wtorek, Sierpień 21, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "Theresa May"

Theresa May

Brytyjski rząd rozpatruje nowe przepisy dotyczące praw pracowniczych. Zatrudnieni będą mieli prawo do dłuższych wakacji i wyższej wypłaty na czas choroby.

Rząd zapowiada ponadto, że reforma obejmie także osoby na kontraktach zerowych. Ten ruch powinien dać do myślenia pracodawcom, żeby zapewnili tym pracownikom bardziej stabilną umowę.

LPC (Low Pay Commission) rozważy podwyższenie stawek płacy minimalnej dla osób zatrudnionych na kontraktach zerowych. Wzrośnie też płaca za okres chorobowy i wakacyjny. Prawo pozwalające niektórym agencjom na wypłatę niższych stawek, ma zostać uchylone. Wzrosną kary dla pracodawców.

Premier Theresa May tak skomentowała projektowane zmiany: – Widzimy, że rynek pracy się zmienia, i musimy zapewnić właściwe struktury do tego, aby odpowiadać na te zmiany i dać światu wyraźną informację, że Wielka Brytania jest jednym z najlepszych miejsc do pracy.

Brytyjska centrala związkowa TUC (Trades Union Congress) stwierdziła, że rząd „poczynił duży krok, jednak potrzebny jest gigantyczny krok” w sprawie praw pracowniczych.

 

 

Żródło: opzz.org.pl

Gdy 18 kwietnia brytyjska premier Theresa May ogłosiła przedterminowe wybory, funt wzmocnił się o ok. 2 proc. Wtedy było praktycznie przesądzone, że torysi zauważalnie powiększą kruchą przewagę w Izbie Gmin. Jednak po sześciu tygodniach kampanii praktycznie każdy scenariusz jest możliwy, łącznie z „zawieszonym parlamentem”, który spowodowałby, że funt może kosztować nawet 4,60 zł – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Z punktu widzenia partii konserwatywnej, ogłoszenie przedterminowych wyborów ponad 6 tygodni temu wydawało się bardzo dobrym pomysłem. Zdecydowana większość sondaży dawała ugrupowaniu premier Theresy May przewagę nad laburzystami w granicach 20 pkt proc. Przekładało się to na około 400-450 z 650 miejsc w brytyjskiej Izbie Gmin. To oznaczało również, że obecna większość parlamentarna na poziomie 17 posłów mogła urosnąć do ok. 100.

Obsadzenie przez torysów 2/3 miejsc w Izbie Gmin dawałoby nie tylko komfort rządzenia do 2022 r., ale również sugerowało silny mandat do negocjacji warunków Brexitu z Brukselą. Dodatkowo wyraźna większość parlamentarna zmniejszała ryzyko, że część bardziej radykalnych przedstawicieli konserwatystów może forsować „twardy Brexit”. Przy przewadze na poziomie ok. 100 parlamentarzystów ten negatywny scenariusz był mniej prawdopodobny. W rezultacie 18 kwietnia funt zyskał w stosunku do walut krajów wchodzących w skład brytyjskiej wymiany handlowej ok. 2 proc. wartości.

Topniejąca przewaga torysów

Jeszcze miesiąc po ogłoszeniu przedterminowych wyborów przewaga ugrupowania premier May była nadal wysoka. Wszystko zaczęło się zmieniać po publikacji manifestu konserwatystów. Zasugerowano w nim zmniejszenie świadczeń pomocy społecznej dla osób starszych z majątkiem powyżej 100 tys. funtów. I choć dość szybko z tego pomysłu się wycofano, to jednak dyskusja o zabraniu przywilejów dla osób w wieku poprodukcyjnym stała się początkiem spadku poparcia dla torysów.

