wtorek, Sierpień 21, 2018
Facebook
Home Archiwa 2018 Luty 2

Dzienne archiwaLut 2, 2018

Prezentowany na stronie internetowej oraz za pomocą aplikacji mobilnej Warszawski Indeks Powietrza obrazuje stężenie pyłu zawieszonego oraz dwutlenku azotu w atmosferze.

Jest to możliwe po wejściu na stronę internetową wip.um.warszawa.pl lub za pomocą aplikacji mobilnej Warszawa 19115 można sprawdzić wartość indeksu dla jednej z czterech lokalizacji na terenie Warszawy. W tym celu należy wybrać jeden z dwóch indeksów – Warszawski Ogólny Indeks (WIPo) lub Warszawski Zdrowotny Indeks Powietrza (WIPz). Po wyborze indeksu, konkretnego punktu pomiarowego oraz odpowiedniej grupy ryzyka – w przypadku korzystania z indeksu zdrowotnego – wynik pomiaru zanieczyszczenia powietrza przedstawiany jest w czterostopniowej skali.

 

Wsparcie w ramach konkursu, który rozpoczął się 31 stycznia 2018 r., pochodzi z funduszy UE i skierowane jest do dużych przedsiębiorstw.  Wsparcie może sięgać wysokości nawet 75% kosztów kwalifikowalnych inwestycji.

O pomoc mogą ubiegać się firmy realizujące inwestycje, takie jak:

  • Przebudowa linii produkcyjnych na bardziej efektywne energetycznie.
  • Głęboka, kompleksowa modernizacja energetycznej budynków.
  • Budowa lub przebudowa lokalnych źródeł ciepła (w tym wymiany źródła na instalację OZE).
  • Zastosowanie technologii odzysku energii.

Przedsiębiorstwa mogą uzyskać pożyczkę do 75% kosztów kwalifikowalnych inwestycji. Oprocentowanie pożyczki oferowanej w ramach konkursu wynosi 0,00%, co może być niezwykle korzystnym dla wnioskodawców elementem finansowania inwestycji. Ponadto, założono 12 miesięczną karencję w spłacie pożyczki, od dnia zakończenia projektu oraz 15 letni okres jej spłaty. Istnieje także możliwość umorzenia pożyczki do 15% w zależności od poziomu oszczędności energii finalnej w wyniku zrealizowanej inwestycji.

Pieniądze są dostępne w ramach działania 1.2 Promowanie efektywności energetycznej i korzystania z odnawialnych źródeł energii w przedsiębiorstwach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020 dla którego Ministerstwo Energii stanowi instytucję pośredniczącą

Parlament Europejski będzie w przyszłym tygodniu głosował nad rezolucją wzywającą Komisję Europejską do nowelizacji dyrektywy w sprawie czasu letniego. Część europosłów chciałaby zrezygnowania ze zmiany czasu w całej Wspólnocie. Wynik głosowania nie jest jednak przesądzony, bo eurodeputowani są podzieleni.

O czasie letnim mówi unijna dyrektywa z 2001 roku, która harmonizuje datę i czas jego wprowadzenia we wszystkich państwach członkowskich. Uzasadnieniem jest sprawne funkcjonowanie nie tylko transportu i komunikacji, ale również innych sektorów przemysłu, które wymagają stałego, długookresowego planowania.

Rozróżnienie na czas zimowy i letni stosuje się w blisko 70 krajach na świecie. Obowiązuje we wszystkich krajach europejskich, z wyjątkiem Islandii i Białorusi. W 2014 roku na stałe na czas zimowy przeszła Rosja.

W Polsce zmiana czasu została wprowadzona w okresie międzywojennym, następnie w latach 1946-49 i 1957-64; obecnie obowiązuje nieprzerwanie od 1977 roku.

 

Rynek kryptowalut w dalszym ciągu krwawi. W dwa dni cena bitcoina spadła ok 20 proc., a przez nieco ponad miesiąc o więcej niż połowę ! Coraz częściej pojawiają się pytania, gdzie ten spadek się zatrzyma i ile tak naprawdę jest wart bitcoin.

Najpopularniejsza z kryptowalut kosztowała w piątek ok. 8 tys dolarów, co zgodnie ze skonsolidowanymi notowania Bloomberga, było najniższą ceną od 24 listopada. Przypomnijmy – w połowie grudnia BTC kosztował ponad 20 tys. dol. Tymczasem obecnie tylko w ostatni tydzień z rynku wyparowało 50 mld dol. wartości bitcoina. Przecena dotknęła zresztą także inne popularne kryptowaluty. Przed dwucyfrowymi spadkami nie uchroniły się: Ethereum, Litecoin, Bitcoin Cash czy Ripple. Ostatnia z wymienionych w piątek o godz. 10 straciła jedną trzecią wartości w zaledwie dobę.

