środa, Listopad 21, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "Konrad Białas"

Konrad Białas

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się handel i jak kruche są podstawy każdego zawiązującego się trendu. Dyskusje krążą wokół starych tematów – Chiny i handel, Włochy, Brexit – w obliczu których na rynkach pojawiają się wątpliwości, czy nie zapędziliśmy się za daleko. Cierpią na tym rynki wschodzące, choć dziś chińskie władze starają się ratować sytuację.

Kierunek dla rynków jest podyktowany chwilą, choć w nocy dominowała ucieczka od ryzyka z głównym naciskiem na rynki wschodzące (silne przeceny TRY, ZAR i MXN). Złoty również znalazł się pod presją i EUR/PLN podszedł pod 4,31, aczkolwiek zmiany tutaj ostatnio są mocno ograniczone, co podkreśla odporność złotego i mniejszą wrażliwość na sprawy Chin, czy wyższe rentowności obligacji USA. Inna sprawa, że polska gospodarka i sprawy z nią związane są najzwyczajniej nudne dla inwestorów, więc mało kto to przychodzi (i mało kto później stąd ucieka). Na wielkim rynku jednak nie jest spokojnie.

Zobacz też:

Co pogrąża polskie mikrofirmy – raport

Za czasu sesji azjatyckiej uwaga była na Chinach. Rozczarowujący okazał się raport o wzroście gospodarczym Chin, który w III kw. spowolnił do 6,5 proc. r/r z 6,7 proc., a w kolejnych kwartałach hamowanie może być kontynuowane. Chiński rynek akcji wstępnie spadał, ale nastroje starały się uspokoić chińskie władze. Wysocy rangą przedstawiciele banku centralnego i nadzoru zapowiedzieli wspieranie finansowania firm prywatnych z problemami płynnościowymi, nakłanianie publicznych funduszy inwestycyjnych do inwestowania w akcje, a firmy ubezpieczeniowe mają uruchamiać produkty zaprojektowane w celu zmniejszenia ryzyka związanego z inwestycjami w akcje. Rząd w Pekinie zdaje sobie sprawę z podwójnego uderzenia osłabienia wymiany handlowej i delewarowania przedsiębiorstw i musi przeciwdziałać. Stąd nie obawiam się gwałtownego hamowania Chin. Centralnie planowana gospodarka ma swoje zalety – kiedy chcesz, aby PKB rosło, po prostu doprowadzasz do wzrostu PKB. Mimo to rynek może panikować jednego dnia, a drugiego nie widzieć powodów do niepokoju. Na koniec tygodnia otrzymaliśmy powód do odetchnięcia z ulgą.

Jednakże EUR ma swoje własne źródła negatywnej presji – Włochy. Wczoraj Bruksela oficjalnie odpowiedziała na przesłanie projektu włoskiego budżet, gdzie Komisja Europejska przestrzega, że projekt budżetu na 2019 r. zawiera „oczywiste znaczne odchylenie” od przepisów UE. Chodzi o wzrost wydatków budżetowych o 2,7 proc., podczas gdy zasady unijne zezwalają tylko a 0,1 proc. Deficyt strukturalny ma się pogłębić o 0,8 proc., natomiast wcześniejsze plany zakładały jego skurczenie o 0,6 proc. KE prosi o wyjaśnienia dotyczące budżetu i daje czas na odpowiedź do południa w poniedziałek 22 października. Oczekiwania KE nie są niczym nowym, ale wczoraj był dzień przejmowania się wszystkim, więc rentowości włoskich 10-latek są już o 336 pb powyżej swoich niemieckich odpowiedników – najwyżej od 2013 r. i znak podwyższonego ryzyka kredytowego. Jakkolwiek nie ma pewności, czy Włochy szykują nam powtórkę kryzysu zadłużenia Eurolandu, ale na obecnym etapie nie można całkowicie wykluczyć tego scenariusza – tak bywa, kiedy populiści nie umieją liczyć. Na EUR nie widać paniki (60 pipsów spadku EUR/USD to żółwie tempo przeceny), co oferuje pocieszenie, że nie każdy wierzy w czarny scenariusz.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dyskusja o przyszłości Brexitu zepchnęła w cień rozterki rynku związane z kondycją gospodarek wschodzących i wojnami handlowymi. Funt odbija, a zanim euro; lepiej mają się aktywa ryzykowne. Problemy jednak nie wyparowały, więc nie można tracić czujności.

Handel na funcie odbywa się według jednego schematu – waluta albo pozostaje na smyczy zmian sentymentu wobec EUR i USD, albo dostajemy zaskakującą informację dotyczącą Brexitu. Reszta się nie liczy, co mogliśmy doświadczyć przy wczorajszej publikacji danych z brytyjskiego przemysłu. Podziałały za to słowa unijnego negocjatora Barniera, że porozumienie z Wielką Brytanią jest „realistyczne” w ciągu 6-8 tygodni, co automatycznie podsuwa termin zaplanowanego na 18 października szczytu UE. To nie pierwszy raz w ostatnich dniach, kiedy Barnier pokazuje inwestorom światełko nadziei z przekazem, że Brexit nie będzie katastrofą.

Wcześniej mogliśmy usłyszeć, że Wielka Brytania i Niemcy są gotowe odpuścić (na pewien czas) negocjacje części z postulatów, albo że UE27 chce dać większe uprawnienia Barnierowi, by miał on większą elastyczność w uzgadnianiu warunków Brexitu. Obserwujemy istotną zmianę nastawienia Barniera, który wcześniej przedstawiał twarde i surowe stanowisko, jakby chciał ukarać Wielką Brytanię za jej decyzję. Jednak szczerze mówiąc, we wczorajszych doniesieniach nie widzę przełomowej informacji. Termin finalizacji rozmów najdalej w listopadzie pojawiał się we wcześniejszych dyskusjach. Scena polityczna w Wielkiej Brytanii pozostaje źródłem niepewności z dużą krytyką May nawet przez własną partię. Krótkoterminowo pozostajemy na łasce niezaplanowanych komentarzy. Dane z rynku pracy Wielkiej Brytanii są na drugim planie, choć pozytywne niespodzianki będą podsycać rajd funta.

Informacje dotyczące Brexitu rozlały się po innych walutach. EUR/USD zostało pociągnięte w ślad za GBP/USD, gdyż jaśniejsze perspektywy Brexitu to także dobra wiadomość dla UE. Dodatkowo kolejna porażka w złamaniu 1,1530 się zemściła. Widać też zainteresowanie w kupowaniu GBP/JPY, a dzisiejsze bardziej optymistyczne otwarcie handlu na europejskich giełdach premiuje odchodzenie od jena. Dyskutowanie o przyszłości Wielkiej Brytanii zepchnęło w cień rozterki o stan gospodarek wschodzących, co także pozwala odetchnąć ryzykownym aktywom, a EUR/PLN zbliżył się do 4,30. Nie dajmy się jednak zwieść – te problemy nie zniknęły na dobre. Ani obawy o Turcję, Argentynę czy RPA, ani kwestia wojen handlowych. Może dostać jeden dzień beztroski, ale bądźmy czujni.

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zobacz też:

Przasnyski: Praca jest, ale brakuje pracowników

Bank Japonii naprostował rynek, uciszając plotki o prędkiej zmianie nastawienia. JPY traci, ale po nocy najbardziej wyróżnia się AUD, ściągany w dół przez spadki cen rudy żelaza. EUR drzemie w oczekiwaniu na czwartek i EBC, a uporanie się Kongresu USA z government shutdown ma zero wpływu na USD i nastroje.

Prezes Banku Japonii Kuroda wykonał swoją robotę. Bank musiał zmierzyć się z nabudowanymi w ostatnim czasie oczekiwaniami, że wkrótce podąży śladem instytucji z innych krajów i zacznie odchodzić od ekspansji monetarnej. I w jakiś dziwny sposób rynek kompletnie nie zwracał uwagi na makroekonomiczne argumenty stojące za kontynuowanie luźnej polityki. Dlatego BoJ przypomniał, że ryzyka dla inflacji przeważają po negatywnie stronie i nie należy się spieszyć z normalizacją tylko z tego powodu, że oczekiwania inflacyjne podskoczyły (ja z resztą wszędzie na świecie). BoJ nie jest jeszcze w sytuacji, kiedy może rozważać strategię wyjścia, bo cel inflacyjny pozostaje odległy. Na koniec Kuroda dodał, że luzowanie monetarne musi pozostać „silne”. Gołębi przekaz powinien zdławić presję na umocnienie JPY z większą wrażliwością waluty na apetyt na ryzyko. USD/JPY ma szanse nadgonić korelację z rynkiem długu, choć dostosowanie i wzrost do 113 raczej będzie powolnym procesem niż szybkim rajdem.

Przeszkadzającym elementem układanki pozostaje brak chęci inwestorów do kupowania USD. Rynku nie było stać nawet na odrobinę „rajdu ulgi” po ogłoszeniu końca government shutdown. W sumie, to nie ma się co dziwić. Całe zamieszanie w Kongresie tylko potwierdziło, że ta kadencja nie przyniesie imponujących sukcesów legislacyjnych, a batalia o budżet został doroczna tylko do 8 lutego. Dolara ratuje tylko to, że już sporo wycierpiał na przełomie roku i nie kopie się leżącego. Mimo to dla rozpędzenia USD/JPY może to nie wystarczyć. Do strategicznej sprzedaży jena lepszy może okazać się EUR/JPY, tylko najpierw trzeba przejść przez burzę, jaką w czwartek może zgotować prezes EBC Mario Draghi. Na razie rynek cierpliwe czeka, co dla EUR oznacza flautę w notowaniach.

Największy ruch dziś w nocy dobywa się na AUD, który traci 0,5 proc. Przyczyną są spadki cen rudy żelaza, który zalega w chińskich portach bez szans na szybkie znalezienie zastosowania. Zapasy surowca zwiększyły się 14 tydzień z rzędu, gdyż podaż surowca nie zwalnia, natomiast konsumpcja kuleje po tym, jak chińskie władze nałożyły ograniczenia na produkcję stali. AUD pozostaje w ścisłych relacjach z cenami rudy żelaza i negatywne sygnały z rynku towarowego mogą uderzyć w już dość wykupionego Aussie, który ewidentnie męczył się w ostatnich dniach z utrzymaniem ponad 0,80 USD. Większa korekta może być w grze.

 

Autor: Konrad Białas, Główny Ekonomista, DM TMS

Skok rentowności obligacji USA uratował dolara, ale dalej dominuje generalna niechęć do waluty. W ciągu dnia ISM i protokół z FOMC mogą podreperować tło fundamentalne. Złoty pozostaje mocny, choć prasowe doniesienia wskazują, że w ostatnich wzrostach pomagał BGK.

