wtorek, Czerwiec 18, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "biznes"

biznes

Marek Gliwny w artykule opublikowanym w najnowszym magazynie „Personel & Zarządzanie” uważa, że kompetencje społeczne są pojęciem, które robi oszałamiającą karierę w świecie biznesu. Choć cieszy się tak ogromnym zainteresowaniem, jednak z ich praktycznym stosowaniem i rozwijaniem bywa różnie.

Dzieje się tak, ponieważ często są mylone z wrodzoną charyzmą lub temperamentem, a więc czynnikami, które są względnie stałymi cechami każdego człowieka. Tymczasem badacze są zgodni, że kompetencje społeczne to umiejętności, które kształtują się w ciągu życia człowieka poprzez zbieranie różnych doświadczeń w sposób naturalny, ale które można także świadomie w sobie rozwijać, stosując zaplanowany trening.

Zobacz też:

We właściwym podejściu do zagadnienia nie pomaga również „bałagan” pojęciowy, z którego wynika zamiennie stosowanie takich pojęć, jak inteligencja emocjonalna, inteligencja społeczna i kompetencje społeczne. Czym zatem różnią się od siebie te pojęcia?


INTELIGENCJA SPOŁECZNA

Za ojca pojęcia „inteligencja społeczna” uważa się Edwarda L. Thorndike’a, profesora Uniwersytetu Columbia, który już w latach 20. ubiegłego wieku wyróżnił trzy grupy zdolności (odrębne typy inteligencji) w strukturze intelektu. Pierwsza to inteligencja abstrakcyjna umożliwiająca sprawne poruszanie się w świecie pojęć. Druga, inteligencja praktyczna warunkująca efektywne rozwiązywanie problemów praktycznych i orientację przestrzenną. Trzeci rodzaj nazwał właśnie inteligencją społeczną, którą uważał za „zdolność do rozumienia innych ludzi i mądrego postępowania w stosunkach z nimi”1. Mamy więc z jednej strony do czynienia z procesami poznawczymi, a więc zauważaniem i rozumieniem motywów, odczuć, emocji czy postaw innych ludzi. Z drugiej zaś – z umiejętnościami praktycznego zachowywania się i działania w kontaktach społecznych. Następcy Thorndike’a dokonywali zawężania lub poszerzania zakresu tej definicji, co doprowadziło do tego, że nie ma obecnie w środowisku psychologów zgody na powszechnie uznaną definicję, a pojęcie inteligencji społecznej jest rozumiane różnie w zależności od ujęcia teoretycznego. Nie wchodząc w szczegóły różnych koncepcji teoretycznych, należy stwierdzić, że inteligencja społeczna i emocjonalna nie są uważane przez psychologów za tożsame, choć oznaczane przez te terminy pojęcia są pokrewne.

INTELIGENCJA EMOCJONALNA

Inteligencja emocjonalna to zbiór zdolności emocjonalnych umożliwiających sprawne analizowanie i przetwarzanie informacji emocjonalnych. Czteroczynnikowy Model Inteligencji Emocjonalnej Saloveya i Mayera opisuje ten konstrukt w czterech wymiarach2. Pierwszy, podstawowy i konieczny dla występowania inteligencji emocjonalnej to percepcja i ekspresja emocjonalna. To zdolność identyfikowania i wyrażania emocji własnych, dostrzegania w zachowaniu, gestach czy tonie głosu emocji innych osób, a także odróżniania emocji szczerych od nieszczerych. Drugi obszar – emocjonalne wspomaganie myślenia – zwany bywa czasem używaniem inteligencji emocjonalnej. Odnosi się do aspektu emocjonalnego wspomagania procesów poznawczych, takich jak twórcze myślenie i rozwiązywanie problemów. Trzeci obszar – zrozumienie emocjonalne – jest ściśle związany z przetwarzaniem poznawczym emocji. Dostrzeganie i rozumienie wzajemnych relacji między emocjami, ich przyczyn i skutków. Czwarty obszar – kierowanie emocjami – zwany czasem regulacją emocjonalną, obejmuje kontrolę i kierowanie reakcjami emocjonalnymi, zarówno własnymi, jak i innych osób.

Zobacz też:

Inteligencja emocjonalna odgrywa ogromną rolę w sprawnym funkcjonowaniu w środowisku zawodowym i społecznym, zwłaszcza w pracy zespołowej, pracy z klientem czy pacjentem oraz na stanowiskach kierowniczych. Z przeglądu badań inteligencji emocjonalnej w środowisku zawodowym wynika, że inteligentni emocjonalnie lepiej radzą sobie w środowisku pracy i częściej odnoszą sukcesy zawodowe, są efektywniejszymi liderami, ich firmy osiągają wyższe zyski), są bardziej zaangażowani w pracę i karierę, odczuwają większą satysfakcję z pracy, lepiej współpracują w pracy zespołowej. W badaniach przeprowadzonych przez Talents Development, a opisanych w w majowym wydaniu „Personelu i Zarządzania” zostało wykazane, że menedżerowie zadowoleni ze swojej pracy oraz lepiej radzący sobie z godzeniem ról zawodowych i rodzinnych posiadają wyższy poziom inteligencji emocjonalnej niż średnia w populacji. Inteligencja emocjonalna obniża ryzyko wypalenia zawodowego, depresji i wspomaga skuteczne radzenie sobie ze stresem.

INTELIGENCJA SPOŁECZNA A INTELIGENCJA EMOCJONALNA

Choć terminy „inteligencja społeczna” i „kompetencje społeczne” bywają używane zamiennie, psychologowie opowiadają się za ich rozróżnieniem. Część badaczy traktuje inteligencję emocjonalną jako część inteligencji społecznej. Inni wskazują, że zakresy obu pojęć inteligencji krzyżują się. Z jednej bowiem strony inteligencja emocjonalna zawiera zdolności postrzegania, rozumienia i regulowania przez człowieka własnych emocji, które nie są związane z relacjami społecznymi – i w tym sensie inteligencja emocjonalna stanowi szersze pojęcie niż społeczna. Jednak z drugiej strony w zakres inteligencji emocjonalnej nie wchodzą zdolności związane z innymi niż emocjonalne aspekty interakcji społecznych – a w tym zakresie pojęcie inteligencji emocjonalnej stanowi węższe pojęcie niż inteligencja społeczna.

Zobacz także, jak ważny jest internetowy wizerunek w biznesie

KOMPETENCJE SPOŁECZNE

Na bazie obu omówionych wyżej rodzajów inteligencji rozwijają się kompetencje społeczne. Traktowane są jako złożone umiejętności wpływające na radzenie sobie przez człowieka z różnymi sytuacjami społecznymi, które nabywa poprzez kontakt z innymi ludźmi. Intensywność i zakres takiego naturalnego treningu społecznego zależy od pewnych cech osobowości i temperamentu. One decydują bowiem o preferencjach dotyczących częstości kontaktów społecznych, a co za tym idzie, ilości i rodzaju interakcji społecznych z innymi ludźmi. To, w jakim stopniu ilość tych doświadczeń społecznych przekłada się na efektywność nabywanych kompetencji społecznych, wynika z posiadanej przez człowieka inteligencji emocjonalnej odpowiadającej za zdolności przetwarzania informacji emocjonalnych oraz inteligencji społecznej stanowiącej zbiór zdolności do przetwarzania i wykorzystania informacji płynących z obserwacji zachowań innych ludzi.
Wśród różnych definicji tego pojęcia zwraca się uwagę na dwie funkcje kompetencji społecznych: nawiązywanie i utrzymywanie satysfakcjonujących relacji interpersonalnych, które zaspokajają potrzeby aprobaty, akceptacji i przynależności, oraz realizowanie własnych celów poprzez wywieranie wpływu na innych. Uwzględniając te obszary, możemy zdefiniować kompetencje społeczne jako zbiór złożonych umiejętności warunkujących efektywność radzenia sobie w sytuacjach społecznych, a więc takich, w które zaangażowani są inni ludzie, nabywane w trakcie kontaktu z nimi.



Więcej o temacie życia wśród ludzi i tego, jak kompetencje społeczne wpływają na relacje biznesowe, przeczytają Państwo w najnowszym numerze „Personelu & Zarządzanie”. Prenumerata do zakupienia na stronie wydawcy:

O autorze: Marek Gliwny

Partner zarządzający Talents Development. Psycholog i praktyk biznesu z 20-letnim doświadczeniem zawodowym. Wykładowca i mentor. Posiada tytuł MBA US i Manchester Metropolitan University. marek.gliwny@talentsdevelopment.pl

Plaża, woda, słońce i… własny biznes? To marzenie wielu osób, które można zrealizować dzięki leasingowi. Korzysta z niego już co druga mikro-, mała lub średnia firma, przede wszystkim do sfinansowania samochodów i maszyn. Jednak lista przedmiotów, które można wyleasingować, jest zdecydowanie dłuższa. Eksperci EFL pokazują, że znajdują się na niej również rzeczy, dzięki którym można prowadzić wakacyjny biznes na plaży.

– W tym momencie można wyleasingować wszystko, co stanowi majątek ruchomy lub nieruchomość i jest przydatne do prowadzenia biznesu. To nie tylko samochody osobowe i użytkowe, samoloty, maszyny rolnicze i budowlane czy sprzęt IT. Ta lista jest znacznie dłuższa. Przy okazji zbliżających się wakacji warto podpowiedzieć przedsiębiorczym Polakom, że dzięki leasingowi można też rozkręcić biznes wakacyjny. I to ten najprzyjemniejszy, bo na plaży. Wypożyczalnia sprzętu wodnego, place zabaw dla dzieci czy lodziarnia? Nie ma problemu! Wystarczy, że przedsiębiorca przedstawi nam swoje potrzeby, a my wspólnie z jego lub naszymi dostawcami sprzętu, zadbamy o sfinansowanie inwestycji – mówi Marcin Stasiak, Kierownik ds.Rozwoju Produktów i Rozwoju Rynków w EFL.

Zobacz też:

EFL przygotował listę 5 rzeczy, które można wziąć w leasing z myślą o biznesie na plaży

TOP 1: skuter wodny

Skutery, i to nie tylko te na dwóch kółkach, zdobywają serca Polaków. Nad polskim morzem co kilkaset metrów znajdują się wypożyczalnie oferujące tego typu atrakcje, z których plażowicze bardzo chętnie korzystają. Warto więc pomyśleć o takim biznesie. Koszt jednego skutera nie należy do najniższych, ale dzięki leasingowi nie odczujemy go, a w perspektywie długoterminowej inwestycja szybko się zwróci. Co więcej, wyleasingować możemy również łodzie motorowe i pontony typu banan wodny, które z pewnością uatrakcyjnią prowadzony biznes.

TOP2: maszyna do lodów

Jeśli wakacje, plaża i słońce, to oczywiście lody. Włoskie, gałkowe czy naturalne, które od kilku lat w naszym kraju robią furorę. Niezależnie od rodzaju, do przygotowania każdego z nich konieczny jest odpowiedni sprzęt. Nie obejdzie też się bez specjalnej lodówki czy zamrażarki, w której będą przechowywane desery. Każdą z tych rzeczy można nabyć w leasingu, którego koszty po gorącym sezonie mogą się zwrócić.

TOP3: plac zabaw dla dzieci i dmuchane zjeżdżalnie

Wesołe miasteczko na plaży już nikogo nie dziwi, a najmłodszych bardzo cieszy? Dmuchane zamki i zjeżdżalnie czy trampoliny okazują się najczęściej sporym jednorazowym kosztem. Nie każdy może pozwolić sobie na sfinansowanie takiej inwestycji gotówką. Warto wiedzieć, że takie atrakcje można śmiało wyleasingować. Dzięki temu będą one zarabiały w czasie sezonu same na siebie.

TOP4: leżaki i kosze plażowe

Typowy biznes nadmorski to wypożyczalnia leżaków, koszy plażowych i parasoli. Porządne i w większej liczbie okazują się jednak sporym wydatkiem, który z własnej kieszeni ciężko pokryć. W takiej sytuacji warto pomyśleć o leasingu.

TOP5: rower klasyczny lub elektryczny

Nad polskim morzem, wzdłuż plaż i w miastach, mamy do czynienia z coraz lepszą infrastrukturą rowerową. To powoduje, że zarówno mieszkańcy jak i turyści coraz chętniej przesiadają się z samochodu czy autobusu na rower. Może warto więc otworzyć ich wypożyczalnię. Niezależnie od tego, czy myślimy o klasycznych czy tych elektrycznych, każdy możesz wyleasingować. Również ten, którym jako przedsiębiorca, będziesz codziennie dojeżdżać na plażę do swojej firmy.


Europejski Fundusz Leasingowy SA powstał w 1991 roku jako jedna z pierwszych firm leasingowych w Polsce. Od 2001 roku EFL jest częścią Grupy Crédit Agricole, co gwarantuje firmie finansową stabilność i bezpieczeństwo oraz pozwala korzystać z wiedzy i doświadczeń instytucji finansowej o międzynarodowym zasięgu. EFL konsekwentnie poszerza zakres rozwiązań dla biznesu. Spółka oferuje szeroki pakiet produktów: leasing, pożyczkę, wynajem długoterminowy, ubezpieczenia i  faktoring. Od 1991 roku współpracuje z najbardziej liczącymi się producentami i dostawcami maszyn, urządzeń, pojazdów oraz innych środków trwałych. Firmę wyróżniono m.in. siedmiokrotnie tytułem: Firmy Przyjaznej Klientowi i sześciokrotnie Finansowej Marki Roku. Już ponad 319tysięcy klientów wybrało EFL na swojego partnera w biznesie. Więcej na: www.efl.pl

Nowoczesne przedsiębiorstwa ewoluują, także w kwestii wyposażenia wnętrz. Sami prezesi, managerowie oraz dyrektorzy – wiedząc, że przebywają w biurach znaczną część swojego życia – chcą, aby wprowadzić do wystroju nutę prywatności. Wieszają więc swoje ulubione obrazy, stawiając figurki najszybszych samochodów czy zdobiąc półki zdjęciami rodziny. Są też tacy, którzy personalizują biuro pod kątem funkcjonalności – wybierając bardzo estetyczne urządzenia domowe. Nadal duże znaczenie mają firmowe kuchnie, które nie opierają się już tylko na… kuchence mikrofalowej.

Pracodawcy dążą do poprawy komfortu swoich pracowników – nie dziwi więc fakt, że zarówno biura, jak i strefy spożywania posiłków zmieniają się. Jeszcze do niedawna firmowe kantyny wyposażone były w podstawowe elementy zapewniające chłodzenie produktów, zmywanie naczyń, ciepły napój oraz sprzęt pozwalający podgrzać posiłek – ten funkcjonalny kwartet opierał się zazwyczaj na czajniku, mikrofali lub płycie tuż obok małej lodówki i równie małego zlewozmywaka – który za sprawą firmowej musztry zawsze był pusty. Dziś jest nieco inaczej. Coraz bardziej przystępne ceny urządzeń, większa energooszczędność AGD w porównaniu do starszej generacji sprzętów, a także spójność wzornicza np. całej linii, pozwala stworzyć kuchnię, która nie tylko integruje pracowników, ale także jest swego rodzaju strefą relaksu. Dobre otoczenie sprzyja pracy i wpływa na nasze samopoczucie. Dobre posiłki też.

Potwierdza to Pani Maria – właścicielka jednej z warszawskich agencji marketingowych, która uważa, że kiedyś rzeczywiście nie przywiązywano tak wiele uwagi zapleczu kuchennemu firmy.

Wyposażenie kuchni i co za tym idzie, przygotowanie posiłków przeze mnie i moich pracowników – mimo, że wyjątkowo ważne – było traktowane po macoszemu. Muszę przyznać, że nigdy nie zwracałam uwagi na to, czy pracownicy są zadowoleni z zaplecza sprzętów, jakie było w poprzedniej kuchni. Dla mnie, jako właściciela firmy liczyła się wykonana praca. Z czasem jednak stwierdziłam, że warto inwestować w udogodnienia, które finalnie wpływają na jakość pracy nas wszystkich. Biznes zmienia się, a rynek pracy ciągle stawia przed pracodawcami wyzwania. Chciałam być na fali – komentuje Pani Maria Nowak, dodając:

Rozmowy z pracownikami przekonały mnie do tego, że kuchenka mikrofalowa nie jest jedynym i najlepszym rozwiązaniem do kuchni, zwłaszcza w dobie zdrowych posiłków. Jeden z moich przyjaciół prowadzący podobny biznes zdradził mi też, że np. w jego przypadku zmywarka oszczędziła mnóstwo czasu jego pracowników. Koniec końców postawiłam na modernizację zaplecza, rozszerzając wyposażenie nie tylko o automatyczne zmywanie, ale także o piekarnik z funkcją mikrofali, ekspres, płytę ceramiczną oraz okap, który okazał się być niezastąpiony w czasie podgrzewania ryb i mięs. Pracownicy podziękowali za zmiany, ale najlepszym wynagrodzeniem było dla mnie jeszcze lepsze zgranie się zespołu. Pracownicy chętnie spędzają wspólnie czas w kuchni, nie spożywają już posiłków przy komputerze, a nawet jemy tzw. „kreatywne, wspólne śniadania” przygotowane przez cały zespół. Tego nie da się zmonetyzować, ale to wyjątkowo zbliża – dodaje Pani Maria z Waszawy.

Przepisy versus realia

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy (Dz. U. 2003 nr 169 poz. 1650, z późn. zm.) wyróżnia się trzy typy jadalni:

· przeznaczoną do spożywania posiłków własnych (typ I);
· przeznaczoną do spożywania posiłków własnych i wydawania napojów (typ II);
· z zapleczem – przeznaczona do spożywania posiłków profilaktycznych (typ III). Dopuszcza się łączenie jadalni typu II i III.

Jadalnia typu I

W pomieszczeniu jadalni typu I powinno przypadać co najmniej 1,1 m2 powierzchni na każdego z pracowników jednocześnie spożywających posiłek. Powierzchnia jadalni nie powinna być jednak mniejsza niż 8 m2.

Jadalnia typu II, powinna składać się z dwóch części:

· jadalni właściwej odpowiadającej wymaganiom jadalni typu I oraz
· pomieszczeń do przygotowywania, wydawania napojów i zmywania naczyń stołowych.

Jadalnia typu III

· powinna odpowiadać wymaganiom określonym dla jadalni typu II oraz
· powinna posiadać węzeł sanitarny dla konsumentów i węzeł sanitarny z szatnią dla pracowników obsługi.

Co ważne, dla każdego pracownika spożywającego posiłek w jadalni należy zapewnić indywidualne miejsce siedzące przy stole.

Jadalnia powinna być wyposażona w umywalki (w ilości nie mniejszej niż jedna umywalka na dwadzieścia miejsc siedzących w jadalni, lecz nie mniej niż jedna umywalka), a przy każdej umywalce powinny znajdować się ręczniki jednorazowe lub powinna być zainstalowana suszarka do rąk. W jadalni powinny być zainstalowane urządzenia do podgrzewania przez pracownika posiłku.

Suche naczynia bez zacieków

Zmywarka w przedsiębiorstwie to ułatwienie równie pomocne, jak w domu – nowoczesne urządzenia potrafią nie tylko domyć skutecznie wszystkie naczynia, ale także wysuszyć je bez smug. Przykładem może być model zmywarki do zabudowy marki Amica Generation V DIM638ACNBTLRKD, stworzonej do zadań specjalnych. Urządzenie to wyposażone jest w innowacyjne ramię natryskowe  WaterSpinner, pozwalające dotrzeć wodzie do trudno dostępnych miejsc, co wpływa na skuteczność zmywania. Dzięki funkcjom: Up&Down oraz MaxiSpace3 w prosty sposób poradzimy sobie z odpowiednim umieszczeniem naczyń i sztućców w zmywarce. Dzięki MaxiSpace3 (trzeci, niezależny kosz umieszczony w górnej części komory) możemy włożyć do zmywarki więcej naczyń – aż do 14 kompletów. Ergonomia zarządzania przestrzenią zmywarki jest niezwykle ważna, ponieważ im pełniejsza zmywarka, tym większa ekonomia użytkowania sprzętu i większe oszczędności za każdym jej uruchomieniem.

Model Amica Generation
DIM638ACNBTLRKD

Piekarnik w firmie, którego nikt nie czyści? Wybierz ten z automatycznym programem

Czyszczenie piekarnika to z pewnością jedna z najmniej przyjemnych czynności – nie tylko w domu, ale i w przedsiębiorstwie. Czy można skreślić ją z listy zadań, jednocześnie nie rezygnując z przygotowywania ulubionych potraw w piekarniku? Producenci AGD potwierdzają: tak!

Wystarczy, że wyposażymy firmę w piekarnik lub kuchnię wolnostojącą z funkcją czyszczenia katalitycznego lub pirolitycznego.

