wtorek, Listopad 5, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "frankowicze"

frankowicze

Treść wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 3 października 2019 r. wydanego w polskiej sprawie ma realny wpływ na kształtowanie się orzecznictwa w sprawach frankowych. Zdecydowana większość z zapadłych w ostatnich tygodniach wyroków jest jednoznacznie korzystna dla kredytobiorców. Natomiast niemal wszystkie z wyroków zapadłych na niekorzyść klientów banków mogą podlegać jeszcze kontroli przez sądy drugiej instancji, a zatem mogą zostać zmienione.

Wyrok TSUE

Sądy wskazując ustne motywy rozstrzygnięć, powołują się na najnowsze orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE. Niewątpliwie, wyrok Trybunału nie spowoduje automatycznego ujednolicenia orzecznictwa sądów krajowych. Pomimo zasadniczej tożsamości problemu zastosowania w umowach kredytowych klauzul indeksacyjnych, na wyrok zapadły w konkretnej sprawie wpływ ma zakres żądania pozwu, stan faktyczny rozpatrywanej sprawy, a przede wszystkim konstrukcja zastosowanego w umowie mechanizmu indeksacji.

Skutki orzeczenia

Jednak Trybunał odpowiadając na pytania prejudycjalne zadane przez Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrujący sprawę Państwa Dziubak, wskazał wyraźnie, jakie powinny być skutki wyeliminowania z umowy nieuczciwych klauzul. Prawo unijne stoi na przeszkodzie wypełnianiu takich luk w umowie zapisami uczciwymi, czy inaczej zgodnymi z prawem. Orzeczenie Trybunału obaliło w ten sposób główne argumenty banków, które postulowały uzupełnienie luk np. bliżej niesprecyzowanym „kursem rynkowym”, czy średnim kursem NBP i na których opierała się główna linia obrony banków w dotychczas zainicjowanych procesach sądowych. – wskazuje Kacper Jankowski, Prezes Votum Robin Lawyers S.A.

Decyzje sądów

Ponadto analiza orzeczeń sądów krajowych zapadłych już po orzeczeniu TSUE pokazuje że najwłaściwszą drogą dla kredytobiorców frankowych jest skierowanie powództwa do sądu. Co więcej sądy coraz śmielej stwierdzają nieważność umów kredytowych (8 wyroków zapadłych po 3 października 2019 r.) W związku z tym umowy uznawane są za nieważne z uwagi na określenie w nich wysokości świadczenia kredytobiorcy w sposób naruszający granice swobody umów, tj. przez przyznanie tylko jednej ze stron prawa do określenia wysokości kwoty podlegającej zwrotowi.

Odfrankowienie kredytu

W zapadłych po wyroku prejudycjalnym TSUE rozstrzygnięciach pojawiały się również orzeczenia dotyczące odfrankowienia kredytu – usunięcia CHF z umowy z pozostawieniem stopy LIBOR+marża (6 wyroków wydanych po 3 października 2019 r.). Takie rozwiązanie utrzymuje w mocy umowę kredytową, jednak również stanowi korzystne rozwiązanie dla kredytobiorców, gdyż bank zostaje zobowiązany do uiszczenia na rzecz kredytobiorcy dokonanych nadpłat, a wartość zadłużenia ulega znaczącemu zmniejszeniu. – dodaje Jankowski.

W pierwszym prawomocnym wyroku wydanym po rozstrzygnięciu TSUE  (orzeczenie Sądu Apelacyjnego  w Warszawie z dnia 14 października 2019 r.  w sprawie o sygn. akt: VI ACa 264/19), sąd dostrzegł możliwą trzecią ścieżkę rozstrzygnięć, pokazując, że możliwe jest potraktowanie kredytu jako kredytu w złotych bez oprocentowania. Sąd rozstrzygnął, że umowa jest ważna, ale kredyt frankowy staje się kredytem w złotych polskich, a ponadto może być nieoprocentowany.

Wyrok TSUE ma realny wpływ na korzystne rozstrzygnięcia, mimo to orzecznictwo sądów krajowych cały czas się kształtuje. Uzyskanie pozytywnego wyroku wymaga specjalistycznej wiedzy prawnej, warto zatem powierzyć prowadzenie sprawy sądowej profesjonalistom.

Zgodnie z przepisami kodeksu postępowania cywilnego, proces sądowy toczy się według określonego schematu, który zwieńczony jest co do zasady wydaniem wyroku. Jednak w ramach prowadzonego postępowania mogą pojawić się okoliczności, które przejściowo wstrzymają procedowanie sprawy. Taką przesłanką jest chociażby zadanie przez sąd krajowy pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Każdy sąd powszechny państwa członkowskiego Unii Europejskej ma prawo występować z takimi pytaniami do TSUE, jeśli sprawa wymaga analizy prawa krajowego i jego wykładni w stosunku do prawa europejskiego.

Jakie skutki dla Frankowiczów niesie skierowanie pytań do Trybunału Sprawiedliwości UE?

Z owego prawa skorzystał Sąd Okręgowy w Warszawie i złożył do TSUE wniosek o wydanie orzeczenia, które opublikowano 3 października 2019 r. Wydany wyrok potwierdził prawa Frankowiczów jako konsumentów do kwestionowania niedozwolonych postanowień umownych w swoich umowach kredytowych. To spowodowało istotny wzrost zainteresowania dochodzeniem roszczeń od banków, co w niedalekiej przyszłości przełoży się na ilość składanych powództw sądowych.

Nie zapominajmy jednak, że już teraz toczą się postępowania sądowe w sprawach frankowych. Po samej publikacji wyroku TSUE zapadło co najmniej 13 wyroków w takich sprawach, w tym kilka prawomocnych. Co istotne w niektórych sporach o podobnym stanie faktycznym sądy powszechne wydawały postanowienia o zawieszeniu postępowania do czasu rozstrzygnięcia przez Trybunał Sprawiedliwości UE powyżej sprawy.

Brak jest dostatecznych danych umożliwiających określenie dokładnej liczby spraw, w których zawieszono postępowanie z uwagi na pytanie prejudycjalne. Jednak bazując jedynie na statystyce spraw prowadzonych przez kancelarie z GK Votum S.A. można stwierdzić, iż nadal są to sprawy w znacznej mniejszości. Nie zmienia to faktu, że skoro mamy już korzystne orzeczenie TSUE, w najbliższym czasie powinniśmy się spodziewać kolejnych wygranych na salach sądowych, gdyż zniknie podstawa do dalszego zawieszenia takich postępowań – twierdzi Kacper Jankowski Prezes Votum Robin Lawyers S.A.

Skutki zawieszenia postępowania

Skutkiem zawieszenia postępowania jest wstrzymanie biegu wszelkich terminów, które zaczną ponownie biec dopiero z chwilą podjęcia postępowania. Podczas zawieszenia sąd nie podejmuje żadnych czynności z wyjątkiem tych, które mają na celu podjęcie postępowania albo zabezpieczenie powództwa lub dowodu. Powyższe dotyczy zarówno terminów sądowych, jak i ustawowych. Z chwilą podjęcia postępowania terminy ustawowe zaczynają biec od początku. W zależności od potrzeby warunkowanej danym etapem postępowania, terminy sądowe powinny być na nowo wyznaczone przez sąd lub przewodniczącego.  Powyższe nie stwarza zatem, prócz wydłużenia czasu postępowania – negatywnych skutków dla stron w postaci upływu terminów, chociażby terminów przedawnienia, które to zostały skutecznie przerwane poprzez wytoczenie powództwa.

Wznowienie postępowania

Podjęcie zawieszonego postępowania następuje z urzędu na podstawie postanowienia sądu. Jednakże, w sytuacji, gdy postanowienie o zawieszeniu sąd wydał w związku z postępowaniem wszczętym przez inny uprawniony podmiot, nie ma przeszkód, aby podjął zawieszone postępowanie, nie oczekując na uprawomocnienie się orzeczenia, np. w przypadku, gdy jego wątpliwości odnośnie wykładni prawa unijnego zostały rozstrzygnięte argumentami, jakie zastosował Trybunał w uzasadnieniu innego rozstrzygnięcia. Co ważne sąd może podjąć zawieszone postępowanie nawet przed wydaniem orzeczenia, o którym mowa w poprzednim zdaniu, gdyby np. po podjęciu decyzji na podstawie ocenił, że jednak nie ma potrzeby oczekiwania na orzeczenie Trybunału. Orzeczenie rozstrzygające sprawę pytań prejudycjalnych dotyczących kwestii wykładni prawa jest wiążące dla sądu, który zwrócił się z tym pytaniem, jednak nie ma skutku erga omnes. Skuteczność takiego orzeczenia wynika jednak z doktryny acte éclairé. Niewątpliwie wynik postępowania przed TSUE odbije się na orzecznictwie nie tylko w sprawach, w których zawieszono postępowanie, ale również innych o podobnym stanie faktycznym.

Skutki wyroku

Zawieszenie postępowania prowadzi do wydłużenia czasu trwania postępowania. Nie można bowiem przewidzieć terminu ustania przesłanki, która dała podstawy do wstrzymywania się od podejmowania dalszych czynności procesowych. Z drugiej strony wznowienie takiego postępowania powinno przebiegać już sprawnie i szybko, gdyż zostały już wyjaśnione wątpliwości, które powstrzymywały sąd od orzekania. Mając na uwadze stanowisko TSUE w polskiej sprawie frankowej, uzasadnionym jest twierdzenie, że rozstrzygnięcie będzie miało korzystny wpływ na wyniki zawieszonych postępowań. Przełoży się to z  kolei na wzmocnienie ochrony kredytobiorców, czego odzwierciedleniem powinny być kolejne korzystne wyroki zasądzające od banków na rzecz konsumentów roszczenia z tytułu nienależnego świadczenia w wyniku zastosowania abuzywnych postanowień umownych.

Pomimo ostatniego orzecznictwa krajowego z wyrokami Sądu Najwyższego na czele, kształtującego się zdecydowanie na korzyść konsumentów, wielu Frankowiczów z różnych względów nadal nie podjęło decyzji o skierowaniu swojej sprawy do sądu. Jedną z przyczyn takiego postępowania jest obawa przed długotrwałym i żmudnym procesem, a także wysokimi kosztami. Tymczasem nie jest to jedyne rozwiązanie, by przekonać bank do słuszności swoich roszczeń, ale rónież zadbać o ich zabezpieczenie. W takiej sytuacji warto rozważyć wszczęcie postępowania w zakresie zawezwania do próby ugodowej.

Próba ugodowa – cóż to takiego?

Wniosek o zawezwanie do próby ugodowej jest czynnością procesową, która służy polubownemu rozwiązaniu sporu zaistniałego pomiędzy dwoma podmiotami. Ma na celu przedstawienie wartości dochodzonych roszczeń i zbliżenie stanowisk obu stron. Dlatego stanowi alternatywną możliwość dla np. frankowiczów, którzy nie wyrażają chęci wkroczenia na drogę procesu sądowego, w celu rozwiązania swojego problemu z kredytem indeksowanym, bądź denominowanym do waluty obcej. Warto jednak zauważyć, że postępowanie pojednawcze nie gwarantuje zawarcia ugody przed sądem. Decyzja o zawarciu porozumienia zależy od nastawienia obu stron procesu. Wniosek o zawezwanie do próby ugodowej, niezależnie od wysokości roszczenia, zawsze kierowany jest do sądu rejonowego i to przed nim toczy się postępowanie. Podczas postępowania pojednawczego sąd nie bada stanu faktycznego sprawy czy dowodów, tylko wciela się w rolę mediatora, który nie opowiada się po żadnej ze stron, tylko gwarantuje swoją obecność prawomocność ewentualnej ugody.

Realne korzyści

Oczywiście nie każde postępowanie, a w zasadzie nieliczne (jeśli chodzi o sprawy frankowe) kończy się zawarciem ugody. Jednak niewątpliwą korzyścią płynącą ze skierowania do sądu wniosku o zawezwanie do próby ugodowej jest zabezpieczenie roszczenia poprzez przerwanie biegu przedawnienia. Ponadto koszty postępowania pojednawczego są zdecydowanie niższe w porównaniu do kosztów klasycznego postępowania sądowego. Opłaty od wniosku o zawezwanie do próby ugodowej są zależne od wartości przedmiotu sporu i nie przekraczają kwoty 200zł. Ważne jest, by opłata ta została uiszczona na właściwy numer rachunku bankowego przypisany do danego sądu. Brak uiszczenia opłaty powoduje ten sam skutek, co formalny brak pisma. W takiej sytuacji sąd nie podejmie jakichkolwiek czynności. Skierowanie niekompletnego wniosku tym samym nie przerywa biegu przedawnienia roszczeń.

Rozważając możliwość skierowania do sądu wniosku o zawezwanie do próby ugodowej, należy wcześniej dokładnie sprawdzić wysokość roszczenia, jaka uległa już przedawnieniu. Istotnym jest, by zwrócić uwagę zarówno na raty kredytowe, jak i opłaty związane z ewentualnym ubezpieczeniem niskiego wkładu własnego.

Już na tym etapie warto skorzystać z pomocy profesjonalnego pełnomocnika, który może odegrać istotną rolę podczas precyzowania wartości roszczenia. Bazując na praktyce, wiedzy oraz doświadczeniu, pełnomocnik zarekomenduje odpowiednie działania tak, aby były one korzystne dla roszczącej strony.

Alternatywa godna rozważenia

Zawezwanie do próby ugodowej stanowi alternatywę dla wytoczenia powództwa tylko w sytuacji, gdy druga strona widzi wolę do porozumienia i choć postępowanie to rzadko kończy się zawarciem ugody warto je rozważyć. Korzyścią płynącą ze złożenia wniosku jest przede wszystkim zabezpieczenie roszczeń przed ich przedawnieniem. Pozwala to na podjęcie działań w przyszłości, w tym na skierowanie roszczeń do bezpośredniego postępowania sądowego.

Więcej o odzyskaniu nadpłaconych rat i dochodzeniu roszczeń z tytułu abuzywnych klauzul w umowach kredytów walutowych przeczytasz tutaj:

www.dlafrankowiczow.pl

www.votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach

Frankowicze na ten wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej czekali z niecierpliwością. Zdaniem większości ekspertów jest on dla nich wyjątkowo korzystny. Sam wyrok nie wystarczy jedank do tego by odzyskać od banku pieniądze.

Do tego potrzebne jest działanie samego zainteresowanego. Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie jest zaskoczeniem. Tego bowiem po wcześniejszej opinii Rzecznika TSUE spodziewała się ogromna większość ekspertów. Poza tym Trybunał niejako potwierdził słuszność orzecznictwa czy decyzji wydawanych przez polskie sądy czy też takie instytucje jak chociażby UOKIK. Ten wielokrotnie wskazywał stosowane w umowach zapisy niedozwolone.

Na podstawie ostatniego wyroku TSUE, można zatem z dużym prawdopodobieństwem sukcesu starać się dochodzić roszczeń od banku. Najlepiej przy pomocy profesjonalnego pełnomocnika mówi Monika Kasprzyk z  Kancelarii Radców Prawnych Bochenek i Wspólnicy.

Votum S.A. nagrodzone przez Komisję Nadzoru Finansowego

Rodzaje „kredytów frankowych”, czyli ile franka jest we franku?

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał długo oczekiwany wyrok w sprawie Państwa Dziubak przeciwko Raiffeisen  – jest on korzystny dla frankowiczów. Wyrok potwierdził tezy zawarte w majowym orzeczeniu Rzecznika Generalnego TSUE, co stwarza ogromną szansę dla tysięcy kredytobiorców na uwolnienie się od problemów związanych z zaciągnięciem przez nich kredytu hipotecznego indeksowanego do franka szwajcarskiego. Co wyrok oznacza dla frankowiczów?
Wyrok TSUE

Trybunał podtrzymał prokonsumenckie stanowisko wyrażone przez Rzecznika Generalnego TSUE w maju tego roku. Jedne z najważniejszych postanowień zawartych w wyroku dotyczą uprawnień sądów krajowych do zmiany treści zapisu, który ma nieuczciwy charakter, a właściwie ich braku – sąd krajowy po stwierdzeniu abuzywności niektórych postanowień umowy kredytowej nie może zastąpić ich przepisami prawa krajowego, ale powinien je z umowy całkowicie wyeliminować. Ponadto to wola konsumenta powinna mieć znaczący wpływ na sposób rozstrzygnięcia sporu z bankiem, mianowicie to konsument powinien wskazać, jakie postępowanie jest dla niego najlepsze.

Można się spodziewać, że dzisiejszy wyrok TSUE będzie miał ogromny wpływ na przyspieszenie postępowań sądowych, a także spodziewany kierunek rozstrzygnięcia spraw frankowych. Jak mówi dla  portalu BiznesTuba mec. Wojciech Bochenek, Komplementariusz z Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radów Prawnych Sp. Kom.. Istotność wyroku nie będzie ograniczała się jedynie do sprawy Państwa Dziubaków, ale jako wyrok zapadły w następstwie badania wykładni dyrektywy z 1993 r., będzie mieć znaczenie prejudycjalne dla wszystkich roszczeń dochodzonych na podstawie wspomnianej dyrektywy.

Ponadto o znaczeniu treści wyroku dla tysięcy frankowiczów świadczy m.in. ogromna ilość zawieszanych do czasu rozstrzygnięcia tej sprawy postępowań sądowych w sprawach toczących się obecnie przed polskimi sądami. Przy czym już stanowisko Rzecznika Generalnego TSUE podziałało na niektóre sądy na tyle motywująco, iż zauważalnie przyspieszyły postępowanie i wydawanie wyroków zasądzających.

Z pewnością wyrok TSUE ułatwi także zapewne podjęcie decyzji kredytobiorcom, którzy dotychczas wahali się czy jest sens walczyć o dochodzenie roszczeń przed sądem. Dlatego też należy się spodziewać, że liczba kierowanych pozwów ulegnie zwiększeniu.

Warto jednak zauważyć, że ze względu na wysoki stopień skomplikowania spraw frankowych, ogromne znaczenie dla jakości postępowania sądowego, a także pośrednio dla końcowej treści wyroku, będzie miał wybór profesjonalnego pełnomocnika.

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w polskiej sprawie z pewnością będzie bodźcem dla tysięcy frankowiczów do przeciwstawienia się nieuczciwym praktykom bankowym. W tym również dla tych, którzy dotychczas wstrzymywali się z podjęciem decyzji o skierowaniu swojej sprawy do sądu. W ich przypadku wygrana to nie tylko korzyści finansowe, ale przede wszystkim spokój i poczucie sprawiedliwości.

Więcej o odzyskaniu nadpłaconych rat i dochodzeniu roszczeń z tytułu abuzywnych klauzul w umowach kredytów walutowych przeczytasz tutaj:

https://dlafrankowiczow.pl/

https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach/

Źródło: VOTUM S.A.

Frankowicz w walce o swoje prawa wcale nie musi być osamotniony. Dziś na rynku funkcjonuje wiele instytucji, które są w stanie wesprzeć go w walce z bankiem. Począwszy od kancelarii odszkodowawczych do Rzecznika Finansowego. Do niego właśnie można się zwrócić z wnioskiem o przeprowadzenie pozasądowego postępowania w sprawie rozwiązania sporu z podmiotem rynku finansowego.
Postępowanie sądowe a postępowanie przed Rzecznikiem Finansowym – różnice

Jesteś Kredytobiorcą, masz kredyt „frankowy” i zdecydowałeś się na podjęcie działań zmierzających do odzyskania nadpłaconych rat?  Skompletowałeś dokumenty, została wyliczona kwota roszczenia, reklamacje skierowano do Banku, a w odpowiedzi Bank odrzucił roszczenie uzasadniając swoją decyzję obszerną argumentacją? Co dalej? Czy to koniec? Czy jedyną możliwością pozostaje wystąpienie na drogę sądową?

Wystąpienie z pozwem daje dziś największą szansę na odzyskanie nadpłaconych rat kredytu. Niektórzy mają jednak obawy o jego koszty oraz o wynik postępowania. Dla tych osób istnieje na szczęście inna droga. Art. 33 ustawy z dnia 23 września 2016 r. o pozasądowym rozwiązywaniu sporów konsumenckich daje możliwość wystąpienia z wnioskiem o wszczęcie pozasądowego postępowania w celu rozwiązania powstałego sporu. Artykuł wskazany powyżej i kolejne określają elementy niezbędne takiego wniosku, przebieg postępowania oraz przesłanki do odmowy wszczęcia postępowania. Zgodnie z art. 35 ustawy o rozpatrywaniu reklamacji przez podmioty rynku finansowego i o Rzeczniku Finansowym z dnia 5 sierpnia 2015 r. wniosek o przeprowadzenie postępowania pozasądowego można skierować do Rzecznika Finansowego, a jego szczegóły zostały opisane w rozdziale 4 tejże ustawy.

Zalety postępowania przed Rzecznikiem Finansowym

Największym plusem postępowania przed Rzecznikiem jest jego koszt. Opłata od wniosku do Rzecznika to zaledwie 50 zł (zgodnie z art. 38 ustawy o rozpatrywaniu reklamacji przez podmioty rynku finansowego i o Rzeczniku Finansowym), a dodatkowo z chwilą złożenia kompletnego wniosku dochodzi do przerwania biegu przedawnienia roszczeń – tak jak ma to miejsce w przypadku złożenia pozwu. Należy pamiętać, że roszczenia z tytułu nadpłaconych rat oraz zapłaconych składek ubezpieczenia niskiego wkładu własnego (UNWW) ulegają przedawnieniu po 10 latach od ich powstania (po nowelizacji okresu przedawnienia w kodeksie cywilnym raty uiszczone po 09.07.2018 r. ulegają przedawnieniu po okresie 6 lat) i co istotne tyczy się to każdej konkretnej raty lub składki, a nie całego kredytu, zatem np. rata kredytu lub składka UNWW zapłacona 26.09.2009 r. ulega przedawnieniu 26.09.2019 r.

Przebieg postępowania przed Rzecznikiem Finansowym

W trakcie postępowania Rzecznik Finansowy nie reprezentuje żadnej ze stron, czyli nie występuje ani w imieniu Kredytobiorcy, ani w imieniu Banku – jego zadaniem jest udzielenie pomocy obu stronom w znalezieniu rozwiązania, które zakończy toczący się spór. Postępowanie przed Rzecznikiem ma charakter polubowny i służy wypracowaniu rozwiązania sporu, które będzie satysfakcjonowało zarówno Kredytobiorcę, jak i Bank. Kredytobiorca ma wpływ na ostateczny wynik postępowania, ale musi być przygotowany na pewne ustępstwa w kwestii zgłoszonych roszczeń.  Rzecznik może starać się zbliżyć stanowiska stron, przedstawiając własną propozycję rozwiązania sporu, ale to Kredytobiorca i Bank decydują, czy przedstawiona propozycja jest dla nich akceptowalna. Postępowanie może zakończyć się dojściem do porozumienia z Bankiem i zawarciem ugody kończącej spór, ale jeżeli ostatecznie wynegocjowane warunki nie są satysfakcjonujące, to Kredytobiorca może odmówić zawarcia ugody. Co więcej, Kredytobiorca w każdej chwili może wycofać wniosek, jeżeli nie satysfakcjonuje go przebieg postępowania, a z drugiej strony Bank w dowolnej chwili może uznać roszczenia Kredytobiorcy.

Ważna opinia Rzecznika

Jeżeli w toku toczących się rozmów strony nie wypracują porozumienia i nie dojdzie do zawarcia ugody, to na zakończenie postępowania Rzecznik Finansowy wydaje opinię, która – jeżeli będzie korzystna dla Kredytobiorcy – może wskazać Kredytobiorcy właściwy kierunek dalszych działań, tj. dochodzenie roszczeń na drodze postępowania sądowego. Natomiast, jeżeli opinia będzie negatywna, to będzie sygnałem, że postępowanie sądowe mogłoby być ryzykowne. Decydując się na skierowanie wniosku o przeprowadzenie pozasądowego postępowania w sprawie rozwiązania sporu z podmiotem rynku finansowego, trzeba mieć na uwadze, że postępowanie to ma charakter poufny, w związku z czym Strony postępowania jak i Rzecznik są zobowiązani do nie ujawniania żadnych informacji na temat jego przebiegu oraz zakończenia. Należy równocześnie pamiętać, że nie można traktować postępowania przed Rzecznikiem Finansowym jedynie, jako taniego sposobu przerwania biegu przedawnienia, gdyż Rzecznik odkrywszy taki zamiar Wnioskodawcy może oddalić wniosek.

Wady i zalety

Podsumowując dotychczasowe informacje, należy stwierdzić, że wystąpienie z wnioskiem do Rzecznika Finansowego o przeprowadzenie pozasądowego postępowania w sprawie rozwiązania sporu z podmiotem rynku finansowego ma niewątpliwie wiele zalet, niemniej jednak nie jest to postępowanie pozbawione wad. Z uwagi na bardzo dużą ilość prowadzonych przez Rzecznika spraw aktualnie na zakończenie postępowania można oczekiwać nawet ok. 2 – 3 lat, przy czym nie ma gwarancji, że Bank przystąpi do rozmów, a w trakcie negocjacji dojdzie do zbliżenia stanowisk stron i rozstrzygnięcia sporu. Może to oznaczać, że po tak długim oczekiwaniu konieczne będzie złożenie pozwu w sądzie. Pomimo niewątpliwych zalet postępowania polubownego najskuteczniejszym działaniem prowadzącym do odzyskania nadpłaconych rat i składek ubezpieczenia niskiego wkładu własnego pozostaje wystąpienie na drogę sądową.

Więcej o odzyskaniu nadpłaconych rat i dochodzeniu roszczeń z tytułu abuzywnych klauzul w umowach kredytów walutowych przeczytasz tutaj:

https://dlafrankowiczow.pl/

https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach/

Polskie sprawy frankowe nabierają tempa – do sądów zgłasza się coraz większa liczba kredytobiorców poszkodowanych przez banki. Eksperci zaznaczają jednak, że aby wygrać sprawę, warto być odpowiednio przygotowanym – banki bowiem wysuwają przeciwko powodom ciężkie działa. W takich sytuacjach niezbędna jest pomoc profesjonalnego pełnomocnika oraz opinia biegłego. Praktyka wskazuje bowiem, że udowodnienie wysokości roszczenia ma kluczowe znaczenie w procesach, przesądzając o treści końcowych wyroków.