Niewiele brakowało do pogromu USD na starcie nowego roku, ale ostatecznie przecena została zatrzymana za sprawą mocnego odbicia rentowności obligacji skarbowych USA. Oprocentowanie 10-latek skoczyło we wtorek z 2,42 proc. do 2,48 proc. i dziś rano wciąż pozostajemy niedaleko kluczowej bariery 2,50 proc. Dla „zbawienia” USD istotne jest, aby rynek stopy procentowej pokazał, że ma wyższe oczekiwania odnośnie inflacji w długim terminie i perspektyw zacieśniania monetarnego. W ostatnich dniach jedną z oznak słabości dolara był rajd cen surowców (ropa naftowa, miedź, złoto, pszenica), które są wyrażone właśnie w amerykańskiej walucie. Ale z wyższymi cenami towarów idzie przeświadczenie o wyższej inflacji w całej gospodarce, a zatem w oddali tli się szansa, że USD odnajdzie argumenty za odzyskaniem siły. Tylko że wyższe ceny surowców oznaczają także potencjał do przyspieszenia inflacji w innych krajach, więc w relatywnym ujęciu coraz trudniej jest się dolarowi wyróżniać. Choć chaos pierwszych taktów nowego roku został opanowany, zagrożenie powrotu przeceny pozostaje.

W takim klimacie interesującym będzie, czy rynek będzie chciał reagować na dane z USA. Od indeksu ISM dla przemysłu oczekuje się podtrzymania listopadowego poziomu 58,2. Wczoraj odczyty z Chin i Europy pokazały, że globalna gospodarka ma się bardzo dobrze, a regionalne wskaźniki koniunktury z USA dają nadzieję na silny odczyt dziś popołudniu. Kłopot w tym, że ostatnimi czasy rynek ograniczył reakcję tylko do danych dotyczących inflacji (i płac). Stąd nawet imponujący wynik może przynieść umiarkowane zadowolenie. Wieczorem protokół z posiedzenia FOMC może zdradzić, co dalej planuje Fed w temacie tempa podwyżek. Z komunikatu i konferencji po grudniowym posiedzeniu dowiedzieliśmy się, że mimo rewizji w górę prognoz PKB po uwzględnieniu reformy podatkowej, Fed dalej widzi miejsce tylko na 3 podwyżki stóp procentowych w 2018 r. Jeśli zapiski wskażą, że Fed skłania się ku pauzie (lub odroczeniu kolejnego kroku np. do czerwca) w oczekiwaniu na odbicie inflacji, będzie to gołębi sygnał. Z drugiej strony pamiętając, że rynek na decyzję FOMC zareagował dość gołębio, mało realne jest, aby drugi raz dyskontował to samo.

Złoty rozpoczął rok od podtrzymania dobrej passy z końcówki grudnia, a wyższy od oczekiwań odczyt PMI dla przemysłu (55,0) w tym nie przeszkadzał. Dziennik gazeta Prawna donosi, że w ostatnich tygodniach 2017 r. Bank Gospodarstwa Krajowego był aktywny na rynku walutowym wymieniając waluty obce na złotego. Większość środków z 3-4 mld zł, jakie BGK wymienił na rynku, miało przypaść właśnie na koniec roku, co na niepłynnym okołoświątecznym rynku mogło mieć wymierny wpływ na kurs. Aktywność BGK nie tłumaczy całkowicie aprecjacji złotego, gdyż słabość USD miała swój korzystny wpływ na postrzeganie walut rynków wschodzących. Nie mniej jednak dodatkowy katalizator w postaci sprzedaży środków rządowych mógł zachwiać równowagą rynkową i wpłynąć na naruszenie istotnych poziomów technicznych. Z drugiej strony podkreślą to zagrożenie dla złotego i większą podatność na odbicie, jeśli zewnętrzne warunki rynkowe ulegną zmianie. Teraz niebezpieczeństwo leży w scenariuszu, kiedy bardzo dobry wydźwięk raportu z rynku pracy USA rozpędzi wzrost rentowności obligacji skarbowych USA ponad 2,50 proc., co negatywnie odbije się na sentymencie względem emerging markets. Na to jednak przyjdzie poczekać do piątku. Dziś rynek będzie patrzył na wstępny CPI z Polski za grudzień, gdzie efekty bazy zbiją inflację z 2,5 proc. do 2,2 proc., tym samym wzmacniając stanowisko gołębi w RPP.

 

Autor: Konrad Białas, Główny Ekonomista, DM TMS

Czy mogą zaskoczyć rynki w 2018 roku? To pytanie sobie niemal każdy inwestor. Solidne fundamenty polskiej gospodarki, które wyłaniają się z bieżących danych, pozwalają patrzeć z optymizmem na nadchodzące kwartały. W 2018 roku średnie tempo wzrostu PKB powinno wynieść 3,9 proc. Będzie to mniej niż 4,4 proc. zakładane na ten rok, ale wciąż świadczy o bardzo dobrej sytuacji. Wzrost konsumpcji może spowolnić, gdyż utracimy efekt różnicy w pełnym oddziaływaniu programów polityki społecznej, ale systematyczna poprawa sytuacji na rynku pracy zapewni dopływ dodatkowego dochodu rozporządzalnego dla gospodarstw domowych.

– W inwestycjach możemy spodziewać się umiarkowanego przyspieszenia, choć głównie po stronie aktywności samorządów przed jesiennymi wyborami. Dalej z inwestycjami ociąga się sektor prywatny, nawet pomimo możliwości posiłkowania się środkami unijnymi. Bez wyraźnych zmian lub zachęt po stronie polityki gospodarczej, które przebudziłyby kapitał prywatny, spodziewamy się wzrostu inwestycji w tym segmencie poniżej przeciętnej – mówi Konrad Białas, Główny Ekonomista DM TMS Brokers S.A.

Bezrobocie dalej powinno maleć, a stopa bezrobocia powinna spaść do 6,1 proc., co byłoby najlepszym wynikiem od 1990 r. Pomimo tego nie przewidujemy eksplozji w dynamice wynagrodzeń. Nasze obawy krążą wokół wydatków przedsiębiorstw na środki trwałe, które jeśli pozostaną na niskim poziomie, będą hamować przyrost nowych miejsc pracy, a zatem i popyt na pracę może być słabszy. W rezultacie przy braku przebudzenia presji płacowej oczekujemy stabilizacji inflacji blisko celu inflacyjnego NBP, tj. 2,5 proc. Prognozujemy, że średnioroczna inflacja CPI wyniesie 2,1 proc., co jednak pozostanie pokłosiem drożejącej żywności oraz paliw na rynkach światowych – mówi Konrad Białas, Główny Ekonomista z DM TMS Brokers S.A.

Najsilniejszy skok cen konsumenta powinien być obserwowany pod koniec drugiego kwartału do 3 proc. Ogólnie jednak trendy inflacyjne nie powinny niepokoić Rady Polityki Pieniężnej i nie zakłócać strategii forsowanej przez prezesa NBP Adama Glapińskiego, że stopy procentowe nie zostaną podwyższone do końca 2018 r.

Silne fundamenty polskiej gospodarki pozornie powinny dawać siłę polskiemu złotemu w nadchodzących kwartałach. Czynnikiem równoważącym, jeśli nie chwilami przeważającym, będzie bierna postawa RPP w dobie podwyżek stóp procentowych za granicą. Pogorszenie relatywnej atrakcyjności odsetkowej inwestycji w złotym może zagrażać stabilności waluty. Zakładamy osłabienie złotego do 4,30 w 2018 r.

 

Wypowiedź: Konrad Białas, główny ekonomista DM TMS Brokers.

 

Posiedzenie RPP nie przyniosło niespodzianek, a prezes NBP Glapiński powtórzył swoje przekonanie o utrzymaniu stóp procentowych bez zmian do końca 2018 r. Dla złotego to kolejny powód, by tkwić w miejscu zapatrzonym na sytuację na zewnątrz, gdzie także niewiele się dzieje. Dolar czeka na ustawę podatkową i rynek pracy, zamrażając w miejscu EUR/USD. W centrum uwagi jest funt targany brexitową sagą. Dziś w centrum uwagi decyzja Banku Kanady.

Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopę referencyjną na 1,50 proc., a jedyną zmianą było obniżenie wysokości oprocentowania środków rezerwy obowiązkowej do 0,5 proc. z 1,35 proc. począwszy od 1 stycznia 2018 r. Rada tłumaczyła decyzję dalszym porządkowaniem narzędzi polityki pieniężnej. Obniżka po za tym, że jest niewielkim obciążeniem dla banków komercyjnych i poprawi zysk NBP o ok. 0,4 mld zł, nic nie zmienia w interpretacji nastawienia RPP. Jak oczekiwaliśmy, prezes Glapiński stwierdził, że ostatni zestaw danych z Polski (wysoki PKB, inflacja przy celu) w ogóle nie zmienił jego nastawienia i dalej spodziewa się on, że stopy nie będą zmieniane do końca 2018 r. Ryzyka przestrzelenia celu inflacyjnego zostały oddalone, gdyż za główny czynnik podwyższający inflację uznaje się wysokie ceny żywności i energii, za to inflacja bazowa pozostaje słaba. W rezultacie trudno oczekiwać, aby na rynku prędko obudziły się jastrzębie oczekiwania, które mogłyby wpłynąć na rynek walutowy i długu. EUR/PLN pozostaje zakotwiczony w przedziale 4,20-4,22 pozostawiony na pastwę czynników zewnętrznych. Trzymamy się zdania, że po ostatnich spadkach EUR/PLN jest wyprzedany bez siły do sforsowania na dobre 4,20 i z ryzykiem technicznego odejścia w stronę 4,23.

Brexitowa saga trwa i tym razem nie daje powodów do zadowolenia dla kupujących funta. W nocy artykuł The Telegraph uderzył w GBP wskazując na niestabilność rządu brytyjskiego. Boris Johnson i Michael Gove mają przewodzić rewolcie w rządzie Theresy May w obawie, że dąży ona do tzw. „łagodnego Brexitu”. Nie jest to pierwszy raz, kiedy nazwiska Johnsona i Gove’a pojawiają się w temacie sprzeciwu polityce May, to jednak informacja zyskuje na istotności na finiszu rozmów zamykających tegoroczną fazę negocjacji z UE. Od wczoraj nierozwiązanym problemem jest kwestia granic na wyspie Irlandii. Bruksela wyznaczyła koniec tego tygodnia jako ostateczny termin wykrystalizowania porozumienia, co daje nam jeszcze trzy dni na komunikaty, wypowiedzi, zwroty akcji itd. Rynek powoli traci cierpliwość do GBP.

Dziś po południu mamy decyzje Banku Kanady. Oczekujemy, że Bank Kanady poprzestanie w tym roku na dwóch podwyżkach stopy procentowej i dziś utrzyma stopę overnight na 1 proc. Choć kluczowe dane z gospodarki pozostają solidne, to jednak brak oznak przyspieszenia inflacji sugeruje ostrożny ton w odniesieniu do zmian polityki monetarnej. Ostatnio prezes Poloz twierdził, że potrzebuje czasu na ocenę wpływu dotychczasowych podwyżek na gospodarkę i powtórzenie tego w grudniowym komunikacie może zabrzmieć zbyt neutralnie dla jastrzębio nastawionego rynku. Rynek już wycenia pełną podwyżkę o 25 pb do marca 2018 r., co w mojej ocenie wydaje się za dużo. Podkreślenie w komunikacie czynników ryzyka (silna waluta, zadłużenie gospodarstw domowych, NAFTA) dla perspektyw gospodarczych byłoby kubłem zimnej wody na głowy posiadaczy długich pozycji w CAD, przynosząc silny odwrót po ostatnim rajdzie.