Piekarnik do zabudowy 12263.3eETviKDpsScJVAdS, ED87689BA+ X-TYPE OPENUP, 56963, Amica

Piekarnik do zabudowy Amica
ED87689BA+ X-TYPE OPENUP

W praktyce piekarnik nagrzewa się do temperatury ok 500 ⁰C, eliminując wszelkie zabrudzenia, włącznie z uciążliwymi plamami tłuszczu. Korzystając z czyszczenia pyrolitycznego unikniesz ręcznego czyszczenia, nie wydasz ani grosza na środki czyszczące i zaoszczędzisz sporo cennego czasu.

Ekspres, który pracuje nieustannie 8h/dobę

Solidny ekspres w firmie to podstawa. Jeśli klienci polubią naszą kawę, ekspres stanie się nawet „partnerem biznesowym”. Dlatego oprócz inwestycji w wysokiej jakości ziarna kawy, warto w pierwszej kolejności postawić na dobry sprzęt, który przez kolejne lata stanie się firmowym baristą z pracą na pełen etat.

Przy wyborze ekspresu do biura znaczenie ma nie tylko jakość techniczna urządzenia, ale także renoma producenta – weźmy pod uwagę także opinie innych w kwestii polityki serwisowej danej firmy.

Z doświadczenia wielu firm ważny jest także sposób konserwacji i czyszczenia. W biurze zazwyczaj każdy jest zajęty własnymi obowiązkami, więc np. odkamienianie odstawiane jest na drugi tor. A to główny błąd, wpływający m.in. na smak parzonej kawy. Są systemy kapsułkowe, które do ponad 5000 parzonych kaw dbają o jakość wody. Są także systemy spieniania mleka, które wystarczy wypłukać pod bieżącą wodą, bez konieczności rozbierania każdego pojedynczego elementu.

Znalezione obrazy dla zapytania philips latte go
Philips Latte Go

Urządzenia do biura?

Oprócz kuchni wiele sprzętów trafia m.in. do sal konferencyjnych, biur oraz recepcji. Sprzęty te coraz chętniej stają się wyposażeniem także pokojów prezesów. Przykładem może być oczyszczać lub nawilżacz powietrza. Zły stan powietrza wpływa na złe samopoczucie. Zwłaszcza w pracy jest to problem wyjątkowo doskwierający. Coraz więcej przedsiębiorstw więc decyduje się na wyposażenie biur nie tylko w klimatyzacje, ale także rozwiązania realnie wpływające na poprawę powietrza w pomieszczeniu. Chętnie stosowane – zwłaszcza tam, gdzie liczy się pierwsze wrażenie firmy – są wszelkiego rodzaju dyfuzory zapachu.

Znalezione obrazy dla zapytania sharp oczyszczacz powietrza
Sharp, technologia Plusmacluster

Winiarka dla miłośnika dobrych trunków – np. do biura prezesa

Urządzenia te są coraz popularniejsze w Polsce, wszystko za sprawą wzrostu spożycia wina w Polsce. Skonsultowaliśmy tę kwestię z polskim producentem, który aktywnie wpiera sprzedaż tego rodzaju urządzeń w kraju nad Wisłą. Zapytaliśmy m.in. o to, dlaczego wino leżakowane w specjalnym urządzeniu smakuje lepiej, niż te przechowywane w standardowych warunkach.

W zwykłej chłodziarce za sprawą kilku czynników, zwłaszcza częstego otwierania, dochodzi do wahań temperatury. Ponieważ w lodówce przechowujemy wiele artykułów, które muszą leżeć płasko na półce, butelki stawiamy zazwyczaj na drzwiach. Wówczas wino nie leżakuje, a korek nie jest w nim zanurzony, co przeszkadza dojrzewaniu. Dodatkowo negatywny wpływ na wino może mieć dostęp światła, zwłaszcza promieniowania UV. Kiedy wino w lodówce przechowywane jest dłużej, wręcz profanujemy jego smak, bo przenikają do niego – nawet jeśli nie było jeszcze otwierane – niepożądane zapachy. W winiarce natomiast przechowujemy tylko specjalnie dedykowane do niej butelki. Niezbędną dla szlachetnych trunków stałą wilgotność pomaga utrzymać pojemnik z wodą, dużo rzadsze otwieranie niż w przypadku lodówki oszczędza winu niepożądanego światła, a szyba anty-UV ogranicza niekorzystne promieniowanie. Słowem – wino z winiarki zachowuje optymalny bukiet zapachowy oraz smak, a butelki leżakują w optymalnych warunkach – czytamy w komunikacie firmy Amica.

Jak zaznacza producent, bardzo ważne jest doświadczenie w produkcji tego typu urządzeń. Tylko w 2018 r. grupa Amica sprzedała blisko 65 tysięcy chłodziarek do wina, z czego większość we Francji i Wielkiej Brytanii, czyli tam, gdzie klienci nie akceptują kompromisów dotyczących jakości tego typu urządzeń i ufają sprawdzonym markom. Suma doświadczeń zbieranych na rynkach zagranicznych, została zamknięta w zbiorze rozwiązań, które noszą nazwę Amica VinoOptima System™. Dzięki nim nowe chłodziarki do wina gwarantują zawsze właściwe warunki przechowywania dla różnych rodzajów trunku. Elektroniczna regulacja temperatury pozwala na prawidłowe przechowywanie różnych gatunków win. Przyciemniana szyba anty-UV i oświetlenie LED gwarantują, że wino nie zostanie poddane niekorzystnemu działaniu światła i ciepła oraz zachowa pełnię smaku. Urządzenie wyposażono także w rozwiązania, które pozwolą utrzymać równomierną, optymalną wilgotność w jego wnętrzu.

Fot. Amica

Humidor, czyli chłodziarka do cygar

Innym urządzeniem, które może być chętnie kupowanym przez miłośników wyszukanego cygara może być humidor. Specjalne urządzenie do przechowywania wyrobów tytoniowych, zwłaszcza cygar na stale wpisało się w kulturę krajów…

Znalezione obrazy dla zapytania liebherr humidor
Fot. Liebherr

Początkowo humidory proponowane były wyłącznie w wersji nieelektrycznej jako specjalne pojemniki zapewniające optymalną wilgotność powietrza. Dziś, w celu zapobieganiu wysychaniu tytoniu humidory mogą przypominać małe chłodziarki wyłożone specjalnym drewnem hiszpańskim, tj. cedrem – sprzyja on wydobywaniu pełnego aromatu cygar. Urządzenia mogą wolnostojące lub do zabudowy, choć ta duga metoda montażu jest bez wątpienia bardziej efektowniejsza.

Prowadzenie własnej firmy może być obarczone ryzykiem i problemami, które często doprowadzają biznes do trudności finansowych. Zaledwie w pierwszym kwartale 2019 r. upadłość ogłosiło 285 podmiotów gospodarczych[1], co oznacza wzrost o 10 proc. r/r. Największą niewypłacalność odnotowała branża produkcyjna (69 firm), usługowa (67 firm) i dystrybucja hurtowa (57). Jedną z głównych przyczyn ich bankructwa jest wzrost obciążeń podatkowych oraz trwała utrata płynności finansowej. Poniższe trzy wskazówki pomogą w efektywnym prowadzeniu biznesu.

Właściciele firm powinni zdawać sobie sprawę jak mogą uniknąć pojawiających się problemów, dopiero wtedy w efektywny sposób wspomogą swój biznes oraz usprawnią jego działanie.

Płynność finansowa rozwija biznes

Jednym z najtrudniejszych, ale najbardziej krytycznych aspektów prowadzenia firmy jest budowanie budżetu. Często z powodu natłoku zadań właścicielom firm ciężko jest znaleźć czas na zadbanie o płynność finansową własnego przedsiębiorstwa. W celu uniknięcia takich sytuacji należy skupić się na dokładnym rozplanowaniu przepływu pieniędzy i budżetem, ponieważ może to doprowadzić do niestabilności finansowej przedsiębiorstwa. Zaledwie w pierwszym kwartale 2019 roku upadłość ogłosiło 285 podmiotów gospodarczych[2], co w ujęciu rocznym oznacza 10 proc. wzrost r/r. Jedną z głównych przyczyn ich bankructwa jest wzrost obciążeń podatkowych oraz trwała utrata płynności, spowodowana m.in. opóźnieniami w płatnościach od kontrahentów. W przypadku zaległych faktur przedsiębiorcy mogą skorzystać z darmowych narzędzi, żeby zaoszczędzić swój czas. Jednym z rozwiązań jest oferowany przez Finiatę Generator Wezwań do Zapłaty. Darmowe narzędzie dostępne na stronie finiata.pl oferuje gotową receptę na rozwiązanie problemów. Wystarczy wejść na stronę i wpisać termin zapłaty faktury – narzędzie wskaże możliwe sposoby dalszego postępowania, np. gotowy wzór pisma, w którym można zawrzeć wezwanie do zapłaty.

– Przedsiębiorcy potrzebują łatwego dostępu do otwartej linii finansowej, z której fundusze mogą przeznaczyć na dowolnie wybrany przez siebie cel, w zależności od potrzeb firmy. Wiemy, że prawie połowa właścicieli polskich biznesów ma problemy z terminowym otrzymywaniem należności. Opracowaliśmy nowy elastyczny produkt dla przedsiębiorców – FlexKapitał, który odpowiada na najważniejszy problem rynku – płynność finansową. Wiemy, że potrzeby w zależności od branży mogą się diametralnie różnić, dlatego dajemy przedsiębiorcom wolną rękę na wydatkowanie tych funduszy” komentuje Alexander Beresford, CMO Finiata.pl.

Deleguj zadania

Czas jest najcenniejszym zasobem. Wraz ze wzrostem przepracowanych godzin, spada efektywność – ciągłe przeskakiwanie pomiędzy różnymi tematami odbywa się kosztem nawet 40 proc. czasu pracy każdego dnia[3]. Jeśli przedsiębiorca zamierza rozwijać biznes, potrzebuje zaufanych ludzi do pomocy. Delegowanie obowiązków i dobra organizacja czasu pracy personelu daje pełną kontrolę nad bieżącymi sprawami, pozwala skupić się na aktualnych priorytetach i właściwym rozwoju biznesu.

Przeczytaj także:

Unikaj wypalenia zawodowego

W biznesie zwycięzcami są przedsiębiorcy, którzy uparcie dążą do celu, podczas gdy inni rezygnują w przedbiegach. Można w łatwy sposób osiągnąć sukces unikając  przepracowania i nadgodzin. Sposobem na rozwiązanie tego problemu jest efektywne planowanie czasu pracy i pilnowanie listy zadań.

Obecnie pracujemy coraz więcej. Według badań średni czas pracy wydłuża się, a tradycyjny 40-godzinny tydzień pracy wzrasta do 47[4]. “Po godzinach” w pracy zostaje bardzo duża część przedsiębiorców – 20 proc. pracuje 50-59 godzin tygodniowo, 12,5 proc. – 60-69 godzin, a 5 proc. nawet ponad 70 godzin. Im dłużej właściciel biznesu pracuje bez odpoczynku, tym bardziej zwiększa się jego poziom przepracowania. Taki wysiłek wyczerpuje psychicznie oraz fizycznie, a przez nieustanne wydzielanie hormonów stresu prowadzi do powstawania długofalowych problemów ze zdrowiem oraz syndromu wypalenia zawodowego[5], a co za tym idzie dekoncentracja, nieuwaga i rozdrażnienie.

– Wielozadaniowość, do której są przyzwyczajeni prowadzący własny biznes, najbardziej sprzyja wypaleniu zawodowemu. Regularna praca po godzinach, presja czasowa, wysoki poziom stresu organizacyjnego – wszystkie te czynniki wpływają na to, że odkładamy realny rozwój biznesu na dalszy plan. Aby tego uniknąć warto skorzystać z narzędzi, które ułatwiają prowadzenie firmy” – Alexander Beresford, Finiata.pl. 

Podróż przedsiębiorców do sukcesu przeplata się z wieloma przeszkodami. Warto jasno określić cel i podejmować rozsądne decyzje finansowe. Właśnie z powodu podejmowania złych decyzji i utraty płynności finansowej, nie przeżywa średnio 1/3 mikrofirm w ciągu pierwszego roku działalności[6].

Źródło: Finiata.pl


[1] Dane Euler Hermes

[2] Dane Euler Hermes

[3] American Psychological Association “Multitasking: Switching costs”

[4] Badanie Instytutu Galuppa

[5] Raport Human Power: Praca, moc, energia w polskich firmach

[6] Dane Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości

Rozmowa z dr. Jakubem Jasińskim, zastępcą dyrektora Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców RP, współodpowiedzialnego za tworzenie merytoryczne programu Open Eyes Economy Summit.

Dr Jakub Jasiński to ekonomista, przez wiele lat związany z administracją – m.in. z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Ministerstwem Spraw Zagranicznych, Kancelarią Prezydenta RP. Wcześniej pracował także jako dziennikarz ekonomiczny dziennika „Rzeczpospolita”. Obecnie adiunkt w Zakładzie Integracji Europejskiej IRWiR PAN oraz Dyrektor Centrum Badań i Analiz Pracodawców RP. 

 Zostali Państwo współorganizatorem wydarzenia OEES. Które z idei/wartości Open Eyes Economy są Państwu najbliższe?

– Idea Open Eyes Economy pokazuje ekonomię i gospodarowanie, jako naukę o wartościach. Powinna być ona fundamentem w gospodarce rzeczywistej, a nie gospodarce, z którą – niestety – mamy do czynienia na co dzień, czyli tzw. w gospodarce wirtualnej. Nie mówię tutaj o technologiach czy wszystkim tym, co się wiąże z cyber- i e-gospodarką, ale raczej o tym wszystkim, od czego odeszliśmy na rzecz polityki ceny i zysku za wszelką cenę. Stąd my Pracodawcy RP, jako Ci którzy zajmują się kwestiami gospodarki i pracy, od zeszłego roku jesteśmy czynnie zaangażowani w Open Eyes Economy Summit. Zadbaliśmy o dwa bloki tematyczne: człowiek–praca oraz firma–idea. Uznaliśmy, że warto spojrzeć na biznes pod nieco innym kątem.

OEES naświetla wiele ważkich problemów, także problemów polskiego biznesu. Czy mają Państwo także w tym swój udział?
Naszą misją jest dbanie o interes pracodawców i firm zrzeszonych, ale i generalnie kondycji polskiej gospodarki. Z jednej strony patrzymy rządowi na ręce, a z drugiej jesteśmy przeciwwagą do związków zawodowych. Tak też jest zbudowana Rada Dialogu Społecznego (będąca kontynuacją Komisji Trójstronnej), w której jesteśmy stroną. Zdecydowaliśmy się na udział w Open Eyes Economy Summit, ponieważ jest to kongres który patrzy w przyszłość. I tak jak mówił kiedyś Charles Kettering – amerykański wynalazca: „Interesuje mnie przyszłość, bo w niej zamierzam spędzić resztę życia”, jako Pracodawcy RP staramy się szeroko spoglądać na bieżące problemy, żeby ta przyszłość była lepsza. Nie uciekamy od ważnych tematów, a jedne z najważniejszych uwzględniliśmy w tegorocznym programie OEES.

Open Eyes Economy Summit 2018

Jakie tematy poruszyli Pracodawcy RP podczas Open Eyes Economy Summit?

Dla przykładu, zastanawialiśmy się nad tym, jaka jest rola pracy i wartości pracy w kontekście rozwoju produkcyjnego. I tutaj poruszyliśmy też kwestie rolnicze – mimo, że nie jest to główna domena Pracodawców RP. Dlatego przygotowując program w tym temacie staraliśmy się, aby prelekcje odpowiedziały na pytanie: czy można produkować więcej, zużywając mniej. Skupiliśmy się również na tematach spółek komunalnych, przyszłości rolnictwa czy jakości produkcji. Z drugiej strony, w tym samym bloku tematycznym staraliśmy się poruszyć kwestie związane z emeryturami. Bo problem dotyczy nas wszystkich – mimo, że możemy produkować dużo i równie długo pracować, „na stare lata” z tej emerytury nic nam nie zostanie. Skupiliśmy się także na sesji, w której mówiliśmy o tym, jakie państwo dobrobytu możemy obiecać młodym.

Z innej strony współtworzyliśmy blok tematyczny firma–idea. Uważamy, że dziś ważną kwestią jest rynek pracownika i sytuacja, w której – przy generalnie odczuwalnym braku rąk do pracy – na rynek wchodzą nowe pokolenia. Dlatego padło pytanie, z którym mierzą się menedżerowie, także Ci zrzeszeni w naszej organizacji: jak zarządzać tymi zmiennymi oczekiwaniami pracowników. Wszystko to dlatego, że to, co było ważne dla ludzi 20 lat temu, nie jest już ważne dla tych, którzy na rynek wchodzą dziś.

Opublikowany przez BiznesTuba.pl Wtorek, 20 listopada 2018

 

Z jakimi bolączkami obecnie zmierzają się polscy przedsiębiorcy?

Firmy nie przychodzą do nas raczej z problemami finansowymi. Jeśli spojrzymy na polskie przedsiębiorstwa, widzimy, że posiadają one kapitał. Problem leży raczej w braku inwestycji. Temu miała pomóc Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju, jednak rezultatów jak na razie nie widać. Mamy więc nadzieję, że to się zmieni, ponieważ samą konsumpcją nie da się stale napędzać gospodarki. Dlatego warto więc stawiać na inwestycje przedsiębiorstw prywatnych, nie tylko na inwestycje publiczne, które po chwilowej stagnacji dotknięte zostały zmianą perspektywy i zwiększoną liczbą dotacji unijnych.

Drugą bolączką jest niezaprzeczalnie rynek pracy, a dokładniej brak rąk do niej. Branża budowlana, ale nie tylko, bardzo cierpi z tego powodu. Staramy się zasypać tę dziurę pracownikami z Ukrainy; widzimy też na polskich ulicach coraz więcej Azjatów czy osób z Bangladeszu i Indii. Szacuje się dziś, że liczba pracowników zagranicznych ma 6 zer. W tym temacie też jesteśmy ciekawi, czy jeśli Niemcy otworzą granice dla przybyszów z Ukrainy, ile z pracowników wyjedzie z Polski i będzie pracować tam na korzystniejszych warunkach. Co wtedy z rynkiem pracy w Polsce? Kim „załatamy” tę wyrwę, która może niebawem powstać?

Zobacz też:

OEES: etyka w biznesie, czyli jakimi wartościami wygramy z konkurencją?

Widzą Państwo jakieś optymalne rozwiązanie?

Mimo, bardzo długiego czasu prosperity nie tylko w Polsce, ale i na świecie, jako Pracodawcy RP uważamy, że jest jeszcze sporo do zrobienia. Przeszliśmy w Polsce bardzo trudny okres transformacji, jednak nadal polskim przedsiębiorcom rzuca się kłody pod nogi. Przygotowujemy w naszej organizacji raporty deregulacyjne, które przedstawiają bolączki polskiego prawa, głównie prawa gospodarczego. Wspomniane raporty pokazują ile ton przepisów dotyczących przedsiębiorców jest produkowanych. Statystyki te są straszne i pokazują, jak źle prawo jest uchwalane przez parlament, szczególnie obecnej kadencji. Przedsiębiorcy chcąc być ze wszystkimi zmianami na bieżąco większość swojego czasu poświęcają na czytanie legislacji, zamiast na prowadzenie i rozwijanie biznesu. Oczywiście nadal ważną bolączką jest zawiły system podatkowy. A jak to ulepszyć? Na pewno ciągłość instytucjonalna popłaca. Uważam, że instytucje należy poprawiać, a nie przewracać do góry nogami. Drugą rzeczą jest dobre stanowienie prawa. W tej kadencji Sejmu mamy wybitne przyspieszenie legislacyjne i szczególnie odczuwają to właśnie przedsiębiorcy. Wiele projektów wchodzi do Sejmu, a przedsiębiorcy nie mogą się nawet wypowiedzieć w danej kwestii. Po miesiącu lub dwóch od wejścia, przepis jest nowelizowany, a my mamy kolejne akty prawne, i tak w kółko.

Podczas wydarzenia mówiono także o wprowadzanych niedawno w życie Pracowniczych Planach Kapitałowych. Jak oceniają Państwo ten program?

Dajemy szansę programowi. Mamy nadzieje, że będzie to program, który z jednej strony zwiększy nasze emerytury, z drugiej strony zwiększy inwestycje. Liczymy także, że PPK nie staną się kolejną skarbonką dla tego lub przyszłych rządów do pobierania pieniędzy z niej, tylko po to, aby zasypywać braki budżetowe. Mamy nadzieje, że Pracownie Plany Kapitałowe będą służyły obywatelom.

Czy OEES to idealna platforma do promocji biznesu?

