sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "działania marketingowe"

działania marketingowe

Systemy typu marketing automation cieszą się cały czas sporym powodzeniem zarówno wśród dużych, jak i mniejszych spółek. Jednocześnie te same firmy korzystają równolegle z wyspecjalizowanych agencji marketingu on-line. Jak dobrze ‘zgrać’ pracę systemu i człowieka, aby zapewnić maksymalną synergię i skuteczności działań marketingowych? Odpowiedzi w poniższym artykule.

Marketing automation must have

Wielka fascynacja systemami typu marketing automation rozpoczęła się jakieś 4 lata temu. Dziś te emocje nieco ostygły, a jednocześnie marketing on-line zaliczył ogromny postęp technologiczny. Wiele zmieniło się również w samym podejściu marketerów, w tym szczególnie tych pracujących po stronie specjalistycznych agencji. Obecnie korzystają oni z różnorodnych narzędzi pracy i posiadają szeroką wiedzę, dzięki czemu są w stanie dostarczać klientowi doskonałej jakości ruch i bardzo precyzyjne leady. Firmy, które wdrożyły już u siebie system marketing automation, a jednocześnie korzystają z usług agencji marketingowych, powinny dążyć do synergii i maksymalnej współpracy tych dwóch obszarów, gdyż takie połączenie może okazać się niesamowicie skuteczne.

Zanim klient trafi do systemu MA

Czynnik ludzki okazuje się być niezastąpiony w wielu obszarach marketingu. Podobnie rzecz ma się w przypadku tworzenia ‘gruntu’ pod zintegrowane kampanie on-line angażujące wiele kanałów. Stąd już na etapie konstruowania planu komunikacji, rola agencji marketingowej jest nie do przecenienia. To jej pracownicy podejmują strategiczne decyzje dotyczące samego przekazu kampanii czy doboru narzędzi mediowych. Kiedy natomiast zostanie ona uruchomiona, agencja rozpoczyna wymagające niezwykłej precyzji i wyczucia produktu, procesy targetowania oraz mikrotargetowania. Optymalizacja jest prowadzona na bieżąco i dotyczy ona również obrazu faktycznej grupy celowej. W tym z kolei niezwykle pomocne okazują się być ‘sprinty’, czyli etapy podziału kampanii dokonywane przez agencję. Obraz odbiorców, może okazać się bowiem zupełnie inny niż założony pierwotnie przez klienta czy samą agencję.

Leady w systemie MA

Odbiorcy pochodzący z kampanii optymalizowanych przez agencję to w większości leady gotowe do zakupu. W tym momencie właśnie, wprowadzając je do systemu MA, możemy uzyskać maksymalne usprawnienie pracy handlowców oraz automatyzację procesu lead nurturing. Oczywiście rola tych narzędzi nie musi ograniczać się tylko do zbierania i porządkowania kontaktów pozyskanych dzięki kampaniom agencyjnym. W końcu ‘podgrzewają’ one leady pochodzące z innych, niż kampanie reklamowe źródeł. Jeśli jednak mówimy o pozyskiwaniu nowych leadów i przygotowaniu ich do zakupu, synergia działań mediowych, marketing automation, jak również PR jest jak najbardziej wskazana i może zapewnić bardzo dobre wyniki.

Istotna rola klienta

Nie od dziś wiadomo, że współpraca, niezależnie od obszaru o którym mówimy, częściej przynosi lepsze efekty niż działanie w pojedynkę. Nie inaczej jest w przypadku działań reklamowych prowadzonych przez agencje a system marketing automation. Wiele w tym wypadku zależy jednak od samego klienta, który powinien spojrzeć na działania marketingowe dla swojej marki w sposób holistyczny i od początku dążyć do synergii pracy specjalistów agencyjnych z wdrożonym w jego firmie narzędziem.

Autor: Anna Kacprzyk, Digital Team Leader. Z agencją Adexon związana od 2015 roku.

Przyspieszający proces cyfrowej transformacji sprawia, że firmy praktycznie w każdej branży rokrocznie generują coraz więcej danych. O uzyskaniu przewagi biznesowej decyduje dziś nie tylko zdolność organizacji do zagwarantowania wysokiej dostępności danych ale także do wykorzystania ukrytego w nich potencjału. Dlatego firmy coraz częściej decydują się sięgnąć po bardziej zaawansowane rozwiązania do analizy danych niż arkusz kalkulacyjny. Małe i średnie organizacje mogą skorzystać np. z analityki biznesowej opartej na chmurze. Jakie argumenty skłaniają je do wdrożenia takich rozwiązań?

Big Data, Bug Data – ogrom danych stanowi wyzwanie dla współczesnych firm

Tak jak dotychczas ropa naftowa, tak dziś dane zaczynają stanowić główną siłę napędową światowej gospodarki. Proces cyfryzacji obejmuje już nie tylko najbardziej rozwinięte rynki ale także te wschodzące. Organizacje powszechnie wykorzystujące komputery, aplikacje, a od niedawna także sensory Internetu rzeczy, zainicjowały wzrost ilości danych, jakiego nie obserwowaliśmy nigdy wcześniej. Analitycy IDC przewidują, że do 2025 roku cyfrowy wszechświat osiągnie wielkość 180 zetabajtów (tj. 180 i 21 zer). To oznacza, że przez 10 lat ilość danych wzrośnie ponad 18-krotnie. Skąd takie liczby? Wystarczy wspomnieć, że nowoczesny samochód może mieć kilkadziesiąt sensorów IoT i mikroprocesorów generujących nawet 100 GB danych na godzinę. Z kolei według szefa Intela, tylko jeden autonomiczny pojazd będzie wytwarzać lub zużywać około 4 tysięcy GB w ciągu doby. Danych przybywa w ogromnym tempie a organizacje mają coraz większy problem z wykorzystaniem ich potencjału. Firmy przechowują na serwerach także coraz więcej bezużytecznych, przeterminowanych informacji (tzw. Bug Data), które straciły wartość biznesową. Przewagę konkurencyjną osiągają dziś te przedsiębiorstwa, które potrafią szybko i skutecznie przeanalizować posiadane dane, odrzucić zbędne informacje, a z tych wartościowych wyciągnąć wnioski usprawniające pracę i planowanie działań.

Coraz więcej organizacji używa chmury do usprawnienia analityki biznesowej

Firma analityczna Gartner przewiduje, że do 2020 roku niewykorzystywanie chmury będzie w przedsiębiorstwach zjawiskiem tak rzadkim, jak obecnie brak dostępu do Internetu. W ramach usługowego IT firmy mogą skorzystać z najróżniejszych rozwiązań, począwszy od samej infrastruktury w chmurze aż po rozmaite aplikacje w modelu SaaS. Spośród nich firmy i instytucje coraz częściej wdrażają aplikacje typu BIaaS (Business Intelligence as a service, czyli analityka biznesowa w oparciu o chmurę). Według niedawnego badania firm Vanson Bourne i Barracuda, w regionie EMEA już 51 proc. organizacji korzysta z usług analityki danych w chmurze publicznej. Z kolei raport agencji badawczych BARC i Eckerson mówi, że w ciągu najbliższego roku 78 proc. przedsiębiorstw planuje zwiększyć wykorzystanie chmury do analityki biznesowej i zarządzania danymi. Prognozy MarketsandMarkets mówią, że wartość całego rynku Business Intelligence wzrośnie z 17 mld dol. w 2016 roku do blisko 27 mld dol. w 2021 roku. Co istotne, jednym z głównych bodźców rozwoju tego rynku będzie coraz powszechniejsze wykorzystywanie chmury obliczeniowej oraz rosnąca popularność urządzeń w ramach Internetu rzeczy.

Dzięki chmurze analityka danych wychodzi poza krąg wielkiego biznesu

Do niedawna grupa użytkowników rozwiązań Business Intelligence ograniczała się do największych organizacji, szczególnie tych z sektora bankowego, ubezpieczeniowego czy telekomunikacyjnego. Tylko te największe podmioty stać było na przeprowadzenie skomplikowanych i kosztownych wdrożeń, czasem jedynie pilotażowych. Duże przedsiębiorstwa z tych branż dostrzegały też największe korzyści z inwestycji w systemy BI, ponieważ odkrycie trendów związanych np. z zachowaniami klientów pozwala im optymalizować działania marketingowe i sprzedażowe. Obecnie także średnie i małe firmy mogą, m.in. dzięki aplikacjom BIaaS, przekonać się o atutach analityki biznesowej, a chęć uzyskania przewagi rynkowej sprawia, że tego typu rozwiązania stają się wręcz nieodzowne.

Model cloud pozwala MŚP uniknąć wysokich kosztów wdrożenia analityki biznesowej

Na korzyść sektora MŚP przemawia widoczny w ostatnich latach rozwój narzędzi BI udostępnianych w chmurze. Zazwyczaj są one uproszczone względem tych on-premise dla sektora korporacyjnego, jednak z reguły w pełni zaspokajają potrzeby MŚP. Co najważniejsze, zastępują nieadekwatne już do dzisiejszych realiów biznesowych, a wciąż najbardziej rozpowszechnione narzędzie do analityki w Polsce, czyli arkusze kalkulacyjne. Dla małych i średnich firm częstym wyzwaniem są koszty inwestycyjne nowych projektów, w tym opłaty za licencje. Analityka w chmurze ma tę zaletę, że zakup narzędzia w modelu cloud pozwala uniknąć wysokich kosztów wstępnych, ponieważ firma uiszcza opłatę za usługę w postaci comiesięcznego abonamentu. Raport BARC i Eckerson pokazuje, że mniejsze organizacje są bardziej skłonne wdrażać narzędzia BI lub hurtownie danych w chmurze niż sektor dużych przedsiębiorstw. Jedną z przyczyn takiego trendu jest fakt, że mniejsze firmy z reguły nie mają rozbudowanej infrastruktury IT starszej generacji ani działu IT, który niejednokrotnie spowalnia proces migracji do chmury. To pozwala sektorowi MŚP przeskoczyć bezpośrednio z ery arkusza kalkulacyjnego do zaawansowanego narzędzia analitycznego w chmurze, z pominięciem pośrednich etapów.

Moduły Cloud BI skutecznie wspierają inne narzędzia do zarządzania działalnością firmy

Wiele organizacji korzysta z popularnych narzędzi zarządzania danymi i procesami w firmie. Wśród najbardziej rozpowszechnionych są systemy CRM (zarządzanie relacjami z klientami), ERP (planowanie zasobów przedsiębiorstwa), czy oprogramowanie finansowe. W przypadku specyficznych branż mogą to być też systemy zarządzania magazynem (WMS) lub produkcją (MES). Każde z tych narzędzi spełnia swoją funkcję, jednak dopiero uzupełnienie go modułem analitycznym pozwala wykorzystać pełny potencjał danych, które nieustannie gromadzi i przetwarza dany system. Stąd coraz więcej firm skłania się do zainwestowania w dodatkowy moduł analityczny bazujący na chmurze, szczególnie że zastosowanie modelu usługowego znosi wiele barier związanych z wdrożeniem i uruchomieniem usługi. Przejście od rozwiązań lokalnych do chmurowych sprzyja też rozwojowi analityki mobilnej, gdzie przedsiębiorca może monitorować dane, procesy i trendy za pośrednictwem urządzeń przenośnych.

