Home Archiwa 2017 Czerwiec 19

Dzienne archiwaCze 19, 2017

Wynagrodzenie w maju br. wzrosło o  5,4% r/r. – podał GUS. Niższy od oczekiwanego wzrost zatrudnienia o 4,5% r/r potwierdza nadchodzący rynek pracownika, szczególnie w kontekście nadal niskiej aktywności zawodowej Polaków.

Dużym wyzwaniem, z którym będą musieli zmierzyć się pracodawcy w nadchodzących miesiącach będzie znalezienie wystarczającej liczby pracowników sezonowych, których już teraz zaczyna brakować. Obawy są tym bardziej zasadne, że ostatnio Unia Europejska  zniosła wizy dla obywateli Ukrainy. Obecnie wiele firm decyduje się na zatrudnianie naszych wschodnich sąsiadów, szczególnie w sektorach, gdzie brakuje pracowników średniego i niskiego szczebla, czyli w handlu i produkcji. W Polsce zgodnie z szacunkami przebywa ponad 1 milion Ukraińców i są oni znaczącym wsparciem dla polskich firm.  Większość z nich niestety pracuje nielegalnie, a to oznacza nieuczciwą konkurencję na rynku pracy. Dlatego niezwykle ważne są  działania, których skutkiem będzie wzrost transparentności i sprawiedliwe traktowanie wszystkich pracowników. Jest to istotne szczególnie w kontekście możliwości pracy Ukraińców u zachodnich sąsiadów, która na pewno jest atrakcyjną alternatywą. Dlatego zapewnienie równych i przejrzystych warunków zatrudniania obcokrajowców jest szansą dla polskiego rynku pracy, który w niedalekiej przyszłości będzie musiał się zmierzyć z brakiem pracowników.

Komentarz  Jakuba Gontarka, eksperta Konfederacji Lewiatan

Najlepszy ochroniarz to czujny sąsiad. Niezależnie od jego wsparcia, dobrze jest przygotować dom na sezon urlopowy. Ile kosztuje ochrona domu?

Sezon urlopowy przed nami. Aż 29 proc. Polaków obawia się włamania do mieszkania lub piwnicy – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Komendy Głównej Policji. Im sezon urlopowy bliżej, tym lęk większy. W czołówce łupów złodziei są pieniądze (26,3 proc.) oraz biżuteria (25,3 proc.). Na liście znalazły się także: zegarki, radia, konsole do gier, mały sprzęt AGD. Złodzieje kradną niewielkie przedmioty, które można niepostrzeżenie wynieść z osiedla i szybko spieniężyć. Co więcej, tego typu przedmioty są właściwie niemożliwe do odnalezienia. Dlatego przed wyjazdem na dłuższy urlop warto zabezpieczyć mieszkanie – mówi Jolanta Mróz z Kredyt Inkaso.

Zostawmy klucze zaufanej osobie

Przede wszystkim warto umówić się z sąsiadami, aby „mieli oko” na nasze mieszkanie. Warto, aby podczas naszej nieobecności, raz na jakiś czas, wyjmowali ulotki ze skrzynki na listy. Pełna skrzynka to pierwszy sygnał dla złodziei, że nikogo nie ma w domu. Jeśli w pobliżu nas mieszka ktoś z rodziny, warto zostawić bliskim klucze do mieszkania, aby raz na jakiś czas zaświecili w domu światło wieczorem albo wywiesili pranie na balkonie. Z badań GUS wynika, że aż 98 proc. z nas ufa najbliższej rodzinie, a 93 proc. przyjaciołom. Poza tym siedem na dziesięć osób ufa także sąsiadom. A skoro mamy zaufanie do otaczających nas osób, warto poprosić o pomoc, gdy zbliża się sezon urlopowy.

Drzwi antywłamaniowe i rolety w oknach

Zbliżający się sezon urlop powinien zmotywować nas do wcześniejszego montażu drzwi antywłamaniowych oraz rolet w oknach. Taka inwestycja, choć oznacza wydatek co najmniej kilku tysięcy złotych, sprawia, że mieszkanie nie jest łatwym celem dla złodziei. Najtańsze drzwi antywłamaniowe, zewnętrzne, kosztują 903 zł (według porównywarki ceneo.pl). Kilka modeli drzwi jest też w kwocie między 1,2 a 1,5 tys. zł. Droższe to już wydatek 3-5 tys. zł. Drzwi warto dobrać do otoczenia, w którym mieszkamy. Przykładowo, jeśli nasi sąsiedzi mają zwykłe drzwi zamontowane jeszcze przez dewelopera, nie warto sięgać po drzwi antywłamaniowe z najwyższej półki, bo wejście do naszego mieszkania będzie nazbyt przykuwać uwagę. W takiej sytuacji lepiej zainwestować w drzwi ze średniej półki. W rolety warto bezwzględnie zainwestować, jeśli nasze mieszkanie mieści się na parterze. Koszt przeciętnej rolety to koszt ok. 600 zł na okno kuchenne i od 800 zł na okno w pokoju.

Podgląd mieszkania na smartfonie

Nowoczesnym rozwiązaniem, które pozwala na monitorowanie tego, co dzieje się w domu są kamery, z których obraz wyświetla się na telefonie. Koszt najtańszej kamery zaczyna się od 200 zł. Prosty system kamer, obejmujący kilka pomieszczeń, to już koszt około 1,5 tys. zł. Minusem takiego rozwiązania jest to, że na urlopie jedną nogą wciąż będziemy w domu, co może utrudniać pełen relaks. Z drugiej strony nie musimy „zaglądać” do domu podczas urlopu, a kamera i tak zarejestruje obraz z kilku dni. Z kwietniowego rankingu kamer do monitoringu serwisu webranking.pl największą popularnością cieszą się produkty firmy TP-Link (udział 30 proc.). Na kolejnych miejscach znalazły się firmy: FOSCAM (18,6 proc.) oraz Edimax (14,3 proc.). Średnia cena najpopularniejszych 20 produktów wynosi 482 zł.

Firma ochroniarska

Mieszkając na otwartym osiedlu bez kamer lub w domu jednorodzinnym można wykupić abonament na ochronę w firmie ochroniarskiej. Taki miesięczny abonament wynosi od kilkudziesięciu do kilkaset złotych w zależności od lokalizacji nieruchomości, ale też od jej rodzaju. Domy jednorodzinne mają wyższą stawkę. Z badań Deloitte wynika, że branża ochroniarska w Polsce rośnie w siłę. Ten rynek warty jest już 9 mld zł.

Sezon urlopowy. Jaką ochronę w wybrać?

Jeśli mieszkamy na chronionym osiedlu, które oprócz systemu kamer posiada jeszcze ochroniarzy, można zainwestować dodatkowo w drzwi antywłamaniowe i prosty system kamer. Jeśli jednak osiedle ma jedynie system monitoringu, to wówczas warto pomyśleć dodatkowo o roletach antywłamaniowych w oknach. Osoby mieszkające w domach wolnostojących zwykle sięgają po ochronę profesjonalnych firm. Ostatnią kwestią, którą można rozważyć jest ubezpieczenie od kradzieży. Przy wyliczaniu składki ubezpieczyciele pytają jednak o to, w jaki sposób chronimy swój dom. Im więcej zabezpieczeń, tym niższa składka. Sezon urlopowy także sprawia, że stawki nie są niskie.

Choć koszt ochrony domu jest dość wysoki, to warto mieć świadomość, że sezon urlopowy minie, a dom będzie naszą twierdzą na kolejne miesiące.

 

Źródło: Fundacja Zaradni

Znaczne przyspieszenie postępu technologicznego na całym świecie skutkuje znacznie szybszym wzrostem zysków spółek technologicznych (EPS – earnings per share). Obecnie NASDAQ osiąga szczyty. Czy to dobry moment na zainwestowanie?