Proszę zwrócić uwagę na sesję, która trafiła idealnie w punkt i zgromadziła mnóstwo gości. Mówię tutaj o sesji stworzonej przez prof. Hausnera, która dotyczyła uczciwości sektora bankowego. Sesja miała na celu nakłonienie finansistów, aby zasiedli przy okrągłym stole i rozmawiali o nieuczciwych praktykach w sektorze finansowym. Mowa choćby o sprzedawaniu klientom instrumentów, o których bankowcy wiedzą, że są dla klienta dużym ryzykiem. Cała prawda o ich naturze nie jest klientom przedstawiana, a z góry wiadomo, że klient finalnie straci. Profesorowi udało się namówić przedstawicieli kilku banków i instytucji do tego, aby rozmawiali o tym problemie. Muszę przyznać, że taka sesja była jedną z pierwszych w Polsce, która pozwoliła głośno powiedzieć o problemie i działaniach względem klientów. Z drugiej jednak strony promujemy firmy, które tworzą produkty wysokiej jakości, w zgodzie z tradycją i dbające o godziwe zarobki dla ludzi. Takie firmy, m.in. z oznaczeniami fairtrade sprzyjają rozwojowi inkluzyjnemu, a nie ekskluzywnemu.

"Nieodpowiedzialna sprzedaż. Jak przywrócić zaufanie do sektora finansowego?" w rozmowie przy okrągłym stole wzięli…

Opublikowany przez BiznesTuba.pl Wtorek, 20 listopada 2018

Na koniec, jak ocenia Pan tegoroczne wydarzenie w Krakowie?

OEES od zawsze był organizowany bardzo profesjonalnie, jednak wydaje mi się, że tegoroczny kongres był jeszcze bardziej dopracowany niż rok temu. Zważywszy na to, że organizuje to fundacja Gospodarki i Administracji Publicznej (a więc NGO, a nie firma specjalizująca się w eventach) i pracuje tam sztab młodych ludzi, którzy nie są profesjonalistami (160 wolontariuszy), uważam, że to mistrzostwo świata. W zeszłym roku przekroczyliśmy 2000 osób, w tym roku zarejestrowało się ponad 2500 osób!

Dziękuję za rozmowę

Również serdecznie dziękuję.

Rozmawiała: Magda Strzykalska

Opublikowany przez BiznesTuba.pl Wtorek, 20 listopada 2018

Open Eyes Economy Summit 2018 to już trzecia edycja niezwykłego, kultowego już kongresu, który gromadzi każdego zainteresowanego problemami współczesnego społeczeństwa. Podczas dwudniowego wydarzenia, o nowym modelu ekonomicznym będą rozmawiać nie tylko ludzie nauki, ale też przedstawiciele start-upów, marketingowcy, biznesmeni oraz studenci! 

Już jutro rusza OEES – kongres, który porusza takie tematy jak odpowiedzialność społeczna, przyszłość wolnego rynku, demokracja czy ekologia. Zaproszeni prelegenci dyskutują o odpowiedzialnym projektowaniu, o przyszłości społecznej, ale też ekonomicznej. Jak informują organizatorzy, Open Eyes Economy Summit to prawdziwy tygiel nowych idei, a jego niezwykła atmosfera wynika z różnorodności, otwartości i zaangażowania ludzi, którzy go tworzą o jakość, może uzasadnić wyższą niż u konkurencji cenę.

Spotkanie to nie będzie z pewnością podsumowaniem tego, co się obecnie dzieje na polskim rynku. Wydarzenie jest raczej okazją do tego, aby dyskutować nie o zmianach, ale o tym, dokąd owe zmiany nas zaprowadzą, także w kontekście świata.

Kraków, a dokładniej Centrum Kongresowe ICE przy Konopnickiej, stanie się już po raz 3. miejscem, gdzie gospodarka wyznaczy nowe kierunki rozwoju. Opowie o tym choćby dr Jarosław Gowin, Wiceprezes Rady Ministrów i Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, który w mowie powitalnej otworzy wydarzenie. Tuż po nim wystąpią Luca Jahier – Przewodniczący Europejskiego Komitetu Społeczno-Ekonomicznego oraz prof. Jacqueline Cramer – Utrecht University, Minister Budownictwa, Gospodarki Przestrzennej i Środowiska w Holandii w latach 2007-2010. Goście opowiedzą choćby o tym, jak wygląda dziś kierunek gospodarki w obiegu zamkniętym w Europie.

Dużym zainteresowaniem zeszłorocznego choćby kongresu były sesje tematyczne. Podczas nich, znane osobistości ze świata nauki, biznesu, kultury, ale też marketingowcy czy studenci znajdą odpowiedzi na takie pytania jak: czy pieniądze to największa wartość przyszłości? Czy chcemy żyć w obecnej Europie? Czy Pracownicze Plany Kapitałowe to naprawdę to samo co Pomnażanie Pieniędzy Kowalskiego? Kto zapłaci za nasze emerytury? Państwo? Pracodawca, a może… nikt?

Podążając tematem finansów, w pierwszy dzień wydarzenia dowiemy się jak przywrócić zaufanie do sektora finansowego, a także czego nie zauważyliśmy w finansach w ostatnich latach. Nie zabraknie bardziej politycznych kwestii, które wpływają na życie każdego z nas. Goście opowiedzą o tym, kto wygrał kampanię wyborczą i co z tego wynika dla kolejnych wyborów, oraz jakie państwo dobrobytu można obiecać młodym, w kontekście emerytury bez pracy. To oczywiście tylko wycinek sesji, które odbędą się w krakowskimICE.

Organizatorzy skupią też swoją uwagę na temacie optymalizacji energii i wykorzystywaniu jej w dobie problemu z jej brakiem. Nie zabraknie też zagadnień dotykających tematu motoryzacji: czy komunikujące się ze sobą pojazdy podniosą bezpieczeństwo na drogach? Dowiemy się też o trendach technologicznych i tych bardziej marketingowych, np. na przykładzie czterech jeźdźców apokalipsy: Facebook, Google, Amazon oraz Netflix.

Drugiego dnia, nie zabraknie ważkich tematów żywności i rolnictwa (tak miejskiego, jak i ekologicznego). Goście opowiedzą też o pokoleniach  X, Y i Z,  czyli o tym jak określać cele i zarządzać zmiennymi oczekiwaniami pracowników. Podążając za tematem rynku pracy, podczas OEES poruszony zostanie też temat kapitału – czy ważny jest ten finansowy, czy jednak lepiej skupić się na tym społecznym. Przybyli na wydarzenie będą mogli dowiedzieć się także o tym, czy pracownik powinien być odpowiedzialny za firmę czy raczej za swoją pracę?

21 listopada w ICE Kraków dowiemy się również sporo o problemach ekologii – pod lupę organizatorzy wezmą temat smogu, a także plastiku. Na koniec goście skupią się też na kwestiach wartości w biznesie, odpowiadając na pytanie:  jak wielcy gracze wykorzystują innowacje i skalę, by umożliwić ludziom lepsze życie.

Na OEES 2018 Mateusz Zmyślony i prof. Jerzy Hausner – organizatorzy wydarzenia, zaprosili wyjątkowe osobistości. Podczas tegorocznej edycji będziemy mieli przyjemność gościć m.in. prof. dr Jacqueline Cramer – byłą minister budownictwa, gospodarki przestrzennej i środowiska Holandii, Luca Jahiera – przewodniczącego Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, Roberta Bednarskiego – dyrektora Facebooka na Europę Środkowo-Wschodnią, Annę Miotk – dyrektor ds. komunikacji Polskich Badań Internetu, Dominikę Betmann – prezes Siemens Polska, Brunona Bartkiewicza – prezesa zarządu ING Banku Śląskiego, prezydentów Słupska i Wrocławia – Roberta Biedronia i Rafała Dutkiewicza, prof. dr. hab. Jerzego Bralczyka, prof. Zhu Wenyi – główną architekt ZHU Wenyi Atelier, Janinę Ochojską – prezes zarządu Polskiej Akcji Humanitarnej, Szymona Ziobrowskiego – dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego, czeskiego artystę Davida Černego i wielu innych.

 

 

 

 

 

Dla wszystkich tych, którzy myślą nad rozwojem własnego biznesu, mamy dla was megakonkurs. Wystarczy, że odpowiesz na zadane pytanie konkursowe.

Jeśli prowadzisz małą firmę albo chcesz wystartować z własnym biznesem, mamy dla Ciebie lekturę na jesienny, zimny wieczór. Do wygrania są 2 egzemplarze najnowszej i jedynej takiej na rynku książki wydawnictwa Poltrex– „Biznes w świecie mobile. Jak zaprojektować, wykonać i wypromować aplikację mobilną”.

Wydawnictwo zachęca do pochylenia się nad książką wszystkich tych, którzy widzą znaczenie trendu mobile w biznesie. Jeśli więc twoi klienci coraz częściej korzystają z urządzeń mobilnych, chcą kupować i zamawiać usługi w tym kanale, warto opracować aplikację, która odpowie na potrzeby klientów i zapewni korzyści finansowe i wizerunkowe. Autorzy kompleksowo przedstawiają zagadnienie, podpowiadając krok po kroku jak przystąpić do tworzenia aplikacji lub gry mobilnej na platformy Android i iOS – od projektowania, przez produkcję, promocję na utrzymaniu i prowadzeniu aplikacji kończąc. Autorki dzielą się wieloletnim doświadczeniem projektowania i tworzenia produktów mobilnych. Przytaczają przykłady najlepszych polskich aplikacji mobilnych i opisują, co zrobili ich twórcy, aby stały się sukcesem. Książka poradnika powstała z myślą o przedsiębiorcach, którzy chcą mieć pewność, że pieniądze zainwestowane w tworzenie nowego rozwiązania zostaną dobrze wydane.

Aby otrzymać jeden z egzemplarzy, zachęcamy Was do wzięcia udziału w facebookowym konkursie. Wystarczy wejść na profil portalu BiznesTuba, polubić komentarz z postem lub profil i odpowiedzieć w komentarzu na pytanie: Z jakich aplikacji korzystasz na co dzień?

Nagrodzimy dwie najlepsze odpowiedzi, które pod kątem merytorycznym oraz kreatywnym wzbudziły zainteresowanie jury. Na odpowiedzi czekamy do środy 14 września (do 23:59). Zachęcamy także do dzielenia się konkursem ze znajomymi.

Wyniki konkursu podamy 15 września na profilu BiznesTuba. Ze zwycięzcami skontaktujemy się indywidualnie w celu przesłania przesyłek.

Regulamin konkursu znajduje się tutaj.

Regulamin konkursu „Rozwijaj swój biznes razem z portalem BiznesTuba – wygraj książkę”

Redakcja portalu BiznesTuba
 

Tegoroczny kongres, odbywający się w samym centrum Warszawy – w Pałacu Kultury i Nauki zgromadził ponad 500 osób, zainteresowanych różnymi branżami, m.in. z sektora nowych materiałów, kosmosu, elektroniki, biotechnologii czy sztucznej inteligencji. Oprócz młodych naukowców, przedstawicieli start-upów czy spin-offów, biznesmenów i inwestorów, na innoSHARE’18 – LET’S INSPIRE POLAND pojawiły się także instytucje otoczenia nauki czy też administracja publiczna wspierająca rozwój innowacji. Uruchomiono również innoSHARE UNIversity, który jest kolejnym krokiem rozwoju działalności Fundacji Polska Innowacyjna.

innoSHARE’18 to 4. edycja międzynarodowego wydarzenia dla przedsiębiorczych naukowców, start-upów z nauki, badań i inżynierii, przedsiębiorców z sektora MŚP, ekspertów biznesowych czy też entuzjastów innowacji z różnych branż, którzy chcą poznać potencjalnych partnerów, współpracowników czy klientów z Polski i z zagranicy. Organizatorem wydarzenia jest Fundacja Polska Innowacja, która powstała w lipcu 2014 roku. Jej misją jest wspieranie Polski, aby stała się jednym ze światowych centrów innowacji i biznesu. – Jako Fundacja zajmujemy się tworzeniem sieci kontaktów opartej na Polakach i Polonii zajmujących się nauką, innowacjami i biznesem. Organizujemy cykl wydarzeń nie tylko w kraju, ale także za granicą, które z każdym roku zdobywają coraz większy rozgłos i zasięg (…) Ostatnie 3. edycje Kongresu zrealizowaliśmy przy współpracy z Politechniką Warszawską. Jednak z racji faktu, iż chcieliśmy zwiększyć zasięg wydarzenia, czwartą edycje współtworzyliśmy wspólnie z Miastem Stołecznym Warszawa – mówi Sławomir Olejnik, CEO Fundacji Polska Innowacyjna.

 

Odwiedź nas na Facebooku

Jesteśmy na kongresie polskich innowacji Congress InnoSHARE. To już 4. edycja tego wydarzenia, która z każdym rokiem…

Opublikowany przez BiznesTuba.pl Środa, 27 czerwca 2018

 

100-procentowy wzrost zainteresowania wydarzeniem

Jak podkreśla Sławomir Olejnik, współzałożyciel oraz CEO Fundacji Polska Innowacyjna, w zeszłym roku na innoSHARE’17 – ŁĄCZYMY POTENCJAŁY wzięło udział 50 prelegentów, a podczas tego wydarzenia było ich już ponad 100.

 – Znaczna część prelegentów, choć ma polskie korzenie, mieszka lub urodziła się poza granicami Polski, stąd ustaliliśmy, że panele i prelekcje będą w języku polskim lub angielskim, z dostępem do tłumaczenia symultanicznego (jeżeli kogoś od dłuższego czasu nie ma w Polsce, może mieć problem z posługiwaniem się ojczystym językiem) – dodaje Olejnik.

Na wydarzenie zaproszono znamienitych gości, m.in. z USA, Kanady, Australii, Meksyku, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii czy Irlandii, którzy podczas prezentacji i paneli dyskusyjnych dzielili się swoimi doświadczeniami oraz stosowanymi rozwiązaniami w Polsce i za granicą. To była doskonała okazja do nawiązywania współpracy, posłuchania mądrych ludzi, którzy praktycznie wdrażają innowacje czy też wspierają ich rozwój, jak i do poszerzenia swojej wiedzy i sposoby myślenia.”

Podczas wydarzenia eksperci przekonywali uczestników, że jeśli chcą zbudować globalny biznes, muszą zacząć myśleć i działać globalnie. Debaty dotyczyły również współpracy nauki z biznesem, w trakcie których zaproszeni gości („role models” – osoby stanowiące wzór do naśladowania) stwierdzili, że wsparcie merytoryczne – zarówno ze strony uczelni, jak i biznesu – to podstawowy warunek, aby powstawały start-upy z nauki, badań i szeroko rozumianej inżynierii. W trakcie wydarzenia poruszone były również takie tematy jak: wykorzystanie sztucznej inteligencji w biznesie i edukacji, przyszłość przemysłu kosmicznego w Polsce, współpraca Polski z USA w dziedzinach mhealth i militaria czy też e-sportu w kontekście zaangażowania środowiska naukowego.

Ponadto zorganizowano po raz pierwszy BIOTECH Forum, które w pełni poświęcone było perspektywom rozwoju onkologii, radiologii, kardiologii, a w szczególności globalnym trendom biotechnologicznym w tym zakresie. Gościem specjalnym był Luis A. Diaz (znany na świecie lekarz i badacz), który wskazał, na kluczową rolę diagnostyki genetycznej w rozpoznawaniu profilu pacjenta i wyboru najlepiej dopasowanej do niego terapii. W wydarzeniu wzięli również udział dr George Jackowski (Kanada), dr Alana Kozikowski (USA) i prof. Mirosław Janowski (USA).

Moda na startupy trwa, ale czy to zawsze jest skuteczne?

W pierwszym dniu wydarzenia pod nazwą STARTUP&SPIN-OFF DAY by Open Innovation Network, rozmawiano o ekosystemach dla młodych przedsiębiorców, jak i dla przedstawicieli nauki. Mówiono także o tym, jak zaoszczędzić lata pracy nad rozwojem swojego pomysłu. Goście mogli dowiedzieć się także, jak z perspektywy innych krajów wygląda działalność innowacyjnych młodych firm, wdrażania nowoczesnych technologii na rynek czy jak zastosować sztuczną inteligencję w biznesie i edukacji. Duże zaciekawienie wzbudziły choćby dwa panele pt. „Think globally, act globally.”, które pokazywała sposób rozwijania biznesu w Europie i na innych kontynentach.

Paneliści słusznie zauważyli, że „boom” start-upowy to z pewnością dobra prognoza, jednak brak wiedzy oraz doświadczenia biznesowego mogą spowodować,  że świeżo upieczeni przedsiębiorcy mogą po prostu nie podołać w przebiciu się na rynku.

– Start-upów i spin-offów powstających z nauki, badań czy inżynierii jest coraz więcej, jednak wciąż nie tak dużo jak w innych krajach. Są to często projekty rozwijane na pograniczu kilku dziedzin, gdyż opierają się łącznie np. o elektronikę, biotechnologię czy inżynierię. Są też startupy, które bazują na chemii czy nowoczesnych materiałach, które mają duży potencjał, jednak nadal nie jest ich zbyt wiele. Warto też wspomnieć o tych związanych z biotechnologią czy farmaceutyką, które często współpracują z ogromnym biznesem. W takich przestrzeniach Polska rozwija się – komentuje Sławomir Olejnik, CEO Fundacja Polska Innowacyjna.

Polska jako centrum nauki, ale też innowacji

Uczestnicy zostali również zainspirowani do odważnego myślenia o Polsce jako rozwijającym się centrum nauki i innowacji, co jest możliwe dzięki wybitnym naukowcom, współpracy międzynarodowej z Polonią i Polakami za granicą. Zachęcano również do budowania multidyscyplinarnych zespołów i koncentracji na tym, co możemy zrobić, a nie na pojawiających się barierach. Kolejną edycję już pod nazwą innoSHARE UNIversity organizatorzy planują zorganizować w przyszłym roku.

Magda Strzykalska, BiznesTuba

Świat wokół nas coraz szybciej się zmienia, a biznes musi nadążać za tymi zmianami. Dla menadżerów, którzy chcą odnieść sukces w realiach współczesnego rynku, coraz bardziej oczywista staje się konieczność zmiany stylu działania. Model zarządzania skuteczny w dzisiejszych czasach, trafnie nazwany włączającym, porzuca autorytarność na rzecz otwartości  i zaufania, a także opiera się na wykorzystaniu potencjału wszystkich członków zespołu. Dlatego kluczowym pytaniem każdego lidera powinno stać się nie czy, ale jak skutecznie wprowadzić włączające zarządzanie na poziomie zespołu i całej firmy.

Nadal jednak wielu z nich stara się utrzymać status quo i broni się przed otwarciem na jakiekolwiek nowości. Argumenty, jakimi się posługują: „ten system działał dobrze przez lata”, „taki sposób zarządzania zawsze przynosił firmie zyski”, często pokrywają lęk przed nieznanym i niechęć do naruszania istniejącego układu.

Z psychologicznego punktu widzenia to zrozumiałe obawy. Większość ludzi wypracowuje sobie w życiu osobistym i w pracy strefę komfortu, czyli schemat działania i myślenia oparty na przewidywalności, rutynie i unikaniu ryzyka. Taka „bańka bezpieczeństwa” rzeczywiście daje komfort i stabilność w codziennym życiu, ale w świecie biznesu może być poważnym zagrożeniem. Dla dobrego lidera komfort oznacza stagnację, a stagnacja uwstecznia i prowadzi do porażki. Dlatego decyzja o wyjściu ze strefy komfortu powinna być pierwszym i najważniejszym zadaniem menadżera, który chce zmienić swój styl zarządzania.

Rutyna niszczy kreatywność

Przedsiębiorcy, którzy mają odwagę podjąć ryzyko i świadomie wchodzą w niekomfortowe dla siebie  sytuacje, stają się bardziej kreatywni, odporni emocjonalnie i otwarci na nowe rozwiązania. W nowoczesnym biznesie to właśnie te cechy mogą zdecydować o sukcesie firmy.

A jednak zaskakująco wiele osób nadal tkwi w pułapce rutyny i wypracowanych latami nawyków. Żyjemy w społeczeństwie zdominowanym przez strach przed porażką, a nawet jakimkolwiek stresem czy niewygodą i właśnie ten lęk trzyma nas w strefie komfortu. Tkwimy więc w miejscu, otoczeni kokonem pozornego bezpieczeństwa, który blokuje nasz rozwój. Dopiero akceptując to uczucie dyskomfortu możemy pójść naprzód i wykorzystać pełnię swoich możliwości.

Jak skutecznie wyjść ze strefy komfortu

Pierwszym krokiem do opuszczenia strefy komfortu jest samo dostrzeżenie, że w niej utknęliśmy. Mając świadomość tego, że jesteśmy zakładnikami własnych obaw i nawyków, możemy podjąć działania, żeby to zmienić. Warto odnaleźć w sobie odwagę i cierpliwość, bo takie zmiany bywają trudne.

