Home Archiwa 2017 Czerwiec 6

Dzienne archiwaCze 6, 2017

Szwecja fascynuje przyrodą, historią, stylem życia mieszkańców, możliwością spędzenia ciekawych i aktywnych wakacji. Skania, jej najbliższa Polsce południowa część, niezmiennie od kilku lat przyciąga coraz więcej turystów z naszego kraju.

Rok 2017 rozpoczął się kontynuacją rosnącej liczby Polaków odwiedzających w celach turystycznych Malmö oraz cały region Skanii. Od stycznia do marca Szwedzki Urząd Statystyczny (SCB) zanotował ponad  35-procentowy wzrost ilości  noclegów gości z Polski (dokładnie: 35,7%), w porównaniu do tego samego okresu zeszłego roku. Ten ogromny wzrost zainteresowania atrakcjami Malmö, Ystad, Lund, czy Helsingborga sprawił, że Polska znalazła się na piątym miejscu pod względem liczby turystów spędzających co najmniej jedną noc w gościnnym regionie Skanii. Po Sztokholmie, pozostaje on w dalszym ciągu drugim miejscem najchętniej odwiedzanym przez naszych rodaków.

Prym wśród zagranicznych gości odwiedzających Skanię wiodą Duńczycy (40 984 noclegów), Niemcy (17 602), mieszkańcy Wielkiej Brytanii (17 125), Indii ( 11 979) oraz Polski z 7 752 noclegami. Kolejne miejsca zajmują goście z Norwegii  (7 443), Holandii (6 840) i Stanów Zjednoczonych (6 747). Ogólnie w okresie od  stycznia do marca 2017 zagraniczni  turyści wykupili w Skanii 204 730 noclegów,  co oznacza 11,5% wzrost rok do roku.

Największą popularnością wśród naszych rodaków cieszą się rezerwacje w hotelach, gdzie zarezerwowali 5 098 noclegów, co jednocześnie oznacza 34,9% wzrost w porównaniu do roku 2016.

Mniejsze ilościowo zainteresowanie odnotowało zakwaterowanie w schroniskach młodzieżowych (1 541 nocy), ale jednocześnie w porównaniu z tym samym okresem 2016 wzrosło ono o 58,9%. Największy przyrost wykupionych noclegów zanotowały firmy wynajmujące domy wakacyjne, tutaj wzrost liczby zainteresowanych tą forma odpoczynku wyniósł aż 170,6% (920 noclegów).

Skandynawski Novasol, czołowy oferent domów i apartamentów wakacyjnych w Europie, działający już od 25 lat na polskim rynku, posiada w swoim szwedzkim portfolio 2600 domów i apartamentów na indywidualny urlop, z czego ok. 300 położonych jest w samej Skanii.

Z roku na rok zauważamy wzrost zainteresowania polskich klientów zakwaterowaniem wakacyjnym w całej Szwecji. Jednak najciekawsze są zmiany w charakterystyce preferowanej formy urlopu”, mówi Anna Kaźmierczak, dyrektor polskiego oddziału firmy NOVASOL. „Do tej pory większość naszych polskich gości wybierających się do Szwecji, stanowili wędkarze, chcący skorzystać z obfitości szwedzkich łowisk. Z każdym sezonem ten trend się jednak zmienia i obserwujemy wzrost zainteresowania wyjazdami rodzinnymi, szczególnie do regionu Skanii”, dodaje A. Kaźmierczak.

Więcej pasażerów na promach

Szwecja szybko zmienia swój wizerunek destynacji zarobkowej, na korzyść kierunku widzianego jako  atrakcyjny turystycznie. Dzięki wielu wygodnym połączeniom promowym i lotniczym jest łatwo dostępna, a cenowo bardziej atrakcyjna od sąsiedniej Norwegii. Zauważalnie rosnące zainteresowanie Skandynawią podkreśla również  Unity Line działająca na rynku bałtyckich przewozów promowych. Szczecińska spółka eksploatuje promy pasażerskie na linii Świnoujście – Ystad oraz Świnoujście – Trelleborg, goszcząc rocznie około 261 000 pasażerów i ponad 162 000 kierowców ciężarówek.  W 2016 roku w porównaniu z 2015 spółka odnotowała ponad sześcioprocentowy wzrost przewozów pasażerskich i  8%  w zakresie przewozów samochodów osobowych. Zgodnie z przeprowadzonymi w ubiegłym roku badaniami potwierdza się, że głównymi celami podróży pasażerów jest podjęcie pracy, wyjazdy turystyczne oraz odwiedziny u rodziny czy znajomych.

Jednym z katalizatorów tego pozytywnego trendu jest regularnie poszerzana oferta turystyczna. Polacy coraz częściej wybierają Skandynawię jako bezpieczny i ciągle nieodkryty kierunek swoich podroży. Szczególną popularnością cieszą się wycieczki do malowniczego Ystad, nowoczesnego Malmö, czy historycznego Lund” mówi Katarzyna Antoń z Unity Line. „Kto zaś chciałby poznać Szwecję od kuchni, niech zdecyduje się na wyjazd do Kivik – czyli krainy jabłka, gdzie spróbuje najlepszego cydru i szarlotki”, dodaje.

Polacy chcą zwiedzać i poznawać lokalną kulturę

Rosnący boom na Skandynawię i coraz szersza oferta wycieczek polskich touroperatorów (np. Itaka – „Skandynawia w kolorze blond”) nie dziwi Agnieszki Blandzi, szefowej rządowej organizacji Visit Sweden. „Przeprowadzone przez nas w latach 2014-2015  badania rynku pod kątem zainteresowania Szwecją i Skanią wykazały, że Polaków najbardziej interesują wycieczki objazdowe. Jednocześnie jesteśmy otwarci na nowe doświadczenia, takie jak odwiedzanie atrakcji turystycznych, miejsc związanych z architekturą i wzornictwem, interesują nas muzea, chcemy wspólnie ze znajomymi i rodziną odkrywać lokalną kuchnię i nowe smaki, kupować tradycyjne wyroby rękodzieła. Dlatego oferty wycieczek śladami wikingów czy innowacyjnej architektury cieszą się rosnącą popularnością” mówi A. Blandzi.

Dzień Skandynawski w Warszawie – 10 czerwca 2017

Odrobinę skandynawskiego klimatu bez wyjeżdżania z Polski będą mogli poczuć mieszkańcy Warszawy podczas plenerowego Dnia Skandynawskiego w sobotę 10 czerwca 2017. Pokazy walk wikingów, Muminki, budowanie z klocków Lego, atrakcje dla najmłodszych, oferty turystyczne, liczne konkursy z nagrodami, występy artystyczne, prezentacje literackie i wystawy fotograficzne będą czekały na wszystkich ciekawych świata na Skwerze Hoovera przy Krakowskim Przedmieściu 60.

