poniedziałek, Grudzień 9, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "polska waluta"

polska waluta

Polska waluta podążyła śladem euro i traciła w relacji do głównych walut, notując jedynie niewielką zmianę w relacji do wspólnej waluty. Na złotym istotnie nie zaważyła informacja o publikacji projektów ustaw prezydenckich dotyczących zmian w SN i KRS oraz późniejsze wycofanie się prezydenta ze zmian w Konstytucji. PLN reagował natomiast m.in. na pogorszenie sentymentu wobec walut EM i “ucieczkę od ryzyka” co najbardziej widoczne było na parze CHF/PLN, która reagując na kolejne słowne starcia USA z Koreą Północną na przestrzeni kilku godzin zyskała ponad 1%, odrabiając praktycznie wszystkie straty z ubiegłego tygodnia.

Interesującą w kontekście rynku surowców informacją jest wczorajsza zmiana cen ropy. Za ostatni wzrost cen kontraktów na ropę Brent o około 3,5% odpowiadał nierosnący popyt, a obawa o podaż surowca związana z referendum w irackim Kurdystanie. Właśnie z uwagi na nie prezydent Turcji, Recep Erdogan w poniedziałek zagroził, iż odetnie rurociąg transportujący surowiec z północnego Iraku, na którego terenie znajduje się Kurdystan. Produkcja na tym terenie stanowi około 10-20% produkcji ropy naftowej kraju, który jest drugim największym eksporterem kartelu OPEC.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,26 – 4,28. Euro traciło jednak w relacji do głównych walut, czemu nie sprzyjał m.in. wynik wyborów w Niemczech oraz dosyć gołębia retoryka ze strony reprezentantów Europejskiego Banku Centralnego. We wczorajszej wypowiedzi Mario Draghi poinformował, że EBC nie może pozwolić sobie na zbyt pochopne ruchy w kwestii polityki monetarnej. W podobnym tonie wypowiadał się również inny członek jego kolega z Rady, Benoit Coeure. Dane makroekonomiczne również nie dały powodu do umocnienia euro. Odczyt indeksu Ifo, opisujący nastroje biznesu w Niemczech był nieco niższy od oczekiwań. Indeks spadł z poziomu 115,9 do 115,2. Konsensus zakładał, że wskaźnik wzrośnie i osiągnie poziom 116. Wtorek nie będzie obfity w istotne informacje ze strefy euro, warto jednak zwrócić uwagę na popołudniowe przemówienie Petera Praeta z EBC.

GBP

Kurs GBP/PLN  w poniedziałek umocnił się o 0,6%, wahając się w widełkach 4,82 – 4,87. Brak nowych informacji sprawił, że funt reagował przede wszystkim na zmiany cen głównych walut, umacniał się w parze z euro i tracił w relacji do silniejszego dolara. W ciągu najbliższych sesji nie poznamy żadnych istotnych danych makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,7%, wahając się w widełkach 3,58 – 3,62. Dolar zyskiwał wczoraj na słabości euro oraz walut emerging markets. Inwestorzy zdają się również optymistycznie reagować na jastrzębie głosy z FOMC, przywiązując mniejszą uwagę do innych, niekoniecznie entuzjastycznych komentarzy.

Pierwszy z reprezentantów banku centralnego William Dudley poinformował, iż spodziewa się wzrostu i stabilizacji inflacji w okolicy celu banku centralnego. Zwrócił również uwagę na polepszającą się sytuację gospodarczą w USA, która uzasadnia zacieśnianie polityki monetarnej. Charles Evans, kolejny członek FOMC podkreślił, że chciałby, aby przed podwyżkami stóp procentowych doszło do wzrostu dynamiki cen. Neel Kashkari, czyli najbardziej zagorzały “gołąb” FOMC z kolei powtórzył, iż jego zdaniem nie należy przyspieszać podwyżek stóp procentowych. Dziś przemawiać będzie kilku innych reprezentantów banku centralnego, m.in. Loretta Mester, Lael Brainard oraz prezes Janet Yellen. Oprócz tego poznamy nowe dane z rynku nieruchomości oraz wskaźnik Conference Board opisujący nastroje konsumentów.