  • Regularne podejmowanie nowych wyzwań prowadzi do zmniejszenia związanego z nimi stresu. Jeśli systematycznie będziemy próbować czegoś nowego, ta otwartość stanie się częścią naszego życia i zaakceptujemy ryzyko jako jego nieodłączną część.
  • Nie zawsze odważne rzucenie się głową naprzód w nową sytuację jest dobrym rozwiązaniem. Dla wielu osób łatwiejsza będzie metoda małych kroków. Niewielkie, stopniowo wprowadzane korekty stylu życia czy pracy powoli oswoją nas z poważniejszymi zmianami.
  • Często pomaga sama zmiana podejścia. Negatywne odczucia związane z podejmowaniem ryzyka możemy postarać się zamienić na pozytywne, na przykład lęk przed wyzwaniem uznajmy za ekscytację nowością.
  • Najważniejszy jest cel. Z każdą przeszkodą łatwiej się uporać, kiedy w perspektywie mamy widoki na sukces i pozytywne zmiany. Nie traćmy z oczu szerszej perspektywy.

Oswoić dyskomfort

Wyjście z bezpiecznej strefy wywołuje lęk i poczucie zagrożenia.  To naturalne, ale ten dyskomfort można oswoić i złagodzić.

  • Silny niepokój blokuje i nie pozwala na podejmowanie racjonalnych decyzji. Często towarzyszy mu gonitwa myśli, „wewnętrzny hałas”, który zagłusza rozsądek. Bardzo pomaga wówczas oczyszczenie umysłu ze zbędnych myśli i emocji. Wyciszenie, które możemy osiągnąć medytacją, czy odizolowaniem się od nadmiaru bodźców, wspiera koncentrację i pomoże osiągnąć cel.
  • Podstawowe źródło lęku przed wyjściem ze strefy komfortu jest związane z indywidualnymi problemami. Dla jednych jest to niechęć do wystąpień publicznych, dla innych strach przed porażką zawodową albo podjęciem jakiegokolwiek ryzyka. Rozpoznanie i nazwanie tego lęku „oswoi go” i pozwoli na przygotowanie racjonalnej reakcji.
  • Przeszłe porażki i upadki mogą stać się trampolinami do przyszłych sukcesów, pod warunkiem, że wyciągamy z nich wnioski. Dlatego w sytuacjach stresogennych dobrze sięgnąć pamięcią wstecz, do podobnych momentów kryzysu. Nawet jeśli wówczas podjęcie ryzyka nie zakończyło się sukcesem, wzbogaciło nas o wiedzę i doświadczenie, z których teraz możemy skorzystać.

Strefa komfortu w biznesie

Charakterystyczna dla współczesnej firmy różnorodność to ogromny potencjał. Aby go dostrzec i wykorzystać, menadżer musi wyjść ze swojej strefy komfortu i skonfrontować się z odmiennymi punktami widzenia, dopuszczając do głosu wszystkich członków zespołu. Taka postawa wymaga odwagi i pokory, ale gra jest warta świeczki, bo głównym celem dobrego lidera powinno być stworzenie bezpiecznego  środowiska, w którym pracownicy także odważą się wyjść ze swojej strefy komfortu i podjąć ryzyko tworzenia innowacyjnych rozwiązań.

Tekst: Christian Kurmann, zdjęcie: Pixabay

 Unijni ministrowie 27 państw pozostających we Wspólnocie zadecydowali 23 marca br., że okres przejściowy dla Wielkiej Brytanii po jej oficjalnym wyjściu z Unii Europejskiej w marcu 2019 roku powinnien potrwać do końca 2020 roku.

Wielka Brytania i UE uzgodniły warunki okresu przejściowego po Brexicie (ma trwać ok. dwóch lat), co ma pozwolić obywatelom i firmom na przygotowanie się do funkcjonowania w nowych warunkach.

Zawarte porozumienie jest korzystne dla obywateli UE, którzy migrują na wyspy, w tym dla Polaków, bo zakłada, że w okresie przejściowym będą nabywać te same prawa, które mają osoby przybyłe jeszcze przed Brexitem.

Emma Marcegaglia, prezydent BusinessEurope, powiedziała:
„Po wielu miesiącach niedużych postępów w negocjacjach rzucających cień niepewności na biznes, z zadowoleniem przyjmujemy fakt, że obie strony zgadzają się na okres przejściowy po opuszczeniu UE przez Wielką Brytanię w marcu 2019 r. Było to od dawna prośbą biznesu, ponieważ firmy potrzebują czasu na przygotowanie i dostosowanie się do sytuacji po Brexicie. Rozwiązanie „status quo” z Wielką Brytanią pozostającą w unii celnej i jednolitym rynku z wszystkimi odpowiednimi prawami i obowiązkami wynikającymi z dorobku prawnego UE w okresie przejściowym jest najlepszą opcją. Po pierwsze zapewnia przedsiębiorstwom i obywatelom niezbędny czas na dostosowanie; po drugie, zapewnia większą pewność i przewidywalność; i po trzecie, powinno utrzymać równe szanse dla firm. ”

Chociaż negocjacje nad porozumieniem ws. umowy o wyjściu będą kontynuowane, a trzeba pamiętać, że nic nie jest uzgodnione, dopóki wszystko nie zostanie uzgodnione, Rada Europejska przyjęła również wytyczne mające na celu otwarcie negocjacji w sprawie przyszłych stosunków między UE a Wielką Brytanią.

„Na tym etapie nie wiemy, jak będą wyglądać przyszłe relacje między UE a Wielką Brytanią i dopóki nie osiągniemy porozumienia, nie można wykluczyć scenariusza” na krawędzi urwiska” (z ang. „cliff edge”). Jednak przyjęcie wytycznych jest krokiem we właściwym kierunku – zapewnia większą przewidywalność dla firm i otwiera drogę do negocjacji. „

Ponad jedna czwarta polskich przedsiębiorców deklaruje, że zatory płatnicze są jedną z najistotniejszych barier hamujących wzrost inwestycji – wynika z raportu Forum Obywatelskiego Rozwoju. Powstają one wskutek opóźnień w płatnościach między przedsiębiorcą a jego klientami, podwykonawcami czy partnerami. Konsekwencje zatorów płatniczych to przede wszystkim brak płynności finansowej, a co za tym idzie problemy z uregulowaniem należności wynikających z istnienia firmy takich jak: podatki, ubezpieczenie czy pensje klientów. Jak poradzić sobie z zaburzeniami w przypływie należności i usprawnić płynność finansową firmy?

3 sposoby na uniknięcie zatorów płatniczych:

Uważaj na kredyt kupiecki

Aż 11% respondentów 14. fali badania Bibby MSP Index deklaruje, że korzysta z kredytu kupieckiego jako źródła finansowania swojej firmy. Ten środek to nic innego jak należność z odroczonym terminem płatności bez dodatkowych odsetek. Narzędzie w przeciwieństwie do pożyczki nie wymaga szeregu formalności wynikających z pożyczki. Dlatego jest często praktykowane przez firmy, które z różnych powodów nie otrzymały standardowego kredytu. Niestety ta metoda jest bardzo ryzykowana z punktu widzenia firmy udzielającej pożyczki. Nieterminowe uregulowanie należności wiąże się z zatorem płatniczym firmy, zaburzeniami w płynności finansowej i szeregiem negatywnych konsekwencji dla biznesu.

– Długie terminy są z jednej strony korzystnym rozwiązaniem dla przedsiębiorców, którzy z różnych przyczyn nie mają środków na uregulowanie konkretnej faktury, zaś z drugiej strony należy pamiętać o firmie udzielającej kredytu kupieckiego, która nigdy nie ma stuprocentowej gwarancji, że otrzyma środki w terminie. Na polskim rynku wyznaczane są różne terminy płatności, które sięgają od 30 do nawet 180 dni roboczych. Zdarzają się sytuacje, w których długie terminy płatności oraz nieuiszczenie należności na czas jednej faktury, doprowadziły do bankructwa firmy – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services w Polsce.

Opłacaj swoje należności w terminie

Warto zwrócić uwagę, że firmy funkcjonujące na rynku gospodarczym tworzą łańcuch wzajemnych zależności. W sytuacji, gdy przedsiębiorca nie otrzyma swoich należności w terminie, nie może uregulować zobowiązań względem innych ogniw łańcucha, czyli firm, które czekają na środki. Płatnik, który nie wywiązuje się z terminu płatności faktur, sprowadza szereg negatywnych konsekwencji na inne przedsiębiorstwo, które również nie może uregulować swoich zobowiązań wobec partnerów czy podwykonawców. Terminowe opłacanie należności świadczy o gospodarczej odpowiedzialności firmy oraz o rzetelnym podejściu do potrzeb innych przedsiębiorców. Warto pamiętać, że opłacając faktury w terminie, ryzyko zerwania łańcucha płatności zostanie zminimalizowane, zmniejsza się wtedy również prawdopodobieństwo, że problem niewypłacalnego kontrahenta dotknie nas w przyszłości.

Zadbaj o płynność finansową

Narzędziem zapewniającym płynność finansową jest faktoring, dzięki niemu firmy otrzymują swoje należności niemal natychmiast, przez co nie dotykają ich długie terminy płatności. Faktoring gwarantuje regularny i systematyczny nadzór nad kontrahentami, a także możliwość przejęcia ryzyka niewypłacalności partnera. Dzięki niemu przedsiębiorstwa łatwiej mogą zapewnić sobie płynność finansową.

Decydując się na tę opcję finansowania, można liczyć na poprawę swojej sytuacji na rynku. Firma korzystająca z faktoringu oddaje swoje należności w ręce specjalistów, którzy profesjonalnie dbają o to, by kontrahenci terminowo płacili za wystawione faktury. W ten sposób przedsiębiorca gwarantuje sobie stały dopływ gotówki, który pozwala mu terminowo regulować zobowiązania wobec swoich odbiorców i pracowników. Oprócz tego uzyskuje wsparcie w procesie zarządzania należnościami – dodaje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services w Polsce.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

W ubiegłym roku zaledwie 6% polskich firm analizowało duże zbiory informacji – wynika z danych Eurostatu. Daje nam to przedostatnie miejsce w unijnym rankingu, przed Cyprem. Liderami pod względem digitalizacji i korzystania z Big Data jest Malta i Holandia. W tych krajach niemal już co piąta firma analizuje cyfrowe informacje.

Dane Eurostatu nie napawają optymizmem. W ubiegłym roku, zaledwie co trzecia firma działająca w UE, zatrudniająca co najmniej 10 osób, posiadała stronę internetową. Choć znacznie lepiej wyglądają  wskaźniki wykorzystana mediów społecznościowych w działaniach biznesowych – przyznaje się do tego już połowa firm – to ten wyjątek tylko potwierdza regułę: cyfryzacja to pięta achillesowa wielu przedsiębiorstw. Nie tylko polskich. Najlepiej ilustrują to dane na temat wykorzystania Big Data.

Daleko za liderami

Jak wynika z opublikowanego przez firmę Domo raportu „Data Never Sleeps 5.0”, w ciągu minuty internauci publikują ponad 46 tys. zdjęć na Instagramie, korzystają z wyszukiwarki Google ponad 3,5 mln razy i umieszczają ponad 74 tys. postów w mikroblogowym serwisie TumbIr. To kopalnia wartościowych informacji. Jednak póki co wykorzystywana rzadko. Jak wynika z unijnych danych, w UE tylko 10% firm analizuje duże zbiory informacji – o klientach, rynku czy konkurencji.

– To oczywiście średnia, są kraje, gdzie z danych korzysta się znacznie częściej, niemniej te liczby pokazują, że Big Data znajduje się na podobnym etapie rozwoju jak kilka lat temu chmura obliczeniowa. Biznes do cloud computingu podchodził na początku bardzo ostrożnie, dopiero gdy zobaczył efekty wdrożenia chmury, znacznie szybciej zaczął adaptować tę technologię. Podobnie będzie z Big Data. zwraca uwagę Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, notowanej na NewConnect spółki, która zarządza jedną z największych na świecie hurtowni danych.

Ten wzrost już widać, co dobrze ilustrują dane spółki, która jeszcze w II kwartale ubiegłego roku z usług opartych o Big Data wygenerowała 12 mln zł, a rok później już 16,7 mln zł. Póki co, w unijnym rankingu Polska wypada jednak bardzo słabo. Tylko 6% polskich firm korzysta z analityki Big Data, co daje nam w ogólnej klasyfikacji 24, przedostatnie miejsce przed Cyprem. Lepiej wypada od nas m.in. Rumunia, Czechy, Słowacja czy Bułgaria. Podium zajmują Malta, Holandia i Belgia, kolejne pozycje zajęły takie państwa jak Finlandia, Wielka Brytania czy Estonia.

Marketing korzysta z danych

Dystans jaki dzieli nas od dobrze zinformatyzowanych, ucyfrowionych państw, dobrze pokazuje nasycenie rozwiązaniami Big Data w dużych firmach. W Polsce z analityki danych korzysta 5% małych, 8% średnich i 18% dużych, zatrudniających powyżej 250 osób przedsiębiorstw. Dla porównania, na Malcie takich firm jest 42%, w Danii i Finlandii 40% a u naszych południowych sąsiadów – Słowaków i Czechów – odpowiednio 24% i 22%.

Najczęściej firmy analizują dane geolokalizacyjne z urządzeń przenośnych, do czego przyznaje się aż 46% przedsiębiorstw, a także dane generowane w mediach społecznościowych (45% wskazań). Co trzecia firma analizuje dane własne pozyskane ze smart urządzeń i sensorów. Dla porównania, w Polsce dane z urządzeń smart pozyskuje 10% firm, tyle samo wykorzystuje informacje geolokalizacyjne. Co ciekawe, dane pozyskane z mediów społecznościowych analizuje zaledwie 5% firm.

Najczęściej po dane sięga branża marketingowa, a w szczególności e-commerce, bo mają one największą świadomość korzyści. Dzięki analizie informacji z różnych źródeł można bardzo dobrze poznać zainteresowania i potrzeby klienta i tym samym znacząco zwiększyć skuteczność kampanii reklamowych i sprzedaż produktu. Widzimy także rosnące zainteresowanie analizą danych ze strony instytucji finansowych oraz firm działających w segmencie B2C, które wzbogacają nimi swoje systemy CRM – tłumaczy Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Zewnętrzne

Firma analityczna IDC szacuje, że rynek Big Data rośnie dziś w tempie 11,7, proc. rdr i w 2020 r. osiągnie wartość 203 miliardów dolarów. Jaka część tego tortu przypadnie Polsce? Jak wynika z unijnych danych, proces digitalizacji polskich przedsiębiorstw postępuje dużo wolniej niż ma to miejsce w większości innych państw UE. To o tyle ciekawe, że autorzy rankingu Digital Economy and Society Index 2017 (w którym że Polska zajmuje odległe 23 miejsce), zwracają uwagę na to, że poczyniliśmy postępy m.in. w obszarze cyfryzacji społeczeństwa, wdrażania szybkich połączeń internetowych czy korzystania z mobilnych usług szerokopasmowych. Jednak wprowadzanie technologii cyfrowych przez przedsiębiorstwa idzie nam wyjątkowo opornie.

– Podczas gdy unijny wskaźnik w tym obszarze rośnie nieprzerwanie od 2014 r., to w Polsce od ubiegłego roku utrzymuje się na niemal na tym samym poziomie. Oznacza to, że dystans dzielący nas od liderów systematycznie się powiększa. W tej sytuacji warto zastanowić się nad skorzystaniem z usług Data as a Service, w tym modelu nie trzeba inwestować we własne rozwiązania – zwraca uwagę Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Jak wynika z danych Eurostatu, z zewnętrznych źródeł danych korzysta jedna czwarta firm. W Polsce, to zaledwie 1%.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Specjaliści od analizy danych, a w szczególności ogromnych zbiorów różnorodnych danych, czyli big data znajdują się wysoko na liście płac każdej firmy, która buduje swoją strategię w oparciu o wykorzystanie zaawansowanych technologii analitycznych. O rosnącym znaczeniu zaawansowanej analityki i potrzebie kształcenia specjalistów data science dyskutowano podczas konferencji „Advanced Analytics and Data Science”.

– Data scientist jest najbardziej pożądaną specjalizacją, która będzie się rozwijać przez najbliższe lata. Szkoła Główna Handlowa współpracuje z przedstawicielami biznesu i reaguje na ich potrzeby, tworząc program kształcenia w taki sposób, aby dostarczać na rynek odpowiednio przygotowanych ekspertów. Co roku mury uczelni opuszcza pokaźna liczba absolwentów z Certyfikatem SAS i praktycznie wszyscy znajdują zatrudnienie w silnych zespołach analitycznych w wiodących firmach na rynku – mówi profesor Ewa Frątczak, Kierownik Zakładu Analizy Zdarzeń i Analiz Wielopoziomowych, w Instytucie Statystyki i Demografii, Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Rosnąca w zawrotnym tempie ilość generowanych i przetwarzanych danych stawia przed firmami wyzwanie, które wiąże się z potrzebą analizy w jak najkrótszym czasie ogromnych ilości informacji i wyselekcjonowania tych, które są wartościowe i potrzebne. Z jednej strony niezbędne do tego zadania są zaawansowane narzędzia analityczne, które zapewnią uzyskanie poszukiwanych wyników w czasie rzeczywistym. Z drugiej, potrzebni są specjaliści, którzy będą potrafili odpowiednio zaprogramować maszyny i stworzyć właściwe modele analityczne, a także trafnie zinterpretować uzyskane wyniki. Dziś brakuje przede wszystkim talentów, które łączą wiedzę technologiczną z umiejętnościami miękkimi, dzięki czemu są w stanie sformułować i przekazać uzyskane wnioski w sposób zrozumiały dla biznesu.

– Liczba specjalistów w Polsce posiadających bogate, wieloletnie doświadczenia z obszaru data science jest ograniczona, co implikuje ich niską dostępność. Na szczęście istnieje wiele ośrodków akademickich, które kształcą osoby o wystarczających umiejętnościach i chęciach podjęcia się roli data scientist. W naszej firmie znaleźliśmy optymalny model działania, uwzględniający precyzyjną selekcję kandydatów połączoną z bogatym pakietem szkoleń uzupełniających ewentualne braki w doświadczeniu i umiejętnościach pozyskiwanych kandydatów. Podobny model działania mają niektóre firmy, dla których głównym obszarem działalności jest data science na potrzeby własne, zewnętrzne lub sprzedaż narzędzi analitycznych. Niestety firmy zaczynające drogę z zaawansowaną analityką danych muszą dopiero budować wewnętrzne kompetencje w tym zakresie i często są skazane na konsulting zewnętrzny lub długi proces rekrutacji mówi Rafał Latkowski, Data, Delivery & Technology Director w PAYBACK Polska.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Popularność sztucznej inteligencji (AI) rośnie w ogromnym tempie. Jednak w większości europejskich firm, również z Polski, które wzięły udział w badaniu przeprowadzonym przez SAS, lidera w dziedzinie analityki biznesowej, projekty związane z AI są wciąż we wczesnym stadium zaawansowania lub w planach. Optymizmem napawa fakt, że większość przedsiębiorstw przygotowuje się do wdrożenia sztucznej inteligencji.

Entuzjazm wobec możliwości, które daje AI jest duży, jednak niewiele organizacji deklaruje dziś gotowość do wykorzystania potencjału tej technologii. Co ważne, nie wynika to z braku odpowiednich narzędzi technologicznych. Większość respondentów potwierdza, że na rynku dostępnych jest dziś wiele rozwiązań. Częściej przyczyną jest brak w firmach specjalistów data science i odpowiednich umiejętności analitycznych oraz różnego rodzaju ograniczenia organizacyjne lub społeczne.

Wyzwania społeczne

Aż 55% respondentów stwierdziło, że największe wyzwania związane z implementacją sztucznej inteligencji spowodowane są rosnącą autonomią maszyn i postępującą automatyzacją procesów, która może istotnie wpływać na zmiany na rynku pracy. Potencjalnym efektem wdrożenia AI może być utrata pracy przez określone grupy specjalistów, ale z drugiej strony może również powstać potrzeba tworzenia nowych miejsc pracy dla ekspertów z kompetencjami związanymi z AI.

Drugim wyzwaniem, najczęściej wskazywanym przez respondentów, są aspekty etyczne. Aż 41% badanych poddało w wątpliwość czy roboty i systemy wykorzystujące sztuczną inteligencję nie powinny działać „dla dobra ludzkości”, a nie poszczególnych firm oraz jak zadbać o osoby, które stracą pracę w wyniku wdrożeń rozwiązań AI.

Zespół data science oraz gotowość organizacji

Czy specjaliści data science są gotowi stawić czoła wyzwaniom związanym z wdrożeniem sztucznej inteligencji? Tylko 20% z biorących udział w badaniu przedstawicieli biznesu odpowiedziało twierdząco na to pytanie. 19% respondentów nie posiada w swoich organizacjach zespołów data science.

Rekrutacja specjalistów w celu budowania takich zespołów jest celem 28% respondentów, natomiast 32% stwierdziło, że będzie rozwijać umiejętności analityczne w ramach obecnych zespołów poprzez specjalistyczne szkolenia, konferencje, warsztaty itp.

Zaufanie staje się jednym z podstawowych wyzwań, któremu biznes musi stawić czoła. Niemal połowa badanych (49%) zwróciła uwagę na problemy kulturowe wynikające z obawy przed skutkami wykorzystania sztucznej inteligencji. Strach przed AI wiąże się z niezrozumieniem, jak w rzeczywistości działa ta technologia.

