Home Aktualności Rynek walutowy. Czas, by pomyśleć dwa razy

Rynek walutowy. Czas, by pomyśleć dwa razy

Pierwsza fala odejścia od ryzyka przetoczyła się przez rynki finansowe za przewodnictwem rynku akcji, choć trzeba nadmienić, że Wall Street z poświęceniem broniło się przed kapitulacją. To jeszcze nie moment, by stwierdzać, że mamy do czynienia z totalnym odwrotem, ale teraz inwestorzy będą się zastanawiać dwa razy, nim powiększą pozycje w ryzykownych aktywach.

Jeśli ktoś zerka na rynek szerzej niż na EUR/USD, nie mógł się wczoraj nudzić. Pozytywny sentyment budowany od początku miesiąca natrafił na pierwsze wyboje. Europa pociągnęła korekcyjny nastrój z Azji, a później w te same tony wpisała się giełda z Nowego Jorku, choć krótko po otwarciu było widać, że byki nie chcą łatwo oddać pola. To, że obecnie wahania sentymentu są głównym determinantem dla rynku, widać po zachowaniu cen ropy naftowej, których huśtawka była zbieżna z ruchami indeksów. Dziś na azjatyckich parkietach dominuje czerwień, a próby powrotu optymizmu nie wspierają kolejne dane z Chin. We wrześniu CPI osłabił się mocniej do prognoz do 1,6 proc. r/r z 3 proc. w sierpniu i prognozie 1,8 proc. Rynek może się jeszcze oszukiwać, że słabsze dane to nadzieja na reakcję chińskich władz, ale na koniec okaże się to zbyt słabą podporą dla tak silnego apetytu na ryzyko, jaki obserwowaliśmy w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Ryzyko korekty wzrasta z każdą godziną.

Waluty Antypodów oberwały dość mocno, choć kiwi zdołał już powstać z kolan. Prezes Banku Rezerwy Nowej Zelandii Graeme Wheeler powiedział wczoraj, że dalsze cięcia stóp procentowych są prawdopodobne, co uderzyło mocno w NZD. Mimo to nagłówki w serwisach informacyjnych były bardziej gołębie niż samo wystąpienie Wheelera, gdzie wskazał on także na poprawę w niektórych wskaźnikach ekonomicznych bez wyraźnego odnoszenia się do wartości waluty. To pomogło w odrabianiu strat przez kiwi i zatrzymało wzrost dyskonta obniżki przed posiedzeniem 29 października. My dalej oczekujemy cięcia, ale rynek więcej przekonania może zyskać dopiero, gdyby dane o CPI w czwartek rozczarowały.
AUD traci, gdyż Westpac, drugi bank w Australii, zdecydował się podnieś oprocentowanie na kredytach hipotecznych, by zabezpieczyć się przed przyszłym kryzysem finansowym. Jednak dla rynków jest to zaproszenie RBA do cięcia stóp, by zrównoważyć podwyżkę (+25 pb) Westpac. Prawdopodobieństwo obniżki RBA w listopadzie skoczyło do 34 proc. z 20 proc. na początku tygodnia i możemy zobaczyć dalszą rewizję oczekiwań rynkowych. Długa pozycja na EUR/AUD wygląda zachęcająco.

Wstępny optymizm wokół funta na doniesieniach o dużym przejęciu w branży piwnej został zniszczony negatywnym odczytem CPI. Siła funta obecnie zależy od przybliżenia oczekiwań na pierwszą podwyżkę Banku Anglii a powrót deflacji tutaj nie pomaga. Obecna wycena pierwszej podwyżki na początek 2017 r. jest absurdalnie daleka i oferuje spore pole do umocnienia funta w średnim terminie. Dziś dane o wynagrodzeniach (10:30) mają szanse pobudzić spekulacje o budowaniu się presji płacowej.

Euro nie przejęło się dramatycznym spadkiem ZEW wczoraj, nawet jeśli zwiększa on prawdopodobieństwo poszerzenia luzowania ECB. Ale po przedstawicielach banku nie widać chęci do działania już teraz, więc rynek nie zawraca sobie głowy tym tematem. EUR/USD skupiony jest na systematycznej redukcji krótkich pozycji i jest coraz bliżej retestu oporu na 1,1460. Dzisiejszy odczyt produkcji przemysłowej z Eurolandu (11:00) ma pokazać spadek o 0,5 proc. m/m, ale powinien przejść bez echa. Po południu dane o sprzedaży detalicznej z USA (14:30) przyciągną największą uwagę. Główna figura może wyjść słabiej (prog. 0,2 proc. m/m) przez niższe ceny paliw, choć sytuację będzie ratować solidna sprzedaż samochodów. Wzrost sprzedaży bazowej o 0,3 proc. powinien podtrzymać oczekiwania na silny udział konsumpcji we wzroście w III kwartale. Dla USD to jednak małe pocieszenie, gdyż nie jest to czynnik istotny obecnie dla Fed i tylko spore rozczarowanie może zatrząść rynkiem.

Dziś otrzymamy pierwszą pulę danych z Polski, ale tylko saldo rachunku bieżącego może mieć wpływ na złotego. Pierwsze oznaki słabnięcia eksportu będą przestrogą dla prognoz wzrostu PKB w II połowie roku, podkopując solidne fundamenty złotego. 4,20 na EUR/PLN ponownie się oddala, a perspektywa wyborów jest dodatkowym magnesem przyciągającym kurs do 4,25.

Sporządził: Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.