niedziela, Luty 17, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "usługi finansowe"

usługi finansowe

Kiedy na świecie blockchain zbliża się do szczytu popularności, jak informuje Deloitte – powszechność tych rozwiązań w Europie Środkowo-Wschodniej wciąż jest niewielka. Ponad połowa liderów i menadżerów firm uważa, że zachwyt nad jego możliwościami jest przesadzony, a tylko jedna czwarta przyznaje, że poczyniła już w tym obszarze inwestycje.

Jednocześnie z badania firmy doradczej Deloitte „Breaking Blockchain open. Central and Eastern European perspective” wynika, że liderzy wierzą w długoterminowy sukces blockchain – aż 45 proc. z nich wyraża obawę, że jeśli nie wdroży technologii w swojej organizacji, w niedalekiej przyszłości straci przewagę konkurencyjną. Badanie Deloitte zostało przeprowadzone w dziesięciu krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w tym w Polsce. Respondentami byli głównie liderzy i menedżerowie z sektora usług finansowych, energii i zasobów oraz produktów konsumenckich i przemysłu wytwórczego.

Blockchain pod lupą liderów firm

Z analizy wynika, że kiedy Stany Zjednoczone i część Europy Zachodniej są już na etapie wdrażania praktycznych rozwiązań z wykorzystaniem blockchain, Europa Środkowo-Wschodnia ma wciąż niewielką i ogólną wiedzę na temat tej technologii, dopiero odkrywając jej potencjał.

– Firmy w regionie z dystansem podchodzą do wdrażania i korzystania z blockchain. Tylko nieco ponad 40 proc. ankietowanych uważa, że liderzy w ich organizacji mają na jej temat wystarczającą wiedzę. Jednocześnie jednak nasi respondenci wskazali, że decyzje dotyczące blockchain są w ich organizacjach podejmowane przez liderów biznesowych. Tylko 23 proc. badanych odpowiedziało, że woli, by o inwestycjach w blockchain decydowały działy IT. To dobra informacja, bo rzeczywista wartość blockchain ukryta jest w nowych modelach biznesowych, nowych produktach i usługach, które można zbudować w oparciu o łańcuch bloków, a nie w samej technologii rejestrowania i przechowywania danych. Liderzy biznesowi muszą rozumieć blockchain, inaczej wdrażanie tej technologii ma ograniczony sens – mówi Jakub Garszyński, Dyrektor w Dziale Konsultingu, Deloitte.

Zobacz też:

IBM: sztuczna inteligencja, chmury, komputery kwantowe, blockchain, czyli innowacje na think Warsaw 2018

Obawa przed nieznanym

Mimo, że ponad połowa respondentów uważa, że ​​dobra opinia o możliwościach blockchain jest przesadzona (na świecie to 39 proc.), badanie Deloitte pokazuje również, że większość liderów (76 proc.) jest przekonanych, że ta technologia zdobędzie popularność także w ich regionie. Prawie połowa z nich obawia się, że jej zlekceważenie może oznaczać dla firm utratę przewagi konkurencyjnej. To opinia przede wszystkim przedstawicieli sektora publicznego, ale podobne obawy wyraża prawie połowa respondentów z sektora usług finansowych. Tylko 8 proc. badanych liderów i menadżerów uważa, że blockchain nie będzie miał znaczenia dla ich firm, ale nieco ponad jedna czwarta odpowiedziała, że nie jest tego pewna, co potwierdza słabą znajomość tych rozwiązań i możliwości, które stwarzają.

Z drugiej strony mimo, że prawie dwie trzecie ankietowanych zgadza się z twierdzeniem, że technologia będzie odpowiednia dla ich organizacji, tylko 13 proc. określa ją jako jeden ze strategicznych priorytetów firmy. Jedynie liderzy firm z sektora TMT (technologia, media, telekomunikacja) uważają, że blockchain jest ważny dla przyspieszenia rozwoju ich działalności. Zaledwie 4 proc. ankietowanych uważa, że wprowadzenie blockchain nie może przynieść żadnej korzyści w porównaniu z istniejącymi technologiami. Pytani o zalety, najczęściej wymieniali nowe modele biznesowe i nowe źródła przychodów. Prawie 60 proc. respondentów uważa natomiast, że rozwiązania oparte na blockchain są bezpieczniejsze niż tradycyjne.

