poniedziałek, Grudzień 10, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "BIG"

BIG

Według danych SMEO/ERIF BIG w aż pięciu województwach firm borykających się z problemami finansowymi było więcej niż tych, które w kłopoty finansowe nie popadły. Czarnym punktem na mapie polskiego mikrobiznesu jest Podkarpacie. Świętokrzyskie, pomimo niskiej rentowności obrotu brutto i słabych płac, na problemy wskazuje najrzadziej.

Według raportu Bezpieczeństwo finansowe małych firm w Polsce opracowanego przez SMEO we współpracy z Erif BIG, w najgorszej kondycji znajdują się mikrofirmy z województwa podkarpackiego, gdzie aż 68% z nich na przestrzeni ostatnich dwóch lat doświadczyło trudności finansowych. Niewiele lepsza sytuacja ma miejsce w lubelskim (56%), wielkopolskim (53%) i warmińsko-mazurskim (52%), gdzie problem dotyczy ponad połowy mikroprzedsiębiorstw. Najlepiej w obszarze finansów radzą sobie firmy z województwa lubuskiego, świętokrzyskiego, pomorskiego i łódzkiego. Z problemami finansowymi zmierzył się tam co trzeci mikroprzedsiębiorca.
Screen Shot 2018-10-15 at 19.14.30.png
Dane te pokrywają się z najnowszym raportem GUS, według którego w wymienionych województwach mamy do czynienia z najmniej korzystnymi wskaźnikami rentowności obrotu. Co za tym idzie, szanse na inwestycje i poprawę sytuacji w tych regionach maleją.
Dodatkowo województwa podkarpackie, lubelskie, warmińsko-mazurskie (a także świętokrzyskie i podlaskie, które na problemy finansowe narzekają relatywnie rzadko) to regiony o najniższych średnich pensjach brutto. Wyjątek stanowi województwo wielkopolskie, w którym ponad połowa mikrofirm wskazuje na problemy finansowe. Mimo to pensje pracowników utrzymują się tu na stosunkowo wysokim poziomie (w przedziale 2700-2899 zł brutto na jednego zatrudnionego). Wyższe stawki oferowane są jedynie w województwie mazowieckim.

Niska sprzedaż nie tak straszna, problemem reklamacje

W skali kraju najczęstszą wskazywaną przyczyną problemów finansowych w mikrofirmach jest zbyt niska sprzedaż, a w efekcie niewystarczające przychody firmy (38%). W pięciu województwach, w których problemy finansowe pojawiają się najczęściej czynnik ten ma wyraźnie mniejsze znaczenie niż w pozostałych regionach kraju. W podkarpackim, lubelskim, wielkopolskim, warmińsko-mazurskim i zachodnio-pomorskim na trudność tę wskazuje średnio jedynie 28% firm w porównaniu do 38% średniej krajowej.
Częściej za to przyczyną kłopotów okazują się tam reklamacje składane przez klientów (16% przy średniej krajowej 10%). Rekordowo często oczekiwaniom klientów nie są w stanie sprostać firmy ze znajdującego się w najgorszej sytuacji finansowej województwa podkarpackiego. Aż 30,8% ankietowanych popada z tego powodu w kłopoty finansowe.