Właściwa infrastruktura

Jednym z celów badania SAS była ocena gotowości do wdrożenia sztucznej inteligencji pod względem dostępnej infrastruktury sprzętowej. Część respondentów (24%) przyznało, że dysponuje odpowiednią infrastrukturą. Taka sama grupa stwierdziła, że musi zwiększyć nakłady na sprzęt oraz zaadaptować obecnie wykorzystywane platformy do potrzeb wdrożenia AI. Aż 29% przedstawicieli biznesu przyznało, że nie posiada odpowiednich zasobów umożliwiających wdrożenie tej technologii.

– Obserwujemy ogromny rozwój algorytmów, poprawę ich dokładności oraz możliwości wykonywania zadań, za które odpowiadają ludzie. Przykładem jest wygrana maszyny z mistrzem świata w chińskiej grze Go, podczas, gdy myśleliśmy, że umiejętności potrzebnych do rywalizacji w tę grę nie da się zdigitalizować. Gdy tylko system poznał zasady Go, sam nauczył się, jak grać i wygrywać. Teraz możemy wykorzystać tę wiedzę do tworzenia systemów, które pozwalają na rozwiązywanie problemów biznesowych szybciej i skuteczniej niż powszechnie używane dziś rozwiązania. Możemy budować systemy, które uczą się reguł biznesowych, poznają zasady funkcjonowania firmy i w oparciu o te informacje same się rozwijają. Właśnie nad tym pracujemy w SAS – mówi Oliver Schabenberger, Executive Vice President oraz Chief Technoloogy Officer w SAS.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Auta, sprzęty domowego użytku, a nawet ubrania – wszystkim tym można się podzielić i zaoszczędzić znaczną ilość pieniędzy. Nierzadko, gdy pożyczający oszczędza, użyczający zarabia, coraz popularniejszy bowiem staje się room i flat sharing, czyli krótkoterminowy wynajem lokali. Usługa tego typu może okazać się świetnym pomysłem na dodatkowe zyski, wystarczy tylko poznać kilka czynników przyciągających najemców.

Ekonomia współpracy coraz gorętszym trendem

Na Zachodzie i w Polsce coraz bardziej rozpowszechnia się trend sharing economy. Styl życia pozwalający na oszczędności, a także przyjazny środowisku naturalnemu i stanowiący alternatywną formę konsumpcji jest zjawiskiem społecznym i ekonomicznym, zauważalnym przede wszystkim w dużych miastach. Ekonomia współpracy opiera się o fundamentalną zmianę myślenia w zakresie konsumpcji. Funkcjonuje dzięki sieci połączonych ze sobą jednostek i społeczności, bezpośrednio świadczących sobie usługi (np. udzielenie noclegu), ale oznacza również współużytkowanie, umożliwiające radykalne zwiększenie efektywności posiadanych zasobów (np. wspólna jazda samochodem).

Co daje dzielenie?

Poza walorami czysto ekonomicznymi oraz ekologicznymi (np. wspólny przejazd to mniejsza emisja spalin do atmosfery), ekonomia współpracy oferuje coś jeszcze. Możliwość poznania nowych ludzi, wspólnej zabawy, a w przypadku wynajmu krótkoterminowego – szansa na nocleg w mniej standardowym miejscu niż tradycyjny hotel, w przytulnej atmosferze mieszkania i na takich warunkach, na jakie przystanie najemca i wynajmujący. Dla tego drugiego to także doskonały sposób na przyjemny biznes.

– Moda na krótkoterminowy wynajem mieszkań narodziła się w Stanach Zjednoczonych. Teraz, gdy dotarła do Polski, coraz więcej kupujących lokale rozważa przeznaczanie ich na takie cele inwestycyjne. Flat sharing pozwala na poznanie ludzi z całego świata, szlifowanie umiejętności komunikacyjnych i językowych, a przy okazji na szybki zarobek, na własnych warunkach. Miejsca szczególnie atrakcyjne z punktu widzenia turystów, wynajmowane każdej doby, zarabiają na siebie w sezonie nawet kilka – kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie – mówi Kuba Karliński z Magmillon.

Publikując ofertę w specjalnym serwisie sharingowym, możesz zaznaczyć, na jakich warunkach chciałbyś użyczyć lokalu najemcy. Opcja takiego zarobku jest dosyć łatwa i dochodowa, warto zatem wiedzieć, jak zainteresować turystę na tyle, by zrezygnował z hotelu właśnie na rzecz Twojego mieszkania.

Walory krótkoterminowych mieszkań

Turysta poszukujący mieszkania na okres swojego pobytu w obcym mieście, najczęściej kieruje się odległością lokalu od zabytków, atrakcji turystycznych, lotniska czy dworca oraz ceną za dobę wynajmu. Nie bez znaczenia jest także liczba osób i/lub zwierząt, które mogą spędzić noc w danym lokalu. Niezależnie od jego wielkości i standardu, posiadacz może bowiem wprowadzić obostrzenia dotyczące maksymalnej liczby gości, zakazu wprowadzania zwierząt czy dzieci.

W Warszawie ceny wynajmu krótkoterminowego startują już od kilkudziesięciu złotych. Designerskie mieszkania czy domy wyższym standardzie potrafią kosztować 3500 zł za noc. Całe lofty czy piętra kamienic mogące pomieścić więcej osób to wydatek nawet kilkunastu tysięcy złotych.

Wyszukiwarki dostępne na serwisach internetowych z ofertami mieszkań na wynajem krótkoterminowy pozwalają na zaznaczenie preferowanej odległości od centrum miasta i precyzyjne oznaczenie Twojej nieruchomości na mapie.

Istotnym udogodnieniem dla najemcy jest możliwość wynajęcia całego mieszkania, a także dostępność bezprzewodowego internetu czy opcja zjedzenia śniadania na miejscu. Poza lokalizacją, ceną i dodatkowymi benefitami, potencjalni najemcy zwracają także uwagę na rodzaj budynku, w którym oferowany jest nocleg. Obcokrajowców często pociągają miejsca, które wyglądem odbiegają od standardowych hoteli lub apartamentowców. Małe, przytulne kamienice z wysokimi mieszkaniami, np. na Starym Mieście czy klimatycznej Pradze, działają na nich jak magnes. Część z najemców, zwłaszcza, gdy decydują się oni na nieco dłuższy okres najmu, zwraca także uwagę na widok z mieszkania. Chętnie decydują się na lokal z tarasem, balkonem lub oknem na zabytki, ładne podwórko czy z wyjściem do ogródka.

W zależności od Twoich możliwości finansowych, jesteś w stanie dostosować swoją ofertę do konkretnego najemcy lub najemców. Niezależnie od tego, czy masz ochotę wynająć swój apartament na dzień, tydzień, czy miesiąc, specjalne serwisy internetowe (np. Airbnb), za pomocą których ogłaszasz swój lokal pozwalają Ci zaprezentować swój lokal. To świetny sposób na dotarcie do olbrzymiej, wielomilionowej publiczności. Pamiętaj o dokładnym i przyciągającym wzrok opisie. Używaj słów i przymiotników, które mogą przyciągnąć potencjalnego lokatora, np. „przytulny”, „luksusowy”, „wygodny”, „przestronny” czy „blisko centrum”.

 

 

Źródło:  Magmillon

35 tys. m2 – właśnie tyle przestrzeni potrzeba, aby ponad 6 tys. uczestników z ponad 30 krajów mogło rozmawiać o sektorze MŚP i współpracy na linii biznes – nauka – samorząd. Zakończył się pierwszy dzień Europejskiego Kongresu MŚP.  

Wśród zaproszonych gości najbardziej rozchwytywany był Wicepremier i Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Jarosław Gowin, który podkreślał rolę małych i średnich przedsiębiorstw: To one zatrudniają blisko 70% ogółu pracowników, one wytwarzają ponad połowę polskiego PKB. Małe i średnie firmy coraz częściej stają się firmami innowacyjnymi, angażują się we współpracę z uczelniami i instytutami badawczymi.

Podczas inauguracji Jarosław Gowin wraz z Gubernatorem Stanu Nevada Brianem Sandovalem podpisali list intencyjny o współpracy. Będzie stanowił podstawę do stworzenia programu, dzięki któremu możliwe będzie rozpoczęcie kooperacji pomiędzy firmami i instytucjami z Polski i Nevady w szeroko rozumianym obszarze innowacyjności, w tym komercjalizacji oferowanych rozwiązań technologicznych oraz wspierania kooperacyjnych form działalności badawczo-rozwojowej. Początki nawiązanej współpracy dodatkowo podkreśliły hasło tegorocznego Kongresu: „Uwolnić biznes”.

Obecny wśród gości specjalnych Jerzy Buzek mówił o MŚP w kontekście wejścia do Unii Europejskiej i ogromnej pracy, jaką firmy musiały wykonać: Są dwa środowiska w naszej ojczyźnie, które naprawdę zrobiły ogromny skok do przodu w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. Pamiętam, jak to było pod koniec lat 90., ile wysiłku te dwa środowiska włożyły w to, aby wygrać na członkostwie Unii Europejskiej. Jednym z nich są rolnicy – mniejsi i więksi – oraz Wy, przedsiębiorcy z małych i średnich firm. Dzisiaj nasze małe i średnie firmy są obecne wszędzie, nie tylko w Unii Europejskiej, ale także na całym świecie.

Natomiast do dyskusji o projektach skierowanych do MŚP zapraszał Janusz Michałek, Prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, która została uznana za najlepszą strefę ekonomiczną w Europie.

Uwolnić biznes!

Po wystąpieniu Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” gości powitał Tadeusz Donocik, Prezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach i Przewodniczący Rady Programowej VII EKMŚP. – Rozwój sektora małej i średniej przedsiębiorczości był, jest i będzie pewną metodą, aby wypełniać lukę pomiędzy światem biedy i bogactwa. Tworzyć średnią warstwę społeczną, która nie tylko niweluje różnicę, ale również uwzględnia różne elementy sprawiedliwości społecznej – stwierdził.

Podczas inauguracji głos zabrali Przewodniczący Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Małgorzata Mańka-Szulik mówiła o konsekwentnej pracy, której wyrazem jest województwo śląskie: Do niedawna nieduży związek, który reprezentuje 14 prezydentów miast śląskich przeobraził się w ogromną metropolię. Mam nadzieję, że w silną metropolię. Kazimierz Karolczak dodał: Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia to olbrzymi potencjał w regionie: 2,3 mln mieszkańców, 2000 kilometrów kwadratowych, wielki potencjał możliwości, który stawia na potencjał MŚP.

O rozwoju, konsekwencji i wyobrażeniach na to, co na nas czeka mówił także Prezydent Miasta Katowice i Współgospodarz EKMŚP, Marcin Krupa: Kto by przypuszczał 7 lat temu, że Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw tak pięknie się rozwinie. Kto by przypuszczał 7 lat temu, że w Katowicach powstanie nowa gałąź przemysłu – przemysłu spotkań. Kto by pomyślał, że będzie taka wspaniała fabryka do tworzenia przemysłu spotkań, w której powstaje dobra myśl. Myśl oparta na wiedzy, współpracy i doświadczeniu.

Praktyczna wiedza

Międzynarodowy wymiar Kongresu podkreśliły dyskusje odbywające się pierwszego dnia. Uczestnicy rozmawiali m.in. o tym czy Polska powinna wejść do strefy EURO i jakie są tego skutki dla gospodarki opartej na eksporcie. Zdania w tym zakresie były mocno podzielone. Henryk Siodmok, Prezes Zarządu Grupy Atlas zobrazował swoje zdanie przedstawiając wyścig rowerowy. – Ci, którzy jadą z przerzutkami należą do wspólnego obszaru walutowego. Ci, którzy mają wysoką wydajność, są silni, przejadą te wszystkie obszary i dojadą do mety. Ci, którzy mają niską wydajność, jak Grecja i Portugalia, zostaną na trasie i nigdy do mety nie dojadą. Ci, którzy mają przerzutki, czyli swoje waluty krajowe będą dostosowywać kurs przełożenia, aby poszczególne trudności przejechać. I oni wszyscy dojadą do mety, a odstępy między nimi będą mniejsze niż w tej pierwszej grupie.

Kolejny ciekawy temat poruszono podczas panelu poświęconego Nowemu Jedwabnemu Szlakowi, rozpatrywanemu jako szansa dla europejskich MŚP. Rozmawiano tu m.in. o roli Polski w budowaniu szlaku i o tym, jak europejskie MSP mogą wykorzystać projekt.

Pierwszy dzień Kongresu stał się kluczowym momentem dla przyszłości Metropolii Śląskiej. Swoje stanowisko przedstawili zarówno członkowie Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, jak również Prezydent Miasta Katowice Marcin Krupa, Marszałek Województwa Śląskiego Wojciech Saługa i Wojewoda Śląski Jarosław Wieczorek. Mówiono o metropolii w kontekście wysokiej jakości życia i korzyści dla mieszkańców, ale również jako o miejscu dobrym dla biznesu.

Podczas popołudniowych sesji rozmawiano o nowoczesnych strategiach zdobywania przewagi konkurencyjnej MŚP. Postawiono tezę, że tradycyjne źródła, takie jak ekonomia skali, kanały dystrybucji czy kapitał, nie są wystarczające, a wręcz już się wyczerpały.

Dla efektywnego prowadzenia biznesu ważne jest nieustanne kształcenie się i poznawanie coraz to nowszych i szybciej powstających narzędzi, które mogą pomóc rozwijać działalność. W dzisiejszej dynamicznie zmieniającej się gospodarce, ci, którzy stoją w miejscu, zostają w tyle – powiedział Jarosław Gowin podczas sesji „Jak Facebook wspiera małą i średnią przedsiębiorczość”.

Czwartek, drugi dzień Kongresu, będzie obfitował w wydarzenia warsztatowe i sesyjne, które rozpoczną się o godzinie 9.00 i potrwają do 16.30. Pełny program EKMSP: ekmsp.eu/pl/program/program-kongresu/

 

W tej książce swoimi doświadczeniami zechcieli się podzielić z Państwem doradcy, szefowie HR i specjaliści innych obszarów binzesowych takich firm jak: Volvo, Bosh, Ceredit Agricole, Luxoft, Kruk SA, PwC Poland&CEE, Provident, Travelplanet.
Praca stanowi efekt synergii, który został uzyskany poprzez połączenie wiedzy i doświadczenia 17 specjalistów z obszaru zarządzania ludźmi. Głównym celem książki jest przedstawienie problemu jednocześnie w makroskali, poprzez przegląd badań, oraz mikroskali z perspektywy konkretnego przypadku, ze wskazaniem na cel, przebieg, bariery i wnioski. Książka porusza siedem istotnych obszarów HRM: zmiana – jako wartości każdej firmy i kluczowego czynnika sukcesu, dobór pracowników, ich rozwój, oceny i zaangażowania. Ostatni rozdział jest próbą przedstawienia obecnego stanu poziomu działów HR w Polsce i zarysowania ich kierunku rozwoju.

Recenzja naukowa
Książka „Dylematy HR-owców” jest poświęcona ważnemu problemowi budowanie zespołu pracowników (kapitału ludzkiego) w przedsiębiorstwie w kontekście tworzenia i zarządzania wartością firmy w zmieniającym się otoczeniu. W procesie tym istotną rolę pełnią pracownicy działu HR. Książka jest efektem współpracy menedżerów działów HR międzynarodowych korporacji w Polsce i naukowców. Stanowi udane połączenie teorii i praktyki. Złożone problemy zostały zaprezentowany w sposób kompleksowy, a omówienie poszczególnych zagadnień cechuje się klarownością i przystępnością. Książka może być polecona szerokiemu kręgu odbiorcom zarówno do samodzielnego studiowania i samokształcenia jak również jako lektura uzupełniająca na studiach i szkoleniach z zakresu zarządzania.
Dr hab. Alina Daniłowska, profesor nadzwyczajny SGGW

Recenzja
„Dylematy HR-owców” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce znaleźć inspirację i praktyczne narzędzia do zaplanowania i wdrożenia zmian. Autorzy w atrakcyjny i wnikliwy sposób przeprowadzają nas przez tematy ważne nie tylko dla HRu, ale i biznesu ogólnie. Bo czymże jest dojrzały HR, jak nie oczami i sercem biznesu; bo jak organizacje miałyby się rozwijać bez świadomego i odważnego HRu? Siedem rozdziałów to siedem wciągających historii o nas – HRowcach – i naszej codziennej pracy, o tym że każda strategia biznesowa potrzebuje naszego udziału i wsparcia. Szczerze polecam tę lekturę każdemu, kto chce budować mądre organizacje przyszłości.
Monika Pakulska , Director of HR and Operations
White & Case  |  M. Studniarek i Wspólnicy – Kancelaria Prawna sp.k.
Pozycja rekomendowana przez : Polskie Stowarzyszenie HR Business Partner oraz HR Polska
Patronat medialny: Dziennik Gazeta Prawna, BiznesTuba.pl

http://sklep.infor.pl/dylematy-hr-owcow–badania-case-study–komentarze-praktyczne.html

 

Sprzedaż to gwarancja powodzenia działalności w firmie zarówno oferującej towary, ale też usługi.

Okazuje się, że można ją zautomatyzować, nawet nie dysponując maszynami, które za nas niczym roboty wykonają całą pracę. Tak to nie działa, no przynajmniej nie w branży usługowe, ale już sama możliwość ustawienia sobie automatycznej obsługi klienta, to już coś co może znacznie odciążyć prowadzących firmę jedno, albo kilkuosobową.

Na czym to polega?

Na wprowadzaniu danych do bazy klientów, odbiorców towarów lub usług, część pracy z tym związanej można, a nawet trzeba wykonać ręcznie, ale tylko jeden raz 🙂 W dodatku można także ustawić formularz do zapisu, a dodatkowo dodać całą grupę informacji na tematy związane z wykonywaną działalnością.

Raz ustawione działa zawsze

Taki automat do sprzedaży, to jakby mechanizm, sprawia że pozostajemy w kontakcie z naszym odbiorcom. Czyli utrzymujemy z nim relację, ma od numer i adres do firmy, który może łatwo znaleźć.

Wsparcie i szkolenie

Wsparcie polega na instrukcjach, które wskazują, jak co ustawić, ale na uwagę zasługuje także panel szkoleń między innymi sprzedażowych. Większość osób prowadzących biznesy wie, że sprzedaż, to jest coś czego trzeba się stale uczyć i udoskonalać swoje, być może nieco przestarzałe już techniki.

Automatyzacja, to przyszłość

Osobom, którym wydaje się, że automatyzacja ich nie dotyczy, albo jest nie możliwa do wprowadzenia w ich firmie, czas uświadomić, że to już się dzieje. Prawdopodobnie sami już są w bazach klientów niektórych firm, które działają już w taki sam sposób, tylko nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Poza tym, każdy z nas lubi automaty, zwłaszcza takie które nauczył się samodzielnie obsługiwać.

 

Autor: Anita Zielke

Każdemu przedsiębiorcy przyświeca jeden cel. Jest nim generowanie przychodów, by móc realizować misję i wizję prowadzonej firmy. Niestety polskie przedsiębiorstwa coraz częściej dosięga problem braku płynności finansowej. Jak zatem zadbać o firmowe finanse?

Z Europejskiego Raportu Płatności 2017, przeprowadzonego przez Intrum Justitia, wynika, że 52 proc. polskich firm zostało zmuszonych do akceptacji dłuższych terminów płatności. Konsekwencją takich sytuacji jest zachwianie firmowego budżetu. Podpowiadamy, jak odpowiednio zarządzać finansami w przedsiębiorstwie oraz w jaki sposób uchronić się przed niewypłacalnością kontrahentów.

Dokumentacja i archiwizacja

Podstawą zarządzania firmowymi finansami jest odpowiednie udokumentowanie nawet najmniejszego wydatku lub przychodu. To pozwala na odpowiednie przygotowanie zestawienia zysków i strat. Istotne jest również odpowiednie zarchiwizowanie tych dokumentów. Szczegółowe opisanie i skatalogowanie wszelkich faktur to podstawa dobrze funkcjonującego biznesu. Dzięki temu nie będziemy mieć problemu z odnalezieniem odpowiednich dokumentów w przypadku kontroli czy tworzenia np. rocznych bilansów. Ułatwia to również sprawdzenie, ile na danym projekcie zarobiliśmy. To z kolei pozwala określić rentowność podobnych zleceń, które możemy otrzymać w przyszłości.

Analiza, analiza, analiza…

Prowadząc własną działalność nie możemy zapomnieć o wyciąganiu wniosków ze spływających do nas raportów. – Prezes choćby nawet najmniejszego przedsiębiorstwa nie może skupiać się jedynie na stanie firmowego konta. Przede wszystkim powinien zwrócić uwagę na raporty dotyczące sprzedaży. To na ich podstawie możemy określić dynamikę finansową firmy, która jasno określa czy nasz biznes przynosi zyski, czy zaczyna generować straty – radzi Agnieszka Surowiec, ekspert z firmy Intrum Justitia, specjalizującej się w dostarczaniu usług poprawiających płynność finansową przedsiębiorstwa. Warto również poddać analizie rentowność naszej firmy. Przyjrzyjmy się więc po kolei – rentowności danego projektu, poszczególnych działów oraz całej spółki. To najłatwiejszy sposób na ochronę przed finansowym kryzysem.

