wtorek, Październik 16, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "karty płatnicze"

karty płatnicze

Polacy chętniej zadłużają się na zakup mieszkań, co zawdzięczamy rosnącym wynagrodzeniom i zatrudnieniu. Przeciętnej trzyosobowej rodzinie banki skłonne są pożyczyć na „cztery kąty” aż 466 tys. złotych. Taki dług zaciągną jednak tylko ci, którzy mają sporo gotówki – nawet 100 – 200 tys. zł – wynika z szacunków Open Finance.

Przez ostatnie 12 miesięcy nie było ani jednego miesiąca, w którym popyt na kredyty hipoteczne był niższy niż w analogicznym okresie przed rokiem. Efekt jest taki, że wg danych BIK popyt na kredyty mieszkaniowe był w 2017 roku o ponad 14% wyższy niż w 2016 roku. Mało tego, wstępne dane za styczeń sugerują, że podobnie będzie przynajmniej na początku bieżącego roku. To oznacza, że w otoczeniu rozwijającej się gospodarki i pęczniejących funduszy płac nawet wyższe wymagania odnośnie wkładu własnego nie są Polakom straszne.

Zdolność kredytowa to nie wszystko

A te wcale nie są niskie. Co do zasady banki wymagają 20-proc. wkładu własnego w gotówce. Całe szczęście połowa instytucji przyjmie wniosek kredytowy od osoby posiadającej 10-proc. wkład własny. Na tym jednak nie koniec, bo w przypadku innych kosztów związanych z zakupem lokalu i zadłużaniem się na ten cel, również okaże się, że bez gotówki ani rusz. Przyda się ona na opłacenie kosztów transakcyjnych (notariusz, pośrednik, koszty sądowe i podatek), okołokredytowych (prowizje i opłaty związane z zaciągnięciem długu), a do tego lokal trzeba przecież jeszcze odświeżyć lub wykończyć. Efekt? Jeśli trzyosobowa rodzina, w której oboje rodzice pracują i zarabiają średnią krajową, chciałaby do cna wykorzystać swoją zdolność kredytową, musiałaby posiadać na koncie przynajmniej 100-200 tys. zł.

Banki pożyczą na mieszkanie 466 tysięcy

Przeciętna zdolność kredytowa wspomnianej rodziny opiewa dziś na prawie 466 tysięcy złotych – wynika z najświeższych danych zebranych przez Open Finance (mogą one jeszcze podlegać aktualizacji). Wartość ta jest medianą, a więc połowa banków chciałaby modelowej rodzinie pożyczyć więcej, a połowa zaoferowałaby niższą kwotę. To o prawie 9 tysięcy więcej niż przed miesiącem, ale też o 10 tysięcy mniej niż przed rokiem.

Do obliczeń przyjęto, że dwie osoby powinny otrzymywać „na rękę” kwotę 5772,06 zł (każdy z rodziców zarabia po średniej krajowej). Do tego szacunki zakładają, że modelowi kredytobiorcy mają dobrą historię kredytową i obecnie nie są zadłużeni. Rodzina skłonna jest też skorzystać z dwóch dodatkowych produktów – rachunku bankowego, na który będzie przelewane wynagrodzenie oraz karty płatniczej lub kredytowej. Kredytobiorcy wolą unikać ubezpieczeń czy programów regularnego oszczędzania. Zgodzą się na nie jedynie jeśli będzie to bezwzględnie opłacalne.

Trzy razy po pół miliona

Spójrzmy na konkretne oferty. Modelowa rodzina może udać się aż do czterech banków po przynajmniej pół miliona na zakup własnych „czterech kątów”. O ile familia dysponuje wymaganym wkładem własnym, taką kwotę zaoferują jej Citi Handlowy, ING Bank Śląski, Euro Bank i Deutsche Bank. Najskromniejszy kredyt skłonne byłby udzielić Credit Agricole i PKO BP, ale i tak będzie to ponad 400 tysięcy.

Raty kiedyś wzrosną

Każdy podejmujący decyzję o zadłużaniu się powinien wziąć pod uwagę, że w przyszłości jego dochody mogą się zmienić, a raty w wyniku podwyżek stóp procentowych mogą wzrosnąć. Póki co perspektywa takich zmian jest dość odległa. Członkowie Rady sugerują, że na taką decyzję przyjdzie jeszcze poczekać – nawet ponad rok. Gdyby tego było mało, pojedyncza podwyżka stopy referencyjnej o 25 punktów bazowych niewiele zmieni. Może bowiem oznaczać o kilkanaście złotych wyższy koszt w przeliczeniu na każde 100 tys. zł pożyczone na 30 lat. Różnica niewielka, ale nie zapominajmy, że jeszcze 5 lat temu podstawowa stopa procentowa była około 3 razy wyższa niż dziś. Gdyby do takiego poziomu powróciła, to dzisiejsza rata mogłaby wzrosnąć aż o 40% – np. z 1500 zł dziś do około 2100 zł miesięcznie. Choć obecnie realizacja takiego scenariusza jest bardzo mało prawdopodobna, to nie można jej z całą pewnością wykluczyć.

 

 

 

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

 

To, że banki naliczają nam różnego rodzaju prowizje nie jest niczym niezwykłym. Niektóre z nich są jednak wyjątkowo denerwujące. Expander przedstawia subiektywny ranking tych, które mogą wywoływać w nas najwięcej negatywnych emocji.

#1 Za wypłatę z „darmowego” bankomatu

Według nas liderem w denerwowaniu klientów jest nietypowe obciążenie naliczane za wypłatę z bankomatu zbyt małej kwoty. Jeśli klient mBanku lub Alior Banku wypłaci z urządzenia Euronetu 100 zł lub więcej, to operacja będzie darmowa, ale jeśli będzie to mniejsza kwota – zapłaci prowizję. Wynosi ona 3 zł w przypadku mBanku i 5 zł w Aliorze. Opłaty nie są więc szczególnie wysokie, ale mogą bardzo irytować. Zapewne klienci najczęściej płacą je wtedy, gdy z pośpiechu zapomną, że nie opłaca się wypłacać małych kwot.

