sobota, Listopad 17, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "PMI"

PMI

W przyszłym tygodniu uwaga rynków najpierw skupi się na wynikach wyborów do Kongresu USA, gdzie wiele czynników wskazuje na odbicie przez Demokratów Izby Reprezentantów. Poza tym posiedzenia banków centralnych w Australii, Polsce, Nowej Zelandii i USA nie powinny przynieść niespodzianek. Dyskusją o tempie globalnego ożywienia wzbogacą kolejne publikacje indeksów PMI/ISM, dane z przemysłu i handlu zagranicznego.

Wstępne wyniki głosowań, sondaże i przewidywania ekspertów jednomyślnie wskazują, że w wyborach do Kongresu (wt) Demokraci odzyskają większość w Izbie Reprezentantów, ale Republikanie utrzymają (jeśli nie wzmocnią) większości w Senacie. Spodziewany wynik nie powinien wywołać większej reakcji rynków, nawet jeśli podzielony Kongres może implikować mniej optymistyczny pogląd na perspektywy polityki gospodarczej. W większym stopniu ulgę rynkowi akcji powinno przynieść zdjęcie z rynków niepewności o wynik wyborów, a poprawa sentymentu będzie wspierać upłynnianie długich pozycji w USD. W temacie wydarzeń gospodarczych, posiedzenie FOMC (śr-czw) prawdopodobnie nie dostarczy nowych informacji. Od czasu wrześniowego posiedzenia gospodarka utrzymała solidne tempo rozwoju, dzięki czemu Fed powinien podtrzymać dotychczasowy kurs i zmierzać ku kolejnej podwyżce stóp procentowych w grudniu. Zawirowania na rynkach finansowych mogą być wymienione w komunikacie, ale opierając się o wypowiedzi niektórych członków, nie stanowią dla FOMC powodu do niepokojów.

Zobacz też:

Globalne inwestycje w chmurę podwoją się w ciągu trzech lat

W strefie euro PMI dla usług (wt) jest tylko rewizją, a dane o sprzedaży detalicznej (śr) mają drugorzędne znaczenie. Dane o produkcji przemysłowej z Niemiec (śr) mogą być obciążone zmianami zasad emisji spalin, co wytworzyło zatory w produkcji. Ryzyka dla ożywienia w strefie euro nie są pierwszoplanowym tematem dla EUR, jednak mogą być hamulcowym odbicia przy wyciszeniu tematu włoskich finansów publicznych.
Z Wielkiej Brytanii otrzymamy PMI dla usług (pon), dane z handlu zagranicznego, produkcji przemysłowej i PKB (pt). Po rozczarowującym odczycie PMI z przemysłu i równie słabych danych z sektora usługowego w strefie euro, niski odczyt PMI z brytyjskiego sektora usług nie będzie zaskoczeniem. Z danymi o produkcji wiąże się ryzyko słabszego odczytu pod wpływem doniesień o gorszej postawie sektora motoryzacyjnego we wrześniu. Nie powinno to jednak zagrozić dynamice PKB za III kw., która ma wzrosnąć do 0,6 proc. k/k z 0,4 proc. w II kw. Wszytko to jednak będzie tłem dla spekulacji o szansach porozumienia między Wielką Brytanią i UE w sprawie warunków Brexitu. W ostatnich dniach optymizm ponownie się przebudził, co może być istotną siłą ciągnącą GBP wyżej.
W Polsce tydzień przynosi decyzję Rady Polityki Pieniężnej (śr), gdzie zanosi się na kolejny neutralny rezultat. Nawet mimo słabszych danych za wrzesień, jest mało realne, aby Rada decydowała się na odważne zmiany w komunikacie na podstawie odczytów z jednego miesiąca, choć nawet i wzmocnienie retoryki gołębiego skrzydła niewiele zmienia w rynkowej ocenie szans na podwyżkę. Złoty wciąż cieszy się ograniczoną zmiennością (w porównaniu do innych walut rynków wschodzących), a przy uspokojeniu na globalnych rynkach EUR/PLN powinien zbiegać do poziomu równowagi blisko 4,30.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców na temat rosnących cen energii dla biznesu i konsumentów

Dane z Chin będą przyciągać uwagę w związku z toczącą się dyskusją o spowolnienie gospodarcze pod wpływem wojny handlowej z USA. PMI z przemysłu już wskazał, że tempo ożywienia spowalnia i kolejny negatywny impuls może przyjść z danych z usług (pon). Pod lupą będą dane z handlu (czw) i dynamika eksportu, gdzie słabość będzie szybko generować spekulacje o wpływie wojen handlowych. Ogólny obraz mogą jednak ratować kolejne przecieki o działaniach wspierających chińskiego rządu, zatem i ze słabych danych mogą iść pozytywne wnioski dla sentymentu.
W Australii mamy posiedzenie RBA (wt) i publikowany później (pt) Raport Polityki Monetarnej. Stopa procentowa pozostanie bez zmian, a w komunikacie prawdopodobnie zostanie podtrzymane stanowisko, że zmiany nie są planowane w najbliższym czasie. Słabe odczyty inflacji oraz obaw o sytuację na rynku kredytowym mogą podkreślić ryzyka w raporcie, nadając mu gołębi wydźwięk. Jeśli jednak sentyment wokół Chin będzie ulegał poprawie, powinno to mieć mocniejszy wpływ na AUD niż warunki lokalne. W Nowej Zelandii RBNZ (śr) także pozostawi stopę procentową bez zmian, ale nowy zestaw prognoz może zawierać wyższe ścieżki inflacji i PKB. Bank będzie starał się utrzymać neutralny ton komunikatu, ale między wierszami rynek może doszukiwać się bardziej konstruktywnego przekazu. Widzimy potencjał do kontynuacji spadków AUD/NZD.
Dane z Kanady w przyszłym tygodniu są drugorzędne i głównie skupione na rynku budownictwa mieszkaniowego – pozwolenia na budowę (wt) i rozpoczęte budowy (czw). Nie powinny być to figury istotnie wpływające na CAD, stąd pierwsze skrzypce będą odgrywać generalny sentyment i wahania wartości USD. Kiepski raport z rynku pracy Kanady za październik ustawia ton po negatywnej stronie dla loonie i może on w mniejszym stopniu niż inne waluty surowcowe korzystać na poprawie apetytu na ryzyko.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W grudniu 2017 r. wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego wzrósł do poziomu 55,0 z 54,2 w listopadzie. Natomiast wskaźnik PMI Sektora Przemysłowego w strefie euro wzrósł do poziomu 60,6 z 60,1 w listopadzie – podał Markit.

Przemysł w strefie euro zakończył 2017 r. świetnymi wynikami. To, co z punktu widzenia polskiej gospodarki i polskiego przemysłu najważniejsze, najsilniejszy był w strefie euro wzrost produkcji dóbr inwestycyjnych. To oznacza, że gospodarki Austrii, Niemiec, Holandii, Irlandii, Francji, Włoch, Hiszpanii, Grecji inwestują, co świadczy dobrze o bieżącej koniunkturze gospodarczej, a przede wszystkim o prognozach na przyszłość. Dane płynące z poszczególnych gospodarek strefy euro wskazują na dalszą poprawę sytuacji właściwie we wszystkich obszarach. Rośnie produkcja, nowe zamówienia, zatrudnienie.

Z jednej strony to doskonałe informacje dla polskich przedsiębiorstw, bo strefa euro odbiera prawie 60 proc. naszego eksportu towarów. Możemy zatem liczyć na dalszy silny wzrost sprzedaży na rynki UE, w tym do krajów strefy euro. Z drugiej strony rynki krajów strefy euro, szczególnie w Niemczech i Francji, sygnalizują silny wzrost zatrudnienia, a tym samym także w przyszłości rosnący popyt na pracowników. To może niestety zwiększyć zainteresowanie Polaków pracą w tych krajach. Przy i tak już bardzo niskim poziomie bezrobocia w Polsce (4,6 proc.; BAEL), obniżeniu wieku emerytalnego, co już zmniejszyło i będzie nadal zmniejszać liczbę osób aktywnych zawodowo, polskie firmy mogą mieć coraz większe problemy z rozwojem i wykorzystywaniem szans płynących z tak dobrej koniunktury u wszystkich naszych europejskich partnerów biznesowych.

Tym bardziej, że PMI dla polskiego przemysłu przetwórczego, także bardzo dobry w grudniu 2017 r., informuje że zatrudnienie w tym sektorze w dalszym ciągu rośnie (w grudniu najszybciej od 7. miesięcy). Za chwilę nie będzie już osób chętnych do pracy. Rząd chyba nie chce tego dostrzec, bo nie pomaga chociażby przez zdecydowane uproszczenie i przyspieszenie zatrudniania cudzoziemców. Szczególnie specjalistów, osób z wysokimi kwalifikacjami i kompetencjami.

PMI sygnalizuje nie tylko ryzyko związane z brakiem pracowników w polskiej gospodarce, ale także wskazuje na konsekwencje ciągle w 2017 r. niskiej skłonności przedsiębiorstw do inwestycji – opóźnienia dostaw były jednymi z największych od 7 lat, rosnący popyt na komponenty do produkcji wpłynął na wzrost kosztów produkcji (sygnalizowany prawie w całym 2017 r.), rosły ceny wyrobów gotowych.

Grudniowy PMI tak dla polskiego przemysłu, jak i dla przemysłu w strefie euro daje powody do pozytywnych prognoz na 2018 r. Ale też wskazuje na ryzyka – brak pracowników, rosnące koszty i ceny, a tym samym inflację. To nie pozostanie bez wpływu na dochody realne gospodarstw domowych i może zmniejszyć ich skłonność do konsumpcji. Tymczasem to wysoka skłonność do konsumpcji w ostatnich 2 latach była motorem wzrostu gospodarczego w Polsce.