Zabezpieczenie finansów gwarancją sukcesu

Przedsiębiorcy mogą chronić finanse firmy na wiele sposobów. Jednym z podstawowych zabezpieczeń jest stosowanie przedpłaty. Takie rozwiązanie pozwala na znaczne ograniczenie strat związanych z nieotrzymaniem na czas zapłaty za wykonaną usługę czy wysłany produkt. Wśród innych zabezpieczeń można wymienić takie środki, jak: faktoring, gwarancje bankowe czy ubezpieczenie wierzytelności. Przydatne jest również wdrożenie systemu monitoringu faktur. Polega to na stałej kontroli stanu należności, jak również na przypominaniu klientom o zbliżającym się terminie zapłaty za fakturę. – Bez względu na stosowane zabezpieczenia każdy przedsiębiorca powinien pamiętać, że podstawą jest określenie jasnych zasad dotyczących płatności i egzekwowania należności. Przed podpisaniem umowy porozmawiajmy z naszym klientem. W przypadku, gdy będzie deklarował, że podany termin płatności jest dla niego zbyt krótki zastanówmy się nad jego wydłużeniem – wyjaśnia Agnieszka Surowiec. W przypadku, gdy mimo takich działań prewencyjnych nie otrzymamy na czas należnej zapłaty nie warto zwlekać z rozpoczęciem procesu windykacji. Szybka reakcja pozwala na skuteczne odzyskanie należności.

Zwrot kosztów dochodzenia należności

Zgodnie z obowiązującą dyrektywą Unii Europejskiej w sprawie nieterminowych płatności możemy ubiegać się o zwrot kosztów dochodzenia należności. – Według unijnej dyrektywy wierzyciel ma prawo do naliczenia tzw. rekompensaty za koszty odzyskiwania należności. Rekompensata jest to ryczałtowa kwota, która stanowi równowartość 40 euro. W celu dochodzenia rekompensaty, wierzyciel nie musi wykazywać, że poniósł faktycznie jakiekolwiek koszty dochodzenia należności – wyjaśnia ekspert Intrum Justitia. Należy również podkreślić, że możemy starać się o wyższą rekompensatę. – W przypadku, gdy koszty odzyskania należności przekroczą kwotę stałej rekompensaty, wierzyciel ma możliwość uzyskania na drodze sądowej zwrotu wydatków. Musi jedynie przedstawić odpowiednie dokumenty, które potwierdzą, że proces odzyskania należności przewyższył wysokość ustalonej rekompensaty – dodaje Agnieszka Surowiec.

Dbając o odpowiedni przepływ funduszy w naszej firmie powinniśmy przede wszystkim poddać szczegółowej analizie wszelkie spływające do nas raporty finansowe. Nie możemy również zapomnieć o odpowiednim udokumentowaniu wszelkich wpływów i wydatków. W przypadku, gdy kontrahenci zalegają z płatnością za wystawioną fakturę, należy jak najszybciej podjąć odpowiednie kroki. Pamiętajmy, że zbyt długie oczekiwanie na dokonanie płatności znacząco zmniejsza szanse na otrzymanie całej należnej nam kwoty.

 

Źródło; Intrum Justitia,

Osiem elektrociepłowni w największych polskich aglomeracjach, takich jak Trójmiasto, Wrocław czy Kraków, Elektrownia Rybnik na Śląsku i blisko 400 km sieci ciepłowniczej w czterech miastach do końca 2017 roku przejmie Grupa PGE. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał warunkową zgodę na zakup aktywów francuskiego EDF w Polsce. Umowa o wartości ok. 4,5 mld zł będzie jedną z największych transakcji na rynku fuzji i przejęć w Polsce i Europie w ostatnich latach.

PGE Polska Grupa Energetyczna dzięki samodzielnemu przejęciu aktywów EDF Polska umocni pozycję lidera na polskim rynku elektroenergetycznym i zostanie największym dostawcą ekologicznego ciepła systemowego. Transakcja dojdzie do skutku pod warunkiem sprzedaży na giełdzie większości energii produkowanej przez przejmowaną spółkę.

Zgoda wydana przez prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest kamieniem milowym na drodze do szybkiego i planowego sfinalizowania strategicznej transakcji przejęcia polskich aktywów EDF. Ten zakup jest korzystny dla Grupy PGE, jej obecnych i przyszłych klientów. Dzięki podniesieniu płynności giełdowego obrotu energią elektryczną, pozytywnie wpłynie także na konkurencyjność ryku energii – mówi Henryk Baranowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Grupa PGE jest niekwestionowanym liderem w wytwarzaniu energii elektrycznej, a przejęcie 8 elektrociepłowni da nam pierwsze miejsce także na rynku ciepła. Prace nad strategią rozwoju w segmencie regulowanej działalności ciepłowniczej, na bazie przejmowanych aktywów, weszły w końcowy etap. Nasz pomysł na ten biznes zostanie zaprezentowany po zamknięciu transakcji zakupu EDF Polska, czyli do końca tego roku – mówi Henryk Baranowski.

Zgodnie z nałożonym warunkiem UOKiK, Grupa PGE będzie musiała w latach 2018-2021 sprzedawać na giełdzie całą energię wytwarzaną przez Elektrownię Rybnik. Ta ilość może zmniejszyć się jedynie w przypadku zwiększenia obowiązku sprzedaży energii przez całą Grupę PGE lub gdy elektrownia w Rybniku zmieni właściciela.

Zamknięcie transakcji zostanie dokonane po spełnieniu czwartego i ostatniego warunku zawieszającego umowy podpisanej 19 maja 2017 r. Polega on na uzyskaniu przez PGE odstąpienia od prawa pierwokupu przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. Trzy pozostałe warunki zostały już wypełnione. Odpowiednie zgody wydał UOKiK, Minister Energii oraz władze rządowe we Francji pełniące nadzór nad spółkami skarbu państwa i transakcjami na ich udziałach.

 

Źródło: Grupa PGE

Prawie dwie trzecie małych i średnich przedsiębiorstw (65%) odczuwa niepokój wywołany globalną sytuacją gospodarczą, a tylko 7% wskazuje handel międzynarodowy jako najlepszy kierunek rozwoju swojego biznesu – wynika z corocznego raportu Global Business Monitor opracowanego na zlecenie Bibby Financial Services. Ponad połowa badanych, w tym przedsiębiorców z Polski, ocenia stan krajowej gospodarki jako dobry.

Wyniki Global Business Monitora, pokazują że mali i średni przedsiębiorcy na całym świecie są zaniepokojeni globalną sytuacją ekonomiczną. Tak duża geopolityczna zmiana jaka zaszła w trakcie ostatnich 18 miesięcy musiała zaowocować szerzącą się niepewnością. Malejąca wiara w międzynarodową ekonomię prowadzi wielu przedstawicieli sektora MŚP do decyzji o skupieniu się na bezpieczniejszym w ich ocenie rynku lokalnym – komentuje David Postings, Global CEO, Bibby Financial Services. Tylko 36% badanych firm z Polski wierzy, że światowa gospodarka rozwija się dobrze.

Sytuacja polityczna w Stanach Zjednoczonych (29%), Brexit (20%) i konflikty, wojny oraz zagrożenie terrorystyczne (15%) to według ankietowanych największe zagrożenia dla globalnego wzrostu gospodarczego. Również dla firm z Polski to właśnie sytuacja w Stanach Zjednoczonych (22%), a nie Brexit (18%) okazała się bardziej niepokojąca. Wymieniają oni również malejący wzrost gospodarczy w Chinach (11%). Warto jednak dodać, że te niepokoje nie odbijają się w negatywny sposób na prognozach sprzedaży. Optymizmem napawa fakt, że ponad połowa (52%) firm zanotowała wzrost sprzedaży w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Oznacza to wzrost o 11 punktów procentowych i wykracza ponad średnią – 49% – podkreśla Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Ponad połowa (53%) ocenia sytuację gospodarczą w swoim kraju w ciągu ostatnich 12 miesięcy jako dobrą, a jedna trzecia wierzy, że ulegnie ona poprawie w ciągu najbliższego roku. Największą wiarę w swoją gospodarkę przejawiają, podobnie jak w zeszłym roku, Niemcy. Aż 8 na 10 ocenia stan gospodarki jako dobry. Polscy przedsiębiorcy oceniają w większości (55%) stan polskiej gospodarki także jako dobry. Oznacza to wzrost o 8 punktów procentowych w stosunku do 2016 roku.

Gdzie sektor MŚP upatruje swojej szansy na rozwój biznesu? Mniej niż co 7 badany dostrzega ją w handlu międzynarodowym. 12% uważa za perspektywiczne poszukiwanie nowych segmentów na rynku, tyle samo wskazuje na ekspansję na lokalnym obszarze, a 11% rozwój nowych produktów i usług. W przypadku polskich firm na pierwszym miejscu wymieniane jest pozyskiwanie innych biznesów (34%).

Wahania na rynku walut to największą przeszkodą w kontekście handlu międzynarodowego, wskazywana przez co piątego  badanego. Dla 14% są to regulacje rządowe. W przypadku polskiego rynku ponad jedna trzecia (35%) wskazuje ryzyko walutowe.

Pomimo obaw o stan globalnej gospodarki, uczestnicy badania są optymistami, jeśli chodzi o rozwój swojego biznesu. Prawie połowa (49%) zadeklarowała wzrost w ciągu ostatnich 12 miesięcy, a 55% spodziewa się dalszego rozwoju w nadchodzącym roku. Najwyższy wskaźnik optymizmu notują przedsiębiorcy z Kanady (70%), a najmniejszy przedstawiciele małych i średnich firm z Hong Kongu.

 

Źródło: Bibby Financial Services

O własnej firmie myśli wiele osób. Coraz więcej podejmuje też odważną decyzję, by spróbować swoich sił w roli przedsiębiorcy. Niestety jednak, nie wszystkim wystarcza wytrwałości, np. od stycznia do czerwca 2017 roku (wg systemu REGON) zamknięto blisko 136 tys. firm. Co sprawia, że nie każdy przedsiębiorca odnosi sukces?

Z pewnością na decyzję o zakończeniu działalności gospodarczej wpływ może mieć mnóstwo czynników – od złej koniunktury w danej branży, po opóźnienia kontrahentów w płatnościach. Nie bez znaczenia jednak są także pewne indywidualne cechy i umiejętności, które bardzo przydają się we własnym biznesie, ale nie każdy je posiada.

O ile samo założenie firmy od strony organizacyjnej jest dziś bardzo proste, o tyle do stworzenia, prowadzenia i rozwijania biznesu, który przez kolejne lata będzie w stabilny sposób generował przychody, nie wystarczy spełnienie z góry ustalonych procedur. Tu potrzebna jest już biznesowa intuicja oraz zestaw specyficznych predyspozycji.

Nie ma biznesu bez sprzedaży

Choć każdy biznes ma swoją specyfikę i wymaga innego zarządzania, to można wyodrębnić pewne cechy, ułatwiające odniesienie sukcesu – mówi Marta Bober-Lal, która w firmie szkoleniowej Effect Group prowadzi szkolenia z zarządzania, komunikacji oraz sprzedaży. – Np. wg Leszka Czarneckiego, biznesmena i autora książki „Biznes po prostu”, przedsiębiorca powinien być przede wszystkim sprzedawcą w szerokim tego słowa znaczeniu – dodaje trenerka.

Bez względu na to, czym zajmuje się dana firma, zawsze oferuje ona produkty lub usługi, które trzeba sprzedać. Przedsiębiorca musi więc powiązać swoją ofertę z odpowiednią grupą docelową i skutecznie przekonać ją do zakupu.

Produkty czy usługi zawsze są sprzedawane ludziom, a kontakt z nimi to podstawa każdego biznesu. Z tego zaś wynika kolejna ważna cecha, jaką jest umiejętność budowania relacji z Klientami a także odpowiednia komunikacja. Przedsiębiorca, który chce osiągać sukcesy, powinien wyróżniać się także pewnością siebie, a cecha ta przyda mu się już na starcie.

– Osoba świadoma własnych możliwości i zalet dążyć będzie do zrealizowania swojego pomysłu, pokonując trudności, a nie uginając się pod nimi. Także w kontaktach z kontrahentami, klientami czy konkurencją pewność siebie pozwala prowadzić efektywniejsze rozmowy i negocjacje – podkreśla Marta Bober-Lal.

Z energią do przodu!

Choć przedsiębiorca nie może być nadmiernym ryzykantem, który traktuje biznes niczym grę hazardową, to jednak umiarkowana skłonność do ryzyka może być już cechą bardzo pożądaną. Osoba prowadząca własną firmę, jeśli chce być o krok przed konkurencją, musi podejmować odważne decyzje. Powinna je jednak poprzedzać analizą rynku, badaniem szans powodzenia oraz oszacowaniem ewentualnych strat w przypadku porażki. Optymizm i determinacja nie powinny wykluczać posiadania planu B na wypadek ewentualnego niepowodzenia.

No właśnie – determinacja! Ci, którzy odnoszą duże sukcesy, wcześniej muszą zazwyczaj pokonać mnóstwo niepowodzeń. Czasem potrzebna jest ogromna wewnętrzna siła, by nie zawrócić w połowie drogi i by doprowadzić dany projekt do końca.

– Wytrwałość i wysiłek to podstawa sukcesu. „Sukces” przed „wysiłkiem” występuje jedynie w słowniku. Jeśli przedsiębiorca chce osiągnąć powodzenie w biznesie, musi się liczyć z ciężką pracą – zauważa trenerka Effect Group.

Na tym jednak nie koniec, ponieważ sam upór i pozytywna energia nie zastąpią np. kreatywności. To ona stoi za tzw. duchem inicjatywy, czy innowacyjności. Przedsiębiorca musi być człowiekiem pomysłowym, chętnym do tworzenia czegoś nowego. Taka osoba nie boi się zmian i nawet jeśli akurat nie próbuje zrewolucjonizować całej branży, to i tak każdego dnia stara się wprowadzać choćby drobne usprawnienia w swojej firmie. Sukces odnosi ten, kto jest otwarty na nowe doświadczenia i gotowy do akceptacji zachodzących zmian.

Prowadzenie firmy jak gra w szachy

Warto zauważyć, że najlepsi biznesmeni są zarazem nieprzeciętnymi przywódcami. Swoją ideą i zaangażowaniem potrafią porywać za sobą pracowników i klientów. Dobry przywódca stanowi inspirację i motywuje innych do pracy nad wspólnym celem.

Jeśli za awers uznamy skuteczne liderowanie, to rewersem tej samej monety będzie codzienne, skuteczne zarządzanie firmą. Do tego zaś przydaje się umiejętność planowania i przewidywania.

Prowadząc własną firmę przedsiębiorca musi być niczym szachista: przewidywać kilka ruchów do przodu. Nie da się prowadzić firmy nie wybiegając w przyszłość. Wizja rozwoju to podstawa, zaś umiejętność przewidywania ryzyka oraz zagrożeń w realizacji założonych celów to bardzo istotna cecha dobrego biznesmena – uważa Marta Bober-Lal.

Jest też umiejętność, która na znaczeniu zyskała w ostatnich kilkunastu latach, a jej waga nieustannie rośnie. To umiejętność selekcji informacji. Ludzie bombardowani są niezliczoną ilością danych z różnych źródeł, a więc dostęp do nich jest niezwykle łatwy. Trudnością staje się natomiast wybieranie tych, które mogą się przydać. Przedsiębiorca to człowiek, który w informacyjnej dżungli potrafi zauważyć to, co niedostrzegalne dla innych, a następnie wykorzystać w swojej firmie.

Dobra wiadomość jest taka, że wymienione powyżej wyróżniki dobrego przedsiębiorcy nie należą do cech wrodzonych. Można oczywiście zakładać, że pewne naturalne predyspozycje ułatwiają lub utrudniają skuteczne prowadzenie biznesu, nie są to jednak cechy, których nie można rozwijać.

Korzystając z profesjonalnych kursów, szkoleń, a także wyciągając wnioski z własnych doświadczeń, można skutecznie kształtować w sobie cechy przydatne liderowi i człowiekowi sukcesu. Warto pamiętać, że być przedsiębiorcą to dosłownie „przedsięwziąć” pewne działania, by osiągnąć sukces – to zaś oznacza konieczność ciągłego doskonalenia się.

Źródło: Effect Group

Nowatorska platforma marketingowa MintCloud pozwala mniejszym firmom tworzyć angażujące kampanie o wielkim rozmachu, na które wcześniej było stać tylko największe marki.

Klient podczas zakupów w sklepie robi zdjęcie paragonu fiskalnego aplikacją MintCloud. System zapisuje paragon w chmurze, by ten zawsze był pod ręką w razie zwrotów lub reklamacji. Jednocześnie, ułatwia i upraszcza do minimum kontrolę budżetu wydatków domowych.

Jeśli firma prowadzi swój program lojalnościowy w systemie MintCloud, może automatycznie przyznawać punkty za zeskanowany paragon. Klient zbiera i wymienia punkty na nagrody rzeczowe albo na gotówkę na karcie podarunkowej. Zgromadzone środki może wydać w danym sklepie lub przekazać innym w prezencie.

„Chcieliśmy koniecznie zmienić oblicze obecnych programów lojalnościowych, które nie nadążają za oczekiwaniami klientów. Wierzę, że technologia, jaką tworzymy w MintCloud pomoże sprostać tym potrzebom” – mówi Michał Filipek, prezes i współtwórca MintCloud.

Dużą wartością dodaną jest dostęp do kampanii promocyjnych i ofert specjalnych partnerów biznesowych MintCloud. Użytkownicy mogą brać udział w kampaniach i konkursach zarówno małych lokalnych biznesów, dużych sieci handlowych jak i marek z sektora FMCG.

„Stworzyliśmy takie narzędzie dla marketerów, aby mogli realizować nietuzinkowe i niesamowicie angażujące akcje dla swoich klientów w czasie rzeczywistym – takie, w jakich sami chcieliby brać udział. Nie chodzi tutaj jedynie o zniżki i kupony, ale o wchodzenie w interakcje z ulubionymi markami oraz płynące z nich korzyści dla użytkowników – zarówno te materialne jak i niematerialne.” – mówi Michał Filipek.

Programy lojalnościowe oparte o skanowanie paragonów fiskalnych i cash-back na kartę podarunkową w jednej aplikacji to tylko dwa przykłady z długiej listy możliwości jakie wypuszcza na rynek MintCloud. ,,Miętowa chmura” ma w rękawie technologię na miarę przyszłości.

Co MintCloud oferuje konsumentom?

  • Miejsce, w którym przechowywane są wszystkie paragony, aby nigdy już nie znaleźć się w sytuacji braku możliwości zwrotu lub reklamacji kupionych produktów. Paragony przechowywane są w chmurze, dzięki czemu nie zginą, nawet przy zmianie telefonu.
  • Możliwość kontrolowania swoich wydatków w szybki i prosty sposób. Wystarczy zrobić zdjęcie paragonu. System nie wymaga nawet podania kwoty zakupów – sam ją znajduje i liczy za Użytkownika.
  • Nowoczesne programy lojalnościowe w jednej aplikacji, bez zbędnych kart plastikowych w portfelu. Klient nie musi rejestrować się w każdym programie z osobna. Jedno konto w MintCloud pozwala uczestniczyć w wielu programach.
  • Aplikacja MintCloud jest zarówno kartą lojalnościową, jak i kartą podarunkową. Użytkownik ma możliwość zamiany punktów na złotówki, które może wydać w danym punkcie samodzielnie lub przesłać bliskiej osobie za pomocą aplikacji, podając jedynie numer telefonu lub e-mail.

Co MintCloud oferuje biznesom?

  • Nieograniczone możliwości na tworzenie konkursów i kampanii z nagrodami. Biznes może zestawić każdego rodzaju akcję marketingową w oparciu o dane zakupowe, zachowania, a nawet lokalizację klientów. Technologia automatycznych scenariuszy marketingowych umożliwia tworzenie angażujących akcji w czasie rzeczywistym. Np. marka sportowa może nagradzać klientów za pokonane kilometry na wyznaczonych trasach i konwertować ich na sprzedaż przy zastosowaniu wiadomości SMS, push, wiadomości mailowych, wiadomości w aplikacji lub przez chatbota na Facebooku.
  • Technologia oferuje dotarcie do konkretnej grupy klientów, którzy chętniej odwiedzą sklep i otrzymają skuteczną motywację do wydawania większej ilości pieniędzy. System oferuje klientom akcje promocyjne, które są dopasowane do indywidualnych preferencji.
  • Zaawansowane narzędzie do zarządzania programem lojalnościowym. Uruchamiając swój własny program lojalnościowy w systemie MintCloud, firma może automatycznie przyznawać punkty za zeskanowane paragony. Dzięki temu wszystkie transakcje mogą być nagradzane – zarówno gotówkowe jak i płacone kartą. Punkty za paragony to też wygoda dla klienta, który robi zdjęcie paragonu w dowolnym czasie, przy czym proces nie obciąża dodatkową pracą obsługi sklepu.
  • Platforma szerzy inicjatywę dzielenia się – klienci mogą przesyłać zgromadzone na karcie podarunkowej środki w prezencie innej osobie lub zasilić konta organizacji charytatywnych. Dla tradycjonalistów preferujących nagrody rzeczowe z katalogu istnieje możliwość zamówienia ich w dostawie w wybrane miejsce jedynie przy użyciu aplikacji.