– W długim terminie akcje rosną, technologia się rozwija, spółki technologiczne poprawiają wyniki, także mimo, że indeks jest na szczytach cały czas widzimy potencjał. Widzimy spółki, które są neutralnie wycenione i są w miarę tanie. Oczywiście są też spółki, które są bardzo drogie np. rynek gier komputerowych rośnie na całym świecie. Dostrzegamy  spory potencjał w spółkach biotechnologicznych – mówi newsrm.tv Arkadiusz Bebel zarządzający Funduszami w QUERCUS Global Growth.

Sektor biotechnologiczny rozwija się w tempie 10-15% rocznie, co jest pochodną rosnących wydatków na ochronę zdrowia, zmian demograficznych, a także rosnących wydatków na badania. Jak zauważa ekspert przed sektorem biotechnologicznym wciąż istnieje wiele wyzwań, a trendy, tj. demografia czy chęć podnoszenia jakości życia, są długoterminowo mocno wspierające. Pomimo dobrej koniunktury na światowych rynkach, notowania wielu spółek biotechnologicznych w ostatnim czasie nie rosły, a indeks NASDAQ Biotechnology znalazł się poniżej krzywej wyznaczającej długoterminowy trend.

– Jeżeli chodzi o spółki technologiczne to wyceny są w naszej ocenie neutralne, natomiast zyski bardzo szybko rosną. W przypadku spółek biotechnologicznych uważamy, że tutaj „bańka pękła”. Szczyt był mniej więcej dwa lata temu. Teraz są one notowane ok. 30 proc. niżej. Należy jednak pamiętać, że te biznesy są dużo bardziej rozwinięte. Teraz nowe leki są dużo bliżej wejścia na rynek, powinny się pojawiać zyski z tych preparatów. Dlatego uważamy, że teraz jest bardzo dobry moment żeby otworzyć fundusz. Natomiast chcemy też dla inwestorów troszeczkę zdywersyfikować ryzyko – wyjaśnia Arkadiusz Bebel.

QUERCUS Global Growth planuje inwestować zarówno w liderów w sektorze nowych technologii np. Apple, Google, jak i rodzące się gwiazdy IT, biotechnologia. Fundusz będzie służył do ograniczenia lokalnego ryzyka. Planowana jest niewielka ekspozycja na rynek polski. Fundusz będzie dawał możliwość uzyskania ekspozycji na sektory nieobecne w polskiej gospodarce. Będzie inwestował głównie w Stanach Zjednoczonych.

– Oczywiście to jakie spółki będziemy mieć w portfelu zależy od wycen. To wszystko się może zmieniać, bo technologia się zmienia. Dzisiaj mogę np. powiedzieć, że z sektora technologicznego racjonalnie wyceniane są spółki takie jak Intel i Cisco. Jeżeli chodzi o sektor biotechnologiczny podoba nam się np. Celgene. Jest to największa spółka biotechnologiczna na świecie, wyceniona 14 razy zyski – opowiada Arkadiusz Bebel i dodaje. – Jest to fundusz akcyjny o czym należy pamiętać w kontekście podejmowanego ryzyka. Jeżeli na świecie będą mocniejsze spadki to ten fundusz może tracić zakładamy, że mniej ponieważ jest ta dywersyfikacja na część technologiczną i biotechnologiczną. Natomiast w przypadku wzrostów zakładamy, że te spółki technologiczne powinny rosnąć szybciej niż tradycyjne biznesy jak przemysł, utilities, czy banki.

 

Wypowiedź: Arkadiusz Bebel zarządzający Funduszami w QUERCUS Global Growth.

Rozmowy kwalifikacyjne w formie video szybko stają się gorącym trendem na rynku pracy. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na niższe koszty, oszczędność czasu i zasobów, a także większą wydajność. Z przeprowadzonych badań wynika, że w 2016 roku aż 63 proc. przedsiębiorców i firm korzystało z wywiadów wideo, by zatrudnić osoby na stanowiska kierownicze i średniego szczebla, z czego 84 proc. respondentów zatrudniło od 1 do 50 pracowników właśnie w ten sposób. Co więcej, 90 proc. osób deklaruje, że skorzysta z tej technologii w 2017r. Na czym właściwie polega fenomen nowego trendu i dlaczego nie możemy go zignorować?

Obecnie wszyscy korzystamy z wideo rozmów. Skype, FaceTime, Snapchat, relacje na Instagramie – nie opisujemy już jedynie słowem, ale głównie obrazem. Wideo staje się najczęściej używaną formą komunikacji, która łączy ludzi z całego świata. Żyjemy szybciej, komunikujemy się szybciej, odbieramy tysiące wiadomości dziennie. Wszechobecny szum informacyjny wymaga dostosowania się i pracy z technologią praktycznie w każdej dziedzinie. – Dzisiejszy rynek rekrutacji przeniósł się dużej mierze do świata digital – mówi Michał Młynarczyk, Prezes devire. Jak wskazują dane StatCounter w październiku po raz pierwszy to nie komputery a urządzenia przenośne królowały w zakresie korzystania z Internetu. Większość, czyli ponad 51 proc. danych przetworzono na tabletach i smartfonach. – Ten trend widać również na rynku rekrutacji. Coraz więcej kandydatów aplikuje mobilnie, rozmowy kwalifikacyjne odbywają się z użyciem wideo, a proces selekcji kandydatów skracany jest do minimum dzięki specjalistycznym programom i technologiom – dodaje Michał Młynarczyk.

Starymi metodami,

Oszczędność czasu i zasobów

Zaplanowanie i przeprowadzenie pierwszych spotkań między kandydatem a pracodawcą jest jednym z głównych powodów opóźnień i strat finansowych dla firm. Z badań wynika, że dwie najczęstsze przeszkody uniemożliwiające firmom realizację strategii w 2016 r. to ograniczenia budżetowe i brak wykwalifikowanego personelu (41 proc.) Selekcja i wywiady przesiewowe są często drogie i czasochłonne, a przedłużający się proces rekrutacji jest obecnie największą bolączką firm rekrutacyjnych i przedsiębiorców. Statystyczny kandydat, który zmienia pracę ma średnio 3-4 oferty, natomiast decyzję podejmuje najczęściej w przeciągu 2-3 tygodni – jak wynika z danych devire. W sytuacji, gdy pracodawca zwleka, lub nie jest w stanie spotkać się z kandydatem ze względu na różne czynniki zewnętrzne (np. miejsce zamieszkania, odległość, czy wyjazd służbowy) narażony jest zarówno na koszt utraty dobrego kandydata, jak i koszt utraconych korzyści dla firmy. W takim przypadku, wykorzystanie technologii i wideo rozmowy pozwala na zredukowanie ewentualnych strat do minimum. Nie ulega wątpliwości, że kandydat i pracodawca wymagają szybkich i skutecznych procesów. Procedury rekrutacyjne odbywające się za pomocą Internetu nie tylko zmniejszają koszty, ale usuwają trudności związane z podróżowaniem. Dzięki wywiadom wideo kandydaci i menedżerowie mogą odbyć rozmowę w dogodnym dla nich miejscu i czasie. – Rekruter korzystający z rozmów wideo może koordynować rozmowy panelowe lub rozmowy kwalifikacyjne z wieloma osobami. Jest to znacznie skuteczniejszy sposób spotkania zwłaszcza gdy wszyscy uczestnicy znajdują się w różnych miejscach. Ponadto, brak bariery związanej z odległością daje pracodawcy dostęp do globalnych talentów. Wywiady wideo mogą być również wykorzystane jako wstępne przesłuchanie przed spotkaniem in-person lub zastąpić wywiad z osobą w celu stworzenia wygodniejszego procesu, redukując koszty, planując możliwe konflikty i potrzeby podróży – podkreśla Michał Młynarczyk, prezes devire.

