czwartek, Listopad 15, 2018
Facebook
Home Archiwa 2018 Lipiec 2

Dzienne archiwaLip 2, 2018

Prognozuje się, że już za kilkanaście lat, mieszkańcy krajów rozwijających się będą chętniej zamieszkiwać obszary miejskie, a niżeli wiejskie. Prognozy ONZ potwierdzają także, że do 2050 roku około 64 proc. krajów rozwijających się oraz 89 proc. rozwiniętych zostanie zurbanizowana. Znając te dane, nie można pominąć jakże ważnego tematu otoczenia i wynikającego z niego samopoczucia mieszkańców. I między innymi nawiązuje do tego teoria rozbitych okien, która wiąże się z socjologią miasta i tym, że brak reakcji na łamanie mniej ważnych norm społecznych, np. tłuczenia szyb w oknach w danej dzielnicy, sprzyja wzrostowi przestępczości i łamaniu innych norm na zasadzie zaraźliwości.

Urbanizacja to powszechne i nasilające się zjawisko. Dlatego tak istotne jest umiejętne zagospodarowanie przestrzeni miejskich. Ma ono wpływ nie tylko na warunki ekonomiczne, w jakich żyją mieszkańcy, ale także może oddziaływać na ich nastrój oraz samopoczucie. Jak twierdzi David Satterthwaite, badacz Międzynarodowego Instytutu Środowiska i Rozwoju: Kompaktowe, dobrze zaprojektowane i dobrze zarządzane miasta mogą generować „fantastyczną” jakość życia mieszkańców[1].

Piękne i funkcjonalne otoczenie a samopoczucie mieszkańców

Dom, miejsce pracy, a nawet zwyczajny chodnik, po którym często spacerujemy, wpływają na nasze samopoczucie oraz jakość życia. Współcześnie piękna przestrzeń stanowi niejako „oazę” chroniącą nas przed negatywnymi emocjami, może być miejscem odpoczynku, relaksu i wytchnienia[2]. Potwierdza to duże badanie przeprowadzone na próbie 5605 dorosłych z 8 europejskich miast, w którym odkryto związek między warunkami zamieszkania oraz wyglądem najbliższego otoczenia a samopoczuciem mieszkańców.

Okazało się, że niski standard mieszkań oraz niezadbana okolica przyczyniały się do spadku samopoczucia ludzi. Jednak najbardziej interesujące było to, że w momencie gdy przestrzeń dzielnicy była bardziej atrakcyjna – czysta, zadbana, to niski standard lokali mieszkalnych nie miał negatywnego wpływu na nastrój mieszkańców. To jasny sygnał, że atrakcyjne wizualnie, czyste i estetyczne przestrzenie mogą niwelować negatywne odczucia związane z ubogim poziomem życia i przyczyniać się do dobrego samopoczucia ludzi.

Podobne wnioski płyną także z przeprowadzonego w jednym z australijskich miast projektu odnawiania przestrzeni. Badano stosunek mieszkańców do najbliższej okolicy przed i po wprowadzeniu ulepszeń. Efektem renowacji był wzrost liczby mieszkańców wypowiadających się pozytywnie o danym obszarze. Zwrócili oni uwagę nie tylko na atrakcyjność budynków (64% po renowacji vs 18% przed renowacją), ale też na zwiększone poczucie przynależności do społeczności sąsiedzkiej (70% vs 48%). Ponadto, wzrósł odsetek ludzi, którzy podejmując decyzję o zamieszkaniu w tej okolicy, deklarowali, że chcieliby tam pozostać (54% vs 13%)[3].

Nieporządek i przestępczość są ze sobą nierozerwalnie związane

Obserwacje pokazują, że otoczenie ma także spory wpływ na poczucie bezpieczeństwa mieszkańców danego miasta. Uczestnicy opisanego powyżej badania przeprowadzonego w australijskim mieście po renowacji deklarowali zwiększone poczucie bezpieczeństwa (27% vs 8%)[4]. Więcej mieszkańców wspominało, że czuje się bezpiecznie, idąc ulicą nawet po zmroku (85% vs 52%).

W tym kontekście istotne jest, że nawet drobne zmiany zastosowane w miejscach przestrzeni publicznej mogą przyczynić się do spadku przestępczości i negatywnych zachowań, zwiększając poczucie bezpieczeństwa lokalnej społeczności. Łączy się to ściśle z tak zwaną teorią rozbitych okien, która mówi, że z punktu widzenia życia społeczności nieporządek i przestępczość są ze sobą związane.

Zgodnie z tą teorią akademicką, uważa się, że jeżeli w budynku zostanie wybite okno i przez długi czas nikt go nie naprawi, to w końcu stłuczone zostaną wszystkie szyby. I tak brak poszanowania otaczającej przestrzeni powoduje wzrost kolejnych zachowań prowadzących do jej dewastacji, także tych o charakterze przestępczym. To zaś łączy się z poczuciem bezpieczeństwa mieszkańców. Badacze będący autorami teorii rozbitych okien uznali, że jednym z jego dwóch filarów jest dbanie o porządek w najbliższej okolicy.

Ponadto, przeprowadzając eksperymenty społeczne, dowiedli oni, że nieestetyczna przestrzeń sprzyja negatywnym zachowaniom, które nieraz wiążą się z łamaniem norm społecznych. Ludzie przechodzący obok ściany pokrytej graffiti ponad dwukrotnie częściej wyrzucali ulotki na ziemię niż ci, którzy mijali tę ścianę czystą[5]. Zatem estetyczne, atrakcyjne wizualnie otoczenie może neutralizować te negatywne emocje i odruchy.

Estetyczne otoczenie wzmacnia relacje społeczne

Piękno i estetyka wspólnych publicznych przestrzeni znacząco wpływają na relacje mieszkańców. Wygląd otoczenia potrafi wyraźnie poprawić zarówno jakość ich życia, jak i umocnić zaangażowanie społeczne. Dlatego, realizując założenia programu, dążymy do tego, aby poprzez nawet najdrobniejszą zmianę w przestrzeni miejskiej z jednej strony poprawiać życie oraz samopoczucie mieszkańców, a z drugiej pomóc im w budowaniu więzi i kształtowaniu poczucia przynależności społecznej, podkreśla Teresa Latuszewska-Syrda, prezes zarządu Fundacji Urban Forms, partnera programu „Cif. Witaj, piękna Polsko!”. Fundacja ta prowadzi bowiem i angażuje się w działania zmierzające do poprawy jakości życia w mieście.

Wnioski płynące z badań i eksperymentów społecznych potwierdzają ważną funkcję, jaką spełnia trwający właśnie program „Cif. Witaj, piękna Polsko!”. Jest to akcja społeczno-edukacyjna, której misja to uświadamianie Polakom, jak ważne jest, by dbać o swoje otoczenie – także zewnętrzne, dzielone z innymi mieszkańcami. Każdy bowiem może przyczynić się do tego, by zaczęło ono zmieniać się na lepsze, podejmując drobne działania zmierzające do zachowania czystości w swojej okolicy. Nawet niewielkie ulepszenia i poprawa nawyków mogą przekładać się na podniesienie jakości i komfortu życia, wzmacniać łączące mieszkańców więzi oraz gwarantować im wzrost poczucia bezpieczeństwa. Dlatego w ramach programu „Cif. Witaj, piękna Polsko!” są odnawiane te miejsca w polskich miastach, które odgrywają ważną rolę w życiu lokalnych społeczności.

