Home Archiwa 2017 Wrzesień 12

Dzienne archiwaWrz 12, 2017

„THINK NEXT by Franke” – spotkanie wizjonerów, autorytetów I liderów opinii, w zakresie wzornictwa, architektury, technologii oraz przygotowania żywności

W pierwszej, zakończonej właśnie edycji nowej, flagowej konferencji Franke „THINK NEXT” uczestniczyło prawie 500 gości. W ostatni dzień sierpnia, do siedziby Franke w Aarburgu, w Szwajcarii przybyli liderzy opinii, innowatorzy i influencerzy, a także liczne grono klientów, partnerów handlowych i przedstawicieli mediów, z całego świata. Tematyka spotkania skupiała się wokół innowacji i trendów. Mówcy, światowej sławy, tacy jak Claus Meyer, Philippe Starck, Matteo Thun, Marius Robles, Marije Vogelzang oraz Tyler Brûlé przedstawili swoje poglądy na temat przyszłości domowego gotowania i wyposażenia kuchni, projektowania, wzornictwa, architektury, zrównoważonego rozwoju i technologii. Zaproszeni goście hojnie dzielili się z uczestnikami swoimi inspirującymi przemyśleniami i imponującą przenikliwością w ocenie trendów, które wyznaczą rytm naszego życia w przyszłości. „Nasza wspólna podróż w przyszłość już trwa, a w przypadku Franke ma nawet swój azymut czyli credo marki „Make it Wonderful” – podkreślił Prezes Franke Group Alexander Zschokke.

Konferencja miała interaktywny charakter, rozmowy i dyskusje panelowe prowadzone były równolegle z sesjami warsztatowymi i laboratoriami. Wspaniały festiwal kulinarnych pokazów i degustacji na zakończenie konferencji był doskonałą okazją do zaprezentowania uniwersalnej funkcjonalności urządzeń kuchennych Franke.

„Nasza marka ma wiele kontaktów z życiem codziennym, dlatego chcemy inicjować dyskusje i angażować do współpracy tych, którzy nas inspirują. Konferencja Think Next by Franke to okazja do wymiany poglądów i wizji, które w przyszłości będą kształtowały wybory konsumentów, a więc i charakter naszych produktów.” – podkreśla Marek Szymański, Prezes Franke Polska.

61 proc. posiadaczy smartfonów zagląda do swojego urządzenia w 5 minut po przebudzeniu — wynika z badania Deloitte Global Mobile Consumer Survey. Nasze urządzenia mobilne stały się źródłem anonimowych informacji o naszym życiu, zainteresowaniach czy geolokalizacji, a ilość generowanych przez nie danych ma do 2021 roku przekroczyć połowę zettabajta rocznie – twierdzą analitycy z Cisco.  Z badań IAB wynika, że w Polsce aż 79 proc. internautów w wieku 15+ korzysta ze smartfonów. Nie dziwi więc fakt, że marketerzy widzą w nich szansę na dotarcie do precyzyjnie stargowanej grupy docelowej. 

Według badania Kantar Public, w Polsce dostęp do Internetu ma 63 proc. społeczeństwa. To o 15 proc. mniej niż w Czechach i o 18 proc. mniej niż w Niemczech. Z kolei raport McKinsey & Company donosi, że 8 na 10 internautów nad Wisłą jest w posiadaniu smartfona. Urządzenia mobilne zadomowiły się u nas na dobre i wszystko wskazuje na to, że ich popularność będzie nadal rosnąć. O tym, jak ważną rolę odgrywają one w naszym życiu świadczy chociażby fakt, że aż 61 proc. użytkowników smartfonów aktywne korzysta z nich w 5 minut po przebudzeniu, 88 proc. w ciągu 30 minut, a 96 proc. w ciągu godziny — wynika z badania Deloitte Global Mobile Consumer Survey. Z urządzeń mobilnych korzystamy nie tylko do komunikacji z bliskimi, lecz również do obsługi mediów społecznościowych, robienia zdjęć, oglądania filmów czy słuchania muzyki. Niezliczone aplikacje oferują nam szybki dostęp do informacji i szereg funkcjonalności, o których śnili autorzy literatury science fiction 20 wieku. Nic więc dziwnego, że nasza więź z tą technologią — szczególnie widoczna u Millenialsów i pokolenia Z — jest aż tak mocna.

Apetyt na dane

Dane o życiu i zainteresowaniach użytkowników smartfonów to smakowity kąsek, szczególnie jeśli połączy się je z informacjami zebranymi z komputerów stacjonarnych, laptopów oraz z danymi demograficznymi. Gromadzeniem tego typu informacji trudnią się hurtownie danych i firmy zajmujące się analityką Big Data, będącej jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi IT. —Wielkie, nieustrukturyzowane zbiory szczegółowych danych o internautach są nieustannie badane przez inteligentne algorytmy platform DMP (Data Management Platform). Data Scientists, czyli badacze danych, czuwają nad całym procesem, tworząc anonimowe profile Internautów i analizując cechy, które udało się wyodrębnić dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji, a dokładnie uczenia maszynowego — tłumaczy Piotr Prajsnar, prezes Cloud Technologies, polskiego lidera Big Data marketingu, do którego należy największa hurtownia danych w Europie. W jej ofercie znajdują się od niedawna także dane mobilne z 30 krajów, w tym 50 mln anonimowych profili polskich internautów korzystających ze smartfonów i tabletów.

Danymi tego typu w szczególności interesują się marketerzy, którzy uzależniają skuteczność reklamy mobilnej od precyzyjnego targowania. Według badania Salesforce, aż 71 proc. z nich uznaje mobile za kluczowy kanał marketingowy. Potwierdza to raport Marketing Land, z którego wynika, że w Stanach Zjednoczonych do roku 2019 aż 71 proc. wydatków na digital dotyczyć będzie reklamy mobilnej. W Europie sytuacja wygląda podobnie. O tym, że firmy coraz chętniej reklamują się na urządzeniach mobilnych informuje Związek Pracodawców Branży Internetowej w badaniu IAB AdEx Benchmark Report (Europe). Dowiadujemy się z niego, że wydatki na reklamę mobilną wzrosły w 2016 r. o 52,9 proc. w porównaniu do 2015 roku, osiągając kwotę 5,4 mld euro. Według analityków, już w najbliższej przyszłości wydatki na kampanie na smartfonach i tabletach mają przewyższyć budżety na reklamę desktopową.

Badania na wyciągnięcie ręki

Jeszcze 15 lat temu, by przeprowadzić badania opinii publicznej firmy musiały słono zapłacić, a cały proces odbywał się według starych, często analogowych metod.  Dziś nawet przedsiębiorstwa z sektora MŚP stać na analitykę Big Data, a rynek narzędzi i usług oferowanych w modelu BDaaS (Big Data as a Service) rośnie w błyskawicznym tempie 31 proc. rdr, by — jak prognozują eksperci z MarketsandMarkets — do 2020 roku osiągnąć wartość ponad 7 mld dolarów. Ogólnodostępność takich rozwiązań to prawdziwy krok milowy w dziedzinie analityki danych. Dostarczają one wartościowych informacji w czasie rzeczywistym, bez potrzeby prowadzenia badań, wypełniania formularzy czy zadawania pytań. Istotny jest również fakt, że ogrom przetwarzanych przez platformy informacji nigdy wcześniej nie podlegał żadnym analizom. Oznacza to, że firmy zyskały wgląd w życie, poglądy, zainteresowania czy nawyki internautów na zupełnie nowym, pogłębionym poziomie. Kluczową rolę odgrywają tu dane z urządzeń mobilnych, trudniejsze do pozyskania niż te, gromadzone za pośrednictwem plików cookies.