 

Autor: Roman Ziruk, analityk Ebury

Tytuł najbardziej interesującej waluty ostatniego tygodnia bez wątpienia przypada funtowi brytyjskiemu. Od jakiegoś czasu wspominaliśmy, iż naszym zdaniem rynki finansowe niedoszacowują prawdopodobieństwa podwyżek stóp procentowych w Wielkiej Brytanii. Wydarzenia ostatnich dni potwierdziły nasze obawy. Komitet decyzyjny Banku Anglii (MPC) w zdecydowany sposób zmienił swoją retorykę i wzmocnił rynkowe oczekiwania względem podwyżki stóp procentowych, do której dojść może już podczas najbliższego spotkania w listopadzie. Funt brytyjski doświadczył największej tygodniowej aprecjacji od lat, umacniając się o ponad 3% w relacji do ważonego koszyka walut.

Z informacji z ostatnich kilku dni warto zwrócić uwagę również na dane inflacyjne ze Stanów Zjednoczonych, które przyczyniły się do wzrostu prawdopodobieństwa podwyżek stóp procentowych w USA przed końcem roku i utrzymywały kurs EUR/USD  poniżej psychologicznego poziomu 1,20.

Bieżący tydzień będzie zdominowany przez spotkania banków centralnych. Kluczowym wydarzeniem będzie spotkanie amerykańskiej Rezerwy Federalnej do którego dojdzie w środę. Istotne będą również m.in. posiedzenia Banku Japonii, Norges Banku, Banku Indonezji oraz banku centralnego RPA.

PLN

Polska waluta zakończyła ubiegły tydzień spadkami, reagując zarówno na zmiany na głównych parach walutowych, jak i na informacje dotyczące Polski. Złotemu nie sprzyjała aprecjacja funta brytyjskiego oraz umocnienie dolara na początku tygodnia. W polską walutę uderzyły również informacje o tym, iż rozpoczęto kolejny etap procedury Komisji Europejskiej w kontekście ustawy o sądach powszechnych. Świat ekonomiczny dodatkowo zaskoczyła wypowiedź jednego z członków RPP – Eryka Łona – który informował o możliwej potrzebie obniżki stóp procentowych w Polsce. Z uwagi na swoją niecodzienność, bieżącą sytuację gospodarczą kraju oraz na dość jednoznaczne stanowisko całego ciała decyzyjnego RPP (pomimo ostatnio rysujących się różnic) komentarz w tej kwestii można potraktować z przymrużeniem oka. Dane z kraju jednak również nie zachwyciły – sierpniowy odczyt pokazał spadek (i tak słabej) inflacji bazowej do poziomu 0,7% r/r, tym samym dynamika cen bazowych była najniższa od czterech miesięcy.

W bieżącym tygodniu inwestorzy skupią się przede wszystkim na wydarzeniach w USA, na początku tygodnia poznamy jednak kilka interesujących odczytów z polskiej gospodarki, wśród których znajdą się m.in. informacje o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej.

GBP

Wyraźna zmiana retoryki brytyjskiego MPC podczas czwartkowego spotkania nie była jednorazowa. W piątek jeden z członków komitetu decyzyjnego – Gertjan Vlieghe – poinformował, że ewolucja danych sugeruje, że dochodzimy do momentu w którym stopy procentowe mogą wzrosnąć. Był on jednym z bardziej gołębich członków, a jego “zwrot w jastrzębią stronę” jest bardzo znaczący. Jest wysoce prawdopodobne, że podczas kolejnego spotkania Banku, które odbędzie się w listopadzie co najmniej pięciu członków MPC opowie się za podwyżką, tym samym po raz pierwszy od dziesięciu lat zostałyby podniesione stopy procentowe.

Funt na informacje zareagował bardzo pozytywnie. W obecnej chwili rynki wyceniają prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w listopadzie na około 60%. Wierzymy, że wzrost prawdopodobieństwa podwyżek do 100% oraz ewentualne zacieśnienie polityki monetarnej sprawiają, że funt ma jeszcze pole do umocnienia, zwłaszcza w relacji do euro.