W tym artykule, razem z ekspertem z firmy VOTUM S.A. przybliżamy znaczenie opinii biegłego w sprawach dotyczących kredytów indeksowanych lub denominowanych do waluty obcej. Odpowiadamy także, czym w istocie jest opinia biegłego, czy warto z niej skorzystać, jak długo trwa oczekiwanie na jej wydanie i z jakimi kosztami wiąże się jej uzyskanie.

Zasadność powoływania biegłego

Zgodnie z art. 278 Kodeksu postępowania cywilnego biegłego powołuje się w postępowaniu sądowym w wypadkach wymagających wiadomości specjalnych. Wiadomości te powinny przekraczać możliwości i wiedzę przeciętnego człowieka o wykształceniu ogólnym. Biegły powinien posiadać znaczne doświadczenie zawodowe w danym zawodzie i specjalizować się w określonej dziedzinie. Opinia biegłego stanowi niezależne stanowisko eksperta, który nie ma interesu prawnego w konkretnym rozstrzygnięciu sprawy.

– Opinia biegłego jest sporządzona przez osobę wyznaczoną przez sąd w konkretnej sprawie, na podstawie uprzednio wydanego postanowienia o powołaniu biegłego. Jakakolwiek inna, pisemna opinia złożona do akt nie będzie już miała charakteru opinii biegłego, może być wykorzystana jedynie pomocniczo jako dowód w sprawie. Pozasądowa opinia jest traktowana jako dokument prywatny i nie korzysta z domniemania zgodności z prawdą zawartych w niej twierdzeń. Biegłego powołuje się z listy stałych biegłych sądowych, prowadzonej w okręgu danego sądu okręgowego. Przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego powinno być poprzedzone wysłuchaniem stron co do liczby biegłych i ich wyboru – informuje Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w firmie VOTUM S.A., zajmującej się dochodzeniem roszczeń z tytułu nadpłaconych rat kredytów indeksowanych lub denominowanych do waluty obcej.

Przeczytaj także:

Rola biegłego w sprawach bankowych

W przypadku kredytów indeksowanych kursem waluty obcej, od biegłego wymaga się znajomości zagadnień z zakresu ekonomii i rachunkowości. Jak dodaje nasz ekspert, niezbędna jest też wiedza z zakresu bankowości i prawa bankowego.

 – Roszczenie z tytułu nadpłaconych rat kredytowych wiąże się z analizą historii spłat danego kredytu, przy uwzględnieniu zmian oprocentowania i kursów stosowanych przez bank, czy kosztów i skutków podpisanych aneksów do umowy. Istotne jest więc posiadanie kompetencji i wiedzy w zakresie, w którym sąd takiej wiedzy nie posiada. Wiedza ta jest wykorzystywana do fachowego wyjaśnienia i oceny faktów. Biegły z zakresu rachunkowości finansowej powoływany jest celem potwierdzenia prawidłowości wyliczeń przedstawionych przez stronę – komentuje Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych.

O tym, czy do rozstrzygnięcia danej sprawy niezbędne są wiadomości specjalne, decyduje sąd rozpoznający sprawę. Co ważne, nie ma do tego normatywnych wskazań, kiedy udział biegłego należy w sprawie uznać za konieczny. Dowód z opinii biegłego z uwagi na wymóg wiadomości nie może być zastąpiony inną czynnością dowodową np. zeznaniem świadka, gdyż świadek nie posiada odpowiedniej wiedzy z danej dziedziny, mającej wpływ na rozstrzygnięcie sporu cywilnego.

Przyjmuje się, że sąd nie jest związany wnioskami co do liczby biegłych i wyboru osoby biegłego oraz jego specjalności nawet wówczas, jeżeli wnioski stron w tym zakresie pozostają zgodne. Opinia biegłego w sprawie bankowej pozwala na dokładne wyliczenie wysokości należnych kwot, często służy również potwierdzeniu wyliczeń dokonanych przez powoda, ale również może zostać wykorzystana przez stronę pozwaną do podważenia stanowiska kredytobiorcy – dodaje Kacper Jankowski z VOTUM S.A.

Czytaj również:

Ile kosztuje opinia biegłego?

Gdy sąd w postępowaniu cywilnym przychyli się do wniosku o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego wymagana jest wpłata zaliczki na ten dowód. Pierwotnie zobowiązaną do pokrycia wynagrodzenia biegłego jest strona postępowania, która ze względu na swój interes prawny wniosła o sporządzenie opinii. Wynagrodzenie biegłego jest jednak wydatkiem, który strona przegrywająca jest winna zwrócić przeciwnikowi na jego żądanie.

Zapytaliśmy naszego eksperta, o jakich dokładnie kosztach mowa? – Wysokość zaliczki na biegłego każdorazowo określana jest przez sąd. Z naszych dotychczasowych doświadczeń w sprawach bankowych wynika, że koszty opinii wahają się w granicach od 1000 zł do 3000 zł, jednak z uwagi na fakt, że kwota zaliczki każdorazowo ustalana jest przez sąd, nie ma możliwości ustalenia tej wysokości dokładnie jeszcze przed złożeniem powództwa – mówił specjalnie dla portalu BiznesTuba, Kacper Jankowski – Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w VOTUM S.A.

Ekspert uważa także, że wysokość wynagrodzenia biegłego za wykonaną pracę ustala się, uwzględniając wymagane kwalifikacje, potrzebny do wydania opinii czas i nakład pracy, a także wysokość wydatków poniesionych przez biegłego. W razie nieuiszczenia zaliczki sąd pominie czynność połączoną z wydatkami, a tym samym strona musi się liczyć z negatywnymi konsekwencjami faktu nieudowodnienia danej okoliczności faktycznej.

– Po wpłacie zaliczki sąd przekazuje akta do sporządzenia opinii wraz z oznaczeniem terminu, do którego opinia powinna być sporządzona. Sąd każdorazowo określa ten termin indywidualnie biorąc pod uwagę między innymi dostępność biegłych i stopień skomplikowania zleconej opinii. W przypadku powołania biegłego z zakresu rachunkowości termin ten waha się w granicach 45-90 dni, jednak mogą pojawić się okoliczności mające wpływ na jego wydłużenie. Termin na sporządzenie opinii dla biegłego biegnie od momentu, w którym otrzyma on akta sprawy.  Jeżeli okaże się, że rzeczywiste koszty wykonania opinii są większe od wniesionej zaliczki, przewodniczący wzywa o jej uzupełnienie – dodaje Jankowski.

Na końcu warto podkreślić, że koszt opinii biegłego, podobnie jak pozostałe koszty sądowe poniesione przez powoda, są mu zwracane po wygranej sprawie.

Materiał został przygotowany dzięki wsparciu merytorycznemu eksperta prawnego – VOTUM S.A oraz portalu DlaFrankowiczow.pl.

Dużo słyszy się o walkach kredytobiorców z bankami argumentowanych np. brakiem informacji o ważnych postanowieniach umowy. W tym artykule pochylamy się nad tym tematem i razem z ekspertami firmy VOTUM S.A. odpowiadamy na takie pytania m.in. jakie prawa przysługują konsumentowi na rynku usług bankowych i czy banki wywiązują się ze swoich obowiązków informacyjnych względem konsumentów?

Reklama

Jak wynika z badań przeprowadzonych dla Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, poziom znajomości praw i obowiązków konsumenckich na rynku usług finansowych kształtuje się niestety na niskim poziomie. Należy zwrócić uwagę na to, iż tylko niewielki odsetek konsumentów potrafi w praktyce zastosować posiadaną wiedzę o przysługujących im prawach i obowiązkach. A jak wiadomo… nieznajomość prawa szkodzi.

Na szczęście wspomniana, łacińska paremia prawnicza Ignorantia iuris nocet nie zawsze odnajduje swoje zastosowanie w realiach rynkowych. Potwierdza to ekspert firmy VOTUM S.A. Kacper Jankowski, który uważa, że współpraca z profesjonalnym podmiotem posiadającym wiedzę pozwoli umiejętnie osiągnąć korzyść dla konsumenta i ochronić go w sytuacji, w której jest całkowicie bezbronny.

Zobacz też:

Kim jest konsument i jakie ma prawa?

Zdefiniowanie pojęcia konsumenta nie jest łatwe i jednoznaczne. Kodeks cywilny w art. 22 in.1 stanowi, że za konsumenta uważa się osobę fizyczną dokonującą z przedsiębiorcą czynności prawnej niezwiązanej bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową.” Zatem pojęcie konsument to pojęcie funkcjonalne, którego granice zależą od natury i zakresu ochrony, jaką prawodawca zamierza stworzyć w danej sytuacji lub dziedzinie obrotu.

Aby szerzej zrozumieć wskazaną definicję, która może brzmieć dość enigmatyczne dla osoby, która nie jest prawnikiem należy w pierwszej kolejności wskazać, że konsumentem może być TYLKO osoba fizyczna. Tym samym status konsumenta nie będzie przysługiwał osobom prawnym (np. spółce z o. o.) oraz tak zwanym ułomnym osobom prawnym (np. spółce jawnej) – dodaje ekspert Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w VOTUM S.A.

Jakie obowiązki informacyjne powinien spełnić bank wobec konsumenta-kredytobiorcy?

Zapytaliśmy naszego eksperta także, co jednak w przypadku, kiedy osoba fizyczna prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą?

– Na pozór sprzeczne role, które wykluczają możliwość występowania osoby fizycznej jako konsumenta i przedsiębiorcę da się bardzo łatwo rozróżnić. Należy oddzielić sferę prywatną od zawodowej, tzn., jeśli dana osoba kupuje, np. samochód, aby używać go do celów prywatnych to jest konsumentem, ale jeśli ta sama osoba kupuje samochód, który zamierza wykorzystać w firmie (np. auto dostawcze) to w ramach zakupu tej konkretnej rzeczy, nabywca nie jest objęty reżimem prawa konsumenckiego. Jednak najważniejszym elementem jest to, aby czynności prawnej, w tym przypadku dokonywać z przedsiębiorcą, czyli profesjonalistą. Osoba fizyczna nie będzie posiadała statusu konsumenta podczas dokonywania czynności z inną osobą fizyczną, np. zakup samochodu od znajomego – dodaje specjalnie dla portalu BiznesTuba Kacper Jankowski, z firmy specjalizującej się w pomocy prawnej kredytobiorcom, którzy zaciągnęli kredyty w walucie franka szwajcarskiego.

O strachu Frankowiczów przed walką z bankiem mówi Koordynator ds. Rozwoju Projektu i Sprzedaży w VOTUM S.A.

Obowiązkiem banku jest uczciwe poinformowanie konsumenta o wszystkich szczegółach oferty i to już na etapie reklamy. Jeżeli w takiej reklamie kredytu konsumenckiego zawarto jakiekolwiek informacje dotyczące warunków jego otrzymania, odbiorca reklamy musi zostać poinformowany o:

  • wysokości oprocentowania kredytu – z wyodrębnieniem opłat zawartych w całkowitym koszcie,
  • całkowitej kwocie kredytu,
  • rzeczywistej rocznej stopie oprocentowania (RRSO).

Jak informuje nas ekspert, informacje te muszą być podane jasno i wyraźnie – tak, aby konsument nie musiał szukać ich nigdzie indziej, ani zakładać okularów, żeby je przeczytać. Jeśli dane te nie zostały podane można zgłosić taki przypadek do UOKiK, czyli Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Równie ważny jest kolejny etap, czyli obowiązkowe przedstawienie formularza informacyjnego, czyli projektu umowy. Zgodnie z przepisami konsument ma prawo porównywać oferty różnych kredytodawców, dlatego muszą one zostać przedstawione w czytelny sposób. Żeby to ułatwić, stworzono ujednolicony wzór takiego formularza. Muszą się w nim znaleźć między innymi takie informacje, jak:

  • czas obowiązywania kredytu,
  • stopa oprocentowania kredytu,
  • całkowita kwota kredytu,
  • rzeczywista roczna stopa oprocentowania,
  • zasady i terminy spłaty kredytu,
  • skutki braku płatności.

Obowiązki informacyjne względem zmian w kosztach czy odstąpienia od umowy

Warto wiedzieć, że jakakolwiek zmiana w umowie powinna być każdorazowo przedstawiana konsumentowi. Dlatego więc, podstawowym obowiązkiem banku jest informowanie o zmianie w kosztach – np. w przypadku kredytu hipotecznego, którego oprocentowanie zależy od stopy referencyjnej.

– Informacja powinna trafić do kredytobiorcy na trwałym nośniku, na piśmie lub drogą elektroniczną. Do informacji powinien być dołączony nowy harmonogram spłaty, który obejmuje okres obowiązywania nowej stopy procentowej – komentuje Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w VOTUM S.A.

Ponadto obowiązkiem banku jest umożliwienie kredytobiorcy odstąpienie od umowy i zwrócenie wszystkich poniesionych przez niego kosztów w terminie do 14 dni od zawarcia umowy – z wyjątkiem odsetek za ten okres. Dzięki temu istnieje możliwość wycofania się z pożyczki. W przypadku wcześniejszej spłaty zobowiązania bank musi zwrócić kredytobiorcy część opłat, które dotyczą okresu, o jaki został skrócony czas obowiązywania umowy. Ponadto biorąc kredyt konsumencki, warto zajrzeć na stronę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów i zapoznać się z prawami, które chronią konsumenta.

Kredytobiorcy „wzięli sprawy w swoje ręce” i ruszyli do sądów, a banki „wzięły nogi za pas”. Banki zaczęły wydzielanie i sprzedaż zdrowych aktywów, pozostawiając w strukturach wyłącznie toksyczne kredyty. Efekt: kredytobiorcy mogą zostać podwójnie oszukani. Mogą nie być w stanie wyegzekwować zasądzonych roszczeń. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy spłacili już więcej niż kapitał otrzymanego kredytu oraz tych, którzy w sądach dochodzą jedynie nadpłat.

W najgorszej sytuacji są klienci ex GE Money, który zakłada upadłość w razie konieczności restrukturyzacji. Po sprzedaży zdrowych aktywów banku BPH do Alior Bank w 2016 roku, w tzw. małym BPH pozostały tylko toksyczne kredyty. Stanowią one 90% aktywów banku, a bank ten nie prowadzi istotnej działalności operacyjnej poza windykowaniem należności z toksycznych kredytów i prowadzeniem spraw sądowych z kredytobiorcami oraz innymi wierzycielami. Jednocześnie według sprawozdania finansowego za 2018 rok, wartość spraw sądowych z udziałem tego banku jako pozwanego wynosi ponad 250 mln zł, z czego wartość spraw frankowych to ponad 155 mln zł.

Oczywistym jest, że jeśli bank zacznie przegrywać te sprawy, to niczego nie zapłaci – zwłaszcza, że według sprawozdania finansowego za 2018 rok bank przewiduje w ramach ewentualnej przymusowej restrukturyzacji po prostu ogłoszenie upadłości. Oznacza to, że nikt nie przejmie toksycznych aktywów i odpowiedzialności za nie wobec kredytobiorców. Innymi słowy, aby kredytobiorca byłego banku GE Money otrzymał to, co zasądzi mu sąd – inni kredytobiorcy muszą spłacać kredyty. Przykładowo, tylko za 2018 rok bank złożył 207 pozwów przeciwko kredytobiorcom na kwotę 54 mln zł, z czego zabezpieczonych hipotekami jest 33 mln zł.

W procesach sądowych bank dąży do przewlekania spraw, bo każdy miesiąc zwłoki to kolejne raty kredytobiorców – których już nie odzyskają i bank doskonale o tym wie. Interes banku jest zgodny z interesem pełnomocnika procesowego – który stosuje różne procesowe sztuczki, aby przedłużać te sprawy. Sąd Okręgowy w Gdańsku powinien dostrzec ten proceder. Przecież sądy na gruncie art. 76 Konstytucji RP mają chronić obywateli – konsumentówTakie zaś przewlekanie procesów służy jedynie generowaniu nielegalnych zysków przez korporacje z nielegalnych umów – kosztem obywateli polskich, a w konsekwencji kosztem polskiej gospodarki” – wskazuje mec. Barbara Garlacz, która prowadzi kilkadziesiąt spraw tzw. frankowiczów byłego banku GE Money.

Przeczytaj także:

Przed kredytobiorcami ucieka też Deutsche Bank Polska, który po przeniesieniu jesienią 2018 roku zdrowych aktywów do Santandera pozostał w większości z toksycznymi kredytami denominowanymi do CHF.

Także Raiffeisen Bank Polska – po przekształceniach i sprzedaży zdrowych aktywów do BGŻ – zatrzymał toksyczne kredyty w ramach struktury spółki–matki z siedzibą w Austrii.

Z punktu widzenia braku możliwości odzyskania zasądzonych kwot w najgorszej sytuacji są kredytobiorcy, którzy globalnie spłacili tytułem kapitału i odsetek więcej niż otrzymany kapitał. Wówczas – w razie stwierdzenia nieważności umowy – to bank będzie dłużnikiem kredytobiorcy. Nieciekawa jest też sytuacja tych, którzy dochodzą tylko tzw. nadpłat, gdyż w razie ich prawomocnego zasądzenia może być problem z egzekucją – w zależności od momentu, kiedy się ona rozpocznie i stanu finansowego banku. Kredytobiorcy, którzy jeszcze nie spłacili kapitału powinni sprawdzić, w jakim tempie spłacą kapitał i być może rozpocząć walkę w sądzie, która potrwa kilka lat – tak, aby na koniec procesu wyjść na zero.

Moim klientom, którzy już złożyli pozwy, nie doradzam czy płacić czy nie płacić. Przedstawiam fakty. Każdy kredytobiorca powinien zadać sobie pytanie: co się stanie, gdy sądy zaczną masowo stwierdzać nieważność umów lub zasądzać nadpłaty i jaki to może mieć efekt dla podmiotu formalnie odpowiedzialnego? – dodaje mec. Barbara Garlacz.

Źródło: Kancelaria Garlacz

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię powrotu do debatowania nad ustawą „frankową”. Wspomniana ustawa miała pomóc rozwiązać problem kredytobiorców, w tym frankowiczów, poprzez udzielenie najbardziej potrzebującym kredytobiorcom (zarówno tym którzy mają kredyt indeksowany kursem waluty obcej, jak i „złotówkowiczom”) wsparcia w spłacie zaciągniętych zobowiązań.

Drugim założeniem ustawy było wprowadzenie funduszu konwersji, którego zadaniem było doprowadzenie do przewalutowania zaciągniętych kredytów powiązanych z kursem waluty obcej na złote polskie i ustalenie dalszych warunków spłaty zobowiązania na nowych zasadach. Finalnie ustawa została przyjęta przez sejm, jednak ustawodawca zdecydował wykreślić z jej treści zapisy odnoszące się do funduszu konwersji, co oznacza, że problem kredytów indeksowanych/ denominowanych do waluty obcej nie zostanie rozwiązany. 

Zobacz też:

Burza medialna versus faktyczna pomoc frankowiczom?

Burza medialna jaka została wywołana powyższymi doniesieniami, zepchnęła w cień informacje jakie płyną dla frankowiczów z Sądu Najwyższego, który zaczyna zajmować coraz bardziej stanowcze i jednoznaczne stanowisko w zakresie spraw frankowych.  W bieżącym roku zapadły dwa istotne orzeczenia na kanwie spraw frankowiczów, odpowiednio w dniu 04.04.2019 r. (sygn. akt  III CSK 159/17) oraz w dniu 09.04.2019 r. (sygn. akt I CSK 242/18). Ostatnie z wymienionych orzeczeń w dniu wczorajszym (tj. 08.07.2019 r.) doczekało się publikacji treści uzasadnienia, które jest korzystne dla kredytobiorców.

Oczywiście dla każdego posiadacza kredytu hipotecznego indeksowanego/denominowanego do waluty franka szwajcarskiego najistotniejsza będzie informacja, czy zapisy umowne regulujące klauzulę indeksacyjną są niedozwolonymi postanowieniami umownymi czy też nie. W treści uzasadnienia wyroku z dnia 09.05.2019 r. sygn. akt I CSK 242/18, Sąd Najwyższy wprost wskazał, że „postanowienia regulaminu określające zasady ustalania przeliczenia na CHF przy wypłacie kredytu, jak i przy spłacie jego poszczególnych rat, miały charakter niedozwolonych postanowień umownych”.

Skutki klauzuli indeksacyjnej za niedozwolone postanowienie umowne

Radca prawny Wojciech Bochenek z kancelarii Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych sp. k. należącej do grupy kapitałowej Votum S.A. dodaje, że w omawianym wyroku, Sąd Najwyższy wyjaśnił, że sprzeczne z dobrymi obyczajami i rażąco naruszającymi interes konsumenta są postanowienia, które pozwalają bankowi na uzależnienie wysokości świadczenia spełnianego przez kredytobiorcę od swobodnej decyzji banku, niezależnie od tego czy swoboda ta była pełna, czy w jakiś sposób ograniczona.

Jednocześnie w treści orzeczenia Sądu Najwyższego znajduje się bardzo ważna informacja w zakresie skutku uznania klauzuli indeksacyjnej za niedozwolone postanowienie umowne. – Mianowicie, gdy sąd stwierdzi, że zapis klauzuli indeksacyjnej jest nieuczciwy, wówczas zgodnie z treścią art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 oraz orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (zwane dalej: TSUE) powinien uznać go za nigdy nie istniejący i nie wywołujący skutków wobec konsumentów, przy czym strony będę związane w dalszej części pozostałą treścią umowy.

Sąd Najwyższy wskazał także, odnosząc się do licznego orzecznictwa TSUE, że sąd krajowy nie może zastąpić nieuczciwego zapisu umownego w zakresie klauzuli indeksacyjnej innym postanowieniem np. odnoszącym się do kursu publikowanego przez Narodowy Bank Polski. – Jest to bardzo istotna kwestia, gdyż często zdarza się, że sąd krajowy rozpatrujący sprawę próbuje zastąpić kurs ustalany wyłącznie przez Bank właśnie kursem Narodowego Banku Polskiego, do czego zgodnie z dyrektywą 93/13, orzecznictwem TSUE oraz opinią Rzecznika Generalnego TSUE w polskiej sprawie nie jest uprawniony – dodaje radca prawny Wojciech Bochenek z kancelarii Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych sp. k. należącej do grupy kapitałowej Votum S.A.

„Nie należy modyfikować treści postanowień umownych w umowie kredytowej”

Bochenek dodaje również, że Sąd Najwyższy w orzeczeniu z dnia 09.05.2019 r., wskazał powołując się na bogate orzecznictwo TSUE, że dokonanie takiej modyfikacji umowy przez sąd stałoby w sprzeczności z celami prewencyjnymi Dyrektywy 93/13, gdyż Dyrektywa ma na celu nie tylko wyrównanie pozycji konsumenta z przedsiębiorcą, ale ma również wywrzeć na przedsiębiorcy zaniechanie używania tego typu postanowień umownych w przyszłości.

Wskazując na skutki uznania klauzuli indeksacyjnej za niedozwoloną, należy wskazać, że Sąd Najwyższy w orzeczeniu z dnia 09.05.2019 sygn. akt I CSK 242/18 r., podziela pogląd wyrażony w wyroku z dnia 04.04.2019 r. sygn. akt III CKS 159/17, wskazując, że strony umowy są związane jej treścią bez klauzuli indeksacyjnej z jednoczesnym pozostawieniem oprocentowania opartego o parametr Libor. Sąd stwierdził, że po usunięciu klauzuli niedozwolonej, umowa kredytu hipotecznego nadal będzie zawierała wszystkie przedmiotowo istotne elementy umowy kredytu tj. kwotę kredytu w złotych polskich, okres kredytowania, datę spłaty raty oraz wysokość oprocentowania. – Jest to bardzo dobra wiadomość dla wszystkich kredytobiorców posiadających kredyty indeksowane do waluty franka szwajcarskiego, gdy w takiej sytuacji dojdzie do tzw. „odfrankowienia umowy kredytowej” – mówi radca prawny Wojciech Bochenek.
Nawiązując do oprocentowania, można wskazać, że bardzo trafnie Sąd Najwyższy zwrócił uwagę na okoliczność, że pozostawienie umowy kredytowej bez klauzuli indeksacyjnej z oprocentowaniem opartym o parametr Libor, nie stanowi zbyt surowej sankcji dla Banku, za stosowanie nieuczciwego postanowienia umownego, gdyż zapisy regulujące ochronę konsumenta na rynku bankowym, znają bardziej dotkliwą sankcję w postaci kredytu darmowego – dodaje radca prawny Wojciech Bochenek z kancelarii Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych sp. K.

Na koniec warto także wskazać, że Sąd Najwyższy zajął stanowisko również w zakresie aneksem, który przez sąd apelacyjny został uznany za odnowienie długu. W ocenie Sądu Najwyższego, tak zredagowany aneksu, nie stanowi odnowienia długu w rozumieniu kodeksu cywilnego, a jedynie może stanowić uznanie długu. Powyższe ma istotne znaczenie, gdyż jak stwierdził Sąd Najwyższy „Skutek uznania nie jest jednak konstytutywny, co oznacza, że oświadczenie takie nie powoduje powstania zobowiązania uprzednio nieistniejącego lub też zwiększenia wysokości istniejącego zobowiązania. Sprawia to, że jeżeli uznać oświadczenie powodów zawarte w aneksie z 18 sierpnia 2009 r. za uznanie długu, na gruncie prawa materialnego są oni uprawnieni do dowodzenia, że wysokość zobowiązania jest w rzeczywistości inna. Taki dowód co do zasady w niniejszej sprawie został już przeprowadzony, gdyż przyjęcie abuzywnego charakteru klauzuli waloryzacyjnej zawartej w umowie oznacza, że kredyt powinien być wyrażony w złotych, a dotychczasowe podstawy wyliczeń stosowane przez Bank były najprawdopodobniej oparte na błędnych podstawach”.

Jak „uzdrowić” nieuczciwe zapisy w umowach z bankiem?