Mobile to nowy król

Zainteresowanie danymi generowanymi przez użytkowników smartfonów rośnie w gigantycznym tempie, tak samo jak liczba osób będących w posiadaniu takich telefonów i tabletów. Do roku 2021 na świecie ma być ponad 11,6 miliardów podłączonych do sieci urządzeń mobilnych. Prognoza obejmuje również urządzenia działające w trybie M2M (machine-to-machine) oraz te, korzystające z technologii Internetu Rzeczy. Oznacza to, że już wkrótce ich liczba przekroczy światową populację. Globalny przepływ danych z urządzeń mobilnych ma zwiększyć się siedmiokrotnie, przekraczając 49 eksabajtów miesięcznie i ponad połowę zettabajta rocznie – podaje raport „Cisco Visual Networking Index: Global Mobile Data Traffic Forecast Update, 2016–2021”. Firmy świadome rosnącej roli danych mobilnych chętnie wykorzystują je do skutecznego targetowania reklam i profilowania swoich klientów. Wśród nich przodują te, działające w branży e-commerce. Mobile jest dla nich najszybciej rosnącym kanałem, a już niebawem, za jego pośrednictwem dokonywanych będzie większość transakcji. — Dane ze smartfonów i tabletów dają niespotykany dotychczas wgląd w zachowanie internautów, pomagają zmierzyć poziom ich lojalności względem marki i zbadać nawyki zakupowe. Jeśli zestawimy dane z aplikacji mobilnych i przeglądanych stron internetowych z pozostałymi informacjami dostępnymi w hurtowniach danych, to można uzyskać 360 stopniowy profil klienta i dopasować ofertę do jego indywidualnych potrzeb, zainteresowań i ważnych życiowych wydarzeń. Po raz pierwszy w historii, firmy mają szansę stać się prawdziwymi partnerami konsumentów, doradzając im w prozaicznych czynnościach i zaznaczając odpowiednio swoją obecność, gdy w ich życiu dzieje się coś szczególnego. Marketerzy, korzystający z tej technologii z odpowiednią wrażliwością i wyczuciem mają szansę utworzyć zupełnie nową, niemal intymną więź z klientem — uważa Piotr Prajsnar z Cloud Technologies. Analityka Big Data ma też zastosowanie wśród sprzedawców detalicznych. Korzystając z danych mobilnych można ustalić, jak kształtuje się ruch potencjalnych klientów na wyznaczonym obszarze i na tej podstawie zdecydować, czy jest to dobre miejsce na otwarcie placówki handlowej.

W dobie rozwoju zaawansowanych narzędzi analitycznych prognoza ekspertów z IDC zdaje się być bardziej realna niż kiedykolwiek wcześniej. Uważają oni, że w zmieniającej się gospodarce sukces odniosą te firmy, które nie tylko stworzą skuteczne kanały przepływu cyfrowych informacji, lecz również nauczą się te informacje monetyzować. Wyścig po dane trwa więc w najlepsze, pozostaje jednak pytanie, które przedsiębiorstwa zrobią z nich najlepszy użytek?

 

Źródło: Cloud Technologies

Już za dziewięć miesięcy – 25 maja 2018 r. zaczną obowiązywać przepisy europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych – RODO. Wprowadza ono zmiany, które dotyczą funkcjonowania wielu aspektów organizacji, dlatego warto odpowiednio wcześnie przygotować się do ich wdrożenia – wskazuje Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo. Jak to zrobić i kiedy warto skorzystać z pomocy zewnętrznej firmy?

Do dnia wejścia w życie europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych każda organizacja pozyskująca i przetwarzająca dane swoich klientów lub współpracowników musi dostosować się do nowych przepisów. Konsekwencją niedostosowania się do zmian mogą być nie tylko kary pieniężne, ale także negatywne konsekwencje prawne i wizerunkowe.  Można ich uniknąć odpowiednio implementując przepisy RODO.

Sposoby na wdrożenie RODO

Podmioty zobowiązane do wdrożenia RODO mogą samodzielnie przygotować się na wejście w życie nowych regulacji wykorzystując własne zasoby kadrowe. Jeśli w organizacji funkcjonuje biuro bezpieczeństwa lub system, którego celem jest zapewnianie zgodności działania z prawem (compliance) proces implementacji przepisów powinien już przebiegać.

Inną możliwością jest zatrudnienie firmy wyspecjalizowanej w ochronie danych osobowych.

Skorzystanie z podmiotu, który posiada wypracowaną metodologię wdrażania nowego aktu prawnego może znacząco usprawnić cały proces oraz zagwarantować większą obiektywność działań. Należy pamiętać o tym, aby wybrać taką firmę, która oferuje wsparcie również po zakończeniu procesu wdrożenia RODO w formie, np. audytów kontrolnych lub pakietu szkoleń dla pracowników – wskazuje Tomasz Ochocki z Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo.

Dopasowanie do potrzeb organizacji

Jednym z głównych założeń RODO jest to, aby organizacja zbudowała własny, adekwatny do profilu swojej działalności, system ochrony danych osobowych. Oznacza to, że we wszystkich etapach wdrożenia nowych przepisów powinny brać udział osoby, odpowiedzialne za dany obszar funkcjonowania firmy.

Zewnętrzni eksperci mogą wspomóc organizacje w dopasowaniu do wymogów RODO zachodzących w niej procesów. Z ich specjalistycznego wsparcia powinni skorzystać zwłaszcza właściciele firm, kadra zarządzająca oraz Administratorzy Bezpieczeństwa Informacji.

Wdrożenie RODO to złożony i wieloetapowy proces, który wymaga określenia przez administratora danych, czyli przedsiębiorcy, zakresu prac, przewidywanych kosztów, czasu realizacji oraz niezbędnych zasobów. Ze względu na jego interdyscyplinarny charakter – połączenia wiedzy m.in. z dziedziny prawa, informatyki, ciągłości działania czy zarządzania kryzysowego często okazuje się, że posiadane zasoby ludzkie nie gwarantują sukcesu planowanego projektu i warto zwrócić się do eksperta w tej dziedzinie. Przed podjęciem decyzji o współpracy należy jednak precyzyjnie określić zakres współpracy – mówi Tomasz Ochocki.

Porównując oferty zewnętrznych konsultantów należy sprawdzić, jakie elementy wdrożenia objęte są zaproponowaną ceną oraz czy nie zawiera ona ukrytych kosztów. Korzystna propozycja współpracy powinna obejmować dostosowanie wszystkich realizowanych przez organizację procesów przetwarzania danych osobowych.

 

Źródło: Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo

Cybersquatting, typosquatting, phishing i… napad z bronią w ręku – Hekko.pl wskazuje na najpopularniejsze taktyki przestępców działających przeciw domenom w 2017 roku.

Próby nielegalnego przejęcia domen internetowych to dziś chleb powszedni. Przykładów takich działań można mnożyć – to cybersquatting, typosquatting czy phishing. Czasem domenę można stracić przez własną nieuwagę, czasem w efekcie… napadu z bronią w ręku. Sprawdziliśmy, jak oszukują cyberprzestępcy w 2017 roku i co zrobić, gdy padniemy ich ofiarą?

Domanier czy cybersquatter?

Domanierzy to osoby zajmujące się kupowaniem, sprzedawaniem, parkowaniem i kolekcjonowaniem domen internetowych. Nierzadko i niesłusznie myleni są z cybersquatterami, których działanie polega na celowej rejestracji domen z nieużywanymi przez daną firmę rozszerzeniami, celem odsprzedania ich po odpowiednio zawyżonych cenach.

Cybersquatterzy działają w złej wierze, bazując na renomie firmy korzystającej z danej nazwy czy znaku towarowego. Co zatem zrobić, jeżeli padnie się ich ofiarą? Wszystko zależy od ustalonych priorytetów. Jeżeli rozszerzenie domeny nie jest zbyt popularne (to np. „.net.pl” czy „.co”), być może warto pogodzić się ze stratą. Drugą opcją jest podjęcie negocjacji z cybersquatterem i odkupienie domeny. Trzecim rozwiązaniem – skierowanie sporu do sądu, np. Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji w Warszawie lub Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie. Jeżeli udowodni się, że osoba, która zajęła domenę naruszyła prawo ochronne na znak towarowy czy dobra osobiste powoda, działała w złej wierze lub dopuściła się czynu nieuczciwej konkurencji, można doprowadzić do wycofania takiej rejestracji.

Jak ustrzec się cybersqattingu? Najlepiej zastosować profilaktykę i wykupić wszystkie najpopularniejsze rozszerzenia dla danej domeny, zatem nie tylko „.pl”, ale również „.com.pl”, „.com” i „.eu”.

Typosquatting, czyli celowa literówka

W tym przypadku oszustwo polega na rejestracji domeny o nazwie bardzo podobnej lub niemal identycznej do nazwy danej firmy lub marki. Przykładem może być adres tvn23.pl czy urządzamy.pl. Ten drugi można zakupić za nie bagatela 72 tys. złotych.

