środa, Listopad 21, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "firmy windykacyjne"

firmy windykacyjne

Są młode, mieszkają na wsi lub w małym miasteczku na Śląsku bądź Mazowszu i mają blisko 4,5 tys. złotych do oddania. Chociaż na listach dłużników kobiety zaczynają przeważać po 65. roku życia, to w przypadku długów w firmach pożyczkowych, już w młodym wieku zaczynają dorównywać mężczyznom. Jest ich tyle samo, co panów, ale ich długi są większe. W przeciwieństwie do banków – tu nadal wyraźnie dominuje płeć brzydka – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów.

Kobiety zadłużają się w firmach pożyczkowych równie często jak mężczyźni. Jednak to one mają większe długi – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Statystyczna Polka ma do oddania firmie pożyczkowej blisko 4,5 tys. złotych, podczas gdy zaległości Polaka są o pół tysiąca złotych mniejsze. Z kolei mężczyźni częściej zadłużają się w bankach. Wśród dłużników bankowych notowanych w KRD, aż 61 proc. stanowią panowie. Średnia wartość niespłacanego przez nich kredytu to 62,1 tys. złotych. Kobiety mają do oddania średnio 57,7 tys. złotych.

– Płeć piękna najczęściej pożycza mniejsze kwoty na kupno nowych mebli i dodatków do mieszkania, nieoczekiwane wydatki czy sfinansowanie bieżących potrzeb. Zdarzają się też spontaniczne zakupy: pożyczka 5 tys. złotych na spodnie i torebkę sygnowaną logiem znanego projektanta. Z kolei mężczyźni tradycyjnie już zapożyczają się w bankach na kupno mieszkania i zakup samochodu. W firmach pożyczkowych zaciągają pieniądze na kaprysy: drogie kino domowe lub nowy model smartfona. Coraz częściej panowie pożyczają też na kupno motoru, a potem na akcesoria motocyklowe. Jak widać, niezależnie od płci pojawiają się pożyczki związane z zachciankamitłumaczy Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Duża różnica między średnią wartością długu wobec banków (60,4 tys. złotych), a firm pożyczkowych  (4,2 tys. złotych) wynika ze skali ich dotychczasowej działalności. Te drugie pożyczały początkowo niewielkie kwoty na krótki okres. W 2017 roku nastąpiła jednak zauważalna zmiana, która wkrótce zapewne znajdzie odbicie w statystykach dłużników.

W dużym mieście w banku, a na wsi i w miasteczku w firmie pożyczkowej

Najwięcej dłużników bankowych i pożyczkowych mieszka na Mazowszu, Górnym i Dolnym Śląsku oraz w Wielkopolsce. O ile w przypadku tych trzech ostatnich województw, odsetek dłużników bankowych dorównuje odsetkowi dłużników firm pożyczkowych, to inaczej sytuacja ma się wśród zadłużonych z Mazowsza. To w tym regionie zapożyczonych wobec banków jest o 6 proc. więcej od mających nieuregulowane zobowiązania u firm z sektora pozabankowego.

Mieszkańcy dużych miast najczęściej zapożyczają się w bankach. Stanowią oni 44 proc. wszystkich dłużników bankowych. Zupełnie inaczej sprawa ma się w przypadku zadłużonych wobec firm pożyczkowych. 41 proc. z nich to mieszkańcy wsi i małych miasteczek.

– Z jednej strony to efekt tego, że w najmniejszych miejscowościach nie zawsze są placówki bankowe, a osoby zamieszkujące wsie czy malutkie miasteczka preferują kontakt osobisty, dlatego chętniej sięgają po finansowanie udzielane przez firmy pożyczkowe, zwłaszcza że ich przedstawiciel przynosi pieniądze do domu. Ale od kilku lat bardzo dynamicznie rozwijają się firmy pożyczkowe, które pożyczają pieniądze przez Internet. Z ich oferty korzystają osoby o dobrej zdolności kredytowej, młode, dla których Internet jest czymś naturalnym, a oferta firm pożyczkowych jest bardziej elastyczna – tłumaczy Adam Łącki.

Dłużnicy bankowi starsi od pożyczkowych

Co drugi dłużnik bankowy ma od 36 do 55 lat, a co trzeci przekroczył 56. rok życia. W przypadku firm pożyczkowych struktura wiekowa dłużników jest dokładnie odwrotna. Najwięcej, bo aż 37 proc. wszystkich zadłużonych wobec firm pożyczkowych ma od 18 do 35 lat. Później z każdym rokiem odsetek zadłużonych maleje.

– Te dane pozwalają zauważyć dwie kwestie. Szczyt zadłużenia w przypadku dłużników bankowych następuje w wyższych kategoriach wiekowych, co ma związek z tym, że w wieku 36-55 lat osoby zaciągające kredyty mają większą zdolność kredytową i najczęściej korzystają z tego finansując zakup mieszkania lub samochodu. Z kolei zadłużenie wobec firm pożyczkowych jest najwyższe wśród ludzi młodych. Sama oferta firmy pożyczkowej często wygrywa z ofertą banku – jest bardziej elastyczna, a co za tym idzie pieniądze w prostszy i szybszy sposób trafią na konto pożyczkobiorcy. To właśnie te aspekty sprawiają, że znaczna część młodych ludzi chętniej zapożycza się w firmach pożyczkowych niż w bankach – dodaje Jakub Kostecki.

Rekordzista ma 20 innych wierzycieli

Aż 53 proc. dłużników bankowych ma więcej niż jednego wierzyciela. W przypadku firm pożyczkowych odsetek ten jest wyższy i sięga około 58 proc. Dłużnicy banków i firm pożyczkowych najczęściej nie płacą też funduszom sekurytyzacyjnym i firmom windykacyjnym. Równie często zapominają uregulować alimenty czy rachunki za telefon. Co ciekawe, osoby, które mają długi wobec banków, zalegają też firmom pożyczkowym, a dłużnicy firm pożyczkowych mają niespłacone zobowiązania wobec banków.

Rekordzistą wśród dłużników firm pożyczkowych jest jedna osoba, która poza niespłaconą w terminie pożyczką, dodatkowo zalega z zapłatą u dwudziestu innych wierzycieli. Dług z tytułu zaciągniętej pożyczki to około 1 300 złotych, ale łączne zadłużenie wobec pozostałych podmiotów wynosi blisko 150 tys. złotych. Dla porównania bankowy dłużnik-rekordzista ma 14 innych wierzycieli.