Szwecja na Dniu Skandynawskim w Warszawie – więcej informacji: https://visitswedenpl.tumblr.com/post/161242479428/atrakcje-po%C5%82udniowej-szwecji-i-wikingowie-na-%C5%BCywo

 

Zdjęcie: Lina Roos/imagebank.sweden.se    

 

Całkowita kapitalizacja rynkowa wszystkich walut cyfrowych znajdujących się w obiegu po raz pierwszy przekroczyła 100 miliardów dolarów. Stanowi to ponad 500-procentowy wzrost od początku roku w tej nowej, ekscytującej branży. Dwa najbardziej popularne aktywa cyfrowe, Bitcoin i Ethereum, osiągają obecnie najwyższe notowania w historii. Chociaż wzrost był tak szybki, to z jakiegoś powodu, wciąż wydaje się to być za mało. Jeżeli Bitcoin to przyszłość pieniędzy, a Ethereum jest przyszłością internetu liczba ta powinna rosnąć jeszcze szybciej niż teraz.

Wysokie wolumeny handlu pochodzą z Korei, Chin i Japonii. Japońscy kupujący stali się płochliwi po ogromnym wycofaniu z 25 maja. W ciągu ostatnich trzech dni giełdy chińskie stopniowo zwiększały swoje wolumeny oraz dźwignię, aż ostatniej nocy Japonia w końcu do nich dołączyła. Według danych opracowanych przez serwis coinhills.com japońska giełda bitFlyer (która obecnie stara się umożliwić Bitcoinowi wejście do punktów sklepowych w całym kraju) jest drugim miejscem wymiany pod względem ilości. Natomiast koreański Bithumb jest obecnie odpowiedzialny za 4,5% transakcji Bitcoina, a trzy duże chińskie giełdy OKCoin, Huobi i BTCC mają łącznie 9,92% całkowitego udziału w rynku

Globalne rynki akcji wciąż utrzymują niską nieprzewidywalność, ale zauważalnie spadły w przeciągu ostatnich 24 godzin. Słabe dane na temat liczy etatów w USA, opublikowane w ostatni piątek, skłoniły niektórych ludzi do zakwestionowania, czy Amerykański System Rezerwy Federalnej będzie miał odwagę podnieść stopy procentowe 14 czerwca. Według Bloomberg Terminal, sugerowane prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych na zbliżającym się spotkaniu, nadal znajduje się powyżej 90%. Jednak jest wielu analityków, którzy czują, że może być to dobra szansa aby Fed wszystkich tym razem rozczarował i popełnił błąd wynikający z ostrożności. Niestety, nie jesteśmy w stanie uzyskać żadnych dalszych sygnałów od Janet Yellen oraz członków jej ekipy, ponieważ już teraz nabrali wody w usta i odtąd nie będą brali udziału w żadnych ważniejszych przemówieniach aż do czasu spotkania w przyszłym tygodniu.

Inwestorzy powinni bacznie obserwować ropę i złoto. Ceny ropy ześlizgnęły się ostatnio z powodu nadmiaru zapasów, a waga złota jako bezpiecznej przystani wzrasta. . Jeżeli którykolwiek z tych trendów się utrzyma, może mieć duże znaczenie na już grawitującym rynku akcji.

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Tego lata marka Solar zabierze nas na wybrzeże! W kolekcji polskiego brandu na sezon S/S 2017 znajdziemy niezawodne paski. Poprzeczne lub pionowe – kiedyś stanowiły znak rozpoznawczy marynarzy, dziś to trend, który nie wychodzi z mody od ponad wieku.

Klasyczne paski w modzie pojawiły się dopiero na początku lat dwudziestych za sprawą słynnej Coco Chanel. Połączenie wzoru, dotychczas kojarzonego z marynarzami i rybakami, z lekką odzieżą dla kobiet, zastępującą sztywne gorsety, było prawdziwym przełomem, na który świat mody czekał od lat. Niezobowiązujący i nonszalancki styl podbił serca eleganckich pań, a jego najlepszą wizytówką była sama projektantka. Wkrótce świat oszalał na punkcie pasków. Marynarski trend pokochały szczególnie gwiazdy kina – Audrey Hepburn, Brigitte Bardot, James Dean. Z sezonu na sezon paski pojawiały się na innych częściach garderoby – bluzkach, sukienkach, spodniach czy kombinezonach. Dziś nie wyobrażamy sobie bez nich gorącego lata w nadmorskim kurorcie, dlatego tym bardziej z chęcią sięgniemy po najnowszą kolekcję marki Solar.
W sezonie S/S 2017 w kolekcji Solar paski stały się jednym z dominujących trendów. Polska marka wie, co jest modne na światowych wybiegach i w czym kobiety czują się najlepiej. Zwiewne, podkreślające kształty szmizjerki w marynarskim stylu sprawdzą się zarówno podczas wakacyjnego wyjazdu, jak i w biurze. Eleganckie, dobrze skrojone z wysokiej jakości materiałów sukienki, znajdą miejsce w niejednej letniej garderobie. Mocnym elementem kolekcji jest biały garnitur w delikatne paski, wpasowujący się w aktualne trendy. Równie eleganckie, jednak o nieco luźniejszym charakterze, są kombinezony, które okażą się idealnym rozwiązaniem dla miłośniczek spodni. Must-have tego lata? Klasyczna biała bluzka w granatowe pasy, wyglądem przypominająca te, które nosiły największe gwiazdy dawnego kina.
Źródło:  aliganza.pl

Skrócenie formalnych etapów postępowania sądowego, dwukrotne podwyższenie limitu wartości przedmiotu sporu w trybie uproszczonym i rozstrzyganie spraw przedsiębiorców w postępowaniu grupowym. To najważniejsze zmiany, które ułatwią firmom dochodzenie własnych należności na drodze sądowej. Wszystko za sprawą nowych regulacji zawartych w pakiecie wierzycielskim, które weszły w życie 1 czerwca.

Zapisy mają pomóc wierzycielom odzyskać od dłużników swoje pieniądze. A z tym problemem boryka się znaczna część przedsiębiorców. Jak wynika z badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” realizowanego przez Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, 81 proc. firm ma kłopoty z terminowym uzyskaniem zapłaty od swoich kontrahentów. Remedium na niesolidnego klienta i uciążliwe odzyskiwanie należności ma być wspomniany pakiet wierzycielski autorstwa wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Część zapisów programu #100zmianDlaFirm weszło w życie już 1 czerwca 2017 roku. Wśród zmian legislacyjnych znajdują się przede wszystkim usprawnienia w postępowaniach sądowych.

