości ze względu na inflację, która według prognoz ma wynosić ok. 2%. To oznacza, że aby choćby utrzymać realną wartość oszczędności trzeba znaleźć produkt z oprocentowaniem nie niższym niż 2,47% (więcej niż wspomniane 2% ze względu na podatek).

Nie jest to oczywiście proste, ale można znaleźć oferty lokat dające nawet 3% – 4% w skali roku. To jednak zwykle promocje kierowane przede wszystkim do nowych klientów. Często warunkiem koniecznym do założenia lokaty jest wymóg otwarcia konta. Uzyskanie wyższego oprocentowania wymaga więc nieco zachodu. Trzymając się wyłącznie jednego banku trzeba się pogodzić z bardzo niskimi stawkami.

 

Źródło: Expander

Oprocentowanie depozytów bankowych nie przestaje spadać. Banki wyznaczyły kolejne historyczne minimum. Odkładając na rok 1000 złotych można liczyć jedynie na 11,10 zł odsetek – wynika z szacunków Open Finance. To za mało, aby uchronić pieniądze przed inflacją.

Jeśli ktoś myślał, że banki nie mogą już zaoferować gorzej oprocentowanych lokat, był w błędzie. W czerwcu przeciętne oprocentowanie depozytów opiewało na zaledwie 1,37% – wynika z danych NBP. Niestety, tak skromnym procentem trzeba się jeszcze podzielić z fiskusem. Po potrąceniu tzw. podatku Belki możemy liczyć jedynie na wynik na poziomie 11,10 zł netto za każde 1000 zł zostawione w banku na rok – wynika z szacunków Open Finance.

Lepiej oprocentowane są lokaty roczne i kwartalne, choć i tu nie ma co liczyć na kokosy. Oba rodzaje depozytów pozwalają zarobić około 1,5 – 1,6%. Po uwzględnieniu podatku daje to niecałe 1,3% zysku w skali roku. Niestety nawet takie oferty są zbyt słabe, aby ochronić kapitał przed utratą wartości. Pamiętajmy, że zgodnie z prognozami NBP inflacja w 2017 roku może opiewać na 1,9%, a w latach kolejnych odpowiednio 2 i 2,5%. Aby uchronić kapitał przed inflacją za pomocą bankowych depozytów trzeba poświęcić niemało czasu na studiowanie ofert promocyjnych – dla nowych klientów i ich nowych środków. Nawet jednak wtedy nie ma co liczyć na jakiś solidny zysk. Stawką jest walka o to, aby pokonać inflację.

Gotówka pali w ręce

Efekt? Fundusze inwestycyjne, rynek akcji, obligacje skarbowe i nieruchomości  – słowem wszystkie popularne rozwiązania, które pozwalają ulokować nadwyżki finansowe – cieszą się dziś sporym zainteresowaniem Polaków.

Rezygnujemy z lokat

Obecna – niekorzystna dla deponentów sytuacja ma swoje konkretne konsekwencje. Polacy likwidują lokaty. Maj był pod tym względem rekordowy (saldo lokat i depozytów stopniało bez mała o 5,3 mld zł – najwięcej w historii). Czerwiec był mniej niepokojący. Co prawda z lokat wyparowały 3,7 mld zł, ale w tym samym czasie na kontach oszczędnościowych i bieżących przybyło o miliard więcej.

Każdy posiadacz kapitału musi mieć świadomość, że obecnie inflacja przeważnie szybciej pochłania siłę nabywczą pieniędzy, niż banki są w stanie dopisywać do nich odsetki. Jeśli więc ktoś zakłada lokatę, to najpewniej realnie na niej traci. Po prostu za wyjęte z banku za rok pieniądze będzie można kupić mniej niż dziś. Pewnym pocieszeniem może być fakt, że okresy realnych strat i zysków na bankowych depozytach przeplatają się. Te pierwsze nie trwają przeważnie dłużej niż rok czy dwa.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Tylko 2,7 proc. oszczędności w bankach stanowią depozyty dłuższe niż dwa lata. I stale ich ubywa. Generalnie lokaty są w odwrocie. Z analizy ekspertów BGŻOptima wynika, że na rachunkach bieżących klienci trzymają już ponad 58 proc. swoich pieniędzy. 10 lat temu odsetek ten wynosił 49,2 proc.

W maju średnie oprocentowanie depozytów w Irlandii spadło do najniższego poziomu w całej strefie euro. Od 10 000 EUR banki gotowe były zapłacić po roku 10 EUR odsetek. Średnia w strefie euro wynosi natomiast 42 euro. Na największy zysk mogą liczyć oszczędzający na Słowacji – 176 euro. W Holandii oprocentowanie jest tylko nieznacznie niższe i wynosi 1,45 proc. rocznie co przekłada się na 145 EUR oszczędności w ciągu 12 miesięcy.

Pomimo rekordowo niskich stawek – 0,01 proc. – Irlandczycy gremialnie zanoszą do banków pieniądze. Oszczędności rosną szybciej niż w latach tuż po kryzysie, kiedy przeciętne oprocentowanie na wyspie wynosiło 3 proc. W maju wartość depozytów bankowych przekroczyła 98 mld EUR i jest to najwyższy poziom od 2010 r.

W Polsce w tym czasie saldo depozytów zmniejszyło się z 723 mld zł w marcu do 719 mld zł w maju. To pierwszy ubytek oszczędności bankowych od marca 2015 r.

Długie depozyty w odwrocie

Takie zachowanie klientów banków to skutek obniżenia wartości lokat z długim terminem zapadalności. Na rachunkach bieżących pieniędzy od wielu miesięcy stale przybywa. Spadek zainteresowania lokatami długoterminowymi jest coraz mocniej zauważalny. Z raportu „Sytuacja gospodarstw domowych w IV kwartale 2016 r.”, opublikowanym przez NBP w czerwcu br. wynika, że proces odwracania się klientów od depozytów terminowych zaczął się w połowie 2015 r. Wtedy osłabła dynamika napływu nowych środków do banków. W ostatnich trzech kwartałach 2016 r. po raz pierwszy saldo wypłat przekraczało saldo wpłat na depozyty.

Równocześnie banki zaczęły raportować rekordowe napływy środków na rachunki bieżące. Według NBP, w IV kwartale ubiegłego roku wartość gotówki i lokat a vista osiągnęła najwyższą dynamikę od kiedy prowadzone są badania, czyli od 2004 r. – 17,2 proc.

Analiza danych miesięcznych wskazuje, że w maju na depozytach bieżących Polacy trzymali już 58,2 proc. dostępnych pieniędzy. Rok wcześniej odsetek ten wynosił 51,7 proc., a dziesięć lat temu 49,2 proc.

Za mały procent

Zdaniem autorów raportu „Sytuacja gospodarstw domowych”, odwrót od długoterminowych lokat może wynikać z niewielkich różnic w oprocentowaniu w porównaniu do tych o kilkumiesięcznym terminie zapadalności. W IV kwartale ubiegłego roku na lokacie o ponad rocznym terminie zapadalności można było zarobić 1,7 proc. w skali roku, a na wszystkich innych rodzajach lokat – 1,5 proc.

To jednak nie tłumaczy dlaczego coraz więcej posiadaczy wolnych pieniędzy trzyma je na nieoprocentowanych rachunkach bieżących. Być może jest to skutek utrzymującej się od lat niechęci do lokowania pieniędzy na dłuższe okresy. W Polsce za długoterminowe depozyty uznaje się lokaty o terminie zapadalności do 2 lat, podczas gdy na rozwiniętych rynkach pod tym pojęciem rozumiane są lokaty pięcio- i dziesięcioletnie.

U nas depozyty dłuższe niż 24 miesiące stanowią margines całego portfela oszczędności. Z danych NBP wynika, że w maju Polacy zachomikowali na nich 20 053 mld zł, to zaledwie 2,75 proc. wszystkich bankowych depozytów bieżących i terminowych. Sytuacja nie zmienia się od lat. Dziesięć lat temu odsetek długich lokat stanowił 1,86 proc. portfela, 20 lat temu – 2,75 proc. Tylko na początku 2000 r. w bankach było nieco więcej depozytów o terminie zapadalności powyżej 2 lat, bo 5,86 proc. (w maju 2004 r.).

Przyczyny niewielkiego udziału lokat o długim terminie zapadalności są złożone. Wynikają m.in. ze struktury oferty bankowej, jak też przyzwyczajeń samych klientów, którzy chcą mieć dostęp do swoich oszczędności i nie są zainteresowani „zamrożeniem” kapitału na dłuższe okresy. Tym bardziej, że na rynku stale pojawiają się oferty depozytów na 3-6 miesięcy relatywnie atrakcyjnie oprocentowanych. Spadek zainteresowania lokatami wynika też częściowo z rosnącego popytu na inne produkty finansowe, oferujące potencjalnie wyższe stopy zwrotu, jak fundusze inwestycyjne, które notują dobre wyniki.

 

Autor: Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima

Czy niespotykane dotąd tempo sprzedaży mieszkań deweloperskich pociągnie za sobą podwyżki cen? Co za tym przemawia?

Sprzedaż nowych mieszkań nigdy jeszcze w Polsce nie szła tak dobrze. Kolejne raporty mówią o sukcesach firm i przynoszą następne rekordy. Popyt na mieszkania jest tak duży, że pomimo rekordowo wysokiej ilości wprowadzanych na rynek mieszkań i rozpoczynanych inwestycji, oferta deweloperów w sześciu największych miastach w Polsce w ostatnim kwartale, nie tylko nie wzrosła, ale jeszcze się skurczyła. Sprzedaż przerosła nową podaż. I już dziś prognozowany jest najlepszy, roczny wynik pod względem ilości sprzedanych mieszkań w całej historii rynku deweloperskiego.

Utrzymujący się od dawna duży apetyt na nowe mieszkania sprawia, że w ostatnich latach mogliśmy obserwować zjawisko powolnego, ale wyraźnego wzrostu cen. Najnowsze raporty mówią, że średnia cena mieszkań wprowadzonych do sprzedaży na sześciu głównych rynkach nieruchomości w kraju w drugim kwartale br. była o ponad 8 proc. wyższa niż lokali, które trafiły do oferty w poprzednich trzech miesiącach i o prawie 6 proc. wyższa od stawek ofertowych sprzed roku. Czy możemy się spodziewać dalszych wzrostów cen? Jakie czynniki mogą o tym zdecydować?

Zmiana struktury oferty mieszkaniowej

Obecny wzrost cen ofertowych mieszkań może być wynikiem zmiany struktury lokali, które w ostatnich miesiącach weszły do oferty. Dobra sytuacja gospodarcza w kraju i wzrost dochodów Polaków powoduje, że większym zainteresowaniem cieszą się mieszkania w wyższym standardzie, dlatego deweloperzy wprowadzają teraz więcej takich inwestycji. Poza tym, w nowej ofercie pojawiło się mniej mieszkań z segmentu popularnego, co można czytać jako odpowiedź firm na wyczerpujące się źródło dopłat w programie MdM i spadek popularności najtańszych ofert.

W najbliższym czasie możemy jednak być świadkami kolejnych wzrostów cen, na które wpływ będzie miała, już nie tylko jakość rozpoczynanych projektów, ale wyższe koszty budowy. W związku z przygotowywanymi na szeroką skalę inwestycjami infrastrukturalnymi w przyszłym roku najwyższe wzrosty mogą notować przede wszystkim koszty robocizny. Ponadto, jak informują deweloperzy, stale rosną ceny gruntów i zmniejsza się dostępność atrakcyjnych działek inwestycyjnych. Do tego dojdą jeszcze wyższe koszty finansowania projektów z uwagi na obciążenia nakładane na banki.

Lokata w nieruchomości

Ponadto, niezwykle znaczący wpływ na rozwój sytuacji na rynku mieszkaniowym, jak zauważa Tomasza Sadłocha z firmy Ochnik Development, ma poziom stóp procentowych. – Stopy referencyjne NBP utrzymują się obecnie na bardzo niskim poziomie 1,5 proc., a inflacja ustabilizowała się w granicach 2 proc. Oznacza to że mamy teraz ujemne realne stopy procentowe. To właśnie powód dla, którego kapitał gromadzony przez Polaków nie trafia na lokaty do banków, ale na rynek mieszkaniowy – informuje Tomasz Sadłocha. – Nic nie wskazuje jednak na to, żeby w najbliższym czasie miało się coś w tym względzie zmienić i spowodować osłabienie aktywności inwestorów indywidualnych – dodaje. Zdaniem przedstawiciela Ochnik Development, utrzymujący się na tak dużym poziomie popyt na mieszkania może stymulować wzrost cen w dłuższej perspektywie czasu.

Względne ryzyko dla komercyjnego rynku mieszkań niesie natomiast rządowy program Mieszkanie Plus. Projekt zakłada budowę tanich lokali z przeznaczeniem na wynajem, które mają powstawać także na terenach należących do PKP. Przedsięwzięcie jest jednak dopiero przygotowywane do realizacji, pierwsze budynki staną nie wcześniej niż pod koniec przyszłego roku, a w zaawansowaną fazę projekt ma wejść dopiero za kilka lat. Ponadto, program skierowany jest do grupy osób, które nie mogą sobie pozwolić na zakup mieszkań oferowanych na rynku.

Warszawskie mieszkania o 10 proc. droższe niż przed rokiem

Na największym rynku deweloperskim w kraju ceny ofertowe w ostatnich miesiącach wzrosły bardzo wyraźnie. Mieszkania wprowadzone do sprzedaży w Warszawie w drugim kwartale tego roku były o prawie 5 proc. droższe od tych, które weszły na rynek w poprzednich trzech miesiącach, a w porównaniu z lokalami oferowanymi przed rokiem zdrożały niemal o 10 proc. Według danych Reas, między kwietniem a czerwcem br. na warszawskim rynku nowych mieszkań wzrosła też o kilka procent średnia cena transakcyjna.

Przyczynę zwyżki cen transakcyjnych Tomasz Sadłocha upatruje w rosnącej fali zakupów inwestycyjnych, którą można obserwować również w inwestycjach Studio Centrum i Dzielna 64 prowadzonych przez Ochnik Development na warszawskim Muranowie. – Znaczący wpływ na kształtowanie się cen mają preferencje zakupowe nabywców mieszkań. Potęgujące się zainteresowanie zakupem dobrze zlokalizowanych, niewielkich mieszkań ze strony inwestorów indywidualnych przynosi wzrost średniej ceny sprzedawanych mieszkań, ponieważ stawka za metr w przypadku lokali kompaktowych jest wyższa. Podobne oddziaływanie na statystyki ma zakup mieszkań o podwyższonym standardzie i apartamentów, które także pozostają w sferze zainteresowania klientów inwestycyjnych – informuje Tomasz Sadłocha.

Ostatnie analizy dotyczące warszawskiego rynku wtórnego także mówią o wzroście średnich cen transakcyjnych. W połowie bieżącego roku przeciętna cena kupowanych w Warszawie mieszkań z drugiej ręki wzrosła do ponad 7700 zł za mkw. Analitycy przyznają, że z takimi cenami zakupu nie spotykali się w stolicy już od dawna, w ostatnich kilkunastu miesiącach średnie stawki wahały się od 7200 zł do 7500 zł/mkw.

 

 

Autor: Ochnik Development

Po raz pierwszy w historii prowadzonych przez GUS badań nastrojów konsumentów, optymiści uzyskali przewagę nad niezadowolonymi. Taki wynik nie dziwi, biorąc pod uwagę poprawę większości czynników, wpływających na zasobność naszych portfeli.