Zadłużenie wszystkich firm notowanych w Krajowym Rejestrze Długów sięga już 10 miliardów złotych, a średni dług przekracza 41,5 tysiąca złotych. To kwota, na którą mikroprzedsiębiorstwo zatrudniające do 9 pracowników musiałoby pracować przez 8 miesięcy.

Długi wszystkich firm wpisanych do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej wynoszą obecnie 9,99 miliarda złotych. Ta kwota to łączna wartość niemal 962 tysięcy zobowiązań niezapłaconych w terminie przez niespełna 241 tysięcy dłużników. Jedna firma ma więc średnio do spłacenia 4 zobowiązania warte razem 41,5 tysiąca złotych.

– Na największych polskich firmach, czy nawet rynkowych średniakach, te kwoty nie robią większego wrażenia. Musimy jednak pamiętać, że zdecydowana większość firm działających w Polsce to mikroprzedsiębiorstwa i to często one mają problem z odzyskaniem pieniędzy. W ich przypadku brak płatności na kwotę kilkudziesięciu, czy nawet kilkunastu tysięcy złotych to dramat. Zdarza się, że kończący się bankructwem firmyuważa Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Według najnowszych dostępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego dotyczących mikrofirm, w 2016 roku działalność gospodarczą w Polsce prowadziły ponad 2 miliony przedsiębiorstw o liczbie pracujących do 9 osób. Dochód przypadający na jedną taką firmę przekraczał 62 tysiące złotych.

Średni dług firmy notowanej w Krajowym Rejestrze Długów na poziomie 41,5 tysiąca złotych stanowi 2/3 tej kwoty. Mikrofirma, której dłużnik bądź dłużnicy nie oddali takiej kwoty, musiałaby pracować na nią przez 8 miesięcy. To oczywiście porównanie mające na celu pokazanie skali problemu. Pomysł, żeby firma pracowała na pieniądze, których nie zapłacili jej dłużnicy jest mocno abstrakcyjny. Niestety wiele firm w Polsce go praktykuje – podsumowuje Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

3 województwa i ponad 4 miliardy złotych długów

Największe łączne zadłużenie mają firmy zarejestrowane w województwie mazowieckim (1,79 miliarda złotych), śląskim (1,49 mld zł) oraz wielkopolskim (1,05 mld zł). Długi firm z tych regionów wynoszą w sumie 4,33 miliarda złotych, czyli ponad 43% wartości nieopłaconych w terminie zobowiązań wszystkich firm wpisanych do Krajowego Rejestru Długów.

Dług przypadający na jedną zadłużoną firmę w tych województwach sięga 40,86 tysiąca złotych (Mazowsze), 45,05 tysiąca złotych (Wielkopolska) oraz 47,38 tysiąca złotych (Śląsk). Żadne z wymienionych nie jest jednak liderem zestawienia. Najwyższe miejsce na podium zajmuje województwo pomorskie, gdzie jedna firma-dłużnik ma średnio do oddania 50 tysięcy złotych. Dla porównania, przeciętne zadłużenie w skali kraju wynosi 41,52 tysiąca złotych.

Niechlubnym rekordzistą tego zestawienia jest spółka z województwa śląskiego, której łączne zaległości przekraczają 103 miliony złotych. Na tę kwotę składają się trzy zobowiązania wobec funduszu sekurytyzacyjnego. Dłużnik z rekordowym w skali kraju długiem działa w branży handlowej – opisuje  Adam Łącki.

Są złe, ale są też dobre wiadomości

W drugim kwartale 2017 roku aż 86 procent firm, czyli o 5 punktów procentowych więcej niż w pierwszym kwartale, wskazuje na kłopoty z otrzymaniem zapłaty od kontrahentów w umówionym terminie. To wynik badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” przeprowadzonego przez Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Dlatego właśnie w sytuacji, w której kontrahent nie płaci w terminie kluczowe jest szybkie i zdecydowane działanie. Im szybciej podjęte zostaną działania mające na celu odzyskanie pieniędzy, tym większa szansa, że zakończą się one sukcesem, a pieniądze trafią na konto firmy. W najbliższym czasie przedsiębiorcom mogą w tym pomóc nowe przepisy dotyczące biur informacji gospodarczej.

Od 13 listopada 2017 roku obowiązywać będzie znowelizowana ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych. Kluczową zmianą jest możliwość wpisania dłużnika do KRD już po 30 dniach od upłynięcia terminu płatności, a nie jak dotychczas po 60. Skrócenie tego okresu o połowę ułatwi wielu przedsiębiorcom odzyskanie pieniędzy od nierzetelnych kontrahentów wyjaśnia Konrad Siekierka, radca prawny z kancelarii Via Lex.

Warto też pamiętać o windykacji na koszt dłużnika. Taką możliwość wprowadziła ustawa o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, która weszła w życie w kwietniu 2013 roku.

Choć liczba firm korzystających z tego rozwiązania rośnie, to wielu przedsiębiorców wciąż nie zdaje sobie sprawy z istnienia takiej możliwości. A szkoda, bo często wystarczy jeden telefon z firmy windykacyjnej, żeby przekonać dłużnika do oddania pieniędzy. Kluczowe jest jednak szybkie podjęcie działań. Im młodszy dług, tym większa szansa na odzyskanie pieniędzy – podsumowuje Jakub Kostecki.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Choć wydaje się, że w budownictwie najgorsze już minęło, to sytuacja finansowa branży wciąż nie jest najlepsza. Według najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów, przedsiębiorstwa z tego sektora są winne innym firmom ponad 2,2 mld zł i ich zaległości rosną. Gros tego zadłużenia stanowią duchy przeszłości, czyli zobowiązania zaciągnięte kilka lat wcześniej z tytułu kredytów lub leasingów.

Ostatnie lata były dla branży budowlanej bardzo trudne, jednak wraz z początkiem bieżącego roku budownictwo powoli odbija się od dna. Dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że rośnie produkcja sprzedana przemysłu i produkcja budowlano-montażowa. Wpływ na to mają przede wszystkim: wzmożone prace drogowe wynikające z realizowanych kontraktów współfinansowanych przez Unię Europejską oraz pozytywna koniunktura w budownictwie mieszkaniowym.

