czwartek, Styczeń 2, 2020
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "mieszkanie dla młodych"

mieszkanie dla młodych

Program Mieszkanie Dla Młodych był sposobem na obowiązkowy 20 proc. wkładu własnego. Wraz z wyczerpaniem się pieniędzy z programu to rozwiązanie przestało być sposobem na zdobycie środków na wkład własny. To jednak nie oznacza, że nie mając 20 proc. wartości nieruchomości kredytu nie dostaniemy. Jaki są inne sposoby na zdobycie wkładu własnego?

Komisja Nadzoru Finansowego dopuszcza możliwość ubezpieczenia części brakującego wkładu własnego. Oznacza to, że możemy uzyskać dzisiaj kredyt mając tylko 10 proc. wkładu własnego, a drugą wymaganą część możemy ubezpieczyć. W takim wypadku przez kilka lub kilkanaście miesięcy będziemy płacili wyższą ratę. Będzie to trwało do czasu gdy nie uzyskamy wymaganego 20 proc. wkładu własnego.

– Inną metodą jest zabezpieczenie się na dwóch nieruchomościach. Jeżeli mamy inne mieszkanie, dom działkę budowlaną, nieruchomość, która nie jest obciążona hipoteką to możemy dać ją dodatkowo pod zastaw i wówczas ta dodatkowa druga nieruchomość jest również traktowana przez niektóre banki jako wkład własny – mówi Michał Krajkowski, główny analityk Notus Finanse.

Trzeci sposób na pozyskanie wkładu własnego to może być oszczędzanie. Wystarczy odkładać co miesiąc sumę, która wynosiłaby rata. W ten sposób też sprawdzimy czy stać nas na kredyt.

 

Jedną z najważniejszych wiadomości dla osób planujących zakup nieruchomości na kredyt będzie zapewne wypowiedź prezesa NBP Adama Glapińskiego. Zasugerował on, że stopy procentowe nie wzrosną nie tylko w tym roku, ale również w 2019r, co może przełożyć się na warunki kredytowe dostępne dla kredytobiorców.

– Dotychczas panowało przekonanie, że pierwszą podwyżkę stóp zobaczymy w IV kwartale 2018r., a kolejne w przyszłym roku. Każda podwyżka oznacza nie tylko, że wzrosną raty, ale również, że kredyt staje się trudniej dostępny. Jeśli wspomniana zapowiedź się sprawdzi, to dłużej będziemy mogli cieszyć się z tanich kredytów i ich dość dobrej dostępności – mówi Jarosław Sadowski, ekspert Expandera.

Nowe wsparcie ze strony państwa już na horyzoncie?

W zaledwie dwa dni Polacy zarezerwowali całą pulę (380 mln zł) dopłat na ten rok, kończąc tym samym program „Mieszkanie dla młodych”. Obecnie nie ma więc już możliwości uzyskania rządowego wsparcia na zakup nieruchomości. W przyszłości dopłaty być może ponownie będą wypłacane, ale już nie do kredytów, lecz do oszczędności gromadzonych na tzw. Indywidualnych Kontach Mieszkaniowych (IKM).

– Osoby, które systematycznie będą tam wpłacały pieniądze z myślą o kupnie mieszkania czy budowie domu, mają otrzymywać  nie tylko odsetki zwolnione z podatku, ale również dopłatę od Państwa. Poza tym działa już również program Mieszkanie Plus. W jego przypadku nie są wypłacane dopłaty, lecz można dość tanio wynająć mieszkanie i powoli stawać się jego właścicielem– dodaje Jarosław Sadowski, Expander.

Ceny transakcyjne w większości analizowanych miast spadają, także w Łodzi

W ostatnich miesiącach tematem przewodnim raportu były znaczące podwyżki cen w Łodzi, które przekroczyły nawet poziom 4000 zł za m kw. W grudniu kupujący celowali w znacznie tańsze segmenty mieszkań.

– Dzięki temu ceny w tym mieście wyniosły średnio 3726 zł za m kw., a średnia kwota za mieszkanie spadła ponownie poniżej 200 tys. zł. Najniższe sumy w transakcjach zaczynały się od 2500 zł, choć najwięcej z nich zostało przeprowadzonych w przedziałach 3300 – 4000 zł. Nieliczne mieszkania sprzedawano tu za więcej niż 5000 zł za m kw. – komentuje Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse.

Odpowiednio o 3,9 i 3,8 proc. mniej płaciliśmy za mieszkania w Poznaniu i Gdyni.

– Pewien wpływ na taki stan rzeczy ma konstrukcja analizowanych transakcji, gdzie przeważały duże mieszkania, w których cena m kw. jest z reguły niższa niż przy standardowych mieszkaniach dwupokojowych. Tymczasem Gdynia w ostatnich miesiącach przyzwyczaiła nas do niższych cen w transakcjach. Tym razem za m kw. płacimy średnio już tylko 4850 zł – dodaje Marcin Jańczuk, Metrohouse.

W dalszej kolejności obniżki cen zauważalne były we Wrocławiu, gdzie ceny w porównaniu do notowań z zeszłego miesiąca spadły o 2,1 proc.

– Obecna kwota za m kw. (5350 zł) jest niższa od odczytu sprzed 12-stu miesięcy o 1,4 proc. Nieco mniej płaciliśmy za mieszkania kupowane w Warszawie (-1,6 proc.) i Gdańsku (-1,3 proc.). W stolicy najniższe ceny m kw. rozpoczynały się już od 5000 zł, ale jednocześnie co 10-ta transakcja charakteryzowała się sumą wyższą niż 10 000 zł za m kw. Natomiast w Gdańsku znajdziemy transakcje w cenach niższych niż 4500 zł, choć i tu pojawiają się mieszkania o cenach przekraczających 9 000 zł – mówi Marcin Jańczuk, Metrohouse.

Jedynym miastem, gdzie ceny nie uległy zmianie jest Kraków. W ostatnich transakcjach średnia wyniosła 6287 zł za m kw. i jest to o 4 proc. więcej niż przed rokiem.

Deweloperzy podwyższają ceny

Podwyżki w cennikach deweloperów dotyczyły wszystkich analizowanych metropolii. Skala tych zmian okazała się jednak bardzo zróżnicowana (od +0,8% w Warszawie do +8,0% dla Gdańska). W zasadzie tylko dwa miasta (Łódź i Gdańsk) cechowały się ponadprzeciętnymi wzrostami średniej ofertowej ceny za 1 m kw. nowego mieszkania.

Dla kupujących nowe lokale, coraz mniej przyjazna cenowo jest Łódź – w tej metropolii mieszkania kosztujące od 5000 zł/m kw. do 6000 zł/m kw. stanowią już 61% oferty deweloperów (dane z IV kw. 2017 r.).

– Od października do grudnia 2017 r. widoczny był spadek udziału łódzkich nowych „M” z ceną 4000 zł/m kw. – 5000 zł/m kw. (-13,0 punktów procentowych – p.p.) oraz równoczesny wzrost odsetka mieszkań kosztujących 5000 zł/m kw. – 6000 zł/m kw. (+10,3 p.p.). Na terenie Gdańska, spadek udziału lokali z ceną 4000 zł/m kw. – 5000 zł/m kw. (-13,4 p.p.), skutkował wzrostem odsetka prawie wszystkich droższych mieszkań. Taka sytuacja w połączeniu z dużym spadkiem podaży, sugeruje wyprzedaż tańszych ofert (związaną m.in. z MdM-em). Natomiast w przypadku Łodzi miała miejsce zmiana skutkująca wyraźnym wzrostem podaży i zastąpieniem sprzedanych lokali (cena: 4000 zł/m kw. – 5000 zł/m kw.) przez droższe propozycje (5000 zł/m kw. – 6000 zł/m kw.) – komentuje Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Zastępowanie sprzedanych i tańszych mieszkań (często kwalifikujących się do programu MdM) przez droższe lokale z kolejnych inwestycji, nie tylko w przypadku Łodzi, skutkuje wzrostem średniej ofertowej ceny 1 m kw. Na znacznie większych rynkach (m.in. warszawskim oraz krakowskim), takie zmiany struktury cenowej zachodzą jednak w mniej gwałtowny sposób.

Polacy wchłonęli 381 milionów złotych na dopłaty do kredytów, a sztuka ta zajęła 38 godzin. Tym samym Polacy ustanowili rekord. Część osób nie zdążyła jednak na pieniądze, a to może oznaczać kłopoty.

Na niedługo starczyły ostatnie już pieniądze zarezerwowane na dopłaty w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”. Wnioski można było składać od 2 stycznia, a już 3 stycznia Bank Gospodarstwa Krajowego (dysponent środków) poinformował, że aplikacje będzie przyjmował tylko do końca dnia. Dla porównania rok temu ostatnie wnioski składano jeszcze z końcem stycznia.

Tym razem sytuacja była znacznie bardziej dynamiczna. Z nieoficjalnych danych, do których dotarł Open Finance wynika, że 2 stycznia pod koniec dnia na dopłaty zarezerwowano już około 190 milionów złotych. Pracownicy banków nie zaliczyli jednak kolejnej nocy do przespanych, bo rano 3 stycznia do wzięcia było już tylko 120 milionów, a kwota ta stopniała do około 90 milionów wczesnym popołudniem. Polacy zarezerwowali więc ponad 260 mln złotych w niewiele ponad jeden dzień. O skończeniu się środków BGK poinformował 3 stycznia około godziny 22. Wnioski można było jeszcze składać do końca dnia. Gdyby przyjąć, że lawina dokumentów zaczęła spływać od 2 stycznia od godziny 8, to okaże się, że środków na dopłaty starczyło na zaledwie 38. To rekord, a trzeba wiedzieć, że pracownicy banków rejestrowali w odpowiednich systemach wnioski dłużej niż przez 8 godzin dziennie. W niektórych instytucjach światło nie gasło do późnych godzin nocnych.

Lista rezerwowych może oznaczać stratę

Dofinansowanie w ramach programu „Mieszkanie dla młodych” było tak popularne, że pieniędzy nie wystarczyło dla wszystkich. W praktyce oznacza to, że niektórzy nie otrzymają pieniędzy z budżetu. Mówimy o niemałych kwotach, ponieważ przeciętnie z budżetu beneficjenci programu dopłat otrzymywali około 26 tys. zł, a rekordziści ponad 110 tysięcy. Gdyby tego było mało, brak przelewu z BGK oznacza też ryzyko narażenia na dodatkowe straty. Uniknąć ich uda się jedynie w przypadku uzupełnienia brakujących środków lub jeśli zawczasu zastosowano odpowiednie zapisy umowne chroniące przed utratą zadatku.

Dlaczego bez dopłaty można stracić? Wszystko dlatego, że chcąc ubiegać się o kredyt z dopłatą, należało podpisać umowę zakupu mieszkania lub domu. Ta sporządzona przed notariuszem była płatna. W przypadku rezygnacji z zakupu oznacza to stratę na poziomie od kilkuset złotych do kilku tysięcy. Do tego sprzedający przy podpisaniu umowy może żądać zadatku lub zaliczki. Różnica w nazwie niesie za sobą poważne konsekwencje. W przypadku odstąpienia od umowy zaliczka zostanie zwrócona niedoszłemu nabywcy, ale zadatek sprzedający będzie już mógł sobie zatrzymać. Z drugiej strony, gdyby to sprzedający odstąpi od umowy, nabywca musi otrzymać od niego podwójną kwotę wpłaconego zadatku.

 

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Faktyczna zmiana będzie jednak dotyczyła jedynie województwa pomorskiego. Co prawda BGK nie opublikował jeszcze nowych wartości, ale z wyliczeń Expandera wynika, że będą one istotnie wyższe niż obecnie. W Gdańsku limit ceny metra kw. nowego mieszkania wyniesie 5 746,40 zł, a dla lokali z rynku wtórnego 4 701,60 zł za m kw.

Jednym z warunków otrzymania wsparcia w ramach programu „Mieszkanie dla młodych” (MdM) jest to, że cena kupowanego mieszkania nie może być zbyt wysoka. Nie może przekroczyć limitu, którego wysokość zależy od tzw. średniego wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1m² powierzchni użytkowej. Dzięki temu, że w województwie pomorskim wzrośnie on od stycznia, to łatwiej będzie można znaleźć mieszkanie spełniające warunki MdM. Szczególnie istotne może to być dla osób, które planują zakup używanego lokalu, gdyż limit cenowy jest tu zdecydowanie niższy, niż dla nowych mieszkań.

Nowe mieszkanie może zdrożeć o 20 000 zł

W przypadku nowych mieszkań, wyższy limit nie tylko poszerza wybór lokali, na które można uzyskać dopłatę, ale również wprowadza pewne ryzyko. Deweloperzy często dostosowują cenę w taki sposób, aby się w nim mieściła. Gdy wzrośnie, część firm może zdecydować się na wprowadzenie podwyżki do nowego poziomu. Ponieważ limit na rynku pierwotnym w Gdańsku rośnie z 5 337,20 zł do 5 746,40 zł, to kupując lokal o powierzchni 50 m2 podwyżka może wynieść aż 20 460 zł.

Wyższe dopłaty

Wzrost wskaźnika przełoży się również na wzrost wysokości dopłat. Dla przykładu, rodzina z dwojgiem dzieci kupująca nowe mieszkanie w Gdańsku o powierzchni 50 m2 lub większe otrzyma 52 240 zł, czyli o 3 720 zł więcej niż dotychczas.  Poziom dopłaty zależy oczywiście nie tylko od wskaźnika, ale również od liczby dzieci i powierzchni kupowanego mieszkania. Dlatego, w niektórych przypadkach dopłata może być wyższa lub niższa niż w podanym przykładzie. Najwyższe możliwe do uzyskania rządowe wsparcie w Gdańsku wyniesie 101 868 zł. Tyle może otrzymać wnioskodawca posiadający przynajmniej troje dzieci, kupujący mieszkanie o powierzchni co najmniej 65 m kw.

W styczniu 2018 roku ruszy ostatnia pula dofinansowań w ramach programu „Mieszkanie dla Młodych”. Do rozdania będzie 381 mln zł, co powinno wystarczyć dla 15-16 tys. kredytobiorców.

– Zainteresowanie programem MDM jest tak duże, że pieniądze mogą rozejść się nawet w ciągu jednego dnia. Tu obowiązuje zasada „kto pierwszy – ten lepszy”, a więc warto już dziś przygotować się do złożenia wniosku – komentuje Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży Wawel Service.

Do kredytu hipotecznego można otrzymać dopłatę w wysokości od 10 do 30%. Co ważne, kwota ta może zastąpić lub uzupełnić wkład własny. Wysokość dofinansowania jest uzależniona od sytuacji życiowej kredytobiorcy i obejmuje mieszkania z rynku pierwotnego, wtórnego i domy jednorodzinne.

MDM tylko dla wybranych

Rządowe wsparcie finansowe  w ramach programu przeznaczone jest dla osób do 35 roku życia (w przypadku małżeństw zasada dotyczy młodszego z małżonków), które nie posiadają mieszkania. Z tego warunku są zwolnione osoby, które mają pod opieką co najmniej troje dzieci.

Decyduje metraż i cena

Pierwszym krokiem w drodze po MDM jest znalezienie wymarzonego lokum, które będzie spełniało odpowiednie kryteria metrażowe i cenowe. Mieszkanie może mieć maksymalnie 75 m kw., a dla rodziny, która wychowuje co najmniej troje dzieci do 85 m kw. Jeśli ktoś decyduje się na dom, jego powierzchnia nie powinna przekroczyć 100 m kw. Cena za m kw. nie powinna być wyższa niż ta narzucona przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Limity można sprawdzić na oficjalnej stronie rządowego programu „Mieszkanie dla Młodych”.

Kredyt najlepiej z doradcą

Przed decyzją o kupnie mieszkania warto skonsultować się z doradcą finansowym, który sprawdzi zdolność kredytową, wyliczy wysokość dopłaty, przedstawi oferty banków i przygotuje listę dokumentów oraz druki wniosków kredytowych. Doradca złoży również wnioski w bankach i będzie koordynował działania związane z zaciągnięciem kredytu. Przed spotkaniem z profesjonalistą informację o zdolności można sprawdzić w Biurze Informacji Kredytowej.

Im szybciej tym lepiej

Procedura rejestracji wniosków MDM rozpocznie się 2 grudnia. Im szybciej złożysz wniosek, tym większa szansa na dofinansowanie. Bank sprawdzi, czy masz uprawnienia do skorzystania z programu, zweryfikuje dostarczone dokumenty i wyda decyzję finansową. Jeśli będzie ona pozytywna – podpiszesz umowę kredytową, a bank wypłaci kwotę kredytu (w ostatniej transzy dopłatę MDM). Na jakie dofinansowanie możesz liczyć?

  • 24 000 zł – dla singli, par i małżeństw bez dzieci,
  • 36 000 zł – dla singli, par i małżeństw z jednym dzieckiem,
  • 48 000 zł – dla singli, par i małżeństw z dwójką dzieci,
  • 94 000 zł – dla singli, par i małżeństw z trojgiem lub więcej dzieci.

Program „Mieszkanie dla młodych” cieszy się dużą popularnością. W 2014 roku kredytobiorcy wykorzystali 35% dostępnych funduszy, w 2015 – 85%, a w ubiegłym roku skorzystano z całości środków finansowych.

– Zainteresowanie programem „Mieszkanie dla młodych” jest ogromne. Oferty gotowych mieszkań Wawel Service z MDM, jak np. Piasta Park, Krygowskiego czy ekologiczne domy w Michałowicach budzą największe zainteresowanie wśród naszych klientów. Wielu z nich chciałoby, aby projekt MDM był kontynuowany – mówi Adrian Potoczek.

 

 

 

 

 

 

Już w styczniu rusza ostatnia transza pieniędzy na dopłaty do kredytów w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”. Środki najpewniej skończą się w ciągu kilku – kilkunastu dni, dlatego warto jeszcze w tym roku zadbać o formalności – radzi Open Finance. Dofinansowanie otrzyma nawet 15 tysięcy osób.

Niby do końca grudnia zostało jeszcze sporo czasu, ale potencjalni beneficjenci programu „Mieszkania dla młodych” nie mogą spać spokojnie. Zostało im już tylko kilkanaście dni, aby skompletować dokumenty do kredytu z rządową dopłatą. Zdobycie niezbędnych zaświadczeń pomiędzy Świętami i Nowym Rokiem może się przecież okazać niemożliwe w związku z tym, że wiele osób planuje wtedy urlop. Jeśli ktoś chciałby dostać z budżetu pieniądze na zakup mieszkania musi się już spieszyć. Czasu jest niewiele, a formalności cała masa.