#2 Za wypłatę z konta oszczędnościowego

Drugie miejsce w naszym zestawieniu denerwujących opłat zajęła prowizja za wypłatę środków z konta oszczędnościowego. Jeśli jest ona naliczana to zwykle dopiero za drugą i każdą kolejną wypłatę w miesiącu kalendarzowym. Zwykle wynosi od 5 zł do 10 zł. Jest denerwująca, gdyż nierzadko przewyższa kwotę odsetek jaką uzyskamy w danym miesiącu. Dzieje się tak, ponieważ obecnie oprocentowanie takich kont jest bardzo niskie. Na przykład, przy kwocie poniżej 10 000 zł w Pekao wynosi zaledwie 0,2% w skali roku. Jeśli średnie saldo na rachunku wyniesie 3000 zł, to po 30 dniach otrzymamy jedynie 40 groszy odsetek. Tymczasem opłata za druga wypłatę z konta w miesiącu w tym banku to 8 zł. Nie powinno więc dziwić podirytowanie osób, które zostaną obciążone tą prowizją oraz fakt, że coraz więcej Polaków trzyma oszczędności na nieoprocentowanym koncie osobistym.

#3 Opłata warunkowa za kartę lub konto

Banki często stosują obecnie zasadę, że możemy korzystać z konta czy karty płatniczej za darmo, ale pod pewnym warunkiem. Najczęściej jest nim konieczność wykonania odpowiedniej liczby płatności lub zapewnienie wpływu określonej kwoty. Czasami zdarza się jednak tak, że  zapomnimy dokonać odpowiedniej liczby transakcji kartą lub z jakiegoś powodu pensja wpłynie z opóźnieniem i zostanie zaksięgowana dopiero w kolejnym miesiącu. Wtedy bank naliczy prowizję i jest to szczególnie bolesne w przypadku, gdy mamy bogaty pakiet konta lub prestiżową kartę. Na przykład posiadacz konta Citigold w Citi Banku może zapłacić za  jego miesięczne prowadzenie nawet 220 zł.

#4  Przewalutowanie transakcji w walutach obcych

Koszty przewalutowań w bankach są bardzo wysokie. Instytucje finansowe zdały już sobie sprawę z tego jak bardzo to drażni i zniechęca do nich klientów. Coraz więcej z nich wprowadza karty walutowe i wielowalutowe, które pozwalają obniżyć tego rodzaju opłaty. Jednak wysokie i bardzo denerwujące koszty przewalutowania można ponieść nawet posiadając taką specjalną kartę, są one bowiem powiązane z kontem walutowym. Jeśli przez pomyłkę przelejemy pieniądze z konta złotówkowego na walutowe lub odwrotnie, to kwota zostanie przeliczona po kursie bankowym. W nim jest jednak ukryta prowizja wynosząca ok. 3% przeliczanej sumy. Jeśli więc zamiast na konto oszczędnościowe przelejemy 10 000 zł na konto walutowe, to stracimy na takiej operacji ok. 300 zł. Jeśli będziemy chcieli przelać pieniądze ponownie na konto w złotych, znów nastąpi przewalutowanie i stracimy kolejne 300 zł. Może to naprawdę zdenerwować nieuważnego klienta banku.

 

 

Źródło: Expander

Polacy są coraz bardziej uważni, kiedy robią zakupy przez Internet. Jak wynika z badania TNS Kantar, w stosunku do roku ubiegłego o połowę wzrosła liczba osób, które sprawdzają bezpieczeństwo stron www sprzedawców podczas dokonywania płatności. Zwiększyła się również grupa respondentów stosujących rozwiązania typu pay-by-link, które zapewniają wysoki poziom bezpieczeństwa transakcji. Badanie zostało zrealizowane na zlecenie Związku Banków Polskich i KIR.

Problem oszustw w sieci rośnie z roku na rok. Dane Kaspersky Lab pokazują, że w 2016 roku zanotowano łącznie około 73 mln prób wyłudzeń danych personalnych, które mogłyby posłużyć do kradzieży pieniędzy. To o 13 proc. więcej niż jeszcze rok wcześniej. Jak twierdzi Artur Wojtczuk, dyrektor Linii biznesowej płatności internetowe w KIR, w przyszłości tego typu ataki będą się nasilać ze względu na przenoszenie w coraz większym stopniu zarządzania naszymi pieniędzmi do Internetu. – Rynek e-commerce do 2020 roku osiągnie wartość aż 63 mld zł. Większa liczba transakcji w sieci zachęca przestępców do szukania możliwości „zarobku” w rzeczywistości wirtualnej – mówi Artur Wojtczuk.

Według eksperta KIR warto pamiętać, że duża część odpowiedzialności za bezpieczeństwo naszych finansów w świecie online spoczywa na nas samych – Chociaż banki mają wieloletnie doświadczenie w rozwijaniu zabezpieczeń przed hakerami, to nawet najbardziej zaawansowane rozwiązania nie zapewnią należytej ochrony, jeśli użytkownicy nie będą przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa – tłumaczy.

Polacy a cyberbezpieczeństwo

Jak pokazują badania TNS Kantar zrealizowane na klientach banków, osoby dokonujące zakupów przez Internet coraz częściej zachowują podstawowe zasady ostrożności w sieci. Częściej niż wykazywały to wcześniejsze edycje badania, deklarują, że sprawdzają czy strona, z której chcą dokonać płatności, jest odpowiednio zabezpieczona. Przyrost w stosunku do zeszłorocznej edycji badania wyniósł 6 p.p. (z 10 proc. do 16 proc.). Jednocześnie wzrosła niechęć do podawania online danych karty płatniczej. Odsetek osób, które deklarują, że unikają płacenia kartą ze względu na konieczność podawania szczegółowych danych (takich jak numer karty) zmieniła się z 9 proc. w roku poprzednim do 15 proc. w tym roku.

Dane te pozwalają wnioskować, że stajemy się coraz bardziej świadomi zagrożeń, jakie mogą nas spotkać w sieci podczas dokonywania zakupów, a jednocześnie, że zwiększa się wiedza na temat skutecznych metod ochrony przed nimi. Wpływ na to mogą mieć akcje edukacyjne prowadzone między innymi przez sektor bankowy, które informują o tym, jak bezpiecznie korzystać z pieniędzy w świecie wirtualnym – mówi Artur Wojtczuk.

