środa, Czerwiec 20, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "przemysł"

przemysł

Firma PSI Polska, producent oprogramowania dla przemysłu, wdrożyła w Centrum Dystrybucyjnym firmy LPP, właściciela marek odzieżowych takich jak RESERVED, Cropp, House, MOHITO czy SiNSAY innowacyjne oprogramowanie Warehouse Advanced Planning (WAP). WAP to moduł stworzony do planowania procesów logistycznych, wykorzystywany do tej pory w inteligentnych fabrykach. Wdrożenie WAP w Centrum Dystrybucyjnym LPP to kolejny projekt zrealizowany przez PSI Polska w ramach 10-letniej współpracy pomiędzy firmami. Dzięki praktycznym i innowacyjnym funkcjom ma usprawnić procesy logistyczne polskiego największego producenta odzieży.

Rynkowi liderzy na drodze do Logistyki 4.0

Strategia dystrybucji LPP zakłada równoczesną dostawę nowej kolekcji do wszystkich sklepów. To spore wyzwanie planistyczne, zwłaszcza w obliczu dynamicznego wzrostu produkcji oraz ekspansji spółki na kolejne rynki. Szukając innowacyjnych rozwiązań do planowania logistyki, LPP sięgnęło po moduł, który steruje procesami w nowoczesnych fabrykach. Analogia między zarządzaniem wysoce zautomatyzowanym centrum dystrybucyjnym, a inteligentną, zrobotyzowaną fabryką, pozwoliła na dopasowanie narzędzia do potrzeb i wymogów planowania pracy automatyki magazynowej. Wieloletnia współpraca między PSI i LPP, mająca na celu wsparcie automatyzacji procesów magazynowania, zaowocowała stworzeniem rozwiązania, które przenosi zarządzanie Centrum Dystrybucyjnym LPP na jeszcze wyższy poziom innowacyjności.
Jak zaznaczają eksperci, to rozwiązania, które charakteryzują tzw. Przemysł 4.0.

Czwarta rewolucja przemysłowa polega na autonomizacji procesów produkcji przez jak największe nasycenie ich rozwiązaniami informatycznymi, w tym elementami sztucznej inteligencji. Obecnie to jeden z najgorętszych tematów na zachodzie Europy. PSI, jako czołowy dostawca systemów klasy APS i MES, wspiera swoich klientów w przejściu do cyfrowego świata Przemysłu 4.0. Każdemu, kto zobaczył Centrum Dystrybucyjne LPP, analogia do wysoce zautomatyzowanego procesu produkcyjnego nasuwa się samoistnie. Dlatego, stając przed wyzwaniem usprawnienia procesu planowania pracy Centrum Dystrybucyjnego LPP, postanowiliśmy sięgnąć do naszych doświadczeń z przemysłu, gdy tworzyliśmy rozwiązania m.in. dla największych europejskich koncernów motoryzacyjnych. Na bazie systemu planowania produkcji stworzyliśmy innowacyjny moduł, Warehouse Advanced Planning, który po pozytywnych doświadczeniach z LPP zdecydowaliśmy się włączyć do standardu systemu PSIwms, dostarczającego pełen zakres funkcjonalności niezbędnych do właściwego sterowania oraz kontroli procesów w nowoczesnym magazynie – mówi Arkadiusz Niemira, Prezes Zarządu PSI Polska.

 

Planowanie pracy magazynu – wymierne korzyści

Po trwającym 6 miesięcy pilotażu, pod koniec minionego roku zakończono pierwszy etap wdrażania modułu Warehouse Advanced Planning, a Centrum Dystrybucyjne LPP zaczęło korzystać z jego wersji produkcyjnej.
W sposób automatyczny planuje on pracę sorterów magazynowych, wykorzystując algorytmy planowania, które przetwarzają ogromne ilości informacji w kilka sekund. Już w pierwszych miesiącach od uruchomienia Warehouse Advanced Planning, LPP odnotowało wymierne korzyści, w tym skrócenie czasu niezbędnego
do planowania operacji logistycznych o blisko 40%. Jak zaznaczają przedstawiciele PSI, to przykład modelowej współpracy z Klientem w wypracowaniu unikatowych i skutecznych procedur informatycznych w biznesie.

Korzyści z wprowadzenia rozwiązania najłatwiej zauważyć podczas codziennej pracy magazynu. Dzięki automatycznemu planowaniu zmieniły się role i zadania planistów, którzy obecnie monitorują cały proces, dokonując sporadycznie ręcznych zmian w planie. Kolejność realizowanych zleceń jest z góry określona, a w przypadku nieprzewidzianych sytuacji brygadziści korzystający z WAP na stacjach w magazynie mogą skorygować ten plan, np. przesuwając operacje na inny sorter lub zmieniając
ich kolejność. Moduł umożliwia prognozowanie liczby pracowników, którzy w danym dniu powinni obsługiwać zlecenia realizowane przez magazyn, by dotrzymać zaplanowanych terminów wysyłek. Dzięki temu możliwa jest dostawa kolekcji do wszystkich salonów Reserved, Cropp, czy Mohito w tym samym dniu! Obecnie magazyn pracuje efektywniej, w bardziej harmonijny i uporządkowany sposób, a sortery realizują zadania
w optymalnej kolejności.

Moduł Warehouse Advanced Planning był początkowo projektem pilotażowym – „proof of concept”. Oznacza to w praktyce, że gdy nasi pracownicy dopasowywali rozwiązanie do procesów Klienta, pracownicy po stronie LPP mogli już z niego korzystać i je testować, a także zgłaszać pomysły dotyczące ewentualnych usprawnień – dodaje Mikołaj Garbarek, Dyrektor Działu Produkcja, Logistyka, Transport Publiczny PSI Polska.

Panel menedżerski wspiera szybkie podejmowanie decyzji

Informatyzacja procesu planowania operacji logistycznych przenosi go na zupełnie nowy poziom efektywności i komunikacji między działami magazynu. Pozwala na tworzenie optymalnego planu, ale także umożliwia śledzenie jego bieżącej realizacji w raportach zarządczych.

Zakończeniem kolejnej fazy wdrożenia Warehouse Advanced Planning – modułu systemu zarządzania magazynem PSIwms, będzie uruchomienie elastycznego panelu menedżerskiego, który dostarczy dyrektorom i kadrze zarządzającej informacji w czasie rzeczywistym. W systemie są widoczne aktualnie realizowane zadania, ewentualne opóźnienia, planowane przerwy czy awarie sortera. Dodatkowym narzędziem do kontroli sytuacji są automatyczne e-maile informujące o potencjalnych opóźnieniach. Pozwalają one na szybką reakcję – tak, aby uniknąć problemu jeszcze przed jego wystąpieniem, np. poprzez zwiększenie liczby potrzebnych pracowników lub analizę wąskich gardeł procesu logistycznego. Dzięki wdrożeniu WAP, LPP zwiększyło zatem nie tylko możliwość płynnego planowania pracy w magazynie i śledzenia postępów przetwarzania w czasie rzeczywistym, ale także bieżącego reagowania na potencjalne odstępstwa od założonego harmonogramu wysyłek.

Funkcjonowanie Centrum Dystrybucyjnego nie byłoby możliwe bez innowacyjnych systemów informatycznych wspierających jego efektywne zarządzanie. Warehouse Advanced Planning
to unikalne rozwiązanie, które przenosi proces planowania procesów logistycznych w LPP na nowy, wyższy poziom. Dotyczy to zarówno dostępności danych w jednym miejscu, jak i możliwości elastycznego reagowania na różne, często nieprzewidywalne sytuacje
– komentuje Mirosław Hoffmann, Kierownik ds. IT Systemów Logistycznych w LPP S.A.

W następnych fazach projektu planowaniem przy użyciu modułu WAP zostaną objęte najważniejsze procesy logistyczne Centrum Dystrybucyjnego. Dzięki temu moduł Warehouse Advanced Planning będzie kontrolował wszystkie istotne zadania magazynowe LPP – od przyjęcia towaru, aż po jego wysyłkę. Opracowanie i wdrożenie Warehouse Advanced Planning to dowód na to, że rozwiązania Przemysłu 4.0, pozwalające na analizowanie w czasie rzeczywistym dużych ilości danych oraz wykorzystanie algorytmów optymalizujących pracę maszyn, mogą zostać z powodzeniem wykorzystane w Logistyce 4.0.

Po lekkiej grudniowej zadyszce, styczeń przyniósł bardzo wysoką dynamikę produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej. Ta ostatnia wzrosła najmocniej od dziesięciu lat, co pokazuje że mamy do czynienia z rosnącym ożywieniem inwestycyjnym.

Według danych GUS produkcja polskiego przemysłu wzrosła w styczniu o 8,6 proc., mocniej niż oczekiwane przez ekonomistów 8 proc. Oznacza to powrót do wysokiej dynamiki, notowanej w październiku i listopadzie ubiegłego roku, a więc sugeruje, że pierwszy kwartał może przynieść tempo wzrostu PKB zbliżone do doskonałej końcówki 2017 r. Na taki scenariusz wskazuje także bardzo mocny, sięgający 34,7 proc. wzrost produkcji budowlano-montażowej, najwyższy od kwietnia 2008 r., gdy wyniósł 36,3 proc. To świadczy o dalszym wyraźnym przyspieszeniu inwestycji, głównie infrastrukturalnych, a więc publicznych i samorządowych. Ten czynnik powinien odgrywać istotną rolę w całym tegorocznym tempie wzrostu gospodarczego, choć wszystko wskazuje na to, że dynamika PKB będzie nadal mocno wspierana przez konsumentów. Sprzedaż detaliczna była bowiem w styczniu o 8,2 proc. wyższa niż przed rokiem, co oznacza zdecydowane przyspieszenie w porównaniu do zanotowanego w grudniu wzrostu o 6 proc. i wyraźne przekroczenie prognoz analityków, którzy spodziewali się wzrostu o 7,3 proc.

Spośród poszczególnych działów przemysłu najmocniejszy, sięgający 9,7 proc. wzrost zanotowano w styczniu w przetwórstwie przemysłowym. Spadek produkcji miał miejsce jedynie w sektorze górnictwa i przemysłu wydobywczego, gdzie wyniósł 3,8 proc. i był znacznie niższy niż grudniowe tąpnięcie o prawie jedną piątą. Spośród 34 działów przemysłu spadek zanotowano jedynie w przypadku czterech, w tym w produkcji wyrobów farmaceutycznych oraz wydobyciu węgla.

