czwartek, Listopad 23, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "polski rząd"

polski rząd

Projekt  Raportu dotyczącego Rewizji Dyrektywy Delegowania Pracowników  został przyjęty przez Komisję Parlamentu Europejskiego ds. Zatrudnienia i Spraw Socjalnych.

Stosunkiem głosów (32 za/8 przeciw/13 wstrzymana) przyjęto zapisy, które miałby umożliwić zrównanie wynagrodzenia pracowników delegowanych ze stawkami obowiązującymi w kraju przyjmującym, zmienić zasady delegowania długoterminowego (propozycja 24 miesięcy), oraz wdrożyć zasady równego traktowania pracowników zatrudnionych przez agencje pracy tymczasowej ze stałymi pracownikami.

Adopcja raportu jest równoznaczna z mandatem do negocjacji między Parlamentem Europejskim, a Radą w Trilogach. Członkowie złożyli 523 poprawki dotyczące Dyrektywy 96/71/EC  “Posting of workers in the framework of services”, a Komisje Parlamentu Europejskiego IMCO i JURI opinie, rozwiązania kompromisowe negocjowane były przez Raporterów i Raporterów Cieni  – Elisabeth Morin-Chartier (EPP, Francja), Agnes Jongerius (S&D, Holandia).

Popierające Agnes Jongerius związki zawodowe, a także europejscy socjaliści zgodnie podkreślają, że Parlament Europejski chce przeciwdziałać nieuczciwej konkurencji, a także chronić pracowników.

„ -Kraje starej Unii nie są w stanie zaakceptować nas jako równoprawnych członków Wspólnoty. Bezbłędnie działają wszystkie dyrektywy (praca, kapitał, towary) korzystne dla starej Unii, nie działa tylko dyrektywa usługowa – korzystna dla nowej Unii. Polski rząd powinien symetrycznie i adekwatnie zareagować na działania Francji. Jeśli polskie firmy nie mogą konkurować we Francji, to retorsja nasuwa się sama…” – powiedział Prezes ZPP, Cezary Kaźmierczak. „– Wiemy, że przeciw nam są szykowane jeszcze gorsze dyrektywy, jeśli teraz bardzo ostro nie zareagujemy – grozi nam trwały status kolonii”.

Posłanka Martina Dlabajova z ALDE, z Czech podkreśliła w chwili zakończenia głosowania jako przedstawiciel mniejszości, że opowiedziała się przeciwko adopcji raportu, ponieważ nie osiągnięto konsensusu umożliwiającego swobodny przepływ osób i usług w ramach delegowania pracowników.

„Sprawa nie jest jeszcze całkiem przegrana – powiedziała Agata J. Boutanos, dyrektor biura ZPP w Brukseli – potrzebna jest polska ofensywa dyplomatyczna, przeciwdziałająca tej szkodliwej dla Polski regulacji”.

Spotkanie Ministrów Pracy Unii Europejskiej zaplanowane jest już na 23 października w Luksemburgu.

 

Źródło: Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

W ubiegłym tygodniu rząd przyjął wstępnie projekt budżetu na rok 2018. Zakłada on m.in. wzrost PKB o 3,8% i deficyt budżetu na poziomie 2,7% PKB.

Do budżetu państwa powinniśmy podchodzić podobnie jak do budżetów rodzinnych. Kilkanaście lat temu moi sąsiedzi postanowili w finansach rodzinnych wzorować się na polityce kolejnych polskich rządów, które od 20 lat wydają średnio rocznie o 10 procent więcej niż wynoszą przychody budżetu. On prowadził z sukcesem firmę, ona miała stabilną i dobrze płatną pracę, a dwoje dzieci chodziło do szkoły. Zaciągane kredyty przeznaczyli na rozsądne cele: wyposażenie firmy, rozbudowę domu, większy samochód, dodatkowe zajęcia dla dzieci, atrakcyjne wakacje. Kilka lat temu pogorszyła się jednak koniunktura w branży, w której sąsiad działał, a wkrótce potem jego żona straciła pracę i choć szybko znalazła następną, to jednak znacznie gorzej płatną. Nie byli w stanie spłacać kredytów. Ich standard życia wyraźnie się obniżył. Ostatnio wystawili dom na sprzedaż.

Jeżeli w okresie wyjątkowo dobrej koniunktury, z którą obecnie mamy do czynienia, rząd wydaje o 10 procent więcej niż wynoszą przychody, to co się stanie w czasie pogorszenia koniunktury, kiedy wydatki na bezrobotnych będą rosły a wpływy podatkowe będą malały? Wyhamujemy inwestycje publiczne wysyłając setki tysięcy pracowników na bruk i prowadząc do bankructwa wielu firm? Obetniemy wydatki na opiekę zdrowotną, edukację, świadczenia socjalne? Przyspieszymy zadłużanie państwa wpadając w spiralę podobnie jak Grecy?

W czasie dobrej koniunktury powinniśmy gromadzić oszczędności na czarną godzinę, czyli wypracować nadwyżkę przychodów nad wydatkami. Jeżeli tego nie robimy, to zwiększamy ryzyko kryzysu przy najbliższym spowolnieniu gospodarki. Już to przerabialiśmy, a mimo to niczego się nie nauczyliśmy. Dlatego deficyt finansów publicznych w czasie dobrej koniunktury, nawet mniejszy od założonego, nie jest powodem do dumy, lecz wyrazem krótkowzroczności i braku poczucia odpowiedzialności.

Szkoda, że politycy, którzy zazwyczaj dbają o zrównoważenie budżetów własnych rodzin, nie podchodzą podobnie do budżetu państwa.

Rządy Niemiec i Czech utrzymują w pełni zrównoważone finanse publiczne, uznając, że deficyt jest dopuszczalny jedynie w sytuacji silnego spowolnienia gospodarki, a w czasie dobrej koniunktury należy gromadzić oszczędności na złą godzinę. Polski rząd mimo wyjątkowo dobrej koniunktury wydaje znacznie więcej niż wpływa do kasy państwa. Kto postępuje słusznie?

 

Komentarz Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Zmiany w systemie sprawiedliwości odbiły się echem w Unii Europejskiej. Frans Timmermans, wiceszef KE zagroził uruchomieniem artykułu 7 Traktatu UE, czyli nazywanego opcją atomową. Co to może dla nas oznaczać?

– Intencja artykułu 7 jest taka aby państwo członkowskie UE, które się wyłamuje z prawa, które uznają wszyscy inni naprowadzić na właściwą drogę. Mechanizmy, które do tego służą mają kilka poziomów i też kilka kalibrów, czy skali swojego oddziaływania. Najgorszym, już ostatecznym rozwiązaniem jest zawieszenie państwa członkowskiego w prawie głosu w Radzie Unii Europejskiej – mówi dr Małgorzata Bonikowska, Akademia Finansów i Biznesu Vistula, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych i dodaje. – Mamy Węgry, które wprost na razie deklarują, że tego nie poprą. Formalne zastosowanie tej sankcji jest bardzo trudne. To też jest ostateczność, więc upłynie jeszcze dużo czasu zanim do tego w ogóle dojdzie.

Żeby mogło dojść do zawieszenia prawa głosu w Radzie Unii Europejskiej potrzebna jest zgoda wszystkich pozostałych państw członkowskich. Z głosowania wyłączone jest tylko to państwo, którego sprawa dotyczy. Unia nie musi też sięgać po takie rozwiązanie, gdyż ma jeszcze inne narzędzia. Pierwszy etap to rozmowy.

– Wcześniejsze etapy to jest na pewno monitorowanie sytuacji. Zastosowanie bardzo dokładnych analiz dotyczących co wymaga poprawy. Wysłanie informacji do polskiego rządu jaka jest diagnoza ze strony pozostałych partnerów, co wymaga naprawy. Dialog, próba dogadywania się i cały czas tłumaczenie co obie strony mają na myśli i dojścia do porozumienia aby nie stosować kolejnego poziomu jakim są inne sankcje – wyjaśnia dr Małgorzata Bonikowska.