Aby te ryzyka nie zmaterializowały się przedsiębiorstwa muszą zacząć znacznie więcej inwestować. I to w nowe technologie, modernizować swój aparat wytwórczy, uruchamiać projekty badawczo-rozwojowe, inwestować w innowacje. A rząd musi im to ułatwiać z wyprzedzeniem prezentując swoje plany, w tym przede wszystkim plany regulacyjne. I nie ograniczając i tak niskiego potencjału kapitałowego polskich firm przez nakładanie kolejnych podatków i kolejnych obciążeń administracyjnych.

 

 

Autor: dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

Po ogłoszeniu nominacji na stanowisko szefa Fed, spodziewanej podwyżce stóp procentowych w USA i zaplanowanych na grudzień wyborach w Katalonii, w tym roku nie powinno się już zdarzyć nic, co znacząco wpłynie na sytuację makroekonomiczną na świecie. Końcówka 2017 roku to czas dla wzrostu akcji.

Sytuacja makroekonomiczna na świecie jest stabilna i nie powinno się to zmienić do końca roku. Po wyborze Jerome’a Powell’a na szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej i spodziewanej w grudniu podwyżce stóp procentowych, nie ma powodów do poważniejszych wahań nastrojów, zwłaszcza na rynkach rozwiniętych (Stany Zjednoczone i Europa). Nowy szef Fed jest uważany za osobę przyjazną Wall Street. Jego dotychczasowe poglądy na temat polityki monetarnej były zbliżone do stanowiska obecnej szefowej Komitetu Janet Yellen. W Europie, nawet  wybory w Katalonii zaplanowane na 21 grudnia, nie powinny mieć wpływu na rynki. Frakcje niepodległościowe osłabiły się i plany odłączenia od Hiszpanii są bardzo mało prawdopodobne.

Gospodarka Stanów Zjednoczonych od dłuższego czasu systematycznie rozwija się „liniowo”. Europa również wzrasta, choć zdarzają się jej drobne wahania. Kurs dolara rośnie, osłabia się natomiast euro. Jest to wynikiem m.in. polityki monetarnej prowadzonej przez Fed oraz Europejski Bank Centralny.

Optymistyczne prognozy dotyczą też Chin, które po ostatnim zjeździe rządzącej Komunistycznej Partii Chin i umocnieniu swojej władzy, mają plany zostać gospodarką stawiającą na jakość, a nie ilość. Państwo Środka chce być kojarzone nie z tanią siłą roboczą, ale z innowacjami. Mają temu pomóc inwestycje w badania i rozwój, co przełoży się na dokładanie przez Chiny większej wartości dodanej w procesie tworzenia dóbr i usług.

Wskaźniki makroekonomiczne są dobre, a globalne wskaźniki PMI bardzo wysokie. Eksperci Union Investment oceniają obecną sytuację na światowych rynkach na 4 w skali 1-5. Mamy teraz do czynienia z tzw. Goldilocks Environment, czyli optymalnym momentem w cyklu koniunkturalnym dla wzrostu akcji. Sprzyja temu niska inflacja i stopy procentowe oraz stabilny wzrost gospodarczy. To ważny sygnał dla inwestorów, którzy zastanawiają się, w jakich klasach aktywów lokować swoje środki.

 

 

Komentarz: Marek Straszak, doradca inwestycyjny w zespole asset allocation Union Investment TFI

W sierpniu wskaźnik PMI Sektora Przemysłowego w strefie euro wzrósł do poziomu 57,4 z 56,6 w lipcu. Natomiast wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego wzrósł do poziomu 52,5 z 52,3 w lipcu.– podał Markit.

Lipiec i sierpień w polskim sektorze przemysłowym był słabszy niż w 1. połowie 2017 r. Co prawda rosła wielkość produkcji, rosły zamówienia – i z rynku polskiego, i z rynków zewnętrznych. Rosło też zatrudnienie, ale wolniej niż w poprzednich miesiącach. Ale rosły też koszty surowców, aczkolwiek nie powinno to obciążać rentowności firm, bo „producenci przenieśli część obciążeń na klientów, podwyższając ceny wyrobów gotowych”.

Ocena warunków gospodarczych w sektorze przemysłowym nie jest zła, ale daleko nam do pozytywnych ocen menedżerów przemysłu w krajach strefy euro. Tu sierpniowy wskaźnik PMI wzrósł do poziomu 57,4 z 56,6 w lipcu br. Poza Hiszpanią wszystkie badane kraje osiągały kolejne wielomiesięczne szczyty (np. w Austrii PMI osiągnął poziom 61,1, najwyższy od 78 miesięcy, w Niemczech – 59,3, we Włoszech – 56,3). Ocena kondycji polskiego sektora przemysłowego przez naszych menedżerów plasuje się nieco powyżej poziomu Hiszpanii i Grecji, krajów w którym PMI zamyka listę strefy euro (odpowiednio 52,4 i 52,2). Firmy przemysłowe w strefie euro sygnalizują silny wzrost popytu krajowego i bardzo silny wzrost zamówień eksportowych.

Jeśli w krajach strefy euro, gdzie trafia prawie 60 proc. polskiego eksportu, przemysł ma się tak dobrze, to dlaczego oceny warunków gospodarczych w polskim przemyśle są owszem dobre, ale słabsze niż u naszych głównych partnerów biznesowych, i słabsze niż w 1. połowie roku. Część problemu wyjaśnia sierpniowy PMI – „najnowsze dane wykazały wzrost zaległości produkcyjnych (…) jako przyczynę opóźnień w realizacji zamówień firmy podawały braki personelu oraz niewystarczającą podaż surowców”. Co to oznacza? Popyt na rynku polskim i na rynkach zewnętrznych rośnie, ale polskie firmy nie mają zdolności do jego pełnego zaspakajania. Brakuje pracowników, brakuje surowców.

Tym samym stale wraca problem inwestycji. Firmy nie zwiększały w 2016 r. inwestycji. Także w 1. połowie 2017 r. ich inwestycje nie rosły. To wyhamowanie nie było spowodowane złymi prognozami gospodarczymi. Te były dobre, a nawet bardzo dobre. Było ono spowodowane obawami o znaczne zmiany w warunkach gospodarowania, przede wszystkim obawami o wzrost opodatkowania i innych pozapodatkowych obciążeń. Dlatego rosnący popyt krajowy i zagraniczny przedsiębiorcy zaspakajali ekstensywnymi metodami – coraz większym zatrudnieniem i większym wykorzystaniem posiadanych mocy wytwórczych. Ale oba te zasoby się wyczerpują.  Stopa bezrobocia wyniosła w lipcu br. 4,8 proc. (BAEL). Wykorzystanie aparatu wytwórczego w niektórych branżach przekroczyło 80 proc. Bez inwestycji rynek krajowy będzie zaspakajany w coraz większym stopniu przez import, a na rynkach zagranicznych miejsce polskich firm z radością zajmować będą przedsiębiorstwa z innych krajów. A to oznacza, że eksport netto będzie w coraz większym stopniu obniżał wzrost PKB. Tak działo się już w 2. kwartale br., gdy PKB wzrósł o 3,9 proc., ale jego dynamika została pomniejszona o 1,5 punktu procentowego właśnie o eksport netto, bowiem import rósł zdecydowanie szybciej niż eksport.

Mamy coraz poważniejszy problem. Dzisiaj jeszcze przedsiębiorstwa uruchamiają wszystkie możliwe zasoby i starają się ostrożnie inwestować. Ale gospodarce potrzebne są inwestycje na znacznie większą skalę. A te wymagają pracowników, których już właściwie nie ma. Wpadliśmy w ślepą uliczkę, co będziemy coraz lepiej widzieć z każdym kolejnym miesiącem.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Cena miedzi, liczona według notowań na 3-miesięczne kontrakty na Londyńskiej Giełdzie Metali, od początku roku do końca sierpnia wzrosła o ok. 24%. Ostatni raz taką galopadę cen obserwowaliśmy w 2010 r., kiedy rynek odbijał się po wielkim kryzysie 2008 roku. Czy to oznaka silnej koniunktury w światowej gospodarce, czy krótkoterminowa spekulacja? Czy warto inwestować w ten surowiec?

Przyczyn tak silnego wzrostu wartości miedzi jest kilka. Przede wszystkim są to kłopoty w kopalniach w Chile, największym producencie tego metalu. W lutym i marcu przez 44 dni strajkowali pracownicy największej na świecie kopalni Escondida należącej do globalnego koncernu BHP Billiton, żądając poprawy warunków płacy i pracy. Był to najdłuższy strajk w chilijskim górnictwie od ponad 40 lat. W czerwcu z kolei ulewne deszcze wstrzymały działalność niektórych kopalń w północnych częściach kraju. Poza tym na wielkość produkcji miały wpływ awarie i pogarszająca się jakość rudy. Także w Indonezji koncern Freeport miał kłopoty związane ze strajkami.

Zawirowania te doprowadziły do niezwykłej sytuacji – mimo uruchomienia w pierwszej połowie tego roku nowych mocy produkcyjnych w wysokości 500 tysięcy ton rocznie, rzeczywista światowa produkcja spadła o 220 tys. ton. W następnych kwartałach możemy się jednak spodziewać normalizacji sytuacji. Firmy wydobywcze informują o planach zwiększania mocy kopalni o 1 mln ton rocznie w tym i następnych roku. Aktualne rekordowo niskie wykorzystanie mocy najprawdopodobniej wzrośnie.