Nie potwierdziły się więc negatywne sygnały, na które wskazywał niespodziewany styczniowy spadek wskaźnika PMI dla polskiego przemysłu z 55 do 54,6 punktu, który był między innymi efektem nieco słabszego wzrostu produkcji w grudniu 2017 r. Pewnym ostrzeżeniem przed nadmiernym optymizmem jest jednak fakt, że firmy sygnalizowały zwiększenie się zaległości produkcyjnych, co może być czynnikiem ograniczającym aktywność w kolejnych miesiącach, w kontekście nakładających się trudności z pozyskaniem pracowników. Zaniechania inwestycyjne firm z przeszłości dają więc znać o sobie, ograniczając wzrost mocy przerobowych w warunkach szybkiego wzrostu zamówień, a to oznacza niedostateczne wykorzystanie dobrej koniunktury zarówno w polskiej gospodarce, jak i na świecie.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Po kilku miesiącach wzrostu, wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu obniżył w styczniu swoją wartość z 55 do 54,6 punktu. Koniunktura i jej perspektywy wciąż pozostają dobre, ale coraz większym problemem staje się nadążanie z produkcją i terminowa realizacja dostaw, a także rosnąca presja cen surowców.

Rosnący od sierpnia 2017 r. wskaźnik koniunktury w polskim przemyśle zanotował w styczniu spadek wartości do 54,6 punktu, nadal sygnalizując dobre nastroje przedsiębiorców oraz sugerując kontynuację pozytywnych tendencji w przemyśle i całej gospodarce. Coraz mocniej zaczynają dawać znać o sobie ograniczenia wynikające z szybkiego tempa wzrostu gospodarczego. Zamówienia zwiększają się bardzo szybko, w styczniu ich wzrost był najmocniejszy od trzech lat, co wskazuje na utrzymujący się wysoki popyt zarówno w kraju, jak i u odbiorców zagranicznych. Firmy radzą sobie ze sprostaniem tej tendencji zwiększając zatrudnienie, ale jednocześnie ponosząc wyższe koszty płac. Przedsiębiorcy sygnalizują, że coraz mocniej odczuwają także wzrost kosztów zakupu surowców i materiałów, ale też udaje się im rekompensować skutki tego zjawiska, podnosząc ceny swoich wyrobów. To sygnał prawdopodobnego zwiększenia się presji inflacyjnej w najbliższych miesiącach, która może być widoczna także we wzroście inflacji bazowej. Gdyby tak się stało, byłby to czynnik skłaniający Radę Polityki Pieniężnej do przyspieszenia decyzji o podwyżce stóp procentowych, choć nadal trudno spodziewać się, by nastąpiło to przed końcem roku.

Wszystko wskazuje na to, że coraz mocniej daje znać o sobie wcześniejsza powściągliwość firm w inwestowaniu w rozwój mocy produkcyjnych. Świadczą o tym wyraźnie sygnalizowane opóźnienia w realizacji dostaw i zaległości w realizacji zamówień. Jednocześnie może to być sygnał, że wkrótce mocniej przyspieszą inwestycje przedsiębiorstw, poprawiając strukturę wzrostu gospodarczego.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w 2017 r. o 6,5 proc. r/r (ceny stałe). Produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 12,1 proc. – podał GUS.

Rok 2017 minął pod znakiem polskiego przemysłu – tak dobrych wyników (wzrost o 6,5 p. proc.) nie mieliśmy od 2011 r.! Gdyby nie spadek produkcji sprzedanej w górnictwie i sektorze wydobywczym o 7,4 proc., dynamika byłaby jeszcze wyższa. To właśnie górnictwo jest tym sektorem gospodarki, który regularnie ciągnie polski przemysł w dół. W tym kontekście dziwią dodatkowe wynagrodzenia dla górników, które musiały być wysokie biorąc pod uwagę grudniowy wzrost wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw (o 7,3 proc. r/r, a w stosunku do listopada 2017 r. o 7,9 proc.). Przy spadającej produkcji sprzedanej podnoszenie kosztów grozi  utratą płynności finansowej i dodatkowo  blokuje środki, które mogłyby być przeznaczone na inwestycje, np. w bezpieczeństwo pracy, nowe technologie wydobywcze, ekologiczne rozwiązania (dekarbonizację), czy budowanie nowych kompetencji i podnoszenie kwalifikacji pracowników. Tymczasem w okresie do września 2017 r. inwestycje w tym sektorze były niższe o prawie 20 proc. r/r, i był to kolejny rok, w którym zmniejszono nakłady inwestycyjne.

Na szczęście przetwórstwo przemysłowe wykorzystało dobrą koniunkturę zarówno na rynku krajowym, jak i za granicą. Istotnym czynnikiem stymulującym wzrost polskiego przetwórstwa przemysłowego była w 2017 r. przede wszystkim bardzo dobra sytuacja przemysłu w krajach strefy euro. W styczniu 2017 r. wskaźnik PMI dla strefy euro wynosił 55,2, a w grudniu już 60,6. Na pewno zwiększyło to europejski popyt na komponenty do produkcji, które dostarczają polskie firmy. W efekcie rosła nie tylko produkcja sprzedana przemysłu, ale także na eksport. Po jedenastu miesiącach 2017 r. był wyższy o prawie 11 proc. r/r. Liderami wzrostu produkcji sprzedanej były głównie firmy z branż eksportowych, m.in. produkcji sprzętu transportowego, maszyn i urządzeń, metali, urządzeń elektrycznych, wyrobów z mineralnych surowców niemetalicznych.

Miniony rok był też udany dla produkcji budowlano-montażowej, która wzrosła w 2017 r. o 12,1 proc. Podobnie jak w przypadku przemysłu, to najlepszy wynik od 2011 r. Udało się wreszcie uruchomić inwestycje infrastrukturalne.

Wyniki przemysłu i budownictwa w 2017 r. (a także sprzedaży detalicznej, która w cenach stałych wzrosła o 7,3 proc.) wskazują, że 2017 r. był doskonały dla całej polskiej gospodarki. Można śmiało założyć, że PKB wzrósł w 2017 r. co najmniej o 4,5 proc.

Czy ta pozytywna tendencja w gospodarce utrzyma się w 2018 r.? Przemysł może liczyć na dobrą koniunkturę na rynku unijnym i ogólnie na świecie. Budownictwo – na środki unijne, które wciąż pozostają w zasięgu ręki, a które musimy zacząć wykorzystywać na jeszcze większą skalę niż dotychczas. Pytanie tylko, czy nie zabraknie pracowników i czy inwestycje przedsiębiorstw w ostatnich dwóch latach nie będą zbyt małe. Aby bariery te nie przeszkodziły we wzroście gospodarczym, zmniejszeniu muszą ulec ryzyka regulacyjne. Inaczej firmy dalej będą dość inwestować w sposób wstrzemięźliwy. Musimy także znacznie ułatwić procedury zatrudniania cudzoziemców. Inaczej nie wykorzystamy szans, które daje nam polska, europejska i globalna gospodarka.

 

Autor: dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

W grudniu 2017 r. wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego wzrósł do poziomu 55,0 z 54,2 w listopadzie. Natomiast wskaźnik PMI Sektora Przemysłowego w strefie euro wzrósł do poziomu 60,6 z 60,1 w listopadzie – podał Markit.

Przemysł w strefie euro zakończył 2017 r. świetnymi wynikami. To, co z punktu widzenia polskiej gospodarki i polskiego przemysłu najważniejsze, najsilniejszy był w strefie euro wzrost produkcji dóbr inwestycyjnych. To oznacza, że gospodarki Austrii, Niemiec, Holandii, Irlandii, Francji, Włoch, Hiszpanii, Grecji inwestują, co świadczy dobrze o bieżącej koniunkturze gospodarczej, a przede wszystkim o prognozach na przyszłość. Dane płynące z poszczególnych gospodarek strefy euro wskazują na dalszą poprawę sytuacji właściwie we wszystkich obszarach. Rośnie produkcja, nowe zamówienia, zatrudnienie.

Z jednej strony to doskonałe informacje dla polskich przedsiębiorstw, bo strefa euro odbiera prawie 60 proc. naszego eksportu towarów. Możemy zatem liczyć na dalszy silny wzrost sprzedaży na rynki UE, w tym do krajów strefy euro. Z drugiej strony rynki krajów strefy euro, szczególnie w Niemczech i Francji, sygnalizują silny wzrost zatrudnienia, a tym samym także w przyszłości rosnący popyt na pracowników. To może niestety zwiększyć zainteresowanie Polaków pracą w tych krajach. Przy i tak już bardzo niskim poziomie bezrobocia w Polsce (4,6 proc.; BAEL), obniżeniu wieku emerytalnego, co już zmniejszyło i będzie nadal zmniejszać liczbę osób aktywnych zawodowo, polskie firmy mogą mieć coraz większe problemy z rozwojem i wykorzystywaniem szans płynących z tak dobrej koniunktury u wszystkich naszych europejskich partnerów biznesowych.

Tym bardziej, że PMI dla polskiego przemysłu przetwórczego, także bardzo dobry w grudniu 2017 r., informuje że zatrudnienie w tym sektorze w dalszym ciągu rośnie (w grudniu najszybciej od 7. miesięcy). Za chwilę nie będzie już osób chętnych do pracy. Rząd chyba nie chce tego dostrzec, bo nie pomaga chociażby przez zdecydowane uproszczenie i przyspieszenie zatrudniania cudzoziemców. Szczególnie specjalistów, osób z wysokimi kwalifikacjami i kompetencjami.

PMI sygnalizuje nie tylko ryzyko związane z brakiem pracowników w polskiej gospodarce, ale także wskazuje na konsekwencje ciągle w 2017 r. niskiej skłonności przedsiębiorstw do inwestycji – opóźnienia dostaw były jednymi z największych od 7 lat, rosnący popyt na komponenty do produkcji wpłynął na wzrost kosztów produkcji (sygnalizowany prawie w całym 2017 r.), rosły ceny wyrobów gotowych.

Grudniowy PMI tak dla polskiego przemysłu, jak i dla przemysłu w strefie euro daje powody do pozytywnych prognoz na 2018 r. Ale też wskazuje na ryzyka – brak pracowników, rosnące koszty i ceny, a tym samym inflację. To nie pozostanie bez wpływu na dochody realne gospodarstw domowych i może zmniejszyć ich skłonność do konsumpcji. Tymczasem to wysoka skłonność do konsumpcji w ostatnich 2 latach była motorem wzrostu gospodarczego w Polsce.

Aby te ryzyka nie zmaterializowały się przedsiębiorstwa muszą zacząć znacznie więcej inwestować. I to w nowe technologie, modernizować swój aparat wytwórczy, uruchamiać projekty badawczo-rozwojowe, inwestować w innowacje. A rząd musi im to ułatwiać z wyprzedzeniem prezentując swoje plany, w tym przede wszystkim plany regulacyjne. I nie ograniczając i tak niskiego potencjału kapitałowego polskich firm przez nakładanie kolejnych podatków i kolejnych obciążeń administracyjnych.

 

 

Autor: dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

W styczniu 2018 r. wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego spadł  do poziomu 54,6 z  55,0 w grudniu 2017 r. – podał Markit.