W maju po raz pierwszy w historii prowadzonych od 2000 r. przez Główny Urząd Statystyczny badań nastrojów konsumentów, charakteryzujące je wskaźniki osiągnęły wartości dodatnie, co oznacza przewagę optymistów na osobami negatywnie oceniającymi sytuację. Czerwiec przyniósł dalszą poprawę zarówno w kwestii bieżącej kondycji konsumentów, jak i jej perspektyw. Przewaga zadowolonych Polaków jest niewielka, bo sięga zaledwie 1,8 punktu w przypadku przyszłości i 4,8 punktu w ocenie stanu obecnego. To jednak ogromny postęp, jeśli wziąć pod uwagę, że jeszcze pięć lat temu optymiści stanowili jedynie jedną trzecią spośród badanych. Z największym nasileniem pesymistycznych ocen mieliśmy ostatnio do czynienia na przełomie lat 2012-2013 (wcześniej gorsze nastroje były jedynie wiosną 2009 r. i w pierwszych czterech latach obecnego stulecia, czyli tuż po dwóch poważnych kryzysach na rynkach finansowych i w globalnej gospodarce). Od tego czasu nastroje ulegały systematycznej, choć powolnej poprawie i obecnie są najlepsze w historii, lepsze niż w szczycie poprzedniego boomu gospodarczego, który miał miejsce w latach 2007-2008. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej wzrósł w tym czasie z minus 32 punktów do wspomnianych plus 4,8 punktu, a wskaźnik wyprzedzający, odnoszący się do przyszłości, zwiększył swoją wartość z minus 41 punktów do plus 1,8 punktu.

Wzrost optymizmu, widoczny w badaniach ankietowych, ma swoje wyraźne podstawy, wynikające z konkretnych danych, dotyczących zasobności portfeli Polaków, sytuacji na rynku pracy oraz kondycji gospodarki. Jak niedawno podał GUS, średni dochód rozporządzalny na osobę w gospodarstwach domowych, czyli kwota po uwzględnieniu wszystkich obciążeń podatkami i składkami na ubezpieczenia społeczne, wyniósł w ubiegłym roku 1474,6 zł, a więc był wyższy o 16 proc. niż w 2012 r. W latach 2011 i 2012 kwota ta się zmniejszała (w ujęciu realnym, bo nominalnie nieznacznie szła w górę), po sześciu latach wcześniejszych wzrostów. Obecna tendencja zwyżkowa trwa czwarty rok z rzędu i z roku na rok przybiera na sile. Dochód rozporządzalny w 2016 r. wzrósł realnie (po uwzględnieniu zmian cen) o 6,4 proc., a więc najmocniej od czterech lat. Co ciekawe, za dynamicznym wzrostem dochodu sporo w tyle zostają wydatki na osobę w gospodarstwie domowym. W 2016 r. zwiększyły się one jedynie o 3,7 proc. W porównaniu do 2012 r. wzrosły o nieco ponad 8 proc., a więc o połowę mniej niż dochód rozporządzalny. Świadczy to tym, że część dochodów jednak odkładamy. W 2012 r. było to 225 zł na osobę, czyli prawie 18 proc. dochodu, w ubiegłym roku zaś 343 zł, a więc aż 23 proc. Mowa tu oczywiście o wartościach średnich, a więc trzeba mieć na względzie spore zróżnicowanie sytuacji w poszczególnych gospodarstwach. Pamiętając o wspomnianych proporcjach optymistów i pesymistów, można sądzić, że odkłada mniej więcej połowa gospodarstw, a połowa nie odkłada, bo najczęściej nie ma z czego. Warto zwrócić uwagę, że udział wydatków w dochodzie rozporządzalnym maleje systematycznie od wielu lat. W 2003 r. sięgał on nieco ponad 95 proc., zaś w ubiegłym roku już tylko niecałe 77 proc.

Dane GUS znajdują potwierdzenie także w analizach prowadzonych przez Narodowy Bank Polski. Według nich w ubiegłym roku dochód do dyspozycji w gospodarstwach domowych (kategoria zbliżona do gusowskiego dochodu rozporządzalnego) wzrósł realnie o 5,6 proc., przyspieszając wyraźnie w drugiej połowie roku (w czwartym kwartale zwiększył się o 7,6 proc., w porównaniu do czwartego kwartału 2015 r.). Spory w tym udział miały dochody ze świadczeń społecznych, program 500+ , które dynamikę dochodu do dyspozycji zwiększyły o 2,1 punktu procentowego (bez nich wzrósłby on w czwartym kwartale jedynie o 5,5 proc.). Zarówno analizy GUS, jak i NBP, wskazują na osłabienie dynamiki dochodów z pracy najemnej w dochodzie rozporządzalnym i dochodzie do dyspozycji. Według GUS zwiększyły się ona w ubiegłym roku realnie o 2,7 proc., a według NBP o 2,5 proc. Bardzo dynamicznie, bo aż o ponad 21 proc. zwiększyły się dochody z własności, a więc z odsetek od lokat, dywidend, czynszów z najmu, wzrostu wartości akcji itp. Problem w tym, że udział tej kategorii dochodów w dochodach ogółem jest znikomy i sięga jedynie około 5 proc., podczas gdy świadczenia społeczne stanowią aż 20 proc., dochody z pracy najemnej 40 proc., a z działalności gospodarczej około 30 proc., choć oczywiście udział dochodów każdej z tych kategorii jest inny dla poszczególnych grup gospodarstw domowych (np. w przypadku emerytów dominować będą świadczenia społeczne, w przypadku pracowników najemnych wynagrodzenia).

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Najnowsze dane NBP pokazują, że maj był kolejnym miesiącem, w którym wypłacaliśmy pieniądze z lokat bankowych. Polacy wycofali z nich 4 mld zł, a łącznie od lutego 2016 r. już ponad 20 mld zł. Expander zwraca uwagę, że obniżki oprocentowania lokat i wywołana nią fala wypłat dokładnie pokrywają się z momentem wprowadzenia podatku bankowego.

Choć ustawa zakazuje przerzucania kosztów podatku bankowego na klientów to w rzeczywistości pośrednio ich jednak dotyka. Istotne podwyżki marż kredytów hipotecznych banki wprowadziły już pod koniec 2015 r., czyli tuż przed wejściem ustawy w życie. Jeśli chodzi o lokaty, to obserwujemy natomiast powolny proces pogarszania się oferty. Do lutego 2016 r., czyli momentu wejścia w życie przepisów o podatku, średnie oprocentowanie wynosiło 1,7%-1,8%. Później systematycznie spadało i obecnie jest to ok. 1,4%. Należy też dodać, że w największych bankach ta wartość często nie przekracza 1%. Oprocentowanie jest więc już tak niskie, że cześć osób przenosi oszczędności z banków do funduszy inwestycyjnych czy na obligacje przedsiębiorstw. Inni po prostu trzymają pieniądze na podstawowym, nieoprocentowanym koncie bankowym.

Warto też zwrócić uwagę, że choć spadek oprocentowania nie jest bardzo duży, to suma wypłat (20 mld zł) już niemal dorównała tej z 2013 r., kiedy wypłacono prawie 24 mld zł. Wtedy jednak NBP obniżył stopy procentowe z  4,25% do 2,5%, a średnie oprocentowanie lokat z 3,5% do 2,3%. Tym razem efekt zniechęcenia potęguje jednak inflacja, która sprawia, że niemal wszystkie oferowane nam produkty przynoszą straty w ujęciu realnym. Przy prognozowanej inflacji na poziomie 2% i uwzględnieniu podatku od odsetek, oprocentowanie musiałby wynieść przynajmniej 2,47%, aby utrzymać realną wartość oszczędności. Tymczasem takich lokat już prawie się nie spotyka, nie licząc jednorazowych promocji dla nowych klientów.

W kontekście inflacji warto jednak pamiętać, że rezygnując z lokat i trzymając pieniądze na zwykłym, nieoprocentowanym rachunku tracimy jeszcze więcej. Najlepszym rozwiązaniem w obecnej sytuacji wydaje się więc polowanie na lokaty promocyjne lub korzystanie z innych rozwiązań, które pozwalają uzyskać wyższe zyski. Niekoniecznie muszą to jednak być inwestycje obarczone wysokim ryzykiem jak np. akcje czy fundusze akcji. Dla przykładu obligacje przedsiębiorstw będących w dobrej sytuacji finansowej mogą przynosić odsetki wynoszące 4% – 6% w skali roku.

 

Źródło: Lightscape

Korzystanie z usług tylko jednego banku jest wygodne. Niestety taka wierność zwykle w ogóle się nie opłaca. Banki rozpieszczają ofertami i promocjami przede wszystkich nowych klientów. Tym starym zwykle każą płacić wyższe opłaty np. za konto, czy też naliczają niższe odsetki od lokat. Expander podpowiada kiedy warto zdradzić swój bank.

Kolejne konto żeby otrzymać nagrodę

Do zakładania nowych rachunków zachęcają nas banki. Niemal bez przerwy atakują  nas promocjami kierowanymi tylko do nowych klientów. – Dla przykładu, mBank za otwarcie eKonta oferuje nawet 300 złotych zwrotu za zakupy (maksymalnie do 50 zł miesięcznie za transakcje bezgotówkowe w ciągu 6 kolejnych miesięcy). Z kolei City Handlowy za założenie konta Citi Priority przekazuje 400 zł (100 zł premii gotówkowej oraz  300 zł w formie zwrotu za płatności kartą) – podpowiada Jarosław Sadowski z Expandera. Nierzadko nowi klienci mogą liczyć także na tymczasowe zwolnienie z opłat np. za prowadzenie ROR-u czy korzystanie z podpiętej do konta karty.

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku lokat. Jeśli po prostu skorzystamy z oferty swojego banku, to przeciętnie możemy liczyć na oprocentowanie wynoszące ok. 1,5%, a w niektórych bankach nawet poniżej 1%. – Bardziej opłaca się jednak skorzystać z promocji, która pozwoli nam założyć lokatę z oprocentowaniem 3%-4%. Dla przykładu, lokatę na 4% możemy założyć w Alior Banku, Banku Millennium, Nest Banku i Plus Banku, ale pod warunkiem, że jednocześnie założymy tam konto – wyjaśnia Sadowski. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby po zakończeniu lokaty takie konto zamknąć.

Żaden bank nie jest najlepszy we wszystkim

Z ofert kilku banków warto korzystać także dlatego, że żaden z nich nie jest najlepszy we wszystkim. W jednym banku możemy otrzymać korzystniejsze warunki przyznania kredytu gotówkowego, w drugim z kolei możemy zdeponować nasze oszczędności na atrakcyjnie oprocentowanej lokacie. Jeszcze w kolejnym nie będziemy ponosić kosztów związanych z obsługą rachunku i karty płatniczej. Będąc klientem tylko jednego banku, musimy pogodzić się z tym, że za niektóre usługi będziemy przepłacać.

Z kilkoma bankami bezpieczniej

Korzystanie z usług kilku banków ma też zaletę w postaci większego bezpieczeństwa. Gdy jesteśmy właścicielami kilku kont bankowych, nie musimy obawiać się czasowego ograniczenia dostępu do kanałów bankowości elektronicznej. Jeżeli, np. z powodu przerwy technicznej nie będziemy mogli zalogować się do naszego konta internetowego w jednym banku, będziemy mogli np. wykonać przelew z „zapasowego” konta. – O korzystaniu z kilku banków szczególnie powinny pomyśleć osoby zamożne. Lokując w jednym banku kwotę wyższą niż równowartość 100 000 euro ryzykują, że w przypadku upadłości instytucji finansowej, nie uda im się odzyskać wszystkich swoich oszczędności. Lepiej je natomiast podzielić w taki sposób, aby w kilku bankach ulokować kwoty nie wyższe niż wspomniany limit. W ten sposób ich pieniądze będą w pełni zabezpieczone – podpowiada Sadowski.

Kiedy korzystanie z kilku kont bankowych zaczyna być uciążliwe i kosztowne…

Niestety posiadając ROR-y w kilku bankach, możemy nie być w stanie uniknąć opłat za obsługę wszystkich rachunków. Niektóre banki bowiem uzależniają darmowe prowadzenie konta od przelewania na nie pensji. Przy większej liczbie rachunków możemy też mieć problem z zapamiętaniem kodów PIN, czy loginów i haseł do logowania się. Dlatego nie należy też przesadzać z liczbą kont i innych produktów w różnych bankach. Czasami może to bowiem przynieść więcej szkody niż pożytku.

 

Źródło: Lightscape

Czy każda „złotówka” przyniesiona do banku przebywa cały czas w banku? Odpowiedź na to pytanie brzmi – nie. Warto jest uświadomić sobie, że polski rynek finansowy i rynek produktów i usług bankowych ulega ciągłej transformacji, czego efektem jest chociażby to, że dziś żaden bank nie jest już pośrednikiem jedynie w przepływie wolnych środków od deponentów do kredytobiorców. Banki stały się dziś pośrednikami również dla innych firm i instytucji finansowych, które przygotowują produkty inwestycyjne i liczą na to, że w zamian za określone wynagrodzenie banki pozwolą im na dostęp swoich klientów.

Oczywiście patrzenie na banki i ich dobór do swojej oferty rozwiązań inwestycyjnych produktów innych instytucji jedynie przez pryzmat potencjalnego wynagrodzenia byłoby dla banków bardzo krzywdzące. Rosnąca konkurencja na rynku produktów inwestycyjnych powoduje, że dane instytucje, w tym banki, starają się w swoim portfolio mieć takie rozwiązania, którymi przyciągną kolejnych klientów, a osiągnięte wyniki inwestycyjne będą efektem definiującym zasadność podjętej współpracy. Sięgają zatem po rozwiązania innych instytucji, w tym m.in. towarzystw funduszy inwestycyjnych, domów maklerskich lub innych banków, by ich oferta produktów inwestycyjnych była możliwie najszersza, i w której każdy inwestor mógłby coś dla siebie znaleźć. Inwestowanie w dostępne w banku instrumenty nie jest zatem zawsze równoznaczne z utrzymywaniem w tym banku pieniędzy. I tak np.:

  • Zakup certyfikatów inwestycyjnych zamkniętego funduszu inwestycyjnego powodować będzie tym samym „wypchnięcie” środków poza bank do zarejestrowanego Funduszu. Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych (TFI), które dany fundusz przygotowało, pełni natomiast rolę administratora wszelkiej dokumentacji związanej z obsługą Funduszu, a bank jest w tym wypadku praktycznie jedynie pośrednikiem w dostarczaniu dokumentów do TFI.
  • Nabycie jednostek otwartego funduszu inwestycyjnego poprzedzone jest otwarciem rejestru w Towarzystwie, do którego fundusz przynależy.

Nabycie w banku lokaty strukturyzowanej w ramach Ubezpieczeniowego Ffunduszu Kapitałowego (UFK) powoduje transfer środków do Towarzystwa Ubezpieczeń, które takową „strukturę” przygotowało i dystrybuuje ją za pośrednictwem banku. Dlatego chociażby inwestor w większości przypadków otrzyma od Towarzystwa Ubezpieczeń (TU) dostęp internetowy do serwisu na stronie TU. Nie zobaczy natomiast pieniędzy i tego instrumentu logując się do swojego konta bankowego.

Bank, pełniąc rolę pośrednika w zawieraniu umów klienta z innymi instytucjami, poprzez odpowiednie dyspozycje klienta, transferuje pieniądze do tych instytucji, by te operowały nimi zgodnie z warunkami nabywanego produktu. Uświadomienie sobie tego jest bardzo ważne, gdyż odtąd zmianie ulega charakter stosunku między klientem a bankiem. Trzeba mieć jednak na uwadze, że bank musi w pierwszej kolejności określić, jaką część oferty może danemu klientowi przedstawić. W tym celu w 2009 r. w Polsce weszły przepisy implementujące Dyrektywę MiFID, będącą elementem prawa Unii Europejskiej i zwiększającą ochronę klientów instytucji dystrybuujących produkty inwestycyjne (w tym banków). Poprzez odpowiedzi udzielane w ankiecie klient zostaje przypisany do jednej z trzech kategorii i stosownie do niej klient musi mieć zapewnione odpowiednie informacje o poszczególnych produktach, aby dać mu możliwość zrozumienia istoty produktów i ryzyk z nimi związanych. Ostateczną decyzję inwestycyjną podejmie oczywiście klient, ale w przypadku gdy w ocenie banku produkt jest nieodpowiedni dla klienta, zostanie mu to zasygnalizowane.

Można powiedzieć,  że chociaż rozwój przez lata oferty bankowej, wzbogacanej o coraz to nowe instrumenty przygotowywane również przez inne instytucje, stanowiła duże udogodnienie dla wielu inwestorów, to zmiany te niekoniecznie szły w parze z większą świadomością klientów o „podziale” powierzanego kapitału pomiędzy różne instytucje. Można zaryzykować tezę, że jakaś część osób żyła w przeświadczeniu o tym, że ich pieniądze są bezpośrednio w banku, do którego pierwotnie przyszli.

