sobota, Październik 21, 2017
Home Archiwa 2017 Kwiecień 7

Dzienne archiwaKwi 7, 2017

Gdańsk i Warszawa oferują nie tylko wysokie zyski z inwestycji w mieszkanie na wynajem, ale i wysoką płynność rynku. Po stronie minusów należy zaś wpisać wysoką jak na polskie warunki barierę wejścia – nie każdego stać na to, by kupić atrakcyjne mieszkanie w tych miastach.

Przeciętna rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem wynosi dla największych miast 5,35 proc. netto – wynika z obliczeń Home Brokera i Domiporta.pl. Na tę chwilę najlepiej wróży zakup lokalu w Gdańsku, Warszawie i Tychach. Nawet najmniej pod tym względem atrakcyjne Kielce, Poznań i Kraków oferują średnio znacznie wyższe odsetki niż najlepsze lokaty czy obligacje skarbowe.

Przeciętna rentowność najmu netto w okresie maj 2010 – czerwiec 2015

Z raportu Narodowego Banku Polskiego wynika, że trzy- i dwunastomiesięczne lokaty są obecnie najniżej oprocentowane w historii, więcej niż 2 proc. netto to rzadkość. Przeciętna dostępna dziś na rynku lokata nie wystarczy nawet na to, by pokryć inflację, co de facto oznacza, że zdeponowane w banku pieniądze tracą na wartości. W tym świetle nie dziwi zainteresowanie inwestorów zakupem mieszkania i wynajęciem go. Coraz więcej kupujących nieruchomości to inwestorzy, czyli osoby, które kupują lokal, by na nim zarabiać – np. wynajmując go. Dane NBP mówią wprost: jeszcze nigdy Polacy nie kupowali tylu mieszkań za gotówkę, w 2016 r. w siedmiu najważniejszych miastach na zakup nowych mieszkań za gotówkę przeznaczono 14,2 mld zł.

Rentowność inwestycji w mieszkanie zależy od kilku czynników. Równie istotna jak uzyskany od najemców czynsz jest cena zakupu. To z kalkulacji tych dwóch wartości można wyliczyć zysk. Pod warunkiem oczywiście, że lokal uda się szybko wynająć. Mieszkanie stojące puste nie przynosi żadnych dochodów, jego rentowność wynosi 0 proc. Pamiętać też należy o kosztach przygotowania do wynajmu oraz ewentualnych remontach, doposażeniu i innych inwestycjach.

Gdzie kupić mieszkanie na wynajem?

Home Broker i Domiporta.pl przeanalizowały rentowność najmu w 15 dużych miastach by sprawdzić, gdzie najbardziej opłaca się kupić mieszkanie na wynajem. Okazuje się, że najlepiej wróży taka inwestycja w Gdańsku, Tychach i Warszawie. W każdej z tych lokalizacji oczekiwana rentowność netto przekracza 6 proc. Pomiędzy 5 i 5,5 proc. rocznie zarobić można w Katowicach, Lublinie, Łodzi, Wrocławiu i Białymstoku. Najmniej, bo 4,42 proc. rocznie powinno przynieść mieszkanie w Kielcach. Nadal jest to jednak sporo więcej niż oferują lokaty czy obligacje skarbowe

Rynek wynajmu rośnie

– Analizując dane popytowe z serwisu Domiporta.pl zauważyć można trendy w zachowaniu użytkowników, które potwierdzają opinie o coraz większym zainteresowaniu inwestorów  lokowaniem kapitału w mieszkania na wynajem – zauważa Maciej Górka z Domiporta.pl. – Od początku 2016 roku liczba użytkowników, którzy przeglądają serwis w poszukiwaniu lokali o potencjale inwestycyjnym wzrosła o 12 proc., a liczba ofert lokali do wynajęcia o 6 proc. względem całego 2015 roku – wylicza Górka.

Jakie mieszkanie kupić na wynajem?

Każde miasto ma swoją specyfikę. W Lublinie czy Toruniu dużo jest studentów, a w Warszawie istotną grupę klientów stanowią klienci „biznesowi”, choć i studentów nie brakuje. Na obszarze danego miasta, czy danej dzielnicy też są różne osiedla i każde może pasować do innego klienta. Nawet w danym bloku są przecież zróżnicowane mieszkania i każde pasuje do innego odbiorcy. Dla grupy studentów liczyć będą się oddzielne sypialnie, by możliwe było zbudowanie odrobiny prywatności oraz sprawny dojazd do uczelni, klient biznesowy wymagać będzie miejsca garażowego i bliskości centrum biurowego, a rodzina z dziećmi zwróci uwagę na bezpieczeństwo osiedla oraz bliskość przedszkola, szkoły czy placu zabaw.

– Szczególnie wyraźny trend rosnący wśród poszukujących mieszkań na wynajem zauważyć można w kategorii lokali dwupokojowych, niezależnie od tego, czy pochodzą one z rynku wtórnego czy pierwotnego. Obecnie prawie 44 proc. wszystkich zapytań o mieszkania stanowią właśnie zapytania o lokale dwupokojowe – wskazuje Maciej Górka z Domiporta.pl.

Uwaga na ryzyka

Możliwe zyski dużo wyższe niż z lokaty nie są oczywiście pozbawione ryzyka. Zakładając zwykłą lokatę dokładnie wiemy kiedy się ona zakończy i jakie odsetki otrzymamy, tymczasem kupując mieszkanie wiemy tylko, ile za nie zapłaciliśmy, a dwa ważne parametry pozostają zagadką. To od tego, jak szybko uda się znaleźć najemcę oraz jaki czynsz wynegocjujemy, zależy rzeczywista rentowność. Najlepiej wypada długoletnia umowa, nie ma wówczas okresów przejściowych, a i koszty remontów można ograniczyć do minimum.

Nie bez znaczenia jest także płynność inwestycji. Lokatę można zerwać, w razie czego utracimy część lub całość odsetek. Tymczasem spieniężenie nieruchomości nie jest takie łatwe, trochę trwa, a uzyskanie satysfakcjonującej stawki może być trudne. Ale różnice w płynności występują także na rynku nieruchomości i są zależne od specyfikacji danego miasta i nie musi to być wcale zależne od jego wielkości. Tam gdzie mieszkań brakuje, chętni zawsze się znajdą.

