środa, Listopad 20, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "bank"

bank

Zgodnie z przepisami kodeksu postępowania cywilnego, proces sądowy toczy się według określonego schematu, który zwieńczony jest co do zasady wydaniem wyroku. Jednak w ramach prowadzonego postępowania mogą pojawić się okoliczności, które przejściowo wstrzymają procedowanie sprawy. Taką przesłanką jest chociażby zadanie przez sąd krajowy pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Każdy sąd powszechny państwa członkowskiego Unii Europejskej ma prawo występować z takimi pytaniami do TSUE, jeśli sprawa wymaga analizy prawa krajowego i jego wykładni w stosunku do prawa europejskiego.

Jakie skutki dla Frankowiczów niesie skierowanie pytań do Trybunału Sprawiedliwości UE?

Z owego prawa skorzystał Sąd Okręgowy w Warszawie i złożył do TSUE wniosek o wydanie orzeczenia, które opublikowano 3 października 2019 r. Wydany wyrok potwierdził prawa Frankowiczów jako konsumentów do kwestionowania niedozwolonych postanowień umownych w swoich umowach kredytowych. To spowodowało istotny wzrost zainteresowania dochodzeniem roszczeń od banków, co w niedalekiej przyszłości przełoży się na ilość składanych powództw sądowych.

Nie zapominajmy jednak, że już teraz toczą się postępowania sądowe w sprawach frankowych. Po samej publikacji wyroku TSUE zapadło co najmniej 13 wyroków w takich sprawach, w tym kilka prawomocnych. Co istotne w niektórych sporach o podobnym stanie faktycznym sądy powszechne wydawały postanowienia o zawieszeniu postępowania do czasu rozstrzygnięcia przez Trybunał Sprawiedliwości UE powyżej sprawy.

Brak jest dostatecznych danych umożliwiających określenie dokładnej liczby spraw, w których zawieszono postępowanie z uwagi na pytanie prejudycjalne. Jednak bazując jedynie na statystyce spraw prowadzonych przez kancelarie z GK Votum S.A. można stwierdzić, iż nadal są to sprawy w znacznej mniejszości. Nie zmienia to faktu, że skoro mamy już korzystne orzeczenie TSUE, w najbliższym czasie powinniśmy się spodziewać kolejnych wygranych na salach sądowych, gdyż zniknie podstawa do dalszego zawieszenia takich postępowań – twierdzi Kacper Jankowski Prezes Votum Robin Lawyers S.A.

Skutki zawieszenia postępowania

Skutkiem zawieszenia postępowania jest wstrzymanie biegu wszelkich terminów, które zaczną ponownie biec dopiero z chwilą podjęcia postępowania. Podczas zawieszenia sąd nie podejmuje żadnych czynności z wyjątkiem tych, które mają na celu podjęcie postępowania albo zabezpieczenie powództwa lub dowodu. Powyższe dotyczy zarówno terminów sądowych, jak i ustawowych. Z chwilą podjęcia postępowania terminy ustawowe zaczynają biec od początku. W zależności od potrzeby warunkowanej danym etapem postępowania, terminy sądowe powinny być na nowo wyznaczone przez sąd lub przewodniczącego.  Powyższe nie stwarza zatem, prócz wydłużenia czasu postępowania – negatywnych skutków dla stron w postaci upływu terminów, chociażby terminów przedawnienia, które to zostały skutecznie przerwane poprzez wytoczenie powództwa.

Wznowienie postępowania

Podjęcie zawieszonego postępowania następuje z urzędu na podstawie postanowienia sądu. Jednakże, w sytuacji, gdy postanowienie o zawieszeniu sąd wydał w związku z postępowaniem wszczętym przez inny uprawniony podmiot, nie ma przeszkód, aby podjął zawieszone postępowanie, nie oczekując na uprawomocnienie się orzeczenia, np. w przypadku, gdy jego wątpliwości odnośnie wykładni prawa unijnego zostały rozstrzygnięte argumentami, jakie zastosował Trybunał w uzasadnieniu innego rozstrzygnięcia. Co ważne sąd może podjąć zawieszone postępowanie nawet przed wydaniem orzeczenia, o którym mowa w poprzednim zdaniu, gdyby np. po podjęciu decyzji na podstawie ocenił, że jednak nie ma potrzeby oczekiwania na orzeczenie Trybunału. Orzeczenie rozstrzygające sprawę pytań prejudycjalnych dotyczących kwestii wykładni prawa jest wiążące dla sądu, który zwrócił się z tym pytaniem, jednak nie ma skutku erga omnes. Skuteczność takiego orzeczenia wynika jednak z doktryny acte éclairé. Niewątpliwie wynik postępowania przed TSUE odbije się na orzecznictwie nie tylko w sprawach, w których zawieszono postępowanie, ale również innych o podobnym stanie faktycznym.

Skutki wyroku

Zawieszenie postępowania prowadzi do wydłużenia czasu trwania postępowania. Nie można bowiem przewidzieć terminu ustania przesłanki, która dała podstawy do wstrzymywania się od podejmowania dalszych czynności procesowych. Z drugiej strony wznowienie takiego postępowania powinno przebiegać już sprawnie i szybko, gdyż zostały już wyjaśnione wątpliwości, które powstrzymywały sąd od orzekania. Mając na uwadze stanowisko TSUE w polskiej sprawie frankowej, uzasadnionym jest twierdzenie, że rozstrzygnięcie będzie miało korzystny wpływ na wyniki zawieszonych postępowań. Przełoży się to z  kolei na wzmocnienie ochrony kredytobiorców, czego odzwierciedleniem powinny być kolejne korzystne wyroki zasądzające od banków na rzecz konsumentów roszczenia z tytułu nienależnego świadczenia w wyniku zastosowania abuzywnych postanowień umownych.

Analiza sprawy kredytu frankowego – wymagana dokumentacja

Dochodzenie roszczeń wymaga odpowiedniej argumentacji oraz zgromadzenia wyczerpującego materiału dowodowego. W tym przypadku kluczem jest właściwa  weryfikacja dokumentacji kredytowej pod kątem występowania niedozwolonych zapisów umownych. Bardzo istotna jest również ocena stanu faktycznego sprawy. Prawidłowa analiza daje bowiem odpowiedź na pytanie, czy istnieją podstawy do sformułowania roszczeń przeciwko bankowi, a w przypadku odpowiedzi twierdzącej, determinuje również, jakie czynności prawne powinny zostać podjęte, celem wyegzekwowania przysługujących roszczeń.

Umowa kredytowa

Analiza treści umowy kredytowej stanowi podstawę do podjęcia dalszych działań w postępowaniu przeciwko bankowi. Weryfikacja dotyczy przede wszystkim tych zapisów, które powinny zostać uznane za abuzywne, czyli niezgodne z prawem. Jeśli takie występują, to nie powinny wiązać konsumenta jako strony tej umowy, jeśli nie zostały z nim indywidualnie ustalone. Konstrukcje umowne są różne, w zależności od banku udzielającego kredytu. Zdarza się również, że w zależności od oddziału da także daty zawarcia, stosowano inne wzorce. W przypadku niektórych umów składających się z dwóch części dla prawidłowej oceny niezbędne jest doręczenie przez Klienta obu części umowy. Dlatego proces analizy umowy powinien odbywać się przez profesjonalnego pełnomocnika, który ma doświadczenie w sporach z bankami, w tym konkretnym zakresie.

Aneks do umowy kredytowej

W przypadku umów kredytowych, które zawierane były na okres nawet kilkudziesięciu lat, mogły pojawić się kwestie wymagające dodatkowego uregulowania. Dlatego jeśli do umowy były zawierane aneksy, niezbędne jest również ich dostarczenie i przeanalizowanie. Aneksy stanowią bowiem integralną część umowy i wiążą jej strony w takim samym zakresie. Niestety zdarzają się aneksy, których zapisy utrudniają, bądź uniemożliwiają dochodzenie roszczeń.

Po publikacji orzeczenia TSUE, trafiają do nas niepokojące sygnały ze strony naszych obecnych i potencjalnych klientów, którzy informują, że niektóre banki, kontaktują się z nimi, proponując zawarcie niekorzystnych aneksów. Apelujemy, by nie podpisywać żadnych dokumentów bez konsultacji z prawnikiem. Zawarcie takiego aneksu może istotnie skomplikować drogę dochodzenia roszczeń lub nawet w całości ją wykluczyć – podkreśla Kacper Jankowski, Prezes Votum Robin Lawyers SA.

Regulamin kredytowania

Regulamin, podobnie jak aneks, stanowi integralną część umowy. Zawarte w nim zapisy mogą zostać uznane za niezgodne z prawem a to z kolei stanowi podstawę do dochodzenia roszczeń. Dokument ten oraz umowa kredytowa wraz z załącznikami na ogół znajdują się w posiadaniu klienta. Jeśli jednak bank przy zawarciu umowy nie wydał takich dokumentów kredytobiorcy, istnieje możliwość złożenia wniosku o wydanie ich kserokopii.

Inna dokumentacja niezbędna do dochodzenia roszczeń

Po analizie ww. dokumentów oraz zakwalifikowaniu sprawy do prowadzenia, konieczne jest uzyskanie pozostałej dokumentacji, pozwalającej sprecyzować rodzaj i wysokość dochodzonych roszczeń. Część dodatkowych dokumentów może znajdować się już w posiadaniu kredytobiorcy, ewentualnie należy je pozyskać z banku lub wygenerować ze strony internetowej /portalu bankowości elektronicznej. Zakres koniecznych dokumentów znajduje się poniżej:

  • Harmonogram spłat rat kredytu w obu walutach – jest to zestawienie wszystkich zapłaconych przez Kredytobiorcę w przeszłości rat kredytu. Zestawienie powinno obejmować datę spłaty kolejnych rat a także ich wartość w walucie CHF, wartość w PLN oraz kurs po jakim nastąpiło przeliczenie raty CHF na PLN. Obok ww. danych, zestawienie może zawierać również kolumnę z danymi odnośnie salda kredytu przed spłatą raty kapitałowej. Dane zawarte w harmonogramie są niezbędne do wyliczenia dokładnej wartości roszczenia, ponieważ ta będzie stanowiła wartość przedmiotu sporu w postępowaniu sądowym.

Zaświadczenia

  • Zaświadczenie o udzieleniu kredytu/informacja o datach i wysokości wypłaconych transz kredytu. Do wyliczenia wartości roszczenia niezbędna jest informacja o datach wypłaty transz kredytu a także ich wartości w CHF lub PLN. Informacją pomocną będzie również wysokość kursu CHF po jakim dana transza została wypłacona. Informacje te zawierane są w odrębnym zaświadczeniu pozyskiwanym z Banku lub stanowią element harmonogramu spłat rat kredytu.
  • Zaświadczenie o poniesionych kosztach ubezpieczenia niskiego wkładu własnego – w przypadku zawarcia w umowie kredytu lub w aneksie ubezpieczenia niskiego wkładu własnego, niezbędnym jest przedłożenie zaświadczenia o poniesionych kosztach związanych z ubezpieczeniem uzyskanego z banku lub dowodów wpłat wszystkich rat ubezpieczenia/miesięcznych prowizji za jego przedłużenie.
  • Zaświadczenie o zmianie wysokości oprocentowania – dokument, który obrazuje jak historycznie zmieniało się oprocentowanie kredytu w okresie spłaty rat kredytowych. Może stanowić element harmonogramu spłat rat kredytu.

Dochodzenie roszczeń od banku nie jest łatwym postępowaniem dlatego też wymaga specjalistycznej wiedzy oraz umiejętności. Oczywiście każdy kredytobiorca może sam spróbować złożyć reklamację do banku, ale najpewniej może się spodziewać decyzji odmownej. Dlatego na dzień dzisiejszy droga sądowa pozostaje jedyną możliwością skutecznej walki z bankiem o usunięcie z umowy kredytowej niedozwolonych zapisów. W takiej sytuacji warto postawić na doświadczonego pełnomocnika, który zapewni profesjonalną pomoc na każdym etapie postępowania.

Materiał został przygotowany ze wsparciem merytorycznym ekspertów prawnych firmy VOTUM S.A., zajmującej się sprawami Frankowiczów.

Więcej o odzyskaniu nadpłaconych rat i dochodzeniu roszczeń z tytułu abuzywnych klauzul w umowach kredytów walutowych przeczytasz tutaj:

https://dlafrankowiczow.pl/

https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach/

BGKN w ramach programu Mieszkanie plus może wybudować kilka tysięcy lokali na gruntach należących do Poczty Polskiej – powiedział PAP członek zarządu Poczty Paweł Skoworotko. Dodał, że bank może skorzystać obecnie z 16 ha gruntów m.in. w Warszawie, Lublinie, Gdańsku czy we Wrocławiu.

Jak powiedział Skoworotko, Poczta Polska podpisała w maju br. z BGK Nieruchomości umowę ramową, w której wskazano pięć dużych nieruchomości pod inwestycje mieszkaniowe w ramach programu Mieszkanie plus. „To dwie działki w Warszawie oraz po jednej we Wrocławiu, Grudziądzu i Rybniku – łącznie o powierzchni ponad 9 hektarów” – dodał.

„W lipcu br. podpisaliśmy już umowę inwestycyjną, której zamierzeniem jest budowa około 750 mieszkań na warszawskich Odolanach, na terenie 5,8 ha, przy ul. Worcella i Sowińskiego. Jesteśmy w chwili obecnej na etapie prac związanych z powołaniem spółki celowej, do której aportem wniesiemy nieruchomości. Drugim partnerem będzie oczywiście BGKN” – zaznaczył. Jeśli spółka celowa otrzyma „warunki zabudowy”, to budowa na tym terenie powinna rozpocząć się pod koniec III kwartału 2018 roku, a planowany termin zakończenia inwestycji to III kwartał 2020 roku.

Dodał, że trwają uzgodnienia robocze z miastem Warszawa i Urzędem Dzielnicy Wola. „Pierwotnie zakładano budowę w tym miejscu około 1,1 tys. mieszkań, ale trzeba to było skorygować, ponieważ miasto Warszawa opracowuje nowy plan zagospodarowania przestrzennego dla tego obszaru, zakładający na znacznej części działki przy ulicy Worcella budowę ulic, zieleń oraz inwestycję oświatową, np. szkołę” – mówił. „Obecnie, według wstępnej koncepcji zabudowy, zakładamy, że na Odolanach powstanie ok. 750 mieszkań” – powiedział Skoworotko.

Jak zaznaczył, uzgadniane są również sposoby wyjścia Poczty Polskiej ze spółki celowej. „Albo zbędziemy swoje udziały na rzecz BGKN, albo – po wybudowaniu mieszkań – możemy przejąć lokale, a następnie zbywać je sami lub sprzedać je innemu operatorowi. W ten sposób zarobimy na tej nieruchomości” – tłumaczył.

Powiedział, że BGKN wyraził także wolę zakupu 3-hektarowej nieruchomości Poczty we Wrocławiu, przy ul. Kolejowej. „Na tym etapie wyłaniamy rzeczoznawcę, który ma oszacować wartość tego terenu” – wskazał.

Gdzie jest bankomat? – Takie pytanie może padać coraz częściej. Jak wynika z danych NBP w II kwartale liczba bankomatów w Polsce spadła o 223 maszyny. Jednocześnie, gwałtownie rośnie liczba sklepów akceptujących płatności kartami i dokonywanych kartami transakcji. Bankomaty będą więc cieszyły się coraz mniejszą popularnością i będzie ich zapewne coraz mniej.

Z bankomatów najchętniej korzystaliśmy w 2013 r. kiedy wykonaliśmy w nich aż 778 mln operacji. Od tego czasu zainteresowanie systematycznie spada. Mimo tego, liczba takich urządzeń dotychczas rosła o 1-2 tysiące rocznie. Najnowsze dane NBP pokazują jednak, że w II kwartale w Polsce zainstalowane były 23 528 bankomaty, czyli o 223 mniej niż w I kwartale. Spadek jest więc niewielki, ale w połączeniu z innymi informacjami sugeruje, że właśnie obserwujemy początek istotnych zmianami na naszym rynku.

W najbliższych kilku latach na korzyść bankomatów będzie działało wprowadzanie nowoczesnych maszyn, które potrafią nie tylko wypłacać pieniądze, ale także przyjmować wpłaty. Ta druga funkcja szybko zyskuje na popularności. Jeszcze w 2014 r. wartość wpłat stanowiła zaledwie 3,5% wszystkich operacji. W pierwszej połowie tego roku było to już 19%, co oznacza że Polacy zdeponowali w bankach za pośrednictwem bankomatów aż 105 mld zł.

Mimo upowszechniania się nowej funkcji bankomatów, w dłuższej perspektywie ich liczba będzie spadała. Gotówka, w coraz większym stopniu jest bowiem zastępowana przez płatności bezgotówkowe. Łączna wartość wypłat z bankomatów w pierwszym półroczu 2017 r. to 156 mld zł, a płatności kartą wykonaliśmy w tym okresie na kwotę 122 mld zł. Wciąż króluje więc fizyczna waluta, ale to już nie potrwa długo. Wartość płatności kartą przyrasta bowiem w tempie około 20% rocznie. Wartość wypłat również rośnie, ale znacznie wolniej – o ok. 7% rocznie. Jeśli taki stan się utrzyma, to w 2021 r. wartość dokonanych płatności kartą przewyższy wypłaty gotówki. Później gotówka będzie systematycznie traciła na znaczeniu. W rezultacie bankomaty, nawet te z funkcją wpłat, będą coraz rzadziej wykorzystywane i duża ich część będzie musiało zniknąć z naszych ulic.

 

Wypowiedź: Jarosław Sadowski, główny analityk firmy Expander.

Zwłaszcza te średnie i duże, z optymizmem patrzą w przyszłość. Nie tylko zaakceptowały już zmienność otoczenia, ale chcą obrócić ją na swoją korzyść. Znacząco – w porównaniu z ubiegłoroczną edycją badania – zwiększyła się gotowość do wzrostu skali działania, także poprzez ekspansję zagraniczną. Ambitnym celom sprzyja lepsza niż rok wcześniej kondycja finansowa: istotnie wzrósł odsetek średnich i dużych firm, które zadeklarowały wypracowanie zysku oraz wzrost obrotów. Taki obraz wyłania się z II edycji badania Deutsche Bank „Polskie firmy – kondycja, inwestycje i ich finansowanie”.

Badanie objęło łącznie reprezentatywną grupę 500 firm, w tym 72% małych (do 10 mln euro obrotu rocznego), 20,5% średnich (do 50 mln euro obrotu rocznego) oraz 7,5% dużych (powyżej 50 mln euro obrotu rocznego). Najczęściej reprezentowane były przedsiębiorstwa lokalne (32%) i ogólnopolskie (30%). 14% działa na skalę europejską, co dziesiąta – na skalę globalną.

– Polskie firmy wypracowały umiejętność funkcjonowania w warunkach ciągłej zmienności, a wręcz umieją obrócić ją na swoją korzyść. Wiele z nich mierzy się teraz z nowymi wyzwaniami: sukcesji czy konieczności znalezienia nowych źródeł wzrostu. Nasz cykliczny raport jest próbą odpowiedzi na to, czy polski biznes jest na te wyzwania przyszłości gotowy – mówi Leszek Niemycki, Wiceprezes Zarządu Deutsche Bank Polska.

ŚREDNIM I DUŻYM ŁATWIEJ

Zdolność do generowania zysku, zwiększania obrotów czy kreślenia ambitnych planów inwestycji i ekspansji rośnie wraz ze skalą działalności – to jeden z kluczowych wniosków z tegorocznej edycji raportu Deutsche Bank Polska.

Zdecydowana większość firm, które wzięły udział w badaniu (61%) zadeklarowała, że w I połowie 2017 roku odnotowała zysk (rok temu – 64%); wzrost obrotów odnotowało 58% firm (wzrost z 42%). Uśredniony wynik całej badanej grupy nie oddaje jednak coraz wyraźniejszego rozdźwięku w sposobach, w jaki dobrą koniunkturę wykorzystują firmy różnej wielkości. Wzrost obrotów w I półroczu 2017 roku zadeklarowało 100% dużych firm (rok temu – 29%), 53% średnich (wzrost z 48%) i jedynie 36% małych firm (rok temu 43%). Podobne dysproporcje uwidaczniają się coraz mocniej w porównaniu firm lokalnych (tylko 22% wykazało wyższe obroty; rok temu – 42%) i działających w skali globalnej (tu odsetek firm, które poprawiły sprzedaż wzrósł z 49% w 2016 roku do 67% w 2017 roku).