Szeroka oferta produktów zarówno banków jak i innych firm inwestycyjnych oczywiście nie jest czymś złym. Duża liczba dostępnych rozwiązań to przecież więcej możliwości dla inwestorów i większa konkurencja na rynku produktów oraz usług inwestycyjnych, a tym samym coraz tańszy dostęp do nich. Po raz kolejny wskazać należy, że najistotniejsze jest pełne zrozumienie mechanizmu działania nabywanego instrumentu, zasad współpracy z bankiem (lub inną instytucją) i roli jaką odgrywa on w całym procesie.

 

Autor: Konrad Adryańczyk, Senior Associate, Dom Maklerski Michael/Ström.

Poszukujący zysków posiadacze oszczędności coraz wyraźniej kierują swoje zainteresowanie na rynek obligacji. Oprócz papierów skarbowych, dostrzegają zalety obligacji firm, oferujących znacznie wyższe oprocentowania, ale także i zdecydowanie większe możliwości wyboru.

Wszystko wskazuje na to, że coraz większe grono posiadaczy oszczędności skłania się do poszukiwania lepszych możliwości niż oferowane przez banki na lokatach. Najbardziej odważni szukają szansy na giełdzie, dysponujący większymi zasobami korzystają z rynku nieruchomości, ale dynamicznie rośnie także zainteresowanie rynkiem papierów dłużnych. W ciągu pierwszych trzech miesięcy roku Polacy kupili obligacje skarbowe za prawie 1,4 mld zł, co stanowi wynik najwyższy od 2008 r. Zachęca do nich niskie ryzyko, ale odsetki są niewiele wyższe niż w przypadku bankowej oferty. O tym, że oczekiwania są większe, świadczy sięgający w pierwszym kwartale aż 1,2 mld zł napływ kapitału do funduszy inwestycyjnych, specjalizujących się w obligacjach przedsiębiorstw. Według Analiz Online, firmy monitorującej rynek funduszy, to o 100 mln zł więcej niż w całym ubiegłym roku. Tak duża dynamika z pewnością nie jest dziełem przypadku i wskazuje na wzrost aktywności oszczędzających, zniecierpliwionych utrzymującymi się na rekordowo niskim poziomie stopami procentowymi i symbolicznymi odsetkami w bankach, które nie są w stanie ochronić kapitału przed powracającą inflacją. Najlepsze fundusze papierów korporacyjnych w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy osiągnęły stopy zwrotu przekraczające 4 proc., a wyniki powyżej 3 proc. to bardziej reguła niż wyjątek. Wartość aktywów zgromadzonych w tego typu funduszach sięgała na koniec marca prawie 19 mld zł, a w ciągu dwunastu miesięcy zwiększyły się one o blisko 19 proc. Na tę kwotę składają się także kapitały instytucji finansowych, ale do tej formy przekonują się coraz liczniej także posiadacze oszczędności. Fundusze mają znacznie większe niż inwestorzy indywidualni możliwości skonstruowania zdywersyfikowanego portfela papierów dłużnych oraz zarządzania nim, odpowiednio do zmian warunków rynkowych. Ich zaletą jest obniżenie poziomu ryzyka, ale odbywa się to kosztem ograniczenia wysokości osiąganych zysków. Wynika to także z faktu, że fundusze dysponujące znacznymi kapitałami nie interesują się z reguły emisjami wysokodochodowych obligacji mniejszych firm, choć w tym gronie można znaleźć wiele interesujących możliwości. Na rynku ofert publicznych dominują obligacje deweloperów, firm windykacyjnych oraz banków i instytucji świadczących usługi finansowe (firmy pożyczkowe, zajmujące się faktoringiem itp.). Wbrew pozorom, indywidualni inwestorzy także mają spore możliwości samodzielnego skonstruowania zróżnicowanego portfela obligacji korporacyjnych, nie posiadając ograniczeń typowych dla funduszy. To właśnie wśród małych ofert można znaleźć firmy z różnych branż i o różnym profilu ryzyka. Ograniczając się tylko do ostatnich miesięcy, można wymienić choćby emisję Uniserv-Piecbud, specjalistycznej firmy budowlanej, producenta i dystrybutora gier komputerowych Vivid Games, Columbus Energy, specjalizującą się w montaży ogniw fotowoltaicznych, dystrybutora sprzętu sportowego Bikershop, czy świadczącej usługi kadrowe i outsourcingu procesów biznesowych spółki Loyd. W przypadku każdej z nich można liczyć na odsetki sięgające 8-9 proc. Tego typu ofert z pewnością nie zabraknie w przyszłości i mogą cieszyć się dużą popularnością, tym bardziej, że wciąż brakuje dużych ofert publicznych.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Lokaty trzymiesięczne i roczne są najniżej oprocentowane w historii – wynika z najświeższych danych NBP. Tylko najwyżej oprocentowane oferty depozytów i kont oszczędnościowych pozwalają liczyć na zyski. Niestety w przypadku przeciętnego produktu inflacja szybciej pochłania wartość kapitału niż banki zdążają dopisywać odsetki – wynika z szacunków Open Finance.

0,4% – tyle po uwzględnieniu inflacji i podatku można stracić na rocznej lokacie założonej w lutym – wynika z szacunków Open Finance opartych o najświeższe dane NBP. Nie jest oczywiście tak, że oprocentowanie proponowane przez banki jest ujemne, ale po uwzględnieniu podatku i prognoz dotyczących inflacji trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – banki naliczają dziś odsetki wolniej niż inflacja pochłania wartość zdeponowanego w banku kapitału.

Przykład? Przeciętna roczna lokata założona w lutym oprocentowana była na 1,62%. Przy depozycie na 10 000 zł oznacza to odsetki w kwocie 162 zł. Niestety nie cała ta kwota trafi na konto deponenta. Najpierw po 19% z tego zysku rękę wyciągnie fiskus zostawiając deponentowi skromne 131,22 zł. Problem w tym, że prognozy inflacji sugerują, że w lutym 2018 roku poziom cen będzie o około 1,7% wyższy niż rok wcześniej. Tym samym deponent zanotuje realną stratę w wysokości prawie 0,4%. W rozważanym przykładzie i w przeliczeniu na złotówki oznacza to utratę wartości posiadanego kapitału o około 38 zł. Nie jest to ani pierwsza ani ostatnia zła informacja dla posiadaczy lokat. Jeszcze przez wiele miesięcy trzeba się liczyć ze stratami na lokatach. Pewnym pocieszeniem może być fakt, że okresy realnych strat i zysków na bankowych depozytach przeplatają się. Te pierwsze nie trwają przeważnie dłużej niż rok czy dwa.

Trzymiesięczne są najlepsze

W dłuższym terminie najlepiej oprocentowane są produkty trzymiesięczne. Ta reguła nie pokrywa się jednak z danymi NBP o warunkach nowych lokat zakładanych w lutym br. Najwyżej oprocentowanymi depozytami okazały się te ponad roczne z wynikiem na poziomie 1,68%. Dla porównania depozyty nie dłuższe niż roczne (ponad 6 miesięcy, ale do 12 miesięcy) oprocentowane były na 1,62%, a trzymiesięczne (ponad 1 miesiąc ale do 3 miesięcy) na 1,65%. Były to najniższe wyniki w historii.

Tyle mówią średnie. Całe szczęście na rynku znaleźć można też oferty pozwalające zarobić więcej niż statystyczna lokata. Taka szuka możliwa jest głównie dzięki ofertom promocyjnym – przeznaczonych dla nowych klientów lub dla ich nowych środków. Korzystając z promocji można ulokować oszczędności na 3 – 4%, a niekiedy nawet ponad 5%. Należy jednak dokładnie czytać umowy. Bank oferując nam lepsze warunki depozytu może wymagać posiadania konta, karty czy innych produktów, które mogą okazać się płatne lub przynajmniej bezpłatne tylko wtedy, gdy aktywnie będziemy z nich korzystali. Warto też zwrócić uwagę na to czy pieniądze podlegają ochronie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Ten jeszcze nigdy nie zawiódł deponentów. Nawet w przypadku upadłości banku czy SKOK-u klienci otrzymywali gwarantowane kwoty (dziś limit to równowartość 100 tys. euro).

Autor:Bartosz Turek, analityk Open Finance

Inwestor chcący ulokować środki w inwestycję regularnie wypłacającą odsetki ma szerokie spektrum możliwości. Oczywistym wyborem mogą być lokaty czy też obligacje korporacyjne, które dają perspektywę wyższej stopy zwrotu. Inwestycje te dostępne są zarówno w polskich złotych, jak i walutach zagranicznych. Przyjrzyjmy się możliwościom powierzenia kapitału w ww. inwestycje.

Zacznijmy od najpopularniejszej formy oszczędzania, tj. od lokat. Mają one kilka zalet jak m.in. duża dostępność czy też gwarancja depozytów do kwoty 100 tys. euro przez BFG. Niemniej jednak istotnym minusem lokat jest ich oprocentowanie. Według danych Narodowego Banku Polskiego średnie oprocentowanie depozytów w styczniu 2017 r. wyniosło ok. 1,0 proc. Natomiast według danych rynkowych oprocentowanie lokat w euro jest jeszcze niższe i wynosi ok. kilkadziesiąt setnych proc. Z reguły dla inwestorów, którzy zgromadzili pokaźną sumę gotówki perspektywa zarobku do 1 proc. w skali roku wydaje się nieatrakcyjna. Do tego dochodzi fakt, że zagwarantowanie 100 tys. euro dla niektórych inwestorów może nie mieć istotnego znaczenia z uwagi na wielkość posiadanych aktywów.

Naprzeciw lokatom stają obligacje korporacyjne, które co prawda nie mają gwarancji BFG, ale w zamian oferują kilkukrotnie wyższe oprocentowanie. Obligacje korporacyjne w Polsce zaczęły zyskiwać popularność w 2009 r., gdy powstał rynek Catalyst. Od tego czasu charakterystyczne dla rynku było emitowanie zdecydowanej większości serii w oparciu o zmienny kupon oraz obligacji denominowanych w polskich złotych. O ile w popularności zmiennego kuponu zbyt wiele się nie zmieniło, o tyle na rynku częściej zaczynają się pojawiać emisje w walutach obcych, a konkretnie w jednej walucie, tj. euro.

Na koniec lutego 2017 r. wartość euroobligacji notowanych na Catalyst wyniosła 2,2 mld euro, co w przeliczeniu na „złotówki” daje ok. 9,5 mld zł.       W porównaniu z wartością notowanych na giełdzie wszystkich obligacji korporacyjnych (ponad 70 mld zł), udział obligacji walutowych wyniósł 13 proc. Warto jednak zwrócić uwagę, że gros (23 mld zł) całości outstandingu stanowiły obligacje BGK. Udział obligacji denominowanych w euro w relacji do całości rynku bez obligacji wyemitowanych przez BGK wynosiłby 20 proc. Zatem co piąta „złotówka” na giełdowym rynku obligacji korporacyjnych w Polsce była wyemitowane w euro. Na uwagę zasługuje fakt, że wartościowo aż 38 proc. obligacji notowanych w euro zostało wprowadzonych na rynek w minionym roku. Co więcej, 40 proc. serii notowanych w euro swój pierwszy dzień notowań miało w grudniu 2016 r. Powyższe statystyki pokazują, że emisje w euro zyskały na popularności w ostatnim czasie.

Wśród emitentów obligacji korporacyjnych w euro można znaleźć takie firmy jak m.in. Kruk, Ghelamco Invest czy też spółki zależne od PKN Orlen, PKO BP oraz PZU. Bieżące oprocentowania obligacji dla ww. emitentów wahają się od 1,4 proc. (PZU) do 4,1 proc. (Ghelamco Invest). Z reguły oprocentowanie obligacji wyemitowanych przez jednego emitenta jest niższe w przypadku obligacji denominowanych w euro niż w polskich złotych, co wynika z tego, że w strefie euro obowiązują niższe stopy procentowe i tym samym niższe stopy referencyjne. Na przykład w Polsce wartość WIBOR 3M wynosi ok. 1,7 proc., podczas gdy wartość europejskiego odpowiednika (EURIBOR 3M) jest o ok. 2 pkt. proc. niższa (-0,3 proc.). Warto jednak zaznaczyć, że dla inwestorów z nieco grubszym portfelem opłacalne może się okazać zabezpieczenie ryzyka kursu walutowego, co po pierwsze ograniczy ryzyko walutowe, a po drugie umożliwi inwestorowi zarobienie punktów swapowych, co wynika z ww. różnic w stopach procentowych. Obligacje w euro mogą też być dobrą alternatywą dla osób, które generują koszty w euro, bowiem otrzymywanie kuponów w euro może naturalnie zabezpieczyć je przed ryzykiem walutowym.

Podsumowując, na popularności zaczęły zyskiwać emisje obligacji korporacyjnych denominowanych w euro z uwagi na historycznie niskie stopy procentowe w strefie euro. Inwestycja w nie, tak jak w „złotówkowe” obligacje, wiąże się z ryzykiem kredytowym, ale już niekoniecznie musi się wiązać z ryzykiem walutowym. Z jednej strony, istnieje możliwość zabezpieczania się przed zmianami notowań euro (zarabiając przy tym punkty swapowe), a z drugiej strony kupony mogą idealnie zabezpieczyć przyszłe wydatki inwestora w euro, naturalnie zabezpieczając go przed ryzykiem walutowym. Zatem obligacje korporacyjne w euro mogą być ciekawą alternatywą dla osób szukających kilkukrotnie wyższego zarobku niż na lokatach.

 

Źródło: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Michael/Ström

Nawet 17 tys. zł więcej na lokacie mogła zarobić osoba, która aktywnie reagowała na zmiany w polityce pieniężnej prowadzonej przez RPP – wynika z analizy przygotowanej przez Open Finance. Szukając dziś lokat należy skupić się na produktach krótkoterminowych omijając te długoterminowe.

W ostatnich latach najlepsze wyniki inwestycyjne osiągali ci, którzy zakładali lokaty na krótkie okresy. Mamy więc tu do czynienia z pewnego rodzaju paradoksem. Wydaje się bowiem, że za oddanie pieniędzy do banku na dłużej instytucja ta powinna zapłacić więcej. Po prostu lokaty na dłuższe okresy – roku czy dwóch – powinny być oprocentowane wyżej niż depozyty trzymiesięczne. Praktyka pokazuje jednak coś zupełnie innego.

Z danych publikowanych przez NBP wynika, że to lokaty trzymiesięczne są w bankach produktami najwyżej oprocentowanymi. Odpowiednie statystyki NBP publikuje od początku 2004 roku. Wynika z nich, że przeciętne oprocentowanie produktów maksymalnie trzymiesięcznych (od ponad jednego miesiąca do trzech) wynosiło w tym czasie 4%. Dla porównania produkty wybitnie krótkoterminowe – nie dłuższe niż miesięczne – oferowały przeciętnie 3,2%. Na lokacie rocznej można było natomiast zarobić około 3,7%. Co niemniej ciekawe, w przypadku jeszcze dłuższych umów, banki oferowały niższe wynagrodzenie w postaci oprocentowania na poziomie 3,6%.

Najgorsze są lokaty miesięczne i dwuletnie

Zobaczmy więc na jakie zyski mógłby liczyć inwestor, który na początku 2004 roku decydował się zakładać jedynie lokaty i ciągle odnawiać je na dokładnie taki sam okres. Załóżmy, że startujemy z kapitałem na poziomie 100 tys. zł i oczywiście uwzględniamy podatek od zysków kapitałowych (19%). Przyjęliśmy ponadto, że zakończenie jednej lokaty skutkuje od razu otwarciem kolejnej, czyli pieniądze pracują cały czas. Modelowy inwestor, który wybrałby produkty miesięczne na koniec 2016 roku miałby na koncie 140,2 tys. zł, czyli zrealizowałby zysk po opodatkowaniu na poziomie 40,2 tys. zł. Nie jest to zły wynik, bo oznacza, że bankowe lokaty ustrzegłyby kapitał przed inflacją (w badanym okresie wyniosła ona około 31,1%). Przeciętnie rzecz ujmując, zyski inwestora przekraczały co roku inflację o około 0,5%.

