piątek, Luty 14, 2020
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "bank"

bank

Ceny mieszkań rosną a chętnych na kredyt wciąż nie brakuje. Wartość długów, o które zawnioskowali w styczniu Polacy, była aż o 24,5% wyższa niż na początku 2019 roku – wynika za danych BIK. W ostatnim czasie coraz wolniej rośnie za to średnia kwota kredytu, o którą wnioskuje potencjalny kredytobiorca. To daje nadzieje na to, że wzrosty cen mieszkań wyhamują. Pojawiają się też sugestie, że lekarstwo na ten problem szykuje rząd.

Ceny mieszkań rosną wolniej

Ponad 8% – o tyle w ciągu roku wzrosła średnia wartość wnioskowanego przez Polaków kredytu hipotecznego. Jest to liczba w pełni zależna od tego na co umawia się kupujący ze sprzedającym mieszkanie. Naturalne jest tu mocne powiązanie – Polacy ograniczają apetyty na hipoteki, gdy mieszkania tanieją i odwrotnie – kupujący muszą pożyczać więcej, gdy mieszkania drożeją.

ceny mieszkań - kredyty wykres
ceny mieszkań – kredyty wykres

Wzrost średniej wnioskowanej kwoty jest wciąż duży, ale już nie dwucyfrowy. Warto podkreślić, że dokładnie rok wcześniej nasz apetyt na pożyczane kwoty rósł dwa razy szybciej. Czemu warto śledzić te informacje? Dane BIK o popycie na kredyty jako pierwsze sygnalizują kierunek zmian cen mieszkań. I choć na twarde dane potwierdzające przypuszczenie o hamujących wzrostach cen mieszkań przyjdzie poczekać jeszcze kilka miesięcy, to bez wątpienia takie hamowanie byłoby przyjęte z ulgą przez wiele osób.

Czas na uspokojenie

A trzeba podkreślić, że właśnie taki scenariusz jest dziś najbardziej prawdopodobnym dla rynku mieszkaniowego w 2020 roku. Główne powody? Spodziewany wolniejszy, choć wciąż solidny, wzrost gospodarczy, słabszy wzrost wynagrodzeń czy stopniowo spadająca rentowność wynajmu mieszkań. Ma to szanse tonować popyt na mieszkania na tyle, że ceny nieruchomości przestaną rosnąć w tak szybkim tempie jak w 2019 roku. Podobnie może działać sugerowane przez Ministerstwo Rozwoju zaproszenie deweloperów do realizacji programu Mieszkanie +.

Miałoby ono polegać na tym, że w zmian za oddanie gruntów pod zabudowę na preferencyjnych warunkach, część powstałych mieszkań byłaby przeznaczana na wynajem. W ten sposób mogą szybciej powstać rzeczone mieszkania w ramach rządowego programu. Ponadto, rzucona na rynek pula nowych gruntów do zabudowy przez deweloperów, może doprowadzić do wyraźnego ograniczenia wzrostu cen mieszkań na rynku.

Inwestorzy wciąż głodni mieszkań

Oczywiście nie jest tak, że wszystkie czynniki będą w bieżącym roku działały w kierunku hamowania wzrostów cen mieszkań. Przykład? Najniższe w historii oprocentowanie lokat, które powoduje, że sporo osób posiadających odpowiedni kapitał, wybiera mieszkanie na wynajem jako alternatywę dla swoich pieniędzy. Podobnie działa przyspieszająca w ostatnim czasie inflacja, która już dziś pochłania wartość oszczędności ponad 3 razy szybciej niż banki dopisują odsetki do przeciętnej lokaty. Prognozy sugerują, że niebawem sytuacja będzie jeszcze gorsza.

Najważniejsze, aby nie wylać dziecka z kąpielą

W tym kontekście ciekawe są doniesienia na temat możliwych zmian w regulacjach rynku kredytowego. I choć brakuje w tym zakresie konkretów, to wiemy, że celem hipotetycznych regulacji ma być ograniczenie podaży kredytów. To zaskakujące biorąc pod uwagę, że banki w ostatnich kwartałach i tak utrudniają dostęp do hipotek oraz podnoszą ich ceny. Do tego większość mieszkań kupowanych jest za gotówkę.

Wróćmy jednak do meritum. Sposobów na schładzanie rynku hipotecznego jest bowiem wiele. Można pracować nad wymaganiami odnośnie wkładu własnego, dozwolonym poziomem wskaźnika DtI – czyli tego jaką część dochodu pochłaniać ma rata, ale również regulując maksymalny okres kredytowania czy wprowadzając dodatkowe regulacje odnośnie kredytów dla inwestorów. Zmieniając te elementy układanki trzeba jednak bardzo uważać.

Ceny mieszkań a wkład własny

Przykład? Podniesienie dziś wymagań odnośnie wkładu własnego z łatwością może ograniczyć np. dostęp do kredytów mieszkaniowych dla osób młodych, a w tym zakresie wzorem Irlandii, Łotwy czy Estonii powinno raczej dojść do liberalizacji niż zaostrzania kryteriów udzielania kredytów. Więcej pisaliśmy o tym w raporcie HRE Think Tank na temat wpływu wymagań odnośnie wkładu własnego na rynek mieszkaniowy.

Trzeba mieć świadomość, że śrubowanie wymagań odnośnie wspomnianego wkładu własnego najbardziej uderza w osoby młode. Nierzadko prowadzi to do konieczności mieszkania w domach rodzinnych, a przecież to brak możliwości wyprowadzki „na swoje” jest często wskazywanym powodem, dla którego Polacy odwlekają decyzję o założeniu rodziny. To tym bardziej ważne w dobie kryzysu demograficznego.

Inną kwestią są regulacje odnośnie kredytów zaciąganych na mieszkania kupowane przez inwestorów. W ich przypadku udzielane dziś kredyty z niskim wkładem własnym i niską marżą mogą zaskakiwać – szczególnie biorąc pod uwagę, że co do zasady są to długi o wyższym poziomie ryzyka niż kredyty udzielane wcześniej wspomnianym osobom młodym kupującym swoje pierwsze „M”.

Nie brakuje chętnych na dług

Wolniejszy wzrost przeciętnej wnioskowanej kwoty kredytu nie znaczy jednak, że popyt na kredyty maleje. Wręcz przeciwnie. Dobitnie świadczy o tym najnowsza publikacja BIK. Wynika z niej, że wciąż przybywa chętnych na mieszkaniowe długi. Liczba składanych wniosków kredytowych była bowiem w styczniu 2020 roku o ponad 9% wyższa niż rok wcześniej. W sumie więc łączna kwota, o której pożyczenie ubiegali się nabywcy mieszkań w styczniu 2020 roku była prawie o jedną czwartą wyższa niż rok wcześniej. To daje bankom nie tylko możliwość bicia historycznych rekordów wartości udzielanych kredytów mieszkaniowych, ale też jest idealną okazją do podnoszenia kosztu kredytu czy stawiania przed potencjalnymi kredytobiorcami wyższych wymagań.

ceny mieszkań - popyt na kredyty wykres
ceny mieszkań – popyt na kredyty wykres

Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments

Lokaty bankowe tak jak były nisko oprocentowane tak dalej pozostaną. Co więcej stan ten potrwa przynajmniej do przyszłego roku. Rada Polityki Pieniężnej nie tylko bowiem nie podniosła stóp procentowych ale dala też do zrozumienia że w najbliższym czasie nie zamiezra tego robić. W efekcie trzymanie pieniędzy na tradycyjnych lokatach wciąż będzie mało opłacalne. Ponniżej publikujemy komentarz ekonomiczny Credit Agricole.

RPP: inflacja może przekroczyć cel inflacyjny

RPP czyli Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp procentowych (stopa referencyjna wynosi 1,50%). Komunikat po posiedzeniu RPP uległ wyraźnym zmianom, które miały na celu odniesienie się do problemu inflacji kształtującej się na podwyższonym poziomie. Po raz pierwszy Rada zaznaczyła, że w najbliższych miesiącach inflacja może przekroczyć górną granicę odchyleń od celu inflacyjnego (3,5% r/r). W komunikacie zwrócono jednak uwagę, że „do przejściowego wzrostu dynamiki cen przyczynią się czynniki o charakterze podażowym i regulacyjnym, a więc pozostające poza bezpośrednim wpływem krajowej polityki pieniężnej. Wraz z wygaśnięciem wpływu tych czynników oraz oczekiwanym osłabieniem tempa wzrostu PKB inflacja będzie się obniżać.”.

W komunikacie po posiedzeniu Rada podtrzymała ocenę. Zgodnie z nią „obecny poziom stóp procentowych sprzyja utrzymaniu polskiej gospodarki na ścieżce zrównoważonego wzrostu oraz pozwala zachować równowagę makroekonomiczną”. Rada dodała również, że obecny poziom stóp procentowych „jednocześnie umożliwia realizację celu inflacyjnego w średnim okresie”. Tym samym ocena Rady dotycząca perspektyw kształtowania się inflacji, pomimo spodziewanego i przejściowego przestrzelenia celu, nie zmieniła się istotnie w porównaniu do tej wyrażanej w ostatnich miesiącach.

RPP nie zareaguje na przejściowe przestrzelenie celu inflacyjnego

Na konferencji po posiedzeniu RPP prezes NBP A. Glapiński podtrzymał wyrażany wcześniej pogląd, zgodnie z którym do końca jego kadencji stopy procentowe nie ulegną zmianie. Nadal uważa on, że w tym horyzoncie czasowym bardziej prawdopodobna jest obniżka stóp, niż ich podwyżka. Jednocześnie akcentował on podażowy charakter oczekiwanego wzrostu inflacji w I poł. br. (m.in. wzrost cen za granicą oraz podwyżki cen prądu) i podkreślał, że inflacja najprawdopodobniej obniży się w II poł. br. Taka ocena perspektyw wzrostu cen jest spójna z naszym scenariuszem inflacyjnym – przedstawimy go szerzej w najbliższej MAKROmapie.

Lokaty bankowe bez zmian
Lokaty bankowe bez zmian

Wzrost PKB powyżej 3% w tym roku

W kontekście perspektyw gospodarczych, prezes NBP zwrócił uwagę, że niższe tempo wzrostu PKB w Polsce jest częściowo powiązane ze słabą koniunkturą za granicą. Za to fundamentalna sytuacja pozostaje dobra. Uważa on, że epidemia koronawiursa w Chinach będzie miała ograniczony wpływ na wzrost gospodarczy w Polsce. W jego ocenie, dynamika PKB ukształtuje się na poziomie ok. 3,0-3,5% w 2020 r.

Obecni na konferencji członkowie RPP – E. Łon i K. Zubelewicz – przedstawiali przeciwstawne opinie dotyczące odpowiedniego poziomu stóp procentowych. Pierwszy z nich widzi przestrzeń do obniżek stóp (w celu pobudzenia wzrostu gospodarczego). Drugi zaś uważa, że obecny poziom stóp jest za niski, a ich podwyżka oddziaływałaby w kierunku stabilizacji inflacji.

Lokaty bankowe słabe. Stopy procentowe bez zmian do końca 2021 roku

Dzisiejsze wypowiedzi członków Rady stanowią wsparcie dla naszego scenariusza. Zgodnie z nim stopy procentowe NBP nie zmienią się co najmniej do końca 2021 r. Mimo przejściowego przestrzelenia celu inflacyjnego NBP w I kw. br. Spodziewana przez nas łagodna polityka pieniężna EBC (kolejna obniżka stopy depozytowej, kontynuacja programu luzowania ilościowego) jest spójna z tą prognozą.

Treść komunikatu po posiedzeniu RPP oraz wypowiedzi prezesa NBP na konferencji są naszym zdaniem neutralne dla kursu złotego i rentowności obligacji.

Krystian Jaworski
Starszy Ekonomista
Credit Agricole Bank Polska S.A.

Pożyczka gotówkowa – co w niej nas kusi najbardziej? Odpowiedzi sa jasne. Niskie oprocentowanie, niewysokie raty i atrakcyjny łączny koszt pożyczki lub kredytu to główne kryteria, jakimi kierujemy się przy zaciąganiu zobowiązań finansowych. Jednak po wyborze oferty, zupełnie tracimy czujność. Z treścią zawieranej umowy uważnie zapoznaje się tylko połowa konsumentów, a co 3. osoba sprawdza wyłącznie wysokość rat i termin ich płatności – wynika z raportu „Preferencje pożyczkowe Polaków” przygotowanego przez Federację Konsumentów i Fundację Rozwoju Rynku Finansowego.

45 proc. Polaków spłaca kredyt lub pożyczkę

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy kredyt lub pożyczkę (w banku, SKOK-u, firmie pożyczkowej czy też u rodziny bądź znajomych) spłacało 45 proc. Polaków. Decyzję o zaciągnięciu nowego zobowiązania podejmujemy jednak dość ostrożnie. Po kredyty i pożyczki sięgamy głównie w sytuacji, gdy w naszym życiu pojawia się nagły wydatek lub potrzeba, z którą nie można czekać (62 proc. deklaracji). Jeśli już pożyczamy to głównie na remont mieszkania, zakup samochodu oraz w celu pokrycia wydatków związanych z leczeniem. Co 5. osoba finansuje w ten sposób zakup sprzętu AGD i RTV.

Pożyczka gotówkowa. Jak ją wybieramy - czyli czynniki decydujące
Pożyczka gotówkowa. Jak ją wybieramy

Pożyczka gotówkowa – nie wszyscy chcą

Duże grono Polaków – 36 proc. – w ogóle odrzuca gotowość skorzystania z kredytu lub pożyczki w ciągu kolejnego roku. Co jest tego powodem? Przede wszystkim niechęć do długów. Niemal połowa osób z tej grupy badanych nie lubi mieć zobowiązań i uznaje je za ostateczność. Z kolei 4 osoby na 10 wskazują, że nie mają takiej potrzeby, a co 5. osoba nie pożycza, bo obawia się problemów ze spłatą.

Pożyczka gotówkowa – kto nie bierze

Po pożyczkę lub kredyt gotówkowy najczęściej sięgają 30- i 40-latkowie, stanowiąc 1/3 osób spośród grona zadłużonych. Niewiele mniejszą grupę stanowią osoby młode, w wieku 18-34 lata. Najrzadziej pożyczają natomiast osoby starsze. „Wokół aktywności kredytowej Polaków narosło wiele mitów. Jednym z nich jest przekonanie, że z kredytów i pożyczek najczęściej korzystają seniorzy. Jak jednak wynika z naszych badań, osoby powyżej 65 r.ż. stanowią tylko 15 proc. wszystkich pożyczko- i kredytobiorców – mówi Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. „Podobnie w przypadku stwierdzenia, że najbardziej zadłużają się osoby o niskim statusie materialnym, którym nie wystarcza środków na pokrycie bieżących wydatków. Tymczasem ponad połowa osób, która w ciągu ostatnich 12 miesięcy zaciągnęła tego rodzaju zobowiązanie, określa swoją sytuację finansową jako średnią, a co 4. osoba deklaruje wyższy status materialny” – dodaje Agnieszka Wachnicka z FRRF.

Pożyczka gotówkowa. Jak ją wybieramy i na co zwracamy uwagę
Pożyczka gotówkowa. Jak ją wybieramy

Niskie oprocentowanie podstawowym kryterium wyboru pożyczki lub kredytu

Czym Polacy kierują się przy wyborze pożyczko- lub kredytodawcy? Przede wszystkim niskim oprocentowaniem zaciąganego zobowiązania, na które zwraca uwagę połowa badanych. Kolejnym ważnym kryterium jest wysokość rat (39 proc. wskazań), a następnie atrakcyjny koszt pożyczki, który bierze pod uwagę ponad 1/3 osób. Ponadto niemal równie ważne jak warunki finansowe oferty są jasny opis i zrozumiałe zapisy umowy oraz wiarygodność i znajomość instytucji, z którą planujemy związać się na dłużej. Mniejsze znaczenie mają natomiast m.in. szybkość wypłaty gotówki czy też fakt że cały proces zawierania umowy odbywa się online.

Liczą się koszty

Choć wysokość kosztów związanych z zaciągnięciem kredytu lub pożyczki to najważniejszy czynnik dla ogółu Polaków, to biorąc pod uwagę odpowiedzi tylko tych osób, które w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy korzystały z tego rodzaju produktów finansowych, sytuacja jest zgoła odmienna. Okazuje się, że dla pożyczko i kredytobiorców znad Wisły najistotniejsze są nie tyle koszty, ile opinie o firmie i rekomendacje bliskich. Ważniejszy od warunków finansowych konkretnej oferty jest również łatwy oraz wygodny proces zawierania umowy.

Co 10. Polak nie wie, jak sprawdzić wiarygodność firmy

W efekcie Polacy zapytani o znajomość metod, jakimi zweryfikowaliby rzetelność firmy, w której planują zaciągnąć zobowiązanie wskazują, że w pierwszej kolejności sprawdziliby, co o danym podmiocie piszą w sieci pozostali internauci (55 proc. wskazań). Dodatkowo 40 proc. osób sprawdziłoby listę ostrzeżeń publicznych KNF i niemal tyle samo osób zapytałoby o znajomość firmy wśród swoich bliskich lub sprawdziłoby, czy firma figuruje w KRS. Wciąż jednak 1 osoba na 10 przyznaje, że nie wie w jaki sposób może sprawdzić wiarygodność pożyczko- lub kredytodawcy.

Tracimy ostrożność przy podpisywaniu umowy

Choć wybór oferty pożyczki lub kredytu wydaje się być poprzedzony analizą – sprawdzamy wysokość kosztów związanych z udzieleniem finansowania przez bank lub firmę pożyczkową – to jednak tracimy czujność przy podpisywaniu umowy. Nadal większość osób sprawdza całkowity koszt pożyczki lub kredytu (60 proc. wskazań), ale już tylko 54 proc. badanych przyznaje, że dokładnie czyta zawieraną umowę. Co więcej aż 1/3 konsumentów podpisując umowę, sprawdza wyłącznie wysokość rat i termin ich płatności.

Pożyczka gotówkowa. Jak ją wybieramy i na co wydajemy
Pożyczka gotówkowa. Jak ją wybieramy

Jest lepiej

„Od lat przyglądamy się rynkowi finansowemu – badamy i wnikliwie analizujemy, jak zachowują się na nim instytucje finansowe i sami konsumenci. Widzimy, że rynek się zmienia, ale konsumenci też. Dodatkowo aawsze zwracaliśmy uwagę, jak ważne jest czytanie przez konsumentów umów i to nie tylko kredytowych czy pożyczkowych. „Podpisać możesz, przeczytać musisz” – to hasło przewijało się przez różne nasze kampanie i odnosiło się właśnie do umów. Z aktualnego badania wynika, że połowa respondentów „dokładnie czyta zawieraną umowę”. Jest na pewno lepiej niż kilkanaście, a nawet kilka lat temu. To pokazuje, że dotychczasowe działania, między innymi Federacji Konsumentów, przynoszą efekty, ale również że nadal potrzebna jest edukacja i docieranie z rzetelną wiedzą do konsumentów” – powiedział w podsumowaniu wyników badania Kamil Pluskwa-Dąbrowski, prezes Federacji Konsumentów.

