środa, Grudzień 18, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "raport"

raport

Ponad połowa przedsiębiorców aktywnie poszukuje informacji o faktoringu. Czerpie je głównie z portali tematycznych oraz od kontrahentów. Choć wiedza na ten temat sukcesywnie wzrasta, to jest ona raczej na średnim poziomie. Najmniejszą wiedzę o faktoringu mają najmniejsze firmy. To główne wnioski, jakie płyną z badania „Percepcja faktoringu w MŚP” przeprowadzonego przez Instytut Keralla Research na zlecenie firmy faktoringowej NFG.

Kiedy trzy lata temu jedna ze spółek Kaczmarski Group – firma faktoringowa NFG – wchodziła na rynek, postanowiła zbadać, jak przedsiębiorcy z sektora MŚP oceniają poziom swojej wiedzy o faktoringu. Co czwarty badany wskazywał wówczas, że jego wiedza na ten temat jest zerowa. W tym roku firma NFG powtórzyła badania. Odsetek przedsiębiorców, którzy twierdzą, że nic nie wiedzą o faktoringu, spadł do 13,6%.

Najmniejsi wiedzą najmniej

W ciągu trzech lat wyraźnie poprawiły się deklaracje firm w ocenie znajomości przez nich tego zagadnienia. Widać, więc, że świadomość przedsiębiorców rośnie. Coraz więcej z nich określa poziom swojej wiedzy o faktoringu jako wysoki, argumentując: „Wiem bardzo dobrze, na czym polega, analizowałem oferty, korzystałem w przeszłości, interesowałem się”. Jeszcze w 2016 roku w ten sposób odpowiadało 19,5% przedsiębiorców, obecnie już blisko 23%. Wysoki poziom wiedzy deklarują głównie firmy handlowe. Po przeciwnej stronie znajdują się usługodawcy.

Z kolei do 45,8% wzrósł odsetek firm oceniających znajomość wiedzy o faktoringu jako średnią, co w relacji do ostatniego pomiaru także oznacza wzrost – o 8 pkt. proc. W tej grupie istotnie częściej lokują się firmy małe, zatrudniające 10-49 pracowników niż mikrofirmy (1-9).

Zagubieni w szczegółach

Jednocześnie grupa 86% przedsiębiorców, którzy przyznają, że mają jakąkolwiek wiedzę o faktoringu, dość słabo wypada w pytaniach o znajomość poszczególnych form faktoringu. Zaledwie 33% z nich potwierdza znajomość co najmniej jednej formy faktoringu. Żadnej nie wskazuje 67,1% badanych i najczęściej są to mikroprzedsiębiorcy oraz usługodawcy.

Najbardziej znany przez przedsiębiorców jest tzw. faktoring krajowy, eksportowy, importowy (56,3%) oraz faktoring z regresem i bez regresu (47,2%). Znajomość wymienionych form faktoringu istotnie częściej potwierdzają firmy zatrudniające minimum 10 pracowników. Najsłabiej rozpoznawalne są: faktoring odwrotny i faktoring mieszany.

Niepokoi fakt, że największy deficyt wiedzy o faktoringu występuje wśród najmniejszych przedsiębiorców. Jest to bowiem grupa firm nie tylko najbardziej narażona na utratę płynności finansowej, ale też najbardziej zadłużona. Według Krajowego Rejestru Długów, mikroprzedsiębiorcy stanowią trzy czwarte wszystkich zadłużonych firm. Są winni swoim wierzycielom ponad 5 miliardów złotych. W relacjach biznesowych z większymi kontrahentami, często pozostają tą słabszą stroną. To głównie ich kosztem duże firmy nierzadko kredytują swoją działalność, wydłużając ponad normę terminy płatności za faktury. Tymczasem faktoring, który pozwala szybko i łatwo zamienić faktury na gotówkę, może być, zwłaszcza dla mikrofirm, jedyną deską ratunku – tłumaczy Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu NFG.

Jeśli wiedza, to specjalistyczna

Ponad 57% przedsiębiorców przyznaje, że aktywnie poszukuje informacji o faktoringu. Głównym źródłem wiedzy są dla nich portale specjalistyczne (30,1%) oraz partnerzy/kontrahenci (29,7%). Najmniej pomocne w tym względzie okazują się rady księgowych i… doradców finansowych.

Po raz pierwszy sprawdziliśmy, skąd przedsiębiorcy czerpią wiedzę o faktoringu i jak ją zdobywają. Znamienny jest fakt, że rolę autorytetu pełnią tutaj przede wszystkim dziennikarze tworzący portale specjalistyczne, a także partnerzy biznesowi, z którymi przedsiębiorcy robią interesy. Często też respondenci sami dzwonią do banków, by tam uzyskać niezbędne informacje. Co ciekawe, dużo mniejszym zainteresowaniem cieszy się reklama w Internecie, a także mailingi i newslettery. Niewielki odsetek, bo tylko 3,7 procent badanych, pozyskuje wiedzę wprost z wyszukiwarek internetowych – zauważa Dariusz Szkaradek.

Źródło: NFG

Wprowadzenie ograniczenia handlu w niedziele spowodowało, że wielu Polaków musiało zmienić swoje przyzwyczajenia. Dotyczy to nie tylko zwyczajów zakupowych, ale również sposobu spędzania wolnego czasu. Ciekawych obserwacji na ten temat dostarczają wyniki ankiet zrealizowanych przez Agencję Badań Rynku i Opinii SW Research oraz wywiadów przeprowadzonych przez Danae. Chęć spędzania wolnego czasu była jednym z czterech najważniejszych powodów, dla którego Polacy odwiedzali centra handlowe w niedziele. Grupami, które wskazywały go częściej, byli mieszkańcy wsi oraz miast o populacji nieprzekraczającej 100 tysięcy. Jednak dla części z nich zakaz handlu w niedziele nie ma istotnego znaczenia.

Jak pokazują badania zrealizowane przez SW Research, przed wprowadzeniem ustawy ograniczającej handel, ponad połowa Polaków (52 proc.) robiła zakupy przynajmniej kilka niedziel w miesiącu. Jednak powody wizyt w centrach handlowych były różne. Najczęściej związane one były z zakupami – odzieżowymi (37,8 proc.), spożywczymi (36 proc.) czy wyposażeniem domu (24,9 proc.). Co ciekawe kobiety chętniej odwiedzały centra handlowe w niedziele po to, aby dokonać zakupów związanych z garderobą (41,9 proc. badanych kobiet), zaś celem wizyt mężczyzn w tego typu placówkach, były zakupy spożywcze (41,4 proc. mężczyzn uczestniczących w badaniach). Ale jak wynika z ankiety nie tylko możliwość zrobienia spokojnych zakupów kierowała kroki Polaków do centrów handlowych. Znacząca grupa badanych traktowała niedzielną wizytę jako okazję do spędzenia wolnego czasu w towarzystwie rodziny i przyjaciół (18,8 proc.) lub możliwość skorzystania z dostępnej tam oferty gastronomicznej (18,4 proc.). Uwagę zwraca fakt, że różnice między wskazaniami kobiet i mężczyzn były niewielkie, a to pokazuje, że dla niemal co piątego Polaka, centra handlowe, ze swoją bogatą ofertą kulturalno-gastronomiczną, stanowiły istotny element życia społecznego.

Okazuje się jednak, że wymiar społeczny tego typu placówek miał nieco inne znaczenie dla mieszkańców wsi i małych miast niż dla respondentów zamieszkujących większe aglomeracje. Ilustrują to badania, z których wynika, że najliczniejszą grupę wśród osób, które niedzielne wizyty w centrach handlowych traktowały jako możliwość spędzenia czasu z rodziną i przyjaciółmi stanowili mieszkańcy wsi oraz mniejszych miejscowości (do 100 tys. mieszkańców). Natomiast mieszkańcy miast o populacji przekraczającej 500 tys. częściej wskazywali chęć odwiedzenia kawiarni, baru czy restauracji. Zestawienie tych odpowiedzi nasuwa ciekawy wniosek – wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę może nie tylko utrudniać swobodne zakupy, ale także ograniczać dostęp do oferty kulturalno-rozrywkowej, który szczególnie odczuli mieszkańcy wsi i małych miejscowości. Problem ten w mniejszym stopniu dotknąć może mieszkańców większych miejscowości.  Zgodniez prawem, ustawa nie reguluje działalności gastronomicznej w niedzielę co w praktyce oznacza, że osoby z większych miast mogą swobodnie korzystać z oferty kawiarni, barów i restauracji.

Jak wielu osób dotyczy ten problem najlepiej obrazują statystyki. Jak podaje  GUS mieszkańcy wsi stanowią obecnie prawie 40 proc. ludności Polski. Co więcej, w wyniku migracji wewnętrznej tereny wiejskie zyskują nowych mieszkańców. W samym 2018 r. na przeprowadzkę na wieś zdecydowało się ponad 28 tys. osób. Ten kierunek migracji wewnętrznej jest konsekwencją wielu czynników. Jednym z nich jest fakt, że silna ekspansja dużych miast skłania młodych, wykształconych ludzi do osiedlania się na terenach zlokalizowanych na ich obrzeżach. Takie rozwiązanie wydaje się też łączyć kilka zalet – obniżenie kosztów kupna mieszkania lub domu, ucieczkę od zgiełku metropolii, a równocześnie możliwość pracy w niej. Z drugiej jednak strony osoby te nie chcą zupełnie rezygnować z oferty dużych miast. Tymczasem ustawa ograniczająca handel w niedziele mogła spowodować, że część mieszkańców wsi i małych miast zmuszona została do zmiany przyjętego modelu funkcjonowania.

Przeczytaj także:

Tezę tę zdają się potwierdzać badania jakościowe przeprowadzone przez Danae. Niektóre osoby uczestniczące w wywiadach zwracały uwagę na to, że w miejscowościach, w których dostęp do atrakcji jest ograniczony, często sezonowy, niedzielny wyjazd do centrum handlowego był zarówno okazją do zakupów, jak i ciekawego sposobu spędzenia czasu. Jedna z respondentek, mieszkanka podkrakowskiej wsi przyznaje: W naszej miejscowości nic nie ma. To jest mała wiocha, kompletnie. Są jakieś świetlice środowiskowe, ale to są w tygodniu zajęcia (…). W weekend nic nie ma. Inny badany mówi: Jest mniej możliwości na wydanie ciężko zarobionych pieniędzy. Mam nadzieję, że to jest też mimo wszystko przejściowe i liczę, że to wszystko wróci do normy, czyli po prostu będą zniesione te niedziele niehandlowe. Z tego na pewno byłbym zadowolony. W trakcie wywiadów jakościowych, respondenci prezentujący podejście bardziej aktywne zarówno w codziennym życiu, jak i w sposobie spędzania wolnego czasu, wskazywali na uciążliwości związane z ograniczeniem handlu w niedzielę. Dla nich wprowadzenie zmian w prawie oznaczało konieczność reorganizacji całego tygodnia. Jeden z uczestników badania podkreśla:Jeśli chciałoby się wyskoczyć ze znajomymi (…), to ciężko znaleźć w niedzielę jakieś połączenie. Szczególnie teraz jak nie ma tych niedziel handlowych, to jest mniej połączeń. Jak były pracujące, to było więcej połączeń.

Jednak w trakcie badań jakościowych pojawiały się również głosy osób, które z uwagi na swoje przyzwyczajenia, a także preferencje spędzania wolnego czasu w najbliższej okolicy, nie odczuły zmian. Jeden z respondentów mówi: My już jesteśmy tak przyzwyczajone tym trybem, że robiło się zawsze zakupy w sobotę albo w piątek, bo to była wioska po PGR-ach (…). Wiadomo było, że w niedzielę było zawsze zamknięte. Ci są zwolennikami obowiązujących przepisów.

Źródło: SW Research

Do zmiany auta motywują nas zwykle problemy techniczne i związane z tym częste naprawy, które idą w parze z nagłymi wydatkami. Ale bywa też tak, że przypada koniec wynajmu długoterminowego lub leasingu dla firm, albo niespodziewanie zmienia się sytuacja życiowa. Czasem po prostu męczące zaczyna być dzielenie się wspólnym autem z bliskimi i przychodzi czas, by rozejrzeć się za dodatkowym pojazdem. Jak się okazuje, najczęściej na zakup drugiego auta decydują się rodziny.

Jeden z najbardziej znanych cytatów z książki „Forrest Gump” autorstwa Winstona Grooma brzmi – życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz. Trudno o bardziej trafny cytat odnoszący się do sytuacji przed którymi często stają rodziny. Kto doświadczył zaskakujących zmian życiowych jak przyjście na świat nowego członka rodziny lub zmiana miejsca pracy jednego z rodziców związana ze znacznie trudniejszym dojazdem wie, że jedno auto w rodzinie to za mało. Jak sprostać wszystkim potrzebom dwójki kierowców, gdy jednym pojazdem mamy dowieźć dzieci do przedszkola i szkoły, dojechać do pracy w dwóch różnych krańcach miasta, a w międzyczasie stać w korkach, szukać miejsca do zaparkowania i załatwić sprawę w urzędzie? Najlepszym rozwiązaniem jest drugi samochód. Jak znaleźć taki, który nie nadszarpnie domowego budżetu i idealnie sprawdzi się w mieście?

Drugie auto dla żony lub do pracy

Qarson, lider francuskiego rynku aut na abonament działa w Polsce od marca 2018 roku. Początkowo sprzedaż była możliwa przez witrynę internetową oraz w głównym salonie firmy w Suchym Lesie pod Poznaniem. Dziś nowe auta można już zamówić w stacjonarnych punktach sprzedaży w największych galeriach handlowych w 7 miastach w Polsce. Dla większości odwiedzających centra handlowe ta niespotykana dotąd w kraju forma sprzedaży aut to nowość i duże zaskoczenie. Uwagę przechodniów przyciąga wystawione na wyspie nowe auto z tajemniczym hasłem “auto na abonament” oraz animowane ekrany informacyjne. Niektórzy wciąż podchodzą do konceptu z rezerwą, jednak z każdym miesiącem wzrasta poziom zaufania wśród konsumentów i tym samym zainteresowanie samochodem na abonament. Z sondy przeprowadzonej we wszystkich punktach sprzedaży Qarsona wynika, że spośród wszystkich czynników wpływających na decyzję o zakupie nowego auta na abonament w Polsce, ponad 70% przypadków to właśnie potrzeba drugiego auta w rodzinie i jednocześnie najczęstsza motywacja do zmiany pojazdu. Według badań konsumenckich wykonanych na zlecenie Qarsona, w Polsce 40% osób współdzieli auto ze swoim partnerem lub członkiem rodziny, z czego aż 38% z nich rozważa zakup dodatkowego auta do samodzielnego użytkowania.

Ponad 50% badanych przemierza swoim autem codziennie ponad 30 km i raz, czy dwa razy do roku udaje się na wyjazdy po kraju. To tylko pokazuje, jak duża jest częstotliwość korzystania z samochodu i potrzeba drugiego pojazdu w rodzinie.

Mała kompaktowa Toyota Aygo lub rodzinny Nissan Qashqai

Jakie kryteria powinno spełniać drugie auto w rodzinie? Przede wszystkim nie generować zbyt dużych kosztów, by nie nadszarpnąć domowego budżetu. Jak potwierdzają doradcy Qarsona, cena samochodu oraz koszty jego użytkowania są pierwszymi i najważniejszymi kwestiami, o które pytają konsumenci. Zdarza się, że decyzja zapada już po analizie oferty na stronie internetowej i transparentnej prezentacji finalnych kosztów abonamentu. Aktualna oferta Qarsona w Polsce obejmuje kilkadziesiąt modeli popularnych marek, jednak klienci chętniej decydują się na najniższy możliwy abonament, niż na bardziej kosztowne crossovery czy SUV-y. W zależności od naszych możliwości finansowych możemy wybrać samochód, którego miesięczna rata nie przekroczy 500 złotych jak np. Toyota Aygo.  W ramach tej opłaty kierowca otrzymuje bezpłatny serwis i przeglądy gwarancyjne oraz pakiet 10 000 kilometrów a także rejestrację pojazdu i komplet nowych opon. Małe auto to naturalny wybór w przypadku drugiego auta w rodzinie. Jednocześnie osoby, które na co dzień muszą użytkować większy samochód za mniej niż 1000 złotych miesięcznie mogą zdecydować się na Nissana Qashqaia, Volkswagena Golfa lub Hyundaia i30. Dla dużej rodziny możemy wybrać na przykład 7-osobowego VAN-a: Renault Grand Scenic lub rodzinnego SUV-a marki Peugeot 3008 za mniej niż 1500 złotych miesięcznie.

Jak wynika z praktyki Qarsona na polskim rynku, konsumentów do abonamentu przekonują przede wszystkim: 12 miesięcy trwania umowy, możliwość dokupienia dodatkowych pakietów kilometrów, serwis i naprawy  w ramach gwarancji oraz niska cena comiesięcznej opłaty abonamentowej. Największe zainteresowanie obserwuje się wśród osób, które już od dawna rozważają zakup nowego auta i mają doświadczenie w zakupach online, śledzą informacje z branży motoryzacyjnej w prasie i telewizji. Aktywni użytkownicy internetu doskonale znają już systemy abonamentowe, od lat cieszą się popularnością usługi streamingowe. W Qarsonie abonament działa podobnie, ale w ramach miesięcznej opłaty korzystamy z nowego samochodu.

Źródło: Qarson[

Jak informuje Fundacja Sukces Pisany Szminką, 64 proc. kobiet ankietowanych jest zadowolonych ze swojej pracy, ale tylko 27 proc. w pełni satysfakcjonuje to, co robią. Ponad 1/3 w ogóle nie jest zadowolona z kariery zawodowej. Aż 66 proc. kobiet uważa, że ich wynagrodzenie nie jest adekwatne do kompetencji i chciałoby dostać podwyżkę w wysokości min. 1000 zł na rękę. Raport „Satysfakcja Polek z Pracy i Zarobków” odkrywa też dobre karty: kobiety nie pozostają bezczynne – chętnie uczestniczą szkoleniach i warsztatach, także poza pracą.

SYTUACJA POLEK

Aż 4 miliony Polek w wieku 20-64 lata pozostaje biernych zawodowo – wynika z raportu „Ukryty potencjał polskiego rynku pracy. Kobiety nieaktywne zawodowo” przygotowanego przez Deloitte na zlecenie Coca-Coli. Potwierdzają to ostatnie dane GUS – w 2018 roku niepracujących było 52 proc. kobiet. Dlaczego? Bo się boją, nie wierzą w swoje możliwości, nie mają dostępu do szkoleń, a często rezygnują z kariery zawodowej na rzecz rodziny.

Zobacz także:

Zapytane przez Fundację Sukces Pisany Szminką kobiety wskazały bariery w rozwoju zawodowym, które sprawiają, że nie są one z niego zadowolone. Okazało się, że to zbyt niskie zarobki powodują największa frustrację – tylko 24 proc. ankietowanych określiła je jako bardzo dobrze lub dobrze pasujące do ich kompetencji.

ZAROBKI

Nic więc dziwnego, że pytane o podwyżkę wskazują dość wysokie kwoty. 1000 zł to minimum, większość chciałaby nawet 2000 zł podwyżki na rękę. Dlaczego aż tyle? Jak odpowiadają: „koszty życia w Polsce bardzo szybko rosną, moja wypłata za 8h dziennie w pracy nie wystarcza mi i muszę być zależna od męża”. Dodatkowe 1000 zł niektórym ankietowanym umożliwiłoby samodzielne zaspokojenie podstawowych potrzeb, ale żeby być usatysfakcjonowaną z zarobków chciałyby zarabiać nawet 3000 zł więcej.

Kobiety wskazują też inne powody, dla których ich pensje miałyby pójść znacząco w górę: często pracują za najniższe ceny rynkowe albo według widełek przyjętych na zajmowanych stanowiskach zarabiają najniższą stawkę. Nawet za pracę opartą na relacjach z zarządem czy prowadzenie kluczowych projektów dla organizacji, kobiety pracują za mniejsze pieniądze niż mężczyźni na podobnych stanowiskach (60 proc. odpowiedzi). 

– Chciałabym zarabiać chociaż o 1 000 zł więcej, ponieważ jestem warta więcej niż obecnie marne 2100 zł, które otrzymuję po 20 latach pracy. Mam dużą wiedzę, doświadczenie i wysokie zaangażowanie oraz motywację, a mimo to nie mogę wykorzystać swoich talentów i możliwości w obecnej pracy – mówi jedna z uczestniczek ankiety Fundacji Sukces Pisany Szminką.

Na co kobiety wydają zarobione pieniądze? Okazuje się, że ponad  42 proc. odpowiedziało, że najwięcej przeznacza na rachunki, 17 proc. na jedzenie i 10 proc. ze na dzieci. Tylko ok. 6 proc. ankietowanych najwięcej wydaje na podróże i inwestycje, a 4 proc. na rozwój zawodowy. Ubrania i dbanie o siebie znalazły się dalej w zestawieniu.

Przeczytaj również:

– Czytając wyniki badania, miałam przed oczami kobietę z jednej strony świadomą swoich potrzeb w obszarze; pieniądz, rozwój i partnerstwo, z drugiej strony nadal poszukającą odpowiedzi – jak tym zarządzić, by coś się realnie zmieniło – i czy to ja mam tym zarządzić czy ktoś powinien to zrobić za mnie? Wydaję mi się zatem, że jesteśmy w połowie drogi. Następny krok to podjęcie konkretnych działań oraz edukacja i uświadamianie innych – naszych przełożonych, współpracowników i partnerów. – mówi Olga Kozierowska, prezeska Fundacji Sukces Pisany Szminką

ROZWÓJ ZAWODOWY POLEK

Z ankiety wyłaniają się także inne pozytywne wnioski: 1/3 ankietowanych kobiet korzysta ze szkoleń w miejscu pracy, a aż 92 proc. prywatnie z innych narzędzi rozwoju zawodowego. Tu prym wiodą książki (80 proc. wskazań), różnego rodzaju warsztaty oraz e-booki, podcasty i wideo. 

Część odpowiedzi pochodzi od uczestniczek bezpłatnych warsztatów prowadzonych przez Fundację w ramach programu Sukces To Ja. Oczekują one, że dzięki tym szkoleniom poznają ciekawe kobiety, które będą ich inspiracją, zdobędą kompetencje miękkie, pozbędą się lęków, nabiorą motywacji i zaczerpną przykłady, które przełożą się na samorozwój, wyższe zarobki czy zakładanie własnych biznesów. Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką to największa społeczność kobiet przedsiębiorczych w Polsce. Jej misją jest nie tylko kompleksowe wspieranie kobiet, ale także dostarczanie im fachowej wiedzy niezbędnej do rozwoju osobistego i zawodowego oraz motywowanie ich do podejmowania odważnych działań i spełniania marzeń.

Konfederacja Lewiatan przygotowała raport, który prezentuje co nas czeka w polityce międzynarodowej, jak interpretować wskaźniki ekonomiczne oraz na jakie zmiany prawa firmy powinny się przygotować. Wnioski są bardzo przejrzyste: kolejne sygnały zapowiadają spowolnienie, a setki nowych przepisów dodatkowo utrudnią prowadzenie biznesu.

Jak czytamy w raporcie, po latach wzrostu gospodarczego, w 2019 roku świat czeka spowolnienie. Bank Światowy prognozuje, że wśród gospodarek rozwiniętych wzrost PKB wyniesie 2,2% w roku 2018 i już tylko 2% w roku 2019. Dość przypomnieć, że w roku 2016 było to 2,9%! Polska gospodarka również zwolni. Będzie wciąż miała wyższą stopę wzrostu PKB niż kraje tzw. starej Unii, jednak powiązanie polskiej wymiany handlowej z Europą powoduje, że schłodzenie jej gospodarki błyskawicznie przełoży się na naszą. Według Banku Światowego dynamika wzrostu PKB Polski wyniesie w 2018 roku 4,7%, ale w 2019 już 3,9%. To najlepiej pokazuje, jak mocno jesteśmy zależni od europejskiej i światowej  koniunktury.

Unia musi odnaleźć się w niespokojnym świecie
Konfederacja Lewiatan informuje w raporcie także, że przed europejską gospodarką pojawia się strategiczne pytanie: jak odnaleźć się w nowym, światowym porządku gospodarczym? Względna stabilność gospodarcza i pokój w Europie nie wystarczą, by Unia zyskała bezpieczną pozycję w globalnym nieładzie. W raporcie czytamy, że nieprzewidywalność światowej sytuacji gospodarczej i politycznej wzmaga specyficzny sposób prowadzenia polityki zagranicznej przez administrację Donalda Trumpa. Oto Unia Europejska straciła najważniejszego od ponad pół wieku partnera i sojusznika politycznego na światowej arenie – Stany Zjednoczone, które dziś wskazują Europę jako zagrożenie dla amerykańskiej gospodarki i stawiają w jednym rzędzie z Chinami.
A Chiny umacniają swoją pozycję we wszystkich rankingach. Jeszcze w 2007  roku, czyli niedługo po polskiej akcesji do Unii Europejskiej, odpowiadała ona  za 20,85% światowego PKB, za nią były USA (18,3%) i Chiny (11,27%). W ubiegłym roku, dane wyglądały diametralnie inaczej – liderem zostały Chiny  z 18,11% światowego PKB, dalej uplasowały się UE (16,46%) i USA (15,56%). Co więcej, wśród społeczeństw europejskich, ale także wśród elit politycznych, pokutuje przekonanie, że chińska gospodarka to podwykonawca światowej produkcji. W rzeczywistości jest to gospodarka coraz bardziej innowacyjna. Dane prezentowane przez WIPO – Światową Organizację Własności Intelektualnej, działającą w ramach ONZ, nie pozostawiają wątpliwości – wśród firm najwięcej wniosków o międzynarodową ochronę patentową PCT złożyły w 2017 roku przedsiębiorstwa z państwa środka (Huawei i ZTE). Dopiero za nimi lokują się technologiczni potentaci z tradycjami, czyli Intel i Mitsubishi Electronics. Wśród państw na szczycie nadal są Stany Zjednoczone, ale depczą im po piętach Chiny, które w ciągu jednego roku zanotowały wzrost liczby podań o międzynarodową ochronę patentową o 13,7% (porównanie 2017 r. do 2016 r.).

Brexit odciśnie piętno na światowym handlu
Konderacja Lewiatan podnosi, że zagrożenia dla Unii Europejskiej przychodzą nie tylko z zewnątrz, ale również z wewnątrz Wspólnoty. Wielka Brytania – państwo obecne w Unii od ponad 40 lat – wystąpi z niej w marcu 2019 roku. Do 2021 roku powinien obowiązywać okres przejściowy, ale już teraz przedsiębiorcy muszą przygotować się na podwyższenie kosztów wymiany handlowej z Wielką Brytanią, na co wpłyną cła, reorganizacja łańcuchów dostaw oraz podniesione koszty transportu towarów i logistyki.

W rapocie czytamy też, że Brexit przełoży się dramatycznie na europejską i światową wymianę handlową, ale również spowoduje zmiany w unijnym budżecie. Musimy przygotować się na mniejsze niż w poprzedniej perspektywie środki z funduszu spójności. Ich brak szczególnie odczują kraje takie jak Polska, która realizuje z funduszy europejskich ogromne inwestycje. Strefa euro zmierzy się z włoskimi populistami. Europejska gospodarka staje także przed ryzykiem utraty wiarygodności strefy euro na rynkach finansowych. Może być to efekt konfliktu pomiędzy Brukselą a rządem w Rzymie, skupionego wokół dyscypliny budżetowej włoskich finansów. Włoska koalicja prawicowych i lewicowych populistów pokazuje, że partie tego typu ani myślą o realizacji deklarowanych założeń programowych, a kierują się jedynie potrzebą władzy. Trudno jest budować z nimi dialog oparty na racjonalnych ekonomicznych argumentach. Dodatkowo, populistów  europejskich, z prawa i lewa, łączy gra na konflikt z Brukselą, której używają  do antagonizowania społeczeństw. Europejska gospodarka staje także przed trudnym dylematem pogodzenia efektywności i kosztów produkcji z celami klimatycznymi. Z doświadczenia wiemy, że europejscy przedsiębiorcy ze zrozumieniem podchodzą do kwestii ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, recyklingu odpadów i opakowań czy potrzeby ekologicznego transportu. Nie możemy jednak pozwolić na przytłoczenie europejskiego biznesu nowymi obciążeniami w sytuacji, kiedy inni światowi gracze, tacy jak USA i Chiny, nie nałożą na swoje firmy takich restrykcji. Pojawiają się wciąż nowe wyzwania. Dziś mówimy o przemyśle 4.0, ale już przed nami przemysł 5.0, zasadniczo zmieniający modele biznesowe i myślenie o przyszłości. Sztuczna inteligencja jest ogromnym, ale w znacznej mierze nieprzewidywalnym oceanem możliwości. To wymaga innej edukacji, innego rynku pracy i przejścia na dzielenie się wartością dodaną. W obliczu nowych wyzwań, do załatwienia pozostają wciąż zadania, o których mówi się w Europie od dawna. Jasne staje się, że musimy zbudować własny system obronny, a to kosztuje, choć bywa też źródłem innowacji i rozwoju. Mamy też nierozwiązaną kwestię Ukrainy czy rozszerzenia Unii o zachodnie Bałkany. Szczęśliwie szczyt kryzysu migracyjnego wydaje się być już za nami. Przez ostatnie kilka lat służył on niektórym środowiskom do podgrzewania obaw społecznych. Napływ migrantów zmniejszył się, a Unia wdrożyła rozwiązania, pomagające uporać się z najpilniejszymi wyzwaniami w tym zakresie.

Kampanie wyborcze zwiększą ryzyko niepewności
Według Konfederacji, rok 2019 będzie trudny dla gospodarki z jeszcze jednego powodu. Czeka nas wiosną wybory do Parlamentu Europejskiego, a jesienią do polskiego parlamentu. Według Henryki Bochniarz, prezydenta  Konfederacji Lewiatan, proces tworzenia rządu w Polsce nie wpłynie na stabilizację nastrojów, ale ukonstytuowanie się nowej Komisji Europejskiej może po majowych wyborach ciągnąć się aż do końca 2019 roku. Będzie to źródło kolejnych niewiadomych. Z doświadczenia wiemy, że kampanie wyborcze to nie najlepszy czas na podejmowanie racjonalnych, trudnych decyzji. To raczej okazja do spełniania różnych kosztownych obietnic. Oby znowu nie musieli za nie płacić europejscy i polscy przedsiębiorcy. Ale jeśli nie oni – to kto?

 

Henryka Bochniarz,
prezydent Konfederacji Lewiatan

 

 

 

Pozwólmy rynkowi ocalić edukację naszych dzieci, a polskim szkołom znaleźć się w światowej czołówce. WEI i ZPP prezentują raport „Szkoła dla życia. Kto zapłaci za nasze emerytury?”. Opracowanie pod kierownictwem profesora Krzysztofa Konarzewskiego zawiera rekomendacje zmian we wszystkich kluczowych obszarach oświaty: programie kształcenia, ustroju szkolnym, zarządzaniu i finansowaniu.

Jeżeli polska szkoła ma odpowiadać na wyzwania zmieniającego się świata, a sami Polacy mają żyć na poziomie najbogatszych narodów, to system edukacji musi przejść głębokie przeobrażenia. Dać szkołom większą niezależność finansową, upodmiotowić rodziców i lokalną społeczność, a w szczególności lokalnych przedsiębiorców, kosztem centralnego nadzoru państwa i gmin. Bez wprowadzenia elementów twardej konkurencyjności i mechanizmów rynkowych nigdy nie zapewnimy naszym dzieciom edukacji na poziomie najszybciej rozwijających się państw.

Sporadyczne zmiany programowe i arbitralne decyzje ministra należy zastąpić systematyczną pracą nad doskonaleniem podstaw programowych i podręczników szkolnych z wykorzystaniem nowych pomysłów i danych empirycznych. Taką ciągłość pracy może zapewnić umocowana w ustawie Rada Programowa przy Ministrze Edukacji Narodowej.

Polskie szkoły potrzebują większej samodzielności i przestrzeni do kreatywnego rozwoju młodzieży. Kluczowe decyzje dotyczące oferty dydaktycznej, wychowawczej, wyposażenia i zatrudnienia nauczycieli zapadają dziś poza szkołą – przede wszystkim w gminnych lub miejskich wydziałach oświaty, które dzielą subwencję oświatową, w kuratoriach i w MEN, które drobiazgowo reguluje każdy aspekt jej działalności. Nikt nie bierze pod uwagę specyfiki każdej ze szkół, różnic między uczniami i potencjału rozwojowego wybranej kadry nauczycielskiej.

WWE wraz z Fundacją Związku Przedsiębiorców i Pracodawców rekomendują:

  1. Szkołami nie powinny dłużej zarządzać jednostki samorządu terytorialnego, lecz spółki not for profit mające własny budżet i radę nadzorczą. Spółkę prowadzącą szkołę powinna obowiązkowo wybierać jednostka samorządu terytorialnego w drodze zamówienia publicznego. Po rozstrzygnięciu przetargu samorząd zawierałby ze spółką umowę na prowadzenie placówki.
  2. Gruntowną zmianę w systemie finansowania. Na budżet szkoły powinny się składać: subwencja wypłacana przez jednostkę samorządu terytorialnego, dotacje i darowizny z innych źródeł oraz dochody z własnej działalności. Samorząd pozostawałby właścicielem nieruchomości oświatowych i miałby obowiązek utrzymywać je w należytym stanie.
  3. Powołanie Rady Programowej przy Ministrze Edukacji Narodowej, do której zadań należałoby tworzenie projektów zmian podstawy programowej kształcenia, analizowanie wyników pomiaru osiągnięć szkolnych oraz rekomendowanie podręczników zasługujących na dopuszczenie do użytku szkolnego.
  4. Powołanie, wzorem Anglii, Walii i Irlandii Północnej, szkolnej rady nadzorczej z udziałem przedstawicieli nauczycieli, rodziców, lokalnych przedsiębiorców, organizacji pozarządowych, fundacji, uczelni, która bada efekty nauczania, wysuwa nowe cele i kieruje zmianami, po to, by zbliżyć szkołę do oczekiwań lokalnej społeczności.
  5. Polska szkoła powinna nauczać i wymagać o wiele więcej przydatnych umiejętności praktycznych, przy jednoczesnej rezygnacji z nadmiaru treści. Kluczowe jest także powszechne korzystanie z technologii informacyjnej w nauczaniu i uczeniu się poszczególnych przedmiotów.
  6. Zerwanie z przestarzałymi i nieefektywnymi metodami pracy na lekcjach, wykorzystanie metod aktywizujących inteligencję ucznia.

Pełny raport jest dostępny do pobrania tutaj.

Raport powstał w ramach projektu „Agenda Polska”, wspólnego przedsięwzięcia Warsaw Enterprise Institute oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, którego celem jest przygotowywanie strategii rozwoju Polski, rozwiązań systemowych i punktowej naprawy prawa.

Zwłaszcza te średnie i duże, z optymizmem patrzą w przyszłość. Nie tylko zaakceptowały już zmienność otoczenia, ale chcą obrócić ją na swoją korzyść. Znacząco – w porównaniu z ubiegłoroczną edycją badania – zwiększyła się gotowość do wzrostu skali działania, także poprzez ekspansję zagraniczną. Ambitnym celom sprzyja lepsza niż rok wcześniej kondycja finansowa: istotnie wzrósł odsetek średnich i dużych firm, które zadeklarowały wypracowanie zysku oraz wzrost obrotów. Taki obraz wyłania się z II edycji badania Deutsche Bank „Polskie firmy – kondycja, inwestycje i ich finansowanie”.

Badanie objęło łącznie reprezentatywną grupę 500 firm, w tym 72% małych (do 10 mln euro obrotu rocznego), 20,5% średnich (do 50 mln euro obrotu rocznego) oraz 7,5% dużych (powyżej 50 mln euro obrotu rocznego). Najczęściej reprezentowane były przedsiębiorstwa lokalne (32%) i ogólnopolskie (30%). 14% działa na skalę europejską, co dziesiąta – na skalę globalną.

– Polskie firmy wypracowały umiejętność funkcjonowania w warunkach ciągłej zmienności, a wręcz umieją obrócić ją na swoją korzyść. Wiele z nich mierzy się teraz z nowymi wyzwaniami: sukcesji czy konieczności znalezienia nowych źródeł wzrostu. Nasz cykliczny raport jest próbą odpowiedzi na to, czy polski biznes jest na te wyzwania przyszłości gotowy – mówi Leszek Niemycki, Wiceprezes Zarządu Deutsche Bank Polska.

ŚREDNIM I DUŻYM ŁATWIEJ

Zdolność do generowania zysku, zwiększania obrotów czy kreślenia ambitnych planów inwestycji i ekspansji rośnie wraz ze skalą działalności – to jeden z kluczowych wniosków z tegorocznej edycji raportu Deutsche Bank Polska.

Zdecydowana większość firm, które wzięły udział w badaniu (61%) zadeklarowała, że w I połowie 2017 roku odnotowała zysk (rok temu – 64%); wzrost obrotów odnotowało 58% firm (wzrost z 42%). Uśredniony wynik całej badanej grupy nie oddaje jednak coraz wyraźniejszego rozdźwięku w sposobach, w jaki dobrą koniunkturę wykorzystują firmy różnej wielkości. Wzrost obrotów w I półroczu 2017 roku zadeklarowało 100% dużych firm (rok temu – 29%), 53% średnich (wzrost z 48%) i jedynie 36% małych firm (rok temu 43%). Podobne dysproporcje uwidaczniają się coraz mocniej w porównaniu firm lokalnych (tylko 22% wykazało wyższe obroty; rok temu – 42%) i działających w skali globalnej (tu odsetek firm, które poprawiły sprzedaż wzrósł z 49% w 2016 roku do 67% w 2017 roku).

– Najnowsze badanie pokazuje jeszcze wyraźniej niż rok temu, że niestety tworzy się coraz większa luka rozwojowa pomiędzy małymi i większymi firmami – komentuje Leszek Niemycki, Wiceprezes Zarządu Deutsche Bank Polska.

Narastająca luka rozwojowa widoczna jest także choćby w zamierzeniach odnośnie wzrostu zatrudnienia. Nowych pracowników chce zatrudnić w najbliższej przyszłości co druga średnia firma (rok temu 11%) i 38% dużych (wzrost z 22%). Dla porównania, do rekrutacji przymierza się jedynie 22% małych firm.

EKSPANSJA? DLACZEGO NIE?

Raport potwierdza, że polskie przedsiębiorstwa nabrały odporności, zaakceptowały nieprzewidywalność i zaczynają traktować ją jak biznesową szansę. Dowodzi tego choćby znacznie większa niż rok temu gotowość do ekspansji. – W zeszłym roku zaledwie 4% firm działających jedynie w Polsce myślało o rozszerzeniu skali działania na inne kraje Europy. Dziś takie aspiracje ma niemal co trzeci ogólnopolski podmiot. Średnio pięciokrotnie większa jest także skłonność firm lokalnych do rozwoju na skalę regionalną, a regionalnych do ekspansji na skalę krajową – podkreśla Leszek Niemycki.

Swoje towary i usługi eksportuje 42% badanych firm, głównie średnie (60%) i duże (57%). 27% przedsiębiorstw planuje w nadchodzącym roku rozszerzyć działalność eksportową o nowe rynki. – Znacząco wzrosło także zainteresowanie dywersyfikacją eksportu – rok temu sprzedaż na rynki azjatyckie rozważało 10% eksporterów, dziś – niemal 30%. Dwukrotnie większa jest także chęć rozszerzenia kierunków eksportu o Afrykę i obie Ameryki – zauważa Maciej Sus, Dyrektor Departamentu Klienta Biznesowego, Deutsche Bank Polska

CZAS NA INWESTYCJE… I INNOWACJE

Wyniki badania jednoznacznie wskazują, że okres stagnacji w inwestycjach prawdopodobnie mamy już za sobą. 41% firm ma plany inwestycyjne na najbliższe 6 miesięcy. Największy optymizm inwestycyjny przejawiają przedsiębiorstwa średnie (62%) i duże (57%) oraz te, które działają na skalę europejską (87%) i globalną (63%). Inwestycje większych podmiotów powinny w dłuższym terminie dać impuls mniejszym firmom – obecnie jedynie co trzecia mała firma i co piąta lokalna rozważa inwestycje.

Listę celów inwestycyjnych otwierają – podobnie jak rok temu – wydatki na zwiększenie mocy produkcyjnych. Taki plan ma 60% z grona tych firm, które deklarują inwestycje. Niestety znacząco spadła skłonność do inwestycji w badania i rozwój – rok temu ten aspekt wskazało 21% badanych podmiotów, obecnie tylko niespełna 14%. – To właśnie innowacyjność jest długofalowo najsilniejszą dźwignią rozwojową. Wiedzą to duże firmy – do proinnowacyjnych wydatków przymierza się co drugi podmiot o obrotach powyżej 50 mln euro. Na drugiej szali są małe przedsiębiorstwa – na inwestycje w badania i rozwój stawia zaledwie 9% z nich – zauważa Maciej Sus, Dyrektor Departamentu Klienta Biznesowego, Deutsche Bank Polska.

Jak sprawić, by pracownicy naprawdę zaangażowali się w szkolenie i wynieśli z niego jak najwięcej? Ciekawym i skutecznym pomysłem może się okazać kilkudniowy obóz wyjazdowy połączony z angażującą formą zajęć. Tego typu szkolenia prowadzone są obecnie dla „haerowców”, ale podobne metody można zastosować także w innych obszarach biznesu.

Podczas większości szkoleń pracowniczych, uczestnicy, choć są obecni na sali wykładowej, myślami bywają zupełnie gdzie indziej. Bardzo często niecierpliwie zerkają na telefon, piszą sms-y lub odpowiadają na maile, a jeśli szkolenie odbywa się w siedzibie firmy, zdarza się, że co jakiś czas wychodzą, bardziej pochłonięci bieżącymi problemami niż zdobywaniem nowej wiedzy.

W związku z tym pojawiła się potrzeba zorganizowania szkoleń w innej formule – takiej, która sprzyjać będzie koncentracji na zajęciach oraz oderwaniu od codziennych obowiązków. Pierwszym elementem może być wyjazd z dala od firmy, tak aby już sama zmiana środowiska odcięła uczestnika od zajmowania się bieżącymi zadaniami. Drugi element to natomiast inny sposób przeprowadzania zajęć – nie w formie monologu wykładowcy, ale poprzez ćwiczenia, testy, a nawet gry symulacyjne.

Właśnie w takiej formule przeprowadzany jest HR Advancement Camp – obóz szkoleniowy skierowany przede wszystkim do osób pełniących (lub chcących pełnić) funkcję HR Biznes Partnerów.

– Najlepiej, gdy Camp jest realizowany w formie wyjazdowej. Ponieważ zajęcia mają służyć rozwojowi i chcemy, żeby uczestnicy wynieśli z nich jak najwięcej wiedzy, staramy się stworzyć takie warunki, by nic ich nie rozpraszało – mówi Anna Grzywaczyk, dyrektor w firmie WNCL, organizującej szkolenia tego typu.

Czym różni się „obóz” od „zwykłego” szkolenia?

W przypadku HR Advancement Camp, zajęcia prowadzone są w formie kilkudniowych warsztatów (zazwyczaj 3-dniowych, choć czas trwania zależy od potrzeb konkretnych firm). Pierwszego dnia odbywa się HR Advancement Day, w czasie którego uczestnicy mają szansę zmierzyć się z siedmioma zadaniami. Zderzają się oni ze studiami przypadków opartymi na prawdziwych sytuacjach biznesowych. Zadania zaprojektowane w oparciu o model kompetencyjny Davida Ulricha mają różny stopień trudności. Pomagają one uczestnikom poznać swoje mocne i słabe strony oraz odkryć smykałkę do którejś z ról w obszarze HR. Dla zagwarantowania najwyższej wartości merytorycznej, do współpracy w roli asesorów zapraszani są dyrektorzy personalni z wieloletnim doświadczeniem, którzy na co dzień pracują w dużych organizacjach.

Przez kolejne dwa dni specjaliści HR oraz menedżerowie rozgrywają planszową grę strategiczną o nazwie Bottom Line. Uczestnicy, podzieleni na zespoły, zarządzają wirtualną firmą, która przechodzi przez szereg trudnych sytuacji. I choć poszczególne zadania są wymyślone, to jednak opierają się na rzeczywistych sytuacjach biznesowych.

Dzięki grze uczestnicy poznają ogólny model funkcjonowania biznesowego firmy, wcielają się w rolę szefa HR a następnie podejmują wiele decyzji z obszaru HR, które w rezultacie powinny prowadzić do osiągnięcia określonego zysku netto. Na podstawie analizy danych finansowych, biznesowych oraz opisu sytuacji, uczestnicy coraz wyraźniej zauważają związki pomiędzy podejmowanymi decyzjami a wskaźnikami w postaci zaangażowania i satysfakcji pracowników, fluktuacji, kompetencji, efektywności rekrutacji, czy też zadowolenia klienta, a następnie uczą się łączyć je z wynikami finansowymi przedsiębiorstwa. Na zakończenie Campu uczestnicy otrzymują raport oraz feedback kompetencyjny od asesora.

– Informacja zwrotna, jaką uczestnicy otrzymują w trakcie Campu, może być przez nich potraktowana jako forma sesji mentoringowej. Ale z mentoringu mogą oni skorzystać również po powrocie z wyjazdu. Uczestnik zainteresowany takim wsparciem sam decyduje, z którym z obecnych na Campie mentorów będzie chciał dalej współpracować – podkreśla Anna Grzywaczyk.

Dzięki temu pogłębianie umiejętności zdobytych podczas szkolenia, a także analiza umiejętności przeprowadzona w ramach HR Advancement Day może mieć swój ciąg dalszy w postaci kontynuacji rozwoju zawodowego pod okiem mentora.

Dla kogo HR Advancement Camp?

HR Advancement Camp przeprowadzany przez WNCL skierowany jest przede wszystkim do HR Biznes Partnerów. Niektóre przedsiębiorstwa mają w swoich strukturach kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt osób pełniących tę funkcję. W takiej sytuacji szkolenie organizowane jest w formie wewnętrznej – a więc wyłącznie dla pracowników danej organizacji. Zdarza się, że zajęcia powiązane są z rocznym podsumowaniem pracy HR, a poza zdobywaniem wiedzy, mogą też służyć integracji. Program dostępny jest jednak również w formule otwartej. Wówczas w zajęciach uczestniczą przedstawiciele z wielu różnych firm.

W praktyce zdarza się, że uczestnikami Campu są nie tylko HR-owcy. Biorą w nich udział także menedżerowie zarządzający pracownikami, osoby z innych struktur biznesowych, które myślą o zmianie roli i chcą sprawdzić się w zadaniach związanych wprost z obszarem human resources. Zajęcia przynoszą korzyści wszystkim menedżerom i specjalistom, dla których ważne jest lepsze zrozumienie związków pomiędzy zasobami ludzkimi, a wynikami finansowymi firmy.

– Na rynku szkoleniowym nie ma jeszcze zbyt wielu praktycznych narzędzi, które byłyby dedykowane specjalnie „haerowcom”, a same konferencje branżowe nie przekładają się na nabywanie praktycznych umiejętności – zauważa Anna Grzywaczyk. – Warto więc korzystać z tych możliwości, które są już dostępne, a pozwalają zarówno na zdobywanie nowej wiedzy, wymianę doświadczeń z innymi osobami na podobnych stanowiskach, jak i na kreatywną naukę, przy okazji połączoną ze świetną zabawą – podkreśla.

Nie tylko dla HR

Choć HR Advancement Camp skoncentrowany jest na kompetencjach biznesowo-haerowych, nic nie stoi na przeszkodzie, aby podobne programy wprowadzać także w innych obszarach. Niezależnie od dziedziny, w jakiej chcemy przeszkolić pracowników, połączenie merytorycznej wiedzy podanej w atrakcyjnej i angażującej formie z przyjemnym wyjazdem daleko od firmy, pozwoli osiągnąć lepsze efekty niż nawet najlepszy wykład w sali konferencyjnej przedsiębiorstwa.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Mimo to nie są zainteresowani jej pogłębianiem – pokazuje Raport „Egzamin z wiedzy finansowej”. W teście wiedzy praktycznej niemal co drugi badany nie jest w stanie udzielić poprawnej odpowiedzi na połowę zadanych pytań. Dodatkowo, jedna trzecia respondentów mówi, że w ogóle tematy finansowe ich nie interesują.

Jak wygląda faktyczna wiedza Polaków o finansach? Badanie przygotowane przez firmę Maison & Partners dla Kapitalni.org pokazuje, że nasza znajomość tej tematyki jest niewielka.

Test zawierał 27 pytań z zakresu praw konsumenta, gospodarowania budżetem domowym, pożyczania i zadłużenia, a także oszczędzania i ochrony danych. Wyniki nie są dobre. Blisko co drugi badany (47 proc.) nie jest w stanie udzielić dobrych odpowiedzi na połowę zadanych pytań, a 14 proc. respondentów uzyskuje w teście mniej niż 7 punktów – udzielając tym samym błędnych odpowiedzi na ponad 75 proc. zadanych pytań. Średnia z testu wiedzy finansowej wyniosła 13,45 pkt, co oznacza, że ledwo go zaliczyliśmy, uzyskując ocenę 3 z minusem. Nikomu nie udało się odpowiedzieć poprawnie na wszystkie zadane pytania.

Deklaracje a rzeczywistość

– Obszary, z którymi mamy kłopoty, mimo deklarowanej wysokiej wiedzy na ten temat, to pożyczki, kredyty i zadłużenia. Ponad połowa badanych ma problem z udzieleniem poprawnych odpowiedzi na 50 proc. pytań testowych z tego zakresu. Słabo wypadamy także w pytaniach dotyczących oszczędzania, chociaż połowa Polaków ocenia dobrze swoją wiedzę w tym temacie, to rzeczywista wiedza jest zdecydowanie niższa – mówi dr hab. Dominika Maison. Test z tego zakresu okazuje się trudny dla większości badanych. Aż 89 proc. Polaków nie jest w stanie określić kwoty należnej im po wygaśnięciu lokaty – nie pamiętamy, że od dochodów kapitałowych płacimy podatek. Co ciekawe, dość dobrze radzimy sobie z pytaniami dotyczącymi ochrony danych osobowych.

Brak wiedzy i chęci jej pogłębiania

– Większość Polaków nie jest zainteresowana pogłębianiem swojej wiedzy finansowej, pomimo że widzi jej przydatność. Skąd taka rozbieżność? Niestety najprawdopodobniej z doświadczenia. Większości ludzi „edukacja finansowa” kojarzy się z nudnymi programami w telewizji lub radiu oraz informacjami przekazywanymi hermetycznym specjalistycznym językiem. Skuteczne kampanie edukacyjne z obszaru wiedzy finansowej muszą mieć atrakcyjną formę, aby mogły konkurować z rozrywkowymi treściami dominującymi w mediach – mówi ekspert.

Blisko 20 proc. osób uważa, że wiedza o finansach jest potrzebna tylko ludziom bogatym. To błędne myślenie. Wiedza w tym zakresie pozwala podejmować nam lepsze decyzje finansowe, sprawniej gospodarować budżetem domowym, inwestować swoje oszczędności. Tym samym procentuje – jesteśmy bardziej świadomymi konsumentami, którzy potrafią wybrać najlepsze dla siebie produkty i pomnażać swoje pieniądze, dlatego nasz status majątkowy się zwiększa.

Poszukiwanie wiedzy

Zdajemy sobie sprawę z obszarów, w których mamy niedostateczną wiedzę. Polacy wskazują, że informacje dotyczące: zasad funkcjonowania systemu emerytalnego, inwestowania pieniędzy oraz wychodzenia z długów – są tymi najbardziej przez nich pożądanymi. Częściej wiedzy finansowej poszukują kobiety, osoby posiadające dzieci, lepiej wykształcone, oceniające lepiej swoją sytuację materialną i uzyskujące wyższe wyniki w teście wiedzy finansowej. W głównej mierze korzystamy ze stron internetowych (50 proc.). Polegamy też na własnych doświadczeniach (34 proc.) lub zdaniu znajomych/rodziny (23 proc.).

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Europejska ropa Brent jest najdroższa od ponad dwóch lat, cena przekroczyła 60 dolarów za baryłkę. Spadają również globalne zapasy tego surowca, a porozumienie producentów o ograniczeniu wydobycia może zostać przedłużone na cały 2018 rok. Paliwo na stacjach też podrożeje.

Napływające z rynku informacje sugerują, że kierowcy będą musieli sięgnąć głębiej do kieszeni. Od 20 października cena benzyny 95 na rynku ARA (Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia) wzrosła o 11 gr i osiągnęła poziom 1,71 zł za litr. Brakuje 14 gr, by popularna bezołowiówka kosztowała najwięcej od lata 2015 r.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z dieslem. W holenderskich oraz belgijskich rafineriach – po 9-groszowym wzroście w ciągu niespełna tygodnia – olej napędowy kosztuje 1,73 zł za litr i jest tylko 8 gr poniżej szczytów z lipca 2015 r.

Potentaci sugerują ograniczenie wydobycia

Całkiem niedawno, bo we wrześniu br., ceny paliw również gwałtownie rosły. Wtedy jednak podwyżki były następstwem huraganów, które nawiedziły Stany Zjednoczone i zaburzyły globalną produkcję. Tamte wydarzenia miały jednak charakter przejściowy. Tymczasem obecne wzrosty cen mogą utrzymać się przez wiele miesięcy.

W ostatni piątek, a także podczas minionego weekendu przedstawiciele Arabii Saudyjskiej sugerowali możliwość przedłużenia ograniczenia wydobycia do końca 2018 r. We wrześniu OPEC wydobywał o milion baryłek ropy naftowej dziennie mniej niż rok temu. Za przedłużeniem porozumienie opowiada się również Rosja, która dziennie produkuje o 200 tys. baryłek mniej niż we wrześniu 2016 r.

Mniejsze zapasy u progu zimy

Sugestie ze strony OPEC oraz Rosji doprowadziły do tego, że cena sprzedawanej m.in. w Europie ropy Brent przekroczyła 60 dolarów za baryłkę i osiągnęła najwyższe poziomy od ponad dwóch lat. Poza zmianami związanymi z podażą „czarnego złota” warto także zwrócić uwagę na popyt i zapasy, które są także niezwykle ważne dla cen. Według październikowego raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) tempo wzrostu popytu w III kwartale wyhamowało z rekordowych 2,2 mln baryłek do 1,2 mln baryłek. Cały czas jednak IEA przewiduje, że wzrost globalnego zapotrzebowania na ropę naftową wyniesie średnio 1,6 mln baryłek (1,6 proc.) w tym roku oraz 1,4 mln baryłek (1,4 proc.) w przyszłym.

Po wielu kwartałach, w których rosły zapasy ropy oraz paliw, następują wyraźne spadki. Jeszcze w styczniu br. globalne rezerwy przekraczały 5-letnią średnią o 318 mln baryłek. Teraz, według IEA, są one o niemal połowę mniejsze (170 mln). Szczególnie niepokojąco wygląda sytuacja diesla. W Stanach Zjednoczonych jego zapasy spadły do najniższych poziomów od maja 2015 roku. Zwiększa to ryzyko, że jeżeli w sezonie zimowym Europę i USA nawiedzą temperatury poniżej wieloletnich średnich to diesel może rosnąć wyraźnie szybciej niż ropa naftowa ze względu na niskie zapasy i perspektywę gwałtownego wzrostu popytu.

Podrożeje diesel, podrożeje bezołowiowa

Kurczące się zapasy ropy naftowej oraz jej produktów przy ograniczeniu produkcji przez OPEC i Rosję zwiększają dodatkowo ryzyko, że przy jakichkolwiek problemach związanych z podażą (wydarzenia pogodowe czy geopolityczne) możemy spodziewać się gwałtownych wzrostów cen. Bufor bezpieczeństwa jest obecnie zdecydowanie mniejszy niż w kilku ostatnich latach.

Można więc założyć, że notowania ropy Brent raczej będą kształtować się blisko granicy 60 USD za baryłkę z perspektywą krótkoterminowych silnych wzrostów w przypadku niespodziewanych zaburzeń w produkcji. Ceny przy dystrybutorach na polskich stacjach wzrosną w najbliższych dniach o dobre kilka groszy na litrze. W konsekwencji trudno będzie zatankować olej napędowy poniżej granicy 4,50 zł/litr, a benzynę bezołowiową 95 za mniej niż 4,65 zł/litr.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk cinkciarz.pl

Nationale-Nederlanden od lat wspiera Polaków w trosce o ich życie, zdrowie oraz bezpieczeństwo najbliższych. To zaangażowanie w edukację zdrowotną, ale również finansową zyskało obecnie nowy wymiar. Nationale-Nederlanden zostało Mecenasem Zdrowia programu „36,6 °C” w TVN, który w przystępny i kompleksowy sposób przybliża Polakom kwestie związane ze zdrowiem. Emisja programu odbywać się będzie w każdą sobotę o godzinie 18. Firma po raz pierwszy zdecydowała się na tego typu współpracę przy tworzeniu programu telewizyjnego.

Jednym z elementów jesiennej edycji programu prowadzonego przez Ewę Drzyzgę będzie omówienie innowacyjnych i skutecznych metod walki z nowotworami oraz profilaktyka, która może uchronić przed tą chorobą.

– Od kilku lat Nationale-Nederlanden włącza się w szeroką debatę na temat wyzwań związanych z onkologią, zarówno w sferze propagowania regularnych badań profilaktycznych, jak również budowania świadomości na temat zabezpieczenia finansowego na wypadek poważnej choroby. Patronujemy takim wydarzeniom jak Światowy Dzień Walki z Rakiem, czy też ogólnopolskiej kampanii profilaktyki nowotworów męskich Movember Polska – mówi Marta Pokutycka-Mądrala, rzecznik prasowy Nationale-Nederlanden. – Misją firmy jest nie tylko oferowanie wysokiej jakości ubezpieczeń, ale także edukacja społeczeństwa w zakresie profilaktyki zdrowotnej oraz finansowej. Naturalnym było więc dla nas zaangażowanie się w program „36,6 °C”, który w otwarty i angażujący sposób mówi o kluczowych wyzwaniach zdrowotnych oraz buduje świadomość Polaków w tym temacie – dodaje.

– Tej jesieni w programie „36,6 °C” podejmiemy tematykę onkologiczną. Skupimy się na profilaktyce i leczeniu nowotworów piersi, narządów kobiecych oraz typowo męskich – raka prostaty i jąder. Zdecydowaliśmy się na współpracę z Nationale-Nederlanden, liderem w produktach ubezpieczeniowych służących ochronie zdrowia Polaków, by wspólnie zwiększać świadomość tych chorób w społeczeństwie – mówi Jolanta Hofer, producent programu „36 i 6 °C”.

Widzowie będą mogli skonsultować się z ekspertami Nationale-Nederlanden w zakresie zabezpieczenia finansowego dzięki czatom on-line, które będą realizowane po emisji programu na stronie www.36i6.tvn.pl.

Oprócz porad ekspertów na antenie zaprezentowane zostaną również dane z raportu Nationale-Nederlanden „Miej Serce do Zdrowia”, który pokazuje podejście Polaków do kwestii regularnych badań profilaktycznych, zdrowego żywienia i aktywności fizycznej.

Źródło: Nationale-Nederlanden

Najnowszy raport zintegrowany PGE Polskiej Grupy Energetycznej za 2016 rok w kompleksowy, a zarazem przystępny i atrakcyjny sposób, przedstawia działalność największej firmy sektora elektroenergetycznego. Opowieść krąży wokół trzech fundamentalnych wartości Grupy PGE, którymi są: partnerstwo, rozwój i odpowiedzialność.

Budowanie długoterminowej wartości naszej firmy uwzględnia, poza priorytetami biznesowymi, także trwałe relacje z otoczeniem oparte na zaufaniu, otwartości i dialogu. Celem PGE jest bycie dobrym sąsiadem i partnerem na wszystkich płaszczyznach działalności – mówi Henryk Baranowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Raport zintegrowany Grupy PGE został opracowany w taki sposób, że nie wymaga specjalistycznej wiedzy z zakresu energetyki, ekonomii czy rachunkowości. Standardowe rozwiązania technologiczne, takie jak nowoczesny interfejs, animacje, infografiki, możliwość przeglądania na smartfonie, tablecie i komputerze stacjonarnym to nie jedyne zalety tego raportu. Główny nacisk został w nim położony na treść i kompleksową analizę otoczenia. Obszerne dane i statystyki pozwalają na szeroką ocenę interakcji ze wszystkimi interesariuszami Grupy PGE oraz przegląd szans rozwoju i ryzyk działalności w średnim i długim terminie, a także ilustrują zmieniające się otoczenie rynkowe i prawne.

Robimy wszystko, by nasza komunikacja z otoczeniem była przejrzysta. Założenie to spełnia raport zintegrowany za 2016 r., w którym wprost wykładamy krótko, średnio i długoterminowe wartości firmy. Jesteśmy świadomi naszego wpływu na otoczenie. Dlatego każdego dnia podejmujemy inicjatywy, by zarządzać nim w zrównoważony sposób. W tym celu współpracujemy z wieloma środowiskami. Uważamy, że dialog z otoczeniem jest naszym obowiązkiem i przejawem odpowiedzialności. Jesteśmy dumni z wyjątkowej roli, jaką odgrywamy w polskim systemie elektroenergetycznym. Swoją pasją, 38 tys. najwyższej klasy specjalistów zatrudnianych w PGE, chcemy dzielić się z milionami naszych obecnych i przyszłych klientów – mówi Henryk Baranowski.

Jak Grupa PGE rozumie trzy kluczowe wartości charakteryzujące kulturę jej organizacji?

PARTNERSTWO – to charakterystyka i opis naszego otoczenia, z którym nawiązujemy interakcję  w naszej codziennej działalności. Zależy nam, by uwzględnić oczekiwania różnych środowisk, a jednocześnie wykonywać codzienna pracę polegającą na budowaniu wartości firmy.

ROZWÓJ – to opis i analiza coraz dynamiczniej zmieniającego się świata, w którym funkcjonujemy. Tutaj przedstawiamy perspektywę rozwoju PGE, która zawiera się w idei zrównoważone i odpowiedzialnej transformacji.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ – przedstawia działania służące realizacji naszych projektów oraz oczekiwań interesariuszy. To mechanizmy zarządzania, raportowania i nadzoru w organizacji, służące realizacji założonych celów.

 

Źródło: Grupa PGE

Według pracujących Polaków, jednym z najważniejszych czynników determinujących rozwój przedsiębiorstw rodzinnych jest wsparcie udzielane przez administrację publiczną. Aby móc się o nie ubiegać, firmy te powinny zadbać o stałą komunikację i zbudowanie dobrych relacji z przedstawicielami władz – wynika z raportu „Wizerunek firm rodzinnych jako pracodawcy”, przygotowanego przez Grupę On Board Think Kong.

Badanie Grupy On Board Think Kong, przeprowadzone przez SW Research pokazało, że najatrakcyjniejszą formą wsparcia, którą firmy rodzinne powinny otrzymać od administracji publicznej, są ulgi podatkowe. Twierdzi tak już 2/5 respondentów. Niewiele mniej, bo 39 proc. Polaków wskazało dofinansowanie w obszarze badań i rozwoju. 37 proc. badanych uznało z kolei, że znaczącą rolą państwa powinno być jego zaangażowanie w promocję firm rodzinnych na zagranicznych rynkach. 35 proc. respondentów, uznało za przydatne doradztwo biznesowe, a 32 proc., konsultacje prawne.

Z raportu Grupy On Board Think Kong „Wizerunek firm rodzinnych jako pracodawcy” wynika, że wsparcie, na jakie mogą liczyć przedsiębiorstwa rodzinne od administracji jest uzależnione od poziomu oraz intensywności komunikacji prowadzonej z instytucjami publicznymi. Równie istotne będzie obserwowanie zmian rynkowych o podłożu gospodarczo-politycznym.

Firmy rodzinne, chcąc ubiegać się o różne formy wsparcia powinny na bieżąco monitorować zachodzące zmiany legislacyjne, gospodarcze, polityczne, ale także decyzje odnośnie uruchamianych programów rozwojowych. Równolegle warto postawić na budowanie trwałych relacji z władzami – poprzez inicjatywy sektorowe, pozycjonowanie eksperckie, debaty czy konsultacje – komentuje  Katarzyna Rek, Dyrektor Działu Komunikacji Korporacyjnej Grupy On Board Think Kong.

Wsparcie otrzymane od administracji publicznej, zwłaszcza w postaci doradztwa biznesowego czy dofinansowania badań i rozwoju, będzie pełnić znaczącą rolę, zwłaszcza w przypadku małych i średnich firm, które chcą podnieść swoją pozycję rynkową, ale do swojej działalności nadal podchodzą bardzo intuicyjnie.

Możemy zaobserwować brak planowania działań i myślenia o przedsiębiorstwie w sposób długofalowy. Uważam, że w dobie nowych technologii,  firmy rodzinne powinny przejść przez proces profesjonalizacji, skorzystać przynajmniej z części praktyk, realizowanych przez duże korporacje. Chcąc efektywnie konkurować z najbliższym otoczeniem, być równorzędnym parterem do rozmowy z instytucjami publicznymi, muszą wprowadzić nowy system zarządzania, uruchomić proces raportowania, ujednolicić procedury, czy wreszcie, wytyczyć jasne ścieżki rozwoju pracowników i sposoby ich wynagradzania. Do tego konieczne będzie jednak zatrudnienie wykwalifikowanych menadżerów, czy HR-owców – przekonuje Sebastian Margalski, Dyrektor Wykonawczy i Członek Zarządu Stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych.

 

Grupa On Board Think Kong

Działalność biznesowa prowadzona z najwyższą troską o rozwój lokalnych społeczności, podnoszenie świadomości energetycznej oraz ochrona środowiska naturalnego – tak społeczną odpowiedzialność rozumie PGE Polska Grupa Energetyczna, która ogłosiła Raport Społeczny GK PGE za lata 2013-2014.

 Raport społeczny jest kompleksową publikacją opisującą wszystkie obszary działania Grupy Kapitałowej PGE z perspektywy jej wpływu na otoczenie. Jednym z głównych celów opracowania jest podkreślenie znaczenia społecznej odpowiedzialności biznesu w działalności firmy. Ogłoszenie raportu jest kolejnym krokiem w konsekwentnie realizowanym kierunku rozwoju Grupy PGE w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu. Raport zawiera informacje o podejmowanych przez organizację działaniach oraz realizowanych dobrych praktykach oraz określa wyzwania, jakie stoją przed Grupą PGE w zakresie zrównoważonego rozwoju.

Opracowanie raportu społecznego potwierdza naszą wysoką świadomość wpływu na otoczenie i podsumowuje podejmowane przez nas działania. Dzięki prezentowanym wskaźnikom raport w znaczący sposób przyczynia się do zwiększania wiarygodności firmy, a w efekcie wspiera cele biznesowe, pomagając utrzymać i zdobywać nowe kontrakty handlowe z wymagającymi klientami na konkurencyjnym rynkumówi Marek Woszczyk, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Raport powstał zgodnie z międzynarodowymi wytycznymi do raportowania danych z obszaru zrównoważonego rozwoju – Global Reporting Initiative w wersji G4, na poziomie CORE. W pierwszym tego typu opracowaniu Grupy uwzględnionych zostało 70 wskaźników pozafinansowych, opisujących wpływ firmy na otoczenie. Raport został poddany weryfikacji zewnętrznej przez firmę audytorską KPMG. Global Reporting Initiative potwierdził z kolei poprawność uwzględnienia istotnych tematów w raporcie. W raporcie ujęte zostały dane dotyczące 10 kluczowych spółek Grupy: PGE SA, PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna SA, PGE Dystrybucja SA, PGE Obrót SA, PGE Energia Natury SA, PGE Energia Odnawialna SA, PGE Dom Maklerski SA, PGE EJ 1 sp. z o.o., PGE Systemy SA, Exatel SA.

Społeczna odpowiedzialność biznesu dotyczy szczególnie wpływu na społeczności lokalne, środowisko naturalne, partnerów biznesowych, klientów i pracowników. Przejawem działania zgodnego z CSR (Corporate Social Responsibility – ang.) jest m.in. przejrzyste i etyczne postępowanie oraz uwzględnianie oczekiwań interesariuszy. Głównym celem i przejawem odpowiedzialności Grupy PGE jest zapewnienie rentowności biznesu, bezpieczeństwa energetycznego i stabilności zatrudnienia, przy jednoczesnym uwzględnieniu potrzeb i oczekiwań otoczenia społecznego.

Inwestorzy chcą wiedzieć więcej o prospołecznej i prośrodowiskowej działalności PGE. Również klienci, jako szczególna grupa naszych interesariuszy, oczekują jak najpełniejszej informacji. Jedną z funkcji naszego raportu jest więc rzetelne informowanie naszych obecnych i przyszłych akcjonariuszy o realizowanych praktykach – mówi Marek Woszczyk.

PGE Polska Grupa Energetyczna jest jednym z liderów biznesu w Polsce i realizuje działania mające na celu nie tylko prowadzenie działalności podstawowej, ale również rozwój lokalnych społeczności, edukację i budowanie świadomości energetycznej oraz ochronę środowiska naturalnego. Jako jedna z największych organizacji w Polsce, Grupa PGE poprzez obrany kierunek swojego działania, może inspirować i zachęcać także do rozwoju odpowiedzialności biznesu w całym łańcuchu wartości, także wśród partnerów biznesowych, kontrahentów czy dostawców.

Działania Grupy PGE w obszarze społecznym i środowiskowym wynikają z przyjętej strategii biznesowej. Od 2008 roku PGE Polska Grupa Energetyczna uczestniczy w Inicjatywie Sekretarza Generalnego ONZ – Global Compact. Z kolei w gronie spółek społecznie odpowiedzialnych, notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie – Respect Index, PGE Polska Grupa Energetyczna znajduje się niezmiennie od 2011 roku. Od 2015 roku jest Partnerem Strategicznym Forum Odpowiedzialnego Biznesu. Raport społeczny przygotowany zgodnie z najlepszymi praktykami raportowania zrównoważonego rozwoju jest kolejnym krokiem w realizacji naszej strategii odpowiedzialnego prowadzenia biznesu.

źródło: PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

Podsumowanie ostatnich 10 lat funkcjonowania sektora usług dla biznesu (Business Services Sector, BSS) w Polsce to główny cel raportu przygotowanego przez Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych oraz Hays Polska. Branża, która pojawiła się w kraju na początku roku 2000, dziś uznawana jest przez ekspertów za wyjątkowo wysoko rozwiniętą. Polska, zaś jest postrzegana jako doskonała lokalizacja w skali świata dla projektów BSS.

Raport składa się z czterech części. Pierwsza podsumowuje wyniki analizy bazy przedsiębiorstw, która jest aktualnym i najbardziej kompleksowym z dostępnych źródeł wiedzy na temat sektora usług dla biznesu w Polsce. Druga część dokumentu poświęcona jest omówieniu instrumentów wsparcia dostępnych dla firm z sektora usług dla biznesu oraz ich dotychczasowym sukcesom w korzystaniu z różnych form pomocy publicznej. Kolejna część raportu prezentuje podsumowanie miejsca i roli projektów inwestycyjnych z sektora BSS w działaniach PAIiIZ. Raport zamykają główne trendy obserwowane w szkolnictwie wyższym oraz na rynku pracy w wyniku rozwoju sektora usług dla biznesu. Wszystkie analizy będące przedmiotem materiału powstały na podstawie Bazy obejmującej 659 firm z kapitałem zagranicznym oraz polskim. Całkowite zatrudnienie we wszystkich uwzględnionych centrach wynosi 150 010 pracowników.

Wśród firm znajdujących się w Bazie największy odsetek stanowią centra świadczące usługi z obszaru IT. Jest ich 239, co stanowi 36 proc. wszystkich firm. Na drugim miejscu znajdują się centra usług wspólnych (217 podmiotów i 33 proc.), na trzecim BPO (130 i 20 proc.) oraz centra badawczo-rozwojowe (73 i 11 proc.). Centra zlokalizowane są w 23 polskich miastach, zaś aż 11 lokalizacji może pochwalić się liczbą centrów przekraczającą 10 podmiotów: Kraków, Warszawa, Wrocław, Łódź, Aglomeracja Górnośląska (m.in. Katowice oraz Gliwice), Trójmiasto (Gdańsk, Gdynia i Sopot), Poznań, Bydgoszcz, Lublin, Rzeszów oraz Szczecin. Miasta te stanowią główne ośrodki lokalizacji działalności firm z sektora usług dla biznesu. Znajdujące się w nich centra zatrudniają w sumie niemal 98 proc. wszystkich pracujących w branży. Spośród 659 firm, 214 stanowią spółki z kapitałem polskim. Kolejne miejsca zajmują przedsiębiorstwa ze Stanów Zjednoczonych (155), Wielkiej Brytanii (49) oraz Niemiec (44) i Francji (42).

W latach 2004-2011 Rada Ministrów uchwaliła 75 programów wieloletniego wsparcia inwestycji. W ramach programów grantowych firmy produkcyjne i usługowe zadeklarowały poniesienie nakładów inwestycyjnych o wartości 20 mld zł oraz utworzenie 54,8 tys. nowych miejsc pracy. Poziom dofinansowania tych projektów z budżetu państwa wyniesie 1,2 mld zł.

W latach 2004-2014 inwestorzy obsługiwani przez PAIiIZ podjęli decyzje o realizacji w Polsce 500 nowych projektów inwestycyjnych. Łączne wydatki inwestycyjne związane z tymi planami osiągnęły poziom niemal 13 mld euro, zaś zadeklarowane zatrudnienie przekroczyło 142 tys. osób. Wśród wspieranych przez Agencję inwestycji znaczącą grupę stanowiły projekty firm realizujących plany utworzenia lub rozbudowy centrów usług dla biznesu. 179 inwestycji dotyczyło właśnie tego rodzaju działalności. W ciągu ostatnich 10 lat udział projektów usługowych wśród wszystkich obsługiwanych inwestycji zakończonych przy wsparciu PAIiIZ konsekwentnie rósł. O ile w 2004 r. udział projektów z sektora usług dla biznesu w całości projektów zakończonych przy udziale Agencji nie przekraczał 5 proc., to w ubiegłym roku stanowił on już blisko 50 proc.

Wiele firm z obszaru sektora usług dla biznesu nawiązało współpracę z polskimi uczelniami wyższymi. W kilkunastu ośrodkach akademickich kraju powstały studia podyplomowe, inkubatory przedsiębiorczości, specjalna oferta szkoleniowa i warsztatowa, cykle wykładów, a także programy i projekty. Mają one za zadanie zwiększać poziom kompetencji i rozwijać umiejętności niezbędne do efektywnej pracy w instytucjach z sektora usług dla biznesu.

źródło: Ministerstwo Gospodarki

Raport KPMG w Polsce „Zimowe plany i wydatki Polaków.  Święta Bożego Narodzenia, Sylwester i wyjazdy zimowe 2014/2015”

Jak wynika z czwartej edycji raportu KPMG, Polacy wydadzą w tym roku na Święta Bożego Narodzenia, Sylwestra i ferie zimowe łącznie 29,9 mld zł, co oznacza wzrost o blisko 7% w porównaniu z zimą 2013/2014. Kwota przeznaczona na Święta wyniesie 15,3 mld zł, wydatki na Sylwestra pochłoną 10 mld zł, a na wyjazdy podczas ferii zimowych Polacy wydadzą 4,6 mld zł. Większość osób obchodzi Święta w sposób tradycyjny. Blisko 90% planuje spędzić je w domu, z rodziną lub przyjaciółmi. Kameralne spotkanie w gronie najbliższych pozostaje także najpopularniejszym sposobem na powitanie Nowego Roku, wybieranym przez prawie 60% dorosłych Polaków.

Święta Bożego Narodzenia i Sylwester nieco bogatsze niż rok temu

Jak wynika z raportu KPMG Polacy wydadzą na Święta Bożego Narodzenia 15,3 mld zł, co oznacza wzrost o 6% w stosunku do 2013 r. Wydatki przeciętnego gospodarstwa domowego zwiększą się o około 50 zł i wyniosą 1031 zł. Najważniejszą kategorię wydatków będą stanowić tradycyjnie prezenty. Na podarunki dla najbliższych Polacy planują przeznaczyć blisko 6,5 mld zł, czyli 8% więcej niż rok temu.

image001

 

Większą kwotę niż w zeszłym roku Polacy przeznaczą także na Sylwestra – w sumie wyniesie ona 10 mld zł (wzrost o 4%), a przeciętne gospodarstwo domowe wyda 692 zł (rok temu – 655 zł). Najważniejszą pozycją w sylwestrowym budżecie będą żywność oraz napoje bezalkoholowe. Konsumenci przeznaczą na nie 4,2 mld zł, czyli o 1% więcej niż w 2013 r. Spadną natomiast łączne wydatki na alkohol, o 2% do poziomu 860 mln zł. Nieco więcej, bo blisko 873 mld zł, pochłoną wydatki związane z wyjściem na bal lub zorganizowaną imprezę (wzrost o 9%). Na zakup fajerwerków Polacy przeznaczą w sumie 520 mln zł, co oznacza wzrost o 18%.

image003

 

W momencie przeprowadzenia badania (pierwszy tydzień grudnia) 88% respondentów miało już sprecyzowane plany sylwestrowe. Tak samo jak rok temu blisko 60% dorosłych Polaków powita Nowy Rok w domu, w gronie najbliższych. Na prywatną imprezę wybiera się 12% (w 2013 r. – 13%). Wyjście na bal lub imprezę zorganizowaną (np. w hotelu) planuje 6%, co oznacza spadek o jeden punkt procentowy. Jedynie 3% planuje wycieczkę (w kraju lub za granicą), w 2013 r. taki zamiar miało 5% osób. Nie zmienił się odsetek respondentów, którzy chcą powitać Nowy Rok na imprezie plenerowej (1%). Tylko 2% nie zamierza świętować Sylwestra w żaden sposób – tyle samo, co w 2013 roku.

Porównując odpowiedzi respondentów z wynikami poprzednich edycji badania widać, że preferencje Polaków dotyczące sposobu spędzania Sylwestra od lat pozostają właściwie niezmienne. Powitanie Nowego Roku kojarzy się z imprezami i balami, ale w rzeczywistości większość dorosłych Polaków, niezależnie od wieku i wykształcenia, spędza Sylwestra w domu, w rodzinnym gronie. Jedynym wyjątkiem jest grupa najmłodszych, czyli osób w wieku od 18-24 lat, w której ponad jedna czwarta preferuje imprezy prywatne, a podobny odsetek wybiera takie formy spędzania Sylwestra jak zorganizowany bal czy wycieczka w kraju lub za granicą. Co do zasady, im starsza grupa wiekowa, tym większy odsetek osób planuje spędzić Sylwestra w domu razem z rodziną tłumaczy Andrzej Bernatek, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef grupy doradczej dla rynku dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.

image005

Więcej wyjazdów zagranicznych

W sezonie 2014/2015 Polacy wydadzą na wyjazdy zimowe (inne niż świąteczne czy sylwestrowe) łącznie 4,6 mld zł, 15% więcej niż podczas ostatniej zimy. Odsetek osób planujących wyjazd wzrósł o 2 punkty procentowe i wynosi 16%. Wśród rodziców 12% chce wysłać swoje dzieci na zimowe kolonie (rok temu – 13%). Wzrost wydatków może częściowo wynikać z większej popularności wycieczek zagranicznych. W grupie Polaków planujących wyjazd podczas ferii 38% wybiera się za granicę, podczas gdy w sezonie zimowym 2013/2014 jedynie 29% miało taki zamiar. Najczęściej wymienianymi kierunkami zimowych wyjazdów zagranicznych są Włochy, Niemcy, Austria i Słowacja.

Jak wynika z badania KPMG, 56% osób wybierających się na wyjazd planuje uprawiać sporty zimowe. Nieco ponad 10% podczas wyjazdu będzie uprawiać inne sporty. Chociaż wyjazdy zimowe to dla większości Polaków przede wszystkim czas na aktywny wypoczynek, blisko 39% osób szuka podczas nich relaksu w SPA.

Blisko 40% wypadów zimowych będzie trwało ponad tydzień, 36% potrwa dokładnie tydzień, a jedna  czwarta mniej niż 7 dni. W porównaniu z ubiegłorocznym badaniem dwukrotnie wzrósł udział wyjazdów trwających dokładnie dwa tygodnie (14%, rok temu – 8%). Wyniki badania pokazują, że najczęściej na wyjazdy zimowe decydują się osoby zamożne i młode.

Na wyjazdy zimowe i koszty związane z nimi wciąż pozwala sobie stosunkowo mała liczba osób. Im wyższy dochód gospodarstwa domowego, tym częściej jego członkowie decydują się na zimowy wyjazd. Prawie połowa osób z gospodarstw domowych o dochodzie netto powyżej 7500 zł planuje wyjazd tej zimy, podczas gdy w grupie o najniższych dochodach jest to tylko 5%. Ponadto, na zimowe podróże znacznie częściej decydują się ludzie młodzi. Wyjeżdżający stanowią 28% w grupie wieku 18-24 lat –tłumaczy Monika Palmowska, dyrektor w dziale doradztwa podatkowego KPMG w Polsce.

 Mniej niż połowa pracujących Polaków planuje urlop w okresie świąteczno noworocznym

Spośród pracujących Polaków 40% planuje wziąć urlop w okresie świąteczno-noworocznym, nieco mniej niż rok temu (46%). W sumie urlop planuje 6,4 mln osób. Wśród nich 46% chce wziąć wolne w Wigilię. Najczęściej planowany jest urlop w okresie między Wigilią
a Sylwestrem (78%), natomiast na samego Sylwestra  wolne weźmie 40% osób. Niemal ten sam odsetek osób planuje urlop w okresie między Sylwestrem a Świętem Trzech Króli.

Z deklaracji respondentów wynika, że przeciętny urlop świąteczno-noworoczny będzie trochę dłuższy niż w zeszłym roku i potrwa 2,8 dnia, nie licząc wolnych od pracy dni świątecznych (w ostatnim roku – 2,5 dnia).

image007

 

KPMG

Jak wynika z najnowszego raportu Szybko.pl, Metrohouse i Expandera, w 10 z 15 analizowanych miast odnotowano obniżki cen ofertowych. Spadają również kwoty transakcyjne, choć tu wyjątek stanowi Gdańsk. Na rynku kredytów hipotecznych natomiast ponownie obserwujemy wzrost marż, zwłaszcza tych zaciąganych z niskim wkładem własnym. Obecnie różnica pomiędzy nimi a wariantem z wysokim wkładem jest najwyższa w historii i wynosi aż 0,44 p.p.

Ceny ofertowe coraz niższe

Listopad był kolejnym miesiącem spadku cen ofertowych. Wzrost popytu, związany ze zmianami w sposobie kredytowania i spadkiem stóp procentowych nie jest na tyle duży aby powstrzymać obniżki cen. – Największe spadki dotyczą Sopotu, w którym mieszkania można kupić obecnie o 2,4% taniej niż w ubiegłym miesiącu, a także  w Gdyni i Poznaniu, gdzie wynoszą  odpowiednio 1,8% i 1,7%. Tendencja dotyczy większości dużych miast – Wrocławia, Krakowa, Warszawy, Gdańska, Łodzi, Szczecina, Torunia, Olsztyna i Białegostoku – wymienia ekspert Szybko.pl. – Ceny nieznacznie wzrosły w Katowicach i Lublinie – uzupełnia. Analizując dane w kontekście analogicznego okresu ubiegłego roku, ceny w wymienionych aglomeracjach są nadal nieznacznie wyższe. Aktualna różnica wynosi +1%

Ważną informacją dla sprzedawców jest zmiana zasad dotycząca zwiększenia wkładu własnego do 10% przy wnioskach o kredyt hipoteczny. Z szacunków pośredników i banków wynika, że wnioski złożone do końca 2014 roku, będą  rozpatrywane już w 2015. Spowoduje to częściowe zniwelowanie okresowego zastoju na rynki nieruchomości w styczniu i lutym. – Jednak kolejnym skutkiem nowelizacji będzie spadek popytu cen nieruchomości – dodaje Marta Kosińska.

Łódź i Gdańsk z przeciwną relacją cen transakcyjnych i ofertowych

W listopadzie jedynym miastem, w którym nie odnotowano spadku cen jest Gdańsk. Niższe ceny, przekraczające 2% w porównaniu z wcześniejszym zestawieniem widoczne są w Gdyni i Łodzi. Pomiędzy tymi miastami jest jednak duża różnica w kształtowaniu się proporcji pomiędzy cenami ofertowymi a transakcyjnymi. – Obecnie w Gdyni średnie ceny wystawiane przez sprzedających są aż o 17,6% wyższe od cen mieszkań będących przedmiotem zakupu. Świadczy to o niedostosowaniu oferty rynkowej do realnych możliwości mieszkańców – zauważa Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse. – W Łodzi natomiast różnica wynosi zaledwie 12 zł, a średnia cena za metr kwadratowy to 3600zł.

W mijającym roku ceny na rynku stołecznym niewykraczały poza zakres 7200-7400 zł za m kw. Obecnie średnia cena wynosi 7238 zł i jest o 1,7% niższa niż w ubiegłym miesiącu. Poznań również zanotował spadek. W stolicy Wielkopolski lokale sprzedawane są średnio za 5055 zł, czyli o 1,4% taniej niż w listopadzie, tutaj też, podobnie jak od kilku miesięcy, dość dobrze ze sprzedażą radzą sobie mieszkania nieco większe – stąd dość wysoki w porównaniu z innymi miastami średni metraż lokali w transakcjach – 57 m kw. Podobne ceny utrzymują się we Wrocławiu (5144zł za m kw.), natomiast w Krakowie ceny nadal nieznacznie przekraczają granicę 6000 za m kw.

Wzrost marży kredytów hipotecznych

Na rynku kredytów hipotecznych ponownie rosną marże. – Obniżki, które obserwowaliśmy w ostatnich dwóch miesiącach miały za zadanie pomóc bankom zdobyć dodatkowych klientów, aby zrealizować tegoroczne plany sprzedażowe. Wygląda jednak na to, że dwa banki już ten cel osiągnęły, gdyż podniosły marże w swoich ofertach. Niestety wkrótce kolejne instytucje pójdą w ich ślady – ocenia Jarosław Sadowski, ekspert Expander Advisors. W ostatnim miesiącu, najszybciej wzrosła marża kredytów z niskim wkładem własnym. Co warte podkreślenia, różnica między nimi a kredytami z wysokim wkładem jest najwyższa w historii. – Obecnie jest to aż 0,44 p.p. Dla porównania w 2013 r. różnica między kredytem bez żadnego wkładu własnego, a takim z wkładem 25% wynosiła jedynie 0,23 p.p. – zaznacza Sadowski.

Należy również przypomnieć, że wraz z nadchodzącym rokiem zostaną zaostrzone regulacje dotyczące obowiązkowego wkładu własnego. Od stycznia 2015 roku kredyty hipoteczne będą mogły być udzielane na nie więcej niż 90% wartości nieruchomości. – W większości banków wciąż można składać wnioski o kredyty z wkładem wynoszącym 5%. Trzeba się jednak spieszyć, gdyż kompletna dokumentacja musi zostać złożona najpóźniej do 31 grudnia – podkreśla Sadowski. Wartym odnotowania jest również kolejny, choć nieznaczny, wzrost zdolności kredytowej. Znaczną poprawę widać jednak porównując obecną dostępną kwotę z poziomem sprzed roku. Obecnie 3-osobowa rodzina z dochodem na poziomie 5000 zł netto może otrzymać aż o  37 tys. zł wyższy kredyt. Banki przeciętnie są bowiem gotowe pożyczyć im 451,5 tys. zł.

Szybko.pl, Metrohouse, Expander

Branża farmaceutyczna, biotechnologiczna, technologii medycznej oraz sektor opieki zdrowotnej po latach kryzysu mogą ponownie inwestować w swój rozwój. Aż 70 proc. największych firm (o rocznych przychodach powyżej 10 mld dolarów) deklaruje chęć podjęcia działań w zakresie fuzji i przejęć w ciągu najbliższych trzech lat. Starzejące się społeczeństwo, rosnące wydatki na opiekę zdrowotną, a także rozwój na rynkach wschodzących sprzyjają temu trendowi. Według globalnego raportu „M&A trends in life sciences and health care”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte wraz z The Economist Intelligence Unit kierunkami geograficznymi cieszącymi się największym zainteresowaniem inwestorów z tej branży będą Ameryka Północna oraz region Azji i Pacyfiku.

Raport przedstawia wyniki ankiety przeprowadzonej wśród 240 członków kierownictwa firm z sektora farmaceutycznego, biotechnologicznego oraz opieki zdrowotnej (life sciences and health care sector) z całego świata. Tylko w pierwszej połowie tego roku globalna wartość transakcji M&A w tych branżach wyniosła 600 mld dolarów, podczas gdy rok wcześniej kwota ta była trzy razy mniejsza.

Z raportu wynika jednak, że choć nasila się działalność w zakresie fuzji i przejęć, to firmy bardzo niechętne podchodzą do podejmowania ryzyka związanego z tego rodzaju transakcjami. Nie mają jednak wyjścia, ponieważ zmusza ich do tego szereg czynników, jak choćby presja osiągania lepszych wyników finansowych, wprowadzane na świecie reformy zdrowia czy też zjawiska demograficzne. W krajach OECD w 2050 roku ludzie powyżej 80. roku życia będą stanowić prawie 10 proc. społeczeństwa. Tej rosnącej grupie trzeba zapewnić należytą opiekę medyczną. Szczególnie dla małych firm (o rocznych przychodach poniżej 500 mln dolarów) podjęcie decyzji o aktywności na rynku M&A jest bardzo trudne. Z kolei wśród dużych firm aż 70 proc. ich przedstawicieli zadeklarowało taką aktywność w ciągu kolejnych trzech lat.

Presję konkurencyjną, wśród przyczyn nasilonej aktywności w obszarze fuzji i przejęć, wymienia aż 48 proc. respondentów. Dla 40 proc. ankietowanych równie ważna jest potrzeba dywersyfikacji portfela inwestycyjnego, a dla 29 proc. wprowadzane na całym świecie reformy służby zdrowia.

Gwałtowny wzrost liczby ogłaszanych transakcji fuzji i przejęć wskazuje, że przy ich planowaniu równie istotne są kwestie podatkowe. Przy ocenie potencjału poszczególnych rynków 57 proc. respondentów za najważniejsze uznało czynniki gospodarcze i regulacyjne. Raport przytacza przykład brytyjskiej firmy Bupa, która w ostatnich kilkunastu miesiącach na transakcje M&A na nowych rynkach przeznaczyła 550 mln Funtów. Były to akwizycje, m.in. w Chile, Hong Kongu czy Polsce, gdzie firma przejęła sieć przychodni Lux Med.

Niemal połowa firm farmaceutycznych jako przyczynę aktywności na rynku M&A wskazała termin upływu ważności patentów. Tylko w tym roku dojdzie do uwolnienia patentów wartych 50 mld dolarów. Ich wygasanie zmusza firmy farmaceutyczne do intensyfikacji prac badawczo-rozwojowych, poszukiwania firm do przejęcia, zdobycia licencji lub nawiązania współpracy zapewniającej odpowiednią liczbę zleceń produkcyjnych. Potwierdzają to wyniki ankiety: 61 proc. firm farmaceutycznych planuje nawiązanie współpracy i podpisanie umów licencyjnych w perspektywie najbliższych trzech lat, podobnie jak 44 proc. producentów sprzętu medycznego, którzy są również znacząco uzależnieni od badań i rozwoju jako czynnika napędzającego produkcję.

Formy transakcji M&A:

Jakie formy transakcji na rynku M&A w tym sektorze będą dominować w ciągu najbliższych trzech lat? Umowę o współpracy jako dominującą formę wybrało 57 proc. ankietowanych, 44 proc. uważa, że będą to umowy licencyjne, a 42 proc. fuzje i przejęcia. Opcję, że będą to spółki joint-venture wybrało 35 proc. respondentów.

Jak pokazało badanie głównym celem inwestorów z branży farmaceutycznej i medycznej pozostaje Ameryka Północna. Taką odpowiedź wskazało 44 proc. respondentów. Na drugim miejscu jest region Azji i Pacyfiku (24 proc.), a na trzecim – Europa (18 proc.).

