Home Tagi Wpis otagowany "smartfony"

smartfony

Upatrzona w niemieckim sklepie konsola do gier, która miał być prezentem urodzinowym, nie dotarła na czas. Perfumy z Francji nie przypominają z wyglądu tych wystawionych na stronie. A w sprowadzonym z Włoch rowerze szwankują przerzutki. Jak powinien zareagować klient z Polski, gdy internetowe zakupy w jednym z państw UE skończyły się fiaskiem?

Większy wybór towarów, szybszy dostęp do nowości, modele nieosiągalne w Polsce, przekonanie o wyższej jakości produktów, czasami także niższe ceny – chociaż różnią się motywy kupujących, to układają się w zbieżny trend: coraz więcej Polaków korzysta z usług zagranicznych sklepów internetowych. Nie zniechęca nas wyższy koszt przesyłki ani dłuższy okres oczekiwania na realizację zamówienia. Z raportu pt. “E-commerce in Europe” wynika, że w ub.r. na całym Starym Kontynencie liczba amatorów e-zakupów poza granicami kraju najdynamiczniej zwiększyła się (r/r) właśnie w Polsce.

Wolne od cła

Kupując przez internet, w teorii nie trzeba zwracać uwagi na granice. Jednak w praktyce sytuacja wygląda inaczej. E-zakupy w unijnych państwach są o tyle przejrzyste, że tu w ogóle nie występuje kwestia opłat celnych. Tymczasem okazyjne oferty z azjatyckich lub amerykańskich sklepów mogą dotrzeć do Polski już w nieco mniej atrakcyjnych cenach. I nie chodzi tu o droższy transport, tylko o cło.

W ogóle nie trzeba się tym przejmować, o ile wartość towaru nie przekracza 22 euro. Wówczas przesyłki nie podlegają dodatkowym opłatom. Przy droższej zawartości paczki sprawa robi się bardziej skomplikowana. Rolę odgrywa nie tylko cena zamówionych przedmiotów, lecz także ich przeznaczenie. Np. smartfony, konsole do gier i aparaty fotograficzne obejmuje zerowa stawka cła. To nie koniec zasad. Przesyłki warte mniej niż 150 euro nie podlegają ocleniu, lecz mogą zostać objęte 23-procentowym VAT-em. Kiedy zaś wartość nie przekracza 45 euro, można także uniknąć opodatkowania.

Maksymalnie 30 dni

Sprzedawcy w każdym z unijnych krajów zobowiązują się do zachowania 30-dniowego terminu na wywiązanie się z zamówienia. W takim limicie czasowym paczka powinna dotrzeć do klienta. Wyjątek od tej reguły następuje tylko po indywidualnym ustaleniu z klientem, że doręczenie wybranego towaru potrwa dłużej.

Co jeśli handlowiec nie dotrzyma słowa? Wówczas zamawiającemu przysługuje prawo do odstąpienia od umowy. Tzn. może nie przyjmować zamówionego produktu, żądając zwrotu przelanych pieniędzy. Podobny przywilej przysługuje każdemu, kto zostałby zaskoczony finalną kwotą transakcji. Prawo zobowiązuje bowiem sprzedających, by klarownie informowali o cenach artykułów i kosztach dostawy. Kupujący, o ile wyrażą taką wolę, akceptują wszelkie ew. dodatkowe opłaty (np. za ekspresową wysyłkę lub dodatkowe opakowanie), zanim odbiorą towar. Jeśli tego nie zrobią, powinni domagać się zwrotu pieniędzy za tzw. ukryte składowe części kosztów zamówienia.

Kto zapłaci za zwrot?

Klient musi się liczyć z drobnymi konsekwencjami, jeśli nie odbierze zamówionego towaru, który dotarł w określonym terminie. Firma handlowa najprawdopodobniej obciąży kupującego stawką za przesyłkę zwrotną.

Jednak każdą zakupioną przez internet rzecz na terenie UE można odesłać do sprzedawcy bez zagłębiania się w przyczyny, tyle że wtedy kupujący także na ogół bierze na siebie koszt wysyłki zwrotnej. “Na ogół” – ponieważ czasami oferty handlowe zawierają opcje darmowego odesłania towaru. Taki zapis staje się oczywiście wiążący, a przy tym bardzo korzystny dla klienta.