Nieszczęścia kryptowalut chodzą parami

Do spadków przyczyniły się informacje o zaprzestania reklam nt. kryptowalut przez Facebooka, obaw o ataki hakerów na giełdy (w jednej z japońskich giełd “ukradziono” kryptowaluty o wartości 0,5 mld dolarów) oraz znaczne zaostrzenia regulacji w Korei Pd., Chinach i USA. Na dobicie doszły jeszcze wiadomości z Indii, gdzie rząd stwierdził, że nie traktuje kryptowalut jako legalnego środka płatniczego i zrobi wszystko, aby zapobiec krypto-transakcjom. Był to przysłowiowy gwóźdź do trumny, który pogłębił przeceny.

Ogólna sytuacja rynkowa również nie sprzyja kryptowalutom. Znacznie tracą rynki akcji na świecie. Obserwujemy jednocześnie wzrost rentowności obligacji skarbowych USA, Niemiec czy Wielkiej Brytanii, które osiągają najwyższe wartości od kilku lat. Na dodatek dolar nadal pozostaje pod bardzo dużą spadkową presją. Tak znaczne przetasowania na rynkach w połączeniu ze splotem negatywnych informacji dla kryptowalut mogą tylko pogarszać sentyment do nich i pogłębiać przecenę.

Mocny argument profesora Jackmana

Czy, a jeśli tak, to kiedy tendencja spadkowa może się zatrzymać? Takie pytania automatycznie doprowadzają do rozważań o rzeczywistą wartość bitcoina i innych kryptowalut. Wszczęcie postępowania amerykańskiego regulatora przeciwko jednej z największych kryptogiełd – Bitfinex –  zwiększyło także obawy o to, że cena m.in. bitcoina była mocno zawyżona przez nielegalne działania. Czy to możliwe jednak, żeby bitcoin był wart np. kilkaset razy mniej niż obecnie?

Richard Jackman, profesor ekonomii w London School of Economics, na łamach wczorajszego “Financial Times”, prezentuje silny argument za tym, że wartość  najpopularniejszej z kryptowalut może wynosić 20 dolarów. Wg artykułu miesięcznie przeprowadza się obecnie transakcje w bitcoinach o wartości 100 mln dol., czyli 1200 mln dol. rocznie. W cyrkulacji jest także ok. 15 mln “monet”, a zakładając wykorzystanie każdego bitcoina cztery razy w ciągu roku (analogicznie jak zwykłych pieniędzy), otrzymujemy 60 mln transakcji bitcoinem. Te 60 mln wspiera wartość transakcji w wysokości 1200 mln dol., co wymaga, by każdy bitcoin w teorii był wart 20 dolarów, czyli ponad 400 razy mniej niż jego bieżąca cena rynkowa.

Reanimacja poprzez regulację?

Wspomniana rynkowa cena bitcoina, podobnie jak w przypadku standardowych walut, opiera się w dużej mierze na oczekiwaniach. Jeżeli rynek oczekiwałby np. szybkiego wzrostu inflacji i w efekcie stóp procentowych w Wielkiej Brytanii, to funt prawdopodobnie zyskiwałby na wartości w związku z tymi oczekiwaniami. Podobnie jest w przypadku kryptowalut – mogą one być z fundamentalnego punktu widzenia warte bardzo mało, ale oczekiwania co rozprzestrzenienia się zastosowania oraz zwiększenia liczby transakcji mogą windować rynkową cenę mocno w górę.

Czy oczekiwania zmniejszają się, gdy dochodzi do skandali i zaostrzenia regulacji? Nieco większe regulacje mogą spowodować znacznie większy napływ kapitału, który wcześniej mógł być sceptyczny, by inwestować w tak bardzo nieuregulowany rynek. W efekcie może to przyczynić się do znacznie szybszej adopcji kryptowalut i wspomnianego zwiększenia liczby transakcji, który wspierałby wzrost cen kryptowalut.

 

 

 

 

Autor: Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl

Wskaźnik wolności gospodarczej w Polsce wyniósł 68,5 pkt, co plasuje nasz kraj na 45 miejscu w rankingu światowym i 21 pozycji w zestawieniu regionalnym. Tak wynika z Indeksu Wolności 2018 Heritage Foundation i Wall Street Journal, który w piątek 2 lutego zaprezentowała Fundacja Warsaw Enterpise Institute, wyłączny polski partner światowego raportu. Celem Indeksu jest ranking państw i ocena polityki ich rządów pod kątem wolności gospodarczej. Według tegorocznej edycji Polska pozostaje w grupie państw „umiarkowanie wolnych”.

Wskaźnik Polski polepszył się nieznacznie, o 0,2 pkt, w stosunku do poprzedniego roku. Niewielki wzrost wynika w głównej mierze z poprawy poziomu fiskalizmu (+5,4) i wyższego odczytu w zakresie rynku pracy (+2,4), które zrównoważyły i przewyższyły spadek w kategorii rzetelności państwa ‚Government Integrity’ (-4,6) i skuteczności sądów (-1,4).