EUR

Jedyną istotną informacją ze strefy euro z ubiegłego tygodnia był raport opisujący sytuację w sektorze przemysłowym, który pokazał, że sektor rośnie w oczekiwanym, stabilnym tempie 3,2% w ujęciu rocznym. Wspólna waluta reagowała jednak przede wszystkim na informacje z innych stron świata, próbując przebić poziom 1,20 oraz tracąc z uwagi na dobre dane inflacyjne z USA.

Bieżący tydzień również powinien być dosyć spokojny. Jedyne istotne informacje opisujące aktywność biznesu – indeksy PMI dla strefy euro – opublikowane zostaną w poniedziałek rano. Znacznie bardziej istotna dla trendu euro będzie komunikacja ze strony Rezerwy Federalnej, do której dojdzie w środę wieczorem. Jeśli “dots plot” (oczekiwania członków komitetu decyzyjnego co do poziomu przyszłych stóp procentowych) w dalszym ciągu będzie wskazywał na stopniowe podwyżki stóp procentowych na przestrzeni kolejnych dwóch lat, euro pod koniec tygodnia może znaleźć się pod presją.

USD

Mieszane dane ze Stanów Zjednoczonych sprawiły, że dolar w relacji do głównych walut pozostał na poziomie zbliżonym do tego z początku tygodnia. Sierpniowe dane inflacyjne opublikowane w czwartek przypomniały rynkom finansowym, że nadal istnieje szansa na grudniową podwyżkę stóp procentowych. Jednakże, piątkowe dane dotyczące sprzedaży detalicznej przyczyniły się do tego, że dolar powrócił do poziomu z początku tygodnia. Nie jest jasne, w jakim stopniu do słabości dolara przyczynił się huragan Harvey, który wyrządził spore szkody w Teksasie.
Spotkanie Rezerwy Federalnej, jak zawsze jest kluczowe. Nie spodziewamy się zmian stóp procentowych. Najważniejszą informacją będzie to, jak członkowie FOMC zareagują na ostatnią poprawę dynamiki cen i w jaki sposób przełoży się do na ich oczekiwania w kwestii stóp procentowych w przyszłości.

 

Autor; Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Poniedziałki zazwyczaj bywają spokojne, ale dziś przed nami cała seria wstępnych odczytów indeksów PMI. Wskaźniki te powinny potwierdzić siłę koniunktury w Eurolandzie, ale jednocześnie przybrać wartości minimalnie niższe niż poprzednio. Euro jest nadal bardzo silne i rynek szybko nie utraci wiary, że Rada Prezesów ECB porzuci optymistyczne spojrzenie na perspektywy inflacji. Z tego względu scenariuszem bazowym pozostaje zbliżenie się przez EUR/USD do szczytu z 2015 roku, który leży przy 1,1720. Siły euro warto szukać jednak przede wszystkim na takich crossach jak EUR/GBP, EUR/AUD, czy EUR/CAD. Wydarzeniem dnia jest spotkanie OPEC z niezrzeszonymi w kartelu krajami wydobywającymi ropę, które w listopadzie sygnowały porozumienie o redukcji produkcji surowca.

W całym tygodniu najciekawszym wydarzeniem będzie posiedzenie FOMC, gdyż w ostatnich tygodniach narosło wiele wątpliwości wokół determinacji Fed do podwyżek stóp procentowych i redukcji sumy bilansowej. Losy dolara mogą zależeć od niezłomności optymizmu władz monetarnych, ale też od pierwszych szacunków PKB USA za II kwartał, które poznamy w piątek. Biorąc pod uwagę, że rynek wycenia mniej niż 50 – proc. prawdopodobieństwo podwyżki w tym roku nie widzimy znacznego pola do pogłębienia słabości dolara. Szczególnie negatywnie postrzegamy perspektywy walut gospodarek wschodzących a w gronie G-10: funta oraz dolara kanadyjskiego i zwłaszcza dolara australijskiego. Skala aprecjacji tych walut nie koresponduje już z fundamentami a w dwóch ostatnich przypadkach istotnym czynnikiem może stać się koniunktura na rynkach towarowych.