Tymczasem popyt na miedź wciąż jest silny. W dużym stopniu jest on związany z rosnącą gospodarką światową. Główne gospodarki Azji, Europy i Ameryki Północnej kolejny rok notują dodatnią dynamikę PKB. Zwłaszcza największy konsument miedzi – Chiny, wciąż rozwija się w szybkim tempie. Inwestorzy co prawda obawiali się negatywnego wpływu rosnących kosztów finansowych i spowalniającego rynku mieszkaniowego w tym państwie. Przeczą temu jednak dobre odczyty wskaźnika koniunktury w przemyśle PMI, które utrzymują się w każdym miesiącu tego roku powyżej poziomu 51. O pozytywnym wpływie globalnego ożywienia gospodarczego świadczy też rosnąca cena innych metali przemysłowych – rudy żelaza, aluminium, platyny czy niklu.

Skala poprawy notowań miedzi dowodzi także włączenia się do gry spekulantów. Potwierdzają to analitycy pytani przez agencję Bloomberg. Jest to bardzo aktywna kategoria inwestorów – w razie pojawienia się negatywnych informacji mogą oni szybko zmienić swoje nastawienie.

Dla polskiego inwestora najprostszym sposobem na uczestnictwo w miedziowej hossie jest kupno akcji rodzimego producenta – KGHM. Jego kurs porusza się w rytm trendów cenowych na giełdzie metali, jednak jest on dodatkowo zniekształcony przez takie czynniki jak kursy walutowe, poziom kosztów operacyjnych i atmosferę na GPW. Dzięki temu cena akcji KGHM zyskała przez pierwszych 8 miesięcy roku aż 36%. Analitycy z różnych instytucji mają bardzo odmienne opinie o zachowaniu notowań w przyszłości spółki – wyceny wahają się ok 82 zł do 161 zł, przy bieżącym kursie na poziomie 126 zł. Inne możliwości inwestowania obejmują akcje innych producentów, kontrakty CFD na platformach forex lub kontrakty na miedź dostępne za pośrednictwem niektórych domów maklerskich.

Decyzja o inwestycji w czerwony metal powinna jednak uwzględniać wszystkie ryzyka z tym związane. Są to przede wszystkim rosnąca podaż, niepewność co do potencjału chińskiej konsumpcji tego surowca oraz możliwość spekulacyjnych wahnięć kursu. Pamiętajmy też – wielu analityków twierdzi, że cena miedzi jest już zbyt wysoka.

Autor: Seweryn Masalski, MM Prime TFI

 

 

Wtorkowy, zdecydowanie silniejszy od prognoz spadek indeksu ZEW sprawia, że inwestorzy z jeszcze większym zainteresowaniem śledzić będą serię indeksów PMI. Spodziewamy się, że w III i IV kwartale wzrost gospodarczy nieco osłabnie a maksima ankietowych barometrów koniunktury są już za nami. Ich wartości nadal potwierdzać będą jednak siłę gospodarki.

Warto też zauważyć, że wskaźnik ZEW jest silniej niż PMI powiązany z zachowaniem rynku akcji a dodatkowo kolejny skandal z udziałem niemieckich producentów aut popsuł sentyment w tym sektorze. Z tego względu należy oczekiwać, że indeksy PMI będą nieco stabilniejsze. Nie zmienia to faktu, że silne euro i wzrost ryzyk geopolitycznych odciska piętno na nastrojach biznesu.
W przypadku Composite PMI dla całej strefy euro oczekiwany jest skromny spadek z 55,7 do 55,5 pkt, ale widzimy duże prawdopodobieństwo nieco słabszego odczytu. Dane będą mieć ograniczony wpływ na handel. Warto natomiast zwrócić uwagę na wystąpienie Draghiego w Lindau (09:25), w trakcie którego może paść sygnał czego oczekiwać po jego wizycie w Jackson Hole. Po ubiegłotygodniowym protokole z posiedzenia ECB ciekawość wzbudzi też kwestia siły euro. Należy jednak odnotować, że impet aprecjacji od lipcowego posiedzenia wyraźnie przygasł.

Poza danymi makro – a może nawet w większym stopniu – rynek zogniskuje swoją uwagę na amerykańskiej scenie politycznej. Wrzesień to miesiąc, w którym zatwierdzić należy budżet na kolejny rok fiskalny. To także okres, w którym będzie musiała zostać rozwiązana kwestia limitu zadłużenia. Tymczasem Donald Trump straszy paraliżem administracji rządowej (tzw. government shutdown) by zagwarantować finansowanie projektu muru granicznego. Na razie te deklaracje nie mają większego wpływu na rynek, ale mając na uwadze sprawność rozwiązania wspomnianych już kluczowych kwestii, nie należy przechodzić obok nich obojętnie. Im większy kryzys panuje w administracji Trumpa i mocniejsze są podziały w Partii Republikańskiej, tym mniejsza szansa na wywiązania się z prowzrostowych obietnic i tym samym słabszy dolar. Uważamy jednak,
że inwestorzy tak mocno zwątpili już w stymulację wzrostu poprzez cięcia podatków i pakiet infrastrukturalny, że jakiekolwiek pozytywne informacje na tym polu będą wspierać dolara. Na razie kontynuacja ostrej retoryki będzie jednak interpretowana jako niemożność znalezienia konsensusu w kluczowych kwestiach budżetu i limitu zadłużenia i jest głównym zagrożeniem dla odbudowującego się pozytywnego sentymentu na Wall Street.

W notowaniach głównych walut panuje atmosfera letniej stabilizacji i wyczekiwania. Eurodolar tkwi w przedziale 1,1680 – 1,1840 i nie spodziewamy się zmiany takie stanu rzeczy. USD/JPY przy powrocie obaw o poparcie dla Trumpa może mieć problem z kontynuacją odbicia w kierunku 110,00
i wyżej, ale taki scenariusz wciąż pozostaje najbardziej prawdopodobnym. GBP/USD balansuje na wsparciu 1,2810. Spodziewamy się jego przełamania i kontynuacji zniżek w kierunku 1,26. Dziś nie otrzymamy żadnych informacji z brytyjskiej gospodarki a jutro zostanie opublikowane jej tempo wzrostu w II kwartale. Najsłabszą walutą jest NZD, który znalazł się pod presją mocnej rewizji oficjalnych prognoz wzrostu gospodarczego. Po przełamaniu przez kurs ubiegłotygodniowych minimów oczekujemy kontynuacji zniżki NZD/USD do 200- sesyjnej średniej ruchomej (0,7125). Warto śledzić też przebieg notowań metali przemysłowych, głęboka korekta, której pierwsze symptomy widać np. po rudzie żelaza będzie uderzać w dolara australijskiego, który naszym zdaniem jest wyraźnie przewartościowany i ma pole do znacznego osłabienia.

Raport opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Słabość dolara jest podtrzymywana, co obrazuje indeks dolarowy na pułapie najniższym od ponad roku. Jednocześnie wnioskując po zawartości kalendarza makroekonomicznego wtorkowa sesja powinna być najspokojniejsza w całym tygodniu, co w obliczu jutrzejszego posiedzenia FOMC sugeruje utrzymanie przez główne pary walutowe przedziałów wahań.

Kryzys polityczny i fala społecznych protestów dotyczących reformy sądownictwa unaoczniły inwestorom dobitnie, że w przypadku polskiej waluty zbyt szybko zapomniano o ryzyku politycznym. Poniedziałkowe spadki EUR/PLN są dowodem pewnej ulgi, ale uczestnicy rynku będą przez dłuższy czas kryzys polityczny utrzymywać w świadomości. Będzie on pretekstem by nad złotego faworyzować inne waluty regionu (już ostatnio złoty pozostawał w tyle za koroną czeską i forintem), lub też stanie się przesłanką do mocniejszego przeceniania rodzimej waluty, gdy globalne otoczenie zmieni się na mniej sprzyjające. Przed wybuchem ostatniego widzieliśmy ograniczony potencjał do umocnienia złotego. Teraz scenariusz zakładający utrzymanie aprecjacyjnej tendencji staje się w naszych oczach oczywiście jeszcze mniej prawdopodobny. Przy znanych perspektywach krajowej polityki pieniężnej zachowanie złotego jest pochodną tendencji globalnych, w tym
w znacznym stopniu odzwierciedleniem siły europejskiej (a zwłaszcza niemieckiej) gospodarki. Wczorajsze odczyty indeksów PMI wysyłają jasny sygnał, że choć nie ma powodów do zmartwień (w II kwartale dynamika PKB Eurolandu wyniosła naszym zdaniem przyzwoite 2 proc. rok do roku), to w drugiej połowie roku ożywienie w strefie euro nieco przygaśnie. W przypadku Niemiec indeksy PMI sugerują m.in. najsłabszą produkcję i najniższy wolumen nowych zamówień w przemyśle od stycznia. Nowe zamówienia w niemieckich usługach są na najniższym pułapie od niemal roku. Dzisiejszy odczyt Ifo, a zwłaszcza komponenta oczekiwań ma w tym świetle potencjał by przynieść spore rozczarowanie (a rynek oczekuje stabilizacji na bardzo wysokim poziomie). Pogorszenie danych byłoby impulsem do mniej optymistycznego spojrzenia na perspektywy nie tylko złotego, ale również wspólnej waluty i europejskich indeksów giełdowych, które już ostatnio zostały w tyle za innymi rynkami rozwiniętymi.

Przy bardzo optymistycznym podejściu ECB do perspektyw inflacji uczestnicy rynku powinni z założenia wykazać powinni dość daleko idącą cierpliwość względem informacji z gospodarki Eurolandu, ale wczorajsza dość nerwowa reakcja na rynku obligacji Niemiec po rozczarowującym PMI nie może przejść niezauważona.
W przestrzeni G-10 negatywnie postrzegamy perspektywy funta. Aprecjacyjne trendy AUD, CAD i NZD wypchnęły kursy na poziomy oderwane od fundamentów, co zagraża mocnymi korektami.

 

Materiał opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

 

Poniedziałki zazwyczaj bywają spokojne, ale dziś przed nami cała seria wstępnych odczytów indeksów PMI. Wskaźniki te powinny potwierdzić siłę koniunktury w Eurolandzie, ale jednocześnie przybrać wartości minimalnie niższe niż poprzednio. Euro jest nadal bardzo silne i rynek szybko nie utraci wiary, że Rada Prezesów ECB porzuci optymistyczne spojrzenie na perspektywy inflacji. Z tego względu scenariuszem bazowym pozostaje zbliżenie się przez EUR/USD do szczytu z 2015 roku, który leży przy 1,1720. Siły euro warto szukać jednak przede wszystkim na takich crossach jak EUR/GBP, EUR/AUD, czy EUR/CAD. Wydarzeniem dnia jest spotkanie OPEC z niezrzeszonymi w kartelu krajami wydobywającymi ropę, które w listopadzie sygnowały porozumienie o redukcji produkcji surowca.

W całym tygodniu najciekawszym wydarzeniem będzie posiedzenie FOMC, gdyż w ostatnich tygodniach narosło wiele wątpliwości wokół determinacji Fed do podwyżek stóp procentowych i redukcji sumy bilansowej. Losy dolara mogą zależeć od niezłomności optymizmu władz monetarnych, ale też od pierwszych szacunków PKB USA za II kwartał, które poznamy w piątek. Biorąc pod uwagę, że rynek wycenia mniej niż 50 – proc. prawdopodobieństwo podwyżki w tym roku nie widzimy znacznego pola do pogłębienia słabości dolara. Szczególnie negatywnie postrzegamy perspektywy walut gospodarek wschodzących a w gronie G-10: funta oraz dolara kanadyjskiego i zwłaszcza dolara australijskiego. Skala aprecjacji tych walut nie koresponduje już z fundamentami a w dwóch ostatnich przypadkach istotnym czynnikiem może stać się koniunktura na rynkach towarowych.

Spodziewamy się, że dzisiejsze, petersburskie spotkanie państw OPEC i państw spoza kartelu, które sygnowały porozumienie o ograniczeniu wydobycia przyniesie rozczarowanie. Nie sądzimy by rozwiązano na nim kwestię rosnącej produkcji w Libii i Nigerii, czyli w krajach, na które (ze względu na wydobycie poniżej historycznych norm) nie nałożono limitów. Jeszcze mniejsze są szanse na to, że – zgodnie z ostatnimi plotkami – Arabia Saudyjska zaproponuje jednostronne i dobrowolne zmniejszenie dostaw surowca. Sezonowy spadek zapasów
w miesiącach letnich jest sprawą absolutnie typową. W tym świetle inwestorzy powinni znów swoją uwagę przerzucić na rosnącą aktywność wydobywczą w USA oraz ewidentnie słabsze przestrzeganie zobowiązań z końcówki ubiegłego roku. W takim scenariuszu dolara kanadyjski znajdzie w fazie korekty ostatniego umocnienia, które USD/CAD sprowadziło na długoterminowe maksima tuż powyżej 1,25.

Podobnie: nie uważamy, że ceny rudy żelaza czy miedzi będą kształtować się w tak korzystny dla dolara australijskiego sposób jak dotychczas. W przypadku metali przemysłowych na zniżki trzeba będzie dłużej poczekać, ale są one nieodzowne. Sądzimy, że chińska gospodarka, która zużywa ich więcej niż wszystkie państwa OECD łącznie, w drugiej połowie roku wytraci impet. Mając to na uwadze nie można zapominać, że miedź na wysokich poziomach w większym stopniu stabilizowana była przez zaburzenia dostaw niż siłę popytu. Bliźniaczo wygląda sytuacja rudy żelaza oraz aluminium. Gigantyczny przyrost produkcji w Chinach nie daje podstaw by wierzyć w możliwość przerodzenia się odbicia w długoterminowe trendy. Z tego względu nie liczymy, że kanał cen metali przemysłowych będzie w stanie wspierać dolara australijskiego, który będzie jedną z najwrażliwszych walut w momencie, gdy dolar amerykański zacznie odrabiać straty.

Złoty przed weekendem został mocno przeceniony ze względu na kryzys polityczny wokół reformy sądownictwa. Dziś można spodziewać się stabilizacji siły polskiej waluty, ale spodziewamy się, że maksima siły złotego już za nami i teraz przyjdzie czas na średnioterminowe osłabienie. Pozostajemy negatywnie nastawieni do wszystkich walut emerging markets. Warto odnotować, że europejskie indeksy znalazły się w końcówce tygodnia w głębokiej defensywie. W świetle przytoczonych już argumentów nie widzimy wsparcia w koniunkturze na rynkach towarowych.

 

Materiał opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jeśli prześledzimy globalne przepływy kapitału pomiędzy funduszami ETF zauważymy, że od kilku tygodni trwa wyhamowanie napływów na amerykański rynek akcji. W ostatnich dniach mieliśmy nawet do czynienia z odpływem kapitału z USA. To znacząca zmiana, ponieważ od wyboru Donalda Trumpa w listopadzie ubiegłego roku aż do lutego, popyt na amerykańskie akcje był bardzo silny. Głównym powodem wycofywania kapitału z USA jest rozczarowanie inwestorów tempem realizacji reform przez gabinet prezydenta Trumpa (ostatnia porażka w Kongresie w sprawie reformy „Obamacare”). Gospodarka USA jest bowiem wciąż w dobrej kondycji.

Kapitał płynie na europejski rynek akcji

Rynek nie znosi próżni, więc naturalnym jest, że odpływy kapitału w jednym miejscu powodują napływy w drugim. Korzystają na tym giełdy europejskie. Ten trend bardzo wyraźnie widać w stopach zwrotu z akcji. Zainteresowanie inwestorów akcjami spółek z Europy jest przy tym uzasadnione – i to pomimo tlących się jeszcze ryzyk politycznych.

Europejska gospodarka znajduje się obecnie w fazie przechodzenia z rewizji negatywnych do pozytywnych. Oczywiście nie mamy pewności, czy poprawa danych gospodarczych w Europie będzie długotrwała, jednak wiele na to wskazuje. Choćby wciąż wysokie odczyty wskaźników koniunktury w przemyśle (PMI) dla krajów strefy euro oraz coraz lepsze wyniki spółek europejskich i związane z nimi pozytywne rewizje przyszłych zysków. A to zachęca do inwestowania na europejskich parkietach.

Autor: Robert Ślepaczuk, szef inwestycji ilościowych Union Investment TFI

Pomimo korekty trwającego przez kilka miesięcy trendu wzrostowego na GPW, w marcu spora część firmy produkcyjnych uchroniła się przed rażącymi spadkami. Dobre nastroje w branży odzwierciedla Giełdowy Indeks Produkcji. GIP60 w marcu osiągnął poziom 1162 pkt., co oznacza wzrost o 18 pkt. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Jednak mimo utrzymującej się dobrej koniunktury, ponad połowa spółek z indeksu zanotowała straty, które w skrajnych przypadkach przekroczyły -5 proc.

Marzec to kolejny już dobry miesiąc dla branży produkcyjnej. Aż jedna trzecia spółek z GIP60 osiągnęła w marcu wzrost wartości powyżej 5 proc, jednak Giełdowy Indeks Produkcji nie rósł już w tempie tak szybkim, jak w minionych miesiącach. Powodów do niepokoju jednak nie ma – Wzrost o 18 pkt. i końcowy wynik w postaci 1162 pkt. oznacza, że pomimo korekty na giełdzie, ten sektor gospodarki prężnie się rozwija i nic nie wskazuje na to, by ta tendencja w najbliższym czasie miała ulec zmianie. Stopa wzrostu na poziomie 1.60 proc. z pozoru może wydawać się niewielka, ale jeśli zestawimy ją z głównymi indeksami GPW, to robi ona wrażenie  – komentuje Maciej Zaręba, pomysłodawca i współtwórca indeksu GIP z firmy DSR.

Największe znaczenie dla indeksu GIP60 miała końcówka miesiąca, bo właśnie wtedy wybił się on ponad benchmarki rynkowe. Porównując go z wykresami indeksów WIG (-0.67 proc.) i WIG20 (-0.70 proc.) można dostrzec, że wyższa stopa zwrotu została osiągnięta przy niższej zmienności, a więc przy niższym ryzyku. Największe wzrosty w ubiegłym miesiącu zanotowały spółki produkcyjne z branży motoryzacyjnej (+26,7 proc.) i farmaceutycznej (+15,5 proc.) oraz projektanci (+9,2 proc.). W przypadku tych ostatnich do wzrostu wartości przyczyniły się bardzo dobre wyniki finansowe. Nie wszystkim firmom udało się jednak osiągnąć dodatnie wyniki.  31 przedsiębiorstw z GIP60 zanotowało spadek wartości, a w czternastu przypadkach przekroczył on nawet -5 proc.

Siła nowych kontraktów

SELVITA (+61,4%), URSUS (+59,3%) i LPP (+20%) to spółki, które zyskały w marcu ponadprzeciętny wzrost wartości i które stały się motorem napędowym całego indeksu. W przypadku dwóch pierwszych firm, przyczyn tak dobrych wyników należy doszukiwać się w podpisaniu nowych kontraktów. Kurs akcji krakowskiej spółki biotechnologicznej SELVITA rósł dynamicznie po tym, jak na pojawiła się informacja o podpisaniu umowy partneringowej na cząsteczkę SEL24 z firmą Berlin-Chemie Menarini. Nowy kontrakt pozwolił zbliżyć rynkową wycenę spółki do 1 mld zł. Również Ursus może pochwalić się umową z nowym klientem z Zambii. Dołączy on do długiej listy afrykańskich kontrahentów spółki. Kontrakt podpisany przez rodzimego producenta ciągników oraz maszyn rolniczych opiewa na ponad 100 milionów USD. Znalazło to odzwierciedlenie w giełdowych wynikach.

Deklaracja Warszawska pomoże produkcji?

Nie bez znaczenia dla optymizmu inwestorów i w długofalowej perspektywie dla rozwoju firm produkcyjnych w Polsce jest podpisanie przez premierów Grupy Wyszehradzkiej Deklaracji Warszawskiej. MA ona na celu pogłębienie współpracy w zakresie badań, rozwoju i rynku cyfrowego pomiędzy krajami z grupy. Zdaniem Viktora Orbana to właśnie państwa Europy Środkowowschodniej w nadchodzących lata czeka najszybszy rozwój. – Jestem przekonany, że przyszłość Europy zależy od czwórki wyszehradzkiej, nawet mam na potwierdzenie tej tezy kilka argumentów. Uważam, że punkt ciężkości rozwoju Europy z państw zachodnich będzie się przesuwać w kierunku centrum. My będziemy częścią tego procesu – skomentował podpisanie deklaracji premier Węgier. Według Macieja Zaręby z DSR, współpraca na polu gospodarczym z państwami nią objętymi może być pozytywnym impulsem dla rozwoju polskiego przemysłu.

Produkujemy i zatrudniamy coraz więcej

Obecna sytuacja daje nadzieje na dalsze wzrosty wartości spółek z GIP60. Rośnie liczba nowych zamówień, coraz więcej osób znajduje pracę w firmach z sektora produkcji a wskaźnik PMI nad Wisłą wyniósł 54,4 pkt., co oznacza, że był to najlepszy kwartał od dwóch lat.

Polska nie jest odosobniona pod względem wzrostu ogólnej wielkości produkcji. Podobne tendencje można zaobserwować w Unii Europejskiej. W strefie euro PMI wzrósł z 55,5 pkt. w lutym do 56,2 pkt. na koniec marca. Również przemysł niemiecki zanotował kolejny doskonały miesiąc. PMI oszacowano tam na poziomie 58,3 pkt. wobec 56,8 pkt. w lutym.

 

Źródło: Giełdowy Indeks Produkcji

Rynek akcji z Azji przynosi ochłodzenie nastrojów, ale FX pozostaje zamknięty w wąskich przedziałach wahań. Względnie bogaty w wydarzenia tydzień zmierza ku końcowi, przynosząc pierwsze miarodajne informacje o efektach Brexitu.

Wygląda na to, że łatwa część handlu na rynku jena dobiegła końca, kiedy wczoraj rynek został storpedowany wypowiedzią prezesa BoJ. W wywiadzie dla radia BBC 4 prezes Kuroda stwierdził, że nie ma potrzeby, ani możliwości wprowadzenia „helicopter money” (tj. bezpośredniego zastrzyku kapitału do strefy realnej przez bank centralny). Stwierdzenie było szokiem biorąc pod uwagę, na co nastawiał się rynek od ostatniego tygodnia. USD/JPY został zrzucony 200 pipsów, za nim się nie okazało, że wywiad z Kurodą był przeprowadzony w połowie czerwca, a zatem przed brytyjskim referendum i przed urealnieniem zagrożenia w postaci złamania poziomu 100 na USD/JPY. Po sprostowaniu USD/JPY częściowo odreagował spadki, ale mleko się rozlało i prysł efekt euforycznej sprzedaży jena. Choć japońskie media podsycały dziś spekulacje, że rządowy pakiet fiskalny razem z rządowymi gwarancjami może sięgnąć nawet 20-30 bln JPY, inwestorzy będą teraz ostrożniejszy w gonieniu wzrostów USD/JPY. W przyszłym tygodniu mamy posiedzenie Banku Japonii, gdzie luzowanie monetarne wcale nie jest przesadzone. Kuroda i spółka doskonale wiedzą, że jeśli ekspansja ma mieć trwały efekt osłabiający na jena, muszą uderzyć we współpracy z rządem. Ale premier Abe trzyma się planu wdrażania pakietu fiskalnego od września. Wprawdzie może go zaprezentować już za tydzień, ale jeśli tego nie zrobi, władze Japonii ryzykują rozczarowanie inwestorów i dołowanie USD/JPY.
Dzisiejsza publikacja indeksów PMI z Wielkiej Brytanii będzie pierwszą oceną kondycji biznesu w reakcji na głosowanie ws. Brexitu. Jednocześnie odczyty mogą być kluczowe dla Banku Anglii, gdyż mogą przesądzać o skali (o ile w ogóle) luzowania polityki w sierpniu. BoE w lipcowym komunikacie technicznie już zapowiedział cięcie stopy procentowej z prawdopodobnym rozszerzeniem QE, ale podjęcie takiej decyzji może zostać utrudnione, jeśli dane pozostaną nienaznaczone skazą Brexitu. Pesymizm brytyjskich przedsiębiorców wydaje się przesądzony, ale skala spadków indeksów koniunktury może nie być drastyczna biorąc pod uwagę, że ankiety PMI zostały przeprowadzone między 13 a 22 lipca, kiedy wstępny szok zdołał przeminąć. Dziś wyniki bliższe 47 powinny dać zielone światło dla luzowania BoE i funt powinien tracić. Wyniki bliżej 50 i BoE może zacząć się zastanawiać nad reakcją. Wątpliwość wkradnie się także na rynek FX i przy oczekiwaniach na cięcie w sierpniu na poziomie 80 proc. zbicie ich do 50:50 może obrócić GBP/USD do 1,34.

Podobne rozterki towarzyszą odczytom PMI z Eurolandu, choć tutaj są większe szanse, że przedsiębiorcy widzą przyszłość w mniej mrocznych barwach. Mimo to dużo słabsze dane będą wspierać oczekiwania na ruch ECB we wrześniu i mogą otworzyć drogę do ponownego zejścia EUR/USD pod 1,10. Po południu wokół danych o inflacji CPI i sprzedaży detalicznej z Kanady przeważają ryzyka negatywne, gdyż silna sprzedaż w kwietniu podnosi ryzyko korekcyjnego równania do trendu w maju. Przy słabej postawie ropy naftowej podtrzymujemy pesymizm względem CAD. Wreszcie PMI dla przemysłu z USA jest trzeciorzędną publikacją, która nie powinna wzruszyć USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W lutym wskaźnik PMI polskiego sektora przemysłowego wzrósł do poziomu 52,8 z 50,9 w styczniu br. i był to najlepszy wynik od lipca 2015 r. – podał Markit.

Lutowy PMI wskazuje, że styczeń mógł być chwilowym osłabieniem pozytywnych trendów w  przemyśle obserwowanych od 17. miesięcy. Styczniowy PMI nie przyniósł bowiem dobrych informacji o sytuacji w przemyśle. Wskazywał, że przemysł co prawda rośnie, ale znacznie spowolnił, przede wszystkim w wyniku obniżenia tempa wzrostu nowych zamówień. Firmy posiadały wolne moce produkcyjne, co niezbyt dobrze rokowało inwestycjom. Jedyna pozytywna informacja w styczniowym PMI dotyczyła „solidnego” wzrostu zatrudnienia, co pozwalało traktować pozostałe informacje jako chwilową zadyszkę. I tak rzeczywiście jest. Wzrost PMI w lutym do poziomu 52,8, a przede wszystkim źródła tego wzrostu – szybki wzrost nowych liczby zamówień, w tym szybszy wzrost nowych zamówień eksportowych pozwalają na poprawę prognoz dotyczących jednej czwartej gospodarki. To właśnie przemysł jest bowiem głównym „sprawcą” wzrostu gospodarczego. Wartość dodana brutto wytworzona przez przemysł w całym 2015 r. zwiększyła się o 5,4 proc. przy jej wzroście w całej gospodarce o 3,4 proc. Od wielu lat (z małymi wyjątkami) przemysł rośnie szybciej niż cała gospodarka. Wskazuje to na jego znaczenie dla wzrostu gospodarczego, tym bardziej, że w ostatnich latach odpowiada on za 24-25 proc. PKB. Dlatego bardzo ważne jest obserwowanie trendów w tym sektorze gospodarki – przede wszystkim tendencji w nowych zamówieniach, w tym nowych zamówieniach w eksporcie. I najważniejszych tendencji – dotyczących zatrudnienia. PMI informuje, że w lutym poziom zatrudnienia w sektorze przemysłowym odnotował rekordowy nieprzerwany wzrost od trzydziestu jeden miesięcy”. Żadne przedsiębiorstwo nie decyduje się na zwiększanie liczby pracowników, jeśli nie widzi szans na stabilny wzrost nowych zamówień. Dlatego informacje o tym, że w przemyśle cały czas powstają nowe miejsca pracy są najlepszymi z możliwych dla polskiej gospodarki. Teraz możemy się tylko martwić, czy rynek pracy sprosta potrzebom przemysłu. Kurczy się bowiem rynek specjalistów, który dla firm przemysłowych ma kluczowe znaczenie, bowiem w ostatnich 2 latach przemysł zrealizował wiele inwestycji modernizacyjnych , a te wymagają wykwalifikowanej kadry.

Lutowy PMI przynosi bardzo dobre informacje. Przemysł rośnie. Wspiera ten wzrost eksport. W efekcie rośnie popyt na pracowników. Będą zatem także rosły wynagrodzenia, a co za tym idzie popyt konsumpcyjny. Nie jest źle!

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego obniżył się do poziomu 50,9 z 52,1 w grudniu i listopadzie 2015 r. i jest najsłabszy od 16 miesięcy – podał Markit.

Przemysł wzrósł w 2015 r. o ok. 5 proc. – po 3. kwartałach ubiegłego roku wartość dodana brutto wytworzona przez przemysł była o 4,9 proc. wyższa w porównaniu do tego samego okresu 2014 r. Rosnącą siłę przemysłu w minionym roku sygnalizował wyprzedzająco wskaźnik PMI. Średnio w 2015 r. był on wyższy niż w 2014 r. o 1,3 punktu (53,2 wobec 51,9). Wahał się także mniej niż w 2014 r. Sygnalizował m.in. wzrost zatrudnienia w przemyśle. A według danych GUS w całym 2015 r. wzrosło ono w przetwórstwie przemysłowym o 2,6 proc. przy średnim wzroście w sektorze przedsiębiorstw o 1,3 proc. Należy zatem przyglądać się wskaźnikowi PMI, bo przemysł to 25 proc. wartości dodanej brutto wytworzonej w polskiej gospodarce i prawie 40 proc. zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw.

PMI w styczniu 2016 r. wskazuje, że przemysł spowolnił, ale ciągle rośnie. Informacje płynące od badanych przedsiębiorstw przemysłowych wskazują na osłabienie polskiego rynku, który zwolnił tempo nowych zamówień. Wzrost produkcji także zwolnił, a firmy posiadają wolne moce produkcyjne. Nie rokuje to dobrze inwestycjom, które mogą być w 1. kwartale 2016 r. nawet niższe niż w 1. kwartale 2015 r. Przyczyn osłabienia na polskim rynku szukać należy w bardzo dużej niestabilności sytuacji polityczno-regulacyjnej. Rząd i Sejm są w fazie przyjmowania budżetu państwa na 2016 r., a przede wszystkim wprowadzania nowych podatków od niektórych sektorów gospodarki (finansowego i handlowego). Przedsiębiorstwa nie wiedzą jeszcze, jakie będą konsekwencje tych dodatkowych obciążeń – czy wpłynie to na dostęp do zewnętrznego finansowania i jego koszt (a tym samym na decyzje inwestycyjne) oraz czy będzie oddziaływać na relacje biznesowe między dostawcami produktów do handlu detalicznego, co może oznaczać dalszą presję na zmniejszanie cen wyrobów gotowych, co ma miejsce już od 6 miesięcy.

Polski rynek na początku roku zatem nie zachwyca. Na szczęście szybciej rosną nowe zamówienia eksportowe.  Przedsiębiorcy sprzedające na rynki zewnętrzne mogą, jak na razie, spać spokojnie. Tym bardziej, że styczniowe wskaźniki PMI dla większości gospodarek będących największymi odbiorcami polskich towarów i usług znajdują się wyraźnie powyżej granicy 50,0: Niemcy – 52,3, W.Brytania – 52,9, Czechy – 56,9, Włochy – 53,2, Holandia – 52,4, Hiszpania, 55,4. Polski eksport tylko do tych pięciu krajów UE to ponad 52 proc. całości naszego eksportu. Można zatem zakładać, że w 1. kwartale 2016 r. wzrost PKB będzie znowu wspierany przez eksport netto. Ale niewielkie są szanse na wsparcie wzrostu PKB przez inwestycje i zapasy.

Styczniowy PMI daje jednak jeden dobry sygnał o dłuższym horyzoncie i dużym znaczeniu dla polskiej gospodarki – „solidny” wzrost zatrudnienia. Żadne przedsiębiorstwo nie zdecyduje się na zwiększanie liczby pracowników, jeśli nie widzi szans na stabilny wzrost nowych zamówień. Ten styczniowy „solidny” wzrost zatrudnienia w przemyśle ma zapewne nie tylko źródło w prognozach firm dotyczących wzrostu nowych zamówień. Kurczy się bowiem rynek specjalistów, a tych przedsiębiorstwa przemysłowe potrzebują coraz więcej po inwestycjach modernizacyjnych, które realizowały w ciągu ostatnich 2 lat.

Styczniowy PMI przynosi zatem słabe, ale i dobre informacje. Przemysł rośnie, ale wolniej. Eksport wspiera ten wzrost. Ale średniookresowe prognozy muszą być niezłe, jeśli firmy zatrudniają.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wyniósł w czerwcu 54,3 pkt, wobec 52,4 pkt w maju br. – podał Markit.

Obawy co do wytracania dynamiki wzrostu przez polski przemysł okazały się nieuzasadnione. Czerwcowy wskaźnik PMI wrócił do poziomu potwierdzającego siłę głównego sektora naszej gospodarki. Na dodatek ta siła w coraz większym stopniu oparta jest na rynku wewnętrznym, bowiem nowe zamówienia w przemyśle rosną w większym stopniu w wyniku wzrostu popytu krajowego niż zamówień eksportowych. Aczkolwiek i te rosną. A ostatnie dane z Niemiec i gospodarek UE, które są naszymi głównymi partnerami handlowymi wskazują, że przemysł nie ma się o co martwić. Potwierdzają to dzisiejsze dane PMI dla sektora przemysłowego w Niemczech (wzrost PMI do 51,9), w Czechach (wzrost do 56,9), Włoszech (mimo nieznacznego spadku, ciągle wysoki poziom PMI – 54,1), Holandii (wzrost do 56,2). Nawet francuskiemu przemysłowi udało się wrócić na ścieżkę wzrostu, a to nasz 4. partner handlowy z prawie 6 proc. udziałem w eksporcie. Jedynie sektor przemysłowy w Rosji jest ciągle „pod kreską” – w czerwcu PMI wyniósł 48,7 punktów.

Rosnące zamówienia z krajowego rynku wskazują, że polska gospodarka nie tylko ma się dobrze, ale także krótko- i średnioterminowe perspektywy wzrostu są pozytywne. Rośnie wielkość produkcji 9. miesiąc z rzędu, a w czerwcu – najszybciej od początku roku. Rośnie aktywność zakupowa firm przemysłowych, co wskazuje na optymistyczne postrzeganie przyszłości.

Jedynym obszarem, w którym dynamika zmian jest słabsza jest zatrudnienie. Rośnie ono, ale relatywnie wolno, co potwierdza, że firmy przemysłowe ciągle uznają silniejszy wzrost zatrudnienia za czynnik ryzyka. Wielokrotnie już w kontekście PMI (i nie tylko) wskazywałam, że polskie prawo pracy nakazuje być ostrożnym przy zatrudnianiu nowych pracowników. A zatem ta wstrzemięźliwość w zatrudnianiu nie jest efektem sytuacji w gospodarce, a zobowiązań, które firmy biorą na siebie przyjmując do pracy kolejnych pracowników. Patrząc jednak na dane dotyczące wzrostu zatrudnienia w firmach 10+, a także dotyczące spadku stopy bezrobocia, można zakładać, że zatrudnienie w przemyśle będzie w „spokojnym” tempie dalej rosło. I pamiętać, że jedno nowe miejsce pracy w przemyśle generuje kolejnych 3 do 5 nowych miejsc pracy w usługach.

Czerwcowy PMI wrócił do poziomów z początku roku i kształtuje się istotnie powyżej progu 50,0. I to na przemysł możemy liczyć prognozując wzrost gospodarki w 2. połowie roku.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Choć w Japonii nie obchodzi się prima aprilis, doradca premiera Abe chyba chciał nawiązać do zachodniej tradycji nawołując do zwiększenia stymulacji monetarnej przez Bank Japonii jeszcze w tym miesiącu. JPY zareagował nerwowo, mimo że szanse na taki ruch są minimalne. Ogólnie na starcie kwartału rynek walutowy pozostaje aktywny z częściowym odwracaniem wczorajszej siły USD.

USD/JPY rano zanotował skok o 50 pipsów do 120 w reakcji na komentarz bliskiego doradcy premiera Abe ds. polityki monetarnej Kozo Yamamoto, który stwierdził, że Bank Japonii musi rozszerzyć ekspansji monetarną już na posiedzeniu 30 kwietnia w związku z oznakami spowolnienia gospodarki i inflacji. Komentarz stoi w opozycji do ostatnich sygnałów z rządu, które odradzały prędką ekspansję monetarną w obawie przed osłabieniem jena i wzrostem kosztów importu, co uderzy w konsumentów i małe firmy. BoJ prawdopodobnie nie powiedział ostatniego słowa w kwestii luzowania monetarnego (przy słabości inflacji w związku z niskimi cenami energii), jednak ostatnia ekspansja nastąpiła ledwie pięć miesięcy temu, a rząd premiera Abe nie chce podburzać gospodarstw domowych przed lokalnymi wyborami. Kolejny impuls do zainicjowania wzrostów USD/JPY ze strony „czynników japońskich” przyjdzie gdzieś na przełomie trzeciego i czwartego kwartału, a obecnie kurs będzie sterowany przez sentyment na rynku akcji i klimat wokół USD. W tym pierwszym przypadku raport nt. nastrojów japońskich przedsiębiorców Tankan był poniżej oczekiwań, co jednak przyniosło spadki USD/JPY w ślad za kolejnym dniem zniżek Nikkei.

Chiński rządowy indeks PMI dla przemysłu za marzec zaskoczył wzrostem do 50,1 z 49,9 w lutym i 49,7 oczekiwanych przez rynek. Odczyt dał wsparcie dla AUD i NZD, jednak należy ostrożnie podchodzić do interpretacji danych, gdyż powrót ozywania do sektora może być pozorny. Chińskie biuro statystyczne zwraca uwagę, że presja spowolnienia w przemyśle dalej się utrzymuje, a poprawa wskaźnika wynika z wznowienia prac fabryk po przerwie związanej z obchodami Nowego Roku. Popyt krajowy i zewnętrzny pozostają słabe i za miesiąc dane mogą przynieść rozczarowanie. AUD/USD dodatkowo rósł na lepszych danych o rozpoczętych budowach domów w Australii (14,3 proc. r/r, prog. 10,7 proc.), choć każdy rajd spotyka się z szybką odpowiedzą podaży w związku z żywymi spekulacjami dotyczącymi możliwego cięcia stóp procentowych przez RBA w następny wtorek.
Ogólnie handel na rynku pozostaje rwany, a na crossach z USD widać przewagę sprzedających amerykańska walutę, choć presja nie jest duża i bardziej związana jest przetasowaniami przeciwnymi do zmian z poprzednich dni, kiedy dominował rebalancing portfeli na zamknięcie kwartału. Rynek czeka na piątkowy raport z rynku pracy z USA, co powinno utrzymywać względna konsolidację na crossach USD względem pozostałych walut G10. W dzisiejszych publikacjach uwagę przyciągnie odczyt ISM (16:00) dla przemysłu opisujący na stan aktywności gospodarczej w marcu. Konsensus zakłada spadek indeksu do 52,5 z 52,9, co wpisuje się w obraz prezentowany przez regionalne wskaźniki koniunktury oraz PMI, choć wciąż w dalszym ciągu jest wysokim poziomem. Przed piątkowym NFP rynek zwróci uwagę także na raport ADP dotyczący zmiany zatrudnienia (14:15), jednak jego zgodność z danymi rządowymi jest kwestionowana, więc do odczytu (prog. 225 tys.) należy podchodzić z rezerwą.

Z pozostałych raportów PMI w Polsce (9:00) oczekujemy wzrostu wskaźnika do 55,6 z 55,1, co powinno wspierać złotego. Dane ze strefy euro są rewizją odczytów sprzed kilku dni i reakcja na nie będzie znikoma. W przypadku wskaźnika z Wielkiej Brytanii (10:30) oczekiwania są zbliżone do odczytów sprzed miesiąca (prog. 54,4).

Poza danymi środa powinna przynieść kolejne informacje na temat greckiej sagi (choć wciąż ignorowane przez rynek) oraz irańskich negocjacji atomowych, które pierwotnie miały się skończyć wczoraj.

Sporządził: Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wskaźnik PMI wzrósł w listopadzie br.  do poziomu 53,2 z 51,2 w październiku – podał bank HSBC.

Embargo rosyjskie na wiele produktów eksportowanych do Rosji i na Ukrainę wywołało u polskich przedsiębiorców obawy dotyczące zdolności do poradzenia sobie z tą rzeczywiście trudną sytuacją. W lipcu i sierpniu wskaźniki PMI, gdy sytuacja się zaostrzyła, wyraźnie to pokazały. Ale przedsiębiorcom potrzebne były tylko 2 miesiące na oswojenie się z sytuacją i znalezienie nowych rynków zbytu. Przede wszystkim jednak obawy nie przeniosły się na decyzje firm dotyczące zatrudnienia i wynagrodzeń, które rosły. Wpłynęło to pozytywnie na ocenę sytuacji także przez gospodarstwa domowe i w efekcie na wzrost ich skłonności do konsumpcji.

Listopadowy wskaźnik PMI wyraźnie potwierdza, że obawy o efekty rosyjskiego kryzysu mamy za sobą. Przedsiębiorstwa przemysłowe nie tylko zwiększyły produkcję, ale wyraźnie sygnalizują wzrost nowych zamówień tak na rynku polskim, jak i na rynkach zewnętrznych. W efekcie maleje poziom  zapasów produkcyjnych, rośnie ilość zakupionych przez firmy środków produkcji. Po raz pierwszy od początku 2012 r. wzrósł wskaźnik zapasów środków przedprodukcyjnych wskazując na optymistyczne oceny sytuacji w najbliższych miesiącach. Jednocześnie wzrost kosztów produkcji jest nieznaczny, co powinno wpłynąć na poprawę wskaźników rentowności sprzedaży w ostatnim kwartale 2014 .

Firmy przemysłowe sygnalizują także wzrost zatrudnienia, jednak dalej będzie on dość spokojny. Mimo że w opiniach dotyczących wzrostu produkcji czy nowych zamówień widać optymizm, to w deklaracjach dotyczących wzrostu zatrudniania jest on wyważony. I tak będzie, bowiem polskie prawo pracy nie zachęca do odważniejszego zwiększania zatrudnienia.

Dzisiejsze dane PMI mogą ponownie, podobnie jak w październiku, wpłynąć na decyzje RPP, której większość członków uzna, że tak silna poprawa nastrojów w przemyśle wskazuje, że gospodarka ma się dobrze i nie trzeba jej pomagać. Ale wtedy jest nadzieja, że RPP wróci do dbania o cel inflacyjny – CPI na poziomie 2,5 proc. +/- 1 punkt procentowy.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek,  Konfederacja Lewiatan

Nastroje inwestorów będą dziś zależeć od wskaźników PMI przemysłu i usług głównych światowych gospodarek oraz serii danych ze Stanów Zjednoczonych. Znane są już informacje z Japonii i Chin. Oczekiwania w przypadku Niemiec i strefy euro są lekko optymistyczne. Nie powinno też zabraknąć ciekawych wydarzeń, związanych z notowaniami naszych największych spółek.

PMI dla przemysłu Japonii, której gospodarka od dwóch kwartałów znajduje się w zapaści, wyniósł 52,1 punktu. To wynik gorszy od oczekiwanego i od październikowego. Niejednoznaczne były dane dotyczące handlu zagranicznego. W październiku eksport wzrósł o 9,6 proc., ponad dwukrotnie mocniej niż się spodziewano. Trudno się temu dziwić, patrząc na bezprecedensowe osłabienie się jena. Import zwiększył się o 2,7 proc., znacznie mniej niż oczekiwano, a w porównaniu do września, jego dynamika była o ponad połowę niższa. Nikkei zyskiwał rano 0,1 proc.

Niezbyt optymistyczne okazały się wieści z Chin, gdzie PMI obniżył się z 50,4 do 50 punktów, wobec oczekiwanych 50,2 punktu, zatrzymując się na granicy oddzielającej ożywienie od spadku. Shanghai Composite szedł minimalnie w dół. Na pozostałych parkietach azjatyckich przeważały niewielkie spadki. Kontrakty na amerykańskie i europejskie indeksy zniżkowały po 0,1-0,15 proc. Pierwszą reakcję na dane z Chin i Japonii można więc uznać jako neutralną.

W środę WIG20 zerwał ostatecznie korelację ze wskaźnikami giełd światowych. Demonstrował to od rana, trzymając się minimalnie pod kreską, gdy DAX i CAC40 szły w mocniej dół. W momencie gdy ruszyły one na północ, podążył w przeciwnym kierunku. Podjęta przez byki próba podciągnięcia go w końcówce handlu, podobna do tych z poprzednich dni, tym razem okazała się nieudana. Marzenia o podejściu w okolice 2450 punktów rozbiły się już na poziomie o 20 punktów niższym. Spadek o 0,4 proc. dramatem nie jest, ale nie nastraja optymistycznie.

Fakt, że ostatecznie DAX i CAC40 też niewiele zwojowały, nie jest pocieszeniem, sugeruje raczej, że kontynuacja ich końcowej słabości, może odbić się niekorzystnie także na naszym rynku. Brak korelacji z otoczeniem często działa w jedną stronę, przeszkadzając we wzroście, a znika w fazie pogorszenia się nastrojów. Z taką sytuacją możemy mieć dziś do czynienia, tym bardziej, że negatywny sygnał popłynął także zza oceanu. Protokół z posiedzenia Fed pokazał, że jego członkowie obawiają się niekorzystnego wpływu sytuacji na świecie na amerykańską gospodarkę, ale nie aż tak, by stracić wiarę w ożywienie tej ostatniej i rezygnować z przyjętego kursu polityki pieniężnej. Sądząc po spadku S&P500 o 0,15 proc., inwestorzy zinterpretowali to jako postawę lekko jastrzębią.

Środowy dorobek naszych blue chips może budzić obawy. Dobrą postawą wykazały się walory jedynie LPP, odrabiające straty z poprzednich dni oraz akcje obu spółek energetycznych. Fatalnie wypadły papiery Orange, przecenione o 4 proc., niewiele lepiej spisały się JSW i KGHM, słabość pokazały walory największych banków.

Dziś sytuacja nie musi być jednak beznadziejna. Tąpnięcie Orange sprowadziło akcje w okolice dołka z grudnia 2013 r., który może okazać się wsparciem i sprowokować odreagowanie. Można też mieć nadzieję, że nie powtórzy się wczorajsze nietypowe zachowanie walorów KGHM, które taniały, gdy w górę szły notowania kontraktów na miedź. Skoro kontrakty stać było na obronę przed spadkiem poniżej newralgicznego poziomu 300 centów za funt, to może i akcje naszego kombinatu uchronią się przed dalszą przeceną, tym bardziej, że trwająca od trzech tygodni konsolidacja w okolicach 122-127 zł nie wydaje się jeszcze zagrożona. Środowa sesja z poprzedniego tygodnia dowodzi, że zmaltretowane papiery JSW także stać na dynamiczne odreagowanie. Wówczas wyniosło ono ponad 6 proc., choć dwa dni później zakończyło się równie gwałtowną dystrybucją, której towarzyszył najwyższy od ponad roku wolumen.

Najważniejsze jednak będą dane makroekonomiczne i reakcja na nie. O końcowym wyniku przesądzić mogą informacje zza oceanu. Spodziewany spadek inflacji może zostać zinterpretowany jako czynnik odraczający termin podwyżki stóp procentowych, ale równie dobrze, jako sygnał zagrożenia dla wzrostu gospodarczego. Pewną pomocą w ocenie sytuacji będą PMI i indeks Fed z Filadelfii oraz w mniejszym stopniu, liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych i indeks wskaźników wyprzedzających Conference Board.

Emocji nie powinno więc zabraknąć.

Roman Przasnyski1Roman Przasnyski, analityk niezależny

W październiku br. wskaźnik PMI polskiego sektora przemysłowego wzrósł o 1,7 pkt m/m i wyniósł 51,2 pkt – poinformował HSBC.

Wydaje się, że nie sprawdzą się obawy, że przemysł spowolni też w czwartym kwartale. Co prawda trzeci kwartał był rzeczywiście słaby, ale październikowe odbicie, wskazuje, że przemysł jest silniejszy niż wynikało to z jego kondycji w miesiącach letnich.

Wyraźnie wzrosły wskaźniki wielkości produkcji i nowych zamówień, przy czym, co bardzo ważne, większe były nowe zamówienia  na rynku polskim. Zamówienia eksportowe natomiast są ciągle mniejsze niż w pierwszej połowie roku. Wynika to zapewne z faktu, że na rynku rosyjskim i ukraińskim nie tylko nie przybywa nowych zamówień, ale kurczą się te stare. Jednocześnie, co warto podkreślić, eksport rósł, nawet w miesiącach letnich, co oznacza, że firmom udało się „przerzucić” część sprzedaży z Rosji i Ukrainy na rynki Unii Europejskiej.

Ważne, że maleją zapasy wyrobów gotowych, maleje też liczba firm wykazujących ich wzrost, co potwierdza ożywienie sprzedaży.

Cieszy odnotowywany już od 15 miesięcy wzrost zatrudnienia. Optymistyczne są również perspektywy na kolejne miesiące. Przedsiębiorstwa wyciągając wnioski z lat 2006-2007, kiedy miały kłopoty ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników na rynku pracy, w sytuacji gdy gospodarka przyspieszyła, już dzisiaj, na razie ostrożnie,  ale systematycznie zwiększają zatrudnienie. Zdają sobie bowiem sprawę, że gdy gospodarka będzie się  rzeczywiście dalej rozwijała, znalezienie pracowników o poszukiwanych kompetencjach, będzie o wiele trudniejsze.

 Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek- Konfederacja Lewiatan

 

 

 

 

 

W tym tygodniu euro ponownie przeżywa ciężkie chwile. Z poziomów ponad 1,28 kurs eurodolara zjechał do okolic 1,26, w głównej mierze za sprawą spekulacji, że EBC mógłby jeszcze w grudniu rozpocząć skup obligacji komercyjnych. Dlatego mimo braku dużej ilości danych, wysoka zmienność gościła na rynku walutowym. Czwartek jednak jest dniem, w którym danych jest bardzo dużo. Azjatyckie indeksy PMI dla przemysłu (Chiny, Japonia) były nieco lepsze od oczekiwań, ale dla kursu EUR/USD najważniejsze odczyty to te z dwóch największych gospodarek strefy euro – Niemiec i Francji. O ile w tym przypadku z Niemiec mamy nieco gorszy (54,8 wobec 55 pkt oczekiwanych) indeks PMI dla sektora usług, to już w przemyśle powróciła koniunktura, a indeks PMI dla tego sektora odbił z 49,9 do aż 51,8 pkt. Tymczasem oczekiwano pogłębienia regresu do 49,5 pkt. Za to negatywnie zaskoczył francuski przemysł. Spodziewano się tylko delikatnego spadku z 48,8 do 48,5 pkt, tymczasem faktyczna wartość PMI to 47,3 pkt. O ile zatem w Niemczech możemy cały czas mieć nadzieję, że mamy do czynienia jedynie z krótkim spowolnieniem, tak Francja coraz bardziej pogrąża się w gospodarczej otchłani.

Tendencja na eurodolarze jest w krótkim terminie spadkowa, ale pierwsza reakcja na dane z Niemiec jest pozytywna i pokrywa spadki po francuskich odczytach. Jeśli uda się eurodolarowi na koniec dnia obronić poziom 1,26, byłby to jakiś argument za zatrzymaniem spadków kursu. Z kolei przebicie 1,26 otwiera drogę do testowania lokalnego minimum z 3 października na poziomie 1,25.

Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI S.A.

 

 

Ubiegły tydzień przyniósł sporo zaskoczeń zarówno na płaszczyźnie danych makro, jak i zwrotu w konflikcie na Ukrainie. Zwrot ten nie był jednak taki, jakiego byśmy sobie życzyli, gdyż doszło do kolejnej eskalacji konfliktu. Coraz większe oddziały wojsk rosyjskich penetrują obszary przygraniczne wschodniej Ukrainy, tymczasem Rosja temu zaprzecza i nie chce negocjować, udając, że konflikt jej nie dotyczy. W tym tygodniu UE może przedstawić propozycję nowych sankcji gospodarczych nałożonych na Rosję. Od razu pojawia się ryzyko sankcji odwetowych, na których ucierpieć może Polska. W obliczu konfliktu mocno tracił rubel. W stosunku do euro jest najtańszy od 8 sierpnia, natomiast względem dolara rubel jest już przeceniony mocniej niż w momencie przejmowania Krymu. Ukraina była tez główną przyczyną przeceny złotego. Para USD/PLN przekroczyła poziom 3,20 i powyżej niego pozostaje. EUR/PLN był już powyżej 4,22, ale złotemu udało się odrobić 2 gr. Polskiej walucie nie pomaga tez wysoce prawdopodobna obniżka stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu RPP kończącym się 3 września.

Siła dolara ma swoje źródło przede wszystkim w mocnych danych płynących z amerykańskiej gospodarki. Zeszły tydzień zakończył się mocnym akcentem z tej strony, gdyż prognozy znacząco przebił indeks Chicago PMI oraz indeks Uniwersytetu Michigan. Z drugiej strony podwyższenie awersji do ryzyka, widoczne w umacnianiu się franka szwajcarskiego, także wspiera dolara, który traktowany jest jako bezpieczne schronienie. W tym tygodniu możliwe jest zejście eurodolara poniżej 1,31, ale już wsparcie na 1,30 powinno być bronione. EBC może nie spełnić spekulacji o dalszym luzowaniu ilościowym ani nie złagodzić znacząco wydźwięku komunikatu po posiedzeniu. Wtedy byłaby szansa na korektę wzrostową w drugiej połowie tygodnia. Jednak trzeba pamiętać, że w piątek publikowane są comiesięczne dane o zmianie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym i prywatnym w USA oraz stopie bezrobocia. Bardziej bym liczył na pozytywne zaskoczenie płynące z tych danych niż z odczytów w Europie (indeksy PMI dla sektora przemysłu i usług). A to może skomplikować sytuację na EUR/USD. Ten czynnik jest ryzykiem dla zmaterializowania się ww. korekty.

Indeks PMI z polskiego przemysłu okazał się zgodny z oczekiwaniami (spadł do 49 pkt), ale odczyt poniżej granicy 50 pkt trudno uznać za satysfakcjonujący. RPP ma sporo argumentów za obniżką stóp i taka o 25 pb. była po części dyskontowana przez kurs złotego. Z wypowiedzi członków Rady nie wyłania się jednak jakiś klarowny obraz i można wnioskować, że starcie jastrzębi z gołębiami będzie wyraźne, a rozkład głosów za obniżką może przeważyć prezes NBP M. Belka. Dla złotego najważniejsza może jednak okazać się sytuacja na Ukrainie. Niepewność widać we wciąż wysokich kursach EUR/PLN i USD/PLN, ale szanse na pewną korektę umacniającą złotego powinny się pojawić.

Autor: Łukasz Rozbicki MM Prime TFI S.A.

 

Eksperci

Bugaj: Kolejne ciosy w GPW

Polska transformacja ustrojowa stawiana jest za wzór innym krajom. Do pewnego czasu jednym z symboli...

Co łączy Włochy, Turcję i Rumunię?

Coraz gorsze perspektywy dla włoskiej gospodarki wyłaniają się z jesiennych prognoz Komisji Europejs...

Ten tydzień pod znakiem USA, Wielkiej Brytanii oraz Chin

W przyszłym tygodniu uwaga rynków najpierw skupi się na wynikach wyborów do Kongresu USA, gdzie wiel...

Niewiele potrzeba, by zburzyć spokój

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się h...

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

AKTUALNOŚCI

Zniesienia górnego limitu składek na ZUS nie będzie

14 listopada 2018 r. Trybunał Konstytucyjny wydał długo oczekiwany wyrok w zakresie zgodności z Kons...

Wtorek, 12 listopada w PE: debata o wieloletnich ramach finansowych, wystąpienie kanclerz Niemiec A

We wtorek 12 listopada w Parlamencie Europejskim odbędzie się debata na temat wieloletnich ram finan...

Przedsiębiorcy przeciwni zmianom w ordynacji podatkowej

W dniu 23 października 2018 roku Sejm RP przegłosował rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o poda...

Eksport to jeden z motorów polskiej gospodarki

Po I półroczu 2018 r. eksport osiągnął wartość 107,6 mld EUR, poziom o 5,7% wyższy niż przed rokiem ...

Tauron i KGHM łączą siły na rzecz rozwoju elektromobilności

TAURON i KGHM Polska Miedź rozpoczną współpracę w obszarze budowania infrastruktury ładowania pojazd...