 

Jak bardzo zmienił się świat telekomunikacji najlepiej świadczy fakt, że jeszcze dwie dekady temu używaliśmy w dużej mierze telefonów stacjonarnych, a komórki były dostępne dla nielicznych. Sektor technologii telekomunikacyjnych doświadczył ogromnych, przełomowych zmian wpływających na życie społeczne, polityczne i biznes. Jak będzie wyglądał ten rynek w 2030 roku? Jak dowodzą autorzy raportu „To be or not to be. The future of the telco business model”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte jedno z kluczowych pytań odnośnie przyszłej roli operatorów telekomunikacyjnych to, kto będzie właścicielem sieci oraz kto będzie zarządzał relacjami z klientem.

Pomimo ważnej roli, jaką pełnią operatorzy telekomunikacyjni w dzisiejszej, coraz bardziej cyfrowej i mobilnej rzeczywistości, wielu z nich, zarówno w Polsce, jak i na świecie stoi w obliczu kluczowych, długoterminowych decyzji strategicznych. Będą one dotyczyć kierunków dalszego rozwoju działalności i przyszłej pozycji rynkowej operatorów telekomunikacyjnych, którzy mają świadomość spadków lub stagnacji przychodów w niektórych podstawowych obszarach ich działalności.

Konkurencja rośnie

Wśród czynników, które mogą wpłynąć na przyszłą rolę i pozycję operatorów komórkowych kluczowe znaczenie będzie miała m.in. rosnąca konkurencja ze strony graczy OTT (over the top), chociażby takich jak Netflix, Spotify, WhatsApp. Równie ważna będzie komodytyzacja standardowych usług telekomunikacyjnych (podstawowe usługi telekomunikacyjne takie jak połączenia głosowe czy transmisja danych przestają być wyróżnikiem), innowacyjność oraz sprostanie oczekiwaniom obecnych i przyszłych klientów, jak również konieczność poniesienia nakładów finansowych na modernizację sieci, usług i platform na potrzeby 5G, a idąc dalej również 6G – mówi Jan Michalski, Partner, Lider sektora TMT, Deloitte.

Eksperci Deloitte w oparciu o szeroką analizę czynników, które mogą wpłynąć długoterminowo na kształt rynku telekomunikacyjnego, opracowali cztery różne możliwe scenariusze i opisali role, jakie w 2030 roku mogą pełnić operatorzy telekomunikacyjni.

Operatorzy telekomunikacyjni w 2030 roku

Analiza Deloitte wskazała na dwa istotne pytania, które są kluczowe dla zdefiniowania możliwych ról operatorów telekomunikacyjnych w dłuższej perspektywie: kto będzie właścicielem sieci i technologii, a także będzie odpowiedzialny za innowacje w tym zakresie, jak również kto będzie właścicielem bezpośredniej relacji i kontaktu z klientem. – Dziś w obu obszarach duży lub wiodący udział mają operatorzy telekomunikacyjni i z dużą pewnością wielu z nich chciałoby, aby taki stan rzeczy się utrzymał także w przyszłości. Jest to tylko jeden z możliwych scenariuszy, a jego zrealizowanie będzie wymagało istotnego wysiłku po stronie operatorów telekomunikacyjnych – mówi Jakub Wróbel, Starszy Menedżer, Ekspert TMT, Deloitte.

Scenariusz I – Inżynier kontratakuje

W tym scenariuszu operatorzy telekomunikacyjni dominują zarówno w kontroli nad infrastrukturą, jak i w relacjach z klientami. To oni inicjują innowacje technologiczne, a jednocześnie odpowiadają za zaspokajanie potrzeb klientów, zarówno indywidulanych, jak i biznesowych, posiadając bezpośredni dostęp do swoich klientów.

Scenariusz II – Nowa rzeczywistość hurtowa

Operatorzy telekomunikacyjni tracą kontrolę nad relacjami z klientem końcowym na rzecz OTT i producentów urządzeń, ale utrzymują kontrolę nad infrastrukturą oraz są źródłem innowacji w technologiach mobilnych i stacjonarnych.

Scenariusz III – Wirtualny operator

W tym scenariuszu operatorzy telekomunikacyjni utrzymują wiodącą rolę w relacjach z klientem, ale tracą kontrolę nad infrastrukturą technologiczną na rzecz dostawców technologicznych lub innych, nowych graczy infrastrukturalnych.

Scenariusz IV – Marka dostawcy

W tym scenariuszu operatorzy telekomunikacyjni tracą kontrolę zarówno nad relacjami z klientami, jak i technologią. Operatorzy telekomunikacyjni koncentrują się, by znaleźć dla siebie miejsce na rynku bazując na swoich kompetencjach sprzedażowych, zrozumieniu klienta oraz sile marki.

Konsumenci, bezpieczeństwo, regulacje

We wszystkich opisanych scenariuszach niezwykle ważne są zachowania klientów, ochrona danych oraz regulacje prawne. Dziś już 62 proc. ludzi poniżej 24 roku życia zerka na telefon w pierwszym kwadransie po obudzeniu. Dla całej populacji odsetek ten wynosi 36 proc. Jak będziemy się zachowywać w 2030 roku? Dziś trudno wyrokować, ale już obecnie klienci oczekują połączenia z Internetem gdziekolwiek są i cokolwiek robią i to najlepiej za darmo.

Regulacje są jednym z tych czynników, które już obecnie mają duży wpływ na kształt rynku telekomunikacyjnego. Wystarczy wspomnieć wpływ organów Unii Europejskiej na wysokość opłat roamingowych.

Myśląc o maksymalizacji wartości dla udziałowców, operatorzy telekomunikacyjni powinni zdefiniować swoją przyszłą rolę. – Pomimo wielu niepewności, warto już teraz planować rozwijanie zaawansowanych rozwiązań analitycznych i automatyzacji (w tym poprzez wykorzystanie, np. robotyzacji i sztucznej inteligencji). To pozwoli operatorom telekomunikacyjnym maksymalizować efektywność operacyjną przedsiębiorstwa oraz skupić się na kluczowych obszarach, m.in. rozwoju i utrzymywaniu relacji z klientami, R&D, innowacjach oraz pozyskiwaniu i byciu atrakcyjnym miejscem pracy dla głodnych sukcesu, przedsiębiorczych i kreatywnych specjalistów – podsumowuje Jakub Wróbel.

Źródło: Deloitte Polska

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude  Juncker wygłosił dziś rano w Strasburgu orędzie o stanie Unii, które można określić jako projekt dla UE-27 na najbliższe lata. Sporo miejsca w swoim wystąpieniu poświęcił unijnej strategii przemysłowej, o co organizacje pracodawców zrzeszone w BusinessEurope, w tym Konfederacja Lewiatan, zabiegały od dawna.

– Cieszymy się z zapowiedzi pogłębiania jednolitego rynku, który jest kluczowy dla rozwoju Unii. Dobrze, że przewodniczący KE podkreślił znaczenie nowej unijnej strategii przemysłowej, a także wagę zaangażowania Europy w promowanie wolnego handlu – finisz negocjacji z Japonią oraz zaawansowany etap negocjacji z Meksykiem i krajami Ameryki Południowej. Ważne, aby był to także sprawiedliwy handel i aby firmy europejskie pozostały konkurencyjne wobec firm spoza UE. Cieszy także pozostawienie otwartych drzwi dla państw, które chcą dołączyć do Wspólnoty, choć obecnie nie dla Turcji – mówi Kinga Grafa,  dyrektorka biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli.

W dzisiejszym orędziu, Jean-Claude Juncker  przedstawił także nowy scenariusz dla przyszłości Europy, w wielu punktach zbieżny ze stanowiskiem  BusinessEurope. Jego realizacja zdaniem przewodniczącego KE jest możliwa dzięki coraz lepszej sytuacji gospodarczej UE i powracającej wiary obywateli Unii w sens integracji. Według Junckera, Europa musi dążyć do głębszej integracji, w oparciu o europejskie wartości, takie jak wolność, o którą trzeba stale zabiegać, równość wszystkich obywateli, bez względu na kraj pochodzenia i poszanowanie prawa w państwach członkowskich. Głębsza integracja ma polegać ma m. in. na wejściu wszystkich państw członkowskich (z wyłączeniem Danii) do strefy euro i unii bankowej, powołaniu unijnego ministra gospodarki i finansów oraz powierzenia Parlamentowi Europejskiemu także roli parlamentu strefy euro, bez tworzenia równoległych struktur, o co apelował prezydent Macron. Warto przypomnieć, że Polska jest zobowiązana do przyjęcia euro traktatem akcesyjnym.

Stanowisko BusinessEurope na temat przyszłości Europy, oprócz odniesienia do scenariuszy, mówi o priorytetach dla biznesu. Po pierwsze, konieczność pogłębiania jednolitego rynku i niwelowania istniejących barier. Przedsiębiorcy potrzebują pewności, dlatego konieczna jest właściwa implementacja legislacji unijnej, a następnie stosowanie i egzekwowanie zasad. Po drugie, wspieranie przedsiębiorstw europejskich w globalnych relacjach handlowych. Musimy modernizować instrumenty ochrony handlu i dążyć do tworzenia wzajemnych, korzystnych ram w handlu i inwestycjach. Po trzecie, potraktowanie zmian, które zapoczątkowała 4. rewolucja przemysłowa, jako szansy – dla firm i dla pracowników. Temu służyć ma nowa unijna strategia przemysłowa oraz instrumenty finansowe.  – Cieszymy się, że wiele z tych priorytetów znalazło się w orędziu szefa KE – podkreśla Kinga Grafa.

Przesłanie Junckera miało mieć wydźwięk pozytywny, stąd być może niewiele uwagi poświęcił decyzji Wielkiej Brytanii o opuszczeniu Unii i konsekwencji Brexitu. Jest to temat ważny dla europejskich przedsiębiorców, w tym polskich, którzy chcą uniknąć tzw. twardego Brexitu, bez okresów przejściowych.

 

Źródło; Konfederacja Lewiatan

 

Pięć scenariuszy, które Komisja Europejska przedstawiła w związku z obchodzoną w tym roku 60-tą rocznicą podpisania Traktatów Rzymskich, było przyczynkiem do dyskusji i głębszej refleksji o przyszłości UE podczas ostatniego posiedzenia BusinessEurope, czyli federacji zrzeszającej europejskich przedsiębiorców i pracodawców, której członkiem jest Konfederacja Lewiatan.

Rozmawialiśmy o przyszłości Europy w kontekście potrzeb i oczekiwań biznesu. Wszyscy zgodziliśmy się co do tego, że zaproponowane w Białej Księdze scenariusze: 1 (czyli kontynuacja) i 2 (tylko jednolity rynek) są zbyt mało ambitne.

W pierwszym scenariuszu, 27 państw członkowskich, już bez Wielkiej Brytanii, realizuje obecny program reform,  wzmacnia jednolity rynek, zwiększa inwestycje w infrastrukturę cyfrową, transportową i energetyczną oraz wprowadza stopniowe zmiany funkcjonowania strefy euro. Zgodnie z drugim scenariuszem, powinniśmy skupić się na poprawie funkcjonowania jednolitego rynku, niwelując wciąż istniejące bariery – fiskalne (m. in. poprzez wyrównanie zasad opodatkowania i stawek podatkowych) i techniczne (ujednolicenie regulacji technicznych i norm, np. w zakresie jakości, bezpieczeństwa, znakowania), upraszczamy zasady uznawania kwalifikacji zawodowych oraz dążymy do liberalizacji w sektorze usług (włączając usługi sieciowe). Dla biznesu, coraz bardziej zintegrowany, otwarty i konkurencyjny rynek unijny jest priorytetem, zwłaszcza w kontekście coraz częściej występującego protekcjonizmu (np. w zakresie delegowania pracowników). Jednak w obliczu obecnych wyzwań sprawnie funkcjonujący jednolity rynek to za mało.

Dlatego scenariusz, który proponuje BusinessEurope, to połączenie scenariuszy: 4 (robimy mniej, ale efektywniej) i 5 (robimy wspólnie znacznie więcej) oraz dodanie elementów scenariusza 3 (ci, którzy chcą więcej, robią więcej), jako instrumentu, umożliwiającego osiągnięcie celu, czyli realizację kluczowych polityk, pod warunkiem zachowania zintegrowanej i spójnej Unii, z funkcjonującym bez zakłóceń jednolitym rynkiem.

Scenariusz 4 zakłada, że UE koncentruje się na skuteczniejszym działaniu w kluczowych obszarach, jak np. jednolity rynek, zwiększenie inwestycji w infrastrukturę cyfrową, transportową i energetyczną, pobudzając wzrost gospodarczy i zwiększając zatrudnienie. Według scenariusza 5, państwa członkowskie decydują się robić wspólnie znacznie więcej we wszystkich obszarach polityki, włączając obronność i bezpieczeństwo. Kwietniowe badanie Eurobarometru pokazało, że dla zdecydowanej większości Europejczyków, Unia musi odgrywać większą rolę w kwestiach polityk zagranicznej i obronnej (73 proc.), walki z terroryzmem (80 proc.) oraz ochrony środowiska (75 proc.), dlatego te obszary, jak również polityka handlowa i przemysłowa, powinny znaleźć się wśród priorytetów UE.

W obydwu scenariuszach, Komisja Europejska proponuje współdziałanie wszystkich 27 państw. Inaczej jest w przypadku scenariusza 3, który wzbudza największe kontrowersje. Scenariusz dopuszcza powstawanie „koalicji chętnych”, czyli państw członkowskich, które chcą bliższej współpracy w wybranych obszarach polityki, jak np. obronność, bezpieczeństwo wewnętrzne, opodatkowanie czy sprawy socjalne. „Młodsze” państwa członkowskie, w tym Polska, obawiają się powstania „Europy wielu prędkości”, w której rdzeń, czyli państwa strefy euro, będą się ściśle integrować wokół wspólnej waluty, a reszta pozostanie w tyle. Wybór Emmanuela Macron na prezydenta Francji podgrzał te obawy. Macron opowiada się za osobnym parlamentem i budżetem dla strefy euro.

 

Komentarz Kingi Grafy, dyrektorki biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli

Polska marka samochodu osobowego to póki co pieśń przyszłości. Tu i teraz bezsprzecznie rządzą producenci podzespołów oraz pojazdów innych niż osobowe, którzy działają w niszach, umieją sprzedawać za granicą i sprawnie włączają się w międzynarodowe łańcuchy wartości sektora automotive. Przez co najmniej 5 lat to się nie zmieni – wskazują autorzy 2. edycji zestawienia TOP30 polskich firm motoryzacyjnych: Bank Zachodni WBK, Bisnode i Polska Izba Motoryzacji. Sprawozdania pokazują, że biznes tych firm pędzi szybko: średni wzrost rocznych przychodów podmiotów z TOP30 sięgnął 14%.

Na najnowszej liście TOP30, czyli 30-stu firm motoryzacyjnych z większościowym polskim kapitałem o największych przychodach, aż 21 miejsc zajmują firmy wytwarzające części i podzespoły. 3 podmioty z tej grupy to producenci akumulatorów. Drugi silnik wzrostu polskiego automotive to producenci pojazdów innych niż samochody osobowe i dostawcze. Wśród nich są: 2 firmy produkujące autobusy, 4 firmy produkujące naczepy, przyczepy i zabudowy do samochodów oraz 3 firmy produkujące pojazdy specjalne.

Najwięcej firm z zestawienia TOP30 zlokalizowanych jest na terenie województwa śląskiego (8), w wielkopolskim (6), podkarpackim (5) oraz mazowieckim (4). Dwie firmy działają na Dolnym Śląsku, a po jednej w województwach łódzkim, podlaskim, małopolskim, kujawsko-pomorskim i świętokrzyskim. Zaskakuje wysoka pozycja województwa podkarpackiego. Dla porównania w przypadku firm z kapitałem zagranicznym zdecydowanie dominują 2 województwa śląskie (11 na 30) i dolnośląskie (8 na 30).

  1. edycja TOP30 – focus na szczegóły

W porównaniu do pierwszego zestawienia, opublikowanego rok temu, w nowym TOP30 zaszło sporo zmian. – Co prawda skład ścisłej czołówki pozostał niezmieniony (Grupa Boryszew, Solaris Bus&Coach, Wielton i Sanok Rubber Company), ale dalej jest ciekawie, bo pojawiło się aż 5 nowych podmiotów – mówi Wojciech Żuk, dyrektor kredytowy ds. sektora motoryzacyjnego w Banku Zachodnim WBK. BOCAR, producent samochodów pożarniczych na różnych typach podwozi renomowanych marek wszedł do zestawienia dzięki dużemu wzrostowi sprzedaży (aż o 47% r/r). Cztery pozostałe firmy pojawiły się dzięki informacjom i współpracy z Polską Grupą Motoryzacyjną. Są to podmioty sklasyfikowane poza PKD29 a tym samym trudne do zidentyfikowania, ponieważ produkują nie tylko na potrzeby automotive, ale również innych branż. Tylko dzięki wiedzy organizacji branżowych takich jak PIM czy PGM możliwe było ustalenie że większość produkcji tych firm jest kierowana do sektora motoryzacyjnego i włączenie tych firm do zestawienia. Są to podmioty sklasyfikowane poza PKD29 czyli teoretycznie poza motoryzacją. Jednak ponieważ ich produkcja jest w dużej mierze „zasysana” przez branżę automotive, autorzy raportu włączyli je do zestawienia. Te firmy to: Bury (systemy telekomunikacyjne, nawigacyjne i sterujące do samochodów, np. urządzenia głośnomówiące, ładowanie i systemy uchwytów, nawigacja, piloty radiowe, anteny, wzmacniacze, mikrofony), Kuźnia Polska (odkuwki do samochodów osobowych i ciężarowych), SPLAST (detale techniczne z tworzyw konstrukcyjnych) oraz Geyer & Hosaja (dywaniki gumowe i opony do samochodów ciężarowych, autobusów, naczep i przyczep). – Debiutanci na liście TOP30 i cała 2. edycja tego zestawienia, pokazują, że polski sektor automotive jest jeszcze bardziej zaawansowany i różnorodny a jego specjalizacja jest jeszcze mocniejsza niż wydaje się na pierwszy rzut oka  – podkreśla Wojciech Żuk.

Części i podzespoły górą jeszcze długo

Co więcej, autorzy rankingu TOP30 podkreślają, że pomimo pojawiających się w przestrzeni publicznej nowatorskich wizji rozwoju polskiej motoryzacji, w kolejnych latach nie zmienią się ani jej specjalizacja ani źródło wzrostu, czyli eksport. Dlaczego? Zbudowanie silnej marki samochodowej jest możliwe, ale wymaga czasu i ogromnych inwestycji nie tylko w opracowanie samochodu i zbudowanie od podstaw nowoczesnej fabryki ale także w stworzenie sieci dilerskiej oraz serwisowej zarówno w Polsce jak i w całej Europie. W pierwszym etapie będzie więc mieć znaczenie głównie wizerunkowe. W sferze realnego biznesu i przychodów polską branżę tworzą i co najmniej przez następne 5 lat będą tworzyć przede wszystkim części, podzespoły, akcesoria, elementy wyposażenia czy specjalistyczne pojazdy i rozwiązania wysyłane na eksport. Ta specjalizacja może się nawet ugruntować. Po pierwsze dlatego, że nasi producenci bardzo sprawnie z roku na rok rozwijają sprzedaż zagraniczną a po drugie dlatego, że nowe szanse może stworzyć rynek wewnętrzny. – W większości branż rynek wewnętrzny jest wstępem do ekspansji zagranicznej. W sektorze motoryzacyjnym możliwa jest tendencja odwrotna. Za sprawą nowych inwestycji zagranicznych koncernów w Polsce, które zostały przyciągnięte w ostatnim czasie i miejmy nadzieję, że będzie jeszcze więcej, polskie firmy już dostarczające za granicę komponenty zyskają szansę rozwoju na rynku wewnętrznym – mówi Roman Kantorski, Prezes PIM. Dodaje on, że jeśli Polska ma zbudować własne auto osobowe, to tylko i wyłącznie dzięki mistrzowskiej produkcji części i podzespołów.