Spodziewamy się, że dzisiejsze, petersburskie spotkanie państw OPEC i państw spoza kartelu, które sygnowały porozumienie o ograniczeniu wydobycia przyniesie rozczarowanie. Nie sądzimy by rozwiązano na nim kwestię rosnącej produkcji w Libii i Nigerii, czyli w krajach, na które (ze względu na wydobycie poniżej historycznych norm) nie nałożono limitów. Jeszcze mniejsze są szanse na to, że – zgodnie z ostatnimi plotkami – Arabia Saudyjska zaproponuje jednostronne i dobrowolne zmniejszenie dostaw surowca. Sezonowy spadek zapasów
w miesiącach letnich jest sprawą absolutnie typową. W tym świetle inwestorzy powinni znów swoją uwagę przerzucić na rosnącą aktywność wydobywczą w USA oraz ewidentnie słabsze przestrzeganie zobowiązań z końcówki ubiegłego roku. W takim scenariuszu dolara kanadyjski znajdzie w fazie korekty ostatniego umocnienia, które USD/CAD sprowadziło na długoterminowe maksima tuż powyżej 1,25.

Podobnie: nie uważamy, że ceny rudy żelaza czy miedzi będą kształtować się w tak korzystny dla dolara australijskiego sposób jak dotychczas. W przypadku metali przemysłowych na zniżki trzeba będzie dłużej poczekać, ale są one nieodzowne. Sądzimy, że chińska gospodarka, która zużywa ich więcej niż wszystkie państwa OECD łącznie, w drugiej połowie roku wytraci impet. Mając to na uwadze nie można zapominać, że miedź na wysokich poziomach w większym stopniu stabilizowana była przez zaburzenia dostaw niż siłę popytu. Bliźniaczo wygląda sytuacja rudy żelaza oraz aluminium. Gigantyczny przyrost produkcji w Chinach nie daje podstaw by wierzyć w możliwość przerodzenia się odbicia w długoterminowe trendy. Z tego względu nie liczymy, że kanał cen metali przemysłowych będzie w stanie wspierać dolara australijskiego, który będzie jedną z najwrażliwszych walut w momencie, gdy dolar amerykański zacznie odrabiać straty.

Złoty przed weekendem został mocno przeceniony ze względu na kryzys polityczny wokół reformy sądownictwa. Dziś można spodziewać się stabilizacji siły polskiej waluty, ale spodziewamy się, że maksima siły złotego już za nami i teraz przyjdzie czas na średnioterminowe osłabienie. Pozostajemy negatywnie nastawieni do wszystkich walut emerging markets. Warto odnotować, że europejskie indeksy znalazły się w końcówce tygodnia w głębokiej defensywie. W świetle przytoczonych już argumentów nie widzimy wsparcia w koniunkturze na rynkach towarowych.

 

Materiał opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Według ekspertów, brak własnej monety naraża gospodarki krajów ze strefy euro, na poważną utratę niezbędnej cechy konkurencyjności międzynarodowej. Nawet wysoki poziom ekonomiczny nie uchroni przed takim ryzykiem. Choćby dlatego Polska nie powinna rezygnować ze złotówki, zwłaszcza że przyszłość Eurolandu jest niepewna.

W jednym z wywiadów wicepremier Morawiecki powiedział, że „przyjęcie unijnej waluty można rozważyć wtedy, gdy Polska będzie bardziej podobna do krajów strefy euro pod względem wielu parametrów makro- i mikroekonomicznych”. Jego zdaniem mogłoby to nastąpić za 10-20 lat. Tymczasem, w opinii warszawskiego ekonomisty Łukasza Białka, bezwiedne wskazywanie przedziałów czasowych jest mocno ryzykowne. W ciągu dekady może np. przestać istnieć strefa euro. Natomiast, od terminu wejścia do Eurolandu ważniejsze jest to, po jakim kursie nastąpi przejście ze złotego na euro. Od tego zależeć będzie późniejsza kondycja naszej gospodarki. Cena złotówki powinna równoważyć potrzeby konsumentów i przedsiębiorców. Importerzy chcą, by była jak najmocniejsza, eksporterzy – przeciwnie. Ponadto, wszelkie deklaracje należy popierać konkretnym harmonogramem działań.

– UE i wspólny rynek to wielkie osiągnięcia Starego Kontynentu. Eurowaluta miała je umocnić, ale stało się odwrotnie. Jeden pieniądz jest niefunkcjonalnym rozwiązaniem dla Europy i zagrożeniem dla integracji europejskiej. W pesymistycznym scenariuszu, euro będzie uporczywie bronione. W krajach, które bez własnej waluty nie będą w stanie odzyskać konkurencyjności, do władzy zaczną dochodzić ugrupowania populistyczne i antyeuropejskie. To w konsekwencji doprowadzi do rozpadu Unii Europejskiej i wspólnego rynku – przewiduje Stefan Kawalec, prezes Capital Strategy, były wicemister finansów.

Rozpad strefy

W opinii Łukasza Białka, Polacy powinni być świadomi tego, że Unia Europejska jest niedokończonym projektem. O jej słabości świadczy m.in. to, że tylko wybrane kraje członkowskie łączy wspólna moneta. Unia walutowa nie przetrwa bez zjednoczenia fiskalnego i politycznego. Obecnie jest i nadal będzie wiele różnic pomiędzy państwami członkowskimi, zarówno na poziomie rozwoju gospodarczego, jak i konkurencyjności. Te dysproporcje nie sprzyjają rozwojowi UE, takiej jaka jest przedstawiana w teorii. A już na pewno nie likwidują przyczyn problemów ekonomicznych w Eurolandzie.

– Rozpad strefy euro może nastąpić pod wpływem wydarzeń politycznych, a te maja charakter nieliniowy. Każde wybory prezydenckie czy parlamentarne w członkowskim kraju, mogą wyzwolić impuls, który spowoduje istotną zmianę sytuacji w całej grupie państw. Dlatego, nie wiadomo, jak długo jeszcze będzie istniała strefa euro. Jednak nawet gdybyśmy byli przekonani, że przetrwa długo, to nie należy do niej wchodzić. Brak własnej waluty wystawiłby naszą gospodarkę na zwiększone ryzyko utraty konkurencyjności międzynarodowej, co groziłoby przyhamowaniem wzrostu gospodarczego na wiele lat – ocenia Stefan Kawalec.

Jak przewiduje Łukasz Białek, w najbliższym czasie problem Grecji po raz kolejny pobudzi opinię publiczną do dyskusji na temat słabości UE. To wciąż uśpiony wulkan. Według tegorocznego raportu Międzynarodowego Funduszu Europejskiego, od początku greckiego kryzysu na pomoc temu państwu przeznaczono już ponad 260 miliardów euro. W kontekście przyszłości unii walutowej, ekspert radzi postawić pytanie, jak zachowa się Euroland w momencie, gdy kolejne kraje zaczną wymagać niespłacalnych pożyczek na poziomie po 200 mld euro. Europejski Bank Centralny nie jest przecież tzw. workiem bez dna. Zdaniem eksperta, z zamożnych państw członkowskich nie będą już chcieli rzucać kół ratunkowych tym, którzy działają tak nieracjonalnie i rozrzutnie, jak np. Grecy.

Utrata konkurencyjności

– Dzięki własnej walucie, istnieją skuteczne mechanizmy oddziaływania na sytuację gospodarczą kraju. Należą do nich polityka monetarna i zmiany kursu walutowego. Mechanizm dostosowawczy działa w znacznej mierze samoczynnie i oddziałuje antycyklicznie. W okresach dobrej koniunktury złoty umacnia się i pomaga uchronić gospodarkę przed tzw. „przegrzaniem”. Natomiast, gdy sytuacja na naszych rynkach eksportowych pogarsza się, polska waluta osłabia się. A to sprawia, że produkowane w Polsce artykuły stają się bardziej konkurencyjne, zarówno u nas, jak i za granicą – podkreśla były wiceminister finansów.

Według Łukasza Białka, nasza gospodarka nie jest obecnie przygotowana do rywalizacji z wysokorozwiniętymi państwami unii walutowej. Mimo stałej poprawy, nadal trzeba pracować nad wzrostem konkurencyjności, produktywności, nowoczesności i wydajności pracy. Nie powinno to być w żaden sposób uzależnione od decyzji dotyczącej przyjmowania eurowaluty. Niezależnie od niej, musimy dążyć do rozwoju przemysłu, wspierać zdolnych i wykształconych polskich przedsiębiorców. Powinniśmy także tworzyć takie środowisko prawne i podatkowe, aby powstawały u nas firmy z powodu atrakcyjnego otoczenia biznesowego, a nie z uwagi na 4-krotnie niższe koszty pracy, w porównaniu do Europy Zachodniej.