– Najnowsze badanie pokazuje jeszcze wyraźniej niż rok temu, że niestety tworzy się coraz większa luka rozwojowa pomiędzy małymi i większymi firmami – komentuje Leszek Niemycki, Wiceprezes Zarządu Deutsche Bank Polska.

Narastająca luka rozwojowa widoczna jest także choćby w zamierzeniach odnośnie wzrostu zatrudnienia. Nowych pracowników chce zatrudnić w najbliższej przyszłości co druga średnia firma (rok temu 11%) i 38% dużych (wzrost z 22%). Dla porównania, do rekrutacji przymierza się jedynie 22% małych firm.

EKSPANSJA? DLACZEGO NIE?

Raport potwierdza, że polskie przedsiębiorstwa nabrały odporności, zaakceptowały nieprzewidywalność i zaczynają traktować ją jak biznesową szansę. Dowodzi tego choćby znacznie większa niż rok temu gotowość do ekspansji. – W zeszłym roku zaledwie 4% firm działających jedynie w Polsce myślało o rozszerzeniu skali działania na inne kraje Europy. Dziś takie aspiracje ma niemal co trzeci ogólnopolski podmiot. Średnio pięciokrotnie większa jest także skłonność firm lokalnych do rozwoju na skalę regionalną, a regionalnych do ekspansji na skalę krajową – podkreśla Leszek Niemycki.

Swoje towary i usługi eksportuje 42% badanych firm, głównie średnie (60%) i duże (57%). 27% przedsiębiorstw planuje w nadchodzącym roku rozszerzyć działalność eksportową o nowe rynki. – Znacząco wzrosło także zainteresowanie dywersyfikacją eksportu – rok temu sprzedaż na rynki azjatyckie rozważało 10% eksporterów, dziś – niemal 30%. Dwukrotnie większa jest także chęć rozszerzenia kierunków eksportu o Afrykę i obie Ameryki – zauważa Maciej Sus, Dyrektor Departamentu Klienta Biznesowego, Deutsche Bank Polska

CZAS NA INWESTYCJE… I INNOWACJE

Wyniki badania jednoznacznie wskazują, że okres stagnacji w inwestycjach prawdopodobnie mamy już za sobą. 41% firm ma plany inwestycyjne na najbliższe 6 miesięcy. Największy optymizm inwestycyjny przejawiają przedsiębiorstwa średnie (62%) i duże (57%) oraz te, które działają na skalę europejską (87%) i globalną (63%). Inwestycje większych podmiotów powinny w dłuższym terminie dać impuls mniejszym firmom – obecnie jedynie co trzecia mała firma i co piąta lokalna rozważa inwestycje.

Listę celów inwestycyjnych otwierają – podobnie jak rok temu – wydatki na zwiększenie mocy produkcyjnych. Taki plan ma 60% z grona tych firm, które deklarują inwestycje. Niestety znacząco spadła skłonność do inwestycji w badania i rozwój – rok temu ten aspekt wskazało 21% badanych podmiotów, obecnie tylko niespełna 14%. – To właśnie innowacyjność jest długofalowo najsilniejszą dźwignią rozwojową. Wiedzą to duże firmy – do proinnowacyjnych wydatków przymierza się co drugi podmiot o obrotach powyżej 50 mln euro. Na drugiej szali są małe przedsiębiorstwa – na inwestycje w badania i rozwój stawia zaledwie 9% z nich – zauważa Maciej Sus, Dyrektor Departamentu Klienta Biznesowego, Deutsche Bank Polska.

Ponad jedna trzecia Polaków odwiedza bank co najmniej raz w miesiącu, najczęściej po to, aby wpłacić lub wypłacić pieniądze. To wnioski z badania zwyczajów finansowych Polaków zrealizowanego na zlecenie Profi Credit przez ARC Rynek i Opinia. Co ciekawe, częstotliwość odwiedzin placówek bankowych koreluje z wielkością miast – w im mniejszym miejscu mieszkamy, tym częściej chodzimy do oddziału banku.

Co trzeci badany Polak przyznał, że bank odwiedza co najmniej raz w miesiącu (dane na podstawie badania Profi Credit). Najczęściej w oddziale banku wpłacamy i wypłacamy gotówkę – odpowiednio 55% i 57% badanych wskazywało te operacje wśród trzech spraw, które najczęściej załatwiają w banku. W dalszej kolejności  wyrabiamy kartę (20%) i zakładamy rachunek (17%), a najrzadziej spłacamy raty kredytów (15%) i zaciągamy zobowiązanie (11%).

– Wyniki tego badania potwierdzają, że w Polsce nadal ogromną popularnością cieszy się gotówka – mówi Jarosław Czulak, Dyrektor Marketingu Profi Credit Polska SA – W dobie rozwoju transakcji online to dość zaskakujące, ale może świadczyć o tym, że trudno jest nam zmienić przyzwyczajenia. Gotowość Polaków do odwiedzania stacjonarnych oddziałów instytucji finansowych stanowi także swego rodzaju podpowiedź jak rozwijać i jak utrzymać biznes na tym rynku. Przynajmniej na razie, przewagę będą miały te podmioty, które będą świadczyć swoje usługi w świecie realnym i online. Warto więc dwa razy się zastanowić przed podjęciem decyzji o likwidacji oddziałów, bo to nie tylko forma reklamy wizerunkowej, ale także fizyczny Klient, któremu można zaoferować różne usługi – zaznacza Czulak.

Jak dodaje przedstawiciel Instytutu Badawczego ARC Rynek i Opinia, oddział przestaje nam się kojarzyć wyłącznie z panią w okienku, która wypłaca gotówkę i przyjmuje zlecenia operacji finansowych.

Zaczynamy myśleć o placówce bankowej nie tylko w kategoriach ludzi, ale przede wszystkim w kategoriach usług i operacji, które możemy wykonać w miejscu oznaczonym logiem instytucji finansowej. Taka zmiana jest ściśle związana z polityką instytucji finansowych i obecnym trendem, by placówki stawały się multimedialnymi centrami doradczym – komentuje Piotr Czyżewski,  Dyrektor ds. Rozwoju z ARC Rynek i Opinia.

Znacznie rzadziej niż oddziały banków, Polacy odwiedzają placówki firm pożyczkowych. Niemal 70% badanych nigdy nie była w takiej instytucji. Oznacza to jednak, że co trzeci Polak chociaż raz w życiu odwiedził oddział firmy pożyczkowej.

– Zwiększające się z roku na rok zainteresowanie pożyczkami i kredytami online, nie oznacza, że przestaliśmy odwiedzać placówki instytucji finansowych – widzimy to chociażby na przykładzie naszych oddziałów, które klienci odwiedzają regularnie – komentuje Jarosław Czulak.

Badanie Profi Credit pokazuje również, że to, w jak dużym mieście bądź miejscowości mieszkamy, wpływa na to, jak często odwiedzamy bank. Odsetek osób deklarujących, że chodzi do oddziału instytucji finansowej co najmniej raz w miesiącu zmniejszał się wraz ze wzrostem wielkości miejsca zamieszkania – w przypadku badanych mieszkających na wsi wynosił 40%, a w przypadku mieszkających w dużych miastach powyżej 500 tys. mieszkańców zaledwie 27%.

– Im większe miasto, tym łatwiejszy mamy dostęp do bankomatów – w Warszawie, Poznaniu czy Łodzi niemal na każdym kroku możemy się na nie natknąć – mówi Jarosław Czulak, Dyrektor Marketingu Profi Credit Polska SA. – W małych miejscowościach jedyny sposób na zrealizowanie jakiejkolwiek „gotówkowej” operacji finansowej to odwiedzenie oddziału. To właśnie tam, w kasie lub korzystając z bankomatu bądź wpłatomatu w placówce, można załatwić potrzebne sprawy – dodaje Czulak.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Mimo bardzo dobrej sytuacji w gospodarce i na rynku pracy oraz deklaracji RPP utrzymania stóp procentowych na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie, banki zapowiadają zaostrzenie swej polityki kredytowej. Ta ostrożność wskazuje na lekki wzrost obaw bankowców dotyczących rozwoju sytuacji.

Z okresowego badania sytuacji na rynku kredytowym przeprowadzanego przez NBP wynika, że doskonała koniunktura gospodarcza, wzrost dochodów gospodarstw domowych oraz rekordowo niskie stopy procentowe nie usypiają czujności bankowców w kwestii kryteriów i warunków udzielania kredytów. Dotyczy to zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów. Ostrożna postawa wynika częściowo z obaw związanych z rozwojem sytuacji w gospodarce, a przynajmniej w niektórych jej sektorach, po części zaś z chęci ustrzeżenia się przed konsekwencjami nadmiernego optymizmu kredytobiorców, choć jednocześnie ankietowani bankowcy nie dostrzegają niebezpiecznego wzrostu popytu na kredyty.

Banki po raz pierwszy od ponad półtora roku dostrzegły poprawę koniunktury w gospodarce jako bodziec do nieznacznego złagodzenia kryteriów udzielania kredytów firmom, ale jednocześnie znalazły powody, by nadmiernie nie zachęcać przedsiębiorców do zadłużania się. O ile deklarowane przez część banków zwiększanie wysokości marży można uznać za działanie podyktowane chęcią zwiększenia swoich zysków, o tyle podwyższone wymogi dotyczące wkładu własnego, czy skracanie okresu kredytowania, to wyraźne przejawy ostrożności w finansowaniu. Można przypuszczać, że podyktowana jest ona niepewnością w kwestii utrzymania się dobrej koniunktury i możliwości pojawienia się kłopotów, szczególnie w niektórych branżach. Dość wspomnieć o widocznych już wzroście kosztów, czy trudnościach w pozyskiwaniu przez firmy pracowników, a więc i ograniczonych możliwościach wzrostu produkcji, a nawet realizacji bieżących zamówień. Pod tym względem szczególne obawy bankowców dotyczą przedsiębiorstw budowlanych, najbardziej wrażliwych na tego typu zjawiska. Co więcej, przewidują oni dalsze zaostrzenie polityki kredytowej w kolejnych miesiącach, głównie wobec małych i średnich przedsiębiorstw. Może to mieć również związek z oczekiwaniem wcześniejszego niż dotąd zapowiadanego podwyższenia stóp przez Radę Polityki Pieniężnej, co spowodowałoby zwiększenie kosztów finansowania i mogłoby niekorzystnie odbić się na zdolności części firm do jego spłaty.

Już w trzecim kwartale część banków zaostrzyła kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych, ale jednocześnie złagodziła niektóre warunki klientom, spełniającym stawiane wymagania, między innymi obniżając poza odsetkowe koszty finansowania. Bardzo podobnie postępowały wobec najbardziej wiarygodnych klientów ubiegających się o kredyt konsumpcyjny, obniżając także marże, godząc się na dłuższy okres kredytowania i wyższe kwoty zobowiązań. O ile bankowcy nie zamierzają w najbliższej przyszłości podwyższać wymagań dla kredytów hipotecznych, to planują zaostrzenie polityki w przypadku finansowania potrzeb konsumpcyjnych, najwyraźniej dostrzegając w tej kwestii pewne ryzyko, związane z rosnącym prawdopodobieństwem wcześniejszej podwyżki stóp procentowych.

 

 

Komentarz: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Działa już bezpłatna aplikacja na smartfon – mObywatel. Rozwiązanie, które przygotowało Ministerstwo Cyfryzacji, zapewnia szybki dostęp do dokumentów w telefonie.

Rozwiązanie zaprezentowane na konferencji prasowej przez minister cyfryzacji Annę Streżyńską ma – zdaniem resortu – przydać się w codziennych sytuacjach. Pierwszą usługą dostępną w aplikacji jest mTożsamość.

Ministerstwo podało jako przykład wykorzystania aplikacji, sytuację stłuczki samochodowej. „Uczestnicy stłuczki, którzy w kilkanaście sekund ściągną na swoje smartfony ze sklepu Google Play aplikację – będą mogli wymienić się informacjami potrzebnymi do rozwiązania sprawy i ujawnią tylko tyle danych, ile wymaga sytuacja, nie więcej” – wyjaśniono w komunikacie ministerstwa.

Za pomocą mTożsamości można potwierdzić swoją tożsamość w kontaktach z innymi obywatelami. Dane wyświetlają się na ekranie telefonu, można je przekazać innej osobie na jej telefon. Można też automatycznie pobrać dane tej osoby i zapisać je w swoim telefonie, pod warunkiem, że obie osoby są użytkownikami aplikacji mObywatel. Wymiana danych jest chroniona certyfikatem wydanym przez Ministerstwo Cyfryzacji.

Aplikacja jest bezpłatna i może z niej skorzystać każdy, kto jest pełnoletni i ma: ważny dowód osobisty, profil zaufany (eGo), smartfon z systemem operacyjnym Android w wersji 6.0 (lub nowszej) wyposażony w Bluetooth i aparat fotograficzny, aktywną aplikację mObywatel, połączenie z internetem.

mTożsamość korzysta z aktualnych danych (znajdujących się w rejestrach państwowych) takich jak: imię, nazwisko, data urodzenia, numeru PESEL, czyli danych z rejestru PESEL, oraz zdjęcia, terminu ważności, numeru dowodu, informacji, kto wydał dokument – czyli danych z Rejestru Dowodów Osobistych. Te dane można w każdej chwili wyświetlić na ekranie smartfona. Natomiast przekazać komuś lub pobrać od kogoś (z telefonu na telefon) można tylko część danych: imię i nazwisko, zdjęcie i numer dowodu oraz informację, kto go wydał.

Dzięki mTożsamości możliwe jest sprawdzenie tożsamości i wymiana danych bez spisywania, skanowania czy fotografowania dowodu osobistego. Ministerstwo Cyfryzacji podkreśla jednak, że wymiana danych jest możliwa tylko pomiędzy użytkownikami aplikacji mObywatel. mTożsamość nie zastąpi też dowodu osobistego w banku, urzędzie, podczas kontroli drogowej lub przekraczania granicy.

Jak podkreśla resort, ze względów bezpieczeństwa dane zapisane w telefonie są zaszyfrowane i podpisane certyfikatem wydanym przez Ministerstwo Cyfryzacji. Certyfikat potwierdza również autentyczność danych. Dostajemy go przy aktywacji aplikacji – jest przypisany do użytkownika i jego telefonu. Dostęp do danych jest zabezpieczony hasłem dostępu, które wybieramy przy aktywacji aplikacji.

Wiarygodność danych innej osoby potwierdza status certyfikatu, który można zobaczyć podczas wymiany danych oraz w historii pobranych danych. Można też sprawdzić aktualność certyfikatu online.

Resort podkreśla, że dane, które pobieramy od innego użytkownika za pomocą mTożsamości, podlegają przepisom o ochronie danych osobowych, dóbr osobistych i prywatności. Nie można więc ich publikować ani udostępniać innym osobom.

– Pracujemy na tym, by już wkrótce w aplikacji mObywatel pojawiły się nowe mDokumenty – mDowód Osobisty czy mPrawo Jazdy – zaznaczyła podczas konferencji prasowej Anna Streżyńska.

Aplikację przygotowało Ministerstwo Cyfryzacji we współpracy z NASK i COI.

aplikację można pobrać tutaj

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Pula biletów za złotówkę, z których mogą korzystać użytkownicy aplikacji mobilnej mPay powiększyła się o dodatkowe 100 tys. Uruchomiona na początku października akcja promocyjna obowiązuje we wszystkich miastach, w których mPay udostępnia płatności za bilety komunikacji miejskiej. Warunkiem udziału jest dokonywanie płatności przy użyciu karty zarejestrowanej w portfelu cyfrowym Masterpass.

 „Bilet za 1 zł z Masterpass od mPay” to akcja mająca na celu propagowanie mobilnego stylu życia oraz zachęcanie do korzystania z nowoczesnych, bezgotówkowych rozwiązań płatniczych. Inicjatywa spotkała się z ogromnym zainteresowaniem i pozytywnym odbiorem wśród pasażerów. Dlatego pierwotnie udostępniona pula 100 tys. biletów została podwojona. Największą popularnością tańsze przejazdy cieszą się w dużych ośrodkach miejskich, takich jak Warszawa, Kraków i Łódź, gdzie korzystanie ze środków komunikacji jest na stałe wpisane w codzienne życie mieszkańców. Poza możliwością oszczędzania na biletach aplikacja pozwala im całkowicie zapomnieć o szukaniu kiosków i biletomatów czy dokonywaniu zakupu u kierowcy.

– Trwająca obecnie akcja jest dowodem na to, że w życiu codziennym Polacy coraz chętniej sięgają po nowoczesne formy płatności. Wielu naszych użytkowników przekonało się, że korzystanie ze zintegrowanego z aplikacją cyfrowego portfela na karty płatnicze daje efekt w postaci znacznie większej wygody – mówi Maciej Orzechowski, prezes zarządu mPay SA. – Kupowanie biletów Masterpassem jest równie proste, jak przy użyciu elektronicznej portmonetki mPay, ale całkowicie eliminuje konieczność pamiętania o jej regularnym zasilaniu – dodaje Orzechowski.

Jak kupować bilety za złotówkę?

Wystarczy uruchomić mPay w komórce, a następnie wybrać miasto i potrzebny bilet. W kolejnym kroku należy wybrać jedną z dostępnych metod płatności kartą, np. mPay Wallet Masterpass, gdzie do sfinalizowania zakupu wystarczy wpisanie kodu PIN. Innym sposobem jest skorzystanie z opcji Masterpass portfel elektroniczny i dokonanie płatności za pomocą dowolnego portfela działającego w ramach Masterpass.

Jak podłączyć kartę płatniczą?

W promocji mogą uczestniczyć posiadacze kart z logo różnych banków i organizacji płatniczych. Aby móc płacić nimi za bilety, należy być użytkownikiem dowolnego portfela dostępnego w Masterpass. Rejestracji można dokonać m.in z poziomu aplikacji mPay w telefonie. W tym celu wystarczy wejść do zakładki „Karty płatnicze”, wybrać opcję „Dodaj kartę” i wypełnić formularz potrzebnymi danymi.

Ze względów bezpieczeństwa w aplikacji można płacić tylko kartami zweryfikowanymi. Dlatego po dodaniu karty należy zalogować się do swojego banku i sprawdzić losową kwotę z przedziału od 1 do 5 zł, jaką karta została obciążona. Po wprowadzeniu kwoty w aplikacji karta staje się w pełni aktywna, a jej właściciel może korzystać z promocji. Obciążenie karty jest tymczasowe, co oznacza, że po zakończeniu procesu weryfikacji środki zostają automatycznie zwrócone.

Z tańszych przejazdów można korzystać wielokrotnie we wszystkich miastach, w których mPay udostępnia płatności za bilety komunikacji miejskiej. Promocja będzie trwała do wyczerpania dodatkowej puli 100 tys. biletów, nie dłużej jednak niż do końca roku. Pełny regulamin promocji jest dostępny na stronie www.mpay.pl.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Do końca rządowego programu „Mieszkanie dla Młodych” pozostało 70 dni. Początek 2018 r. to bowiem ostatni moment, w którym będzie można wnioskować o dofinansowanie wkładu własnego przy zakupie nieruchomości na kredyt. Prawdopodobnie środki wyczerpią się w zaledwie kilka dni, w ubiegłych miesiącach, zainteresowanie MdM było bardzo duże. Wszystkim tym, którym nie uda się skorzystać z rządowego wsparcia, pozostanie przygotować się do „tradycyjnych wymagań” przy złożeniu wniosku o kredyt hipoteczny. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) podpowiadają, o czym powinny pamiętać osoby planujące zakup nowego lokum na kredyt bez programowego wsparcia.

Przygotuj się na minimum 10% wkładu własnego

Program MdM umożliwił wielu osobom otrzymanie kredytu na zakup mieszkania, mimo braku posiadania własnych środków stanowiących wkład własny. Gdy ostatnia pula dopłat zostanie rozdysponowana, kredytobiorcy, będą musieli jednak samodzielnie zadbać o zebranie odpowiedniej sumy. Co prawda większość banków zgadza się na obniżony wkład własny, w wysokości 10 proc. wartości nieruchomości. Należy jednak pamiętać, że wedle rekomendacji KNF, standardowy udział w zakupie lokum wnoszony przez kredytobiorcę powinien wynosić 20 proc. Oznacza to, że jeżeli będziemy chcieli uzyskać kredyt
w wysokości 200 tys. zł, wnioskodawca będzie musiał dysponować sumą od 20 do 40 tys. zł. Może być to więc warunkiem nie do spełnienia dla osób od niedawna posiadających stałe dochody lub dla młodych rodzin z dzieckiem.

– Jeżeli będziemy chcieli złożyć wniosek o kredyt z wkładem własnym na poziomie 10 proc, bank będzie wymagał od nas zabezpieczenia brakującej kwoty, w związku z ryzykiem oferowania finansowania przy obniżonym wkładzie. Może zdarzyć się, że kredytodawca przedstawi szereg warunków, które musi spełnić nabywana przez nas nieruchomość. Niektóre banki bowiem patrzą nieprzychylnym okiem na zaciąganie kredytu na tzw. dziurę w ziemi, czyli na lokum dopiero w powstającej inwestycji mieszkaniowej. Inną formą zabezpieczenia jest blokada środków kredytobiorcy zdeponowanych na koncie osobistym, bądź ulokowanych na IKE lub IKZE – zaznacza Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

Starając się o przyznanie środków z kredytu na zakup domu lub mieszkania, warto wiedzieć, że wkładem własnym nie musi być wyłącznie wolna gotówka. W przypadku niektórych banków jego rolę może pełnić inna nieruchomość, którą posiadamy lub odpowiednio udokumentowane koszty, które ponieśliśmy w związku z budową domu.

– Przed złożeniem wniosku kredytowego warto przeanalizować posiadany przez nas majątek i ocenić, które z jego elementów będą mogły zostać zabezpieczeniem naszego kredytu. Oceńmy również inne, posiadane przez nas składniki finansowe, takie jak np. obligacje, udziały w przedsiębiorstwach czy polisy oszczędnościowe, które mogą zostać uznane za część wkładu własnego w inwestycję. Nie mogą nim być jednak środki trwałe, takie jak samochód, ze względu na potencjalnie szybką utratę swojej wartości – wyjaśnia Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinance.

Pozbądź się innych długów

W przypadku młodych osób, przeszkodą w uzyskaniu kredytu hipotecznego może być również brak odpowiedniej zdolności kredytowej. Wpływa bowiem na nią kilka czynników, m.in. uzyskiwane dochody czy posiadane zobowiązania kredytowe. Choć na wysokość wynagrodzenia nie zawsze mamy aż tak duży wkład, możemy postarać się zredukować nasze długi.

– Nawet drobne zobowiązania, takie jak zakup laptopa czy pralki na raty mogą skutecznie obniżyć naszą zdolność kredytową, tak samo jak karta z aktywnym limitem kredytowym, nawet jeżeli nie planujemy z niej skorzystać.  Jeżeli wynosi on np. 20 tys. zł, to bank zakłada, że nasze konto jest obciążone taką właśnie sumą, ponieważ kredyt w każdym momencie może zostać uruchomiony. Dlatego jako miesięczne obciążenie przyjmowane jest około 5% limitu, gdyż w przypadku skorzystania z limitu taką minimalną kwotę z reguły musimy spłacać. –  radzi Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

Warto więc odpowiednio się przygotować, spłacając posiadane zobowiązania. Innym rozwiązaniem może być również poproszenie o wsparcie rodziny, u której pożyczymy potrzebne nam środki na uregulowanie zaległości.

Jak poprawić swoją szansę na kredyt: uważaj na długi nawet te najdrobniejsze.

Zanim zdecydujemy się na zaciągnięcie zobowiązania, prześledźmy również naszą historię kredytową. Zacznijmy od upewnienia się, czy naszej wiarygodności finansowej nie obciążają długi, o których spłacie zapomnieliśmy, np. może być to zaległy rachunek telefoniczny czy rata za zakupy. Z drugiej strony, jeżeli w ogóle nie posiadamy udokumentowanej historii kredytowej, to w oczach wierzyciela możemy być niewiarygodnym kredytobiorcą, ponieważ bank nie ma możliwości sprawdzenia, jak radziliśmy sobie ze spłatą długów w przeszłości. Dlatego czasami warto odłożyć zakup nieruchomości w czasie, aby zbudować pozytywną historię kredytową. Przykładowo, może być to zakup sprzętu AGD/RTV na raty, które spłacimy bez żadnych przeszkód do czasu złożenia wniosku o kredyt mieszkaniowy. Należy jednak podkreślić, że brak historii kredytowej nie oznacza, że kredytu mieszkaniowego na pewno nie otrzymamy. Może to utrudnić uzyskanie środków, ale nie przekreśla całkowicie szans.

Wspólne zobowiązanie

Innym sposobem na zwiększenie zdolności kredytowej jest złożenie wniosku wspólnie z  partnerem, rodzicami czy rodzeństwem. W takim przypadku pod uwagę zostaną wzięte dochody, ale także zobowiązania wszystkich kredytobiorców. Często także w takim przypadku zostaną policzone wyższe koszty związane z utrzymaniem dwóch gospodarstw domowych.

– Staranie się o kredyt wspólnie z partnerem, z którym prowadzimy gospodarstwo domowe, posiada jednak tą przewagę, że koszty utrzymania i wydatki, które są brane pod uwagę przez bank przy ocenie zdolności, będą liczone tylko raz. Może się więc okazać, że ten element pomoże nam w uzyskaniu środkówmówi Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinance.

 

 

 

Źródło: Materiały prasowe firmy

Konsumenci w Polsce coraz częściej podejmują decyzje zakupowe w sposób świadomy. Wybierają towary dobrej jakości i zwykle porównują ich ceny w kilku sklepach. Dotyczy to przede wszystkim drogich produktów, których cena może w sposób znaczny różnić się w zależności od sklepu. Do sprawdzania cen najczęściej wybierają Internet, który umożliwia porównanie ofert bez wychodzenia z domu. To samo dotyczy także kredytów czy ubezpieczeń. Okazuje się jednak, że samodzielne obliczanie rat, np. na sprzęt AGD lub sprawdzanie zdolności kredytowej przez Internet może zepsuć zdolność kredytową, a co za tym idzie – zmniejszyć szansę na otrzymanie kredytu w banku.

Kilka wycieczek do banków wystarczy, żeby nie dostać kredytu

Nadal podstawowym źródłem informacji o ofertach kredytów są jednak w Polsce konsultanci w bankach. Udając się do placówki banku z prośbą o przedstawienie warunków kredytu na daną sumę, często jesteśmy proszeni o podanie dokładnych informacji, na podstawie których obliczana jest nasza zdolność kredytowa. Służy to odnalezieniu w BIK-u raportu na temat naszej dotychczasowej historii kredytowej. Znajdują się w nim informacje o spłaconych (lub nie) kredytach, zaciągniętych ratach, systematyczności w ich spłacaniu i… wcześniejszych zapytaniach o kredyt. Na podstawie tych danych przyznawane nam są gwiazdki lub punkty w BIK-u, minimalnie jest ich 192, maksymalnie 631. Jeżeli klient ma ich ponad 500, to zapytania w znaczny sposób nie obniżą jego szans na kredyt – zwykle zapytania zabierają ich ok. 5%. Jeśli jednak nasz wynik jest gorszy, a dotyczy to również osób, które nie zaciągnęły do tej pory żadnego innego kredytu, to może pojawić się problem.
Są także banki, które w ogóle nie biorą pod uwagę punktacji BIK, jeśli liczba zapytań przekroczy ich wewnętrznie ustalony poziom. Wtedy klient mimo wysokiej oceny punktowej otrzyma decyzję negatywną.

W celu uniknięcia takiej sytuacji, najlepszym sposobem jest budowanie swojej historii kredytowej, poprzez np. zakup towarów na raty. Dzięki temu udowadniamy, że jesteśmy w stanie spłacać kredyt systematycznie i otrzymujemy za to punkty do scoringu w BIK-u. Choć może to dziwić, czysta historia kredytowa nie jest atrakcyjna dla banku, ponieważ nic nie mówi o naszej zdolności do spłaty rat. Druga sprawa to konieczność rozsądnego porównywania ofert z banku – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes.

Maksymalnie 3 zapytania w miesiącu

Informacje o zapytaniach kredytowych widnieją w BIK-u do 12 miesięcy, jednak to od banku zależy, ile miesięcy wstecz będzie brał pod uwagę. Zwykle są to 1-3 miesiące, ale zdarza się, że zapytanie nawet sprzed 6 miesięcy przekreśli nasze szanse na kredyt. Dla banków ta kwestia jest ważna z kilku względów. Po pierwsze, dużo zapytań może oznaczać, że klient chce szybko zaciągnąć kredyty w kilku bankach, tak aby informacje o tym nie zdążyły zapisać się w BIK-u (banki przesyłają dane o wzięciu kredytu przez klienta z opóźnieniem). Banki mogą również zastanawiać się, jaka jest przyczyna tak wielu zapytań. Istnieje ryzyko, że z automatu uznają, że klient dostał odmowy w pozostałych bankach, dlatego szuka możliwości dalej. Najlepiej więc nie przekraczać trzech zapytań o kredyt w miesiącu. Nie oznacza to oczywiście, że możemy bez konsekwencji pytać co miesiąc 3 banki o kredyt – to także będzie źle wyglądało w raporcie z BIK-u.

Jeżeli zależy nam na dokładnym sprawdzeniu warunków kredytu w kilku bankach, to bezpiecznym sposobem będzie udanie się do pośrednika, który dysponuje wieloma ofertami z rynku i podpowie, która będzie dla nas odpowiednia. W tym celu wyciągnie raport z BIK-u tylko raz, co nie popsuje naszego scoringu poprzez odjęcie punktów za zapytania. Należy również pamiętać, że niskie oprocentowanie, to nie jedyny aspekt, który trzeba wziąć pod uwagę przy wyborze kredytu. Być może w rozmowie z pośrednikiem okaże się, że bardziej zależy nam na niskich ratach lub długim okresie spłat – dodaje Paweł Mazur z ANG Biznes.

Czysty BIK nie wystarczy

Sposób wyliczania zdolności kredytowej jest indywidualną kwestią banku, jednak większość bardzo dokładnie sprawdza możliwe zadłużenia klienta, nawet te, o których kredytobiorca już dawno zapomniał. Większość osób starających się o kredyt zdaje sobie sprawę z konieczności wcześniejszego uregulowania należności, np. niespłaconej raty poprzedniego kredytu lub pożyczki. Źródłem wiedzy na ten temat, zarówno dla przedsiębiorcy, jak i dla banku jest BIK. Jeżeli starający się o kredyt nie pamięta dokładnie, czy spłacił wszelkie należności, to ma możliwość pobrania z BIK-u raportu na swój temat. W tym celu może skorzystać z jednorazowej, okrojonej, ale za to bezpłatnej wersji – dzięki założeniu konta na próbę lub wykupić rozszerzony pakiet zawierający również funkcję przesyłania alertów do klienta o pogorszeniu jego zdolności kredytowej.

Posiadanie „czystego” raportu w BIK-u, to oczywiście dobra droga do otrzymania pozytywnej decyzji kredytowej. Jest to jednak dopiero początek tej drogi. Klienci często zapominają o drugim źródle informacji dla banku, czyli BIG-ach. Informacje gromadzone w tych bazach (BIG-ów w Polsce na dziś jest 5) pochodzą także od innych podmiotów, nie tylko od banków i klient może o nich nawet nie pamiętać. Jeżeli nie jesteśmy pewni, czy jakieś małe zadłużenie wpłynie na naszą zdolność kredytową, to zawsze lepiej wcześniej zapytać o to specjalistę. Każde zapytanie o kredyt w banku może wpłynąć bowiem na obniżenie naszej zdolności kredytowej – tłumaczy Paweł Mazur ekspert z ANG Biznes.

Jedna litera, wiele różnic

Podstawowe różnice między BIK a BIG są dwie. Pierwszą jest to, kto przesyła do nich informacje. BIK opiera się na danych otrzymanych od banków, kas spółdzielczych, firm pożyczkowych, a także od firm leasingowych i faktoringowych powiązanych z bankami. BIG natomiast, oprócz danych od tych podmiotów finansowych, gromadzi także informacje otrzymane od przedsiębiorców, firm telekomunikacyjnych, dostawców energii i telewizji kablowej, gmin i sądów, wierzycieli, a nawet osób fizycznych. Druga to dane dotyczące tego, czy klient jest rzetelnym płatnikiem. Do BIK-u trafiają informacje o wszelkich zaciągniętych kredytach i systematyczności w ich spłacaniu. Dzięki temu buduje się historia kredytowa. Jeżeli raty płacone były w terminie (lub nie później niż w ciągu 60 dni), to po spłaceniu całego kredytu informacje o nim trafiają do bazy danych statystycznych. Jeśli jednak wystąpiły większe opóźnienia, to dane przetwarzane będą jeszcze przez 5 lat, zanim trafią do bazy. Do BIG-u trafiają natomiast informacje o wszelkich zgłoszonych należnościach powyżej 200 zł (dla konsumentów) i 500 zł dla przedsiębiorców, których termin płatności minął co najmniej 60 dni wcześniej lub ponad 30 dni wcześniej wysłane zostało wezwanie do zapłaty. Jeżeli dłużnik spłaci należność, to podmiot zgłaszający ma obowiązek powiadomić o tym BIG w ciągu 14 dni i wtedy taka niekorzystna informacja jest usuwana. W BIG nie zobaczymy zatem tego, czy dany klient płaci swoje zobowiązania terminowo, a tylko czy w momencie sprawdzenia posiada jakiekolwiek zaległości. Dane o niespłaconych długach są natomiast gromadzone w BIG-u przez 10 lat.

 – Na podstawie danych z obu źródeł, ale nie tylko, banki ustalają zdolność kredytową, a co za tym idzie – wysokość kwoty kredytu, jaką będziemy mogli od banku otrzymać. Jeżeli więc większość należności płacimy w terminie, a zdarzy się jeden rachunek, o którym zapomnieliśmy, to w znacznym stopniu nie wpłynie on na decyzję kredytową. Może się jednak zdarzyć i tak, że mając inne niespłacone długi, ten jeden rachunek zaważy o przyznaniu kredytu lub o jego kwocie. To od klienta zależy, czy zdecyduje się zaryzykować i nie sprawdzać raportów na swój temat, jednak bank na pewno takiego ryzyka nie podejmie. Ważne jest również, aby pamiętać, że informacje z BIG i BIK to nie jedyne brane pod uwagę w procesie kredytowym  – dodaje Paweł Mazur z ANG Biznes.

W styczniu pojawi się ostatnia szansa na dołączenie do programu „Mieszkania dla młodych”. Expander zwraca jednak uwagę, że nie będzie to zupełny jego koniec. Do 2023 r. dodatkową dopłatę w wysokości nawet 17,5 tys. wciąż będą mogli otrzymać uczestnicy, którym urodzi się 3 lub kolejne dziecko. Duże szanse na to ma 23 tys. rodzin, które w momencie przystąpienia do programu miały już przynajmniej jedno dziecko.

W styczniu 2018 r. pojawi się ostatnia szansa na dołączenie do programu „Mieszkanie dla młodych”. Jeśli ktoś spełnia jego wymogi, to powinien rozważyć możliwość uzyskania dopłaty, gdyż może otrzymać nawet 113 537 zł. Tak wysokie wsparcie dotyczy jednak tylko uczestników posiadających przynajmniej troje dzieci. Większość (57%) uczestników programu w momencie wnioskowania o wsparcie nie miała jednak w ogóle dzieci. Nie powinno to dziwić, gdyż Polacy zanim się zdecydują na potomstwo zwykle chcą już mieć własne mieszkanie.

W najbliższych latach uczestnicy MdM, mogą więc zacząć starać się o dzieci. Co ważne, jeśli w ciągu 5 lat od zakupu urodzi się im trzecie lub kolejne dziecko, to dostaną dodatkową dopłatę w wysokości 5%. W przypadku Warszawy wyniesie ona ok. 17,5 tys. zł. Ze względu na 5-letnie ograniczenie, największe szanse na takie wsparcie mają jednak ci, którzy w momencie wnioskowania o dofinansowanie mieli już przynajmniej jedno dziecko. Takich rodzin było 23 tysiące. Niestety, jak na razie, przez 3,5 roku skorzystało z tej możliwości zaledwie 355 rodzin. Pamiętajmy jednak, że dopiero w ubiegłym roku zaczął działać program „Rodzina 500+”, który dodatkowo mobilizuje do posiadania większej liczby dzieci. Dlatego w przyszłości takich wniosków może być zdecydowanie więcej.

Jak zawnioskować o dodatkową dopłatę

Jeśli w rodzinie biorącej udział w programie urodzi się lub zostanie adoptowane trzecie lub kolejne dziecko, może ona złożyć wniosek o dodatkową dopłatę. Należy to zrobić w ciągu 6 miesięcy od narodzin czy przysposobienia. Wniosek trzeba złożyć w tym banku, w którym spłacany jest kredyt hipoteczny. Istotne jest także to, że tych pieniędzy nie dostanie do ręki. Dopłata trafi od razu do banku i obniży zadłużenie kredytu, a więc pomniejszy ratę lub skróci jego okres spłaty. Istotne jest również to, że takie wsparcie może być udzielone tylko raz. Jeśli więc otrzymamy je na trzecie dziecko, to na czwarte już nie zostanie nam wypłacone. Warto też dodać, że bank nie może naliczyć w takiej sytuacji prowizji za wcześniejszą spłatę.

Na koniec warto dodać, że Ci, którzy chcieliby jeszcze dołączyć do programu, nie powinni zwlekać do stycznia 2018 r. Co prawda dopiero od początku przyszłego roku będzie można składać wnioski. Już teraz warto jednak poszukać mieszkania spełniającego warunki programu. W listopadzie lub pierwszej połowie grudnia najlepiej odwiedzić banki lub pośrednika kredytowego w celu przygotowania wszystkich niezbędnych dokumentów.  Wiele wskazuje bowiem na to, że pieniądze na dopłaty mogą się skończyć nawet już w drugim tygodniu stycznia. Ci, którzy będą odkładać formalności na ostatnią chwilę mogą więc nie zdążyć ich dopełnić zanim pieniądze się skończą.

 

Źródło: Expander

Zdolność kredytowa jest jednym z głównych czynników decydujących o przyznaniu kredytu. Nie ma uniwersalnego wzoru jej oceny, kredytodawcy dysponują bowiem własnymi algorytmami, pozwalającymi analizować sytuację finansową swoich klientów. Dlatego zdarza się, że starając się o przyznanie środków w kilku bankach, w jednym otrzymamy dofinansowanie, a inny może nam go odmówić. Jednak bez względu na to, w jaki sposób instytucje finansowe sprawdzają wypłacalność kredytobiorców, większość z nich bierze pod uwagę podobne elementy. Przede wszystkim istotna jest wysokość uzyskiwanych dochodów oraz ponoszonych wydatków np. kredytową rat spłacanych już kredytów. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) podpowiadają, co ma największy wpływ na ocenę naszej zdolności kredytowej.

Szacowanie zdolności kredytowej to próba odpowiedzi na pytanie, czy dana osoba poradzi sobie ze spłatą  kredytu na określona kwotę i w danym terminie spłaty, wraz z należnymi bankowi odsetkami.  Każda instytucja finansowa czynniki nieco inaczej dokonuje takiej  oceny. Dokładny sposób wyliczenia zdolności należy do wewnętrznych ustaleń banku, które tylko w pewnym stopniu są  podawane do wiadomości wnioskodawców. Istnieją jednak parametry, które brane są pod uwagę przez większość instytucji. Warto bliżej je poznać, by odpowiednio przygotować się do złożenia wniosku o kredyt i zwiększyć swoje szanse na uzyskanie finansowania.

1. Dochody

Otrzymywane dochody w dużym stopniu wpływają na naszą zdolność kredytową. Bank sprawdzi, jak wyglądały nasze zarobki na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy, a w przypadku ubiegania się o kredyt hipoteczny, nawet te uzyskiwane w ciągu ostatniego roku. Istotna jest nie tylko ich wysokość, ale też regularność wpływów na konto. Kredytodawca oczekuje bowiem, że przez cały okres kredytowania, będziemy w stanie terminowano spłacać zobowiązanie. Dlatego też przeważnie preferowani są wnioskodawcy zatrudnieni na umowach o pracę, najlepiej na czas nieokreślony. Ich dochody są bowiem bardzo stabilne, szczególnie jeśli pracują w sektorze państwowym. Nie oznacza to jednak, że osoby prowadzące własną działalność czy zatrudnione na podstawie umów cywilno-prawnych, nie mogą liczyć na pomoc banku. – Jeśli firma funkcjonuje od kilku lat i regularnie przynosi dochody, to nie powinno być problemu z uzyskaniem kredytu. Podobnie jest w przypadku umów o dzieło czy zleceń. Jeśli na takiej podstawie co miesiąc otrzymujemy wynagrodzenie, to bank nie będzie obawiał się pożyczyć nam pieniędzy.  – zaznacza Jarosław Sadowski, ekspert ZFPF, Expander Advisors.

2. Wydatki i spłata aktualnych zobowiązań

Kolejnym elementem decydującym o zdolności kredytowej są nasze wydatki. Bank weźmie pod uwagę nie tylko koszty, które ponosimy w związku z utrzymaniem gospodarstwa domowego, ale także te związane ze spłacaniem aktualnych zobowiązań. Zaciągnięte kredyty, a także zakupy dokonane na raty, mogą obniżyć naszą zdolność kredytową.  –Szczególnie jeśli planujemy zaciągnąć duży kredyt, warto rozważyć rezygnację z posiadanego już limitu kredytowego w koncie czy karty kredytowej. Nawet jeżeli z nich  nie korzystamy, to i tak negatywnie spływną one na naszą zdolność kredytową, gdyż bank zakłada, że w każdej chwili możemy zacząć z nich korzystać. Trzeba jednak dodać, że nie zawsze taka rezygnacja jest konieczna. Najlepiej najpierw poprosić o wstępną ocenę zdolności przy założeniu, że pozostawimy dotychczasowe produkty kredytowe  – wyjaśnia Jarosław Sadowski, ZFPF.

3. Historia kredytowa, czyli co o nas piszą w BIK

Zaciągnięte kredyty czy spłacane raty, mogą obniżyć naszą zdolność kredytową, ale dla banku nie będziemy wiarygodnym kredytobiorcą również wtedy, jeżeli nie posiadamy udokumentowanej historii kredytowej, tzn. nigdy wcześniej nie spłacaliśmy kredytu czy pożyczki. Jednak tylko pozytywna historia kredytowa, czyli poświadczająca, że w przeszłości rzetelnie regulowaliśmy zaciągnięte długi, będzie przemawiać na naszą korzyść. W przeciwnym przypadku, bank może przyznać kredyt w niepełnej wysokości lub w ogóle odrzucić nasz wniosek. – Wierzyciel sprawdzi naszą historię w Biurze Informacji Kredytowej, w którym znajdują się informacje na temat naszych zobowiązań, zarówno tych spłacanych terminowo, jak i z opóźnieniem. Jeżeli zalegaliśmy z zapłatą za rachunek telefoniczny lub nie opłacaliśmy terminowo rat, bank także się o tym dowie. Przed wnioskowaniem o kredyt warto więc zrobić „rachunek sumienia” i przeanalizować, czy nasza historia kredytowa jest nienaganna. Pamiętajmy, że również obecność w Krajowym Rejestrze Długów prawdopodobnie uniemożliwi nam uzyskanie kredytu – wyjaśnia Sylwia Karoń, ekspert ZFPF, Alex T. Great

4. Rodzaj kredytu ma znaczenie

Sposób oceny naszej zdolności kredytowej w dużej mierze zależy również od tego, o jaki kredyt się ubiegamy, w jakiej wysokości, i na jak długi okres chcemy rozłożyć spłatę długu. Jeżeli chodzi o zobowiązania krótkoterminowe, które zaciągamy na niewielką kwotę, weryfikowanych jest mniej parametrów niż np. w przypadku kredytów hipotecznych – Zazwyczaj po przedstawieniu zaświadczenia o zarobkach czy też wyciągu z konta, bank udzieli nam pożyczki „od ręki”. Jeżeli jednak nasz rachunek w znacznym stopniu obciążają inne, obecnie spłacane zobowiązania, bank może odrzucić nasz wniosek, nawet jeżeli chcieliśmy pożyczyć niedużą kwotę, przypuszczając, że nie poradzimy sobie ze spłatą kolejnego zobowiązania – zaznacza Sylwia Karoń, ekspert ZFPF.

Znacznie bardziej szczegółową analizę bank przeprowadza wobec osób wnioskujących o kredyt hipoteczny. Jest to długoterminowe zobowiązanie, a kwoty takiego kredytu są znacznie wyższe niż krótkoterminowych pożyczek, dlatego kredytodawca sprawdzi nie tylko wysokość naszych dochodów, ale także ich źródło. Przyjrzy się naszym  wydatkom, wyliczając dokładnie, jakie koszty ponosimy w związku z utrzymaniem rodziny i dokładnie przeanalizuje historię kredytową, ale także np., czy posiadamy  oszczędności, które możemy przeznaczyć na wkład własny. Oceniając zdolność kredytową, bank weźmie również pod uwagę nasz wiek. – Spłacając ostatnią ratę kredytu, nie możemy mieć więcej niż 65-70 lat, choć niektóre banki przesuwają tę granicę nawet do 75 lat. Kredyt hipoteczny jest zobowiązaniem, które spłacamy przez długi okres, nawet 30 lat, w związku z tym, jeżeli przekroczyliśmy 50. rok życia, nawet gdy inne parametry naszej zdolności kredytowej zostaną ocenione pozytywnie, bank  może się nie zgodzić na udzielenie finansowania – podpowiada Sylwia Karoń, ZFPF. Pamiętajmy także, że jeżeli chcemy zaciągnąć kredyt hipoteczny ze współmałżonkiem lub z rodzicem, wierzyciel oceni zdolność kredytową każdego z wnioskodawców oddzielnie. Pozytywna ocena drugiego kredytobiorcy może pomóc nam w uzyskaniu środków, jeśli będzie zaś negatywna, może zadecydować o tym, że bank odmówi nam udzielenia kredytu.

Choć banki biorą pod uwagę podobne parametry przy ocenie zdolności kredytowej, to jednak w ostatecznej analizie wypłacalności swoich klientów, mogą przyjmować różne kryteria. Dlatego warto udać się do biura pośrednika finansowego, który udzielni nam niezbędnych informacji, na podstawie których łatwiej będzie nam porównać oferty większości banków działających na rynku, ale jednocześnie poinformuje nas o tym, na co poszczególny kredytodawca zwraca uwagę, analizując sytuację finansową osoby wnioskującej o kredyt.

Źródło: Związek Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF)

Rośnie liczba osób, które możemy określić jako klasę średnią, czyli filar gospodarki każdego wysoko rozwiniętego kraju. Dla banków, grupa zamożnych Polaków, tzw. klientów  premium, czyli takich, których zarobki plasują się powyżej średniej, staje się coraz bardziej istotna. Zaczynają doceniać tego atrakcyjnego klienta. Jeśli należysz do tej grupy, warto sprawdzić, co możesz zyskać.

Nasza gospodarka się rozwija, a grupa osób osiągających wyższe niż średnia zarobki cały czas się powiększa. Z danych Eurostatu wynika, że kiedy przystępowaliśmy do Unii Europejskiej, średnia siła nabywcza netto Polaków miała wartość 8 tys. euro, podczas gdy w Portugalii wynosiła ona 12,1 tys., w Niemczech 21 tys., a w Wielkiej Brytanii 29 tys. euro . Tymczasem już w 2015 r. siła nabywcza polskiego singla, zarabiającego przeciętną krajową wynosiła netto ponad 15,14 tys. euro. To wzrost niemal dwukrotny!

Konsumpcja rośnie

Poprawiają się też nastroje społeczne – z badania CBOS przeprowadzonego w maju br. wynika, że są one obecnie najlepsze w historii. – Pod względem materialnym żyje się nam coraz lepiej, co przekłada się wprost na nasze codziennie zachowania konsumpcyjne – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank. – Znacznie częściej niż kiedyś stać nas na rzeczy zarezerwowane wcześniej dla wąskiej grupy najbogatszych, jak np. nowy, dobrej klasy samochód, egzotyczne wakacje czy nowocześnie wyposażone mieszkanie w dobrej dzielnicy – wylicza. – Nic dziwnego, że zamożni Polacy chcą czerpać korzyści ze swojej dobrej sytuacji finansowej.

Banki w krajach rozwiniętych już wiele lat temu zauważyły, że tzw. klasa średnia, określana także jako „affluent” albo „premium” ma odmienne potrzeby niż pozostali klienci. Dla instytucji finansowych za granicą jest to wręcz jedna z kluczowych grup. W Polsce – stosunkowo nowy fenomen. podobnie jak innych krajach naszego regionu. Zapewnienie oferty i standardu obsługi, które przekonają klienta zamożnego do długofalowej współpracy, to wciąż duże wyzwanie dla banków w Polsce

Kim jest klient premium

– Warto podkreślić, że klientem zamożnym niekoniecznie musi być milioner korzystający ze skrojonej na miarę oferty bankowości prywatnej, tzw. private banking. Do grupy tej zaliczają się już osoby, których średnie miesięczne zarobki oscylują w okolicach 5-7tys. zł netto – tłumaczy Monika Szlosek. – Jak wynika z naszych doświadczeń ze współpracy z klientami premium, szczególnie cenią oni sobie spójną, przekrojową, optymalnie dostosowaną do ich potrzeb, ofertę. Dotyczy to najważniejszych dla nich kwestii, czyli atrakcyjnych rozwiązań transakcyjnych, korzystnych warunków przy zaciąganiu kredytów oraz ciekawej oferty inwestycyjnej, ułatwiającej budowanie kapitału na przyszłość – dodaje.

Potwierdzeniem tych wniosków jest przeprowadzone niedawno przez Deutsche Bank badanie w tej właśnie grupie zamożnych Polaków. – Sondaż, na którego podstawie powstał raport „Portret zamożnego Polaka – Klienta Premium”, wyraźnie pokazuje, że są to osoby o większej niż przeciętna świadomości ekonomicznej, a także wiedzy o mechanizmach gospodarki rynko­wej – ocenia Monika Szlosek. – Z drugiej strony widać, że niektóre oczekiwania wobec banków są spójne z tymi wyrażanymi przez ogół Polaków.

Przyzwyczajenie do braku opłat

Przykładowo – podobnie jak przeciętny Kowalski, zamożny klient nie chce płacić za konto. Brak opłat to najważniejsze kryterium oceny rachunku bankowego (wskazało na nie dwie trzecie osób badanych przez Deutsche Bank). Podobnie z możliwością darmowego korzystania z krajowych bankoma­tów (58 proc.). Co drugi zamożny klient bierze pod uwagę oprocentowanie środków na rachunku (50 proc.), a 45 proc. sprawdza, czy w ramach rachunku bank oferuje bezpłatne wypłaty z bankomatów za granicą. Oczekiwania zamożnych klientów wobec banków w zakresie najbardziej pożądanych cech kart płatniczych mają w tej chwili podobny wydźwięk.

Brak opłaty za wydanie i korzystanie z karty płatniczej do konta jest ważną cechą dla ponad połowy badanych (52 proc.), 58 proc. oczekuje darmowych wypłat z bankomatów w Polsce, a 59 proc. z zagranicznych bankomatów.

– Przez ostatnie lata większość klientów przyzwyczaiła się do tego, że podstawowe czynności bankowe są bezpłatne. Wciąż jest to kluczowa kwestia, również dla osób osiągających wysokie zarobki – mówi Monika Szlosek, ekspertka Deutsche Bank. – Jednak brak opłat nie wystarczy, żeby zamożny Polak poczuł się rzeczywiście doceniony przez bank. Klient premium może oczekiwać dodatkowych korzyści, np. możliwie wysokiego oprocentowania rachunku, dołączonej do niego lokaty, czy opcji korzystnego limitu w koncie – wylicza.

Bank na wyciągnięcie ręki

Atrakcyjna oferta jest oczywiście kluczowym czynnikiem wyboru. Dla wielu klientów sposób kontaktu z bankiem jest kwestią niezwykle istotną. Obecnie większość instytucji finansowych skupia się na rozwijaniu kanałów online, w tym mobilnych, starając się ograniczać bezpośrednie wizyty klientów w oddziałach.

– W przypadku klientów premium, jak pokazuje nasze badanie, trzeba zachować pewną równowagę w tej kwestii, ponieważ duża ich część docenia w większym stopniu kontakt z pracownikiem banku. Możliwość takiej rozmowy traktuje jako kluczowy czynnik wyboru partnera bankowego, dający poczucie bezpieczeństwa – mówi Monika Szlosek.

Preferencje w tym zakresie są najczęściej uwarunkowane wiekiem klienta. Najstarsi doceniają przede wszystkim kon­takt z pracownikiem banku. Natomiast ci, którzy nie ukończyli jeszcze 34. roku życia, są dużo bardziej otwarci na wykorzystywanie internetu w kontakcie z bankiem.

– Trend ten będzie w najbliższych latach przybierał na sile, wraz z wchodzeniem w dorosłość kolejnych „cyfrowych” pokoleń. Wymagania tej kategorii klientów w zakresie dotarcia do banku poprzez kanał online będą rosły – mówi Monika Szlosek.- Nasze badanie pokazuje, że znaczenie nowych technologii ułatwiających korzystanie z usług bankowych jest istotne dla większości z nich. Dotyczy to zarówno strony czysto transakcyjnej, jak i w coraz większym stopniu zdalnego inwestowania z wykorzystaniem online’owych platform, takich jak np. nasz dbNavi do porównywania i zakupu jednostek funduszy inwestycyjnych.

 

Źródło:  Deutsche Bank

Policja uzyska uprawnienia do pobierania opłat za mandaty za pomocą terminali płatniczych; na początek do policjantów trafi około 2 tys. takich urządzeń. Projekt rozporządzenia zmieniającego formularz mandatowy jest już w uzgodnieniach.

Nowelizacja ustawy autorstwa resortu spraw wewnętrznych i administracji została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę pod koniec lipca. Do uzgodnień trafił właśnie przygotowany przez MSWiA projekt rozporządzenia premiera zmieniający formularz mandatowy.

Jak podkreślił w rozmowie z PAP rzecznik Komendy Głównej Policji mł. insp. Mariusz Ciarka, wybór formy płatności będzie pozostawał po stronie osoby ukaranej. „Może ona więc w sposób dotychczasowy opłacić mandat, czy to w przypadku obcokrajowca – gotówkowo, czy to w przypadku osoby, która jest obywatelem Polski – poprzez przekaz lub na poczcie, albo może wybrać formę bezgotówkową kartą płatniczą, jeżeli dany radiowóz czy policjant będzie wyposażony w taki terminal” – powiedział.

Policja na mocy porozumienia zawartego pomiędzy Ministrem Rozwoju i Finansów a Krajową Izbą Rozliczeniową zostanie wyposażona na początek w około 2 tysiące terminali.

„Wydaje się to liczbą adekwatną, ponieważ codziennie na polskich drogach jest około 6 tysięcy policjantów ruchu drogowego, oczywiście na jednej zmianie jest to właśnie około 2 tysięcy i terminale w pierwszej kolejności trafią właśnie do policjantów, którzy pełnią funkcję na drodze, policjantów ruchu drogowego oraz policjantów prewencji” – powiedział Ciarka.

„Bardzo często policjanci wykonując czynności na drodze, spotykali się ze zdziwieniem obywateli, którzy chcieli zapłacić mandat natychmiast, przy pomocy karty, że w XXI wieku jeszcze nie jesteśmy do tego dostosowani” – przyznał rzecznik KGP.

Dodał, że rozwiązania będą sporym ułatwieniem także dla obcokrajowców. „Dzisiaj dochodziło do sytuacji, kiedy zatrzymywaliśmy w związku z popełnionym wykroczeniem kierujących z innych państw, którzy nie posiadali przy sobie odpowiedniej gotówki i policjanci, żeby im ułatwić zapłatę mandatu, ponieważ oni mogą płacić tylko mandat gotówkowy, jechali z nimi do najbliższego bankomatu czy też do banku, aby te pieniądze wypłacić” – powiedział.

Nowe regulacje wejdą w życie po 30 dniach od ich ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Tylko w 2015 r. policjanci wystawili ponad 5,5 mln mandatów.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Wstrząs i podziw opanowały  Waszyngton, gdy głosy w sprawie uchylenia Obamacare zostały zdławione w Senacie. Wraz z republikanami kontrolującymi wszystkie trzy departamenty rządu Stanów Zjednoczonych, pozbycie się jednej z głównych ustaw poprzedniego prezydenta powinno być spacerem po parku. Dobrze, że giełda została zamknięta, gdy głosowanie zostało sfinalizowane. Nie wpłynęło ono na Wall Street. Być może nowy cykl rozwinie się do czasu ich dzisiejszego otwarcia.

To wydarzenie wpłynęło jednak z pewnością na inne rynki. Rynki azjatyckie jak do tej pory wydawały się iść w dół dzisiejszego ranka. Najbardziej znaczący jest jednak dolar amerykański, który przyjął ogromny cios. Dane o inflacji, które pojawiły się w piątek, wysłały jego notowania do najniższego punktu od czasu wyborów w USA. Złe wiadomości  sprawiły, że dolar amerykański zszedł do poziomu z sierpnia.

O godzinie 14:30 w Londynie, Mark Carney zaprezentuje nowy banknot o wartości 10 funtów z wizerunkiem Jane Austen. Najwyraźniej nie mogą teraz umieścić J.K. Rowling na żadnych pieniądzach, więc zdecydowali na jedną z jej ulubionych pisarek. To wydarzenie będzie mile widzianym odpoczynkiem dla zmartwionego Banku Anglii. Polityka i rządzące nią zasady spowodowały, że gubernator Banku Anglii, pochodzenia kanadyjskiego, odchodzi od zmysłów.

Ostatni zwrot w stosunku do podnoszących się ostatnio stawek przyspieszył wzrost funta. W chwili pisania tego tekstu para walutowa GBP/USD poddaje poziom 1,3100 poważnemu testowi. Czy Jane Austen mogłaby zapobiec dalszemu popytowi i spowodować, że inwestorzy zaczną mówić o odzysku na brytyjskim funcie?

Dolar australijski rozciąga dziś swoje granice, ponieważ spekulacje opierają się na Banku Rezerwy Australii. Gubernator Banku, Philip Lowe, zdecydował się na bezpieczne zagranie podczas ostatniego spotkania i nie podwyższył stóp procentowych. Tymczasem protokół z tego spotkania, opublikowany, wskazał, że Bank jest zadowoleniu ze sposobu w jakim gospodarka się rozwija. Ten optymizm bezpośrednio odzwierciedla postawę Europejskiego Banku Centralnego i Banku Kanady, które w zeszłym tygodniu podniosły stopy procentowe.

Myśl, że dolar australijski może wkrótce oferować wyższą stopę depozytów, sprowadza wielu przedsiębiorców na skraj ekstazy. Jest to już bardzo dochodowa okazja do Carry Tade. Sama myśl, że wartość waluty może wzrosnąć a refinansowania kredytów mogą wzrosnąć spowodowało wirtualną eksplozję ceny. Umieszczając to wszystko w słabszym dolarze, para walutowa AUD/USD wygląda na szczerze usatysfakcjonowaną.

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

 

45,3 mln złotych – taką niebagatelną kwotę ma do oddania najbardziej zadłużony konsument notowany w Krajowym Rejestrze Długów. 40-latka na listę nierzetelnych płatników wpisał  jeden z sądów. Niestety nie podał jego adresu zamieszkania. Gdy do jego długu dodamy niespłacone zobowiązania dłużników-rekordzistów z każdego województwa, kwota wzrasta do 122 mln złotych. Wśród liderów zadłużenia przeważają mężczyźni – 13 na 17 konsumentów z najwyższymi długami to panowie. W większości przypadków o odzyskanie pieniędzy od nich starają się fundusze sekurytyzacyjne, które odkupiły długi od pierwotnych wierzycieli.

Bycie rekordzistą w konkretnej dziedzinie zazwyczaj jest kojarzone z chlubą. Są jednak takie rekordy, które nie dają powodów do dumy. Wśród nich z pewnością jest pierwsze miejsce na liście nierzetelnych płatników notowanych w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej. W sumie zadłużenie rekordzistów przekracza 122 mln złotych, a na ten dług złożyło się raptem… 17 osób.

Aby stworzyć to zestawienie, braliśmy pod uwagę po jednym konsumencie z każdego województwa z najwyższą kwotą długu. Do tych nierzetelnych płatników dołączyliśmy również jednego mężczyznę, którego zadłużenie okazało się być najwyższym z długów konsumentów notowanych w KRD. Niestety, wierzyciel tego pana nie podał jego adresu zamieszkania. Z analizy danych wynika, że średnia wieku najbardziej zadłużonych konsumentów wynosi 53 lata. W gronie rekordzistów przeważają mężczyźni – stanowią oni 76 proc. dłużników z największymi długami – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Najczęściej ich wierzycielami są fundusze sekurytyzacyjne, które odkupiły długi od pierwotnych wierzycieli. Na ten krok decydują się najchętniej banki, ale także firmy telekomunikacyjne czy energetyczne. Lista zainteresowanych odzyskaniem pieniędzy jest jednak dłuższa. Znajdują się na niej również przedsiębiorstwa z branży budowlanej czy finansowej, firmy windykacyjne, a także gminy.

Spośród konsumentów z najwyższym zadłużeniem z poszczególnych województw, palmę pierwszeństwa dzierży 53-latek z Warszawy. Mężczyzna spod znaku Bliźniąt ma do oddania 11,3 mln złotych, a o odzyskanie od niego pieniędzy stara się fundusz sekurytyzacyjny. Na drugim miejscu uplasował się 60-latek z Wielkopolski. Mieszkający w Poznaniu mężczyzna spod znaku Wagi zadłużył się na 8,95 mln zł. Jego wierzycielem jest również fundusz sekurytyzacyjny oraz firma z branży budowlanej. Na swoim koncie ma także nieuregulowane mandaty za jazdę komunikacją miejską bez biletu. Podium zamyka 46-latek z województwa śląskiego. Dłużnik zameldowany w powiecie pszczyńskim to zodiakalna Panna. Jego zadłużenie sięga 8,4 mln złotych, a wierzycielem jest bank oraz towarzystwo ubezpieczeniowe. Ale ten drugi dług jest niewielki, gros zadłużenia to niespłacony kredyt. Przy tym długu widnieje również 78-letni mężczyzna. Niewykluczone, że jest to jego ojciec.

Jednak o prawdziwym, ale niestety niechlubnym rekordzie może mówić 40-latek spod znaku Raka. Dług tego mężczyzny wynosi prawie 45,3 mln złotych. Jego wierzyciel, a jest nim jeden z sądów, nie podał adresu tego dłużnika.

Kiedy myślimy o tym, w jaki sposób moglibyśmy rozdysponować taką sumę, w głowie pojawiają się dziesiątki potencjalnych scenariuszy. Za 45 mln złotych można stać się właścicielem 45 stumetrowych mieszkań w Warszawie, czyli de facto dużego bloku. Można również spełniać marzenia, i to nie byle jakie, np. polecieć w kosmos czy kupić prywatną wyspę. Ale posiadacz takiej sumy mógłby też zapewnić sobie „święty spokój”, a tego właśnie brakuje 40-latkowi, który okazał się być rekordzistą, widniejącym na liście nierzetelnych płatników – mówi Adam Łącki.

Ten 40-latek jest również współwłaścicielem innego rekordu. Jest bowiem jednym z dwóch najmłodszych dłużników-rekordzistów. Jego rówieśnik z woj. podkarpackiego ma zdecydowanie mniejsze zadłużenie. Pan spod znaku Bliźniąt zwleka z zapłatą 1,9 mln złotych. Na zwrot pieniędzy od niego czeka bank, fundusz sekurytyzacyjny, sąd oraz firma ubezpieczeniowa i koncern energetyczny. Z kolei najstarszy konsument z największym długiem to 70-letnia mieszkanka woj. warmińsko-mazurskiego. Kobieta spod znaku Ryb widnieje w bazie danych KRD za niespłacenie 3,56 mln złotych. O pieniądze upomina się fundusz sekurytyzacyjny oraz instytucja finansowa.

Niełatwe zadanie mają też sami wierzyciele, którzy starają się odzyskać należności, wynoszących po kilkanaście milionów złotych. Czy istnieją jakiekolwiek szanse na odzyskanie takich pokaźnych kwot?

Przy tak wysokich długach, nie wystarczają zwykłe telefony czy pisma z prośbą o zapłatę. Te narzędzia, plus wpis do Krajowego Rejestru Długów, są skuteczne, kiedy zadłużenie wynosi kilka lub kilkanaście tysięcy złotych. Przy kilku czy kilkunastu milionach złotych konieczne jest opracowanie programu wyjścia z zadłużenia w oparciu o analizę dokumentów. Do takich zadań oddelegowujemy zawsze zespół negocjatorów i prawników, którzy szukają najlepszego rozwiązania i dla dłużnika i dla wierzyciela – tłumaczy Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

 

Źródło: Krajowy Rejestr Długów

Instytucja pożyczania pieniądza pojawiła się w starożytności. Badania archeologiczne, przekazy historyczne wskazują, że od co najmniej 5 tysięcy lat w Mezopotamii, Babilonie i w Egipcie funkcjonowały umowy pożyczki, w świetle których pożyczkobiorca był zobowiązany do zapłaty za pożyczkę wynagrodzenia – odsetek.

Takie transakcje również były odnotowywane w antycznym Rzymie, Grecji – przypomina Tomasz Mironczuk, ekspert z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową w kolejnym wykładzie w ramach realizowanego przez PAP we współpracy z NBP projektu Prasowa Akademia Pieniądza. Tym razem wykład dotyczy systemu bankowego.

Zarówno nazwa bank jak również lepsza organizacja procesu pośrednictwa finansowego miała źródła w XI-XIV w. we Włoszech. Ówcześni bankierzy pożyczali pieniądze zarówno królom jak i Kościołowi. Finansowali wojny i konsumpcję. Wzrost gospodarczy i finansowy Włoch w tym czasie był między innymi pochodną wypraw krzyżowych.

Po początkowej dominacji Włoch na mapę świata finansów w XV wieku wkroczył Amsterdam. Wzrost znaczenia sektora finansów w Holandii (podobnie jak wcześniej we Włoszech) był spowodowany wyprawami zamorskimi. Oprócz pożyczek na wyprawy bankierzy holenderscy finansowali również inne państwa, między innymi Polskę.
Zaraz po Holandii w kolejnych latach banki rozwinęły się również w Londynie. Sektor finansowy Londynu w XVII wieku rozpoczął finansowanie rewolucji przemysłowej. Od tego czasu przez wiele lat Londyn był głównym centrum finansów świata.

Pożyczanie na procent w doktrynie Kościoła uchodziło za niegodne i chrześcijanie nie mogli takiej działalności prowadzić. Jednakże, jak dowodzi historia, w Polsce na pośrednictwie finansowym zarabiali m.in. Michał Wierzynek – zarządca dworu królewskiego.

Pomimo doktryny kościelnej, potrzeby finansowania były dominujące i Kościół wychodząc naprzeciwko zapotrzebowaniu w XVI wieku zakładał ‘Banki Pobożne’, które działały w formule nieoprocentowanych pożyczek jako kasy pożyczkowe. Jednym z założycieli Banku Pobożnego był Piotr Skarga. Banki Pobożne były pierwowzorem do rozwoju kas spółdzielczych.

Na przełomie XVIII i XIX wieku Polskę dotknął krach bankowy – było to połączone z załamaniem gospodarczym i rozbiorami. W XIX wiek Polska wchodziła bez infrastruktury finansowej. Zapotrzebowanie na usługi pośrednictwa finansowego w połowie XIX i na początku XX wieku dały asumpt do rozwoju kas pożyczkowych. Najpierw tego typu instytucje o charakterze spółdzielczym pojawiły się w Niemczech i w Austrii a na polski grunt w 1886 roku przeniósł je Franciszek Stefczyk.

Bankowość mocno rozwijała się w XIX i na początku XX wieku. Jednakże kształt współczesnego systemu bankowego uformował się po I wojnie światowej i Wielkim Kryzysie Finansowym i w okresie do 1945 roku. Powołanie banków centralnych, biur statystycznych, wytworzenie kanonów funkcji banków centralnych, wdrożenie nadzoru finansowego powołanie międzynarodowych instytucji koordynujących i stabilizujących sektor finansowy sprawiło, że od połowy XX wieku bankowość weszła w nową erę.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Najdroższym miejscem do zakupu waluty na wakacje zwykle są banki. Kupując w ich oddziałach np. euro, koszt ukryty w kursie wyniesie ok. 3% wymienianej kwoty. W przypadku kantoru, będzie to prawie 0,6%. Najtańsze są natomiast kantory internetowe. Tam koszt wymiany jest 10-krotnie niższy niż w bankach i o połowę mniejszy niż w zwykłych kantorach – wynosi ok. 0,3%.  Expander podpowiada, jak znaleźć dobry kantor internetowy i jak dokonać w nim transakcji.

Bezpieczeństwo – kantor kantorowi nierówny

Korzystanie z takich serwisów internetowych jest zwykle bardzo opłacalne, ale trzeba zachować pewne zasady bezpieczeństwa. Zanim zaczniemy z niego korzystać i wpłacimy pieniądze, sprawdźmy o nim opinie. Przestępcy mogą np. stworzyć fałszywy kantor tylko po to, by wyłudzać pieniądze. W przypadku nowych podmiotów na rynku  istnieje ryzyko, że nie zdobędą one odpowiedniej skali działalności i ogłoszą upadłość.  Najbezpieczniej jest więc korzystać z tych cieszących się dużą popularnością, funkcjonujących od kilku lat i mających dobre opinie. Jeśli chodzi o ryzyko upadłości, to zdecydowanie najbezpieczniejszy jest kantor internetowy Alior Banku. Pieniądze tam wpłacone są traktowane tak, jakby trafiły do banku, a więc są objęte gwarancją Bankowego Funduszu Gwarancyjnego do równowartości 100 000 euro. Podobny kantor  prowadzi również Raiffeisen Polbank, ale w tym przypadku jest to odrębna spółka, będąca jego własnością. Taka konstrukcja powoduje, że gwarancje BFG nie działają.

Jak to działa

Aby dokonać wymiany w kantorze internetowym, na początku trzeba podać swoje dane osobowe i numery rachunków bankowych, z których zamierzamy wpłacać i wypłacać złotówki i kupioną walutę. Ustalamy również swój login i hasło do logowania się na stronie www. Gdy wpłacimy jakąś kwotę, to po zalogowaniu będziemy mogli wybrać kiedy i jaką walutę chcemy kupić. Następnie możemy ją przelać na rachunek walutowy w banku i tam np. dokonać wypłaty w kasie. Wyjątkiem są kantory należące do Alior i Raiffeisena, które pozwalają na natychmiastową wypłatę w oddziale banku – matki. Niektóre kantory wydają też walutowe karty płatnicze. Wtedy nie musimy przelewać środków do banku lecz możemy np. płacić nią za granicą czy wypłacać z zagranicznych bankomatów.

Uwaga na koszty przelewów

Oprócz kwestii bezpieczeństwa i tego, jak atrakcyjne są kursy, ważna jest również szybkość i koszty przelewów. Najlepiej jeśli kantor ma konto w tym samym banku co my. Wtedy pieniądze i waluta są przekazywane bardzo sprawnie i zwykle bezpłatnie. Z tego względu kantory często posiadają konta w wielu instytucjach finansowych, ale niestety nie we wszystkich. Najlepiej więc znaleźć taki, który ma je w tym samym banku co my. Jest to szczególnie istotne jeśli zamierzamy kupić, a później przelać do banku, walutę inną niż euro. Takie przelewy mogą być bowiem bardzo drogie. Nawet jeśli kantor nie pobiera prowizji, to mogą je naliczyć tzw. banki pośredniczące, które uczestniczą w przekazaniu takiego przelewu. Nie dotyczy to przelewów w euro i oczywiście w złotych.

 

Źródło: Expander Advisors

Po raz pierwszy od czasu kryzysu finansowego w 2008 r. Fed zadeklarował, że wszystkie duże banki są bezpieczne po przeprowadzeniu corocznych testów w warunkach skrajnych. Stanowi to uzupełnienie oświadczenia Janet Yellen, że prawdopodobnie nie zobaczymy kolejnego kryzysu finansowego w ciągu naszego życia. Sektor bankowy jest obecnie w dobrym nastroju i udało mu się podciągnąć również resztę rynków. Wiele firm ogłosiło, że będą nagradzać swoich akcjonariuszy dodatkowymi dywidendami oraz odkupem akcji.

Mówiąc o dniu wczorajszym, usługa kopiowania @TheBigBanks, którą założyliśmy 12 miesięcy temu, zyskała już 43% na wartości od dnia swojego założenia. Ta dobra nowina wróży prawdopodobnie jeszcze większe zyski, podczas gdy Wall Street otwiera się dziś na biznesy. Nawet akcje rynku technologicznego, które w tym miesiącu osiągnęły słabe wyniki, zdołały odrobić trochę zysków.

Podczas ostatniego posiedzenia Banku Anglii zaskakującym było, jak wielu członków faktycznie głosowało za podwyższeniem stóp procentowych w Wielkiej Brytanii. Bank Anglii utrzymywał stopy na bardzo niskim poziomie biorąc przykład z innych banków centralnych od czasu kryzysu. Po decyzjach w sprawie Brexitu, obniżył swoje stawki nawet jeszcze bardziej, aby zachęcić do brania pożyczek i wydawania pieniędzy w tym niepewnym czasie. Prezes Banku, Mark Carney, był jednym z największych zwolenników utrzymywania niskich stawek, ale wydaje się, że nawet teraz ugiął się pod naciskiem i również zasygnalizował, że nadszedł czas, aby zrównać się z resztą świata i zacząć myśleć o podnoszeniu stopy procentowej. Ci, którzy już od jakiegoś czasu śledzą moje komentarze, wiedzą, dlaczego jest to tak ważne. Pozostałym przypominam, iż pomimo Brexitu i okropnego występu Theresy May w wyborach 8 czerwca, inwestorzy czują, że nawet cień szansy wyższych stóp wystarczy, aby podnieść cenę funta. Teraz wyobraźmy sobie, co się stanie, jeżeli rzeczywiście je podniosą.

Wygląda na to, że duży spadek Bitcoina rzeczywiście znalazł kilku kupców, ale są oni nietypowi. Patrząc na woluminy w ciągu ostatnich 24 godzin widzimy, że klientem numer jeden jest koreańska giełda Bithumb. To pierwszy raz, kiedy można zauważyć przewagę Koreańczyków nad Poloniex. Musimy jednak pamiętać, że w tej chwili Koreańczycy nie mają praktycznego zastosowania dla Bitcoinów. Nie mają wielu sklepów, które by je akceptowały, a nowy rząd ma teraz większe zmartwienia, niż tworzenie ram prawnych dla aktyw cyfrowych. Jedynym krajem, który ma szybko rosnącą liczbę sprzedawców akceptujących Bitcoiny jest Japonia. BitFlyer znajduje się obecnie na 10 pozycji. Nie dlatego, że niedawno odnotowali duże spadki, ale dlatego, iż nie zwiększali zamówień kupna od czasu szczytu. Dlatego możemy pokusić się o stwierdzenie, że powodem, dla którego Bitcoin ostatnio wzrasta, jest spekulacja. Na ten moment jest to niekoniecznie zła wiadomość, raczej coś, o czym należy pamiętać.

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Obliczając zdolność kredytową przy kredycie hipotecznym banki biorą pod uwagę nie tylko dochody przyszłego kredytobiorcy. Liczy się także między innymi to, ile osób liczy gospodarstwo domowe i czy są w nim dzieci.

Pierwszym krokiem mającym na celu oszacowanie własnych możliwości finansowych przed zakupem mieszkania powinno być sprawdzenie posiadanej zdolności kredytowej u doświadczonego i posiadającego możliwie najszerszą ofertę produktową pośrednika kredytowego. Dlaczego szeroka oferta produktów kredytowych jest tak ważna? Jak wynika z opracowania analityków kredytowych Metrofinance, spółki wchodzącej w skład Metrohouse, różnice w oferowanej maksymalnej kwocie pomiędzy czołowymi bankami mogą dochodzić do kilkudziesięciu procent.

Ile z dzieckiem, a ile bez?

Aby pokazać istniejące różnice analitycy Metrofinance przyjęli do wyliczeń następujące dane: dochody kredytobiorcy netto na poziomie średniej krajowej wynoszącej 4 488,08 zł brutto tj. 3 193,21 zł netto, 30 letni okres kredytowania. Obliczenia przeprowadzili dla kilku modelowych przykładów gospodarstw domowych. W każdym z przypadku przyjęto brak dodatkowych zobowiązań takich jak kredyty lub np. alimenty.

U singla bez zobowiązań, którego dochody wynoszą jedną średnią krajową, zdolność kredytowa jest oceniana zależnie od banku na kwotę od 260 000 do 370 000 zł. Tymczasem osoba samotnie wychowująca dziecko, zarabiająca tyle samo, otrzyma średnio w bankach od już tylko od 180 000 do 250 000 zł. Małżonkowie bez dzieci, zarabiający łącznie dwie średnie krajowe mogą uzyskać kwotę średnio od 540 000  do 760 000 zł. Jeśli to samo małżeństwo zechce ubiegać się o kredyt po urodzeniu pierwszego dziecka, otrzyma już maksymalnie kwotę od 500 000 do 650 000 zł. Rodzina czteroosobowa o tych samych parametrach dochodowych i dwójce dzieci może liczyć na kwotę od 400 000 do 520 000 zł, zaś duża 5 osobowa rodzina z trójką dzieci na utrzymaniu otrzyma już średnio od 270 000 do 420 000 zł. Z opracowania wynika więc, że grupą, która może liczyć na najwyższą zdolność kredytową są małżeństwa/pary bez dzieci. Jeżeli porównamy maksymalną zdolność kredytową tej grupy kredytobiorców i rodziny z trójką dzieci, to różnice mogą osiągnąć nawet 340 000 zł. Należy zauważyć, że każde kolejne dziecko zmniejsza maksymalną zdolność kredytową przynajmniej o 100 000 zł.

Do niniejszego zestawienia należy dodać jedną ważną uwagę. –  Często bank z mniej atrakcyjną ofertą i wyższym oprocentowaniem oferuje na zachętę większą kwotę kredytu – trzeba o tym pamiętać porównując oferty, dodaje Piotr Firlej, dyrektor w Metrofinance. Warto więc skorzystać z pomocy doświadczonego specjalisty, który oprócz rzetelnej informacji o zdolności wskaże ewentualne koszty dodatkowe, jakimi możemy być obarczeni wybierając bank oferujący najwyższą kwotę na rynku.

500+ a zdolność kredytowa

Klienci często pytają czy na ich zdolność kredytową wpłyną otrzymywane środki z programu 500+. – Niestety nie i raczej nie zapowiada się, by banki zaczęły uwzględniać je w przyszłości. Podobnie rzecz ma się z alimentami zasądzonymi na dziecko. Przy wnioskowaniu o kredyt hipoteczny banki niestety solidarnie ich nie uwzględniają, poza jednym, który jest w stanie zdyskontować częściowo koszty życia gospodarstwa, co może poprawić nieznacznie zdolność kredytową, wyjaśnia Piotr Firlej.

Źródło: Metrohouse Franchise S.A.

Wsparcie banku jest dla wielu Polaków jedynym sposobem na zakup własnego mieszkania. W tym roku w życie wchodzą nowe regulacje określające zasady udzielania jednego z najpopularniejszych kredytów. Czytelne reklamy, jasne oferty banków, komplet informacji, dokładny termin oczekiwania na decyzję kredytową oraz zakaz udzielania finansowania w obcej walucie – to tylko część zmian, które wprowadza ustawa.

Zasady korzystania z popularnego produktu bankowego – kredytu hipotecznego – zostały zebrane w akt prawny: Ustawę o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami. Stanie się ona głównym wyznacznikiem do działań dla banków, pośredników oraz źródłem informacji o prawach i obowiązkach dla kredytobiorców. Wprowadza szereg regulacji, które mają zwiększyć ich bezpieczeństwo i rozjaśnić oferty banków.

Jasne, czytelne, konkretne informacje o kredycie

Z tego powodu ustawa o kredycie hipotecznym precyzuje zasady budowy komunikatów reklamowych. Banki i pośrednicy będą musieli zapewnić, aby wszelkie informacje o charakterze reklamowym i marketingowym dotyczące kredytów hipotecznych były jednoznaczne, rzetelne, zrozumiałe i widoczne oraz nie wprowadzały konsumenta w błąd. Wszelkie dwuznaczności i zapis drobnym druczkiem znikną z plakatów i ulotek reklamowych. Dzięki zmianom w sposobie informowania o cechach oferty finansowania nieruchomości kredytobiorca będzie mógł od razu poznać cechy produktu bankowego, a wartości procentowe będą dla niego jednoznaczne z konkretną informacją np.: o rzeczywistej stopie procentowej, stałym oprocentowaniu lub koszcie zobowiązania. Już na początku klient banku lub firmy świadczącej usługi pośrednictwa otrzyma cały pakiet informacji o kredycie w oparciu o reprezentatywny przykład, czyli taki, który odnosi się do sytuacji kredytobiorcy. Gdy klient zainteresuje się ofertą kredytowania zakupu mieszkania, kredytodawcy będą obowiązani przekazać konsumentowi, na trwałym nośniku, zindywidualizowane informacje niezbędne do porównania kredytów hipotecznych dostępnych na rynku, oceny konsekwencji ich zaciągnięcia i podjęcia przez konsumenta świadomej decyzji dotyczącej zawarcia umowy o kredyt hipoteczny.

21 dni na rozpatrzenie wniosku, 14 dni na decyzję

Ustawa określa również czas, w jakim bank może wydać decyzję kredytową. Do 21 dni wnioskujący o finansowanie zakupu nieruchomości musi otrzymać odpowiedź. Natomiast odmowę udzielenia kredytu kredytodawca powinien uzasadnić, by klient wiedział, gdzie leży problem. Po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku kredytowego i podpisaniu umowy klient ma 14 dni na przemyślenie decyzji i może skorzystać z możliwości wycofania się z układu.

Restrukturyzacja jako ratunek dla klienta

Gdyby natomiast kredytodawcy przydarzyły się problemy z terminową spłatą zadłużenia, nowe regulacje narzucają bankom obowiązek współpracy z nim w szukaniu przyczyn problemu. Pierwszym krokiem jest wezwanie do zapłaty: bank wyznacza termin nie krótszy niż 14 dni roboczych, a następnie razem z kredytobiorcą ustalenie warunków restrukturyzacji: kredytodawca informuje konsumenta o możliwości złożenia, w terminie 14 dni roboczych od dnia otrzymania wezwania, wniosku o restrukturyzację zadłużenia. Spłacający może liczyć na czasowe zawieszenie kredytu, zmianę wysokości rat i wydłużenie okresu spłaty.

Wcześniejsza spłata kredytu w dowolnym czasie

Kolejna zmiana zawarta w nowym akcie prawnym daje kredytobiorcom prawo do wcześniejszej regulacji zobowiązania. Do tej pory banki same określały warunki zamknięcia kredytu przed czasem lub w pierwszych latach regulacji długu. Teraz mają 7 dni na określenie kosztów tej zmiany. W przypadku kredytu hipotecznego oprocentowanego zmienną stopą procentową kredytodawca może pobierać rekompensatę wyłącznie, gdy spłata całości lub części kredytu hipotecznego nastąpiła w okresie 36 miesięcy od dnia zawarcia umowy o kredyt hipoteczny. Opłata pobierana jako rekompensata nie będzie mogła być wyższa niż 3% całej pożyczonej kwoty. Z kolei przy kredycie ze stałym oprocentowaniem opłata może być pobierana w całym okresie pod jednym warunkiem: nie może być wyższa niż koszty kredytodawcy bezpośrednio związane z przedterminową spłatą. Jednak to wyjaśnienie ustawodawcy wymaga doprecyzowania.

Nowa ustawa budzi jeszcze sporo pytań i kontrowersji. Z całą pewnością kredytodawcy otrzymują cały pakiet obowiązków, które regulują usługi świadczone na rzecz kupujących mieszkania na kredyt oraz wyjaśniają charakter działań pośredników i agentów. Ustawa o kredycie hipotecznym definitywnie też zamyka temat kredytów walutowych, które w praktyce są już rzadkością. Wskazuje również sposób prowadzenia sprzedaży wiązanej: kredytodawca nie może dokonywać sprzedaży wiązanej w związku z zawarciem umowy o kredyt hipoteczny, chyba że sprzedaż wiązana dotyczy prowadzonego bezpłatnie rachunku płatniczego lub rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego. Akt prawny jest już gotowy: 12 kwietnia 2017 r. została podpisana przez prezydenta. Wejdzie w życie trzy miesiące po jej opublikowaniu w Dzienniku Ustaw.

 

Autor: Marta Sewerynek-Otwinowska, Dyrektor Działu Analiz, Futuro Finance

 

 

 

Wpłaty i wypłaty gotówki to najwyższy koszt związany z prowadzeniem konta firmowego – banki za wpłatę 5 tys. zł policzą sobie nawet 35 zł, a przy wypłacie aż 3,5% jej wartości – wynika z rankingu Tax Care. Tylko w trzech bankach, tj. Idea Bank, Deutsche Bank i Nest Bank korzystanie z konta może być darmowe. W efekcie wyboru odpowiedniego rachunku mikroprzedsiębiorca może zaoszczędzić nawet 71 zł miesięcznie, a także skorzystać z pakietów wspierających prowadzenie własnej firmy.

Minęły trzy miesiące od wprowadzenia wielu zmian w przepisach podatkowych, które jak się wydaje, rewolucjonizują życie najmniejszych przedsiębiorców póki co na minus. Zatory płatnicze i kłopoty z płynnością finansową stały się dla nich realnym zagrożeniem, przede wszystkim dla VAT-owców, w tym zwłaszcza z branży budowlanej. Z przygotowanego przez Tax Care rankingu najlepszych firmowych kont bankowych wynika, że mikrofirma przepłaci za konto kilkadziesiąt złotych miesięcznie, jeśli wybierze nieodpowiedni bank.

Nasz Ranking został stworzony z myślą o mikroprzedsiębiorcy działającym na rynku od roku, który miesięcznie wykonuje 5 przelewów do ZUS i urzędu skarbowego, 10 razy przelewa środki na konta kontrahentów, wykonuje 4 zlecenia stałe i dwa razy wypłaca gotówkę w przypadkowym (obcym) bankomacie na łączną kwotę 1 000 zł. Wszystkie przelewy są internetowe. Poza tym jego płatności kartą wynoszą nie mniej niż 500 zł, na jego konto wpływa 2 000 zł ze sprzedaży, a sam wpłaca na nie 5 000 zł. Przyjęliśmy też drugi scenariusz, w którym ten sam mikroprzedsiębiorca boryka się z zatorami płatniczymi i nie wykonuje w miesiącu żadnych operacji na koncie, oprócz jednego przelewu do ZUS na kwotę niecałych 500 zł. Porównaliśmy oferty otrzymane od 15 banków.

W pierwszej trójce Deutsche Bank, Idea Bank i Nest Bank

Z punktu widzenia przedsiębiorcy aktywnie korzystającego z konta i karty, wyłącznie dwa banki wyzerowały wszystkie opłaty, tj. Idea Bank i Deutsche Bank. Na drugim miejscu znalazł się Nest Bank, który pobierze 7,5 zł, ale wyłącznie, jeśli utarg przedsiębiorca wpłaci nie we wpłatomacie, a w oddziale. Reszta banków naliczy w miesiącu od 4 do 71 zł kosztów.

Droga wypłata gotówki z obcego bankomatu

Najwyższą prowizję banki pobierają za wypłatę w obcym bankomacie, a o tę nietrudno, wystarczy, że przedsiębiorca załatwia dużo spraw poza biurem i nie ma czasu na szukanie bankomatu swojego banku w pobliżu kontrahenta. Niechlubnym rekordzistą jest tu PKO Bank Polski, który potrąci z konta aż 3,5% wybieranej kwoty, tj. 35 zł od 1 tys. zł (175 zł od 5 tys. zł). Bank BGŻ BNP Paribas, Bank Millennium, BOŚ Bank i mBank za wybranie 1 tys. zł pobiorą od przedsiębiorcy 30 zł.

Co drugi bank naliczy też opłaty za realizację zlecenia stałego – średnio niecałe 8 zł za 4 zlecenia. Nasz przedsiębiorca zapłaci również za swoje przelewy do kontrahentów w BOŚ Banku (7,5 zł) oraz w mBanku (15 zł).

Wpłata utargu od 0 zł do 35 zł

Ostateczny miesięczny koszt aktywnego korzystania z rachunku będzie się różnił w zależności od tego, czy właściciel firmy swój utarg wpłaci we wpłatomacie (dane o wpłatomacie dostarczyło 11 na 15 ankietowanych banków) czy w oddziale banku. W 80% porównywanych ofert zdecydowanie tańsza jest ta pierwsza opcja – średnio aż o 35 zł. Wyjątkiem jest darmowa wpłata w placówce Banku Pocztowego. W co drugim banku usługa wpłatomatu pozostaje darmowa.

Połowa banków skasuje za nieużywaną kartę

Przedsiębiorca z drugiego scenariusza, który w miesiącu wykonał jedynie przelew do ZUS, za posiadanie konta nie zapłaci tylko w Banku Millennium i Nest Banku.

W co drugim banku natknie się na płatną obsługę nieużywanej karty płatniczej – maksymalnie 7 zł – oraz zostawi od 9 zł do 25 zł za prowadzenie konta, na którym nie ma w miesiącu wpływów.

Natomiast z zestawienia Tax Care wynika, że w pełni darmowe pozostaje otwarcie rachunku, wydanie karty płatniczej (z wyjątkiem 40 zł płatnych w Toyota Bank Polska), wypłata z bankomatów danego banku na terenie kraju (z wyjątkiem 1,3 zł płatnych w mBanku za wypłacenie mniej niż 100 zł), przelewy do ZUS i fiskusa oraz przelewy w ramach jednego banku.

2/3 banków ułatwi prowadzenie mikrobiznesu

Z zestawionych przez Tax Care ofert kont firmowych wynika również, że banki konkurują ze sobą nie tylko pod względem opłat, ale i pozapłatniczej funkcjonalności konta.

I tak, posiadacze Konta Mój Biznes w Banku Millennium mają możliwość otrzymania ważnej przez 60 miesięcy promesy leasingowej na samochód. W mBanku mikroprzedsiębiorca szybko wymieni waluty online, a w Nest Banku otrzyma zniżki za płatności kartą VISA. ING Bank Śląski wydrukuje za klienta 100 wizytówek, a dla firm ze stażem minimum rok ma w zanadrzu usługę faktoringu.

Alior Bank, Bank BGŻ BNP Paribas i Raiffeisen Polbank do konta firmowego dorzucają promocyjne warunki korzystania z terminali płatniczych – przykładowo Raiffeisen Polbank udostępnia terminal przez 24 miesiące za symboliczną złotówkę.

Dodatkowo, posiadacze Wymarzonego Konta dla Biznesu w Raiffeisen Polbank w ramach Pakietu Ubezpieczeniowego mogą korzystać z pomocy drogowej, medycznej, technicznej, z serwisu organizacyjno-informacyjnego concierge, a także dzwonić na infolinię prawną. PKO Bank Polski umożliwia swoim klientom dostęp do księgowości online w ramach szybkafaktura.pl, gdzie przedsiębiorca wystawi fakturę czy skontroluje swoje obroty. Jeszcze bardziej wszechstronne wsparcie dla drobnego biznesu oferuje Deutsche Bank, którego oferta nie tylko konkuruje z ofertami Raiffeisen Polbank i PKO Bank Polski, ale także wyróżnia się pakietem bezpłatnych przesyłek kurierskich za pośrednictwem serwisu Paczkomaty.pl i zniżką na promocję firmy w internecie.

Liderem pod względem rozbudowania dodatkowych funkcjonalności firmowego konta jest Idea Bank, który nie dość, że wywalczył dla swoich klientów korzystną cenę terminali płatniczych i pozwala wystawiać faktury z poziomu konta za pomocą platformy Idea Cloud, to jeszcze częstuje kawą w darmowej przestrzeni coworkingowej Idea Hub i przyjeżdża do klientów po utarg mobilnym wpłatomatem. Na dodatek po zalogowaniu się do konta Firma to Ja przedsiębiorca może mieć wgląd do dokumentów i deklaracji wygenerowanych przez księgową. Pod względem zintegrowania konta bankowego z usługami księgowymi Idea Bank konkuruje jedynie z mBankiem, o czym wkrótce w kolejnych Analizach Tax Care.

 

Źródło: Tax Care

Nie jesteś w stanie spłacać kredytu? Zdarza się, podejdź do tego bez nadmiernych emocji.

Szkoda, że nie ma oficjalnych danych na temat tzw. dyscypliny obsługi zadłużenia bankowego i porównania zachowań klientów z poszczególnych krajów. Jestem przekonany, że Polacy byliby niemal na samej górze takiej klasyfikacji. Na podstawie własnych, bogatych w tym względzie doświadczeń, oceniam, że do spłaty kredytów podchodzimy nader poważnie. Czasem nawet zbyt poważnie, co opisywałem w poprzednim odcinku (patrz: syndrom genewski).

Warto rozmawiać …

A może Ty, Czytelniku, jesteś w tej trudnej sytuacji? Masz kredyt, ale obecnie nie jesteś w stanie terminowo obsługiwać zobowiązania?  I może, czytając tenże Poradnik, nie zgadzasz się ze mną, kiedy tłumaczę, żebyś się nie przejmował interesem banku? Jeśli tak jest – porozmawiajmy na ten temat. Spróbuję Cię przekonać, abyś przede wszystkim skoncentrował się na swoim losie i przyszłości Twojej rodziny.

No więc, posłuchaj mój drogi. Kiedy brałeś kredyt stać było cię na spłatę? Tak? I przez kilka lat, jak widzę, raty spłacałeś terminowo, jak w zegarku. Brawo!  I co się potem wydarzyło? Straciłeś pracę i przez parę miesięcy żyłeś z oszczędności. Kredyt widzę też spłacałeś. I co? Zaskórniaki się skończyły?

 Nigdy, ale przenigdy tak nie rób!

No i co, teraz masz problem? Nie masz środków nawet na jedzenie. Wiadomo, rodzina pomoże w takiej sytuacji. Ale chcesz też od najbliższych pożyczać na spłatę rat??? I pytasz mnie o zdanie, czy to dobry pomysł?  Najgorszy z możliwych! To Ty brałeś kredyt, a nie Twoja mama, czy brat. Umowa została zawarta pomiędzy Tobą a bankiem, przy czym większa odpowiedzialność jest w tym wypadku po stronie banku, bo jest w tym układzie profesjonalistą.

Upierasz się, że przecież trzeba zobowiązana spłacać. Bo jesteś dorosły i odpowiedzialny. Mówisz, że spłata kredytu to Twój obowiązek. To nie tak działa. Bank także mógł to przewidzieć, niech teraz zaproponuje ci sensowną restrukturyzację. Pytałeś o to? I co, nie zgodzili się? Ot, i cały bank! Wierzyciel nie chce z powrotem zwrotu kasy! Sam widzisz z kim masz do czynienia po drugiej stronie!

Chcesz się pobawić w bankowca?

Nie rozumiesz? Wyobraź sobie, że dostałeś spadek w kwocie jednego miliona złotych. To byś zaraz spłacił ten kredyt? Nie o tym, chciałem. Wyobraź sobie, że przychodzi do Ciebie znajomy i proponuje ci deal. Kolega właśnie rozkręca biznes i potrzebuje kasy na rozwój. Ponieważ ten biznes to miodzio, może ci wypłacić nawet 20 procent rocznie zysku! Dostaniesz wtedy – nic nie robiąc – 200 tysięcy złotych po 12 miesiącach! No super, wchodzisz w ten interes. Jednak nie do końca tak wyszło, jak opowiadał kolega, jego firma splajtowała i z miliona został ci guzik z pętelką.

Wczułeś się w rolę? No to teraz mam do Ciebie pytanie: do kogo masz pretensję z powodu poniesionej straty? A widzisz, jednak do siebie! Od kolegi nie ściągniesz ani złotówki, bo to golas. A poza tym załamał się chłopina zupełnie i teraz nawet roboty żadnej nie ma.

Że to nie to samo? Oczywiście, Ty nie jesteś bankowcem. A tam są profesjonaliści. Wiesz ile zarabia prezes Twojego banku? Nie milion, tylko pięć milionów rocznie! To chyba za coś bierze tę kasę. Strata na twoim kredycie musiała być wliczona w koszta; wiadomo, że  nie wszystkie kredyty zostaną spłacone.

Teraz mi powiedz:

kto na tym straci, kiedy Ty zaprzestaniesz spłaty kredytu?

Bank? A co to jest „bank”? To ten potężny budynek, gdzie jest centrala? Myślisz, że ten drapacz chmur się zaraz popłacze? Śmiejesz się. No to kto, w takim razie, według Ciebie straci? Musisz się zastanowić. No to będę podpowiadał. Może prezes banku obniży sobie pensję? Znowu się śmiejesz. No to może pan Grzegorz, który  pomógł ci jako doradca w załatwieniu kredytu? Już nie pracuje w banku? No to kto? Może sąsiad, który ma tu lokatę na 20 tysięcy zł? Też nie? Kto więc może ponieść stratę i w jaki sposób, przez Twój niespłacony kredyt?

Eureka, wiem!

Oj widzę błysk w Twoim oku. Masz rację, teoretycznie może na tym stracić właściciel banku. No dobra, a wiesz kto nim jest? Nie bardzo? To coś ci na ten temat powiem. Otóż nawet w  przypadku średniej wielkości banku, właściciele tych instytucji to obrzydliwie bogaci ludzie.  Ale, podobnie jest z ich charakterem – często są to ludzie obrzydliwie niemoralni. Chcesz przykłady? No dobra, przytoczę ci kawałek mojej publikacji sprzed kilku miesięcy, pt. „Niewygodne fakty z życia banków i bankowców”. Oto fragmenty:

„Ciekawostka nr 1. Czy wiesz, że jeden z największych banków w Europie to firma rodzinna? Bank ten, działający w ponad 40 krajach na całym świecie, jest pod pełną kontrolą rodziny B. (to obywatele jednego z krajów Zachodniej Europy). Ten międzynarodowy gigant w swojej grupie finansowej posiada także bank działający w Polsce. Rodzina B.  – jak się domyślasz – to nieprzytomnie bogaci ludzie. Co wcale nie przeszkodziło w tym, że zdobyli oni złą sławę jako niechlubni uczestnicy kilku głośnych afer finansowych, w tym afery Falcianiego.”

„O co chodziło w tej aferze? Szwajcarski oddział banku HSBC doradzał możnym tego świata, jak ukryć pieniądze, aby uniknąć opodatkowania we własnym kraju. Na liście klientów ujawnionej przez Herve Falcianiego (informatyka pracującego w HSBC, który udostępnił w 2008 roku dokumenty bankowe w tej sprawie) znajdowali się m.in. liczni członkowie rodziny B.”