[1]  „Jak piękniejsze otoczenie wypływa na nasze samopoczucie”, dr Simone Moor, 2016

[2] jw.

[3] jw.

[4] jw.

[5] jw.

[6] Kelling, G.I., Wilson, J.Q. (1982), Broken Windows, The Atlantic Monthly, 249(3):29–38.

 

 

„Mali Ratownicy” to projekt realizowany przez markę Volkswagen, którego celem jest propagowanie odpowiedzialnych postaw społecznych poprzez naukę udzielania pierwszej pomocy. Projekt „Mali Ratownicy” uczy dzieci samodzielności i radzenia sobie w trudnych sytuacjach, wzmacnia je i sprawia, że stają się silniejsze oraz mogą lepiej radzić sobie w życiu. Już od najbliższego weekendu strefa „Małych Ratowników” Volkswagena zagości w nadmorskich miejscowościach.

Marka Volkswagen także w tym roku rozwija program „Mali Ratownicy”, którego celem jest propagowanie odpowiedzialnych postaw społecznych. Przez całe wakacje, na nadbałtyckich plażach, w specjalnie przygotowanych strefach na najmłodszych będzie czekać mnóstwo atrakcji, zabaw i wyzwań, a także nauka udzielania pierwszej pomocy. To właśnie „supermoc”, w którą Volkswagen wyposaża dzieci. Dzięki akcji „Mali Ratownicy” dzieci uczą się ratowania życia, stają się samodzielne i pewne siebie. Do tej pory – w ramach programu „Mali Ratownicy” – przeszkolono ponad 10 tysięcy dzieci.

W dzieciach drzemie wielka moc i potencjał do bycia superbohaterami. Trzeba tylko pozwolić im na odrobinę samodzielności i mnóstwo dobrej zabawy, która czeka na najmłodszych w strefie „Małych Ratowników” Volkswagena na nadbałtyckich plażach. Tam dzieci nie tylko wspaniale spędzą czas, ale nauczą się czegoś niezwykle ważnego – udzielania pierwszej pomocy. Strefy „Małych Ratowników” powstaną w Świnoujściu, Kołobrzegu, Ustce, Darłowie, Dziwnowie, Łebie i Władysławowie. Dzieci, pod czujnym okiem profesjonalnych ratowników medycznych oraz animatorów, staną się superbohaterami.
To już kolejne lato, podczas którego Volkswagen uczy dzieci zasad udzielania pierwszej pomocy. W ubiegłym roku strefa „Małych Ratowników” cieszyła się olbrzymim powodzeniem. Nie tylko dlatego, że dzieci zdobywały umiejętność ratowania życia, ale przede wszystkim ze względu na atmosferę, która tam panowała. W tym roku będzie jeszcze ciekawiej! Dzieci przeżyją przygodę, wkroczą w świat superbohaterów i wyjdą ze strefy zadowolone, radosne, a także pewne siebie, bo wyposażone w niezwykle ważną umiejętność.
„Program Mali Ratownicy to coś więcej niż tylko nauka zasad udzielania pierwszej pomocy. Przede wszystkim zależy nam na tym, aby dać nowym pokoleniom umiejętność ratowania życia i radość pomagania innym. Chcemy, żeby wszystkie dzieci zostały superbohaterami i wiedziały, jak się zachować w trudnej sytuacji, żeby były samodzielne i odważne. Wierzymy, że dzieci właśnie takie są, bo w każdym z nich drzemie potencjał do bycia superbohaterem” – mówi Michał Szaniecki, Dyrektor Marketingu marki Volkswagen.
Honorowy patronat nad projektem sprawuje Rzecznik Praw Dziecka. 
Tego lata Małych Ratowników będzie można spotkać w:

• Kołobrzegu – 07-15.07
• Ustce – 20.07-22.08
• Darłowie – 27-29.07
• Dziwnowie – 03-05.08
• Łebie – 10-12.08
• Władysławowie – 17-19.08

Wszystkie spotkania odbędą się w ramach „Projektu Plaża” organizowanego przez telewizję TVN.  Program „Mali Ratownicy” został stworzony przez markę Volkswagen w 2017 roku. Dotychczas przeszkolono 10 tys. dzieci.

Źródło: Volkswagen

Ponad 500 uczestników, certyfikowani instruktorzy, trzy ośrodki i jeden cel: poprawa poziomu aktywnego bezpieczeństwa. Mercedes-Benz rusza w Polsce z programem szkoleń z zakresu bezpiecznej jazdy o nazwie Mercedes-Benz Safety Experience.

Ta innowacyjna formuła łączy teoretyczne i praktyczne zajęcia z bezpiecznego, ofensywnego prowadzenia samochodu z prezentacją szerokiej gamy zaawansowanych systemów wspomagających z rodziny Intelligent Drive. Wśród samochodów testowych będzie m.in. najnowsza Klasa A, która do segmentu kompaktowych aut premium wprowadza zaawansowane funkcje częściowo autonomiczne z luksusowych limuzyn. Jako pionier w dziedzinie bezpieczeństwa, Mercedes-Benz aktywnie wspiera je nie tylko na etapie konstrukcji samochodu. Program szkoleń z zakresu bezpiecznej jazdy Mercedes-Benz Safety Experience odpowiada na potrzeby większości polskich kierowców – pozwala w kontrolowanych warunkach przekonać się o własnych ograniczeniach i podnieść swoje kwalifikacje za kierownicą. Innowacyjna formuła szkoleń uwzględnia jednak nie tylko tradycyjne zajęcia teoretyczne i praktyczne, ale również pokazy systemów wspomagających. Oferta w nowoczesnych samochodach nierzadko liczy kilkadziesiąt pozycji. Jak ich używać? Czym różnią się proste systemy od zaawansowanych funkcji w samochodach premium? Uczestnicy szkoleń Mercedes-Benz Safety Experience zyskają niespotykaną okazję, by móc w praktyce przetestować działanie poszczególnych układów, m.in. awaryjnego hamowania, Drive Pilot czy Pre-Safe. Pozwoli im to nauczyć się bezpiecznie reagować w niespodziewanych sytuacjach, korzystając ze wsparcia, jakie oferują nowe modele aut. Mercedes-Benz Safety Experience to również dzień pełen pozytywnych emocji. W trakcie dynamicznych prób uczestnicy będą mogli przetestować pełnię możliwości najnowszych Mercedesów – w programie nie zabraknie ćwiczeń z wprowadzania auta w poślizg czy opanowania nadsterowności na płycie poślizgowej. Dodatkową atrakcją są zawody testujące zdobytą wiedzę. Każdy z gości wykona przejazdy testowe z pomiarem czasu, a najlepsi zostaną nagrodzeni. Szkolenia z cyklu Mercedes-Benz Safety Experience mają jednodniową formułę. Będą odbywać się w lipcu oraz w sierpniu, aż w trzech lokalizacjach: w ośrodkach szkoleniowych Bednary, Jastrząb i Modlin. W ramach pilotażowej edycji weźmie w nich udział blisko 530 osób. Najwyższy poziom merytoryczny zajęć gwarantują trenerzy Mercedes-Benz Driving Academy – doświadczeni kierowcy i piloci rajdowi z licznymi certyfikatami oraz wieloletnim doświadczeniem w prowadzeniu takich kursów.
Partnerem programu jest Continental – producent opon i wiodący dostawca rozwiązań dla motoryzacji dostarczy ogumienie do wszystkich samochodów, które zostaną wykorzystane w czasie szkoleń. Dzięki temu uczestnicy podczas treningów będą mogli ,,poczuć” właściwości zaawansowanych technologicznie opon oraz dowiedzieć się dlaczego te elementy samochodumają tak istotny wpływ na bezpieczeństwo. Warto podkreślić, że Continental od lat za priorytet swojej działalności uznaje realizację założeń Wizji Zero, która zakłada całkowite wyeliminowanie wypadków drogowych. Dlatego chętnie wspiera inicjatywy mające na celu poprawę bezpieczeństwa jazdy. Do dyspozycji uczestników będzie łącznie osiem samochodów, w tym różne warianty modeli CLA, Klasy C, GLC oraz Klasy E. Szkolenia będą odbywać się również na Nowej Klasie A, która po raz pierwszy oferuje częściowo autonomiczne systemy wsparcia z funkcjami znanymi z Klasy S. Jest wśród nich np. aktywna kontrola odległości Active Distance Assist DISTRONIC (automatycznie reguluje prędkość także na zakrętach, skrzyżowaniach i rondach) czy system predykcyjny PRE-SAFE® PLUS (potrafi rozpoznać ryzyko uderzenia w tył pojazdu i zminimalizować ryzyko obrażeń).