 

Opracował Konrad Białas, Główny Ekonomista, DM TMS

Po sennej sesji w Azji, Europa rozpoczyna wtorek od podkupywania dolara, odwracając wczorajszą słabość. W ruchach nie ma nic nadzwyczajnego, raczej zwykłe przepływy kapitału w tą i z powrotem w oczekiwaniu na świeże impulsy lub naruszenie czyhających gdzieś zleceń stop loss (jak wczoraj na USD/JPY). Euro pozostaje słabe, funt odreagowuje wyprzedaż z ubiegłego tygodnia, złoty pozostaje bez zmian. Mało emocjonujący kalendarz we wtorek skazuje rynki na kontynuację konsolidacji.

Bez większej reakcji przeszły wczoraj dwie sprawy – drobne postępy w pracach nad reformą podatkową i ogłoszenie odejścia Billa Dudleya z nowojorskiego Fed. W pierwszym przypadku, poprawki nanoszone do ustawy zdają się iść w stronę pozyskania jak największego poparcia dla projektu. Prace w komisji budżetowej mają potrwać do czwartku i dopiero wówczas można spodziewać się reakcji pod kątem liczenia głosów za i przeciw.

Bill Dudley, członek zarządu Fed oraz reprezentant oddziału z Nowego Jorku, potwierdził pogłoski dotyczące porzucenia obecnie sprawowanego stanowiska w „połowie 2018 roku”. Jego kadencja pierwotnie miała się zakończyć w styczniu 2019 r., a następca ma być wyznaczony w procesie przeprowadzonym przez oddział w Nowym Jorku. Główny wniosek płynący z tej decyzji, to że rośnie niepewność o skład FOMC w 2018 r., a zatem i kształt polityki monetarnej.

Nie oznacza to od razu, że zarysowana we wrześniu perspektywa trzech podwyżek w przyszłym roku jest zagrożona, ale wątpliwe jest, aby rynek w takich warunkach decydował się na wyprzedzające dyskonto zacieśniania monetarnego. Pozostajemy w trybie wyceniania podwyżki stóp procentowych w grudniu (teraz 92 proc.), a dopiero gdy miniemy ten próg, rozpocznie się dyskusja o kolejnym kroku w marcu 2018 r.

Zgodnie z powszechnym przekonaniem RBA utrzymał stopę kasową na 1,50 proc. AUD znalazł przejściowe wsparcie we wzmiankach w komunikacie, że nie dokonano większych zmian w prognozach inflacji i wzrostu. Szczególnie to drugie było pokrzepiające w obliczu ostatnich rozczarowujących danych o CPI. Ale podtrzymanie optymizmu wobec wzrostu przy sygnałach spowolnienia konsumpcji (spadek sprzedaży detalicznej o 0,6 proc. od sierpnia) i niskiej presji płacowej. Ta pewność siebie finalnie wzbudziła wątpliwości rynku i dziś rano AUD/USD osuwa się niżej. Obecnie jedynie dobra postawa miedzi i rudy żelaza (pod wpływem rajdu ropy naftowej) hamuje spadki AUD, ale tło makro wspiera nasz pogląd o kontynuacji zjazdu.

We wtorek inwestorzy nie otrzymają zbyt wiele danych, na których mogliby pracować. Sprzedaż detaliczna z Eurolandu i liczba otwartych procesów rekrutacyjnych w USA będą drugorzędne. Mamy kilka wystąpień przedstawicieli banków centralnych, w tym m.in. Draghiego z ECB, Quarlesa z Fed i Poloza z BoC.

Autor: Konrad Białas, Główny Ekonomista, DM TMS

Kolejne podejście EUR/USD w kierunku 1,19 okazało się nieudane. Nasilenie napięć wokół sytuacji Katalonii i twarde stanowiska rządu w Madrycie nie było w stanie osłabić euro (choć w rocznicę czarnego poniedziałku wpłynęło na europejskie rynki akcji). W nocy dolar skokowo zyskał po tym jak Senat zatwierdził budżet na 2018 rok (ZA:51, PRZECIW: 49, w tym oczywiście wszyscy Demokraci). To duży krok w kierunku sprawnego wdrożenia reformy systemu podatkowego. Kolejnym etapem będzie (prawdopodobnie) przyszłotygodniowe głosowanie nad budżetem w Izbie Reprezentantów.

W tym samym czasie rozstrzygać będzie się kolejna bardzo istotna kwestia o charakterze politycznym: personalia prezesa Fed kolejnej, rozpoczynającej się w lutym kadencji. Największą szansą dla dolara mogłoby stać się namaszczenie na następcę Janet Yellen kogoś z dwójki: Taylor – Warsh. Zwłaszcza pierwszy kandydat, który stworzył regułę pozwalającą oszacować optymalny poziom kosztu pieniądza w oparciu o inflację i kondycję rynku pracy, byłby gwarantem jastrzębiego zwrotu w polityce monetarnej. Ukuta przez Taylora zasada sugeruje, że stopy powinny być minimum dwukrotnie wyższe niż obecnie. Rzecz jasna naiwnością byłoby liczenie, ze jego ewentualny wybór doprowadzi do skokowego zacieśnienia. W perspektywie kilku kwartałów rynek nie wycenia jednak nawet dwóch pełnych podwyżek, co ostro kontrastuje z projekcjami Fed mówiącymi o czterech ruchach do końca 2018 roku. W ostatnich kilku dniach rośnie jednak przekonanie, że obecnie zasiadający w Radzie Gubernatorów Powell jest faworytem (bukmacherzy wyceniają, że ma 50 – proc. szanse na nominację).

Widać zatem wyraźnie, że przy braku ważnych publikacji makro oraz posiedzeń banków centralnych polityka niepodzielnie zawładnęła rynkami. W tym kontekście trzeba pamiętać o załamaniu siły NZD po uformowaniu rządu bez udziału Partii Konserwatywnej oraz weekendowych wyborach w Japonii. W tym środowisku i oczekiwaniu na posiedzenie ECB powinny dominować wąskie przedziały wahań z tendencją do umiarkowanego umocnienia dolara. EUR/USD powinien osuwać się w kierunku 1,1750. Widzimy też pole do osłabienia dolara australijskiego. Uważamy ponadto, że złoty zakończył już swój rajd i czeka nas odbicie EUR/PLN ponad 4,30.

Pod koniec września premier Shinzo Abe nieoczekiwanie zapowiedział przyspieszone wybory parlamentarne na 22 października. Pomimo problemów wewnątrz partii rządzącej, opozycja także jest rozbita, co Abe chce wykorzystać, wspierając się na pozytywnym klimacie gospodarczym i narosłych zagrożeniach ze strony Korei Północnej. Bardzo dobry wynik z wyborów w 2014 r. jest mało realny do powtórzenia, jednak partia Abe powinna utrzymać większość. Kontynuacja Abenomiki oznacza podtrzymanie presji na osłabienie jena w średnim terminie.

Premier Japonii Shinzo Abe podjął ryzykowną grę utrzymania władzy, kiedy jego popularność spadła na minima po serii skandali w pierwszej części roku. Jednakże opozycja także nie ma łatwego okresu, a czołowa Partia Demokratyczna (DPJ) jest pogrążona w walce o przywództwo. Dodatkowo na arenie pojawiła się nowa Partia Nadziei zawiązana przez burmistrz Tokio Yuriko Koike (wcześniej była w DPJ). Koike osiągnęła druzgocące zwycięstwo w wyborach w Tokio i jest ostrym krytykiem polityki Abe. Jednak Partia Nadziei nie jest jeszcze gotowa do krajowych wyborów, a poparcie buduje kosztem DJP, co osłabia pozycję opozycji.

LDP obecnie posiada 291 miejsc w Izbie Reprezentantów (izba niższa) i razem z partią Komeito (NKP, 35 miejsc) tworzy koalicję, która daje większość 2/3 głosów. Wybory z 22 października zredukują liczbę miejsc w Izbie o 10 do 465, co oznacza, że zwykła większość będzie wynosić 233 miejsca, a większość 2/3: 310. Biorąc pod uwagę spadek popularności Abe i ostatnie sondaże, wynik z poprzednich wyborów wydaje się nie do powtórzenia. Jednak utrzymanie zwykłej większości przez LDP jest realnym celem, na który zapewne liczy premier Abe. Przyspieszone wybory dodatkowo blokują szanse opozycji na wzmocnienie swojej pozycji aż do czasu kolejnych wyborów.

Taki wynik dawałby Abe mandat dla kontynuowania dotychczasowej polityki gospodarczej, jak również z pomocą koalicjantów możliwe jest osiągnięcie większości dwóch trzecich, dzięki czemu możliwe byłyby zmiany w konstytucji. Na obecną chwilę rynek nie wykazuje podwyższonej nerwowości związanej z wyborami, ufając sondażom i spodziewając się wygranej LDP. Wpisuje się to w nas scenariusz bazowy zakładający wyjście USD/JPY w kierunku letnich szczytów pod 114,50.

 

Autor: Konrad Białas, Główny Ekonomista, DM TMS

 

Obie waluty z Antypodów są silniejsze po nocy, ale jesteśmy optymistycznie nastawieni tylko do AUD, gdyż znad NZD nie znika widmo cięcia stóp przez RBNZ. Na szerszym ryku USD jest w korekcie, choć widać pierwsze oznaki szukania okazji do kupna. Dziś inflacja z Wielkiej Brytanii i USA oraz rynek pracy z Polski.

Byłoby zbyt mocnym stwierdzenie, że słabość USD z nocy to wynik rozczarowujących danych z USA w poniedziałek. Gorszy od prognoz odczyt indeksu NY Empire State jest dyskredytowany za swoją nadmierną zmienność, z kolei ślamazarny wzrost produkcji przemysłowej to wina spadku produkcji w sektorze użyteczności publicznej, tj. mniej zużycia energii przez wyższe temperatury we wrześniu. Pomimo to rynek czeka na ciekawsze wydarzenia w dalszej części tygodnia (debata prezydencka USA, PKB Chin, decyzja ECB), więc techniczne odreagowanie ostatniej aprecjacji dolara jest normalną sprawą. Jednocześnie widać pierwsze próby odnowienia pozycji na EUR/USD i USD/JPY.

Zdecydowanie więcej atrakcji jest na rynku walut z Antypodów z AUD i NZD na topie walut G10. W III kw. inflacja CPI w Nowej Zelandii wyniosła 0,2 proc. k/k i 0,2 proc. r/r (prog. odpowiednio 0 proc. i 0,1 proc.). Wynik roczny był zgodny z prognoza RBNZ, a kwartalny lepszy o 0,1 pkt proc. Rynek (ale też i autor) nastawiał się słabszy odczyt po tym, jak w zeszłym tygodniu wiceprezes RBNZ McDermott zasygnalizował pesymistyczne nastawienie banku do wskaźnika. Lepszy od konsensusu odczyt zapewnił pożywkę dla krótkoterminowego rajdu kiwi. Jednak jeśli trendy inflacyjne pozostają blisko oczekiwań gołębio nastawionego RBNZ, to bynajmniej taki wynik nie stanie bankowi na drodze od obniżki stopy OCR w listopadzie. Pozostaję negatywnie nastawiony do NZD, ale chwilowo trzeba rynkowi „dać się wyszumieć” szczególnie, że pęd aprecjacyjny USD także na moment wyhamował.