Styczniowe wyniki badań PMI zasygnalizowały pomyślny start w 2018 r. dla polskiego sektora przemysłowego. Do polskiego przemysłu napływają nowe zamówienia tak z rynku polskiego, jak i z zagranicy w tempie najszybszym od trzech lat. Ale tempo produkcji było w styczniu słabsze niż w grudniu. Problem w tym, że nowe zamówienia napotykają na barierę mocy wytwórczych. Firmy nie są w stanie zaspokoić rosnącego popytu i sygnalizują ograniczone moce przerobowe. Co prawda dane dotyczące wzrostu PKB w 2017 r. sygnalizują na silny wzrost inwestycji w 4. kwartale, ale nic nie wskazuje na to, że ten silny wzrost dotyczył inwestycji w sektorze przedsiębiorstw. W 4. kwartale 2017 r. (w stosunku do września) depozyty firm wzrosły bowiem o ponad 28 mld zł, a należności wobec sektora finansowego spadły o 0,5 mld zł. Jeśli firmy zwiększyłyby istotnie nakłady na inwestycje, widzielibyśmy to w spadku depozytów i wzroście zobowiązań wobec sektora bankowego, a sytuacja była odwrotna.

Oczywiście przedsiębiorstwa przemysłowe na pewno inwestowały, ale jak pokazuje styczniowy PMI, w skali nie zapewniającej takiego wzrostu mocy wytwórczych, który pozwalałaby na realizację silnie rosnących nowych zamówień. „Ratowały się” dalszym wzrostem zatrudnienia, i to w najwyższym od 9. miesięcy tempie, co wskazuje na determinację w pozyskiwaniu „ostatnich dostępnych” na rynku pracowników.

Z jednej strony rośnie zatem liczba nowych zamówień, z drugiej zbyt niskie w stosunku do potrzeb nakłady na inwestycje ograniczają szanse ich realizacji. Wzrost zatrudnienia w części wypełnia tę lukę, ale i te zasoby są już na wyczerpaniu.

Efektem są wydłużające się opóźnienia w dostawach. Do tego dochodzą rosnące ceny surowców, głównie stali, co wskazuje na znany nam z lat 2011-2012 efekt kumulacji popytu m.in. na materiały budowlane i wzrost ich cen. Jeśli firmy zwiększą istotnie nakłady na inwestycje, inflacja będzie rosła. Już dzisiaj firmy sygnalizują wzrost cen wyrobów gotowych.

Należy się i cieszyć, bo nowe zamówienia rosną, ale i martwić, bo coraz trudniej firmom sprostać popytowi. Czynniki produkcji, którymi firmy dysponują są w pełni wykorzystane. Niezbędne są nowe inwestycje, ale one – jeśli uda się przedsiębiorstwom znacząco zwiększyć ich skalę – dadzą przełożenie na wzrost możliwości produkcyjnych nie wcześniej niż za pól roku, rok.

Na pewno zatem czekają nas rosnące ceny, znacznie bardziej niż zakłada to budżet państwa na 2018 r. Beneficjentem inflacji będzie budżet państwa, bo wpływy z podatków pośrednich (VAT i akcyza) będą większe niż zakładane. Gorzej z gospodarstwami domowymi i przedsiębiorcami. Siła nabywcza gospodarstw domowych będzie niższa, bo ich dochody rozporządzalne będą „zjadane” przez inflację. To, przy bezrobociu na poziomie 4 proc. (BAEL), na pewno będzie tworzyć presję płacową, a tym samym będzie prowadzić do wzrostu kosztów w przedsiębiorstwach i albo przekładać się na kolejne wzrosty cen, albo ograniczać zdolność firm do rozwoju. Czy tak, czy tak, jesteśmy w niezłym pacie.

 

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Smog towarzyszył nam niemal całą zeszłą zimę. W niektórych częściach kraju skażenie powietrza pyłami przekraczało 3000% normy. Minął rok. Czy społeczne niezadowolenie, zainteresowanie mediów i działania polityków dały nadzieję na zmiany?

Smog to zanieczyszczenie atmosfery mieszaniną dymu i spalin z mgłą. Przemysł, komunikacja oraz niska emisja, czyli palenie w przydomowych systemach grzewczych paliwem niskiej jakości to jego główni sprzymierzeńcy. Wbrew pozorom, problem nie dotyczy jedynie wielkich miast. Specyficzne położenie geograficzne (np. w kotlinie) lub niekorzystne wiatry mogą zamienić z pozoru czyste i zielone miejsce w szare i ponure. Zawiesiste i mało przejrzyste powietrze fatalnie wpływa na zdrowie (pyły tworzące smog mogą wywoływać choroby serca, raka płuc czy astmę), ale obniża także codzienny komfort życia. Szczególne silnie odczuwają to osoby starsze i dzieci, ale smog niezwykle groźny jest także dla ciężarnych kobiet, astmatyków, alergików oraz osób cierpiącym na schorzenia skóry i oczu.

Na początku 2017 roku sytuacja najgorsza była w południowej Polsce, ale smog zaatakował również Warszawę. Sprawę nagłaśniały media, ale najwięcej zrobili sami obywatele. Na portalach społecznościowych powstało mnóstwo grup dotyczących tego zagrożenia. Ludzie rozmawiali o smogu w pracy i komunikacji miejskiej. Coraz więcej o nim wiedzieli, a co za tym idzie – rosła ich frustracja. Nagle problem stał się powszechnie dostrzegany. To nie mogło umknąć uwadze polityków. Już w styczniu padły pierwsze zapowiedzi zmian w prawie, których celem miało być ratowanie powietrza nad Polską. Rząd przygotował szereg rekomendacji. Kluczowe były jednak decyzje na poziomie samorządów.

Latem sejmik województwa mazowieckiego zainicjował konsultacje społeczne dotyczące tzw. uchwały antysmogowej. Jej projekt zakłada okres 5 lat na likwidację najbardziej zanieczyszczających kotłów oraz zakazuje palenia odpadami węglowymi i wilgotnym drewnem. Równocześnie prowadzone są programy dofinansowań dla osób wymieniających piece na bardziej nowoczesne.

– Warszawski ratusz rozpoczął akcję informacyjną w tym zakresie, ale to działania niewystarczające. W zeszłym roku wniosków o dotacje było ok 400, mimo że liczba potencjalnych beneficjentów, spełniających wymogi urzędu, przekraczała 12 000.  Grupa osób świadomych zagrożenia jakie powoduje smog i grupa właścicieli starych, nieekologicznych pieców nie pokrywają się. Bez odpowiednich narzędzi prawnych pozwalających kontrolować poziom emitowanych zanieczyszczeń i egzekwować wymianę urządzeń grzewczych, ratusz niewiele osiągnie – mówi Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon.

Ekspert podkreśla również, że władze powinny przyjrzeć się własnym działaniom.

– Ponad połowa zanieczyszczeń powietrza w Warszawie to zanieczyszczenia komunikacyjne. Warto zatem zachęcać mieszkańców do wykorzystywania środków komunikacji zbiorowej. Muszą to być jednak działania solidnie zaplanowane.  Pojedyncze dni bezpłatnej komunikacji miejskiej, którymi próbowano kusić kierowców ubiegłej zimy, budziły raczej śmiech niż zainteresowanie – dodaje Kuba Karlińśki.

Nietrudno dojść do wniosku, że uchwała antysmogowa, a nawet ewentualne dodatkowe działania wymuszone przez lokalną społeczność, nie przyniosą efektu doraźnie, a dopiero w przyszłości. Nadchodząca zima nie będzie pod względem jakości powietrza lepsza od poprzedniej. Co możemy zrobić?

Jakość powietrza w Warszawie da się na bieżąco monitorować za pomocą specjalnych aplikacji na smartfony (m.in.: IOŚ, Smok Smog czy Air Quality). Kiedy poziom zanieczyszczeń jest szczególnie wysoki, lepiej zostać w domu. To oczywiście rozwiązanie dla nielicznych, większość warszawiaków codziennie przemieszcza się po mieście by dotrzeć do pracy lub szkoły. Jeśli musisz wyjść, pomyśl nad zakupem maski z filtrem HEPA. Maska ogranicza liczbę pyłów, które wdychamy. Nawet jeśli ją masz, ograniczaj czas spędzany na dworze do minimum – unikaj joggingu i długich spacerów.

Jeśli mieszkasz w rejonie szczególnie dotkniętym zanieczyszczeniami, pomyśl o oczyszczaczu powietrza. To koszt od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych, ale dla mieszkańców niektórych rejonów Włoch czy Ursusa może być wybawieniem.

Wyjściem najbardziej radykalnym jest… wyprowadzka poza Warszawę.

– Czyste powietrze to zawsze jeden z najważniejszych czynników determinujących taką zmianę – mówi Hubert Telecki z serwisu DziałkaDlaCiebie.pl. – Należy jednak pamiętać, że zanieczyszczenia się przemieszczają, niesione siłą wiatru. Tereny wolne od zanieczyszczeń własnych mogą okazać się narażone na pył niesiony z innych miejsc. Dlatego zawsze, przed ewentualnym zakupem gruntu, warto sprawdzić średni poziom zanieczyszczeń dla danego obszaru – dodaje ekspert.

 

Źródło:  Magmillon

Od lipca 2016 roku do końca czerwca 2017 roku w Polsce ogłoszono upadłość ponad 560 firm. Na sześć miesięcy przed ogłoszeniem bankructwa, ponad 40 procent z nich było notowanych w Krajowym Rejestrze Długów. Na trzy miesiące przed upadłością, w rejestrze dłużników znajdowała się już niemal co druga, a ich łączne zadłużenie przekraczało 36 milionów złotych.

– Listę upadłych firm pod kątem ich wcześniejszej obecności w KRD weryfikujemy już drugi raz. Pierwsze takie badanie przeprowadziliśmy we wrześniu 2016 roku. Wówczas analizowaliśmy ponad 2000 firm, których upadłość ogłoszono między styczniem 2014 a czerwcem 2016 roku. Tym razem analizowany okres jest krótszy, a badanych firm znacznie mniej, ale zarówno statystyki, jak i wnioski są podobne. Bankructwo najczęściej nie przychodzi nagle. To proces, który trwa nawet kilkanaście, czy kilkadziesiąt miesięcy – uważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Od początku lipca 2016 roku do końca czerwca 2017 roku w Polsce ogłoszono upadłość ponad 560 firm. Jak wynika ze wspólnego badania KRD BIG oraz Rzetelnej Firmy, w bazie danych Krajowego Rejestru Długów na pół roku przed terminem ogłoszenia upadłości znajdowało się 227 z nich. W sumie miały one wówczas 506 wierzycieli i 2420 zobowiązań na łączną kwotę 28,2 miliona złotych. Na trzy miesiące przed ogłoszeniem decyzji sądu, liczba notowanych w KRD firm sięgała już 266, liczba wierzycieli 596, liczba zobowiązań 3226, a ich zadłużenie przekraczało 36 milionów złotych.

