wtorek, Grudzień 12, 2017
Home Archiwa 2017 Listopad

Miesięczne archiwaListopad 2017

Prawie ¾ firm z branży budowlanej ma problem z opóźnieniami w płatnościach za sprzedany towar lub świadczone usługi. Ponad 20% respondentów 14. fali cyklicznego badania Bibby MSP Index deklaruje, że w ostatnim półroczu zetknęło się z problemem niewypłacalnego kontrahenta. Problem opóźnionych płatności dotyczy wszystkich przedsiębiorców. Z barierą w postaci niezapłaconej faktury przynajmniej raz w miesiącu styka się 65% przedstawicieli branży budowlanej. Aż 45% badanych wskazało, że opóźnienie w uregulowaniu płatności po terminie średnio trwa od miesiąca do trzech i więcej po terminie.

Ponad ¾ badanych firm próbuje przeciwdziałać opóźnieniom w płatnościach. Najczęściej stosowaną metodą zabezpieczenia się przed nimi jest monitorowanie należności przez dział księgowy. Firmy chcąc poprawić płynność finansową korzystają również z dedykowanego działu kontrolingu (20% wskazań). Prawie 18% respondentów deklaruje, że ich właściciel firmy osobiście kontaktuje się z klientami, którzy nie uregulowali należności w terminie. Ponad 10% respondentów z branży budowalnej korzysta z faktoringu jako metody zabezpieczenia się przed opóźnieniami w płatnościach.

Warto wspomnieć, że aż ¼ badanych deklaruje, że w przypadku stałych kontrahentów toleruje opóźnienia w płatnościach.

– Bacznie przyglądamy się sytuacji finansowej firm z branży budowalnej. Przedsiębiorcy z tego sektora gospodarki w codziennej pracy spotykają się z problemem długiego łańcucha płatniczego. Gdy przedsiębiorstwo podejmuje się wykonania konkretnego etapu całego przedsięwzięcia, jej płatnikiem nie jest firma, która koordynuje całą inwestycję, ale inwestor. W tym przypadku podmiot, który jest na końcu łańcucha musi najdłużej czekać na należności z tytuły wykonania pracy, przez co spotyka się z szeregiem negatywnych konsekwencji nie mogąc uregulować swoich zobowiązań wobec pracowników, czy dostawców – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services w Polsce.

Ponad 50% respondentów chcąc zabezpieczyć swój biznes przed nierzetelnymi klientami weryfikuje kontrahentów korzystając z biur informacji gospodarczej, prawie 10% badanych ubezpiecza transakcje, a niecałe 8% przedsiębiorców deklaruje, że korzysta z usług firmy windykacyjnej podobnie, jak w przypadku używania faktoringu bez regresu.

Z myślą o przedsiębiorcach, którzy spotykają się z trudnościami w związku z utrzymaniem płynności finansowej uruchomiliśmy kampanię „Płacę faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny”. Dostrzegamy skalę problemu z nieterminowym otrzymywaniem płatności oraz regulowaniem należności, którą można porównać do efektu domina – brak płynności finansowej u jednego przedsiębiorcy rzutuje na sytuację finansową współpracujących z nim firm. Przez działania kampanii chcemy uświadomić przedsiębiorcom, jak duże znaczenie ma płacenie swoich zależności w terminie dla całego ekosystemu gospodarczego, w ramach którego dana firma funkcjonuje. Celem akcji jest promowanie dobrych praktyk, w tym opłacania faktur na czas oraz edukacja, jak radzić sobie z brakiem płynności finansowej – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services w Polsce.

Ponad 70% badanych podczas 14. fali Bibby MSP Index mówiąc o konsekwencjach nieterminowo płaconych faktur w swoim otoczeniu wskazywało pogorszenie relacji biznesowych (trudności w pozyskaniu nowych klientów) oraz utratę wizerunku (prawie 60% wskazań). ¼ respondentów obawia się pogorszenia relacji z wieloletnim partnerem biznesowym, wpisu do KRD (prawie 12%), bankructwa spowodowanego nieuregulowaniem przez kontrahenta należności na czas (prawie 4%) oraz nadzoru komorniczego (2% wskazań).

Popieramy podejmowanie działań zmierzających do skutecznego zwalczania nielegalnych treści w Internecie – napisała Konfederacja Lewiatan, oceniając Komunikat Komisji Europejskiej, poświęcony zwalczaniu treści nielegalnych w Internecie. Jego konsultacje prowadzi Ministerstwo Cyfryzacji.

Dyskutując o treściach bezprawnych on-line oraz o roli określonych podmiotów w ich usuwaniu Lewiatan zwrócił uwagę na spojrzenie autorów i wydawców i ich problemy związane ze znalezieniem skutecznych mechanizmów walki z bezprawnymi treściami w Internecie, uwzględniając jednoczenie perspektywę usługodawców, którzy angażują się w zwalczanie tychże treści.

– Z aprobatą przyjęliśmy dostrzeżenie przez Komisję Europejską wielu problemów związanych ze zwalczaniem nielegalnych treści, wśród których warto wymienić unikanie odpowiedzialności za naruszenia przez podmioty spoza UE, długi czas reakcji na zgłoszenia na temat naruszeń czy kwestie niewystarczająco skutecznych mechanizmów ochrony legalnych treści – mówi dr Aleksandra Musielak, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

W zakresie wykrywania i zgłaszania nielegalnych treści istnieje już szereg rozwiązań zmierzających do tego celu, a wiele platform wprowadziło większość z postulowanych przez Komisję Europejską rozwiązań. Istnieją procedury społecznego flagowania podejrzanych treści, programy współpracy pomiędzy platformami, a zgłaszającymi naruszenia. W odniesieniu do niektórych rodzajów treści stosowane są mechanizmy zautomatyzowane wspierające ich usuwanie. Należy jednocześnie zauważyć, że działania o charakterze samoregulacyjnym, podejmowane przez niektóre platformy, nie zawsze okazywały się skuteczne wobec problemu dostępności nielegalnych treści. Co więcej, niektóre platformy nie były zainteresowane taka samoregulacją.

W związku z tym, firmy zrzeszone w Konfederacji jednogłośnie uznały, że koniecznym jest zapewnienie implementacji art. 8 ust 3 Dyrektywy 2001/29 do polskiego porządku prawnego, tj. zapewnienie odpowiednich środków przeciwko pośrednikom, których usługi są wykorzystywane przez osoby trzecie w celu naruszania praw autorskich lub pokrewnych.

Za ciekawy Konfederacja Lewiatan uznała pomysł rozważenia wprowadzenia procedury „notice and stay-down”, tj. obowiązku nakładania przez serwisy hostingowe/platformy znacznika na raz zgłoszony i usunięty materiał w celu wykrycia ponownego naruszenia i tym samym zablokowania go na etapie udostępniania. Konfederacja zwracała przy tym uwagę na potencjalne problemy, które mogą się pojawić, podczas wdrażania tej propozycji, tj. kosztowność oraz znaczną pracochłonność tych rozwiązań oraz ryzyko błędu systemów wykrywających nieprawidłowości.

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

System podzielonej płatności (split payment) spowoduje, że bardzo mali przedsiębiorcy będą zmuszeni do pokrywania z „własnych środków” kwoty VAT naliczonego przy zakupach, a nie z podatku VAT uzyskanego od kontrahentów. Dla przedsiębiorcy, który zarabia miesięcznie kilka tysięcy złotych może być to kłopot – ostrzega Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan i proponuje zmiany.

Ustawa o podatku VAT uchwalona 9 listopada br. wprowadza tzw. system podzielonej płatności (split payment). Obecnie pracuje nad nią Senat. Split payment zakłada pozbawienie sprzedawców możliwości swobodnego dysponowania kwotą podatku VAT pobieraną od nabywcy. Środki, które trafią na konto VAT, podatnik będzie mógł wykorzystać wyłączenie do zapłaty VAT-u na konto VAT kontrahenta oraz do wpłaty podatku należnego na rachunek urzędu skarbowego. Decyzję o zastosowaniu systemu podzielonej płatności, a zarazem decyzję o tym, czy sprzedawca będzie swobodnie dysponować kwotą podatku, podejmować będzie nabywca.

– To rozwiązanie może być szczególnie niekorzystne dla drobnych mikroprzedsiębiorców. Ta grupa podatników dokonuje znaczącej części zakupów poza systemem przelewów bankowych – używając kart płatniczych lub za pośrednictwem nie bankowych systemów elektronicznych płatności. Przy założeniu że system split payment stanie się powszechny – mikroprzedsiębiorca będzie zmuszony do pokrywania z „własnych środków” kwoty podatku VAT naliczonego przy zakupach, a nie tak jak powinno to funkcjonować prawidłowo – z podatku VAT uzyskanego od swoich kontrahentów – mówi Rafał Iniewski, wiceprzewodniczący Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Dla bardzo małego przedsiębiorcy, który zarabia miesięcznie kilka tysięcy złotych może być to kłopot, nawet natury socjalnej. Przykładowo, gdy przedsiębiorca uzyskuje co miesiąc łącznie od kontrahentów 5 tys. zł netto, na rachunku VAT zostanie zgromadzone 1.150 zł  i część tej kwoty będzie stale zablokowana. W miarę upływu czasu kwota ta będzie odpowiednio rosnąć.

Mikroprzedsiębiorcy często dostarczają towaru lub usługi do jednego dużego odbiorcy. Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że już w pierwszych miesiącach obowiązywania ustawy całe należne podatnikowi wynagrodzenie będzie przekazywane w systemie split payment. Przedsiębiorca zatem nie będzie posiadał innych środków uzyskanych z VAT-u należnego od kontrahentów nie płacących w systemie split payment.

Problemu nie rozwiązuje przyjęta ustawie (art. 108b) możliwość zwolnienia z rachunku VAT określonej kwoty przez naczelnika urzędu skarbowegoZgodnie z przyjętym rozwiązaniem naczelnik urzędu skarbowego będzie działał na wniosek podatnika, wydając odpowiednie postanowienie w terminie 60 dni od dnia otrzymania wniosku.

Dla wielu bardzo małych podatników oczekiwanie 60 dni na uzyskanie dostępu do kilkuset złotych może być problematyczne, albowiem środki te będą mogły być im potrzebne za pokrycie wydatków budżetu domowego. Może to też spowodować, że urzędy będą musiały każdego miesiąca rozpatrywać tysiące tego rodzaju wniosków. Nie każda osoba będzie czekała kilka miesięcy aż na rachunku zgromadzi się istotna kwota. Dla wielu zwolnienie z rachunku nawet 500 zł. może być potrzebne dla budżetu domowego.

–    Proponujemy wprowadzenie możliwości dokonania płatności z rachunku VAT składek należnych za ubezpieczenie społeczne, zdrowotne i Fundusz Pracy podatnika prowadzącego indywidualną działalność gospodarczą, lub wprowadzenie możliwości pobrania z rachunku VAT, co miesiąc kwoty odpowiadającej minimalnej składce na ubezpieczenia. Takie rozwiązanie w żaden sposób nie przeciwstawia się celowi ustawy jakim jest przeciwdziałanie wyłudzeniom w VAT – przekonuje Rafał Iniewski.

Rozwiązanie przyjęte w ustawie może też stanowić problem dla nieco większych przedsiębiorców, u których istotna część zakupów realizowana jest nie poprzez przelewy bankowe. Dotyczyć to np. będzie takich przedsiębiorstw gdzie duża część wydatków jest realizowana przez pracowników bezpośrednio w sklepach detalicznych czy w trakcie podróży służbowych.

 

 Źródło:  Konfederacja Lewiatan

Za to, czy sportowiec wygra zawody i stanie się mistrzem, odpowiada mózg; psychiczne nastawienie i gotowość do podjęcia walki to w wielu przypadkach aż 80% sukcesu. Dlatego w przygotowaniach sportowych tak ważną rolę odgrywa trening mentalny, tzw. biofeedback. To metoda znana i z powodzeniem stosowana już od wielu lat, a ponieważ oparta jest na nauce, która ostatnio znacząco się rozwinęła, polscy uczeni postanowili ją zmodernizować.