Co ważne Sąd Najwyższy ponownie podkreślił, że aby doszło do „uzdrowienia” nieuczciwego zapisu umownego, konsument musi wyrazić na to zgodę w sposób swobodny, świadomy i wolny, po dokładnym przedstawieniu mu wszelkich istotnych informacji w tym zakresie. Stanowi to powtórzenie argumentacji przyjętej w uchwale 7 sędziów Sądu Najwyższego z dnia 20 czerwca 2018 r. w sygn. akt III CZP 29/17  oraz opinii Rzecznika Generalnego TSUE w polskiej sprawie frankowej – dodaje radca prawny Wojciech Bochenek z kancelarii Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych sp. k.

Niewątpliwie w ostatnich tygodniach w temacie frankowiczów ma miejsce bardzo dużo wydarzeń, które czasem mogą nam umknąć lub zostać przyćmione przez inne informacje, które zajmują pierwsze strony gazet. Ważnym jest aby spośród tych wszystkich informacji dotrzeć i pokazać te, które warte są uwagi, gdyż zbliżają nas do rozstrzygnięcia istotnego problemu wielu polskich rodzin.  Bez wątpienia takim wydarzeniem będzie wydanie wyroku przez TSUE w polskiej sprawie, gdyż z pewnością treść tego wyroku wpłynie na linię orzeczniczą naszych sądów.

Majowa publikacja opinii Rzecznika Generalnego TSUE wlała w serca Frankowiczów uzasadnioną nadzieję na uwolnienie się od problemu z kredytem, z którym borykają się przez lata. Wielu kredytobiorców uwierzyło, że wygrana jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko podjąć rękawicę.

I rzeczywiście jesteśmy w przededniu wydania wyroku przez europejski trybunał, który wyznaczy linię orzeczniczą dla polskich sądów na kolejne lata.

Ale nie możemy zapominać, że dochodzenie roszczeń z umów kredytowych indeksowanych lub denominowanych w walucie obcej pozostaje nadal skomplikowaną kwestią, wymagającą wiedzy i umiejętności, którą posiadają tylko profesjonalni pełnomocnicy.

W praktyce, wielu świadomych Frankowiczów decyduje się na współpracę z kancelariami posiadającymi odpowiednią wiedzę i doświadczenie, niezbędnymi w sporze z bankiem.

Przeczytaj także:

Wielu kredytobiorców, którzy zaciągnęli kredyt waloryzowany lub denominowany do franka szwajcarskiego nie wie, w jaki sposób radzić sobie ze swoim kredytem. Rozwiązań jest kilka:

  • odpuścić i zgodzić się na nieuczciwe zapisy w umowie z bankiem, które w praktyce uznawane są za bezprawne;
  • sądzić się z bankiem samodzielnie – jednak walka z machiną bankową może przerosnąć niejednego powoda merytorycznie i emocjonalnie (wielu Frankowiczów rezygnuje już w pierwszych etapach z powodu braku wsparcia, ale i skutecznie stosowanych technik opóźniania rozstrzygnięcia sporu przez banki);
  • skorzystać z pomocy pełnomocnika, zapewniającego wsparcie na odpowiednim poziomie eksperckim na każdym etapie postępowania.

Zobacz też:

Pełnomocnik czy walka z sądem w pojedynkę?

Profesjonalny pełnomocnik zajmuje się sprawą od samego początku: od postępowania polubownego, przez pozasądowe, aż po skierowanie sprawy do sądu i prawomocne jej zakończenie. Wiele kwestii, na które nie zwrócilibyśmy uwagi, prowadząc sprawę samodzielnie, w oczach fachowca może okazać się niezwykle istotnych dla wygrania sprawy. W sprawach bankowych zapadło już wiele wyroków. Niestety wśród nich znajdują się także orzeczenia niekorzystne dla kredytobiorców. Osoby działające samodzielnie niestety często nie potrafią poradzić sobie z zawiłą procedurą sądową, jak również ogromem argumentów i dowodów przedstawianych przez przeciwnika procesowego, co może często powodować negatywne dla nich konsekwencje prawne. Potwierdza to ekspert, który specjalnie dla portalu BiznesTuba.pl omawia korzyści płynące ze współpracy kredytobiorcy z pełnomocnikiem.

– Gdy staniemy twarzą w twarz na sali rozpraw z pełnomocnikiem banku, górę mogą wziąć emocje, które mogą spowodować, że nie będziemy potrafili zaprezentować naszych argumentów. Banki to ogromne instytucje, które z pewnością dla własnej obrony wyciągną „najcięższe działa”, z którymi ciężko będzie sobie poradzić bez wsparcia specjalisty. Natomiast mając u boku pełnomocnika, będziemy czuli się bardziej komfortowo, co więcej w żaden sposób nie zostaniemy zaskoczeni, gdyż pełnomocnik niezwłocznie zareaguje i odpowiednio nas wesprze. Najistotniejszym jednak argumentem przemawiającym za skorzystaniem z pomocy profesjonalnego pełnomocnika jest jego fachowa wiedza – komentował Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w VOTUM S.A, która pomaga m.in. w odzyskiwaniu nadpłaconych rat kredytów hipotecznych powiązanych z walutą obcą.

Wiedza prawna, jako najważniejsze „za”

Jak twierdzi ekspert VOTUM i należącego do firmy portalu DlaFrankowiczow.pl, pełnomocnik ma pełne rozeznanie w obowiązującym prawie. Mając na uwadze aktualne orzecznictwo, niezwykle istotna jest odpowiednia argumentacja przytaczanych twierdzeń oraz kwestia przeprowadzenia postępowania dowodowego.

Profesjonalny pełnomocnik od początku prowadzenia sprawy będzie mógł obrać odpowiednią strategię, tak aby postępowanie zakończyło się pozytywnym wynikiem dla jego mocodawcy – „Frankowicza”. Korzystając z pomocy pełnomocnika, kredytobiorca nie będzie musiał również martwić się o kwestie formalne – dodaje Kacper Jankowski.

Mowa m.in. o ciężarze dopilnowania wszelkich terminów, odpisywaniu na pisma strony przeciwnej czy prezentowaniu własnych dowodów w sprawie. Pełnomocnik odpowiada także za obalanie dowodów strony przeciwnej – co jest wyjątkowo ważne, a mając znajomość prawa, ale i źle skonstruowanych umów, które są głównym dowodem w sporze – pozwala dostrzec jeszcze więcej błędów banków. Jak zauważa Jankowski, kolejnym argumentem przemawiającym za ustanowieniem profesjonalnego pełnomocnika jest znaczna oszczędność czasu mocodawcy, a ta może być najważniejszą i niepoliczalną wartością dla kredytobiorcy.

– Pomijając czynności związane z przygotowywaniem odpowiedniej korespondencji ze stroną przeciwną, a następnie pism procesowych, kredytobiorca nie będzie miał obowiązku stawiennictwa na rozprawach sądowych, za wyjątkiem rozprawy, na którą zostanie wezwany przez sąd do osobistego stawiennictwa. Zadaniem pełnomocnika jest godna reprezentacja swojego Klienta – mówi Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Który pełnomocnik najlepszy? Jak wybrać dobrze i nie przepłacić?

Mimo, że rynek kancelarii świadczących pomoc Frankowiczom w egzekwowaniu swoich praw jest duży i stale się powiększa, to nie każdy podmiot działający w tym zakresie jest godny zaufania. Przed wyborem pełnomocnika, zaleca się zrobić krótkie rozeznanie. Warto sprawdzić opinie, wiarygodność i doświadczenie na rynku. Konieczny jest również rekonesans, w jaki sposób wygląda schemat prowadzenia sprawy (poprzez częstotliwość kontaktu pełnomocnika z Klientem, samą możliwość skontaktowania się z osobą prowadzącą sprawę, dyspozycyjność pełnomocnika oraz jego zaangażowanie w prowadzone postępowania). O czym niestety przekonali się kredytobiorcy tkwiący od lat w postępowaniach zbiorowych (tzw. pozwach zbiorowych).

– Nasza spółka od ponad 15 lat reprezentuje poszkodowanych w wypadkach, na rzecz których do tej pory uzyskaliśmy już ponad 2,4 mld zł odszkodowań. Dotychczas Kancelaria działająca w ramach naszej Grupy Kapitałowej wygrała ponad 50 tys. procesów sądowych w różnych obszarach rynku finansowego. W sprawach frankowych mamy kilka rozstrzygnięć nieprawomocnych w postaci nakazów zapłaty oraz kilkadziesiąt wygranych przedsądowych w zakresie zwrotu UNWW. Po wyczerpaniu polubownej drogi dochodzenia roszczeń w ramach mediacji i negocjacji z bankami, w czerwcu 2018 r. rozpoczęliśmy ofensywę procesową. Dotychczas sporządziliśmy ponad 1100 pozwów i przygotowujemy kolejne. Naszą kadrę stanowią doświadczeni prawnicy, którzy szlify zbierali w innych mniejszych kancelariach i mają już za sobą wygrane z bankami. Aktualnie rozwijają się w naszej kancelarii, by móc pomagać kredytobiorcom frankowym na większą skalę– tłumaczy Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w VOTUM S.A.

Temat wzorców wszystkich umów kredytowych przez wielu kredytobiorców jest lekceważony. Przyszli Frankowicze nie zastanawiają się nad tym, czy można negocjować treść i warunki umowy, decydując się na to, co im bank proponuje. Eksperci uważają jednak, że świadomy kredytobiorca może wywalczyć więcej, jeśli podejdzie do tematu w sposób pragmatyczny i rozsądny. Z pomocą przychodzi także doświadczenie wielu firm na co dzień zajmujących się pomocą prawną.

Czy kiedykolwiek zastanawiali się Państwo nad tym czy można negocjować treść i warunki umowy z operatorem telekomunikacyjnym lub bankiem, starając się o kredyt? Jak tę kwestię reguluje polskie prawo, a jak prawo wspólnotowe? Na te i inne pytania odpowiadamy wraz z ekspertem firmy VOTUM S.A., specjalizującej się w mediacjach, poradach prawnych, a także pomocy Frankowiczom w kwestiach spornych z bankami.

Reklama

Czy istnieje wzorcowa umowa z bankiem?

W literaturze i orzecznictwie, wzorzec umowy definiowany jest jako zbiór postanowień umownych ustalonych i przygotowanych jednostronnie przez podmiot, który świadczy usługi na szeroką skalę w ramach swojego przedsiębiorstwa (w tym przypadku jest to bank). Wzorce umowne zostały również zdefiniowane w kodeksie cywilnym i w myśl art. 384 k.c. wzorzec umowy jest ustalony przez jedną ze stron, w szczególności występuje w postaci ogólnych warunków umów, wzorach umów czy też regulaminie kredytowania. Wiąże on drugą stronę, jeżeli został jej dostarczony do wglądu przed zawarciem umowy głównej.

– W przypadku umów bankowych może on w szczególności dotyczyć treści samej umowy kredytowej, regulaminu udzielania kredytów, wniosku kredytowego czy tabeli opłat i prowizji, które z góry przygotowane są przez Bank i co do zasady nie mogą podlegać żadnym zmianom i modyfikacjom – komentuje specjalnie dla portalu BiznesTuba.pl, Kacper Jankowski – Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w VOTUM S.A.

Co zyskały i zyskują banki na narzucaniu treści umowy?

Gotowe druki umów kredytowych przez banki doprowadziły do sytuacji, w której zakres decyzyjności i możliwości podjęcia negocjacji w ramach zawarcia umowy kredytowej przez kredytobiorców sprowadzał się jedynie do podjęcia przez nich ostatecznej decyzji o zawarciu bądź też odmowie zawarcia przygotowanych przez Bank warunków umowy kredytowej. Jak informuje nas ekspert VOTUM S.A i portalu DlaFrankowiczów.pl, w przypadku umów adhezyjnych (zawieranych przy użyciu wzorca umownego) konsument nie miał żadnego pola do negocjacji postanowień umownych czy też zgłoszenia swoich postulatów, które były by  następnie uwzględnione. – Według nas, można uznać tym samym, że Banki działały w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami wykorzystując niewiedzę i brak doświadczenia konsumenta, naruszając tym samym równorzędność stron umowy – komentuje Kacper Jankowski.

Umowa adhezyjna versus wyroki w sprawie źle skonstruowanych umów

W zakresie wadliwości klauzuli waloryzacyjnej kilkukrotnie wypowiedział się Sąd Okręgowy w Warszawie – Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (dalej: SOKiK) , uznając te zapisy za niedozwolone, co w konkurencji doprowadziło do wpisania ich treści do rejestru klauzul niedozwolonych prowadzonego przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.  Wśród tych wyroków można wymienić między innymi:

1. wyrok z dnia 14 grudnia 2010 r., sygn. akt XVII AmC 426/09, nr wpisów do rejestru klauzul niedozwolonych: 3178 i 3179, gdzie SOKiK uznał za niedozwolone i zakazał bankowi wykorzystywania w obrocie z konsumentami postanowień wzorca umowy o treści: ,,Kredyt jest indeksowany do CHF/USD/EUR, po przeliczeniu wypłaconej kwoty zgodnie z kursem kupna CHF/USD/EUR według Tabeli Kursów Walut Obcych obowiązującej w Banku (…) w dniu uruchomienia kredytu lub transzy.” oraz „W przypadku kredytu indeksowanego kursem waluty obcej kwota raty spłaty obliczona jest według kursu sprzedaży dewiz, obowiązującego w Banku na podstawie obowiązującej w Banku (…) z dnia spłaty”;

2. wyrok z dnia 27 grudnia 2010 r., sygn. akt XVII AmC 1531/09, numer wpisu do rejestru klauzul niedozwolonych: 5743, gdzie SOKiK uznał za niedozwolone i zakazał bankowi wykorzystywania w obrocie z konsumentami postanowień wzorca umowy o treści: ,,Raty kapitałowo-odsetkowe oraz raty odsetkowe spłacane są w złotych po uprzednim ich przeliczeniu wg kursu sprzedaży CHF z tabeli kursowej (…) S.A. obowiązującego na dzień spłaty z godziny 14:50”. W uzasadnieniu powyższego wyroku Sąd zauważył, że ,,abuzywne jest takie postanowienie w umowie o kredyt hipoteczny, z którego wynika, że uprawnienie banku do określania wysokości kursu sprzedaży franka szwajcarskiego nie doznaje żadnych formalnie uregulowanych ograniczeń. Wzorzec umowy o kredyt hipoteczny nie precyzuje bowiem sposobu ustalania kursu wymiany walut wskazanego w tabeli kursów banku. W szczególności postanowienia przedmiotowej umowy nie przewidują wymogu, aby wysokość kursu ustalanego przez bank pozostawała w określonej relacji do aktualnego kursu CHF ukształtowanego przez rynek walutowy lub na przykład kursu średniego publikowanego przez Narodowy Bank Polski. Oznacza to, że bankowi pozostawiona została dowolność w zakresie wyboru kryteriów ustalania kursu CHF w swoich tabelach kursowych, a przez to kształtowania wysokości zobowiązań klientów, których kredyty waloryzowane są kursem CHF. Dobre obyczaje wymagają, aby kryteria ustalania spreadu przez banki były w każdym wypadku jasno sprecyzowane w umowie z klientem”;

3. wyrok z dnia 3 sierpnia 2012 r., sygn. akt XVII AmC 5344/11, numer wpisu do rejestru klauzul niedozwolonych: 5622, gdzie SOKiK uznał za niedozwolone i zakazał bankowi wykorzystywania w obrocie z konsumentami postanowień wzorca umowy o treści: „Kredytobiorca zobowiązuje się dokonywać spłaty kredytu, w wysokościach i terminach podanych w Załączniku nr 1 do Umowy – kalendarzu spłat na rachunek Banku nr: 38 1710 0007 0000 0098 8086 7103 (decyduje data wpływu na rachunek Banku), które będą zaliczane w następującej kolejności: należne opłaty i prowizje, odsetki umowne, kapitał kredytu i odsetki karne. Kwoty wskazane w kalendarzu spłat podane są w walucie kredytu. Spłaty dokonywane będą przez Kredytobiorcę w złotych, po uprzednim przeliczeniu spłaty wg kursu GE Money Banku S.A. (kursu Banku). Kurs Banku jest to średni kurs złotego w stosunku do waluty kredytu opublikowany w danym dniu w prasie przez NBP, powiększony o zmienną marżę kursową Banku, która w dniu udzielenia kredytu wynosi 0,06. Marża kursowa może ulegać zmianom i jest uzależniona od rozpiętości kursów kupna i sprzedaży waluty kredytu na rynku walutowym.

Jak wygląda regulacja prawna chroniąca interesy kredytobiorców w zakresie stosowania przez banki wzorców umów?

Eksperci VOTUM S.A i portalu DlaFrankowiczow.pl jednogłośnie uważają, że postanowienia umowy zawieranej z konsumentem, które nie zostały z nim uprzednio indywidualnie uzgodnione nie wiążą go, pod warunkiem, że kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając przy tym jego interesy. Potwierdza to choćby artykuł 3851 k.c. Znajduje to odzwierciedlenie również w postanowieniu Dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.04.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. Znaczy to więc, że warunki, które nie były negocjowane indywidualnie, mogą być uznane za nieuczciwe, jeśli stoją w sprzeczności z wymogami dobrej wiary, powodują znaczną nierównowagę wynikających z umowy praw i obowiązków stron ze szkodą dla konsumenta. Celem wdrożenia powyższej Dyrektywy nie była tylko konieczność wprowadzenia jej zapisów do polskiego porządku prawnego, ale przede wszystkim zamiar zapewnienia konsumentom skutecznej ochrony w stosunkach umownych z profesjonalistami. W szczególności odnosi to się do postanowień umownych przyjętych z wzorca umowy zaproponowanej konsumentowi przez kontrahenta, na które nie miał on rzeczywistego wpływu, jak było to w przypadku osób zawierających umowy kredytowe indeksowane do franka szwajcarskiego. 

– Aspekt poruszony powyżej jest wyjątkowo ważny i stanowi jedno z wielu zagadnień stanowiących podstawę do wystąpienia z określonym roszczeniem do Banku. Ukazuje on działania Banków mające na celu zawieranie umów kredytowych bez ingerencji przyszłych kredytobiorców w ich treść.  Przede wszystkim podkreślić należy, że Banki w ramach prowadzonej działalności gospodarczej były wyłącznym autorem przedstawianych wzorców umownych, w których treść potencjalny kredytobiorca, nawet jeżeli by chciał, nie miał możliwości ingerencji – mówił Kacper Jankowski z Departamentu Spraw Bankowych w VOTUM S.A.

Materiał został zrealizowany dzięki wsparciu merytorycznemu i doświadczeniu prawnemu VOTUM S.A.

Votum-sa.pl

Dlafrankowiczow.pl

Każdy Frankowicz i posiadacz kredytu waloryzowanego lub indeksowanego kursem waluty obcej powinien znać pojęcie spreadu walutowego. Dzięki niemu możemy bez obaw poruszać się po prawnej nomenklaturze stosowanej na co dzień przez banki, ale także kantory realizujące transakcje wymiany walut. O tym, jak spread wpływa na wysokość kredytu hipotecznego oraz co jeszcze warto wiedzieć na jego temat – odpowiadamy w poniższym artykule.

Reklama

Czym jest spread walutowy?

Spread walutowy to pojęcie określające różnicę pomiędzy ceną kupna danej waluty a ceną sprzedaży.Kurs kupna jest kursem, po którym kantory i banki wymieniają klientom waluty obce na waluty krajowe. Jest on zawsze niższy niż kurs sprzedaży, czyli wartość, jaką klient musi uiścić za kupno waluty obcej. W odwrotnej sytuacji banki ponosiłyby straty. Warto także wiedzieć, że kursy te kształtują się różnorodnie w zależności od banku i waluty, a tabele walutowe są aktualizowane co najmniej raz dziennie.

Jak obliczyć spread walutowy?

O ważnym dziś temacie zaciągania kredytów powiązanych z walutą obcą, np. frankiem i o tym, jak obliczyć różnicę kupna i sprzedaży, porozmawialiśmy z ekspertem firmy VOTUM S.A.:

– Jeśli chcemy kupić franki szwajcarskie, a kurs kupna wynosi 3,50 zł oznacza to, że za każdego franka musimy zapłacić powyższą kwotę. Natomiast jeśli chcemy je sprzedać, musimy zorientować się w kursie sprzedaży, który informuje, ile PLN otrzymamy za jednego franka. Jeśli, przykładowo wynosi on 4,00 zł, to w podanym przykładzie spread walutowy, będący różnicą kursów, wynosi 0,50 zł. Spread jest więc wynagrodzeniem banku, zarobkiem instytucji, która pośredniczy w wymianie walut. Jest czynnikiem, który bank ustala samodzielnie. Można go także określić procentowo, o ile kurs sprzedaży jest wyższy od kursu kupna – mówi ekspert portalu DlaFrankowiczow.pl – Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w VOTUM S.A.

Spread walutowy a kredyt hipoteczny

Kacper Jankowski z VOTUM S.A. – firmy specjalizującej się nie tylko w odszkodowaniach, ale też odzyskiwaniu nadpłaconych raz z tytułu umów kredytowych powiązanych z kursem waluty obcej  – uważa, że zarówno przeliczenie kwoty kredytu ze złotówek na franka szwajcarskiego po niższym kursie, jak i przeliczenie rat kapitałowo-odsetkowych po kursie wyższym, powoduje wzrost długu kredytobiorcy. Zapytaliśmy więc eksperta, co oznacza to dla kredytobiorcy?

– Jeśli z umowy kredytowej wynika, że saldo kredytu w walucie waloryzacji ustalano przy użyciu kursu kupna franka, saldo to, a co za tym idzie kwota kredytu do spłaty przez kredytobiorcę, było wyższe aniżeli byłoby przy zastosowaniu kursu sprzedaży lub kursu średniego. Natomiast jeśli z umowy kredytowej wynikało, że ustalenie wyrażonej w złotych wysokości każdorazowej raty następowało po kursie sprzedaży waluty, rata była wyższa, niż byłaby ona gdyby zastosowano kurs kupna lub kurs średni – dodaje Jankowski.

Zobacz także:

Wielkość spreadu walutowego zależy przede wszystkim od zysku jaki instytucja chce wypracować na obrocie walutami. Dlatego też, banki ustalają wielkość spreadu indywidualnie, jednak istotnym elementem decydującym o jego wysokości jest również popyt na daną walutę. Im bardziej rzadka waluta i im większe ryzyko wahania kursu danej waluty, tym spread jest wyższy. Na różnice w spreadzie mają także wpływ polityka oraz kondycja gospodarcza kraju. Warto zaznaczyć również, że banki samodzielnie ustalały kursy dodając do kursów walut określone przez siebie marże.

Jaki wpływ ma spread walutowy na kredyt indeksowany do CHF?

Jak pisaliśmy w ostatnim artykule dotyczącym rodzajów kredytów powiązanych z walutą obcą, kredyt indeksowany, zgodnie z definicją Rzecznika Finansowego, to kredyt udzielany w walucie polskiej (PLN), przy czym na dany dzień (najczęściej dzień uruchomienia kredytu), kwota kapitału kredytu (lub jej część) przeliczana jest na walutę obcą (według bieżącego kursu wymiany waluty). Następnie kwota ta stanowi podstawę ustalania wysokości rat kapitałowo-odsetkowych, która jest określana w walucie obcej, ale ich spłata dokonywana jest w walucie polskiej, po przeliczeniu według kursu wymiany walut na dany dzień (najczęściej na dzień spłaty). – Należy wiedzieć, że im wyższy jest spread, tym analogicznie więc wyższa jest rata miesięczna kredytu walutowego. Reasumując, spread ma duży wpływ na wysokość raty, a co za tym idzie także na wielkość zadłużenia kredytobiorców – ocenia Kacper Jankowski z VOTUM S.A.

Sytuacja Frankowiczów w świetle prawa

Od kilku lat sytuacja Frankowiczów stała się wyjątkowo napięta. Wszystko za sprawą zmiany kursu walut, dramatycznie zwiększonego spreadu oraz… braku dobrej woli banków. Placówki, które w swym czasie oferowały umowy kredytowe były zorientowane tylko na wyniku sprzedażowym. Dziś przedstawiciele banków stosują techniki, które sprawiają, że Frankowicze rezygnują z walki o swoje. Na szczęście rośnie grupa coraz bardziej świadomych problemu kredytobiorców, którzy polegając na wytrwałości i doświadczeniu specjalistów, odzyskała nadpłacone raty. – Klienci zgłaszający się do banków w celu uzyskania kredytu mieszkaniowego byli informowani, że nie mają wystarczającej zdolności kredytowej, aby otrzymać kredyt w walucie polskiej, dlatego zaciągali kredyt powiązany z kursem waluty obcej. Banki oferowały kredyty indeksowane kursami walut obcych, pomimo iż w świetle obowiązujących wówczas przepisów prawa, zachodziły istotne wątpliwości, czy tego rodzaju konstrukcje umowne były prawnie dozwolone. Kredyty indeksowane/denominowane stanowiły dla sektora bankowego źródło istotnych korzyści finansowych, które wynikały ze stosowania w umowach kredytowych zapisów o charakterze abuzywnym. Postanowienia te godziły w dobre obyczaje i w rażący sposób naruszają interesy kredytobiorców-konsumentów – mówił Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w VOTUM S.A.

Artykuł powstał dzięki wsparciu merytorycznemu ekspertów firmy VOTUM S.A, specjalizującej się w „odfrankowieniu”umów kredytowych oraz odzyskaniu nadpłaconych rat.

Stosunek banków do osób występujących z roszczeniem od dawna jest nieprzyjazny. Zjawisko to pogłębia się od chwili, kiedy to zwiększyła się liczba osób coraz bardziej świadomych problemu naruszenia praw przez banki. W tym artykule razem z ekspertami i prawnikami z grupy VOTUM S.A. pochylamy się nad tym tematem i sprawdzamy, jakie techniki stosują banki, aby utrudniać  Frankowiczom dochodzenie swoich praw.

Reklama

Czas leczy rany, ale nie w przypadku Frankowiczów. Tutaj kwestie walki z bankiem rozwlekają się na wiele miesięcy, a nawet lat, a wszystko to z braku dobrej woli. Eksperci uważają, że osoby posiadające kredyty waloryzowane do waluty obcej, czyli tak zwani Frankowicze, są dziś traktowane przez banki po macoszemu, jako jednostki, które z bankiem nie wygrają. Coraz bardziej świadomi naruszenia przez banki swoich praw kredytobiorcy stanowią jednak dość potężną grupę, która może znacznie więcej…

Zobacz też:

Jak zaznacza Kacper Jankowski – dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w firmie VOTUM S.A. zajmującej się procesowaniem z bankami i odzyskiwaniem nadpłaconych rat z tytułu kredytów powiązanych z waluta obcą – brak dobrej woli względem Frankowiczów to główny grzech banków przejawiający się między innymi w braku przestrzegania ustawowego obowiązku udzielenia odpowiedzi w określonym terminie na złożoną reklamację bądź też poprzez udzielanie odpowiedzi nie odnoszącej się merytorycznie do otrzymanego pisma. Takie działanie ma na celu wydłużenie procesu dochodzenia roszczeń przez kredytobiorców.

Naruszenie praw Frankowiczów przez banki

O sprawach naruszeń praw Frankowiczów, ale też o abuzywnych konstrukcjach umów mówi się od dawna. Dużą nadzieją dla nich stała się też wydana niedawno opinia Rzecznika Generalnego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) nt. pomyślnego rozstrzygnięcia sprawy w sądzie dla tysięcy kredytobiorców. Naruszenie praw Frankowiczów przez banki zostało potwierdzone także między innymi w:

  • Raporcie Rzecznika Finansowego z czerwca 2016 r. Analiza prawna wybranych postanowień umownych stosowanych przez banki w umowach kredytów indeksowanych do waluty obcej lub denominowanych w walucie obcej zawieranych z konsumentami.
  • Raporcie Najwyższej Izby Kontroli z 09.08.2018 r. Ochrona praw konsumentów korzystających z kredytów objętych ryzykiem walutowym
  • Stanowisku Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów z 06.11.2018 r. dotyczącym klauzul waloryzacyjnych zamieszczanych w umowach bankowych.

Tak objawia się zła wola banków względem kredytobiorców

Oprócz wspomnianego wyżej pomijania ustawowego obowiązku udzielenia odpowiedzi w określonym terminie na złożoną reklamację czy też wydłużanie procesu dochodzenia roszczeń, prawnicy VOTUM S.A. odnajdują też inne prawne nieprawidłowości. Często pojawiającym się zjawiskiem jest wydawanie przez banki dokumentów zawierających błędne bądź niepełne dane, o które wnioskują Kredytobiorcy. Zdarzają się również sytuacje, w których banki pomijają otrzymane od klientów wnioski i nie wydają żądanych dokumentów. Niezrozumiałym, choć niestety często spotykanym zjawiskiem, jest także pobieranie wysokich opłat od kredytobiorców za wydanie dokumentacji dotyczącej ich kredytu.

Co robią banki, by utrudnić kredytobiorcom możliwość wystąpienia z roszczeniem?

– Kilkukrotnie zdarzyła się sytuacja, w której placówki banków odmawiały przyjęcia reklamacji, które były składane w imieniu Kredytobiorców na podstawie udzielonego przez nich pełnomocnictwa do reprezentowania ich w sprawach dotyczących umowy kredytowej. Tym samym bank znając swoje obowiązki świadomie podejmował działania mające na celu utrudnienia Frankowiczom możliwości podjęcia kroków zmierzających do rozpoczęcia działań związanych z wystąpieniem z roszczeniem – komentował Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w firmie VOTUM S.A.

Eksperci firmy zauważają także, że na każdym etapie postępowania reklamacyjnego kredytobiorcy podkreślają, iż są zainteresowani polubownym zakończeniem zaistniałego sporu. Niestety, większość banków stanowczo odmawia przedsądowego zakończenia sporu, ponieważ takie jego zakończenie stanowić będzie ostateczne przyjęcie winy i odpowiedzialności za stosowanie klauzul abuzywnych w umowach kredytowych.

Jak zauważa Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w firmie VOTUM S.A., w ostatnim czasie, kiedy zwiększyła się intensywność działań osób posiadających zobowiązania waloryzowane bądź denominowane do waluty obcej, dochodzi również do sytuacji, w których banki znając już poniekąd kolejność działań kredytobiorców chcących dochodzić swoich praw odmawiają wydania podstawowej dokumentacji, która jest niezbędna między innymi do wyliczenia wysokości roszczenia, a co za tym idzie do wystąpienia z roszczeniem o zwrot nienależnie pobranych świadczeń w związku z udzieleniem kredytów indeksowanych do waluty obcej.

Utrudnienia zwalczaj stanowczością i wiedzą prawną w tym zakresie

Ostatnia opinia Rzecznika Generalnego (TSUE), mimo że nie jest wyrokiem, powiela tezę i argumentację związaną z kwestią Frankowiczów, którzy o swoje prawa walczą nie tylko w Polsce, ale również innych krajach Europy. Oznacza ona, że polskie sądy będą musiały albo usunąć niekorzystne dla klienta zapisy albo unieważnić całą umowę, w której jest stroną poszkodowaną. Z odpowiedzi wynika między innymi, że sąd krajowy musi wziąć pod uwagę interesy konsumenta istniejące w momencie wydawania wyroku, a nie te, którymi kierował się konsument w chwili zawierania umowy.

Aby skutecznie prowadzić rozmowy z bankiem, ale też dojść do konsensusu i rozwiązania sporu, najkorzystniejszą sytuacją dla Frankowiczów byłaby sytuacja, w której banki przyjęłyby odpowiedzialność za działania sprzeczne z dobrymi obyczajami oraz niezgodne z obowiązującym prawem. Rozwiązanie sporu pomiędzy bankami oraz Frankowiczami jest możliwe do rozwiązania przy odrobinie dobrej woli.

– Warto także być stanowczym w działaniu i nie odpuszczać po pierwszej przeciwności związanej z walką z bankiem. W takich sytuacjach bardzo pomocna jest pomoc pełnomocnika, który będzie swego rodzaju oporą, ale też skutecznym narzędziem wsparcia prawnego. Nasza firma specjalizuje się w tego typu postępowaniach, a z naszych usług skorzystały tysiące Kredytobiorców z pozytywnym dla nich zakończeniem. Zachęcamy do wstępnej rozmowy i bezpłatnej analizy umowy bankowej – to pierwszy krok na drodze w odzyskaniu nadpłaconych rat – komentuje Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w firmie VOTUM S.A.

Artykuł powstał dzięki wsparciu merytorycznemu ekspertów firmy VOTUM S.A. Więcej o problemie Frankowiczów i metodach odzyskania nadpłaconych rat znajdziesz tutaj:

https://www.dlafrankowiczow.pl/
https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach/

To może być przełom w sprawie polskich frankowiczów. Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał opinię, która daje nadzieję na pomyślne rozstrzygnięcie sprawy w sądzie tysiącom kredytobiorców, którzy męczą się ze spłatą kredytu we franku szwajcarskim. Eksperci Grupy Kapitałowej VOTUM, która na co dzień pomaga frankowiczom, nie mają wątpliwości: ta opinia to nowa broń i potężny oręż do walki z bankami.


Wojciech Bochenek, kancelaria Bochenek i Wspólnicy. Kancelaria Radców Prawnych sp. k. działająca w ramach Grupy Kapitałowej VOTUM S.A.

Zobacz też:

TSUE zajmuje się kwestią odstępowania od umów na kredyty zaciągnięte w szwajcarskiej walucie po tym, jak rok temu warszawski Sąd Okręgowy skierował cztery tak zwane pytania prejudycjalne. Z odpowiedzi wynika między innymi, że sąd krajowy musi wziąć pod uwagę interesy konsumenta istniejące w momencie wydawania wyroku, a nie te, którymi kierował się konsument w chwili zawierania umowy.

Reklama

Opinia to jeszcze nie wyrok, ale eksperci przekonują, że biorąc pod uwagę dorobek orzeczniczy TSUE można się spodziewać powielenia tez i argumentów zawartych w opinii w samym wyroku. A to będzie oznaczać, że polskie sądy będą musiały albo usunąć niekorzystne dla klienta zapisy albo unieważnić całą umowę, w której jest stroną poszkodowaną.


Kacper Jankowski – Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych w VOTUM S.A.

Przeczytaj również:

Czy opinia Rzecznika Generalnego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w polskiej sprawie frankowej może dać nadzieję tysiącom Kredytobiorców posiadającym kredyty hipoteczne powiązane z kursem waluty obcej, na pomyślne rozstrzygnięcie ich sprawy w sądzie?

Reklama

W dniu 14 maja 2019 r. Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wyraził korzystną opinię w polskiej sprawie dotyczącej kredytu hipotecznego indeksowanego do waluty franka szwajcarskiego.

Rzecznik Generalny TSUE wyraził swój pogląd w oparciu o dotychczas wypracowane orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz wykładnię postanowień dyrektywy 93/13. Nie można zapominać, iż Trybunał orzekał już w tego rodzaju sprawach, które trafiały na jego biurko między innymi z Hiszpanii, Węgier czy Rumunii. Teraz przyszła pora na sprawę z Polski.

Zobacz także:

Opinia rzecznika rozwieje wszelkie wątpliwości?

– Niewątpliwie można stwierdzić, iż dzień 14.05.2019 r. dał Kredytobiorcom będącym w sporze z Bankami nie tylko nadzieję na korzystne rozstrzygnięcie ich spraw w sądach, ale również ogromną dawkę argumentów zamieszczoną w 16-stronnicowej opinii Rzecznika Generalnego TSUE. Oczywiście należy pamiętać, że opinia to jeszcze nie wyrok, jednakże mając na uwadze stanowisko i dorobek orzeczniczy Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej można spodziewać się powielenia tez i argumentów zawartych w opinii w wyroku Trybunału w polskiej sprawie – mówi radca prawny Wojciech Bochenek z kancelarii Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych sp.k. działającej w ramach Grupy Kapitałowej VOTUM.

Opinia Rzecznika Generalnego pozwoli rozwiać wiele wątpliwości z jakimi zmagały i zmagają się polskie sądy w praktyce, w szczególności możliwości uzupełnienia luki po usunięciu klauzuli waloryzacyjnej z treści umowy innym miernikiem wartości w oparciu o przepisy ogólne. W tym zakresie Rzecznik jest konsekwentny i wprost wskazuje, że zwykłą konsekwencją uznania klauzuli umownej za niedozwoloną jest bezskuteczność tego postanowienia umownego przy jednoczesnym pozostawieniu umowy w mocy w pozostałym zakresie (tak pkt. 49 opinii). Powyższa teza powoduje usunięcie z umowy klauzuli indeksacyjnej, co potocznie określa się mianem „odfrankowienia” umowy. Taki zabieg spowoduje,  iż będziemy mieć do czynienia z umową w złotych polskich oprocentowaną stawką Libor + stała marża Banku.

Zastąpienie kursu waluty innym kursem jest sprzeczne

Przepisy określające zasady ogólne nie mogą być w ocenie Rzecznika Generalnego uznana za przepis dyspozytywny (pkt. 80 opinii), gdyż stwarzają miejsce na „twórczą interwencję”, dając sądowi podstawę do zastąpienia nieuczciwego kursu waluty obcej stosownej przez Bank innym miernikiem ustalonym przez sąd. Z dotychczasowego zebranego doświadczenia procesowego można stwierdzić, iż w ocenie sądu takim kursem może być kurs średni NBP.

– Oczywiście takie zastąpienie kursu Banku innym kursem stoi w sprzeczności ze skutkiem uznania nieuczciwego postanowienia umownego za niedozwolone w myśl przepisów dyrektywy 93/13 – mówi radca prawny Wojciech Bochenek z kancelarii Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych sp.k.

Przeczytaj także:

Rzecznik Generalny w swojej opinii wskazał także, na jaki moment należy badać interes konsumenta przy orzekaniu skutku w zakresie uznania postanowienia umownego za bezskuteczne lub ewentualnie uznania całej umowy za nieważną. Z treści opinii wynika, że interes konsumenta powinien być badany w momencie, w którym sąd krajowy rozstrzyga spór w zakresie niedozwolonego postanowienia umownego (pkt. 63 opinii). Co więcej, Rzecznik potwierdził stanowisko niejednokrotnie wyrażane przez Trybunał, iż to konsument jest dysponentem swoich praw i sąd powinien brać pod uwagę wolę i interes konsumenta w zakresie skutku uznania postanowienia za niedozwolone.

Interes konsumenta ponad wszystko

Rzecznik zaznaczył jednocześnie, że to sąd ma ocenić czy umowa może, bez zapisów o klauzuli indeksacyjnej obowiązywać w dalszym zakresie, stawiające jednak wolę konsumenta nad wdrożeniem systemu ochrony, sprowadzającego się do zastąpienia nieuczciwego warunku umownego innym warunkiem umownym w celu utrzymania umowy w mocy (pkt. 68 opinii) – komentuje radca prawny Wojciech Bochenek z kancelarii Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych sp.k.

Istotną kwestią wskazaną przez Rzecznika Generalnego jest również określenie możliwości związania konsumenta nieuczciwym postanowieniem umowy, podyktowane jego wyraźną wolą. Rzecznik nawiązując do art. 6 dyrektywy 93/13 wskazał, że konsument nie będzie związany nieuczciwym zapisem umowy chyba, że należycie poinformowany o skutkach i konsekwencjach takiego zapisu, wyrazi dobrowolną i swobodną wolę związania takim postanowieniem (pkt. 86 opinii). Jednakże warunek należytego poinformowania konsumenta o ewentualnych konsekwencjach płynących z dalszego obowiązywania takim zapisem umownym jest w tym wypadku kluczowe do tego, aby mógł on świadomie wyrazić swoją wolę.

Abuzywność umów kredytowych podstawą do odzyskania należności

Można powiedzieć, iż powyższe tezy Rzecznika w przedmiocie sanowania nieuczciwych postanowień umownych znalazły się w uchwale Sądu Najwyższego z dnia 20.06.2018 r. w sprawie o sygn. III CZP 29/17, gdzie Sąd Najwyższy również wskazał, iż nie może dojść do akceptacji nieuczciwego postanowienia umownego poprzez jednostronną czynność prawną dokonaną na podstawie art. 3841 kodeksu cywilnego lub umowy/aneksu, na którego istotną treść konsument nie miał rzeczywistego wpływu. Co więcej, Sąd Najwyższy czerpiąc z dorobku Trybunału wskazał, że wyrażenie zgody przez Konsumenta, musi być jednoznaczne, wyraźnie i stanowczo ukierunkowane na uzdrowienie nieuczciwego zapisu umownego.

Zobacz także:

Argumenty zawarte w opinii Rzecznika Generalnego napawają optymizmem nie tylko Konsumentów, którzy już skierowali swoje sprawy na drogę postępowania sądowego, ale również osoby, które w najbliższym czasie rozważały podjęcie stosownych kroków prawnych. Można przypuszczać, że jeżeli Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej podzieli argumenty i tezy wyrażone w opinii Rzecznika Generalnego z dnia 14.05.2019 r. i wyda korzystny wyrok, wówczas kredytobiorcy będę mieli potężny oręż w walce z Bankami, który może spowodować znaczny wzrost spraw frankowych w sądach. 

Źródło i treść opinii

Pomoc prawną w zakresie odzyskiwania nadpłaconych rat znaleźć można tutaj:
https://www.dlafrankowiczow.pl/ lub
https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach/

Jak informują eksperci z VOTUM SA, przerwanie biegu przedawnień dotyczy nie tylko osób poszkodowanych w wypadkach, ale również frankowiczów, którzy starają się uzyskać zwrot z tytułu nadpłaconych rat. Słysząc, jak wiele emocji wywołuje dziś temat zaciągania kredytów w obcych walutach, postanowiliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście przerwanie biegu przedawnień leży w interesie kredytobiorców. W tym artykule odpowiadamy także, jak wygląda proces przedawnienia roszczeń oraz jakie są sposoby przerwania biegu przedawnienia.

Reklama

Przedawnienie roszczeń oraz sposoby przerwania biegu przedawnienia – to warto wiedzieć!

Przedawnienie roszczeń to możliwość uchylenia się od zaspokojenia roszczenia po upływie określonego terminu. W praktyce posiadając roszczenie – dla przykładu – wobec swego kontrahenta należy uświadomić sobie, że po upływie określonej ilości lat nie będziemy mogli dochodzić swoich praw. Potwierdza to Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A. tłumacząc podstawę prawną:

Jeżeli chodzi o podstawę prawną to podkreślić należy, że instytucja przedawnienia roszczeń została obszernie opisana w ustawie z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks Cywilny (tj. Dz. U. z 2018 r. poz. 1025, 1104, 1629, 2073, 2244, z 2019 r. poz. 80; zwany dalej k.c oraz w ustawie z dnia 13 kwietnia 2018 r. o zmianie ustawy Kodeks Cywilny oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2018, poz.1104), która weszła w życie do polskiego porządku prawnego z dniem 09 lipca 2018 r. Ograniczyła ona możliwość dochodzenia przez wierzycieli swych roszczeń majątkowych, dlatego też niezmiernie ważne jest uświadomienie sobie, w jaki sposób można zapobiec z biegiem czasu utracie swych środków finansowych – mówi ekspert.

Kwestia przedawnienia roszczeń dotyczy nie tylko osób poszkodowanych w wypadkach, ale spotyka także Frankowiczów. Dlatego wiele osób decyduje się na prawne narzędzie przerwania biegu przedawnienia, tak, aby odzyskać np. nadpłacone raty kredytu z tytułu wzrostu kursu waluty. Jeśli decydujemy się na to, warto przykładać szczególną uwagę do dat – tak, abyśmy nieopatrznie nie pominęli okresu przedawnienia, co poskutkować może utratą możliwości skutecznego dochodzenia należności. Sposobów przerwania biegu przedawnienia jest kilka, dlatego też w celu wyboru dla siebie najbardziej optymalnego sposobu najlepiej zwrócić się po pomoc do profesjonalnego eksperta lub pełnomocnika: radcy prawnego czy adwokata.

Prawo i czas – Twoi sprzymierzeńcy

Jeśli chcemy dochodzić roszczeń przeciwko bankom, powinniśmy zawsze mieć na względzie fakt, że każde dokonane w danym miesiącu świadczenie nienależne ulega przedawnieniu od dnia, w którym roszczenie stało się wymagalne. – W stosunku do rat kredytowych opłaconych do dnia 08.07.2018 r. możemy dochodzić roszczeń maksymalnie 10 lat wstecz od dnia wnoszenia pozwu do sądu lub skierowania wniosku o zawezwanie do próby ugodowej, licząc wskazany okres dla każdej pojedynczej raty. Oznacza to, że z upływem okresu ponad 10 lat wstecz od dnia dzisiejszego, przedawnieniu ulegną roszczenia z pojedynczej zapłaconej raty, co obrazuje przykład: roszczenie z raty płatnej np. w dniu 10.07.2009 r., ulegnie przedawnieniu w dniu 11.07.2019 r. – komentuje Kacper Jankowski z VOTUM S.A. dodając także, że w przypadku nadpłat dokonanych od 09.07.2018 r. należy liczyć 6-letni okres przedawnienia.

UWAGA: Należy zaznaczyć, że tak jak w wyżej podanym przykładzie kredytobiorca będzie uprawniony do dochodzenia swoich praw jednak narazi się na ryzyko podniesienia przez swego przeciwnika tj. bank tzw. zarzutu przedawnienia, co może skutkować oddaleniem powództwa przez sąd i narażeniem kredytobiorcy na dodatkowe koszty.

Jakie działania można podjąć, aby przerwać bieg przedawnienia?

Istnieje kilka sposobów przerwania biegu przedawnienia, jednakże najpopularniejszym z nich jest z pewnością wniesienie wniosku o zawezwanie do próby ugodowej, w którym to wnioskodawca wzywa swego przeciwnika do zawarcia ugody na drodze polubownej.

Pisaliśmy już o tym w ostatnim artykule – ugoda jest umową, w której strony powinny czynić sobie wzajemne ustępstwa celem osiągnięcia porozumienia kończącego spór na drodze polubownej. W przypadku braku porozumienia pomiędzy stronami lub niestawienia się przeciwnika na posiedzeniu sądu, strona wzywająca, pomimo że faktycznie nie odzyska swych środków zyskuje przede wszystkim swoiste zabezpieczenie roszczeń w przyszłości. Zgodnie z art. 123§1 pkt.1 Kodeksu Cywilnego bieg przedawnienia przerywa każda czynność dokonana przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw lub egzekwowania roszczeń danego rodzaju albo przed sądem polubownym, przedsięwzięta bezpośrednio w celu dochodzenia, ustalenia albo zaspokojenia lub zabezpieczenia roszczenia.

Co istotne, aby nie narazić się na zapłatę na rzecz przeciwnika zbędnych kosztów wywołanych wniesionym wnioskiem o zawezwanie do próby ugodowej (do których można m.in. zaliczyć koszty zastępstwa procesowego na rzecz profesjonalnego pełnomocnika drugiej strony, koszty dojazdu do sądu), należy pamiętać, aby stawić się na posiedzeniu Sądu osobiście lub za pośrednictwem profesjonalnego pełnomocnika. W przypadku niemożliwości stawiennictwa np. z powodu choroby czy pobytu w szpitalu należy wysłać do Sądu pismo z wyjaśnieniem przyczyn niestawiennictwa oraz wnioskiem o przesunięcie terminu posiedzenia. W takim przypadku nie powinniśmy się narazić na zarzut o braku nieusprawiedliwionego niestawiennictwa na wyznaczonym terminie, co może spowodować zasądzenia na rzecz przeciwnika kosztów postępowania – komentował Kacper Jankowski z VOTUM S.A.

Bank nie chce ugody? Spróbuj wnieść powództwo

Drugim najskuteczniejszym sposobem przerwania przedawnienia jest wniesienie powództwa do sądu. Po pierwsze umożliwia to kredytobiorcy odzyskanie środków pieniężnych, a także w momencie złożenia pozwu do sądu, mamy do czynienia z faktycznym przerwaniem biegu przedawnienia dochodzonych roszczeń. Oznacza to, że podobnie jak w przypadku wniosku o zawezwanie do próby ugodowej bieg przedawnienia zostanie przerwany do czasu wydania przez sąd prawomocnego wyroku. – Prawomocność wyroku oznacza, że nie przysługuje już co do niego żaden środek odwoławczy np. apelacja. Natomiast zgodnie z art. 125 k.c. zasądzone roszczenie prawomocnym wyrokiem na rzecz Kredytobiorcy ulega przedawnieniu z upływem sześciu lat. Zatem w przypadku braku wykonania wyroku przez pozwanego, kredytobiorca będzie miał sześć lat do dochodzenia swych praw np. na drodze postępowania egzekucyjnego – mówi ekspert z firmy VOTUM S.A. specjalizującej się w kompleksowej pomocy prawnej, oferującej także obsługę ekspercką w postępowaniu przedsądowym, mediacyjnym, pojednawczym, sądowym oraz egzekucyjnym. Więcej o firmie przeczytasz tutaj.

Rzecznik Finansowy ostatnią deską ratunku?

Trzecim sposobem przerwania biegu przedawnienia roszczeń jest wniosek do Rzecznika Finansowego o przeprowadzenie pozasądowego postępowania w sprawie rozwiązania sporu z podmiotem rynku finansowego. Według ekspertów VOTUM S.A. te rozwiązanie jest najmniej skutecznym i można je wszcząć wyłącznie po wyczerpaniu drogi postępowania reklamacyjnego.

–Wniosek – którego koszt to 50 zł – ma głównie na celu zaprezentowanie Rzecznikowi Finansowemu stanowisk stron sporu tj. kredytobiorcy oraz banku. Co ważne, organ ten nie reprezentuje żadnej ze stron sporu, lecz jedynie proponuje warunki zawarcia ewentualnej ugody lub wydaje opinię. Podkreślić należy, że obecnie środek ten nie pozwala na skuteczne dochodzenie roszczeń z uwagi na fakt, iż samo postępowanie może potrwać nawet 16–24 miesięcy i w żadnym stopniu nie gwarantuje wypracowania polubownego porozumienia z bankiem w zakresie zgłoszonych już roszczeń. Powyższe stanowisko zostało potwierdzone opublikowanym raportem Najwyższej Izby Kontroli („Ochrona praw konsumentów korzystających z kredytów objętych ryzykiem walutowym” z dnia 09.08.2018 roku) – dodaje Jankowski.

*Materiał został przygotowany ze wsparciem merytorycznym VOTUM S.A. – firmy gwarantującej kompleksową pomoc prawną na każdym etapie wykonania umowy.

Więcej przeczytasz tutaj:

www.dlafrankowiczow.pl

Zobacz także:

Ważnym zagadnieniem dla kredytobiorców „frankowych” jest pojęcie przewalutowania tudzież „odfrankowienia” kredytu. Niestety nie są to pojęcia wymienne, dlatego w tym artykule przybliżamy czym się różnią i jakie niosą za sobą konsekwencje prawno-ekonomiczne. Co ważne, oba rozwiązania są skutecznymi narzędziami w walce z machiną bankową, w celu odzyskania tego, co straciliśmy, kiedy kurs franka gwałtownie wzrósł…

Reklama

Przewalutowanie, czyli przeliczenie kwoty pozostałej do spłaty. Czy to się opłaca?

Pierwsze pojęcie odnosi się do przeliczenia kwoty pozostałej do spłaty z franków szwajcarskich (CHF) na złotówki (PLN). Przeliczenie odbywa się po określonym kursie walutowym, ustalonym w chwili przewalutowania, które jest opłacalne dla kredytobiorcy wówczas, gdy spada wartość franka szwajcarskiego w stosunku do złotówki przy jednoczesnej prognozie wzrostu kursu tej waluty.

W rozmowie z ekspertami firmy VOTUM S.A., która już od wielu lat pomaga Frankowiczom w sporach sądowych z bankami, dowiadujemy się, że w Polsce prowadzone są od kilku lat prace nad wprowadzeniem rozwiązania systemowego, jednakże kiedy, na jakich zasadach i przede wszystkim, czy w ogóle zostanie ono wprowadzone – niestety nie wiadomo.