Dlaczego cyberprzestępcy stosują typosquatting? Ponieważ dzięki wykorzystaniu domeny o podobnie brzmiącej nazwie, mogą przechwytywać ruch internauty, kierując go na strony z reklamami lub własne portale (zwiększając w ten sposób liczbę odwiedzin i czerpiąc korzyści finansowe). Na szczęście sądy kładą coraz większy nacisk na kwestie związane z ochroną własności intelektualnych w internecie, traktując typosquatting jako korzystanie z cudzej marki i renomy dla uzyskania własnych korzyści.

Jak ustrzec się typosquattingu? Trzeba zarejestrować wszystkie alternatywne nazwy z możliwymi do popełnienia literówkami. Dobrze na tę okoliczność zabezpieczył się serwis aukcyjny allegro.pl. Po wpisaniu w wyszukiwarkę adresu z literówką – alllegro.pl, następuje słuszne przekierowanie na adres allegro.pl (choć allgero.pl kieruje już do typowego parkingu, czyli strony z reklamami).

Phishing, czyli uważaj na maile

Kolejną praktyką jest phishing, w którym cyberprzestępca podszywa się pod inną osobę czy firmę w celu wyłudzenia informacji lub nakłonienia do wykonania określonych działań. Ofiara najczęściej otrzymuje maila z adresu do złudzenia przypominającego adres właściwego dostawcy usług, z fakturą proforma do opłacenia lub zachętą do zalogowania się lub podania jednorazowego kodu SMS. Jeżeli wykona się tego rodzaju działanie -konsekwencje zazwyczaj są poważne.

Jak uchronić się przed phishingiem? – Przede wszystkim należy dokładnie sprawdzać nadawcę maili, szczególnie jeżeli w załączniku znajdują się dokumenty obligujące do płatności lub generują konieczność kliknięcia w link. Dobrą ochroną jest też sprawdzanie certyfikatów SSL, szczególnie w dobie najnowszej aktualizacji Google Chrome, która oznacza jako niebezpieczną każdą stronę wymagającą podania danych i nieposiadającą SSL. Jeśli jesteś operatorem strony, koniecznie pamiętaj o ochronie swojej domeny odpowiednim certyfikatem – tłumaczy dr inż. Artur Pajkert.

Pilnuj terminów

Pamiętajmy, że sam fakt rejestracji domeny nie oznacza, że stajemy się jej właścicielem. Formalnie otrzymuje się czasową możliwość jej użytkowania. Dlatego, jeżeli nie przedłuży się domeny w odpowiednim czasie, trafi ona na giełdę, skąd będzie mógł kupić ją każdy, zgodnie z zasadą: „kto pierwszy, ten lepszy”.

Przykładem jest sytuacja, jaka spotkała Klub Parlamentarny „Prawo i Sprawiedliwość”. Klub nie przedłużył domeny kppis.pl, w wyniki czego obecnie pod tym adresem można znaleźć stronę Klubu Przyjaciół Pieczywa i Sera. Według wielu spektakularną gafą na rynku domen była też sytuacja z Tchibo z początku tego roku. Z niewiadomych powodów firma nie przedłużyła wartej kilkaset tysięcy złotych domeny kawa.pl. Przypomnijmy, że adres należał do Tchibo przez ponad 10 lat.

Jak więc uchronić się przed taką sytuacją? To proste – wystarczy ustawić sobie przypomnienie o przedłużeniu domeny.

Podsumowując, jak zabezpieczyć domenę?

  1. Zarejestruj domenę we wszystkich popularnych rozszerzeniach
  2. Zarejestruj alternatywne nazwy domeny z możliwymi do popełnienia literówkami
  3. Zwracaj uwagę na maile z załącznikami, szczególnie fakturami do opłacenia
  4. Pamiętaj o regularnym odnawianiu domen
  5. Nie daj się domenowym naciągaczom, zgłaszając problem do odpowiedniego sądu

Na koniec dość ciekawy przykład z życia wzięty. Kilka tygodni temu 43-letni Sherman Hopkins z Iowa w Stanach Zjednoczonych dokonał próby przejęcia domeny, grożąc jej właścicielowi… bronią palną. W efekcie strzelaniny obaj mężczyźni zostali ranni. Niestety nie udało się ustalić, o jaki adres chodziło.

Rynek domen rozwija się w sposób dynamiczny, a wraz z nim rośnie pomysłowość cyberprzestępców, szukających sposobów na łatwy i szybki zarobek. Obecnie najpopularniejszymi praktykami domenowych hakerów jest cybersquatting, typosquatting oraz phishing, choć domenę można stracić także na skutek własnych zaniedbań. Warto zabezpieczyć się na wszystkie te sytuacje, aby uniknąć bolesnych finansowo i wizerunkowo konsekwencji – podsumowuje Jakub Dwernicki, prezes Hekko.pl.

Pięć scenariuszy, które Komisja Europejska przedstawiła w związku z obchodzoną w tym roku 60-tą rocznicą podpisania Traktatów Rzymskich, było przyczynkiem do dyskusji i głębszej refleksji o przyszłości UE podczas ostatniego posiedzenia BusinessEurope, czyli federacji zrzeszającej europejskich przedsiębiorców i pracodawców, której członkiem jest Konfederacja Lewiatan.

Rozmawialiśmy o przyszłości Europy w kontekście potrzeb i oczekiwań biznesu. Wszyscy zgodziliśmy się co do tego, że zaproponowane w Białej Księdze scenariusze: 1 (czyli kontynuacja) i 2 (tylko jednolity rynek) są zbyt mało ambitne.

W pierwszym scenariuszu, 27 państw członkowskich, już bez Wielkiej Brytanii, realizuje obecny program reform,  wzmacnia jednolity rynek, zwiększa inwestycje w infrastrukturę cyfrową, transportową i energetyczną oraz wprowadza stopniowe zmiany funkcjonowania strefy euro. Zgodnie z drugim scenariuszem, powinniśmy skupić się na poprawie funkcjonowania jednolitego rynku, niwelując wciąż istniejące bariery – fiskalne (m. in. poprzez wyrównanie zasad opodatkowania i stawek podatkowych) i techniczne (ujednolicenie regulacji technicznych i norm, np. w zakresie jakości, bezpieczeństwa, znakowania), upraszczamy zasady uznawania kwalifikacji zawodowych oraz dążymy do liberalizacji w sektorze usług (włączając usługi sieciowe). Dla biznesu, coraz bardziej zintegrowany, otwarty i konkurencyjny rynek unijny jest priorytetem, zwłaszcza w kontekście coraz częściej występującego protekcjonizmu (np. w zakresie delegowania pracowników). Jednak w obliczu obecnych wyzwań sprawnie funkcjonujący jednolity rynek to za mało.

Dlatego scenariusz, który proponuje BusinessEurope, to połączenie scenariuszy: 4 (robimy mniej, ale efektywniej) i 5 (robimy wspólnie znacznie więcej) oraz dodanie elementów scenariusza 3 (ci, którzy chcą więcej, robią więcej), jako instrumentu, umożliwiającego osiągnięcie celu, czyli realizację kluczowych polityk, pod warunkiem zachowania zintegrowanej i spójnej Unii, z funkcjonującym bez zakłóceń jednolitym rynkiem.

Scenariusz 4 zakłada, że UE koncentruje się na skuteczniejszym działaniu w kluczowych obszarach, jak np. jednolity rynek, zwiększenie inwestycji w infrastrukturę cyfrową, transportową i energetyczną, pobudzając wzrost gospodarczy i zwiększając zatrudnienie. Według scenariusza 5, państwa członkowskie decydują się robić wspólnie znacznie więcej we wszystkich obszarach polityki, włączając obronność i bezpieczeństwo. Kwietniowe badanie Eurobarometru pokazało, że dla zdecydowanej większości Europejczyków, Unia musi odgrywać większą rolę w kwestiach polityk zagranicznej i obronnej (73 proc.), walki z terroryzmem (80 proc.) oraz ochrony środowiska (75 proc.), dlatego te obszary, jak również polityka handlowa i przemysłowa, powinny znaleźć się wśród priorytetów UE.

W obydwu scenariuszach, Komisja Europejska proponuje współdziałanie wszystkich 27 państw. Inaczej jest w przypadku scenariusza 3, który wzbudza największe kontrowersje. Scenariusz dopuszcza powstawanie „koalicji chętnych”, czyli państw członkowskich, które chcą bliższej współpracy w wybranych obszarach polityki, jak np. obronność, bezpieczeństwo wewnętrzne, opodatkowanie czy sprawy socjalne. „Młodsze” państwa członkowskie, w tym Polska, obawiają się powstania „Europy wielu prędkości”, w której rdzeń, czyli państwa strefy euro, będą się ściśle integrować wokół wspólnej waluty, a reszta pozostanie w tyle. Wybór Emmanuela Macron na prezydenta Francji podgrzał te obawy. Macron opowiada się za osobnym parlamentem i budżetem dla strefy euro.