– Upadłość firmy to problem nie tylko dla jej właścicieli, czy pracowników. To często również duży kłopot dla jej dostawców i kontrahentów. Kwoty zadłużenia notowane w Krajowym Rejestrze Długów pokazują zjawisko, aczkolwiek nie pokazują jego pełnej skali. Wiele przedsiębiorstw nie ujawnia informacji o niezapłaconych im w terminie zobowiązaniach. Im głośniej robi się o problemach danej firmy, tym szybciej przybywa jej wierzycieli, którzy chętnie dzielą się informacjami. Wtedy niestety jest już zdecydowanie trudniej odzyskać swoje pieniądze – dodaje prezes KRD BIG.

Spośród firm, które przed ogłoszeniem upadłości były notowane w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej, największa liczba dłużników była zarejestrowana w województwie mazowieckim (46), śląskim (38), małopolskim (28) oraz dolnośląskim (26). Najmniej było ich natomiast w województwie opolskim i świętokrzyskim (po 3) oraz lubuskim (4).

W tym gronie w ujęciu sektorowym dominują trzy branże – przemysł, handel hurtowy i detaliczny oraz budownictwo, z których pochodzi odpowiednio 63, 60 i 54 dłużników. Tym samym odpowiadają one za dwie trzecie całkowitej liczby upadłych firm. Spośród wszystkich firm, które przed ogłoszeniem upadłości były notowane w KRD największe długi miały one wobec przedstawicieli branży handlowej, przemysłowej oraz finansowej.

– Jedna firma nie płaci drugiej i tłumaczy, że sama nie otrzymała płatności. Tamta z tego właśnie powodu nie może zapłacić kolejnej. Inna natomiast wie, że taki problem istnieje w branży, więc używa tej wymówki, żeby finansować swoją działalność kosztem kontrahentów. Tak buduje się brak zaufania i tworzą zatory płatnicze. Zdarza się, że prowadzą one nawet do bankructwa. Te zjawiska, które obserwujemy w wielu branżach niestety biją w całą polską gospodarkę – uważa Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Badanie Krajowego Rejestru Długów oraz Rzetelnej Firmy zostało przeprowadzone w lipcu 2017 roku na 563 firmach, których upadłość została ogłoszona w okresie od początku lipca 2016 roku do końca czerwca 2017 roku. Łączna liczba zobowiązań i kwota zadłużenia jest sumą zobowiązań i długów firm, jakie były notowane w KRD na 6 i 3 miesiące przed ogłoszeniem upadłości poszczególnych firm.

 

Źródło; Krajowy Rejestr Długów

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w ciągu pierwszych 6. miesięcy 2017 r. o 5,7 proc. r/r. W największym stopniu w województwie świętokrzyskim, o 13,7 proc. – podał GUS.

Produkcja sprzedana przemysłu rosła w 1. połowie 2017 r. szybciej niż w tym sam okresie 2016 r. (o 5,7 proc. w stosunku do 4,4 proc.). Najsilniej przemysł rósł w 3 województwach Polski Wschodniej – w świętokrzyskim (o 13,7 proc.), podlaskim (o 12,3 proc.) i lubelskim (o 9,6 proc.). W pozostałych województwach tej części naszego kraju – podkarpackim i warmińsko-mazurskim – przemysł rósł także szybciej niż średnio w Polsce (odpowiednio (7,8 i 6,6 proc.).

Te 5. województw to nie są uprzemysłowione regiony – ich przemysł daje jedynie ok. 12 proc. produkcji sprzedanej całego przemysłowego sektora gospodarki.

Świętokrzyskie to przede wszystkim spożywczy, materiałów budowlanych, metalurgiczny, i maszynowy. Podlaskie to także przemysł rolno-spożywczy (przede wszystkim przetwórstwo mleka, tytoniu oraz produkcja wódki i piwa), ale także maszyny rolnicze, przemysł tekstylny oraz drzewny. Lubelskie to też przemysł spożywczy (przede wszystkim cukrowniczy, mleczarski, mięsny, piwowarski, młynarski, tytoniowy, spirytusowy, zielarski oraz owocowo-warzywny). A ponadto przemysł chemiczny, wydobywczy i materiałów budowlanych. Podkarpacie to przemysł lotniczy, spożywczy, a także materiałów budowlanych oraz drzewny. Warmia i Mazury to przetwórstwo rolno-spożywcze, produkcja maszyn do obróbki plastycznej metali, produkcja wyrobów gumowych (opony) oraz mebli i wyrobów stolarskich.

Zestawiając ze sobą dynamiczny wzrost produkcji sprzedanej przemysłu w tych województwach z branżami, które w tych regionach dominują wydaje się, że „sprawcą” jest wzrost skłonności gospodarstw domowych do konsumpcji. A wzrost skłonności do konsumpcji jest efektem poprawiającej się systematycznie sytuacji na rynku pracy, wzrostu wynagrodzeń oraz … programu Rodzina 500+. Polacy zwiększają swoje wydatki na artykuły rolno-spożywca, na odzież, a także na usługi budowlane robiąc remonty swoich mieszkań i domów. Jak widać ten konsumpcyjny popyt silnie wspiera regiony, w których przemysł rolno-spożywczy, a także drzewny i budowlany jest dominujący.

Do czynników związanych z rynkiem pracy i programem 500+ należy zapewne dodać fundusze unijne, które do tych regionów już trafiły i jeszcze trafią (w perspektywie finansowej 2007-2013 oraz obecnej 2014-2020 te 5. województw miało i ma swój dodatkowy Program Operacyjny Polska Wschodnia). Wsparły one tworzenie gospodarczej infrastruktury, a także rozwój lokalnych firm.

Efektem silnie rosnącego w tych województwach przemysłu jest „zwrotnie” większe zatrudnienie i wynagrodzenia. W świętokrzyskim zatrudnienie w przemyśle wzrosło w ciągu 6. miesięcy br. o 9,3 proc., a wynagrodzenia o 6,5 proc. W podlaskim wynagrodzenia wzrosły o 6 proc., a zatrudnienie o 4,5 proc. W lubelskim produkcja sprzedana przemysłu wzrosła o 9,6 proc. przy  minimalnym wzroście zatrudnienia w przemyśle (jedynie o 0,1 proc.) i relatywnie niedużym wzroście wynagrodzeń (o 4,3 proc.), co wskazuje na silny wzrost wydajności pracy.

Jeśli rosnący przemysł pozwolił firmom w tych województwach (i będzie nadal pozwalał) na wzrost dochodów i rentowności, a one zechcą zainwestować ten kapitał w rozwój, to mamy szanse, aby Polska Wschodnia zaczęła powoli (a nawet bardzo powoli, bo jest dużo do nadrobienia) doganiać bardziej rozwinięte regiony pod względem poziomu PKB na mieszkańca. Fundusze europejskie, dobrze zainwestowane przez władze lokalne powinny w tym także pomóc.

Po 6. miesiącach 2017 r. na końcu stawki wszystkich regionów jest przemysł na Dolnym Śląsku –  w ciągu 6. miesięcy produkcja sprzedana wzrosła tam jedynie o 0,4 proc. r/r, przy wzroście wynagrodzeń o prawie 10 proc. (najwyższa dynamika w Polsce) i zatrudnienia o 1,3 proc. Wskazuje to, że silną barierą rozwoju przemysłu w tym województwie jest dostęp do pracowników. Szczególnie zatem w województwie dolnośląskim administracje lokalne powinny dbać o edukację i jej dostosowanie do potrzeb rynku pracy. Ale w krótkim okresie powinny dążyć do stworzenie warunków dla sprawnej, szybkiej legalizacji zatrudnienia obcokrajowców. Nie może ona trwać miesiącami, szczególnie w okresie zwiększonego, sezonowego popytu na pracę.

Warto, aby wynikom przemysłu, budownictwa, wzrostowi liczby firm zarejestrowanych w systemie REGON w ciągu pierwszych 6. miesięcy 2017 r. przyjrzały się wszystkie województwa. I zastanowiły się jak poprawić sytuację na rynku pracy, ale także jak wykorzystać dostępne w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych środki unijne, aby zapewnić rozwój województwa oraz jak działaniami administracyjnymi wspierać ten rozwój.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Przemysł 4.0 to wizja w pełni zinformatyzowanych i zautomatyzowanych fabryk, które oswoiły najnowsze technologie.  Przyświeca ona wytwórcom przemysłowym na całym świecie. W wyścigu cyfryzacji biorą udział nie tylko najwięksi producenci, ale również średnie przedsiębiorstwa, wypatrując w nim szansę na rozwój i zdobycie przewagi nad konkurencją. W ciągu 5 ostatnich lat, globalne wydatki firm na digitalizację fabryk sięgnęły 100 miliardów dolarów. Niestety, mimo bajońskich inwestycji, większość projektów wciąż pozostaje w powijakach.

100 miliardów dolarów przez ostatnie 5 lat wydano na cyfryzację fabryk na całym świecie — donosi raport Capgemini „Smart Factories: How can manufacturers realize the potential of digital industrial revolution”. Na liście wydatków znalazły się m.in. nowoczesne systemy IT, narzędzia do analityki danych oraz IIoT, czyli przemysłowy internet rzeczy. Do czego wytwórcy potrzebują nowych technologii? Zdaniem Piotra Rojka z firmy DSR, specjalizującej się w dostarczaniu zaawansowanych rozwiązań IT dla produkcji, firmy inwestują głównie po to, by poprawić funkcjonowanie fabryki i zredukować wiele cyklicznych kosztów związanych jej utrzymaniem. — Istnieje jeden wspólny kierunek inwestycji: wykorzystanie olbrzymich ilości danych, które w sferze produkcji gromadzone są od dawna, a obecnie ich zbieranie jest coraz tańsze i prostsze, do skutecznego podejmowania decyzji biznesowych, optymalizacji produkcji i lepszego zarządzania fabryką, magazynami czy łańcuchem dostaw. Jednym z dominujących trendów wśród inwestycji w IIoT jest predictive maintenance (konserwacja predykcyjna – przyp. red.). Czujniki wykrywają odstępstwa od normy w pracy maszyn, dzięki czemu można poddać je konserwacji zanim dojdzie do awarii, utrzymać płynność na linii produkcyjnej i dzięki temu zaoszczędzić znaczące kwoty — wyjaśnia Rojek.

Wielu jest powołanych, lecz niewielu dojrzałych

Cyfrowa fabryka, w której wszystkie procesy znajdują się pod baczną kontrolą nowoczesnych systemów komputerowych i dzięki temu są regularnie analizowane oraz optymalizowane, to kierunek rozwoju całej branży produkcyjnej. Mimo, że firmy przeznaczają niebagatelne kwoty na digitalizację fabryk, to póki co trudno mówić o spektakularnych efektach – zwracają uwagę autorzy raportu.