Źródło: Mercedes-Benz Polska

Hossa na rynku mieszkaniowym ma się dobrze. Wciąż Polacy szturmują biura sprzedaży deweloperów chcąc kupić mieszkania. Robią to na własne potrzeby jak i z myślą o czerpaniu zysków z wynajmu. Najbardziej zaskakuje jednak, że wciąż ponad 70% kupujących płaci gotówką.

Prawie 5 miliardów złotych gotówki wyciągnęli „ze skarpet” Polacy, aby kupić nowe mieszkania – wynika z najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego. Wynik o tyle zaskakujący, że dotyczy jedynie pierwszego kwartału 2018 roku, 7 miast Polski i mieszkań sprzedawanych przez deweloperów. Warto dodać, że taka kwota wystarczyłaby na zakup ponad 13 tysięcy mieszkań.

Co niemniej ciekawe, wciąż Polacy kupują mieszkania przede wszystkim za gotówkę. Dzieje się tak pomimo rosnącego od półtora roku popytu na kredyty hipoteczne. Z danych NBP wynika, że aż 71% nowych mieszkań sprzedanych w największych miastach była kupiona bez kredytu. Tak wysoki odsetek świadczy o tym, że mieszkania są łakomym kąskiem dla majętnych Polaków szukających sposobu na zainwestowanie oszczędności.

Trend ten może dodatkowo wzmocnić fakt, że rodzime mieszkania zaczęły wyraźnie drożeć. Z indeksu hedonicznego stworzonego przez NBP wynika, że w największych miastach za mieszkanie z drugiej ręki trzeba dziś płacić o prawie 7% więcej niż rok wcześniej. W tych samych miastach rosną też średnie ceny transakcyjne mieszkań nowych. Za nie w pierwszym kwartale br. trzeba było płacić o prawie 6% więcej niż w analogicznym okresie przed rokiem – wynika z danych banku centralnego. Taka sytuacja może skłaniać do zakupów spekulacyjnych.

Skarpety bez dna

Żeby w pełni docenić skalę hossy, z jaką mamy obecnie do czynienia, warto przypomnieć rok 2012 – czas, w którym stopy procentowe były jeszcze na wysokim poziomie, a banki sporo płaciły za deponowane na lokatach pieniądze. Wtedy to przez cały rok w biurach sprzedaży deweloperów w 7 miastach Polacy wydali 6,1 miliardów złotych gotówki na zakup lokali. Obecnie podobna kwota trafia na rynek w ciągu zaledwie trzech – czterech miesięcy.

Skąd tak dynamiczne wzrosty? Tak jak wcześniej wspomniano głównym winowajcą są rekordowo niskie stopy procentowe. Skłaniają one osoby posiadające kapitał do poszukiwania bardziej intratnego sposobu inwestowania gotówki niż trzymanie jej na bankowych lokatach. Wszystko dlatego, że banki na przeciętnym depozycie doliczają do kapitału odsetki za wolno, aby pokonać inflację. I choć zakup mieszkania na wynajem nie jest pozbawiony ryzyka i wymaga sporego zaangażowania od inwestora, to zysk z takiej inwestycji kilkukrotnie przewyższa to co oferują bankowe lokaty. Do tego należy dodać dynamicznie rosnącą gospodarkę, pęczniejące wynagrodzenia i niskie bezrobocie. To wszystko przekłada się na optymizm Polaków. Gdyby tego było mało, to mamy jeszcze do czynienia z wyraźnym wzrostem popytu na mieszkania w związku z migracjami zarobkowymi naszych wschodnich sąsiadów. To wszystko ma wpływ na skalę obserwowanej wciąż hossy mieszkaniowej.

 

Źródło: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Co drugi polski internauta robi zakupy w sieci, postrzegając je jako nieskomplikowane, wygodne, a także tańsze i zajmujące mniej czasu, niż kupowanie w sklepach tradycyjnych – wynika z najnowszego raportu ‘E-commerce w Polsce 2018. Gemius dla e-Commerce Polska’[1]. Polacy robią zakupy nie tylko na rodzimych stronach internetowych – z każdym rokiem znacząco rośnie segment handlu transgranicznego.

W zagranicznych sklepach internetowych kupuje już 23% badanych, podczas gdy dwa lata temu było to zaledwie 10%. Polacy najchętniej poza granicami kraju kupują odzież, dodatki i akcesoria (52%), kosmetyki i perfumy (32%), a także książki, płyty, filmy i inne multimedia (28%). – Do tego wyniku na pewno przyczyniła się dynamicznie rosnąca popularność chińskiego giganta e-commerce – Aliexpress. Azjatycką platformę sprzedażową spontanicznie rozpoznaje 30% e-konsumentów, którzy zrobili zakupy za granicą w ciągu ostatnich 6 miesięcy – mówi Joanna Pieńkowska-Olczak, Country Manager PayU w Polsce.

Rosnąca popularność e-handlu transgranicznego jest związana także z rosnącym bezpieczeństwem i wygodą opłacania międzynarodowych transakcji. Polscy e-konsumenci, płacąc za swoje towary zamówione w kraju i za granicą, najchętniej wybierają tzw. pay by linki, czyli szybkie e-przelewy. Aż 65% z nich wskazuje PayU, jako serwis, z którego korzystają najczęściej. Dzięki najnowszym rozwiązaniom technologicznym i finansowym, Polacy mogą nie tylko wygodnie, i w złotówkach, płacić za produkty kupowane na zagranicznych serwisach, ale także oferować swoje produkty klientom z całego świata. Aby odpowiedzieć na potrzeby sprzedawców rozwijających ofertę dla zagranicznych kupujących, PayU zbudowało  globalną platformę PayU Hub. Dzięki łatwej integracji z jednym API, można uruchomić w sklepie szereg lokalnych metod płatności pochodzących z najszybciej rozwijających się rynków e-commerce na świecie oraz usługi finansowe, takie jak raty czy odroczenie płatności.

Handel transgraniczny jest motorem wzrostu gospodarki cyfrowej na świecie. Przewiduje się, że do 2020 roku branża e-commerce będzie warta ok. 3 biliony dolarów, a aż jedna trzecia tego będzie transgraniczna. W samej Europie Środkowo-Wschodniej wartość handlu transgranicznego online wzrośnie do 45 miliardów dolarów. Oznacza to również szansę dla polskiego e-handlu w konkurowaniu o międzynarodowych klientów, zwłaszcza, że polskie sklepy internetowe mają bardzo dobrą ofertę produktową i z powodzeniem mogłyby odważniej ją prezentować na zagranicznych rynkach.

[1] https://bit.ly/2Kvrjl6

Źródło: PayU

Blisko dwie trzecie liderów firm prywatnych na świecie z optymizmem patrzy na przyszłość swojego biznesu w ciągu najbliższych 24 miesięcy. Aż 89 proc. organizacji uważa, że odniesie sukces w tym okresie. Jak jednak pokazuje raport firmy doradczej Deloitte Globalne perspektywy dla firm prywatnych. Plany, priorytety i oczekiwania, ponad połowa przedsiębiorstw prywatnych odczuwa rosnącą niepewność związaną z prowadzeniem biznesu w przyszłości. Dla dyrektorów z krajów regionu EMEA największe zagrożenie dla rozwoju stanowi zatrudnienie i utrzymanie pracowników. Z kolei co czwarta firma oczekuje, że do końca roku zostanie przejęta przez inny podmiot.

Po raz pierwszy od dekady w głównych gospodarkach świata panuje prosperity. Sektor prywatny odgrywa coraz większą rolę, dzieje się tak również w Polsce. Raport Deloitte pokazuje, że kadra kierownicza w każdym z trzech regionów – obu Ameryk (70 proc.), krajów EMEA (65 proc.) oraz Azji i Pacyfiku (60 proc.) – z optymizmem patrzy w przyszłość jeżeli chodzi o rozwój swojej firmy w ciągu najbliższych dwóch lat. Nawet 89 proc. przedsiębiorstw jest przekonana, że odniesie sukces w zakresie przychodów, rentowności i wzrostu. Wyraziły one jednak zarówno wysoki stopień optymizmu, jak i niepewności. Ponad połowa organizacji (53 proc.) uważa, że poziom niepewności związanej z przyszłymi perspektywami biznesowymi jest wyższy niż w ubiegłym roku, a zaledwie 9 proc. sądzi, że jest mniejszy. – Nadrzędnym powodem takiego stanu rzeczy może być to, że firmy prywatne są w większym stopniu zdolne do szybkich reakcji oraz postrzegają sytuację w szerszej perspektywie. Z drugiej strony, dokonują inwestycji w warunkach większej niepewności, aby zachowywać wysoką pozycję konkurencyjną na rynku – mówi Tadeusz Dulian, Starszy Menedżer w zespole ds. firm rodzinnych i prywatnych Deloitte Private.

Rynki zagraniczne szansą na rozwój

Jak wynika z raportu Deloitte, inwestycje na rynkach zagranicznych powinny pozytywnie wpływać na kondycję firm prywatnych. Aż 79 proc. organizacji już teraz opiera część swoich przychodów na rynkach międzynarodowych, a 43 proc. liczy, że stanowić one będą ponad jedną czwartą przychodów. Te wzajemne powiązania prawdopodobnie będą coraz większe. Ponad 27 proc. firm oczekuje, że udział inwestycji globalnych w ich biznesie wzrośnie w ciągu roku. Znaczenie rynków międzynarodowych zwiększa się także w związku z pozyskiwaniem i wytwarzaniem produktów. Ponad połowa kadry kierowniczej (57 proc.) twierdzi, że handel globalny odgrywa ważną rolę w ich łańcuchu dostaw.

Biorąc pod uwagę taką dynamikę wzrostu, nie powinno dziwić, że jedynie 17 proc. liderów firm prywatnych wymieniło bariery handlowe jako istotne zagrożenie dla wzrostu swojej firmy. Jako jedno z głównych zagrożeń dla wzrostu respondenci we wszystkich regionach wymienili za to niepewność geopolityczną. Przedstawicieli obu Ameryk najbardziej niepokoją niepewne perspektywy gospodarcze w ich krajach (30 proc.), podczas gdy w regionie Azji i Pacyfiku największe obawy budzą koszty surowców oraz inne koszty produkcji (28 proc.). Dla dyrektorów w krajach EMEA główny problem stanowi zatrudnienie i utrzymanie pracowników (22 proc.).

Ewolucja przełomowych rozwiązań

Ciągły przepływ informacji pomiędzy państwami jest kolejnym czynnikiem, który wpływa na ujednolicenie oczekiwań i planów kadry kierowniczej na świecie. Największe korzyści z rozwiązań przełomowych liderzy widzą w postępie technologicznym (66 proc.). Są oni także optymistami, jeśli chodzi o wpływ innowacji na oczekiwania i preferencje klientów (56 proc.) oraz coraz szerszy dostęp do treści (51 proc.). Mniej pozytywnie postrzegają oddziaływanie innowacji na potencjalne zmiany na rynku makroekonomicznym (39 proc.) oraz zmiany regulacyjne (35 proc.).

Badane firmy wykazały także obawy co do wpływu cyfryzacji na ich modele biznesowe. Nawet 58 proc. kadry kierowniczej z rejonu Azji i Pacyfiku oczekuje, że w ciągu najbliższych dwóch lub trzech lat ich firmy odczują skutki przełomowych rozwiązań stosowanych przez konkurencję. W krajach EMEA uważa tak 52 proc. Tymczasem, respondenci z obu Ameryk postrzegają to zagrożenie jako mniej realny problem – zaledwie 33 proc. liderów z regionu spodziewa się tego w najbliższym czasie.

Roboty nie odbierają miejsc pracy

Mimo rosnącej automatyzacji pracy, przejęcie większości zadań przez roboty pozostaje kwestią przyszłości. – Niemal połowa badanych menedżerów (45 proc.) zamierza zwiększyć pełnoetatowe zatrudnienie w tym roku. To jest sygnał, że ludzie wciąż wygrywają z technologiami i mają kluczowe znaczenie dla wielu funkcji biznesowych – mówi Tadeusz Dulian. – Obecnie firmy znajdują się pomiędzy dwoma potężnymi trendami, które zostały zapoczątkowane w wyniku wznowienia globalnego wzrostu: potrzebą zatrudniania nowych pracowników w celu zaspokojenia rosnącego popytu oraz nasilającą się walką o kurczącą się pulę wykwalifikowanych pracowników – dodaje.

Firmy prywatne mają jeszcze jeden powód, aby w dużym stopniu koncentrować wysiłki na dbaniu o talenty. Jako główną strategię rozwoju na ten rok, respondenci wskazali na wzrost wydajności (35 proc.). Utalentowani pracownicy będą odgrywać kluczową rolę we wspieraniu i wykorzystywaniu innowacji, w równie dużym stopniu, jak inwestycje w nowe technologie będą realizowały ten cel.

Rosnąca motywacja w zakresie fuzji i przejęć

W ostatnich latach wiele firm globalnych wykazało zdecydowaną wolę, aby rozwijać się w sposób organiczny. Mniej niż jedna trzecia (29 proc.) liderów biznesów prywatnych deklaruje, że ich organizacja zrealizowała fuzję lub przejęcie w ubiegłym roku. Ale odbicie może nastąpić już niebawem. Nawet 42 proc. respondentów spodziewa się, że uda im się nabyć wyznaczone aktywa do końca roku. Tymczasem, co czwarta firma (26 proc.) oczekuje, że zostanie przejęta przez inne podmioty.

Dla jednej trzeciej respondentów głównym motorem do angażowania się w procesy M&A w tym roku jest możliwość wejścia na nowe rynki globalne. Na drugim miejscu (32 proc.) znalazła się możliwość rozszerzenia i zdywersyfikowania bazy klientów. – Firmy prywatne odczuwają presję, aby rozwijać się, konsolidować i osiągać skalę, która pozwala skuteczniej konkurować na rynku. Niezależnie od motywów, zwiększony apetyt na transakcje wskazuje na świadomość dyrektorów, że reguły biznesowe zmieniają się, a ich prywatne firmy muszą ewoluować, aby dalej odnosić sukcesy – podsumowuje Tadeusz Dulian.

Raport do pobrania dostępny jest tutaj

Wzrost liczby postanowień sądowych. Postępowań sanacyjnych blisko dwukrotnie więcej niż przed rokiem.

Prezentowane statystyki są przygotowywane przez ubezpieczyciela należności Coface od 1997 roku w oparciu o daty wydania postanowień sądów o ogłoszeniu upadłości, czyli faktyczne daty upadłości. Podane wyniki za I półrocze 2018 nie są ostateczne i należy się jeszcze spodziewać wzrostu liczby postanowień. Jednak dane sprzed roku, do których liczony jest ostatni wzrost procentowy r/r., także pochodzą z czerwca, co zapewnia rzetelność porównań statystycznych. Dane historyczne, dotyczące lat 2008-2016, pokazują wyniki znane na koniec każdego roku. 1 stycznia 2016 roku wprowadzono nowe prawo restrukturyzacyjne. Głównym celem postępowania restrukturyzacyjnego, oprócz zaspokojenia wierzycieli, jest uniknięcie ogłoszenia upadłości dłużnika przez umożliwienie mu restrukturyzacji w drodze zawarcia układu z wierzycielami, a w przypadku postępowania sanacyjnego – również przez przeprowadzenie działań sanacyjnych, przy zabezpieczeniu słusznych praw wierzycieli. Istotną zmianą jest także fakt, że w obecnym prawie, postępowaniu restrukturyzacyjnemu podlegają zarówno firmy niewypłacalne, jak i zagrożone niewypłacalnością, w związku z tym nowe statystyki pokazują nie tylko liczbę bankrutów, ale także firm zagrożonych bankructwem. Wcześniej obowiązujące prawo umożliwiało ogłoszenie upadłości układowej tylko wobec firmy faktycznie niewypłacalnej.

Centralny Zarząd Służby Więziennej i Grupa Amica chcą poszerzyć trwającą od dwóch lat współpracę mającą na względzie potrzebę readaptacji społecznej osób przebywających w Zakładzie Karnym we Wronkach. Zatrudnienie przy produkcji urządzeń dużego AGD już za rok znaleźć może docelowo do dwustu osób. 22 czerwca podpisy pod listem intencyjnym w tej sprawie złożyli przedstawiciele Skarbu Państwa, Grupy Amica oraz właściciela gruntu, na którym ma być wybudowana nowa hala produkcyjna. Obiekt zostanie oddany do użytku w przyszłym roku.

W ramach współpracy Zakład Karny deklaruje gotowość do pracy w fabryce 100-200 mężczyzn w systemie zmianowym. Będą oni pracować w hali, którą Amica zacznie budować jeszcze w tym roku, po wydzierżawieniu gruntu od przedsiębiorstwa „Pomet”. Powstanie nowy wydział produkcyjny – w fabryce kuchni liczba pracowników etatowych nie zmniejszy się.

Trójstronny list intencyjny i planowane przedsięwzięcie wpisują się w rządowy program „Praca dla więźniów”, zainicjowany w 2016 roku. Zakłada on szeroko rozumianą readaptację społeczną osób przebywających w zakładach karnych i aresztach śledczych, a w szczególności ich aktywizacji zawodowej. Istotny jest tu zwłaszcza aspekt resocjalizacyjny – przykład już trwającej współpracy pomiędzy Zakładem Karnym we Wronkach a Grupą Amica pokazuje, że w ramach tego programu osadzeni nie tylko nabywają nowe umiejętności, ale także korzystają z nich po wyjściu na wolność. W pojedynczych przypadkach zostają także pełnoprawnymi pracownikami Amica.

– Dyrekcja Zakładu Karnego we Wronkach przykłada bardzo dużą wagę do rozwoju projektów resocjalizacyjnych, które pozwolą osadzonym na zdobycie kwalifikacji zawodowych i ułatwią powrót do społeczeństwa po zakończeniu odbywania kary. Amica była naturalnym wyborem jeżeli chodzi o poszukiwanie partnera do tego typu projektu. Nowa inicjatywa jest kontynuacją i znaczącym rozszerzeniem wcześniejszej współpracy. W mojej ocenie doskonale wpisze się w ogólnopolski program „Praca dla więźniów”, który już teraz pozwolił osiągnąć poziom zatrudnienia więźniów, jakiego nie było w całej powojennej historii Polski – powiedział Dyrektor Okręgowy Służby Więziennej w Poznaniu, płk Marceli Sauermann.

W ostatnich latach Grupa Amica przeżywa okres bardzo intensywnego rozwoju i sprzedaje swoje produkty już na blisko 60 rynkach. Zagraniczne akwizycje pozwoliły na znaczący wzrost sprzedaży, a to pociągnęło za sobą budowę we Wronkach nowoczesnego centrum dystrybucji i unikalnego w skali branży automatycznego Magazynu Wysokiego Składowania. Kolejnym krokiem w rozwoju firmy jest zwiększenie mocy produkcyjnych fabryki i sprostanie rosnącemu zapotrzebowaniu na sprzęt AGD, co wiąże się z potrzebą zwiększenia zatrudnienia.

– Od dłuższego czasu wszystkie większe firmy w naszym regionie borykają się z problemem, jakim jest znalezienie nowych pracowników. Aktualnie w powiecie szamotulskim jest znacznie więcej miejsc pracy niż potencjalnych pracowników i stanowi to dla nas duże wyzwanie w kontekście rozwoju Grupy i samej fabryki. Amica jako firma, która jest bardzo mocno związana z regionem, stara się rozwijać w sposób zrównoważony i w miarę możliwości wspierać społeczność lokalną. Między innymi to skłoniło nas do rozwinięcia projektu zatrudnienia więźniów z pobliskiego Zakładu Karnego. Dzięki tej współpracy Amica zyskuje nowych pracowników, dla których zatrudnienie jest formą rozwoju, szansą na zarobienie pieniędzy i zdobycie bezcennego doświadczenia oraz nowych umiejętności, które przydadzą się im w przyszłości – zapewnia Krzysztof Machaj, dyrektor Fabryki Kuchni Grupy Amica we Wronkach.

Inicjatywa podjęta wspólnie z Zakładem Karnym stanowi wykorzystanie kolejnej możliwości zwiększenia zdolności produkcyjnej, która wynosi obecnie 1,5 mln szt. dużego AGD rocznie. W Fabryce Kuchni we Wronkach pracuje obecnie około 2500 pracowników. Zdecydowana większość z nich to zatrudnieni bezpośrednio mieszkańcy Wronek i okolic. Współpraca z Zakładem Karnym to dla polskiego producenta AGD sposób na uzupełnienie kadry. Firma nadal będzie prowadziła intensywną rekrutację wśród mieszkańców powiatu w poszukiwaniu nowych pracowników.

Amica zamierza w nowej hali produkować podzespoły do montażu kuchni i płyt grzejnych. Będzie to obiekt spełniający wszelkie polskie normy, w tym także zapewniający odpowiednie zaplecze socjalne. Firma poniesie koszty jego wybudowania oraz długoletniej dzierżawy gruntu. Zakład Karny pokryje koszty zabezpieczenia technicznego tzw. śluz wejściowych oraz zapewni niezbędny dozór.

Źródło: Amica

W sprawach kredytów walutowych sądy do tej pory skupiały się w większości na kwestiach abuzywności postanowień odsyłających do tabel kursowych banków. Nowością w tych sprawach jest to, że coraz częściej mówi się o nierównomiernym rozłożeniu ryzyka walutowego pomiędzy kredytobiorcę a bank, zaś sądy dopuszczają dowody z opinii biegłych w tym zakresie.

Konsekwencją uznania, że umowa nierównomiernie rozkłada ryzyko walutowe przerzucając je w całości na kredytobiorcę, przy braku rzetelnej informacji o tym ryzyku, może być stwierdzenie nieważności umowy kredytu jako sprzecznej z zasadami współżycia społecznego i to niezależnie od stosowania przez bank własnych tabel kursowych.

A jak było naprawdę? Czy banki wystawiły kredytobiorców na jednostronne ryzyko zmian kursowych?

Po uruchomieniu kredytów powiązanych z walutą, banki sprzedawały na rynku międzybankowym walutę szwajcarską w ilości odpowiadającej mniej więcej wartości uruchomionych kredytów. W ten sposób pozbywały się ryzyka walutowego z własnych ksiąg rachunkowych i zamykały swoją pozycję walutową. Z drugiej strony banki zapisywały w sowich księgach rachunkowych, że kredytobiorca ma im oddać kredyt w walucie frank szwajcarski, czyli to ryzyko niejako przenosiły na kredytobiorcę. Otwierały mu ogromną pozycję w walucie szwajcarskiej – czyli wystawiały na ryzyko, którego jednocześnie same się pozbywały” – komentuje mec. Barbara Garlacz prowadząca tego typu sprawy, w ramach których sądy zarządziły już odpowiednie dowody z opinii biegłych.

Banki w przeważającej mierze informowały przy tym kredytobiorców, że frank jest walutą stabilną, a jednocześnie nie informowały, że mimo tej stabilności bank nie bierze na siebie ryzyka, które sprzedaje kredytobiorcy w ramach kredytu powiązanego z walutą. W większości też przypadków banki ograniczały się do wskazania możliwego wpływu wahań kursu na ratę kredytu ale nie na jego saldo – czyli ekonomicznie rzecz ujmując na otwartą pozycję walutową kredytobiorcy.

Takiej wybrakowanej informacji o ryzyku nie sposób oczywiście uznać za rzetelną. Gdyby bowiem kredytobiorca wiedział, że kupuje ryzyko, którego profesjonalna instytucja nigdy by na siebie nie przyjęła – to z pewnością takiego kredytu też by nie wziął. Wymóg rzetelnej informacji o ryzyku wynika chociażby z orzeczenia TSUE w sprawie C-186/16” – dodaje mec. Barbara Garlacz.

Brak równowagi kontraktowej podstawą nieważności

Fakt, że po zamknięciu pozycji walutowej bank jest neutralny na ryzyko walutowe – czyli ani nie traci ani nie zyskuje na wzroście kursu, a klient w razie wzrostu kursu ponosi stratę, gdyż nie jest zabezpieczony przed tym wzrostem – świadczy o nierównomiernym rozłożeniu ryzyka walutowego w umowie kredytu i zabezpieczeniu przez nią wyłącznie interesów banków. W podobnej sprawie dotyczącej transakcji na instrumencie pochodnym Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 15 marca 2018 roku (AGa 758/18) uznał, że taki nierównomierny rozkład ryzyka walutowego w umowie z domknięciem pozycji walutowej po stronie banku i bez zabezpieczenia drugiej strony kontraktu prowadzi do nieważności umowy. Ten sam argument mogą wykorzystać tzw.frankowicze walczący w sądach.

Autor: Barbara Garlacz – radca prawny, radca prawny prowadzący spory dot. umów kredytów powiązanych z walutą oraz instrumentów pochodnych

Nadmierny  konsumpcjonizm oraz kilka tysięcy ton rocznie nowych rzeczy-śmieci na wysypiskach  – to m.in. kwintesencja zjawiska, które nazywamy fast fashion. A przecież można inaczej, gdyż duża część tekstyliów i odzieży nadaje się do recyklingu, czyli przetworzenia i ponownego wykorzystania. Czy Polacy są tego świadomi? Temat został zbadany przez VIVE Textile Recycling, firmę specjalizującą się w  recyklingu odzieży i tekstyliów.

– Zapytaliśmy ponad 1000 Polaków o to, czy hołdują zasadom „ekologicznej konsumpcji” i dają swoim rzeczom drugie życie. Takie same pytania skierowaliśmy do uczestników dwóch edycji Targów Slow Fashion, modowego wydarzenia promującego projektantów, którzy tworzą zgodnie z trendem „slow”. Przeprowadzone przez nas badanie potwierdza, że recykling odzieży i tekstyliów zyskuje na popularności, jednak nie jest jeszcze  w czołówce  najczęstszych nawyków ekologicznych Polaków. Dlatego tak ważna jest dalsza edukacja Polaków, aby odpowiedzialnie podchodzić do konsumpcji, zarówno gdy kupujemy nowe rzeczy, jak i wtedy gdy się ich pozbywamy mówi Ewelina Rozpara, Rzecznik Prasowy VIVE Group. .

Drugie życie ubrań

Recykling odzieży i tekstyliów – to na czym polega – jest dobrze znany Polakom, przynajmniej w teorii –78% badanych poprawnie podało definicję procesu recyklingu. 64,2% respondentów choć raz oddało nieużywane lub niepotrzebne ubrania do przetworzenia, a większość tych, którzy nie mieli dotychczas okazji z tego skorzystać, chętnie by to zrobiła. Decydujemy się na danie „drugie życia” naszym ubraniom z następujących powodów: wyrosłem z danej rzeczy (34%), nie nadaje się do użytku, np. jest poplamiona lub skurczona lub (35,5%), nie noszę czegoś od dłuższego czasu (32,3%). Uczestnicy wrześniowej edycji Targów SlowFashion do recyklingu przekazują w pierwszej kolejności odzież, która zalega w szafie i dawno nie była używana – robi tak aż 43,3% ankietowanych.

Najważniejsze jest to, by nie wyrzucać, ale przemyśleć, jak nadać niepotrzebnym ubraniom „drugie życie”. W badaniu zleconym przez VIVE Textile Recycling, Polacy wykazali dużą świadomość dotyczącą recyklingu odzieży i tekstyliów. Niepotrzebne ubrania najczęściej oddają do kontenerów na potrzeby recyklingu (55,3%), przekazują znajomym i rodzinie (46,3%) oraz potrzebującym (32,3%). Tylko 15,4% osób badanych wyrzuca nieużywaną odzież do śmieci.

Szacuje się, że w Polsce wytwarza się ok 2,5 mln ton odpadów tekstylnych rocznie, z czego połowa nadaje się do odzysku. Niemodne, niepotrzebne lub nieużywane ubrania mogą być ponownie użyte na wiele sposobów. W VIVE Textile Recycling, przerabiamy odzież i tekstylia na czyściwo przemysłowe wykorzystywane w budownictwie czy motoryzacji, przetwarzamy na paliwa alternatywne, wykorzystujemy do produkcji kompozytu będącego alternatywą dla drewna. Ze zniszczonych swetrów można produkować dywany, ścinki dżinsowe przerobić na okładki książkowe, a z plandek samochodowych czy bannerów wykonać torby – wymienia Ewelina Rozpara.

Czy recykling odzieży ma szansę stać się w Polsce bardziej popularny? Mimo, iż nadal częściej oszczędzamy energię (72,1%), wodę (59,1%) czy segregujemy odpady (72,1%), niż korzystamy z możliwości recyklingu odzieży (44,4%), to zebrane dane z badania VIVE Textile Recycling pokazują że tak. Niemal 2/3 Polaków (64,2%) już teraz deklaruje, że posiadając niepotrzebne rzeczy robi jakikolwiek ruch w kierunku nadania im drugiego życia. Rośnie też sama znajomość recyklingu odzieży i tekstyliów – z 70,7%  (marzec 2017  r.) do 78% (wrzesień 2017 r.). Szczególnie widać to wśród osób ekoświadomych, gdzie zanotowaliśmy wzrost odsetka osób, które oddają ubrania do kontenerów na potrzeby recyklingu (z 42% do 52%).

Podatny grunt na ekostyl

Z badania VIVE Textile Recycling wynika, że w Polsce istnieje podatny „grunt” do dalszej promocji odpowiednich postaw i zachowań eko. Coraz więcej Polaków stawia na tryb życia w stylu eko – aż 55,8% osób jest zdania, że świadomość ekologiczna idzie ku lepszemu, a co trzeci badany uważa, że nadal jest dużo do zrobienia, ale nie odstajemy od reszty świata. Jedynie 6% Polaków uznaje, że zachowania proekologiczne w naszym kraju są na bardzo niskim poziomie i raczej nic się nie zmieni.

Blisko 60% Polaków uważa, że przyrodzie najbardziej szkodzi zanieczyszczenie powietrza. Co drugi Polak twierdzi, że ingerencja w naturę, np. wycinka lasów to jeden z najbardziej negatywnych czynników wpływających na środowisko naturalne, a 39,4% osób wskazało na wzrost liczby użytkowanych samochodów. Co trzeci badany zwrócił uwagę na zbyt małą selekcję odpadów, nadmierną konsumpcję oraz impulsywne zakupy. Jeszcze bardziej dostrzegają ten problem osoby ekoświadome, które wzięły udział w badaniu podczas ostatniej, wrześniowej edycji (49%) Targów SlowFashion.

Co z kolei może przekonać Polaków do częstszego praktykowania postaw eko, w tym do recyklingu tekstyliów? Najbardziej przekonujące argumenty zdecydowanie należą do tych przyziemnych – zdrowie, pieniądze i obawa przed karą w przypadku działania na szkodę środowiska. Zdaniem badanych, na Polakach nie zrobi wrażenia narracja dotycząca „ochrony wspólnego dobra”, „zachowania piękna natury”, a nawet strach przed katastrofą ekologiczną. Najlepszą metodą na propagowanie postaw proekologicznych wśród Polaków wydaje się  zatem odwoływanie do świadomości ekonomicznej. Pomijając jednak sposoby dotarcia do właściwego działania, każdy z nas powinien dążyć do ograniczenia szkodliwego wpływu przemysłu, poprzez przedłużenie czasu użytkowania rzeczy, w tym również odzieży.

Źródło:
Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie VIVE Textile Recycling przez agencję SW RESEARCH w dwóch turach:

  1. Na reprezentatywnej grupie Polaków metodą wywiadów on-line (CAWI) 1004 ankiety z osobami w wieku 16-65 lat (wrzesień 2017).
  2. Wśród uczestników Targów SlowFashion (wrzesień 2017), metodą wywiadów CASI, 104 ankiety.

Od 1 lipca wszyscy podatnicy, w tym mikroprzedsiębiorcy, którzy prowadzą księgi podatkowe i wytwarzają dowody księgowe w formie elektronicznej, przekazują struktury JPK na żądanie organów podatkowych w trakcie postępowania podatkowego, czynności sprawdzających, kontroli podatkowej i kontroli celno-skarbowej. Do 30 czerwca 2018 r. obowiązek ten dotyczy wyłącznie dużych przedsiębiorców.

„JPK na żądanie to korzyść dla administracji skarbowej i dla podatników. Przekazanie danych JPK znacząco przyśpieszy prowadzone postępowania kontrolne, pozwoli uniknąć wizyty w urzędzie lub przyjmowania kontrolujących w siedzibie firmy. Kontrole będą bardziej obiektywne i przejrzyste dla podatników. Kontrolowany i kontrolujący zyskają większą pewność dotyczącą materiałów wykorzystywanych w trakcie czynności sprawdzających i kontrolnych” – mówi wiceminister finansów, zastępca szefa Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) Paweł Cybulski.

„Data 1 lipca 2018 r. jest warta odnotowania. Od tego momentu większość podatników będzie przekazywała dane w toku kontroli w formie plików JPK. Dzięki możliwości pozyskiwania danych w formie plików JPK zmieniamy oblicze kontroli dotyczących podatków. Wprowadzamy nowe technologie, które pozwolą zautomatyzować proces kontroli. Chcemy szybciej i niższym kosztem dla podatnika realizować zadania” – dodaje dyrektor Departamentu Nadzoru nad Kontrolami MF Przemysław Krawczyk.

KAS może żądać JPK od podatnika, a także od kontrahenta, jeżeli prowadzi on księgi podatkowe w formie elektronicznej.

Jakie struktury JPK będą przekazywane na żądanie

Struktury, których od 1 lipca 2018 r. można żądać KAS

JPK_KR – księgi rachunkowe

JPK_WB – wyciąg bankowy

JPK_MAG – magazyn

JPK_FA – faktury VAT

JPK_PKPIR – podatkowa księga przychodów i rozchodów

JPK_EWP – ewidencja przychodów

Sposoby przekazania JPK na żądanie

„Ministerstwo Finansów udostępniło bezpłatne narzędzia, dzięki którym przedsiębiorca może przekazać JPK na żądanie: aplikację Klient JPK 2.0 do generowania i wysyłania JPK oraz aplikację e-mikrofirma w zakresie faktur (struktury JPK_FA). Przedsiębiorcy nie powinni mieć problemów z udostępnieniem organowi podatkowemu JPK na żądanie. System informatyczny Ministerstwa Finansów jest przygotowany na przyjęcie dodatkowych plików JPK. Ponadto MF opracowało i wykonało aplikację dla urzędników KAS, która jest wykorzystywana do weryfikacji i potwierdzania prawidłowości plików JPK przekazywanych na żądanie organu podatkowego” – informuje wiceminister finansów Paweł Cybulski.

JPK na żądanie – informacje dla podatników

Szczegółowe informacje na temat JPK na żądanie wraz z broszurami MF zostały opublikowane w Portalu Podatkowym.

Biuro w nowoczesnym biurowcu klasy A w samym sercu stolicy to opcja do niedawna zarezerwowana jedynie dla największych firm, które po prostu było na takie rozwiązanie stać. Dla małych, czy średnich biznesów luksusowe biuro było najczęściej częścią planu na przyszłość. Przedsiębiorcy rozpoczynający swoją działalność raczej nie brali takiej opcji w ogóle pod uwagę. Dzisiaj sytuacja na rynku nieruchomości komercyjnych diametralnie się zmieniła. Wszystko to dzięki rozwiązaniu, jakim są biura serwisowane.

Czym jest biuro serwisowane?

Biura serwisowane to odpowiedź rynku nieruchomości na potrzeby mikro, małych i średnich firm w zakresie efektywnej, dobrze zorganizowanej i kreującej pozytywny wizerunek przedsiębiorstwa przestrzeni do pracy. Takie warunki gwarantują w zasadzie jedynie renomowane biurowce zlokalizowane w centrum Warszawy, na które mniejszych rozmiarów biznes nie mógł sobie, jak dotąd pozwolić. Teraz wiele w tym zakresie się zmieniło.

Biura serwisowane, proponowane m.in. przez renomowaną warszawską firmę OmniOffice, to w pełni wyposażone i perfekcyjnie wkomponowane w biznesowy klimat miejsca do pracy w śródmieściu Warszawy – reprezentacyjne i zdecydowanie funkcjonalne. Przedsiębiorca za przystępną cenę wynajmuje biuro, które jest natychmiast gotowe do użytkowania. Meble, infrastruktura biurowa, a także zaplecze w postaci aneksów kuchennych z punktem kawowym – to wszystko wynajmujący otrzymuje już „na wejściu”. Rozwiązanie tego typu wyróżnia się przede wszystkim wysoką elastycznością, co w obecnych dynamicznie zmieniających się warunkach rynkowych i prowadzenia biznesu, stanowi kluczową zaletę. Biuro serwisowane można wynająć na dowolnie wybrany okres, np. na miesiąc. Przedsiębiorcy mogą zatem swobodnie pracować oraz prowadzić swoje firmy w znakomitej lokalizacji i profesjonalnie urządzonej przestrzeni, jednak nie przywiązując się jednocześnie do wybranego rozwiązania oraz nie wiążąc się długoterminowymi umowami na wynajem tradycyjnego biura.

Jeśli chcesz poznać szczegóły tego typu rozwiązania, wejdź po prostu na http://www.omnioffice.pl/.

Co proponuje rozwiązanie, jakim jest biuro serwisowane?

Poza krótkimi, elastycznymi terminami wynajmu, biura serwisowane to opcja, zapewniająca m.in.:

  • komfortowe, funkcjonalne, w pełni wyposażone miejsce pracy w znakomicie zlokalizowanych biurowcach klasy A,
  • kompleksową obsługę recepcji,
  • profesjonalną obsługa spotkań biznesowych,
  • odbieranie połączeń telefonicznych i usługi asystenckie, a zatem utrzymywanie dodatkowo sekretariatu firmy nie jest tutaj konieczne,
  • usługę codziennego sprzątania biura

Wybierając solidną ofertę przedsiębiorca może także liczyć np. na obsługę księgową swojej firmy oraz usługi doradcze. W ten sposób można realnie wpłynąć na redukcję kosztów prowadzenia działalności.

Warto w tymi miejscu dodać, że biura serwisowane znakomicie odpowiadają na potrzeby firm rozwijających swoją działalność. Przestrzeń do pracy można bowiem bez problemu powiększyć. Prestiżowa lokalizacja zapewnia natomiast towarzystwo innych firm, co generuje interesujące możliwości w zakresie współpracy.

Eksperci

Patorska: 100 lat pogoni za bogactwem europejskich gospodarek

Setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości, to dobry moment na podsumowanie nie tylko wyd...

Co łączy Włochy, Turcję i Rumunię?

Coraz gorsze perspektywy dla włoskiej gospodarki wyłaniają się z jesiennych prognoz Komisji Europejs...

Ten tydzień pod znakiem USA, Wielkiej Brytanii oraz Chin

W przyszłym tygodniu uwaga rynków najpierw skupi się na wynikach wyborów do Kongresu USA, gdzie wiel...

Niewiele potrzeba, by zburzyć spokój

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się h...

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

AKTUALNOŚCI

Zniesienia górnego limitu składek na ZUS nie będzie

14 listopada 2018 r. Trybunał Konstytucyjny wydał długo oczekiwany wyrok w zakresie zgodności z Kons...

Wtorek, 12 listopada w PE: debata o wieloletnich ramach finansowych, wystąpienie kanclerz Niemiec A

We wtorek 12 listopada w Parlamencie Europejskim odbędzie się debata na temat wieloletnich ram finan...

Przedsiębiorcy przeciwni zmianom w ordynacji podatkowej

W dniu 23 października 2018 roku Sejm RP przegłosował rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o poda...

Eksport to jeden z motorów polskiej gospodarki

Po I półroczu 2018 r. eksport osiągnął wartość 107,6 mld EUR, poziom o 5,7% wyższy niż przed rokiem ...

Tauron i KGHM łączą siły na rzecz rozwoju elektromobilności

TAURON i KGHM Polska Miedź rozpoczną współpracę w obszarze budowania infrastruktury ładowania pojazd...