W przypadku AUD prezes RBA Phillip Lowe miał swoje pierwsze oficjalne wystąpienie i wydźwięk był mniej gołębi. Brakowało bezpośredniego odniesienia do przyszłych decyzji na polu stóp procentowych, ale stanowisko w odniesieniu do inflacji pokazało, że w RBA nie ma silnych obaw o jej przyszła ścieżkę. Bazą dla oczekiwań, że inflacja z czasem powróci do celu jest powrót do wzrostów cen niektórych surowców, hamowanie spadku inwestycji w sektorze wydobywczym, wysokie wskaźniki zaufania konsumentów i biznesu oraz słabnięcie presji na spadki płac. Lowe widzi też malejące korzyści z dalszego luzowania, co łącznie ustawia wysoko poprzeczkę dla kolejnej obniżki stóp procentowych. Naturalnie przyszłotygodniowy odczyt CPI za III kwartał może odwrócić sytuację o 180 stopni, ale lepsze wyniki z Nowej Zelandii dziś w nocy umniejszają szanse rozczarowania w Australii. Dalej widzimy relatywną przewagę AUD względem pozostałych walut surowcowych.

W Wielkiej Brytanii inflacja CPI ma wzrosnąć we wrześniu do 0,9 proc. r/r z 0,6 proc. w sierpniu i silniejszy odczyt obudzi spekulacje, czy deprecjacja funta nie przywiedzie spirali inflacyjnej i jastrzębi zwrot Banku Anglii nie nastąpi szybciej. Mimo to byłby to impuls do chwilowego umocnienia funta niż odwrócenia trendu, gdyż to czynniki polityczne zapewniają czarne chmury nad GBP. W USA CPI ma przyspieszyć do 1,5 proc. r/r z 1,1 proc. Wzrost CPI wynika z wyższej bazy cen paliw sprzed roku, stąd inflacja bazowa ma się utrzymać na 2,3 proc. Potwierdzenie odbicia inflacji jest ważne pod kątem osłabienia niechęci gołębi w Fed do podwyżki stóp procentowych. Ponadto mamy dane z rynku pracy z Polski, ale złoty tradycyjnie przyjmie je neutralnie. W nocy trzeba pamiętać o odczycie PKB z Chin za III kw. Konsensus zakłada 6,7 proc. r/r w trzecim kwartale po takich samych wynikach w pierwszym i drugim kwartale. Słabe dane o wrześniowym bilansie handlowym podnoszą ryzyko gorszego odczytu wzrostu gospodarczego, które może wzniecić wątpliwości o siłę ożywienia. Może to być cios dla apetytu na ryzyko i aktywów rynków wschodzących.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Po okołoweekendowym przestoju rynki wybrały śledzenie trendów, które dominowały w ubiegłym tygodniu, co oznacza umocnienie dolara przy akompaniamencie silnej ropy naftowej. W kalendarzu wyróżnia się niemiecki ZEW, inflacja z Polski i Szwecji oraz kilka przemówień bankierów centralnych.

Wzrosty rentowności obligacji skarbowych USA po jednodniowej przerwie oraz jastrzębie komentarze z Fed wpisują się w schemat umacniania USD. Oprocentowanie 10-latek rośnie dziś o 4 pb do 1,76 proc. (najwyżej od 2 czerwca), sugerując, że rynek nie porzuca nadziei na podwyżkę Fed w grudniu. W nocy usłyszeliśmy, że nawet gołębi Evans z Fed w Chicago dopuszcza taką możliwość (choć prawo głosu na posiedzeniach FOMC uzyska dopiero w przyszłym roku). Obawy przed zaostrzeniem rywalizacji w kampanii prezydenckiej okazały się nieuzasadnione, gdyż Trump przygrywa sam ze sobą. Wyższe rentowności i spokojny optymizm rynku akcji to dwa czynniki, które dają paliwo do wzrostów USD/JPY, choć prawdziwy test dopiero przy 104,30. Wygasająca paplanina na temat redukcji programu QE przez ECB odbiera moce unijnej walucie i EUR/USD przymierza się do kolejnego ataku na 1,11. W nocy NZD/USD zanurkował w reakcji na komentarz wiceprezesa RBNZ McDermotta, którym powiedział, że „nasze obecne projekcje i założenia sugerują, że dalsze luzowanie polityki będzie konieczne dla zapewnienia ustabilizowania się inflacji blisko celu”. Zakładana przez nas obniżka stopy OCR w listopadzie jest coraz bliżej i pozostajemy negatywnie nastawieni do NZD.

Poniedziałek byłby nudny, gdyby nie ożywione wzrosty ropy naftowej z WTI najwyżej od czerwca, a Brent sięgającym 12-miesięcznych szczytów. Producenci ropy robią wszystko, by budować wrażenie, że są gotowi do porozumienia o zamrożeniu poziomów wydobycia, a rynek to „kupuje”. Wczoraj zanętą były komentarze z Arabii Saudyjskiej, że rajd ropy do 60 USD za baryłkę „nie jest nie do pomyślenia”, a także wypowiedź samego prezydenta Rosji Putina, że Rosja jest gotowa do przyłączenia się do porozumienia. Muszą Państwo zrozumieć sceptycyzm autora, ale w przypadku OPEC jest ogromna różnica miedzy słownymi deklaracjami, a ostatecznymi postanowieniami i w przeszłości mogliśmy się o tym wielokrotnie przekonać. Rynek buduje oczekiwania przed środowym nieformalnym spotkaniem państw OPEC i spoza OPEC w Stambule, nawet pomimo tego, że Irak i Iran będą nieobecne. Obecnie OPEC wydobywa o 1 mln baryłek/dzień więcej niż wynosi zapotrzebowanie, co opóźni zrównoważenie rynku o rok. Nic nie słyszymy o zainteresowaniu zamrożeniem poziomów wydobycia ze strony USA, które wyłączone z negocjacji prędko wskoczą w miejsce brakującej produkcji. Warto o tym pamiętać w dłuższym horyzoncie, ale na razie nie da się walczyć z kapitałem spekulacyjnym, który wyraźnie gra na wzrosty – długa pozycja netto w kontraktach na giełdzie CME na wzrosty WTI w ostatnim tygodniu wzrosła do najwyższego poziomu od maja.
Z wtorkowych danych makro największe szanse na rozruszanie rynku ma odczyt inflacji ze Szwecji. Wysoki odczyt (prog. 0,5 proc. m/m) zwiększy szanse na jastrzębi zwrot Riksbanku, co mogłoby pomóc naszemu konstruktywnego poglądowi na SEK. Poza tym po niemieckim indeksie ZEW oczekuje się stabilizacji w ocenie sytuacji bieżącej (55,0), ale poprawę w oczekiwaniach (4,0), choć wpływ danych na decyzje ECB jest niewielki, zatem i reakcja EUR będzie znikoma. Po południu z Polski dostaniemy potwierdzenie słabnięcia deflacji w Polsce do 0,5 proc. Poza tym mamy szereg wystąpień przedstawicieli bankierów centralnych ze Szwecji, Wlk. Brytanii, Norwegii, USA i Eurolandu. Tutaj uwaga rynku może być większa.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Weekend przyniósł wiele wydarzeń, które pewnie staną się pożywką dla pogadanek traderów przy poniedziałkowej kawie, jednak ich wpływ na zmienność pozostawia wiele dotyczenia. W USA skandal wokół rubasznego języka Trumpa jest ważniejszy niż druga debata z Clinton. Święto w Japonii zdławiło handel w Azji, a poniedziałek po raporcie z NFP jest tradycyjnie ubogi w dane makro. Do tego mamy święto w USA (choć Wall Street działa).

Druga runda starcia głównych kandydatów na prezydenta w USA zakończyła się bez wskazania jednoznacznego zwycięzcy, choć Donald Trump przystąpił do walki kontuzjowany. Jednak uszczerbkowi na jego dyspozycyjności bliżej do przytrzaśnięcia sobie samego ręki zamykanymi drzwiami niż treningowym urazem, zatem od strony widzów zasługuje na politowanie niż współczucie. Ujawniony w weekend skandal dotyczący jego niestosownych wypowiedzi na temat kobiet z 2005 r. przyciąga obecnie największą uwagę i umniejsza jego szanse na wygraną, gdyż nawet z obozu Republikanów nie brakuje apelów o wycofanie się Trumpa z kampanii. Od strony rynków finansowych widać zadowolenie meksykańskiego peso (przez taśmy, nie przez debatę) i lekkie wsparcie dolara kanadyjskiego, ale reszta rynku pozostaje w miarę stabilna. Ryzyka przed debatą były asymetryczne, gdyż podtrzymanie przewagi Clinton w sondażach jest akceptowanym status quo, a tylko szturm Trumpa mógłby wstrząsnąć rynkami. Wciąż nie widać, aby inwestorzy mieli chęć do zabezpieczania się przed ryzykiem wygranej Trumpa i związanego z tym popłochu na rynkach finansowych. Taki obrót spraw nie jest wykluczony w kolejnych tygodniach, ale dziś szanse są na to marne.

Zwykle poniedziałek po publikacji raportu z rynku pracy w USA nie przynosi istotnych danych makro i dziś nie jest inaczej, gdyż indeks Sentix z Eurolandu ma większe znaczenie dla statystyków niż traderów. Jedyna różnica od reguły jest taka, że rynek dolara nie dokona klasycznego odwrotu od tego, co zrobił bezpośrednio po odczycie NFP, gdyż większość realizacji zysków dokonała się jeszcze przed weekendem. Obawy przed weekendowymi wydarzeniami skłaniały do uszczuplenia pozycji, a świadomość obchodów Dnia Kolumba w USA dodatkowo ciążyła na pewności dla utrzymania pozycji. Zatem nowy tydzień rynki zaczynają niejako z czystą kartą, czekając na cokolwiek, co się wydarzy. Problem w tym, że tydzień ma niewiele do zaoferowania aż do środy wieczór, kiedy otrzymamy protokół z wrześniowego posiedzenia FOMC z następującą w piątek sprzedażą detaliczną z USA. Taka swoboda rynku ma dwie strony medalu – albo nastanie konsytuacja trendów sprzed weekendu, albo rynek poszuka świeżego katalizatora. Dziś wydaje się, że ropa ma chęć na korektę w dół (WTI znów poniżej 50 USD), a złoto na odreagowanie zeszłotygodniowej wyprzedaży – dwa wskaźniki pogorszenia sentymentu, choć już nie tak silne, jak kiedyś.

Poza tym EUR/USD dalej tkwi w dotychczasowej konsolidacji po tym, jak piątkowe wyłamanie dołem się nie powiodło. USD/JPY potrzebuje wsparcie w rajdzie Nikkei albo we wzroście rentowności obligacji skarbowych USA, ale oba rynki są dziś zamknięte. GBP/USD pozostaje skazany na szarpany handel na strachu przed „twardym Brexitem” i podatny na impulsy z rządu i banku centralnego. Wśród walut surowcowych spadająca ropa naftowa będzie ciągnęła za sobą CAD, a techniczna wymowa USD/CAD także jest za wzrostami. Ponadto dalej widzimy relatywną siłę AUD nad NZD. EUR/PLN „śpi” pod 4,30.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dolar amerykanki pozostaje silny na początku tygodnia z pomocą pokrzepiających danych z przemysłu. Wyłamanie USD/JPY przyciąga uwagę na sesji azjatyckiej, ale poczekajmy z ogłoszeniem końca trendu spadkowego. Poza tym RBA utrzymał politykę bez zmian, utrzymując stabilnego AUD.