Co ciekawe, obecnie dwukrotnie więcej osób niż w 2016 r. rezygnuje z zakupu, gdy w polu „odbiorca przelewu” pojawia się podmiot inny niż sklep, z którym zawieramy transakcję (wzrost z 5 do 10 proc.). Z kolei o 4 p.p. wzrósł odsetek osób, które unikają kopiowania i wklejania numerów rachunków bankowych przy wypełnianiu danych do przelewu. Obecnie zwraca na to uwagę 17 proc. osób robiących zakupy przez Internet.

Chociaż trend jest pozytywny, to warto pamiętać, że wciąż daleko nam do zadowalających wyników. Tylko odpowiednio wysoki odsetek osób zachowujących się bezpiecznie w Internecie, pozwoli w pełni wykorzystać potencjał, jaki daje nam cyfrowa rewolucja – mówi Artur Wojtczuk.

Bezpieczne płatności bez pośredników

Aby czuć się bezpiecznie dokonując płatności w Internecie, 11 proc. respondentów – czyli o 3 p.p. więcej niż w zeszłym roku – stosuje rozwiązania typu pay-by-link (takie jak Paybynet, oferowany przez KIR). Jest to system gwarantowanych płatności internetowych, który obsługuje przelewy on-line, przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, także w dni wolne od pracy. – System Paybynet ma jeszcze inną ważną cechę. Pieniądze przelewane są bezpośrednio z konta płatnika na konto bankowe sprzedawcy, co powoduje, że kupujący zyskują większe poczucie bezpieczeństwa podczas dokonywania płatności. Jak wynika z badania TNS Kantar, ten aspekt usługi docenia 9 proc. respondentów – podkreśla Artur Wojtczuk. Dodatkowo numer rachunku odbiorcy i wartość transakcji jest wypełniana automatycznie, co niweluje ryzyko popełnienia błędu przy ręcznym wpisywaniu danych.

 

Wypowiedź: Artur Wojtczuk

Światowe rekordy to 14-miesięczna Sorella, która w Stanach przez telefon taty kupiła samochód na eBayu, 3-letni Jack z Anglii – również samochód i również eBay, oraz 4-letnia Pipi z Nowej Zelandii – tym razem koparka. Coraz częściej również w Polsce dzieci kupują w sieci, a prawo dotyczące zakupów nie różnicuje lokalnego sklepiku spożywczego od transakcji online.

Jak wynika z danych Lizard Media, firmy wdrażającej rozwiązania e-commerce w Polsce oraz obsługującej sklepy internetowe z różnych branż, rośnie liczba transakcji dokonywanych przez młodzież, a nawet dzieci.

– Z naszych statystyk za pierwszy kwartał 2017 r. wynika, że w niektórych sklepach nawet 10-15 proc. transakcji dokonują osoby między 13 a 18 rokiem życia. Czasami jednak zakupy robią także młodsze dzieci – mówi Marcin Wieczorek, współwłaściciel Lizard Media.

Czy to jest legalne?

Czy prawo pozwala na zawieranie transakcji z tak młodymi osobami? Co ze zgodą rodziców? Czy takie zakupy są legalne? Pytamy prawnika specjalizującego się w handlu elektronicznym – Witolda Chomiczewskiego z kancelarii Lubasz i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych sp.k.

– Pod kątem możliwości zawierania umów przez dzieci prawo polskie nie różnicuje zakupów w internecie od tych w sklepach stacjonarnych – mówi Witold Chomiczewski z kancelarii Lubasz i Wspólnicy. – Młodzież w wieku od 13 do 18 lat ma ograniczoną zdolność do czynności prawnych i na zawarcie poważniejszych umów w internecie będzie potrzebowała zgody rodzica. Osoby poniżej 13 roku życia nie mogą natomiast same zawierać umów. Wyjątkiem jednak, dla obu grup wiekowych, są umowy powszechnie zawierane w drobnych bieżących sprawach życia codziennego – dodaje prawnik.

W praktyce oznacza to, że ten sam 10-latek, który kupi sobie batonik w lokalnym sklepiku spożywczym, może go kupić również online. Taka osoba nie może jednak kupić ani telewizora, ani telefonu, ponieważ takich produktów nie kupuje się codziennie.

Jak podkreślają prawnicy, ważność umowy w drobnych bieżących sprawach życia codziennego zawartej przez osobę do 13 roku życia zależy od tego, czy transakcja nie nastąpiła z rażącym jej pokrzywdzeniem, gdyż dziecko może nie znać jeszcze wartości pieniądza. Przepisy te dotyczą każdej transakcji kupna i sprzedaży, zarówno online, jak i w sklepie stacjonarnym. Najbardziej znanymi przypadkami oszustw są zakupy w aplikacjach mobilnych, gdzie dzieci płacą za wirtualne monety, punkty, ulepszenia gier prawdziwymi pieniędzmi swoich rodziców.

– O ile młodzież po 13 roku życia ma prawo i możliwość posiadania własnego konta bankowego i płacenia samodzielnie za swoje zakupy, o tyle dziecko może kupować jedynie poprzez opcję płatności przy odbiorze – tłumaczy Marcin Wieczorek. – Z praktyki życia codziennego widać, że kurierzy spotykają się z odbieraniem przesyłek przez dzieci i akceptują płatność, o ile nie dotyczy ona produktów przeznaczonych wybitnie dla osób dorosłych, jak np. alkohol – dodaje.

Sukces ergonomii, porażka zabezpieczeń

Fakt, że 14-miesięczne dziecko było w stanie uruchomić aplikację na telefonie, wybrać z listy ulubionych produkt i zapłacić za niego, świadczy o niezwykłej ergonomii i łatwości obsługi dzisiejszych aplikacji mobilnych. Coraz częściej autoryzacje dokonywane są automatycznie, bez podawania PIN-u czy hasła. Karty płatnicze podpięte do pamięci telefonu sprawiają, że kupowanie jest rzeczą łatwą i naturalną, również dla dzieci.