„Wydaje się, że Polski rynek podąża za trendami globalnymi w zakresie aktywności M&A jednak ze względu na jego wielkość nie mamy do czynienia z transakcjami znaczącymi z globalnego punktu widzenia. Chęć przeprowadzenia transakcji obserwujemy raczej w sektorze ochrony zdrowia niż producentów farmaceutyków, gdzie rynek wydaje się być uporządkowany. W Polsce 2013 rok nie przyniósł dużych transakcji takich jak zakup LuxMed przez Bupa w grudniu 2012, jednak aktywność inwestorów w sektorze jest widoczna. Między innymi LuxMed przejął Carolina Medical Center oraz Tomograf Sp. z o.o., Viktoria Wejchert zakupiła 40% udziałów w Allenort, Euromedic Diagnostics Polska przejął Nu-Medic Pracownie Diagnostyczne.Zainteresowanie inwestycjami obserwujemy także w roku 2014. W kwietniu 2014 Scanmed Multimedis został kupiony przez Life Healthcare z Republiki Południowej Afryki, co pokazuje, że polski rynek może być atrakcyjny nie tylko dla lokalnych inwestorów, ale także graczy z zagranicy. Barierą dla transakcji mogą być wciąż wysokie oczekiwania cenowe sprzedających, bazujące na sprzedaży Lux Med do Bupa pod koniec roku 2012” – podsumowuje Maciej Dałecki, Wicedyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego, ekspert w Zespole Doradztwa dla Sektora Farmaceutycznego i Ochrony Zdrowia, Deloitte.

Informacje o raporcie:

Raport „M&A trends in life sciences and health care. Growth at the global intersection of change” oparty jest o wyniki badania przeprowadzonego przez The Economist Intelligence Unit we współpracy z Deloitte USA. Badanie objęło 240 członków zarządów firm działających w sektorze farmaceutycznym i opieki zdrowotnej.

Ankietę przeprowadzono w marcu br. Respondenci to: firmy farmaceutyczne (30 proc.), producenci sprzętu medycznego (22 proc.), usługodawcy – np. firmy prowadzące badania na zlecenie (20 proc.), zakłady opieki zdrowotnej (15 proc.) oraz firmy biotechnologiczne (7 proc.).

Badane firmy pochodzą z całego świata, w tym 29 proc. z Europy Zachodniej.

65 proc. ankietowanych reprezentuje spółki o przychodach rocznych poniżej 1 mld dolarów, zaś 15 proc. to firmy generujące ponad 10 mld dolarów przychodów rocznie.

Poza ankietą przeprowadzono pięć szczegółowych wywiadów z członkami zarządów i innymi czołowymi interesariuszami. Raport opublikowano we wrześniu br.

 źródło: Deloitte

Jak wynika z opublikowanego dzisiaj przez agencję doradztwa personalnego ManpowerGroup kwartalnego raportu Barometr Manpower Perspektyw Zatrudnienia, pracodawcy w Polsce pozostają umiarkowanie optymistyczni co do planów zwiększania zatrudnienia w najbliższych trzech miesiącach. Prognoza netto zatrudnienia po korekcie sezonowej wynosi +5%. W ujęciu kwartalnym wynik pozostaje na zbliżonym poziomie a w ujęciu rocznym spadła o 3 punkty procentowe.

Spośród 750 przebadanych w Polsce pracodawców, 9% przewiduje zwiększenie całkowitego zatrudnienia, 8% zamierza redukować etaty a 79% nie planuje zmian personalnych w najbliższym kwartale.

– Sytuacja na rynku pracy jest stosunkowo stabilna i cały czas zmienia się na rzecz kandydata, – komentuje Iwona Janas, Dyrektor Generalna ManpowerGroup w Polsce. – Na większą dynamikę poprawy będziemy musieli jednak poczekać. Na początku nowego roku możemy spodziewać się zmniejszenia liczby ofert pracy z racji zakończenia prac sezonowych związanych z okresem świątecznym. Spowolni to tempo poprawy, choć nie wpłynie na ogólny kształt rynku pracy, którego kondycję możemy ocenić jako umiarkowanie optymistyczną. Obserwujemy rosnący cały czas niedobór talentów, który w ciągu kolejnych miesięcy wpłynie na dalszy bieg sytuacji. Efektem jest coraz częstsze sięganie przez pracodawców po wsparcie firm doradztwa personalnego, ale również powolna zmiana podejścia do rekrutacji. Z jednej strony pracodawcy nadal przykładają dużą rolę do posiadania przez kandydatów konkretnych kompetencji, przekładając to na wzrost efektywności a co za tym idzie konkurencyjności ich firm. Z drugiej, postawieni w sytuacji kiedy o kandydata jest coraz trudniej, będą zmuszeni chętniej inwestować w osoby, nie do końca spełniające ich wszystkie oczekiwania, ale dysponujące zaangażowaniem w pracę i potencjałem do rozwoju, – dodaje Iwona Janas.

W IV kwartale 2014 r. w siedmiu z 10 badanych sektorach[1]prognoza netto zatrudnienia jest dodatnia. Największy optymizm odnotowano dla sektora Produkcja przemysłowa, który uzyskał wynik +12%. Wysokie prognozy netto zatrudnienia uzyskano również dla branż Handel detaliczny i hurtowy +9%, Budownictwo +8%, Restauracje i hotele oraz Transport/Logistyka/Komunikacja, +7% dla obu. Umiarkowanie pozytywny trend widać również w sektorach Finanse/Ubezpieczenia/Nieruchomości/Usługi, a także Instytucje sektora publicznego, dla których prognozy wyniosły odpowiednio +5% i +3%. Ujemną prognozę netto zatrudnienia odnotowano dla trzech sektorów. Najniższy wynik uzyskano
dla sektora Energetyka/Gazownictwo/Wodociągi -4%, zaś prognozy netto zatrudnienia dla branż Rolnictwo/Leśnictwo/Rybołówstwo oraz Kopalnie/Przemysł wydobywczy wynoszą
odpowiednio -3% i -2%.

– Kończący się rok 2014 był czasem pozytywnej zmiany na rynku pracy w Polsce, a kolejne jego miesiące pociągały ze sobą konsekwentny spadek bezrobocia i poprawę w wielu branżach, – zauważa Iwona Janas. – Nie uciekniemy od problemów wynikających z sytuacji zza naszej wschodniej granicy, co odciska się m.in. na osłabionej kondycji rolnictwa. Jednak nadal nasz kraj pozostaje jedną z atrakcyjniejszych destynacji w Europie. Procentuje to kolejnymi inwestycjami i nowymi miejscami pracy, zwłaszcza w takich sektorach gospodarki jak produkcja przemysłowa, TSL, czy handel. Jeśli na tym dobrym kursie nic gwałtownie się nie zmieni, czeka nas okres stabilnego wzrostu i poprawy na rynku pracy, długo oczekiwany po poprzednich latach spowolnienia, – komentuje Dyrektor Generalna ManpowerGroup w Polsce.

W porównaniu z IV kwartałem 2014 r. Pogorszenie prognoz nastąpiło w pięciu z 10 badanych sektorach. Największy spadek, o 7 punktów procentowych, odnotowano dla branży Transport/Logistyka/Komunikacja. Prognoza spadła umiarkowanie w sektorach Handel detaliczny i hurtowy, o 4 punkty procentowe, Energetyka/Gazownictwo/Wodociągi oraz Restauracje i hotele, o 3 punkty procentowe dla obu. Wzrost prognoz odnotowano w trzech sektorach, najwyższy dla branż Kopalnie/Przemysł wydobywczy, a także Instytucje sektora publicznego, odpowiednio o 5 i o 3 punkty procentowe.

W ujęciu rocznym pogorszenie prognoz uzyskano w sześciu z 10 badanych sektorach. Największy spadek odnotowano dla sektorów Rolnictwo/Leśnictwo/Rybołówstwo oraz Transport/Logistyka/Komunikacja, odpowiednio o 15 i o 13 punktów procentowych. Umiarkowany spadek, o 5 punktów procentowych, uzyskano dla branży Restauracje i hotele. Poprawę prognoz odnotowano dla czterech sektorów. Największy wzrost uzyskano dla branż Energetyka/Gazownictwo/Wodociągi oraz Instytucje sektora publicznego, odpowiednio o 5 i o 4 punkty procentowe.

We wszystkich sześciu badanych regionach Polski[2] prognoza netto zatrudnienia dla I kwartału 2015 r. jest dodatnia. Oznacza to, że w większości kraju przeważa optymizm pracodawców co do planów zwiększania liczby etatów w nadchodzącym kwartale. Najwyższy wynik uzyskano dla regionu Południowego, gdzie prognoza netto zatrudnienia wynosi +9%. Umiarkowanie optymistyczne wyniki uzyskano dla regionów Południowo-Zachodniego oraz Północno -Zachodniego, gdzie prognoza netto zatrudnienia wynosi odpowiednio +6% i +5%. Prognoza dla regionów Północnego i Wschodniego wyniosła +3% dla obu. Najniższy wynik uzyskano dla regionu Centralnego, +2%.

W porównaniu z wynikami dla IV kwartału 2014 r. prognoza zatrudnienia spadła w trzech z sześciu badanych regionach. Największy spadek odnotowano w regionie Północnym, o 5 punktów procentowych. W regionie Centralnym prognoza obniżyła się nieznacznie, o 2 punkty procentowe. W regionach Południowym i Północno-Zachodnim prognoza pozostaje na zbliżonym do poprzedniego kwartału poziomie, a w Południowo-Zachodnim i Wschodnim nie ulega zmianie.

W ujęciu rocznym spadek optymizmu pracodawców odnotowano w czterech z sześciu badanych regionach. Największe pogorszenie prognoz uzyskano w regionach Centralnym i Północnym, o 5 punktów procentowych dla obu. W regionie Południowo-Zachodnim wynik spadł o 4 punkty procentowe. Prognozy odnotowane dla regionów Południowego, Północno-Zachodniego i Wschodniego nie zmieniają się lub pozostają na zbliżonym poziomie w porównaniu rok do roku.

W badaniu Barometr Manpower Perspektyw Zatrudnienia dla I kwartału 2015 r. deklaracje polskich respondentów przedstawiono również w podziale pod względem rodzajów organizacji na przedsiębiorstwa duże średnie, małe oraz mikroprzedsiębiorstwa[3]. Dla pracodawców z trzech wyżej wymiennych grup prognoza netto zatrudnienia jest dodatnia. Najwyższe wyniki odnotowano na podstawie odpowiedzi respondentów z dużych i średnich przedsiębiorstw, gdzie wyniosły one odpowiednio +11% i +7%. Prognoza netto zatrudnienia dla mikroprzedsiębiorstw wynosi +4%, co wskazuje na umiarkowany optymizm pracodawców. Najniższy wynik odnotowano dla małych firm, gdzie prognoza wyniosła 0.

W badaniu ManpowerGroup wzięło udział ponad 65 tysięcy pracodawców z 42 krajów i terytoriów. Zgodnie z ich deklaracjami pozytywny klimat na globalnym rynku pracy utrzyma się w najbliższym kwartale. W 38 badanych krajach i terytoriach, pracodawcy przewidują zwiększenie zatrudnienia. W porównaniu do poprzedniego kwartału plany związane ze zwiększeniem zatrudnienia uległy poprawie w 22 z 42 badanych krajach i terytoriach, a osłabieniu w 12. W ujęciu rocznym wzrost prognoz odnotowano na 24 rynkach a osłabienie na 13.

Najbardziej pozytywne plany dotyczące zwiększenia zatrudnienia ustalono na podstawie deklaracji pracodawców w Indiach (+45%), na Tajwanie (+43%) i w Nowej Zelandii (+28%). Państwa, w których prognoza dla I kwartału 2015 r. jest negatywna to: Finlandia (-8%), Włochy (-5%), Holandia (-3%) i Szwajcaria (-2%). Są to jednocześnie jedyne ujemne prognozy odnotowane w tej edycji badania ManpowerGroup.

 

[1] Sektory uwzględnione w badaniu: Budownictwo, Energetyka/ Gazownictwo/ Wodociągi, Finanse/ Ubezpieczenia/ Nieruchomości/ Usługi, Handel detaliczny i hurtowy, Instytucje sektora publicznego, Kopalnie/ Przemysł wydobywczy, Produkcja przemysłowa, Restauracje/ Hotele, Rolnictwo/ Leśnictwo/ Rybołówstwo, Transport/ Logistyka/ Komunikacja.

[2]Regiony Polski według podziału Eurostatu: Centralny (łódzkie, mazowieckie), Południowo-Zachodni (dolnośląskie, opolskie), Południowy (małopolskie, śląskie), Północno-Zachodni (wielkopolskie, zachodniopomorskie, lubuskie), Północny (kujawsko-pomorskie, warmińsko-mazurskie, pomorskie), Wschodni (lubelskie, podkarpackie, świętokrzyskie, podlaskie).

[3]Podział respondentów pod względem wielkości przedsiębiorstw: mikroprzedsiębiorstwa (zatrudniające mniej niż 10 osób), małe przedsiębiorstwa (od 10 do 49 osób), średnie przedsiębiorstwa (od 50 do 249 osób), duże przedsiębiorstwa (powyżej 250 osób).

ManpowerGroup

W 2014 roku liczba zamożnych i bogatych Polaków sięgnie 878 tys., a na dobra i usługi luksusowe Polacy wydadzą łącznie 12,6 mld zł, tj. o 15% więcej niż w roku ubiegłym. Z badania przeprowadzonego na grupie ponad 600 zamożnych i bogatych Polaków wynika, że 65% z nich podchodzi do luksusu w sposób pragmatyczny, ich decyzje zakupowe są przemyślane i racjonalne, a nabycie luksusowego dobra niejednokrotnie traktowane jest jako inwestycja. Największy udział w rynku luksusu w Polsce mają samochody luksusowe i premium (5,6 mld zł), a Polacy coraz chętniej dokonują zakupów luksusowych przez internet.

Polska goni Zachód –  liczba zamożnych i bogatych konsumentów rośnie z roku na rok

Jak wynika z V edycji raportu KPMG pt. „Rynek dóbr luksusowych w Polsce” liczba osób zamożnych i bogatych, czyli osiągających miesięcznie dochód powyżej 7,1 tys. zł brutto, stale wzrasta. W 2013 roku mieszkało ich w Polsce 832 tys., z łącznym dochodem netto o wartości 134 mld zł. Według prognoz KPMG do końca 2014 roku liczba zamożnych i bogatych Polaków wzrośnie do 878 tys. (wzrost o 6% w ujęciu rok do roku), natomiast ich łączny dochód do 141 mld zł (wzrost o 5% w ujęciu rok do roku). Jednocześnie, w 2014 roku w Polsce mieszkało 47 tys. osób posiadających aktywa płynne o wartości co najmniej 1 mln dolarów (HNWI, ang. high net worth individuals).

Polska goni Zachód – z roku na rok przybywa zamożnych i bogatych Polaków, od lat zwiększają się także ich łączne dochody netto. Należy oczekiwać, że w przyszłości trend rosnący się utrzyma. Szacujemy, że już w 2016 roku liczba zamożnych i bogatych podatników może po raz pierwszy przekroczyć 1 milion, a rok później ich łączne dochody mogą osiągnąć wartość około 200 mld złmówi Andrzej Marczak, partner w KPMG w Polsce.

Chociaż zamożność Polaków z roku na rok wzrasta, to na tle innych krajów Unii Europejskiej przeciętny majątek mieszkańca Polski znajduje się dopiero na 23. miejscu. W 2014 roku wartość majątku na osobę w Polsce wyniosła 22,2 tys. dol., podczas gdy w krajach Unii Europejskiej było to średnio 153,6 tys. dol., czyli prawie siedmiokrotnie więcej.

KPMG

Chociaż zamożność Polaków rośnie w relatywnie szybkim tempie, bo o 4,6% rocznie w latach 2008-2014, to dogonienie najbogatszych europejskich gospodarek będzie długotrwałym procesem. Gdyby takie tempo wzrostu majątku przeciętnego Polaka się utrzymało, potrzebne byłyby aż 43 lata, aby doścignąć obecną wartość majątku przeciętnego mieszkańca Unii Europejskiejdodaje Andrzej Marczak, partner w KPMG w Polsce.

Kolejny wzrost wartości polskiego rynku dóbr luksusowych

Wartość rynku dóbr luksusowych w Polsce wzrosła kolejny rok z rzędu i w 2014 roku sięgnęła ok. 12,6 mld zł. Po uaktualnieniu zeszłorocznych danych oznacza to wzrost  o 15% w ujęciu rok do roku. Tak duży wzrost spowodowany był przede wszystkim zwiększeniem popytu na samochody luksusowe i premium (5,6 mld zł), ale duży udział w rynku miały także luksusowa odzież i dodatki (2,1 mld zł), usługi hotelarskie (1,3 mld zł), nieruchomości (1,1 mld zł) oraz meble (0,6 mld zł).

KPMG2

Jak wskazują prognozy KPMG, w najbliższych latach wartość rynku dóbr luksusowych w Polsce będzie rosła w nieco niższym tempie – do 2017 roku jego wartość może wzrosnąć do 14 mld zł, czyli o 11% w porównaniu z rokiem 2014. Największych wzrostów w ujęciu procentowym można spodziewać się w segmencie biżuterii i zegarków oraz usług hotelarskich i SPA.

Zamożni i bogaci Polacy to pragmatycy

Grupa Polaków o ponadprzeciętnych dochodach jest niejednorodna, dlatego KPMG  w Polsce dokonało jej segmentacji w oparciu o dwa kryteria – motywację i pragmatyzm – które opisują nastawienie respondentów do nabywania i użytkowania luksusowych dóbr i usług. Badanie na próbie ponad sześciuset zamożnych i bogatych Polaków oraz uwzględnienie jednocześnie obu kryteriów umożliwiło podział na cztery typy nabywców – koneserów (motywacja wewnętrzna, wysoki pragmatyzm), pasjonatów (motywacja wewnętrzna, niski pragmatyzm), konformistów (motywacja zewnętrzna, wysoki pragmatyzm) oraz gwiazdy (motywacja zewnętrzna, niski pragmatyzm). Największą grupę (52% Polaków o ponadprzeciętnych dochodach) tworzą koneserzy, a najmniejszą – konformiści (13%). Znaczna większość zamożnych i bogatych Polaków (65%) podchodzi do luksusu w sposób pragmatyczny – wybiera produkty wysokiej jakości, ponieważ są trwałe i niezawodne. Dla prawie 70% Polaków o ponadprzeciętnych dochodach zakupy dóbr luksusowych wynikają z motywacji wewnętrznej. Oznacza to, że Polacy kupują dobra luksusowe, aby poczuć się lepiej i sprawić sobie przyjemność. Zdecydowanie rzadziej jest to motywacja zewnętrzna, czyli otaczanie się luksusem, ponieważ wymaga tego otoczenie.

Wśród zamożnych i bogatych Polaków największą grupą są koneserzy, czyli osoby o motywacji wewnętrznej i wysokim pragmatyzmie. Koneserzy nie otaczają się luksusem na pokaz, ale dlatego, że czerpią przyjemność z wyjątkowych produktów i usług. Wybory takich osób są zawsze przemyślane i zaplanowanemówi Tomasz Wiśniewski, partner w KPMG w Polsce.