Analityka w chmurze a kwestia bezpieczeństwa danych

Jednym z czynników spowalniających wykorzystanie chmury w analityce biznesowej, ale też innych obszarach, jest obawa o bezpieczeństwo danych. Wiele polskich firm i instytucji wciąż boi się wyprowadzać dane na zewnątrz – poza swoją organizację, a w przypadku chęci migracji do chmury lub zewnętrznego centrum danych, poza obszar kraju. W Aruba Cloud zauważamy ten problem i między innymi dlatego postanowiliśmy rozszerzyć europejską sieć chmurowych centrów danych o kolejny obiekt, który jeszcze w tym roku zostanie uruchomiony w Polsce. To szczególnie ważne dla tych podmiotów, które chciałby np. ulokować aplikacje do analityki biznesowej w naszej infrastrukturze IaaS, ale zależy im na przechowywaniu danych wyłącznie w Polsce.

Co więcej, praktyka pokazuje, że większość nowoczesnych organizacji wykonuje zdecydowany zwrot ku chmurze m.in. właśnie w celu lepszej ochrony zasobów IT. Niedawne badanie firmy NetApp, technologicznego partnera Aruba Cloud, pokazało, że główną motywacją przedsiębiorstw z regionu EMEA przy wdrażaniu chmury jest chęć zwiększenia poziomu bezpieczeństwa. 60 proc. dyrektorów ds. IT z tego regionu dostrzega możliwość usprawnienia ochrony zasobów informatycznych poprzez wykorzystanie modelu cloud.

Chmura, Cloud BI i perspektywa wejścia w życie RODO

Warto też zwrócić uwagę na to, jakie korzyści oferuje chmura w kontekście RODO, czyli rozporządzenia ogólnego o ochronie danych osobowych (ang. GDPR), które zacznie obowiązywać 25 maja 2018 roku. Jedną z nich jest możliwość przeniesienia części obowiązków i odpowiedzialności na dostawcę usług w modelu IaaS. Sprawdzony usługodawca posiada zarówno certyfikowaną infrastrukturę jak też rygorystyczne procedury, które pozwalają zachować bezpieczeństwo danych i zgodność z wymogami prawa. Warto wspomnieć, że dostawcy usług w chmurze od samego początku śledzili unijną inicjatywę RODO, a niektórzy z nich byli zaangażowani w jej rozwój. Bezpieczeństwo danych powierzonych przez klientów, to absolutny priorytet dla naszej branży. Dlatego Aruba Cloud wspólnie z koalicją ponad 20 dostawców usług infrastruktury chmurowej w Europie (CISPE) wprowadziła kodeks postępowania w dziedzinie ochrony danych. Zgodnie z nim dostawcy usług IaaS nie mogą eksplorować danych ani profilować danych osobowych klientów na potrzeby marketingu, reklamy lub podobnych działań. Nie mogą tego czynić ani na potrzeby własne ani w celu odsprzedaży stronom trzecim. To tylko jedno z wielu obostrzeń, jakie nałożyli na siebie usługodawcy. Istotnym faktem jest to, że kodeks CISPE wyprzedził wprowadzenie RODO i jest on zgodny z wymaganiami określonymi w unijnym rozporządzeniu, które zacznie obowiązywać w 2018 roku.

Autor: Marcin Zmaczyński, dyrektor regionalny Aruba Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej

Jako klienci jesteśmy codziennie wręcz zalewani falą materiałów reklamowych. Wiadomości sms, e-maile, banery i komunikaty wyświetlające się na portalach internetowych. Listy otrzymywane pocztą tradycyjną i rozmowy telefoniczne to dzisiaj tylko ułamek komunikacji marketingowej. W takich realiach coraz większe znaczenie ma odpowiedni dobór treści, grupy docelowej, formy i momentu kontaktu. Skuteczne działania marketingowe wymagają wykorzystania narzędzi IT do dokładnej analizy danych. Ogromnej ilości danych. Według organizacji Foundation Capital z siedzibą w Dolinie Krzemowej, wydatki na nowe technologie dostosowane do potrzeb marketingowych mają sięgnąć 120 miliardów dolarów do 2025 roku.

Już w 2013 roku firma Gartner przewidywała, że w ciągu 5 lat wydatki szefów marketingu na technologię przewyższą wydatki samych szefów technologii. Te prognozy nie wzbudzały zdziwienia, gdyż wraz z przeniesieniem komunikacji z klientem do Internetu, projekty z zakresu marketingu cyfrowego zaczęły odgrywać kluczową rolę w niemal każdej organizacji. Kontakt z klientem ma ogromne znaczenie. Granice między działaniami sprzedażowymi, marketingowymi i obsługą klienta coraz bardziej się zacierają, a specjaliści ds. marketingu cyfrowego zaczynają mieć decydujący głos w sprawie budowania strategii interakcji z klientem.

Marketing napędzany przez IT

Według danych firmy badawczej TDWI, to właśnie działy marketingu najczęściej jako pierwsze decydują się na wdrożenie zaawansowanych systemów analitycznych. Wynika to z faktu, że systemy informatyczne są niezbędne do podejmowania efektywnych działań w kluczowych obszarach, do których należy zaliczyć digital marketing, analizy tzw. „customer journey”, e‑commerce czy zarządzanie bazami klientów i relacjami z nimi (CRM).

Szefowie działów marketingu są niezwykle ważną grupą dla firm technologicznych, gdyż coraz częściej to właśnie oni podejmują decyzje o wdrożeniu nowych technologii w firmie. Dotyczy to w szczególności systemów analitycznych, które dziś na nowo definiują rolę marketingu i są kluczem do efektywnego kontaktu z klientem. Na podstawie gromadzonych danych możemy uzyskać niezwykle precyzyjny obraz kupującego. To z kolei pozwala na lepsze dostosowanie oferty do indywidualnego klienta i w efekcie zwiększenie szansy na sprzedaż – tłumaczy Krzysztof Skaskiewicz, Advisory Business Solution Manager w SAS.

Biznes uczy się, jak wykorzystywać sztuczną inteligencję w marketingu

Ponad połowa menedżerów przebadanych przez PwC w ramach 2017 Global Digital IQ® Survey zadeklarowała, że inwestuje w projekty z zakresu sztucznej inteligencji. To wciąż niewiele, biorąc pod uwagę potencjał tej technologii, wynikający chociażby z możliwości wbudowania automatycznych procesów analitycznych w każdy mechanizm odpowiadający za kontakt z klientem co przekłada się na usprawnienie działań marketingowych.

Chcąc pomóc zrozumieć, jakie korzyści niesie ze sobą zwrot ku technologiom wykorzystującym sztuczną inteligencję, SAS – lider analityki biznesowej – określił  sześć podstawowych sposobów na wykorzystanie AI w działaniach marketingowych.

  1. Wsparcie procesów decyzyjnych – Obecnie celem działów marketingowych jest przedstawienie klientowi oferty, która pomoże mu zrealizować jego własny cel (innymi słowy, odpowie najlepiej na potrzeby tego klienta). Przykładowo, osoby zapisane na zajęcia ze szkoły rodzenia mogą otrzymać kupony na zakup ubranek dla dzieci. Klienci są dzieleni na segmenty w oparciu o historię ich decyzji zakupowych. Sztuczna inteligencja (Artificial Intelligence), w tym uczenie maszynowe (Machine Learning), pozwalają przewidzieć, w jaki sposób kupujący z poszczególnych grup zareagują na określoną ofertę. Wykorzystując takie mechanizmy, można w razie potrzeby dobrać ofertę do (przewidywanych) oczekiwań klienta.
  2. Wsparcie działań z zakresu cross-selling oraz up-selling – Celem projektów z zakresu cross-sell jest zwiększenie przychodu pochodzącego od poszczególnego kupującego, budując jednocześnie jego lojalność wobec marki. Uzupełniają je działania up-sell, w ramach których konsumenci są m.in. zachęcani do nabywania nowszych, droższych wersji produktów. Sztuczna inteligencja pozwala zwiększyć efektywność tych działań, wykorzystując potencjał ogromnych ilości danych, którymi dysponuje przedsiębiorstwo. Dane są generowane podczas każdej interakcji klienta z marką – przechowywane w systemach transakcyjnych, tworzone przez każde wyświetlenie strony internetowej, zapisywane jako rezultaty poprzednich kampanii.
  3. Poznanie Głosu Klienta (Customer Voice) – Analiza oczekiwań i potrzeb klientów ma kluczowe znaczenie w procesie przygotowywania ofert produktów czy usług. Wyzwaniem jest poznanie opinii kupujących. Klienci wyrażają je za pośrednictwem różnych kanałów: wiadomości e-mail, komentarze na forach czy wpisy w mediach społecznościowych stanowią obecnie podstawowe z nich. Sztuczna inteligencja umożliwia zautomatyzowane przetwarzanie takich treści poprzez analizę języka naturalnego (Natural Language Processing) oraz obrazów (Digital Image Processing). Dzięki temu firmy mogą poznać stosunek klientów do oferowanych produktów, a nawet ocenić poziom intensywności emocji, które towarzyszą ich opiniom.
  4. Usprawnienie kontaktu z klientem – Nawet najlepszy posiłek nie będzie dobrze smakował, jeżeli obsługa jest fatalna. To twierdzenie można odnieść do każdego rodzaju biznesu, gdyż kontakt z klientem ma znaczący wpływ na odbiór danej marki. Sztuczna inteligencja wspiera m.in. pracowników call center, którzy często stoją na pierwszej linii frontu obsługi klienta. Na podstawie informacji o dzwoniącym, system może pomóc konsultantowi lepiej przygotować się do rozmowy i w efekcie szybko i skutecznie rozwiązać problem.
  5. Łączona analiza danych z wielu źródeł – „Co o nas mówią w Internecie?” – takie pytanie zadaje niemal każda osoba decyzyjna w organizacji, od prezesa po szefa marketingu. Jednak, aby uzyskać pełen obraz sytuacji, informacje pochodzące z sieci nie mogą być analizowane w oderwaniu od danych z innych kanałów. Sztuczna inteligencja umożliwia szybsze przetwarzanie dużych zbiorów zróżnicowanych i detalicznych danych.
  6. Działanie w czasie rzeczywistym – Potrzeby współczesnych klientów zmieniają się bardzo szybko. W dobie Internetu czas od decyzji o zakupie do samego zakupu może wynieść kilka minut. Dlatego niezwykle ważne jest działanie w czasie rzeczywistym. Konieczne jest podejmowanie natychmiastowych decyzji jakie oferty i informacje należy prezentować w oparciu o bieżące aktywności podejmowane przez klienta, na przykład w czasie przeglądania stron internetowych. Celem jest jak najszybsze zaproponowanie oferty, która wzbudzi zainteresowanie kupującego. Sztuczna inteligencja umożliwia identyfikowanie wzorców zachowań, co z kolei pozwala na szybsze działanie i przygotowanie oferty, która w danym momencie zwróci uwagę konsumenta. Dodatkowo, systemy analityczne wykorzystujące sztuczną inteligencję pozwalają na tworzenie różnorodnych scenariuszy biznesowych. Dzięki temu możemy przewidywać skutki danej kampanii marketingowej, minimalizując straty związane z błędnymi decyzjami.