Jeden dzień bez wałkowania tematu Deutsche Banku pozwolił skupić się na danych makro ze świata, które dały optymistyczny obraz przemysłu. Wzrosty indeksów PMI/ISM we wrześniu sugerują, że marazm wywołany niepewnością o konsekwencje czerwcowego referendum w Wielkiej Brytanii już minął, a biznes wraca do normy. Co ważniejsze, powrót ISM dla przemysłu w USA powyżej bariery 50 pkt potwierdził, że sierpniowa słabość była tylko aberracją. Odbiły zarówno subindeksy produkcji, jak i nowych zamówień, wracając do lipcowych poziomów. Słabiej wypadł subindeks zatrudnienia, ale przemysł generuje tylko 8 proc. miejsc pracy w gospodarce, więc nic nie przesądza o piątkowym raporcie o zatrudnieniu.
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA wracają ponad 1,60 proc., a wyceną grudniowej podwyżki stopy procentowej Fed o 25 pb jest lekko powyżej 60 proc. i to daje podstawy do kupowania USD. Przynajmniej względem najważniejszych walut, gdyż osłabienie obaw o zgaszenie ożywienia w USA może poprawiać sentyment do ryzyka, co wesprze waluty o wyższych stopach procentowych. Jak na razie najwięcej uwagi skupia USD/JPY, który podejmuje próbę wyrwania się ze spadkowego trendu zapoczątkowanego jeszcze w styczniu. Na 102,20 kurs ma za sobą już linię trendu spadkowego, choć przed nim jeszcze kochana/nienawidzona przez traderów USD/JPY (w zależności od kierunku posiadanej pozycji) chmura Ichimoku, która nie przesądza wybicia aż do wyjścia ponad 103,50. Z drugiej strony inwestorzy spekulacyjni posiadają przewagę długich pozycji w jenie najwyższą od kwietnia i jeśli patrzą na dzisiejsze notowania, mogą czuć się niekomfortowo. Przyspieszona redukcja krótkich pozycji w USD/JPY jest teraz największym ryzykiem.

Wtorkowy kalendarz nie rozpieszcza. Wydarzenie dnia w postaci decyzji RBA już za nami, a i ono nie przyniosło fajerwerków. RBA zgodnie z oczekiwaniami utrzymał główną stopę procentową na 1,50 proc. Komunikat zawierał kilka modyfikacji względem ostatniego razu, co należy wpisać na karb zmiany prezesa. Głównie miały one nieco mniej optymistyczny wydźwięk ze zwróceniem uwagi na stłumiony wzrost zatrudnienia i spowalniającą konsumpcję prywatną. Mimo to trudno z tych fragmentów zbudować silniejszą argumentację za obniżką stopy kasowej w najbliższych miesiącach. AUD wciąż prezentuje się najlepiej na tle innych walut surowcowych. Szczególnie widzimy potencjał we wzrostach AUD/NZD. Dziś dodatkowym impulsem do słabości NZD może być aukcja mleka – od ostatniej aukcji cena kontraktów futures na mleko w proszku spadły o 6 proc. i aukcja może to dziś potwierdzić.

Poza tym w kalendarzu PMI dla sektora budowlanego z Wielkiej Brytanii, PPI z Eurolandu oraz przemówienia Praeta z ECB, Lackera z Fed i Saundersa z BoE. Dwa wydarzenia dla funta, ale wątpliwe, aby przyćmiły one fakt, że GBP/USD nurkuje dziś pod 1,28 do najniższego poziomu od 1985 r.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynki z zadowoleniem przyjęły porozumienie OPEC w sprawie ograniczenia wydobycia, co pomaga aktywom ryzykownym i uderza w jena. Porozumieniu brak jednak szczegółów, co rodzi ryzyko prędkiego umniejszenia jego znaczenia. Ale póki na rynku ropy będzie bałagan pod naporem domykania krótkich, dobry klimat może się ciągnąć.

Po długich rozmowach członkowie OPEC ustalili, że ograniczą wydobycie ropy naftowej do 32,5-33 mln baryłek/dzień względem 33,2 mln b/d odnotowanych w sierpniu. To pierwsza taka decyzja od 8 lat, należy jednak zdawać sobie sprawę, że limity wydobycia OPEC właściwie zawsze były przekraczane, częstokroć bardzo wyraźnie. Kwestia kto i o ile ma zmniejszyć bieżącą produkcję została odłożona do czasu listopadowego szczytu kartelu, zatem porozumienie szybko może stracić na znaczeniu i okazać się tylko retoryczną sztuczką. Poza tym spadek produkcji OPEC o 700 tys. b/d nie jest wielkim poświęceniem. W czwartym kwartale Arabia Saudyjska prawdopodobnie zetnie wydobycie o ok. 500 tys. b/d w związku z sezonowym spadkiem krajowego zapotrzebowania. Warto też odnotować, że w tym roku produkcja na pułapie minimum 32,5 milionów b/d była notowana w każdym miesiącu poza marcem. W ubiegłym roku znajdowała się poniżej tego poziomu w każdym z miesięcy (i to zazwyczaj wyraźnie), a mimo to powstała gigantyczna nadpodaż surowca.

Dlatego też należy ze sporą dozą rezerwy podchodzić do tez o możliwości szybkiego przywrócenia równowagi popytu i podaży na rynku ropy. Zwątpienie inwestorów może być zagrożeniem dla obecnego rajdu cen ropy. Z drugiej strony część inwestorów taktycznie siedziała na krótkiej pozycji licząc na rozczarowanie, co finalnie skończyło się boleśnie i domykanie stratnych pozycji daje wsparcie cenom. Mamy krótkoterminowy bałagan, który może się odbijać na pozostałych klasach aktywów.

Jednak na razie muzyka gra dla ryzykownych aktywów. Na forexie CAD, NOK i RUB są oczywistymi zwycięzcami. Traci JPY, co jest zrozumiałe przy poprawie sentymentu i wzrostach indeksów giełdowych, choć skala wzrostów USD/JPY wydaje się nadmierna. Złamanie zleceń stop loss i przetasowania z końca miesiąca mogą tutaj mieć pewien wpływ, więc ostrożność jest wskazana przy gonieniu wybicia. Poza tym wahania na głównych parach są umiarkowane.

Złoty całkiem dobrze zniósł informację o dymisji ministra finansów w Polsce. Nadzór nad resortem przejmie wicepremier Morawiecki, który zatrzyma też szefostwo nad Ministerstwem Rozwoju. Zmiany nie są dużym zaskoczeniem, gdyż o takich rotacjach spekulowano od jakiegoś czasu. Wątpliwe, aby polityka budżetowa uległa teraz głębszej reformie. Mimo to z obecnego położenia złotego jest więcej tematów lokalnych i globalnych, którego mogą popsuć klimat wokół złotego. Potencjalne obniżenie EUR/PLN może szybko znajdować chętnych do kupna.

Czwartkowy kalendarz jest bogaty w wystąpienia bankierów centralnych, ale podobnie, jak wczoraj, oczekiwania są na niskim poziomie. Kanonada ze strony przedstawicieli Fed w środę skupiona była na podkreśleniu gotowości do podwyżki przed końcem roku, ale rynek nie rzucił się na te jastrzębie wzmianki. Fed ma problem z wiarygodnością, szczególnie kiedy dane makro z gospodarki dają powody do zwątpienia, nie licząc ryzyka wokół wyborów prezydenckich. Od strony danych dziś otrzymamy finalny szacunek PKB za II kwartał z szansami na pozytywną rewizje. Z Fed do głosu zostaną dopuszczeni Harker, Lockhart, Powell, Kashkari i Yellen.

Poza tym dziś mamy indeks nastrojów w gospodarce strefy euro, inflację z Niemiec, a także wnioski o zasiłek dla bezrobotnych i indeks podpisanych umów kupna domów z USA. Nie są to pierwszorzędne pozycje.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Fed zrobił to, czego od niego oczekiwano. Pozytywny aspekt wyższych szans na podwyżkę w grudniu jest neutralizowany przez sugestie ślimaczego tempa normalizacji w kolejnych latach. Polowanie na stopę zwrotu powinno dalej wspierać aktywa ryzykowne, do czasu aż uwaga nie przerzuci się na wybory prezydenckie w USA.

Od Fed nie otrzymaliśmy podwyżki, ale za to dostaliśmy jasny sygnał, żeby takiego kroku oczekiwać przed końcem roku. Zaskakujące było, że aż trzech członków FOMC (George, Mester i Rosengren) oficjalnie zakomunikowało sprzeciw przed dalszym czekaniem z kontynuacją normalizacji. Jednak z drugiej strony Fed złagodził swoje stanowisko dla dalszego tempa podwyżek stóp procentowych. Po jednej podwyżce w tym roku (wcześniej 2), oficjele oczekują dwóch w przyszłym roku (3) i po trzy w 2018 (3) i 2019 r. (pierwsze szacunki), a w dłuższym horyzoncie punkt równowagi obniżył się z 3 proc. do 2,87 proc.

Dla wartości USD mniej znaczy kwestia podwyżki w tym roku, co zaplecza fundamentalnego waluty w dłuższym terminie. Gołębie zmiany w prognozach na kolejne lata oznaczają, że nie ma przesłanek do wzrostów rentowności amerykańskich obligacji. Nie ma też potrzeby wyceniać wyższego prawdopodobieństwa podwyżki w grudniu – na to jest jeszcze dużo czasu, a obecna wyceną ok. 60 proc. jest sprawiedliwa. Warto pamiętać, że do grudnia jeszcze sporo czasu, kiedy i słabsze dane i inne wydarzenia (np. wybory prezydenckie) mogą rozchwiać rynkami/gospodarką i zniechęcić Fed do działania. W rezultacie wrześniowe posiedzenie FOMC nie daje przesłanek, by odmienić obserwowany ostatnio przebieg notowań. Pogoń za stopą zwrotu będzie kontynuowana. Ryzyko nadal jest asymetryczne ryzyko: dolar mało może zyskać, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem Fed, a więcej może stracić, jeśli po drodze gospodarka złapie poważniejszą zadyszkę lub na rynkach wybuchnie zmienność. Na razie rynek akcji ma się dobrze, podobnie jak waluty rynków wschodzących. Nawet złoty może coś ugrać na wzmocnieniu popytu na polskie obligacje skarbowe.

W przestrzeni walut G10 w krótkim terminie redukcja długich pozycji w USD będzie dyktować zachowanie kursów, choć zostawiając w tyle główne czynniki ryzyka związane z bankami centralnymi, uwaga inwestorów przeskoczy do przodu, a tutaj najciekawszy jest wynik wyborów prezydenckich w USA. Przy niejednoznacznych wynikach sondaży wzrost zmienności jest niemal pewna i bynajmniej nie na korzyść apetytu na ryzyko. Wówczas paradoksalnie charakter USD jako bezpiecznej przystani może o sobie przypomnieć.

