Gdy Warren Buffett ogłosił, że nie przepisze swoim dzieciom całego majątku, tylko przekaże go na cele charytatywne, rozgorzała dyskusja, w jakim stopniu miliarderzy powinni wspomagać swoje dzieci. Wkrótce śladami Buffetta podążył m.in. Bill Gates. Czy podobne decyzje stoją dziś przed polskimi milionerami? W Polsce do głosu dochodzi właśnie młode pokolenie, które przejmuje władzę w firmach założonych przez ich rodziców. Tymczasem według danych Family Firm Institute siedem na dziesięć firm rodzinnych nie przetrwa przekazania sterów drugiemu pokoleniu, a aż 90 proc. przejścia w ręce trzeciego pokolenia[i].

Nieco w sprzeczności do danych FFI stoją badania prof. Gregory’ego Clarka oraz dr. Neila Cumminsa[ii]. Obaj uczeni przeanalizowali informacje dotyczące 19 tys. osób, w tym potomków wielu sławnych brytyjskich rodów takich jak Bazalgette, Pepys i Bigle. Okazało się, że członkowie tych rodzin radzą sobie finansowo dużo lepiej niż przeciętni Brytyjczycy, żyją dłużej i studiują na prestiżowych uczelniach. Na podstawie badań można więc wysnuć wniosek: „tym, którzy mają – więcej jest dane”. Clark i Cummins jako dowód swojej tezy podają przykład rodziny sir Josepha Bazalgette (bogatego inżyniera z epoki wiktoriańskiej), którego pra-prawnuk sir Peter Bazalgette jest znanym producentem telewizyjnym i szefem firmy Endemol w Wielkiej Brytanii. Brytyjscy naukowcy twierdzą co prawda, że bogactwo przekazywane z pokolenia na pokolenie kurczy się, ale proces ten trwa wieki. Ich zdaniem, zrównanie statusu społecznego potomków XIX-wiecznych bogatych rodzin w stosunku do reszty społeczeństwa, nastąpi najwcześniej około 2300 r.

Wśród ekonomistów coraz częściej przeważa opinia, że mobilność społeczna i mobilność przychodów może spadać, ponieważ dziedziczone bogactwo rośnie na znaczeniu w porównaniu do majątków zdobytych od zera. Wyjątkiem są jedynie przychody celebrytów, sportowców oraz właścicieli start-upów, które mogą wzrosnąć dynamicznie właściwie z dnia na dzień. Według szacunków ekonomisty polskiego pochodzenia prof. Wojciecha Kopczuka od 35 do 45 proc. światowego bogactwa jest dziedziczona[iii]. Mobilność przychodów jest szczególnie niska w Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech i USA, a wyższa w krajach skandynawskich, Kanadzie i Australii. A jak jest w Polsce? Badań na ten temat nie ma z bardzo prostego powodu. Na skutek zawirowań wojennych i pół wieku komunizmu, niewiele jest w Polsce rodzin, które swój majątek gromadziły od pokoleń.

Miliarderzy nie rozpieszczają swoich dzieci

Mimo zapowiedzi Warren Buffett – najpotężniejszy inwestor giełdowy  w USA – nie zostawił swoich dzieci zupełnie bez środków. Uznał, że da im tyle, by mogły poczuć, że mogą zrobić wszystko. Nie może to być jednak zbyt wiele, dzięki czemu nie będą miały wrażenia, że nie muszą już nic robić. Z kolei twórca Microsoftu nie jest zainteresowany zatrzymaniem pieniędzy dla siebie i tym bardziej nie chce nimi obdarowywać swoich dzieci. Bill Gates stwierdził w jednym z wywiadów, że nie byłoby to dobre rozwiązanie zarówno dla dzieci, jak i dla całego społeczeństwa. Ponoć zdecydował wraz z żoną, że każde z ich dzieci otrzyma „jedynie” po dziesięć milionów dolarów. Najbogatsza kobieta Australii Gina Rinehart, właścicielka największych tamtejszych kopalni, nie chciała podzielić się majątkiem z dziećmi, chociaż sama otrzymała go od swojego ojca Langa Hancoca. Nie wierzyła, by którekolwiek z czterech potomków było w stanie przejąć rodzinną fortunę, ponieważ nie mają oni odpowiedniego przeszkolenia, umiejętności, a tym bardziej doświadczenia. Sfrustrowane pociechy pozwały matkę do sądu, a australijskie media obiegły doniesienia, jakoby jedna z córek błagała Ginę Rinehart, by nie odcinała jej od pieniędzy, bo nie potrafi żyć bez kucharki, ochroniarza i kierowcy.