Więcej na temat systemów marketingowych działających w czasie rzeczywistym i wykorzystania sztucznej inteligencji w marketingu będzie można dowiedzieć się podczas spotkania SAS CI Roadshow 2017, które odbędzie się 3.10.2017 w Warszawie. Informacje na temat spotkania znaleźć można pod adresem http://go.sas.com/zzf16k.

Źródło: SAS Institute

Franczyza to bez wątpienia atrakcyjna forma prowadzenia biznesu. Działalność pod rozpoznawalną marką, oferowanie uznanego produktu czy możliwość korzystania z doświadczeń innych, zdecydowanie ułatwiają osiągnięcie sukcesu. W tego typu umowie o współpracy czaić się jednak mogą rozmaite pułapki i obostrzenia. Na co należy zatem zwrócić uwagę przed podpisaniem kontraktu franczyzowego?

Biznesów opartych o koncept franczyzowy przybywa w Polsce w zasadzie z dnia na dzień. I nie ma w tym nic nadzwyczajnego – dużo łatwiej jest przecież prowadzić działalność pod rozpoznawalnym i stabilnym brandem, niż mozolnie budować własną markę.

Ponieważ jednak każdy kij ma dwa końce, oprócz korzyści związanych z tego typu współpracą, każdy z franczyzobiorców musi także liczyć się z pewnymi, stawianymi wobec niego wymogami. Oto 7 aspektów, na które należy zwrócić uwagę, decydując się na podpisanie umowy franczyzowej.

1. Dokładna analiza warunków współpracy

– Jednym z najczęściej popełnianych błędów przez przedsiębiorców stawiających swoje pierwsze kroki w nowym biznesie jest… nieczytanie podpisywanych przez siebie umów franczyzowych i brak rozmowy na temat jej poszczególnych zapisów – mówi Przemysław Tymczyszyn, jeden z twórców najdynamiczniej rozwijającego się konceptu franczyzowego w ubiegłym roku – marki Makarun, który dodatkowo, wraz ze wspólnikiem – Marcinem Szworakiem – jest specjalistą w zakresie systemów franczyzowych, mając zarazem na swoim koncie co najmniej kilka wdrożonych projektów biznesowych tego typu.

Przyczynę zaniechania na ogół stanowi rozległość i duży poziom szczegółowości dokumentów, będące efektem chęci uwzględnienia w nich wielu wyjątkowych sytuacji. W konsekwencji niejeden franczyzobiorca nie wykonuje swoich zobowiązań nie dlatego, że są one zbyt uciążliwe, ale często… po prostu o nich nie wie.

– W tego typu umowach ważne są także zapisy mające chronić przedsiębiorcę i zapewniać mu swobodne prowadzenie biznesu np. w sytuacjach, gdy marka zmieni właściciela – dodaje Marcin Szworak.

2. Wsparcie w zakresie wyboru lokalizacji

O tym, że każdy potencjalny franczyzobiorca powinien od sieci, do której planuje przystąpić otrzymać konkretną pomoc w zakresie wyboru miejsca prowadzenia biznesu, nie trzeba chyba nikogo przekonywać.

– Niestety, jak wynika z naszych obserwacji, nie wszystkie marki przykładają do tego odpowiednią wagę. Wciąż istnieje szereg konceptów, których twórcom zależy przede wszystkim na otwarciu jak największej ilości punktów – bez dokładnej analizy opłacalności danej lokalizacji – przestrzegają twórcy Makarun’a.

3. Czas obowiązywania umowy

Kolejnym elementem, na który należy zwrócić uwagę, jest czas obowiązywania umowy. Optymalnym rozwiązaniem jest okres, który przede wszystkim zabezpieczy franczyzobiorcę w osiągnięciu zwrotu z inwestycji oraz rozsądnego zarobku – np. tożsamy z okresem wynajmu lokalu – zwłaszcza jeśli decydujemy się na uruchomienie firmy pod dachem galerii handlowej.

Krótsze zobowiązania mogą bowiem stawiać franczyzobiorcę w trudniejszej pozycji negocjacyjnej po zakończeniu umowy, czego efektem będzie konieczność godzenia się na mniej korzystne warunki współpracy. Oczywiście krótki okres umowy z pierwszego punktu widzenia może wydawać się atrakcyjny, jednak po dłuższej analizie może ono nieść za sobą dużo gorsze konsekwencje, jak konieczność opuszczenia lokalu, w który franczyzobiorca zainwestował niemały kapitał.

4. Działania promocyjne i marketingowe

– Decydując się na rozpoczęcie działania pod znaną marką z całą pewnością należy sprawdzić, jakie działania marketingowe leżą po stronie franczyzodawcy, a jakie po naszej. Promocja to bez wątpienia istotny element wspierający biznes, który może zadecydować o jego sukcesie lub porażce – wyjaśnia Przemysław Tymczyszyn.

Wszelkie tego typu działania powinny zatem zostać w umowie ściśle sprecyzowane. A brak konkretów w tym zakresie skutkować może szeregiem nieporozumień w trakcie współpracy dla obydwu stron.

– Warto również dodać, że brak funduszu marketingowego lub brak formalnych wymogów ze strony franczyzodawcy nie oznacza przecież braku konieczności wydawania pieniędzy na marketing. Założyć należy również stosowny budżet na działania marketingowe prowadzone na rynku lokalnym, często mogą przynosić dużo lepszy efekt dla danego franczyzobiorcy – dodają eksperci.

5. Zakaz konkurencji

Co oczywiste, wielu franczyzodawców broniąc się przed ewentualnymi próbami otwarcia „bardzo podobnego biznesu” opartego o „bardzo podobny pomysł” pod autorską marką, wprowadza do swoich umów zapisy o zakazie konkurencji.

Takie obostrzenia, o ile pozostają zgodne z polskim prawem, są czymś naturalnym – wszak sieć oferuje franczyzobiorcy kompletne, wypracowane przez lata „know how” i nie chce, by ktoś na podstawie tej wiedzy prowadził działania pod konkurencyjnym szyldem, a zdarza się, że ów szyld do złudzenia przypominać będzie ten dotychczasowy…

Należy jednak zwrócić uwagę, aby zapisy te nie były zbyt rygorystyczne – w przeciwnym razie, po zakończeniu takiej współpracy, możemy wręcz zostać zmuszeni do całkowitej zmiany branży, w której z sukcesami funkcjonowaliśmy przez ostatnie lata.

6. Szczegółowość otrzymywanych danych

Istotne również jest to, na jak szczegółowe dane i informacje możemy podczas startu biznesu liczyć ze strony franczyzodawcy.

– Pamiętajmy, aby nigdy nie operować na zbyt dużym poziomie ogólności. Jeśli nasz partner nie jest w stanie przygotować np. indywidualnych kalkulacji finansowych (obejmujących zarówno kosztów inwestycji, jak i prognozowanych zysków), bierzemy na siebie bardzo duże, i co gorsza zupełnie niepotrzebne ryzyko – podpowiada z kolei Marcin Szworak

7. Konieczność akceptowania wszystkich narzucanych warunków

Na koniec zaś element, który stanowi de facto podstawę omawianej współpracy. Umowy franczyzowe z natury są jednostronne i w zasadzie nie ma tu miejsca na większe ustępstwa. Muszą one bowiem umożliwiać franczyzodawcy utrzymywanie standardów sieci oraz zabezpieczają markę przed konsekwencjami ewentualnej samowoli franczyzobiorców.

– Zapisy te działają jednak w obydwie strony – dzięki temu my, jako franczyzobiorcy również jesteśmy w pewien sposób chronieni. To swego rodzaju gwarancja utrzymania spójności wizerunku całego brandu – opisują twórcy Makarun’a.

A na potwierdzenie tego argumentu dodają: – Wyobraźmy sobie, że jeden z przedsiębiorców działających pod tym samym szyldem co nasz, w ramach tej samej sieci franczyzowej, rozpoczyna kampanię reklamową z użyciem autorskiej piosenki disco-polo i plakatów z wizerunkiem nie do końca ubranych pań, podczas gdy naszymi klientami są panie w średnim wieku… Czy wobec tego, na pewno cieszylibyśmy się z tych mniej rygorystycznych zasad współpracy? – pytają retorycznie.

 

Źródło: Agencja Publicum

Jak wynika z najnowszych danych GUS, deweloperzy nie zwalniają tempa i budują coraz więcej. Liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto w maju, wzrosła rok do roku o 56,2%. Nadal wysoki procent sprzedaży stanowią transakcje gotówkowe. Popyt jest w dużej mierze napędzany przez obcokrajowców.

Od początku roku wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym na budowę 106 841 mieszkań, co oznacza 38,3 proc. wzrost w stosunku do 2016 r. Liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, też jest imponująca. Liczba oddanych do użytku mieszkań wyniosła 63 903 lokali, a udział deweloperów jest znaczący w tej puli i wynosi 29 658 tysięcy mieszkań. Rynek deweloperski jest nadal w fazie ożywienia i mimo głosów, że koniec MdM osłabi koniunkturę na rynku, a Mieszkanie Plus zabierze klientów, nic takiego póki co nie ma miejsca.

– Podobnie jak w poprzednich latach, które charakteryzowały się historycznie dobrymi wynikami, tak i w tym roku ostrożnie podchodzimy do wieszczenia kolejnych rekordów, jednak dane GUS nastrajają nas bardzo pozytywnie i z dużą uwagą przyglądamy się kolejnym raportom o stanie branży – mówi Konrad Płochocki, Dyrektor Generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Dobrą sytuację potwierdza również francuski deweloper z ugruntowaną pozycją na rynku polskim, firma Bougues Immobilier Polska.

