poniedziałek, Lipiec 23, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "wskaźnik inflacji"

wskaźnik inflacji

Według szybkiego szacunku GUS, w czerwcu inflacja podskoczyła z 1,7 do 1,9 proc. To przede wszystkim wpływ wysokich notowań ropy naftowej, w wyniku czego paliwa na naszych stacjach podrożały aż o 15,2 proc. w porównaniu do cen z czerwca 2017 r. Swoje przysłowiowe „trzy grosze” dołożyło też do tego osłabienie złotego wobec dolara, w wyniku czego import surowca stał się bardziej kosztowny. Zmniejszyła się natomiast dynamika wzrostu cen żywności i napojów bezalkoholowych. Jeszcze w kwietniu żywność była droższa niż przed rokiem o 4,1 proc., w maju różnica ta stopniała do 3 proc. a w czerwcu do 2,7 proc.

Od lipca powinniśmy obserwować obniżenie się wskaźnika inflacji, związane z wysoką statystyczną bazą odniesienia z ubiegłego roku, gdy zarówno inflacja, jak i szczególnie ceny żywności bardzo mocno szły w górę. O ile w najbliższych miesiącach nie przeszkodzą skutki suszy oraz wysokich notowań ropy naftowej, tegoroczna inflacja będzie prawdopodobnie nieco niższa niż w 2017 r., co utwierdzi Radę Polityki Pieniężnej w zamiarze utrzymywania stóp procentowych na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie jeszcze przez dłuższy czas.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Kończące się w środę posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej z pewnością nie przyniesie zmiany wysokości stóp procentowych. Skok wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych, obserwowany w ostatnich miesiącach skłania jednak do stawiania pytania o prawdopodobny termin takiej decyzji. Kluczowa w tej kwestii będzie nie „zwykła” inflacja, lecz jej wskaźnik bazowy, czyli nie uwzględniający cen żywności i energii. Ten zaś w grudniu ubiegłego roku wyniósł zero i nie wykazuje chęci do szybszego wzrostu.

Nie tylko ekonomiści, ale także posiadacze oszczędności, coraz częściej stawiają sobie pytanie o termin możliwej podwyżki stóp procentowych. Z punktu widzenia tych drugich taka decyzja oznaczałaby wreszcie wzrost oprocentowania depozytów bankowych, najbardziej popularnego sposobu lokowania kapitału. Średnia wysokość odsetek z lokat o terminie do dwóch lat systematycznie idzie w dół już od ponad czterech lat. W październiku 2012 r. sięgało ono 4,9 proc., obecnie wynosi zaledwie 1,7 proc., a więc jest niższe niż wskaźnik inflacji, co oznacza że przynoszą one realną stratę. Z deklaracji przedstawicieli Rady Polityki Pieniężnej wynika, że nad podwyżką stóp zaczną zastanawiać się pod koniec roku, a więc za dziesięć miesięcy. Trudno się więc spodziewać, by banki do tego czasu były skłonne zwiększyć atrakcyjność swej depozytowej oferty, tym bardziej, że klienci wciąż chętnie powierzają im pieniądze, a dynamika wartości lokat jest wyższa niż tempo wzrostu kredytów. Zmiany stanowiska RPP nie należy oczekiwać ani na obecnym, ani na kilku kolejnych posiedzeniach tego gremium. Jest ono niewzruszone dynamicznym wzrostem wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych, który z zera w listopadzie ubiegłego roku skoczył do 1,8 proc. w styczniu 2017 r. i w najbliższym czasie będzie trzymał się tej tendencji. Brak reakcji RPP wynika z faktu, że głównym źródłem inflacji jest wzrost cen surowców, w tym przede wszystkim ropy naftowej, wynikający z niskiej bazy odniesienia sprzed roku, gdy jej notowania osiągały rekordowo niski poziom około 27 dolarów za baryłkę. Ten statystyczny efekt za kilka miesięcy przestanie mieć znaczenie i jeśli ceny ropy nie pójdą w górę, przestaną wywierać presję na wzrost inflacji, a jej wskaźnik obniży się w drugiej połowie roku.

