niedziela, Grudzień 8, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "Krajowy Rejestr Długów"

Krajowy Rejestr Długów

Choć w czołówce upadłości niezmiennie od trzech lat utrzymują się handel, przemysł i budownictwo, to na ryzyko bankructwa narażone są firmy z niemal każdej branży. Według danych Krajowego Rejestru Długów, 58% zeszłorocznych bankrutów było notowanych w KRD na dzień ogłoszenia upadłości przez sąd. Gdyby wierzyciele tych firm w porę wycofali się ze współpracy z nimi, to zaoszczędziliby ponad 55 mln zł.

 W całym 2018 roku sądy ogłosiły upadłość 601 firm. Blisko jedna trzecia tych przedsiębiorstw została wpisana do KRD jako dłużnicy już na rok przed plajtą. Później było tylko gorzej: z każdym miesiącem zadłużonych firm w rejestrze przybywało, ale jeszcze szybciej rosła liczba ich wierzycieli, czyli podmiotów, którym dłużnicy są winni pieniądze.

Kosztowna niewiedza

W przypadku ubiegłorocznych bankrutów notowanych w KRD na każdego z nich przypada średnio 2,3 wierzycieli. Oznacza to, że 818 podmiotów zostało poszkodowanych w wyniku niewypłacalności 347 firm. Stracili łącznie 55 459 404,95 zł. Strata jest tym większa, że kłopotów można było uniknąć. 193 firmy z tego grona były notowane w Krajowym Rejestrze Długów jako dłużnicy już na rok przed bankructwem, a 296 na kwartał przed upadłością. Jeśli ktoś sprawdzał kondycję finansową tych firm – wiedział, że ma do czynienia z dłużnikiem.

Mówi się, że dane są ropą naftową współczesnego świata. Jeśli tak, to informacja gospodarcza musi być złotem. Firma, która dość wcześnie zyskuje wiedzę o złej sytuacji finansowej kontrahenta, może w porę wycofać się ze współpracy lub zmienić warunki umowy. Jeśli takiej wiedzy nie ma, może pójść na dno wraz z bankrutem – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Z bazy danych KRD w 2018 roku przedsiębiorcy pobrali 35 788 205 raportów o kontrahentach – to o ponad 2 mln raportów więcej niż jeszcze rok temu. Jednak za ten wzrost odpowiadają głównie duże firmy, które weryfikację klientów stosują już standardowo.

– Odmienną postawę widać wśród małych i mikroprzedsiębiorców. Albo nie sprawdzają z obawy, że klient się obrazi, albo ograniczają to sprawdzanie tylko do nowych kontraktów lub dużych transakcji. I potem niestety często sami na tym tracą. Co czwarty ubiegłoroczny bankrut to mikroprzedsiębiorca. Część z nich splajtowała na skutek własnych błędów, ale w części przypadków powodem był brak zapłaty od nierzetelnych kontrahentów – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Co czwarty bankrut to JDG

Blisko trzy czwarte firm, które przed ogłoszeniem bankructwa zostały wpisane do KRD, to spółki, z kolei 26% to jednoosobowe działalności gospodarcze.

Zobacz też:

Światowy Dzień Backupu: zrób kopię zapasową danych biznesowych

Jeśli analizować dane pod kątem województw, to dominuje Mazowsze, Śląsk i Wielkopolska – pochodzą stamtąd najbardziej zadłużeni bankruci. Top 3 zadłużonych branż to niezmiennie od kilku lat: handel, przemysł i budownictwo. Na kolejnych miejscach znajdują się: transport, firmy prowadzące działalność naukową, nieruchomości i finanse.

Branże podwyższonego ryzyka od lat są też na celowniku analityków Krajowego Rejestru Długów i Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych. Według raportu „Portfel Należności Polskich Przedsiębiorstw” za IV kwartał 2018 roku, firmy przemysłowe, budowlane i handlowe mają największe problemy z wyegzekwowaniem płatności od kontrahentów, a zaległe należności są też dla nich największą barierą w prowadzeniu działalności – między innymi uniemożliwiają inwestycje czy utrudniają wprowadzanie produktów na rynek.

 

 

Co czwarty Polak jest w trudnej sytuacji finansowej, a co dziesiątemu nie wystarcza na bieżące potrzeby. Równocześnie ¼ z nas deklaruje, że dochody wystarczają na wszystko i nie musimy ograniczać wydatków. Krajowy Rejestr Długów już po raz drugi sprawdził, jak wyglądają portfele Polaków.

Choć znaczący odsetek osób żyje na skraju finansowych tarapatów, to większość z nas, bo aż 68%, pozytywnie ocenia swoją sytuację finansową, nawet mimo rosnących kosztów życia. Takie wieści płyną z pierwszej części raportu „Portfel statystycznego Polaka” Krajowego Rejestru Długów, przygotowanego na podstawie badania przeprowadzonego przez Kantar Millward Brown. Jest to już druga edycja badania. Pierwszą zrealizowano w 2015 r.

Liczba dłużników w bazie Krajowego Rejestru Długów w ciągu trzech ostatnich lat wzrosła o 19%, a od ostatniego roku o 5%. Postanowiliśmy skonfrontować to z opiniami Polaków na temat ich sytuacji finansowej. Po raz kolejny okazało się, że nie zawsze pozytywne opinie na ten temat przekładają się na zachowania Polaków i ich realne działania czy zachowania. Mówiąc w skrócie: Polacy na ogół oceniają swoją sytuację finansową dobrze, ale liczba dłużników, czyli tych, którym wiedzie się gorzej, rośnie – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Jak wyglądają dziś portfele Polaków?

Aż 30% Polaków przyznaje, że ich sytuacja finansowa w porównaniu do ubiegłego roku jest lepsza, podczas gdy tych, którym wiedzie się gorzej, jest o 10 pp. mniej. Na poprawę sytuacji finansowej największy wpływ miał wzrost dochodów gospodarstwa domowego (w aż 67% przypadków), a zdecydowanie rzadziej (27% wskazań) ograniczenie wydatków i możliwość zaoszczędzenia. Z kolei 15% Polaków przyznało, że ma więcej pieniędzy do dyspozycji, bo udało im się spłacić zaległe zobowiązania w postaci kredytów lub pożyczek. Równocześnie 9% ankietowanych poprawę sytuacji przypisuje Programowi 500+.

Z drugiej strony przyczyn pogorszenia się sytuacji Polacy upatrują we wzroście wydatków spowodowanych zwiększeniem się kosztów życia w kraju. Wskazało na to aż 61% Polaków, których sytuacja finansowa pogorszyła się. Z kolei, 22% przyznało, że ma gorszą sytuację finansową, bo ich dochody zmalały w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Komu w Polsce żyje się lepiej?

W porównaniu do pierwszej edycji badania „Portfel statystycznego Polaka” z 7% do 25% wzrósł odsetek osób, które deklarują, że w ogóle nie muszą ograniczać swoich wydatków. To głównie osoby młode lub w średnim wieku o wyższym lub średnim wykształceniu, mieszkańcy wielkich miast, których dochody gospodarstwa domowego przekraczają 6 tys. zł.

To budujące, ale warto jednak zauważyć, że wysokie dochody nie zawsze świadczą o dobrej sytuacji finansowej. Także w grupie najlepiej zarabiających pojawiło się 7% deklaracji o poważnych trudnościach finansowych.

Podawane przez respondentów dochody to dochody gospodarstwa domowego. Być może to duże rodziny, w których taka kwota nie wystarcza na wszystkie potrzeby. Tym bardziej, że im więcej zarabiamy, tym więcej oczekujemy od życia: piękne mieszkanie, nowszy samochód, drogie ubrania itp. To wszystko kosztuje, a jak wskazują nasi respondenci: koszty życia w Polsce rosną. Z pewnością osoby, które mają duże dochody, ale deklarują, że „nie wystarcza im na bieżące potrzeby” albo „muszą ograniczać wydatki”, nie do końca przemyślały swoją strategię finansową, zaciągając zbyt wiele zobowiązań, na które zwyczajnie dziś nie mają odpowiednich zarobków. Dlatego zawsze powtarzamy, niezależnie od dochodów warto mieć finansowy bufor, aby nie popaść w tarapaty. Długi to nie tylko domena najgorzej zarabiających oraz żyjących na granicy ubóstwa, jak może się wydawać, ale w dużej mierze problem klasy średniej, której wiedzie się całkiem dobrze. Często to właśnie osoby zamożne, dobrze sytuowane, trafiają do rejestru dłużników przez brak roztropności, rozrzutność czy zwyczajne zapominalstwo – mówi Adam Łącki.

Kto wpada w finansowe tarapaty?

Mimo że udział Polaków, którzy są w trudnej sytuacji finansowej, dzisiaj, jak i przed trzema laty jest podobny, to znacząco wzrósł odsetek osób, które oceniają swoją sytuację finansową skrajnie źle. Obecnie aż 9% osób przyznało, że „nie wystarcza im nawet na bieżące potrzeby”, podczas gdy 3 lata temu było to 4% ankietowanych.

Zdecydowanie najgorzej jest wśród osób o najniższych dochodach (u zarabiających do 2 tys. zł netto takich wskazań było aż 24%) i w gronie osób z wykształceniem podstawowym (23%). Także sytuacja finansowa emerytów i rencistów jest trudna. 19% z nich przyznało, że nie wystarcza im na życie, a kolejne 30% musi bardzo ograniczać swoje wydatki.

Finansowi optymiści kontra realiści

Badanie Krajowego Rejestru Długów pokazało, że ci, którzy radzą sobie dobrze i pozytywnie oceniają swoją sytuację finansową, widzą swoją przyszłość w jasnych barwach. Co trzeci Polak spodziewa się wzrostu zarobków w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Co ciekawe, w porównaniu z I edycją badania „Portfel statystycznego Polaka” odsetek osób, które pozytywnie patrzą na wzrost zarobków, wzrósł z 12% w 2015 roku do 35% aktualnie.

Finansowymi optymistami częściej są mężczyźni (47% w stosunku do 27%) oraz osoby młode. Im młodsze, tym częściej spodziewają się wzrostu wynagrodzenia. Największe szanse na podwyżkę widzą najlepiej sytuowani (dochód gosp. domowego powyżej 6 000 złotych) – niemal połowa z nich spodziewa się wzrostu dochodów. Mniejsze szanse widzą zarabiający najmniej: do 2 000 złotych – 26% i do 3 000 złotych – 24%.

Równocześnie niemal połowa z nas liczy się z tym, że w nadchodzących miesiącach wyda więcej niż w latach poprzednich (47%). Większych wydatków, zarówno spowodowanych większymi potrzebami, jak i wzrostem cen, spodziewają się osoby od 25. do 34. roku życia (61%), oraz osoby z wykształceniem średnim (50%) i wyższym (49%). Z pewnością w dużej mierze ma to związek z rozpoczęciem życia na własny rachunek czy pojawieniem się dzieci. Zauważalna jest także tendencja, że im wyższe zarobki i większa miejscowość – tym odsetek spodziewających się większych wydatków jest większy. Podczas gdy na wsi osób, które przewidują, że wydadzą więcej, jest 43%, w miastach powyżej 499 tys. mieszkańców jest to już 55%. Z kolei jedynie 10% Polaków ma nadzieję, że wyda mniej w nadchodzącym roku.

Częściej planujemy oszczędności niż pożyczki, ale uważać trzeba

Polacy w jasnych barwach widzą swoją finansową przyszłość. Odpowiadając na pytanie o przewidywania odnośnie oszczędności, spłatę zadłużenia czy ewentualne długi i nowe zobowiązania finansowe, zdecydowanie częściej wskazują na pojawienie się oszczędności (42%) i spłatę zadłużenia (15%) niż pojawienie się nowego zadłużenia (13%) i zaciągnięcie kolejnych zobowiązań finansowych w postaci kredytu lub pożyczki (7%).

Mimo to, autorzy raportu zwracają uwagę na tę drugą grupę.

7% Polaków planuje w nadchodzących miesiącach zaciągnięcie kredytu lub pożyczki. To nic złego. Przy mądrym gospodarowaniu pieniędzmi rata kredytu czy pożyczki nie jest niczym złym. Pozwala na polepszenie standardu życia – zmianę mieszkania, bezpieczniejszy samochód czy chociażby pozyskanie finansowania na otwarcie działalności gospodarczej. Niepokojący jest jednak duży odsetek osób bezrobotnych, które planują zaciągnięcie nowych zobowiązań finansowych. Brak stałego zatrudnienia, a co za tym idzie zdolności kredytowej może świadczyć, że te osoby będą korzystać z chwilówek, nie do końca myśląc, czy stać ich będzie na spłatę. Takie działanie to krok od wpadnięcia w spiralę zadłużenia i trafienia do rejestru dłużników – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Według deklaracji Polaków w badaniu Kantar Millward Brown, Polacy po 60. roku życia najczęściej spodziewają się ewentualnego zadłużenia. W dużej mierze ma to związek z problemami wielu emerytów, by utrzymać się na wystarczającym poziomie przy niższej emeryturze, niż wcześniejszych zarobkach. Jednak także wśród trzydziesto- i czterdziestolatków zauważamy wyższy niż w ogóle populacji odsetek osób obawiających się zadłużenia. To właśnie osoby w tym wieku najczęściej trafiają do rejestru dłużników – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Dane zawarte w informacji prasowej pochodzą z I części II edycji raportu „Portfel statystycznego Polaka” dotyczącego oceny sytuacji finansowej naszych rodaków. Raport został przygotowany na podstawie wyników badań przeprowadzonych przez Kantar Millward Brown na reprezentatywnej grupie Polaków. Prócz danych pochodzących z badania opinii znajdują się tutaj także twarde dane pochodzące z bazy Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA. Zapraszamy do pełnej wersji raportu, dostępnej na stronie: https://krd.pl/Centrum-prasowe/Raporty.

 

Źródło: Krajowy Rejestr Długów

Problemy z nieterminowymi płatnościami firm w Polsce w IV kwartale 2017 roku były najmniejsze od stycznia 2009 roku – tak wynika z badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”. Nie we wszystkich badanych obszarach sytuacja się jednak poprawiła.

Według styczniowego raportu w IV kwartale 2017 roku Indeks Należności Przedsiębiorstw (INP) sięgnął 92,1 punktu i tym samym osiągnął najwyższy wynik w 9-letniej historii badania. W stosunku do poprzedniego kwartału oznacza to poprawę o 1,5 punktu. Dotychczasowy rekord, z kwietnia ubiegłego roku, wynosił 92 punkty.

– Indeks Należności Przedsiębiorstw to wskaźnik odzwierciedlający poziom zatorów płatniczych wśród polskich firm. Im wyższa jest jego wartość, tym bardziej terminowo płacone są faktury. Na ostateczny wynik wpływają m.in. odsetek niespłaconych w terminie należności, koszty ponoszone w związku z opóźnieniami w płatnościach, czy przeciętny okres oczekiwania na zapłatę – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Ten ostatni w ostatnich 3 miesiącach 2017 roku skrócił się do 3 miesięcy. W poprzednim kwartale polscy przedsiębiorcy na opłacenie faktur przez swoich kontrahentów czekali 3 dni dłużej. Jest to jednocześnie wynik o ponad trzy tygodnie krótszy od długookresowej średniej z lat 2009-2017. Wyraźnie poprawiły się także oceny portfeli należności. Odsetek przedsiębiorstw deklarujących, że skala problemów z uzyskaniem zapłaty za sprzedane towary i usługi się zmniejsza wyniósł w styczniu 27,2 procent. Trzy miesiące wcześniej sięgał 21,5 procent.

– Czytając wyniki badania można odnieść wrażenie, że problem zatorów płatniczych ma coraz mniejszy wpływ na działalność i rozwój polskich przedsiębiorstw. Jest lepiej, ale wciąż nie jest dobrze. Przeterminowane płatności w dalszym ciągu stanowią znaczący udział w portfelach polskich firm, a w wielu przypadkach wręcz utrudniają ich funkcjonowanie – uważa Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy, której certyfikatem posługuje się około 50 tysięcy polskich firm.

Jak wynika z najnowszej edycji badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”, odsetek przeterminowanych należności obecnie wynosi 22,3 procent. To oznacza, że na każde 1 000 zł na fakturze wystawionej przez statystyczną polską firmę, 223 złote nie wpłynęło na jej konto wcale lub wpłynęło z opóźnieniem.  Jest to o 0,8 punktu procentowego więcej niż w październiku 2017 roku. Mimo wzrostu, przeciętny udział opóźnionych faktur w portfelach polskich firm wciąż znajduje się 2 punkty procentowe poniżej długoterminowej średniej.

Ale niepokojąca jest struktura przeterminowanych faktur. Do 15 procent wzrósł odsetek firm, które nie dostały w terminie 50 i więcej procent należnych pieniędzy z wystawionych faktur. Jeśli uwzględnić przedsiębiorstwa, w których przeterminowane należności stanowią ponad 20 procent wszystkich, to obserwujemy wzrost ich udziału z 40,8% ogółu firm z tymi problemami do aż 46,2%. Jednocześnie wzrósł też udział firm, w których niespłacone faktury stanowią mniej niż 10% ogółu należności.

– Taka polaryzacja jest niebezpieczna dla gospodarki, gdyż firmy najbardziej dotknięte problemami niejako infekują nimi inne. Zatory płatnicze są jak wirus. To zresztą już widać w najnowszym raporcie. W IV kwartale z 26,4 procenta do 30 procent wzrósł odsetek firm, które wskazywały, że nie mogą płacić innym, bo same nie dostały zapłaty. Z tego samego powodu do 28,4 procenta wzrósł odsetek firm, które wstrzymują się z inwestycjami – komentuje Adam Łącki.

W ostatnich miesiącach wzrosły również wydatki na cele związane ze skutkami i przeciwdziałaniem opóźnieniom w płatnościach. Obecnie stanowią one przeciętnie 6,1 procent ogółu kosztów przedsiębiorstw, czyli 0,6 punktu procentowego więcej niż w poprzednim kwartale.

– Nie jest zaskoczeniem, że największy kłopot mają najmniejsze firmy, gdzie koszty związane z nieregularną obsługą zobowiązań lub jej brakiem przekraczają obecnie 8 procent. Pamiętajmy, że jest to wynik odnotowany w okresie dobrej koniunktury. Jeśli wzrost gospodarczy w Polsce spowolni, a takie są prognozy, skala zatorów płatniczych znów się zwiększy. W kogo najmocniej uderzy pogorszenie sytuacji? Niestety, ponownie w najmniejsze firmy, które bardzo często nawet nie weryfikują swoich kontrahentów – uważa Mirosław Sędłak.

 

 

Nieurodzaj i klęski żywiołowe, presja ze strony dużych producentów i na dokładkę zatory płatnicze. Choć produkcja żywności stanowi jedną z najważniejszych gałęzi polskiej gospodarki i ma duży wpływ na wartość naszego eksportu, to jednocześnie firmy w niej działające plasują się w czołówce tych, które ogłaszają upadłość. Potwierdzają to także statystyki Krajowego Rejestru Długów. Długi producentów żywności przekraczają 375 mln zł.

Jak podaje GUS w polskim przemyśle rolno-spożywczym działa kilkanaście tysięcy firm, których roczne obroty oscylują wokół 200 mld zł. Blisko 1/3 ich produkcji znajduje nabywców za granicą, 30% trafia do dalszego przerobu, a 40% do dalszego spożycia. Polska jest szóstym producentem żywności w UE, a jej udział w łącznej produkcji przemysłu spożywczego Unii zwiększył z 6,9% w 2004 r. do 8,5% w 2014 r.

Niestety, ta grupa przedsiębiorców, zaraz za dostawcami materiałów budowlanych, należy do najbardziej niewypłacalnych. Każdego miesiąca ogłasza się niewypłacalność kilku producentów żywności w Polsce. Ich łączne zadłużenie w Krajowym Rejestrze Długów wynosi już 375,35 mln zł.

Źródła niewypłacalności

Przyczyn zadłużenia jest wiele. Są wśród nich zarówno czynniki ludzkie, jak i te, na które człowiek nie ma wpływu: nieoczekiwane zmiany pogodowe (susza, powódź czy przymrozki), ale też postępująca koncentracja branży i wypieranie z rynku małych przedsiębiorców przez dużych, a także problemy ze spłatą zaciągniętych pożyczek czy zatory płatnicze spowodowane przez nierzetelnych kontrahentów.

Dość silną grupę takich kontrahentów stanowią przedstawiciele handlu, w tym sieci handlowych. Nie płacą producentom w terminie za dostawy żywności i mają wobec nich dług w wysokości 31,5 mln zł. To aż 1/3 wszystkich należności, których łączna wartość wynosi już 94,2 mln zł. Wśród pozostałych dłużników branży spożywczej są też inni producenci, a dalej rolnicy.

Największe długi – mięso, pieczywo, owoce i warzywa

Krajowym Rejestrze Długów widnieje 7 059 producentów żywności. 93 proc. dłużników z tej branży stanowią producenci artykułów spożywczych, a pozostałe 7 proc. to producenci napojów. Dług tych pierwszych wynosi 350 mln złotych. Problem zaległości w największym stopniu dotyka branży mięsnej, których niespłacone zobowiązania wynoszą blisko jedną czwartą całkowitego zadłużenia – 95 mln złotych. Dalej w kolejności znajdują się producenci wyrobów piekarskich i mącznych (75 mln złotych) oraz producenci owoców i warzyw (56 mln złotych). Z kolei najniższe zadłużenie notują firmy z sektorów rybnego oraz mleczarskiego (adekwatnie 13 i 14 mln złotych).