– W obecnych czasach dzieci, wychowując się w świecie internetu, smartfonów, tabletów czy smartwatchy, nie mają najmniejszych problemów z obsługą tych urządzeń, w tym również z wykonywaniem transakcji online, które zresztą stają się coraz łatwiejsze. Takie transakcje dokonywane przez maluchy to świetny test ergonomii aplikacji – tłumaczy Marcin Wieczorek z Lizard Media. – Specjaliści UX (user experience) osiągnęli w tej dziedzinie niekwestionowany sukces, z którym w parze muszą iść również działania zmierzające do ochrony użytkowników przed niezamierzonych zakupami – objaśnia.

Odpowiednie zabezpieczenia oczywiście są wielopoziomowe i zaawansowane. Korzystanie z nich to jednak kwestia indywidualnej decyzji, a chcąc wykonywać pewne czynności szybciej i łatwiej, trzeba liczyć się z mniejszym bezpieczeństwem.

Dzieci mają naturalny pociąg i dryg do nowych technologii. Przyjmują je wprost, bez ograniczeń, a specjaliści tworzący aplikacje mobilne dążą do prostoty, która zachęca do zakupów. Zakupów niepożądanych, przypadkowych, dokonanych przez dzieci jest na szczęście niewiele. A nawet jeśli już do nich dojdzie, towar zwykle możemy po prostu zwrócić w ciągu ustawowych 14 dni bez podawania przyczyny. To ostateczne zabezpieczenie, jeśli nasz maluch dorwie się do telefonu.

 

Źródło: Spółka Lizard Media

Korzystanie z usług tylko jednego banku jest wygodne. Niestety taka wierność zwykle w ogóle się nie opłaca. Banki rozpieszczają ofertami i promocjami przede wszystkich nowych klientów. Tym starym zwykle każą płacić wyższe opłaty np. za konto, czy też naliczają niższe odsetki od lokat. Expander podpowiada kiedy warto zdradzić swój bank.

Kolejne konto żeby otrzymać nagrodę

Do zakładania nowych rachunków zachęcają nas banki. Niemal bez przerwy atakują  nas promocjami kierowanymi tylko do nowych klientów. – Dla przykładu, mBank za otwarcie eKonta oferuje nawet 300 złotych zwrotu za zakupy (maksymalnie do 50 zł miesięcznie za transakcje bezgotówkowe w ciągu 6 kolejnych miesięcy). Z kolei City Handlowy za założenie konta Citi Priority przekazuje 400 zł (100 zł premii gotówkowej oraz  300 zł w formie zwrotu za płatności kartą) – podpowiada Jarosław Sadowski z Expandera. Nierzadko nowi klienci mogą liczyć także na tymczasowe zwolnienie z opłat np. za prowadzenie ROR-u czy korzystanie z podpiętej do konta karty.

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku lokat. Jeśli po prostu skorzystamy z oferty swojego banku, to przeciętnie możemy liczyć na oprocentowanie wynoszące ok. 1,5%, a w niektórych bankach nawet poniżej 1%. – Bardziej opłaca się jednak skorzystać z promocji, która pozwoli nam założyć lokatę z oprocentowaniem 3%-4%. Dla przykładu, lokatę na 4% możemy założyć w Alior Banku, Banku Millennium, Nest Banku i Plus Banku, ale pod warunkiem, że jednocześnie założymy tam konto – wyjaśnia Sadowski. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby po zakończeniu lokaty takie konto zamknąć.

Żaden bank nie jest najlepszy we wszystkim

Z ofert kilku banków warto korzystać także dlatego, że żaden z nich nie jest najlepszy we wszystkim. W jednym banku możemy otrzymać korzystniejsze warunki przyznania kredytu gotówkowego, w drugim z kolei możemy zdeponować nasze oszczędności na atrakcyjnie oprocentowanej lokacie. Jeszcze w kolejnym nie będziemy ponosić kosztów związanych z obsługą rachunku i karty płatniczej. Będąc klientem tylko jednego banku, musimy pogodzić się z tym, że za niektóre usługi będziemy przepłacać.

Z kilkoma bankami bezpieczniej

Korzystanie z usług kilku banków ma też zaletę w postaci większego bezpieczeństwa. Gdy jesteśmy właścicielami kilku kont bankowych, nie musimy obawiać się czasowego ograniczenia dostępu do kanałów bankowości elektronicznej. Jeżeli, np. z powodu przerwy technicznej nie będziemy mogli zalogować się do naszego konta internetowego w jednym banku, będziemy mogli np. wykonać przelew z „zapasowego” konta. – O korzystaniu z kilku banków szczególnie powinny pomyśleć osoby zamożne. Lokując w jednym banku kwotę wyższą niż równowartość 100 000 euro ryzykują, że w przypadku upadłości instytucji finansowej, nie uda im się odzyskać wszystkich swoich oszczędności. Lepiej je natomiast podzielić w taki sposób, aby w kilku bankach ulokować kwoty nie wyższe niż wspomniany limit. W ten sposób ich pieniądze będą w pełni zabezpieczone – podpowiada Sadowski.

Kiedy korzystanie z kilku kont bankowych zaczyna być uciążliwe i kosztowne…

Niestety posiadając ROR-y w kilku bankach, możemy nie być w stanie uniknąć opłat za obsługę wszystkich rachunków. Niektóre banki bowiem uzależniają darmowe prowadzenie konta od przelewania na nie pensji. Przy większej liczbie rachunków możemy też mieć problem z zapamiętaniem kodów PIN, czy loginów i haseł do logowania się. Dlatego nie należy też przesadzać z liczbą kont i innych produktów w różnych bankach. Czasami może to bowiem przynieść więcej szkody niż pożytku.

 

Źródło: Lightscape

Trzyosobowa rodzina, w której oboje dorośli pracują, może dziś zadłużyć się na mieszkanie na kwotę 476 tys. zł (mediana) – wynika z szacunków Open Finance. Nic z tego jednak jeśli potencjalny kredytobiorca nie ma gotówki na wkład własny i pokrycie kosztów transakcyjnych.