Przeczytaj również:

Rynek blockchain to większe odkrycie niż internet

Inwestycje tak, ale ostrożnie

Tylko jedna czwarta firm z Europy Środkowo-Wschodniej zainwestowała do tej pory w blockchain. Przeważnie były to organizacje z sektora usług finansowych oraz TMT. Trzy czwarte tych inwestycji nie przekroczyło 200 tys. euro, ale są respondenci, którzy w badaniu Deloitte przyznali, że zainwestowali nawet 2 mln euro. Trendy na 2019 rok są podobne do tych z lat ubiegłych. Około połowa respondentów nie planuje żadnych inwestycji w blockchain w tym roku. Prawie 30 proc. chce zainwestować co najmniej 100 tys. euro, a więksi gracze zapowiadają inwestycje wielkości 2 mln euro. Na rynku pojawią się też zupełnie nowi gracze zainteresowani tą innowacją, chcą jednak poznawać ją małymi krokami i zapowiadają, że w przyszłym roku nie zainwestują w blockchain więcej niż 100 tys. euro. W większości będą to inwestycje w kapitał ludzki.

Ciekawy jest rozdźwięk pomiędzy postrzeganą, a rzeczywistą adopcją blockchain w rozwiązaniach produkcyjnych. O blockchain bardzo dużo się mówi, może to budować przekonanie, że jesteśmy już blisko upowszechnienia tej technologii. Tymczasem znajdujemy się ciągle na wczesnym etapie – są konkretne zastosowania, rozwiązania i platformy, ale wydaje się, że pełny potencjał nie został jeszcze odkryty. Potrzebny jest czas do eksperymentowania z tą technologią. Obecnie w takie próby inwestują tzw. „early adopters”, czyli podmioty agresywnie szukające przewagi konkurencyjnej przez technologię lub też korporacje posiadające wyasygnowany budżet na innowacje i testowanie nowych rozwiązań. Poważne inwestycje reszty rynku zaczną się dopiero wtedy, kiedy ci pionierzy przetrą szlak. Wyraźnie widać, że w powszechnej opinii blockchain na stałe zagości w środowiskach IT przedsiębiorstw i podmiotów sektora publicznego. Będzie to jedna z technologii, a nie ta jedyna, która zastąpi obecne systemy – mówi Jakub Garszyński, Deloitte.

Największe zapotrzebowanie na pracowników z wiedzą na temat blockchain zapowiadają przedstawiciele sektora TMT oraz energii i zasobów, czyli tych branż, które są w największym stopniu zainteresowane inwestowaniem w rozwiązania oparte na tej technologii i najbardziej przygotowane do ich wprowadzenia, co pokazuje także globalne badanie Deloitte. Ankietowani przyznają, że największą barierą dla inwestycji jest fakt, że ich branże wciąż nie traktują tej przełomowej bazy danych jako biznesowego priorytetu. Tylko 1 proc. pytanych liderów uważa, że ​​nie ma żadnej bariery, aby inwestować w tę technologię.

Usługi finansowe mogą zyskać najwięcej

Sektor usług finansowych jest uznawany za branżę, która może najbardziej wykorzystać potencjał blockchain. Po wyjściu z kryzysu finansowego banki muszą stawić czoła wyzwaniom związanym z innowacjami, szybkim dostosowaniem się do potrzeb klientów oraz zagrożeniami i możliwościami, jakie oferuje branża FinTech. Choć w tym kontekście blockchain zdaje się być pomocny, tylko jedna trzecia uczestników badania pracujących w finansach uważa, że nowa technologia będzie miała znaczenie dla ich branży, ale nie należy do strategicznych priorytetów.

W przyszłości najważniejszymi zaletami nowej technologii dla tego sektora będzie wzrost efektywności kosztowej i operacyjnej, co już obserwujemy, a także nowe modele biznesowe oparte na większym bezpieczeństwie, przejrzystości oraz decentralizacji. Jedna czwarta respondentów ma w planach zastosowanie blockchain. Tyle samo już zainwestowało w tę technologię, ale tylko 10 proc. zamierza to zrobić również w następnym roku. Największe bariery we wdrażaniu innowacji to zdaniem przedstawicieli branży finansowej brak regulacji i priorytetów biznesowych. – Blockchain przechodzi z fazy opracowywania koncepcji do wdrażania praktycznych rozwiązań biznesowych. To tylko jedna z technologii do rozważenia w szerszym kontekście strategii cyfrowej, uwzględniającej perspektywy obszarów biznesowych i technologicznych, które kształtują przyszły łańcuch wartości. Sukces wykorzystania blockchain zależy od wielu czynników, między innymi takich jak: zakres i koszt integracji, model zarządczy, cyberbezpieczeństwo czy bariery regulacyjne  – mówi Szymon Rybarkiewicz, Manager w zespole Strategii, Deloitte.

