wtorek, Październik 24, 2017
Home Archiwa 2017 Październik 5

Dzienne archiwaPaź 5, 2017

Nowelizacja ustawy Prawo farmaceutyczne, która weszła w życie 25 czerwca br., zwana potocznie „apteką dla aptekarza” (AdA), wprowadziła najbardziej przeregulowany i restrykcyjny model rynku aptecznego, niespotykany w rozwiniętych krajach Zachodu, zabetonowała rynek aptek i zaczyna wpływać na spadek ich liczby oraz wzrost cen leków. Nie przyniosła natomiast żadnego z efektów, zapisanych w projekcie nowelizacji.

Przyjęta 25 czerwca nowelizacja Prawa farmaceutycznego wprowadziła w Polsce model apteczny poczwórnie zamknięty. Z typowego europejskiego systemu otwartego (wg raportu UOKiK z 2015 r.) zmieniła go w jeden z najostrzejszych, najbardziej restrykcyjnych systemów zamkniętych w Europie, w którym łącznie obowiązują restrykcyjne ograniczenia właścicielskie (apteka dla aptekarza), ilościowe (maksymalnie cztery apteki oraz regulacja „1%”), geograficzne i demograficzne (bez żadnych wyjątków, takich jak szpitale, dworce czy centra handlowe, co jest standardem w krajach, gdzie takie ograniczenia obowiązują) oraz zakaz reklamy aptek, który w praktyce jest zakazem jakiejkolwiek komunikacji apteki i farmaceuty z pacjentami.

Po 25 czerwca br. właścicielem apteki może zostać jedynie farmaceuta posiadający jednocześnie prawo wykonywania zawodu (a więc nie każdy farmaceuta). Dodatkowo wprowadzono maksymalnie limit czterech aptek dla jednego farmaceuty, spełniającego wymogi ustawy. Oznacza to, że możliwość nabycia lub otwarcia apteki przysługiwać będzie jedynie wąskiej grupie członków korporacji zawodowej, wobec blisko 40 mln Polaków, którzy mogli być dotychczas właścicielami aptek. Ustawa zastopuje również możliwość rozwoju polskim przedsiębiorcom, niebędącym farmaceutami, gdyż zamyka im drogę do rozwoju firm. Przedsiębiorcy tacy mogą aptekę jedynie stracić, a nowej nie będą już w stanie otworzyć. Na nowe restrykcje własnościowe nakłada się stara regulacja, mówiąca o tym, że przedsiębiorca, posiadający powyżej 1 proc. ogólnej liczby aptek w danym województwie nie może otrzymać zezwolenia na otwarcie nowej apteki, co w dzisiejszym stanie prawnym stało się zapisem kuriozalnym.

25 czerwca wprowadzono także regulacje demograficzno-geograficzne polegające na tym, że nową aptekę można uruchomić jedynie wtedy, gdy na nową placówkę przypadnie co najmniej 3 tys. mieszkańców, a żadna inna apteka nie znajduje się bliżej niż 500 m. Regulacje te praktycznie uniemożliwiają otwieranie w największych polskich miastach nowych aptek. Dotyczy to przede wszystkim miejsc najbardziej dogodnych dla pacjentów tj. w centrów miast i miasteczek, szpitali, przychodni, dworców, lotnisk czy centrów handlowych.

– Polski rynek apteczny to dziś twór niespotykany nigdzie w rozwiniętym świecie. Co gorsza, idziemy w kierunku odwrotnym, niż nowoczesny świat – mówi Marcin Piskorski, prezes zarządu Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET. – W rozwiniętych krajach Europy od lat obserwujemy tendencję liberalizowania rynku aptecznego. Wynika to m.in. z faktu, że systemy zamknięte są drogie dla płatnika publicznego i prywatnego. Tworząc bowiem pozbawione ryzyka środowisko biznesowe dla właścicieli aptek, którymi z reguły są w tych systemach członkowie korporacji aptekarskiej, znoszą jakiekolwiek mechanizmy konkurencyjne, co szybko przekłada się na wzrost cen i spadek dostępności – dodaje.

W ostatnich 20 latach doszło do zauważalnego złagodzenia przepisów dotyczących aptek w 15 państwach Europy. Na szczególną uwagę zasługuje zauważalny odwrót od zasady „apteka dla farmaceuty”. W sierpniu br. zrezygnowano z niej np. we Włoszech.

Liczba aptek w dół

W pracach nad regulacją ostrzegaliśmy, że przyniesie ona spadek liczby aptek, a więc spadek dostępności leków dla pacjentów oraz wzrost cen leków. Pierwsze tego oznaki już się pojawiają – powiedział Marcin Nowacki, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Według najnowszych danych Centrum Systemów Informatycznych Ochrony Zdrowia we wrześniu liczba aptek w Polsce nieznacznie spadła. Spadek liczby aptek w sierpniu raportował zaś PEX Pharma Sequence. Co ważniejsze, w lipcu do wojewódzkich inspekcji farmaceutycznych złożono tylko jeden (sic!) na całą Polskę wniosek o otwarcie nowej apteki, wobec średnio 105 wniosków miesięcznie składanych przed wejściem w życie regulacji. Jeśli dodamy do tego fakt, że średnio w Polsce zamyka się 82 aptek miesięcznie a liczba nowych wniosków dramatycznie spadła, spadek liczby aptek w Polsce rozpocznie się na dobre za ok. 2 – 3 miesiące. W tym czasie inspekcja farmaceutyczna zakończy „przerabiać” zwiększoną liczbę (ok. 500) wniosków, które wpłynęły do niej w czerwcu, tuz przed zamknięciem rynku.

Powyższa sytuacja oznacza zabetonowanie rynku. Ci, którzy apteki mają, modlą się, żeby ich nie stracić z własnej winy lub przyczyn losowych – co już miało miejsce w Poznaniu, gdzie najemca wypowiedział umowę najmu aptece działającej od ponad 50 lat na Starym Mieście. Z powodu kryteriów geografoczno-demograficznych, nie można jej było odtworzyć w nowym lokalu. Na rynek nie wejdą nowi przedsiębiorcy i farmaceuci, gdyż nie przeskoczą zapisów ustawy. Nawet, jeśli posiadają tytuł magistra farmacji, zablokuje ich regulacja geograficzno-demograficzna, chyba, że zdecydują o otwarciu apteki na Pustyni Błędowskiej – dodał Marcin Nowacki.

Ceny w górę

Z danych PEX Pharma Sequence wynika, że w okresie czerwiec – sierpień 2017 ceny leków OTC (bez recepty) wzrosły o 4,1 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku 2016, a leków nierefundowanych wydawanych na receptę o rekordowe 6,4 proc. (także w okresie czerwiec – sierpień 2017 w stosunku do analogicznego okresu roku 2016). To niezwykle istotne, gdyż te dwie kategorie stanowią około 60% leków nabywanych przez Polaków w aptece. – Ten wzrost, choć bardzo wysoki, byłby jeszcze wyższy, gdyby nie był amortyzowany zwiększoną liczbą otwarć aptek w połowie roku, związaną ze spodziewanym zabetonowaniem rynku, ale z czasem ten bodziec ulegnie osłabieniu. Pojawią się wtedy lub umocnią lokalne monopole, które wezmą w posiadanie lokalne rynki i będą z tego faktu czerpać pełnymi garściami – dotyczy to zwłaszcza mniejszych miejscowości – powiedziała dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Należy także zauważyć, że wśród wskazanych wyżej skutków regulacji, przed którymi ostrzegali przedstawiciele organizacji pracodawczych w trakcie prac nad ustawą, nie ma żadnych efektów, dla których ustawa została uchwalona, na które wskazywali jej projektodawcy. Motywacją dla uchwalenia zmian w prawie było zapewnienie powstawiania nowych aptek na terenach słabiej zaludnionych. Jak wskazują dane o liczbie wniosków o wydanie nowych zezwoleń, efekt ten najprawdopodobniej nie zostanie osiągnięty. Niektóre z postulatów twórców nowelizacji były niewykonalne już w chwili ich zapisania. Cel w postaci repolonizacji aptek i wyrwania ich z rąk obcego kapitału od początku brzmiał demagogicznie. Już przed uchwaleniem zmian w prawie, 96% aptek w kraju należało do polskich przedsiębiorców. Teraz mogą oni stracić placówki na rzecz niemieckich aptekarzy, którzy znacznie łatwiej niż ich polscy koledzy po fachu, zbiorą setki tysięcy złotych potrzebnych na zakup apteki.

Źródło:  Konfederacja Lewiatan.

Wyniki ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku doprowadziły do pewnych zaskoczeń. Najbardziej zastanawiający jest deficyt uwagi wokół rozpoczętego procesu ograniczenia sumy bilansowej banku centralnego. Przypomnę, że to właśnie polityka ilościowego luzowania była jednym z głównych koni pociągowych globalnej hossy z ostatnich lat, więc na zasadzie analogii rozpoczęcie ilościowego zacieśniania powinno przynajmniej zostać przez inwestorów dostrzeżone. Tak się jednak nie dzieje. Wciąż największa uwaga koncentruje się na stopach procentowych. Inwestorzy od wielu miesięcy oczekiwali, że Fed obniży swoje założenia co do skali zacieśnienia polityki monetarnej w kolejnych kwartałach z uwagi na rozczarowujące odczyty inflacji. Tak się jednak nie stało. Janet Yellen wyraźnie zakomunikowała, że stopy pójdą w górę zgodnie z wcześniej wyrażanymi deklaracjami, mimo niższego od oczekiwań wzrostu cen. Jastrzębi ton amerykańskiego banku centralnego został dostrzeżony głównie na rynku walutowym oraz obligacji. Dolar się umocnił, a rentowności obligacji wzrosły. Zadziwiająco spokojne pozostały przy tym rynki akcyjne, choć tyczy się to głównie parkietów z krajów rozwiniętych. Indeks MSCI World wciąż pnie się na nowe historyczne maksima przy niskiej zmienności. Jedynie w spektrum rynków wschodzących doszło do korekty notowań. Według szacunków Instytutu Finansów Międzynarodowych przepływy kapitału na rynki wschodzące wyraźnie spadły od czasu posiedzenia Fed. W całym wrześniu napływy środków były najniższe od stycznia i skoncentrowały się na rynku obligacji. Z rynku akcji w poprzednim miesiącu kapitał netto odpłynął w kwocie 2,7 mld dolarów. Nałożyła się na to prezentacja planu obniżenia podatków w USA, co wskrzesiło martwy od dłuższego czasy tzw. „Trump trade”. W połączeniu z ruszeniem giełdy nazwisk na stanowisko nowego szafa Fed kapitał może bardziej faworyzować rynki rozwinięte wobec wschodzących, choć globalne ożywienie wciąż powinno wspierać także rynki wschodzące. Zresztą sesje z tego tygodnia na to wskazują. We wtorek indeks MSCI Emerging Markets zyskał aż 1,3%. W tym kontekście słabsza pozostaje GPW, na której opory bardzo dobrze spełniają swoje zadanie. Ostatnie sesje III kwartału dawały co prawda nadzieję, że spółki średnie mogą przejąć wzrostową pałeczkę od blue chipów, ale w tym tygodniu indeks mWIG40 odbił się od psychologicznego poziomu 5000 pkt., stawiając znak zapytania nad tą hipotezą.

Autor: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Osiem elektrociepłowni w największych polskich aglomeracjach, takich jak Trójmiasto, Wrocław czy Kraków, Elektrownia Rybnik na Śląsku i blisko 400 km sieci ciepłowniczej w czterech miastach do końca 2017 roku przejmie Grupa PGE. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał warunkową zgodę na zakup aktywów francuskiego EDF w Polsce. Umowa o wartości ok. 4,5 mld zł będzie jedną z największych transakcji na rynku fuzji i przejęć w Polsce i Europie w ostatnich latach.

PGE Polska Grupa Energetyczna dzięki samodzielnemu przejęciu aktywów EDF Polska umocni pozycję lidera na polskim rynku elektroenergetycznym i zostanie największym dostawcą ekologicznego ciepła systemowego. Transakcja dojdzie do skutku pod warunkiem sprzedaży na giełdzie większości energii produkowanej przez przejmowaną spółkę.

Zgoda wydana przez prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest kamieniem milowym na drodze do szybkiego i planowego sfinalizowania strategicznej transakcji przejęcia polskich aktywów EDF. Ten zakup jest korzystny dla Grupy PGE, jej obecnych i przyszłych klientów. Dzięki podniesieniu płynności giełdowego obrotu energią elektryczną, pozytywnie wpłynie także na konkurencyjność ryku energii – mówi Henryk Baranowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Grupa PGE jest niekwestionowanym liderem w wytwarzaniu energii elektrycznej, a przejęcie 8 elektrociepłowni da nam pierwsze miejsce także na rynku ciepła. Prace nad strategią rozwoju w segmencie regulowanej działalności ciepłowniczej, na bazie przejmowanych aktywów, weszły w końcowy etap. Nasz pomysł na ten biznes zostanie zaprezentowany po zamknięciu transakcji zakupu EDF Polska, czyli do końca tego roku – mówi Henryk Baranowski.

Zgodnie z nałożonym warunkiem UOKiK, Grupa PGE będzie musiała w latach 2018-2021 sprzedawać na giełdzie całą energię wytwarzaną przez Elektrownię Rybnik. Ta ilość może zmniejszyć się jedynie w przypadku zwiększenia obowiązku sprzedaży energii przez całą Grupę PGE lub gdy elektrownia w Rybniku zmieni właściciela.

Zamknięcie transakcji zostanie dokonane po spełnieniu czwartego i ostatniego warunku zawieszającego umowy podpisanej 19 maja 2017 r. Polega on na uzyskaniu przez PGE odstąpienia od prawa pierwokupu przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. Trzy pozostałe warunki zostały już wypełnione. Odpowiednie zgody wydał UOKiK, Minister Energii oraz władze rządowe we Francji pełniące nadzór nad spółkami skarbu państwa i transakcjami na ich udziałach.

 

Źródło: Grupa PGE

Według badań aż 55 proc. Polaków deklaruje, otwartość na nowinki technologiczne w zakresie płatności i aktywnie z nich korzysta. Potwierdzaniem tego jest duża popularność płatności zbliżeniowych w naszym kraju. Zawsze byliśmy w tym zakresie pionierem, a dziś już 64,4 proc. transakcji kartami to płatności zbliżeniowe. Nie byłoby to możliwe, gdyby Polacy nie uznawali płatności bezgotówkowych nie tylko za wygodniejsze, ale i za bezpieczniejsze niż gotówkowe – uważają eksperci akcji „Warto bezgotówkowo”.

Karty zbliżeniowe pojawiły się w Polsce, jako w jednym z pierwszych krajów na świecie, w 2008 roku. Dziś mamy ich już 29,4 mln., a płatności nimi stanowią aż 64,4 proc. wszystkich transakcji kartami. W tym zakresie wyprzedziliśmy inne nacje – również te z większymi niż nasz sektorami bankowymi –  które dopiero teraz nadrabiają do nas dystans. Na przykład w Wielkiej Brytanii która stanowi jeden z najważniejszych rynków kartowych w Europie płatności zbliżeniowe w czerwcu br. stanowiły tylko 34 proc. wszystkich płatności kartami, choć karty takie zadebiutowały tam rok wcześniej niż w Polsce.

– 46 proc. Polaków uważa, że gdyby od jutra nie było możliwości płacenia gotówką, a jedynie kartą zbliżeniową, to byłoby to dla nich wygodne. Karty zbliżeniowe osiągnęły w naszym kraju ogromny sukces, co przyczyniło się do zmiany przyzwyczajeń i szybkiego wzrostu segmentu płatności bezgotówkowych. A to jeszcze nie koniec wzrostu, bo wciąż spora liczba Polaków nie ma konta w banku lub karty z funkcja zbliżeniową – mówi Włodzimierz Kiciński, Przewodniczący Koalicji na Rzecz Obrotu Bezgotówkowego i Mikropłatności.

Jesteśmy gotowi na nowoczesność

W badaniu przeprowadzonym przez ING, aż 40 proc. Polaków zadeklarowało, że gdyby to zależało od nich, to już dziś płaciliby tylko bezgotówkowo. Okazuje się, że w Europie jesteśmy na trzecim miejscu, a więc w czołówce jeśli chodzi o rezygnację z gotówki. Jeszcze bardziej  nastawieni na bezgotówkowe płatności są tylko Włosi i Turcy. Mniejszą od nas chęć na zmiany w tym kierunku przejawiają Brytyjczycy, Niemcy, Czesi, Hiszpanie, a nawet mieszkańcy Stanów Zjednoczonych.

– Na razie tylko 8 proc. Polaków stwierdza, że chciałoby, aby już dziś z gotówka została wycofana z obrotu. Dla wielu z nas jest to jeszcze trudne do wyobrażenia. Jednak kolejne lata przyniosą ekspansje płatności bezgotówkowych w obszarach, gdzie wcześniej był z tym problem. Szerokie wprowadzenie takich płatności,  na przykład w urzędach i administracji spowoduje, że scenariusz rezygnacji z gotówki stanie się bardziej realny – mówi Dariusz Marcjasz, Wiceprezes Zarządu KIR.

Po bezgotówkowej stronie mocy

Ostatnie lata upłynęły pod znakiem popularyzacji wszystkich bezgotówkowych form rozliczeń. Jeszcze w 2009 roku aż 64 proc. Polaków jako ulubiony sposób płatności wskazywało gotówkę, płatność kartą wybierało 36 proc. 7 lat później tendencja się odwróciła i płatność kartą preferuje 61 proc. badanych, a gotówką już tylko 39 proc. Podobne zmiany dotknęły sposobu płacenia za rachunki. W roku 2009 opłacało je gotówką 72 proc. badanych, podczas gdy bezgotówkowo robiło to 28 proc. Obecnie 57 proc. wybiera formy bezgotówkowe, a 43 proc. gotówkę.

Jednym z elementów który wpłynęły na te zmiany, jest mocne poczucie Polaków, że rozliczenia bezgotówkowe są bardziej bezpiecznie – za takie uważa je 65 proc. z nas, podczas gdy płatności gotówkowe 55 proc. W Europie trend jest odwrotny i większym zaufaniem cieszy się gotówka (59 proc. vs 55 proc.).

– Ogromnym sukcesem banków i instytucji finansowych jest to, że odsetek Polaków określających płatności bezgotówkowe jako bezpieczne jest wyższy niż w przypadku gotówki. Dowodzi to, że bezgotówkową gospodarkę budujemy na bardzo mocnym fundamencie jakim jest zaufanie. W Europie tylko Hiszpanie mają większe zaufanie do płatności bezgotówkowych – podkreśla dr Przemysław Barbrich ze Związku Banków Polskich, ekspert akcji „Warto Bezgotówkowo”.

 

Własny, wymarzony dom jest coraz bliżej! Po wyborze odpowiedniej działki, czas na przygotowanie się do budowy. Aby proces przebiegł bez większych zakłóceń, warto zaplanować go z wyprzedzeniem. Dzięki temu będziesz mieć czas na reakcję w nieprzewidzianych sytuacjach, a Twój dom powstanie szybciej. Dowiedz się, jaką obrać kolejność i przygotować się do poszczególnych etapów budowy!

  1. Określenie funkcji i powierzchni domu

Przed rozpoczęciem budowy domu warto zastanowić się nad tym, jakiej przestrzeni potrzebujesz i jak chciałbyś ją zaaranżować. Rozplanowanie pokoi będzie zależne przede wszystkim od tego, ile osób ma zamieszkiwać dom, do czego ma on dodatkowo służyć (np. do przyjmowania gości, pracy czy ćwiczeń). Zawczasu należy także pomyśleć o dodatkowych przestrzeniach niemieszkalnych, tj. o piwnicy, pomieszczeniu gospodarczym, siłowni, spiżarni lub garażu. Przestrzenie nieplanowane wcześniej, uwzględniane dopiero podczas budowy mogą być problematyczne w realizacji i na pewno spowolnią cały proces oraz uczynią go bardziej kosztownym.

  1. Decyzja o projekcie domu – gotowym lub indywidualnym

Podczas wizyty w pracowni architektonicznej znalazłeś gotowy projekt odpowiadający Twoim oczekiwaniom? Świetnie, zatem po jego adaptacji do działki możesz  rozpocząć budowę swojego nowego domu. Jeśli jednak Twoje wymagania wykraczają poza standardowe oczekiwania inwestorów (np. potrzebujesz basenu lub działka, którą dysponujesz ma trudny do zaaranżowania kształt), będziesz musiał poprosić  o przygotowanie projektu indywidualnego. Powinien być on przygotowany przez uprawnioną do tego osobę oraz dostosowany do specyfiki terenu. Opracowanie konceptu i zatwierdzanie wszystkich modyfikacji z pracownią może potrwać kilka tygodni.

  1. Oszacowanie nakładów i kosztów

Większe nakłady na domowe instalacje mogą być inwestycją na lata, ponieważ często ich eksploatacja jest dużo tańsza i bardziej ekologiczna. Ogrzewanie pompą ciepła czy wykorzystanie paneli słonecznych to przykłady wydatków, które szybko zwrócą Ci się wraz z użytkowaniem domu. Czy warto je ponieść? Dodatkowe koszty to także monitoring czy instalacja alarmowa. Dzięki tym rozwiązaniom poczujesz się bezpieczniej, dlatego, jeśli planujesz przechowywać w domu kosztowne przedmioty lub w okolicy zdarzały się kradzieże, to warto je rozważyć.

  1. Rozmieszczenie elementów zagospodarowania działki

Dom to nie wszystko, przemyśl także aranżację samej działki. W pierwszej kolejności powinieneś sprawdzić, czy na terenie posesji masz dostęp do kanalizacji, co znacząco ułatwia rozwiązanie kwestii sanitarnych. Jeśli go nie posiadasz, rozważ wybór między szczelnym szambem lub przydomową oczyszczalnią. Warto zastanowić się także nad budową grilla oraz znaleźć dla niego miejsce. Jeśli chcesz mieć zewnętrzny garaż, przemyśl miejsce na budowę wiaty. A może planujesz uprawę domowego ogródka? Wygospodaruj nasłonecznioną przestrzeń ziemi, najlepiej w kącie działki,
w sam raz na rabatki.

  1. Przygotowanie zestawu dokumentów i analiza stanu działki

Do rozplanowania procesu budowy potrzebnych będzie kilka dokumentów. Przed złożeniem zgłoszenia o rozpoczęciu prac budowlanych musisz wystąpić do odpowiednich instytucji o wydanie uzgodnień i warunków na media (prąd, woda, kanalizacja, gaz) oraz wjazdu na działkę. O tę kwestię warto się zatroszczyć, ponieważ droga do posesji może dochodzić do drogi publicznej. Im wyższy jej status (np. wojewódzka), tym trudniej będzie Ci ustalić wjazd do posesji. Przed rozpoczęciem budowy warto przeprowadzić odwierty geologiczne. Pozwolą one poznać stan gruntów i uchronić się przed problemami w trakcie użytkowania domu, np. zapadaniem się fundamentów na skutek obecności wód gruntowych czy niestabilnego, niejednorodnego gruntu. Mapa dla celów melioracyjnych, z którą można zapoznać się w pobliskim urzędzie melioracji i urządzeń wodnych, pozwoli na uniknięcie pod budową rowów melioracyjnych czy sączków.

  1. Dobór ekipy budowlanej

Jeśli nie budujesz domu samodzielnie, wybierz odpowiednią ekipę budowlaną. Geodeta zajmie się wytyczeniem przyszłego domu, dojazdu, parkingu na działce oraz zinwentaryzuje budynek, media, drogę i podjazd do odbioru przez nadzór budowlany. Starannie dobierz kierownika budowy lub generalnego wykonawcę odpowiedzialnego za całość procesów budowlanych oraz inspektora nadzoru.. To on dba o odbiór etapów od poszczególnych wykonawców. Ewentualnie można też postawić na kilka mniejszych, uzupełniających się ekip budowlanych. Przed podpisaniem umowy podpytaj o rzetelnych budowlańców wśród rodziny, przyjaciół, sprawdzaj także opinie w internecie. Po podjęciu wstępnej decyzji poproś o kontakty do byłych klientów i dowiedz się u źródła, czego możesz się spodziewać po danej ekipie.

  1. Ustalenie kolejności prac budowlanych

Po dopięciu wszystkich formalności, analizie ziemi, rozplanowaniu elementów domu oraz działki, czas na plan prac budowlanych. Pierwszym ich etapem jest wykop fundamentów. Na trudnych terenach (np. na grząskich) zamiennie stosowana jest także zbrojna płyta. Później następuje czas na prace konstrukcyjne, czyli budowę ścian nośnych wewnętrznych, zewnętrznych oraz stropów. Kolejny etap to opracowanie konstrukcji i pokrycie dachu. Następnie buduje się ścianki działowe domu. Po ułożeniu instalacji i mediów rozpoczynają się prace tynkarskie oraz wylewki. Po tych wszystkich etapach następuje czas na wykończenie budynku. Równolegle z nim możesz przeprowadzić prace na elewacji domu.

  1. Finalizacja budowy

Ustalenie harmonogramu budowy pomoże Ci trzymać się terminów. Po zakończeniu budowy zaczekaj spokojnie na odbiór budowli od nadzoru budowlanego. Pozwól budynkowi przeschnąć i osiąść, dopiero za jakiś czas zajmij się urządzaniem wnętrz.

Dzięki określeniu Twoich potrzeb, koncepcji budynku i rozplanowaniu poszczególnych robót będziesz mógł cieszyć się domem po sześciu – osiemnastu miesiącach, w zależności od zastosowanej technologii.  I choć ciężko wyliczyć dokładnie, ile czasu zajmie Ci postawienie wymarzonego domu, to istnieją uniwersalne wytyczne dotyczące najlepszej pory na jego budowę. Najlepiej rozpocząć ją wiosną, aby przykryć dom dachem jeszcze tego samego roku. To także odpowiedni czas na urządzenie ogrodu. Sadzenie drzew warto przedsięwziąć wczesną wiosną lub jesienią.

– Dobry plan to podstawa Twojego nowego domu, jego brak może Cię natomiast słono kosztować. Gdy na etapie wykończenia stwierdzisz, że chciałbyś coś zmienić i będziesz musiał modyfikować strukturę ścian  (np. skuć wnękę), narazisz się na dodatkowy koszt w wysokości kilku tysięcy. Dlatego właśnie warto zawczasu określić cele pełnione przez dom, przeliczyć posiadane pieniądze i ustalić nieprzekraczalny budżet jego budowy. Wygospodaruj także finansową rezerwę na poziomie 20%, na wypadek nagłych, nieprzewidzianych okoliczności. Mogą się one zdarzyć zawsze, odpowiednio planując budowę, jesteś jednak w stanie ograniczyć prawdopodobieństwo ich wystąpienia do minimum, a dzięki temu spać spokojnie przez cały okres trwania budowy domu – mówi Hubert Telecki z portalu DziałkaDlaCiebie.pl.

 

Źródło; Magmillon

 

Ubezpieczenie domu bywa obowiązkowe. Tłumaczymy, kto musi zapłacić za polisę chroniącą budynek mieszkalny oraz inne elementy gospodarstwa rolnego.

Powierzchnia gospodarstwa rolnego decyduje o obowiązku ubezpieczenia

Ubezpieczenie gospodarstw rolnych, podobnie jak inne ubezpieczenia obowiązkowe (w tym OC dla kierowców), zostało dokładnie uregulowane przez przepisy. Regulacje dotyczące tego ubezpieczenia rolnego, znajdziemy w ustawie o ubezpieczeniach obowiązkowych. Wspomniany akt prawny określa między innymi przesłanki do powstania obowiązku ubezpieczeniowego i zakres obowiązkowej ochrony oraz jej wyłączenia. „Takie dokładne uregulowanie zasad ubezpieczenia rolnego sprawia, że ubezpieczyciele nie mogą dowolnie kształtować warunków oferowanych polis. Bardzo podobna sytuacja dotyczy OC dla kierowców, czyli innej polisy, której zasady zostały określone przez ustawę z 22 maja 2003 r.” – zwraca uwagę Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Zgodnie z przepisami, polisa chroniąca budynki rolnika musi być wykupiona, jeżeli obszar gospodarstwa rolnego (po uwzględnieniu użytków rolnych, gruntów pod stawami i gruntów rolnych pod zabudowaniami) przekracza 1 hektar oraz podlega (w całości lub części) obciążeniu podatkiem rolnym. Warto zwrócić uwagę, że opisywane ubezpieczenie rolne muszą kupić wszyscy rolnicy prowadzący produkcję w ramach tzw. działów specjalnych (np. uprawiający warzywa w ogrzewanych szklarniach o powierzchni powyżej 25 mkw.). W przypadku takich rolników, nie obowiązuje minimalny limit powierzchni gruntów wynoszący 1 hektar.

Ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych wskazuje również, że obowiązek ubezpieczenia budynku przez rolnika, powstaje w momencie pokrycia dachem. Obowiązkowa polisa obejmuje wszystkie obiekty budowlane z danego gospodarstwa o powierzchni powyżej 20 mkw. „Ochrona w ramach opisywanego ubezpieczenia, uwzględnia zatem wszystkie większe budynki rolne (w tym również mieszkalne). Ustawowe wyłączenia dotyczą jedynie zupełnie zniszczonych budynków, budynków co do których wydano ostateczną zgodę na rozbiórkę oraz namiotów i tuneli foliowych” – wyjaśnia Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.    

Zakres ubezpieczenia gospodarstw rolnych został określony przez przepisy

Z uwagi na ważną rolę obowiązkowego ubezpieczenia budynków rolnych, zakres ochrony tej polisy został dokładnie uregulowany przez przepisy. Ubezpieczenie budynków rolnych chroni przed skutkami:

  • ognia
  • huraganu
  • powodzi
  • podtopienia
  • deszczu nawalnego
  • gradu
  • dużych opadów śniegu
  • uderzenia pioruna
  • eksplozji
  • obsunięcia się ziemi
  • tąpnięcia
  • lawiny
  • upadku statku powietrznego

Szczegółowe przepisy z ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, precyzują niektóre warunki ochrony. Przykładem jest ochrona przed skutkami huraganu, która aktywuje się, gdy prędkość wiatru na danym obszarze przekroczyła 24 m/s. Takie ustawowe ograniczenia na szczęście nie dotyczą m.in. szkód związanych z działaniem ognia, powodzią oraz uderzeniem pioruna.

Jak widać, zakres ochrony budynków w ramach ubezpieczenia rolnego jest szeroki. Trzeba jednak pamiętać, że ustawodawca przewidział również pewne wyłączenia ochrony. Ubezpieczyciele nie będą odpowiadać za szkody, które:

  • zostały wyrządzone umyślnie przez rolnika, członka jego gospodarstwa domowego lub osobę, za którą ponosi on odpowiedzialność
  • są efektem rażącego niedbalstwa osób wymienionych w poprzednim punkcie
  • mają charakter szkód górniczych
  • powstały na wskutek trzęsienia ziemi

„Powyższe wyłączenia ochrony zostały określone ustawowo. To znaczy, że ubezpieczyciele nie mogą uchylać się od wypłaty odszkodowania w innych sytuacjach” – podkreśla Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.  

 

Źródło: Ubea.pl.  

Eksperci

Bugajski: „Problematyczny” wzrost gospodarczy

Przez kilka ostatnich pokryzysowych lat wiele ekonomistów narzekało na stan globalnej koniunktury i ...

Grejner: Znów wzrosły płace w Polsce. A kiedy dogonimy Niemców?

4473 zł - tyle, wg opublikowanych we wtorek danych GUS, Polacy zarabiali we wrześniu br. Średnia pen...

Kalata: Część firm straci prawo do udzielania ulg

Zmiana ustawy z dnia 29 września 2017 roku o zmianie ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej o...

Gontarek: Pracodawcy coraz częściej zatrudniają starszych pracowników

We wrześniu br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 4,5% r/r. Natomiast...

Przasnyski: Żywność drożeje najmocniej od pięciu lat

We wrześniu ceny żywności były wyższe niż rok wcześniej aż o 5 proc. To najmocniejszy wzrost od pięc...

AKTUALNOŚCI

Zadłużone e-sklepy

Aż o jedną trzecią wzrosło w ciągu roku zadłużenie sprzedawców internetowych działających na polskim...

Wybieramy płatności elektroniczne zamiast gotówki

Większość Polaków wybiera płatności elektroniczne zamiast gotówki. Cenione są za innowacyjność, wygo...

Spotkanie MŚP rozpoczęte

35 tys. m2 – właśnie tyle przestrzeni potrzeba, aby ponad 6 tys. uczestników z ponad 30 krajów mogło...

Emigrujemy do Norwegii – mieszka tam już 85 tys. Polaków

W ubiegłym roku z Polski wyemigrowało prawie 120 tys. osób. Na koniec 2016 r. poza granicami przebyw...

Najszybciej rozwijającym się regionem w UE jest Mazowsze

Mazowsze było w latach 2007-2015 jednym z czterech najszybciej rozwijających się regionów w Unii Eur...