– Obecnie banki indywidualnie rozpatrują wnioski kredytobiorców dotyczące przewalutowania kredytu. Najczęściej przewalutowanie kredytu powoduje wzrost płaconej przez kredytobiorcę raty. Rata kredytu zaciągniętego w złotówkach naliczana jest według stopy referencyjnej WIBOR. Rata kredytu we frankach szwajcarskich naliczana jest natomiast według stopy LIBOR. Zmianie mogą ulec również inne zapisy umowy – takie jak np. marża kredytu. Trzeba pamiętać także, że przy przewalutowaniu kwota kapitału pozostającego do spłaty zostaje przeliczona na polskie złote po aktualnym kursie, co wpływa na jego wzrost – mówi Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Zobacz także:

„Odfrankowienie” kredytu sposobem na zwrot z waloryzacji

„Odfrankowienie” to potoczne, nadane przez Frankowiczów, określenie rozstrzygnięć, które zapadają w sprawach dotyczących kredytów opartych na walutach obcych. W praktyce sąd kwestionuje zawarte w umowie zasady przeliczania wartości zobowiązania i rat oraz uznaje je jako niedozwolone, z tzw. abuzywnym charakterem, na skutek postanowienia w zakresie klauzuli waloryzacyjnej są bezskuteczne i nie wiążą prawnie kredytobiorców. Przyjmuje się, że kwota kredytu została udzielona w złotych polskich, zaś rozliczanie umowy kredytowej odbywa się w oparciu o parametry ustalone w pierwotnie zawartej umowie. W efekcie umowa ma być traktowana jak zwykły kredyt hipoteczny w złotych (PLN), ale oparty na parametrach cenowych ustalonych w pierwotnym kontrakcie. Pozywającym, w wygranych sprawach, zasądza się zwrot nienależnie uiszczonych świadczeń.

Przypadki wskazują na to, że warto walczyć o swoje

Jak informuje nas VOTUM S.A., firma specjalizującą się nie tylko w odszkodowaniach, ale też w odzyskiwaniu roszczeń z tytułu umowy kredytowej, istnieje wiele przypadków wygranych spraw z bankiem. Pomaga w tym zaciętość oraz współpraca z wykwalifikowanymi znawcami prawa. Bez wątpienia są nimi eksperci z portalu www.dlafrankowiczow.pl, którzy bezpłatnie analizują umowę z bankiem i sprawdzają warunki, które mogą negatywnie wpływać na całkowitą sumę zawyżonych rat.

Potwierdza to niedawny przypadek, kiedy to Sąd Okręgowy w Łodzi I Wydział Cywilny w dniu 21 maja 2018 r. wydał wyrok (sygn. akt I C 620/17), w którym wskazał, m.in. że „w okresie od zawarcia umowy kredytowej bank realizował przedmiotową umowę w stosunku do powodów, stosując niedozwolone klauzule waloryzacyjne. Na podstawie rzeczonych klauzul bank pobierał od powodów raty spłaty kredytu w zawyżonej wysokości będącej wynikiem zarówno niedozwolonej waloryzacji pozostałego do spłaty długu, jak i samych rat. Mając na uwadze, że stosowanie klauzul umownych dotyczących waloryzacji walutowej w umowie kredytowej było nieuprawnione, należy stwierdzić, że pobrana przez bank od powodów nadwyżka ponad kwoty należne obliczone bez zastosowania waloryzacji na podstawie niedozwolonych klauzul waloryzacyjnych stanowi nienależne świadczenie w rozumieniu ar. 410 § 2 k.c.”.

„Odfrankowienie” sposobem na odzyskanie nadpłaconych rat, a może unieważnienie umowy?

Na skutek zabiegu polegającego na „odfrankowieniu” kredytu bank zobowiązany jest zwrócić kredytobiorcy nadpłatę – tj. świadczenia nienależnie pobrane od kredytobiorcy, często określane nadpłaconymi ratami, zaś kredytobiorca spłaca dalej kredyt jako złotowy, który jest oprocentowany tak jak kredyt zaciągnięty w walucie franka szwajcarskiego (wg LIBOR).

Istnieją także inne rozwiązania, na korzyść kredytobiorcy. Jednym z nich jest unieważnienie umowy rzez Sąd. Przykładem może być sprawa z 26 września 2018 roku, w której Sąd Apelacyjny w Warszawie VI Wydział Cywilny wydał znaczący dla kredytobiorców wyrok (sygn. Akt VI ACa 427/18), w którym wskazał, iż zawarta umowa kredytowa jest w całości nieważna.

– Sąd Okręgowy rozpatrujący sprawę, a następnie Sąd Apelacyjny uznał, że umowa zawarta pomiędzy kredytobiorcą a bankiem nie spełnia w ogóle ustawowej definicji umowy kredytowej. Zgodnie z art. 69 ust. 1 prawa kredytobiorca jest zobowiązany do zwrotu pożyczonej sumy powiększonej o odsetki oraz do zapłaty prowizji banku. Obciążenie kredytobiorców ryzykiem kursowym nie mieści się w żadnym elemencie umowy kredytowej. Bank już przed udzieleniem kredytu we frankach szwajcarskich wiedział o tym, jakie niesie to ze sobą ryzyko kursowe. Wynikało to z ostrzeżeń jakie we wcześniejszych latach napływały do banków ze strony Narodowego Banku Polskiego i Komisji Nadzoru Finansowego – mówił Kacper Jankowski – Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Zobacz także, jak ważna jest ochrona wizerunku w firmie:

Jak zaznaczają eksperci VOTUM S.A., w efekcie takiego orzeczenia kredytobiorca jest zobowiązany do zwrotu kwoty otrzymanej na podstawie zawartej umowy kredytowej, jednak bez odsetek, opłat oraz podwyżek wynikających z indeksacji.

Co lepsze więc – przewalutowanie czy „odfrankowienie”?

Zapytaliśmy także ekspertów VOTUM S.A., firmy specjalizującej się w kompleksowej pomocy prawnej, postępowaniu przedsądowym, mediacyjnym, pojednawczym, sądowym oraz egzekucyjnym, które rozwiązanie jest faktycznie korzystniejsze dla Frankowiczów i dlaczego.

– Należy pamiętać, że wybór opcji pomiędzy przewalutowaniem a „odfrankowieniem” będzie miał istotne znaczenie dla sytuacji ekonomicznej kredytobiorcy. Wydaje się, że najbardziej korzystnym rozwiązaniem w chwili obecnej dla kredytobiorców posiadających kredyty indeksowane do waluty obcej – franka szwajcarskiego, powinno być ich „odfrankowienie”. Wybierając jedną z dwóch opcji należy dokładnie przeanalizować obecną sytuację ekonomiczną, kurs waluty oraz aktualne orzecznictwo sądowe, co pozwoli wybrać opcję najbardziej korzystną dla kredytobiorcy – mówił Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Materiał współtworzony z ekspertami firmy VOTUM S.A.

Więcej przeczytasz tutaj:

www.dlafrankowiczow.pl.
https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach


Sytuacja Frankowiczów odbiła się swego czasu w mediach głośnym echem– do dziś sytuacja nabiera rozgłosu, kiedy mówi się o np. przewalutowaniach kredytów frankowych. W dużej mierze emocje w tej sprawie wzmacniają doniesienia dotyczące nieważności umów kredytowych.

Reklama

Kredytobiorcy posiadający kredyt hipoteczny indeksowany lub denominowany do franka szwajcarskiego niejednokrotnie zastanawiają się, czego tak naprawdę dotyczy to zagadnienie, jakie uprawnienia się z tym wiążą, a przede wszystkim jakie skutki rodzi stwierdzenie przez sąd, że umowa kredytu jest nieważna. Słuchając o kolejnych doniesieniach dotyczących stwierdzenia nieważności umowy kredytu, razem z ekspertami specjalizującymi się w kwestiach prawnych, mediacji czy odzyskiwaniu nadpłaconych rat z tytułu umowy kredytowej z firmy VOTUM, pochylamy się nad tym tematem i przybliżamy skutki, wynikające z działań jakie może poczynić konsument względem wadliwie skonstruowanej umowy z bankiem. Walka z bankiem z reguły budzi pewne obawy wśród kredytobiorców. Emocje te podzielają Frankowicze, którzy uważają, że walka z machiną to walka z wiatrakami. Stosunkowa nowa forma rozstrzygnięcia w sprawach kredytów frankowych pozwala jednak konsekwentnie odzyskać zgłoszone w treści pozwu roszczenia.Warto zatem przybliżyć kwestię skutków takiego orzeczenia i sprawdzić, jakie narzędzia mogą nam w tym pomóc.

Nieważność umowy kredytowej – jak ją rozpoznać?

– Kluczową konsekwencją stwierdzenia nieważności umowy kredytu jest okoliczność traktowania takiej umowy, jakby nigdy nie została zawarta. Orzeczenie sądu w tym przedmiocie jest deklaratoryjne, co oznacza, że nie kreuje tego skutku, a jedynie potwierdza, że ze względu na doniosłe wady umowy nie funkcjonuje ona pomiędzy stronami od samego początku (w szczególności, gdy do ukształtowania stosunku umownego doszło w sposób wyraźnie krzywdzący Kredytobiorców, przy wykorzystaniu przez drugą stronę silniejszej pozycji; za przykład może posłużyć naruszenie zasady równości stron przejawiającej się w jednostronnym ustalaniu wysokości zobowiązania Kredytobiorców przez bank, co prowadzi do znacznej dysproporcji w spełnianych przez strony świadczeniach, a tym samym do rażącej ich nieekwiwalentności) – komentował dla portalu BiznesTuba.pl, Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Ekspert dodaje także, że tym samym nie ma stosunku prawnego łączącego strony, co przekłada się to przede wszystkim na możliwość domagania się zwrotu już spełnionych świadczeń. Orzeczenie stwierdzające nieważność umowy kredytu przesądza również w sposób ostateczny o braku obowiązku spełniania na rzecz banku świadczeń w przyszłości, a więc o zezwoleniu na zaprzestanie spłaty kolejnych rat kredytu bez obawy wystąpienia z roszczeniami przez bank. Ustalające orzeczenie sądu znosi więc wątpliwości stron i zapobiega dalszemu sporowi o roszczenia banku wynikające z umowy (potwierdza to wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, z dnia 10.10.2018 r., sygn. Akt XXV C 695/17).

Orzeczenie sądu podstawą do roszczeń?

Ekspert zaznacza, że podstawą są przepisy kodeksu cywilnego – w szczególności art. 58 § 1 i § 2 w zw. z art 395 § 2 – które stanowią, że strony umowy uznanej za nieważną zobligowane są do zwrotu tego, co wzajemnie świadczyły.

– Bank jest zatem zobowiązany do zwrotu Kredytobiorcom wszystkich środków, które dotychczas uzyskał na podstawie takiej nieważnej umowy, natomiast Kredytobiorcy muszą zwrócić rzeczywiście wypłacone przez Bank kwoty kredytu. Jest to rozwiązanie korzystne dla Kredytobiorców, gdyż zobligowani są do zwrotu wyłącznie wypłaconego przez bank kapitału, bez odsetek umownych. Oznacza to, że w takim przypadku finalnie korzystali oni z uruchomionego kredytu bez jakichkolwiek kosztów z tym związanych – dodaje Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Zobacz także:

Warto jednak podkreślić, że bank uprawniony jest do potrącenia kwoty swojego zobowiązania z kwotą rzeczywiście wypłaconego w złotówkach kapitału na rzecz Kredytobiorców, co niweluje niepraktyczny obrót gotówki. Jeżeli kwota wypłaconego kapitału przewyższa sumę wpłaconych przez Kredytobiorców środków, może to prowadzić do sytuacji, w której Kredytobiorcy zobowiązani będą do niezwłocznego zwrotu na rzecz banku pozostałej po dokonanym potrąceniu kwoty kapitału. Niemniej jednak, jeżeli nie posiadają oni stosownych środków, sąd w wyroku stwierdzającym nieważność umowy kredytowej może z urzędu (z własnej inicjatywy) lub też działając na wniosek zgłoszony przez Kredytobiorców, rozłożyć świadczenie na raty, o ile uzna, że znajduje to uzasadnienie w okolicznościach sprawy. W takim przypadku sąd określa wysokość poszczególnych rat oraz czas ich zapłaty.

Czy procesowanie się z bankiem jest opłacalne?

O opłacalności stwierdzenia nieważności umowy kredytu świadczy okoliczność, że wpisana w księdze wieczystej hipoteka na rzecz banku traci w ten sposób swoją podstawę, stąd też możliwe jest złożenie wniosku o jej wykreślenie, co sprawi, że nieruchomość będzie pozbawiona obciążeń. To zaś przekłada się na korzyści właścicieli w przyszłości. – Roszczeń o stwierdzenie nieważności umowy kredytu nie należy się obawiać, lecz trzeba pamiętać, że nie w każdej sprawie będzie ono mogło być dochodzone. Zatem jeśli pełnomocnik zaproponuje wystąpienie z niniejszym roszczeniem, to na pewno warto je rozważyć, gdyż stanowi ono nie tylko kompleksowe, ale również definitywne rozwiązanie zagadnienia związanego z kwestią kredytu frankowego – dodaje Jankowski z VOTUM S.A.

Od czego trzeba zacząć?

Coraz więcej Frankowiczów szuka pomocy w różnych instytucjach czy organach kontrolujących banki, mowa m.in. o KNF czy UOKiK – trzeba jednak pamiętać, że w sporach indywidualnych pomoże jedynie postępowanie procesowe. Tutaj najlepszym narzędziem wspierającym będzie współpraca ze specjalistą. Profesjonalny pełnomocnik pomoże zrozumie zawiłość umowy kredytowej i wskaże, czy w danym przypadku bank zastosował w niej niedozwolone (abuzywne) zapisy prawne. Warto wziąć też pod uwagę najważniejszy fakt, że profesjonalny pełnomocnik będzie potrafił określić dokładną kwotę roszczenia, o jaką można walczyć z bankiem. Przykładem może być firma VOTUM lub portal www.dlafrankowiczow.pl. Wystarczy zarejestrować się podając dane dotyczące kredytu, a specjaliści bezpłatnie przeanalizują dokument i wskażą możliwości, przerywając bieg przedawnienia. Specjaliści VOTUM S.A. będą także reprezentować Cię podczas postępowania przedsądowego i sądowego. Firmie zaufało ponad 7700 frankowiczów.

*Materiał został współtworzony z firmą VOTUM S.A. – gwarantującą kompleksową pomoc prawną na każdym etapie wykonania umowy. VOTUM S.A. oferuje także obsługę ekspercką w postępowaniu przedsądowym, mediacyjnym, pojednawczym, sądowym oraz egzekucyjnym.

Więcej przeczytasz tutaj:

www.dlafrankowiczow.pl.
https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach


Każde postępowanie sądowe wiąże się z kosztami, które wynikają z przepisów ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych oraz ustawy o opłacie skarbowej. Obowiązkowej opłacie podlega nie tylko złożenie pozwu, ale też opłata z tytułu pełnomocnictwa czy biegłego. Ich wysokość zależy jednak od kwoty naszych roszczeń. Potwierdzają to eksperci z wieloletnim doświadczeniem na rynku i pomagają podsumować, ile tak naprawdę kosztuje walka frankowiczów z bankiem na drodze np. odzyskania nadpłaconych rat kredytu indeksowanego/waloryzowanego do waluty obcej.

Reklama

Koszty postępowania cywilnego zawsze ponosi przegrany, a strona wygrana może żądać od przeciwnika ich zwrotu (kwestię tę reguluje art. 98 kodeksu postępowania cywilnego). Do owych kosztów należy wliczyć nie tylko koszty procesu prowadzonego przez stronę lub jego pełnomocnika, ale także koszty reprezentacji zawodowego pełnomocnika i jego wynagrodzenie, wysokość kosztów stawiennictwa strony, utraconego zarobku oraz inne wydatki poniesione w toku sprawy (np. koszty biegłego), w tym także koszty mediacji prowadzonej na skutek skierowania przez sąd.

Należy pamiętać, że koszty procesowania sądowego w sprawach bankowych nie są zbyt wysokie (to kwota od 30 zł do 1 000 zł). Dlatego też, wielu kredytobiorców decyduje się na walkę z bankiem, zwłaszcza, kiedy ma do tego podstawy.

Postępowanie sądowe a dochodzenie roszczeń od banku – koszty podstawowe

Dochodzenie zwrotu należności od banku może wiązać się z długim procesem. Jednak jak zaznaczają eksperci, większość procesów wygrywają właśnie konsumenci. Wszystko to za sprawą coraz częstszych doniesień o błędnie sformułowanych umowach z kredytobiorcami, frankowiczami. O kwestiach finansowych pozwów sądowych porozmawialiśmy z firmą VOTUM S.A. – specjalizującą się w odszkodowaniach, ale też w odzyskiwaniu nadpłaconych rat z tytułu umowy kredytowej.

Początkowo należy zainicjować postępowanie poprzez konieczne uiszczenie opłaty sądowej. Ową opłatę określa się względem wysokości wartości dochodzonego roszczenia. W tym zakresie należy pamiętać, że zgodnie z przepisami ustawy z dnia 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (Dz. U. 2018 poz. 300) ww. opłata wynosi 5% wartości przedmiotu sporu (tj. wartości dochodzonego roszczenia) jednak nie mniej niż 30 złotych i nie więcej niż 1.000 złotych.

Przykładowo więc, jeżeli konsument występuje w pozwie z roszczeniem w wysokości 18.000 zł wówczas opłata od pozwu, zgodnie z powyższymi uregulowaniami będzie wynosić 900 zł, natomiast jeżeli roszczenie to będzie opiewało już na kwotę 80.000 zł wówczas konsument powinien dokonać uiszczenia 1.000 zł tytułem opłaty od pozwu, albowiem, co zostało także wskazane powyżej, opłata od pozwu pobierana od konsumenta w sprawach o roszczenia wynikające z czynności bankowych nie może przekroczyć 1.000 zł.

Reprezentuje Cię adwokat? Pamiętaj o opłacie pełnomocnictwa

Jak zaznaczają eksperci VOTUM S.A., koszty sądowe to nie wszystko – warto pamiętać także o kosztach dodatkowych. Jeżeli w sprawie jesteśmy reprezentowani przez zawodowego pełnomocnika (np. adwokata lub radcę prawnego) istnieje ponadto konieczność uiszczenia opłaty skarbowej od udzielonego pełnomocnictwa. Wysokość opłaty regulowana jest ustawowo i wynosi 17 zł od każdego powoda (kredytobiorcy). Organem właściwym do uiszczenia opłaty skarbowej jest wójt, burmistrz lub prezydent miasta właściwy ze względu na miejsce złożenia dokumentu pełnomocnictwa (nie należy mylić powyższego z miejscem udzielenia pełnomocnictwa).

– Obrazując to na przykładzie, jeżeli zarówno pełnomocnik, jak i powód pochodzą z Wrocławia, zaś pozew inicjujący postępowanie sądowe składamy do sądu w Warszawie, opłatę skarbową należy uiścić na rzecz właściwego urzędu dla danej dzielnicy Warszawy – właściwej ze względu na miejsce położenia sądu. Uiszczenia opłaty, o której mowa powyżej, możemy dokonać w formie gotówkowej w Urzędzie Miasta lub Gminy, bądź też bezgotówkowo w formie przelewu na konto ww. podmiotu – komentuje dla portalu BiznesTuba.pl, Kacper Jankowski – dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Na jaką kwotę mogą opiewać koszty procesowe?

Lwią część pochłaniają koszty związane z samym procesem. W trakcie trwania procesu najczęstszym wydatkiem są zaliczki na poczet kosztów przeprowadzenia dowodu z opinii biegłych. Oczywiście należy pamiętać, iż aby doszło do przeprowadzenia takiego dowodu, strona musi złożyć właściwy wniosek, a następnie sąd decyduje o zasadności jego przeprowadzenia. Tym samym przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego nigdy nie jest obligatoryjne.

– Warto jednak pamiętać, iż dochodzący swojego roszczenia (w tym przypadku konsument) powinien swoje roszczenie – jak i jego wysokość – udowodnić. Dlatego też powołanie biegłego, posiadającego w danej dziedzinie szczegółową wiedzę, jest zawsze rekomendowane, albowiem jako dowód obiektywny pozwoli potwierdzić zarówno zasadność jak i wysokość naszego żądania. Koszt wspomnianej zaliczki na poczet przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego jest uzależniony głównie od specjalności biegłego jaki powoływany jest w sprawie. Jednocześnie sąd samodzielnie ustala wysokość zaliczki i termin na jej uiszczenie, do którego zobowiązana jest strona – dodaje Kacper Jankowski z VOTUM S.A.

Jak dodaje ekspert, należy zaznaczyć, że zaliczka nie pokrywa całości kosztów przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego, a stanowi jedynie jej określoną część. Pozostała kwota wynagrodzenia biegłego do czasu zakończenia zaistniałego pomiędzy stronami sporu (procesu), pokrywana jest tymczasowo ze środków Skarbu Państwa, a następnie wchodzi w skład kosztów procesu, które rozliczane są po zakończeniu postępowania sądowego i obciążają stronę przegrywającą sprawę.

– Jak jednak wynika z naszego doświadczenia, najczęściej koszt związany z powołaniem biegłego waha się w graniach 1.500–2.500 zł – dodaje Kacper Jankowski, dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Kto przegra, ten płaci? Tak, ale nie zawsze…

Po zakończeniu postępowania sądowego wszystkie poniesione koszty procesu (tj. opłaty sądowe i skarbowe, koszty przeprowadzenia dowodu z opinii biegłych, a także inne wydatki, które mogą pojawić się w procesie) podlegają sumowaniu i obciążają tę stronę, która proces przegra.

– Jeżeli nasz klient – czyli w tym przypadku kredytobiorca będący w sporze z bankiem – proces wygra, wówczas bank, jako strona pozwana w sprawie, będzie zobowiązana do zwrotu na rzecz konsumenta wszystkich poniesionych przez niego kosztów. Warto dodać, iż inaczej koszty zostaną rozliczone w przypadku tylko częściowego wygrania procesu przez daną stronę. Wówczas sąd, w zależności od stopnia wygrania sprawy przez każdą ze stron, może postanowić albo o wzajemnym zniesieniu poniesionych przez strony kosztów prowadzonego postępowania albo o ich stosunkowym rozdzieleniu – mówi Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A. Pan Kacper Jankowski

Fot. Pixabay

Pamiętaj o kosztach pobocznych, np. zastępstwa procesowego

Wymieniając koszty procesowe, nie sposób pominąć ważnej pozycji kosztów zastępstwa procesowego.

Jeśli przegramy w procesie – musimy te koszty zwrócić na rzecz wygranego, czyli w tym przypadku banku. Jeśli zaś wygramy proces – koszty naszego pełnomocnika (np. adwokata) bierze na siebie bank. Wysokość kosztów regulowana jest przepisami rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 22 października 2015 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie i uzależniona jest od wysokości dochodzonego w postępowaniu sądowym roszczenia tj.:

1) do 500 zł – 90 zł;
2) powyżej 500 zł do 1500 zł – 270 zł;
3) powyżej 1500 zł do 5000 zł – 900 zł;
4) powyżej 5000 zł do 10 000 zł – 1800 zł;
5) powyżej 10 000 zł do 50 000 zł – 3600 zł;
6) powyżej 50 000 zł do 200 000 zł – 5400 zł;
7) powyżej 200 000 zł do 2 000 000 zł – 10 800 zł;
8) powyżej 2 000 000 zł do 5 000 000 zł – 15 000 zł;
9) powyżej 5 000 000 zł – 25 000 zł.

Uwaga: koszty sądowe prowadzenia sprawy zawsze oparte są o takie same zasady regulowane przepisami prawa, jednak na całość kosztów prowadzenia sprawy mogą wpłynąć także inne wydatki jak przede wszystkim te poniesione na działania profesjonalnego pełnomocnika, albowiem samo przygotowanie sprawy do procesu, w tym postępowanie przedprocesowe, złożenie pozwu czy już dalsza reprezentacja przez pełnomocnika, jest kwestią nader indywidualną i zależną od wybranego pełnomocnika.

Przykład:

Aby dokładniej zrozumieli Państwo meandry obliczeniowe kosztów sądowych i zastępstwa procesowego, eksperci VOTUM S.A. przedstawili następujący przykład. Załóżmy, iż konsument dochodzi w sądzie roszczenia w kwocie 50.000 zł. W pozwie kredytobiorca zawarł wniosek o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego. Zważywszy na powyższe, koszty występujące w przedmiotowej sprawie będą kształtowały się następująco:

  1. opłata od pozwu, zgodnie z powyższymi rozważaniami, będzie wynosić 1.000 zł,
  2. opłata skarbowa za pełnomocnictwo 17 zł,
  3. koszty przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego (na potrzeby symulacji przyjmijmy, że łączny koszt opinii to kwota 2.000 zł). Sąd dopuszczając dowód z opinii biegłego zobowiązał stronę powodową (tj. konsumenta) do uiszczenia zaliczki na poczet kosztów przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego w kwocie 1.000 zł.

Apelacja, czyli koszty zastępstwa procesowego w II instancji

Powyższe zestawienie kosztów łączy się wyłącznie z postępowaniem pierwszej instancji. Jeśli zaś jedna ze stron nie będzie zadowolona z rozstrzygnięcia sądu, może wnieść ona apelację.

– Postępowanie drugoinstancyjne wiąże się z konieczności poniesienia dalszych kosztów tj. opłaty od apelacji, która zgodnie z przepisami ustawy wynosi 5% wartości przedmiotu zaskarżenia, jednak nie mniej niż 30 złotych i nie więcej niż 1.000 złotych. Po zakończeniu postępowania apelacyjnego strona przegrywająca, zgodnie z obowiązującą zasadą odpowiedzialności za wynik procesu, obowiązana jest także zwrócić stronie wygrywającej poniesione przez nią koszty – dodaje Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Kacper Jankowski dodaje także, że koszty zastępstwa procesowego strony przeciwnej – które nieco różnią się od postępowania w I instancji – uzależnione są od tego jaki sąd (tj. okręgowy czy apelacyjny) rozpoznaje apelację. Wspomniane koszty przestawiają się następująco:

1) jeżeli sprawa rozpoznawana jest przed sądem okręgowym – 50% stawki wskazanej powyżej, a jeżeli w pierwszej instancji nie prowadził sprawy ten sam adwokat – 75% ww. stawki, w obu przypadkach nie mniej niż 120 zł;

2) jeżeli sprawa rozpoznawana jest przed sądem apelacyjnym – 75% stawki wskazanej powyżej, a jeżeli w pierwszej instancji nie prowadził sprawy ten sam adwokat – 100% ww. stawki, w obu przypadkach nie mniej niż 240 zł.