Uregulowanie kwestii prawnych związanych z blockchain to jedno z kluczowych wyzwań, które może wesprzeć wdrażanie tej technologii. – Na regulacje prawne przyjdzie nam jeszcze poczekać – zauważa Jakub Łabuz, Manager w Deloitte Legal. Prace polskiego ustawodawcy nad uregulowaniem aspektów prawnych związanych z blockchain są na bardzo wstępnym etapie. W Sejmie obecnej kadencji działa zespół parlamentarny ds. technologii blockchain i kryptowalut, jak wynika jednak z tematyki jego kolejnych posiedzeń, zainteresowanie legislatywy skupia się przede wszystkim na kwestii kryptowalut. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie w tym obszarze będziemy mieli do czynienia z pierwszymi regulacjami ze strony państwa – dodaje ekspert Deloitte.

Nie zmienia to faktu, że branża usług finansowych stoi przed koniecznością wprowadzenia krytycznych zmian. Wygrają ci, którzy zrozumieją wyzwania jakie niesie blockchain, ale też docenią jego możliwości.

Pełny raport dostępny jest tutaj. Źródło: Deloitte

Jak informuje „Puls Biznesu” powołujący się na badania A.T. Kearney i Arvato, sektor finansowy wydaje na automatyzację procesów najwięcej na świecie, a same inwestycje zwracają się w mniej niż 12 miesięcy. W ciągu dekady robotyzacja może zmniejszyć zatrudnienie w branży o 48-53 proc.

Nie dziwi nikogo fakt, że rozwój sztucznej inteligencji i postęp robotyzacji ma wiele zalet. Korzystają z nich przedsiębiorstwa, które decydują się na wykorzystanie nowej technologii do ograniczenia kosztów i zwiększenia wydajności pracy.

Gazeta informuje, że w 2016 r. 40 proc. wydatków na automatyzację procesów (RPA – robotic process automation) na świecie poniosły sektory usług finansowych i zdrowia. Według opisanego przez „PB” badania A.T. Kearney i Arvato, w usługach finansowych procesy RPA w ciągu pięciu lat mogą spowodować spadek zatrudnienia o 28-41 proc., a w ciągu dekady o 48-53 proc. Nie ma się czemu dziwić, roboty wykonują czynności 20 razy szybciej niż ludzie, nie popełniają błędów i pozwalają zredukować liczbę pomyłek przy zadaniach wykonywanych przez człowieka o 10 proc. – Inwestycja w automatyzację procesów zwraca się w ciągu roku, a w trzy lata przynosi 100-300 proc. – informuje „Puls Biznesu”.

Branża ma jednak wątpliwości – upiera się przy tym że takiej redukcji raczej nie doświadczymy: – Automatyzacja wyeliminuje proste i powtarzalne zadania. Jednak, jak wynika z badań ABSL, tylko niespełna 8 proc. inwestorów sektora nowoczesnych usług biznesowych rozważa redukcję zatrudnienia. Zdecydowana większość deklaruje wykorzystanie uwolnionych zasobów do nowych, bardziej zaawansowanych zadań, które nie zostały jeszcze przeniesione do centrów usług – mówi Wojciech Popławski, dyrektor zarządzający Accenture Operations i wiceprezes ds. rozwoju i promocji w branżowym Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL).

 24 listopada 2017 –  Bank Przyjazny dla Przedsiębiorców jest organizowany przez Fundację „Instytut Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym”, działającą przy Krajowej Izbie Gospodarczej.

W konkursie mogą wziąć udział wszystkie banki, które świadczą usługi z zakresu obsługi finansowej małych i średnich przedsiębiorstw.

Główne cele konkursu:

  • wspieranie budowy wysokiej kultury współpracy pomiędzy instytucjami finansowymi a przedsiębiorcami,
  • tworzenie klimatu wzajemnego zaufania,
  • popularyzowanie innowacji wprowadzanych w instytucjach finansowych, zmierzających do lepszego zaspokojenia potrzeb finansowych małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP) oraz uzyskanie synergicznego efektu rozwojowego banków, jak i sektora MŚP w Polsce,
  • wyróżnienie tych instytucji finansowych, które dokonały poważnego wysiłku w celu poszerzenia dostępności swoich usług dla małych i średnich przedsiębiorstw.

 

Zapraszamy do udziału w wydarzeniu.

www.bankprzyjazny.pl

W I półroczu br. mieliśmy do czynienia z prawdziwym boomem eksportu na Ukrainę – donosi instytucja płatnicza AKCENTA. Według danych GUS w tym okresie wartość polskiego wywozu do tego kraju wyniosła 8 877 mln zł i wzrosła aż o prawie 41 proc. r/r. Polscy eksporterzy w końcu odrobili straty na kierunku ukraińskim – wypracowując w I półroczu 2017 r. blisko półmiliardową nadwyżkę w stosunku do analogicznego okresu w 2013 r., jeszcze przed kryzysem na Wschodzie.