Wyraźnie lepsze wyniki zanotowaliby inwestorzy, którzy wybraliby lokaty dwuletnie, roczne lub chociaż sześciomiesięczne. W ich przypadku zysk wyniósłby odpowiednio 45,6 tys. zł., 48,1 tys. zł i 50,6 tys. zł. Największe powody do zadowolenia miałby jednak ten inwestor, który od początku 2004 roku regularnie deponowałby swoje pieniądze na lokatach trzymiesięcznych. Jego wynik z inwestycji można bowiem oszacować na 51,3 tys. zł i  mówimy tu już o zysku po opodatkowaniu.

W praktyce wyniki te mogłyby być wyższe, o ile inwestor za każdym razem szukałby najlepszej oferty rynkowej, a nie tylko przeciętnej – jak w przyjętym przykładzie. Na przykład w listopadzie 2016 roku najlepsze trzymiesięczne lokaty, które można było założyć bez żadnych dodatkowych produktów, oferowały oprocentowanie na poziomie 2%. Dane NBP sugerują, że w tym okresie przeciętne oprocentowanie lokaty trzymiesięcznej było niższe niż 1,8%.

W wyborze lokaty pomogą specjaliści

Wiemy już, że co do zasady najlepiej oprocentowane są lokaty zakładane na więcej niż miesiąc, ale nie dłużej niż trzy miesiące. Praktyka pokazuje jednak, że ciągłe odnawianie lokaty cztery razy do roku nie jest idealnym rozwiązaniem. Wszystko dlatego, że w międzyczasie Rada Polityki Pieniężnej zmienia stopy procentowe. Jeśli mamy do czynienia z cyklem podwyżek, to z pewnym opóźnieniem przekłada się to na wzrost oprocentowania lokat. Odwrotnie jest w przypadku obniżania stóp procentowych. Takie ruchy skutkują z czasem coraz mniej atrakcyjnymi ofertami bankowych depozytów.

Jeśli więc spodziewane są obniżki stóp procentowych, wypadałoby przestać zakładać lokaty trzymiesięczne, a poszukać ofert na znacznie dłuższy okres – roku czy dwóch. Pozwoli nam to dłużej cieszyć się wyższym oprocentowaniem. Skąd jednak wiedzieć, że stopy procentowe będą obniżane? Pewności co do takich ruchów nigdy nie ma, a prognozy są często bardzo zmienne. Jest jednak sposób na wskazanie takich okresów z dużym prawdopodobieństwem. Trzeba obserwować notowania stawek WIBOR. Są one bezpłatnie odstępne na portalach internetowych zajmujących się tematyką finansową. Stawka WIBOR to w uproszczeniu oprocentowanie, po którym banki pożyczają sobie pieniądze. W ustalaniu tej stawki biorą więc pośrednio udział całe rzesze wykwalifikowanych pracowników banków. Z ich wiedzy i umiejętności bezpłatnie może korzystać każdy, kto chciałby jak najwięcej zarobić na lokatach.

W Jaki sposób? Gdy przyjdzie akurat czas odnowienia lokaty, wystarczy sprawdzić czy w ostatnich dniach stawka WIBOR 1Y (roczna) była niższa niż WIBOR 3M (trzymiesięczna). Jeśli tak było, to oznacza, że banki pożyczają sobie na rok pieniądze taniej niż na trzy miesiące. Dziwne prawda? Przecież pożyczając na dłużej ponoszą wyższe ryzyko, a więc powinny chcieć wyższego wynagrodzenia. Taka „inwersja” oprocentowania, to z dużym prawdopodobieństwem sygnał, że banki spodziewają się spadku stóp procentowych. Dla kogoś kto chce zdeponować pieniądze w banku jest to sygnał, że tym razem nie należy szukać lokaty trzymiesięcznej, ale przede wszystkim zainteresować się ofertą produktów na dłuższy okres.

Jakie wyniki dałaby ta strategia w ostatnich latach? Znowu przyjmijmy, że modelowy inwestor zaczyna swoją przygodę z bankowymi depozytami na początku 2004 roku i ma 100 tys. zł. Z szacunków Open Finance wynika, że wsłuchiwanie się w doniesienia rynkowe ma sens. Zakładanie lokat rocznych w momentach, gdy bankowcy spodziewali się spadków stóp procentowych pozwoliłoby w modelowym przypadku zrealizować zysk po podatkowaniu na poziomie 53,4 tys. zł. Jeszcze lepiej byłoby gdyby zamiast lokat rocznych w newralgicznych momentach (gdy WIBOR 1Y notowany jest niżej niż WIBOR 3M) zakładać depozyty dwuletnie. Pozwoliłoby to na dłużej zarezerwować atrakcyjne oprocentowanie, a zysk naszego inwestora wzrósłby do 57,3 tys. zł. To ponad 17 tys. zł więcej niż przy wyborze lokat miesięcznych oraz o ponad 6 tys. zł więcej niż zarobił inwestor lokujący swoje pieniądze tylko na produktach trzymiesięcznych.

Lokata ma być bezpieczna

Jak na tym tle wypadają inne sposoby lokowania kapitału? Jeśli ktoś zainwestowałby na giełdzie, mógłby liczyć na zyski wyraźnie wyższe niż na lokatach. Indeks WIG uwzględniający zmiany notowań wszystkich giełdowych spółek oraz dodatkowe dochody akcjonariuszy (np. dywidendy) był na koniec 2016 roku na poziomie o 148,6% wyższym niż na początku 2004 roku. Jest to prawie 3-krotnie wyższy wynik niż na lokatach, choć warto dodać, że bierzemy pod uwagę specyficzny okres. Rok 2004 to wciąż okres przed jednymi z najdynamiczniejszych wzrostów na rodzimym parkiecie.

Podobnie byłoby ze złotem. Żółty kruszec na początku 2004 roku kosztował 1548 zł za uncję (31,1 gramów). Pod koniec 2016 roku za taką ilość złota trzeba było płacić 4845 zł. To nawet po zapłaceniu 2-proc. prowizji przy sprzedaży oznacza wynik na poziomie niemal 207%. Atrakcyjną stopę zwrotu w badanym okresie można też było osiągnąć kupując mieszkanie na wynajem. W 2004 roku 50-metrowe mieszkanie można było kupić za około 210 tys. zł. Po uwzględnieniu kosztów transakcyjnych i wykończenia cała operacja powinna zamknąć się w budżecie na poziomie 250 tys. zł. Dziś za 50 m kw. przeciętnego używanego „M” w stolicy można otrzymać około 350 tys. zł. Gdyby tego było mało, właściciel mógł w międzyczasie liczyć też na zyski z wynajmu. Licząc zachowawczo można przyjąć, że z tego tytułu przez 13 lat zainkasował około 110 – 120 tys. zł. To w sumie oznacza około 80 – 90% zysku.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Na zakończonym dziś posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej ówczesne stopy procentowe pozostały na dotychczasowym poziomie. Tym samym podstawowa stopa referencyjna będzie wynosiła nadal 1,50 proc.

Decyzje Narodowego Banku Polskiego dotyczące stóp procentowych to jedno z najważniejszych wydarzeń na polskim rynku finansowym. Od wyników głosowania tej instytucji zależy bowiem cena pieniądza na rynku międzybankowym, która ma wpływ na oprocentowanie lokat i kredytów.

Dłużnicy zadowoleni

Niskie oprocentowanie zobowiązań przekłada się na wzrost liczby udzielanych kredytów, ponieważ ich obsługa staje się tańsza dla klienta. Nie jest żadną tajemnicą, że dostęp do taniego pieniądza wpływa pozytywnie na wzrost gospodarczy Polski. Tak też było i w naszym kraju, w którym to w czasie obowiązywania ultra niskich stóp procentowych odnotowano pokaźny wzrost PKB. Odczyt tego parametru za IV kwartał 2015 roku wyniósł 3,9 proc. – Niskie stopy procentowe to nie tylko rosnące PKB, ale także ulga dla wszystkich posiadaczy zobowiązań hipotecznych wyrażonych w polskim złotym. Jeszcze dwa lata temu rata kredytu mieszkaniowego opiewającego na kwotę 300 tys. zł zaciągniętego w styczniu 2009 roku wynosiła 1642 zł, podczas gdy obecnie przyjmuje ona wartość 1481 zł. Tym samym, dzięki niskim stopom procentowym, każdy posiadacz takiego zobowiązania generuje miesięcznie 161 zł oszczędności. – komentuje Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl. – Wspomniana oszczędność to efekt spadku oprocentowania nominalnego hipotek w ostatnich latach. Na przykład dla 30-letniego kredytu opiewającego na kwotę 300 tys. zł z 20 proc. wkładem własnym, parametr ten obniżył się z okolic 4,76 proc. (marzec 2014 r.) do obecnych 4,06 proc. – dodaje.

Nie wszyscy mają kolorowo

Niestety prowadzenie ekspansywnej polityki pieniężnej przez NBP wpływa negatywnie na oprocentowanie produktów depozytowych, czyli popularnych lokat i kont oszczędnościowych. – Przykładowo, średnie oprocentowanie tych pierwszych instrumentów nie przekracza obecnie poziomu 1,50 proc. w skali roku (kwartalny depozyt na kwotę 5 tys. zł). W przypadku kont oszczędnościowych, na których ulokowano wspomnianą kwotę, odczyt jest jeszcze gorszy i wynosi 1,39 proc. w skali roku. – mówi Jacek Kasperczyk, Comperia.pl.

Najbliższe kilka miesięcy z pewnością nie przyniesie większych zmian w poziomie stóp procentowych. Za wyciągnięciem takiego wniosku przemawia zupełny brak presji inflacyjnej. Choć trzeba przyznać, że rynek międzybankowy zaczyna „grać” w stronę luzowania polityki pieniężnej – w ostatnich miesiącach stopa rynkowa WIBOR3M spadła bowiem z 1,73 proc. (listopad ub. r.) do 1,67 proc.

 

Źródło: Comperia.pl

Już od dłuższego czasu inwestorzy zmuszeni są szukać zysku w coraz bardziej niekonwencjonalnych miejscach. W ciągu roku staniały główne surowce oraz większość spółek notowanych na warszawskim parkiecie. Dwucyfrowe zyski liczą dziś natomiast ci, którzy rok temu zainwestowali w wirtualną walutę, klasyczne auta czy butelki szkockiego trunku – wynika z danych zebranych przez Lion’s Bank.

Powszechnie mówi się o tym, że podatek bankowy spowodował wzrost marż kredytowych, ale to nie wszystko. Banki w poszukiwaniu środków na pokrycie nowych kosztów obniżają też oprocentowanie lokat. Już dziś niewiele jest rocznych lokat dających zarobić przynajmniej 2,5%, a i tak spora ich część wymaga spełnienia dodatkowych kryteriów. Jeśli ktoś odłożył na takiej rocznej bankowej lokacie 100 tys. zł, to otrzyma za rok 2500 zł odsetek minus podatek, czyli 2025 zł. Nie powinno więc dziwić, że inwestorzy szukają dla takiego rozwiązania alternatywy. Lion’s Bank sprawdził, jakie zyski mogą dziś liczyć inwestorzy, którzy rok temu zainwestowali mniej konwencjonalnie niż zanosząc pieniądze do banku.

Alternatywne rozwiązania pozwoliły zarobić nawet 85%

Zebrane dane potwierdzają jedno – najwięcej można było zarobić lokując pieniądze w mniej tradycyjne aktywa. Takie ryzykowne posunięcie najbardziej opłaciło się inwestorom, którzy rok temu wybrali wirtualną walutę – bitcoin. Ich zysk po 12 miesiącach może dziś wynosić 85%. Jakim cudem można było osiągnąć taki wynik? Notowania bitcoina są bardzo zmienne –równie szybko ta waluta drożeje, co tanieje. Nie powinno więc dziwić, że rok temu płacono za nią 221 dolarów, a dziś 375 dolarów, czyli prawie 70% więcej. Do tego dochodzi jeszcze osłabienie złotówki wobec dolara (o około 9%). Rodzimy inwestor, aby zaangażować się na wspomnianym rynku musiał więc kupić tańsze niż dziś dolary, za nie kupić dopiero wirtualną walutę, a dziś zrobić transakcje odwrotne zyskując tym samym dwa razy – raz na wzroście notowań bitcoina, a drugi na fakcie, że za dolara dostanie dziś więcej złotówek niż przed rokiem.

Słaby złoty ogranicza straty lub potęguje zyski

Podobny mechanizm działał w przypadku większości zagranicznych inwestycji Polaków. Dziś więcej złotówek niż przed rokiem trzeba zapłacić za dolary, euro, funty czy jeny. Jedynie szwajcarski frank notowany był na początku lutego br. na poziomie niemal identycznym jak w analogicznym okresie przed rokiem.

Osłabienie złotówki powinno cieszyć tych, którzy przed rokiem zainwestowali w aktywa notowane w drożejących dziś walutach (surowce, zagraniczne akcje czy nieruchomości). Gdy złotówka traci na wartości, po wyjściu z zagranicznej inwestycji posiadane euro czy dolary można zamienić na więcej złotówek. To jak pokazano wyżej może podnieść zyski, ale też może ograniczyć straty. Przykład? Złoto (notowane w USD) straciło w ciągu na wartości 12%. Rok temu za uncję żółtego kruszcu trzeba było płacić 1276,9 dolarów, a dziś tylko 1124 dolary. Z drugiej strony dolary są dziś droższe niż 12 miesięcy temu. W efekcie za uncję trzeba dziś płacić ponad 4,5 tys. zł, a rok temu było to o 50 zł więcej. Różnica niewielka pomimo sporego spadku dolarowych notowań złota. Wszystko dlatego, że za dolata trzeba było 3 lutego br. płacić niewiele poniżej 4zł, a rok wcześniej było to poniżej 3,7 zł za amerykańską walutę.

Z drugiej strony rozważając zagraniczne inwestycje dziś trzeba pamiętać, że ponosi się dodatkowe ryzyko. Jeśli bowiem złotówka w przyszłości się umocni, zarobione zagranicą dolary czy euro będą warte mniej złotówek.

2016 02 05 wykres 1

Auta, trunki i tokijska giełda

Na bitcoinie lista inwestycji, które przez ostatnie 12 miesięcy pozwoliły zarobić ponad 10% się nie kończy. Ponad 30-proc. zysk można było też zrealizować inwestując w największe spółki tokijskiej giełdy. Tak dobre wyniki były możliwe do zrealizowania dzięki dodrukowi pieniądza w Japonii (to przyniosło hossę na tamtejszej giełdzie) oraz osłabieniu się złotówki wobec jena. Około 20% zainkasować mogli też ci, którzy przed rokiem kupili atrakcyjny samochód klasyczny lub butelkę szkockiego trunku z uznanej gorzelni. Na tym nie koniec. Hossa na amerykańskim rynku nieruchomości pozwoliłaby też rodzimemu inwestorowi zainkasować około 16% z rocznej inwestycji na tamtejszym rynku (koszty transakcyjne zostały tu pominięte). Choć jest to truizm, należy dodać, że nie ma gwarancji, że kolejny rok przyniesie podobne wyniki.

Surowce i rodzime aukcje w dół

Zebrane przez Lion’s Bank dane pokazują, że w ciągu roku najwięcej można było stracić na inwestycjach w rodzime akcje lub zakup surowców. W przypadku przeciętnego funduszu inwestującego w akcje z rodzimej giełdy strata wyniosła 10%. Podobne wyniki notują dziś ci, którzy przed rokiem kupili srebro lub miedź. Jeszcze większe obniżki dotknęły główny indeks warszawskiej giełdy (WIG, – 15% r/r) oraz indeks grupujący największe spółki (WIG 20, -22% r/r). Niekwestionowanym liderem spadków jest jednak Ropa. Pomimo faktu, że jest ona notowana w amerykańskiej walucie, a za tę trzeba dziś płacić więcej niż przed rokiem, to i tak wyrażona w złotych cena baryłki ropy jest teraz o 30% niższa niż przed rokiem.