Wszyscy wiemy, że sport to wysiłek przede wszystkim fizyczny. Odpowiednie predyspozycje, liczne wyrzeczenia, tysiące godzin ciężkich treningów są niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Jednak niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak ważną rolę
w sporcie odgrywa mózg. I nie chodzi tylko o samodyscyplinę czy umiejętność przegrywania. Odporność na stres, koncentracja, odpoczynek, koordynacja ruchów, precyzja czy refleks – to wszystko jest konieczne do osiągania sportowych sukcesów, a siedzi w głowie. Więc jest nie do wyćwiczenia na siłowni czy boisku. Dlatego sportowcy poprawiają swoje możliwości z pomocą biofeedbacku – treningu mentalnego, który usprawnia wybrane, ważne z punktu widzenia sportowca, partie mózgu. Prawda jest bowiem taka, że nawet najlepiej przygotowany zawodnik, który w chwili startu nie zapanuje nad swoimi emocjami
i nie będzie potrafił się odpowiednio skoncentrować, przegra.

Biofeedback w sporcie jest wykorzystywany od ponad 30 lat. Zawodowi sportowcy, przedstawiciele większości dyscyplin, stosują go regularnie. Są wśród nich m.in. Adam Małysz (kiedy jeszcze skakał), Kamil Stoch, Justyna Kowalczyk, Agnieszka Radwańska, Li Na, Peter Gelle, zawodnicy klubów AC Milan czy Real Madryt.

O pozytywnych efektach tej metody przekonali się m.in. zawodnicy Igrzysk Olimpijskich, które odbyły się w Pekinie w 2008 roku. Sesjom treningu mentalnego poddano wówczas 200 sportowców. Badania wykazały, że dzięki temu ich wyniki poprawiły się średnio o 5%, a 32 z nich, mimo że nie byli to faworyci, zdobyło medale.

Ćwiczenia dla mózgu

Trening mentalny składa się z wielu składowych takich jak np. koncentracja, relaksacja, pewność siebie, wizualizacja i wiele innych. Często wspomagany jest najnowszą technologią taką jak biofeedback. Jest to bardzo prosty nieinwazyjny „zabieg”. Zawodnik podłączany jest do specjalnego urządzenia, które analizuje sygnały psychofizjologiczne, takie jak EEG (badanie czynności mózgu), EDA czy puls.  To pozwala sprawdzić, w jaki sposób organizm zachowuje się w określonych sytuacjach, jak zachowania te wpływają na jego wydajność, a także wychwycić ewentualne nieprawidłowości. Podczas kolejnych sesji, powtarzając dane czynności, sportowiec uczy się panować nad swoim ciałem i reagować w sposób umożliwiający najbardziej wydajną pracę i optymalizację aktywności potrzebnych do osiągnięcia sukcesu.

– Każdego dnia sportowiec zmaga się z nowymi wyzwaniami. Niezależnie od tego, jak dobrze jest przygotowany fizycznie, o wygranej w zawodach decyduje umiejętność zapanowania nad wieloma niezależnymi czynnikami, takimi jak: stres, zmęczenie czy rozproszenie uwagi. Często jest to kwestia psychiki, którą można wspomóc biofeedbackiem – tłumaczy dr Dagmara Budnik-Przybylska, psycholog sportu z Uniwersytetu Gdańskiego, gdzie właśnie rozpoczęły się prace nad nowoczesną wersją treningu mentalnego.

Trening przyszłości

Ponieważ obecnie stosowany biofeedback opiera się na wiedzy, która w ostatnich latach została mocno zweryfikowana, naukowcy z Uniwersytetu Gdańskiego rozpoczęli pracę nad jego nowszą wersją. Wraz z inżynierami z firmy Neuro Device Group chcą zastosować najnowsze odkrycia dotyczące pracy naszego układu nerwowego.

– Nasz obecny poziom wiedzy o mózgu pozwala znacznie skuteczniej monitorować jego pracę niż to było jeszcze dekadę  temu. 90% tego, co dzisiaj o nim wiemy, odkryliśmy w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Dlatego postanowiliśmy tę nową wiedzę wykorzystać do rozwoju biofeedbacku – tłumaczy Paweł Soluch z firmy Neuro Device Group. – Chociaż ta metoda już jest bardzo skuteczna, wiemy, że wprowadzone przez nas zmiany znacząco ją usprawnią – dodaje.

Chodzi przede wszystkim o dokładniejszą obserwację aktywności mózgu podczas wykonywania określonych ruchów. Pilotażowe badanie, którego celem było zmierzenie wyobrażenia ruchowego przy pomocy badania EEG, wykazało, że monitorowanie tego wyobrażenia może stać się podstawą do rozszerzenia dotychczas stosowanego biofeedbacku. To dla sportowców bardzo ważne – liczne badania pokazują, że trening z wyobrażeniami ruchowymi pozwala nie tylko poprawić efektywność i technikę, ale też lepiej radzić sobie ze stresem, brakiem pewności siebie czy negatywnymi stanami przedstartowymi.

Praca nad nowoczesnym biofeedbackiem realizowana jest przez dr Dagmarę Budnik-Przybylską oraz dr Jacka Przybylskiego z Uniwersytetu Gdańskiego we współpracy z Krzysztofem Malejem i zespołem z Institute of Sensory Analysis należącym do firmy Neuro Device Group. Pracownicy Uniwersytetu są odpowiedzialni za projektowanie i przeprowadzenie eksperymentu, analizę wyników badań i tworzenie narzędzia pod kątem naukowym z wykorzystaniem wiedzy eksperckiej. Neuro Device zajmie się natomiast opracowaniem metod analizy danych z urządzeń pomiarowych oraz przygotowaniem samego narzędzia pod kątem technicznym.

Dynamika PKB w trzecim kwartale wyniosła 4,9 proc. i okazała się wyższa niż oczekiwane przez ekonomistów 4,7 proc. Był to jednocześnie wynik najlepszy od czwartego kwartału 2011 r., czyli od sześciu lat, gdy sięgnął 5,3 proc. Wzrost utrzymuje się nadal głównie dzięki konsumpcji gospodarstw domowych, której wzrost co prawda obniżył się z 4,9 do 4,8 proc. ale wciąż pozostaje na bardzo wysokim poziomie. Wzrost nakładów brutto na środki trwałe, mimo przyspieszenia z 0,8 proc. w drugim kwartale do 3,3 proc., można wciąż uznać za niezbyt zadowalający. Ekonomiści liczyli w tym przypadku na wzrost przekraczający 5 proc. Pocieszające jest jednak to, że postęp jest jednak wyraźnie widoczny. Inwestycje powinny mocniej przyspieszyć w ostatnich trzech miesiącach roku, a jednocześnie wciąż będzie można liczyć na utrzymanie się wysokiej dynamiki konsumpcji. Wbrew wcześniejszym obawom, do wzrostu gospodarczego wciąż przyczynia się dodatnie saldo handlu zagranicznego. Mimo korzystnych tendencji, utrzymanie tak wysokiej dynamiki wzrostu gospodarczego w czwartym kwartale może być trudne, ale już widać, że wynik całego roku będzie znacznie lepszy niż spodziewali się najwięksi optymiści i może sięgnąć 4,5 proc. Po trzech kwartałach wynosi już 4,4 proc.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

PKB wzrósł w 3. kwartale 2017 r. o 4,9 proc. r/r. Nakłady brutto na środki trwałe były wyższe o 3,3 proc. r/r – podał GUS.

Polska gospodarka wzrosła w 3. kwartale 2017 r. w większym stopniu niż wynikało to z szybkiego szacunku PKB opublikowanego przez GUS w połowie listopada – o 4,9 proc.

Można było przewidzieć, że głównym motorem wzrostu gospodarczego było spożycie indywidualne, które od 3. kwartału 2016 r., czyli od czasu gdy ruszył program Rodzina 500+, ale zaczęła się też wyraźnie poprawiać sytuacja na rynku pracy, rośnie w tempie bliskim 5 proc. Dobrym sygnałem jest powrót eksportu netto jako czynnika wzrostu PKB (po silnym ujemnym wpływie w 2. kwartale br.). Odrębnej analizy wymagają zmiany zapasów, które po raz pierwszy od wielu kwartałów nie wsparły wzrostu gospodarczego. To sygnał, że nie są one odnawiane w stopniu niezbędnym dla wzrostu PKB na poziomie bliskim 5 proc. Pytanie dlaczego i jakie to będzie miało konsekwencje dla szans rozwojowych firm i gospodarki w kolejnych miesiącach.

Najważniejsze jednak jest to, że po 6. kwartałach mamy wreszcie nieznaczny, ale jednak wzrost nakładów brutto na środki trwałe. W całości jest on efektem inwestycji finansowanych ze środków publicznych, w tym przede wszystkim z funduszy unijnych. W ciągu 3. kwartałów br. inwestycje przedsiębiorstw średnich i dużych (50+) były bowiem ciągle niższe niż w 2016 r. (1 proc. r/r; w cenach stałych), a tym samym także niższe niż w 2015 r. (spadek o 9,1 proc. r/r). Byłyby one jeszcze niższe, gdyby nie firmy z kapitałem zagranicznym. Ich nakłady na inwestycje w okresie styczeń-wrzesień 2016 r. i 2017 r. stanowiły ponad 43 proc. nakładów przedsiębiorstw 50+. W porównywalnym okresie 2014 r. i 2015 r. było to ok. 1/3 całości nakładów inwestycyjnych firm 50+.

Po raz kolejny okazuje się zatem, że firmy z kapitałem zagranicznym są stabilizatorem dla polskiej gospodarki. Dzięki nim inwestycje firm nie spadają tak gwałtownie, jak wynika to z osłabienia skłonności do inwestowania w polskich firmach. Firmom zagranicznym zawdzięczamy także silną obecność na rynkach zewnętrznych i rosnący eksport.

Ważne, że ruszyły inwestycje finansowane ze środków unijnych. Czas najwyższy, bowiem jesteśmy w środku okresu 2014-2020, w którym mamy do wykorzystania ponad 80 mld euro, z czego prawie 43 mld euro w ramach programów w dużej mierze dedykowanych inwestycjom – Infrastruktura i Środowisko (27,4 mld euro), Inteligentny Rozwój (8,6 mld euro), Wiedza, Edukacja, Rozwój (4,7 mld euro), Polska Cyfrowa (2,2 mld euro). I ponad 30 mld euro, które mają do wykorzystania regiony, w tym w sporej części na inwestycje.

Ale aby wykorzystanie tych środków mogło być uruchomione na większą skalę, niezbędne są nie tylko środki budżetowe, ale także inwestycje przedsiębiorstw. Tymczasem firmy są ciągle bardzo ostrożne w swoich decyzjach. I koło się zamyka. Np. firmy budowlane zwiększyły nakłady na inwestycje w ciągu 3. kwartałów 2017 r. zaledwie o 0,9 proc. r/r (po spadku w całym 2016 r. o ponad 21 proc.). A to one będą miały realizować dużą część inwestycji finansowanych z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Przy braku pracowników (stopa bezrobocia w październiku br. na poziomie 4,6 proc. /BAEL/) jedyną szansą na udźwignięcie projektowanych inwestycji infrastrukturalnych są inwestycje firm budowalnych zwiększające i modernizujące ich aparat wytwórczy. A te jak widać są niewielkie. Takie problemy dotyczą nie tylko budownictwa, ale także wielu innych branż.

Należy się cieszyć z wyniku polskiej gospodarki w 3. kwartale 2017 r. Ale to już „historia”. Trzeba myśleć o przyszłości, a ta nie będzie tak dobra jak minione trzy miesiące bez inwestycji, w tym przede wszystkim inwestycji przedsiębiorstw.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Według najnowszych danych NBP, transakcyjne ceny używanych mieszkań w Łodzi, Trójmieście, Wrocławiu i Katowicach wzrosły w ciągu minionych 12 miesięcy aż o ok. 10%.  Nowe mieszkania najbardziej zdrożały w Szczecinie (prawie 12%), a także Trójmieście, Krakowie, Opolu i Bydgoszczy (o ok. 8%). Nie powinno to dziwić, biorąc pod uwagę rekordowo niski poziom stóp procentowych i bezrobocia. Expander zwraca jednak uwagę na to, że ceny lokali w największych miastach są wciąż o ok. 15% niższe niż w szczycie poprzedniego boomu na rynku nieruchomości.