Od połowy maja przewaga konserwatystów nad Partią Pracy zaczęła szybko topnieć. Poparcie dla opozycyjnych laburzystów na początku czerwca zaczęło sięgać 35-40 proc. (obecnie średnia z 10 sondaży to 43,6 proc. dla torysów i 35,8 proc. dla laburzystów), co oznacza wzrost o 10-15 pkt proc. w porównaniu z momentem ogłoszenia wyborów. W rezultacie wzrosło również prawdopodobieństwo, że torysi nie tylko nie będą w stanie powiększyć przewagi w porównaniu do wyborów z 2015 r., ale grozi im utrata parlamentarnej większości. To zagrożenie zostało dość szybko wycenione przez funta. Jego wartość wróciła do poziomów sprzed ogłoszenia przedterminowych wyborów.

Scenariusze dla funta

Na podstawie ostatnich reakcji i oczekiwań rynkowych można zbudować dla funta cztery scenariusze: dwa pozytywne oraz dwa negatywne. Wzrost wartości brytyjskiej waluty byłby najbardziej znaczący, gdyby torysi uzyskali przynajmniej 50-miejscowy bufor do rządzenia. Wtedy można oczekiwać, że funt wzrośnie o ok. 2-3 proc. Wycena szterlinga w relacji do złotego mogłaby wzrosnąć w takim scenariuszu mniej więcej o 10-15 gr i sięgnąć granicy nawet 5 zł.

Drugi pozytywny rozwój wydarzeń dla funta to wynik nieco wyższy od tego z 2015 r. (17 miejsc i 6,6 pkt proc. przewagi nad laburzystami). Przekroczenie większości na poziomie 30-50 miejsc być może zostałoby odebrane jako kampanijna porażka, ale prawdopodobnie nie spowodowałaby wyraźniejszych przetasowań na funcie.

Szterling natomiast negatywnie mógłby zareagować na zwycięstwo laburzystów. Skala tego ruchu jest stosunkowo trudna do oszacowania. W pierwszych dniach prawdopodobnie funt mógłby stracić ok. 2-3 proc. (10-15 gr do złotego). Później wiele zależałoby od stanowiska laburzystów dotyczącego kwestii gospodarczych. Brytyjskiej walucie pomagałby fakt, że partia Jeremego Corbyna dążyłaby do porozumienia z UE, a nie do konfrontacji.

Z drugiej jednak strony wygrana laburzystów może również generować problemy. Jak pogodzić wynik referendum dotyczący Brexitu z chęcią utrzymania dostępu do wspólnego rynku oraz ograniczeniem imigracji? Jak pisze „The Wall Street Journal”, Corbyn „sam nazywa siebie socjalistą, który obiecał nacjonalizację transportu kolejowego i firm użyteczności publicznej, a także podniesienie podatków dla przedsiębiorstw oraz 5 proc. najlepiej zarabiających”. Według „WSJ” jest on również uważany za „najbardziej lewicowego lidera od pokolenia”. Ogólnie jednak szansa na zwycięstwo laburzystów, mimo ostatnich silnych wzrostów poparcia, jest ograniczona i według notowań bukmacherów wahała się w ostatnich dniach blisko poziomu 10 proc.

Zawieszony parlament najbardziej niekorzystny dla funta

Prawdopodobnie najbardziej negatywnym scenariuszem dla funta jest wynik, który nie daje możliwości samodzielnego rządzenia żadnej partii. Na Wyspach tylko dwukrotnie w ostatnich 40 latach mieliśmy do czynienia z „zawieszonym parlamentem”. Jednomandatowa ordynacja wyborcza oraz specyfika brytyjskiego systemu sprawia, że nawet stosunkowo niewielka procentowa przewaga wygrywającego daje mu możliwość samodzielnego rządzenia.

Negatywne reperkusje braku parlamentarnej większości któregoś z ugrupowań potęguje kwestia Brexitu. Ryzyko rządu mniejszościowego, kruchej koalicji czy ponownych wyborów byłoby połączone z niepewnością dotyczącą warunków opuszczenia Unii Europejskiej. Mogłoby to zwiększyć podziały wewnątrz Zjednoczonego Królestwa, a także dość szybko przełożyć się na pogorszenie nastrojów konsumentów czy przedsiębiorców.