Kiwi jest słabszy po decyzji RBNZ, który idealnie rozegrał komunikację z rynkiem. Bank zgodnie z oczekiwaniami utrzymał główną stopę procentową OCR na 2 proc., za to w komunikacie mocniej zaakcentował gołębie fragmenty. Przede wszystkim zbagatelizowano ostatnią poprawę w danych makro z gospodarki, a w temacie odbicia cen produktów mlecznych (głównym element eksportu kraju), podkreślając niepewność kondycji sektora w przyszłości. Jednocześnie podtrzymano fragmenty, że „dalsze luzowanie polityki będzie konieczne” i „wysoki NZD wywołuje negatywny wpływ na inflację dóbr wymienialnych”. Niezmienione nastawienie sugeruje, że RBNZ jest na drodze do kolejnej obniżki o 25 pb w listopadzie. Rynek myśli podobnie, gdyż wycena cięcia skoczyła z 56 proc. do 69 proc. NZD może chwilami ratować się pozytywnym sentymentem globalnym i pogonią za stopami zwrotu, ale presja będzie rosnąć, gdyż mamy sygnał, że atrakcyjność odsetkowa waluty wkrótce wyparuje.

Kalendarz makroekonomiczny na dziś jest stosunkowo obfity, ale próżno szukać w nim elektryzujących inwestorów pozycji. Na sesji europejskiej na pewno warto zwrócić uwagę na decyzję Norges Banku. Na ostatnim posiedzeniu trzy miesiące temu Norges Bank zasugerował w prognozach wrześniową obniżkę o 25 pb do 0,25 proc. Jednak na drodze stanęły mu jednak wzrost inflacji do 4 proc. oraz generalna poprawa sytuacji w gospodarce. Z drugiej strony względnie silna korona stanowi ryzyko na przyszłość i jest podstawą do złagodzenia nastawienia. W rezultacie cięcie w przyszłym tygodniu nie jest wykluczone, nawet jeśli rynek wycenia szanse na 14 proc. Przy niskich oczekiwaniach rynkowych gołębie zaskoczenie uderzy w koronę, nawet jeśli decyzja o obniżce wiązałaby się z jednoczesnym zakomunikowaniem końca cyklu. Jeśli Norges Bank powstrzyma się od obniżki, dalej powinien podtrzymać gołębie nastawienie i nowa prognoza ścieżki stóp procentowych powinna dalej uwzględniać prawdopodobieństwo cięcia w kolejnych miesiącach. Wówczas reakcja korony będzie uzależniona od wydźwięku komunikatu. Większa uwaga na sytuacji krajowej gospodarki z bardziej optymistycznym poglądem na przyszłość może przyćmić gołębi wydźwięk ścieżki stopy procentowej. Taki zestaw oferuje umiarkowany impuls do umocnienia korony. Przypisujemy większe szanse właśnie dla tego scenariusza.

Poza tym protokół z posiedzenia RPP powinien potwierdzić, że nie ma apetytu na cięcie stóp. Żadna z dzisiejszych publikacji z USA nie jest w stanie zmienić oceny kondycji gospodarki USA. Mało istotny Kansas Fed może jednak potwierdzić optymistyczne wróżby przed ISM, które płyną z odczytów Philly Fed i NY Empire Stare. W wystąpieniach publicznych przedstawicieli Banku Anglii należy szukać wskazówek, czy możliwa jest obniżka w listopadzie. Jednak fakt, że będą przemawiać na spotkaniu European Systemic Risk Board zmniejsza prawdopodobieństwo wysłania takich sygnałów. Podobnie rzecz ma się z wystąpieniami decydentów z ECB.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Lael Brainard z Fed uderzyła w gołębie tony i przygasiła zapał tych inwestorów, którzy oczekiwali zmian na polu stóp procentowych w przyszłym tygodniu. Jednak sentyment na rynkach się poprawił, a przynajmniej uspokoił, choć niepewność w odniesieniu do globalnego krajobrazu polityki monetarnej pozostaje wysoka.

Na parę godzin przed startem okresu zamkniętego dla wypowiedzi członków FOMC, Lael Brainard z zarządu Fed potwierdziła, przed czym ostrzegaliśmy – jej nastawienie jest gołębie i nie było podstaw, by nagle jej poglądy miały się odmienić. Jej zdaniem konieczna jest ostrożność w podnoszeniu stóp procentowych, gdyż proces ten wiąże się z ryzykami. Dodała, że tempo dostosowania polityki pieniężnej w kierunku neutralnej stopy procentowej może być relatywnie skromniejsze niż wcześniej sądzono, a także podkreśliła, że inflacja w USA pozostaje „istotnie poniżej celu 2 proc.”. Komentarze Brainard stoją w kontrze z dominującymi ostatnio jastrzębimi wypowiedziami innych członków FOMC i pokazują, że Komitet nie jest jednomyślny w odniesieniu do ścieżki stóp procentowych. Podtrzymujemy zdanie, że wrzesień nie przyniesie podwyżki i Fed poczeka z decyzją do grudnia. Rynek stopniowo też traci nadzieję, gdyż rynkowa wycena prawdopodobieństwa podwyżki za tydzień spadła z 30 proc. do 22 proc.
Przeciwwaga ze strony Brainard pomogła uspokoić nastroje na rynkach finansowych. Wall Street zaliczyło zdrowe odbicie, negując dwie trzecie piątkowych spadków. USD na początku reagował negatywnie, ale finalnie straty były ograniczone. Nawet po stronie amerykańskiego rynku długu reakcja była dość skromna – rentowności obligacji 10-letnich spadły tylko 3 pb do 1,66 proc. w porównaniu do rajdu prawie 10 pb od piątkowego dołka. Ta asymetria w reakcji mów nam, że mimo pogrzebania szans na podwyżkę Fed, inwestorzy nie spieszą się do powrotu do aktywnego handlu. Piątkowa panika to nie tylko wątpliwości odnośnie zwrotu w polityce Fed, ale także pytania dotyczące przyszłości ECB i Banku Japonii, gdzie coraz głośniej mówi się o bezowocności dalszej ekspansji monetarnej. Pod tym kątem możliwe jest, że za tydzień to nie posiedzenie Fed będzie skupiać uwagę, ale właśnie decyzja Banki Japonii (obie 21 września).

Z perspektywy rynku walutowego niepewność jest karmą dla awersji do ryzyka, zatem odreagowanie przeceny przez waluty rynków wschodzących i surowcowe może przebiegać nierówno z większym wpływem czynników lokalnych. Systematycznie słabnięcie jastrzębich oczekiwań przed przyszłotygodniowym posiedzeniem FOMC w kolejnych dniach może wywierać presję na pozycję USD względem EUR i JPY.

Dziś w kalendarzu za nami już dane o aktywności z Chin z lepszymi odczytami sierpniowej produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, choć nie zmieniają one ogólne obrazu stanu gospodarki. Następne są dane o inflacji CPI ze Szwecji, gdzie słabszy odczyt (prog. 1,5 proc. r/r) może zacząć skłaniać Riksbank do przemyślenia ich pasywnego nastawienia. Inflacja z Wielkiej Brytanii może już pokazywać pierwsze efekty tąpnięcia wartości funta po czerwcowym referendum, ale to żadem powód, by wzmacniać optymizm w stosunku do gospodarki. Mimo to przynajmniej wstępna reakcja GBP może być zauważalna, choć w odniesieniu do pozostałych wydarzeń w dalszej części tygodnia (dane z rynku pracy, sprzedaż detaliczna, decyzja Banku Anglii) widzimy ryzyko negatywnych impulsów. W niemieckim raporcie ZEW powinniśmy zobaczyć niewielki wzrost oceny perspektywy, ale ostatnie miesiące pokazują, że rynek coraz mniej reaguje na publikacje z Eurolandu. Po południu saldo rachunku bieżącego i inflacja bazowa z Polski nie powinny ruszyć rynkiem złotego. Przy defensywnych nastrojach w otoczeniu zewnętrznym trudno będzie o zaobserwowanie odbicia złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Piątkowy handel na rynkach finansowych rozpoczął się w lekkich dreszczach w reakcji na próby jądrowe Korei Północnej. Wstrząsy odczuł rynek akcji i koreański won, ale na głównych parach FX jest względnie spokojnie. Dziś w kalendarzu brak kluczowych pozycji, ale na krajowym podwórku w centrum uwagi jest decyzja Moody’s o ratingu Polski. Oczekujemy utrzymania ratingu i negatywnej perspektywy.

Najważniejsze wydarzenie tego tygodnia nie spełniło pokładanych w nim nadziei dla obudzenia zmienności. Posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego nie przyniosło zmian w parametrach polityki pieniężnej, co było zgodne z naszymi oczekiwaniami, choć dla części rynku stanowiło rozczarowanie. ECB skupia się na spokojnej analizie sytuacji w gospodarce, gdyż pogorszenie perspektywy w reakcji na referendum ws. Brexitu nie jest poważne. Prognozy PKB zostały obniżone minimalnie, a dla inflacji utrzymane w miarę bez zmian. ECB na ten moment jest ukontentowany obecnym poziomem ekspansji monetarnej, choć zlecił odpowiednim zespołom analizę rozwiązań dla dalszego luzowania. Prezes Draghi na konferencji zostawił otwartą furtkę dla luzowania w przyszłości. Podtrzymujemy nasze oczekiwania, że w grudniu Bank obniży stopę depozytową o 10 pb i wydłuży czas trwania programu skupu aktywów.

Dla EUR decyzja ECB była neutralna i jeśli już, to na krótki czas zabrała argumenty dla chcących sprzedawać unijną walutę. EUR/USD jest mniej więcej na poziomach sprzed decyzji, choć więcej tu zasługi przebudzenia USD w popołudniowym handlu w Europie. Rynek prześciga się w pomysłach, co wywołało powrót sentymentu w stronę dolara. Z jednej strony najniższy do siedmiu tygodni odczyt wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA (259 tys.) może sugerować, że słabość sierpniowych odczytów ISM może być przejściowa, a tempo zatrudnienia ponownie przyspieszy. Ale jak to pogodzić z faktem, że średnia dla wniosków z sierpnia była niewiele wyższa (263 tys.)? Po drugie silne wzrosty cen ropy naftowej (+4 proc.) interpretowano jako zagrożenie przyspieszenia inflacji i skłonienie Fed od podwyżek stóp procentowych. Jednak za wzrosty odpowiada rekordowy spadek zapasów surowca w ubiegłym tygodniu, który wynikał z silnego spadku importu w rejonie Zatoki Meksykańskiej dotkniętej skutkami burzy tropikalnej. Następne dane prawdopodobnie przyniosą przeciwną zmianę zapasów. Podsumowując, odbicie USD może być oparte na kruchych fundamentach, choć dziś rano klimat awersji do ryzyka wywołany testami jądrowymi w Korei Północnej powinien pomagać USD względem aktywów ryzykownych (rynki wschodzące, AUD, NZD). Uwaga też na wystąpienia członków FOMC: Rosengren i Kaplan. Obaj prezentują lekko jastrzębie poglądy.