Po co potrzebny jest pośpiech? Program „Mieszkanie dla młodych” jest tak popularny, że przeznaczone nań setki milionów złotych znikają niemal tak szybko jak się pojawiają. Możliwość zainkasowania nawet ponad 111 tys. złotych dopłaty działa na wyobraźnię Polaków. Przy każdej okazji po pieniądze ruszają tłumy, a o tym czy ktoś dostanie pieniądze czy nie decyduje kolejność zgłoszeń. Tym razem nastroje podkręca też fakt, że rok 2018 jest już ostatnim okresem obowiązywania programu dopłat.

Warto przy tym pamiętać, że w styczniu 2017 roku większość pieniędzy z puli prawie 350 mln zł. rozeszła się w ciągu 10 dni, a w ramach dodatkowego naboru 7 miesięcy później 67 mln złotych „wyparowało” w ciągu 6 godzin. To sugeruje, że i tym razem 381 mln zł szybko zniknie – najprawdopodobniej w ciągu kilku – kilkunastu dni.

Sprawdź czy Cię stać

Aby ze wszystkim zdążyć należy zacząć od podstaw, czyli sprawdzenia czy potencjalny beneficjent posiada zdolność kredytową. Można to zrobić korzystając z internetowych kalkulatorów, odwiedzając oddział banku lub firmę pośrednictwa finansowego. Jeśli ktoś posiada wystarczające dochody, ale na przykład z takich źródeł (np. niedawno rozpoczęta działalność gospodarcza) lub na tyle nieregularne (biznes sezonowy), że bank mógłby ich nie zakwalifikować do badania zdolności kredytowej, można zawsze poprosić o poręczenie kredytu nie tylko przez rodzinę, ale nawet znajomych.

Znajdź mieszkanie

Wiedząc już jakim budżetem dysponujemy, możemy udać się na poszukiwanie mieszkania. Niestety, jeśli chcemy skorzystać z ostatnich dopłat do kredytów, mamy na podjęcie decyzji bardzo mało czasu. W tym wypadku pośpiech jest bardzo złym doradcą, dlatego warto skonsultować swoje poczynania z rodziną i znajomymi – w myśl zasady „co dwie głowy to nie jedna”. Do banku, który ma udzielić kredytu z rządowa dopłatą należy udać się z umową, z której wynikać będą warunki zawarcia transakcji – szczególnie cena. Nie tylko więc na poszukiwanie lokum mamy niewiele czasu, ale też na negocjacje.

Pokaż swoje koszty i przychody

Z umową przedwstępną lub deweloperską można się już udać do banku. Na tym jednak lista niezbędnych dokumentów się nie kończy. Bank może wymagać też potwierdzonej kopii złożonych zeznań rocznych PIT, zaświadczenia z ZUS lub Urzędu Skarbowego o niezaleganiu w opłacaniu składek, wyciągów z kont, zaświadczeń o posiadanych kredytach, kartach kredytowych czy limitach kredytowych w kontach, zaświadczeń od pracodawcy o osiąganych dochodach itd. Dopiero skompletowanie wszystkich niezbędnych dokumentów pozwoli nam względnie spokojnie czekać na drugi dzień stycznia, w którym banki zaczną zasypywać BGK (dysponent środków na dopłaty do kredytów) lawiną wniosków. Trzeba bowiem pamiętać, że o tym czy dopłata zostanie przyznana decydować będzie kolejność zgłoszeń.

Kto może skorzystać z dopłat do kredytów?

Na dopłatę do zakupu mieszkania lub domu mogą liczyć przede wszystkim osoby młode – zarówno single, jak i rodziny i to niezależnie od tego czy mają dzieci. Program przeznaczony jest on dla osób w wieku do 35 lat (w wypadku małżeństw wystarczy, że jedno z małżonków ma maksymalnie 35 lat). Dodatkowo w myśl ustawy każdy z przynajmniej trójką dzieci jest osobą młodą. Nieruchomość musi być nabywana na kredyt, może pochodzić od dewelopera, spółdzielni lub z drugiej ręki. Beneficjentami co do zasady mogą być jedynie osoby, które nigdy wcześniej nie posiadały nieruchomości mieszkalnej. To ograniczenie także nie dotyczy rodzin wielodzietnych. Dopłata może wynieść od 10% do nawet 35% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości. Pieniądze te mogą być przez bank potraktowane jako wkład własny.

W wypadku mieszkania metraż nie może być większy niż 75 mkw. (dla rodzin z trójką dzieci 85 m kw.), a w wypadku domu 100 m kw. (dla rodzin z trójką dzieci 110 m kw.). Dopłata liczona jest jednak tylko do 50 m kw. nabywanej nieruchomości (dla rodzin wielodzietnych 65 m kw.). Zakwalifikować się do dopłat mogą mieszkania i domy, w wypadku których cena metra kwadratowego nie przekracza limitu publikowanego przez BGK. Dla nieruchomości nowych jest on wyraźnie wyższy. Na przykład w pierwszym kwartale 2018 roku limit w Warszawie wynosić będzie dla mieszkań nowych niecałe 6,3 tys. zł za m kw., a dla używanych ponad 5,1 tys. zł za m kw.

Grudzień ze względu na świąteczne przygotowania i urlopy, nie będzie dogodnym czasem dla nabywców mieszkań. Dlatego osoby liczące jeszcze na dopłatę z programu MdM, powinny jak najszybciej wybrać odpowiedni lokal i załatwić konieczne formalności. Szansę na rządowe dofinansowanie będą mieli jedynie wnioskodawcy, którzy już na samym początku stycznia (poprzez wybrany bank) wyślą wniosek do BGK. Sytuację ułatwia fakt, że większość osób zainteresowanych dopłatami do wkładu własnego, zna już graniczne ceny 1 mkw. lokalu. Te kryteria cenowe obecnie spełnia ponad 3500 nowych mieszkań z miast wojewódzkich.

Znamy już prawie wszystkie limity MdM-u na styczeń 2018 r.

Na korzyść przyszłych beneficjentów MdM-u działa to, że limity cenowe de facto obowiązują przez okres sześciu miesięcy. Dlatego wskaźniki dla piętnastu województw, które Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) podał na początku października 2017 roku, będą aktualne również po styczniowym wznowieniu dotowania lokali. W gorszej sytuacji znajdują się tylko mieszkańcy województwa pomorskiego. Tamtejsze limity cenowe zostaną zaktualizowane na przełomie roku i będą miały faktyczne znaczenie przez bardzo krótki czas – tłumaczy Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl. Można bowiem przypuszczać, że ostatnia pula środków na dopłaty do wkładu własnego (ok. 380 mln zł), zostanie wydatkowana w ciągu kilku pierwszych dni stycznia. Później beneficjenci MdM-u będą mogli wnioskować tylko o częściowy zwrot VAT-u zapłaconego przy budowie domu jednorodzinnego albo o dodatkową spłatę kredytu związaną z narodzinami trzeciego lub kolejnego dziecka.

Nie tylko w Warszawie będzie spory wybór lokali z dopłatą 

Na początku 2018 r. znów będzie możliwe uzyskanie dopłaty do używanego lokalu. Mimo tego, kończący się program Mieszkanie dla Młodych, znacząco poprawi wyniki sprzedażowe deweloperów. Już teraz można zauważyć spore zainteresowanie nowymi mieszkaniami, które bez dodatkowych rabatów spełniają kryteria cenowe MdM-u. Co ciekawe, podaż wspomnianych lokali jest nieco większa niż jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Według danych portali RynekPierwotny.pl i NoweMieszkanieDlaMlodych.pl, w połowie listopada na czternastu dużych rynkach mieszkaniowych można było znaleźć około 3500 nowych mieszkań (do 75 mkw.), które bez rabatów zakwalifikowałyby się do programu MdM. Na początku lipca bieżącego roku, analogiczna oferta „mieszkań dla młodych” liczyła sobie około 2900 sztuk. Deweloperzy dostosowują swoje propozycje do warunków rządowego programu, ponieważ chcą aby jak największa część z pozostałych 380 mln zł popłynęła na rynek pierwotny w ramach dopłat.

Dzięki danym portali RynekPierwotny.pl oraz NoweMieszkanieDlaMlodych.pl z połowy listopada 2017 r. możemy przewidzieć, w których miastach wojewódzkich zakup lokalu deweloperskiego z dopłatą nie będzie stanowił problemu. Na półtora miesiąca przed wznowieniem rządowego programu, nowe mieszkania (do 75 mkw.) z ceną 1 mkw. nieprzekraczającą limitu, stanowią następującą część łącznej oferty deweloperów:

Białystok – 10,6%

Bydgoszcz – 5,7%

Gdańsk – 17,3%

Katowice – 12,2%

Kielce – 13,2%

Kraków – 5,1%

Lublin – 6,1%

Łódź – 0,2%

Olsztyn – 25,8%

Poznań – 10,8%

Rzeszów – 9,2%

Szczecin – 2,2%

Warszawa – 7,1%

Wrocław – 7,8%

Zaprezentowane wyniki sugerują, że w przypadku rynku pierwotnego Olsztyn będzie dość nieoczekiwanym liderem wznowionego programu Mieszkanie dla Młodych. Wysokim udziałem nowych lokali z dopłatą, prawdopodobnie będzie cechował się też Gdańsk. Nie znamy jeszcze zaktualizowanych limitów cenowych dla pomorskiej metropolii, ale można przypuszczać, że te wskaźniki znacząco nie będą różniły się od obecnych wartości.

Pod względem łącznej liczby nowych mieszkań spełniających kryteria MdM-u, żadne miasto oczywiście nie będzie mogło konkurować z Warszawą. W połowie listopada 2017 r. na terenie stolicy było dostępnych prawie 1300 lokali deweloperskich (do 75 mkw.), które bez rabatów miały cenę jednostkową niższą od aktualnego limitu (6264,07 zł/mkw.). Trzeba jednak pamiętać, że zakup nowego mieszkania będzie dla warszawiaków jedyną realną szansą na otrzymanie dopłaty do wkładu własnego. Niski poziom warszawskiego limitu dotyczącego używanych lokali (5125,15 zł/mkw.), praktycznie wykluczy tamtejszy rynek wtórny z rządowego programu.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Od początku stycznia przyszłego roku składać będzie można wnioski o dopłaty w programie Mieszkanie dla Młodych. Nie sposób stwierdzić, czy środki wystarczą na tydzień czy na dwa, ale pewne jest, że aby uzyskać dopłatę, trzeba będzie się śpieszyć. Home Broker podpowiada jak się przygotować, by nie stracić niepowtarzalnej szansy.

2 stycznia, we wtorek, ponownie ruszy machina zwana kredytami z dopłatami w ramach programu Mieszkanie dla Młodych. W puli znajdzie się ostatnie 381 mln zł, co powinno wystarczyć dla 15-16 tys. kredytobiorców. Normalnie na rynku podobnej liczby kredytów udziela się w miesiąc, ale MdM wzbudza tak wielkie zainteresowanie, że pieniądze mogą się skończyć w tydzień, maksymalnie dwa. W programie obowiązuje zasada „kto pierwszy ten lepszy”, warto więc być gotowym na te kluczowe dni. Home Broker przygotował poradnik dla osób chcących skorzystać z dopłat w 2018 roku.

  • Znajdź mieszkanie spełniające warunki programu

Choć to banalne stwierdzenie, to przygotowania do zaciągnięcia kredytu z dopłatami należy zacząć od spełnienia warunków programu. Kupujący mieszkanie muszą znaleźć lokal o powierzchni maksymalnie 75 mkw. (dla rodzin z co najmniej trójką dzieci jest to 85 mkw.), a nabywcy domów muszą zmieścić się w 100 mkw. (10 mkw. więcej dla wielodzietnych). Warto jednak wiedzieć, że dopłata liczona jest do maksymalnie 50 mkw. (rodziny wielodzietne do 65 mkw.), co oznacza, że od tego pułapu wzrost powierzchni nieruchomości nie pociąga za sobą wzrostu wysokości dofinansowania.

Ale powierzchnia mieszkania to tylko jeden warunek. Nieruchomość musi też spełniać kryterium cenowe, cena metra kwadratowego nie powinna przekraczać limitu publikowanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego dla danego obszaru. Limity są wyższe dla lokali z rynku pierwotnego. Przykładowo do końca marca w Warszawie będzie to 6 264,07 zł za mkw. dla lokali nowych i 5 125,15 zł dla tych z drugiej ręki, a w Łodzi odpowiednio 4 191,00 i 3 429,00 zł za mkw.

  • Podpisz umowę przedwstępną lub deweloperską

Aby ubiegać się o kredyt hipoteczny należy mieć podpisaną umowę przedwstępną, której funkcję na rynku pierwotnym spełnia umowa deweloperska. Umowa ta zobowiązuje obie strony do zawarcia w przyszłości ostatecznej umowy, ma dać kupującemu czas na pozyskanie finansowania. Warto w niej zawrzeć zapis o zwrocie zadatku w sytuacji gdy nabywca nie załapie się na dofinansowanie w MdM.

  • Skompletuj niezbędne dokumenty

Osoby zainteresowane dopłatami na 2018 rok będą mogły składać wnioski kredytowe od 2 stycznia, ale wstępne procedury prawdopodobnie będzie można uruchomić już w grudniu, tak przynajmniej było w ubiegłym roku.

Banki przeprowadzały weryfikację składanych dokumentów oraz wstępną ocenę zdolności kredytowej. To daje klientom dodatkowy czas na skompletowanie niezbędnych formalności, wszystko po to, by na początku stycznia, gdy tylko pula środków MdM zostanie otwarta, złożyć gotowy wniosek kredytowy. Działanie banków na tym etapie polega na weryfikacji, czy klient rzeczywiście ma uprawnienia do skorzystania z programu Mieszkanie dla Młodych, sprawdzeniu dostarczonych dokumentów  oraz wydaniu tak zwanej decyzji finansowej, która jest ważna przez określony czas. W tym czasie kupujący mieszkanie otrzymuje też listę dokumentów niezbędnych do późniejszych działań. Jeśli sytuacja klienta nie ulegnie w międzyczasie zmianie, kontynuacja procesu kredytowego nastąpi na podstawie decyzji finansowej wydanej w grudniu, dzięki czemu możliwe będzie sprawniejsze dokończenie całości.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Do końca rządowego programu „Mieszkanie dla Młodych” pozostało 70 dni. Początek 2018 r. to bowiem ostatni moment, w którym będzie można wnioskować o dofinansowanie wkładu własnego przy zakupie nieruchomości na kredyt. Prawdopodobnie środki wyczerpią się w zaledwie kilka dni, w ubiegłych miesiącach, zainteresowanie MdM było bardzo duże. Wszystkim tym, którym nie uda się skorzystać z rządowego wsparcia, pozostanie przygotować się do „tradycyjnych wymagań” przy złożeniu wniosku o kredyt hipoteczny. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) podpowiadają, o czym powinny pamiętać osoby planujące zakup nowego lokum na kredyt bez programowego wsparcia.

Przygotuj się na minimum 10% wkładu własnego

Program MdM umożliwił wielu osobom otrzymanie kredytu na zakup mieszkania, mimo braku posiadania własnych środków stanowiących wkład własny. Gdy ostatnia pula dopłat zostanie rozdysponowana, kredytobiorcy, będą musieli jednak samodzielnie zadbać o zebranie odpowiedniej sumy. Co prawda większość banków zgadza się na obniżony wkład własny, w wysokości 10 proc. wartości nieruchomości. Należy jednak pamiętać, że wedle rekomendacji KNF, standardowy udział w zakupie lokum wnoszony przez kredytobiorcę powinien wynosić 20 proc. Oznacza to, że jeżeli będziemy chcieli uzyskać kredyt
w wysokości 200 tys. zł, wnioskodawca będzie musiał dysponować sumą od 20 do 40 tys. zł. Może być to więc warunkiem nie do spełnienia dla osób od niedawna posiadających stałe dochody lub dla młodych rodzin z dzieckiem.

– Jeżeli będziemy chcieli złożyć wniosek o kredyt z wkładem własnym na poziomie 10 proc, bank będzie wymagał od nas zabezpieczenia brakującej kwoty, w związku z ryzykiem oferowania finansowania przy obniżonym wkładzie. Może zdarzyć się, że kredytodawca przedstawi szereg warunków, które musi spełnić nabywana przez nas nieruchomość. Niektóre banki bowiem patrzą nieprzychylnym okiem na zaciąganie kredytu na tzw. dziurę w ziemi, czyli na lokum dopiero w powstającej inwestycji mieszkaniowej. Inną formą zabezpieczenia jest blokada środków kredytobiorcy zdeponowanych na koncie osobistym, bądź ulokowanych na IKE lub IKZE – zaznacza Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

Starając się o przyznanie środków z kredytu na zakup domu lub mieszkania, warto wiedzieć, że wkładem własnym nie musi być wyłącznie wolna gotówka. W przypadku niektórych banków jego rolę może pełnić inna nieruchomość, którą posiadamy lub odpowiednio udokumentowane koszty, które ponieśliśmy w związku z budową domu.

– Przed złożeniem wniosku kredytowego warto przeanalizować posiadany przez nas majątek i ocenić, które z jego elementów będą mogły zostać zabezpieczeniem naszego kredytu. Oceńmy również inne, posiadane przez nas składniki finansowe, takie jak np. obligacje, udziały w przedsiębiorstwach czy polisy oszczędnościowe, które mogą zostać uznane za część wkładu własnego w inwestycję. Nie mogą nim być jednak środki trwałe, takie jak samochód, ze względu na potencjalnie szybką utratę swojej wartości – wyjaśnia Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinance.

Pozbądź się innych długów

W przypadku młodych osób, przeszkodą w uzyskaniu kredytu hipotecznego może być również brak odpowiedniej zdolności kredytowej. Wpływa bowiem na nią kilka czynników, m.in. uzyskiwane dochody czy posiadane zobowiązania kredytowe. Choć na wysokość wynagrodzenia nie zawsze mamy aż tak duży wkład, możemy postarać się zredukować nasze długi.

– Nawet drobne zobowiązania, takie jak zakup laptopa czy pralki na raty mogą skutecznie obniżyć naszą zdolność kredytową, tak samo jak karta z aktywnym limitem kredytowym, nawet jeżeli nie planujemy z niej skorzystać.  Jeżeli wynosi on np. 20 tys. zł, to bank zakłada, że nasze konto jest obciążone taką właśnie sumą, ponieważ kredyt w każdym momencie może zostać uruchomiony. Dlatego jako miesięczne obciążenie przyjmowane jest około 5% limitu, gdyż w przypadku skorzystania z limitu taką minimalną kwotę z reguły musimy spłacać. –  radzi Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

Warto więc odpowiednio się przygotować, spłacając posiadane zobowiązania. Innym rozwiązaniem może być również poproszenie o wsparcie rodziny, u której pożyczymy potrzebne nam środki na uregulowanie zaległości.