– Potencjalni inwestorzy powinni mieć na uwadze, że rynek najmu zbliża się do momentu swego rodzaju przesytu. Dodatkowo, za chwilę pojawią się konkurenci w postaci instytucjonalnych projektów takich jak Mieszkanie Plus, gdzie stawki czynszów będą niższe od rynkowych i mogą wpłynąć na lokalne rynki. Dlatego inwestor , który zamierza posiłkować się kredytem hipotecznym powinien przygotować symulacje różnych scenariuszy – podsumowuje Maciej Górka.

Należy też pamiętać, że takie badania jak rentowność najmu opierają się tylko na statystyce. Trzeba zwrócić uwagę np. na fakt, że nie wszystkie mieszkania są kupowane na wynajem, a nie każde wynajmowane mieszkanie jest kupowane (niektóre są np. otrzymywane w spadku). Należałoby więc każdy przypadek rozpatrywać oddzielnie.

 

Źródło: Home Broker SA

Agencja Bloomberg ostrzega, że Polska będzie największym przegranym Brexitu. Taka teza może niejednemu czytelnikowi przysporzyć wielu czarnych myśli, lecz czy jest ona trafna? Rozwód Wielkiej Brytanii z UE stanowi wydarzenie bezprecedensowe i niewątpliwie zbierze swoje żniwo. Z drugiej strony, Polska może również odnieść pewne korzyści. Jednak nade wszystko należy wyraźnie podkreślić, że kandydatów do objęcia tytułu największego przegranego Brexitu jest znacznie więcej.

Według wstępnych ustaleń, proces opuszczania UE przez Wielką Brytanię zostanie zakończony najprawdopodobniej w 2019 r., choć nie można wykluczyć, że procedura potrwa znacznie dłużej – w końcu to swego rodzaju pionierskie przedsięwzięcie. Negocjacje z całą pewnością nie będą łatwe dla obu stron, zwłaszcza że Theresa May zapowiedziała ,,twardy” Brexit. Co to oznacza dla Polski? Do najczęściej wskazywanych czynników ryzyka o charakterze ekonomicznym należy zaliczyć problemy z realizacją budżetu unijnego oraz kwestie dotyczące sytuacji polskich emigrantów na Wyspach i powrotu ograniczeń w przepływie dóbr i kapitału.

Okazuje się jednak, że kwestie budżetowe nie powinny być przedmiotem nadmiernych trosk. Ze względu na długi czas trwania procedury Brexitu oraz plany dotyczące uregulowania przez Wielką Brytanię wszystkich swoich zobowiązań do końca 2020 r., realizacja obecnej perspektywy budżetowej UE nie wydaje się być zagrożona. Polska wykorzysta przysługujące jej 106 mld euro, chyba że zawiodą polscy rządzący, którzy póki co nie kwapią się do redystrybucji środków. Te stanowią istotny czynnik rozwoju polskiej gospodarki. Można szacować, że środki unijne zwiększają roczną dynamikę PKB średnio o 1 punkt procentowy. Absencja Wielkiej Brytanii w UE wzmaga także obawy dotyczące kolejnej perspektywy budżetowej dla Polski. Tutaj jednak nie ma wątpliwości – Polska bez względu na Brexit otrzyma znacznie mniej środków, bowiem nasz kraj jest aktualnie największym beneficjentem.

Znacznie większy znak zapytania należy postawić przy kwestii polskich emigrantów. Tutaj wiele zależy od negocjacji na linii Polska – Wielka Brytania oraz sytuacji ekonomicznej na Wyspach. Ta bowiem po Brexicie prawdopodobnie się pogorszy, co może przyczynić się do reemigracji Polaków. Trudno natomiast ocenić skutki potencjalnego powrotu ograniczeń w przepływie dóbr i kapitału. Z jednej strony, Wielka Brytania będzie dążyć do podpisania nowej umowy współpracy gospodarczej z UE, choć z drugiej niewykluczone, że ewentualny konsensus nie zostanie wypracowany – to z całą pewnością niekorzystnie wpłynęłoby na wymianę handlową oraz przepływy kapitału (bezpośrednie inwestycje zagraniczne) między Polską a Wielką Brytanią.

Tymczasem, paradoksalnie Polska może również odnieść pewne korzyści z rozwodu Wielkiej Brytanii z UE. Po pierwsze, to szansa na powrót części polskich emigrantów, którzy wzmocnią krajowy, coraz bardziej potrzebujący nowej podaży rynek pracy. Ponadto, zabiegi wicepremiera Mateusza Morawieckiego być może zachęcą chociażby część londyńskiego City do przeprowadzki do Warszawy. Warto także zauważyć, że Brexit oznacza okazję do wzmocnienia polskiej pozycji w UE. Jej wykorzystanie zależy jednak od polityki naszego państwa. Póki co, ta wydaje się przynosić raczej odwrotne skutki, których efektem jest coraz większe napięcie na linii Bruksela – Warszawa.

Znacznie większym przegranym Brexitu będzie sama Wielka Brytania, zwłaszcza jeżeli negocjacje dotyczące jej dalszej współpracy gospodarczej z UE zakończą się niepowodzeniem. Ponadto, aspiracje do tytułu największego przegranego Brexitu zgłasza cała UE. Po ubiegłorocznej decyzji Brytyjczyków wzrosły obawy dotyczące zbliżających się wyborów we Francji oraz w Niemczech. Brexit udowodnił, że siły eurosceptyków są znaczące, co może wzbudzać niepokój w kontekście przyszłości UE. Obecnie, po wyborach w Holandii takie obawy nieco straciły na sile, tym bardziej że poparcie dla Marine Le Pen ostatnio zniżkuje. Niemniej warto pamiętać, że bagatelizowany Donald Trump został prezydentem USA, a niemożliwy Brexit stał się faktem. W efekcie niewykluczone, że Unia Europejska znajduje się w największym kryzysie od początku swojej historii. Ewentualna dezintegracja byłaby wielką porażką i ciężarem dla poszczególnych krajów.

Podsumowując, odważne stwierdzenie jakoby Polska miała być największym przegranym Brexitu nie jest do końca słuszne, tym bardziej że potencjalne skutki Brexitu są trudne do oszacowania i owiane sporą niepewnością. Ponadto, kandydatów do tego tytułu jest wielu, a na ich czele stoi sama Wielka Brytania. Jednak bardzo dużo zależy od kształtu polskiej polityki, dzięki której Warszawa może wykorzystać Brexit i zyskać na znaczeniu w UE. Póki co, niestety sprawy nie wydają się zmierzać w tym kierunku.