Z uwagi na dużą zmienność cen surowców i żywności, RPP w swych decyzjach o wysokości stóp procentowych kieruje się inflacją bazową, czyli wskaźnikiem nie uwzględniającym zmian wspomnianych składników inflacyjnego koszyka, stanowiących w nim nieco ponad 41 proc. (w tym 24 proc. to ceny żywności, 17,1 proc. ceny energii). Inflacja bazowa utrzymuje się zaś na bardzo niskim poziomie nieprzerwanie od lipca 2014 r. Po trwającym przez niemal cały 2016 r. okresie, w którym osiągała wartości ujemne, dopiero w grudniu wyszła na zero. To zdecydowanie zbyt niski poziom, by skłonić nasze władze monetarne do myślenia o podwyżce stóp procentowych. W przeszłości zaczynały one się nad taką decyzją zastanawiać wówczas, gdy inflacja bazowa zbliżała się do 1 proc., a jednocześnie wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych osiągał cel inflacyjny, czyli 2,5 proc. Taka sytuacja miała miejsce w marcu 2007 r., a w kwietniu RPP podwyższyła stopę referencyjną z 4 do 4,25 proc. Ten przykład może stanowić dobry punkt odniesienia w kontekście obecnej sytuacji, gdyż wówczas wzrost inflacji (i tej „zwykłej” i bazowej) pojawił się po prawie dwóch latach bardzo niskiego tempa wzrostu cen oraz kilkumiesięcznego spadku inflacji bazowej poniżej zera. Wówczas powrót od wartości ujemnych do wzrostu o 1 proc. zajął temu wskaźnikowi dziewięć miesięcy. Warto więc śledzić zachowanie się tego parametru, gdyż jego wzrost może z dużą dokładnością wyznaczyć datę spodziewanej podwyżki głównej stopy procentowej.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Rosnąca skokowo inflacja dobitnie przypomniała o swym istnieniu, skłaniając posiadaczy oszczędności do zwrócenia baczniejszej uwagi na to, co w takich warunkach dzieje się z ich pieniędzmi i w jaki sposób działać, by uchronić kapitał przed erozją. Pierwsze efekty widać już w styczniowych danych o sprzedaży obligacji skarbowych.

Wzrost inflacji, która w styczniu sięgnęła już 1,8 proc., a w kolejnych miesiącach podskoczy z pewnością powyżej 2 proc., powoduje że nawet nie uwzględniając podatku od dochodów kapitałowych, zdecydowana większość posiadaczy lokat bakowych poniesie realną stratę, wynikającą z erozji wartości kapitału. Średnie oprocentowanie lokat według wyliczeń NPB wynosi 1,5 proc., czyli tyle samo co stopa referencyjna banku centralnego, a najbardziej popularnych lokat na okres od 1 do 3 miesięcy sięga 1,7 proc. Dla porównania, 3-miesięcza stawka WIBOR, obowiązująca na rynku międzybankowym (według niej banki pożyczają sobie nawzajem pieniądze na taki okres), wynosi 1,73 proc. W przypadku lokat średni poziom wynoszący 1,7 proc. oznacza, że na tę wartość składają się oferty bardziej i mniej atrakcyjne. Oprocentowanie tych pierwszych, zdecydowanie mniej licznych, oferowanych najczęściej przez niewielkie banki i obwarowanych licznymi ograniczeniami oraz związanych z obowiązkiem skorzystania z innych produktów banku, może w najlepszym wypadku zbliżać się do 3 proc. Nie brakuje za to tych zwykłych, „nieuprzywilejowanych”, które dominują w bankowej ofercie, szczególnie największych instytucji finansowych, mających dostęp do najliczniejszej grupy klientów. W tej grupie odsetki poniżej 1 proc. nie należą do rzadkości, a zdarzają się też często oferty sięgające 0,1-0,5 proc. Popularność lokat, jako najprostszej i najbardziej bezpiecznej formy oszczędzania powoduje, że mimo tak mało atrakcyjnych warunków, Polacy trzymają na nich ponad 710 mld zł, z czego połowę w formie w większości nieoprocentowanych depozytów bieżących.