Niestety wiele firm budowlanych nadal boryka się problemami finansowymi. W Krajowym Rejestrze Długów notowanych jest 60 950 przedsiębiorstw, które mają łącznie 262 901 niezapłaconych faktur. Całkowite zadłużenie branży wynosi 2,21 mld zł i z roku na rok rośnie:

  • sierpień 2015 r. – 1,02 mld zł
  • sierpień 2016 r. – 1,49 mld zł
  • sierpień 2017 r. – 2,21 mld zł

Średnie zadłużenie firmy budowlanej wynosi 36,2 tys. zł, ale są wśród nich rekordziści z długiem przekraczającym nawet 10 mln zł, jak choćby przedsiębiorstwo z województwa kujawsko-pomorskiego (10 996 557,91 zł). Najbardziej zadłużone województwa, w których łączna wartość zobowiązań firm budowlanych przekracza 200 milinów zł, to: mazowieckie (374 278 284,72 zł), śląskie (274 111 334,02 zł) i wielkopolskie (223 325 166,88 zł). Tam również znajduje się największa liczba dłużników: mazowieckie (10 052), śląskie (7 904) i wielkopolskie (6 124).

Stare długi nie rdzewieją

Polskie budownictwo to sektor wykonawców i podwykonawców, w którym jedni zależą od drugich, i który jest ściśle uzależniony od materiałów, transportu, przetargów oraz siły roboczej.

W branży budowlanej panuje efekt domina. Podwykonawcy mają długi wobec innych podmiotów, bo sami nie otrzymali zapłaty od wykonawców. 2,2 miliarda złotych, czyli łączne zadłużenie tego sektora, to ogromna kwota, która nie pozostaje bez wpływu na inne gałęzie gospodarki ściśle związane z budownictwem. Dotyczy to w szczególności firm działających w sektorze produkcji budowlano-montażowej czy branży handlowej. Względem nich firmy budowlane mają zobowiązania o wartości ponad pół miliarda złotych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Głównymi wierzycielami przedsiębiorstw budowlanych są fundusze sekurytyzacyjne i firmy windykacyjne, następnie banki i firmy leasingowe. Biorąc pod uwagę fakt, że wtórni wierzyciele odkupują długi głównie od instytucji finansowych, można zauważyć, że branża ma duży problem z obsługą kredytów i leasingów. Często są to zobowiązania zaciągnięte kilka lat wcześniej, bo banki z reguły próbują najpierw samodzielnie odzyskać pieniądze, a dopiero gdy to się nie udaje, sprzedają wierzytelności.

Dramat podwykonawców

W najgorszej kondycji znajduje się podsektor specjalistycznych robót budowlanych, czyli związany z rozbiórką, pracami wykończeniowymi, przygotowaniem terenu pod budowę czy instalacjami. Ma największe zadłużenie (900 mln zł) oraz najwyższą liczbę dłużników (31 371) i liczbę zobowiązań (127 165).

Jest to grupa małych i średnich przedsiębiorstw, które wykonują zlecenia na rzecz większych podmiotów. Kiedy nie otrzymują pieniędzy od głównych wykonawców, same przestają płacić innym. W największym stopniu narażone są na kłopoty finansowe, a nawet bankructwo. Niestety, firma, która trafia do KRD jako dłużnik, nie może uchodzić za rzetelną, przestaje być wiarygodna w relacjach biznesowych, ma trudności z pozyskaniem nowych kontraktów i wreszcie zostaje pozbawiona pozytywnej opinii, co w branży takiej jak budownictwo, bywa nieodwracalną stratą – mówi Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Biznes bez zabezpieczeń

Niemal 45% należności z 444 mln zł, jakie mają do odzyskania firmy budowlane od swoich klientów, to faktury wystawione… innym firmom budowlanym. Chyba w żadnej innej branży zjawisko wzajemnego niepłacenia sobie nie jest aż tak widoczne. Pozostali dłużnicy branży to zleceniodawcy z sektorów: handlowego, przemysłowego, transportowego, projektowego i związanego z zarządzaniem nieruchomościami.

W branży budowlanej dość często więksi zleceniodawcy wykorzystują swą dominującą pozycję, wymuszając np. zapisy w umowach, które potem są interpretowane na niekorzyść podwykonawców. Podwykonawcy z kolei nie zabezpieczają odpowiednio swoich interesów: zawierają umowy ustne zamiast pisemnych i nie gromadzą dokumentów poświadczających wykonanie poszczególnych prac. To powoduje, że w efekcie nie są w stanie udowodnić zasadności swoich roszczeń. Dlatego do takich spraw tworzymy zawsze specjalne zespoły najlepszych negocjatorów i prawników – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

O zabezpieczeniu swoich interesów przypomina też Konrad Siekierka, radca prawny z kancelarii prawnej Via Lex, współpracującej z Kaczmarski Inkasso: – Spory sądowe o zapłatę za wykonane prace budowlane są bardzo czasochłonne. To powoduje, że ci „słabsi” wykonawcy często idą na niekorzystne dla siebie ugody, tylko po to, aby w krótszym czasie odzyskać jakiekolwiek pieniądze.

Długa lista przyczyn zadłużenia

Dzisiejsze zadłużenie to w części pokłosie zobowiązań, które powstały w budownictwie w ciągu kilku ostatnich lat. Duży wpływ na jego powstanie miały ubiegłoroczne przestoje w inwestycjach realizowanych ze środków unijnych. Obecnie jednym z takich czynników jest odwrócony VAT w budownictwie. Aby ratować się przed zatorami – podwykonawcy podnieśli ceny netto, co okazało się obciążeniem dla większych przedsiębiorstw. Duże firmy z kolei uskarżają się na wzrost płacy minimalnej i zjawisko odpływu pracowników, a także niestabilność cen materiałów, brak surowców, wojny kontraktowe. Problemem jest też to, że wzrost kosztów realizacji inwestycji (zatrudnienia, materiałów, transportu) nie stanowi argumentu dla inwestorów, by zmieniać zapisy umów. W konsekwencji firmy budowlane na ten i przyszły rok zostały z kontraktami, które są niedoszacowane i zagrażają ich płynności finansowej.

 

 

Źródło: Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej SA

W ciągu ostatnich lat coraz więcej menadżerów z niepokojem obserwuje spadek produktywności w swoich zespołach. Z badań przeprowadzonych przez amerykański Departament Pracy na początku 2016 roku wynika, że średnia wydajność przypadająca na jednego pracownika spadła o 1%. Warto przy tym zauważyć, że w tym samym okresie podniosły się koszty pracy.