Wymagana zgodność koloru, modelu, wyglądu

Nie tylko cena, lecz także opis, jakość wykonania, rodzaj użytych materiałów, kolor, wygląd, rozmiar, ew. typ, model, parametry techniczne itp. – po prostu wszelkie podane na stronie internetowej informacje zobowiązują sprzedawców, aby wysłali klientom produkty tożsame z charakterystyką zawartą w ofercie. Kiedy zaś dojdzie do pomyłki sprzedawcy, klientowi przysługuje tytuł, by żądać wymiany lub naprawy zamówionego towaru. Sprzedający nie tylko musi dostarczyć to, co zaoferował, lecz także odpowiada za ew. wadliwość produktów aż do chwili, w której doręczy zamówienie. Jeżeli wymiana lub naprawa – z różnych przyczyn – nie wchodzi w grę, wówczas nabywcy przysługuje zwrot pieniędzy.

Gdyby do uszkodzenia towaru doszło w transporcie, konsekwencje znów spadają na handlowca, jednak nie w każdym wypadku. Wyjątek może stanowić sytuacja, w której klient zdecydował się na usługi innego przewoźnika niż zalecanego w ofercie. Roszczenia za zniszczenia w trakcie dostawy kupujący musi wtedy kierować do wybranej przez siebie firmy.

Liderzy rynku

Europejczykom trudno równać się z azjatyckimi i amerykańskimi gigantami pokroju: alibaba.com, aliexpress.com czy amazon.com. Tym niemniej każdy rynek ma swoich liderów i potentatów. Na Starym Kontynencie mnóstwo klientów korzysta z usług amazon.co.uk, amazon.de, eBay.co.uk, eBay.de – czyli brytyjskich i niemieckich kuzynów wywodzących się z USA kolosów. Należy przy tym odróżnić sklepy od serwisów aukcyjnych, a na tych drugich można napotkać zarówno oferty sklepów, jak i aukcje np. używanych rzeczy od ich prywatnych właścicieli. Ludzi, którzy nie prowadzą działalności gospodarczej i sprzedają swoje używane np. ubrania, telefony czy rowery też obowiązuje odpowiedzialność za jakość towaru i dostarczanie produktów zgodnych z opisem, bez ukrytych wad. Sytuacja kupującego zmienia się jednak o tyle, że traci prawo do bezpodstawnego zwrotu zakupionej rzeczy.

Daleko za Brytyjczykami, ale grubo przed Rumunią i Bułgarią

Czy Polacy robią zakupy w sieci? – Można zażartować, że w naszym kraju taka forma nabywania towarów jest w niemal w połowie powszechna – odpowiada Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl. – Wg Eurostatu w ub.r. 42 proc. naszych rodaków zdecydowało się na jakikolwiek e-zakup – dodaje analityk Cinkciarz.pl. – To ponad dwa razy więcej niż w 2008 r., kiedy ten odsetek wynosił 18 proc.

W Unii Europejskiej nie należymy jednak do liderów internetowego kupowania, dla równowagi nie ma nas także wśród autsajderów. – Według tych samych statystyk, jesteśmy poniżej unijnej średniej, która wynosi 55 proc. Największy odsetek kupujących przez internet jest w Wielkiej Brytanii, w 2016 r. wynosił on 83 proc., czyli prawie dwa razy więcej niż w Polsce. Nieco mniejszy odsetek zanotowano w Danii – 82 proc., Luksemburgu czy Norwegii – po 78 proc. – wymienia analityk rynkowy Cinkciarz.pl. – Na drugim biegunie z kolei znajdowała się Rumunia z 12 proc. ludności, która dokonała zakupu przez internet w 2016 r. To dokładnie taki sam odsetek, jaki odnotowano w Polsce, ale w 2006 r. W ub.r. tylko nieco lepiej pod tym względem wyglądała w UE Bułgaria, która charakteryzowała się 15-procentowym odsetkiem kupujących przez internet – dodaje Bartosz Grejner z Cinkciarz.pl.