Warto zauważyć, że ocena Polski jest minimalnie niższa od regionalnej średniej (68,8 pkt), ale zdecydowanie powyżej średniej światowej (61,1 pkt).

W tegorocznym indeksie na uwagę zasługuje wyższy odczyt w zakresie wydatków publicznych (+0,9) i prawa własności (+1). Gorzej natomiast wypadliśmy w kategorii warunków dla biznesu (-0,6), na co wpływ mają m.in. wysokie pozapłacowe koszty pracy. W kategorii otwartość rynku zanotowaliśmy tylko jedną zmianę – w handlu (-0,1). Autorzy raportu podkreślają, że silną stroną Polski jest otwarty rynek i stabilność monetarna. Natomiast najważniejsze wyzwania systemowe stojące przed naszą gospodarką to sztywny kodeks pracy, niewydolny system sądownictwa gospodarczego, biurokracja, uciążliwy system podatkowy oraz braki w infrastrukturze drogowej i kolejowej. Konieczne są gruntowne reformy mające na celu wzmocnienie systemu sądowego, który pozostaje niewydolny, słabo administrowany i niedostatecznie obsadzony.

Polska w ogólnej klasyfikacji w średnioterminowej perspektywie od 2013 roku, w dalszym ciągu może się pochwalić imponującym wzrostem wskaźnika wolności gospodarczej o 2.5 pkt.

Krajowe i regionalne instytucje zarządzające funduszami UE zapowiadają w 2018 r. prowadzenie  naborów wniosków o dofinansowanie  w ponad 100 konkursach dla firm.

Najwięcej pieniędzy zostanie przeznaczone dla firm prowadzących lub planujących prace badawczo – rozwojowe i wdrażanie ich wyników. Sporo instytucji chce wspierać internacjonalizację działalności firm, w tym poprzez finansowanie udziału w targach i wystawach i zakup specjalistycznych usług doradczych.

– Najbogatszą ofertę firmy znajdą w PO Inteligentny Rozwój, gdzie zaplanowano 26 konkursów skierowanych bezpośrednio do firm, na  kwotę przekraczającą 7,5 mld zł. Łącznie w regionach i na poziomie krajowym firmy będą miały do dyspozycji ponad 11 mld zł – mówi Marzena Chmielewska, dyrektorka departamentu funduszy europejskich Konfederacji Lewiatan.

Spośród programów regionalnych na zdecydowanego lidera, jeśli chodzi i o zakres oferty i łączną wielkość budżetu wysunęło się województwo łódzkie, z ponad 460 mln zł do rozdysponowania w 13 konkursach. Z kolei na Dolnym Śląsku i na Pomorzu zaplanowano tylko po jednym konkursie z budżetem odpowiednio 20 mln zł i 63 mln zł.

Ciekawe nabory dla firm w 2018 r. planuje województwo warmińsko – mazurskie. Przedsiębiorcy będą mogli dostać wsparcie m.in. na tworzenie nowej oferty produktowo-usługowej „polegającej na odtwarzaniu historycznego krajobrazu gospodarczego regionu (przywrócenie tradycyjnych produktów, usług i zawodów)” czy wspólnie – wymagana jest współpraca co najmniej 2 MŚP – pakietować produkty i usług.

 

 

Łączne przychody partii w 2016 r. wyniosły 127 mln zł. Na koniec 2016 r. z 86 zarejestrowanych partii politycznych aktywną działalność prowadziły 72 partie, tj. o 3 więcej niż w 2014 r.

Działalność partii politycznych w Polsce finansowana jest z trzech głównych źródeł:

  1. Dochodów uzyskiwanych przez partie z wykorzystaniem własnego majątku (np. z oprocentowania środków zgromadzonych na rachunkach bankowych i lokatach, ze zbycia należących do nich składników majątkowych itp.).
  2. Dochodów od osób fizycznych w postaci składek członkowskich, darowizn, spadków oraz zapisów.
  3. Subwencji oraz dotacji z budżetu państwa.

Łącznie partie polityczne pozyskały w 2016 r. z budżetu państwa blisko 112,8 mln zł wobec 54,5 mln zł w 2014 r., kiedy nie przyznawano dotacji podmiotowej.

Przychody z przekazanych przez osoby fizyczne, w tym w formie darowizn, spadków i zapisów bądź składek członkowskich wyniosły 12,4 mln zł i stanowiły 10% sumy przychodów w 2016 r., podczas gdy w 2014 r., kiedy odbyły się wybory samorządowe wynosiły one 79,3 mln zł stanowiąc ponad połowę uzyskanych przychodów (54%).

