e-Privacy i „ciasteczkowy” spór. Pliki cookies ułatwiają korzystanie z internetu, ale mogą być także zagrożeniem dla naszej prywatności. Dzięki nim witryny zapamiętują, jak z nich korzystaliśmy i dostosowują się  do naszych potrzeb. Jednocześnie uzyskują szczegóły naszego zachowania, które później mogą zostać wykorzystane w celach marketingowych. Jedno jest pewne, w sieci potrzebna jest większa transparentność. Zapewnić to miały wyskakujące komunikaty informujące o „ciasteczkach”. Niestety rzeczywistość jest inna, a wątpliwości interpretacyjne w zakresie obecnie obowiązujących przepisów niczego nie ułatwiają. Czy traktowanie naszych danych jako „opłaty” jest dozwolone i co w tym zakresie zmienia e-Privacy?

Cookies pod lupą prawa

Wyskakujące komunikaty o plikach cookie miały przede wszystkim zapewnić transparentność i być źródłem informacji dla użytkownika odwiedzającego stronę, m.in. w zakresie celu, w jakim są one wykorzystywane i danych, które za ich pomocą są zbierane. Użytkownik powinien także wyrazić zgodę na wykorzystanie plików cookie do innych celów niż te niezbędne do korzystania z danego serwisu. Często pozyskiwanie takiej zgody to fikcja.

e-Privacy i „ciasteczkowy” spór- laptop z niebieskim ekranem i napisem security
e-Privacy i „ciasteczkowy” spór

Często nie zdajemy sobie sprawy, że odwiedzając różne serwisy i korzystając z oferowanych przez nie usług uiszczamy pewnego rodzaju opłatę. Za te z pozoru darmowe usługi nie płacimy. Jednak w zamian za to zgadzamy się, aby dane o aktywności trafiały do reklamodawcom. W projekcie e-Privacy na jednym z etapów legislacyjnych pojawiła się regulacja dotycząca płacenia danymi (stosowania tzw. cookie walls) zakładająca, że teoretycznie takie praktyki byłyby dozwolone. Co jest niejako odpowiedzią zarówno na potrzeby biznesu, jak i samych użytkowników, którzy nierzadko są chętni do tego typu dzielenia się swoimi danymi.

Takie rozwiązanie spotkało się jednak z jednoznaczną krytyką ze strony Europejskiej Rady Ochrony Danych, która wskazała na niespójność z RODO. Zgodnie ze stanowiskiem EROD: „aby zapewnić dobrowolność zgody, jak wymaga tego RODO, dostęp do usług i funkcji nie może być uzależniony od zgody użytkownika na przetwarzanie danych osobowych lub informacji przetwarzanych przez urządzenia końcowe użytkownika bądź związanych z takimi urządzeniami, co oznacza, że należy wyraźnie zabronić stosowania cookie walls”.

e-Privacy a RODO

Co ciekawe, w rozporządzeniu może znaleźć zapis, który określa, że zgoda na ciasteczka nie jest potrzebna. Szczególnie kiedy działanie portalu jest finansowana wyłącznie lub w przeważającym stopniu z reklamy. Oznacza to, że jeżeli ustawa przejdzie w takiej formie to reklamodawcy będą mieć wolną rękę do śledzenia aktywności użytkowników bez ich zgody. Co zdecydowanie również nie jest zgodne z RODO.

Niestety projekt pozostawia wiele do życzenia. Przedsiębiorcy stoją na stanowisku, że szereg dokonanych w nim zmian w niekorzystny sposób wpłynąłby na obecną sytuację. Ponadto na rozwój i dalsze perspektywy podmiotów świadczących usługi na drogą elektroniczną. To, co jest istotne z punktu widzenia ochrony danych osobowych to przede wszystkim zapewnienie spójności pomiędzy e-Privacy a RODO. Niestety mimo długotrwałych prób ten stan dalej nie został osiągnięty. Tworzenie w e-Privacy nowych warunków i zasad przetwarzania danych zbieranych m.in. przy pomocy plików cookie, może doprowadzić do chaosu prawnego. Co za tym idzie – zamiast przyczyniać się do poprawy bezpieczeństwa usług cyfrowych i ochrony prywatności użytkowników urządzeń końcowych, spowodować efekt zupełnie odwrotny.

Co przyniesie przyszłość

Obecnie e-Privacy spędza sen z powiek cyfrowym gigantom jak np.: jak Google czy Facebook. Jednak nie tylko oni będą mieli problem z odnalezieniem się i zrozumieniem skomplikowanych reguł ochrony danych cyfrowych użytkowników z Unii Europejskiej. Rozporządzenie dotknie także setki mniejszych firm. Dotyczy to także tych podmiotów, które mają siedzibę poza UE, a świadczą usługi obywatelom krajów członkowskich.

Od 2017 roku w parlamencie europejskim trwa debata na temat przepisów UE dotyczących prywatności w łączności elektronicznej. Prawo zwane e-Privacy na obecnym etapie nadal ma mnóstwo luk prawnych, w tym także tych wynikających z RODO. Warto wiedzieć, że rozporządzenie ePrivacy ma zastąpić obecną dyrektywę 2002/58/WE o prywatności. Jej zadaniem jest dostosowanie aktualnych przepisów w zakresie ochrony prywatności i danych w komunikacji elektronicznej do postępu technicznego. Warto wiedzieć, że w wielu kwestiach będzie ono nie tylko zmieniać, ale i zaostrzać reguły RODO w zakresie cyfryzacji.

Dyskusja wokół ePrivacy wciąż trwa. Projekt ePrivacy od chwili powstania „przeżył” już pokaźną liczbę prezydencji Rady UE: maltańską, estońską, bułgarską, austriacką, rumuńską, fińską i chorwacką. Obecnie duże nadzieje są pokładane w kadencji niemieckiej. Nie jest przecież tajemnicą, że Niemcy przykładają olbrzymią wagę do ochrony danych osobowych, stąd są wobec nich oczekiwania, że „pchną” prace do przodu. Jednak póki nie ma ostatecznego kształtu rozporządzenia. Podczas prac nad którym niejednokrotnie dochodziło do znaczących zmian, stąd trudno przewidzieć, co koniec końców się w nim znajdzie.

Źródło: ODO24