 

 

Źródło: Cinkciarz.pl

Dziś 63,7% gospodarstw domowych ma własne „cztery kółka”. Dekadę temu samochód miała co druga rodzina. Dla porównania 2015 roku smartfonem dysponowało 45,4% familii, aby w rok później ten odsetek podskoczył do 53,4%. Wciąż smartfony są mniej popularne niż auta. Jeśli jednak dynamika obserwowanych zmian się utrzyma, stan ten już za kilka lat się zmieni. Podobne zmiany widać w przypadku telewizorów, kamer i drukarek.

3,2% Polaków nie ma telewizora – wynika z danych GUS. Odsetek ten wzrósł niemal dwukrotnie przez ostatnie 6 lat. Na wyposażeniu przeciętnej rodziny jest też coraz mniej kamer i drukarek. Chcąc zyskać więcej wolnego czasu częściej korzystamy ze zmywarek i pralek.

Rezygnacja z odbiornika wynika raczej z postępujących zmian technologicznych, które pozwalają zastąpić to urządzenie innymi – np. goglami wirtualnej rzeczywistości, smartfonem lub komputerem. Mają one tę przewagę, że potrafią dostarczać rozrywki dokładnie w tym miejscu i wtedy, kiedy potrzebuje tego użytkownik.

Podobnie jest z innymi zmianami zachodzącymi w wyposażeniu polskich domów. To moda, rozwój technologii czy chęć efektywniejszego wykorzystania czasu decydują o tym jakie urządzenia kupują Polacy. Szczególnie szybko rośnie popularność urządzeń pomagających utrzymać porządek w mieszkaniu. I tak na przykład pralka automatyczna jest na wyposażeniu 95,8% gospodarstw domowych (o 13 pkt. proc więcej niż 10 lat temu). Zmywarka znajduje się już w 29,2% domów. To prawie 5 razy wyższy wynik niż dekadę temu – wynika z szacunków Open Finance. Szczególnie w przypadku drugiego z tych urządzeń motywować do zakupu może oszczędność czasu, choć dla wielu osób zmywarka ma też drugi niekwestionowany atut – zużywa często mniej wody niż w przypadku tradycyjnego zmywania, a więc obniża rachunki za wodę.

Co robimy z tak uzyskanym wolnym czasem? Przynajmniej jego część trwonimy przed ekranami takich urządzeń jak telefon czy komputer. Najpewniej te dwa urządzenia stoją za spadkiem popularności nie tylko telewizorów, ale też np. kamer wideo, wież Hi-Fi czy aparatów cyfrowych. Dziś w aż 75,2% domów znajduje się komputer, a 95,7% gospodarstw domowych ma telefon komórkowy. Z tego ponad połowa to smartfony (56%). Te właśnie pozwalają na łatwy dostęp do niemal nieograniczonej liczby utworów muzycznych. Nierzadko Smartfony są też wyposażone w całkiem przyzwoite aparaty telefoniczne, a wiele osób podręczny telefon wykorzystuje też do oglądania programów telewizyjnych i filmów.

Warto więc przypomnieć, że w 2000 roku komputer był na wyposażeniu 14,3% rodzin (5 razy mniej niż dziś). W przypadku telefonów komórkowych najstarsze dane pochodzą z 2004 roku. Wtedy urządzenia te znaleźć można było w ponad połowie domów (54%).

 

Wypowiedź: Bartosz Turek, analityk Open Finance.

Cloud Technologies będzie dostarczać dane o zachowaniach i zainteresowaniach użytkowników urządzeń mobilnych. Reklamodawcy będą mieli dostęp do informacji pochodzących z 30 krajów na świecie, w tym 50 mln anonimowych profili polskich internautów korzystających ze smartfonów i tabletów. Pierwszym nabywcą mobilnych danych będzie Adform, jedna z największych na świecie firm pośredniczących w sprzedaży reklam w Internecie.