W partiach reprezentowanych w parlamencie dominowały środki z budżetu państwa, które stanowiły 90% ich rocznych przychodów w 2016 r. i wyniosły 100,8 mln zł. Partie reprezentowane we władzach tylko samorządowych, chociaż ponad połowę przychodów – 54% uzyskały również z budżetu państwa (3,7 mln zł), charakteryzowały się jednocześnie najwyższym udziałem środków przekazanych przez osoby fizyczne – 26% oraz dochodów z majątku – 20%, otrzymując z tych źródeł odpowiednio ponad 1,7 mln oraz 1,4 mln zł.

Partie pozostające pozawładzą parlamentarną lub samorządową finansowały się w 2016 r. w 90% ze środków budżetowych (8,3 mln zł), a w 10% ze środków przekazanych przez osoby fizyczne (0,9 mln zł). Średnia kwota środków, które przypadły na jedną partię w 2016 r. wyniosła 2 602,6 tys. zł, jednak połowa badanych partii politycznych deklarujących posiadanie przychodów osiągnęła wpływy nie przekraczające 6,6 tys. zł.

 

 

 

 

 

 

 

 Źródło: www.kurier.pap.pl

W ubiegłym roku wnioski dotyczące legalizacji pobytu złożyło odpowiednio o 33 i 71 proc. osób więcej niż w 2016 oraz 2015 r. O zezwolenia na pobyt ubiegało się 192 tys. obcokrajowców z państw trzecich (spoza UE).

Z danych Urzedu ds. Cudzoziemców wynika, że w 2017 r. pobyt zarejestrowało także 10 tys. osób pochodzących z państw Unii Europejskiej. Większość, ok. 62 proc. wszystkich wniosków złożyli obywatele Ukrainy. Najczęściej cudzoziemcy przybywają do Polski w związku z chęcią podjęcia pracy.

Od 2014 r. stale rośnie liczba cudzoziemców ubiegających się o zezwolenia na pobyt w Polsce. Przeważają migracje czasowe – w ubiegłym roku 88 proc. wniosków dotyczyło zezwoleń na pobyt czasowy (do 3 lat), 10 proc. pobytu stałego, a 2 proc. pobytu rezydenta długoterminowego UE. Prawie 65 proc. wszystkich wniosków złożyły osoby w przedziale wiekowym 20 – 39 lat.

Najczęściej w Polsce chcieli zamieszkać obywatele Ukrainy, którzy złożyli 125 tys. wniosków – o 30 proc. więcej niż w 2016 r.

Najczęściej o zezwolenia na pobyt ubiegali się także: Białorusini (9,5 tys.), Hindusi (8 tys.), Wietnamczycy (6,4 tys.) oraz Chińczycy (6 tys.). Wzrost zainteresowania legalizacją pobytu zauważalny jest zwłaszcza wśród obywateli Białorusi oraz Indii, którzy złożyli odpowiednio o 98 i 95 proc. więcej wniosków niż w 2016 r.

W przypadku obywateli państw członkowskich UE w 2017 r. pobyt w Polsce zarejestrowało 10 tys. cudzoziemców. Najczęściej byli to Niemcy (2,3 tys.), Włosi (1,1 tys.), Bułgarzy (0,8 tys.) oraz obywatele Rumunii i Wielkiej Brytanii (po 0,7 tys.).

 

 

 

 

 Źródło: www.kurier.pap.pl

 2018 rok to dobry czas na zmianę pracy, ale najpierw zrób zawodowy rachunek sumienia…

Po pierwsze, zrób krok wstecz

Pierwszym niezwykle istotnym krokiem jest rozpoznanie obecnej sytuacji. Zidentyfikowanie czynników, które sprawiły, że myślimy o poszukiwaniu nowych możliwości zawodowych, pomoże wyostrzyć naszą uwagę na te elementy, które koniecznie chcemy zmienić. Dzięki temu unikniemy powielania znanych nam już negatywnych schematów. Jest to również cenna możliwość spojrzenia wstecz na doświadczenie zawodowe i podejmowane kroki, a co za tym idzie utwierdzenia się w decyzji o zmianie.

Po drugie, sprecyzuj swoje oczekiwania

Kolejnym etapem powinna być identyfikacja naszych oczekiwań względem nowego miejsca pracy oraz przyszłego pracodawcy. Pomoże to w określeniu, co jest dla nas ważne w miejscu pracy oraz w jakim środowisku musimy się znaleźć, aby potencjał naszych możliwości został wykorzystany w pełni. Cennym wsparciem może się tu okazać rekruter znających realia rynku pracy, który będzie w stanie skonfrontować nasze oczekiwania i plany z rzeczywistością, a dzięki temu wskazać nam zarówno atuty, które posiadamy, benefity które nam się należą jak również sfery wymagające poprawy.