2016 02 05 tabela 1

 

 

fota (300 DPI, 1024 PNG)Bartosz Turek, Lion’s Bank

Trudno dziś znaleźć atrakcyjny depozyt. Niegdyś dobrze oprocentowane lokaty, dziś nie dają tak dużych zysków. Analitycy porównywarki finansowej Comperia.pl przygotowali ranking najlepszych lokat w lutym.

Obecnie średnie oprocentowanie lokat bankowych wynosi ok. 1,50 proc. w skali roku. Na rynku oczywiście można znaleźć depozyty oferujące wyższe oprocentowanie, jednak produkty te wymagają od oszczędzających spełnienia szeregu warunków, jak m.in. obowiązek założenia konta, zasilania go odpowiednią kwotą, czy też ulokowania w banku zupełnie nowych środków. – komentuje Jacek Kasperczyk, analityk Comperia.pl. – Duża część tych instytucji wprowadza ograniczenia – dają wysokie oprocentowanie, ale do określonej kwoty np. 10 tys. zł – dodaje.

Gdzie ulokować pieniądze?

Poniższy ranking najlepszych lokat w lutym br. uwzględnia kwotę 10 001 zł, czyli stanowi zbiór produktów po odrzuceniu tzw. ofert promocyjnych z wysokim oprocentowaniem na kwotę do 10 tys. zł. Okres deponowania środków zawiera się w przedziale od 3 do 6 miesięcy.

Najlepsze lokaty na 10001 zł, okres oszczędzania od 3 do 6 m-cy

 

Bank

 

 

Nazwa oferty/czas trwania lokaty

 

Oprocentowanie Maksymalna kwota Wymagane konto
Bank Zachodni WBK Lokata powitalna 1I2I3 (3 miesiące) 3,35% 20 tys. zł, ale nowy klient

tak

Idea Bank  

Lokata HAPPY Plus

(3 miesiące)

3,25% 100 tys. zł, ale nowy klient

nie

BGŻOptima  

Lokata Bezkarna

(3 miesiące)

3,20% 100 tys. zł, ale nowy klient

tak

Eurobank  

Lokata 3 razy lepsza

(3 miesięcy)

3,00% 30 tys. zł, ale nowy klient

tak

BOŚ  

EKOlokata SUPERprocentująca

(6 miesięcy)

2,80% bez ograniczeń, ale nowe środki

tak

Getin Noble Bank  

e-Lokata / Lokata na Nowe Środki

(3 miesięce)

2,80% bez ograniczeń, ale nowe środki

nie

BGŻOptima  

Lokata Deklasująca V

(4 miesiące)

2,70% 100 tys. zł, ale nowe środki

tak

Bank Zachodni WBK  

Lokata Swobodnie Zarabiająca

(4 miesiące)

2,60% 200 tys. zł, ale nowe środki

tak, oszczędnościowe

Raiffeisen Polbank  

Lokata VIDEO

(3 miesiące)

2,60% 50 tys. zł, ale dostępna przez Video Doradcę

tak

Bank SMART  

Smart Lokata Wariant specjalny z Plusem (3,4,6 miesięcy)

2,60% 2 mln zł, ale nowy klient

tak

Źródło: Comperia.pl

 

Obecnie najlepszą lokatę na wskazaną kwotę można znaleźć w Banku Zachodnim WBK. Trzymiesięczna „Lokata powitalna 1I2I3” jest oprocentowana na 3,35 proc. w skali roku, a maksymalna kwota, jaką można na niej ulokować, to 20 tys. zł. Niestety, by móc skorzystać z tego produktu potrzebne jest posiadanie otwartego konta osobistego.

Drugie miejsce przypadło kwartalnej „Lokacie HAPPY Plus”, dostępnej w Idea Banku. Instrument ten nie dość, że charakteryzuje się wysokim oprocentowaniem wynoszącym 3,25 proc. w skali roku, to jeszcze daje możliwość ulokowania kwoty w przedziale 10-100 tys. zł. Niewątpliwą zaletą tego rozwiązania jest brak obowiązku zakładania ROR. Trzeba jednak pamiętać, że oferta ta jest skierowana wyłącznie do nowych klientów.

Ostatnie miejsce na podium zajmuje „Lokata Bezkarna”, oferowana przez BGŻOptima. Produkt ten jest oprocentowany na 3,20 proc. w skali roku. To trzymiesięczny instrument adresowany wyłącznie do nowych klientów, na którym maksymalnie można ulokować kwotę 100 tys. zł. Niestety, rozwiązanie to, podobnie jak i zwycięzca, wymaga założenia konta.

Tuż za podium znalazły się lokaty dostępne w Banku SMART, BZWBK, Raiffeisen Polbank, BGŻOptima (z produktem „Lokata Deklasująca V”), Getin Noble Bank, BOŚ oraz Eurobanku. Oprocentowanie tych instrumentów przyjmuje wartości od 2,60 do 3,00 proc. w skali roku. Co ważne, praktycznie każdy z nich (oprócz oferty Raiffeisen Polbank) jest skierowany do nowych klientów albo wymaga od klienta założenia konta lub wpłacenia do banku nowych środków.

Pomnażanie oszczędności stało się ostatnio dość trudną operacją. Niskie stopy procentowe obowiązujące w naszym kraju sprawiły, że obecne oprocentowanie lokat pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście, są na rynku rozwiązania, które po spełnieniu kilku wymagań dają całkiem atrakcyjne warunki – komentuje Jacek Kasperczyk, Comperia.pl.

 

Źródło: Comperia.pl

W Polsce coraz trudniej jest pomnażać oszczędności. Rekordowo niskie stopy procentowe powodują, że lokaty bankowe i obligacje przynoszą niewielkie odsetki. Dodatkowo w ostatnim czasie znacząco pogorszyła się sytuacja na giełdzie. W rezultacie zysków trzeba szukać za granicą. Pomóc w tym mogą fundusze inwestycyjne. Z danych zebranych przez Expandera wynika, że w ostatnich sześciu miesiącach polskie TFI wprowadziły do oferty aż 17 nowych funduszy inwestujących poza Polską. Sprawdziliśmy, co mają nam do zaoferowania.

Obecnie oprocentowanie przeciętnej lokaty rocznej wynosi zaledwie ok. 1,75%. Fundusze inwestujące w polskie obligacje zarobiły jedynie 0,9%, a akcje wchodzące w skład indeksu WIG20, od maja potaniały o niemal 30%. W sytuacji, gdy tak trudno jest o atrakcyjne zyski w kraju Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (TFI) postanowiły zachęcić Polaków do inwestowania za granicą. Aby to się udało starają się poszerzyć swoją ofertę o nowe rozwiązania. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy z 24 nowopowstałych funduszy aż 17 będzie inwestowało poza krajem.

Pierwsze, co rzuca się w oczy po przejrzeniu listy nowych funduszy to, że nareszcie TFI zmieniły podejście na takie, które jest bardziej przyjazne przeciętnym Polakom. W większości nie powstają już fundusze inwestujące na określonym obszarze np. tylko w akcje amerykańskie czy europejskie. Wiele osób po prostu nie wie, w jakiej części świata warto w danym momencie inwestować. Natomiast ci, którzy wiedzą i z takich rozwiązań korzystali niejednokrotnie, zawiedli się na tym, że zarządzający funduszem nie potrafił zarobić więcej niż średnia, czyli indeks danej giełdy.

Dla tych ostatnich ciekawą propozycję przygotował ING Bank Śląski przy współpracy z Amundi TF. Są to dwa fundusze (ING BSK Indeks MSCI EMU oraz ING BSK Indeks S&P 500), których zadaniem jest odwzorowywanie amerykańskiego indeksu S&P 500 i zachodnioeuropejskiego MSCI EMU. Korzyścią inwestowania w ten sposób są niskie koszty zarządzania, gdyż skład portfela jest zawsze taki sam jak indeks giełdowy. Zapewnia to też wysoką dywersyfikację, ponieważ w skład S&P 500 wchodzi 500 spółek, a w MSCI EMU jest ich 240.

Wróćmy jednak do osób, które nie wiedzą, w jakiej części świata warto zainwestować. Aby ograniczyć wysokie ryzyko, jakie wiąże się z inwestowaniem w akcje, dobrym rozwiązaniem może być inny nowy fundusz – Aviva Oszczędnościowy. Może on lokować środki na całym świecie, jednak robi to w nietypowy sposób. Należy on do niespotykanej dotychczas w Polsce grupy funduszy target return (fundusze celu). W przeciwieństwie do funduszy akcji nie dążą one za wszelką cenę do maksymalizacji zysku, kosztem wysokiego ryzyka. Ich zadaniem jest natomiast osiągnięcie zysku nie niższego niż określona z góry wartość. W przypadku funduszu Avivy celem jest uzyskanie rocznej stopy zwrotu na poziomie ok. 5%[1].

Na inwestowanie za granicą bardzo mocno w ostatnim czasie postawił też Legg Mason TFI. Wprowadził on do oferty aż 5 nowych funduszy. W jego przypadku obserwujemy jednak tradycyjne podejście, czyli regionalny zakres inwestycji np. fundusz inwestujący w akcje amerykańskie czy azjatyckie. Dla tych, który nie wiedzą, w jakiej części świata warto ulokować pieniądze jest jednak fundusz globalnych papierów dłużnych i fundusz okazji rynkowych.

nowe_fundusze_wprowadzone_przez_polskie_tfi

1] Faktycznym celem jest, aby średnia roczna stopy zwrotu była o  5 pkt. proc. wyższa niż główna stopa procentowa NBP na przestrzeni kolejnych 3 lat. Stopa NBP obecnie wynosi 1,5%, tak więc celem jest 6,5%, ale jest to wartość przed odliczeniem opłat za zarządzanie. Fundusz nie gwarantuje osiągnięcia powyższego celu. Zalecany okres inwestowania to co najmniej 5 lat.

 

Jarosław Sadowski, Główny analityk firmy Expander

Okres hossy z lat 2003-2007 wciąż pozostaje w pamięci wielu inwestorów, którzy z utęsknieniem czekają na powtórkę tamtej atmosfery. Wówczas trwające silne trendy wzrostowe zapewniały wspaniałe środowisko do systematycznego pomnażania kapitału. Wszystko to działo się jednak przy pokaźnym wzroście gospodarczym oraz zupełnie innym poziomie stóp procentowych. Teraz środowisko jest całkowicie odmienne.

Tak, jak wcześniej PKB potrafił przez dwa lata rosnąć o ponad 6%, tak teraz dynamiki na poziomie 4% nie jest w stanie przekroczyć. Dodatkowo stopy procentowe są rekordowo niskie. Według powszechnego mniemania niski koszt pieniądza dla giełdy jest korzystny, gdyż maleją koszty finansowania działalności spółek, a ich przyszłe przepływy pieniężne po zdyskontowania są dzisiaj więcej warte. Każdy kij ma jednak dwa końce, a ten drugi w przypadku środowiska umiarkowanego wzrostu oraz niskich stóp procentowych potrafi być nieprzyjemny. Otóż zmniejszeniu ulega spodziewana w przyszłości stopa zwrotu z zainwestowanego kapitału. Dotyczy to wszystkich klas aktywów, nie tylko giełdy. Oprocentowanie obligacji jest tak niskie, że trudno o ich dalsze spadki. Spready na obligacjach korporacyjnych też uległy takiemu zawężeniu, że ich atrakcyjność wyraźnie zmalała.

Oprocentowanie lokat bardzo szybko spadło po tym, jak RPP obniżyła główną stopę do poziomu 1,5%. Może nieruchomości wciąż dają atrakcyjny zysk? Średnią stopę zwrotu z wynajmu można szacować  na 4%, co raczej ciężko uznać za wyjątkowo atrakcyjny poziom jak na kapitałochłonność oraz potrzebę zarządzania, z jaką wiąże się posiadanie nieruchomości. Nie jest więc tak, że trudna sytuacja na GPW jest odosobnionym w inwestycyjnym świecie przypadkiem. Właśnie dlatego tak popularne w ostatnim czasie stały się fundusze absolutnej stopy zwrotu, gdyż trudne środowisko premiuje elastyczną postawę, a podejście „kup i trzymaj” przy braku monitoringu potrafi być dla portfela kosztowne.

Mimo jednak całej negatywnej aury oraz ostatnich nieprzyjemnych spadków na giełdzie, stwierdzić należy, że o katastrofie mówić nie można. Nie jest to okres regularnej bessy, skoro WIG od początku roku stracił 3%. Czy to zły wynik jak na widmo Chinageddonu bądź krajowego sporego przedwyborczego zamieszania? Mimo to należy otwarcie powiedzieć, że środowisko stało się trudne, ale nie jest na tyle beznadziejne, by pozbawić inwestora możliwości zarobku. Wymaga jednak wyłuskania spółek poszukiwanych przez kapitał, czyli wzrostowych i dywidendowych. Nie obejdzie się też bez elastyczności oraz racjonalnych oczekiwań obniżających możliwe do osiągnięcia stopy zwrotu i to ze wszystkich aktywów.

 

Lukasz_Bautor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

W czerwcu wartość portfela kredytów dla przedsiębiorców indywidualnych wzrosła o 330 mln zł i wynosi już prawie 59,5 mld zł. Szybko rosną także depozyty mikrofirm. W czerwcu powiększyły się o ponad 820 mln zł.

To drugi z rzędu miesiąc, kiedy wartość portfela kredytów dla przedsiębiorców indywidualnych wzrosła o ponad 300 mln zł oraz szósty, w którym notuje się wzrost tego wskaźnika. Wprawdzie 300 mln zł nie jest oszałamiającą kwotą, jednak duże wrażenie robi systematyczność wzrostu w ostatnim okresie. W rezultacie do bariery 60 mld zł zostało już bardzo niewiele.

czwartekŹródło: NBP

Kredyty na nieruchomości lekko w górę

Odmiennie niż w ostatnich miesiącach, w czerwcu w górę poszły wartości trzech najważniejszych składowych portfela kredytów dla mikrofirm. W największym stopniu powiększyła się kwota zaciągniętych kredytów o charakterze bieżącym – ta część portfela powiększyła się o 265 mln zł. Obecnie wartość finansowania bieżącego wynosi blisko 31,4 mld zł.

Przedsiębiorcy indywidualni w czerwcu korzystali także z kredytów inwestycyjnych, ale zainteresowanie było mniejsze niż choćby miesiąc wcześniej. Ta część portfela kredytów i pożyczek urosła bowiem jedynie o 33 mln zł, tymczasem w maju wzrost wyniósł 160 mln zł. Obecnie łączna wartość zobowiązań przedsiębiorców, zaciągniętych na inwestycje, wynosi nieco ponad 14,7 mld zł.

Większą zmianę widać w kredytach na nieruchomości. W ostatnich miesiącach bowiem ta część portfela topniała, tymczasem w czerwcu saldo pożyczek wziętych i spłaconych okazało się dodatnie. To wprawdzie tylko 9 mln zł wzrostu wartości kredytów na nieruchomości, ale jednak również i ta część portfela bankowego finansowania firm powiększyła się i obecnie ma wartość prawie 5,25 mld zł.

Najmniejsze firmy generują coraz większą nadwyżkę

O wiele większy wzrost wartości widać w lokatach zakładanych przez mikroprzedsiębiorców. Ich wartość na koniec czerwca wyniosła blisko 31,2 mld zł. To oznacza kontynuacje trendu, rozpoczętego już w marcu.

Wzrost lokat mikrofirm oznacza, że obecnie generują one sporą nadwyżkę pomiędzy kosztami bieżącymi a przychodami. W czerwcu najmniejsze przedsiębiorstwa były w stanie odłożyć ponad 800 mln zł. Tempo, w którym przyrastają depozyty, wynosi już obecnie 18% (licząc do analogicznego miesiąca roku poprzedniego), co oznacza, iż wytwarzana przez przedsiębiorców indywidualnych nadwyżka rośnie.

czwartek1Źródło: NBP

Jedyne, co może budzić wątpliwości, to cel, na jaki mikroprzedsiębiorcy zamierzają przeznaczyć odłożone środki. W pewnej części są to pieniądze, którymi na początku roku zostaną sfinansowane płatności podatkowe. A co z resztą?