Mieszkania drożeją przede wszystkim przez rekordowo niskie stopy procentowe. Te zniechęcają do oszczędzania na lokatach bankowych. Od lutego 2016 r. ich saldo dla gospodarstw domowych zmniejszyło się aż o 28,7 mld zł. Znaczna część tych pieniędzy prawdopodobnie trafiło na rynek nieruchomości. Kupno mieszkania na wynajem przynosi bowiem zdecydowanie wyższe zyski niż trzymanie pieniędzy w banku. Poza tym, niskie stopy procentowe sprawiają, że tanie są kredyty hipoteczne. W połączeniu z wyjątkowo niskim bezrobociem powoduje to, że Polacy nie boją się zadłużać. W tym roku (do września) wartość udzielonych kredytów wzrosła aż o 12% (o 3,8 mld zł).

Czy mieszkania są już drogie?

Rosnące ceny mieszkań wcale nie oznaczają, że nieruchomości są już drogie. Co ciekawe, nadal są one o ok. 15% tańsze niż pod koniec 2007 r. Poza tym, obecnie płacimy znacznie niższe odsetki od kredytów. Średnie oprocentowanie nowo przyznanego kredytu hipotecznego to 4,43%, a w 2007 r. było to 6,71%. W rezultacie, rata kredytu na mieszkanie w dużym mieście o powierzchni 50 m2 wynosi obecnie 1 557 zł, a 10 lat temu było to 2 344 zł. Warto też dodać, że obecnie zarabiamy o 55% więcej. To powoduje, że taka rata pochłania obecnie 24% dochodu pary o miesięcznych wpływach równych dwóm średnim pensjom. W 2007 r. było to aż 59%. Można więc powiedzieć, że mimo wzrostów, ceny wciąż są na rozsądnych poziomach, pozwalających przeciętnemu Polakowi na zakup własnego mieszkania z pomocą kredytu. Dobrą informacją jest również to, że wydaje się mało prawdopodobne, aby ceny nieruchomości nadal rosły w takim tempie.

Do wyliczeń przyjęliśmy średnią cenę transakcyjną na rynku pierwotnym dla 7 największych miast wg. NBP. Obecnie jest to 6 885 zł, a w IV kw. 2007 r. było to 8 064 zł. Przyjęliśmy 10% wkładu własnego i okres spłaty 30 lat.

Zgodnie z art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 8 marca 2013 roku o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, przedsiębiorcy mogą żądać równowartości 40 euro za opóźnienie w płatności choćby o jeden dzień. Kara jest niezależna od odsetek za zwłokę i innych sankcji. Jednak w praktyce firmy niezwykle rzadko po nią sięgają.

Jak zauważa dr Marcin Radwan-Röhrenschef, wierzyciele walczą w ten sposób tylko z istotnymi opóźnieniami w zapłacie, w incydentalnej wymianie towarowej, a także w relatywnie drobnym obrocie. Zwykle nie chcą narażać się na pogorszenie relacji biznesowych czy nawet posądzenie o nadużycie prawa w przypadku drobnych kwot.

Przedsiębiorcy masowo nie korzystają z uprawnienia do żądania taksy, przewidzianej w przepisach o terminach zapłaty za transakcje handlowe. W ocenie eksperta z Kancelarii Rö Radwan-Röhrenschef Petruczenko Piechota, część z nich może oczywiście nie wiedzieć o tej możliwości. I jak dodaje, ta sytuacja głównie wynika z tego, że w razie sporu sądowego mogą oni uzyskać większe zadośćuczynienie. Koszty wynagrodzenia pełnomocnika, już przy wartości przedmiotu sporu powyżej 500 zł, nawet w postępowaniu nakazowym, wynoszą 180 zł, czyli więcej, niż równowartość 40 euro. Tymczasem, w doktrynie i w orzecznictwie wskazuje się, że można dochodzić tej kwoty tylko wtedy, gdy strona wykaże, że podjęła jakiekolwiek czynności, zmierzające w zakresie odzyskania długu. Dla przykładu, wysłała wezwanie przedsądowe do zapłaty lub złożyła wniosek o zawezwanie do próby ugodowej.

– Należy pamiętać o tym, że nie jest to kwota automatycznie doliczana do należności z transakcji handlowej. Dotyczy tylko rekompensaty kosztów, związanych z dochodzeniem wierzytelności przy opóźnieniu płatności, czyli m.in. wezwań do zapłaty i zaangażowania prawnika. Może to być zatem mechanizm dyscyplinujący raczej w przypadku relacji incydentalnych i drobnych faktur. Wtedy 40 euro rzeczywiście będzie adekwatne do wysokości dochodzonego roszczenia i do realnie poniesionych wydatków na odzyskiwanie długu – mówi dr Marcin Radwan-Röhrenschef.

Z drugiej strony, ekspert zaznacza, że przy umowach ramowych możemy naliczyć 40 euro nie tyle od każdej faktury, ile od wszystkich świadczeń, które są zdefiniowane w konkretnych zapisach. Liczy się konstrukcja umowna i to, jak zostały określone terminy płatności. Jeżeli umowa definiuje świadczenia jako poszczególne zamówienia, to wtedy faktycznie będziemy mogli dochodzić rekompensaty od każdej wartości zamówienia przy opóźnieniu w płatności. Wówczas kwota dochodzonego roszczenia może wynosić w sumie nawet kilka milionów złotych.

– Warto przywołać wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z dnia 12 maja 2017, o sygn. IX GC 1174/16. Powód walczył o należności z 229 faktur. Według Sądu, nie było to nadużyciem prawa podmiotowego. Pozwany nie opłacił swojego zobowiązania na czas. Natomiast poszkodowany próbował rozwiązać spór polubownie. Ponadto, jako profesjonalny uczestnik obrotu gospodarczego, reprezentowany przez pełnomocnika, niewątpliwie poniósł koszty windykacyjne. Wobec powyższego, jeśli świadczenia są objęte jedną umową i z nich wynika ilość wystawionych faktur, to można naliczyć 40 euro od każdej z nich – zapewnia ekspert.

Naliczanie kary jest możliwe od pierwszego dnia po upływie terminu zapłaty, niezależnie od wysokości roszczenia. Kwota należności głównej może być nawet niższa, niż 40 euro. Ale, jeśli koszty jej odzyskania przekraczają wysokość stałej rekompensaty, wierzyciel ma prawo wystąpić na drogę sądową. Wtedy będzie mógł uzyskać zwrot poniesionych wydatków. Ekspert powołuje się przy tym na wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 12 maja 2016 roku, o sygn. I ACa 110/16. Zgodnie z art. 10 ust. 1 ustawy o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, orzeczono, że bez wezwania wierzyciel jest uprawniony do żądania od dłużnika wyłącznie 40 euro. Art. 10 ust. 2 nie zwalnia z obowiązku wezwania zadłużonego do spełnienia świadczenia. Jeśli więc koszty windykacyjne przekroczą 40 euro, to jest on zobowiązany wezwać dłużnika do zapłaty, na podstawie art. 455 kodeku cywilnego.

– Co do zasady, wierzyciel może dochodzić rekompensaty od każdej zdefiniowanej, niezapłaconej transakcji handlowej. Przedsiębiorca ma do tego pełne prawo, dopóki nie nastąpi przedawnienie roszczenia. Jest to typowe świadczenie uboczne, więc będzie traciło na ważności w terminach przewidzianych dla należności głównej. Ten czas będzie oczywiście zależał od rodzaju transakcji. Zwykle to są 2-3 lata. Ale nawet, jeżeli dłużnik ureguluje zobowiązanie po okresie przedawnienia, to 40 euro również powinno zostać zapłacone – tłumaczy dr Radwan-Röhrenschef.

Jednak egzekwowanie tej kwoty w pewnych wypadkach tak, jak korzystanie z każdego uprawnienia, może być traktowane jako szykana. Ekspert traktowałby w taki sposób sytuację, w której żądanie zostało wystosowane w dzień po upływie terminu, dotyczy kwoty bardzo niskiej, np. 50 groszy, a świadczenie zostało niezwłocznie spełnione. W tym momencie rzeczywiście można uznać, że doszło do nadużycia prawa, w rozumieniu art. 5 KC. Tak też widzą to sędziowie, o czym może świadczyć Wyrok Sądu Okręgowego w Rzeszowie z dnia 24 listopada 2016 roku, o sygn. VI Ga 346/16.

Jako społeczeństwo oszczędzamy najwięcej od 5 lat, ale te pieniądze nie są pomnażane efektywnie. W swoich decyzjach finansowych kierujemy się przede wszystkim przekonaniami, a nie obiektywną wiedzą. Ryzyko nie ma dla nas odcieni szarości – nie jesteśmy zainteresowani potencjalnym wyższym zyskiem, jeśli nie mamy jednocześnie gwarancji ochrony kapitału. Wierzymy w inwestycje w aktywa materialne. W konsekwencji przechodzimy obojętnie wobec narzędzi pozwalających skutecznie pomnażać nasz kapitał.

W 2016 roku po raz pierwszy od 5 lat istotnie zwiększyła się stopa oszczędności polskich gospodarstw domowych, osiągając poziom 3,6 proc. To dobra wiadomość, choć na tle średniej dla Unii Europejskiej (11 proc.) nadal wypadamy blado. Wzrost ten przypadł na moment trudny dla oszczędnych. Spadek realnego oprocentowania depozytów, będący konsekwencją niskich stóp procentowych i rosnącej inflacji skutkował obniżeniem wartości otwieranych lokat terminowych przez cały 2017 rok.

BGŻOptima postanowiła sprawdzić, jak tę sytuację postrzegają oszczędzający i czy wpływa ona na ich przekonania i działania związane z zarządzaniem zgromadzonym kapitałem.

Oszczędzamy bez planu

Na poziomie deklaracji osoby, które oszczędzają, robią to modelowo. Jak wynika z 5. edycji raportu BGŻOptima „Polak Oszczędny”, ponad 2/3 Polaków posiadających min. 1 000 zł oszczędności twierdzi, że gromadzenie pieniędzy na przyszłość przychodzi im naturalnie. Większość zgadza się, że tak powinni robić ludzie odpowiedzialni, a blisko ¾ zapewnia, że nie ma problemów z długoterminowym oszczędzaniem. W ocenie 54 proc. badanych optymalną strategią jest odkładanie co miesiąc konkretnej kwoty, według ustalonego planu.

W praktyce jednak okazuje się, że oszczędzamy chaotycznie. Najczęściej wskazywaną praktyką jest odkładanie na koniec miesiąca pieniędzy, które nie zostały wydane (41 proc.), przeznaczanie na zaskórniaki dodatkowych środków, np. z premii (40 proc.) oraz oszczędzanie bez sprecyzowanego planu (31 proc. wskazań).

Dla poczucia bezpieczeństwa potrzebujemy małej fortuny

Niezależnie od wysokości bieżących dochodów dla zapewnienia sobie poczucia finansowego bezpieczeństwa potrzebujemy dużych kwot. Średnia wartość minimalnej poduszki finansowej, wskazywana przez badanych to aż 69 tys. złotych. Trzy czwarte oszczędzających oczekuje, że ich oszczędności będą wynosić do 100 tys. złotych. W związku z wysoko zawieszoną poprzeczką zaledwie 1/3 badanych udało się odłożyć oczekiwaną sumę.

Taki poziom oczekiwanej poduszki bezpieczeństwa burzy mit o tym, że rolę tę spełnia trzykrotność miesięcznego wynagrodzenia. Niemal połowa osób, które mają takie oszczędności wcale nie czuje się z nimi bezpiecznie. Jak obliczyli eksperci BGŻOptima, niezależnie od poziomu dochodów kwota, którą wskazujemy jako bezpieczne minimum oszczędności to równowartość około 20 miesięcznych pensji!

– Co więcej, nasz apetyt rośnie w miarę jedzenia. Im wyższy dochód, tym większe też nasze oczekiwania finansowe, jeśli chodzi o oszczędności. Budowanie poduszki bezpieczeństwa nie wynika zatem tylko z przezorności. Chcemy chronić też wyższy standard życia i utrzymać go w razie niespodziewanego zdarzenia – tłumaczy Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima.

Co trzeci oszczędzający przyznaje, że na przyszłe wydatki odkłada maksymalnie 10 proc. swojego miesięcznego wynagrodzenia. Jak zauważa Piotr Marciniak, przy takiej strategii do poziomu minimalnej poduszki bezpieczeństwa większość z nas będzie dochodzić nawet 20 lat.