Te sankcje mniejsze nie są zapisane wprost w Traktacie. One oznaczają, że usztywnia się stanowisko instytucji unijnych do kraju, który nie współpracuje. Sytuacja, w której Polsce będzie na czymś zależało może być mniej pozytywnie odbierana niż do tej pory.

– Większym jeszcze, mocniejszym sygnałem będzie rozmowa o obecnym budżecie. Nie wspominając już o przyszłym budżecie UE. W obecnym budżecie mamy sytuację problemową wynikającą z Brexitu. Brexit oznacza negocjacje z Wielką Brytanią ale również wyjście Wielkiej Brytanii z budżetu unijnego, czyli pomniejszenie pieniędzy we wspólnej kasie. Oczywiście nie wiemy czym te negocjacje się skończą. Brytyjczycy chcieliby przestać płacić od momentu wyjścia z Unii Europejskiej, czyli w 2019 roku. Strona europejska mówi, że powinni płacić do końca tej perspektywy, czyli 2020 rok plus trzy, bo to jest ten czas na rozliczanie. Nie wiemy na czym te negocjacje się skończą ale już widać, że jest ogólny kłopot z dotrzymaniem zapisów obecnego budżetu – opowiada dr Małgorzata Bonikowska.

Kolejnym problemem może być przyszły budżet. Podział środków trzeba będzie wynegocjować.

 

Wypowiedź: dr Małgorzata Bonikowska, Akademia Finansów i Biznesu Vistula, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Polska ma najbardziej niestabilne prawo w Unii Europejskiej, mimo to rząd uparcie zachęca przedsiębiorców do inwestycji przekonując ich jednocześnie, że pierwszeństwo w biznesie ma państwo, a własność i wolny rynek to zagadnienia drugoplanowe. Firmy widzą jednak te priorytety z zupełnie innej perspektywy – państwo to podatki, nadprodukcja skomplikowanego prawa i brak zaufania do rządowych instytucji. Większość z nich uważa także, że w tym roku będzie jeszcze gorzej.

W 2016 roku polskie prawo wzbogaciło się o 31,9 tys. stron nowych rozporządzeń i ustaw, a aż 2 tys. z nich dotyczyło podatków. To najwyższy wskaźnik od 1918 roku, czyli od kiedy zaczęto publikować „Dziennik Ustaw”. W konsekwencji zajmujemy 1. miejsce w całej Unii Europejskiej jeśli chodzi o zmienność i nieprzewidywalność otoczenia legislacyjnego, wyprzedzamy m.in.: Włochy, Grecję, Hiszpanię i Francję. Tylko w latach 2012-2014 w Polsce wygenerowano 56-krotnie więcej regulacji niż w Szwecji, 11-krotnie więcej niż na Litwie i 2-krotnie więcej niż na Węgrzech. Prawo w Polsce wdrażane jest także w coraz szybszym tempie, pozostawiając coraz mniej czasu na zapoznanie się z regulacjami nie tylko przedsiębiorcom, ale także zwykłym obywatelom. W praktyce oznacza to, że jeśli ktokolwiek chciałby poświęcić czas na zapoznanie się ze wszystkimi zmianami, musiałby zarezerwować sobie ponad 4 godziny dziennie przez 365 dni w roku.

W procesie legislacyjnym coraz częściej pomijane są także prace w komisjach sejmowych, czyli czas na poznanie opinii zainteresowanych środowisk, przeprowadzenie niezbędnych konsultacji i zbadanie skutków prawnych opracowywanych regulacji. Obecnie już prawie połowa ustaw przyjmowana jest z pominięciem tego procesu lub jest on na tyle zdawkowy, że nie pozwala na dogłębną analizę skutków prawnych. To dane z bieżącej edycji raportu „Barometr stabilności otoczenia prawnego w Polsce” opublikowanego przez Grant Thornton.

Skala i rosnące tempo produkcji prawa w Polce są zatrważające, co ma bezpośrednie przełożenie na nastroje wśród przedsiębiorców. Odzwierciedleniem tego są wnioski z publikowanych cyklicznie raportów zlecanych przez największe polskie organizacje biznesowe, doskonale znane zarówno opinii publicznej, jak administracji rządowej. Badanie przeprowadzone przez Business Center Club w końcu ubiegłego roku pokazało, że aż 94 proc. firm jest zdania, że rząd nie poprawił warunków prowadzenia biznesu w minionym roku. Panuje pesymistyczne nastawianie do sytuacji ekonomicznej w Polsce (88 proc.), która nie będzie sprzyjać prowadzeniu biznesu także w roku bieżącym. Przedsiębiorcy zakładali ponadto (75 proc.), że rok 2017 przyniesie wzrost kosztów prowadzenia firmy, a blisko dwie trzecie prognozowało wzrost obciążeń podatkowych. Smutnym wnioskiem z badania jest także deklaracja dotycząca zwiększenia środków na inwestycje, planuje to uczynić jedynie co piąty przedsiębiorca.

Ustabilizowany brak wiary w łatwość potwierdza biznesu w Polsce potwierdziła także analiza Konfederacji Lewiatan. Przedsiębiorcy przebadani w lutym tego roku uważają, że warunki prowadzenia firmy w 2016 roku nie tylko nie uległy poprawie, jak w badaniu BBC, a wręcz się pogorszyły (48 proc.) i 2017 nie przyniesie poprawy. Zdecydowana większość firm, zwłaszcza średnich i dużych, tak jak w roku ubiegłym liczy się ze wzrostem kosztów zatrudnienia (95 proc.), wprowadzeniem nowych niespójnych regulacji podatkowych (93 proc.) oraz innych niejasnych przepisów dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej (91 proc.). Niemal wszyscy badani uważają więc, że jest źle i będzie jeszcze gorzej! Wśród głównych przeszkód napotkanych w 2016 roku firmy wymieniały jak zwykle rosnące koszty zatrudniania (91 proc.), niepewną sytuację gospodarczą i polityczną (91 proc., 87 proc.) oraz przepisy podatkowe (88 proc.). Obecnie brak pewności powiązanej bezpośrednio z działaniami rządu wyraża aż 76 proc. badanych podmiotów.

Przedsiębiorcy krytycznie spoglądają w przyszłość nie wierząc w kolejny plan wielkiej modernizacji gospodarki, mimo że rząd wprowadza strategie, przyjmuje konstytucje i pakiety zmian, a nawet obniża CIT dla małych firm.

Powodem takiego pesymizmu wśród polskich przedsiębiorców jest powszechnie panujący i permanentny brak zaufania do administracji państwowej. Firmy mają dość niespełnionych lub nieprzemyślanych obietnic, zwłaszcza pomysłów podatkowych wprowadzających do życia gospodarczego niewiele poza chaosem, czego świetnym przykładem była koncepcja jednolitego podatku. Dodatkowo, nie wiedzieć czemu, ale polski rząd próbuje wzbudzić wśród przedsiębiorców nieuzasadnione poczucie winy wynikające z sukcesu, jaki osiągnęły ich firmy, a to stan rzeczy bardzo daleki od zaakceptowania.  Widzimy także sytuację zupełnie kuriozalną, kiedy z jednej strony nieustannie podnoszone są koszty prowadzania biznesu z podatkami włącznie i firmy to widzą, a z drugiej oczekuje się od nich zwiększania nakładów na inwestycje strasząc przy tym, że będą bardziej kontrolowane. To sytuacja niespotykana wśród nowoczesnych gospodarek, dlatego przedsiębiorcy wyprowadzają się z Polski – mówi Agnieszka Moryc, dyr. zarządzająca w Admiral Tax, polsko-brytyjskiej firmie doradztwa podatkowego.

Nie da się nie zauważyć, że temat emigracji biznesowej i zagadnienia związane z optymalizacją podatkową przywoływane są przy każdej okazji nie tylko przez Ministra Rozwoju, ale również innych członków rządu. Apelu o zacieśnienie współpracy w tym zakresie nie mogło zabraknąć także na ostatnim spotkaniu G20, na które zostaliśmy zaproszeni wraz z innymi krajami spoza grona największych światowych gospodarek. Ciężko jednak oczekiwać patriotyzmu ekonomicznego i zwiększenia inwestycji, kiedy wizja gospodarcza Polski prezentowana przez rząd mocno odbiega od tej, której spodziewają się firmy. Większość z nich, co pokazują badania, chce po prostu stabilnego i jasnego otoczenia legislacyjnego, umożliwiającego spokojne prowadzenie biznesu. To według nich najważniejsze zadanie gospodarcze dla rządu, z którego administracja się nie wywiązuje. Wielu przecież jest zdania, że rząd nie tylko nie stwarza odpowiednich warunków do rozwoju biznesu, ale je pogarsza.

Ciekawie w tym kontekście brzmią słowa Jarosława Kaczyńskiego podczas niedawnej konferencji „Odpowiedzialność przedsiębiorców za Polskę”, o priorytecie państwa nad własnością i wolnym rynkiem. Z niesmakiem środowisk biznesowych spotkało się także stanowisko wskazujące, że jeżeli ktoś w takich warunkach nie potrafi działać efektywnie, to powinien zająć się czymś innym.

Polscy przedsiębiorcy potrafią działać bardzo efektywnie i udowodniali to wielokrotnie w przeszłości, sam sektor MSP generuje przecież połowę polskiego PKB. Kiedy jednak rząd aspirujący do roli regulatora totalnego, co odbierane jest przez biznes wyjątkowo źle, mówi wprost, że jeżeli komuś się to nie podoba, więc powinien zająć się czymś innym, to co najmniej naiwnym jest oczekiwanie na optymizm przedsiębiorców, bez którego nie ma mowy o szybkim rozwoju i inwestycjach. Oczywistym jest przecież, że firmy nie zajmą się czymś innym, tylko gdzie indziej, pójdą tam gdzie kultura biznesowa jest na wyższym poziomie. Dla wielu firm wybór lokalizacji poza granicami kraju uwarunkowany jest obecnie nie tylko wysokimi podatkami w Polsce, ale także niepewnością związaną ze zmiennością prawa i jego skomplikowaniem, podejściem urzędników do przedsiębiorców i ich odpowiedzialnością za błędy. Nie mają tu znaczenia osobiste sympatie do konkretnej partii czy jej członków, to nie ma obecnie znaczenia, chodzi o mechanizm i rozwiązania systemowe, w których rosnąć ma biznes. Wielu przedsiębiorców chce po prostu działać poza tym systemem, w otoczeniu prawnym sprzyjającym rozwojowi przedsiębiorstw – dodaje Agnieszka Moryc z Admiral Tax.

Minister Morawiecki goszcząc niedawno w London School of Economics na konferencji „Polish Economic Forum” mówił, że trzeba mieć optymistyczne założenia, żeby rzeczywistość zaczęła się zmieniać. Ciężko jednak szukać tego optymizmu wśród polskich przedsiębiorców, kiedy 90 proc. z nich uważa, że rząd nie tylko nie poprawia ich sytuacji, ale ją pogarsza. Na forum zapewniał jednak polskich studentów najlepszych londyńskich uczelni, że warto wracać i rozwijać się w Polsce, że można odważnie rzucić się na falę nowego życia gospodarczego. Co ciekawie badanie przeprowadzone przez sponsora wydarzenia wskazało, że coraz więcej polskich studentów brytyjskich uczelni w ogóle nie myśli o powrocie do kraju. W porównaniu z 2016 zainteresowanie powrotem spadło z 83 proc. z do 75 proc., czyli o 7 oczek w ciągu roku. Najwidoczniej nie tylko przedsiębiorcy, ale także studenci nie podzielają optymizmu Ministra Rozwoju i nie zamierzają rzucać się w fale nowego życia gospodarczego w Polsce.

Autor: Krzysztof Oflakowski

Przywódcy państw UE ponownie wybrali w czwartek Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. Decyzja zapadła w głosowaniu na szczycie UE w Brukseli. Według unijnych źródeł przeciwko Tuskowi wypowiedział się tylko polski rząd.
„Habemus Presidentum. Powodzenia” – napisał na Twitterze premier Luksemburga Xavier Bettel, który jako pierwszy podał informację o decyzji.
Sam Tusk napisał zaś: „Dziękuję za trzymanie kciuków i serdeczne wsparcie. Pomogło!”.
Premier Czech Bohuslav Sobotka poinformował, że tylko Polska wypowiedziała się przeciwko Tuskowi. Według unijnych źródeł nikt nie wstrzymał się od głosu.
Wybór szefa Rady Europejskiej był pierwszym punktem obrad szczytu UE. W tej części podjęcie decyzji zajęło niespełna pół godziny. Tusk opuścił wówczas salę obrad, a prowadzenie szczytu przejął premier Malty Joseph Muscat.
Według unijnych źródeł na początku obrad polska premier Beata Szydło formalnie zwróciła się o odłożenie tej sprawy na późniejszy termin. Wniosek został jednak odrzucony.
Tuż przed szczytem Szydło powiedziała dziennikarzom, że zamierza przypomnieć przywódcom, iż „dla wzajemnego szacunku, solidarności, dla poczucia wspólnoty jest potrzebne uszanowanie zdania wszystkich państw członkowskich”.
Źródło: www.kurier.pap.pl

Swoją wizytą w Warszawie kanclerz Angela Merkel sygnalizuje, że zależy jej na poprawie relacji z Polską. Ociepleniem stosunków zainteresowany jest też rząd w Warszawie. Berlin uważa, że wobec licznych światowych zagrożeń Polska może być ważnym partnerem w UE.

Decyzja Wielkiej Brytanii o wyjściu ze Wspólnoty, zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA, interwencja Rosji w wojnie w Syrii i trwający konflikt na Ukrainie zawęziły pole manewru kanclerz Niemiec. Wobec rosnących zagrożeń z zewnątrz i niepewnej sytuacji w wielu krajach europejskich, przede wszystkim we Francji, obwołana „liderką wolnego świata” Merkel dąży do utrzymania jedności i wzmocnienia Unii Europejskiej. W Polsce, pomimo tarć, do jakich dochodziło w minionym roku, niemiecka kanclerz widzi jednego z potencjalnych partnerów.

W stosunkach polsko-niemieckich ubiegły rok przebiegał pod znakiem obchodów 25. rocznicy podpisania Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991 roku, uznawanego za początek nowego rozdziału w relacjach między Polakami i Niemcami po zakończeniu zimnej wojny.

Prezydenci obu krajów, Andrzej Duda i Joachim Gauck, wykazywali w tym czasie dużą aktywność, zabiegając o nadanie jubileuszowi specjalnego znaczenia.

W ramach obchodów prezydent Duda 16 czerwca złożył wizytę w Berlinie, a dzień później obaj prezydenci świętowali rocznicę podpisania traktatu w Warszawie. Z ich inicjatywy powstała polsko-niemiecka grupa refleksyjna do spraw polityki zagranicznej. Pod koniec listopada Gauck odwiedził kwaterę główną Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego w Szczecinie, a w grudniu prezydent Polski gościł w Berlinie na koncercie zamykającym rocznicowe obchody.

„Gdyby relacje polityczne między Polską a Niemcami wyglądały tak, jak stosunki między Dudą i Gauckiem, to moglibyśmy mówić o aktywnej i owocnej współpracy w pozytywnej atmosferze” – ocenia Kai-Olaf Lang z Fundacji Nauka i Polityka (SWP). Niemiecki analityk podkreśla, że między prezydentami powstała „płaszczyzna konstruktywnej komunikacji”. Jego zdaniem pełnią oni rolę „stabilizatorów”.

Lang zaznacza, że prezydent Duda traktuje Niemcy jako partnera, podczas gdy polski rząd wykazuje w tej kwestii „ambiwalentność”. „Rząd dostrzega obszary współpracy, ale w innych sprawach nie dowierza Berlinowi, a nawet stara się ograniczać jego wpływy” – wyjaśnia w rozmowie z PAP Lang.