Nieco lepiej radzą sobie producenci napojów, których łączne zadłużenie wynosi 25 mln złotych. Największe problemy w tym sektorze mają producenci napojów bezalkoholowych i wód mineralnych (8,6 mln złotych), najmniejsze – firmy zajmujące się produkcją piwa (2,9 mln złotych).

– Branża spożywcza jest łańcuchem zależności: jeśli jedno jego ogniwo ulega osłabieniu, to osłabieniu ulega cały łańcuch. Dokładnie widać to na przykładzie chociażby producentów napojów: jeśli tegoroczne zbiory owoców i warzyw okażą się słabe, to produkcja soków i przecierów też będzie niższa. Ta sama zależność działa w odniesieniu do sytuacji finansowej przedsiębiorstw. Wszelkie opóźnienia w płatnościach ze strony kontrahentów zawsze narażają producenta na utratę płynności finansowej, co może doprowadzić nawet do jego upadłości – zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Gorzkie statystyki

Największe zadłużenie mają producenci żywności z Mazowsza. Ich dług wynosi niemal 60 mln złotych. Zaraz za nimi są przedsiębiorcy z woj. wielkopolskiego (47 mln złotych), a niechlubne podium zamykają firmy ze Śląska z 44 mln złotych długu. Najmniejsze zadłużenie, bo nieprzekraczające 8 mln złotych, notują województwa podlaskie, warmińsko-mazurskie oraz świętokrzyskie. Z kolei najbardziej zadłużony producent ma do spłacenia 12 mln złotych. To firma, która działa na terenie powiatu włocławskiego w województwie kujawsko-pomorskim.

W największym stopniu producenci żywności zalegają funduszom sekurytyzacyjnym i firmom windykacyjnym – blisko 164 mln złotych. Znaczną część długu producenci mają wobec sektora finansowego. Łącznie ci przedsiębiorcy mają  do oddania bankom, firmom leasingowym i faktoringowym 96,5 mln złotych. Na pieniądze od producentów czekają też firmy handlowe, a dług wobec nich sięga 32 mln złotych.

 

Niemal 70 procent firm uważa, że maksymalny ustawowy termin na zapłatę faktury nie powinien być dłuższy niż miesiąc – wynika z badań przeprowadzonych przez Krajowy Rejestr Długów we współpracy z Ministerstwem Rozwoju. Jednocześnie dwie trzecie badanych firm przyznaje, że ich kontrahenci stosują różne wybiegi, aby zapłacić im jak najpóźniej opóźniając akceptację faktury.

Z najnowszej edycji kwartalnego badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”, realizowanego przez Krajowy Rejestr Długów wspólnie z Konferencją Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce wynika, że zdecydowana większość krajowych przedsiębiorców ma problemy z otrzymywaniem zapłaty w terminie. Aż 85 procent firm deklaruje, że ich kontrahenci spóźniają się z oddaniem pieniędzy za sprzedane usługi lub towary bądź nie płacą w ogóle.

– Sytuacja w ostatnich latach się poprawia, co ma związek z dobrą koniunkturą, aczkolwiek rozwój biznesu w Polsce mógłby być zdecydowanie szybszy, gdyby tak mocno nie ograniczały go zatory płatnicze. Ostatnie badanie „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” zostało rozszerzone o dodatkowe pytania z Ministerstwa Rozwoju, które szuka sposobów na ograniczenie tego zjawiska. Odpowiedzi pokazują, że przedsiębiorcy wyraźnie liczą na wsparcie państwa podsumowuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Firmy chcą pieniędzy najpóźniej po 30 dniach

Na pytanie „Jaki powinien obowiązywać maksymalny ustawowy termin na zapłatę faktury”, największa grupa ankietowanych przedsiębiorców odpowiada – 30 dni. Taką odpowiedź zaznaczyło niemal 39 procent badanych. Co piąty uważa, że ten okres powinien wynosić 14 dni, a 8,6 procent, że powinien być jeszcze krótszy i nie przekraczać 7 dni. Tym samym, prawie 7 na 10 przedsiębiorców uważa, że maksymalny ustawowy termin na zapłatę faktury nie powinien być dłuższy niż miesiąc.

45- i 60-dniowego dopuszczalnego okresu na dokonanie płatności oczekiwałoby natomiast odpowiednio 5,7 oraz 6,8 procent przedsiębiorstw. Co ciekawe, jedynie 15 procent ankietowanych uważa, że przepisy nie powinny regulować maksymalnego terminu płatności faktury. To wyraźnie pokazuje, że większość firm chciałaby, aby w tym zakresie jeszcze bardziej wsparło je państwo.

Obowiązująca obecnie Ustawa o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, która weszła w życie w kwietniu 2013 roku i z założenia miała przeciwdziałać opóźnieniom w regulowaniu należności przez kontrahentów, wprowadzała zasadę, że terminy płatności nie powinny przekraczać 60 dni. Inne rozwiązania mające wesprzeć przedsiębiorców to możliwość obciążenia dłużnika kosztami windykacji, doliczenia mu ustawowych odsetek za zwłokę, czy naliczenia 40 euro rekompensaty za opóźnienia w zapłacie.

– Wprowadzenie maksymalnego ustawowego terminu płatności na poziomie 30 dni zmniejszyłoby skalę zjawiska finansowania się kosztem swoich kontrahentów, ale miałoby też inny pozytywny skutek. W razie braku płatności, firmy mogłyby dużo szybciej ubiegać się o swoje pieniądze. Z naszych doświadczeń wynika, że spłacalność zaległości przeterminowanych do 3 miesięcy sięga 72%, a w przypadku długów starszych niż rok – zaledwie 26%. Czas ma tu więc kluczowe znaczenie – uważa Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Zadziałają tylko automatycznie naliczane odsetki

Czynnikiem motywującym kontrahentów do zapłaty w terminie może być też prawo do naliczania odsetek ustawowych za opóźnienia w zapłacie. Tyle, że przedsiębiorcy mają na ten temat rozbieżne zdania. Najliczniejsza grupa przedsiębiorców (48,5%) uważa, że znaczne uproszczenie przepisów o naliczaniu odsetek ustawowych przełoży się na częstsze ich stosowanie. Mniej więcej co czwarty jest zdania, że nie poskutkuje to wzrostem popularności tego rozwiązania przez firmy. Podobna grupa ankietowanych nie ma zdania na ten temat.

– Jeśli nie zostanie wprowadzony jakiś mechanizm, który niejako z automatu będzie wymuszał naliczanie odsetek, to obawiam się że wierzyciele nie będą z niego korzystali zbyt często. Podobnie jest z przepisem o możliwości obciążania dłużnika kosztami windykacji, który obowiązuje od ponad 4 lat. 60% wierzycieli rezygnuje z niej, bo jest postrzegany jako represja, a im zależy na utrzymaniu relacji z dłużnikiem. Wolą więc sami zapłacić windykatorowi – wyjaśnia Jakub Kostecki.

Mniejsi bardziej liczą na wsparcie. Mają powód

Oczekiwania dotyczące maksymalnego terminu płatności za fakturę są zróżnicowane i zależą od wielkości przedsiębiorstwa. W firmach mikro i małych ponad 70 procent badanych deklaruje, że ustawowy czas zapłaty faktury powinien być ustalony na poziomie do 30 dni. W przypadku dużych firm ten odsetek wynosi 50 procent.

Ta rozbieżność ma swoje uzasadnienie. To właśnie największe przedsiębiorstwa najczęściej wymuszają najdłuższe terminy zapłaty. Na pytanie „jakiej wielkości przedsiębiorstwa oczekują przyznania najdłuższych terminów zapłaty” aż 52,5 procent badanych odpowiedziało „duże”. Średnie oraz mikro lub małe firmy zaznaczyło natomiast odpowiednio 23,9 oraz 23,6 procent ankietowanych.

 – Niestety duże firmy ciągle jeszcze często wykorzystują swoją przewagę i dyktują tym mniejszym warunki, na jakich mogą zawrzeć transakcję. W efekcie nie tylko zaniżają wartość umowy, ale również wydłużają termin płatności. Na szczęście w tej grupie przedsiębiorstw są też takie, które postępują etycznie i nie stosują takich praktyk. Mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej – uważa Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Ponadto, ponad 66 procent badanych firm deklaruje, że ich kontrahenci stosują pozaumowne praktyki wydłużania terminów płatności swoich zobowiązań poprzez opóźnianie akceptacji faktury. Zaledwie co czwarty przedsiębiorca twierdzi, że nigdy nie spotkało go takie zjawisko.

Tak, jak nie da się w umowie zapisać wszystkich możliwych scenariuszy, tak również nie jest to możliwe w ustawie. Celowe przedłużanie odbioru przedmiotu umowy, szukanie błędów w fakturach, czy innych sposobów, aby oddalić w czasie termin płatności najczęściej pokazuje, że mamy do czynienia z nieuczciwym kontrahentem. Z takiej współpracy lepiej szybko zrezygnować, a informację o braku terminowej płatności wpisać do rejestru dłużników. Od listopada tego roku można to zrobić już po 30 dniach od ustalonego terminu płatności podsumowuje Adam Łącki, prezes KRD BIG.

Zadłużenie 62 spółek giełdowych, które zostały wpisane do Krajowego Rejestru Długów sięga niemal 29 milionów złotych. To oznacza, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy wzrosła zarówno liczba giełdowych dłużników, jak i ich zadłużenie. W KRD znajduje się obecnie co siódma spółka z warszawskiej giełdy.

20 listopada 2017 roku na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie notowanych było 428 krajowych spółek. 62 z nich zostało wpisanych do Krajowego Rejestru Długów z powodu nieuregulowanych w terminie płatności. W sumie mają one 1051 zobowiązań wobec 175 wierzycieli na łączną kwotę 28,8 miliona złotych.

Wydawać by się mogło, że to niewiele biorąc pod uwagę wartość tych przedsiębiorstw. Nie zgadzam się z taką opinią. Po pierwsze, wpis do KRD ma często charakter wyprzedzający, pokazujący rosnące problemy z regulowaniem należności. Po drugie, od spółek publicznych należy oczekiwać więcej, nie tylko transparentności, ale także etycznego traktowania kontrahentów. Po trzecie, 175 wierzycieli nie dostało pieniędzy. A wśród nich są mniejsze firmy, na których niezapłacone w terminie zobowiązania nawet na kwotę kilkunastu, czy kilkudziesięciu tysięcy złotych zdecydowanie robią wrażenie, a często wręcz utrudniają prowadzenie biznesu – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Dla porównania, w maju w KRD notowanych było 56 spółek z GPW, a ich zadłużenie sięgało w sumie 27,3 miliona złotych. W ciągu około 6 miesięcy liczba dłużników wzrosła więc o 6, a zadłużenie zwiększyło się o 1,5 miliona złotych. Najgorszy pod tym względem był listopad 2016 roku, kiedy w Krajowym Rejestrze Długów znajdowało się aż 67 spółek z GPW, których łączny dług przekraczał 32 miliony złotych.

Lider z branży elektrycznej

Liderem obecnego zestawienia, podobnie jak poprzedniego, jest spółka zajmująca się sprzedażą materiałów elektrycznych, której łączne zadłużenie sięga niemal 7,5 miliona złotych. Kolejne miejsce w tym niechlubnym rankingu zajmuje przedsiębiorstwo budowlane, którego długi wynoszą prawie 5 milionów złotych. Numer trzy to spółka informatyczna, a wartość jej niezapłaconych w terminie zobowiązań wpisanych do KRD to ponad 4,2 miliona złotych.

W ujęciu sektorowym w dalszym ciągu dominuje budownictwo. W najnowszej edycji badania „Długi spółek giełdowych” znalazło się 13 firm z branży budowlanej, a ich łączne zadłużenie wynosi 9,4 miliona złotych. Tym samym z tego sektora pochodzi 21 procent wszystkich dłużników giełdowych. Budowlanka odpowiada także za niemal jedną trzecią całkowitego zadłużenia.

Warto jednak odnotować niewielką poprawę. W maju dłużników z branży budowlanej było o jednego mniej, ale ich łączny dług przekraczał 11 milionów złotych. Jest jednak zbyt wcześnie, żeby prognozować trwalszą poprawę sytuacji. Tym bardziej, kiedy z opublikowanych w listopadzie wyników badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” wynika, że w trzecim kwartale zatory płatnicze najbardziej dotykały właśnie branżę budowlaną – przypomina Adam Łącki, prezes KRD BIG.

Po dziewięciu swoich przedstawicieli w zestawieniu mają branża technologiczna (głównie telekomunikacja i informatyka) oraz sektor dóbr konsumpcyjnych, w skład którego wchodzą między innymi producenci artykułów spożywczych, odzieży, czy kosmetyków i chemii gospodarczej.

Nie płacą tylko spółki z problemami? Niekoniecznie

To, że swoich zobowiązań w terminie nie regulują wyłącznie spółki, których raporty finansowe pokazują bardzo złą kondycję przedsiębiorstwa, to tylko mit. Spośród 62 przedsiębiorstw z głównego rynku warszawskiej giełdy, które są jednocześnie notowane w Krajowym Rejestrze Długów, zyskiem za okres obejmujący ostatnie cztery kwartały może pochwalić się aż 33. To więcej niż połowa wpisanych do KRD. Co ciekawe, aż 10 z nich w ciągu ostatniego roku wypłaciło dywidendę.

– Wiele firm, których dłużnicy są notowani na giełdzie, zamiast działać, czeka. Liczą, że skoro mają do czynienia ze znanymi kontrahentami, to w końcu dostaną swoje pieniądze. To nie jest dobre rozwiązanie. Spółki giełdowe mają do stracenia znacznie więcej od spółek niepublicznych, więc często wystarczy sygnał, że do gry włączyła się firma windykacyjna, żeby płatności zostały uregulowane. Im szybciej to się stanie, tym lepiej. Jeśli bowiem okaże się, że brak płatności jest efektem poważniejszych problemów finansowych dłużnika, a informacje o tym zaczną trafiać na rynek, odzyskanie pieniędzy będzie już znacznie trudniejsze wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

W gronie giełdowych dłużników nie znajdują się wyłącznie małe spółki, ale również znane i rozpoznawalne przedsiębiorstwa o ugruntowanej pozycji w swojej branży. Wartość rynkowa 22 z nich nie przekracza 10 milionów złotych, a 12 mieści się w przedziale od 10 do 50 milionów złotych. Warto jednak podkreślić, że kapitalizacją na poziomie przynajmniej 100 milionów złotych mogą pochwalić się 22 firmy notowane w KRD, a 10 z nich inwestorzy giełdowi wyceniają na przynajmniej miliard złotych.

Badanie „Długi spółek giełdowych” zostało przeprowadzone na 428 krajowych spółkach, które 20 listopada 2017 roku były notowane na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. To już jego piąta edycja. Pierwszego przeglądu zadłużenia giełdowych spółek KRD BIG dokonał w listopadzie 2015 roku.

1198 lat – tyle musiałby pracować najbardziej zadłużony dłużnik notowany w Krajowym Rejestrze Długów, aby spłacić swój dług. Oczywiście, zakładając, że zarabia on średnią krajową, całą pensję przeznacza na spłatę zaległych zobowiązań i nie ma odsetek za płatności po terminie. Większość dłużników notowanych w KRD ma zdecydowanie krótszą drogę do pozbycia się problemów. Na spłatę średniego długu konsumenta potrzeba bowiem niespełna pół roku.

45 milionów 765 tysięcy 116 złotych – dokładnie tyle wynosi dług najbardziej zadłużonego konsumenta notowanego w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej. Na listę dłużników wpisał go jeden z sądów. Niestety, nie podał jego adresu zamieszkania. Wiadomo natomiast, że jest to 40-letni mężczyzna spod znaku Raka.

Gdyby ten mężczyzna zarabiał średnią krajową, całą pensję przeznaczał na spłatę zadłużenia, a jednocześnie nie płacił żadnych odsetek za spłatę po terminie, uporanie się z tym długiem zajęłoby mu 1198 lat. Na szczęście, większość dłużników jest w stanie zdecydowanie szybciej uregulować swoje zobowiązania. Czas potrzebny na spłatę średniego długu konsumenta notowanego w Krajowym Rejestrze Długów to 5 miesięcy i 10 dni.

17 listopada obchodzimy Dzień bez długów. To doskonały moment, żeby pokazać wielu osobom, że choć spłata wszystkich zaległych zobowiązań jest trudna, wymagająca i raczej nie uda się tego osiągnąć w pół roku, to jest to jak najbardziej możliwe. Kluczowe jest jednak uświadomienie sobie, że problem istnieje, a następnie dokładne przyjrzenie się swoim finansom, zarówno po stronie wpływów, jak i wydatkówzaleca Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Niemal 2,5 miliona dłużników i… 42 miliardy złotych długów

W bazie danych KRD BIG widnieje ponad 2,46 miliona dłużników-konsumentów, których łączne zadłużenie przekracza 41,9 miliarda złotych. Wynika z tego, że każdy konsument notowany w Krajowym Rejestrze Długów ma do oddania średnio 17 tysięcy i 30 złotych. Dwa najbardziej „zadłużone regiony” to województwo śląskie (5,93 miliarda złotych) oraz mazowieckie (5,78 miliarda złotych). Numerem trzy jest Dolny Śląsk, gdzie długi konsumentów przekraczają już 4 miliardy złotych.

Przeliczając zadłużenie na jednego dłużnika, rekordzistą jest Mazowsze (niemal 19,3 tys. złotych). Kolejne dwa miejsca zajmują Małopolska oraz Pomorze, gdzie średni dług konsumenta wynosi odpowiednio 18 oraz 17,5 tysiąca złotych. Po drugiej stronie tej niechlubnej listy znajdują się województwo warmińsko-mazurskie (15,7 tys. złotych) oraz lubuskie i podkarpackie, gdzie na jednego dłużnika przypada niespełna 16 tysięcy złotych niezapłaconych w terminie zobowiązań.

Gdzie najszybciej można spłacić długi?

Warto jednak podkreślić, że poszczególne województwa różnią się nie tylko kwotą zadłużenia przypadającą na statystycznego dłużnika, ale również średnimi pensjami. Dlatego licząc czas potrzebny na spłatę średniego długu, uwzględnione zostały najnowsze dostępne dane o wynagrodzeniach brutto we wszystkich województwach. Te z kolei zostały przeliczone na kwoty netto przy założeniu, że osoby spłacające długi są zatrudnione na podstawie umów o pracę.

Efekty takiego przeliczenia nie były już oczywiste. Najszybciej średnie zadłużenie spłaciłby dłużnik z województwa mazowieckiego, które z jednej strony ma najwyższą kwotę długu do spłaty, ale z drugiej – najwyższe średnie wynagrodzenie w Polsce. Gdyby cała pensja szła na spłatę zobowiązań, to uporanie się ze średnimi długami statystycznemu mieszkańcowi Mazowsza zajęłoby 5 miesięcy i 4 dni. To rekord w skali kraju – twierdzi Adam Łącki, prezes KRD BIG.

Mniej więcej 5 miesięcy i 10 dni spłata długów zajęłaby mieszkańcom województwa śląskiego, pomorskiego, czy dolnośląskiego. Po drugiej stronie tego zestawienia znajdują się natomiast dłużnicy z województwa kujawsko-pomorskiego oraz lubelskiego. W ich przypadku czas spłaty wyniósłby odpowiednio 6 miesięcy i 3 dni oraz 6 miesięcy i 8 dni. Tylko w tych dwóch przypadkach okres ten okazał się dłuższy niż poł roku.

Nie unikaj rozmowy z windykatorem

Przy okazji „Dnia bez długów” warto pamiętać, że każdy konsument raz na pół roku może za darmo sprawdzić, jakie informacje znajdują się na jego temat w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej. Umożliwia to Serwis Ochrony Konsumenta – specjalna strona internetowa opracowana właśnie dla osób które nie są przedsiębiorcami, dostępna pod adresem www.konsument.krd.pl.

Wiele osób tego nie robi, z tego samego powodu, dla którego nie podejmują one rozmowy z windykatorem. Boją się, bądź wolą udawać, że nie ma problemu. To niestety nie jest najlepsza opcja. Rozmowa z profesjonalnym doradcą z firmy windykacyjnej pomoże znaleźć najlepszy sposób, aby wyjść z trudnej sytuacji – podsumowuje Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

W Serwisie Ochrony Konsumenta można nie tylko sprawdzić czy nie jest się zadłużonym, ale także czy w ciągu ostatnich 12 miesięcy ktoś nas nie sprawdzał w KRD BIG. To o tyle istotne, że sprawdzenie konsumenta może się odbyć tylko za jego pisemną zgodą. Jeśli więc takiej zgody nikomu nie dawaliśmy, a ktoś szukał informacji na nasz temat, to najpewniej oznacza, że ktoś próbował zaciągnąć zobowiązania posługując się naszymi danymi. Trzeba więc szybko sprawę wyjaśnić.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Zadłużenie wszystkich firm notowanych w Krajowym Rejestrze Długów sięga już 10 miliardów złotych, a średni dług przekracza 41,5 tysiąca złotych. To kwota, na którą mikroprzedsiębiorstwo zatrudniające do 9 pracowników musiałoby pracować przez 8 miesięcy.