Lokaty to obecnie licha tarcza przed inflacją. Prognozy sugerują, że tylko 5 bankowych depozytów daje szanse na realne zyski – wynika z badania przeprowadzonego przez HRE Investments. Niestety dzięki nim zainwestujemy relatywnie niewielkie kwoty, a nawet skromny wzrost prognozowanej przez NBP inflacji może przekuć nadzieję na zysk w realną stratę.

Polaków uderzają po kieszeni dwa niekorzystne zjawiska – najniższe oprocentowanie lokat w historii oraz przyspieszający wzrost cen. To powoduje, że w większości przypadków inflacja pochłania wartość nabywczą oszczędności szybciej niż banki dopisują do kapitału odsetki. W efekcie po zakończeniu lokaty większość oszczędzających będzie mogła za pieniądze wraz z odsetkami kupić mniej niż w dniu zakładania depozytu.

Polacy wolą na krótko

Nie zawsze musi tak jednak być – wynika z najnowszego rankingu lokat przygotowanego przez HRE Investments. Bierzemy pod uwagę produkty najpopularniejsze wśród Polaków, a więc maksymalnie roczne. Zakładamy ponadto, że łowca bankowych okazji skłonny jest związać się z bankiem nie tylko promocyjnym depozytem, ale też – o ile skutkować to będzie możliwością skorzystania z lepszych ofert – zdecyduje się przy okazji na inne produkty (np. konto osobiste wraz z kartą płatniczą).

W naszym zestawieniu nie ujmujemy więc oferty np. Santander Consumer Banku, który osobom powierzającym swoje środki na 3 lata oferuje oprocentowanie na poziomie 2,4%. Pomijamy też rozwiązanie oferowane przez nowego gracza na polskim rynku – BFF Banking Group, który obiecuje  4% w skali roku o ile zainwestujemy wolne środki na 5 lat.

Lokaty dadzą zarobić o ile inflacja nie wzrośnie

W przypadku lokat krótkoterminowych na szczycie tabeli znajdziemy wybitnie limitowane oferty promocyjnych depozytów. Robi tak zwycięzca rankingu – Nest Bank, który specjalnym nieopodatkowanym bonusem premiuje regularne wpłaty na konto oszczędnościowe. Oszczędzać możemy do 600 złotych miesięcznie, ale za to otrzymujemy 1,2% oprocentowania w skali roku plus wspomniany bonus w wysokości zależnej od liczby posiadanych dzieci. Przy rodzinie w modelu 2+1 jest to 3% wpłat po pierwszym roku. Daje to łącznie zysk odpowiadający lokacie z oprocentowaniem zbliżonym do 5% w skali roku. Oczywiście znowu produkt ten jest mocno limitowany – maksymalna kwota, którą można zainwestować, jest ograniczona, a bonus pieniężny w kolejnym roku jest naliczany nie od całego salda znajdującego się na koncie, tylko od kwoty wpłaconej w poprzedzających 12 miesiącach. Oprocentowanie w drugim roku nie będzie już więc aż tak imponujące. Produkt można jednak zamknąć po zainkasowaniu pierwszej premii.

Kolejne cztery miejsca w zestawieniu to lokaty i konta oszczędnościowe przeznaczone dla nowych klientów banków: Millennium, Nest, Idea i Getin Noble. Można za ich pomocą zainwestować nie więcej niż od 10 do 20 tysięcy złotych. Oprocentowanie to od 3,5 do 4%. Są to oferty przeważnie dla klientów, którzy mocniej wiążą się z instytucją (poza Idea Bankiem). W efekcie w pakiecie z depozytem trzeba posiadać konto w banku przelewać na nie pewną kwotę, a nawet płacić za pomocą BLIK lub karty wydanej do konta.

Lista lokat

Na tym kończą się w naszym zestawieniu lokaty, dzięki którym możliwe jest osiągnięcie realnego zysku w skali roku. Wszystko dlatego, że prognoza NBP sugeruje, że ceny dóbr i usług wzrosną o w ciągu 12 miesięcy około 2,7%. Aby więc uchronić posiadany kapitał przed utratą siły nabywczej niezbędne byłoby założenie lokaty oprocentowanej na trochę ponad 3,3% w skali roku. Dopiero wtedy po potrąceniu podatku od zysków kapitałowych (19%) dopisane do lokaty odsetki powinny pozwolić zachować siłę nabywczą posiadanego kapitału. Oprocentowanie wyższe niż 3,3% w skali roku oznacza realny zysk – oczywiście o ile nie będziemy mieli w pierwszym kwartale 2021 roku inflacji wyższej niż 2,7%. W to jednak coraz mniej osób wierzy.

Nowe środki dają wyższy procent

Jeśli ktoś ma do zainwestowania większe środki czyli od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych, to musi się przygotować na oprocentowanie na poziomie 2-3% w skali roku. Dodatkowo najczęściej są to oferty limitowane czasowo czy dla osób wpłacających do danej instytucji nowe środki. Na uwagę zasługują tu banki: Citi, mBank, Alior, Millennium, ING czy BNP. Na tym tle wyróżnia się wcześniej wspomniany BFF z lokatą na 2,85% i 12 miesięcy, z której uroków można korzystać bez limitów kwotowych czy spełniania wymagania przelania nowych środków czy tym bardziej bycia nowym klientem.

Idąc dalej, ktoś kto ma do zainwestowania więcej niż kilkaset tysięcy na krótki czas, a przy tym nie chce zaprzątać sobie głowy bankowymi promocjami, może zainteresować się też lokatami w PKO czy Banku Pocztowym, które oferują 1,3-1,5% w skali roku.

Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments

Uważaj, bank może odmówić Ci zwrotu prowizji, wskazując, że prawo nie działa wstecz…

Wrześniowy wyrok TSUE w sprawie kredytów konsumenckich spłaconych przed czasem potwierdził prawo kredytobiorców do odzyskania części poniesionych opłat. Chodzi o koszty kredytu pobierane przez bank, SKOK lub instytucję pożyczkową na samym początku okresu kredytowania. Zazwyczaj opłaty te powiększały udzielony kapitał, który klient następnie spłacał w oparciu o zawartą umowę.

Jakie przysługują mi roszczenia po spłacie kredytu konsumenckiego?

Do czasu opublikowania orzeczenia przez Trybunał instytucje finansowe odmawiały klientom proporcjonalnego zwrotu prowizji, czy opłat przygotowawczych, stojąc na stanowisku, że nie są one wprost powiązane z okresem kredytowania. Banki twierdziły, że takie opłaty mają jedynie charakter jednorazowy i jako koszty początkowe są rodzajem wynagrodzenia banku za określone czynności bankowe.

W tzw. „małe TSUE” jednoznacznie wskazano, że dokonanie spłaty kredytu przed terminem powinno skutkować zwrotem wszystkich opłat. Tych składających się na łączny koszt kredytu. Zatem pojęcie całkowitego kosztu kredytu obejmuje wszelkie elementy kosztów które kredytobiorca jest zobowiązany ponieść w związku z określoną umową o kredyt konsumencki.

Oczywiście obniżenie kosztów kredytu nie jest prawem absolutnym konsumenta, niczym nieograniczonym. Zwrot ten powinien być proporcjonalny w tym sensie,  że ograniczony jest do okresu od dnia faktycznej spłaty do dnia ostatecznej określonej w umowie. – podkreśla Paweł Wójcik, Członek Zarządu Votum Robin Lawyers SA.

Skutki „małego TSUE” dla kredytu konsumenckiego

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 11 września 2019 r. spowodował, że temat proporcjonalnego zwrotu kosztów kredytu, w szczególności prowizji bankowych, zyskał na popularności. Ponadto głos w tej istotnej dla konsumentów sprawie zabrał Rzecznik Finansowy, Rzecznik Praw Obywatelskich i Prezes UOKiK. Wszystkie podmioty zdecydowanie opowiedziały się po stronie kredytobiorców.

Temat zwrotów prowizji nie przeszedł również bez echa wśród banków. W efekcie początkowo przedstawiciele tych instytucji asekuracyjnie podeszli do tematu, argumentując, że ich działy prawne będą analizowały jeszcze zapisy wyroku TSUE, zanim zajmą swoje oficjalne stanowisko w tym temacie. Część banków zaczęła realizować postanowienia zapadłego orzeczenia. Jednak nie wszystkie instytucje dostosowały się wytycznych zawartych w wyroku.  

– Przykładem stosowania takiej praktyki jest Citi Bank (Bank Handlowy SA). Ten co prawda widzi podstawy do proporcjonalnego zwrotu opłat bankowych. Tylko jednak w umowach, które zostały zawarte po dacie wydania wspomnianego orzeczenia TSUE. Zdaniem banku chroni ich stara zasada „prawo nie działa wstecz”. Udzielając wcześniej kredytów, nie mogli bowiem przewidzieć, że TSUE wyda taki, a nie inny wyrok. Oczywiście argumentacja banku jest chybiona, gdyż wyrok TSUE nie stanowi żadnego nowego prawa. Nie jest aktem prawnym w sensie formalnym, tylko jako wyrok intepretuje i ocenia przepisy prawa krajowego pod kątem spójności z dyrektywami unijnymi – dodaje Paweł Wójcik.

Spłaciłeś wcześniej kredyt konsumencki? Prześlij swoją umowę kredytowa do BEZPŁATNEJ analizy na odzyskajoplaty@votum-rl.pl

Zdolność kredytowa coraz wyższa

Przeciętna zdolność kredytowa Polaków rośnie, ale dzieje się tak tylko dzięki wciąż rosnącym wynagrodzeniom. Banki stawiają od miesięcy coraz wyższe wymagania swoim potencjalnym klientom. Mogą to robić, bo chętnych na mieszkaniowy dług nie brakuje.

Trzyosobowa rodzina, w której oboje rodzice pracują i każde z nich przynosi do domu po średniej krajowej, mogłaby pożyczyć na mieszkanie 664 tys. złotych – wynika ze styczniowej ankiety przeprowadzonej przez HRE Investments wśród banków. To o 4 tysiące więcej niż przed miesiącem i około 64 tysiące więcej niż przed rokiem.

W naszym przykładzie wynagrodzenie wspomnianej rodziny opiewa na 7,4 tys. złotych netto miesięcznie. To znaczy, że na mieszkanie taka familia mogłaby pożyczyć prawie 90 razy więcej niż zarabia.

O kredyt łatwo, ale…

Nie powinno ulegać wątpliwości, że wynik jest wysoki. Po części jest to pokłosie tego, że w naszym badaniu zakładamy stan niemal idealny – rodzina nie ma żadnych zobowiązań, nie posiada kredytów, kart kredytowych, nie spłaca rat i ma niskie koszty utrzymania, a z drugiej strony posiada pozytywną historię kredytową. Rodzice pracują od 3 lat na pełen etat na umowie na czas nieokreślony i są skłonni przelewać wynagrodzenie na założone przy okazji zaciągania kredytu konto. Chcą też skorzystać z kart płatniczych lub kredytowych danej instytucji. Na pozostałe produkty dodatkowe patrzą bardzo sceptycznie (np. regularne oszczędzanie, dodatkowe polisy ubezpieczeniowe) i skorzystają z nich tylko jeśli będzie to bezwzględnie konieczne lub opłacalne.

Wyższe zarobki

Ponadto w naszym badaniu co miesiąc aktualizujemy wysokość wynagrodzenia rodziny – stosownie do zmian publikowanych przez GUS. Te sugerują wciąż szybki wzrost wynagrodzeń. I to właśnie rosnącym płacom zawdzięczamy rosnącą zdolność kredytową modelowej rodziny.

Z szacunków HRE Investments wynika bowiem, że jeśli rodzina w ciągu ostatniego roku nie dostałaby żadnej podwyżki, to i jej zdolność kredytowa byłaby niższa niż przed rokiem – nawet o około 30-40 tysięcy. Wszystko dlatego, że banki podnoszą marże oraz wymagania stawiane potencjalnym kredytobiorcom. Trudno się temu dziwić w obliczu bardzo szybko rosnącego popytu na mieszkaniowe długi. W samym tylko grudniu br. popyt na kredyty mieszkaniowe był o prawie jedną czwartą wyższy niż w analogicznym okresie przed rokiem – wynika z najnowszych danych BIK.

Poza tym w naszym badaniu zakładamy, że kredytobiorcy posiadają wkład własny. Warto przypomnieć, że dziś każdy, kto chce kupić mieszkanie z pomocą kredytu, musi minimum 10% wartości kupowanego lokum mieć w gotówce. Do tego dochodzą koszty transakcyjne (opłaty notarialne i sądowe, prowizje i opłaty bankowe czy wynagrodzenie pośrednika) oraz koszty wyposażenia, wykończenia lub przynajmniej odświeżenia lokum.

Najhojniejsi spuszczają z tonu

I choć jest to truizm, to każdy potencjalny kredytobiorca musi mieć świadomość, że oferty kredytowe banków potrafią się bardzo różnić. Dotyczy to stawianych wymagań, kosztów czy sposobu liczenia zdolności kredytowej. Co więcej, warunki kredytowe zmieniają się w bankach np. wraz z wprowadzaniem lub wygaszaniem promocji na hipoteki.

Modelowa rodzina

W naszym zestawieniu wyróżnia się oferta Credit Agricole. Tam modelowa rodzina mogłaby złożyć wniosek o kredyt na kwotę aż 724 tys. złotych. Jest to najwyższy wynik. Warto jednak zauważyć, że bank ten – pomimo podwyżki wynagrodzenia modelowych kredytobiorców – oszacował zdolność kredytową na kwotę o 4 tys. złotych niższą niż w grudniu 2019 roku. Podobnie zdolność kredytowa spadła względem poprzedniego miesiąca w BNP Paribas, gdzie modelowa rodzina mogłaby teraz pożyczyć 691 tys. złotych. W gronie najhojniejszych banków uplasował się też Pekao ze zdolnością na poziomie 696 tys. złotych.

Na drugim biegunie znajdziemy Alior Bank. Nawet jednak ta instytucja zadeklarowała chęć pożyczenia rodzinie kwoty prawie 602 tys. złotych. Z deklaracji banków wynika ponadto, że na najtańszą ofertę (najniższe RRSO) modelowa rodzina mogłaby liczyć w BNP Paribas, BOŚ Banku czy Citi Handlowym.

Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments

Z początkiem 2020 r. zaczęły się lata 20-te. To dobry moment, żeby podsumować minione 10 lat. W tym czasie nasze pensje wzrosły o połowę – mediana z ok. 2000 zł do ok. 3000 zł netto. Expander zwraca jednak uwagę, że mocno wzrosły również ceny. Dla przykładu nowe mieszkania w Opolu, Rzeszowie i Gdańsku zdrożały o ok. 60%. Poza tym więcej oszczędzamy, ale przynosi nam to mniej korzyści, gdyż oprocentowanie lokat spadło z 4% do 1,3%.

Pensje wzrosły o połowę

Zacznijmy od pozytywnego akcentu. Jesteśmy zdecydowanie bogatsi niż 10 lat temu. Przeciętna (mediana) pensja „do ręki” wzrosła z ok. 1950 zł do ok. 3020 zł, a więc aż o 55%. Dzięki temu coraz więcej osób może sobie pozwolić na oszczędzanie. W 2019 r. po raz pierwszy odkąd GUS prowadzi takie badania, ponad połowa Polaków zadeklarowało, że odkłada pieniądze. Dzięki temu suma ulokowana przez gospodarstwa domowe w bankach wzrosła ponad dwukrotnie (z 363 mld zł do 887 mld zł).

Ceny wzrosły o 17%

Niestety jednocześnie zauważalnie wzrosły też ceny. Średnio są one o 17% wyższe niż 10 lat temu. Oznacza to, że jeśli coś w 2010 r. kosztowało np. 1 000 zł, to dziś kosztuje ok. 1 170 zł, czyli 170 zł drożej. To oczywiście średnio, gdyż są produkty, które zdrożało znacznie bardziej i takie, których cena niemal się nie zmieniła. Przykładem tego, co istotnie zdrożało w minionych 10 latach są mieszkania. Średnia cena nowych lokali wzrosła o 32%. Największe wzrosty miały miejsce w Opolu (62%), Rzeszowie (59%) i Gdańsku (56%).

Jak zmieniły się ceny mieszkań od IV kw. 2009 r.

Jesteśmy dużo bardziej zadłużeni

Znacznie wzrosło też nasze zadłużenie. Bankom jesteśmy winni 787 mld zł, czyli o 84% więcej niż pod koniec 2009 r. Ponad połowa z tej kwoty, to długi wynikające z kredytów mieszkaniowych. W ostatnich latach zdecydowanie wzrosła liczba wypłacanych kredytów hipotecznych. Poza tym coraz wyższe ceny mieszkań zmuszają Polaków do zadłużania się na coraz wyższe kwoty. Średnia kwota kredytu wzrosła w omawianym okresie z 185 000 zł do 282 000 zł, czyli aż o połowę. Na szczęście w tym samym czasie mocno spadło oprocentowanie tego typu kredytów (z 7% do 3,84%).

Oprocentowanie lokat bankowych spadło z 4% do 1,3%

Wspomnieliśmy już jak wzrosły nasze oszczędności. Niestety spadek poziomu stóp procentowych spowodował, że oszczędzanie przynosi dziś znacznie mniejsze zyski. Średnie oprocentowanie lokat bankowych spadło z 4% do 1,3%. Przy kwocie 10 000 zł roczna wysokość odsetek spadła z 400 zł do 130 zł. To sprawiło, że obecnie zdecydowanie rzadziej trzymamy pieniądze na lokatach, a znacznie częściej na nieoprocentowanych rachunkach. Udział lokat spadł z 50% do 31%. To oczywiście świetna wiadomość dla banków, które mają darmowe źródło pieniądza, którym mogą finansować udzielanie kredytów.

Jarosław Sadowski

Główny analityk Expander Advisors

firma windykacyjna

Dokładnie 106 złotych – tyle w ciągu roku zarobi ktoś, kto powierzy bankowi 10 tysięcy złotych zakładając przeciętną lokatę. To prawie 4 razy mniej niż w 2012 roku, ale też 2-3 razy za mało, aby pokonać panującą inflację – wynika z szacunków HRE Investments.

Tak źle nie było od co najmniej kilkudziesięciu lat. Dostępne dane nie odnotowały bowiem jeszcze nigdy tak niskiego średniego oprocentowania lokat bankowych. Przeciętny depozyt pozwala zarobić zaledwie 1,31% – wynika z najświeższych danych NBP za listopad 2019.