– Bez wątpienia ryzyko wejścia do strefy euro jest większe w przypadku, gdy dana gospodarka pod wieloma względami różni się od tych, których sytuacja będzie wywierała decydujący wpływ na politykę monetarną Europejskiego Banku Centralnego. Uważam jednak, że średni lub duży kraj w Unii Europejskiej, taki jak Polska, powinien mieć własną walutę, niezależnie od poziomu ekonomicznego. Wysoki poziom rozwoju nie chroni bowiem przed ryzykiem utraty konkurencyjności – zaznacza Stefan Kawalec.

Najgorsze scenariusze

Zdaniem Łukasza Białka, wstąpienie do unii walutowej pociągnęłoby za sobą oddanie kontroli polityki pieniężnej Europejskiemu Bankowi Centralnemu. Najpoważniejsze ryzyko z tym związane, jakie należy rozważać, to zmniejszenie dynamiki we wzroście konkurencyjności lub nawet znaczące spowolnienie tego procesu. Spadek eksportu i gorsze wyniki wymiany handlowej uderzyłyby w polskich eksporterów. Nastąpiłoby ograniczenie inwestycji zagranicznych, które do tej pory alokowały swój kapitał w Polsce, korzystając z wykwalifikowanej i tańszej kadry pracowniczej.

– Zachowanie złotego nie gwarantuje oczywiście Polsce pomyślności gospodarczej. Do tego potrzebne są jeszcze inne czynniki. Warto wymienić dwa z nich. Po pierwsze, jest to zdrowa polityka gospodarcza, czyli zapewniająca równowagę fiskalną oraz stabilne warunki dla działalności biznesowej. Drugi ważny element to gwarancja dostępu do rynku europejskiego. Jednak, gdy kraj nie ma swojej waluty, istnieje większe ryzyko, że nawet przy poprawnej polityce gospodarczej, utraci on konkurencyjność międzynarodową. Odzyskanie jej bez własnej waluty, jest zadaniem dość karkołomnym, które może wymagać wielu lat stagnacji gospodarczej i wysokiego bezrobocia – ostrzega Stefan Kawalec.

Jak podsumowuje ekonomista Łukasz Białek, strefa euro od kilku lat ma poważne problemy. Jej członkowie są pogrążeni w zobowiązaniach wielkości setek miliardów euro. Ostatnio KE zaproponowała, by rozważyć stworzenie osobnego budżetu dla Eurolandu. Zdaniem eksperta, wprowadzenie takiego projektu nie zaszkodziłoby nam, bo nieformalna UE dwóch prędkości już dawno funkcjonuje. Tworzenie nowych grup mogłoby natomiast oznaczać przygotowania do ewentualnego rozpadu unii walutowej. Należy liczyć się ze scenariuszem wypchnięcia ze strefy euro tzw. najsłabszych ogniw, m.in. Grecji, Portugalii czy Hiszpanii. Możliwy też jest powrót do własnych walut najzamożniejszych krajów i pozostawienie eurowaluty reszcie państw. Polska, zachowując złotówkę, nie odczułaby mocno konsekwencji przewidywanego chaosu. Co istotne, nie brałaby udziału w transferach i poręczeniach pomiędzy zadłużonymi gospodarkami unii walutowej.