Pełny powrót na ukraiński rynek zajął polskiemu eksportowi blisko 4 lata. W najtrudniejszym 2014 r. wartość sprzedaży towarów na tym kierunku spadła aż o 27,1 proc. Starty odnotowano także w roku kolejnym, jednak już znacznie mniejsze (-5,3 proc.). Polski eksport wrócił na ścieżkę wzrostu dopiero w 2016 r. (+21 proc. r/r). Jednak nadal daleko mu było do stanu z 2013 r., sprzed kryzysu na Wschodzie. Dopiero wyraźny skok wartości odnotowany w pierwszej połowie 2017 r. może być zapowiedzią odbudowania polskiego eksportu na Ukrainę. Jak podkreśla Radosław Jarema z instytucji płatniczej AKCENTA, która specjalizuje się w obsłudze i zabezpieczaniu transakcji eksporterów i importerów, dopiero od tego momentu możemy mówić o realnych wzrostach eksportu na tym kierunku. – Pamiętajmy, że wcześniejsze porównania sprzedaży zagranicznej kierowanej na ukraiński rynek odnosiły się do obniżonej bazy. Eksporterzy pracowali więc na konto odrabiania strat. W tym roku jest inaczej. Wreszcie wartość eksportu jest wyższa niż ta sprzed kryzysu – wskazuje dyrektor polskiego oddziału AKCENTY. W pierwszym półroczu 2013 r. wartość wywozu na ukraiński rynek wynosiła 8 305 mln zł, w tym samym okresie w 2017 r. wynosi już 8 877 mln zł, czyli o 572,1 mln zł więcej.

Dobry grunt dla handlu

Szybki przyrost wartości polskiego eksportu na Ukrainę może być efektem kilku czynników. Ekspert AKCENTY wskazuje w tym kontekście przede wszystkim na umowę o pogłębionej i całościowej strefie wolnego handlu między Unią Europejską a Ukrainą (DCFTA), która zniosła wiele barier we wzajemnej wymianie handlowej. – Umowa DCFTA funkcjonuje na zasadach tymczasowych już od 2016 roku, ale dopiero od 1 września br. weszła już w pełni w życie. Możemy się zatem spodziewać, że jej efekty będą coraz bardziej widoczne – mówi Radosław Jarema i dodaje, że choć polski biznes obawiał się konkurencji ze strony ukraińskich firm i napływu towarów zza wschodniej granicy, to obecnie możemy mówić o odwrotnej sytuacji. Polski eksport na Ukrainę wzrósł w pierwszej połowie 2017 r. znacznie mocniej, bo aż o 40,9 proc. r/r, niż import towarów z tego kraju na polski rynek. Wartość wwozu wyniosła bowiem blisko 4 496 mln zł i urosła „jedynie” o 26 proc. r/r. W stosunku do analogicznego okresu w 2016 r. saldo wymiany handlowej pomiędzy naszymi krajami wzrosło aż o ponad 60 proc., z 2 731 mln zł do 4 381 mln zł po sześciu miesiącach w roku obecnym.

Jak zaznacza Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service, nie bez znaczenia dla polsko-ukraińskiej wymiany handlowej pozostaje kwestia większej obecności Ukraińców w Polsce – Już od jakiegoś czasu mamy do czynienia z masową imigracją zarobkową pracowników z Ukrainy do Polski. Z naszych prognoz wynika, że w tym roku zostanie wydanych dwa razy więcej oświadczeń o zamiarze powierzenia im pracy, niż rok wcześniej. Popularność zatrudniania Ukraińców nie jest przypadkowa. Są nam bliscy kulturowo i językowo, co przemawia też na korzyść prowadzenia tam działalności biznesowej. Tylko kwestią czasu jest wzrost liczby polskich inwestycji na Ukrainie. Jest to jednak uzależnione od stabilności gospodarczo-politycznej w tym państwie – mówi Krzysztof Inglot z Personnel Service.

Nie tylko eksporterzy widzą nowe możliwości

Eksperci AKCENTY i Personnel Service spodziewają się rosnącego zainteresowania rynkiem ukraińskim wśród polskich firm. Ich zdaniem wzrośnie tym samym popyt na wszelkie usługi biznesowe pośredniczące między oboma krajami. – Większe obroty handlowe między Polską a Ukrainą oznaczają wzrost zapotrzebowania chociażby na usługi finansowe, obsługę transakcji, umów czy wymiany walut – zaznacza Radosław Jarema z AKCENTY. Krzysztof Inglot z Personnel Service dodaje, że w najbliższym czasie wzrośnie zainteresowanie firm prowadzących działalność eksportową pracownikami z Ukrainy. Ich doświadczenie i wiedza będą dla wielu nieocenione, podobnie jak łatwość w kontaktach z kontrahentami.