Systematycznie rośnie liczba spraw, które wpływają do sądów. Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w 2015 r. na wokandę trafiło ogółem około 6,5 mln spraw cywilnych. W sądach okręgowych 41 proc. spraw gospodarczych trwało dłużej niż rok. Przeszło 25 proc. takich spraw trwa dłużej niż dwa lata. W 10 proc. przypadków sprawy, które rozpoczęły się w 2015 roku trwają do dzisiaj – zauważa Konrad Siekierka, radca prawny z kancelarii prawnej Via Lex.

Dlatego prawnicy pozytywnie oceniają skrócenie pierwszych, formalnych etapów postępowania sądowego, w których występuje wielu poszkodowanych. – Już teraz możemy powiedzieć, że dzięki temu zapisowi sąd zajmie się meritum sprawy w ciągu kilku, a nie jak dotychczas kilkunastu miesięcy. Kluczowe zmiany zajdą również w postępowaniach grupowych. Do tej pory dostępne były one dla konsumentów. Po wejściu w życiu części zapisów w ramach pakietu wierzycielskiego, roszczeń w tym trybie będą mogli dochodzić też przedsiębiorcy. Aby jednak postępowania grupowe były sprawne, potrzebne jest również odpowiednie przygotowanie do tego sędziów. Musimy zdawać sobie sprawę z faktu, że to zdecydowanie bardziej skomplikowana procedura niż indywidualne procesy – dodaje Konrad Siekierka.

Zdaniem prawników, do istotnych ułatwień wynikających z pakietu wierzycielskiego należy również podwyższenie do 20 tys. złotych progu wartości przedmiotu sporu, który sąd rozpozna w postępowaniu uproszczonym. Wcześniej granicą była kwota 10 tys. złotych. Próg ten nie był modyfikowany od 2005 roku.

Co ważne, zmiany legislacyjne nie wpływają na ustawę o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. Oznacza to więc istotne obniżenie opłat. W przypadku roszczenia w wysokości 20 tys. złotych rozpoznawanego na zasadach ogólnych, opłata sądowa wynosi 1 tys. złotych, czyli 5 proc. wartości roszczenia. Jeśli sprawa o tej wartości będzie rozpoznawana w postępowaniu uproszczonym, powód uiści jedynie opłaty w wysokości 300 złotych – mówi Siekierka.

Nowelizacja ustawy przewiduje również sposób na odnalezienie majątku dłużnika. – Obecnie nie ma instrumentów prawnych, które pozwoliłyby ustalić, czy dłużnik wyzbył się majątku w celu pokrzywdzenia wierzyciela. Często na etapie pozwu poszkodowany przedsiębiorca czy konsument nie dysponuje informacjami właśnie m.in. o ukryciu jego majątku. Dzięki wprowadzanym zapisom, podczas składania komornikowi wykazu, dłużnik będzie musiał dodatkowo uwzględnić składniki majątkowe, których wyzbył się w ciągu minionych pięciu lat – komentuje Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

 

Źródło: Krajowy Rejestr Długów

Przedstawiciele funduszy private equity oceniają sytuację ekonomiczną w Europie Środkowej coraz bardziej optymistycznie. W ciągu pół roku odsetek osób uważających, że się ona poprawi wzrósł ponad dwukrotnie. Najbliższe sześć miesięcy niemal 70 proc. reprezentantów PE chce poświęcić na poszukiwanie nowych inwestycji, a prawie dwie trzecie deklaruje, że w tym czasie więcej kupi niż sprzeda. Coraz większym zainteresowaniem funduszy private equity cieszą się firmy średniej wielkości. To najważniejsze wnioski z kolejnej edycji badania Deloitte „Great Expectations.Central Europe Private Equity Confidence Survey”.

Wcześniejsze edycje badania udowodniły, że opinie inwestorów związanych z funduszami private equity obecnych w Europie Środkowej dobrze odzwierciedlają nastroje dominujące na rynku. Tak było również i tym razem. Bieżąca edycja pokazała, że dobre nastroje, co do sytuacji gospodarczej są coraz silniej odczuwane. Potwierdza to wysokość tzw. indeksu optymizmu (CE Private Equity Confidence Index), który wynosi obecnie 113 punkty. Jeszcze sześć miesięcy wcześniej wskazywał on 109.

W obecnej edycji badania jedynie 10 proc. przedstawicieli funduszy private equity spodziewa się, że warunki gospodarcze w ciągu najbliższych sześciu miesięcy pogorszą się. To trzy razy mniej respondentów niż jesienią 2016 roku. Z kolei z 7 do 16 proc. wzrósł odsetek ankietowanych, którzy spodziewają się poprawienia sytuacji ekonomicznej. Natomiast 74 proc. badanych przewiduje, że sytuacja gospodarcza się nie zmieni, co wskazuje na wysoki poziom stabilizacji. – Wzrost popytu na rynku pracy i poluzowanie polityki pieniężnej spowodowały ożywienie gospodarcze. Widać także, że inwestorzy oswoili się z myślą o opuszczeniu przez Wielką Brytanię struktur Unii Europejskiej i wydarzenie to nie będzie miało większego wpływu na ich działalność inwestycyjną w perspektywie średnioterminowej – mówi Mark Jung, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego w Deloitte, Lider Private Equity w Europie Środkowej.

Aż 69 proc. respondentów w okresie najbliższych sześciu miesięcy poświęci się nowym inwestycjom. Pół roku wcześniej taką odpowiedź wskazywało 70 proc. przedstawicieli funduszy private equity. Oznacza to, że już od półtora roku utrzymuje się zainteresowanie funduszy inwestycjami kapitałowymi. To potwierdza przekonanie respondentów, co do pozytywnych prognoz ekonomicznych dla Europy Środkowej. Odsetek ankietowanych, którzy będą koncentrować się zarządzaniu portfelem wynosi 20 proc., a na zbieraniu nowych funduszy 10 proc.