W porównaniu z tymi imponującymi wartościami, zdecydowanie skromniej wygląda zainteresowanie obligacjami oszczędnościowymi, choć ich konstrukcja jest równie prosta, a oprocentowanie konkurencyjne wobec lokat bankowych. Polacy w swych portfelach posiadają obligacje skarbowe o wartości nieco ponad 11 mld zł. Ta kwota stanowi zaledwie 1,3 proc. całkowitego zadłużenia Skarbu Państwa z tytułu obligacji i rośnie w dość wolnym tempie. W ubiegłym roku powiększyła się o około 900 mln zł, mimo, że ministerstwo finansów sprzedało papiery o wartości 4,6 mld zł, czyli najwięcej od 2008 r. Trzeba bowiem pamiętać, że obligacje mają swój „czas życia” i po jego upływie podlegają wykupowi. Nie wszystkie uzyskane w ten sposób środki oszczędzający decydują się ponownie ulokować w obligacjach. W ubiegłym roku do Skarbu Państwa „wróciło” w ten sposób nieco ponad 2 mld zł, licząc transakcje zamiany obligacji na nowe. Pod względem napływu nowych środków bardzo dobrze prezentują się dane za styczeń obecnego roku. Oszczędzający kupili obligacje o wartości 486,6 mln zł, a więc najwyższej od października 2016 r., gdy wydali aż 870 mln zł. Jeśli jednak od obu tych wielkości odejmiemy wartość transakcji zamiany, okaże się że styczeń był najlepszym od dwóch lat miesiącem pod względem napływu nowych pieniędzy na rynek obligacji skarbowych.

Ten wzrost zainteresowania obligacjami ze strony oszczędzających może wynikać z kilku przyczyn. Po pierwsze, od grudnia ubiegłego roku resort finansów podwyższył oprocentowanie papierów o wszystkich terminach wykupu, poza najbardziej popularnymi obligacjami dwuletnimi. Od stycznia 2017 r. zdecydował się jednak i w ich przypadku zwiększyć wysokość odsetek z 2 do 2,1 proc. Szczegółowe dane o sprzedaży wskazują jednak na inny powód. Warto bowiem zwrócić uwagę, że bardzo wysoki dotąd udział w sprzedaży obligacji dwuletnich, sięgający w ubiegłym roku średnio aż 75 proc., w styczniu obniżył się do rekordowo niskiego poziomu niespełna 55 proc. Mimo podwyższenia oprocentowania tych papierów, popyt przeniósł się na obligacje czteroletnie. Ich udział w sprzedaży podskoczył do ponad 28 proc. W ciągu ostatnich dziesięciu lat tak dużym zainteresowaniem nabywców cieszyły się one jedynie w 2012 r. Ich oprocentowanie w pierwszym okresie odsetkowym sięga obecnie 2,4 proc., a więc jest wyraźnie wyższe niż w przypadku papierów dwuletnich, ale różnica na korzyść tych pierwszych utrzymuje się już od dawna. Mają one jednak bardzo istotną z punktu widzenia obecnych tendencji na rynku finansowym cechę, którą inwestorzy niewątpliwie dostrzegli. Ich oprocentowanie w kolejnych rocznych okresach odsetkowych zmienia się w zależności od wskaźnika inflacji, zaś w przypadku dwuletnich nie zmienia się w całym okresie ich życia. A skoro już wiadomo, że obecny rok będzie stał pod znakiem wysokiej inflacji, to nabywcy czteroletnich papierów mogą liczyć na bardziej atrakcyjne oprocentowanie, chroniące realną wartość ich kapitału. Zakładając, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy wskaźnik  inflacji wyniesie 2 proc., za przyszły rok otrzymają odsetki w wysokości 3,25 proc., dzięki dodatkowej, wynoszącej 1,25 punktu procentowego marży, podczas gdy właściciele dwulatek będą wciąż musieli zadowolić się oprocentowaniem wynoszącym 2,1 proc.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk Gerda Broker

Eksperci

Ludwiczak: Majowe spowolnienie na rynku mieszkaniowym

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na ry...

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

Bugaj: Pogarszające się inwestycyjne warunki

Po względnie stabilnym kwietniu drugi tydzień maja przyniósł dość zaskakującą poprawę koniunktury, k...

AKTUALNOŚCI

Czy rośnie skala wyłudzeń i nadużyć w sektorze finansowym?

W 2017 roku ataki hakerskie dotknęły połowy polskich instytucji finansowych, przynosząc wielomiliono...

Nowy podatek solidarnościowy dla najbogatszych oraz nowe obciążenie ZUS – co to oznacza w prakt

Na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji opublikowano projekt ustawy wprowadzającej nową...

Letnie ożywienie w przemyśle i budownictwie

Czerwiec przyniósł wyraźnie wyższą dynamikę produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej, potwierdz...

Na „Dostępność+” rząd przeznaczy 23,2 mld zł

Rada Ministrów przyjęła uchwałę w sprawie ustanowienia rządowego programu „Dostępność+” dla osób nie...

5 lipca Sejm przyjął ustawę o inwestycjach mieszkaniowych

Przedstawiony 15 marca bieżącego roku pierwszy projekt specustawy mieszkaniowej, wprowadzający rewol...