Trzeba pamiętać, że przedsiębiorcy indywidualni starają się przede wszystkim inwestować ze środków własnych. Kredyty jako źródło finansowania wydatków są stosowane rzadziej. Jeśli więc mikrofirmy mają większe przychody i zyski, wówczas w mniejszym stopniu korzystają z kredytów bankowych. To oznacza, że ryzyko, iż zgromadzone na lokatach bankowych środki zostaną przeznaczone na wypoczynek na Majorce, jest stosunkowo niewielkie. Można się raczej spodziewać, że skłonność najmniejszych przedsiębiorców do inwestowanie nie tylko nie zmaleje, ale nawet wzrośnie, tyle że będą one finansowane w jeszcze większym stopniu ze środków własnych.

czwartek2

Źródło: wyliczenia własne na podst. danych NBP

autor: Marek Siudaj, Tax Care

Oprocentowanie lokat jest coraz niższe. Spadła nie tylko średnia, ale znikła także część najatrakcyjniejszych propozycji depozytów. Z kwietniowego rankingu Expandera wynika, że na rynku zostały już tylko dwie oferty bez gwiazdek z oprocentowaniem wynoszącym 3%. Mniej jest również promocyjnych lokat zapewniających dochód od kapitału na poziomie 4% i więcej.

Dzięki temu, że mamy rekordowo niskie stopy procentowe, kredyty stały się dość tanie i stosunkowo łatwo dostępne. Jednak ceną za to jest bardzo niskie oprocentowanie lokat. W ofercie 30 przeanalizowanych przez nas banków zostały już tylko dwie, które gwarantują zarobek w wysokości 3%. Mówimy o produktach bez gwiazdek, czyli przeznaczonych zarówno dla nowych, jak i stałych klientów. Te wyjątkowe propozycje to nie depozyty długoterminowe, choć w ostatnich miesiącach najwyższe oprocentowanie dawały lokaty roczne i dwuletnie. Tymczasem na odsetki na poziomie 3% (w skali roku) możemy liczyć na depozytach 3-miesięcznych (w BOŚ i Banku Smart).

Te oferty można określić mianem wyjątków potwierdzających regułę. Średnie oprocentowanie jest bowiem najwyższe dla lokat dwuletnich (1,86%), a najniższe dla 3-miesięcznych (1,50%). Dzieje się tak, ponieważ bankom zależy na tym, abyśmy pieniądze wpłacali na jak najdłuższy czas. Dzięki temu instytucje zapewniają sobie większą stabilność w zarządzaniu kapitałem. Trzeba pamiętać, że z tych środków udzielają one kredytów, które zwykle obejmują okres dłuższy niż kilka miesięcy.

Przyczyną niskiej średniej dla lokat 3-miesięcznych jest przede wszystkim to, że ponad jedna trzecia tego typu ofert ma oprocentowanie wynoszące 1% lub mniej. W przypadku najmniej atrakcyjnych depozytów jest ono niewiele wyższe od zera. Nasuwa się tu wręcz pytanie: czy warto korzystać z lokaty, przynoszącej po 3 miesiącach zysk wynoszący zaledwie 5 zł od kwoty 10 000 zł? Jeśli będziemy chcieli ją założyć w oddziale, to więcej niż uzyskane odsetki możemy wydać na paliwo czy bilet komunikacji miejskiej.

Mniej promocji na 4%

Wciąż możemy jednak znaleźć oferty promocyjne gwarantujące oprocentowanie sięgające 4% czy nawet 5%. Zwykle są to lokaty dostępne tylko dla nowych klientów. W dodatku z takich depozytów można skorzystać jednorazowo. W ostatnim czasie część z nich uległa pogorszeniu. Meritum Bank zmniejszył oprocentowanie z 5% do 4%. Obniżkę wprowadziły również Orange Finanse (z 4% do 3,9%) oraz Getin Online (z 4% do 3,5%). Tym samym wypadły one z naszego zestawienia lokat promocyjnych dających oprocentowanie wynoszące 4% i więcej. Na 5% możemy więc liczyć już tylko w Deutsche Banku, ale pod warunkiem, że otworzymy tam konto.

 

Ranking lokat bez gwiazdek na 3 i 6 miesięcy

3 m-ce 6 m-cy
Bank SMART 3,00% Bank SMART 2,90%
BOŚ 3,00% Idea Bank 2,80%
Idea Bank 2,60% Getin Noble Bank 2,70%
Getin Noble Bank 2,50% Plus Bank 2,65%
Meritum Bank 2,40% Meritum Bank 2,50%
Plus Bank 2,40% Toyota Bank Polska 2,50%
Toyota Bank Polska 2,25% Raiffeisen Polbank 2,20%
Raiffeisen Polbank 2,20% BGŻ Optima 2,00%
BGŻ Optima 2,00% BOŚ 2,00%
Euro Bank 1,75% Euro Bank 1,80%
Inteligo 1,60% Inteligo 1,67%
Volkswagen Bank direct 1,55% Bank Pocztowy 1,65%
BNP Paribas 1,50% Volkswagen Bank direct 1,65%
Credit Agricole 1,50% Credit Agricole 1,60%
Millennium 1,50% T-Mobile Usługi Bankowe 1,60%
T-Mobile Usługi Bankowe 1,50% Santander Consumer Bank 1,55%
Bank Pocztowy 1,25% Millennium 1,50%
BPS 1,20% PKO Bank Polski 1,50%
Deutsche Bank 1,20% BNP Paribas 1,30%
Alior Bank 1,00% BPS 1,30%
Bank BPH 1,00% Deutsche Bank 1,21%
Oragne Finanse 1,00% ING Bank Śląski 1,20%
mBank 0,80% Bank BPH 1,10%
PKO Bank Polski 0,80% Alior Bank 1,05%
BZ WBK 0,75% mBank 1,00%
ING Bank Śląski 0,75% Oragne Finanse 1,00%
Santander Consumer Bank 0,75% BZ WBK 0,75%
Bank Pekao 0,50% Bank Pekao 0,70%
BGŻ 0,35% BGŻ 0,40%
Citi Handlowy 0,25% Citi Handlowy 0,25%
Średnie oprocentowanie 1,50% Średnie oprocentowanie 1,60%

 

Ranking lokat bez gwiazdek na rok i dwa lata

12 m-cy 24 m-ce
Getin Noble Bank 2,90% T-Mobile Usługi Bankowe 2,95%
oproc. zmienne
Idea Bank 2,80% Euro Bank 2,85%
oproc. zmienne
Toyota Bank Polska 2,70% Toyota Bank Polska 2,80%
Meritum Bank 2,60% Getin Noble Bank 2,75%
oproc. zmienne
Bank SMART 2,50% Plus Bank 2,70%
Plus Bank 2,50% Meritum Bank 2,66%
oproc. zmienne
BOŚ 2,20% Bank SMART 2,50%
BGŻ Optima 2,00% Santander Consumer Bank 2,35%
Volkswagen Bank direct 2,00% Alior Bank 2,20%
Euro Bank 1,90% Credit Agricole 2,10%
Credit Agricole 1,80% BGŻ Optima 2,00%
Inteligo 1,75% Millennium 1,95%
Santander Consumer Bank 1,75% Volkswagen Bank direct 1,90%
Alior Bank 1,70% Inteligo 1,80%
T-Mobile Usługi Bankowe 1,70% mBank 1,40%
Millennium 1,63% BNP Paribas 1,25%
BNP Paribas 1,50% Bank BPH 1,20%
BPS 1,50% Bank Pekao 1,20%
ING Bank Śląski 1,40% BZ WBK 0,75%
Raiffeisen Polbank 1,40% BGŻ 0,70%
Bank BPH 1,20% PKO Bank Polski 0,50%
Bank Pekao 1,20% Citi Handlowy 0,60%
mBank 1,00%
Oragne Finanse 1,00%
BZ WBK 0,75%
BGŻ 0,60%
PKO Bank Polski 0,60%
Citi Handlowy 0,25%
Średnie oprocentowanie 1,67% Średnie oprocentowanie 1,82%

 

Lokaty promocyjne z oprocentowaniem 4% i większym

Bank Oprocentowanie Okres i opis oferty
Deutsche Bank 5% – 2 miesiące
– dla nowych klientów otwierających konto dbNET
– do 10 000 zł

 

Meritum Bank
(dostępna tylko w Expander)
4,50% – 1 miesiąc
– kwota od 30 000 zł do 60 000 zł
– dla nowych klientów Expander

 

Bank Smart
(dostępna na smartlokaty.pl)
4% – 1 miesiąc lub 2 miesiące
– dla nowych klientów
– do 10 000 zł

 

BGŻ Optima 4% – 3 miesiące
– dla nowych klientów otwierających konto
– do 20 000 zł

 

Idea Bank 4% – dla nowych klientów
– 3 miesiące
– do 10 000 zł

 

mBank 4% – 3 miesiące
– do 10 000 zł
– dla nowych klientów otwierających konto

 

Meritum Bank 4% – 2 miesiące
– do 10 000 zł
– dostępna dla otwierających konto

 

Raiffeisen Polbank 4% – 3 miesiące
– do 10 000 zł
– dostępna w aplikacji mobilnej

 

 

autor: Jarosław Sadowski, Główny Analityk Expander Advisors

Stopy procentowe w naszym kraju po raz kolejny zostały obniżone. Podstawowa stopa NBP spadła z 2% do zaledwie 1,5%. W najbliższym czasie banki zapewne pogorszą więc ofertę lokat. Znikną oferty bez gwiazdek z oprocentowaniem  na poziomie 3%. Dzięki dużej obniżce stóp po raz kolejny zyskają natomiast osoby zadłużone. Z wyliczeń Expandera wynika, że najbliższa rata może być o blisko 600 zł niższa niż 3 lata temu. Ponadto do 10% spadnie maksymalny dopuszczalny poziom oprocentowania. To dobra wiadomość dla Polaków spłacających kredyty ratalne czy długi na kartach kredytowych.

Podstawowa stopa procentowa NBP spadła z 2% do 1,5%. To bardzo dobra informacja dla osób spłacających kredyty hipoteczne w złotych. Po latach płacenia wyższych rat niż ci, którzy wybrali kredyty we frankach czy euro, teraz zadłużeni w polskiej walucie zyskują. Gdy bank zaktualizuje im stawkę WIBOR zapłacą najniższą ratę w historii. W przypadku kredytu na kwotę 300 000 zł zaciągniętego na 25 lat z marżą 1,5% może ona wynieść ok. 1423 zł i będzie o ok. 80 zł niższa niż w lutym. Gdy porównamy wysokość raty z jej poziomem sprzed trzech lat to okaże się, że spadła ona aż o blisko 600 zł. To znaczna ulga dla domowych budżetów kredytobiorców.

Najniższe w historii będzie również oprocentowanie udzielanych w najbliższym czasie kredytów hipotecznych. Stanie się to mimo, że w ciągu ostatnich trzech lat ich marże niemal nieprzerwanie rosły. W przypadku kredytów z wysokim (25%) wkładem własnym średnia marża wynosi dziś 1,77%. Trzy lata temu było to 1,41%. Marże niestety mogą być jeszcze wyższe. Poprzez takie podwyżki banki zwykle rekompensują sobie bowiem spadek zysków wywołany przez niższe stopy procentowe. Jest to skuteczny sposób, gdyż w takich warunkach klienci tych podwyżek nie zauważają. Dla wielu kredytobiorców najistotniejsza jest zwykle przede wszystkim obecna wysokość raty, co może zemścić się na nich w przyszłości.

Nie wszystkie kredyty konsumpcyjne stanieją

Niższe stopy procentowe mogą przynieść korzyści także tym, którzy spłacają kredyty konsumpcyjne (ratalne, w rachunku bankowych, na karcie kredytowej). Maksymalny dopuszczalny poziom oprocentowania został obniżony z 12% do 10%. Banki będą więc musiały dostosować się do tego ograniczenia. Zapewne niewiele się jednak zmieni jeśli chodzi o kredyty dopiero wypłacane. Obecnie nierzadko to prowizja stanowi większość kosztów, a odsetki mają drugorzędne znacznie. Poza tym banki mogą łatwo zrekompensować sobie spadek oprocentowania podnosząc prowizję. Ci, którzy planują kupić np. nowy telewizor czy inny produkt na raty raczej nie mogą liczyć na niższe koszty kredytu.

Trzy lata temu odsetki od lokat były ponad 3 razy wyższe

Duży spadek stóp procentowych to oczywiście zła wiadomość dla osób, które trzymają swoje oszczędności na lokatach bankowych i kontach oszczędnościowych. Uzyskiwane odsetki będą bowiem niższe. Dla przykładu wpłacając 10 000 zł na roczną lokatę zakładaną w marcu 2012 r. przeciętnie otrzymywaliśmy ok. 415 zł odsetek. W najbliższym czasie kwota ta skurczy się do ok. 130 zł. Tak ogromna różnica wynika z tego, że jeszcze dwa lata temu średnie oprocentowanie lokat rocznych wynosiło ok. 5,12%. W lutym tego roku było to natomiast 2,09%, ale po dzisiejszej obniżce stóp spadnie zapewne do ok. 1,6%. Najlepsze oferty z oprocentowaniem wynoszącym 3% i więcej mogą w najbliższym czasie zupełnie zniknąć z rynku, nie licząc jednorazowych ofert promocyjnych dla nowych klientów.

Tak istotny spadek oprocentowania lokat to kolejna zachęta do tego, aby szukać wyższych zysków na innych produktach. Dotychczas Polacy szukający alternatywy dla lokat skupiali się przede wszystkim na bezpiecznych rozwiązaniach. Wśród funduszy inwestycyjnych największe napływy notowały te o najniższym ryzyku, czyli fundusze rynku pieniężnego oraz fundusze obligacji. W tym roku ta tendencja może jednak ulec zmianie. Od marca ruszył bowiem program skupu aktywów przez Europejski Bank Centralny. Zapewne wywoła on napływ pieniędzy na giełdy Europy Zachodniej i wzrosty cen akcji. Gdy Polacy zauważą wysokie stopy zwrotu funduszy akcji europejskich część może zdecydować się na tego rodzaju inwestycję.

Ostrzegamy jednak, że inwestycje w akcje lub fundusze akcji wiążą się z istotnym ryzykiem. Może się to skończyć utratą nawet znacznej części zainwestowanego kapitału. Z tego powodu nie należy w akcjach lub funduszach akcji lokować zbyt dużej części swoich oszczędności. Warto dodać, że można też dokonać tego rodzaju inwestycji, ale ograniczając ryzyko straty. Pozwalają na to produkty strukturyzowane, mające ekspozycję na akcje europejskie. Jednocześnie gwarantują jednak, że w najgorszym przypadku odzyskamy swoje pieniądze.

 

autor: Jarosław Sadowski, Główny Analityk Expander Advisors

Końcówka roku 2014 obfitowała w oferty lokat promocyjnych. Banki kusiły depozytami krótkoterminowymi, proponując wyższe zyski od tych, na które klienci mogliby liczyć, wybierając standardowe produkty. Jednak oferty tego typu nie pojawiają się wyłącznie pod koniec roku. Można z nich skorzystać przez cały czas, nie tylko przy okazji różnych świąt czy uroczystości. Jak wskazuje Expander, napis „promocja” nie zawsze oznacza najkorzystniejsze warunki. Radzi, na co zwrócić uwagę wybierając konkretny produkt, by zysk z ulokowanych w nim pieniędzy był możliwie najwyższy.

Lokaty bankowe to od wielu lat jeden z popularniejszych sposobów na oszczędzanie. Są to bowiem  produkty gwarantujące bezpieczny i pewny, choć niewielki zysk. W ubiegłym roku ich opłacalność dla inwestorów obniżyła jednak Rada Polityki Pieniężnej, redukując stopy procentowe, co negatywnie wpłynęło na zyski z lokat. W wyniku zmian „standardowym” oprocentowaniem stało się to w granicach 2%, które zdaniem wielu nie zapewnia satysfakcjonujących dochodów. Pod koniec roku mogliśmy jednak znaleźć produkty, które reklamowano znacznie wyższym oprocentowaniem. Czy zawsze oznaczały dla inwestorów wyższe zyski?