Wygrana powództwa versus wygrana w części

Jeśli kredytobiorca wygra powództwo w całości, sąd uzna roszczenie powoda zarówno w zakresie jego zasadności jak i wysokości, a w konsekwencji zasądził na rzecz konsumenta kwotę 50.000 zł tytułem roszczenia głównego, kwotę 3.600 zł tytułem kosztów zastępstwa procesowego, a ponadto zwrot kwoty 2.000 zł tytułem poniesionych przez konsumenta kosztów procesu (tj. 1.000 zł tytułem uiszczonej przez konsumenta opłaty od pozwu oraz 1.000 zł tytułem zwrotu uiszczonej zaliczki na poczet kosztów przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego). W takim przypadku sąd zobowiąże ponadto pozwany Bank do uiszczenia dalszej kwoty 1.000 zł na rachunek Skarbu Państwa, w związku z tym, iż dalsza brakująca część kosztów przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego została pokryta tymczasowo ze środków Skarbu Państwa.

Firma VOTUM S.A. specjalizująca się nie tylko w odszkodowaniach, ale też odzyskiwaniu nadpłaconych raz z tytułu umów kredytowych zaznacza, że inaczej sytuacja by się kształtowała, gdyby sąd uznał powództwo konsumenta tylko częściowo np. w 70% tj. zasądziłby na rzecz konsumenta nie 50.000 zł, a 35.000 zł.

– Wówczas sąd może postanowić albo o wzajemnym zniesieniu kosztów albo o ich stosunkowym rozdzieleniu. Jeżeli sąd postanowi zastosować tę drugą zasadę wówczas, w związku z tym, iż konsument wygrał sprawę częściowo powinien ponieść koszty w zakresie w jakim proces przegrał, a więc w 30%. Należy wziąć jednak pod uwagę, iż w związku z prowadzeniem procesu konsument poniósł już pewne koszty w łącznej kwocie 6.617 zł (w powyższej kwocie mieszczą się także koszty zastępstwa procesowego). Zważywszy na powyższe, skoro konsument powinien ponieść koszty proporcjonalnie do wygranej tj. jedynie w 30% (tj. 3.070,20 zł), a poniósł koszty wyższe, konsumentowi przysługuje od Banku zwrot kosztów procesu stanowiących różnice powyższych kwot tj. zwrot kwoty 3.546,80 zł – dodaje Kacper Jankowski, Dyrektor Departamentu Spraw Bankowych VOTUM S.A.

Koszty oddalenia przywództwa – podajemy przykładowe koszty

Podążając za wskazanym u góry przykładem, w przypadku zaś oddalenia przez sąd powództwa konsumenta w całości, zgodnie z zasadą odpowiedzialności za wynik procesu, to konsument, czyli kredytobiorca powinien uiścić wszelkie koszty poniesione w sprawie. W związku z tym, iż jeszcze w trakcie trwania procesu konsument uiścił opłatę od pozwu oraz zaliczkę na poczet kosztów przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego, sąd w wyroku zobowiąże powoda do uiszczenia dalszej kwoty 1.000 zł poniesionej w związku z przeprowadzeniem dowodu z opinii biegłego i tymczasowo (tj. w trakcie procesu) pokrytej ze środków Skarbu Państwa. Ponadto, jeżeli Bank będzie w toku procesu reprezentowany przez profesjonalnego pełnomocnika sąd w orzeczeniu kończącym postępowania może także zasądzić od konsumenta na rzecz pozwanego Banku zwrot kosztów zastępstwa procesowego. W tym konkretnym przypadku byłaby to kwota 3.600 zł (albowiem roszczenie mieści się w przedziale 10.000 – 50.000 zł).

*Materiał został współtworzony z firmą VOTUM S.A. – gwarantującą kompleksową pomoc prawną na każdym etapie wykonania umowy. VOTUM S.A. oferuje także obsługę ekspercką w postępowaniu przedsądowym, mediacyjnym, pojednawczym, sądowym oraz egzekucyjnym.

Więcej przeczytasz tutaj:

www.dlafrankowiczow.pl.
https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach

W sprawach kredytów walutowych sądy do tej pory skupiały się w większości na kwestiach abuzywności postanowień odsyłających do tabel kursowych banków. Nowością w tych sprawach jest to, że coraz częściej mówi się o nierównomiernym rozłożeniu ryzyka walutowego pomiędzy kredytobiorcę a bank, zaś sądy dopuszczają dowody z opinii biegłych w tym zakresie.

Konsekwencją uznania, że umowa nierównomiernie rozkłada ryzyko walutowe przerzucając je w całości na kredytobiorcę, przy braku rzetelnej informacji o tym ryzyku, może być stwierdzenie nieważności umowy kredytu jako sprzecznej z zasadami współżycia społecznego i to niezależnie od stosowania przez bank własnych tabel kursowych.

A jak było naprawdę? Czy banki wystawiły kredytobiorców na jednostronne ryzyko zmian kursowych?

Po uruchomieniu kredytów powiązanych z walutą, banki sprzedawały na rynku międzybankowym walutę szwajcarską w ilości odpowiadającej mniej więcej wartości uruchomionych kredytów. W ten sposób pozbywały się ryzyka walutowego z własnych ksiąg rachunkowych i zamykały swoją pozycję walutową. Z drugiej strony banki zapisywały w sowich księgach rachunkowych, że kredytobiorca ma im oddać kredyt w walucie frank szwajcarski, czyli to ryzyko niejako przenosiły na kredytobiorcę. Otwierały mu ogromną pozycję w walucie szwajcarskiej – czyli wystawiały na ryzyko, którego jednocześnie same się pozbywały” – komentuje mec. Barbara Garlacz prowadząca tego typu sprawy, w ramach których sądy zarządziły już odpowiednie dowody z opinii biegłych.

Banki w przeważającej mierze informowały przy tym kredytobiorców, że frank jest walutą stabilną, a jednocześnie nie informowały, że mimo tej stabilności bank nie bierze na siebie ryzyka, które sprzedaje kredytobiorcy w ramach kredytu powiązanego z walutą. W większości też przypadków banki ograniczały się do wskazania możliwego wpływu wahań kursu na ratę kredytu ale nie na jego saldo – czyli ekonomicznie rzecz ujmując na otwartą pozycję walutową kredytobiorcy.

Takiej wybrakowanej informacji o ryzyku nie sposób oczywiście uznać za rzetelną. Gdyby bowiem kredytobiorca wiedział, że kupuje ryzyko, którego profesjonalna instytucja nigdy by na siebie nie przyjęła – to z pewnością takiego kredytu też by nie wziął. Wymóg rzetelnej informacji o ryzyku wynika chociażby z orzeczenia TSUE w sprawie C-186/16” – dodaje mec. Barbara Garlacz.

Brak równowagi kontraktowej podstawą nieważności

Fakt, że po zamknięciu pozycji walutowej bank jest neutralny na ryzyko walutowe – czyli ani nie traci ani nie zyskuje na wzroście kursu, a klient w razie wzrostu kursu ponosi stratę, gdyż nie jest zabezpieczony przed tym wzrostem – świadczy o nierównomiernym rozłożeniu ryzyka walutowego w umowie kredytu i zabezpieczeniu przez nią wyłącznie interesów banków. W podobnej sprawie dotyczącej transakcji na instrumencie pochodnym Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 15 marca 2018 roku (AGa 758/18) uznał, że taki nierównomierny rozkład ryzyka walutowego w umowie z domknięciem pozycji walutowej po stronie banku i bez zabezpieczenia drugiej strony kontraktu prowadzi do nieważności umowy. Ten sam argument mogą wykorzystać tzw.frankowicze walczący w sądach.

Autor: Barbara Garlacz – radca prawny, radca prawny prowadzący spory dot. umów kredytów powiązanych z walutą oraz instrumentów pochodnych

Jeśli spojrzeć na ilość i jakość wydawanych orzeczeń w sprawach tzw. kredytów frankowych, to 2017 rok należał niewątpliwie do tzw. frankowiczów. Miniony 2017 był rokiem, w którym znacznie więcej osób zdecydowało się na rozpoczęcie spraw sądowych niż w 2016 roku, a jednocześnie rok, w którym w I instancji skończyły się pierwsze sprawy frankowiczów. Poprawie uległa również jakość orzeczeń sądowych.

Coraz lepsza jakość orzeczeń i „burza mózgów” w sądach

W 2017 roku zaczęły pojawiać się orzeczenia sądów, w których sądy dostrzegły, że nieuczciwość postanowień umownych nie polega tylko na tym, że bank ustalał dowolnie kursy kupna/sprzedaży ale, że sam mechanizm indeksacji jest nieuczciwy. W tym zakresie głównym argumentem było to, że bank stosował dwa rodzaje kursu (do przeliczenia kredytu – kurs kupna, do spłaty kurs sprzedaży), a także to, że taka konstrukcja wystawiała kredytobiorcę na nieograniczone ryzyko, a jednocześnie służyła zabezpieczeniu interesów banku tudzież wynikała z przyjętego przez bank sposobu zabezpieczenia finansowania pod akcję kredytów denominowanych. Sądy uznawały też, że konstrukcja kredytu indeksowanego nie została dostatecznie klientowi wyjaśniona.

Wyrazem tego, że sądy poza abuzywnością postanowień umownych zaczęły zastanawiać się głębiej nad konstrukcją tego typu kredytów w ogóle, są ciekawe orzeczenia stwierdzające np., że:

  • przy kredycie denominowanym w CHF strony od początku powinny rozliczać się w CHF, zatem skoro klient spłacał w PLN to należy mu się zwrot tych kwot
  • w tego typu umowach nie określono głównego świadczenia stron, a więc są one nieważne
  • tego typu umowy są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego i przez to nieważne, gdyż klient został wprowadzony w błąd co do rzeczywistych kosztów kredytu
  • pomimo określenia głównego świadczenia stron umowy umowa po wykreśleniu klauzuli indeksacyjnej powinna być oceniana w świetle ogólnych zasad prawa cywilnego, a ponieważ w takiej kadłubowej postaci jest sprzeczna z zamierzonym celem i wolą stron oraz naturą umowy kredytu, którą strony zamierzały zawrzeć, to należy ją uznać za nieważną.

W kredycie denominowanym z kolei pojawiły się orzeczenia, że bez postanowień odsyłających do kursu kupna/sprzedaży umowa jest niewykonalna, a przez to nieważna.

– Różne zapatrywania sądów wzbogacają orzecznictwo i wiedzę sądów na temat umów kredytów powiązanych z walutą. Różnorodność orzeczeń należy oceniać pozytywnie, gdyż powoduje, że każdy sąd orzekający może dostrzec inną wadliwość tego typu umów – komentuje mec. Barbara Garlacz.

Co może przynieść 2018 rok?

– Ponieważ pierwsze sprawy trafiły już do sądów II instancji, na pewno pojawi się znaczna liczba orzeczeń prawomocnych, ale raczej w drugiej połowie 2018 roku. Sprawy zaczynają też dopiero docierać do Sądu Najwyższego, dlatego kształtowania się tam linii orzeczniczej i to nie na bazie jednego, lecz kilkudziesięciu wyroków należy spodziewać się dopiero w 2019 roku – wskazuje mec. Barbara Garlacz.

Na pewno będzie bardzo dużo orzeczeń sądów I instancji, gdyż wiele spraw rozpoczętych w 2016 roku i z początkiem 2017 roku zakończy się w tych sądach. Co ważne, rozstrzygnięciu będą podlegać sprawy, w których sądy rejonowe zasądziły tzw. nadpłaty – czyli uznały istnienie kredytu w PLN ze stawką LIBOR. Orzeczenia te pozwolą być może na wykrystalizowanie się przeważającej linii orzeczniczej, tj. idącej w kierunku nieważności lub utrzymania kredytu ze stawką LIBOR. Niemniej ostatecznie nie należy się spodziewać jednolitej linii orzeczniczej i wiele będzie zależało od jakości podniesionych argumentów prawnych, a przede wszystkim tego, czy konkretny kredytobiorca w sprawie będzie się godził na stwierdzenie nieważności umowy.

Podsumowując, jeśli porównać przygotowanie sądów do tego typu spraw w 2014 roku i 2017 roku, to miniony rok wypada bardzo pozytywnie.

 

 

Autor: Barbara Garlacz – radca prawny specjalizujący się w sprawach sądowych tzw. kredytów powiązanych z walutą

Kurs franka szwajcarskiego spadł dziś poniżej poziomu 3,58 zł, czyli jest najniższy od tzw. czarnego czwartku (15 stycznia 2015 r.). Z wyliczeń Expandera wynika, że przy takim kursie i dzięki rekordowo niskim stopom procentowym w Szwajcarii rata kredytu w CHF będzie najniższa aż od lipca 2011 r. Co ciekawe, będzie ona jedynie o 88 zł wyższa niż rata początkowa, czyli wyliczona przez bank w procesie udzielania kredytu.

Obserwowany w Polsce spadek kursu franka wynika przede wszystkim z relacji tej waluty i euro. Już od kwietnia 2017 r. systematycznie traci on na wartości w stosunku do euro, co przekłada się na spadek jego notowań w odniesieniu do złotego. Obecnie kurs EUR/CHF stara się przełamać poziom ok. 1,17 i dąży do 1,20. Jeśli uda mu się osiągnąć tą ostatnią wartość, a złoty nie osłabi się w stosunku do euro, to już niedługo możemy zobaczyć notowania franka po ok. 3,50 zł.

Przy obecnym kursie rata kredytu na kwotę 300 tys. zł na 30 lat zaciągniętego w styczniu 2008 r. wyniesie ok. 1621 zł. Dla porównania, w grudniu ubiegłego roku było to 1888 zł. Obecny poziom rat jest już bardzo zbliżony do tego jaki obowiązywał w momencie, gdy taki kredyt był udzielany. Co ciekawe, kurs wynosił wtedy 2,17 zł, a rata była niewiele niższa niż dziś, gdyż wynosiła 1534 zł. Ta dziwna sytuacja wynika z tego, że początkowe oprocentowanie takiego kredytu wynosiło 4,16%, a obecnie jest to 0,64%.

Niestety, nadal jednak wysokie pozostaje zadłużenie takiego kredytu – wynosi ok. 362 tys. zł. Mimo 10 lat spłaty wciąż jest więc wyższe niż początkowa kwota 300 tys. zł. Z drugiej jednak strony, od grudnia ubiegłego roku spadło ono aż o ok. 80 tys. zł. Trzeba jednak dodać, że na co dzień poziom zadłużenia wyrażonego w złotych nie ma dla kredytobiorców większego znaczenia. Staje się ono jednak problemem jeśli frankowicz chce sprzedać swoje mieszkanie lub gdy bank wypowie mu umowę kredytu ze względu na opóźnienia w spłacie.

 

 

Autor: Jarosław Sadowskigłówny analityk Expander Advisors

Sejm skierował do dalszych prac w Komisji Finansów Publicznych prezydencką nowelizację ustawy o wsparciu kredytobiorców, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy i znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej. Oznacza to, że spłacający tzw. kredyty frankowe mogą zapomnieć o ustawie spreadowej i pełnym przewalutowaniu swoich zobowiązań na złotówki. Jednak mogą skutecznie bronić się przed wysokimi ratami i nadmiernym zadłużeniem. Podpowiadamy rozwiązania, które można zastosować.

Ustawa ma wejść w życie 1 stycznia 2018 roku, jeśli projekt prezydenta Andrzeja Dudy zostanie przyjęty przez posłów. Co to oznacza? Osoby mające kredyty mieszkaniowe otrzymają co miesiąc wsparcie w wysokości 1,5-2 tys. zł przez 3 lata. Nieoprocentowaną pomoc finansową będą mogli spłacać przez 12 lat, pod warunkiem, że koszt kredytu przekracza 50 proc. ich dochodów. Wielu kredytobiorców nie czekało jednak na prawne rozwiązania, obecnie sprowadzające się do rolowania zadłużenia, czyli de facto wydłużenia okresu spłaty (z np. 30 do 42 lat), i sami starają się o odzyskanie na drodze sądowej zawyżonych ich zdaniem rat lub o dokonanie całkowitego oddłużenia na drodze upadłości konsumenckiej. A sprawa jest niebagatelna, dotyczy 600 tys. umów i aż miliona osób, które spłacają kredyty frankowe.

  1. Negocjacje z bankiem

To najszybsza forma rozwiązania sporu i nie musi nic kosztować. Zaczynamy od złożenia reklamacji do banku, który udzielił kredytu frankowego. Można do tego zatrudnić prawnika lub zrobić to samemu. Jak radzi Rzecznik Praw Obywatelskich na swojej stronie internetowej, reklamacja nie musi być sformułowana prawniczym językiem. Możemy napisać ją tak, jakbyśmy reklamowali niedziałający komputer. W piśmie wymieniamy wszystkie niedozwolone klauzule, które znalazły się w naszej umowie z bankiem. Jeśli nie znasz klauzul abuzywnych – zajrzyj na stronę internetową Rzecznika Finansowego (www.rf.gov.pl). Znajdziesz tam szczegółowy raport na temat klauzul abuzywnych wraz z orzecznictwem na ten temat.

– Z mojego doświadczenia wynika, że aż 90 proc. umów na tzw. kredyty frankowe jest niezgodnych z prawem i zawiera niedozwolone klauzule – twierdzi Arkadiusz Szcześniak, prezes stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.

Najczęściej klienci skarżą się na umowne klauzule waloryzacyjne podwyższające saldo zadłużenia (nieuzasadniona waloryzacja kwoty kapitału), przeliczanie rat przy użyciu tabel kursów ustalanych jednostronnie przez banki, mało konkretne i niejasne klauzule dotyczące zmiany oprocentowania kredytów, nieprawidłowe stosowanie opłat związanych z ubezpieczeniem niskiego wkładu własnego (zabezpieczają wyłącznie interes banku). Kredytobiorcy żądają od banków zwrotu nadpłat, które ich zdaniem powstały wskutek stosowania przez instytucje finansowe niedozwolonych klauzul.

Dodatkowo założyciel strony Odfrankujkredyt.info zaleca, aby reklamację dotyczącą każdej klauzuli niedozwolonej składać osobno, a nie w jednym piśmie. Bank ma 30 dni na odpowiedź, więc jeśli nie zdąży zareagować na jedno z pism, oznacza to, że uznaje reklamację.

  1. Mediacje z Rzecznikiem Finansowym

Jeśli bank nie uznał reklamacji, kredytobiorca może zwrócić się o pomoc do Rzecznika Finansowego, który działa od 2015 roku i wspiera konsumentów w sporach z instytucjami finansowymi. Wystarczy złożyć do niego bezpłatny wniosek o postępowanie interwencyjne, dołączając kopię umowy z bankiem. Eksperci z biura rzecznika dokonają szczegółowej analizy umowy kredytowej i w formie pisemnej przedstawią argumenty za uznaniem niektórych postanowień umowy za niedozwolone. To może w sposób istotny ułatwić negocjacje z bankiem.

Rzecznik Finansowy może również wszcząć postępowanie polubowne, czyli mediacje z bankiem. Wniosek o takie postępowanie kosztuje 50 zł. To jedyne tego typu postępowanie, do którego instytucja finansowa musi przystąpić. Jeżeli to nie skutkuje i konieczna będzie sprawa sądową, można prosić Rzecznika Finansowego o wydanie tzw. istotnego poglądu w sprawie. To nic innego jak obszerna i wyczerpująca analiza wad prawnych umowy, która może być bardzo przydatna w sądzie. Dotyczy to zarówno pozwów indywidualnych, jak i zbiorowych.

  1. Zawiadomienie do prokuratury

Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu zainicjowało akcję zgłaszania umów o frankowe kredyty do Prokuratury Rejonowej w Szczecinie. Zawiadomienie o przestępstwie w sprawie oszustw kredytowych jako pierwsze złożyło stowarzyszenie. Jak twierdzi, już 200 osób uzyskało status poszkodowanego. Zdaniem stowarzyszenia, jeśli prokurator stwierdzi, że bank dokonał oszustwa, to przewalutowanie kredytu i zwrot pobranych przez bank zawyżonych rat będzie o wiele łatwiejsze. Jednakże do tego postępowania mogą przyłączyć się jedynie osoby potencjalnie poszkodowane przez konkretnego kredytodawcę.

  1. Sprawa sądowa nie musi być trudna

Jeśli reklamacje i mediacje z udziałem Rzecznika Finansowego nie odniosły skutku, trzeba rozważyć wystąpienie do sądu. Można przystąpić do któregoś z pozwów zbiorowych przeciwko konkretnemu bankowi (dane kontaktowe osób, które je przygotowują, znajdziemy na stronie Bankowebezprawie.pl). Są już pozwy zbiorowe m.in. przeciwko Deutsche Bankowi, Reiffeisen Polbankowi i Pekao SA.

– Grupowe roszczenia są tańszym rozwiązaniem, ale musimy liczyć się z tym, że postępowanie sądowe będzie trwało 2-3 razy dłużej niż w przypadku indywidualnego pozwu – informuje prezes Stop Bankowemu Bezprawiu. Składając samodzielnie pozew, musisz się liczyć z koniecznością zatrudnienia prawnika specjalizującego się w sporach z instytucjami finansowymi. – Plusem jest to, że zazwyczaj jeśli klient wygra w pierwszej instancji, wiele banków nie odwołuje się lub zaczyna się z nim dogadywać – twierdzi Arkadiusz Szcześniak.

Powstają już jednak firmy, które pomagają w odzyskaniu roszczeń od banków. Jedną z nich jest Votum SA, która kredytuje postępowanie sądowe swoim klientom. Jej przedstawicielem jest Robert Moskwa, znany i popularny aktor z serialu „M jak miłość”: – Wystarczy wysłać do nas kopię umowy, a my zajmujemy się resztą. Zwracamy się do banku o dodatkowe dokumenty i składamy reklamację w imieniu naszego klienta. Żądamy zwrotu nadpłaty, która powstała na skutek klauzul abuzywnych, a jeśli to nie pomaga, kierujemy sprawę do sądu.

  1. Bank wypowiada kredyt

Wielu frankowiczów nie stać na płacenie wysokich rat i przestają spłacać kredyty. Po dwóch miesiącach bank ma prawo wypowiedzieć umowę kredytową. Zazwyczaj jednak bank czeka dłużej, wysyłając wezwania do zapłaty. To zaproszenie do negocjacji i warto wtedy podjąć rozmowy, chociaż kosztują one dużo nerwów.

Jeśli jednak bank nie chce podjąć negocjacji, sprawa nie jest jeszcze przegrana. Historia sporu sądowego z (prawdopodobnie) Santander Consumer Bankiem SA z 2015 roku pokazuje, że bankowy tytuł egzekucyjny może być wystawiony wadliwie. Klienci złożyli wobec niego sprzeciw do Sądu Okręgowego we Włocławku, a sąd go uznał, stwierdzając, że nie doszło do skutecznego wypowiedzenia umowy. Bank wezwał klientów do uregulowania zadłużenia, stwierdzając jednocześnie, że jeśli żądanie nie zostanie spełnione, będzie to równoznaczne z wypowiedzeniem kredytu. Zdaniem sądu bank powinien najpierw wezwać do zapłaty, a dopiero w kolejnym piśmie wypowiedzieć umowę.

  1. Świadomie nie płacić rat?

Zachęca do tego Igor Kowalski, założyciel strony Odfrankujkredyt.info. Sam wyliczył nadpłatę, którą miał w stosunku do banku stosującego zakazane prawem klauzule w umowie frankowej. Sąd wystawił mu nakaz zapłaty, a kredytobiorca wniósł wobec niego sprzeciw do sądu i wygrał w pierwszej instancji. Prawomocny wyrok uzyskało 20 marca 2017 r. pewne małżeństwo. Wydał go Sąd Okręgowy w Warszawie, który w całości odrzucił nakaz zapłaty i obciążył bank kosztami postępowania procesowego. Część banków idzie po rozum do głowy i po pierwszych przegranych procesach składa klientom ofertę umorzenia części kredytu. Na walkę sądową z bankiem trzeba jednak iść z dobrym prawnikiem, podkreśla założyciel tej strony.

Innego zdania jest Robert Moskwa, przedstawiciel Votum SA. – To najgorsze z możliwych rozwiązań. Trzeba płacić raty, bo sytuacja procesowa klienta jest wtedy znacznie lepsza – twierdzi.

Nie zgadza się z nim prezes stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu. – W mojej ocenie niepłacenie rat jest w tej chwili jedną ze strategii w sądzie. Jest to o tyle prostsze, że nie mamy już bankowego tytułu egzekucyjnego i to bank musi udowodnić, że wyliczona przez niego kwota jest podana poprawnie. Z naszej praktyki wynika, że żadna kwota wyliczona w oparciu o kurs ustalany przez bank nie jest zgodna z prawem – uważa Arkadiusz Szcześniak.

  1. Upadłość konsumencka

Rozwiązaniem kompleksowym przy nadmiernym zadłużeniu jest upadłość konsumencka z końcowym całkowitym oddłużeniem. Kiedy mamy na głowie kilka kredytów i nie jesteśmy w stanie ich spłacić, a zdarzenia losowe (choroba, wypadek) i związana z tym długotrwała utrata pracy czy choćby obniżenie dochodów nie dają szansy na poprawę sytuacji – warto ogłosić upadłość konsumencką. Czasem to jedyna szansa na wyjście ze spirali długów.