– Te wygórowane oczekiwania tłumaczą, dlaczego nasze oszczędzanie jest takie krótkowzroczne i przypadkowe. Trudno oczekiwać od konsumenta, że będzie myślał o dywersyfikacji czy inwestycjach, jeśli ciągle nie ma wystarczająco dużo pieniędzy, aby być spokojnym o swoją przyszłość – mówi Piotr Marciniak.

Nie inwestujemy, bo nie wiemy jak

Skoro nade wszystko oszczędności mają służyć bezpieczeństwu, nie można się dziwić, że Polacy mają bardzo wysoką awersję do inwestycji z powodu wiążącego się z nimi – w ich przekonaniu – ryzyka. Sytuacji nie poprawia świadomość, że na temat inwestowania wiemy niewiele.

Aż 83 proc. respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że aby inwestować trzeba się na tym znać. W konsekwencji główną barierą wskazywaną przez osoby, które nie inwestują, jest właśnie niewystarczająca wiedza i umiejętności (52 proc.). Mają one zdecydowanie większe znaczenie, niż dostępność wystarczającej sumy pieniędzy na taki cel (39 proc.) czy brak dostępu do osoby, która mogłaby doradzić, jak inwestować (22 proc. wskazań).

Co ciekawe, pojęcia „oszczędzanie” i „inwestowanie” kojarzone są dość swobodnie z różnymi instrumentami finansowymi. Każdą aktywność związaną z regularnym wpłacaniem pieniędzy –  niezależnie od miejsca, gdzie one trafiają – większość badanych utożsamia z oszczędzaniem. W tej kategorii umieszczamy np. odkładanie na IKE i IKZE. Oszczędzaniem jest też korzystanie z produktów, kojarzonych jako bezpieczne. Co trzeci badany w tej kategorii umieszcza zakup obligacji Skarbu Państwa, co piąty zakup walut. Ten ostatni za sposób na zabezpieczenie kapitału uważają głównie osoby starsze. Młodzi kojarzą waluty obce już silniej z inwestycjami i ryzykiem.

Ryzyka boimy się jak ognia

Aż 81 proc. badanych deklaruje, że mając do wyboru wysoki zysk lub gwarancję kapitału wybierze to drugie. Chociaż blisko połowa oszczędzających zgadza się ze stwierdzeniem, że dziś można zarobić tylko na inwestycjach, to 87 proc. przyznaje, że najbardziej zależy im na bezpiecznym pomnażaniu oszczędności.

Z badania BGŻOptima wynika jednoznacznie, że otwartość na inwestowanie oszczędności na rynku kapitałowym nie jest uzależniona od poziomu zgromadzonego kapitału. Bez względu na wartość posiadanych oszczędności średnio co piąty badany nie zainwestowałby na rynku finansowym żadnej części swoich oszczędności. Połowa deklaruje, że byłaby gotowa zainwestować maksymalnie 20 proc. odłożonej kwoty.

– Gdy Polacy myślą o skutecznym inwestowaniu i pomnażaniu oszczędności biorą pod uwagę zwykle te rozwiązania, które ze względu na bardzo wysoki próg wejścia dla większości z nich są nieosiągalne. Jest to na przykład zakup nieruchomości na wynajem lub inwestycja w antyki lub złoto. Jednocześnie tracimy z oczu wiele rozwiązań oferowanych przez rynek finansowy, które są bezpieczne i skutecznie pomnażają oszczędności, a przy tym są dostępne i płynne – mówi Piotr Marciniak.

Jak pokazuje badanie większość posiadaczy oszczędności nie widzi różnicy między poszczególnymi typami funduszy inwestycyjnych, jeśli chodzi o poziom potencjalnego ryzyka jaki wiąże się z inwestycją w nie. Tymczasem jak pokazują dane historyczne za ostatnie 5 lat, ich wyniki różnią się. Fundusze pieniężne przyniosły w tym okresie ponad 13 proc. zysku, tymczasem fundusze zrównoważone blisko 18 proc. W tym samym czasie inwestycja w nieruchomości w Warszawie wypracowała ok. 8 proc. zwrotu, a wartość pieniędzy zainwestowanych w złoto spadła o jedną czwartą.

BGKN w ramach programu Mieszkanie plus może wybudować kilka tysięcy lokali na gruntach należących do Poczty Polskiej – powiedział PAP członek zarządu Poczty Paweł Skoworotko. Dodał, że bank może skorzystać obecnie z 16 ha gruntów m.in. w Warszawie, Lublinie, Gdańsku czy we Wrocławiu.

Jak powiedział Skoworotko, Poczta Polska podpisała w maju br. z BGK Nieruchomości umowę ramową, w której wskazano pięć dużych nieruchomości pod inwestycje mieszkaniowe w ramach programu Mieszkanie plus. „To dwie działki w Warszawie oraz po jednej we Wrocławiu, Grudziądzu i Rybniku – łącznie o powierzchni ponad 9 hektarów” – dodał.

„W lipcu br. podpisaliśmy już umowę inwestycyjną, której zamierzeniem jest budowa około 750 mieszkań na warszawskich Odolanach, na terenie 5,8 ha, przy ul. Worcella i Sowińskiego. Jesteśmy w chwili obecnej na etapie prac związanych z powołaniem spółki celowej, do której aportem wniesiemy nieruchomości. Drugim partnerem będzie oczywiście BGKN” – zaznaczył. Jeśli spółka celowa otrzyma „warunki zabudowy”, to budowa na tym terenie powinna rozpocząć się pod koniec III kwartału 2018 roku, a planowany termin zakończenia inwestycji to III kwartał 2020 roku.

Dodał, że trwają uzgodnienia robocze z miastem Warszawa i Urzędem Dzielnicy Wola. „Pierwotnie zakładano budowę w tym miejscu około 1,1 tys. mieszkań, ale trzeba to było skorygować, ponieważ miasto Warszawa opracowuje nowy plan zagospodarowania przestrzennego dla tego obszaru, zakładający na znacznej części działki przy ulicy Worcella budowę ulic, zieleń oraz inwestycję oświatową, np. szkołę” – mówił. „Obecnie, według wstępnej koncepcji zabudowy, zakładamy, że na Odolanach powstanie ok. 750 mieszkań” – powiedział Skoworotko.

Jak zaznaczył, uzgadniane są również sposoby wyjścia Poczty Polskiej ze spółki celowej. „Albo zbędziemy swoje udziały na rzecz BGKN, albo – po wybudowaniu mieszkań – możemy przejąć lokale, a następnie zbywać je sami lub sprzedać je innemu operatorowi. W ten sposób zarobimy na tej nieruchomości” – tłumaczył.

Powiedział, że BGKN wyraził także wolę zakupu 3-hektarowej nieruchomości Poczty we Wrocławiu, przy ul. Kolejowej. „Na tym etapie wyłaniamy rzeczoznawcę, który ma oszacować wartość tego terenu” – wskazał.

Movie Games otworzyło pierwszy oddział regionalny. Po niedawnym uruchomieniu nowej siedziby głównej w Warszawie nadszedł czas na Katowice, gdzie powstaje topowy projekt firmy: horror Lust For Darkness. 

W listopadzie Movie Games oficjalnie otworzyło kolejne, po siedzibie głównej w Warszawie, biuro w Polsce, tym razem w Katowicach. Będzie to miejsce realizacji projektów zespołu deweloperów Movie Games Lunarium. Pierwszym ich tytułem jest Lust For Darkness – oczekiwana przez fanów gra typu FPP w stylistyce horroru inspirowana malarstwem Zdzisława Beksińskiego i powieściami H.P. Lovecrafta. Katowicki zespół liczy w tej chwili 13 osób, a ze względu na zaawansowanie prac i planowany nowy projekt, już rozpoczęto jego rozbudowę. Obecnie trwa rekrutacja na stanowiska concept artist i animatora, którzy dołączą do prac przy obecnym oraz wkrótce otwieranym kolejnym projekcie zespołu.

– Ekspansja regionalna naszej firmy jest naturalnym efektem rozwoju. Poza Warszawą szukamy kreatywności i unikalności. Uruchomienie biura regionalnego w Katowicach jest konsekwencją decyzji o rozwoju zespołu odpowiedzialnego za nasz flagowy tytuł Lust For Darkness. Bardzo wierzymy w powodzenie tego projektu, tym bardziej, że jak pokazała kampania na Kickstarterze, jest on oczekiwany przez graczy mówi Aleksy Uchański, prezes Movie Games.

Zrealizowana na platformie crowdfundingowej kampania dla Lust For Darkness zebrała na rzecz rozwoju przedsięwzięcia ponad 52 tysiące dolarów kanadyjskich, a podstawowy cel zbiórki został osiągnięty w zaledwie 42 godziny.

– Ekspansja potwierdza zdolność spółki do rozbudowy struktur wewnętrznych na skalę kraju. Wzrost zespołów Movie Games S.A. stanowił jeden z naszych głównych celów na 2017 rok, jesteśmy szczęśliwi, że przebiega tak sprawnie – ujawnia wiceprezes Movie Games, Mateusz Wcześniak. Spółka ogłosiła ostatnio również swoje plany na 2018 rok dotyczące wejścia na Giełdę Papierów Wartościowych.

Do zespołu Prawa Handlu i Dystrybucji firmy prawniczej Kochański, Zięba i Partnerzy dołączył adwokat Bartosz Kosek. Wzmocni on szeregi krakowskiego oddziału kancelarii.

Bartosz Kosek specjalizuje się w prawie cywilnym oraz w szeroko rozumianym prawie hazardowym. Posiada szerokie doświadczenie w prowadzeniu wielomilionowych sporów sądowych. Reprezentował przedsiębiorstwo przesyłowe w wielomilionowych i wieloaspektowych sporach w zakresie roszczeń związanych z lokalizacją urządzeń przesyłowych.

Ma wieloletnie doświadczenie w reprezentacji i obsłudze podmiotów z branży gier i zakładów wzajemnych. Występował w kilkudziesięciu postępowaniach administracyjnych oraz sądowo-administracyjnych związanych z Ustawą o grach hazardowych (m.in. w postępowaniach koncesyjnych oraz w postępowaniach związanych z tzw. „uznaniem gry za grę losową”). Reprezentował klientów przed Komisją Europejską w procedurze zgłaszania zastrzeżeń w toku postępowania notyfikacyjnego nowelizacji Ustawy o grach hazardowych. Występował w sprawach cywilnych (odszkodowawczych) związanych z obowiązywaniem i stosowaniem Ustawy o grach hazardowych. Przygotowywał szereg opinii prawnych dotyczących prawa gier i zakładów m.in. dotyczących loterii promocyjnych, online – gamblingu, reklamy hazardu, skutków prawnych planowanych nowelizacji przepisów, warunków i zasad badania automatów do gier przez tzw. jednostki badające).

Mecenas Kosek był także stałym doradcą prawnym dużych podmiotów gospodarczych (w tym podmiotów z udziałem Skarbu Państwa). Do zakresu jego obowiązków należało m.in. reprezentowanie klientów w wielomilionowych negocjacjach handlowych oraz gospodarczych sporach sądowych jaki i  koordynowanie zespołów przeprowadzających badania due diligence (m.in. koordynator zespołów due diligence prywatyzowanej Spółki Skarbu Państwa – wartość kontraktu 320 mln zł oraz polskiego klubu żużlowego należącego do Ekstraligi).

W ostatnich miesiącach a właściwie latach mamy do czynienia z ogromnymi zmianami, które dotykają sektora handlu i dystrybucji w zakresie prawa gier i zakładów wzajemnych. Nowelizacje Ustawy o grach hazardowych które weszły w życie w Polsce w kwietniu oraz lipcu tego roku w połączeniu z dotychczasowymi przepisami tej ustawy należą do najbardziej restrykcyjnych regulacji w Europie. Pewną nadzieją i szansą dla branży gier i zakładów może być rozwój zakładów wzajemnych w zakresie tzw. zdarzeń wirtualnych, co umożliwione zostało kwietniową nowelizacją ustawy hazardowej.  Rola profesjonalnej i wyspecjalizowanej obsługi prawnej w tak trudnych i dynamicznych gałęziach prawa jak prawo gier i zakładów jest nie do przecenienia. Mając świadomość czekających nas wyzwań w tym obszarze chcemy się do nich jak najlepiej przygotować. Chcemy, aby nasz zespół i Kancelaria Kochański, Zięba i Partnerzy była liderem na rynku usług prawnych dla sektora handlu i dystrybucji również w zakresie prawa gier i zakładów wzajemnych – powiedział Krzysztof Zięba, Szef Praktyk FMCG Handlu Detalicznego i Motoryzacji oraz Prawa Handlu i Dystrybucji.

Bartosz Kosek jest absolwentem Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przed dołączeniem do KZP przez 6 lat współpracował z Kancelarią Forystek & Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni. Jest członkiem Izby Adwokackiej w Krakowie, gdzie Pełni funkcję Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego. Jest także członkiem Rad Nadzorczych dużych podmiotów gospodarczych. Biegle włada językiem angielskim.

Prowadzenie samochodu z pasażerami to podwójna odpowiedzialność – zwłaszcza, jeśli podróżują z nami dzieci. Jak pokazuje badanie Santander Consumer Banku „Polak w drodze – wydatki kierowców”*, ponad 60 proc. kobiet samochodem pokonuje do 10 tys. km rocznie. Częstymi dylematami pań są prowadzenie auta w ciąży oraz odpowiednie zabezpieczenie malucha. Podpowiadamy, jak zapinać pasy, ustawiać fotel i dobrać fotelik.

Mimo, że przepisy zezwalają kobietom w widocznej ciąży na jazdę bez zapiętych pasów, eksperci od ruchu drogowego namawiają do ich stosowania. Ważne, by robić to prawidłowo.

Jak będąc w ciąży zapinać pasy i ustawiać fotel?

Część biodrowa pasa powinna być poprowadzona jak najbliżej ciała, pod brzuchem, przez miednicę i  biodra, a górna nad brzuchem. Po zapięciu pasa należy go dociągnąć, niwelując ewentualny luz. Plecy kobiety w ciąży powinny równomiernie przylegać do fotela. Należy go przy tym dosunąć na tyle blisko, by można było bezpiecznie operować pedałami i kierownicą. Brzuch przyszłej mamy nie powinien dotykać wieńca kierownicy. To ważne, bo trzeba pamiętać, że w razie wypadku otworzy się poduszka powietrzna, która wybucha z dużą siłą. Warto wiedzieć również, że na rynku dostępne są specjalne adaptery do pasów, które nie przyciskają brzucha i nie przesuwają się podczas jazdy. Poprawia to bezpieczeństwo i komfort podróżowania przyszłej mamy.

Kobiety w ciąży, ze względu na ryzyko zwiększonej senności i osłabionej koncentracji, powinny  unikać dalekich podróży. Jeśli to niemożliwe, warto robić jak najczęstsze przerwy. Poczucie bezpieczeństwa może też zwiększyć dodatkowe ubezpieczenie ciężarnej kierowcy – czyli np. rozszerzone assistance. Przyda się w przypadku awarii albo konieczności skorzystania z pomocy lekarskiej. Ten ostatni aspekt ważny jest w szczególności, jeśli przyszła mama podróżuje zagranicą. Przed wyjazdem dobrze sprawdzić jaki jest zakres naszej polisy. Być może w swoim portfelu mamy produkt finansowy, który zapewnia takie zabezpieczenie. Szeroki pakiet usług assistance dla kierowców ma np. karta kredytowa Visa TurboKARTA, wydawana przez Santander Consumer Bank S.A.

Podróżowanie z dziećmi

O obowiązku posiadania fotelika wie każdy kierowca, jednak nie wszyscy rodzice mają świadomość tego jak odpowiednio z niego korzystać.

Według przepisów z 2015 r. na obowiązek podróżowania w foteliku nie wpływa wiek dziecka, ale jego wzrost. Korzystać z niego powinni pasażerowie, którzy mają mniej niż 150 cm wzrostu, nawet jeśli przekroczyli dwunasty rok życia. Prawo dopuszcza sytuację, w której dziecko o wzroście między 135 a  150 cm, może być przewożone na tylnej kanapie i zapięte zwykłymi pasami, bez fotelika ani podkładki.  Wyjątek ten nie dotyczy przedniego siedzenia samochodu. Dodatkowo, jeśli podczas jazdy z trójką dzieci na tylnej kanapie nie mieszczą się trzy foteliki, wówczas maluch, który ma więcej niż trzy lata może być zapięty tylko pasem.

Jak dopasować fotelik?

Fotelik powinien być dopasowany do wieku, wzrostu i masy ciała małego pasażera. Najmłodsze dzieci wożone są w fotelikach-nosidełkach, zawsze umieszczonych tyłem do kierunku jazdy. To, wg ekspertów, najbezpieczniejszy sposób podróżowania i powinien być praktykowany tak długo, jak to tylko możliwe. Atutem fotelików-nosidełek są również dodatkowe pięciopunktowe pasy bezpieczeństwa lub specjalne nakładki przytrzymujące ciało. Jeśli wozimy malucha na przednim siedzeniu, koniecznie pamiętajmy o wyłączeniu poduszki powietrznej dla pasażera. Starsze dzieci standardowo przewozi się w pozycji siedzącej, w fotelikach umieszczonych na tylnej kanapie – najczęściej przodem do kierunku jazdy. I w tym przypadku eksperci doradzają, aby korzystać z  fotelików montowanych tyłem – są nieco droższe, ale zapewniają o wiele lepszą ochronę, zwłaszcza odcinka szyjnego kręgosłupa.

W okresie jesienno-zimowym bardzo ważną sprawą jest prowadzenie pasa na grubych zimowych ubraniach. Nawet mocne dociągnięcie pasa, który leży na grubej kurteczce, nie zniweluje jego odległości od ciała dziecka. W razie wypadku ta odległość sprawi, że pas nie przytrzyma ciała, a  maluch wypadnie z fotelika, odnosząc obrażenia. Dlatego warto przed jazdą zdjąć dziecku kurtkę. Jeśli w aucie jest zimno, można malucha przykryć kocykiem.

Dodatkowe zabezpieczenie

Ostrożności nigdy za wiele, zwłaszcza gdy podróżujemy z dziećmi. Podobnie jak ciężarne, rodzice wożący w aucie swoje pociechy, powinni szczególną uwagę zwrócić na zakres swojego assistance. Przykładowo, pakiet ubezpieczeń dla karty kredytowej Visa TurboKARTA, wydawanej przez Santander Consumer Bank, umożliwia posiadaczom bezpłatne skorzystanie z opieki nad dziećmi. Całodobowe centrum alarmowe zorganizuje też dla całej rodziny zakwaterowanie w hotelu.

*Badanie „Polak w drodze – wydatki kierowców” zostało zrealizowane na zlecenie Santander Consumer Banku z siedzibą we Wrocławiu, ul. Strzegomska 42c, oferującego Visa TurboKARTA. W  ankiecie telefonicznej, przeprowadzonej przez Instytut IBRIS w dniach 23-24 września 2016 r., wzięło udział 628 aktywnych kierowców z całej Polski.

 

Nadchodzący rok może okazać się korzystny dla MŚP i dużych przedsiębiorstw, starających się o fundusze unijne – do wydania wciąż pozostaje ponad 54 proc. z puli przeznaczonych środków. W ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój zagospodarowano zaledwie 16 proc. dostępnych środków. Dotychczasowe konkursy charakteryzowały się niskim wskaźnikiem sukcesu. Jakie były najczęstsze przyczyny odrzucania wniosków w POIR i co planuje Ministerstwo Rozwoju, aby zwiększyć skuteczność wnioskodawców i przyspieszyć wydatkowanie?

W ramach unijnej polityki spójności i perspektywy finansowej na lata 2014-2020 Polska otrzymała do wykorzystania 82,5 mld euro. Tymczasem z danych Ministerstwa Rozwoju wynika, że po trzech latach wydatkowania, we wszystkich programach operacyjnych do rozdysponowania pozostaje ponad 54 proc. środków. Od 2014 r. uruchomiono 3,8 tys. konkursów, w których złożono ponad 68 tys. wniosków o dofinansowanie w łącznej wysokości ok. 421 mld zł. Do tej pory podpisano 25 tys. umów na ponad 225 mld zł, a średni poziom dofinansowania wszystkich projektów (realizowanych przez przedsiębiorców i instytucje publiczne) wyniósł 77 proc.

Największym zainteresowaniem wśród przedsiębiorców cieszy się Program Operacyjny Inteligentny Rozwój (POIR), którego celem jest wzrost innowacji i działań badawczych. W ramach POIR wykorzystanie alokacji wzrosło do poziomu 5 903,96 mld zł, co stanowi zaledwie ok. 16 proc. środków dostępnych w programie. Ministerstwo Rozwoju już zapowiedziało liczne uproszczenia proceduralne, zarówno na etapie oceny formalnej, jak i merytorycznej, co powinno przełożyć się na zwiększenie skuteczności wnioskodawców i przyspieszenie wydatkowania z POIR. Z doświadczenia Ayming Polska wynika, że dotychczas na etapie oceny merytorycznej wnioski najczęściej były odrzucane z pięciu powodów.

  1. Rozpoczęcie realizacji projektu przed złożeniem wniosku o dofinansowanie

Najczęstszym błędem popełnianym przez wnioskodawców POIR jest rozpoczęcie realizacji projektu przed złożeniem wniosku o dofinansowanie. Jest nim podpisanie umowy z wykonawcą lub dostawcą (np. maszyn, materiałów), czy dokonanie płatności (nawet w formie zaliczki) na poczet projektu.

Z założenia dotację powinny uzyskać firmy, które nie są w stanie samodzielnie przeprowadzić projektu w kształcie przedstawionym we wniosku. Jeśli więc przedsiębiorstwo rozpoczęło realizację projektu jeszcze przed złożeniem wniosku, jest to sygnał dla instytucji finansującej, że dysponuje ono zapleczem finansowym, a dotacja nie jest niezbędna do realizacji projektu. Przed złożeniem wniosku o dofinansowanie, przedsiębiorstwo potencjalnie może podpisać umowę warunkową zawierającą klauzulę, która zastrzega, że umowa wejdzie w życie dopiero po otrzymaniu przez firmę dofinansowania. Umowy takie nie mogą być wiążące – komentuje Magdalena Burzyńska, Dyrektor Zarządzająca w Ayming Polska.

  1. Brak stabilności finansowej przedsiębiorstwa

Fundusze unijne są przeznaczone dla rozwijających się podmiotów, które potrzebują wsparcia, by przyśpieszać rozwój. Przedsiębiorstwa starające się o dotacje muszą udowodnić, że są w stanie sfinansować tę część projektu, która nie jest objęta dofinansowaniem ze środków UE (minimum 20 proc. kosztów całej inwestycji). W związku z tym, na etapie oceny merytorycznej, weryfikowana jest sytuacja finansowa przedsiębiorstwa w okresie trzech ostatnich lat obrachunkowych. Przed złożeniem aplikacji o dofinansowanie należy przeanalizować, czy firma będzie w stanie ponieść koszty realizacji projektu w czasie jego trwania oraz w okresie trwałości, który wynosi od 3 do 5 lat. Warto także rozważyć złożenie wniosku w konsorcjum – w takim wypadku kluczowe jest prawidłowe sformułowanie zapisów umowy.

  1. Brak weryfikacji poziomu innowacyjności projektu

W przypadku projektów badawczo-rozwojowych zazwyczaj głównym kryterium oceny jest innowacyjność, rozumiana jako stopień zaawansowania technologicznego produktu lub technologii końcowej w projekcie, osiągany na drodze prac badawczo-rozwojowych. Prawidłowe określenie poziomu innowacyjności projektu przysparza firmom wiele trudności i często decyduje o odrzuceniu wniosku o dofinansowanie. Tymczasem poziom innowacyjności projektu najlepiej określić jeszcze przed podjęciem decyzji o złożeniu wniosku, w oparciu o bazy danych, np. patentową. Pozwoli to na uzyskanie informacji, czy rozwiązanie, które ma być wynikiem realizacji projektu, istnieje już na rynku lub ma na nim swój odpowiednik. W zależności od wyniku weryfikacji, kolejnym etapem może być uzyskanie opinii o innowacyjności projektu od wykwalifikowanej jednostki naukowej.

  1. Nieprawidłowe przyporządkowanie kosztów projektu

Dla wielu przedsiębiorstw starających się o dofinansowanie wyzwaniem jest prawidłowe przyporządkowanie kosztów projektu. Dotyczy to w szczególności projektów badawczo-rozwojowych i przypisywania kosztów do poszczególnych etapów prac B+R. W tym wypadku głównym problemem wnioskodawców jest rozróżnienie badań przemysłowych od prac rozwojowych. To istotna kwestia, ponieważ dla różnego rodzaju prac B+R przewidziany jest różny poziom dofinansowania.

Rozwiązaniem jest przyporządkowanie odpowiedniego poziomu TRL (Technology Readiness Level) dla poszczególnych etapów projektu. TRL to dziewięciostopniowa skala określająca poziom gotowości technologicznej danego rozwiązania. Można ją rozumieć jako etap rozwoju projektu badawczo-rozwojowego. Przykładowo, do poziomu TRL 6 występują wyłącznie badania przemysłowe. Najlepiej więc już na początku zdefiniować na jakim poziomie TRL będą kończyć się kolejne etapy projektu i dopiero na tej podstawie kategoryzować koszty – komentuje Beata Maczyszyn, Manager ds. Projektów Inwestycyjnych w Dziale Dotacji i Ulg B+R w Ayming Polska.

  1. Brak odpowiednich zasobów do realizacji projektu

Przedsiębiorstwa starające się o dofinansowanie muszą udowodnić, że posiadają kadrę i zasoby techniczne niezbędne do realizacji projektu. Jeśli w momencie składania wniosku, w przedsiębiorstwie nie ma odpowiednio wykwalifikowanego personelu, firma może wykazać umowy warunkowe podpisane z kadrą, która przystąpi do pracy po otrzymaniu dofinansowania na projekt. W przypadku zasobów technicznych, najlepiej gdy przedsiębiorstwo już fizycznie dysponuje sprzętem niezbędnym do przeprowadzenia projektu. W innym wypadku może starać się o zakup lub wynajem środków trwałych i dofinansować ich amortyzację lub wynajem. Istotne jest, aby określić środki trwałe potrzebne do realizacji projektu i taką informację zawrzeć we wniosku.

Od 2018 r. ułatwienie dla wnioskodawców POIR

We wrześniu, w ramach Ustawy o zasadach realizacji programów w zakresie polityki spójności finansowanych w perspektywie finansowej 2014-2020, Ministerstwo Rozwoju zatwierdziło korzystne dla przedsiębiorstw zmiany w procesie oceny wniosków. Będą one obowiązywać od 2018 r., a w przypadku konkursu 2.1 „Wsparcie inwestycji B+R” już od 20 listopada b.r. Ocena formalna wniosku będzie prostsza i szybsza. Do tej pory uzyskanie pozytywnej oceny formalnej wymagało spełnienia wszystkich kryteriów. Teraz komisja będzie weryfikować, czy wniosek został złożony we właściwym formularzu i terminie, jest wypełniony przynajmniej w dwóch trzecich punktów i posiada niezbędne załączniki. Nowością będzie także możliwość wniesienia poprawek do wniosku na etapie oceny merytorycznej. Wnioskodawca otrzyma od oceniających ekspertów kompleksowy zestaw uwag do wniosku, na podstawie których w ciągu 14 dni będzie mógł zaproponować zmiany w aplikacji o dofinansowanie. Poprawek nie będzie można wprowadzać jedynie w odniesieniu do oceny zdolności finansowej wnioskodawcy i zakwalifikowania projektu jako noszącego znamiona Centrum Badawczo-Rozwojowego. Inną pozytywną zmianą jest dopuszczenie udziału firm doradczych w panelu ekspertów oceniających składane aplikacje. Nowością będzie także wprowadzenie tzw. wizji lokalnej jeszcze przed podpisaniem umowy. Po opublikowaniu listy rankingowej, wnioskodawcy ubiegający się o dotacje dla projektów obarczonych dużym ryzykiem oraz  ci o mniejszej wiarygodności finansowej czy merytorycznej, będą podlegać kontroli ze strony jednostki przyznającej dofinansowanie.

 

Już 20 listopada 2017 r. ruszył prawdopodobnie ostatni nabór do wiodącego konkursu POIR: 2.1 „Wsparcie inwestycji B+R” (kolejny odbędzie się tylko, jeśli pozostaną środki do wykorzystania), a 15 lutego  2018 r. po raz ostatni odbędzie się konkurs w ramach 3.2.2 „Kredyt na innowacje technologiczne”. Teraz, gdy wydatkowanie środków unijnych nabiera rozpędu, szansa na uzyskanie środków jest jeszcze większa – warto więc ją wykorzystać.

 

Źródło; Ayming

Cosmo. Luce. Millenia. CX-9 Signature. Mazda6.

Modele te to zaledwie mała próbka samochodów Mazdy z ostatnich 50 lat, uosabiających ideę „Mazda Premium”. Jest to zestaw zasad i założeń, które wzbogacają skupione na człowieku podejście do projektowania i konstruowania samochodów. Stosując te zasady, Mazda buduje tradycyjne samochody osobowe i crossovery segmentu SUV, które konkurują z autami o klasę wyższymi, a jednocześnie oferowane są w bardzo przystępnych cenach. Odznaczają się one zdolnością tworzenia swoistej więzi emocjonalnej – sprawiają, że ich właściciele odczuwają przyjemność i satysfakcję we wszystkich aspektach swojego kontaktu z samochodem. Dzięki takim modelom Mazda dąży do wytyczonego przez siebie celu: ambicją producenta jest wzbogacanie życia ludzi poprzez przyjemne doznania posiadania i prowadzenia samochodów. Jednocześnie, Mazda pragnie stać się marką, do której klient odczuwa sympatię i przywiązanie.

Zmodyfikowana Mazda6 z pewnością realizuje wszystkie te założenia. Nowy model przenosi Mazdę6 z jej dotychczasowego środowiska konkurencyjnego do klasy wyższej. O awansie tym decyduje imponujący poziom wykonania i wykończenia, styl oraz rozwiązania techniczne, dzięki którym dla kierowcy każda chwila spędzona w samochodzie jest przyjemnością i przygodą. Jednocześnie, Mazda6 gruntownie zmodyfikowana pod swym kostiumem zewnętrznym, tchnie pogodą i optymizmem; ujmuje wyrafinowaniem, jakiego oczekiwalibyśmy od samochodu znacznie droższego.

Postęp na własnych zasadach

Mazda CX-9, crossover segmentu SUV wprowadzony w roku 2016, był dla Mazdy istotnym krokiem naprzód. Stanowił kolejny dowód na to, że Mazda awansuje o klasę wyżej. Demonstrował zdolność producenta do stworzenia samochodu segmentu SUV, cechującego się doskonałą dynamiką jazdy, poziomem dopracowania i wyposażenia godnym klasy wyższej, z bogactwem funkcji i udogodnień.
W parze z tymi atutami szły zaawansowane rozwiązania techniczne oraz mocny silnik. Producent nie pomylił się w swoim założeniu, że jeżeli zaoferuje tak opracowaną całość, znajdzie na nią nabywców.
Po nieco ponad roku od czasu wprowadzenia na rynek, bogato wyposażona wersja Grand Touring i wersja flagowa Signature stanowią łącznie około 55% wszystkich egzemplarzy Mazdy CX-9 sprzedanych w Stanach Zjednoczonych. Nie trzeba dodawać, że jest to niezwykle wysoki odsetek.

Ze szczególnie dobrym przyjęciem spotkała się wersja Signature o najwyższym poziomie wyposażenia – jej sprzedaż dwukrotnie przewyższyła oczekiwania producenta. Wybierają ją przede wszystkim klienci przechodzący od tradycyjnych marek luksusowych do produktów Mazdy.

W tej sytuacji naturalnym posunięciem ze strony Mazdy było zaoferowanie flagowego modelu z nadwoziem sedan również w bogatej, atrakcyjnej wersji. Mazda6 poddawana była modyfikacjom w każdym roku swojej obecności na rynku. Dotychczasowe aktualizacje obejmowały poprawę wygłuszenia wnętrza i nową opcję wyposażenia z elementami ze skóry Nappa. Mazda6 otrzymała także, w wyposażeniu standardowym, system G-Vectoring Control. Jest to opracowane i stosowane wyłącznie przez Mazdę rozwiązanie, dzięki któremu reakcja podwozia na ruchy układu kierowniczego staje się bardziej bezpośrednia i liniowa. Efekt ten osiągany jest poprzez nieznaczne i chwilowe obniżenie momentu obrotowego silnika w chwili skręcenia kół, w celu lepszego dociążenia przedniej osi.

Jest jednak oczywiste, że samo dodanie skóry Nappa i paru nowych rozwiązań technicznych to za mało, by stworzyć flagową wersję Signature*. Dlatego znaczącym ulepszeniom poddano również podwozie Mazdy6, aby zapewnić wyższy komfort toczenia, większą zwinność i radykalną poprawę w dziedzinie NVH (redukcji hałasu, wibracji i dyskomfortu). W kabinie Mazdy6 Signature wykorzystano wysokiej jakości materiały—brązową skórę Nappa, której kolor inspirowany jest barwą starego drewna w dawnych świątyniach japońskich, sztuczny zamsz UltraSuede® NU o subtelnym złotym odcieniu nałożonym techniką podobną do metod zdobienia japońskich kimon, oraz wstawkami z drewna Sen, często stosowanego do wyrobu bębnów taiko i japońskich mebli.

Jednak największe ulepszenie Mazdy6 Signature stanowi źródło jej napędu. Wersja ta jest drugim pojazdem, w którym do napędu wykorzystano nagradzaną jednostkę napędową Mazdy – benzynowy, doładowany turbosprężarką silnik SKYACTIV-G 2.5T*. Słynie on z niemal natychmiastowego dostarczania potężnego momentu obrotowego, za którego generowanie odpowiada system Dynamic Pressure Turbo. Działanie tego systemu polega na tym, że przy niskich obrotach silnika struga gazów spalinowych zostaje przepuszczona przez kanał o małej średnicy, co przyśpiesza jej przepływ i zapewnia szybsze rozpędzenie turbiny. Przy wyższych obrotach otwiera się główny kanał, którym gazy przepływają w pozostałym zakresie pracy silnika. Dzięki temu rozwiązaniu dwuipółlitrowy silnik czterocylindrowy wytwarza moment obrotowy porównywalny z silnikiem 4.0 V8. Mazda6 już wcześniej zyskała w swojej klasie status faworyta wśród tych kierowców, którym nie jest obojętne, jakim samochodem jeżdżą. Najnowsze modyfikacje zapewnią temu modelowi pozycję ponad głównym nurtem sedanów klasy wyższej-średniej i zmienią przekonanie o tym, jaki powinien być i co powinien potrafić średniej wielkości sedan oferowany w przystępnej cenie.

„Dojrzała elegancja”: nowa wizja stylistyki

Mazda VISION COUPE, radykalny model koncepcyjny, po raz pierwszy zaprezentowany podczas Salonu Samochodowego w Tokio 2017, jest zapowiedzią przywrócenia zdecydowanego nacisku na kwestię elegancji. Mazda6 realizuje pokrewny temat, nazwany „Dojrzała Elegancja”. Zakłada on stworzenie jeszcze wyższego poziomu zaawansowania języka stylistycznego KODO — Dusza Ruchu, który Mazda stosuje w ramach swoich obecnych aspiracji i ambicji rozwojowych.

W widoku Mazdy6 od przodu dominuje nowy, niżej schodzący grill, który podkreśla masywność i głębokość przedniej bryły, nisko położony środek ciężkości i szerokość sylwetki. Występujące w wyposażeniu standardowym reflektory diodowe zawierają w sobie światła przeciwmgielne i odznaczają się szeroką, wyrazistą grafiką świetlną. Powierzchnie lakierowane sięgają teraz w niższe partie nadwozia. Elegancji wyglądu dopełniają felgi o nowych wzorach i średnicach od 17 do 19 cali. Kolejną nowością w sedanie Mazdy jest lakier w kolorze Soul Red Crystal, który dołącza tym samym do Machine Gray Metallic i całej gamy innych dostępnych barw nadwozia.

Wnętrze samochodu zaprojektowane jest niemal całkowicie od nowa. Z poprzedniego modelu przejęto tylko kierownicę i niektóre drobne elementy wykończenia. Najbardziej zauważalną nowością jest szeroko rozciągnięta w poziomie tablica rozdzielcza, która podkreśla szerokość Mazdy6, a jednocześnie nadaje kabinie poczucie wyrafinowanej elegancji. W wersjach Mazda6 Signature boczki drzwi, siedzenia i tablica rozdzielcza wykończone są detalami z drewna Sen, skóry Nappa i sztucznego zamszu UltraSuede® NU.
W ten sposób powstaje klimat, który będzie tak samo na miejscu na gwarnej ulicy handlowej Rodeo Drive, jak i na wijącej się stokami wzgórz, zachęcającej do szybkiej jazdy Mulholland Drive.

 

Bogactwo rozwiązań technicznych

Lista nowości i modyfikacji Mazdy6 nie kończy się na tym: choć jej wnętrze awansowało na wyższy poziom, błędem byłoby poprzestanie na tym, bez odpowiednich ulepszeń technicznych.

Fotele przednie Mazdy6 zostały całkowicie przeprojektowane. Są one teraz szersze, a ich partie miękkie wykonano z tłumiącej wibracje pianki uretanowej o wysokiej gęstości. Tworzy ona sprężystą strukturę, wystarczająco twardą, by zapewniać pewne podparcie, a jednocześnie na tyle układającą się do ciała, by gwarantować kierowcy i pasażerom komfort podczas długich podróży. Fotele Mazdy6, w których wykorzystano materiały i koncepcje nowej generacji, po raz pierwszy pokazane w sierpniu 2017 r. na Global Tech Forum – prezentacji Mazdy we Frankfurcie nad Menem, zaprojektowane są tak, by kręgosłupy osób zajmujących pierwszy rząd siedzeń przybierały kształt litery S – taki, jaki występuje naturalnie u osoby stojącej.

Mazda6 wyposażona jest opcjonalnie – po raz pierwszy w samochodach tej marki – w przednie fotele wentylowane, z funkcją odprowadzania ciepłego powietrza z pleców kierowcy i przedniego pasażera w celu wywołania przyjemnego uczucia świeżości. Przeprojektowane zostały również siedzenia tylne, które dzięki użyciu pianki uretanowej o wysokiej gęstości zapewniają wyższy komfort.

Oprócz siedzeń, nowe rozwiązania techniczne przejawiają się w takich systemach i funkcjach dostępnych opcjonalnie, jak:

  • System kamer 360°
  • Zestaw wskaźników w formie wyświetlacza TFT o przekątnej 7 cali i możliwości zmiennej konfiguracji zegarów (w modelach o wyższym poziomie wyposażenia)
  • Nowy wyświetlacz systemów informacji i rozrywki MZD CONNECT o przekątnej 8 cali z podwyższonym kontrastem kolorów
  • Tempomat radarowy Mazda Radar Cruise Control działający w pełnym zakresie prędkości, z funkcją Stop & Go, dostępny jako opcja wyposażenia
  • System odmrażania wycieraczek przedniej szyby
  • Wyświetlacz czołowy Active Driving Display

Silniki dopasowane do gustów nabywców

W Stanach Zjednoczonych Mazda6 oferowana jest z dwiema jednostkami napędowymi do wyboru. Pierwszą z nich jest wolnossący silnik benzynowy SKYACTIV-G 2.5, cechujący się wysokim momentem obrotowym i niskim zużyciem paliwa. Na potrzeby tego modelu skonstruowany przez Mazdę czterocylindrowy silnik o pojemności skokowej 2,5 litra otrzymał szereg modyfikacji, którym zawdzięcza redukcję tarcia wewnętrznego, poprawę wydajności w całym zakresie prędkości obrotowych oraz podwyższoną kulturę pracy. Nowym rozwiązaniem technicznym, na rynku amerykańskim stosowanym tylko przez Mazdę, jest system dezaktywacji cylindrów użyty w silniku czterocylindrowym. W sytuacjach, gdy samochód jedzie ze stałą prędkością w zakresie od 40 do 80 km/h, dwa skrajne cylindry mogą się wyłączać, jednak w reakcji na dodanie gazu czyli w sytuacji zapotrzebowania na wyższe osiągi, silnik natychmiast wraca do pracy na czterech cylindrach. W przekładni hydrokinetycznej – elemencie automatycznej, sześciobiegowej skrzyni SKYACTIV-DRIVE, zastosowane zostało wahadło odśrodkowe, które równoważy wszelkie wibracje, jakie mogłyby być odczuwalne podczas pracy silnika na dwóch cylindrach. Efektem jego użycia jest niezauważalne przełączanie się silnika pomiędzy trybami pracy na dwóch i czterech cylindrach. Jednocześnie, wyłączanie cylindrów daje bardzo zauważalne korzyści w zakresie obniżenia zużycia paliwa w warunkach rzeczywistej eksploatacji.

Wyższe wersje Mazdy6 napędza nagrodzony, doładowany turbosprężarką silnik Mazda SKYACTIV-G 2.5T. Silnik ten, po raz pierwszy zastosowany w obecnej generacji Mazdy CX-9 – SUV-ie crossover średniej wielkości – stanowi prawdziwą osobliwość techniczną: osiąga moment obrotowy na poziomie 420 Nm już od prędkości 2000 obr./min. oraz moc 250 KM na benzynie o liczbie oktanowej 93 (227 KM na benzynie 87-oktanowej).

System Dynamic Pressure Turbo, zastosowany przez Mazdę jako pierwszy w branży, generuje moment obrotowy niemal natychmiastowo, dzięki wykorzystaniu niedużego portu dolotowego, który doprowadza powietrze do turbosprężarki – na podobnej zasadzie, jak przy zwiększaniu prędkości strumienia wody, gdy wylot węża ogrodowego przytykamy kciukiem. Przy wyższych prędkościach obrotowych otwiera się zawór poszerzający przepływ powietrza, co z kolei umożliwia osiągnięcie przez silnik mocy maksymalnej. Kolektor wydechowy w układzie 4-3-1 posiada funkcję odciągania pulsów wydechowych, co zapobiega powstawaniu ciśnienia zwrotnego i sprzyja swobodnej wymianie ładunków w silniku.

System EGR (recyrkulacji gazów spalinowych z funkcją ich schładzania) służy do obniżania temperatury pracy w komorze spalania, co z kolei zapobiega spalaniu detonacyjnemu i w ten sposób zmniejsza potrzebę wzbogacania mieszanki (czyli procesu wtryskiwania do cylindrów dodatkowych ilości paliwa w roli substancji chłodzącej silnik). W warunkach praktycznej eksploatacji często zdarza się, że silniki z turbodoładowaniem nie są w stanie osiągnąć poziomów zużycia paliwa określanych przez EPA (amerykańską Agencję Ochrony Środowiska). Dzieje się tak dlatego, że testy laboratoryjne nie odwzorowują bardziej agresywnego stylu jazdy, przy którym konieczne jest wzbogacanie mieszanki.

Również zbyt często zdarza się w branży motoryzacyjnej, że silniki z turbodoładowaniem sprzęgane są z automatycznymi przekładniami bezstopniowymi (CVT), wskutek czego w praktyce operują tylko w wąskim paśmie największej oszczędności, ze szkodą dla poczucia bezpośredniej łączności kierowcy z samochodem —czyli tego, co Mazda tak ceni jako ideę Jinba Ittai i z przekonaniem zaszczepia we wszystkich swoich samochodach. Automatyczna skrzynia biegów Mazdy – sześciobiegowa SKYACTIV-DRIVE, standardowo stosowana w układzie przekazania napędu silnika SKYACTIV-G 2.5T – w większości sytuacji utrzymuje przekładnię hydrokinetyczną w pozycji zamkniętej, dzięki czemu zapewnia poczucie większej bezpośredniości i kontroli niż wiele innych automatycznych skrzyń biegów.

Obydwa silniki stosowane jako napęd Mazdy6 uzupełniają się wzajemnie: jednostka wolnossąca pełni rolę silnika wszechstronnego, oszczędnego, szybkiego w reakcjach na impulsy, natomiast turbodoładowana zapewnia wysokie osiągi, z jakich znane są współczesne samochody Mazda.

Wreszcie, jako firma wciąż pozostająca zwolennikiem ręcznych skrzyń biegów, Mazda zamierza nadal oferować w modelach Mazda6 swoją przekładnię SKYACTIV-MT z silnikiem SKYACTIV-G 2.5*.

Czym byłby silnik bez podwozia?

W tej najnowszej rundzie modyfikacji i ulepszeń inżynierowie poddali weryfikacji wszystkie elementy i funkcje podwozia Mazdy6. Dzięki temu jej zawieszenie zapewnia teraz wyższy komfort jazdy – większą gładkość i liniowość toczenia i odznacza się lepszym dopracowaniem dziedziny NVH (hałas, wibracje i dyskomfort) – na poziomie zbliżonym do ultracichego modelu CX-9. Przekładnia kierownicza jest obecnie sztywno zamontowana do szkieletu samochodu, oferując w ten sposób szybszą reakcję i większe czucie prowadzenia. System SKYACTIV-CHASSIS został usztywniony proporcjonalnie do zmodyfikowanego zawieszenia, co z kolei zapewnia gładsze toczenie i jednocześnie podnosi poziom osiągów dynamicznych.

Korekty objęły również geometrię zawieszenia Mazdy6. W obecnej postaci gwarantuje ono większą wygodę jazdy bez uszczerbku dla jakości i czucia prowadzenia. Zmiany w zakresie zbieżności kół, wywoływane kompresją jednej strony zawieszenia podczas pokonywania zakrętów, dobrane są tak, by sprzyjać większej neutralności kierowania.

Wreszcie, wzmocnienia w partii nadwozia, użycie grubszych arkuszy blachy stalowej w tylnych nadkolach, wzmocnione rozpórki płyty podłogowej i jeszcze grubsze mocowania wahaczy wzdłużnych pomagają w wyciszeniu wnętrza i poprawie słyszalności rozmów prowadzonych w kabinie. W efekcie w zakresie wyciszenia, dopracowania komfortu jazdy i przebywania we wnętrzu oraz zdolności dynamicznych, Mazda6 plasuje się na nieczęsto spotykanym poziomie.

W pogoni za klasą premium

W stałym dążeniu ku klasie premium nie wystarcza już dobry silnik. Nie wystarcza dobre podwozie. Nie wystarcza nawet eleganckie wnętrze ani doceniona i nagradzana na całym świecie stylistyka. Ani też wyrafinowanie całości i konkretne rozwiązania techniczne. Z osobna, atuty te to wciąż za mało.

Jednak łącznie, wszystkie te wartości uzupełniają się i osiągają efekt, który Mazda wytyczyła sobie jako cel do zrealizowania. Stawiają kolejny krok w stronę awansu tej marki do klasy wyższej. Pozwalają jej oderwać się od głównego nurtu, z poziomu rynku masowego, bowiem zapewniają doznanie „Mazda Premium”, które ujmie i zachwyci nabywców. Podobnie, jak jej poprzednik, nowa Mazda6 zajmie miejsce wśród najlepszych samochodów na świecie, adresowanych do ludzi, którzy kochają prowadzić auta. I nie poprzestanie na tym – będzie mierzyć jeszcze wyżej, by przenieść wizerunek Mazdy, a wraz z nim jej klientów, na nowy, o klasę wyższy poziom. Dlatego, że Mazda nie ustaje w swoim dążeniu do doskonałości.

Pojawienie się zmodyfikowanej i ulepszonej Mazdy6 w sprzedaży przewidziano na wiosnę 2018 r.*

*Specyfikacje i dane modelu na rynek USA

 

Obecnie jednym z najgorętszych tematów  w polskiej służbie zdrowia jest elektroniczne zwolnienie lekarskie. Od 1 lipca 2018 roku zostaną wyeliminowane z obiegu tradycyjne zwolnienia w wersji papierowej, zastąpią je elektroniczne. Możliwość wystawiania e-zwolnień to kolejny krok w kierunku cyfryzacji służby zdrowia. Takie zwolnienia wystawiane są już w niektórych placówkach, gdzie lekarze korzystają z bezpłatnego oprogramowania Gabinet drWidget.

– Działa to mniej więcej w ten sposób, że pacjent przychodzi do lekarza, mówi co mu dolega. Lekarz uznaje, że warto takiego pacjenta wysłać na zwolnienie lekarskie. Jedyne co  musi zrobić, to wprowadzić  PESEL pacjenta i ustalić powód takiego zwolnienia. System zajmuje się już resztą. Rozsyła odpowiednie dokumenty zarówno do pracodawcy jak i ZUS-u – mówi newsrm.tv Piotr Miluski, ekspert Gabinet drWidget.

Wystawianie e-zwolnienia – zwłaszcza w porównaniu z odręcznym wypisywaniem dokumentu – zajmuje lekarzowi kilka chwil. Co najbardziej istotne – system podpowiada większość danych.  Od początku 2016 r. pacjenci mogą otrzymać zwolnienie lekarskie w formie elektronicznej (e-ZLA). Lekarz takie zwolnienie musi podpisać, z wykorzystaniem bezpiecznego podpisu elektronicznego lub kwalifikowanego certyfikatu, a następnie przekazać do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), który następnego dnia udostępnia je płatnikowi składek.

– Korzystanie z elektronicznego zwolnienia jest dla mnie bardzo korzystne. Znacznie skraca czas przeznaczony na wypełnienie tego dokumentu. Możemy wystawić zwolnienie nawet jeśli pacjent nie pamięta NIP-u swojego pracodawcy. Poza tym oszczędność czasu, która wiąże się z brakiem konieczności zawożenia co siedem dni kopii zwolnień do siedziby ZUS-u, jest dla mnie niezwykle cenna – komentuje Filip Diks, kardiolog.

Takie zwolnienia można już wystawiać w aplikacji Gabinet drWidget. Program pozwala na zarządzanie placówką, umawianie się na wizyty, odbieranie recept i zwolnień.

Wypowiedź: Piotr Miluski, project manager LekSeek Polska, Filip Diks, kardiolog

 

 

 

Porta Steel – otrzymała tytuł Fabryka Roku 2017 w kategorii Automatyka i Robotyka. Nagrodzony zakład produkcyjny, uruchomiony kosztem 70 mln zł, wytwarza skrzydła i ościeżnice ze stali. Dzięki tej inwestycji tylko w I półroczu 2017 r. Porta zwiększyła produkcję stalowego asortymentu o 20%. Porta szacuje, że działalność fabryki przyniesie jej w ciągu najbliższych pięciu lat dodatkowy przychód w wysokości ok. 100 mln zł.

Na 15 tysiącach mkw. w Ełku działa jeden z najnowocześniejszych zakładów produkcyjnych w Europie. Sercem inwestycji jest w pełni zautomatyzowana linia produkcyjna o wartości 49 mln zł. Jej łączna długość to 210 m. Dzięki niej jedno skrzydło drzwiowe może powstać w ciągu 2 minut, a ościeżnica w minutę. W Porta Steel znajduje się także linia transportu podwieszanego licząca półtora kilometra oraz bezobsługowy magazyn, który pomieści 750 ton blachy.

– Porta Steel to zakład nowoczesny pod każdym względem. Zaprojektowany tak, aby wytrzymać technologiczną próbę czasu na lata do przodu. Wyznacznikiem tej inwestycji jest wysoki poziom automatyzacji – zarówno na poziomie produkcyjnym, jak i magazynowym. Dzięki temu skokowo zwiększamy nasze moce wytwórcze, a jednocześnie mamy możliwość pełnej personalizacji wyrobów przy zachowaniu szybkiego tempa produkcji. Ta inwestycja jest naszą mocną kartą w grze o rynek nie tylko w Polsce, ale i za granicą. W ciągu najbliższych lat chcemy zwiększyć udział eksportu w przychodach do 40% – zapowiada Łukasz Luto, wiceprezes i dyrektor zarządzający Porta KMI Poland.

Nakłady inwestycyjne projektu wyniosą 400 milionów złotych, co zwiększy dotychczasowe zaangażowanie Toyoty w inwestycje produkcyjne w Polsce do niemal 4,5 miliarda złotych.

Najnowsza generacja silnika jest zaprojektowana w oparciu o nową globalną platformę projektową Toyoty (TNGA – Toyota New Global Architecture). Silnik ten wraz z baterią będzie wykorzystywany w napędach hybrydowych oraz w wersji konwencjonalnej. Będą w niego wyposażone modele Toyoty, które pojawiać się będą na rynku od roku 2020.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z faktu, że nowy silnik powiększy gamę podzespołów produkowanych w naszych fabrykach. Napędy hybrydowe stanowią obecnie 40% sprzedaży Toyoty w Europie i ich udział wzrasta gwałtownie. Ta inwestycja oznacza, że będziemy mogli sprostać oczekiwaniom rynku – mówi Eiji Takeichi, prezes zarządu Toyota Motor Manufacturing Poland.

– Dzięki  projektowi napędu hybrydowego TNGA będziemy mogli zwiększyć naszą konkurencyjność. Zastosowanie najnowszych technologii Toyoty tworzy nowe możliwości rozwoju dla naszych pracowników i bazy dostawców, zwiększając nasz wkład w rozwój polskiej gospodarki – podkreśla Dariusz Mikołajczak, dyrektor fabryki w Jelczu-Laskowicach. Aby sprostać nowym wyzwaniom będziemy wzmacniać nasz zespół o nowych inżynierów i pracowników produkcji – dodaje Mikołajczak.

PAIH od lat wspiera projekty inwestycje Toyoty w Polsce. Cieszy nas, że firma podjęła decyzję o zrealizowaniu zaawansowanej technologicznie dużej reinwestycji. Polska ma bardzo dobry klimat inwestycyjny, który nie tylko przyciąga nowych inwestorów zagranicznych, ale również obecnych w naszym kraju przekonuje do reinwestowania. Ta decyzja jest tego najlepszym przykładem. – podkreśla wiceprezes PAIH dr Krzysztof Senger.

Nadchodzi rewolucja w sprzedaży. Powstała aplikacja, która wykorzystuje możliwości Androida i iOS 11 do skanowania rzeczywistej przestrzeni i nanoszenia na nią wirtualnych przedmiotów. Użytkownicy mogą w ten sposób urządzać wnętrza swoich domów czy zmieniać kolor karoserii samochodu. Wszystko w skali 1:1!

Zastosowań aplikacji jest jednak zdecydowanie więcej. Sprawdza się ona przede wszystkim w branżach, gdzie dotąd wizualizacja produktów była bardzo trudna.

– Nasze rozwiązanie kierujemy m.in. do branży przemysłowej. Firmy, które dotąd brały udział w targach i chciały tam pokazywać swoje maszyny, a wiązało się to z całą logistyką i ciężkim transportem, dziś mogą używać telefonu czy tabletu i w ten sposób pokazywać swój sprzęt w rzeczywistym rozmiarze. Podobnie z branżą deweloperską. Dzięki oprogramowaniu od VR Visio jesteśmy w stanie postawić blok mieszkalny w dowolnym miejscu, wejść do urządzonego mieszkania i pokazać potencjalnemu nabywcy, jak będzie wyglądać jego wymarzony dom. Z punktu widzenia przedsiębiorcy to solidne wsparcie sprzedaży. Tak atrakcyjna i realistyczna prezentacja produktów dotąd nie była możliwa – mówi Adam Cegielski, CEO VR Visio.

 

Sytuacja gospodarcza na świecie jest bardzo dobra. W Polsce PKB wzrósł w III kwartale br. aż o 4,7% rok do roku. Dynamika produkcji jest najwyższa od lat, a bardzo duży popyt obserwujemy również w usługach. W tak dobrym otoczeniu makroekonomicznym jakość portfeli kredytowych banków powinna rosnąć. Tymczasem banki sygnalizują, że poziom tzw. złych kredytów zaciągniętych przez polskie firmy jest podobny jak rok temu. Z terminową spłatą zobowiązań borykają się głównie małe i średnie spółki.

Ta negatywna tendencja widoczna w segmencie „misiów” ma swoje źródło we wzroście kosztów pracy i surowców – nie tylko tych używanych do produkcji, ale choćby kosztów energii. Oprócz presji po stronie kosztowej, duża bariera istnieje także po stronie przychodowej. Spore grono spółek doświadcza spadku marż, a w rezultacie zysków z działalności. Co więcej, wiele przedsiębiorstw produkcyjnych wykorzystuje już w pełni swoje moce i nie ma możliwości istotnego zwiększenia wolumenów produkcji bez znacznych nakładów na inwestycje.

„Inwestycje” to słowo klucz. Ostatnie raporty finansowe pokazały to, że duża grupa małych oraz średnich spółek jest mocno niedoinwestowana i bazuje na możliwie niskich kosztach pracy zamiast na nowoczesnych technologiach.

Ucieczka z błędnego koła

Na rozwój nowych technologii i wdrażanie innych usprawnień potrzebne są znaczne nakłady finansowe. Problem w tym, że kurczące się zyski utrudniają, a czasem wręcz uniemożliwiają spółkom dokonanie tego jakościowego skoku. Dla wielu z nich jedyną drogą ucieczki z tego błędnego koła jest więc podniesienie cen. Jeśli uda się zwiększyć marże, w kolejnych kwartałach ich zyski powrócą na ścieżkę wzrostu.

Proces aktualizacji cenników jest w toku. Rzecz w tym, że firmy mogą sobie pozwolić jedynie na niewielkie podwyżki, a niektóre w ogóle nie mogą podnieść cen. W podwójnie trudnej sytuacji są te spółki, które dużą część przychodów czerpią z eksportu, bo w ostatnich tygodniach złoty umocnił się do innych walut.

Duże spółki atrakcyjniejsze

Otoczenie makroekonomiczne wciąż przemawia za inwestowaniem w akcje. Inwestując na warszawskim parkiecie warto jednak skupić się głównie na spółkach z WIG20. Polskie blue chipy są bardziej atrakcyjne niż „misie”, które są w odwrocie po serii słabych wyników finansowych i mają przed sobą trudny sprawdzian z umiejętności dostosowania się do zmieniających się okoliczności rynkowych.

Oczywiście inwestycyjne perełki można znaleźć też wśród małych i średnich spółek. Inwestując w nie należy jednak zachować większą ostrożność. Choć akcje wielu z nich poddały się wyraźnej przecenie, to w wielu przypadkach spadki były zasłużone. Podczas selekcji należy więc odłożyć na bok argumenty makro, takie jak wzrost PKB. Warto natomiast bardzo dokładnie przeanalizować prognozy zysków spółek i ocenić, na ile realne jest ich spełnienie, biorąc pod uwagę ostatnie raporty i wzrost kosztów.

Autor: Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Eksperci

Lipka: Jak w Polsce marnotrawiony jest kapitał ludzki

Co sprawia, że znakomite wyniki polskiej młodzieży w badaniach kapitału ludzkiego nie przekładają si...

Baczewski: Firmy mogłyby bardziej zwiększyć zatrudnienie, ale boją się nowych przepisów

Do 42% wzrósł w stosunku do poprzedniego kwartału odsetek przedsiębiorców, którzy planują podwyżki -...

Bugaj: Małe spółki – reaktywacja

Powoli zbliżamy się do końca roku, który na krajowym parkiecie zapisze się jako okres dużych kontras...

Przasnyski: Gospodarka pędzi, inwestycje kroczą

Dynamika PKB w trzecim kwartale wyniosła 4,9 proc. i okazała się wyższa niż oczekiwane przez ekonomi...

Starczewska-Krzysztoszek: Inwestycje publiczne nieznacznie ruszyły

PKB wzrósł w 3. kwartale 2017 r. o 4,9 proc. r/r. Nakłady brutto na środki trwałe były wyższe o 3,3 ...

AKTUALNOŚCI

Inspekcja Transportu Drogowego zajmie się poborem opłat

Sejm uchwalił nowelizację ustawy o drogach publicznych, która zakłada przeniesienie zadań związanych...

Nowe opłaty za usługi wodne

Obecnie rozliczenie należności za pobór wód z własnego ujęcia oraz odprowadzanie ścieków do środowis...

Wystartowała nowa kampania społeczna „2h 51 minut”

Eksperci alarmują: uzależnienie od telefonów może skutkować nie tylko pogorszeniem wzroku, ale równi...

Seniorzy dostaną refundację szczepionki przeciwko grypie?

Ministerstwo Zdrowia rozważa wprowadzenie refundacji szczepionki przeciwko grypie dla osób starszych...

Umowa handlowa UE – Japonia przyniesie korzyści Polsce

8 grudnia, po pięciu latach rozmów, udało się sfinalizować negocjacje umowy o wolnym handlu i partne...