 

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

W XXI wieku nie wyobrażamy sobie pracy bez tak podstawowego narzędzia, jakim na przestrzeni ostatniej dekady stała się poczta elektroniczna. Protokół SMTP został opracowany w latach 80-ych ubiegłego stulecia, jednak dopiero 20 lat później na dobre zadomowił się w polskich przedsiębiorstwach. Nic zatem dziwnego, że dzisiaj za pośrednictwem maila wysyłamy wszelkiego rodzaju dokumenty. Warto więc zadbać o to, by maksymalnie zautomatyzować ten proces.

Wydruki z programów kadrowych

System kadrowo-płacowy umożliwia zarządzanie kadrami i strukturą organizacyjną firmy. Nalicza wynagrodzenia oraz generuje automatyczne rozliczenia z urzędem skarbowym i ZUS. Efektem końcowym często są wydruki. Począwszy od różnego rodzaju umów, przez karty pracy czy listy płac, aż po różnego rodzaju raporty i zestawienia. Jeżeli dodamy do tego możliwość modyfikacji treści praktycznie każdego dokumentu oraz możliwość tworzenia makiet, otrzymamy bardzo pokaźny pakiet, z którego część z całą pewnością da się przesłać w formie elektronicznej.

Program kadrowy a poczta elektroniczna

Konfiguracja serwera poczty wychodzącej SMTP pozwoli na wysłanie dowolnego wydruku – np. zaświadczenia o zarobkach, listy płac czy deklaracji PIT – bezpośrednio z programu kadrowego. Aby skorzystać z tej funkcji, wystarczy wprowadzić dane serwera poczty, z którego korzystamy, a w oknie wydruku wybrać opcję wysyłki dokumentu listem elektronicznym. Warto natomiast pamiętać, by używać formatu PDF dla załączników, ponieważ uniemożliwia on ich nieautoryzowaną modyfikację. Korzystając z kwalifikowanego certyfikatu, można też taki dokument opatrzeć podpisem elektronicznym, dzięki czemu odbiorca otrzyma gwarancję, że faktycznie pochodzi od konkretnego nadawcy.

Integracja z klientami poczty elektronicznej

Najlepsze programy kadrowe oferują również możliwość integracji z klientami poczty elektronicznej, których używamy na co dzień. Dzięki temu, użytkownik może posiadać kopie wszystkich wiadomości także we własnym programie pocztowym. Jednocześnie program kadrowy prowadzi pełną historię wysłanych maili, wraz z możliwością ich przejrzenia oraz odczytania załączników.

Dodatkowe zabezpieczenia

W przypadku dokumentów newralgicznych, takich jak np. paski rozszerzone dla pracowników, warto rozważyć dodatkowe zabezpieczenia, uniemożliwiające niepowołany dostęp. Takim zabezpieczeniem może być uprzednio zdefiniowane hasło dla pracownika, którym zabezpieczone będą wszystkie dokumenty PDF kierowane do niego. Dzięki temu, nawet w przypadku odebrania poczty przez osobę niepowołaną, nie będzie ona w stanie sprawdzić niejawnych danych. Innym zabezpieczeniem będzie m.in. protokół SSL, który zaszyfruje wiadomość i pozwoli na bezpieczną transmisję danych.

Na co jeszcze zwrócić uwagę?

Uzupełnieniem dla poczty elektronicznej są moduły internetowe. Nic nie stoi na przeszkodzie, by każdy pracownik miał bieżący dostęp do dokumentów, które dotyczą jego osoby, takich jak np. pasek z listy płac czy aktualny PIT. Ponadto, dokładając do tego możliwość wypisywania delegacji czy wniosków urlopowych online, znacząco usprawnimy obieg dokumentów w przedsiębiorstwie.

 

Źródło: Infor.pl

Publikacja przez GUS wstępnego szacunku deficytu instytucji rządowych i samorządowych na względnie niskim poziomie 2,4 proc. PKB tylko pozornie nie daje podstaw do niepokoju – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Kiedy jednak uświadomimy sobie, dlaczego różnica pomiędzy wydatkami a przychodami państwa zmniejszyła się w tym roku oraz zestawimy to z szacunkami Komisji Europejskiej, dojdziemy do wniosku, że w przyszłości będzie już znacznie gorzej.

Inwestycje spadły, deficyt wzrośnie

Deficyt na poziomie 2,4 proc. PKB jest wynikiem bardzo dobrym, patrząc historycznie na bilans dochodów i wydatków budżetu państwa oraz jednostek samorządu terytorialnego (JST). Warto jednak zwrócić uwagę, że nastąpił on w środowisku znacznego ograniczenia wydatków inwestycyjnych przez JST.

Według cytowanych przez PAP danych Ministerstwa Finansów wartość inwestycji JST spadła w ubiegłym roku do 24,16 mld zł wobec 37,22 mld zł w 2015 r. Kwota ok. 13 mld zł stanowi mniej więcej 0,7 pkt proc. PKB, czyli gdyby wydatki rozwojowe utrzymały swoją wartość na poziomie sprzed dwóch lat, to deficyt prawdopodobnie przekroczyłby poziom 3 proc. PKB.

Warto również podkreślić, że według projekcji makroekonomicznych opublikowanych w lutym przez Komisję Europejską (KE) deficyt budżetowy w 2018 r. wyniesie 3 proc. PKB. Jest to trzeci najgorszy rezultat w całej Unii przy przeciętnej dla Wspólnoty na poziomie 1,6 proc. To jednak wcale nie jest najgorsza informacja.

Dużo poważniej wyglądają problemy strukturalne polskich finansów przedstawione w „Monitorze Zdolności Obsługi Zadłużenia” (Debt Sustainability Monitor – DSM) KE. Jeżeli one się zmaterializują, mogą znacznie zwiększyć koszty finansowania państwa w najbliższych latach, zagrozić ratingowi Polski oraz jeszcze bardziej uzależnić kurs złotego od globalnego sentymentu inwestycyjnego.

Sytuacja Polski pogorszy się najbardziej

Już w wydanym na początku 2016 r. raporcie DSM sytuacja Polski nie wyglądała rewelacyjnie. Pod koniec 10-letniego okresu prognoz poziom długu do PKB miał wzrosnąć do 62,5 proc. Również deficyt strukturalny, czyli różnica pomiędzy dochodami i wydatkami państwa z uwzględnieniem wahań koniunktury, miał do 2020 r. utrzymać się nieco poniżej 3 proc. PKB, a potem stopniowo rosnąć, aby osiągnąć 4,2 proc. w 2026 r.

Jednak tegoroczna rewizja DSM stawia Polskę w znacznie gorszym świetle. Już w 2020 r. strukturalny deficyt w relacji do PKB ma sięgnąć 3,5 proc. Z kolei w 2023 r. ma dojść do poziomu 4 proc., a na koniec 10-letniego horyzontu prognoz osiągnie wartość 4,9 proc. PKB. W rezultacie, według opracowania DSM przygotowanego przez KE, poziom długu do PKB za dekadę ma wynieść 69,2 proc.

Choć przewidywania na tak długi okres są obarczone znacznym ryzykiem błędu, to jednak inwestorzy zagraniczni kupujący polskie obligacje skarbowe z 10-letnim okresem do wykupu muszą posługiwać się modelami prognostycznymi, które również biorą pod uwagę sytuację w najbliższej dekadzie.

W kontekście ratingu czy kosztów obsługi długu ważna jest także relatywna pozycja kraju. Jeżeli sytuacja na całym świecie się pogarsza, to wtedy podążanie z ogólnym trendem przez dane państwo nie jest szczególnie groźnie. Gorzej jednak, gdy kondycja w regionie jest względnie stabilna, a w badanym kraju się pogarsza. Niestety, to właśnie ten drugi przykład odnosi się do Polski.

Monitor DSM pokazuje, że deficyt strukturalny Polski pod koniec okresu projekcji będzie najwyższy w całej Unii (4,9 proc. PKB). W konserwatywnie zarządzającej wydatkami Bułgarii będzie to 0,5 proc. PKB, na Węgrzech 2,4 proc. PKB, a w Czechach 2,6 proc. PKB.

Rezultatem tak znacznego pogorszenia się rocznego bilansu dochodów i wydatków nad Wisłą będzie praktycznie zrównanie się długu do PKB Polski (69,2 proc.) oraz Węgier (70,3 proc.). Obecnie ten wskaźnik jest aż o 20 pkt proc. niższy w naszym kraju niż na Węgrzech.

70 proc. długu do PKB to poważne zagrożenie

Jeżeli projekcje deficytu strukturalnego i długu sektora finansów publicznych przedstawione w opracowaniu DSM przygotowanym przez Komisję Europejską sprawdzą się, to nie będziemy się zastanawiać, czy dana agencja obniży nam rating o jeden stopień, czy też pozostawi go na bieżącym poziomie.
Dyskusja natomiast będzie dotyczyć tego, czy wiarygodność Polski utrzyma się na poziomie inwestycyjnym, czy też spadnie do oceny spekulacyjnej potocznie nazywanej śmieciową. Miałoby to bardzo poważne konsekwencje dla możliwości inwestycyjnych naszego kraju, kursu złotego czy wreszcie ogólnego standardu życia Polaków.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

 

Opłacając comiesięczne rachunki, kupujesz zarazem dostęp do elektryczności od jednej z kilkudziesięciu firm oferujących prąd na polskim rynku. Nie zawsze jednak masz świadomość tego, od kogo nabywasz energię. Możesz również nie wiedzieć, o tym, że istnieje możliwość zmiany sprzedawcy na tańszego, bliższego i bardziej dostępnego.

Dystrybutor a sprzedawca

Energię elektryczną dystrybuują na terenie Polski spółki odpowiadające za stan i rozbudowę sieci elektroenergetycznej znajdującej się na podlegającym jej terenie. Zgodnie z obowiązującymi przepisami nie ma możliwości zmiany tego dystrybutora. Bez problemu możesz jednak zmienić sprzedawcę energii. Świadomość ta nie jest powszechna, ponieważ przez kilkadziesiąt lat obie funkcje pełnił ten sam podmiot. Dopiero niedawno sytuacja ta uległa zmianie. Od 10 lat w naszym kraju mamy szansę dokonywać wyboru spośród wielu sprzedawców energii. Prąd zawsze będzie ten sam, ale w niektórych sytuacjach ta, pozornie drobna, zmiana bywa bardzo opłacalna.

Gra warta świeczki

Dzięki zmianie sprzedawcy prądu jesteś w stanie płacić niższą cenę za tę samą ilość zużywanej energii. Jak to możliwe? Chcąc przywiązać Cię do siebie, nowy sprzedawca prawdopodobnie zaoferuje Ci bardzo atrakcyjne taryfy. Zawarcie z nim umowy spowoduje więc, że zyskasz dużą oszczędność pieniędzy już przy zawarciu transakcji. Dla klientów indywidualnych bywają to oszczędności wynoszące od kilku do kilkunastu procent rocznie, czyli nawet kilkaset złotych.

Zmiana sprzedawcy to jednak nie tylko czysty zysk finansowy. Może ona oznaczać także łatwiejszy kontakt z firmą, zwłaszcza w przypadku gdy rezygnujemy z umowy z dużą firmą, o wielu oddziałach, na rzecz mniejszej i bardziej lokalnej.

Prawo do zmiany sprzedawcy ma niemal każdy. Może jej dokonać zarówno mieszkaniec domku jednorodzinnego, jak i właściciel mieszkania w bloku. Jedynym warunkiem jej przeprowadzenia jest jednak posiadanie własnego licznika energii elektrycznej.

Jak wyliczyć oszczędność?

Porównywanie ofert prądu bywa żmudne i problematyczne dla laika niezorientowanego w świecie taryf elektroenergetycznych. Dlatego rozważając zmianę sprzedawcy, warto posłużyć się pomocami dostępnymi online, służącymi wyliczaniu oszczędności oraz przeliczaniu poszczególnych taryf elektroenergetycznych za Ciebie. Taki specjalny kalkulator udostępnia na swojej stronie internetowej m.in. Urząd Regulacji Energetyki. Można skorzystać także ze specjalnych porównywarek cen energii elektrycznej, np. optimaenergy czy totalmoney. W mniej niż minutę wyliczą one który sprzedawca jest w stanie dostarczyć tańszą energię dla domu, a korzystanie z nich jest zupełnie bezpłatne.

– Tego typu narzędzia pomagają podjąć decyzję o wyborze nowego sprzedawcy na podstawie rocznego zużycia energii, specyfiki zamieszkiwanego regionu, układu instalacji, taryfy energetycznej i kilku innych czynników. Dzięki kalkulatorowi oraz porównywarce z łatwością obliczysz potencjalne oszczędności w danym okresie rozliczeniowym i dokonasz decyzji o pozostaniu przy obecnym sprzedawcy bądź jego ewentualnej zmianie – stwierdza Hubert Telecki, członek zarządu Magmillon.

Jeśli stwierdzisz, że warto dokonać zmiany sprzedawcy, nowa umowa powinna wejść w życie z dniem wygaśnięcia poprzedniej. Rozwiązanie to gwarantuje ciągłość sprzedaży prądu. Koszty wszelkich zmian wynikających z ewentualnego dostosowania układu pomiarowo-rozliczeniowego poniesie operator systemu dystrybucyjnego.

 

Źródło: Magmillon

Wpłaty i wypłaty gotówki to najwyższy koszt związany z prowadzeniem konta firmowego – banki za wpłatę 5 tys. zł policzą sobie nawet 35 zł, a przy wypłacie aż 3,5% jej wartości – wynika z rankingu Tax Care. Tylko w trzech bankach, tj. Idea Bank, Deutsche Bank i Nest Bank korzystanie z konta może być darmowe. W efekcie wyboru odpowiedniego rachunku mikroprzedsiębiorca może zaoszczędzić nawet 71 zł miesięcznie, a także skorzystać z pakietów wspierających prowadzenie własnej firmy.

Minęły trzy miesiące od wprowadzenia wielu zmian w przepisach podatkowych, które jak się wydaje, rewolucjonizują życie najmniejszych przedsiębiorców póki co na minus. Zatory płatnicze i kłopoty z płynnością finansową stały się dla nich realnym zagrożeniem, przede wszystkim dla VAT-owców, w tym zwłaszcza z branży budowlanej. Z przygotowanego przez Tax Care rankingu najlepszych firmowych kont bankowych wynika, że mikrofirma przepłaci za konto kilkadziesiąt złotych miesięcznie, jeśli wybierze nieodpowiedni bank.

Nasz Ranking został stworzony z myślą o mikroprzedsiębiorcy działającym na rynku od roku, który miesięcznie wykonuje 5 przelewów do ZUS i urzędu skarbowego, 10 razy przelewa środki na konta kontrahentów, wykonuje 4 zlecenia stałe i dwa razy wypłaca gotówkę w przypadkowym (obcym) bankomacie na łączną kwotę 1 000 zł. Wszystkie przelewy są internetowe. Poza tym jego płatności kartą wynoszą nie mniej niż 500 zł, na jego konto wpływa 2 000 zł ze sprzedaży, a sam wpłaca na nie 5 000 zł. Przyjęliśmy też drugi scenariusz, w którym ten sam mikroprzedsiębiorca boryka się z zatorami płatniczymi i nie wykonuje w miesiącu żadnych operacji na koncie, oprócz jednego przelewu do ZUS na kwotę niecałych 500 zł. Porównaliśmy oferty otrzymane od 15 banków.

W pierwszej trójce Deutsche Bank, Idea Bank i Nest Bank

Z punktu widzenia przedsiębiorcy aktywnie korzystającego z konta i karty, wyłącznie dwa banki wyzerowały wszystkie opłaty, tj. Idea Bank i Deutsche Bank. Na drugim miejscu znalazł się Nest Bank, który pobierze 7,5 zł, ale wyłącznie, jeśli utarg przedsiębiorca wpłaci nie we wpłatomacie, a w oddziale. Reszta banków naliczy w miesiącu od 4 do 71 zł kosztów.

Droga wypłata gotówki z obcego bankomatu

Najwyższą prowizję banki pobierają za wypłatę w obcym bankomacie, a o tę nietrudno, wystarczy, że przedsiębiorca załatwia dużo spraw poza biurem i nie ma czasu na szukanie bankomatu swojego banku w pobliżu kontrahenta. Niechlubnym rekordzistą jest tu PKO Bank Polski, który potrąci z konta aż 3,5% wybieranej kwoty, tj. 35 zł od 1 tys. zł (175 zł od 5 tys. zł). Bank BGŻ BNP Paribas, Bank Millennium, BOŚ Bank i mBank za wybranie 1 tys. zł pobiorą od przedsiębiorcy 30 zł.

Co drugi bank naliczy też opłaty za realizację zlecenia stałego – średnio niecałe 8 zł za 4 zlecenia. Nasz przedsiębiorca zapłaci również za swoje przelewy do kontrahentów w BOŚ Banku (7,5 zł) oraz w mBanku (15 zł).

Wpłata utargu od 0 zł do 35 zł

Ostateczny miesięczny koszt aktywnego korzystania z rachunku będzie się różnił w zależności od tego, czy właściciel firmy swój utarg wpłaci we wpłatomacie (dane o wpłatomacie dostarczyło 11 na 15 ankietowanych banków) czy w oddziale banku. W 80% porównywanych ofert zdecydowanie tańsza jest ta pierwsza opcja – średnio aż o 35 zł. Wyjątkiem jest darmowa wpłata w placówce Banku Pocztowego. W co drugim banku usługa wpłatomatu pozostaje darmowa.

Połowa banków skasuje za nieużywaną kartę

Przedsiębiorca z drugiego scenariusza, który w miesiącu wykonał jedynie przelew do ZUS, za posiadanie konta nie zapłaci tylko w Banku Millennium i Nest Banku.

W co drugim banku natknie się na płatną obsługę nieużywanej karty płatniczej – maksymalnie 7 zł – oraz zostawi od 9 zł do 25 zł za prowadzenie konta, na którym nie ma w miesiącu wpływów.

Natomiast z zestawienia Tax Care wynika, że w pełni darmowe pozostaje otwarcie rachunku, wydanie karty płatniczej (z wyjątkiem 40 zł płatnych w Toyota Bank Polska), wypłata z bankomatów danego banku na terenie kraju (z wyjątkiem 1,3 zł płatnych w mBanku za wypłacenie mniej niż 100 zł), przelewy do ZUS i fiskusa oraz przelewy w ramach jednego banku.