Fundusze będą znacznie częściej kupować, niż sprzedawać

Większość ankietowanych (59 proc.) nie prognozuje żadnych istotnych zmian w wielkości średnich transakcji. Pół roku wcześniej było to 67 proc. Z 13 do 20 proc. wzrosła liczba osób, które uważają, że rozmiar tych transakcji spadnie. Co ciekawe, zwiększa się również udział respondentów oczekujących, że aktywność na rynku spadnie, a jednocześnie niemal połowa (47 proc.) spodziewa się ożywienia. W poprzednim badaniu taką opinię wyrażała tylko jedna trzecia.  Po raz pierwszy od roku 2014 aż tylu respondentów prognozuje aktywizację rynku. – Może to mieć związek z wysokim poziomem płynności, umożliwiającym dostęp do taniego finansowania transakcji i w konsekwencji oferowanie atrakcyjniejszych warunków. Warto wspomnieć, że Europa Środkowa w obszarze aktywności na rynku fuzji i przejęć wypada korzystniej niż reszta kontynentu. W 2016 roku wartość transakcji M&A w tym regionie wyniosła 55,7 mld euro. Do tych największych doszło w czwartym kwartale ubiegłego roku w Polsce – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Przez ostatnie kilkanaście miesięcy fundusze private equity koncentrowały się na gromadzeniu funduszy. Teraz przyszedł czas na ich spożytkowanie. Aż 63 proc. ankietowanych prognozuje, że w najbliższych miesiącach więcej kupi niż sprzeda, podczas gdy pół roku rok temu taką deklarację złożyło 47 proc. To najlepszy wynik od jesieni 2011 roku. Jedynie 14 proc. wyraziło przeciwną opinię. Z kolei 22 proc. inwestorów deklaruje, że w ich inwestycyjnym portfelu poziomy sprzedaży i kupna będą się równoważyć. Pół roku wcześniej było to 40 proc.

Firmy średniej wielkości w centrum uwagi

Aż 42 proc. badanych uważa, że firmy średniej wielkości będą najbardziej łakomym kąskiem dla inwestorów. Jest to ponad dwa razy więcej niż w poprzednim badaniu (20 proc.). Wzrost ten zawdzięczają one niższemu zainteresowaniu funduszy liderami rynkowymi, którzy jednak nadal stanowią przedmiot zainteresowania większości (54 proc.) ankietowanych. To, że firmy średniej wielkości zaczynają się cieszyć dużym zainteresowaniem funduszy jest zjawiskiem zupełnie naturalnym. Liderów rynkowych na sprzedaż jest już niewielu. Poza tym, inwestorzy wierzą, że zakupione przez nich średnie firmy w przyszłości z powodzeniem mogą konkurować z największymi – tłumaczy Katarzyna Sermanowicz-Giza. Tylko 4 proc. badanych uważa, że start-upy będą stanowić przedmiot największej konkurencji wśród inwestorów.

W orbicie zainteresowania inwestorów z PE tradycyjnie, jest produkcja i przemysł ze względu na historyczną stabilność i wysoką wartość aktywów, które są atrakcyjnym zabezpieczeniem kredytów oraz sektor produktów spożywczych. Sektor produktów spożywczych i napojów jest również jednym z najpopularniejszych wśród respondentów. Powodem tego zainteresowania może być wzrost dochodów pozostających do dyspozycji i odnotowany ostatnio wzrost poziomu konsumpcji w Europie Środkowej. Na trzecim miejscu znalazły się spółki z branży internetowej.

Region Europy Środkowej pozostaje obszarem oferującym inwestorom private equity szerokie możliwości inwestycyjne. Wskazują na to duże transakcje zawarte przez nie w ostatnich miesiącach.
Na poprawę nastrojów wpływają m.in. dobre prognozy gospodarcze dla regionu, które w momencie przygotowywania badania przewidywały w pierwszym kwartale tego roku wzrost PKB w wysokości 3 proc.– podsumowuje Mark Jung.

 

Źródło: Deloitte

Koszty połączeń za granicą będą takie same jak w kraju? Zgodnie z rozporządzeniem Komisji Europejskiej, od 15 czerwca zniesione zostaną dodatkowe opłaty za roaming. Efekt? Konsumenci będą mogli korzystać z krajowych stawek na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Jak oceniają eksperci EY to ogromna zmiana dla operatorów, która nie pozostanie bez wpływu na ich kondycję finansową. Czy my też zapłacimy za zmiany?

Od 15 czerwca 2017 roku ulegną zmianie warunki świadczenia usług roamingu na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG). „Ceny połączeń za granicą jak w domu” będą dużym wyzwaniem dla telekomów. Niektórzy operatorzy w Europie już ograniczają promocje, podnoszą opłaty czy nawet rezygnują z roamingu w wybranych taryfach wprowadzając do oferty abonament wyłącznie krajowy. Dla firm w Polsce przy braku działań, z uwagi na specyficzne uwarunkowania rynkowe, „darmowy” roaming może oznaczać dalszy spadek przychodów.

Tanio jak w domu

Idea Roam Like At Home (ang. ceny połączeń za granicą jak w domu) zaproponowana przez Komisję Europejską miała być drogą do tańszej i prostszej komunikacji w ramach europejskiego Jednolitego Rynku Cyfrowego oraz tworzenia trwałych miejsc pracy w cyfrowej gospodarce.

Pierwsze rozporządzenia dotyczące regulacji roamingu pojawiły się już w czerwcu 2007 roku. Od tego momentu ceny połączeń na rynku detalicznym w Unii Europejskiej spadły aż o 92%. – Największe różnice widać w stawkach za transmisję danych. Jeszcze kilka lat temu niewyłączenie funkcji transmisji danych na wakacjach groziło kilkusetzłotowym czy nawet kilkutysięcznym rachunkiem na koniec miesiąca. Teraz coraz popularniejsze są taryfy, w których korzystanie z GPS czy oglądanie filmów zagranicą jest w cenie abonamentu. Dzięki temu między 2008 a 2015 rokiem wolumen transmisji danych wzrósł stukrotnie. Mimo jednak tak dynamicznego wzrostu ruchu, przychody telekomów regularnie spadają, gdyż spadek stawek był w tym okresie po prostu dramatyczny – tłumaczy Piotr Mieczkowski, ekspert telekomunikacyjny w Dziale Doradztwa Biznesowego EY.

W czasie, kiedy stopniały ceny połączeń w Unii Europejskiej dla klientów detalicznych, operatorów telekomunikacyjnych nadal obowiązują opłaty na rynku hurtowym, czyli rozliczenia między telekomami, co generuje znaczne koszty. W konsekwencji, przy braku działań ze strony operatora i regulatora jest on zmuszony do świadczenia usługi roamingu poniżej kosztów.