Po trzecie, daj się znaleźć w sieci

Pierwszym krokiem jest oczywiście odświeżenie naszego CV. Niezwykle istotne jest także uaktualnienie profili na profesjonalnych portalach społecznościowych tj. LinkedIn oraz GoldenLine. Są to media, na których rekruterzy poszukują wyjątkowych kandydatów do aktualnie prowadzonych procesów rekrutacyjnych. Warto zatem, aby profil, na który trafią, przykuwał uwagę oraz zawierał najważniejsze punkty naszej kariery i wykształcenia. Ponadto, jasne określenie celów zawodowych oszczędzi czas obu stronom oraz przedstawi nas jako osoby świadomie wyznaczające swoją ścieżkę kariery.

Po czwarte, stwórz listę „z nimi chcę pracować”

Dokładny przegląd firm, które mogą okazać się atrakcyjnymi pracodawcami to niezwykle ważny krok. Dzięki świadomie wyznaczonym planom łatwo będzie sporządzić listę organizacji, które zajmują się obszarem działalności, który nas interesuje i dla których moglibyśmy stanowić cenny nabytek. Potem pozostaje już tylko skontaktowanie się z osobami zajmującymi się rekrutacją lub managerami działów, do których chcielibyśmy dołączyć. Cenne jest nieszablonowe i szczere podejście w mówieniu o sobie, swoich mocnych oraz słabych stronach. Poza bezpośrednim kontaktem z osobami decyzyjnymi w interesujących nas organizacjach, ogromnym wsparciem może również być nawiązanie kontaktu z rekruterem specjalizującym się w interesujących nas obszarach. Nawiązanie tego typu relacji sprawi, że będziemy na bieżąco z trendami na rynku pracy oraz będziemy mieli po swojej stronie profesjonalistę, który na co dzień zajmuje się promocją talentów w danej specjalizacji.

Po piąte, bądź na bieżąco z rynkiem pracy

W procesie poszukiwania pracy pomocne są ogłoszenia zamieszczane na stronach internetowych. I choć istnieje prawdopodobieństwo, że nasze CV zniknie w lawinie innych aplikacji, to obserwowanie tendencji rynkowych jest bardzo cenne. Pozwala na ustalenie obszarów, w których zapotrzebowanie na nowych pracowników jest w danym czasie największe, oraz kompetencji, które w konkretnych branżach są najbardziej pożądane. Daje to również szasnę na przemyślenie udziału w kursach lub szkoleniach, jeżeli widzimy, że niektóre z naszych kompetencji tego wymagają.

 

 

 

 

Na podstawie raportu Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy”

 

  • Zgodnie ze Strategią na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć milion pojazdów elektrycznych, a wartość rynku osiągnie prawie 2 mld pln rocznie. W Polsce 64% Polaków zadeklarowało, że za nowy samochód elektryczny byłoby w stanie zapłacić do 70 tysięcy złotych. 7,3%  rozważyłaby zakup pojazdu używanego.
  • Według  prognoz PWC do 2022 roku dwa na trzy samochody będą wyposażone w pakiet aplikacji online wspomagających podróż.  61% Polaków  wskazało, że chciałoby mieć samochód zintegrowany ze swoim smartfonem. Wśród najbardziej rozpoznawalnych i najczęściej używanych aplikacji wśród polskich badanych znalazły się głównie funkcjonalności wspomagające w wyznaczaniu trasy podróży.
  • Kolejny trend to rezygnacja z kupna własnego pojazdu na rzecz alternatywnych rozwiązań – 54% z nas stwierdziło, że nie odeszłoby od posiadania własnego samochodu. 21% byłoby skłonnych zrezygnować z posiadania własnego samochodu na rzecz ulepszonego transportu miejskiego, 14% miejskiego współdzielenia skuterów lub rowerów, 12% miejskiego współdzielenia samochodów, zaś 9% współdzielenia samochodów w swoim biurze (ang. fleet sharing).

 

Źródło: raport PWC

Nowe inwestycje planuje podjąć w 2018 r. 39,2 proc.  przedsiębiorstw badanych przez NBP, o 6,3 proc. więcej niż przed rokiem – podał NBP w szybkim monitoringu, analizie sektora przedsiębiorstw, styczeń 2018 r. (SM NBP).

Zgodnie z wynikami badania SM NBP przedsiębiorcy zamierzają podjąć zdecydowanie więcej nowych inwestycji niż deklarowali w ubiegłorocznych planach, choć ich rozpoczęcie raczej nie nastąpi na  samym początku roku, napisał NBP. Nowe inwestycje planuje rozpocząć w 2018 r. prawie 40 proc. firm badanych przez NBP, w tym 60 proc.  sektora publicznego, ale tylko 36,6 proc. przedsiębiorstw prywatnych. Ale wzrost skłonności do inwestowania ma być odroczony w czasie, bowiem w 1. kwartale 2018 r. nowe inwestycje planuje rozpocząć tylko 22,9 proc. badanych firm. To pierwszy niezbyt optymistyczny sygnał.