 

Komentarz Kingi Grafy, dyrektorki biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli

Dane z „Regionalnego Barometru Rynku Pracy” przygotowanego przez Work Service pokazują, że wraz z dobrą koniunkturą na rynku pracy zmieniają się też realia w poszczególnych regionach kraju. Najmniej pewni o swoją pracę nadal są mieszkańcy wschodniej części Polski, ale jednocześnie ponad 55% spodziewa się tam podniesienia poziomu wynagrodzenia – to wynik lepszy niż w centrum kraju. Najwięcej rekrutacji zapowiadają przedsiębiorcy w Małopolsce oraz na Śląsku i w tych województwach co ósma firma planuje podwyżki. Największe trudności z pozyskaniem pracowników występują na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie, do czego przyznaje się ponad 70% pracodawców.  

Bezrobocie w skali całego kraju utrzymuje się na rekordowo niskich wskazaniach, choć nadal są miejsca w kraju, gdzie jest dwucyfrowe. Obecnie już w tylko w 2 z 16 województw mamy do czynienia z taką sytuacją (w warmińsko-mazurskim 12% i w kujawsko-pomorskim 10,4%). Co ciekawe w ostatnich miesiącach najbardziej poprawia się sytuacja we wschodnich województwach, gdzie stopa bezrobocia wyraźnie spada. Z najnowszych badań Work Service wynika, że obecnie najpewniej na rynku pracy czują się mieszkańcy południowo-zachodniej Polski – tam tylko 6% boi się utraty pracy. Nadal najbardziej utraty miejsca zatrudniania obawiają się mieszkańcy wschodniej części kraju – 15,6% czyli niewiele więcej niż w centrum, gdzie odsetek wynosi 14,2%.

Podział na Polskę A i B coraz bardziej się zaciera. Gdybyśmy popatrzyli tylko na obawy o zatrudnienie to nadal regiony wschodnie odstają od reszty kraju. Jednak gdy przeanalizujemy już presję płacową to okazuje się, że we wschodniej części kraju jest naprawdę wysoka, bo aż 55,2% oczekuje tam w najbliższym czasie podwyżki. Wyższy wynik jest tylko w 3 województwach – zachodniopomorskim, lubuskim i wielkopolskim. Równocześnie ponad połowa osób we wschodniej Polsce uważa, że nową pracę znajdzie w miesiąc i jest to wynik znacznie lepszy niż w zachodniej części kraju. To pokazuje, że poprawa koniunktury na rynku pracy zaczyna rozlewać się na coraz większe obszary kraju, a  dotychczasowe różnice regionalne stają się coraz mniejsze i nie są już tak jednoznaczne, jak jeszcze 2-3 lata temu – komentuje Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Problemy rekrutacyjne mają rozwiązać podwyżki

Najwięcej miejsc pracy w najbliższych miesiącach będzie powstawało w Polsce południowej. W województwach małopolskim i śląskim przeszło połowa firm planuje rekrutacje. To co dodatkowo może cieszyć kandydatów, to fakt, że w tym regionie 13% pracodawców planuje wzrosty wynagrodzeń. Co ciekawe na mapie Polski coraz wyraźniej widać regiony, w których notowane są wzmożone problemy rekrutacyjne. Niemal ¾ przedsiębiorców z południowo-zachodniej części kraju nie może znaleźć odpowiednich kandydatów do pracy, co powoduje, że w tym regionie obecni pracownicy czują się najbardziej spokojni o swoje zatrudnienie.

Rosnące wyzwania rekrutacyjne po stronie pracodawców zaczynają przekładać się na większą skłonność do podwyżek. Z taką sytuacją mamy do czynienia, gdy spojrzymy na dwie przeciwległe części Polski – północ i południe. W tych regionach ponad połowa firm miała w ostatnim czasie problemy ze znalezieniem kandydatów i tam przedsiębiorcy najczęściej deklarują podniesienie poziomów wynagrodzeń, odpowiednio 17% i 13% badanych. Oznacza to, że firmy rywalizując na coraz trudniejszym rynku o kandydatów zaczynają sięgać do własnych kieszeni, aby oferować wyższe stawki – dodaje Andrzej Kubisiak, Dyrektor Zespołu Analiz w Work Service S.A.

 

Źródło: Grupa Kapitałowa Work Service

Już za niecały miesiąc w życie wejdzie ustawa obniżająca wiek emerytalny. Od 1 października świadczenie mogą otrzymać kobiety, które ukończyły 60 lat oraz mężczyźni po 65 roku życia – łącznie około 330 tys. kolejnych uprawnionych osób. Tymczasem, tylko w lipcu blisko 160 tys. przyszłych emerytów zgłosiło się do doradców ZUS–u z prośbą o wyliczenie świadczenia przysługującego im od październik. Dodatkowo, coroczne listy z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych „Informacje o stanie konta ubezpieczonego” wysłane do 19 mln Polaków przedstawiały nieaktualnie wyliczone kwoty. Jak poradzić sobie w czasie intensywnych przemian w systemie emerytalnym? Na co zwracać uwagę i jak interpretować język w korespondencji ZUS–u?

Ministerstwo Finansów, we współpracy z Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej planują wprowadzić rozwiązania, które zachęcą osoby w wieku emerytalnym do pozostania na rynku pracy. Jak wynika z szacunkowych danych, rok dodatkowej pracy zwiększa świadczenie o średnio 8 proc. Najbardziej skłonne ku temu są osoby z wyższymi zarobkami – w ich przypadku dodatkowy wysiłek zwiększy emeryturę nawet o kilkaset złotych. Jednak w przypadku osób pobierających niższe wynagrodzenie, świadczenie przedemerytalne lub kompensacyjne czy bezrobotnych różnica będzie na tyle niewielka, że dalsza praca po prostu nie będzie się opłacać. Według danych przedstawianych przez MPiPS, jedynie 30 proc. zgłaszających się po poradę, planuje nadal pracować, połowa deklaruje przejście na emeryturę, 20 proc. nadal nie podjęło decyzji. – System emerytalny jest w Polsce zmieniany, co kilka lub kilkanaście lat. Jednak wprowadzane modyfikacje nie są kompleksowe, brak spójnego rozwiązania, które uleczy ZUS i ustabilizuje przyszłość emerytur Polaków. Osoby, które osiągnęły już wiek emerytalny mogą gubić się w niezrozumiałym, urzędowym żargonie. Dlatego tak ważne jest, by wiedzieć, w jaki sposób naliczana jest nasza emerytura oraz zastanowić się w jak możemy poprawić swój poziom życia – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Korespondencja Zakładu Ubezpieczeń Społecznych – pytania i odpowiedzi

Kapitał początkowy

Jest to element obowiązujący osoby, które rozpoczęły pracę przed 1999 r., czyli wszystkich, którzy obecnie osiągają wiek emerytalny. Nie istniał wówczas III filar, czyli tzw. IKE (Indywidualne Konta Emerytalne) ani IKZE (Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego), na których Polacy mogli odkładać swoje składki, czy to w formie IKO, funduszy inwestycyjnych czy ubezpieczeniowych. Dlatego Zakład Ubezpieczeń Społecznych zobowiązany jest wyliczyć hipotetyczną emeryturę, za lata składkowe i nieskładkowe do 1 stycznia 1999 roku. Wysokość kapitału początkowego zależy m.in. od długości obydwu tych okresów: lata składkowe liczone są razy 1,3 proc. podstawy wymiaru każdego roku, nieskładkowe – razy 0,7 proc. Istotny jest również fakt, że z biegiem czasu kapitał początkowy powiększa się, w wyniku corocznej waloryzacji. Co zrobić w przypadku, kiedy na naszym liście nie jest podana kwota kapitału początkowego? Należy zgłosić się do oddziału ZUS w celu złożenia pisemnej prośby o jego wyliczenie.

Konto i subkonto

Konto w ZUS posiada każdy odprowadzający składki.  Na nim liczone są oszczędności emerytalne oraz cała historia przebiegu ubezpieczenia. Subkonto jest to indywidualne konto ubezpieczonego w ZUS–ie, który jest członkiem OFE. A także, w sytuacji zmian w systemie – do końca stycznia 2014 roku nie podjął decyzji o przystąpieniu do OFE. Generalizując: zarówno na koncie jak i subkoncie odkładana jest nasza emerytura, obliczana na podstawie przemnożenia naszych składek przez wskaźnik waloryzacji, który zależny jest od dwóch czynników: poziomu inflacji oraz poziomu wzrostu płac w roku poprzedzającym aktualne wyliczenia. Wchodząc jednak w szczegóły warto zaznaczyć, że osobno przeliczane są środki w I filarze (objęte waloryzacją), a inaczej środki w II filarze, gdzie pod uwagę brana jest zmiana wartości jednostek rozrachunkowych OFE.

Wysokość hipotetycznej emerytury

W tym punkcie, w Wariancie 1 możemy zapoznać się z kwotą, która stanowi naszą hipotetyczną emeryturę w dniu osiągnięcia wieku emerytalnego – w przypadku zakończenia pracy i tym samym zaprzestali płacenia składek. W Wariancie 2 przedstawiona jest hipotetyczna emerytura, jaką otrzymamy w dniu osiągnięcia wieku emerytalnego przy dalszym opłacaniu składek w dotychczasowej wysokości. Oczywiście, świadczenie możemy otrzymać dopiero po osiągnięciu minimalnego wieku i decyzji o przejściu na emeryturę. – Wysokość hipotetycznego świadczenia, które będziemy otrzymywać na emeryturze często jest dla Polaków brutalnym zderzeniem z rzeczywistością. Dla młodszych jest to trudne do wyobrażenia, że odłożyli dotychczas tak małą kwotę. Niestety dla osób, które zbliżają się lub już osiągnęły wiek emerytalny, jest to często smutna rzeczywistość. Oczywiście, z biegiem czasu odłożona kwota rośnie. Jednak znamy polskie realia – często nadal są to kwoty dramatycznie niskie – mówi Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM.

Jak obliczana jest nasza emerytura?

W momencie, kiedy podejmujemy decyzję o przejściu na emeryturę, ZUS dzieli wszystkie środki (składki plus ewentualny kapitał początkowy) przez ilość miesięcy, które zwane są statystyczną długością życia. Zakładana jest oczywiście dalsza waloryzacja świadczeń, czyli środki na koncie ZUS nie powinny tracić siły nabywczej. Według GUS 60 – latek będzie żył jeszcze 19,3 lat, natomiast 60 – latka 24,5 lat. Uśredniając kobieta i mężczyzna będą żyli jeszcze 259, 5 miesiąca. Czyli około 21 lat.

Jak pomóc sobie na emeryturze?

Wobec powyższych faktów oraz powszechnej wiedzy odnośnie polskiego systemu emerytalnego warto, aby senior zastanowił się jak może zapewnić sobie przypływ dodatkowej gotówki. Oczywiście, dodatkowa praca na emeryturze jest możliwa, z tym, że nie każdy emeryt może sobie na nią pozwolić. Główną przeszkodą mogą być problemy zdrowotne, zwłaszcza, że wiele dorywczych ofert wymaga pewnej sprawności fizycznej. – W sytuacji zadłużenia lub nagłego wydatku seniorzy starają się ratować pożyczką lub kredytem, którego główną wadą jest to, że z czasem zaczyna stanowić kolejny wydatek, że kiedyś każdy kredyt trzeba spłacić wraz z odsetkami – tłumaczy Majkowski. Rozwiązaniem, do którego Polacy nadal podchodzą sceptycznie, jest renta dożywotnia. Tzw. hipoteka odwrócona stanowi źródło dodatkowej gotówki na emeryturze. W ramach podpisanej umowy senior, powyżej 60. roku życia, posiadający na własność mieszkanie lub dom może przekazać prawo do pośmiertnego gospodarowania swoją nieruchomością. W zamian otrzymuje comiesięczne świadczenie, którego wysokość obliczana jest indywidualnie. – Wysokość renty wyliczamy każdemu klientowi z osobna, w zależności od płci, wieku oraz wartości nieruchomości, na którą wpływają lokalizacji, powierzchni czy jej stan. Taka rozwiązanie pomoże zasilić portfel seniora bez dodatkowych zobowiązań finansowych – dodaje

Źródło: Fundusz Hipoteczny DOM

 

Blisko 900 tys. zł zasądziły w pierwszym półroczu br. polskie sądy na rzecz producentów zrzeszonych w BSA tytułem naprawienia szkód przez polskie firmy za uzyskanie oprogramowania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub jego bezprawne rozpowszechnianie.

Łączna kwota ponad 1,2 mln zł tytułem odszkodowań, które firmy zobowiązały się zapłacić na mocy orzeczeń sądowych i zawartych ugód od stycznia do końca czerwca 2017 roku, to niemal tyle ile w całym 2016 roku (1,5 mln zł).

W przypadku postępowań związanych z korzystaniem z nielicencjonowanego oprogramowania mamy do czynienia zarówno z ugodami o wartości np. 20 tys. zł i dotyczącymi oprogramowania już zainstalowanego w danej firmie, ale też z wyrokami jak ten orzeczony na początku tego roku przez Sąd Rejonowy w Opolu i nakazujący firmie prowadzącej nielegalną sprzedaż kluczy aktywacyjnych do oprogramowania jednego z członków BSA naprawienie szkody w łącznej wartości ponad 500 tys. zł. Ponadto, sąd skazał trzech właścicieli firmy na kary ograniczenia wolności od 8 miesięcy do 1 roku, w ramach której muszą wykonać prace społeczne pod nadzorem. Skala korzystania z nielegalnego oprogramowania w Polsce powoli, ale systematycznie spada. Coraz surowsze wyroki polskich sądów w podobnych sprawach wymiernie w tym pomagają wysyłając do przedsiębiorców jasny sygnał, że w biznesie nie ma drogi na skróty, a nieuczciwość nie popłaca – powiedział Bartłomiej Witucki, przedstawiciel BSA w Polsce.

Do BSA trafiają co roku tysiące zgłoszeń dotyczących przypadków korzystania z nielegalnego oprogramowania w firmach na całym świecie. W całym 2016 roku zgłoszeń z Polski było 909, co stanowi – w porównaniu do 2015 roku (454) – niemal 100% wzrost. Część ze zgłoszeń przesłanych do BSA inicjuje proces, którego zakończeniem jest ugoda pozasądowa lub wyrok sądu.

Od początku 2017 roku, na podstawie zgłoszonych do BSA przypadków, złożono już ponad 30 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa uzyskania programu komputerowego bez zgody osoby uprawnionej w celu osiągnięcia korzyści majątkowej (art. 278 §2 k.k.) lub rozpowszechniania programu komputerowego bez uprawnienia lub wbrew jego warunkom (art. 116 §1 i inne ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

 

Źródło: BSA

Facility Management, czyli  nowoczesne zarządzanie nieruchomością. Na rynku Polskim jest to dość nowa branża.  Taki inteligentny budynek charakteryzuje się dużą ilością zamontowanych automatycznych systemów, które muszą ze sobą współdziałać. Zarządzaniem tak zintegrowanym budynkiem powinni zajmować się specjaliści.

Specjalnie do tego przeszkolone osoby posiada firma Konsalnet. Jako firma zapewniająca bezpieczeństwo powierzchni komercyjnych w całej Polsce, zna wymagania i oczekiwania Klientów tej branży. Poza skutecznością systemu ochrony, ważny jest właściwy sposób pełnienia służby, kwalifikacje, kultura osobista i wygląd pracowników. Bardzo istotna jest również możliwość wsparcia Klienta w sytuacjach kryzysowych – np. w razie ewakuacji, pożaru lub innej poważnej awarii.

Aby sprostać oczekiwaniom Klientów z branży FM i dostosować charakter usługi do specyfiki obiektu i potrzeb, firma Konsalnet  oferuje usługi ochrony realizowane w dwóch, uzupełniających się (lub łączonych) modelach:

– model recepcyjny: jest to obsługa posterunków stacjonarnych, gdzie pracownicy ochrony mają stały kontakt z pracownikami Klienta, jego gośćmi i interesantami. Pracownicy ochrony są – zgodnie z najczęstszymi oczekiwaniami Klienta – umundurowani w uniformy garniturowe, znają język angielski w stopniu co najmniej komunikatywnym, mają miłą prezencję, wysoką kulturę pracy i obycia. Tak wygląda m.in. ochrona firm.

– model ochrony: to forma ochrony mobilnej, w której posterunki są upoważnione do opuszczania posterunku stacjonarnego lub są w swojej formule przyjęte jako patrolowo-obchodowe. Pracownicy ochrony są – w zależności od oczekiwań kontrahenta – umundurowani w uniformy garniturowe lub „bojowe”, a ich kwalifikacje są dobierane zgodnie z zakresem zadań i nałożonych obowiązków.

Pracownicy agencji ochrony Konsalnet pełniący służbę w nieruchomościach komercyjnych przechodzą dodatkowe szkolenia związane ze specyfiką pracy tego typu obiektach – począwszy od szkoleń operacyjnych i obiektowych (np. dotyczących technik kradzieży), przez szkolenia z zakresu procedur przyjętych przez Klienta, po kursy z zakresu obsługi gości, postępowania w sytuacjach stresowych czy pomocy przedmedycznej. Uzupełnieniem systemu ochrony, pozwalającym na zwiększenie skuteczności i szybkości reakcji jest oferta dotycząca zabezpieczeń technicznych i monitoringu sygnałów alarmowych.

Konsalnet oferuje usługi projektowania, instalacji i montażu zabezpieczeń wszelkiego rodzaju, takich jak np. system kontroli dostępu, systemy alarmowe, przeciwpożarowe i inne, a także monitoring obiektów ruchomych i systemy telewizji przemysłowej. Firma utrzymuje stałą, ścisłą współpracę z Policją w ramach prewencji zagrożeń, wymiany informacji i reagowania na incydenty. W efekcie ochrona w sytuacjach kryzysowych jest niezawodna.

 

więcej na www.konsalnet.pl

Sytuacja ekonomiczna w Polsce utrzymuje się na wyrównanym poziomie. Obserwujemy poprawiające się warunki pracy i wzrost płac. Co za tym idzie? Coraz więcej osób decyduje się na zakup mieszkania na własność. Jakie lokale cieszą się największym powodzeniem?

Polacy przy kupnie lokum zwracają największą uwagę na takie czynniki jak: cena, lokalizacja, rozkład, piętro i udogodnienia takie jak komórka lokatorska, garaż czy winda. Najchętniej wybieramy lokale zlokalizowane na czwartym lub piątym piętrze.

– Większość klientów deweloperów to osoby biorące kredyty hipoteczne. Popyt na nie jest aż o 20% wyższy niż rok wcześniej (w 2016 roku sprzedano 266 tys. mieszkań). Jednak nie każdy złożony wniosek jest akceptowany przez bank, szczególnie jeśli dotyczy on wysokich sum. Dlatego spory odsetek Polaków decyduje się na mniejsze kredyty, a co za tym idzie kompaktowe lokale, czyli zaprojektowane w taki sposób, aby dawały maksymalną funkcjonalność – przyznaje Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży Wawel Service.

Na start

Single i młode małżeństwa zazwyczaj szukają kawalerki lub mieszkania dwupokojowego. Przed podjęciem decyzji największą uwagę zwracają na cenę i lokalizację. Nie bez znaczenia jest także odległość od punktów handlowych, komunikacji miejskiej i centrum miasta. Najlepiej sprzedają się mieszkania w śródmieściu, ponieważ większość młodych osób chce mieć wszędzie blisko i być w centrum wydarzeń.

Rodzinne dylematy  

Małżeństwa z dziećmi mają większe wymagania mieszkaniowe. Najczęściej decydują się na lokum trzypokojowe (mające ponad 50 mkw.) z aneksem kuchennym i balkonem lub prywatnym ogródkiem. Rodziny zwracają większą uwagę na odległość od parków, placów zabaw, a także przedszkoli i szkół.

Polacy coraz częściej decydują się na mieszkanie wykończone i urządzone, ponieważ nie mają czasu kupować wyposażenia, zajmować się malowaniem czy aranżacją wnętrz samodzielnie. Wolą kupić lokal gotowy do zamieszkania.

Nowe wymagania

Osoby dojrzałe coraz częściej myślą o rozwiązaniach ekologicznych, zapewniających najwyższy komfort życia. Dlatego popularne stają się technologie typu smart home. Poprawiają one bezpieczeństwo mieszkańców przez możliwość zdalnego sterowania i całodobowej kontroli lokalu. Inteligentne urządzenia są estetyczne, bezawaryjne i wymagają minimum obsługi przez co kuszą coraz większą liczbę osób. Z roku na rok większym zainteresowaniem cieszą się rozwiązania ekologiczne. Nowoczesne mieszkania mają doskonały mikroklimat, są wolne od alergenów i przyjazne środowisku (emitują mniej CO2).

– W ofercie Wawel Service już wkrótce pojawi się dom, który spłaci za siebie ratę kredytu (będzie nazywał się Freedom). Wszystko dzięki zastosowaniu nowoczesnych systemów energooszczędnych. Pierwszy pokazowy budynek zobaczymy wiosną 2018 roku. Do tego czasu nasi klienci mogą poznać najnowsze rozwiązania technologiczne dzięki inwestycjom takim jak Osada Czorsztyn czy Domy w Michałowicach – komentuje Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży Wawel Service.

Z badań TNS Polska wynika, że mieszkania marzeń szukamy przez internet. 45% Polaków przegląda strony deweloperów, a 32% ufa portalom ogłoszeniowym. W ostatnich latach można zaobserwować znaczny wzrost świadomości wśród nabywców. Są oni znacznie lepiej przygotowani do transakcji, wiedzą o co pytać, jak szukać i czego unikać. Tym samym są bardziej zadowoleni z kupowanych przez siebie nieruchomości.

 

Źródło: Wawel Service

Dla jednych zaczęła się dekada handlu na rynkach wschodzących. Inni uważają, że kraje rozwijające są dla inwestorów największym źródłem ryzyka. Podczas gdy ETF odwzorowujące zachowanie spółek emerging markets są blisko rekordowych poziomów, indeks ryzyka dla aktywów z tego obszaru wzrósł dwukrotnie od początku roku. W jakim kierunki zmierzają rynki wschodzące?

16 sierpnia br., po 21 tygodniach nieprzerwanego napływu pieniędzy do funduszy inwestujących w akcje rynków wschodzących i po 28 tygodniach rosnącego zaangażowania inwestorów w rynek długu gospodarek rozwijających się, po raz pierwszy odnotowano odpływ środków z tych aktywów. Z funduszy akcyjnych ubyło 1,6 mld dolarów, a funduszy instrumentów dłużnych – 2,3 mld USD. Przerwana passa dla jednych oznacza koniec byczej szarży na rynkach wschodzących, dla innych jest oznaką typowej dla tych gospodarek niestabilności.

Największe ryzyko na świecie         

Pesymiści uważają, że rynek długu w krajach wschodzących (emerging markets – EM) jest już przegrzany. Julian Brigden z funduszu hedgingowego Macro Intelligence2 Partners doradził w sierpniu swoim klientom sprzedaż obligacji rynków rozwijających się, bo jak stwierdził, są przewartościowane i stwarzają obecnie „największe ryzyko na świecie” dla inwestorów.

John-Paul Smith, założyciel Ecstrat Ltd, jeden z niewielu strategów, którzy przewidzieli czteroletnie załamanie EM, jakie zaczęło się na początku 2011 r., w raporcie z lipca napisał, że dług i waluty krajów rozwijających się należą do trzech najgorętszych aktywów, obok euro i akcji spółek technologicznych.

Obydwaj menedżerowie należą do niewielkiej wciąż grupy inwestorów obstawiających spadki na rynkach wschodzących. Choć są to głosy mniejszości, nie brak im argumentów na rzecz tezy, że emerging markets są przewartościowane. Ich siła wynika częściowo ze słabości rynków rozwiniętych. Rynki wschodzące korzystają na deprecjacji dolara w tym roku. Dług wielu krajów rozwijających się jest denominowany w amerykańskiej walucie i tańszy dolar zmniejsza koszt obsługi zadłużenia. Kij ma jednak dwa końce. Dolar był w centrum zainteresowania inwestorów pod koniec 2016 i na początku tego roku, w związku z dużymi oczekiwaniami co do szybkiego wzrostu stóp w FED.

Wolniejsze tempo podwyżek spowodowało odwrót od amerykańskiej waluty i napływ środków do EM. Niedźwiedzie przekonują, że stabilizacja dolara negatywnie odbije się na rynkach wschodzących. Jeśli do tego w górę pójdą ceny obligacji krajów rozwiniętych, wtedy dług na emerging markets może znaleźć się w poważnych opałach.

Obligacje zaś drożeją od amerykańskich, po niemieckie bundy. Zdaniem części analityków, efekt może być równie dotkliwy jak skutki pamiętnego „taper tantrum” z 2013 r. Chodzi o panikę jaka ogarnęła rynek długu po tym jak Ben Bernanke, ówczesny szef FED, zapowiedział stopniowe wycofywanie się z luzowania ilościowego. Rynek wpadł w histerię i zaczęła się wyprzedaż obligacji EM co pociągnęło za sobą zjazd rynku FX. Waluty krajów wschodzących, jak obliczyła agencja Bloomberg, straciły 14 proc. , natomiast obligacje 7,3 proc.

Inwestycje w rozwój

Optymiści przekonują, że ostatnie spadki mają charakter przejściowy, są motywowane zdarzeniami politycznymi i nie mają związku z fundamentami. Odwrót inwestorów od bardziej ryzykownych aktywów nastąpił w związku ze wzrostem napięcia wokół Korei Północnej oraz niepokojami wewnętrznymi w USA po zamieszkach w Charlottesville i przewrotnych działaniach prezydenta Trumpa. Na początku 2016 r. fundusz Pacific Investment Management ogłosił, że nadciąga „dekada handlu” dla aktywów emerging markets.

Rzeczywiście, ostatnie kilka miesięcy to pasmo sukcesów na tych rynkach. W tygodniu poprzedzającym odpływ pieniędzy z funduszy inwestujących w dług i aktywa rynków wschodzących, indeks IShares MSCI Emerging Markets ETF (EEM) osiągnął najwyższy poziom od 2014 r., a w relacji do notowań S&P500 odnotował najwyższy kurs od dwóch lat. Od początku roku do 1 września indeks EEM zyskał już 28,22 proc. i jest to najwyższa dynamika od 2009 r. Z drugiej strony do historycznych maksimów z 2007 r. brakuje mu jeszcze 25 proc.

Zdaniem byczo nastawionych inwestorów, akcje EM są gotowe do szybkiego wzrostu. Fundamenty gospodarek wschodzących są o wiele zdrowsze niż z czasów turbulencji rynkowych z 2013 r., inna jest też ich struktura. UBS w nocie wysłanej do inwestorów na początku sierpnia wskazuje na istotną zmianę w zachowaniach rynków rozwijających się w czasach słabości dolara. W 2017 r. doszło jednak do przełamania tego wzorca. Słabość dolara jest tylko czynnikiem wspierającym, natomiast motorem wzrostu jest sektor IT. O ile indeks EEM wzrósł o około 25 proc. to akcje spółek technologicznych na tych rynkach zyskały 43 proc.

Konkluzja jest taka, że kraje rozwijające się dużo inwestowały w ostatnich latach w rozwój technologii i na zasadzie efektu tzw. żabiego skoku, mocno unowocześniły swoje gospodarki. Nie są one już, jak w poprzednich latach, uzależnione od cen na rynku surowców.

Indeks ryzyka w górę

Ostatnie lata to wreszcie czas istotnych zmian na poszczególnych rynkach emerging markets. W 2013 r. JP Morgan ukuł termin „fragile five” (tzw. „wrażliwa piątka”) odnoszący się do Brazylii, Indii, Indonezji, RPA i Turcji. Obecnie za słabe ogniwa uważana jest Korea Południowa, ze względu na ryzyka polityczne oraz RPA z powodu słabości politycznej i ekonomicznej. Analitycy Renaissance Capital uważają, że od 2013 r. wzrosła wrażliwość na wstrząsy takich krajów jak Egipt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Bahrajn i Oman. RBC Capital Market na liście „kruchej piątki” umieścił Irak, Libię, Nigerię, Algierię i Wenezuelę, czyli kraje mocno związane z rynkiem ropy.

Niezależnie od różnic, wszystkie kraje rozwijające się uważane są za rynki podwyższonego ryzyka. Globalny indeks ryzyka, mierzony przez firmę doradczą CrossBorder Capital, wzrósł z 32,1 na koniec roku do 67,9 obecnie, osiągając najwyższy poziom od przeszło roku. Jednym z głównych czynników ryzyka jest bardzo duża liczba takich samych pozycji zajmowanych przez inwestorów, oczekujących wzrostów cen.

Wyceny, zdaniem JP Morgan, mogą jednak iść w górę, bo według ich prognoz, zyski spółek z EM (ponad 1 tys. analizowanych firm) wzrosną w tym roku o 20 proc., a w przyszłym o ponad 11 proc.

Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima

Audi Sport GmbH poszerza serię modelową R8, wprowadzając nową wersję z napędem na tylną oś. Audi R8 V10 RWS pojawi się na rynku w limitowanej edycji 999 egzemplarzy w wersjach Coupé i Spyder. Samochód napędzany jest na tylne koła (Rear Wheel Series). Ręczna produkcja ekskluzywnego modelu ruszy w manufakturze R8 w Böllinger Höfe.

„Audi R8 V10 RWS stworzono dla purystów” – mówi Stephan Winkelmann, szef Audi Sport GmbH. „Ten limitowany, specjalny model, to ekskluzywna oferta przewidziana dla klientów ceniących ekstremalną dynamikę jazdy. Dzięki montowanemu centralnie silnikowi V10 i napędowi na tylną oś, samochód udanie przenosi koncepcję napędu stosowanego w wyścigowych Audi R8 LMS do samochodu przystosowanego do ruchu ulicznego.”

Elementy stylistyczne w matowej czerni, opcjonalnie karoseria pokryta folią

Purystyczny charakter nowego Audi R8 podkreślają lakierowane na matową czerń elementy – kratownica osłony chłodnicy Singleframe oraz wloty powietrza z przodu i z tyłu. Górna część bocznego wlotu powietrza tzw. sideblade (w Coupé) utrzymana jest w lśniącej czerni, dolna w kolorze karoserii. Podobnie jak w przypadku Audi R8 LMS GT 4, także w Audi R8 V10 RWS Coupé karoserię można opcjonalnie pokryć czerwoną folią przebiegającą przez maskę silnika, dach i tył pojazdu. We wnętrzu, kierowca i pasażer siedzą w fotelach sportowych. Obito je skórą i tkaniną Alcantara. Na życzenie dostępne są fotele kubełkowe. Tablicę rozdzielczą zdobi emblemat „1 of 999”, wskazujący na limitowaną liczbę egzemplarzy.

Silnik 5.2 FSI – jedna z ostatnich w segmencie jednostek wolnossących

Montowany centralnie silnik V10 modelu Audi R8 V10 RWS generuje moc 397 kW (540 KM). Maksymalny moment obrotowy 540 Nm dostępny jest przy 6500 obr./min. Silnik  5.2 FSI rozpędza wersję Coupé  od 0 do 100 km/h w 3,7 sekundy,
a wersję Spyder w 3,8 sekundy. Prędkość maksymalna to 320 km/h (Spyder: 318 km/h). Średnie zużycie paliwa R8 V10 RWS wynosi 12,4 l na 100 km (283 g CO2 na km) przy zamkniętym dachu i 12,6 l przy otwartym (286 g CO2 na km)

Specjalnie zestrojone podwozie umożliwia kontrolowany drifting

Masa własna nowego Audi R8 V10 RWS w wersji Coupé to 1590 kg, 50 kg mniej niż Audi R8 Coupé V10 z napędem quattro, które w porównaniu z wariantem napędzanym na tylną oś potrzebuje dodatkowych podzespołów: wału Kardana, sprzęgła wielopłytkowego i międzyosiowego mechanizmu różnicowego. Wariant R8 Spyder V10 RWS w porównaniu do R8 Spyder V10 jest o 40 kg lżejszy, a jego masa własna wynosi 1680 kg. Rozkład obciążenia między osiami w stosunku 40,6:59,4 (Coupé) i 40,4:59,6 (Spyder) oraz zestrojenie podwozia i układu kierowniczego, dostosowano specjalnie do napędu na tylną oś.

Ustawienie podwozia oraz systemy kontrolne pozwalają na kontrolowany drifting, w sytuacji gdy kierowca w standardowym systemie wyboru dynamiki jazdy Audi drive select wybierze tryb „dynamic”, a elektroniczny system stabilizacji toru jazdy ESC ustawi na tryb „Sport”. W obszarach granicznych, układ ESC ingeruje bezpiecznie i rozsądnie. Elektromechaniczne wspomaganie kierownicy pozbawione jest całkowicie wpływu momentu obrotowego na jego działanie, a manewrowanie jest bardzo precyzyjne. Standardowo, Audi R8 V10 RWS zjeżdża z taśmy wyposażone w lakierowane na czarno 19-calowe felgi odlewane z aluminium z pięcioma ramionami w kształcie litery V. Opony mają rozmiar 245/35 z przodu i 295/35 z tyłu.

 

Źródło: Grupa Audi

Według ekonomisty Łukasza Komudy, dobra koniunktura na rynku sprzyja teraz podwyżkom, bo duża część pracodawców ma na nie środki. Jednak zatrudnieni muszą nauczyć się negocjować lepsze warunki pracy. Powinni zwiększyć swoją świadomość w zakresie wysokości zarobków w danej branży i zbiorowo bronić wspólnych interesów. Jeśli pracują w małej, kilkuosobowej firmie, która ma problem z utrzymaniem się na rynku, to faktycznie mogą niczego nie osiągnąć. Wówczas, zdaniem eksperta, warto pomyśleć o zmianie pracy na bardziej atrakcyjną.

Jak twierdzi przedstawiciel Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, właśnie teraz pracodawcy mogą być skłonni do tego, żeby dzielić się z pracownikami wypracowaną wartością dodaną. Stanowi ona nadwyżkę przychodów nad ponoszonymi przez firmę kosztami. Z perspektywy udziałowców, inwestycje w kadry zwykle są postrzegane jako marnowanie pieniędzy. Jednak, jak zaznacza Łukasz Komuda, zarząd firmy lub jej właściciel może zgodzić się na podwyżki, gdy zyska świadomość, że w przeciwnym razie straci dużą część kadry. To wiąże się z podniesieniem wydatków na rekrutację i przeszkolenie nowych osób w firmie. Ekspert dodaje, że pracownicy mogą też zagrozić pracodawcy akcją protestacyjną, strajkiem lub nagłośnieniem problemu zaniżonych pensji.

– Oczywiście nie wszyscy przedsiębiorcy mają środki na podwyżki płac. Należy wiedzieć, że ponad połowa polskich pracowników najemnych przypada na firmy zatrudniające do 9 osób. Tam, przez niewielką skalę działalności i obecność silnej konkurencji, marże są niskie, więc wartość dodana okazuje się niezbyt wysoka. Trudno oferować ludziom dobre warunki pracy, gdy problemem jest utrzymanie stanu posiadania, np. lokalu czy maszyn – mówi Łukasz Komuda.

Ekspert zwraca uwagę na to, że wzrost gospodarczy to suma wartości dodanych na rynku. To znaczy, że jedne firmy radzą sobie lepiej, a inne gorzej. Zwiększenie zamówień na usługi i produkty oznacza wyższe przychody przedsiębiorstwa, a przy założeniu kosztów stałych na określonym poziomie, również większe zyski. W ocenie Komudy, sytuacja ekonomiczna sprzyjająca podwyżkom z dużym prawdopodobieństwem potrwa przynajmniej do końca 2017 roku i nie dłużej, niż do połowy 2019 roku. To wynika z charakterystycznej zmienności 12-miesięcznej dynamiki stopy bezrobocia rejestrowanego.

– Zatrudnieni muszą jednak zwiększyć swoją siłę negocjacyjną w relacji z przedsiębiorcami tak, aby jak najwięcej skorzystać na obecnym wzroście gospodarczym. Będą mieli większą siłę przebicia, gdy zaczną grupowo reprezentować swoje interesy, najlepiej w ramach związku zawodowego. Będą poważniej traktowani, niż niezorganizowana grupa ludzi. Wygrają tylko wtedy, gdy nikt nie zgodzi się na wykonywanie pracy za określoną, niższą stawkę – zauważa Łukasz Komuda.

Ekonomista podpowiada, że punktem odniesienia dla pracowników może być wzrost wynagrodzeń w firmach zatrudniających powyżej 10 osób. Aktualnie wynosi on ok. 5%. Zatrudnieni powinni zdobyć wiedzę o płacach w swojej branży i na podobnych stanowiskach do tych, które wykonują. To pozwoli im stwierdzić, czy mają podstawy do starania się o podwyżki lub o pracę u konkurencji. Jak podkreśla Łukasz Komuda, zmiana pracodawcy to zwykle najprostszy sposób na poprawę warunków finansowych w Polsce.

– Na naszym rynku pracy bezrobocie utrzymywało się na dość wysokim poziomie przez ponad 20 ostatnich lat. To spowodowało, że wynagrodzenia zostały sprowadzone do relatywnie niskich stawek. Niektórzy eksperci twierdzą, że zatrudnionym płaci się tak mało, jak tylko jest to możliwe, zgodnie z prawem Davida Ricardo. Gdy zwiększyło się zapotrzebowanie na pracowników, przedsiębiorcy zaczęli zatrudniać więcej Ukraińców, którzy są gotowi pracować za stawki minimalne – zwraca uwagę ekspert z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.

Zdaniem Komudy, pracodawcy uznają, że taniej i lepiej jest ściągnąć pracowników z kraju, gdzie płaci się 4-krotnie mniej, niż u nas. W związku z tym, można zaproponować przyjezdnym gorsze warunki. Długoterminowo to oczywiście nie służy naszej gospodarce, bo utrzymuje niskie wynagrodzenia na rynku. A taki trend zachęca kolejne rzesze Polaków do emigracji na Zachód. Ponadto, powstrzymanie wzrostu płac jest równoznaczne z zahamowaniem konsumpcji. Ekonomista przypomina, że odpowiada ona za 60% naszej gospodarki na rynku wewnętrznym.

– W 2016 roku przybyło oświadczeń pracodawców o przyjęciu do pracy cudzoziemców z Ukrainy o ok. 65%. Liczba tych deklaracji w całej Polsce wyniosła ponad 1,2 mln. W pierwszym półroczu br. wzrost przyniósł kolejne 47%, w ilości 905 tys. Ze strony urzędów pracy pojawiają się sygnały, że jesteśmy blisko szczytu fali napływu osób z Ukrainy. Wraz ze spadkiem bezrobocia w naszym kraju, Ukraińcy zaczęli działać w usługach, np. fryzjerskich i kosmetycznych. Ponadto pracują jako taksówkarze, sprzedawcy, kasjerzy, magazynierzy, pakowacze i kierowcy – informuje Łukasz Komuda.

Jak wyjaśnia ekspert, Ukraińcy wolą przyjechać do nas, niż do Niemiec czy Francji, m.in. ze względu na mniejszą barierę językową i kulturową. Tutaj mają mnóstwo znajomych, więc mogą łatwo znaleźć kogoś, kto wskaże im tani pokój do wynajęcia oraz uczciwego pracodawcę. Plusem jest także bliskość geograficzna. Mogą tu przyjechać autobusem i wrócić do rodziny np. na święta. O wyjeździe dalej na Zachód myślą ci, którzy znają dobrze język angielski lub niemiecki, mają mniej kontaktów w Polsce i są bardziej skłonni do ryzyka.

– Tymczasem, część pracodawców w dużych polskich miastach narzeka na wymagania finansowe młodych pracowników. Jednak kandydaci do pracy mają do nich prawo, podobnie jak firmy do tego, żeby zaczynać rozmowę o wysokości pensji od kwoty tak niskiej, jak tylko się da. W małych miejscowościach wybór pracy jest bardziej ograniczony, co drastycznie pogarsza pozycję negocjacyjną  kandydatów na pracowników. Osoby, które wyjeżdżają z takich miejsc, początkowo mają często skromniejsze aspiracje finansowe i dopiero z czasem oczekują więcej – podsumowuje Łukasz Komuda.

 

Źródło: MondayNews.pl

Eksperci

Gontarek: Pracodawcy intensywnie poszukują pracowników

Stopa bezrobocia w sierpniu br. wyniosła 7 proc., wobec 7,1 proc. w lipcu br. - podał GUS. Dobre dan...

Bugaj: Czekając na powrót inflacji

Tegoroczny wrzesień jak na razie zapisuje się w giełdowej historii bardzo spokojnie. Na rynkach utrz...

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

WIADOMOŚCI

CETA dobra dla polskich firm

Wczoraj weszła w życie unijno-kanadyjska umowa o wolnym handlu CETA. Negocjacje trwały ponad siedem ...

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...