5772,06 zł miesięcznie – teoretycznie takim miesięcznym budżetem powinna dysponować rodzina, w której dwie osoby pracują i zarabiają tyle ile wynosi krajowa średnia – wynika z najświeższych danych GUS, w których urząd podsumowuje ubiegły rok. Cieszyć może fakt, że w ciągu 12 miesięcy wynagrodzenia Polaków wzrosły przeciętnie o 3,5%. Z drugiej strony martwi rzeczywistość – większość rodaków zarabia mniej niż sugeruje urzędowa średnia.

Załóżmy jednak, że w hipotetycznej trzyosobowej rodzinie dorośli faktycznie zarabiają tyle ile wynika ze statystyk. Ankieta przeprowadzona przez Open Finance sugeruje, że takie gospodarstwo domowe mogłoby zadłużyć się przeciętnie na 476 tys. zł, aby kupić mieszkanie z pomocą 30-letniego długu. Wartość ta jest medianą, a więc połowa banków chciałaby modelowej rodzinie pożyczyć więcej, a połowa zaoferowałaby mniejszą kwotę. Do obliczeń przyjęto optymistyczne założenia. Kredytobiorcy mają dobrą historię kredytową i obecnie nie są zadłużeni, a do tego rodzina skłonna jest skorzystać z dwóch dodatkowych produktów – rachunku bankowego, na który będzie przelewane wynagrodzenie oraz karty płatniczej lub kredytowej. Kredytobiorcy wolą unikać ubezpieczeń czy programów regularnego oszczędzania. Zgodzą się na nie jedynie jeśli będzie to bezwzględnie opłacalne.

Mediana zdolności kredytowej jest obecnie o prawie 21 tys. zł wyższa niż miesiąc temu. Wszystko za sprawą aktualizacji poziomu wynagrodzeń zgodnie ze średnią podaną przez GUS za 2016 rok. Dzięki tej zmianie dochód modelowej rodziny wzrósł o 192,88 zł miesięcznie.

Powrót pół miliona

Dzięki temu statystycznemu zabiegowi modelowa rodzina znowu może liczyć na zaciągnięcie kredytu w kwocie ponad 0,5 mln zł. Od wielu miesięcy sztuka ta była niemożliwa. Trzeba mieć jednak świadomość, że aby zadłużyć się na taką kwotę, trzeba dysponować sporą kwotą gotówki. Wkład własny (minimum 10%) i koszty transakcyjne to odpowiednik minimum kilkunastu procent wartości nieruchomości. Przyjmijmy, że zmieścimy się w kwocie odpowiadającej 13% wartości nabywanej nieruchomości. W takim wypadku, aby zadłużyć się na 500 tys. zł, musimy kupić nieruchomość wartą 555,6 tys. zł. Potrzebujemy więc minimum 55,6 tys. zł tytułem wkładu własnego i koleje 16,7 tys. zł na pokrycie kosztów transakcyjnych. Kalkulacja ta ma jednak sens tylko w przypadku zakupu nowego lokum. Wtedy koszty transakcyjne są niższe niż jeśli kupujemy mieszkanie z drugiej ręki. Do tego zakładamy zadłużenie się z 10-proc. wkładem własnym, a więc ograniczamy grono potencjalnych kredytodawców i godzimy się na trochę droższy dług. Aby nie godzić się na takie kompromisy, konieczny byłby dwukrotnie wyższy wkład własny.

Najwyższą zdolność kredytową dla modelowej rodziny zadeklarowały Bank BGŻ BNP Paribas, City Handlowy, Euro Bank i ING Bank Śląski. Te instytucje byłyby na 30 lat skłonne pożyczyć ponad 500 tys. zł. Na drugim biegunie uplasowały się BOŚ Bank i Bank Pocztowy, które bardziej zachowawczo podchodziły do możliwości finansowych klientów oferując im zadłużenie się na około 380 tys. zł.

 

Źródło: Open Finance

Kobiety płacą online ze względu na wygodę, a mężczyźni z powodu szybkiej realizacji transakcji – wynika z raportu Izby Gospodarki Elektronicznej.

Izba Gospodarki Elektronicznej zaprezentowała raport dotyczący zwyczajów płatniczych Polaków w transakcjach internetowych. Jak wynika z publikacji, prawie 20 proc. klientów płaci elektronicznie za zakupy w sieci z przyzwyczajenia. Jedynie 11 proc. ankietowanych wybiera płatności bezgotówkowe ze względów bezpieczeństwa, a 9 proc. z powodu niższych kosztów transakcji.

Najpopularniejszym produktem transakcyjnym jest konto bankowe z aktywnym dostępem przez Internet. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy podczas zakupów online używała go ponad połowa osób z miast liczących 200-500 tys. mieszkańców.

Jak wskazuje raport, osobami najbardziej sceptycznymi wobec płatności online są mieszkańcy wsi. Najwięcej, bo aż 39 proc. z nich posiada konta bankowe bez dostępu do sieci.

W strukturze wiekowej e-konsumentów najbardziej konserwatywną grupę pod względem wykorzystywania elektronicznych form płatności stanowią osoby w wieku 45-54 lata. Z kolei wśród osób w wieku 54+ prawie jedna czwarta ankietowanych podczas e-zakupów korzysta z internetowego konta bankowego, a niemal połowa z karty płatniczej.

Najczęściej jednak użytkownikami cyfrowych produktów finansowych są ludzie młodzi, w wieku 25-34 lat. Internetowe konta bankowe ma 52 proc. z nich, aplikacji mobilnych używa 24 proc., a 45 proc. korzysta z kont w serwisach płatności typu PayPal.

Z publikacji wynika również, że najbardziej preferowanym sposobem opłacania zakupów internetowych są przelewy poprzez serwis płatności, tzw. pay-by-link, które wykonuje aż 48 proc. badanych.

Autorzy raportu sprawdzili też, dlaczego część konsumentów opłaca e-zakupy gotówką. Jak wynika z raportu, 21 proc. wybiera tę możliwość z powodu braku zaufania do sklepu internetowego, a co piąty badany płaci przy odbiorze, ponieważ boi się, że nie otrzyma zamówionego towaru. Powyżej 20 proc. klientów deklaruje, że płaci gotówką z przyzwyczajenia. Tradycyjny sposób płatności jest również preferowany w wypadku zakupu drogich artykułów.