Eksperci wyróżniają 4 kategorie cyfrowej dojrzałości. Pierwsza to Digital Beginners (Cyfrowi Początkujący). Należą do niej organizacje znajdujące się w początkującym stadium digitalizacji, rozpoczęły wdrażanie odpowiednich technologii, ale nie czerpią z nich jeszcze korzyści. Brakuje im spójnej wizji przemian, odpowiednio przeszkolonej i świadomej kadry oraz znaczących zmian w sposobie funkcjonowania. Według Capgemini, na tym etapie znajduje się aż 78 proc. firm produkcyjnych. Kolejna kategoria to Digital Fashionists (Cyfrowi Feszioniści). Należą do niej przedsiębiorstwa, które wdrożyły nowe technologie, ale nie wykorzystują ich możliwości i siłą rzeczy nie czerpią z nich biznesowych korzyści. Za modą bez wymiernych efektów i zmian w sposobie zarządzania podąża tylko 1 proc. objętych badaniem producentów. Digital Conservatives (Cyfrowi Konserwatyści) to kolejna kategoria. Znajdują się w niej firmy, które ze sporym dystansem i opieszałością podchodzą do wdrażania cyfrowych rozwiązań, ale gdy już podejmują się wybranego wdrożenia to robią to dobrze na każdej płaszczyźnie. Ich pracownicy posiadają odpowiednie cyfrowe umiejętności, a digitalizcja obejmuje sposób zarządzania i wewnętrzne procesy w przedsiębiorstwie. Według analityków z Capgemini, firm produkcyjnych o takiej charakterystyce jest 15 proc. W mniejszości znaleźli się Digital Masters (Cyfrowi Mistrzowie), producenci, którzy przeszli proces cyfrowej transformacji i w zaawansowany sposób korzystają z nowych technologii, czerpiąc z nich znaczące korzyści biznesowe. Liderów digitalizacji wśród światowych producentów jest zaledwie 6 proc.

Dni małych początków

Na wdrożenie technologii Przemysłu 4.0 przeznaczono astronomiczne kwoty. Nasuwa się wiec pytanie, skąd tak niski poziom cyfrowej dojrzałości wśród wytwórców przemysłowych? Aż 78 proc. z nich znajduje się dopiero na początku drogi i nie czerpie żadnych korzyści z podjętych kroków. Zdaniem Piotra Rojka z DSR obszar produkcji jest najtrudniejszy do zinformatyzowania. — Proces digitalizacji przedsiębiorstw, szczególnie tych produkcyjnych, jest żmudny i złożony. Bez odpowiedniego know-how i wsparcia wysoko wykwalifikowanych specjalistów można narobić więcej szkód niż korzyści — tłumaczy Rojek. Według eksperta, cyfrowa transformacja dopiero się zaczęła, a w pełnej chwale i okazałości zobaczymy ją może za 10 lat, kiedy obejmie nie tylko największych graczy na rynku, lecz również firmy z sektora MŚP.

 

Źródło: inPlus Media

Piotr Wroński, wiceprezes zarządu Medcom, podkreśla, że firma, tak jak i przemysł w Polsce, jest gotowa na wprowadzenie elektromobilności. Największe wyzwania, związane z regulacjami i promocją nowej strategii wśród społeczeństwa, stoją przed rządem.
– Jeśli coś nie działa dzisiaj, to zapewne ktoś jest w stanie wymyślić, żeby działało w niedalekiej przyszłości – tak mówił Piotr Wroński, wiceprezes zarządu firmy Medcom, w czasie debaty zatytułowanej: „Czy energetyka, przemysł i nauka są gotowe na strategię elektromobilności?”, która odbyła się w Warszawie w ramach Okrągłego Stołu Energetycznego – konferencji zorganizowanej przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR i Ministerstwo Energii.

Wroński podkreślał, że Medcom od czterech lat przygotowuje się do wprowadzenia rozwiązań elektromobilnych jeśli chodzi o technologię. Wcześniejsze doświadczenia zgromadzone w branży kolejowej dają dobre rezultaty przy pracy nad autobusami. Współpraca z Solarisem już do końca tego roku zaowocuje produkcją stu pojazdów. Medcom dba również o zaplecze naukowe – w październiku ruszą zorganizowane wspólnie z Politechniką Warszawską dedykowane elektromobilności studia podyplomowe.

Wiceprezes Medcom wielokrotnie podczas debaty zwracał uwagę, że przemysł i nauka są w stanie odpowiedzieć na popyt w dziedzinie elektromobilności. Problemem nie są rozwiązania techniczne, tylko stworzenie korzystnego środowiska biznesowego. Dużą rolę odegrać powinien na tym polu rząd, poprzez pracę nad regulacjami, a także za pomocą odpowiedniej promocji elektromobilności wśród społeczeństwa (między innymi przez system zachęt finansowych). Jeśli uda się skoordynować prace administracji i biznesu, zagadnienia takie jak stworzenie odpowiedniej infrastruktury energetycznej, czy opracowanie bardziej pojemnych, lżejszych i tańszych ogniw paliwowych nie będą stanowiły problemu.

Źródło: rynekinfrastruktury.pl

Pierwszy kwartał zakończył się rewelacyjnymi odczytami z polskiej gospodarki. Zdecydowanie powyżej oczekiwań rynkowych okazały się dynamiki produkcji przemysłowej, budowlano-montażowej czy też sprzedaży detalicznej. Pozytywnie zaskoczyły również dane dotyczące przeciętnego wynagrodzenia oraz odbiła dynamika oddawanych mieszkań. Nieco poniżej konsensusu okazał się odczyt inflacyjny, ale mimo wszystko 2 proc. w skali roku, to i tak sporo w porównaniu z jeszcze niedawno obserwowaną deflacją.

W marcu br. produkcja sprzedana przemysłu (odczyt w cenach stałych niewyrównany sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wzrosła aż o 11,1 proc. w skali roku oraz 17,6 proc. w porównaniu z lutym 2017 r. Dynamika roczna była wyższa od konsensusu rynkowego o 4 pkt. proc.! W skali roku wzrost produkcji odnotowano w 29 spośród 34 działów przemysłu. Największą dynamikę zaobserwowano w produkcji: maszyn i urządzeń (+22,9 proc.) oraz wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych (+21,9 proc.). Natomiast największy spadek miał miejsce w wydobywaniu węgla kamiennego i brunatnego (-7,9 proc.) oraz produkcji koksu i produktów rafinacji ropy naftowej (-5,0 proc.). Gdyby natomiast wyeliminować wpływ czynników o charakterze sezonowym, to dynamika produkcji przemysłowej wyniosła odpowiednio +8,1 proc. r/r oraz +2,1 proc. m/m.

Największe zaskoczenie miało miejsce w przypadku produkcji budowlano-montażowej, której dynamika (wyrażona w cenach stałych niewyrównana sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wyniosła 17,2 proc. w skali roku. Konsensus rynkowy zakładał natomiast… spadek o 0,5 proc. Z kolei w skali miesiąca mieliśmy do czynienia ze wzrostem rzędu 49,4 proc. Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 10,2 proc. r/r oraz 9,7 proc. m/m.

W skali całego rynku pierwszy kwartał przyniósł 7,8 proc. wzrost oddanych do użytkowania mieszkań. W tym okresie oddano łącznie 40 344 lokale. Z kolei liczba rozpoczętych budów w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2017 r. wyniosła 44 206, tj. o 28,9 proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Natomiast ilość wydanych pozwoleń na budowę lub dokonanych zgłoszeń z projektem budowlanym, wzrosła do 60 234, czyli o 42,8 proc. w porównaniu z pierwszym kwartałem minionego roku.

W przypadku danych dotyczących wyłącznie deweloperów mieszkaniowych dalej mamy do czynienia z bardzo wysokimi dynamikami w przypadku rozpoczętych budów oraz otrzymanych pozwoleń na budowę. W okresie styczeń-marzec 2017 r. deweloperzy rozpoczęli budowę 23 191 mieszkań, tj. o 40,7 proc. więcej r/r. W tym czasie liczba otrzymanych pozwoleń wzrosła aż o 54,8 proc. r/r do 33 165. Z kolei liczba oddanych przez deweloperów mieszkań do użytku wzrosła do 18 954 (+9,4 proc. r/r).

W marcu br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób wyniosło 5 981,7 tys. osób, co oznacza wzrost o 4,5 proc. w skali roku. Natomiast przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło do 4 577,86 zł miesięcznie, tj. o 5,2 proc. r/r, podczas gdy konsensus rynkowy był o 1 pkt. proc. niższy.

W minionym miesiącu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 2,0 proc. r/r (prognozy analityków zakładały +2,2 proc.). W skali roku największy wzrost zanotowały ceny paliw (+18,1 proc.) oraz żywności (+3,4 proc.). Natomiast największe spadki cen miały miejsce w przypadku odzieży i obuwia (-5,5 proc. r/r).

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła w marcu 2017 r. o 7,9 proc. r/r, podczas gdy w skali miesiąca wzrost wyniósł 16,5 proc. Największy wzrost sprzedaży w skali roku nadal jest obserwowany w tekstyliach, odzieży i obuwiu (26,9 proc.). Z kolei sprzedaż detaliczna w cenach bieżących wzrosła o 9,7 proc. r/r, tj. aż o 1,5 pkt. proc. wyżej aniżeli zakładał konsensus rynkowy.

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael/Ström

Pomimo korekty trwającego przez kilka miesięcy trendu wzrostowego na GPW, w marcu spora część firmy produkcyjnych uchroniła się przed rażącymi spadkami. Dobre nastroje w branży odzwierciedla Giełdowy Indeks Produkcji. GIP60 w marcu osiągnął poziom 1162 pkt., co oznacza wzrost o 18 pkt. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Jednak mimo utrzymującej się dobrej koniunktury, ponad połowa spółek z indeksu zanotowała straty, które w skrajnych przypadkach przekroczyły -5 proc.

Marzec to kolejny już dobry miesiąc dla branży produkcyjnej. Aż jedna trzecia spółek z GIP60 osiągnęła w marcu wzrost wartości powyżej 5 proc, jednak Giełdowy Indeks Produkcji nie rósł już w tempie tak szybkim, jak w minionych miesiącach. Powodów do niepokoju jednak nie ma – Wzrost o 18 pkt. i końcowy wynik w postaci 1162 pkt. oznacza, że pomimo korekty na giełdzie, ten sektor gospodarki prężnie się rozwija i nic nie wskazuje na to, by ta tendencja w najbliższym czasie miała ulec zmianie. Stopa wzrostu na poziomie 1.60 proc. z pozoru może wydawać się niewielka, ale jeśli zestawimy ją z głównymi indeksami GPW, to robi ona wrażenie  – komentuje Maciej Zaręba, pomysłodawca i współtwórca indeksu GIP z firmy DSR.

Największe znaczenie dla indeksu GIP60 miała końcówka miesiąca, bo właśnie wtedy wybił się on ponad benchmarki rynkowe. Porównując go z wykresami indeksów WIG (-0.67 proc.) i WIG20 (-0.70 proc.) można dostrzec, że wyższa stopa zwrotu została osiągnięta przy niższej zmienności, a więc przy niższym ryzyku. Największe wzrosty w ubiegłym miesiącu zanotowały spółki produkcyjne z branży motoryzacyjnej (+26,7 proc.) i farmaceutycznej (+15,5 proc.) oraz projektanci (+9,2 proc.). W przypadku tych ostatnich do wzrostu wartości przyczyniły się bardzo dobre wyniki finansowe. Nie wszystkim firmom udało się jednak osiągnąć dodatnie wyniki.  31 przedsiębiorstw z GIP60 zanotowało spadek wartości, a w czternastu przypadkach przekroczył on nawet -5 proc.