KPMG3

Majętni Polacy kupują przez internet i inwestują samodzielnie

Polacy coraz chętniej dokonują zakupów przez internet, także zakupów dóbr luksusowych. Obecnie już blisko jeden na pięciu Polaków o ponadprzeciętnych dochodach przyznaje, że nabywał dobra luksusowe w ten sposób. Oprócz wygody, stanowiącej główny motyw zakupów w sieci, dość duży odsetek zamożnych i bogatych wybiera internet ze względu na szerszy wybór niż w salonach stacjonarnych oraz niższe ceny.

Polacy o ponadprzeciętnych dochodach to inwestorzy. W zależności od poziomu dochodów brutto, od 57% (zarabiający 7,1-10 tys. miesięcznie) do 83% (zarabiający powyżej 20 tys. miesięcznie) Polaków samodzielnie inwestuje posiadany kapitał. Polacy o ponadprzeciętnych dochodach najczęściej inwestują samodzielnie w nieruchomości, akcje i firmy czy start-upy.

Badanie KPMG potwierdza, że wraz ze wzrostem poziomu dochodów rośnie także odsetek osób korzystających z określonych usług luksusowych. Duża część osób o ponadprzeciętnych dochodach deklaruje, że odwiedza ekskluzywne restauracje. Najczęściej regularnie odwiedzają je osoby bogate. Podobnie wygląda korzystanie z usług prywatnego trenera (regularnie korzysta z nich 14% zamożnych i 27% bogatych) czy gospodyni domowej (regularnie korzysta z tej usługi 21% zamożnych i 53% bogatych).


Nie istnieje jedna definicja luksusu. Badania KPMG pokazują, że postrzeganie dóbr i usług jako luksusowe zależy od poziomu zamożności danej osoby. Im wyższe są dochody, tym droższe dobra uznawane są za luksusowe. Przykładowo cena, od jakiej osoby zamożne uznają samochód za luksusowy, to ok. 200 tys. zł, podczas gdy dla osób bogatych to już blisko 300 tys. złpodsumowuje Tomasz Wiśniewski, partner w KPMG w Polsce.

KPMG4

 

KPMG

„Kryzys na Ukrainie a bezpieczeństwo dostaw gazu do Polski” to  raport przygotowany przez ekspertów Fundacji im. Lesława A. Pagi. Na potrzeby raportu eksperci – stypendyści Fundacji – poddali analizie możliwe warianty ograniczania przesyłu gazu do Polski, a także potencjalne krótko i długoterminowe skutki kryzysu gazowego w Polsce.  

Podczas debaty, w której udział wzięli autorzy raportu: Magdalena Wasyłeczko, Maciej Tomecki i Bartosz Zagórowicz oraz zaproszeni goście: Wojciech Kowalski, Członek Zarządu ds. technicznych i eksploatacji GAZ-SYSTEM S.A., dr Szymon Kardaś z Ośrodka Studiów Wschodnich i Piotr Łuba, Partner PwC, dyskutowano na temat prawdopodobieństwa wystąpienia problemów z dostawą gazu  i przygotowania Polski do takiej sytuacji.

IMG_0954_okMimo zdiagnozowanego niewielkiego zagrożenia przerwami w dostawach gazu z kierunku wschodniego do Polski eksperci przedstawili swoje rekomendacje dotyczące usprawnienia procedur stosowanych w sytuacji ograniczenia dotychczasowych dostaw.

Analiza przepisów dotyczących zapewnienia bezpieczeństwa dostaw gazu, wskazuje na istotną rolę operatora systemu przesyłowego w koordynacji działań mających na celu przywrócenie bezpieczeństwa energetycznego Polski. Kluczowy jest także kontekst europejskiego rynku gazu i działań na poziomie Komisji Europejskiej w przypadku przedłużających się zakłóceń dostaw gazu do Polski: „Należy pamiętać, że w razie długoterminowego kryzysu gazowego, zgodnie z przepisami, przewidziane jest „umiędzynarodowienie” kryzysu, ponieważ polski rząd występuje w takimi wypadku do Komisji Europejskiej. Analiza przepisów pokazuje także, jak ważna jest budowa połączeń międzysystemowych i budowa wspólnego rynku gazu państw Unii Europejskiej” – powiedział Maciej Tomecki, ekspert Fundacji.

W naszym raporcie postanowiliśmy wskazać głównych odbiorców gazu, tak by móc wyselekcjonować najbardziej zagrożone zatrzymaniem dostaw firmy i sektory. Aby uzmysłowić sobie skalę problemu postanowiliśmy w pierwszej kolejności spojrzeć nieco szerzej i umieścić Polskę w kontekście międzynarodowym. Pozwoli to pokazać jak wygląda na tle innych krajów Polska jako odbiorca gazu ziemnego – powiedział Bartosz Zagórowicz, ekspert Fundacji.

Polska na tle innych krajów nie jest dużym odbiorcą gazu. Stany Zjednoczone zużywają rocznie 740 mld m3 gazu, Rosja ok. 410 mld m3. Zużycie gazu w Europie w roku 2013 wynosiło ok. 500 mld m3 gazu. Ok. 17% z tego zużycia przypada na Niemcy – zużywają one 82 mld m3. Roczne zużycie gazu przez Polskę to tylko 15 mld m3. Stanowi to tylko 3% rocznego zużycia gazu w Europie. Głównym odbiorcą gazu w Polsce jest przemysł – zużywa on 62% rocznego zużycia gazu w Polsce, czyli 8,6 mld m3. Odbiorcy komunalni zużywają 28%, reszta zużycia przypada na usługi.

Wśród odbiorców najbardziej narażonych na straty znajdują się najwięksi odbiorcy przemysłowi, ponieważ względy prawne nie pozwalają na ograniczenie dostaw odbiorcom komunalnym czy sektorowi energetycznemu. Stąd też straty odczułby głównie przemysł chemiczny i petrochemiczny.

Jeśli dojdzie do przerwania tranzytu przez Ukrainę, to najbardziej ucierpią kraje Europy Południowo-Wschodniej. Natomiast Polska ma możliwość zrekompensowania tych brakujących dostaw, dzięki maksymalizacji odbioru na innych przejściach, w tym głównie przez Białoruś – powiedziała Magdalena Wasyłeczko, ekspert Fundacji. Do tego dochodzi możliwość sprowadzania surowca z Zachodu przez połączenia z Czechami oraz Niemcami, a także wykorzystanie surowca zgromadzonego w magazynach. Natomiast znaczny deficyt gazu Polska odczułaby dopiero w przypadku ograniczenia dostaw z Rosji do państw Unii Europejskiej w ogóle. Należy podkreślić, że scenariusz całkowitego przerwania dostaw gazu z Rosji do państw UE dotychczas wydaje się bardzo mało prawdopodobny –dodaje.

Raport powstał w ramach projektu Think Paga!, nowej inicjatywy Fundacji, której celem jest stworzenie platformy współpracy między ekspertami – Alumnami Fundacji a mediami i biznesem.

Osoby na zdjęciach, od lewej:

moderator Wojciech Pawłuszko, Polityka Insight; autorzy raportu – eksperci Fundacji im. Lesława A. Pagi: Bartosz Zagórowicz, Maciej Tomecki,  Magdalena Wasyłeczko; zaproszeni goście: Piotr Łuba, Partner PwC, Wojciech Kowalski, Członek Zarządu ds. technicznych i eksploatacji GAZ-SYSTEM S.A., dr Szymon Kardaś z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Fundacja 2065 im. Lesława A. Pagi

W 2013 r. warunki makroekonomiczne sprzyjały rozwojowi firm w Polsce, a 1,6 proc. wzrostu gospodarczego to jeden z wyższych wyników w Europie. Takie konkluzje znalazły się w 12. edycji „Raportu Przedsiębiorczość w Polsce”. Publikacja została opracowana przez Ministerstwo Gospodarki.

Liczba nowo zarejestrowanych podmiotów w systemie REGON w 2013 r. wyniosła 365 tys., a więc o 2 proc. więcej niż rok wcześniej. Wśród nowo powstających firm przeważały osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą (ponad 80 proc.). Duży wzrost (o 124 proc.) nowo zarejestrowanych spółek może wskazywać na pozytywne zmiany jakościowe w strukturze nowo powstających przedsiębiorstw. Liczba wszystkich podmiotów zarejestrowanych w REGON przekroczyła 4 mln, przy czym podmioty aktywne tworzą zbiorowość ok. 1,8 mln. Niezmiennie, 96 proc. działających firm to mikroprzedsiębiorstwa.

Dzięki znaczącemu (23 proc.) wzrostowi nakładów na prace badawczo-rozwojowe w 2012 r., ich relacja do PKB wzrosła do 0,9 proc. Wciąż jest to jednak znacznie mniej, niż wynosi średnia UE (2,1 proc.). W dalszym ciągu dużą część wydatków na B+R polskich przedsiębiorstw stanowi zakup gotowych zagranicznych rozwiązań, a nie inwestowanie we własne prace badawczo-rozwojowe.

W dokumencie przedstawiono również działania ułatwiające prowadzenie działalności gospodarczej. Są to m.in. uchwalenie ustawy o standaryzacji niektórych wzorów pism w procedurach administracyjnych oraz przyjęcie projektu ustawy o ułatwieniu wykonywania działalności gospodarczej przez Radę Ministrów. Analiza otoczenia przedsiębiorców wskazała jednocześnie, że konieczne mogą okazać się kompleksowe zmiany systemowe w obszarze podatków, sądownictwa, czy swobody działalności gospodarczej.

Warto dodać, że zmiany upraszczające przepisy prawa gospodarczego w naszym kraju zostały dostrzeżone m.in. przez autorów raportu Banku Światowego Doing Business (2014). Polska, pod względem łatwości prowadzenia działalności gospodarczej, kolejny raz zanotowała awans – tym razem o trzy pozycje – zajmując 45. miejsce w gronie 189 państw.

źródło: Ministerstwo Gospodarki

Według opublikowanego przez Fundację im. Lesława A. Pagi raportu pt. „Recepta na zdrowie czyli priorytety dla polityki zdrowotnej Polski” najbardziej palącymi kwestiami wymagającymi  uregulowania są zagadnienia dotyczące zmian o charakterze systemowym zwiększających rolę dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, opracowanie rozwiązań prawnych dotyczących zawodów medycznych oraz zwiększenie budżetu na refundację nowoczesnych terapii, zwłaszcza leków innowacyjnych.

„W swojej analizie zakończonej rekomendacjami skupiliśmy się na 4 aspektach sektora. Autorzy przeanalizowali politykę zdrowotną od strony finansowania, sytuacji pacjenta, pracowników ochrony zdrowia  oraz rynku farmaceutycznego. Rekomendacje zostały przygotowane z myślą o ostatnim roku kadencji Ministra Zdrowia i mają na celu wskazanie najważniejszych aspektów, na których należy się obecnie skupić. Co ważne, nie tylko poprzez dofinansowanie służby zdrowia można poprawić jej funkcjonowanie. Mimo krótkiej perspektywy czasowej uważamy, że wprowadzenie zalecanych przez nas rozwiązań prawnych i systemowych znacznie poprawi funkcjonowanie służby ochrony zdrowia w Polsce”- mówi Ewa Paga, Prezes Zarządu Fundacji im. Lesława A. Pagi.

Z perspektywy pacjenta najważniejsze są implementacje dyrektywy o sfałszowanych produktach leczniczych, chroniącej bezpieczeństwo pacjentów oraz dyrektywy o transgranicznej opiece zdrowotnej, która ułatwi leczenie w placówkach zagranicznych. W kwestii finansowania autorzy proponują wprowadzenie rozwiązań umożliwiających dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne oraz współpłacenie za lepszy standard świadczeń zdrowotnych. Apelują także o zakończenie dyskryminacji prawnej podmiotów leczniczych niebędących przedsiębiorcami (głownie SP ZOZ-ów), m.in. w odniesieniu do możliwości pobierania przez nie opłat.

W przypadku rynku farmaceutycznego kluczowe jest uregulowane kwestii dostępności do leków innowacyjnych i zwiększenie budżetu na refundację nowoczesnych terapii, transponowanie przepisów zapobiegających sfałszowaniu leków przy jednoczesnym zabezpieczeniu interesów hurtowni oraz małych i średnich wytwórców oraz liberalizacja zakazu reklamy aptek poprzez zawężenie definicji reklamy, a także ograniczenie sprzedaży leków dostępnych bez recepty przez punkty pozaapteczne co ma zwiększyć bezpieczeństwo farmakoterapii.

Ostatnią analizowaną kwestią, być może najpilniejszą z punktu widzenia sprawnego funkcjonowania ochrony zdrowia to regulacje zawodów medycznych. Od lat stanowi to jedno z najtrudniejszych wyzwań Ministra Zdrowia. Niezwłocznie należy opracować rozporządzenia określające zakres uprawnień i odpowiedzialności pielęgniarek i położnych w kontekście nowelizacji ustawy o zawodzie. Niemniej ważne jest także implementowanie ustaw o zawodzie dla grup zawodowych nie posiadających regulacji prawnej, jak np. fizjoterapeuci.

Aby sprawnie przeprowadzić wszystkie zmiany konieczne jest przede wszystkim wyróżnienie znaczenia głosu środowisk w etapie konsultacji w procesie legislacyjnym wszystkich projektów.

„To ogromnie ważne, że młodzi ludzie, których pasją jest rynek zdrowia, zajmują się analizą tego sektora. To nie pieniądze, ale mądre decyzje na szczeblu rządowym,  zdrowy rozsądek oraz zrozumienie specyfiki wszystkich podmiotów zaangażowanych jest kluczem do sukcesu. Takie raporty jak ten mają na celu pokazanie jak w tym gąszczu naczyń połączonych, jakim jest sektor ochrony zdrowia, nie zapomnieć o najważniejszym, czyli dobru pacjenta” podsumowuje Ewa Paga.

Raport opracowany został przez młodych ekspertów- Stypendystów stworzonego przez Fundację im. Lesława A. Pagi projektu Liderzy w Sektorze Ochrony Zdrowia. Program realizowany jest we współpracy z największymi firmami z tego sektora  skupia osoby zainteresowane zarządzaniem w ochronie zdrowia.

Zaproszenie do dyskusji przyjęli obecni goście będący niezaprzeczalnymi specjalistami związanymi z organizacją systemu jak i doradztwem w ochronie zdrowia od lat.

mec. Paulina Kieszkowska-Knapik, Partner w kancelarii prawnej Kieszkowska Rutkowska Kolasiński, od wielu lat niekwestionowany autorytet  prawa farmaceutycznego, prawa ochrony zdrowia, ustawy refundacyjnej.

mec. Mariusz Ignatowicz, Partner w dziale doradztwa prawno-podatkowego w PwC, lider zespołu ds. sektora farmaceutycznego oraz ochrony zdrowia w regionie Europy Środkowej i Wschodniej.

Pan Andrzej Sawoni, Prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, członek Prezydium Naczelnej Izby Lekarskiej

Oraz Eksperci Fundacji im. Lesława Pagi – Stypendyści I edycji projektu Liderzy w sektorze ochrony zdrowia oraz autorzy raportu, któremu poświęcone jest nasze dzisiejsze spotkanie:

Pani Małgorzata Dziubińska – prawnik w kancelarii adwokackiej świadczącej usługi z zakresu prawa farmaceutycznego i medycznego. Doktorantka II roku prawa na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II. Publicysta i organizator konferencji naukowych. Stypendysta I edycji projektu Liderzy w sektorze ochrony zdrowia. W kręgu jej zainteresowań leżą zagadnienia związane z prawem farmaceutycznym. Dotyczy to w szczególności problematyki dystrybucji produktów leczniczych oraz działalności marketingowej aptek. W przeszłości współpracowała z Biurem Rzecznika Praw Obywatelskich, Okręgową Izbą Aptekarską w Lublinie oraz z jedną z renomowanych kancelarii międzynarodowych zajmujących się m.in. prawem farmaceutycznym.

Pan Piotr Najbuk – ukończył studia licencjackie i magisterskie w Szkole głównej Handlowej na kierunku Finanse i Rachunkowość, ukończył ponadto Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim z dyplomem magistra prawa. Obecnie studiuje medycynę na I Wydziale Lekarskim Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, jest również studentem studiów doktoranckich w Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie Szkoły Głównej Handlowej. Stypendysta I edycji projektu Liderzy w sektorze ochrony zdrowia. W ramach praktyki zawodowej pracował w wiodących instytucjach finansowych w Polsce. Obecnie współpracuje z największą polską kancelarią prawną zajmującą się prawem medycznym i farmaceutycznym. Realizował przełomowe projekty dotyczące nowych technologii w medycynie na zlecenie podmiotów prywatnych (telemedycyna) i publicznych (CSIOZ – e-recepta, e-skierowanie, e-zlecenie, podpis elektroniczny), jest również bezpośrednio zaangażowany w prace nad reformą służby zdrowia prowadzone w Ministerstwie Zdrowia.

Pan Grzegorz Stachacz – absolwent ratownictwa medycznego i zdrowia publicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, studiował również w Instituto Politecnico de Braganca w Portugalii. Studia podyplomowe z zakresu zarządzania finansami i prawa w ochronie zdrowia. Obecnie zatrudniony w Biurze Dyrektora Szpitala Pediatrycznego WUM jako merytoryczny członek zespołu odpowiadającego kompleksowo za realizację inwestycji. Stypendysta I edycji programu naukowego Liderzy  w sektorze ochrony zdrowia organizowanego przez Fundację 2065 im. Lesława Pagi. Praktykujący ratownik medyczny. Naukowo związany z obszarem zarządzania w ochronie zdrowia jak i zarządzania jakością.

Karol Kobyliński – farmaceuta, specjalista ds. rejestracji leków pracujący w innowacyjnej firmie farmaceutycznej. Student ostatniego semestru studiów magisterskich w Szkole Głównej Handlowej na kierunku Zarządzanie. W przeszłości przewodniczący Młodej Farmacji Warszawa oraz Vice-przewodniczący Samorządu Studentów Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Prelegent na wielu konferencjach farmaceutycznych z zakresu opieki farmaceutycznej oraz zarządzania w farmacji.  Autor 6 publikacji dotyczących ochrony zdrowia. W kręgu jego zainteresowań leżą zagadnienia obejmujące dostęp do innowacyjnych terapii a także fuzje i przejęcia w sektorze farmaceutycznym. Stypendysta I edycji projektu Liderzy w sektorze ochrony zdrowia. Poprzednio pracował w działach rejestracji leków dwóch innowacyjnych firm farmaceutycznych.