2/3 banków ułatwi prowadzenie mikrobiznesu

Z zestawionych przez Tax Care ofert kont firmowych wynika również, że banki konkurują ze sobą nie tylko pod względem opłat, ale i pozapłatniczej funkcjonalności konta.

I tak, posiadacze Konta Mój Biznes w Banku Millennium mają możliwość otrzymania ważnej przez 60 miesięcy promesy leasingowej na samochód. W mBanku mikroprzedsiębiorca szybko wymieni waluty online, a w Nest Banku otrzyma zniżki za płatności kartą VISA. ING Bank Śląski wydrukuje za klienta 100 wizytówek, a dla firm ze stażem minimum rok ma w zanadrzu usługę faktoringu.

Alior Bank, Bank BGŻ BNP Paribas i Raiffeisen Polbank do konta firmowego dorzucają promocyjne warunki korzystania z terminali płatniczych – przykładowo Raiffeisen Polbank udostępnia terminal przez 24 miesiące za symboliczną złotówkę.

Dodatkowo, posiadacze Wymarzonego Konta dla Biznesu w Raiffeisen Polbank w ramach Pakietu Ubezpieczeniowego mogą korzystać z pomocy drogowej, medycznej, technicznej, z serwisu organizacyjno-informacyjnego concierge, a także dzwonić na infolinię prawną. PKO Bank Polski umożliwia swoim klientom dostęp do księgowości online w ramach szybkafaktura.pl, gdzie przedsiębiorca wystawi fakturę czy skontroluje swoje obroty. Jeszcze bardziej wszechstronne wsparcie dla drobnego biznesu oferuje Deutsche Bank, którego oferta nie tylko konkuruje z ofertami Raiffeisen Polbank i PKO Bank Polski, ale także wyróżnia się pakietem bezpłatnych przesyłek kurierskich za pośrednictwem serwisu Paczkomaty.pl i zniżką na promocję firmy w internecie.

Liderem pod względem rozbudowania dodatkowych funkcjonalności firmowego konta jest Idea Bank, który nie dość, że wywalczył dla swoich klientów korzystną cenę terminali płatniczych i pozwala wystawiać faktury z poziomu konta za pomocą platformy Idea Cloud, to jeszcze częstuje kawą w darmowej przestrzeni coworkingowej Idea Hub i przyjeżdża do klientów po utarg mobilnym wpłatomatem. Na dodatek po zalogowaniu się do konta Firma to Ja przedsiębiorca może mieć wgląd do dokumentów i deklaracji wygenerowanych przez księgową. Pod względem zintegrowania konta bankowego z usługami księgowymi Idea Bank konkuruje jedynie z mBankiem, o czym wkrótce w kolejnych Analizach Tax Care.

 

Źródło: Tax Care

Na koniec 2016 roku ponad 2 mln 322 tys. Polek i Polaków nie radziło sobie z terminowym zwrotem  zobowiązań zarówno kredytowych jak i pozakredytowych. W ciągu roku kwota ich zaległości wzrosła o jedną czwartą do 53,69 mld zł. Rekordzista ma już do oddania ponad 102 mln zł – wynika z danych zgromadzonych w Raporcie InfoDług.

W 33. edycji Raportu InfoDług porównaliśmy sytuację w bazach: BIG  InfoMonitor oraz BIK z końca roku 2015 oraz 2016, zmiany jakie nastąpiły w ciągu  roku są znaczące. Niesolidnych dłużników przybyło o blisko 266 tys. osób (13 proc.), jeszcze bardziej, bo o 26 proc. wzrosła kwota zaległości – 10,93 mld zł. Efektem czego jest  wyraźny wzrost średniej wartości zaległości niesolidnych dłużników  z 20 793 zł do 23 119 zł (11,2 proc.).  Mowa tu m.in. o nieopłaconych na czas (min. 200 zł, co najmniej 60 dni po terminie) ratach kredytów,  ratach pożyczek w firmach pozabankowych, bieżących rachunkach za media, telefon, czynszach, alimentach czy opłatach sądowych.

Nasze analizy pokazują, że osób z wysokimi długami przybywało szybciej niż z niskimi. W sytuacji gdy przed rokiem co trzeci dłużnik  (32 proc.)  miał do zwrotu nie więcej niż 2 tys. zł, dziś odsetek ten wynosi 28 proc. Z niespłacanym długiem do 5 tys. zł na koncie, pozostaje obecnie niecałe 48 proc. nierzetelnych dłużników wobec 53 proc. przed rokiem – podkreśla Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Szybszy wzrost zaległości niż liczby dłużników, może oznaczać, że część osób, które miały już problemy finansowe popada w coraz większe tarapaty, albo też nowi dłużnicy przestają sobie w pewnym momencie radzić ze zobowiązaniami na wysokie kwoty. Więcej osób niż przed rokiem ma dziś  jednocześnie zarówno niespłacone zobowiązania kredytowe jak i pozakredytowe. Jest to już co piąta osoba wśród prezentowanych niesolidnych dłużników (blisko 470 tys.) podczas gdy przed rokiem stanowili 17 proc. – dodaje.

Najbardziej rosną długi za nieopłacone rachunki i alimenty

Za niemal 54 miliardami złotych zaległości, obecnie niemal pół na pół, stoją zobowiązania kredytowe (27,8 mld zł) i pozakredytowe (25,89 mld zł), mimo że przez lata dominowały kredyty. Niezapłacone na czas zobowiązania m.in. z tytułu rachunków, pożyczek, czy alimentów zwiększyły swój udział w całej puli zaległości z 37 proc. do 48 proc.

Powód? Dynamiczny 65-procentowy wzrost zobowiązań osób fizycznych obecnych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor. W sytuacji gdy nieopłacone w terminie kredyty nie wykazują znaczących zmian, ponieważ jakość spłaty udzielanych w ostatnich latach kredytów mieszkaniowych i konsumpcyjnych utrzymuje się na wysokim poziomie. Szkodliwość nowo udzielanych kredytów konsumpcyjnych po 12 miesiącach od ich uruchomienia wynosi około 2 proc., a kredytów mieszkaniowych 1,8 proc. Dodatkowo banki zwiększają sprzedaż portfeli kredytowych opóźnianych w spłacie.

Indeks Zaległych Płatności Polaków w górę

Wskaźnik pokazujący liczbę osób z zaległymi zobowiązaniami przypadającą na 1000 dorosłych Polaków, dla całego kraju wynosi 73,8 wobec 65,4 pkt przed rokiem. Co oznacza, że co czternasty dorosły Polak albo jest wpisany do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor z negatywną informacją gospodarczą albo opóźnia spłatę raty w bankach, co z kolei widać w BIK. Ewentualnie źle prezentuje się w obu bazach

Inna moralność płatnicza w Rzeszowie i Szczecinie

Udział niesolidnych płatników w populacji poszczególnych regionów wciąż pokazuje, że z punktu widzenia moralności płatniczej Polska jest niejednorodna. Statystycznie znacznie więcej osób z problemami finansowymi zamieszkuje zachód kraju niż część wschodnią. Najgorzej sytuacja przedstawia się w woj. kujawsko-pomorskim oraz zachodniopomorskim, lubuskim i dolnośląskim, gdzie niemal co dziesiąty dorosły mieszkaniec nie obsługuje terminowo  swoich zobowiązań (na każde 1000 dorosłych osób przypada 96 lub 95 niesolidnych dłużników). Tym samym wzdłuż całej zachodniej granicy Polski mieszkają najmniej solidni płatnicy. Ich przeciwieństwem jest Podkarpacie  z 41 dłużnikami z problemami na każde 1000 dorosłych osób w województwie oraz  Małopolska,  gdzie jest ich 50.  W ciągu minionego roku mieszkańcy Polski Wschodniej nieznacznie zmniejszyli jednak dystans do rodaków z Polski Zachodniej

Wśród dłużników widać również istotne różnice w ujęciu demograficznym. Wśród niepłacących na czas niezmiennie przeważają mężczyźni, których jest obecnie 61,8 proc. o 0,6 pkt. proc. więcej niż przed rokiem. Jeśli chodzi o kryterium wiekowe, to najwięcej niesolidnych dłużników ma od 35 do 44 lat.  Wśród osób w tej kategorii wiekowej już co dziesiąty ma problem z przeterminowanymi płatnościami. Udział  35-44  latków wśród prezentowanych w raporcie niesolidnych dłużników wzrósł w ciągu roku o  1 pkt. proc. do 25 proc. Osoby te mają też najwyższy udział w zaległych zobowiązaniach,  należy do niech niemal co trzecia niespłacona złotówka. Przeciętna zaległość z jaką się zmagają wynosi 28 118 zł i jest o 4 998 zł, wyższa od średniej dla wszystkich osób.

Więcej informacji  znajduje się w pełnym wydaniu Raportu InfoDług.

 

Źródło:Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor

Najnowsze dane GUS-u wskazują, że w 2016 r. wszyscy polscy inwestorzy ukończyli 163 394 mieszkania (roczny wzrost o 10,6%). Budowa 173 932 kolejnych mieszkań (tzn. lokali i domów), została rozpoczęta od stycznia do grudnia minionego roku. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że oddawane do użytku i powstające mieszkania koncentrują się w kilkunastu regionach. Takie miasta jak Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań oraz Gdańsk są bastionem deweloperów i skupiają około 70% krajowej oferty nowych lokali. W okolicach wspomnianych metropolii oraz innych miast wojewódzkich, dobrze prosperuje budownictwo jednorodzinne. Pozostała część kraju cieszy się znacznie mniejszym zainteresowaniem inwestorów mieszkaniowych (komercyjnych i prywatnych). Na mapie kraju znajdziemy około 50 powiatów, w których budownictwo mieszkaniowe już praktycznie zamarło. 

Bardzo mało mieszkań powstaje np. na terenie Opolszczyzny i Górnego Śląska

Zróżnicowanie aktywności inwestorów mieszkaniowych jest bardzo dobrze widoczne, gdy weźmiemy pod uwagę dane GUS-u ze wszystkich powiatów i miast na prawach powiatu. W ramach takiej analizy, warto uwzględnić liczbę ukończonych mieszkań na 1000 osób z dłuższego okresu niż na przykład 2 lata lub 3 lata.  Informacje wskazują, że różnice dla poszczególnych powiatów i miast na prawach powiatu bywają ogromne – tłumaczy Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl. W rekordowym powiecie wrocławskim na 1000 osób rocznie przypadało prawie 13 oddanych lokali i domów (średnia z lat 2002 – 2015). W Bytomiu, czyli mieście cechującym się najmniejszą aktywnością inwestycyjną, analogiczny wynik ledwie przekroczył 0,50 mieszkania na 1000 osób.

Poniższe zestawienie prezentuje 20 powiatów oraz miast na prawach powiatu, które przez 13 lat cechowały się największą lub najmniejszą aktywnością wszystkich inwestorów mieszkaniowych (m.in. osób prywatnych oraz deweloperów). Wśród ogólnopolskich liderów oprócz Warszawy i wspomnianego już powiatu wrocławskiego, znajdziemy tylko powiaty położone blisko metropolii (np. pow. gdański, pow. poznański, pow. piaseczyński, pow. legionowski oraz pow. wołomiński). Na tych obszarach bardzo intensywnie rozwija się budownictwo jednorodzinne.

Wśród wszystkich analizowanych lokalizacji, najmniejszą aktywnością inwestorów mieszkaniowych (oprócz Bytomia), wyróżniają się inne poprzemysłowe miasta z Górnego Śląska (Sosnowiec, Zabrze, Siemianowice Śląskie, Piekary Śląskie, Świętochłowice). Bardzo niskie wyniki odnotowano również na terenie powiatu kazimierskiego (woj. świętokrzyskie) oraz trzech powiatów z południowo – zachodniej części kraju (pow. strzelecki, pow. wałbrzyski oraz pow. głubczycki).

W skali całego kraju można znaleźć 56 powiatów oraz miast na prawach powiatu, dla których średnioroczna liczba oddanych mieszkań nie przekraczała 1,50 na 1000 osób (przy krajowej średniej na poziomie 3,57). Wśród tych lokalizacji przeważają tereny poprzemysłowe, obszary typowo rolnicze położone z dala od metropolii oraz powiaty leżące blisko zachodniej granicy kraju. We wszystkich rejonach, gdzie praktycznie zamarły inwestycje mieszkaniowe, kluczowym problemem jest emigracja zagraniczna młodych pracowników lub migracja takich osób do większych miast.

 

Poważny problem z inwestycjami mają również cztery miasta wojewódzkie …

Jak tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl, na uwagę zasługuje też sytuacja miast wojewódzkich. Większość z tych ośrodków miejskich, wyróżnia się aktywnością inwestorów mieszkaniowych, która jest znacznie wyższa od krajowej średniej (patrz poniższy wykres). Do grona liderów oprócz Warszawy (wynik: 8,15) można zaliczyć.

  • Gdańsk (średniorocznie 7,97 oddanego mieszkania na 1000 osób w latach 2002 – 2015)
  • Kraków (średniorocznie 7,76 oddanego mieszkania na 1000 osób w latach 2002 – 2015)
  • Wrocław (średniorocznie 7,43 oddanego mieszkania na 1000 osób w latach 2002 – 2015)

Dobrze prezentują się również wyniki dotyczące Białegostoku, Olsztyna, Rzeszowa i Poznania.

Zupełnie inna sytuacja panuje na terenie Bydgoszczy, Katowic, Łodzi oraz Opola. W tych czterech miastach, przeciętna roczna liczba mieszkań oddawanych na 1000 osób (2002 r. – 2015 r.), nie przekroczyła nawet ogólnopolskiej średniej (3,57). Co ciekawe, najniższy wynik odnotowano w Łodzi, czyli metropolii plasującej się na podium pod względem liczby ludności (po Warszawie i Krakowie).

Wyniki dotyczące takich miast jak Bydgoszcz, Katowice, Łódź i Opole są poważnym sygnałem ostrzegawczym dla lokalnych władz. Bardzo niska aktywność budowlana sugeruje bowiem, że faktyczny ubytek młodszych mieszkańców jest większy, niż wartości wykazywane w oficjalnych statystykach.

 

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Mimo informacji o Brexicie, LOT obserwuje istotny wzrost zapotrzebowania na rejsy Warszawa – Londyn – powiedział prezes PLL LOT Rafał Milczarski. Dodał, że wkrótce spółka będzie obsługiwała ten kierunek większymi i nowoczesnymi Boeingami 737-800 NG.

„Brexit jest wielką niewiadomą. Trudno przewidzieć, jaki ostatecznie kształt będą miały porozumienia pomiędzy Unią Europejską a Wielką Brytania. Na razie Komisja Europejska zarysowała dość jasno swoją strategię. Mianowicie taką, że nie będzie umów jednostkowych, tylko będzie wspólna umowa. Mam wątpliwości, czy ten deal uda się przez dwa lata wypracować. Myślę, że bardzo wiele osób ma takie wątpliwości” – tłumaczy Milczarski.

W jego ocenie ilość zagadnień i spraw, która jest do wynegocjowania – a nie tylko dotycząca lotnictwa – „jest kolosalna”. „Polacy nie zniknął z Wielkiej Brytanii natychmiast po Brexicie. Mam głębokie przekonanie, że bardzo długo nie zniknął. Tak, jak nie zniknęli Polacy z Wielkiej Brytanii po II wojnie światowej, tylko wrośli w tamtejsze społeczeństwo, tak samo myślę, że rodacy, którzy obecnie tam żyją, będą tam dalej mieszkać. I jednocześnie sądzę, że będą oni utrzymywać kontakty z Polską. Dlatego LOT będzie się rozwijał na tym rynku”- powiedział prezes narodowego przewoźnika.

Dodał, że mimo informacji o Brexicie, spółka obserwuje „istotny wzrost, jeśli chodzi o zapotrzebowanie” na rejsy Warszawa-Londyn.

„Wkrótce będziemy zwiększać ilość miejsc, które oferujemy na tej trasie. Zamiast samolotów obecnie obsługujących ten kierunek, czyli Boeingów 737-400 mogących zabrać na pokład 160 osób, będziemy tam latać nowoczesnymi Boeingami 737-800 Next Generation (NG) z 186 miejscami na pokładzie. Wprowadzenie na siatkę tych maszyn pozwali nam (…) znacząco zwiększyć liczbę oferowanych miejsc na tym kierunku. Co jest kolejnym istotnym krokiem w realizacji naszej strategii rentownego wzrostu” – powiedział Milczarski.

Źródło: www.kurier.pap.pl

 

Eksperci

Bugajski: „Problematyczny” wzrost gospodarczy

Przez kilka ostatnich pokryzysowych lat wiele ekonomistów narzekało na stan globalnej koniunktury i ...

Grejner: Znów wzrosły płace w Polsce. A kiedy dogonimy Niemców?

4473 zł - tyle, wg opublikowanych we wtorek danych GUS, Polacy zarabiali we wrześniu br. Średnia pen...

Kalata: Część firm straci prawo do udzielania ulg

Zmiana ustawy z dnia 29 września 2017 roku o zmianie ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej o...

Gontarek: Pracodawcy coraz częściej zatrudniają starszych pracowników

We wrześniu br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 4,5% r/r. Natomiast...

Przasnyski: Żywność drożeje najmocniej od pięciu lat

We wrześniu ceny żywności były wyższe niż rok wcześniej aż o 5 proc. To najmocniejszy wzrost od pięc...

AKTUALNOŚCI

Wybieramy płatności elektroniczne zamiast gotówki

Większość Polaków wybiera płatności elektroniczne zamiast gotówki. Cenione są za innowacyjność, wygo...

Spotkanie MŚP rozpoczęte

35 tys. m2 – właśnie tyle przestrzeni potrzeba, aby ponad 6 tys. uczestników z ponad 30 krajów mogło...

Emigrujemy do Norwegii – mieszka tam już 85 tys. Polaków

W ubiegłym roku z Polski wyemigrowało prawie 120 tys. osób. Na koniec 2016 r. poza granicami przebyw...

Najszybciej rozwijającym się regionem w UE jest Mazowsze

Mazowsze było w latach 2007-2015 jednym z czterech najszybciej rozwijających się regionów w Unii Eur...

Sprawdź rzetelność informacji w Internecie

Ogrom informacji pojawiających się w sieci każdego dnia negatywnie wpływa na ich jakość. W takich wa...