Negatywne czynniki

Na przychody operatorów telekomunikacyjnych z roamingu poza topniejącymi cenami połączeń wpływa szereg czynników. – Kraje, które mają znaczący udział obywateli przebywających na emigracji oraz te, które mają ujemny bilans turystyczny automatycznie mają większy ruch w ramach roamingu. Podobnie, jeśli w gospodarce występują sektory, które znacząco wykorzystują usługi w roamingu, np. branża transportowa. To, co jeszcze może przekładać się na obniżenie wpływów telekomów, to relatywnie niskie ceny usług telekomunikacyjnych, popularyzacja ofert nielimitowanych w bazie klienckiej, wysokie pakiety gigabajtów czy znaczący ruch z operatorami z krajów o wyższych stawkach opłaty hurtowej (MTR). Nie bez znaczenia jest także nastawienie obywateli, które może prowadzić do nadmiernego wykorzystania przewag cenowych lokalnych operatorów – wylicza Piotr Mieczkowski.

Co kraj to obyczaj

Zgodnie z rozporządzeniem Komisji Europejskiej, od 15 czerwca 2017 r. zniesione zostaną dodatkowe opłaty za roaming i konsumenci będą mogli korzystać z krajowych stawek na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego. To ogromna zmiana dla operatorów, która nie pozostanie bez wpływu na ich kondycję finansową. Dlatego firmy telekomunikacyjne podejmują różne decyzje strategiczne, które przekładają się na klientów. – Rozpiętość zakresu tych działań jest ogromna. Niektóre telekomy zamierzają wyłączyć usługi roamingu w wybranych taryfach. Inne chcą się złożyć wnioski do lokalnych regulatorów celem odstąpienia od RLAH na 12 miesięcy, by ograniczyć straty. Część podwyższa ceny dla wszystkich użytkowników albo rezygnuje z wielu atrakcyjnych krajowych promocji. Wielu dużych operatorów dokonało również modyfikacji taryf i np. pobiera teraz dodatkową opłatę za przekroczenie transmisji w kraju. Są też operatorzy, którzy wprowadzili abonament wyłącznie krajowy co oznacza, iż telefon działa właściwie tylko w kraju macierzystym klienta. Coraz wyraźniejszy jest też trend przesuwania klientów w stronę połączeń w oparciu o aplikacje i technologię wi-fi. Szczególnie promują to operatorzy wirtualni, dla których roaming, będzie czystym kosztem z racji braku ruchu przychodzącego od klientów zagranicznych – mówi Piotr Mieczkowski.

Topniejące zyski operatorów

Według analityków rynkowych, nowa regulacja Roam Like At Home (RLAH) może oznaczać spadek EBITDA europejskich telekomów działających w EOG nawet do 7% i spadek przychodów z roamingu o 65%. Najbardziej stracą operatorzy wirtualni MNVO, ponieważ nie mają oni własnej infrastruktury i nie mogą zatem zbilansować strat generowanych przez ich klientów w roamingu przychodami uzyskanymi od klientów sieci zagranicznych, którzy logują się w Polsce. Z kolei w najmniejszym stopniu zmiany dotkną duże międzynarodowe firmy telekomunikacyjne. – Realne straty odczują operatorzy z krajów o dużym udziale roamingu w przychodach (np. Luksemburg) i ci działający w krajach o dużej liczbie negatywnych czynników (np. Polska) – tłumaczy Piotr Mieczkowski. – W powszechnej świadomości telekomy funkcjonują jako przedsiębiorstwa, które wykorzystują swoją pozycję rynkową, żeby maksymalizować zysk kosztem klientów. W praktyce, jeśli popatrzymy na wykresy giełdowe spółek telekomunikacyjnych to pokazują one, że okres mitycznych „żniw” przeszedł już dawno do historii. Wystarczy też porównać notowania giełdowe operatorów europejskich z amerykańskimi by zobaczyć, iż operatorzy w Europie radzą sobie gorzej m.in. z powodu większego zakresu regulacji i braku powszechnej zgody na konsolidację. Doskonale wiedzą o tym również właściciele, np. Regionalnych Sieci Szerokopasmowych (tzw. RSS), których finanse cierpią m.in. z uwagi na wysokie daniny publiczne związane z zajęciem pasa drogowego – dodaje.

Wszędzie dobrze, ale najlepiej… za granicą

Polacy spędzają dużo czasu za granicą. W 2015 roku na emigracji pozostawało 2,4 mln Polaków, z czego 80% przebywało za granicą dłużej niż 12 miesięcy. Chętnie też spędzamy urlop poza krajem. Dynamiczny rozwój sektora transportu międzykrajowego przekłada się na duże wykorzystanie usług w roamingu. Według szacunków, liczba aktywnych zawodowo kierowców pojazdów ciężarowych i pasażerskich wynosi 600-650 tys. osób, ponad 40% ich pracy przypadało na transport międzynarodowy. Polski rynek jest jednym z najtańszych w Europie. Średni przychód na klienta detalicznego dla usług telefonii komórkowej świadczonych w Polsce wyniósł zaledwie 6 euro i jest niższy o blisko 60% od średniego przychodu na klienta uzyskiwanego przez operatorów w EOG. – W bazie abonenckiej statystycznie 80% stanowią już tzw. oferty nielimitowane niegenerujące dodatkowych przychodów w związku z większym użyciem. Dosłownie w cenie zwykłej pizzy można dzisiaj zakupić abonament nielimitowany, co pokazuje skalę przeceny, jaka miała miejsce w sektorze telekomunikacyjnym na przestrzeni ostatniej dekady – wyjaśnia Piotr Mieczkowski.

– Te wszystkie czynniki, jak również spadające zyski oraz inne obciążenia telekomów, np. najdroższa aukcja 800 MHz w Europie sprawiają, że wprowadzenie idei Roam Like At Home jest dla polskich firm telekomunikacyjnych bardzo dużym wyzwaniem. Ale nie są w tym odosobnione. Z podobnymi kwestiami muszą się zmierzyć wszyscy operatorzy funkcjonujący w EOG. Przeanalizowane przez nas przykłady pokazują, że za darmowy roaming ktoś jednak zapłaci i będą to zarówno telekomy jak i ich klienci, a zatem również i Ci, którzy wcale nie korzystają z roamingu. Brak jednolitego podejścia wśród operatorów w poszczególnych krajach doprowadził do dużego zróżnicowania i fragmentaryzacji oferowanych usług. Nawet duże grupy operatorów sieci komórkowych działające w kilku krajach nie są spójne w swoim podejściu. Dla końcowego użytkownika oznacza to najczęściej problem w dokonaniu właściwego wyboru między wzrostem cen, ograniczeniem promocji, modyfikacją taryf i wprowadzaniem mniej korzystnych warunków czy nawet wyłączeniem usług – podsumowuje Piotr Mieczkowski.

Wypowiedź: Piotr Mieczkowski, ekspert telekomunikacyjny w Dziale Doradztwa Biznesowego EY.