Siła nowych kontraktów

SELVITA (+61,4%), URSUS (+59,3%) i LPP (+20%) to spółki, które zyskały w marcu ponadprzeciętny wzrost wartości i które stały się motorem napędowym całego indeksu. W przypadku dwóch pierwszych firm, przyczyn tak dobrych wyników należy doszukiwać się w podpisaniu nowych kontraktów. Kurs akcji krakowskiej spółki biotechnologicznej SELVITA rósł dynamicznie po tym, jak na pojawiła się informacja o podpisaniu umowy partneringowej na cząsteczkę SEL24 z firmą Berlin-Chemie Menarini. Nowy kontrakt pozwolił zbliżyć rynkową wycenę spółki do 1 mld zł. Również Ursus może pochwalić się umową z nowym klientem z Zambii. Dołączy on do długiej listy afrykańskich kontrahentów spółki. Kontrakt podpisany przez rodzimego producenta ciągników oraz maszyn rolniczych opiewa na ponad 100 milionów USD. Znalazło to odzwierciedlenie w giełdowych wynikach.

Deklaracja Warszawska pomoże produkcji?

Nie bez znaczenia dla optymizmu inwestorów i w długofalowej perspektywie dla rozwoju firm produkcyjnych w Polsce jest podpisanie przez premierów Grupy Wyszehradzkiej Deklaracji Warszawskiej. MA ona na celu pogłębienie współpracy w zakresie badań, rozwoju i rynku cyfrowego pomiędzy krajami z grupy. Zdaniem Viktora Orbana to właśnie państwa Europy Środkowowschodniej w nadchodzących lata czeka najszybszy rozwój. – Jestem przekonany, że przyszłość Europy zależy od czwórki wyszehradzkiej, nawet mam na potwierdzenie tej tezy kilka argumentów. Uważam, że punkt ciężkości rozwoju Europy z państw zachodnich będzie się przesuwać w kierunku centrum. My będziemy częścią tego procesu – skomentował podpisanie deklaracji premier Węgier. Według Macieja Zaręby z DSR, współpraca na polu gospodarczym z państwami nią objętymi może być pozytywnym impulsem dla rozwoju polskiego przemysłu.

Produkujemy i zatrudniamy coraz więcej

Obecna sytuacja daje nadzieje na dalsze wzrosty wartości spółek z GIP60. Rośnie liczba nowych zamówień, coraz więcej osób znajduje pracę w firmach z sektora produkcji a wskaźnik PMI nad Wisłą wyniósł 54,4 pkt., co oznacza, że był to najlepszy kwartał od dwóch lat.

Polska nie jest odosobniona pod względem wzrostu ogólnej wielkości produkcji. Podobne tendencje można zaobserwować w Unii Europejskiej. W strefie euro PMI wzrósł z 55,5 pkt. w lutym do 56,2 pkt. na koniec marca. Również przemysł niemiecki zanotował kolejny doskonały miesiąc. PMI oszacowano tam na poziomie 58,3 pkt. wobec 56,8 pkt. w lutym.

 

Źródło: Giełdowy Indeks Produkcji

Oceny koniunktury gospodarczej przez dyrektorów przedsiębiorstw większości sekcji gospodarki są słabsze niż miesiąc wcześniej – podał GUS, prezentując wyniki badań koniunktury w przemyśle, budownictwie, handlu i usługach w listopadzie 2016 r.

Po słabych danych dotyczących wzrostu PKB w 3. kwartale 2016 r. (2,5 proc. r/r), relatywnie słabo rosnącej sprzedaży detalicznej (3,7 proc. r/r) w październiku 2016 r., spadku produkcji sprzedanej przemysłu (o 1,3 proc. r/r) i dramatycznej sytuacji w sektorze budowlanym (spadek produkcji budowlano-montażowej o ponad 20 proc.) mamy kolejny sygnał o pogarszaniu się koniunktury gospodarczej.

W przetwórstwie przemysłowym już więcej firm sygnalizuje pogorszanie się koniunktury niż jej poprawę. Spada produkcja, maleje portfel zamówień, w tym z zagranicy, a przede wszystkim planowane jest ograniczanie zatrudnienia. Także prognozy dotyczące sytuacji finansowej są coraz gorsze, szczególnie w firmach małych i średnich. Wszystkie dane – i te dotyczące koniunktury, jak i produkcji sprzedanej przemysłu, a także październikowego PMI (50,2) – są zatem spójne. Przemysł słabnie! Poza branżą farmaceutyczną i meblarską, gdzie oceny koniunktury poprawiły się, we wszystkich pozostałych działach przetwórstwa przemysłowego są one słabsze niż jeszcze w październiku br. Ponieważ przetwórstwo przemysłowe to ponad 20 proc. polskiego PKB, to należy prognozować, że w 4. kwartale 2016 r. wzrost gospodarczy będzie jeszcze słabszy niż w 3. kwartale. Nie pozostanie to także bez wpływu na rynek pracy, a tym samym na spożycie indywidualne. Sygnalizowanie przez firmy przemysłowe ograniczanie zatrudnienia może bowiem wpłynąć na osłabienie i tak przecież nie najsilniejszej skłonności gospodarstw domowych do konsumpcji.

Bardzo zła jest sytuacja w budownictwie – w listopadzie br. prawie 22 proc. firm sygnalizuje pogorszenie koniunktury. Spada i będzie spadać produkcja, spada portfel zamówień. W efekcie sytuacja finansowa firm, niezależnie od wielkości, zdecydowanie się pogarsza. Firmy budowlane uważają, że będą musiały dokonać znacznie silniejszego ograniczenia zatrudnienia niż zakładały to jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Rosną opóźnienia płatności za zrealizowane projekty. Jeśli nie zostaną uruchomione projekty infrastrukturalne finansowane ze środków unijnych, część firm budowlanych może mieć poważne kłopoty z przetrwaniem. Efekt będzie taki, że gdy wreszcie projekty te ruszą, wykonawców będziemy szukać poza Polską.

Ogólny klimat koniunktury w handlu jest jeszcze pozytywny, ale w handlu hurtowym silnie w listopadzie osłabł i tu także firmy sygnalizują ograniczanie zatrudnienia.

Dobrze, że chociaż w sekcji informacja i komunikacja ponad 20 proc. firm pozytywnie ocenia ogólny klimat koniunktury i planuje wzrost zatrudnienia, aczkolwiek i tutaj w listopadzie te oceny są nieco słabsze niż jeszcze miesiąc wcześniej. Jednak informacja i komunikacja to niespełna 4 proc. polskiego PKB, więc utrzymywanie się w tym sektorze gospodarki pozytywnych ocen dotyczących koniunktury nie wesprze naszego wzrostu gospodarczego.

Wszystko wskazuje na to, że w 4. kwartale 2016 r. będziemy mieć wyraźnie niższy wzrost PKB niż w ciągu pierwszych 6. miesięcy br., a nawet niższy niż w 3. kwartale br. Jeśli uda się osiągnąć 2,2-2,3 proc. będzie można to uznać za sukces. A w całym 2016 r. nie będzie to jak ciągle utrzymują przedstawiciele rządu 3,4 proc., a nie więcej niż 2,6—2,7 proc.

Muszę przyznać, że największe obawy budzą zapowiedzi części firm z najważniejszych dla gospodarki sektorów, dotyczące zmniejszania zatrudnienia. Gospodarstwa domowe musiały to dostrzec, bo już w 3. kwartale br., mimo ciągle rosnącego zatrudnienia i rosnących wynagrodzeń, a także stałego dopływu ok. 2 mld zł miesięcznie do ich kieszeni w wyniku realizacji programu 500+, były dość wstrzemięźliwe w swoich konsumpcyjnych decyzjach.

Gdy dołożymy do tego malejące inwestycje, a także spadające zamówienia eksportowe, mamy się czym martwić.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Obie waluty z Antypodów są silniejsze po nocy, ale jesteśmy optymistycznie nastawieni tylko do AUD, gdyż znad NZD nie znika widmo cięcia stóp przez RBNZ. Na szerszym ryku USD jest w korekcie, choć widać pierwsze oznaki szukania okazji do kupna. Dziś inflacja z Wielkiej Brytanii i USA oraz rynek pracy z Polski.

Byłoby zbyt mocnym stwierdzenie, że słabość USD z nocy to wynik rozczarowujących danych z USA w poniedziałek. Gorszy od prognoz odczyt indeksu NY Empire State jest dyskredytowany za swoją nadmierną zmienność, z kolei ślamazarny wzrost produkcji przemysłowej to wina spadku produkcji w sektorze użyteczności publicznej, tj. mniej zużycia energii przez wyższe temperatury we wrześniu. Pomimo to rynek czeka na ciekawsze wydarzenia w dalszej części tygodnia (debata prezydencka USA, PKB Chin, decyzja ECB), więc techniczne odreagowanie ostatniej aprecjacji dolara jest normalną sprawą. Jednocześnie widać pierwsze próby odnowienia pozycji na EUR/USD i USD/JPY.

Zdecydowanie więcej atrakcji jest na rynku walut z Antypodów z AUD i NZD na topie walut G10. W III kw. inflacja CPI w Nowej Zelandii wyniosła 0,2 proc. k/k i 0,2 proc. r/r (prog. odpowiednio 0 proc. i 0,1 proc.). Wynik roczny był zgodny z prognoza RBNZ, a kwartalny lepszy o 0,1 pkt proc. Rynek (ale też i autor) nastawiał się słabszy odczyt po tym, jak w zeszłym tygodniu wiceprezes RBNZ McDermott zasygnalizował pesymistyczne nastawienie banku do wskaźnika. Lepszy od konsensusu odczyt zapewnił pożywkę dla krótkoterminowego rajdu kiwi. Jednak jeśli trendy inflacyjne pozostają blisko oczekiwań gołębio nastawionego RBNZ, to bynajmniej taki wynik nie stanie bankowi na drodze od obniżki stopy OCR w listopadzie. Pozostaję negatywnie nastawiony do NZD, ale chwilowo trzeba rynkowi „dać się wyszumieć” szczególnie, że pęd aprecjacyjny USD także na moment wyhamował.

W przypadku AUD prezes RBA Phillip Lowe miał swoje pierwsze oficjalne wystąpienie i wydźwięk był mniej gołębi. Brakowało bezpośredniego odniesienia do przyszłych decyzji na polu stóp procentowych, ale stanowisko w odniesieniu do inflacji pokazało, że w RBA nie ma silnych obaw o jej przyszła ścieżkę. Bazą dla oczekiwań, że inflacja z czasem powróci do celu jest powrót do wzrostów cen niektórych surowców, hamowanie spadku inwestycji w sektorze wydobywczym, wysokie wskaźniki zaufania konsumentów i biznesu oraz słabnięcie presji na spadki płac. Lowe widzi też malejące korzyści z dalszego luzowania, co łącznie ustawia wysoko poprzeczkę dla kolejnej obniżki stóp procentowych. Naturalnie przyszłotygodniowy odczyt CPI za III kwartał może odwrócić sytuację o 180 stopni, ale lepsze wyniki z Nowej Zelandii dziś w nocy umniejszają szanse rozczarowania w Australii. Dalej widzimy relatywną przewagę AUD względem pozostałych walut surowcowych.