Kosmopolityczne dorastanie

Czy podobne dylematy dotyczą polskiej biznesokracji? Czy przedstawiciele rodzimej finansowej elity zastanawiają się, czy ich dzieci są gotowe na przyjęcie rodzinnego dziedzictwa? Niespodziewana śmierć najbogatszego Polaka nie spowodowała rewolucji w funkcjonowaniu firm należących do Kulczyk Investment. Od półtora roku na czele holdingu stoi bowiem Sebastian Kulczyk. W ostatnich wywiadach syn Jana Kulczyka podkreślał, że jest dobrze przygotowany do kierowania rodzinnym przedsiębiorstwem,  wspominając jak z siostrą pomagał ojcu już w latach 90-tych, gdy ten rozpoczął współpracę z Volkswagenem. Nie krył również, że od zawsze było dla nie niego jasne, że przejmie schedę po ojcu. Zarówno on, jak i dzieci większości polskich milionerów i miliarderów studiowały zagranicą: w UCLA, London School of Economics, na Harvardzie czy University of Columbia. Ich rodzice uznali, że studia w USA lub Wielkiej Brytanii najlepiej przygotują ich do rozpoczęcia pracy w rodzinnych biznesach. Sami nie mieli takiej szansy. Ich wykształcenie ograniczało się do tego, które oferowała im PRL.

Dzieci zamożnych Polaków, dzisiejsi dwudziesto- i trzydziestolatkowie są już w zupełnie innej sytuacji. Większość z nich po ukończeniu prestiżowych studiów, zdobywała doświadczenie zawodowe w renomowanych międzynarodowych firmach w Londynie czy Nowym Jorku. Tak było w przypadku Sebastiana Kulczyka czy Piotra Woźniaka-Staraka. Często też wybierali kierunek studiów pod kątem profilu działalności rodzinnych firm. Syn założyciela firmy Ziaja jest z wykształcenia farmaceutą i jest dziś dyrektorem działu badawczo-rozwojowego w rodzinnym przedsiębiorstwie.

Zdaniem prof. Małgorzaty Bombol, ekonomistki z Instytutu Bankowości SGH, która zajmuje się badaniem klasy wyższej, dzieci bardzo zamożnych Polaków, mimo kapitału początkowego, w który zostają wyposażone bywają często wyalienowane społecznie. W dzieciństwie nie mieli czasu na zabawę w piaskownicy i spotkania z przyjaciółmi, tylko większość z nich musiała sprostać stawianym im wymaganiom i niezliczonej liczbie zajęć dodatkowych, które zdaniem ich rodziców miały im się przydać w przyszłości. To spowodowało, że część z nich dopiero w życiu dorosłym zaczęła spełniać swoje zachcianki – mówi prof. Małgorzata Bombol.

Konstytucja rodzinna

Jak twierdzą specjaliści, nie ma jednej recepty, jak powinno wyglądać przejęcie przez młodych ludzi rodzinnych firm czy ich przygotowanie do pomnażania oddziedziczonych majątków. Nie mamy w Polsce gotowych wzorców, z których możemy czerpać. W tej chwili jesteśmy w momencie zmiany pokoleniowej w polskim biznesie, w którym do głosu dochodzą ludzie, których rodzice 25 lat temu zakładali własne firmy – mówi Beata Majewska, dyrektor departamentu private banking w Deutsche Bank. Dlaczego?

Doświadczenia bardziej rozwiniętych gospodarek pokazują, jak wyjątkowo trudne bywa przekazanie sterów rodzinnych firm, gdy odchodzą ich założyciele. W takich sytuacjach proces ten może okazać się bardzo emocjonalny i nie bez wpływu na relacje w całej rodzinie. Syn założyciela firmy Mars, producenta słodyczy, rywalizował z ojcem na tyle, że założył konkurencyjną spółkę. Dopiero po śmierci nestora rodu obie firmy połączyły się i stworzyły potęgę na rynku FMCG. Dlatego zdaniem specjalistów od private bankingu należy znacznie wcześniej przygotować się na zmianę warty w rodzinnym biznesie. Kiedy?  – Najlepiej wtedy, gdy właściciele są jeszcze w pełni sił i nie myślą o oddaniu władzy, bo cały proces może zająć nawet kilka lat. Należy przygotować plan sukcesji, niektórzy spisują nawet coś w rodzaju konstytucji rodziny, w której zawarte są cele, wartości i zasady, na których opiera się rodzinny biznes. To ważne, bo polskie prawo pod względem sukcesji jest bardzo ogólne, a materia trudna, gdyż w grę wchodzą stosunki rodzinne – tłumaczy Beata Majewska.