 

Źródło: Personnel Service

W 2013 roku chiński prezydent Xi Jinping zapowiedział utworzenie Nowego Jedwabnego Szlaku, łączącego Chiny z europejskimi wybrzeżami Atlantyku. Wrota do Europy Zachodniej mają znajdować się w Polsce. Polska ma być jednym z kluczowych węzłów Nowego Jedwabnego Szlaku. To szansa dla  przedsiębiorstw, nie tylko tych największych. Tym bardziej, że jeszcze we wrześniu zostanie uruchomiony korytarz, umożliwiający im dokonywanie szybkich, bezpiecznych przelewów z Krajem Środka.

Chińskie produkty już nie tylko na Allegro

Gigantyczne, międzynarodowe przedsięwzięcie, o łącznym budżecie setek miliardów dolarów. Chiny stają się coraz bardziej dostępne, już nie tylko dla dużych koncernów, ale także dla drobnych przedsiębiorców. Do tej pory, ci najmniejsi skupiali się głównie na sprowadzaniu pochodzącego z Azji towaru, który następnie sprzedawali chociażby na Allegro. Coraz większa liczba polskich przedsiębiorców znajduje dostawców towarów i półproduktów.

Niewątpliwie, Chiny odciskają swoje piętno w biznesowym krajobrazie Europy. Już teraz produkty produkowane w tym kraju stanowią największe źródło importowanych dóbr dla Unii Europejskiej. Są ważne także dla Polski: zajmują drugie, po Niemczech, miejsce na liście źródeł importu (24 mld dolarów w 2016) – niestety – pierwsze pod względem deficytu w handlu zagranicznym. Nowy Jedwabny Szlak może jednak już wkrótce zrównoważyć te proporcje. Z pewnością nie stanie się to jednak z dnia na dzień.

Będzie taniej

Konkurencyjność wiąże się z jak najbardziej bezpośrednim sposobem dotarcia na nowy rynek. Aby zwiększyć konkurencyjność cenową swojej oferty należy omijać pośredników  – dotyczy to także przelewów międzynarodowych.

Zacieśnianie biznesowych relacji i wzrost liczby transakcji niesie ze sobą konieczność ich bezproblemowej obsługi. Zwiększenie się wolumenu transakcji finansowych pomiędzy polskimi i chińskimi przedsiębiorcami to wyzwanie, dlatego tak ważne jest wsparcie oraz wprowadzenie różnego rodzaju ułatwień. To się już dzieje. Kolejny krok w tym kierunku, pod koniec września, wykona TransferGo. Firma zajmuje się dostarczaniem rozwiązań technologicznych wspierającym usługi finansowe w 45 krajach na świecie. Dla przedsiębiorców wykonujących zagraniczne operacje oznacza to spore oszczędności

Chiny to kolejny kraj w którym uruchamiamy usługę szybkich i bezpiecznych przelewów transgranicznych. Dla przedsiębiorców oznacza to duże oszczędności, bowiem w przypadku firm zajmujących się eksportem i importem towarów, koszt przewalutowania transakcji może znacząco wpłynąć na rentowność przedsięwzięcia. Nasza propozycja to koszty zdecydowanie niższe niż usługi świadczone za pośrednictwem banków. Ponadto, cały koszt operacji znany jest na samym początku – nie ma ukrytych kosztów – Magdalena Gołębiewska, country manager TransferGo

Rosnąca wymiana handlowa to pole do zagospodarowania dla firm i instytucji oferujących usługi finansowe, chociażby te najbardziej podstawowe – przelewy międzynarodowe. TransferGo ostatnio pojawił się w Indiach – ogromnym rynku rozwijającym się w tempie ponad 7% rocznie. Teraz przyszedł czas na Chiny. Z możliwości dokonywania tanich połączeń, przedsiębiorcy, prowadzący interesy w Państwie Środka będą mogli skorzystać pod koniec września.