Prawie 30 proc. badanych firm planuje w 2018 r. inwestycje odtwarzające zamortyzowany majątek produkcyjny. Tylko 24 proc. firm chce zwiększyć swój potencjał inwestycyjny przez inwestycje. To także bardzo zły sygnał w kontekście informacji o rosnących nowych zamówieniach z rynku polskiego i rynków zagranicznych (styczniowy PMI) i towarzyszącej temu informacji o ograniczonych mocach przerobowych i rosnących zaległościach produkcyjnych. Badania NBP wskazują, że najgorsza sytuacja jest w budownictwie – 70 proc. przedsiębiorstw budowlanych ma moce wytwórcze bliskie pełnego wykorzystania. W przemyśle, transporcie, usługach i handlu jest nieco lepiej, bo na pełne wykorzystanie mocy wytwórczych wskazuje „tylko” ok. 50 proc. firm.

Jak radzi sobie budownictwo z tak wysokim stopniem wykorzystania mocy wytwórczych? Większość (prawie 80 proc.) dokonuje selekcji zleceń, a także szuka podwykonawców i stara się zwiększyć zatrudnienie. Problem w tym, że zasoby na rynku pracy wyczerpują się, a podwykonawcy też mają w coraz większym  stopniu wykorzystane moce wytwórcze. A przed nami przecież wzrost inwestycji infrastrukturalnych finansowanych ze środków publicznych, w tym głównie z funduszy unijnych. Duża część z nich w trybie zamówień publicznych będzie trafiać na rynek budowlany. A tam zdolność do ich realizacji staje się coraz mniejsza. Tylko 1/3 firm budowlanych mających w pełni wykorzystane moce produkcyjne deklaruje, że będzie zwiększać swój potencjał inwestycyjny w drodze inwestycji. A gdzie potencjał na zaspakajanie popytu na usługi budowlane tworzonego przez sektor prywatny. Jeśli na wzrost inwestycji nie zdecyduje się więcej firm z tego sektora i ich skala nie będzie zdecydowanie większa, to pozostanie silny wzrost cen dla ograniczenia popytu. Wzrośnie zapewne też zainteresowanie projektami budowlanymi firm z zagranicy.

Trzeci negatywny sygnał płynący z badań SM NBP dotyczący planów inwestycyjnych przedsiębiorstw w 2018 r. to informacja, że dopiero utrzymujący się deficyt zapasów produktów gotowych skłania firmę do podjęcia inwestycji w rozbudowę możliwości produkcyjnych. Firmy mające wysoki stopień wykorzystania posiadanego aparatu wytwórczego, ale które nie mają na razie problemów z deficytem zapasów wyrobów gotowych, nie planują inwestycji.

W styczniowych wynikach badania SM NBP nie ma informacji o przyczynach braku inwestycji w grupie firm inwestycji w 2018 r. nie planujących, nawet jeśli są one im potrzebne. Ale w tym samym badaniu w 2017 r. 1/3 przedsiębiorców wskazała na wysoką niepewność  (otoczenie prawne, fiskalne). Tylko po 14 proc. firm mówiło o zbyt niskim, niepewnym popycie i problemami z finansowaniem inwestycji.

Mamy naprawdę coraz bardziej poważny problem. Inwestycje prywatne w 2018 r. nie przyspieszą w sposób potrzebny i gospodarce i firmom, a przynajmniej takie są deklaracje przedsiębiorców. Wzrosną inwestycje przedsiębiorstw z udziałem skarbu państwa, ale to nie rozwiąże problemu niskiej stopy inwestycji w gospodarce. Inwestycje infrastrukturalne, mimo że nie ma problemu z ich finansowaniem, mogą i zapewne napotkają na barierę braku chętnych do ich realizacji. Tu może pomóc głęboka zmiana prawa zamówień publicznych, uelastyczniająca cały proces. Ale i ona nie wyeliminuje podstawowych barier w niskiej skłonności firm do inwestycji – niepewności i braku pracowników.

Zapętliliśmy się i teraz trzeba zrobić wszystko, aby ten gordyjski węzeł jak najszybciej rozwiązać.

 

 

Autor: dr Małgorzata Starczewska- Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

Wprowadzenie zakazu handlu w niedziele może spowodować zmniejszenie obrotów handlu detalicznego w Polsce. Wartość sprzedaży detalicznej wzrosła w 2017 roku o 8% – z tego względu prognozowany krótkotrwały spadek obrotów może zostać zamortyzowany w wartościach bezwzględnych w okresie od 6 do 9 miesięcy. Duże i bardzo duże centra handlowe będą prawdopodobnie zmuszone wydłużyć godziny otwarcia w piątki i soboty, a także w czwartki i poniedziałki.