Banki stopniowo likwidują stacjonarne punkty obsługi klientów i rozwijają digitalne kanały, nastawione na samoobsługę. W ten sposób, odpowiadają na obecne potrzeby konsumentów, wykreowane przez nowoczesne technologie. Optymalizują też swoje koszty. Fizyczne oddziały nadal są ważne w interakcji z zamożnymi odbiorcami.

Szef Biura Projektów Bankowości Klienta Zamożnego w Citi Handlowy, Tomasz Bąk, podaje, że obecnie 95% banków w Europie Środkowo-Wschodniej posiada własną strategię cyfrowej transformacji sieci oddziałów. Różnią się one miedzy sobą np. tempem i zakresem migracji transakcji do kanałów zdalnych, wysokością potrzebnych inwestycji i oczywiście punktem wyjściowym do wprowadzanych innowacji. Potrzeba likwidacji placówek bankowych wynika z tego, że zmienia się miejsce i sposób interakcji klientów z usługodawcami. Coraz częściej konsumenci oczekują zaawansowanych rozwiązań technicznych. Jednak przeniesienie całej obsługi do kanału internetowego, a co za tym idzie oparcie modelu operacyjnego na samoobsłudze, może nie wszystkim osobom odpowiadać.

– Są grupy klientów, które nadal potrzebują bezpośredniego kontaktu z pracownikiem placówki. Dlatego, w przypadku rozmów na temat zarządzania majątkiem kontakt osobisty z opiekunem jest wciąż preferowany. To samo dotyczy skomplikowanych produktów, np. inwestycji i ubezpieczeń. W części banków pewne kwestie wciąż można załatwić tylko w oddziałach. Jednak obecnie, tak naprawdę wszystkie transakcje możemy szybko i łatwo wykonać przez Internet. Uważam więc, że trend przenoszenia obsługi bankowej do świata cyfrowego będzie dynamicznie postępował. W perspektywie 3-5 lat zniknie aż kilkadziesiąt procent tradycyjnych placówek w Europie – mówi Tomasz Bąk.

Sposób, w jaki banki budują i utrzymują relacje z konsumentami, silnie zależy od specyfiki rynku docelowego i odbiorców usług. W segmencie klientów masowych, nawet jeżeli kontakt jest nawiązywany w placówce, to dalsza komunikacja przebiega głównie z wykorzystaniem kanałów zdalnych, telefonu i Internetu, oraz sieci bankomatów i wpłatomatów. Z kolei, instytucje finansowe, które najbardziej zabiegają o klientów zamożnych, skupiają się na budowaniu długoterminowych, bezpośrednich relacji. Dlatego, w tym przypadku, obok Internetu, oddział stanowi bardzo ważną przestrzeń do rozmów.

– Technologia wpływa na oczekiwania konsumentów w sposób, w jaki nie oddziaływała na nich przez ostatnich 10 lat. Biometryczna autentykacja klientów staje się już standardem. Za pomocą odcisku palca mogą w kilkanaście sekund zalogować się do swojego banku i zlecić przelew na swoim smartfonie. Postęp rośnie w szybkim tempie. W Polsce mamy już ponad 15 mln użytkowników bankowości internetowej. Rodacy spędzają średnio 90 minut dziennie na korzystaniu z aplikacji mobilnych. Aż 20-30 razy w miesiącu logują się do banku, poprzez system mobilny. Widzimy zatem, że ich potrzeby kreują trend zmniejszania ilości placówek bankowych i przeobrażenia ich roli – zapewnia Tomasz Bąk.

Jak wyjaśnia ekspert, oddziały zmieniają swój charakter i dotychczasową funkcję transakcyjną na doradczą lub czysto sprzedażową. Specjaliści nie siedzą za biurkami, ale towarzyszą klientom podczas ich wizyt w placówkach, tym samym skupiają się na budowaniu z nimi relacji. W wielu oddziałach nie ma już biurek ani ulotek. Są za to tablety i ekrany dotykowe, na których klienci samodzielnie realizują transakcje, które dotychczas odbywały się „przy okienku”. Nowe placówki tworzone są w miejscach, gdzie konsumenci realizują swoje potrzeby finansowe, czyli przede wszystkim w centrach handlowych. Równocześnie powstają formaty mobilne, które fizycznie podążają za potencjalnym nabywcą usług i zachęcają go do nawiązania pierwszego kontaktu.

– Takie zjawiska, jak cyfryzacja, globalizacja czy urbanizacja, najsilniej kształtują formy dystrybucji banków detalicznych. 10 lat temu niewielu z nas było w stanie wyobrazić sobie obecny kształt bankowości. Dlatego dokładne wskazanie granic jej transformacji w perspektywie następnej dekady jest raczej niemożliwe. Na pewno w dalszym ciągu będą rozwijały się nowe, bardziej digitalne i mobilne kanały komunikacji. Biorąc pod uwagę dotychczasowe statystki, należy oczekiwać dalszej, regularnej likwidacji stacjonarnych oddziałów bankowych – przewiduje Tomasz Bąk.

Ekspert podaje, że według danych Komisji Nadzoru Finansowego, od końca 2012 roku liczba placówek w Polsce zmniejszyła się o 7,5%. Rocznie ubywa zatem około 2% spośród ponad 14 tys. bankowych placówek. Z kolei, Raport Citi GPS: Global Perspectives & Solutions, Citibank Research, 2016, pokazuje, że banki europejskie znajdują się właśnie w ważnym punkcie zwrotnym. Analitycy Citibanku uważają, że redukcje placówek na całym kontynencie powinny wynieść 40%. Banki w Hiszpanii, czyli tam gdzie nasycenie rynku stacjonarnymi oddziałami jest największe, musiałyby zamknąć 70% takich punktów, aby osiągnąć poziom zagęszczenia podobny do krajów skandynawskich.

– Nasi analitycy zwracają uwagę na to, że restrukturyzacja europejskich placówek jest konieczna nie tylko ze względu na preferencje klientów, ale też z uwagi na wydatki. Utrzymanie stacjonarnych oddziałów i zatrudnionych w nich osób stanowi około 60-65% kosztów banku. Niezbędne będzie też dalsze zautomatyzowanie procesów obsługi klienta, bo dziś nadal w wielu bankach aż 60-70% zadań wykonywanych jest ręcznie przez pracowników – podsumowuje Tomasz Bąk.

 

Źródło: MondayNews.pl

Wzrost rynku dóbr luksusowych o 2-4 procent w 2017 r. dzięki poprawie spożycia w Chinach, turystyce i rosnącemu zaufaniu konsumentów w Europie przewiduje Bain & Company. W dalszej perspektywie kluczowe znaczenie będzie miało dostosowanie strategii do wartości i oczekiwań pokolenia „millenialsów”.