Jak poprawić swoją szansę na kredyt: uważaj na długi nawet te najdrobniejsze.

Zanim zdecydujemy się na zaciągnięcie zobowiązania, prześledźmy również naszą historię kredytową. Zacznijmy od upewnienia się, czy naszej wiarygodności finansowej nie obciążają długi, o których spłacie zapomnieliśmy, np. może być to zaległy rachunek telefoniczny czy rata za zakupy. Z drugiej strony, jeżeli w ogóle nie posiadamy udokumentowanej historii kredytowej, to w oczach wierzyciela możemy być niewiarygodnym kredytobiorcą, ponieważ bank nie ma możliwości sprawdzenia, jak radziliśmy sobie ze spłatą długów w przeszłości. Dlatego czasami warto odłożyć zakup nieruchomości w czasie, aby zbudować pozytywną historię kredytową. Przykładowo, może być to zakup sprzętu AGD/RTV na raty, które spłacimy bez żadnych przeszkód do czasu złożenia wniosku o kredyt mieszkaniowy. Należy jednak podkreślić, że brak historii kredytowej nie oznacza, że kredytu mieszkaniowego na pewno nie otrzymamy. Może to utrudnić uzyskanie środków, ale nie przekreśla całkowicie szans.

Wspólne zobowiązanie

Innym sposobem na zwiększenie zdolności kredytowej jest złożenie wniosku wspólnie z  partnerem, rodzicami czy rodzeństwem. W takim przypadku pod uwagę zostaną wzięte dochody, ale także zobowiązania wszystkich kredytobiorców. Często także w takim przypadku zostaną policzone wyższe koszty związane z utrzymaniem dwóch gospodarstw domowych.

– Staranie się o kredyt wspólnie z partnerem, z którym prowadzimy gospodarstwo domowe, posiada jednak tą przewagę, że koszty utrzymania i wydatki, które są brane pod uwagę przez bank przy ocenie zdolności, będą liczone tylko raz. Może się więc okazać, że ten element pomoże nam w uzyskaniu środkówmówi Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinance.

 

 

 

Źródło: Materiały prasowe firmy

Znamy limity w programie Mieszkanie dla Młodych, obowiązujące w IV kwartale tego i I kwartale przyszłego roku. To informacja na którą czekali wszyscy planujący kupno nieruchomości w ramach MDM. Pozwoli ona na wybór właściwej nieruchomości i szybkie złożenie wniosku w pierwszych dniach przyszłego roku. Czasu będzie niewiele, bo podobnie jak w roku 2017 środki wyczerpią się błyskawicznie – uważa główny analityk Notus Finanse, Michał Krajkowski.

Limity w programie Mieszkanie dla Młodych (MdM) teoretycznie zmieniają się co kwartał, jednak w praktyce ze względu na metodologię ustalania tych wskaźników aktualizacja dla każdego województwa następuje raz na pół roku. Oznacza to, że obecnie ogłoszone maksymalne ceny 1 metra kwadratowego będą obowiązywać aż do 31 marca 2018 roku. Wyjątkiem jest tylko województwo pomorskie, gdzie z uwagi na inny termin ogłaszania komunikatów przez wojewodę limity są aktualizowane w styczniu i lipcu każdego roku. Oznacza to, że osoby, które chcą kupić mieszkanie w MdM w województwie pomorskim muszą czekać na ogłoszenie nowych wskaźników do początku 2018 roku.

Znasz limity – wiesz jakiej nieruchomości szukać.

Znajomość nowych limitów pozwoli osobom chcącym nabyć mieszkanie w MdM na przygotowanie się do złożenia wniosków kredytowych w styczniu przyszłego roku. Już teraz mogą poszukiwać nieruchomości, która kwalifikuje się do programu MdM oraz kompletować dokumenty, tak aby być gotowym do złożenia wniosków 2 stycznia przyszłego roku. Aktualnie bowiem program Mieszkanie dla Młodych w praktyce nie funkcjonuje. Pieniądze dostępne w roku 2017 zostały wyczerpane, także osoby zainteresowane dopłatami na przyszły rok wyczerpały pulę, która możliwa była do zarezerwowania przed rozpoczęciem 2018 roku. Do wykorzystania zostało jeszcze 381 milionów złotych, ale wnioskować o te środki będzie można dopiero 2 stycznia przyszłego roku.

Na jak długo starczy środków?

Według danych Banku Gospodarstwa Krajowego do tej pory średnia dopłata wynosiła niespełna 26 tysięcy złotych, zatem z puli przyszłorocznej możliwe będzie udzielenie pomocy jeszcze około 15 tys. nabywcom mieszkań. Zainteresowanie programem będzie z pewnością nie mniejsze niż rok temu, zatem możemy spodziewać się, że dostępne pieniądze wyczerpią się maksymalnie w ciągu 2 tygodni. Dlatego osoby zainteresowane dopłatą – znając już przyszłoroczne limity – powinny przygotować się do złożenia wniosków w pierwszych dniach przyszłego roku. Wzorem lat poprzednich możemy także oczekiwać, że część banków będzie przyjmować wnioski o kredyt już w ostatnich dniach grudnia, a w 2018 roku kredytobiorcy będą musieli dostarczyć tylko wniosek o dopłatę MdM. Warto więc śledzić oferty banków i – o ile to możliwe – wcześniej rozpocząć procedurę kredytową.

Jaka nieruchomość?

Oprócz wymogu maksymalnej ceny 1 metra kwadratowego nieruchomość kupowana w ramach MdM musi spełniać inne kryteria. W przypadku mieszkania powierzchnia użytkowa nie może być większa niż 75 m.kw., a dla domów nie więcej niż 100 m.kw. Jeśli nabywcą jest osoba lub małżeństwo wychowujące co najmniej 3 dzieci, wówczas limit powierzchni nieruchomości jest podwyższony o 10 m.kw.

Poszukując mieszkania, szczególnie na rynku pierwotnym, warto pamiętać także o tym, że dopłata MdM jest zawsze uruchamiana jako ostatnia część zapłaty za mieszkanie i musi być uruchomiona przed końcem 2018 roku. Jeśli więc szukamy mieszkania w budowie to harmonogram płatności musi być tak skonstruowany, aby całkowita zapłata nastąpiła w przyszłym roku. Nie ma bowiem możliwości przesunięcia uruchomienia dopłaty na rok kolejny.

Kto może skorzystać?

Z programu mogą skorzystać małżeństwa, osoby samotnie wychowujące dzieci oraz tzw. single. Warunkiem skorzystania jest wymóg nieposiadania innej nieruchomości mieszkaniowej (także w przeszłości) oraz wiek nieprzekraczający 35 lat. Oznacza to, że wnioski w styczniu będą mogły składać osoby urodzone w 1983 roku lub później. Warunki braku nieruchomości i kryterium wieku nie dotyczą osób wychowujących minimum 3 dzieci.

Ile wynosi dopłata?

Wysokość dopłaty jest uzależniona od lokalizacji, powierzchni nieruchomości, a przede wszystkim od liczby dzieci. Osoby samotne i małżeństwa bezdzietne otrzymują 10 proc. wartości odtworzeniowej mieszkania, wychowujący jedno dziecko 15 proc., rodziny z dwójką dzieci 20 proc., a rodziny z trojgiem dzieci otrzymują 30 proc. wartości odtworzeniowej mieszkania. W ramach programu MdM nabywcy mieszkań mogą liczyć więc na dopłatę do wkładu własnego w wysokości przekraczającą nawet 100 tysięcy złotych. Największe kwoty mogą otrzymać osoby wychowujące przynajmniej troje dzieci i kupujące mieszkania lub domy w Warszawie lub Poznaniu. W pozostałych lokalizacjach dopłaty są niższe, jednak najczęściej przekraczają kilkanaście tysięcy złotych.

 

Źródło: Michał Krajkowski, Główny Analityk, NOTUS Finanse S.A.

Przyszły rok będzie ostatnim w którym będzie można nabyć mieszkanie w programie MdM. W tym artykule podsumowujemy dotychczasową działalność MdM i przedstawiamy jaki wpływ na deweloperów mieszkaniowych będzie miało wygaszenie programu.

„Mieszkanie dla Młodych” to rządowy program wsparcia w nabyciu mieszkania, realizowany w latach 2014-2018 przez Bank Gospodarstwa Krajowego oraz Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa. Program polega na udzieleniu dofinansowania wkładu własnego oraz dodatkowego finansowego wsparcia w formie spłaty części kredytu. Dofinansowanie ma miejsce w związku z ubieganiem się o kredyt na nabycie mieszkania zaspokajającego własne potrzeby mieszkaniowe nabywcy. Warunkiem otrzymania wsparcia jest m.in. zaciągnięcie kredytu w kwocie stanowiącej co najmniej 50 proc. ceny zakupu nieruchomości na okres co najmniej 15 lat.

Do 20 maja 2017 r. zawarto 93 712 umów kredytowych MdM (89 420 umów dotyczyło mieszkań, a 4 292 domów jednorodzinnych). Skumulowana wartość dofinansowania to 2,4 mld zł, podczas gdy łączna kwota udzielonych kredytów wyniosła 16,3 mld zł. Z kolei ogólna wartość inwestycji, na które zawarto umowy, jest równa 20,8 mld zł. Średnia powierzchnia nabywanego w programie mieszkania wyniosła dotychczas 53,9 m2 (segment popularny), a jego cena to 218 tys. zł (średnio 4 045 zł / m2).

Program ma funkcjonować do 2018 r., co naszym zdaniem przyczyni się do zawarcia kolejnych ok. 18 tys. umów.

Dotychczas 70 proc. umów MdM było zawieranych na rynku pierwotnym, aczkolwiek należy pamiętać, że w pierwszym roku funkcjonowania programu, dofinansowania nie były dostępne dla rynku wtórnego. W 2015 r. umowy z rynku wtórnego stanowiły 23 proc. wszystkich zawieranych umów w programie, podczas gdy w 2016 r. ich udział wynosił już 43 proc. Liczba umów MdM w 2016 r. stanowiła 15 proc. wszystkich nowo zawartych kredytów hipotecznych (vs. 12 proc. w 2015 r. oraz 5 proc. w 2014 r.).

Przyglądając się średnim cenom transakcyjnym, limitom MdM oraz udziałowi transakcji odpowiadającym tym limitom można wysnuć wniosek, że za wzrost udziału rynku wtórnego w MdM odpowiadają transakcje w miastach innych niż Warszawa, Wrocław, Gdańsk, Kraków, Poznań czy też Łódź.

Przypomnijmy, że w 2016 r. w ramach MdM zawarto 15 542 umowy na rynku pierwotnym oraz 11 543 umowy na rynku wtórnym. Warto zobaczyć, co się stanie, gdy skonfrontujemy maksymalną potencjalną liczbę mieszkań – która mogła, ale nie musiała być zawarta w MdM – z wolumenem transakcji w poszczególnych miastach (wg danych Narodowego Banku Polskiego). Przy wyliczaniu maksymalnej potencjalnej liczby mieszkań bierzemy pod uwagę dane z raportów AMRON-SARFiN 1-4/2016 i zakładamy, że zostały spełnione inne warunki MdM jak np. metraż mieszkania, pierwsze mieszkanie w rodzinie itd. Okazuje się wtedy, że liczba transakcji odpowiadających limitom MdM w tych miastach wyniosła 11 011 na rynku pierwotnym oraz 3 038 na rynku wtórnym. Zatem zakładając przykładowo, że połowa mieszkań z potencjału została kupiona w MdM, to w 6 miastach na rynku pierwotnym skorzystano by w 2016 r. z MdM 5 506 razy, podczas gdy na rynku wtórnym ta liczba wyniosłaby 1 519. Według NBP w 2016 r. sprzedaż mieszkań na rynku pierwotnym w 6 miastach wyniosła 39 524, co oznacza, że szacunkowy średni udział transakcji MdM wyniósł kilkanaście procent, podczas gdy w samej Warszawie było to 8 proc. Nie należy zatem oczekiwać, że wygaszenie programu MdM spowoduje istotne zmiany na rynku pierwotnym w tych 6 miastach.

Wygaszenie MdM może być odczuwalne dla deweloperów budujących głównie tanie mieszkania na obrzeżach największych polskich miast, nie powinno natomiast wpłynąć na popyt w ich centrach. To z kolei oznacza, że na całym rynku pierwotnym w dużych miastach nie powinny zajść istotnie zmiany z tytułu zakończenia programu.

 

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Michael/Ström

Kupujący mieszkania do cna wykorzystali prezent od rządu w postaci uwolnienia dodatkowych pieniędzy w programie Mieszkanie dla Młodych. Według danych BGK w sierpniu złożyli oni wnioski na dopłaty na łączną kwotę 66,9 mln zł, z czego część to wnioski przeniesione z 2018 roku.

2,57 mld zł – na taką łączną kwotę wnioski o dopłaty w ramach Mieszkania dla Młodych złożyli dotąd kupujący mieszkania. Czerwiec i lipiec były w MdM-ie spokojnymi miesiącami, ale nieoczekiwane uwolnienie dodatkowych środków w sierpniu spowodowało skokowy wzrost zainteresowania programem ze strony kredytobiorców.

Pula otwarta 8 sierpnia skończyła się w mgnieniu oka, kupujący mieszkania czekali na ten dzień ze wstępnie przygotowanymi dokumentami tylko po to, by w odpowiednim czasie złożyć w banku wniosek. Nic więc dziwnego, że już w połowie dnia BGK opublikował komunikat o zaprzestaniu przyjmowania wniosków. Kredytobiorcy złożyli do banku wnioski na kwotę dopłat 66,9 mln zł, z czego 5,7 mln to wnioski kredytowe przeniesione z 2018 r.

Teraz czeka nas kilka miesięcy spokoju, banki nie przyjmują wniosków o kredyty z dopłatami. Otwarcie okienek nastąpi 2 stycznia przyszłego roku. Spodziewamy się tłumów potencjalnych beneficjentów z gotowymi wnioskami kredytowymi w dłoni. W ubiegłym roku w grudniu banki pomagały klientom we wstępnym przygotowaniu dokumentów, tym razem pewnie będzie podobnie.

Dla kogo dofinansowanie w ramach MdM?

Dofinansowanie w programie Mieszkanie dla Młodych przysługuje nabywającym pierwsze mieszkanie, którzy nie skończyli jeszcze 35. roku życia pod warunkiem, że kupują lokal mieszczący się w limitach powierzchniowych i cenowych. Łatwiej mają rodziny wielodzietne – ich nie dotyczy zasada pierwszego mieszkania, mogą też kupić większe mieszkanie i otrzymać wyższą dopłatę.

Wysokość dopłat w programie Mieszkanie dla Młodych zależna jest od wielkości i lokalizacji nieruchomości. Dofinansowanie wyliczane jest na podstawie ogłaszanej przez wojewodów wartości wskaźników przeliczeniowych kosztu odtworzenia 1 mkw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych. Zmieniają się one co pół roku i decydują zarówno o wysokości dopłat, jak i limitów cenowych, w których trzeba się zmieścić przy zakupie mieszkania (a limity są różne dla rynku wtórnego i pierwotnego).

 

Źródło: Home Broker

Dlaczego kupujemy mieszkanie? Sieć biur nieruchomości Metrohouse na podstawie przeprowadzonych w tym roku transakcji przygotowała opracowanie dotyczące najpopularniejszych przesłanek, które przyświecają zakupowi lokalu.

Powód nr 1: Idę „na swoje”

Najsilniejszą grupę nabywców mieszkań na rynku wtórnym stanowią kupujący, którzy podjęli decyzję o „pójściu na swoje”. Są to osoby, które dotychczas wynajmowały mieszkanie, ew. mieszkały z rodzicami w domach wielopokoleniowych. Tacy klienci stanowią obecnie aż 34 proc. wszystkich kupujących mieszkania za pośrednictwem Metrohouse. Zapewne spora w tym zasługa programu Mieszkanie dla Młodych, który wspierał dotychczas nabywców pierwszego M. W Polsce nadal istnieje silne przywiązanie do własności, a korzystanie z najmu traktowane jest jako faza przejściowa w dążeniu do własnego mieszkania.

Powód nr 2: Kupuję inwestycyjnie

To, że inwestowanie w nieruchomości jest w ostatnich latach bardzo popularną formą lokowania oszczędności, wiedzą już pewnie wszyscy. Popierają to liczby, z których wynika, że co czwarta transakcja na rynku wtórnym dotyczy mieszkań, które trafiają potem na rynek wynajmu. W rzeczywistości udział inwestorów w dokonywanych transakcjach może być jeszcze wyższy z racji tego, że nie zawsze klienci ujawniają prawdziwy cel przyświecający zakupowi.

Powód nr 3: Zamieniam na większe

11 proc. transakcji dotyczyło klientów, którzy deklarują, że powodem zakupu jest potrzeba znalezienia większego mieszkania, aby poprawić dotychczasowy standard zamieszkania. Na rynku wtórnym już od pewnego czasu zauważalny jest trend nabywania coraz większych mieszkań. Przeprowadzka do większego, docelowego lokum następuje zwykle po powiększeniu rodziny, kiedy okazuje się, że dotychczasowe mieszkanie nie spełnia już swoich funkcji.

Powód nr 4: Przeprowadzam się do innego miasta

Dla 10 proc. kupujących zakup mieszkania wiąże się z przeprowadzką do innego miasta. Najczęściej przeprowadzka jest wynikiem znalezienia nowej stałej pracy.

Powód nr 5: Zamieniam na mniejsze mieszkanie

Jednocześnie 7 proc. transakcji związanych było z potrzebą zakupu mniejszego mieszkania. Geneza takich decyzji jest bardzo różna – począwszy o kłopotów finansowych, zmiany sytuacji życiowej (wyprowadzka dzieci), aż po np. potrzebę zainwestowania części uzyskanych ze sprzedaży środków.

Inne powody

W pozostałej części transakcji powody nabycia mieszkania były bardzo różne. W niektórych przypadkach chodziło o rozwód, ale wiele odpowiedzi dotyczyło zakupu mieszkań dla rozpoczynających studia dzieci. Jak widać, nawet przy bogatej ofercie mieszkań na wynajem, część klientów decyduje się na zakup studenckiego mieszkania, często z myślą o wynajęciu jednego z pomieszczeń innemu studentowi, co pokryje choćby miesięczne koszty utrzymania lokum. Z drugiej strony pojawiały się odpowiedzi o zakupie mieszkania wnukom, ale też rodzicom, którzy na emeryturze chcieliby być bliżej swoich dzieci. W kilku przypadkach zakupiona za pośrednictwem Metrohouse nieruchomość miała być prezentem dla dziecka, które wychodzi za mąż/żeni się. Jako coraz częściej podawany powód zakupu klienci skazują na potrzebę posiadania mieszkania z przeznaczeniem na wyjazdy weekendowe – w tym celu kupują niewielkie mieszkania w popularnych miejscowościach turystycznych, głównie nad Bałtykiem.

Źródło: Metrohouse

Chcesz otrzymać prawie 114 tysięcy złotych na zakup mieszkania? Zostało Ci niewiele czasu na skompletowanie niezbędnych dokumentów. Już 8 sierpnia może ruszyć ostatni w tym roku nabór wniosków i wszystko wskazuje na to, że pieniądze rozejdą się w ekspresowym tempie.

Ustawa podpisana 20 lipca przez prezydenta pozwala jeszcze w bieżącym roku ubiegać się o dopłaty do kredytów w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”. Do wzięcia jest około 67 mln złotych. Pozwoli to kupić mieszkanie około 2,6 tys. szczęśliwcom. Czy warto? Przeciętna dopłata opiewa na 25,8 tys. zł, a rekordzista może zainkasować nawet prawie 114 tys. złotych – wynika z szacunków Open Finance.

Problem w tym, że ostatnia w tym roku transza jest dość skromna. 67 mln złotych, to pieniądze, które Polacy są w stanie wchłonąć błyskawicznie. Doskonałym przykładem była sytuacja ze stycznia br. Z uruchomionej wtedy kwoty zniknęły 122 miliony w zaledwie dwa dni. Może się więc okazać, że budżet zaplanowany na dopłaty rozejdzie się w 1-2 dni.

Tylko przygotowani mają szanse

Jeśli więc ktoś chce ubiegać się o dofinansowanie do zakupu mieszkania bezwzględnie powinien przygotować wszystkie niezbędne dokumenty, aby wniosek kredytowy mógł zostać zarejestrowany w systemie komputerowym jak najwcześniej we wtorek (8 sierpnia). Oznacza to, że na załatwienie wszystkich formalności zostało już bardzo mało czasu. Niezbędne jest wybranie odpowiedniego mieszkania i banku oraz rozpoczęcie całej procedury jak najszybciej. Część instytucji już od pewnego czasu przyjmuje od potencjalnych kredytobiorców dokumenty dotyczące sytuacji finansowej i samej nieruchomości i rozpoczynają analizy.

Mogą to być dokumenty w miarę łatwo dostępne jak wyciągi z kont, zaświadczenia o zarobkach. Gorzej jeśli bank będzie wymagał poświadczonych kopii złożonych deklaracji PIT, albo zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami ZUS. Wtedy trzeba poprosić w urzędach, aby te dokumenty zostały wydane możliwie szybko. Nie zapominajmy też o samej umowie zakupu mieszkania – to przecież od powierzchni i ceny lokalu zależeć będzie czy nabywca zmieści się w limitach cen kwalifikujących do dopłat w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”.

Kto może skorzystać z dopłat do kredytów?

Na dopłatę do zakupu mieszkania lub domu mogą liczyć przede wszystkim osoby młode – zarówno single, jak i rodziny i to niezależnie od tego czy mają dzieci. Program przeznaczony jest on dla osób w wieku do 35 lat (w wypadku małżeństw wystarczy, że jedno z małżonków ma maksymalnie 35 lat). Dodatkowo w myśl ustawy każdy z przynajmniej trójką dzieci jest osobą młodą. Nieruchomość musi być nabywana na kredyt, może pochodzić od dewelopera, spółdzielni lub z drugiej ręki. Beneficjentami co do zasady mogą być jedynie osoby, które nigdy wcześniej nie posiadały nieruchomości mieszkalnej. To ograniczenie także nie dotyczy rodzin wielodzietnych. Dopłata może wynieść od 10% do nawet 35% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości. Pieniądze te mogą być przez bank potraktowane jako wkład własny.

W wypadku mieszkania metraż nie może być większy niż 75 mkw. (dla rodzin z trójką dzieci 85 m kw.), a w wypadku domu 100 m kw. (dla rodzin z trójką dzieci 110 m kw.). Dopłata liczona jest jednak tylko do 50 m kw. nabywanej nieruchomości (dla rodzin wielodzietnych 65 m kw.). Zakwalifikować się do dopłat mogą mieszkania i domy, w wypadku których cena metra kwadratowego nie przekracza limitu publikowanego przez BGK. Dla nieruchomości nowych jest on wyraźnie wyższy. Na przykład w trzecim kwartale 2017 roku limit w Warszawie wynosi dla mieszkań nowych 6,4 tys. zł za m kw., a dla używanych niecałe 5,3 tys. zł za m kw.

Ryzykowna dopłata

Wszyscy beneficjenci muszą też mieć świadomość, że dofinansowanie jest na tyle popularne, że pieniędzy może nie wystarczyć dla wszystkich. W praktyce oznacza to, że niektórzy nie tylko nie otrzymają pieniędzy z budżetu, ale też mogą być narażeni na straty. Wszystko dlatego, że chcąc ubiegać się o kredyt z dopłatą, należy podpisać umowę zakupu mieszkania lub domu. W przypadku transakcji z deweloperem niezbędna jest umowa podpisana przed notariuszem. Ta usługa jest płatna i połowę rachunku ponosi nabywca. W przypadku rezygnacji z zakupu oznacza to stratę na poziomie od kilkuset złotych do kilku tysięcy. Do tego deweloper przy podpisaniu umowy może żądać zadatku lub zaliczki. Różnica w nazwie niesie za sobą poważne konsekwencje. W przypadku odstąpienia od umowy zaliczka zostanie zwrócona niedoszłemu nabywcy, ale zadatek deweloper będzie już mógł sobie zatrzymać. Z drugiej strony, gdyby to deweloper odstąpił od umowy, nabywca musi otrzymać od dewelopera podwójną kwotę wpłaconego zadatku.

Podobnie jest w przypadku zakupu mieszkania używanego. Tam też można sprzedającemu wpłacić zadatek lub zaliczkę. Umowę przedwstępną zakupu można natomiast podpisać zarówno przed notariuszem (to oznacza koszty, ale jest bezpieczniejsze) lub po prostu na piśmie korzystając z powszechnie dostępnych w internecie wzorów umów przedwstępnych.

Z faktu, że w sierpniu pieniędzy może nie wystarczyć dla wszystkich chętnych wynikają więc całkiem konkretne i potencjalnie bardzo kosztowne konsekwencje. Warto więc możliwie najlepiej zabezpieczyć się przed nimi. Dobrym sposobem może być wynegocjowanie ze sprzedającym takiego zapisu, zgodnie z którym termin na zapłatę za nieruchomość może być wydłużony, jeśli pomimo złożenia wniosku o dopłatę w sierpniu wniosek ten pozostanie niezrealizowany. Pamiętajmy, że wciąż o sporo pieniędzy (około 390 mln zł) będzie można się ubiegać w styczniu 2018 roku. Wtedy łatwiej już będzie osobom, które będą miały skompletowane dokumenty, zakwalifikować się na dofinansowanie.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

 

 

 

Mimo powtarzających się coraz częściej głosów, że dobra passa musi się kiedyś skończyć, deweloperzy nie spuszczają z tonu. Jak wynika z danych GUS, działające na polskim rynku firmy zanotowały w ostatnich 12 miesiącach rekordy we wszystkich statystykach.

81,1 tys. mieszkań oddanych do użytkowania, 96,6 tys. rozpoczętych nowych budów i 128,9 tys. pozwoleń na kolejne – to podsumowanie działalności deweloperów za ostatni rok. Jak wynika z obliczeń Home Brokera przeprowadzonych na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego, są to rekordowe wyniki w historii.

Już rezultaty samego czerwca mogą imponować. GUS odnotował 7765 lokali mieszkalnych oddanych do użytkowania, 11952 rozpoczętych budów (rekord) oraz 13164 pozwolenia na budowę (jeden z kilku najwyższych wyników w historii). Na tego rodzaju dane zwykle staramy się jednak patrzeć w dłuższym terminie, by nie dać się zwieść sezonowości, czy przypadkowym zbiegom okoliczności. Ale analiza wyników 12-miesięcznych nie pozostawia wątpliwości: deweloperzy budują jak szaleni.

Roczna liczba lokali oddanych do użytkowania wzrosła w ciągu 12 miesięcy o 11 proc., rozpoczętych nowych budów o 9 proc., a uzyskanych pozwoleń na budowę – o 25 proc.

Aktywność deweloperów jest symulowana przez cały czas rosnącą sprzedaż. Nie ma nic dziwnego w tym, że firmy budują mieszkania, skoro bez problemów znajdują na nie nabywców. Dane publikowane przez deweloperów notowanych na giełdzie są bardzo pozytywne – sprzedaż w pierwszym półroczu 2017 r. była o prawie jedną czwartą wyższa niż przed rokiem, a niektóre firmy zanotowały skok o 40-50 proc., z rekordzistą (Echo Investment), którego wyniki poprawiły się o niemal 80 proc. Liderami rynku pozostają Dom Development, Murapol i Robyg, które w pierwszym półroczu sprzedały po 1600-1700 lokali mieszkalnych.

Nie tylko za gotówkę
Oprócz stałej aktywności osób kupujących mieszkania za gotówkę, w statystykach widać wzrost aktywności kredytobiorców. Od początku roku rośnie liczba chętnych na zakup mieszkania za pieniądze banku, częściowo stoi za tym popularność programu Mieszkanie dla Młodych.

Co dalej z rynkiem mieszkaniowym?
Brak szalonych wahań cen i zróżnicowanie źródeł finansowania zakupów (gotówka vs kredyt hipoteczny) pozwalają oceniać rynek jako stabilny, ale pojawia się coraz więcej sygnałów o tym, że może dojść do przegrzania. Ze względu na stabilizację cen raczej nie grozi nam jednak spektakularna klęska i obniżki o 30 czy 40 procent. Na dziś bardziej prawdopodobne wydają się mniejsze spadki.

 

Źródło: Home Broker

Mimo wyczerpania się środków na dopłaty w MdM zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi nie słabnie.

Drugi w tym roku szturm na banki po kredyty z dopłatą w programie Mieszkanie dla młodych, które nakręcały dotąd rynek hipotek, miał miejsce w początkach kwietnia. Środki zostały wyczerpane po kilku dniach. Pomimo to, zainteresowanie kredytami na zakup mieszkań w maju nie tylko nie spadło, ale nawet wzrosło.

Wartość udzielonych kredytów na mieszkania w maju br. była większa o ponad 10 proc. w porównaniu z rezultatem ubiegłorocznym. Wzrost nie miał w tym przypadku już związku z MdM, bo środki przyznawane w tym roku z puli przeznaczonej na 2018 rok rozdysponowane zostały wcześniej.

Notowane w tym roku wskaźniki bardzo wyraźnie odzwierciedlają wzrost zainteresowania bankowym finansowaniem zakupu nieruchomości. Od początku 2017 roku możemy obserwować dodatnie odczyty indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe. Po pięciu miesiącach ich średnia wartość okazała się lepsza od zeszłorocznej o ponad 13 proc.

20 proc. skok liczby udzielanych kredytów

Największy wzrost akcji kredytowej w segmencie mieszkaniowym został odnotowany w pierwszym kwartale br. Po trzech miesiącach banki sprzedały ponad 50 tys. kredytów mieszkaniowych (w tym prawie 14,9 tys. w MdM) i polepszyły wynik w porównaniu do poprzedniego kwartału o niemal 20 proc., a wartość przyznanych kredytów wzrosła o 12,6 proc. Instytucje finansowe od dawna nie pożyczyły na mieszkania tak dużo, tym bardziej, że pierwsze miesiące na rynku kredytowym są zwykle słabsze.

Z tak wielkim skokiem liczby udzielonych kredytów mieliśmy ostatnio do czynienia w czasie boomu w latach 2006-2008 i w 2010 roku, kiedy rynek odreagowywał po kryzysie.

Ostatnie, spektakularne wyniki w segmencie kredytów mieszkaniowych to w dużej mierze zasługa programu MdM, ale widoczny w maju wzrost wskazuje już na niezależne od dopłat przełożenie panującej na rynku nieruchomości hossy na rynek kredytowy.

Rekordowo wysoka zdolność kredytowa

Coraz więcej osób może sobie pozwolić na mieszkanie, bo obecna zdolność kredytowa utrzymuje się niemal na historycznie najwyższym poziomie, dzięki  rekordowo niskim stopom procentowym. Trzyosobowa rodzina, w której dwie osoby mają zarobki na poziomie średniej krajowej, może dostać dziś około 490 tys. zł w trzydziestoletnim kredycie.

Zdolność kredytowa jest wysoka, ale żeby uzyskać finansowanie w banku trzeba mieć zaoszczędzone 20 proc. ceny mieszkania na pokrycie wkładu własnego do kredytu. Gdyby nie istniał taki wymóg, przy obecnym niskim poziomie oprocentowania hipotek w przedziale 4-4,5 proc., dynamika akcji kredytowej byłaby jeszcze większa.

Można jednak znaleźć substytut wkładu, choćby w postaci dopłaty w programie MdM. Jeszcze w tym roku, prawdopodobnie w sierpniu zostanie rozdzielone 5 proc. odmrożonych środków rezerwy przeznaczonych na ten rok. A w początkach przyszłego roku uruchomiona zostanie druga połowa z puli przeznaczonej na rok 2018. Poza tym, jeśli kredytobiorca deklaruje sprzedaż starego mieszkania, część jego ceny banki uwzględniają jako wkład własny.

Zyski z wynajmu

Wysokie wymagania dotyczące wkładu własnego są barierą dla sporej części, szczególnie młodych osób, ostatecznie trafiających na rynek najmu, który teraz ma się także bardzo dobrze. Ceny wynajmu mieszkań w największych aglomeracjach w kraju utrzymują się na wysokim poziomie, a w niektórych  miastach rosną, jak na przykład w Warszawie. Osoby lokujące posiadane fundusze w zakup mieszkań na wynajem mają wiec podstawy, by traktować inwestycje w nieruchomości jako bezpieczne zaplecze finansowe na przyszłość.

Tomasz Sadłocha z firmy Ochnik Development, która prowadzi projekty Dzielna 64 i Studio Centrum na warszawskim Muranowie, potwierdza, że mieszkania są postrzegane jako dobry i pozbawiony ryzyka produkt inwestycyjny. – Dla klientów, którzy kupują w naszych inwestycjach mieszkania z przeznaczeniem na wynajem jest to nie tylko atrakcyjna forma zarobkowania, ale także jeden ze sposobów zabezpieczenia emerytalnego – twierdzi.

Jak ocenia Tomasz Sadłocha, na wynajmie w Warszawie można zyskać około 6 proc. wartości nieruchomości w skali roku. – Przy najbardziej optymalnym zestawieniu kosztów zakupu z możliwymi do osiągnięcia przychodami z najmu, zwrot z inwestycji może być jeszcze wyższy – przyznaje.

Przedstawiciel Ochnik Development zauważa, że inwestorzy, którzy kupują mieszkania w projektach firmy prawie zawsze finansują transakcje ze środków własnych. – Dotyczy to zarówno klientów inwestycyjnych decydujących się na apartamenty przy Dzielnej 64, jak i kupujących mikro-lokale w budynku przy Pawiej – informuje Tomasz Sadłocha.

Zakupy za gotówkę i boom w mieszkaniówce

Niezależnie od wzrostu zainteresowania kredytami hipotecznymi rośnie także liczba osób kupujących mieszkania za gotówkę. Według szacunków NBP w 2016 roku w sześciu największych miastach w Polsce tylko gotówkowe wydatki na zakup nowych mieszkań wyniosły ponad 14 mld zł. Za około 60 proc. mieszkań deweloperskich nabywcy zapłacili ze środków własnych, bez wsparcia kredytowego.

W tym roku grupa inwestorów jest jeszcze większa, a na rynek mieszkaniowy gotówka napływa jeszcze szerszym strumieniem. Dane mówią już o prawie 70 proc. nabywców gotówkowych. Choć zdarza się, że bardziej doświadczeni inwestorzy, którzy kupują kolejne nieruchomości na wynajem, częściowo wspierają się kredytami, w odróżnieniu od tych początkujących.

Masowe inwestowanie w nieruchomości powoduje, że na rynku mieszkaniowym mamy dziś boom. Firmy budujące osiedla mogą cieszyć się kolejnym udanym rokiem pod względem sprzedaży. Jednocześnie rośnie oferta deweloperów, nie tylko w segmencie popularnym, ale także premium. Rynek kwitnie i zanosi się na kolejny rekordowy rok. Branża nie zwalnia tempa. Najdobitniej odzwierciedla to rekordowa liczba uzyskanych w ostatnich miesiącach przez deweloperów pozwoleń na budowę.

 

Autor: Ochnik Development

Majowe dane GUS-u na temat liczby rozpoczętych mieszkań wskazują, że branża deweloperska nadal optymistycznie patrzy w przyszłość. Bieżący rok prawdopodobnie będzie bardzo dobry dla deweloperów mieszkaniowych. Prosperity na rynku deweloperskim trwa już od trzech lat. Warto zadać sobie pytanie, jakie czynniki faktycznie odpowiadają za rekordowe wyniki sprzedaży nowych mieszkań.

Obecny boom mieszkaniowy nie jest mocno wspomagany kredytami

Rynek deweloperski, który obecnie przeżywa okres bardzo dobrej koniunktury, nadal jest mocno skoncentrowany w największych miastach. Według danych portalu RynekPierwotny.pl, sześć krajowych metropolii (Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań i Trójmiasto) skupia ponad 70% oferty nowych lokali i domów. Ze względu na bardzo dużą koncentrację rynku pierwotnego, najczęściej analizuje się dane z sześciu – siedmiu krajowych metropolii. Właśnie taki sposób analizy wybrał Narodowy Bank Polski. W czerwcowym raporcie tej instytucji o stabilności systemu finansowego, znajdziemy bardzo ciekawe dane, które umożliwiają prześledzenie cyklu koniunkturalnego na rynku deweloperskim (patrz poniższy wykres).

Po odpowiednim przekształceniu informacji podawanych przez NBP można sprawdzić, jak od 2007 r. do 2016 r. na siedmiu największych rynkach mieszkaniowych (Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk i Gdynia), prezentowała się aktywność deweloperów i wartość kredytów finansujących mieszkania.

Na poniższym wykresie nietrudno zauważyć zmiany koniunktury rynku pierwotnego z największych miast. Mowa o:

  • boomie mieszkaniowym z lat 2007 – 2008
  • załamaniu rynku w 2009 r.
  • późniejszej poprawie związanej m.in. z działalnością programu Rodzina na Swoim
  • trwającym obecnie boomie mieszkaniowym (od 2014 r.)

Na uwagę zasługują też informacje o wartości kredytów finansujących mieszkania (na siedmiu największych rynkach). Te dane wskazują, że pierwszy boom mieszkaniowy był mocno stymulowany przez sprzedaż kredytów hipotecznych. Podobne zjawisko nie dotyczy drugiego (tzn. trwającego obecnie) boomu mieszkaniowego. Bardzo wyraźnemu wzrostowi liczby mieszkań sprzedanych przez deweloperów na siedmiu największych rynkach (2013 r. – 36 tys., 2016 r. – 62 tys.), nie towarzyszyła adekwatna zmiana wartości nowych kredytów mieszkaniowych – tłumaczy Andrzej Prajsnar, analityk portalu RynekPierwotny.pl. Ta wyjątkowa sytuacja, wskazuje na dużą rolę zakupów gotówkowych w metropoliach.

Niskie oprocentowanie lokat to przyczyna świetnej sprzedaży lokali …

Skromny wzrost wartości kredytów finansujących mieszkania z siedmiu największych rynków (2013 r. – 9,7 mld zł, 2016 r. – 10,5 mld zł) może wydawać się dość zaskakujący, bo w ostatnich latach mocno spadł koszt „hipotek”. Dane Narodowego Banku Polskiego wskazują, że w IV kw. 2012 roku Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania nowych kredytów mieszkaniowych wynosiła 7,2%. Cztery lata później analogiczna stawka oscylowała na poziomie 4,6%. Nabywcom mieszkań pomagały też rządowe dopłaty z programu Mieszkanie dla Młodych.

Pewien wpływ na wyniki deweloperów miał też wzrost wynagrodzeń równoważący podwyżki cen metrażu. Pod koniec 2012 r. za przeciętne wynagrodzenie netto w sektorze przedsiębiorstw można było kupić 0,53 mkw. nowego mieszkania z sześciu metropolii (patrz poniższa tabela). Analogiczny wynik dla IV kw. 2016 r. był nieco większy (0,55 mkw.).

Wydaje się, że głównej przyczyny sukcesu deweloperów, trzeba jednak szukać na rynku depozytów. Pod koniec 2012 r. średnie oprocentowanie nowej lokaty dla gospodarstw domowych wynosiło 4,5%. Cztery lata później, analogiczna stawka oscylowała na poziomie 1,6%. Wg eksperta portalu RynekPierwotny.pl równocześnie mieliśmy do czynienia ze spadkiem inflacji. Większość oszczędzających nie bierze jednak pod uwagę czynnika inflacyjnego i analizuje tylko nominalne oprocentowanie depozytów, które przedstawia się coraz gorzej.

Drastyczny spadek oprocentowania lokat, przesunął część oszczędności na rynek mieszkaniowy. Świadczą o tym m.in. informacje na temat wartości depozytów terminowych gospodarstw domowych. Deweloperzy muszą zdawać sobie sprawę, że po pierwszych podwyżkach stóp procentowych NBP (spodziewanych w 2018 r.), zmniejszy się motywacja do inwestowania w nowe lokale mieszkalne i równocześnie wzrośnie oprocentowanie kredytów mieszkaniowych.

 

Źródło: RynekPierwotny.pl

Jak wynika z najnowszych danych GUS, deweloperzy nie zwalniają tempa i budują coraz więcej. Liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto w maju, wzrosła rok do roku o 56,2%. Nadal wysoki procent sprzedaży stanowią transakcje gotówkowe. Popyt jest w dużej mierze napędzany przez obcokrajowców.

Od początku roku wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym na budowę 106 841 mieszkań, co oznacza 38,3 proc. wzrost w stosunku do 2016 r. Liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, też jest imponująca. Liczba oddanych do użytku mieszkań wyniosła 63 903 lokali, a udział deweloperów jest znaczący w tej puli i wynosi 29 658 tysięcy mieszkań. Rynek deweloperski jest nadal w fazie ożywienia i mimo głosów, że koniec MdM osłabi koniunkturę na rynku, a Mieszkanie Plus zabierze klientów, nic takiego póki co nie ma miejsca.

– Podobnie jak w poprzednich latach, które charakteryzowały się historycznie dobrymi wynikami, tak i w tym roku ostrożnie podchodzimy do wieszczenia kolejnych rekordów, jednak dane GUS nastrajają nas bardzo pozytywnie i z dużą uwagą przyglądamy się kolejnym raportom o stanie branży – mówi Konrad Płochocki, Dyrektor Generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Dobrą sytuację potwierdza również francuski deweloper z ugruntowaną pozycją na rynku polskim, firma Bougues Immobilier Polska.

– Widzimy w naszych biurach sprzedaży, że popyt na mieszkania nie słabnie. Mamy inwestycje, które niemal w połowie wyprzedają się na etapie przedsprzedaży. Z naszych obserwacji wynika, że nadal znaczna część zakupów to transakcje gotówkowe, w II kwartale 2017 stanowiły one 43%. Oznacza to, że mieszkania nadal stanowią preferowaną formę inwestycji kapitału, przez co popyt nie ulega większym wahaniom – mówi Krzysztof Foder, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska.

Jeżeli chodzi o powody tego stanu rzeczy, to z pewnością możemy wymienić wśród nich bardzo dobrą, dającą poczucie bezpieczeństwa sytuację na rynku pracy oraz niskie stopy procentowe, które zachęcają ludzi zarówno do zakupu mieszkań pod inwestycje, jak i zapewniają łatwiejszy dostęp do kredytów hipotecznych.

– Znaczenie będą miały także zmiany wprowadzone przez rząd w programie Mieszkanie dla Młodych, które sprawiły, że już w sierpniu będzie możliwe złożenie wniosku i uzyskanie dopłaty do mieszkania z puli 100 milionów złotych. Dzięki temu kolejne rodziny będą miały możliwość skorzystania ze wsparcia. Popularność programu pokazuje, że Rząd powinien rozważyć jego przedłużenie – dodaje Płochocki.

Wysoka sprzedaż napędzana przez obcokrajowców

Nie ulega wątpliwości, że wysoką sprzedaż mieszkań deweloperzy zawdzięczają w dużej mierze obcokrajowcom. Ukraińcy, Niemcy i Brytyjczycy coraz częściej inwestują w nieruchomości w Polsce. W ubiegłym roku kupili aż 6,4 tys. lokali w największych polskich aglomeracjach. W odniesieniu do województw, prym wiedzie: mazowieckie (blisko 294 tys. mkw. kupionej powierzchni), małopolskie (99,2 tys. mkw.) oraz dolnośląskie (57,2 tys. mkw.). Z wstępnych szacunków wynika, że ten trend będzie się utrzymywał i nowe mieszkania nie będą długo czekały na nabywców. Popyt stymulowany przez zagranicznych nabywców z pewnością będzie miał przełożenie nie tylko na podaż, ale też podejście do potencjalnych klientów.

– Większość deweloperów już od dawna zdaje sobie sprawę, że dużą grupę nabywców stanowią osoby z zagranicy. W związku z tym strony internetowe w języku angielskim czy odpowiednio dostosowane działania marketingowe, stają się powoli standardem. W naszym centralnym Biurze Sprzedaży jest interaktywny ekran, na którym można zobaczyć inwestycje mieszkaniowe w formie 3D. Istnieje możliwość obracania bryłą budynku, sprawdzania ekspozycji mieszkania na światło dzienne i widoku z balkonu. Posługiwanie się obrazami
i intuicyjny interfejs sprawiają, że to narzędzie jest dużo bardziej przyjazne obcokrajowcom, niż tradycyjny folder – dodaje Foder.

Inwestorzy obserwują rynek i dostosowują się do jego wymagań, dzięki czemu rynek deweloperski jest stabilny – nie ma galopujących cen ani zakupów spekulacyjnych. Wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie dla branży równie dobry, jak ubiegły.

 

Źródło: Bougues Immobilier Polska

Jeszcze w sierpniu br. będzie można ubiegać się o budżetowe pieniądze na zakup mieszkań i domów – taki może być efekt zmian w programie „Mieszkanie dla młodych”, które na ostatnim posiedzeniu przyjął rząd. W efekcie z dopłatą Polacy będą mogli kupić jeszcze 2,7 tys. mieszkań w bieżącym roku i przynajmniej 1,5 tysięcy w przyszłym.

Koniec ze sztucznym blokowaniem pieniędzy na dopłaty w ramach programu „Mieszkanie dla młodych” – taki może być efekt zmian proponowanych przez rząd. Chodzi o to, że dotychczas z limitu na dany rok można było wykorzystać 95% pieniędzy. Pozostałe 5% to bufor bezpieczeństwa. Z czasem miał on być przeznaczany na wypłaty dodatkowych świadczeń dla beneficjentów, którzy zdecydowali się na trzecie lub kolejne dziecko. Po nowelizacji banki przestaną przyjmować wnioski dopiero jak budżet zostanie wykorzystany w 100%. W 2017 roku mowa o kwocie 37,3 mln zł i kolejne 38,1 mln w roku przyszłym.

W obowiązującej ustawie jest też jeszcze jeden mechanizm blokujący pełne wykorzystanie zaplanowanych w budżecie środków. Obecnie banki zmuszone są przestać przyjmować wnioski kredytowe, gdy tylko Polacy zarezerwują wspomniane 95% środków. Bardzo ważne jest, że takiej rezerwacji dokonuje się w momencie składania wniosku kredytowego. Potem może się okazać, że ktoś kredytu nie dostanie lub po prostu się rozmyśli i nie podpisze umowy kredytowej. Efekt? Około 30 milionów złotych z pieniędzy zarezerwowanych na bieżący rok zostało niewykorzystanych pomimo rezerwacji. Z punktu widzenia beneficjentów kwota ta przepadłyby, bo w myśl obowiązującej ustawy nie można w ciągu roku wznowić raz zamkniętego procesu naborów wniosków.

Dzień szaleństwa na dopłaty

W sumie więc w sierpniu br. (Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa informuje, że najpóźniej 16 sierpnia) na rynek trafić może około 69 mln złotych na dopłaty. Czy to dużo? Przeciętny beneficjent otrzymuje tytułem dopłaty około 25,8 tys. zł. To oznacza, że odmrożone środki wystarczą na zakup około 2,7 tys. mieszkań i domów w bieżącym roku. Do tego w przyszłym roku dodatkowe 38,1 mln zł, po które będzie można sięgnąć pozwolą na zakup kolejnych 1,5 tys. nieruchomości. Bardzo ważne, że zarówno w bieżącym, jak i w przyszłym roku z dopłatą będzie można kupić zarówno mieszkanie od dewelopera jak i z drugiej ręki.

Złą informacją jest natomiast fakt, że ze wspomnianą kwotą rynek szybko sobie poradzi. Doskonałym przykładem może być to co stało się w styczniu br. Wraz z uruchomieniem nowej transzy pieniędzy na dopłaty, do banków napłynęła lawina wniosków kredytowych. Przez pierwsze dwa dni Polacy wchłonęli 122 mln zł. To sugeruje, że pieniądze, które odmrozi rząd wystarczyć mogą na zaledwie jeden dzień.

Jak to możliwe, że w ciągu jednego dnia z puli dopłat wyparować może kilkadziesiąt milionów złotych? Wszystko dlatego, że wielu potencjalnych beneficjentów podpisuje umowy zakupu mieszkań i kompletuje niezbędne dokumenty wcześniej. Tylko z ich złożeniem czekają na zielone światło w postaci informacji o uruchomieniu kolejnej transzy środków.

Dopłaty opłacają się budżetowi

Trzeba przy tym mieć świadomość, że rozdawanie pieniędzy na dopłaty do kredytów w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”, to z punktu widzenia budżetu dobry biznes. Przy okazji zakupu mieszkania na kredyt pojawia się bowiem cała masa podatków, z których cieszy się fiskus. W cenie nowego lokum płacimy VAT, a używanego PCC. Do tego PIT i CIT płacą banki zarabiające na kredycie, deweloperzy zarabiający na mieszkaniu, ekipy remontowe, składy budowlane, pośrednicy nieruchomości i kredytowi, sprzedawcy wyposażenia mieszkań, notariusze. Efekt? Na każdą złotówkę dopłaty do kredytu fiskus inkasuje około 2-3 złote w formie podatków.

 

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Generacja millenialsów stanowi obecnie dominującą grupę nabywców mieszkań zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym. Choć są bardziej mobilni niż ich rodzice, nadal chęć posiadania własnego lokum jest w Polsce silniejsza niż wynajem.

Kim jest millenials?

Millenialsi to pokolenie ludzi urodzonych między 1980 a 2000 r. i nie jest to grupa jednorodna – niektórzy dodatkowo dokonują jej wewnętrznych podziałów. Z rynkowego punktu widzenia millenialsi są najbardziej pożądaną grupą klientów. Ze względu na swoją liczebność (w Polsce to prawie 10 milionów osób) oraz generowany przez nich popyt i wysoki poziom wydatków są podstawową grupą docelową dla największych korporacji, mając realny wpływ na zmiany w strategiach sprzedaży i komunikacji z klientami. W przeciwieństwie do poprzednich generacji jest to pokolenie ludzi pewnych siebie, świadomych swoich wartości i kompetencji oraz elastycznych w podejściu do pracy i prowadzonego stylu życia.

Millenialsi na rynku nieruchomości

Według statystyk sieciowej agencji nieruchomości Metrohouse 46 proc. klientów, którzy w ostatnich 12-stu miesiącach nabyli mieszkania z pośrednictwem ich agentów, to właśnie przedstawiciele pokolenia millenialsów. Burzy to nieco powszechną opinię o millenialsach, którzy są bardziej aktywni na rynku  wynajmu: – Z pewnością pokolenie millenialsów nie ma żadnych oporów przed długoterminowym wynajmowaniem mieszkania. Jesteśmy coraz bardziej mobilni, często zdarzają się zmiany pracy, przeprowadzki między miastami. Własne mieszkanie może stać się w takich przypadkach niepotrzebnym balastem utrudniającym relokację. Jednak musimy pamiętać, że w Polsce mamy silnie utrwaloną potrzebę posiadania nieruchomości na własność, dlatego też millenialsi stanowią tak istotną grupę nabywców mieszkań, co wyróżnia ich na tle rówieśników z Europy zachodniej, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Z kolei Ewelina Strzałkowska z olsztyńskiego oddziału Metrohouse podkreśla, że millenialsi nie są grupą jednolitą. – Wśród nich są na przykład studenci i absolwenci studiów, którzy preferują wynajem – nie tylko ze względu na koszty, ale również ze względu na odkładanie w czasie decyzji, czy obecna lokalizacja stanie się docelową. Millenialsi po 30-stym roku życia czują jednak potrzebę stabilizacji i szukają nieruchomości do zakupu. Z naszych obserwacji wynika, że nie mają wygórowanych potrzeb. Poszukują małych mieszkań dwupokojowych lub kawalerek, tanich zarówno w zakupie jak i eksploatacji. Co ciekawe, w lokalach najczęściej nie ma miejsca np. na pokój dla dziecka. Większą uwagę zwracają na kwestie lokalizacyjne i komunikacyjne.

Jak finansują zakup? Zwykle są to klienci kredytowi, chętnie wspierający się dopłatami w ramach wygaszanego już programu Mieszkanie dla Młodych. Według opinii Tomasza Przyrowskiego, dyrektora doradców kredytowych w Metrohouse, millenialsi to grupa klientów, z którymi współpracuje się najlepiej:  – Najczęściej mają  świadomość funkcjonowania rynku kredytowego, wiedzą czego chcą, a od doradcy kredytowego oczekują przedstawienia najkorzystniejszej oferty bankowej. Samodzielne wycieczki po placówkach bankowych odeszły już do przeszłości. Millenials liczy na to, że skoro kupuje za pośrednictwem agencji mieszkanie, ta ma mu przedstawić kompetentnego doradcę kredytowego, dzięki czemu załatwią zakup i finansowanie w jednym miejscu – i takie usługi zapewniamy, komentuje Tomasz Przyrowski.

Millenials to wymagający klient

Pokolenie millenialsów stawia coraz wyżej poprzeczkę zarówno pośrednikom, jak i deweloperom działającym na lokalnych rynkach. Nowe technologie wymuszają zmianę kanałów komunikacji z klientami. E-maile i komunikacja telefoniczna odchodzi do przeszłości na rzecz wykorzystywania komunikatorów, czy potęgi mediów społecznościowych. W komunikacji liczy się czas. Jest to o tyle istotne, że millenials nie ma żadnych skrupułów, by przy pierwszej lepszej okazji w przypadku problemów z firmą lub produktem wybrać opcję konkurencyjną. Nie omieszka przy tym poinformować o swoich doświadczeniach na mediach społecznościowych. Wie co robi. Z badań wynika, że ponad połowa millenialsów poszukuje informacji o firmie przed pierwszym kontaktem z marką.

 

Źródło: Metrohouse

Aktywna polityka mieszkaniowa miała być jednym z priorytetów nowego rządu. Warto zatem sprawdzić, jak przedstawiają się bezpośrednie wydatki budżetu na cele mieszkaniowe w 2017 r. To ważna kwestia, gdyż tegoroczny budżet jest pierwszym swobodnie zaplanowanym przez obecny rząd. W aktualnym planie finansowym państwa, uwagę zwraca wzrost bezpośrednich wydatków na „mieszkaniówkę”. Ta zmiana nie jest jednak na tyle duża, aby można było mówić o rewolucji.

Mieszkaniowe wydatki budżetu mają być największe od 2003 roku

Informacje udostępnione przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MiB) wskazują, że w 2017 r. na cele mieszkaniowe budżet państwa bezpośrednio ma wydatkować 1,77 mld zł. To oznacza wzrost w stosunku do analogicznego wyniku z 2015 r. (1,36 mld zł) oraz 2016 r. (1,52 mld zł). Warto zdawać sobie sprawę, że trzy podane kwoty uwzględniają tylko bezpośrednie budżetowe wsparcie „mieszkaniówki”. Do tej kategorii nie wlicza się m.in. wydatków związanych ze zwrotem podatku VAT za materiały budowlane.

Po sprawdzeniu mieszkaniowych wydatków państwa z ostatnich 20 lat można stwierdzić, że kwota przewidziana w tegorocznym budżecie będzie najwyższa od 2003 r – tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Przy takich wieloletnich porównaniach, trzeba jednak wziąć pod uwagę dwie kwestie. Po pierwsze, proste zestawienie wydatków mieszkaniowych z 2003 r. oraz 2017 r. nie uwzględnia inflacji. Po drugie, relacja bezpośrednich wydatków mieszkaniowych państwa do PKB, w 2017 r. nadal pozostanie bardzo niska i prawdopodobnie nie przekroczy 0,10%. Analogiczny wynik z 2016 r. wynosił 0,08%. Dla porównania, bezpośrednie wydatki budżetu na sferę mieszkaniową w połowie lat 90 – tych stanowiły około 0,80% krajowego PKB.

Tegoroczny budżet państwa uwzględnia już koszt „Mieszkania Plus”

Dzięki danym MiB, można również dokładnie przeanalizować przeznaczenie wydatków mieszkaniowych państwa w latach 1995 – 2017. Na szczególną uwagę zasługują plany budżetowe dla 2017 r. oraz kwoty z budżetu, które dofinansowały „mieszkaniówkę” w 2015 r. i 2016 r.

Jeżeli dokładniej sprawdzimy przyczyny ubiegłorocznego wzrostu zaangażowania państwa w sferę mieszkaniową, to okaże się, że kluczowe znaczenie miały większe koszty realizacji programu Mieszkanie dla Młodych (0,52 mld zł – 2015 rok, 0,70 mld zł – 2016 rok) – tłumaczy analityk portalu RynekPierwotny.pl. Podwyżka wydatków mieszkaniowych z budżetu w 2017 roku, ma być przede wszystkim efektem kosztów dotyczących programu Mieszkanie Plus. Na uruchomienie Narodowego Funduszu Mieszkaniowego, zarezerwowano bowiem 0,2 mld zł. W skali całego budżetu ta kwota nie jest duża, ale stanowi 11% bezpośrednich wydatków mieszkaniowych państwa zaplanowanych na 2017 r.  Większy udział w bieżącym roku ma mieć koszt dopłat z MdM-u (42%) i Rodziny na Swoim (18%) oraz premii gwarancyjnych dla posiadaczy książeczek mieszkaniowych (14%).

Nie możemy mieć jeszcze pewności, jakie środki z budżetu w kolejnych latach pochłonie realizacja programu Mieszkanie Plus. Budżetowe wsparcie nowego programu to kluczowa kwestia, mimo że Narodowy Fundusz Mieszkaniowy ma finansować swoją działalność głównie poprzez emisję obligacji i kredyty zaciągane pod zastaw otrzymanych gruntów.

Rząd oprócz budowy tanich „czynszówek” planuje również wsparcie budownictwa społecznego oraz dopłaty dla posiadaczy oszczędności mieszkaniowych. Te dwa dodatkowe elementy programu Mieszkanie Plus, będą finansowane głównie ze środków budżetowych. W kolejnych latach możliwości dotowania nowych inicjatyw wzrosną ze względu na zakończenie programu Mieszkanie dla Młodych i coraz mniejsze koszty obsługi Rodziny na Swoim. Pojawienie się wolnych środków na nowe przedsięwzięcia jest ważną kwestią, bo w najbliższym czasie trudno oczekiwać dużego wzrostu bezpośrednich wydatków budżetowych państwa na „mieszkaniówkę”.

 

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

 

Z obliczeń Home Brokera wynika, że do końca tego roku w programie Mieszkanie dla Młodych do wykorzystania zostało niecałe 54 mln zł. Przewidujemy, że najpóźniej w połowie kwietnia Bank Gospodarstwa Krajowego ogłosi koniec przyjmowania wniosków o dopłaty, co oznacza, że do 2 stycznia przyszłego roku MdM będzie programem martwym.

Marcowe statystyki sprzedaży kredytów w ramach programu Mieszkanie dla Młodych opublikowane przez Bank Gospodarstwa Krajowego prezentują się ciekawie. Otóż okazuje się, że mimo znacznych ograniczeń dostępności, liczba chętnych na dofinansowanie wzrosła i wszystko wskazuje na to, że już w kwietniu BGK zaprzestanie przyjmowania wniosków. Przez ostatni miesiąc kredytobiorcy wnioskowali o dopłaty na 2018 rok w łącznej kwocie 102,6 mln zł, należy jednak zauważyć, że wartość środków zarezerwowanych z puli na 2017 r. spadła o 24,8 mln zł. Może to oznaczać, że część wniosków złożonych wcześniej na 2017 r. została przeniesiona na 2018 r. Zsumowanie obu wartości daje kwotę 77,8 mln zł – o tyle dofinansowania (w ujęciu netto) ubiegali się kredytobiorcy w marcu.

Z punktu widzenia osób zainteresowanych dofinansowaniem kluczowa jest kwota środków dostępnych na 2018 rok, gdyż 2017 został już wyłączony w styczniu. Z 381 mln zł „puli 2018” dostępnej w tym roku, zablokowane zostało już 327,2 mln zł, co oznacza, że na chwilę obecną do wzięcia jest zaledwie 53,8 mln zł. Patrząc na dynamikę sprzedaży kredytów MdM można z dużą dozą prawdopodobieństwa uznać, że pieniądze skończą się najpóźniej w połowie kwietnia.

MdM dostępny falami

Osoby chcące skorzystać z Mieszkania dla Młodych muszą być czujne, by wpasować się w okres, kiedy dopłaty są dostępne. Aktualnie korzystać można tylko z puli na 2018 rok, ale 53,8 mln zł zniknie w tydzień lub dwa, co oznacza, że do końca roku program będzie martwy. 2 stycznia przyszłego roku odblokowana zostanie druga część środków na 2018 rok i czeka nas wtedy powtórka z pierwszych tygodni 2017 r., kiedy to kredytobiorcy dosłownie rzucili się na banki z wnioskami w ręku.

Gra warta świeczki

Trudno dziwić się popularności programu, skoro maksymalna kwota możliwa do uzyskania to przeszło 113 tys. zł, dostępne w Warszawie dla klientów z co najmniej trójką dzieci kupujących mieszkanie o powierzchni 65 mkw. lub większej. W innych miastach dopłaty są niższe, ponad 100 tys. zł dostać można jeszcze tylko w Poznaniu.

Wysokość dopłat w programie Mieszkanie dla Młodych zależna jest od wielkości i lokalizacji mieszkania. Dofinansowanie wyliczane jest na podstawie ogłaszanej przez wojewodów wartości wskaźników przeliczeniowych kosztu odtworzenia 1 mkw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych. Zmieniają się one co pół roku i decydują zarówno o wysokości dopłat, jak i limitów cenowych, w których trzeba się zmieścić przy zakupie mieszkania, by móc ubiegać się o dopłatę.

Program Mieszkanie dla Młodych funkcjonuje od początku 2014 roku. W pierwszych kwartałach nie był zbyt popularny, potrzeba było zmiany ustawy. Po dopuszczeniu do dofinansowania osób kupujących mieszkanie z rynku wtórnego (wrzesień 2015 r.) liczba chętnych kilkakrotnie wzrosła i pojawił się problem wyczerpujących się przedwcześnie środków. Z danych BGK wynika, że do końca marca łączna kwota złożonych wniosków wyniosła 2,44 mld zł, z czego 2,3 mld zostało już faktycznie wykorzystane, a reszta jest w trakcie procesowania wniosku.

 

Źródło: Home Broker

Pomimo korekty, hossa na warszawskim parkiecie nie wydaje się być zagrożona. Globalny sentyment rynkowy jest bardzo dobry, stan polskiej gospodarki wyraźnie się poprawia, wskaźniki rynkowe pozostają atrakcyjne, a wyniki finansowe spółek odnotowały istotną poprawę – tym razem na szczególne wyróżnienie zasługują blue chipy, których łączny zysk w 2016 r. wzrósł kilkukrotnie. Co prawda sezon wynikowy trwa nadal, jednak lwia część podmiotów opublikowała już swoje sprawozdania finansowe, dlatego warto pokusić się o podsumowanie tego okresu.

W sektorze bankowym na wyróżnienie zasługują PKO BP oraz Alior. Ten pierwszy w 2016 r. wypracował najwyższy zysk w całym sektorze – 2,87 mld zł (10% rdr). Z kolei ten drugi odnotował solidne wyniki, których tempo wzrostu wyróżniało się na tle branży – efekt przejęcia Banku BPH. Na uwagę zasługuje także ambitna strategia, która może zapewnić bankowi potencjał wzrostowy. Po drugiej stronie znalazły się mBank, BZ WBK oraz Bank Handlowy, które w 2016 r. nie zdołały poprawić swoich wyników. Jednak warto podkreślić, że ten ostatni, w przeciwieństwie do pozostałych wypłaci dywidendę. W sektorze finansowym na uwagę zasługuje również PZU. Wyniki operacyjne ubezpieczyciela okazały się przyzwoite, choć dynamika zysku netto była ujemna. Mimo wszystko w oczach inwestorów obrana przez firmę strategia ma sens, toteż ostatnia karuzela stanowisk negatywnie wpłynęła na oczekiwania rynku co do jej dalszej realizacji.

Na słowa pochwały zasługują spółki energetyczne, które zdołały istotnie poprawić swoje wyniki, zwłaszcza PGE, Tauron i Enea. Ta sztuka nie powiodła się Enerdze, choć spółka zdołała wygenerować zysk netto. Z drugiej strony należy pamiętać, że branża nadal walczy z wieloma wyzwaniami. Wydatki na inwestycje będą znaczącym obciążeniem dla wyników. Ponadto, spore ryzyko polityczne, zaangażowanie w PGG oraz brak presji na podwyżkę cen energii istotnie uderza w atrakcyjność sektora. W efekcie inwestorzy nie powinni oczekiwać dywidend. Póki co, ta została zarekomendowana jedynie przez zarząd spółki ENEA.

W sektorze górniczym obserwujemy wyraźną poprawę, która jest przede wszystkim efektem odbicia cen surowców. JSW w 2016 r. zdołała wygenerować 6,7 mln zł zysku netto, choć spółka nadal stoi przed nie lada wyzwaniem tj. przeprowadzeniem skutecznej restrukturyzacji swojej działalności, bez której będzie nieefektywna. Znacznie lepiej poradziła sobie Bogdanka, która dzięki optymalizacji kosztów wypracowała 182 mln zł zysku netto w 2016 r. vs 279 mln zł straty w 2015 r. W minionym roku do łask inwestorów powrócił KGHM. Spółka odnotowała solidne wyniki na poziomie operacyjnym, jednak ogromne odpisy mocno obciążyły wynik netto. Mimo wszystko spółka planuje wypłacić dywidendę z zysków nagromadzonych we wcześniejszych latach.

Odbicie cen na ryku ropy oraz ich dalsza stabilizacja, przy zachowaniu wysokiego kursu USD/PLN, pozytywnie wpłynęło na marże rafineryjne oraz wyniki PKN Orlen i Lotosu. Dodatkowo, spółki okazały się beneficjentami walki państwa z szarą strefą. Tym niemniej, w tym roku trudno będzie o poprawę wyników, a co więcej, większość argumentów fundamentalnych wydaje się być zdyskontowana. Rok 2016 okazał się również kolejnym okresem stabilnych wzrostów wyników PGNiG. Ponadto, spółka opublikowała strategię na lata 2017 – 2022. Ta zakłada ogromne inwestycje, które negatywnie odbiją się na jej zyskowności. W efekcie nastroje rynkowe wokół walorów tej firmy zdecydowanie się pogorszyły.

Spółki przemysłowe mają za sobą kolejny udany rok, choć jego pierwsza połowa była dla nich znacznie lepsza. Wtedy to ponad 60% z nich wypracowało zyski wyższe od prognoz, podczas gdy w drugiej połowie roku wielkość ta spadła do około 30%. W efekcie rok 2016 był bardzo udany dla Forte, Wielton, Uniwheels, Boryszew czy też Grupy Kęty. Niemniej, Uniwheels może niebawem opuścić warszawski parkiet, dynamika wyników Grupy Kęty może znaleźć się pod presją, a wycena rynkowa Boryszewa wydaje się wymagająca. Natomiast z sektora chemicznego na uwagę zasługuje Ciech. Pomimo wymagającej konkurencji, spółka wypracowała bardzo dobre wyniki. Po drugiej stronie znalazł się Synthos, którego zyskowność w 2016 r. skurczyła się. Co więcej, zniżkujące ceny kauczuków nie pozwalają z optymizmem spoglądać w najbliższą przyszłość.

Wyniki finansowe za rok 2016 potwierdzają, że kondycja sektora budowlanego poprawia się, choć w dalszym ciągu redystrybucja środków unijnych bardzo powoli się rozkręca. Na uwagę zasługują przede wszystkim wyniki Budimeksu, Elektrobudowy, Trakcji, Unibepu czy też Erbudu. Niemniej, w centrum uwagi rynku znaleźli się po raz kolejny deweloperzy. Sprzyjająca koniunktura rynkowa napędza ten sektor gospodarki. Na wyróżnienie zasługuje m.in. Atal, Dom Development, GTC i Robyg. Warto dodać, że deweloperzy kuszą także inwestorów sowitymi dywidendami. Póki co, wszystko wskazuje na to, że rok 2017 przyniesie dalszą kontynuację hossy w tym segmencie rynku. Z drugiej strony, dobiegający do końca już program Mieszkanie dla Młodych oraz rosnące prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych mogą spowodować, że już w 2018 r. branża może złapać zadyszkę.

Ostatni kwartał 2016 r. był udany dla spółek informatycznych, choć ogólny obraz pozostaje znacznie mniej efektowny. Branża ciągle boryka się z brakiem zamówień z sektora publicznego, co znalazło swoje odzwierciedlenie w wynikach za cały 2016 r. np. te w przypadku Comarchu oraz Asseco były gorsze niż w 2015 r. Sytuacja wydaje się systematycznie poprawiać, jednakże środki unijne mogą trafić przede wszystkim do mniejszych spółek. Oczywiście na wyróżnienie zasługuje Livechat, który może pochwalić się rosnącym portfolio klientów oraz wysokimi zyskami. Ponadto, spory potencjał wzrostowy wydaje się tkwić w Atende, które w 2016 r. wyraźnie poprawiło swoje marże oraz wyniki. Znaczniej mniej atrakcyjny wydaje się nasycony i wymagający rynek telekomunikacyjny. Po dwóch stronach bieguna znajdują się Orange oraz Netia. Ta pierwsza generuje coraz to większe straty, podczas gdy druga poprawia swoją sytuację finansową. Na ich tle neutralnie wypada Cyfrowy Polsat, którego wyniki w 2016 r. odnotowały ujemną dynamikę.

W sektorze handlowym mieliśmy słabe wyniki Eurocashu oraz solidne Emperii. Tymczasem zyski AmRestu ciągle rosną, a spółka utrzymuje dotychczasowe trendy sprzedażowe oraz realizuje kolejne akwizycje. Z kolei Bytom prezentuje się znacznie gorzej na tle Vistuli, choć należy podkreślić, że w obu przypadkach marcowe dane sprzedażowe wypadły bardzo obiecująco. Na wyróżnienie zasługuje CCC. Obuwniczy gigant po raz kolejny poprawił swoje wyniki oraz zapowiedział kontynuację szerokiej ekspansji. Tymczasem nie najlepsze wyniki LPP nie znajdują swojego odbicia na rynku – sentyment rynkowy sprzyja walorom tej spółki.

Sezon wyników finansowych za rok 2016 zbliża się do końca. Wszystko wskazuje na to, że trwająca hossa na GPW w Warszawie ma swoje podstawy w wynikach spółek, które w 2016 r. uległy wyraźnej poprawie. Niemniej to już przeszłość, a kluczem do sukcesu pozostaje analiza dalszych perspektyw rozwojowych i finansowych danych branż i spółek.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

W ostatnich dniach poznaliśmy szereg najnowszych danych z polskiej gospodarki. Te w gruncie rzeczy nieco zawiodły, np. dynamika sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej wyniosła kolejno 7,3% rdr i 1,2% rdr wobec prognoz na poziomie 8,6% i 2,9%. To nie oznacza jednak, że po kilku miesiącach ożywienia gospodarka ponownie łapie zadyszkę. Dane te charakteryzują się silną zmiennością, dopiero stosowanie średnich pozwala określić kierunek trendu. Tym niemniej, na szczególną uwagę zasługują dane dotyczące polskiej branży budowlanej. Tę bowiem można podzielić na podsektory dwóch prędkości.

Zgodnie z szacunkami GUS, w lutym produkcja budowlano – montażowa skurczyła się o 5,4% rdr. Co prawda ujemna dynamika może niepokoić, jednakże w kontekście ostatnich miesięcy niniejszy wynik należy ocenić neutralnie. W styczniu owa wielkość wyniosła 2,1% rdr, podczas gdy w całym 2016 r. była wyraźnie ujemna, osiągając poziom nawet -20,5% rdr (odczyt sierpniowy). Takie dane mogłyby wskazywać, że branża budowlana ma wyraźne kłopoty. To natomiast tylko połowiczna prawda, dotycząca jedynie tej części sektora, która zajmuje się projektami infrastrukturalnymi. Diametralnie odmienne nastroje panują na rynku mieszkaniowym, gdzie koniunktura jest naprawdę imponująca.

Bardzo solidna postawa deweloperów nie jest nowością, o czym świadczą m.in. systematyczne, wysokie zyski tych podmiotów oraz regularnie rosnące ceny ich akcji. Niemniej, najnowsze dane mogą robić wrażenie. W pierwszych dwóch miesiącach bieżącego roku rozpoczęto budowę 13,9 tys. nowych mieszkań – wzrost na poziomie 49% rdr. Liczba otrzymanych przez firmy pozwoleń na budowę wzrosła o 62% rdr do 21, 3 tys. lokali. W tym samym czasie oddano do użytkowania ,,zaledwie” 12,3 tys. mieszkań, czyli 5% więcej niż w roku ubiegłym. Co więcej, popyt na mieszkania rośnie wraz z wzmożoną działalnością deweloperów. Zatem wiele wskazuje na to, że rynek mieszkaniowy coraz bardziej się rozpędza. Kluczowym pytaniem pozostaje: jak długo będzie trwać ta świetna passa?

Głównym motorem napędzającym koniunkturę na rynku deweloperskim jest polityka historycznie niskich stóp procentowych. Niski koszt kredytu niewątpliwie wsparł zarówno stronę popytową, jak i podażową tego segmentu rynku. Z wyliczeń NBP wynika, że w czwartym kwartale 2016 r. aż 65% mieszkań zostało kupionych bez udziału kredytu. Niskie oprocentowanie lokat bankowych najwyraźniej zachęciło wiele podmiotów do przeniesienia swoich oszczędności na rynek nieruchomości, który oferuje znacznie bardziej atrakcyjne stopy zwrotu. Tymczasem aktualnie realna stopa oprocentowania lokat jest de facto ujemna, bowiem poziom inflacji jest wyższy od średniego poziomu ich nominalnego oprocentowania. Ponadto, dodatkowe wsparcie dla rynku mieszkaniowego stanowi rządowy program Mieszkanie dla Młodych (MdM), który cieszy się bardzo dużą popularnością.

Wiele wskazuje na to, że sprzyjające warunki gospodarcze utrzymają się do końca 2017 r. Zgodnie z zapowiedziami RPP, stabilizacja stóp procentowych będzie trwać co najmniej do końca bieżącego roku. Warto jednak podkreślić, że wielu ekspertów nie zgadza się z prognozami NBP, jakoby inflacja po dynamicznym wzroście miała wyhamować. Nabierający tempa wzrost gospodarczy, który niebawem powinien zostać wzmocniony poprzez rozpoczęcie wydatkowania środków unijnych, przyczyni się do dalszego wzrostu cen, a w następstwie do podniesienia stóp procentowych. Realizacja tego scenariusza najprawdopodobniej rozpocznie się już w 2018 r. Z drugiej strony, redystrybucja środków z perspektywy unijnej ożywi sektor budowlany trudzący się szeroko rozumianą infrastrukturą. Oczekiwania są wysokie, co znajduje swoje odzwierciedlenie w rosnącym ostatnimi czasy indeksie WIG – Budownictwo. Co więcej należy podkreślić, że rok 2018 będzie ostatnim, w którym to można skorzystać z programu MdM. Ten zostanie zastąpiony nowym projektem ,,Mieszkanie Plus”, który ma zalać rynek tanimi mieszkaniami a to z kolei stanowi istotny czynnik ryzyka, którego materializacja może dotkliwie uderzyć w deweloperów.

Podsumowując, wiele wskazuje na to, że ten rok przyniesie kontynuację okresu budowlanki dwóch prędkości – dobrej koniunktury na rynku mieszkaniowym oraz relatywnie słabej, choć być może powoli poprawiającej się, na rynku budownictwa infrastrukturalnego. Dlatego też póki co, sektor deweloperski na warszawskim parkiecie nadal wydaje się bardzo atrakcyjny. Oprócz potencjału do dalszych wzrostów, spółki z tego segmentu rynku oferują również wysokie stopy dywidendy. Przyszły rok może okazać się rokiem kulminacyjnym, w którym to kondycja branży deweloperskiej osiągnie swój szczyt. Co więcej, niewykluczone, że w tym samym czasie dotychczasowo wolniejsza część budowlanki będzie coraz szybciej odzyskiwać swój blask.

Autor: Seweryn Masalski, MM Prime TFI

W 2016 roku deweloperzy sprzedali w Warszawie o jedną czwartą więcej mieszkań niż rok wcześniej  

Tak udanego roku, jak 2016 na rynku nowych mieszkań jeszcze nigdy nie było. Tylko w samej Warszawie w ubiegłym roku sprzedało się aż 24 tys. mieszkań. Do nabywców trafiło o jedną czwartą więcej lokali deweloperskich niż rok wcześniej. Warszawa rozbudowuje się w tempie dotąd niespotykanym. To ewenement także na skalę europejską. Piąta część mieszkań w aglomeracji powstała w ciągu ostatnich dziesięciu lat.

Należy zaznaczyć, że miniony rok był niezwykle udany na wszystkich największych rynkach mieszkaniowych w kraju. W sześciu głównych miastach w Polsce deweloperzy sprzedali o 20 proc. mieszkań więcej niż w 2015 roku, który także był rekordowy pod względem liczby zawartych transakcji.

Rośnie popyt ze strony inwestorów

Tak duże zapotrzebowanie na mieszkania dopinguje deweloperów do realizacji kolejnych projektów. Najwięcej inwestycji powstaje w Warszawie. – Ogromny popyt na mieszkania w znacznym stopniu spowodowany jest falą zakupów przez osoby, które wcześniej lokowały środki w inne walory inwestycyjne. Ponieważ jednak zwrot z najmu okazał się bardziej atrakcyjny niż lokaty, czy obligacje, a inwestowanie w nieruchomości obarczone mniejszym ryzykiem niż gra giełdowa, w mniej pewnych czasach przenoszą kapitał na rynek nieruchomości – uważa Tomasz Sadłocha, członek zarządu Ochnik Development.

– Przede wszystkim z myślą o inwestorach jesienią ubiegłego roku wprowadziliśmy do sprzedaży dwie inwestycje usytuowane na warszawskim Muranowie. W projekcie Dzielna 64 zlokalizowanym 500 metrów od alei Jana Pawła II zaprojektowane zostały 152 apartamenty i 11 lokali usługowych. W budynku znajdzie się reprezentacyjny hol recepcyjny z lobby i wyjściem na zielony dziedziniec. W inwestycji Studio Centrum przy ulicy Pawiej zaoferowaliśmy z kolei 85 mikro-apartametów o powierzchni od 14 do 41 mkw., które ze względu na możliwość rozliczenia VAT i kosztów wykończenia mieszkania chętnie kupowane są na firmy. Oba projekty zostaną wykończone wysokiej klasy materiałami i wyposażone w funkcjonalne rozwiązania, jak miejsca postojowe dla rowerów, gniazda do ładowania pojazdów elektrycznych, czy pralnia. W obrębie inwestycji powstanie też pasaż handlowy – wylicza Tomasz Sadłocha.

W mieszkaniach można wybierać

Osoby poszukujące mieszkań na rynku pierwotnym mają w czym wybierać. Na przełomie roku w największych miastach w Polsce oferta była tylko nieznacznie mniejsza niż w rekordowym podażowo 2012 roku. Ale wtedy popyt na mieszkania był nieporównywalnie mniejszy. Dziś deweloperom budującym w Warszawie potrzeba byłoby zaledwie około 9 miesięcy, żeby wyprzedać całą ofertę.

Od ponad dwóch lat wielkość oferty mieszkaniowej na rynku pierwotnym prawie się nie zmienia. Mieszkania, które trafiają do sprzedaży od razu znajdują odbiorców. Gotowych niesprzedanych lokali deweloperzy mieli pod koniec minionego roku w całej ofercie tylko ok. 13 proc. O kilka procent mniej niż w 2015 roku. W Warszawie liczba oferowanych, ukończonych mieszkań w ostatnim czasie także się zmniejszyła.
Ceny stabilne

Od czterech lat ceny transakcyjne nowych mieszkań, według danych Amron, notują lekki wzrost. W Warszawie w ciągu 2016 roku przeciętne stawki poszły w górę o ponad 2 proc., wynika z raportu tego centrum. Niekoniecznie jest to jednak efekt podwyżki cen. Może to oznaczać, że nabywane były częściej nieco lepsze, a tym samym droższe mieszkania. Analitycy rynku wskazują bowiem, że od początku 2016 roku średnia cena warszawskich mieszkań nawet nieznacznie zmalała. Stawka za metr wynosi obecnie 7,9 tys. zł.

2016 okazał się kolejnym, słabym rokiem na rynku kredytów hipotecznych, pomimo historycznie niskich stóp procentowych. W całym kraju w zeszłym roku udzielonych zostało jeszcze mniej kredytów niż rok wcześniej. Ale nie w Warszawie. W stolicy odnotowana została wyższa sprzedaż hipotek niż w roku poprzednim. Zaciągnięte w 2016 roku zobowiązania na warszawskie mieszkania stanowiły ponad 41 proc. ogólnej wartości nowych kredytów udzielonych w Polsce.

Co dziesiąte mieszkanie w MdM

W ograniczonym stopniu sprzedaż mieszkań wspierał również program Mieszkanie dla młodych, w ramach którego przyznawane były kredyty z dopłatą państwa. Dane BGK wskazują, że w MdM kupione zostało jedynie 10 proc. mieszkań sprzedanych w Warszawie.

Tak rewelacyjne wyniki sprzedaży na rynku nowych mieszkań nie byłyby możliwe bez inwestorów indywidualnych, którzy przeznaczali zaoszczędzone środki na zakup lokali na wynajem. Szacunkowe dane mówią, że odpowiadają oni za około 30 proc. zawartych transakcji. Motywacją dla osób inwestujących w mieszkania jest wysoka rentowność z najmu, która w Warszawie sięga 6 proc.

 

Źródło: Ochnik Development

Sezon publikacji wyników finansowych to szczególny okres dla inwestorów. Pomimo tego, że jeszcze lwia część sprawozdań za ostatni kwartał 2016 r. nie została opublikowana, to już teraz warto przyjrzeć się tym danym, które ujrzały światło dzienne, oraz dotychczasowym oczekiwaniom i dalszym perspektywom.

Zniżkujące ryzyko frankowe, znacznie niższe koszty z tytułu podatku bankowego oraz rosnące oczekiwania inflacyjne znalazły swoje odzwierciedlenie w rynkowej wycenie banków. Co więcej, według szacunków NBP zyski całej branży w 2016 r. wzrosły o 24% rdr. Kondycja sektora systematycznie się poprawia, jednak kluczem do sukcesu pozostaje wnikliwa selekcja. Zysk netto PKO BP wzrósł o 10% rdr do 2,87 mld zł – najwyższy wynik w polskim sektorze finansowym. Nie zawiodły również wyniki PEKAO, ING Banku Śląskiego, Aliora, Millenium, czy też Idea Banku. Z kolei rok 2016 był słabszy niż 2015 w przypadku Banku Handlowego, BZ WBK oraz mBanku. Mimo wszystko, wycena sektora wydaje się wymagająca, co generuje ryzyko korekty.

Koniunktura rynkowa sprzyja także deweloperom. Póki co wynikami finansowymi za czwarty kwartał 2016 r. pochwaliły się dwie spółki giełdowe z tegoż sektora: Ronson oraz Dom Development. W obu przypadkach te były zgodne z oczekiwaniami. Niemniej, na atrakcyjności istotnie zyskał Dom Development, który planuje wypłacić sowitą dywidendę. Oczekiwania co do wyników konkurencji również pozostają wysokie, zwłaszcza w stosunku do Robyg, Archicom i GTC. Perspektywy dla sektora w 2017 r. są bardzo dobre, tym bardziej że niskie wskaźniki rynkowe przemawiają za dalszymi wzrostami. Jednak w kolejnych latach, ze względu na rosnące prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych oraz na zastąpienie programu ,,Mieszkanie dla Młodych” projektem ,,Mieszkanie Plus” nie można wykluczyć zadyszki.

Tymczasem inwestorzy wciąż oczekują na wyniki spółek budowlanych. Ostatnie miesiące były bardzo udane dla notowań ich walorów. Wskaźniki makroekonomicznie wskazują na wyraźne ożywienie produkcji budowlanej. Ponadto, rynek wiąże spore oczekiwania z rozpoczęciem opóźnionej redystrybucji środków unijnych oraz liczy na rozdysponowanie atrakcyjnych kontraktów dla sektora energetycznego. Mimo wszystko niewykluczone, że wyniki za czwarty kwartał 2016 r. nie będą imponujące, natomiast obecnie rynek dyskontuje backlogi. Dodatkowo warto podkreślić, że aktualne wyceny rynkowe spółek budowlanych wydają się nieco wymagające. Do najbardziej obiecujących podmiotów można zaliczyć Budimex oraz Elektrobudowę, a także spółki działające w branży infrastruktury kolejowej.

Ostatnimi czasy zwyżkowały również walory spółek energetycznych, których zyski w czwartym kwartale 2016 r. mogą być znacznie bardziej solidne niż te w analogicznym okresie 2015 r. Póki co, potwierdziły to wyniki PGE. Z drugiej strony, zaangażowanie energetyki w górnictwie, liczne i kapitałochłonne inwestycje oraz odwlekane podwyżki cen energii na rynku krajowym powodują, że wyniki sektora w pierwszej połowie 2017 r. mogą znaleźć się pod presją. Co więcej, warto zwrócić uwagę na spółki górnicze. Hossa na rynku węgla niewątpliwie znajdzie swoje odzwierciedlenie w wynikach Bogdanki oraz JSW. Do łask inwestorów wróciła także miedź, toteż KGHM. Mimo wszystko wyniki lubińskiego kombinatu za rok 2016 będą obciążone istotnymi odpisami. To jednak nie niepokoi inwestorów, nawet tych którzy oczekują dywidendy – spółka ma spory zapas zysków z lat ubiegłych.

Zwyżka cen ropy naftowej wsparła wyniki spółek paliwowych, które dodatkowo okazały się beneficjentami reform dotyczących walki z wyłudzaniem podatku VAT. W efekcie nie zawiodło sprawozdanie finansowe Lotosu, a oczekiwania względem PKN Orlen pozostają wysokie. Ponadto, dobrze radzi sobie węgierski MOL. Niemniej, pomimo ograniczenia wydobycia przez OPEC, ceny ropy naftowej prawdopodobnie pozostaną stabilne, co wynika z obaw o ponowne rozpoczęcie ekspansywnej produkcji tego surowca w Stanach. Rok 2017 powinien być udany dla branży, chociaż wydaje się, że większość fundamentów zostało już zdyskontowanych.

Z kolei w gronie spółek chemicznych warto zwrócić uwagę na Ciech, który w czwartym kwartale ubiegłego roku prawdopodobnie wypracował solidne wyniki na poziomie operacyjnym oraz dodatkowo zwiększył zysk netto o 91 mln zł z tytułu odroczonego podatku z rozpoznania nowego aktywa. Dobre wyniki powinny zostać zaprezentowane także przez Synthos, lecz istotne ryzyko przeceny kauczuków syntetycznych ogranicza potencjał wzrostowy jej walorów. Natomiast ujemnej dynamiki wyników można oczekiwać w przypadku Grupy Azoty, której ciążą rosnące ceny gazu. Te z kolei znalazły swoje odzwierciedlenie w bardzo dobrych wynikach PGNiG, który obecnie planuje podwyżkę taryfy dla detalistów.

Pierwsza połowa 2016 r. była bardzo udana dla spółek przemysłowych, toteż w pierwszym i w drugim kwartale ponad 60% podmiotów z tego sektora poprawiło swoje wyniki względem roku poprzedniego. W trzecim kwartale odsetek ten spadł do 35%. Dane makroekonomiczne z ostatnich miesięcy 2016 r. wskazują na to, że kondycja branży powinna być nieco lepsza niż w trzecim kwartale. Co więcej, perspektywy na rok 2017 są bardzo obiecujące. Można oczekiwać, że na tle tego segmentu rynku wyróżnią się wyniki zaprezentowane przez Elemental, Uniwheels i Wielton. Ponadto, po raz kolejny nie zawiódł meblowy lider, Forte, który imponuje dynamiką wzrostu swoich zysków.

W gronie spółek informatycznych na wyróżnienie zasługuje Comarch, który pochwalił się bardzo solidnymi wynikami za rok 2016. Spore oczekiwania należy wiązać także ze spółkami grupy Asseco Poland. Należy podkreślić, że w 2017 roku lwia część zamówień publicznych może trafić do mniejszych firm, co należy traktować jako czynnik ryzyka dla największych graczy. Tym niemniej, potencjał do wzrostów mają walory spółki LiveChat, która ma za sobą kolejny udany rok. Nieco bardziej sceptycznie należy podchodzić do sektora telekomunikacji. Ta część rynku jest mocno nasycona, co niekorzystnie wpływa na jej rentowność. Orange systematycznie generuje straty. Z kolei Netia w skali roku poprawiła wynik netto, jednakże na poziomie operacyjnym odnotowała wyraźnie ujemną dynamikę. Inwestorzy oczekują na sprawozdanie Cyfrowego Polsatu, jednak i w tym przypadku nadzieje nie powinny być wysokie. Co więcej, trudno znaleźć mocne argumenty inwestycyjne dla tej branży w 2017 r.

Tymczasem w sektorze handlowym mamy do czynienia ze spółkami dwóch prędkości, bowiem silna konkurencja sprawia, że poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko. Słabe wyniki Eurocashu prezentują się bardzo mizernie zwłaszcza na tle pędzącego AmRestu, który utrzymuje dotychczasowe trendy sprzedażowe. Z kolei Bytom wydaje się wyraźnie przegrywać z Vistulą. Na wyróżnienie zasługuje dynamicznie rozwijająca się spółka CCC, której wyniki finansowe w 2016 r. odnotowały w skali rocznej istotną poprawę. Natomiast z popiołów odradza się LPP. Co prawda miniony rok nie był udany dla odzieżowego giganta, jednakże pierwsze miesiące 2017 r. wydają się bardzo obiecujące.

Sezon publikacji wyników finansowych dopiero nabiera tempa, a zderzenie oczekiwań z rzeczywistością będzie miało zapewne istotny wpływ na zachowanie kursów akcji, dlatego też inwestorzy nie powinni przespać tegoż okresu.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że rynek nieruchomości przeżywa rekordowy wzrost. Deweloperzy uruchamiają coraz więcej nowych inwestycji, rozkwit dotyczy także budownictwa indywidualnego. Prawdziwe oblężenie przeżywa program Mieszkanie dla Młodych. W związku z tym rośnie też zapotrzebowanie na produkty ubezpieczeniowe chroniące mieszkania i domy. Kiedy jednak dochodzi do wyboru polisy często okazuje się, że umowy proponowane przez ubezpieczycieli są skomplikowane i pełne haczyków. Większość kupujących mieszkanie staje przed dylematem, czy ubezpieczyć się od wybranych rodzajów ryzyka, czy wybrać ubezpieczenie typu all risk. Jedno jest pewne, warto dokładnie przemyśleć zakres polisy i przy zawieraniu umowy nie kierować się jedynie ceną.

GUS w raporcie z 17 lutego b.r. podaje, że w styczniu 2017 roku oddano do użytku o 12,5% więcej mieszkań niż w styczniu 2016 roku. Jeśli chodzi o wydane pozwolenia na budowę i dokonane zgłoszenia z projektem budowlanym, było ich o 48% więcej niż w styczniu ubiegłego roku, natomiast liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto wzrosła aż o 55% względem stycznia 2016 roku. Do końca stycznia wykorzystano ponad połowę puli dopłat w programie Mieszkanie dla Młodych przewidzianych na cały 2017 rok. Dane te pokazują jednoznacznie, że rynek nieruchomości aktualnie bardzo dynamicznie się rozwija.

W parze ze wzrostem rynku nieruchomości rośnie zapotrzebowanie na ubezpieczenia mieszkaniowe. Jest to częściowo wywołane tym, że udzielając kredytu na mieszkanie bank zobowiązuje klienta do wykupienia ubezpieczenia mieszkaniowego. Bank chroni w ten sposób dom czy mieszkanie przed następstwami zdarzeń losowych, które mogą spowodować uszkodzenie nieruchomości będącej zabezpieczeniem kredytu. Dlatego często banki namawiają swoich klientów do wykupienia najbardziej podstawowej wersji polisy – ubezpieczenia murów od ognia i innych zdarzeń losowych. Okazuje się jednak, że taka ochrona jest często niewystarczająca. – „Wybierając polisę, warto pomyśleć o tym, jakiej ochrony potrzebujemy. Z punktu widzenia banku najistotniejsze jest ubezpieczenie murów nieruchomości, ponieważ to ich wartość stanowi zabezpieczenie kredytu. Ochrona, której potrzebuje właściciel mieszkania jest przeważnie o wiele szersza. Interesuje go przecież także to, co w nieruchomości się znajduje, czyli całe jej wyposażenie, sprzęty i inne rzeczy ruchome” – komentuje Maciej Kuczwalski, ekspert CUK Ubezpieczenia.

