środa, Styczeń 23, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "GERDA BROKER"

GERDA BROKER

Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker przytoczył najciekawsze dane i liczby, które osiągnęły rekordowe poziomy w 2018 r. Wśród nich choćby 1,5-procentowa stopa NBP, 1-3-procentowa inflacja czy 5,7-procentowa, najniższa stopa bezrobocia.

1,3 proc.

Tyle wyniosła inflacja w listopadzie. Równie niska była w marcu, a poprzednio niższa była w grudniu 2016 r. W 2017 r. najniższy wzrost inflacji miał miejsce w czerwcu, gdy wyniósł 1,5 proc.

1,5 proc.

Podstawowa stopa procentowa NBP utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie już od marca 2015 r. i wszystko wskazuje na to, że nie ulegnie ona zmianie jeszcze przez co najmniej kilkanaście miesięcy. Rada Polityki Pieniężnej nie zdecyduje się na jej podwyżkę w warunkach niemal pewnego spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego, nawet jeśli inflacja miałaby znacząco pójść w górę.

1,5 proc.

Tyle wynosi średnie oprocentowanie lokat bankowych o terminie do dwóch lat. Nie zmienia się ono od października 2017 r. i raczej nie ulegnie zmianie, dopóki Rada Polityki Pieniężnej nie podniesie stóp procentowych.

794 mld zł

Tyle pieniędzy trzymały gospodarstwa domowe na rachunkach i lokatach w bankach na koniec października. To o 66 mld zł więcej niż rok wcześniej, co oznacza wzrost o 9 proc. Wartość środków na rachunkach bieżących wyniosła 501,5 mld zł i była wyższa niż w październiku 2017 r. o prawie 68 mld zł, czyli o ponad 15 proc. Na lokatach terminowych Polacy trzymali nieco ponad 292 mld zł, co oznacza spadek w porównaniu do października 2017 r. o 2,1 mld zł., czyli o 7 proc.

11,6 mld zł

Taką kwotę wydali do listopada nabywcy detaliczni na obligacje skarbowe. To wartość najwyższa w historii sprzedaży tego typu papierów. Większość rodzajów obligacji zapewnia odsetki wyższe niż lokaty bankowe, za wyjątkiem papierów trzymiesięcznych, których oprocentowanie wynosi 1,5 proc., czyli tyle samo, co przeciętnie oferują banki.

5,7 proc.

Najniższą stopę bezrobocia w historii zanotowano we wrześniu i październiku. W październiku liczba zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 937,3 tys. i była niższa niż rok wcześniej o 132,2 tys. Poniżej miliona zeszła już w czerwcu 2018 r.

4921,39 zł

Tyle wynosiło w październiku średnie wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw (zatrudniających powyżej 9 pracowników), co oznacza wzrost o 7,6 proc. w porównaniu z październikiem 2017 r. Wyższe było jedynie w grudniu ubiegłego roku, gdy wyniosło 4973,73 zł., ale wynik grudniowy zwykle podbijają wypłaty rocznych nagród i premii. Podobnie powinno być i w tym roku. W 2018 r. najmocniej, bo o 7,8 proc. średnie wynagrodzenie w firmach wzrosło w kwietniu. W 2019 r. dynamika średniej płacy powinna utrzymać się na wysokim poziomie, sięgającym 6-7 proc.

2247,67 zł

Tyle w październiku wynosiła średnia emerytura i renta brutto. To rekordowo wysoki poziom, ale tylko o 3,5 proc. wyższy niż przed rokiem, a w dodatku stanowił jedynie nieco ponad 45 proc. średniego wynagrodzenia w firmach. Ta relacja, zwana stopą zastąpienia, w przyszłości będzie się zdecydowanie pogarszać.

10,3 proc.

O tyle wzrosła produkcja przemysłowa w lipcu. Mocniej rosła w marcu i w październiku ubiegłego roku (odpowiednio o 11 i 12,3 proc.), a wcześniej wyższą dynamikę osiągała na przełomie lat 2010-2011.

16 593

To najwyższa, osiągnięta w sierpniu, liczba mieszkań oddanych do użytku. Pod tym względem rynek mieszkaniowy nieco wyhamował. W lipcu ubiegłego roku oddano do użytku 17 344 mieszkania, a w grudniu 18 570.

5,3 proc.

O tle wzrósł PKB w pierwszym kwartale. Nieznacznie wyższy wzrost (5,4 proc.) ostatnio zanotowano jedynie w trzecim kwartale 2017 r., a wcześniej w pierwszych miesiącach 2008 r. (5,8 proc.). Wbrew obawom, w 2018 r. nie doszło do spowolnienia w gospodarce, która rosła w drugim i trzecim kwartale o 5,1 proc. W 2019 r. tempo wzrostu będzie jednak już słabsze.

Zobacz też:

Prognozy na 2019 rok – w gospodarce osłabienie, nerwowo na rynkach

5,3 proc.

O tyle zwiększyło się spożycie gospodarstw domowych w pierwszym kwartale. Poprzednio mocniejszy wzrost notowano u szczytu poprzedniego cyklu koniunktury w 2008 r., gdy dynamika konsumpcji sięgała 5,8-6,8 proc.

9,9 proc.

O tyle wyższe niż przed rokiem były w trzecim kwartale nakłady brutto na środki trwałe. Wcześniej dynamika wydatków na inwestycje była wyższa w pierwszych miesiącach 2014 r., gdy wyniosła 12 proc. Rosną głównie inwestycje publiczne, zaś w przypadku firm prywatnych wciąż mamy do czynienia ze słabą dynamiką.

3,32 zł

To najniższy, osiągnięty w lutym, kurs dolara. W kolejnych miesiącach amerykańska waluta mocno podrożała. Najwięcej, prawie 3,84 zł, a więc o ponad 15 proc. drożej, trzeba było za nią płacić pod koniec października. To efekt podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych oraz licznych napięć na światowym rynku finansowym. W połowie grudnia dolar potaniał do niespełna 3,8 zł.

4,14 zł

To najniższy, osiągnięty w lutym kurs euro. Wspólna waluta najdroższa była na początku lipca, gdy trzeba było za nią płacić prawie 4,4 zł. (wzrost o ponad 6 proc.). Pod koniec roku potaniała do 4,29 zł.

2630 punktów

To najwyższa w 2018 r., osiągnięta pod koniec stycznia, wartość indeksu największych spółek, notowanych na warszawskiej giełdzie. Kolejne miesiące przyniosły spore spadki notowań. W połowie grudnia WIG20 wynosił niewiele ponad 2300 punktów, był więc o 12,5 proc. niżej niż w styczniu. Najmocniej, o prawie 21 proc., zniżkował pod koniec października. Jeszcze gorzej radziły sobie indeksy średnich i małych spółek, tracąc od końca stycznia do połowy grudnia odpowiednio prawie 20 i 28 proc.

Źródło: http://gerdabroker.pl/

Rok 2019 bez wątpienia będzie okresem globalnego spowolnienia wzrostu gospodarczego. Nie powinno ono być jednak zbyt głębokie, pod warunkiem że nie dojdzie do eskalacji napięć i konfliktów geopolitycznych.

Czynnikiem ryzyka, głównie dla rynków finansowych, może być polityka banków centralnych, przede wszystkim Fed. Inwestorzy nie powinni oczekiwać wysokich zysków i bardziej koncentrować się na ochronie kapitału.