W piątek kalendarz nie zawiera topowych pozycji. Inflacja CPI z Norwegii, bilans handlowy z Wielkiej Brytanii, czy raport z rynku pracy Kanady to publikacje ważne dla rynków lokalnych, ale i tak na krótko. Z wymienionych najciekawiej zapowiadają się dane z Kanady. Po dwóch fatalnych odczytach wskazujących na redukcję pełnoetatowych miejsc pracy o 111,5 tys. trzeci spadek z rzędu będzie poważnym sygnałem alarmowym i wzmocni oczekiwania na łagodzenie polityki Banku Kanady. Z drugiej strony w historii bardzo rzadko trafiała się tak zła seria, więc wyższe wydaje się ryzyko solidnego odbicia.

Rynek krajowy skupia uwagę na dzisiejszej decyzji agencji Moody’s w sprawie ratingu Polski, która zostanie opublikowana po zamknięciu handlu w Warszawie. Jak na razie początek roku szkolnego złoty może zaliczyć do udanych i odreagowuje słabość z końca sierpnia, co wskazuje, że coraz mniej liczy na obniżkę ratingu. Trzymając się szkolnych analogii uważamy, że Moody’s wystawi Polsce mocną trójkę i utrzyma rating Polski na A2, ale też podtrzyma negatywną perspektywę. Uważamy, że od ostatniej rewizji w maju sytuacja wokół Polski nie uległa większej zmianie. Choć w ostatniej notce agencja zwróciła uwagę na niekorzystny dla oceny kredytowej Polski rozwój konfliktu rządu z Trybunałem Konstytucyjnym, to w połączeniu z innymi zdarzeniami od ostatniej rewizji (mniej szkodliwy dla banków projekt ustawy frankowej, projekt budżetu na przyszły rok nakierowany na utrzymanie deficytu poniżej 3 proc. PKB) widzimy bilansowanie się ryzyk. Wzrost gospodarczy Polski, choć w pierwszej połowie roku poniżej oczekiwań, dalej pozostaje solidny powyżej 3 proc. Biorąc pod uwagę już rozpoczęte dyskontowanie utrzymania ratingu, potencjalny rajd ulgi złotego w poniedziałek powinien być umiarkowany i zatrzymać się przy 4,30 za euro.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wczorajszy odczyt ISM na dobre wygasił spekulacje o wrześniowej podwyżce Fed, choć komentarze z Fed wciąż okraszone są jastrzębim akcentem. USD przeżywa trudne chwile, ale aktywa ryzykowne pozostają w mocy. Dziś kanonada banków centralnych trwa dalej, choć akurat same posiedzenia mogą być najmniej atrakcyjne.

Można by się rozwodzić, że choć ISM dla usług wypadł najgorzej od 2010 r., to komentarze ze strony respondentów ankiety rysują mniej ponury obraz i zwracają uwagę na przejściową słabość w aktywności. Ale spadek indeksu, to dalej spadek, a w połączeniu z podobnym rozczarowaniem w danych z przemysłu i niezadowalającym raportem z rynku pracy pomysł podwyżki stóp procentowych Fed we wrześniu jest martwy. Tymczasem szef oddziału Fed w San Francisco John Williams podtrzymuje optymizm, stwierdzając dziś w nocy, że gospodarka USA „jest w dobrej formie i zmierza we właściwym kierunku”. W rezultacie „sensownym jest powrócić do stopniowych podwyżek stóp procentowych, raczej wcześniej niż później”. Czy Williams przez ostatni tydzień był odcięty od informacji? Prawdopodobnie nie, a jego wypowiedź uwidacznia problem, z jakim Fed mierzy się od dłuższego czasu – rynek niechętnie zmienia swoje oczekiwania w stronę wskazywaną przez Fed. Inwestorzy tyle razy zawiedli się na deklaracjach gotowości do podwyżek, że z założenia są sceptyczni. Ostatnie dni tylko utwierdziły ich w przekonaniu. Celem wypowiedzi Williamsa i zapewne wkrótce innych członków FOMC będzie dbanie o to, by rynkowe oczekiwania na podwyżkę w grudniu nie spadły za bardzo. Obecnie stoją na 52 proc., a następnymi w kolejności do uspokojenia nastrojów są Lacker i George dziś o 16:00.

USD przegrywa dziś z walutami rynków wschodzących Azji, które nadganiają reakcję swoich odpowiedników z Europy i Ameryki oraz walut G10. Powtarzając któryś już raz: jeśli Fed nie przyspieszy podwyżek, inwestorzy będą dalej polować na wyższe stopy zwrotu, a rynki wschodzące są pierwszym miejscem, gdzie będą się rozglądać. Na głównych crossach sytuacja jest bardziej skomplikowana, gdyż dodatkowe czynniki też się liczą. EUR/USD to sprawa jutrzejszej decyzji ECB, gdzie gołębia niespodzianka nie jest wykluczona. GBP/USD ma jeszcze pole do wzrostów pod redukcję krótkich pozycji w funcie (Brexit), ale inwestorzy są ostrożni przed dzisiejszym wystąpieniem prezesa Banku Anglii Carneya w parlamencie (w towarzystwie Cunliffe’a, Forbes i McCafferty’iego). Tematem będzie opinia BoE o ostatnich danych z gospodarki, które generalnie zarysowały obraz mniej pesymistyczny, niż się obawiano tuż po referendum. W sierpniu, kiedy Bank luzował politykę monetarną, zasugerował dalsze luzowanie przed końcem roku. GBP z radością przyjmie bardziej wyważone stanowisko BoE.

USD/JPY notuje dziś największą zmianę, gdyż do negatywnej reakcji dolara na rozczarowujący ISM dla usług dochodzą doniesienia prasowe o sporze w Banku Japonii. Decydenci mają problem z uzgodnieniem stanowiska na rewizję polityki monetarnej, która będzie miała miejsce na posiedzeniu 20-21 września. Prezes Kuroda jest zwolennikiem ujemnych stóp procentowych, wiceprezes Iwata opowiada się zwiększeniem skupu aktywów. Kiuchi i Sato są wskazywani jako przeciwnicy jakiejkolwiek formy luzowania. Rozłam jest niebezpieczny, gdyż podkopuje szanse na trwalsze osłabienie jena, na czym zależy i rządowi i BoJ. Szaloną teorią w tym momencie jest, że BoJ chce obniżyć rynkowe oczekiwania, by efekt zaskoczenia zwiększył reakcję JPY, jeśli BoJ faktycznie dokona agresywnego luzowania. Na razie jednak sprzedaż JPY to ryzykowny interes.

Środa przynosi trzy decyzje banków centralnych. Szwedzki Riksbank posiada wciąż aktywny program skupu aktywów, który wygasa na koniec roku, a ostatnia słabość korony działa na korzyść odbicia inflacji. Z drugiej strony prognozy wzrostu gospodarczego wymagają rewizji w dół. Ogólnie bilans ryzyk jest neutralny, co przemawia za stanowiskiem „wait-and-see” i brakiem reakcji SEK. W Kanadzie rynek wycenia niecałe 6 proc. szans na obniżkę stopy procentowej Banku Kanady do 0,25 proc. Ostatnie dane z gospodarki są słabe, a ryzyka krajowe i zewnętrzne dla perspektywy wzrostu przeważają po negatywnej stronie. To ustawia nisko poprzeczkę dla gołębiego wydźwięku komunikatu. W Polsce zakładamy utrzymanie stopy referencyjnej na 1,5 proc. Seria słabszych danych makro z polskiej gospodarki podniosła głosy o konieczności złagodzenia stanowiska RPP, jednak komentarze ze strony członków Rady w większości wskazują, że stabilizacja kosztu pieniądza jest najbardziej preferowaną ścieżką. Dzisiejsza konferencja prasowa powinna potwierdzić neutralne nastawienie banku centralnego, co może oferować pewną dozę ulgi dla złotego, choć w tym tygodniu posiedzenie RPP pozostaje w cieniu piątkowej decyzji Moody’s o ratingu Polski.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynki pozostają w większości nijakie w oczekiwaniu na szczyt bankierów centralnych w Jackson Hole na koniec tygodnia. Wyróżniają się dolar nowozelandzki i ropa naftowa, przy czym pierwszy – pozytywnie, a drugi – negatywnie.

Pan Graeme Wheeler jest niechętny do cięć stóp procentowych i wczoraj kolejny raz to potwierdził. Szef Banku Rezerwy Nowej Zelandii (RBNZ) we wczorajszym przemówieniu nie był na tyle gołębi, jakby sobie część rynku życzyła. Wheeler stwierdził, że bilans ryzyk dla perspektywy gospodarczej nie uzasadnia utrzymania polityki pieniężnej bez zmian, ale też nie zmusza do silnego luzowania. Dodał, że rynkowe oczekiwania cięć o dodatkowe 35 pb odzwierciedlają ścieżkę, którą Bank uznaje za zasadną dla osiągnięcia celu inflacyjnego (1-3 proc.), a „oczekiwania, co polityka monetarna może osiągnąć, często są oderwane od rzeczywistości”. Tym samym Wheeler wylał kubeł zimniej wody na tych, którzy liczyli na szybkie obniżki o więcej niż 25 pb i są niewielkie szanse na prędki ruch na kolejnym posiedzeniu we wrześniu (ale listopad dalej jest w grze). RBNZ bardzo chciałby tańszego NZD i Wheeler stwierdził wczoraj, że kiwi „jest za wysoko”. Jednocześnie jednak Bank zdaje sobie sprawę, że niewiele jest w stanie zrobić w tym temacie. Globalne siły powodują, że kapitał portfelowy napływa do Nowej Zelandii, gdzie rynkowe stopy procentowe są najwyższe w całej przestrzeni G10. Dopóki to się nie zmieni, NZD pozostanie silny i może jeszcze się umocnić, gdyż wczoraj inwestorzy otrzymali dowód, że RBNZ nie będzie porywał się na niekonwencjonalne posunięcia dla zatrzymania aprecjacji.

Na co liczy RBNZ (i nie tylko on), to powrót Fed od podwyżek stóp procentowych i reaktywacja rajdu USD. Tutaj jednak sceptycyzm rynku nie słabnie, choć w głowach inwestorów kiełkuje myśl o możliwym jastrzębim zwrocie prezes Yellen podczas piątkowego wystąpienia na sympozjum w Jackson Hole. Jest to temat tygodnia i poza nim mało co się liczy, czego przykrym skutkiem ubocznym jest nijakość handlu w dniach poprzedzających wydarzenie. Wtorkowe odczyty PMI z Europy o USA mają niewielkie szanse na odmianę sytuacji. Dziś rano nie ma już śladu po dobrym rozpoczęciu tygodnia przez USD, który zyskiwał przy wsparciu jastrzębim wzmianek wiceprezesa Fed Fischera. Jest prawdopodobne, że aż do piątku wiele nie zmieni się w obrazie rynku. Jeszcze bardziej ponurym scenariuszem jest, że nawet jeśli Yellen podkreśli gotowość Fed do podwyżki przed końcem roku, rynek chłodno podejdzie do deklaracji i pozostanie w dotychczasowym dryfie. Przynajmniej do czasu, aż dane makro z USA nie zaczną potwierdzać przyspieszenia ożywienia.