To znaczy, że w ciągu roku powierzając bankowi kwotę 10 tysięcy złotych możemy liczyć na 106,11 złotych odsetek. Dlaczego tek mało? Z naliczonych 131 złotych odsetek bank zanim przeleje nam pieniądze na konto będzie jeszcze musiał oddać część (19%) fiskusowi w formie podatku. Dla porównania jeszcze w 2014 roku zysk był dwa razy wyższy, a w połowie 2012 roku przeciętna bankowa lokata pozwalała zarobić w ciągu roku ponad 400 złotych odsetek od powierzonych 10 tysięcy.

Dobra lokata, to ginący gatunek

Niewielkim pocieszeniem jest fakt, że wyższe oprocentowanie banki oferują na lokatach 3-miesięcznych i długoterminowych (ponad rok). Wciąż w obu przypadkach mówimy jednak o średnim zwrocie na poziomie nieprzekraczającym 2% w skali roku.

Prawdą jest też, że istnieje kilka produktów bankowych (lokat i kont oszczędnościowych), które pozwalają zarobić nawet 3-4 razy więcej niż wcześniej wspomniana średnia, ale są to przeważnie produkty promocyjne, wybitnie limitowane, z których często można korzystać będąc jedynie nowym dla banku klientem lub chcąc zainwestować relatywnie niewielkie pieniądze.

Tracimy szybciej niż zarabiamy

W efekcie znalezienie bankowego produktu, który ustrzeże nasze oszczędności przed inflacją jest nie lada wyzwaniem. Przypomnijmy, że wg danych urzędu statystycznego w listopadzie 2019 roku inflacja wynosiła 2,6%, a w całym 2020 roku ma wynosić 2,8% – wynika z projekcji przygotowanej przez NBP. Ciekawym doświadczeniem będą ponadto najbliższe miesiące, które przynieść mają chwilowy wzrost inflacji do poziomu nawet 3-4%. Na tym tle oprocentowanie bankowych depozytów będzie jeszcze mniej atrakcyjne, co powinno skutkować jeszcze większą awersją do lokat.

Cieszyć się z tego będzie Minister Finansów, do którego Polacy jeszcze tłumniej mogą ruszyć po obligacje skarbowe. Już dziś rodacy wydają na ich zakup po 1-2 miliardy złotych miesięcznie. Szczególną popularnością cieszą się papiery 4-letnie dające w pierwszym roku zarobek na poziomie 2,4%, a potem 1,25 pkt. proc. ponad inflację.

Swoją pozycję utrzymują też nieruchomości z których wynajmu można inkasować po 5-6% rocznego zysku. W tym wypadku oczywiście nikt nie gwarantuje, że mieszkanie będzie wynajmowane w sposób ciągły i przez osobę rzetelną, a poziom czynszu będzie tylko rósł. Niemniej ostatnie lata, w których mieszkania wyraźnie drożały, cieszyły tych, którzy zainwestowali na rynku mieszkaniowym. Zyski z tego tytułu są spore, bo z najnowszych danych NBP (za 3 kwartał 2019 roku) wynika, że przeciętne używane „M” w dużym mieście zdrożało w ciągu roku o 11,9%. W 2020 roku HRE Think Tank spodziewa się wyhamowania tej tendencji wzrostowej.

Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments

Prawdziwe koszty odfrankowienia umowy są dla kredytobiorców bafdzo ważne. Dlatego też w rozmowie z nami Prezes Votum Robin Lawyers S.A. podaje konkretne kwoty.

TSUE wyznacza szlaki

Od ogłoszenia precedensowego wyroku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE)  3 października 2019 r. w sprawie Państwa Dziubak przeciwko Raiffeisen Bank International AG, temat kredytów „frankowych” jest jednym z dominujących na rynku finansowo-prawnym. Obecna sytuacja pokazuje znaczny wzrost liczby podmiotów, które proponują pomoc prawną w tego typu sprawach. Wzrost liczby podmiotów to z kolei rosnąca ilość oferowanych usług. Oczywistym jest, że Kredytobiorca posiadający kredyt powiązany z walutą obcą najczęściej zadaje sobie dwa podstawowe pytania: czy warto i ile tak naprawdę będzie to kosztowało. M.in. o to zapytaliśmy Prezesa Zarządu Votum Robin Lawyers S.A. Kacpra Jankowskiego.

koszty odfrankowienia  - moneta chf na dłoni
koszty odfrankowienia Fot. Pixabay

Kacper Jankowski: Należy pamiętać o podstawowej kwestii – koszt odfrankowienia umowy kredytowej zależny jest od dwóch elementów. Po pierwsze, są to koszty wynikające z obowiązujących norm prawa – chodzi przede wszystkim koszty procesu, a po drugie koszty obsługi prawnej – czyli koszty, które uzależnione są od wyboru podmiotu prowadzącego sprawę.

Oferty odfrankowienia umów bankowych

BiznesTuba.pl: Skoro na koszty procesu Kredytobiorca nie ma bezpośredniego wpływu, natomiast na koszty obsługi prawnej już tak, to na co w tym zakresie należy zwrócić szczególnie uwagę?

KP: Ważne jest, aby Kredytobiorca wybrał ofertę, która nie tylko jest atrakcyjna pod względem finansowym, ale przede wszystkim w pełni zabezpiecza jego interesy. Analizując dostępne na rynku oferty, należy pamiętać o kilku istotnych kwestiach czyli:

– sprawdzenie, jakie usługi mieszczą się w zakresie wykonania umowy to znaczy, czy dotyczy ona jedynie postępowania sądowego, czy też postępowania przed-sądowego (polubownego), które zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa należy przeprowadzić przed skierowaniem pozwu w sprawie. W tym zakresie należałoby także pozyskać informację, czy wybierany przez nas pełnomocnik pomoże nam w pozyskaniu niezbędnej dokumentacji bankowej;

– sprawdzenie, czy umowa obejmuje reprezentację przed sądem II instancji i ewentualnie Sądem Najwyższym. Jeśli nie, dowiedzieć się, jakie dalsze koszty będziemy musieli ponieść z tego tytułu;

– sprawdzenie, czy umowa obejmuje dokładne określenie kosztów dodatkowych, jak choćby koszt dojazdu pełnomocnika na rozprawę;

Są to tak naprawdę podstawowe elementy, warto jednak pamiętać, że umowa, która z pozoru może wydawać się atrakcyjna dla naszego portfela, nie zawsze taka będzie. Należy zatem wybierać taki podmiot, który w sposób kompleksowy zajmie się naszą sprawą.

Koszty odfrankowienia czyli ile?

BT: Porozmawiajmy zatem o realnych kwotach. Ile to kosztuje? Jak to jest w przypadku Votum Robin Lawyers S.A.? Na jakie koszty musi być przygotowany Wasz potencjalny Klient?

KP: Przede wszystkim mamy zróżnicowaną ofertę i właśnie dzięki szerokiemu wachlarzowi cenowemu możemy dopasować jeden z czterech wariantów umowy do zdolności finansowej naszego Klienta. Nasze wynagrodzenie składa się z opłaty wstępnej wahającej się od 3 690 zł brutto do 19 690 zł brutto a także tzw succes fee w wysokości od 5% do 30%.

BT: Czyli jakie są konkretne koszty odfrankowienia?

KJ: Konkrety sprowadzają się do czterech rodzajów umów:

– BASIC 3 690 zł tytułem opłaty wstępnej, ponadto 30% succes fee od uzyskanych świadczeń, bądź 8% od kwoty udzielonego kredytu w razie stwierdzenia nieważności umowy.

– PREMIUM 7 390 zł tytułem opłaty wstępnej a także 20% succes fee od uzyskanych świadczeń, bądź 6% od kwoty udzielonego kredytu w razie stwierdzenia nieważności umowy.

– VIP 13 590 zł tytułem opłaty wstępnej dodatkowo 10% succes fee od uzyskanych świadcze, bądź 4% od kwoty udzielonego kredytu w razie stwierdzenia nieważności umowy.

– PLATINIUM 19 690 zł tytułem opłaty wstępnej jak również 5% succes fee od uzyskanych świadczeń, bądź 2% od kwoty udzielonego kredytu w razie stwierdzenia nieważności umowy

Koszty odfrankowienia czyli dopasowana oferta

BT: A jak ktoś nie wie, na co ma się zdecydować, to co wtedy?

KJ: W zależności od tego, jakie środki Klient chce zainwestować w prowadzą sprawę, jesteśmy w stanie dopasować dla niego odpowiednią ofertę. Co więcej, w sytuacji gdy w trakcie prowadzonego postępowania Klient jest usatysfakcjonowany współpracą z nami może wystąpić o zmianę zawartego wariantu umowy, zwiększając opłatę wstępną, co z kolei wpływa na końcowe rozliczenie i zmniejszenie wysokości succes fee. Warto dodać, iż proces odfrankowienia umowy jest procesem złożonym. W pierwszej kolejności uzyskujemy dla naszego Klienta zwrot już dokonanych nadpłat rat kredytowych a ponadto dążymy do uznania abuzywności konkretnych postanowień umownych. W dalszej kolejności, jeśli Bank samodzielnie nie dokona zmiany harmonogramu spłat rat kredytu, wówczas także jesteśmy otwarci na pomoc naszym Klientom. Wiąże się to z opłatą w wysokości 3.000 zł w przypadku postępowania polubownego oraz 5.000 zł w przypadku postępowania sądowego.

BT: Rozumiem różnorodność, ale jednak nawet najniższy kwotowo wariant Państwa umowy zakłada uiszczenie ponad 3,5 zł tytułem opłaty wstępnej a to nie jest kwota mała, zwłaszcza, że po wygraniu sprawy pobieracie dodatkowo honorarium.

KJ: Na kwotę zarówno opłaty wstępnej jak i pobieranego przez nas honorarium ma wpływ całokształt podejmowanych przez nas czynności. Proszę zwrócić uwagę, iż w zakresie tych kosztów zobowiązujemy się do poprowadzenia sprawy w sposób kompleksowy (począwszy od pomocy w pozyskaniu dokumentacji kredytowej, przez przeprowadzenie postępowania likwidacyjnego aż po postępowanie sądowe i to zarówno w I jak i w II instancji) co nie jest standardem w zakresie obsługi Klienta „frankowego”, albowiem są to sprawy bardzo skomplikowane, gdzie linia orzecznicza dopiero się kształtuję, a my swoimi działaniami również na nią wpływamy. W związku z tym sprawy te wymagają czasochłonnego i naprawdę bardzo dużego zaangażowania z naszej strony jako pełnomocnika.

Najwięksi na rynku – pomaga czy przeszkadza?

BT: Jesteście dość dużą firmą, często ze strony innych Kancelarii jesteście postrzegani jako pewna „masówka” prowadzonych sprawy. Wielkość to zaleta czy słabość?

KJ: Votum Robin Lawyers S.A. jest spółką wchodząca w skład Grupy Kapitałowej Votum S.A. Wskładzie naszej grupy posiadamy podmioty zajmujące się konkretnymi dziedzinami prawa. Dlatego w ramach Votum Robin Lawyers S.A. oferującego pomoc Kredytobiorcom posiadającym kredyt powiązany z walutą obcą. Od kilku lat gromadzimy niezbędną wiedzę i doświadczenie pozwalające nam na skuteczną walkę z Bankami. Ponadto w ramach naszej grupy kapitałowej posiadamy również wyspecjalizowane kancelarie prawne, dzięki czemu mamy własną grupę wyspecjalizowanych profesjonalnych pełnomocników, która w sposób kompleksowy zajmuję się sprawami naszych Klientów, począwszy od pozyskania dokumentacji kredytowej aż do całkowitego zakończenia postępowania sądowego. Co więcej dzięki rozbudowanej strukturze oraz dokonania specjalizacji w ramach naszego Departamentu jesteśmy w stanie obsłużyć znaczną liczbę Klientów. Dlatego też myślę, że grupa osób, która zaufała nam powierzając do prowadzenia swoją sprawę (a jest już ich niemalże 12.000 i liczba ta sukcesywnie rośnie!), jest właściwym wyznacznikiem jakości prowadzonych przez nas spraw.

Więcej o odzyskaniu nadpłaconych rat i dochodzeniu roszczeń z tytułu abuzywnych klauzul w umowach kredytów walutowych przeczytasz tutaj:

https://www.dlafrankowiczow.pl/

https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach/

Rosnące wynagrodzenia i dobra sytuacja na rynku pracy to powody, przez które banki chętnie udzielają dziś kredytów hipotecznych. Choć banki stawiają kredytobiorcom coraz wyższe wymagania, to jednak pożyczają coraz więcej osobom, których pensje rosną.

Trzyosobowa rodzina, w której oboje rodzice pracują i każde z nich przynosi do domu po średniej krajowej, mogłaby pożyczyć na mieszkanie prawie 660 tys. złotych – wynika z grudniowej ankiety przeprowadzonej przez HRE Investments wśród banków. To o 7 tysięcy więcej niż przed miesiącem i około 47 tysiące więcej niż przed rokiem.

Pożyczysz kilkadziesiąt razy więcej niż zarabiasz

Nie powinno ulegać wątpliwości, że wynik jest wysoki. W naszym założeniu wynagrodzenie wspomnianej rodziny opiewa bowiem na niecałe 7,4 tys. złotych netto miesięcznie. To znaczy, że na mieszkanie taka familia mogłaby pożyczyć prawie 90 razy więcej niż zarabia.

Trzeba mieć jednak świadomość, że zdolność kredytowa szybko maleje wraz z obniżaniem się wynagrodzenia przyjętego do analizy kredytowej. Można to pokazać na konkretnym przykładzie. Gdyby bowiem obniżyć wynagrodzenie modelowej rodziny o 20% (do trochę ponad 5,9 tys. zł), to mediana zdolności kredytowej spadłaby do 407 tys. złotych, czyli o 38%. W tym wypadku familia mogłaby pożyczyć na zakup mieszkania 69 razy więcej niż zarabia.

Wymagania rosną, a wkład jest niezbędny

Warto przy tym zauważyć, że w naszym badaniu co miesiąc aktualizujemy wysokość wynagrodzenia rodziny – stosownie do zmian publikowanych przez GUS. Te sugerują wciąż szybki wzrost wynagrodzeń. I to właśnie rosnącym płacom zawdzięczamy rosnącą zdolność kredytową modelowej rodziny. Z szacunków HRE Investments wynika bowiem, że jeśli rodzina w ciągu ostatniego roku nie dostałaby żadnej podwyżki, to i jej zdolność kredytowa byłaby niższa niż przed rokiem – nawet o około 30-40 tysięcy.

Poza tym w naszym badaniu zakładany, że kredytobiorcy posiadają wkład własny. Warto przypomnieć, że dziś każdy, kto chce kupić mieszkanie z pomocą kredytu, musi minimum 10% wartości kupowanego lokum mieć w gotówce. Do tego dochodzą koszty transakcyjne (opłaty notarialne i sądowe, prowizje i opłaty bankowe czy wynagrodzenie pośrednika) oraz koszty wyposażenia, wykończenia lub przynajmniej odświeżenia lokum.

Najhojniejsi pożyczą nawet ponad dwa razy więcej

I choć jest to truizm, to każdy potencjalny kredytobiorca musi mieć świadomość, że oferty kredytowe banków potrafią się bardzo różnić. Dotyczy to stawianych wymagań, kosztów czy sposobu liczenia zdolności kredytowej. Co więcej, warunki kredytowe zmieniają się w bankach np. wraz z wprowadzaniem lub wygaszaniem promocji na hipoteki.

Przykład? W grudniu nasza trzyosobowa rodzina mogłaby liczyć na najmniejszy kredyt korzystając z oferty banku Millennium, który zadeklarował chęć pożyczenia rodzinie około 330 tys. złotych. Najwięcej zaproponowałby za to Credit Agricole – 782 tysięcy. Z deklaracji banków wynika ponadto, że na najtańszą ofertę (najniższe RRSO) modelowa rodzina mogłaby liczyć w BOŚ Banku, Citi Handlowym czy Credit Agricole.

Warto ponadto podkreślić, że w naszym badaniu zakładamy stan niemal idealny – rodzina nie ma żadnych zobowiązań, nie posiada kredytów, kart kredytowych, nie spłaca rat i ma niskie koszty utrzymania, a z drugiej strony posiada pozytywną historię kredytową. Rodzice pracują od 3 lat na pełen etat na umowie na czas nieokreślony i są skłonni przelewać wynagrodzenie na założone przy okazji zaciągania kredytu konto. Chcą też skorzystać z kart płatniczych lub kredytowych danej instytucji. Na pozostałe produkty dodatkowe patrzą bardzo sceptycznie np. regularne oszczędzanie, dodatkowe polisy ubezpieczeniowe i skorzystają z nich tylko jeśli będzie to bezwzględnie konieczne lub opłacalne.

Konkrety:

Małżeństwo z jednym dzieckiem. Obie dorosłe osoby pracują od 3 lat na pełen etat na umowie na czas nieokreślony. Dochód rodziny na poziomie 7378 zł netto miesięcznie. Modelowy kredytobiorca mieszka w mieście o 300 tys. mieszkańców i ma pozytywną historię kredytową. Na ten moment rodzina spłaciła wszystkie kredyty, nie posiada kart kredytowych czy limitów w kontach. Rodzina posiada samochód wart 15 tys. zł. Przeciętne deklarowane miesięczne koszty utrzymania na poziomie 2 tys. zł miesięcznie. Jeśli będzie miało to wpływ na wynik kalkulacji, rodzina skłonna jest skorzystać z dwóch produktów, chodzi o rachunek ROR z przelewem wynagrodzenia i kartę płatniczą lub kredytową. Kredytobiorca woli unikać ubezpieczeń typu: od utraty pracy, na życie itp. Raty równe.

Opracowanie HRE Investments na podstawie danych przesłanych przez banki (ankieta wysłana 4 grudnia 2019 r.)

Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments

Zgodnie z przepisami kodeksu postępowania cywilnego, proces sądowy toczy się według określonego schematu, który zwieńczony jest co do zasady wydaniem wyroku. Jednak w ramach prowadzonego postępowania mogą pojawić się okoliczności, które przejściowo wstrzymają procedowanie sprawy. Taką przesłanką jest chociażby zadanie przez sąd krajowy pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Każdy sąd powszechny państwa członkowskiego Unii Europejskej ma prawo występować z takimi pytaniami do TSUE, jeśli sprawa wymaga analizy prawa krajowego i jego wykładni w stosunku do prawa europejskiego.

Jakie skutki dla Frankowiczów niesie skierowanie pytań do Trybunału Sprawiedliwości UE?

Z owego prawa skorzystał Sąd Okręgowy w Warszawie i złożył do TSUE wniosek o wydanie orzeczenia, które opublikowano 3 października 2019 r. Wydany wyrok potwierdził prawa Frankowiczów jako konsumentów do kwestionowania niedozwolonych postanowień umownych w swoich umowach kredytowych. To spowodowało istotny wzrost zainteresowania dochodzeniem roszczeń od banków, co w niedalekiej przyszłości przełoży się na ilość składanych powództw sądowych.