Wizyta Merkel – uważa Lang – to czytelny sygnał, świadczący o tym, że Niemcy pragną, aby w tych niespokojnych dla Unii Europejskiej i świata czasach Polska „pozostała na pokładzie”. „Rząd Merkel wysyła nie tylko Polsce, ale także Niemcom oraz Brukseli sygnał: chcemy z Polską współpracować, niezależnie od problemów występujących w minionym roku” – podkreśla ekspert.

Agnieszka Łada z Instytutu Spraw Publicznych w Warszawie przypomina, że rok temu „to Wielka Brytania nazywana była głównym partnerem Polski, a nie Niemcy”. Ekspertka do spraw polsko-niemieckich wspomina też wizytę premier Beaty Szydło w lutym 2016 roku w Berlinie, przyjętą jej zdaniem przez stronę niemiecką „raczej chłodno”.

Cieniem na stosunkach między Berlinem a Warszawą kładł się przede wszystkim kryzys migracyjny. Forsowany przez Niemcy plan rozdziału imigrantów między państwa UE spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem Warszawy i innych środkowoeuropejskich stolic, co prowokowało z kolei polityków i media nad Sprewą do ataków na polskie władze, a nawet do grożenia Polsce finansowymi konsekwencjami.

Polska wytykała Niemcom udział w kierowanym przez Gazprom projekcie Nord Stream 2, uważanym w Warszawie za zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Polski rząd twierdził ponadto, że Niemcy są przeciwne powstaniu stałych baz NATO na wschodnich rubieżach Sojuszu.

„W czasach rosnących niepewności i pogłębiających się problemów telefon między urzędem kanclerskim a kancelarią premier milczy” – pisała w maju Łada w analizie dla Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt. „Brakuje zaufania” – twierdzi ekspertka oceniając, że po stronie polskiej sygnalizowana jest „niechęć do budowania silnych relacji” z Niemcami, a po stronie niemieckiej widać „rosnące zniechęcenie i niecierpliwość”.

Od końca 2015 roku sytuacja polityczna w Polsce była stałym przedmiotem zainteresowania niemieckich mediów, komentujących bardzo krytycznie spór o Trybunał Konstytucyjny, co dodatkowo wpływało negatywnie na klimat między Warszawą a Berlinem.

Jak podkreśla Lang, część punktów spornych zdołano w ciągu roku wyjaśnić, a inne straciły „destrukcyjną siłę”. Szczyt NATO w Warszawie potwierdził zaangażowanie Bundeswehry na Wschodzie, a kryzys migracyjny został ze względu na spadającą liczbę uchodźców „zamrożony”.

„Wielkie wstrząsy w UE i poza Wspólnotą – Brexit, Trump plus trwająca cały czas wojna na Ukrainie i konflikt w Syrii – odsunęły na drugi plan inne spory” – podkreśla Lang. „Po decyzji o Brexicie stało się jasne, że wybiła godzina zbliżenia Polski i Niemiec w celu zachowania integracji europejskiej” – powiedział analityk fundacji SWP. „I Polska, i Niemcy poszukują solidnych partnerów” – dodaje Lang.

Źródło: www.kurier.pap.pl

Przedsiębiorcy z niepokojem patrzą w przyszłość  – wskaźnik Indeksu Busometr ZPP najniższy od początku 2016 roku. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców po raz kolejny zapytał przedsiębiorców małych i średnich firm o ich opinie na temat sytuacji gospodarczej w Polsce. Prognozy nie są zadowalające  – wartość Indeksu w I półroczu 2017 roku to 38,38 pkt. Dla porównania, w analogicznym okresie – I półrocze 2016 roku – 46,19 pkt.