Źródło: transfergo

Początek grudnia 2016 r. przyniósł branży pożyczkowej w Polsce zupełnie niespodziewany projekt ustawy, układający na nowo reguły jej funkcjonowania. Efekt zaskoczenia dodatkowo wzmocnił fakt, że inicjatorem wspomnianych zmian jest Ministerstwo Sprawiedliwości, kierowane przez Zbigniewa Ziobrę. Wyraźna nadaktywność i niezwykła dynamika legislacyjna w tej materii jest zauważalna już od 2015 r. Partia rządząca od wygranych jesienią 2015 r. wyborów zapowiadała zdecydowane i głębokie zmiany prawne, mające na celu ochronę konsumenta tego segmentu usług finansowych kosztem skrępowania swobody gospodarczej podmiotów działających na tym rynku. Na owe zmiany nie trzeba było długo czekać, już w marcu 2016 r. gruntownie przemodelowano reżim prawny regulujący działalność branży pożyczkowej. Z najistotniejszych zmian należy odnotować ustanowienie limitów maksymalnych kosztów pozaodsetkowych kredytu konsumenckiego oraz ograniczenie swobody manewru w przedłużeniu spłaty zadłużenia. Były to zmiany rewolucyjne i wymusiły szybkie dostosowanie się przedsiębiorstw pożyczkowych do nowych okoliczności. Zanim przeprowadzono głębszą analizę prawną skutków wprowadzonych zmian, w Rządowym Centrum Legislacyjnym przygotowano kolejny już projekt nowelizacji. Zaskoczenie było tym większe, że prace nad nowym projektem tzw. ustawy antylichwiarskiej nie były poprzedzone żadnymi konsultacjami społecznymi czy „sondującymi” sytuację zapowiedziami ze strony rządu.

Obecna, wciąż niewyjaśniona sytuacja legislacyjna jest powodem do niepokoju nie tylko dla biznesmenów z branży pożyczkowej, ale także dla zatrudnionych przez nich pracowników (firmy pożyczkowe zatrudniają łącznie ponad 20 tys. osób, oprócz tego około 10 tys. osób kooperuje z tym podmiotami na zasadzie sieci agencyjno-brokerskiej). Dodatkowy front osób zaangażowanych w sprawę stanowią inwestorzy indywidualni, w tym właściciele obligacji firm pożyczkowych. Finalnie zmiana przepisów nie wróży również nic dobrego dla tego segmentu konsumentów, do którego skierowane są wspomniane usługi finansowe, może im więc grozić zupełne odcięcie od legalnego źródła finansowania swoich potrzeb. Rynek klientów branży pożyczkowej liczy w przybliżeniu około 1,5 miliona osób. Ostatecznie wykluczenie tej branży oznaczałoby dla budżetu państwa realną utratę około 1 mld zł z tytułu płaconych podatków.

Opublikowany 8. grudnia projekt tej tzw. ustawy antylichwiarskiej ma na celu wielopłaszczyznowe uregulowanie otoczenia prawnego dla działalności pożyczkowej w Polce, zarówno na gruncie prawa karanego, jak i cywilnoprawnego. Zmiany mają być widoczne w Kodeksie Cywilnym, Kodeksie Karnym, w prawie bankowym oraz ustawie o kredycie konsumenckim. Rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości twierdzi, że w Polsce istnieje zjawisko lichwy polegającego na tym, że pożyczkodawcy wykorzystają trudną sytuację poszczególnej jednostki, np. żądając nieproporcjonalnych zabezpieczeń w formie nieruchomości dla stosunkowo niskiej pożyczki. Według ministerstwa przepisy dotyczące lichwy są w kodeksie karnym niewystarczająco precyzyjne, co w praktyce skutkuje trudnościami procesowymi dla prokuratury. Ministerstwo Sprawiedliwości motywuje swoje działania legislacyjne przykładami płynącymi z Europy. Przywołując przykłady karnej penalizacji „zjawiska lichwy” na jakie zdecydowały się np. Niemcy, Austria, Finlandia, Dania, czy nasi południowi sąsiedzi-  Rumunia i Słowacja.

Przykładem płynącym z zagranicy, obrazującym gruntowne przemodelowanie i uregulowanie działań firm pożyczkowych, jest właśnie Słowacja. Tam działalność pożyczkową może prowadzić tylko podmiot, który jest zewidencjonowany przez Narodowy Bank Słowacji i posiada nadaną przez niego licencję. Każda umowa pożyczki zawarta z podmiotem nielicencjonowanym posiada skuteczną sankcję nieważności, co wiąże się z brakiem prawnej możliwości dochodzenia swojego roszczenia. Oferty pożyczek konsumenckich oferowane przez poszczególne firmy muszą być ewidencjonowane i udostępnione do wglądu potencjalnego klienta. Dodatkowo, aby wzmocnić element kontrolny i dowodowy, pożyczki nie mogą być klientowi udzielane w gotówce. Część tych restrykcyjnych zmian słowackiego rynku pożyczkowego ma już odzwierciedlenie w polskim stanie prawnym, jak chociażby enumeratywnie wymienione formy prawne w ramach których może działać firma pożyczkowa, ograniczające ją do dwóch wariantów: spółki akcyjnej lub spółki z o.o. oraz wymóg posiadania na terenie Polski kapitału zakładowego, nie mniejszego niż 200 tys. złotych. Praktycznym efektem tych zmian na Słowacji jest ograniczenie liczby firm pożyczkowych w tym kraju z pierwotnych ok. 250 podmiotów do mniej więcej 30, spełniających wymogi licencyjne Narodowego Banku Słowacji. Przepisy są jednak tak restrykcyjne, że nawet podmioty zweryfikowane przez NBS naruszały nowe prawo. Wymownym symbolem drastycznego ograniczenia swobody działalności gospodarczej jest decyzja firmy Provident o całkowitym wyjściu z rynku naszego sąsiada. Czy podobne zdarzenia mogą mieć miejsce w Polsce? Jeżeli tak, to byłoby to znaczące przemodelowanie sektora pożyczek pozabankowych w Polsce gdyż Provident jest największym graczem na tym rynku –  portfel ich klientów należy liczyć w kilkuset tysiącach. Dla grupy finansowej International Personal Finance, Polska jest największym i kluczowym rynkiem. I to jest paradoksalnie element argumentacji polskiego rządu, który chce uchronić nasze relatywnie słabe ekonomicznie społeczeństwo „przed nadmierną eksploatacją ekonomiczną ze strony zagranicznego kapitału”.