Lepsza selekcja, lepsze dopasowania

Korzystanie z internetowych wywiadów wideo umożliwia skuteczniejszą selekcję kandydatów, a tym samym zwiększa szanse na wybranie najlepszego z nich. Dzięki rozmowom przeprowadzanym online można oprzeć pierwszy wybór nie tylko na podstawie CV (wiedzy i doświadczeniu), ale także na tzw. „miękkich umiejętnościach”. Nagrywanie rozmów, ocena i komentowanie odpowiedzi kandydata ułatwiają porównanie i sprawdzenie wszystkich interesariuszy. Wideorozmowy kwalifikacyjne ze względu na aspekt wizualny, pozwalają na jaśniejszą komunikacje i bardziej osobiste interakcje. Język ciała, wygląd i zachowanie nadal mogą być oceniane – co nie jest możliwe w przypadku rozmowy telefonicznej. Dodatkowym wsparciem widerozmów stają się specjalne nakładki, które analizują mimikę twarzy kandydata, jego zachowania ruchowe, a nawet tembr głosu i intonacje wokalne. Dzięki takim wskaźnikom analitycznym, pracodawca może ocenić, czy kandydat jest zestresowany, czy mówi prawdę, a także, czy ma odpowiednie predyspozycje wymagane na danym stanowisku. W związku z tym, że 66 proc. populacji świata korzysta z telefonów komórkowych i posiada kamerę w kieszeni ciekawym rozwiązaniem staje się również tzw. pre-recorded interview. Na czym to polega? Kandydat dostaje od potencjalnego pracodawcy link za pomocą którego może nagrać 30 sek. film z odpowiedziami na zadane pytania. Ponadto, kandydat ma szanse na powtórzenie nagrania do momentu, aż uzna, że spełnia ono odpowiednie standardy – co nie jest możliwe w przypadku rozmowy na żywo lub za pomocą technologii. Jednocześnie nie zapominajmy, że preferencje i życzenia kandydatów również się zmieniają i nie można ich ignorować. Pracodawca powinien zadbać o jak najlepsze doświadczenia związane z kontaktem z firmą. Wyraźny szacunek dla potrzeb i czasu potencjalnych pracowników jest dobrym sposobem na budowanie pozytywnego wizerunku marki.

Dodatkowo a nie zamiast

Większość osób poszukujących pracy nadal bardzo ceni sobie rozmowę osobistą. Dla wielu CV lub rozmowa telefoniczna nie jest odpowiednim sposobem, by właściwie się zaprezentować. Wywiady online oferują skuteczną alternatywę bez utraty osobistego doświadczenia kandydata. Kontakt interpersonalny to nadal priorytet dla obydwu stron i nie można go wyeliminować. Mimo, że rozwiązania technologiczne stają się standardem, tego elementu nie da się zastąpić. – Aby odnieść sukces na dzisiejszym rynku rekrutacji najistotniejsze jest odpowiednie dopasowanie oferty. Kluczem jest dogłębne poznanie zarówno pracownika jak i pracodawcy, ich preferencji, potrzeb, ale również słabych stron. Owszem, przyśpieszamy procesy za pomocą technologii oraz innowacyjnych rozwiązań, ale nie możemy i nie powinniśmy uciekać od tradycyjnego sposobu kontaktu z klientem. Właśnie dlatego stosujemy metody bezpośredniego dotarcia, jesteśmy obecni na konferencjach i targach, a także w dużej mierze polegamy na referencjach. Grunt to znaleźć „złoty środek” i umiejętnie połączyć wieloletnie doświadczenie z nowoczesną technologią i trendami – w ten sposób tworzymy przyszłość rekrutacji – podkreśla Michał Młynarczyk, Prezes devire.

 

Źródło: Devonshire/devire

Nie ma podstaw do opodatkowania spłaty udziałów w mieszkaniu pozostałych spadkobierców, jeśli spłata będzie wynosiła tyle samo, co udziały w spadku. W takiej sytuacji nie można mówić o wzbogaceniu się względem odziedziczonego majątku, zatem tym bardziej o pojawieniu się podatku dochodowego do zapłaty – stwierdził fiskus.

Z wątpliwością co do skutków podatkowych otrzymania spłaty w związku z podziałem spadku zwrócił się do fiskusa podatnik, który wraz z żoną oraz zięciem nabył spadek po zmarłej córce. W skład masy spadkowej wchodziło mieszkanie, którego córka była współwłaścicielem razem ze swoim mężem.

Córka podatnika zmarła w 2015 r., a rok później, w 2016 r. sąd rozstrzygnął sprawę o spadek, dzieląc prawo do połowy mieszkania między jej ojca i matkę oraz męża. Druga połowa mieszkania należy do męża z racji wspólności majątkowej. Czyli w obecnej sytuacji mąż spadkodawczyni ma prawo do  udziałów w mieszkaniu w wysokości ¾, natomiast spadkobiercy – matka i ojciec po ⅛ części każde z nich.

Zięć podatnika w tym roku (tj. dwa lata po śmierci córki podatnika i rok po ogłoszeniu spadku przez sąd) zamierza spłacić teściów w kwocie równej wartości ich udziałów w mieszkaniu i w zamian zostać jedynym właścicielem mieszkania. Czy z punktu widzenia teściów ta transakcja spowoduje powstanie przychodu, od którego będą musieli zapłacić PIT? Zdaniem wnioskującego o interpretację przepisów podatkowych nie.

PIT od sprzedaży udziału w mieszkaniu

Generalną zasadą jest, że odpłatne zbycie m.in. nieruchomości, udziału w nieruchomości, spółdzielczego własnościowego prawa do mieszkania czy domu oraz prawa wieczystego użytkowania gruntów rodzi obowiązek zapłaty PIT, o ile:

  • nie dochodzi do niego w ramach działalności gospodarczej oraz
  • zostało dokonane przed upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie lub wybudowanie (art. 10 ust. 1 pkt 8 ustawy o PIT).

Pod pojęciem odpłatnego zbycia należy rozumieć nie tylko sprzedaż, czy zamianę, ale każdą czynność prawną, w wyniku której dochodzi do przeniesienia prawa własności nieruchomości, jej części lub udziału w niej za odpłatnością, a więc, co do zasady również odpłatny dział spadku.

Spłata teściów nie będzie odpłatnym zbyciem

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji indywidualnej z dnia 9 czerwca 2017 r. o sygn. 0111-KDIB-2-2.4011.78.2017.1.KK przychylił się do stanowiska podatnika. Co prawda okoliczność, że podział spadku następuje ze spłatami na rzecz pozostałych spadkobierców powoduje, że umowa ta ma charakter odpłatny. Nie jest to jednak równoznaczne z obowiązkiem zapłaty podatku dochodowego z tytułu takiego zbycia mieszkania. Jeśli wartość spłaty teściów przez zięcia nie przekracza wartości przysługującego teściom udziału spadkowego, to nie powstaje przychód z odpłatnego zbycia.

Fiskus stwierdził, że w sytuacji, w której spłata jest ekwiwalentna do posiadanego przez podatnika udziału w spadku, podatnik nie uzyskuje w związku z czynnością działu spadku żadnego przysporzenia majątkowego względem odziedziczonej części masy spadkowej. W takim przypadku brak jest podstaw do opodatkowania podatkiem dochodowym kwoty spłaty otrzymanej przez teściów od zięcia.

Moment nabycia spadku przez spadkobierców

Kwestia określenia momentu, w którym spadkobierca nabywa spadek, nie była kluczowa w rozstrzygnięciu fiskusa, choć i tę wyjaśnił. W myśl przepisów Kodeksu cywilnego spadek nabywa się z chwilą otwarcia spadku, a to następuje z chwilą śmierci spadkodawcy. Innymi słowy, z chwilą śmierci należące do zmarłego prawa i obowiązki stają się spadkiem. Z kolei postanowienie sądu o stwierdzeniu nabycia spadku lub akt poświadczenia dziedziczenia potwierdzają jedynie prawo spadkobiercy do spadku.

W sytuacji, w której spadek przypada kilku spadkobiercom, mamy do czynienia z instytucją działu spadku. Wskutek działu spadku poszczególni spadkobiercy stają się podmiotami wyłącznie uprawnionymi względem przyznanych im praw majątkowych, stanowiących do chwili działu przedmiot wspólności. Na skutek działu spadku następuje konkretyzacja składników masy spadkowej przypadających poszczególnym spadkobiercom. A dział spadku może nastąpić bądź na mocy umowy między wszystkimi spadkobiercami, bądź na mocy orzeczenia sądu na żądanie któregokolwiek ze spadkobierców.

W rezultacie w wyniku zniesienia współwłasności (działu spadku) dochodzi więc jedynie do nowego ukształtowania prawa własności poprzez odebranie temu prawu cechy wspólności.

 

Źródło: Tax Care

Trwająca od połowy kwietnia przecena ropy naftowej to jedna z głównych przyczyn spadku inflacji. Niższa inflacja to z kolei impuls dla utrzymywania stóp procentowych na obecnym poziomie. Coraz bardziej prawdopodobne jest, że RPP nie zmieni ich wysokości do aż końca przyszłego roku. To zła wiadomość dla posiadaczy oszczędności i dobra dla zadłużonych.

Notowania ropy naftowej na giełdach spadają od połowy kwietnia. W tym czasie amerykańska WTI staniała z ponad 53 do 44,5 dolara za baryłkę, a europejska Brent z 56 do 47 dolarów, czyli o 16 proc. Tym samym ceny surowca są niższe o 2-3 dolary niż przed rokiem, co powoduje, że nie wywierają już inflacyjnej presji. I rzeczywiście, po okresie silnego wzrostu, wskaźniki inflacji od trzech miesięcy idą w dół na niemal całym świecie. W Stanach Zjednoczonych spadł on z 2,7 proc. w lutym do 1,9 proc. w maju, a w strefie euro z 2 do 1,4 proc. W Polsce w lutym inflacja sięgała 2,2 proc., a w maju już tylko 1,9 proc. i gdyby nie silny wzrost cen żywności, wynoszący 3,9 proc., byłaby jeszcze niższa. Ministerstwo Rozwoju przewiduje, że w czerwcu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniesie już tylko 1,7 proc. Jeśli notowania ropy naftowej nie pójdą zdecydowanie w górę, a żywność, zgodnie z sezonowym schematem zacznie tanieć, inflacja nie tylko nie wzrośnie, ale może się jeszcze nieco obniżyć, sięgając w grudniu 1,4-1,6 proc. Szacuje się, że jej średnioroczny poziom wyniesie poniżej 1,8 proc. Powrotu w okolice 2 proc. można się spodziewać dopiero w przyszłym roku.

To zdecydowanie zbyt mało, by skłonić Radę Polityki Pieniężnej do podwyżek stóp procentowych. Mogłaby ona zacząć zastanawiać się nad taką decyzją, gdyby wskaźnik cen konsumpcyjnych zbliżył się trwale do celu inflacyjnego, czyli do 2,5 proc. i nadal wykazywał tendencję zwyżkową, a jednocześnie tempo wzrostu gospodarczego pozostawałoby wysokie, sięgając 3,8-4 proc. Wszystko więc wskazuje na to że stopy procentowe pozostaną na rekordowo niskim poziomie 1,5 proc. jeszcze przez około półtora roku. Nie jest to dobra informacja dla posiadaczy oszczędności, gdyż nie mają oni raczej co liczyć na to, że banki zaoferują im w tym czasie wyższe oprocentowanie lokat bankowych. Średnio wynosi ono obecnie 1,5 proc. dla lokat o terminie do dwóch lat (od 3 miesięcy do 1 roku sięga ono 1,6 proc.) i trzeba niemało zachodu, by znaleźć bank dający lepsze warunki. Korzyść z niższej inflacji jest taka, że aby ochronić oszczędności przed jej destrukcyjnym wpływem, czyli utrzymać ich realną wartość, wystarczy oprocentowanie rzędu 2-2,3 proc., uwzględniając podatek od dochodów kapitałowych i zakładając inflację sięgającą 1,6-1,8 proc. (do skompensowania inflacji wynoszącej 2 proc., trzeba było znaleźć lokatę na 2,5 proc.). Tego rzędu odsetki można uzyskać kupując obligacje skarbowe, zaś chcąc osiągnąć realny zysk, trzeba myśleć o obligacjach firm, inwestycjach w nieruchomości lub na wciąż niestabilnej giełdzie.

Perspektywa niskich stóp procentowych daje jeszcze przez pewien czas względny komfort zadłużonym. Do końca przyszłego roku mogą oni nie martwić się, że będą płacić wyższe raty kredytu. Niemniej jednak, podejmując decyzje o zadłużeniu się, szczególnie na dłuższy termin, warto mieć na uwadze fakt, że okres rekordowo niskich stóp procentowych nie będzie trwać wiecznie i należy się liczyć z ryzykiem, wynikającym z ich wzrostu w przyszłości.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

Jeszcze w sierpniu br. będzie można ubiegać się o budżetowe pieniądze na zakup mieszkań i domów – taki może być efekt zmian w programie „Mieszkanie dla młodych”, które na ostatnim posiedzeniu przyjął rząd. W efekcie z dopłatą Polacy będą mogli kupić jeszcze 2,7 tys. mieszkań w bieżącym roku i przynajmniej 1,5 tysięcy w przyszłym.

Koniec ze sztucznym blokowaniem pieniędzy na dopłaty w ramach programu „Mieszkanie dla młodych” – taki może być efekt zmian proponowanych przez rząd. Chodzi o to, że dotychczas z limitu na dany rok można było wykorzystać 95% pieniędzy. Pozostałe 5% to bufor bezpieczeństwa. Z czasem miał on być przeznaczany na wypłaty dodatkowych świadczeń dla beneficjentów, którzy zdecydowali się na trzecie lub kolejne dziecko. Po nowelizacji banki przestaną przyjmować wnioski dopiero jak budżet zostanie wykorzystany w 100%. W 2017 roku mowa o kwocie 37,3 mln zł i kolejne 38,1 mln w roku przyszłym.

W obowiązującej ustawie jest też jeszcze jeden mechanizm blokujący pełne wykorzystanie zaplanowanych w budżecie środków. Obecnie banki zmuszone są przestać przyjmować wnioski kredytowe, gdy tylko Polacy zarezerwują wspomniane 95% środków. Bardzo ważne jest, że takiej rezerwacji dokonuje się w momencie składania wniosku kredytowego. Potem może się okazać, że ktoś kredytu nie dostanie lub po prostu się rozmyśli i nie podpisze umowy kredytowej. Efekt? Około 30 milionów złotych z pieniędzy zarezerwowanych na bieżący rok zostało niewykorzystanych pomimo rezerwacji. Z punktu widzenia beneficjentów kwota ta przepadłyby, bo w myśl obowiązującej ustawy nie można w ciągu roku wznowić raz zamkniętego procesu naborów wniosków.

Dzień szaleństwa na dopłaty

W sumie więc w sierpniu br. (Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa informuje, że najpóźniej 16 sierpnia) na rynek trafić może około 69 mln złotych na dopłaty. Czy to dużo? Przeciętny beneficjent otrzymuje tytułem dopłaty około 25,8 tys. zł. To oznacza, że odmrożone środki wystarczą na zakup około 2,7 tys. mieszkań i domów w bieżącym roku. Do tego w przyszłym roku dodatkowe 38,1 mln zł, po które będzie można sięgnąć pozwolą na zakup kolejnych 1,5 tys. nieruchomości. Bardzo ważne, że zarówno w bieżącym, jak i w przyszłym roku z dopłatą będzie można kupić zarówno mieszkanie od dewelopera jak i z drugiej ręki.

Złą informacją jest natomiast fakt, że ze wspomnianą kwotą rynek szybko sobie poradzi. Doskonałym przykładem może być to co stało się w styczniu br. Wraz z uruchomieniem nowej transzy pieniędzy na dopłaty, do banków napłynęła lawina wniosków kredytowych. Przez pierwsze dwa dni Polacy wchłonęli 122 mln zł. To sugeruje, że pieniądze, które odmrozi rząd wystarczyć mogą na zaledwie jeden dzień.

Jak to możliwe, że w ciągu jednego dnia z puli dopłat wyparować może kilkadziesiąt milionów złotych? Wszystko dlatego, że wielu potencjalnych beneficjentów podpisuje umowy zakupu mieszkań i kompletuje niezbędne dokumenty wcześniej. Tylko z ich złożeniem czekają na zielone światło w postaci informacji o uruchomieniu kolejnej transzy środków.

Dopłaty opłacają się budżetowi

Trzeba przy tym mieć świadomość, że rozdawanie pieniędzy na dopłaty do kredytów w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”, to z punktu widzenia budżetu dobry biznes. Przy okazji zakupu mieszkania na kredyt pojawia się bowiem cała masa podatków, z których cieszy się fiskus. W cenie nowego lokum płacimy VAT, a używanego PCC. Do tego PIT i CIT płacą banki zarabiające na kredycie, deweloperzy zarabiający na mieszkaniu, ekipy remontowe, składy budowlane, pośrednicy nieruchomości i kredytowi, sprzedawcy wyposażenia mieszkań, notariusze. Efekt? Na każdą złotówkę dopłaty do kredytu fiskus inkasuje około 2-3 złote w formie podatków.

 

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Nowelizacja ustawy o działalności leczniczej ma umożliwić szpitalom publicznym pobieranie opłat za operację czy hospitalizację. Ma też zakazać oddawania w dzierżawę, najem, użytkowanie i użyczenie przez placówki publiczne aktywów trwałych, np. laboratoriów, stacji dializ.

To absolutna rewolucja w dotychczasowym systemie ochrony zdrowia, a właściwie powrót do wcześniejszych praktyk rodem z PRL i wczesnych lat 90-tych. Umożliwienie szpitalom będącym w sieci pobierania pieniędzy za usługi zdrowotne po tzw. wyczerpaniu ryczałtu jest prostą drogą do nadużyć. Pacjenci będą „wypychani” ze sztucznie tworzonej kolejki do działalności komercyjnej, będą tym zainteresowane szpitale publiczne i ich pracownicy, z pewnością nie pacjenci.

Jest to, jak należy rozumieć, sposób Ministerstwa Zdrowia na niedobory w ochronie zdrowia, ratowanie publicznych szpitali ( jednak MZ dopuszcza „działania dla zysku”) i przeciągnięcie pracowników z sektora prywatnego do publicznego, za prywatne środki pacjentów.

Oczywiście ceny w placówkach publicznych będą „konkurencyjne” (niższe) niż w prywatnych, ponieważ mogą być poniżej kosztów ze względu na działalność na publicznym sprzęcie, często zakupionym ze środków UE, oraz niższych kosztów pracy, gdyż pracownikom wystarczy dopłacić, a nie zapłacić za ich pracę.

Drugim, może jeszcze groźniejszym skutkiem proponowanej nowelizacji jest zakaz oddawania w dzierżawę, najem, użytkowanie i użyczenie przez placówki publiczne aktywów trwałych.

Jest to w praktyce zakaz outsourcingu i to tak w działalności medycznej (laboratoria, stacje dializ, pracownie diagnostyki obrazowej i hemodynamiki) jak i w niemedycznej (kuchnie i pralnie szpitalne,  pomieszczenia wynajmowane przez firmy sprzątające i ochraniające). Jeżeli ten zakaz będzie działał wstecz lub zabroni przedłużania zawartych już umów będzie to rzeczywista nacjonalizacja majątku prywatnego rodem z 1948 roku. To spowoduje ograniczenie dostępności do likwidowanych pracowni i prowadzonej w nich diagnostyki, a szpitale publiczne zmusi do zakupu bardzo drogiego sprzętu medycznego i wyposażenia pracowni i laboratoriów, oraz do odtworzenia działalności wcześniej przekazanej w outsourcing.

Jednocześnie inne zapisy nieszczęsnego projektu nowelizacji ustawy uniemożliwiające konkurencję i likwidujące problem podmiotów, które nie dostosowały się do warunków sanitarnych w sposób dramatyczny obniżą jakość usług i bezpieczeństwo pacjentów.

Reasumując, jest to projekt nowelizacji ustawy mający katastrofalne skutki dla systemu i dla pacjentów, uderzający w sektor prywatny w ramach swoistej wojny ideologicznej, będący oczywistym zaprzeczeniem zasady pomocniczości państwa i idei partnerstwa publiczno – prywatnego. Panie Ministrze Zdrowia, jest jeszcze czas, aby odstąpić od tego bardzo złego pomysłu.

Komentarz dr Macieja  Piróga, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Po wejściu do Unii Europejskiej bowiem znaczna część przedsiębiorców rozpoczęła działalność międzynarodową, prowadząc interesy z zagranicznymi kontrahentami. W dodatku czasy te pokryły się z okresem kiedy dostęp do nowoczesnych rozwiązań finansowych znacznie się ułatwił, dzięki internetowi.

Co to jest hedging?

Mówiąc najprościej jest to rodzaj strategii, która służy do zabezpieczenia np. cen surowców, paliw czy kursów wymiany walut, dzięki której niskim kosztem firma może ochronić swój zysk. Dzięki hedgingowi, firma może się skupić na swojej podstawowej działalności operacyjnej, a nie na spekulacjach związanych z cenami surowców czy walut, na które nie ma i tak wpływu.

Hedging w działalności firmy oraz w inwestowaniu

Ruch cen surowców i walut może w bardzo dużej mierze wpłynąć na zyski firmy. Bardzo często nagłe podniesienie cen surowców czy zmiany kursów walutowych powodują kryzys w przedsiębiorstwie, w konsekwencji którego może dojść nawet do zawieszenia działalności. Pomimo faktu, że przedsiębiorca wykonywał swoją działalność należycie, tak jak zawsze. Błędem było jednak to, że nie zabezpieczył się odpowiednio na wypadek zmian cen. Hedging dla firmy jest swoistym ubezpieczeniem. Z jedną drobną różnicą – w przypadku ubezpieczenia ryzyko wystąpienia zdarzenia jest z reguły małe lub co najmniej umiarkowane. Podczas gdy zmiany cen są niemal pewne i zawsze mają wpływ na bilans czy rachunek zysków i strat firmy. W przypadku cen z małym lub umiarkowanym ryzykiem możemy mieć do czynienia tylko jak określimy naprawdę duże pułapy zmian kursowych. Oznacza to, iż rozsądny przedsiębiorca (nie spekulant) powinien zawsze się zabezpieczać na wypadek zmian cen kluczowych w jego firmie pozycji.

Dzięki hedgingowi firmy mogą się skupić na swojej działalności operacyjnej, nie zwracając uwagi na kursy walut, które mogłyby negatywnie wpłynąć na zysk firmy.

Z tego powodu duże przedsiębiorstwa takie jak np. firmy energetyczne, linie lotnicze czy międzynarodowe fabryki wykorzystują strategię hedgingu poprzez zakup instrumentów pochodnych na zabezpieczenie swoich aktyw. Dzięki takim działaniom przy stosunkowo niewielkich kosztach są w stanie zabezpieczyć się na wypadek niekorzystnych zmian rynkowych. Jednocześnie, przy korzystnych zmianach nie zyskają tyle co by mogli. Jednak jest to odpowiednie działanie, gdyż jak już kilka razy podkreślaliśmy w niniejszym artykule – zwykłe przedsiębiorstwa nie powinny zajmować się spekulacją.

Co ciekawe, nawet firmy zajmujące się spekulacją wykorzystują hedging w inwestycjach. Mechanizm działania jest identyczny. Firma obstawia określony ruch cen i jednocześnie zabezpiecza się przed stratami kupując odpowiedni instrument pochodny. Jednak spekulantom nie zależy na całkowitym zminimalizowaniu ryzyka związanego ze zmianami cen, a jedynie na jego ograniczeniu na tyle o ile są w stanie podjąć swoje ryzyko spekulacji.

Czy firmy mogą całkowicie zniwelować ryzyko wynikające ze zmienności kursu walut?

Niestety nie jest to możliwe, ponieważ na wahania kursów walut wpływa wiele czynników, m.in.: politycznych, gospodarczych i kulturowych. Wybranie odpowiedniej strategii zabezpieczenia, może pomóc firmom odpowiednio zadbać o swoje interesy oraz nie stracić na wahaniach kursów.

100% zabezpieczenie jest praktycznie nie możliwe do osiągnięcia, gdyż zawsze może wydarzyć się jakiś niekontrolowany „kataklizm”.

Ryzyko walutowe dla firm

Firmy, które chcą ograniczyć ryzyko walutowe, mogą stosować różne rozwiązania lub ich kombinację:

  • walutę, która pojawia się w firmie (np. płatności od kontrahentów) od razu wymieniać; w tym wypadku wskazane jest korzystanie z internetowych kantorów wymiany walut, w których różnice między kupnem a sprzedażą danej waluty są o wiele mniejsze;
  • w momencie kiedy pojawiają się w firmie jakieś zobowiązania lub należności walutowe, firma powinna wykupić przeciwstawny kontrakt na walutę na giełdzie walutowej forex; z reguły sprowadza się to do skorzystania z platformy forexowej
  • firmy mogą również wykupić polisę ubezpieczeniową, która zabezpieczy ich działalność przed wahaniem kursów.

Niestety jest to rozwiązanie bardzo drogie, w związku z czym tylko niewielka ilość firm może sobie na nie pozwolić. Ponadto polisa bardzo często nie zabezpiecza interesów firmy w 100%, więc możliwe, że mimo wszystko przedsiębiorca i tak będzie musiał ponieść straty.

W większych firmach za ryzyko kursowe odpowiada dyrektor finansowy, który musi podejmować odpowiednie kroki przeciwdziałające stratom. Osoba z odpowiednimi kompetencjami doradzi, w jaki sposób prowadzić interesy z zagranicznymi kontrahentami, aby zarabiać na nich jak najwięcej.

Kto powinien korzystać z hedgingu?

Wydawać by się mogło, że hedging wykorzystywany jest tylko przez największe firmy na rynku. Jest to błędne myślenie, ponieważ niestabilne kursy walut wpływają na działalność każdej firmy prowadzącej międzynarodowe interesy, niezależnie od jej wielkości. Ponadto kursy powinny również interesować przedsiębiorców, którzy korzystają z dotacji z UE oraz z kredytów zaciągniętych w obcych walutach. Hedging jest coraz bardziej popularną strategią finansową a dynamiczny rozwój handlu sprawia, że w wielu firmach staje się standardem.

 

Źródło: biuroprasowe.pl

Już blisko 3 mln osób w Polsce zdecydowało się na założenie jednoosobowej działalności gospodarczej. Część z nich na siedzibę swojej firmy wybrało własne mieszkanie, nie ponosząc kosztów związanych z wynajęciem czy kupnem lokalu. Co więcej, takie rozwiązanie w dłuższej perspektywie może przynieść także dodatkowe oszczędności. Wydatki związane z użytkowaniem nieruchomości mieszkalnej w celach służbowych, można bowiem zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, jednocześnie obniżając kwotę podatku należnego fiskusowi. Eksperci Tax Care podpowiadają, w jakich przypadkach będzie to możliwe.

Gdy na siedzibę firmy wybieramy własne lokum, które zamieszkujemy na co dzień, przede wszystkim powinniśmy zadbać o wydzielenie z niego tej części, którą przeznaczymy wyłącznie na cel związany z prowadzeniem działalności gospodarczej. To pozwoli nam bowiem na oddzielenie wydatków prywatnych od tych, które ponosimy w związku z funkcjonowaniem firmy, bo tylko te ostatnie mogą być zaliczone do kosztów uzyskania przychodu. Prawo nie przedstawia jednego sposobu, dzięki któremu z całkowitych kosztów związanych z utrzymaniem mieszkania czy domu, moglibyśmy wyodrębnić te dotyczące działalności gospodarczej. – Aby dokonać tego podziału, najpierw musimy być świadomi, jakie wydatki w ogóle ponosimy na użytkowanie mieszkania, i które z nich są kosztami dotyczącymi uzyskania przychodu, bo wynikają z prowadzenia własnej firmy. Zaliczamy do nich przede wszystkim: czynsz, media, wydatki związane z korzystaniem z Internetu i telefonu – podpowiada Marta Krusiewicz, z biura rachunkowego TAX AIDE Sp. z o. o. w Mińsku Mazowieckim, Partnera Tax Care. Jak je rozliczyć?

1. Określ powierzchnię „domowej firmy” do odliczenia czynszu i odsetki za spłacany kredyt

Jeżeli chcemy rozliczyć wydatki związane z opłacaniem czynszu, powinniśmy zacząć od określenia, jaki procent mieszkania wykorzystujemy w celach służbowych. – Przypuśćmy, że nasze lokum liczy 50 mkw., za które płacimy czynsz w wysokości 500 zł. Na naszą działalność przeznaczyliśmy gabinet, który ma 10 mkw., czyli „siedziba” naszej firmy zajmuje 20%naszego mieszkania. Ta część czynszu, która dotyczy naszej działalności gospodarczej, czyli zatem 100 zł, stanowi koszt uzyskania przychodu – tłumaczy Dorota Burchard, z kaliskiego Biura Rachunkowego „DaKaDor”, Partnera Tax Care.

Podobny procentowy przelicznik możemy zastosować także w przypadku, gdy do kosztów uzyskania przychodu chcemy zaliczyć odsetki kredytu, który zaciągnęliśmy za zakup mieszkania, w którym prowadzimy działalność gospodarczą.

2. Sprawdź wartość początkową mieszkania do odliczenia amortyzacji mieszkania jako środka trwałego

Decydując się na włączenie mieszkania – jego całości, bądź części –  do środków trwałych firmy, możemy dokonywać odpisów amortyzacyjnych, które także stanowią koszty uzyskania przychodu. Należy jednak pamiętać, że nie każde lokum będzie można zaliczyć jako środek trwały, a tylko takie, które spełnia kilka wymogów. Mieszkanie musi być przede wszystkim własnością lub współwłasnością podatnika, nabyte lub wytworzone w jego własnym zakresie, kompletne i zdatne do użytku w dniu przyjęcia do używania, które będzie użytkować dłużej niż rok.

Jeżeli chcemy dokonać odpisu amortyzacji mieszkania, czyli odliczyć od podatku koszty, które ponosimy w związku ze stopniowym „zużywaniem się” naszego M., musimy określić wartość początkową lokum. – Ta zwykle jest ustalana na podstawie ceny kupna nieruchomości, którą możemy powiększyć np. o koszt związany z wykończeniem lokum. W przypadku, gdy została ona wytworzona przez podatnika, wartość początkowa – przykładowo – domu, równa jest kosztom poniesionym w związku z jego budową. Jeśli natomiast mieszkanie, w którym prowadzimy działalność gospodarczą, otrzymaliśmy w spadku, darowiźnie lub w inny nieodpłatny sposób, wartość początkową stanowi wartość rynkowa z dnia nabycia, chyba, że umowa darowizny określa wartość w niższej wysokości – podaje Dorota Burchard, Partner Tax Care. Określając wartość naszej nieruchomości, możemy skorzystać także z metody uproszczonej, wedle której, wartość początkowa stanowi 998 zł, którą mnożymy przez powierzchnię mieszkania lub domu.

Stawka amortyzacji uzależniona jest od tego, jakie prawo przysługuje nam do mieszkania. W przypadku prawa własnościowego jest to 1,5% wartości początkowej lokum, a prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej – 2,5%. Możemy także zastosować stawkę indywidualną (od 1,5 do 10%), ale w tym przypadku istnieje warunek – mieszkanie musi być wcześniej użytkowane przez 60 miesięcy lub poddane renowacji, której koszt wyniósł 30% wartości początkowej.

Pamiętajmy, że amortyzacji także może podlegać np. sprzęt komputerowy czy meble, które wykorzystujemy w działalności, jeżeli spełniają definicję środków trwałych. Bez względu na to, czy określiliśmy nasze lokum jako środek trwały, do kosztów uzyskania przychodu możemy zaliczyć również wydatki związane z remontem mieszkania, ale tylko jego „firmowej” części.

3. Załóż oddzielny telefon służbowy i Internet dla łatwiejszego odliczenia

W przypadku korzystania z telefonu oraz Internetu, ustalenie, które wydatki możemy zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, nie sprawia kłopotu. Nie może nim być ten związany z opłaceniem rachunku za telefon prywatny, nawet jeżeli używamy go w celach służbowych. – Ta sama zasada dotyczy Internetu. Wystarczy jednak, że zdecydujemy się na założenie oddzielnego numeru służbowego i Internetu, z których będziemy korzystać tylko w pracy, a koszty ponoszone z tego tytułu, będziemy mogli rozliczyć w deklaracji podatkowej jako koszty uzyskania przychodu – wyjaśnia Marta Krusiewicz, Partner Tax Care.

4. Wyposaż mieszkanie w liczniki, by określić, ile prądu zużywa Twoja firma

Rozliczanie mediów, czyli zużycia wody, energii elektrycznej czy gazu jest bardziej skomplikowane. W tym przypadku przelicznik procentowy nie ma zastosowania, chociażby z tego powodu, że w działalności gospodarczej nie wykorzystujemy większości sprzętów elektrycznych znajdujących się w gospodarstwie domowym. Aby ustalić wysokość wydatków, które związane są z prowadzoną działalnością, można założyć oddzielne liczniki do pomiaru zużywanej energii, wody czy gazu.

Jeżeli chcemy prowadzić firmę we własnym mieszaniu, zadbajmy o wcześniejsze przygotowanie do tego nieruchomości. Pozwoli to na klarowny podział stref, a w związku z tym na wydzielenie tych kosztów dotyczących użytkowania lokum, które możemy odliczyć od podatku.

 

Źródło: Lightscape

Ministerstwa: Cyfryzacji oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji udostępniły drugą wersję zmienionego elektronicznego wniosku o wydanie bądź wymianę dowodu osobistego. Złożenie wniosku on-line o nowy dowód wymaga wykonania praktycznie tylko trzech kroków, a wszystko trwa zaledwie kilka minut.

Aby skorzystać z nowego formularza, należy wejść na portal Obywatel.gov.pl, kliknąć w baner i zalogować się Profilem Zaufanym (eGo). Jest on niezbędny do złożenia elektronicznego wniosku o nowy dowód. Można go jednak założyć i aktywować bez konieczności wychodzenia z domu, na urządzeniach mobilnych np. z wykorzystaniem bankowości elektronicznej.

Po zalogowaniu przy pomocy Profilu Zaufanego obywatel kierowany jest bezpośrednio do wniosku. Musi w nim zaznaczyć tylko powód, z jakiego wnioskuje o wydanie nowego dokumentu, wskazać urząd, w którym chce odebrać nowy dowód oraz załączyć zdjęcie. Reszta danych ładuje się automatycznie.

W nowej wersji wniosku dołączone zostało specjalne pole, w którym można się zorientować czy załączone zdjęcie mieści się w określonych ramach. Jeśli nie – trzeba je wymienić na inne. Można też zobaczyć jak będzie wyglądał awers dowodu. Jeśli zgadzają się dane, wniosek wymaga jedynie podpisania Profilem Zaufanym. Cała operacja trwa kilka minut. Nie wymaga wychodzenia z domu i pozwala zaoszczędzić jedną wizytę w urzędzie – zapewnia resort cyfryzacji.

W tym roku wnioski o nowy dowód osobisty składać będzie w sumie 8 milionów obywateli. Ponad 5 milionom osób upływa 10-letni termin ważności ich dotychczasowych dokumentów. Pozostałe 3 mln to osoby, które o nowy dowód będą wnioskować z innych powodów, takich jak np. zagubienie, zniszczenie czy kradzież.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Wyjeżdżając na urlop lub w podróż służbową, coraz częściej zatrzymujemy się nie w hotelach, a w prywatnych apartamentach. A gdyby tak przejść na drugą stronę transakcji i zacząć zarabiać na wynajmie krótkoterminowym? Czy taki sposób inwestowania w nieruchomości może być alternatywą dla tradycyjnego wynajmu?

Nie musimy być wielkimi inwestorami, aby zarabiać. Właściwie wystarczy dysponować jednym lokalem na wynajem, by zapewnić sobie stałe źródło dodatkowego dochodu. Warto przy tym zauważyć, że w ostatnich latach pojawiło się wiele nieznanych wcześniej (lub nie tak powszechnych) form najmu. Dziś udostępniać można np. pojedyncze biurka w przestrzeni biurowej (coworking), a mieszkania „wypożyczać” nawet na jedną dobę.

Wynajem społecznościowy – modny trend

Prawdziwy boom na wynajem krótkoterminowy pojawił się wraz z portalem Airbnb, który kontaktuje ze sobą osoby dysponujące lokalem na wynajem (to może być mieszkanie, a nawet pokój w mieszkaniu) z osobami poszukującymi taniego lokum.

Popularność tzw. „wynajmu społecznościowego” początkowo wynikała wyłącznie z możliwości rezerwacji noclegu w cenie niższej niż w hotelu. Było to na rękę szczególnie ludziom młodym, którzy zyskali możliwość podróżowania po całym świecie z możliwością nocowania „za grosze”.

Obecnie jednak cena nie jest już jedynym istotnym argumentem. Coraz częściej chodzi po prostu o styl życia. Wiele osób nie chce mieszkać w anonimowej, hotelowej przestrzeni. Na wakacjach lub w delegacji chcą czuć się tak swobodnie, jak we własnym domu. Wielu turystów chętnie zapłaci cenę podobną do tej w hotelu, jeśli w zamian będą mogli nocować w zwyczajnym domu lub bloku, z udogodnieniami takimi jak w prywatnym mieszkaniu.

Nowe wyzwania dla właścicieli apartamentów

To jednak stawia przed właścicielami lokali nowe wyzwania. Jeśli bowiem ktoś chce zająć się wynajmem krótkoterminowym, nie wystarczy, że zaproponuje niższą cenę niż najbliższy hotel.

Przede wszystkim wynajmujący, wybierając lokale, kierują się opiniami wystawionymi przez wcześniejszych gości – ci zaś oceniają zarówno standard wyposażenia, czystość, jak i zachowanie osoby, która reprezentowała właściciela (np. czy była miła, punktualna, a kontakt był z nią łatwy).

Druga sprawa to wygląd lokalu. Ten, kto chce wynająć dany apartament na nocleg za pośrednictwem portalu Airbnb, Booking, Wimdu czy ShortStayPoland, wcześniej będzie chciał obejrzeć zdjęcia. Powinny one być zachęcające, ale z drugiej strony, nie mogą przekłamywać rzeczywistości. Jeśli opisy w serwisach rezerwacyjnych nie będą zgodne ze stanem faktycznym, bardzo szybko zostaną zdemaskowane a rozczarowani klienci nie omieszkają zostawić odpowiedniej opinii i oceny.

– Przede wszystkim należy być szczerym i dokładnym w opisie nieruchomości. Warto jak najbardziej szczegółowo opisać co w mieszkaniu jest, z czego goście mogą korzystać. Dobrze także opisać okolicę oraz główne punkty turystyczne w pobliżu – podkreśla Adrian Leung, założyciel i członek zarządu Hosthelper.pl. – Poza tym, mieszkanie powinno mieć wszystko to, co może się przydać przy kilkudniowym pobycie, tj. zestaw ręczników, podstawowe kosmetyki, drobny sprzęt AGD (suszarka, żelazko) a także wyposażenie kuchenne – zauważa.

Jest potencjał!

Nie da się ukryć, że takie obowiązki jak pilnowanie rezerwacji, dbanie o zadowolenie każdego klienta, czy choćby zmienianie pościeli, mogą być bardzo czasochłonne. Dlatego niektórzy właściciele mieszkań mają wątpliwości, czy podołają wynajmowi w takim właśnie trybie.

Z drugiej strony, rosnące zainteresowanie wynajmem krótkoterminowym na świecie i dość słabe nasycenie rynku w Polsce, to argumenty, które przemawiają za opłacalnością takich działań. Nadzieje rozbudzają również rozmaite rankingi i statystyki. Np. z raportu przygotowanego przez PwC oraz Urban Land Institute wynika, że Warszawa znajduje się na 20. miejscu wśród miast o największym potencjale do inwestowania w nieruchomości w Europie.

Pod względem turystyki, najbardziej atrakcyjnym miastem w Polsce jest Kraków, odwiedzany rocznie przez ok. 10 mln osób. Ale niewiele mniej, bo ok. 8 mln turystów odwiedza Warszawę. A nie można zapominać również o tym, że stolica stanowi najważniejsze miasto w Polsce z punktu widzenia biznesu.

Na atrakcyjność nieruchomości wynajmowanych w Warszawie wpływa także rosnąca atrakcyjność tego miasta w oczach zagranicznych gości. Warszawa coraz częściej wymieniana jest jako jedno z najmodniejszych europejskich miast. Jednocześnie, właśnie ze względu na fakt, że w Polsce stolica nie jest powszechnie postrzegana jako miasto turystyczne, na rynku wynajmu krótkoterminowego wciąż jeszcze jest miejsce dla nowych lokali.

– Nieruchomości na wynajem krótkoterminowy wcale nie muszą ograniczać się do kurortów czy miejscowości typowo turystycznych. Duże miasta żyją cały rok i ruch w nich trwa bez względu na porę roku czy pogodę, zmienia się tylko profil klientów – mówi Adrian Leung. – W miesiącach letnich przeważają oczywiście turyści, ale poza sezonem dominują osoby podróżujące służbowo lub w konkretnych, nieturystycznych celach – podkreśla.

Aby zarabiać, trzeba się postarać

Na wynajmie krótkoterminowym z pewnością można zarobić. Nie oznacza to jednak, że zarobi każdy i w każdej sytuacji. Warto zwrócić uwagę na fakt, jak wiele czynników ma wpływ na to, czy nieruchomość będzie atrakcyjna w oczach osób poszukujących oferty dla siebie.

Z punktu widzenia właściciela nieruchomości, w wynajem krótkoterminowy trzeba włożyć znacznie więcej wysiłku niż przy wynajmie długoterminowym. Konieczny jest zakup urządzeń, takich jak telewizor, żelazko czy kuchenka mikrofalowa, trzeba też podłączyć internet wi-fi i telewizję kablową, a to oznacza konkretne koszty. Poza tym dochodzą nowe obowiązki – zmiana pościeli, uzupełnianie braków, przekazywanie kluczy, aktualizacja ogłoszenia, pilnowanie rezerwacji.

A ponieważ ceny muszą być konkurencyjne w stosunku do hoteli, o sukcesie danej nieruchomości bardzo często decydować będzie jej obłożenie. Mówiąc inaczej – inwestycja zwróci się i będzie przynosiła stabilny dochód pod warunkiem, że apartament będzie wynajmowany przez zdecydowaną większość dni w roku.

Nie dziwi więc, że na rynku pojawiają się firmy, które profesjonalnie zajmują się zarządzaniem nieruchomościami na wynajem krótkoterminowy. Dzięki temu właściciel apartamentu może zlecić zewnętrznej firmie zarówno przygotowanie atrakcyjnej oferty, obsługę rezerwacji, jak i obsługę samego lokalu w zamian za np. niewielką część zysku z każdej rezerwacji.

Ważne jednak, aby decydując się na taką współpracę, dobrze prześwietlić firmę, której chcemy powierzyć nasz apartament. Na co zwrócić uwagę?

– Warto sprawdzić jakie opinie mają wśród gości mieszkania zarządzane przez daną firmę. Pozytywne oceny i komentarze są kluczowe w tego typu działalności – zauważa Adrian Leung. – Poza tym liczy się zakres usług oraz elastyczna możliwość ich doboru. Chodzi o to, aby właściciel nie był zobowiązany do płacenia za takie usługi, z których nie zamierza korzystać. Warto także dowiedzieć się, czy istnieje możliwość podpisania umowy na próbę, np. na kilka miesięcy – mówi przedstawiciel Hosthelper.pl.

Mimo wszystko, możliwość rozpoczęcia współpracy z wyspecjalizowaną firmą warto rozważyć już na samym początku przygody z wynajmem krótkoterminowym i to nawet wtedy, gdy dysponujemy tylko jednym lokalem.

Obsługa rezerwacji, odpowiedzi na zapytania gości oraz przygotowanie apartamentu to czynności bardzo czasochłonne. Samodzielnie zarządzając apartamentem, możemy tracić wiele okazji na zarobek. Z taką sytuację będziemy mieli do czynienia np. wtedy, gdy ktoś zechce wynająć lokal jeszcze tego samego dnia, a my nie będziemy mieli czasu na jego przygotowanie.

W podobnych przypadkach specjalistyczna firma zadziała szybciej. Ważne też, że będzie ona mogła pozwolić sobie na ułatwienia, takie jak synchronizacja rezerwacji w wielu portalach z ofertami jednocześnie. Dzięki temu właściciel nie będzie musiał osobiście pilnować, czy dwóch klientów, w dwóch różnych portalach, nie zarezerwowało tego samego mieszkania na ten sam termin.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że zlecenie zarządzania nieruchomością to dodatkowy koszt. Warto jednak zauważyć, że celem takiej współpracy jest nie tylko odciążenie właścicieli w żmudnych obowiązkach, ale przede wszystkim maksymalizacja liczby rezerwacji. A dzięki dużemu obłożeniu, zysk z takiej inwestycji będzie oczywisty.

Podsumowując, wynajem krótkoterminowy już teraz cieszy się dużą popularnością, a jego rola będzie z pewnością jeszcze rosła. Osoby chcące zarabiać na nieruchomościach, powinny więc uwzględnić w swoich planach wystawienie ogłoszenia w portalach rezerwacyjnych. Jednak do takiego wyzwania warto podejść z głową. Najlepiej przemyśleć każdy szczegół jeszcze przed udostępnieniem lokalu gościom, a jeśli mamy wątpliwości, czy wszystkiemu podołamy sami, warto skorzystać z pomocy profesjonalistów.

 

Źródło: empemedia.pl

Eksperci

Przasnyski: Grubszy portfel poprawia nastroje Polaków

Po raz pierwszy w historii prowadzonych przez GUS badań nastrojów konsumentów, optymiści uzyskali pr...

Grejner: Co warto wiedzieć o kursach walut

Stoisz przed koniecznością wymiany waluty i chcesz wybrać właściwy moment? Niezwykle trudno przewidz...

Piróg: Pieniędzy na zdrowie może być mniej

Dzisiaj Narodowy Fundusz Zdrowia ma ogłosić, który szpital znajdzie się w sieci i będzie mógł leczyć...

Rozbicki: Fuzja Pekao i Aliora – w każdej plotce tkwi ziarno prawdy

Doniesienia Pulsu Biznesu dotyczące połączenia Pekao i Aliora wywołały sporo zamieszania na rynku, k...

Greenspan: Brak spójności na rynku

Popularny inwestor Michael Cogswell, prowadzący profil InvestPower na eToro, zauważył kolejny błąd w...

WIADOMOŚCI

Możliwy atak cybernetyczny na Polskę

Nie wykluczałbym ataku cybernetycznego na Polskę, który będzie bardzo odczuwalny - mówi dyrektor Nar...

Zasięg skrajnego ubóstwa w Polsce

W 2016 r. odnotowano znaczący spadek zasięgu ubóstwa skrajnego oraz ubóstwa relatywnego. Nadal jedna...

O 20 mld zł może być niższy deficyt budżetu

Dane o budżecie państwa po maju mogą oznaczać, że na koniec roku deficyt będzie niższy nawet o 20 ml...

Lato sprzyja kredytom?

Coraz lepsze nastroje polskich konsumentów przekładają się na rosnące zapotrzebowanie na kredyty kon...

Dynamika lokalnego PKB

Wrocław, Rzeszów i Lublin to najszybciej rozwijające się miasta na przestrzeni ostatnich lat - wynik...