Według ankiet przeprowadzonych wśród banków inwestycyjnych przez agencję Bloomberg, „zawieszony parlament” może spowodować spadek funta w relacji do dolara nawet do poziomu 1,20 (około 7 proc.). Mediana oczekiwań ekonomistów pokazuje obniżenie się wartości szterlinga o 5 proc. Oznaczałoby to więc spadek wartości w brytyjskiej waluty w relacji do polskiej mniej więcej 25 gr, czyli do ok. 4,60 zł. Według notowań bukmacherów (dane Oddschecker), ryzyko takiego rozwoju sytuacji wynosi ok 17 proc.

Podsumowując, ryzyka dla funta wyraźnie się zwiększyły w ostatnich tygodniach, ale biorąc pod uwagę sondaże wyborcze czy notowania bukmacherów nadal pozostają stosunkowo ograniczone. Z drugiej jednak strony pamiętając, że ostatnie wydarzenia polityczne w krajach rozwiniętych często miały zaskakujące zakończenie, prawdopodobieństwo negatywnego rozwoju sytuacji dla szterlinga może być niedoszacowane.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Agencja Bloomberg ostrzega, że Polska będzie największym przegranym Brexitu. Taka teza może niejednemu czytelnikowi przysporzyć wielu czarnych myśli, lecz czy jest ona trafna? Rozwód Wielkiej Brytanii z UE stanowi wydarzenie bezprecedensowe i niewątpliwie zbierze swoje żniwo. Z drugiej strony, Polska może również odnieść pewne korzyści. Jednak nade wszystko należy wyraźnie podkreślić, że kandydatów do objęcia tytułu największego przegranego Brexitu jest znacznie więcej.

Według wstępnych ustaleń, proces opuszczania UE przez Wielką Brytanię zostanie zakończony najprawdopodobniej w 2019 r., choć nie można wykluczyć, że procedura potrwa znacznie dłużej – w końcu to swego rodzaju pionierskie przedsięwzięcie. Negocjacje z całą pewnością nie będą łatwe dla obu stron, zwłaszcza że Theresa May zapowiedziała ,,twardy” Brexit. Co to oznacza dla Polski? Do najczęściej wskazywanych czynników ryzyka o charakterze ekonomicznym należy zaliczyć problemy z realizacją budżetu unijnego oraz kwestie dotyczące sytuacji polskich emigrantów na Wyspach i powrotu ograniczeń w przepływie dóbr i kapitału.

Okazuje się jednak, że kwestie budżetowe nie powinny być przedmiotem nadmiernych trosk. Ze względu na długi czas trwania procedury Brexitu oraz plany dotyczące uregulowania przez Wielką Brytanię wszystkich swoich zobowiązań do końca 2020 r., realizacja obecnej perspektywy budżetowej UE nie wydaje się być zagrożona. Polska wykorzysta przysługujące jej 106 mld euro, chyba że zawiodą polscy rządzący, którzy póki co nie kwapią się do redystrybucji środków. Te stanowią istotny czynnik rozwoju polskiej gospodarki. Można szacować, że środki unijne zwiększają roczną dynamikę PKB średnio o 1 punkt procentowy. Absencja Wielkiej Brytanii w UE wzmaga także obawy dotyczące kolejnej perspektywy budżetowej dla Polski. Tutaj jednak nie ma wątpliwości – Polska bez względu na Brexit otrzyma znacznie mniej środków, bowiem nasz kraj jest aktualnie największym beneficjentem.

Znacznie większy znak zapytania należy postawić przy kwestii polskich emigrantów. Tutaj wiele zależy od negocjacji na linii Polska – Wielka Brytania oraz sytuacji ekonomicznej na Wyspach. Ta bowiem po Brexicie prawdopodobnie się pogorszy, co może przyczynić się do reemigracji Polaków. Trudno natomiast ocenić skutki potencjalnego powrotu ograniczeń w przepływie dóbr i kapitału. Z jednej strony, Wielka Brytania będzie dążyć do podpisania nowej umowy współpracy gospodarczej z UE, choć z drugiej niewykluczone, że ewentualny konsensus nie zostanie wypracowany – to z całą pewnością niekorzystnie wpłynęłoby na wymianę handlową oraz przepływy kapitału (bezpośrednie inwestycje zagraniczne) między Polską a Wielką Brytanią.