W otoczeniu firm pożyczkowych nie ma wyraźnego sprzeciwu wobec bardziej surowej penalizacji nieuczciwych praktyk stosowanych przez odosobnione na rynku podmioty (sankcja karna dla przedsiębiorcy nieprzestrzegającego założonych limitów zakłada karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do nawet pięciu lat). Branża pożyczkowa obawia się jednak „śmiertelnego” niebezpieczeństwa ze strony narzuconych odgórnie limitów kosztów pozaodsetkowych, co w znacznym stopniu paraliżuje rentowność tej gałęzi działalności gospodarczej i stawia pod wielkim znakiem zapytania jej ekonomiczny sens. Najważniejsze proponowane przez Rząd parametry maksymalnych kosztów pożyczek zakładają, że nie mogą one przekroczyć 75 proc. jej całkowitej wartości. Jednocześnie koszty pozaodsetkowe według projektu nie mogą być wyższe niż 10 proc. jej wartości w pierwszym roku i 10 proc. w każdym kolejnym. Powyższe założenia nie uwzględniają kwoty na jaką jest udzielana pożyczka, okresu jej trwania, kosztu jednostkowego ani nieodzownej statystycznej szkodowości w portfelu pożyczek. Ręczne ustalenie limitów, w oderwaniu od realiów rynku, najprawdopodobniej będzie skutkowało problemem w osiągnięciu progu rentowności, czyli ekonomicznego sensu dla legalnej działalności pożyczkowej w Polsce. Efekt szoku i zamieszania zwiększył przewidywany stosunkowo krótki, bo ledwie dwutygodniowy okres vacatio legis. Dla porównania, wcześniejsza regulacja przewidywała 6-miesięczny okres przeznaczony na oswojenie się z nowym stanem prawnym. Ministerstwo Sprawiedliwości przywoływało jednak w swoich wypowiedziach przykłady z Francji, gdzie występuje kilkanaście różnych stóp odsetek maksymalnych w zależności od rodzaju pożyczki, a limity wahają się według wypowiedzi ministra od 20 do 30 proc.

Podsumowując, wyraźne wyhamowanie tempa prac Ministerstwa Sprawiedliwości nad tą kwestią jest, miejmy nadzieję, symptomem pewnej refleksji nad zbyt pochopnymi zmianami. Oby dalsze prace miały na względzie interesy wszystkich stron zaangażowanych w rynek pożyczkowy, w tym jego inwestorów i pracowników.

 

Autor: Paweł Koczorowski ekspert Dom Maklerski Michael Ström,

Początek roku to niekiedy nowa strategia rozwoju firmy, z którą wiążą się nowe inwestycje. Te z kolei generują, często nie małe, dodatkowe nakłady kosztów. Czasami trudno je sfinansować z firmowej kieszeni, dlatego przedsiębiorcy sięgają po produkty instytucji finansowych. Z kim najlepiej podjąć decyzję o kredycie firmowym? Z doradcą finansowym czy może bankiem?

Jak podaje Związek Banków Polskich, blisko połowa średnich firm i ponad jedna trzecia małych i mikro przedsiębiorstw korzysta z kredytów bankowych. Na koniec marca ubiegłego roku banki w Polsce udzieliły przedsiębiorstwom łącznie 334 mld zł kredytów. Jak odnaleźć się w gąszczu ofert, propozycji i okazji banków i wybrać tą najkorzystniejszą?

Bank – czy jest na to czas?

Bez względu na to, na jaką formę pomocy od banku zdecyduje się firma, już na starcie musi odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie – czy przy podjęciu decyzji skorzystać z pomocy banku czy niezależnego doradcy finansowego? Zanim klamka zapadnie, warto przyjrzeć się bliżej obu rozwiązaniom.