– Widzimy w naszych biurach sprzedaży, że popyt na mieszkania nie słabnie. Mamy inwestycje, które niemal w połowie wyprzedają się na etapie przedsprzedaży. Z naszych obserwacji wynika, że nadal znaczna część zakupów to transakcje gotówkowe, w II kwartale 2017 stanowiły one 43%. Oznacza to, że mieszkania nadal stanowią preferowaną formę inwestycji kapitału, przez co popyt nie ulega większym wahaniom – mówi Krzysztof Foder, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska.

Jeżeli chodzi o powody tego stanu rzeczy, to z pewnością możemy wymienić wśród nich bardzo dobrą, dającą poczucie bezpieczeństwa sytuację na rynku pracy oraz niskie stopy procentowe, które zachęcają ludzi zarówno do zakupu mieszkań pod inwestycje, jak i zapewniają łatwiejszy dostęp do kredytów hipotecznych.

– Znaczenie będą miały także zmiany wprowadzone przez rząd w programie Mieszkanie dla Młodych, które sprawiły, że już w sierpniu będzie możliwe złożenie wniosku i uzyskanie dopłaty do mieszkania z puli 100 milionów złotych. Dzięki temu kolejne rodziny będą miały możliwość skorzystania ze wsparcia. Popularność programu pokazuje, że Rząd powinien rozważyć jego przedłużenie – dodaje Płochocki.

Wysoka sprzedaż napędzana przez obcokrajowców

Nie ulega wątpliwości, że wysoką sprzedaż mieszkań deweloperzy zawdzięczają w dużej mierze obcokrajowcom. Ukraińcy, Niemcy i Brytyjczycy coraz częściej inwestują w nieruchomości w Polsce. W ubiegłym roku kupili aż 6,4 tys. lokali w największych polskich aglomeracjach. W odniesieniu do województw, prym wiedzie: mazowieckie (blisko 294 tys. mkw. kupionej powierzchni), małopolskie (99,2 tys. mkw.) oraz dolnośląskie (57,2 tys. mkw.). Z wstępnych szacunków wynika, że ten trend będzie się utrzymywał i nowe mieszkania nie będą długo czekały na nabywców. Popyt stymulowany przez zagranicznych nabywców z pewnością będzie miał przełożenie nie tylko na podaż, ale też podejście do potencjalnych klientów.

– Większość deweloperów już od dawna zdaje sobie sprawę, że dużą grupę nabywców stanowią osoby z zagranicy. W związku z tym strony internetowe w języku angielskim czy odpowiednio dostosowane działania marketingowe, stają się powoli standardem. W naszym centralnym Biurze Sprzedaży jest interaktywny ekran, na którym można zobaczyć inwestycje mieszkaniowe w formie 3D. Istnieje możliwość obracania bryłą budynku, sprawdzania ekspozycji mieszkania na światło dzienne i widoku z balkonu. Posługiwanie się obrazami
i intuicyjny interfejs sprawiają, że to narzędzie jest dużo bardziej przyjazne obcokrajowcom, niż tradycyjny folder – dodaje Foder.

Inwestorzy obserwują rynek i dostosowują się do jego wymagań, dzięki czemu rynek deweloperski jest stabilny – nie ma galopujących cen ani zakupów spekulacyjnych. Wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie dla branży równie dobry, jak ubiegły.

 

Źródło: Bougues Immobilier Polska

Polacy coraz chętniej rezygnują z gotówki, a średnia liczba transakcji przy użyciu kart płatniczych wzrosła od 2010 roku aż czterokrotnie. Pod względem popularności płatności zbliżeniowych nasz kraj jest europejskim liderem. Preferencje klientów zmuszają sprzedawców do wprowadzenia właściwej infrastruktury transakcyjnej. Uruchomiony z początkiem czerwca br. Program Wsparcia Obrotu Bezgotówkowego ma ułatwić firmom rozpoczęcie przyjmowania płatności elektronicznych.

Ustanowione 12 czerwca 2017 roku porozumienie Ministra Rozwoju i Finansów, Związku Banków Polskich oraz przedstawicieli Visa i Mastercard rozpoczyna Program Wsparcia Obrotu Bezgotówkowego i służy przede wszystkim popularyzacji transakcji bezgotówkowych w Polsce wśród przedsiębiorców, którzy do tej pory nie przyjmowali tej formy płatności.

Dwustronne korzyści

Według badania Izby Gospodarki Elektronicznej „Płatności cyfrowe 2016”, transakcje kartą w sklepach stacjonarnych preferuje już 30% ankietowanych. Z punktu widzenia klienta wygoda i szybkość to największe zalety zakupów kartami płatniczymi. Skraca to jego czas oczekiwania w kolejce, a także cały proces transakcji. Dodatkowo, plastikowe karty można zabezpieczyć na wypadek kradzieży – w przeciwieństwie do gotówki, którą w takiej sytuacji trudno odzyskać. Wciąż jednak nie wszyscy sprzedawcy dają klientom możliwość płatności bezgotówkowych, głównie w obawie o wysokie koszty prowadzenia czy problemy techniczne. Wbrew pozorom jest to jednak tańsza alternatywa dla tradycyjnych transakcji, które w rzeczywistości generują liczne koszty ukryte. Sprzedawcy często nie zauważają, że ponoszą wydatki związane m.in. z wpłatami i wypłatami z rachunku bankowego, błędami w wydawaniu reszty, ubezpieczeniem czy kradzieżą gotówki, podczas gdy transakcje kartowe usprawniają proces obsługi klienta czy księgowania płatności. Wprowadzenie terminala oznacza więc większy komfort nie tylko dla klientów, ale też właścicieli sklepów oraz jego pracowników.

Wyższy poziom marketingu

Już 23% Polaków codziennie korzysta z karty płatniczej, z roku na roku spada też średnia kwota za pojedynczą transakcję, co pokazuje, że ta forma płatności staje się dla nas całkowicie naturalnym i wygodnym rozwiązaniem. Ta tendencja jest bardzo korzystna z punktu widzenia sprzedawców i analizy danych, gdyż otrzymujemy pełny wykaz aktywności klientów związanych z płatnościami kartą. Sukcesywnie zwiększająca się liczba płatności bezgotówkowych to także coraz większe możliwości marketingu transakcyjnego, który już teraz uważany jest za przyszłość marketingu – mówi Jarek Sygitowicz, współzałożyciel ZenCard, narzędzia do tworzenia programów lojalnościowych, opierającego się o marketing transakcyjny.

Dzięki marketingowi transakcyjnemu sprzedawca otrzymuje dostęp do danych o zakupach konsumentów dokonywanych „plastikiem”, a na podstawie dokładnej analizy może tworzyć spersonalizowane oferty i wysyłać dedykowane komunikaty. Działania marketingowe bazujące na poprzednich wyborach klientów pozwalają na skuteczne dopasowanie oferty do potrzeb kupujących, dzięki czemu wzrastają sprzedaż i obroty firmy.

Rosnąca popularność obrotu bezgotówkowego w Polsce wynika z obustronnych korzyści – klientów i sprzedawców. Płatności kartą to przede wszystkim wygoda, która w dzisiejszych czasach często decyduje o wyborach zakupowych klientów. Szybkość transakcji, brak wypłat z bankomatu czy wreszcie wady przy otrzymywaniu reszty, skutecznie przekonują Polaków do płacenia zbliżeniowo. Z kolei dla sprzedawców taka forma zapłaty oznacza nowe możliwości, szczególnie w zakresie analizy zachowań konsumentów czy planowania działań promocyjnych.

 

Źródło: ZenCard

 

Promocja sprzedaży to niezwykle istotny element działań marketingowych. Może nie tylko dostarczyć szybkich i mierzalnych wyników, ale również długofalowo wzmocnić świadomość oraz pozycję marki. Jest tylko jeden warunek – musi emocjonalnie zaangażować konsumenta. Tym sposobem wpłyniemy na lojalność wobec produktu i trwale zwiększymy udziały w rynku.

Współcześnie coraz trudniej docierać do konsumentów z informacją o produkcie, zarówno z uwagi na rosnącą konkurencję, jak i rosnące wymagania odbiorców. Właśnie dlatego należy zadbać o jego dodatkowe wyróżnienie. W tym celu organizuje się loterie, konkursy, akcje rabatowe czy samplingi, a więc różnego rodzaju promocje sprzedaży. Planując je należy jednak pamiętać, że konsumenci zobojętnieli na klasyczne promocje czające się na nich niemalże na każdym rogu. Oferty z gratisem już nie wystarczają, a nawet jeśli generują zainteresowanie, to wiążą się zazwyczaj ze spontaniczną, jednorazową decyzją o zakupie. Nie chodzi również o to, żeby generować popyt na towar po prostu rozdając nagrody, chociaż w większości przypadków na rynku tak to niestety wygląda. Funkcjonujące mechanizmy są często tak banalne i tak do siebie podobne, że bez problemu w dane ramy można wpisać jakąkolwiek markę. Tymczasem jeśli schemat jest zbyt uniwersalny to znaczy, że jest po prostu zły. Efektywna promocja sprzedaży musi oferować emocjonalną wartość dodaną, gdyż tylko wówczas zaangażuje konsumenta. Dzięki temu zyska i on, otrzymując ofertę bardziej odpowiadającą jego oczekiwaniom i marka, która wyróżni się przekazem, a co za tym idzie, zjedna sobie lojalnego nabywcę. Właśnie w tym momencie promocje sprzedaży przestają być tylko okresowymi kampaniami, a stają się narzędziami pomagającymi długofalowo zwiększać udziały w rynku.

Konsumenckie aspiracje, a brand story marki

Według Setha Godina, jednego z autorytetów w branży marketingu, konsumenci nie kupują przedmiotów, tylko realizację swoich potrzeb. Do ich serc można zatem trafić opowiadając im bardziej aspiracyjne historie o nich samych oraz pokazując, że to oni są podmiotem wszystkich działań, że ważni i wyjątkowy oraz nade wszystko stawiani na pierwszym miejscu. Jeśli do tego zadbamy o angażującą formułę, a następnie o nagrody i odpowiednią komunikację namawiającą do zakupu, możemy znacząco podnieść efektywność (czyli sprzedaż krótko i długookresową) prowadzonych działań. Przykładem może być akcja konkursowa dla marki Fit&Easy nastawiona nie tylko na jednorazowe podniesienie sprzedaży, ale związanie marki z konsumentkami poprzez odpowiedź na ich potrzeby emocjonalne.