Poczta elektroniczna a produktywność

Niektórzy winą za spadek efektywności obarczają pocztę elektroniczną. Jakiś czas temu Business Insider  opublikował artykuł („Email might be making American workers less productive”), w którym powołał się na badania przeprowadzone w 2015 roku na 400 amerykańskich biznesmenach. Wynikało z nich, że sprawdzanie poczty elektronicznej zajmuje pracownikom ponad 6 godzin dziennie, z czego 3,2 godziny poświęcają na czytanie służbowych maili, a 3,1 to czas spędzony na odbieraniu wiadomości prywatnych.

Wpływ hałasu na koncentrację

Spędzanie czasu na czytaniu maili może stanowić część problemu, ale to z pewnością nie jedyny powód spadku efektywności wśród pracowników. Tym, na co najczęściej skarżą się osoby zatrudnione w biurach, są hałas i brak prywatności. Raport Harvard Business Review („Noise at the Office: How to Cope”) dowodzi, że hałas w miejscu pracy nie tylko źle wpływa na koncentrację, lecz także obniża efektywność i zwiększa poziom stresu.

Podczas badania przeprowadzonego przez amerykańską firmę architektoniczną Gensler ( 2013 U.S. Workplace Survey ) 69% ankietowanych stwierdziło, że poziom hałasu w ich miejscu pracy jest zbyt wysoki. Z analizy wynika również, że ogólna ocena warunków pracy w biurze spadła o 6% w stosunku do wyników badania Genslers z 2008 roku.

Kilka lat temu Plantronics zlecił niezależnej firmie consultingowej E3 Consulting Corporation przeprowadzenie badania, mającego ustalić, czy korzystanie ze słuchawek w miejscu pracy może przyczynić się do zwiększenia produktywności. W projekcie wzięli udział pracownicy firmy windykacyjnej, którzy przynajmniej 10% czasu spędzają na rozmowach telefonicznych. Podzielono ich na dwie grupy – członkowie grupy eksperymentalnej używali słuchawek, podczas gdy grupa kontrolna pracowała bez nich. Okazało się, że w okresie, w którym prowadzono badanie, ci pierwsi zamknęli o 23,5% spraw więcej niż w poprzednim miesiącu. Sami badani ocenili, że ich produktywność wzrosła średnio o 22% dzięki użyciu słuchawek.

Czy pracodawcy nie słyszą problemu?

Badania przeprowadzone przez Plantronics we współpracy z Oxford Economics wykazały, że zaledwie 35% menadżerów uważa, że hałasy płynące z otoczenia powodują spadek satysfakcji. Tymczasem wśród pracowników na negatywny wpływ hałasu skarży się 53%. W przestrzeni typu open space pracownicy przez cały dzień wystawieni są na odgłosy wydawane przez sprzęty biurowe, szum dobiegający zza okna, a także słuchanie rozmów współpracowników. Praca w głośnym otoczeniu zwiększa zmęczenie i stres, powoduje większe niezadowolenie, a przede wszystkim obniża produktywność. Niestety pracodawcy wciąż w niewystarczającym stopniu dostrzegają negatywny wpływ hałasu na swoje zespoły.

 

Źródło zdjęć: Plantronics

Firmy windykacyjne skupują przedawnione długi, licząc na naiwność dłużników. Część z nich płaci je dla świętego spokoju, inni nie reagują do czasu, aż komornik zapuka do drzwi. Jak się przed tym bronić? Przygotowaliśmy dla konsumentów praktyczny poradnik.

Handel długami to bardzo opłacalny biznes, firmy windykacyjne skupują przedawnione roszczenia za bezcen, a od nieświadomych klientów żądają spłaty całości zadłużenia wraz z odsetkami. Zdarza się też, że roszczenia są nieuzasadnione, a mimo to dostajemy pismo z żądaniem zapłaty długu, którego nigdy nie zaciągnęliśmy.

  1. Nie jesteś dłużnikiem? Nie wyrzucaj pisma do kosza

Jeżeli nigdy nie miałeś kontaktu z rzekomym wierzycielem albo jesteś pewien, że nie masz u niego żadnego długu, naturalnym odruchem jest wyrzucenie pisma do kosza. Przestrzegają przed tym jednak specjaliści od praw konsumentów.

– Jeśli dostaniemy takie wezwanie do zapłaty, trzeba na piśmie zażądać od firmy windykacyjnej wyjaśnień, na podstawie jakiej umowy dochodzi ona roszczeń. Może się tak zdarzyć, że konsumentowi ukradziono kiedyś dowód i ktoś wykorzystał jego dane do podpisania umowy – ostrzega Łukasz Peryt z Biura Miejskiego Rzecznika Konsumentów w Szczecinie. – Jeśli firma windykacyjna nie chce tego wyjaśnić, można się zwrócić z prośbą o pomoc do miejskiego rzecznika konsumentów, który w imieniu klienta wystąpi do wierzyciela o udostępnienie kopii umowy, na podstawie której powstał rzekomy dług – dodaje specjalista. Pomóc mogą też lokalne oddziały Federacji Konsumentów.

Gdyby okazało się, że podpis pod umową nie zgadza się z podpisem dłużnika, należy sprawę zgłosić na policję, bo oznacza to, że ktoś niezgodnie z prawem wykorzystał nasze dane osobowe do zaciągnięcia zobowiązania finansowego.

– Jeżeli firma windykacyjna skieruje taką sprawę do sądu, koniecznie należy podjąć obronę i kwestionować stanowisko windykatorów. W przeciwnym razie możemy na gruncie formalnym doprowadzić do uprawomocnienia się wyroku, oczywiście niesłusznego, przeciwko nam. Jego późniejsze podważenie jest często bardzo trudne czy wręcz niemożliwe – radzi Małgorzata Anisimowicz z kancelarii PMR Restrukturyzacje SA.

  1. Długi się przedawniają

Jeśli byłeś kiedyś klientem firmy, u której masz rzekomy dług, sprawdź, czy roszczenie nie uległo przedawnieniu. Często zdarza się, że windykatorzy chcą ściągnąć dług, który zgodnie z prawem nie może być już dochodzony przed sądem.

Roszczenia związane z prowadzeniem działalności gospodarczej przedawniają się z upływem lat 3 liczonych od dat ich wymagalności (mowa tu o roszczeniach przedsiębiorców w stosunku do ich klientów). Oznacza to, że np. roszczenie o zapłatę rachunku wystawionego za usługi telekomunikacyjne (telefon komórkowy czy internet) przedawnia się po 3 latach od upływu terminu płatności wskazanego na tym rachunku.

– Warto jednak rozważyć, czy mimo przedawnienia długu nie lepiej jest spłacić go firmie windykacyjnej. Przedawniony dług nadal istnieje, ale staje się tzw. roszczeniem naturalnym, czyli wciąż istniejącym, ale niezasługującym na ochronę prawną. Oznacza to, że jeżeli wierzyciel (firma windykacyjna) pozwie nas do sądu i podniesiemy zarzut przedawnia roszczeń, sąd oddali powództwo i dług nie będzie przymusowo egzekwowany (np. przez komornika). Nie oznacza to jednak, że wierzyciel nie będzie mógł nakłaniać dłużnika do dobrowolnej spłaty długu, np. wysyłać wezwań do zapłaty, a nawet zamieścić informacji o długu w bazie wybranego Biura Informacji Gospodarczej (tzw. rejestrze dłużników) – przestrzega Łukasz Peryt.

  1. Poradź się specjalistów

Każdy konsument, który nie jest pewny, czy roszczenie się przedawniło, może zadzwonić na bezpłatną Infolinię Konsumencką przy Stowarzyszeniu Konsumentów Polskich, gdzie uzyska fachową poradę . Można też zgłosić się do miejskiego lub powiatowego rzecznika konsumentów. Bezpłatną pomoc prawną konsumenci nieprowadzący działalności gospodarczej uzyskają także w Federacji Konsumentów.

  1. Jesteś winny pieniądze? Nie lekceważ sprawy

W sytuacji, gdy jesteś dłużnikiem, ale twoja wierzytelność się przedawniła, nie lekceważ sprawy. Napisz odpowiedź firmie windykacyjnej i wyślij ją listem poleconym z potwierdzeniem odbioru. W piśmie napisz, powołując się na odpowiedni przepis Kodeksu cywilnego (art. 117-125 kc), że twój dług się przedawnił. To nie koniec działań. Jeśli firma windykacyjna poda cię do sądu, tam też musisz udowodnić, że dług jest przedawniony. Zgodnie z przepisami sąd rozpatrujący sprawę może wziąć pod uwagę zarzut przedawnienia tylko wtedy, gdy dłużnik go podniesie.

Jeżeli nie podniesiesz zarzutu przedawnienia w odpowiedzi na otrzymany pozew bądź w sprzeciwie wobec nakazu zapłaty – czyli przed wdaniem się w spór co do istoty sprawy – utracisz możliwość późniejszego podniesienia tego zarzutu. A wtedy możesz spodziewać się, że kiedy zapadnie wyrok sądowy, komornik natychmiast wyegzekwuje ten dług. Pamiętaj też, że masz na podniesienie zarzutu nieprzekraczalny termin 14 dni kalendarzowych, liczonych od dnia odebrania korespondencji z pozwem bądź nakazem zapłaty.

  1. Dostałeś nakaz zapłaty? Reaguj

Zdarza się, że dłużnik nie został poinformowany o toczącym się przeciwko niemu postępowaniu sądowym i pewnego dnia otrzymuje nakaz zapłaty. Do takich sytuacji dochodzi najczęściej wtedy, gdy firma windykacyjna podała nieaktualny adres zamieszkania dłużnika. Nawet wtedy jeszcze nie wszystko jest stracone.

Jeśli otrzymasz taki nakaz zapłaty, w ciągu dwóch tygodni musisz wnieść do sądu sprzeciw (liczy się data stempla pocztowego). Trzeba go jednak odpowiednio uzasadnić, np. faktem, że nakaz zapłaty został skierowany na niewłaściwy adres i dlatego nie został ci doręczony. Jeżeli dług został już spłacony albo jest przedawniony – trzeba w piśmie do sądu przedstawić na to dowody. W sytuacji, gdy prawidłowo wniesiesz sprzeciw, nakaz zapłaty traci moc, a sąd wyznacza termin nowej rozprawy.

  1. Możesz wstrzymać egzekucję

Może się też tak zdarzyć, że nie otrzymałeś nakazu zapłaty, bo sąd przesłał go na niewłaściwy adres, a komornik zajął ci konto bankowe lub zapukał do twoich drzwi. Masz siedem dni na to, by obronić się przed egzekucją. Musisz złożyć w sądzie zażalenie na postanowienie o nadaniu klauzuli wykonalności nakazowi zapłaty. Zapłacisz za to 40 zł. W uzasadnieniu podaj dowody potwierdzające, że mieszkasz pod innym adresem. Gdy sąd uwzględni twoje zażalenie, uchyli postanowienie o nadaniu klauzuli wykonalności i ponownie wyśle ci nakaz zapłaty z pozwem.

  1. Nowe prawo ułatwi życie konsumentom

Ze względu na to, że wielu konsumentów nie zdaje sobie sprawy z przedawnienia roszczeń, Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt ustawy, która zobowiąże sąd do zbadania, czy roszczenie jest przedawnione. Jeśli po analizie materiału dowodowego sąd stwierdzi, że upłynął termin przedawnienia, oddali powództwo. Nowe przepisy będą nowelizacją trzech ustaw: Kodeksu cywilnego, Kodeksu postępowania cywilnego oraz ustawy o prawach konsumenta.

– Projekt ustawy znajduje się na etapie uzgodnień międzyresortowych oraz konsultacji publicznych i opiniowania – mówi Milena Domachowska z biura prasowego ministerstwa. Dodaje, że najprawdopodobniej pod koniec tego roku trafi on do sejmu.

Projekt przewiduje również skrócenie podstawowego terminu przedawnienia z 10 do 6 lat. Roszczenia związane z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz dotyczące świadczeń okresowych (np. czynsz najmu) będą aktualne tak jak do tej pory – 3 lata.

  1. Egzekucja nie będzie taka łatwa

W nowych przepisach planowane są również zmiany dotyczące egzekucji komorniczej z rachunku bankowego. Teraz komornik może zająć rachunek bankowy dłużnika drogą elektroniczną, a banki muszą bezzwłocznie przekazać mu zajętą kwotę. Zgodnie z nowym projektem pieniądze, które zajął komornik, nie trafią na jego konto wcześniej niż przed upływem 7 dni. Ten czas pozwoli dłużnikowi wnieść powództwo o pozbawienie wykonalności tytułu wykonawczego, jeśli roszczenie jest przedawnione lub bezzasadne. Czy nowe przepisy zostaną przyjęte przez sejm? Czas pokaże.

 

Źródło: PMR Restrukturyzacje S.A.

Natrętny, groźny, arogancki. Solidnie umięśniony, odziany w dres, z kijem bejsbolowym w ręce i składający niezapowiedziane wizyty w domu. Na myśl o takiej osobie na plecach pojawia się gęsia skórka, a w oczach strach. Na szczęście takie opinie o pracownikach firm windykacyjnych odeszły do lamusa. Jak wynika z badania „Wizerunek windykatora” przeprowadzonego na zlecenie Kaczmarski Inkasso, windykator w oczach Polaków to schludnie ubrany mężczyzna, którego cechuje kultura i spokój, a jego zadaniem jest znalezienie rozwiązania niełatwego problemu, zarówno dla dłużnika, jak i wierzyciela.

Firmy windykacyjne w Polsce pojawiły się w 1992 roku wraz z żywiołowym wówczas rozwojem wolnego rynku. Żywiołowość oznaczała niestety także wielomiesięczne zwlekanie z zapłatą albo w ogóle unikanie regulowania faktur. Część windykatorów w kontaktach z dłużnikiem wdrażała podpatrzone w Europie Zachodniej standardy postępowania oparte na poszanowaniu prawa. Niestety na nową branżę patrzono poprzez pryzmat tych, których zachowanie daleko odbiegało od takich wzorców. Windykatorzy kojarzyli się z zastraszaniem, nachodzeniem w domu i wykorzystaniem każdego sposobu, aby zmusić dłużnika do oddania pieniędzy. Jednak przez 25 lat zmieniły się nie tylko metody odzyskiwanie długów, ale i sam wizerunek windykatora.

To właśnie 25-lecie działalności Kaczmarski Inkasso skłoniło nas do sprawdzenia, jaki tak naprawdę Polacy mają obraz negocjatora. Od początku działalności staraliśmy się promować w Polsce zachodnie standardy windykacyjne oparte na przestrzeganiu prawa i szacunku wobec dłużników. To podejście przełożyło się nie tylko na najwyższej jakości usługi, ale przede wszystkim wytyczyło kierunek rozwoju dla całej branży zarządzania wierzytelnościami w naszym kraju. Miarą zmian, jakie zaszły przez te ćwierć wieku jest m.in. właśnie wizerunek negocjatora – zauważa Maciej Kaczmarski, założyciel Kaczmarski Inkasso.

A potwierdzeniem są wyniki badania „Wizerunek windykatora” przeprowadzonego przez MillwardBrown na zlecenie Kaczmarski Inkasso. W wyobrażeniach Polaków jest to mężczyzna w wieku 36-45 lat, schludnie ubrany, spokojny i kulturalny. Często wskazywano również na jego profesjonalizm i skuteczność. Dobrym sygnałem jest fakt, że tylko 6 proc. badanych wymieniło jakąkolwiek negatywną cechę przypisywaną windykatorom.

Negatywne stereotypy sprzed lat ustąpiły miejsca pozytywnemu postrzeganiu ludzi zajmujących się windykacją. Dzisiaj kojarzeni są oni z kulturalnymi negocjatorami pozwalającymi rozwiązać kłopot, jakim dla dłużnika jest jego zadłużenie. Dobrze wiemy, że długi nie są przyjemną sprawą i często wywołują duże zawstydzenie. Nie jest to ani łatwe, ani wygodne. Boimy się tej sprawy, a kiedy dzwoni windykator, nie chcemy w ogóle rozmawiać. Takie wyjście z sytuacji na pewno jej nie rozwiąże. Dlatego z pomocą przychodzi negocjator, który staje nie tylko po stronie wierzyciela, ale rozumie interesy dłużnika i jego trudną sytuacją oraz szuka odpowiedniego rozwiązania sprawy, zarówno dla jednej i drugie strony – tłumaczy Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Zmienił się nie tylko sam wizerunek windykatora, ale i postrzeganie jego kontaktu z dłużnikiem. Jeszcze dwie dekady temu w świadomości Polaków telefon od negocjatora oznaczał jedno – zmuszenie do spłaty długu. Teraz na taki cel wskazuje zdecydowanie mniej osób – zdaniem 37 proc. ankietowanych to powód styczności zadłużonego z pracownikiem firmy windykacyjnej. Dużym plusem jest zmiana tego postrzegania. Zdaniem większości respondentów, a dokładniej 57 proc., windykator kontaktuje się z zadłużonym, aby uzgodnić możliwe dla niego terminy i kwoty spłat, jednocześnie pomagając mu rozwiązać ten nieprzyjemny problem.

To wyraźny sygnał, że indywidualne podejście negocjatora do dłużników zaczyna odnosić pierwsze efekty. Kiedy 25 lat temu firmy windykacyjne zaczęły stawiać swoje pierwsze kroki na rynku zarządzania wierzytelnościami, wizerunek eksperta z firmy windykacyjnej był zupełnie odmienny. Teraz widoczne są efekty ich działań, które wypracowali oni sami. W świadomości Polaków telefon od negocjatora to nie koniec świata, a wyciągniecie do niego ręki, zrozumienie sprawy i pomoc w tej trudnej i nieprzyjemnej sytuacji – komentuje Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji w Kaczmarski Inkasso.

Na pozytywne postrzeganie wizerunku windykatora wpłynęli w głównej mierze sami negocjatorzy. Coraz więcej firm wyznaje zasadę – aby być skutecznym w odzyskiwaniu należności, konieczne jest pogodzenie interesów zarówno dłużnika, jak i wierzyciela. Na tyle staje się to naturalnym działaniem, że co drugi badany uważa, że windykator dąży do polubownego załatwienia sprawy i to odpowiednia osoba do odzyskiwania należności. Prawie co trzeci ankietowany jest zdania, że windykacją powinni zająć się komornicy, a 18 proc. nie miało zdania w tej kwestii.

Na uwagę zasługuje fakt, że aż 60 proc. dłużników po kontakcie z windykatorem uważa go za odpowiedniego specjalistę do ściągania zaległych należności. To o 9 proc. więcej niż w przypadku osób, które dotąd nie miało kontaktu z negocjatorem jako zadłużony konsument lub przedsiębiorca. Jak widać, ekspert z firmy windykacyjnej nie jest aż taki straszny, jak go malują. Współpraca z nim przy tym niełatwym problemie, jakim jest zadłużenie, wpływa na lepsze postrzeganie jego wizerunku – dodaje Jakub Kostecki.

 

Źródło: Krajowy Rejestr Długów

Długi termin spłaty i zwlekanie kontrahentów z uregulowaniem faktur to problem w wielu branżach. Takie obciążenie może skutecznie utrudnić pracę firmy, a w skrajnych wypadkach doprowadzić do jej niewypłacalności. Jak bronić się przed takimi praktykami i jak samemu nie doprowadzić do sytuacji, w której musimy zwlekać z uregulowaniem płatności tłumaczy Prezes Bogusław Kruczek, ekspert Kapitałowego Funduszu Pożyczkowego.

Według „European Payment Report of 2016” dla 34 proc. polskich firm opóźnione płatności mają średni bądź wysoki wpływ na ich przetrwanie na rynku. W tym samym badaniu 28 proc. respondentów przyznaje, że szybsze spłacanie zobowiązań przez partnerów pozwoliłoby im na zwiększenie zatrudnienia. To pokazuje, jak wiele polskich firm spotykają konsekwencje zaburzenia cyklu płatności. Można zaliczyć do nich dodatkowe koszty dla zleceniobiorcy, straty przychodu, utrata płynności finansowej, zaburzenie wzrostu przedsiębiorstwa, redukcja kadry oraz zagrożenie bankructwem firmy. Na szczęście możemy wdrożyć narzędzia, które pozwolą nam zredukować ryzyko wynikające z długiego oczekiwania na uregulowanie należności.

Faktoring – długoterminowa strategia

Jednym ze sposobów na zachowanie płynności finansowej jest faktoring. To nadal mało popularna w Polsce usługa polegająca na tym, że podmiot będący faktorem w momencie powstania należności przekazuje zaliczkę swojemu klientowi – zazwyczaj jest to 80 proc. pełnej kwoty. Faktor czeka na uzyskanie środków lub przyjmuje na siebie odzyskanie wierzytelności od kontrahenta swojego klienta. Po jej uzyskaniu reszta kwoty zostaje przekazana klientowi, pomniejszona o wynagrodzenie faktora. Cena tego typu usług jest ustalana indywidualnie. Na wynagrodzenie za jego usługi wpływa ocena jakości należności oraz portfela odbiorców – przez pryzmat tych dwóch aspektów zostaje podjęta decyzja o przyznaniu limitu finansowania faktoringiem oraz jego wysokość.  Zazwyczaj jest to procent kwoty, która była przedmiotem faktoringu. Cena może zawierać również prowizję od przyjęcia ryzyka niewypłacalności naszego kontrahenta. Faktor przed podjęciem pracy sprawdzi kondycję finansową naszych przyszłych i obecnych partnerów biznesowych, zapewni również kompleksową obsługę rozliczania należności.

Kredyt na ratunek

Doraźnym, tanim i krótkoterminowym sposobem na odzyskanie płynności finansowej może być kredyt firmowy. Procedura podjęcia decyzji i przyznania kredytu jest szybka, a wniosek można wypełnić przez internet ograniczając formalności do minimum. Przy wyborze kredytodawcy warto zwrócić uwagę na transparentność umowy – w końcu pożyczka ma być rozwiązaniem naszych problemów, a nie przyczyną kolejnych. Na rynku istnieją usługi pozwalające uzyskać nisko oprocentowane środki – od 0,5 proc. do 1 proc. kwoty miesięcznie. Taka forma finansowego wsparcia przedsiębiorstwa może być również spożytkowana na jego rozwój czy skorzystanie z wyjątkowej okazji rynkowej jaka nam się nadarzyła.

Gdy zawiodły wszystkie sposoby

Jeśli jednak nie zdecydowaliśmy się na tego typu usługi, a nasz kontrahent nie uregulował faktury trzeba mu o tym przypomnieć. To nie eufemizm – zdarza się, że klienci zapominają o fakturach lub je gubią. W przypadkach bardziej opornych partnerów można posłużyć się przedsądowym wezwaniem do zapłaty. Taki prosty dokument często pomaga uświadomić dłużnikowi, że jeśli nie spłaci długu, będziemy dochodzić swoich praw na drodze sądowej. To często  wystarcza, by uiścił należność. Jeśli jednak  ten sposób nie podziała pozostaje nam windykacja. Na rynku pojawiły się usługi internetowe, które w prosty sposób pomagają odzyskać długi. Istnieje również szereg firm windykacyjnych, które profesjonalnie przekonają dłużnika do spłaty zobowiązań. W takich przypadkach warto również zapoznać się z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/7/UE z 16 lutego 2011 r. w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach w transakcjach handlowych. Zgodnie z wymogami Dyrektywy przewidziane zostało, iż od dnia nabycia przez wierzyciela uprawnienia do naliczania odsetek z tytułu opóźnienia w zapłacie należności wynikającej z umowy przysługiwać mu będzie, kwota tzw. stałej rekompensaty.  Została ona ustalona w wysokości 40 euro. W złotówkach jest obliczana według średniego kursu ogłaszanego przez Narodowy Bank Polski ostatniego dnia miesiąca, poprzedzającego miesiąc, w którym świadczenie pieniężne przekroczyło termin spłaty. Jeśli koszty odzyskania zapłaty przekroczą wysokość stałej rekompensaty to istnieje możliwość odzyskania całej kwoty. Na drodze sądowej wierzyciel może uzyskać zwrot wszelkich wydatków jakie poniósł w związku z próbą odzyskania należności. W tym również kosztów postępowania sądowego.

Źródło: Kapitałowy Fundusz Pożyczkowy

Polscy emeryci są coraz bardziej zadłużeni. Seniorzy mają do oddania już 2,87 mld złotych – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów. Średni dług osoby starszej to 12,3 tys. złotych. Aby spłacić te zobowiązania, senior musiałby w całości oddać aż siedem przeciętnych emerytur.

8,9 mln Polaków pobiera emeryturę lub rentę – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Świadczenie to w skali roku wzrosło o 1,9 proc i obecnie jego przeciętna wartość wynosi ok. 1,7 tys. złotych netto. Niestety rośnie nie tylko wysokość emerytury, ale też i zadłużenie seniorów. Jeszcze rok temu dług polskich emerytów wynosił nieco ponad 2 mld złotych. Wystarczyło jednak 12 miesięcy, aby zadłużenie wzrosło o 40 proc. Teraz seniorzy muszą spłacić aż 2,87 mld złotych, a w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej notowanych jest 233 171 osób w wieku emerytalnym. Powody zadłużania się emerytów są niezmienne od lat: niewystarczające dochody, zaciąganie zobowiązań na rzecz młodszych członków rodziny i śmierć współmałżonka.