W Wielkiej Brytanii inflacja CPI ma wzrosnąć we wrześniu do 0,9 proc. r/r z 0,6 proc. w sierpniu i silniejszy odczyt obudzi spekulacje, czy deprecjacja funta nie przywiedzie spirali inflacyjnej i jastrzębi zwrot Banku Anglii nie nastąpi szybciej. Mimo to byłby to impuls do chwilowego umocnienia funta niż odwrócenia trendu, gdyż to czynniki polityczne zapewniają czarne chmury nad GBP. W USA CPI ma przyspieszyć do 1,5 proc. r/r z 1,1 proc. Wzrost CPI wynika z wyższej bazy cen paliw sprzed roku, stąd inflacja bazowa ma się utrzymać na 2,3 proc. Potwierdzenie odbicia inflacji jest ważne pod kątem osłabienia niechęci gołębi w Fed do podwyżki stóp procentowych. Ponadto mamy dane z rynku pracy z Polski, ale złoty tradycyjnie przyjmie je neutralnie. W nocy trzeba pamiętać o odczycie PKB z Chin za III kw. Konsensus zakłada 6,7 proc. r/r w trzecim kwartale po takich samych wynikach w pierwszym i drugim kwartale. Słabe dane o wrześniowym bilansie handlowym podnoszą ryzyko gorszego odczytu wzrostu gospodarczego, które może wzniecić wątpliwości o siłę ożywienia. Może to być cios dla apetytu na ryzyko i aktywów rynków wschodzących.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dolar amerykanki pozostaje silny na początku tygodnia z pomocą pokrzepiających danych z przemysłu. Wyłamanie USD/JPY przyciąga uwagę na sesji azjatyckiej, ale poczekajmy z ogłoszeniem końca trendu spadkowego. Poza tym RBA utrzymał politykę bez zmian, utrzymując stabilnego AUD.

Jeden dzień bez wałkowania tematu Deutsche Banku pozwolił skupić się na danych makro ze świata, które dały optymistyczny obraz przemysłu. Wzrosty indeksów PMI/ISM we wrześniu sugerują, że marazm wywołany niepewnością o konsekwencje czerwcowego referendum w Wielkiej Brytanii już minął, a biznes wraca do normy. Co ważniejsze, powrót ISM dla przemysłu w USA powyżej bariery 50 pkt potwierdził, że sierpniowa słabość była tylko aberracją. Odbiły zarówno subindeksy produkcji, jak i nowych zamówień, wracając do lipcowych poziomów. Słabiej wypadł subindeks zatrudnienia, ale przemysł generuje tylko 8 proc. miejsc pracy w gospodarce, więc nic nie przesądza o piątkowym raporcie o zatrudnieniu.
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA wracają ponad 1,60 proc., a wyceną grudniowej podwyżki stopy procentowej Fed o 25 pb jest lekko powyżej 60 proc. i to daje podstawy do kupowania USD. Przynajmniej względem najważniejszych walut, gdyż osłabienie obaw o zgaszenie ożywienia w USA może poprawiać sentyment do ryzyka, co wesprze waluty o wyższych stopach procentowych. Jak na razie najwięcej uwagi skupia USD/JPY, który podejmuje próbę wyrwania się ze spadkowego trendu zapoczątkowanego jeszcze w styczniu. Na 102,20 kurs ma za sobą już linię trendu spadkowego, choć przed nim jeszcze kochana/nienawidzona przez traderów USD/JPY (w zależności od kierunku posiadanej pozycji) chmura Ichimoku, która nie przesądza wybicia aż do wyjścia ponad 103,50. Z drugiej strony inwestorzy spekulacyjni posiadają przewagę długich pozycji w jenie najwyższą od kwietnia i jeśli patrzą na dzisiejsze notowania, mogą czuć się niekomfortowo. Przyspieszona redukcja krótkich pozycji w USD/JPY jest teraz największym ryzykiem.

Wtorkowy kalendarz nie rozpieszcza. Wydarzenie dnia w postaci decyzji RBA już za nami, a i ono nie przyniosło fajerwerków. RBA zgodnie z oczekiwaniami utrzymał główną stopę procentową na 1,50 proc. Komunikat zawierał kilka modyfikacji względem ostatniego razu, co należy wpisać na karb zmiany prezesa. Głównie miały one nieco mniej optymistyczny wydźwięk ze zwróceniem uwagi na stłumiony wzrost zatrudnienia i spowalniającą konsumpcję prywatną. Mimo to trudno z tych fragmentów zbudować silniejszą argumentację za obniżką stopy kasowej w najbliższych miesiącach. AUD wciąż prezentuje się najlepiej na tle innych walut surowcowych. Szczególnie widzimy potencjał we wzrostach AUD/NZD. Dziś dodatkowym impulsem do słabości NZD może być aukcja mleka – od ostatniej aukcji cena kontraktów futures na mleko w proszku spadły o 6 proc. i aukcja może to dziś potwierdzić.

Poza tym w kalendarzu PMI dla sektora budowlanego z Wielkiej Brytanii, PPI z Eurolandu oraz przemówienia Praeta z ECB, Lackera z Fed i Saundersa z BoE. Dwa wydarzenia dla funta, ale wątpliwe, aby przyćmiły one fakt, że GBP/USD nurkuje dziś pod 1,28 do najniższego poziomu od 1985 r.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W minionym tygodniu to nie dane makro (chociaż wcale nie było ich tak mało), ale sympozjum w Jackson Hole było najważniejszym wydarzeniem tygodnia, a może nawet miesiąca. Kulminacyjny jego punkt, czyli wystąpienie szefowej Fed J. Yellen, wywołało dużą zmienność i silny spadek przede wszystkim na eurodolarze. W przypadku rynków giełdowych dużej reakcji nie obserwowaliśmy – w Europie w piątek najważniejsze giełdy kończyły nawet sesję na plusie, a Wall Street notowała tylko delikatne spadki. W wypowiedzi Yellen zwracały przede wszystkim frazy o dobrej sytuacji gospodarczej w USA – na tyle korzystnej, aby myśleć o kolejnej podwyżce stóp procentowych, do której przesłanki uległy wzmocnieniu. Z kolei inny członek władz Fed, J. Powell obawia się szybkiego dojścia inflacji do poziomu 2%. Zdaniem S. Fishera z kolei dane są mocne, ale niejednoznaczne i scenariuszy polityki pieniężnej może być kilka.

W przekroju całego tygodnia tym razem ruch korekcyjny obecny był za Oceanem – S&P500 stracił 0,6%, a DJIA zniżkował o 0,8%. W Europie lekka zieleń – DAX urósł o 0,56%, a CAC40 o 1%. Teoretycznie neutralnie zachował się WIG, który spadł o 0,1%, ale był to ruch wykonany znów za sprawą dużych spółek – WIG20 spadł o 1,33%. Za to na szerokim rynku mamy kontynuację hossy, na której czele stoją średnie spółki z mWIG40, tym razem z tygodniowym wzrostem o 2%. Gonią je małe spółki – sWIG80 zwyżkował o 1,5%. Gwiazdą zeszłego tygodnia były walory CD Projekt – deweloper gier pozytywnie zaskoczył wynikami, a plany na przyszłość zarysowane na konferencji po wynikach również spodobały się inwestorom, w efekcie czego kurs przełamał kolejną psychologiczną barierę – jest już powyżej 40 PLN. Trend wzrostowy po wynikach kontynuuje Uniwheeels. Po pełnym zrozumieniu raportu Grajewa rynek kupuje także ten papier, efektem czego jest przełamanie najwyższych poziomów z 2013 i 2014 r.

Możliwe, że potencjalna zmiana nastawienie Fed w kwestii obniżek (chociaż sygnalizowana w kolejnych wypowiedziach już od kilkunastu dni) będzie rozgrywana na początku bieżącego tygodnia. Póki co jednak optymizm widać w Azji, gdzie Nikkei zwyżkuje o ponad 2%. Inwestorzy są psychicznie nastawieni na podwyżki stóp procentowych i rynki rozwinięte tego tak bardzo nie odczują. Gorzej może wyglądać sytuacja na rynkach wschodzących, w tym na warszawskim parkiecie. Złoty już negatywnie reagował i na słabe dane makro i na napięty projekt budżetu na 2017 r., ze sporym ryzykiem przekroczenia poziomu 3% deficytu PKB. W tym tygodniu danych mamy sporo – europejskie indeksy PMI dla przemysłu, ISM z USA, ale aktywność inwestorów największa będzie w piątek, kiedy to poznamy sierpniowe dane o zmianie zatrudnienia w USA.

Analiza techniczna

29.08Wykres 1. WIG20 w interwale dziennym. Źródło: Stooq

WIG20 zaliczył kolejny spadkowy tydzień i jego sytuacja techniczna staje się coraz trudniejsza, gdyż wygenerowany wcześniej sygnał kupna powoli przestaje być aktywny. Korekta spadkowa, z którą aktualnie mamy do czynienia spowodowała już spadek poniżej linii trendu spadkowego. Co prawda jest ona budowana na małym wolumenie, ale to także można niekorzystnie interpretować – jako brak zainteresowania polskimi dużymi spółkami większego kapitału. Jeśli spadki będą postępować to scenariuszem bazowym na kolejne tygodnie stanie się test wsparcia na 1640 pkt. Aby mówić o możliwości kontynuacji wzrostów indeks musi uporać się z oporem na 1880 pkt.

29.08.16Wykres 2. CD Projekt w interwale dziennym. Źródło: Stooq

Na spółkę tygodnia wybieramy tym razem dewelopera gier komputerowych CD Projekt, który po opublikowaniu wyników za I półrocze zakończył ubiegły tydzień wzrostem o 12,6%, wyznaczając nowe historyczne maksima na poziomach powyżej 40 PLN. Co ważne, za aprecjacją kursu poszła też zwyżka wolumenu, potwierdzając nieprzypadkowość ruchu. Trend wzrostowy jest bardzo wyraźny, ale oddalenie od linii tego trendu jest już spore, co połączone z wykupieniem na oscylatorze RSI może skłaniać do korekty. Kluczowym wsparciem jest wcześnie wybite maksimum na poziomie 35,45 PLN, ale możliwe, że korekta przybierze też łagodną formę konsolidacji przy 40 PLN.

 

Autorzy: Zespół Zarządzający MM Prime TFI S.A.