Długi wszystkich firm wpisanych do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej wynoszą obecnie 9,99 miliarda złotych. Ta kwota to łączna wartość niemal 962 tysięcy zobowiązań niezapłaconych w terminie przez niespełna 241 tysięcy dłużników. Jedna firma ma więc średnio do spłacenia 4 zobowiązania warte razem 41,5 tysiąca złotych.

– Na największych polskich firmach, czy nawet rynkowych średniakach, te kwoty nie robią większego wrażenia. Musimy jednak pamiętać, że zdecydowana większość firm działających w Polsce to mikroprzedsiębiorstwa i to często one mają problem z odzyskaniem pieniędzy. W ich przypadku brak płatności na kwotę kilkudziesięciu, czy nawet kilkunastu tysięcy złotych to dramat. Zdarza się, że kończący się bankructwem firmyuważa Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Według najnowszych dostępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego dotyczących mikrofirm, w 2016 roku działalność gospodarczą w Polsce prowadziły ponad 2 miliony przedsiębiorstw o liczbie pracujących do 9 osób. Dochód przypadający na jedną taką firmę przekraczał 62 tysiące złotych.

Średni dług firmy notowanej w Krajowym Rejestrze Długów na poziomie 41,5 tysiąca złotych stanowi 2/3 tej kwoty. Mikrofirma, której dłużnik bądź dłużnicy nie oddali takiej kwoty, musiałaby pracować na nią przez 8 miesięcy. To oczywiście porównanie mające na celu pokazanie skali problemu. Pomysł, żeby firma pracowała na pieniądze, których nie zapłacili jej dłużnicy jest mocno abstrakcyjny. Niestety wiele firm w Polsce go praktykuje – podsumowuje Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

3 województwa i ponad 4 miliardy złotych długów

Największe łączne zadłużenie mają firmy zarejestrowane w województwie mazowieckim (1,79 miliarda złotych), śląskim (1,49 mld zł) oraz wielkopolskim (1,05 mld zł). Długi firm z tych regionów wynoszą w sumie 4,33 miliarda złotych, czyli ponad 43% wartości nieopłaconych w terminie zobowiązań wszystkich firm wpisanych do Krajowego Rejestru Długów.

Dług przypadający na jedną zadłużoną firmę w tych województwach sięga 40,86 tysiąca złotych (Mazowsze), 45,05 tysiąca złotych (Wielkopolska) oraz 47,38 tysiąca złotych (Śląsk). Żadne z wymienionych nie jest jednak liderem zestawienia. Najwyższe miejsce na podium zajmuje województwo pomorskie, gdzie jedna firma-dłużnik ma średnio do oddania 50 tysięcy złotych. Dla porównania, przeciętne zadłużenie w skali kraju wynosi 41,52 tysiąca złotych.

Niechlubnym rekordzistą tego zestawienia jest spółka z województwa śląskiego, której łączne zaległości przekraczają 103 miliony złotych. Na tę kwotę składają się trzy zobowiązania wobec funduszu sekurytyzacyjnego. Dłużnik z rekordowym w skali kraju długiem działa w branży handlowej – opisuje  Adam Łącki.

Są złe, ale są też dobre wiadomości

W drugim kwartale 2017 roku aż 86 procent firm, czyli o 5 punktów procentowych więcej niż w pierwszym kwartale, wskazuje na kłopoty z otrzymaniem zapłaty od kontrahentów w umówionym terminie. To wynik badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” przeprowadzonego przez Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Dlatego właśnie w sytuacji, w której kontrahent nie płaci w terminie kluczowe jest szybkie i zdecydowane działanie. Im szybciej podjęte zostaną działania mające na celu odzyskanie pieniędzy, tym większa szansa, że zakończą się one sukcesem, a pieniądze trafią na konto firmy. W najbliższym czasie przedsiębiorcom mogą w tym pomóc nowe przepisy dotyczące biur informacji gospodarczej.

Od 13 listopada 2017 roku obowiązywać będzie znowelizowana ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych. Kluczową zmianą jest możliwość wpisania dłużnika do KRD już po 30 dniach od upłynięcia terminu płatności, a nie jak dotychczas po 60. Skrócenie tego okresu o połowę ułatwi wielu przedsiębiorcom odzyskanie pieniędzy od nierzetelnych kontrahentów wyjaśnia Konrad Siekierka, radca prawny z kancelarii Via Lex.

Warto też pamiętać o windykacji na koszt dłużnika. Taką możliwość wprowadziła ustawa o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, która weszła w życie w kwietniu 2013 roku.

Choć liczba firm korzystających z tego rozwiązania rośnie, to wielu przedsiębiorców wciąż nie zdaje sobie sprawy z istnienia takiej możliwości. A szkoda, bo często wystarczy jeden telefon z firmy windykacyjnej, żeby przekonać dłużnika do oddania pieniędzy. Kluczowe jest jednak szybkie podjęcie działań. Im młodszy dług, tym większa szansa na odzyskanie pieniędzy – podsumowuje Jakub Kostecki.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Choć wydaje się, że w budownictwie najgorsze już minęło, to sytuacja finansowa branży wciąż nie jest najlepsza. Według najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów, przedsiębiorstwa z tego sektora są winne innym firmom ponad 2,2 mld zł i ich zaległości rosną. Gros tego zadłużenia stanowią duchy przeszłości, czyli zobowiązania zaciągnięte kilka lat wcześniej z tytułu kredytów lub leasingów.

Ostatnie lata były dla branży budowlanej bardzo trudne, jednak wraz z początkiem bieżącego roku budownictwo powoli odbija się od dna. Dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że rośnie produkcja sprzedana przemysłu i produkcja budowlano-montażowa. Wpływ na to mają przede wszystkim: wzmożone prace drogowe wynikające z realizowanych kontraktów współfinansowanych przez Unię Europejską oraz pozytywna koniunktura w budownictwie mieszkaniowym.

Niestety wiele firm budowlanych nadal boryka się problemami finansowymi. W Krajowym Rejestrze Długów notowanych jest 60 950 przedsiębiorstw, które mają łącznie 262 901 niezapłaconych faktur. Całkowite zadłużenie branży wynosi 2,21 mld zł i z roku na rok rośnie:

  • sierpień 2015 r. – 1,02 mld zł
  • sierpień 2016 r. – 1,49 mld zł
  • sierpień 2017 r. – 2,21 mld zł

Średnie zadłużenie firmy budowlanej wynosi 36,2 tys. zł, ale są wśród nich rekordziści z długiem przekraczającym nawet 10 mln zł, jak choćby przedsiębiorstwo z województwa kujawsko-pomorskiego (10 996 557,91 zł). Najbardziej zadłużone województwa, w których łączna wartość zobowiązań firm budowlanych przekracza 200 milinów zł, to: mazowieckie (374 278 284,72 zł), śląskie (274 111 334,02 zł) i wielkopolskie (223 325 166,88 zł). Tam również znajduje się największa liczba dłużników: mazowieckie (10 052), śląskie (7 904) i wielkopolskie (6 124).

Stare długi nie rdzewieją

Polskie budownictwo to sektor wykonawców i podwykonawców, w którym jedni zależą od drugich, i który jest ściśle uzależniony od materiałów, transportu, przetargów oraz siły roboczej.

W branży budowlanej panuje efekt domina. Podwykonawcy mają długi wobec innych podmiotów, bo sami nie otrzymali zapłaty od wykonawców. 2,2 miliarda złotych, czyli łączne zadłużenie tego sektora, to ogromna kwota, która nie pozostaje bez wpływu na inne gałęzie gospodarki ściśle związane z budownictwem. Dotyczy to w szczególności firm działających w sektorze produkcji budowlano-montażowej czy branży handlowej. Względem nich firmy budowlane mają zobowiązania o wartości ponad pół miliarda złotych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Głównymi wierzycielami przedsiębiorstw budowlanych są fundusze sekurytyzacyjne i firmy windykacyjne, następnie banki i firmy leasingowe. Biorąc pod uwagę fakt, że wtórni wierzyciele odkupują długi głównie od instytucji finansowych, można zauważyć, że branża ma duży problem z obsługą kredytów i leasingów. Często są to zobowiązania zaciągnięte kilka lat wcześniej, bo banki z reguły próbują najpierw samodzielnie odzyskać pieniądze, a dopiero gdy to się nie udaje, sprzedają wierzytelności.

Dramat podwykonawców

W najgorszej kondycji znajduje się podsektor specjalistycznych robót budowlanych, czyli związany z rozbiórką, pracami wykończeniowymi, przygotowaniem terenu pod budowę czy instalacjami. Ma największe zadłużenie (900 mln zł) oraz najwyższą liczbę dłużników (31 371) i liczbę zobowiązań (127 165).

Jest to grupa małych i średnich przedsiębiorstw, które wykonują zlecenia na rzecz większych podmiotów. Kiedy nie otrzymują pieniędzy od głównych wykonawców, same przestają płacić innym. W największym stopniu narażone są na kłopoty finansowe, a nawet bankructwo. Niestety, firma, która trafia do KRD jako dłużnik, nie może uchodzić za rzetelną, przestaje być wiarygodna w relacjach biznesowych, ma trudności z pozyskaniem nowych kontraktów i wreszcie zostaje pozbawiona pozytywnej opinii, co w branży takiej jak budownictwo, bywa nieodwracalną stratą – mówi Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Biznes bez zabezpieczeń

Niemal 45% należności z 444 mln zł, jakie mają do odzyskania firmy budowlane od swoich klientów, to faktury wystawione… innym firmom budowlanym. Chyba w żadnej innej branży zjawisko wzajemnego niepłacenia sobie nie jest aż tak widoczne. Pozostali dłużnicy branży to zleceniodawcy z sektorów: handlowego, przemysłowego, transportowego, projektowego i związanego z zarządzaniem nieruchomościami.

W branży budowlanej dość często więksi zleceniodawcy wykorzystują swą dominującą pozycję, wymuszając np. zapisy w umowach, które potem są interpretowane na niekorzyść podwykonawców. Podwykonawcy z kolei nie zabezpieczają odpowiednio swoich interesów: zawierają umowy ustne zamiast pisemnych i nie gromadzą dokumentów poświadczających wykonanie poszczególnych prac. To powoduje, że w efekcie nie są w stanie udowodnić zasadności swoich roszczeń. Dlatego do takich spraw tworzymy zawsze specjalne zespoły najlepszych negocjatorów i prawników – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

O zabezpieczeniu swoich interesów przypomina też Konrad Siekierka, radca prawny z kancelarii prawnej Via Lex, współpracującej z Kaczmarski Inkasso: – Spory sądowe o zapłatę za wykonane prace budowlane są bardzo czasochłonne. To powoduje, że ci „słabsi” wykonawcy często idą na niekorzystne dla siebie ugody, tylko po to, aby w krótszym czasie odzyskać jakiekolwiek pieniądze.

Długa lista przyczyn zadłużenia

Dzisiejsze zadłużenie to w części pokłosie zobowiązań, które powstały w budownictwie w ciągu kilku ostatnich lat. Duży wpływ na jego powstanie miały ubiegłoroczne przestoje w inwestycjach realizowanych ze środków unijnych. Obecnie jednym z takich czynników jest odwrócony VAT w budownictwie. Aby ratować się przed zatorami – podwykonawcy podnieśli ceny netto, co okazało się obciążeniem dla większych przedsiębiorstw. Duże firmy z kolei uskarżają się na wzrost płacy minimalnej i zjawisko odpływu pracowników, a także niestabilność cen materiałów, brak surowców, wojny kontraktowe. Problemem jest też to, że wzrost kosztów realizacji inwestycji (zatrudnienia, materiałów, transportu) nie stanowi argumentu dla inwestorów, by zmieniać zapisy umów. W konsekwencji firmy budowlane na ten i przyszły rok zostały z kontraktami, które są niedoszacowane i zagrażają ich płynności finansowej.

 

 

Źródło: Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej SA

Powodem ataku cyberprzestępców na stronę Komisji Nadzoru Finansowego była najprawdopodobniej chęć przejęcia danych osobowych klientów banków. Te zaś w niepowołanych rękach mogą być wykorzystane do zaciągnięcia kredytów i pożyczek w imieniu ich nieświadomych posiadaczy. Niezależnie od działań Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego warto samemu zadbać o swoje bezpieczeństwo. Krajowy Rejestr Długów oferuje wszystkim konsumentów bezpłatne konto w Serwisie Ochrony Konsumenta, które pozwoli uchronić się przed kłopotami.

Imię i nazwisko, adres, data i miejsce urodzenia, PESEL, numer i seria dowodu osobistego – te kilka informacji w rękach przestępców może zostać skutecznie wykorzystane do zaciągania zobowiązań w czyimś imieniu.

– Oczywiście dzieje się to bez wiedzy osób zainteresowanych, które o takim działaniu dowiadują się dopiero wówczas, gdy otrzymują wezwanie do zapłaty. Można się przed tym zabezpieczyć. Bank, czy firma pożyczkowa, podobnie jak wiele innych podmiotów weryfikują potencjalnych klientów w Krajowym Rejestrze Długów, sprawdzając czy ci nie są zadłużeni. Ale zgodnie z prawem muszą mieć do tego pisemną zgodę zainteresowanej osoby. Jeśli zatem ktoś o nas pyta, a my nie dawaliśmy na to zgody, to znaczy że ktoś próbuje wyłudzić pieniądze na nasze konto – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

O tym, że takie zapytanie jest składane zostaniemy automatycznie powiadomieni sms-em lub e-mailem. Pozwoli to na błyskawiczne skontaktowanie się z bankiem i zablokowanie nielegalnej transakcji. Takie możliwości daje konto w Serwisie Ochrony Konsumenta (www.konsument.krd.pl), w ramach którego każdy konsument może sprawdzać kto o niego pytał. Wystarczy włączyć monitorowanie rejestru zapytań o siebie, który działa jak sygnał ostrzegawczy. Krajowy Rejestr Długów oferuje takie konto bezpłatnie.

Źródło: Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej SA

Do Krajowego Rejestru Długów wpisanych zostało 50 krajowych spółek notowanych na rynku NewConnect w styczniu 2017 roku. To oznacza, że co ósma firma z „małej giełdy” jest notowana za niespłacane długi. Ich łączne zadłużenie sięga 8,8 miliona złotych, czyli niemal 3 miliony mniej niż pół roku temu. Tak wyraźna poprawa to jednak efekt mocnego spadku zadłużenia lidera poprzedniego zestawienia.

Na początku stycznia, według informacji znajdujących się na oficjalnej stronie internetowej NewConnect, na rynku z założenia przeznaczonym dla nowo powstałych, młodych i perspektywicznych firm, notowanych było w sumie 398 spółek krajowych oraz kilka zagranicznych.

Aż 50 z listy 398 rodzimych firm notowanych na „małej giełdzie” jest dłużnikami wpisanymi do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Mają one 134 wierzycieli i 395 niezapłaconych w terminie zobowiązań. Ich zadłużenie w sumie wynosi 8,8 miliona złotych. To oznacza, że dług przypadający na jedną spółkę notowaną w KRD BIG przekracza 176 tysięcy złotych.

– To kwota wyraźnie niższa niż przed sześcioma miesiącami. Wówczas średni dług wynosił niemal 220 tysięcy złotych – przypomina Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów. – Duża w tym zasługa negatywnego lidera poprzedniego zestawienia, który zaczął regulować swoje zaległe płatności. Pół roku temu jego przeterminowane zobowiązania wpisane do KRD przekraczały 4,5 miliona złotych. Obecnie kwota ta sięga około miliona złotych – dodaje Adam Łącki.

Milionowe długi największych dłużników

W aktualnym rankingu niechlubny lider z lipca 2016 roku spadł tym samym na trzecią pozycję. Pierwsze dwa miejsca zajmują natomiast spółki, których zadłużenie sięga odpowiednio 1,66 oraz 1,49 miliona złotych. Warto podkreślić, że oba przedsiębiorstwa to firmy technologiczne. Wśród dłużników dominują handel i usługi, budownictwo, finanse oraz właśnie technologie.

Branżowa czołówka tego zestawienia wygląda bardzo podobnie od momentu, w którym zaczęliśmy prowadzić badanie „Długi spółek z NewConnect”. Wymienione sektory mają znaczący udział w polskiej gospodarce. To sugeruje, że podpisując jakąkolwiek umowę warto zachować ostrożność i sprawdzić partnera. Nawet tego potencjalnie bardziej wiarygodnego, bo notowanego na giełdzie – uważa Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Warto też zwrócić uwagę na indeks

Pod koniec września 2016 roku Giełda Papierów Wartościowych wprowadziła nową segmentację na rynku NewConnect. Główny cel to poprawa bezpieczeństwa obrotu i zwiększenie transparentności tego rynku. Zgodnie z nowym podziałem, wszystkie spółki są klasyfikowane do jednego z trzech indeksów – NC Focus, NC Base oraz NC Alert. Do pierwszego z nich trafiają spółki o największej wiarygodności, czyli przedsiębiorstwa spełniające szereg kryteriów finansowych ustalonych przez giełdę. NC Alert to natomiast indeks grupujący firmy o potencjalnie większym ryzyku. Do NC Base trafiają pozostałe.

Spośród 50 krajowych spółek notowanych na NewConnect, które z powodu braku terminowych spłat swoich zobowiązań trafiły do Krajowego Rejestru Długów aż 29 firm znajduje się w indeksie NC Base. 16 zostało zaklasyfikowanych do NC Alert, a tylko pięć trafiło do najbardziej prestiżowego indeksu – NC Focus. Te wartości, z powodu różnej liczby spółek w poszczególnych indeksach, niewiele mówią. Zdecydowanie lepszym wskaźnikiem będzie pokazanie, jaki procent firm znajdujących się w danym indeksie stanowią spółki wpisane do KRD. Odsetek dłużników w indeksie NC Alert sięga 27 procent, w NC Base około 12 procent, a w NC Focus niespełna 6 procent.

– Giełda rozdzielając spółki pomiędzy różne koszyki stara się pomóc inwestorom i zmniejszyć ryzyko podejmowanych przez nich decyzji. Fakt, że najwyższy odsetek firm niepłacących w terminie jest w najbardziej ryzykownym indeksie pokazuje, że robi to skutecznie. Obecność spółki w Krajowym Rejestrze Długów, nawet z niewielkim zadłużeniem, jest często wskaźnikiem wyprzedzającym. Niewykluczone, że w kolejnym raporcie, część zadłużonych spółek z indeksu NC Base będzie znajdowała się już w NC Alert – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu KRD BIG.

25 spółek zaczęło płacić

Eksperci Krajowego Rejestru Długów przeanalizowali również, jak zmieniła się sytuacja 53 spółek-dłużników z rynku NewConnect z poprzedniego zestawienia. W tym gronie najwięcej jest firm, które spłaciły część (16) lub całość swoich długów (9). Zadłużenie 14 pozostało natomiast na poziomie sprzed sześciu miesięcy.

Wzrost długu wpisanego do rejestru KRD miał miejsce w przypadku 11 firm z małego parkietu. Pozostałe 3 zostały wykluczone z obrotu giełdowego. – Przewaga firm, które spłaciły całość lub przynajmniej część długów nad tymi, których zadłużenie wzrosło powinna cieszyć. To znaczy, że zależy im na odzyskaniu dobrego imienia i robią wszystko, aby zniknąć z Krajowego Rejestru Długów – zauważa Adam Łącki.

„Długi spółek z NewConnect”, czyli wspólne badanie Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy zostało przeprowadzone na 398 krajowych spółkach, które 10 stycznia 2016 roku były notowane na rynku NewConnect. To jego trzecia edycja. Pierwszego przeglądu zadłużenia spółek z „małej giełdy” dokonano na początku stycznia 2016 roku.

 

Źródło: krd.pl

Z 432 krajowych spółek notowanych na głównym rynku warszawskiej giełdy w listopadzie aż 67 było notowanych w Krajowym Rejestrze Długów. Ich łączne zadłużenie przekracza 32 miliony złotych. To oznacza, że w ciągu zaledwie sześciu miesięcy wzrosło o 44 procent. W skali roku długi spółek z GPW wzrosły natomiast o 269 procent.

67 przedsiębiorstw, których przeterminowane zobowiązania zostały wpisane do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej oznacza, że w bazie danych KRD znajduje się ponad 15,5 procent wszystkich krajowych spółek notowanych na głównym parkiecie GPW. W sumie mają one 163 wierzycieli i 762 zobowiązania na kwotę 32,1 miliona złotych. Dla porównania, w maju 2016 roku ich zadłużenie sięgało 22,3 miliona złotych. W listopadzie 2015 roku było to „zaledwie” 8,7 miliona złotych.

Podobnie, jak w maju, ogromna w tym zasługa jednej spółki. Przed sześcioma miesiącami niechlubnym liderem zestawienia była firma z zobowiązaniami na łączną kwotę 15,67 miliona złotych. Tym razem największy dłużnik w gronie spółek giełdowych ma zadłużenie sięgające 20,44 miliona złotych. Jest to jednak zupełnie inna spółka. Dług lidera poprzedniego rankingu wynosi obecnie niespełna 100 tysięcy złotych. Co ciekawe, sytuacja największego dłużnika z aktualnego zestawienia jest odwrotna. Jeszcze przed sześcioma miesiącami budowlana spółka miała niespełna 366 tysięcy długu.