Nie zapominajmy jednak, że już teraz toczą się postępowania sądowe w sprawach frankowych. Po samej publikacji wyroku TSUE zapadło co najmniej 13 wyroków w takich sprawach, w tym kilka prawomocnych. Co istotne w niektórych sporach o podobnym stanie faktycznym sądy powszechne wydawały postanowienia o zawieszeniu postępowania do czasu rozstrzygnięcia przez Trybunał Sprawiedliwości UE powyżej sprawy.

Brak jest dostatecznych danych umożliwiających określenie dokładnej liczby spraw, w których zawieszono postępowanie z uwagi na pytanie prejudycjalne. Jednak bazując jedynie na statystyce spraw prowadzonych przez kancelarie z GK Votum S.A. można stwierdzić, iż nadal są to sprawy w znacznej mniejszości. Nie zmienia to faktu, że skoro mamy już korzystne orzeczenie TSUE, w najbliższym czasie powinniśmy się spodziewać kolejnych wygranych na salach sądowych, gdyż zniknie podstawa do dalszego zawieszenia takich postępowań – twierdzi Kacper Jankowski Prezes Votum Robin Lawyers S.A.

Skutki zawieszenia postępowania

Skutkiem zawieszenia postępowania jest wstrzymanie biegu wszelkich terminów, które zaczną ponownie biec dopiero z chwilą podjęcia postępowania. Podczas zawieszenia sąd nie podejmuje żadnych czynności z wyjątkiem tych, które mają na celu podjęcie postępowania albo zabezpieczenie powództwa lub dowodu. Powyższe dotyczy zarówno terminów sądowych, jak i ustawowych. Z chwilą podjęcia postępowania terminy ustawowe zaczynają biec od początku. W zależności od potrzeby warunkowanej danym etapem postępowania, terminy sądowe powinny być na nowo wyznaczone przez sąd lub przewodniczącego.  Powyższe nie stwarza zatem, prócz wydłużenia czasu postępowania – negatywnych skutków dla stron w postaci upływu terminów, chociażby terminów przedawnienia, które to zostały skutecznie przerwane poprzez wytoczenie powództwa.

Wznowienie postępowania

Podjęcie zawieszonego postępowania następuje z urzędu na podstawie postanowienia sądu. Jednakże, w sytuacji, gdy postanowienie o zawieszeniu sąd wydał w związku z postępowaniem wszczętym przez inny uprawniony podmiot, nie ma przeszkód, aby podjął zawieszone postępowanie, nie oczekując na uprawomocnienie się orzeczenia, np. w przypadku, gdy jego wątpliwości odnośnie wykładni prawa unijnego zostały rozstrzygnięte argumentami, jakie zastosował Trybunał w uzasadnieniu innego rozstrzygnięcia. Co ważne sąd może podjąć zawieszone postępowanie nawet przed wydaniem orzeczenia, o którym mowa w poprzednim zdaniu, gdyby np. po podjęciu decyzji na podstawie ocenił, że jednak nie ma potrzeby oczekiwania na orzeczenie Trybunału. Orzeczenie rozstrzygające sprawę pytań prejudycjalnych dotyczących kwestii wykładni prawa jest wiążące dla sądu, który zwrócił się z tym pytaniem, jednak nie ma skutku erga omnes. Skuteczność takiego orzeczenia wynika jednak z doktryny acte éclairé. Niewątpliwie wynik postępowania przed TSUE odbije się na orzecznictwie nie tylko w sprawach, w których zawieszono postępowanie, ale również innych o podobnym stanie faktycznym.

Skutki wyroku

Zawieszenie postępowania prowadzi do wydłużenia czasu trwania postępowania. Nie można bowiem przewidzieć terminu ustania przesłanki, która dała podstawy do wstrzymywania się od podejmowania dalszych czynności procesowych. Z drugiej strony wznowienie takiego postępowania powinno przebiegać już sprawnie i szybko, gdyż zostały już wyjaśnione wątpliwości, które powstrzymywały sąd od orzekania. Mając na uwadze stanowisko TSUE w polskiej sprawie frankowej, uzasadnionym jest twierdzenie, że rozstrzygnięcie będzie miało korzystny wpływ na wyniki zawieszonych postępowań. Przełoży się to z  kolei na wzmocnienie ochrony kredytobiorców, czego odzwierciedleniem powinny być kolejne korzystne wyroki zasądzające od banków na rzecz konsumentów roszczenia z tytułu nienależnego świadczenia w wyniku zastosowania abuzywnych postanowień umownych.

Analiza sprawy kredytu frankowego – wymagana dokumentacja

Dochodzenie roszczeń wymaga odpowiedniej argumentacji oraz zgromadzenia wyczerpującego materiału dowodowego. W tym przypadku kluczem jest właściwa  weryfikacja dokumentacji kredytowej pod kątem występowania niedozwolonych zapisów umownych. Bardzo istotna jest również ocena stanu faktycznego sprawy. Prawidłowa analiza daje bowiem odpowiedź na pytanie, czy istnieją podstawy do sformułowania roszczeń przeciwko bankowi, a w przypadku odpowiedzi twierdzącej, determinuje również, jakie czynności prawne powinny zostać podjęte, celem wyegzekwowania przysługujących roszczeń.

Umowa kredytowa

Analiza treści umowy kredytowej stanowi podstawę do podjęcia dalszych działań w postępowaniu przeciwko bankowi. Weryfikacja dotyczy przede wszystkim tych zapisów, które powinny zostać uznane za abuzywne, czyli niezgodne z prawem. Jeśli takie występują, to nie powinny wiązać konsumenta jako strony tej umowy, jeśli nie zostały z nim indywidualnie ustalone. Konstrukcje umowne są różne, w zależności od banku udzielającego kredytu. Zdarza się również, że w zależności od oddziału da także daty zawarcia, stosowano inne wzorce. W przypadku niektórych umów składających się z dwóch części dla prawidłowej oceny niezbędne jest doręczenie przez Klienta obu części umowy. Dlatego proces analizy umowy powinien odbywać się przez profesjonalnego pełnomocnika, który ma doświadczenie w sporach z bankami, w tym konkretnym zakresie.

Aneks do umowy kredytowej

W przypadku umów kredytowych, które zawierane były na okres nawet kilkudziesięciu lat, mogły pojawić się kwestie wymagające dodatkowego uregulowania. Dlatego jeśli do umowy były zawierane aneksy, niezbędne jest również ich dostarczenie i przeanalizowanie. Aneksy stanowią bowiem integralną część umowy i wiążą jej strony w takim samym zakresie. Niestety zdarzają się aneksy, których zapisy utrudniają, bądź uniemożliwiają dochodzenie roszczeń.

Po publikacji orzeczenia TSUE, trafiają do nas niepokojące sygnały ze strony naszych obecnych i potencjalnych klientów, którzy informują, że niektóre banki, kontaktują się z nimi, proponując zawarcie niekorzystnych aneksów. Apelujemy, by nie podpisywać żadnych dokumentów bez konsultacji z prawnikiem. Zawarcie takiego aneksu może istotnie skomplikować drogę dochodzenia roszczeń lub nawet w całości ją wykluczyć – podkreśla Kacper Jankowski, Prezes Votum Robin Lawyers SA.

Regulamin kredytowania

Regulamin, podobnie jak aneks, stanowi integralną część umowy. Zawarte w nim zapisy mogą zostać uznane za niezgodne z prawem a to z kolei stanowi podstawę do dochodzenia roszczeń. Dokument ten oraz umowa kredytowa wraz z załącznikami na ogół znajdują się w posiadaniu klienta. Jeśli jednak bank przy zawarciu umowy nie wydał takich dokumentów kredytobiorcy, istnieje możliwość złożenia wniosku o wydanie ich kserokopii.

Inna dokumentacja niezbędna do dochodzenia roszczeń

Po analizie ww. dokumentów oraz zakwalifikowaniu sprawy do prowadzenia, konieczne jest uzyskanie pozostałej dokumentacji, pozwalającej sprecyzować rodzaj i wysokość dochodzonych roszczeń. Część dodatkowych dokumentów może znajdować się już w posiadaniu kredytobiorcy, ewentualnie należy je pozyskać z banku lub wygenerować ze strony internetowej /portalu bankowości elektronicznej. Zakres koniecznych dokumentów znajduje się poniżej:

  • Harmonogram spłat rat kredytu w obu walutach – jest to zestawienie wszystkich zapłaconych przez Kredytobiorcę w przeszłości rat kredytu. Zestawienie powinno obejmować datę spłaty kolejnych rat a także ich wartość w walucie CHF, wartość w PLN oraz kurs po jakim nastąpiło przeliczenie raty CHF na PLN. Obok ww. danych, zestawienie może zawierać również kolumnę z danymi odnośnie salda kredytu przed spłatą raty kapitałowej. Dane zawarte w harmonogramie są niezbędne do wyliczenia dokładnej wartości roszczenia, ponieważ ta będzie stanowiła wartość przedmiotu sporu w postępowaniu sądowym.

Zaświadczenia

  • Zaświadczenie o udzieleniu kredytu/informacja o datach i wysokości wypłaconych transz kredytu. Do wyliczenia wartości roszczenia niezbędna jest informacja o datach wypłaty transz kredytu a także ich wartości w CHF lub PLN. Informacją pomocną będzie również wysokość kursu CHF po jakim dana transza została wypłacona. Informacje te zawierane są w odrębnym zaświadczeniu pozyskiwanym z Banku lub stanowią element harmonogramu spłat rat kredytu.
  • Zaświadczenie o poniesionych kosztach ubezpieczenia niskiego wkładu własnego – w przypadku zawarcia w umowie kredytu lub w aneksie ubezpieczenia niskiego wkładu własnego, niezbędnym jest przedłożenie zaświadczenia o poniesionych kosztach związanych z ubezpieczeniem uzyskanego z banku lub dowodów wpłat wszystkich rat ubezpieczenia/miesięcznych prowizji za jego przedłużenie.
  • Zaświadczenie o zmianie wysokości oprocentowania – dokument, który obrazuje jak historycznie zmieniało się oprocentowanie kredytu w okresie spłaty rat kredytowych. Może stanowić element harmonogramu spłat rat kredytu.

Dochodzenie roszczeń od banku nie jest łatwym postępowaniem dlatego też wymaga specjalistycznej wiedzy oraz umiejętności. Oczywiście każdy kredytobiorca może sam spróbować złożyć reklamację do banku, ale najpewniej może się spodziewać decyzji odmownej. Dlatego na dzień dzisiejszy droga sądowa pozostaje jedyną możliwością skutecznej walki z bankiem o usunięcie z umowy kredytowej niedozwolonych zapisów. W takiej sytuacji warto postawić na doświadczonego pełnomocnika, który zapewni profesjonalną pomoc na każdym etapie postępowania.

Materiał został przygotowany ze wsparciem merytorycznym ekspertów prawnych firmy VOTUM S.A., zajmującej się sprawami Frankowiczów.

Więcej o odzyskaniu nadpłaconych rat i dochodzeniu roszczeń z tytułu abuzywnych klauzul w umowach kredytów walutowych przeczytasz tutaj:

https://dlafrankowiczow.pl/

https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach/

BGKN w ramach programu Mieszkanie plus może wybudować kilka tysięcy lokali na gruntach należących do Poczty Polskiej – powiedział PAP członek zarządu Poczty Paweł Skoworotko. Dodał, że bank może skorzystać obecnie z 16 ha gruntów m.in. w Warszawie, Lublinie, Gdańsku czy we Wrocławiu.

Jak powiedział Skoworotko, Poczta Polska podpisała w maju br. z BGK Nieruchomości umowę ramową, w której wskazano pięć dużych nieruchomości pod inwestycje mieszkaniowe w ramach programu Mieszkanie plus. „To dwie działki w Warszawie oraz po jednej we Wrocławiu, Grudziądzu i Rybniku – łącznie o powierzchni ponad 9 hektarów” – dodał.

„W lipcu br. podpisaliśmy już umowę inwestycyjną, której zamierzeniem jest budowa około 750 mieszkań na warszawskich Odolanach, na terenie 5,8 ha, przy ul. Worcella i Sowińskiego. Jesteśmy w chwili obecnej na etapie prac związanych z powołaniem spółki celowej, do której aportem wniesiemy nieruchomości. Drugim partnerem będzie oczywiście BGKN” – zaznaczył. Jeśli spółka celowa otrzyma „warunki zabudowy”, to budowa na tym terenie powinna rozpocząć się pod koniec III kwartału 2018 roku, a planowany termin zakończenia inwestycji to III kwartał 2020 roku.

Dodał, że trwają uzgodnienia robocze z miastem Warszawa i Urzędem Dzielnicy Wola. „Pierwotnie zakładano budowę w tym miejscu około 1,1 tys. mieszkań, ale trzeba to było skorygować, ponieważ miasto Warszawa opracowuje nowy plan zagospodarowania przestrzennego dla tego obszaru, zakładający na znacznej części działki przy ulicy Worcella budowę ulic, zieleń oraz inwestycję oświatową, np. szkołę” – mówił. „Obecnie, według wstępnej koncepcji zabudowy, zakładamy, że na Odolanach powstanie ok. 750 mieszkań” – powiedział Skoworotko.

Jak zaznaczył, uzgadniane są również sposoby wyjścia Poczty Polskiej ze spółki celowej. „Albo zbędziemy swoje udziały na rzecz BGKN, albo – po wybudowaniu mieszkań – możemy przejąć lokale, a następnie zbywać je sami lub sprzedać je innemu operatorowi. W ten sposób zarobimy na tej nieruchomości” – tłumaczył.

Powiedział, że BGKN wyraził także wolę zakupu 3-hektarowej nieruchomości Poczty we Wrocławiu, przy ul. Kolejowej. „Na tym etapie wyłaniamy rzeczoznawcę, który ma oszacować wartość tego terenu” – wskazał.

Gdzie jest bankomat? – Takie pytanie może padać coraz częściej. Jak wynika z danych NBP w II kwartale liczba bankomatów w Polsce spadła o 223 maszyny. Jednocześnie, gwałtownie rośnie liczba sklepów akceptujących płatności kartami i dokonywanych kartami transakcji. Bankomaty będą więc cieszyły się coraz mniejszą popularnością i będzie ich zapewne coraz mniej.

Z bankomatów najchętniej korzystaliśmy w 2013 r. kiedy wykonaliśmy w nich aż 778 mln operacji. Od tego czasu zainteresowanie systematycznie spada. Mimo tego, liczba takich urządzeń dotychczas rosła o 1-2 tysiące rocznie. Najnowsze dane NBP pokazują jednak, że w II kwartale w Polsce zainstalowane były 23 528 bankomaty, czyli o 223 mniej niż w I kwartale. Spadek jest więc niewielki, ale w połączeniu z innymi informacjami sugeruje, że właśnie obserwujemy początek istotnych zmianami na naszym rynku.

W najbliższych kilku latach na korzyść bankomatów będzie działało wprowadzanie nowoczesnych maszyn, które potrafią nie tylko wypłacać pieniądze, ale także przyjmować wpłaty. Ta druga funkcja szybko zyskuje na popularności. Jeszcze w 2014 r. wartość wpłat stanowiła zaledwie 3,5% wszystkich operacji. W pierwszej połowie tego roku było to już 19%, co oznacza że Polacy zdeponowali w bankach za pośrednictwem bankomatów aż 105 mld zł.

Mimo upowszechniania się nowej funkcji bankomatów, w dłuższej perspektywie ich liczba będzie spadała. Gotówka, w coraz większym stopniu jest bowiem zastępowana przez płatności bezgotówkowe. Łączna wartość wypłat z bankomatów w pierwszym półroczu 2017 r. to 156 mld zł, a płatności kartą wykonaliśmy w tym okresie na kwotę 122 mld zł. Wciąż króluje więc fizyczna waluta, ale to już nie potrwa długo. Wartość płatności kartą przyrasta bowiem w tempie około 20% rocznie. Wartość wypłat również rośnie, ale znacznie wolniej – o ok. 7% rocznie. Jeśli taki stan się utrzyma, to w 2021 r. wartość dokonanych płatności kartą przewyższy wypłaty gotówki. Później gotówka będzie systematycznie traciła na znaczeniu. W rezultacie bankomaty, nawet te z funkcją wpłat, będą coraz rzadziej wykorzystywane i duża ich część będzie musiało zniknąć z naszych ulic.

 

Wypowiedź: Jarosław Sadowski, główny analityk firmy Expander.

Zwłaszcza te średnie i duże, z optymizmem patrzą w przyszłość. Nie tylko zaakceptowały już zmienność otoczenia, ale chcą obrócić ją na swoją korzyść. Znacząco – w porównaniu z ubiegłoroczną edycją badania – zwiększyła się gotowość do wzrostu skali działania, także poprzez ekspansję zagraniczną. Ambitnym celom sprzyja lepsza niż rok wcześniej kondycja finansowa: istotnie wzrósł odsetek średnich i dużych firm, które zadeklarowały wypracowanie zysku oraz wzrost obrotów. Taki obraz wyłania się z II edycji badania Deutsche Bank „Polskie firmy – kondycja, inwestycje i ich finansowanie”.

Badanie objęło łącznie reprezentatywną grupę 500 firm, w tym 72% małych (do 10 mln euro obrotu rocznego), 20,5% średnich (do 50 mln euro obrotu rocznego) oraz 7,5% dużych (powyżej 50 mln euro obrotu rocznego). Najczęściej reprezentowane były przedsiębiorstwa lokalne (32%) i ogólnopolskie (30%). 14% działa na skalę europejską, co dziesiąta – na skalę globalną.

– Polskie firmy wypracowały umiejętność funkcjonowania w warunkach ciągłej zmienności, a wręcz umieją obrócić ją na swoją korzyść. Wiele z nich mierzy się teraz z nowymi wyzwaniami: sukcesji czy konieczności znalezienia nowych źródeł wzrostu. Nasz cykliczny raport jest próbą odpowiedzi na to, czy polski biznes jest na te wyzwania przyszłości gotowy – mówi Leszek Niemycki, Wiceprezes Zarządu Deutsche Bank Polska.

ŚREDNIM I DUŻYM ŁATWIEJ

Zdolność do generowania zysku, zwiększania obrotów czy kreślenia ambitnych planów inwestycji i ekspansji rośnie wraz ze skalą działalności – to jeden z kluczowych wniosków z tegorocznej edycji raportu Deutsche Bank Polska.

Zdecydowana większość firm, które wzięły udział w badaniu (61%) zadeklarowała, że w I połowie 2017 roku odnotowała zysk (rok temu – 64%); wzrost obrotów odnotowało 58% firm (wzrost z 42%). Uśredniony wynik całej badanej grupy nie oddaje jednak coraz wyraźniejszego rozdźwięku w sposobach, w jaki dobrą koniunkturę wykorzystują firmy różnej wielkości. Wzrost obrotów w I półroczu 2017 roku zadeklarowało 100% dużych firm (rok temu – 29%), 53% średnich (wzrost z 48%) i jedynie 36% małych firm (rok temu 43%). Podobne dysproporcje uwidaczniają się coraz mocniej w porównaniu firm lokalnych (tylko 22% wykazało wyższe obroty; rok temu – 42%) i działających w skali globalnej (tu odsetek firm, które poprawiły sprzedaż wzrósł z 49% w 2016 roku do 67% w 2017 roku).