Dyskusja o Przemyśle 4.0 toczy się w Polsce nadal na poziomie obaw, filozofii i poglądów futurystów. Nie tego przecież potrzebuje gospodarka „zielonej wyspy”, na której bezrobocie nieuchronnie zmierza w kierunku pobicia historycznego, posttransformacyjnego minimum. Być może taki poziom polemiki jest ciekawy dla socjologów, ale niewiele pomoże przedsiębiorcy, który ma do podjęcia decyzje: czy inwestować w nowy park maszynowy, nowe technologie lub nowe rozwiązania informatyczne.

Akademickie rozważania na temat Przemysłu 4.0 mogą natomiast pomóc w diagnozowaniu przyczyn braku innowacyjności polskiej gospodarki, a zwłaszcza nikłego wykorzystania w niej wyników prac ośrodków naukowo-badawczych. Dzieje się tak głównie dlatego, że owoce badań naukowych pozostają w większości wypadków poza zasięgiem polskich przedsiębiorców. Możliwości ich przemysłowego wykorzystania wiążą się bowiem z tak wysokimi kosztami, że na ich wdrożenie stać tylko międzynarodowe koncerny. Jaka polska firma produkcyjna skutecznie wykorzysta dla swojego rozwoju, wyniki badań nad niebieskim laserem, badaniem genomu czy mechaniką kwantową? Niewątpliwie, dzięki innowacjom firmy mogą przekroczyć granice swojego rozwoju. Pytanie, czy odważą się za jednym razem przeskoczyć „kilka granic”? A taki jest właśnie dystans pomiędzy działalnością wielu instytucji naukowych i rzeczywistością polskich przedsiębiorstw.

Podobnie jest z Przemysłem 4.0. Polemika o demograficznych i socjologicznych aspektach tego programu, badania nad generacyjnymi uwarunkowaniami gotowości nowych pokoleń do akceptacji  rewolucji przemysłowej i tym podobne jest istotna, ale nie z punktu widzenia przedsiębiorców. Dla nich interesująca jest dyskusja o interoperacyjności systemów, upowszechnianiu  się standardów wymiany danych, interfejsie człowiek-maszyna, normach, standaryzacji przemysłowej, analizie scenariuszy rozwoju  „what if”, czy wreszcie przykłady wdrożenia lub zaniechania  zasad Przemysłu 4.0?

Czas rozważań nad pytaniem „czy” już minął, skupmy się nad  planowaniem „jak”.

 

Dariusz Śliwowski, prezes proALPHA Polska

 

Panattoni Europe, lider nieruchomości przemysłowych w Polsce, realizuje obiekt produkcyjny dla Johnson Electric ─ globalnego lidera w zakresie produkcji systemów napędu i sterowania. Inwestycja o powierzchni 9 600 m kw. powstaje w Będzinie i już we wrześniu tego roku firma będzie mogła uruchomić w niej produkcję. W podpisaniu umowy pośredniczyła międzynarodowa firma doradcza Colliers International.

Trend realizacji obiektów przemysłowych w formule BTS na rynku powierzchni komercyjnych potwierdza prowadzona przez Panattoni Europe inwestycja dla Johnson Electric Poland – firmy należącej do międzynarodowej grupy działającej w branży elektrotechnicznej, lidera w produkcji podzespołów, m.in. dla przemysłu samochodowego, AGD, czy branży medycznej. Powstająca inwestycja, o łącznej powierzchni 9 600 m kw., to fabryka silników, przełączników i systemów kontroli (przekaźniki, zawory). Część produkcyjna zajmie 6 100 m kw., natomiast biurowo-socjalna aż 3 500 m kw. Obiekt powstaje w Będzinie i zostanie ukończony we wrześniu br. W podpisaniu umowy pośredniczyła międzynarodowa firma doradcza Colliers International.

Inwestycja dla Johnson Electric jest przykładem optymalizacji dotychczasowo zajmowanej powierzchni oraz umożliwi dalszy rozwój działalności firmy. Obecna fabryka koncernu ulokowana jest w kilku budynkach w Dąbrowie Górniczej, a zostanie zastąpiona jednym wielofunkcyjnym obiektem przemysłowym z możliwą w przyszłości ekspansją części produkcyjnej o kolejne ok. 6 000 m kw. Jak komentuje Robert Dobrzycki, Chief Executive Officer Europe, Panattoni Europe: „Obiekty szyte na miarę spełniają oczekiwania firm, które poszukują własnego i niepowtarzalnego modelu biznesowego. Takiego, który pomoże im uzyskać przewagę konkurencyjną i jednocześnie przygotuje ich na rozwój własnej działalności, z zachowaniem wszystkich niezbędnych procesów, przy optymalnym koszcie w maksymalnie szybkim czasie”. Możliwość rozbudowania obiektu o część produkcyjną stwarza również perspektywę zwiększenia zatrudnienia ─ w obecnej, pierwszej fazie funkcjonowania fabryki firma Johnson Electric będzie zatrudniała około 1000 osób.

Ze względu na planowane zatrudnienia, a także przewidziany trójzmianowy system pracy, inwestycja została wyposażona w parking o powierzchni 6 000 m kw. z przygotowanymi 400 miejscami parkingowymi dla pracowników. Dodatkowo, w obiekcie zastosowano m.in. system wentylacji zapewniający nadciśnienie magazynowe; system szynoprzewodów; instalacje sprężonego powietrza i wody lodowej; posadzki epoksydowe czy tzw. cleanroomy o kontrolowanych parametrach środowiskowych, np. pyłu oraz kurzu, które zapewniają odpowiednią sterylność wymaganą podczas procesu produkcyjnego.

„ Cieszymy się, że mogliśmy pomóc obu stronom w znalezieniu odpowiednich rozwiązań, które doprowadziły do realizacji tej inwestycji. Największym wyzwaniem dla tego projektu było wyznaczenie optymalnej lokalizacji nieruchomości, która miała zapewnić klientowi warunki do dalszego rozwoju zarówno w kontekście przyszłej rozbudowy zakładu, jak i dostępności do kapitału ludzkiego” ─ komentuje Krzysztof Kienorow, Senior Associate w Dziale Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych, Colliers International.

Lokalizacja nowego obiektu firmy Johnson Electric Poland to okolice ul. Krakowskiej i Zagórskiej, w południowo-wschodniej części miasta, przy administracyjnych granicach Będzina i Sosnowca. Jednocześnie jest to zaledwie 4 km od funkcjonującej fabryki firmy, która mieści się w Dąbrowie Górniczej.

Panattoni Europe

W lutym wskaźnik PMI polskiego sektora przemysłowego wzrósł do poziomu 52,8 z 50,9 w styczniu br. i był to najlepszy wynik od lipca 2015 r. – podał Markit.

Lutowy PMI wskazuje, że styczeń mógł być chwilowym osłabieniem pozytywnych trendów w  przemyśle obserwowanych od 17. miesięcy. Styczniowy PMI nie przyniósł bowiem dobrych informacji o sytuacji w przemyśle. Wskazywał, że przemysł co prawda rośnie, ale znacznie spowolnił, przede wszystkim w wyniku obniżenia tempa wzrostu nowych zamówień. Firmy posiadały wolne moce produkcyjne, co niezbyt dobrze rokowało inwestycjom. Jedyna pozytywna informacja w styczniowym PMI dotyczyła „solidnego” wzrostu zatrudnienia, co pozwalało traktować pozostałe informacje jako chwilową zadyszkę. I tak rzeczywiście jest. Wzrost PMI w lutym do poziomu 52,8, a przede wszystkim źródła tego wzrostu – szybki wzrost nowych liczby zamówień, w tym szybszy wzrost nowych zamówień eksportowych pozwalają na poprawę prognoz dotyczących jednej czwartej gospodarki. To właśnie przemysł jest bowiem głównym „sprawcą” wzrostu gospodarczego. Wartość dodana brutto wytworzona przez przemysł w całym 2015 r. zwiększyła się o 5,4 proc. przy jej wzroście w całej gospodarce o 3,4 proc. Od wielu lat (z małymi wyjątkami) przemysł rośnie szybciej niż cała gospodarka. Wskazuje to na jego znaczenie dla wzrostu gospodarczego, tym bardziej, że w ostatnich latach odpowiada on za 24-25 proc. PKB. Dlatego bardzo ważne jest obserwowanie trendów w tym sektorze gospodarki – przede wszystkim tendencji w nowych zamówieniach, w tym nowych zamówieniach w eksporcie. I najważniejszych tendencji – dotyczących zatrudnienia. PMI informuje, że w lutym poziom zatrudnienia w sektorze przemysłowym odnotował rekordowy nieprzerwany wzrost od trzydziestu jeden miesięcy”. Żadne przedsiębiorstwo nie decyduje się na zwiększanie liczby pracowników, jeśli nie widzi szans na stabilny wzrost nowych zamówień. Dlatego informacje o tym, że w przemyśle cały czas powstają nowe miejsca pracy są najlepszymi z możliwych dla polskiej gospodarki. Teraz możemy się tylko martwić, czy rynek pracy sprosta potrzebom przemysłu. Kurczy się bowiem rynek specjalistów, który dla firm przemysłowych ma kluczowe znaczenie, bowiem w ostatnich 2 latach przemysł zrealizował wiele inwestycji modernizacyjnych , a te wymagają wykwalifikowanej kadry.

Lutowy PMI przynosi bardzo dobre informacje. Przemysł rośnie. Wspiera ten wzrost eksport. W efekcie rośnie popyt na pracowników. Będą zatem także rosły wynagrodzenia, a co za tym idzie popyt konsumpcyjny. Nie jest źle!

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Eksperci

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

Bugaj: Pogarszające się inwestycyjne warunki

Po względnie stabilnym kwietniu drugi tydzień maja przyniósł dość zaskakującą poprawę koniunktury, k...

Przasnyski: Płacowa zadyszka. Górnicy, handlowcy, lekarze i budowlańcy mogą się jednak cieszyć

W pierwszym kwartale 2018 roku tempo wzrostu wynagrodzeń nieznacznie spadło. To prawdopodobnie jedyn...

AKTUALNOŚCI

62% firm z sektora MSP finansuje rozwój ze środków własnych

Jak wynika z raportu prezentowanego dziś podczas konferencji prasowej ZPP pt. „Finansowanie biznesu ...

Wiemy, które marki wydają najwięcej na reklamę w branży handlowej

Jak donosi Instytut Monitorowania Mediów, w badaniu analizującym wydatki na reklamę w maju, najwięks...

Więcej oddanych mieszkań niż przed rokiem – inwestorzy i spółdzielnie mieszkaniowe mają

GUS poinformował o statystykach oddanych do użytku mieszkań - w okresie pierwszych pięciu miesięcy 2...

Parlament Europejski przeciwny trzem mandatom TRAN

Parlament Europejski zagłosował przeciwko trzem mandatom Komisji Transportu i Turystyki (TRAN) dotyc...

Kolejny pomysł rządu: Wyposażenie+

Z rozmowy portalu money.pl z Jadwigą Emilewicz, Ministrem Przedsiębiorczości i Technologii, dowiedzi...