Polska gospodarka ma szanse na czwórkę

Mimo niekorzystnych warunków zewnętrznych, doskonale widocznych już pod koniec 2018 r., polska gospodarka doskonale dawała sobie radę, rosnąć w tempie lekko przekraczającym 5 proc., przy jednocześnie niskiej inflacji. Połączenie obu tych czynników świadczy o równowadze makroekonomicznej, która dodatkowo wspierana była bardzo dobrą kondycją finansów państwa. W 2019 r. sytuacja nie będzie już tak komfortowa. Zagrożeń dla budżetu co prawda nie widać, ale tempo wzrostu gospodarczego będzie słabsze. Większość prognoz zakłada jego spowolnienie do 3,5-3,8 proc. Pesymiści obawiają się zejścia do nieco ponad 3 proc., zaś optymiści mają nadzieję na dynamikę PKB zbliżoną do 4 proc. Wydaje się, że ta druga grupa może być bliższa prawdy. Lokalne i globalne otoczenie nadal nie będzie nam pomagać, ale bilans czynników wewnętrznych nie musi być tak niekorzystny, jak się tego obawia większość ekonomistów. Przede wszystkim nadal silny powinien być popyt wewnętrzny, zarówno w przypadku konsumpcji gospodarstw domowych, jak i wydatków publicznych. Pozytywnie mogą też zaskoczyć inwestycje. Mimo zagrożeń, można też liczyć na neutralny lub nawet lekko korzystny wpływ bilansu handlowego na PKB. Warto zwrócić uwagę, że według większości renomowanych światowych ośrodków analitycznych, Polska należy do nielicznych krajów, dla których prognozy wzrostu gospodarczego są podwyższane względem wcześniejszych przewidywań. Nawet spowolnienie dynamiki PKB do 3-3,5 proc. stawiałoby nas w czołówce najszybciej rozwijających się krajów.

Zobacz też:

OEES: Pracodawcy RP wspierają ekonomię… wartości

Inflacja może nam dokuczyć

Tym, co najbardziej martwi zarówno konsumentów, jak i posiadaczy oszczędności oraz inwestorów, jest perspektywa wzrostu inflacji. Pod tym względem 2018 r. był wyjątkowo łaskawy. W kolejnych miesiącach, a szczególnie w drugiej połowie 2019 r. na taryfę ulgową raczej nie ma co liczyć. Niemal wszyscy ekonomiści spodziewają się wyraźnego przyspieszenia tempa wzrostu cen. Jednak co ciekawe, największym pesymizmem wykazują się eksperci Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP, prognozując możliwość wzrostu inflacji nawet do 3,2 proc. Jednocześnie Rada Polityki Pieniężnej nadal konsekwentnie deklaruje utrzymywanie stóp procentowych na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie. Takie zestawienie zdecydowanie niekorzystnie wróży posiadaczom oszczędności. Oprocentowanie lokat bankowych i tak już dramatycznie niskie, nie pójdzie w górę, co przy zwiększonej inflacji będzie powodować silniejszą niż dotąd erozję realnej wartości odkładanych pieniędzy i kapitału lokowanego w najbardziej bezpiecznych instrumentach finansowych. W tej materii widoczne wyraźnie od kilkunastu miesięcy preferencje oszczędzających i inwestorów raczej nie ulegną zmianie. Nie sprzyja temu zresztą niepewność warunków na rynkach finansowych, której sygnały pojawiły się już w 2018 r., a szczególnie w jego ostatnich miesiącach. Nawet gdyby inflacja okazała się niższa, niż szacuje NBP, większość bezpiecznych instrumentów nie będzie w stanie ochronić realnej wartości kapitału. Wyjątkiem będą obligacje skarbowe indeksowane wskaźnikiem inflacji oraz nieruchomości. W obu tych przypadkach obserwowany jest silny wzrost zainteresowania ze strony posiadaczy oszczędności.

Silny wzrost inflacji nie jest jednak przesądzony. U podstaw takiego scenariusza leży bowiem założenie wzrostu cen energii. Według najnowszych zapowiedzi przedstawicieli rządu, prąd dla gospodarstw domowych nie powinien podrożeć. Gdyby tak się stało, efekt inflacyjny miałby charakter pośredni, związany jedynie z podwyżkami cen wynikającymi z wyższych kosztów energii dla firm. Niewiadomą pozostaje wpływ ceny ropy naftowej i żywności.

Niepewnie na rynkach finansowych

Rok 2018 okazał się zdecydowanie niepomyślny dla inwestorów. Indeksy na większości giełd poszły mocno w dół, a straty sięgały w wielu przypadkach po kilkanaście procent. W ostatnich miesiącach zaczęła się także wyraźnie chwiać hossa na Wall Street. Perspektywy na 2019 r. także nie wyglądają najlepiej. Trudno spodziewać się wzrostów, gdy koniunktura w globalnej gospodarce słabnie, a groźba eskalacji, a co najmniej utrzymywania się konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, wykraczającego poza relacje handlowe, wciąż jest aktualna. Jednak biorąc pod uwagę skalę spadków, przekraczającą 20 proc. na giełdzie w Szanghaju, sięgającą 17 proc. we Frankfurcie, można zakładać, że spowolnienie gospodarcze w większości zostało już przez inwestorów zdyskontowane. Gdyby więc okazało się, że nie będzie ono zbyt głębokie i długotrwałe, można oczekiwać poprawy sytuacji na giełdach w drugiej połowie 2019 r. Nastroje na rynkach finansowych może jednak psuć obawa o kondycję gospodarki amerykańskiej, która dopiero zacznie spowalniać, a pesymiści przewidują, że w 2020 r. może nawet wejść w fazę recesji. W takiej sytuacji pogłębienie spadkowej tendencji na Wall Street byłoby bardzo prawdopodobne, a to niekorzystnie wpływałoby na pozostałe światowe parkiety.

Jednym z kluczowych czynników, od których zależeć będą tendencje na rynkach finansowych, są działania Fed. Jeśli będzie kontynuował cykl zaostrzania polityki pieniężnej, należy się spodziewać gorszej koniunktury na giełdach, umocnienia dolara oraz wzrostu rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. Mocny dolar to czynnik niekorzystny dla rynków wschodzących i notowań surowców. Ewentualne pogorszenie się koniunktury w Stanach Zjednoczonych powinno jednak powstrzymać rezerwę federalną przed podwyżkami stóp procentowych. Do tej pory Fed zapowiadał trzy podwyżki w 2109 r., jednak ten scenariusz wydaje się coraz mniej prawdopodobny, co sugerował w niedawnych wypowiedziach Jerome Powell, deklarując uzależnienie ścieżki podwyżek stóp od danych makroekonomicznych.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

 

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie mniej niż miesiąc wcześniej. Mocniej niż poprzednio drożała żywność, nadal mocno rosną ceny paliwa.

Wrześniowy wskaźnik inflacji okazał się wyższy niż się spodziewano i wyższy niż wynikało to z wcześniejszego szybkiego szacunku GUS. Powszechnie oczekiwano znacznie łagodniejszego tempa wzrostu cen, co miało wynikać głównie z wysokiej bazy porównawczej z września ubiegłego roku, gdy inflacja sięgała 2,2 proc. Te rachuby pokrzyżowały jednak bardzo wysokie notowana ropy naftowej, które przełożyły się na 12 proc. wzrost cen paliw na stacjach (olej podrożał o 15,6 proc., a benzyna o 10,5 proc.). Niespodziewanie mocniej w górę poszły ceny żywności, zwyżkując o 2,3 proc. (w sierpniu wzrost sięgał 2,1 proc.) To jednak dynamika znacznie mniejsza niż rok wcześniej, gdy sięgała aż 5 proc. Niewielkie to jednak pocieszenie, bo tendencja wzrostowa wciąż trwa, choć eksperci spodziewają się mniejszej presji na wzrost cen pod koniec roku.