W naszym założeniu promocja tak jak kobieta, miała być wyjątkowa i wyróżniać się z tłumu. Miała również w określony sposób pozycjonować brand, utożsamiając go ze zdrowym i modnym stylem życia, do którego furtką były produkty i unikalne nagrody – kultowe torby oBag projektowane przez same uczestniczki akcji. Kobiety dobierały kolor, wnętrze oraz rączki toreb, dzięki czemu tworzyły coś niepowtarzalnego, coś  całkowicie w swoim stylu – wyjaśnia Paweł Antkowiak, współzałożyciel Albedo Marketing, agencji odpowiedzialnej za przeprowadzenie akcji. Do zaangażowania się w zabawę zachęcała wielopłaszczyznowa komunikacja, począwszy od strony internetowej, przez działania w social mediach po kampanię banerową oraz outdoor skoncentrowany na billboardach i citilightach w największych polskich miastach. W efekcie napłynęło 1150 zgłoszeń konkursowych, a wzrost sprzedaży w okresie promocji wzrósł o 40% w stosunku do roku ubiegłego – dodaje Antkowiak.

Najlepsza promocja to angażująca promocja

Emocjonalne zaangażowanie konsumenta w świat marki to fundamentalny wyznacznik sukcesu kampanii. Według danych Rosetta Consulting, konsumenci zaangażowani w relację z marką kupują nawet o 90% częściej, jednorazowo na zakupy wydają aż o 60% więcej (w skali roku nawet 300% więcej niż pozostali konsumenci), a do tego pięciokrotnie chętniej wskazują daną markę jako tę, z której usług i produktów w przyszłości ponownie skorzystają.

Na etapie opracowywania strategii promocji sprzedaży, należy naprawdę mocno skupić się na konsumenckim insight’cie. Im trafniej określimy, czym konsument się interesuje, jakie ma potrzeby i oczekiwania, tym łatwiej będzie go zaangażować w kontakt z naszą marką. Jeśli uwzględnimy do tego miłościwie panujące trendy, jak np. personalizację czy grywalizację,  unikalny mechanizm  i atrakcyjne nagrody, możemy liczyć na sukces – mówi Maciej Szaroleta, Dyrektor Strategii w Albedo Marketing.

Przykładem takich praktyk może być promocja sprzedaży marki Nałęczowianka również przygotowana przez Albedo. Jej hasło przewodnie „Znajdź własną drogę do witalności” motywowało do zmiany stylu życia, do aktywności fizycznej, ale równocześnie podkreślało indywidualizm każdego uczestnika. Ponadto było osią komunikacyjną towarzyszących jej eventów, podczas których aktywizowano uczestników do wyzbycia się lenistwa, a czego symbolem miało być porzucenie starych kapci i pokonanie jednej z czterech tras do „witalności”. Team marki Nałęczowianka pokazywał również, jak wytrwać przy zmianie i jak pomogą w tym nawet małe, ale codzienne aktywności. W zamian za czynny udział w akcji uczestnicy otrzymywali buty New Balance. Wybrane obuwie wraz z oryginalnymi sznurówkami (symbolem kampanii) oraz możliwość spotkania z gwiazdami – Filipem Chajzerem lub Barbarą Kurdej Szatan, można było również zdobyć w drodze losowania, w nagrodę za zakup wody w okresie trwania promocji.

W Albedo staramy się tak organizować promocje, żeby te nie tylko zwiększały sprzedaż, ale też budowały brand marki i emocjonalnie angażowały konsumenta. Wyniki akcji z całą pewnością to potwierdzają. Wzięło w niej udział ponad 67 tys. osób. Wpłynęła ona na wzrost spontanicznej świadomości marki o 33% oraz przyniosła wzrost udziałów rynkowych w ujęciu wolumenowym o 16% w stosunku do tego samego okresu w roku ubiegłym. Ponadto kampania pozwoliła umocnić budowany już wcześniej wizerunek Nałęczowianki, jako marki wspierającej aktywny i zdrowy styl życia – podsumowuje Szaroleta.

Wyzwanie, które warto podjąć

W dobie dostępu do niezliczonej wręcz ilości narzędzi, marketerzy są w stanie tworzyć naprawdę angażujące i efektywne promocje sprzedaży. Niestety nie wystarczy postawić na przystępny mechanizm i wartościowe nagrody. Jeśli komunikacja będzie wyłącznie odwoływać się bieżącego celu sprzedażowego, to poza jednorazowym zwiększeniem przychodów, marka nie odczuje większych korzyści. Jeśli natomiast poza skupieniem się na celach i efektach krótkoterminowych, będziemy spójnie wspierać inne działania komunikacyjne oraz promować konkretny wizerunek marki, a przy tym zadbamy o emocjonalne zaangażowanie konsumentów, możemy liczyć na poprawę kluczowych wskaźników marki, wyróżnienie się jej na rynku oraz wzrost lojalności klientów. Są to działania, które wymagają wiedzy, czasu i zasobów, ale które naprawdę się opłacają.

 

Źródło: Albedo

Start każdego biznesu wymaga przede wszystkim innowacyjnego pomysłu, który będzie w stanie przebić się przez konkurencję i zacząć funkcjonować na rynku na stabilnej pozycji. Nie każda firma ma aspiracje bycia liderem, jednak kwestia zaistnienia, pokazania swoich możliwości i osiągnięcia zysków jest bardzo istotna. Pierwsze kroki bywają trudne, ponieważ wiążą się z dużą ilością formalności, a przede wszystkim z wkładem pieniężnym, który będzie w stanie pokryć wszystkie wydatki w pierwszych miesiącach działalności. I na takie sytuacje warto się przygotować, wcześniej sprawdzając np. opcje pożyczek dla nowych firm.

Opracuj biznesplan

Każdy, nawet najlepszy pomysł powinno się podeprzeć rozsądnym biznesplanem, w którym zostaną zawarte cele, które chcemy osiągnąć oraz wydatki z tym związane. Musimy wiedzieć, kim będą nasi klienci i jakie będą ich oczekiwania. W tym planie powinna się znaleźć również próba oszacowania wielkości rynku i analiza konkurencji. Wszystko to pomoże m.in. skutecznie ukierunkować działania marketingowe, które będą podążały za wymaganiami grupy docelowej. W strategii warto także zawrzeć długoterminowe plany, które chcemy realizować w kolejnych miesiącach. To pomoże w ustaleniu strategii marketingowej.

Rejestracja firmy i formalności

Każda firma musi być wpisana do bazy Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Efektem złożenia wniosku jest otrzymanie numeru NIP, który służy jako identyfikator w systemie i jest wymagany przy wielu innych czynnościach prawnych. Złożenie takiego wniosku automatycznie stanowi: nadanie numeru REGON, zgłoszenie firmy jako płatnika składek do ZUS-u i identyfikację właściciela firmy w Urzędzie Skarbowym. Numer REGON jest niezbędny przy zawieraniu umów i rozliczeniach z kontrahentami. Nim posługujemy się do identyfikacji naszej działalności gospodarczej w Urzędzie Skarbowym i ZUS-ie. Oprócz wnioskowania do CEIDE, należy zgłosić do ZUS-u ubezpieczenie pracowników i osób współpracujących na 7 dni przed rozpoczęciem przez nich pracy oraz do Państwowej Inspekcji Pracy w ciągu 14 dni. Ostatnią rzeczą, która nie jest wymagana, ale stała się standardem prowadzenia firmy, jest otwarcie firmowego konta w banku.

Pierwsze wydatki

Decydując się na otwarcie firmy, musimy być świadomi kosztów, jakie to ze sobą niesie. Pierwszym największym wydatkiem, będzie przygotowanie miejsca pracy, czyli zakup niezbędnego wyposażenia i np. opłacenie powierzchni, na której będzie funkcjonowała firma. Oczywiście jeżeli zamierzamy prowadzić działalność gospodarczą w domu, to część opłat będzie znaczenie mniejsza. Następnie musimy mieć przeznaczoną kwotę na szkolenie pracowników i zapewnianie im niezbędnych do pracy narzędzi, takich jak telefony czy komputery. Warto też z góry pomyśleć o pierwszych wypłatach – może się bowiem okazać, że początkowe wpływy nie będą w stanie ich pokryć. W tym momencie powinniśmy też mieć już zaplanowane inwestycje, które sprawią, że firma będzie się rozwijać i zarabiać.

Finansowanie na start

Wydatki się mnożą, firma jeszcze nie zarabia, a zebrany fundusz nie wystarcza na pokrycie wszystkiego. W tym momencie mamy do dyspozycji kilka rozwiązań. Możemy starać się o różnego rodzaju dofinansowania krajowe lub np. od Unii Europejskiej. Jednak w tym wypadku należy spełniać szereg dodatkowych wymogów, przedstawić ciekawy biznesplan, który będzie mieć szansę przebić się przez wszystkie nadesłane wnioski. Poza tym o takich rozwiązaniach trzeba pomyśleć raczej przed startem. Tymczasem problemy z niedopinającym się budżetem pojawiają się, kiedy już działamy.

Kolejną możliwością są inwestorzy, tzw. „aniołowie biznesu”, jednak aby ich zainteresować, nasz pomysł na biznes musi być innowacyjny i wypełniać niszę, która będzie warta ich uwagi. Najłatwiej dostępnym sposobem jest pożyczka, która stała się powszechną formą pozyskiwania środków na pierwsze miesiące działalności. Nie wszystkie banki są chętne do udzielania pożyczek dla nowych firm, których przyszłość jest niepewna i które nie mogą pochwalić się jeszcze żadnymi wynikami. Na rynku istnieje jednak rozwiązanie w postaci firm pożyczkowych, które specjalizują się w ofercie kredytów dla firm i co istotne, mają ograniczone wymogi względem klienta. Nowym podmiotem, wspierającym rozwój małych firm, jest BOSS pożyczka, gdzie online mogą wnioskować o kredyt właściciele firm i start-upowcy, nawet tuż po zarejestrowaniu działalności gospodarczej.

Zakładając firmę należy pamiętać, że mimo świetnego przygotowania, zawsze mogą wystąpić nieprzewidziane wydarzenia i wydatki. Należy być na to gotowym i wcześniej pomyśleć o możliwych rozwiązaniach kryzysowych sytuacji. W przypadku nagłego braku gotówki i problemów z utrzymaniem płynności, idealnym rozwiązaniem będą np. pożyczki online dla firm. Na pewno każdy kryzys warto obrócić w naukę na przyszłość, dzięki której wyciągniemy konstruktywne wnioski.

Autorem komentarza jest Ewelina Nadworna, Prezes Zarządu BOSS pożyczka

Dynamika przemian na rynku marketingowym poddaje próbie dotychczasowe rozwiązania z zakresu promocji marek. Każdego roku pojawiają się nowe trendy i kanały komunikacji. A co z klasycznymi metodami wspierania sprzedaży? Albedo Marketing bierze na warsztat jedną z nich – sampling, analizując kiedy najlepiej się ona sprawdza (i to nie tylko w branży FMCG).