– Najnowsze badanie pokazuje jeszcze wyraźniej niż rok temu, że niestety tworzy się coraz większa luka rozwojowa pomiędzy małymi i większymi firmami – komentuje Leszek Niemycki, Wiceprezes Zarządu Deutsche Bank Polska.

Narastająca luka rozwojowa widoczna jest także choćby w zamierzeniach odnośnie wzrostu zatrudnienia. Nowych pracowników chce zatrudnić w najbliższej przyszłości co druga średnia firma (rok temu 11%) i 38% dużych (wzrost z 22%). Dla porównania, do rekrutacji przymierza się jedynie 22% małych firm.

EKSPANSJA? DLACZEGO NIE?

Raport potwierdza, że polskie przedsiębiorstwa nabrały odporności, zaakceptowały nieprzewidywalność i zaczynają traktować ją jak biznesową szansę. Dowodzi tego choćby znacznie większa niż rok temu gotowość do ekspansji. – W zeszłym roku zaledwie 4% firm działających jedynie w Polsce myślało o rozszerzeniu skali działania na inne kraje Europy. Dziś takie aspiracje ma niemal co trzeci ogólnopolski podmiot. Średnio pięciokrotnie większa jest także skłonność firm lokalnych do rozwoju na skalę regionalną, a regionalnych do ekspansji na skalę krajową – podkreśla Leszek Niemycki.

Swoje towary i usługi eksportuje 42% badanych firm, głównie średnie (60%) i duże (57%). 27% przedsiębiorstw planuje w nadchodzącym roku rozszerzyć działalność eksportową o nowe rynki. – Znacząco wzrosło także zainteresowanie dywersyfikacją eksportu – rok temu sprzedaż na rynki azjatyckie rozważało 10% eksporterów, dziś – niemal 30%. Dwukrotnie większa jest także chęć rozszerzenia kierunków eksportu o Afrykę i obie Ameryki – zauważa Maciej Sus, Dyrektor Departamentu Klienta Biznesowego, Deutsche Bank Polska

CZAS NA INWESTYCJE… I INNOWACJE

Wyniki badania jednoznacznie wskazują, że okres stagnacji w inwestycjach prawdopodobnie mamy już za sobą. 41% firm ma plany inwestycyjne na najbliższe 6 miesięcy. Największy optymizm inwestycyjny przejawiają przedsiębiorstwa średnie (62%) i duże (57%) oraz te, które działają na skalę europejską (87%) i globalną (63%). Inwestycje większych podmiotów powinny w dłuższym terminie dać impuls mniejszym firmom – obecnie jedynie co trzecia mała firma i co piąta lokalna rozważa inwestycje.

Listę celów inwestycyjnych otwierają – podobnie jak rok temu – wydatki na zwiększenie mocy produkcyjnych. Taki plan ma 60% z grona tych firm, które deklarują inwestycje. Niestety znacząco spadła skłonność do inwestycji w badania i rozwój – rok temu ten aspekt wskazało 21% badanych podmiotów, obecnie tylko niespełna 14%. – To właśnie innowacyjność jest długofalowo najsilniejszą dźwignią rozwojową. Wiedzą to duże firmy – do proinnowacyjnych wydatków przymierza się co drugi podmiot o obrotach powyżej 50 mln euro. Na drugiej szali są małe przedsiębiorstwa – na inwestycje w badania i rozwój stawia zaledwie 9% z nich – zauważa Maciej Sus, Dyrektor Departamentu Klienta Biznesowego, Deutsche Bank Polska.

Ponad jedna trzecia Polaków odwiedza bank co najmniej raz w miesiącu, najczęściej po to, aby wpłacić lub wypłacić pieniądze. To wnioski z badania zwyczajów finansowych Polaków zrealizowanego na zlecenie Profi Credit przez ARC Rynek i Opinia. Co ciekawe, częstotliwość odwiedzin placówek bankowych koreluje z wielkością miast – w im mniejszym miejscu mieszkamy, tym częściej chodzimy do oddziału banku.

Co trzeci badany Polak przyznał, że bank odwiedza co najmniej raz w miesiącu (dane na podstawie badania Profi Credit). Najczęściej w oddziale banku wpłacamy i wypłacamy gotówkę – odpowiednio 55% i 57% badanych wskazywało te operacje wśród trzech spraw, które najczęściej załatwiają w banku. W dalszej kolejności  wyrabiamy kartę (20%) i zakładamy rachunek (17%), a najrzadziej spłacamy raty kredytów (15%) i zaciągamy zobowiązanie (11%).

– Wyniki tego badania potwierdzają, że w Polsce nadal ogromną popularnością cieszy się gotówka – mówi Jarosław Czulak, Dyrektor Marketingu Profi Credit Polska SA – W dobie rozwoju transakcji online to dość zaskakujące, ale może świadczyć o tym, że trudno jest nam zmienić przyzwyczajenia. Gotowość Polaków do odwiedzania stacjonarnych oddziałów instytucji finansowych stanowi także swego rodzaju podpowiedź jak rozwijać i jak utrzymać biznes na tym rynku. Przynajmniej na razie, przewagę będą miały te podmioty, które będą świadczyć swoje usługi w świecie realnym i online. Warto więc dwa razy się zastanowić przed podjęciem decyzji o likwidacji oddziałów, bo to nie tylko forma reklamy wizerunkowej, ale także fizyczny Klient, któremu można zaoferować różne usługi – zaznacza Czulak.

Jak dodaje przedstawiciel Instytutu Badawczego ARC Rynek i Opinia, oddział przestaje nam się kojarzyć wyłącznie z panią w okienku, która wypłaca gotówkę i przyjmuje zlecenia operacji finansowych.

Zaczynamy myśleć o placówce bankowej nie tylko w kategoriach ludzi, ale przede wszystkim w kategoriach usług i operacji, które możemy wykonać w miejscu oznaczonym logiem instytucji finansowej. Taka zmiana jest ściśle związana z polityką instytucji finansowych i obecnym trendem, by placówki stawały się multimedialnymi centrami doradczym – komentuje Piotr Czyżewski,  Dyrektor ds. Rozwoju z ARC Rynek i Opinia.

Znacznie rzadziej niż oddziały banków, Polacy odwiedzają placówki firm pożyczkowych. Niemal 70% badanych nigdy nie była w takiej instytucji. Oznacza to jednak, że co trzeci Polak chociaż raz w życiu odwiedził oddział firmy pożyczkowej.

– Zwiększające się z roku na rok zainteresowanie pożyczkami i kredytami online, nie oznacza, że przestaliśmy odwiedzać placówki instytucji finansowych – widzimy to chociażby na przykładzie naszych oddziałów, które klienci odwiedzają regularnie – komentuje Jarosław Czulak.

Badanie Profi Credit pokazuje również, że to, w jak dużym mieście bądź miejscowości mieszkamy, wpływa na to, jak często odwiedzamy bank. Odsetek osób deklarujących, że chodzi do oddziału instytucji finansowej co najmniej raz w miesiącu zmniejszał się wraz ze wzrostem wielkości miejsca zamieszkania – w przypadku badanych mieszkających na wsi wynosił 40%, a w przypadku mieszkających w dużych miastach powyżej 500 tys. mieszkańców zaledwie 27%.

– Im większe miasto, tym łatwiejszy mamy dostęp do bankomatów – w Warszawie, Poznaniu czy Łodzi niemal na każdym kroku możemy się na nie natknąć – mówi Jarosław Czulak, Dyrektor Marketingu Profi Credit Polska SA. – W małych miejscowościach jedyny sposób na zrealizowanie jakiejkolwiek „gotówkowej” operacji finansowej to odwiedzenie oddziału. To właśnie tam, w kasie lub korzystając z bankomatu bądź wpłatomatu w placówce, można załatwić potrzebne sprawy – dodaje Czulak.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Mimo bardzo dobrej sytuacji w gospodarce i na rynku pracy oraz deklaracji RPP utrzymania stóp procentowych na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie, banki zapowiadają zaostrzenie swej polityki kredytowej. Ta ostrożność wskazuje na lekki wzrost obaw bankowców dotyczących rozwoju sytuacji.

Z okresowego badania sytuacji na rynku kredytowym przeprowadzanego przez NBP wynika, że doskonała koniunktura gospodarcza, wzrost dochodów gospodarstw domowych oraz rekordowo niskie stopy procentowe nie usypiają czujności bankowców w kwestii kryteriów i warunków udzielania kredytów. Dotyczy to zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów. Ostrożna postawa wynika częściowo z obaw związanych z rozwojem sytuacji w gospodarce, a przynajmniej w niektórych jej sektorach, po części zaś z chęci ustrzeżenia się przed konsekwencjami nadmiernego optymizmu kredytobiorców, choć jednocześnie ankietowani bankowcy nie dostrzegają niebezpiecznego wzrostu popytu na kredyty.

Banki po raz pierwszy od ponad półtora roku dostrzegły poprawę koniunktury w gospodarce jako bodziec do nieznacznego złagodzenia kryteriów udzielania kredytów firmom, ale jednocześnie znalazły powody, by nadmiernie nie zachęcać przedsiębiorców do zadłużania się. O ile deklarowane przez część banków zwiększanie wysokości marży można uznać za działanie podyktowane chęcią zwiększenia swoich zysków, o tyle podwyższone wymogi dotyczące wkładu własnego, czy skracanie okresu kredytowania, to wyraźne przejawy ostrożności w finansowaniu. Można przypuszczać, że podyktowana jest ona niepewnością w kwestii utrzymania się dobrej koniunktury i możliwości pojawienia się kłopotów, szczególnie w niektórych branżach. Dość wspomnieć o widocznych już wzroście kosztów, czy trudnościach w pozyskiwaniu przez firmy pracowników, a więc i ograniczonych możliwościach wzrostu produkcji, a nawet realizacji bieżących zamówień. Pod tym względem szczególne obawy bankowców dotyczą przedsiębiorstw budowlanych, najbardziej wrażliwych na tego typu zjawiska. Co więcej, przewidują oni dalsze zaostrzenie polityki kredytowej w kolejnych miesiącach, głównie wobec małych i średnich przedsiębiorstw. Może to mieć również związek z oczekiwaniem wcześniejszego niż dotąd zapowiadanego podwyższenia stóp przez Radę Polityki Pieniężnej, co spowodowałoby zwiększenie kosztów finansowania i mogłoby niekorzystnie odbić się na zdolności części firm do jego spłaty.

Już w trzecim kwartale część banków zaostrzyła kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych, ale jednocześnie złagodziła niektóre warunki klientom, spełniającym stawiane wymagania, między innymi obniżając poza odsetkowe koszty finansowania. Bardzo podobnie postępowały wobec najbardziej wiarygodnych klientów ubiegających się o kredyt konsumpcyjny, obniżając także marże, godząc się na dłuższy okres kredytowania i wyższe kwoty zobowiązań. O ile bankowcy nie zamierzają w najbliższej przyszłości podwyższać wymagań dla kredytów hipotecznych, to planują zaostrzenie polityki w przypadku finansowania potrzeb konsumpcyjnych, najwyraźniej dostrzegając w tej kwestii pewne ryzyko, związane z rosnącym prawdopodobieństwem wcześniejszej podwyżki stóp procentowych.

 

 

Komentarz: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Działa już bezpłatna aplikacja na smartfon – mObywatel. Rozwiązanie, które przygotowało Ministerstwo Cyfryzacji, zapewnia szybki dostęp do dokumentów w telefonie.

Rozwiązanie zaprezentowane na konferencji prasowej przez minister cyfryzacji Annę Streżyńską ma – zdaniem resortu – przydać się w codziennych sytuacjach. Pierwszą usługą dostępną w aplikacji jest mTożsamość.

Ministerstwo podało jako przykład wykorzystania aplikacji, sytuację stłuczki samochodowej. „Uczestnicy stłuczki, którzy w kilkanaście sekund ściągną na swoje smartfony ze sklepu Google Play aplikację – będą mogli wymienić się informacjami potrzebnymi do rozwiązania sprawy i ujawnią tylko tyle danych, ile wymaga sytuacja, nie więcej” – wyjaśniono w komunikacie ministerstwa.

Za pomocą mTożsamości można potwierdzić swoją tożsamość w kontaktach z innymi obywatelami. Dane wyświetlają się na ekranie telefonu, można je przekazać innej osobie na jej telefon. Można też automatycznie pobrać dane tej osoby i zapisać je w swoim telefonie, pod warunkiem, że obie osoby są użytkownikami aplikacji mObywatel. Wymiana danych jest chroniona certyfikatem wydanym przez Ministerstwo Cyfryzacji.

Aplikacja jest bezpłatna i może z niej skorzystać każdy, kto jest pełnoletni i ma: ważny dowód osobisty, profil zaufany (eGo), smartfon z systemem operacyjnym Android w wersji 6.0 (lub nowszej) wyposażony w Bluetooth i aparat fotograficzny, aktywną aplikację mObywatel, połączenie z internetem.

mTożsamość korzysta z aktualnych danych (znajdujących się w rejestrach państwowych) takich jak: imię, nazwisko, data urodzenia, numeru PESEL, czyli danych z rejestru PESEL, oraz zdjęcia, terminu ważności, numeru dowodu, informacji, kto wydał dokument – czyli danych z Rejestru Dowodów Osobistych. Te dane można w każdej chwili wyświetlić na ekranie smartfona. Natomiast przekazać komuś lub pobrać od kogoś (z telefonu na telefon) można tylko część danych: imię i nazwisko, zdjęcie i numer dowodu oraz informację, kto go wydał.

Dzięki mTożsamości możliwe jest sprawdzenie tożsamości i wymiana danych bez spisywania, skanowania czy fotografowania dowodu osobistego. Ministerstwo Cyfryzacji podkreśla jednak, że wymiana danych jest możliwa tylko pomiędzy użytkownikami aplikacji mObywatel. mTożsamość nie zastąpi też dowodu osobistego w banku, urzędzie, podczas kontroli drogowej lub przekraczania granicy.

Jak podkreśla resort, ze względów bezpieczeństwa dane zapisane w telefonie są zaszyfrowane i podpisane certyfikatem wydanym przez Ministerstwo Cyfryzacji. Certyfikat potwierdza również autentyczność danych. Dostajemy go przy aktywacji aplikacji – jest przypisany do użytkownika i jego telefonu. Dostęp do danych jest zabezpieczony hasłem dostępu, które wybieramy przy aktywacji aplikacji.

Wiarygodność danych innej osoby potwierdza status certyfikatu, który można zobaczyć podczas wymiany danych oraz w historii pobranych danych. Można też sprawdzić aktualność certyfikatu online.

Resort podkreśla, że dane, które pobieramy od innego użytkownika za pomocą mTożsamości, podlegają przepisom o ochronie danych osobowych, dóbr osobistych i prywatności. Nie można więc ich publikować ani udostępniać innym osobom.

– Pracujemy na tym, by już wkrótce w aplikacji mObywatel pojawiły się nowe mDokumenty – mDowód Osobisty czy mPrawo Jazdy – zaznaczyła podczas konferencji prasowej Anna Streżyńska.

Aplikację przygotowało Ministerstwo Cyfryzacji we współpracy z NASK i COI.

aplikację można pobrać tutaj

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Pula biletów za złotówkę, z których mogą korzystać użytkownicy aplikacji mobilnej mPay powiększyła się o dodatkowe 100 tys. Uruchomiona na początku października akcja promocyjna obowiązuje we wszystkich miastach, w których mPay udostępnia płatności za bilety komunikacji miejskiej. Warunkiem udziału jest dokonywanie płatności przy użyciu karty zarejestrowanej w portfelu cyfrowym Masterpass.

 „Bilet za 1 zł z Masterpass od mPay” to akcja mająca na celu propagowanie mobilnego stylu życia oraz zachęcanie do korzystania z nowoczesnych, bezgotówkowych rozwiązań płatniczych. Inicjatywa spotkała się z ogromnym zainteresowaniem i pozytywnym odbiorem wśród pasażerów. Dlatego pierwotnie udostępniona pula 100 tys. biletów została podwojona. Największą popularnością tańsze przejazdy cieszą się w dużych ośrodkach miejskich, takich jak Warszawa, Kraków i Łódź, gdzie korzystanie ze środków komunikacji jest na stałe wpisane w codzienne życie mieszkańców. Poza możliwością oszczędzania na biletach aplikacja pozwala im całkowicie zapomnieć o szukaniu kiosków i biletomatów czy dokonywaniu zakupu u kierowcy.

– Trwająca obecnie akcja jest dowodem na to, że w życiu codziennym Polacy coraz chętniej sięgają po nowoczesne formy płatności. Wielu naszych użytkowników przekonało się, że korzystanie ze zintegrowanego z aplikacją cyfrowego portfela na karty płatnicze daje efekt w postaci znacznie większej wygody – mówi Maciej Orzechowski, prezes zarządu mPay SA. – Kupowanie biletów Masterpassem jest równie proste, jak przy użyciu elektronicznej portmonetki mPay, ale całkowicie eliminuje konieczność pamiętania o jej regularnym zasilaniu – dodaje Orzechowski.

Jak kupować bilety za złotówkę?

Wystarczy uruchomić mPay w komórce, a następnie wybrać miasto i potrzebny bilet. W kolejnym kroku należy wybrać jedną z dostępnych metod płatności kartą, np. mPay Wallet Masterpass, gdzie do sfinalizowania zakupu wystarczy wpisanie kodu PIN. Innym sposobem jest skorzystanie z opcji Masterpass portfel elektroniczny i dokonanie płatności za pomocą dowolnego portfela działającego w ramach Masterpass.

Jak podłączyć kartę płatniczą?

W promocji mogą uczestniczyć posiadacze kart z logo różnych banków i organizacji płatniczych. Aby móc płacić nimi za bilety, należy być użytkownikiem dowolnego portfela dostępnego w Masterpass. Rejestracji można dokonać m.in z poziomu aplikacji mPay w telefonie. W tym celu wystarczy wejść do zakładki „Karty płatnicze”, wybrać opcję „Dodaj kartę” i wypełnić formularz potrzebnymi danymi.

Ze względów bezpieczeństwa w aplikacji można płacić tylko kartami zweryfikowanymi. Dlatego po dodaniu karty należy zalogować się do swojego banku i sprawdzić losową kwotę z przedziału od 1 do 5 zł, jaką karta została obciążona. Po wprowadzeniu kwoty w aplikacji karta staje się w pełni aktywna, a jej właściciel może korzystać z promocji. Obciążenie karty jest tymczasowe, co oznacza, że po zakończeniu procesu weryfikacji środki zostają automatycznie zwrócone.