Czy wyższy procent idzie w parze z większym zyskiem?

Przed założeniem lokaty, najlepiej porównać propozycje co najmniej kilku instytucji, nie ograniczając się tylko do jednego banku. Nasz wybór zwykle uzależniamy od wysokości oprocentowania, które według powszechnej opinii, przekłada się na dochodowość inwestycji. Jednak na poziom dochodu z depozytów mają wpływ także inne parametry, jak m.in. długość lokaty czy maksymalna kwota, którą możemy zdeponować. – „Porównując kilka produktów należy zwrócić szczególną uwagę nie tyle na wysokość proponowanego oprocentowania, ale na sposób i częstotliwość naliczania odsetek” – wyjaśnia Jarosław Sadowski, ekspert Expander Advisors. – „Nie zawsze wyższe oprocentowanie wiąże się bowiem z większym zyskiem. Zdarzają się sytuacje, kiedy podawane jest oprocentowanie na poziomie 5%, natomiast przy głębszej analizie okazuje się, że to tzw. lokata progresywna, której oprocentowanie wzrasta wraz z długością trwania. Oznacza to, że odsetki rzędu 5% zostaną naliczone jedynie w ostatnim miesiącu funkcjonowania lokaty.”

Obecnie wiele produktów oszczędnościowych to produkty krótkoterminowe, które cieszą się zainteresowaniem klientów, choćby z powodu braku konieczności zamrażania kapitału na długi okres.

– „Lokując kapitał na depozycie krótkoterminowym możemy pomnożyć środki, które będą nam niezbędne dopiero za jakiś czas. To rozwiązanie daje nam także możliwość zamiany produktu inwestycyjnego na bardziej korzystny, gdy pojawi się bardziej opłacalna oferta. Niestety symulację zysków z krótkoterminowej lokaty rzadko porównujemy z zyskiem z produktu długoterminowego. Na takim z kolei  ulokowane oszczędności „pracują” dłużej, wyższe bywa także proponowane oprocentowanie. Pomimo „zablokowania” kapitału na dłużej, taka inwestycja może być dla nas bardziej opłacalna” – twierdzi Jarosław Sadowski, Expander.

„Happy hours” nie dla każdego

Zdarza się także, że to lokaty krótkoterminowe kuszą wyższym zyskiem. Analizując tego typu oferty należy jednak pamiętać, że podane oprocentowanie naliczane będzie w stosunkowo krótkim okresie – nie wygeneruje więc znacznych zysków. Poza tym po jej zakończeniu odnowiona lokata będzie już miała standardowe warunki. Promocje wprowadzają najczęściej także maksymalną kwotę ulokowanego kapitału, nierzadko jest to 10 000 zł.

Wysokie oprocentowanie na lokacie to także sposób banków na pozyskanie nowych klientów. Nierzadko z promocyjnej lokaty może skorzystać tylko osoba, która nie posiadała wcześniej rachunku w danej instytucji. – „Jednym z potencjalnych warunków przystąpienia do lokaty jest założenie konta” – dodaje Sadowski. – „Czasem jednak nawet jego posiadanie nie jest wystarczające. Klient powinien z konta aktywnie korzystać, czyli przelewać wynagrodzenie i posługiwać się kartą debetową. W takich przypadkach warto sprawdzić, jakie są opłaty związane z obsługą tych produktów. Może się bowiem okazać, że zyski z wyższego oprocentowania pochłaniają koszty związane z utrzymaniem konta indywidualnego” – konkluduje.

źródło: Expander

 

Od 1 stycznia przychodem z działalności gospodarczej będą odsetki od lokat terminowych, założonych przez przedsiębiorcę. To oznacza, że przedsiębiorcy wszelkie zyski z bankowych depozytów będą musieli wykazywać w rozliczeniach podatkowych  – wynika z analizy Tax Care.

Od początku 2015 roku zmienia się brzmienie pkt 5 ustępu 2 artykułu 14 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. W rezultacie poszerza się definicja przychodów z odsetek bankowych.

Lokaty w bankach i SKOK-ach

Artykuł 14 ust. 2 pkt. 5 do niedawna mówił, że przychodem z działalności gospodarczej są odsetki od środków na rachunkach bankowych, utrzymywanych w związku z wykonywaną działalnością. Jednak po nowelizacji punkt 5 bardzo się wydłużył. Obecnie mówi on, że przychodem są odsetki od środków na rachunkach rozliczeniowych, o których mówi prawo bankowe, oraz rachunkach w spółdzielczych kasach oszczędnościowo-rozliczeniowych, prowadzonych w związku z wykonywaną działalnością gospodarczą, w tym także odsetki od lokat terminowych oraz innych form oszczędzania, przechowywania lub inwestowania, tworzonych na tych rachunkach.

O ile zmianę zapisu, definiującego rachunki bankowe, można uznać za porządkującą, aby wykluczyć przypadki omijania opodatkowania poprzez zakładanie kont w SKOK-ach, to nowy fragment, zaliczający do przychodów z działalności odsetki od lokat, będzie miał już poważny wpływ na działalność przedsiębiorcy.

Podatek nieco mniejszy, ale kłopotów więcej

Można uznać to rozwiązanie za korzystniejsze dla przedsiębiorców, jako że standardowo odsetki od lokat są objęte 19-proc. podatkiem, pobieranym przez bank. W przypadku przedsiębiorcy rozliczającego się skalą istnieje możliwość, że zapłaci on podatek niższy, bo według stawki 18-proc. Tyle że ze stosowaniem zapisu będzie wiązać się sporo problemów.

Przede wszystkim wielu przedsiębiorców ma jeden rachunek bankowy, który stosują zarówno do rozliczeń firmowych, jak i prywatnych. I wielu z nich tworzyło lokaty, z których finansowali cele firmowe (np. zakup sprzętu czy inne inwestycje), jak i prywatne (choćby odkładali środki na rodzinne wakacje). Wcześniej najczęściej banki naliczały podatek zryczałtowany i przedsiębiorca nie musiał się kłopotać rozliczeniami. Teraz zaś przychody z obu rodzajów lokat powinni wpisywać do rozliczenia podatkowego i powiększać o uzyskane kwoty przychody osiągnięte w danym roku podatkowym. Trudno bowiem będzie udowodnić fiskusowi, że jedna lokata została zawiązana z przeznaczeniem na cel gospodarczy, druga zaś – na prywatny.

Dodatkowo zwiększy się liczba pozycji w ewidencji, jaką dany przedsiębiorca prowadzi na potrzeby własnej firmy. Obecnie będzie musiał wpisywać do niej przychody z rozwiązanych lokat, a także będzie musiał prowadzić potrzebną dokumentację. Trzeba bowiem pamiętać, że na potrzeby ewentualnej kontroli skarbowej trzeba przechowywać dokumentację finansową przez 5 lat, czyli do chwili przedawnienia zobowiązania podatkowego.

W tej sytuacji przedsiębiorcy, korzystający z jednego rachunku na potrzeby prywatne oraz firmowe, powinni rozważyć możliwość założenia nowego konta. To rozwiązanie sprawi, że przedsiębiorca będzie miał jasność, jak traktować odsetki od lokat zakładanych na każdym z nich. Tyle że to rozwiązanie zwiększa częstotliwość transferów pomiędzy rachunkami, co w przypadku niektórych banków oznacza także większe koszty.

Nie tylko przychody z lokat

Nie wiadomo, jak zmieni się sytuacja przedsiębiorców, którzy korzystają nie tylko z depozytów w bankach, ale np. pod swoje konto mają podpięty rachunek maklerski i posiadają na nim jednostki funduszy inwestycyjnych albo obligacje skarbowe. Nie jest jasne, czy ustawodawca, pisząc wyłącznie o odsetkach, miał na myśli te rodzaje lokat, które dają określony procent rocznie (jak choćby obligacje), czy też chodziło mu o wszelkie zyski z takich źródeł (a więc np. przychody ze wzrostu wartości jednostek funduszy inwestycyjnych). Trzeba poczekać, aż pojawią się pierwsze interpretacje organów skarbowych w tej sprawie. Jeśli jednak urzędnicy fiskusa pod pojęciem „odsetki od innych form oszczędzania, przechowywania i inwestowania” będą rozumieć wpływy również z funduszy czy akcji, pojawi się również problem, jak rozliczać wiążące się z tym koszty.

Marek Siudaj, Tax Care

Oprocentowanie lokat w ostatnich miesiącach zauważalnie spadało. Co ciekawe, z danych Expandera wynika, że w największym stopniu odbiło się to na depozytach długoterminowych. W rezultacie średnie oprocentowanie tych 2-letnich (2,03%) jest niemal takie samo jak 6-miesięcznych (2,02%). Może to wydawać się dziwne, gdyż banki wielokrotnie deklarowały, że chcą przekonać Polaków do długoterminowego oszczędzania. Przyczyną tej sytuacji jest najprawdopodobniej przekonanie bankowych ekonomistów o kolejnej obniżce stóp procentowych w przyszłym roku.

Drastyczny spadek oprocentowania lokat

Oprocentowanie lokat bankowych jest obecnie najniższe w historii. W przypadku ofert bez gwiazdek, czyli takich, z których może skorzystać każdy, nie znajdziemy żadnej oferty z oprocentowaniem wynoszącym 4%. Te ze stawką na ponad 3%, dla każdego z okresów, można natomiast policzyć na palcach jednej ręki. Wbrew deklaracji banków o wysokim znaczeniu oszczędzania długoterminowego, w tym roku najbardziej obniżały stawki dla lokat właśnie na dłuższe okresy. W rezultacie tych zmian, średnie stawki dla lokat 6-miesięcznych (2,02%), rocznych (1,96%) i 2-letnich (2,03%) są do siebie bardzo zbliżone. Tymczasem jeszcze kilka miesięcy temu ci, którzy decydowali się zamrozić swoje pieniądze na dłużej, mogli liczyć na atrakcyjniejsze warunki. W pierwszej połowie br. średnie oprocentowanie lokat 2-letnich utrzymywało się na poziomie o ok. 0,6 pkt. proc. wyższym niż lokat 6-miesięcznych.

Wydawałoby się, że bankom nagle przestało zależeć na długoterminowych lokatach, jednak przyczyna obecnej sytuacji jest najprawdopodobniej inna. Ekonomiści bankowi przewidują, że stopy procentowe w przyszłym roku mogą być jeszcze niższe. Do takiego wniosku można dojść analizując notowania kontraktów terminowych na stopę procentową. Wynika z nich, że rynek przewiduje obniżenie stóp przez Radę Polityki Pieniężnej w przyszłym roku do poziomu 1,75%, czyli o 0,25 p. p. Banki wolą więc, żebyśmy nie lokowali teraz pieniędzy na zbyt długi okres. Lepiej dla nich, aby nasze lokaty zakończyły się za kilka miesięcy, a wtedy założyli kolejne, z jeszcze niższym oprocentowaniem.

Zróżnicowana oferta banków

Kolejną ciekawostką jest ogromna różnica między ofertami poszczególnych banków. Dla przykładu wpłacając 10 000 zł na 6-miesięczną lokatę w Banku BGŻ czy Citi Handlowym otrzymamy ok. 20 zł odsetek. W Idea Banku z analogicznego depozytu otrzymamy nieco ponad 140 zł. To aż 7-krotnie więcej. Różnica wynika z tego, że w pierwszym przypadku oprocentowanie wynosi zaledwie 0,5% w skali roku, a w drugim 3,5%.

Należy oczywiście dodać, że nadal funkcjonuje wiele ofert z oprocentowaniem wynoszącym 4% lub więcej. Nie ma ich jednak w przygotowanym zestawieniu, gdyż są to oferty niedostępne dla wszystkich. Dla przykładu Raiffeisen Polbank oferuje 4% na 3-miesięcznej lokacie, którą można uruchomić poprzez bankowość mobilną. Niestety, bank pozwala założyć tylko jedną taką lokatę od każdego konta, a maksymalna kwota to 10 000 zł. Poza tym, 4% na 3-miesiecznej lokacie dostaniemy również w mBanku czy Banku Smart. Oferty te obowiązują jednak tylko dla nowych klientów. Podobnych ofert jest więcej. Czasami wymogiem jest otwarcie konta, innym razem skorzystanie z produktu inwestycyjnego. Widząc ofertę z oprocentowaniem wynoszącym 4% lub więcej, warto więc przede wszystkim sprawdzić jakie są wymagania banku i czy to nam się faktycznie opłaca.

Jeśli nie lokata, to co?

W sytuacji tak drastycznego spadku oprocentowania lokat bankowych wiele osób poszukuje innych sposobów ulokowania swoich oszczędności. Preferowane są przede wszystkim dość bezpieczne rozwiązania, pozwalające jednak uzyskać wyższe zyski niż przynoszą lokaty. Osoby dysponujące wysokimi oszczędnościami nierzadko decydują się na zakup mieszkania na wynajem. Dzięki temu deweloperzy mogą chwalić się, że sprzedają rekordowo dużo mieszkań. Ci, którzy nie mają tak dużych środków, zaczynają interesować się obligacjami emitowanymi przez przedsiębiorstwa. Problem polega jednak na tym, że ich samodzielny zakup jest dość ryzykowny. Upadek firmy emitującej obligacje może skończyć się utratą pieniędzy. Natomiast obligacje bardzo dużych firm, które wiążą się z niskim ryzykiem, przynoszą odsetki zbliżone do tych, jakie można uzyskać na lokatach.

Lepszym rozwiązaniem jest korzystanie z funduszy inwestycyjnych, które lokują powierzone im pieniądze w obligacje wielu firm. Ich zaletami są atrakcyjne zyski i dość wysoki poziom bezpieczeństwa. Gdy portfel jest dobrze zdywersyfikowany to ewentualne problemy jednej z nich nie powinny wpłynąć znacząco na wynik całej inwestycji. Trzeba jednak dodać, że polski rynek obligacji korporacyjnych jest ciągle zbyt mały, aby dokonać dobrej dywersyfikacji portfela. Lepszym rozwiązaniem wydają więc tego rodzaju fundusze, ale inwestujące choćby cześć pieniędzy za granicą.

Kolejną ciekawą alternatywą dla lokat są produkty ustrukturyzowane. Do ich mocnych punktów należy szansa na atrakcyjne zyski, przy ograniczeniu ryzyka inwestycji. Po upływie czasu trwania produktu, w najgorszym wypadku inwestor odzyskuje bowiem wpłacone pieniądze. Mimo tych zalet w ostatnim czasie nie cieszą się one jednak najlepszą sławą, a to za sprawą źle sprzedawanych kilka lat temu produktów na bardzo długie okresy (kilkunastu lat). Trzeba jednak dodać, że nie warto skreślać całej tej grupy produktów. W przeszłości pokazały one, że potrafią uzyskać nawet ponad 50% zysku w ciągu 3 lat i to dając bezpieczeństwo w postaci 100% gwarancji zwrotu kapitału. Warto więc zainteresować się tą grupą produktów. Decydując się na tego rodzaju inwestycję warto jednak sprawdzić jak radzą sobie produkty wcześniej przedawane przez daną instytucję finansową.