– Celem upadłości konsumenckiej jest oddłużenie konsumenta, a zaspokojenie wierzycieli przesunięte jest na drugi plan. To pozwala dłużnikom wyjść z szarej strefy i rozpocząć „drugie życie” – uważa Małgorzata Anisimowicz, prezes kancelarii PMR Restrukturyzacje SA. – To także dobre rozwiązanie dla tych, którzy wzięli kredyt we frankach szwajcarskich. Takie osoby nieraz bez szczególnych perturbacji życiowych, jak np. utrata pracy czy zdrowia, nie są w stanie regulować swoich zobowiązań – dodaje. Wbrew pozorom w takiej sytuacji banki są bardziej chętne do ugody w toku postępowania konsumenckiego.

– Kiedy kredytobiorcy ogłaszają upadłość konsumencką, wtedy bank zaczyna być skłonny do rozmów – mówi Arkadiusz Szcześniak, prezes stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.

Zdaniem prezes PMR Restrukturyzacje SA należy też obalić mit o syndyku, który puszcza dłużnika w skarpetach. – Po otwarciu postępowania upadłościowego bardzo wiele rzeczy nie podlega zajęciu (m.in. wyposażenie użytkowe mieszkania, ubrania, pościel, rzeczy niezbędne do pracy). Ale także większość przychodów, bo część wynagrodzenia jest wolna od zajęcia – wyjaśnia Małgorzata Anisimowicz. – Z ceny sprzedaży mieszkania sąd wyłącza i przekazuje dłużnikowi kwotę potrzebną na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych rodziny na okres do 24 miesięcy. Dlatego upadłość konsumencka nie jest tak demonicznie uciążliwa, jak to niektórzy przedstawiają, a zakończona całkowitym oddłużeniem daje dłużnikowi i jego rodzinie prawdziwy nowy start – dodaje.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Bardzo długa historia o próbie rozwiązania problemu kredytów frankowych wydaje się zmierzać do końca. Potwierdziły to słowa lidera partii rządzącej, Jarosława Kaczyńskiego, który stwierdził, że frankowicze powinni wziąć sprawy w swoje ręce tj. walczyć z bankami w sądach. Następnie dodał, że państwo nie może podejmować decyzji, które mogłyby zachwiać stabilnością systemu bankowego. Ten zdecydowany komentarz nie tylko zawiódł kredytobiorców wierzących w realizację obietnic wyborczych obecnej władzy, ale równocześnie istotnie zredukował ryzyko ciążące całemu sektorowi bankowemu.

Najpierw były wielkie zapowiedzi oraz stwierdzenia, że przewalutowanie kredytów walutowych nie jest zadaniem trudnym, zwłaszcza przy możliwości zaangażowania banku centralnego. Następnie NBP jasno odizolował się od kwestii kredytów frankowych, a zespół prezydenckich ekspertów zaprezentował kilka złych ustaw. Efektem finalnym okazała się ustawa o zwrocie niesłusznie naliczonych spreadów, która de facto także nie była dobrym rozwiązaniem. W rezultacie temat jakby przepadł bez wieści.

Brak pomocy ze strony państwa oznacza, że jedynym rozwiązaniem dla frankowiczów pozostaje droga sądowa. Ta nie jest prosta, o czym wielu z nich zdążyło się już przekonać, a co więcej nie gwarantuje sukcesu. Do tej pory znane są jedynie pojedyncze przypadki, w których to kredytobiorca zwyciężył z bankiem. Wydaje się, że wielu zadłużonych w walucie obcej nie podejmie takiego wysiłku, chociażby ze względu na wysokie koszty i niskie prawdopodobieństwo sukcesu. To oznacza, że frankowicze będą musieli spłacać swoje zobowiązania na dotychczasowych warunkach. Niemniej, jak wskazują badania, do tej pory ze swoich obowiązków wywiązywali się wzorowo, znacznie lepiej niż osoby zadłużone w polskiej walucie.

W bardziej korzystnej sytuacji znajdują się banki. Jeżeli słowa prezesa PiS nie były rzucone na wiatr, to branża może odetchnąć z ulgą. To nie oznacza jednak, że ryzyko związane z kredytami frankowymi zostanie całkowicie zlikwidowane. Te kontrowersyjne aktywa nadal będą utrudniać prowadzenie biznesu, toteż banki prędzej czy później być może zdecydują się na ich stopniowe przewalutowanie, oczywiście na swoich warunkach. To oznacza, że koszty banków będą relatywnie niewielkie i rozłożone w czasie.

Na słowa Jarosława Kaczyńskiego inwestorzy zareagowali natychmiastowo, aczkolwiek jednorazowo. Po jednodniowej euforii, póki co nie widać dalszych odznak wzmożonego entuzjazmu. Rynek najprawdopodobniej będzie czekał, bacznie obserwując dalszy rozwój zdarzeń. Mimo wszystko wypowiedź polityka raczej pozytywnie została oceniona przez inwestorów, zwłaszcza tych zagranicznych. Tym niemniej należy podkreślić, że sektor bankowy od ponad dwóch miesięcy jest wyróżniającym się segmentem na warszawskim parkiecie. Inwestorzy wierzą w ten biznes, bowiem mają ku temu podstawy. Według NBP, zysk sektora bankowego wzrósł o 24% rdr w 2016 r. Dane te znalazły swoje odzwierciedlenie w solidnych wynikach finansowych za czwarty kwartał 2016 r., które zostały opublikowane przez ING, Pekao czy też mBank. Niewykluczone, że wyniki pozostałych podmiotów z tegoż sektora także wpiszą się w niniejszą tendencję.

Banki udowodniły, że potrafią sobie poradzić pomimo niesprzyjających im warunków. Obciążenie z tytułu podatku bankowego nie okazało się dotkliwe, a co więcej owe koszty zostały przeniesione na konsumentów. Ponadto, wielu przedstawicieli branży rozwija swój biznes i poprawia wyniki. Oczekiwania są tym większe, gdyż najnowsze dane makroekonomiczne wskazują na kiełkujące ożywienie gospodarcze, natomiast realizacja perspektywy unijnej ma w końcu przyspieszyć. To generuje szansę na wzrost krajowych inwestycji, toteż na wzmożone zapotrzebowanie na kredyt. Co więcej, rosnące oczekiwania inflacyjne pobudzają nadzieję na podwyżkę stóp procentowych.

Mimo wszystko warto nieco studzić entuzjazm. Podwyżka stóp procentowych raczej pozostaje odległym scenariuszem, bowiem RPP wyraźnie podkreśla, że rok 2017 nie przyniesie żadnych zmian w polityce pieniężnej. Ryzyko związane z kredytami frankowymi wyraźnie spadło, jednakże jeszcze nic nie zostało przesądzone. Dodatkowo nie do końca wiadomo, jak na sektor wpłyną nowe przepisy dotyczące naliczania składek do BFG. Warto również pamiętać, że wyceny wskaźnikowe polskich banków na tle całej branży w naszym regionie, a nawet Europy Zachodniej, pozostają wymagające.

Podsumowując, wiele wskazuje na to, że frankowy roller coaster może zakończyć się happy endem dla banków oraz rozwianymi nadziejami kredytobiorców. To z kolei wpłynie na poprawę atrakcyjności sektora bankowego, który już od kilku miesięcy wydaje się odzyskiwać swój blask. W efekcie być może warto zwiększyć ekspozycję na ten sektor, chociaż kluczem do sukcesu najprawdopodobniej pozostanie wnikliwa selekcja. Rok 2017 dla tej branży zapowiada się obiecująco, ale jeżeli koniunktura gospodarcza nie zawiedzie, a RPP zrewiduje politykę monetarną najwcześniej za rok, to co najlepsze dla banków może nadejść dopiero w 2018 r.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Od feralnego czwartku 15 stycznia 2015 roku, już niebawem miną dwa lata. Podczas gdy politycy debatują o problemach „frankowców”, około 500 000 rodzin i singli regularnie spłaca swoje raty uzależnione od kursu CHF/PLN. Dzięki tym regularnym spłatom, z miesiąca na miesiąc spada saldo zadłużenia wyrażone we frankach. Dane NBP wskazują, że przez 12 miesięcy (wrzesień 2015 r. – wrzesień 2016 r.), krajowi „frankowcy” w ratach spłacili kapitał o wartości około 5,2 mld zł (1,3 mld CHF). Niestety do zwrotu pozostały jeszcze 132 mld zł (ok. 33 mld CHF). Saldo zadłużenia we frankach nadal powinno systematycznie spadać. Mimo tego, przez najbliższe lata wahania kursowe wciąż mogą być groźne dla kredytobiorców i całej gospodarki. Za rok zadłużenie „frankowców” (przeliczone na złote) nadal będzie wyższe niż obecnie, jeżeli kurs CHF/PLN wzrośnie do 4,50 zł. 

 Proporcje między kredytami rozliczanymi w PLN i CHF zupełnie się odwróciły …

Informacje o aktualnej i historycznej wartości „frankowych” kredytów, możemy znaleźć w comiesięcznych zestawieniach NBP. Dane Narodowego Banku Polskiego wskazują, że pod koniec minionej dekady los sprzyjał krajowej gospodarce. Gdyby wówczas kurs CHF/PLN przekroczył 4,00 zł i utrzymał się na takim poziomie, to kłopoty „frankowców” i banków byłyby poważniejsze. W tym kontekście trzeba wspomnieć, że na początku 2009 roku, kredyty rozliczane według kursu franka stanowiły aż 69% wartości całego portfela kredytów mieszkaniowych dla gospodarstw domowych – tłumaczy Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl. Obecnie porównywalny wynik wynosi około 34. To oznacza, że proporcje pomiędzy „frankowymi” kredytami oraz innymi „hipotekami” praktycznie się odwróciły.

Rozwój akcji kredytowej w złotym (związany m.in. z programami Rodzina na Swoim i MdM), zredukował udział „frankowych” kredytów w ogólnej wartości kredytów mieszkaniowych dla gospodarstw domowych. Równocześnie zmniejszyła się też relacja kredytów rozliczanych we franku do produktu krajowego brutto. Pod koniec 2009 r. takie „hipoteki” stanowiły aż 11,7% polskiego PKB. Wynik dotyczący 2015 r. to 7,7% PKB. Oczywiście wartość z minionego roku nadal jest zbyt wysoka. Wśród krajów UE, tylko Austria cechuje się podobną ekspozycją na ryzyko walutowe w kredytach mieszkaniowych.

Na poniższym wykresie możemy zauważyć, że wartość zadłużenia „frankowców” przeliczona na złote, spada w długiej perspektywie (listopad 2011 r. – 168 mld zł, wrzesień 2016 r. – 132 mld zł). Ten trend spadkowy niestety jest osłabiany przez niekorzystne zmiany kursowe. Szybciej maleje natomiast zadłużenie wyrażone we frankach. Jego wartość wynosiła:

  • wrzesień 2009 r. – 48,16 mld CHF
  • wrzesień 2010 r. – 47,19 mld CHF
  • wrzesień 2011 r. – 45,41 mld CHF
  • wrzesień 2012 r. – 43,33 mld CHF
  • wrzesień 2013 r. – 40,77 mld CHF
  • wrzesień 2014 r. – 38,28 mld CHF
  • wrzesień 2015 r. – 34,50 mld CHF
  • wrzesień 2016 r. – 33,20 mld CHF

Gdyby utrzymały się notowania franka z września 2009 roku (2,70 zł – 2,80 zł), to kredytobiorcy mieliby znacznie mniejsze powody do narzekań – dodaje ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Niestety wzrost kursu CHF/PLN pochłonął wszystkie korzyści związane ze spłatą kapitału i wywołał problemy dotyczące m.in. wysokiego poziomu wskaźnika LtV (LtV = obecne zadłużenie/obecna wartość mieszkania).

zadluzenie-frankowcow-rp-wyk-1

Za cztery lata walutowe zadłużenie „frankowców” może przekraczać 20 mld CHF

 Po sprawdzeniu miesięcznego tempa, w jakim spada walutowe zadłużenie „frankowców” okazuje się, że ta zmiana ma prawie liniowy charakter. Dzięki temu można stosunkowo łatwo przewidzieć, jaka będzie bilansowa wartość kredytów (wyrażona w CHF) na przykład za rok albo trzy lata. Prognoza zakłada, że nie nastąpią znaczące procesy restrukturyzacyjne (np. umorzenia) albo znacznie częstsze nadpłaty.

Faktyczna wartość „frankowych” kredytów, oczywiście będzie zależała od poziomu przyszłego kursu CHF/PLN. Dlatego prognoza zakłada pięć scenariuszy (CHF/PLN = 3,00 zł, 3,50 zł, 4,00 zł, 4,50 zł, 5,00 zł). Ze względu na wzrost ogólnego ryzyka gospodarczego i politycznego, nie można wykluczyć nawet dwóch najbardziej negatywnych wariantów.

zadluzenie-frankowcow-rp-tab-1

Wyniki z powyższej tabeli wskazują, że pomimo systematycznego spadku zadłużenia wyrażonego w CHF, ryzyko walutowe dla kredytobiorców, banków i całej gospodarki nadal będzie duże. Jeśli za rok kurs CHF/PLN osiągnie 4,50 zł, to zadłużenie „frankowców” przeliczone na złote (ok. 134 mld zł), mimo spłaty nadal będzie wyższe od obecnej wartości (132 mld zł). Wzrost kursu CHF/PLN do 5,00 zł w listopadzie 2018 r. też skutkowałby wartością „frankowych” kredytów większą niż obecnie (po przeliczeniu na złote). Ten przykład pokazuje, że przez najbliższe lata wzrosty wartości franka nadal będą niebezpiecznym zjawiskiem. Faktyczne skutki takich „frankowych” szoków oczywiście będą zależały od skali restrukturyzacji długu oraz kondycji gospodarczej naszego kraju.

 

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Gdy okazało się, że wybory w USA wygrał Donald Trump, kurs franka wzrósł, ale nieznacznie. Duża zmiana nastąpiła dopiero podczas długiego weekendu. W piątek kurs wzrósł bowiem do 4,12 zł i na takim poziomie utrzymuje się do dziś. Z wyliczeń Expandera wynika, że najbliższa rata kredytu w tej walucie będzie aż o 96 zł wyższa od październikowej. Oznacza to także, że
w porównaniu do posiadaczy kredytu w złotówkach, frankowicze zapłacą aż o 776 zł więcej.

 Za tak wysoką cenę odpowiadają dwa czynniki. Po pierwsze, osłabił się złoty, co widać po wzroście cen ważniejszych walut, takich jak euro czy dolar amerykański. Jednocześnie frank umocnił się w porównaniu do euro. Przyczyną obu sytuacji jest niepewność i obawa o to, co zrobi nowy prezydent Stanów Zjednoczonych. W takich okolicznościach szwajcarska waluta zawsze traktowana jest jako tzw. bezpieczna przystań. Nasz złoty niestety zwykle traci wtedy na wartości.

Z tego też względu raty kredytów we frankach wzrosły znacznie bardziej niż w euro. Przyjmijmy, że  kredyt na kwotę 300 000 zł na 30 lat został zaciągnięty w sierpniu 2008 r. Jeśli był to kredyt w euro, to jego najbliższa rata będzie o 38 zł wyższa niż październikowa. W przypadku długu we frankach wzrosła ona znacznie bardziej, bo aż o 96 zł. W rezultacie rata kredytu we frankach jest dziś aż o 776 zł wyższa niż w złotych.

tabela_raty_dla_kredytu_z_2008_r_na_kwote_300_000_zl

Nagły wzrost kursu najbardziej odbił się jednak na zadłużeniu. W przypadku kredytu we frankach, od października wzrosło ono aż o 22 100 zł, a euro o 8 800 zł. Zadłużeni w tej walucie po raz kolejny muszą się więc pogodzić z tym, że choć co miesiąc spłacają raty, to ich zadłużenie zamiast spadać, cały czas rośnie. W naszym przykładowym kredycie, mimo ponad 8 lat spłaty, wzrosło ono z 300 000 zł do 492 629 zł.

Co ważne, ich zadłużenie jest znacznie wyższe niż w przypadku kredytu w złotych, mimo że w sumie zapłacili wyższe raty. Co prawda początkowo niższe raty miał kredyt we frankach, ale od połowy 2010 r. sytuacja się odwróciła. Początkowe korzyści zostały już zniwelowane i suma zapłaconych do dziś rat kredytu we frankach jest już o 27 500 zł wyższa niż kredytu w złotych.

Jarosław Sadowski
Główny analityk firmy Expander

Frankowiczu,  masz problem ze spłatą kredytu? Możesz tylko na tym skorzystać!

Banki mające w swoim portfelu w kredyty niby-frankowe, same się proszą o to, aby nie spłacać tych zobowiązań. Poniżej opisuję nową akcję banków, którą ostatnio dość często spotykam w swojej praktyce. Akcję tę poznałem z relacji wielu frankowiczów, którzy zwracają się do mnie po pomoc, gdyż bank odmówił im restrukturyzacji. Cytuję fragmenty jednej z odpowiedzi kredytodawcy na wniosek klienta o obniżenie rat:

„Przykro nam, Pana prośba została rozpatrzona negatywnie. Możemy zaproponować złożenie wniosku o udzielenie wsparcia dla kredytobiorcy z Funduszu Wsparcia Kredytobiorców”.

Niedźwiedzia ustawa?

W ten oto sposób, ustawa z dnia 9 października 2015 r. o wsparciu kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy, okazała się dla frankowiczów klasyczną niedźwiedzią przysługą. Jak brakuje Ci do raty, idź po ustawową pomoc i powiększ swoje zadłużenie. Takie to mądre rady otrzymują dziś ze strony niektórych banków, klienci mający problem z obsługą wciąż rosnących kosztów spłaty toksycznego kredytu.

 Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło…

 Wbrew pozorom odmowa restrukturyzacji kredytu w CHF, może wyjść jedynie na dobre części klientom. Szczególnie w sytuacji, kiedy wartość nieruchomości jest niższa od kwoty zobowiązania, co zgodnie z trzeźwą oceną sytuacji przeczy sensowi dalszej spłaty takiego kredytu. Bowiem to tak jakbyśmy kupowali od banku nasze mieszkanie (lub dom) za kwotę znacznie powyżej jego ceny rynkowej i jeszcze płacili z tego tytułu odsetki. Jeśli  frankowicz znalazł się pod ścianą, a bank nie wyraził zgody na obniżenie rat, mamy wtedy dwa wyjścia.

Wyjście nr 1: Siedzę i płaczę, kredytu nie płacę

 Czyli: poddaję się bez walki. Próbuję pisać do banku kolejne, błagalne pisma,  wpłacam wszystko co mam na poczet kredytu, zwykle mniej niż wynosi rata.  W końcu zaprzestaję spłaty, bowiem nie mam już na to środków. Co dalej? Czekam biernie z przerażeniem na kolejne ruchy (czytaj: ciosy) banku  (czytaj: oprawcy). Będą to: wypowiedzenie umowy, pozew o zapłatę, skierowanie sprawy do komornika, licytacja nieruchomości, eksmisja.

Możemy trochę sytuację swoją poprawić przez ogłoszenie upadłości konsumenckiej, ale także w tym wypadku mamy pełne poczucie przegranej.

Czyż nie lepiej wygląda druga metoda działania? Frankowiczom polecam

Wyjście nr 2: Walczę i nie płaczę, kredytu nie płacę

Bank nie chce od Ciebie pieniędzy? Nie to – nie! Masz więc świetną wymówkę, aby nie zapłacić bank-dytom ani złotówki. Drogę działania kredytobiorcy opisywałem po części także w poprzednich odcinkach Poradnika, dziś krótkie przypomnienie jakie rodzą się możliwości obrony.

Sposób działania zależy także od bieżącej sytuacji finansowej frankowicza.

Albo stać Cię będzie na prowadzenie walki w sądzie, albo nie będziesz posiadał na to odpowiednich środków. Ale nawet w tym drugim wariancie istnieją szanse na wygraną. Poniżej przedstawiam ten wariant.

Wariant 1. Nie mam środków na opłacenie kosztów procesu

Tu istnieje możliwość oddania sprawy w ręce prawników, którzy wezmą na siebie ryzyko prowadzenia procesu na własny koszt. Taką właśnie drogę wybiera część moich klientów.  Jak to działa?  W uzgodnieniu z kancelarią należy w stosownym momencie przenieść własność nieruchomości na wskazany podmiot i czekamy na pozew. Liczymy oczywiście na pełną wygraną (trudno jest z góry ocenić szanse) czyli, że uda się kancelarii udowodnić bezzasadność pozwu. Co oznacza, że dług znika.  Jeśli tak, nieruchomość zostaje „odzyskana” bez żadnych obciążeń, po czym zostaje sprzedana. Zwykle kredytobiorca może uzyskać z kwoty sprzedaży 15% ceny, to już kwestia ustaleń z kancelarią. Ale osoba ta jednocześnie pozbywa się długu! Przypomnę, że przed wejściem w spór z bankiem, wartość nieruchomości była ujemna: mówimy bowiem o sytuacji, kiedy kwota kredytu była wyższa od ceny ewentualnej sprzedaży przedmiotu zabezpieczenia.

Wariant 2. Podważamy w sądzie indeksację kredytu

W tej dziedzinie specjalizuje się już kilka kancelarii. Coraz więcej wygranych pozwów przez frankowiczów w tego typu sprawach daje nadzieję, że i Twój proces zakończy się porażką banku. Jakie będą tego efekty? Kredytodawca musi raz jeszcze dokonać przeliczenia kredytu, przy założeniu, że nigdy nie istniała w rozliczeniach z bankiem inna waluta niż złotówka. Czyli wszystkie wpłaty, które dokonywałeś na spłatę kredytu niby-frankowego, będą traktowane podobnie, jakbyś od początku miał kredyt w krajowej walucie. Sądzę, że każdorazowo będą to mocno skomplikowane wyliczenia, ale per saldo Twoje zadłużenie wobec banku może zmniejszyć się o 50, 60, czy nawet  o 70%. Wszystko zależy kiedy uzyskałeś kredyt, jakich do tej pory dokonałeś wpłat na poczet spłaty zadłużenia oraz jaki system rozliczenia kredytu zostanie uznany przez sąd za prawidłowy.  Jakie mogą być koszty takiego postępowania? W zależności od tego, czy będzie to jedna, czy dwie instancje, koszty po stronie kredytobiorcy będą się wahać od 10 do około 20 tysięcy złotych. W wielu przypadkach pewnie dojdzie jeszcze wynagrodzenie kancelarii za sukces, ale oczywiście premia ta będzie należna wyłącznie w przypadku wygranej sprawy.

Wariant 3. Podważamy w sądzie … istnienie długu

To najciekawszy sposób obrony i oczywiście – najbardziej optymistyczny dla ucha frankowicza. Pod warunkiem, że faktycznie pozew banku o zapłatę zostanie całkowicie oddalony. Jest to całkiem „świeży” wynalazek, nie jest wiadome jak sądy będą reagować na prowadzenie sprawy w tenże sposób. Powyższa metoda działania doskonale się sprawdza przy walce z nakazami zapłaty, które do sądu składają firmy windykacyjne, tj. po nabyciu danej wierzytelności od banku. Takie pozwy, specjaliści, z którymi pracuję wygrywają w 8 na 10 przypadków.  Podobna forma walki w sądzie kontra pozwom dotyczącym kredytów frankowych, jeszcze na dziś nie jest dokładnie rozpoznana. Ale są już pierwsze sukcesy, oto fragment niedawno otrzymanego maila od naszych speców od „znikających długów”:

„Wygraliśmy z bankiem pierwszą sprawę hipoteki w CHF – powództwo oddalone w całości. Sąd tak pięknie uzasadnił oddalenie pozwu, że nawet   się apelacji nie spodziewamy. A jak będzie apelacja – to sobie z nią poradzimy z dużym prawdopodobieństwem.”  

Dodam, że sprawa ta dotyczy kredytu w kwocie blisko 300 tys. zł. Pewnie zapytasz dłużniku, jakie są koszty takiej formy obrony? Wyjściowa stawka  za pozew  to nie mniej niż 15 tys. zł. Ale im wyższa kwota kredytu oraz im bardziej skomplikowany przypadek – kwota ta może znacząco wzrosnąć.  Jest to jednak zawsze kwestią uzgodnień stron. Gdyby jednak okazało się,  że uznasz taką drogę walki za zbyt kosztowną (w szczególności, że wyroki sądów są niezbadane), możesz wybrać tańszy Wariant 2. Lub też walczyć bezkosztowo, czyli skorzystać z Wariantu 1.

 Pora na „darmowe obiadki”

Podjęcie walki z bankiem z udziałem profesjonalistów ma też inny wielki plus. Otóż podczas całego okresu postępowania, nie płacisz na poczet spłaty kredytu nic a nic, a czerpiesz korzyści z nieruchomości. Czyli: albo w niej mieszkasz, albo wynajmujesz. Ostatnio trafiły do mnie dwie podobne sprawy, gdzie nieruchomość jest wynajęta i daje to przychód w kwocie na poziomie 4 tys. zł. miesięcznie, przy czym rata kredytu przekracza 5 tys. zł. Bilans roczny zaprzestania spłaty takiego zobowiązania to 60 tys. zł! Tych kredytobiorców nie musiałem długo namawiać, aby sobie odpuścili spłatę; zresztą jak do mnie trafili, de facto – już nie mieli z czego dokładać do kolejnych rat.

Przegrana w sądzie: czy to koniec walki?

Z przykrością muszę stwierdzić, że nie każda sprawa w sądzie zakończy się wygraną frankowicza. Także w sytuacji, kiedy do walki z bankiem wynajmiemy najlepszych specjalistów. I co wtedy? Czy przegrana oznacza sromotną porażkę kredytobiorcy? Nic z tych rzeczy! Dochodzi wtedy jeszcze jedna możliwość (poza ewentualnością ubiegania się o upadłość konsumencką). Jest to metoda działania, w której się specjalizuję.

Wariant 4. „Kontrolowana” sprzedaż wierzytelności przez bank

 Jak to działa? Opiszę to na przykładzie sprawy, którą zamknąłem we wrześniu br.  Bank posiadał wierzytelność (wypowiedziany kredyt hipoteczny, także w CHF) na kwotę ok. 1,1 mln zł.  Zabezpieczeniem było mieszkanie o wartości ok. 700 tys. zł.  Szans na odzyskanie długu w inny sposób niż egzekucja komornicza nie było, więc udało mi się przekonać bank, aby sprzedał wierzytelność – wskazanemu przeze mnie podmiotowi – za  kwotę  450 tys. zł. I jednocześnie zwolnił nieruchomość z zabezpieczenia kredytu.