Wielu seniorów musi dwa razy obejrzeć każdą złotówkę, zanim zdecyduje się, w jaki sposób ją wyda. Bardzo często bywa tak, że świadczenia emerytalne są na niewystarczającym poziomie, aby jednocześnie zapłacić za mieszkanie i bieżące rachunki, kupić kosztowne leki i mieć pieniądze na życie. Część emerytów sięga po kredyty i pożyczki, zwłaszcza ci, którzy dopiero co przeszli na emeryturę i kompensują sobie w ten sposób niższe dochody. Dodatkowym wsparciem ratują się też, gdy pojawiają się niespodziewane wydatki – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Wnuczek rośnie, zabawka drożeje

Częstym powodem zadłużania seniorów jest chęć pomocy bliskim. Dziadkowie zaciągają pożyczki na prośbę młodszych członków rodziny, zwłaszcza kiedy ci nie mają wystarczającej zdolności kredytowej. To zjawisko obserwowane od kilku lat. Banki i parabanki chętnie ich udzielają, bo emeryci uchodzą za wyjątkowo solidnych klientów. Ich dochody nie są wprawdzie wysokie, ale za to regularne i pewne.

– Starsi ludzie nie mają serca odmówić swoim wnukom, kiedy ci proszą o wzięcie dla nich pożyczki. Nie byłoby w tym problemu, dopóki krewni spłacaliby zobowiązania, tak jak obiecali. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Z biegiem czasu okazuje się, że wnuki nie płacą rat. O tym niemiłym fakcie seniorzy często dowiadują się dopiero od negocjatora z firmy windykacyjnej. Nowy smartfon, konsola do gier czy laptop nie są tanie. Wnuczkowie mają nową zabawkę, dziadkowie rachunki do zapłacenia. W świetle prawa, to oni są dłużnikami, a nie ci, którzy faktycznie użytkują daną rzecz – tłumaczy Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Jednak mimo pewnych i stałych dochodów zdarza się, że emeryci nie są w stanie regulować zaciągniętych zobowiązań. Wtedy ich długi odkupują fundusze sekurytyzacyjne i firmy windykacyjne. To właśnie one są najczęstszymi wierzycielami seniorów i stanowią 40 proc. wszystkich emeryckich długów. Na kolejnym miejscu są niezapłacone zobowiązania wobec banków i firm pożyczkowych – 21 proc. Ale zaleganie ze spłatą pożyczek i kredytów to jedynie czubek góry lodowej. W emeryckich portfelach brakuje też pieniędzy na czynsz, rachunki za wodę, prąd i gaz – nieopłacone kwity z tego tytułu stanowią 16 proc. łącznego zadłużenia seniorów. 13 proc. długów wynika z braku płatności za abonament telewizyjny, internetowy i telefoniczny. Długi alimentacyjne i nieuregulowane mandaty za jazdę komunikacją miejską bez biletu stanowią odpowiednio 5 i 2 proc. całkowitej kwoty zadłużenia emerytów.

Wdowa z długami męża

Najwięcej zadłużonych seniorów mieszka na Śląsku. Zobowiązań nie płaci tam blisko 38 tys. emerytów, a łączna wartość ich długów przekracza 487 mln złotych. – Rekordziście, 78-letniemu mieszkańcowi powiatu pszczyńskiego z województwa śląskiego, uzbierało się aż 8,4 mln złotych długu. Za tę kwotę mógłby kupić w Katowicach 42 mieszkania dwupokojowe – mówi Łącki. Na drugim miejscu jest Mazowsze. Prawie 30 tys. osób starszych zalega ze spłatą 418 mln złotych. Niechlubną trójkę regionów, które zamieszkuje najwięcej dłużników-emerytów, zamyka Dolny Śląsk. W KRD z tego województwa figuruje prawie 25 tys. seniorów, którzy muszą oddać swoim wierzycielom ponad 291 mln złotych.

W gronie zadłużonych seniorów przeważają kobiety – to aż 62 proc. wszystkich dłużników-emerytów. To odwrotna proporcja niż w przypadku wszystkich zadłużonych konsumentów, gdzie to mężczyźni stanowią około 2/3 wszystkich dłużników. Na jedną dłużniczkę przypada średnio 11,8 tys. złotych długu. Z kolei statystyczny zadłużony pan musi oddać o prawie 1,3 tys. złotych więcej.

Wysoki odsetek kobiet wśród dłużników jest spowodowany różną długością życia Polaków. Panie żyją średnio niespełna 82 lata, podczas gdy życie panów trwa prawie 74 lata. W chwili śmierci męża, wszystkie zobowiązania spadają na barki wdowy. W tej sytuacji znacznie trudniej o terminową spłatę, ponieważ dochód gospodarstwa domowego w znacznym stopniu maleje – dodaje Adam Łącki.

 

Źródło: Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej SA

Eksperci

Bugaj: Kolejne ciosy w GPW

Polska transformacja ustrojowa stawiana jest za wzór innym krajom. Do pewnego czasu jednym z symboli...

Co łączy Włochy, Turcję i Rumunię?

Coraz gorsze perspektywy dla włoskiej gospodarki wyłaniają się z jesiennych prognoz Komisji Europejs...

Ten tydzień pod znakiem USA, Wielkiej Brytanii oraz Chin

W przyszłym tygodniu uwaga rynków najpierw skupi się na wynikach wyborów do Kongresu USA, gdzie wiel...

Niewiele potrzeba, by zburzyć spokój

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się h...

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

AKTUALNOŚCI

Zniesienia górnego limitu składek na ZUS nie będzie

14 listopada 2018 r. Trybunał Konstytucyjny wydał długo oczekiwany wyrok w zakresie zgodności z Kons...

Wtorek, 12 listopada w PE: debata o wieloletnich ramach finansowych, wystąpienie kanclerz Niemiec A

We wtorek 12 listopada w Parlamencie Europejskim odbędzie się debata na temat wieloletnich ram finan...

Przedsiębiorcy przeciwni zmianom w ordynacji podatkowej

W dniu 23 października 2018 roku Sejm RP przegłosował rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o poda...

Eksport to jeden z motorów polskiej gospodarki

Po I półroczu 2018 r. eksport osiągnął wartość 107,6 mld EUR, poziom o 5,7% wyższy niż przed rokiem ...

Tauron i KGHM łączą siły na rzecz rozwoju elektromobilności

TAURON i KGHM Polska Miedź rozpoczną współpracę w obszarze budowania infrastruktury ładowania pojazd...