Ranking lokat bez gwiazdek – na 3 i 6 miesięcy

3 m-ce 6 m-cy
Bank Odsetki od kwoty 10 000 zł po odjęciu podatku Bank Odsetki od kwoty 10 000 zł po odjęciu podatku
BOŚ 3,10% 62,78 zł Idea Bank 3,50% 141,75 zł
Getin Online 3,10% 62,78 zł Getin Online 3,40% 137,70 zł
Bank SMART 3,00% 60,75 zł bossabank.pl 3,25% 131,63 zł
Idea Bank 2,90% 58,73 zł Bank SMART 3,20% 129,60 zł
Raiffeisen Polbank 2,70% 54,68 zł Meritum Bank 3,00% 121,50 zł
Meritum Bank 2,70% 54,68 zł BOŚ 2,90% 117,45 zł
Plus Bank 2,60% 52,65 zł Plus Bank 2,85% 115,43 zł
Euro Bank 2,30% 46,58 zł Bank Pocztowy 2,75% 111,38 zł
Bank Pocztowy 2,25% 45,56 zł Euro Bank 2,40% 97,20 zł
BGŻ Optima 2,20% 44,55 zł Raiffeisen Polbank 2,20% 89,10 zł
Inteligo 2,10% 42,53 zł Inteligo 2,15% 87,08 zł
BNP Paribas 2,00% 40,50 zł PKO Bank Polski 2,05% 83,03 zł
Millennium 2,00% 40,50 zł BGŻ Optima 2,00% 81,00 zł
Credit Agricole 1,85% 37,46 zł Credit Agricole 2,00% 81,00 zł
Deutsche Bank 1,61% 32,60 zł Santander Consumer Bank 2,00% 81,00 zł
BPS 1,60% 32,40 zł BNP Paribas 1,80% 72,90 zł
Santander Consumer Bank 1,60% 32,40 zł Millennium 1,80% 72,90 zł
Alior Bank 1,50% 30,38 zł BPS 1,70% 68,85 zł
mBank 1,50% 30,38 zł Deutsche Bank 1,60% 64,80 zł
Orange Finanse 1,50% 30,38 zł Alior Sync 1,60% 64,80 zł
Alior Sync 1,50% 30,38 zł Alior Bank 1,55% 62,78 zł
Bank BPH 1,05% 21,26 zł mBank 1,50% 60,75 zł
PKO Bank Polski 1,00% 20,25 zł Orange Finanse 1,50% 60,75 zł
BZ WBK 1,00% 20,25 zł BZ WBK 1,50% 60,75 zł
Bank Pekao 0,75% 15,19 zł Bank BPH 1,30% 52,65 zł
Citi Handlowy 0,50% 10,13 zł ING Bank Śląski 1,00% 40,50 zł
BGŻ 0,35% 7,09 zł Bank Pekao 1,00% 40,50 zł
BGŻ 0,50% 20,25 zł
Citi Handlowy 0,50% 20,25 zł
ŚREDNIA 1,86% 37,70 zł ŚREDNIA 2,02%  81,70 zł

Źródło: opracowanie własne Expander Advisors

 

Ranking lokat bez gwiazdek – na rok i dwa lata

12 m-cy 24 m-ce
Bank Odsetki od kwoty 10 000 zł po odjęciu podatku Bank Odsetki od kwoty 10 000 zł po odjęciu podatku
Getin Online 3,30% 267,30 zł Euro Bank 3,35%
zmienne
542,70 zł
Meritum Bank 3,10% 251,10 zł Bank Pocztowy 3,31% 536,22 zł
Idea Bank 3,00% 243,00 zł Meritum Bank 3,26%
zmienne
528,12 zł
Plus Bank 2,70% 218,70 zł Plus Bank 3,10% 502,20 zł
Bank SMART 2,50% 202,50 zł Santander Consumer Bank 3,10% 502,20 zł
Euro Bank 2,50% 202,50 zł Alior Sync 2,95%
zmienne
477,90 zł
Santander Consumer Bank 2,50% 202,50 zł Getin Online 2,75%
zmienne
445,50 zł
BGŻ Optima 2,40% 194,40 zł Alior Bank 2,70% 437,40 zł
BOŚ 2,40% 194,40 zł Bank SMART 2,50% 405,00 zł
Inteligo 2,25% 182,25 zł BGŻ Optima 2,30% 372,60 zł
Alior Bank 2,20% 178,20 zł Credit Agricole 2,30% 372,60 zł
Credit Agricole 2,10% 170,10 zł Inteligo 2,25% 364,50 zł
BNP Paribas 2,00% 162,00 zł Millennium 2,21% 358,02 zł
BPS 1,90% 153,90 zł ING Bank Śląski 2,00% 324,00 zł
Millennium 1,85% 149,85 zł Bank BPH 1,80% 291,60 zł
mBank 1,80% 145,80 zł mBank 1,80% 291,60 zł
Alior Sync 1,70% 137,70 zł BNP Paribas 1,75% 283,50 zł
Raiffeisen Polbank 1,60% 129,60 zł Bank Pekao 1,50% 243,00 zł
Bank Pekao 1,60% 129,60 zł BGŻ 1,00% 162,00 zł
ING Bank Śląski 1,50% 121,50 zł PKO Bank Polski 1,00% 162,00 zł
Orange Finanse 1,50% 121,50 zł BZ WBK 1,00% 162,00 zł
Bank BPH 1,45% 117,45 zł Citi Handlowy 0,95% 153,90 zł
PKO Bank Polski 1,00% 81,00 zł
BZ WBK 1,00%  81,00 zł
BGŻ 0,70% 56,70 zł
Citi Handlowy 0,50% 40,50 zł
ŚREDNIA 1,96% 159,04 zł ŚREDNIA 2,03% 359,93 zł
Źródło: opracowanie własne Expander Advisors
autor: Jarosław Sadowski, Expander Advisors

 

Expander we współpracy z Towarzystwem Ubezpieczeń na Życie Warta S.A. przygotował nowy 3,5-letni produkt strukturyzowany „Horyzont Możliwości”. Produkt umożliwia dostęp do trzech znanych i cenionych na świecie funduszy inwestycyjnych. Dzięki elastycznej konstrukcji klient sam może dokonać wyboru poziomu gwarancji kapitału (od 85% do 100%) oraz udziału w zyskach koszyka funduszy. Z tytułu przystąpienia do umowy nie są pobierane żadne opłaty wstępne.

„Horyzont Możliwości” to oferta skierowana do klientów ceniących sobie stabilność i dywersyfikację swoich inwestycji. Jest on powiązany z koszykiem trzech funduszy inwestycyjnych, których nadrzędnym celem jest systematyczny wzrost wartości aktywów oraz wzmożona ochrona kapitału.

W skład portfela wchodzą następujące fundusze:

Tabela 1: Koszyk inwestycyjny produktu „Horyzont Możliwości”

Fundusz Udział
w portfelu
Charakterystyka
M&G Optimal Income-A-Euro-A 50% Popularny brytyjski fundusz przychodowy. Lokuje przynajmniej 50% aktywów w instrumenty dłużne. Dodatkowo, celem zarządzającego jest inwestowanie przynajmniej 35% środków w aktywa wyemitowane przez rządy Wielkiej Brytanii i USA. Fundusz ma w portfelu również inne aktywa: instrumenty rynku pieniężnego, depozyty, akcje i instrumenty pochodne.
EXANE FUNDS 1 25% Francuski fundusz absolutnej stopy zwrotu, którego celem jest  regularne uzyskiwanie stopy zwrotu nieskorelowanej z zachowaniem rynków finansowych. Fundusz zamierza realizować ten cel poprzez zajmowanie długich i krótkich pozycji na rynku akcji. Fundusz koncentruje swoje aktywa głównie w branży telekomunikacyjnej, technologicznej oraz
w sektorze użyteczności publicznej. Oprócz akcji fundusz utrzymuje portfel pieniężny.
Ethna Aktiv E 25% Luksemburski fundusz absolutnej stopy zwrotu, który zachowując zasady dywersyfikacji, inwestuje w: depozyty terminowe i rynek pieniężny, obligacje, światowy rynek walut i akcji (do 49% aktywów). Zarządzający w swoich inwestycjach skupia się głównie na rynkach europejskich oraz OECD.
Źródło: opracowanie Expander Advisors

Oferta w trzech wariantach

W ramach subskrypcji „Horyzontu Możliwości”klient partycypuje w wynikach osiąganych przez portfel trzech funduszy. Premia obliczana jest na koniec okresu ubezpieczenia i jest równa uśrednionemu wynikowi koszyka z siedmiu okresowych odczytów, pomnożonemu przez poziom partycypacji. Poziom partycypacji jest zależny od wybranego wariantu produktu. W momencie przystępowania do umowy klient otrzymuje informację o przedziale, w którym będzie znajdował się wskaźnik partycypacji. Natomiast jego ostateczny poziom zostanie ustalony po zakończeniu subskrypcji i podany w certyfikatach ubezpieczenia.

Ochrona kapitału na koniec okresu umowy jest różna, w zależności od wybranego wariantu produktu. Premia dodawana jest do sumy ubezpieczenia będącej procentem składki podlegającym ochronie. Dodatkowo ochronny charakter produktu, zapewnia wypłatę świadczenia wskazanej osobie uprawnionej w przypadku śmierci ubezpieczonego.

Tabela 2: Dostępne warianty produktu „Horyzont Możliwości”

  Stopień ochrony składki na koniec okresu ubezpieczenia Opłata wstępna Okres umowy Partycypacja
w wynikach
Wariant 100 100% 0% 3,5 roku 55-85%
Wariant 95 95% 0% 3,5 roku 105-135%
Wariant 85 85% 0% 3,5 roku 245-275%
Źródło: opracowanie Expander Advisors

Dodatkowe 6,0% na lokacie

Wraz z rozpoczęciem subskrypcji produktu strukturyzowanego „Horyzont Możliwości”, klienci, którzy przystąpią do umowy ubezpieczenia, będą mieli możliwość ulokowania aż 30% środków
na 3-miesięcznej lokacie bankowej oprocentowanej na 6,0% w skali roku. Takie połączenie gwarantuje pewny i szybki zysk z depozytu oraz możliwość wypracowania ponadprzeciętnych stóp zwrotu z produktu strukturyzowanego.

Oferta inwestycyjna wysokich standardów

„Horyzont Możliwości” to kolejny produkt stworzony przez TUnŻ „WARTA” S.A. adedykowany klientom Expandera. Poprzednie, wśród których znajdują się między innymi „Globalni Liderzy”, „Kwartet Gwiazd”, „Precyzyjna Strategia” i „Stabilna Czwórka”, cieszyły się dużym zainteresowaniem inwestorów. – Rozwój oferty inwestycyjnej jest jednym z głównych celów Expandera. Dbałość o wysoką jakość produktów oraz atrakcyjne warunki subskrypcji są naszym priorytetem. Dzięki nim klienci poszukujący alternatywy dla tradycyjnych produktów bankowych znajdują w naszej ofercie zarówno szansę na atrakcyjne zyski, jak i skuteczną ochronę swoich oszczędności – mówi Andrzej Oślizło, prezes zarządu Expander Advisors.   

źródło: Expander Advisors

Przybywa wysokooprocentowanych lokat na krótki termin, ale to w większości tylko chwilowe promocje na przyciągnięcie nowych klientów. Jednocześnie ubywa atrakcyjnych depozytów rocznych i dwuletnich.

Spodziewana obniżka stóp procentowych sprawia, że banki nie chcąc przepłacać za oszczędności klientów obniżają odsetki od dłuższych depozytów. Żeby jednak utrzymać napływ nowych środków coraz częściej wprowadzają one promocje na kilkumiesięczne lokaty, których oprocentowanie nierzadko przekracza już 4 proc. w skali roku. I tak średnia stawka na kwartalnych depozytach wynosi 2,71 proc. w skali roku i jest o 0,13 pkt proc. wyższa niż przed miesiącem. Odsetki od lokat półrocznych zostały na niezmienionym poziomie, tj. 2,54 proc. Przeciętne oprocentowanie lokat rocznych po spadku o 0,09 pkt proc. wynosi 2,57 proc., zaś w przypadku depozytów dwuletnich zmniejszyło się o 0,14 pkt proc. i po raz pierwszy od dziewięciu miesięcy znalazło się poniżej 3-proc. granicy, wynosząc obecnie 2,9 proc. w skali roku.

Przeciętne oprocentowanie lokat na 5 tys. zł

lokaty_krotkie_w_promocji

Źródło: Open Finance, stan na 3 października 2014 r.

Relatywnie wysokie oprocentowanie krótkoterminowych lokat w przeddzień obniżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej może być podyktowane chęcią zwiększenia bazy klientów, którym za kilka miesięcy banki będą mogły zaoferować depozyty ze znacznie niższymi już rynkowymi stawkami. Ponadto oferowanie kilkumiesięcznych lokat z wysokimi stawkami ma także na celu zwiększenie liczby rachunków (wiele promocji wymaga założenia ROR-u) czy chociażby promowanie bankowości mobilnej (niektóre z promocyjnych lokat mogą być zakładane tylko w aplikacji na smartfony i tablety).

Wrześniowy ranking depozytów jednomiesięcznych na 5 tys. zł wygrywa Bank Ochrony Środowiska oferujący 4 proc. w skali roku na EKOlokacie bez Kantów. Promocja dostępna jest wyłącznie dla posiadaczy ROR-u, a kwota zdeponowanych oszczędności nie może przekroczyć 15 tys. zł. Znajdujące się na drugiej i trzeciej pozycji BNP Paribas oraz Mertium Bank płacą odpowiednio 3 i 2,7 proc.

Na zauważalnie wyższe promocyjne odsetki można liczyć w przypadku depozytów kwartalnych, gdzie lider zestawienia (Idea Bank) płaci 5 proc. w skali roku. Promocja skierowana jest wyłącznie do nowych klientów, a maksymalna kwota lokaty wynosi 10 tys. zł. Na kolejnym miejscu znajdują się Bank Millennium i neoBank (internetowa marka Wielkopolskiego Banku Spółdzielczego), które oferują odpowiednio 4,5 oraz 4,2 proc. w skali roku. W Millennium oferta dotyczy właścicieli Konta 360° (posiadacze pozostałych rachunków zarobią o 0,5 pkt proc. mniej) i obowiązuje do 10 tys. zł, natomiast promocja neoBanku skierowana jest wyłącznie do nowych klientów. W czołówce lokat kwartalnych jest dość ciasno, bo bez trudu można znaleźć siedem banków, które płacą co najmniej 4 proc. w skali roku.

Najwyższe stawki depozytów 1- i 3-miesięcznych dla salda 5 tys. PLN

Nazwa Banku Lokata 1 M na 5 tys. zł
BOŚ 4,00%
BNP Paribas 3,00%
Meritum Bank 2,70%
BIZ Bank 2,50%
Eurobank 2,40%
Nazwa Banku Lokata 3 M na 5 tys. zł
Idea Bank 5,00%
Millennium 4,50%
neoBANK 4,20%
Credit Agricole 4,10%
BGŻ Optima 4,00%
mBank 4,00%
Raiffeisen Polbank 4,00%
Źródło: Open Finance, stan na 3 października 2014 r.

 Ranking lokat półrocznych wygrywa Meritum Bank, który płaci 3,6 proc. w skali roku, a tuż za nim znajdują się trzy inne instytucje, które oferują po 3,5 proc. – BIZ Bank, Bank Ochrony Środowiska oraz Getin Bank. W przypadku tego ostatniego aktywni klienci (wpływ wynagrodzenia, płatności kartą) mogą liczyć na podwyższenie oprocentowania o 0,5 pkt proc. Pozycję lidera zestawienia depozytów rocznych obronił BZ WBK, który oferuje 4 proc., ale tylko do 10 tys. zł. Lokata musi zostać założona poprzez mobilną bankowość. Natomiast najwięcej za środki ulokowane na dwa lata płaci obecnie BIZ Bank (3,62 proc.), lecz jest to stawka zmienna, co znaczy, że lada moment znajdzie się ona na niższym poziomie. Z tego też powodu lepszym rozwiązaniem mogą okazać się pozostałe oferty z czołówki ze stałymi stawkami w granicach 3,4-3,5 proc. w skali roku.

 Najwyższe stawki depozytów 6-, 12- i 24-miesięcznych dla salda 5 tys. PLN

Nazwa Banku Lokata 6 M na 5 tys. zł
Meritum Bank 3,60%
BIZ Bank 3,50%
BOŚ 3,50%
Getin Bank 3,50%
BossaBank 3,35%
Plus Bank 3,25%
Nazwa Banku Lokata 12 M na 5 tys. zł
BZ WBK 4,00%
Meritum Bank 3,70%
BIZ Bank 3,52% z
Plus Bank 3,40%
neoBANK 3,30%
Nazwa Banku Lokata 24 M na 5 tys. zł
BIZ Bank 3,62% z
neoBANK 3,50%
Plus Bank 3,40%
Santander Consumer Bank 3,40%
Toyota Bank 3,40%
z – oproc. zmienne, źródło: Open Finance, stan na 3 października 2014 r.
Michał_Sadrak
Michał Sadrak, Open Finance

Eksperci

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

AKTUALNOŚCI

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...