– W ciągu zaledwie pół roku zadłużenie tej spółki notowane w KRD wzrosło o ponad 5000 procent. To pokazuje, że zarówno partnerzy biznesowi, jak i inwestorzy giełdowi powinni stale śledzić, czy zadłużenie interesujących ich spółek maleje, czy też rośnie. Brak tej wiedzy może być przyczyną sporych kłopotów finansowych. To jedynie przykład. Giełdowych spółek, których długi w ciągu pół roku mocno się zwiększyły jest więcej  – deklaruje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Średnie zadłużenie przypadające na jedną spółkę z GPW notowaną w KRD w ciągu sześciu miesięcy wzrosło z 343 do ponad 478 tysięcy złotych. W tym czasie liczba dłużników wzrosła z 65 do 67, liczba wierzycieli ze 148 do 163, a liczba zobowiązań z 413 do 762.

Budowlanka wciąż na „topie”

Palmę pierwszeństwa w tym niechlubnym zestawieniu w dalszym ciągu dzierży branża budowlana, która najwyższe miejsce na podium zajmuje od pilotażowego badania zrealizowanego w listopadzie 2015 roku. Choć w ciągu półrocza liczba przedstawicieli tej branży w gronie giełdowych dłużników spadła z 14 do 12, to ich łączne zadłużenie w tym czasie gwałtownie wzrosło i obecnie nieznacznie przekracza 25 milionów złotych. Głównym winowajcą jest lider aktualnego zestawienia.

– Długi branży budowlanej z pewnością są jeszcze wyższe. Z naszych doświadczeń wynika, że liczne powiązania między firmami z tego sektora sprawiają, że wiele z nich niechętnie dopisuje do rejestrów swoich dłużników. Część z nich wpisuje z kolei tylko ułamek przeterminowanych zobowiązań licząc, że to zmotywuje do płatności. Kiedy jeden z wierzycieli traci cierpliwość i dopisuje resztę długów, inni robią podobnie. Wtedy dopiero objawia się prawdziwa skala problemu. Niestety wówczas odzyskanie pieniędzy jest już dużo trudniejsze – tłumaczy Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso. 

Kolejne miejsca w rankingu branżowym zajmują spółki zajmujące się handlem, zarówno detalicznym, jak i hurtowym. Przedstawicieli tego sektora w gronie giełdowych dłużników jest 9. Na liście znajduje się też sześć firm informatycznych oraz pięć banków. Co ciekawe, wśród nich znajdują się także takie, które wchodzą w skład WIG20, indeksu grupującego największe firmy notowane na warszawskiej giełdzie.

Łącznie spółek z WIG20 w najnowszym zestawieniu jest więcej, bo aż 6. To rekord w 12-miesięcznej historii tego badania. Choć ich zadłużenie jest relatywnie niewielkie i raczej nie zwiastuje problemów finansowych w przyszłości, to jednocześnie nie wystawia najlepszej opinii największym firmom. W takim towarzystwie pewnych rzeczy po prostu nie wypada robić. Jedną z nich jest właśnie niepłacenie faktur w terminie – uważa Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Co się stało z dłużnikami sprzed 6 miesięcy?

Eksperci Krajowego Rejestru Długów dokonali też przeglądu „sytuacji zadłużeniowej” 65 spółek notowanych w KRD przed sześcioma miesiącami. W rejestrze dłużników w dalszym ciągu widnieją aż 53 z 65 firm. W tym gronie najwięcej (24) jest takich, których zadłużenie się nie zmieniło. Wzrost łącznej kwoty zobowiązań zanotowało 16 firm, a tylko 13 może pochwalić się spadkiem długów. Jedynie 9 spółek-dłużników z poprzedniego badania ma już czyste konto w Krajowym Rejestrze Długów, a 3 z nich nie ma już na warszawskiej giełdzie.

Badanie „Długi spółek giełdowych” Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej zostało przeprowadzone na 432 krajowych spółkach, które 3 listopada 2016 roku były notowane na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. To już jego trzecia edycja. Pierwszego przeglądu zadłużenia giełdowych spółek KRD BIG dokonał w listopadzie 2015 roku.

 

Krajowy Rejestr Długów

Przez ostatnie 2,5 roku w Polsce ogłoszono upadłość 2 tysięcy firm. To dramat nie tylko dla wielu z nich, ale także dla ich pracowników, dostawców, czy kontrahentów. Sporej części problemów można było jednak uniknąć. Bankructwo nigdy nie przychodzi nagle. Niemal połowa upadających firm na pół roku przed ogłoszeniem upadłości była notowana w Krajowym Rejestrze Długów z długiem w wysokości 119 milionów złotych.

Od początku 2014 do połowy 2016 roku w Polsce ogłoszono bankructwo 2016 firm. Jak wynika ze wspólnego badania KRD BIG oraz Rzetelnej Firmy, aż 909 z nich pół roku przed terminem ogłoszenia upadłości znajdowało się w bazie danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Miały one wówczas w sumie 9603 zobowiązania na łączną kwotę ponad 119 milionów złotych.

– Opinia publiczna traktuje bankructwo jako coś nagłego, niespodziewanego. Tymczasem zazwyczaj tak nie jest. To proces, który trwa nawet kilkanaście czy kilkadziesiąt miesięcy, więc symptomy choroby pojawiają się znacznie wcześniej. Ważne, żeby je rozpoznać, uniknie się wtedy wielu kłopotów. Upadłość firmy to bowiem nie tylko problem dla jej właścicieli. To często również olbrzymie kłopoty dla jej pracowników, dostawców, czy kontrahentów. Postanowiliśmy więc przestudiować listę upadłych firm i sprawdzić, w ilu przypadkach można było uniknąć wielu potencjalnych problemów – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Bankructwo nigdy nie przychodzi nagle. Już na 12 miesięcy przed ogłoszeniem upadłości w Krajowym Rejestrze Długów było notowanych aż 34% przyszłych bankrutów, 6 miesięcy później ten odsetek wyniósł już 45%, a 3 miesiące przed ogłoszeniem decyzji sądu przekraczał 50%. Wraz ze skracaniem „czasu do upadłości” gwałtownie rosło też ich zadłużenie. W wymienionych okresach wynosiło odpowiednio 77, 119 oraz 151 milionów złotych. Średnie zadłużenie w tym czasie wzrosło ze 111 tysięcy złotych do blisko 150 tysięcy złotych.

– Firmy bankrutują ponieważ nie są zdolne do regulowania swoich zobowiązań. Ten problem często wynika z tego, że ktoś inny nie zapłacił im w terminie. Na opóźnienia w płatnościach, nieraz wielomiesięczne, uskarża się 71% przedsiębiorców z sektora MSP. Właśnie dlatego wiedza o rzetelności płatniczej swoich partnerów biznesowych jest tak istotna. Nawiązywanie relacji biznesowych bez weryfikacji potencjalnego kontrahenta bądź ze świadomością, że partner wcześniej nie regulował swoich zobowiązań w terminie można porównać do wjeżdżania na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Być może się uda – uważa Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Prezes Rzetelnej Firmy zwraca uwagę także na to, że spora rzesza firm wciąż lekceważy problem opóźnionych płatności i nie dopisuje swoich nierzetelnych partnerów do rejestrów dłużników.

– Często rozmawiając z przedsiębiorcami słyszę, że nie dopisują, bo liczą, że kontrahent jednak zapłaci. To trochę myślenie życzeniowe. Czas leci, a pieniędzy na koncie firmy nie ma. Kiedy nagle robi się głośno o problemach finansowych kontrahenta, zaczyna szybko przybywać wpisów o jego długach. Wówczas często jest już za późno, aby ustrzec firmę przed potencjalnymi kłopotami finansowymi. Bankrut jest jak tonący, ciągnie na dno też innych – wyjaśnia Mirosław Sędłak.

Największa liczba firm, które przed ogłoszeniem upadłości były notowane jako dłużnicy w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej była zarejestrowana w województwie dolnośląskim (103), śląskim (114) oraz mazowieckim (159). Najmniej było ich natomiast w województwie lubuskim (15), podlaskim (11) oraz opolskim (9). W tym gronie najwięcej było firm przemysłowych (239), budowlanych (227) oraz handel hurtowy i detaliczny (202).

Badanie Krajowego Rejestru Długów oraz Rzetelnej Firmy zostało przeprowadzone we wrześniu 2016 roku na 2016 firmach, których upadłość została ogłoszona w 2014, 2015 i pierwszej połowie 2016 roku. Łączna liczba zobowiązań i kwota zadłużenia jest sumą zobowiązań i długów firm, jakie były notowane w KRD na 12, 6 i 3 miesiące przed ogłoszeniem upadłości poszczególnych firm.

bankrut-tonac-ciagnie-tez-na-dno-innychKrajowy Rejestr Długów

fot. absfreepic.com

Informacja o tym, że dane osobowe kilku milionów osób mogły trafić w ręce przestępców wywołała taką panikę, że przez 3 dni serwery Krajowego Rejestru Długów ledwo wytrzymywały napór tysięcy Polaków chcących sprawdzić, czy przypadkiem nie mają do spłacenia cudzego kredytu. Gdy emocje opadły spadło też zainteresowanie tym, czy ktoś mógł zawłaszczyć nasze dane. I tak będzie do czasu aż nie upadnie jakieś biuro podróży bądź deweloper albo e-sklep nie oszuka kilku tysięcy klientów. Statystyczny Kowalski reaguje na zagrożenie dopiero wtedy, kiedy coś złego się stanie, w przeciwieństwie do polskiego przedsiębiorcy, który nauczył się już dmuchać na zimne. Skąd dwie tak różne postawy?

 

Eksperci Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej mogą wskazać wiele takich przykładów, kiedy gwałtownie wzrastała liczba zapytań składanych przez konsumentów – plajta biura podróży, bankructwo dewelopera, oszustwo na dużą skalę jakiegoś e-sklepu. Czasami tak reagowano, gdy media ujawniały, że jakieś większe przedsiębiorstwo przestało płacić wynagrodzenia swoim pracownikom.

Schemat zawsze jest taki sam. Informacje w mediach, gwałtowne 2-3 dniowe zainteresowanie i potem cisza, aż do kolejnej afery. Nie mamy nawyku stałego kontrolowania tego co się z nami, czy wokół nas dzieje. W przypadku firm nie obserwujemy takiej sinusoidy. Te z roku na rok coraz uważniej obserwują otoczenie. Tylko raz odnotowaliśmy taką panikę wśród przedsiębiorców – w  II połowie 2007 roku, kiedy zaczął się kryzys finansowy w USA. We wrześniu pobrano od nas tyle raportów, ile przez poprzednie 8 miesięcy – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

W 2007 roku pobrano z KRD BIG niespełna 960 tysięcy raportów. Na koniec 2016 roku będą to prawdopodobnie 32 miliony. Tylko znikomy ułamek zostanie pobrany przez konsumentów.

Te dwie różne postawy dają się wytłumaczyć różnymi doświadczeniami, jakie mają za sobą konsumenci i przedsiębiorcy. Ci pierwsi znacznie rzadziej padają ofiarą oszustów, są też bardziej skłonni do emocjonalnych zachowań. Reagują, kiedy pojawi się realne, bądź hipotetyczne zagrożenie, a kiedy ono ustanie lub sprawa się wyjaśni, przestają myśleć, że coś im może grozić. Przedsiębiorcy pracują w warunkach ciągłego zagrożenia – tłumaczy Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy, która pod patronatem Krajowego Rejestru Długów, prowadzi program promujący etyczne postawy w biznesie.

Te obawy znalazły odzwierciedlenie w unikatowym badaniu „Kapitał społeczny i zaufanie w polskim biznesie” przygotowanego na zlecenie Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów przez grupę naukowców pod kierunkiem prof. Jana Fazlagicia. 73,5% biznesmenów uważa, że prowadząc działalność gospodarczą musi ciągle uważać, aby nie zostać oszukanym. Z drugiej strony, ponad połowa utrzymuje, że trzeba nieustannie gromadzić dowody swojej uczciwości, w przeciwnym razie partner będzie chciał udowodnić zaniedbania. Kruczki umowne są dobrym narzędziem do uzyskania korzyści z kontraktu kosztem drugiej strony. Dlatego też co drugi przedsiębiorca jest przekonany, że  klienci mogą wykorzystać  luki w umowie na jego niekorzyść.

Z ostatniego badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” wynika, że ponad 83% przedsiębiorców przyznaje, że ma problem z opóźnionymi płatnościami, ponad 11 % z nich widzi, że problem narasta. W tej sytuacji trudno się dziwić, że biznesmeni zaostrzają procedury weryfikacji kontrahentów. A jak widzimy w raporcie „Kapitał społeczny i zaufanie w polskim biznesie” prawie 30 % całkowicie zamyka się na współpracę z nieznanymi im firmami.

 

KRD

186 mln zł zalegają swoim wierzycielom hurtownie spożywcze wpisane do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. To aż o 73 mln zł więcej niż w sierpniu ubiegłego roku. Jedną z głównych przyczyn takiego przyrostu jest trwająca od 26 miesięcy deflacja czy wojna cenowo – promocyjna, a wchodzący 1 września podatek od sprzedaży detalicznej, może dodatkowo pogłębić problemy branży.

Obecnie do KRD BIG dopisanych jest 3 697 firm trudniących się hurtową sprzedażą produktów spożywczych. To o 365 firm więcej, niż przed rokiem. Na jedno wpisane na listę dłużników przedsiębiorstwo przypada średnio 50 tys. zł do zapłaty. Rekordzista to firma z województwa małopolskiego, która ma do oddania swoim wierzycielom ponad 15 mln zł.

Największymi wierzycielami hurtowni spożywczych są banki, fundusze sekurytyzacyjne oraz firmy windykacyjne,  którym sektor zalega prawie 100 mln zł, co stanowi 54% wartości wszystkich zobowiązań. Przedsiębiorstwa z tej branży bardzo często nie płacą również innym firmom trudniącym się handlem. Sektor handlowy dopisał do KRD BIG 1,2 tys. zobowiązań na kwotę ponad 39 mln zł. Trzecim z kolei wierzycielem hurtowni spożywczych są producenci żywności, którym 729 hurtowni ma do oddania ponad 23,5 mln zł, a to oznacza, że co ósma zadłużona hurtownia nie płaci producentom za sprzedaż ich towarów.

Nasycenie rynku różnymi sieciami sklepów spożywczych wymusza obniżanie cen, a to mocno odbija się na handlu hurtowym, który jest zmuszony obniżyć tym samym swoją marżę. Idąc dalej, zdarza się, że nie ma z czego płacić na czas swoim dostawcom i usługodawcom, przez co hurtownicy sami trafiają do rejestru dłużników. To właśnie nazywamy zatorami płatniczymi – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

W najgorszej sytuacji są firmy zajmujące się sprzedażą hurtową mięsa – zalegają swoim wierzycielom ponad 54 mln zł. Hurtownicy trudniący są sprzedażą owoców i warzyw również borykają się z problemem braku płynności finansowej – są wpisani do KRD BIG na prawie 47 mln zł. Kiepsko radzą sobie również hurtownie napojów, głównie tych  alkoholowych – mają do oddania łącznie prawie 27,5 mln zł.

Obecnie największe łączne zadłużenie mają firmy zarejestrowane w województwie małopolskim, skąd pochodzi również niechlubny rekordzista tej branży. Przedsiębiorstwa z tego regionu winne są swoim wierzycielom blisko 33 mln zł. Zaraz za Małopolską znajdują się firmy z Mazowsza, które mają do oddania 4 301 zobowiązań na łączną kwotę 31,5 mln zł. Hurtownie spożywcze z Górnego Śląska muszą rozliczyć się ze swoimi wierzycielami na łączną kwotę ponad 21,6 mln zł. Firmy z trzech wspomnianych województw w sumie zalegają około 86 mln zł, co stanowi ponad 46% zadłużenia całej branży.

– Na kiepską sytuację w sprzedaży hurtowej wpływają przede wszystkim problemy sieci sklepów sprzedaży detalicznej, związane z utrzymującą się deflacją, ostrą konkurencją oraz wojną cenowo – promocyjną czy wchodzącym podatkiem od sprzedaży detalicznej, które mocno odbiły się na hurtownikach – ocenia Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Z drugiej strony hurtownie żywności czekają na zapłatę 92 mln zł od swoich dłużników, z czego ponad 54 mln zł mają do odzyskania od firm z branży handlowej. Ponad 10 milionów hurtowniom spożywczym powinno oddać przetwórstwo żywności. Duży problem z dłużnikami mają hurtownie napojów, którym inne firmy zalegają 31,7 mln zł. Trudności z odzyskaniem pieniędzy mają też hurtownie mięsne (blisko 17 mln zł) oraz hurtownie owoców i warzyw (16 mln zł).

Firmy spożywcze, produkujące, handlowe są bardzo mocno ze sobą połączone. Wystarczą problemy jednej branży, a lawina niepłacenia zaczyna ruszać. Choć podatek od sieci handlowych wchodzi w życie 1 września, już obserwujemy, że dyskonty czy markety, chcą go przerzucić na hurtownie i producentów, wymuszając  renegocjację umów. To niestety może doprowadzić do obniżenia marży hurtowników. Przy obecnych tak dużych kosztach utrzymania i niskiej rentowności kolejne wydatki mogą spowodować wzrost zadłużenia. Dodatkowo na kiepską sytuację hurtowników, wpływa trwająca od miesięcy deflacja – mówi Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

 

KRD

Kilka milionów Polaków może zostać wezwanych do spłacenia zobowiązań, których nigdy nie zaciągali. Ich PESELE wraz z informacją o dacie i miejscu urodzenia oraz numerze dowodu osobistego wykradzione przez przestępców wystarczą do tego, aby zaciągnąć w ich imieniu kredyt lub pożyczkę albo kupić drogi telefon. Aby uniknąć kłopotów warto sprawdzać w Krajowym Rejestrze Długów, czy bank, firma pożyczkowa, operator telefoniczny lub jakakolwiek inna firma nie szukała o nas informacji. Zwłaszcza, że to nic nie kosztuje.

Imię i nazwisko, adres, data i miejsce urodzenia, PESEL, numer i seria dowodu osobistego – te kilka informacji mogą pozwolić nam na polepszenie standardu swojego życia. Dowód osobisty daje możliwość zaciągnięcia pożyczki czy kredytu lub zakupów na raty albo kupna najnowszego modelu drogiego smartfona. Te same dane, w tym samym celu mogą jednak wykorzystać przestępcy, którzy na nasze konto mogą zaciągnąć zobowiązania, które potem nam przyjdzie spłacać. Kradzież danych kilku milionów Polaków z bazy PESEL, ujawniona w piątek, może oznaczać kłopoty dla ich posiadaczy. Krajowy Rejestr Długów umożliwia bezpłatnie uchronienie się przed takimi problemami.

– Bank, firma pożyczkowa, operator telefoniczny, dostawca Internetu, telewizja cyfrowa i wiele innych podmiotów weryfikują potencjalnych klientów w Krajowym Rejestrze Długów, sprawdzając czy nie są zadłużeni. Ale zgodnie z prawem muszą mieć do tego pisemną zgodę zainteresowanej osoby. Jeśli zatem ktoś o nas pyta, a my nie dawaliśmy na to zgody, to znaczy że ktoś próbuje wyłudzić pieniądze na nasze konto – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Krajowy Rejestr Długów oferuje wszystkim konsumentom bezpłatne konto w Serwisie Ochrony Konsumenta (www.konsument.krd.pl), w ramach którego mogą sprawdzać kto o nich pytał. Wystarczy włączyć monitorowanie rejestru zapytań o siebie, który działa jak sygnał ostrzegawczy.

Jeśli ktoś spyta o historię kredytową bez naszego pozwolenia, natychmiast otrzymamy wiadomość SMS lub e-mailem. To daje nam możliwość szybkiej reakcji, np. by skontaktować się z firmą, która pobierała raport na nasz temat z KRD lub zgłosić sprawę na policję. Szybka reakcja pozwoli nam na uniknięcie kłopotów. Zapewniamy sobie święty spokój i to zupełnie bezpłatnie, ta usługa nic nie kosztuje – radzi Adam Łącki.

A zagrożenie nie jest czysto hipotetyczne. Tylko banki informują, że każdego roku wyłapują ponad 100 tysięcy przypadków prób wyłudzeń kredytów o wartości 250-300 mln zł na podstawie cudzych dokumentów. Teraz te liczby mogą się jeszcze zwiększyć.

 

Krajowy Rejestr Długów

Z grona 430 krajowych spółek notowanych na głównym rynku GPW w Warszawie aż 65 zostało wpisanych do Krajowego Rejestru Długów. Ich łączny dług przekracza 22 miliony złotych. Tym samym jest on o ponad 150 procent wyższy niż przed 6 miesiącami, podczas inauguracyjnego badania KRD. Za tak potężny wzrost odpowiada jedna spółka, która w ubiegłym roku pojawiła się na warszawskiej giełdzie.