Decydując się na szerszą ochronę niż ta uwzględniona w umowie proponowanej przez bank, stajemy przed kolejnym trudnym wyborem – ubezpieczyć nieruchomość od ryzyk nazwanych, czyli wyliczonych w ogólnych warunkach ubezpieczenia, czy też wybrać opcję all risks. Pierwsza możliwość pozwala na dostosowanie polisy do konkretnej nieruchomości i uwzględnienie jedynie tych czynników ryzyka, które są w jej przypadku najbardziej adekwatne. – „Najczęściej wybieraną opcją jest ubezpieczenie przed następstwami pożaru, czynników atmosferycznych, uderzenia pioruna, kradzieży z włamaniem, czy zalaniem przez sąsiada. Niektóre towarzystwa, na przykład Link 4, dodają do swojej oferty często pomijane czynniki ryzyka, takie jak wandalizm. Wybór tej opcji będzie istotny dla właścicieli domów czy mieszkań parterowych, szczególnie narażonych na takie ryzyko” – dodaje ekspert.

Właściciele, którzy preferują najszerszą możliwą ochronę, zazwyczaj skłaniają się ku ubezpieczeniu mienia od wszelkiego ryzyka. W tym przypadku ubezpieczyciel ponosi odpowiedzialność za szkody będące następstwem jakiegokolwiek zdarzenia losowego. – „Wybierając taki rodzaj polisy, zapewniamy sobie maksymalną ochronę. Trzeba jednak dokładnie wczytać się w ogólne warunki ubezpieczenia, ponieważ odpowiedzialność ubezpieczyciela zazwyczaj podlega limitom” – dodaje Maciej Kuczwalski.

Cena polisy będzie się także wahać w zależności od sumy ubezpieczenia. Jest to kwota, do wysokości której towarzystwo będzie ponosiło odpowiedzialność. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest ubezpieczenie nieruchomości od wartości odtworzeniowej, czyli takiej, która pozwoli na jej naprawienie i doprowadzenie do stanu sprzed szkody. Wartość ta zazwyczaj, choć nie zawsze, jest równa wartości rynkowej mieszkania. – „Częstym błędem kupujących mieszkanie jest oszczędzanie na ubezpieczeniu. Oczywiście, należy być rozsądnym i zdecydować się na ofertę  najkorzystniejszą z dostępnych na rynku. Nie polecałbym jednak zaniżania sumy ubezpieczenia, czy ograniczania jego zakresu jedynie do najbardziej podstawowych typów ryzyka. Pamiętajmy także, że polisę mieszkaniową można wzbogacić o OC w życiu prywatnym, co przyda się na wypadek zalania sąsiada z dołu. Najbardziej wymagającym klientom ubezpieczyciele proponują także assistance mieszkaniowy. W obliczu tak wielu możliwości, najlepiej jest porównać dostępne na rynku oferty, tak by mieć pewność, że wybrało się tę najkorzystniejszą” – radzi Maciej Kuczwalski.

Szeroki zakres ochrony ubezpieczeniowej przewiduje przykładowo Link 4 „Dom”, marcowy produkt miesiąca w CUK Ubezpieczenia. Obejmuje między innymi ryzyko pożaru, zalania, kradzieży z włamaniem, przepięcia, czy nawet wandalizmu. Co ciekawe, można wykupić polisę dla mieszkania czy domu będącego jeszcze w budowie. Wraz z zakupem polisy klient otrzyma także wysokiej jakości czujnik dymu.

Źródło: CUK Ubezpieczenia

 

20% wkładu własnego to nie wszystko. Żeby kupić mieszkanie trzeba mieć też pieniądze na notariusza, podatki, prowizję pośrednika, opłaty sądowe czy te związane z zaciągnięciem kredytu. W efekcie zakup kawalerki może wymagać posiadania nawet 50-60 tys. zł w gotówce – wynika z szacunków Open Finance. Całe szczęście jest kilka sposobów na to jak tę kwotę zmniejszyć.

Wkład własny, to określenie odmieniane ostatnio przez wszystkie przypadki. Trudno się temu dziwić, skoro banki wymagają posiadania 20% ceny mieszkania w gotówce, aby udzielić kredytu. Co prawda kwotę tę można zmniejszyć o połowę, ale wymaga to poniesienia dodatkowych kosztów ubezpieczenia i wyraźnie ogranicza grono instytucji, w których można się zadłużyć. Problem jest tym bardziej palący, że szybko znikają ostanie pieniądze przewidziane na dopłaty w programie „Mieszkanie dla młodych”, który tysiącom osób pozwolił uzyskać z państwowej kasy część lub nawet cały wymagany wkład własny. Gdyby tego było mało chcąc kupić mieszkanie trzeba się też przygotować na koszty zawarcia transakcji i zaciągnięcia kredytu. Wiele z nich trzeba opłacić gotówką, co powoduje, że odłożone 20% wkładu własnego może się okazać kwotą niewystarczającą. Dla spokoju warto kupując nowe „M” mieć przynajmniej 3% jego wartości na pokrycie kosztów transakcyjnych. Niestety w przypadku lokali używanych koszty transakcyjne są znacznie wyższe, a więc i bufor bezpieczeństwa musi być wyższy – około 8% wartości nieruchomości.

Ile więc trzeba mieć gotówki, aby ze spokojem kupić skromne 30-metrowe mieszkanie w największych Polskich miastach? Na to pytanie odpowiada Open Finance.

60 tysięcy w Warszawie i 25 w Zielonej Górze

Z opublikowanych właśnie wstępnych danych NBP wynika, że za 30-metrową używaną kawalerkę trzeba zapłacić od 92 tys. zł w Zielonej Górze do 217 tys. zł w Warszawie. W przypadku lokali nowych potrzebne kwoty są wyższe – od 116 do 231 tys. zł za taki sam metraż. W efekcie żeby ze spokojem podejść do zakupu mieszkania i móc wybierać z całej oferty kredytowej dostępnej na rynku trzeba mieć od 26 tys. zł gotówki w przypadku zakupu kawalerki w Zielonej Górze po 50 – 60 tysięcy złotych w Warszawie. W większości miast wojewódzkich przyszły nabywca skromnego „M” musi dysponować oszczędnościami w kwocie od 30 do 40 tysięcy złotych. Z taką sytuacją spotkają się mieszkańcy Białegostoku, Opola, Kielc, Szczecina, łodzi, Bydgoszczy, Olsztyna, Rzeszowa, Katowic i Lublina. O 10 tysięcy złotych wyższy budżet muszą mieć mieszkańcy Gdyni, Gdańska, Krakowa, Poznania i Wrocławia.

Wprawny negocjator kupi mając połowę gotówki

Całe szczęście jest wiele możliwości, aby kupić mieszkanie dysponując niższą kwotą. Dwie z nich zostały już zasygnalizowane. Po pierwsze część banków przyjmuje wnioski kredytowe od osób, które posiadają jedynie 10-proc. wkład własny. Trzeba mieć jednak świadomość, że najczęściej oznacza to wyższe koszty niż gdyby kredytobiorca miał dwukrotnie wyższy wkład. Drugim sposobem na zdobycie wkładu własnego jest skorzystanie z programu „Mieszkanie dla młodych”. W jego ramach można ubiegać się jedynie o pieniądze zarezerwowane na rok 2018. Stąd wynika niestety pewna komplikacja. Ostateczna umowa sprzedaży domu lub mieszkania musi zostać podpisana w 2018 roku. To samo tyczy się zapłaty przynajmniej ostatniej transzy tytułem należności za nieruchomość.

Na tym jednak sposobów ograniczenia kosztów nie koniec. Negocjować można zarówno stawki taksy notarialnej jak i prowizji płaconej pośrednikowi (o ile korzystamy z jego usług). Podobnie jest z kredytem bankowym. Przy jego zaciąganiu często pojawiają się koszty, których wysokość można negocjować. W ostateczności można zgodzić się na włączenie np. prowizji do kwoty zaciąganego długu (tzw. kredytowanie prowizji), ale pamiętajmy, że wtedy zapłacimy podwójnie. W ratach oddamy nie tylko kwotę należnej bankowi prowizji, ale też odsetki od tej sumy. W skrajnym przypadku zastosowanie wszystkich tych mechanizmów może ograniczyć kwotę potrzebnej do zakupu gotówki o połowę, ale nie łudźmy się – wiąże się to często z dodatkowymi kosztami w przyszłości w postaci wyższych rat.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Za ubiegłorocznym, rekordowym wynikiem sprzedaży mieszkań stoi szeroka oferta rynku deweloperskiego, skierowana do wszystkich grup nabywców

Bogata oferta nowych mieszkań przyciągnęła w 2016 roku niespotykaną jak dotąd w całej historii rynku liczbę nabywców. Deweloperzy kolejny raz ustanowili rekord sprzedaży. Jak obliczają specjaliści, w sześciu największych miastach w kraju właścicieli znalazło 62 tys. lokali. To wynik o jedną piątą lepszy niż w 2015 roku.

Sukces sprzedaży był możliwy dzięki przygotowanej przez firmy różnorodnej ofercie, która na bieżąco była uzupełniana. Deweloperzy zapewnili duży wybór mieszkań wszystkim grupom kupujących obecnym na rynku. W 2016 roku w wiodących aglomeracjach weszło do sprzedaży około 65 tys. mieszkań.

Bezpieczne inwestowanie w nieruchomości

Duży udział w boomie, jaki przeżywa rynek nowych mieszkań, mają niskie stopy procentowe, które przełożyły się na optymalne oprocentowanie kredytów hipotecznych oraz słabą rentowność lokat bankowych. To spowodowało, że inwestorzy zwrócili się w kierunku rynku nieruchomości i na nim lokowali kapitał.

Sondaże przeprowadzane wśród firm mówią o 30 do 40 proc. nowych mieszkań kupowanych z przeznaczeniem na wynajem przez osoby, które inwestycję traktują jako bezpieczne źródło dochodu. Klienci inwestycyjni to obecnie spora i stale rosnąca grupa nabywców, która jest odbiorcą mieszkań budowanych w różnych segmentach rynku.

Inwestorzy z zasobniejszym portfelem stawiają przede wszystkim na nieruchomości z wyższej półki. Deweloperzy przyznają, że zainteresowanie luksusowymi nieruchomościami jest w Polsce z roku na rok coraz większe, a tego typu inwestycji przybywa. W prestiżowe nieruchomości inwestują nie tylko zamożni Polacy, ale także inwestorzy zagraniczni. W ubiegłym roku po raz pierwszy na polskim rynku doszło do dużych transakcji kupna pakietów mieszkań i całych budynków z przeznaczeniem na wynajem przez fundusze inwestujące w nieruchomości.

Lokalizacja daje zarobić

Z myślą o inwestorach deweloperzy budują nie tylko apartamentowce, ale projektują mieszkania w różnym standardzie. W nowych inwestycjach oferują  przede wszystkim najbardziej poszukiwane, dwupokojowe lokale o małych metrażach. Powierzchnia bardzo się liczy, bo im niższe są ceny całkowite mieszkań, tym krąg odbiorców szerszy. Wspólną cechą projektów przygotowywanych pod inwestycje jest ich położenie w okolicach dobrze skomunikowanych z resztą miasta, co w przypadku Warszawy oznacza rejony sąsiadujące z metrem, choć nie tylko.

Większość zakupów inwestycyjnych odnotowanych jest w największych aglomeracjach w kraju, które są celem migracji zarobkowych i edukacyjnych. Pod wynajem wybierane są najczęściej inwestycje położone w centralnych częściach miast. Szczególnie w Warszawie takie nieruchomości nie należą do najtańszych, bo na cenę metra wpływają wysokie koszty zakupu gruntu.

Zróżnicowana oferta

By umożliwić inwestowanie w takie lokale szerszej grupie klientów deweloperzy przygotowują m.in. projekty, w których oferują mikroapartamenty. Jedna z takich inwestycji powstaje na warszawskim Muranowie przy ulicy Pawiej. – Studio Centrum to typowy produkt skierowany dla osób i firm, które poszukują sposobów na lokowanie pieniędzy. W budynku oferujemy lokale o powierzchni od 14 mkw. do 41 mkw. w podwyższonym standardzie. Te o najmniejszym metrażu sprzedają się w pierwszej kolejności. Ceny zaczynają się od 180 tys. zł netto – informuje Tomasz Sadłocha, członek zarządu Ochnik Development.

– Chcąc zróżnicować ofertę, w tej samej lokalizacji wprowadziliśmy do sprzedaży mieszkania w inwestycji Dzielna 64. Poza inwestorami, projekt cieszy się powodzeniem także osób chcących zmienić adres, by polepszyć komfort zamieszkania. Oferta dedykowana jest tu do klientów poszukujących wysokiej klasy nieruchomości usytuowanych centralnie, które zapewniają wszelkie wygody. Ceny apartamentów (od 9900 zł/mkw.) determinuje standard mieszkań oraz wykończenie i aranżacja części wspólnych w budynku. Podobnie jak w Studiu Centrum, klienci doceniają możliwość dowolnego łączenia mieszkań i ponownego ich dzielenia, jeśli zaistnieje taka potrzeba – opowiada Tomasz Sadłocha.

Pierwsze mieszkanie z dopłatą państwa

Poza inwestorami i osobami zmieniającymi mieszkania na lepsze, wybijającą się grupą nabywców nowych mieszkań są młodzi ludzie kupujący swoje pierwsze lokum. Na progu kariery wybierają zwykle inwestycje w standardzie popularnym. Dlatego takie projekty wciąż przeważają na rynku. Część mieszkań realizowanych w segmencie podstawowym obejmuje program Mieszkanie dla młodych, co pozwala kupującym uzyskać dopłaty do kredytu od państwa. W ostatnim czasie zainteresowanie tą opcją było tak duże, że pula środków przeznaczonych na tegoroczne dopłaty w programie MdM wyczerpała się już z końcem stycznia.

Sprzedaży mieszkań sprzyja stabilizacja cen. Deweloperzy konkurują bardziej jakością inwestycji. Zdobywają klientów m.in. nowoczesnym wyglądem i jakością budynków, ciekawymi aranżacjami części wspólnych oraz atrakcyjnymi i praktycznymi dla mieszkańców rozwiązaniami. Należą do nich zielone dziedzińce, górne tarasy, fontanny, reprezentacyjne hole, sale do ćwiczeń, rowerownie, czy sauny.

Źródło: Ochnik Development

Ponad 370 mln zł miało wystarczyć na rok 2017, a może się okazać, że już w styczniu pieniądze się skończą. Bank Gospodarstwa Krajowego  na swoim profilu na Twitterze podał dane dotyczące programu Mieszkanie dla Młodych. Zgodnie z tą informacją do 11 stycznia do godz. 14 z puli 2017 roku złożone zostały wnioski o dopłatę o łącznej wartości 318,4 mln złotych.

– Środki w programie Mieszkanie dla Młodych z puli roku 2017 skończyły się praktycznie po miesiącu od ponownego przyjmowania wniosków. Osoby, które chcą skorzystać z programu i uruchomić dopłatę w bieżącym roku już praktycznie nie mają takiej możliwości. Dostępne są ciągle środki z puli roku 2018. W tej chwili wykorzystane jest ok. dwadzieścia procent. Z tym, że przed rozpoczęciem 2018 roku możemy wykorzystać maksymalnie 50 proc. z tej puli. Możemy też przypuszczać, że te środki wyczerpią się relatywnie szybko – mówi Michał Krajkowski, główny analityk Notus Doradcy Finansowi.

Przed rozpoczęciem 2017 roku z puli tegorocznej zarezerwowane na dopłaty zostało 362,427 mln złotych, co stanowiło 48.58 proc. łącznej kwoty na cały 2017 rok. Jeżeli zgodnie z informacją z BGK od 1 do 11 stycznia zarezerwowane zostało 318,4 mln złotych, to oznacza to, że łącznie zarezerwowaliśmy już prawie 680 mln złotych, co stanowi ponad 91 proc. łącznej puli środków.

Kiedy BGK wstrzyma przyjmowanie wniosków?

Zgodnie z Art. 37 Ust. 1 ustawy o pomocy państwa w nabyciu mieszkania przez młodych ludzi Bank Gospodarstwa Krajowego wstrzymuje przyjmowanie wniosków o dopłaty po osiągnięciu poziomu 95 proc. przyznanego limitu. Jesteśmy zatem bardzo blisko tego granicznego poziomu i obserwując tempo składania wniosków w 2017 roku. W takim przypadku, zgodnie z przepisami ustawy, od następnego dnia banki przestaną przyjmować wnioski o dopłaty.

Złożenie wniosku w jednym z banków oznacza już zarezerwowanie środków. Zatem jeśli nawet po wstrzymaniu przyjmowania wniosków przez BGK będziemy chcieli złożyć wniosek kredytowy w innej instytucji, to będziemy mogli to zrobić, w sytuacji gdy wcześniej złożyliśmy wniosek i zarezerwowaliśmy środki w innym banku.

Wypowiedź: Michał Krajkowski, główny analityk Notus Doradcy Finansowi.

Eksperci

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

AKTUALNOŚCI

Nowa Normalność – obowiązkowa lektura na Nowy Rok

"Konwergencja sił społeczno-demograficznych, technologicznych, gospodarczych i środowiskowych przeks...

Prognozowana koniunktura na 2020 rok

Po roku 2019 - kolejnym bardzo dobrym roku w gospodarce Polski, koniunktura w 2020 r. będzie również...

Trendy 2020: Elastyczny styl pracy kusi coraz więcej Polaków

Z najnowszej edycji badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że el...

Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłu...

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Zielony Ład i usługi cyfrowe wśród planów legislacyjnych instytucji UE na 2020 rok

W tym roku unijne instytucje zaproponują m.in. przepisy dotyczące walki z kryzysem klimatycznym, zab...

W 2020 roku popracujemy więcej

Niekorzystny układ kalendarza powoduje, że w bieżącym roku trudniej będzie odpocząć w trakcie długic...

Lokata dekady: 9 milionów procent za bitcoina!

Jeśli ktoś 10 lat temu zainwestował w kryptowaluty, prawdopodobnie zyskał fortunę. Dziewięć milionów...

Znalezienie idealnego networkingu jako wyzwanie noworoczne

Nowy rok to czas szumnych postanowień i zmian, które chcemy wprowadzać w swoje życie równo z wybicie...

Nowa Normalność – obowiązkowa lektura na Nowy Rok

"Konwergencja sił społeczno-demograficznych, technologicznych, gospodarczych i środowiskowych przeks...