Tymczasem, paradoksalnie Polska może również odnieść pewne korzyści z rozwodu Wielkiej Brytanii z UE. Po pierwsze, to szansa na powrót części polskich emigrantów, którzy wzmocnią krajowy, coraz bardziej potrzebujący nowej podaży rynek pracy. Ponadto, zabiegi wicepremiera Mateusza Morawieckiego być może zachęcą chociażby część londyńskiego City do przeprowadzki do Warszawy. Warto także zauważyć, że Brexit oznacza okazję do wzmocnienia polskiej pozycji w UE. Jej wykorzystanie zależy jednak od polityki naszego państwa. Póki co, ta wydaje się przynosić raczej odwrotne skutki, których efektem jest coraz większe napięcie na linii Bruksela – Warszawa.

Znacznie większym przegranym Brexitu będzie sama Wielka Brytania, zwłaszcza jeżeli negocjacje dotyczące jej dalszej współpracy gospodarczej z UE zakończą się niepowodzeniem. Ponadto, aspiracje do tytułu największego przegranego Brexitu zgłasza cała UE. Po ubiegłorocznej decyzji Brytyjczyków wzrosły obawy dotyczące zbliżających się wyborów we Francji oraz w Niemczech. Brexit udowodnił, że siły eurosceptyków są znaczące, co może wzbudzać niepokój w kontekście przyszłości UE. Obecnie, po wyborach w Holandii takie obawy nieco straciły na sile, tym bardziej że poparcie dla Marine Le Pen ostatnio zniżkuje. Niemniej warto pamiętać, że bagatelizowany Donald Trump został prezydentem USA, a niemożliwy Brexit stał się faktem. W efekcie niewykluczone, że Unia Europejska znajduje się w największym kryzysie od początku swojej historii. Ewentualna dezintegracja byłaby wielką porażką i ciężarem dla poszczególnych krajów.

Podsumowując, odważne stwierdzenie jakoby Polska miała być największym przegranym Brexitu nie jest do końca słuszne, tym bardziej że potencjalne skutki Brexitu są trudne do oszacowania i owiane sporą niepewnością. Ponadto, kandydatów do tego tytułu jest wielu, a na ich czele stoi sama Wielka Brytania. Jednak bardzo dużo zależy od kształtu polskiej polityki, dzięki której Warszawa może wykorzystać Brexit i zyskać na znaczeniu w UE. Póki co, niestety sprawy nie wydają się zmierzać w tym kierunku.

 

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Eksperci

Letnia „hossa”

Za oknem piękna pogoda, sezon wakacyjny w pełni, a na giełdzie długo wyczekiwany wzrost. Z czysto se...

Ludwiczak: Majowe spowolnienie na rynku mieszkaniowym

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na ry...

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

AKTUALNOŚCI

Gospodarka rozpędzona na piątkę

W drugim kwartale br. PKB wzrósł o 5,1 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. W p...

Obrót energią możliwy tylko przez giełdę – rząd ustabilizuje ceny?

Ministerstwo Energii chce, żeby już we wrześniu zostały uchwalone zmiany, które podniosą obligo gieł...

Rosyjskie embargo nie działa – mamy alternatywne rynki zbytu. Eksport żywności rośnie

Bilans handlowy Polski po wprowadzeniu rosyjskiego embarga systematycznie się poprawia. Struktura ek...

Polskie startupy z szansą na udział w pierwszym programie grantowym dla państw Grupy Wyszehradzki

Do 24 sierpnia polskie startupy mają szansę aplikować do programu V4 Startup Force - pierwszego proj...

Niską inflację czas pożegnać

Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen ...