Home Tagi Wpis otagowany "biznes"

biznes

O własnej firmie myśli wiele osób. Coraz więcej podejmuje też odważną decyzję, by spróbować swoich sił w roli przedsiębiorcy. Niestety jednak, nie wszystkim wystarcza wytrwałości, np. od stycznia do czerwca 2017 roku (wg systemu REGON) zamknięto blisko 136 tys. firm. Co sprawia, że nie każdy przedsiębiorca odnosi sukces?

Z pewnością na decyzję o zakończeniu działalności gospodarczej wpływ może mieć mnóstwo czynników – od złej koniunktury w danej branży, po opóźnienia kontrahentów w płatnościach. Nie bez znaczenia jednak są także pewne indywidualne cechy i umiejętności, które bardzo przydają się we własnym biznesie, ale nie każdy je posiada.

O ile samo założenie firmy od strony organizacyjnej jest dziś bardzo proste, o tyle do stworzenia, prowadzenia i rozwijania biznesu, który przez kolejne lata będzie w stabilny sposób generował przychody, nie wystarczy spełnienie z góry ustalonych procedur. Tu potrzebna jest już biznesowa intuicja oraz zestaw specyficznych predyspozycji.

Nie ma biznesu bez sprzedaży

Choć każdy biznes ma swoją specyfikę i wymaga innego zarządzania, to można wyodrębnić pewne cechy, ułatwiające odniesienie sukcesu – mówi Marta Bober-Lal, która w firmie szkoleniowej Effect Group prowadzi szkolenia z zarządzania, komunikacji oraz sprzedaży. – Np. wg Leszka Czarneckiego, biznesmena i autora książki „Biznes po prostu”, przedsiębiorca powinien być przede wszystkim sprzedawcą w szerokim tego słowa znaczeniu – dodaje trenerka.

Bez względu na to, czym zajmuje się dana firma, zawsze oferuje ona produkty lub usługi, które trzeba sprzedać. Przedsiębiorca musi więc powiązać swoją ofertę z odpowiednią grupą docelową i skutecznie przekonać ją do zakupu.

Produkty czy usługi zawsze są sprzedawane ludziom, a kontakt z nimi to podstawa każdego biznesu. Z tego zaś wynika kolejna ważna cecha, jaką jest umiejętność budowania relacji z Klientami a także odpowiednia komunikacja. Przedsiębiorca, który chce osiągać sukcesy, powinien wyróżniać się także pewnością siebie, a cecha ta przyda mu się już na starcie.

– Osoba świadoma własnych możliwości i zalet dążyć będzie do zrealizowania swojego pomysłu, pokonując trudności, a nie uginając się pod nimi. Także w kontaktach z kontrahentami, klientami czy konkurencją pewność siebie pozwala prowadzić efektywniejsze rozmowy i negocjacje – podkreśla Marta Bober-Lal.

Z energią do przodu!

Choć przedsiębiorca nie może być nadmiernym ryzykantem, który traktuje biznes niczym grę hazardową, to jednak umiarkowana skłonność do ryzyka może być już cechą bardzo pożądaną. Osoba prowadząca własną firmę, jeśli chce być o krok przed konkurencją, musi podejmować odważne decyzje. Powinna je jednak poprzedzać analizą rynku, badaniem szans powodzenia oraz oszacowaniem ewentualnych strat w przypadku porażki. Optymizm i determinacja nie powinny wykluczać posiadania planu B na wypadek ewentualnego niepowodzenia.

No właśnie – determinacja! Ci, którzy odnoszą duże sukcesy, wcześniej muszą zazwyczaj pokonać mnóstwo niepowodzeń. Czasem potrzebna jest ogromna wewnętrzna siła, by nie zawrócić w połowie drogi i by doprowadzić dany projekt do końca.

– Wytrwałość i wysiłek to podstawa sukcesu. „Sukces” przed „wysiłkiem” występuje jedynie w słowniku. Jeśli przedsiębiorca chce osiągnąć powodzenie w biznesie, musi się liczyć z ciężką pracą – zauważa trenerka Effect Group.

Na tym jednak nie koniec, ponieważ sam upór i pozytywna energia nie zastąpią np. kreatywności. To ona stoi za tzw. duchem inicjatywy, czy innowacyjności. Przedsiębiorca musi być człowiekiem pomysłowym, chętnym do tworzenia czegoś nowego. Taka osoba nie boi się zmian i nawet jeśli akurat nie próbuje zrewolucjonizować całej branży, to i tak każdego dnia stara się wprowadzać choćby drobne usprawnienia w swojej firmie. Sukces odnosi ten, kto jest otwarty na nowe doświadczenia i gotowy do akceptacji zachodzących zmian.

Prowadzenie firmy jak gra w szachy

Warto zauważyć, że najlepsi biznesmeni są zarazem nieprzeciętnymi przywódcami. Swoją ideą i zaangażowaniem potrafią porywać za sobą pracowników i klientów. Dobry przywódca stanowi inspirację i motywuje innych do pracy nad wspólnym celem.

Jeśli za awers uznamy skuteczne liderowanie, to rewersem tej samej monety będzie codzienne, skuteczne zarządzanie firmą. Do tego zaś przydaje się umiejętność planowania i przewidywania.

Prowadząc własną firmę przedsiębiorca musi być niczym szachista: przewidywać kilka ruchów do przodu. Nie da się prowadzić firmy nie wybiegając w przyszłość. Wizja rozwoju to podstawa, zaś umiejętność przewidywania ryzyka oraz zagrożeń w realizacji założonych celów to bardzo istotna cecha dobrego biznesmena – uważa Marta Bober-Lal.

Jest też umiejętność, która na znaczeniu zyskała w ostatnich kilkunastu latach, a jej waga nieustannie rośnie. To umiejętność selekcji informacji. Ludzie bombardowani są niezliczoną ilością danych z różnych źródeł, a więc dostęp do nich jest niezwykle łatwy. Trudnością staje się natomiast wybieranie tych, które mogą się przydać. Przedsiębiorca to człowiek, który w informacyjnej dżungli potrafi zauważyć to, co niedostrzegalne dla innych, a następnie wykorzystać w swojej firmie.

Dobra wiadomość jest taka, że wymienione powyżej wyróżniki dobrego przedsiębiorcy nie należą do cech wrodzonych. Można oczywiście zakładać, że pewne naturalne predyspozycje ułatwiają lub utrudniają skuteczne prowadzenie biznesu, nie są to jednak cechy, których nie można rozwijać.

Korzystając z profesjonalnych kursów, szkoleń, a także wyciągając wnioski z własnych doświadczeń, można skutecznie kształtować w sobie cechy przydatne liderowi i człowiekowi sukcesu. Warto pamiętać, że być przedsiębiorcą to dosłownie „przedsięwziąć” pewne działania, by osiągnąć sukces – to zaś oznacza konieczność ciągłego doskonalenia się.

Źródło: Effect Group

Nowatorska platforma marketingowa MintCloud pozwala mniejszym firmom tworzyć angażujące kampanie o wielkim rozmachu, na które wcześniej było stać tylko największe marki.

Klient podczas zakupów w sklepie robi zdjęcie paragonu fiskalnego aplikacją MintCloud. System zapisuje paragon w chmurze, by ten zawsze był pod ręką w razie zwrotów lub reklamacji. Jednocześnie, ułatwia i upraszcza do minimum kontrolę budżetu wydatków domowych.

Jeśli firma prowadzi swój program lojalnościowy w systemie MintCloud, może automatycznie przyznawać punkty za zeskanowany paragon. Klient zbiera i wymienia punkty na nagrody rzeczowe albo na gotówkę na karcie podarunkowej. Zgromadzone środki może wydać w danym sklepie lub przekazać innym w prezencie.

„Chcieliśmy koniecznie zmienić oblicze obecnych programów lojalnościowych, które nie nadążają za oczekiwaniami klientów. Wierzę, że technologia, jaką tworzymy w MintCloud pomoże sprostać tym potrzebom” – mówi Michał Filipek, prezes i współtwórca MintCloud.

Dużą wartością dodaną jest dostęp do kampanii promocyjnych i ofert specjalnych partnerów biznesowych MintCloud. Użytkownicy mogą brać udział w kampaniach i konkursach zarówno małych lokalnych biznesów, dużych sieci handlowych jak i marek z sektora FMCG.

„Stworzyliśmy takie narzędzie dla marketerów, aby mogli realizować nietuzinkowe i niesamowicie angażujące akcje dla swoich klientów w czasie rzeczywistym – takie, w jakich sami chcieliby brać udział. Nie chodzi tutaj jedynie o zniżki i kupony, ale o wchodzenie w interakcje z ulubionymi markami oraz płynące z nich korzyści dla użytkowników – zarówno te materialne jak i niematerialne.” – mówi Michał Filipek.

Programy lojalnościowe oparte o skanowanie paragonów fiskalnych i cash-back na kartę podarunkową w jednej aplikacji to tylko dwa przykłady z długiej listy możliwości jakie wypuszcza na rynek MintCloud. ,,Miętowa chmura” ma w rękawie technologię na miarę przyszłości.

Co MintCloud oferuje konsumentom?

  • Miejsce, w którym przechowywane są wszystkie paragony, aby nigdy już nie znaleźć się w sytuacji braku możliwości zwrotu lub reklamacji kupionych produktów. Paragony przechowywane są w chmurze, dzięki czemu nie zginą, nawet przy zmianie telefonu.
  • Możliwość kontrolowania swoich wydatków w szybki i prosty sposób. Wystarczy zrobić zdjęcie paragonu. System nie wymaga nawet podania kwoty zakupów – sam ją znajduje i liczy za Użytkownika.
  • Nowoczesne programy lojalnościowe w jednej aplikacji, bez zbędnych kart plastikowych w portfelu. Klient nie musi rejestrować się w każdym programie z osobna. Jedno konto w MintCloud pozwala uczestniczyć w wielu programach.
  • Aplikacja MintCloud jest zarówno kartą lojalnościową, jak i kartą podarunkową. Użytkownik ma możliwość zamiany punktów na złotówki, które może wydać w danym punkcie samodzielnie lub przesłać bliskiej osobie za pomocą aplikacji, podając jedynie numer telefonu lub e-mail.

Co MintCloud oferuje biznesom?

  • Nieograniczone możliwości na tworzenie konkursów i kampanii z nagrodami. Biznes może zestawić każdego rodzaju akcję marketingową w oparciu o dane zakupowe, zachowania, a nawet lokalizację klientów. Technologia automatycznych scenariuszy marketingowych umożliwia tworzenie angażujących akcji w czasie rzeczywistym. Np. marka sportowa może nagradzać klientów za pokonane kilometry na wyznaczonych trasach i konwertować ich na sprzedaż przy zastosowaniu wiadomości SMS, push, wiadomości mailowych, wiadomości w aplikacji lub przez chatbota na Facebooku.
  • Technologia oferuje dotarcie do konkretnej grupy klientów, którzy chętniej odwiedzą sklep i otrzymają skuteczną motywację do wydawania większej ilości pieniędzy. System oferuje klientom akcje promocyjne, które są dopasowane do indywidualnych preferencji.
  • Zaawansowane narzędzie do zarządzania programem lojalnościowym. Uruchamiając swój własny program lojalnościowy w systemie MintCloud, firma może automatycznie przyznawać punkty za zeskanowane paragony. Dzięki temu wszystkie transakcje mogą być nagradzane – zarówno gotówkowe jak i płacone kartą. Punkty za paragony to też wygoda dla klienta, który robi zdjęcie paragonu w dowolnym czasie, przy czym proces nie obciąża dodatkową pracą obsługi sklepu.
  • Platforma szerzy inicjatywę dzielenia się – klienci mogą przesyłać zgromadzone na karcie podarunkowej środki w prezencie innej osobie lub zasilić konta organizacji charytatywnych. Dla tradycjonalistów preferujących nagrody rzeczowe z katalogu istnieje możliwość zamówienia ich w dostawie w wybrane miejsce jedynie przy użyciu aplikacji.

 

Jak bardzo zmienił się świat telekomunikacji najlepiej świadczy fakt, że jeszcze dwie dekady temu używaliśmy w dużej mierze telefonów stacjonarnych, a komórki były dostępne dla nielicznych. Sektor technologii telekomunikacyjnych doświadczył ogromnych, przełomowych zmian wpływających na życie społeczne, polityczne i biznes. Jak będzie wyglądał ten rynek w 2030 roku? Jak dowodzą autorzy raportu „To be or not to be. The future of the telco business model”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte jedno z kluczowych pytań odnośnie przyszłej roli operatorów telekomunikacyjnych to, kto będzie właścicielem sieci oraz kto będzie zarządzał relacjami z klientem.

Pomimo ważnej roli, jaką pełnią operatorzy telekomunikacyjni w dzisiejszej, coraz bardziej cyfrowej i mobilnej rzeczywistości, wielu z nich, zarówno w Polsce, jak i na świecie stoi w obliczu kluczowych, długoterminowych decyzji strategicznych. Będą one dotyczyć kierunków dalszego rozwoju działalności i przyszłej pozycji rynkowej operatorów telekomunikacyjnych, którzy mają świadomość spadków lub stagnacji przychodów w niektórych podstawowych obszarach ich działalności.

Konkurencja rośnie

Wśród czynników, które mogą wpłynąć na przyszłą rolę i pozycję operatorów komórkowych kluczowe znaczenie będzie miała m.in. rosnąca konkurencja ze strony graczy OTT (over the top), chociażby takich jak Netflix, Spotify, WhatsApp. Równie ważna będzie komodytyzacja standardowych usług telekomunikacyjnych (podstawowe usługi telekomunikacyjne takie jak połączenia głosowe czy transmisja danych przestają być wyróżnikiem), innowacyjność oraz sprostanie oczekiwaniom obecnych i przyszłych klientów, jak również konieczność poniesienia nakładów finansowych na modernizację sieci, usług i platform na potrzeby 5G, a idąc dalej również 6G – mówi Jan Michalski, Partner, Lider sektora TMT, Deloitte.

Eksperci Deloitte w oparciu o szeroką analizę czynników, które mogą wpłynąć długoterminowo na kształt rynku telekomunikacyjnego, opracowali cztery różne możliwe scenariusze i opisali role, jakie w 2030 roku mogą pełnić operatorzy telekomunikacyjni.

Operatorzy telekomunikacyjni w 2030 roku

Analiza Deloitte wskazała na dwa istotne pytania, które są kluczowe dla zdefiniowania możliwych ról operatorów telekomunikacyjnych w dłuższej perspektywie: kto będzie właścicielem sieci i technologii, a także będzie odpowiedzialny za innowacje w tym zakresie, jak również kto będzie właścicielem bezpośredniej relacji i kontaktu z klientem. – Dziś w obu obszarach duży lub wiodący udział mają operatorzy telekomunikacyjni i z dużą pewnością wielu z nich chciałoby, aby taki stan rzeczy się utrzymał także w przyszłości. Jest to tylko jeden z możliwych scenariuszy, a jego zrealizowanie będzie wymagało istotnego wysiłku po stronie operatorów telekomunikacyjnych – mówi Jakub Wróbel, Starszy Menedżer, Ekspert TMT, Deloitte.

Scenariusz I – Inżynier kontratakuje

W tym scenariuszu operatorzy telekomunikacyjni dominują zarówno w kontroli nad infrastrukturą, jak i w relacjach z klientami. To oni inicjują innowacje technologiczne, a jednocześnie odpowiadają za zaspokajanie potrzeb klientów, zarówno indywidulanych, jak i biznesowych, posiadając bezpośredni dostęp do swoich klientów.

Scenariusz II – Nowa rzeczywistość hurtowa

Operatorzy telekomunikacyjni tracą kontrolę nad relacjami z klientem końcowym na rzecz OTT i producentów urządzeń, ale utrzymują kontrolę nad infrastrukturą oraz są źródłem innowacji w technologiach mobilnych i stacjonarnych.

Scenariusz III – Wirtualny operator

W tym scenariuszu operatorzy telekomunikacyjni utrzymują wiodącą rolę w relacjach z klientem, ale tracą kontrolę nad infrastrukturą technologiczną na rzecz dostawców technologicznych lub innych, nowych graczy infrastrukturalnych.

Scenariusz IV – Marka dostawcy

W tym scenariuszu operatorzy telekomunikacyjni tracą kontrolę zarówno nad relacjami z klientami, jak i technologią. Operatorzy telekomunikacyjni koncentrują się, by znaleźć dla siebie miejsce na rynku bazując na swoich kompetencjach sprzedażowych, zrozumieniu klienta oraz sile marki.

Konsumenci, bezpieczeństwo, regulacje

We wszystkich opisanych scenariuszach niezwykle ważne są zachowania klientów, ochrona danych oraz regulacje prawne. Dziś już 62 proc. ludzi poniżej 24 roku życia zerka na telefon w pierwszym kwadransie po obudzeniu. Dla całej populacji odsetek ten wynosi 36 proc. Jak będziemy się zachowywać w 2030 roku? Dziś trudno wyrokować, ale już obecnie klienci oczekują połączenia z Internetem gdziekolwiek są i cokolwiek robią i to najlepiej za darmo.

Regulacje są jednym z tych czynników, które już obecnie mają duży wpływ na kształt rynku telekomunikacyjnego. Wystarczy wspomnieć wpływ organów Unii Europejskiej na wysokość opłat roamingowych.

Myśląc o maksymalizacji wartości dla udziałowców, operatorzy telekomunikacyjni powinni zdefiniować swoją przyszłą rolę. – Pomimo wielu niepewności, warto już teraz planować rozwijanie zaawansowanych rozwiązań analitycznych i automatyzacji (w tym poprzez wykorzystanie, np. robotyzacji i sztucznej inteligencji). To pozwoli operatorom telekomunikacyjnym maksymalizować efektywność operacyjną przedsiębiorstwa oraz skupić się na kluczowych obszarach, m.in. rozwoju i utrzymywaniu relacji z klientami, R&D, innowacjach oraz pozyskiwaniu i byciu atrakcyjnym miejscem pracy dla głodnych sukcesu, przedsiębiorczych i kreatywnych specjalistów – podsumowuje Jakub Wróbel.

Źródło: Deloitte Polska

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude  Juncker wygłosił dziś rano w Strasburgu orędzie o stanie Unii, które można określić jako projekt dla UE-27 na najbliższe lata. Sporo miejsca w swoim wystąpieniu poświęcił unijnej strategii przemysłowej, o co organizacje pracodawców zrzeszone w BusinessEurope, w tym Konfederacja Lewiatan, zabiegały od dawna.

– Cieszymy się z zapowiedzi pogłębiania jednolitego rynku, który jest kluczowy dla rozwoju Unii. Dobrze, że przewodniczący KE podkreślił znaczenie nowej unijnej strategii przemysłowej, a także wagę zaangażowania Europy w promowanie wolnego handlu – finisz negocjacji z Japonią oraz zaawansowany etap negocjacji z Meksykiem i krajami Ameryki Południowej. Ważne, aby był to także sprawiedliwy handel i aby firmy europejskie pozostały konkurencyjne wobec firm spoza UE. Cieszy także pozostawienie otwartych drzwi dla państw, które chcą dołączyć do Wspólnoty, choć obecnie nie dla Turcji – mówi Kinga Grafa,  dyrektorka biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli.

W dzisiejszym orędziu, Jean-Claude Juncker  przedstawił także nowy scenariusz dla przyszłości Europy, w wielu punktach zbieżny ze stanowiskiem  BusinessEurope. Jego realizacja zdaniem przewodniczącego KE jest możliwa dzięki coraz lepszej sytuacji gospodarczej UE i powracającej wiary obywateli Unii w sens integracji. Według Junckera, Europa musi dążyć do głębszej integracji, w oparciu o europejskie wartości, takie jak wolność, o którą trzeba stale zabiegać, równość wszystkich obywateli, bez względu na kraj pochodzenia i poszanowanie prawa w państwach członkowskich. Głębsza integracja ma polegać ma m. in. na wejściu wszystkich państw członkowskich (z wyłączeniem Danii) do strefy euro i unii bankowej, powołaniu unijnego ministra gospodarki i finansów oraz powierzenia Parlamentowi Europejskiemu także roli parlamentu strefy euro, bez tworzenia równoległych struktur, o co apelował prezydent Macron. Warto przypomnieć, że Polska jest zobowiązana do przyjęcia euro traktatem akcesyjnym.

Stanowisko BusinessEurope na temat przyszłości Europy, oprócz odniesienia do scenariuszy, mówi o priorytetach dla biznesu. Po pierwsze, konieczność pogłębiania jednolitego rynku i niwelowania istniejących barier. Przedsiębiorcy potrzebują pewności, dlatego konieczna jest właściwa implementacja legislacji unijnej, a następnie stosowanie i egzekwowanie zasad. Po drugie, wspieranie przedsiębiorstw europejskich w globalnych relacjach handlowych. Musimy modernizować instrumenty ochrony handlu i dążyć do tworzenia wzajemnych, korzystnych ram w handlu i inwestycjach. Po trzecie, potraktowanie zmian, które zapoczątkowała 4. rewolucja przemysłowa, jako szansy – dla firm i dla pracowników. Temu służyć ma nowa unijna strategia przemysłowa oraz instrumenty finansowe.  – Cieszymy się, że wiele z tych priorytetów znalazło się w orędziu szefa KE – podkreśla Kinga Grafa.

Przesłanie Junckera miało mieć wydźwięk pozytywny, stąd być może niewiele uwagi poświęcił decyzji Wielkiej Brytanii o opuszczeniu Unii i konsekwencji Brexitu. Jest to temat ważny dla europejskich przedsiębiorców, w tym polskich, którzy chcą uniknąć tzw. twardego Brexitu, bez okresów przejściowych.

 

Źródło; Konfederacja Lewiatan

 

Pięć scenariuszy, które Komisja Europejska przedstawiła w związku z obchodzoną w tym roku 60-tą rocznicą podpisania Traktatów Rzymskich, było przyczynkiem do dyskusji i głębszej refleksji o przyszłości UE podczas ostatniego posiedzenia BusinessEurope, czyli federacji zrzeszającej europejskich przedsiębiorców i pracodawców, której członkiem jest Konfederacja Lewiatan.

Rozmawialiśmy o przyszłości Europy w kontekście potrzeb i oczekiwań biznesu. Wszyscy zgodziliśmy się co do tego, że zaproponowane w Białej Księdze scenariusze: 1 (czyli kontynuacja) i 2 (tylko jednolity rynek) są zbyt mało ambitne.

W pierwszym scenariuszu, 27 państw członkowskich, już bez Wielkiej Brytanii, realizuje obecny program reform,  wzmacnia jednolity rynek, zwiększa inwestycje w infrastrukturę cyfrową, transportową i energetyczną oraz wprowadza stopniowe zmiany funkcjonowania strefy euro. Zgodnie z drugim scenariuszem, powinniśmy skupić się na poprawie funkcjonowania jednolitego rynku, niwelując wciąż istniejące bariery – fiskalne (m. in. poprzez wyrównanie zasad opodatkowania i stawek podatkowych) i techniczne (ujednolicenie regulacji technicznych i norm, np. w zakresie jakości, bezpieczeństwa, znakowania), upraszczamy zasady uznawania kwalifikacji zawodowych oraz dążymy do liberalizacji w sektorze usług (włączając usługi sieciowe). Dla biznesu, coraz bardziej zintegrowany, otwarty i konkurencyjny rynek unijny jest priorytetem, zwłaszcza w kontekście coraz częściej występującego protekcjonizmu (np. w zakresie delegowania pracowników). Jednak w obliczu obecnych wyzwań sprawnie funkcjonujący jednolity rynek to za mało.

Dlatego scenariusz, który proponuje BusinessEurope, to połączenie scenariuszy: 4 (robimy mniej, ale efektywniej) i 5 (robimy wspólnie znacznie więcej) oraz dodanie elementów scenariusza 3 (ci, którzy chcą więcej, robią więcej), jako instrumentu, umożliwiającego osiągnięcie celu, czyli realizację kluczowych polityk, pod warunkiem zachowania zintegrowanej i spójnej Unii, z funkcjonującym bez zakłóceń jednolitym rynkiem.

Scenariusz 4 zakłada, że UE koncentruje się na skuteczniejszym działaniu w kluczowych obszarach, jak np. jednolity rynek, zwiększenie inwestycji w infrastrukturę cyfrową, transportową i energetyczną, pobudzając wzrost gospodarczy i zwiększając zatrudnienie. Według scenariusza 5, państwa członkowskie decydują się robić wspólnie znacznie więcej we wszystkich obszarach polityki, włączając obronność i bezpieczeństwo. Kwietniowe badanie Eurobarometru pokazało, że dla zdecydowanej większości Europejczyków, Unia musi odgrywać większą rolę w kwestiach polityk zagranicznej i obronnej (73 proc.), walki z terroryzmem (80 proc.) oraz ochrony środowiska (75 proc.), dlatego te obszary, jak również polityka handlowa i przemysłowa, powinny znaleźć się wśród priorytetów UE.

W obydwu scenariuszach, Komisja Europejska proponuje współdziałanie wszystkich 27 państw. Inaczej jest w przypadku scenariusza 3, który wzbudza największe kontrowersje. Scenariusz dopuszcza powstawanie „koalicji chętnych”, czyli państw członkowskich, które chcą bliższej współpracy w wybranych obszarach polityki, jak np. obronność, bezpieczeństwo wewnętrzne, opodatkowanie czy sprawy socjalne. „Młodsze” państwa członkowskie, w tym Polska, obawiają się powstania „Europy wielu prędkości”, w której rdzeń, czyli państwa strefy euro, będą się ściśle integrować wokół wspólnej waluty, a reszta pozostanie w tyle. Wybór Emmanuela Macron na prezydenta Francji podgrzał te obawy. Macron opowiada się za osobnym parlamentem i budżetem dla strefy euro.

 

Komentarz Kingi Grafy, dyrektorki biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli

Polska marka samochodu osobowego to póki co pieśń przyszłości. Tu i teraz bezsprzecznie rządzą producenci podzespołów oraz pojazdów innych niż osobowe, którzy działają w niszach, umieją sprzedawać za granicą i sprawnie włączają się w międzynarodowe łańcuchy wartości sektora automotive. Przez co najmniej 5 lat to się nie zmieni – wskazują autorzy 2. edycji zestawienia TOP30 polskich firm motoryzacyjnych: Bank Zachodni WBK, Bisnode i Polska Izba Motoryzacji. Sprawozdania pokazują, że biznes tych firm pędzi szybko: średni wzrost rocznych przychodów podmiotów z TOP30 sięgnął 14%.

Na najnowszej liście TOP30, czyli 30-stu firm motoryzacyjnych z większościowym polskim kapitałem o największych przychodach, aż 21 miejsc zajmują firmy wytwarzające części i podzespoły. 3 podmioty z tej grupy to producenci akumulatorów. Drugi silnik wzrostu polskiego automotive to producenci pojazdów innych niż samochody osobowe i dostawcze. Wśród nich są: 2 firmy produkujące autobusy, 4 firmy produkujące naczepy, przyczepy i zabudowy do samochodów oraz 3 firmy produkujące pojazdy specjalne.

Najwięcej firm z zestawienia TOP30 zlokalizowanych jest na terenie województwa śląskiego (8), w wielkopolskim (6), podkarpackim (5) oraz mazowieckim (4). Dwie firmy działają na Dolnym Śląsku, a po jednej w województwach łódzkim, podlaskim, małopolskim, kujawsko-pomorskim i świętokrzyskim. Zaskakuje wysoka pozycja województwa podkarpackiego. Dla porównania w przypadku firm z kapitałem zagranicznym zdecydowanie dominują 2 województwa śląskie (11 na 30) i dolnośląskie (8 na 30).

  1. edycja TOP30 – focus na szczegóły

W porównaniu do pierwszego zestawienia, opublikowanego rok temu, w nowym TOP30 zaszło sporo zmian. – Co prawda skład ścisłej czołówki pozostał niezmieniony (Grupa Boryszew, Solaris Bus&Coach, Wielton i Sanok Rubber Company), ale dalej jest ciekawie, bo pojawiło się aż 5 nowych podmiotów – mówi Wojciech Żuk, dyrektor kredytowy ds. sektora motoryzacyjnego w Banku Zachodnim WBK. BOCAR, producent samochodów pożarniczych na różnych typach podwozi renomowanych marek wszedł do zestawienia dzięki dużemu wzrostowi sprzedaży (aż o 47% r/r). Cztery pozostałe firmy pojawiły się dzięki informacjom i współpracy z Polską Grupą Motoryzacyjną. Są to podmioty sklasyfikowane poza PKD29 a tym samym trudne do zidentyfikowania, ponieważ produkują nie tylko na potrzeby automotive, ale również innych branż. Tylko dzięki wiedzy organizacji branżowych takich jak PIM czy PGM możliwe było ustalenie że większość produkcji tych firm jest kierowana do sektora motoryzacyjnego i włączenie tych firm do zestawienia. Są to podmioty sklasyfikowane poza PKD29 czyli teoretycznie poza motoryzacją. Jednak ponieważ ich produkcja jest w dużej mierze „zasysana” przez branżę automotive, autorzy raportu włączyli je do zestawienia. Te firmy to: Bury (systemy telekomunikacyjne, nawigacyjne i sterujące do samochodów, np. urządzenia głośnomówiące, ładowanie i systemy uchwytów, nawigacja, piloty radiowe, anteny, wzmacniacze, mikrofony), Kuźnia Polska (odkuwki do samochodów osobowych i ciężarowych), SPLAST (detale techniczne z tworzyw konstrukcyjnych) oraz Geyer & Hosaja (dywaniki gumowe i opony do samochodów ciężarowych, autobusów, naczep i przyczep). – Debiutanci na liście TOP30 i cała 2. edycja tego zestawienia, pokazują, że polski sektor automotive jest jeszcze bardziej zaawansowany i różnorodny a jego specjalizacja jest jeszcze mocniejsza niż wydaje się na pierwszy rzut oka  – podkreśla Wojciech Żuk.

Części i podzespoły górą jeszcze długo

Co więcej, autorzy rankingu TOP30 podkreślają, że pomimo pojawiających się w przestrzeni publicznej nowatorskich wizji rozwoju polskiej motoryzacji, w kolejnych latach nie zmienią się ani jej specjalizacja ani źródło wzrostu, czyli eksport. Dlaczego? Zbudowanie silnej marki samochodowej jest możliwe, ale wymaga czasu i ogromnych inwestycji nie tylko w opracowanie samochodu i zbudowanie od podstaw nowoczesnej fabryki ale także w stworzenie sieci dilerskiej oraz serwisowej zarówno w Polsce jak i w całej Europie. W pierwszym etapie będzie więc mieć znaczenie głównie wizerunkowe. W sferze realnego biznesu i przychodów polską branżę tworzą i co najmniej przez następne 5 lat będą tworzyć przede wszystkim części, podzespoły, akcesoria, elementy wyposażenia czy specjalistyczne pojazdy i rozwiązania wysyłane na eksport. Ta specjalizacja może się nawet ugruntować. Po pierwsze dlatego, że nasi producenci bardzo sprawnie z roku na rok rozwijają sprzedaż zagraniczną a po drugie dlatego, że nowe szanse może stworzyć rynek wewnętrzny. – W większości branż rynek wewnętrzny jest wstępem do ekspansji zagranicznej. W sektorze motoryzacyjnym możliwa jest tendencja odwrotna. Za sprawą nowych inwestycji zagranicznych koncernów w Polsce, które zostały przyciągnięte w ostatnim czasie i miejmy nadzieję, że będzie jeszcze więcej, polskie firmy już dostarczające za granicę komponenty zyskają szansę rozwoju na rynku wewnętrznym – mówi Roman Kantorski, Prezes PIM. Dodaje on, że jeśli Polska ma zbudować własne auto osobowe, to tylko i wyłącznie dzięki mistrzowskiej produkcji części i podzespołów.

Polski biznes motoryzacyjny ma się świetnie

Łączne przychody firm uwzględnionych w drugiej edycji listy TOP30 polskiego automotive wyniosły 9,6 mld zł. To suma niższa niż przychody największych firm z kapitałem zagranicznym operujących w Polsce, takich jak FCA Poland S.A. (14,3 mld zł w 2016 r.) i Volkswagen Poznań Sp. z o.o. (9,8 mld zł w 2015 r.), ale warto zwrócić uwagi na niemałe dynamiki. Średni wzrost przychodów dla producentów części i podzespołów wyniósł +9%; dla producentów akumulatorów +20%. Przychody firm produkujących naczepy, przyczepy i zabudowy do samochodów wzrosły średnio o 16%. Najmniej urosły przychody producentów autobusów (średnio o 4%), przy czym rosły przychody lidera Solaris Bus&Coach, podczas gdy drugi producent z listy zanotował spadek sprzedaży. – Największe wrażenie robią wyniki producentów pojazdów specjalnych. Przychody tych trzech firm z naszego zestawienia, w ujęciu łącznym, podwoiły się – mówi Wojciech Żuk.

Z kolei z analizy wywiadowni gospodarczej Bisnode, która opracowała dane do zestawienia TOP30, wynika, że blisko 70 proc. firm z branży produkcji autobusów, jak również części i akcesoriów jest w bardzo dobrej i dobrej kondycji finansowej, z czego 55,4 proc. w bardzo dobrej. W równie dobrej sytuacji znajdują się producenci przyczep i naczep. Wśród tych blisko 65 proc. jest w bardzo dobrej i dobrej kondycji finansowej. – Na tle innych branż, to świetny wynik. To także dowód, że cała branża motoryzacyjna umacnia swoją pozycję w polskiej gospodarce – mówi Tomasz Starzyk z Bisnode.

Wyższy bieg dzięki innowacjom

Według eksperta Bisnode ogromny potencjał tkwi w innowacjach. To one napędzają polski przemysł automotive. Ultralekkie pojazdy, układy napędowe, innowacyjne komponenty i systemy do zastosowania w pojazdach, także technologie produkcji, regeneracji, odzysku i recyklingu to tylko niektóre obszary, w których prowadzone są badania nad rozwojem i udoskonaleniem produkcji. Z Tomaszem Starzykiem zgadzają się Wojciech Żuk i Roman Kantorski. – Widoczne jest również duże zainteresowanie programami badawczo-rozwojowymi, jak np. INNOMOTO (sektorowy program badań naukowych i prac rozwojowych), którego celem jest wsparcie rozwoju innowacji w branży motoryzacyjnej. Polska, jako kluczowy eksporter wyrobów przemysłu motoryzacyjnego na równi z działalnością produkcyjną powinna być inicjatorem rozwiązań z zakresu B+R i skutecznie je wdrażać. To szansa dla polskich dostawców części i komponentów. Ważne jest abyśmy wszyscy: firmy, ośrodki badawczo-rozwojowe oraz administracja państwowa obrali kierunek na innowacje, ponieważ drugiej takiej szansy możemy nie mieć – mówi Roman Kantorski.

 

Źródło:Bank Zachodni WBK

Od ostatniego komentarza sytuacja na parkietach wiele się nie zmieniła. Nastroje wciąż można uznać za bardzo dobre, nawet wyraźnie w czerwcu słabszy technologiczny Nasdaq przełamał słabość i wzniósł się na nowe historyczne maksima. Utrzymuje się jednak dość zauważalne zróżnicowanie, gdyż opisana wcześniej „pełzająca letnia hossa” tyczy się głównie parkietów azjatyckich, amerykańskich oraz szeroko pojętego spektrum rynków wschodzących. Europa pozostaje w wyraźnym tyle, na co pewien wpływ może mieć silniejsze euro ograniczające konkurencyjność spółek ze Starego Kontynentu. Wydaje się jednak, że to zaledwie część historii. Z ostatniego odczytu indeksu Ifo wynika bowiem dość wyraźnie, że nastroje w nastawionym na eksport niemieckim biznesie są wyśmienite i silniejsza waluta wspólnotowa pozostaje tutaj bez większego wpływu. Ekonomista instytutu określił klimat wśród przedsiębiorców jako „euforyczny”, co przy podejściu kontrariańskim może budzić pewien niepokój i to z dwóch powodów. Po pierwsze, jeżeli koniunktura gospodarcza jest wyśmienita, podobnie jak klimat inwestycyjny, to dlaczego europejskie parkiety są słabe? Po drugie, gdzie się podziały te wszystkie zagrożenia, których lista jeszcze niedawno była całkiem długa. Przypomnę, że obawiano się Brexitu, protekcjonizmu Trumpa, ale wspominano też o potencjalnych zagrożeniach płynących z Chin. Aktualnie ta lista wydaje się pusta, a opublikowana półtora tygodnia temu seria dobrych danych z Państwa Środka stała się zarzewiem wzrostu cen surowców, szczególnie metali przemysłowych. Co interesujące, procykliczny sektor bankowy radzi sobie lepiej od głównych europejskich indeksów, choć pozostaje poniżej maksimów z początku maja. Być może inwestorzy wciąż muszą zmierzyć się z wówczas wygenerowanym optymizmem po zwycięstwie Emanuela Macrona, który z perspektywy czasu okazał się zbyt duży i musi zostać przetrawiony. Szkoda tylko, że w ten sposób marnowany jest czas dobrej letniej koniunktury, co nie pozostaje bez wpływu na GPW. Nasz rynek wydaje się znajdować w niejednoznacznym położeniu, gdzie dobre zachowanie rynków wschodzących działa na korzyść parkietu przy Książęcej, ale słabość Eurolandu pozostaje doraźnym hamulcowym. Nie można też zapominać o obserwowanym ostatnio wzroście ryzyka politycznego, które ponownie ujawniło się po kilkumiesięcznej przerwie. Prawdopodobieństwo pewnych sankcji wobec Polski pozostaje co prawda znikome, ale musi być brane pod uwagę, podobnie jak amerykańskie bony skarbowe wyceniają już możliwość technicznego bankructwa w związku z potrzebą podniesienia limitu zadłużenia tej jesieni.

Źródło: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Wakacyjny przedsiębiorca nie może narzekać na brak klientów –  prawie ¾ Polaków spędza urlop na bałtyckiej plaży. Wypożyczalnie leżaków, parawanów i sprzętu wodnego, przechowalnie ubrań, transport rikszą na plażę, ale przede wszystkim punkty gastronomiczne, czyli sprzedaż napojów, słodyczy, przekąsek i fast foodów – to najczęściej wybierane i najbardziej rentowne pomysły biznesowe na wakacje. Jak założyć firmę na jeden sezon lub zdobyć zezwolenie na handel na plaży? Dlaczego warto zabezpieczyć się na wypadek kradzieży oraz na co powinien uważać właściciel sezonowej restauracji?

Rozkręcanie sezonowego interesu nie musi być trudne i nieopłacalne. Przedsiębiorca powinien jednak przestrzegać kilku ważnych zasad. Bez zezwolenia na np. sprzedaż alkoholu, czy handel na plaży mogą nam grozić wysokie sankcje. Za handel na ulicy bez zezwolenia zapłacimy 10-krotność stawki wynajmu do czasu zalegalizowania działalności. Jeżeli zdecydujemy się na branżę gastronomiczną warto również pamiętać, że wszelki obrót produktami spożywczymi podlega restrykcyjnym przepisom sanitarnym. Dobrze przygotowany plan z pewnością zapewni przedsiębiorcy sprawny start i szybszy zysk. Biznes sezonowy jest bardzo opłacalny. Z wyliczeń Gazety Prawnej wynika, że posiadając własną budkę z lodami, czy hot-dogami można osiągnąć miesięczny utarg wynoszący od 16-18 tys. zł, przy niewielkiej inwestycji środków.

Zakładamy działalność

Sprzedając lody lub napoje nad morzem musimy być legalnie działającym przedsiębiorcą. Założenie jednoosobowej działalności gospodarczej nie jest trudne ani czasochłonne – można to zrobić przez Internet, wchodząc na stronę www.ceidg.gov.pl i wypełniając wniosek CEIDG-1 lub osobiście w urzędzie gminy. Sezonowy przedsiębiorca ma takie same obowiązki jak każdy inny. Wymagane jest odprowadzanie podatku dochodowego oraz złożenie deklaracji PIT. Do wyboru są cztery formy opodatkowania: na zasadach ogólnych (18 proc. i 32 proc.), podatek liniowy (19 proc.), karta podatkowa i ryczałt ewidencjonowany. Należy również zadbać o zgodę sanitarną, ponieważ w przypadku inspekcji możemy zapłacić naprawdę wysoką grzywnę, lub pożegnać się z naszym biznesem. W ciągu 14 dni od zarejestrowania i rozpoczęcia działalności mamy obowiązek zawiadomienia powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej. A co z kasą fiskalną? Obowiązek jej posiadania mają ci przedsiębiorcy, których obrót przekracza 20 tysięcy złotych w ciągu roku. Warto również zastanowić się co zrobić z działalnością gospodarczą, gdy sezon letni się skończy, a biznes przestanie się opłacać. W takiej sytuacji najlepszym wyjściem jest zawieszenie działalności, dzięki czemu nie będziemy musieli opłacać składek ZUS, ani składać deklaracji VAT. Dodatkowo, zawieszoną działalność można wznowić w dowolnym momencie. Pamiętajmy jednak, że przywilej ten należy się jedynie przedsiębiorcom, którzy nie zatrudniali pracowników lub zatrudniali ich na umowę o pracę na czas określony lub umowę zlecenie.

Nie każdy pohandluje na bałtyckiej plaży

Podstawą sukcesu biznesu sezonowego jest przede wszystkim dobra lokalizacja, przy czym należy pamiętać, że nie we wszystkich miejscach można handlować. Czasem wymagane jest odpowiednie zezwolenie (np. urzędu miasta czy instytucji, która zarządza plażą czy np. galerią handlową) oraz uiszczenie stosownych opłat. Ich wysokość różni się w poszczególnych miastach i może wynosić od kilkudziesięciu do nawet kilku tysięcy zł miesięcznie. Chcąc sprzedawać przekąski na bałtyckiej plaży zainteresowani muszą wygrać specjalny konkurs lub przetarg, który odbywa się jeszcze przed sezonem. Zasady wykorzystania plaży reguluje ustawa o obszarach morskich RP i administracji morskiej. To właśnie Urząd Morski podejmuje decyzję w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej na tym obszarze. Następnie Urzędy Morskie porozumiewają się z gminami, które przedstawiają projekty, jak również rozpisują przetargi na dzierżawę punktów handlowych na plaży i przy promenadach. Jeśli chcemy otworzyć działalność na jeden lub dwa sezony musimy przystąpić do konkursu, natomiast jeśli chcemy prowadzić działalność dłużej niż 3 lata, musimy wygrać przetarg na dzierżawę. Informację na temat terminów przetargów w konkretnych gminach nadmorskich można uzyskać w Urzędzie Gminy lub Miasta. W Trójmieście, o tym gdzie i czym można handlować decydują przetargi i konkursy organizowane przez Miejskie Ośrodki Sportu i Rekreacji administrujące plażami. Urząd Morski wyznacza punkty gastronomiczne z możliwością sprzedaży alkoholu oraz punkty handlowe, gdzie sprzedaż alkoholu jest zakazana.

Bez ubezpieczenia ani rusz

Oprócz biznesu plażowego, wiele osób decyduje się na założenie baru, czy restauracji. Nie potrzeba lokalu o dużej powierzchni, dzięki czemu możemy oszczędzić na wynajmie. Jednakże taki biznes wiąże się ze sporym ryzykiem, dlatego każdy przedsiębiorca, niezależnie od formy prowadzonego biznesu powinien pomyśleć o ubezpieczeniu. Oszczędzanie na ubezpieczeniu w prowadzeniu firmy jest myśleniem krótkowzrocznym. W przypadku np. nieubezpieczonej restauracji, pożar może być przyczyną jej bankructwa. Jednak faktem jest, że każda branża ma swoją specyfikę. Dlatego polisa powinna być dostosowana do indywidualnych potrzeb przedsiębiorcy. – Ubezpieczenie mienia od szkód będących wynikiem kradzieży z włamaniem jest niezbędne, jeśli prowadzimy działalność, gdzie w sprzedawanych towarach mamy ulokowaną dużą część kapitału. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku specjalistycznych, drogich maszyn i urządzeń, sprzętu sportowego, czy gastronomicznego, których kradzież lub zniszczenie mogą spowodować przerwę w prowadzeniu działalności – mówi Marta Mazaraki, Zastępca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Majątkowych w Gothaer TU S.A. Polisa chroni całe mienie przedsiębiorcy, czyli majątek trwały i obrotowy firmy: budynki, budowle, lokale, wszystkie maszyny, urządzenia i wyposażenie oraz środki obrotowe. – Przedsiębiorca, który potrzebuje dodatkowej ochrony może rozszerzyć swoją polisę na wypadek stłuczenia szyb, uszkodzenia mienia własnego w transporcie krajowym (o ile będzie mu to potrzebne), czy ubezpieczenia NNW pracowników, których zatrudnia – dodaje Marta Mazaraki.

Pamiętajmy o OC

Coraz częściej do polisy ubezpieczenia majątku włączana jest odpowiedzialność cywilna związana z prowadzoną działalnością. Klienci są coraz bardziej świadomi swoich praw i domagają się odszkodowań, na które większość przedsiębiorców nie może sobie pozwolić – szczególnie tych inwestujących sezonowo. Należy pamiętać, że w świetle obowiązujących przepisów to restaurator odpowiada za szkody, których goście doznają z jego winy podczas pobytu w lokalu. Jeśli więc nie posiada on polisy OC, wszelkie sytuacje, które zaistniały, począwszy od zniszczenia odzieży gościa, a skończywszy na zatruciu pokarmowym, stanowią dla poszkodowanego podstawę do ubiegania się o odszkodowanie. Sprawa jest o wiele prostsza, gdy lokal posiada OC z tytułu prowadzenia działalności gastronomicznej. Wtedy to ubezpieczyciel odpowiada za wypłatę odszkodowania za wyrządzoną z winy lokalu szkodę. Często możemy też liczyć na wsparcie prawne ze strony ubezpieczyciela. Tak wygląda to np. w Gothaer. Ubezpieczeni w ramach oferty GoBiznes przedsiębiorcy mają do dyspozycji telefoniczną asystę prawną. Na co jeszcze zwrócić uwagę podpisując umowę z towarzystwem ubezpieczeniowym?

Przede wszystkim na sumę gwarancyjną, czyli kwotę do wysokości której towarzystwo ubezpieczeniowe jest odpowiedzialne za szkody. Ustalając ją, trzeba pamiętać o tym, że kwoty odszkodowań przyznawanych przez sądy w Polsce są coraz wyższe i 100 000 zł, która była wystarczająca kilka lat temu, teraz może być zdecydowanie za niska. Na pewno kalkulacja będzie inna w przypadku restauracji, która dziennie przyjmuje średnio 300 gości, a małej kawiarni, która posiada trzy stoliki. Druga kwestia to wykupienie odpowiedniego zakresu ubezpieczenia, tak by być najlepiej i najpełniej zabezpieczonym A przed zawarciem umowy ubezpieczenia należy zawsze zapoznać się szczegółowo z ogólnymi warunkami ubezpieczenia, które określają m.in. prawa i obowiązki stron, zakres ubezpieczenia oraz wyłączenia odpowiedzialności. – radzi Marta Mazaraki z Gothaer.

Dodatek

5 kroków do zezwolenia na handel na plaży w Trójmieście:

  1. Najpierw należy przystąpić do konkursu lub przetargu organizowanego przez Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji (MOSiR).
  2. Następnie powinniśmy podpisać umowę określająca charakter działalności z MOSiR.
  3. Wystąpić o zgodę na rozpoczęcie działalności handlowej na terenie plaży do Urzędu Morskiego.
  4. Wystąpić o zgodę do Urzędu Wojewódzkiego na ustawienie obiektu tymczasowego.
  5. Na koniec potrzebna jest akceptacja wizualizacji obiektu od MOSiR Może warto sprawdzić możliwości w odpowiednim Urzędzie Gminy lub Miasta? Jeśli w tym sezonie jest już za późno (na zdobycie odpowiedniej zgody) zawsze zostaje nam następny sezon lub… inna forma handlu niż ten plażowy! Warto pamiętać, że mandat za nielegalny handel na plaży może wynieść nawet 500 zł a grzywna nawet kilka tysięcy.

Źródło: Grupa Gothaer

Z jednej strony trudno ostatnio o stabilne stanowisko rządzących. Z drugiej stabilny i – mimo wprowadzenia podatku bankowego – nadal rentowny jest sektor bankowy, o czym ostatnio poinformował NPB. Stabilna jest też sytuacja najliczniejszej grupy przedsiębiorców, gdyż, jak wynika z danych REGON, czerwiec to kolejny miesiąc, w którym grono jednoosobowych działalności gospodarczych ponownie się powiększyło.

Mimo początku wakacji chętnych do pracy nie ubywa. Na rynku działa najwięcej jednoosobowych działalności gospodarczych od października 2015 r. – wynika z rejestru REGON. Ich ogólna liczba od lutego br. sukcesywnie szybuje w górę. Na koniec czerwca wyniosła ona 2,983 mln, co oznacza, że w pół roku stan rejestru zwiększył się aż o 24 tys. firm. To najlepszy wynik, biorąc pod uwagę pierwsze półrocze 2017, 2016 i 2015 roku.

Co miesiąc rejestruje się średnio 25,2 tys. nowych firm

Pierwsze 6 miesięcy br. należy do wyjątkowo udanych również pod względem uśrednionych danych z rejestru REGON. Jak szacuje Tax Care, w okresie od stycznia do czerwca 2017 r. co miesiąc rejestrowało się średnio 25,2 tys. nowych jednoosobowych firm. To o 1,1 tys. więcej w porównaniu do pierwszego półrocza zeszłego roku, kiedy to na rynku comiesięcznie przybywało średnio 24,1 tys. nowych mikroprzedsiębiorców. Pierwsza połowa tego roku wypadła też lepiej niż analogiczny okres 2015 r.

Wysoki uśredniony wynik nowo zarejestrowanych jednoosobowych firm to zasługa tego, że na przestrzeni jedynie czterech miesięcy padły dwa rekordy. Patrząc przez pryzmat ostatnich 3,5 lat, licząc od początku stycznia 2014 r. do czerwca br., miesięczna liczba nowo zarejestrowanych przedsiębiorców tylko trzy razy przekroczyła 27 tys. Pierwszy raz ta granica pękła w czerwcu 2014 r., natomiast drugi i trzeci miały miejsce w pierwszym półroczu br., tj. w marcu i w czerwcu. Na koniec czerwca w REGON było zarejestrowanych 27,5 tys. nowych firm. To 917 wpisów na dzień.

Przedsiębiorcy nie rezygnują z biznesu

Czerwiec to też trzeci miesiąc z rzędu, w którym utrzymała się niska liczba przedsiębiorców zamykających swój biznes. Pod koniec czerwca odnotowano 19,1 tys. wyrejestrowanych działalności gospodarczych – dokładnie tyle samo co miesiąc wcześniej i o tysiąc mniej niż w marcu br. W ciągu pół roku, tj. od stycznia do czerwca br., w sumie wyrejestrowało się 135,8 tys. firm. Porównując ten okres z analogicznym okresem w 2016 r. i 2015 r., działalność zamknęło odpowiednio o 16,4 tys. i o niespełna tysiąc mniej.

 

Źródło: Tax Care

Jacek Pogonowski, prezes Konsalnet Holding S.A. otrzymał tytuł CEO roku w konkursie Diamenty Private Equity 2017, organizowanym przez Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych i Executive Club.

W szóstej edycji konkursu Diamenty Private Equity nominowanych zostało ponad 40 liderów PE i innych branż w jedenastu kategoriach. Nagrody trafiły do osób i przedsiębiorstw, które przyczyniły się do wzrostu wartości polskich firm, wyróżniają się wysokim poziomem merytorycznym i cechuje je wyższa od przeciętnej efektywność ekonomiczna i innowacyjność. Przewodniczącym kapituły konkursu jest Barbara Nowakowska, dyrektor zarządzająca Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych (PSIK).

Executive Club jeden z organizatorów i pomysłodawca konkursu to elitarna organizacja zrzeszająca wyłącznie top management, najbardziej prestiżowe forum kadry menedżerskiej, którego celem jest integracja oraz wymiana doświadczeń przedstawicieli świata biznesu. Jako jedna z pierwszych tego typu organizacji w Polsce, Executive Club łączy ludzi związanych z rozmaitymi sektorami gospodarki. Executive Club jest organizatorem konferencji „Investment Forum & Private Equity Awards Gala”, w której biorą udział prezesi i przedstawiciele największych firm z sektora PE, polscy przedsiębiorcy, a także szerokie grono autorytetów związanych z biznesem.

 

Więcej na temat firmy Konsalnet: www.konsalnet.pl

Sektor nowoczesnych usług dla biznesu kolejny rok notuje wzrost, jakiego inne gałęzie polskiej gospodarki mogą mu tylko pozazdrościć. Motorem napędowym branży są inwestycje zagraniczne, realizowane w naszym kraju głównie przez firmy z USA.

W ciągu 12 miesięcy, od kwietnia 2016 roku w naszym kraju otwarte zostały 92 centra usług. Wśród nowych placówek zdecydowanie najwięcej jest inwestycji z USA. Amerykanie otworzyli w tym czasie 21 centrów, a firmy polskie zajmujące pod tym względem drugą pozycję stworzyły 16 placówek. Jak czytamy w najnowszym raporcie ABSL, w analizowanym okresie widoczny był także napływ inwestycji z Wielkiej Brytanii (8 centrów), Niemiec i Szwecji (po 7 nowych centrów) i Szwajcarii (5). Swoją obecność w sektorze umocnili również inwestorzy z Ukrainy i państw azjatyckich, wymieniają autorzy raportu.

Wśród placówek zagranicznych dominują centra amerykańskie

Amerykanie zajmują wiodącą pozycję pod względem liczebności placówek zagranicznych w naszym kraju. Wśród 748 centrów prowadzonych przez inwestorów z zagranicy 237 należy do firm amerykańskich. Więcej jest tylko centrów polskich (330), a na trzeciej pozycji w strukturze centrów pod względem pochodzenia inwestycji plasuje się grupa podmiotów, których firmy macierzyste mają siedziby w krajach nordyckich (109).

– W sektorze nowoczesnych usług dla biznesu dane wskazują wciąż, że największy odsetek nowych centrów operacyjnych otwierają firmy zza Atlantyku, warto jednak podkreślić fakt, że to inwestorzy europejscy, w tym głównie z Niemiec i krajów skandynawskich wyraźnie zwiększyli swoją aktywność i są stałym gościem w Centrach Obsługi Inwestora w polskich miastach – wyjaśnia Wiktor Doktór, prezes fundacji Pro Progressio, zajmującej się rozwojem i promocją branży outsourcingowej w Polsce. – Należy się spodziewać, że to właśnie Europa, a nie USA w kolejnych latach będą kluczowym graczem na rynku BPO, SSC, GBC czy CoE. W obszarze ITO możemy się spodziewać rosnącej roli inwestorów z Ukrainy – przewiduje Wiktor Doktór.

Jeśli idzie o zatrudnienie, także najwyższy udział mają obecnie centra z USA, w których pracuje co trzecia osoba zatrudniona w branży w naszym kraju. Firmy polskie odpowiadają za jedną piątą zatrudnienia w sektorze, a centra z krajów nordyckich za 10 proc.

Amerykanie zatrudniają w Warszawie co drugą osobę pracującą w sektorze

Jak zauważają specjaliści Walter Herz, centra amerykańskie największy wkład w zatrudnienie mają w Warszawie. Pracuje w nich niemal połowa osób zatrudnionych w sektorze usług dla biznesu w aglomeracji. Eksperci zaznaczają, że firmy z USA są głównym pracodawcą w segmencie BPO/SSC w pięciu z siedmiu głównych ośrodków usług biznesowych w Polsce. Poza Warszawą, także w Krakowie, Trójmieście, Poznaniu i we Wrocławiu. Jedynie w Aglomeracji Katowickiej i w Łodzi na pierwsze miejsce przebijają się firmy rodzime.

Według ostatnich danych ABSL, firmy zagraniczne prowadzą w naszym kraju łącznie prawie 70 proc. wszystkich jednostek BPO/SSC, które skupiają ponad 80 proc. ogółu pracowników sektorowych.

Doradcy Walter Herz zwracają uwagę na średni wzrost zatrudnienia w zagranicznych centrach BPO/SSC, który sięga w Polsce aż 19 proc. rocznie. Jak informują specjaliści, w okresie od I kw. 2016 do I kw. 2017 roku firmy z zagranicy stworzyły trzy na cztery nowe miejsca pracy w sektorze. Podają, że w zagranicznych centrach w całym kraju pracuje niemal 200 tys. osób, a w placówkach prowadzonych przez polskie firmy niespełna 50 tys. Eksperci przytaczają szacunkowe dane, które wskazują na 220 tys. osób, które mają być zatrudnione w centrach zagranicznych w Polsce w 2018 roku.

24 tys. nowych miejsc pracy wygenerowanych przez inwestorów zagranicznych 

W działających u nas centrach usługi świadczone są głównie na rzecz Niemiec, Wielkiej Brytanii i USA. Poza tym, także dla klientów z Francji, Polski, Szwajcarii i Holandii. Połowa z firm sektorowych ma zasięg globalny i pracuje na rzecz podmiotów z wielu części świata.

Obecnie w naszym kraju prowadzi centra 524 firmy z zagranicy, wśród nich jest 80 inwestorów z listy Fortune Global 500 (2016), którzy generują ponad jedną czwartą zatrudnienia w sektorze.

Bilans 12 miesięcy analizowanych przez ABSL to 76 nowych centrów usług dla biznesu otwartych w Polsce przez zagraniczne firmy i 24 tys. stworzonych miejsc pracy. Podczas, gdy polskie firmy zainicjowały 16 nowych centrów, w których zatrudnienie znalazło 8 tys. osób.

Największe centra zatrudniają ponad 4 tys. osób

Eksperci Walter Herz wskazują, że liczne firmy, które prowadzą działalność w Polsce decydują się na dalszą ekspansję, otwierając placówki w kolejnych miastach, dzięki czemu powstało kilkanaście nowych centrów. W tej grupie inwestorów wymieniają firmy Credit Suisse, GFT i Luxoft, które otworzyły centra w Warszawie, arvato Polska i Groupon, które postawiły na Katowice, nową jednostkę Transcom WorldWide w Białymstoku, placówkę Diebold Nixdorf w Szczecinie, czy centra Atos, JCommerce i PwC w Opolu.

Do firm, które zainwestowały w polski sektor BPO/SSC najwięcej należą IBM, Capgemini, Credit Suisse, Atos, Nokia i Citibank. Każda z nich zatrudnia ponad 4 tys. osób. Wśród polskich liderów branży specjaliści Walter Herz wyliczają m.in. Comarch, Asseco i Grupa OEX.

Przewaga konkurencyjna Polski w regionie

Z danych zawartych w analizie ABSL jasno wynika, że to głównie dzięki inwestycjom zagranicznym sektor nowoczesnych usług dla biznesu wyrasta w Polsce na jedną z najsilniejszych dyscyplin gospodarczych. Atutem naszego kraju jest bardzo korzystny alians dostępnych zasobów kadrowych, optymalnych kosztów i umiarkowanego ryzyka związanego z prowadzeniem działalności w naszym regionie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że Polska oferuje możliwość realizacji inwestycji w wielu aglomeracjach miejskich, które dysponują odpowiednim zapleczem.

Poza tym, inwestorzy mogą liczyć u nas na szeroki wachlarz instrumentów wsparcia sektora. Firmy mogą skorzystać z bezpośrednich dotacji budżetowych na nową inwestycję i/lub utworzenie nowych miejsc pracy, ulg podatkowych w Specjalnych Strefach Ekonomicznych, w tym zwolnienia z podatku CIT, dofinansowania w ramach wsparcia inwestycji w infrastrukturę B+R przedsiębiorstw, a także ulgi podatkowej na działalność B+R i zwolnienia z podatku od nieruchomości, wymieniają specjaliści Walter Herz.

 

Autor: Walter Herz

Kradzieże towarów zdarzają się w prawie każdym sklepie. Niezależnie od rodzaju asortymentu: butik, sklep spożywczy czy  drogerie, każdy z nich w równym stopniu narażony jest na nieuczciwe działania ze strony  klientów. W sytuacjach kradzieży trzeba reagować szybko. Jeśli złodziej opuści sklep, na odzyskanie towaru jest małe prawdopodobieństwo. Profesjonalne agencje ochrony np. Konsalnet, znają metody działań złodziei i potrafią bardzo dobrze ze zabezpieczyć obiekt handlowy.

Placówki handlowe także nocą narażone są na kradzieże. Niezależnie gdzie się znajdują, czy w galerii handlowej, czy są oddalone od siedzib ludzkich, trzeba zapewnić bezpieczeństwo po zamknięciu. Firma ochroniarska Konsalnet działa w branży security nieprzerwanie od 1994 roku. Wieloletnie, bogate doświadczenie oraz najwyższe standardy obsługi pozwalają zapewnić zarówno zabezpieczenie przed kradzieżami ze strony klientów, jak i kradzieżami pracowniczymi, rozbojami i innymi incydentami, które mogą wydarzyć się w obiektach handlowych zarówno w dzień jak i w nocy. Zespół ochrony Konsalnet złożony jest z osób o najwyższych kompetencjach – pracownicy wykonujący służbę przechodzą dodatkowe szkolenia związane ze specyfika pracy w sklepach – od szkoleń dotyczących nowych technik kradzieży, po szkolenia z zakresu pomocy przedmedycznej czy obsługi Klienta.

Każdy obiekt handlowy ponosi straty: towar uległ zniszczeniu albo właśnie wpadł w ręce złodziei. Żeby prowadzony biznes miał sens, a straty z kradzieży nie były dotkliwe,  ważne jest zapewnienie ochrony. Dzięki odpowiedniej firmie ochroniarskiej możemy spać spokojnie.

Ochrona obiektów handlowych to jedna ze specjalności Grupy Konsalnet. Jako największa firma ochroniarska w Polsce, zapewnia bezpieczeństwo powierzchniom handlowym na terenie całego kraju m. in. galeriom handlowym, super- i hipermarketom, księgarniom, drogeriom, sklepom odzieżowym i przemysłowym, sklepom spożywczym i mniejszym placówkom.

Wybór kontrahenta to niezbędny element prowadzenia działalności gospodarczej. Ta kwestia jest szczególnie ważna, gdy stawiamy pierwsze kroki w biznesie i zależy nam na zdobyciu dobrej opinii. Jeżeli okaże się, że przedsiębiorca, z którym zaczęliśmy robić interesy, jest np. niewypłacalny lub nie działa legalnie, taka współpraca może rzutować nie tylko na dochody naszej firmy, ale także na budowaną reputację. Ekspert Tax Care podpowiada, jak sprawdzić kontrahenta, by nie stracić na takiej kooperacji.

Nawet jeżeli dobrze znamy środowisko biznesowe, w którym działamy, i nie dotarły do nas jakiekolwiek negatywne komentarze na temat danego przedsiębiorcy, zawsze warto sprawdzić wiarygodność firmy, z którą chcemy podpisać umowę. W tym zadaniu mogą nam pomóc specjalnie powołane do tego celu instytucje, ale pierwszy etap analizy warto wykonać samodzielnie.

1. Internet – przydane źródło

Praktycznie nieograniczony dostęp w korzystaniu z sieci powoduje, że z rezerwą powinniśmy podchodzić do informacji i komentarzy zamieszczanych w Internecie. Nie mniej jednak od nich powinniśmy zacząć weryfikowanie wiarygodności przyszłego kontrahenta. – Sprawdźmy, czy w sieci znajdziemy opinie na temat przedsiębiorstwa, z którym chcemy nawiązać współpracę. Naszą uwagę zwróćmy przede wszystkim na portale branżowe. Pamiętajmy jednak, że w ocenie potencjalnego „partnera” nie powinniśmy kierować się wyłącznie liczbą komentarzy na jego temat, bo im bardziej niszowa branża, tym mniej działających w niej podmiotów. Bądźmy świadomi, że nie wszystkie opinie zostawiane w Internecie są rzetelne. Za znaczną część negatywnych wpisów na temat firmy, może być odpowiedzialna np. konkurencja. Bądźmy także czujni, jeżeli zauważymy, że w krótkim czasie w sieci zaczynają się pojawiać wyłącznie pozytywne komentarze odnośnie przedsiębiorstwa X, bo ich autorami mogą być jego pracownicy, a nie klienci – podpowiada Tomasz Pandel, Progress Biuro Usług Finansowych z Olkusza, Partner Tax Care.

Ważnym źródłem informacji jest również strona internetowa firmy, z którą chcemy zacząć współpracować. Przyjętym już standardem jest, że przedsiębiorstwa posiadają profesjonalne serwisy www, więc brak witryny w takim przypadku powinien budzić nasze wątpliwości. Oficjalna strona jest nie tylko wizytówką firmy, ale także pierwszym miejscem, w którym potencjalni klienci mogą zapoznać się z ofertą przedsiębiorstwa. Zwróćmy zatem uwagę, czy potencjalny kontrahent przyłożył się do właściwego przedstawienia tych informacji.

2. CEIDG I KRS, czyli sprawdź podmiotowość kontrahenta

Następnym krokiem powinno być sprawdzenie podmiotowości prawnej przyszłego kontrahenta. Dowiemy się, czy dana firma działa legalnie, czyli czy jest zarejestrowana, ile funkcjonuje na rynku, kto jest jej właścicielem, a kto podejmuje w niej kluczowe decyzje. – Odpowiedzi na te pytania można uzyskać na stronie Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG), gdzie umieszczona jest baza wszystkich osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Po wpisaniu np. NIP, REGONU czy po prostu adresu firmy, zdobędziemy bardziej szczegółowe informacje. Z kolei jeżeli chcemy zdobyć informacje na temat osoby prawnej, prowadzącej spółkę, zajrzyjmy do Krajowego Rejestru Sądowego, który jest dostępny w serwisie internetowym Ministerstwa Finansów. Nie zapominajmy, że dane o wszystkich przedsiębiorcach można także zweryfikować w bazie statystycznej REGON, prowadzonej przez GUS – zaznacza Tomasz Pandel, Partner Tax Care.

3. Sprawdź czy nie chcesz się związać z dłużnikiem

Odwiedzając stronę Ministerstwa Finansów, możemy także sprawdzić, czy firma, z którą chcemy współpracować, jest wypłacalna albo czy nie zalega z płatnościami. Do tego celu służy Rejestr Dłużników Niewypłacalnych (RDN). Na tej liście widnieją zarówno podmioty prawne, jak i osoby prywatne, które  np.  otrzymały sądowy zakaz prowadzenia działalności gospodarczej. – Informacje o dłużnikach udostępnia także Biuro Informacji Gospodarczej, ale nie za darmo, bo przedsiębiorca, który chce skorzystać z tej opcji, musi ponieść koszt rzędu kilkuset złotych miesięcznie. Za opłatą , może jednak sam zgłaszać do BIG nierzetelnych kontrahentów, jeżeli będzie miał nieszczęście takich spotkać – wyjaśnia Tomasz Pandel, Partner Tax Care. Należy pamiętać o tym, że BIG w gruncie rzeczy to kilka instytucji, które przechowują i udostępniają informacje na temat niewypłacalnych firm. W tym kontekście najważniejszym jest KRD, czyli Krajowy Rejestr Długów, który zajmuje się także publikacją statystyk na temat zadłużenia w poszczególnych branżach oraz sektorach naszej gospodarki.

Jeżeli chcemy sprawdzić, czy przedsiębiorstwo, z którym planujemy nawiązać kontakty biznesowe terminowo reguluje swoje zobowiązania, możemy skorzystać także z innych rozwiązań. Po pierwsze, możemy zgłosić się do Urzędu Skarbowego, by sprawdzić, czy dana firma nie zalega z płaceniem podatków. – Pamiętajmy jednak, że nie będziemy mogli samodzielnie wnioskować o uzyskanie takiego potwierdzenia. Jest ono wydawane odpłatnie (koszt 21 zł) na prośbę podmiotu, którego dotyczy informacja. Taka sama sytuacja ma miejsce w przypadku zaświadczenia z ZUS-u, które potwierdza, że przedsiębiorca opłaca terminowo składki na ubezpieczenia społeczne, z tą różnicą, że ten dokument wydawany jest bezpłatnie – mówi Tomasz Pandel, Parter Tax Care. Zanim zaczniemy współpracę kontrahentem, warto poprosić go o przekazanie nam takich zaświadczeń, które mogą stać się załącznikami dołączanymi do podpisywanej umowy.

Sprawdzenie wiarygodności kontrahenta nie zawsze jest łatwym zadaniem. Warto jednak wykonać je rzetelnie i bez pośpiechu, jeszcze przed podjęciem współpracy. Będziemy mieli wtedy pewność, że firma, która pomaga nam dostarczać na rynek najwyższej klasy produkty i usługi, nie tylko wywiąże się ze swojego zadania, ale także stanie się lojalnym partnerem na wiele lat.

 

Źródło: Lightcape

Jak przewiduje IDC, do 2025 roku wytworzymy ponad 163 zetabajtów danych, co oznacza 10-krotny wzrost w stosunku do 2016 roku – 16,1 zetabajtów. Specjaliści podkreślają, że człowiek nie jest w stanie przetworzyć tak wielu informacji. Niezbędne jest wsparcie maszyn i systemów analitycznych, które będą potrafiły samodzielnie rozumować, obserwować i planować. Systemy kognitywne stwarzają szansę na autentyczną interakcję człowieka z maszyną.

Rozmowa człowieka z maszyną, która rozumie żądanie, samodzielnie dokonuje analizy zależności między danymi i wyciąga na tej podstawie wnioski, brzmi jak opis sceny z filmu science fiction. W rzeczywistości wizja ta nie jest aż tak bardzo odległa. IDC wymienia systemy kognitywne jako jedną z sześciu technologii przyspieszających rozwój innowacji. Przyczynią się one do przekształceń cyfrowych, otwierając nowe źródła przychodów i zmieniając sposób pracy. Według prognoz IDC, globalne wydatki na systemy kognitywne wzrosną i w 2019 roku będą wynosiły ponad 31 miliardów dolarów.

Maszyna sprawdzi pogodę, zarezerwuje stolik i przypomni o odbiorze zamówienia

Jak przetwarzanie kognitywne działa w praktyce? Załóżmy, że wybieramy się w podróż. Urządzenie kognitywne automatycznie przedstawi nam prognozę pogody i inne ważne informacje dotyczące miasta, do którego jedziemy. Chcemy zorganizować przyjęcie urodzinowe? Kognitywny asystent pomoże nam w przygotowaniu zaproszeń, rezerwacji lokalu i przypomni, że trzeba odebrać zamówiony tort z cukierni.

Urządzenia w pełni wykorzystujące możliwości przetwarzania kognitywnego mogą pójść o krok dalej niż znani nam dzisiaj inteligentni osobiści asystenci, tacy jak Siri czy Cortana. Rozwiązania te dogłębnie przeanalizują kontekst postawionego problemu, samodzielnie wyciągną wnioski i pomogą nam zaplanować pewne działania, a nie jedynie odpowiedzą na nasze bieżące pytania – mówi Michał Kudelski, Senior Business Solution Manager w SAS Polska.

Urządzenia kognitywne znajdują również zastosowanie w biznesie. Planując przeprowadzenie akcji marketingowej, możemy wykorzystać je do automatycznej segmentacji klientów w celu opracowania ukierunkowanych komunikatów i zwiększenia wskaźnika odpowiedzi. Z kolei w handlu systemy kognitywne pomagają sprzedawcom detalicznym w żmudnym procesie ustalania cen. Po przeanalizowaniu ogromnych ilości informacji dotyczących sprzedaży, danych demograficznych, sezonowych i łańcuchów dostaw, umożliwiają automatyczne dostosowywanie cen i proponowanie produktów komplementarnych. Natomiast w branży motoryzacyjnej urządzenia kognitywne ułatwiają producentom samochodów tworzenie bezpieczniejszych, bardziej niezawodnych pojazdów, które komunikują się ze swoim środowiskiem i właścicielami, informując o potencjalnych zagrożeniach, co prowadzi do poprawy bezpieczeństwa, a także może umożliwić kierowcy np. znalezienie wolnego miejsca w zatłoczonym garażu.

Nowy wymiar sztucznej inteligencji

Systemy kognitywne wywodzą się ze sztucznej inteligencji (ang. artificial intelligence — AI), która według pierwotnych założeń miała sprawić, że komputery staną się bardziej użyteczne i zdolne do samodzielnego rozumowania. Systemy kognitywne stanowią kolejny etap rozwoju tej dziedziny, gdyż potrafią komunikować się z ludźmi z wykorzystaniem języka naturalnego. Rozumieją komendy głosowe czy tekstowe, a także odpowiadają na pytania i dają rekomendacje działań.

Specjaliści SAS przewidują, że w niedalekiej przyszłości przetwarzanie kognitywne wpłynie na sposób naszej codziennej pracy. Dzięki niemu przyspieszymy poszczególne procesy, gdyż maszyny będą w stanie samodzielnie wyciągać wnioski ze zgromadzonych danych i oferować, niewidoczne na pierwszy rzut oka, dodatkowe możliwości. Zwiększy się również poziom bezpieczeństwa, gdyż kognitywni asystenci będą w stanie zlokalizować zagrożenie, zanim ono nastąpi. Urządzenia kognitywne pomogą uzyskać informacje, o które nawet nie mieliśmy zamiaru zapytać. Przedstawią opisowe streszczenie danych i wskażą możliwe sposoby działania.

 

Źródło: SAS Polska

Po raz pierwszy od czasu kryzysu finansowego w 2008 r. Fed zadeklarował, że wszystkie duże banki są bezpieczne po przeprowadzeniu corocznych testów w warunkach skrajnych. Stanowi to uzupełnienie oświadczenia Janet Yellen, że prawdopodobnie nie zobaczymy kolejnego kryzysu finansowego w ciągu naszego życia. Sektor bankowy jest obecnie w dobrym nastroju i udało mu się podciągnąć również resztę rynków. Wiele firm ogłosiło, że będą nagradzać swoich akcjonariuszy dodatkowymi dywidendami oraz odkupem akcji.

Mówiąc o dniu wczorajszym, usługa kopiowania @TheBigBanks, którą założyliśmy 12 miesięcy temu, zyskała już 43% na wartości od dnia swojego założenia. Ta dobra nowina wróży prawdopodobnie jeszcze większe zyski, podczas gdy Wall Street otwiera się dziś na biznesy. Nawet akcje rynku technologicznego, które w tym miesiącu osiągnęły słabe wyniki, zdołały odrobić trochę zysków.

Podczas ostatniego posiedzenia Banku Anglii zaskakującym było, jak wielu członków faktycznie głosowało za podwyższeniem stóp procentowych w Wielkiej Brytanii. Bank Anglii utrzymywał stopy na bardzo niskim poziomie biorąc przykład z innych banków centralnych od czasu kryzysu. Po decyzjach w sprawie Brexitu, obniżył swoje stawki nawet jeszcze bardziej, aby zachęcić do brania pożyczek i wydawania pieniędzy w tym niepewnym czasie. Prezes Banku, Mark Carney, był jednym z największych zwolenników utrzymywania niskich stawek, ale wydaje się, że nawet teraz ugiął się pod naciskiem i również zasygnalizował, że nadszedł czas, aby zrównać się z resztą świata i zacząć myśleć o podnoszeniu stopy procentowej. Ci, którzy już od jakiegoś czasu śledzą moje komentarze, wiedzą, dlaczego jest to tak ważne. Pozostałym przypominam, iż pomimo Brexitu i okropnego występu Theresy May w wyborach 8 czerwca, inwestorzy czują, że nawet cień szansy wyższych stóp wystarczy, aby podnieść cenę funta. Teraz wyobraźmy sobie, co się stanie, jeżeli rzeczywiście je podniosą.

Wygląda na to, że duży spadek Bitcoina rzeczywiście znalazł kilku kupców, ale są oni nietypowi. Patrząc na woluminy w ciągu ostatnich 24 godzin widzimy, że klientem numer jeden jest koreańska giełda Bithumb. To pierwszy raz, kiedy można zauważyć przewagę Koreańczyków nad Poloniex. Musimy jednak pamiętać, że w tej chwili Koreańczycy nie mają praktycznego zastosowania dla Bitcoinów. Nie mają wielu sklepów, które by je akceptowały, a nowy rząd ma teraz większe zmartwienia, niż tworzenie ram prawnych dla aktyw cyfrowych. Jedynym krajem, który ma szybko rosnącą liczbę sprzedawców akceptujących Bitcoiny jest Japonia. BitFlyer znajduje się obecnie na 10 pozycji. Nie dlatego, że niedawno odnotowali duże spadki, ale dlatego, iż nie zwiększali zamówień kupna od czasu szczytu. Dlatego możemy pokusić się o stwierdzenie, że powodem, dla którego Bitcoin ostatnio wzrasta, jest spekulacja. Na ten moment jest to niekoniecznie zła wiadomość, raczej coś, o czym należy pamiętać.

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Piotr Wroński, wiceprezes zarządu Medcom, podkreśla, że firma, tak jak i przemysł w Polsce, jest gotowa na wprowadzenie elektromobilności. Największe wyzwania, związane z regulacjami i promocją nowej strategii wśród społeczeństwa, stoją przed rządem.
– Jeśli coś nie działa dzisiaj, to zapewne ktoś jest w stanie wymyślić, żeby działało w niedalekiej przyszłości – tak mówił Piotr Wroński, wiceprezes zarządu firmy Medcom, w czasie debaty zatytułowanej: „Czy energetyka, przemysł i nauka są gotowe na strategię elektromobilności?”, która odbyła się w Warszawie w ramach Okrągłego Stołu Energetycznego – konferencji zorganizowanej przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR i Ministerstwo Energii.

Wroński podkreślał, że Medcom od czterech lat przygotowuje się do wprowadzenia rozwiązań elektromobilnych jeśli chodzi o technologię. Wcześniejsze doświadczenia zgromadzone w branży kolejowej dają dobre rezultaty przy pracy nad autobusami. Współpraca z Solarisem już do końca tego roku zaowocuje produkcją stu pojazdów. Medcom dba również o zaplecze naukowe – w październiku ruszą zorganizowane wspólnie z Politechniką Warszawską dedykowane elektromobilności studia podyplomowe.

Wiceprezes Medcom wielokrotnie podczas debaty zwracał uwagę, że przemysł i nauka są w stanie odpowiedzieć na popyt w dziedzinie elektromobilności. Problemem nie są rozwiązania techniczne, tylko stworzenie korzystnego środowiska biznesowego. Dużą rolę odegrać powinien na tym polu rząd, poprzez pracę nad regulacjami, a także za pomocą odpowiedniej promocji elektromobilności wśród społeczeństwa (między innymi przez system zachęt finansowych). Jeśli uda się skoordynować prace administracji i biznesu, zagadnienia takie jak stworzenie odpowiedniej infrastruktury energetycznej, czy opracowanie bardziej pojemnych, lżejszych i tańszych ogniw paliwowych nie będą stanowiły problemu.

Źródło: rynekinfrastruktury.pl

Zaoszczędzić wiele wysiłku, pieniędzy, ale przede wszystkim czasu w codziennej pracy. Mikro oraz małe i średnie firmy, czyli dominujący sektor przedsiębiorstw w Polsce, aby zapewnić jeszcze bardziej sprawne funkcjonowanie swojego biznesu, coraz częściej szukają alternatywy dla tradycyjnych usług i przenoszą je w online.

Usługi elektroniczne mogą być kluczem do sukcesu niezależnie od profilu działalności firmy. Warto zapoznać się z listą rzeczy, które można zrealizować przez internet, a które ułatwią i przyspieszą  pracę i poprawią efektywność działalności.

E-księgowość

Na rynku są dostępne usługi księgowości internetowej, które umożliwiają prowadzenie tego obszaru dla małej, zwykle 1-osobowej firmy za pomocą aplikacji. Obsługa programu jest zazwyczaj bardzo prosta, dostępna również z poziomu smartfona czy tabletu. – Do księgowości internetowej przekonuje się coraz więcej polskich przedsiębiorców, ponieważ zachowuje ona wszystkie funkcje tradycyjnych, papierowych rozliczeń, ale dodatkowo wprowadza wiele ułatwień – mówi  Paweł Wrzos, Prezes Zarządu Finup Księgowość sp. z o.o., właściciela marki AIOBiznes, platformy usług dla firm. Wszystkie dane klientów, które wprowadzane są do systemu e-księgowości są gromadzone, a także archiwizowane, dlatego też ponowne wystawienie faktur na takie same dane jest proste, a samo użytkowanie tego programu – bezpieczne. Najczęstsze funkcje e-księgowości z jakich może skorzystać firma:

  • generowanie niezbędnych zestawień finansowych (np. miesięcznych),
  • wystawianie i ewidencja faktur,
  • wystawianie wezwań do zapłaty,
  • wypełnianie formularzy do Zakładów Ubezpieczeń Społecznych,
  • wypełnianie rocznych deklaracji podatkowych dla Urzędu Skarbowego,
  • baza towarów i usług

Wirtualne biuro

Wirtualnym biurem jest realnie istniejąca firma, która udostępnia adres potrzebny do rejestracji działalności oraz do korespondencji. Przedsiębiorca otrzymuje prestiżowy adres, pozwalający na skuteczne kreowanie wizerunku marki, bez ponoszenia ogromnych kosztów najmu. Usługa daje możliwość przekazania całej administracji w ręce specjalistycznej firmy, w tym m.in. zarządzanie obiegiem korespondencji i prowadzenie elektronicznego  biura podawczego, co pozwala na skoncentrowanie się na kluczowych sprawach przedsiębiorstwa.

Internetowe multiplatformy

Mikro i małe firmy mogą również korzystać z rozbudowanych platform online, dających dostęp do wielu usług jednocześnie w jednym miejscu, które są niezbędne do prowadzenia biznesu. Oprócz elektronicznej księgowości  i wirtualnego biura przedsiębiorca może m.in.:

  • Zamówić usługę kurierską
  • Zyskać wsparcie prawne
  • Zrobić zakupy w sklepie internetowym z artykułami biurowymi
  • Skorzystać z outsourcingu sił sprzedaży lub zamówić kampanię realizowaną przez call center
  • Wziąć udział w szkoleniu e-learningowym lub wycenić bądź zamówić szkolenie stacjonarne
  • Wynająć samochód na potrzeby firmy
  • Uzyskać finansowanie w postaci kredytu bankowego

Poprzez zaawansowane technologicznie rozwiązania dana platforma daje właścicielom firm najważniejsze narzędzia do prowadzenia działalności praktycznie od ręki, po zalogowaniu się do konta, do których ma szybki dostęp z dowolnego miejsca – mówi Paweł Wrzos Prezes Zarządu Finup Księgowość sp. z o.o., właściciela marki AIOBiznes.

Elektroniczna administracja publiczna

ePUAP

Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej (epuap.gov.pl) to serwis internetowy, który umożliwia obywatelom załatwienie wielu spraw administracyjnych przez Internet. W Katalogu Spraw znajduje się udostępnionych przez urzędy kilka usług dla przedsiębiorców. Zgromadzono je w kategorii Przedsiębiorczość i dotyczą m.in. prowadzenia firmy, rejestracji przedsiębiorców czy wydawania zezwoleń i koncesji. Więcej spraw można znaleźć w kategoriach Infrastruktura, Statystyka i Dofinansowanie z funduszy UE.

Potwierdzenie tożsamości odbywa się za pomocą Profilu Zaufanego (PZ) obsługiwanego w ramach platformy ePUAP. PZ wykorzystywany jest do składania podpisu na wniosku i stanowi alternatywę dla bezpiecznego podpisu elektronicznego z certyfikatem kwalifikowanym. Warto go posiadać, ponieważ stanowi podstawową metodę potwierdzania tożsamości w wielu usługach elektronicznej administracji.

PUE

Platforma Usług Elektronicznych ZUS (PUE – pue.zys.pl) daje wgląd w dane zapisane na kontach w ZUS, pozwala wysłać drogą elektroniczną dokumenty zgłoszeniowe i rozliczeniowe oraz innego rodzaju wnioski. Przedsiębiorcy – płatnicy składek mogą sprawdzić dane osób zgłoszonych do ubezpieczeń, uzyskać wniosek o niezaleganiu z opłatami czy przejrzeć zestawienia złożonych deklaracji. Płatnicy składek do 100 ubezpieczonych mogą dodatkowo za pośrednictwem PUE ZUS wygenerować i wysłać dokumenty rozliczeniowe, dokonać zgłoszenia lub wyrejestrować ubezpieczonych, a lekarze – wystawiać także niektóre zaświadczenia lekarskie.

 

Źródło: AIOBiznes

Znaczne przyspieszenie postępu technologicznego na całym świecie skutkuje znacznie szybszym wzrostem zysków spółek technologicznych (EPS – earnings per share). Obecnie NASDAQ osiąga szczyty. Czy to dobry moment na zainwestowanie?

– W długim terminie akcje rosną, technologia się rozwija, spółki technologiczne poprawiają wyniki, także mimo, że indeks jest na szczytach cały czas widzimy potencjał. Widzimy spółki, które są neutralnie wycenione i są w miarę tanie. Oczywiście są też spółki, które są bardzo drogie np. rynek gier komputerowych rośnie na całym świecie. Dostrzegamy  spory potencjał w spółkach biotechnologicznych – mówi newsrm.tv Arkadiusz Bebel zarządzający Funduszami w QUERCUS Global Growth.

Sektor biotechnologiczny rozwija się w tempie 10-15% rocznie, co jest pochodną rosnących wydatków na ochronę zdrowia, zmian demograficznych, a także rosnących wydatków na badania. Jak zauważa ekspert przed sektorem biotechnologicznym wciąż istnieje wiele wyzwań, a trendy, tj. demografia czy chęć podnoszenia jakości życia, są długoterminowo mocno wspierające. Pomimo dobrej koniunktury na światowych rynkach, notowania wielu spółek biotechnologicznych w ostatnim czasie nie rosły, a indeks NASDAQ Biotechnology znalazł się poniżej krzywej wyznaczającej długoterminowy trend.

– Jeżeli chodzi o spółki technologiczne to wyceny są w naszej ocenie neutralne, natomiast zyski bardzo szybko rosną. W przypadku spółek biotechnologicznych uważamy, że tutaj „bańka pękła”. Szczyt był mniej więcej dwa lata temu. Teraz są one notowane ok. 30 proc. niżej. Należy jednak pamiętać, że te biznesy są dużo bardziej rozwinięte. Teraz nowe leki są dużo bliżej wejścia na rynek, powinny się pojawiać zyski z tych preparatów. Dlatego uważamy, że teraz jest bardzo dobry moment żeby otworzyć fundusz. Natomiast chcemy też dla inwestorów troszeczkę zdywersyfikować ryzyko – wyjaśnia Arkadiusz Bebel.

QUERCUS Global Growth planuje inwestować zarówno w liderów w sektorze nowych technologii np. Apple, Google, jak i rodzące się gwiazdy IT, biotechnologia. Fundusz będzie służył do ograniczenia lokalnego ryzyka. Planowana jest niewielka ekspozycja na rynek polski. Fundusz będzie dawał możliwość uzyskania ekspozycji na sektory nieobecne w polskiej gospodarce. Będzie inwestował głównie w Stanach Zjednoczonych.

– Oczywiście to jakie spółki będziemy mieć w portfelu zależy od wycen. To wszystko się może zmieniać, bo technologia się zmienia. Dzisiaj mogę np. powiedzieć, że z sektora technologicznego racjonalnie wyceniane są spółki takie jak Intel i Cisco. Jeżeli chodzi o sektor biotechnologiczny podoba nam się np. Celgene. Jest to największa spółka biotechnologiczna na świecie, wyceniona 14 razy zyski – opowiada Arkadiusz Bebel i dodaje. – Jest to fundusz akcyjny o czym należy pamiętać w kontekście podejmowanego ryzyka. Jeżeli na świecie będą mocniejsze spadki to ten fundusz może tracić zakładamy, że mniej ponieważ jest ta dywersyfikacja na część technologiczną i biotechnologiczną. Natomiast w przypadku wzrostów zakładamy, że te spółki technologiczne powinny rosnąć szybciej niż tradycyjne biznesy jak przemysł, utilities, czy banki.

 

Wypowiedź: Arkadiusz Bebel zarządzający Funduszami w QUERCUS Global Growth.

Wyjeżdżając na urlop lub w podróż służbową, coraz częściej zatrzymujemy się nie w hotelach, a w prywatnych apartamentach. A gdyby tak przejść na drugą stronę transakcji i zacząć zarabiać na wynajmie krótkoterminowym? Czy taki sposób inwestowania w nieruchomości może być alternatywą dla tradycyjnego wynajmu?

Nie musimy być wielkimi inwestorami, aby zarabiać. Właściwie wystarczy dysponować jednym lokalem na wynajem, by zapewnić sobie stałe źródło dodatkowego dochodu. Warto przy tym zauważyć, że w ostatnich latach pojawiło się wiele nieznanych wcześniej (lub nie tak powszechnych) form najmu. Dziś udostępniać można np. pojedyncze biurka w przestrzeni biurowej (coworking), a mieszkania „wypożyczać” nawet na jedną dobę.

Wynajem społecznościowy – modny trend

Prawdziwy boom na wynajem krótkoterminowy pojawił się wraz z portalem Airbnb, który kontaktuje ze sobą osoby dysponujące lokalem na wynajem (to może być mieszkanie, a nawet pokój w mieszkaniu) z osobami poszukującymi taniego lokum.

Popularność tzw. „wynajmu społecznościowego” początkowo wynikała wyłącznie z możliwości rezerwacji noclegu w cenie niższej niż w hotelu. Było to na rękę szczególnie ludziom młodym, którzy zyskali możliwość podróżowania po całym świecie z możliwością nocowania „za grosze”.

Obecnie jednak cena nie jest już jedynym istotnym argumentem. Coraz częściej chodzi po prostu o styl życia. Wiele osób nie chce mieszkać w anonimowej, hotelowej przestrzeni. Na wakacjach lub w delegacji chcą czuć się tak swobodnie, jak we własnym domu. Wielu turystów chętnie zapłaci cenę podobną do tej w hotelu, jeśli w zamian będą mogli nocować w zwyczajnym domu lub bloku, z udogodnieniami takimi jak w prywatnym mieszkaniu.

Nowe wyzwania dla właścicieli apartamentów

To jednak stawia przed właścicielami lokali nowe wyzwania. Jeśli bowiem ktoś chce zająć się wynajmem krótkoterminowym, nie wystarczy, że zaproponuje niższą cenę niż najbliższy hotel.

Przede wszystkim wynajmujący, wybierając lokale, kierują się opiniami wystawionymi przez wcześniejszych gości – ci zaś oceniają zarówno standard wyposażenia, czystość, jak i zachowanie osoby, która reprezentowała właściciela (np. czy była miła, punktualna, a kontakt był z nią łatwy).

Druga sprawa to wygląd lokalu. Ten, kto chce wynająć dany apartament na nocleg za pośrednictwem portalu Airbnb, Booking, Wimdu czy ShortStayPoland, wcześniej będzie chciał obejrzeć zdjęcia. Powinny one być zachęcające, ale z drugiej strony, nie mogą przekłamywać rzeczywistości. Jeśli opisy w serwisach rezerwacyjnych nie będą zgodne ze stanem faktycznym, bardzo szybko zostaną zdemaskowane a rozczarowani klienci nie omieszkają zostawić odpowiedniej opinii i oceny.

– Przede wszystkim należy być szczerym i dokładnym w opisie nieruchomości. Warto jak najbardziej szczegółowo opisać co w mieszkaniu jest, z czego goście mogą korzystać. Dobrze także opisać okolicę oraz główne punkty turystyczne w pobliżu – podkreśla Adrian Leung, założyciel i członek zarządu Hosthelper.pl. – Poza tym, mieszkanie powinno mieć wszystko to, co może się przydać przy kilkudniowym pobycie, tj. zestaw ręczników, podstawowe kosmetyki, drobny sprzęt AGD (suszarka, żelazko) a także wyposażenie kuchenne – zauważa.

Jest potencjał!

Nie da się ukryć, że takie obowiązki jak pilnowanie rezerwacji, dbanie o zadowolenie każdego klienta, czy choćby zmienianie pościeli, mogą być bardzo czasochłonne. Dlatego niektórzy właściciele mieszkań mają wątpliwości, czy podołają wynajmowi w takim właśnie trybie.

Z drugiej strony, rosnące zainteresowanie wynajmem krótkoterminowym na świecie i dość słabe nasycenie rynku w Polsce, to argumenty, które przemawiają za opłacalnością takich działań. Nadzieje rozbudzają również rozmaite rankingi i statystyki. Np. z raportu przygotowanego przez PwC oraz Urban Land Institute wynika, że Warszawa znajduje się na 20. miejscu wśród miast o największym potencjale do inwestowania w nieruchomości w Europie.

Pod względem turystyki, najbardziej atrakcyjnym miastem w Polsce jest Kraków, odwiedzany rocznie przez ok. 10 mln osób. Ale niewiele mniej, bo ok. 8 mln turystów odwiedza Warszawę. A nie można zapominać również o tym, że stolica stanowi najważniejsze miasto w Polsce z punktu widzenia biznesu.

Na atrakcyjność nieruchomości wynajmowanych w Warszawie wpływa także rosnąca atrakcyjność tego miasta w oczach zagranicznych gości. Warszawa coraz częściej wymieniana jest jako jedno z najmodniejszych europejskich miast. Jednocześnie, właśnie ze względu na fakt, że w Polsce stolica nie jest powszechnie postrzegana jako miasto turystyczne, na rynku wynajmu krótkoterminowego wciąż jeszcze jest miejsce dla nowych lokali.

– Nieruchomości na wynajem krótkoterminowy wcale nie muszą ograniczać się do kurortów czy miejscowości typowo turystycznych. Duże miasta żyją cały rok i ruch w nich trwa bez względu na porę roku czy pogodę, zmienia się tylko profil klientów – mówi Adrian Leung. – W miesiącach letnich przeważają oczywiście turyści, ale poza sezonem dominują osoby podróżujące służbowo lub w konkretnych, nieturystycznych celach – podkreśla.

Aby zarabiać, trzeba się postarać

Na wynajmie krótkoterminowym z pewnością można zarobić. Nie oznacza to jednak, że zarobi każdy i w każdej sytuacji. Warto zwrócić uwagę na fakt, jak wiele czynników ma wpływ na to, czy nieruchomość będzie atrakcyjna w oczach osób poszukujących oferty dla siebie.

Z punktu widzenia właściciela nieruchomości, w wynajem krótkoterminowy trzeba włożyć znacznie więcej wysiłku niż przy wynajmie długoterminowym. Konieczny jest zakup urządzeń, takich jak telewizor, żelazko czy kuchenka mikrofalowa, trzeba też podłączyć internet wi-fi i telewizję kablową, a to oznacza konkretne koszty. Poza tym dochodzą nowe obowiązki – zmiana pościeli, uzupełnianie braków, przekazywanie kluczy, aktualizacja ogłoszenia, pilnowanie rezerwacji.

A ponieważ ceny muszą być konkurencyjne w stosunku do hoteli, o sukcesie danej nieruchomości bardzo często decydować będzie jej obłożenie. Mówiąc inaczej – inwestycja zwróci się i będzie przynosiła stabilny dochód pod warunkiem, że apartament będzie wynajmowany przez zdecydowaną większość dni w roku.

Nie dziwi więc, że na rynku pojawiają się firmy, które profesjonalnie zajmują się zarządzaniem nieruchomościami na wynajem krótkoterminowy. Dzięki temu właściciel apartamentu może zlecić zewnętrznej firmie zarówno przygotowanie atrakcyjnej oferty, obsługę rezerwacji, jak i obsługę samego lokalu w zamian za np. niewielką część zysku z każdej rezerwacji.

Ważne jednak, aby decydując się na taką współpracę, dobrze prześwietlić firmę, której chcemy powierzyć nasz apartament. Na co zwrócić uwagę?

– Warto sprawdzić jakie opinie mają wśród gości mieszkania zarządzane przez daną firmę. Pozytywne oceny i komentarze są kluczowe w tego typu działalności – zauważa Adrian Leung. – Poza tym liczy się zakres usług oraz elastyczna możliwość ich doboru. Chodzi o to, aby właściciel nie był zobowiązany do płacenia za takie usługi, z których nie zamierza korzystać. Warto także dowiedzieć się, czy istnieje możliwość podpisania umowy na próbę, np. na kilka miesięcy – mówi przedstawiciel Hosthelper.pl.

Mimo wszystko, możliwość rozpoczęcia współpracy z wyspecjalizowaną firmą warto rozważyć już na samym początku przygody z wynajmem krótkoterminowym i to nawet wtedy, gdy dysponujemy tylko jednym lokalem.

Obsługa rezerwacji, odpowiedzi na zapytania gości oraz przygotowanie apartamentu to czynności bardzo czasochłonne. Samodzielnie zarządzając apartamentem, możemy tracić wiele okazji na zarobek. Z taką sytuację będziemy mieli do czynienia np. wtedy, gdy ktoś zechce wynająć lokal jeszcze tego samego dnia, a my nie będziemy mieli czasu na jego przygotowanie.

W podobnych przypadkach specjalistyczna firma zadziała szybciej. Ważne też, że będzie ona mogła pozwolić sobie na ułatwienia, takie jak synchronizacja rezerwacji w wielu portalach z ofertami jednocześnie. Dzięki temu właściciel nie będzie musiał osobiście pilnować, czy dwóch klientów, w dwóch różnych portalach, nie zarezerwowało tego samego mieszkania na ten sam termin.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że zlecenie zarządzania nieruchomością to dodatkowy koszt. Warto jednak zauważyć, że celem takiej współpracy jest nie tylko odciążenie właścicieli w żmudnych obowiązkach, ale przede wszystkim maksymalizacja liczby rezerwacji. A dzięki dużemu obłożeniu, zysk z takiej inwestycji będzie oczywisty.

Podsumowując, wynajem krótkoterminowy już teraz cieszy się dużą popularnością, a jego rola będzie z pewnością jeszcze rosła. Osoby chcące zarabiać na nieruchomościach, powinny więc uwzględnić w swoich planach wystawienie ogłoszenia w portalach rezerwacyjnych. Jednak do takiego wyzwania warto podejść z głową. Najlepiej przemyśleć każdy szczegół jeszcze przed udostępnieniem lokalu gościom, a jeśli mamy wątpliwości, czy wszystkiemu podołamy sami, warto skorzystać z pomocy profesjonalistów.

 

Źródło: empemedia.pl

Gwałtownie rosnący popyt na pracowników IT sprawia, że rozwój informatyczny firm staje się coraz droższy i coraz trudniejszy w realizacji. Body leasing to system, który już od wielu lat wykorzystywany jest przez firmy z sektora prywatnego. Dlaczego? To oszczędność pieniędzy, czasu i zasobów. Zamiast zlecać firmom IT cały projekt budowy, czy wdrożenia oprogramowania zatrudnia się pojedynczych programistów lub specjalnie oddelegowany zespół. Na to rozwiązanie zdecydował się Centralny Ośrodek Informatyki, podlegający Ministerstwu Cyfryzacji, który podpisze umowy z firmami specjalizującymi się w wynajmie zespołów informatycznych, outsourcingu i budowie systemów IT. W czym tkwi sekret body leasingu? Jak skorzysta na tym COI?

Centralny Ośrodek Informatyki (COI) poszukiwał około 500 pracowników IT, w tym programistów Java i testerów oprogramowania. Na ich wynajęcie przeznaczył ponad 100 mln zł. Największy wpływ na wynik postępowania miała cena, czyli wynagrodzenie wydzierżawionego informatyka. Godzinowa stawka wahała się od 119 zł do 180 zł. Zamawiającemu zależało również, by firma wykonawcza posiadała możliwie dużą liczbę rekruterów oraz obszerną bazę danych programistów i testerów. COI wyłonił pięciu, z którymi będzie współpracować. Wśród zwycięzców jest Devonshire (który właśnie zmienił nazwę na devire), Britenet, SII, Transition Technologies i Cube.ITG.

Jak korzystać z body leasingu najtaniej?

Przede wszystkim należy dobrze określić na wstępie rzeczywiste potrzeby firmy. Body leasing jest jednak sam w sobie rozwiązaniem, które może znacznie obniżyć koszty pracodawcy w długim terminie. Przedsiębiorstwa nie tracą czasu na poszukiwanie specjalistów na rynku, a tym samym unikają związanych z tym nakładów finansowych. To firmy dostawcze mają bazy danych, w których znajdują się eksperci IT z różnych obszarów, a także zespoły rekruterów IT, którzy dedykowani są wyłącznie do pozyskiwania specjalistów z rynku. Klient nie ponosi też kosztów utrzymania pracownika etatowego i oszczędza na obsłudze kadrowo-administracyjno-księgowej. Rozwiązanie to pozwala też zaoszczędzić na inwestycjach w sprzęt, licencje, a często też powierzchnię biurową. Pamiętajmy, że body leasing umożliwia zaangażowanie konsultantów na krótki okres. Bywa, że klient potrzebuje takiego wsparcia na kilka godzin, co kilka dni. W takich sytuacjach brak sztywnych kosztów związanych z tradycyjną formą zatrudnienia jest dużym udogodnieniem dla firmy.

Wynajem pracowników dotarł do sektora publicznego

Wśród zwycięzców postępowania dominują firmy, które specjalizują się w outsourcingu i wynajmowaniu zespołów informatycznych do konkretnych projektów. Jak przyznaje COI samodzielne poszukiwanie i zatrudnianie takich pracowników byłoby dla instytucji kłopotliwe i kosztowne. Zwłaszcza, że nadzór nad projektami i tak będą pełnić pracownicy COI. Podlegająca Ministerstwu Cyfryzacji jednostka nie jest jedyną, która wynajmie pracowników IT. W podobny sposób działają również: Ministerstwo Finansów, Agencja Rynku Rolnego czy Komenda Główna Policji.

– Body leasing, czyli wynajem pracowników na godziny, projekty lub kilkuletnie kontrakty, zyskuje na popularności nie tylko w sektorze prywatnym, ale również publicznym. Taki model działania, o ile jest dobrze zarządzany, może okazać się dużo bardziej efektywny cenowo niż zakup kompletnego oprogramowania i jego budowa przez firmę zewnętrzną – mówi Michał Młynarczyk, Prezes devire, jedynej firmy z zapleczem rekrutacyjnym, która znalazła się w gronie zwycięzców. Zarządzana przez niego instytucja zatrudnia blisko 100 konsultantów w biurach w Polsce i Niemczech. Posiada również ponad 450 pracowników biurowych oddelegowanych do klientów, realizujących między innymi projekty IT w modelu IT Contracting. – W ostatnim roku zmieniliśmy strukturę i uruchomiliśmy cztery nowe dywizje, w tym IT Contracting. Jesteśmy dumni, że zmiany, które wprowadziliśmy w firmie pozwolą nam realizować najbardziej skomplikowane i wymagające projekty dla największych firm – dodaje Piotr Święcki, Senior Account Manager z devire.

Zmiany na rynku IT

Rynek usług IT już od kilku lat przechodzi diametralne zmiany. Na rynku obok klasycznych graczy IT, takich jak IBM, Comarch czy Asseco, którzy oferują body leasing jako dodatkowy produkt, powstało też kilkaset podmiotów świadczących tylko tego rodzaju usługi. Od kilku lat usługi body leasingu najszybciej rozwijają jednak firmy rekrutacyjne takie jak Devonshire/devire, Antal czy HAYS. Posiadają one ogromne bazy danych i oddelegowują pracowników IT na kilkuletnie kontrakty. Powód? Coraz więcej instytucji dostrzega, że tradycyjny model realizacji złożonych projektów IT przestał się sprawdzać, chociażby ze względu na koszty, czy opóźnienia. Najpierw zauważył to biznes, dziś dostrzega także sektor publiczny.

 

Źródło: Devonshire/devire

Eksperci

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

Izdebski: Koreańskie ryzyko przyciąga kapitał do Polski

Chociaż pierwszy dzwonek w szkołach już wybrzmiał, wielu inwestorów nie wróciło jeszcze z wakacji. Ś...

Rupiński: Luksus w wydaniu on-line

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim ...

WIADOMOŚCI

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...

Rząd zapowiada nowy podatek

Ryczałtowy podatek w wysokości około 300 zł miesięcznie za zatrudnienie pracownika sezonowego - taki...