Wśród osób deklarujących przywiązanie do płatności gotówkowych najliczniejszą grupę stanowią mieszkańcy miast o populacji 200-500 tys. osób kupujący biżuterię, a także mieszkańcy wsi zamawiający odzież i obuwie.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

W ramach rządowego programu pt. „Od papierowej do cyfrowej Polski” instytucje państwowe zachęcają samorządy do wdrażania płatności bezgotówkowych. 
Rodzaje płatności bezgotówkowych

Płatności bezgotówkowe są rozliczeniami pieniężnymi, w których zarówno płatnik, jak i odbiorca, do wykonania transakcji wykorzystują rachunki bankowe lub płatnicze, bądź w ramach której płatnik dokonuje transakcji przy użyciu instrumentu płatniczego, jakim jest karta płatnicza. Tym samym żadna ze stron nie ma fizycznego kontaktu z gotówką. Przyjmowanie płatności w urzędzie może nastąpić w trakcie bezpośredniej wizyty klienta oraz zdalnie, czyli bez konieczności odwiedzania punktu usługowego.

W przypadku płatności bezgotówkowych dokonywanych w kasie urzędu możliwe jest wykorzystanie karty płatniczej lub aplikacji mobilnej. Pierwsze rozwiązanie zapewnia klientom dostęp do środków zgromadzonych na rachunku bankowym (karty debetowe) lub do kredytu (karty kredytowe). Aby przeprowadzić transakcję, urząd powinien posiadać terminal płatniczy (ang. POS – Point of Sale), za którego instalację odpowiada agent rozliczeniowy.

Drugie rozwiązanie, czyli płatności mobilne, dostępne jest na urządzeniach przenośnych np. telefonie komórkowym lub tablecie. Akceptacja zapłaty następuje zazwyczaj poprzez podanie kodu wygenerowanego na telefonie płatnika.

Płatności zdalne służą najczęściej do opłacania rachunków, usług oraz towarów oferowanych przez Internet. Do tej grupy należą przelewy elektroniczne, ePrzelewy (pay-by-link), elektroniczna prezentacja i płacenie rachunków (EBPP), płatności kartą płatniczą i z użyciem aplikacji mobilnej oraz polecenia zapłaty.

Typem płatności zdalnych wykorzystywanym także w urzędach są przelewy elektroniczne. Umożliwiają one klientowi opłacenie np. zezwolenia i dołączenie dowodu wpłaty przy składaniu dokumentów. Usługę realizuje akceptant po zaksięgowaniu transakcji. W tym wariancie możliwe jest zastosowanie przelewów natychmiastowych (np. system Express Elixir), dzięki którym środki trafiają do odbiorcy w bardzo krótkim czasie. Krajowa Izba Rozliczeniowa (KIR), która jest operatorem systemu Express Elixir, planuje w najbliższym czasie wprowadzenie przelewów natychmiastowych przy płatnościach podatkowych, celnych oraz ZUS.

Szczególnym typem przelewów elektronicznych są ePrzelewy (pay-by-link), w których dane o płatności są automatycznie przekazywane do banku, a akceptant natychmiast otrzymuje informację o statusie realizacji przelewu. Umożliwiają one klientowi dostęp do serwisu bankowości internetowej wybranego banku i zatwierdzenie wypełnionego automatycznie formularza przelewu. Aby zastosować ePrzelew, akceptant musi posiadać platformę internetową do kontaktu z klientem. Dodatkowo jego system IT musi być zintegrowany z firmą świadczącą usługi przyjmowania płatności internetowych.

Na zasadzie podobnej do ePrzelewów działają płatności zdalne z wykorzystaniem kart płatniczych. Różnica polega na tym, że klient zamiast logować się do serwisu bankowości internetowej, podaje dane karty.

Przy płatnościach zdalnych można również zastosować rozwiązania wykorzystujące aplikacje mobilne (np. BLIK, MasterPass, PeoPay) oraz elektroniczną prezentację i płacenie rachunków (ang. Electronic bill presentment and payment – EBPP), która polega na wysłaniu bezpośrednio do serwisu bankowości elektronicznej klienta odpowiednio przygotowanego dokumentu z możliwością jego spłaty bezpośrednio z poziomu bankowości internetowej. Innym sposobem na automatyczne opłacanie rachunków i opłat cyklicznych jest polecenie zapłaty. Polega ono na tym, że dostawca (odbiorca płatności) po wykonaniu usługi przesyła do banku klienta informację o kwocie należności, a bank reguluje ją we wskazanym terminie płatności. Usługa ta wymaga zgody klienta na cykliczne pobieranie przez bank środków z jego rachunku.

Trendy dotyczące płatności bezgotówkowych

Jak pokazują dane NBP, popularność płatności bezgotówkowych wśród Polaków stale rośnie. Udział tego typu transakcji w ogólnej liczbie płatności detalicznych w porównaniu z gotówką szacuje się obecnie na ok. 35 proc. Dla porównania, pięć lat temu wynosił on niespełna 20 proc., a kilkanaście lat temu zaledwie 2 proc. W 2015 r. przeprowadzono przeszło 2,5 mld transakcji z użyciem kart płatniczych.

Wyniki badania pt. „Opinie na temat współczesnych sposobów płatności bezgotówkowych”, przeprowadzonego przez Instytut badawczy ARC Rynek i Opinia w 2015 r., wskazują, że 73 proc. Polaków chciałoby opłacać kartami za zobowiązania urzędowe. Tymczasem 70 proc. badanych nie skorzystało z płatności bezgotówkowej, ponieważ nie miało takiej możliwości.
Korzyści z obrotu bezgotówkowego

Płatności bezgotówkowe przynoszą wiele korzyści konsumentom, państwu, instytucjom publicznym i gospodarce. Wprowadzenie możliwości elektronicznej realizacji wielu spraw urzędowych i opłacania ich w sposób bezgotówkowy, przez 24 godziny na dobę, zwiększyłoby komfort obywateli, którzy nie musieliby przychodzić do urzędu. Takie rozwiązanie wiąże się również ze sprawniejszą obsługą petentów, usprawnieniem prac urzędów, bezpieczeństwem transakcji i obywatela, oszczędnością czasu oraz kosztów.