Z tańszych przejazdów można korzystać wielokrotnie we wszystkich miastach, w których mPay udostępnia płatności za bilety komunikacji miejskiej. Promocja będzie trwała do wyczerpania dodatkowej puli 100 tys. biletów, nie dłużej jednak niż do końca roku. Pełny regulamin promocji jest dostępny na stronie www.mpay.pl.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Do końca rządowego programu „Mieszkanie dla Młodych” pozostało 70 dni. Początek 2018 r. to bowiem ostatni moment, w którym będzie można wnioskować o dofinansowanie wkładu własnego przy zakupie nieruchomości na kredyt. Prawdopodobnie środki wyczerpią się w zaledwie kilka dni, w ubiegłych miesiącach, zainteresowanie MdM było bardzo duże. Wszystkim tym, którym nie uda się skorzystać z rządowego wsparcia, pozostanie przygotować się do „tradycyjnych wymagań” przy złożeniu wniosku o kredyt hipoteczny. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) podpowiadają, o czym powinny pamiętać osoby planujące zakup nowego lokum na kredyt bez programowego wsparcia.

Przygotuj się na minimum 10% wkładu własnego

Program MdM umożliwił wielu osobom otrzymanie kredytu na zakup mieszkania, mimo braku posiadania własnych środków stanowiących wkład własny. Gdy ostatnia pula dopłat zostanie rozdysponowana, kredytobiorcy, będą musieli jednak samodzielnie zadbać o zebranie odpowiedniej sumy. Co prawda większość banków zgadza się na obniżony wkład własny, w wysokości 10 proc. wartości nieruchomości. Należy jednak pamiętać, że wedle rekomendacji KNF, standardowy udział w zakupie lokum wnoszony przez kredytobiorcę powinien wynosić 20 proc. Oznacza to, że jeżeli będziemy chcieli uzyskać kredyt
w wysokości 200 tys. zł, wnioskodawca będzie musiał dysponować sumą od 20 do 40 tys. zł. Może być to więc warunkiem nie do spełnienia dla osób od niedawna posiadających stałe dochody lub dla młodych rodzin z dzieckiem.

– Jeżeli będziemy chcieli złożyć wniosek o kredyt z wkładem własnym na poziomie 10 proc, bank będzie wymagał od nas zabezpieczenia brakującej kwoty, w związku z ryzykiem oferowania finansowania przy obniżonym wkładzie. Może zdarzyć się, że kredytodawca przedstawi szereg warunków, które musi spełnić nabywana przez nas nieruchomość. Niektóre banki bowiem patrzą nieprzychylnym okiem na zaciąganie kredytu na tzw. dziurę w ziemi, czyli na lokum dopiero w powstającej inwestycji mieszkaniowej. Inną formą zabezpieczenia jest blokada środków kredytobiorcy zdeponowanych na koncie osobistym, bądź ulokowanych na IKE lub IKZE – zaznacza Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

Starając się o przyznanie środków z kredytu na zakup domu lub mieszkania, warto wiedzieć, że wkładem własnym nie musi być wyłącznie wolna gotówka. W przypadku niektórych banków jego rolę może pełnić inna nieruchomość, którą posiadamy lub odpowiednio udokumentowane koszty, które ponieśliśmy w związku z budową domu.

– Przed złożeniem wniosku kredytowego warto przeanalizować posiadany przez nas majątek i ocenić, które z jego elementów będą mogły zostać zabezpieczeniem naszego kredytu. Oceńmy również inne, posiadane przez nas składniki finansowe, takie jak np. obligacje, udziały w przedsiębiorstwach czy polisy oszczędnościowe, które mogą zostać uznane za część wkładu własnego w inwestycję. Nie mogą nim być jednak środki trwałe, takie jak samochód, ze względu na potencjalnie szybką utratę swojej wartości – wyjaśnia Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinance.

Pozbądź się innych długów

W przypadku młodych osób, przeszkodą w uzyskaniu kredytu hipotecznego może być również brak odpowiedniej zdolności kredytowej. Wpływa bowiem na nią kilka czynników, m.in. uzyskiwane dochody czy posiadane zobowiązania kredytowe. Choć na wysokość wynagrodzenia nie zawsze mamy aż tak duży wkład, możemy postarać się zredukować nasze długi.

– Nawet drobne zobowiązania, takie jak zakup laptopa czy pralki na raty mogą skutecznie obniżyć naszą zdolność kredytową, tak samo jak karta z aktywnym limitem kredytowym, nawet jeżeli nie planujemy z niej skorzystać.  Jeżeli wynosi on np. 20 tys. zł, to bank zakłada, że nasze konto jest obciążone taką właśnie sumą, ponieważ kredyt w każdym momencie może zostać uruchomiony. Dlatego jako miesięczne obciążenie przyjmowane jest około 5% limitu, gdyż w przypadku skorzystania z limitu taką minimalną kwotę z reguły musimy spłacać. –  radzi Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

Warto więc odpowiednio się przygotować, spłacając posiadane zobowiązania. Innym rozwiązaniem może być również poproszenie o wsparcie rodziny, u której pożyczymy potrzebne nam środki na uregulowanie zaległości.

Jak poprawić swoją szansę na kredyt: uważaj na długi nawet te najdrobniejsze.

Zanim zdecydujemy się na zaciągnięcie zobowiązania, prześledźmy również naszą historię kredytową. Zacznijmy od upewnienia się, czy naszej wiarygodności finansowej nie obciążają długi, o których spłacie zapomnieliśmy, np. może być to zaległy rachunek telefoniczny czy rata za zakupy. Z drugiej strony, jeżeli w ogóle nie posiadamy udokumentowanej historii kredytowej, to w oczach wierzyciela możemy być niewiarygodnym kredytobiorcą, ponieważ bank nie ma możliwości sprawdzenia, jak radziliśmy sobie ze spłatą długów w przeszłości. Dlatego czasami warto odłożyć zakup nieruchomości w czasie, aby zbudować pozytywną historię kredytową. Przykładowo, może być to zakup sprzętu AGD/RTV na raty, które spłacimy bez żadnych przeszkód do czasu złożenia wniosku o kredyt mieszkaniowy. Należy jednak podkreślić, że brak historii kredytowej nie oznacza, że kredytu mieszkaniowego na pewno nie otrzymamy. Może to utrudnić uzyskanie środków, ale nie przekreśla całkowicie szans.

Wspólne zobowiązanie

Innym sposobem na zwiększenie zdolności kredytowej jest złożenie wniosku wspólnie z  partnerem, rodzicami czy rodzeństwem. W takim przypadku pod uwagę zostaną wzięte dochody, ale także zobowiązania wszystkich kredytobiorców. Często także w takim przypadku zostaną policzone wyższe koszty związane z utrzymaniem dwóch gospodarstw domowych.

– Staranie się o kredyt wspólnie z partnerem, z którym prowadzimy gospodarstwo domowe, posiada jednak tą przewagę, że koszty utrzymania i wydatki, które są brane pod uwagę przez bank przy ocenie zdolności, będą liczone tylko raz. Może się więc okazać, że ten element pomoże nam w uzyskaniu środkówmówi Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinance.

 

 

 

Źródło: Materiały prasowe firmy

Konsumenci w Polsce coraz częściej podejmują decyzje zakupowe w sposób świadomy. Wybierają towary dobrej jakości i zwykle porównują ich ceny w kilku sklepach. Dotyczy to przede wszystkim drogich produktów, których cena może w sposób znaczny różnić się w zależności od sklepu. Do sprawdzania cen najczęściej wybierają Internet, który umożliwia porównanie ofert bez wychodzenia z domu. To samo dotyczy także kredytów czy ubezpieczeń. Okazuje się jednak, że samodzielne obliczanie rat, np. na sprzęt AGD lub sprawdzanie zdolności kredytowej przez Internet może zepsuć zdolność kredytową, a co za tym idzie – zmniejszyć szansę na otrzymanie kredytu w banku.

Kilka wycieczek do banków wystarczy, żeby nie dostać kredytu

Nadal podstawowym źródłem informacji o ofertach kredytów są jednak w Polsce konsultanci w bankach. Udając się do placówki banku z prośbą o przedstawienie warunków kredytu na daną sumę, często jesteśmy proszeni o podanie dokładnych informacji, na podstawie których obliczana jest nasza zdolność kredytowa. Służy to odnalezieniu w BIK-u raportu na temat naszej dotychczasowej historii kredytowej. Znajdują się w nim informacje o spłaconych (lub nie) kredytach, zaciągniętych ratach, systematyczności w ich spłacaniu i… wcześniejszych zapytaniach o kredyt. Na podstawie tych danych przyznawane nam są gwiazdki lub punkty w BIK-u, minimalnie jest ich 192, maksymalnie 631. Jeżeli klient ma ich ponad 500, to zapytania w znaczny sposób nie obniżą jego szans na kredyt – zwykle zapytania zabierają ich ok. 5%. Jeśli jednak nasz wynik jest gorszy, a dotyczy to również osób, które nie zaciągnęły do tej pory żadnego innego kredytu, to może pojawić się problem.
Są także banki, które w ogóle nie biorą pod uwagę punktacji BIK, jeśli liczba zapytań przekroczy ich wewnętrznie ustalony poziom. Wtedy klient mimo wysokiej oceny punktowej otrzyma decyzję negatywną.

W celu uniknięcia takiej sytuacji, najlepszym sposobem jest budowanie swojej historii kredytowej, poprzez np. zakup towarów na raty. Dzięki temu udowadniamy, że jesteśmy w stanie spłacać kredyt systematycznie i otrzymujemy za to punkty do scoringu w BIK-u. Choć może to dziwić, czysta historia kredytowa nie jest atrakcyjna dla banku, ponieważ nic nie mówi o naszej zdolności do spłaty rat. Druga sprawa to konieczność rozsądnego porównywania ofert z banku – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes.

Maksymalnie 3 zapytania w miesiącu

Informacje o zapytaniach kredytowych widnieją w BIK-u do 12 miesięcy, jednak to od banku zależy, ile miesięcy wstecz będzie brał pod uwagę. Zwykle są to 1-3 miesiące, ale zdarza się, że zapytanie nawet sprzed 6 miesięcy przekreśli nasze szanse na kredyt. Dla banków ta kwestia jest ważna z kilku względów. Po pierwsze, dużo zapytań może oznaczać, że klient chce szybko zaciągnąć kredyty w kilku bankach, tak aby informacje o tym nie zdążyły zapisać się w BIK-u (banki przesyłają dane o wzięciu kredytu przez klienta z opóźnieniem). Banki mogą również zastanawiać się, jaka jest przyczyna tak wielu zapytań. Istnieje ryzyko, że z automatu uznają, że klient dostał odmowy w pozostałych bankach, dlatego szuka możliwości dalej. Najlepiej więc nie przekraczać trzech zapytań o kredyt w miesiącu. Nie oznacza to oczywiście, że możemy bez konsekwencji pytać co miesiąc 3 banki o kredyt – to także będzie źle wyglądało w raporcie z BIK-u.

Jeżeli zależy nam na dokładnym sprawdzeniu warunków kredytu w kilku bankach, to bezpiecznym sposobem będzie udanie się do pośrednika, który dysponuje wieloma ofertami z rynku i podpowie, która będzie dla nas odpowiednia. W tym celu wyciągnie raport z BIK-u tylko raz, co nie popsuje naszego scoringu poprzez odjęcie punktów za zapytania. Należy również pamiętać, że niskie oprocentowanie, to nie jedyny aspekt, który trzeba wziąć pod uwagę przy wyborze kredytu. Być może w rozmowie z pośrednikiem okaże się, że bardziej zależy nam na niskich ratach lub długim okresie spłat – dodaje Paweł Mazur z ANG Biznes.

Czysty BIK nie wystarczy

Sposób wyliczania zdolności kredytowej jest indywidualną kwestią banku, jednak większość bardzo dokładnie sprawdza możliwe zadłużenia klienta, nawet te, o których kredytobiorca już dawno zapomniał. Większość osób starających się o kredyt zdaje sobie sprawę z konieczności wcześniejszego uregulowania należności, np. niespłaconej raty poprzedniego kredytu lub pożyczki. Źródłem wiedzy na ten temat, zarówno dla przedsiębiorcy, jak i dla banku jest BIK. Jeżeli starający się o kredyt nie pamięta dokładnie, czy spłacił wszelkie należności, to ma możliwość pobrania z BIK-u raportu na swój temat. W tym celu może skorzystać z jednorazowej, okrojonej, ale za to bezpłatnej wersji – dzięki założeniu konta na próbę lub wykupić rozszerzony pakiet zawierający również funkcję przesyłania alertów do klienta o pogorszeniu jego zdolności kredytowej.

Posiadanie „czystego” raportu w BIK-u, to oczywiście dobra droga do otrzymania pozytywnej decyzji kredytowej. Jest to jednak dopiero początek tej drogi. Klienci często zapominają o drugim źródle informacji dla banku, czyli BIG-ach. Informacje gromadzone w tych bazach (BIG-ów w Polsce na dziś jest 5) pochodzą także od innych podmiotów, nie tylko od banków i klient może o nich nawet nie pamiętać. Jeżeli nie jesteśmy pewni, czy jakieś małe zadłużenie wpłynie na naszą zdolność kredytową, to zawsze lepiej wcześniej zapytać o to specjalistę. Każde zapytanie o kredyt w banku może wpłynąć bowiem na obniżenie naszej zdolności kredytowej – tłumaczy Paweł Mazur ekspert z ANG Biznes.

Jedna litera, wiele różnic

Podstawowe różnice między BIK a BIG są dwie. Pierwszą jest to, kto przesyła do nich informacje. BIK opiera się na danych otrzymanych od banków, kas spółdzielczych, firm pożyczkowych, a także od firm leasingowych i faktoringowych powiązanych z bankami. BIG natomiast, oprócz danych od tych podmiotów finansowych, gromadzi także informacje otrzymane od przedsiębiorców, firm telekomunikacyjnych, dostawców energii i telewizji kablowej, gmin i sądów, wierzycieli, a nawet osób fizycznych. Druga to dane dotyczące tego, czy klient jest rzetelnym płatnikiem. Do BIK-u trafiają informacje o wszelkich zaciągniętych kredytach i systematyczności w ich spłacaniu. Dzięki temu buduje się historia kredytowa. Jeżeli raty płacone były w terminie (lub nie później niż w ciągu 60 dni), to po spłaceniu całego kredytu informacje o nim trafiają do bazy danych statystycznych. Jeśli jednak wystąpiły większe opóźnienia, to dane przetwarzane będą jeszcze przez 5 lat, zanim trafią do bazy. Do BIG-u trafiają natomiast informacje o wszelkich zgłoszonych należnościach powyżej 200 zł (dla konsumentów) i 500 zł dla przedsiębiorców, których termin płatności minął co najmniej 60 dni wcześniej lub ponad 30 dni wcześniej wysłane zostało wezwanie do zapłaty. Jeżeli dłużnik spłaci należność, to podmiot zgłaszający ma obowiązek powiadomić o tym BIG w ciągu 14 dni i wtedy taka niekorzystna informacja jest usuwana. W BIG nie zobaczymy zatem tego, czy dany klient płaci swoje zobowiązania terminowo, a tylko czy w momencie sprawdzenia posiada jakiekolwiek zaległości. Dane o niespłaconych długach są natomiast gromadzone w BIG-u przez 10 lat.

 – Na podstawie danych z obu źródeł, ale nie tylko, banki ustalają zdolność kredytową, a co za tym idzie – wysokość kwoty kredytu, jaką będziemy mogli od banku otrzymać. Jeżeli więc większość należności płacimy w terminie, a zdarzy się jeden rachunek, o którym zapomnieliśmy, to w znacznym stopniu nie wpłynie on na decyzję kredytową. Może się jednak zdarzyć i tak, że mając inne niespłacone długi, ten jeden rachunek zaważy o przyznaniu kredytu lub o jego kwocie. To od klienta zależy, czy zdecyduje się zaryzykować i nie sprawdzać raportów na swój temat, jednak bank na pewno takiego ryzyka nie podejmie. Ważne jest również, aby pamiętać, że informacje z BIG i BIK to nie jedyne brane pod uwagę w procesie kredytowym  – dodaje Paweł Mazur z ANG Biznes.

W styczniu pojawi się ostatnia szansa na dołączenie do programu „Mieszkania dla młodych”. Expander zwraca jednak uwagę, że nie będzie to zupełny jego koniec. Do 2023 r. dodatkową dopłatę w wysokości nawet 17,5 tys. wciąż będą mogli otrzymać uczestnicy, którym urodzi się 3 lub kolejne dziecko. Duże szanse na to ma 23 tys. rodzin, które w momencie przystąpienia do programu miały już przynajmniej jedno dziecko.

W styczniu 2018 r. pojawi się ostatnia szansa na dołączenie do programu „Mieszkanie dla młodych”. Jeśli ktoś spełnia jego wymogi, to powinien rozważyć możliwość uzyskania dopłaty, gdyż może otrzymać nawet 113 537 zł. Tak wysokie wsparcie dotyczy jednak tylko uczestników posiadających przynajmniej troje dzieci. Większość (57%) uczestników programu w momencie wnioskowania o wsparcie nie miała jednak w ogóle dzieci. Nie powinno to dziwić, gdyż Polacy zanim się zdecydują na potomstwo zwykle chcą już mieć własne mieszkanie.

W najbliższych latach uczestnicy MdM, mogą więc zacząć starać się o dzieci. Co ważne, jeśli w ciągu 5 lat od zakupu urodzi się im trzecie lub kolejne dziecko, to dostaną dodatkową dopłatę w wysokości 5%. W przypadku Warszawy wyniesie ona ok. 17,5 tys. zł. Ze względu na 5-letnie ograniczenie, największe szanse na takie wsparcie mają jednak ci, którzy w momencie wnioskowania o dofinansowanie mieli już przynajmniej jedno dziecko. Takich rodzin było 23 tysiące. Niestety, jak na razie, przez 3,5 roku skorzystało z tej możliwości zaledwie 355 rodzin. Pamiętajmy jednak, że dopiero w ubiegłym roku zaczął działać program „Rodzina 500+”, który dodatkowo mobilizuje do posiadania większej liczby dzieci. Dlatego w przyszłości takich wniosków może być zdecydowanie więcej.

Jak zawnioskować o dodatkową dopłatę

Jeśli w rodzinie biorącej udział w programie urodzi się lub zostanie adoptowane trzecie lub kolejne dziecko, może ona złożyć wniosek o dodatkową dopłatę. Należy to zrobić w ciągu 6 miesięcy od narodzin czy przysposobienia. Wniosek trzeba złożyć w tym banku, w którym spłacany jest kredyt hipoteczny. Istotne jest także to, że tych pieniędzy nie dostanie do ręki. Dopłata trafi od razu do banku i obniży zadłużenie kredytu, a więc pomniejszy ratę lub skróci jego okres spłaty. Istotne jest również to, że takie wsparcie może być udzielone tylko raz. Jeśli więc otrzymamy je na trzecie dziecko, to na czwarte już nie zostanie nam wypłacone. Warto też dodać, że bank nie może naliczyć w takiej sytuacji prowizji za wcześniejszą spłatę.