Wszystko wskazuje na to, że w 2017 r. rynek dóbr luksusowych powróci do wzrostu. Mocne odbicie w  Chinach, zawdzięczane aktywności zakupowej w kraju i za granicą oraz rosnące zaufanie klientów w Europie przyczyni się do wzrostu światowego rynku osobistych dóbr luksusowych o 2-4 procent, do poziomu 254-259 mld euro.  Nadal rośnie różnica między zwycięzcami a przegranymi, dlatego marki powinny przemyśleć swoje strategie i dostosować się do sposobu myślenia charakterystycznego dla pokolenia „millenialsów”. Ten czynnik odegra kluczową rolę, napędzając sprzedaż do 290 mld EUR do roku 2020.

– Po trudnym 2016 roku, pierwszy kwartał 2017 przyniósł branży dóbr luksusowych nieco wytchnienia – mówi Jacek Poświata z Bain & Company. – Czynniki takie jak powrót chińskiej konsumpcji do kraju oraz pozytywne perspektywy w Europie, zarówno dla mieszkańców jak i turystów, będą przez resztę roku napędzać ogólny wzrost rynku.

Dynamika rynku luksusowego w regionach

W Stanach Zjednoczonych rynek dóbr luksusowych jest nadal słaby. Na skutek silnego dolara, trwającej niepewności politycznej i problemów domów towarowych perspektywy na 2017 r. są niejednoznaczne. Sytuację w Ameryce Łacińskiej poprawia spożycie lokalne, podczas gdy Kanada utrzymuje dynamikę, ale przygotowuje się na spowolnienie. Oczekuje się, że wzrost w całym regionie wyniesie od -2 do 0 procent. W Europie trwa odrabianie strat po zmniejszeniu ruchu turystycznego w 2016 r., a kontynent odzyskuje zaufanie wśród lokalnych konsumentów. Jaśniejsze punkty na mapie to Hiszpania, postrzegana jako bezpieczny cel podróży oraz Wielka Brytania, z funtem znacznie słabszym niż w tym samym okresie w zeszłym roku. Bain & Company przewiduje, że wzrost w Europie wyniesie 7-9 procent. W Chinach kontynentalnych również mamy do czynienia z odbiciem, ponieważ lokalni konsumenci zdecydowanie wolą kupować dobra luksusowe w kraju. Można oczekiwać, że doprowadzi to do wzrostu o 6-8 procent. Chińscy turyści nadal będą jednak odpowiadać za sporą część zakupów luksusowych za granicą. Powolny i dojrzały rynek japoński nadal jest bezpieczny dla marek luksusowych. Konsumpcja lokalna wspiera rynek, na którym zmniejszył się ruch turystyczny, na skutek czego wzrost w tym roku będzie niski. W pozostałych częściach Azji otoczenie jest nadal trudne. Bain & Company uważa, że w tym regionie rynek skurczy się o -2 do -4 procent. Sytuacja w Hongkongu, Makau i Singapurze poprawia się, ale za to Tajwan i Azja Południowo-Wschodnia zmagają się ze zmniejszeniem ruchu turystycznego, szczególnie z Chin i Korei Południowej, na co wpłynęły wewnętrzne niepokoje polityczne. W pozostałych częściach świata spodziewamy się płaskiego lub tylko nieznacznie dodatniego wzrostu, na poziomie 2 procent, a na Bliskim Wschodzie (poza Dubajem) dalszego zastoju.

Na co zwrócić uwagę w 2017 r.

Sytuacja w Stanach Zjednoczonych. USA, które nadal pozostają największym rynkiem osobistych towarów luksusowych, stoją przed połączeniem różnych czynników, które hamują wzrost. Spowolnienie w turystyce, nadal nerwowa atmosfera polityczna i niełatwe perspektywy dla domów towarowych tworzą bardzo trudne otoczenie dla marek luksusowych, które w tej sytuacji wymagają znakomitej strategii i jej nienagannej realizacji, z naciskiem na rozwijanie lojalności i dbanie o zadowolenie klientów.

Perspektywy dla Chin. Niższe różnice cenowe w Chinach zachęcają rynek lokalny do rozkwitu, podczas gdy Europa korzysta ze swojej pozycji atrakcyjnego celu podróży dla chińskich turystów.

Sprzedaż cyfrowa i off-price. Dynamika transformacji cyfrowej w dalszym ciągu przekształca branżę dóbr luksusowych. Bain & Company spodziewa się, że internet stanie się głównym kanałem sprzedaży, o najwyższym wzroście w najbliższych latach, a na drugim miejscu uplasują się sklepy typu off-price. Prawdziwym placem zabaw dla marek luksusowych będą fizyczne sklepy monobrandowe, chociaż ich zasięg oddziaływania może już zbliżać się do granicy możliwości.

Wielcy zwycięzcy i wielcy przegrani. Trend polaryzacji rynku, który w badaniach Bain & Company jawi się jako element nowej normalności, jest bardzo widoczny w pierwszych miesiącach 2017 r., a różnica między zwycięzcami a przegranymi nadal rośnie.

Milenijny stan umysłu. Aby odnieść sukces w nadchodzącej dekadzie, marki powinny skupić się na swoich klientach, tak aby móc lepiej przewidywać i zaspokajać ich potrzeby. Kluczowe znaczenie będzie miało młodsze pokolenie konsumentów, ponieważ do 2025 roku millennialsi i „Pokolenie Z” będą stanowić 45 procent światowego rynku towarów luksusowych. Warto jednak zauważyć, że analizując zachowania konsumenckie należałoby raczej mówić o „milenijnym stanie umysłu”, który coraz głębiej przenika wszystkie pokolenia bez różnicy, a tym samym jest zjawiskiem bardziej psychologicznym, niż czysto demograficznym.

W perspektywie roku 2020 Bain & Company przewiduje łagodny wzrost na poziomie 3-4 procent rocznie, przy zwiększeniu rozmiarów rynku do 280-290 mld euro. – Marki powinny wręcz obsesyjnie dbać o klienta i przestawić się na sposób myślenia millenialsów – zachęca Poświata z Bain & Company. – Kupowanie towarów luksusowych nie ogranicza się już do wejścia do sklepu. Dziś zanim konsument dotrze do punktu sprzedaży, doświadcza kontaktu z marką w wielu różnych punktach.