O uwagę konsumenta „konkurują” dziś setki komunikatów reklamowych dziennie – wyróżnić się na ich tle i dotrzeć do odbiorcy, to prawdziwa sztuka. Prowadzenie efektywnych działań marketingowych nie zawsze jednak oznacza sięganie po nowe, innowacyjne narzędzia promocji. Sampling, jako klasyczna metoda wsparcia sprzedaży, wydaje się współcześnie tym bardziej skuteczna, im większy natłok komunikatów wokół konsumenta (zjawisko clutteru komunikacyjnego). Należy jednak pamiętać o kilku warunkach. – Sampling nie może być traktowany po prostu jako rozdawnictwo, gdyż wtedy nie ma prawa przynieść zadowalających efektów sprzedażowych. Projektując działania, zawsze w centrum powinien być człowiek i dogłębne zrozumienie jego potrzeb. Dlatego sampling będzie skuteczny tylko wtedy, gdy wiemy do kogo chcemy dotrzeć, a w dalszej kolejności, w jaki sposób zamierzamy to zrobić. Dobrze sprofilowana grupa docelowa, dopasowany do produktu charakter działań i miejsce akcji, to klucz do sukcesu – mówi Małgorzata Megger, Field Marketing Manager z Albedo Marketing, agencji marketingu zintegrowanego.

Sampling, w porównaniu do innych metod wsparcia sprzedaży, posiada istotną przewagę – możliwość bezpośredniego dotarcia do konsumenta, czyli działanie precyzyjne, a nie masowe. Firma oddziałuje na zmysły klienta, który ma możliwość posmakować, dotknąć, doświadczyć czegoś na własnej skórze. Ta klasyczna metoda sprawdza się także w wielu branżach, nie tylko w tej najbardziej oczywistej, czyli FMCG. Jak zatem wykorzystać sampling, by przyniósł firmie najlepsze efekty?

  1. Nowości w portfolio, czyli marka przypomina o sobie

Sampling świetnie sprawdza się w przypadku launchu nowych smaków lub produktów firmy. Projektując akcję samplingową należy jednak dobrze określić jej cel – zwrócenie uwagi na nowość w portfolio produktowym marki, a dokładnie na fakt, że uległo ono poszerzeniu o nowy smak. Taki sampling przynosi nie tylko efekty „tu i teraz”, ale działa też długofalowo, dodatkowo budując wizerunek. W jaki sposób? Firma pokazuje, że się rozwija i dba o klienta, który nie musi zmieniać marki, jeśli chciałby wypróbować czegoś innego. Dodatkowo klient ten ma pewność, że nowość sygnowana jest tym samym logo, jak produkty, z których do tej pory korzystał. Przykład? Wprowadzenie na rynek kremów czekoladowych marki E. Wedel, która dotychczas nie była obecna w tej kategorii. Przeprowadzona akcja samplingowa, oprócz możliwości spróbowania, zwróciła uwagę konsumentów na to, że marka doskonale znana amatorom słodyczy, wchodzi właśnie na sklepowe półki z zupełnie nowym produktem.

  1. Wykreowanie nowych okazji do spożycia

W tym kontekście sampling jest pretekstem do zwrócenia uwagi konsumentów na daną markę, a przede wszystkim na zasugerowanie zupełnie nowego zastosowania promowanego produktu – takiego, którego do tej pory konsument mógł w ogóle nie rozważać. W ten sposób promowano m.in. produkty marki Serenada w ramach akcji „Nie tylko na kanapce”. Samplingi zrealizowano poza tradycyjnymi punktami sprzedaży, np. na uczelniach i w biurowcach, komunikując nowe, inne zastosowanie produktu, który kojarzył się dotychczas raczej jako klasyczny element kanapki. Konsumenci mieli możliwość przetestowania znanego im produktu, czyli sera żółtego salami, jako idealnej przekąski w pracy, szkole czy na pikniku.

  1. Spróbuj, to nic nie kosztuje!

Sampling to także nakłonienie konsumenta do wypróbowania danego produktu i danie mu czasu na to, by wyciągnął z tego testu własne wnioski – mówi Małgorzata Megger z Albedo Marketing. Przyzwyczajenia są naszą drugą naturą, a jako konsumenci posiadamy kilka ulubionych marek i najczęściej to właśnie spośród nich dokonujemy wyboru. Dlatego też wejście do osobistego portfolio konsumenta, to ogromne wyzwanie dla firm spoza tej „elitarnej” listy. Przykładem tak nieoczywistego wykorzystania samplingu są promocje inicjowane przez producentów sprzętu wspólnie z sieciami RTV/AGD, np. kupując telewizor, istnieje możliwość jego zwrotu w ciągu 30 dni. Jaki jest tego efekt? Klient ma świadomość, że może przetestować produkt bez jakichkolwiek konsekwencji – będzie zatem bardziej skłonny „dać się namówić” na zakup. Prawdopodobnie jednak przyzwyczai się do nowego sprzętu, a tym samym nie będzie miał ochoty demontować telewizora czy odłączać kina domowego i zwracać do sklepu.

  1. Brakujący element, czyli „coś więcej”

Akcje samplingowe przynoszą także świetne efekty, gdy mają na celu zasugerowanie konsumentowi określonego rozwiązania jego bieżących problemów. Łącząc sampling i metodę cross-promocji, firma może zaoferować klientowi produkt stricte komplementarny – zapas tabletek czyszczących w komplecie do zmywarki czy kapsułki z kawą do ekspresu. Na sukces tego rodzaju samplingu, „pracuje” doskonale rekomendacja silnej, zaufanej marki. Przykładem może być akcja Whirlpool i Fairy, promująca nowe tabletki do zmywania. Konsument dokonujący zakupu zmywarki marki Whirlpool, otrzymywał faktycznie produkt komplementarny – zmywarka wyposażona w komplet tabletek Fairy była od razu gotowa do działania. Nabywca nie musiał się już wówczas zastanawiać nad kolejnym nabytkiem, co mogło być dodatkowym kłopotem, szczególnie jeśli dopiero rozpoczynał swoją przygodę ze zmywarką.

  1. Wejdź na chwilę, zostań na zawsze

Zdarza się, że nie dajemy za darmo pełnowartościowego produktu, a czasem nawet nie dajemy go w ogóle. W tym kontekście sampling polega na możliwości wejścia do świata marki, posmakowania produktu, zaoferowania doświadczenia, a wszystko to ma na celu podkreślenie przyjemności obcowania z marką – mówi Mateusz Drążkiewicz, Strategy Planning Manager w Albedo Marketing. Tego typu akcje samplingowe często są inicjowane przez dealerów samochodowych, którzy oferują jazdę testową lub przekazują auto w ramach konkursu – nie na zawsze, ale np. na tydzień. Jeden z dealerów proponujących jazdę testową, oferował klientom opcję pozostawienia dotychczasowego samochodu w salonie. W czasie, gdy tymczasowy posiadacz nowego modelu testował auto pod kątem swoich oczekiwań, zespół dealera zapewnił serwis „starego” samochodu, myjąc go, sprzątając, wyposażając w upominki od firmy. Efekt? Wykreowanie w głowie konsumenta przekonania: „Wow! To tak dbają o klienta w serwisie!”.

  1. Sampling to świetna okazja do budowania dobrego PR

Sampling pozwala natychmiast poznać bliżej dany produkt, ale jako narzędzie spełnia też inne cele. Wielu klientów, którzy wypróbują daną markę zostaje przy niej lub chętnie po nią sięga przy następnej wizycie. To efekt w dłuższym horyzoncie czasowym, gdyż konsument potrzebuje czasu – często rozważa zakup przetestowanego produktu dopiero przy następnej wizycie w sklepie. Tak dzieje się w przypadku zakupów chemii gospodarczej i kosmetyków, gdyż według badań rynkowych, przeciętny Polak dokonuje zakupu tego typu asortymentu 2-3 razy w miesiącu, a więc tyle samo razy styka się z produktem, rozważając zakup. W tej sytuacji, sampling jest narzędziem, które może skutecznie zbudować odpowiedni wizerunek marki w oczach konsumenta. Aby działanie było skuteczne, istotne jest tzw. mapowanie pożądanego doświadczenia z marką, czyli efektowna i przemyślana oprawa akcji: miejsce, scenografia, komunikat, zachowanie hostess, wręczenie niezobowiązującego podarunku. Przykład? Akcja dla marki PERSIL, promująca nowy produkt z formułą ColdZyme, zorganizowana na lotnisku Okęcie. Grupą docelową były osoby powracające z wakacji, standardowo z walizkami wypełnionymi odzieżą wymagającą prania. Podróżni zdecydowanie zwrócili uwagę na hostessy w strojach stewardess, które wręczały im „rozwiązanie” problemu, czyli sample nowego produktu PERSIL.

Sampling niezmiennie może stanowić skuteczne narzędzie wsparcia sprzedaży. W porównaniu do innych klasycznych działań marketingowych, jak reklama outdoorowa czy telewizyjna, nadal łatwiej jest zaangażować konsumenta w kontakcie bezpośrednim – zyskując bowiem jego uwagę na chwilę, firma ma szansę na dłużej zagościć w „osobistym” portfolio preferowanych marek. Warunkiem uzyskania dobrych efektów działania jest jednak precyzyjne sprofilowanie grupy docelowej oraz zrozumienie jej potrzeb. Inaczej, sampling pozostanie tylko i wyłącznie rozdawnictwem.

Źródło: Albedo Marketing Sp. z o.o.

Zbieranie zgód na przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych jest postrzegane przez wiele podmiotów jako zabezpieczenie na wypadek zarzutów nielegalnego ich wykorzystywania. Przedsiębiorcy i marketerzy często zapominają o tym, że taka zgoda może zostać odwołana w każdym momencie. Nie zmienia to jednak faktu, że zgodnie z obowiązującym prawem, takie zgody powinny zbierać wszystkie organizacje prowadzące działania marketingowe. Ekspert ODO 24 – firmy specjalizującej się w ochronie danych osobowych i bezpieczeństwie informacji radzi, jak je przygotować.

Odbieranie zgody na przetwarzanie danych osobowych od osoby, której dane dotyczą  najczęściej jest kojarzone z dwoma procesami w organizacji – rekrutacją oraz marketingiem. Do prowadzenia działań marketingowych, takich jak np. wysyłanie oferty  własnych produktów i usług drogą mailową lub telefoniczną, zawsze potrzebne są odpowiednie zgody.

Zgody są najczęściej wykorzystywanym narzędziem dającym podstawę prawną przetwarzania danych osobowych w celach marketingowych. Jeżeli podmiot chce prowadzić wysyłkę oferty handlowej drogą elektroniczną powinien posiadać zgodę odbiorcy takiej wiadomości – mówi Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert ds. ochrony danych, ODO 24.