Potwierdzają się obawy o wzrost cen pieczywa, choć rzeczywistość nie jest aż tak źle, jak alarmowały media. Pieczywo średnio było we wrześniu droższe o 5,9 proc. niż przed rokiem. Niewiele mniej, bo o 5,4 proc. zdrożało coraz bardziej popularne mięso drobiowe. O 4,9 proc. w górę poszły mleko, sery i jaja (te ostatnie są aż o 21,9 proc. droższe niż rok temu). Nie potwierdzają się z kolei doniesienia o dynamicznym wzroście cen masła. Według GUS we wrześniu było ono droższe o 2,5 proc. w porównaniu do września ubiegłego roku. Najmocniej, bo aż o 10,2 proc. podrożały warzywa. O prawie 6 proc. staniały za to owoce. Najwięcej powodów do zadowolenia mają amatorzy słodyczy, bowiem cukier jest tańszy niż rok temu o prawie 30 proc.

Choć koszty użytkowania mieszkania i nośników energii rosły nieco wolniej niż miesiąc wcześniej, bo o 2,2 proc. (w sierpniu wzrost sięgał 2,4 proc.), to wciąż mocno drożeje opał. We wrześniu jego cena poszła w górę o 5,6 proc. (miesiąc wcześniej o 7,7, proc.). O 1,8 proc. więcej trzeba płacić za gaz. Ceny energii, której nieuchronnym wzrostem straszą nie tylko media, na razie trzymane są w ryzach i nie idą w górę, choć koszty wytwarzania prądu idą w górę bardzo dynamicznie. O 4,2 proc. wyższe niż przed rokiem są koszty usług związanych z prowadzeniem gospodarstwa domowego. Spośród usług szczególnie istotnych warto zwrócić uwagę na 3,5 proc. wzrost cen usług lekarskich oraz 2,6 proc. cen związanych z edukacją i opieką społeczną (wzrost o 3,7 proc.).

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Jak informuje nas Gerda Broker, potwierdziły się wstępne szacunki GUS oraz prognozy analityków, dotyczące majowej inflacji. Wzrost o 1,7 proc. można uznać za umiarkowany. Wolniej zwyżkowały ceny żywności, za to mocno podrożał transport i paliwa.

W porównaniu do wyraźnego skoku inflacji w Niemczech i całej strefie euro oraz jej wysokiego poziomu w krajach naszego regionu, majowy wzrost naszego wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych należy określić jako bardzo umiarkowany. Nie widać wciąż presji inflacyjnej związanej z dynamicznym wzrostem płac, a wskaźnik podbijają bardziej czynniki zewnętrzne. Silny wzrost notowań ropy naftowej w maju oraz osłabienie złotego wobec dolara, przełożyły się na sięgającą 4,8 proc. zwyżkę kosztów związanych z transportem oraz cen paliw. O 3 proc., a więc znacznie mniej niż w poprzednich w górę poszły ceny żywności i napojów. To najsłabszy ich wzrost od kwietnia ubiegłego roku, co można zawdzięczać korzystnym tegorocznym warunkom pogodowym.

Warto zwrócić uwagę na znaczny, sięgający 2,9 proc. wzrost cen w restauracjach i hotelach, związany wyraźnie z poprawą sytuacji materialnej Polaków. Ale jednocześnie bardziej dynamicznie niż w poprzednich miesiącach w górę poszły w maju ceny usług i wyrobów związanych ze zdrowiem (wzrost o 2,4 proc.) oraz z edukacją (wzrost o 2,2 proc.). W tej ostatniej kategorii wysokie tempo wzrostu utrzymuje się od początku roku, a poprzednio tak duże podwyżki miały miejsce w 2013 r., a więc pięć lat temu. Do tradycyjnie zniżkujących cen odzieży i obuwia (spadek o 3,8 proc.), dołączyły w maju koszty związane z łącznością, które poszły w dół o 1,9 proc.

Na razie nic nie wskazuje na możliwość poważniejszego wzrostu wskaźnika cen. Presja ze strony notowań ropy naftowej powinna wkrótce wyraźnie się zmniejszyć, można też liczyć na utrzymanie niższej dynamiki cen żywności. W najbliższych miesiącach na niewielki wzrost inflacji wskazują jedynie efekty statystyczne, czyli niższa baza porównawcza z letnich miesięcy ubiegłego roku.

Źródło: Roman Przasnyski, główny analityk GERDA BROKER

 

Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w grudniu 2017 r. wzrósł o 2,1 proc. w porównaniu do grudnia 2016 r., a więc inflacja okazała się jednak nieco wyższa, niż wcześniej szacowano. Jej wzrost znów zawdzięczamy przede wszystkim mocno drożejącej żywności. W całym 2017 r. inflacja wyniosła 2 proc.

Po raz pierwszy od dłuższego czasu mamy do czynienia z sytuacją, w której GUS koryguje w górę podany przez siebie szacunkowy miesięczny odczyt, według którego inflacja miała w grudniu obniżyć się z 2,5 do 2 proc. Okazała się nieznacznie, ale jednak wyższa, sięgając 2,1 proc. Ceny żywności poszły w górę o 5,8 proc. i choć to znacznie mniej niż zanotowane w listopadzie 6,5 proc., wciąż można mówić o zaskakująco wysokiej dynamice. Wystarczyła ona do podbicia ogólnego wskaźnika inflacji, mimo że paliwa dość nieoczekiwanie staniały o 1,3 proc. W przypadku paliw można mówić o przyjemnej niespodziance, szczególnie jeśli spojrzeć na grudniowe notowania ropy naftowej na giełdach, przekraczające 65 dolarów za baryłkę i sięgające obecnie prawie 70 dolarów. Skutki tej zwyżki złagodził mocny spadek kursu dolara.

Nadal utrzymuje się wysoka, sięgająca 2,6 proc. dynamika cen związanych z użytkowaniem mieszkania, w tym cen nośników energii. Tu wzrost był co prawda nieznacznie niższy niż w listopadzie, gdy sięgał 2,7 proc., ale to tylko efekt statystyczny, wynikający z wyższego punktu odniesienia w listopadzie 2016 r. W podobnie silnym jak miesiąc wcześniej tempie rosły ceny produktów i usług związanych ze zdrowiem (wzrost o 1,8 proc.), rekreacją i kulturą (zwyżka o 1,7 proc.) oraz płacone w hotelach i restauracjach (wzrost o 2,8 proc.). Tradycyjnie już mocno taniały odzież i obuwie, których ceny były niższe w porównaniu do grudnia 2016 r. o 4,8 proc.

Tempo wzrostu cen w całym 2017 r. sięgnęło 2 proc., a więc było wyraźnie wyższe niż się spodziewano. Złożył się na to wynoszący 4,6 proc. wzrost cen żywności oraz sięgająca 3,8 proc. zwyżka cen związanych z transportem (a więc uwzględniająca koszty paliwa). Spośród artykułów żywnościowych największy, wynoszący 31 proc. skok miał miejsce w przypadku cen masła. Jaja podrożały o 12,9 proc., owoce o 8 proc. O 5,5 proc. droższy był cukier, a mięso o 4,8 proc., w tym najbardziej popularne wieprzowe zdrożało o 8,6 proc. Tańsza o 5,9 proc. była odzież, a obuwie o 4,1 proc.

 

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

 

Powrót kursu franka do poziomu sprzed trzech lat, czyli pamiętnego skoku ze stycznia 2015 r., nie tylko cieszy posiadaczy kredytu w tej walucie, ale także skłania do zastanawiania się nad tym, co zrobić z pozostałą do spłaty resztą.

Przewalutowanie po obecnym kursie franka zdjęłoby z zadłużonego ryzyko ponownego jego wzrostu, ale jednocześnie wiązałoby się z wyższymi kosztami odsetek z tytułu kredytu w złotych oraz rosnącym zagrożeniem ich dalszego wzrostu, gdy stopy procentowe w Polsce pójdą w górę. Tak radykalna zmiana nie byłaby więc prawdopodobnie ani zbyt korzystna, ani tym bardziej bezpieczna, z punktu widzenia możliwości spłaty zobowiązania zamienionego na złote. Według różnych szacunków, operacja taka prowadziłaby do natychmiastowego zwiększenia obciążenia posiadacza kredytu o kwotę od stu kilkudziesięciu do kilkuset złotych miesięcznie, w zależności od daty zaciągnięcia kredytu we frankach. Dodatkowo wiązałaby się z ryzykiem wzrostu wysokości raty w perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy, przyjmując za dobrą monetę obecne deklaracje Rady Polityki Pieniężnej, mówiące o tym, że stopy procentowe w Polsce pozostaną na dotychczasowym, rekordowo niskim poziomie prawdopodobnie jeszcze co najmniej do końca 2018 r. W rzeczywistości raty mogą wzrosnąć wcześniej, gdyż stawki WIBOR, od których zależy wysokość odsetek, mogą zacząć iść w górę na długo przed samą decyzją o podwyżce stóp przez RPP, wystarczy że uczestnicy rynku finansowego będą się spodziewać takiego ruchu.

Sytuacja posiadaczy kredytów we franku nie jest jednak zero-jedynkowa i wbrew pozorom, nie znajdują się oni między przysłowiowym młotem (możliwy wzrost kursu franka) a kowadłem (wzrost obciążeń w złotych). Dobrym wyjściem, zmniejszającym ryzyko przy niezbyt wielkim wzroście kosztów, jest nadpłacanie frankowych rat, w momencie gdy szwajcarska waluta tanieje. Dodatkową zaletą takiego rozwiązania jest pozostawienie „otwartej szansy” na scenariusz, w którym frank okaże się jeszcze tańszy, którą stracilibyśmy bezpowrotnie w przypadku całkowitego przewalutowania kredytu. Pomijając skrajną i raczej mało prawdopodobną sytuację, że osoba, której do spłaty zostało na przykład 50 tys. franków, ma jednocześnie 180 tys. zł oszczędności, a więc mogłaby w każdej chwili pozbyć się walutowego kredytu, pozostaje pytanie, jak zdobyć pieniądze na częściową spłatę frankowego zobowiązania i czy taka skala spłaty byłaby opłacalna. To oczywiście zależy od indywidualnej sytuacji każdego zadłużonego. Opłaca się wykorzystanie do tego celu każdej pojawiającej się nadwyżki finansowej w domowym budżecie, a sytuacja na rynku pracy zdecydowanie sprzyja możliwości jej wygospodarowania. Wydaje się, że w większości przypadków mógłby być realny plan minimum w postaci przeznaczania na ten cel około 360 zł miesięcznie, co przekłada się na 100 franków, czyli 1200 franków rocznie. W tym przypadku „kosztem” jest ograniczenie bieżących wydatków lub ich nie zwiększanie w przypadku wzrostu przychodów (podwyżka płacy, premia, zwrot podatku z rocznego rozliczenia PIT, itp.). Porównując kurs franka, wynoszący 4,08 zł w styczniu 2017 r., z obecnym, sięgającym 3,53 zł, oznaczałoby to oszczędność rzędu 55 groszy na każdym franku, czyli ponad 13 proc., nie licząc korzyści wynikających z obniżenia wartości kapitału, będącego podstawą obliczania kolejnych rat.

Spora część zadłużonych prawdopodobnie ma możliwość korzystania z mniejszego lub większego limitu kredytowego w rachunku bieżącym lub mogłaby z takiego rozwiązania skorzystać. Nierzadko jest to kwota rzędu kilku tysięcy złotych, umożliwiająca kupno 1-2 tys. franków jednorazowo, w przypadku takiej „okazji” z jaką mamy obecnie do czynienia na rynku walutowym, czyli spadku kursu franka lub rozłożenia takiej operacji w czasie, licząc na dalszy jego spadek. Podobnych sposobów można by wymienić więcej, w zależności od możliwości i pomysłowości oraz determinacji każdego posiadacza kredytu, a z pewnością każdy z nich warto wykorzystać. Rzecz jasna byłoby idealnie, gdyby zadłużeni we frankach mogli w tego typu inicjatywach liczyć na wsparcie swoich banków. Choć trudno na to liczyć, dopóki nie zostaną one zmuszone do takich działań, przez odpowiednie regulacje, to jednak warto także próbować negocjacji na własną rękę, licząc choćby na zwiększenie wspomnianego limitu w rachunku bieżącym, pod warunkiem przeznaczenia uzyskanych środków na nadpłatę frankowego zobowiązania.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

Środowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej z pewnością nie przyniesie zmiany stóp procentowych, a z dużym prawdopodobieństwem także nowych sygnałów w tej kwestii. Choć nadal obowiązuje deklaracja o utrzymaniu stóp na dotychczasowym poziomie do końca roku, opinie i oczekiwania ekonomistów są dość zróżnicowane.

Z opublikowanej w pierwszych dniach stycznia przez Reuters ankiety wynika, że uczestniczący w niej analitycy spodziewają się wzrostu stóp procentowych do 2 proc. na koniec pierwszego kwartału 2019 r. i oceniają, że do pierwszej podwyżki dojdzie w czwartym kwartale 2018 r. Z kolei eksperci Goldman Sachs, po zaskakującym dla nich grudniowym spadku inflacji do 2 proc., szacują, że RPP zdecyduje się na podwyżkę stóp dopiero w pierwszym kwartale przyszłego roku. Część ekonomistów wskazuje jednak, że do pierwszej podwyżki mogłoby dojść już w trzecim kwartale 2018 r., ale są oni w zdecydowanej mniejszości. Morgan Stanley przewiduje, że na koniec 2018 r. stopa referencyjna NBP będzie wynosiła 2 proc., a na koniec 2019 r. wzrośnie do 2,5 proc. Najbardziej radykalne stanowisko, zakładające rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp już na początku 2018 r, zaprezentowali ekonomiści OECD, podwyższając pod koniec listopada ubiegłego roku prognozy dla polskiej gospodarki.

Szczególnie interesujące, ze względu na wpływ na zachowania inwestorów, mogą być opinie agencji ratingowych. W komunikacie po grudniowej aktualizacji ratingu Fitch ujawniła, że spodziewa się rozpoczęcia cyklu podwyżek stóp procentowych w 2018 r., w wyniku czego stopa referencyjna dojdzie w 2019 r. do poziomu 3 proc. Oznaczałoby to sześć podwyżek po 0,25 punktu w ciągu dwóch lat. Biorąc pod uwagę prognozowane spowolnienie dynamiki PKB do 3,6 proc. w 2018 r. i 3,2 proc. w 2019 r., podwyżki stóp powinny rozpocząć się stosunkowo szybko i koncentrować się w 2018 r., osiągając poziom 2,5 proc., co wyraźnie kontrastuje z deklaracjami RPP. Analitycy Standard & Poor’s w trakcie grudniowej prezentacji ocenili, że polska gospodarka weszła w fazę przegrzewania się, a mocny wzrost oparty jest głównie na konsumpcji. Choć nie pojawiły się prognozy dotyczące stóp procentowych, konstatacja mówiąca o przegrzaniu sugeruje możliwość ich podniesienia. Już w październiku 2017 r., przy okazji przeglądu ratingu, agencja zwracała uwagę na ryzyko nadmiernego stymulowania polskiej gospodarki w wyniku utrzymywania realnie ujemnych stóp procentowych, szczególnie w kontekście szybkiego wzrostu płac.

Rada Polityki Pieniężnej nie kwapi się do podwyższania stóp. Jej przewodniczący, prezes NBP Adam Glapiński od dłuższego czasu deklaruje, że nie widzi potrzeby, by podejmować taką decyzję w 2018 r. Pogląd ten podziela większość przedstawicieli Rady, a niektórzy idą nawet dalej, sugerując że byliby skłonni poczekać nawet do połowy 2019 r., ale stanowisko części z nich ulega zmianom, pod wpływem danych makroekonomicznych. Łatwiej określić warunki, których wystąpienie mogłoby doprowadzić do sytuacji, że wniosek o podwyżkę stóp poparłaby wymagana większość. Przede wszystkim, inflacja musiałaby w sposób trwały zbliżyć się do celu, przyjętego przez NBP na poziomie 2,5 proc., z możliwością odchylenia o 1 punkt procentowy w górę lub w dół. W praktyce, musiałaby ona zbliżyć się do górnej granicy tego celu, czyli 3,5 proc. Zazwyczaj władze monetarne decydują się na podwyżkę wcześniej, starając się nie dopuścić by inflacja przekroczyła wspomniany cel. Jednak jak wynika z licznych wypowiedzi, przedstawiciele RPP nie widzą zagrożenia inflacją, a zdaniem Kamila Zubelewicza, w Radzie panuje „duża tolerancja” wobec inflacji, co sugeruje, że stopy mogą pozostać na niezmienionym poziomie nawet do końca 2019 r. Na razie nic nie wskazuje bowiem na to, by inflacja podskoczyła do 3,5 proc. w dającej się przewidzieć przyszłości. Drugim warunkiem jest utrzymanie się wysokiego tempa wzrostu gospodarczego, przez co należy rozumieć dynamikę PKB powyżej 3,5 proc. Biorąc pod uwagę nastawienie większości członków RPP, mało prawdopodobna wydaje się podwyżka stóp w warunkach wzrostu inflacji i jednoczesnego słabnięcia dynamiki PKB, a więc uwzględniając prognozy wzrostu gospodarczego, trudno się spodziewać podwyżki stóp nawet w 2019 r., chyba że inflacja wyraźnie przekroczyłaby górne ograniczenie celu lub takie zagrożenie byłoby realne. Czynnikami dodatkowymi, mogącymi skłonić RPP do podwyżki stóp, mogą być wyraźne osłabienie złotego, na co się na razie nie zanosi oraz postępujące zaostrzanie polityki pieniężnej przez główne banki centralne świata, a w szczególności przez Europejski Bank Centralny. Według obecnych szacunków, EBC gotów byłby podnieść stopy procentowe prawdopodobnie około połowy 2019 r.

Perspektywa kolejnych kilkunastu miesięcy rekordowo niskich stóp procentowych cieszyłaby posiadaczy kredytów i skłaniałaby do ich zaciągania, podtrzymując jednocześnie boom na rynku mieszkaniowym. Z punktu widzenia posiadaczy oszczędności oznaczałaby kontynuację „ciężkich czasów”, charakteryzujących się niskimi odsetkami i inflacyjną erozją realnej wartości kapitału oraz konieczność poszukiwania bardziej atrakcyjnych sposobów jego inwestowania.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Najnowsze dane GUS dotyczące nakładów i wyników przemysłu po trzech kwartałach 2017 r. dają mocno zróżnicowany obraz inwestycyjnego ożywienia. Biorąc pod uwagę przemysł ogółem, nakłady były niższe niż po trzech kwartałach ubiegłego roku o 4,6 proc.

Na ten słaby wynik istotny wpływ miał jednak sięgający aż 19,6 proc. spadek inwestycji w górnictwie oraz 18,1 proc. w energetyce. W przetwórstwie przemysłowym, gdzie koncentruje się dwie trzecie inwestycji przemysłu, nakłady zwiększyły się o 3,3 proc. Nie jest to dynamika imponująca, ale stanowi wyraźną oznakę poprawy sytuacji.

Najmocniej, bo o 26,5 proc. zwiększyły się inwestycje w sektorze produkcji komputerów i wyrobów elektronicznych oraz optycznych, o 22,3 proc. wzrosły nakłady firm produkujących sprzęt transportowy, o 17,4 proc. w górę poszły inwestycje podmiotów zajmujących się naprawą, konserwacją i instalowaniem maszyn i urządzeń, a o 11,2 proc. więcej niż przed rokiem na inwestycje wydały firmy produkujące urządzenia elektryczne.

Trzeba jednak pamiętać, że prezentowane dane dotyczą jedynie firm przemysłowych zatrudniających powyżej 49 pracowników, a więc nie dają pełnego obrazu inwestycji w tym segmencie, a w szczególności mniejszych podmiotów, których aktywność także ma spore znaczenie dla gospodarki.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Mimo niespodziewanie wysokiej dynamiki gospodarki oraz równie nieoczekiwanie silnego wzrostu inflacji, Rada Polityki Pieniężnej na grudniowym posiedzeniu nie zmieni dotychczasowej retoryki. Co najwyżej lekko zmodyfikuje komunikat, sygnalizując możliwość bardziej elastycznego reagowania, gdyby wspomniane zjawiska nadal się utrzymywały.

Najnowsze dane dotyczące polskiej gospodarki, z pewnością staną się impulsem ożywiającym dyskusję w trakcie grudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Sięgająca 4,9 proc, a więc najwyższa od końca 2011 r. dynamika wzrostu PKB w trzecim kwartale, zdecydowanie w górę przesuwa oczekiwany wynik całego mijającego roku i stanowi pozytywną niespodziankę. Nie będzie jednak wystarczającym argumentem do przybliżenia perspektywy podwyżki stóp procentowych z trzech powodów. Po pierwsze, jest bardzo prawdopodobne, że był to najlepszy wynik w obecnym cyklu koniunktury i jego powtórzenie będzie bardzo trudne. Po drugie, istnieje duże ryzyko, że tempo wzrostu w całym przyszłym roku będzie niższe niż w 2017 r. Trudno więc będzie znaleźć przekonujące argumenty za podwyżką stóp procentowych w warunkach słabnącej dynamiki PKB. Po trzecie, choć dynamika wzrostu była w trzecim kwartale imponująca, to jego struktura pozostawia wiele do życzenia, przede wszystkim ze względu na rozczarowujące tempo inwestycji. To właśnie słabość inwestycji będzie jedną z kluczowych przesłanek za pozostawieniem stóp procentowych na obecnym, rekordowo niskim poziomie jak długo się da.

Drugą będzie kształtowanie się procesów inflacyjnych. Listopadowy skok inflacji do 2,5 proc., czyli poziomu najwyższego od pięciu lat i jednocześnie stanowiącego środek celu inflacyjnego NBP, niewątpliwie można traktować jako sygnał ostrzegawczy, przemawiający za wzmożoną czujnością za strony RPP. Jego znaczenia nie można jednak przeceniać. Po pierwsze, wynikał on prawdopodobnie z utrzymania się wysokiego tempa wzrostu cen żywności oraz paliwa, a więc czynników, które pozostają poza wpływem narzędzi polityki pieniężnej. Po drugie, biorąc pod uwagę punkt odniesienia zarówno w przypadku żywności (w grudniu 2016 r. podrożała o 2,5 proc., a w następnych miesiącach jej ceny rosły o 3,1-3,9 proc. więc osiągnięcie wysokiej dynamiki będzie w najbliższym czasie mało prawdopodobne), jak i notowań ropy naftowej, od grudnia obecnego roku do marca 2018 r. można spodziewać się znacznie niższego tempa inflacji, zbliżonego prawdopodobnie do 2 proc., czyli poniżej celu inflacyjnego. Kluczową przesłanką w ocenie zjawisk inflacyjnych dla RPP będzie więc dopiero marcowa projekcja inflacyjna. Jeśli po raz kolejny z analiz ekonomistów banku centralnego wynikać będzie przyspieszenie ścieżki inflacji w dłuższym terminie, będzie mogła pojawić się „poważna” dyskusja dotycząca podwyżki stóp procentowych, mogąca zakończyć się skutecznym przegłosowaniem takiej decyzji. W marcu będzie też można znacznie więcej powiedzieć w kwestii inwestycji oraz perspektyw koniunktury gospodarczej w 2018 r. Wszystko więc wskazuje na to, że do marca sprawa podwyżki stóp procentowych pozostanie jedynie w sferze domysłów, zmieniających się w rytm napływających danych.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

W listopadzie wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wzrósł z 53,4 do 54,2 punktu, osiągając wartość najwyższą od stycznia i wyrównując wynik z lutego. Trudno wciąż mówić o euforycznych nastrojach przedsiębiorców, szczególnie w porównaniu do bardzo dobrych danych płynących z realnej gospodarki, ale poprawa jest wyraźnie widoczna. Przedstawiciele ankietowanych firm sygnalizują znaczący wzrost produkcji, zamówień i kosztów. Jednocześnie zwraca uwagę nasilające się zjawisko opóźnień w realizacji dostaw, co świadczy o rosnącym niedostosowaniu możliwości podaży do potrzeb po stronie popytu. Z jednej strony ten czynnik może zwiastować narastające kłopoty i napięcia, z drugiej zaś sygnalizuje potrzebę zwiększenia inwestycji, którego wszyscy usilnie od dłuższego czasu wypatrują. Problem w tym, że na efekty trzeba będzie trochę poczekać. Tymczasem rosnące koszty produkcji, w tym surowców i pracy, przekładają się, choć w mniejszym stopniu na wzrost cen. Widoczna już spora presja inflacyjna może więc jeszcze bardziej się zwiększyć.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Dynamika PKB w trzecim kwartale wyniosła 4,9 proc. i okazała się wyższa niż oczekiwane przez ekonomistów 4,7 proc. Był to jednocześnie wynik najlepszy od czwartego kwartału 2011 r., czyli od sześciu lat, gdy sięgnął 5,3 proc. Wzrost utrzymuje się nadal głównie dzięki konsumpcji gospodarstw domowych, której wzrost co prawda obniżył się z 4,9 do 4,8 proc. ale wciąż pozostaje na bardzo wysokim poziomie. Wzrost nakładów brutto na środki trwałe, mimo przyspieszenia z 0,8 proc. w drugim kwartale do 3,3 proc., można wciąż uznać za niezbyt zadowalający. Ekonomiści liczyli w tym przypadku na wzrost przekraczający 5 proc. Pocieszające jest jednak to, że postęp jest jednak wyraźnie widoczny. Inwestycje powinny mocniej przyspieszyć w ostatnich trzech miesiącach roku, a jednocześnie wciąż będzie można liczyć na utrzymanie się wysokiej dynamiki konsumpcji. Wbrew wcześniejszym obawom, do wzrostu gospodarczego wciąż przyczynia się dodatnie saldo handlu zagranicznego. Mimo korzystnych tendencji, utrzymanie tak wysokiej dynamiki wzrostu gospodarczego w czwartym kwartale może być trudne, ale już widać, że wynik całego roku będzie znacznie lepszy niż spodziewali się najwięksi optymiści i może sięgnąć 4,5 proc. Po trzech kwartałach wynosi już 4,4 proc.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyśle i budownictwie. Wciąż utrzymuje się bardzo wysoka dynamika sprzedaży detalicznej, potwierdzająca siłę konsumpcji, prawdopodobnie daleką jeszcze od wyczerpania potencjału.

Sięgający 12,3 proc. wzrost produkcji przemysłowej okazał się silniejszy niż się spodziewano i był najwyższy od lipca 2010 r. Nieco niższą od oczekiwanej dynamikę zanotowano w przypadku produkcji budowlano-montażowej, która poszła w górę o 20,3 proc., potwierdzając jednak tezę o przyspieszeniu w inwestycjach.

Wzrost produkcji przemysłowej wpisuje się w trwającą od ponad roku tendencję wyraźnej poprawy kondycji polskiego przemysłu i pozwala oczekiwać jej kontynuacji oraz dalszego niewielkiego wzrostu dynamiki. Trzeba jednak zauważyć, że październikowy skok to w dużej mierze efekt niskiej bazy porównawczej z ubiegłego roku, gdy w październiku produkcja spadła o 1,3 proc. oraz większej liczby dni roboczych. Do optymizmu skłania wysoki popyt na wyroby przemysłowe zarówno w kraju, jak i za granicą, co sygnalizują zgodnie wskazania PMI oraz utrzymujące się od prawie dwóch lat na wysokim poziomie zamówienia. W poprzednich okresach boomu gospodarczego z lat 2006-2008 i 2010-2011 dynamika wzrostu produkcji przemysłowej przez wiele miesięcy przekraczała 10 proc. W obecnym cyklu z taką sytuacją mieliśmy do czynienia jedynie w marcu. Warto jednak pamiętać, że hamująco na tę tendencję mogą zacząć wpływać sygnalizowane już od dłuższego czasu ograniczenia związane z sytuacją na rynku pracy oraz wysoki stopień wykorzystania mocy produkcyjnych, powodujące już teraz wzrost zaległości w realizacji zamówień, spadek poziomu zapasów oraz wydłużanie się czasu dostaw. Podobnie jest w budownictwie, gdzie dynamika produkcji zbliżyła się już do poziomów z poprzednich okresów szczytu koniunktury, a problemy z brakiem pracowników i zdolności produkcyjnych oraz rosnącymi cenami materiałów są coraz mocniej odczuwalne. To może prowadzić do spadku rentowności firm oraz opóźnień realizacji projektów.

Utrzymujący się od prawie pięciu lat wzrost konsumpcji, jedna z najbardziej trwałych tendencji w naszej gospodarce, nie zawiódł także w październiku. Sięgający 8 proc. wzrost sprzedaży detalicznej okazał się minimalnie niższy niż się spodziewano i słabszy niż miesiąc wcześniej, ale nadal wpisuje się w pozytywną tendencję, panującą już od dłuższego czasu. Konsumpcji sprzyja sytuacja na rynku pracy, a w szczególności wysoka dynamika wzrostu wynagrodzeń, która w październiku sięgnęła 7,4 proc., a więc poziomu najwyższego od prawie sześciu lat. Nic nie wskazuje na to, by ta tendencja miała się w przyszłości w odczuwalny sposób zmienić, jednak czynnikiem mogącym wpłynąć nieco hamująco na konsumpcję jest narastająca presja inflacyjna, która powoduje, że realne płace nie rosną w tak szybkim tempie, jak nominalne. Pod tym względem lepsze z punktu widzenia konsumentów były lata 2014-2016, gdy mieliśmy do czynienia z deflacją, która rekompensowała niezbyt wielką dynamikę wynagrodzeń nominalnych.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk  GERDA BROKER

 

Październik był pierwszym miesiącem sprzedaży przez Ministerstwo Finansów nowych obligacji o zaledwie trzymiesięcznym terminie wykupu. Mimo skromnego, wynoszącego 1,5 proc. oprocentowania, posiadacze oszczędności wydali na zakup tych papierów aż 313,5 mln zł.

Bardzo udany debiut nowych, nietypowych ze względu na krótki termin wykupu obligacji skarbowych, pokazuje jak bardzo posiadacze oszczędności nie lubią zamrażać pieniędzy na dłużej, godząc się nawet na niezbyt atrakcyjne oprocentowanie w przypadku krótkoterminowych okazji. Tak jest w przypadku lokat bankowych i te preferencje potwierdziły się w przypadku obligacji. Oprocentowanie obligacji trzymiesięcznych wynosi 1,5 proc. w skali rocznej, co przy inflacji przekraczającej 2 proc. powoduje, że odsetki nie kompensują utraty realnej wartości oszczędności, tym bardziej jeśli uwzględnić podatek od dochodów kapitałowych. Okazuje się jednak, że nie zraziło to aż tak bardzo klientów, którzy doszli do wniosku, że dobre i to. Spora część oferty banków nie oferuje nawet tyle, a wielu posiadaczy wolnych środków nie decyduje się na „polowanie” na promocje lub wyszukiwanie bardziej atrakcyjnego oprocentowania, proponowanego przez nieliczne instytucje finansowe, najczęściej te mniejsze i mniej znane.

W efekcie w październiku Ministerstwo Finansów sprzedało obligacje o wartości 902,4 mln zł, co jest jednym z najlepszych miesięcznych wyników w historii (poprzednio więcej papierów sprzedano w listopadzie 2015 r., także wówczas zaoferowano jednorazowo dodatkową pulę obligacji o krótszym, jedenastomiesięcznym terminie wykupu). Aż 34,7 proc. z tej kwoty przypadło na obligacje trzymiesięczne, co dało im niekwestionowane pierwsze miejsce na podium. Udział najbardziej dotąd popularnych papierów dwuletnich wyniósł 29,1 proc.

Od początku roku oszczędzający kupili obligacje skarbowe o wartości ponad 5,4 mld zł i jeśli zainteresowanie papierami trzymiesięcznymi utrzyma się w kolejnych miesiącach, niemal na pewno zostanie pobity dotychczasowy rekord z 2009 r., gdy Polacy na obligacje skarbowe wydali prawie 6,2 mld zł.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

GUS potwierdził swój wstępny szacunek, według którego inflacja w październiku wyniosła 2,1 proc. Lekki spadek wskaźnika po osiągnięciu we wrześniu poziomu 2,2 proc. zawdzięczamy głównie mniejszej niż poprzednio zwyżce cen paliwa. Wciąż jednak mocno drożeje żywność, której ceny poszły w górę aż o 5,8 proc., a w kategorii żywność i napoje bezalkoholowe o 5,4 proc. (we wrześniu wzrost wyniósł odpowiednio 5,3 i 5 proc.). Mocniej niż we wrześniu wzrosły koszty związane z mieszkaniem, bo aż o 2 proc., wobec 1,8 miesiąc wcześniej, z 2,3 do 2,6 proc. zwiększyły się koszty utrzymania mieszkania i nośników energii.

W najbliższych miesiącach można się spodziewać dalszego niewielkiego obniżenia się wskaźnika inflacji, jednak będzie to głównie efekt statystyczny, wynikający z wyższej bazy odniesienia. W listopadzie ubiegłego roku pożegnaliśmy się z deflacją i ceny przestały spadać. W grudniu wzrosły już o 0,8 proc., a pierwsze miesiące obecnego roku przyniosły jej skok od 1,7 w styczniu do 2,2 proc. w marcu. Presja inflacyjna będzie jednak nadal odczuwalna, między innymi w związku z sytuacją na rynku pracy, napędzającą i tak już silny popyt konsumpcyjny, ale także rosnącymi cenami surowców, w tym energetycznych oraz wyższymi kosztami produkcji, zarówno w rolnictwie, jak i w przemyśle.

Do rosnącej inflacji musimy się przyzwyczaić, dostosowując do niej swoje nawyki konsumpcyjne oraz preferencje w inwestowaniu i lokowaniu oszczędności. Według najnowszej prognozy NBP, w przyszłym roku inflacja wyniesie średnio 2,3 proc., a w 2019 r. może podskoczyć do 2,7 proc. Te przewidywania należy wziąć pod uwagę w swoich kalkulacjach. Dla konsumentów dobrą wiadomością jest to, że zmniejszyć się ma w kolejnych latach dynamika cen żywności. O ile w tym roku sięgnie ona 4 proc. to w przyszłym wyniesie już tylko 2,8 proc., a w 2019 r. o 2,9 proc. Taniej więc nie będzie, ale przynajmniej ceny nie będą rosły tak mocno jak w tym roku, choć wiele będzie zależeć także od warunków pogodowych. Eksperci banku centralnego przewidują też nieco wolniejszy wzrost cen energii, których dynamika ma obniżyć się z tegorocznych 3 proc. do 2,7 proc. w przyszłym roku i 2,1 proc. w 2019 r.

 

 

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Mimo bardzo dobrej sytuacji w gospodarce i na rynku pracy oraz deklaracji RPP utrzymania stóp procentowych na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie, banki zapowiadają zaostrzenie swej polityki kredytowej. Ta ostrożność wskazuje na lekki wzrost obaw bankowców dotyczących rozwoju sytuacji.

Z okresowego badania sytuacji na rynku kredytowym przeprowadzanego przez NBP wynika, że doskonała koniunktura gospodarcza, wzrost dochodów gospodarstw domowych oraz rekordowo niskie stopy procentowe nie usypiają czujności bankowców w kwestii kryteriów i warunków udzielania kredytów. Dotyczy to zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów. Ostrożna postawa wynika częściowo z obaw związanych z rozwojem sytuacji w gospodarce, a przynajmniej w niektórych jej sektorach, po części zaś z chęci ustrzeżenia się przed konsekwencjami nadmiernego optymizmu kredytobiorców, choć jednocześnie ankietowani bankowcy nie dostrzegają niebezpiecznego wzrostu popytu na kredyty.

Banki po raz pierwszy od ponad półtora roku dostrzegły poprawę koniunktury w gospodarce jako bodziec do nieznacznego złagodzenia kryteriów udzielania kredytów firmom, ale jednocześnie znalazły powody, by nadmiernie nie zachęcać przedsiębiorców do zadłużania się. O ile deklarowane przez część banków zwiększanie wysokości marży można uznać za działanie podyktowane chęcią zwiększenia swoich zysków, o tyle podwyższone wymogi dotyczące wkładu własnego, czy skracanie okresu kredytowania, to wyraźne przejawy ostrożności w finansowaniu. Można przypuszczać, że podyktowana jest ona niepewnością w kwestii utrzymania się dobrej koniunktury i możliwości pojawienia się kłopotów, szczególnie w niektórych branżach. Dość wspomnieć o widocznych już wzroście kosztów, czy trudnościach w pozyskiwaniu przez firmy pracowników, a więc i ograniczonych możliwościach wzrostu produkcji, a nawet realizacji bieżących zamówień. Pod tym względem szczególne obawy bankowców dotyczą przedsiębiorstw budowlanych, najbardziej wrażliwych na tego typu zjawiska. Co więcej, przewidują oni dalsze zaostrzenie polityki kredytowej w kolejnych miesiącach, głównie wobec małych i średnich przedsiębiorstw. Może to mieć również związek z oczekiwaniem wcześniejszego niż dotąd zapowiadanego podwyższenia stóp przez Radę Polityki Pieniężnej, co spowodowałoby zwiększenie kosztów finansowania i mogłoby niekorzystnie odbić się na zdolności części firm do jego spłaty.

Już w trzecim kwartale część banków zaostrzyła kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych, ale jednocześnie złagodziła niektóre warunki klientom, spełniającym stawiane wymagania, między innymi obniżając poza odsetkowe koszty finansowania. Bardzo podobnie postępowały wobec najbardziej wiarygodnych klientów ubiegających się o kredyt konsumpcyjny, obniżając także marże, godząc się na dłuższy okres kredytowania i wyższe kwoty zobowiązań. O ile bankowcy nie zamierzają w najbliższej przyszłości podwyższać wymagań dla kredytów hipotecznych, to planują zaostrzenie polityki w przypadku finansowania potrzeb konsumpcyjnych, najwyraźniej dostrzegając w tej kwestii pewne ryzyko, związane z rosnącym prawdopodobieństwem wcześniejszej podwyżki stóp procentowych.

 

 

Komentarz: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Choć od dłuższego czasu dość powszechne są oczekiwania na kolejną obniżkę stóp procentowych, w styczniu Rada Polityki Pieniężnej na taki ruch się nie zdecydowała.  Do niedawna marcowe posiedzenie uznawano za termin najbardziej prawdopodobny. Niedawna decyzja szwajcarskiego banku centralnego sytuację bardzo jednak skomplikowała.

Rada Polityki Pieniężnej znalazła się w niemałym kłopocie. Z jednej strony mamy bowiem całkiem nieźle radzącą sobie gospodarkę, z drugiej zaś niespotykany wcześniej w naszej historii okres spadku cen, czyli deflacji. Biorąc pod uwagę główny cel Narodowego Banku Polskiego, zakładający utrzymanie inflacji w okolicach 2,5 proc., Rada nie powinna wahać się ani chwili i stopy obniżyć. Problem w tym, czy takie posunięcie byłoby skuteczne.

W normalnych warunkach obniżenie kosztu pieniądza wpływa pobudzająco zarówno na gospodarkę, jak i na wzrost cen. Obecnie jednak mamy do czynienia z sytuacją, gdy deflacja, czyli spadek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych, spowodowany jest czynnikami zewnętrznymi, których przyczyny leżą poza naszym krajem, a więc na które nasza polityka pieniężna nie ma wpływu, lub jest on bardzo mocno ograniczony.

W szczególności dotyczy to cen żywności, które poszły w dół w wyniku nadwyżki podaży, spowodowanej rosyjskim embargiem oraz paliw, wywołanej przeceną ropy naftowej. Sam spadek cen jest czynnikiem skłaniających konsumentów do większych zakupów, nie ma więc sensu zachęcać ich do tego jeszcze bardziej obniżając stopy procentowe. Poza tym Rada Polityki Pieniężnej musi patrzeć nie tylko na sytuację bieżącą, ale przede wszystkim brać pod uwagę możliwy rozwój przyszłych wydarzeń. Tym bardziej, że efekty decyzji w sprawie stóp procentowych nie następują natychmiast, lecz z dość dużym opóźnieniem. Co prawda koszt kredytu zmienia się niemal od razu, ale konsekwencje tych zmian są rozłożone w czasie. Mogą się więc ujawnić w pełni, gdy warunki będą już zupełnie inne.

Niedawno prezes NBP wyraźnie zadeklarował uzależnienie decyzji w sprawie stóp procentowych od kondycji i perspektyw gospodarki. Warto zauważyć, że wcześniej przez wiele lat Rada Polityki Pieniężnej raczej dystansowała się od tak bezpośrednich deklaracji, koncentrując się przede wszystkim na celu inflacyjnym, stabilności wartości pieniądza, biorąc pod uwagę ewentualnie sytuację na rynku pracy. Obecnie gospodarka ma się całkiem nieźle, a w każdym razie nie wymaga wspomagania ze strony polityki pieniężnej. RPP może wręcz mieć pewne obawy, że nadmierne obniżenie stóp procentowych w przyszłości mogłoby stwarzać pewne problemy. Mogłyby one pojawić się, gdyby tempo wzrostu gospodarczego nadal się zwiększało, a jednocześnie nastąpiłby powrót inflacji. Wówczas konieczne stałoby się podniesienie stóp procentowych, co postawiłoby w trudnej sytuacji firmy i gospodarstwa domowe, posiadające zadłużenie. Polityka pieniężna musi więc być prowadzona rozważnie, by nie doprowadzić do perturbacji. Trudno się więc dziwić, że Rada Polityki Pieniężnej postanowiła wstrzymać się z decyzjami, do czasu wyklarowania sytuacji. W marcu dysponować będzie ona zarówno wiedzą na temat gospodarki i tendencji na rynkach surowcowych, jak i otrzyma najnowsze prognozy dotyczące inflacji oraz wzrostu PKB. Na tej podstawie będzie mogła podejmować racjonalne decyzje.

Sytuację jednak nieoczekiwanie skomplikowała niedawna decyzja szwajcarskiego banku centralnego. Rezygnacja z utrzymywania kursu franka na niskim poziomie wobec euro, spowodowała poważne perturbacje na rynku walutowym. W szczególności doszło do skokowego na rzadko spotykaną skalę wzrostu kursu szwajcarskiej waluty wobec złotego, stawiając w niełatwej sytuacji zarówno posiadaczy kredytów we frankach, jak i banki, które tych kredytów udzielały. Obecnie trudno oszacować konsekwencje tego stanu rzeczy. Wiele zależeć będzie od tego, co będzie się działo na światowym rynku walutowym, czyli jak się będzie zachowywał kurs franka do euro i dolara.

Obniżka stóp procentowych mogłaby wpłynąć na osłabienie się złotego, co w obecnej sytuacji byłoby ryzykowne, a w przypadku franka, wręcz niewskazane. Z kolei podwyższenie stóp procentowych wzmocniłoby z pewnością złotego, ale wiązałoby się z ryzykiem niekorzystnego wpływu na gospodarkę. Przed Radą staje więc niełatwe zadanie zbilansowania korzyści i zagrożeń, związanych z poziomem stóp procentowych i ich ewentualnymi zmianami.

Z tego punktu widzenia szczególne znaczenie będą miały decyzje Europejskiego Banku Centralnego w sprawie skupu obligacji państw strefy euro oraz konsekwencje tego posunięcia na rynkach długu i walutowym. Z pewnością przed marcowym posiedzeniem Rada będzie mogła je ocenić. O wiele większa będzie też jasność co do posunięć amerykańskiej rezerwy federalnej w kwestii terminu rozpoczęcia podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Globalizacja rynków finansowych powoduje, że bardzo często decyzje głównych banków centralnych świata oddziałują na sytuację w poszczególnych krajach znacznie silniej, niż decyzje lokalnych władz monetarnych. Takie zjawiska obserwowaliśmy już wielokrotnie w przeszłości i tak może być i tym razem.

Łukasz Lefanowicz, Prezes GERDA BROKER

Eksperci

Cyberatak na niemieckich polityków: profesjonalni przestępcy czy obce służby?

Na podstawie informacji dostępnych w Internecie można stwierdzić, że przynajmniej od 5 grudnia były ...

Gołębia podwyżka: tak, jak chcieliśmy, choć może jednak nie

Za nami kolejne posiedzenie FOMC, z którego każdy wyciąga takie wnioski, jakie mu bardziej pasują. G...

Idą smutne święta… dla inwestorów

Jak na razie nie zanosi się, aby w te święta na inwestorów czekały prezenty. Globalna karuzela rozte...

Prognozy na 2019 rok – w gospodarce osłabienie, nerwowo na rynkach

Rok 2019 bez wątpienia będzie okresem globalnego spowolnienia wzrostu gospodarczego. Nie powinno ono...

Inwestorzy widzą tylko to, co chcą zobaczyć

Wygląda na to, że przed obawami o globalne spowolnienie rynki finansowe mogą uratować... skutki obaw...

AKTUALNOŚCI

Dodatkowy miliard w ZUS tylko ze składki zdrowotnej

Przelewy przedsiębiorców do ZUS w 2019 będę wyższe niż te zeszłoroczne. Ten standardowy wyniesie 131...

Rekordowa sprzedaż obligacji skarbowych

12,7 mld złotych – za taką kwotę Polacy kupili w 2018 roku detaliczne obligacje skarbowe. To rekord....

Złe wieści, to dobre wieści – edycje chińska i brytyjska

We wtorek handel w Azji dla odmiany przynosi falę pozytywnego nastawienia, gdyż władze Chin wiedzą, ...

Inflacja hamuje zgodnie z planem

W grudniu inflacja wyniosła 1,1 proc., to wynik zgodny z oczekiwaniami ekonomistów i jednocześnie na...

Jak polscy przedsiębiorcy mogą złagodzić skutki otwierania się niemieckiego rynku pracy?

Exodusu nie będzie, ale Polska stanie się dla Ukraińców krajem tranzytowym do Niemiec. Wielu przedsi...