W obliczu bezbarwnego handlu na FX spadek cen ropy naftowej o 3 proc. rzuca się w oczy. Okres wakacyjny zdążył już przynieść odtrąbienie wejścia ropy naftowej w rynek niedźwiedzia (spadek cen o ponad 20 proc.), by 4 tygodnie później ogłosić powrót rynku byka. Na starcie tygodnia ropa jest ponownie pod presją, gdyż wygasają czynniki stojące za ostatnimi wzrostami. Słabną nadzieje, że państwa OPEC dogadają się w temacie zamrożenia poziomów wydobycia, kiedy Irak i Nigeria przygotowują się do zwiększenia eksportu surowca. Dodatkowo, Chiny zalewają rynek produktami naftowymi – w lipcu eksport benzyny podwoił się w ujęciu rocznym, a sprzedaż diesla potroiła się. Wieści te zatrzymały proces domykania krótkich pozycji na rynku (budowany w lipcu) i słabe fundamenty znów wychodzą na powierzchnię. Uważamy, że do końca roku ceny ropy powinny ustabilizować się bliżej 50 USD (WTI), gdyż nasilający się popyt na ropę ze strony rynków wschodzących powinien doprowadzać do zniwelowania nadpodaży surowca. Ale krótkoterminowo emocje muszą zostać ostudzone.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Osobiście chciałbym, żeby był już wrzesień i handel na rynku walutowym wrócił do normy, gdyż zdumiewające jest szaleństwo, jakie miało miejsce w ostatnich 24 godzinach. Wszytko działo się wokół USD po szyldem debaty na kształtem polityki monetarnej Fed. Teraz jest spokojniej, ale dolar wciąż ma kilka widocznych siniaków i pozostaje wrażliwy na dalszą słabość.

Odnoszę wrażenie, że znalazłem się w alternatywnej rzeczywistości. Przez ostatnie kilka miesięcy podejście rynku do komentarzy przedstawicieli Fed odbywało się według schematu: większa uwaga na głosy z zarządu banku, bagatelizowanie komentarzy szefów regionalnych oddziałów. Za takim rozumowaniem stało tłumaczenie, że to w rdzeniu Fed znajduje się głos decydujący za ruchem na stopach procentowych. Dlatego zaskakujące jest, jak (dopiero) we wtorek rynek przejął się poniedziałkowymi (!) komentarzami szefa oddziału Fed w San Francisco Johna Williamsa. Williams nie wprost zasugerował utrzymywanie niskich stóp procentowych na dłużej, choć jego wypowiedź miała charakter akademicki i w żadnym stopniu nie odnosiła się do perspektyw podwyżki we wrześniu lub grudniu tego roku. Jakby tego było mało, rynek zaliczył zwrot o 180 stopni w reakcji na słowa Williama Dudleya, wiceprezesa Fed i jednoczenie szefa oddziału w Nowym Jorku, który jednym zdaniem wylał kubeł zimnej wody na sprzedających USD: „podwyżka we wrześniu jest możliwa”. Ale czy rzeczywiście? Czy ostatnie dane z gospodarki USA były na tyle dobre, aby dotychczas gołębi Dudley był gotowy na zagłosowanie za podwyżką we wrześniu? „Możliwość” nie oznacza jeszcze prawdopodobieństwa ponad 50 proc. (obecna wycena rynkowa wynosi 22 proc.). Wielokrotnie pisaliśmy, że Fed życzyłby sobie bardziej neutralnych oczekiwań rynkowych, które dadzą mu większą elastyczność w podejmowaniu decyzji. I komentarz Dudleya tak należy tłumaczyć – nie zamykać furtki dla żadnej opcji. Ale wakacyjny rynek przereagował, tak samo jak przereagował na słowa Williamsa. Nie mogę doczekać się września i powrotu regularności w handlu.

W efekcie wczorajszych zawirować interesujące będzie, jak rynek zareaguje na wieczorne zapiski z lipcowego posiedzenia FOMC. Pod analizę zostaną wzięte fragmenty charakteryzujące ryzyka dla gospodarki oraz pogląd na ścieżkę stóp procentowych. Biorąc pod uwagę wcześniej wskazaną chęć Fed do pozostawiania otwartej drogi dla każdego scenariusza, możliwe są wzmianki o podtrzymaniu przekonania dla jeszcze jednej podwyżki przed końcem roku. To może pomagać USD, ale nie powinniśmy oczekiwać silnej reakcji, gdyż rynek pamięta, jak Fed nie raz „wykręcał” się z jastrzębich deklaracji. Obraz techniczny na indeksie dolarowym i głównych crossach (EUR/USD, USD/JPY) sugeruje, że nad dolarem przynajmniej krótkoterminowo zbierają się czarne chmury.

Poza tym w kalendarzu mamy dane z rynku pracy Wielkiej Brytanii, ale będą to figury za czerwiec, a zatem nie mówiące nic o sytuacji gospodarki po referendum. Dane z polskiego rynku pracy powinny dalej wskazywać na kontynuację poprawy warunków dla pracowników – relatywnie wysoki wzrost płac, rosnące zatrudnienie. W obu przypadkach spodziewamy się marginalnej reakcji odpowiadających walut. Po południu pod lupę zostanie wzięty raport Departamentu Energii USA dotyczący zeszłotygodniowej zmiany zapasów ropy naftowej (prog. +0,4 mln baryłek). Wczoraj raport API wskazał na spadek zapasów ropy naftowej w USA w ubiegłym tygodniu o 1 mln baryłek, jednakże mocno wzrosły zapasy benzyny (+2,2 mln) i destylatów (+2,4 mln). Jeśli dzisiejszy raport DoE potwierdzi te zmiany, będzie to negatywny impuls dla cen ropy. Na godzinę przed publikacją minutek FOMC przemawiać będzie Bullard z Fed w St. Louis, gdzie rynek nastawia się na gołębie wzmianki.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynek akcji z Azji przynosi ochłodzenie nastrojów, ale FX pozostaje zamknięty w wąskich przedziałach wahań. Względnie bogaty w wydarzenia tydzień zmierza ku końcowi, przynosząc pierwsze miarodajne informacje o efektach Brexitu.

Wygląda na to, że łatwa część handlu na rynku jena dobiegła końca, kiedy wczoraj rynek został storpedowany wypowiedzią prezesa BoJ. W wywiadzie dla radia BBC 4 prezes Kuroda stwierdził, że nie ma potrzeby, ani możliwości wprowadzenia „helicopter money” (tj. bezpośredniego zastrzyku kapitału do strefy realnej przez bank centralny). Stwierdzenie było szokiem biorąc pod uwagę, na co nastawiał się rynek od ostatniego tygodnia. USD/JPY został zrzucony 200 pipsów, za nim się nie okazało, że wywiad z Kurodą był przeprowadzony w połowie czerwca, a zatem przed brytyjskim referendum i przed urealnieniem zagrożenia w postaci złamania poziomu 100 na USD/JPY. Po sprostowaniu USD/JPY częściowo odreagował spadki, ale mleko się rozlało i prysł efekt euforycznej sprzedaży jena. Choć japońskie media podsycały dziś spekulacje, że rządowy pakiet fiskalny razem z rządowymi gwarancjami może sięgnąć nawet 20-30 bln JPY, inwestorzy będą teraz ostrożniejszy w gonieniu wzrostów USD/JPY. W przyszłym tygodniu mamy posiedzenie Banku Japonii, gdzie luzowanie monetarne wcale nie jest przesadzone. Kuroda i spółka doskonale wiedzą, że jeśli ekspansja ma mieć trwały efekt osłabiający na jena, muszą uderzyć we współpracy z rządem. Ale premier Abe trzyma się planu wdrażania pakietu fiskalnego od września. Wprawdzie może go zaprezentować już za tydzień, ale jeśli tego nie zrobi, władze Japonii ryzykują rozczarowanie inwestorów i dołowanie USD/JPY.
Dzisiejsza publikacja indeksów PMI z Wielkiej Brytanii będzie pierwszą oceną kondycji biznesu w reakcji na głosowanie ws. Brexitu. Jednocześnie odczyty mogą być kluczowe dla Banku Anglii, gdyż mogą przesądzać o skali (o ile w ogóle) luzowania polityki w sierpniu. BoE w lipcowym komunikacie technicznie już zapowiedział cięcie stopy procentowej z prawdopodobnym rozszerzeniem QE, ale podjęcie takiej decyzji może zostać utrudnione, jeśli dane pozostaną nienaznaczone skazą Brexitu. Pesymizm brytyjskich przedsiębiorców wydaje się przesądzony, ale skala spadków indeksów koniunktury może nie być drastyczna biorąc pod uwagę, że ankiety PMI zostały przeprowadzone między 13 a 22 lipca, kiedy wstępny szok zdołał przeminąć. Dziś wyniki bliższe 47 powinny dać zielone światło dla luzowania BoE i funt powinien tracić. Wyniki bliżej 50 i BoE może zacząć się zastanawiać nad reakcją. Wątpliwość wkradnie się także na rynek FX i przy oczekiwaniach na cięcie w sierpniu na poziomie 80 proc. zbicie ich do 50:50 może obrócić GBP/USD do 1,34.

Podobne rozterki towarzyszą odczytom PMI z Eurolandu, choć tutaj są większe szanse, że przedsiębiorcy widzą przyszłość w mniej mrocznych barwach. Mimo to dużo słabsze dane będą wspierać oczekiwania na ruch ECB we wrześniu i mogą otworzyć drogę do ponownego zejścia EUR/USD pod 1,10. Po południu wokół danych o inflacji CPI i sprzedaży detalicznej z Kanady przeważają ryzyka negatywne, gdyż silna sprzedaż w kwietniu podnosi ryzyko korekcyjnego równania do trendu w maju. Przy słabej postawie ropy naftowej podtrzymujemy pesymizm względem CAD. Wreszcie PMI dla przemysłu z USA jest trzeciorzędną publikacją, która nie powinna wzruszyć USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Eksperci

Bugaj: Kolejne ciosy w GPW

Polska transformacja ustrojowa stawiana jest za wzór innym krajom. Do pewnego czasu jednym z symboli...

Co łączy Włochy, Turcję i Rumunię?

Coraz gorsze perspektywy dla włoskiej gospodarki wyłaniają się z jesiennych prognoz Komisji Europejs...

Ten tydzień pod znakiem USA, Wielkiej Brytanii oraz Chin

W przyszłym tygodniu uwaga rynków najpierw skupi się na wynikach wyborów do Kongresu USA, gdzie wiel...

Niewiele potrzeba, by zburzyć spokój

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się h...

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

AKTUALNOŚCI

Zniesienia górnego limitu składek na ZUS nie będzie

14 listopada 2018 r. Trybunał Konstytucyjny wydał długo oczekiwany wyrok w zakresie zgodności z Kons...

Wtorek, 12 listopada w PE: debata o wieloletnich ramach finansowych, wystąpienie kanclerz Niemiec A

We wtorek 12 listopada w Parlamencie Europejskim odbędzie się debata na temat wieloletnich ram finan...

Przedsiębiorcy przeciwni zmianom w ordynacji podatkowej

W dniu 23 października 2018 roku Sejm RP przegłosował rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o poda...

Eksport to jeden z motorów polskiej gospodarki

Po I półroczu 2018 r. eksport osiągnął wartość 107,6 mld EUR, poziom o 5,7% wyższy niż przed rokiem ...

Tauron i KGHM łączą siły na rzecz rozwoju elektromobilności

TAURON i KGHM Polska Miedź rozpoczną współpracę w obszarze budowania infrastruktury ładowania pojazd...