Dane mobilne – kopalnia informacji

Dotychczas Cloud Technologies za pośrednictwem swojej platformy OnAudience.com, dostarczała reklamodawcom wyłącznie dane o zainteresowaniach użytkowników komputerów stacjonarnych i laptopów oraz stron mobilnych. Obecnie notowana na NewConnect spółka gromadzi i analizuje również informacje z urządzeń takich jak smartfony czy tablety. Nie bez powodu — zdaniem Piotra Prajsnara, CEO Cloud Technologies, to dane mobilne mają ogromny potencjał, bo dostarczają najbardziej precyzyjnych informacji o zainteresowaniach internautów.

— Od dłuższego czasu pracowaliśmy nad rozwojem technologii umożliwiających pozyskiwanie danych z urządzeń mobilnych o zainteresowaniach ich użytkowników. Klienci chcą docierać do rosnącego grona użytkowników smartfonów ze spersonalizowaną reklamą, adekwatną do ich faktycznych potrzeb i zainteresowań, ponieważ coraz więcej czasu spędzają oni przed ekranami „komórek” czy tabletów. To kopalnia wartościowych informacji — zwraca uwagę Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Jak wynika z czerwcowego raportu Global Digital Snapshot, w tej chwili już ponad 5 miliardów osób na całym świecie korzysta  z urządzeń mobilnych. Stanowi to prawie 70% globalnej populacji. Polska nie odstaje od światowej średniej, wręcz przeciwnie, z urządzeń mobilnych korzystamy wyjątkowo chętnie. Z badań IAB wynika, że w Polsce aż 79 proc. internautów w wieku 15+ korzysta ze smartfonów.

Marketerzy będą mieli łatwiej

Cloud Technologies jest jedną z nielicznych firm na świecie dostarczających mobilne dane typu 3rd party. Pomimo, że zapotrzebowanie na nie jest bardzo duże, to na świecie istnieje zaledwie garstka firm mogących pochwalić się ich sprzedażą. Oferowane przez Cloud Technologies cyfrowe informacje pochodzą z aplikacji instalowanych na smartfonach i tabletach. Umożliwią one marketerom targetowanie reklam z jeszcze większą precyzją dzięki kierowaniu ich do odbiorców aktualnie korzystających z określonych aplikacji. W połączeniu z dostępnymi już danymi 3rd party z komputerów stacjonarnych oraz stron mobilnych, dadzą one marketerom niewspółmiernie większe możliwości budowania zaawansowanych modeli Audience Targetingu.

— Patrząc na dynamikę rozwoju reklamy mobilnej widać jak duży potencjał mają dane mobilne. Już teraz w Adform połowa realizowanych kampanii emitowana jest na urządzeniach mobilnych. Dalszy rozwój segmentu reklamy mobilnej będzie uzależniony od dostępności danych umożliwiających targetowanie kampanii reklamowych na urządzeniach mobilnych. Współpraca z Cloud Technologies umożliwi jeszcze precyzyjniejsze profilowanie kampanii reklamowych na naszej platformie — mówi Bartosz Malinowski, Vice President Sales CEE, MENA w Adform.

30 krajów w zasięgu. Rosną wydatki na reklamę mobilną

Dane mobilne OnAudience.com, platformy opracowanej przez Cloud Technologies, pochodzą z 30 rynków świata, największe z nich to Włochy oraz Turcja, gdzie spółka posiada ponad 100 mln anonimowych profili mobilnych internautów. Każdy taki profil przypisany jest do konkretnego urządzenia i użytkownika. Ponieważ korzystamy z wielu urządzeń, przeciętny internauta posiada kilka profili. Firmy specjalizujące się w analityce Big Data potrafią je zidentyfikować i połączyć, co umożliwia im śledzenie naszej aktywności w sieci z jeszcze większą dokładnością. Na polskim rynku dostępnych jest ponad 50 mln profili podzielonych na grupy utworzone na podstawie charakteru posiadanych przez internautę aplikacji. Taksonomia aktualnie obejmuje 49 grup, które segmentowane są zgodnie z modelem obecnym w AppStore i Google Play. Największe z nich to Tools, Communication oraz Music and Audio. Ponadto, platforma OnAudience.com daje swoim użytkownikom możliwość tworzenia indywidualnych segmentów.

Firmy coraz chętniej reklamują się na urządzeniach mobilnych, o czym informuje Związek Pracodawców Branży Internetowej w badaniu IAB AdEx Benchmark Report (Europe). Dowiadujemy się z niego, że wydatki na reklamę mobilną wzrosły w 2016 r. o 52,9 proc. w porównaniu do 2015 roku osiągając kwotę 5,4 mld euro. Według analityków, już w najbliższej przyszłości wydatki na kampanie na smartfonach i tabletach mają przewyższyć budżety na reklamę desktopową.

 

Źródło: Cloud Technologies

Coraz więcej dzieci posiada własne smartfony i tablety, które pozwalają na bycie online niemal przez cały czas. Często zapominamy, że w sieci czyha wiele niebezpieczeństw. Firma ODO 24 radzi, w jaki sposób można przed nimi ochronić nasze pociechy.

Z raportu „Smart Kids” przygotowanego przez Digital Virgo i Comecode, we współpracy z Mobile Institute wynika, że aż 82% dzieci korzysta z urządzeń mobilnych. Dają one szybki dostęp do wielu rozwijających treści, ale także stron, których nie powinny przeglądać – zawierających podejrzane czaty, treści pornograficzne czy pełne przemocy gry.

Niekontrolowane korzystanie dzieci z internetu może rodzić wiele nieprzyjemnych sytuacji zarówno dla dzieci jak i ich rodziców. Mogą one m.in. przypadkowo ściągnąć zainfekowany plik, pobrać podejrzane aplikacje, zapisać się na strony z płatną subskrypcją lub zamówić drogi sprzęt z e-sklepów. Niestety konsekwencje tych działań muszą ponieść ich opiekunowie – mówi Damian Gąska, specjalista ds. bezpieczeństwa informacji z ODO 24

W jaki sposób można się ochronić? Przede wszystkim warto zabezpieczać swoje urządzenia hasłami, tak by nasze pociechy nie korzystały z nich bez naszej kontroli. Dodatkowo w razie zgubienia lub kradzieży tego sprzętu utrudni to osobie nieupoważnionej dostęp do jego zawartości. Innym zabezpieczeniem, którego stosowanie warto rozważyć są aplikacje kontroli rodzicielskiej. Można je pobrać za darmo ze znanych serwisów internetowych. Na smartfonach i tabletach wyposażonych w oprogramowanie Android dobrze sprawdzi się np. program studia Kiddoware – Kids Place.
Aplikacja ta umożliwia stworzenie „placu zabaw” dla naszych pociech. Poprzez wskazanie programów, z których będą mogły korzystać, blokujemy im dostęp do aplikacji i usług, których naszym zdaniem nie powinny używać, zabezpieczając tym samym nasze prywatne dane przed ich ingerencją. Wiele możliwości zarządzania dostępem oferuje także aplikacja Norton Family Premier, z której można korzystać zarówno na urządzeniach z systemem Andorid, iOS jak i  Windows.

Zadbajmy o bezpieczne korzystanie naszych dzieci z portali społecznościowych. Najpopularniejszy z nich – Facebook – nie przewiduje możliwości weryfikacji wieku dziecka pozwalając tym samym na dostęp do wszystkich jego funkcjonalności. Jednak jeśli dopilnujemy, aby dziecko zakładając konto, podało prawdziwą datę urodzenia, będzie miało dostęp tylko do treści odpowiednich dla jego wieku. Inne będą blokowane automatycznie. Dodatkowo trzeba oczywiście odpowiednio ustawić opcję Polityki Bezpieczeństwa (profil: tylko znajomi). Należy także jasno ustalić, co dziecko będzie mogło udostępniać innym oraz kto będzie mógł komentować zamieszczane posty. Pozwala to chronić młodego człowieka przed niebezpieczeństwami czyhającymi w sieci – wskazuje Damian Gąska.

Bardzo ważne dla ochrony dzieci przed niebezpieczeństwami jest uświadamianie ich od najmłodszych lat, pokazywanie im dobrych praktyk. Istotne jest by rodzice jasno określili granice korzystania ze smartfona, tabletu czy komputera, a także wyjaśnili dziecku, jakie zagrożenia mogą na niego czyhać w Internecie oraz na co powinno uważać. Nie chodzi o wprowadzanie zakazów, ale kształtowanie dobrych nawyków, które zaprocentują w dorosłym życiu – podsumowuje specjalista ODO 24.

Źródło: ODO 24

Nie ma złudzeń, że trwająca obecnie złota era aplikacji mobilnych zmieniła nasze dotychczasowe podejście do korzystania ze smartfonów, zaś same aplikacje sprawiły, że nasze telefony stały się bardziej funkcjonalne. Z aplikacji korzystamy coraz więcej i coraz częściej.

– Badania pokazują, że 90 proc. czasu ze smartfonem spędzamy właśnie korzystając z aplikacji mobilnych. Większość z nas nie wyobraża już sobie życia bez nawigacji i aplikacji rozrywkowych lub takich które pozwalają komunikować się przez  Social Media – mówi newsrm.tv Joanna Wojdan-Liszewska, Transtion Technologies.

Według danych pochodzących z raportu „Polska.Jest.Mobi 2015”, blisko 60 proc. osób korzysta ze smartfonów, zaś penetracja tabletów wynosi 21 proc. Ciekawych informacji dostarcza również raport MEC Mobile Report 2015, według którego aż 80 proc. internautów korzysta ze smartfona. Z kolei niemal połowa łączy się z Internetem przez tablety, a blisko 7 proc. twierdzi, że ma urządzenie z kategorii ‘wearables’. Pokazuje ogromny potencjał rynku mobilnego, który jest do zagospodarowania przez samych twórców, firmy informatyczne, a także coraz częściej i chętniej – sturtupy.

Dziś nie wyobrażamy sobie życia bez aplikacji mobilnych. Korzystanie z aplikacji jest dla nas o tyle oczywiste, że nie przywiązujemy uwagi do czasu i miejsca korzystania z nich. Według analiz Banku ING, z mobilnych aplikacji częściej korzystają mężczyźni (24 proc.) niż kobiety (14 proc.). Zatem jakie aplikacje cieszą się największą popularnością wśród Polaków?

Według danych z przeglądarek internetowych korzysta aż 64 proc. Polaków. Jak się okazuje  najczęściej korzystają z nich osoby w wieku 15-21 lat (56%).  Co ciekawe, według specjalizującej się w rynku mobilnym firmy analitycznej Flurry aż 90 proc. czasu korzystania z urządzenia mobilnego przeznaczamy na obsługę aplikacji, natomiast pozostałe 10 proc. przeznaczamy na korzystanie z przeglądarki internetowej.

Aplikacje mobilne są dodatkowym kanałem komunikacji. Pozycje lidera od kilku lat utrzymuje Facebook (81 proc. Polaków), a zaraz po nim można wymienić takie aplikacje jak Twitter, Google+, Instagram, czy Skype itd. Jednak wśród komunikatorów coraz większą rzeszę fanów zyskuje Snapchat WhatsApp czy Messenger. Z tego ostatniego według Re/Cod zarówno na smartfonach z systemem iOS oraz Android korzysta 200 milionów ludzi, przy czym z komunikator WhatsApp zrzesza miliard użytkowników na całym świecie i również w Polsce staje się coraz bardziej popularna, zwłaszcza wśród młodzieży.

Aplikacje mobilne to także źródło zabawy i rozrywki. Jak wskazują eksperci, sektor gier jest był i będzie zawsze atrakcyjny, choć należy zaznaczyć, że jest to rynek dość trudny, ze względu na dużą konkurencję. Szacuje się, że na całym świecie w gry mobilne gra już ponad 1,5 miliarda użytkowników, a ich liczba stale rośnie.

Kolejną grupą aplikacji, z które cenią sobie Polacy są te wyposażone w funkcje nawigacji oraz geolokalizacji, dzięki którym z łatwością znajdziemy restaurację, kawiarnię, sklep czy firmę. Ponadto, dzięki takim aplikacjom jak Google Maps możemy z łatwością sprawdzić, gdzie aktualnie się znajdujemy, a także jak dojechać do wyznaczonego przez nas miejsca. Co więcej, aplikacje bazujące na geolokalizacji mogą przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa w górach, czego przykładem może być darmowa aplikacja „Pomoc w Górach”, która skraca czas dotarcia do poszkodowanego, wykorzystując właśnie funkcjonalności geolokalizacji.

W Polsce z bankowości mobilnej korzysta już ponad 4 mln osób., czyli około 12 proc. użytkowników smartfonów. Co pokazuje, że Polacy coraz bardziej przekonują się do mobilnego sposobu zarządzania swoimi finansami. Dla porównania, według analiz Banku ING, w Stanach Zjednoczonych z bankowości mobilnej korzysta 32 proc. użytkowników telefonów komórkowych, z kolei w Czechach 36 proc. Aplikacje banków dominują nad tradycyjną bankowością ze względu m.in. na: dostęp do rachunku o każdej porze, możliwość dokonywania przelewów w każdym miejscu, większą kontrolę nad finansami oraz w oszczędność czasu.

Tworzenie różnego rodzaju aplikacji jest odpowiedzią na bieżące potrzeby poszczególnych grup społecznych. Firmy oraz sturtupy na całym świecie prześcigają się opracowywaniu coraz to bardziej innowacyjnych, intuicyjnych oraz dopasowanych do potrzeb coraz bardziej wąskiej grupy osób. Aplikacje mobilne aktualnie przeżywają czasy swojej najlepszej prosperity, choć coraz częściej pojawiają się pytania, co zastąpi aplikacje mobilne.

 

Wypowiedź: Joanna Wojdan-Liszewska, Transtion Technologies
źródło: newsrm.tv

 Dziury w jezdni, nieodśnieżona droga, niesprawne oświetlenie ulicy, dzikie wysypisko śmieci, bezpańskie psy – te i inne rzeczy można już zgłaszać do gminy smartfonem. Wystarczy zrobić zdjęcie, dodać opis i wysłać zgłoszenie. Automatycznie, w ciągu kilku sekund, trafi ono do odpowiedniego urzędu, bez konieczności szukania danych kontaktowych. Wystarczy pobrać darmową aplikację LocalSpot. Co na to urzędy? Warszawa ma już analogiczną aplikację od 2013 roku, teraz jej twórcy przygotowali podobne rozwiązanie obejmujące zasięgiem całą Polskę.

Podobne rozwiązania działają za granicą, na przykład w Londynie lub Nowym Jorku. – W 2013 roku, na zlecenie Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy stworzyliśmy system Warszawa 19115, dzięki któremu mieszkańcy stolicy mogą zgłaszać problemy w czasie rzeczywistym, bez potrzeby szukania danych kontaktowych do konkretnego wydziału – mówi Maciej Dopierała, odpowiedzialny za projekt LocalSpot. Dzięki modułowi CRM, który stanowi serce całego systemu, czas rozwiązywania problemów w stolicy skrócił się z 45 do 15 dni, a dbanie o otoczenie stało się wspólnym celem zarówno warszawiaków jak i urzędników. – Sukces Warszawy spowodował, że stworzyliśmy LocalSpot, czyli system, który obejmuje zasięgiem całą Polskę. Teraz zgłoszenia mogą dotyczyć dowolnego miejsca w kraju, niezależnie od tego, czy zgłaszamy dzikie wysypisko w lesie na Mazurach, czy dziurę w jezdni, w którą wpadliśmy podczas podróży służbowej – dodaje Maciej Dopierała.

Co można zgłaszać?

Źle zaparkowane auto blokujące przejście dla pieszych, zaśnieżony chodnik, burdy i zakłócanie ciszy nocnej, wandalizm, niezabezpieczona budowa – te i wiele innych rzeczy można zgłaszać poprzez LocalSpot. – Stworzyliśmy zarówno portal, jak i aplikację mobilną. Z naszych analiz wynika jednak, że rośnie liczba osób korzystających właśnie z aplikacji mobilnej – podkreśla Maciej Dopierała. Dlaczego? Ponieważ telefon, który zawsze mamy przy sobie, umożliwia nam zgłaszanie problemów „tu i teraz”, właśnie w tym momencie, kiedy podczas rodzinnego spaceru w parku natknęliśmy się na śmieci lub czekamy na ponownie spóźniający się autobus. Aplikacja mobilna pozwala nam na natychmiastowe działanie. Gdybyśmy mieli wrócić do domu, usiąść przed komputerem, szukać adresu e-mail lub numeru telefonu do urzędu, a później wysyłać zgłoszenie lub dzwonić, zrezygnowalibyśmy z braku energii lub czasu.

 Jak wysłać zgłoszenie?

Wystarczy ściągnąć aplikację LocalSpot na telefon (iOS, Android) lub wejść na stronę www.localspot.pl. Jeśli wysyłamy zgłoszenie przy pomocy telefonu, otwieramy aplikację w telefonie, wskazujemy lokalizację, wybieramy kategorię (przykładowe to: dewastacja, drogi, komunikacja, zieleń, zwierzęta, śmieci), robimy zdjęcie lub krótko opisujemy problem i gotowe. W ciągu kilku sekund zgłoszenie trafia do właściwego urzędu gminy. Możemy zrobić to w pełni anonimowo, bez konieczności logowania. Dodatkowo – wszystkie zgłoszenia widoczne są na mapie lub liście i oznaczone kolorami (zgłoszone, w realizacji, zamknięte). Każdy użytkownik może je zobaczyć, skomentować, a także poprzeć, klikając symbol serduszka. Co dalej? – To zależy od urzędu. Teoretycznie gmina powinna zająć się każdym takim zgłoszeniem „bez zbędnej zwłoki”. Dlatego zachęcamy do aktywnego, obywatelskiego informowania władz lokalnych o większych i mniejszych bolączkach. Przykład Warszawy oraz innych miast pokazuje, że coraz więcej gmin jest otwartych na komunikację z mieszkańcami, chce by żyło się im lepiej – mówi Maciej Dopierała.

 Korzyści dla samorządów

Każda gmina w Polsce przyjmuje zgłoszenia. Zazwyczaj robi to przez telefon lub e-mail, na który takie zgłoszenia przychodzą. Jednak tylko nieliczne urzędy mają sprawne narzędzie do rejestrowania i porządkowania spraw. W samej tylko stolicy podobny do LocalSpot system obsłużył do tej pory aż 600 tys. zgłoszeń. Ta liczba wciąż rośnie. Co ciekawe, coraz mniej osób dzwoni, wzrasta wykorzystanie drogi elektronicznej, czyli portalu lub aplikacji mobilnej. – Aby usprawnić pracę w urzędach stworzyliśmy moduł CRM, który umożliwia rejestrację i obsługę wszystkich zgłoszeń, nadawanie im priorytetów, kierowanie zadań do konkretnych jednostek i osób. Nasze rozwiązanie pozwala monitorować status każdej sprawy oraz postęp prac osób, które zajmują się daną sprawą – tłumaczy Maciej Dopierała, odpowiedzialny za projekt.

Dzięki CRM urzędy mają możliwość komunikowania się z mieszkańcami. Mogą wysłać im wiadomość o przerwie w dostawie prądu lub wody, albo powiadomić o pikniku rodzinnym, który organizują. W skrócie można powiedzieć, że jest to platforma, która umożliwia współdziałanie mieszkańców i urzędów, budowanie nowej relacji i zaangażowania dla dobra lokalnej społeczności.

źródło: LocalSpot

Eksperci

Gontarek: Pracodawcy intensywnie poszukują pracowników

Stopa bezrobocia w sierpniu br. wyniosła 7 proc., wobec 7,1 proc. w lipcu br. - podał GUS. Dobre dan...

Bugaj: Czekając na powrót inflacji

Tegoroczny wrzesień jak na razie zapisuje się w giełdowej historii bardzo spokojnie. Na rynkach utrz...

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

WIADOMOŚCI

CETA dobra dla polskich firm

Wczoraj weszła w życie unijno-kanadyjska umowa o wolnym handlu CETA. Negocjacje trwały ponad siedem ...

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...