Na koniec warto dodać, że Ci, którzy chcieliby jeszcze dołączyć do programu, nie powinni zwlekać do stycznia 2018 r. Co prawda dopiero od początku przyszłego roku będzie można składać wnioski. Już teraz warto jednak poszukać mieszkania spełniającego warunki programu. W listopadzie lub pierwszej połowie grudnia najlepiej odwiedzić banki lub pośrednika kredytowego w celu przygotowania wszystkich niezbędnych dokumentów.  Wiele wskazuje bowiem na to, że pieniądze na dopłaty mogą się skończyć nawet już w drugim tygodniu stycznia. Ci, którzy będą odkładać formalności na ostatnią chwilę mogą więc nie zdążyć ich dopełnić zanim pieniądze się skończą.

 

Źródło: Expander

Zdolność kredytowa jest jednym z głównych czynników decydujących o przyznaniu kredytu. Nie ma uniwersalnego wzoru jej oceny, kredytodawcy dysponują bowiem własnymi algorytmami, pozwalającymi analizować sytuację finansową swoich klientów. Dlatego zdarza się, że starając się o przyznanie środków w kilku bankach, w jednym otrzymamy dofinansowanie, a inny może nam go odmówić. Jednak bez względu na to, w jaki sposób instytucje finansowe sprawdzają wypłacalność kredytobiorców, większość z nich bierze pod uwagę podobne elementy. Przede wszystkim istotna jest wysokość uzyskiwanych dochodów oraz ponoszonych wydatków np. kredytową rat spłacanych już kredytów. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) podpowiadają, co ma największy wpływ na ocenę naszej zdolności kredytowej.

Szacowanie zdolności kredytowej to próba odpowiedzi na pytanie, czy dana osoba poradzi sobie ze spłatą  kredytu na określona kwotę i w danym terminie spłaty, wraz z należnymi bankowi odsetkami.  Każda instytucja finansowa czynniki nieco inaczej dokonuje takiej  oceny. Dokładny sposób wyliczenia zdolności należy do wewnętrznych ustaleń banku, które tylko w pewnym stopniu są  podawane do wiadomości wnioskodawców. Istnieją jednak parametry, które brane są pod uwagę przez większość instytucji. Warto bliżej je poznać, by odpowiednio przygotować się do złożenia wniosku o kredyt i zwiększyć swoje szanse na uzyskanie finansowania.

1. Dochody

Otrzymywane dochody w dużym stopniu wpływają na naszą zdolność kredytową. Bank sprawdzi, jak wyglądały nasze zarobki na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy, a w przypadku ubiegania się o kredyt hipoteczny, nawet te uzyskiwane w ciągu ostatniego roku. Istotna jest nie tylko ich wysokość, ale też regularność wpływów na konto. Kredytodawca oczekuje bowiem, że przez cały okres kredytowania, będziemy w stanie terminowano spłacać zobowiązanie. Dlatego też przeważnie preferowani są wnioskodawcy zatrudnieni na umowach o pracę, najlepiej na czas nieokreślony. Ich dochody są bowiem bardzo stabilne, szczególnie jeśli pracują w sektorze państwowym. Nie oznacza to jednak, że osoby prowadzące własną działalność czy zatrudnione na podstawie umów cywilno-prawnych, nie mogą liczyć na pomoc banku. – Jeśli firma funkcjonuje od kilku lat i regularnie przynosi dochody, to nie powinno być problemu z uzyskaniem kredytu. Podobnie jest w przypadku umów o dzieło czy zleceń. Jeśli na takiej podstawie co miesiąc otrzymujemy wynagrodzenie, to bank nie będzie obawiał się pożyczyć nam pieniędzy.  – zaznacza Jarosław Sadowski, ekspert ZFPF, Expander Advisors.

2. Wydatki i spłata aktualnych zobowiązań

Kolejnym elementem decydującym o zdolności kredytowej są nasze wydatki. Bank weźmie pod uwagę nie tylko koszty, które ponosimy w związku z utrzymaniem gospodarstwa domowego, ale także te związane ze spłacaniem aktualnych zobowiązań. Zaciągnięte kredyty, a także zakupy dokonane na raty, mogą obniżyć naszą zdolność kredytową.  –Szczególnie jeśli planujemy zaciągnąć duży kredyt, warto rozważyć rezygnację z posiadanego już limitu kredytowego w koncie czy karty kredytowej. Nawet jeżeli z nich  nie korzystamy, to i tak negatywnie spływną one na naszą zdolność kredytową, gdyż bank zakłada, że w każdej chwili możemy zacząć z nich korzystać. Trzeba jednak dodać, że nie zawsze taka rezygnacja jest konieczna. Najlepiej najpierw poprosić o wstępną ocenę zdolności przy założeniu, że pozostawimy dotychczasowe produkty kredytowe  – wyjaśnia Jarosław Sadowski, ZFPF.

3. Historia kredytowa, czyli co o nas piszą w BIK

Zaciągnięte kredyty czy spłacane raty, mogą obniżyć naszą zdolność kredytową, ale dla banku nie będziemy wiarygodnym kredytobiorcą również wtedy, jeżeli nie posiadamy udokumentowanej historii kredytowej, tzn. nigdy wcześniej nie spłacaliśmy kredytu czy pożyczki. Jednak tylko pozytywna historia kredytowa, czyli poświadczająca, że w przeszłości rzetelnie regulowaliśmy zaciągnięte długi, będzie przemawiać na naszą korzyść. W przeciwnym przypadku, bank może przyznać kredyt w niepełnej wysokości lub w ogóle odrzucić nasz wniosek. – Wierzyciel sprawdzi naszą historię w Biurze Informacji Kredytowej, w którym znajdują się informacje na temat naszych zobowiązań, zarówno tych spłacanych terminowo, jak i z opóźnieniem. Jeżeli zalegaliśmy z zapłatą za rachunek telefoniczny lub nie opłacaliśmy terminowo rat, bank także się o tym dowie. Przed wnioskowaniem o kredyt warto więc zrobić „rachunek sumienia” i przeanalizować, czy nasza historia kredytowa jest nienaganna. Pamiętajmy, że również obecność w Krajowym Rejestrze Długów prawdopodobnie uniemożliwi nam uzyskanie kredytu – wyjaśnia Sylwia Karoń, ekspert ZFPF, Alex T. Great

4. Rodzaj kredytu ma znaczenie

Sposób oceny naszej zdolności kredytowej w dużej mierze zależy również od tego, o jaki kredyt się ubiegamy, w jakiej wysokości, i na jak długi okres chcemy rozłożyć spłatę długu. Jeżeli chodzi o zobowiązania krótkoterminowe, które zaciągamy na niewielką kwotę, weryfikowanych jest mniej parametrów niż np. w przypadku kredytów hipotecznych – Zazwyczaj po przedstawieniu zaświadczenia o zarobkach czy też wyciągu z konta, bank udzieli nam pożyczki „od ręki”. Jeżeli jednak nasz rachunek w znacznym stopniu obciążają inne, obecnie spłacane zobowiązania, bank może odrzucić nasz wniosek, nawet jeżeli chcieliśmy pożyczyć niedużą kwotę, przypuszczając, że nie poradzimy sobie ze spłatą kolejnego zobowiązania – zaznacza Sylwia Karoń, ekspert ZFPF.

Znacznie bardziej szczegółową analizę bank przeprowadza wobec osób wnioskujących o kredyt hipoteczny. Jest to długoterminowe zobowiązanie, a kwoty takiego kredytu są znacznie wyższe niż krótkoterminowych pożyczek, dlatego kredytodawca sprawdzi nie tylko wysokość naszych dochodów, ale także ich źródło. Przyjrzy się naszym  wydatkom, wyliczając dokładnie, jakie koszty ponosimy w związku z utrzymaniem rodziny i dokładnie przeanalizuje historię kredytową, ale także np., czy posiadamy  oszczędności, które możemy przeznaczyć na wkład własny. Oceniając zdolność kredytową, bank weźmie również pod uwagę nasz wiek. – Spłacając ostatnią ratę kredytu, nie możemy mieć więcej niż 65-70 lat, choć niektóre banki przesuwają tę granicę nawet do 75 lat. Kredyt hipoteczny jest zobowiązaniem, które spłacamy przez długi okres, nawet 30 lat, w związku z tym, jeżeli przekroczyliśmy 50. rok życia, nawet gdy inne parametry naszej zdolności kredytowej zostaną ocenione pozytywnie, bank  może się nie zgodzić na udzielenie finansowania – podpowiada Sylwia Karoń, ZFPF. Pamiętajmy także, że jeżeli chcemy zaciągnąć kredyt hipoteczny ze współmałżonkiem lub z rodzicem, wierzyciel oceni zdolność kredytową każdego z wnioskodawców oddzielnie. Pozytywna ocena drugiego kredytobiorcy może pomóc nam w uzyskaniu środków, jeśli będzie zaś negatywna, może zadecydować o tym, że bank odmówi nam udzielenia kredytu.

Choć banki biorą pod uwagę podobne parametry przy ocenie zdolności kredytowej, to jednak w ostatecznej analizie wypłacalności swoich klientów, mogą przyjmować różne kryteria. Dlatego warto udać się do biura pośrednika finansowego, który udzielni nam niezbędnych informacji, na podstawie których łatwiej będzie nam porównać oferty większości banków działających na rynku, ale jednocześnie poinformuje nas o tym, na co poszczególny kredytodawca zwraca uwagę, analizując sytuację finansową osoby wnioskującej o kredyt.

Źródło: Związek Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF)

Rośnie liczba osób, które możemy określić jako klasę średnią, czyli filar gospodarki każdego wysoko rozwiniętego kraju. Dla banków, grupa zamożnych Polaków, tzw. klientów  premium, czyli takich, których zarobki plasują się powyżej średniej, staje się coraz bardziej istotna. Zaczynają doceniać tego atrakcyjnego klienta. Jeśli należysz do tej grupy, warto sprawdzić, co możesz zyskać.

Nasza gospodarka się rozwija, a grupa osób osiągających wyższe niż średnia zarobki cały czas się powiększa. Z danych Eurostatu wynika, że kiedy przystępowaliśmy do Unii Europejskiej, średnia siła nabywcza netto Polaków miała wartość 8 tys. euro, podczas gdy w Portugalii wynosiła ona 12,1 tys., w Niemczech 21 tys., a w Wielkiej Brytanii 29 tys. euro . Tymczasem już w 2015 r. siła nabywcza polskiego singla, zarabiającego przeciętną krajową wynosiła netto ponad 15,14 tys. euro. To wzrost niemal dwukrotny!

Konsumpcja rośnie

Poprawiają się też nastroje społeczne – z badania CBOS przeprowadzonego w maju br. wynika, że są one obecnie najlepsze w historii. – Pod względem materialnym żyje się nam coraz lepiej, co przekłada się wprost na nasze codziennie zachowania konsumpcyjne – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank. – Znacznie częściej niż kiedyś stać nas na rzeczy zarezerwowane wcześniej dla wąskiej grupy najbogatszych, jak np. nowy, dobrej klasy samochód, egzotyczne wakacje czy nowocześnie wyposażone mieszkanie w dobrej dzielnicy – wylicza. – Nic dziwnego, że zamożni Polacy chcą czerpać korzyści ze swojej dobrej sytuacji finansowej.

Banki w krajach rozwiniętych już wiele lat temu zauważyły, że tzw. klasa średnia, określana także jako „affluent” albo „premium” ma odmienne potrzeby niż pozostali klienci. Dla instytucji finansowych za granicą jest to wręcz jedna z kluczowych grup. W Polsce – stosunkowo nowy fenomen. podobnie jak innych krajach naszego regionu. Zapewnienie oferty i standardu obsługi, które przekonają klienta zamożnego do długofalowej współpracy, to wciąż duże wyzwanie dla banków w Polsce

Kim jest klient premium

– Warto podkreślić, że klientem zamożnym niekoniecznie musi być milioner korzystający ze skrojonej na miarę oferty bankowości prywatnej, tzw. private banking. Do grupy tej zaliczają się już osoby, których średnie miesięczne zarobki oscylują w okolicach 5-7tys. zł netto – tłumaczy Monika Szlosek. – Jak wynika z naszych doświadczeń ze współpracy z klientami premium, szczególnie cenią oni sobie spójną, przekrojową, optymalnie dostosowaną do ich potrzeb, ofertę. Dotyczy to najważniejszych dla nich kwestii, czyli atrakcyjnych rozwiązań transakcyjnych, korzystnych warunków przy zaciąganiu kredytów oraz ciekawej oferty inwestycyjnej, ułatwiającej budowanie kapitału na przyszłość – dodaje.

Potwierdzeniem tych wniosków jest przeprowadzone niedawno przez Deutsche Bank badanie w tej właśnie grupie zamożnych Polaków. – Sondaż, na którego podstawie powstał raport „Portret zamożnego Polaka – Klienta Premium”, wyraźnie pokazuje, że są to osoby o większej niż przeciętna świadomości ekonomicznej, a także wiedzy o mechanizmach gospodarki rynko­wej – ocenia Monika Szlosek. – Z drugiej strony widać, że niektóre oczekiwania wobec banków są spójne z tymi wyrażanymi przez ogół Polaków.

Przyzwyczajenie do braku opłat

Przykładowo – podobnie jak przeciętny Kowalski, zamożny klient nie chce płacić za konto. Brak opłat to najważniejsze kryterium oceny rachunku bankowego (wskazało na nie dwie trzecie osób badanych przez Deutsche Bank). Podobnie z możliwością darmowego korzystania z krajowych bankoma­tów (58 proc.). Co drugi zamożny klient bierze pod uwagę oprocentowanie środków na rachunku (50 proc.), a 45 proc. sprawdza, czy w ramach rachunku bank oferuje bezpłatne wypłaty z bankomatów za granicą. Oczekiwania zamożnych klientów wobec banków w zakresie najbardziej pożądanych cech kart płatniczych mają w tej chwili podobny wydźwięk.

Brak opłaty za wydanie i korzystanie z karty płatniczej do konta jest ważną cechą dla ponad połowy badanych (52 proc.), 58 proc. oczekuje darmowych wypłat z bankomatów w Polsce, a 59 proc. z zagranicznych bankomatów.

– Przez ostatnie lata większość klientów przyzwyczaiła się do tego, że podstawowe czynności bankowe są bezpłatne. Wciąż jest to kluczowa kwestia, również dla osób osiągających wysokie zarobki – mówi Monika Szlosek, ekspertka Deutsche Bank. – Jednak brak opłat nie wystarczy, żeby zamożny Polak poczuł się rzeczywiście doceniony przez bank. Klient premium może oczekiwać dodatkowych korzyści, np. możliwie wysokiego oprocentowania rachunku, dołączonej do niego lokaty, czy opcji korzystnego limitu w koncie – wylicza.

Bank na wyciągnięcie ręki

Atrakcyjna oferta jest oczywiście kluczowym czynnikiem wyboru. Dla wielu klientów sposób kontaktu z bankiem jest kwestią niezwykle istotną. Obecnie większość instytucji finansowych skupia się na rozwijaniu kanałów online, w tym mobilnych, starając się ograniczać bezpośrednie wizyty klientów w oddziałach.

– W przypadku klientów premium, jak pokazuje nasze badanie, trzeba zachować pewną równowagę w tej kwestii, ponieważ duża ich część docenia w większym stopniu kontakt z pracownikiem banku. Możliwość takiej rozmowy traktuje jako kluczowy czynnik wyboru partnera bankowego, dający poczucie bezpieczeństwa – mówi Monika Szlosek.

Preferencje w tym zakresie są najczęściej uwarunkowane wiekiem klienta. Najstarsi doceniają przede wszystkim kon­takt z pracownikiem banku. Natomiast ci, którzy nie ukończyli jeszcze 34. roku życia, są dużo bardziej otwarci na wykorzystywanie internetu w kontakcie z bankiem.

– Trend ten będzie w najbliższych latach przybierał na sile, wraz z wchodzeniem w dorosłość kolejnych „cyfrowych” pokoleń. Wymagania tej kategorii klientów w zakresie dotarcia do banku poprzez kanał online będą rosły – mówi Monika Szlosek.- Nasze badanie pokazuje, że znaczenie nowych technologii ułatwiających korzystanie z usług bankowych jest istotne dla większości z nich. Dotyczy to zarówno strony czysto transakcyjnej, jak i w coraz większym stopniu zdalnego inwestowania z wykorzystaniem online’owych platform, takich jak np. nasz dbNavi do porównywania i zakupu jednostek funduszy inwestycyjnych.

 

Źródło:  Deutsche Bank

Policja uzyska uprawnienia do pobierania opłat za mandaty za pomocą terminali płatniczych; na początek do policjantów trafi około 2 tys. takich urządzeń. Projekt rozporządzenia zmieniającego formularz mandatowy jest już w uzgodnieniach.

Nowelizacja ustawy autorstwa resortu spraw wewnętrznych i administracji została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę pod koniec lipca. Do uzgodnień trafił właśnie przygotowany przez MSWiA projekt rozporządzenia premiera zmieniający formularz mandatowy.

Jak podkreślił w rozmowie z PAP rzecznik Komendy Głównej Policji mł. insp. Mariusz Ciarka, wybór formy płatności będzie pozostawał po stronie osoby ukaranej. „Może ona więc w sposób dotychczasowy opłacić mandat, czy to w przypadku obcokrajowca – gotówkowo, czy to w przypadku osoby, która jest obywatelem Polski – poprzez przekaz lub na poczcie, albo może wybrać formę bezgotówkową kartą płatniczą, jeżeli dany radiowóz czy policjant będzie wyposażony w taki terminal” – powiedział.

Policja na mocy porozumienia zawartego pomiędzy Ministrem Rozwoju i Finansów a Krajową Izbą Rozliczeniową zostanie wyposażona na początek w około 2 tysiące terminali.

„Wydaje się to liczbą adekwatną, ponieważ codziennie na polskich drogach jest około 6 tysięcy policjantów ruchu drogowego, oczywiście na jednej zmianie jest to właśnie około 2 tysięcy i terminale w pierwszej kolejności trafią właśnie do policjantów, którzy pełnią funkcję na drodze, policjantów ruchu drogowego oraz policjantów prewencji” – powiedział Ciarka.

„Bardzo często policjanci wykonując czynności na drodze, spotykali się ze zdziwieniem obywateli, którzy chcieli zapłacić mandat natychmiast, przy pomocy karty, że w XXI wieku jeszcze nie jesteśmy do tego dostosowani” – przyznał rzecznik KGP.

Dodał, że rozwiązania będą sporym ułatwieniem także dla obcokrajowców. „Dzisiaj dochodziło do sytuacji, kiedy zatrzymywaliśmy w związku z popełnionym wykroczeniem kierujących z innych państw, którzy nie posiadali przy sobie odpowiedniej gotówki i policjanci, żeby im ułatwić zapłatę mandatu, ponieważ oni mogą płacić tylko mandat gotówkowy, jechali z nimi do najbliższego bankomatu czy też do banku, aby te pieniądze wypłacić” – powiedział.