To dość istotna różnica w zestawieniu z prognozą jaką odnotowaliśmy na początku minionego roku. Paradoksem jest, że nie ma istotnych i realnych zdarzeń gospodarczych, które uzasadniałby ten pesymizm. Myślę, że te pesymistyczne nastroje spowodowane są głównie poprzez beznadziejną politykę informacyjną rządu w sprawach gospodarczych – myślę tu głównie o kakofonii informacyjnej w sprawie tzw. podatku jednolitego czy „aptece dla aptekarza” – powiedział Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP. –  Na rynku pracy jest raczej stabilnie, co akurat nie dziwi. Stopa bezrobocia w Polsce jest najniższa od 25 lat, widać, że w tej chwili wchodzimy na rynek pracownika – dodał.

Najmniejsze obawy o sytuację gospodarczą jeśli chodzi o najbliższe półrocze wykazują przedsiębiorcy z sektora produkcyjnego (tutaj wskaźnik osiągnął wartość 48,3 pkt). Pesymistyczne nastroje wykazują przedsiębiorcy działający w handlu i usługach (kolejno: 37 i 35,4 pkt).

Na ogólną wartość Indeksu Busometr wpłynął m.in. komponent „koniunktura gospodarcza”, który aktualnie uplasował się na poziomie 33,22 pkt. Tendencja spadkowa obserwowana jest od początku drugiego półrocza 2015 roku (wówczas wartość komponentu wyniosła 45,89 pkt). Ponad połowa przedsiębiorców (62%) spodziewa się pogorszenia sytuacji gospodarczej. 22 % zakłada, że nie wystąpią istotne zmiany. Pozostali (16%) uważają, że nastąpi poprawa.

Bez względu na wielkość, region, sektor oraz staż przedsiębiorstwa na rynku nastroje przedsiębiorców w obszarze badanym przez komponent „rynek pracy” kształtują się na optymistycznym poziomie 52,52 pkt. W przypadku „płac” barometr wyniósł 56,79 pkt., przy czym 32% przedsiębiorców deklaruje zwiększenie wynagrodzenia. W zakresie „zatrudnienia” 19% ankietowanych planuje jego zwiększenie.

komponent_płaceIstotny spadek widać w ramach „komponentu inwestycyjnego” – najnowszy odczyt to 38,42 pkt. (spadek o 7,8 pkt.  w relacji do poprzedniego Busometru). 40% badanych w perspektywie najbliższego półrocza deklaruje, że będą inwestować. 60% nie planuje nowych inwestycji. Najbardziej optymistycznie nastawione do działań w tym zakresie są średnie i duże przedsiębiorstwa oraz działające w obrębie sektora produkcyjnego. Zdecydowanie dalekie od podejmowania planów inwestycyjnych są mikrofirmy.

Jeśli polski rząd chce poprawić klimat do inwestycji wśród przedsiębiorców z sektora MSP – potrzebny jest jasny, klarowny i prosty przekaz: jak będzie. Sytuacja, w której przedstawiciele rządu mówią różne rzeczy w sprawach gospodarczych sieje lęk i niepokój. PiS właśnie zbiera żniwo swojej lekkomyślności w tym zakresie. – skomentował Cezary Kaźmierczak. – Dobry klimat dla inwestycji to niezagmatwane i zrozumiałe prawo, sprawnie działające sądy oraz prosty system podatkowy. Wysokość stawek jest drugorzędna. Na tym powinien się skoncentrować rząd – skonkludował Kaźmierczak.

Autor: Cezary Kaźmierczak, Prezes, Związek Przedsiebiorców i Pracodawców

 

Eksperci

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

Starczewska-Krzysztoszek: Dorośli Polacy nie kształcą się

Komisja Europejska opublikowała szóstą edycję Monitora Kształcenia i Szkolenia przedstawiając  m.in....

AKTUALNOŚCI

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...

Związkowcy, pracodawcy, Rada ZUS przeciwni zniesieniu limitu składek

Pracodawcy i związkowcy, członkowie Rady Dialogu Społecznego, krytykują sposób procedowania ustawy d...

Kolejnych 50 zmian dla biznesu

Przedsiębiorca, któremu kontrahent nie płaci na czas, odzyska zapłacony podatek dochodowy, a dłużnik...