„Wśród klientów banku HSBC, zamieszanych w aferę Falcianiego nie brakowało tzw. „typów spod ciemnej gwiazdy”. W tym doborowym gronie znaleźli się m.in. handlarze narkotyków, dyktatorzy, udziałowcy biznesu związanego z handlem „krwawymi diamentami”, handlarze bronią, w tym także dostawcy broni dla dzieci-żołnierzy w Afryce.”

„Ciekawostka nr 2. Czy wiesz, że właściciel jednego z polskich banków to korporacja, która finansowała dojście Hitlera do władzy, dotując fundusz wyborczy nazistów milionami marek? Ta sama korporacja finansowała także „niemiecki cud gospodarczy”, dzięki czemu Niemcy stały się potęgą militarną i mogły rozpocząć II wojnę światową.”

Nie widziałeś o tym? No to teraz już wiesz! Dalej się tak przejmujesz, że nie możesz oddać bankowi tych „drobnych” stu tysięcy? Dla ciebie nie są to drobne? Ale dla banku – to kwota na poziomie poniżej błędu statystycznego.

Mówisz, że nie mam racji? Że na pewno bankowi zależy, żeby każdy kredyt został spłacony? Ależ gadasz farmazony! A kiedy ostatnio analizowałeś raport o sytuacji banków, który cyklicznie opracowuje i wydaje Komisja Nadzoru Finansowego? Nigdy? A widzisz,  ja regularnie tam zaglądam. Ale pewnie oglądasz telewizję i widzisz co najbardziej reklamują banki? Tak, pożyczki gotówkowe. Więc, jakbyś czytał – tak jak ja – raporty, o których wspominałem, doszedłbyś do takiego wniosku:

Obecna polityka kredytowa banków to rabunek w biały dzień!

Dlaczego? To spójrz na te liczby. O tu – to dane na koniec 2015 roku. Szkodowość na portfelu kredytów konsumpcyjnych wynosi 12 proc, masz to na stronie 65. Tak, chodzi o „Raport o sytuacji banków w 2015 r.” Tu jeszcze spójrz na stronie 48: w spłacie jest 140,2 mld zł takich kredytów, czyli zagrożonych jest 16,8 mld zł – właśnie to jest te 12 procent. Ale zobacz tu jeszcze, na stronie 9. Widzisz:

w 2015 r. banki sprzedały „złe kredyty” o łącznej wartości 4,8 mld zł.

I tak jest każdego roku: przez ostatnie 5 lat banki pozbyły się trefnych produktów konsumpcyjnych na łączną kwotę ok. 25 mld zł.  Jak więc uwzględnimy w naszych rachunkach te 25 mld zł straconych kredytów konsumpcyjnych, które zostały wyksięgowane z bilansu banków, zobacz co wychodzi:

165 mld zł – wolumen kredytów konsumpcyjnych, z tego 41.8 mld zł to kredyty zagrożone, co daje szkodowość na poziomie 25 procent!

A teraz poczytaj tu, na stronie 8: „banki udzieliły 9,8 mln kredytów o łącznej wartości 78.6 mld zł”.

Wiesz co to znaczy? Że około 25% tej kwoty pewnie nie wróci do banków, a to jest prawie 20 mld zł! I powyższe dotyczy tylko 2015 roku! A Ty się przejmujesz drobnymi 100 tysiącami złotych!

Tak się robi biznes!

Ale jak mówimy o wielkiej kasie i wielkich zyskach banków, to coś ci jeszcze opowiem: jak to wygląda w liczbach. Otóż, w ramach prywatyzacji, za rządów Buzka, jeden z banków udało się w 1999 r. świetnie sprzedać. To jest za kwotę 4.3 mld zł. W ciągu 16 lat bank ten zarobił ponad 30 mld zł, a ostatnio za sprzedaż 10 proc. akcji tego banku zagraniczny właściciel zgarnął drobne 3,3 mld zł.

Czy zatem dalej tak mocno bolejesz nad losem banku z powodu Twojego nietrafionego kredytu?

 

Krzysztof OPPENHEIM

Wypowiedź: Jarosław Sadowski, główny analityk firmy Expander

Niektóre opłaty bankowe potrafią wprawić w zdumienie i przy tym podnieść ciśnienie. Przykład? Zlecając przelew walutowy, nie zawsze wiemy, ile nas to będzie kosztowało, a chcąc zmienić konto na tańsze czasami trzeba liczyć się z dodatkowymi wydatkami.

– Bank może nam kazać zapłacić opłatę, ale nie powie nam ile ona wynosi. Tak może być w przypadku, gdy zlecamy przelew walutowy ale nie w euro – mówi newsrm.tv Jarosław Sadowski, główny analityk firmy Expander i dodaje. – Jeżeli przelewamy pieniądze w innej walucie to proces odbywa się na innej zasadzie. Pośredniczą w tym inne banki, które mogą naliczać dodatkową prowizję.

Takie przelewy są bowiem przekazywane przez tzw. banki pośredniczące, które mogą naliczyć prowizję. Jej wysokość klient poznaje jednak dopiero, gdyż operacja już zostanie zrealizowana. Czasami ta dodatkowa opłata jest pobierana z kwoty przelewu i jego odbiorca otrzymuje niższą kwotę od tej wysłanej. W ten sposób może dojść do sytuacji, w której będziemy musieli wykonać dodatkowy przelew, bowiem sprzedawca będzie oczekiwał pełnej zapłaty.

Ciśnienie mogą podnieść także opłaty związane z walutowymi płatnościami kartą. W części przypadków banki przewalutowują takie płatności po swoich, niezbyt korzystnych kursach. Często naliczają też prowizję za tą operację, która może wynieść nawet 5,9%. W rezultacie z konta pobierana jest kwota dużo wyższa niż wynikająca z kursu.

Kolejną opłatą, która również może być denerwująca, jest prowizja za zmianę konta na tańsze. Oczywiście można jej łatwo uniknąć. Wystarczy zamknąć stare konto i otworzyć nowe. Takie postępowanie wiąże się jednak ze zmianą numeru rachunku. Wymaga to więc poinformowania urzędów, pracodawcy czy członków rodziny. Znacznie wygodniejsza jest zmiana oferty konta z zachowaniem jego dotychczasowego numeru. Oczywiście jest to możliwe tylko w ramach jednego banku. Niestety instytucjom nie zależy, aby ułatwiać klientom dokonywanie takich modyfikacji. Dlatego niektóre naliczają wysokie opłaty. Dla przykładu, w Alior Banku zmiana innego pakietu na Konto Wyższej Jakości kosztuje aż 150 zł.

Polacy posiadają prawie 5 milionów kart kredytowych. Zdecydowana większość tych, którzy je mają, posiada w portfelu również zwykłą kartę płatniczą. Choć karta kredytowa daje wiele różnego rodzaju korzyści, czasami może być też przyczyną problemów. Wystarczy, że wypłacając gotówkę z bankomatu, pomylimy karty i skorzystamy z nieodpowiedniego „plastiku”. W takiej sytuacji, nawet jeśli normalnie w bankomacie nie ponosilibyśmy kosztów operacji, tym razem czekają nas wysokie opłaty. Jeśli przy tej okazji skorzystamy z karty kredytowej, to zapłacimy prowizję, która wynosi 4% – 5% wypłacanej kwoty, ale nie mniej niż 4 zł – 10 zł. Oprócz tego naliczone zostaną jeszcze odsetki, gdyż operacji gotówkowych nie obejmuje okres bezodsetkowy.

 

źródło: newsrm.tv

Największe bankowe przekręty: to dlatego bank odmawia Ci restrukturyzacji kredytu!

 Dzisiejszy odcinek Poradnika pozwoli Ci zrozumieć, Czytelniku, dlaczego zazwyczaj tak trudno porozumieć się z bankiem w kwestii ewentualnej restrukturyzacji kredytu. Na początek przypomnijmy definicję:

Restrukturyzacja zobowiązania: to zmiana warunków spłaty kredytu, której celem jest dostosowanie wysokości kolejnych rat, do bieżących możliwości kredytobiorcy.

Restrukturyzację stosujemy w sytuacji, kiedy dłużnik nie jest w stanie spłacać kredytu, zgodnie z przewidzianym w umowie harmonogramem. Działanie to ma nie tylko pomóc kredytobiorcy w wyjściu na prostą przy ewentualnych problemach z płynnością finansową. Głównym bowiem celem restrukturyzacji jest odzyskanie przez bank kapitału z udzielonego kredytu, w sytuacji, kiedy spłata tego zobowiązania jest zagrożona.

Nie, bo nie: takie mamy procedury

Jeśli bowiem klient nie wykaraska się ze swoich problemów finansowych, może zostać bankrutem, czy też ogłosić upadłość konsumencką i wtedy bank poniesie na tej transakcji stratę. Niby proste jak drut, a jednak najczęściej z bankiem nie idzie się dogadać w tej kwestii, tj. kredytodawca niespecjalnie analizuje sytuację kredytobiorcy, narzucając sposób spłaty długu według własnych procedur.

Jest to działanie po stronie banku nie tylko nieetyczne, ale także wręcz absurdalne. Bowiem skutkiem niefachowo przeprowadzonej restrukturyzacji, stratę poniesie także bank, co jest niemal pewne w sytuacji, kiedy kredyt nie jest odpowiednio zabezpieczony. A takich dziś jest pewnie ponad 80 procent.

O cóż więc tu chodzi? Otóż, sprawdza się tu znane, staropolskie porzekadło:

jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze

Szanowny Czytelniku, wytłumaczę tę kwestię w nietypowy sposób. Ubierz się elegancko, zapraszam Cię bowiem na uroczystą galę. Na tej uroczystości będą rozdawane nagrody bankowcom – dlatego gala będzie „na bogato” – za wybitne osiągnięcia ostatnich 10 lat. Konkretnie: będą dziś przyznawane tzw. Bankstery (to takie bankowe oskary – przyp.aut.).Najważniejsza kategoria to:

Bankster za największy przekręt 10-lecia

Konkurencja w tej dziedzinie, jak zwykle, jest piekielnie zacięta. Tak jest zresztą na całym świecie, gdzie przyznaje się tego typu nagrody bankowcom.

Bookmacherzy zdecydowanie stawiali na kredyty niby-frankowe, na które dało się nabrać łącznie coś około 700 tysięcy kredytobiorców. Przyznają Państwo – to rewelacyjny wynik! Dużo gorsze notowania u bookmacherów mają opcje walutowe. Ci, którzy stawiali na właśnie na ten przekręt, upierali się jednak, że co prawda nie były to transakcje powszechne, ale za to, jak już jakiś podmiot się wpakował w opcje – to zazwyczaj nie było co zbierać. Nawet jeśli nabywcą tego tak trefnego produktu była bardzo potężna firma!

Jakie działania banków działających w Polsce uznać należy za największy przekręt 10-lecia? O, jest już na scenie prowadzący dzisiejszy konkurs. Wyciąga kartkę z zalakowanej koperty i za chwilę wszystko będzie jasne!

Panie i Panowie,

The winner is … MSR 39!

Oj, widzę tu konsternację na twarzach tysięcy widzów. Co to za dziwna nazwa? Czy to tajny szyfr? A może jakiś bardzo złośliwy wirus komputerowy? O, chwileczkę, wstaje właśnie ktoś z widowni. Oddajmy mu głos.

Szanowni Państwo. Zupełnie nie rozumiem o co chodzi, to chyba jakaś pomyłka! Jestem biegłym rewidentem. MSR 39 to skrót od stosowanego w całej Europie systemu w księgowości, chodzi o Międzynarodowe Standardy Rachunkowości. Faktem jest, że w Polsce system ten stosowany jest od ponad 10-ciu lat przez banki. Ale co to ma wspólnego z przekrętem? Chyba, że się mylę odnośnie rozpoznania skrótu.

Oj, nie myli się mistrz taki!

No właśnie, często najbardziej niebezpiecznym zagrożeniem jest ktoś, kogo znamy od dawna i nie podejrzewamy  o jakieś zbrodnicze plany. Tak właśnie jest z systemem MSR 39. Rozpoznajmy więc dokładniej, na czym ten system polega.

Przepraszam! Czy jest na sali tłumacz?

Szanowny Czytelniku, pozwolę sobie w tym, miejscu zacytować słowa jednego z najwybitniejszych polskich bankowców, doktora Krzysztofa Czerkasa, byłego członka zarządu BRE Banku Hipotecznego S.A. Oto fragmenty wypowiedzi tegoż eksperta dla jednego z portali ekonomicznych:

„MSR 39 –  jest to system księgowania, który obowiązuje w polskich bankach od stycznia 2005 roku. Zgodnie z MSR 39 odsetki od ekspozycji nieregularnych naliczane  przez banki od wartości ekspozycji netto, są ujmowane w rachunku zysków i strat.

Tłumacząc powyższe na język potoczny: MSR 39 daje możliwość zaliczania  do przychodów odsetek od kredytów nieregularnych. Wpisujemy więc w pozycji „przychód” także wirtualne odsetki, w sytuacji kiedy klient nie spłaca zobowiązania. Jest to niezwykle ryzykowny mechanizm. Bank z takiej ekspozycji wykazuje zysk w wyniku finansowym, pomimo oczywistego faktu, że na tym kredycie zostanie poniesiona strata.”

I jeszcze kilka cytatów z wypowiedzi doktora Czerkasa na temat MSR 39:

„Stosowanie MSR 39 przez banki – w obecnej formule – otwiera szerokie pole do „kręcenia” wynikiem finansowym.

Szczegóły zastosowania w Polsce MSR 39 reguluje Rekomendacja R, opracowana przez KNF. Rekomendacja R daje bankom swobodę w tworzeniu modeli ryzyka kredytowego w oparciu o które są tworzone odpisy aktualizacyjne  i wspomnianą swobodę w wyznaczaniu parametrów ryzyka kredytowego.

 „Poza tym, z punktu widzenia wyniku finansowego: jeśli bank odmówi klientowi restrukturyzacji zobowiązania, może naliczać od tej ekspozycji odsetki karne lub ustawowe. A te są zwykle znacząco wyższe od odsetek wynikających z umowy kredytowej, szczególnie ma to miejsce przy kredytach hipotecznych.

Dlatego, tak jak wspominałem: stosowanie MSR 39 to niezwykle ryzykowny mechanizm. Zarówno dla banku, jak i dla jego klientów – kredytobiorców.”

Zdaję sobie sprawę, że język bankowy nie dla każdego czytelnika moich publikacji – które z założenia mają trafić pod strzechy – jest zrozumiały. Wyjaśniam więc o co chodzi w MSR-ach, tłumacząc powyższe, cytowane wypowiedzi eksperta, na język polski.

Bankowe sztuczki na miarę Pana Ząbka!

Jezus potrafił zamieniać wodę w wino. Bankowcy poszli znacznie dalej:  straty z prowadzonej akcji kredytowej potrafią zamienić w zyski. Oczywiście wyłącznie w wykazywanych oficjalnie wynikach finansowych. Powyższe umożliwia właśnie księgowanie wg standardów MSR 39. Jeśli dany klient zaprzestanie spłaty kredytu, bank nalicza dalej odsetki od tego zobowiązania i wpisuje je w pozycji „przychody”, tak jakby faktycznie te środki wpłynęły do banku. Tworzy się więc w ten sposób całkowicie wirtualny dochód.

Pamiętajmy jeszcze o efekcie skali – wypaczenie wyników finansowych, podawanych przez banki może być gigantyczne. Im większa jest bowiem szkodowość na akcji kredytowej, tym większa wystąpi skala rozbieżności pomiędzy wynikiem faktycznym, a wykreowanym sztucznie przez MSR-y.

Wujek Sam nas tego nauczył!

Między innymi w ten sposób doszło do kryzysu finansowego w USA w 2007 roku. Amerykańskie banki stosowały przy księgowaniu kredytów nieregularnych system GAAP, który nie tylko umożliwiał podobne sztuczki z niespłacanymi kredytami (ze straty wychodził zysk), ale również pozwalał skrzętnie ukrywać przed opinią publiczną faktyczny stan własnych finansów.

Rekomendacja R: I tu jest pies pogrzebany!

To nie wszystko. W wypowiedzi doktora Czerkasa pojawia się jeszcze tajemnicza Rekomendacja R. Cóż to takiego? Rekomendacja R, którą opracował nie kto inny, tylko Komisja Nadzoru Finansowego (niby nadzorca banków – przyp. aut.) pozwala bankom na swobodną ocenę przyszłych strat z kredytów nieregularnych i zagrożonych. Przykład: w sytuacji, kiedy na danym kredycie bank straci pewnie 60 procent kapitału (np. frankowicz całkowicie zaprzestał spłaty i wyjechał za granicę), kredytodawca może optymistycznie założyć stratę na poziomie 10 procent kapitału.

Doskonale mechanizm tego przekrętu pokazany jest w filmie BIG SHORT.  W jednej ze scen beneficjenci szaleństwa hipotecznego w USA, przed kryzysem finansowym z 2007 roku, „zakładali” szkodowość na tym portfelu na poziomie ok. 5 procent, chociaż faktycznie przekraczała ona 50 procent!

Najprostszy „zarobek” banków:  kreatywna księgowość

MSR 39 pozwala więc bankom w sposób absolutnie legalny zawyżać znacząco zyski (w stosunku do stanu faktycznego) i jednocześnie zaniżać straty, niemal w dowolny sposób. Konkretnie – te straty, które są lub będą efektem niespłacanych kredytów.

Uważny Czytelnik pewnie zwróci uwagę na pozorną absurdalność takiego działania. Skoro bank wykazuje dochody, których nie osiągnął, więc musi zapłacić horrendalne podatki od …wirtualnych zysków.

Kto zyskuje, kto traci?

Działając w ten sposób, bank ponosi w konsekwencji jedynie realne straty. No bo kto o zdrowych zmysłach, chciałby płacić podatki od nie osiągniętych dochodów? Pewnie masz problem, Czytelniku, w zrozumieniu celu takiego działania. Okej, podpowiadam: Bank traci, ale zyskuje jego właściciel!

Jak? W najprostszy możliwy sposób: od pokaźnego zysku wypłaca sobie sowitą dywidendę! Jeśli jest to zagraniczny bank – a takie dominują na polskim rynku – kasa ta płynie strumieniami zagranicę. Jak duża jest to kasa? Wyliczenia te przedstawia Damian Słomski, analityk portalu money.pl, w jednej ze swoich publikacji. Oto wnioski:

W 2014 roku banki komercyjne „na czysto” zarobiły prawie 15 mld zł, z czego 4,5 mld zł trafiło do akcjonariuszy. Kwotowo większość zasiliła konta zagraniczne.” (…) „Jednocześnie trzeba pamiętać, że w okresie ostatnich 15 lat do podziału między właścicieli poszło 60 mld zł.”

I to jest właśnie, szanowny Czytelniku, powód dlaczego banki są tak niechętne restrukturyzacjom kredytów. Bo to im się nie opłaca: w wyniku finansowym bank najlepiej wychodzi na zobowiązaniach niespłacanych!

Z kolei dywidenda jest wypłacana od wykazywanych dochodów, a nie faktycznie zrealizowanych. Jeśli, w ogóle, banki osiągają obecnie zyski…  Ta kwestia jest o tyle drażliwa, że skoro dochody te są urojone, to zarówno dywidenda, jak i podatki od niby-dochodów, pokrywane są przez w znaczącej części ze środków, które w bankach pozostawiamy. Są to nasze oszczędności.

I tym, mało optymistycznym wnioskiem, pozwolę sobie zakończyć kolejny wykład na temat patologii w „naszej” bankowości.

Czy dalej uważasz, Czytelniku, że moja pomoc osobom, którym bank odmówił restrukturyzacji, jest działaniem niemoralnym? Bo takie właśnie opinie pojawiły się w Internecie po trzech pierwszych odcinkach Poradnika.

 

 Krzysztof OPPENHEIM

Krzysztof OPPENHEIM, Prezes Zarządu „Nieruchomości Boża Krówka”  (dalej KO), ekspert finansowy od kredytów hipotecznych, restrukturyzacji, oddłużania  i upadłości konsumenckiej, związany z bankowością od 1993 roku.

Biznes Tuba (BT):  Coraz więcej naszych rodaków wpada w pętlę zadłużenia. Obecnie w Polsce mamy około 2,5 mln przekredytowanych osób. Czy ta sytuacja może ulec poprawie?

Krzysztof Oppenheim (KO): W tej kwestii jestem zdecydowanie pesymistą. Obecnie media promują wyłącznie jeden model szczęśliwego życia: posiadaj jak najwięcej. Własne mieszkanie, drogi samochód, szalej po świecie na ekskluzywnych wojażach. A jak masz mniejsze dochody, to kupuj sobie markowe ubrania, zmieniaj co kilka lat telewizor, oczywiście musisz mieć najnowszego iPhona. Parafrazując stare polskie powiedzenie: zakredytuj się, a pokaż się! Tylko w ten sposób możesz liczyć na szacunek otoczenia!

BT: Jest w tym dużo prawdy. Rozumiem, że za tego typu nonszalanckie podejście do wydatków, często jesteśmy ukarani:  kiedy coś w finansach poszło nie tak i mamy problem ze spłatą zobowiązań.

KO: Właśnie tak to bardzo często działa. Aczkolwiek – nie zawsze. Trudno obwiniać młodych małżonków o niezbyt wysokich dochodach, którzy w 2008 roku zdecydowali się na kredyt frankowy przy zakupie mieszkania, a teraz grozi im bankructwo, ze względu na wzrost raty o 100 procent.

BT: Specjalizuje się Pan między innymi w oddłużaniu. Czy faktycznie można od długów uciec?

KO: Ucieczka to w tym kontekście niewłaściwe słowo. Możemy raczej mówić o działaniach zmierzających do uwolnienia się od długów. Wracając do tak zadanego pytania: tak, możemy się od długów uwolnić. Lub przynajmniej – zapanować nad sytuacją, poprzez restrukturyzację zobowiązań.

BT: Czyli idziemy do banku i prosimy o dostosowanie rat do naszych obecnych możliwości spłaty kredytu?

 KO: Nie byłoby tylu tragedii – łącznie z próbami samobójczymi z powodów finansowych – gdyby było to takie proste. Banki bardzo starają się nam pokazywać od jak najlepszej strony, niemal każda instytucja chwali się na swojej stronie www informacją, że „jesteśmy bankiem przyjaznym dla klienta”. Rzeczywistość jest jednak brutalna, bardzo sprawdza się bowiem przysłowie „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”.

BT: Sugeruje Pan, że banki nas lubią jak bierzemy kredyty, a przestają darzyć sympatią, jak mamy problemy z ich spłatą?

KO: Bardzo często tak to wygląda. Czyli nasze podanie o restrukturyzację wcale nie musi zostać rozpoznane pozytywnie. Może też bank zgodzić się na zmianę warunków spłaty, ale tak postawi nam poprzeczkę w spłacie rat, że i tak utracimy płynność finansową. Krótko mówiąc: szukając pomocy w banku, przy ewentualnej restrukturyzacji musimy być przygotowani na najgorsze.

BT: Co wtedy? Czy jest przed tym jakaś obrona?

KO: Tak, ale wymaga to sporej wiedzy. Między innymi: czego możemy się spodziewać po danym kredytodawcy. To nie jest tak, że w każdym banku siedzą aroganccy i niekompetentni pracownicy, którzy nie bacząc na straty pracodawcy, odmówią nam poprawnej restrukturyzacji. Obecnie na krajowym rynku banki „dobre” i „złe” to mniej więcej 50 na 50 procent. Jak się można domyśleć: jeśli mamy kredyt w „dobrym” banku, zmiana umowy pójdzie gładko, a w „złym” – nie możemy liczyć na pomoc i współczucie ze strony kredytodawcy.

BT: Jak więc się bronić przed nieprofesjonalnym działaniem „złego” banku?

KO: Pozytywny skutek mogą przynieść jedynie argumenty merytoryczne. Nie liczmy, że bank weźmiemy na litość, że stracimy mieszkanie, że mamy chore dziecko, które wymaga kosztownego leczenia, itp. Musimy wykazać – poprzez korespondencję w formie pisemnej – że bank działa niezgodnie z wiedzą i sztuką bankową. Dlatego też, jak mówiłem wcześniej – do skutecznej obrony w tego typu sytuacjach potrzeba odpowiedniej wiedzy.

BT: A jeśli bank zlekceważy naszą korespondencję i utrzyma w mocy negatywną dla nas decyzję?

 KO: To bardzo prawdopodobne. Ratuje nas nieco ustawa z dnia 25 września 2015 roku, która wprowadziła istotne zmiany do Prawa bankowego. Ustawa ta przede wszystkim zniosła możliwość stosowania przez banki śmiertelnej broni wobec kredytobiorców – BTE, czyli bankowego tytułu egzekucyjnego. Ale także wymusza na kredytodawcy próbę dokonania restrukturyzacji niespłacanego zobowiązania, zanim nastąpi wypowiedzenie umowy. I to po stronie kredytobiorcy należy zaproponowanie zmiany w harmonogramie spłaty kredytu, bank natomiast – jeśli na powyższe nie wyrazi zgody – musi swoją decyzję uzasadnić.

BT: Czy powyższe ratuje kredytobiorcę przed odmową restrukturyzacji, także w sytuacji, kiedy ta odmowa nie ma sensownego uzasadnienia?

 KO: Znowu zła wiadomość: nie ratuje. Pozostaje wtedy droga sądowa. Bank, celem odzyskania należności, musi skierować pozew do sądu i nie jest to już „sąd kapturowy”, jak to miało miejsce w przypadku BTE. I tu właśnie nieoceniona będzie nasza korespondencja z bankiem. Dlatego – raz jeszcze powtarzam – wszystko, co ustalamy z bankiem, musi mieć formę pisemną. Jakiekolwiek rozmowy nie mają w sądzie żadnego znaczenia, pracownik banku wszystkiego się wyprze, lub powie na zeznaniach, że nie pamięta co było ustalone w tej sprawie.

BT: Mówiliśmy o sytuacji, kiedy kredytobiorca ma szansę uratowania się przed windykacją, czyli osiąga określone dochody. A co w sytuacji, kiedy wiadome jest, że kredytu nie da się uratować?

 KO: Wtedy musimy minimalizować straty.  Potrzebna jest tu chłodna ocena, co da się uratować, a co musimy poświęcić. W przypadku, kiedy stajemy przed problemem niemożności spłaty kredytu hipotecznego – trzeba pogodzić się ze sprzedażą mieszkania. Jeśli zrobimy to dobrowolnie, przy dokonaniu stosowych uzgodnień z bankiem – możemy jako tako wyjść z tej sytuacji. Jeśli będziemy próbować na siłę obronić się przed tą koniecznością – nasze ukochane M sprzeda komornik na licytacji, na dodatek zostaniemy brutalnie wyrzuceni z mieszkania; możemy także stracić wszystko co w mieszkaniu znajdzie ów egzekutor. Stracimy więc przy okazji godność osobistą, a na dodatek – będziemy musieli za te barbarzyńskie działania zapłacić. Komornik pobiera za skutecznie przeprowadzoną egzekucję 15 procent odzyskanej kwoty.

BT: Dość często mamy także sytuację, kiedy mieszkanie ma wartość mniejszą od kwoty kredytu. Na przykład przy kredytach frankowych.    Co wtedy?

KO: Nie stoi to w opozycji do sprzedaży mieszkania: za zgodą banku.  Wymaga to pewnych działań, ale nie jest to wiedza tajemna. Oczywiście – po sprzedaży zostaniemy z długiem; tu ratunkiem może okazać się upadłość konsumencka. Obecnie, tj. od stycznia 2015 roku, można na bardzo korzystnych warunkach uzyskać status upadłego, co pozwoli od razu, albo      w okresie maksimum 36 miesięcy, całkowicie uwolnić się od długów.  Inna forma rozwiązania problemu z kredytem frankowym to złożenie wniosku o upadłość konsumencką przed sprzedażą mieszkania. Który wariant wybrać? To zależy od sytuacji kredytobiorcy.

BT: Jakie błędy najczęściej popełniają osoby nadmiernie zadłużone?

KO: Na ogół – sporo. Klasyczny błąd to ratowanie budżetu chwilówkami. Zamiast zmniejszać zadłużenie – zwiększamy je, a wkrótce problem do nas wróci, ale ze zdwojoną siłą. Jeszcze inna, fatalna w skutkach taktyka kredytobiorcy to mechanizm ucieczkowy. Czyli: nie odbieramy korespondencji, unikamy wszelkich kontaktów z bankiem, czy też obiecujemy spłatę zaległości w danym dniu, choć wiemy, że to niemożliwe. Prędzej czy później zapuka do nas komornik – a z nim najczęściej nie ma żartów… Wielkim błędem jest też okazywanie zaufania do banku, w którym mamy kredyt. Bo przecież jesteśmy tam VIP-em, bo znamy tam dobrze dyrektora i na pewno się za nami wstawi. Takie założenie może uśpić naszą czujność, bo wydaje nam się, że przy problemach ze spłatą kredytu mamy po drugiej stronie partnera. Prawda jest zupełnie inna – większość banków należy do zagranicznych inwestorów, których kompletnie nie obchodzą nasze problemy. Procedury ustawione są tak, aby bank wykazywał jak największe dochody, dotyczy to także procedur w zakresie restrukturyzacji. Problem w tym, że dziś banki najlepiej „zarabiają” … na niespłacanych kredytach. Po co więc dług restrukturyzować? Tę kwestię, jako jeden z największych absurdów i także zagrożeń dla sektora finansowego poruszałem już w innych publikacjach: chodzi to o mechanizm księgowania kredytów nieregularnych, który działa pod nazwą MSR 39.

BT: Bank to przyjaciel, czy – bardziej – wróg kredytobiorcy? Czego możemy się spodziewać?

KO: Jeśli mamy poważne problemy ze spłatą zobowiązania, musimy nastawić się na to, że bank będzie działał wobec nas bezwzględnie, stanie się naszym śmiertelnym wrogiem. Ta wiedza pozwoli na przyjęcie odpowiedniej taktyki: co robić, aby kredytobiorca nie został spacyfikowany. Znam to z autopsji…

 

Czy systemy płatności online są równie bezpieczne jak systemy bankowe? Okazuje się, że nie tylko mogą być bezpieczniejsze, ale również poprawiać poziom zabezpieczeń transakcji bankowych! Poznajcie przypadek pani Agnieszki.

Połowa stycznia 2015 roku. Pani Agnieszka loguje się na konto bankowe swojej firmy zajmującej się sprzedażą mebli i blatów. Wyskakuje błąd. Trudno, zdarza się. Kiedy  jednak po kilku minutach loguje się ponownie, stan rachunku jest już uszczuplony o 60.000 złotych. Prawdopodobnie pani Agnieszka właśnie stała się ofiarą ataku cyberprzestępcy.

Reklamacja (nie)skuteczna!

Co robi w takiej sytuacji? Oczywiście chwyta za telefon i dzwoni do biura obsługi banku. Tutaj jednak kolejne zaskoczenie. Konsultant nie chce ani przyjąć reklamacji, ani wstrzymać przelewów, które poprzez system szybkich płatności online Dotpay powędrowały do firmy Bitstar, kantora bitcoinów. Co dalej? Bank umywa ręce. Twierdzi, że komputer pani Agnieszki mógł być zarażony złośliwym oprogramowaniem i nie bierze za to odpowiedzialności. Ewentualną reklamację można zgłosić, ale tylko w placówce banku. I to czasach, w których przelew idzie kilkanaście sekund…

Światełko w bankowym tunelu

Pomogła dopiero interwencja operatorów Bitstar i Dotpay, którzy od dłuższego czasu sami wychwytują nietypowe operacje, coraz skuteczniej wykrywając potencjalne próby wyłudzeń. Dzięki zablokowaniu podejrzanych transakcji, oszukany klient jest w stanie odzyskać jeżeli nie całość, to przynajmniej część utraconych pieniędzy.

Pośrednik zawsze poprawi poziom bezpieczeństwa

Wniosek? Jeśli procedury bankowe zawiodą, zawsze pozostaje dodatkowy poziom zabezpieczeń w postaci zaufanego pośrednika płatności online. Taki operator przeprowadza miliony przelewów dziennie, współpracując jednocześnie ze wszystkimi instytucjami bankowymi. Liczba pozyskiwanych danych pozwala na automatyczne wychwytywanie wzorców pojawiających się w zachowaniach użytkowników oraz przeciwdziałanie próbom wyłudzeń.

Co może być takim wzorcem? Przykładowo próba obciążenia karty kredytowej, najpierw na niską kwotę, a następnie na dużo wyższą. Zwykły internauta raczej tak nie postępuje. – Taki schemat działania służy cyberprzestępcom do testowania atakowanych kart kredytowych. Dlatego widząc na koncie podejrzane transakcje, nawet na bardzo małe kwoty, powinniśmy natychmiast reagować. Dzięki temu operator płatności będzie mógł podjąć natychmiastowe kroki w celu przeciwdziałaniu wyłudzeniu  – radzi Bernadetta Madej, dyrektor działu handlowego z Dotpay.

Oczywiście banki również korzystają z podobnych systemów, często nawet na większą skalę. Pamiętajmy jednak o roli dodatkowego pośrednika jako kolejnego zabezpieczenia dla naszych pieniędzy. Instytucja bankowa oraz operator płatności online doskonale się tutaj uzupełniają, ponieważ często stosują różne mechanizmy. Wychwytują wtedy to, czego drugi nie zauważył. Historia pani Agnieszki jest tego doskonałym przykładem.

Skąd wynika aż taki poziom zabezpieczeń?

Firmy pretendujące do roli operatora płatności muszą spełnić wymagania nakładane przez kilkadziesiąt instytucji – od banków, przez organizacje płatnicze, do jednostek rządowych, takich jak Komisja Nadzoru Finansowego. Każda z nich stawia pośrednikowi płatności online określone wymogi, które zebrane w całość mogą okazać się surowsze niż przy niejednym banku.

Dodatkowo najwyższe standardy bezpieczeństwa udzielane są także przez międzynarodowe organizacje, czego przykładem są np. certyfikaty PCI DSS. Jak tłumaczy ekspertka z Dotpay, właśnie te wymagania i dodatkowe warunki sprawiają, że poziom bezpieczeństwa transakcji przeprowadzanych przez system płatności online rośnie znacząco, nawet w porównaniu ze zwykłymi przelewami bankowymi.

Sytuacja pani Agnieszki nie należy od odosobnionych. Dlatego ważne jest zarówno bezpieczeństwo dokonywanych transakcji finansowych, jak i wiedza co należy zrobić, gdy nieszczęśliwie staniemy się ofiarą ataku cyberprzestępcy. W tym miejscu pamiętajmy o gwarancjach i reklamacjach. To z jednej strony możliwość korzystania z dodatkowych ubezpieczeń oferowanych przez operatora płatności, z drugiej – tzw. chargeback przy płatnościach kartą kredytową. Dzięki tej wiedzy w razie ewentualnego wyłudzenia lub ataku cyberprzestępcy będziemy mogli stosunkowo szybko odzyskać utracone pieniądze. Oby tylko jak najrzadziej było to potrzebne!

 

źródło: www.dotpay.pl

Przedstawiciele banków z Polski są większymi optymistami niż przedstawiciele banków z całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Zdaniem 57% banków działających na polskim rynku przychody w branży w 2015 roku wzrosną. Jednocześnie większość banków w Polsce planuje zwiększenie wydatków na rozwój produktów oraz rozwiązań typu customer experience – wynika z badania przeprowadzonego przez firmę doradczą KPMG.

Banki optymistycznie o przyszłości

Kadra kierownicza banków ocenia otoczenie biznesowe w swoim sektorze znacznie lepiej niż miało to miejsce w poprzedniej edycji badania w 2012 roku. Respondenci ze Słowenii są w swoich ocenach najbardziej optymistyczni, podczas gdy Białorusini i Węgrzy najgorzej ocenili warunki ekonomiczne.

Jedna czwarta badanych z Europy Środkowo-Wschodniej była zdania, że przychody za 2014 rok w sektorze bankowym pozostaną na podobnym poziomie, co w 2013 roku, a 45% sądziło, że ulegną poprawie. Trochę gorzej oceniane są zyski – 29% prognozuje, że nie ulegną zmianie, a 34% uważa, że wzrosną.

Respondenci z Polski są bardziej optymistyczni w ocenach – 14% sądziło, że przychody za 2014 rok utrzymają się na tym samym poziomie, co w 2013 roku, a 64% przewidywało ich wzrost. Podobnie wyglądają prognozy na 2015 rok – 29% przedstawicieli banków w Polsce uważa, że przychody się nie zmienią, ale aż 57% jest zdania, że wzrosną.

Przedstawiciele polskich banków oceniają również bardziej optymistycznie niż respondenci z Europy Środkowo-Wschodniej także wielkość zysków. Zarówno w przypadku roku 2014, jak i 2015, ponad połowa (57%) respondentów z Polski uważa, że zyski w sektorze bankowym wzrosną.

Regulacje będą mieć kluczowy wpływ na sektor bankowy

Banki z regionu Europy Środkowo-Wschodniej są zgodne co do głównych czynników, które w ciągu najbliższych pięciu lat będą miały wpływ na to, jak będzie wyglądał sektor bankowy. Przedstawiciele banków niemal jednogłośnie stwierdzają, że kluczowy wpływ na branżę będą mieć regulacje.

Drugim najczęściej wskazywanym czynnikiem (po 86% wskazań banków z Polski i z Europy Środkowo-Wschodniej) jest indywidualizacja usług, czyli ich elastyczność i dopasowanie do klientów.

Zdaniem badanych duży wpływ na przyszłość sektora bankowego będą miały także nowe metody płatności (np. płacenie przy wykorzystaniu telefonu komórkowego) – takiego zdania jest 79% przedstawicieli banków z Polski i 77% z Europy Środkowo-Wschodniej.

Banki w Polsce będą zwiększać wydatki na rozwój produktów

Większość przebadanych przez KPMG polskich banków (86%) planuje zwiększenie wydatków na rozwój produktów. Ponad połowa z nich (64%) zwiększy wydatki na rozwiązania typu customer experience. W dalszej kolejności (50% wskazań) sektor bankowy będzie zwiększał nakłady na rozwiązania typu business intelligence. To pokazuje, że obecne na polskim rynku banki planują sięgać po nowoczesne technologie i wykorzystywać je m.in. do odpowiedniego adresowania swojej oferty.

Istnieją także obszary, w których dość duży odsetek respondentów planuje zmniejszyć wydatki. Blisko trzy czwarte (71%) przedstawicieli badanych banków z Polski twierdzi, że planowane jest zmniejszenie wydatków na sieć dystrybucji. Mniej niż jedna trzecia (29%) zmniejszy także wydatki na doradztwo.

Kierunki planowanych zmian są podobne wśród banków z całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Około połowa badanych ma w planach zwiększenie wydatków na rozwój produktów (56%), rozwiązania business intelligence (50%) oraz rozwiązania customer experience (49%). W skali regionu 32% banków zmniejszy wydatki na doradztwo, a 26% na sieć dystrybucji.

„Polskie banki optymistycznie patrzą w przyszłość. W większym stopniu niż banki z regionu Europy Środkowo-Wschodniej stawiają na rozwój produktów i wzmacnianie relacji z klientem poprzez indywidualizację usług i ich elastyczność. Zarówno w Polsce, jak i w regionie, ważnym czynnikiem rozwoju mają być również nowe metody płatności i rozwiązania typu business intelligence, jednak polskie banki w większym stopniu niż w krajach sąsiednich planują ograniczenie wydatków na sieć dystrybucji. Jako czynnik mający największy wpływ na sektor bankowy w najbliższych 5 latach banki zgodnie wskazują regulacje, a ryzyko regulacyjne obok ryzyka kredytowego oceniane jest jako najistotniejsze w działalności bankowej” – mówi Stacy Ligas, partner, szef działu audytu instytucji finansowych w KPMG w Polsce.

źródło: KPMG

 

 

Eksperci

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

AKTUALNOŚCI

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...