Nowe regulacje wejdą w życie po 30 dniach od ich ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Tylko w 2015 r. policjanci wystawili ponad 5,5 mln mandatów.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Wstrząs i podziw opanowały  Waszyngton, gdy głosy w sprawie uchylenia Obamacare zostały zdławione w Senacie. Wraz z republikanami kontrolującymi wszystkie trzy departamenty rządu Stanów Zjednoczonych, pozbycie się jednej z głównych ustaw poprzedniego prezydenta powinno być spacerem po parku. Dobrze, że giełda została zamknięta, gdy głosowanie zostało sfinalizowane. Nie wpłynęło ono na Wall Street. Być może nowy cykl rozwinie się do czasu ich dzisiejszego otwarcia.

To wydarzenie wpłynęło jednak z pewnością na inne rynki. Rynki azjatyckie jak do tej pory wydawały się iść w dół dzisiejszego ranka. Najbardziej znaczący jest jednak dolar amerykański, który przyjął ogromny cios. Dane o inflacji, które pojawiły się w piątek, wysłały jego notowania do najniższego punktu od czasu wyborów w USA. Złe wiadomości  sprawiły, że dolar amerykański zszedł do poziomu z sierpnia.

O godzinie 14:30 w Londynie, Mark Carney zaprezentuje nowy banknot o wartości 10 funtów z wizerunkiem Jane Austen. Najwyraźniej nie mogą teraz umieścić J.K. Rowling na żadnych pieniądzach, więc zdecydowali na jedną z jej ulubionych pisarek. To wydarzenie będzie mile widzianym odpoczynkiem dla zmartwionego Banku Anglii. Polityka i rządzące nią zasady spowodowały, że gubernator Banku Anglii, pochodzenia kanadyjskiego, odchodzi od zmysłów.

Ostatni zwrot w stosunku do podnoszących się ostatnio stawek przyspieszył wzrost funta. W chwili pisania tego tekstu para walutowa GBP/USD poddaje poziom 1,3100 poważnemu testowi. Czy Jane Austen mogłaby zapobiec dalszemu popytowi i spowodować, że inwestorzy zaczną mówić o odzysku na brytyjskim funcie?

Dolar australijski rozciąga dziś swoje granice, ponieważ spekulacje opierają się na Banku Rezerwy Australii. Gubernator Banku, Philip Lowe, zdecydował się na bezpieczne zagranie podczas ostatniego spotkania i nie podwyższył stóp procentowych. Tymczasem protokół z tego spotkania, opublikowany, wskazał, że Bank jest zadowoleniu ze sposobu w jakim gospodarka się rozwija. Ten optymizm bezpośrednio odzwierciedla postawę Europejskiego Banku Centralnego i Banku Kanady, które w zeszłym tygodniu podniosły stopy procentowe.

Myśl, że dolar australijski może wkrótce oferować wyższą stopę depozytów, sprowadza wielu przedsiębiorców na skraj ekstazy. Jest to już bardzo dochodowa okazja do Carry Tade. Sama myśl, że wartość waluty może wzrosnąć a refinansowania kredytów mogą wzrosnąć spowodowało wirtualną eksplozję ceny. Umieszczając to wszystko w słabszym dolarze, para walutowa AUD/USD wygląda na szczerze usatysfakcjonowaną.

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

 

45,3 mln złotych – taką niebagatelną kwotę ma do oddania najbardziej zadłużony konsument notowany w Krajowym Rejestrze Długów. 40-latka na listę nierzetelnych płatników wpisał  jeden z sądów. Niestety nie podał jego adresu zamieszkania. Gdy do jego długu dodamy niespłacone zobowiązania dłużników-rekordzistów z każdego województwa, kwota wzrasta do 122 mln złotych. Wśród liderów zadłużenia przeważają mężczyźni – 13 na 17 konsumentów z najwyższymi długami to panowie. W większości przypadków o odzyskanie pieniędzy od nich starają się fundusze sekurytyzacyjne, które odkupiły długi od pierwotnych wierzycieli.

Bycie rekordzistą w konkretnej dziedzinie zazwyczaj jest kojarzone z chlubą. Są jednak takie rekordy, które nie dają powodów do dumy. Wśród nich z pewnością jest pierwsze miejsce na liście nierzetelnych płatników notowanych w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej. W sumie zadłużenie rekordzistów przekracza 122 mln złotych, a na ten dług złożyło się raptem… 17 osób.

Aby stworzyć to zestawienie, braliśmy pod uwagę po jednym konsumencie z każdego województwa z najwyższą kwotą długu. Do tych nierzetelnych płatników dołączyliśmy również jednego mężczyznę, którego zadłużenie okazało się być najwyższym z długów konsumentów notowanych w KRD. Niestety, wierzyciel tego pana nie podał jego adresu zamieszkania. Z analizy danych wynika, że średnia wieku najbardziej zadłużonych konsumentów wynosi 53 lata. W gronie rekordzistów przeważają mężczyźni – stanowią oni 76 proc. dłużników z największymi długami – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Najczęściej ich wierzycielami są fundusze sekurytyzacyjne, które odkupiły długi od pierwotnych wierzycieli. Na ten krok decydują się najchętniej banki, ale także firmy telekomunikacyjne czy energetyczne. Lista zainteresowanych odzyskaniem pieniędzy jest jednak dłuższa. Znajdują się na niej również przedsiębiorstwa z branży budowlanej czy finansowej, firmy windykacyjne, a także gminy.

Spośród konsumentów z najwyższym zadłużeniem z poszczególnych województw, palmę pierwszeństwa dzierży 53-latek z Warszawy. Mężczyzna spod znaku Bliźniąt ma do oddania 11,3 mln złotych, a o odzyskanie od niego pieniędzy stara się fundusz sekurytyzacyjny. Na drugim miejscu uplasował się 60-latek z Wielkopolski. Mieszkający w Poznaniu mężczyzna spod znaku Wagi zadłużył się na 8,95 mln zł. Jego wierzycielem jest również fundusz sekurytyzacyjny oraz firma z branży budowlanej. Na swoim koncie ma także nieuregulowane mandaty za jazdę komunikacją miejską bez biletu. Podium zamyka 46-latek z województwa śląskiego. Dłużnik zameldowany w powiecie pszczyńskim to zodiakalna Panna. Jego zadłużenie sięga 8,4 mln złotych, a wierzycielem jest bank oraz towarzystwo ubezpieczeniowe. Ale ten drugi dług jest niewielki, gros zadłużenia to niespłacony kredyt. Przy tym długu widnieje również 78-letni mężczyzna. Niewykluczone, że jest to jego ojciec.

Jednak o prawdziwym, ale niestety niechlubnym rekordzie może mówić 40-latek spod znaku Raka. Dług tego mężczyzny wynosi prawie 45,3 mln złotych. Jego wierzyciel, a jest nim jeden z sądów, nie podał adresu tego dłużnika.

Kiedy myślimy o tym, w jaki sposób moglibyśmy rozdysponować taką sumę, w głowie pojawiają się dziesiątki potencjalnych scenariuszy. Za 45 mln złotych można stać się właścicielem 45 stumetrowych mieszkań w Warszawie, czyli de facto dużego bloku. Można również spełniać marzenia, i to nie byle jakie, np. polecieć w kosmos czy kupić prywatną wyspę. Ale posiadacz takiej sumy mógłby też zapewnić sobie „święty spokój”, a tego właśnie brakuje 40-latkowi, który okazał się być rekordzistą, widniejącym na liście nierzetelnych płatników – mówi Adam Łącki.

Ten 40-latek jest również współwłaścicielem innego rekordu. Jest bowiem jednym z dwóch najmłodszych dłużników-rekordzistów. Jego rówieśnik z woj. podkarpackiego ma zdecydowanie mniejsze zadłużenie. Pan spod znaku Bliźniąt zwleka z zapłatą 1,9 mln złotych. Na zwrot pieniędzy od niego czeka bank, fundusz sekurytyzacyjny, sąd oraz firma ubezpieczeniowa i koncern energetyczny. Z kolei najstarszy konsument z największym długiem to 70-letnia mieszkanka woj. warmińsko-mazurskiego. Kobieta spod znaku Ryb widnieje w bazie danych KRD za niespłacenie 3,56 mln złotych. O pieniądze upomina się fundusz sekurytyzacyjny oraz instytucja finansowa.

Niełatwe zadanie mają też sami wierzyciele, którzy starają się odzyskać należności, wynoszących po kilkanaście milionów złotych. Czy istnieją jakiekolwiek szanse na odzyskanie takich pokaźnych kwot?

Przy tak wysokich długach, nie wystarczają zwykłe telefony czy pisma z prośbą o zapłatę. Te narzędzia, plus wpis do Krajowego Rejestru Długów, są skuteczne, kiedy zadłużenie wynosi kilka lub kilkanaście tysięcy złotych. Przy kilku czy kilkunastu milionach złotych konieczne jest opracowanie programu wyjścia z zadłużenia w oparciu o analizę dokumentów. Do takich zadań oddelegowujemy zawsze zespół negocjatorów i prawników, którzy szukają najlepszego rozwiązania i dla dłużnika i dla wierzyciela – tłumaczy Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

 

Źródło: Krajowy Rejestr Długów

Instytucja pożyczania pieniądza pojawiła się w starożytności. Badania archeologiczne, przekazy historyczne wskazują, że od co najmniej 5 tysięcy lat w Mezopotamii, Babilonie i w Egipcie funkcjonowały umowy pożyczki, w świetle których pożyczkobiorca był zobowiązany do zapłaty za pożyczkę wynagrodzenia – odsetek.

Takie transakcje również były odnotowywane w antycznym Rzymie, Grecji – przypomina Tomasz Mironczuk, ekspert z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową w kolejnym wykładzie w ramach realizowanego przez PAP we współpracy z NBP projektu Prasowa Akademia Pieniądza. Tym razem wykład dotyczy systemu bankowego.

Zarówno nazwa bank jak również lepsza organizacja procesu pośrednictwa finansowego miała źródła w XI-XIV w. we Włoszech. Ówcześni bankierzy pożyczali pieniądze zarówno królom jak i Kościołowi. Finansowali wojny i konsumpcję. Wzrost gospodarczy i finansowy Włoch w tym czasie był między innymi pochodną wypraw krzyżowych.

Po początkowej dominacji Włoch na mapę świata finansów w XV wieku wkroczył Amsterdam. Wzrost znaczenia sektora finansów w Holandii (podobnie jak wcześniej we Włoszech) był spowodowany wyprawami zamorskimi. Oprócz pożyczek na wyprawy bankierzy holenderscy finansowali również inne państwa, między innymi Polskę.
Zaraz po Holandii w kolejnych latach banki rozwinęły się również w Londynie. Sektor finansowy Londynu w XVII wieku rozpoczął finansowanie rewolucji przemysłowej. Od tego czasu przez wiele lat Londyn był głównym centrum finansów świata.

Pożyczanie na procent w doktrynie Kościoła uchodziło za niegodne i chrześcijanie nie mogli takiej działalności prowadzić. Jednakże, jak dowodzi historia, w Polsce na pośrednictwie finansowym zarabiali m.in. Michał Wierzynek – zarządca dworu królewskiego.

Pomimo doktryny kościelnej, potrzeby finansowania były dominujące i Kościół wychodząc naprzeciwko zapotrzebowaniu w XVI wieku zakładał ‘Banki Pobożne’, które działały w formule nieoprocentowanych pożyczek jako kasy pożyczkowe. Jednym z założycieli Banku Pobożnego był Piotr Skarga. Banki Pobożne były pierwowzorem do rozwoju kas spółdzielczych.

Na przełomie XVIII i XIX wieku Polskę dotknął krach bankowy – było to połączone z załamaniem gospodarczym i rozbiorami. W XIX wiek Polska wchodziła bez infrastruktury finansowej. Zapotrzebowanie na usługi pośrednictwa finansowego w połowie XIX i na początku XX wieku dały asumpt do rozwoju kas pożyczkowych. Najpierw tego typu instytucje o charakterze spółdzielczym pojawiły się w Niemczech i w Austrii a na polski grunt w 1886 roku przeniósł je Franciszek Stefczyk.

Bankowość mocno rozwijała się w XIX i na początku XX wieku. Jednakże kształt współczesnego systemu bankowego uformował się po I wojnie światowej i Wielkim Kryzysie Finansowym i w okresie do 1945 roku. Powołanie banków centralnych, biur statystycznych, wytworzenie kanonów funkcji banków centralnych, wdrożenie nadzoru finansowego powołanie międzynarodowych instytucji koordynujących i stabilizujących sektor finansowy sprawiło, że od połowy XX wieku bankowość weszła w nową erę.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Najdroższym miejscem do zakupu waluty na wakacje zwykle są banki. Kupując w ich oddziałach np. euro, koszt ukryty w kursie wyniesie ok. 3% wymienianej kwoty. W przypadku kantoru, będzie to prawie 0,6%. Najtańsze są natomiast kantory internetowe. Tam koszt wymiany jest 10-krotnie niższy niż w bankach i o połowę mniejszy niż w zwykłych kantorach – wynosi ok. 0,3%.  Expander podpowiada, jak znaleźć dobry kantor internetowy i jak dokonać w nim transakcji.

Bezpieczeństwo – kantor kantorowi nierówny

Korzystanie z takich serwisów internetowych jest zwykle bardzo opłacalne, ale trzeba zachować pewne zasady bezpieczeństwa. Zanim zaczniemy z niego korzystać i wpłacimy pieniądze, sprawdźmy o nim opinie. Przestępcy mogą np. stworzyć fałszywy kantor tylko po to, by wyłudzać pieniądze. W przypadku nowych podmiotów na rynku  istnieje ryzyko, że nie zdobędą one odpowiedniej skali działalności i ogłoszą upadłość.  Najbezpieczniej jest więc korzystać z tych cieszących się dużą popularnością, funkcjonujących od kilku lat i mających dobre opinie. Jeśli chodzi o ryzyko upadłości, to zdecydowanie najbezpieczniejszy jest kantor internetowy Alior Banku. Pieniądze tam wpłacone są traktowane tak, jakby trafiły do banku, a więc są objęte gwarancją Bankowego Funduszu Gwarancyjnego do równowartości 100 000 euro. Podobny kantor  prowadzi również Raiffeisen Polbank, ale w tym przypadku jest to odrębna spółka, będąca jego własnością. Taka konstrukcja powoduje, że gwarancje BFG nie działają.

Jak to działa

Aby dokonać wymiany w kantorze internetowym, na początku trzeba podać swoje dane osobowe i numery rachunków bankowych, z których zamierzamy wpłacać i wypłacać złotówki i kupioną walutę. Ustalamy również swój login i hasło do logowania się na stronie www. Gdy wpłacimy jakąś kwotę, to po zalogowaniu będziemy mogli wybrać kiedy i jaką walutę chcemy kupić. Następnie możemy ją przelać na rachunek walutowy w banku i tam np. dokonać wypłaty w kasie. Wyjątkiem są kantory należące do Alior i Raiffeisena, które pozwalają na natychmiastową wypłatę w oddziale banku – matki. Niektóre kantory wydają też walutowe karty płatnicze. Wtedy nie musimy przelewać środków do banku lecz możemy np. płacić nią za granicą czy wypłacać z zagranicznych bankomatów.

Uwaga na koszty przelewów

Oprócz kwestii bezpieczeństwa i tego, jak atrakcyjne są kursy, ważna jest również szybkość i koszty przelewów. Najlepiej jeśli kantor ma konto w tym samym banku co my. Wtedy pieniądze i waluta są przekazywane bardzo sprawnie i zwykle bezpłatnie. Z tego względu kantory często posiadają konta w wielu instytucjach finansowych, ale niestety nie we wszystkich. Najlepiej więc znaleźć taki, który ma je w tym samym banku co my. Jest to szczególnie istotne jeśli zamierzamy kupić, a później przelać do banku, walutę inną niż euro. Takie przelewy mogą być bowiem bardzo drogie. Nawet jeśli kantor nie pobiera prowizji, to mogą je naliczyć tzw. banki pośredniczące, które uczestniczą w przekazaniu takiego przelewu. Nie dotyczy to przelewów w euro i oczywiście w złotych.

 

Źródło: Expander Advisors

Eksperci

Startupy – czy mogą rozwijać się samodzielnie?

Jakie są potrzeby młodych, dynamicznie rozwijających się firm? Czy są w stanie rozwinąć się bez pomo...

Lokata 10 tysięcy to mniej niż 100 złotych odsetek!

98 złotych - tyle w ciągu roku zarobi ktoś, kto powierzył bankowi 10 tysięcy złotych zakładając prze...

Co czeka branżę Consumer Finance? Prognoza 2020

Początek nowej dekady będzie dla branży pożyczkowej pełen wyzwań. Katarzyna Jóźwik, Dyrektor General...

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

AKTUALNOŚCI

e-IC PKP Intercity bije rekordy. Jest 100 mln. biletów.

e-IC to system pozwalający kupić bilet PKP Intercity w dowlnym miejscu o dowolnej porze. Według najn...

Walentynkowe prezenty – opakowanie kluczem do serca

Walentynkowe prezenty to dla handlu bardzo wązny punkt bo walentynki obok Bożego Narodzenia i Wielka...

DTM Orlen i Kubica. Czyli ORLEN Team ART

DTM to kolejny obok zaangażowania w Formułę 1 element promocji marki ORLEN na globalnym rynku. ORLEN...

Miłość w pracy czy biurowa przyjaźń? Badania Pracuj.pl

Miłość w pracy a biurowa przyjaźń to dwie bardzo odmiennie postrzegane kwestie. Przyjaźń między wspó...

Prezenty na walentynki – czas cenniejszy niż czekoladki

Prezenty na walentynki są dla nas coraz istotniejsze. Mastercard Love Index pokazuje że w ciągu dwóc...

Karta bankowa i 7 pokus. Jak im nie ulec

Karta bankowa bezsprzecznie ułatwia życie. Lubimy czasami jednak pójść na łatwiznę, szybko i łatwo o...

Bariery drogowe – ich wysokość ma znaczenie

Bariery drogowe ciągną się wzdłuż setek kilometrów dróg w Polsce. Budowane są po to by zapewnić nam ...

e-IC PKP Intercity bije rekordy. Jest 100 mln. biletów.

e-IC to system pozwalający kupić bilet PKP Intercity w dowlnym miejscu o dowolnej porze. Według najn...

Smart home – coraz więcej osób chce takiego mieszkania

Popularność rozwiązań smart home w Polsce stale rośnie. W 2019 roku zdecydowała się na nie już co tr...

Walentynkowe prezenty – opakowanie kluczem do serca

Walentynkowe prezenty to dla handlu bardzo wązny punkt bo walentynki obok Bożego Narodzenia i Wielka...