Ponadto płatności bezgotówkowe zwiększają przejrzystość obrotu gospodarczego, pozwalając na zmniejszenie szarej strefy, w której dominują płatności gotówkowe. Tym samym zwiększają się dochody budżetowe z tytułu zwiększonych podatków na poziomie lokalnym i centralnym.

Fakty i mity dotyczące płatności w urzędzie

Istnieje wiele mitów dotyczących płatności bezgotówkowych w urzędzie. Jednym z najbardziej utrwalonych jest teza o występowaniu barier prawnych w przyjmowaniu tego typu płatności przez urząd. Tymczasem kwestie te uregulowano w Ordynacji podatkowej. Płatności bezpośrednie kartami płatniczymi są powszechnie przyjmowane w wielu jednostkach samorządu terytorialnego.

W społeczeństwie zakorzeniło się przekonanie, że wprowadzenie płatności bezgotówkowych to skomplikowany i czasochłonny proces. Tymczasem wystarczy nawiązanie współpracy z bankiem posiadającym ofertę dla sektora publicznego lub z agentem rozliczeniowym bądź skorzystanie z modelu zakładającego wyposażenie instytucji publicznych w terminale POS i WebPOS. Obsługa płatności bezgotówkowych nie jest skomplikowana również z tego względu, że nie wymaga przeliczania gotówki i wydawania reszty.

Można spotkać się z opiniami, że transakcje bezgotówkowe są obciążone wyższym kosztem obsługi niż transakcje gotówkowe. Ten mit wynika z wyobrażenia, że koszty związane z gotówką nie istnieją, podczas gdy za przyjmowanie płatności kartami akceptant musi uiszczać prowizję u agenta rozliczeniowego. W rzeczywistości podmioty gospodarcze i konsumenci ponoszą również koszty związane z obrotem gotówkowym, jednak koszty te są trudne do skalkulowania. Obecnie NBP przeprowadza kompleksowe badanie kosztów gotówki i elektronicznych instrumentów płatniczych, którego wyniki powinny być znane na przełomie 2017-2018 roku.

Modele akceptacji płatności bezgotówkowych w administracji publicznej

Urząd zainteresowany wprowadzeniem transakcji bezgotówkowych samodzielnie, podejmując decyzję o sposobie współpracy z bankiem lub pośrednikiem, ma do wyboru trzy modele.

Pierwszy z nich zakłada kompleksową współpracę z bankiem posiadającym dedykowaną ofertę dla sektora administracji publicznej. Opłata w tym wariancie dotyczy całości usług bankowych. Jeśli spełnione zostaną warunki banku, w niektórych przypadkach istnieje możliwość zwolnienia z opłat. Aby rozpocząć akceptację płatności, niezbędne jest ogłoszenie przetargu na świadczenie usługi bankowej dla urzędu.

Taki wariant stwarza możliwość ograniczenia formalności i wynegocjowania korzystnych stawek za całość usług. Wiąże się on jednak z większym poziomem trudności przy konstruowaniu przetargu oraz ograniczoną liczbą instytucji oferujących kompleksowe rozwiązanie.

Drugi model polega na współpracy w zakresie akceptacji płatności bezgotówkowych. Dostawcą usługi jest pośrednik płatności, np. agent rozliczeniowy, specjalizujący się w akceptacji płatności bezgotówkowych. Ten wariant zakłada różną elastyczność w zakresie struktury opłat u poszczególnych akceptantów. Rozpoczęcie akceptacji następuje po przeprowadzeniu przetargu na usługę, przy czym nie ma konieczności jego organizowania w przypadku ponoszenia kosztów płatności przez obywateli.

Przyjęcie takiego rozwiązania upraszcza procedurę wyłonienia oferenta. Do wad zaliczyć można wyższy koszt akceptacji płatności bezgotówkowych w porównaniu z modelem pierwszym. Współpraca z dodatkową firmą stwarza także więcej formalności.

Urzędy mogą również podjąć współpracę na podstawie powszechnego modelu akceptacji płatności bezgotówkowych w administracji. Prace nad docelowym modelem i zasadami dotyczącymi rozpoczęcia takich transakcji trwają. W tym modelu nie jest jednak przewidziane prowadzenie postępowania zamówienia publicznego. Dopóki trwają prace nad tym rozwiązaniem, nie jest możliwe wskazanie sposobu jego realizacji, zalet i wad.

Koszty

Koszty związane z akceptacją płatności bezgotówkowych dzielą się na trzy kategorie. Pierwszą z nich są koszty jednorazowe, związane zazwyczaj z instalacją terminali lub integracją systemów IT urzędu z systemami płatności internetowych. Drugą stanowią koszty cykliczne, związane np. z wynajmem terminali lub kosztami wsparcia dla systemów IT partnera. Trzecią kategorią są koszty transakcyjne, dotyczące prowizji dla agenta rozliczeniowego za przetwarzanie transakcji.

Przebieg procesu akceptacji płatności bezgotówkowych

Proces akceptacji płatności bezgotówkowych składa się z kilku etapów. Pierwszym z nich jest wybór i zawarcie umowy z agentem rozliczeniowym (bankiem lub inną, wyspecjalizowaną instytucją niebankową) na obsługę płatności bezgotówkowych. W dalszej kolejności następuje przeprowadzenie ewentualnych zmian w systemach IT, szkolenie pracowników w zakresie obsługi tego typu transakcji oraz oznakowanie punktów akceptacji płatności bezgotówkowych w urzędach połączone z edukacją obywateli.

Zawierając umowę z agentem rozliczeniowym, należy zwrócić uwagę na zakres dostarczanych usług, wysokość prowizji od transakcji, opłatę za użytkowanie i instalację terminala, warunki oraz czas umowy. Warto także przyjrzeć się ofercie dodatkowej agenta.

Rozpoczęcie akceptowania zapłaty podatków, stanowiących dochody budżetu gminy, powiatu lub województwa, za pomocą bezgotówkowego instrumentu płatniczego innego niż polecenie przelewu, powinno być poprzedzone stosowną uchwałą rady gminy, powiatu lub sejmiku wojewódzkiego.