Źródło: Bain & Company

Z dotyczącej miast części raportu „Elektromobilność w Polsce…”, przygotowanego przez ZDG TOR i zaprezentowanego we wtorek, wynika, że jest wiele nieoczywistych sposobów na wykorzystanie w miejskiej mobilności energii elektrycznej. W Polsce jednak nie tyle cierpimy na brak pomysłów, co na brak skutecznych możliwości przewidzenia ich efektów.
Przeciętnemu mieszkańcowi miasta, zainteresowanemu tym, jak zmienia się jego otoczenie, „elektromobilność” kojarzy się zapewne z rządowymi programami eBus i eCar, które mają pomóc w przestawieniu – odpowiednio transportu autobusowego i polskich kierowców – na zasilanie prądem. Raport przygotowany przez ZDG TOR to pierwszy tak kompletny opis punktu, z którego startujemy i konsekwencji działań, a także ewentualnych przeszkód, jakie stoją przed urzędnikami.

Choć miasta deklarują zakup w najbliższym czasie autobusów elektrycznych (w sumie ponad 800), a w Polsce są producenci, którzy tego rodzaju pojazdy już produkują i sprzedają (Solaris czy Ursus), to warto pamiętać, że dziś w całym kraju regularnie użytkowanych jest tylko 18 elektrobusów, z czego ponad połowa w stolicy. Już w tym roku to się zmieni, bo realizowane są przetargi na kolejne. Warto jednak pamiętać, że dziś miasta, właściwie nie mają doświadczenia z elektrobusami, choć bardzo je chcą.

Pierwszym wnioskiem jaki wskazano w raporcie jest konieczność dopracowania metodologii obliczania i porównywania kosztów zewnętrznych użytkowania elektrobusów, jeśli chodzi o emisję i hałas. Problem polega na tym, że dziś istnieją takie analizy, są często rozbieżne. MZA Warszawa już jakiś czas temu wyliczyły, że elektrobusy przydadzą się jeśli chodzi o ograniczanie spalin w mieście i walkę ze smogiem. Z kolei krakowskie MPK niedawno przedstawiło wyliczenia, że koszt użytkowania takiego autobusu w całym cyklu życia, nie musi wcale być niższy niż autobusu dieslowskiego. A za jedną z zalet takich pojazdów, dwukrotnie droższych od zwykłych autobusów, od dawna przedstawia się niższe kosztu użytkowania. M.in. z tego powodu urzędnicy we Wrocławiu zapowiadają długie testy pojazdów zbudowanych specjalnie na ich zamówienie, bo tylko w ten sposób będą mogli rzetelnie ocenić ich przydatność.

Elektryczne w mieście

Autorzy raportu zwracają uwagę, że samochodom elektrycznym w miastach bardzo pomogłoby instalowanie ładowarek np. w wielostanowiskowych parkingach przy lub pod nowo budowanymi blokami mieszkalnymi. To jednak wiąże się z analizą prawną i techniczną, bo nie wiadomo czy taka infrastruktura nie wymagałaby np. zgody wszystkich mieszkańców, a także jak rozliczać koszty prądu. Nie da się jednak ukryć, że jedną z głównych barier elektromobilności w Polsce jest po prostu brak ładowarek.

Dla ewentualnych chętnych na auta elektryczne należałoby wprowadzić, wzorem innych państw, zachęty finansowe np. w formie dopłat bezpośrednich lub subwencji w wysokości nie mniejszej niż wartość podatku VAT. Dopiero wtedy auta elektryczne staną się konkurencyjne cenowo w porównaniu do analogicznych samochodów z silnikami spalinowymi przy uwzględnieniu kosztów eksploatacji w okresie co najmniej 3 lat.

Po 2020 r., kiedy to m.in. dzięki postępowi technologicznemu samochody elektryczne powinny wyraźnie stanieć, tego typu zachęty finansowe można stopniowo wygaszać. Wszystko tak naprawdę zależy od kosztu baterii, który dziś trudno przewidzieć. Nie wiadomo nawet, czy ostatecznie posiadacze aut elektrycznych będą np. wymieniać baterie co jakiś czas i staną się one kosztem niezależnym od samego auta.

Śmieciarki na prąd?

Warty uwagi jest też rządowy plan ustawowego zmuszenia samorządów do stopniowego włączania do swoich flot, pojazdów zeroemisyjnych. Nie chodzi tylko o autobusy (co oczywiste), czy samochody do dyspozycji urzędu (co również dość jasne), ale też zlecanie przez samorządy powyżej 50 tys. mieszkańców usług firmom, które do tych usług będą w części wykorzystywać pojazdy zeroemisyjne.

Czy oznacza to, że już za kilka lat (wymóg 30 proc. ma obowiązywać od 2025 r.) śmieciarki i szambiarki będą w 1/3 elektryczne? Będzie z tym problem, zauważają autorzy, bo to specjalistyczne pojazdy, wymagają energii do obsługi wszystkich narzędzi i może się okazać, że w wersji elektrycznej nie mają takiego zasięgu i mobilności, jak w spalinowej.

Źródło: www.transport-publiczny.pl

Eksperci

Greenspan: Grzeczne euro

Pasmo terroru, które przeszło przez Hiszpanię mogło przyczynić się do strat zanotowanych na giełdach...

Lipka: Czy to ostatni tak dobry wzrost PKB w Polsce?

16 sierpnia GUS ogłosił wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Dostaliśmy bardzo dobre informacje - wz...

Greenspan: Bitcoin osiągnął rekord

Wszyscy mówią o rekordowej cenie Bitcoina, która ciągle rośnie i w trakcie weekendu udało jej się po...

Rozbicki: Sezon wynikowy na GPW nabiera tempa

Wakacje w pełni, a na warszawskim parkiecie wakacyjną nudę powoli zaczyna przerywać sezon publikacji...

Lipka: Przed nami ostatnie kwartały szybkiego wzrostu PKB?

16 sierpnia GUS ogłosi wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Z dużym prawdopodobieństwem dowiemy się,...

WIADOMOŚCI

Bezgotówkowe płatności w urzędach

Od rozpoczęcia ogólnopolskiego Programu upowszechniania płatności bezgotówkowych w administracji pub...

Aplikacje pomogą przetrwać burze

Afrykański skwar a później burze, grad i ulewny deszcz - pogoda w najbliższych dniach ma być niebezp...

Opóźnienia w wydawaniu funduszy unijnych

Wykorzystanie funduszy unijnych utrzymuje się na wysokim poziomie, nadal jednak niektóre regiony - j...

Zmiany w stosowaniu stawek VAT na żywność

MF nie wyklucza zmian w stosowaniu obniżonych stawek VAT na żywność, weźmie pod uwagę propozycję sta...

„500 plus” nie wpływa na zwiększenie liczby kobiet biernych zawodowo

„Ten, kto twierdzi, że kobiety rezygnują z pracy zawodowej z powodu wsparcia otrzymanego na dzieci, ...