W krajach Europy Zachodniej i USA często stosowanym modelem przekazania majątku następnemu pokoleniu jest sprzedaż firmy dzieciom lub innym członkom rodziny, którzy wchodzą w rolę sukcesorów. Zdaniem specjalistów to dobre rozwiązanie, bo przejmujący majątek mają dużą motywację do jego pomnażania, szczególnie wtedy, gdy muszą wziąć kredyt, by odkupić od rodziców rodzinne spółki. W Polsce rozwiązanie to jest jednak stosowane rzadko. Najczęściej przekazanie majątku odbywa się na drodze darowizny, testamentu lub wprowadzenia do spółki nowych udziałowców.

Family Office

Tymczasem aż 70 proc. właścicieli firm rodzinnych w Polsce deklaruje, że dopiero myśli o planie sukcesji[iv]. Najczęściej nie wiedzą od czego zacząć. W krajach Europy Zachodniej i USA istnieje zawód doradcy sukcesyjnego, który pomaga rodzinom, którym udało się zgromadzić znaczny majątek, ustalić w jaki sposób i przez kogo będzie on zarządzany. Doradca family office ma pełny przegląd spraw z perspektywy rodziny – widzi całość i wielowymiarowość zmian, stać go również na obiektywną analizę faktów. Jest to dobre rozwiązanie dla wielopokoleniowych i zamożnych rodzin, które mogą w pełni wykorzystać potencjał takich rozwiązań. W Polsce usługi z zakresu family office wciąż jeszcze nie są tak powszechne jak na Zachodzie. Dlatego do niedawna rodzimi klienci poszukujący takich rozwiązań byli zmuszeni szukać ich zagranicą. Aktualnie w Polsce praktyką najlepszych banków oferujących private banking jest współpraca z kancelariami prawno-podatkowymi, które przeprowadzają Klienta przez skomplikowany proces sukcesji. Rozwój tych usług daje Klientom obecnie możliwość zarządzania swoim kapitałem na miejscu, w Polsce.

Sprawiedliwie, nie znaczy równo

Wprowadzanie dzieci do biznesu i zarządzanie dziedziczeniem bogactwa powinno się zacząć wcześniej niż później. Tymczasem właściciele firm, zajęci rozwijaniem swojego biznesu, często o tym zapominają. Jest to istotne dla przetrwania firmy, by ktoś był gotowy do jej przejęcia, gdy odejdzie jej właściciel. Spadkobierczyni koncernu Bigelow Tea Company, Cindy Bigelow spędziła w firmie 20 lat, przechodząc przez prawie wszystkie działy, zanim zasiadła w fotelu prezesa. Warto pamiętać, że podział majątku, a tym samym odpowiedzialności za niego nie musi być równy, ale musi być sprawiedliwy. Nie każdy bowiem chce lub czuje się na siłach, aby zarządzać dorobkiem rodziców. Bardzo często młodsze pokolenie ma zupełnie inne życiowe plany. Założyciel amerykańskiego giganta w branży spożywczej  – Wal-Marta miał czworo dzieci. Dziś jedynie dwoje z nich zarządza firmą, zasiadając w jej zarządzie. Dwoje pozostałych zadowoliło się pozycjami wpływowych akcjonariuszy. – Bywa tak, że dzieci czerpią pełnymi garściami z aktywności zawodowej swoich rodziców, ale gdy przychodzi co do czego nie są zainteresowane przejęciem na przykład odlewni, która była całym życiem ich ojca. Chcą żyć inaczej. Ważne jednak, by nie zmarnowały kapitału, który otrzymują – uważa prof. Małgorzata Bombol. Zdaniem eksperta Deutsche Bank większość majątków i biznesów rodzinnych w Polsce jest jeszcze na etapie wymagającym kontynuacji oraz rozwoju. – Wiele z tych przedsiębiorstw znajduje się nadal w fazie wzrostowej, jest więc jeszcze za wcześnie, żeby je sprzedać lub spieniężać. W takiej sytuacji warto, aby dzieci kontynuowały biznes rodzinny – wyjaśnia Beata Majewska, Dyrektor Departamentu Private Banking w Deutsche Bank.

Z czym w takim razie dzieci zamożnych Polaków wchodzą w dorosłe życie? – Na pewno z dobrym wykształceniem, aspiracjami, które przejęli po rodzicach i z dużymi zdolnościami adaptacyjnymi do każdej sytuacji. Część z nich, co bardzo ważne, ma także poczucie, że nie musi już nikomu niczego udowadniać – podsumowuje prof. Bombol.

[i] https://www.kpmg.com/ca/en/services/kpmg-enterprise/centre-for-family-business/documents/3468_succession.pdf

[ii] http://www.theguardian.com/society/2015/jan/31/inheritance-britain-wealthy-study-surnames-social-mobility

 

[iii] http://www.brookings.edu/blogs/social-mobility-memos/posts/2015/01/30-wealth-inheritance-mobility-sawhill

 

[iv] http://www.firmyrodzinne.eu/wydarzenia/sukcesja-aspekty-prawne