 

Fundacja im. Lesława A. Pagi

Ceny ofertowe mieszkań używanych stoją w miejscu – wynika z najnowszego raportu portalu nieruchomości Domy.pl i firmy doradztwa finansowego Open Finance. W porównaniu z lipcem br. średnie ceny metra kwadratowego lokali w największych polskich miastach zmieniły się zaledwie o kilkadziesiąt złotych. Wyjątkiem pozostaje Sopot, w którym średnia stawka wzrosła w ubiegłym miesiącu o 122 zł.

Przełom lipca i sierpnia, a więc okresu tradycyjnie wykorzystywanego na wypoczynek, upłynął pod znakiem stabilizacji cen na wtórnym rynku mieszkaniowym. Jak wynika z analizy portalu nieruchomości Domy.pl w tym czasie średnie stawki jakich żądali zbywcy uległy minimalnym zmianom – tylko w 5 z 18 największych polskich miast skala wzrostów lub spadków przekroczyła 1%.

Zwyżkę cen – o 1,3% – zanotowały miasta zajmujące skrajne pozycje w rankingu cenowym portalu Domy.pl: najdroższy Sopot, w którym m2 zdrożał o 122 zł i najtańszy Gorzów Wlkp., gdzie w sierpniu właściciele żądali za m2 oferowanych lokali średnio o 39 zł więcej niż przed miesiącem.

W tym samym czasie o ponad 70 zł spadła średnia cena ofertowa za m2 używanego mieszkania w Kielcach i Olsztynie.

Porównując obecne ceny ofertowe z tymi sprzed roku, łatwo zauważyć, że w zdecydowanej większości miast na zakup mieszkania trzeba dziś przeznaczyć nieco większa kwotę. Największy wzrost średnich stawek rok do roku zanotowało Opole (o 6%), Gdańsk (o 5,1%) oraz Katowice (o 3,9%).

Stawki niższe niż przed rokiem zanotowały w sierpniu Kielce (o 2,5%), Rzeszów (o 0,4%) i Lublin (o 0,3%). W wymiarze kwotowym obniżki te wynoszą odpowiednio: 107 zł, 19 zł i 13 zł. Zatem w przypadku zakupu mieszkania o powierzchni np. 50 m2 dadzą one w Kielcach oszczędność ponad 5 000 zł. W Rzeszowie i Lublinie nabywca praktycznie ich nie odczuje – po wartej prawie ćwierć miliona złotych transakcji (średni koszt zakupu 50-metrowego lokalu) w kieszeni zostanie mu bowiem mniej niż tysiąc złotych.

miasto ceny mieszkań w sierpniu 2014 r. zmiana średniej mdm (%) zmiana średniej rdr (%)
średnia PLN/m2 mediana* PLN/m2 najtańsze* PLN/m2 najdroższe* PLN/m2
Białystok 4353 4260 2966 6003 -0,7 0,6
Bydgoszcz 3830 3786 2394 5465 0,6 0,8
Gdańsk 5861 5360 3698 10590 -0,4 5,1
Gdynia 6029 5500 3725 10862 -0,2 2,7
Gorzów Wlkp. 2955 2917 1847 4348 1,3 1,7
Katowice 3943 3686 2459 6307 0,5 3,9
Kielce 4191 4071 3225 5653 -1,7 -2,5
Kraków 6933 6553 4320 11605 0,8 1,2
Lublin 4822 4864 3212 6443 -0,3 -0,3
Łódź 3828 3692 2436 5708 -1,6 0,9
Olsztyn 4314 4269 3110 5787 -1,7 0,4
Opole 4225 4154 2970 5800 0,6 6,0
Poznań 5432 5306 3571 7800 0,1 0,9
Rzeszów 4792 4755 3631 5863 0,7 -0,4
Sopot 9446 8936 5713 16119 1,3 3,5
Szczecin 4229 4166 2657 6139 0,6 1,9
Warszawa 8398 7981 5481 13529 0,9 1,6
Wrocław 5786 5583 3963 8701 0,0 1,0

*mediana – środkowa cena, która dzieli oferty uporządkowane od najtańszych do najdroższych na dwie równe części
*najtańsze – średnia arytmetyczna cen ofertowych obliczona z pierwszych 10% ofert uporządkowanych rosnąco wg ceny za m2
*najdroższe – średnia arytmetyczna cen ofertowych obliczona z ostatnich 10% ofert uporządkowanych rosnąco wg ceny za m2

 

Kredyty nowe: Marże nie przestają rosnąć

Średnia rata od 100 000 zł pożyczonych na 30 lat wynosi aktualnie 505 zł, o 9 zł mniej niż w sierpniu. To sytuacja niespotykana od wielu miesięcy, banki zaprzestały na chwilę podwyższać marże utrzymując średnią tuż przed pułapem 2 proc. Jednocześnie spadł doliczany do zmiennego oprocentowania kredytów mieszkaniowych WIBOR 3M. W oczekiwaniu na obniżkę stóp procentowych zniżył się z blisko 2,7 proc. do 2,5 proc. Koniec końców średnie oprocentowanie kredytów mieszkaniowych przedstawia się wyjątkowo atrakcyjnie i wynosi około 4,5 proc. W najbliższym czasie można się spodziewać dalszego spadku WIBOR-u, ale czy znów nie ruszą wzrosty marż, pewności już mieć nie można.

Zdecydowanym na kredyt, nawet kosztem wyższych odsetek, banki nie sfinansują całej nieruchomości. Zgodnie z obowiązującymi zasadami klient musi wyłożyć z własnej kieszeni co najmniej 5 proc. wartości nieruchomości. A już za cztery miesiące, od stycznia 2015 r. wymagany wkład własny wyniesie 10 proc. Pieniądze te nie powinny pochodzić z innej pożyczki, co klient musi poświadczyć stosownym oświadczeniem.

Oszczędności nie muszą mieć korzystający z dopłat do kredytów w programie „Mieszkanie dla Młodych”. Wkład własny zapłaci za nich państwo, ale tylko wtedy, gdy spełnione zostaną liczne warunki. Aby otrzymać finansowe wsparcie, zainteresowany powinien zaciągnąć kredyt złotowy na minimum 15 lat na co najmniej połowę ceny nieruchomości, tylko z rynku pierwotnego. Rodzina bezdzietna i singiel dostają od państwa 10 proc. ceny mieszkania (liczone od odpowiedniego limitu ceny). Jeśli mają potomków dofinansowanie wynosi 15 proc. Kolejne 5 proc. można dostać przy trzecim dziecku. Dofinansowaniem może być objęte maksymalnie 50 m kw. mieszkania lub domu o powierzchni odpowiednio do: 75 m kw. i 100 m kw. Odpowiedź na pytanie czy dziś brać kredyt z pomocą państwa nie jest jednak łatwa, bo od października zmieniają się limity cen mieszkań akceptowanych w programie, co może np. zwiększyć ich wybór, ale również zawęzić, od stycznia przyszłego roku szykują się natomiast zmiany w wysokości dopłat. Rząd chce uatrakcyjnić program oferując zamiast obecnych 15 proc. – 20 proc. wsparcia dla rodzin z co najmniej dwojgiem dzieci. Rodziny z trojgiem lub większą liczbą dzieci  otrzymywałyby dofinansowanie 25 proc. wartości mieszkania.

O kredyt MdM można obecnie starać się w 12 bankach: PKO BP, Pekao, Getin Noble Bank, Alior, SGB, BGŻ, BPS, Millennium, EuroBank, Deutsche Bank, BOŚ oraz BZ WBK.

Kredyty spłacane: Złotowe znów staniały, lepiej mają się też spłacający w euro, ale franki dają się we znaki

Rekordowo niski od ponad roku WIBOR 3M stał się jeszcze niższy. W efekcie koszty obsługi kredytów złotowych dalej maleją. Obecnie stawka WIBOR-u 3M spadła do 2,5 proc., co odpowiada obniżce głównej stopy procentowej z obecnych 2,5 proc. do 2,25 proc. Choć RPP jeszcze tego nie zrobiła, rynek już tak. I jeśli komuś bank właśnie zaktualizował stawkę WIBOR-u, to przy marży 1,5 proc. dla każdych 100 tys. zł pożyczonych na 30 lat rata wynosi – 477 zł, 10 zł mniej niż miesiąc temu i ponad 150 zł mniej niż dwa lata temu. Ale na tym nie koniec swoistej „promocji”, bo oczekiwania rynku co do spadku stóp procentowych są dużo śmielsze. Jak wynika z prognoz inwestorów kupujących instrumenty pochodne związane z wysokością stóp procentowych, według nich WIBOR 3M za trzy do sześciu miesięcy może spaść poniżej 2 pkt. proc., co zakłada podstawową stopę procentową poniżej 2 proc. Spłacającym kredyty złotowe będzie więc jeszcze lżej.

Na rynku kredytów walutowym wciąż jest niespokojnie, przełom sierpnia i września przyniósł spore zwyżki kursów walut, a przy niskim oprocentowaniu kredytów w euro i franku to właśnie cena waluty decyduje o wysokości raty. Ostatecznie się nieco uspokoiło, w euro m.in. za sprawą obniżki stóp procentowych. Główna stopa Eurostrefy spadła na początku września z 0,15 proc. do 0,05 proc., a EURIBOR 3M z 0,2 do 0,15 proc. EBC zdecydował się również na skup papierów z rynku, co sprawiło, że nie tylko obniżyło się oprocentowanie kredytów, ale także spadła siła unijnej waluty. Z pewnością poprawiło to nastroje spłacających kredyty w euro, bo kłopoty na Ukrainie wciąż przyczyniają się do znaczącego zamieszania na rynku walutowym. Maksimum notowań euro na foreksie przekroczyło w ostatnim miesiącu 4,23 zł (nie przebijając jednak szczytu z marca – 4,245 zł), ale aktualnie notowania zeszły już do ok. 4,17 zł.

Tak dobrze nie poszło obsługującym kredyty we franku, który ostatnio pobił marcowy rekord i zbliżył się do wysokich notowań z lipca 2013 r., osiągając cenę 3,51 zł. Ostatecznie spadł do 3,46 zł. Szwajcarski Bank Narodowy od dawna już robi co może, aby osłabić swoją walutę. Stopy procentowe w Szwajcarii już znajdują się w przedziale 0-0,25 proc. LIBOR CHF 3M od ponad dwóch lat plasuje się poniżej 0,1 pkt proc. Obecnie wynosi zaledwie 0,018 proc. A SNB interweniuje, aby utrzymać kurs franka w relacji 1,2 CHF za 1 EUR.

AUTORZY RAPORTU:
Marcin Drogomirecki | Domy.pl
Halina Kochalska | Open Finance

Z raportu KPMG i Inicjatywy Firm Rodzinnych: „Barometr firm rodzinnych” wynika, że polskie firmy rodzinne dobrze oceniają swoją sytuację rodzinną i ich optymizm co do przyszłości biznesowej rośnie. Planują nowe inwestycje, do czego przyczynia się m.in. łatwiejszy dostęp do finansowania. Zgodnie jednak przyznają, że największym wyzwaniem są wysokie koszty pracy oraz skomplikowany system podatkowy.

„Barometr firm rodzinnych” jest drugą edycją europejskiego badania KPMG przeprowadzonego metodą wywiadów internetowych w dniach 31 marca-4 maja 2014r. Zebrano 710 odpowiedzi z 18 krajów europejskich, 132 z Polski. Celem badania jest poznanie specyfiki działania firm rodzinnych strategii, problemów, jakie napotykają i zmian, jakie planują.

źródło: KPMG Polska

PayPal, lider obsługi transakcji międzynarodowych[1] ujawnia najnowsze dane dotyczące wymiany handlowej między Polską a resztą świata.

Płatności zagraniczne, dokonywane za pomocą PayPal, wzrosły w pierwszej połowie 2014 roku o 45% (w stosunku do pierwszej połowy 2013 roku). Kluczowe kategorie eksportowe obejmowały: oprogramowanie komputerowe i gry, sprzęt sportowy, rękodzieła, części samochodowe, sprzęt komputerowy i elektroniczny, kosmetyki, modę i usługi internetowe. W 2014 roku, ponad 10 tysięcy aktywnych sprzedawców w Europie Środkowo-Wschodniej współpracowało z PayPal, w celu rozwinięcia swojej międzynarodowej działalności.

wzrost_sprzedazy_eksportowej

Przyjmując szerszą perspektywę, globalne dane wyraźnie wskazują, że eksport online wciąż dynamicznie rośnie – niezależnie od zmniejszającego się, w przypadku wielu gospodarek, lokalnego i tradycyjnego eksportu. Ten trend jest widoczny zwłaszcza wewnątrz EU 27, gdzie koszty wysyłki są stosunkowo niskie, a opłaty celne nie występują. Na rok 2012, przynajmniej 11% polskich sprzedawców sprzedawało online,  a 34% z nich otrzymało zamówienia z innych krajów europejskich.

sprzedawcy_handel_UE

Źródło: E-Commerce, customer relation management (CRM) and secure transactions, Eurostat

Nie powinno się lekceważyć rozmiaru możliwości. Handel zagraniczny w 2013 roku stanowił 25% całkowitej wartości płatności dokonanych za pośrednictwem PayPal – całkowitej wartości transakcji, które wyniosły w zeszłym roku 180 miliardów dolarów, przy udziale szybko pojawiających się nowych korytarzy eksportu online. Cieszę się, że Polska jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków eksportowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i poza nią” – mówi Damien Perillat, Dyrektor Zarządzający PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej.

Europa w czołówce najważniejszych rynków zagranicznych dla polskich sprzedawców w pierwszej połowie 2014 roku

Polscy sprzedawcy otrzymują zamówienia online głównie od konsumentów z Europy, w tym Wielkiej Brytanii (18%) i Niemiec (12%), jednak Ameryka Północna również pozostaje naszym kluczowym partnerem (25%). Co ciekawe udział najważniejszych rynków, które generują imponujący wzrost wartości polskiego eksportu praktycznie nie zmienił się w ostatnich latach.

kto_kupil_najwiecej

Uwarunkowania sukcesu polskich sprzedawców

Dwa główne czynniki stojące za sukcesem polskich sklepów internetowych za granicą to oryginalność produktów i usług oraz konkurencyjne ceny. Większość zachodnich klientów[2], przyznaje, że kupują za granicą, ponieważ jest to tańsze (80%) lub ze względu na „większą różnorodność, której nie można znaleźć lokalnie” (79%).

Wśród największych firm sprzedających za granicą za pośrednictwem systemu PayPal, jest np. merlin.pl – jeden z najstarszych i największych w Polsce sklepów internetowych. Do inny popularnych sprzedawców można zaliczyć: G2A.com – witrynę oferująca gry wideo, TME – firmę specjalizującą się w sprzedaży elementów elektronicznych,  a także sklepy oferujące sprzedaż ubrań czy akcesoriów.

„Uruchomiliśmy międzynarodową sprzedaż online ponieważ chcemy docierać do każdego klienta zarówno lokalnego, jak i globalnego. Ważna jest dla nas również możliwość swobodnego wysyłania towaru do światowej Polonii, która stanowi znakomitą większość naszych zagranicznych klientów” – mówi Jakub Radkowski Doradca Zarządu w Merlin.pl S.A.

„Jeśli komuś udało się stworzyć dobrze prosperujący sklep na lokalnym rynku, to 90% pracy ma już za sobą” – tłumaczy Paulina Wardega Chief Marketing Officer w PIXERS i dodaje – „Sprzedaż w swoim kraju i za granicą, różni się tylko kilkoma kwestiami, z których najważniejszą i jednocześnie najłatwiejszą do rozwiązania, jest posiadanie odpowiednich wersji językowych sklepu. Reszta, czyli stymulowanie ruchu, testowanie i optymalizacja działań, to rzeczy, które trzeba robić niezależnie od tego, gdzie się sprzedaje”.

Zrozumieć zagranicznych konsumentów

Konsumenci, którzy kupują od polskich sprzedawców online, wolą korzystać z systemu PayPal, ponieważ oferuje on bezpieczeństwo i ochronę kupującego. Oznacza to, że konsumenci mogą ubiegać się o zwrot kosztów w przypadku nie otrzymania zakupionego przedmiotu lub jego niezgodności z opisem. Według badania Ipsos Vantis[3] wykonanego na wielu rynkach europejskich, klienci z Wielkiej Brytanii (62% lokalnie i 58% międzynarodowo), Niemiec (65% na szczeblu lokalnym i 58% międzynarodowym) i Francji (40%) wolą korzystać z systemu PayPal i robią to zawsze wtedy, gdy sklep daje im taką możliwość.

zakupy_za_pomoca_paypalBadanie wskazuje również, że jedna trzecia nabywców zagranicznych z krajów takich jak Wielka Brytania, Niemcy czy Francja, nie zdaje sobie sprawy, że produkt został zakupiony u zagranicznego sprzedawcy. W ciągu ostatnich kilku lat polskie sklepy rozwinęły się, dojrzały i zaczęły szukać nowych możliwości za granicą. Liderzy oferują interfejs strony w większości popularnych języków, jak angielski lub niemiecki. Zarówno dokonanie wyboru, jak i płatności jest zoptymalizowane mobilnie, a każda dostawa może być śledzona w czasie rzeczywistym.

 

 

[1] Całkowita wielkość płatności PayPal w 2013 wyniosła $180 miliardów; oznacza to 24% wzrost z roku na rok, wg neutralnej podstawy walutowej.

[2] „Modern Spice Routes” – badanie PayPal-Nielsen analizujące 6 głównych rynków międzynarodowych: Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Australii, Chin i Brazylii; podkreśla główne globalne trendy i kierunki; Próba badania: ponad 6000 konsumentów online w wieku 18 lat i powyżej, którzy dokonali zagranicznych zakupów online w poprzednim roku.

[3] „PayPal Insights: e-Commerce and m-Commerce”, Badanie IPSOS Vantis dla europejskich rynków zlecone przez PayPal.

PayPal

 

Eksperci

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

AKTUALNOŚCI

Trendy 2020: Elastyczny styl pracy kusi coraz więcej Polaków

Z najnowszej edycji badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że el...

Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłu...

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Mimo rosnących cen Polacy chcą mieszkać na swoim

Najnowsze statystyki potwierdzają, że nieruchomości wciąż pozostają w czołówce najbardziej opłacalny...

Warszawa do 2050 r. chce być neutralna klimatycznie

Warszawa do 2050 r. chce być neutralna klimatycznie. Podobną deklarację złożyło blisko 400 miast na ...

Prezes Jacek Rutkowski z tytułem Przedsiębiorcy Roku – Biznesowego Ambasadora Roku magazynu

Twórca sukcesu największego polskiego producenta AGD został laureatem pierwszej edycji nagród Przeds...

Trendy 2020: Elastyczny styl pracy kusi coraz więcej Polaków

Z najnowszej edycji badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że el...

Porsche i Lucasfilm prezentują projekt statku kosmicznego

Projektanci Porsche AG i Lucasfilm Ltd. połączyli swoje siły, aby stworzyć fantastyczny statek kosmi...