Źródło: MondayNews.pl

W trakcie prezentacji półrocznego raportu o polityce monetarnej Fed, przekaz Janet Yellen był zdecydowanie jastrzębi. Takowe nastawienie było również odczuwalne w wypowiedziach innych członków FOMC. Co więcej, odczyty inflacji PPI (1,6% rdr) oraz CPI (2,5% rdr) okazały się wyższe od oczekiwań. Dodatkowo nie zawiodła dynamika sprzedaży detalicznej (5,6% rdr), czy też publikacja indeksu Fed z Filadelfii (43,3 pkt). Zarówno wypowiedzi przedstawicieli Fed, jak i dane gospodarcze wskazują, że kolejna podwyżka stóp procentowych w Stanach jest coraz bliżej. Tymczasem wczoraj eurodolar odbił się od poziomu 1,052 i zaczął zmierzać na północ. Ruch ten jest dość zaskakujący. Faktycznie zawiodła dynamika produkcji przemysłowej (-0,3% mdm), jednakże to mało prawdopodobne, aby ta w istotny sposób mogła decydować o losach głównej pary walutowej. Niewykluczone, że rynek nadal bardzo ostrożnie podchodzi do kwestii zacieśniania monetarnego. Przyczyna być może tkwi w polityce, a dokładniej w oczekiwaniach co do zapowiedzi wyborczych Donalda Trumpa, który niebawem ma zaprezentować reformę podatkową. Niepewność związana z jakością zmian, czy też z obawami co do faktycznego terminu ich prezentacji może ograniczać siłę dolara, bowiem to właśnie plany nowego prezydenta dotychczasowo potęgowały oczekiwania co do dalszego rozwoju amerykańskiej gospodarki. Jednak mimo wszystko skala korekty wydaje się przesadna. Póki co, eurodolar oscyluje w rejonach 1,067, czyli w pobliżu wczorajszych szczytów.

Inflacja na dobre zadomowiła się także w Polsce. Odczyt wskaźnika CPI na poziomie 1,8% nie tylko okazał się wyższy od prognoz rynku, ale także od projekcji NBP. Tym niemniej, RPP systematycznie powtarza, że nie widzi perspektyw do podwyższenia stóp procentowych. Co więcej, dotychczasowe dane makroekonomiczne sygnalizujące ożywienie znalazły swoje odzwierciedlenie w dynamice PKB w czwartym kwartale 2016 r. (2,7% wobec prognoz na poziomie 2,5%). W rzeczywistości rok 2016 był znacznie słabszy niż pierwotnie się spodziewano, ale oczekiwania co do 2017 r. wyraźnie rosną. Nie zawiódł również wzrost poziomu wynagrodzeń, którego styczniowe tempo wyniosło 4,5% rdr. Tym niemniej, polska waluta złapała lekką zadyszkę. Para EUR/PLN w dalszym ciągu nie poradziła sobie z granicą 4,30. Obecnie eurozłoty znajduje nieco powyżej 4,31. Obecny układ techniczny przypomina konsolidację o górnym ograniczeniu na poziomie 4,325 i dolnym w rejonach 4,29 – 4,30. Z kolei para USD/PLN znajduje się w okolicy 4,04. Najbliższe wsparcia to 4,036 i 4,015. Za opór należy uznać poziom 4,088.

Niewykluczone, że dzisiejsze odczyty makroekonomiczne okażą się nowym paliwem dla złotego. Inwestorzy poznają dynamikę sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej, oraz inflację PPI. Ponadto, warto zwrócić uwagę na amerykański indeks wskaźników wyprzedzających oraz tempo wzrostu sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

 

Eksperci

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

AKTUALNOŚCI

Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłu...

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Kredyt dla „młodych” firm – jak uzyskać finansowanie na start biznesu?

O założeniu własnej firmy myśli coraz więcej Polaków. Są to zarówno osoby pracujące na etacie, które...

GETEC z prestiżową nagrodą Niemieckiej Agencji Energii

O firmie GETEC jest w naszym kraju coraz głośniej. Dzieje się tak nie tylko dzięki bardzo solidnie u...

Deloitte: Podczas tegorocznego Black Friday średnie obniżki cen sięgnęły 4%

Coroczna analiza ofert 800 sklepów internetowych przeprowadzona przez Deloitte we współpracy z firmą...

700 tysięcy złotych! – nawet tyle odszkodowania można dostać za wypadek w pracy

5 miliardów na odszkodowania Z informajcji płynących z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że su...

Polski PKB rośnie najszybciej w Unii. Rynek pracy rozgrzany do czerwoności.

PKB za III kw. Zgodnie z danymi Eurostatu za trzeci kwartał 2019 roku największy wzrost w stosunku d...