Część obrotów w handlu detalicznym może się wprawdzie rozłożyć na pozostałe dni tygodnia, jednak w związku ze zjawiskiem zakupów kompulsywnych, czyli nieplanowanych, ogólne obroty w handlu z pewnością spadną, przynajmniej początkowo. Odczują to zarówno sklepy odzieżowe, będące kluczowymi najemcami centrów handlowych, jak i lokale handlowe prowadzące sprzedaż sprzętu elektronicznego i AGD oraz innych produktów, przy zakupie których klienci potrzebują czasu na podjęcie decyzji, a także artykułów nabywanych w ramach zakupów kompulsywnych.

Największe szkody może ponieść branża gastronomiczna w centrach handlowych, ponieważ nie ma ona możliwości przeniesienia sprzedaży na inne dni tygodnia.

W niedziele supermarkety i hipermarkety odnotowują średnio niższą wartość sprzedaży niż w inne dni tygodnia. Z tego względu większość niedzielnych obrotów prawdopodobnie rozłoży się na pozostałe dni i utracona zostanie tylko część obrotów związana z zakupami kompulsywnymi.

Największe straty mogą ponieść centra handlowe z ograniczoną ofertą i zlokalizowane na przedmieściach.

Centra handlowe znajdujące się w pobliżu kompleksów biurowych i osiedli mieszkaniowych mogą liczyć na wzrost odwiedzalności w czwartki i poniedziałki w godzinach popołudniowych i wieczornych.

Duże i bardzo duże centra handlowe będą prawdopodobnie zmuszone wydłużyć godziny otwarcia w piątki i soboty, a także w czwartki i/lub poniedziałki.

Wskutek przewidywanego spadku obrotów najemcy centrów handlowych mogą zacząć wywierać presję na obniżenie stawek czynszu. Jednak przy rosnącej sprzedaży detalicznej, czynsze zasadniczo nie uległy zmianie bądź nieznacznie się zmniejszyły. Z tego względu prognozowany spadek obrotów nie powinien przełożyć się na obniżki czynszów.

Znaczny spadek obrotów może dotyczyć także centrów wyprzedażowych, które w weekendy przyciągają najwięcej klientów i generują ok. 80% wolumenu odwiedzalności i obrotów.

 

 

Wypowiedź: Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield.

Na lokatach lub kontach oszczędnościowych w 2018 roku nie zarobimy wiele, a w niektórych przypadkach możemy nawet nie zarobić na inflacje. Szacuje się, że oprocentowanie lokat i kont oszczędnościowych będzie wynosiło średnio do 2 proc. w skali roku. Czasem banki mogą oferować w promocje i wtedy oprocentowanie może wynieść od 2,5 do 3 procent.

Oprocentowanie lokat i kont oszczędnościowych jest niskie gdyż Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje stopy procentowe na niskim poziomie. Stopa referencyjna wynosi 1,5 procent. Najprawdopodobniej w najbliższym roku stopy procentowe zostaną na tym samym poziomie.

Żeby w 2018 roku na lokatach i kontach oszczędnościowych zarobić więcej niż wynosi inflacja trzeba poszukać oprocentowania wynoszącego 2,5 proc. w skali roku.

W ubiegłym roku w Polsce zarejestrowano ponad 1068 samochodów elektrycznych i półelektrycznych – wynika z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA). 

W przypadku tych pierwszych wzrost był imponujący, bo przekroczył 300 procent, ale w liczbach nie wygląda już tak okazale. Nad Wisłą zarejestrowano bowiem 439 aut elektrycznych. To wprawdzie kilkukrotnie więcej niż w 2016 roku, kiedy przybyło zaledwie 108 takich samochodów, ale wciąż kiepsko na tle krajów Europy Zachodniej.

 

Poland, Holland – brzmi podobnie i na pierwszy rzut oka bardzo podobnie wyglądają rynki pracy obu państw w ostatnich danych Eurostatu. Stopa bezrobocia w Polsce oraz w Holandii jest dokładnie taka sama – 4,4 proc. Niestety, pozostałe parametry pokazują, jak wiele brakuje nam jeszcze do Holendrów.

Stopa bezrobocia, choć to bardzo wygodny miernik kondycji rynku pracy, informuje nas jedynie, jaki jest odsetek osób, które szukają płatnego zajęcia, do aktywnych zawodowo. Nie dowiemy się jednak na tej podstawie, np. jaki procent osób w wieku produkcyjnym ma zatrudnienie, a przecież to kluczowa informacja dla gospodarki. Różnice, zresztą nie tylko w poziomie zatrudnienia, dobrze pokazuje zestawienie innych danych z Polski oraz z Holandii.

Łączy nas tylko stopa bezrobocia

Publikacje Eurostatu za grudzień pokazują, że stopa bezrobocia w Polsce oraz w Holandii wynosi 4,4 proc. Dane są porównywalne, gdyż uzyskiwane dzięki tej samej metodologii – ankiet wśród gospodarstw domowych (ok. 30 tys.). W obu przypadkach uwzględnia się także efekt sezonowy na rynku pracy (zimą np. zmniejsza się aktywność rolnictwa czy budowlanki), co także umożliwia lepsze porównanie odczytów.