Przykład: Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w postaci adresu poczty elektronicznej w celu otrzymywania informacji handlowych drogą elektroniczną wysyłanych przez (nazwa podmiotu).

Jeżeli działania marketingowe są prowadzone z wykorzystaniem połączeń telefonicznych to zgoda na nie musi zostać wyrażona osobno. Takie rozwiązanie zapobiega sytuacji, w której może powstać domniemanie zgody na przetwarzanie danych osobowych w innym celu niż ten, który wynika z treści oświadczenia woli.

Przykład: Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w postaci numeru telefonu w celu otrzymywania połączeń telefonicznych mających na celu przedstawienie informacji handlowej przez (nazwa podmiotu).

Warto zaznaczyć, że w procesie pobierania danych osobowych bezpośrednio od osoby, której dane dotyczą należy spełnić obowiązek informacyjny. W praktyce oznacza to, że istnieje konieczność poinformowania osoby, od której pobierana jest zgoda, o adresie siedziby i pełnej nazwie podmiotu, który to robi, celu zbierania danych, znanych mu lub przewidywanych odbiorcach lub kategoriach odbiorców danych, prawie dostępu do treści jego danych oraz ich poprawiania, dobrowolności albo obowiązku podania danych, a jeżeli taki obowiązek istnieje, o jego podstawie prawnej – zaznacza Konrad Gałaj-Emiliańczyk z ODO 24.

 

Źródło:  ODO 24

Marketing afiliacyjny, jako rodzaj działań marketingowych online, powinna znać każda duża i średnia firma, prowadząca aktywną sprzedaż w sieci. Stwarza on optymalne warunki do promocji produktów i usług, zapewniając jednocześnie dodatkowe korzyści, wynikające ze współpracy z siecią afiliacyjną. Choć zainteresowanie nim stale wzrasta, wciąż nie wszyscy mają świadomość istnienia tego rozwiązania i nie dla wszystkich jest ono zrozumiałe. Czym zatem jest afiliacja i kto powinien z niej skorzystać?

Afiliacja, czyli co?

Sama afiliacja nie ma jednej definicji, a jej znaczenie uzależnione jest głównie od przedmiotowości. W politologii afiliacja oznacza nawiązanie trwałej współpracy, czyli kooperacji pozytywnej, pomiędzy zbiorowymi podmiotami, które dysponują odmiennym potencjałem.

Przekładając tę definicję na działania marketingowe, tymi podmiotami są reklamodawcy, czyli marki, które prowadzą sprzedaż online i chcą dotrzeć ze swoim produktem lub usługą do klienta. Po drugiej stronie są wydawcy, którzy promują dany program i kierują ruch na stronę reklamodawcy. Wydawcy, połączeni w sieci afiliacyjnej, mają zróżnicowany potencjał. Wśród nich znajdą się zarówno znane serwisy horyzontalne, takie jak Onet czy Interia, jak również mniejsze strony, ale trafiające do określonej, sprecyzowanej grupy odbiorców. Można wskazać także wydawców newsletter’owych, którzy posiadają obszerne bazy odbiorców oraz przedstawicieli zyskującej w ostatnich latach na popularności blogosfery.

Współpraca w ramach programu afiliacyjnego obejmuje realizację celów o podobnym, bądź nawet identycznym charakterze – zwykle chodzi o sprzedaż produktu.

W ramach działań pomiędzy reklamodawcami a wydawcami, rolę pośrednika pełni sieć afiliacyjna. Łączy ona interesy obu stron poprzez programy partnerskie, których celem jest promocja dóbr bądź usług, jakie oferuje reklamodawca, przy udziale wydawców, którzy otrzymują prowizję za swoje działania.

W praktyce wygląda to następująco: klient wchodzi na stronę internetową, na której czyta o danym produkcie. Zainteresowany, klika w link, który przenosi go do sklepu online. W chwili dokonania przez niego zakupu, oprogramowanie śledzące rejestruje kluczowe dane, takie jak kwota sprzedaży, data i godzina itd. i raportuje je do sieci. Na ich podstawie wydawcy wypłacana jest prowizja za wygenerowaną sprzedaż.

Obecnie szacuje się, że wartość rynku sieci afiliacyjnych wynosi ok. 200 mln zł, a biorąc pod uwagę stały wzrost wydatków na reklamę online, można spodziewać się szybkich wzrostów w tym segmencie.

Dla kogo afiliacja?

Wśród branż, które najlepiej sprawdzają się w afiliacji, na pierwszym miejscu należy wymienić ogólnie pojęty retail, czyli wszystkie sklepy internetowe i serwisy oferujące zakupy grupowe. Kolejne branże to finanse, czyli produkty bankowe, pożyczkowe i ubezpieczeniowe, telekomunikacja, czyli operatorzy oraz travel, czyli linie lotnicze oraz serwisy oferujące wycieczki.

Korzyści z afiliacji

Zalet korzystania z afiliacji jest wiele. Warto zaznaczyć, że trudno podać przeciwległą szalę, czyli negatywne skutki przyłączenia do sieci.

Główną korzyścią jest efektywnościowy model rozliczeń, w ramach którego reklamodawcy płacą wyłącznie za efekt. Tym samym niwelują ryzyko nietrafionej inwestycji marketingowej, jak np. w przypadku kampanii zasięgowych. Efektem w ramach kampanii może być wygenerowanie sprzedaży – w tym przypadku rozliczenie odbywa się w modelu CPS, w ramach którego określa się wielkość prowizji od prawidłowo dokonanej transakcji. Ma ona stałą wielkość lub jest to procent od wartości koszyka zakupowego. Stosuje się również model CPL, czyli cost per lead. W tym przypadku efektem jest pozyskanie leada z informacją o konkretnej osobie, czyli prowizja jest naliczana od każdego użytkownika.

Kolejną korzyścią jest kompleksowość, ponieważ sieć afiliacyjna pozwala na wielokanałową promocję online. Klientom, czyli reklamodawcom, udostępniana jest obszerna baza wydawców oferujących różne kanały promocji, co pozwala na łatwe nawiązanie współpracy z kilkunastoma czy nawet kilkudziesięcioma podmiotami w ramach jednej kampanii. Oczywiście marka mogłaby podjąć działania z każdym z nich z osobna, ale wymagało by to dużych nakładów pracy. Czas jest tutaj kolejną ważną kwestią. Współpraca z siecią pozwala na łatwy i szybki kontakt z wieloma wydawcami, skondensowanymi w programie afiliacyjnym. Każdy klient ma dedykowanego opiekuna, który realizuje założenia strategiczne i jest w stałym kontakcie z wydawcami. Łatwiej zatem przeprocesować kwestie, takie jak udostępnienie materiałów reklamowych lub np. konieczność wprowadzenia jakiejś modyfikacji, ponieważ informację przekazuje się tylko sieci, która udostępnia ją wszystkim wydawcom uczestniczącym w programie.

Kolejna zaleta to kwestia rozliczeń. Współpracując z siecią, reklamodawca otrzymuje jedną zbiorczą fakturę, która określa okres i zakres działań, natomiast po stronie sieci leży zadanie rozdysponowania środków pomiędzy wydawcami, którzy uczestniczyli w programie. Reklamodawca nie musi zatem wystawiać np. 100 pojedynczych faktur i zajmować się ich rozliczaniem.

Warto podkreślić, że zaletą jest również możliwość korzystania z dodatkowych narzędzi, które oferuje każda sieć. Wśród nich wymienić możemy monitoring aktywności w wyszukiwarce Google czy narzędzia związane z weryfikacją nadpłat, które mogą się pojawić, jeśli reklamodawca korzysta w wielu kanałów. Mowa tutaj o deduplikacji transakcji wewnątrz sieci, co pozwala uniknąć płacenia za to samo kilka razy. Awin oferuje także rozwiązania takie jak Cross Device Tracking, umożliwiający śledzenie ścieżki zakupowej użytkownika na wielu urządzeniach czy Payment on Influence, czyli możliwość wynagradzania wydawców za wygenerowanie transakcji na dowolnym etapie ścieżki zakupu oraz raportowanie tych danych w czasie rzeczywistym.

Wymogi dla reklamodawcy

Wymogi, jakie reklamodawcy muszą spełnić, aby przystąpić do programu, każdorazowo określa sieć. Zależą od jej podejścia i profilu klienta, z którym chcą współpracować.

Dla przykładu, w Awin zwraca się uwagę na liczbę użytkowników na stronie klienta w skali miesiąca, poziom konwersji, czy średnią wartość koszyka, bo ta ściśle wpływa na zarobki wydawcy. Duże znaczenie ma też język i waluta, którą operuje serwis. Ważny, jeśli nie najważniejszy, jest też produkt lub usługa, którą świadczy klient. Powinien być on ogólnodostępny i cieszyć się zainteresowaniem szerokiej grupy. Istotna jest także przystępna cena. Wynika to głównie z modelu efektywnościowego, w którym podstawą rozliczenia jest sprzedaż.

Działania w sieci afiliacyjnej

Działania, jakie oferuje sieć afiliacyjna, są ściśle związane z jej możliwościami. Największe sieci są w stanie zagospodarować w zasadzie całą strategię online, czyli świądczą usługi 360 w tym kanale.

Taka strategia obejmuje szerokie spektrum działań, związanych zarówno z rozliczeniem efektywnościowym, jak i zwiększeniem poziomu rozpoznawalności marki czy liczby użytkowników na stronie. Te drugie rozliczane są w inny sposób, poprzez np. CPC, czyli płatność za kliknięcie.

W ramach afiliacji reklamodawcy mogą korzystać z wielu kanałów promocji. Śladem Awin, można podzielić je na cztery grupy, odpowiadające wydawcom współpracującym z siecią. Pierwsza grupa search obejmuje działania w wyszukiwarkach, czyli np. SEO i SEM. W grupie content będą mieściły się blogi, vlogi, porównywarki cenowe i mniejsze strony contentowe. Kolejny kanał to display, obejmujący standardowe formy, ale też programatic, czyli spersonalizowane reklamy, wykorzystujące zaawansowane technologie analityki internetowej, emisji i optymalizacji. Ostatni kanał to email, zawierający m.in. email remarketing, który opiera się na rejestrowaniu aktywności użytkownika i personalizowaniu oferty, która trafi na jego skrzynkę.

Podsumowując, marketing afiliacyjny pozwala reklamodawcom zwiększyć świadomość istnienia ich marki i dotrzeć różnymi kanałami do nowych klientów, którzy dzięki aktywności wydawców poznają produkt lub usługę, a następnie dokonują zakupu. W ramach tych działań wygrywają obie strony, ponieważ zarówno reklamodawcy jak i wydawcy odnotowują zyski.

Komentarz:  Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin

W 2020 r. już 67% wszystkich wydatków firm na infrastrukturę IT i oprogramowanie pochłonie chmura obliczeniowa. Według najnowszych prognoz IDC, w nadchodzących latach czeka nas również dynamiczny rozwój rozwiązań kognitywnych i sztucznej inteligencji. Technologie cyfrowe zostaną połączone z ludzkim ciałem a rozwiązania wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości coraz częściej będą wykorzystywane w działaniach marketingowych. Oto 10 najważniejszych zmian jakie dokonają się na globalnym rynku w obszarze technologii według IDC.

Od blisko 10 lat IDC śledzi i opisuje rozwój Trzeciej Platformy, która oparta jest na usługach przetwarzania danych w chmurze, technologiach mobilnych, analizie Big Data i mediach społecznościowych. W ostatnich latach technologie te są wdrażane znacznie szybciej, a przedsiębiorstwa masowo przeprowadzają cyfrową transformację i dołączają do Trzeciej Platformy. IDC przewiduje, że w ciągu najbliższych 3-4 lat, cyfrowa transformacja osiągnie skalę makroekonomiczną, zmieniając kształt globalnej gospodarki. W praktyce oznacza to początek „gospodarki cyfrowej transformacji”.

Frank Gens, wiceprezes i główny analityk w IDC twierdzi, że znaleźliśmy się w bardzo ciekawym momencie w historii. Jego zdaniem, cyfrowa transformacja przestaje być już projektem czy niezależną inicjatywą wewnątrz organizacji, a staje się biznesowym imperatywem. Dzisiaj każde przedsiębiorstwo, niezależnie od branży, w której działa, rynkowego stażu, aby się rozwijać, musi myśleć i funkcjonować jakby urodziło się w cyfrowej gospodarce. Determinuje to nie tylko sposób myślenia menedżerów oraz szeregowych pracowników, ale także sposób w jaki oni działają i tworzą rozwiązania.

Eksperci są zgodni co do tego, że konsumenci już dawno stanęli po cyfrowej stronie mocy i oczekują zarówno od firm jak i instytucji niekomercyjnych oferty, która zaspokoi ich „digitalowy” apetyt. W rezultacie, mamy do czynienia z sytuacją, w której cała gospodarka staje się ekosystemem, budowanym przy pomocy cyfrowych technologii. O tym, jak będzie ona wyglądać na świecie, mówią najważniejsze prognozy IDC:

  1. W 2020 roku sukces połowy z 2000 największych firm świata, będzie zależał od umiejętnego tworzenia produktów, usług i sposobów obsługi z wykorzystaniem technologii cyfrowych. Jednym z kluczowych obszarów będzie rozwijanie oferty w oparciu o posiadane dane. W firmach będących liderami w swoich branżach, przychody z produktów i usług „napędzanych danymi” będą rosły najszybciej. Rozwój w tym obszarze oznacza znaczące inwestycje związane z cyfrową transformacją, które w 2019 roku osiągną poziom 2,2 bln USD. Oznacza to, że będą o prawie 60% wyższe niż w 2016 r.
  2. Usługi Trzeciej Platformy, chmura publiczna, zaawansowana analityka, rozwiązania mobilne, akceleratory innowacji, systemy kognitywne, sztuczna inteligencja, rzeczywistość rozszerzona/ wirtualna (AR/VR) czy bezpieczeństwo nowej generacji to obszary, które będą wkrótce stanowić prawie 75 proc. wydatków na wszystkie technologie informatyczne. Wskaźnik ich wzrostu będzie dwukrotnie wyższy niż dla całego rynku informatycznego. Oznacza to znaczące przyspieszenie. Wcześniejsze prognozy IDC mówiły o ponad 60 proc. udziale technologii Trzeciej Platformy w wydatkach na technologie informatyczne.

Ta prognoza wydaje się szczególnie istotna dla tych dostawców rozwiązań IT, którzy nadal uważają, że tradycyjne produkty i konserwatywne podejście do dostarczania rozwiązań pozwolą im przetrwać na zmieniającym się rynku.

  1.  W 2020 roku technologie chmurowe pochłoną aż 67 proc. wszystkich wydatków przedsiębiorstw na infrastrukturę informatyczną i oprogramowanie. Filozofia „przede wszystkim chmura” staje się dominującym podejściem do infrastruktury informatycznej i oprogramowania, a w niektórych krajach ustępuję już miejsca modelowi „tylko chmura”. Analitycy przewidują również przeobrażenia samych chmur. Prognozy zakładają, że staną się one bardziej rozproszone, bezpieczniejsze, inteligentniejsze i lepiej dostosowane do wymagań konkretnych branż.
  2. Dynamicznie będzie rosła rola rozwiązań kognitywnych i sztucznej inteligencji. Narzędzia te już w 2019 roku będą wspierać 40 proc. inicjatyw dotyczących cyfrowej transformacji oraz 100 proc. działań w obszarze Internetu Rzeczy. Podobnie jak rozwiązania cyfrowe, IoT generuje ogromne ilości danych, których użyteczność i monetyzacja jest uzależniona w ogromnej mierze od wykorzystania sztucznej inteligencji. Z tego powodu, narzędzia pozwalające na efektywną analizę i wyciągnie wniosków z danych będą coraz powszechniejsze. AI staje się gorącym tematem dla programistów. W najbliższych latach rozpocznie się poważna walka między dostawcami rozwiązań AI o ekspertów wyspecjalizowanych w technologiach kognitywnych i sztucznej inteligencji. Do 2018 r. 75 proc. zespołów programistycznych włączy je w co najmniej jedną aplikację.
  3. W 2017 roku 30 proc. przedsiębiorstw z rankingu Global 2000, które obsługują bezpośrednio klientów, będzie eksperymentalnie wykorzystywać technologie rzeczywistości rozszerzonej lub wirtualnej w kampaniach marketingowych. Następuje dynamiczny rozwój technologii, który umożliwi klientom korzystanie z AR/VR. IDC przewiduje, że w 2021 roku ponad miliard osób na całym świecie będzie regularnie uzyskiwać dostęp do aplikacji, treści i danych za pośrednictwem platform AR/VR.
  4. Do 2018 roku trzykrotnie, bo aż do ponad 450 wzrośnie liczba chmur, które IDC określa mianem Industry Collaborative Cloud. Są to platformy chmurowe, na których przedsiębiorstwa z tej samej branży mogą współpracować z myślą o realizacji wspólnych celów. Przykładem może być zwiększenie efektywności czy dostępu do informacji. Budowa i korzystanie z rozwiązań tego typu wymaga otwartości i dużego zaufania do operatora chmury i innych podmiotów z niej korzystających, co stawia pod znakiem zapytania szanse na rozwój takich inicjatyw w Polsce. IDC przewiduje, że w najbliższych latach takich branżowych platform współpracy będzie coraz więcej, a do końca roku 2018 liczba chmur ICC wzrośnie trzykrotnie, z 50 w roku 2016 do ponad 150. Do 2020 r. już ponad 80% firm z listy Global 50 będzie dostarczała cyfrowe usługi za ich pośrednictwem.
  5. IDC przewiduje, że do końca 2017 roku ponad 70 proc. Przedsiębiorstw, spośród 500 największych organizacji, zatrudni zespoły wyspecjalizowane w cyfrowej transformacji i innowacjach. Do 2018 r. prognozowany jest 2-3 krotny wzrost zatrudnienia w działach programistycznych. Powód takiego stanu rzeczy jest łatwy do wytłumaczenia: sukces transformacji będzie zależał od nabywanych przez organizacje kompetencji i doświadczenia, bez nich rozwój nowych produktów i usług będzie niemożliwy. Z jednej strony firmy będą więc budować odpowiednie zespoły wewnętrzne, ale z drugiej będą musiały nauczyć się współpracy i korzystania z zewnętrznych zasobów programistycznych.
  6. Zmiany dotkną także rynek dostawców technologii. W 2020 roku 70 proc. przychodów dostawców usług przetwarzania danych w chmurze będzie generowane przez partnerów handlowych i innych pośredników. IDC spodziewa się, że do roku 2018, co najmniej jedna trzecia obrotów największych partnerów handlowych generowanych do tej pory ze sprzedaży sprzętu, będzie pochodziła ze sprzedaży lub pośrednictwa w sprzedaży usług opartych o technologię chmury. Dla partnerów oznacza to konieczność inwestycji w rozwój oferty oraz kompetencji w zakresie obsługi klienta, a często także zmiany sposobu działania firmy i jej przedstawicieli. Będą oni musieli skupić się bardziej na proponowaniu klientowi usługi, a nie tylko konkretnego produktu.
  7. W cyfrowej gospodarce niezbędne okażą się nowe narzędzia pozwalające określić efektywność działania firm. W 2020 roku wydajność będzie mierzona za pomocą narzędzi zorientowanych na cyfrową transformację. Spełnienie nowych standardów będzie wymagało zwiększenia wydajności biznesowej od 20 do 100 proc. Aby z powodzeniem funkcjonować i konkurować w gospodarce cyfrowej, przedsiębiorstwa będą musiały myśleć jak cyfrowa firma. Decydenci powinni rozumieć najważniejsze technologie informatyczne i posiadać doświadczenie w zarządzaniu nimi. Wzrost będą generowały produkty oparte na danych, konieczne więc będzie zbudowanie rozwiązań zwiększających zaangażowanie klientów oraz podnoszących wydajność operacyjną organizacji. Warunki te nie będą łatwe do spełnienia, przez co wiele firm zakończy swoją działalność. IDC szacuje, że co najmniej jedna trzecia spośród 20 największych firm, niezależnie od branży, w której działają, nie spełni oczekiwań. Zaostrzy to konkurencję i spowoduje duże zmiany na rynku.
  8. Najbardziej futurystyczne wydają się przewidywania dotyczące produktów i usług, które połączą technologie cyfrowe z ludzkim ciałem. Do 2020 r. jedna trzecia przedsiębiorstw działających w obszarze zdrowia i nauk biologicznych oraz produktów konsumpcyjnych zacznie tworzyć pierwszą falę usług i rozwiązań łączących technologie Trzeciej Platformy z ludzkim ciałem. W połowie lat 2020. technologie „rozszerzonego człowieka” staną się powszechnie dostępne. Integracja technologii cyfrowych z biosystemem człowieka oraz ich wykorzystywanie do inżynierii systemów biologicznych na poziomie komórkowym i subkomórkowym znajdują się dziś w początkowej fazie badań i rozwoju. Najbliższe cztery lata będą okresem testowania prototypów. Prawdopodobnie pojawią się pierwsze firmy nowej ery będące odpowiednikami Amazona, Google’a i Facebooka.

Źródło: International Data Corporation (IDC)

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...