Polski biznes motoryzacyjny ma się świetnie

Łączne przychody firm uwzględnionych w drugiej edycji listy TOP30 polskiego automotive wyniosły 9,6 mld zł. To suma niższa niż przychody największych firm z kapitałem zagranicznym operujących w Polsce, takich jak FCA Poland S.A. (14,3 mld zł w 2016 r.) i Volkswagen Poznań Sp. z o.o. (9,8 mld zł w 2015 r.), ale warto zwrócić uwagi na niemałe dynamiki. Średni wzrost przychodów dla producentów części i podzespołów wyniósł +9%; dla producentów akumulatorów +20%. Przychody firm produkujących naczepy, przyczepy i zabudowy do samochodów wzrosły średnio o 16%. Najmniej urosły przychody producentów autobusów (średnio o 4%), przy czym rosły przychody lidera Solaris Bus&Coach, podczas gdy drugi producent z listy zanotował spadek sprzedaży. – Największe wrażenie robią wyniki producentów pojazdów specjalnych. Przychody tych trzech firm z naszego zestawienia, w ujęciu łącznym, podwoiły się – mówi Wojciech Żuk.

Z kolei z analizy wywiadowni gospodarczej Bisnode, która opracowała dane do zestawienia TOP30, wynika, że blisko 70 proc. firm z branży produkcji autobusów, jak również części i akcesoriów jest w bardzo dobrej i dobrej kondycji finansowej, z czego 55,4 proc. w bardzo dobrej. W równie dobrej sytuacji znajdują się producenci przyczep i naczep. Wśród tych blisko 65 proc. jest w bardzo dobrej i dobrej kondycji finansowej. – Na tle innych branż, to świetny wynik. To także dowód, że cała branża motoryzacyjna umacnia swoją pozycję w polskiej gospodarce – mówi Tomasz Starzyk z Bisnode.

Wyższy bieg dzięki innowacjom

Według eksperta Bisnode ogromny potencjał tkwi w innowacjach. To one napędzają polski przemysł automotive. Ultralekkie pojazdy, układy napędowe, innowacyjne komponenty i systemy do zastosowania w pojazdach, także technologie produkcji, regeneracji, odzysku i recyklingu to tylko niektóre obszary, w których prowadzone są badania nad rozwojem i udoskonaleniem produkcji. Z Tomaszem Starzykiem zgadzają się Wojciech Żuk i Roman Kantorski. – Widoczne jest również duże zainteresowanie programami badawczo-rozwojowymi, jak np. INNOMOTO (sektorowy program badań naukowych i prac rozwojowych), którego celem jest wsparcie rozwoju innowacji w branży motoryzacyjnej. Polska, jako kluczowy eksporter wyrobów przemysłu motoryzacyjnego na równi z działalnością produkcyjną powinna być inicjatorem rozwiązań z zakresu B+R i skutecznie je wdrażać. To szansa dla polskich dostawców części i komponentów. Ważne jest abyśmy wszyscy: firmy, ośrodki badawczo-rozwojowe oraz administracja państwowa obrali kierunek na innowacje, ponieważ drugiej takiej szansy możemy nie mieć – mówi Roman Kantorski.

 

Źródło:Bank Zachodni WBK

Od ostatniego komentarza sytuacja na parkietach wiele się nie zmieniła. Nastroje wciąż można uznać za bardzo dobre, nawet wyraźnie w czerwcu słabszy technologiczny Nasdaq przełamał słabość i wzniósł się na nowe historyczne maksima. Utrzymuje się jednak dość zauważalne zróżnicowanie, gdyż opisana wcześniej „pełzająca letnia hossa” tyczy się głównie parkietów azjatyckich, amerykańskich oraz szeroko pojętego spektrum rynków wschodzących. Europa pozostaje w wyraźnym tyle, na co pewien wpływ może mieć silniejsze euro ograniczające konkurencyjność spółek ze Starego Kontynentu. Wydaje się jednak, że to zaledwie część historii. Z ostatniego odczytu indeksu Ifo wynika bowiem dość wyraźnie, że nastroje w nastawionym na eksport niemieckim biznesie są wyśmienite i silniejsza waluta wspólnotowa pozostaje tutaj bez większego wpływu. Ekonomista instytutu określił klimat wśród przedsiębiorców jako „euforyczny”, co przy podejściu kontrariańskim może budzić pewien niepokój i to z dwóch powodów. Po pierwsze, jeżeli koniunktura gospodarcza jest wyśmienita, podobnie jak klimat inwestycyjny, to dlaczego europejskie parkiety są słabe? Po drugie, gdzie się podziały te wszystkie zagrożenia, których lista jeszcze niedawno była całkiem długa. Przypomnę, że obawiano się Brexitu, protekcjonizmu Trumpa, ale wspominano też o potencjalnych zagrożeniach płynących z Chin. Aktualnie ta lista wydaje się pusta, a opublikowana półtora tygodnia temu seria dobrych danych z Państwa Środka stała się zarzewiem wzrostu cen surowców, szczególnie metali przemysłowych. Co interesujące, procykliczny sektor bankowy radzi sobie lepiej od głównych europejskich indeksów, choć pozostaje poniżej maksimów z początku maja. Być może inwestorzy wciąż muszą zmierzyć się z wówczas wygenerowanym optymizmem po zwycięstwie Emanuela Macrona, który z perspektywy czasu okazał się zbyt duży i musi zostać przetrawiony. Szkoda tylko, że w ten sposób marnowany jest czas dobrej letniej koniunktury, co nie pozostaje bez wpływu na GPW. Nasz rynek wydaje się znajdować w niejednoznacznym położeniu, gdzie dobre zachowanie rynków wschodzących działa na korzyść parkietu przy Książęcej, ale słabość Eurolandu pozostaje doraźnym hamulcowym. Nie można też zapominać o obserwowanym ostatnio wzroście ryzyka politycznego, które ponownie ujawniło się po kilkumiesięcznej przerwie. Prawdopodobieństwo pewnych sankcji wobec Polski pozostaje co prawda znikome, ale musi być brane pod uwagę, podobnie jak amerykańskie bony skarbowe wyceniają już możliwość technicznego bankructwa w związku z potrzebą podniesienia limitu zadłużenia tej jesieni.

Źródło: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Wakacyjny przedsiębiorca nie może narzekać na brak klientów –  prawie ¾ Polaków spędza urlop na bałtyckiej plaży. Wypożyczalnie leżaków, parawanów i sprzętu wodnego, przechowalnie ubrań, transport rikszą na plażę, ale przede wszystkim punkty gastronomiczne, czyli sprzedaż napojów, słodyczy, przekąsek i fast foodów – to najczęściej wybierane i najbardziej rentowne pomysły biznesowe na wakacje. Jak założyć firmę na jeden sezon lub zdobyć zezwolenie na handel na plaży? Dlaczego warto zabezpieczyć się na wypadek kradzieży oraz na co powinien uważać właściciel sezonowej restauracji?

Rozkręcanie sezonowego interesu nie musi być trudne i nieopłacalne. Przedsiębiorca powinien jednak przestrzegać kilku ważnych zasad. Bez zezwolenia na np. sprzedaż alkoholu, czy handel na plaży mogą nam grozić wysokie sankcje. Za handel na ulicy bez zezwolenia zapłacimy 10-krotność stawki wynajmu do czasu zalegalizowania działalności. Jeżeli zdecydujemy się na branżę gastronomiczną warto również pamiętać, że wszelki obrót produktami spożywczymi podlega restrykcyjnym przepisom sanitarnym. Dobrze przygotowany plan z pewnością zapewni przedsiębiorcy sprawny start i szybszy zysk. Biznes sezonowy jest bardzo opłacalny. Z wyliczeń Gazety Prawnej wynika, że posiadając własną budkę z lodami, czy hot-dogami można osiągnąć miesięczny utarg wynoszący od 16-18 tys. zł, przy niewielkiej inwestycji środków.

Zakładamy działalność

Sprzedając lody lub napoje nad morzem musimy być legalnie działającym przedsiębiorcą. Założenie jednoosobowej działalności gospodarczej nie jest trudne ani czasochłonne – można to zrobić przez Internet, wchodząc na stronę www.ceidg.gov.pl i wypełniając wniosek CEIDG-1 lub osobiście w urzędzie gminy. Sezonowy przedsiębiorca ma takie same obowiązki jak każdy inny. Wymagane jest odprowadzanie podatku dochodowego oraz złożenie deklaracji PIT. Do wyboru są cztery formy opodatkowania: na zasadach ogólnych (18 proc. i 32 proc.), podatek liniowy (19 proc.), karta podatkowa i ryczałt ewidencjonowany. Należy również zadbać o zgodę sanitarną, ponieważ w przypadku inspekcji możemy zapłacić naprawdę wysoką grzywnę, lub pożegnać się z naszym biznesem. W ciągu 14 dni od zarejestrowania i rozpoczęcia działalności mamy obowiązek zawiadomienia powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej. A co z kasą fiskalną? Obowiązek jej posiadania mają ci przedsiębiorcy, których obrót przekracza 20 tysięcy złotych w ciągu roku. Warto również zastanowić się co zrobić z działalnością gospodarczą, gdy sezon letni się skończy, a biznes przestanie się opłacać. W takiej sytuacji najlepszym wyjściem jest zawieszenie działalności, dzięki czemu nie będziemy musieli opłacać składek ZUS, ani składać deklaracji VAT. Dodatkowo, zawieszoną działalność można wznowić w dowolnym momencie. Pamiętajmy jednak, że przywilej ten należy się jedynie przedsiębiorcom, którzy nie zatrudniali pracowników lub zatrudniali ich na umowę o pracę na czas określony lub umowę zlecenie.

Nie każdy pohandluje na bałtyckiej plaży

Podstawą sukcesu biznesu sezonowego jest przede wszystkim dobra lokalizacja, przy czym należy pamiętać, że nie we wszystkich miejscach można handlować. Czasem wymagane jest odpowiednie zezwolenie (np. urzędu miasta czy instytucji, która zarządza plażą czy np. galerią handlową) oraz uiszczenie stosownych opłat. Ich wysokość różni się w poszczególnych miastach i może wynosić od kilkudziesięciu do nawet kilku tysięcy zł miesięcznie. Chcąc sprzedawać przekąski na bałtyckiej plaży zainteresowani muszą wygrać specjalny konkurs lub przetarg, który odbywa się jeszcze przed sezonem. Zasady wykorzystania plaży reguluje ustawa o obszarach morskich RP i administracji morskiej. To właśnie Urząd Morski podejmuje decyzję w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej na tym obszarze. Następnie Urzędy Morskie porozumiewają się z gminami, które przedstawiają projekty, jak również rozpisują przetargi na dzierżawę punktów handlowych na plaży i przy promenadach. Jeśli chcemy otworzyć działalność na jeden lub dwa sezony musimy przystąpić do konkursu, natomiast jeśli chcemy prowadzić działalność dłużej niż 3 lata, musimy wygrać przetarg na dzierżawę. Informację na temat terminów przetargów w konkretnych gminach nadmorskich można uzyskać w Urzędzie Gminy lub Miasta. W Trójmieście, o tym gdzie i czym można handlować decydują przetargi i konkursy organizowane przez Miejskie Ośrodki Sportu i Rekreacji administrujące plażami. Urząd Morski wyznacza punkty gastronomiczne z możliwością sprzedaży alkoholu oraz punkty handlowe, gdzie sprzedaż alkoholu jest zakazana.

Bez ubezpieczenia ani rusz

Oprócz biznesu plażowego, wiele osób decyduje się na założenie baru, czy restauracji. Nie potrzeba lokalu o dużej powierzchni, dzięki czemu możemy oszczędzić na wynajmie. Jednakże taki biznes wiąże się ze sporym ryzykiem, dlatego każdy przedsiębiorca, niezależnie od formy prowadzonego biznesu powinien pomyśleć o ubezpieczeniu. Oszczędzanie na ubezpieczeniu w prowadzeniu firmy jest myśleniem krótkowzrocznym. W przypadku np. nieubezpieczonej restauracji, pożar może być przyczyną jej bankructwa. Jednak faktem jest, że każda branża ma swoją specyfikę. Dlatego polisa powinna być dostosowana do indywidualnych potrzeb przedsiębiorcy. – Ubezpieczenie mienia od szkód będących wynikiem kradzieży z włamaniem jest niezbędne, jeśli prowadzimy działalność, gdzie w sprzedawanych towarach mamy ulokowaną dużą część kapitału. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku specjalistycznych, drogich maszyn i urządzeń, sprzętu sportowego, czy gastronomicznego, których kradzież lub zniszczenie mogą spowodować przerwę w prowadzeniu działalności – mówi Marta Mazaraki, Zastępca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Majątkowych w Gothaer TU S.A. Polisa chroni całe mienie przedsiębiorcy, czyli majątek trwały i obrotowy firmy: budynki, budowle, lokale, wszystkie maszyny, urządzenia i wyposażenie oraz środki obrotowe. – Przedsiębiorca, który potrzebuje dodatkowej ochrony może rozszerzyć swoją polisę na wypadek stłuczenia szyb, uszkodzenia mienia własnego w transporcie krajowym (o ile będzie mu to potrzebne), czy ubezpieczenia NNW pracowników, których zatrudnia – dodaje Marta Mazaraki.

Pamiętajmy o OC

Coraz częściej do polisy ubezpieczenia majątku włączana jest odpowiedzialność cywilna związana z prowadzoną działalnością. Klienci są coraz bardziej świadomi swoich praw i domagają się odszkodowań, na które większość przedsiębiorców nie może sobie pozwolić – szczególnie tych inwestujących sezonowo. Należy pamiętać, że w świetle obowiązujących przepisów to restaurator odpowiada za szkody, których goście doznają z jego winy podczas pobytu w lokalu. Jeśli więc nie posiada on polisy OC, wszelkie sytuacje, które zaistniały, począwszy od zniszczenia odzieży gościa, a skończywszy na zatruciu pokarmowym, stanowią dla poszkodowanego podstawę do ubiegania się o odszkodowanie. Sprawa jest o wiele prostsza, gdy lokal posiada OC z tytułu prowadzenia działalności gastronomicznej. Wtedy to ubezpieczyciel odpowiada za wypłatę odszkodowania za wyrządzoną z winy lokalu szkodę. Często możemy też liczyć na wsparcie prawne ze strony ubezpieczyciela. Tak wygląda to np. w Gothaer. Ubezpieczeni w ramach oferty GoBiznes przedsiębiorcy mają do dyspozycji telefoniczną asystę prawną. Na co jeszcze zwrócić uwagę podpisując umowę z towarzystwem ubezpieczeniowym?

Przede wszystkim na sumę gwarancyjną, czyli kwotę do wysokości której towarzystwo ubezpieczeniowe jest odpowiedzialne za szkody. Ustalając ją, trzeba pamiętać o tym, że kwoty odszkodowań przyznawanych przez sądy w Polsce są coraz wyższe i 100 000 zł, która była wystarczająca kilka lat temu, teraz może być zdecydowanie za niska. Na pewno kalkulacja będzie inna w przypadku restauracji, która dziennie przyjmuje średnio 300 gości, a małej kawiarni, która posiada trzy stoliki. Druga kwestia to wykupienie odpowiedniego zakresu ubezpieczenia, tak by być najlepiej i najpełniej zabezpieczonym A przed zawarciem umowy ubezpieczenia należy zawsze zapoznać się szczegółowo z ogólnymi warunkami ubezpieczenia, które określają m.in. prawa i obowiązki stron, zakres ubezpieczenia oraz wyłączenia odpowiedzialności. – radzi Marta Mazaraki z Gothaer.

Dodatek

5 kroków do zezwolenia na handel na plaży w Trójmieście:

  1. Najpierw należy przystąpić do konkursu lub przetargu organizowanego przez Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji (MOSiR).
  2. Następnie powinniśmy podpisać umowę określająca charakter działalności z MOSiR.
  3. Wystąpić o zgodę na rozpoczęcie działalności handlowej na terenie plaży do Urzędu Morskiego.
  4. Wystąpić o zgodę do Urzędu Wojewódzkiego na ustawienie obiektu tymczasowego.
  5. Na koniec potrzebna jest akceptacja wizualizacji obiektu od MOSiR Może warto sprawdzić możliwości w odpowiednim Urzędzie Gminy lub Miasta? Jeśli w tym sezonie jest już za późno (na zdobycie odpowiedniej zgody) zawsze zostaje nam następny sezon lub… inna forma handlu niż ten plażowy! Warto pamiętać, że mandat za nielegalny handel na plaży może wynieść nawet 500 zł a grzywna nawet kilka tysięcy.

Źródło: Grupa Gothaer

Z jednej strony trudno ostatnio o stabilne stanowisko rządzących. Z drugiej stabilny i – mimo wprowadzenia podatku bankowego – nadal rentowny jest sektor bankowy, o czym ostatnio poinformował NPB. Stabilna jest też sytuacja najliczniejszej grupy przedsiębiorców, gdyż, jak wynika z danych REGON, czerwiec to kolejny miesiąc, w którym grono jednoosobowych działalności gospodarczych ponownie się powiększyło.

Mimo początku wakacji chętnych do pracy nie ubywa. Na rynku działa najwięcej jednoosobowych działalności gospodarczych od października 2015 r. – wynika z rejestru REGON. Ich ogólna liczba od lutego br. sukcesywnie szybuje w górę. Na koniec czerwca wyniosła ona 2,983 mln, co oznacza, że w pół roku stan rejestru zwiększył się aż o 24 tys. firm. To najlepszy wynik, biorąc pod uwagę pierwsze półrocze 2017, 2016 i 2015 roku.

Co miesiąc rejestruje się średnio 25,2 tys. nowych firm

Pierwsze 6 miesięcy br. należy do wyjątkowo udanych również pod względem uśrednionych danych z rejestru REGON. Jak szacuje Tax Care, w okresie od stycznia do czerwca 2017 r. co miesiąc rejestrowało się średnio 25,2 tys. nowych jednoosobowych firm. To o 1,1 tys. więcej w porównaniu do pierwszego półrocza zeszłego roku, kiedy to na rynku comiesięcznie przybywało średnio 24,1 tys. nowych mikroprzedsiębiorców. Pierwsza połowa tego roku wypadła też lepiej niż analogiczny okres 2015 r.

Wysoki uśredniony wynik nowo zarejestrowanych jednoosobowych firm to zasługa tego, że na przestrzeni jedynie czterech miesięcy padły dwa rekordy. Patrząc przez pryzmat ostatnich 3,5 lat, licząc od początku stycznia 2014 r. do czerwca br., miesięczna liczba nowo zarejestrowanych przedsiębiorców tylko trzy razy przekroczyła 27 tys. Pierwszy raz ta granica pękła w czerwcu 2014 r., natomiast drugi i trzeci miały miejsce w pierwszym półroczu br., tj. w marcu i w czerwcu. Na koniec czerwca w REGON było zarejestrowanych 27,5 tys. nowych firm. To 917 wpisów na dzień.

Przedsiębiorcy nie rezygnują z biznesu

Czerwiec to też trzeci miesiąc z rzędu, w którym utrzymała się niska liczba przedsiębiorców zamykających swój biznes. Pod koniec czerwca odnotowano 19,1 tys. wyrejestrowanych działalności gospodarczych – dokładnie tyle samo co miesiąc wcześniej i o tysiąc mniej niż w marcu br. W ciągu pół roku, tj. od stycznia do czerwca br., w sumie wyrejestrowało się 135,8 tys. firm. Porównując ten okres z analogicznym okresem w 2016 r. i 2015 r., działalność zamknęło odpowiednio o 16,4 tys. i o niespełna tysiąc mniej.

 

Źródło: Tax Care

Eksperci

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

Wierzyciel nie musi spłacać w całości swego długu upadłemu, aby móc samemu zaspokoić się z

Z chwilą ogłoszenia upadłości majątek upadłego staje się masą upadłości i służy zaspokojeniu wszystk...

Inflacja rośnie zgodnie z planem – mocniej w górę poszły ceny żywności oraz paliw

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS, zakładające wzrost inflacji w marcu do 1,7 proc. Mocniej w gó...

AKTUALNOŚCI

Już za tydzień wakacje! – oto Twój przedwakacyjny niezbędnik

Z jednej strony wakacyjny wyjazd to świetna sprawa. Z drugiej – to masa spraw, z którymi musimy się ...

Polacy coraz bardziej odczuwają wzrost cen żywności

83 proc. uczestników badania „Sytuacja na rynku consumer finance” KPF i IRG SGH, przeprowadzonego w ...

Europosłowie od lipca przystąpią do pracy

Tegoroczny kalendarz prac Parlamentu Europejskiego przewiduje pięć sesji plenarnych w Strasburgu i t...

Rosnące cła wyhamują wzrost gospodarczy. Czy odbije się to na bijącej rekordy polskiej wymianie

Napięta sytuacja na linii USA-Chiny budzi wiele wątpliwości co do przyszłości globalnej wymiany hand...

Kolejna fala cyfrowej transformacji przed nami

Według IDC globalne inwestycje w technologie i usługi umożliwiające cyfrową transformację rosną w dw...