Niby proste, ale takie transakcje zwykle trwają nie mniej niż kilka miesięcy. Finalnie kredytobiorca zostaje w tym wariancie bez długu. Dodatkowo, zanim nastąpi zamknięcie całej transakcji – może to trwać nawet kilka lat – może ów dłużnik korzystać z darmowych obiadków.

Uciemiężeni przez banki: szable w dłoń!

Jak widzisz frankowiczu, Twoje możliwości działania przeciwko bankowym oprawcom są naprawdę szerokie. Pod warunkiem, że do tej walki mężnie staniesz. Ale, my Polacy, wszak walkę z teoretycznie silniejszym wrogiem mamy we krwi. Patrz: liczne zrywy narodowe. Z tą jednak różnicą, że niemal we wszystkich powstaniach ponosiliśmy zwykle sromotną porażkę, a w tej walce możemy wroga pokonać!

Szanowni Internauci. Następne odcinki Poradnika będą efektem Państwa licznych pytań, które dostajemy drogą mailową. Najbliższa odsłona będzie poświęcona zagadnieniu upadłości konsumenckiej. I Ty, Czytelniku możesz zadać pytanie w interesującej Cię kwestii. Jeśli jesteś tym zainteresowany, wyślij treść pytania na poniższy adres:

pytanie@krzysztofoppenheim.pl

 

Krzysztof OPPENHEIM

7 błędów, jakich nie możesz popełnić przy problemach ze spłatą kredytu.

 Na początek tej odsłony Poradnika – przestroga. Otóż, jeśli masz dłużniku problemy ze spłatą kredytu, najgorszymi działaniami są tzw. bezrefleksyjne odruchy naturalne. Co przez to rozumiem? Nie mam środków na spłatę raty, więc je organizuję w najprostszy sposób. Bo przecież tyle mam możliwości… Oczywiście do czasu. I właśnie między innymi o tym będzie dzisiejszy odcinek.

  1. Nie sięgaj po „łatwe pieniądze”: od rodziny i przyjaciół

Dopóki posiadamy wiarygodność płatniczą w swoim otoczeniu oraz w instytucjach finansowych, bez najmniejszego problemu pozyskamy środki, których zabraknie nam do raty. Często najłatwiej zwrócić się do członka rodziny, czy do przyjaciela. Zwykle nikt z bliskich osób nie odmówi pożyczki na kwotę tysiąca, czy dwóch tysięcy złotych, jeśli oczywiście osoba ta nie posiada problemów finansowych. Powyższe działanie może okazać sensowne jedynie w sytuacji, kiedy Twój problem ze spłatą kredytu jest chwilowy, a nie trwały. W tym drugim przypadku – zajmij się problemem w jego początkowej fazie,  tj. kiedy zorientujesz się, że twój budżet domowy się nie dopina i nie widać szans na szybką poprawę tej sytuacji. I nie mieszaj najbliższych ci osób do Twojej umowy z bankiem – masz ten problem rozwiązać wspólnie z kredytodawcą. Choć pewne jest, że tenże uzna, że jest to wyłącznie Twój kłopot. Nigdy takiego stanowiska nie akceptuj –  w treści umowy są zawsze dwie strony.

  1. Nie spłacaj rat przez zwiększanie zadłużenia

Bardzo częsty błąd popełniany przez kredytobiorców (nie tylko tych hipotecznych), to poprawianie bieżącej płynności finansowej przez zaciąganie pożyczek w  bankach oraz w firmach pożyczkowych. Jest to przykład typowego, automatycznego działania. Czyli wejście w życie „od raty do raty”. W kolejnym miesiącu sytuacja się powtarza, po pewnym czasie jesteśmy w kleszczach typowej pułapki kredytowej. Ta droga działania musi skończyć się prędzej czy później tragedią dla dłużnika.

  1. Nie ratuj na siłę kredytu hipotecznego kosztem innych zobowiązań

Znowu – klasyk, jeśli chodzi o błąd w działaniu kredytobiorcy. Na ratę za mieszkanie środki muszą się znaleźć, ale za to zalegamy z czynszem za ten lokal, a przedsiębiorcy najczęściej „zapominają” o składkach na ZUS, czy opłatach należnych Urzędowi Skarbowemu. Zaczyna się od małych zaległości, ale jeśli mamy stały deficyt w budżecie – po jakimś czasie są to już dziesiątki tysięcy złotych zaległości. Taka taktyka prędzej czy później rozłoży nas na łopatki.

  1. Jeśli nie starcza Ci na ratę „hipoteki”, nie wyprzedawaj składników majątku

Jeśli źródłem Twoich problemów jest kredyt hipoteczny, jeśli masz coś sprzedać, to sprzedaj nieruchomość, która jest zabezpieczeniem tego kredytu. Oczywiście będzie z tym problem, jeśli dług jest większy niż cena sprzedaży, którą możesz uzyskać. Ale skoro tak jest – musisz mocno zastanowić się nad sensownością spłaty tego kredytu, na temat wypowiadałem się razy kilka w poprzednich odcinkach Poradnika. Błędem natomiast jest np. sprzedaż innej nieruchomości (lub ruchomości), aby co miesiąc uzupełniać niedobór środków w budżecie z ceny sprzedaży. Bowiem kiedyś te środki się skończą, a problem wciąż nie będzie rozwiązany. Zatem odpowiednią kalkulację zrób na początku zdiagnozowania sytuacji niedoboru, a nie kiedy już wszystko co mogłeś wyprzedasz i dalej nie będziesz miał możliwości spłaty rat z bieżących dochodów.

  1. Strzeż się sztuczek banków z aneksami restrukturyzacyjnymi

To jest bardzo ważny temat, szczególnie w zakresie problemów frankowiczów. Otóż, jak już powszechnie wiadomo, umowy na kredyty niby-frankowe, które powstały w okresie przed kryzysem z 2008 roku, to często efekt radosnej twórczości bankowych prawników. Większość tych umów zawiera klauzule abuzywne, bardzo naciągana jest też forma indeksacji rat i zadłużenia, tj. przeliczania niby-franków na złotówki. Te „dziewicze” umowy z 2007, czy 2008 roku raczej się w sądzie nie wybronią, jeśli oczywiście przekażemy sprawę w ręce wyspecjalizowanej kancelarii prawnej.

Słabości zapisów zawartych przed laty umów banki mogą mocno zniwelować, poprzez podłożenie ci do podpisu aneksu restrukturyzacyjnego odpowiedniej treści. Po pierwsze będziesz musiał uznać dług jako bezsporny, po drugie bank znacząco wzmocni swoją pozycję przy ewentualnej egzekucji należności. Czyli – jeśli taki dokument podpiszesz, nie tylko tracisz najmocniejsze argumenty przy ewentualnym sporze sądowym, ale na dodatek ułatwisz bankowi szybszą pacyfikację Twojej osoby.

Pamiętaj więc: restrukturyzacja ma sens jedynie w przypadku, kiedy Twoje problemy ze spłatą kredytu są chwilowe.

Jeśli wiesz o tym, że spłata kredytu przerosła Twoje możliwości w dłuższym dystansie – nawet nie myśl, aby ubiegać się o restrukturyzację!

  1. Nie daj się zmanipulować przez telefonicznych windykatorów

W przypadku braku spłaty zobowiązania (w części lub całości raty) banki zwykle stosują m.in. windykację telefoniczną. Prowadzą ją wyszkoleni pracownicy banku – zwykle najniżej stojący w hierarchii w tej instytucji – ich wyłącznym zadaniem jest wyciągnięcie od Ciebie dwóch informacji: kiedy dokonasz spłaty i w jakiej kwocie. Osób tych kompletnie nie interesują przyczyny braku spłaty, ani też, czy jesteś w stanie te środki w jakikolwiek sposób zdobyć. Wchodzenie w rozmowy z windykatorami telefonicznymi mija się więc z celem, szczególnie, że są to osoby mocno wyszkolone w kwestii jak skutecznie wywierać presję psychiczną na dłużnika.  Jeśli więc zdecydowałeś się na podjęcie rozmowy z windykatorem – powiedz prawdę. Czyli: nie mam środków na ratę i nie wiem kiedy będę je posiadał.

Jeśli jednak dasz się wkręcić takiej osobie i złożysz odnośnie przyszłej spłaty obietnicę bez pokrycia, możesz spodziewać się kolejnych telefonów w tonie bardzo napastliwym, wbijającym Cię w poczucie winy. Mało, że jesteś niesolidnym kredytobiorcą, to na dodatek jesteś oszustem – tak to będą przedstawiać Twoi rozmówcy.

Generalnie – wcale nie musisz takich rozmów prowadzić. Jeśli jednak zamierzasz uzgodnić z bankiem zmianę harmonogramu, czy też poinformować o problemach ze spłatą rat – zrób to na piśmie. Skierowanie do banku korespondencji pisemnej zwalnia Cię z obowiązku prowadzenia rozmów telefonicznych z windykatorami. Wtedy po prostu mówisz takiej osobie:

– „Dziękuję za telefon, jestem w stałym kontakcie z bankiem. Do widzenia.”

  1. Nie korzystaj z pomocy przypadkowych „doradców”

Mam tu na uwadze zarówno pomoc prawną, jak również doradców od restrukturyzacji. Tacy pseudo-fachowcy nie dość, że wyciągną od Ciebie ostatni grosz, to na dodatek – zwykle tylko skonfliktują Cię z wierzycielem, lub w inny sposób pogorszą Twoją pozycję przy ewentualnych negocjacjach.

Tu posłużę się przykładem, oto fragment korespondencji jednej z moich obecnych klientek:

„ Kiedy wszelkie moje próby i wysiłki dojścia do porozumienia z bankami (propozycja niższych rat) spełzły na niczym,  zaangażowałam do tej walki jedną z kancelarii zajmujących się  niby – restrukturyzacją. Umówiliśmy się  na obsługę stałą, mieli zająć się moimi sprawami, bo nie miałam już siły do walki. Po uiszczeniu opłaty wstępnej i po płaceniu co miesiąc wcale nie małych kwot za tę obsługę, dziś efektem naszej zakończonej już współpracy jest komornik z jednego z banków (zdobyli BTE rzutem na taśmę – pod koniec ub. roku) i żadnego postępu w pozostałych sprawach….”

Tak niestety niemal zawsze kończy się „przypadkowe doradztwo”. Osiągniesz skutek dokładnie odwrotny do zamierzonego.

Podsumowanie

W przypadku, kiedy dociera do nas komunikat, że z bieżących dochodów nie jesteśmy w stanie spłacać zobowiązań oraz, że sytuacja ta ma charakter trwały – nie można tego problemu odkładać „na później”. Każdy miesiąc generuje dodatkowe koszty, deficyt w budżecie domowym rośnie. Dochodzą bowiem pozyskane na ratę „łatwe pieniądze” lub nowe pożyczki do spłaty, co w konsekwencji spowoduje, że kiedyś dojdziemy „do ściany”. I tacy klienci właśnie do mnie często trafiają, czasem także tacy – na których ściana ta już się zawaliła i są ścigani przez rzesze komorników. Zatem im szybciej zmierzymy  się z problemem braku płynności finansowej, tym mniejsze odniesiemy straty. Często też, przyszłych strat uda się uniknąć.

I tradycyjnie na koniec: sonda dla Czytelników. Zaglądam zawsze do komentarzy po każdej z części Poradnika, w ubiegłym tygodniu wywiązała się tamże ciekawa dyskusja. Przedstawiam najpierw komentarz „kredycika”:

~kredycik – 28.10 (15:18)

trochę to przypomina poradnik dla złodzieja, no bo jak rozumieć poradnik by nie oddawać długu, który się zaciągnęło. Nie słyszałem nigdy by kogoś zmuszano do wzięcia kredytu – ja wziąłem w złotówkach i płaciłem nawet w pewnym momencie 6,5%, ale franków nie chciałem, bo nie chciałem ryzyka. Rozumiem, że ktoś może ryzykować, jego decyzja ale konsekwencje też jego. Głupota i chciwość to cechy jakie doprowadziły te osoby do miejsca gdzie są a nie banki czy ktoś inny.

A oto jak na powyższy wpis „kredycika” odpowiedział „Zibi”:

~Zibi – 29.10  (07:25)

Nie rozumiesz istoty problemu. Do zakupu VW też nikt nie zmuszał, ale owszem zachęcał. I teraz VW zapłaci w USA 16 mld $ odszkodowań. Normalne, nie? Żadna inna branża, poza bankową nie ma tyle buty chamstwa i bezczelności co branża banksterska, żeby całą winę zwalać na klientów. Jakoś nie słyszałem prezesa VW i lobbystów motoryzacji żeby pyskowali w każdej stacji TV i gazetach „widziały gały co brały”.

Szanowny Czytelniku, a według Ciebie kto ma rację w powyższej dyskusji?

 

 Krzysztof OPPENHEIM

fot. absfreepic.com

Samotność frankowicza. Kredytobiorco – broń się „techniką Rambo”!

 Dzisiejszy odcinek Poradnika stanowi komentarz do zakończonej pełną porażką misji Prezydenta Dudy, w sprawie ulżenia losom frankowiczów.

Bo tak można ocenić finalne założenia ustawy spreadowej, która została niedawno przedstawiona w sejmie. W tej części Poradnika wskazuję także drogę frankowicza do odniesienia wygranej w tej bardzo nierównej walce.

Ponieważ temat toksycznych kredytów jest dość mocno już wyeksploatowany przez media, moja wypowiedź będzie w konwencji filmowej. Aby choć trochę  uatrakcyjnić kolejny przekaz na temat problemu frankowiczów.

W pierwszej części tytułu niniejszej odsłony Poradnika nawiązuję do doskonałego obrazu Toma Richardsona – „Samotność długodystansowca” (rok 1962). Jest to jeden z najwybitniejszych filmów z tzw. angielskiej nowej fali. Twórcy tego gatunku postawili sobie za cel ukazywanie realnego obrazu życia kraju, m.in. przez poruszanie tematów kontrowersyjnych.  Bohaterem filmu jest nastoletni Colin Smith, który nie pasuje do systemu. I nie ma zamiaru się do niego przystosować, widząc w otaczającym go świecie jedynie fałsz i zakłamanie, gdzie żadna z instytucji nie spełnia swojej wyznaczonej funkcji.  W swojej walce z systemem jest potwornie samotny. Wypisz wymaluj przypomina mi to sytuację frankowiczów, których losem niby tyle poważnych osób (i ważnych instytucji) się przejmuje i niby każdy próbuje im pomóc. A i tak na koniec zostają ze swoim problemem absolutnie sami. Colin Smith postawił się systemowi i w końcu wygrywa. Co prawda – także na swój sposób…

Temat frankowiczów, od pamiętnego „czarnego czwartku”, nie schodzi z pierwszych stron gazet, pomimo, że minęło już 19 miesięcy od dnia, kiedy świat runął im na głowę. Po drodze zawiodły wszystkie instytucje, a ostatni cios zadał im Prezydent Duda, który właśnie dzięki głosom frankowiczów piastuje ten tak ważny urząd. Bowiem w ubiegłorocznych wyborach to oni stanowili tzw. języczek uwagi.

Wszyscy ludzie prezydenta

… niestety zawiedli na całej linii. A konkretnie – dwie grupy eksperckie,  które w sumie blisko rok pracowały nad stosownym rozwiązaniem problemu toksycznych kredytów.

Jak już wydawało się, że finał jest blisko, lobby bankowe wkroczyło do akcji   i odesłano ekspertów PAD na swoje miejsce. Do narożnika – używając terminologii z pięściarstwa.  Powyższą sytuację dobrze obrazuje parafraza znanego cytatu z kultowego polskiego filmu:

Lobby rządzi, lobby radzi, lobby nigdy banków nie zdradzi!

Dziś znacząca grupa frankowiczów nie jest w stanie spłacać zobowiązania. Skoncentrujmy się na tych kredytobiorcach. Cofnijmy się zatem kilka lat wstecz, to jest do czasu, kiedy taka osoba ubiegała się o kredyt. Jeśli porównamy dzisiejszą pozycję społeczną takiego kredytobiorcy, z pozycją, jaką miał wtedy, widzę  tu odniesienie do innej postaci filmowej. I do innego, także bardzo znanego obrazu.

Ścigany

Przypomnijmy zatem: główny bohater tego serialu z 1963 roku (pamiętamy głównie remake z 1993 roku z Harrisonem Fordem w roli głównej) dr Richard Kimble  jest wybitnym lekarzem, osobą cieszącą się – w pełni zasłużenie – ogólnym szacunkiem.  Jego pozycja społeczna jednak znacząco spada, kiedy zostanie oskarżony (oczywiście niesłusznie) o zamordowanie swojej żony. Dr Kimble staje się wtedy osobą wyjętą spod prawa, przez ileś tam kolejnych odcinków ucieka przez tropiącym go –  jak wściekłego psa – Porucznikiem Gerardem. A jednocześnie dr Kimble chce za wszelką cenę udowodnić swoją niewinność.

W tak spektakularnym upadku pozycji społecznej bohatera widzę pełną analogię do losu frankowicza. W okresie przed wejściem w toksyczny produkt bankowy – przyszły kredytobiorca był  osobą otaczaną szacunkiem, wielbioną przez banki, często obsypywaną nie tylko wyrazami najwyższego uznania,  ale także – platynowymi kartami kredytowymi. Często miał status klienta VIP, co pozwalało m.in. załatwić swoją sprawę w okienku bez kolejki.

Jak bardzo postrzeganie klienta przez bank się zmienia, miał okazję przekonać się każdy kredytobiorca, zalegający ze spłatą zobowiązania. Do kontaktów z takim klientem, bank wyznacza pracowników działu windykacji, czyli ludzi podobnych do filmowego Porucznika Gerarda, na szczęście nie tak bystrych, ale podobnie zajadłych… Jak może taka osoba uprzykrzyć życie dłużnika? Wachlarz tych działań jest szeroki, m.in. jest to nękanie dłużnika  telefonami i smsami od świtu do nocy. Odwołam się w tym miejscu do innego kultowego filmu, przy czym troszkę zmieniłem tytuł tegoż:

Windykator zawsze dzwoni sto razy

Doktor Kimble musiał stale uciekać. Udało mu się ostatecznie odnieść pełne zwycięstwo – udowodnił swoją niewinność – czego i Tobie, frankowiczu życzę.  Ale jeśli chodzi o polecaną przeze mnie taktykę prowadzenia walki z Twoim prześladowcą, polecam strategię innego filmowego bohatera, który także na stałe zagościł w historii kinematografii.

Rambo – pierwsza krew

John Rambo to kolejny bohater anty-systemowy, który nie pasuje do otoczenia i nie ma zamiaru podporządkować się lokalnej władzy. Co bardzo nie podoba się przedstawicielom prawa. Oto krótka recenzja fabuły tego filmu, znaleziona na filmweb.pl:

„John Rambo, były komandos, weteran wojny w Wietnamie, naraża się policjantom z pewnego miasteczka. Ci nie wiedzą, jak groźnym przeciwnikiem jest ten włóczęga.”

Prawda, że brzmi zachęcająco? Otóż masz stosować w walce z bankiem „technikę Rambo”, zaraz wyjaśnię  co mam na myśli.  John Rambo, który przez szeryfa (i jego ludzi) owego miasteczka, szykanowany był mniej więcej tak, jak bank traktuje kredytobiorców zalegających ze spłatą (no może trochę przesadziłem, w filmie nie było aż tak źle!), po prostu sam wybiera pole walki. Konkretnie – ucieka do lasu, gdzie ma nad wrogiem niewyobrażalną przewagę, jako weteran wojny w Wietnamie.

Tu odwołam się do jednego z pierwszych odcinków Poradnika, gdzie wejście w otwartą wojnę dłużnika z bankiem porównałem do pojedynku pieszego z czołgiem. Jednak jeśli ów pieszy skryje się w lesie, przewaga wroga znacząco zostanie zniwelowana – pojazd opancerzony nie tak zwinnie pomyka między drzewami, jak jego niby bezbronny przeciwnik…

Jak pamiętamy z filmu – John Rambo wykańcza swoich przeciwników, raz po raz zastawiając na nich zasadzki. Po filmowej godzinie tej nierównej walki, w oczach ścigających go policjantów i żołnierzy widzimy jedynie blady strach: zaraz to ja będę następny…

Czy Rambo jest kobietą?

Czytelniku, pewnie czytając ostatni akapit, targają Tobą wątpliwości. Przecież żaden ze mnie Rambo, nigdy nie walczyłem z bankami, nie mam stosownej  wiedzy, ani żadnych umiejętności w tej materii. W szczególności, że w licznej grupie frankowiczów są też kobiety, które z natury nie są stworzone do twardej walki z bezwzględnym wrogiem.

Już wyjaśniam. „Wycofanie się do lasu” i zastawianie na bankowego oprawcę pułapek jest możliwe i w sumie nietrudne. Pod warunkiem, że zapewnisz sobie „w lesie” zawodowego przewodnika. Te pułapki już są zastawione na Twojego wroga i jest ich mnóstwo: to nasz niezwykle skomplikowany system prawny oraz treści wyprodukowanych przez banki umów kredytowych. Szczególnie tych indeksowanych, czy denominowanych.  Czyli po prostu czekamy na pozew, a sprawę oddajemy w ręce najlepszych ekspertów – prawników, którzy w tego typu sporach się od lat specjalizują. I bardzo rzadko przegrywają,

Tylko nie mów, że Cię nie stać na wynajęcie takiej kancelarii. Koszt pozwu to zwykle, wraz z kosztami sądowymi,  od 10 do 15 tys. zł. Te środki zgromadzisz przez odstąpienie od spłaty kolejnych rat kredytu. Rekordzista, który do mnie ostatnio trafił (na razie jeszcze kredyt obsługuje, ale myśli nad wejściem w spór z bankiem i podjęciem walki „techniką Rambo”) spłaca miesięcznie 23 tys. zł. Ponieważ sprawa w sądzie pewnie potrwa nie mniej  niż dwa lata – w tym czasie oszczędności po stronie klienta, w związku z odstąpieniem od spłaty kredytu, wyniosą ponad 550 tys. zł!

Stowarzyszenie Zbuntowanych Dłużników

Ale to nie wszystko, co zalecałbym frankowiczom. Otóż można wykorzystać struktury powstałych „grup oporu”, czy grup wzajemnego wsparcia osób, które wpadły w pułapkę toksycznego kredytu. Mam na myśli między innymi Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu, Pro Futuris oraz inne, mniej znane społeczne inicjatywy, w których działają frankowicze.  To właśnie dzięki wymienionym wyżej stowarzyszeniom, problem frankowiczów nie został do tej pory zamieciony przez władzę pod dywan. Niemniej jednak, skuteczność prowadzonych do tej pory działań – głównie marsze „oburzonych na banksterów”, uległa wyczerpaniu. Stąd konieczność innych działań, w tym stworzenia jednej, silnej grupy, wspólnie walczącej o swoje prawa.

Jakie dodatkowe metody walki można tu wykorzystać? Moim zdaniem podstawowym działaniem powinna być przede wszystkim edukacja frankowiczów, w zakresie różnych form samoobrony przeciwko bankowemu uciskowi. Czyli – takie „jawne komplety”, w ramach których dłużnik miałby okazję poznać różne sposoby walki z silniejszym wrogiem, a także posiąść wiedzę jakie konsekwencje będą efektem np. zaniechania spłaty kredytu.

Po części piszę o tym w kolejnych odcinkach Poradnika, jednakowoż jest to tylko wiedza fragmentaryczna, nie zaś dokładny instruktaż co można robić w danej sytuacji, jak się bronić przed windykatorem, komornikiem, jak i gdzie szukać środków na prowadzenie sprawy w sądzie, jakie są opcje prowadzenia takiego postępowania oraz jakimi działaniami można zwiększyć szansę na wygraną.

Wracając do przedstawionej ostatnio w sejmie ustawy spreadowej, absolutnie najgorszą rekomendacją dla tejże, jest fakt, że poparła ją Nowoczesna.

Wilk (czytaj: Frankowicz) z Wall Street

Z czego można wysnuć wniosek, że Pan Ryszard Petru nie do końca stoi po stronie frankowiczów? Przypomnijmy tu wypowiedź lidera Nowoczesnej z listopada 2014 roku, tj. zanim stał się wielkim patriotą i za śmieszne pieniądze (w opinii jednej z naszych europosłanek) podjął pracę ku chwale Ojczyzny.

– „Wziąłeś kredyt we frankach? Nie jesteś lepszy od wilków z Wall Street” – słowa te stanowią motto wywiadu Pana Petru dla Gazety Wyborczej z dnia 29 listopada 2014 roku.

Nie umiem odgadnąć, gdzie Pan Ryszard widzi podobieństwo naszego rodaka, który za namową m.in. takich „ekspertów”, jak bohater tego akapitu, dał się wpuścić w maliny nabywając trefny produkt, do hochsztaplera na wielką skalę – Jamesa Belforta. Wszak ten przestępca, a obecnie mega-celebryta, z pełną premedytacją doprowadził do ruiny dziesiątki tysięcy swoich klientów, poprzez wciskanie im nic nie wartych aktywów. Za pieniądze, które w wielu przypadkach stanowiły oszczędności ich całego życia.

Czy można nie uznać, że cytowana wypowiedź Pana Petru jednoznacznie wskazuje, że stoi on zawsze po „ciemnej stronie mocy”, tj. działa wyłącznie w interesie lobby bankowego? Przypomnijmy tylko, że jeszcze w czerwcu 2008 roku, obecny lider Nowoczesnej zachęcał potencjalnych kredytobiorców do zadłużenia się we frankach. Ale wtedy Pan Petru pełnił funkcję Głównego Ekonomisty Banku BPH, każda więc taka „porada ekspercka” musiała być korzystna przede wszystkim dla jego pracodawcy. Czy bankowca może interesować los klienta?

 

 Krzysztof OPPENHEIM

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...