Ministerstwo Rozwoju prowadzi obecnie we współpracy z Krajową Izbą Rozliczeniową S.A. pilotażowy projekt płatności bezgotówkowych z użyciem terminali płatniczych POS w jednostkach administracji publicznej. W pilotażu biorą udział , urzędy wojewódzkie, starostwa powiatowe oraz urzędy gmin wiejskich, miejskich i miejsko-wiejskich, które do tej pory nie akceptowały płatności bezgotówkowych w terminalach POS. Równolegle prowadzony jest pilotaż usługi WebPOS Paybynet, umożliwiającej płatności z wykorzystaniem telefonu na stanowiskach obsługi klienta w urzędach. Trwają również prace nad przygotowaniem docelowego Programu upowszechnienia płatności bezgotówkowych we wszystkich urzędach.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

W pierwszym półroczu ubiegłego roku dokonano aż 36,5 tys. kradzieży z kart płatniczych. Co więcej, ponad połowa z nich dotyczyła płatności dokonanymi kartami skradzionymi lub skopiowanymi. Expander ostrzega, aby w czasie przedświątecznych zakupów szczególnie uważać na swój portfel. W tłumie kupujących przestępcy łatwo mogą nam go ukraść.

Do Wielkanocy zostało już tylko kilka dni. W najbliższym czasie sklepy będą przeżywały prawdziwe oblężenie. Przedzierając się przez tłum innych kupujących warto jednak zachować ostrożność. Okresy przedświąteczne to zwykle czas „żniw” dla przestępców. Nie chodzi tylko o tych, którzy włamują się do mieszkań czy domów, gdy ich właściciele spędzają święta u rodziny. Okradzionym można zostać już w czasie świątecznych zakupów.

Skradziony portfel może niestety oznaczać stratę znacznie większej kwoty niż suma, która się w nim akurat znajdowała. Zwykle trzymamy w nim także karty płatnicze, za pomocą których złodzieje również spróbują wypłacić pieniądze. Niestety, często im się to udaje. W pierwszych sześciu miesiącach ubiegłego roku banki zanotowały aż 36,5 tys. zł operacji na kartach płatniczych o znamionach przestępstwa. 27% z nich dotyczyło transakcji dokonanych skradzionymi kartami.

Tak wysokie statystyki są wypadkową kilku przyczyn. Pierwszą z nich jest technologia zbliżeniowa. Płacąc rachunek mniejszy niż 50 zł przestępca nie musi bowiem podawać PINu. Trzeba jednak zaznaczyć, że ten rodzaj płatności posiada zabezpieczenie, w wyniku którego przestępcy nie uda ukraść się zbyt dużej sumy. Po kilku transakcjach system automatycznie zacznie wymagać podania kodu PIN. Dodatkową ochroną jest limit strat. W wyniku płatności wykonywanych zbliżeniowo klienci nie mogą stracić więcej niż równowartość 50 euro (ok. 210 zł).

Większe straty mogą jednak powstać jeśli przestępca pozna PIN karty. Z tego powodu nigdy nie należy go zapisywać na karcie, ani jakimkolwiek przedmiocie trzymanym w portfelu. Podczas wprowadzania kodu na terminalu warto robić to w taki sposób, aby nikt ze stojących za nami w kolejce nie mógł go podejrzeć. Nigdy nie wiadomo przecież czy nie jest to osoba współpracująca ze złodziejem. W przypadku płatności oszukańczych, które nie zostały dokonane zbliżeniowo, klient również jest chroniony przed wysoką stratą. Limit jest jednak wyższy. W tym przypadku nie może ona przekroczyć równowartości 150 euro (ok. 615 zł).

Ostrożnym należy być także dokonując operacji w bankomacie. Przestępcy czasami instalują na nich urządzenia służące do kopiowania kart. Pamiętajmy, że w ubiegłym roku aż 25% oszukańczych transakcji zostało dokonanych właśnie za pomocą zduplikowanych kart. Aby się przed tym uchronić warto zwracać uwagę na to czy klawiatura bankomatu nie wygląda podejrzanie lub czy na bankomacie nie znajduje się ukryta kamerka. W ten sposób przestępcy podpatrują bowiem wprowadzany przez nas PIN.

Niestety zabezpieczenie się przed kradzieżą czy skopiowaniem kraty nie jest proste. Dlatego warto rozważyć skorzystanie z usługi smsowego powiadamiania o dokonanych operacjach. Jeśli dostaniemy wiadomość, a nie dokonywaliśmy płatności, to będzie dla nas sygnał do natychmiastowego zastrzeżenia karty. Jeszcze lepszą ochroną może być ubezpieczenie do karty obejmujące straty poniżej wspomnianych już limitów 50 euro i 150 euro. Niekiedy banki dodają je bezpłatnie, ale zwykle trzeba za nie zapłacić kilka złotych miesięcznie.

 

autor: Jarosław Sadowski, Główny Analityk Expander Advisors

Eksperci

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

Moryc: Podatek Exit Tax wejdzie w życie choć jest krytykowany nawet przez członków rządu

Nowy podatek tzw. “exit tax”, który ma zostać wprowadzony do końca tego roku wzbudza kontrowersje ni...

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

Przasnyski: Praca jest, ale brakuje pracowników

Firmy nadal tworzą sporo nowych miejsc pracy, ale wciąż mają kłopoty z ich obsadzeniem. Problem ten ...

AKTUALNOŚCI

POLAND THE CAN-DO NATION

4 października br. w Nowym Jorku, z inicjatywy PZU, odbędzie się jedno z największych spotkań lideró...

Od 2019 roku nowe przepisy podatkowe dotyczące kryptowalut

W 2019 r. w życie wejść ma pakiet nowych przepisów podatkowych dotyczących walut wirtualnych. Projek...

Rozpocznij z nami swój dzień przed pracą! Ogłaszamy jesienny konkurs z nagrodami

Rozpoczynamy aktywnie dzień jesiennym konkursem z nagrodami! Wystarczy, że pokażesz nam, jak rozpocz...

Awans Polski do grona 25 najbardziej rozwiniętych rynków świata

Jak podaje Polska Agencja Prasowa, w poniedziałek agencja FTSE Russell przekwalifikowała Polskę z gr...

Juncker o UE: potrzebujemy silnej i zjednoczonej Europy

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w swoim dorocznym przemówieniu do Parlamentu...