65 przedsiębiorstw notowanych w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej spośród 430 krajowych spółek znajdujących się na początku maja na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych oznacza, że zadłużona jest mniej więcej co siódma giełdowa spółka. W sumie mają one 148 wierzycieli oraz 413 zobowiązań. Ich łączne zadłużenie sięga 22,3 miliona złotych. Średni dług przekracza więc 343 tysiące złotych.

– Przeterminowane zobowiązania nie idą w parze z prestiżem. Część spółek giełdowych wyciągnęła wnioski z naszego poprzedniego badania, czego efektem jest spadek zarówno liczy wierzycieli, jak i zobowiązań. W ich miejsce pojawiły się jednak nowe. Mocny wzrost średniego zadłużenia to już natomiast zasługa jednego z ubiegłorocznych debiutantów, którego przeterminowane zobowiązania przekraczają 15 milionów złotych – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Przedsiębiorstwo, które odpowiada za ponad 70 procent długów wszystkich spółek giełdowych notowanych w KRD ma siedem niezapłaconych w terminie zobowiązań na łączną kwotę 15,67 miliona złotych. Kolejne dwie spółki są daleko w tyle. Niechlubny lider poprzedniego badania – przedstawiciel branży budowlanej – spadł na pozycję numer dwa. Jego łączne zadłużenie wciąż lekko przekracza 2 miliony złotych. Na trzecie miejsce „wskoczyła” spółka z branży informatycznej, której dług sięga 1,1 miliona złotych. Co ciekawe, jeszcze pół roku temu nie znajdowała się ona na liście dłużników KRD.

Budowlanka wciąż branżowym „liderem”

Podobnie, jak w poprzednim badaniu, w gronie giełdowych spółek-dłużników najwięcej jest przedstawicieli sektora budowlanego. Aż 14 z 65 przedsiębiorstw z GPW notowanych w rejestrze dłużników to firmy właśnie z tej branży. To jedna więcej niż przed sześcioma miesiącami. Ich łączne zadłużenie sięga 3,25 miliona złotych, czyli spadło o niespełna 800 tysięcy złotych. Kolejne „zadłużone” branże to handel (7 przedstawicieli) oraz finanse i informatyka (po 6 spółek-dłużników).

Na liście giełdowych dłużników znajdują się głównie mniejsze, ewentualnie średnie firmy. Są jednak wyjątki. Pół roku temu w Krajowym Rejestrze Długów notowany był także rynkowy gigant, spółka z pierwszej dziesiątki pod względem kapitalizacji. W obecnej edycji badania, dołączyła do niej kolejna. Dwie spółki z niespłaconymi w terminie zobowiązaniami w WIG20, najbardziej prestiżowym indeksie warszawskiej giełdy, nie robią mu najlepszej reklamy.

Część spółek spłaciło długi, niektóre zniknęły z giełdy

Eksperci Krajowego Rejestru Długów tym razem przeanalizowali również, jak zmieniła się sytuacja 61 spółek-dłużników sprzed sześciu miesięcy. Największą – bo liczącą aż 46 przedstawicieli – grupę stanowią spółki, które w dalszym ciągu widnieją w rejestrze dłużników. W tym gronie 11 firm zanotowało wzrost zadłużenia, w przypadku 14 kwota długów się nie zmieniła, a aż 21 może pochwalić się spadkiem łącznej kwoty przeterminowanych zobowiązań. Z kolei 11 spółek poszło krok dalej i zadbało o to, żeby całkowicie „zniknąć” z listy dłużników.

– Wydłużająca się lista i rosnąca wartość niezapłaconych w terminie zobowiązań dopisanych do Krajowego Rejestru Długów nie świadczy najlepiej o wiarygodności płatniczej firmy. Na szczęście, powyższe liczby pokazują, że jest spora grupa giełdowych spółek, którym zależy na tym, aby być postrzeganym na rynku, jako uczciwi kontrahenci i rzetelni płatnicy – uważa Adam Łącki.

Prezes Krajowego Rejestru Długów przestrzega jednocześnie przed bagatelizowaniem problemu: – Choć kwoty łącznego zadłużenia giełdowych spółek notowanego w KRD w stosunku do ich wielkości są relatywnie małe, to problemy finansowe zazwyczaj zaczynają się właśnie od niewielkich kwot. Dlatego poza jednorazową weryfikacją, tak istotny jest stały monitoring kontrahentów. 4 z 61 spółek z GPW notowanych w KRD przed 6 miesiącami, nie ma już na polskiej giełdzie.

Badanie „Długi spółek giełdowych” Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej zostało przeprowadzone na 430 krajowych spółkach, które 4 maja 2016 roku były notowane na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. To jego druga edycja. Pierwszego przeglądu zadłużenia giełdowych spółek KRD BIG dokonał w listopadzie 2015 roku.

 

Krajowy Rejestr Długów

Dłużnikiem często bywa także stały  klient. Przekonało się o tym aż 68% firm, które sprawdziły w ostatnim czasie swoich kontrahentów w Krajowym Rejestrze Długów. Tak liczna grupa natrafiła wśród współpracujących ze sobą przedsiębiorstw na takie, które nie płacą innym. Celem uruchomionej właśnie 12. edycji społecznej kampanii Wielkie Wiosenne Sprzątanie Długów jest uświadomienie przedsiębiorcom na jakie ryzyko narażają się, nie sprawdzając własnych kontrahentów.

Jak wynika z badania „Audyt windykacyjny” przeprowadzonego na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, aż 44% przedsiębiorstw z sektora MSP nie sprawdza, z kim rozpoczyna współpracę. Co gorsze, zaledwie co 11. biznesmen stara się poznać historię płatniczą kontrahenta jedynie wtedy, gdy wartość kontraktu jest wysoka.

Rozpoczynanie współpracy z firmą bez poznania jej historii płatniczej, to nie tylko ryzykowne, ale również bardzo nierozsądne podejście. Wielokrotnie zdarzają się nam sytuacje, gdy windykujemy długi, które są wynikiem podjęcia przez naszych klientów współpracy z firmą… notowaną jaką dłużnik. Podpisując umowę z niesprawdzonym kontrahentem, sami sprowadzają na siebie kłopoty – wyjaśnia Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji w Kaczmarski Inkasso.

Średnia wartość niezapłaconej faktury, jaką mają do odzyskania przedsiębiorcy, przekroczyła już 6 tysięcy złotych. To całkiem sporo, biorąc pod uwagę fakt, że dochodzenie należności dotyczy często więcej niż tylko jednego niezapłaconego rachunku. Dodatkowo, jak pokazują ostatnie badania przeprowadzone na zlecenie Rzetelnej Firmy przez Keralla Research, aż 67% firm z sektora MSP spotyka się z opóźnieniami ze strony zarówno nowych, jak i stałych kontrahentów. O tym, w jaki sposób ustrzec się przed niepłacącymi partnerami biznesowymi, edukować będzie Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej SA.

Wielkie Wiosenne Sprzątanie Długów to ogólnopolska kampania społeczna, której skierowana jest przede wszystkim do małych i średnich przedsiębiorstw. Jej 12. edycja rozszerza nieco zakres narzędzi udostępnianych bezpłatnie przedsiębiorcom.

Przez 12 lat, od kiedy prowadzona jest nasza akcja, zmieniły się nieco realia, w jakich działają polscy przedsiębiorcy. Kiedyś możliwość dopisania dłużnika traktowana była jako ostateczny straszak względem dłużnika. Potem współpraca z nami służyła jako mocny argument w negocjacjach z dłużnikiem. Teraz chcemy uświadamiać polski biznes, że firmy są w stanie całkowicie ustrzec się nieprzyjemności, jaką jest współpraca z dłużnikiem. Dlatego w ramach 12. edycji WWSD każdy zainteresowany przedsiębiorca, otrzyma możliwość sprawdzenia 12 swoich dotychczasowych lub potencjalnych kontrahentów – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Do tej pory firmy, które skorzystały z akcji Wielkie Wiosenne Sprzątanie Długów odzyskały 1 747,23 mln złotych, przekazując do KRD informacje o 577 144 dłużnikach. Patrząc na statystyki prowadzone przez Krajowy Rejestr Długów, można by założyć, że aż 68% tych długów dałoby się uniknąć, gdyby firmy sprawdzały swoich przyszłych partnerów biznesowych.

 

Kaczmarski Inkasso

Aż 61 firm z grona ponad 420 krajowych spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie zostało wpisanych do Krajowego Rejestru Długów. W rejestrze dłużników znalazły się także takie spółki, które przed kilkoma miesiącami wypłaciły swoim akcjonariuszom dywidendę.

Na warszawskiej giełdzie notowanych jest ponad 420 krajowych spółek. 61 firm z tego grona zostało wpisanych jako dłużnicy do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Firmy te mają łącznie 187 wierzycieli i 551 niezapłaconych zobowiązań o wartości 8 714 315,73 złotych. Średnie zadłużenie wynosi więc niemal 143 tysiące złotych.

Nie płacą nie tylko „upadający”

Co ciekawe, swoich zobowiązań nie regulują na czas nie tylko spółki, których raporty finansowe pokazują bardzo złą kondycję przedsiębiorstwa. Wśród 61 firm wpisanych do Krajowego Rejestru Długów tylko 9 znajduje się w upadłości układowej bądź likwidacyjnej.

Sytuacja robi się jeszcze ciekawsza, jeśli podzielimy notowane w KRD spółki na te, które w ostatnich czterech kwartałach mogą pochwalić się zyskiem i te, które w tym czasie zanotowały stratę netto. Ponad połowa, bo 31 z 61 giełdowych dłużników należy bowiem do pierwszej grupy spółek.

– Choć zysk to jedynie wielkość księgowa i jeszcze nie świadczy o tym, że spółka generuje pieniądze, to niewątpliwe dane te nie pokazują najlepszego obrazu mentalności płatniczej części giełdowych spółek – podsumowuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Warto też dodać, że 8 z 61 zadłużonych spółek notowanych na GPW w tym roku wypłaciło dywidendę. – Spółki, dzieląc się zyskami ze swoimi akcjonariuszami, często chcą pokazać swoją ugruntowaną pozycję rynkową i finansową. Zdarza się jednak, że zapominają o kontrahentach – mówi Adam Łącki.

Łatwiejsza windykacja

Dopisanie firmy do Krajowego Rejestru Długów to nie jest powód do chluby, a niezapłacone w terminie zobowiązania mogą doprowadzić nie tylko do straty kontrahenta, któremu firma nie zapłaciła na czas. Negatywnym skutkiem może być także pogorszenie wizerunku i co za tym idzie gorsze warunki, na których będą zawierane umowy w przyszłości.

– Spółki publiczne, czyli takie, których akcje są przedmiotem obrotu na giełdzie, mają do stracenia znacznie więcej. Tutaj zarządy firm muszą walczyć także o korzystny kurs akcji, a temu z pewnością nie sprzyjają informacje o niezapłaconych na czas zobowiązaniach. Z tego też powodu windykacja spółek publicznych jest zazwyczaj łatwiejsza – twierdzi Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji w firmie Kaczmarski Inkasso. – Oczywiście wyłączając spółki będące w upadłości – dodaje Koński.

„Przegląd długów” spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w bazie danych KRD został przeprowadzony 24 listopada 2015 roku. Wszystkie informacje dotyczące wskaźników zadłużonych spółek pochodzą natomiast ze strony internetowej GPW.

źródło: KRD

Z ponad czterystu krajowych spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, aż 61 zostało wpisanych do Krajowego Rejestru Długów. Ich łączne zadłużenie sięga niemal 9 milionów złotych. Co piąta giełdowa firma notowana w rejestrze dłużników działa w branży budowlanej.

24 listopada, według informacji znajdujących się na stronie internetowej warszawskiej giełdy, na głównym rynku GPW notowanych było 479 spółek. Z tego 426 to przedsiębiorstwa krajowe, a 53 to spółki zagraniczne.

Z  grona spółek krajowych, aż 61 jest notowanych jako dłużnicy w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej. Firmy te mają łącznie 187 wierzycieli i 551 niezapłaconych zobowiązań o wartości 8 714 315,73 złotych. Średnie zadłużenie wynosi więc niemal 143 tysiące złotych.

– W stosunku do wartości spółek notowanych na giełdzie, są to dość małe kwoty. Łączne zadłużenie również nie jest szokujące. Zdecydowanie zaskakiwać może już natomiast liczba dłużników. Dane pokazują, że swoich zobowiązań w terminie nie reguluje co siódma notowana na GPW polska firma – zwraca uwagę Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Co ciekawe, spośród 61 spółek giełdowych, które są notowane w Krajowym Rejestrze Długów tylko 9 to spółki będące obecnie w upadłości układowej bądź likwidacyjnej. Pozostałe przedsiębiorstwa, przynajmniej w teorii, są wypłacalne. Skąd zatem ich obecność w KRD?

Początki problemów finansowych?

W gronie giełdowych dłużników notowanych w KRD można znaleźć spółki z pojedynczymi zobowiązaniami, aczkolwiek zdecydowanie więcej jest firm, które mają zobowiązania wobec przynajmniej kilku kontrahentów. To może oznaczać, że przedsiębiorstwo ma, lub zaczyna mieć kłopoty finansowe.

– Każda informacja o zadłużeniu powinna budzić czujność kontrahentów dłużnika, nawet jeśli jest niewielka. Przypomnę sytuację sprzed kilku lat, kiedy bankrutowały biura podróży czy przedsiębiorstwa budowlane zaangażowane w inwestycje na Euro 2012 oraz budowę autostrad. Początkowo każda z tych firm miała wpisane do KRD niewielkie zaległości, które narastały wraz z ich rosnącymi kłopotami z utrzymaniem płynności finansowej. Ci, którzy zlekceważyli te pierwsze sygnały ponieśli później dotkliwe straty. To, że spółka jest notowana na giełdzie, nie oznacza że nie może zbankrutować – ostrzega Adam Łącki.

Czasem brak płatności jest wynikiem celowego działania. Firma może na przykład nie zapłacić, bo jej zdaniem umowa nie została wykonana należycie, bądź w ustalonym terminie. Zdarza się więc, że problem musi rozstrzygnąć sąd. Bywa jednak również tak, że firmy próbują finansować swoją działalność poprzez opóźnianie płatności kontrahentom.

Nie tylko małe spółki

W terminie najczęściej nie płacą mniejsze firmy. Mniej więcej połowa zadłużonych spółek z GPW to przedsiębiorstwa, których wartość rynkowa nie przekracza 30 milionów złotych. Są jednak wyjątki. Na liście dłużników KRD znalazł się także rynkowy gigant, spółka z pierwszej dziesiątki pod względem kapitalizacji. Jego zadłużenie wynosi… nieco ponad 8 tysięcy złotych. Kwota wręcz symboliczna, ale nie robi spółce najlepszej reklamy.

Największym dłużnikiem z grona spółek notowanych na GPW jest przedstawiciel branży budowlanej. W terminie nie zapłacił on 6 swoich zobowiązań na łączną kwotę ponad 2 milionów złotych. Najwięcej, bo aż 64 niezapłacone zobowiązania ma natomiast spółka z branży handlowej. Wszystkie dotyczą jednego wierzyciela, a ich łączna kwota to 35 tysięcy złotych.

Kłopoty branży budowlanej

W gronie zadłużonych giełdowych spółek prym wiedzie budowlanka, w której działa aż 13 z 61 przedsiębiorstw wpisanych do KRD. Ich łączne niespłacone długi wynoszą 4,03 miliona złotych. To oznacza, że branża odpowiada za 46 procent łącznego zadłużenia wszystkich firm giełdowych. Średni dług jest więc wyższy i wynosi około 310 tysięcy złotych.

– Branża budowlana może wyglądać na nieskomplikowaną. W rzeczywistości jest jednak zupełnie inaczej. Szereg powiązań pomiędzy zleceniodawcami, a podwykonawcami, nieterminowi kontrahenci, trudności z oszacowaniem wszystkich kosztów, czy nawet dokładnym ustaleniem przedmiotu umowy sprawiają, że bardzo wiele faktur nie jest płaconych w terminie i trafia do windykacji – wyjaśnia Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji w firmie windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Poza branżą budowlaną, która jest zdecydowanym liderem zarówno pod względem liczby spółek, jak i łącznego zadłużenia, negatywnie wyróżniają się jeszcze trzy sektory gospodarki – finanse (wyłączając banki) oraz handel (zarówno detaliczny, jak i hurtowy). Obie branże „mają” po siedem spółek wpisanych do Krajowego Rejestru Długów. Swoich pięciu przedstawicieli ma natomiast branża informatyczna.

Łatwiejsza windykacja

Dopisanie firmy do Krajowego Rejestru Długów to nie jest powód do chluby, a niezapłacone w terminie zobowiązania mogą doprowadzić nie tylko do straty kontrahenta, któremu firma nie zapłaciła na czas. Negatywnym skutkiem może być także pogorszenie wizerunku i co za tym idzie gorsze warunki, na których będą zawierane umowy w przyszłości.

– Spółki publiczne, czyli takie, których akcje są przedmiotem obrotu na giełdzie, mają do stracenia znacznie więcej. Tutaj zarządy firm muszą walczyć także o korzystny kurs akcji, a temu z pewnością nie sprzyjają informacje o niezapłaconych na czas zobowiązaniach. Z tego też powodu windykacja spółek publicznych jest zazwyczaj łatwiejsza – twierdzi Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji w firmie Kaczmarski Inkasso. – Oczywiście wyłączając spółki będące w upadłości – dodaje Koński.

 

Krajowy Rejestr Długów

Osoby w wieku powyżej 50 roku życia to blisko 36% populacji w Polsce. Co trzecia z nich nie utrzymuje się samodzielnie – wynika z badania „Sytuacja finansowa Polaków 50+” zrealizowanego przez instytut badawczy Millward Brown dla Krajowego Rejestru Długów. Dochód 40% osób w tej grupie wiekowej nie przekracza 2 tys. zł miesięcznie. Choć niechętnie pożyczają pieniądze, ich zadłużenie notowane w Krajowym Rejestrze Długów przekroczyło 7 miliardów zł.

Źródłem dochodów ponad połowy Polaków w tym wieku jest emerytura, a co czwartego utrzymuje partner lub rodzina. 13% pobiera rentę, a 4% jest na zasiłku. Jedynie co trzeci Polak utrzymuje się z pracy zarobkowej, a najczęściej zatrudniany jest na umowę o pracę (24%). 12% prowadzi własną działalność gospodarczą, najmniej zatrudnionych jest na umowę zlecenie lub o dzieło (6%).

– W Polsce notowany jest jeden z najniższych wskaźników zatrudnienia osób w wieku 50+ w porównaniu do innych krajów Unii Europejskiej. To przekłada się na ich poziom zamożności, a w konsekwencji także zadłużenia. Niestety statystyki nie są tu zadowalające i duży przyrost długów tej części populacji budzi niepokój. Ale pokazuje też, jak ważną sprawą powinna być aktywizacja zawodowa tej grupy wiekowej. Według prognoz za 25 lat co trzeci Polak będzie w wieku poprodukcyjnym – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biur Informacji Gospodarczej.

Z badania przeprowadzonego przez Millward Brown wynika, że bardziej aktywni zawodowo są mężczyźni, niż kobiety – te częściej pobierają natomiast świadczenia emerytalne. Własną działalność gospodarczą również prowadzi znacznie więcej panów (19%), niż pań, gdzie odsetek ten wynosi 6 punktów procentowych. O aktywności zawodowej decyduje także wykształcenie. Blisko połowa osób, które ukończyły studia, wciąż pracuje. Inaczej wygląda to w przypadku tych, którzy mają wykształcenie podstawowe – z pracy utrzymuje się tylko 14%.

Nasze społeczeństwo starzeje się najszybciej w Europie, zamykamy wszystkie rankingi dotyczące aktywizacji osób starszych. Nasi przedsiębiorcy już teraz narzekają, że mają problem ze znalezieniem pracowników. Gdybyśmy nauczyli się, jak wykorzystać potencjał tej grupy wiekowej, korzyści odniosłaby cała gospodarka – mówi Maciej Ameljan, wiceprezes Rzetelnej Firmy.

W badaniu zapytano również o wysokość dochodu, jakim miesięcznie dysponują osoby w grupie wiekowej 50+. Co czwarte gospodarstwo domowe zarabia powyżej 3 tys. zł. Tyle samo otrzymuje 1,2 – 2 tys. zł. Co piąte ma do dyspozycji od 2 do 3 tys. zł. Mniej, niż 1,2 tys. zł musi wystarczyć 14% osób. Tak niskie dochody mają najczęściej kobiety, osoby z wykształceniem podstawowym i te, mieszkające na wsi.

 Jak wydają, to na bieżące potrzeby

Osoby w wieku powyżej 50 roku życia najwięcej pieniędzy wydają na jedzenie – miesięcznie to aż 900 zł. Podczas gdy 18% badanych przeznacza na ten cel ponad 1 tys. zł, nieznacznie mniej, bo 15%, znajduje się na drugim biegunie i ma do dyspozycji zaledwie 400 zł. W drugiej kolejności są wydatki na bieżące rachunki związane z mieszkaniem i zużyciem mediów, które pochłaniają blisko 600 zł miesięcznie. Po ok. 200 zł miesięcznie Polacy po 50. płacą za komunikację i koszty leczenia.

Osiągane dochody Polaków po 50. są na tyle niskie, że do wydatków 59% badanych – najczęściej jedzenia i rachunków – dokładają się inne osoby, przeważnie to małżonkowie lub partnerzy. Najrzadziej rodzina lub bliscy współfinansują spłacanie zaciągniętych pożyczek i kredytów. Średnia kwota wsparcia, jakie otrzymują od bliskich, to 347 zł.

Za mało, by odłożyć

Połowa Polaków w wieku powyżej 50 lat deklaruje, że nie posiada oszczędności. 15%  ma odłożone nie więcej niż 5 tys. zł.

Biorąc pod uwagę, że dochód 40% osób w badanej grupie wiekowej nie przekracza 2 tys. zł, nie można się dziwić, że tak mało z nich ma oszczędności. Najczęściej na czarną godzinę odkładają osoby bardziej zamożne – dobrze wykształcone i mieszkające w dużych miastach. Również częściej stać na to mężczyzn, ale dysponują oni też wyższymi dochodami – mówi Łącki.

Najbardziej oszczędni w tej grupie wiekowej są mieszkańcy północnej i zachodniej Polski (województw wielkopolskiego, zachodniopomorskiego, lubuskiego, pomorskiego i kujawsko-pomorskiego). Na drugim biegunie są mieszkańcy Małopolski, Opolszczyzny i Podkarpacia. W tych województwach oszczędności ma mniej niż 40% Polaków w wieku powyżej 50 lat.

Gdy ich nie stać, rezygnują z zakupów

Aż czterem na dziesięciu Polakom 50+ zdarzyła się ostatnio sytuacja, w której nie było ich stać na zakup za gotówkę rzeczy, której potrzebowali. 48% z nich w tej sytuacji zrezygnowało po prostu z zakupów. 16% odkładała pieniądze na taki zakup aż do momentu uzbierania wystarczającej kwoty. Tylko 15% zdecydowała się na zakup na raty, a 8% wzięła kredyt gotówkowy w banku. W efekcie niemal co trzecia osoba w tym wieku deklaruje, że nigdy nie wzięła kredytu lub pożyczki. Ponad połowie zdarza się z nich korzystać, ale robią to sporadycznie. Często pożycza jedynie co piąty badany.

– 58% Polaków mających więcej niż 50 lat nie posiada obecnie żadnej zaciągniętej pożyczki lub kredytu, a 29% nigdy po taką nie sięgnęła. To pokazuje, jak to pokolenia jest bardzo ostrożne w pożyczaniu pieniędzy. Większość z nich wychodzi z założenia, że żeby pieniądze wydawać, trzeba je po prostu mieć – mówi Adam Łącki.

Nie pożyczają, bo nie lubią i nie muszą

37% ankietowanych z grupy 50+ nie pożycza, bo nie ma takiej potrzeby, prawie tyle samo nie lubi mieć takich zobowiązań, a 14% deklaruje, że nie stać ich na ich spłatę kredytu. Przeszkodą dla co dziesiątego Polaka po 50. w sięgnięciu po kredyt jest brak zdolności kredytowej. Zdarzają się też osoby, które zwyczajnie nie wiedzą, jak zaciągnąć pożyczkę lub kredyt.

Jeśli osoby w tej grupie wiekowej już decydują się na pożyczenie pieniędzy, najczęściej przeznaczają je na zakup sprzętu AGD lub RTV (43%). Niewiele mniej, bo 40%, pożycza, by wyremontować mieszkanie lub dom. Co czwarta osoba zapożycza się, by kupić środek transportu – samochód, motocykl lub skuter, a co piąta inwestuje w nieruchomość lub ziemię. Do często wymienianych powodów zaciągania kredytów lub pożyczek, należą też te związane z bieżącymi potrzebami – wydatki konsumpcyjne, leczenie czy spłata wcześniejszych długów.

Polacy w tym wieku wydają się unikać pożyczania pieniędzy, a jeśli już to robią, to po to, by zaspokoić swoje bieżące potrzeby, niż dla przyjemności. Raczej nie ulegają pokusom i z rozsądkiem gospodarują pieniędzmi. Jeśli wyjeżdżają na wakacje, to za zgromadzone oszczędności. Na taki cel pożycza bowiem bardzo niewielki odsetek badanych. Jeszcze mniej osób pożycza na realizację swojego hobby – zauważa Łącki.

Okazuje się, że kobiety częściej zaciągają pożyczki na zakupy do domu sprzętów typu AGD i RTV, remont domu lub mieszkania, czy usługi medyczne. Mężczyźni częściej zaciągają kredyty na zakup pojazdu lub nieruchomości.

Po pieniądze najchętniej do banku

Najczęstszy powód zaciągania pożyczki lub kredytu jest oczywisty – brak gotówki, by sfinansować potrzebny zakup. Tak deklaruje 61% osób z tych, którzy zdecydowali się na skorzystanie z oferty banku lub firmy pożyczkowej. Co piąta jednak zdecydowała się pożyczyć, ponieważ było to bardziej opłacalne, niż płatność gotówką. Prawie co drugi Polak w wieku 50+ pożyczał ponieważ zabrakło mu pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb, miał chwilowe problemy finansowe lub nieprzewidziane wydatki. Tu dominują osoby najstarsze oraz te z wykształceniem podstawowym.

Polacy w wieku powyżej 50 roku życia zdecydowanie najchętniej (82%) korzystają z ofert banków. Alternatywnie, 12% zakupy rozkłada na raty w sklepach, 8% pożycza u najbliższych – rodziny bądź znajomych, 7% korzysta z ofert SKOK-ów, 4% pożycza w zakładzie pracy. Najmniej osób deklaruje, że korzysta z firm pożyczkowych (2%).

Zadłużenie rośnie lawinowo

Choć ta grupa wiekowa stara się racjonalnie gospodarować pieniędzmi, najwyraźniej za niskie dochody powodują, że jej zadłużenie notowane w Krajowym Rejestrze Długów w ciągu trzech lat wzrosło trzykrotnie i wynosi obecnie 7,2 mld zł. Ponad połowa tej sumy, bo ponad 3,7 mld zł przypada na długi wobec banków i firm pożyczkowych oraz wtórnych wierzycieli. 1,36 mld zł to długi alimentacyjne, a na niezapłacony czynsz, rachunki za prąd, gaz i wodę przypada 1,12 mld zł. Ponad 0,5 miliarda złotych to zaległe opłaty za telefon, telewizję i Internet. Średni dług przypadający na jednego dłużnika po 50. to 11,5 tys. zł.

Długi osób po 50. coraz częściej trafiają do windykacji. Kiedy kontaktuje się z nimi windykator podają mnóstwo powodów, którymi tłumaczą brak zapłaty – od zwykłego zapominalstwa, poprzez brak środków, aż po zwyczajny brak chęci zapłaty. Część tych osób spłaca zadłużenie po pierwszym telefonie, ale w wielu przypadkach jesteśmy zmuszeni uruchamiać kolejne etapy postępowania windykacyjnego – tłumaczy Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji Kaczmarski Inkasso.

Polska nie jest dobrym krajem do starzenia się

W tym roku Komisja Europejska opublikowała raport, w którym przedstawiono indeks aktywnego starzenia się. Na 28 państw europejskich, Polska zajęła drugie miejsce od końca. Za nami jest tylko Grecja. Choć od ubiegłego roku przeskoczyliśmy o jedno oczko do góry, nie jest to żaden powód do zadowolenia – sytuacja w Polsce się nie polepszyła, ale w Grecji uległa znacznemu pogorszeniu. Podstawowe kryteria objęte badaniem to poziom zatrudnienia, uczestnictwo osób starszych w życiu społecznym, samodzielność, a w końcu możliwości i warunki sprzyjające aktywnemu starzeniu się.

Problemem tej grupy wiekowej, a w szczególności tych najstarszych osób, nie jest brak chęci rozwoju czy uczestnictwa w życiu społecznym, ale raczej brak środków i możliwości. W najgorszej sytuacji są osoby mniej wykształcone oraz te, zamieszkujące tereny wiejskie – mówi Łącki. – Biorąc pod uwagę, że społeczeństwo się starzeje, młodsi nie będą w stanie zapracować na emerytury seniorów, trzeba zastanowić się, jak przygotować starszych do tego, by na taką pomoc nie musieli liczyć – dodaje.

źródło: KRD

Polscy przedsiębiorcy mają powody do zadowolenia po zakończeniu III kwartału. Nie tylko znacznie szybciej otrzymywali pieniądze od swoich kontrahentów, ale także lepiej oceniają swoją sytuację finansową w porównaniu z końcem czerwca. Znajduje to odbicie w wartości Indeksu Należności Przedsiębiorstw, odzwierciedlającego poziom zatorów płatniczych w gospodarce. W trzecim kwartale 2015 roku przekroczył on barierę 90 pkt.  To drugi najlepszy wynik w siedmioletniej historii badania prowadzonego przez Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej oraz Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Im wyższa wartość Indeksu Należności Przedsiębiorstw tym, mniejszy poziom zatorów płatniczych w gospodarce. W III kwartale największy wpływ na wysoki poziom INP miało zmniejszenie się odsetka przedsiębiorstw uskarżających się na to, że coraz dłużej muszą czekać na pieniądze od klientów oraz skrócenie średniego czasu oczekiwania na zapłatę. Rekordowo niski był też odsetek firm, które z powodu niepłacących klientów nie były w stanie regulować własnych rachunków.

W III kwartale aż 44,3% przedsiębiorców deklarowało, że mają coraz mniejsze problemy z regulowaniem płatności przez kontrahentów lub nie występują one wcale. A tylko 10,7% wskazywało, że problem ten narasta. To zdecydowanie najlepszy wynik w historii badania.

Różnica między jedną a drugą grupą firm nie była jeszcze nigdy tak duża. Nie dziwią zatem optymistyczne oceny własnej kondycji finansowej w przedsiębiorstwach. 32,1% z nich wskazuje, że ich sytuacja od ostatniego kwartału zauważalnie się poprawiła – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Skrócił się także średni czas oczekiwania na zapłatę. W III kwartale wynosił 3 miesiące i 15 dni. To drugi tak dobry wynik w historii badania. W porównaniu do lat 2012-2013, przedsiębiorcy czekają na swoje pieniądze średnio już o 15 dni krócej. Warto także zauważyć, że o 2,9% skrócił się czas oczekiwania na uregulowanie najdłużej przeterminowanych faktur, bo ponad 12 miesięcy. To w wyraźny sposób wpłynęło także na zmniejszenie się odsetka firm, które nie płaciły swoim kontrahentom, bo nie dostały pieniędzy od klientów. W III kwartale było ich 27,1%, czyli o 4% mniej niż 3 miesiące wcześniej.

– Indeks Należności Przedsiębiorstw jest też ściśle powiązany z dynamiką wzrostu Produktu Krajowego Brutto. Jego wysoki poziom jest więc obiecującą zapowiedzią utrzymania się korzystnej koniunktury w najbliższym czasie. W kolejnych kwartałach możliwy jest powrót na ścieżkę przyspieszonego wzrostu PKB – nawet w okolice 4% na koniec roku. Powinno to przełożyć się na średnioroczne tempo wzrostu na poziomie ok. 3,6%, a więc lepsze niż w 2014 r., kiedy to wyniosło ono 3,4%   – prognozuje dr Piotr Białowolski ze Szkoły Głównej Handlowej, autor metodologii badania.

Chociaż wiele wskaźników świadczy o dużej poprawie, jednym z niepokojących sygnałów jest za to nieznaczny wzrost odsetka firm, które nie mogą się doczekać spłaty ponad połowy wystawionych faktur. Chociaż problem dotyczy już 16,1% przedsiębiorców, wciąż należy jednak pamiętać, że wskaźnik ten jest nadal stosunkowo niski, a większość firm znajduje się w dobrej kondycji i nie boryka się z poważniejszymi problemami w odzyskiwaniu pieniędzy. Warto jednak stale monitorować te statystyki. Zdaniem specjalistów od windykacji, długi przedsiębiorstw borykających się z niestabilnością finansową są trudne do odzyskania.

Firmy, które oczekują na spłatę wielu długów przez swoich klientów lub kontrahentów, same często mają problemy z płynnością finansową. Stają się ofiarami zatorów płatniczych w innych sektorach. Windykowanie takich podmiotów jest szczególnie trudne, gdy niestabilna sytuacja przedłuża się i faktury ulegają wielomiesięcznemu, nierzadko ponad rocznemu przeterminowaniu – wyjaśnia Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji w Kaczmarski Inkasso.

Kolejnym wskaźnikiem, który wypada gorzej w porównaniu do poprzedniego badania, są prognozy przedsiębiorców co do skuteczności odzyskiwania należności w nadchodzącym kwartale. Ich pesymizm wzrósł o 3,1%, co oznacza, że obecnie 15,7% spodziewa się, że do końca 2015 roku trudniej będzie otrzymać zapłatę w terminie.

Takie wyniki uzyskiwaliśmy już w badaniach wielokrotnie. Ostrożne szacunki przedsiębiorców wynikają raczej z wrodzonego pesymizmu Polaków i ostrożności niż twardych danych. Nie powinniśmy się jednak o to obawiać. Podstawy wzrostu gospodarczego są trwałe i powinien on się utrzymywać na wysokim poziomie przez dłuższy czas – mówi Adam Łącki.

Badanie „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” rozpoczęto w pierwszym kwartale 2009 roku. Jest to wspólny projekt Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce i Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA, którego celem jest bieżące monitorowanie portfela należności w polskich przedsiębiorstwach.

źródło: KRD

Trudności prowadzenia działalności gospodarczej będą mniejsze, a gospodarka zacznie rozwijać się lepiej, jeśli poziom zaufania państwa do biznesu będzie większy, takie wnioski płyną z badania Rzetelnej Firmy przeprowadzonego wśród 400 przedsiębiorców. Równocześnie właściciele firm przyznają, że czują się traktowani przez ustawodawcę i urzędników jak oszuści, narażani są na częste, nieuzasadnione kontrole, a możliwości dochodzenia przez nich własnych praw są znikome. Tematyka braku zaufania państwa do przedsiębiorców jest głównym zagadnieniem IV Kongresu Rzetelnych Firm, odbywającego się 6 października w Warszawie.

Przedsiębiorcy w większości uważają się za uczciwych. W badaniu Rzetelnej Firmy jedynie 17,8% przedstawicieli firm z różnych branż oraz wielkości nie zgodziło się ze stwierdzeniem „polscy przedsiębiorcy są uczciwi”. Jednak mimo własnych przekonań przedsiębiorcy czują się traktowani jak oszuści. 37% z nich często spotyka się z sytuacją, że państwo, a więc zarówno władza ustawodawcza, rząd, jak i urzędnicy, traktuje ich jak oszustów. Podobny odsetek przyznał, że takie sytuacje zdarzają im się od czasu do czasu, a 19,1% – ­rzadko. Jedynie 6,4% badanych nigdy nie miało poczucia, że ktoś traktuje ich z góry jak oszusta.

– Przedsiębiorcy często podkreślają, że nie czują się traktowani przez urzędników jak równorzędni partnerzy – mówi Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy. – Mają wrażenie, że państwo im nie ufa, a ta atmosfera nieufności przekłada się na trudności w prowadzeniu biznesu. Z naszego badania wynika, że 35% przedsiębiorców musiało udowadniać urzędnikom własną wiarygodność, mimo, że nie było podstaw ku temu, by w nią wątpić. Dla porównania, jedynie 9% nigdy nie miało takiego doświadczenia – dodaje.

Wymiary braku zaufania

Brak zaufania ze strony państwa nie pozostaje tylko w sferze odczuć. Przedsiębiorcy mają do czynienia z realnymi wymiarami braku zaufania ze strony urzędników. Dwóch na trzech właścicieli firm zadeklarowało, że w ciągu ostatniego roku prowadzenia działalności gospodarczej dostało wezwanie do urzędu. Przedsiębiorcy bardzo często zmuszani są do każdorazowego udawadniania swojej racji, co zajmuje im czas, który mogliby poświęcić na rozwój biznesu. Z kolei firma co trzeciego z nich była kontrolowana, mimo, że nie było ku temu żadnych podstaw. 29% przedsiębiorców otrzymało niekorzystną decyzję z urzędu, z czego aż 76,3% nie zgodziło się z nią i próbowała doprowadzić do zmiany decyzji. Okazuje się, że może to być dobra taktyka, bo 25,2% udało się rozwiązać sytuację sporną na swoją korzyść.

Przedsiębiorcy narzekają na nieprzejrzyste i złożone prawo, ale też zbyt częste kontrole z urzędów, biurokrację oraz wezwanie do składania wyjaśnień bezpośrednio w urzędach. Dla właścicieli mikro, małych i średnich firm, którzy w swoich organizacjach często odpowiadają za wiele różnych aspektów, konieczność zajmowania się tymi sprawami oznacza utratę zysków. Zamiast zarabiać pieniądze, tracą czas na biurokrację. Okazuje się, że kluczowa jest mentalność urzędnicza przejawiająca się niechęcią, nieufnością i podejrzliwością. Urzędnicy w obawie przed posądzeniem ich o stronniczość są także często zbyt ostrożni. Wielu wizyt w urzędach, niekorzystnych decyzji, czy kontroli można byłoby uniknąć  – mówi Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy.

Przedsiębiorcy zostali poproszeni o oszacowanie, w jakim stopniu odczuwają, że państwo im ufa. I tak zaufanie ze strony Sejmu i Senatu, rządu, polityków, urzędów i urzędników w każdym przypadku pozostaje na poziomie poniżej 2 w skali od 1 do 5. Podobny obraz niesie poziom ufności samych przedsiębiorców wobec urzędów, zaufanie do ZUSu pozostaje na poziomie 1,94, Urzędu Skarbowego 2,01, a Państwowej Inspekcji Pracy 2,52.

Większość przedsiębiorców uważa, że nieufność ze strony państwa jest nieuzasadniona, a we wszystkich sprawach dotyczących obywateli i przedsiębiorców powinna istnieć zasada domniemania uczciwości. Równocześnie 29,5% przyznaje, że ta nieufność może być uzasadniona, bo do niskiego poziomu zaufania przyczynia się część nieuczciwych przedsiębiorców. Z kolei 5,2% uważa, że „państwo musi być przezorne”.

Nasze badanie potwierdziło przypuszczenie, że przedsiębiorcy odczuwają brak zaufania ze strony państwa, ale też sami nie ufają urzędom ani urzędnikom. Ta obustronna atmosfera nieufności odbija się niekorzystanie na kondycji polskiej gospodarki i jest istotnym hamulcem w jej rozwoju. Podczas IV Kongresu Rzetelnych Firm wspólnie z politykami i przedsiębiorcami zastanawiamy się nad tym jak zmienić tą sytuację i co zrobić, by państwo zaczęło ufać przedsiębiorcom  – mówi Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy.

O zaufaniu podczas Kongresu Rzetelnych Firm

Kwestiom zaufania między państwem a biznesem poświęcony jest IV Kongres Rzetelnych Firm w Warszawie 6 października 2015 roku. Ta odbywająca się już od 4 lat impreza gromadzi przedsiębiorców z różnych branż i regionów, głównie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Zaproszeni goście, wśród których znajdują się zarówno przedsiębiorcy, jak i politycy starają się znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego państwo nie ufa przedsiębiorcom oraz co zrobić, aby to zmienić. Swój udział potwierdzili m. in. wicepremier Janusz Piechociński (PSL), poseł na Sejm i były wiceminister skarbu Paweł Szałamacha (PIS), poseł na Sejm, członek Sejmowej Komisji Gospodarki i były minister współpracy gospodarczej z zagranicą – Marcin Święcicki (PO).

Finałem spotkania jest nagrodzenie kilkudziesięciu przedsiębiorców, którzy w swojej działalności kierują się zasadami rzetelności płatniczej i wiarygodności, Złotymi Certyfikatami Rzetelności – nagrodami wręczanymi pod patronatem największego biura informacji gospodarczej Krajowego Rejestru Długów.

źródło: KRD

Choć gospodarka pnie się w górę, budowlanka wciąż pozostaje kulą u jej nogi. Zadłużenie branży w Krajowym Rejestrze Długów wynosi obecnie 1 mld 23 mln zł i wciąż rośnie. Na mniejsze lub większe problemy z odzyskiwaniem swoich należności narzeka aż 83% firm z tej branży. Przedsiębiorcy tracą również nadzieję na poprawę swojej sytuacji.

Według danych KRD w ciągu roku zadłużenie firm z sektora budowlanego wzrosło o 136 mln zł. Wierzyciele dopisali do KRD już blisko 31 tys. firm z sektora budowlanego. Na jedną z nich przypada blisko 5 zobowiązań. Aby spłacić swoich wierzycieli każda taka zadłużona firma musiałaby oddać po 33 tys. zł. Budowlańcy zalegają najczęściej firmom windykacyjnym, które odkupiły dług od pierwotnych wierzycieli.

Jednak firmy budowlane mają nie tylko długi.  Same oczekują na płatności od swoich kontrahentów – mają do odzyskania ponad 363 mln zł. Z cyklicznego badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” przeprowadzanego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów oraz Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce wynika, że ponad 30% wszystkich faktur w tej branży jest przeterminowana, a na spłatę takiej faktury czeka się średnio aż 4 miesiące i 24 dni, czyli o 18 dni dłużej niż w ubiegłym kwartale. Gdyby nie opóźnienia w płatnościach, firmy budowlane zaoszczędziłyby ponad 10% swoich kosztów.

Okazuje się, że firmom budowlanym najczęściej zalegają… inne firmy budowlane. Wartość takiego długu to blisko 200 mln zł. 53 mln zł muszą budowlańcom oddać firmy z sektora przemysłowego, a 38 mln zł wstrzymują handlowcy.

Kiedyś wstrzymywanie płatności bardzo źle świadczyło o kondycji firmy i negatywnie wpływało na jej wizerunek. Obecnie bardzo wiele dużych firm kredytuje swoją działalność, celowo spóźniając się z zapłatą. To element strategii finansowej firmy. Najbardziej przeszkadza to tym mniejszym podmiotom, dla których brak zapłaty oznacza np. brak pieniędzy na pensje dla pracowników czy środków na pokrycie bieżących kosztów – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów. Potwierdzają to sami przedsiębiorcy, wskazując, że dla 38% z nich to poważne utrudnienie w prowadzeniu działalności.

Druga przyczyna powstawania opóźnień w płatnościach to niewłaściwie skonstruowana umowa, korzystna tylko dla jednej strony.

Dzieje się tak dlatego, że w obawie przed utratą zlecenia, mniejsi przedsiębiorcy godzą się na gorsze warunki umowy, czyli na przykład przetrzymanie kaucji, wydłużenie terminów zapłaty, niekorzystne zapisy dotyczące udzielania gwarancji – tłumaczy Waldemar Sokołowski, prezes programu Rzetelna Firma, do którego należy wiele firm z tego sektora.

Przedsiębiorcy zrzeszeni w programie Rzetelna Firma przyznają, że właściciele mniejszych firm często przymykają oko na brak płatności w terminie, mając nadzieję, że w końcu jednak otrzymają zapłatę. To bardzo duży błąd, bo niejednokrotnie okazuje się, że kontrahent wcale nie zamierza uregulować należności, a w międzyczasie np. ogłoszą upadłość.

Z doświadczeń Krajowego Rejestru Długów wynika, że w przypadku długów przeterminowanych do 3 miesięcy spłacanych jest około 72% zaległości, a w przypadku długów starszych niż rok – tylko 26%. Widać więc wyraźnie, że im szybciej i konsekwentniej reagujemy, tym większe szanse na odzyskanie pieniędzy. Tymczasem aż 22% nieuregulowanych należności firm budowlanych przeterminowana jest już powyżej roku.

W naszym portfelu blisko 11% spraw to te zlecone przez firmy z branży budowlanej. Ich problemy bardzo często wynikają z tego, że zlecenia na wykonanie prac przyjmują bez podpisania umowy lub jest ona zbyt ogólna. Jeden z naszych klientów starał się odzyskać od kontrahenta pieniądze za wykonaną przez siebie pracę o wartości ponad 600 tys. złotych. Problem w tym, że umowa została spisana na serwetce i składała się z jednego zdania: „zlecenie na budowę wiaduktu”. – mówi Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji w firmie windykacyjnej Kaczmarski Inkasso. – Windykacja dla tej branży różni się od innych, ponieważ występuje tu szereg zawiłości, angażuje się podwykonawców, a odbiór prac zależy od zleceniodawcy, który często szuka wymówek w jakości ich wykonania – dodaje Koński.

źródło: KRD

Wciąż 84% polskich przedsiębiorstw ma mniejsze lub większe problemy z egzekwowaniem należności od swoich kontrahentów, wynika z badania Krajowego Rejestru Długów. Najgorzej z odzyskiwaniem własnych należności radzą sobie firmy najmniejsze. One też ponoszą najwyższe koszty związane z tym, że ktoś nie płaci im na czas.

Prowadzone od sześciu lat cykliczne badanie „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”, którego inicjatorami są Krajowy Rejestr Długów i Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce diagnozuje finansową sytuację polskich firm. Zestawione odpowiedzi odzwierciedla Indeks Należności Polskich Przedsiębiorstw, którego bliska korelacja z miernikiem PKB pozwala ocenić ogólną kondycję polskiego biznesu.

Aktualne wyniki przyniosły nam nieznaczne obniżenie wartości INP, jednak wciąż pozostaje on na wysokim poziomie. Tak, jak szacowaliśmy trzy miesiące temu – ostatni kwartał nie zawiódł naszych przedsiębiorców i przyniósł im dobrą koniunkturę. Firmy, poza mikroprzedsiębiorstwami, są ogólnie zadowolone z tego, jak wyglądają ich finanse. Pojawiają się jednak sygnały, które powinny wzbudzić czujność polskiego biznesu, szczególnie jego najmniejszych graczy. Łączne zadłużenie, jakie wobec najmniejszych uczestników rynku mają inne firmy wzrosło w ciągu ostatniego kwartału o 7% i wynosi obecnie ponad 860 mln złotych. Firmy innej wielkości nie zanotowały takiego przyrostu wierzytelności, a średnie przedsiębiorstwa czekają na mniej pieniędzy niż w poprzednim kwartale – podkreśla Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Ze swojej sytuacji finansowej w ostatnim czasie najbardziej zadowolone były firmy małe, zatrudniające do 50-ciu pracowników. Tu odsetek tych, które zanotowały wzrost dochodów (37,2%) znacząco przewyższa te, które skarżą się na pogorszenie własnej sytuacji finansowej (9,7%). Podobnie wygląda zestawienie w przypadku firm średnich i dużych. Całkiem inaczej przedstawiają się za to wyniki firm najmniejszych, zatrudniających do 9-ciu pracowników. Tu odsetek firm, które są niezadowolone z własnej sytuacji finansowej (18,4%), niebezpiecznie zbliża się do odsetka tych, którym jednak udało się utrzymać dobre zarobki  (26,9%).

I chociaż mikrofirmy w najmniejszym stopniu narzekają na problemy z wyegzekwowaniem płatności od własnych kontrahentów, koszty związane z obsługą takich opóźnień w przypadku najmniejszych firm są nieporównywalnie wyższe od tego, ile na walkę ze spóźnialskimi kontrahentami wydają pozostałe przedsiębiorstwa. Kwota, jaką obciążone zostają polskie firmy z powodu opóźnień w płatności ze strony ich kontrahentów to średnio 6,9% wszystkich wydatków.

Według naszego badania firmy największe przeznaczają średnio 2,4% wszystkich kosztów na pokrycie strat i działania windykacyjne w związku z występującymi opóźnieniami w płatnościach od kontrahentów. Dla mikrofirm koszt ten wynosi już prawie 8% wszystkich wydatków. To bardzo dużo – zwłaszcza, że przedsiębiorstwa te często współpracują z jednym, dwoma partnerami. Wynik ten sugerowałby więc, że są one często uzależnione od … swoich dłużników – podkreśla Adam Łącki.

Brak płatności ze strony kontrahenta skutkować może nie tylko koniecznością ograniczania własnych inwestycji, ale również brakiem możliwości rozliczenia się w terminie z kolejnymi, współpracującymi z danym przedsiębiorstwem firmami. Takie zachowanie stanowi barierę działalności dla 31,1% wszystkich przedsiębiorstw. Na uciążliwość tę skarży się też praktycznie taki sam odsetek najmniejszych przedsiębiorstw. Z kolei wśród biznesów średniej wielkości, jedynie 26,8% dostrzega taki problem.

Jak wskazują wyniki badania, firmy na spłatę należności od kontrahentów czekają średnio 3 miesiące i 21 dni. To o 6 dni dłużej niż w poprzednim kwartale. I znowu w najgorszej sytuacji znajdują się firmy najmniejsze, które na zapłatę za faktury wystawione kontrahentom czekają aż 4 miesiące. Dla porównania firmy największe, na taki przelew czekają zazwyczaj do 2 i pół miesiąca.

Małe firmy pozostają często w tej niekomfortowej sytuacji, że ich istnienie jest uzależnione od większych i zamożniejszych partnerów, którzy są w stanie wymusić na nich dłuższe terminy płatności, a co za tym idzie – w prosty sposób zachwiać ich finansową równowagą – zauważa Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy, która skupia wokół siebie przedsiębiorstwa z sektora MSP.

Kolejnym sygnałem, jaki płynie z odpowiedzi ankietowanych przedsiębiorstw jest procent przeterminowanych płatności. 23% wystawionych przez przedsiębiorców faktur wciąż nie jest płacona w terminie, a ze zjawiskiem tym skutecznie radzą sobie tylko najwięksi gracze na rynku.

 – Bardzo niepokojącym sygnałem jest dla mnie to, że najmniejsze firmy w swoich portfelach przeterminowanych należności mają najmniejszy odsetek łatwo ściągalnych faktur, czyli takich, w których od daty terminu płatności nie minęły jeszcze trzy miesiące. W porównaniu do innych firm mają też najwyższy udział faktur przeterminowanych do 12 miesięcy, a co 5. faktura, na której zapłatę czekają mikroprzedsiębiorcy to taka, której termin płatności minął ponad rok temu. Takie długi windykuje się naprawdę trudno– ostrzega Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji w Kaczmarski Inkasso.

Pomimo tych zauważalnych trudności, z jakimi radzić muszą sobie polskie firmy, nasi biznesmeni z umiarkowanym, ale jednak optymizmem patrzą na nadchodzące miesiące. Aż 1/3 ze wszystkich przedsiębiorców jest przekonana, że za 3 miesiące będą mogli cieszyć się poprawą własnych finansów. Największymi pesymistami pozostają firmy największe, które oczekują zarówno pogorszenia spływu należności od swoich kontrahentów (20% odpowiedzi – „problemy z płatnościami wystąpią w większym stopniu), jak i słabszej sytuacji własnych finansów (31% wskazań). Niestety, im bardziej zwiększa się wielkość firmy, tym bardziej maleje wiara w inne przedsiębiorstwa. I tak, jak 5% mikrofirm wskazało, że w najbliższych miesiącach nie pojawią się problemy z odzyskiwaniem należności od kontrahentów, tak spośród firm średnich odpowiedziało tak już niewiele ponad 2%.

Badanie Portfel należności polskich przedsiębiorstw zostało przeprowadzone w lipcu 2015 roku na grupie 1418 przedsiębiorstw.

źródło: Krajowy Rejestr Długów

Polscy przedsiębiorcy nie ufają sobie nawzajem. Okazuje się jednak, że jest to zależne nie tylko od doświadczeń, ale także od regionu, w którym pracują. Najbardziej nieufni są przedsiębiorcy z północnego zachodu. Najmniej, ci z centrum.

Ze wspólnego badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, Rzetelnej Firmy oraz Uniwersytetu Vistula w Warszawie wynika, że polscy przedsiębiorcy charakteryzują się wieloma postawami świadczącym o dużej nieufności w biznesie. Autorzy badania wyszczególnili siedem postaw, o których ocenę poprosili osoby prowadzące działalność gospodarczą. Postawy dotyczyły m.in. wchodzenia w nowe relacje biznesowe, czy przekonanie o uczciwości kontrahentów. Wyniki badań potwierdziły przypuszczenia, poziom nieufności w naszym kraju jest alarmująco niski. Średnia odpowiedzi dla całej Polski wynosi -51,42, przy skali od 0 do -100. Jak się okazuje nie rozkłada się on równomiernie na mapie kraju. Zaskakująco, najbardziej nieufni są przedsiębiorcy z obszaru zwanego Polską A, a więc województw, które uchodzą za bardziej rozwinięte.

Najwyższą nieufność przejawiają przedsiębiorcy z zachodniej części kraju. Firmy z regionu północno-zachodniego, a więc województwa: zachodniopomorskie, lubelskie i wielkopolskie uzyskały notę -59,87, a firmy z regionu południowo-zachodniego, województwo dolnośląskie i opolskie -53,32. W pozostałych 9 województwach poziom nieufności jest niższy, poniżej -50.

– Wytłumaczenia należy szukać w dwóch zjawiskach. Z jednej strony są to województwa gospodarczo rozwinięte, gdzie działa wiele firm i dochodzi do wielu transakcji z odroczonym terminem płatności, a tym samym wyższe jest prawdopodobieństwo natrafienia na nieuczciwego kontrahenta. Z drugiej strony w grę wchodzi element kulturowy – Opolskie, Dolny Śląsk, Lubuskie, Pomorze Zachodnie to regiony z ludnością napływową, gdzie nie istnieją tradycyjne więzi łączące ludzi na wschodzie Polski. Tam nie wypada oszukać kogoś kogo się zna – tłumaczy Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

– W dużym stopniu na taki, a nie inny poziom nieufności w pasie województw zachodnich ma niewątpliwie wpływ duża liczba zadłużonych przedsiębiorstw, które tam funkcjonują. Z wyjątkiem może Lubuskiego i Opolskiego, które są stosunkowo małe i mniej rozwinięte gospodarczo od sąsiadów, większość dłużników to właśnie firmy pochodzące z tamtych regionów. Wyjątek stanowi województwo mazowieckie, gdzie odsetek windykowanych firm też jest wysoki, a mimo to poziom nieufności jest tam mniejszy. Może tak działa urok stolicy – komentuje Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji Kaczmarski Inkasso.

9

 

Od Szczecina po Kraków – uważaj, żeby Cię nie oszukali

W regionach południowych i zachodnich ponad trzy czwarte przedsiębiorców zgodziło się z opinią, że „należy ciągle uważać, aby nie zostać oszukanym”. Najwięcej obaw mają właściciele firm z regionu północno-zachodniego (77,8%). Niewiele mniej firmy z regionu południowo-zachodniego – województwo dolnośląskie i opolskie (75,4%), oraz z południowego – województwa małopolskie i śląskie (75,6%). Więcej wiary w kontrahentów mają firmy z pozostałych regionów, ale i one wykazują się wysoką nieufnością w kontaktach z innymi. Na wschodzie (województwa: lubelskie, podkarpackie, świętokrzyskie, podlaskie)  i północy (województwa: pomorskie, warmińsko-mazurskie, kujawsko-pomorskie) wynik ten wynosi 72%. Z kolei wśród firm z województwa łódzkiego i mazowieckiego było to „jedynie” 70,1%. Zatem nawet wśród najbardziej optymistycznie patrzących przedsiębiorców z centrum kraju aż 7. na 10. boi się, że zostanie oszukana przez swoich kontrahentów.

Północno-zachodnie województwa przodują także w przeświadczeniu, że „większość polskich przedsiębiorców wykorzysta lukę prawną w umowie, aby uzyskać dodatkowe korzyści z kontraktu kosztem drugiej strony”. Podczas gdy w całej Polsce z tym stwierdzeniem zgodziła się ponad połowa przedsiębiorców (między 50% a 52% w zależności od regionów), w regionie północno-zachodnim było to aż o 10 pp. więcej (63,5%).

– To niestety pokłosie pierwszych lat kapitalizmu w Polsce, kiedy mało uwagi zwracano na etykę w biznesie, a sukces mierzono tylko zyskiem. Niestety ta filozofia nadal funkcjonuje w dużych koncernach, które wynajmują wielu podwykonawców z sektora MSP. Zysk za wszelką cenę oznacza także wykorzystanie braku wiedzy tych małych, takie konstruowanie umów, żeby potem można je wykorzystać do niewypłacenia części należnej zapłaty. Przedsiębiorcy zrzeszeni w Rzetelnej Firmie wskazują często na takie praktyki – komentuje Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy.

Na wschodzie: większa ufność, więcej zawartych transakcji

Średnio w Polsce 47,1% przedsiębiorców deklaruje, że część ich transakcji nie dochodzi do skutku, ponieważ nie ma zaufania do potencjalnych kontrahentów. Także i w tym przypadku gorzej sytuacja wygląda w regionach zachodnich. Na północy do zaniechania części transakcji z powodu braku zaufania przyznało się 57,1%, a na południu 50,7%. Ten problem ma także niemal połowa przedsiębiorców z województwa łódzkiego i mazowieckiego. Gdyby poziom zaufania do innych przedsiębiorców był wyższy, w gospodarce byłoby o połowę więcej transakcji, a co tym idzie także i zysków.

Według naszych wyliczeń wartość transakcji, które nie zostały zawarte z obawy przed nieuczciwością kontrahentów, można oszacować pomiędzy 145 a 215 mld zł (ok. 10% PKB) – mówi prof. Jan Fazlagić, autor badań.

Zdecydowanie lepiej radzi sobie pozostała część kraju. Najlepiej jest w regionie wschodnim. Tutaj do nie podjęcia transakcji z powodu braku zaufania przyznało się 41,5% respondentów. Stosunkowo dobrze też w regionie północny (42,1%) i południowym (43,1%)

Północ i Centrum najbardziej otwarte na innych

Badanie wykazało, że polscy przedsiębiorcy charakteryzują się wysokim poziomem nieufności wobec kontrahentów. Jednym z najbardziej oczywistych wyróżników poziomu zaufania jest to w jaki traktujemy „obcych”. Właściciele polskich firm zostali poproszeni o określenie, czy fakt, że ich kontrahent pochodzi z tego samego województwa co oni wpływa na jego poziom wiarygodności. Generalnie rzecz ujmując nie miało to dużego znaczenia. W przeświadczeniu przedsiębiorców to, z jakiego województwa pochodzi kontrahent nie dodaje, ani nie ujmuje mu wiarygodności.

Warto budować zaufanie w całym kraju

Mimo, że wschód i centrum wypada w badaniu lepiej niż zachód, kapitał zaufania w Polsce wciąż pozostaje na niskim poziomie, z olbrzymią szkodą dla całej gospodarki.

– Od początku istnienia programu Rzetelna Firma naszym celem jest budowanie kapitału zaufania i zmiana wizerunku polskich przedsiębiorców. Z jednej strony robimy to poprzez promowanie rzetelnych, sprawdzonych i uczciwych przedsiębiorstw. A z drugiej – poprzez zwracanie uwagi na etykę w prowadzeniu biznesu. Jeśli firmy poczują się bezpiecznie, bo będą miały przeświadczenie, że inni, tak jak i oni nie chcą nikogo oszukać to będą łatwiej podejmować ryzyko transakcji. Każdego roku organizujemy Gale wręczenia Złotych Certyfikatów Rzetelności podczas których mówimy o tym jakie wartości są ważne w biznesie, jak to wpływa na wizerunek i zyski – dodaje Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy.

źródło: Krajowy Rejestr Długów

Pracowici, oszczędni i profesjonalni – tacy w oczach Polaków są polscy przedsiębiorcy. Z sondażu TNS przeprowadzonego na zlecenie Rzetelnej Firmy wynika, że oceniając ludzi biznesu częściej dostrzegamy ich zalety niż wady. Przede wszystkim widzimy ich olbrzymią pracowitość i profesjonalizm, nieźle oceniamy kreatywność i innowacyjność. Nieco gorzej patrzymy na ich uczciwość i terminowość.

Odrobinę mniej, bo 56% respondentów, dostrzega oszczędność rodzimych przedsiębiorców. Z kolei, według 16% właściciele polskich firmy są rozrzutni. Należy przy tym pamiętać, że oszczędność nie zawsze jest dobrą postawą w prowadzeniu biznesu. Jeśli jest zbyt przesadna może hamować inwestycje w rozwój działalności.

Kolejną grupę cech, o jakich ocenę poproszono Polaków była kreatywność i innowacyjność. Została oceniona pozytywnie kolejno przez 56% i 55%, a negatywnie przez 16% i 13%.

Pięta Achillesa biznesu

Najsłabiej ocenionymi w badaniu cechami były te związane z etyką. Dla co piątego z nas przedsiębiorcy są wyjątkowo nierzetelni, nieterminowi i nieuczciwi, a na pozytywne cechy w tym obszarze wskazuje mniej niż połowa Polaków. To znacznie gorsze noty niż w pozostałych cechach, co świadczy o tym, że etyka przez wielu z nas postrzegana jest jako pięta achillesowa polskich przedsiębiorców.

Jak się okazuje wiele na ten temat powiedzieć mogliby sami przedsiębiorcy. Z cyklicznego badania Krajowego Rejestru Długów „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” wynika, że tylko 17,1% firm nie ma problemu z wyegzekwowaniem zapłat za faktury od swoich klientów i kontrahentów.

Niestety wciąż zdarza się, że firmy nie płacą swoim kontrahentom. Są nieterminowe i nieuczciwe. To źle rzutuje na kondycję polskiego biznesu, bo przekłada się na brak zaufania i utracone korzyści. Potrzeba akcji, które nie tylko zmienią wizerunek przedsiębiorców, ale przede wszystkim zachęcą właścicieli firm do tego, by zawsze postępowali uczciwie. Dlatego od kilku lat promujemy pozytywne wzorce i postawy wśród firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, zachęcając je do rzetelności płatniczej oraz chwalenie się swoją uczciwością – mówi Waldemar Sokołowski.

Etyka w biznesie jest niezwykle istotna. To ona w dużej mierze buduje kapitał zaufania. Bo jeśli mamy przeświadczenie, że inni są nieuczciwi, nierzetelni i nieterminowi to będziemy mieć obawy przed współpracą z nimi. Potwierdzają to dane płynące z badania „Kapitał społeczny w polskim biznesie” przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy. 47,1% przedsiębiorców deklaruje, że część transakcji nie dochodzi do skutku, ponieważ nie mają zaufania do potencjalnych kontrahentów, a 52,5% wątpi w uczciwość swoich kontrahentów przyznając, że „większość polskich przedsiębiorców wykorzystuje lukę prawną w umowie, aby uzyskać dodatkowe korzyści z kontraktu kosztem drugiej strony.

Dobra ocena biznesu z korzyścią dla wszystkich

To, jacy są ludzie stojący na czele polskich firm, dużo mówi o kondycji i potencjalne rozwojowym polskiego biznesu. Jeśli ma się rozwijać, to przedsiębiorcy muszą być odważni, ale też kreatywni i innowacyjni, by móc podejmować nowe wyzwania i konkurować z coraz większą liczbą podmiotów gospodarczych. W dużej mierze wynika to z doświadczeń Polaków, jakie zdobyli jako pracownicy, klienci lub obserwatorzy życia gospodarczego. Ważne jest też to, kim oni są. Czy są to najlepsi z najlepszych i osoby faktycznie samodzielne i z dobrym pomysłem na biznes? Czy może osoby, które decydują się na własną działalność wyłącznie z konieczności, a ich główną motywacją jest przetrwanie na rynku.

Badanie wizerunku przedsiębiorców jest istotne, bo jak dowodzą doświadczenia historyczne to postawa wobec przedsiębiorców i klimat działalności odgrywają kluczową rolę w rozwoju gospodarczym. Jeśli społeczeństwo jest otwarte to biznes, docenia go to może się szybciej i łatwiej rozwijać. Jak mówi prof. Deidre McCloskey z Uniwersytetu Illinois w wywiadzie dla portalu obserwatorfinansowy.pl główną przyczyną niesamowitego rozwoju gospodarczego Europy i USA w XVIII wieku był szacunek dla przedsiębiorczości i upowszechnienie równości statusu, a nie, tak jak się powszechnie uważa wyłącznie innowacje technologiczne i nauka.

Dlatego tak bardzo istotne jest budowanie pozytywnego klimatu dla przedsiębiorczości. Oraz wspierania głównie sektora mikro i małych firm. Bo to w nich tkwi wielki potencjał – podsumowuje Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy.

źródło: Krajowy Rejestr Długów

W I kwartale 2015 roku zatory płatnicze w polskiej gospodarce nadal malały, a koszty jakie przedsiębiorstwa ponosiły z powodu niezapłaconych przez klientów faktur osiągnęły najniższy poziom od stycznia 2009 roku. Przedsiębiorcy też wyjątkowo optymistycznie patrzą w przyszłość – spodziewają się szybszego spływu pieniędzy i polepszenia swojej sytuacji gospodarczej. Takie są najnowsze wyniki Portfela należności polskich przedsiębiorstw opracowanego przez Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych.

– To dobre wieści dla gospodarki. Indeks Należności Polskich Przedsiębiorstw, który mierzy poziom zatorów płatniczych, jest silnie skorelowany ze wzrostem PKB, co oznacza że możemy w II kwartale spodziewać dalszej, dobrej koniunktury w gospodarce – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Poprawa spływu należności wystąpiła w 3 z 4 grup przedsiębiorców biorąc pod uwagę ich wielkość. Najlepiej, na porównywalnym poziomie, poprawę odczuły firmy małe, zatrudniające od 10 do 49 pracowników oraz średnie (50-249 osób). Mniejsze problemy z regulowaniem należności odnotowały także przedsiębiorstwa największe. Natomiast pogorszenie sytuacji nastąpiło w sektorze mikroprzedsiębiorców.

– Firmy zatrudniające do 9 osób jako jedyne miały większe kłopoty z odzyskiwaniem należności za sprzedane towary i usługi. Także tylko w tej grupie przedsiębiorców wydłużył się średni termin oczekiwania na zapłatę do 4 miesięcy, podczas gdy w całej gospodarce jest on o 2 tygodnie krótszy. To niestety konsekwencja słabej pozycji najmniejszych firm w kontaktach z dużymi kontrahentami, ale też i mniejszej staranności w doborze klientów. Pocieszające jest to, że małe firmy, który do niedawna były w podobnej sytuacji, coraz większą wagę przywiązują do tego z kim kooperują i konsumują wynikające stąd korzyści – wyjaśnia Adam Łącki.

Średni okres oczekiwania na zapłatę w I kwartale malał wraz z wielkością wystawcy faktury. O ile mikroprzedsiębiorcy czekali średnio na zapłatę aż 4 miesiące, to małe firmy 3 miesiące i 6 dni, średnie 2 miesiące i 18 dni, a duże 2 miesiące i 15 dni. Podobna prawidłowość wystąpiła, gdy przeanalizować koszty, jakie przedsiębiorcy ponosili z powodu faktur niezapłaconych w terminie przez kontrahentów. Najwyższe, bo aż 7,8% wszystkich kosztów funkcjonowania, wynoszą one właśnie wśród mikroprzedsiębiorców. Natomiast w przypadku największych firm jest to zaledwie 2,5%, a średnia dla całej gospodarki wynosi 6,4%.

Zmalał także odsetek firm wskazujących, że zatory płatnicze stanowią dla nich barierę w prowadzeniu działalności gospodarczej. To jednak nadal aż 52% wszystkich polskich przedsiębiorstw. Najczęściej występującą konsekwencją zatorów płatniczych było niepłacenie innym przedsiębiorcom oraz wstrzymywanie inwestycji. Na pierwszą barierę wskazywało 31,4% przedsiębiorców, na drugą 27,2%.

Badanie Portfel należności polskich przedsiębiorstw zostało przeprowadzone w kwietniu 2015 roku na reprezentatywnej dla całej gospodarki próbie 1612 firm.

źródło: Krajowy Rejestr Długów

47% polskich przedsiębiorców rezygnuje z części umów, ponieważ nie ma zaufania do potencjalnych kontrahentów, a 35% uważa, że wiele transakcji nie dochodzi do skutku, ponieważ jest traktowana przez innych przedsiębiorców jako firma „niesprawdzona”, a tym samym niewiarygodna. Efekt – 281 miliardów złotych utraconych korzyści. To równowartość 13% polskiego PKB. Takie są straty polskiej gospodarki wynikającej z tego, że Polacy są jednym z najbardziej nieufnych narodów w Europie.

Wzrostu gospodarczego nie można skutecznie pobudzać wyłącznie przez instrumenty czysto rynkowe takie, jak stopy procentowe, inflację, kurs walutowy, podatki i subsydia. Te wszystkie działania będą miały ograniczony skutek, jeśli w społeczeństwie nie będzie panowało przekonanie, że uczciwe prowadzenie biznesu jest możliwe i zwykle przynosi sukcesy. Wielu naukowców zauważyło, że istnieje silna korelacja pomiędzy poziomem kapitału społecznego, a dynamiką wzrostu gospodarczego. Narody charakteryzujące się wysokim poziomem kapitału społecznego mierzonego zaufaniem do obcych  są zamożniejsze.

To, że Polacy sobie nie ufają, nie jest niczym nowym – istnienie takiego zjawiska pokazywała m.in. Diagnoza społeczna prof. Janusza Czapińskiego. Jednak dotychczas nikt nie badał jaki jest poziom zaufania między przedsiębiorstwami, oraz w jaki sposób przekłada się to na gospodarkę. Z naszego doświadczenia wynikało, że jest on niski, postanowiliśmy więc to zmierzyć – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Tego pionierskiego w Polsce zadania podjął się zespół naukowców pod kierunkiem prof. Jana Fazlagicia z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i  Rzetelnej Firmy.

Trzeba ciągle uważać, żeby nie zostać oszukanym

Badanie ankietowe przeprowadzone na przełomie 2014 i 2015 roku na reprezentatywnej próbie 1115 przedsiębiorstw ze wszystkich sektorów gospodarki potwierdziło niestety niski poziom zaufania w relacjach między firmami. 73,5% respondentów twierdzi, że prowadząc działalność gospodarczą musi ciągle uważać, aby nie zostać oszukanym. 53,2% utrzymuje, że „trzeba nieustannie gromadzić dowody swojej uczciwości – w przeciwnym razie partner będzie chciał udowodnić Twoje zaniedbania”, 52,5% z kolei jest przekonanych, że inni przedsiębiorcy wykorzystają lukę prawną w umowie, aby uzyskać dodatkowe korzyści z kontraktu kosztem drugiej strony. – Jeśli ktoś prowadzi działalność gospodarczą i chce rozwijać firmę nie może zamykać się na współpracy tylko z dotychczasowymi, sprawdzonymi kontrahentami. Ci zresztą też mogą zawieść. Konieczne jest stałe poszerzanie rynku zbytu, szukanie nowych partnerów handlowych. Kiedy przedsiębiorcy się tego boją, cierpi wymiana handlowa, a tym samym cała gospodarka. Przedsiębiorcy zrzeszeni w Programie Rzetelna Firma, a jest ich 50 tysięcy, bardzo często to podkreślają – komentuje Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy.

A straty są olbrzymie. 47,1% przedsiębiorców deklaruje, że część transakcji nie dochodzi do skutku, ponieważ nie ma zaufania do potencjalnych kontrahentów. 27,1% idzie o krok dalej i w ogóle zamyka się na współpracę tylko ze sprawdzonymi klientami. 35,2% z kolei twierdzi, że wiele transakcji nie dochodzi do skutku ponieważ są traktowani przez innych jako niesprawdzeni, czy nierozpoznawalni.

Jak oszacował zespół prof. Jana Fazlagicia, jeśli odnieść te wskaźniki do wszystkich działających w Polsce firm, to wartość tych niezawartych transakcji waha się od 145 do 215 miliardów złotych, co stanowi równowartość 10% polskiego PKB z 2014 roku. Jednocześnie ankietowani zostali zapytani, czy gdyby podjęli dodatkowe działania podnoszące ich wiarygodność, to wtedy wpłynęłoby to na wzrost sprzedaży, poproszono ich też o oszacowanie jej wartości. Te transakcje zostały wyliczone na 66,3 miliarda złotych, czyli 3% PKB. Łącznie, w najbardziej pesymistycznym wariancie, w 2014 roku polska gospodarka straciła 281 miliardów złotych właśnie przez deficyt zaufania.

Jeśli nie zaczniemy ufać, pozostaniemy zacofani

To olbrzymie kwoty, ale to nie jedyne straty, jakie ponosimy z powodu niskiego poziomu zaufania. Znacznie groźniejsze i bardziej długofalowe skutki ma wpływ braku zaufania w relacjach między firmami na innowacyjność gospodarki. Im niższy poziom zaufania, tym mniejsza skłonność go kooperacji. Bez tego małe i średnie firmy nie będą w stanie łączyć się, by finansować badania na tworzenie nowych produktów i usług. Tak działają klastry przemysłowe, które w USA i Europie Zachodniej są rozsadnikiem nowych pomysłów w biznesie. W Polsce to wciąż fikcja – mówi Adam Łącki.

Nasz wzrost gospodarczy to w sporej części zasługa taniej siły roboczej. Tym konkurujemy z Zachodem. To z tego powodu lokowane są w Polsce mniejsze i większe fabryki, które tak naprawdę spełniają rolę montowni. Ale ta przewaga cały czas się zmniejsza.

Jak wynika z najnowszych danych Eurostatu w ciągu ostatniej dekady koszt siły roboczej w Polsce wzrósł o 75%, w 2042 roku ma osiągnąć średnią unijną. Inwestorzy wtedy przeniosą się tam, gdzie taniej. Jeśli do tego czasu nie stworzymy gospodarki opartej na wiedzy, to skończy się wzrost gospodarczy. Konieczne są skoordynowane działania podnoszące poziom zaufania w Polsce – komentuje Waldemar Sokołowski.

Kapitał społeczny powstaje na styku dwóch czynników: kultury i instytucji publicznych. Z jednej strony, ludzie mają lub nie, wpisaną w siebie pewną skłonność do obdarzania ludzi zaufaniem i życzliwością, z drugiej, chodzi o efektywność instytucji, które potrafią karać za naruszanie norm społecznych i prawnych. W przypadku instytucji to w pierwszej kolejności sprawne i efektywne sądownictwo, ale także wszelkie pozasądowe, lecz działające w oparciu o ustawy, formy nacisku na nierzetelnych kontrahentów, aby przestrzegali obowiązujących zasad. Niezmiernie ważne jest także wspieranie i angażowanie się we wszelkie inicjatywy pozarządowe promujące tych, którzy działają uczciwie.

źródło: Krajowy Rejestr Długów

Zamożni, luzacy, zadłużający się, odpowiedzialni, a także wolne ptaki – to pięć grup, na jakie – ze względu na stosunek do własnych finansów i zobowiązań – podzielić można polskie społeczeństwo. Z badania przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów przez TNS Polska rysuje się właśnie taka finansowa typologia Polaków.

Podział powstał przy okazji pytania Polaków o ich stosunek do terminowego płacenia rachunków, wartości jakimi kierują się podczas regulowania własnych zobowiązań, tendencji do zadłużania się, a także oceny aktualnej sytuacji finansowej. Na podstawie tych odpowiedzi wyłoniono kilka rodzajów typów reprezentujących poszczególne grupy przekonań, opinie, motywacje i zachowań związanych z osobistymi finansami.

W naszej bazie danych widzimy ile osób zalega z płatnościami za rozmaite rachunki, ale nie znamy przyczyn takiego stanu rzeczy, taka informacja nie jest bowiem wymagana przy rejestracji długu. Przeprowadzając to badanie chcieliśmy dowiedzieć się, jakie są powody zaległości i jaki Polacy mają w ogóle stosunek do płacenia stałych zobowiązań. Typologia, jaka powstała w trakcie analizy, jest o tyle ciekawa, że podważa wiele stereotypowych przekonań na temat naszych rodaków – na przykład to, że kobiet nie trzymają się pieniądze, czy też mężczyźni rozważniej dysponują domowym budżetem – zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Polacy zostali podzieleni na pięć grup, z których najbardziej liczna, bo stanowiąca aż 29% badanych, jest ta, której cechą wyróżniającą stała się „odpowiedzialność”. Najmniej licznie reprezentowane są tak zwane „wolne ptaki” – 12% badanych. Pozostałe grupy, czyli „zadłużający się”, „luzacy” i „zamożni” stanowią średnio po 20% ankietowanych. Nazwy poszczególnych typów nawiązują do dominującej w danej grupie cechy związanej z podejściem do finansów, co nie oznacza jednak, że wszyscy zakwalifikowani do konkretnego typu Polacy reprezentują tę cechę w równym stopniu.

Odpowiedzialność przychodzi z wiekiem

Typowy przedstawiciel grupy „odpowiedzialnych” regularnie płaci swoje zobowiązania, nie był windykowany, a terminowe opłacanie własnych rachunków uważa za przejaw uczciwości. Nie ma też dodatkowych zobowiązań takich jak pożyczki czy kredyt hipoteczny. W grupie tej przeważają kobiety – stanowią one 58% wszystkich jej przedstawicieli. Najwięcej znajdziemy tu też osób po 50. roku życia – jest to prawie połowa opisanych w ten sposób Polaków.

Osoby starsze, reprezentują inny typ wychowania. Dla nich posiadanie zobowiązań jest pewnego rodzaju ujmą, dlatego jeżeli nie zmusza ich do tego sytuacja życiowa, starają się unikać niepotrzebnego zadłużenia, a własne zobowiązania spłacać jak najszybciej. Dlatego właśnie ich tak  liczna reprezentacja w grupie odpowiedzialnych nie dziwi – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Zadłużony jak … kobieta

Zdarza jej się zapomnieć o opłaceniu rachunków i potrafi znaleźć wiele wytłumaczeń na to, dlaczego nie robi tego terminowo. Czasami odbiera telefony od firm windykacyjnych, ponieważ nie jest w stanie regularnie spłacać swoich zobowiązań, ale jednocześnie spodziewa się, że w tym roku również się zadłuży. Najczęściej zapomina o zapłacie za raty pożyczek i innych kredytów oraz rachunków telefonicznych. To typ zadłużający się.

W grupie tej przeważają kobiety (59%). Spośród osób, które zostały określone jako zadłużające się, aż 1/3 przyznała się do tego, że zapomina o swoich rachunkach. Wśród zadłużających się tyle samo osób ocenia swoją sytuację finansową jako średnią lub złą, ile spodziewa się tego, że …. w najbliższym czasie się zadłuży. Jednocześnie co dziesiąty przedstawiciel  tej grupy miał w przeszłości do czynienia z firmą windykacyjną jako dłużnik. Dla porównania – spośród osób, które zostały uznane za odpowiedzialne, tylko 3% miało kiedykolwiek kontakt z firmą windykacyjną.

Z naszego doświadczenia wynika, że typów dłużników jest tyle co samych ludzi, różne są też sytuacje, w jakich się zadłużamy. Grupa osób zadłużających się ma największe tendencje do samoistnego wpędzania się w kłopoty finansowe. Jeżeli osoby te nie znajdą skutecznego sposobu na uporządkowanie swojego podejścia do finansów, może okazać się, że w ciągu najbliższego roku grupa tych, którzy mieli kontakty z firmą windykacyjną, znacznie wzrośnie – zauważa Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji w Kaczmarski Inkasso sp. z o.o.

Wyluzowany jak … mężczyzna

Uważają, że terminowe płacenie rachunków oznacza uczciwość, dlatego twierdzą, że lepiej byłoby je płacić. Są w stanie płacić terminowo, jednak dość często zapominają o tym, aby w odpowiednim terminie wysłać przelew – czy to za czynsz, prąd, czy też gaz. Są zadowoleni z własnej sytuacji finansowej, lecz nie oczekują jej znaczących poprawy w tym roku. Jednocześnie nie obawiają się konsekwencji wypływających z opóźnionych płatności, a takie przeterminowane zobowiązanie nie pogarsza ich samopoczucia. Tak pokrótce określić można by „luzaków”.

W tej grupie, w przeciwieństwie do dwóch poprzednich, więcej jest mężczyzn (55% tej grupy), a 31% jej przedstawicieli przyznaje, że zapomina o zapłacie rachunków, jakie otrzymali. Zachowanie to nie wiąże się na pewno z sytuacją finansową badanych – ponad połowa „rozrzutnych” określiła ją jako dobrą.

Zamożni i wolne ptaki

Wśród osób zamożnych także nieznacznie przeważają mężczyźni (54%). Osoby reprezentujące ten typ w 95% nie doświadczyły na własnej skórze kontaktu z firmą windykacyjną, w zdecydowanej większości deklarują też, że nie zalegają z płatnościami własnych rachunków, a ponad ¾ z nich uważa, że ich warunki finansowe są dobre. Jedynym rachunkiem, z jakim zdarza się im mieć problem, jest rata kredytu hipotecznego. Są też najmniej skłonni do tego, aby szukać wymówek do niepłacenia rachunków. Można tu zauważyć także ciekawą prawidłowość – poza osobami bardzo młodymi i 40-latkami pozostałe grupy wiekowe mają swój równy udział wśród zamożnych. Może to więc sugerować, że łączenie zamożności z wiekiem nie zawsze jest prawidłowym tropem.

Wolne ptaki to z kolei grupa, która nie jest w stanie określić ani własnych zarobków ani wydatków w najbliższych 12 miesiącach. Swój bieżący stan finansów uważa z kolei za średni. 1/3 osób z tej grupy zdarza się nie uregulować własnych rachunków na czas, jednak ich zdecydowana większość nie miała jeszcze kontaktu z windykacją. Nie posiadają też dłuższych zobowiązań finansowych takich jak kredyt hipoteczny, nie planują również brania pożyczek w najbliższym czasie. W grupie tej jedynie 10% osób posiada wyższe wykształcenie.

Spośród wymienionych grup, dwie z nich – czyli zadłużający się i luzacy są tymi, które są narażone na wpadnięcie w wir pułapek finansowych. Wolne ptaki to grupa, w której prawie połowę stanowią osoby, które są bardzo młode i często nie mają własnych zobowiązań. Jednak patrząc na ich stosunek i deklaracje dotyczące terminowego płacenia rachunków, możemy być dobrej myśli, co do ich przyszłości – zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Badanie zostało przeprowadzone przez TNS Polska na zlecenie Krajowego Rejestru Długów po przeanalizowaniu odpowiedzi 1000 Polaków w wieku 15+, którzy opisywali swoje podejście do płacenia rachunków w terminie, a także oceniali własną sytuację finansową.

 

źródło: Krajowy Rejestr Długów

Eksperci

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

AKTUALNOŚCI

Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłu...

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Koniec folii na warzywach czyli „tatuaże” zamiast plastiku. Farma Świętokrzyska wyznacza tren

Rewolucja na rynku BIO żywności w Polsce Farma Świętokrzyska jako pierwsza polska firma wprowadziła ...

W tym roku w Polsce zadebiutowało 17 nowych marek

Sloggi, Monki, Weekday, Peserico, Under Armour, Hermes - to kilka z siedemnastu międzynarodowych mar...

Indywidualne rachunki podatkowe już od stycznia 2020 r.

Znane są już bardziej szczegółowe informacje dotyczące indywidualnych rachunków podatkowych (mikrora...

Od 2020 r. pliki JPK także na żądanie prezesa UOKiK

22 listopada 2019 r. na stronie Rządowego Centrum Legislacji został opublikowany projekt rozporządze...

Kredyt gotówkowy na Święta, czyli co warto wiedzieć?

Jak wynika z szacunków firmy Deloitte, na tegoroczne Święta wydamy średnio 1521 zł – to aż o 350 zł ...