Ciekawi fakt, że bezrobocie wśród Polek jest nawet niższe niż wśród Holenderek i wynosi odpowiednio 4,5 oraz 4,7 proc. Inny interesujący element: w podziale na wiek bezrobocie osób starszych w wieku 50-64 lata jest wyższe w Holandii – 4,2 proc. niż w naszym kraju – 3,4 proc. (dane za III kw. 2017 r.). To jednak, co należy podkreślić, wcale nie oznacza, że zatrudnienie w obu krajach wygląda podobnie.

Zatrudnienie – olbrzymie różnice

Dane Eurostatu wskazują, że odsetek zatrudnionych w Holandii w wieku 15-64 lata na koniec III kw. 2017 r. wynosił 76,3 proc. W Polsce było to 66,5 proc., czyli prawie 10 pkt proc. mniej.

10 pkt proc. na korzyści Holandii to diametralna różnica. Aby wyrównać wynik, Polska musiałaby zwiększyć zatrudnienie o 2,4 mln osób. Z kolei gdyby te 2,4 mln, obecnie bierne zawodowo, nagle zaczęło szukać pracy, to stopa bezrobocia skoczyłaby w Polsce z obecnych 4,5 proc. do ponad 16 proc., a liczba bezrobotnych podniosłaby się z ok. 800 tys. osób do 3,2 mln. To bardzo dobrze pokazuje skalę ukrytego w bierności zawodowej bezrobocia.

To młodzi najbardziej zaniżają wynik

Nie jest zaskakujące, że poważne różnice w poziomie zatrudnienia Polaków i Holendrów dotyczą osób w przedziale wiekowym 55-64 lata. U nas ten odsetek wynosi 49,4 proc. (niższy niż np. w Hiszpanii), a w Holandii – 66 proc. Od lat jednak kuleje nad Wisłą polityka senioralna w kontekście zatrudnienia osób starszych i utrzymywania ich aktywności zawodowej.

Pewną niespodzianką może być natomiast inna informacja. Według Eurostatu stopa zatrudnienia osób młodych (15-24 lata) w Polsce wynosi tylko 30 proc., a w Holandii – 64 proc. Oczywiście młodzi Holendrzy nie pracują na pełen etat i znaczna część z nich kontynuuje naukę (45 proc. osób w wieku 25-34 lata ma wyższe wykształcenie, czyli bardzo podobnie jak w Polsce). Może to oznaczać, że poza brakiem zachęt do systemowego wspierania w zatrudnianiu młodych (np. podatki), łączenie pracy z nauką w Polsce nie jest po prostu w modzie.

Lepiej dłużej, a mniej intensywnie

Inne poważne systemowe zaniedbanie polega na tym, że w Polsce brakuje promocji zatrudnienie na niepełny etat. W Holandii ponad 70 proc. kobiet pracuje w niepełnym wymiarze godzin, dzięki czemu łatwiej godzą obowiązki domowe z zawodowymi. W Polsce natomiast ten odsetek wynosi zaledwie 10 proc.

Mniejsza intensywność pracy prawdopodobnie pozwala także Holendrom dłużej utrzymywać się na rynku pracy, dłużej odkładać na emeryturę i cieszyć się jej względnie wysokim poziomem w relacji do ostatnich zarobków. Holendrzy są aktywni zawodowo przez równo 40 lat, Polacy przez 32,9. To olbrzymia różnica, która stanowi poważne wyzwanie, zwłaszcza dla możliwości zgromadzenia wystarczającego kapitału na jesień życia.

 

 

 

 

 

Tekst: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Eksperci

Letnia „hossa”

Za oknem piękna pogoda, sezon wakacyjny w pełni, a na giełdzie długo wyczekiwany wzrost. Z czysto se...

Ludwiczak: Majowe spowolnienie na rynku mieszkaniowym

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na ry...

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

AKTUALNOŚCI

Gospodarka rozpędzona na piątkę

W drugim kwartale br. PKB wzrósł o 5,1 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. W p...

Obrót energią możliwy tylko przez giełdę – rząd ustabilizuje ceny?

Ministerstwo Energii chce, żeby już we wrześniu zostały uchwalone zmiany, które podniosą obligo gieł...

Rosyjskie embargo nie działa – mamy alternatywne rynki zbytu. Eksport żywności rośnie

Bilans handlowy Polski po wprowadzeniu rosyjskiego embarga systematycznie się poprawia. Struktura ek...

Polskie startupy z szansą na udział w pierwszym programie grantowym dla państw Grupy Wyszehradzki

Do 24 sierpnia polskie startupy mają szansę aplikować do programu V4 Startup Force - pierwszego proj...

Niską inflację czas pożegnać

Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen ...