sobota, Październik 19, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "deweloperzy"

deweloperzy

Dla większości ludzi zakup mieszkania jest jednym z największych wydatków, jakie poniesie w swoim życiu. Często jest to inwestycja wsparta wieloletnim kredytem, którego spłata będzie istotną częścią domowego budżetu przez długi czas.

Dlatego jedną z ważniejszych rzeczy przy zakupie mieszkania jest zadbanie o bezpieczeństwo inwestycji i odpowiednie sprawdzenie, czy zakup na rynku wtórnym jest korzystniejszy od zakupu u dewelopera?

Jakie są zalety kupna mieszkania od dewelopera na rynku pierwotnym?

Jednym z argumentów przemawiających za zakupieniem mieszkania na rynku pierwotnym jest stosunek ceny do jakości. Mieszkania na rynku pierwotnym są budowane przy użyciu najnowszej technologii, z użyciem najnowszej dostępnej wiedzy co wpływa na bezpieczeństwo i jakość wykonania poszczególnych elementów, czy instalacji. W starych kamienicach, czy budynkach z tak zwanej wielkiej płyty zawsze istnieje ryzyko awarii, na przykład instalacji hydraulicznych co może nas narazić na niewkalkulowane wcześniej koszty. Co do kosztów to wbrew pozorom ceny mieszkań na rynku pierwotnym nie zawsze są większe od cen na rynku wtórnym. Na przykład w takich miastach jak Gdańsk, czy Wrocław aktualnie ceny mieszkań na rynku wtórnym są droższe niż na rynku pierwotnym.

Bezpieczeństwo

Kupując mieszkanie od dewelopera, jesteśmy chronieni wszelkimi regulacjami, którymi są oni objęci na mocy ustawy deweloperskiej. Deweloperzy są zobowiązani udzielić pięcioletniej rękojmi. Dodatkowym sposobem na zapewnienie sobie bezpieczeństwa przy zakupie mieszkania jest sprawdzenie historii danego dewelopera. Doświadczeni deweloperzy, którzy mają pozytywną przeszłość, chętnie informują o swoich inwestycjach z przeszłości, dzięki czemu możemy sprawdzić, czy dany deweloper spełnia nasze wymagania. Idealnym przykładem jest: profitdevelopment.com.pl.

Formalności

Kolejnym argumentem przemawiającym za zakupem nieruchomości na rynku pierwotnym jest to, że ten sposób jest prostszy pod kątem formalności. Przy zakupie na rynku wtórnym musimy dokonać odpowiedniego sprawdzenia stanu mieszkania, czy sprzedający jest jedyną osobą wpisaną w hipotekę, musimy także dokonać przepisania liczników ze sprzedającego na kupującego. Tych wszystkich rzeczy unikamy przy zakupie od dewelopera.

Rynek mieszkaniowy jest w najlepszej kondycji od lat. Deweloperzy w ciągu ostatnich 12 miesięcy sprzedali ponad dwa razy więcej mieszkań niż u szczytu ostatniej hossy – wynika z danych firmy REAS. O rekordach donoszą też GUS pokazując informację o rozpoczęciu przez deweloperów budów ponad 100 tysięcy mieszkań oraz NBP szacując, że Polacy wydali na zakup nowych mieszkań rekordową kwotę ponad 17 mld złotych – dane dotyczą okresu czterech kwartałów i zaledwie siedmiu miast. W otoczeniu tak dobrej koniunktury trudno dziwić się, że mieszkania w Polsce drożeją. Najnowsze dane Home Broker i Open Finance sugerują jednak tylko kosmetyczny wzrost.

Trzeba w tej sytuacji zwrócić uwagę na fakt, że w związku z szałem na dopłaty do kredytów mieszkaniowych w ramach programu Mieszkanie dla Młodych, dane transakcyjne mogą być zaniżone. Trudno się temu dziwić skoro do dofinansowania kwalifikowały się przede wszystkim tanie lokale. Presję na wzrost cen wywiera fakt, że do grona nabywców mieszkań na poważnie dołączyły też osoby posiłkujące się kredytem hipotecznym. Dane BIK sugerują, że w w2017 roku popyt na kredyty mieszkaniowe wzrósł o ponad 14 proc. (r/r). Sytuacja, w której cały budżet na dopłaty do kredytów w kwocie 381 mln złotych rozszedł się w 38 godzin każą sądzić, że dobry wynik z ubiegłego roku może mieć swoją kontynuację w 2018 roku.

Najwięcej do powiedzenia w tym względzie powinna mieć Rada Polityki Pieniężnej. Póki nie zdecyduje ona o podniesieniu poziomu stóp procentowych możemy spodziewać się dobrej koniunktury na rynku mieszkaniowym. Lokaty będą bowiem przegrywać w zderzeniu z opłacalnością zakupu mieszkania na wynajem, kredyty pozostaną relatywnie tanie, a zdolność kredytowa potencjalnych kredytobiorców będzie wysoka. O sile rynku powinniśmy dowiedzieć się już niedługo.

Nie znaczy to jednak, że przed rynkiem mieszkaniowym nie pojawiają się żadne problemy. Deweloperzy alarmują, że będą zmuszeni podnieść ceny mieszkań w związku z rosnącymi cenami gruntów, robót i materiałów budowlanych. Pewnym niebezpieczeństwem może okazać się program Mieszkanie Plus, choć wciąż nie sposób określić jaki realnie będzie miał o wpływ na rynek. Najszybciej o kondycji rynku świadczyć będzie natomiast efekt jaki będzie miał fakt wyczerpania się środków na dopłaty do kredytów. Ostatnie pieniądze przeznaczone na MdM zniknęły ekspresowo, a przez to już dane za drugi kwartał pokażą na ile brak dopłat odbije się negatywnie na wynikach sprzedaży deweloperów.

Koniunktura na rynku mieszkaniowym trwa w najlepsze. Polacy kupują najwięcej mieszkań, a deweloperzy budują ich najwięcej w historii. Rośnie nawet popyt na kredyty hipoteczne, przez co nie dziwią już nawet kilkuprocentowe wzrosty cen nieruchomości.

Prawie 206 tys. mieszkań – tyle nieruchomości zaczęto budować w Polsce w 2017 roku. Ten wynik, to wspólna praca indywidulanych inwestorów, deweloperów, gmin, spółdzielni czy TBS-ów. Z tego wszystkiego 105 tys. nowych mieszkań zaczęli budować deweloperzy – wynika z danych GUS. To o 23% więcej niż przed rokiem i najwięcej w historii. Budowy te trwają przeciętnie dwa lata, co oznacza, że w 2019 roku firmy budujące mieszkania mogą oddać właścicielom klucze do około 100 tys. lokali.

Nie zmienia to jednak faktu, że potrzeby mieszkaniowe Polaków wciąż pozostają niezaspokojone. Najbardziej zachowawcze szacunki mówią o tym, że powinno powstać milion lokali, aby liczba gospodarstw domowych zrównała się z liczbą mieszkań. Gdyby jednak wziąć pod uwagę to ile nieruchomości przypada na tysiąc mieszkańców, to biorąc pod uwagę średnią unijną, okazałoby się, że w Polsce brakuje raczej 2,5 miliona mieszkań. Największe niedobory sugerowałby natomiast szacunek oparty o dane na temat liczby pokoi przypadających na obywatela. Wtedy deweloperzy mieliby pełne ręce roboty jeszcze przez wiele lat, bo musieliby zbudować nawet 6-7 milionów lokali. Niedobory mieszkaniowe to powód, dla którego mieszkania „nad Wisłą” są tak drogie, że za przeciętne wynagrodzenie netto mieszkaniec dużego miasta może kupić około pół metra mieszkania. Podobnie nie do pozazdroszczenia jest sytuacja najemców, którzy – o ile zarabiają przeciętnie – wydać musieliby około 40% swojego wynagrodzenia na wynajem kawalerki.

Gierek największym deweloperem był

Poradzić sobie z tym problemem ma pomóc program „Mieszkanie plus”. W jego ramach Polacy mają oszczędzać na cele mieszkaniowe, mają powstawać mieszkania komunalne, TBS-y i tanie mieszkania na wynajem. Wszystkie te mechanizmy wedle planów mają doprowadzić do budowy dodatkowych 300 – 350 tysięcy mieszkań do 2030 roku. Warto przy tym pamiętać, że podaż wytworzona w ramach programu powinna doprowadzić do spadku produkcji mieszkań przez deweloperów i inwestorów indywidualnych. W ramach rządowego programu musiałoby więc powstać więcej niż 350 tys. nieruchomości. W sumie z produkcją generowaną przez deweloperów i inwestorów indywidulanych efekt ma być taki, że „nad Wisłą” powstanie 2,3 mln mieszkań w perspektywie 13 lat.

Wbrew pozorom nie jest to poziom niemożliwy do osiągnięcia. Czemu? W latach 70-tych budowano nawet więcej niż zakładają dzisiejsze odważne rządowe plany. Statystyki GUS z najnowszego spisu powszechnego sugerują, że w latach 1971 – 1978 (przez 8 lat) wybudowanych zostało ponad 2,1 mln mieszkań, czyli mniej więcej tyle co w ciągu ostatnich 15 lat. W latach siedemdziesiątych oddawano do użytkowania przeciętnie po ponad 260 tys. lokali rocznie. Jest to wynik dwukrotnie lepszy niż w całym 2011 roku oraz o 48% wyższy niż w rekordowym 2017 roku, kiedy to oddano do użytkowania 178 tys. nowych mieszkań.

Wielka płyta niezgody

Oczywiście nie sposób nie wspomnieć, że jakość mieszkań budowanych w latach siedemdziesiątych jest odmienna od obecnie obowiązujących standardów, a trzonem budownictwa lat 70, 80 czy nawet częściowo 90-tych była „wielka płyta”.

Wiele osób odpychają w niej często słabo działająca wentylacja współdzielona z innymi mieszkaniami w pionie, słaba akustyka, konieczność wymiany oryginalnych instalacji elektrycznych, które nierzadko nie radzą sobie chociażby z nowoczesnymi urządzeniami AGD, nierówne ściany i podłogi, wygląd klatek schodowych czy po prostu modernistyczna toporna architektura samych budynków.

Niekwestionowaną słabą stroną wielkiej płyty są też wyższe koszty utrzymania. Podczas gdy we współczesnym budownictwie średnią stawką jest 8,54 zł za m kw. miesięcznie (w Warszawie), to w betonowym bloku koszt ten rośnie o 13,5% – do 9,69 zł za m kw. miesięcznie. Niby różnica w koszcie wydaje się niewielka, ale gdyby przyjąć, że mamy 50-metrowe mieszkanie, to rocznie koszt utrzymania lokalu w bloku z wielkiej płyty jest o 692 zł wyższy niż w przypadku mieszkania współczesnego – wynika z szacunków Open Finance.

Pozostaje jeszcze kwestia trwałości samych budynków. Sprawa ta obrosła w wiele mitów. Jedni mówią, że niedługo połączenia między płytami mogą zacząć zawodzić, podczas gdy inni eksperci rozwiewają te obawy mówiąc, że wielka płyta służyć będzie nie tylko nam, ale też naszym wnukom i prawnukom. Pierwsi wspominają blok, z którego odpadła płyta elewacyjna (Rzeszów), a drudzy podają przykład budynku, który pomimo wybuchu gazu (Gdynia) utrzymał swoją integralność, choć po przeprowadzeniu ewakuacji musiał zostać wyburzony. O prawdziwym stanie betonowych bloków powiedzą dopiero wyniki badań prowadzonych przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa. Pozwolą one też wskazać konieczne prace remontowe, które pozwolą zadbać o trwałość budynków.

Czemu więc Polacy kupują mieszkania w blokach z lat 70, 80 i 90-tych? Powodów także jest sporo. Po pierwsze lokalizacja. Wraz z rozwojem miast osiedla budowane nierzadko na obrzeżach stały się dziś atrakcyjnymi i dobrze skomunikowanymi miejscami do życia z łatwo dostępnymi punktami usługowymi i handlowymi. Niekwestionowanym atutem wielkiej płyty jest też cena. Po pierwsze mieszkania budowane za PRL-u mają mniej metrów, a do tego za każdy z tych metrów trzeba zapłacić mniej niż w przypadku lokali w kamienicach czy nowych blokach.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Dane GUS potwierdzają oczekiwania ekspertów: 2017 rok był rekordowym na rynku mieszkaniowym. Mamy do czynienia z wyjątkową sytuacją, w której firmy budujące mieszkania jeszcze nigdy nie budowały, nie sprzedawały ani nie planowały tak wielu mieszkań co teraz.

105,4 tys. nowych mieszkań rozpoczęli w ubiegłym roku budować deweloperzy w Polsce. To najwyższy wynik w historii rynku, w stosunku do ubiegłego roku jest to wzrost o ponad 23 procent. Za coraz większą liczbą budowanych mieszkań idzie naturalnie wzrost lokali oddawanych do użytkowania. Zgodnie z najnowszym raportem Głównego Urzędu Statystycznego w 2017 r. deweloperzy oddali klucze do 89,8 tys. nieruchomości mieszkalnych (+13,5 proc. rocznie), a warto dodać, że w kolejnych kwartałach liczba ta będzie rosła, bo od rozpoczęcia budowy do oddania do użytkowania mija zwykle półtora do dwóch lat.

Dobra koniunktura na rynku (budowane mieszkania świetnie się sprzedają, wiele firm notuje rekordowe wyniki sprzedażowe) sprawia, że nikt nie chce zwalniać tempa i, mimo sygnałów o możliwej zmianie trendu, przedsiębiorcy planują kolejne inwestycje. W efekcie liczba uzyskiwanych przez deweloperów pozwoleń na budowę również rośnie jak na drożdżach, ubiegły rok zamknął się wynikiem 128,5 tys. pozwoleń, o 20 proc. wyższym od poprzedniego.

2017 r. był kontynuacją zjawiska, które obserwowano już w poprzednich kwartałach, rok 2016 także był lepszy od 2015 jeśli chodzi o mieszkania oddane do użytkowania (o 26,8 proc.) i liczbę pozwoleń na budowę (o 9,7 proc.), natomiast w 2016 r. zanotowano niewielki spadek liczby rozpoczętych budów (o 1,2 proc.).

Budują nie tylko deweloperzy

Warto zauważyć, że dynamicznie rozwija się nie tylko rynek deweloperski. Także budujący na indywidualne potrzeby zanotowali wzrosty we wszystkich kategoriach statystyk GUS-u. Liczba oddanych lokali wzrosła o 6 proc., rozpoczętych budów o 13 proc., a pozwoleń na budowę – o 17 proc.

Według GUS-u, liczba oddanych łącznie do użytkowania mieszkań (obejmująca działalność deweloperów, inwestorów indywidualnych, spółdzielni i pozostałych podmiotów) wzrosła we wszystkich województwach, a najbardziej w kujawsko-pomorskim (o 23,1 proc.) i pomorskim (o 20,1 proc.).

Podobnie wygląda statystyka rozpoczętych budów. Wzrost nastąpił we wszystkich województwach, a największy w wielkopolskim (o 44,4 proc.) i opolskim (o 28,3 proc.). Z kolei jeśli chodzi o pozwolenia na budowę, to największy wzrost nastąpił w zachodniopomorskim (o 51,4 proc.) i kujawsko-pomorskim (o 39,5 proc.), a spadek zanotowano w dwóch województwach: świętokrzyskim o 3,2 proc. i opolskim o 4,6 proc.

 

 

Autor: Marcin Krasoń, Home Broker

Mniejszy apartament od dewelopera zlokalizowany przy rogatkach miasta czy może duże, rozkładowe mieszkanie w bloku z płyty w centrum? Gdy zapada decyzja o zakupie własnego M, pojawia się zwykle dylemat, na jaki lokal postawić. Rozważyć trzeba bowiem wiele czynników, m.in.: cenę, lokalizację i koszt prac remontowych, potrzebnych do przystosowania lokum do własnych potrzeb. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) radzą, co szczególnie warto wziąć pod uwagę, wybierając nowe lub używane mieszkanie.

 Za nowe lokum możesz zapłacić dużo więcej, choć już niedługo

Według GUS, w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2017 r. deweloperzy oddali do użytku blisko 93 tys. nowych lokali, czyli prawie 8 proc. więcej niż przed rokiem. Kupujący mogą więc wybierać z coraz większego wachlarza deweloperskich nieruchomości. Jak wynika z danych REAS, ich największym zainteresowaniem cieszą się mieszkania 2-pokojowe o niewielkim metrażu. W praktyce okazuje się, że często za tę samą cenę można kupić relatywnie większe lokum, ale z drugiej ręki. Jak wynika z raportu Metrohouse i Expandera z października 2017 r., w większości 6 największych miast Polski „cztery kąty”
z rynku wtórnego są tańsze od tych, oferowanych przez deweloperów. Przykładowo, w Łodzi używane M jest tańsze średnio nawet o 1200 zł. za m kw.

– W przypadku lokalu, który ma 60 m kw. różnica może wynieść nawet 72 tys. zł. Jest to kwota, za którą można sfinansować dodatkowe 18 m kw. mieszkania na rynku wtórnym. Należy jednak dodać, że w niektórych miastach Polski przewaga cenowa rynku wtórnego jest niewielka. Tak jest np. w Warszawie, gdzie ceny nowych i używanych mieszkań są zbliżone. – mówi Jarosław Sadowski, ekspert ZFPF, Expander.

Szukając wymarzonego mieszkania, warto wziąć pod uwagę konieczność dopasowania aranżacji wnętrz do własnych potrzeb. W przeciwieństwie do lokum w stanie deweloperskim, do używanego lokalu można często wprowadzić się od razu. Nierzadko będzie on wymagał jedynie odświeżenia, a nawet jeśli będą potrzebne poważniejsze prace, to można je przeprowadzić, gdy zgromadzimy na ten cel odpowiednie środki. Oczywiście czasami zdarzają się również mieszkania z drugiej ręki wymagające poważnego, kosztownego remontu. W ich przypadku cena zakupu jest jednak odpowiednio niższa.

– Kupno mieszkania z rynku wtórnego to bardzo elastyczne rozwiązanie. Często już chwilę po podpisaniu umowy z poprzednim właścicielem możemy w takim lokum zamieszkać, a prace remontowe, które chcemy wykonać, możemy rozłożyć w czasie, amortyzując koszty – dodaje Jarosław Sadowski, ekspert ZFPF, Expander.

Mieszkanie, które kupujemy w stanie deweloperskim wymaga inwestycji przed zamieszkaniem. Wykończenie musimy doliczyć do i tak wyższej już ceny zakupu. To sprawia, że inwestycja może okazać się zbyt droga.

– Taki lokal wymaga wykonania szeregu prac wykończeniowych, podczas których nie możemy się do niego wprowadzić. Jednocześnie, czasami w tym samym czasie musimy ponosić opłaty za utrzymanie i czynsz, co jeszcze bardziej zwiększa koszty zakupu– mówi Marcin Krasoń, ekspert  ZFPF, Home Broker.

Atrakcyjna lokalizacja nie zawsze oznacza wysokiej ceny

 Kolejną kwestią, którą powinniśmy rozważyć, przed podjęciem decyzji o kupnie nowego lokum, jest lokalizacja. Nowe osiedla powstają najczęściej na obrzeżach miast lub w ich rozwijających się częściach. Choć przybywa inwestycji położonych bliżej centrum, to jednak ich ceny są znacznie wyższe od mieszkań używanych, usytuowanych w tej samej okolicy.

– Z kolei kupując nieruchomość z drugiej ręki, możemy wybierać zarówno spośród zabytkowych lokali w kamienicach, blokach z wielkiej płyty, a nawet w nowym budownictwie, zarówno w centrum jak i na obrzeżach miasta. Wśród nich znajdują się „cztery kąty” gotowe do wprowadzenia się i w pełni urządzone. Nowe, zamknięte osiedla deweloperskie mogą być jednak bezpieczniejsze od starego budownictwa w wielkiej płycie – dodaje Marcin Krasoń, ekspert Home Broker, ZFPF.

Dodatkowo, lokalizacja na obrzeżach miasta może zapewnić nam odpoczynek od codziennego zgiełku. Ostateczny wybór będzie zależał więc od wielu czynników, m. in. bliskości komunikacji miejskiej, tras szybkiego ruchu czy dostępności placówek oświatowych.

Rozważając zakup nieruchomości, warto wziąć pod uwagę m.in. takie czynniki jak: cena, lokalizacja czy konieczność przeprowadzenia prac remontowych. Ostatecznie musimy podliczyć całkowite koszty, a także zdecydować, za co jesteśmy skłonni zapłacić więcej.

 

 

W trzech pierwszych kwartałach 2017 r. sprzedano więcej apartamentów i apartamentów luksusowych niż w całym 2016 r. Deweloperzy coraz chętniej uzupełniają ofertę w tym segmencie, co spotyka się z pozytywną reakcją nabywców i wzrostem popytu. Choć w skali całego rynku mieszkania z górnej półki stanowią zaledwie niewielki odsetek wszystkich dostępnych w sprzedaży, to rynek ten ma potencjał aby rosnąć.

Wraz z bogaceniem się Polaków rośnie z roku na rok popyt na nieruchomości w segmencie apartamentów. Choć w skali całego rynku ich udział jest nadal niewielki, to jednak wzrost sprzedaży lokali, których cena ofertowa przekraczała 17 tys. zł/ m2 w 2016 r. wyniósł blisko 60% w porównaniu z rokiem poprzednim (liczony łącznie dla Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Trójmiasta i Poznania). Tylko w trzech pierwszych kwartałach bieżącego roku sprzedaż ta przekroczyła poziom z 2016 r. i wyniosła ponad 470 jednostek.

Największa oferta lokali mieszkalnych, które według wspomnianego kryterium cenowego dają się zakwalifikować do segmentu apartamentów znajduje się w Warszawie. Na koniec III kwartału 2017 r. stanowiła ponad 2/3 całej oferty z tego segmentu na 5 największych rynkach w Polsce. Tu tez zdecydowanie wyraźniej zaznacza się podział, który w terminologii stosowanej przez REAS opisywany jest jako apartamenty (upper middle) i apartamenty luksusowe (high end).

O zakwalifikowaniu obiektu do poszczególnych segmentów decydują przede wszystkim kryteria lokalizacyjne i jakościowe (zarówno w odniesieniu do lokalu jak i budynku), zaś pomocniczą rolę w segmentacji pełni kryterium cenowe.

W porównaniu z Europą Zachodnią, Moskwą czy przede wszystkim Stanami Zjednoczonymi, budowane przez polskich deweloperów apartamenty luksusowe są wciąż niezbyt drogie, co wynika z ceny metra kwadratowego jak i – choć trudno w to uwierzyć przeciętnemu nabywcy – niewielkiemu metrażowi oscylującemu w granicach 80 – 150 m2. Na świecie o prawdziwym wymiarze luksusu decyduje „przestrzeń” za jaką nabywca jest gotowy zapłacić. – mówi  Paweł Sztejter, wiceprezes zarządu firmy doradczej REAS.

Zgodnie z wyliczeniami REAS, na pięciu analizowanych rynkach wartość sprzedaży w tym segmencie w trzech pierwszych kwartałach tego roku wyniosła 222 mln zł. Ci którzy byli gotowi nabyć mieszkanie w segmencie high-end  w Warszawie musieli w zapłacić średnio 31 tys. zł/m2. Ponad 30 % tych środków wydano na zakupy na Złotej 44.

Już drugi rok z rzędu inwestycja zrealizowana przez BBI Dewelopment i Amstar jest liderem sprzedaży. Wynika to nie tylko z unikalnego w skali rynku charakteru oferty, ale także z polityki sprzedażowej inwestora, który umiejętnie przyciąga różne grupy nabywców, głownie tych którzy myślą by faktycznie mieszkać w centrum Warszawy. – komentuje Paweł Sztejter, wiceprezes zarządu REAS.

Nabywcy, którzy nie byli w stanie pozwolić sobie na luksus z najwyższej półki, mogli w tym roku wybierać wśród znacznie szerszej oferty zwykłych apartamentów. Wśród inwestycji z segmentu upper middle, w których średnia cena ofertowa przekraczała 17 tys. zł/ m2. najlepiej sprzedającym się projektem była z kolei Mennica Residence na warszawskiej Woli.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Sierpniowa pula środków w programie Mieszkanie dla Młodych spowodowała lekką obniżkę cen mieszkań. W ciągu miesiąca Indeks Cen Transakcyjnych spadł o 1,14 proc., rok do roku wskaźnik praktycznie nie zmienił się.

Ostatnie dane Głównego Urzędu Statystycznego ujawniły kolejne rekordy aktywności deweloperów, którzy robią wszystko, by zaspokoić popyt. W ostatnich 12 miesiącach rozpoczęli oni budowę prawie 102 tys. lokali, co jest najwyższym wynikiem w historii. Co znamienne, na najwyższym poziomie jest też liczba mieszkań oddanych do użytkowania (86 tys.) oraz pozwoleń na budowę (129,5 tys.).

Udostępniona kupującym w sierpniu dodatkowa pula środków w programie Mieszkanie dla Młodych rozeszła się w około sześć godzin, w tym czasie wniosek o dopłaty złożyło około 2,5 tys. kredytobiorców. Nie pozostało to bez wpływu na ceny, gdyż mieszkania sprzedawane w ramach MdM są zwykle tańsze. W zbiorze transakcji służącym do wyliczenia Indeksu Cen Transakcyjnych (powstaje on na podstawie cen mieszkań kupionych przez klientów Home Brokera i Open Finance) wzrosła więc liczba tańszych lokali, co przełożyło się na spadek indeksu. W sierpniu był on skromny (0,07 proc.), ale we wrześniu już zauważalny (1,14 proc.), co da się wytłumaczyć czasem trwania procesu kredytowego (w MdM liczy się data złożenia wniosku kredytowego). Spodziewamy się jednak, że jest to chwilowe zatrzymanie trendu wzrostowego, do powtórki dojdzie w styczniu i lutym 2018 r. kiedy to na rynku pojawi się kolejna pula środków w MdM.

Taniej w Warszawie, a drożej w Łodzi

We wrześniu przeciętna cena transakcyjna metra kwadratowego mieszkania w Warszawie spadła do 7206 zł. Rok do roku oznacza to obniżkę o 1,5, a miesiąc do miesiąca o 1,4 proc. Stolica pozostaje najważniejszym rynkiem nieruchomości w naszym kraju. Deweloperzy budują tu na potęgę, a inwestorzy na pniu wykupują najlepsze lokale. Sprzyja temu duże zróżnicowanie oferty, zarówno na rynku pierwotnym jak i wtórnym.

W skali roku ceny nieznacznie spadły też w Białymstoku, Krakowie i Szczecinie, a do większej obniżki doszło w Gdyni (4,3 proc.). W większości badanych przez Home Brokera i Open Finance lokalizacji stawki za metr kwadratowy jednak rosły. Najbardziej w Łodzi, gdzie aktualna cena metra kwadratowego to prawie 4,3 tys. zł, podczas gdy w pierwszej połowie ubiegłego roku było to mniej niż 3,5 tys. zł. Kilkunastoprocentowy wzrost cen transakcyjnych nie musi jednak oznaczać, że podrożały konkretne lokale. Rzecz w tym, że zmienia się struktura sprzedawanych mieszkań. Łódzki rynek pierwotny przeżywa prawdziwy boom, a mieszkania nowe są droższe od tych z drugiej ręki. Z najnowszego raportu firmy REAS wynika, że w ostatnich 12 miesiącach sprzedano o ponad 40 proc. nowych mieszkań więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Deweloperzy wyczuli dobry czas i szybko rozpoczynają kolejne inwestycje. Liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży w ostatnim kwartale wzrosła rok do roku ponad dwu i półkrotnie.

Coraz więcej kredytów

Co prawda pierwsze skrzypce na rynku niezmiennie grają nabywcy gotówkowi, ale też coraz tłumniej dołączają do nich osoby, które w celu zakupu „czterech kątów” udają się po finansowanie do banku. Popyt na kredyty mieszkaniowe wzrósł względem 2016 roku o ponad 20 proc. – wynika z danych Open Finance za trzy kwartały br. Podobne, choć trochę mniej optymistyczne wyliczenia, publikuje też BIK. Ta instytucja sugeruje, że przez dziewięć miesięcy br. Polacy złożyli wnioski kredytowe opiewające na kwotę o 13,5 proc. wyższą niż w analogicznym okresie przed rokiem. Najnowsze dane REAS mówią także o tym, że deweloperzy wyznaczyli kolejny rekord liczby sprzedanych mieszkań. W okresie od czwartego kwartału 2016 roku do trzeciego kwartału br. na sześciu największych rynkach sprzedano bez mała 72 tys. mieszkań. To dwa razy więcej niż u szczytu ostatniej hossy.

W oczekiwaniu na styczniowy MdM i Mieszkanie Plus

To co się dzieje na rynku mieszkaniowym w dużej mierze zależy od jego otoczenia. Wspomniano już o tym, jak kolejne środki w Mieszkaniu dla Młodych wpływają na statystykę. Od początku stycznia do wzięcia będzie 380 mln zł, co powinno wystarczyć dla 13-14 tys. kredytobiorców. Spodziewamy się, że środki rozejdą się w maksymalnie kilkanaście dni, taka siła nie może nie zostawić śladu na statystyce. Aby załapać się na pieniądze należy wybrać mieszkanie, podpisać umowę przedwstępną lub deweloperską i zebrać wszystkie dokumenty potrzebne do złożenia wniosku kredytowego. Tylko dokładne przygotowanie pozwoli na początku stycznia 2018 roku wysłać odpowiedni wniosek kredytowy rezerwując tym samym środki na dofinansowanie. Trzeba pamiętać, że liczy się tu kolejność zgłoszeń, a ostatni rok pokazał, że pieniądze znikają błyskawicznie.

Z drugiej strony coraz więcej dzieje się w temacie nowego programu – Mieszkanie Plus. Tu wprawdzie sens działania jest inny, bo nie chodzi o wspieranie kredytobiorców, ale o wprowadzenie tanich mieszkań na wynajem z opcją dojścia do własności. Wpływ tego pomysłu na rynek mieszkaniowy jest jednak trochę zagadkowy, gdyż nadal nie wiadomo dokładnie, w jaki sposób wybierani będą beneficjenci rozwiązania. Należy mieć się na baczności, bo tam gdzie pojawi się dużo nowych tanich mieszkań, zachwiania na lokalnych rynkach najmu są niemal pewne.

Kiedy ochłodzenie?

Jest kilka czynników, które mogą ostudzić zapędy kupujących. Przede wszystkim to wyższe stopy procentowe. Nie spodziewamy się podwyżki w najbliższych kilku kwartałach, ale w końcu do niej dojdzie, a wówczas z jednej strony pojawią się utrudnienia w dostępie do kredytów hipotecznych, a z drugiej wzrośnie atrakcyjność bankowych depozytów i kupujący nieruchomości za gotówkę zaczną się wykruszać. Warto też zwracać uwagę na podejście banków do akcji kredytowej, bo od nastawienia instytucji finansujących zależy bardzo wiele.

 

 

 

Źródło: Homebroker.pl

Dr Łukasz Bernatowicz z BCC zauważa, że obecnie rośnie rywalizacja między deweloperami o to, kto kupi więcej i lepiej zlokalizowanych gruntów. Wygrają ci, którzy mają zgromadzone środki na nabycie dodatkowych terenów. Pozostali muszą się kredytować, żeby wykorzystać dobrą koniunkturę i nie wypaść z wyścigu o klienta. Warto też zaznaczyć, że umowy zawierane z bankami są dziś dużo bezpieczniejsze dla inwestorów, niż przed laty. To obniża ryzyko występowania spektakularnych upadłości na tym rynku. W ocenie eksperta Łukasza Sęktasa, branża bardzo dojrzała po fali bankructw. Nabywanie ziem powyżej cen rynkowych zdarza się już rzadko i dotyczy wyjątkowo zdesperowanych inwestorów.

Jak zauważa prezes zarządu TIARA Development, ostatnio wzrósł obrót działkami deweloperskimi. Wynika to m.in. z tego, że w czasie poprzedniego boomu mieszkaniowego wielu inwestorów zbudowało zbyt duże tzw. banki gruntów. W efekcie nie potrzebowali oni kupować kolejnych terenów przez ok. 8 lat. Zdaniem Łukasza Sęktasa, te zasoby w końcu się zmniejszyły i deweloperzy ponownie przystąpili do zwiększonych zakupów, ale tym razem robią to dużo ostrożniej, niż w poprzednich latach.

– Ci, którzy zgromadzili nadwyżki w środkach operacyjnych i teraz nabywają więcej gruntów za gotówkę, wygrają z konkurencją. Jest to szczególnie istotne w przypadku spółek notowanych na GPW, bo one muszą zadbać o interesy swoich akcjonariuszy. Firmy, nieprzygotowane do dobrej koniunktury, muszą się kredytować, co oczywiście wiąże się z dodatkowymi kosztami. Inaczej wypadną z wyścigu na rynku nieruchomości, który nabiera coraz większego tempa – mówi dr Łukasz Bernatowicz, ekspert ds. infrastruktury prawa budowlanego i zamówień publicznych z Business Centre Club.

Według prezesa Sęktasa, planowanie jest dość skomplikowane w branży deweloperskiej, ze względu na długi proces inwestycyjny, często sięgający 3-4 lat. Gromadzenie gruntów w czasach dekoniunktury nie jest łatwe, szczególnie w dużych firmach, np. giełdowych, gdzie kadrę zarządzającą ocenia się na podstawie rocznych wyników. Ciężko też jest przekonać inwestorów do zakupu dodatkowych terenów, gdy sprzedaż mieszkań jest niska. A kiedy następuje boom na rynku, trudno jest już o sensowne i tanie zakupy. Problemem jest przede wszystkim niewystarczająca ilość ziemi w dobrych lokalizacjach. Oczywiście najwięksi gracze najczęściej koncentrują się na wielu rynkach, a mniejsi budują na obrzeżach miast albo specjalizują się w drogich lokalizacjach, usytuowanych w centrach metropolii.

– Myślę, że tzw. kumulacja boomu deweloperskiego jest jeszcze ciągle przed nami. Powinna nastąpić w przyszłym roku, ale też nie urwie się raptownie. Będzie kończyła się łagodnie, bez żadnego tąpnięcia. Wynikać to będzie z tego, że deweloperzy działają bardziej przezornie, niż w latach 2008-2009, kiedy kilku dużych graczy zbankrutowało. Wnioski zostały wyciągnięte z tamtej nauki. To znaczy, inwestorzy nie wydają już tak pochopnie środków, jak wcześniej. I dokładnie planują swoje inwestycje – ocenia dr Bernatowicz.

Jak wyjaśnia Łukasz Sęktas, po ostatnim boomie mieszkaniowym deweloperzy nauczyli się, że nic nie trwa wiecznie. Wtedy spora część inwestorów, spodziewając się dalszego wzrostu cen mieszkań i poziomów sprzedaży, gromadziła ziemie „na zapas”. Grunty były kupowane bardzo drogo i po osłabieniu koniunktury okazało się, że na wielu z nich nie uda się wybudować nieruchomości i sprzedać ich z zyskiem. Wówczas nastąpił szereg bankructw. Niektórzy, chcąc zakończyć inwestycje, musieli dopłacać do sprzedawanych mieszkań. Podobne tendencje były widoczne również w innych krajach Europy, np. w Hiszpanii, a także w Stanach Zjednoczonych.

– Banki też są lepiej przygotowane na udzielanie kredytów deweloperom, ponieważ w dużo bezpieczniejszy sposób zawierają z nimi umowy. Inwestorzy muszą się wylegitymować znacznie bardziej szczegółowym raportem, niż kilka lat temu. Potem oczywiście są rozliczani z każdego etapu prowadzonej budowy. Jeżeli nie jest ona dociągnięta do określonego poziomu, nie wpływa kolejna transza pieniędzy. W związku z tym, deweloperzy bardzo dbają o to, żeby wszystko robić w terminie – wyjaśnia dr Bernatowicz.

Deweloperzy mogą intensyfikować swoje zyski, budując coraz więcej mieszkań, ale to jest bardzo trudne. Eksperci są zgodni co do tego, że łatwo można się przeliczyć. W związku z tym, trzeba postępować zgodnie z biznesplanem i nie podejmować pochopnych decyzji, mimo że okoliczności wydają się ku temu sprzyjające. Jak pokazują doświadczenia deweloperów z kilku ostatnich lat, trzymanie się dyscypliny budżetowej jest najważniejsze w tym biznesie. Wielu przedstawicieli branży zakłada, że zyski przyjdą same, przy rozsądnym podejściu. Bardzo korzystna koniunktura mieszkaniowa będzie bowiem sprzyjać powiększaniu dochodów.

– 10 lat temu, podczas boomu mieszkaniowego, deweloperzy przelicytowywali się między sobą, podbijając ceny gruntów, czasami nawet kilkukrotnie. Obecnie już nie widać na rynku tak agresywnych zachowań, choć czasem zdarzają się też zakupy powyżej cen rynkowych. Dokonują ich zdesperowani inwestorzy, którym brakuje gruntów pod inwestycje. Niemniej, branża jest dziś dużo dojrzalsza i mądrzejsza. Sytuacja jest tylko trudniejsza dla nowych graczy, bo ceny transakcyjne gruntów w ostatnich 2-3 latach wzrosły o kilkadziesiąt procent, ale też wynagrodzenia wykonawców poszybowały w górę – komentuje Łukasz Sęktas.

Natomiast dr Bernatowicz dodaje, że zyski deweloperów, wbrew pozorom, nie są ogromne. Wynoszą 8-12% w skali roku. I to już jest naprawdę dobrym wynikiem. Boom mieszkaniowy przyniesie korzyści nie tylko tej branży, ale wielu innym dziedzinom gospodarki. W ślad za inwestorami pójdą firmy budowlane i wykończeniowe. Dobra passa czeka także architektów wnętrz i projektantów zieleni oraz tych wszystkich specjalistów, którzy w różnym zakresie zagospodarowują nowoczesne osiedla mieszkaniowe. Oczywiście zyskają również producenci mebli i sprzętu RTV i AGD. Ekspert z BCC przewiduje, że ww. sektory m.in. dlatego będą prężnie się rozwijały w najbliższych latach.

– Przede wszystkim rozwiną się ci deweloperzy, którzy będą w stanie zaoferować to, czego oczekują klienci, w rozsądnych cenach. Z kolei najwięcej mogą stracić niedoświadczeni inwestorzy. Jeżeli niezdecydowany, świeży na rynku gracz spóźni się z zakupem gruntu i czasem budowy, to w skrajnym przypadku nawet nie odzyska zainwestowanych pieniędzy. Nastąpiłoby to, gdyby ceny mieszkań lekko spadły za 3-4 lata, co nie jest mało prawdopodobne – podsumowuje Łukasz Sęktas.

 

Źródło; MondayNews

W ciągu ostatnich dziesięciu lat odsetek Polaków mieszkających w domach wzrósł z 49,7 do 57,4 proc. Więcej osób przenosi się do domów wolnostojących niż do szeregowców lub bliźniaków.

42,5 proc. Polaków mieszka w domach wielorodzinnych – wynika z danych Eurostatu przeanalizowanych przez Home Brokera. Zdecydowana większość z nich, bo niemal ośmiu na dziesięciu, zamieszkuje w budynku z 10 lub więcej lokalami mieszkalnymi. Na przestrzeni lat można jednak zaobserwować tendencję do przenosin z mieszkań do domów, w blokach mieszka coraz mniej ludzi. Jeszcze dziesięć lat temu było to ponad 50 procent.

Mniej ludzi w polskich miastach

W ostatnich latach liczba miast liczących powyżej 100 tys. mieszkańców spadła w Polsce z 41 do 39, jednocześnie zmniejsza się odsetek ludności żyjącej w miastach. Wg Eurostatu, od 2005 do 2016 r. obniżył się on z 40,9 do 32,6 proc. Co ciekawe, odsetek ludzi żyjących na wsi również spadł (z 46,2 do 42,6 proc.). Dwukrotnie za to wzrosła liczba osób, które mieszkają w małych miastach i na przedmieściach. W 2005 było to 12,9 proc., a w 2016 – 24,9 proc.

Wiele osób rezygnuje z życia w dużym mieście i przeprowadza się poza jego granice, za cenę mieszkania kupując dom. Mimo że deweloperzy budują w ostatnich latach w Polsce sporo osiedli szeregowców i bliźniaków, to odsetek osób mieszkających w domach wolnostojących rośnie szybciej. Od 2005 do 2016 r. zwiększył się z 44,4 do 51,9 proc., podczas gdy w przypadku szeregowców i bliźniaków zmiana była kosmetyczna (wzrost z 5,1 do 5,4 proc.). Te liczby oznaczają, że dziewięciu na dziesięciu Polaków mieszkających w domu, mieszka w domu wolnostojącym.

Z danych Eurostatu można tez wyciągnąć wnioski o strukturze zabudowy wielorodzinnej. Spośród Polaków mieszkających w tego typu nieruchomościach (42,5 proc.), prawie 80 proc. mieszka w budynku, w którym jest 10 lub więcej lokali. Wartość ta od lat utrzymuje się na podobnym poziomie.

Polska na tle innych krajów UE

Łączny odsetek osób mieszkających w domach w Polsce (57,4 proc.) jest podobny jak w całej Unii (57,3 proc.), acz zróżnicowanie jest spore. W domach mieszka 34 proc. Hiszpanów i 92,5 proc. Irlandczyków.

Także podział pomiędzy domy wolnostojące i segmenty jest wewnątrz Unii bardzo różny. Najwięcej wolnostojących domów jest na Bałkanach, mieszka w nich ponad 70 proc. Chorwatów i 65 proc. Serbów i Słoweńców. Z kolei jak na lekarstwo budynków tego typu znajdziemy na Malcie (ok. 5 proc.), niewiele jest też w Hiszpanii (12 proc.). Szeregowce i bliźniaki to zaś domena Wielkiej Brytanii, Irlandii i Holandii. W budynkach tego typu mieszka 50-60 proc. obywateli. Prawie nie występują one za to w Rumunii i na Słowacji (poniżej 2 proc.).

W całej Unii w budynkach wielorodzinnych mieszka ok. 42 proc. ludzi. Najwięcej, bo ponad 60 proc. w Hiszpanii, Łotwie, Estonii i Szwajcarii, najmniej zaś w Irlandii, zaledwie 7,4 proc. 15-20 proc. ludzi mieszka w budynkach wielorodzinnych w Holandii, Chorwacji, Norwegii i Wielkiej Brytanii. Na Malcie dziewięciu na dziesięciu mieszkańców budynku wielorodzinnego mieszka w budynku niewielkim (do 10 lokali). Odwrotna sytuacja jest w Finlandii, gdzie ponad 95 proc. mieszkańców bloków mieszka w budynkach z 10 lub więcej lokalami.

Zaobserwowany w Polsce trend przenoszenia się do małych miast i na przedmieścia aglomeracji jest widoczny w całej Unii. Odsetek osób, które żyją w takich miejscach rośnie m.in. w Wielkiej Brytanii, Skandynawii, Czechach czy Niemczech, a największy (prawie 50 proc. lub więcej) jest we Włoszech, Belgii i Szwajcarii.

 

Źródło; Home Broker

Jesteśmy świadkami rekordowego roku dla polskiego rynku nieruchomości. W 2017 roku oddano już 108 tysięcy mieszkań i zapowiada się, że ta liczba będzie dalej rosnąć. Duża podaż mieszkań powoduje, że kupujący mogą przebierać w ofertach i stają się coraz bardziej wymagający. Na co zwracają szczególną uwagę podczas poszukiwań swojego wymarzonego „M” ?

Coraz większa liczba oddawanych mieszkań (niemal 10 proc. dynamika w porównaniu do roku 2016) powoduje, że obecnie na rynku nieruchomości spotykamy się z rynkiem klienta. W tej sytuacji zarówno deweloperzy, jak i biura nieruchomości muszą dostosowywać swoją ofertę do obecnych wymagań klientów i trendów rynkowych. – Rynek jest w fazie rozkwitu i mamy prawdziwy boom na mieszkania. Jednakże zauważalne jest też to, że kupujący są coraz bardziej wymagający i najczęściej szukają mieszkania mając już skomponowaną własną listę oczekiwań, zarówno wobec samego lokalu, jak i jego otoczenia – mówi Agata Stradomska, ekspert RE/MAX Polska, części globalnej sieci nieruchomości RE/MAX. – Obecnie największą przewagę osiągają ci sprzedawcy, którzy najlepiej dostosują ofertę do swoich potencjalnych klientów – dodaje Stradomska.

Kupujący stawiają przede wszystkim na jakość i wygodę. W końcu mieszkanie to inwestycja na długie lata i większość kupujących spędzi tam znaczny okres swojego życia. Obecnie najpopularniejsze oczekiwania Polaków to:

  1. Lokalizacja

Niezmiennie w czołówce oczekiwań klientów znajduje się lokalizacja. To właśnie ten czynnik jest jednym z kluczowych podczas wyboru mieszkania i to nie zmienia się od lat. Warto zauważyć, że jest on równie ważny zarówno dla osób kupujących lokal w celach mieszkalnych, jak i inwestycyjnych.

W każdym mieście są lepsze, droższe, i tańsze dzielnice. W ostatnim czasie zauważyliśmy, że większość osób woli zapłacić więcej pieniędzy za korzystniej położone mieszkanie. Taka inwestycja zazwyczaj gwarantuje zarówno atrakcyjniejsze połączenie komunikacyjne, jak i lepszą infrastrukturę, m.in. szkoła, basen, sklep, czy park – mówi Agata Stradomska z RE/MAX Polska. – Dobra lokalizacja to jednak przede wszystkim krótszy czas codziennego dojazdu do pracy, który, szczególnie w dużych miastach, może przekraczać nawet 3 godziny. Stąd też dobre umiejscowienie domu to oszczędność czasu, który można przeznaczyć na rodzinę, rozrywkę, hobby czy po prostu na wypoczynek – dodaje Stradomska.

  1. Miejsce parkingowe

Coraz większa liczba samochodów na polskich drogach powoduje, że – szczególnie w miastach – ciężko znaleźć wolne miejsce parkingowe zarówno w centrum, jak i na osiedlach mieszkalnych. Stąd też deweloperzy oprócz budowy mieszkań muszą skupić się na budowie garaży oraz miejsc parkingowych dla swoich potencjalnych klientów. – Obecnie coraz więcej osób kupuje mieszkanie już nie z jednym, a z dwoma miejscami postojowymi. Wszystko przez to, że w rodzinie najczęściej występuje model z dwoma autami. O ile problem z miejscami parkingowymi jest do rozwiązania na rynku pierwotnym, to na rynku wtórnym jest dużą przeszkodą dla sprzedawców – mówi Stradomska.

  1. Bezpieczeństwo

Ważnym aspektem dla kupujących mieszkania jest bezpieczeństwo. Zamknięte osiedle, ochrona oraz pełen monitoring to wymagania, które coraz częściej są stawiane sprzedającym mieszkania. Deweloperzy starają się spełniać te oczekiwania już w fazie projektowania, a kroku dotrzymują im wspólnoty mieszkaniowe oddanych już budynków. Wiele wspólnot mieszkaniowych, jeśli mają takie możliwości zamykają osiedla i wprowadzają monitoring.

  1. Wygoda

Sprzedawcy prześcigają się w udogodnieniach oferowanym potencjalnym kupcom. Wpływa na to konsumpcyjny styl życia, który rozprzestrzenił się na cały świat. Dzisiaj każdy dąży do jak największej wygody, uzyskanej jak najmniejszym nakładem. Stąd też na rynku pierwotnym standardem stają się takie udogodnienia jak winda, balkon (ewentualnie loggia), czy druga łazienka w mieszkaniach przekraczających 60 m kw. – Co ciekawe, ostatnio ponownie modna staje się osobna lub częściowo odseparowana kuchnia. Bardzo duży wpływ na to obecny trend na gotowanie, co wpływa na chęć posiadania osobnego pomieszczenia, w którym można realizować swoją pasję – mówi Agata Stradomska z RE/MAX Polska.

Zakup mieszkania – trudny wybór?

Osoby poszukujące mieszkania, oprócz zbudowania swojej hierarchii potrzeb i oczekiwań odnośnie nowego lokum, muszą przede wszystkim podjąć decyzję czy dokonają zakupu na rynku pierwotnym, czy na rynku wtórnym. Kupując mieszkanie prosto od dewelopera zdecydowanie łatwiej będzie spełnić wszystkie stawiane wymagania. Zazwyczaj inwestor dysponuje większą pulą mieszkań o podobnym metrażu, co daje wybór lokalu z interesującym nas położeniem względem stron świata, na wybranym piętrze czy możliwością dokupienia dodatkowych opcji (m.in. miejsca postojowe czy komórki). Nowe mieszkanie jest też łatwiej i taniej przearanżować, ponieważ kupujący lokal na wczesnym etapie budowy bloku może wprowadzić własne modyfikacje bez zbędnych wyburzeń, czego nie da się uniknąć przy zmianie układu pomieszczeń na rynku wtórnym.

Jednak myśląc o połączeniu konkretnej lokalizacji lub korzystniejszej ceny kupującym najczęściej pozostaje rynek wtórny. – Szukając mieszkania należy pamiętać o tym, że warto szukać kompromisów względem wcześniejszych oczekiwań, w innym wypadku poszukiwania mieszkania mogą znacznie się wydłużyć – radzi Agata Stradomska z RE/MAX Polska.

 

 

Źródło: RE/MAX

1. Rekordowy popyt i nowa podaż   

Bicie rekordów stało się już domeną sektora nieruchomości biurowych w naszym kraju. Ta tendencja rynku, którą możemy obserwować od kilku kwartałów, bardzo znacząco pokazuje jego obecny charakter. Pierwsze półrocze bieżącego roku zapisało się rekordowym wolumenem – ponad 720 tys. mkw. wynajętej powierzchni w największych miastach w Polsce, co oznacza poprawę o 15 proc. w porównaniu do roku ubiegłego. Swój, najlepszy rezultat w historii odnotowały przede wszystkim rynki regionalne (poza Warszawą), na których wynajęte zostało ponad 330 tys. mkw. biur, o jedną czwartą więcej niż przed rokiem.

Podobnie rzecz się ma, jeśli chodzi o podaż. W budowie w największych aglomeracjach w kraju pozostaje około 1,8 mln mkw. biur, z czego 800 tys. mkw. przypada na Warszawę, a 1 milion mkw. na rynki regionalne. W tym przypadku zeszłoroczny wynik poprawiony został o prawie jedną trzecią.

2. Inwestycje realizowane w myśl zrównoważonego rozwoju

Nowe kompleksy biurowe projektowane są teraz najczęściej tak by płynnie integrowały się z otoczeniem i wpływały na poprawę infrastruktury miejskiej. Deweloperzy nie skupiają się dziś tylko na samych budynkach, ale także zagospodarowują całą przestrzeń wokół nich, w taki sposób, żeby była jak najbardziej atrakcyjna dla pracowników biur i okolicznych mieszkańców. Coraz liczniej włączają się w realizację idei miastotwórczości, kreując nową tkankę miejską.

W pobliżu biurowców aranżują przestrzeń publiczną, w tym strefy rekreacyjne, deptaki oraz zielone dziedzińce i skwery, a także śródmiejskie pasaże z restauracjami i kafeteriami, sklepami i usługami. W pobliżu biurowców pojawiają się też place z fontannami, otoczone miejscami do wypoczynku i ogródkami kawiarnianymi. W niektórych lokalizacjach inwestorzy tworzą przestrzeń na kształt miejskich podwórek, gdzie latem można włączyć się w gry zespołowe, poćwiczyć na świeżym powietrzu, czy obejrzeć film w kinie letnim.

W wielu projektach biurowych kładziony jest również mocny nacisk na sport i rekreację. Poza kompleksowymi udogodnieniami dla rowerzystów, które stają się powszechne, można w nich znaleźć też boiska do koszykówki, do gry w badmintona, czy do siatkówki plażowej, tory do gry w bule, czy ścianki wspinaczkowe.

Deweloperzy śledzą zmieniające się preferencje, co do formy spędzania wolnego czasu i wychodzą  z inicjatywą, chcąc stworzyć w częściach wspólnych w budynkach i ich otoczeniu jak najbardziej atrakcyjne warunki do pracy. I sprawić, by biurowce żyły także poza godzinami pracy.

3.Wielofunkcyjność projektów 

Coraz większą rolę na rynku odgrywają obiekty typu mix-use. W wielu kompleksach, poza biurami, projektowane są również powierzchnie handlowe, usługowe, rekreacyjne, a także hotelowe i mieszkalne. Dywersyfikacja funkcji zmniejsza ryzyko inwestycji, a pracownicy biur mają na miejscu sklepy, usługi i miejsca, w których mogą odpocząć i zrelaksować się.

Wielofunkcyjność obiektów wzbogacona jest też w wielu przypadkach strefami konferencyjnymi, eventowymi, gastronomią, a także lokowanymi w biurowcach już powszechnie klubami fitness, czy placówkami medycznymi i SPA oraz innymi usługami. Bo to właśnie obiekty kompleksowo zaspokajające zapotrzebowanie na różnego rodzaju usługi cieszą się obecnie na rynku największym powodzeniem.

4. Eko faza

Nowe inwestycje z segmentu biurowego realizowane są teraz zwykle zgodnie ze standardami budownictwa ekologicznego i energooszczędnego. Są obiektami przyjaznymi dla środowiska i ludzi, co potwierdzają przyznawane im certyfikaty.

Ekologiczne budownictwo przynosi jednocześnie korzyści najemcom, którzy płacą mniej za media, dzięki systemom pozwalającym oszczędzać i ponownie wykorzystywać wodę i energię, czerpaną przeważnie ze źródeł odnawialnych. Zielone budynki zapewniają bardzo dobrej jakości środowisko pracy, co jest niezwykle istotne dla samopoczucia ludzi, którzy spędzają w biurowcach sporą ilość czasu.

5. Budowa wież biurowych

Od niedawna w Polsce  rosną spektakularne wieże biurowe. W ubiegłym roku w Warszawie oddany został 155 metrowy biurowiec Q22 i 220 metrowa wieża w kompleksie Warsaw Spire. Pod koniec minionego roku przy dworcu Centralnym rozpoczęła się też budowa inwestycji Varso, w której powstanie najwyższy budynek w Polsce. Wraz z iglicą wysokościowiec będzie sięgać 310 metrów.

Ponadto nieopodal ronda Daszyńskiego powstaje wieżowiec Skyliner, który ma mieć 195 metrów wysokości. W tej samej okolicy w kompleksie Mennica Legacy Tower wyrośnie 140 metrowy biurowiec. Dwie podobnej wysokości wieże powstaną również w realizowanej w tym samym rejonie inwestycji Warsaw HUB, a kolejna w projekcie Spark.

Poza tym, do budowy przy Pańskiej przygotowywana jest też Spinnaker Tower.

Ale nie tylko w Warszawie realizowane są widowiskowe projekty. Gdańsk ma 180 metrową Olivię Star, a Gdynia Sea Towers wysokości 142 metrów. W realizowanym w Katowicach projekcie .KTW powstanie 133 metrowa wieża, która będzie najwyższym budynkiem w mieście, a w Krakowie nie będzie miał sobie równych 102 metrowy budynek, który wejdzie w skład będącego już także w budowie Unity Centre.

6. Inwestycje biurowe przy dworcach

Szeroko zakrojone inwestycje biurowe powstają też coraz częściej przy największych dworcach, czego przykładem w Warszawie może być kompleks Gdański Business Center przy dworcu Gdańskim i West Station przy dworcu Zachodnim oraz wspomniany już projekt Varso przy Centralnym. Planowana jest również realizacja inwestycji Dworzec Warszawa Gdańska.  W ramach tego projektu powstanie nowoczesny budynek dworca i duży kompleks obiektów biurowo-usługowych oraz przestrzeń publiczna.

Obiektów komercyjnych usytuowanych w bezpośrednim sąsiedztwie dworców będzie przybywać, bo to idealne lokalizacje, tak z punktu widzenia dojeżdżających pracowników, jak również inwestorów. Kolejne tego typu projekty są już zapowiadane w różnych miastach. Hub biurowy wyrośnie m.in. w Łodzi w okolicy nowego dworca Łódź Fabryczna. A w Krakowie 21 tys. mkw. nowej powierzchni ma dostarczyć kompleks biurowo-usługowy Central Railway Station Office Park zlokalizowany przy dworcu Głównym.

7. Rewitalizacja zabytkowych zabudowań pofabrycznych

W wiodących aglomeracjach w Polsce możemy obserwować inwestycje, prowadzone w oparciu o modernizację historycznych zabudowań industrialnych. Tego typu projekty, świadczące o dojrzewaniu rynku, stanowią ekskluzywne uzupełnienie oferty. Do rewitalizacji dawnych fabryk, kompleksów przemysłowych, elektrowni, czy browarów zachęca inwestorów, nie tylko wyjątkowy potencjał zabytkowych obiektów, ale także ich doskonałe, zwykle centralne położenie.

Do retro-nowoczesnych projektów realizowanych w Warszawie należy m.in. Centrum Praskie Koneser, Elektrownia Powiśle, czy hotel Europejski oraz oddana niedawno Hala Koszyki. Na starcie budowy jest fabryka Norblina przy Żelaznej, która przekształci się w kompleks Art N. Na swoją kolei czeka również fabryka Polleny przy ulicy Szwedzkiej. Niepowtarzalnym w skali europejskiej tego rodzaju przedsięwzięciem jest Nowe Centrum Łodzi. W Gdańsku zaś inwestycją bazującą na rewitalizacji historycznej tkanki miejskiej jest Wyspa Spichrzów.

8. Przestrzenie coworkingowe

Na naszym rynku biurowym rośnie nowa grupa najemców. To operatorzy przestrzeni coworkingowych, którzy zaznaczyli już swój udział w kreowaniu popytu na powierzchnie biurowe w największych aglomeracjach, a w najbliższym czasie będą go systematycznie zwiększać.

Przestrzeń coworkingowa, wspierająca przedsiębiorczość i rozwój start-upów, powstaje w najnowocześniejszych i największych obiektach biurowych, które budowane są w całej Polsce. A operatorzy obecni na rynku, jak Business Link, the Brain Embassy, The Heart, Mindspace, czy TechHub współpracują z największymi deweloperami w kraju.

9. Sektor nowoczesnych usług dla biznesu winduje popyt na rynkach regionalnych

U podstaw rozwoju polskiego rynku biurowego, szczególnie w miastach regionalnych, leży intensywna działalność firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Ten segment rynku rośnie w naszym kraju tak szybko, jak żaden inny, w tempie 15 – 20 proc. rocznie.

W pierwszej połowie 2017 roku firmy z tej branży, które nieustannie rozwijają w Polsce swoje struktury, wynajęły przeszło 200 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej na największych rynkach biurowych w kraju, poza Warszawą. Sektor odpowiada za 60 proc. całego popytu na biura w aglomeracjach regionalnych.

Firmy sektorowe z roku na rok zwiększają swoje zapotrzebowanie na powierzchnię biurową. Największym ośrodkiem BPO w kraju jest Kraków, w którym firmy świadczące nowoczesne usługi dla biznesu wynajęły 66 tys. mkw. z 98 tys. mkw. biur, jakie znalazły najemców w pierwszej połowie tego roku w stolicy Małopolski.

W opinii doradców Walter Herz, na wyjątkową uwagę zasługuje Łódź, w której udział BPO/SSC w popycie na powierzchnię biurową jest rekordowo wysoki. W pierwszych sześciu miesiącach roku sektor wygenerował na rynku łódzkim prawie 80 proc. zapotrzebowania na biura.

10. Umowy przednajmu w regionach i wydłużanie się kontraktów

Dominującą formą kontraktów w miastach regionalnych, poza Warszawą, gdzie wolnych biur jest mało są umowy typu pre-lease, polegające na wynajmowaniu powierzchni jeszcze przed rozpoczęciem lub w trakcie realizacji inwestycji. Kilkanaście lat temu podpisywano je w Polsce bardzo rzadko, a w pierwszym półroczu tego roku w siedmiu największych miastach poza Warszawą obejmowały niespełna jedną trzecią kontraktów. W regionach firmy poszukujące dużych biur często nie znajdują odpowiednich powierzchni w istniejących obiektach, stąd przednajem nie ma tam alternatywy.

Taką sytuację od dłuższego czasu można obserwować w Krakowie, a od niedawna w Łodzi. Na rynku trójmiejskim również najemcy czekają na oddanie do użytku kolejnych, dużych inwestycji. W Trójmieście transakcje typu pre-lease od dwóch lat stanowią od 30 do 45 proc. transakcji.

Specjaliści obserwują też trend związany z wydłużaniem się terminów najmu, co dowodzi stabilizacji na rynku. Firmy podpisują umowy na dłuższy okres niż wcześniej, chcąc zagwarantować sobie najem na tych samych warunkach. Inwestorzy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu to najemcy należący do podpisujących największe umowy najmu. Wynajmują nie tylko biura o największym metrażu, ale też zawierają najdłuższe kontrakty, nawet na kilkanaście lat.

 

Autor: Walter Herz

 

27 września w Centrum Giełdowym w Warszawie odbyło się rozstrzygnięcie XII edycji Rankingu Banków Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Deweloperzy ocenili jakość współpracy z bankami kredytującymi ich inwestycje biorąc pod uwagę takie aspekty jak warunki umów, szybkość rozpatrywania wniosków, elastyczność banku w trakcie procesu kredytowania czy zgodność wstępnych deklaracji z faktycznymi procedurami.

Ranking Banków to jedna z inicjatyw Polskiego Związku Firm Deweloperskich – organizacji pracodawców działającej na rzecz poprawy otoczenia prawnego inwestorów działających w szeroko pojętej branży deweloperskiej – od rynku mieszkaniowego, przez centra handlowe i biurowce, po parkingi i to właśnie przedstawiciele tych firm odpowiadali na pytania postawione w ankiecie.

Tradycyjnie już liderem zestawienia okazał się Getin Noble Bank, który prym w rankingu deweloperów wiedzie od 2013 roku. Drugie miejsce, również tak jak w ubiegłym roku, zajęła Grupa mBank (mBank oraz mBank Hipoteczny). Na trzecim miejscu tegorocznego zestawienia znalazły się ex aequo Bank Millennium oraz Bank Polskiej Spółdzielczości.

Ranking Banków to świetne narzędzie dla banków, które chcą współpracować z deweloperami. Dzięki niemu łatwiej jest zdefiniować, jakie czynniki są najistotniejsze dla inwestora, a to z kolei pozwala „skroić na miarę” ofertę i wypracować standard współpracy, który będzie satysfakcjonujący dla obu stron – mówi Grzegorz Kiełpsz, Prezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich

Wyniki tegorocznego Rankingu Banków pokazują, że banki, które są wysoko plasowane w poprzednich edycjach tego zestawienia, w kolejnych latach notują większy udział w puli kredytów zaciąganych przez deweloperów. Co szczególnie nas cieszy, to fakt, że deweloperzy zauważyli poprawę w kwestii warunków współpracy z bankami oraz partnerskiego podejścia do kredytobiorców, a to oznacza, że Ranking spełnia swoją rolę. Widać więc, że wykształca się grupa banków, która specjalizuje się w finansowaniu inwestycji deweloperskich oraz dostosowuje swoją ofertę do potrzeb tego rynku – komentuje wyniki Konrad Płochocki, Dyrektor Generalny PZFD

Tegoroczne zestawienie Rankingu Banków potwierdza, że banki, które znalazły się w czołówce mają najlepiej dostosowaną do potrzeb deweloperów ofertę. Jednak 10-letnie doświadczenie Upper Finance we wspieraniu branży nieruchomości wskazuje, że nadszedł już czas na szersze otwarcie się banków na mniejsze ośrodki. W miastach typu Lublin czy Kalisz działają deweloperzy, którzy także powinni móc skorzystać z doświadczenia największych graczy na rynku. Tam także powstają ciekawe i warte uwagi projekty, które warto dofinansować – mówi Iwona Załuska, Prezes Upper Finance Consulting, wiodącej firmy pozyskującej finansowanie dla projektów deweloperskich w Polsce.

 

Źródło: PZFD

Popyt na rynku mieszkaniowym jest obecnie wyższy niż produkcja deweloperska, a mieszkania sprzedają się na etapie dziury w ziemi. Deweloperzy prześcigają się w pomysłach na przyciągnięcie kolejnych kupujących nie tylko za pośrednictwem reklamy, ale również przez coraz ściślejsze pozycjonowanie produktu. A co, jeśli przy planowaniu inwestycji źle odczytają oczekiwania tych, na zainteresowanie, których liczą? Jak naprawdę chcą mieszkać Polacy i czy wiedzą to na pewno w chwili, gdy postanawiają kupić mieszkanie?

Wiadomo, że inaczej chcą mieszkać rodziny, a inaczej osoby, które prowadzą gospodarstwo domowe w pojedynkę. Ale czy wg podobnego klucza wyboru dokonują ci, którzy swoje mieszkania chcą wynajmować? Jak się okazuje nie do końca. Jeśli przyjąć, że preferencje najemców są zbieżne z oczekiwaniami kupujących, to w najbardziej potencjalnie zainteresowanych najmem grupach: bezdzietnych par lub singli, na koniec września br. skala zainteresowania mieszkaniami 1-pokojowymi nie przekracza 25%. W tym samym czasie aż 36% nabywców, którzy chcą potem mieszkanie wynajmować myśli o tym, że zakup kawalerki to dobry pomysł. Kolejne 50% z nich celuje w mieszkania dwupokojowe. Co ciekawe jeszcze w maju inwestorzy byli bardziej skłonni do zakupu większych mieszkań, a proporcje te wyglądały odpowiednio 26% i 56%.

Pytanie o preferencje nabywców mieszkań nie od dzisiaj zadają sobie zarówno deweloperzy jak i podmioty związane z rynkiem mieszkaniowym – architekci, samorządowcy, banki udzielające finansowania, inwestorzy na rynku najmu.REAS prowadził badania preferencji praktycznie od początku istnienia firmy. Problemem był jednak zawsze dobór miarodajnej grupy badawczej i przeprowadzenie badania z taką częstotliwością i na skalę, która umożliwiałaby obserwowanie dynamiki zmian.komentuje Kazimierz Kirejczyk, Prezes Zarządu REAS.Z pomocą przyszła nam nowoczesna technologia pod postacią OBIDO.

Wykorzystanie zaawansowanego sposobu gromadzenia i przetwarzania danych, na którym bazuje platforma OBIDO, pozwoliło zaobserwować jak preferencje nabywców zmieniają się nie tylko w dłuższych okresach i w dużych grupach nabywców, ale również w trakcie jednego procesu zakupowego.

Dla statystycznego Polaka kupującego mieszkanie najłatwiejszą – o dziwo – jest zmiana dotycząca ceny zakupu. Najtrudniej przychodzi mu zmiana preferowanej lokalizacji. Przy tym od chwili podjęcia decyzji o poszukiwaniu mieszkania do zakupu potrafi zmienić zdanie aż 18 razy!

Stworzyliśmy OBIDO po to by pomóc Polakom kupić ich wymarzone mieszkanie, ale im dłużej analizowaliśmy ten proces, tym bardziej przekonywaliśmy się jak bardzo jest skomplikowany. Nie wystarczyło poznać wieku, statusu rodzinnego czy zasobności portfela, a później przedstawić ofertę. Musieliśmy podejść do każdego indywidualnie, przeanalizować jego wymagania i dać mu poczucie, że dokonał najlepszego z możliwych wyborów.tłumaczy Paweł Gniadkowski, Prezes Zarządu i współzałożyciel OBIDO.Okazało się, że przy tej okazji gromadzimy niezliczoną ilość danych, które mogą posłużyć do znacznie szerszych analiz.

Skala jest faktycznie imponująca. Badanie przeprowadzone przez REAS we wrześniu oparte było na próbie 7380 osób. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że dotychczas z platformy OBIDO skorzystało ponad 30 tys. kupujących, można mówić o największym w Polsce projekcie badawczym w tym obszarze. Ze względy na tę skalę, projekt do którego przystąpiły REAS i OBIDO pozwoli na dogłębną analizę zmian i trendów oraz uprawnionych statystycznie wniosków. Jednocześnie umożliwi dojście do dokładności opinii o konkretnych mieszkaniach czy inwestycjach deweloperskich dostępnej tylko w badaniu fokusowym.

Z punktu widzenia dyrektora sprzedaży w firmie deweloperskiej badania te wydają się nieocenione.

Szczególnie cenne jest powiązanie konkretnych typów nabywców z cechami, które są dla nich najistotniejsze. Jeśli wiemy, że np. dla kobiet w wieku 25-35 lat jakiś szczególny atrybut ma istotne znaczenie przy podejmowaniu decyzji – to tę cechę możemy uwypuklić w komunikacji, pomijając jednocześnie to, co dla tej grupy klientów jest nieistotne. Tym cenniejsza to wiedza, że oparta o twarde dane, a nie o intuicję sprzedawcy. – mówi Monika Śliwa, Dyrektor Marketingu Victoria Dom. – Badania te dadzą też szansę na uzyskanie odpowiedzi dla dewelopera absolutnie wyjątkowej, czyli dlaczego ktoś NIE kupił mieszkania. To pozwala na lepsze przygotowywanie kolejnych projektów.

 

Źródło: REAS

Już w połowie września otwiera się w Warszawie kolejne nowoczesne centrum handlowe czwartej generacji – Galeria Północna. W budowie wciąż znajdują się między innymi warszawska Galeria Młociny, wrocławska Wroclavia czy krakowska Serenada. Są to obiekty znacznie różniące się od pierwszych galerii, które zaczęły powstawać w Polsce blisko 30 lat temu. Eksperci Forbis Group opowiadają, czym charakteryzują się najnowsze inwestycje.

To, co zauważyć można dziś w każdej nowej galerii handlowej to przede wszystkim paradoksalnie stopniowe zmniejszenie ich roli zakupowej, a powiększenie znaczenia strefy leisure. Galerie nowej generacji to miejsca spędzenia wolnego czasu, spotkań ze znajomymi. W galerii Posnania, która jest obecnie jednym z najnowocześniejszych obiektów na rynku, strefa rozrywkowo – wypoczynkowa zajmuje już ponad 25 procent całkowitej powierzchni – mówi Marcin Powierza, członek zarządu Forbis Group – Aby się wyróżnić deweloperzy ściągają do swoich galerii najemców spoza standardowej oferty foodcourtowej. Bardziej niż na fast foody stawia się na casual diningową ofertę, a nawet restauracje z nieco wyższej półki. Są to lokale z osobnym wejściem, ogródkami letnimi, przyjaznym klimatem, sprzyjającym spędzaniu tam większej ilości czasu niż tyle ile zajmuje nam zjedzenie hamburgera wyczekanego w długiej kolejce.

Według eksperta dobrym przykładem jest tu także właśnie Galeria Północna. Do tej pory Białołęka nie oferowała swoim mieszkańcom szerokiej oferty rozrywkowo – gastronomicznej, co zachęciło między innymi restaurację Bierhalle do otwarcia tu swojego lokalu, według odświeżonego przez Forbis Group konceptu, który nastawiony jest bardziej na rodzinne obiady i spotkania w gronie znajomych. Specjalnie dla Białołęczan stworzono także nowy gatunek piwa Północnego.

Najsilniejszym trendem, wyznaczającym kierunek rozwoju nie tylko sieci, ale całych centrów handlowych jest oczywiście omnichannel. Galerie mają swoje działy IT, które tworzą dla nich dedykowane aplikacje, ułatwiające między innymi  poruszanie się po centrum, wyszukiwanie aktualnych promocji czy zapisywanie ulubionych produktów. Aplikacje gromadzą dane o klientach, dostarczając im później oferty indywidualne. Sklep stacjonarny nadal pełni najważniejszą rolę w procesie zakupowym. Jednak ewoluują one bardziej w stronę showroomów. Coraz bardziej popularne są również  pop-up story, czyli mobilne sklepy, które działają tylko przez określony czas. Centra handlowe powinny przygotować swoją przestrzeń również dla tego rodzaju najemców – mówi Mateusz Laskowski, członek zarządu Forbis Group.


Źródło: Forbis Group

 

Ponad 4 lata trwa ożywienie na rynku mieszkaniowym. Deweloperzy wyznaczają kolejne rekordy i budują najwięcej od lat. W tym roku wystąpili już o pozwolenia na budowę ponad 80 tys. mieszkań – o 39% więcej niż w analogicznym okresie 2016 roku.

Deweloperzy nie zasypiają gruszek w popiele – Polacy chcą kupować mieszkania na potęgę, a więc firmy dostarczają ich najwięcej w historii. Nawet jednak rekordowo duża podaż lokali nie jest w stanie zaspokoić potrzeb popytu. Efekt? Zarówno nowe jak i używane mieszkania drożeją. Z lipcowego odczytu indeksu cen Open Finance i Home Broker wynika wzrost o 3,5% w ciągu roku. Bank centralny idzie dalej i szacuje, że używane mieszkania w największych miastach zdrożały w ciągu roku o 5% – wynika ze wstępnych danych NBP za 2 kwartał br. Wszystko wskazuje na to, że pomimo rekordowej produkcji nowych nieruchomości deweloperzy nie nadążają za potrzebami.

Deweloperzy biją kolejne rekordy

Przez 7 miesięcy br. deweloperzy wystąpili o pozwolenia na budowę aż 80,2 tysięcy mieszkań – wynika z danych GUS. To o 39% wyższy wynik niż w analogicznym okresie rok wcześniej i najwięcej w historii. Poprzedni rekord przypadał na rok 2007 i był o prawie 20 tysięcy lokali niższy. Nienotowane nigdy wcześniej w historii osiągnięcia sugerują też dane o liczbie rozpoczętych budów. W tym wypadku od stycznia do lipca mowa jest o prawie 63 tys. mieszkań deweloperskich, czyli o 28% więcej niż przez 7 miesięcy 2016 roku.

Rekordowe są też dane o liczbie mieszkań oddawanych do użytkowania. Tu GUS od prawie 2 lat pokazuje coraz lepsze wyniki, co nie dziwi biorąc pod uwagę, że ożywienie na tym rynku obserwujemy od ponad 4 lat. Po prostu coraz liczniejsze budowy rozpoczynane w okresie polepszającej się koniunktury zaczynają mieć swój finał. Efekt? Przez 7 miesięcy do użytkowania oddano 45,2 tys. mieszkań deweloperskich. To o 10% więcej niż przed rokiem. W całej historii rodzimych firm deweloperskich ze zbliżonym wynikiem mieliśmy do czynienia jedynie w 2009 roku, kiedy to w okresie od stycznia do lipca oddano klucze do 43,7 tys. mieszkań deweloperskich – wynika z danych GUS.

Tak dobrze jeszcze nie było

Dotychczas ożywienie stymulowali nabywcy dysponujący gotówką na zakup. Skala ich aktywności jest dziś na poziomach nienotowanych w historii. W ciągu zaledwie 3 miesięcy br., w zaledwie 6 miastach i tylko w biurach sprzedaży deweloperów, wydali oni na nowe lokale około 4,4 mld złotych – wynika z danych NBP. Jest to kwota, która wystarczy na zakup 12,5 tys. mieszkań. Skala zakupów dokonanych bez użycia kredytu jest więc obecnie trzy razy wyższa niż w 2012 roku. Póki ożywienie opierało się na takich kupujących, sytuacja była względnie bezpieczna. Jak jednak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej od początku roku popyt na kredyty poważnie wzrósł. Przez 7 miesięcy progres wyniósł około 16% w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej. Jest to o tyle zaskakujące, że banki wymagają nawet 20-proc. wkładu własnego przy zaciąganiu kredytów hipotecznych, a gdyby tego było mało, to długi takie drożeją w związku z podwyżkami bankowych marż.

W gąszczu informacji o biciu kolejnych rekordów każdy powinien mieć jednak świadomość, że paliwo potrzebne do wzrostów pewnego dnia się wyczerpie. Z dużym prawdopodobieństwem hamowanie rozpocznie Rada Polityki Pieniężnej, która decyduje o poziomie stóp procentowych w Polsce. Jeśli w końcu Rada zdecyduje się podnieść stopy procentowe, powinno to spowodować wzrost oprocentowania depozytów (alternatywy dla zakupu mieszkania na wynajem), wzrost rat kredytowych, spadek liczby sprzedawanych mieszkań, a niewykluczone są także spadki ich cen – wszystko zależy od tego jak bardzo i jak szybko podniesiony zostanie koszt pieniądza w gospodarce.

 

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

W ocenie Narodowego Banku Polskiego rynek nieruchomości mieszkaniowych znajduje się w fazie ekspansji i nie grozi mu ani powstanie spekulacyjnej bańki, ani załamanie. Większość danych wskazuje, że szybki i jednocześnie zrównoważony wzrost może utrzymać się jeszcze przez dłuższy czas.

Ożywienie na rynku nieruchomości mieszkaniowych widoczne jest gołym okiem, a nasilenie medialnych doniesień na ten temat powoduje, że wiedza o tym jest powszechna. W przypadku inwestycji giełdowych taki stan uznawany jest zwykle za pierwszy sygnał ostrzegawczy przed przegrzaniem koniunktury i zbliżającym się załamaniem. Warto więc przed podjęciem decyzji o kupnie mieszkania w celach inwestycyjnych uważniej przyjrzeć się sytuacji i ocenić perspektywy jej rozwoju, by ustrzec się rozczarowania bądź strat, jakie dziesięć lat wcześniej były udziałem części nabywców, nastawionych na szybki i duży zarobek.

Pod wieloma względami można dostrzec podobieństwa między stanem obecnym, a tym z lat 2007-2008. W ubiegłym roku liczba mieszkań w budowie, przekraczająca 731 tys., była najwyższa w historii, a liczby rozpoczętych budów, pozwoleń na budowę oraz lokali oddawanych do użytku były bliskie rekordowych poziomów sprzed dziewięciu-dziesięciu lat. Jedyną cechą odróżniającą obecną fazę ekspansji od ówczesnej bańki spekulacyjnej jest stabilny poziom cen mieszkań, charakteryzujący się jedynie niewielką tendencją wzrostową, nie przekraczającą kilku procent. Te dane obrazują jedynie skalę ekspansji, ale niewiele mówią o układzie sił rynkowych, na podstawie którego można ocenić poziom równowagi, a tym samym wnioskować o kierunkach rozwoju sytuacji w przyszłości i ewentualnych szansach oraz zagrożeniach. Znacznie więcej mogą nam powiedzieć informacje dotyczące liczby mieszkań faktycznie wprowadzonych do sprzedaży, sprzedanych i stanu zapasów mieszkań, znajdujących się w ofercie deweloperów oraz tendencje panujące w tym zakresie.

Pierwszy kwartał 2007 r. był ostatnim okresem, w którym nabywcy „na pniu” kupili wszystkie mieszkania wprowadzone przez deweloperów do sprzedaży w sześciu największych miastach Polski, a równocześnie zasób lokali znajdujących się w ofercie był wyjątkowo niewielki, odpowiadał bowiem liczbie mieszkań sprzedawanych w jednym kwartale. Taka sytuacja sprzyjała oczywiście windowaniu cen mieszkań, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Jednocześnie widać było,
że deweloperzy nie byli przygotowani do sprostania rosnącemu wcześniej popytowi i w przyspieszonym tempie starali się nadgonić dystans. Mimo, że w 2007 i 2008 r. w budowie była najwyższa od kilku lat liczba mieszkań, a do użytkowania oddawano ponad trzykrotnie więcej mieszkań niż w 2000 r., gwałtownie rosła liczba pozwoleń na budowę oraz rozpoczynanych budów, osiągając poziom najwyższy w historii. Tymczasem wskutek globalnego kryzysu finansowego, popyt na mieszkania raptownie wyhamował. Przez kilka kolejnych kwartałów rozpędzeni deweloperzy wprowadzali do sprzedaży znacznie więcej lokali, niż był w stanie wchłonąć rynek. W efekcie szybko zaczęły zwiększać się zapasy niesprzedanych mieszkań, a z czasem coraz mocniej zniżkowały ich ceny. W ciągu kilku kwartałów zapasy mieszkań w sześciu miastach wzrosły z około 12 tys. do 38 tys., czyli ponad trzykrotnie, a w pierwszym półroczu 2012 r. sięgały już niemal 57 tys. mieszkań. Hipotetyczny czas wyprzedaży zapasów zwiększył się z jednego kwartału z początku 2007 r. do niemal ośmiu kwartałów w trzecim kwartale 2012 r.

Przełom nastąpił pod koniec 2012 r., gdy ponownie zaczął zwiększać się popyt na mieszkania, w ślad za obniżkami stóp procentowych oraz stopniową poprawą sytuacji w gospodarce. Deweloperzy, mocno poturbowani przez kryzys, potrzebowali niemal roku by zwiększyć liczbę mieszkań wprowadzanych do sprzedaży, ale wykorzystali ten okres do zmniejszenia zapasów. Od połowy 2012 r. do początku 2014 r. spadły one z 57 tys. do niespełna 40 tys. Od czterech lat mamy do czynienia
z szybkim lecz zrównoważonym wzrostem liczby mieszkań wprowadzanych do sprzedaży i sprzedawanych oraz stabilizacją zapasów lokali przeznaczonych do sprzedaży na poziomie około 50 tys., pozwalającą zaspokoić popyt przez ponad trzy kwartały. W ostatnich trzech miesiącach 2016 r. deweloperzy wprowadzili do sprzedaży rekordowo wysoką, sięgającą prawie 19 tys. liczbę mieszkań, a jednocześnie znaleźli chętnych do kupna 18 tys. lokali. W pierwszym kwartale obecnego roku do sprzedaży trafiło prawie 16 tys. mieszkań, a nabywców znalazło 18,6 tys., zmniejszając zapasy lokali z 52,7 tys. do 50,2 tys. Jedynie gwałtowne i silne wahania po stronie popytu lub podaży mogłyby po pewnym czasie wytrącić rynek ze stanu równowagi, a na razie nie widać czynnika, który mógłby do tego doprowadzić, ani na samym rynku, ani w jego otoczeniu. Podwyżka stóp procentowych i idący za nią wzrost kosztu kredytu mógłby spełnić tę rolę jedynie w przypadku jednoczesnego pogorszenia się sytuacji w gospodarce i na rynku pracy, a taki splot okoliczności jest bardzo mało prawdopodobny.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

 

Czy niespotykane dotąd tempo sprzedaży mieszkań deweloperskich pociągnie za sobą podwyżki cen? Co za tym przemawia?

Sprzedaż nowych mieszkań nigdy jeszcze w Polsce nie szła tak dobrze. Kolejne raporty mówią o sukcesach firm i przynoszą następne rekordy. Popyt na mieszkania jest tak duży, że pomimo rekordowo wysokiej ilości wprowadzanych na rynek mieszkań i rozpoczynanych inwestycji, oferta deweloperów w sześciu największych miastach w Polsce w ostatnim kwartale, nie tylko nie wzrosła, ale jeszcze się skurczyła. Sprzedaż przerosła nową podaż. I już dziś prognozowany jest najlepszy, roczny wynik pod względem ilości sprzedanych mieszkań w całej historii rynku deweloperskiego.

Utrzymujący się od dawna duży apetyt na nowe mieszkania sprawia, że w ostatnich latach mogliśmy obserwować zjawisko powolnego, ale wyraźnego wzrostu cen. Najnowsze raporty mówią, że średnia cena mieszkań wprowadzonych do sprzedaży na sześciu głównych rynkach nieruchomości w kraju w drugim kwartale br. była o ponad 8 proc. wyższa niż lokali, które trafiły do oferty w poprzednich trzech miesiącach i o prawie 6 proc. wyższa od stawek ofertowych sprzed roku. Czy możemy się spodziewać dalszych wzrostów cen? Jakie czynniki mogą o tym zdecydować?

Zmiana struktury oferty mieszkaniowej

Obecny wzrost cen ofertowych mieszkań może być wynikiem zmiany struktury lokali, które w ostatnich miesiącach weszły do oferty. Dobra sytuacja gospodarcza w kraju i wzrost dochodów Polaków powoduje, że większym zainteresowaniem cieszą się mieszkania w wyższym standardzie, dlatego deweloperzy wprowadzają teraz więcej takich inwestycji. Poza tym, w nowej ofercie pojawiło się mniej mieszkań z segmentu popularnego, co można czytać jako odpowiedź firm na wyczerpujące się źródło dopłat w programie MdM i spadek popularności najtańszych ofert.

W najbliższym czasie możemy jednak być świadkami kolejnych wzrostów cen, na które wpływ będzie miała, już nie tylko jakość rozpoczynanych projektów, ale wyższe koszty budowy. W związku z przygotowywanymi na szeroką skalę inwestycjami infrastrukturalnymi w przyszłym roku najwyższe wzrosty mogą notować przede wszystkim koszty robocizny. Ponadto, jak informują deweloperzy, stale rosną ceny gruntów i zmniejsza się dostępność atrakcyjnych działek inwestycyjnych. Do tego dojdą jeszcze wyższe koszty finansowania projektów z uwagi na obciążenia nakładane na banki.

Lokata w nieruchomości

Ponadto, niezwykle znaczący wpływ na rozwój sytuacji na rynku mieszkaniowym, jak zauważa Tomasza Sadłocha z firmy Ochnik Development, ma poziom stóp procentowych. – Stopy referencyjne NBP utrzymują się obecnie na bardzo niskim poziomie 1,5 proc., a inflacja ustabilizowała się w granicach 2 proc. Oznacza to że mamy teraz ujemne realne stopy procentowe. To właśnie powód dla, którego kapitał gromadzony przez Polaków nie trafia na lokaty do banków, ale na rynek mieszkaniowy – informuje Tomasz Sadłocha. – Nic nie wskazuje jednak na to, żeby w najbliższym czasie miało się coś w tym względzie zmienić i spowodować osłabienie aktywności inwestorów indywidualnych – dodaje. Zdaniem przedstawiciela Ochnik Development, utrzymujący się na tak dużym poziomie popyt na mieszkania może stymulować wzrost cen w dłuższej perspektywie czasu.

Względne ryzyko dla komercyjnego rynku mieszkań niesie natomiast rządowy program Mieszkanie Plus. Projekt zakłada budowę tanich lokali z przeznaczeniem na wynajem, które mają powstawać także na terenach należących do PKP. Przedsięwzięcie jest jednak dopiero przygotowywane do realizacji, pierwsze budynki staną nie wcześniej niż pod koniec przyszłego roku, a w zaawansowaną fazę projekt ma wejść dopiero za kilka lat. Ponadto, program skierowany jest do grupy osób, które nie mogą sobie pozwolić na zakup mieszkań oferowanych na rynku.

Warszawskie mieszkania o 10 proc. droższe niż przed rokiem

Na największym rynku deweloperskim w kraju ceny ofertowe w ostatnich miesiącach wzrosły bardzo wyraźnie. Mieszkania wprowadzone do sprzedaży w Warszawie w drugim kwartale tego roku były o prawie 5 proc. droższe od tych, które weszły na rynek w poprzednich trzech miesiącach, a w porównaniu z lokalami oferowanymi przed rokiem zdrożały niemal o 10 proc. Według danych Reas, między kwietniem a czerwcem br. na warszawskim rynku nowych mieszkań wzrosła też o kilka procent średnia cena transakcyjna.

Przyczynę zwyżki cen transakcyjnych Tomasz Sadłocha upatruje w rosnącej fali zakupów inwestycyjnych, którą można obserwować również w inwestycjach Studio Centrum i Dzielna 64 prowadzonych przez Ochnik Development na warszawskim Muranowie. – Znaczący wpływ na kształtowanie się cen mają preferencje zakupowe nabywców mieszkań. Potęgujące się zainteresowanie zakupem dobrze zlokalizowanych, niewielkich mieszkań ze strony inwestorów indywidualnych przynosi wzrost średniej ceny sprzedawanych mieszkań, ponieważ stawka za metr w przypadku lokali kompaktowych jest wyższa. Podobne oddziaływanie na statystyki ma zakup mieszkań o podwyższonym standardzie i apartamentów, które także pozostają w sferze zainteresowania klientów inwestycyjnych – informuje Tomasz Sadłocha.

Ostatnie analizy dotyczące warszawskiego rynku wtórnego także mówią o wzroście średnich cen transakcyjnych. W połowie bieżącego roku przeciętna cena kupowanych w Warszawie mieszkań z drugiej ręki wzrosła do ponad 7700 zł za mkw. Analitycy przyznają, że z takimi cenami zakupu nie spotykali się w stolicy już od dawna, w ostatnich kilkunastu miesiącach średnie stawki wahały się od 7200 zł do 7500 zł/mkw.

 

 

Autor: Ochnik Development

Niesłabnący od kilku kwartałów popyt sprawił, że deweloperzy śmiało rozpoczynają nowe inwestycje. W II kwartale 2017 r. na 6 największych rynkach mieszkaniowych w Polsce do sprzedaży trafiło 33,4 tys. nowych mieszkań i rekordowa liczba 441 nowych etapów inwestycji. Choć spadło znaczenie nabywców MdM-owych, nie odbiło się to na sprzedaży, która wyniosła 17,6 tys. (wzrost o 16,6% rdr) – czytamy w najnowszym raporcie REAS „Rynek mieszkaniowy w Polsce – II kwartał 2017r.”

Na rynku deweloperskim dominuje optymizm. Najlepiej ilustruje to wzrost liczby rozpoczynanych budów. W I połowie 2017 roku na 6 największych rynkach w kraju deweloperzy wprowadzili do sprzedaży 33,4 tys. mieszkań i rekordową liczbę 441 nowych etapów inwestycji. – Jeśli tempo z pierwszego półrocza się utrzyma, można spodziewać się, że w całym 2017 roku deweloperzy rozpoczną budowę rekordowej liczby ponad 100 tysięcy mieszkań. – przewiduje Katarzyna Kuniewicz, partner w REAS kierująca Działem Badań i Analiz Rynku.

Bez MdM ceny rosną

Na uwagę zasługuje fakt, że wraz z kurczącą się w kolejnych miesiącach 2017 roku pulą środków dedykowanych programowi MdM, wśród mieszkań wprowadzanych do sprzedaży systematycznie spadał udział mieszkań najtańszych. W efekcie indeks zmiany cen na 6 rynkach powoli ale systematycznie rośnie. Tendencję tę potwierdziły wyniki monitoringu REAS z II kwartału 2017 roku, które wskazały na wyraźny wzrost cen w porównaniu do poziomu z poprzedniego kwartału.

Ten systematyczny wzrost podaży i cen możliwy był dzięki nie notowanemu dotychczas wzrostowi popytu. Choć w II kwartale 2017 roku liczba transakcji wyniosła „zaledwie” 17,6 tys. i była o ok. 6,5% niższa niż w pierwszym kwartale roku, to całe półrocze zamknęło się wynikiem o 24% lepszym niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Od stycznia do końca czerwca na 6 monitorowanych przez REAS rynkach (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań, Łódź) sprzedano 36,4 tys. nowych mieszkań.

Nic nie wskazuje na to, by w najbliższych miesiącach popyt miał wyraźnie osłabnąć. Wobec ujemnych realnych stóp procentowych napędzające sprzedaż zakupy inwestorów indywidualnych, pozostaną do końca roku jednym z najsilniejszych czynników stymulujących rynek – nawet wówczas, gdy przy wysokich cenach zakupu rentowność najmu zacznie wyraźnie maleć. W efekcie wyniki sprzedaży w całym 2017 roku powinny okazać się porównywalne, a może nawet lepsze niż w 2016 roku. – komentuje Katarzyna Kuniewicz, partner w REAS kierująca Działem Badań i Analiz Rynku.

Przebudzenie w Łodzi

Na uwagę zasługuje wyraźne ożywienie jakie odnotowane został w minionym kwartale w Łodzi. Rekordowo wysoka jak dla tego miasta sprzedaż spotkała się z wyjątkowo wysoką podażą. W samym II kwartale deweloperzy wprowadzili tam na rynek ponad 1,3 tysiąca mieszkań, co sprawiło, że oferta osiągnęła tam najwyższy poziom w historii lokalnego rynku: 3,3 tys. lokali.

 

Źródło:  REAS

Mimo powtarzających się coraz częściej głosów, że dobra passa musi się kiedyś skończyć, deweloperzy nie spuszczają z tonu. Jak wynika z danych GUS, działające na polskim rynku firmy zanotowały w ostatnich 12 miesiącach rekordy we wszystkich statystykach.

81,1 tys. mieszkań oddanych do użytkowania, 96,6 tys. rozpoczętych nowych budów i 128,9 tys. pozwoleń na kolejne – to podsumowanie działalności deweloperów za ostatni rok. Jak wynika z obliczeń Home Brokera przeprowadzonych na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego, są to rekordowe wyniki w historii.

Już rezultaty samego czerwca mogą imponować. GUS odnotował 7765 lokali mieszkalnych oddanych do użytkowania, 11952 rozpoczętych budów (rekord) oraz 13164 pozwolenia na budowę (jeden z kilku najwyższych wyników w historii). Na tego rodzaju dane zwykle staramy się jednak patrzeć w dłuższym terminie, by nie dać się zwieść sezonowości, czy przypadkowym zbiegom okoliczności. Ale analiza wyników 12-miesięcznych nie pozostawia wątpliwości: deweloperzy budują jak szaleni.

Roczna liczba lokali oddanych do użytkowania wzrosła w ciągu 12 miesięcy o 11 proc., rozpoczętych nowych budów o 9 proc., a uzyskanych pozwoleń na budowę – o 25 proc.

Aktywność deweloperów jest symulowana przez cały czas rosnącą sprzedaż. Nie ma nic dziwnego w tym, że firmy budują mieszkania, skoro bez problemów znajdują na nie nabywców. Dane publikowane przez deweloperów notowanych na giełdzie są bardzo pozytywne – sprzedaż w pierwszym półroczu 2017 r. była o prawie jedną czwartą wyższa niż przed rokiem, a niektóre firmy zanotowały skok o 40-50 proc., z rekordzistą (Echo Investment), którego wyniki poprawiły się o niemal 80 proc. Liderami rynku pozostają Dom Development, Murapol i Robyg, które w pierwszym półroczu sprzedały po 1600-1700 lokali mieszkalnych.

Nie tylko za gotówkę
Oprócz stałej aktywności osób kupujących mieszkania za gotówkę, w statystykach widać wzrost aktywności kredytobiorców. Od początku roku rośnie liczba chętnych na zakup mieszkania za pieniądze banku, częściowo stoi za tym popularność programu Mieszkanie dla Młodych.

Co dalej z rynkiem mieszkaniowym?
Brak szalonych wahań cen i zróżnicowanie źródeł finansowania zakupów (gotówka vs kredyt hipoteczny) pozwalają oceniać rynek jako stabilny, ale pojawia się coraz więcej sygnałów o tym, że może dojść do przegrzania. Ze względu na stabilizację cen raczej nie grozi nam jednak spektakularna klęska i obniżki o 30 czy 40 procent. Na dziś bardziej prawdopodobne wydają się mniejsze spadki.

 

Źródło: Home Broker

Po dobrych danych makroekonomicznych za maj br. czerwiec przyniósł kolejną falę optymizmu – przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej. Wysokie dynamiki wzrostu zanotowano zarówno w produkcji przemysłowej, jak i sprzedaży detalicznej. Tempo wzrostu produkcji budowlano-montażowej sięgnęło dwucyfrowego odczytu. Jeszcze lepsze dane napłynęły z rynku deweloperskiego, gdzie zarówno wzrost mieszkań oddanych do użytku, rozpoczętych budów oraz wydanych pozwoleń odnotowały dwucyfrowe dynamiki wzrostu. Rosnące wynagrodzenie w tempie 6 proc. względem czerwca ubiegłego roku może mieć naszym zdaniem wpływ na podnoszenie cen towarów i usług przez przedsiębiorstwa, co może spowodować wzrost inflacji.

Produkcja przemysłowa (odczyt w cenach stałych niewyrównany sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) w czerwcu 2017 r. wyniosła +4,5 proc. r/r, tj. o 0,7 pkt. proc. powyżej oczekiwań rynkowych. W minionym miesiącu wzrost produkcji odnotowano w 24 z 34 działów przemysłu, z czego największy wzrost miał miejsce w produkcji maszyn i urządzeń (+29,8 proc. r/r), podczas gdy największy spadek odnotowano w produkcji pozostałego sprzętu transportowego (-5,8 proc. r/r) oraz w wydobyciu węgla (-5,8 proc. r/r). Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych produkcja w minionym miesiącu była o 6,7 proc. wyższa niż przed rokiem.

W maju br. wysokie dynamiki wzrostowe odnotowano także w produkcji budowlano-montażowej. Tempo produkcji (wyrażone w cenach stałych niewyrównane sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wyniosło 11,6 proc. w skali roku, co było wynikiem istotnie wyższym od oczekiwań rynkowych na poziomie 9,7 proc.. Gdyby wyeliminować wpływ czynników o charakterze sezonowym, to tempo wzrostu produkcji budowlano-montażowej byłoby jeszcze wyższe i wyniosłoby +12,9 proc. w skali roku.

Miniony miesiąc był kolejnym dobrym miesiącem dla budownictwa mieszkaniowego. Oddanych zostało ogółem 14 373 mieszkań (+22,8 proc. r/r), co pozwoliło osiągnąć dodatnią dynamikę przekazanych lokali w okresie styczeń-czerwiec 2017 r. (+6,1 proc. r/r). W czerwcu rozpoczęto budowę 22 364 lokali mieszkalnych (+27,3 proc. r/r), a od początku roku liczba ta wyniosła 106 036 (+22,9 proc. r/r). Wysoka dynamika miała również miejsce w przypadku mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym. W czerwcu wyniosła ona +15,2 proc. r/r (24 028 pozwoleń/zgłoszeń), podczas gdy narastająco była równa +33,2 proc. r/r (130 687).

Czerwcowe dane wyłącznie dla deweloperów mieszkaniowych okazały się jeszcze lepsze niż w przypadku całego rynku. Deweloperzy oddali w czerwcu br. 7 765 mieszkań (+50,9 proc. r/r), podczas gdy od początku roku przekazali 37 423 lokali (+7,6 proc. r/r). Liczba rozpoczętych budów przez deweloperów osiągnęła blisko 30 proc. dynamikę wzrostu w skali roku, co przełożyło się na 11 952 nowych budów. Z kolei w okresie styczeń-maj br. deweloperzy rozpoczęli budowę 53 786 mieszkań, co oznacza 26,1 proc. poprawę r/r. Dynamika liczby wydanych pozwoleń lub dokonanych zgłoszeń w czerwcu wyniosła 24,8 proc. (13 164 pozwoleń/zgłoszeń), podczas gdy narastająco dynamika wyniosła +44,5 proc. r/r (71 198 pozwoleń/zgłoszeń).

W maju br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób wyniosło 6001,5 tys. osób, co oznacza wzrost o 4,3 proc. w skali roku. Natomiast przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło do 4 508,08 zł miesięcznie, tj. o 6,0 proc. r/r, podczas gdy konsensus rynkowy oczekiwał 5,0 proc. wzrostu.

Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł w czerwcu 2017 r. o 1,5 proc. r/r, wobec oczekiwań rynkowych na poziomie 1,7 proc.. Największy wzrost w skali roku zanotowały ceny żywności (+3,9 proc.), w porównaniu z majem ceny wzrosły o 0,1 proc. Największy spadek w ujęciu r/r odnotowały ceny odzieży i obuwia (-5,4 proc.) pogłębiając spadki cen o kolejny 1 proc. w ujęciu m/m. W porównaniu do poprzedniego miesiąca największy wzrost zaobserwowano na cenach rekreacji i kultury (+1,1 proc.), natomiast największy spadek cen na paliwach (-4,1 proc).

W maju br. odnotowano również wysokie tempo wzrostu sprzedaży detalicznej. Jej dynamika w cenach stałych wyniosła 5,8 proc. r/r. Sprzedaż rosła we wszystkich grupach, natomiast spośród kategorii o znaczącym udziale największy wzrost w skali roku odnotowano w przedsiębiorstwach sprzedających paliwa (+7,0 proc.). Gdyby wziąć pod uwagę sprzedaż detaliczną w cenach bieżących to roczna dynamika za czerwiec 2017 r. wyniosła +6,0 proc., co było wynikiem o 0,9 pkt. proc. niższym od zbyt ambitnych prognoz rynkowych.

 

Autor: Michał Mordel, Analityk, Dom Maklerski Michael/Ström

Wokół sprzedaży mieszkań urosło wiele mitów. Kilka najczęściej pojawiających się na rynku przedstawiają pośrednicy z sieci biur nieruchomości Metrohouse.

  1. Lepiej zawyżyć cenę, żeby było z czego obniżać

Negocjacje są nieodłącznym elementem każdej transakcji. Wszyscy przystępujący do rozmów o cenie liczą na to, że uda się jeszcze obniżyć cenę proponowaną przez sprzedającego. Rezultat jest taki, że pierwsza cena całkowicie odbiega od realiów rynkowych. Nie można wykorzystać efektu świeżości pojawienia się na rynku nowej oferty, a moment kiedy jest ona najlepiej wypozycjonowana na rynku jest zniweczony złą wyceną. Przy określaniu ceny ofertowej nie warto skupiać się na innych ofertach sprzedaży (skoro nadal nimi są, widocznie nie cieszą się zainteresowaniem), ale poprosić o pomoc np. doświadczonego pośrednika, który na bazie przeprowadzonych transakcji potrafi określić prawdziwe realia rynkowe.

  1. Lepiej wstrzymać się ze sprzedażą pierwszemu klientowi

Z doświadczenia Metrohouse wynika, że największe zainteresowanie ofertą następuje w pierwszych dniach po wystawieniu jej na rynek. Wtedy też można liczyć na to, że w mieszkaniu zacznie pojawiać się największa grupa potencjalnych klientów. Być może któryś z nich zdecyduje się na zakup. Sprzedający są często zaskoczeni tym, że pierwszy klient oglądający mieszkanie decyduje się na zakup. Zwykle pojawiają się wątpliwości co do wystawionej ceny ofertowej. Zamiast rozmów o warunkach transakcji zdarza się, że sprzedający wycofują się z zakupu, by powrócić na rynek z wyższą ceną ofertową. Wtedy okazuje się, że o klienta nie jest już tak łatwo, a nasz potencjalny nabywca znalazł inną ofertę z bardziej zdecydowanym właścicielem lokalu.

  1. Lepiej korzystać z usług wielu pośredników

Kolejny mit to powierzenie sprzedaży nieruchomości każdemu pośrednikowi, który zaoferuje swoje usługi. Warto sobie zadać pytanie – jak wiele dla promocji oferty jest w stanie zrobić pośrednik, który nie ma właściwie żadnej gwarancji, że jego działania znajdą odzwierciedlenie w przeprowadzonej transakcji? Najkorzystniejszą formą współpracy jest umowa z klauzulą wyłączności, kiedy za sprzedaż odpowiada tylko jeden pośrednik i jest rozliczany z prowadzonych działań. Obsługa przez jednego agenta to także porządek na portalach ogłoszeniowych, gdzie dana oferta występuje tylko raz.

  1. Lepiej nie inwestować w sprzedawane mieszkanie

Przy sprzedaży auta chcemy, by wyglądało ono idealnie – nawet jeśli stan techniczny być może pozostawia sporo do życzenia, troszczymy się o porządek w środku samochodu i wypolerowany lakier. Podobnie jest na rynku mieszkaniowym. Kupujemy wzrokiem, dlatego warto, by odpowiednio przygotować mieszkanie do sprzedaży. Warto zainwestować w pomalowanie ścian. Świeży biały kolor ścian potrafi zdziałać cuda. Deprymująco na klienta działają wszelkiego rodzaju, nawet niewielkie, usterki – odklejona klepka podłogowa, urwana klamka, czy też cieknący kran. Koszty naprawy są naprawdę niewielkie, ale pierwsze wrażenie klienta jest nie do powtórzenia.

  1. Lepiej zrobić kompleksowy remont, by uzyskać lepszą cenę

Przy przygotowywaniu mieszkania do remontu warto także mieć umiar. Część klientów wychodzi z założenia, że mieszkanie po generalnym remoncie zostanie sprzedane po znacznie wyższej cenie. Niestety, jak twierdzą doradcy z Metrohouse, nie jest to prawda. Rzadko zdarza się, że by nabywcy doceniali duże nakłady poniesione na remont. Każdy ma swoją wizję kupowanego mieszkania i sposób aranżacji po prostu może nie przypaść im do gustu. Zresztą mieszkania po większych remontach nie są wstanie konkurować cenowo z podobnymi propozycjami na rynku. Dlaczego? Każdy właściciel chce przecież zrekompensować sobie nakłady poniesione na remont dokładając jego koszty do ceny ofertowej.

 

Źródło: Metrohouse

Jak wynika z najnowszych danych GUS, deweloperzy nie zwalniają tempa i budują coraz więcej. Liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto w maju, wzrosła rok do roku o 56,2%. Nadal wysoki procent sprzedaży stanowią transakcje gotówkowe. Popyt jest w dużej mierze napędzany przez obcokrajowców.

Od początku roku wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym na budowę 106 841 mieszkań, co oznacza 38,3 proc. wzrost w stosunku do 2016 r. Liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, też jest imponująca. Liczba oddanych do użytku mieszkań wyniosła 63 903 lokali, a udział deweloperów jest znaczący w tej puli i wynosi 29 658 tysięcy mieszkań. Rynek deweloperski jest nadal w fazie ożywienia i mimo głosów, że koniec MdM osłabi koniunkturę na rynku, a Mieszkanie Plus zabierze klientów, nic takiego póki co nie ma miejsca.

– Podobnie jak w poprzednich latach, które charakteryzowały się historycznie dobrymi wynikami, tak i w tym roku ostrożnie podchodzimy do wieszczenia kolejnych rekordów, jednak dane GUS nastrajają nas bardzo pozytywnie i z dużą uwagą przyglądamy się kolejnym raportom o stanie branży – mówi Konrad Płochocki, Dyrektor Generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Dobrą sytuację potwierdza również francuski deweloper z ugruntowaną pozycją na rynku polskim, firma Bougues Immobilier Polska.

– Widzimy w naszych biurach sprzedaży, że popyt na mieszkania nie słabnie. Mamy inwestycje, które niemal w połowie wyprzedają się na etapie przedsprzedaży. Z naszych obserwacji wynika, że nadal znaczna część zakupów to transakcje gotówkowe, w II kwartale 2017 stanowiły one 43%. Oznacza to, że mieszkania nadal stanowią preferowaną formę inwestycji kapitału, przez co popyt nie ulega większym wahaniom – mówi Krzysztof Foder, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska.

Jeżeli chodzi o powody tego stanu rzeczy, to z pewnością możemy wymienić wśród nich bardzo dobrą, dającą poczucie bezpieczeństwa sytuację na rynku pracy oraz niskie stopy procentowe, które zachęcają ludzi zarówno do zakupu mieszkań pod inwestycje, jak i zapewniają łatwiejszy dostęp do kredytów hipotecznych.

– Znaczenie będą miały także zmiany wprowadzone przez rząd w programie Mieszkanie dla Młodych, które sprawiły, że już w sierpniu będzie możliwe złożenie wniosku i uzyskanie dopłaty do mieszkania z puli 100 milionów złotych. Dzięki temu kolejne rodziny będą miały możliwość skorzystania ze wsparcia. Popularność programu pokazuje, że Rząd powinien rozważyć jego przedłużenie – dodaje Płochocki.

Wysoka sprzedaż napędzana przez obcokrajowców

Nie ulega wątpliwości, że wysoką sprzedaż mieszkań deweloperzy zawdzięczają w dużej mierze obcokrajowcom. Ukraińcy, Niemcy i Brytyjczycy coraz częściej inwestują w nieruchomości w Polsce. W ubiegłym roku kupili aż 6,4 tys. lokali w największych polskich aglomeracjach. W odniesieniu do województw, prym wiedzie: mazowieckie (blisko 294 tys. mkw. kupionej powierzchni), małopolskie (99,2 tys. mkw.) oraz dolnośląskie (57,2 tys. mkw.). Z wstępnych szacunków wynika, że ten trend będzie się utrzymywał i nowe mieszkania nie będą długo czekały na nabywców. Popyt stymulowany przez zagranicznych nabywców z pewnością będzie miał przełożenie nie tylko na podaż, ale też podejście do potencjalnych klientów.

– Większość deweloperów już od dawna zdaje sobie sprawę, że dużą grupę nabywców stanowią osoby z zagranicy. W związku z tym strony internetowe w języku angielskim czy odpowiednio dostosowane działania marketingowe, stają się powoli standardem. W naszym centralnym Biurze Sprzedaży jest interaktywny ekran, na którym można zobaczyć inwestycje mieszkaniowe w formie 3D. Istnieje możliwość obracania bryłą budynku, sprawdzania ekspozycji mieszkania na światło dzienne i widoku z balkonu. Posługiwanie się obrazami
i intuicyjny interfejs sprawiają, że to narzędzie jest dużo bardziej przyjazne obcokrajowcom, niż tradycyjny folder – dodaje Foder.

Inwestorzy obserwują rynek i dostosowują się do jego wymagań, dzięki czemu rynek deweloperski jest stabilny – nie ma galopujących cen ani zakupów spekulacyjnych. Wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie dla branży równie dobry, jak ubiegły.

 

Źródło: Bougues Immobilier Polska

Podobnie jak rok ubiegły, także ten rok przynosi deweloperom rekordowe wyniki

W minionym roku rynek deweloperski notował rekordy, zarówno pod względem prowadzonych inwestycji, wydanych pozwoleń na budowę, jak i ilości sprzedanych mieszkań. Tegoroczne podsumowania statystyczne dostarczają kolejnych rekordowych rezultatów.

Już trzeci rok mieszkania sprzedają się tak dobrze, jak nigdy wcześniej, więc firmy bez wahania wprowadzają do sprzedaży kolejne projekty. Na rynek płynie zaoszczędzona gotówka i pieniądze z wycofywanych lokat bankowych, które przy obecnej inflacji są deficytowe. Niemal połowa wydawanych w Polsce na mieszkania środków trafia do deweloperów. To dowód na to, że firmy zwiększyły zasięg swojego działania, bo jeszcze kilka lat temu deweloperzy mieli tylko jedną trzecią udziału w obrocie na rynku mieszkaniowym.

Dobry początek roku

Wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie dla deweloperów jeszcze lepszy niż poprzedni. Rewelacyjne wyniki widać już w pierwszych miesiącach. Dalszy wzrost rynku nowych mieszkań potwierdzają dane Głównego Urzędu Statystycznego, które mówią, że w okresie pierwszych pięciu miesięcy 2017 roku deweloperzy zaczęli budowę prawie 42 tys. mieszkań, o jedną czwartą większej ilości lokali niż w tym samym okresie przed rokiem.

Nieco więcej niż rok temu firmy oddały też w tym okresie mieszkań do użytkowania, prawie 30 tys. Ale najciekawsze dane przynoszą podsumowania dotyczące liczby uzyskanych pozwoleń na budowę. Tu nastąpił ponad 50 proc. skok w porównaniu z 2016 rokiem. Od początku roku do końca maja br. deweloperzy dostali pozwolenia na budowę ponad 58 tys. mieszkań. Oznacza to, że w najbliższym czasie polski rynek mieszkaniowy, nie tylko nie wyhamuje, ale poważnie zwiększy produkcję.

 Nienasycony rynek

 Na koniec marca tego roku w sześciu aglomeracjach, w których deweloperzy budują najwięcej (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań, Łódź)  w sprzedaży było nieco ponad 50 tys. nowych mieszkań. Z tego w Warszawie w sprzedaży było ponad 19 tys. lokali, obliczają analitycy. Wybór jest spory, ale jeśli spojrzymy na wielkość popytu okaże się podaż wcale nie jest taka duża. Tylko w ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku na sześciu największych rynkach w kraju deweloperzy sprzedali ponad 18,6 tys. mieszkań.

W największych miastach zapotrzebowanie na nowe lokale wciąż rośnie. Szacunkowe obliczenia wskazują, że w aglomeracjach brakuje wciąż co najmniej pół miliona mieszkań. Perspektywa szybkiego spadku popytu przy tak nienasyconym rynku nie jest więc raczej prawdopodobna. Szczególnie przy utrzymywanych na niskim poziomie stopach procentowych, przy których nie opłaca się trzymać pieniędzy w banku.

Potok gotówki

 – Mieszkania na wynajem uznawane są teraz za najlepszą lokatę kapitału. Dlatego zakupy gotówkowe stanowią przeważający typ transakcji na rynku pierwotnym. Większość z kupujących ze środków własnych to osoby nabywające nieruchomości w celach inwestycyjnych. Taką strukturę zakupów możemy obserwować w naszych inwestycjach Dzielna 64 i Studio Centrum, które prowadzimy w centrum Warszawy – mówi Tomasz Sadłocha z firmy Ochnik Development.

Zaznacza, że lokalizacja projektów i dostępna w nich oferta przyciąga inwestorów. – Specjalnie dla tej grupy przygotowana została oferta Studia Centrum, gdzie dostępne są mikro-lokale o metrażu od 18 mkw. w cenie od 180 tys. zł. Choć muszę przyznać, że w budynku przy Dzielnej 64 część apartamentów także kupowana jest inwestycyjnie. Na brak chętnych nie możemy narzekać, bo w obu inwestycjach sprzedało się już większość mieszkań, a ich budowa ruszyła dopiero jesienią zeszłego roku – informuje Tomasz Sadłocha.

W 2016 roku gotówkowe wydatki na zakup nowych mieszkań w siedmiu największych miastach kraju przekroczyły 14,2 mld zł. To najlepszy wynik w całej historii polskiego rynku deweloperskiego. Dla porównania pięć lat temu do firm deweloperskich trafiło 6,1 mld zł.

Prawie 70 proc. transakcji bez kredytu   

Najprawdopodobniej więc w drugiej połowie roku padną kolejne rekordy sprzedażowe na rynku deweloperskim, bo apetyt na mieszkania nie słabnie. Potwierdza to choćby 10 proc. wzrost wartości udzielonych kredytów w maju tego roku w porównaniu do wyniku ubiegłorocznego.

Większość nowych mieszkań kupowana jest jednak bez kredytu. W 2016 roku takie zakupy stanowiły 60 proc. wszystkich transakcji na rynku pierwotnym. Za gotówkę kupowane były dwa z trzech nowych mieszkań. Prognozy wskazują, że w tym roku udział transakcji gotówkowych będzie jeszcze większy.

Widać to po wynikach osiągniętych na początku roku. W pierwszym kwartale na zakup mieszkań od deweloperów nabywcy wydali z oszczędności 4,4 mld zł. Lepszy o zaledwie  100 mln zł był w dotychczasowej historii rynku tylko ostatni kwartał ubiegłego roku. Szacunkowe dane NBP wskazują, że tym razem zakupy gotówkowe stanowiły już 67 proc. zawartych transakcji.

Zakupy pakietowe

Ogromnemu ożywieniu na rynku nieruchomości sprzyja obniżające się bezrobocie, systematycznie rosnące zarobki Polaków oraz coraz większe zainteresowanie inwestorów dochodami z najmu mieszkań. Ponadto rekordowo niskie stopy procentowe zachęcają do zaciągania tanich kredytów hipotecznych.

Należy zaznaczyć, że na naszym rynku mieszkaniowym zakupy zaczynają robić również międzynarodowe fundusze  inwestycyjne. Kupują od deweloperów duże pakiety mieszkań, albo całe inwestycje, nawet takie, które jeszcze nie są zrealizowane. Inwestują w projekty zlokalizowane w centralnych obszarach miast, przede wszystkim w Warszawie i Krakowie.

 

Autor: Ochnik Development

Po nieco mniej udanych odczytach makroekonomicznych w kwietniu br., maj przyniósł nadzieję na wysoki wzrost PKB także w drugim kwartale 2017 r. Wysokie jednocyfrowe dynamiki wzrostu odnotowano w majowych danych dotyczących produkcji przemysłowej, produkcji budowlano-montażowej czy też sprzedaży detalicznej. Jeszcze lepsze dane napłynęły z rynku deweloperskiego, gdzie narastająca liczba oddanych mieszkań wyszła „na plus”, a tempo rozpoczętych budów i wydanych pozwoleń na budowę (lub zgłoszeń z projektem budowlanym) z optymizmem pozwala patrzeć w przyszłość, przynajmniej tę krótkoterminową. Rosnące wynagrodzenie w tempie ponad 5 proc. rocznie może mieć naszym zdaniem wpływ na podnoszenie cen towarów i usług przez przedsiębiorstwa, co może spowodować wzrost inflacji.

Produkcja przemysłowa (odczyt w cenach stałych niewyrównany sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) w maju 2017 r. wyniosła +9,1 proc. r/r, tj. o 0,6 pkt. proc. powyżej oczekiwań rynkowych. W minionym miesiącu wzrost produkcji odnotowano w 29 z 34 działów przemysłu, z czego największy wzrost miał miejsce w produkcji metali (+16,8 proc. r/r), podczas gdy największy spadek odnotowano w naprawie, konserwacji i instalowaniu maszyn i urządzeń (-7,5 proc. r/r). Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych produkcja w minionym miesiącu była o 6,5 proc. wyższa niż przed rokiem.

W maju br. wysokie dynamiki wzrostowe odnotowano także w produkcji budowlano-montażowej. Tempo produkcji (wyrażone w cenach stałych niewyrównane sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wyniosło 8,4 proc. w skali roku. Wynik ten jest co prawda gorszy od tego, czego spodziewał się rynek (+14,5 proc. r/r), ale niemniej jednak i tak cieszy fakt wysokiej jednocyfrowej liczby. Gdyby wyeliminować wpływ czynników o charakterze sezonowym, to tempo wzrostu produkcji budowlano-montażowej wyniosłoby +6,2 proc. w skali roku.

Miniony miesiąc był bardzo dobry dla budownictwa mieszkaniowego. Oddanych zostało ogółem 12 725 mieszkań (+16,7 proc. r/r), co pozwoliło osiągnąć dodatnią dynamikę przekazanych lokali w okresie styczeń-maj 2017 r. (+3,0 proc. r/r). W maju rozpoczęto budowę 21 826 lokali mieszkalnych (+56,2 proc. r/r), a od początku roku liczba ta wyniosła 83 672 (+21,7 proc. r/r). Bardzo wysoka dynamika miała również miejsce w przypadku mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym. W maju wyniosła ona +43,6 proc. r/r (23 401 pozwoleń/zgłoszeń), podczas gdy narastająco była równa +38,3 proc. r/r (106 841).

Majowe dane dla wyłącznie deweloperów mieszkaniowych okazały się jeszcze lepsze niż w przypadku całego rynku. Deweloperzy oddali w maju br. 6 256 mieszkań (+20,1 proc. r/r), podczas gdy od początku roku przekazali 29 658 lokali (+0,1 proc. r/r). Liczba rozpoczętych budów przez deweloperów osiągnęła ponad 75 proc. dynamikę wzrostu w skali roku, co przełożyło się na 10 676 nowych budów. Z kolei w okresie styczeń-maj br. deweloperzy rozpoczęli budowę 41 834 mieszkań, co oznacza 25 proc. poprawę r/r. Najwyższa dynamika miała natomiast miejsce w ilości wydanych pozwoleń lub dokonanych zgłoszeń. W maju ich liczba wzrosła o 55,1 proc. r/r do 11 865, podczas gdy narastająco dynamika wyniosła +50,4 proc. r/r (58 216 pozwoleń/zgłoszeń).

W maju br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób wyniosło 5 990,4 tys. osób, co oznacza wzrost o 4,5 proc. w skali roku. Natomiast przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło do 4 390,99 zł miesięcznie, tj. o 5,4 proc. r/r, podczas gdy konsensus rynkowy był o 0,5 pkt. proc. niższy.

Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł w maju 2017 r. o 1,9 proc. r/r, tj. zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi. Kolejny miesiąc z rzędu największy wzrost w skali roku zanotowały ceny paliw (+7,6 proc.), których dynamika zmian ma tendencję spadkową, co może się utrzymać w kolejnych miesiącach tego roku. Z kolei tempo wzrostu cen żywności nieoczekiwanie przyspieszyło i majowy odczyt był o 3,9 proc. wyższy niż przed rokiem. Były to dwie kategorie, które w minionym miesiącu zanotowały największe wzrosty r/r. Natomiast jedyną kategorią, której ceny uległy obniżce była „odzież i obuwie” (-5,1 proc. r/r).

W maju br. odnotowano również wysokie tempo wzrostu sprzedaży detalicznej. Jej dynamika w cenach stałych wzrosła o 7,4 proc. r/r. Sprzedaż rosła we wszystkich grupach, natomiast spośród kategorii o znaczącym udziale największy wzrost w skali roku odnotowano w przedsiębiorstwach sprzedających paliwa (+8,1 proc.) oraz jednostkach zajmujących się handlem samochodami, motocyklami i częściami (+6,0 proc.). Gdyby wziąć pod uwagę sprzedaż detaliczną w cenach bieżących to roczna dynamika za maj 2017 r. wyniosła +8,4 proc., co było wynikiem o 0,7 pkt. proc. niższym od zbyt ambitnych prognoz rynkowych.

 

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael/Ström

Wysokoefektywne fińskie technologie budowlane, sprawdzone w warunkach bardzo surowego fińskiego klimatu, po raz pierwszy są prezentowane przedsiębiorcom w Polsce. Firmy budowlane, deweloperzy, projektanci i architekci zainteresowani proekologicznymi rozwiązaniami, które przynoszą zyski w ciągu całego cyklu życia inwestycji, mogą się spotkać z fińskimi producentami podczas rozpoczętej właśnie w Warszawie misji handlowej.

Fińskie technologie budowlane nareszcie w Polsce. Finlandia jest jednym z globalnych liderów technologii środowiskowych. Bodźcem dla zorganizowania misji handlowej w Polsce była dynamika rozwoju rynku nieruchomości komercyjnych oraz boom na stosowanie najnowocześniejszych technologii w budownictwie.

„Z podziwem obserwujemy dynamiczny rozwój rynku nieruchomości biurowych w Polsce – nie tylko w stolicy, ale również w regionach – mówi Kirsi-Maarit Poljatschenko, dyrektor regionu Europy Środkowo-Wschodniej w FINPRO, przedstawicielstwie handlowym Finlandii w Warszawie.

– Dodatkowo, spodziewamy się, że w najbliższym czasie będą również podejmowane działania modernizacyjne w wielu już funkcjonujących biurowcach. Uważamy, że to dobry moment, aby zaprezentować fińskie technologie, wysokoefektywne, sprawdzone w warunkach bardzo surowego fińskiego klimatu” – dodaje Poljatschenko.

Perspektywa korzyści

Prezentowane technologie pozwalają optymalizować koszty eksploatacji w całym okresie życia budynku. Ale oprócz korzyści finansowych, przynoszą również korzyści społeczne i środowiskowe, pozwalają bowiem poprawiać komfort życia i pracy oraz zmniejszać emisje CO2.

„Wyzwaniem dzisiejszych czasów jest ograniczanie emisji CO2 przy równoczesnej poprawie komfortu i warunków pracy – mówi Petri Lintumäki, dyrektor programu High-performance bulding w Cleantech Finland.

– Można tego dokonać, wykorzystując światowej klasy technologie i rozwiązania. Fińskie firmy wiedzą o tym dobrze. Dlatego przedstawiają kompleksową ofertę technologii podnoszących efektywność energetyczną budynków i pozwalających obniżyć koszty eksploatacji obiektów w całym ich okresie życia, z równoczesną poprawą komfortu dla użytkowników”.

Kirsi-Maarit Poljatschenko, w swoich wypowiedziach, zwraca uwagę na perspektywę inwestora: „Jeśli popatrzymy na obiekt z perspektywy inwestora, np. międzynarodowego funduszu inwestycyjnego, to taki podmiot interesuje nie cena zakupu technologii, ale długookresowy zwrot z inwestycji. Inwestor szuka maksymalizacji korzyści w całym okresie życia obiektu. A temu właśnie służą technologie high-performance buildings”.

Fińska oferta

Podczas spotkań prezentowane są technologie siedmiu firm: Fourdeg, dostawcy inteligentnych rozwiązań sterowania ogrzewaniem; Ouman, dostawcy automatyki budynkowej; Gebwell, dostawcy rozwiązań grzewczych i chłodniczych; Scanled, dostawcy oświetlenia marki Valtavalo, Lumon, dostawcy zabudów balkonowych; Itula, dostawcy paneli grzewczych i chłodzących nowej generacji oraz Halton, dostawcy systemów wentylacyjnych i klimatyzacyjnych. „Fińska zaawansowana infrastruktura, w połączeniu z surowym klimatem i brakiem zasobów nośników energii pomogła naszym firmom stworzyć zaawansowane materiały i technologie budowlane – mówi Petri Lintumäki.

– Łączą one technologie wentylacyjne i grzewcze z inteligentnymi rozwiązaniami umożliwiającymi pomiary w czasie realnym, automatyzację oraz zarządzanie popytem na ciepło i chłód” – dodaje.

W kierunku współpracy

Współorganizatorem roadshow jest FINPRO, przedstawicielstwo handlowe Finlandii w Warszawie. Organizatorzy mają nadzieję, że czerwcowe spotkanie stanie się początkiem owocnej współpracy fińskich dostawców technologii z polskimi firmami budowlanymi. Kirsi Maarit-Poljatschenko, dyrektor regionu Europy Środkowo-Wschodniej w FINPRO, zachęca firmy do nawiązania kontaktu z warszawskim biurem organizacji: „Zachęcamy firmy, szukające innowacyjnych rozwiązań, do kontaktu z biurem FINPRO w Warszawie. Przedstawicieli polskich firm obsługujemy w języku polskim”.

Finlandia od lat plasuje się w czołówce globalnych rankingów czystości środowiska oraz innowacyjnych technologii środowiskowych. W ubiegłorocznym rankingu najczystszych krajów świata, sporządzonym przez uniwersytety Yale i Columbia wspólnie z World Economic Forum, Finlandia zajęła pierwsze miejsce. Kilka lat wcześniej, w 2013 roku, zajęła drugie miejsce w rankingu WWF i Cleantech Group w kategoriach Global Cleantech Innovation Index and EU Eco-innovation scoreboard. Finlandia postawiła na Cleantech – jedna trzecia publicznych nakładów na prace badawczo-rozwojowe przeznaczona jest właśnie na cleantech, w tym na rozwój technologii high-performance buildings.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Jeszcze w sierpniu br. będzie można ubiegać się o budżetowe pieniądze na zakup mieszkań i domów – taki może być efekt zmian w programie „Mieszkanie dla młodych”, które na ostatnim posiedzeniu przyjął rząd. W efekcie z dopłatą Polacy będą mogli kupić jeszcze 2,7 tys. mieszkań w bieżącym roku i przynajmniej 1,5 tysięcy w przyszłym.

Koniec ze sztucznym blokowaniem pieniędzy na dopłaty w ramach programu „Mieszkanie dla młodych” – taki może być efekt zmian proponowanych przez rząd. Chodzi o to, że dotychczas z limitu na dany rok można było wykorzystać 95% pieniędzy. Pozostałe 5% to bufor bezpieczeństwa. Z czasem miał on być przeznaczany na wypłaty dodatkowych świadczeń dla beneficjentów, którzy zdecydowali się na trzecie lub kolejne dziecko. Po nowelizacji banki przestaną przyjmować wnioski dopiero jak budżet zostanie wykorzystany w 100%. W 2017 roku mowa o kwocie 37,3 mln zł i kolejne 38,1 mln w roku przyszłym.

W obowiązującej ustawie jest też jeszcze jeden mechanizm blokujący pełne wykorzystanie zaplanowanych w budżecie środków. Obecnie banki zmuszone są przestać przyjmować wnioski kredytowe, gdy tylko Polacy zarezerwują wspomniane 95% środków. Bardzo ważne jest, że takiej rezerwacji dokonuje się w momencie składania wniosku kredytowego. Potem może się okazać, że ktoś kredytu nie dostanie lub po prostu się rozmyśli i nie podpisze umowy kredytowej. Efekt? Około 30 milionów złotych z pieniędzy zarezerwowanych na bieżący rok zostało niewykorzystanych pomimo rezerwacji. Z punktu widzenia beneficjentów kwota ta przepadłyby, bo w myśl obowiązującej ustawy nie można w ciągu roku wznowić raz zamkniętego procesu naborów wniosków.

Dzień szaleństwa na dopłaty

W sumie więc w sierpniu br. (Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa informuje, że najpóźniej 16 sierpnia) na rynek trafić może około 69 mln złotych na dopłaty. Czy to dużo? Przeciętny beneficjent otrzymuje tytułem dopłaty około 25,8 tys. zł. To oznacza, że odmrożone środki wystarczą na zakup około 2,7 tys. mieszkań i domów w bieżącym roku. Do tego w przyszłym roku dodatkowe 38,1 mln zł, po które będzie można sięgnąć pozwolą na zakup kolejnych 1,5 tys. nieruchomości. Bardzo ważne, że zarówno w bieżącym, jak i w przyszłym roku z dopłatą będzie można kupić zarówno mieszkanie od dewelopera jak i z drugiej ręki.

Złą informacją jest natomiast fakt, że ze wspomnianą kwotą rynek szybko sobie poradzi. Doskonałym przykładem może być to co stało się w styczniu br. Wraz z uruchomieniem nowej transzy pieniędzy na dopłaty, do banków napłynęła lawina wniosków kredytowych. Przez pierwsze dwa dni Polacy wchłonęli 122 mln zł. To sugeruje, że pieniądze, które odmrozi rząd wystarczyć mogą na zaledwie jeden dzień.

Jak to możliwe, że w ciągu jednego dnia z puli dopłat wyparować może kilkadziesiąt milionów złotych? Wszystko dlatego, że wielu potencjalnych beneficjentów podpisuje umowy zakupu mieszkań i kompletuje niezbędne dokumenty wcześniej. Tylko z ich złożeniem czekają na zielone światło w postaci informacji o uruchomieniu kolejnej transzy środków.

Dopłaty opłacają się budżetowi

Trzeba przy tym mieć świadomość, że rozdawanie pieniędzy na dopłaty do kredytów w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”, to z punktu widzenia budżetu dobry biznes. Przy okazji zakupu mieszkania na kredyt pojawia się bowiem cała masa podatków, z których cieszy się fiskus. W cenie nowego lokum płacimy VAT, a używanego PCC. Do tego PIT i CIT płacą banki zarabiające na kredycie, deweloperzy zarabiający na mieszkaniu, ekipy remontowe, składy budowlane, pośrednicy nieruchomości i kredytowi, sprzedawcy wyposażenia mieszkań, notariusze. Efekt? Na każdą złotówkę dopłaty do kredytu fiskus inkasuje około 2-3 złote w formie podatków.

 

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Najtańszych ofert mieszkaniowych na rynku poszukują młodzi single i inwestorzy, którzy planują zarabiać na wynajmie. W Warszawie można je znaleźć w cenie od 150 tys. zł   

Popyt na nowe mieszkania nie słabnie. Jeśli sprzedaż utrzyma się na podobnym poziomie, jak w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku, deweloperzy mają szansę pobić ubiegłoroczny rekord. Z raportów rynkowych wynika, że w pierwszym kwartale tego roku firmy deweloperskie sprzedały w Warszawie ponad 8 tys. mieszkań, podczas gdy w tym samym okresie rok temu nabywców znalazło 5,8 tys. mieszkań.

Podłożem boomu na rynku mieszkaniowym jest dobra koniunktura gospodarcza w kraju, która sprzyja bogaceniu się Polaków, a także utrzymujące się od dawna niskie stopy procentowe, dzięki którym notowane jest najniższe w historii oprocentowanie kredytów. Stopy procentowe decydują również o niskiej zyskowności lokat, stąd kapitał wycofywany z banków wpływa na rynek mieszkaniowy.

W Warszawie, gdzie ceny mieszkań należą do najwyższych w Polsce, jednymi z najbardziej poszukiwanych są najtańsze oferty na rynku. Mieszkania o najmniejszych metrażach cieszą się największym powodzeniem wśród młodych singli i inwestorów kupujących lokale z przeznaczeniem na wynajem. Największe wzięcie mają kawalerki o powierzchni do 30 mkw. W budynkach, które powstają w centrum miasta wyprzedają się jako pierwsze, znikają od razu, kiedy oferta trafia na rynek.

Kawalerki trzymają cenę

Z ostatnich danych NBP wynika, że za 30 metrową używaną kawalerkę w Warszawie trzeba zapłacić ok. 217 tys. zł, a na nowy lokal o podobnym metrażu kosztuje 231 tys. zł. Nieruchomości zlokalizowane w centrum są jednak droższe. Żeby kupić jednopokojowy lokal w centralnym obszarze miasta trzeba wydać co najmniej 10 tys. zł za mkw. W najnowszych budynkach ceny są jeszcze wyższe, kształtują się na poziomie kilkunastu tysięcy złotych za metr.

Chcąc kupić małą kawalerkę w atrakcyjnym, śródmiejskim rejonie Warszawy trzeba być przygotowanym na wydatek co najmniej 280 tys. zł. A za studio w budynku w wysokim standardzie trzeba zapłacić często nawet dwa razy tyle.

W najtańszej stołecznej dzielnicy – Białołęce najmniejsze jednopokojowe mieszkania na rynku deweloperskim oferowane są w cenie około 200 tys. zł i nie ma ich w ofercie zbyt wiele. W inwestycjach na obrzeżach miasta, gdzie nabywcami mieszkań są przeważnie rodziny z dziećmi kupujące lokale dla własnego użytku, udział kawalerek w ofercie jest skromny.

Znaczna część takich mieszkań w Warszawie znajduje się w budynkach z wielkiej płyty, które skądinąd zlokalizowane są niejednokrotnie w ciekawych miejscach w Śródmieściu, na bliskiej Woli, czy Bielanach. W rejonach oferujących pełną infrastrukturę miejską, doskonale skomunikowanych, a często także w bezpośrednim sąsiedztwie metra.

Najtańsze najbardziej poszukiwane

Projektowane w czasie PRL-u lokale jednopokojowe są nieraz naprawdę małe, niektóre nie mają więcej niż 15 mkw.  Właśnie w tzw. gierkowskich budynkach znajdą najtańsze mieszkania osoby poszukujące ekonomicznych ofert, choć ich ceny bywają też mocno zróżnicowane. Na Bielanach, czy Białołęce ceny takich mieszkań w zależności standardu nieruchomości i lokalizacji wahają się od 150 do 170 tys. zł. W ścisłym centrum Warszawy stawki ofertowe znacznie przekraczają 200 tys. zł.

Powierzchnia budowanych dziś kawalerek rzadko jest większa niż 30 mkw. Lokale o metrażu większym o kilka metrów to często już mieszkania dwupokojowe. Największy wybór nowych kawalerek  oferują te dzielnice, w których najwięcej się buduje, tj. Wola i Mokotów. Studia powstające w inwestycjach z wyższej półki są zwykle dużo większe, od ponad 40 mkw. do nawet 100 mkw. Podobnie jest w przypadku odrestaurowanych śródmiejskich kamienic, w których raczej nie znajdziemy jednopokojowych mieszkań o wielkości 20, czy 30 mkw.

Projektowanie pod inwestorów

Mikro lokale dostępne są natomiast w nowych, dobrze zlokalizowanych inwestycjach, które deweloperzy przygotowują przede wszystkim z myślą o inwestorach. Takie projekty powstają na warszawskich Odolanach, czy Muranowie. Jeden z budynków, w którym zaprojektowane zostały mikro-apartamenty rośnie jest przy ulicy Pawiej. W inwestycji Studio Centrum lokale o podwyższonym standardzie, których średnia powierzchnia wynosi około 25 mkw., można kupić w cenie od 180 tys. zł netto.

Przedstawiciele dewelopera przyznają, że kupowane są przede wszystkim przez inwestorów, którzy planują je wynajmować. – W przypadku zakupów inwestycyjnych kluczowa jest lokalizacja. Inwestorzy wybierają najlepiej usytuowane mieszkania w najniższej cenie. Mogą wtedy uzyskać najwyższą stopę zwrotu z inwestycji – tłumaczy Tomasz Sadłocha, członek zarządu Ochnik Development. Zaznacza, że lokale w projekcie Studio Centrum bardzo często nabywane są na firmy, ponieważ umożliwia to klientom odliczenie podatku VAT i wpisanie w koszty wykończenia lokalu.

Zysk z wynajmu

Chętnych do inwestowania w nowe mieszkania z roku na rok przybywa. Nie brakuje także osób zainteresowanych wynajem mieszkań w Warszawie. To w końcu największy rynek pracy i największy ośrodek edukacyjny w Polsce. Rozwija się tu także turystyczny i biznesowy najem krótkoterminowy. Poza tym, coraz więcej osób odchodzi od kupowania nieruchomości na własność na rzecz wynajmu.

Najbardziej poszukiwane przez najemców są małe lokale w centrum miasta lub przy linii metra. Czynsze najmu utrzymują się na wysokim poziomie. Średni koszt wynajęcia kawalerki w Warszawie wynosi ok. 1700 zł za miesiąc. W Śródmieściu stawki są wyższe, sięgają 2300-2400 zł. Tyle trzeba zapłacić za wynajęcie jednopokojowego lokalu w nowym budynku.

Ceny najmu w ostatnich latach rosły. Nie jest to jednak wynikiem podwyżek, ale zmiany struktury mieszkań, które trafiają na rynek najmu. Pojawia się na nim coraz więcej nowych lokali o wysokim standardzie, a średnia stawka za wynajem wzrasta wraz z jakością oferowanych mieszkań.

Warszawski rynek najmu od wielu lat systematycznie się rozbudowuje. Głównie dzięki inwestorom indywidualnym, którzy kupują mieszkania za gotówkę. Inwestowanie w nieruchomości jest dużo bardziej opłacalne niż zakup papierów wartościowych, czy lokowanie kapitału w banku. Stopa zwrotu z inwestycji w mieszkania na wynajem wynosi w Warszawie około 6 proc. rocznie. Ponadto, w przypadku takiej inwestycji dodatkowy zysk może przynieść w dłuższej perspektywie wzrost wartości nieruchomości.

 

 

Autor: Ochnik Development

W ciągu ostatnich lat zmieniły się zarówno sposoby promowania inwestycji mieszkaniowych przez deweloperów, jak i źródła gdzie klienci poszukują ofert.

Jeszcze nie tak dawno deweloperzy reklamowali swoje inwestycje na ulotkach i folderach, które najczęściej rozdawane były na targach. W biurach sprzedaży klienci mogli obejrzeć makiety przedstawiające osiedla. A podstawowym kanałem dotarcia z informacją o projektach były teksty i reklama zamieszczane w lokalnych dziennikach i magazynach, które wydawały dodatki mieszkaniowe. Powierzchnia była w nich często rezerwowana na rok do przodu. Firmy wykorzystywały także outdoor, radio i telewizję oraz w ograniczonym stopniu promowały się w sieci.

Dziś wszystko się zmieniło. Podstawowym i bezkonkurencyjnym źródłem informacji o ofercie rynkowej jest internet. Klienci deweloperów przede wszystkim w nim poszukują mieszkań. Mimo to, wydaje się, że branża nie wykorzystuje jeszcze w pełni możliwości, jakie daje globalna sieć. Firmy deweloperskie stale rozszerzają aktywność w internecie, ale swoje plany marketingowe opierają wciąż jeszcze mocno na tradycyjnych kanałach komunikacji, jak prasa, radio, czy imprezy branżowe, których znaczenie słabnie. Nabywcy zaś poszukują promocji nie na targach, na których z roku na rok frekwencja jest coraz mniejsza, ale podczas dni otwartych i eventów organizowanych przez firmy na terenie inwestycji, albo przychodzą negocjować indywidualnie.

Przede wszystkim sieć

Największa grupa osób (w wieku 30+), która zainteresowana jest zakupem mieszkań w określonej lokalizacji czerpie informacje z sieci, gdzie wszystkie propozycje rynkowe najłatwiej znaleźć w serwisach ofertowych. Z portali nieruchomościowych potencjalni nabywcy przechodzą na dedykowane inwestycjom strony deweloperów pełne nie tylko szczegółowych informacji o projektach, ale także wzbogacone różnego rodzaju elementami call to action, które ułatwiają kontakt ze sprzedawcą.

Dzisiejsi klienci deweloperów należą do generacji wychowanej w dobie komunikacji mobilnej, zapewniającej szybki dostęp do wszelkich informacji. Dlatego dysponują zdecydowanie większą znajomością rynku nieruchomości niż wcześniejsze pokolenia. Pracują, komunikują się i surfują zdobywając wiedzę w przestrzeni wirtualnej. Z sieci trafiają do deweloperskich biur sprzedaży, a opinie o firmach i inwestycjach wymieniają na forach. I to właśnie w miejscu, gdzie młodzi ludzie najszerzej zaznaczają swoją obecność deweloperzy powinni szukać klientów.

Social media ważne, ale nie najważniejsze

Trzeba przyznać, że branża coraz więcej uwagi poświęca obecności w sieci. Przedstawiciele firm przyznają, że prowadzą profile na Facebooku i w innych serwisach społecznościowych. Moderują fanpages, na których pokazują inwestycje, radzą jak wykończyć wnętrza, zamieszczają informacje lifestylowe związane z nieruchomościami, czy publikują wiadomości biznesowe. Prowadzą blogi firmowe. W kanale YouTube prezentują filmy, a na Instagramie i Pintereście zdjęcia z inwestycji.

Tymczasem analizy wykazują, że osoby poszukujące mieszkań nie traktują social mediów jako podstawowego źródła wiedzy o ofercie. Wykorzystują w tym celu głównie wyszukiwarki ofertowe, serwisy agencji nieruchomościowych i strony firmowe deweloperów oraz kontent dostępny na portalach branżowych. Z drugiej strony jednak celnie trafiają do konkretnej grupy odbiorców reklamy Google Ads, poparte obserwacjami zachowań użytkowników w sieci. Coraz większe znaczenie dla promocji nieruchomości ma także wykorzystywanie urządzeń mobilnych, za pośrednictwem których przesyłane są informacje o mieszkaniach.

Klient z ulicy

Silnym kanałem komunikacji wciąż jest outdoor. Firmy staranniej wybierają jednak teraz nośniki reklamowe. Inwestują w billboardy położone w prestiżowych lokalizacjach lub przy węzłach komunikacyjnych w pobliżu inwestycji. W bardziej kreatywny sposób niż wcześniej wykorzystują także ogrodzenia wokół budowy. Wciąż aranżują też mieszkania pokazowe, które niezmiennie działają na wyobraźnię kupujących.

Tomasz Sadłocha, członek zarządu Ochnik Developmet przyznaje, że zmienił się także sposób reklamowania projektów. – Coraz lepsza jakość mieszkań i coraz bardziej rozbudowana infrastruktura i system udogodnień dla mieszkańców pozwalają deweloperom promować, nie tylko same mieszkania, ale także komfortowy sposób życia w danej inwestycji – informuje Tomasz Sadłocha. – W przypadku naszych projektów, które realizujemy w Warszawie przy Dzielnej i Pawiej, jakość zamieszkania poprawiają zielone dziedzińce i tarasy, lobby recepcyjne, czy bezpośredni dostęp do pasażu handlowo-usługowego – wylicza.

Skuteczne polecenie

Przedstawiciel Ochnik Development wspomina także o jednej z efektywniejszych form zdobywania przez klientów informacji o inwestycjach mieszkaniowych, jakim jest polecenie. – Mieszkania w naszych inwestycjach wybierane są często z polecenia osób, które kupiły już u nas lokale. To bardzo skuteczny, premiowany przez wiele firm sposób na zdobywanie klientów – przyznaje Tomasz Sadłocha. – Zdarza się też, że osoby, które kupiły już u nas mieszkanie wracają po kolejne albo decydują się na zakup lokalu handlowego. Dotyczy to głównie nabywców inwestycyjnych. Trafiają do nas również okoliczni mieszkańcy, którzy na Muranowie poszukują mieszkań dla rodziców lub rodzice dla dzieci, bo w tym rejonie niewiele się buduje – wyjaśnia.

Nowe osiedle pojawiające się w pobliżu domu to dla niektórych osób wystarczający impuls do podjęcia decyzji o zainwestowaniu w nieruchomość. Takich klientów do biura sprzedaży ściąga reklama umieszczona przy budynku lub na ogrodzeniu placu budowy.

Wyczekujący inwestorzy

Osoby kupujące inwestycyjnie natomiast bacznie obserwują rynek. Kupują w czasie przedsprzedaży, na których zazwyczaj obowiązują niższe ceny. Wybierają najlepsze mieszkania, a ich decyzję poprzedza dogłębna analiza. Ta grupa klientów śledzi informacje o nowych inwestycjach, a kiedy pojawia się odpowiednia oferta ekspresowo podpisuje umowę. Inwestorzy często kupują mieszkania u tego samego dewelopera, prosząc o wcześniejszą rezerwację określonych typów lokali zanim nowy projekt lub kolejny etap budowy inwestycji pojawi się na rynku.

Żeby skutecznie dotrzeć z informacją o nowej inwestycji do wszystkich grup klientów deweloperzy powinni korzystać z kilku różnych kanałów komunikacji. Przy czym, skala działań marketingowych i dobór sposobu promocji powinny być zróżnicowane w zależności od konkretnego projektu. Wyjątkiem są tu najbardziej prestiżowe inwestycje, które wykorzystują zupełnie inne formy komunikacji. Chcąc zaznaczyć wyjątkowość projektu i stworzyć poczucie niedostępności, w precyzyjnie sprofilowana oferta kierowana jest do konkretnych grup osób, najczęściej podczas nieformalnych spotkań.

Nowe technologie

Forma prezentacji oferty deweloperskiej podążać będzie teraz zapewne za ogólnymi trendami rysującymi się w sieci. Ewolucja prowadzić będzie do zwiększenia udziału content video w komunikacji z klientami. Deweloperzy, którzy śledzą trendy wprowadzać będą animacje, nagrania z dronów i wykorzystywać takie technologie typu VR, by w wirtualnej rzeczywistości pokazywać inwestycje zanim powstaną.

 

Autor: Ochnik Development

W 2016 roku deweloperzy sprzedali w Warszawie o jedną czwartą więcej mieszkań niż rok wcześniej  

Tak udanego roku, jak 2016 na rynku nowych mieszkań jeszcze nigdy nie było. Tylko w samej Warszawie w ubiegłym roku sprzedało się aż 24 tys. mieszkań. Do nabywców trafiło o jedną czwartą więcej lokali deweloperskich niż rok wcześniej. Warszawa rozbudowuje się w tempie dotąd niespotykanym. To ewenement także na skalę europejską. Piąta część mieszkań w aglomeracji powstała w ciągu ostatnich dziesięciu lat.

Należy zaznaczyć, że miniony rok był niezwykle udany na wszystkich największych rynkach mieszkaniowych w kraju. W sześciu głównych miastach w Polsce deweloperzy sprzedali o 20 proc. mieszkań więcej niż w 2015 roku, który także był rekordowy pod względem liczby zawartych transakcji.

Rośnie popyt ze strony inwestorów

Tak duże zapotrzebowanie na mieszkania dopinguje deweloperów do realizacji kolejnych projektów. Najwięcej inwestycji powstaje w Warszawie. – Ogromny popyt na mieszkania w znacznym stopniu spowodowany jest falą zakupów przez osoby, które wcześniej lokowały środki w inne walory inwestycyjne. Ponieważ jednak zwrot z najmu okazał się bardziej atrakcyjny niż lokaty, czy obligacje, a inwestowanie w nieruchomości obarczone mniejszym ryzykiem niż gra giełdowa, w mniej pewnych czasach przenoszą kapitał na rynek nieruchomości – uważa Tomasz Sadłocha, członek zarządu Ochnik Development.

– Przede wszystkim z myślą o inwestorach jesienią ubiegłego roku wprowadziliśmy do sprzedaży dwie inwestycje usytuowane na warszawskim Muranowie. W projekcie Dzielna 64 zlokalizowanym 500 metrów od alei Jana Pawła II zaprojektowane zostały 152 apartamenty i 11 lokali usługowych. W budynku znajdzie się reprezentacyjny hol recepcyjny z lobby i wyjściem na zielony dziedziniec. W inwestycji Studio Centrum przy ulicy Pawiej zaoferowaliśmy z kolei 85 mikro-apartametów o powierzchni od 14 do 41 mkw., które ze względu na możliwość rozliczenia VAT i kosztów wykończenia mieszkania chętnie kupowane są na firmy. Oba projekty zostaną wykończone wysokiej klasy materiałami i wyposażone w funkcjonalne rozwiązania, jak miejsca postojowe dla rowerów, gniazda do ładowania pojazdów elektrycznych, czy pralnia. W obrębie inwestycji powstanie też pasaż handlowy – wylicza Tomasz Sadłocha.

W mieszkaniach można wybierać

Osoby poszukujące mieszkań na rynku pierwotnym mają w czym wybierać. Na przełomie roku w największych miastach w Polsce oferta była tylko nieznacznie mniejsza niż w rekordowym podażowo 2012 roku. Ale wtedy popyt na mieszkania był nieporównywalnie mniejszy. Dziś deweloperom budującym w Warszawie potrzeba byłoby zaledwie około 9 miesięcy, żeby wyprzedać całą ofertę.

Od ponad dwóch lat wielkość oferty mieszkaniowej na rynku pierwotnym prawie się nie zmienia. Mieszkania, które trafiają do sprzedaży od razu znajdują odbiorców. Gotowych niesprzedanych lokali deweloperzy mieli pod koniec minionego roku w całej ofercie tylko ok. 13 proc. O kilka procent mniej niż w 2015 roku. W Warszawie liczba oferowanych, ukończonych mieszkań w ostatnim czasie także się zmniejszyła.
Ceny stabilne

Od czterech lat ceny transakcyjne nowych mieszkań, według danych Amron, notują lekki wzrost. W Warszawie w ciągu 2016 roku przeciętne stawki poszły w górę o ponad 2 proc., wynika z raportu tego centrum. Niekoniecznie jest to jednak efekt podwyżki cen. Może to oznaczać, że nabywane były częściej nieco lepsze, a tym samym droższe mieszkania. Analitycy rynku wskazują bowiem, że od początku 2016 roku średnia cena warszawskich mieszkań nawet nieznacznie zmalała. Stawka za metr wynosi obecnie 7,9 tys. zł.

2016 okazał się kolejnym, słabym rokiem na rynku kredytów hipotecznych, pomimo historycznie niskich stóp procentowych. W całym kraju w zeszłym roku udzielonych zostało jeszcze mniej kredytów niż rok wcześniej. Ale nie w Warszawie. W stolicy odnotowana została wyższa sprzedaż hipotek niż w roku poprzednim. Zaciągnięte w 2016 roku zobowiązania na warszawskie mieszkania stanowiły ponad 41 proc. ogólnej wartości nowych kredytów udzielonych w Polsce.

Co dziesiąte mieszkanie w MdM

W ograniczonym stopniu sprzedaż mieszkań wspierał również program Mieszkanie dla młodych, w ramach którego przyznawane były kredyty z dopłatą państwa. Dane BGK wskazują, że w MdM kupione zostało jedynie 10 proc. mieszkań sprzedanych w Warszawie.

Tak rewelacyjne wyniki sprzedaży na rynku nowych mieszkań nie byłyby możliwe bez inwestorów indywidualnych, którzy przeznaczali zaoszczędzone środki na zakup lokali na wynajem. Szacunkowe dane mówią, że odpowiadają oni za około 30 proc. zawartych transakcji. Motywacją dla osób inwestujących w mieszkania jest wysoka rentowność z najmu, która w Warszawie sięga 6 proc.

 

Źródło: Ochnik Development

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że rynek nieruchomości przeżywa rekordowy wzrost. Deweloperzy uruchamiają coraz więcej nowych inwestycji, rozkwit dotyczy także budownictwa indywidualnego. Prawdziwe oblężenie przeżywa program Mieszkanie dla Młodych. W związku z tym rośnie też zapotrzebowanie na produkty ubezpieczeniowe chroniące mieszkania i domy. Kiedy jednak dochodzi do wyboru polisy często okazuje się, że umowy proponowane przez ubezpieczycieli są skomplikowane i pełne haczyków. Większość kupujących mieszkanie staje przed dylematem, czy ubezpieczyć się od wybranych rodzajów ryzyka, czy wybrać ubezpieczenie typu all risk. Jedno jest pewne, warto dokładnie przemyśleć zakres polisy i przy zawieraniu umowy nie kierować się jedynie ceną.

GUS w raporcie z 17 lutego b.r. podaje, że w styczniu 2017 roku oddano do użytku o 12,5% więcej mieszkań niż w styczniu 2016 roku. Jeśli chodzi o wydane pozwolenia na budowę i dokonane zgłoszenia z projektem budowlanym, było ich o 48% więcej niż w styczniu ubiegłego roku, natomiast liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto wzrosła aż o 55% względem stycznia 2016 roku. Do końca stycznia wykorzystano ponad połowę puli dopłat w programie Mieszkanie dla Młodych przewidzianych na cały 2017 rok. Dane te pokazują jednoznacznie, że rynek nieruchomości aktualnie bardzo dynamicznie się rozwija.

W parze ze wzrostem rynku nieruchomości rośnie zapotrzebowanie na ubezpieczenia mieszkaniowe. Jest to częściowo wywołane tym, że udzielając kredytu na mieszkanie bank zobowiązuje klienta do wykupienia ubezpieczenia mieszkaniowego. Bank chroni w ten sposób dom czy mieszkanie przed następstwami zdarzeń losowych, które mogą spowodować uszkodzenie nieruchomości będącej zabezpieczeniem kredytu. Dlatego często banki namawiają swoich klientów do wykupienia najbardziej podstawowej wersji polisy – ubezpieczenia murów od ognia i innych zdarzeń losowych. Okazuje się jednak, że taka ochrona jest często niewystarczająca. – „Wybierając polisę, warto pomyśleć o tym, jakiej ochrony potrzebujemy. Z punktu widzenia banku najistotniejsze jest ubezpieczenie murów nieruchomości, ponieważ to ich wartość stanowi zabezpieczenie kredytu. Ochrona, której potrzebuje właściciel mieszkania jest przeważnie o wiele szersza. Interesuje go przecież także to, co w nieruchomości się znajduje, czyli całe jej wyposażenie, sprzęty i inne rzeczy ruchome” – komentuje Maciej Kuczwalski, ekspert CUK Ubezpieczenia.

Decydując się na szerszą ochronę niż ta uwzględniona w umowie proponowanej przez bank, stajemy przed kolejnym trudnym wyborem – ubezpieczyć nieruchomość od ryzyk nazwanych, czyli wyliczonych w ogólnych warunkach ubezpieczenia, czy też wybrać opcję all risks. Pierwsza możliwość pozwala na dostosowanie polisy do konkretnej nieruchomości i uwzględnienie jedynie tych czynników ryzyka, które są w jej przypadku najbardziej adekwatne. – „Najczęściej wybieraną opcją jest ubezpieczenie przed następstwami pożaru, czynników atmosferycznych, uderzenia pioruna, kradzieży z włamaniem, czy zalaniem przez sąsiada. Niektóre towarzystwa, na przykład Link 4, dodają do swojej oferty często pomijane czynniki ryzyka, takie jak wandalizm. Wybór tej opcji będzie istotny dla właścicieli domów czy mieszkań parterowych, szczególnie narażonych na takie ryzyko” – dodaje ekspert.

Właściciele, którzy preferują najszerszą możliwą ochronę, zazwyczaj skłaniają się ku ubezpieczeniu mienia od wszelkiego ryzyka. W tym przypadku ubezpieczyciel ponosi odpowiedzialność za szkody będące następstwem jakiegokolwiek zdarzenia losowego. – „Wybierając taki rodzaj polisy, zapewniamy sobie maksymalną ochronę. Trzeba jednak dokładnie wczytać się w ogólne warunki ubezpieczenia, ponieważ odpowiedzialność ubezpieczyciela zazwyczaj podlega limitom” – dodaje Maciej Kuczwalski.

Cena polisy będzie się także wahać w zależności od sumy ubezpieczenia. Jest to kwota, do wysokości której towarzystwo będzie ponosiło odpowiedzialność. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest ubezpieczenie nieruchomości od wartości odtworzeniowej, czyli takiej, która pozwoli na jej naprawienie i doprowadzenie do stanu sprzed szkody. Wartość ta zazwyczaj, choć nie zawsze, jest równa wartości rynkowej mieszkania. – „Częstym błędem kupujących mieszkanie jest oszczędzanie na ubezpieczeniu. Oczywiście, należy być rozsądnym i zdecydować się na ofertę  najkorzystniejszą z dostępnych na rynku. Nie polecałbym jednak zaniżania sumy ubezpieczenia, czy ograniczania jego zakresu jedynie do najbardziej podstawowych typów ryzyka. Pamiętajmy także, że polisę mieszkaniową można wzbogacić o OC w życiu prywatnym, co przyda się na wypadek zalania sąsiada z dołu. Najbardziej wymagającym klientom ubezpieczyciele proponują także assistance mieszkaniowy. W obliczu tak wielu możliwości, najlepiej jest porównać dostępne na rynku oferty, tak by mieć pewność, że wybrało się tę najkorzystniejszą” – radzi Maciej Kuczwalski.

Szeroki zakres ochrony ubezpieczeniowej przewiduje przykładowo Link 4 „Dom”, marcowy produkt miesiąca w CUK Ubezpieczenia. Obejmuje między innymi ryzyko pożaru, zalania, kradzieży z włamaniem, przepięcia, czy nawet wandalizmu. Co ciekawe, można wykupić polisę dla mieszkania czy domu będącego jeszcze w budowie. Wraz z zakupem polisy klient otrzyma także wysokiej jakości czujnik dymu.

Źródło: CUK Ubezpieczenia

 

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...

Dlaczego państwo pozwala na nieozusowane umowy zlecenia?

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o SUS? Federacja Przedsiębiorców Pol...