Złudny optymizm na Podkarpaciu i w świętokrzyskim

Choć podkarpaccy przedsiębiorcy źle oceniają sytuację finansową i wyniki swoich firm,  dane zebrane w bieżącym roku przez Bank Pekao pokazują, że pozostają oni w najlepszych nastrojach od pięciu lat. Częściej niż średnio w kraju skarżą się na bariery utrudniające prowadzenie biznesu, nadrabiają za to optymizmem w kwestii zatrudnienia oraz oczekiwania na zapłatę.
Interesująco prezentuje się też sytuacja w świętokrzyskim. Zaledwie 33% firm w tym województwie przyznaje, że w ciągu ostatnich dwóch lat popadło w problemy finansowe. Jest to jeden z trzech najlepszych wyników w kraju. Odnotowano tam natomiast najwyższy odsetek firm narzekających na zbyt niską sprzedaż. Na problem z uzyskaniem wystarczającego poziomu przychodów wskazało aż 66,7% przedsiębiorców (dla średniej w skali kraju 38%).
Optymizmu przedsiębiorców ze świętokrzyskiego nie potwierdzają wskaźniki ekonomiczne. Według danych GUS wskaźnik rentowności obrotu brutto wyniósł tam 11,1% przy 11,9% w skali całego kraju. W odpowiedzi na problemy finansowe mikrofirmy z tego regionu zdecydowanie częściej niż inne województwa sięgają po środki własne (prywatne zasoby właścicieli). Postępuję tak aż 66,7% badanych przy średniej dla kraju na poziomie 34%.

Mikrofirmom nie płacą

Jednym ze zjawisk negatywnie wpływających na kondycję przedsiębiorstw w Polsce są zatory płatnicze oraz problemy z uzyskaniem zapłaty od klientów. W najgorszej sytuacji znajdują się małe firmy. Zwykle wychodzą ze słabej pozycji negocjacyjnej w kontaktach z większym kontrahentem i dysponują niewielkimi rezerwami gotówki, aby przetrwać ewentualny cios finansowy. Według danych SMEO/ERIF BIG 62,5% mikrofirm w Polsce w ciągu ostatnich dwóch lat nie uzyskało w ogóle lub uzyskało jedynie częściową płatność z tytułu dostarczonych towarów lub usług.
[P1: Czy w ciągu ostatnich dwóch lat zdarzyło się w Pani(a) firmie nie uzyskać w ogóle lub uzyskać jedynie częściową zapłatę za dostarczone produkty lub usługi?]
Województwo TAK NIE
lubelskie 81% 19%
małopolskie 77% 23%
śląskie 77% 23%
kujawsko-pomorskie 72% 28%
opolskie 71% 29%
wielkopolskie 69% 31%
mazowieckie 69% 31%
podkarpackie 67% 33%
lubuskie 64% 36%
łódzkie 59% 41%
warmińsko-mazurskie 54% 46%
dolnośląskie 42% 58%
podlaskie 37% 63%
pomorskie 35% 65%
świętokrzyskie 25% 75%
zachodniopomorskie 25% 75%
Najlepiej ze ściąganiem należności radzą sobie firmy w zachodniopomorskim i świętokrzyskim. Trudności w tym zakresie odnotował zaledwie co czwarty mikroprzedsiębiorca. Najgorzej sytuacja wygląda w lubelskim, małopolskim i śląskim, gdzie ponad ¾ firm zdarza się nie uzyskać oczekiwanej zapłaty od klientów. W skali kraju w 11 województwach problem nierzetelnych kontrahentów dotyczy już ponad połowy mikrofirm.

  • Banki mają możliwość sprawdzenia przedsiębiorcy w Biurze Informacji Kredytowej bez jego zgody, ale jedynie poprzez zapytanie monitorujące.
  • Przedsiębiorcy powinni regularnie kontrolować swój BIK, ponieważ zdarzają się pomyłki, gdzie bez zgody klienta wysyłane jest zapytanie kredytowe – obniżające jego scoring.
  • Raport na temat przedsiębiorcy z Biura Informacji Gospodarczej może wyciągnąć każdy, kto zawarł z BIG odpowiednią umowę.

Biuro Informacji Kredytowej (BIK) oraz Biuro Informacji Gospodarczej (BIG) to podstawowe źródła wiedzy o wszelkich zadłużeniach przedsiębiorcy, ale i o jego systematyczności w spłacaniu należności. Podstawową różnicą między instytucjami jest to, kto przesyła do nich informacje. BIK opiera się na danych otrzymanych od banków, kas spółdzielczych, firm pożyczkowych, a także od firm leasingowych i faktoringowych powiązanych z bankami. BIG natomiast, oprócz danych od tych podmiotów finansowych, gromadzi także informacje otrzymane od przedsiębiorców, firm telekomunikacyjnych, dostawców energii i telewizji kablowej, gmin i sądów, wierzycieli, a nawet osób fizycznych.