Dostęp do placówki bankowej jest stosunkowo łatwy, ponieważ dysponują one wieloma placówkami. Czasami od ręki można otrzymać odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące interesujących produktów finansowych. Wychodząc z oddziału może się wydawać, że wiemy już wiele i do tego zaoszczędziliśmy czas. Może to być jednak złudne odczucie, bo podobną propozycję ma dla bank X, bank Y, a pewnie i Z. Gdy okazuje się, że w każdym trzeba spędzić wspomniane pół godziny, to suma ta się zwielokrotnia, a poczucie oszczędności czasu znika. Wizyta w każdej kolejnej placówce to również kolejna porcja fachowej nomenklatury. Spread, wibor, libor czy ubezpieczenie pomostowe? Bez wiedzy na temat finansów, łatwiej o przypadkową decyzję.

Doradca nie tylko doradzi

W analizie wielu ofert banków może być pomocny niezależny doradca finansowy. Wg Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów już 17 proc. Polaków czerpie wiedzę na temat produktów finansowych właśnie od doradców.  Doradca może przedstawić oferty kilkunastu banków, porównać je, wskazać na wady i zalety danego rozwiązania względem innego.

Doradca finansowy skupia wiedzę o różnych produktach w różnych bankach, a jednocześnie każdego klienta traktuje w sposób indywidualny – podkreśla Leszek Greń, Prezes Zarządu firmy FinUp, zajmującej się sprzedażą usług finansowych. – To doradca powinien dopasować ofertę do klienta, a nie klient dopasować się do oferty. Spokojna, rzeczowa rozmowa, bez używania obcych dla odbiorcy wyrażeń, poświęcony czas na analizę jego sytuacji i przede wszystkim dobry kontakt z klientem. To rzeczy, które dają doradcom oraz częściej przewagę na rynku – dodaje.

Ostateczna decyzja, czy podjąć współpracę z bankiem, czy też z doradcą, wymaga zastanowienia, jednak czynnik czas przemawia zdecydowanie na korzyść tej drugiej.

Pamiętajmy, że mówimy o właścicielach firm, osobach które nie zawsze mają czas na wizyty w wielu bankach, a tym samym zdobycia wiedzy, która oferta jest aktualnie najlepsza. Przeświadczenie, że ich opieka to większe koszty to mit, bo skala oszczędności wynikająca z właściwego wyboru usług finansowych niekiedy kilkakrotnie to rekompensuje – podsumowuje Ryszard Korzonek, Prezes Zarząd Fintegra,  integratora finansowego, współpracującego z największymi bankami oraz pośrednikami finansowymi.

Źródło: FinUp Sp. z o.o.

Eksperci

Dolar najdroższy od prawie dwóch lat

Ponad 3,84 zł trzeba było płacić we wtorek za dolara. To najwyższy poziom od maja 2017 r., czyli od ...

Niższe opłaty z tytułu uwłaszczenia, czyli o kolejnych zmianach w prawie

Z dniem 1 stycznia 2019 roku dotychczasowi użytkownicy wieczyści gruntów wykorzystywanych na cele mi...

Premier May zmienia strategię. Co z brexitem i funtem?

Po odrzuceniu przez brytyjski parlament planu Brexitu Izba Gmin przejmuje większą inicjatywę w przyg...

Wydobycie bitcoinów opłacalne tylko w Chinach?

Cena bitcoina spadła poniżej średniego kosztu jego wydobycia, co sprawia, że część kopiących kryptow...

Cyberatak na niemieckich polityków: profesjonalni przestępcy czy obce służby?

Na podstawie informacji dostępnych w Internecie można stwierdzić, że przynajmniej od 5 grudnia były ...

AKTUALNOŚCI

Promujmy i wzmacniajmy dialog społeczny na poziomie europejskim – przyjęcie European Social Dial

6 lutego odbyła się konferencja zorganizowana przez partnerów społecznych: ETUC, CEEP, SMEUnited ora...

Prognozy na 2019 – więcej upadłości i restrukturyzacji polskich firm

Liczba upadłości i restrukturyzacji przedsiębiorstw w Polsce nadal znajduje się w trendzie wzrostowy...

Świetne prognozy MFW. Polski dług ostro w dół

Najnowsze dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego wskazują, że polskie zadłużenie w relacji do PKB...

05 lutego – Dzień Bezpiecznego Internetu

Z okazji Dnia Bezpiecznego Internetu, który w tym roku obchodzimy 5 lutego przedstawiamy podsumowani...

Kredyt na innowacje technologiczne – to już ostatni dzwonek na składanie wniosków o dotację

  Mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa, chcące zainwestować w rozwój technologiczny mają moż...