Zapytania monitorujące nie obniżają zdolności kredytowej

Każde zapytanie kredytowe obniża scoring przedsiębiorcy, a co za tym idzie – jego zdolność kredytową. Dlatego też bank nie może wysłać takiego zapytania bez zgody klienta. Jednak w kwestii rozpatrzenia reklamacji czy wykonywania innych czynności bankowych, gdzie niezbędne jest pobranie raportu BIK, bank może wystąpić z zapytaniem monitorującym. Takie zapytanie nie ma wpływu na scoring przedsiębiorcy, a dla banku stanowi źródło informacji na temat zobowiązań klienta posiadanych w innych bankach.

– Zdarzają się jednak sytuacje, gdzie klient sprawdzając raport na swój temat zauważa zapytania kredytowe, których nie składał. Przyczyną może być błąd lub niewiedza pracownika banku, który zamiast zapytania monitorującego wysłał kredytowe. Warto więc regularnie sprawdzać, czy wszystkie informacje w BIK-u są prawidłowe i jeśli dostrzeżemy błędy, należy jak najszybciej wyjaśnić je z bankiem. Jest to szczególnie ważne, jeśli chcemy ubiegać się o kredyt – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.

BIG źródłem wiedzy o przedsiębiorcy

W przeciwieństwie do danych z BIK-u, informacje gromadzone przez Biura Informacji Gospodarczej są dostępne odpłatnie dla każdego, kto podpisał odpowiednią umowę. Dotyczy to jednak jedynie danych na temat przedsiębiorcy, w przypadku konsumenta niezbędne jest jego upoważnienie, które jest ważne nie dłużej niż 60 dni od dnia jego udzielenia.

– W związku z tym, że dane na temat przedsiębiorcy może w każdej chwili pobrać dowolna osoba, jeżeli podpisana jest odpowiednia umowa z BIG, warto zadbać o informacje, jakie się w nim znajdują. Oprócz tych negatywnych, związanych z zadłużeniami czy niezapłaconymi rachunkami, w BIG-u można znaleźć także te, które są dowodem na naszą systematyczność. Po spłaceniu kredytu czy rat, warto wystąpić do instytucji, z usług której korzystaliśmy, z prośbą o udostępnienie danych właśnie do BIG-u. Jest to oczywiście korzystne tylko wtedy, gdy mamy pewność, że wszystkie należności spłacaliśmy terminowo – dodaje Paweł Mazur z ANG Biznes.

Co nowego w BIG-ach?

13 listopada b.r. zmieniły się niektóre przepisy regulujące funkcjonowanie Biuro Informacji Gospodarczej. Z 60 do 30 dni skrócił się czas, po którym można do BIG-u zgłosić zadłużenie. Do tej pory brak uregulowania należności można było zgłosić dopiero w 61. dniu, od listopada jest to możliwe już po miesiącu. Wydłużył się natomiast czas obowiązywania upoważnienia konsumenta do sprawdzenia informacji na jego temat – teraz jest to 60 dni. Nowe przepisy wprowadzają także zmiany w sposobie wezwania do zapłaty. Do tej pory możliwe to było tylko poprzez list polecony lub doręczenie do rąk własnych, teraz możemy je wysłać e-mailem, jeśli umowa między przedsiębiorstwami zakłada taką opcję. Dużym ułatwieniem jest także możliwość sprawdzenia danych z wszystkich biur informacji gospodarczych poprzez złożenie tylko jednego wniosku, a nie jak dotychczas tylu, z ilu baz chcemy skorzystać. Nie jest już natomiast możliwe wpisanie dłużnika do BIG-u, jeśli od dnia wymagalności roszczenia minęło 10 lat. Dłużnik wpisany do biura ma natomiast możliwość wniesienia sprzeciwu do wierzyciela lub bezpośrednio do biura. W takim przypadku BIG  zbada sprawę, a w uzasadnionych sytuacjach – wstrzyma, zaktualizuje lub usunie informację gospodarczą*.

 

*Dane BIG InfoMonitor

Zamiast 60 dni opóźnienia wystarczy 30 dni zwłoki w spłacie rachunku czy faktury, aby trafić do rejestru dłużników. Jeśli jednak wpis będzie nieprawidłowy, dłużnik może zgłosić sprzeciw zarówno do wierzyciela jak i BIG-u. Nowe przepisy ograniczają możliwości wpisywania do rejestrów długów starszych niż 10 lat – to trzy z wielu ważnych zmian, które obowiązują od 13 listopada w Biurach Informacji Gospodarczej.

Będzie szybciej i prościej. Łatwiej dla wierzycieli i trudniej dla dłużników. Już 13 listopada br. wchodzi w życie znowelizowana Ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczej i wymianie danych gospodarczych. Ma zapewnić bezpieczeństwo i sprawność obrotu handlowego w Polsce. Ważną zmianą będzie możliwość wezwania dłużnika do zapłaty e-mailem, a nie, jak dotychczas, tylko listem poleconym lub osobiście. Biura informacji gospodarczej poszerzą też zakres udostępnianych  informacji o firmach i konsumentach oraz będą mogły tworzyć scoringi, czyli portrety wiarygodności finansowej klientów.

Nowością, która znacząco usprawni relacje biznesowe, jest elektroniczne wezwanie do zapłaty. Do tej pory do klienta, który nie spłacał długu, wierzyciel musiał wysłać monit listem poleconym lub doręczyć mu go osobiście. Podnosiło to koszty, bo za list polecony trzeba zapłacić ponad 5 zł. Przy masowych wysyłkach pism tworzą się więc duże kwoty. Teraz wezwanie do zapłaty i ostrzeżenie o zamiarze wpisania nieuczciwego klienta do biura informacji gospodarczej będzie można przekazać e-mailem. To zdecydowanie prostszy, tańszy i szybszy sposób kontaktu z dłużnikiem.

– Aby z niego skorzystać, należy w umowie z kontrahentem umieścić zapis mówiący o możliwości wysłania wezwania do zapłaty w tej formie. Istotne, że taką drogę kontaktu mogą wskazać pomiędzy sobą tylko firmy, natomiast jeśli przedsiębiorca sprzedaje coś konsumentowi, to już nie – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Podpowiedzą kto jest rzetelny, a kto nie

Dotychczas biura informacji gospodarczej udostępniały tylko informacje zgromadzone przez siebie. Od 13 listopada będą mogły wykorzystywać także dane przechowywane w rejestrach publicznych, jak: REGON, Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej, Krajowy Rejestr Sądowy,  Centralny Rejestr Restrukturyzacji i Upadłości czy PESEL. Pochodzące stamtąd informacje będą dołączać do danych, jakimi same dysponują. Po 1 stycznia 2018 roku lista źródeł informacji poszerzy się o informacje o niezapłaconych podatkach gromadzone w Rejestrze Należności Publicznoprawnych. Dzięki temu firmy, instytucje i osoby korzystające z ich usług otrzymają pełniejszy obraz sprawdzanych przedsiębiorstw i konsumentów. Dane z dodatkowych rejestrów pomogą także BIG-om w tworzeniu modeli scoringowych, służących ocenie wiarygodności finansowej klientów.

– Duża liczba danych w jednym raporcie to z jednej strony olbrzymia korzyść, ale z drugiej ich nadmiar może być kłopotliwy w interpretacji, zwłaszcza dla szefów małych firm, nie nawykłych do czytania tego typu dokumentów. Dlatego w naszych raportach pojawią się proste rekomendacje zalecające współpracę ze sprawdzaną firmą, odradzające ją lub nakazujące ostrożność. Trochę jak światła na skrzyżowaniu: zielone – jedź, żółte – uważaj, czerwone – stój – mówi Adam Łącki.

Według znowelizowanej ustawy zgoda, jaką wyda konsument na sprawdzenie w BIG-ach informacji na swój temat przez banki, telekomy czy dostawców mediów, będzie ważna przez 60 dni. Obecnie jest to 30 dni.

Ponadto dotychczas, jeśli kontrahent chciał zasięgnąć informacji o danej firmie, musiał kierować odrębne zapytania do wszystkich BIG-ów.

– Według nowych zapisów ustawy, aby zweryfikować firmę we wszystkich biurach informacji gospodarczej, wystarczy jeden wniosek złożony w wybranym przez siebie BIG-u. Klient otrzyma wówczas z kilku źródeł kompleksowe informacje o interesującym go podmiocie – wyjaśnia Adam Łącki.

Obecnie zadłużenie wszystkich firm notowanych w Krajowym Rejestrze Długów sięga już 10 mld zł, a konsumentów przekroczyło 42 mld zł. Nowe możliwości, jakie daje znowelizowana ustawa o biurach informacji gospodarczej ma zapewnić większe bezpieczeństwo transakcji handlowych.

Szybciej będzie można odzyskać pieniądze

Ale nowe przepisy nie tylko mają pomóc w unikaniu nierzetelnych klientów, ale także w szybszym odzyskiwaniu należności. Dotychczas obowiązujące przepisy pozwalały na wpisanie dłużnika do biura informacji gospodarczej po 60 dniach od upływu terminu zapłaty. Nowelizacja skróci ten okres do 30 dni, co w zamyśle Ministerstwa Rozwoju powinno zmniejszyć skalę zatorów płatniczych i obniżyć straty, jakie ponoszą wierzyciele, zwłaszcza z grona mikro i małych firm, kiedy nie otrzymują zapłaty od swoich klientów.

– Wpis do Krajowego Rejestru Długów mocno motywuje dłużników do spłaty, zwłaszcza tych którzy są aktywni na rynku i korzystają z szeregu innych usług. Ale prawidłowość jest taka – im szybciej informacja o dłużniku będzie dostępna dla innych, tym większe prawdopodobieństwo, że odda pieniądze, żeby zniknąć z rejestru. Tu bowiem nic się nie zmienia, po spłacie długu wierzyciel ma ustawowy obowiązek, aby w ciągu 14 dni usunąć dane dłużnika z rejestru – informuje Adam Łącki.

Dla wierzycieli sporym problemem było przesyłanie wezwań do zapłaty, wynikających z umów o świadczenia okresowe. Mowa m.in. o umowach najmu, regularnych opłatach za usługi telekomunikacyjne, Internet, wodę, prąd czy gaz. Wielu wierzycieli, aby dopisać nierzetelnych płatników do bazy biura informacji gospodarczej, musiało ponosić dodatkowe koszty wysyłki kolejnych listów poleconych z wezwaniem do zapłaty za świadczenia okresowe. Nowelizacja ustawy upraszcza ten etap. Dłużnika będzie można dopisać do rejestru w oparciu o pierwsze wezwanie do zapłaty, o ile będzie ono zawierać taką informację dla klienta.

Jak pokazuje badanie „Audyt windykacyjny”, przeprowadzone przez Keralla Research na zlecenie Kaczmarski Inkasso, prawie 72 proc. małych i średnich przedsiębiorstw ma kłopoty z terminowym otrzymywaniem zapłaty od swoich partnerów biznesowych. Problem ten dotyczy także dużych firm, bo w przypadku płatności duży nie znaczy mocniejszy. Kumulacja wielu niezapłaconych faktur jest dla wielkich korporacji równie dotkliwa jak dla mniejszych podmiotów. Działa tu efekt skali – wiele drobnych zaległości płatniczych tworzy znaczącą lukę w budżecie firmy.

Zmiany, jakie niesie znowelizowana ustawa, mają sprawić, że przedsiębiorcy korzystający z usług BIG-ów zyskają bardziej szczegółową wiedzę o kontrahentach, co pomoże im skuteczniej zabezpieczać swoje transakcje. Szersze informacje to mniejsze ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej. Nowe rozwiązania wprowadzone w ustawie mają dodatkowo wspierać firmy w odzyskiwaniu należności, a tym samym w niwelowaniu zatorów płatniczych.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Monitoring należności to proces stałego śledzenia wystawionych i nieopłaconych faktur. Powinien być naturalną kontynuacją procesu sprzedaży i rozpoczynać się zaraz po wystawieniu faktury. Dzięki niemu firma nie tylko zadba o płynność finansową, ale także uchroni się przed dotkliwymi zatorami płatniczymi. Tymczasem wielu przedsiębiorców nie jest świadomych korzyści wynikających z monitorowania należności i bagatelizuje ten proces.

Według danych pochodzących z raportu BIG „Wskaźnik bezpieczeństwa działalności gospodarczej” z września tego roku, aż 72% firm uważa, że nieterminowe płatności stanowią poważną przeszkodę w prowadzeniu działalności gospodarczej.
Co druga firma boryka się z tym problemem, natomiast 36% ankietowanych przedsiębiorstw ocenia, że suma należności z jakimi zalegają na ich rzecz kontrahenci przekracza 100 tysięcy złotych. Dane te pokazują skalę problemu, dziwi więc, że tak niewiele firm podejmuje działania mające na celu usprawnienie uzyskiwania płatności. Według szacunków Krajowego Rejestru Długów zaledwie co czwarta polska firma korzysta z usług firm windykacyjnych. Tymczasem rynek oferuje liczne rozwiązania, które mogą znacznie przyspieszyć i ułatwić ten proces.

Monitoring należności powinien być integralną częścią prowadzenia działalności gospodarczej każdej firmy, która wystawia faktury z odroczonym terminem płatności. Nie ma znaczenia czy w miesiącu jest ich kilka, kilkanaście czy nawet kilkaset. W każdym przypadku opóźnienia w płatnościach mogą stanowić istotny problem i znacząco utrudniać bieżącą działalność. Również wielkość przedsiębiorstwa czy rodzaj prowadzonej działalności nie jest istotny, aczkolwiek można mówić o branżach, w których długie oczekiwanie na płatność stanowi uciążliwą normę. Przykładem jest rynek budowlany czy transportowy, gdzie z racji dużej konkurencji, a co za tym idzie konieczności walki o klienta, przedsiębiorcy nie mogą zrezygnować z długich terminów płatności.

Można wskazać kilka powodów, dla których firmy bagatelizują monitorowanie należności. Po pierwsze, wielu przedsiębiorców uważa, że jeśli ogólna kondycja finansowa firmy jest dobra, nie ma potrzeby angażowania się w ten proces. Tymczasem powinien być on prowadzony stale i systematycznie, niezależnie od obecnej sytuacji w biznesie. Warto pamiętać, że koniunktura na rynku szybko się zmienia, a wraz z nią z dnia na dzień mogą zmienić się także finanse firmy.

Co więcej, w mentalności wielu przedsiębiorców leży działanie reaktywne, a nie zapobiegawcze. Wolą oni zareagować dopiero gdy pojawi się problem z należnością. Tymczasem monitorowanie opiera się na zasadzie „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Celem podjętych działań jest kontrola statusu płatności, pozwalająca na szybkie wychwycenie tych faktur, w przypadku których istnieje ryzyko nieterminowego uregulowania zobowiązań.

Właściciele firm często rezygnują z wdrożenia monitorowania należności, uważając go za zbyt czasochłonny i kosztowny. Oba argumenty można uznać za bezzasadne, jeśli weźmiemy pod uwagę ułatwienia dostępne na rynku. Większość firm wystawiając faktury korzysta z dedykowanych programów komputerowych, które automatycznie generują zestawienia płatności. Ich stały monitoring dla ułatwienia można wydzielić do zewnętrznej firmy windykacyjnej. Takie rozwiązanie nie tylko odciąży wewnętrzną strukturę firmy, ale może też okazać się dużo bardziej skuteczne. Eksperci są zdania, że wewnętrzne działy windykacji nie są traktowane poważnie i w mniejszym stopniu niż działania sygnowane przez zewnętrzy podmiot motywują do uregulowania należności. Oczywiście w tym przypadku pojawiają się dodatkowe koszty – zwykle opłata wstępna, powiększona o prowizję od wyegzekwowanego długu, która może sięgać nawet 30% jego wartości.  Również w tym zakresie rynek oferuje rozwiązanie, które może ograniczyć opłaty. Mowa o internetowych serwisach do monitorowania należności, które w pełni automatyzują ten proces. Według ustalonego schematu generują i przesyłają do dłużnika powiadomienia o zbliżającym się terminie płatności czy o już występujących zaległościach. Działania te oczywiście również generują pewne koszty, jednak znacznie niższe niż w przypadku korzystania z usług firmy windykacyjnej. Najkorzystniej jest wybrać serwis rozliczający się tylko za wykonaną usługę czyli wykonany do klienta telefon, wysłany mail czy list. Wtedy koszty mogą zaczynać się już od 30 groszy za przeterminowaną fakturę.

Monitoring należności to istotny element prowadzenia firmy, o którym powinien pomyśleć każdy przedsiębiorca. Efektywnie realizowane działania pozwalają w znacznym stopniu ograniczyć ryzyko zatoru finansowego, co z kolei przekłada się na możliwości dalszego rozwoju przedsiębiorstwa. Dbałość o finanse wpłynie również na jego lepszy zewnętrzny wizerunek i pozwoli budować dobre relacje z klientami.

autor: Paweł Pawłow, Prezes Zarządu Alcance Sp. z o.o.

Eksperci

Inwestorzy widzą tylko to, co chcą zobaczyć

Wygląda na to, że przed obawami o globalne spowolnienie rynki finansowe mogą uratować... skutki obaw...

PPK to nie nowe OFE, dajmy im szansę

Proces legislacyjny w Polsce od dawna budzi niemałe kontrowersje, ale pomysłodawcom ustawy o Pracown...

Koniec jednego, początek drugiego

Koniec miesiąca i start szczytu G20 nakładają się na siebie, co może przynieść wszystko i nic w kwes...

W ostatnim tygodniu listopada polityka może pozostać ważniejsza niż gospodarka

. Europa będzie śledzić wydarzenia wokół brexitu i Włoch, a w odniesieniu do szczytu G20 tlą się nad...

Najważniejsze zasady budowania portfela inwestycyjnego

Jak zbudować portfel inwestycyjny? Opierać się na funduszach czy inwestować w akcje i nowe, obiecują...

AKTUALNOŚCI

Co nam zostanie po COP 24?

 Od kilku dni w Katowicach goście z całego świata dyskutują o możliwościach i regułach wdrożenia por...

Będą kolejne referenda w sprawie opuszczenia UE? Nie Polska i Węgry, ale…

Nie Polska czy Węgry, ale Włochy i Grecja są najbliższej wyjścia z Unii Europejskiej. Londyński bukm...

Elektroniczne faktury zdominują wkrótce rynek rozliczeń

Elektroniczne faktury mają za kilka lat zdominować rynek rozliczeń. Polscy przedsiębiorcy jednak do ...

Black Friday czyli zakupowe szaleństwo nie tylko Amerykanów

Wielka wyprzedaż przypadająca na ostatni piątek listopada i mająca początek swojej tradycji w Stanac...

24-25 listopada – największy stacjonarny maraton programowania w Global Expo

Ponad 2,5 tys. programistów i hakerów z Polski oraz zagranicy przyjedzie do stolicy na największy st...